Brak wpisów w tej kategorii.

Tag: kościół

  • 666 Michaela Zofia Pawlik – Liczba Diabła

    666 Michaela Zofia Pawlik – Liczba Diabła

    Tu potrzebna jest Mądrość. Kto ma Rozum, niech obliczy liczbę Bestii (Zwierzęcia); jest to bowiem liczba człowieka. A liczba jego jest sześćsetsześćdziesiątsześć!” – Objawienie Św. Jana Apostoła

    Zofia Pawlik podająca się za „świecką zakonnicę” Michaelę szerzy od lat zjadliwą nienawiść do wszelkich religii, mistyki, pobożności, do ezoteryki, do wszystkiego, co ma pieczęć duchowości i pochodzi od Boga. Warto taką osobonazwę (nazwiska, imiona) przeanalizować pod kątem gematrii, psychologii matematycznej, aby zrozumieć kim ta osoba jest i skąd u niej tyle nienawiści. Portret osobowości przelicza się zgodnie z zaleceniem chrześcijańskiej i katolickiej Biblii, tak jak sugeruje Święty Jan Apostoł w dziele o nazwie „Apokalipsa”, lub Objawienie, które jest ostatnią Księgą Biblii. Badamy Ducha używając boskiej Mądrości i Rozumu (sansk. Buddhi) do obliczania liczby imienia. Stwórzmy zatem naukowy, matematycznie precyzyjny obraz osobonazwy PAWLIK w postaci tabeli G-NPS

    G N P S
    70 P 115 16 7
    1 A 100 1 1
    500 W 122 23 5
    30 L 111 12 3
    9 I 108 9 9
    20 K 110 11 2
    630 666 72 27
    9 9 9

    Cykl życiowy upadkowy, dodajmy silnie upadkowy, autodegradacyjny od P = 7 do K = 2, co pokazuje osobę o wpływie dołującym na innych, pociągającą za sobą w dół, ku upadkowi.

    Nous wychodzi dokładnie (666), co pokazuje osobę, którą „Apokalipsa” Świętego Jana zwie Bestią, Zwierzęciem, a symbolicznie Szatanem i Diabłem, tutaj oczywiście w żeńskiej postaci. Nous to Duch zamieszkujący ciało i umysł badanej formularzem G-NPS osobonazwy. Aby lepiej zrozumieć osobonazwę PAWLIK trzeba pojąć prostą symbolikę Objawienia Świętego Jana, gdzie pokazana jest walka Chrystusa z Szatanem, a Szatan Diabeł pokazany jest jako Bestia, Zwierzę czy Potwór. Ludzie o Nous (666) stanowią taki właśnie archetyp osobowości, który manifestuje się w zależności od zakresu władzy i możliwości jaki zdobywają. Dobrze znana Bestia (666) o nazwisku Hitler, korzystając z władzy politycznej stała się ludobójczą maszkarą pociągającą za sobą 50 milionów ofiar. Bestia Apokalipsy ma cechy pantery, niedźwiedzia, lwa i siłę smoka, tutaj smoka złego, esencji zła, takiego jak kusiciel, smok-wąż z Ogrodu Eden, który ludzi do upadku doprowadził. Nieprzypadkowo, cechy zwierząt podkreślają ich zdziczenie i tendencje do aż czterech rodzajów złośliwości czy bestialstwa. Nous (666) decyduje o obrazie osobonazwy, decyduje o portrecie życia i charakteru osobonazwy, którą musimy kojarzyć z wcieleniem skrajnego Zła! Każde nazwisko czy imię z Nous (666) będzie wcieleniem zła, a różnić się będą szczegółowo polem działania i skalą pracy, jednak zasięg rażenia Bestii zawsze jest w jakiś sposób rozległy lub perfidnie szkodliwy. Pantera, Niedźwiedź, Lew to Bestie sprytne, podstępne, zdolne do zabicia nie tylko z głodu, gdyż potrafią stać się tak zwanymi ludojadami, tu symbolicznie pożeraczami człowieczeństwa.

    Liczby Soma i Psyche, odpowiednio (27) oraz (72) są dla siebie wzajemnie przeciwieństwami, odwrotnościami, co pokazuje osobonazwę, która co innego robi niż myśli, działa wbrew własnym uczuciom i takie sprzeczne funkcjonowanie sprzyja podstępnemu działaniu i ogłupianiu innych. Taka osoba może się bez problemu do kogoś przymilać, podlizywać tylko po to, aby omamioną i uśpioną w czujności ofiarę zniszczyć jednym uderzeniem. Taka osoba może udawać ekspertkę od wiedzy religijnej czy mistyki tylko po to, żeby religię i mistykę wszelką niszczyć i oczerniać. Podstęp, oszustwo, omamianie leży w naturze osobonazwy o konflikcie Soma z Psyche i Nous (666). Szczególne liczby pokazujące upadkowość od (7) do (2) w cyklu życia wskazuje, że osoba o takim nazwisku może celować w tym, aby ludzi o skłonnościach mistyczno-duchowych, religijno-ezoterycznych doprowadzić do upadku poprzez sprowadzenie ich do poziomu zwątpienia, chwiejności, załamania i podejrzliwej nieufności. Końcowa Dziewiątka jaką jawi się osobonazwa „Pawlik”, pokazuje, że w swej działalności osoba dąży do perfekcji lub pozuje na kogoś, kto jest doskonałym znawcą jakiegoś tematu, co jest bardzo złudne i iluzyjne. Negatywna Dziewiątka jest samolubna, egoistycznie ksobna, a zdroworozsądkowe argumenty do tej osoby nie trafiają. Pawlik jest jako Dziewiątka sarkastyczna, złośliwa, dba jedynie o własne, wąsko pojęte interesy. Jest przewrażliwiona aż do możliwej histerii włącznie, jest też spowita silnymi namiętnościami nad którymi nie panuje. Pawlik jest posłusznym narzędziem na usługi jednostek lub sił od niej silniejszych, a także dba o zaspokajanie każdej swojej namiętności. W innych potrafi wzbudzić skłonności destrukcyjne, będąc źródłem jątrzenia i judzenia przeciwko innym. Takie osoby właśnie podpuszczają innych do kłótni, judzą do wojny czy pogromów na innowiercach, choć same mogą bezpośrednio nie przykładać ręki do ludobójstwa czy rzezi. Znamy ten efekt z życia osobonazwy „Hitler”, który skutecznie judził do wojny!

    Nous (666), kiedy manifestuje się na zewnątrz w działaniu, nie liczy się z innymi, jest uparte, ślepe i zaślepione własnymi racjami. Apodyktyczna Bestia narzuca się innym, nie liczy z otoczeniem, nie liczy się zupełnie z cudzym punktem widzenia, może zejść na drogę przestępczą. Jest to osoba, która w owładnięciu złem o wibracji (666) może nie dbać chwilowo ani o swój wygląd zewnętrzny, ani o własne dobro, przechodząc amoki w obronie paranoi. Będzie spójna logicznie w wypowiedziach, co daje odczucie, że głosi prawdę naukową wręcz, a każdy bełkot sprytnie uzasadni. Jako naukowiec czy polityk może być szczególnie maniakalnie lub paranoicznie niebezpieczna dla otoczenia. w swojej toksycznej i szkodliwej działalności na każdym etapie jest żarliwa, pełna entuzjazmu i zapału. Może być dobrym lub wręcz doskonałym mówcą, czy pisarką, byle jednak zajmowała się fantastyką lub pisaniem romansów, a nie pisaniem partyjnych odezw do narodu, pchając ludzi do ludobójczych pogromów i wojennych rzezi, jak Hitler. Całkiem możliwe jest, że Hitler (666) nikogo nie zabił osobiście, ale za to właśnie żarliwą, paranoiczną mową skutecznie podjudzał miliony do masowej rzezi wzajemnego mordowania. Takie jest działanie Bestii o wibracji (666). Jeśli osobonazwa „Pawlik” kogoś krytykuje albo z kimś polemizuje, do czegoś judzi lub „tylko” namawia, najlepiej to ignorować, nie czytać i nie wykpiwać. Przyjaciołom, jeśli ich jeszcze posiada będzie wierna do ostatniej kropli krwi, o ile tylko będą jej schlebiać, będą ją chwalić, a nie będą krytykować. Soma (27) na zewnątrz jest demonicznie krytykancka i może to być uciążliwa tak dla otoczenia jak i dla niej samej, kiedy ją rodzina opuści, a jej miłość z niej zrezygnuje! Zawsze to jej własna wina, czepialstwo, szukanie dziury w całym, oczywiste błądzenie, niesłowność, złośliwa ironia nieadekwatna do okoliczności. Psyche (72) przy Nous (666) pokazuje, że „Pawlik” brutalnie wyszydza wszystko, co nosi pieczęć subtelności i uduchowienia, wyszydza, zwalcza i niszczy. Może być w istocie brutalną ateistką pełną pogardy dla bliźniego swego. Faktycznie udawać może fachowca Vedy, okultyzmu czy mistyki aby swoim szatańsko-smoczym diabelskim ogonem Bestii uderzyć w te dziedziny i je niszczyć, co jest typową podłością zaślepionego Diabła wcielonego, a raczej w tym wypadku Diablicy.

