Brak wpisów w tej kategorii.

Tag: prześladowania

  • Korespondencja z pedofilskim dziennikarzem Wojciechem Wybranowskim z „Rzeczpospolitej”

    Korespondencja z pedofilskim dziennikarzem Wojciechem Wybranowskim z „Rzeczpospolitej”

    W dniu 3 stycznia 2011 Pan Wojciech Wybranowski, dziennikarz zawsze „na bani” i „na haju”, jak na brukowce przystało, napisał na adres w portalu Facebook oraz do kilku przypadkowych stron internetowych piszących o prześladowaniach Antypedofilskiego Bractwa Himawanti oraz Mohana Ryszarda Matuszewskiego kilka zapytań, pokazujących jego stan upojenia alkoholowego i delirki oraz stopień rozkładu mózgu po zaćpaniu i przepiciu sylwestrowym. Imbecylne pytania Wybranowskiego zaznaczono na czerwono dla podkreślenia nieuctwa i choroby mózgu Wojciecha, który widać czytać nie umie i nic z kilkunastu stron Bractw Himawanti nigdy nie czytał, ale pisać postanowił, jak to dziennikarska pijaczyna i ćpunek z sekty Opus Dei aka Fronda!

    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Szanowny panie Wojciechu Wybranowski z brukowca „Rzeczpospolita”, zarówno Ryszard Matuszewski jak i Bractwo Himawanti prowadzi nadal zajęcia JOGI oraz szkolenia z tego zakresu, co może sobie pan wyczytać chociażby ze strony internetowej himavanti.org. Ale żeby to sobie wyczytać, trzeba się najpierw czytać nauczyć, dlatego polecam skończenie szkoły podstawowej, albo profesjonalną terapię pomagającą wyjść z analfabetyzmu! Też czytać umiem i widzę, że pan pytania swoje dla mnie wysłał po opublikowaniu pańskiego pedofilskiego paszkwila w pańskim internetowym brukowcu o nazwie „Rzeczpospolita” aka „Fronda” i „Wirtualna Polska”. Żwiadczy to o pańskim pustogłowiu i krańcowym stopniu katolickiego zidiocenia dogmatycznego czyli ideologicznego, którego pan nabył w niebezpiecznej sekcie Opus Dei i jej przybudówkach takich jak rzeczona faszystowsko-frankistowska Fronda. Czyniąc zadość pańskiej ciekawości uprzejmie informuję, że w zajęciach prowadzonych przez Mohana Ryszarda Matuszewskiego można wziąć udział, jeśli posiada się już bardziej zaawansowany stopień umiejętności celem podjęcia kursu dla instruktorów jogi, medytacji, relaksacji oraz terapii duchowych dla ofiar przemocy, terroru, gwałtu i pedofilii katolickiej. Jeśli poćwiczy pan ze trzy lata, być może uda się panu zakwalifikować na bezcenny i profesjonalny program zajęć prowadzony przez Mohana Ryszarda Matuszewskiego. W Polsce jest szacunkowo ponad 30 tysięcy klubów, grup i ośrodków jogi, medytacji, relaksacji, uzdrawiania, terapii duchowych i podobnych, a w około połowie z nich znajdziesz pan stosowne informacje, po odpowiednim czasie treningu i wykazaniu się umiejętnościami.

    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Szanowny panie Wojciechu Wybranowski z brukowca „Rzeczpospolita”, Święte Bractwo Himawanti nie zmieniło nazwy, po prostu używa swoich nazw zamiennie, gdyż Bractwa Himawanti to proszę pana, netowego leniwca, bo ma pan to na wielu stronach w internecie wyraźnie napisane, federacja ponad 80-ciu organizacji, ruchów i zrzeszeń, które mają podobny profil działalności, w sumie bardzo wszechstronny. Od stycznia 1983 roku kiedy Bractwo Himawanti w Polsce na nowo powstało po okresie pewnego rozpadu, używamy nazw takich jak Antypedofislkie Bractwo Zakonne Himawanti, Święte i Błogosławione Bractwa Zakonne Himawanti – Ruch Ofiar Molestowanych i Gwałconych w Dzieciństwie przez Katolickich Księży Pedofilów czy Antypedofilski Ruch Społeczny Himawanti. Wystarczy poszperać na stronach internetowych takich jak himawanti.eu czy himavanti-wordpress.com aby sobie wszystkie te informacje znaleźć, ale widać ma pan zbyt mało krwi w alkoholu jak to u pijaczyn dziennikarskich bywa, takich jak pan, co najpierw publikują swojego marnego i debilnego paszkwila ze swych pedofilskich skłonności wyprodukowanego wśród spirytusowych oparów, a potem przysyłają pytania. Zresztą tych odpowiedzi ani pan ani pańscy poprzednicy pokroju bi-lesby pedofilskiej, alkoholiczki po rozwodzie, pozbawionej praw rodzicielskich Moniki Bartkowiak, nie raczycie nigdy opublikować. Część religijna jest dla chętnych, którzy po zgwałceniu przez księży katolickich lub przez zakonnice nie ma ochoty na uprawianie katolicyzmu, ale chcą być w jakiejś formie duchownymi, zatem mają okazję zostać kapłanami w tradycji wedyjskiej czy hinduistycznej. Powołanie, rzecz święta i gdzieś musi się realizować. Nie wszyscy mają ochotę na religię czy wiarę, zatem po terapiach mogą sobie spokojnie być ateistami albo antyklerykałami. Nam to nie przeszkadza. Ważne, żeby trauma tysięcy osób rocznie zgwałconych fizycznie lub psychicznie przez katolickie duchowieństwo została zredukowana, a dusze i pamięć uleczone.

    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Szanowny panie Wojciechu Wybranowski z brukowca „Rzeczpospolita”, Bractwo Himawanti, antypedofilskie zresztą, co jest istotne, a przez bydło dziennikarskie pomijane w publikacjach, z innymi organizacjami hinduistycznymi nie posiada związków organizacyjnych. Staramy się jednak wszelką naszą konkurencję hinduistyczną taką jak Hare Krishna, Misja Czaitanya, Radha Krishna, Swami Tirtha, Ruch Sai Baba, Sagara Tirtha, Himalaya-Tirtha, Kriya Yoga czy Tantra Yoga tolerować bardziej niż pan i pańska sekta Opus Dei aka Fronda czy „Rzyćpospolita” katolicką konkurencję w postaci Świadków Jehowy, Zielonoświątkowców czy Kościoła Niebo. Z konieczności oczywiście wszystkie organizacje wyznaniowe hinduizmu, których jest ponad 10 tysięcy na świecie korzystają z dzieł takich jak Bhagavad Gita albo Kamasutra, zatem pewnie znajdziesz pan podobieństwa w postaci takich samych źródłowych tekstów hinduistycznych na portalach wielu bardzo różnych w rzeczywistości ugrupowań hinduistycznych. W Indii jest Dziesięć różnych nurtów religijności, a Bractwa Himawanti, antypedofilskie zresztą, o czym sobie pan popamiętasz, reprezentują tylko jeden z nich, zatem można powiedzieć, jest to jeden z dziesięciu typów duchowości i jogicznych terapii duchowych, jeśli o główne strumienie myśli filozoficznej chodzi. Jest nam najbliżej do wedyjskich wojowników związanych z Boginią Kali czyli do Bractwo Thuga. Popatrz w oczy Bogini Kali, a na pewno zrozumiesz, o ile masz pan czym rozumieć, bo każdy kieliszek spirytusu pozbawia pana kolejnych tysięcy neuronów, do myślenia koniecznych. Rozumiemy, że chciałby pan za jednym razem ustrzelić wszystkie ugrupowania hinduistyczne, ale tak łatwo to nie będzie, zresztą w ostatnich trzech latach przywędrowało do Polski z 15-cie nowych ruchów hinduistycznych, co oczywiście zwiększa konkurencję wśród ofert duchowych oraz terapeutycznych. Nam czyli Bractwu Himawanti bliższy jest Chrześcijański Kościół Leczenia Duchem Świętym „Niebo”, którego lider Bogdan Kacmajor zgromadził około 300 ofiar zgwałconych w dzieciństwie przez księży pedofilów i zakonnice pedofilki, a które wyleczył z pomocą terapii duchem świętym. A za to pedofilscy księża z pedofilskiego kościoła katolickiego i jego pedofilskich ośrodków antykultowych wsadzili pedofilską mendę eSBecką z UOP, żeby jego ten Kościół znieważać, lżyć i potępiać, bo się pedofilskim aktywistom pańskiego pokroju, tylko deczko starszym nie spodobał, bo nagłaśniał chucie księży seksualnie zboczonych z Maryją na ustach i penisach, którymi dziatwę dymali po plebaniach i oazach Światło-Życie czyli młodzieżówkach sekty Opus Dei. I w tym sensie panie Wojciech Wybranowski, bliżej nam do Kościoła „Niebo” niż do niektórych innych organizacji o hinduistycznym image, które odbierają nam część uczestników różnych zajęć, ale które musimy jakoś znosić.

    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Szanowny panie Wojciechu Wybranowski z brukowca „Rzeczpospolita”, cieszę się, że podaje pan numer swojego telefonu, zatem pozwolę sobie zachęcić tutaj wszystkie ofiary pańskiego pedofilskiego paszkwila w pedofilskim brukowcu Rzeczpospolita aka Fronda zamieszczonym z okazji kolejnej rocznicy reaktywacji Antypedofilskiego Bractwa Himawanti, aby te ofiary, któreś pan swoim kutaskiem pedofilskim i ryjem czyli mordą pedofilską oraz pedofilską klawiaturą od pańskich zbiorów pedofilskiej pornografii zaspermioną zachęcić aby na ten numer „697-770-451” składały reklamacje i do ucha ryknęły panu pedofilowi dziennikarskiemu z Frondy i Rzepy co o nim myślą!

    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Szanowny panie Wojciechu Wybranowski z brukowca „Rzeczpospolita”, uprzejmie dziękuję panu za wyrazy pańskiego pedofilskiego poważania, których prawdziwy, czyli iście upiorny i diabelski charakter widać w publikacji pańskiego zawsze pedofilskiego brukowca o nazwie „Rzeczpospolita”. Wyrazy te, wszystkie, co pan tam nagryzmolił śmierdzą nie mniej ohydnie niż pański zawsze niedomyty kutas w ustach gwałconych przez pana dzieci i niemowląt!

    [A Oto i dalsza II część korespondencji!]:

    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Szanowny panie Wojciechu Wybranowski z brukowca „Rzeczpospolita”, nie jest to prawdą, bo chyba pański kolega od dymania dzieci niedomytym penisem z Katowic i Chorzowa, gangster PIEDAR czyli osławiony już Dariusz Pietrek tylko mógł nagadać panu takich bzdur. Jakoś przez ostatnie dwa lata, od grudnia 2008 nie przesłuchiwała mnie policja i to pomimo moich nalegań, aby zamknąć wreszcie tego śląskiego pedofila i jego mafię pedofilską z siedzibą w Katowicach i na Śląsku. Jak panu wiadomo, jeśli pan czyta cośkolwiek, Dariusz Pietrek jest zamieszany w zabójstwo Barbary L., antypedofilskiej działaczki z Zabrza i jeszcze nie został za to ukarany, ani jego trzej wspólnicy, którzy przez świadka zabójstwa zostali rozpoznani. I ma pan się tutaj czego bać, bo świadek pana także pamięta, podobnie jak pozostałych dwóch wspólników zabójstwa: Marcina P., oraz Tadeusza M. Z Wilamowic. To takie same alkoholiki i popaprańce z wojtyłowej mafijnej sekty Opus Dei, co już za Franco umiała tylko kraść, dzieci gwałcić i upijać się do nieprzytomności. W szczególności zatem w ciągu ostatnich trzech miesięcy nikt mnie nie przesłuchiwał, a jakby jakiś pański kolega pedofil z policji lub pedofil prokurator z pańskiej sekty Opus Dei chciał mnie przesłuchać, to dla oszczędności przypominam adres korespondencyjny w Polsce: Mohan Ryszard Matuszewski, P.O. Box 247, 44-100 Gliwice UP 1. Mój sekretarz odbiera pocztę i dostarcza do mnie, tak, że w ustawowych terminach na pewno poczta dojdzie. Tylko jak pan panie pedofilski dziennikarzu naśle na mnie swoich pedofilskich kumpli z policji czy prokuratury, to Bractwo Himawanti uprzedza, że wszystkie te pedofilskie ryje z sekty Opus Dei, Frondy i Effatha wejdą do historii razem z reklamą ich skłonności i pozostaną w internecie aż do końca jego istnienia, czyli przeżyją najpewniej pedofilów zainteresowanych gnębieniem nas ich policyjnymi represjami kutasów pedofilskich z waszych pedofilskich przybudówek w prokuraturach i komendach. Antypedofilskie Bractwo Himawanti zdążyło się już bowiem od początku kutasowych waszych prześladowań w 1996 roku rozpoczętych przez pedofila Izydora M, z Jasnej Góry, że tylko szumowiny ruchające dzieci atakują Bractwo lub Mohana i nikt więcej! Niestety w policji i prokuraturze jest statystycznie nie mniej ścierwa pedofilskiego niż w zawodzie: ksiądz katolicki!

    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Szanowny panie Wojciechu Wybranowski z brukowca „Rzeczpospolita”, nie wiem jaki Pan cierpi na schizofrenię, ale wiem, że jakiś Pan Dariusz Pietrek leczy się regularnie po śląskich szpitalach psychiatrycznych, w Rybniku, w Toszku bywa i w Lublińcu. Znam to nazwisko proszę pana, wiem, że taki pacjent się leczy na schizofrenię paranoidalną, bo jako terapeuta spotykam się często z innymi terapeutami i rozmawiamy o co trudniejszych do wyleczenia pacjentach. Sporo policjantów i księży leczy się psychiatrycznie po szpitalach zamkniętych, a wśród podstarzałych zakonnic katolickich schizofrenia to prawdziwa plaga, bo co trzecia jest leczona psychiatrycznie na stałe i jest czego się wstydzić! Od 1981 roku, jeszcze zanim wstąpiłem do Antypedofilskiego Bractwa Himawanti prowadziłem kilkudniowe terapie dla alkoholików, narkomanów, ofiar przemocy i gwałtu, także w rozmaitych przychodniach, szpitalach oraz ośrodkach terapeutycznych. To mój zawód i nie wstydzę się tego, nawet jak mnie pedofilscy gangsterzy, producenci dziecięcej pornografii kazali przebadać kilka razy na głowę. Niestety trzy razy badania zlecane przez pańskich kumpli pedofilów i producentów pornografii z dziećmi oraz zwierzętami, w czym jak rozumiem po pańskiej publikacji pan gustujesz, unieważnił SĄD NAJWYŻSZY wyrokiem kasacyjnym! Zatem z punktu prawa nie tylko, że Mohan Ryszard Matuszewski nie ma żadnej choroby, ale też nie był badany, bo kasacja wstecznie potrafi skasować różne debilne pomówienia preparowane przez chorych na zboczenie seksualne do kochania się z dziećmi doodbytniczo, na jakie cierpisz pan i jaki PIETREK ze Śląska. Tym się różnimy panie dziennikarski pedofilu kochający pornografię na której psy i knury ruchają niemowlęta, że ja mówię o faktach, a pan cynicznie wciska jakieś idiotyzmy swoim czytelnikom, którzy jednak nie są tak cynicznie zboczeni jak pan i pańska sekta Opus Dei aka Fronda. Prawdą jest, że jestem zdrowy i czuję się dobrze, a w nielegalnym internowaniu przez pańskie sekciarskie pedofilsko-katolickie gestapo faszystowskie z Opus Dei w aresztach tego pedofilią księżych kutasów skażonego kraju – Polskiego Pedofilskiego Raju cierpiałem na klaustrofobię, ale na to jak mówi służba aresztowo-katolicka cierpią prawie wszyscy osadzeni w aresztach wydobywczych, stosowanych w Polsce nielegalnie zbyt długo na wzór pedofilsko-katolickiej inkwizycji rodem ze średniowiecza i sądów biskupich!

    Co istotne, to pański IDOL panie Wojtku Wybranowski, kapusto eSBecka z Poznania, szef i założyciel niebezpiecznej pedofilskiej sekty OPUS DEI przez prawie rok leżał w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym, gdzie się leczył z urojeniowej psychozy lękowej o obrazie schizofrenii paranoidalnej, a potem uciekł z zakładu psychiatrycznego i założył sektę Opus Dei, znaną ze skandali ekonomicznych i seksualnych ala Ryszard Matkowski rabunek pół miliarda złotych z banków, którą to kasę przepieprzył w burdelach Rzymu, o czym pan sobie w Rzepie i Frondzie napisz solidnego paszkwila na uspokojenie pańskich spedofilałych nerwów!

    A i jeszcze z wrodzonej uprzejmości i kurtuazji zapytam pana panie Wojciechu Wybranowski grzecznościowo, jak tam w Tworkach było na wczasach? Przepustkę pan dostał na Nowy Rok, że paszkwile pan na mnie piszesz, czy uciekłeś pan znowu i policja pana szuka? Jesteś pan przed kastracją czy już po chemicznej kastracji. Chyba gorzej panu, jak rozumiem z pańskiej publikacji w Rzeczpospolitej i na FronT|TTdzie. Rozumiem nienawiść pedofilów do mnie, że trochę cierpią przy kastracji, ale to jest zdrowsze dla tysięcy dzieci rocznie, choć staram się rozumieć pański ból! Zostały już panu tylko te filmy porno z dziećmi i knurami… Jaka wiara tacy wyznawcy. Osiem milionów alkoholików, dwa miliony narkomanów.

    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Szanowny panie Wojciechu Wybranowski z brukowca „Rzeczpospolita” aka Fronda, uprzejmie odpowiadam, że nie byłem aresztowany za groźby karalne pod adresem herszta pedofilskiej sekty KANA z Katowic, a przynajmniej nic o tym jeszcze nie oficjalnie nie wiem. Otóż kiedy pan szef śląskich producentów pornografii dziecięcej, podejrzewany o brutalną pedofilię zakrystialną Dariusz Pietrek ksywa „Piedar”, kumpel i wspólnik „Krakowiaka” oskarżył mnie o groźby karalne gibałem areszt i pieski zwane policjantami, kumple gangstera „Piedara” przyszły mnie aresztować na adres aresztu w którym przebywałem. Tak psy, kumple mafiosa śląskiego biznesu pedofilsko-pornograficznego jak i gady aresztowe były zaskoczone, że policja przychodzi do aresztu i chce kogoś zatrzymać, aby wystąpić do sądu o areszt tymczasowy. Pewnie pan jako pedofil dziennikarski wódką i marychą zawsze zaćpany oraz nawalony jak perszing, nie wiesz czym się różni zatrzymanie od aresztowania, ale nie to już panu pańscy pedofilscy koledzy policjanci co dymają razem z panem dzieci w pedofilskich burdelach wyjaśnić raczą! Uśmialiśmy się przy tym, ja i gady, a psy na smyczy i żołdzie Dariusza Pietrka były wnerwione. Aresztanta nie mogły ani zatrzymać ani aresztować. Ani przesłuchać, bo odmówiłem wyjścia z celi bez pisemnego nakazu prokuratora, który pechowo akurat był na urlopie. Jaja w tej katolicyzmem spapranej Polsce słynnej z mafii pornopedofilskich na Śląsku, w Bydgoszczy, Poznaniu, Gliwicach i Warszawie. Psy z pietrkowej komendy mogły w takiej sytuacji zrobić pałąk się wysrać albo podnieść łapkę i podlać murek pierdla. Tak to do aresztowania nie doszło, a pan gangster Piedar, niech tam Pierdół nie wciska, bo go w Rybniku albo w Toszku na stale zamkną! I co ważne Sąd umorzył postępowanie aranżowane przez gang Dariusza Pietrka z uwagi na wyniki Kasacji w innej sprawie, podobnie idiotycznie spreparowanej przez inne osoby z tego samego pedofilskiego gangu producentów pornografii z dziećmi i zwierzętami. Nie lubią mnie pieprzące dzieci zboczki, to jest pewne!

    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Szanowny panie Wojciechu Wybranowski z brukowca „Rzeczpospolita”, cieszę się, że podaje pan swój email, zatem pozwolę sobie zachęcić tutaj wszystkie ofiary pańskiego pedofilskiego paszkwila w pedofilskim brukowcu Rzeczpospolita aka Fronda zamieszczonym z okazji kolejnej rocznicy reaktywacji Antypedofilskiego Bractwa Himawanti, aby te ofiary, któreś pan swoim kutaskiem pedofilskim i ryjem czyli mordą pedofilską oraz pedofilską klawiaturą od pańskich zbiorów pedofilskiej pornografii zaspermioną zachęcić aby na ten email „w.wybranowski@rp.pl” składały reklamacje i do skrzynki emailowej ryknęły panu pedofilowi dziennikarskiemu z Frondy i Rzepy co o nim myślą!

    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Szanowny panie Wojciechu Wybranowski z brukowca „Rzeczpospolita”, uprzejmie dziękuję panu za wyrazy pańskiego pedofilskiego poważania, których prawdziwy, czyli iście upiorny i diabelski charakter widać w publikacji pańskiego zawsze pedofilskiego brukowca o nazwie „Rzeczpospolita”. Wyrazy te, wszystkie, co pan tam nagryzmolił śmierdzą nie mniej ohydnie niż pański zawsze niedomyty kutas w ustach gwałconych przez pana dzieci i niemowląt!

    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Ryszard Matuszewski 4 styczeń o 13:26

    Poczytaj sobie trochę w internecie, leniu z sekty Opus Dei, zawsze pedofilskiej!

    Linki:

    Strona indyjska Himawanti (http://himavanti.org/)
    Forum warszawskie Himawanti (http://himavanti.pun.pl/)
    Grupa dyskusyjna Himawanti na Yahoo (http://groups.yahoo.com/group/HIMAWANTI-OM/)
    Strona prywatna Himawanti na wordpress blog (http://himavanti.wordpress.com/)
    Blog prywatny Janusza na wordpress (http://himawanti108.wordpress.coml/)
    Prywatny blog Janusza na serwerze blox.pl (http://prawdziwyhimawanti.blox.pl/)
    Strona prywatna o Mistrzu Lalita Mohan Baba-Dżi (http://lalita-mohan.webs.com/)
    Strona prywatna Kapalidevi o Himawanti (http://www.freewebs.com/himawanti/)
    Album indyjski Himawanti na Picasa (http://picasaweb.google.pl/HIMAWANTI.SANGHA/)
    Prywatna strona o represjonowaniu Bractwa w Polsce (http://bractwo-himawanti.webs.com/)
    Amerykańsko-Polska strona o represjonowaniu Guru (http://www.ryszard-matuszewski.com/pl/)
    Filmy Himawanti na YouTube (http://www.youtube.com/user/LalitaMohanBabaji108)
    Grupa Himawanti na Facebook’u (http://www.facebook.com/group.php?gid=340839768920)

    A i mam do ciebie zwyrodnialcu z pedofilskiej mafii kilka pytań:

    1. Ile dzieci dymasz tygodniowo pedofilska kanalio z Rzeczpospolitej?
    2. Czy „Rzeczpospolita” to w całości opusdeistyczna pedofilska sekta?
    3. Czy to prawda, że łowisz dzieci, Galerianki na Placu Trzech Krzyży i jesteś w zarządzie Polskiej Mafii Pedofilów?
    4. Czy korzystałeś z usług seksualnych w pedofilskich burdelach pedofilskiej mafii śląskiej Dariusza Pietrka?
    5. Czy Naczelny „Rzeczpospolitej” jest dyrektorem złodziejskiej i pedofilskiej sekty Opus Dei?
    6. Która tam kanalia pedofilska z sekty Opus Dei zleciła ci w rocznicę powstania Antypedofilskiego Bractwa spreparowanie z gruntu kłamliwego i oszczerczego paszkwila pedofilskiego?
    7. Czy w pisaniu oszczerstw motywowały tobą twoje nieleczone psychiatrycznie skłonności pedofilskie do dzieci i niemowląt?

    Z poważaniem

    Przedstawicielstwo Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti
    Założonego w Polsce w dniu 3 stycznia 1983 roku.

    Opiekunowie profilu Lalita Mohana
    Angelika i Thomas Burton


    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Ryszard Matuszewski 4 styczeń o 14:05

    Zapłacicie Mohanowi odszkodowanie, pedofilska sekto w Rzeczpospolitej!

    http://www.ryszard-matuszewski.com/pl/nauka_pedofilskiej_religii,670,,list.html

    Ryszard Matuszewski
    www.ryszard-matuszewski.com
    Ryszard Matuszewski – jego przesladowania przez faszystowski rezim Polski i antysektowe agendy inkwizycji.

    Profil Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie odpowiada pedofilskiemu dziennikarzowi:

    Ryszard Matuszewski 4 styczeń o 14:12

    A Tobie dewiancie z pedofilskiej mafii nawet Tuskowa kastracja nie pomaga? Co? Do kastracji się zgłoś jeszcze raz zboczku seksualny bzykający dzieci, opusdeistyczna szumowino i usuwaj te oszczerstwa wyssane z twojego pedofilskiego penisa!

    I na tym jak na razie koniec jest uprzejmej wymiany poglądów pomiędzy internetowym profilem dziennikarza z pedofilskiej sekty Opus Dei, a profilem założonym dla obrony Mohana Ryszarda Matuszewskiego – najbardziej znanego w Polsce terapeutę osób gwałconych oraz molestowanych w dzieciństwie ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek.

    Na wieczną pamiątkę pedofilskich zbrodni Kościoła katolickiego w Polsce i na świecie.

    Z uwagi na brak odpowiedzi i histeryczną, paranoidalną reakcję ze strony dziennikarza Rzeczpospolitej, Wojciecha Wybranowskiego należy sądzić, że postawione mu w siedmiu pytaniach zarzuty są poprawne i coś jest na rzeczy.

    Redakcja portalu i Ruch Ofiar Księży w Polsce

    Antypedofilskie Bractwa Zakonne Himawanti
    Ruch Ofiar Gwałconych w Dzieciństwie przez
    Katolickich Księży Pedofilów i Zakonnice Pedofilki

    Koordynatorzy Krajowi:
    Angelika i Thomas Burton

  • Jak niebezpieczna sekta Opus Dei i jej członek Wojciech Wybranowski zwalczają Antypedofilskie Bractwo Himawanti w Rzeczpospolitej i na Facebooku!

    Jak niebezpieczna sekta Opus Dei i jej członek Wojciech Wybranowski zwalczają Antypedofilskie Bractwo Himawanti w Rzeczpospolitej i na Facebooku!

    – Uwaga, to niebezpieczna sekta – ostrzega pedofilny Dariusz Pietrek, szef Pedofilskiego Centrum Psychomanipulacji i Prania Mózgów Dzieci w Katowicach i Chorzowie na Śląsku.

    Wojciech Wybranowski - sekta opus dei

    Rzeczpospolita napisała, piórem Wojciecha Wybranowskiego z zawsze niebezpiecznej satanistyczno-kościelnej sekty Opus Dei, że „Bractwo Zakonne Himawanti działało aktywnie w Polsce na przełomie lat 90-tych i początku wieku.”

    — To prawda, ale nie cała. Bractwo bowiem skupia głównie ofiary przemocy domowej, gwałtu, molestowania seksualnego w tym ofiary gwałcone przez licznych w Polsce i na świecie księży pedofilów i zakonnice pedofilki! Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti, o czym członek sekty Opus Dei Wojciech Wybranowski zapomniał napisać, działa oficjalnie od stycznia 1983 roku i zrzesza tysiące ofiar księży oraz zakonnic katolickich, chociaż nie wszyscy członkowie są po aż tak drastycznych przejściach! Niektórzy byli terroryzowani przez parafialne bojówki faszystowskiej inkwizycji wojtyłowej, w składzie ksiądz pedofil, mamusia i tatuś – chorzy psychicznie na wojtylizm wadowicki, zwalczali medytowanie z Buddą lub Kryszną, a przy okazji molestowali, stosowali przemoc, terror psychiczny, pozbawiali godności, niszczyli materiały o Jodze, Ajurwedzie, Tantrze, jak to czubki psychicznie chore, obłąkane przez wynaturzoną pedofilią i rozbojem ideologie katolicką, kościelno-wadowicką! I dlatego są ofiarami katolickiej sekty, zawsze niebezpiecznej, i jej zwyrodniałych bojówek, jak sekta Opus Dei, sekta dominikańska, a i wiele innych, jak sekta Radiomaryjców.