    Imię Michaela o końcowej wibracji (7) ułatwia zajmowanie się sprawami religii i mistyki w niszczycielskich i wrogich celach. Imię Zofia, o wibracji (3) ułatwia przejawianie się Złego Ducha i jego działalność w świecie daje mu większe możliwości, stąd wzmożona jeszcze aktywność „Pawlik” – (666). Taka jest cecha osobonazwy o Nous (666), że mocno podporządkowuje sobie i dominuje pozostałe składowe imiona i nazwisko osobonazwy. Suma „Michaela Zofia Pawlik” to jednoznaczna w G-NPS liczba (10) co pokazuje, że osobonazwa jako całość ulega wtajemniczeniu w niszczycielski i nihilistyczny aspekt demonicznej działalności idącej w kierunku unicestwienia czegoś lub kogoś! Ta Dziesiątka daje też moc iluzji odpowiednią do omamiania swoich słuchaczy i czytelników, którzy łatwo mogą się infekować nawet największą brednią jaką wymyśli Pawlik Zofia Michaela. Jest to osoba zdolna do wytwarzania tak paranoia indektoza, obłędu indukowanego, czy udzielonego innym, a zatem jest to osobonazwa społecznie niebezpieczna z punktu widzenia psychologii matematycznej jaką jest numerologia stosowana! Wedle Biblii, „Pawlik” to Bestia w ciele ludzkim, która idzie na zatracenie, tak wynika z Objawienia Świętego Jana! Portret osobonazwy „Pawlik” pokazuje, że nie jest niczyją siostrą ani bratem lecz raczej złośliwym demonem, szatanem dla każdego, kogo najdzie. Liczba Bestii, to liczba człowieka o skrajnie złym duchu, o Nous (666), a przecież Bestia opisana w Apokalipsie Świętego Jana jest „pijana krwią świętych”, pełna „bluźnierstwa” i pełna wszelakiego „nierządu”. Bestia ostatecznie zostaje wrzucona do jeziora ognistego gorejącego siarką na wieczne zatracenie. Generalnie tyczy to każdej osoby o wibracji Nous (Ducha) wyrażonej jako (666), nie tylko osoby Pawlik, która jest jedną z wielu osób przez które od poczęcia w łonie matki działa Szatan, Diabeł. Osobonazwy takie jak: „Hitler”, „Aryman”, „Atinis”, „Gwidon”, „Horska”, „Keleny”, „Lepper”, „Lesław”, „Maryna”, „Remuna”, „Szlama”, to wszystko biegunowe narzędzia w służbie złych i piekielnych mocy, realna sataneria działająca na polu wyznaczonym przez ciemną energię Wszechświata. Jak widać jest to doborowe towarzystwo ludzi sławnych, z których Hitler jest najbardziej znany, wraz ze swoją patologiczną do biblijnego Narodu Wybranego przez Boga, czyli do Żydów, a także świadków Jehowy czy buddystów i komunistów nienawiścią. Jeśli u osobonazwy „Pawlik” widzimy patologicznie kryminalną nienawiść do buddystów czy Świadków Jehowy, to widzimy cechy hitlerowskie właśnie i nie jest to krytyka merytoryczna ale wrogość Szatana Diabła do Boga i wszystkiego tego, co boskie, pobożne czy uduchowione. Trzeba dla zrozumienia osobonazwy (666) w jej wrogości wobec Boga i Chrystusa dokładnie przestudiować Księgę Objawienia, Apokalipsę Świętego Jana Apostoła, bo uzmysławia ona czym jest Bestia (Diabeł), jak działa i jak atakuje Dobro wszelkie. Można powiedzieć, że jeśli „Pawlak” coś lub kogoś atakuje, krytykuje czy oczernia, to jest to atak Szatana Diabła przeciwko Bogu, Dobru i Światłu! Nie ma innej możliwości, gdyż Szatan Diabeł, Bestia (666), to Zło inteligentne, przebiegłe i wysoce świadome tak swoich celów jak i metod działania. Wibracja (666) w postaci ludzkiego wcielenia „Pawlik” to diabelska armata celnie wymierzona przez Szatana Diabła we wszystko to, co należy do Boga, we wszystko to, co czyste, dobre i święte, duchowe i pobożne. Jej ziemscy mocodawcy i wydawcy, to przekupni wspólnicy Szatana-Diabła! Osobonazwa „Pawlik” w swej działalności antykultowej inkwizytorki wykonuje rozkazy Szatana Diabła, Bestii (666), ale zostanie w końcu „pojmana” razem z tymi, co mają na sumieniu jej „znamię” w postaci wiary w jej zbrodniczą ideologię i wszystkie takie osoby, jako dusze złe zostaną wrzuceni razem do „Ognistego Jeziora Gorejącego Siarką”. Taki jest los demonów, diabłów pospolitych i nierządnic antykultowych, które są oszołamiane, bo „pijane krwią Świętych” mordowanych na całej Ziemi!

    Liczby poboczne w Nous osobonazwy „Pawlik” dające w obu wypadkach (72) jako, że (6+66) oraz (66+6) symetrycznie obrazuje dwa jednakowej wibracji połączenia Psyche z Nous powodują, że Pawlik nie odróżnia impulsów Ducha od emocji i myśli własnej Psyche (Psychiki). Jest to zubożenie nie pozwalające na odróżnianie tego, co boskie od tego co psychiczne, myślowo-emocjonalne. Taka osoba własne namiętności może podwójnie silnie odbierać jako pochodzące od Boga, jeśli tylko uzna siebie za natchnioną przez Boga, czym może wyrządzać wielkie szkody. Nie jest w stanie odczuć w sobie różnicy pomiędzy Duchem Bożym a psychicznymi reakcjami myśli czy emocji, co jest ograniczeniem tej konstrukcji sprzyjającym Diabłu. Takie osoby są zwykle silnymi Psychikami, o dużym wpływie emocjonalno-myślowym na otoczenie, o dużej sile rażenia ich słowa i pióra, nawet jak bełkoczą po pijanemu!

    Zasilanie energetyczne G=(630) wspiera mocno cały NPS na Dziewiątce, nadając wibracji Dziewięć nihilistyczno-destrukcyjne wzmocnienie! Osoba ta w zwalczaniu mistyki i wszystkiego, co Boże może się tak zapędzić, że będzie zwalczać „na ślepo” wszystko i wszystkich stając się paranoicznie pomyloną ofiarą samej siebie i swego antykultowego pieniactwa, bo jej ataki na kulty religijne z czasem mogą być coraz bardziej zjadliwym pieniactwem. Inicjał nazwiska P=(7) przy Nous=(666) pokazuje, że Pawlik dla zdobycia sławy czy zysku, dla poklasku i uznania zrobi wszystko, mogąc się dopuścić nawet najgorszej zbrodni, jest bowiem do tego zdolna i umiejętna. Inicjał też może powodować histeryczne ataki na mistykę i ezoterykę.

    Liczba samogłosek nazwiska „Pawlik” dodatkowo obrazuje Psyche, a jest to A=(1), I=(9), razem wibracja (10) wzmacniająca tendencje apodyktyczne, autorytarne i władcze połączone z nihilizmem, oszukaństwem, wprowadzaniem innych w błąd, mamieniem, kłamliwą spekulacją ideologiczną. Mówimy, że Psyche to Dziewiątka z tłem (72) i cieniem (10), czyli nihilistyczno-autorytarnym wzmocnieniem upadkowej wibracji cyfry (9). Liczba spółgłosek to P=(7), W=(5), L=(3), K=(2), razem (17), która to wibracja obrazuje tendencje Soma, ciała i życia. Wibracja liczby (17) opisana jest w sumach końcowych jako liczba tak zwanej „Wielkiej Czarnej Loży”, liczba Diabłów – Władców Piekieł. Można z tego powiedzieć, że „Pawlik” wykonuje na ziemi przez swoje ciało i życie jakąś władzę w imieniu „Czarnej Loży Diabła” do której należy i jest to władza robiona dla zysku, sławy i poklasku. Tło (17) jest obrazem negatywnej, szkodliwej Ósemki, która jest tutaj tak zwanym cieniem dla liczby Soma, (9) z tłem (27). Osoba jest w życiu fizycznym szczególne bezlitosna, samolubna i egoistyczna, które to cechy są wzmożone w jej funkcjonowaniu. Jeśli ktoś osobonazwie Pawlik wejdzie w drogę lub jej interesy, będzie bezlitośnie tępiony i niechaj nie liczy na jakiekolwiek rzeczywiste przebaczenie z jej strony, bo ona nie zna takich uczuć jak litość, miłosierdzie czy przebaczenie, gdyż nie odróżnia nawet Boga od własnej Psychiki. Siedemnastka w samogłoskach osobonazwy „Pawlik” powoduje, że ta osoba sprowadza ruinę na innych i w końcu na siebie, a to idealnie pasuje do pracy Szatana-Diabła, Bestii (666), która chce jak najwięcej ludzi omamić, omotać i zwieść wpychając do Jeziora Ognia i Siarki, które jest w Objawieniu Świętego Jana Apostoła symbolem Zatracenia Duszy!