    Członek sekty Opus Dei w opusdeistycznym organie prasowym skażonym pedofilozą i pedofilią jakim widać jest Rzeczpospolita powtarza szereg inkryminujących i znieważających Swami Mohana Ryszarda Matuszewskiego oszczerstw oraz bzdur wyssanych z pedofilskich kutasków członków sekty Opus Dei wszystkich stopni i jej przybudówek pokroju Pietrkowej podsekty KANA znanej ze szczyny, od Katowic i Chorzowa aż do Pszczyny.

    Wojciech Wybranowski – członek faszystowskiej jak powszechnie wiadomo sekty Opus Dei ubolewa, że Mohan Ryszard Matuszewski:  „Teraz szuka sympatyków i wyznawców na portalach społecznościowych. Założył i prowadzi na popularnym, zwłaszcza wśród młodych, portalu Facebook dwa konta [w rzeczywistości sympatycy i uczniowie założyli, jak siedział w areszcie katolickiego gestapo cuchnącego papieską inkwizycją i smrodem z Wadowic]. Jedno mające charakter osobistego profilu, drugie organizacyjne – Himawanti [w rzeczywistości jest aż pięć kont zwanych fanpejdżami i świetnie się reklamują]. Jak zapowiada, ma to być grupa poświęcona kulturze duchowej i naukom mistrzów mądrości Dalekiego Wschodu, medytacji, jodze, tantrze oraz terapii ofiar przemocy, terroryzmu państwowego, gwałtu i pedofilii.” Wstawki w nawiasach kwadratowych od komentarów z portalu.

    — Aj waj, panie propedofilski Wojciechu Wybranowski, sympatyku księży maczających kutasy w ministrantach, i panu to tak bardzo przeszkadza, że aż w imieniu swojej pedofilskiej sekty Opus Dei musisz pan paszkwile pisać? Nie podoba się i boli, że ofiary księży mają fachowe terapie? A, i pewnie zaczną mówić głośno i domagać się odszkodowań od pedofilskiej sekty z siedzibą w Watykanie.

    Jak pisze Wojciech Wybranowski z sekty Opus Dei o profilach na Facebooku: „Szczególnie pomagamy ofiarom gwałconym w dzieciństwie przez księży pedofilów. Psychologia tantry i jogi jest szczególnie pomocna w terapii ofiar przemocy, terroru i gwałtu” – reklamuje się Himawanti na Facebooku. – To niepokojące. Jeszcze kilka lat wcześniej Himawanti werbowało, oferując kursy jogi, teraz werbuje pod innym pretekstem – mówi propedofilski kolega Wojciecha Wybranowskiego  niejaki Dariusz Pietrek z podsekty KANA w strukturze nazioli krzyżackich z Opus Dei.”

    — Pewnie nie zauważyli biedacy w sekcie Opus Dei i Rzeczpospolitej, że Antypedofilskie Bractwo Himawanti od początku do terapii duchowych ofiar księży pedofilów rekomenduje i oferuje zajęcia jogi, relaksacji oraz medytacji. Ofiary Kościoła katolickiego, brutalnie gwałcone przez księży mają bowiem często potrzeby duchowe, ale katolicyzm już ich nigdy nie zaspokoi… STOP KOŚCIELNEJ PEDOFILII! STOP KOŚCIELNEJ PRZEMOCY NA DZIECIACH!

    Wojciech Wybranowski kłamie wypisując brednie pokroju: „Jak dowiedziała się „Rz”, w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach jeszcze w 2009 roku prowadzono śledztwo dotyczące przestępstw popełnionych przez Himawanti. – Ustalę, czy jakieś postępowanie dotyczące tej grupy jest prowadzone również obecnie – zapowiada podinspektor Andrzej Gąska z katowickiej policji.” — To panie Wojciech Wybranowski z sekty Opus Dei, znanej z wymordowania 300 tysięcy Hiszpanów podczas waszej frankistowskiej dyktatury, czemu w owym 2009 nikogo z Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti żadna policja nie przesłuchiwała? Był to rok wyjątkowo spokojny, baliście się bowiem swoimi pedofilskimi kutasami się odzywać w waszych brukowcach opusdeistycznej „świętej czarnej mafii”. STOP PEDOFILOM W POLICJI PAŃSTWOWEJ!

    Wojciech Wybranowski twierdzi głupawo w swej propedofilskiej cieczce, że „Święte Bractwo Zakonne Himawanti (w Polsce od niedawna używa nazwy Bractwo Antypedofilskie Himawanti) odwołuje się do północnoindyjskiego kultu śiwaizmu. Powstało w 1983 r.” — Otóż panie Wojciechu Wybranowski, sympatyku czy wyznawco pedofilizmu stosowanego dzieciom doodbytniczo w katolickim kościele przez księży i działaczy parafialnych, nazwa używana od 1983 roku w Polsce to: Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti, Święte i Błogosławione Stowarzyszenie Ofiar Gwałconych w Dzieciństwie przez Katolickich Księży Pedofilów i Zakonnice Pedofilki. A że nazwa taka długa jest na różne sposoby skracana z tendencją do usuwania słowa „Antypedofilskie” przez dziennikarskich zboczków, to już nie jest nasza wina.

    Wojciech Wybranowski z zawsze pedofilskiej sekty Opus Dei wypisuje takie bzdury: „W Polsce taką grupę Matuszewski założył w 1994 r. Rok później ogłosił się prorokiem i przybrał imię Lalit Mohan. Grupa nigdy nie została oficjalnie zarejestrowana w Polsce. Wnioski o wpis Bractwa Himawanti do rejestru związków wyznaniowych były trzykrotnie (w 1996, 1997, 2003 r.) odrzucane przez MSWiA. Guru o utrudnianie rejestracji oskarżał Kościół katolicki. W 1996 r. wysłał list, w którym groził, że w okresie szczytu pielgrzymkowego dokona zamachu na klasztor na Jasnej Górze. Został skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata.”

    Tak głupi jest opusdeistyczny nawiedzony prorok pedofilizmu z Opus Dei, że nie zauważył iż Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti, zostało założone w 1983 roku w styczniu, a wystarczy zajrzeć na jedną ze stron Bractwa aby mieć rzetelne dane. I znów trzeba powiedzieć, że Pan Mohan Ryszard Matuszewski w 1996 roku jedynie zrobił zlot ofiar gwałconych przez księży pedofilów w Częstochowie z okazji maryjnego święta, a wcześniej był w Szwajcarii na obozie duchowym. Na dorocznym Zlocie Ofiar Księży Pedofilów było zaś jakieś 120 osób na bieżącej terapii ofiar z samej diecezji częstochowskiej, jednej z najbardziej pedofilskich, że aż biedny Dawid W. musiał zaszlachtować swego oprawcę, księdza pedofila, co go przez lata gwałcił z pomocą rodziny i całej zboczonej seksualnie wsi. O demonstracji ofiar księży zawiadomiony był prawidłowo Urząd Miejski, a policja napadła i po zatrzymaniu w komendzie zwanej Trójkątem pobiła oraz okradła Naszego Pana Mohana Ryszarda Matuszewskiego! Za organizowanie zlotu i demonstracji pedofilskim jak widać paulinom pod nosem, o co wściekły był jasnogórski zakonnik pedofil Izydor M.

    Wojciech Wybranowski - faszystowskie pozdrowienie sieg heil

    Propedofilski opusdeista Wojciech Wybranowski w brukowcu sekty Opus Dei pisze: „Rok później grupa wysłała do działaczy organizacji zajmujących się problemem destrukcyjnych sekt listy z wyrokami śmierci.” —Cóż rok później nic się szczególnego nie działo, a przy okazji, Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti nie jest sektą, tylko pierwszym w Polsce ruchem społecznym zrzeszającym ofiary księży pedofilów i zakonnic pedofilek, zatem panie propedofilski Wojciechu Wybranowski z sekty Opus Dei, radzimy zaglądać do słownika. Bractwo od niczego nie odpadło, ani w niczym nie jest stronnictwem politycznym jak faszystowska pańska, destrukcyjna i szkodliwa społecznie sekta Opus Dei! Warto poznawać jak politologicznie kłamią dziennikarze opłacani przez sektę Opus Dei – Zło w Kościele!

    Wojciech Wybranowski z sekty Opus Dei kłamie sobie dalej tak: „W 2002 r. Matuszewski został ponownie zatrzymany przez policję. Tym razem, jak wykazało śledztwo, miał planować zamach na papieża Jana Pawła II.” — problem w tym panie Wojciech Wybranowski, że śledztwo NIC nie wykazało, a KASACJA zwolniła pana Ryszarda Matuszewskiego do domu! Ale świnki pedofilskie z sekty Opus Dei, takie jak niejaki Wojciech Wybranowski z Rzeczpospolitej dalej powtarzają swoje debilne i paszkwilne plugawe wymysły oraz pomyje.

    Działacz pedofilskiej mafii Wojciech Wybranowski snuje znów fantazje: „W 2003 r. został ponownie skazany. Tym razem na trzy lata więzienia za napaść na byłą członkinię sekty.” — Wojciech Wybranowski jako pedofiluś sympatyk i ideolog kościelnego pedofilizmu zapomniał tylko napisać, że wyrok był nieprawomocny, a apelacja wywaliła idiotyczne wymysły Opusdeistycznej lesbuni lubiącej seks z dziećmi do kosza na śmieci, bo Pana Mohana oskarżała członkini sekty, owszem, ale sekty Opus Dei, czyli papieskie gówno z Bydgoszczy, była prostytutka, Bożena Rewald!

    Wojciech Wybranowski snuje dalej swe propedofilskie fantazje: „Sześć lat później ludzie „Mohana” umieścili m.in. w Internecie apele z wezwaniem do napaści na dom Dariusza Pietrka. – Sprawą zajęła się policja, „Mohan” został ponownie zatrzymany, ale okazało się, że nic mu nie grozi, bo został uznany za niepoczytalnego – zaznacza Pietrek. Listy z wyzwiskami i pogróżkami otrzymują od Himawanti także inni działacze organizacji zajmujących się problematyką sekt. – Przyszło kilka e-maili z pogróżkami i dość obscenicznymi wyzwiskami, z żądaniem, byśmy usunęli z naszych stron informacje o Himawanti – usłyszeliśmy w stowarzyszeniu Effatha pomagającym ofiarom sekt.”

    — Aj waj, panie Wojciech Wybranowski z faszystowskiej i złodziejskiej znanej ze skandali finansowych i pedofilskich sekty Opus Dei, czas panu przypomnieć, że sekta Effatha należy właśnie do najniebezpieczniejszych organizacji terrorystycznych na świecie, a Effatha po arabsku to to samo co Al-Fatha. Czy pan Wojciech Wybranowski został terrorystą, hamasowcem? A sześć lat później od 2003 roku to rok 2009, w którym akurat propedofilski Dariusz Pietrek miał kilka spraw sądowych za pedofilię i za publiczne znieważanie Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti. Zaiste, to Dariusz Pietrek lubiący dziwnie pracę z dziećmi przy kilku zarzutach o pedofilię był w 2009 roku sądzony, jako gangster, bandyta i pedofil! Niektóre sprawy jeszcze trwają!

    Wojciech Wybranowski z sekty Opus Dei pieprzy i pieprzy, bez sensu, jak to pedofile netowe podrywające dziatwę na gadkę szmatkę i kasiorę: „Działacze organizacji antysekciarskich przekonują, że aktywnością Himawanti w Internecie powinna się zająć policja. – Znów się uaktywnił? Sprawdzę u kolegów z kryminalnego, czy prowadzą jakieś działania, ale jeśli tak, będzie to objęte tajemnicą śledztwa – zaznacza podkomisarz Marek Słomski, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach. To w tym mieście mieszka „Mohan”. Sam Matuszewski nie odpowiedział na pytania „Rz” przesłane mu za pośrednictwem e-maila i poczty facebookowej.”

    — Hmm, skoro na usługach pedofilskiej mafii czyli sekty Opus Dei w tym ludzi pokroju Dariusza Pietrka jest jakiś komisarz Marek Słomski, trzeba publicznie zapytać policję w Gliwicach na Śląsku, czy ów komisarz też jest kuta…, znaczy członkiem sekty Opus Dei jak jego mocodawcy i czy lubi kuta…, znaczy członkiem bzykać dzieci doodbytniczo jak jego zboczeni seksualnie mocodawcy, którzy zlecili mu przeprowadzenie jakiegoś kolejnego pedofilskiego ataku na święte i błogosławione Antypedofilskie Bractwa Zakonne Himawanti.

    Pan Mohan panie Wojciech Wybranowski nie odpowiedział panu na pytania, ponieważ obsługą stron i emaili Bractwa zajmuje się zespół złożony z około 30-tu fachowców, a pan jak chce porozmawiać powinien „Guru” zaprosić do domu. A co, i do koperty wrzucić „Co Łaska”, a czemu nie? W pańskiej sekcie oddaje się całe majątki, a Pan Mohan Ryszard Matuszewski, bierze, ale tylko co łaska, za swoje bezcenne i bardzo profesjonalne usługi terapeutyczne!  Może pan pogadać ale o tym ilu biskupów i księży zorało panu odbyt i gardło, członkiem, rzec oczywista, i możesz pan panie Wojciech Wybranowski dostać zalecenia do terapii dla ofiar przemocy seksualnej w katolickiej sekcie. Chyba, że pan to lubisz, to wtedy terapia panu niepotrzebna, ale nie wszyscy lubią przymusowe molestowania na zakrystiach i plebaniach! Ach i trzeba czekać ze 14 dni na odpowiedź, a nie pisać emaili z datą po opublikowaniu debilnego paszkwila ala Opus Dei w gównianym brukowcu gazetowym!

    Jak ci się komisarzyku Marku Słomka z KMP Gliwice nie podoba działalność Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, to poddaj się profilaktycznej kastracji, bo jesteś i będziesz zawsze podejrzewany o ZBOCZENIE SEKSUALNE do dzieci! A i dzieci w internecie przed takim jak Wojciech Wybranowski ostrzegać trzeba, w ramach profilaktyki! Dziennikarz i skeanhed Wojciech Wybranowski to znany opinii publicznej przestępca kryminalny, który w maju 1997 roku przed teatrem Champs-Elysees w Paryżu dokonał zamachu na życie Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego podczas jego oficjalnej rządowej wizyty w Paryżu. Zamach na główę Państwa Polskiego, to czyn zdradziecki, a utwardzane jajka i kamienie którymi rzucał mogły zabić Prezydenta Polski na którego głosowała jednak większość wybroców. Zapewne na polecenie swojego mentora z redakcji radiomaryjnego „Naszego Dziennika” będącego organem niebezpiecznej toruńskiej sekty. Terrorysta zamachowiec Wojciech Wybranowski mieszka w Poznaniu, a właściwie to ukrywa się w Poznaniu, zarówno z powodu choroby alkoholowej na którą cierpi z powodu obrzydliwego katolickiego winopilstwa, a także przed alimentami po jakiejś niedoszłej byłej żonie, a w zasadzie konkubinie, albo po kilku kobietach, które sprofanował w przerwach od pedofilizmu, a one nie chciały z nim żyć, bo może jednak poznały już jego niebezpieczne zamiłowania.

    Pan Wojciech Wybranowski jest także kryminalistą prawomocnie skazanym za publikowanie oszczerstw i pomówień naruszających dobre imię i godność Tomasza Piątka. W uzasadnieniu sąd apelacyjny w II instancji w Warszawie zwrócił uwagę, że zamiast argumentów autor stosował ataki personalne. Wydawca tygodnika „Do Rzeczy” musiał zapłacić 10 tysiecy zł zadośćuczynienia i ponad 3 tysiące zł kosztów sądowych oraz opublikować przeprosiny. Takie skłonności kryminalne Wojciecha Wybranowskiego pokazują, że może być niebezpiecznym paranoikiem, bo akurat chorzy psychicznie na paranoję często stosują pomówienia i oszczerstwa, które pasują im do ich urojeń, w miejsca gdzie nie mają żadnych argumentów ani faktów na poparcie swoich chorobowych tez. Znajomi z poznańskiej dzielnicy sugerują jednak, że może to być paranoja alkoholowa w przebiegu winomszalnej choroby alkoholowej z urojeniami. Rzekomy stan kawalerski zwany teraz singlem, to często rozpusta seksualna jako grzech, oprócz pijaństwa, ale też mogą być skłonności propedofilskie, które łatwiej jest ukrywać przed bliskimi, jeśli się ich nie ma, bo żyje się bez rodziny, bez żony, z dala od dzieci, które są po domach dziecka lub z samotnymi porzuconymi mamusiami.

    Takie to nam pokolenia wyrosły po upadku Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej zwanej w skrócie PRL (Pe-eR-eLem). Śmieszni są tacy chorzy psychicznie na urojenia antykomuniści radykalni, co w PRL i po 1989 roku, a nawet w 1997 roku zwalczali komunizm, który jakoby był dla nich jakimś zagrożeniem, chociaż w Polsce Ludowej nie było ustroju komunistycznego, nawet nie próbowano takowego budować, a Polska Partia Komunistyczna była nielegalna i zakazana przez cały okres istnienia PRL. W jakim ustroju, jeśli o PRL chodzi, mogło być tak, że komuniści działali w podziemiu, byli nieliczni, a Partia Komunistyczna była zakazana, podczas gdy w USA jest kilkadziesiąt partii, ruchów i organizacji komunistycznych? Tego sprawcy przestępstw rozboju i zamachu na życie Prezydenta Polski pewnie nie są w stanie pojąć, bo na historii zawsze wagarowali, a jedynie kamieniami i specjalnie utwardzanymi jajkami lubią napadów dokonywać w celach zbójeckich. Wojciech Wybranowski został skazany za zamach we Francji na trzy miesiące więzienia, jednak fama międzynarodowego niebezpiecznego terrorysty już pozostanie w życiorysie.

    I to już tyle o pedofilskiej publikacji w pedofilskim jak widać dzienniku Rzeczpospolita skorumpowanym przez propedofilskich dziennikarzy z sekty Opus Dei, siedliszcza wszelkiego zła, inkwizycji, złodziejstwa i łajzowatej pedofilii katolickiej. Dobrze, że taka sekta jak Opus Dei to tylko mały ciemny dołek, marny acz bolesny i śmierdzący wrzód na dupie katolickiego kościoła. Z czasem dowiadujemy się też o związkach wielu polskich dziennikarzy z mafią pedofilską Jeffreya Epsteina, a to jest bardzo ciekawe i czekamy aż polecą pedofilskie łby plugawego dziennikarstwa brukowego…

    Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti
    Ruch Ofiar Gwałconych w Dzieciństwie przez Katolickich Księży Pedofilów i Zakonnice Pedofilki

    Koordynatorzy Krajowi:
    Angelika i Thomas Burton

  • OPOLE – Wyborcza zbrodnia czyli demonokracja w faszystowskiej Polsce roku 2010

    OPOLE – Wyborcza zbrodnia czyli demonokracja w faszystowskiej Polsce roku 2010

    Zbrodnie faszystowskiego, narodowo-socjalistycznego państwa polskiego nie znają żadnych granic. Reżim talibów katolickich pospołu z dawnymi „komunoszkami” robi co może aby FASZYZM i zbrodnia polityczna reżimu policyjno-sądowego nazi niszczyły życie publiczne i tkankę narodu. Uderza się nie tylko w mniejszości wyznaniowe o wschodnim rodowodzie, terapeutów zwalczających pedofilskie mafie najsilniejsze w prokuraturze, policji i sądach, ale i w organizacje społeczne czy polityczne o znamionach mniejszości, jeśli gdziekolwiek stają się nieco silniejsze. Zbrodnie faszystowskich narodowych-socjalistów III RP związanych z sektą Opus Dei dotknęły nawet dawną kadrę walczącą z resztkami esbecji po ustroju dyktatury proletariatu PRL Adama Słomki i jego Komitet Wyborczy „POLSKI KIERUNEK”.

    Zachodzi pytanie, czy policja, prokuratura i sąd są tak samo zboczone umysłowo, jak i seksualnie, gdy popierają zbrodnie opolskiego Fritzla, lekarza Zdzisława Z. oraz jego kazirodzkich córek na wnuczkach przyuczanych przez matkę Hannę B. do lesbijskiego lizania szparki mamusi i obciągania fiutka dziadkowi. Niskie wyroki dla opolskich pedofilów nie pozostawiają złudzeń co do orientacji seksualnej prokuratorów i sędziów. Ciekawe czy w wypadku polityczno-mafijnych prześladowań Adama Słomki sąd okaże się równie zboczony jak w wypadku osądzania opolskiego Fritzla, gdzie to na razie Fritzl Zdzisław Z. oskarża i zamykać próbuje tych, co ujawnili w sądowym, legalnym zeznaniu jego seksualne preferencje do 10-cio i 12-to letnich wnuczek, a wcześniej do swoich córek, jak były równie młode.

    W nagonce na opolski KPN uczestniczyło związane z Opus Dei nazistowskie rozgłośnie Radio Opole (Piotr Wójtowicz, Wanda Kownacka) i TVP Opole (Adam Barański, Dariusz Markiewicz) oraz inne lokalne nazi media, znane już z ochrony pedofilów i popierania rozmaitych opolskich Fritzlów jak Zdzisław Z. Czyżby chora na zboczenia, także umysłowe mafia dochodziła do władzy w Opolu? Obie rozgłośnie z Opola to tuby faszystowskiej mafii Opus Dei.

    Niektórzy nazi ‘fuererkowie’ chcą traktować Opolszczyznę jak kolejny niemiecki land. Słynne są tam buńczuczne, antypolskie wystąpienia miejscowego ‘landfuehrera’ Norberta Rasha. Co niektórzy sympatycy Wielkich Niemiec są oburzeni wzrostem świadomości Polaków a tym bardziej zdolnością organizowania się i stawania do wyborów. ‘Niewidzialna Ręka’ w Warszawie również popiera niemiecki rasizm i walkę z polskością w Opolu. Bo przecież dla niej polskość to garb. Tylko czy czasem nie szwankuje całkowicie psychika tej ‘Niewidzialnej Ręki’?. Czy dla niej Warszawa nie jest wciąż Warschau a Opole – Oppeln?. Oby tylko kontrowersyjne ubranie polskich służb porządkowych w faszystowskie ‘Czarne Koszule’ i 'Czarne Mundury’ nie kreowało w obrońcach porządku publicznego, niezrozumiałej antypolskiej agresji.


    OTO HISTORIA W DOKUMENTACH
    KOMITETU WYBORCZEGO

    POLSKI KIERUNEK
    Komitet Wyborczy Wyborców
    45-075 Opole ul. Krakowska 32a
    Tel. 601 646 080 kierunekpl@gmail.com

    OŚWIADCZENIE
    w sprawie nielegalnej akcji policji prowadzonej przeciw KWW POLSKI KIERUNEK
    Dnia, 21.X.2010 (w czwartek) funkcjonariusze policji bez nakazu prokuratorskiego wkroczyli do biura Komitetu Wyborczego POLSKI KIERUNEK w Opolu.

    Zabrano wszystkie nasze dokumenty: spisy sympatyków, listy poparcia, oświadczenia lustracyjne i wypełnione zgody kandydatów do Sejmiku Wojewódzkiego. Funkcjonariusze nie znali celu rewizji, nikogo nawet nie przesłuchano.

    Przedstawiciele służby podległej rządowi uniemożliwili tym samym opozycyjnemu KWW POLSKI KIERUNEK zarejestrowanie list wyborczych.

    Wyrażamy oburzenie kolejnym jaskrawym przejawem łamania elementarnych standardów państwa prawa, godzenia w fundamenty wolnych i demokratycznych wyborów. Jest to bezprzykładny precedens po roku 1989.

    Używanie podległej rządowi policji do bieżącej walki politycznej poprzez łamanie podstawowych praw obywatelskich budzi najgorsze skojarzenia przypominające „standardy PRL i Białorusi”.

    Domagamy się od rządzących:
    • natychmiastowego zaprzestania tych represyjnych praktyk,
    • zwrotu naszego mienia,
    • wyciągnięcia konsekwencji wobec winnych stosowania nielegalnych praktyk
    • rejestracji „skonfiskowanej” listy wyborczej

    W przeciwnym razie zmuszeni będziemy prowadzić kampanię o przywrócenie demokratycznych wyborów i elementarnej praworządności.

    Wszystkich naszych działaczy i sympatyków w obliczu nielegalnych represji wzywamy do odwagi. Nie dajcie się zastraszyć przez akcje policji, łamiące podstawowe prawa obywatelskie i zasady demokracji.

    Będziemy skarżyć organa państwa przed polskimi i, gdy będzie to konieczne, przed europejskimi sądami.

    Najbliższa rozprawa w trybie wyborczym odbędzie się w ciągu kilku dni przed Sadem Okręgowym w Opolu. O terminie poinformujemy.

    za KWW POLSKI KIERUNEK
    Przewodniczący
    /-/ Kornel Morawiecki
    (lider Solidarności Walczącej)
    Pełnomocnik
    /-/ Adam Słomka
    Konfederacja Polski Niepodległej – Obóz Patriotyczny
    /-/ Elżbieta Postulka
    Krajowa Wspólnota Emerytów Rencistów i Kombatantów
    /-/ Zygmunt Miernik
    Ruch Obrony Bezrobotnych
    /-/ Jan Jączek
    Ogólnopolskie Stowarzyszenie na rzecz Praworządności
    Opole, 22.X.2010 r.
    [w załączeniu scan policyjnego protokołu rewizji]

    TRYB WYBORCZY

    Powód: Adam Słomka
    Pełnomocnik Komitetu Wyborczego Wyborców POLSKI KIERUNEK
    40-877 Katowice ul. Mieszka I 15/75
    Tel. 601 64 60 80

    Pozwani:
    – Rząd Rzeczypospolitej Polskiej reprezentowany przez Ministra Spraw Wewnętrznych
    – Wojewódzka Komisja Wyborcza w Opolu
    – Wojewódzki Komisarz Wyborczy w Opolu

    Cieszyn, 25.X.2010 r. do: Sąd Okręgowy w Opolu

    POZEW W TRYBIE WYBORCZYM
    dot. policyjnej konfiskaty materiałów Komitetu POLSKI KIERUNEK skutkującej uniemożliwieniem rejestracji kandydatów

    Skarga na uchwałę nr 7/2010 WKW Opole z dnia 22.X. (doręczoną 23.X. 2010 godz. 01.30)

    W dniu 22 października b.r., do Wojewódzkiej Komisji Wyborczej w Opolu, w imieniu naszego Komitetu zgłosiłem się w celu rejestracji listy na radnych do Sejmiku woj. Opolskiego. Zgłosiłem się jako pełnomocnik wyborczy nie dysponując podstawowymi dokumentami niezbędnymi do rejestracji kandydatów. Wszystkie dokumenty wymagane przez ordynację: tj. listy poparcia, zgody na kandydowanie, oświadczenia lustracyjne itp. zostały nielegalnie zabrane przez funkcjonariuszy policji państwowej podczas przeszukania naszej siedziby w Opolu kilkadziesiąt godzin wcześniej (tj. 21.X.2010).

    Członkowie naszego Komitetu (w tym Pełnomocnik Wyborczy) byli także przedmiotem długotrwałych działań operacyjnych policji (służb MSW np. w woj. opolskim) oraz w efekcie ofiarami kampanii pomówień, gróźb bezprawnych i zastraszania ze strony funkcjonariuszy publicznych.

    Końcowym etapem tego wielowątkowego działania zorganizowanej grupy przestępczej funkcjonariuszy wielu instytucji stało się bezzasadne najście lokalu, nielegalne zabranie (konfiskata) wszystkich naszych materiałów wyborczych w biurze w Opolu, zastraszanie wolontariuszy i kandydatów na radnych oraz w efekcie (fizyczne z wykorzystaniem siły rządowego aparatu przymusu państwowego) uniemożliwienie rejestracji list wyborczych. Naturalna aktywność obywatelska środowisk niezależnych została brutalnie stłamszona.

    Tym samym działania zorganizowanej grupy przestępczej funkcjonariuszy wielu instytucji spowodował zanegowanie fundamentów wolnych wyborów. Ten fakt jest oczywisty i nieodwracalny w odniesieniu do wyborów samorządowych. Obecnie możemy jedynie ograniczyć (przerwać) lub zwiększyć (nawet na kolejne kampanie) zakres dramatycznych skutków oczywistego deptania elementarnych praw obywatelskich i swobód politycznych. Zwracałem wielokrotnie uwagę na narastające przejawy tego antydemokratycznego zjawiska w pismach kierowanych np. jako pełnomocnik wyborczy dr. Kornela Morawieckiego w niedawnej kampanii na urząd prezydenta RP.
    Dodatkowe uzasadnienie:

    Narastające przejawy bezprawnych i agresywnych działań prowadzonych przez wpływowych funkcjonariuszy publicznych (z reguły chodzi o zbrodniarzy komunistycznych z kierownictwa policji, prokuratury i sądów) stosowane wobec środowisk patriotycznych pozostały zbagatelizowane lub zbywane zdawkowymi „przeprosinami” (pozostawiając bezkarnymi sprawców i organizatorów represji bezczelnie ośmielonych dramatyczną bezczynnością decydentów III RP.

    Złożony wniosek o rejestrację listy w okręgu nr 1 w Opolu jest wyzwaniem i szansą dla sądownictwa w obliczu jaskrawego łamania prawa przez funkcjonariuszy policji. Wojewódzka Komisja Wyborcza z powodu braków formalnych odmówiła rejestracji listy. Braki formalne spowodowane zostały konfiskatą materiałów KWW POLSKI KIERUNEK przez funkcjonariuszy policji.

    W przeddzień rejestracji naszych list wyborczych kandydatów do Sejmiku tj. 21.X. funkcjonariusze policji dokonali rewizji (bez nakazu prokuratorskiego) naszego sztabu w Opolu. Nikogo nie zatrzymano, nie przedstawiono jakichkolwiek zarzutów, nikogo nawet nie przesłuchano, nic nie wyjaśniono. Policjanci KMP Opole poinformowali zdumionych członków KWW POLSKI KIERUNEK, iż wykonują tylko polecenie „z góry” o zabraniu wszystkich materiałów wyborczych i nie wiedzą o co chodzi… Pozostawione policyjne pokwitowanie nie spełnia elementarnych norm starannego i rzetelnego opisu zabranych przedmiotów.

    Ani policja, ani prokuratura, ani PKW nie kontaktowała się w tej sprawie z pełnomocnikiem wyborczym Komitetu. Nie wiadomo o co chodzi… To znaczy nie znamy pretekstu, ale widzimy, że chodzi o nielegalne zwalczanie opozycji.

    Najście policji na KWW Polski Kierunek jest jawnie bezprawne i winno być kwalifikowane jako przekroczenie uprawnień, napaść, grabież i zastraszanie.

    Gdyby chodziło o praworządne zabezpieczenie dowodów dla potrzeb postępowania w przypadku „prawdopodobnego podejrzenia popełnienia dowolnego przestępstwa np. fałszowania danych osobowych” to rewizję nakazałby prokurator, który winien osobiście uczestniczyć w przeszukaniu celem uniknięcia samowoli funkcjonariuszy podległych bezpośrednio władzy (partii rządzącej) – unikając przede wszystkim ingerowania w kampanię czy konfiskaty materiałów wyborczych (np. niezbędnych do rejestracji kandydatów – oświadczeń lustracyjnych czy ewidencji sympatyków) . W istocie gdyby chodziło o praworządne działanie to dokumentację dowodową prokurator winien skopiować (zabezpieczyć fotograficznie) zamiast zabierać. Cała ta historia przypomina do złudzenia praktyki stosowane wobec nas przez władze w kampanii wyborczej do „sejmu kontraktowego” PRL w roku 1989.

    Uprzejmie proszę o kontrolę sądową w trybie wyborczym prawidłowości działania funkcjonariuszy Policji Państwowej, Wojewódzkiej Komisji Wyborczej, Wojewódzkiego Komisarza Wyborczego w Opolu itp. instytucji uczestniczących lub wypowiadających się w sprawie skutkującej w bezpośredniej konsekwencji odmową zarejestrowania listy wyborczej KWW Polski Kierunek.

    W praworządnym kraju, zgodnie z elementarnymi standardami Unii Europejskiej, obywatele i organizacje niezależne nie powinny ponosić konsekwencji bezprawnych działań organów władzy.
    W konsekwencji wnioskuję o nakazanie rejestracji listy wyborczej.

    Wnoszę o wezwanie do udziału w posiedzeniu i wysłuchanie:
    1/ Ministra Spraw Wewnętrznych (lub upoważnionego przedstawiciela)
    2/ Prokuratora Okręgowego w Opolu
    3/ Funkcjonariuszy Policji Państwowej którzy dokonali przeszukania i konfiskaty
    Materiałów KWW POLSKI KIERUNEK m.in.:
    nadkomisarz KMP Dariusz Cichoń oraz publicznie wypowiadającego się o sprawie
    Macieja Milewskiego, rzecznika Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu.
    4/ Wojewódzkiego Komisarza Wyborczego w Opolu – Prezesa Sądu Okręgowego w Opolu

    W załączeniu policyjny protokół przeszukania.

    Z poważaniem
    Adam Słomka
    Pełnomocnik
    Komitetu Wyborczego Wyborców
    POLSKI KIERUNEK

    Zaproszenie na Protest przeciw zbrodniom Mafii Policyjno-Prokuratorskiej

    Dnia 27. X. (środa) Sąd Okręgowy w Opolu rozpatrzy zażalenie KWW Polski Kierunek na odmowę rejestracji listy kandydatów do Sejmiku Wojewódzkiego w Opolu. Termin posiedzenia sądu to:

    Godz. 12.00 ul. Daszyńskiego 1 sala 101 dn. 27.X. (środa)

    Odmowa rejestracji spowodowana była skonfiskowaniem przez policję wszystkich materiałów wyborczych naszego komitetu w dniu 21.X.2010 (zabrano bez prokuratorskiego nakazu: zgody na kandydowanie, oświadczenia lustracyjne, listy poparcia, ewidencję sympatyków itp.)

    O godz. 11.00 rozpocznie się pikieta przed Komendą Wojewódzką Policji w Opolu – protest przeciw samowoli i bezprawiu faszystowskich władz III/IV RP.

    Stronniczy wyrok w sprawie Komitetu Wyborczego Kierunek Polski

    Dnia 27 X 2010 stronniczy Sąd Okręgowy w Opolu uznał, że odmowa rejestracji Komitetu Wyborczego Wyborców Kierunek Polski była rzekomo zgodna z prawem. Sąd wbrew dowodom twierdził, że dotyczyło to rzekomego zbierania podpisów in blanco na listach kandydatów do sejmiku z tego ugrupowania, o co demagogicznie oskarżało ów Komitet Radio Opole, związane z polityczną mafią Opus Dei, czyli ugrupowaniem nazistowskim i propedofilskim.

    Na rozprawie w trybie wyborczym Adam Słomka, pełnomocnik wyborczy KWW Kierunek Polski, podkreślał, że działania policji, która zarekwirowała listy, uniemożliwiły im start w wyborach. Zażądał również zmiany składu sędziowskiego, który jego zdaniem mógłby być stronniczy. Zwolennicy komitetu wyborczego kilkakrotnie byli stronniczo i przestępczo uciszani podczas rozprawy. Na koniec odśpiewali hymn i nie pojawili się na odczytaniu sfabrykowanego, śmierdzącego polityczną zbrodnią wyroku sądu okręgowego.

    Sąd odrzucił żądania Adama Słomki i bezczelnie twierdził, że przyczyną działań funkcjonariuszy faszystowskiej policji państwowej było rzekome niewłaściwe zbieranie podpisów poparcia. Waldemar Piontek, opusdeistyczny radca prawny Wojewódzkiej Komisji Wyborczej, wyjaśnił, iż wydając uchwałę odrzucającą rejestrację komitetu Adama Słomki, postąpiono zgodnie z prawem, co zresztą w sposób oczywisty nie jest prawdą tylko politycznym chachmęctwem.

    Od wyroku sądu w trybie wyborczym nie przysługuje złożenie zażalenia. Dodajmy, że sprawa ujrzała światło dzienne po faszystowskich oszczerstwach z anteny opusdeistycznych tub propagandowych Radia Opole i TVP Opole. Rozgłośnie te sfabrykowały listy in blanco, na które jak pomówiono KPN, rzekomo zbierano podpisy poparcia dla kandydatów do sejmiku, po czym sprawą zainteresowała się opusdeistyczna, nazistowska policja III RP, kradnąc i rabując listy akurat tuż przed dniem ich rejestracji. Tak robione są typowe zbrodnie faszystowskie w państwach rządzonych przez frankistów, pinochetystów, mussolinistów, stalinistów, polpotystów, ziobrystów i inne ścierwo narodowosocjalistycznej mafii opusdeistycznej.

    Dnia 27 X 2010 w tej sprawie KWW Kierunek Polski zorganizował pikietę przed przetsępczą Komendą Wojewódzką Policji w Opolu, gdzie protestowano przeciw zbrodniczym działaniom policji, która bezzasadnie i zbójecko zarekwirowała listy poparcia Komitetu. Co więcej opolska delegatura Krajowego Biura Wyborczego sprawdza czy Komitet Nasz Dom Polska – Samoobrona Andrzeja Leppera rzekomo sfałszował wypisy na listach do Sejmiku Województwa Opolskiego, tym razem chodzi o podwójne wpisy na listach. Komitet Leppera widać także jest na celowniku nazistowskich bandytów z policji i prokuratury faszystowskiej III/IV RP.


    KOMENTARZE

    Od Redakcji:

    Antyfaszystowski Ruch Społeczny wzywa rząd Bronisława Komorowskiego i Donalda Tuska III/IV RP do natychmiastowego usunięcia wszystkich związanych z opolską aferą policyjnych bandytów ze służby (np. Jarosław Dryszcz, Maciej Milewski – KWP) i wydanie dla nich zakazu pracy we wszelkich formacjach policyjnych, wojskowych oraz ochraniarskich. Sędziego, który na zlecenie nazi mafii wydał krzywdzący wyrok w trybie wyborczym także należy jako zbrodniarza politycznego usunąć z pracy wymiarze sprawiedliwości i wydać takiemu dożywotni zakaz pracy w zawodach prawniczych, służbach i ochronie!

  • Wniosek Społeczny w sprawie Dorota Rabczewska vs. Ryszard Nowak

    Wniosek Społeczny w sprawie Dorota Rabczewska vs. Ryszard Nowak

    Europejski Komitet Obrony Praw Człowieka
    13 listopad 2009

    Prokuratura Rejonowa Warszawa Mokotów
    Ul. Wiktorska 91a; 02 – 582 Warszawa

    Wniosek Społeczny w sprawie
    Dorota Rabczewska vs. Ryszard Nowak

    Uprzejmie wnoszę o natychmiastowe skierowanie p. Ryszarda Nowaka ze Szklarskiej Poręby przedstawiającego się jako działacz Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Przed Sektami oraz były poseł na przymusowe badania psychiatryczne oraz leczenie sądowo-psychiatryczne.

    Uzasadnienie

    Pan Ryszard Nowak najprawdopodobniej cierpi na ciężką chorobę psychiczną, tak zwaną psychozę o obrazie paranoi pieniaczej, potocznie zwaną pieniactwem. Cechami typowymi paranoików pieniaczych jest naruszanie porządku prawnego (Art. 273 Konstytucji) celem zaspokojenia swoich chorobowych urojeń, które nasilają się okresowo. Pan Ryszard Nowak, od wielu lat atakuje w sposób niewybredny wielu rozmaitych artystów scenicznych, strasząc ich i grożąc im prokuraturą i więzieniem, wytaczając kolejnym artystom nieuzasadnione i bezprawne, naruszające porządek Konstytucyjny III RP sprawy, z absurdalnymi zarzutami. Liczni artyści sceniczni, których bezwzględne prawa gwarantuje Konstytucja RP, zostali już bestialsko poszkodowani przez pana Ryszarda Nowaka. Mamy tutaj Dorotę Nieznalską, zespół Behemot pana Nergala, a także wielu innych. W wypadku ataku najprawdopodobniej swej paranoi pieniaczej, pan Ryszard Nowak został już prawomocnie skazany na karę grzywny. Zatem to pan Ryszard Nowak jest już formalnie przestępcą działającym na szkodę polskich artystów, był skazany, a jego dalsze pozostawanie na wolności zagraża porządkowi prawnemu i Konstytucyjnemu III RP.

    Nie można pozwolić, aby pan Ryszard Nowak w dalszym ciągu zagrażał porządkowi prawnemu III RP  i  naruszał w sposób poważny porządek Konstytucyjny państwa. Należy izolować pana Ryszarda Nowaka, przebadać gruntownie i leczyć, gdyż choroba psychiczna znana jako paranoja pieniacza jest chorobą psychiczną bardzo podstępną, jej ataki nasilają się okresowo, a paranoik może zagrażać kolejnym osobom do których zionie nienawiścią, wobec których produkuje swoje usystematyzowane urojenia.

    Jak wiadomo urojenia paranoików pieniaczych są usystematyzowane, logiczne i zwarte, dlatego często ich chorobowy charakter umyka uwadze organów ścigania. Jednak urojenia paranoików bardzo często uderzają w podstawy porządku prawnego, a w tym wypadku jest to art. 273 Konstytucji gwarantującej bezwzględne swobody artystom scenicznym. Nie można naginać prawa dla roszczeń kogoś, czyje zachowanie wobec innych artystów wcześniej miało charakter pieniactwa i było już sądownie karane. Dlatego należy z całą bezwzględnością zarządzić przymusowe badania i leczenie psychiatryczne pana Ryszarda Nowaka na zamkniętym oddziale psychiatrycznym o wysokim stopniu zabezpieczenia, gdzie pracują wybitni specjaliści zdolni do zdiagnozowania paranoi pieniaczej, co może być trudne dla początkujących psychiatrów bez doświadczenia. Paranoicy często dla realizacji swoich urojonych celów, przekonań i posłannictw pseudoreligijnych próbują angażować organa ścigania, jednak bliższa analiza ich postępowania, okresowe ataki psychozy z naruszeniem prawa wskazują na pilną konieczność leczenia, tym bardziej, że to właśnie paranoicy nie zaspokoiwszy swoich roszczeń stają się często mordercami i terrorystami, nie chcąc zaprzestać działań na szkodę innych ludzi.

    Pan Ryszard Nowak niszczy dzieło papieża Jana Pawła II

    Pan Ryszard Nowak, wskazuje swoim postępowaniem chorobliwą nienawiść do artystów scenicznych, a przecież Ojciec Święty, papież Jan Paweł Drugi, tak wiele uczynił dla odzyskania przez polskich artystów scenicznych prawa do wolności i swobody w swej artystycznej twórczości. Nie można pozwolić, aby jakiś paranoik i osoby którym jego logiczna, zwarta i chorobowo usystematyzowana treść urojeniowa się udziela jako tak zwana psychoza udzielona ograniczał ten aspekt wolności artystom, o który walczył całym swoim życiem papież Polak, Jan Paweł Drugi! Nie można pozwolić, aby osoba karana taka jak pan Ryszard Nowak niszczyła to, o co walczył wielki Polak papież Jan Paweł II.

    Urojenia paranoiczne – logiczne i groźne

    Urojenia paranoiczne są usystematyzowane, tworzące zwarty konstrukt myślowy; charakterystyczne przede wszystkim dla paranoi czyli obłędu; przy czym są one teoretycznie 'możliwe do zaistnienia’, czyli dotyczą sytuacji która może zaistnieć, np. niewierności małżeńskiej, prześladowań, podsłuchu, prania mózgu, opętania przez złe siły i podobnych; szkodliwości sekt, spisku komuny i agentów, sprzedania ludzi kosmitom przez rząd, zagrożeń ze strony twórców, pisarzy i artystów etc; urojenia paranoiczne są często „naukowo” opracowane przez chorego, a przez to bardzo wiarygodne i wręcz realistyczne, bardzo uprawdopodobnione. Urojenia paranoika są zwykle groźne dla otoczenia, są groźne dla osób przeciwko którym zostały skierowane przez chorego.

    Paranoik […] z góry zna 'prawdę’ i szuka jej potwierdzenia. Nie dąży do potwierdzenia lub obalenia hipotezy. Wie, że jeśli bardzo się postara, znajdzie dowody, które potwierdzą jego podejrzenia. W swych poszukiwaniach wybiera tylko te 'dowody’, które przemawiają za jego przekonaniem o zagrożeniu. W swym rozumowaniu pozbawionym krytycznego osądu, w niezrównoważonym operowaniu faktami klasyczny paranoik jest w stu procentach logiczny. Fałszywe są jego przesłanki. Z upodobaniem kolekcjonuje fakty, ale tylko te, które pasują do skonstruowanego przezeń logicznego systemu.

    Pan Ryszard Nowak w bardzo wielu swoich podobnych zachowaniach wygląda jak wzorcowy, podręcznikowy przykład paranoika pieniaczego, chociażby wedle podręcznika dla studentów medycyny:

    Psychiatria podręcznik dla studentów medycyny; pod red. Adama Bilikiewicza, WYD. III, PZWL, 2003, ISBN 83-200-2776-4

    Tym bardziej należy poddać pana Ryszard Nowaka gruntownej i długotrwałej obserwacji sądowo-psychiatrycznej oraz przymusowemu leczeniu aby zapobiec dalszym jego czynom na szkodę polskich artystów scenicznych oraz nasileniom choroby, a na przestrzeni lat widać, że jego ataki na kolejnych polskich artystów mają coraz bardziej pieniacki, chorobliwy i przestępczy rys – karany zresztą sądownie.

    Wobec powyższego wnoszę jak na wstępie o leczenie pana Ryszarda Nowaka na odpowiednio wysokim stopniu zabezpieczenia w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. A także wnoszę o przydzielanie artystom atakowanym przez pana Ryszarda Nowaka publicznie o przydzielenie ochrony, gdyż paranoik oraz osoby u których indukuje on psychozę nienawiści mogą być poważnym zagrożeniem.

    Uprzejmie proszę o powiadomienie mnie o działaniach zapobiegających szkodliwym atakom paranoi pieniaczej na polskich artystów scenicznych takich jak Dorota Rabczewska ze strony pana Ryszarda Nowaka i o jego zabezpieczeniu w odpowiednim zakładzie leczniczym.

    Z poważaniem,
    Wolontariusz Komitetu Obrony Praw Człowieka
    Ryszard Matuszewski
    P.O. Box 247
    44-100 Gliwice 1, Poland

    Do wiadomości:

    1. Rzecznik Praw Człowieka, al. Solidarności 77, 00-090 Warszawa
    2. Komitet Helsiński w Polsce, ul. Brackiej 18 m. 62, Warszawa, oraz HFPCz, ul. Zgoda 11 , 00-018 Warszawa

  • Mordercza Mafia Gierczyńskich

    Mordercza Mafia Gierczyńskich

    Drodzy Czytelnicy!

    Cały czas z maniackim uporem chciałam wszędzie widzieć dobro. Niestety, doszukiwanie się dobra na siłę w istotach po prostu złych i tłumaczenie ich zachowania tym, że „nie wiedzą co czynią” nie wyszło ani mnie, ani mojemu mężowi na dobre.

    Jadwigę Kulawik Gierczyńską z domu Żurek poznałam na zajęciach z Jogi Uzdrawiania. Otworzyłam się na nią jak na wszystkich z Sanghi, tym łatwiej, że miała miłą powierzchowność i wydawała się sympatyczna wręcz serdeczna. Niestety w niedalekiej przyszłości mocno oberwałam za swoją naiwność. Jadwigę Kulawik poznałam jako „biedną”, „bezradną” kobietę, której mąż despota i brutal rujnuje życie, kobietę „płaczącą” z powodu utraty kontaktu z synami za sprawą męża – tyrana. Byłam ślepa na fakt, że ten sam „zły” mąż pomógł bezinteresownie kilku osobom z Sanghi w znalezieniu pracy i mieszkania! Nie zauważyłam, że „biedna” kobieta nie miała najmniejszych problemów finansowych, by zafundować sobie podróż do Indii, by tam zarobkować na hinduskich dzieciach, zostawiając tymczasem swoje pod opieką rzekomo złego i agresywnego męża. Zresztą jak wiem bardzo dużo czasu spędzała poza domem, w którym rzekomo zły mąż sam wychowywał nieletnie dzieci. Wyjeżdżała do pracy za granicę bynajmniej nie po to, aby zasilać budżet domowy, ale po to, aby „szkolić się” w masażach erotycznych, które chętnie robiła! Kupuje sobie i swojemu wówczas jeszcze kochankowi Januszowi Gierczyńskiemu mieszkanie i odchodzi od męża porzucając również synów. Bierze rozwód, a sąd powierza opiekę nad dziećmi ojcu. Wyłudza też od byłego męża ogromną sumę pieniędzy tytułem rozwodu!

    Jadwiga Kulawik Gierczyńska uważa się za osobę praktykującą uzdrawianie, masaże i jogę w stylu Premananda. Nie przeszkadza jej to, by nie bacząc na lekcje nauczyciela który uczy że podstawowym obowiązkiem matki jest opieka nad dziećmi i ich wychowanie, brutalnie porzucić synów. Nauczyciel uczy czemu służy i jak realizować się w małżeństwie, potępia zdradę, a ona zanim jeszcze odeszła od męża już poszukała sobie kochanka Janusza Gierczyńskiego informując znajomych, że jest ciekawszym obiektem seksualnym od byłego męża! W ten sposób tłumaczy porzucenie dzieci. Tego wszystkiego nie chciałam widzieć. Chciałam widzieć szlachetną kobietę, która otrzymała od Awatara Swami Premananda figurkę Ammy (Bogini), którą wielbi i czci żeńską formę Boga (co za hipokryzja) wykonując rytuały przyspieszające i pomagające spalać karmę i przybliżające nas do Boga. Liczyłam na to, że uczestnictwo w rytuale uzdrowi ją, nas i całą tą nienaturalną sytuację rozpusty i nierządu!

    Zaczęłam zapraszać Jadwigę Kulawik z Januszem Gierczyńskim i Moniką Mrozińską (dziewczyną, którą się podobno opiekowali) na rytuały Ammy. Przychodziło wiele osób, głównie z Sanghi, ale również z grupy Sai Baba czy Buddystów i modliliśmy się głównie o uwolnienie naszego bezprawnie więzionego Nauczyciela Jogi. Jadwiga Kulawik później Gierczyńska opowiadała również o swoich rzekomych działaniach mających na celu uwolnienie Nauczyciela, czym bez problemu acz podstępnie zdobyła sobie nasze uznanie, a nawet miłość.

    Nigdy w swojej głupocie nie zadałam sobie trudu by sprawdzić na ile to wszystko polega na prawdzie, by przekonać się jak obłudną i podłą osobą była Jadwiga Kulawik i jej nowy mąż Janusz Gierczyński. Nie było nas trudno zwieść, tym bardziej, że mój mąż, Adam od paru lat był według konwencjonalnej medycyny nieuleczalnie chory i każda bardziej lub mniej szczera chęć pomocy oferowana przez kogokolwiek a tym bardziej od osoby „uduchowionej” z Sanghi budziła nasze nadzieje i życzliwość dla „dobroczyńcy”. Gierczyńscy z Częstochowy potrafili okazywać chęć pomocy, szkoda, że bezskutecznej, ale tego nie chcieliśmy widzieć. Myślę, że tylko Gurudżi i osoby śmiertelnie chore są w stanie to zrozumieć.

    Po naszej przeprowadzce do Zahajek nie chcieliśmy tracić kontaktu z Sanghą. Ponieważ od samego początku, jak tylko remont na to pozwolił prowadziłam zajęcia z Hatha Jogi dla dzieci, a potem dorośli zainteresowali się tematem i dla dorosłych. Powoli wzbogacałam praktyki w medytację. Potem próbowałam relaksacji przechodząc do praktyk z Jogi Uzdrawiania. Nauczyciel sugerował mi Jogę Chrześcijańską, ale mnie zachciało się urozmaicić zajęcia i przyciągnąć nowe osoby. Niestety nikt nie przyjął zaproszenia tłumacząc się dużą odległością lub chwilowym brakiem czasu, nikt prócz Gierczyńskich. Ucieszona, że wreszcie ktoś chce podtrzymać tradycję wspólnej praktyki zapomniałam, że Gurudżi nie zaleca prowadzenia typowo hinduistycznych rytuałów przez osoby niedouczone takie jak Gierczyńscy! Niestety Gurudżi miał rację i tutejsi ludzie dojrzeli oszustów nie mających kompetencji do tego rodzaju praktyk, a Jadwiga Kulawik dała z siebie wszystko, by złośliwie zniechęcić ich do Jogi Uzdrawiania i Mistyki Chrześcijańskiej.

    Od tego czasu zajęcia prowadzone przeze mnie zaczęły się sypać. Ludzie stali się nieufni po doświadczeniach ze szkodliwym występem Jadwigi Kulawik Gierczyńskiej. Zaczęli postrzegać mnie jako sekciarę z sekty Gierczyńskich i zabronili dzieciom przychodzić na ćwiczenia Hatha Jogi, a sami też coraz rzadziej w nich uczestniczyli, tym bardziej że otrzymali od Pana Boga wszystko, co na tamten czas potrzebowali otrzymać. Do tej chwili niektórzy mają niesmak do Jogi z powodu Gierczyńskich. Boją się, że będą namawiani przez nich na „inną” wiarę, albo co gorsza Gierczyńscy zaczarują ich tak, że nie zechcą pić alkoholu! W tym środowisku wszyscy się znają i niewielu lubi się wyróżniać. W czasie pobytu u nas Jadwigi Gierczyńskiej i Moniki Mrozińskiej, Jadwiga widząc jak trudno czasem jest opiekować się Adamem udając przyjaźń namawiała mnie na porzucenie chorego męża i umieszczenie go w domu opieki dla nieuleczalnie chorych. Namawiała mnie, abym zaczęła jeździć z nią do pracy za granicę i próbowała ułożyć sobie życie na nowo. Nie podejmowałam tematu, ale chciałam wierzyć, że wynikało to z jej życzliwości.

    Po wyjeździe kilkakrotnie dzwonili, by sączyć w nas jad nieufności i podstępnie oczerniać naszego Nauczyciela Jogi udając troskę o jego i nasze zdrowie. Tym razem natychmiast zorientowałam się, że coś niedobrego się dzieje i zdecydowanie zakończyłam znajomość, natomiast Adam przeżywający kryzys psychiczny, tęsknotę do ludzi z Sanghi i zaostrzenie choroby, nie potrafił przeciwstawić się im i skutecznie odciąć od mafii Gierczyńskich. Wykorzystując chorobę Adama, a zwłaszcza fakt, że mimo systematycznych praktyk nie został w pełni uzdrowiony, na co w głębi serca liczył, udało się im wzbudzić w Adamie wątpliwości w sens praktyk i w osobę Mistrza, Guru. Ponieważ nie chciałam do tego dopuścić, zaczęli dążyć do rozbicia naszego małżeństwa i zdobycia Adama jako poplecznika swej parszywej działalności. Skontaktowali się z rodzicami Adama i oszukując ich wspólnie, nasłali na nasz dom swoich kolegów – funkcjonariuszy CBŚ, którzy przez 4 godziny dręczyli i męczyli chorego człowieka, a mnie traktowali jak oskarżoną o zbrodnię. Mimo tego uciążliwego mafijno – przestępczego przesłuchania, Adam nie był w stanie nic złego powiedzieć o swoim Nauczycielu, choć był do tego zmuszany. Ponarzekali trochę do mnie jako rzekomą „przedstawicielkę sekty”, ale próba wymuszenia zeznań dzięki Bogu została odrzucona jako nic nie wnosząca. Represyjny najazd znajomych Gierczyńskiego, miał miejsce jeden raz w 2003r. i więcej się nie powtórzył! Nie przyczyniło się to na szczęście do zatrzymania i więzienia Gurudżi. Słyszeliśmy o mafijnych powiązaniach Gierczyńskich z handlem narkotykami i pewnie stąd znajomi z CBŚ!

    Kiedy Adam dowiedział się, że Gierczyńscy zaczęli przyjaźnić się z Rynką, Matejko i Mynarskim, o których od dawna miał wyrobione zdanie, (za Rynkę spłacaliśmy dług ekologom by ratować honor Sanghi, ponieważ podawała się za przedstawiciela Sanghi, Matejko Bożena parę dni mieszkała u nas i dała się poznać z jak najgorszej strony, a Mynarski wykorzystując praktyki „duchowe” namawiał Adama na wizyty w warszawskich burdelach) i dał sobie spokój z tą znajomością. Widać, że i Gierczyńscy zawiedli się na nas, bo po kilku telefonicznych próbach szkalowania Sanghi i Guru, zakończyli znajomość.