    Liczba spółgłosek dla Soma wynosząca (17) eskaluje wszelkie cechy negatywne sumy z tej kolumny, czyli (27), a szczególnie składową (7) z tego tła cyfry Dziewięć! W życiu osobonazwa Pawlik jest osobą „wiecznie błądzącą” i brutalnie zwalczającą wszystko co jest duchowe, subtelne czy mistyczne. Czyni to mocą wibracji Czarnej Loży Diabła (17) jak i mocą Bestii, Szatana Diabła (666). W życiu jest to też Soma osoby, która ma problemy z wyrażaniem uczuć, nie jest zdolna do miłości, może być fizycznie oziębła lub popadać w mechaniczny, wyzbyty uczuć miłosnych nierząd, taki jak niemieckie damy rodzące dzieci na rozkaz Hitlera z osobnikami „czystymi rasowo”. Pawlik nie lubi słuchać cudzej rady ani przyjmować pomocy, a już szczególnie odrzuci pomoc duchową od tych, którzy reprezentują Boga i mistykę, duchowość czy okultyzm. Wynika to z wielopłaszczyznowego przenikania tej osoby przez diabelską moc Bestii i Czarnej Loży Diabła. Przewrażliwienie na swoim punkcie i egotyczna, chorobliwa duma nie pozwalają też takiej osobonazwie wycofać się z głoszonych kłamstw czy dokonywanych oszustw, stąd z uporem maniaka będzie brnąć w ślepą uliczkę w jaką w życiu wlezie, a wchodzi tylko w najbardziej ślepe i mroczne uliczki jakie tylko istnieją.

    Stosunek liczby samogłosek, cienia Psyche (10) do cienia Soma (17) obrazuje wzmocnienie negatywnych cech Jedynki, która jest sumą końcową (1+0), skąd można odnieść słuszne wrażenie, że NPS, portret osobonazwy ma konstrukcję wzmagających się negatywnych aspektów różnych fal i wibracji, co czyni z osobonazwy „Pawlik” wyjątkowo silne Zło, trudne do pokonania bo podstępne, a przecież doskonała Bestia (666) ma cechy czterech zwierząt znanych z okrutnego polowania na upatrzoną zdobycz. Wewnętrzny smok, wąż starodawny, Szatan i Diabeł jest niewątpliwie najchytrzejszym i najgroźniejszym z nich. Odwrotność typowa dla osób o konflikcie wewnętrznym pomiędzy Soma i Psyche polega na tym, że „Pawlik” jak mniema, że kogoś kocha, to go niszczy i zabija, a jak widzi jakieś ewidentne zło, to „czuje”, że to jest dobre i słuszne. Jest to nieadekwatność oceny, brak zdrowego rozsądku, nieracjonalność, niezdolność do działania zgodnie z uczuciami serca i tym podobne problemy wewnętrzne. Stąd biorą się irracjonalne, pełne złośliwej nienawiści ataki furii na Vedę, hinduizm, buddyzm, mistykę, parapsychologię, okultyzm, Świadków Jehowy i wiele innych Dzieł Bożych na tej Ziemi! Wszystko to napędzane czarcią falą energii Diabła, czyli Nous (666).

    Można próbować analizować jakie demoniczne cechy ma Bestia o wibracji (666) na podstawie analizy mitologicznej czterech zwierząt na które składa się archetyp obrazowany przez Świętego Jana Apostoła, jako że symbolika jest jak najbardziej częścią gematrii, tą, która w Oriencie zwie się Yantrą, a prościej znakiem lub talizmanem. Niewątpliwie mityczny smok jako część składowa w pejoratywnym aspekcie złego smoka, wężownika czy węża kusiciela będzie najwymowniejsza jako że ubarwiona wieloma legendami i mitami żyjącymi głęboko w duszy ludzkości. Smok jako archetyp negatywny porywa Księżniczkę, symbol ludzkiej duszy w więzi ją w niedostępnej wieży, w jaskini mroku czy na szklanej górze. Zatem dusza osoby (666) jest uwięziona i izolowana przez złe siły, jest zakładnikiem mrocznych sił ciemności, bezwolną sługą Bestii, Szatana Diabła.

    Zniewalający wpływ osobonazwy (666) polega na analogicznym wzorcu więzienia innych dusz poprzez omamianie ich błędną ideologią wierzeń, awersji, judzenia, krytykanctwa czy innych diabolicznych zabiegów indoktrynacyjnych. Wspólną cechą pantery, lwa czy niedźwiedzia jest to, że nawet oswojone od małego potrafią zaatakować i zabić swojego opiekuna i dobroczyńcę. Jest to bardzo brutalna cecha osobonazwy (666), którą tak naprawdę nie da się do końca oswoić ani kontrolować, choć takie pierwiastki zła wśród ludzkości powinny być pod szczególnym nadzorem społeczeństwa, przynajmniej tej części, która jest zdrowa na umyśle na tyle, żeby nie wybierać sobie kolejnego Hitlera do władzy! Zmiana personaliów musi być bardzo dogłębna i utrwalona, ażeby urodzeniowe cechy skrajnie diabelskiej wibracji (666) w Nous zostały stłumione i wyeliminowane, a ich odrośla mogą jeszcze razić po latach.

    Jeśli myślimy, że wibracja (666) musi wyrządzić tyle zła, co Hitler w tak barbarzyński sposób, to jesteśmy w błędzie. O wiele bardziej szkodliwe jest zasianie w ludziach idei, które skierują ich na drogę Samozatracenia, choć wcale nie wyglądają na Zło. Niechęć do wszelkich grup duchowych umożliwiających rozwój Duszy jest złem subtelnym, ale bardziej straszliwym w skutkach bo słowami Chrystusa mówiąc, trzeba bać się nie tego, kto zabija ciało, ale tego, kto i dusze i ciało może zatracić w Piekle. A osobonazwy takie jak Pawlik mogą tysiące ludzi poprowadzić do Zguby, do zatraty duszy w Jeziorze Ognia i Siarki, czyli w katolickim Piekle!

    Wibracja Soma w imieniu „Zofia”, czyli Trójka z tłem (30) będzie wzmacniana przez osobonazwę „Pawlik” w dziedzinie uczuciowej i emocjonalnej próżni, bezsensu życia, kryzysów życiowych czy nagłego wyczerpywania dotychczasowych możliwości działania. Jednak Psyche z tłem (57) potrafi szybko się zregenerować, podnieść po kryzysie i przystąpić do skutecznego kontrataku. Widać, że nawet imię „Zofia” jest dobrane pod kątem użyteczności dla osobonazwy „Pawlik”, a raczej sił mrocznych i demonicznych, które przez tę diaboliczną w Duchu wibrację działają. Pierwsi chrześcijanie byli uczeni aby rozpoznawać złego Ducha działającego poprzez ludzi, zło w sercu i duszy odczytać a numerologia (666) wspomniana w Apokalipsie Świętego Jana Apostoła jest jedną z tych ezoterycznych metod prachrześcijańskich. Każdy wierzący, kto słucha Głosu Mądrości Biblii doskonale zna i rozumie tę prostą, ale skuteczną metodę rozeznawania wcielonego dobra od zła. Nie ma takiej możliwości, aby osobonazwa Pawlik czyniła dla ludzi coś dobrego, a jeśli twierdzi, że karmiła głodne dzieci w Indiach, to niewątpliwie kłamie, choć mogła do zdjęcia pozować że karmi jakieś dziecko, ale to w celach propagandowych. Właściwe cele jej pobytu w Indii o ile w ogóle miał miejsce, są na pewno inne, szkodliwe i dobrze ukryte. Mogło to być celowe niszczenie kultury i religii hinduistycznej, które teraz odreagowuje z bestialską nienawiścią do religii Wschodu, choćby z tego względu, że nie udały się jej szkodliwe plany bezpośrednio w Indii. Osobonazwę typu (666) trzeba analizować pod kątem ukrytych celów i złośliwych zamiarów, jako że negatywność Szóstki są potrojone, a i podobnie te z Dziewiątki, oraz towarzyszących osobonazwie imion, które są używane jedynie jako maski, jako maskowanie diabelskich skłonności. Diabła nie trzeba szukać daleko, może być całkiem w pobliżu i działać przez swoje bezwolne niczym zombi, całkowicie podległe ludzkie narzędzie w postaci tylko z pozoru normalnego ciała i umysłu (psychiki)!