    Gierczyńscy i ich mafijni wspólnicy to oszuści telewizyjni, Judasze, którzy podstępnie wkradli się do naszego domu udając współczucie, chęć niesienia pomocy i uduchowienie, by w owczej skórze odwalać wilczą robotę, kąsać i sączyć truciznę zwątpienia, by podważać autorytety, niszczyć więzi małżeńskie, Sanghowe i ranić uczucia religijne. Reasumując: zamierzali zniszczyć małżeństwo, zamierzali zniszczyć więź z Sanghą, zamierzali zniszczyć autorytet Nauczyciela! Doprowadzili do znacznego pogorszenia się zdrowia Adama – mego męża, depresji i silnej nerwicy u mnie. Aktualnie, Adam mój mąż, po przejściach z Gierczyńskimi i ich nielegalnej terapii medycznej bez zezwolenia, leży ciężko chory i sparaliżowany, nie może się sam poruszać!

    Ponieważ nie mieliśmy w tym czasie zbyt wielu kontaktów z Sanghą, bo mieszkamy bardzo na uboczu, możemy się domyślać, że przyczynili się do rozbicia wielu małżeństw i uwięzienia Guru! Podli, do potęgi podli i godni potępienia!

    Śila Danuta Citkowska
    Zahajki, 3 04 2007r.

  • Trybunał Konstytucyjny powstrzymał jedną ze zbrodni na Ryszardzie Matuszewskim

    Trybunał Konstytucyjny powstrzymał jedną ze zbrodni na Ryszardzie Matuszewskim

    Postanowienie Sądu Rejonowego w Bydgoszczy
    Wydział III Karny, z dnia 18.12.2006
    Sygn. akt III K 868/06

  • Żądanie usunięcia sfałszowanych zeznań!

    Żądanie usunięcia sfałszowanych zeznań!

    Zahajki 10 grudzień 2006r.
    Adam Konrad Citkowski
    [adres]

    Oświadczam, że nigdy nie składałem żadnych zeznań obciążających Pana Ryszarda Zenona Matuszewskiego (Mohana), ani w żaden inny sposób nie formułowałem żadnych oskarżeń przeciwko Panu Ryszardowi Zenonowi Matuszewskiemu!

    Stanowczo żądam usunięcia z akt sprawy przypisanych mi, a zbrodniczo sfałszowanych i spreparowanych przez policję polityczną CBŚ fikcyjnych zeznań! Nigdy nie pogodzę się z tym, aby komunistyczno-faszystowska policja polityczna CBŚ zamykała w więzieniu Pana Ryszarda Zenona Matuszewskiego (Mohana) na podstawie sfabrykowanych i przestępczo mi przypisywanych zeznań!

    Kilka dni temu dowiedziałem się, że przypisywane mi sfałszowane przez policję polityczną III RP zeznania są wykorzystywane do sfingowanego przez Jadwigę Kulawik-Gierczyńską i jej mafię procesu przeciwko Panu Ryszardowi Zenonowi Matuszewskiemu. W roku 2002 i 2003 rzeczywiście byłem namawiany przez Jadwigę Kulawik-Gierczyńską i jej mafię do składania fałszywych, fikcyjnych zeznań przeciwko Panu Ryszardowi Zenonowi Matuszewskiemu w zamian za dużą kwotę pieniędzy, to jest za łapówkę, której przyjęcia odmówiłem!

    Niestety, w końcu kwietnia 2003r. na mój dom został dokonany bandycki najazd komunistyczno-faszystowskiej policji politycznej CBŚ nasłanej przez mafię Jadwigi Kulawik-Gierczyńskiej, Tadeusza  Dillani (vel Mynarski), Janusza Gierczyńskiego, Elżbietę Rynka, Bożenę Matejko i innych gangsterów. Wobec zastraszania mnie więzieniem przez policję polityczną CBŚ w ich specjalnych aresztach oraz grożeniem mi zabójstwem przez Jadwigę Kulawik-Gierczyńską i Janusza Gierczyńskiego w ogóle zgodziłem się składać zeznania i wyjaśnienia wobec przybyłych funkcjonariuszy policji politycznej CBŚ.

    W tym czasie byłem zmęczony i wyczerpany chorobą oraz kryzysem rodzinnym zafundowanym przez moich rodziców, który ledwie przetrwałem z pomocą fachowo i wytrwale opiekującej się mną – żony Danuty! JadwigaKulawikGierczyńska, co zeznałem przed policją polityczną w paranoidalnie chorobliwy sposób nienawidziła Pana Ryszarda Zenona Matuszewskiego (Mohana) i wraz z kilkoma osobami wykluczonymi z Bractwa Hinduistycznego za nadużywanie alkoholu, narkotyków i niemoralne prowadzenie się, postanowiła go wykończyć, w czym szczególnie pomagał jej Tadeusz Dillani (Mynarski).

    Uważam, że jestem człowiekiem prawdomównym i w czasie uciążliwego dla mnie trwającego ponad osiem godzin przesłuchania przez policję polityczną CBŚ, pomimo wywieranej presji, nie byłem w stanie powiedzieć niczego złego o Panu Ryszardzie Zenoie Matuszewskim (Mohanie) ani o Bractwie Hinduistycznym. Opowiedziałem funkcjonariuszom szczegółowo o intryganckiej działalności Jadwigi Kulawik-Gierczyńskiej z Częstochowy, o jej przestępczych zamiarach wykończenia Pana Ryszarda Zenona Matuszewskiego i Bractwa Hinduistycznego, opowiedziałem o włamaniu się do poczty internetowej Pana Ryszarda Zenona Matuszewskiego.

    Jadwiga Kulawik Gierczyńska chwaliła się mojej żonie, że zdobyła login i hasło umożliwiające korzystanie z poczty internetowej Pana Ryszarda Zenona Matuszewskiego. Jadwiga Kulawik-Gierczyńska chwaliła się, że hasło otrzymała od Małgorzaty Wysockiej z Jaworzna, byłej żony Pana Ryszarda Zenona Matuszewskiego, za koleżeńską przysługę w wysokości 5.000 zł. w gotówce! Jadwiga Kulawik-Gierczyńska jak i Janusz Gierczyński chwalili się, że korzystając z tego konta e-mail i hasła rozesłali kilkaset żądań okupu i gróźb zabójstwa do wielu przypadkowych osób w całej Polsce, ażeby na wiele lat zamknąć Pana Ryszarda Zenona Matuszewskiego w więzieniu!

    Jestem częściowo sparaliżowany, ponieważ choruję na Stwardnienie Rozsiane, a przez osiem godzin koszmarnego przesłuchania funkcjonariusze CBŚ nie pozwolili mi się ani wysikać, ani napić wody, ani nie pozwolili wykonać podstawowych czynności pielęgnacyjnych mojej żonie, która się mną opiekuje! Nie pozwolili mi wychodzić do łazienki celem oddania kału, w związku z czym uległem odparzeniu z powodu zmuszenia mnie do siedzenia w wózku inwalidzkim we własnych odchodach. Było to dla mnie wyjątkowo upokarzające i brutalne potraktowanie mnie przez funkcjonariuszy policji politycznej niewątpliwie działającej na zlecenie mafii.

    Policja polityczna groziła mi też, że mogą moją żonę Danutę zabrać do aresztu, a mnie zostawić zamkniętego w mieszkaniu, że bym jak to określili „zdechł we własnym gównie”. Słaby wzrok, a także stres w tej sytuacji nie pozwoliły mi na przeczytanie zeznań. Funkcjonariusze zeznań mi nie odczytali, nie pozwolili też na ich odczytanie głośne mojej żonie. Zeznań nie czytałem osobiście i szczerze przyznam, że dotąd nie sądziłem, iż polska policja polityczna IIIRP może wykorzystać moją ciężką chorobę i inwalidztwo do tak bestialskiego sfałszowania zeznań. Funkcjonariusze policji politycznej w swym fałszerstwie w protokole zeznań wpisali nawet błędnie moje imię jako „Janusz”, zamiast prawidłowo „Adam”.

    Żądam natychmiastowego uwolnienia Pana Ryszarda Zenona Matuszewskiego (Mohana) z komunistyczno-faszystowskich gułagów III RP gdzie jako więzień niewątpliwie polityczny reżimu jest od wielu lat torturowany, wykańczany z pomocą tego rodzaju metod, jakich na własnej skórze miałem nieprzyjemność doświadczyć!

    Trudno pogodzić się z tym, że polska policja polityczna CBŚ ochoczo wykonuje przestępczezlecenie kryminalnego gangu Jadwigi KulawikGierczyńskiej i Janusza Gierczyńskiego z Częstochowy, Tadeusza Dillani (Mynarski) i Bożeny Matejko z Bydgoszczy oraz Elżbiety Rynka z Gliwic, o których powszechnie w środowisku wiadomo, że żyją z wyłudzania pieniędzy, handlu narkotykami, załatwianiem małoletnich panienek do burdeli za pieniądze, a nawet w jednym wypadku zdolni są do próby zabójstwa własnego dziecka w wieku przedszkolnym!

    Nie mogę tego zrozumieć dlaczego prowadzący sprawę prokurator Piotr Woźniak z Warszawy z jednych i to do tego sfabrykowanych, nieprawdziwych zeznań, których nigdy nie składałem, próbuje zaaranżować kilka spraw sądowych w różnych częściach Polski, co samo w sobie jest przestępstwem przeciw Wymiarowi Sprawiedliwości! Publicznie zapytuję, co ma o sprawie tego przekrętu do powiedzenia aktualny Minister Sprawiedliwości???

    Adam Konrad Citkowski

    Załącznik:
    Oświadczenie o stopniu niepełnosprawności (inwalidztwa)!

  • STOP bandyckim zbrodniom pedofilskim i religijnym prześladowaniom Ryszarda Matuszewskiego!!!

    STOP bandyckim zbrodniom pedofilskim i religijnym prześladowaniom Ryszarda Matuszewskiego!!!

    Dnia 6 kwietnia 2006 katowicka policja na usługach pedofilskiej mafii i handlarzy narkotyków napadła po raz kolejny i zatrzymała Ryszarda Zenona Matuszewskiego. Bandyckiego wręcz napadu z wyłamaniem drzwi dokonali funkcjonariusze wydziału kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach (Tomasz K., Andrzej M., Andrzej Cz., Grzegorz M., Leszek Z., Andrzej Ch.). Przy tej okazji policjanci z wydziału dochodzeniowo-śledczego skonfiskowali sprzęt komputerowy z mieszkania, w którym gościnnie przebywał Ryszard Zenon Matuszewski (komputer PC, laptop, ok. 100 płyt CD z materiałami szkoleniowymi i danymi oraz 3 drukarki). Ryszard Zenon Matuszewski od tego czasu przetrzymywany był w areszcie w Katowicach, Gliwicach, Wrocławiu, Krakowie, Strzelcach Opolskich, Głubczycach, Warszawie Mokotów i Białołęce… Policjanci jak dotąd nie raczyli zapłacić za wyłamane drzwi ani odkupić zrabowanych komputerów.

    Na zdjęciu: demonstracja, protest przeciwko prześladowaniom Ryszarda Matuszewskiego pod Prokuraturą Okręgową, Warszawa, Krakowskie Przedmieście.

    1. MOHAN RYSZARD MATUSZEWSKI – najwybitniejszy terapeuta dla ofiar księży pedofilów, pacyfista, ekolog, filozof, pisarz, poeta, socjalista, jogin (autor kilku tysięcy stron tekstów o Jodze, Ekologii, Duchowości i Kulturze Wschodu), aktywny i radykalny obrońca praw człowieka (członek Amnesty International), obrońca praw zwierząt. Aktywnie i zdecydowanie przeciwstawia się wszelkiej nietolerancji (rasowej i religijnej), uciskowi społecznemu, biedzie, zacofaniu oraz pedofilii kleru! Propagator ZIELONEJ DEMOKRACJI (państwa bez jakiejkolwiek przemocy), o jaką walczył Mahatma Mohandas Gandhi! Krajowy Koordynator Grup Wsparcia dla Ofiar Molestowanych przez Księży Pedofilów.

    2. Mohan Ryszard Matuszewski prześladowany jest za swoje „niewygodne” poglądy, za pomoc i kursy terapeutyczne dla tysięcy ofiar księży pedofilów w Polsce, za aktywne propagowanie śiwaickiej Jogi na terenie Polski, za walkę z nietolerancją, za głośne krytykowanie niesprawiedliwości społecznej i wyzysku, za ujawnianie przekrętów sądów i prokuratur, za krytykę i obnażanie haniebnych czynów inkwizycji! Ryszard Zenon Matuszewski ujawnił kilkuset pedofilów, zachęcając do mówienia głośno o problemie pedofilii wśród kleru już w latach 1995/96, kiedy to za nagłośnienie pedofilii i prowadzenie terapii grupowej ofiar księży pedofilów został zaatakowany i pomówiony przez przeora Jasnej Góry.

    3. Od 1996 roku aż do dziś Ryszard Zenon Matuszewski jest OFIARĄ sterowanej NIENAWISTNEJ PROPAGANDY i nagonki nakręcanej przez pedofilskie mafie i ich ośrodki antysektowe oraz faszystowskich ekstremistów, których celem jest likwidacja ruchów propagujących, ogólnie mówiąc, filozofię Wschodu, New Age, ekologię etc. Bandyci faszystowscy, ultrakatoliccy (sedewakantyści) regularnie podpalają w Polsce ośrodki religijne związane z kulturą Wschodu, napadają i katują liderów hinduistycznych organizacji, szczególnie kobiety. Konsekwencją tej nienawistnej propagandy podsycanej przez polskie media (prasa i TV) jest potęgowanie prześladowań Mohana Ryszarda Matuszewskiego i wszystkich członków Bractwa Zakonnego Himawanti – którego jest jednym z około 120 liderów – m.in. przez skorumpowane na rzecz pedofilskiej mafii sądownictwo, policję, Centralne Biuro Śledcze, a także anonimowych bandytów. Mohan Ryszard Matuszewski często był bity do nieprzytomności, torturowany przez funkcjonariuszy prawa (przy zatrzymaniach, przesłuchaniach oraz w aresztach i więzieniach), o czym świadczą osoby przebywające wraz z nim w celi, bez żadnego wyroku latami (od 1999 roku) więziony w skrajnie ciężkich warunkach, przetrzymywany w zakładzie psychiatrycznym w Rybniku (gdzie faszerowano go silnymi „lekami” psychotropowymi – chcąc „na zawsze zamknąć mu usta”) pomimo wielu specjalistycznych opinii psychiatrycznych potwierdzających jego doskonałe zdrowie psychiczne.

    4. Szereg sterowanych ataków na jego osobę wydaje się nie mieć końca! Ataki te wymierzone w silną i charyzmatyczną osobę, jaką jest Mohan Ryszard Zenon Matuszewski, mają na celu wyeliminowanie go z życia publicznego i duchowo-terapeutycznej działalności. Jak dotąd Ryszard Zenon Matuszewski przesiedział BEZPODSTAWNIE w aresztach i więzieniach ponad 9 lat, a prześladowania jego osoby zaczęły się w roku 1996, kiedy to próbował zarejestrować Bractwo Zakonne Himawanti jako związek wyznaniowy w ówczesnym Departamencie Wyznań Urzędu Rady Ministrów. Faktycznym powodem represji jest fakt, że Ryszard Zenon Matuszewski jako jeden z pierwszych terapeutów w Polsce otwarcie sprzeciwił się medialnemu milczeniu w obliczu masowych zbrodni pedofilii kleru na ministrantach i innych dzieciach. Jako pierwszy prowadził otwarte dla chętnych grupowe terapie ofiar pedofilii ze szczególnym naciskiem na wszechstronną terapię duchową dla ofiar księży i zakonników pedofilów.

    5. Stanowczo protestujemy przeciwko prześladowaniu Ryszarda Zenona Matuszewskiego, oczernianiu Bractw Zakonnych Himawanti prowadzących formalnie terapię duchową dla ofiar pedofilskiego kleru! Protestujemy przeciwko manipulowaniu opinią publiczną, której skutkiem są okrutne prześladowania Ryszarda Zenona Matuszewskiego oraz członków Bractw Zakonnych Himawanti, ich rodzin i bliskich! Antypedofilskie Bractwo Himawanti to nie sekta, jak chcieliby pedofile i pedofilki z katolickich ośrodków antysektowych i ich pedofilscy dziennikarze z pedofilskiej mafii, ale szeroki i wszechstronny duchowo-terapeutyczny ruch społeczny, który skupia większość liderów relaksacji, dhjany, jogi, tantry, ajurwedy, agnihotry, jantry, tańca hinduskiego i hinduskich sztuk walki w Polsce, ruch społeczny, którego jedną z głównych aktywności jest terapia tysięcy ofiar księży pedofilów w Polsce.

    6. Mohan Ryszard Zenon Matuszewski jako jogin i pacyfista, nigdy i wobec nikogo nie stosował przemocy psychicznej ani fizycznej, oskarżenie go o planowanie zamachu na papieża Jana Pawła II i o próbę zakłócenia kolejnych pielgrzymek jest kłamliwą manipulacją pedofilskich ośrodków antykultowych i apologetycznych, szczególnie członków pedofilskiej mafii. W chwili obecnej nasilenie propagandy jest tak silne, że wymyślona najbardziej absurdalna bzdura na temat Mohan Ryszarda Matuszewskiego i Bractwa Himawanti – bezkrytycznie zostaje przyjęta za „fakt”, ale tylko przez pedofilskich dziennikarzy związanych z pedofilską mafią. To z kolei jest przyczynkiem do serii prześladowań, represji i bezpodstawnego oraz bezprawnego więzienia Ryszarda Zenona Matuszewskiego przez pedofilolubnych prokuratorów i sędziów, tych samych, którzy zboczeńców w sutannach zwalniają pomimo stwierdzenia faktu molestowania dzieci przez takiego księdza. Wszystkie te i wiele podobnych działań są niestety przykładami totalitaryzmu, a nie demokracji!

    7. Domagamy się natychmiastowego zaprzestania BANDYCKIEGO prześladowania i represjonowania Mohana Ryszarda Zenona Matuszewskiego przez pedofilię popierające – jak widać – państwo Polskie, skorumpowanych sądowniczych łapówkarzy i „dzieci kochających inaczej” policjantów!!! Domagamy się UWOLNIENIA terapeuty ofiar księży pedofilów, jogina, pacyfisty, ekologa, filozofa, obrońcy Praw Człowieka – Mohana, Ryszarda Zenona Matuszewskiego i zaprzestania nienawistnej pedofilskiej propagandy medialnej uruchomionej i podtrzymywanej przez szkodliwe społecznie (w tym przypadku) faszystowsko-pedofilskie, moralnie zepsute centra antysektowe, takie jak krytykujący wszystkich obrońców i terapeutów ofiar księży pedofilów serwis „psychomanipulacja.pl”, przodujący w Polsce w ochronie interesów pedofilskiej mafii, szczególnie pedofilskiej klero-mafii! Żądamy uwięzienia przywódców pedofilskiej mafii żyjącej ze stręczenia dzieci, produkcji i handlu pornografią dziecięcą oraz popleczników pedofilskiej mafii takich jak związany z kamedułami Tadeusz Mynarski „Abram” z Wilamowic czy związany z Jasną Górą Janusz Gierczyński „Uzdrawiacz” z Częstochowy i jego wspólniczka Jadwiga Gierczyńska (Kulawik) „Żurek”, czy Elżbieta Tomasz „Rynka” z Gliwic oraz kilkanaście innych osób organizujących pedofilską mafię w Polsce, które stoją za medialnymi pomówieniami i fikcyjnymi oskarżeniami preparowanymi za duże łapówki.

    Komitet Obrony Osób Prześladowanych
    na tle religijnym i światopoglądowym

  • Napad na mieszkanie Ewy M.!

    Napad na mieszkanie Ewy M.!

    Dnia 6 kwietnia 2006r. przed godziną 8 rano obudził mnie ogromny hałas na klatce schodowej! Zanim zdążyłam podejść do drzwi, do których zaczęto się dobijać, hałas tak się nasilił, że wystraszyłam się i spoglądając przez wizjer chciałam zobaczyć kto tak hałasuje z samego rana. Nic jednak nie było widać, gdyż wizjer był zasłonięty ręką jakiegoś mężczyzny. W tym samym czasie drzwi do mieszkania zostały wyważone łomem, a zamek wyłamany, a ja zostałam mocno uderzona w twarz pięścią, w której był zaciśnięty pistolet. Osobnicy, co się czaili pod drzwiami siłą wtargnęli do mieszkania naruszając mój mir domowy! Sześciu bandytów wymachujących pistoletami wtargnęło do mieszkania w którym przebywałam i zastraszając mnie i popychając, pobili mnie i odpychając mnie od drzwi, w taki sposób, że przewróciłam się i potłukłam boleśnie. Bandyci pobili mnie, uderzając mnie pistoletem i zaciśniętą pięścią w twarz, tak że całe oko miałam spuchnięte i popchnięto mnie wymachując mi nad głową pistoletami tak, że upadłam na podłogę i potłukłam się bardzo dotkliwie uderzając z całej siły o róg stojącej w przedpokoju szafki. Obdukcja biegłego lekarza sądowego stwierdziła moją niezdolność do funkcjonowania przez ponad 7 dni, liczne siniaki i guzy po pobiciu oraz rozcięcie skóry na twarzy, które powstało na skutek uderzenia mnie kolbą pistoletu w twarz i głowę! Napastnicy grozili mi, że mnie zabiją wymachując przy tym pistoletami. Zachowywali się arogancko i głośno. Grozili mi, że w razie jakiegokolwiek oporu wsadzą mnie do więzienia, a na wszelkie moje protesty przeciwko temu napadowi, jeden z nich oświadczył: „Tu nie jest Ameryka, możesz sobie pogadać i pokrzyczeć, a my możemy WSZYSTKO zrobić, co nam się podoba“! W ferworze nienawiści bandyci krzyczeli: „Wypierdalajcie z tego kraju razem z tym waszym sekciarzem z Himawanti“! „Już długo tu nie pożyjecie bo i tak was dojedziemy“! „Polska dla Polaków, a takie wyrzutki jak wy, to do Izraela“!

    Krzyki moje i wrzaski bandytów zaalarmowały moich sąsiadów, którzy nie wiedząc co to się dzieje, wystraszeni wybiegli na klatkę schodową. Byli więc świadkami tego najścia i egzekucji na mej osobie, a także widzieli policyjne suki, które otoczyły blok naokoło i jak szesnastu innych faszystów ubranych na czarno jak hitlerowskie gestapo, krążyło wokoło bloku! Faszystowska mafia, która napadła mnie w mieszkaniu – podczas obecności mego zięcia, o którym bandyci początkowo nie wiedzieli, a który przez cały czas najścia znajdował się w pokoju obok i słyszał wszystko co się dzieje – działała na zlecenie swojego szefa gangstera Dariusza Pietrka z Chorzowa, szefa Faszystowskiego Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji KANA, który wielokrotnie publicznie odgrażał się, że „nie spocznie dopóki nie ZNISZCZY wszystkich ruchów religijnych i filozofii ze wschodu“, a który to poprzysiągł zemstę wszystkim przyjaciołom Ryszarda M., którego już od ponad 10 lat prześladuje i szkaluje w mediach, grożąc mu śmiercią i organizując na niego i jego przyjaciół napady zbrojne. Był on więc koordynatorem wszystkich działań skorumpowanych funkcjonariuszy policji i jak się okazało na podstawie późniejszych oświadczeń policji głównym inicjatorem owego napadu zbrojnego i zastraszania! Ile łąpówki wpłacił Dariusz Pietrek za bandycki napad policyjnym kolegom nazim i faszystom, policja nie raczyła podać.

    Był to już kolejny atak na to mieszkanie, gdzie przebywałam a jedno z kolejnych najść tych bandytów miało miejsce 14-go września 2005r. Bandyci, którzy wtargnęli do domu nie mieli nakazu wejścia, ani przeszukania rzeczy. Zachowywali się bardzo arogancko i zastraszając domowników panoszyli się strasząc wszystkich bronią i tym, że zostaniemy aresztowani i wsadzeni do aresztu jak się nie zgodzimy poddać przesłuchaniom, które starano się na nas wymusić. Bandyci chcieli groźbami wymusić na mnie zeznania przeciwko Ryszardowi M. oraz chcieli mnie poprzez szantaż zmusić do wycofania się z działalności, którą prowadzę w Komitecie Obrony Praw Człowieka, oraz organizacjach pomagających ofiarom gwałtów księży pedofilii. Działający wbrew prawu bandyci nie chcieli pokazać swoich legitymacji służbowych, a stało się to jedynie wtedy, gdy oświadczyłam, że wezwę adwokata. Owymi napastnikami byli: Tomasz K., Andrzej M., Andrzej Cz., Grzegorz M., Leszek Z., Andrzej Ch., oraz Eugeniusz P. Okazało się, że są oni z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej w Katowicach i działają na skutek akcji znanego śląskiego gangstera Dariusza Pietrka. z Chorzowa, szefa Faszystowskiego Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji KANA, który publicznie odgrażał się, że nie spocznie dopóki nie ZNISZCZY wszystkich żydów, masonów i innowierców i nie przegoni ich z Polski. Dariusz Pietrek zajmuje się też zwalczaniem wszystkich ruchów religijnych i filozofii, które są ze wschodu, jak już wspomniałam wcześniej!

    Napastnicy wygrażający pistoletami, przez cały czas pobytu w mieszkaniu, obrażali moje uczucia religijne wyśmiewając się z przedmiotów kultu religijnego, zgromadzonych na mym domowym ołtarzyku i oszczerczo oskarżali mnie iż jak to stwierdził jeden z napastników: „na pewno ukradła z kościoła“! Wyzywali mnie też i obrażali, uważając iż jestem osobą chorą psychicznie i że na pewno „pójdę siedzieć“, bo; „nie podoba nam się twoja działalność“! Na pytanie dlaczego mnie tak bestialsko prześladują – nie uzyskałam odpowiedzi, poza tym, że wyśmiewali się bezczelnie i arogancko z tego wszystkiego co robię, a jeden bandyta bawiąc się pistoletem, co rusz mistyfikował moją śmierć zmuszając mnie do leżenia na podłodze i przykładając mi pistolet do głowy, karku i pleców. Przez cały czas pobytu w mieszkaniu BANDYCI zachowywali się wobec mnie bardzo brutalnie, opryskliwie, oszczerczo, a także butnie i wyniośle! Włamali się do mieszkania, kiedy jeszcze spałam, toteż nie mogłam się ubrać i cały czas w koszuli nocnej musiałam siedzieć, albo leżeć na dywanie twarzą do ziemi, bez możliwości przebrania się. A kiedy zapytałam, kto mi zwróci pieniądze za wyłamane łomem drzwi i rozwalony zamek, to stwierdzili śmiejąc się bezczelnie: „sama sobie to musisz naprawić“! Ponadto wyśmiewali się z prowadzonej przeze mnie działalności, oraz dotykali moich osobistych przedmiotów służących mi do kultu religijnego wyśmiewając się z nich i bezczeszcząc je plugawie.

    Policyjni bandyci sterroryzowali też domowników bronią i trzymali nas na muszce aż przez 2 godziny! Znęcali się nad nami psychicznie i rozpoczęli przeszukanie mieszkania, wzywając posiłki czyli następną ekipę prześladowczą. Pilnujący mnie bandyci przez cały czas bawili się kajdankami i pistoletami, oświadczając, że to dla mnie! Kiedy przyjechała następna ekipa prześladowców – rozpoczęto przeszukanie mieszkania bez nakazu prokuratora. Kryminaliści dokonali zaboru mienia konfiskując mi 2 komputery (w tym laptop) i 3 drukarki służące do pracy społecznej w Komitecie Obrony Praw Człowieka. Dokonali grabieży materiałów szkoleniowych, a było to ponad 100 płytek CD, które są mi potrzebne do pracy, gdyż działam w Europejskim Komitecie Obrony Praw Człowieka, gdzie występuję w obronie prześladowanych i szkalowanych Mniejszości Religijnych i Wyznaniowych oraz wszystkich skrzywdzonych osób, które zostały uwięzione przez sądy i prokuratury na podstawie pomówień i oszczerstw mafii faszystowskiej zwalczającej tak zwane „sekty“ w Polsce. Skradziono mi broszury, ulotki, książki, materiały biurowe, przez co pozbawiono mnie możliwości zarobkowania i pozbawiając w ten sposób warsztatu pracy – skazano na życie w biedzie i nędzy! Zaboru mienia dokonali: Krzysztof S., Zbigniew P., Adrian M., Tomasz M., na zlecenie gangstera Dariusza Pietrka szefa śląskiej mafii z Chorzowa, także szefa Faszystowskiego Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji KANA w Katowicach, do czego się przyznali!

    Policjanci zachowywali się tak, jakby byli ponad prawem gwałcąc Konwencję Genewską i wszelkie Prawa Człowieka. Bezcześcili i profanowali przedmioty kultu religijnego wbrew mym protestom by tego nie robili, grzebali w mych osobistych rzeczach i wyśmiewali się ze zdjęć mych nauczycieli i przedmiotów religijnych w ogóle. Na koniec tej napaści agresorzy zabawiali się filmowaniem całego zajścia i fotografowania całego mieszkania. Kiedy tylko doszłam do siebie, już po opuszczeniu mieszkania przez najeźdźców, doszły do mnie informacje, że całe to najście policji na mieszkanie gdzie przebywałam było pokazane w telewizji, a Dariusz Pietrek i współpracujący z nim faszysta i przestępca kryminalny, aferzysta i były eSBek Tadeusz Mynarski szkalowali mnie i moją działalność na antenach wszystkich programów telewizyjnych, a w gazetach ukazały się oszczercze i pomawiające mnie artykuły! W tym samym czasie inwigilowano też członków mej rodziny, oraz mych przyjaciół i znajomych mieszkających w różnych częściach Polski. Wielokrotnie grożono nam śmiercią, jesteśmy prześladowani, śledzeni i napadani, a nasze rozmowy telefoniczne znajdują się na bezprawnym podsłuchu policji. Wielu z mych przyjaciół zostało pobitych, dostajemy telefony i emaile z groźbami śmierci i nasze życie jest w niebezpieczeństwie, gdyż ogólna ksenofobia i faszyzm szerzy się w zastraszającym tempie!

    Bulwersuje mnie fakt, że obecnie w Polsce napada się, pomawia i wsadza ludzi do więzienia pod byle wymyślonym pretekstem! Powszechnie było już wiadomo, ale i znane mi są osobiście i wielu moim znajomym sytuacje znęcania się tzw. Policji, służb więziennych nad swoimi ofiarami, bicie do nieprzytomności w celu wymuszenia zeznań, przymuszanie poprzez szantaż do przyznawania się do winy, której ofiara nie popełniła, rozbijania małżeństw, zastraszania członków rodziny niewygodnych osób, czego też w większości na własnej skórze właśnie też doświadczyłam! Wzywam policyjną mafię gangsterów i włamywaczy do zapłacenia za wyłamane drzwi, do zapłacenia odszkodowania za brutalne pobicie i publicznego przeproszenia mnie za spowodowane krzywdy. Żądam aresztowania i osadzenia w więzieniu gangstera Dariusza Pietrka, Tadeusza Mynarskiego i ich nazistowskich wspólników z policji w trybie Artykułu 119 Kodeksu Karnego, bo taka niebezpieczna zbrodnia została na mnie popełniona!

    Ewa M.

  • Chronologia Prześladowań i Represjonowania Ryszarda Matuszewskiego (Lalita Mohan G.K.) oraz Bractwa Himawanti w Polsce

    Chronologia Prześladowań i Represjonowania Ryszarda Matuszewskiego (Lalita Mohan G.K.) oraz Bractwa Himawanti w Polsce

    Dnia 8 czerwiec 1995 (formalnie 21 sierpień 1995) – Ryszard Matuszewski (Lalita Mohan G.K.) składa „Wniosek o wpis do rejestru kościołów i związków wyznaniowych Bractwa Himawanti” w departamencie wyznań URM. Jednym z punktów działalności Bractwa Himawanti jest zwalczanie pedofilii, pomoc ofiarom gwałconym w dzieciństwie przez pedofilów, w tym księży pedofilów. Inną terapie uwalniające z uzależnień od narkotyków, alkoholu, w tym wina mszalnego. Wszystkie terapie na bazie jogi, medytacji i psychosyntezy. Ryszard Matuszewski prowadzi terapie dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek już od 1981 roku. Jogę i terapie medytacyjno-oddechowe od 1983 roku. Wcześniej zajmuje się aikido, aiki-jutsu, reiki, akupresurą, kalari oraz hatha jogą. Jest od dzieciństwa miłośnikiem astronomii, buduje własne teleskopy.

    21 październik 1995 – Odpowiedź URM: prośba o wyjaśnienia – głównie kwestii ekumenicznego charakteru Bractwa Himawanti propagującego m.in tantrę hinduską oraz ajurwedę i pranaterapię. Także żądania wykreślenia ze Statutu antypedofilskiej działalności i terapii ofiar metodami alternatywnymi i orientalnymi. Bractwo Himawanti odsyła wszelkie konieczne wyjaśnienia dnia 11 listopada 1995 spełniając wszelkie formalne wymogi do rejestracji związku światopoglądowego. Ryszard Matuszewski wzywany jest przez urzędników do Warszawy, gdzie musi jeździć na swój koszt składać kolejne podpisy, wyjaśnienia. Traktowany jest przez policyjnych urzędników wydziału wyznań MSWiA jak podejrzany o przestępstwo zakładania hinduistycznej związku w Polsce, a nie jak Koordynator wyznaczony przez związek do załatwiania spraw urzędowych. Piętnastu członków założycieli nawiedzają dziwni ludzie z policji politycznej, księża, działacze parafialni i oazowi. Namawiają do wystąpienia z Bractwa Himawanti, grożą brakiem katolickiego pogrzebu po śmierci, a ponieważ nic nie wskórają, zaczynają się pogróżki telefoniczne, pisemne, przysyłanie psich gówien w paczce, podpalenia wycieraczek, wyklinanie z ambony w niedzielę, plakaty potępiające „sekciarzy”. Represje katolicko-faszystowskiego aparatu bezpieki dotyczą 15 osób – członków z listy założycieli oraz także ich rodzin, nawet mieszkających w innej części Polski.

    26 styczeń 1996 – Główny Urząd Statystyczny przysyła pismo z uprzejmą prośbą o podanie wszelkich danych na temat Bractwa Himawanti, w tym także danych personalno adresowych wszystkich funkcyjnych członków, praktykujących i sympatyków oraz uczestników terapii. GUS robi za policję polityczną lub wywiad. Interesuje się liczbą osób, aktywnością, miejscami działalności. Podobne pisma nadchodzą od kilku katolickich fundacji z plebanem w tle, rzekomo dla celów naukowego badania występowania nowych ruchów religijnych w Polsce. Dzwonią rozmaite ankieterki, a także studentki i studenci rzekomo piszący prace magisterskie lub robiący inne badania na temat związków wyznaniowych. Jedna ankieterka jest upierdliwa, nie tylko dzwoni ale i przychodzi na zajęcia Bractwa Himawanti, bez pytania o zgodę rozdaje ankiety do wypełnienia. Pytania tyczą występowania zaburzeń psychicznych, opętań, awersji do księży, antyklerykalizmu. Przykościelna mafia ma tupet. Ochrona usuwa namolną moderatorkę oazową, rzeczywiście studentkę katolickiej socjologii z obiektu będącego własnością Bractwa Himawanti. Księża już w najbliższą niedzielę, wspomniany ośrodek terapeutyczny piętnują z ambony. Efekt odwrotny od zamierzonego. Dzięki darmowej reklamie, podwaja się w trzy miesiące liczba osób podejmujących terapie odwykowe z nałogów!

    1 kwietnia 1996, w Prima Aprilis Szef Urzędu Rady Ministrów przysyła Decyzję o odmowie przyjęcia deklaracji o utworzeniu związku wyznaniowego Bractwa Himawanti. W uzasadnieniu podaje, iż statut Bractwa Himwanti zawiera „wiele braków i wad”, jednak nie wymienia jakie są to wady. Dokładnie nieuk prawny z Wydziału Wyznań MSWiA nie raczył wymienić ani jednego braku czy wady wypisując brednie o istnieniu wad i braków, ktorych było brak.

    Kwiecień/maj 1996 Lalita Mohan G.K. wysyła skargi na powyższą decyzję do Prezydenta RP, Kancelarii Sejmu RP oraz Rzecznika Praw Obywatelskich, a także do Sądu Administracyjnego i kilku instytucji zagranicznych jak Amnesty International w USA. W odpowiedzi otrzymuje od wszystkich tych instytucji wyjaśnienie, iż rozpatrzenie tej sprawy nie leży w ich kompetencji…

    W środę dnia 14 sierpnia – 1996 Mohan Ryszard Matuszewski wraz z narzeczoną zostaje napadnięty i zatrzymany w Jaworznie przez kilkunastoosobową brygadę antyterrorystyczną z sekty katolickiej, co było poznać i po pytaniach i po noszonych na służbie katolickich krzyżykach. Bestialsko skuty w kajdanki i przewieziony do KWP Częstochowy, tzw. „Trójkąta” jest przesłuchiwany przez całą noc na okoliczność rzekomych gróźb karalnych „wysadzenia w powietrze Jasnej Góry”. Rzecz ma miejsce na dzień przed planowanymi zajęciami z jogi, medytacji i terapii dla ofiar księży pedofilów w Częstochowie, które Lalita Mohan G.K. miał poprowadzić, a także kilka dni przed przyjazdem katolistycznego Papieża JP2. Ryszardowi Matuszewskiemu zwyrodniali policjanci grozili pozbawienia życia jego lub narzeczonej oraz aresztowaniem osób uczestniczących wtedy w praktykach dla ofiar księży pedofilów. Dokonano pobicia przez policję KOP z Częstochowy, m.in. zrzucając ze schodów. Policjanci przykładali Ryszardowi Matuszewskiemu pistolet do głowy, celem złożenia pisemnego zobowiązania zaprzestania działalności w Częstochowie, bo o to chodziło, jakby ktoś nie wiedział. Ryszard Matuszewski nie przyznaje się do winy, chociaż prasa na drugi dzień pisze, że Mohan przyznał się podpisując dokumenty in blanco!

    Od czwartku 15 sierpnia 1996 do niedzieli 18 sierpnia 1996 trwa w Częstochowie intensywny program terapeutyczny dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Program miał być prowadzony przez Ryszarda Matuszewskiego, jednak wobec jego nieprzybycia, które wszystkich zaskoczyło, po 30 minutach, prowadzenie podejmują inni liderzy Bractwa Himawanti, jak mgr Witold Boguszewski, lic. Maciej Marczak, dr Katarzyna Smolińska. W przerwach zajęć usiłują ustalić co się dzieje z Ryszardem Matuszewskim, jednak nie mogą się skontaktować ani z Lalita Mohanem ani z jego żoną, gdyż oboje są bezprawnie i zbójecko przetrzymywani przez służącą skażonemu pedofilią na skalę międzynarodową reżimowi watykańskiemu policję polityczną z Częstochowy.

    29 sierpnia 1996 – Naczelny Sąd Administracyjny przysyła decyzję o odrzuceniu skargi Bractwa Zakonnego Himawanti z uwagi na nie wykorzystanie wszystkich dostępnych środków odwoławczych. Rzekomym środkiem odwoławczym miało być „zwyczajowe wręczenie 100 tysięcy złotych polskich (w starej walucie cztery zera więcej) niejakiemu szefowi Kościoła katolickiego, Józefowi Glempowi, bo bez takowego datku na Kościół katolicki, żadna sekta nie ma prawa legalnie działać w rzekomo wolnej Rzeczpospolitej Polskiej!” Urzędnicy niestety tych swoich rad odwoławczych nie chcieli przekazać na piśmie a jedynie ustnie, a Ryszard Matuszewski raczył uprzejmie nagrywać swoją rozmowę z urzędnikami na taśmę magnetofonową, powielić i rozesłać po najwyższych urzędach w państwie. Urzędy nagranie zbyły milczeniem. Nie było jeszcze jeszcze CBA.

    7 październik 1996 KWP w Częstochowie zamyka dochodzenie w sprawie rzekomych „gróźb wysadzenia Jasnej Góry” insynuując iż ich autorem jest Ryszard Matuszewski, chociaż materiał dowodowy temu zaprzeczał! Prawdziwym powodem policyjnego napadu sterowanego ręcznie przez ówczesnego przeora Jasnej Góry, imiennika Izydora Matuszewskiego było ujawnienie pedofilskiego zboczenia kilku mnichów z Jasnej Góry, gdyż Ryszard Matuszewski relacje ofiar z terapii za ich zgodą wydał drukiem w nakładzie około 3 tysiące egzemplarzy. Przy okazji ujawniono także, że przeor Jasnej Góry miał kochankę Maryję Karczewską, która to rzeczywiście wypisywała na przemian listy miłosne i groźby do przeora Jasnej Góry, że aborcję jego dziecka ujawni. Maryjka Karczewska groziła, bo chciała także wymusić ślub, a potem już tylko zwrot kosztów aborcji płodu będącego owocem miłości do paulina. Smród wokół Jasnej Góry został chwilowo przykryty medialnymi zarzutami o rzekomy zamach na Jasną Górę, której nawet Szwedzi nie zdołali wysadzić, chociaż mieli czym i za co. Zarzut był tak absurdalny, że przypadkowi ludzie spotykani na ulicy w Częstochowie, rozpoznając Lalita Mohana po zdjęciach w gazecie na ulicy, podchodzili i gratulowali cywilnej odwagi ujawnienia mnichów pedofilów z Jasnej Góry i odwagi pomagania ofiarom tych zboczków. Dawali nawet spontanicznie datki „na dobrego adwokata, najlepiej spoza Częstochowy”.

    Dnia 23 października 1996 Prokuratura Rejonowa z Częstochowy przedstawia fikcyjny Akt Oskarżenia przeciwko Ryszardowi Matuszewskiemu. Oskarża go o to, że: 31 lipca 1996 wysłał z Torunia anonimowe pismo do przeora Jasnej Góry z groźbami wysadzenia klasztoru, które to groźby wzbudziły w pokrzywdzonym obawę, że mogą zostać spełnione. Brak jednakże świadków zarzucanego czynu, a jedyni świadkowie w liczbie 5 osób twierdzili, że Ryszard Matuszewski w owym czasie przebywał u rodziny w Jaworznie. Zeznań rodziny i sąsiadów sad nie dopuścił, twierdząc, że nie jest nimi zainteresowany, bo takie ma wytyczne. Jako dowodowy materiał porównawczy służą widokówki napisane przez Maryję Karczewską z Torunia, adresowane do Ryszarda Matuszewskiego. Biegli potwierdzają, iż pismo z widokówek i groźby karalne napisała ta sama osoba. Wychodzi, że moherowa Maryja Karczewska. Akt oskarżenia mówi też, iż biegli psychiatrzy nie znaleźli podstaw kwestionowania poczytalności, tymczasem Ryszard Matuszewski nie został nawet przebadany, chyba, że zdalnie przez lekarzy jasnowidzów. Nie przesłuchano także nikogo spośród pięciu świadków obrony, w tym trzech członków rodziny, którzy mogli potwierdzić, iż Ryszard Matuszewski w dniu 31 lipca 96 nie przebywał w Toruniu i nie mógł być autorem listu, a nawet nie wezwano ich na rozprawę. Jedynym przesłuchanym świadkiem był jasnogórski przeor Izydor Matuszewski, który później zachorował na raka. Później przed sądem Ryszard Matuszewski udowadnia, że autorką listów jest Maryja Karczewska z Torunia, ale sąd nie chce tych informacji wziąć pod uwagę, chociaż są oczywiste, o czym świadczą podpisy autorki gróźb karalnych Maryji Karczewskiej – kochanki przeora Jasnej Góry.

    10 luty 1997 – Urząd Skarbowy odmawia Ryszardowi Matuszewskiemu prawa do opodatkowania dochodów, które uczciwie zgłosił. Uzasadnieniem urzędu jest, iż Bractwo Himawanti nie istnieje formalnie, więc Mohan Ryszard Matuszewski nie jest osobą duchowną. W związku z tym wszelkie dochody z tytułu wolnych datków za prowadzoną działalność duchową zostały… na stałe całkowicie zwolnione z podatku… Brawo Urząd Skarbowy!

    Dnia 28 luty 1997 – Mohan Ryszard Matuszewski zostaje zatrzymany w okolicy dworca PKP w Toruniu przez policję i poddany kontroli osobistej, przetrzymaniu, co powoduje spóźnienie na pociąg, a w związku z tym kilkugodzinne spóźnienie na prowadzone tego dnia zajęcia hinduistycznej jogi Włocławku do którego jechał. Policjanci wydali tym sami siebie, że inwigilują i śledzą Ryszarda Matuszewskiego.

    29 kwietnia 1997 – Zapada wyrok Sądu Częstochowskiego: pozbawienia wolności dla Lalita Mohana na 1,5 roku w zawieszeniu na 3 lata + koszty procesu. Co ciekawe w uzasadnieniu sąd przyznaje się do tego iż po wyjaśnieniach oskarżonego, że pismo z groźbami zostało spreparowane przez Maryję K. „nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonego (…) uznał je za wykrętne i zmierzające do uniknięcia odpowiedzialności karnej, a jego wyjaśnienia złożone w sprawie są zdaniem sądu wprost nielogiczne i nonsensowne…” (sic!) Sądowi wystarcza także subiektywne odczucie pokrzywdzonego przeora o grożącym mu niebezpieczeństwie, natomiast nie ma w ogóle znaczenia czy faktycznie takowe istniało… i że spowodowała je jego kochanka Maryja K. Sąd pokrętnym uzasadnieniem chyba z powodu nacisków inkwizycyjno-pedofilskiej mafii, otwiera drogę nawet do kasacji.

    5 grudnia 1997 – Wyrok zostaje utrzymany w mocy przez sąd wojewódzki w Częstochowie po wniesionej apelacji. Członkowie Bractwa Himawanti, dziękczynnie rozdają i rozklejają po Częstochowie 10 tysięcy ulotek o mnichach pedofilach dymających dzieci na Jasnej Górze. Jedna z osób rozklejających ulotki, Katarzyna Smolińska zostaje złapana i ukarana mandatem wysokości sto złotych za zaśmiecanie miasta. Zapłaciła na miejscu… i rozklejała dalej, czym załamała psychicznie policjantów.

    27 lutego 1998 – Mohan Ryszard Matuszewski za pośrednictwem adwokata składa wniosek o kasację do Sądu Najwyższego. Zarzuca w niej rażące naruszenie prawa m. in. przez: oddalenie wniosku o przesłuchaniu świadka Maryji Karczewskiej, która była faktycznym autorem listu do przeora oraz do… Ryszarda Matuszewskiego.


    Listopad 1998 – Rozpoczyna się kolejne śledztwo i kolejna sprawa przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiego w prokuraturze częstochowskiej, jednej z najbardziej skorumpowanej w Polsce wedle rankingów ówczesnej prasy. Następuje to po złożeniu kolejnego, drugiego wniosku o rejestrację Bractwa Himawanti w 1997 roku jesienią. Znów przedmiotem dochodzenia są listy – tym razem o rzekomo treści obraźliwej dla urzędników państwowych. Sąd częstochowski czuje się urażony zarzucanemu mu bezprawiu i przestępczo wydanym wyrokiem! M.in. 22 grudnia 1998 prokurator zarządza powołanie biegłego psychiatry, który ma ustalić czy Mohan Ryszard Matuszewski jest zdrowy psychicznie, a także postanawia powołać biegłych grafologów i zarządza wywiad środowiskowy. Sprawa ciągnie się kilka miesięcy.

    W tym czasie Ryszard Matuszewski dostaje wezwanie stawienia się na przymusowe badania psychiatryczne. Pismo to odsyła, skądinąd słusznie i dowcipnie, do przeora Jasnej Góry, skreślając swoje imię i wpisując imię Izydor (zbieżność nazwisk!). Prokuratura, a następnie sąd uznają to za fałszowanie dokumentów, co staje się kolejnym bezprzedmiotowym zarzutem w sprawie, ale grozi 5 lat więzienia. Lalita Mohan G.K. zostaje wezwany na przesłuchanie do Częstochowy, w czasie którego prokurator Bogusław Kromołowski (znany później z afery paliwowej prowadzonej przez prokuraturę w Zawierciu) i jego prokuratorski asesor Paweł Zubert lżą wiarę hinduizmu i śiwaizmu kaszmirskiego, poniżają Lalita Mohana, stosują groźby i przemoc fizyczną oraz słowa powszechnie uważane za obraźliwe. Robiąc sobie „przerwę na kawę” wychodzą, a Mohana Ryszarda Matuszewskiego każą skuć w kajdanki i zakneblować. Wobec takiego traktowania – jako świadka – Mohan Ryszard Matuszewski na kolejne wezwanie (07 maj 1999) nie stawia się.

    7 czerwca 1999 przed kolejną wizytą ukrywającego licznych kościelnych pedofilów papieża JP2 Lalita Mohan G.K. zostaje aresztowany w Jaworznie i przewieziony do Częstochowy, gdzie zostaje brutalnie pobity, skuty kajdankami, zrzucony ze schodów, bity i kopany, etc. Lekarz policyjny nadzoruje akcję i sprawdza czy Mohan Ryszard Matuszewski jeszcze żyje. Przez kilka tygodni po zatrzymaniu nikt nie powiadamia żony Lalita Mohana Małgorzaty Wysockiej-Matuszewskiej gdzie przebywa, ani dlaczego został porwany i przetrzymywany jej mąż w areszcie. Nikt także nie powiadamia o fakcie zatrzymania władz Bractwa Himawanti. Dopiero prywatne „śledztwo” członków Bractwa Himawanti pozwala ustalić, iż Lalita Mohan jest w Krakowie na przymusowych badaniach psychiatrycznych w szpitalu aresztu śledczego przy ul. Montelupich. Jak okazuje się później, po zatrzymaniu i brutalnym pobiciu Lalita Mohan przebywa przez 10 dni w areszcie na Zawodziu Częstochowskim, a dopiero później zostaje przewieziony do Krakowa. Na Zawodziu był bity i głodzony oraz całkowicie izolowany w pojedynczej, nie miał spacerów, nie dostawał jedzenia, bo zakład rzekomo nie miał jedzenia wegetariańskiego. Rozpoczyna się akcja protestacyjna Bractwa Himawanti pod krakowskim aresztem, w którym Lalita Mohan jest głodzony i dręczony. To ten sam areszt w którym dochodzi później do morderstw rasistowskich, jak zamordowanie Rumuna przez zagłodzenie. Pojawia się wiele artykułów prasowych sponsorowanych przez mnichów pedofilów z Jasnej Góry, o czym prywatnie informują Bractwo Himawanti zaprzyjaźnieni dziennikarze. Kilkoro członków Bractwa Himawanti demonstrujących pod aresztem zostaje obrzuconych zgniłymi jajami oraz gradem kamieni z jadącego samochodu – jak ustalono po rejestracji – policyjnego. Pomimo wskazania zapamiętanego numeru rejestracyjnego i marki pojazdu, po przesłuchaniu kierowcy prokuratura umarza śledztwo, mimo kilku świadków całego zdarzenia. Do konfrontacji kierowcy i poszkodowanych nie dochodzi…

    Dnia 25 lipca 1999, po tak zwanej obserwacji psychiatrycznej Mohan Ryszard Matuszewski zostaje cichaczem, pod osłoną nocy przewieziony do aresztu w Herbach Starych koło Częstochowy! (sic!) W czasie obserwacji nie podaje się leków, a jedynie trzyma i obserwuje. Obserwowanie na oddziale psychiatrycznym aresztu polega na tym, że 2 razy w tygodniu „pacjent-więzień” przez około 30 sekund odpowiada lekarzowi na pytania typu: „jak się pan czujesz?”. Jeśli nie odpowiada, znaczy, że chory. Jeśli odpowiada, że dobrze lub źle, znaczy że zdrowy. Jeśli bluzga do pana doktora, znaczy że niepoczytalny – nie wie co czyni i komu podskakuje! Rozmowa z psychologiem jedna około 2 minut, innych badań brak, tylko krew i mocz, chyba że pacjent chory ciężko na serce albo nerki…

    W lipcu i sierpniu 1999 adwokat Ryszarda Matuszewskiego składa dwa razy wniosek o uchylenie aresztu (29 czerwca, a później 06 sierpnia 99), argumentując iż areszt miał na celu przeprowadzenie badań psychiatrycznych, na które Lalita Mohan nie chciał się stawić, a ponieważ badania takowe się zakończyły, nie ma już potrzeby trzymania go w areszcie, zwłaszcza że czyny zarzucane noszą znamiona niskiej szkodliwości społecznej, a oskarżony nie ma na swoim koncie żadnych rękoczynów, pobić, a nawet gróźb karalnych itd. Są to bowiem co najwyżej występki, jak pisanie listów z protestami, a nie przestępstwa, za których pisanie w trybie zażaleń i skarg Sąd Najwyższy zresztą zakazał więzić petentów wymiaru sprawiedliwości. Prokurator oba wnioski odrzuca. Adwokat składa kolejną skargę do Prokuratury Okręgowej (25 sierpnia), ale i ta zostaje odrzucona. Nawet dyrektor aresztu w Herbach Starych gdzie Ryszard Matuszewski przebywał składa wniosek o uchylenie aresztu z powodu klaustrofobii na jaką jak się okazuje cierpi Ryszard Matuszewski w pomieszczeniach zamkniętych. Wniosek zostaje odrzucony. Co istotne Mohan w dzieciństwie 3 razy był ofiarą napastowaną przez księży pedofilów, m.in. przez ks. pedofila Jana Goszczyńskiego z Czarnego.

    13 września 1999 Sąd przedłuża tymczasowy areszt o kolejne trzy miesiące bez żadnego uzasadnienia. Sąd nawet nie doprowadza Mohana Ryszarda Matuszewskiego na posiedzenie, na którym jako podejrzany ma prawo być, nie raczy wysłuchać argumentacji adwokatów. Ofiary paulinów oraz uczestnicy zajęć terapeutycznych z Częstochowy i okolic kilka godzin skandują pod sądem i prokuraturą: „Sąd gestapo!”, „Precz z inkwizycją!”, „Zamknąć sędziów pedofili, żeby dzieci nie gwałcili!”.

    21 października 1999 – Sąd Najwyższy postanawia przekazać sprawę do Sądu Okręgowego w Katowicach bo sąd częstochowski sam jest obrażoną „dziewczynką” stroną w sprawie. Sąd pokrzywdził Ryszarda Matuszewskiego już w 1996 roku, akceptując napady pedofilskich mniszków z Jasnej Góry, a przecież sześć ofiar paru mnichów to na jeden klasztor nie jest wcale aż tak dużo zboczenia. W skali światowej bywają całe zakony pedofilskie w 100 procentach.

    17 listopada 1999 – Sąd w Katowicach podtrzymuje areszt, a prawnicy nie mogą zrozumieć uzasadnienia, takie bzdury i idiotyzmy są w nim powypisywane. W Katowicach sąd odwoławczy pikietuje kilkuset osobowa demonstracja rozdająca ulotki i obklejająca miasto plakatami! Kilka tysięcy ludzi daje spontanicznie datki na „adwokatów dla Mohana”. Kilkadziesiąt osób opowiada członkom Bractwa Himawanti jak bardzo zostały w życiu pokrzywdzone przez sądowych zwyrodnialców w togach lub policyjnych mundurach.

    13 grudnia 1999 – Sąd Częstochowski znów przedłuża areszt. Później areszt przedłużony zostaje znowu… i znowu, bez żadnej sensownej przyczyny, pod naciskiem paru zboczonych paulinów z Jasnej Góry. Nie odbywa się ani jedna rozprawa sądowa ani jedno posiedzenie sądu na które Mohan Ryszard Matuszewski byłby doprowadzony do sądu. Dziwi to współosadzonych, którzy raz na miesiąc lub dwa jeżdżą na sprawy sądowe, dziwi nawet dyrekcję aresztu, która w rozmowie z adwokatami przyznaje, że takich przekrętów nie było nawet za komuny. Reżim pedofilski widać potrafi!