    Brakuje dla demonicznej osobonazwy „Pawlik” daty urodzenia, z której można by odczytać, czy ta inkarnacja w pełni zrealizuje swe tendencje, czy też będą one w jakiś sposób ograniczone. Jakość miejscowości urodzenia też ma istotny wpływ na osobonazwę, a także miejscowości w których osoba żyła przez dłuższy czas. Data urodzenia pokazuje cel człowieka na Ziemi i jego przeznaczenie stąd w relacji do osobonazwy widać wiele imperatywów życiowych o których nic tu powiedzieć nawet ogólnie nie można, z braku takowych danych. Trzeba jednak pamiętać, że Nous (666) to Dziewiątka skrajnie negatywna, biegunowe wcielenie zła, dla którego potrójna szóstka w tle Nous jest pojazdem a oczywiście jest to negatywna postać szóstki. Iloczyn (6x6x6) daje (216) a iloczyn (216) daje (12) i w końcu (2), co daje ukryty napęd do przejawiania siebie w każdej płaszczyźnie, czyli manifestowanie się Bestii jest możliwe poprzez każdy rodzaj działalności, w każdych warunkach. Talent pedagogiczny jest na usługach Bestii, cała paleta zwierzęco-agresywnych cech osobowości, co oznacza, że Bestia Pawlik jest asertywna i aktywnie działa na każdym polu na które pchnie ją demon Zła! Pomimo zewnętrznej Dziewiątki to iloczyn w postaci Dwójki potrafi być motorem napędowym dla realizacji celów złego Ducha (666), a połączenie talentu pedagogicznego z krytycyzmem daje wyjątkową zjadliwość demonicznej oskarżycielce wszystkiego tego co Światłe, Dobre, Święte i Pobożne! W czasie realizowania swych maniakalnych czy paranoicznych ataków na buddystów czy jehowych albo na hinduistów będzie obojętna na swój wygląd zewnętrzny, może się długo nie myć, nie prać, a nawet nie czesać. I nie jest to jakaś asceza siostry Pawlik, wilczycy w owczym futerku, ale blokada podstawowych czynności życiowych charakterystyczna w obrazie wielu zaburzeń i chorób psychicznych najstraszliwszego rodzaju. Oczywiście działanie na krawędzi choroby psychicznej nie upoważnia do uznania wadery „Pawlik” za chorą, gdyż nawet prawdopodobne jest, że zły Duch (666) będzie osobonazwę swoją mocą chronić przed rozchorowaniem się i wynikłą stąd nieużytecznością. Raczej trzeba uznać takie przypadki za opętane od poczęcia z samego faktu powstania demonicznej inkarnacji, która w terminologii wedyjskiej zwana jest Rakszasą lub Piśaća, co odpowiada polskim czortom, diabłom, a ogólnie demonom.

    Chrześcijańska jak i katolicka Biblia w Księdze Objawienia Świętego Jana Apostoła, idące na zagładę demoniczne ucieleśnienie Bestii (666) opisuje takimi obrazami jak: „Na zewnątrz (Miasta Boga) są psy i czarownicy i wszetecznicy i zabójcy i bałwochwalcy i wszyscy którzy miłują kłamstwo i czynią je!” (Obj. 22. 15) Ci zatem, którzy wszetecznie i kłamliwie obszczekują Dobro, Światło i Prawdę jak Zofia Michaela Pawlik (666) podpadają pod kategorie tych, co się do Jeziora Ognia i Siarki, do Piekła katolickiego kwalifikują. Tyle, że Pawlik na pewno nie będzie w roli małego „szczekającego kundelka” a raczej już groźną bulterierką lub inną niebezpieczną rasą, która cechy krwiożerczej Bestii pielęgnuje! Udziałem wszystkich kłamców będzie Jezioro płonące Ogniem i Siarką, jak powiada Objawienie Świętego Jana (Obj. 21. 8), dlatego jest absolutnym pewnikiem, że Michaela Pawlik (666) sama idzie na Zagładę jak i pociąga wszystkich za sobą, którzy wierzą w jej diaboliczny, politologiczny bełkot o charakterze złośliwej i kłamliwej masowej psychomanipulacji. A przecież to diabłom najbardziej zależy na szerzeniu kłamstwa bo tych, co w kłamstwo wierzą zdobywają jako materiał skalany fałszem, na Zagładę w Piekle Ognia i Siarki do którego dusze samobójcze zmierzają.

    Jeśli ktoś myśli, że osobonazwę „Pawlik” opisujemy tu celowo „tylko negatywnie” to jest w wielkim błędzie i powinien przestudiować wiedzę mistyczną o Bestii jaką zawiera Objawienie Świętego Jana Apostoła, a także uświadomić sobie cierpienie milionów rodzin jakie spowodował Adolf Hitler (666). Oczywiście Bestia Pawlik, z Bestią Hitlerem mają tylko dwie literki tożsame, a jest to „I” oraz „L”, stąd można powiedzieć, że są to Bestie tylko w 1/3 identyczne, choć każda działa na falach wibracji (666)! Trzeba jednak pamiętać, że wielkie Zło potrafi trwać uśpione przez lata, czekając na sposobność do przejawienia pełni swych możliwości. Restytucja inkwizycji faszystowskiej uczyniłaby z osobonazwy Pawlik niewątpliwie czołową wykonawczynię tortur i egzekucji na osobach innej niż ona wiary religijnej, politycznej, czy naukowej. Nierząd i wszeteczeństwo to w Biblii grzechy bardzo ciężkie, a odnoszenie się do udawania religijności z jednoczesnym kalaniem własnego gniazda, obłudą i fałszem czy pozorem pobożności. A wszetecznica w postaci Wielkiej Nierządnicy to właśnie obraz Bestii Diablicy całkowicie oddanej w swym wnętrzu Diabłu Szatanowi, czyli żeńskie wcielenie tworu o wibracji Ducha (666), takiego jak „Pawlik”, tak czy owak, zewnętrznie kobiety.

    Archetyp dwóch Bestii (Potworów) i Wielkiej Nierządnicy w ramach postaci obliczanych jako (666) pokazuje na pewne bogactwo charakterów wśród złych Duchów o piekielnej mentalności. Z osobami takimi jak Pawlik (666) „nierząd uprawiają królowie Ziemi, a winem jej nierządu upijają się mieszkańcy Ziemi” (Obj. 17. 2), jak mówi Apokalipsa Świętego Jana Apostoła. To wino nierządu, którym upijają się mieszkańcy Ziemi jest w książkach, artykułach i w przemówieniach Michaeli Zofii Pawlik. Ludzie czytający to, co ona pisze, słuchający tego, co ona mówi, z mocy Bestii zostają oszołomieni, pomyleni i zachowują się tak, jak pijani. Są aktywnie pobudzeni przeciwko wszystkiemu temu, co nienawistnie zwalcza samozwańcza siostra Pawlik. Judzenie w sprzyjających okolicznościach może przybierać formy kolejnego katolickiego pogromu na innowiercach, rozmiar ludobójczej katolickiej rzezi takiej jak pomiędzy Hutu i Tutsi w Afryce, gdzie w latach 90-tych XX wieku za sprawą takich Bestii zginęło ponad 1, 5 miliona ludzi. To jest wymiar pijanego nierządu i wszeteczeństwa do którego w swym duchu może zmierzać każda Bestia o wibracji (666). Wielkie Miasto jako Nierządnica czy Wszetecznica Apokalipsy może być sumą wszystkich złych inkarnacji (666) jakie żyją na Ziemi, a trzeba dodać, że kobiece wcielenie Wielkiej Nierządnicy zostaje wpierw pożarte przez zwierzęcą Bestię, która dopiero po tym zostanie wrzucona do Jeziora Ognia i Siarki. Można odnieść mocne wrażenie, że Złe Duchy mocno wykorzystują siostrę Pawlik, jednak w dywagacje o sukubach i inkubach oraz podobnych zjawiskach nie będziemy się wdawali. Lepiej pamiętać, że każda instytucja w której działa osobonazwa Pawlik, dość szybko ulegnie spaczeniu i wykolejeniu przez jej diaboliczną wibrację (666), która jest czymś takim jak tuba propagandowa Diabła, radiostacja Piekieł na której falach nadaje Czarna Loża Diabła czyli Szatański Episkopat Belzebuba, Lecherego, Rokity, Boruty, Asmodeusza, Belfegora, Mefistofelesa i podobnych znanych Archetypów. Rzecz ta odnosi się do wszystkich osób o wibracji (666) w Nous swojej osobonazwy, a czasem i w Nous miejsca zamieszkania.

    Słowa ukryte w osobonazwie, takie jak „Paw” w nazwisku „Pawlik” niewiele już wnoszą do obrazu całości, choć podkreślają zdolność do strojenia się w piórka pychy i dumy, przyciągania innych swą pedagogiczno-krytykancką elokwencją. Duma jest cechą Asurów, bardzo złych, acz subtelnie działających piekielnych Duchów, które udają Anioła Światłości, czego symbolem w Biblii jest sam Lucyfer, Arcyksiążę fałszywego światła, kłamliwej wiedzy i ideologicznego omamienia czy zaślepienia. Jeśli Pawlik pozuje na Anioła Światłości, który chciał nawracać i oświecać Indie, to hindusi słusznie tę Lucyferzycę precz przepędzili uważając za obłąkaną i szkodliwą społecznie! Wibracje jej Złego Ducha dobitnie i wystarczająco świadczą przeciwko wszelakim jej Złym i szkodliwym wymysłom. Stąd trzeba uznać osobonazwę Pawlik za wcielenie Zła o faszystowskim stopniu szkodliwości i nie pozwolić, aby to Zło opętywało ludzkie umysły.