    4 maja 2000 – Mohan Ryszard Matuszewski słabnie nagle i mdleje, co spowodowane jest dłuższym przebywaniem w zamkniętym pomieszczeniu, wypełnionym dymem papierosów, nasilając klaustrofobię. Dodatkowo Ryszard Matuszewski jak stwierdzili sami psychiatrzy cierpi w areszcie na silniejszą postać klaustrofobii. Zostaje przewieziony do szpitala w Lublińcu, gdzie lekarze stwierdzają chorobę niedokrwienną serca, jako powikłanie klaustrofobii. Opinie lekarzy więziennych są jednoznaczne: Mohan Ryszard Matuszewski z uwagi na klaustrofobię nie powinien przebywać w warunkach aresztu ani więzienia, a nawet w pomieszczeniach zamkniętych. Sąd ani prokurator jednak nie chcą zwolnić Mohana Ryszarda Matuszewskiego, ale jawnie zamordować na zlecenie Izydora Matuszewskiego z Jasnej Góry i paru ujawnionych przez swe ofiary w czasie terapii antypedofilskich mniszków pedofilków.

    2 czerwca 2000 – Sąd Częstochowski pod naciskiem Jasnej Góry postanawia umieścić Ryszarda Matuszewskiego w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, jak w średniowieczu. Oficjalnym powodem są dolegliwości o obrazie klaustrofobii, które wymagają specjalistycznego leczenia, którego sam Mohan Ryszard Matuszewski się domagał. Sąd tylko zapomniał, że klaustrofobii się nie leczy w warunkach placówki zamkniętej! Wychodzi na jaw głupota sędziów i mordercze skłonności pracowników tak prokuratury jak i sądu w Częstochowie.

    1 lipca 2000 – sędzia który wydał nakaz aresztowania Ryszarda Matuszewskiego w 1999 roku okazuje się być sam podejrzanym o pedofilię częstochowskim zboczeńcem seksualnym. Aferę ujawnili niepokorni dziennikarze. Pedofil sądowy pomógł pedofilom zakonnym uwięzić Ryszarda Matuszewskiego. Na ulicach znów dużo ulotek i plakatów oraz pełno radiowozów z uzbrojonymi po zęby czarnymi mundurowymi wyglądającymi jak gestapo. Członkowie Bractwa Himawanti obklejają plakatami nie tylko mury Jasnej Góry ale i komendy policji w tym słynny „Trójkąt”. Sędziego kurdupla od pedofilii i nakazu aresztu oblano kilkoma wiadrami rzadkiej zawartości z szamba. Śmierdzącej. Kilka dni później to samo spotyka zwyrodniałych prokuratorów. Podejrzanymi o kierowanie „śmierdzącymi chrztami” i plakatowanie miasta są oczywiście mgr Witold Boguszewski, Maciej i mgr Ilona Marczak, dr Katarzyna Smolińska oraz mgr Jan Piskorski, czyli liderzy Bractwa Himawanti w Częstochowie.

    17 lipca 2000 – Mohan Ryszard Matuszewski trafia do Szpitala Psychiatrycznego w Rybniku, na oddział IX dla najgroźniejszych kryminalistów (morderców, gwałcicieli i pedofilów), gdzie jest trzymany bezzasadnie celem „zapewnienia warunków do leczenia klaustrofobii”. Nie podaje mu się żadnych środków psychotropowych, a lekarze z tego co mogą zrobić ordynują jak najwięcej wyjść na spacery z personelem i udział w zajęciach psychoterapeutycznych poza oddziałem zamkniętym, acz na terenie szpitala. Nawet dyrektorka szpitala dopytuje co to za kretyn kieruje osobę z klaustrofobią na zamknięty oddział, kiedy konieczne jest w tym wypadku leczenie w warunkach otwartych. Mohan Ryszard Matuszewski udziela się w zespole muzycznym szpitala grając na różnych instrumentach muzycznych oraz w zespołach plastycznych i literackim. Jest wysoko ceniony za zdolności twórcze. Po miesiącu dostaje przepustki na kilkugodzinne wyjścia do miasta, na pole i do lasu, celem terapii w warunkach odpowiednich dla leczenia z klaustrofobii. Lekarze są widać mądrzejsi niż pedofil sądowy z Częstochowy.

    19 grudnia 2000 ówczesny Prokurator Generalny pan Lech Kaczyński po zapoznaniu się z przestępczą w swej istocie procedurą sądu częstochowskiego w sprawie Ryszarda Matuszewskiego wnosi o kasację postanowienia sądu częstochowskiego z 2 czerwca i przesyła sprawę do Sądu Najwyższego.

    5 kwietnia 2001 – Sąd Najwyższy w tempie ekspresowym postanawia uchylić idiotyczne i przestępcze postanowienie sądu częstochowskiego i przekazać sprawę do ponownego rozpoznania z powodu kilkudziesięciu uchybień, jak nie przesłuchanie oskarżonego ani razu przez 2 lata przed sądem! Przez dwa lata Ryszard Matuszewski w prokuraturze był raz, w dniu aresztowania, a w sądzie nie był ani razu, albowiem nie odbyła się żadna rozprawa sądowa przeciwko Ryszardowi Matuszewskiemu. Plugastwo sądowe w Polsce, w wielu wypadkach polega na tym, że nie przesłuchuje się ani nie weryfikuje zeznań świadków obrony, a bierze pod uwagę jedynie stanowisko oskarżyciela. Plugastwo sądu częstochowskiego polegało także na zaocznym trzymaniu w areszcie bez wyroku sądowego!

    21 kwietnia 2001 wbrew zaleceniu Sądu Najwyższego, sąd częstochowski nakazuje przewiezienie Mohana Ryszarda Matuszewskiego do aresztu przy ulicy Montelupich w Krakowie, gdzie ma czekać na ponowne pokasacyjne rozpatrzenie swojej sprawy. Pismo Sądu Najwyższego nakazywało sądowi w Częstochowie zwolnienie Ryszarda Matuszewskiego w pierwszej kolejności, ale sędziowie nie raczyli tego sobie doczytać. Pewnie ślepi jak ich bóstwo zwane Temidą. Nie pomogły nawet protesty lekarzy z Rybnika, którzy jasno w papierach napisali, że Ryszard Matuszewski nie może być przetrzymywany w pomieszczeniach zamkniętych w warunkach aresztu tymczasowego czy więzienia z powodu klaustrofobii.

    16 maja 2001 – Helsińska Fundacja Praw Człowieka przesyła opracowaną przez zespół prawników opinię na temat sprawy do sądu w Częstochowie, sugerując zaprzestanie oczywistych represji sądowych mających na celu tak zwaną pozaprawną egzekucję sądową, gdyż przy klaustrofobii może dojść do zgonu aresztanta! HFPCz wyraziła też zastrzeżenia natury prawnej co do licznych uchybień jawnie popełnianych w sprawie. Tak źle nie mieli nawet bowiem opozycjoniści za czasów PRL.

    15 czerwca 2001 – Lalita Mohan po 2 latach i 8 dniach odzyskuje wreszcie wolność. Wychodzi jednak 18 czerwca, bo areszt Montelupich z Krakowa wywiózł go z powrotem do szpitala psychiatrycznego w Rybniku w nielegalny sposób i do dziś nie udało się ustalić na czyje polecenie ani z jakiego powodu. Szpital nie miał podstaw do przyjęcia, bo brakowało polecenia sądu, ale w końcu przyjął, oficjalnie czekając na papiery. Cztery dni później dostał nakaz zwolnienia. Po interwencji kilku organizacji obrony praw człowieka i adwokatów oraz obrzucaniu prokuratorów i sędziów w Częstochowie zgniłymi jajami, pomidorami i woreczkami z gównem oraz moczem. Widać inaczej nie warto rozmawiać z wymiarem sprawiedliwości w pedofilskim klechistanie zwanym Rzeczpospolitą Polską czyli prowincji cesarstwa watykańskiego jaśnie głównodowodzącego Jana Pawła Drugiego. Bractwo Himawanti wyedukowało się w Częstochowie jak należy rozmawiać z durnymi bandytami prokuratorskimi i sądowymi! Inaczej się bowiem nie daje!


    1 – 12 lipca 2001 – Ryszard Matuszewski lepiej znany jako Lalita Mohan G.K. współprowadzi razem z inną liderką Bractwa Himawanti, Izabelą Tryc z Gliwic, letni obóz terapeutyczny dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek w Beskidach. Jest po tych wszystkich przejściach w całkiem dobrej formie, a dawni pacjenci dziś liderzy Bractwa szybko pomagają Ryszardowi Matuszewskiemu na odzyskanie pełnej formy fizycznej i duchowej. Na obozie letnim pojawia się osoba związana z Jasną Górą, która zbiera informacje i rozsiewa szkalujące plotki. Zostaje usunięta z obozu terapeutycznego. Wyjeżdżając dyscyplinarnie odgraża się, że jeszcze Mohana zamknie, a Bractwo i tak zostanie zlikwidowane.

    18 kwietnia 2002 – Lalita Mohan G.K. oraz Paweł Ćwięka z Gliwic w czasie wykładu o ‘sektach’ na Politechnice Śląskiej zostają brutalnie pobici przez Straż Akademicką w obecności wielu świadków, a następnie wywiezieni przez policję nieoznakowanym samochodem w niewiadomym sobie kierunku. Na pytanie dokąd są zabierani, pada odpowiedź, iż do Oświęcimia (dawny obóz zagłady), co zostaje zarejestrowane przez sprzęt audio. Zostają pobici ponownie na katolickiej czy może pedofilskiej komendzie policji, a następnie wypuszczeni na wolność. Ryszard Matuszewski jest wielokrotnie nachodzony przez policję polityczną CBŚ oraz kryminalnych. Namawiany jest groźbami do zaprzestania propagowania hinduizmu, nauczania jogi oraz tantry, a szczególnie do zaprzestania terapii dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Groźbami kryminaliści i terroryści CBŚ próbują zastraszyć Lalita Mohana, a także jego najbliższych – żonę, rodzinę i współpracowników. Odmawia podpisania politycznej lojalki wobec klerykalnego reżimu III RP przez internautów jawnie nazywanej katolickim talibanem.

    10 maja 2002 Lalita Mohan G.K. oraz Izabela Tryc zostają pobici na ulicy przez Politechniką przez Straż Akademicką i policjantów. Lalita Mohan jest bity aż do utraty świadomości, jego lewa dłoń zostaje praktycznie zmiażdżona, a głowa rozbita. Mohan Ryszard Matuszewski przeżył, bo wyrwał jednemu policyjnemu bandycie gaz paraliżujący i porządnie spryskał policyjne ryje napastników! Następnie zostaje zabrany z komendy przez przyjaciół do szpitala wojskowego. Policja i prokuratura odmawiają wszczęcia dochodzenia w tej sprawie – przeciw własnym funkcjonariuszom. Pewnie wystarczy, że drzwi komendy zostały obrzucane jajkami, pomidorami, keczapem, gównem i moczem – jak wcześniej propedofilski sąd w Częstochowie.

    W czerwcu 2002 Mohan wraz z Ireną Barcz i Sławomirem B. składa po raz trzeci wniosek o rejestrację związku wyznaniowego Bractwa Himawanti, przez co pani Irena Barcz oraz Sławomir B. są represjonowani po dziś dzień przez katolicką policję polityczną i wymiar sprawiedliwości pedofilskiej w Polsce.

    W maju, czerwcu i lipcu 2002 Mohan Ryszard Matuszewski bierze udział w kilku spotkaniach powstającej Antyklerykalnej Partii Postępu „Racja” (APPR), później znaną jako Racja Polskiej Lewicy. Z czasem okazuje się, że jest to partia LBGT, która zaprosiła też w swoje szeregi liczne mniejszości wyznaniowe oraz byłych księży, w tym pedofilów. Ryszard Matuszewski jest w tej partii od początku bardzo niewygodny, gdyż pomaga ofiarom pedofilów, tępi pedofilię, a znacząca część tego środowiska to jawni zwolennicy tak zwanej „dobrej pedofilii” i LGBT. APPR kilka lat później zmienia swoją nazwę na „Racja Polskiej Lewicy”. Jest to lewica „kochająca inaczej”, niestety.

    W lipcu 2002 wydaje się, że Jadwiga Kulawik Gierczyńska z Częstochowy wspólnie ze swym mężem Januszem Gierczyńskim oraz Elżbietą Tomasz „Karolinką” jest działaczką jasnogórską i przez kilka ostatnich lat pomagała zbierać informacje oraz organizować więzienie i wyeliminowanie Lalita Mohana z Bractwa Himawanti. Miała operacyjne zadania „wyciszania wszelkich protestów”, „zbierania datków na obronę i zanoszenie ich na Jasną Górę”, a także przejęcia kontroli i władzy nad Bractwem. Dwie te pedofilskie działaczki zbierając datki na obronę Lalita Mohana, zamawiały za owe datki… „msze w intencji Ryszarda Matuszewskiego i Bractwa Himawanti” na Jasnej Górze. Intencji nie sprecyzowano. Zainteresowani, którzy dawali wymienionym osobom datki na obronę Lalita Mohana mogą się zgłaszać do nich po zwrot darowizny. W dekonspiracji agentek pedofilskiej inkwizycji pomógł Bractwu Himawanti funkcjonariusz UOP z Torunia, który wyleciał za to z pracy. Nie mógł znieść jawnych zbrodni sądowych i bezprawia wobec Mohana Ryszarda Matuszewskiego, którego wcześniej jeszcze w ramach pracy operacyjnej inwigilował w Toruniu.

    15 sierpnia 2002 w przeddzień wizyty Jana Pawła Drugiego – papieża Lalita Mohan G.K. ponownie zostaje bezpodstawnie i bestialsko aresztowany. Styl aresztowania podobny: Kilkunastu zamaskowanych policjantów z karabinami maszynowymi wyważa drzwi i wpada do mieszkania organizatorki zajęć Mohana Ryszarda Matuszewskiego w Gdyni, u której przebywa prowadząc zajęcia w wakacje od 29 lipca do dnia napadu policyjnego. Policja katolicka i propedofilska jak się potem okazuje ostrzeliwuje Mohana Ryszarda Matuszewskiego z broni małokalibrowej. Razem z Mohanem w ośrodku przebywała jedna z opiekunek i terapeutek ośrodka, Majka S., którą policjanci wywieźli tak, że zaginęła i jak dotąd nie została odnaleziona. Całkiem możliwe, że została przez policjantów zamordowana, gdyż bardzo głośno krzyczała i szarpała się z policyjnymi damskimi bokserami! Świadkowie wystosowują Oświadczenia, iż Mohan Ryszard Matuszewski przebywał w dn. 29 lipca – 15 sierpnia 2002 roku w Gdyni, prowadząc codzienne zajęcia ze sporą grupą osób (łącznie około 150 osób) i nie mógł przebywać równocześnie na płd. Polski, gdzie rzekomo miał popełnić szereg internetowych przestępstw, w rzeczywistości dokonanych przez Tadeusza Mynarskiego, Jadwigę Kulawik Gierczyńską, Janusza Gierczyńskiego, Elżbietę Rynkę Tomasz, Rafała Maćkowiaka i ich wspólników handlujących dziecięcą pornografią, sprzedających samotne kobiety z dziećmi do burdeli oraz narkotykami.

    Mohan Ryszard Matuszewski zostaje przewieziony najpierw do siedziby Centralnego Biura Śledczego przy ulicy Okrzei 13 w Warszawie, a potem do Aresztu Śledczego w Warszawie, najpierw na Białołękę, a potem na Mokotów. W siedzibie CBŚ, Ryszarda Matuszewskiego oprawia osobiście niejaki Marek Durbacz oraz Leszek Sucholewski – ze specgrupy do zwalczania sekt metodami gestapowskiego terroru. Mimo wielu prób przedstawicieli Bractwa Himawanti i rodziny propedofilski prokurator z prokuratury okręgowej w Warszawie Piotr Woźniak nie chce spotkać się z żadnym z nich. Przez trzy miesiące aresztu, Lalita Mohan otrzymuje od przyjaciół trzy małe paczki z wegetariańską żywnością, a w areszcie nie otrzymuje jedzenia wegetariańskiego, jest głodzony i torturowany. Przetrzymywana jest jego korespondencja (około 2-3 miesięcy), częściowo jest zatrzymywana i podobnie – listy, zwykłe kartki z pozdrowieniami wysyłane do niego przez przyjaciół albo nie są dostarczane albo są przetrzymywane przez prokuratora około 2-3 miesięcy. Właściwie trafiają do niego generalnie tylko listy polecone. Przebywa w małej celi, cierpiąc na klaustrofobię. Prokurator ignoruje wnioski Ryszarda Matuszewskiego o: dostarczenie jedzenia wegetariańskiego, wzmacniających witamin, ziół i czystej wody. Aresztanci w celach mają do picia dostępną jedynie ciecz płynącą z zardzewiałego kranu, co trudno nazwać wodą.

    Sierpień 2002 Policja CBŚ zaatakowała i pobiła w Gliwicach Jana Slaninę, członka Bractwa Himawanti prowadzącego ośrodek misyjny w Gliwicach przy ulicy Kozielskiej. Został pobity przez katolickich policjantów, kiedy wracał do domu. Oznajmiono mu, iż padł ofiarą pomyłki i że może złożyć zażalenie na pobicie. Wiele osób jest nachodzonych i zastraszanych przez bandytów z CBŚ, jak Magdalena Chmielewska z Krakowa. Jan Slanina był wskazany policjantom przez Elżbietę Tomasz pochodzącą z Pyskowic a mieszkającą w Gliwicach, jako Ryszard Matuszewski z którym go rzekomo pomyliła z uwagi na podobną fryzurę. Nie za dużo pedofilów pracuje w policji? Skoro na 100 tysięcy ludzi szacuje się 4-6 procent osób o pedofilskich skłonnościach, to na 100 czynnych policjantów wypada 4-6 tysięcy. A to całkiem spora armia zboczeńców seksualnych w mundurach, których się nie podejrzewa, a oni ofiary mogą łatwo zastraszyć. Tak jak narkoman rozpoznaje narkomana i zna miejsca, gdzie narkotyki się kupuje, tak pedofil zna innych pedofilów i miejsca, gdzie się spotykają i mają „świeży towar do dymania”.

    Dopiero 20 sierpnia 2002, pięć dni po zatrzymaniu Sąd Rejonowy w Warszawie podejmuje decyzję o tymczasowym aresztowaniu na 3 miesiące. Mohan Ryszard Matuszewski był tak skatowany przez CBŚ, że w wymaganym terminie nie dało się go dowieźć z aresztu przed sąd. Sprawą Lalita Mohana kierował Piotr Woźniak z Prokuratury Okręgowej na usługach pedofilskiej mafii Gierczyńskich i jak się okazało Tadeusza Mynarskiego. Brak jest jakiegokolwiek uzasadnienia dla zastosowanego przez sądową aplikantkę na stażu aresztu. Sędzina się trzęsie i tłumaczy, że takie ma polecenie z góry, aby zastosować areszt prewencyjny z okazji przyjazdu papieża Jana Pawła Drugiego do Polski, papieża, który jak powszechnie wiadomo przez cały swój pontyfikat krył i ochraniał księży pedofilów. Policjanci na zapytania członków Bractwa Himawanti o powody zatrzymania wskazują papieża, Glempa i w pedofilię uwikłany Watykan. Za te chamskie katolicko-pedofilskie zbrodnie kilka tysięcy członków Bractwa Himawanti zaczyna o papieżu pisać paszkwilne teksty i zwyczajnie nienawidzi papieża, za jego zbrodnie gestapowsko-policyjne na Ryszardzie Matuszewskim i innych członkach Bractwa Himawanti.

    Sierpień – wrzesień 2002 – ukazuje się szereg artykułów szkalujących Ryszarda Matuszewskiego Lalita Mohana G.K. i Bractwo Himawanti, w których pedofilscy dziennikarze, funkcjonariusze policji i pedofile z tzw. ośrodków antysektowych przedstawiają Mohana Ryszarda Matuszewskiego jako osobę winną zarzucanych mu przestępstw, pomimo, iż w świetle prawa osoba jest niewinna dopóki Niezawisły Sąd nie udowodni jej winy. A do dania dzisiejszego żaden niezawisły sąd nigdy żadnego przestępstwa Ryszardowi Matuszewskiemu nie udowodnił. Najważniejsze sprawy z Częstochowy zostały skasowane do uchylenia decyzją Sądu Najwyższego z powodu uchybień polegających głównie na tym, że nie było dowodów winy.

    Wrzesień 2002Bożena Anna Matejko (Pikucińska) i Abram Tadeusz Mynarski – późniejsi oskarżyciele Lalita Mohana z Bydgoszczy, napadli na Andrzeja Ć. w jego mieszkaniu w Krakowie. Grozili śmiercią jemu i jego rodzinie, żądali zaprzestania antypedofilskiej działalności w mieście Krakowie. Sprawa trafiła do prokuratury. Rzecz powtarza się później kilkakrotnie. Jednak czerpiąca łąpóweczki z pedofilskiej pornografii prokuratura umorzyła wszelkie rozpoczęte postępowania, a gangsterską parę nawet nie raczyła przesłuchać!

    W dniu 12 września 2002 MSWiA po raz kolejny odmawia rejestracji związku o nazwie Bractwo Himawanti bez żadnego uzasadnienia i powodu. Jednocześnie odbywają się przesłuchania świadków „na okoliczność znajomości z Ryszardem Matuszewskim” w delegaturach uwikłanego w pedofilską mafię CBŚ. Około 27 osób zostaje bestialsko zastraszanych, także ich rodziny, dokonywane są naloty na mieszkania i ośrodki działalności Bractwa Himawanti. Podczas przesłuchań za zamkniętymi drzwiami funkcjonariusze wypytują także o kwestie światopoglądowe i przynależność wyznaniową, straszą pobiciem, utratą pracy, ośmieszeniem w miejscu zamieszkania, częstymi wizytami. W niektórych wypadkach interweniowali sąsiedzi członków Bractwa Himawanti, głośno wyzywając zwyrodniałych policjantów na usługach pedofilskiej mafii: „Gestapowcy, wynoście się, zostawcie tych ludzi w świętym spokoju!” – można było usłyszeć m.in. w Częstochowie, Gdańsku czy Bydgoszczy. W Szczecinie na „psów” poleciały z okien butelki od sąsiadów! Władza powinna pamiętać jeszcze, że policja polityczna bywa obiektem nienawiści w tym kraju. I słusznie.

    Dnia 30 października 2002 odbywa się rozprawa, a właściwie posiedzenie sądu w Częstochowie, kończące poprzednia sprawę, gdzie sąd pod kontrolą organizacji obrony praw człowieka (Komitet Helsiński, RPO, Human Rights Defence) nie znajduje podstaw ani do trzymania w areszcie ani do umieszczenia Mohana Ryszarda Matuszewskiego na długotrwałej obserwacji w zakładzie psychiatrycznym z powodu braku przesłanek, w tym braku jakichkolwiek dowodów winy wskazujących na popełnienie przestępstwa. Były przeor Jasnej Góry, Izydor Matuszewski z powodu złego stanu zdrowia także wycofał się z fikcyjnego oskarżania.

    Dnia 8 listopad 2002 Bractwo Himawanti zwraca się do MSWiA z prośbą o wyjaśnienia i ponowne rozpatrzenie sprawy, czym kieruje Hanna Sz. z Gdańska, później wyrzucona za to z pracy i linczowana publicznie przez dwóch dziennikarzy pedofilów z brukowca Newsweek, w tym Michała K. pochodzącego z okolic Olsztyna.

    Dnia 12 listopada 2002 sąd okręgowy w Warszawie podejmuje decyzje o przedłużeniu tymczasowego aresztu o kolejne trzy miesiące. W Areszcie Śledczym Warszawa-Mokotów łamane są podstawowe Prawa Człowieka na osobie Mohana Ryszarda Matuszewskiego:

    • odmawia się mu posługi religijnej i kontaktu z współwyznawcami, oczernia za wyznawanie hinduizmu;
    • korespondencja Ryszarda Matuszewskiego jest cenzurowana, kopiowana, konfiskowana; podobnie listy przyjaciół do Ryszarda Matuszewskiego; poczta zaczyna częściowo dochodzić po interwencji organizacji obrony praw człowieka z całego świata!
    • na spacerniaku Jogin zostaje napadnięty i pobity przez „współwięźniów”; straż więzienna nie interweniuje, a wręcz pomaga przestępcom, którzy rzucają groźby w imieniu oskarżycieli, w tym Kulawików i Gierczyńskich oraz Mynarskiego;
    • talon odzieżowy Ryszarda Matuszewskiego ginie między aresztem a prokuratorem; Ryszard Matuszewski zostaje w letnim ubraniu zimą; funkcjonariusze śmieją się, że jak Jogin, to niech ćwiczy ascezę;
    • odmawia się aresztantowi zakupów na tzw. wypiskę w kantynie; celowo nie ma żadnych produktów wegetariańskich, Ryszard Matuszewski może zamawiać zakupy, ale nic praktycznie nie dostaje;
    • przez miesiąc w grudniu 2002 wegetarianin jest znów całkowicie głodzony w areszcie, gdyż nie uwzględnia się jego diety (związanej z wyznawaną wiarą i światopoglądem) podając mu posiłki mięsne próbując wymusić zmianę wiary i sposobu odżywiania!
    • przyjaciołom próbującym dożywić głodującego więźnia uniemożliwia się udzielenie pomocy, oskarża urągając im, iż mogą otruć aresztanta; policja polityczna CBŚ napada pokojową demonstrację warszawskiej grupy stojącą z transparentami pod więzieniem na Mokotowie;
    • lekarze więzienni nie uznają prawa aresztanta do leczenia się w wybrany przez siebie sposób (ziołami); zakazują dostarczania nawet herbat ziołowych do aresztu;
    • w wyniku złego odżywiania, braku ruchu i świeżego powietrza, tryskający na wolności zdrowiem i energią jogin nabawia się ciężkiej choroby serca (Ischemia), a jako jedyne lekarstwo podaje się mu wywar z kości, czy mięsa 3 x dziennie ignorując jego protesty, iż jest wegetarianinem, w rezultacie głoduje;

    Dnia 29 listopada 2002 w areszcie Mokotów Ryszard Matuszewski traci przytomność, gdy ją odzyskuje okazuje się, że jest pod kroplówką, leży związany i po płukaniu żołądka. W wypisie podano, iż stracił przytomność na skutek zatrucia lekami, co jest dziwne, ponieważ żadnych leków wtedy nie brał, a faktycznie tuszuje się stan przedzawałowy! Po licznych ostrych protestach obrońców, areszt zaczyna badać Ryszarda Matuszewskiego w swojej przychodni i odpowiednio leczyć.

    Dnia 5 grudnia 2002 adwokat wynajęty przez przyjaciół, senator Henryk D., rozmawia z Ryszardem Matuszewskim. Jest to pierwszy kontakt Ryszarda Matuszewskiego z jakimkolwiek adwokatem, gdyż adwokat rzekomo przydzielony z urzędu nie pojawił się w ogóle i nie wiadomo, kto to był. Adwokat Henryk D. składa wniosek o zmianę środka zapobiegawczego i występowanie z wolnej stopy, ze względu na bezzasadność aresztu, brak dowodów wskazujących na popełnienie przestępstwa i zły stan zdrowia.

    Dnia 6 grudnia 2002 Jogin Ryszard Matuszewski zostaje poddany przymusowej obserwacji psychiatrycznej na okres 6 tygodni za wyznawanie hinduizmu pomimo orzeczenia sądu częstochowskiego, z którego wynikało, że nie wymaga leczenia psychiatrycznego, gdyż jest zdrowy psychicznie. Kierowanie na obserwacje psychiatryczne służy głównie pedofilskim mendom dziennikarskim i pedofilom antysektowym do szkalowania Mohana Ryszarda Matuszewskiego, jakoby był chory psychicznie. O klaustrofobii i zakazie przetrzymywania Ryszarda Matuszewskiego w pomieszczeniach zamkniętych nie raczą przykościelne pedofile wspomnieć.

    Dnia 7 stycznia 2003 złożony zostaje wniosek o przyjęcie poręczenia za Mohana Ryszarda Matuszewskiego zarówno przez instytucje takie jak SM, jak i osoby prywatne: Irenę Barcz i znajomego antypedofilskiego Ks. Mirosława Salwowskiego z Bydgoszczy. Wszystkie wnioski zostają odrzucone, a wobec tych osób rozpoczynają się jawne represje i zastraszanie przez żyjących z pedofilskiej pornografii i burdelów policjantów. Zwalczający pedofilię i pomagający Ryszardowi Matuszewskiemu ksiądz, zostaje z firmy usunięty w tempie ekspresowym. Przyłącza się do jednej z lokalnych wspólnot protestanckich. Kilka tygodni później bydgoska prasa robi z niego sekciarza!

    Dnia 10 stycznia 2003 Sąd Apelacyjny w Warszawie bez oglądania i wysłuchania oskarżonego odmawia uwzględnienia zażalenia obrony na odmowę uchylenia i zmiany środka zapobiegawczego. A podobno każdy oskarżony ma prawo do obrony przed niezawisłym sądem. W Polsce jednak wszystkie odwołania i apelacje odbywają się zwykle bez udziału oskarżonego i obrońcy, a jedynie są spółkowaniem sądów odwoławczych z oskarżycielami. Zmniejszają się koszta dowozu aresztantów na sprawy. Oszczędne państwo.

    Dnia 13 stycznia 2003 obrona składa wniosek dowodowy, zeznania świadków, którzy wykluczają możliwość popełnienia przestępstw przez Ryszarda Matuszewskiego na Śląsku, gdyż w tym czasie był w Trójmieście i widziało to około 150 osób – uczestników zajęć prowadzonych od 29 lipca 2009 do 13 sierpnia 2009! Sąd Okręgowy przedłuża jednak fikcyjnie badania psychiatryczne Ryszarda Matuszewskiego do 25 lutego, sugerując, że hinduizm i joga to choroba psychiczna, którą trzeba dokładnie zbadać. Wydane zostaje postanowienie o oddaleniu wniosku dowodowego adwokata (zeznania Świadków potwierdzające Alibi).

    Dnia 14 lutego 2003 areszt i obserwacja psychiatryczna zostają przedłużone o kolejne trzy miesiące.

    W dniu 4 marca 2003 – ze względu na fatalny stan zdrowia (rozległa Ischemia, której Lalita Mohan nabawił się w więzieniu na skutek represji, stresu, tortur psychicznych i fizycznych, złego odżywiania oraz braku jakiegokolwiek ruchu) środek zapobiegawczy zostaje zmieniony na dozór policyjny na wniosek lekarzy szpitala aresztu Mokotów. Tym razem zreflektowała się Służba Więzienna, nie chcąc mieć aresztanta na sumieniu, tym bardziej, że prawnicy aresztu też zaglądają do dokumentacji fikcyjnych spraw sądowych.


    Dnia 18-19 kwiecień 2003 bydgoscy policjanci po wtargnięciu i zdemolowaniu mieszkania jednej z członkiń Bractwa – Anny Wani Sarpy, dokonują jej aresztowania i pod groźbą zabójstwa jej i jej dzieci zmuszają do zeznawania przeciwko Ryszardowi Matuszewskiemu. Równocześnie tajni agenci CBŚ nachodzą i demolują mieszkanie Ireny Barcz i jej męża Sławomira oraz syna w Bydgoszczy. Przeszukują je – kradnąc liczne dokumenty Bractwa Himawanti, pieniądze i drobiazgi. Irena Barcz w Bractwie Himawanti pełni ważne funkcje Koordynatorki do walki z pedofilią, posiada relacje ofiar bydgoskich pedofilów, w tym licznych bydgoskich policjantów, prokuratorów i sędziów oraz księży katolickich. Chcą aresztować Agastini Irenę Barcz, jednak ta przebywa akurat poza granicami tego propedofilskiego kraju papieskiego. Powodem tych napaści jak się później okazuje są zarzuty rzekomej napaści na Bożenę Matejko Rewald kochankę Tadeusza Mynarskiego (Dillani, Ibrahim) – którego jest wspólniczką w handlu kobietami i dziećmi sprzedawanymi do burdeli arabskich poprzez Izrael i Włochy. Bożena Anna Matejko Rewald pracuje także jak się okazało w Dominikańskim Ośrodku Antysektowym i dba o dobre imię lokalnych księży i mnichów pedofilów z Bydgoszczy, Torunia i Inowrocławia. Policję z Bydgoszczy najbardziej interesowało zniszczenie dowodów pedofilskich przestępstw funkcjonariuszy policji, prokuratury i sądu.

    Dnia 6 maj 2003 Lalita Mohan G.K. zostaje ponownie aresztowany przez CBŚ podczas czytania akt w prokuraturze okręgowej w Warszawie i przewieziony tym razem do aresztu w Bydgoszczy, pod zarzutem rzekomego udziału w napaści na Bożenę Matejko Rewald z domu Pikucińską, jakkolwiek faktycznie podczas rzekomego „napadu” przebywał on w Gliwicach oddalonych kilkaset kilometrów od Bydgoszczy. Dowodem bezsprzecznym na to jest choćby podpis w komendzie policji w Gliwicach składany tam przez niego każdego dnia (tzw. dozór policyjny). Brak jest jakichkolwiek śladów rzekomego napadu na Bożenę Matejko Rewald! Bydgoski areszt na Wałach z początku absolutnie odmawia Lalita Mohanowi wegetariańskiego wyżywienia, później pod naciskiem silnych demonstracji, tysięcy plakatów i ulotek oraz paru wiaderek z rozcieńczonym gówienkiem na schodach sądu – przyznaje jedzenie półjarskie.

    Bożena Matejko Rewald to była uczestniczka zajęć prowadzonych przez Bractwo Himawanti, która została z niech dyscyplinarnie usunięta za nadużycia finansowe, przestępstwa seksualne na własnym dziecku, handel kobietami i dziećmi wspólnie z Tadeuszem Mynarskim i innymi członkami gangu i pokrętne kontakty ze światem arabskim w Palestynie. Wspólnie z Abramem Tadeuszem Mynarskim (Ibrahim Dillanim) poprzysięgli zemstę na Ryszardzie Matuszewskim, publicznie i w obecności wielu świadków grożąc, że załatwią Ryszarda Matuszewskiego i zniszczą Bractwo Himawanti za walkę z pedofilią i szkodzenie ich pornopedofilskim oraz kobietosprzedajnym interesom burdelowym. We wrześniu 2002 roku te dwie osoby napadają na jednego z członków Bractwa grożąc jemu i jego rodzinie śmiercią. Sądy nie podejmują sprawy, ponieważ zastraszona osoba ukrywa się za granicą, a nie przydzielono jej ochrony przed gangiem.

    Bożena Matejko Rewald i Tadeusz Mynarski wspólnie z Jadwigą Kulawik Gierczyńską z Częstochowy (jasnogórską wspólniczkę wcześniejszych oskarżeń) są głównymi autorami i bohaterami wszystkich prasowych artykułów grając w nich pokrzywdzone przez los rzekome ‘ofiary sekty’. O sprowadzaniu przez nich samotnych kobiet mających dzieci do Izraela i sprzedawanie ich tam do arabskich burdeli nie raczyli wspomnieć, a przecież za to oboje zostali deportowani z Izraela w lipcu 2002 roku. Dziwne, że policja CBŚ także ukrywa te fakty. Czyżby żydofobia i antysemityzm w CBŚ, czy tylko żądza zysku z pedofilskich interesów u paru skorumpowanych funkcjonariuszy, tego jeszcze nie wyjaśniono.

    Maj 2003 – sierpień 2003 – Mohan Ryszard Matuszewski jest przetrzymywany w areszcie na Wałach w Bydgoszczy. W areszcie jest głodzony; mimo iż ma przyznaną dietę wegetariańską, posiłki jemu serwowane zawierają szczątki zwierzęce, zatem często głoduje. Areszt odmawia przy tym pozwolenia na dostarczanie żywności z zewnątrz choć ma takie możliwości prawne, a nawet obowiązek. Oczywiście na wniosek oskarżających członków pedofilskiej mafii, Ryszard Matuszewski jest ponownie kierowany na badanie stanu zdrowia psychicznego. Lekarze w Bydgoszczy odmawiają przyjęcia na oddział obserwacyjny z uwagi na ewidentny brak oznak psychotycznych u aresztowanego. Na klaustrofobię radzą zwolnić się z aresztu, z uwagi na to, że dolegliwość ta nie leczy się w zamknięciu!

    Dnia 4 wrzesień 2003 – rozpoczyna się kolejna zmyślona przez pedofilską mafię i współczesną propedofilską inkwizycję sprawa w Bydgoszczy. Mohan Ryszard Matuszewski uznany jest prze dwa zespoły psychiatrów niezależnie za osobę całkowicie zdrową psychicznie. Badali Lalita Mohana psychiatrzy wojskowi z Wałcza i Bydgoszczy oraz Torunia. Stwierdzili brak jakichkolwiek oznak zaburzeń psychicznych. Wykluczyli nawet psychozę w przeszłości!

    Dnia 20 września 2003 areszt w Bydgoszczy na Wałach odmawia widzenia dwójce członków kościoła hinduistycznego, mimo, że ci mieli na to pozwolenie, tłumacząc, iż Mohan Ryszard Matuszewski nie chciał ich widzieć. Prawda jest taka, że Mohan Ryszard Matuszewski został brutalnie pobity, a straż więzienna aresztu na Wałach w Bydgoszczy usiłowała pozbawić go życia wieszając na kratach. Ślady pobicia – niedogojone rany i siniaki pokazywał na widzeniu jeszcze cztery tygodnie później, a były one widoczne także po 2 miesiącach! Prywatnie przepytywani strażnicy aresztu mieszkający w Bydgoszczy, przyznali, że katowali Mohana Ryszarda Matuszewskiego na polecenie dyrekcji, która miała nakaz z góry aby Lalita Mohana wykończyć. Represjonowany jednak bandytyzm służb po raz kolejny przeżył.

    Dnia 19-22 listopad 2003 po serii kłamliwych artykułów w szmatławych brukowcach typu Fakt oraz Newsweek, a także programach rynsztokowej telewizji TVN, dotyczących Bractwa Himawanti, polskie Ministerstwo Edukacji rozpoczyna bezprawne i niekonstytucyjne działania mające na celu ‘wyeliminowanie sekt’ ze szkół, co w praktyce oznacza zwalnianie z pracy nauczycieli należących do innego niż katolickie wyznanie religijne. Ma to miejsce praktycznie cały czas, gdyż najczęściej w Polsce zwalnia się z pracy w szkole Świadków Jehowy, buddystów i krysznaitów, jednak te bezprawne działania rządu nasilają się. „Kuratorzy będą sprawdzać czy działacze sekt – których ma w swoich danych policja czy inne służby – nie mają kontaktu ze szkołami. Mają też zakazać dyrektorom przyjmowania do szkół nauczycieli, którzy po pracy działają w groźnych sektach” – mówiła propedofilska Minister Łybacka. Znaczna część opinii publicznej jest poruszona tą bezprawną wypowiedzią i jej zbrodniczymi następstwami. W efekcie nagonki prasowej na niewinną niczemu kobietę (Hannę Sz., pracownika naukowego PAN) zostaje ona wyrzucona z pracy, a inna (Bożena Pająk, nauczycielka w szkole podstawowej) ze względu na własne bezpieczeństwo, po serii pogróżek jakie otrzymała od pedofilskich aktywistów zostaje zmuszana do wypisania się z Bractwa Himawanti. Woli jednak także porzucić pracę w jawnie chroniącej interesy czarnej pedofilskiej mafii oświacie.

    Dnia 25 września 2003 w telewizji POLSAT ukazuje się reportaż na temat głodzenia Ryszarda w areszcie, pozbawiania diety wegetariańskiej i ogólnie traktowania osób na dietach światopoglądowych w aresztach.

    Dnia 18 grudnia 2003 Mohan Ryszard Matuszewski zostaje skazany bez udowodnienia winy przez Sąd Rejonowy w Bydgoszczy na 3,5 roku więzienia. Od czasu ogłoszenia wyroku jest przewożony po różnych więzieniach w kraju, celem wyniszczenia psychicznego i fizycznego. Sędzina Ewa Kujawska-Loroch na sprawie i w uzasadnieniu wyroku nie ukrywa nawet, że wydaje wyrok bez przekonania, ale pod naciskiem wysoko postawionych osób wspomagających oskarżenie, w tym Centralnego Biura Śledczego i lokalnego księdza znanego Bractwu Himawanti z pedofilskich upodobań do ministrantów i innych dzieci. W Bydgoszczy nie dopuszczono żadnych świadków obrony na przesłuchanie czym sąd znowu rażąco uchybił wymaganym procedurom. Sędzina Ewa Kujawska-Loroch odmówiła przesłuchania zgłoszonych świadków obrony. W uzasadnieniu wyroku publicznie znieważyła wegetarian, wyznawców hinduizmu i joginów oraz ofiary księży pedofilów licznie (około 100 osób) przybyłe na rozprawę.

    Dnia 6 luty 2004 Mohan Ryszard Matuszewski zostaje przeniesiony na oddział karny więzienia o zaostrzonym rygorze Bydgoszcz-Fordon, gdzie przebywają najgroźniejsi przestępcy z regionu. Znowu jest głodzony, rozpoczyna się walka o dietę wegetariańską, paczki, widzenia z najbliższymi. Przez wiele miesięcy Mohan Ryszard Matuszewski jest pozbawiony widzeń z rodziną i osobami najbliższymi. Nawet żona nie może go odwiedzać. Nasilają się demonstracje pod więzieniem, akcje plakatowe i inne na rzecz uwolnienia więźnia sumienia walczącego z pedofilską mafią! W odwecie Mohan Ryszard Matuszewski jest pozbawiany możliwości zakupów w kantynie, prawa do telefonowania jakie mają inni skazani. W końcu ZK Bydgoszcz Fordon zsyła Lalita Mohana, a to do Rawicza, a to do Strzelc Opolskich, Białołęki, Mokotowa, Krakowa i z powrotem do Bydgoszczy. Ma to na celu zagłodzenie i wyniszczenie Ryszarda Matuszewskiego jako ofiary skorumpowanego i propedofilskiego sądownictwa.

    Dnia 12 lutego 2004 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchyla decyzję o odmowie wpisu Bractwa Zakonnego Himawanti do rejestru kościołów i innych związków wyznaniowych. Przekazuje decyzję do wydziału wyznań MSWiA celem ponownego rozpatrzenia. Bractwo ciągle czeka na to rozpatrzenie.

    Kwiecień 2004 prokuratura rejonowa w Bydgoszczy wszczyna śledztwo przeciwko członkom Bractwa Himawanti oraz Ryszardowi Matuszewskiemu, których oskarża się o poniżające ją dopiski pod adresem tamtejszego prokuratura na kopertach listów wysyłanych do Ryszarda Matuszewskiego siedzącego w areszcie z zewnątrz. W czerwcu 2004 jako autora dopisków prokuratura wskazuje Ryszarda Matuszewskiego i kieruje sprawę do sądu, co jest absurdalne. Jakim cudem osoba, która tych listów nawet nie otrzymała bo zostały zatrzymane w cenzurze, mogła dokonać zapisków na kopertach nie wyjaśniono. Czyżby kolejny „Cud nad Wisłą”? W Polsce nie ma prawnie zdefiniowanych, określonych ustawowo wyrażeń poniżających, co również czyni kolejny pseudo zarzut sądową farsą! Prawdziwym autorem wysyłanej korespondencji z dopiskami poniżającymi prokuraturę, jak się później okazało był Tadeusz Mynarski pochodzący z Wilamowic, a działający w pedofilskim gangu, jako członek zarządu pedofilskiej mafii.

    Dnia 5 maj 2004 Sąd Apelacyjny w Gdańsku postanawia, aby sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Okręgowy w Bydgoszczy. Sąd Apelacyjny wskazuje, że nie przesłuchano istotnych w sprawie świadków obrony, że obrońca wykazał iż w dniu popełnienia rzekomego przestępstwa Mohan Ryszard Matuszewski osobiście wstawił się w Komendzie Policji w Gliwicach, nie mógł zatem w Bydgoszczy od 8 rano do zapadnięcia nocy czyli do około 20-tej napadać na insynuującą wydarzenie Bożenę Matejko Rewald w Bydgoszczy. Brak też było jakichkolwiek motywów czynu, gdyż działająca w pedofilskim gangu Mynarskiego Bożena Matejko Rewald wcześniej nie była w żadnym konflikcie z Ryszardem Matuszewskim. Jedynie co robiła, to zbierała informacje jako agentka tzw. inkwizycji kościelnej.

    Marzec-czerwiec 2004 – Prokuratura okręgowa w Warszawie zgłasza w Sądzie wniosek o umorzenie sprawy warszawskiej i umieszczenie Ryszarda Matuszewskiego na obserwacji w zakładzie psychiatrycznym. Sąd oddala jednak niekompletny i źle umotywowany wniosek do uzupełnienia. Z wniosku wynikało jedynie, że Mohan Ryszard Matuszewski jest członkiem Bractwa Himawanti i pełni tam kilka kierowniczych funkcji, jest wegetarianinem i propaguje jogę oraz medytacje. Wielokrotne badania psychiatryczne z Bydgoszczy wykazują, że Mohan Ryszard Matuszewski jest zdrowy psychicznie i nigdy nie miał psychozy, nie ma też defektów charakterystycznych dla osób po przebytych epizodach psychotycznych.

    Dnia 16 lipca 2004 Departament Wyznań i Mniejszości Narodowych MSWiA wydaje ponownie decyzję odmowną o rejestracji Bractwa Himawanti. Pracowników urzędu jawnie denerwują punkty o pomaganiu ofiarom pedofilów, przemocy domowej, gwałtu i terroru w społecznym wymiarze działalności Bractwa Himawanti. Decyzja nie zawiera uzasadnienia, zatem z mocy prawa wobec spełnienia wszystkich wymogów do rejestracji osoby prawnej Bractwa Himawanti jest nieważna, a wydział wyznań MSWiA jawi się jako papieskie narzędzie propedofilskiej inkwizycji i watykańskiego terroru rodem ze średniowiecza.

    Wrzesień–październik 2004 – Zaczyna się policyjna nagonka na jednego z obrońców Ryszarda Matuszewskiego – Sławomira B. Policja nachodzi go w pracy, bydgoska prokuratura wszczyna postępowanie przeciwko niemu za rzekomą obrazę prokuratora w zatrzymanych przez prokuraturę listach o charakterze spowiedzi i konsultacji duchowo-religijnych kierowanych przez Sławomira B. do Ryszarda Matuszewskiego oraz w protestach zbiorowych przeciwko prześladowaniom religijnym wysyłanych przez Sławomira B. do różnych instytucji publicznych i organów wymiaru sprawiedliwości.

    Dnia 3 listopad 2004 zapada wyrok poapelacyjny w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy. Mohan Ryszard Matuszewski zostaje skazany tym razem na 3 pozbawienia wolności, gdyż apelacja rozbija wyrok na kilka części. Upada główny zarzut pedofilskiej mafii o rzekomy rozbój z bronią czyli scyzorykiem i paralizatorem w ręku. W trakcie trwania sprawy świadkowie obrony są dyskredytowani i znieważani, a ich przynależność wyznaniowa w mowie końcowej wynajętego przez pedofilską mafię prokuratora plugawie zelżona. Prokuratura kłamliwie podkreśla brak wymiaru politycznego i religijnego całej sprawy, mimo iż sąd uwzględnia zeznania osób działających w dominikańskich ruchach antysektowo-inkwizycyjnych i pedofilskich, nie mających żadnego bezpośredniego związku ze sprawą. Przy rozprawach Mohana Ryszarda Matuszewskiego traktuje się jak groźnego przestępcę, jego przyjazdom na salę rozpraw za każdym razem towarzyszą nadzwyczajne środki ostrożności, a on sam jest skuwany łańcuchami, trzymany w ciasnych klatkach bez okien przez wiele godzin, co powoduje psychofizyczne wyniszczenie i kolejne problemy z sercem.

    Listopad-grudzień 2004 – członkowie Bractwa Himawanti w zebranych o pedofilskiej mafii informacjach dowiadują się, że dyrektor zakładu karnego Bygdoszcz-Fordon jest stałym bywalcem klubów gejowskich w Bydgoszczy i Toruniu, gdzie wcale nie kryje się ze swymi skłonnościami do młodych chłopców. Bractwo Himawanti nagłaśnia tę skandaliczną sytuację. Na jaw wychodzi więcej skandalicznych spraw związanych z bydgoskimi funkcjanoriuszami służb.

    Dnia 28 kwietnia 2005 Sąd Apelacyjny w Gdańsku rozbija procesowo sprawę na dwie części, obniża wyrok Sądu Okręgowego w Bydgoszczy z 3 lat na 2 lata oraz na rok więzienia, co pozwala na uzyskanie tak zwanego wyroku łącznego. Sąd w uzasadnieniu obniżonego wyroku przedstawił fakt, iż Mohan Ryszard Matuszewski nie napadł Bożeny Matejko Rewald, z zamiarem okradzenia ani zastraszenia, czyli tym samym poddaje w wątpliwość wiarygodność większości zeznań Bożeny Matejko Rewald na rozprawie. Sama Bożena Matejko Rewald twierdziła, jakoby Ryszard Matuszewski miał jej złożyć niezapowiedzianą wizytę celem odbioru mienia ośrodka w Bydgoszczy oraz zebranych składek członkowskich. W innych zeznaniach twierdziła, że miała weksel na rzecz swej koleżanki Wanisarpy Anny Gierej Kokochy. Jednakże nie wystarcza to, ażeby całkowicie uniewinnić Mohana Ryszarda Matuszewskiego, choć wszystko wskazuje jasno na mistyfikacje napaści wymyśloną przez Bożenę Matejko Rewald z domu Pikucińską, leczoną wcześniej z narkomanii i alkoholizmu. Mohana Ryszarda Matuszewskiego nie było na rozprawie, a żaden zgłoszony świadek obrony nie został przez sąd nawet wysłuchany. Z ramienia pedofilskiej mafii o wyrok dla Ryszarda Matuszewskiego zabiegał wspólnik Tadeusza Mynarskiego i Bożeny Matejko, niejaki Ryszard Nowak ze Szklarskiej Poręby. Ryszard Nowak przyznał się w sądzie, że był wcześniej oskarżany o zgwałcenie 13-letniej dziewczynki ale sprawę z braku dowodów umorzono. Antypedofilska działalność Ryszarda Matuszewskiego i Bractwa Himawanti stoi widać w sprzeczności z poglądami i interesami Ryszarda Nowaka, tego samego, który zasłynął z atakowania muzyków polskiej sceny awangardowej. Macki pedofilskiej mafii są jak widać długie, ale to nie dziwi, bo przecież Polska do światowy lider w produkcji pedofilskiej pornografii z dziećmi.

    Dnia 6 maja 2005 roku Mohan Ryszard Matuszewski zostaje skierowany z więzienia na leczenie wolnościowe w celu podratowania swego stanu zdrowia, które bandytyzmem pedofilskich aktywistów zostało znacząco zrujnowane. Czasowo wstrzymuje się wykonywanie dalszej części spreparowanego przez pedofilską mafię wyroku z Bydgoszczy.


    Dnia 20 września 2005 do prywatnego mieszkania córki jednej członkini Bractwa Himawanti na Śląsku próbuje wtargnąć policja w celu rzekomego znalezienia w nim Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Policjanci nie raczyli się ani wylegitymować ani nie posiadali nakazu przeszukania. Kiedy osoba napadnięta zadzwoniła po policję, informując ich że pod jej drzwiami stoją bandyci włamywacze, ci przyjechali na miejsce dziwiąc się, że owi bandyci to… policjanci z tajnego wydziału komendy. Obie grupy policjantów oddaliły się spod mieszkania odgrażając się przy tym różnymi wyzwiskami, słowami niecenzuralnymi.

    Luty 2006 – w prasie Dariusz Pietrek z KANA w Katowicach i Chorzowie próbuje manipulować opinią publiczną wmawiając rzekome zagrożenie ze strony Bractwa Himawanti i Mohana Ryszarda Matuszewskiego przed przyjazdem papieża Benedykta XVI do Polski! Pojawiają się też na forach internetowych oszczercze posty na temat Bractwa Himawanti i kilku Stowarzyszeń oraz osób prywatnych, które protestowały przeciwko więzieniu, głodzeniu oraz torturowaniu Mohana Ryszarda Matuszewskiego, w tym takich Stowarzyszeń które zajmuje się obroną szkalowanych w Polsce mniejszości światopoglądowych i wyznaniowych.

    Marzec 2006 – Sąd Rejonowy w Bydgoszczy skazuje Ryszarda Matuszewskiego na 10 miesięcy pozbawienia wolności za rzekome namawianie do zniszczenia samochodu dyrektora zakładu karnego Bydgoszcz-Fordon, w którym wcześniej Ryszard Matuszewski przebywał. Brak jakichkolwiek dowodów wskazujących aby tak mogło być. Wyrok jest jedynie zemstą dyrektora zakładu za napisanie licznych skarg na zakład karny oraz zamieszki pod bramą aresztu robione przez osoby walczące o uwolnienie Ryszarda Matuszewskiego. Jak się później okazało, dyrektor ZK Bydgoszcz-Fordon był także na liście osób podejrzewanych o kontakty seksualne z dziećmi zgromadzonymi przez Irenę Barcz z Bydgoszczy. Zatem nie tylko pederastia z małolatami wyszła na jaw! Znajomość z Mohanem Ryszardem Matuszewskim i pomoc w przestępstwie próbuje się wmówić w grudniu 2005 osobie, która była też osadzona w zakładzie karnym w Bydgoszcz Fordon na podstawie tego ŻE JEST BUDDYSTĄ I WEGETARIANINEM! Winy w żaden sposób nie udowodniono, ale więzień miał poważne problemy z powodu wegetarianizmu.


    Dnia 6 kwietnia 2006 – Przed 8 rano 6 mężczyzn z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach wtargnęło do domu wynajmowanego na ośrodek terapeutyczny w Gliwicach, a zarazem wieloletniej obrończyni praw człowieka w Polsce – Ewy M. – wyłamując łomem drzwi. Ewa M. została wyzwana od wariatek i pobita, a po całej akcji udała się do lekarza na obdukcję stwierdzającą liczne urazy i niezdolność do pracy powyżej siedmiu dni. Na protesty, że policjanci nie mają pozwolenia na przeszukanie mieszkania ani na takie włamanie się do mieszkania – warczeli że mogą wszystko robić co im się podoba, bo tu nie jest Ameryka oraz grozili, że zostanie aresztowana. Przebywający u niej z wizytą Mohan Ryszard Matuszewski został zatrzymany. Skonfiskowano sprzęt komputerowy oraz materiały audio służące działalności antypedofilskiej, terapeutycznej oraz duchowej.

    Dnia 7-10 kwietnia 2006 – w prasie, radiu i telewizji rozpętuje się ponownie ostra nagonka przeciw Bractwu Himawanti oraz Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu. Za szerzeniem dezinformacji oraz podżeganiem ludzi do nienawiści i fobii, próbując im wmówić możliwość planowania przez Bractwo Himawanti zamachu na papieża Benedykta XVI stoją: Dariusz Pietrek z propedofilskiego Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji z Katowic oraz szef pedofilskiego gangu handlującego samotnymi kobietami i dziećmi Tadeusz Mynarski (Ibrahim, Dillani). Oficjalnie Tadeusz Mynarski zajmuje się załatwianiem dobrej pracy za granicą. Jego ofiary, którym udało się uciec i muszą się ukrywać wiedzą, że ta praca to burdel i dawanie dupy pod przymusem, na ogół w krajach arabskich. Przekazywane przez nich tzw. „fakty” o Bractwie Himawanti są w istocie zmyśloną fikcją, a do kolejnych znanych już kłamstw dodają nowe oszczerstwa i pomówienia. W prasie ukazują się informacje, że policjanci, którzy złapali Mohana Ryszarda Matuszewskiego zostaną nagrodzeni, gdyż „pozostający na wolności „Mohan” będzie próbował zakłócić przebieg planowanej na maj wizyty w Polsce papieża Benedykta XVI”. W rzeczywistości, tak Bydgoski Sąd jak i policja oraz prokuratura posiadali do Mohana Ryszarda Matuszewskiego telefon oraz adres pobytu, gdyż cały czas prowadził korespondencję z sądem i przebywał na leczeniu wolnościowym, gdzie leczył się z dolegliwości serca. Sąd w Bydgoszczy „zapomniał” przesłać Ryszardowi Matuszewskiemu na jego adres pobytu w czasie leczenia wolnościowego wezwania do wstawienia się do zakładu karnego. Zamiast tego wysłał policyjnych pedofilii i kilku dziennikarzy z pedofilskiej mafii, żeby zrobili pokazowe aresztowanie do kamery. Jakoś dziwnie, osoby spokojne i pokojowo nastawione, a także słabe kobiety i bezbronne dzieci policjanci umieją pokazowo zatrzymywać i rzucać o ziemię. Z prawdziwymi bandytami, jak w Magdalence, jakoś nie umieją sobie poradzić nawet dużym i uzbrojonym oddziałem.