    Szczególnie DZIECI i MŁODZIEŻ trzeba przestrzegać przed ideologiczną zarazą sianą przez osobonazwę PAWLIK Zofia Michaela i jej omamione czy opętane klony a raczej zombi bezmyślnie powtarzające czy publikujące chore idee mające na celu jedynie zwalczanie Dobra, Prawdy i Światła Boga. Jeśli Lucyfer jest szefem propagandy w katolickim opisie Piekieł, czyli Gőbbelsem Wielkiej Czarnej Loży, to Zofia Pawlik świetnie sobie radzi jako jego ziemska rzeczniczka opętująca sporą liczbę ludzi. Jej zdolności do mistrzowskiego wypełniania diabelskiej roli w planie Zatracenia Ludzkości mogą być przez Szatana, Cesarza Piekieł w każdej chwili wzmocnione! Tych, co nie wierzą w Piekło i Diabły katolickiej teologii, musimy tu przeprosić za cytowane obrazy, ale działalność katolickiej aktywistki Pawlik musimy rozważać w oparciu o wyznawaną przez osobonazwę teologię na podłożu której cały obraz tej konkretnej, wcielonej od poczęcia Bestii został ukształtowany i li tylko z tego względu to czynimy. Racjonalnie nie można oderwać człowieka od ideologii którą wyznaje i uważamy, że katolik Zły idzie do katolickich piekieł, a zły buddysta do jak najbardziej buddyjskiej sfery głodnych duchów czyli Pretów! A katolickie Piekło dla Bestii (666) to ostatecznie Jezioro Gorejące Ogniem i Siarką jak to w Biblii katolickiej ujmująco i straszliwie opisano, gdzie Zła, totalnie zdegradowana dusza katoliczki Pawlik ulegnie Zatraceniu, co jest jedną z Tajemnic Mistycznych katolickiej Wiary! Pozostaje się tylko gorąco i żarliwie modlić, każdy w swej wierze lub szczerze pragnąć czy wizualizować (dla ateistów) aby Pawlik „Michaela” jak najszybciej przez Jezioro Gorejące Ogniem i Siarką pochłonięta była i więcej już nie miała jak sie wcielić z powodu przejścia w stan Niebytu!

    Niewątpliwie, trzeba ogromnej pracy światowych Sił Zła, aby Bestia (666) miała w cieniu Soma (liczba spółgłosek) dodatkowo wibrację (17) wzmacniającą siłę przejawienia piekielnych aspiracji poprzez ciało i życie. Niewątpliwie siły zła musiały natrudzić się, aby takie nazwisko miało sprzeczność pomiędzy Soma a Psyche, podwójne związanie graniczące z chorobą psychiczną na bazie zakłamania samej siebie. Takie sploty okoliczności trudno rozwikłać i mogą dawać jeszcze znać o sobie nawet kilka lat po totalnej zmianie nazwiska na jakieś lepsze duchowo. Wiedza mistyczno-duchowa jak i gematria, psychologia matematyczna są nieocenioną pomocą w dziedzinie identyfikowania światowych wcieleń Sił Zła, Diabłów, Diablic i całej ich Czarnej Loży Mroku! Kościół katolicki jest od wewnątrz niszczony przez takie czorcie Bestie w ludzkich ciałach jak Pawlik Zofia Michaela, dlatego rozsądniej byłoby, gdyby Hierarchia Kościoła pozbywała się ze swego poletka takich chwastów, wyplewiając je i wrzucając w Ogień Wieczny, bo Pawlik to chwast albo wrzód nowotworowy na żywej tkance Kościoła.

    Przez takich oszołomów inkwizytorskich Kościół traci wiernych, a skutkiem tego jest fakt, że Dziesięć Przykazań w całości, zna zaledwie 18% ludności polskojęzycznej. Nie ma kto uczyć religii bo Diablice i Diabły wcielone używają swych talentów na rozsiewanie zarazy ideologicznej, sadzenie chwastów, generowanie raka na zdrowych dotąd umysłach prostych i naiwnych ludzi, którzy dawają się nabrać na kretyńskie bełkoty inkwizytorów, którzy na sztandarze swego imienia mają (666) wpisane jako znak Zatracenia w Jeziorze Ognia i Siarki na wieki wieków Amen!

    Bogu niech będą dzięki za mistyczną wiedzę Numerologii Stosowanej, która w porę ostrzega ludzkość przed zagrożeniem ze strony Szatańskiego Wcielenia Złego Ducha w osobie Pawlik!

    Mag Athenor

  • Ofiary księży pedofilów wspominają molestowanie i policyjny terror w Polsce

    Ofiary księży pedofilów wspominają molestowanie i policyjny terror w Polsce

    Uwaga! Materiał relacji jest drastyczny! Tylko dla dorosłych i molestowanych dzieci!

    Ofiary Księży Pedofilów i Zakonnic Pedofilek mówią o prześladowaniach w Polsce dokonywanych przez katolicką policję polityczną CBŚ oraz bezpiekę ABW na usługach papiestwa. Ofiary nie mogą podawać publicznie nazwisk księży czy zakonnic, bo sprawy im się przedawniły, czasem już nie żyją albo ofiara księdza pedofila byłaby prześladowana przez swojego księdza gwałciciela i policję na usługach pedofilskiej czarnej mafii watykańskiej, a ściślej od 1978 do 2005 na usługach pedofilskiej mafii wojtyłowej. W Niemczech w lutym 2010 zaledwie kilkaset osób upomniało się o odszkodowania od pedofilskiej sekty katolików za molestowanie i gwałcenie w dzieciństwie. Jan Paweł II dostał 17 tysięcy skarg na moletowanie przez księży w czasie swego pontyfikatu. Nie zareagował, kazał jedynie zastraszać ofiary i zmuszać je do milczenia. W Polsce tą samą metodą Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti jest zastraszane i oczerniane przez pedofilów i pedofilki z największej pedofilskiej mafii świata jaką na całym świecie w świetle już ujawnionych skandali jest tzw. duchowieństwo katolickie. W USA i Irlandii ujawniło się kilkadziesiąt tysięcy ofiar molestowanych w dzieciństwie przez dotąd nietykalnych księży zboczeńców seksualnych. W samej Irlandii przesłuchano ponad 30 tysięcy ofiar wykorzystanych seksualnie i gwałconych przez księży, mnichów lub zakonnice. Irlandia to tyle ludności co w Polsce ma jedno województwo śląskie, zatem ile więcej ofiar jest w Polsce…

    Wszystkie cytowane wypowiedzi, to fragmenty książki wydanej na potrzeby Antypedofilskiego Bractwa Himawanti w nakładzie 30 tysięcy egzemplarzy…

    Ofiary kościelnych pedofilów mówią:

    1. W dzieciństwie byłam molestowana seksualnie przez dwie katolickie zakonnice, które chciały ze mnie zrobić lesbijkę. Miałam wtedy 8-10 lat, zaczęło się w czasie przygotowań do katolickiej komunii. Bardzo źle to wspominam, nie chcę tego pamiętać, co musiałam im na rozkaz robić. To był mój pierwszy seks, z tymi zakonnicami, w tym wieku. Chciałabym zapomnieć i nigdy więcej o tym nie musieć pamiętać. To był straszny horror. Powinno się zakazać istnienia zakonnic katolickich. Za to, że chodziłam na jogiczne terapie dla ofiar pedofilów i pedofilek do Mohana Ryszarda Matuszewskiego nachodziła mnie policja państwowa CBŚ, skradziono mi komputer, oskarżano, że mam nielegalne oprogramowanie, chociaż miałam legalne programy należące do uczelni na których naukowcy pracować muszą. Na polecenie katolickiej policji politycznej ABW, zostałam zwolniona z pracy w Instytucie Morskim w Gdyni. Wszystko bezczelne, nielegalne i pedofilsko-katolickie! Taki brutalny jest katolicki reżim pedofilistów z Opus Dei, rządzący Polską! Dostałam niesłuszny wyrok od katolickiego gestapo nawet za zbieranie podpisów przeciwko nielegalnemu więzieniu pana Mohana Ryszarda Matuszewskiego, więzieniu przez pedofilską mafię z Bydgoszczy, Częstochowy i Warszawy!

    — dr Hanna Szpilewska – Gdynia, Gdańsk

    2. W 2002 roku jesienią wielokrotnie napastowali mnie policyjni pedofile na usługach pedofilskiej mafii z Dworca Centralnego w Warszawie i jej pedofilskiej prokuratury okręgowej. Pomagałam ofiarom gwałconym przez księży pedofilów prowadząc terapie duchowe i uzdrawianie w Brzegu, gdzie mieszkam, a także we Wrocławiu. Pracując jako rewident księgowy, wiem, że tysiące ludzi w Polsce ma takie problemy, choć nie tylko z księżmi czy zakonnicami. Biznesmeni poważnych firm w których realizowałam zlecenia rozmawiali ze mną i prosili o porady, gdyż wiedzieli, że prowadzę terapie ofiar pedofilów. Używałam metod jogi, relaksu i medytacji. Policja z CBŚ straszyła mnie egzekucją za pomaganie panu Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu. Grożono mi utratą pracy, ośmieszeniem z kościelnej ambony, a gdy to nie poskutkowało, policjanci wyjęli pistolety i mierzyli we mnie. Mówili że mnie zastrzelą za przynależność do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti. Zdecydowałam się wyjechać z pedofilsko-katolickiej Polski do Singapuru, do mojego syna. Akurat przydałam się jako babcia. Teraz mieszkam w Singapurze i nie boję się już katolickiej policji politycznej, kościelnego gestapo III RP zwanej obrazoburczo “Wolną Polską”. Okazjonalnie przyjeżdżam do Polski, Niemiec i Irlandii prowadzić terapie dla licznych ofiar księży pedofilów”

    — mgr Eugenia Pałys – Brzeg, Singapur

    3. W 2002 roku i w 2003 roku kilka razy nachodziła mnie katolicka policja polityczna CBŚ i ABW. Straszono mnie więzieniem i egzekucją za przynależność do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti. Jako molestowana w dzieciństwie przez księdza proboszcza wielokrotnie, przez kilka lat interesowałam się terapiami ofiar pedofilów, ofiarami księży pedofilów. Umiem pomagać ofiarom molestowania przez kler katolicki. Najważniejsze nie bać się kościelnych i ich policyjnych zboczeńców seksualnych, tego zwyrodniałego Opus Dei, które zawłaszcza naszą Polską. Nie boję się ścierwa policyjnego wysługującego się księżom pedofilom. Dalej pomagam ofiarom, ale się z tym nie afiszuję. Policjanci omal by zabili moją schorowaną matkę oraz malutką córeczkę! Do dzisiaj boję się, że jakiś ksiądz albo policjant z CBŚ zgwałci moją córkę!

    — mgr Nina Waśk – Włocławek

    4. W dzieciństwie byłam przez 8 lat, od ósmego do szesnastego roku życia gwałcona przez znanego w Polsce dobrze księdza biskupa i jego kompanów. Rodzina moja w tym pomagała, nie reagowano na moje skargi. W 1987 roku wstąpiłam do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, aby nauczyć się prowadzić terapie dla ofiar księży pedofilów. I też chciałam pomóc sobie. W Polsce zamiast księży i biskupów katolickich karać, to się ich ukrywa, a jak dziecko dorasta, to zbrodnia pedofilskiego zboczeńca zwanego biskupem jest już przedawniona. I jeszcze nie wolno mówić o swoich wspomnieniach z pedofilską kreaturą z katolickiego kościoła, bo to pedofila rzekomo “obraża”. Mam to gdzieś. Po kres życia będę mówić o tym co przeżyłam gwałcona i do stosunków z biskupem katolickim zmuszana przez popapraną rodzinę. Po kres życia będę pomagać gwałconym przez księży. Wielokrotnie byłam napastowana przez pedofilską policję polityczną katolickiego gestapo z Zabrza i Katowic! Napadali mnie kościelni bandyci pracujący w policji. Napadli mnie i pobili Dariusz Pietrek oraz Marcin Pietraszewski – dwaj śląscy pedofile, a policjanci im pomagali. Byłam ciągana po pedofilsko-katolickich sądach w Katowicach, gdzie się tylko interesy pedofilskiej mafii biskupiej ochrania. A wszystko za to, że ze szlachetnych pobudek zostałam terapeutką ofiar księży pedofilów i instruktorką jogi oraz medytacji.

    — mgr Barbara Latoszek – Zabrze

    5. Byłam nachodzona w Łodzi w moim miejscu zamieszkania, w tym w 2002 i 2003 roku. Policja polityczna z CBŚ wypytywała mnie nielegalnie, naruszając Konstytucję, o wyznanie oraz światopogląd. Policjanci w swym zwyrodnieniu uważali, że mają prawo pytać o to, o co Konstytucja wypytywać i przesłuchiwać zabrania. Polska to reżim katolicki, inkwizycja kwitnie. Nawet moja dieta ich interesowała. Mamrotali coś, że mnie zamkną w kryminale, jak będę występować w obronie pana Ryszarda Matuszewskiego. Po prostu działam w obronie praw człowieka. Pomagam też prowadząc terapie dla ofiar pedofilii i przemocy domowej w Łodzi.

    — mgr Elżbieta Kolanowska – Łódź

    6. Kilkakrotnie nachodziła mnie katolicka policja polityczna III RP. Za to, że jestem uzdrowicielem i terapeutą. Pomagam ofiarom przemocy domowej, pomagam, leczę duchowo, jestem bioterapeutą, a osoby używane seksualnie przez księży po bioterapii czują się dużo lepiej i zdrowieją. Napastowali mnie policjanci, żądali ode mnie podpisania lojalki, że nie będę nic mówił publicznie o księżach pedofilach w Polsce. Rocznie przyjmuję tysiąc osób na terapie. Trudno jest nie mówić. Mam gdzieś tych kościelnych popaprańców z katolickiej policji politycznej. Zawsze będę się douczał u Mohana, jak tylko czas pozwoli. Straszono mnie, że stracę majątek, że wyleją mnie z roboty. Mam ich gdzieś tych policyjnych tłuków wysłanych przez jakiegoś plebana pewnie papieskiego pedofila. Zapomnieli, że pracuję na swoim. Ale kontrolę skarbową nasłali. I nic, tylko się urzędniczka wygadała, że to CBŚ zlecił. Takie pedofile tam pracują!

    — mgr Eugeniusz Kaczmarek – Police

    7. Byłam molestowana przez księdza proboszcza w dzieciństwie. Boję się o tym mówić. Zmuszano mnie też do niechcianych stosunków w rodzinie, przez krewnych katolickich. Zastraszała mnie policja polityczna CBŚ jesienią 2002 roku. Policjanci straszyli mnie, że wyrzucą z pracy, pozbawią tytułu magistra, że mogą mnie nawet dzieci pozbawić. Policjanci zażądali, abym wycofała się z działalności w Antypedofilskim Bractwie Zakonnym Himawanti. Nachodzili mnie pedofilscy gangsterzy, którzy fikcyjnie oskarżali pana Ryszarda Matuszewskiego: Tadeusz Mynarski i Jadwiga Gierczyńska. Oferowali nawet zyski z handlu pedofilską pornografią. Mówili, że mają zielone światło od CBŚ i Prymasa na uwięzienie Mohana Matuszewskiego. Jakoś się ich nie bałam, chociaż bałam się o dzieci, gdyby policja polityczna, polskie gestapo CBŚ odebrało mi dzieci. A tak się ci zboczeńcy kościelni z policji odgrażali.

    — dr Hanna Zgryźniak – Opole

    8. Dobierał się do mnie ksiądz w dzieciństwie. To było straszne. Do dzisiaj jak się przypomni jest to horror. Na widok krzyża czy kościoła katolickiego miewam torsje. Za uczenie się za terapeutę w Antypedofilskim Bractwie Zakonnym Himawanti, nachodzili mnie policyjni kryminaliści. Za to co mnie straszyli, powinni ci policjanci z CBŚ siedzieć w kryminale dożywocie. Dla mnie to hołota, poniżej pasa. Powinno się wywalić na bruk wszystkich pedofilów, którzy wydawali wyroki przeciwko Antypedofilskiemu Bractwu Himawanti. W 2002 roku w czasie nalotów CBŚ, bałem się, że zabiją mi dzieci lub zgwałcą żonę i córeczki. Takie wstrętne typy nachodziły mój dom.

    — mgr Lech Bem – Częstochowa

    9. Już jesienią 1996 pierwszy raz nachodzili mnie policjanci na zlecenie księży. Inwigilowano mnie za przynależność do Międzynarodowego Zakonu Sufi Pir Vilayat Inayat Khan, a także na konto znajomości z Mohanem Ryszardem Matuszewskim i związków z Antypedofilskim Bractwem Zakonnym Himawanti. Nachodzono mnie bezczelnie we wrześniu 2002, mnie i moich rodziców straszono. Pozbawiono mnie chłopaka, który będąc świadkiem najścia mnie zostawił. Dlatego nienawidzę katolickich świń policyjnych. Jakiś czas na widok tego policyjnego ścierwa miałam ochotę jakiegoś “psa” zakatrupić, za moją MIŁOŚÄ† zniszczoną przez te katolickie świnie z policji politycznej. I tak jest mi trudno z kimś być, bo musi to być ktoś kto rozumie problemy osób molestowanych seksualnie w dzieciństwie. Ale kretyni z policji grozili bronią, że nas wystrzelają i mój były się przestraszył. Miałam być “starta w pył” razem z całym Himawanti. Wedle debilów katolickich z kościelnej w Polsce policji politycznej. Mieli legitymacje CBŚ. Byli jeszcze w 2003 i w 2005 roku. Może trzeba by policjantów kastrować, żeby księży pedofilów tak odważnie i bandycko nie bronili więcej.

    — mgr Anna Milewska “Sita” – Toruń

    10. Byłem kilkakrotnie gwałcony przez księży i biskupa katolickiego w dzieciństwie. Okolice Częstochowy to ostoja pedofilii parafialnej czy na zakrystiach. Chyba nie ma księdza co by nie robił tego z ministrantami i innymi dziećmi. Powody napadów policyjnych są zatem wiadome. My ofiary księży pedofilów chyba nie będziemy mieć spokoju w Polsce. Mówienie ludziom, żeby chronili dzieci przed księżami to ciężki chleb. Policja polityczna katolickiego gestapo III Rzeczpospolitej Polskiej Prymasa Glempa, Karola Wojtyły, Kwaśniewskiego i Buzka nachodziła mnie wielokrotnie, dostawałem wezwania, także moja rodzina. Trudno było sobie z tym poradzić od 1996 roku, ciągle zresztą przychodzą, nachodzą, po sąsiadach łażą i syf robią wokół mnie, mojej rodziny, pracy i Antypedofilskiego Bractwa. Nawet do szkoły karate w której ćwiczę poszli policjanci katolickiego gestapo i mnie tam znieważali, że w sekcie jestem. O działalności w ruchu antypedofilskim i terapii ofiar gwałconych w dzieciństwie przez księży pedofilów sprytne policyjne gnojki nie wspomniały. Za to z jogi i medytacji robili sektę! Takie katolickie gnojki, pewnie z sekty Opus Dei zawsze złodziejskiej i zawsze pedofilskiej przez papieża ręcznie sterowanej.