    Dnia 20 czerwiec 2006 – w Sądzie Okręgowym w Warszawie toczy się stara sprawa przeciwko Ryszardowi Matuszewskiemu oparta na fałszywych oskarżeniach gangu Jadwigi Kulawik Gierczyńskiej i Tadeusza Mynarskego. Mimo ewidentnych dowodów na to, iż Jadwiga Kulawik Gierczyńska jest chora psychicznie z powodu nadużywania alkoholu i narkotyków i dąży do zniszczenia Bractwa Himawanti i jego liderów, a także tego iż biegli powołani w przedmiotowej sprawie byli niekompetentni i uprzedzeni światopoglądowo, sąd orzeka na niekorzyść Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Powołane na sprawę 3 biegłe sądowe, to kobiety w wieku emerytalnym, które nie miały pojęcia o co chodzi i jak twierdzi przedstawiciel Komitetu Europejskiego Obrony Praw Człowieka oddelegowany na sprawę, która została w międzyczasie utajniona, owe pseudo biegłe uczyły się tego, co mają na sprawie powiedzieć na korytarzu sądowym, zbytnio się z tym nie kryjąc, że działały na zlecenie pedofilskiej mafii. Nie wiedziały kim jest Ryszard Matuszewski, ani nie znały jego akt, ani nawet nie miały pojęcia o czym na sprawie mówią – powtarzając jak papugi wyuczone na korytarzu i uzgodnione ze sobą i z sądem zeznania. W momencie ujawnienia tego procederu na sali sądowej – sędzina utajnia sprawę – a działaczy Europejskiego Komitetu Obrony Praw Człowieka wyrzuca za drzwi strasząc aresztem i grzywną sądową! Sąd Apelacyjny w Warszawie dnia 18 czerwca 2006 podtrzymuje tendencyjną, stronniczą i niesłuszną decyzję Sądu Okręgowego o uwięzieniu Ryszarda Matuszewskiego bez jej rozpoznawania. Ryszard Matuszewski został w konwoju dowieziony do warszawskiego aresztu w Białołęce, ale na sprawę nie został doprowadzony. Następnie został odesłany z powrotem do zakładu karnego w Strzelcach Opolskich.

    Wrzesień 2006 – Rzecznik Praw Obywatelskich zainteresował się poważnie tendencyjnym i niesłusznym orzeczeniem Sądu Apelacyjnego w Warszawie i wystąpił do Sądu o nadesłanie akt, które mają być zbadane pod kątem wniesienia kasacji na korzyść Mohana Ryszarda Matuszewskiego.

    Dnia 21 wrzesień 2006 – Sąd Okręgowy w Bydgoszczy podtrzymuje wyrok Sądu Rejonowego skazujący Mohana Ryszarda Matuszewskiego na rok więzienia za rzekomą obrazę funkcjonariuszy w 9 listach kierowanych do sądów bydgoskich w latach 2004-2005, gdzie Mohan Ryszard Matuszewski wykazywał nieprawidłowości i błędy w prowadzeniu postępowania prokuratorskiego i sędziowskiego, oraz propedofilską stronniczość prokuratora oraz sądu. Sprawy prowadzą koledzy z sądu niby pokrzywdzonych. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzina prowadząca sprawę podała, iż rok więzienia (a więc górny wymiar kary) to za mało w tej sprawie, pomimo tego, że Sąd Najwyższy zakazał robienia spraw sądowych osobom, które wysyłają swoje pisma w trybie skargowym. Zatem wydany wyrok był nielegalny i bezprawny!

    Wrzesień – październik 2006 – w Gliwicach i Częstochowie rozpoczynają się sprawy (rozprawy utajnione, info o rozprawach zdjęte z wokandy) przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu. Oskarżenie chce w obu przypadkach obserwacji psychiatrycznej, mimo iż sąd rejonowy w Bydgoszczy w wyroku z dnia 29 listopada 2005 ponad wszelką wątpliwość stwierdził, iż Mohan Ryszard Matuszewski jest zdrowy psychicznie, co zostało w 21 września 2006 roku potwierdzone w wyroku Sądu Okręgowego w Bydgoszczy! Fikcyjne sprawy wszczynają członkowie z pedofilskiej mafii tacy jak Jadwiga Gierczyńska (Kulawik) i Janusz Gierczyński z Częstochowy oraz Dariusz Pietrek z Chorzowa, niezadowoleni z tego, że Ryszard Matuszewski nadal zajmuje się zwalczaniem pedofilii, pomaganiem ofiarom gwałconym w dzieciństwie przez pedofilów, ofiarom wykorzystywanym przez przemysł pornografii dziecięcej i ofiarom księży pedofilów, których w Polsce jest całkiem sporo, a nawet są eksportowani do krajów Trzeciego Świata na misje, gdzie są praktycznie bezkarni.

    Dnia 13 wrzesień 2006 – w Sądzie Rejonowym w Częstochowie sędzina prowadząca rozprawę próbuje zastraszyć przedstawiciela jednego ze Stowarzyszeń występujących w obronie Mohana Ryszarda Matuszewskiego aresztowaniem przez policję za to iż prosił o wejście na salę sądową, aby przysłuchiwać się tajniaczonej na zlecenie pedofilskiej mafii sprawie. Sędzina wezwała policję sądową i zażądała usunięcia Przedstawiciela z terenu budynku sądu! Sąd prosił się ewidentnie o protesty z jajkami i pomidorami jak kilka lat wcześniej! Dopiero propozycja licznych petentów sądu aby sprawdzić stan trzeźwości sądu z pomocą balonika uspokoiła należycie szacowny Wysoki Sąd, który szybko opuścił budynek sądu rejonowego!

    Dnia 30 październik 2006 – w Sądzie Rejonowym w Częstochowie przedstawicielka Europejskiego Komitetu Obrony Praw Człowieka zostaje zatrzymana przez policję w drzwiach sądu i inwigilowana gdzie i dokąd idzie, a także zostaje przeszukana – podczas gdy nikt nie sprawdza w ten sposób innych osób, które do sadu wchodzą. Przy drzwiach sali sądowej, gdzie odbywa się sprawa przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu – zostaje postawiona warta składająca się z 3 policjantów, którzy pojawiają się w momencie wejścia delegacji EKOPCz na teren Sądu. Policjanci sądowi nie wpuszczają przedstawicielki na salę rozpraw i w tym momencie sędzina samowolnie utajnia sprawę bez podania powodów, śmiejąc się, że to jest jej wola! Tak są traktowani w Polsce legalni przedstawiciele Obrony Praw Człowieka, którzy w całej Unii Europejskiej mają prawo przysłuchiwać się wszystkim procesom i postępowaniom sądowym.

    Kwiecień 2006 – grudzień 2006 – Mohan Ryszard Matuszewski cały czas przebywa w więzieniu, a w zasadzie przewożony jest co kilka tygodni po zakładach karnych w całym kraju, tak że kontakt z nim jest utrudniony. Mohan Ryszard Matuszewski co dwa trzy tygodnie jest w innym więzieniu lub areszcie w tym: Katowice, Strzelce Opolskie, Wrocław Kleczkowska, Kraków Montelupich, Warszawa Białołęka, Gliwice Wieczorka. Kolejne sprawy i oskarżenia mnożone są przez Dariusza Pietrka propedofilskiego aktywistę z faszystowskiego centrum antysektowego KANA w Katowicach i Chorzowie oraz sekty Effatha zwalczającego także wolną myśl filozoficzną, hinduizm i inne wschodnie ruchy religijne. Pan Dariusz Pietrek najbardziej nie może znieść tego, że Bractwo Himawanti prowadzi terapie dla setek ofiar księży pedofilów rocznie i ten wątek tego propedofilskiego aktywistę najbardziej wnerwia.

    1 luty 2007 – Sąd Okręgowy w Bydgoszczy uznał Sławomira B. – jednego z członków Bractwa Himawanti – za winnego składania fałszywych zeznań czyli za prawdziwe stwierdzenie, że w dniach 29 lipca – 15 sierpnia 2002 roku Mohan Ryszard Matuszewski prowadził zajęcia w Gdyni i że Sławomir B. w zajęciach tych uczestniczył wraz z liczną grupą praktykujących i skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na 5 lat oraz karę grzywny. Sąd Bydgoski wydając ten wyrok oparł się na zeznaniach jednej osoby, która twierdziła że Ryszard Matuszewski był w tym czasie w Gliwicach, którą była znana już sądowi ze swych kłamstw – Bożena Matejko Rewald ignorując tym samym zeznania około 10 osób, które twierdziły, że w tym czasie Ryszard Matuszewski przebywał w Gdyni. Sądowi jednak najbardziej chodziło o to, że Sławomir B. w obronie Lalita Mohana jawnie rozdawał pod bydgoskim sądem tysiące ulotek w czasie trwania rozpraw co podburzyło społeczeństwo przeciwko sądowym kantom, oszustwom i łapówkarstwu wielu sędziów w Bydgoszczy. Jest to pierwszy wyrok w tej sprawie. Terapie dla ofiar księży pedofilów, policjantów pedofilów, prokuratorów pedofilów i sędziów pedofilów w Bydgoszczy i okolicy nadal się odbywają, a w samej Bydgoszczy Bractwo Himawanti prowadzi trzy około 50-osobowe grupy terapeutyczne.

    Dnia 14 marzec 2007 – przed Sądem Rejonowym w Zabrzu rozpoczyna się proces 60-letniej schorowanej emerytki Barbary Latoszek oskarżanej przez Dariusza Pietrka, który również Ryszarda Matuszewskiego pomawia. Głównym oskarżycielem jest nie kto inny, a Dariusz Pietrek z Chorzowa, nie będący funkcjonariuszem prawa ale będący tak zwanym tajnym informatorem policji czyli donosicielem donoszącym na sąsiadów i przypadkowe osoby jak się pochwalił publicznie w sądzie. Dariusz Pietrek na klika dni przed rozprawą rozkręca aferę medialną przeciwko Barbarze Latoszek i Bractwu Himawanti, pomawiając Bractwo i jego członków o czyny, których nie popełnili. Wykorzystując do swoich prywatnych celów znajomych dziennikarzy z Gazety Wyborczej m.in. homoseksualistę Marcina Pietraszewskiego, który to już w roku 2003 pisał kłamliwie na temat Bractwa Himawanti pomawiając Barbarę Latoszek o czyny, których nie popełniła. Ten sam homoseksualny dziennikarz rozpętuje aferę medialną przeciwko tej kobiecie używając bezprawnie jej danych osobowych w tym imienia i nazwiska oraz miejscowości w której mieszka, lży bezprawnie staruszkę wkładając jej w usta słowa, których nigdy nie wypowiadała. W dzień poprzedzający owe zdarzenia – Barbara Latoszek jest nękana telefonami z pogróżkami śmierci i wykończenia. Członkowie Bractwa Himawanti składają stosowne zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez gang Dariusza Pietrka, a także na zmianę pilnują domu Barbary Latoszek. Sędzina bezpodstawnie utajnia tę i kolejne rozprawy, a adwokat przyznany z urzędu odmawia zajęcia się sprawą bo jak stwierdza „boi się” i chce „dociągnąć do emerytury”. Adwokata z wyboru w sprawie przeciwko pedofilskiej mafii nie udaje się w Zabrzu wynająć.

    Dnia 4 kwietnia 2007 – W Sądzie Rejonowym w Gliwicach rozpoczyna się i zarazem kończy kolejny proces wytoczony przez Dariusza Pietrka przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu. Jest to proces ukartowany przez tego działacza z propedofilskiego i antysektowego zarazem ośrodka KANA w Katowicach oraz Effatha aby zniszczyć jeszcze bardziej Ryszarda Matuszewskiego. Odbywa się tylko jedna UTAJNIONA jak zwykle sprawa, na której zapada od razu wyrok, jednakże sędzina NIE INFORMUJE na jakiej podstawie go orzeka! Na salę sądową mimo prośby Mohana Ryszarda Matuszewskiego nie zostaje wpuszczony przedstawiciel Stowarzyszenia Obrony Praw Człowieka, ani żadna z 20 innych osób zajmujących się obroną praw człowieka przybyłych na tę sprawę. Jednocześnie na konta e-mailowe członków Bractwa Himawanti Dariusz Pietrek rozsyła groźby śmiertelne i groźby z pogróżkami, że zabije Ryszarda Matuszewskiego. Wydruki emaili i materiał elektroniczny z IP komputerów Dariusza Pietrka zostaje dostarczony policji i prokuraturze w Gliwicach oraz Chorzowie i Katowicach. Jednakże odmawiają ścigania zbrodniarza za groźby zabójstwa i liczne oszczerstwa motywując to tym, że nie można ustalić sprawcy – chociaż ten pisał z komputera domowego i KANA, a także się podpisał. Ciekawe ile pedofilska mafia płaciła za to umarzanie trzem prokuratorom. Musiało trochę chyba zboczeńców kosztować.

    Od maja 2005 roku do kwietnia 2006 – Mohan Ryszard Matuszewski otrzymuje wiele gróźb śmiertelnych rozsyłanych przez Dariusza Pietrka osobiście, oraz jego pomocników, także od księdza pedofila z Tarnowskich Gór, którego tam schowano po tym jak Barbara Latoszek ujawniła relacje jego ofiar w Zabrzu! W internecie zamieszczane są liczne oszczerstwa na temat Mohana Ryszarda Matuszewskiego, a rozsyłane przez Dariusza Pietrka i jego kilku wspólników na licznych forach dyskusyjnych napuszczani przez Dariusza Pietrka pedofilscy aktywiści i inkwizytorzy zamieszczają wszystkie dane osobowe i adres zamieszkania Ryszarda Matuszewskiego oraz podają do publicznej wiadomości wyroki ze spraw sądowych, które były utajnione. Do dnia dzisiejszego groźby śmiertelne do Ryszarda Matuszewskiego są rozsyłane do licznych członków Bractwa Himawanti, a liczne napady na domy prywatne i rabunki mienia przez policję działającą na zlecenie mafii pedofilskiej okresowo się nasilają. Zawiadamiana o tym prokuratura i policja nie reaguje, a liczne skargi i zawiadamiania o przestępstwach kryminalnych mafii pedofilskiej niszczącej Bractwo Himawanti są umarzane, niewątpliwie za łapówki od mafii, czym chwalił się publicznie sam Tadeusz Mynarski, jeden z hersztów mafii pedofilów i producentów pornografii dziecięcej!

    Dnia 15 maja 2007 – przed Sądem Rejonowym w Gdańsku rozpoczyna się proces przeciwko Krzysztofowi U. i Agnieszcze U. – uczestnikom zajęć z Ryszardem Matuszewskim w dniach 29 lipca 2002 – 15 sierpnia 2002, oskarżonych o rzekome składanie fałszywych zeznań, za twierdzenie, że od 29 lipca do 15 sierpnia 2002 roku Ryszard Matuszewski prowadził zajęcia w Gdyni i że osoby te osobiście w zajęciach tych uczestniczyły wraz z innymi osobami, przeciwko którym toczą się kolejne preparowane przez prześladowców Ryszarda Matuszewskiego sprawy! Każdy kto przed sądem uczciwie bronił Mohana Ryszarda Matuszewskiego zeznając prawdę jest przez propedofilskie w Polsce chyba sądy prześladowany. Widać te szacunkowe 5-8 miliardów złotych z produkcji pedofilskiej pornografii rocznie to wystarczająco duża kasa, że by sądy i prokuratorzy byli dla pedofilów przychylnymi. Bractwo Himawanti tyle ze składek (100 złotych rocznie) i datków na pewno nie uzbiera na obronę Ryszarda Matuszewskiego.

    Dnia 6 czerwca 2007 – przed Sądem Rejonowym w Zabrzu odbywa się kolejna rozprawa sponiewieranej przez Dariusza Pietrka Barbary Latoszek. Na sprawę sądową, która z niewiadomych przyczyn została utajniona sędzina sądu powołała aż 26 fikcyjnych piedarowych, czyli pietrkowych świadków oskarżenia i NIE DOPUŚCIفA DO ZEZNAŃ ANI JEDNEGO ŚWIADKA OBRONY! Mimo protestów Barbary Latoszek i głośnemu domaganiu się powołania przez sąd świadków obrony, sędzina rzuca papierami i wykrzykuje, że to ona decyduje, kogo na świadka powołać, a kogo nie! Zadziwiające jest to, że WSZYSCY ŚWIADKOWIE OSKARŻENIA są osobami, które zeznają na tej sprawie PRZECIWKO Ryszardowi Matuszewskiemu a oskarżonej Barbary Latoszek nawet nie znają, ani nigdy jej na oczy nie widzieli. Kolejni świadkowie oskarżenia nie stawiają się na sprawy bądź odmawiają zeznań, czym wprawiają w szał sędzinę. Jak wiadomo nam, sędzina naprowadzała świadków oskarżenia na zeznania przeciwko Ryszardowi Matuszewskiemu, a prokurator Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Michał Szułczyński jest tym samym prokuratorem, który prowadził wszystkie te sprawy przeciwko Ryszardowi Matuszewskiemu i Barbarze Latoszek i pilotuje je osobiście. Prokurator kumpel Pietrka i Mynarskiego!

    W czasie 10 grudnia 2006 – 15 grudnia 2008 Mohan Ryszard Matuszewski zwiedza kilka kolejnych miejsc odosobnienia mających moralnie wymiar Berezy Kartuskiej albo Oświęcimia. Pogarsza się stan Mohana Ryszarda Matuszewskiego, nękanego kolejnymi fikcyjnymi sprawami, przewożonego a to do Bydgoszczy czy Wrocławia, a to do Gliwic czy Krakowa. Mohan Ryszard Matuszewski trafia też na podleczenie do kolejnych szpitali, a to z powodu klaustrofobii, a to z powodu problemów z sercem, a to z powodu wycieńczenia przez wygłodzenie. Toczy się także kasacja wniesiona w styczniu 2008 przez Rzecznika Praw Obywatelskich na korzyść Mohana Ryszarda Matuszewskiego.

    Wiosną, w lutym 2008 umiera po pobiciu przez pedofilskich gangsterów Barbara Latoszek, która przed śmiercią zdążyła zeznać i powiedzieć znajomym, że już jesienią 2007 została pobita przez 3 sprawców, w tym Dariusza Pietrka, Marcina Pietraszewskiego i Tadeusza Mynarskiego. Kolejne pobicie w Zabrzu w styczniu 2008 spowodowało ciężkie dolegliwości jamy brzusznej i nerek, po których w sumie zamordowana przez pedofilski gang Barbara Latoszek zmarła od obrażeń i powikłań w jednym ze śląskich szpitali. Jak dotąd gangsterzy, a w sumie mordercy chodzą na wolności, w końcu jedyny świadek i ofiara zarazem nie żyje!

    W dniu 31 października 2008 kolejna już trzecia KASACJA Sądu Najwyższego potwierdza fakt uchybień w spreparowanej w 2002 roku przez pedofilską mafię Tadeusza Mynarskiego, Jadwigę i Janusza Gierczyńskich, Rafała Maćkowiaka, Ryszarda Nowaka, Dariusza Pietrka, Elżbietę Tomasz (Rynkę Karolinkę) i innych bandytów sprawie. Mohan Ryszard Matuszewski do tej sprawy przesiedział po aresztach III RP łącznie 2 lata i 8 miesięcy, aż Sąd Najwyższy przerwał mafijny ciąg zbrodni dokonywanej przez zwyrodniałych pedofilskich gangsterów na niewinnym człowieku za to, że ujawniając przestępstwa pedofilskie osób wysoko postawionych zalazł mafii dzieciojebców prowadzących pedofilskie burdele, żyjących z handlu kobietami i dziećmi do burdeli zagranicznych i produkujących pedofilską pornografię i zoopornografię (dzieci i zwierzęta) za skórę!

    W dniu 15 grudnia 2008 Sąd Okręgowy w Warszawie zgodnie z zaleceniem naprawienia swoich błędów i uchybień nakazuje zwolnić Mohana Ryszarda Matuszewskiego, którego przewieziono już parę miesięcy wcześniej w tym celu do aresztu Warszawa Mokotów.

    Dnia 5 maja i 23 maja 2009 pojawiają się w bydgoskiej, propedofilskiej Gazecie Pomorskiej kontrolowanej przez propedofilskie lobby LGBT, oszczerstwa pod adresem Mohana Ryszarda Matuszewskiego oraz Irenie Barcz. Znieważana i pomawiana przez pedofilską mafię Irena Barcz zajmowała się przez 15 lat do 2003 roku pomocą ofiarom gwałconym przez pedofilów i terapią ofiar księży pedofilów, których w Bydgoszczy, podobnie jak w Częstochowie, Warszawie, Katowicach i Gliwicach jest dużo więcej niż w innych rejonach Polski. Irena Barcz stworzyła w Bydgoszczy kilka dużych kilkudziesięcioosobowych grup wsparcia dla ofiar księży pedofilów, zakonnic pedofilek i pedofilskiej mafii. Zebrała kilkadziesiąt tomów relacji ofiar wykorzystywanych seksualnie przez bydgoskich policjantów prokuratorów oraz sędziów, a także oczywiście księży oraz biskupów. I te akta, relacje ofiar, najbardziej poszukuje bydgoska policja kryminalna oraz prokuratura, razem z Ireną Barcz, znacznie bardziej niż rzeczywistych bandytów. Akta miewają się dobrze, są opracowane, zabezpieczone, a wszystko dlatego, że mieszkają w kraju innym niż propedofilska Polska na usługach pedofilskiej mafii. Relacje nawet wyszły w formie książkowej i bywają w niektórych księgarniach, tak aby ludzie o pedofilskich dzieciojebcach z Bygdoszczy i okolic mogli poczytać.

    Należy odnotować fakt wzmożonych ataków na godność Mohana Ryszarda Matuszewskiego w miesiącach styczeń – maj 2009 rok, gdzie można było poczytać mnóstwo szkalującej działalność Bractwa Himawanti i Mohana Ryszarda Matuszewskiego twórczości niskiej jakości wypisywanych na różnych stronach zwykle anonimowo przez osobników takich jak „piedar”, który okazał się być Dariuszem Pietrkiem z Chorzowa czy „hells bells” i „hells bells2”, leon22, cugol – którym jest prawa ręka Dariusza Pietrka i Tadeusza Mynarskiego, niejaki Krzysztof Reiman ze Świebodzina. Jedną z osób tworzących wspólnie Krzysztofem Reimanem strony internetowe oraz blogi i wpisy szkalujące Mohana Ryszarda Matuszewskiego na różne sposoby jest osoba używająca ksyw i loginów jak „kajsza”, „xara”, „elena”, „nczarna” oraz kilku fikcyjnych nazwisk. Jest to prywatnie przyjaciółka i partnerka Krzysztofa Reimana, ateistyczna aktywistka LGBT i zwolenniczka tak zwanej dobrej pedofilii. Działalność tych zwyrodnialców zidentyfikowała Marta S. z Trójmiasta bezpośrednio poszkodowana przez Krzysztofa Reimana w sposób o jakim można poczytać w internecie. Bractwo Himawanti posiada więcej takich namierzonych po numerach IP uzyskanych od administratorów portali przestępców pedofilskich znieważających Lalita Mohana i Bractwo. Czyżby pedofile zrzeszeni w pedofilskiej mafii ciągle bali się Mohana Ryszarda Matuszewskiego, pomimo tego, że tysiące innych osób trudnią się namierzaniem zboczeńców w sieci i informowaniem o nich Interpolu, bo polska policja jak widać po lekturze raczej zaatakuje ofiary pedofilów, a nie mafię, która widać za dużo polskiej policji w osobach jej zboczonych i skorumpowanych funkcjonariuszy płaci.


    W dniu 28 sierpnia 2009 roku, policja kryminalna w Głubczycach w woj. opolskim nad czeską granicą zatrzymuje Mohana Ryszarda Matuszewskiego na polecenie Sądu Rejonowego w Bydgoszczy. Policja miała nakaz karny, czyli polecenie dostarczenia Mohana Ryszarda Matuszewskiego do najbliższego więzienia celem odbycia kary 1,5 roku więzienia. Adwokaci oraz działacze Europejskiego Komitetu Obrony Praw Człowieka natychmiast zbadali sprawę. Dyrekcja Zakładu Karnego szybko zauważa, że sygnatury akt dotyczą wyroku łącznego ze spraw, które Mohan Ryszard Matuszewski już dawno odsiedział lub został z nich uniewinniny. Sąd Rejonowy w Bydgoszczy popełnił przestępstwo skierowania do wykonania kary, która w rzeczywistości była już odbyta lub formalnie nie istniała. Takie zbrodnie na Mohanie Ryszardzie Matuszewskim to już chyba norma w pedofilskiej Rzeczpospolitej Polskiej z jego wymiarem sprawiedliwości na usługach pedofilskich mafii dzieciojebców, ale dobrze zarabiających bo 5-8 miliardów złotych rocznie na krzywdzie gwałconych dzieci. A Mohan Ryszard Matuszewski czekając na wstrzymanie wykonywania już odbytej, a i tak niesłusznej kary znowu stracił tydzień wolności. Tym razem obrońcy zdołali szybko powstrzymać pedofilskich bandytów typu Tadeusz Mynarski „Abram” i Bożena Matejko Pikucińska (aktualnie Rewald), Dariusza Pietrka, Ryszarda Nowaka, Jadwigę Gierczyńską z domu Żurek i ich sądowych popleczników z Bydgoszczy. A przy okazji tyle, to jest 1,5 roku, zostało w papierach z tych szumnych zarzutów i medialnych wyroków, gdzie miało być łącznie 3,5 roku plus 2 lata plus 1 rok i plus 10 miesięcy. Reszta zwyczajnie poszła się je..ć z lipnymi oskażycielami, jak mawiają skazani. Mohan Ryszard Matuszewski trzymany po aresztach do sprawy, przesiedział jednak przez pedofilski gang dużo więcej niż owe 1,5 roku, które w sumie chociaż i tak lipne, zostało w papierach kalając życiorys dobrego i przyzwoitego człowieka. Kiedy zbójecki w swej naturze sąd rejonowy w Bydgoszczy, Częstochowie, Warszawie i Gliwicach za lata katorżniczej, gestapowskiej niewoli aranżowanej na zlecenie pedofilskiej mafii raczy wypłacić Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu odszkodowanie jakoś na razie nie wiadomo.

    Pamiętajcie pedofilscy zbrodniarze, że prędzej czy później ręka sprawiedliwości dojedzie was tak jak waszego medialnego patrona, Romana Polańskiego, pedofilskiego gwałciciela 13-to letniej dziewczynki!

    STOP PEDOFILSKIEJ MAFII W POLSCE!!!


    Opracowanie zbiorowe na podstawie relacji i wywiadów Europejskiego Komitetu Obrony Praw Człowieka: Dr Hanna Szpilewska, lic. Jarosław Kowalczyk, mgr Małgorzata Madanowska Kowalczyk, mgr Magdalena Pasierb, mgr Tomasz Pasierb, Mgr Eugenia Pałys, mgr Natalia Chmielewska, dr Hanna Bem, mgr Izabela Tryc, mgr Maria Tabaka, Dr Hanna Bem, red. Marek Cieślak, mgr Mirosława Tomaszewska, mgr Nina Waśk, Paweł Ćwięka, Anna Maria Rampała, mgr Bożena Pająk, mgr Katarzyna Dmyterko, mgr Elżbieta Betiuk, Mariusz Belicki, mgr Antoni Cichoński, mgr Mirosław Paweł Salwowski, dr Renata Soćko, mgr Mirosława Tomaszewska, Izabela Tryc, mgr Witold Boguszewski, lic. Maciej Marczak, lic. Małgorzata Wysocka, mgr Darlena Zawada, Urszula Zielińska, Dorota Hołownia, Agnieszka Święch, Jacek Rzewucki, inż. Józef Klimiński, inż. Krzysztof Błachaniec i inni.