    — mgr Maciej Marczak – Częstochowa

    11. Byłem inwigilowany już w 1996 roku, w 1999, w 2003 i nachodzili mnie policjanci w 2006 roku. Zawsze wypytywali o wyznanie i przynależność do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti. Nachodzili mnie “kryminalni” lub “CBŚ”. Żona dostawała histerii na kilka tygodni i musiała brać leki uspokajające. Grozili, że jak będę uczestniczył w zajęciach u Mohana Ryszarda Matuszewskiego, to mnie zamkną na dożywocie w kryminale. Tacy jacyś – głupi jak na policjantów byli. Spytałem ich w 2003 roku od razu jak weszli mi do domu czy są “przydupasami ruchanymi w dupę przez Prymasa czy przez Papieża” – to ich zatkało, aż zaniemówili. Część przez lata to ci sami funkcjonariusze, czyli te same “osiołki” czy tam “kundelki”, z dawnej wyznaniówki od prześladowania mniejszości religijnych. Ci policjanci są chamscy, bo się bez nakazu ładują do mieszkania, a im nie wolno nikogo nachodzić i bez mojej zgody wchodzić do mojego mieszkania. Rozchorowałem się na kilka miesięcy przez tych kościelnych przydupasów prymasowskich. Ale Mohan Ryszard Matuszewski dał mi zioła i zrobił kilka sesji uzdrawiania, tak, że się znacznie polepszyło i jakoś żyję. I pomyśleć, że wszystko przez to, że z całego serca zaangażowałem się w prowadzenie terapii dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilów, bo sam z tym miałem w młodości do czynienia.

    — mgr Antoni Cichoński – Bielsko-Biała

    12. W dzieciństwie i młodości byłam w niechcianym związku seksualnym z jednym paulinem z Jasnej Góry. Byłam tak zwaną rozrywką dla mnicha z Jasnej Góry. Oni to bardzo lubią. Pewnie dlatego, że chodziłam na terapie dla ofiar księży, gwałtu i przemocy do Mohana Ryszarda Matuszewskiego, nachodzą mnie działaczki parafialnej Opus Dei oraz policjanci z “Trójkąta” w Częstochowie. Zastraszano mnie w 1996 roku, w 1997 roku, wzywano mnie w sprawie wieszanych przez mnie plakatów w obronie Mohana Ryszarda Matuszewskiego, także w latach 1999-2001. Powiedziałam “mendom”, że całą prokuraturę i sąd zakleję ulotkami, nawet jak mandat za to zapłacę i mam w dupie policję katolickiego gestapo. I won mi z domu kościelne zboczeńce! Raz się wynieśli, ale przyłaziły mendy znowu i groziły, że im rzekomo ubliżam. A oni mi od sekty ubliżali, katolickie, policyjne świnie bez kultury!

    — mgr Anna Rychlewska – Częstochowa

    13. Ja pracuję w szkole, to aż dziw, że na zlecenie mafii kościelno-opusdeistycznej z CBŚ czy ABW, jeszcze mnie z pracy nie wyrzucono. Nachodzono mnie i w pracy i w domu. Te same głupawe jasnogórskie ryje z komendy na “Trójkącie”, co napastowały mojego męża. Za młodu molestowała mnie najpierw zakonnica, a potem ksiądz. Nie mam ochoty przywoływać wspomnień, bo wyląduję u psychiatry. Księży powinno się kastrować, zakonnice też, niech żyją jak aniołki. Katolicyzmu zakazać raz na zawsze! Dość gwałcenia dzieci przez katolickich duchownych! Psy się odczepiły, jak za nachodzenie napisałam kilka skarg do wyższych instancji sądowych, że mnie policjanci z pedofilskiej mafii nachodzą i molestują seksualnie!

    — mgr Ilona Osińska-Marczak – Częstochowa

    14. Mnie molestował ksiądz na wsi pod Tarnowem, gdzie się wychowywałem. Potem się okazało, że miałem wujka pedała, co mnie moletował jak miałem 12-13 lat razem ze swoim kolegą, którym był ksiądz. Dlatego wstąpiłem do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, aby wyuczyć się jako TERAPETA ofiar księży pedofilów. Przyjmuję kilkuset pacjentów rocznie z takimi problemami, głównie z okolic Częstochowy i ze stron rodzinnych gdzie bywam. Policjanci odwiedzili wszystkich sąsiadów i przepytywali ich o mnie, ale część sąsiadów wie czym się zajmuję. Jeden sąsiad zapytał policjantów, co się tak o mnie dopytują, czy lubią seks z dziećmi i się boją, że “pan wicio” ich zdemaskuje. To się wnerwili i chcieli bić sąsiada, ale się zrobiło zbiegowisko na korytarzu i psich debilów z katolickiej policji politycznej z gestapo CBŚ, tak zwana opinia publiczna pogoniła. Zwykła policyjna hołota wysługująca się pedofilskim klechom, obrzydliwość! Policyjni bandyci byli u mnie w 1996 i w 1997 roku, potem w latach 1999-2001, chcieli mnie zamknąć za obklejanie pedofilskiego sądu w Częstochowie, co bezprawnie więził Mohana na zlecenie przeora pedofila Izydora M. z Jasnej Góry! I tak się ten reżim kościelny szarogęsi w Polsce. Trzeba ten syf katolicki wysłać do Watykanu albo na Księżyc. Na moje, to papież Karol Wojtyła jest winny wszystkich zbrodni pedofilii wśród księży, zakonnic i kleru.

    — mgr Witold Boguszewski – Częstochowa

    15. „Byłem w katolickim Seminarium Duchownym, uczyłem się na księdza. Zrezygnowałem z powodu wspólnej Tajemnicy Wiary. Jest to sodomia czyli wzajemne współżycie seksualne doodbytnicze i oczywiście obciąganie “fujar”, tak swoim przełożonym jak i kolegom ze starszych roczników. Kto nie jest pedałem, nie może być księdzem bo nie zaliczy żadnego egzaminu w katolickim Seminarium Duchownym. Taka jest katolicka, seminaryjna Tajemnica Wiary. To był potworny szok. Do dziś nie umiem sobie z tym poradzić. Chodziłem przez lata do Mohana Ryszarda Matuszewskiego na zajęcia terapeutyczne. Uczyłem się jako naturoterapeuta w Antypedofilskim Bractwie Zakonnym Himawanti. Mam wrażenie, że wszyscy co poszukują duchowych terapii byli molestowani lub gwałceni przez katolickich księży lub zakonnice. Większość ludzi z czasem o tym mówi w grupach terapeutycznych, ale czasem 5 lat trzeba, aż ten ból z siebie wyduszą. Niektórzy księża mają konkubiny i kochanki, żeby uniknąć konieczności pedalskiej kopulacji doodbytniczej z kolegami po fachu. Takie mam podłe te wspomnienia. Ale dopiero mieszkając w Sydney w Australii, daleko od pedofilią śmierdzącej katolickiej Polski, mogę tak otwarcie o tym mówić. Policja nachodziła mnie w 1996 roku, potem po prostu uciekłem z tej papieżem skundlonej Polski.”

    — mgr Marek Dannenberg (Cieślak) – Bydgoszcz, Warszawa, Sydney

    16. Na zajęcia dla ofiar księży pedofilów u Mohana Ryszarda Matuszewskiego trafiłem około roku 1989. Z jakie powodu chyba jest jasne. Nazwa Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti mówi samo za siebie. Przyszedłem po prostu na terapie energetyczne i duchowe dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek, jak w ulotkach było napisane. A metody jogoterapii i leczniczych medytacji oraz uzdrawianie ludzkiej psychiki do dzisiaj mnie żywo interesują. Policja polityczna faszystowsko-katolickiego gestapo nachodziła mnie w 1996 roku, w latach 1999-2001 kilkanaście razy, potem znowu w 2002 roku. W końcu powiedziałem i napisałem tym policyjnym świniom na łańcuchu Prymasa i Papieża, że od dawna nie jestem w Bractwie Himawanti i że nie utrzymuję z Mohanem żadnych kontaktów. Wtedy namawiali mnie do fałszywego oskarżania Mohana, co jak zrozumiałem wszystkie oskarżenia są fikcyjne i wyssane z pedofilskiej dupy papieża i jego przydupasów policyjnych, takich jak pederasta i pedofil Tadeusz Mynarski ks. “Abram Dillani”, którego poznałem jako alkoholika i homoseksualistę z upodobaniem do małych chłopców. I to tyle o policyjnych nagonkach na Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti. Mam spokój, bo udałem, że dawno mnie z Bractwem nic nie łączy. Lepiej pedofilskie świnie prokuratorskie i sądowe obklejać anonimowo plakatami i rozsyłać im anonimowe paczki z gównem niż w katolicką pedofilią śmierdzącej Polsce uczciwie i jawnie bronić człowieka takiego jak Mohan w słusznej sprawie!

    —mgr Dariusz Witkowski – Stargard Szczeciński, Szczecin

    17. Mnie już w dzieciństwie jak miałem sześć latek, ksiądz zrobił krzywdę. Jaką? No wiadomo jacy są księdza i co ich interesuje. Wszyscy to wiedzą, że każdy ksiądz to seksualny zboczeniec, ale nikt w tym obłudnym państewku nie raczy o tym mówić głośno. A katolicka policja polityczna kilkakrotnie mnie nachodziła w domu i pracy próbując zrobić ze mnie groźną sektę. Tyle, że pracuję u wielbicieli Sathya Sai Baba i policjanci jak śmieci, zostali wyśmiani i szef z pracy pogonił im kota i jeszcze procesem sądowym w Strasbourgu zagroził. Miałem wtedy dobrego szefa w pracy. Kilka innych osób w Stargardzie Szczecińskim było nachodzonych, także moi sąsiedzi, akurat Jehowi, to też głupich, obłąkanych katolicką kiłą wojtyłową policjantów pogonili. Od teraz śpiewam sobie przy goleniu piosenkę: “Wojtylizm to syfilizm, każdy człowieka o tym wie”. Myślę, że te wszystkie napady z okazji przyjazdów zboczka z Watykanu organizował sam Zboczek czyli Karol Wojtyła. Dla mnie cały katolicyzm to zboczenie, skoro nikt księdzu kutasa siekierą nie odrąbał, a cała parafia wiedziała, że ksiądz rucha dzieci i dokładnie kogo. Wszystkich tych zboczonych katolików powinno się kastrować bez sądu!

    — mgr Szczepan Zając – Stargard Szczeciński

    18. Byłam regularnie gwałcona przez księży katolickich, przez proboszcza parafii i jego wikarego w dzieciństwie. Gdy miałam 8 latek już pierwszy raz ksiądz mnie zaliczył. Dziś to biskup, a tamte zbrodnie ma przedawnione. I jak tu o tym mówić? Zetknęłam się także z pedofilską mafią Gierczyńskich i Mynarskich. Obrzydliwe zboczki kręcące filmy z dziecięcą pornografią. Moje dwie siostry także były wykorzystywane seksualnie przez księży. Nie cierpię pedofilskich policjantów ani dziennikarskich świnek pedofilią cuchnących. Znieważali mnie epitetem sekciara. Spytałam takich ile dzieci gwałcą tygodniowo. I głupi zboczek z napisem TVN odpowiedział mi siedmioro. Powiedziałam to spadaj zboku, bo ci urżnę kutasa. Chwyciłam za nóż kuchenny i uciekł z progu mojego domu, gdzie mam ośrodek terapeutyczny dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Mnie molestowali księża, ale do mnie na terapie przychodzi dużo kobiet, molestowanych, gwałconych przez zakonnice. I dużo kobiet, co za młodu były gwałcone przez własnych ojców, dobrych i zasłużonych katolików oraz przez matki katoliczki. Kazirodztwo i pedofilia. Dwa w jednym. No trzy, bo jeszcze katolicyzm. I tacy to potem plują na Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti, że niby o kościele i księżach źle mówić nie wolno. A sami molestują i gwałcą własne córki oraz wnuczki, a nawet prawnuczki. Taki jest kościół i jego dewianty.

    — mgr Bożena Kasprzycka – Częstochowa

    19. Pracuję jako uzdrowicielka, wróżka, astrolog i jasnowidz. Jako, że dawałam ogłoszenia na stronach Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti o swoich usługach, byłam nachodzona przez policyjnych tajniaków z wiadomych służb oraz przez CBŚ. Wypytywano mnie i sąsiadów o moją działalność. To bezczelna inkwizycyjna, zbrodnicza nagonka robiona przez parafialne męty na co dzień pijane winem mszalnym. Pogoniłam tę hołotę policyjną tego katolickiego państwa wyznaniowego. Polska to powinna mieć w nazwie “Wasal Watykańskiego Reżimu”, a nie Rzeczpospolita. Brzydzę się kościelnymi sługusami z policji i tajnych służb, co mnie nachodzili. Tym bardziej pisałam protesty i skargi przeciwko bezprawnemu więzieniu Mohana Ryszarda Matuszewskiego przez pedofilską mafię z Bydgoszczy, Częstochowy i Warszawy. Policja nachodziła mnie bezprawnie w 2002 i 2003 roku! I kilkanaście razy przychodzili tajniacy, niby pogadać o życiu.

    — mgr Lidia Ziajska – Katowice

    20. Mnie gwałciły zakonnice jak chodziłam do katolickiej szkoły u sióstr zakonnych. Bo zakonnica to siostra w habicie, czyli zboczenica seksualna. Cierpię z tego powodu do dzisiaj, bardzo trudno znoszę nawet najlepsze terapie. Nie mogę o tym zapomnieć. Trzeba mówić o klasztornych dziwkach lesbijsko-pedofilskich, mówić wszystkim dzieciom, aby klasztory i klasztorne szkoły u sióstr katolickich były raz na zawsze zlikwidowane! Na całym świecie trzeba likwidować to moralne zło. Pomagałam ofiarom gwałconym przez zakonnice w Polsce, ale teraz pracuję w Irlandii, bo tam bardziej jawnie i lepiej można pomagać ofiarom zboczonej papieskiej sekty katolików, która zabrania mówienia o tym co się dzieje z dziećmi w katolickich rodzinach czy w katolickich szkołach. Jeśli ktoś oddaje dzieci do katolickiej szkoły, oddaje je na molestowanie i używkę seksualną dla zboczonych sióstr, mnichów i księży! Policja polityczna katolickiego gestapo zwanego CBŚ, nachodziła mnie i mojego męża oraz moją matkę i sąsiadów. Wypytywała o przynależność do sekty! Sąsiedzi pytali policjantów czy mają “kukunamuniu” czy im “szajba bije i z nudów najścia esbeckie robią”. Moja matka powiedziała im krótko “wynocha papieskie debile, idźta biskupów zamykać za machlojki i wyłudzenia”. Chyba psy kościelne, papiesko-gestapowskie nie miały ze mną łatwo. A do Irlandii wyjechałam, bo tam państwo już płaci za terapię ofiar ruchanych przez zakonnice czy księży. Wrócę do Polski, jak w Polsce będzie refundacja dla ofiar Papieża Polaka i jego przybocznych.

    — mgr Krystyna Luzar – Kraków

    21. Terapiami naturalnymi jak bioenergetyka, reiki, medycyna chińska czy ajurweda zajęłam się z powodu traumy po incydentach z pedofilskim molestowaniem mnie w dzieciństwie. Nie chcę o tym w zasadzie mówić, bo po 5 latach terapii zasklepiłam moje rany i nie mam chęci aby je rozgrzebywać. To co ksiądz potrafi zrobić dziecku można albo zapomnieć, albo się powiesić lub zaćpać na śmierć. Jestem poważną biznesłumen i nie mogę sobie pozwolić na rozsypywanie się na widok habitu jakiegoś kolejnego zboczeńca. Miałam wiele problemów w związku, byłam na terapii trwającej dwa lata, ale chodziłam, jeździłam na sesje terapeutyczne dla ofiar pedofilów w sutannach przez lat pięć. Terapia dwa lata była dla mnie i wielu innych osób zbyt krótka. Najazdy policyjnych mend wyzywających mnie od sekciary przy sąsiadach i w miejscu pracy uzmysłowiły mi, że taka grupa terapeutyczna może wyglądać jak sekta albo tajna komórka powstańcza. Bo wszyscy patrzą na siebie, spotykają się, ale nikt nie chce się nawet pierwszy zapytać portiera czy są zajęcia, bo portier w jakimś klubie czy ośrodku zapyta “jakie zajęcia”. A to bardzo źle przez gardło przechodzi, że dla “ofiar księży pedofilów” czy w ogóle dla ofiar pedofilów. Strasznie się wtedy czułam, w takich sytuacjach, a policyjne świnie z chlewa, w te drażliwe tematy wchodziły brutalnie ze swoim hitlerowsko-katolickim pytaniem: “Do jakiej sekty pani należy.” To im palnęłam, że “do sekty pedofila Karola Wojtyły, ksywa Jan Paweł II”. Bezczelny i chamski policyjny gnój, zapytał: “A papież też panią gwałcił?” Ręce opadają. Oni dobrze wiedzą w katolickiej policji politycznej, z jaką organizacją mają do czynienia i że rozmawiają z ofiarami księży pedofilów. Tylko mają za zadanie zdusić ruch przypominający się o swoje prawa, zdusić w esbecko-katolicki sposób, gestapowskimi metodami wojtylizmu!

    — mgr Ewa Maciejewska – Poznań

    22. Byłam w dzieciństwie molestowana przez zakonnice. Było to obrzydliwe, myłam się długo nawet po tym, jak przechodziłam obok Kościoła czy klasztoru z zakonnicami. Do dziś na widok zakonnic mam mdłości i migrenę, ale po 2 latach terapii u Lalita Mohana Ryszarda Matuszewskiego poczułam się znacznie lepiej i jakoś uporządkowałam swoje życie. Z mężem i dziećmi po trwających aż do 2005 roku policyjnych napadach katolickiego gestapo nazywanego policją państwową wyjechaliśmy do Wielkiej Brytanii i nie chcemy mieć z pedofilską Polską Maryjną nic więcej wspólnego. Zanim wyjechaliśmy, potłukliśmy trochę przydrożnych maryjnych figurek i krzyży z Jezusem, jako symboli pedofilii katolickiej, w całej Polsce w wielu różnych miejscach. Jakoś trzeba dzieciństwo i policyjne napady na moją rodzinę odreagować! W Anglii z mężem dalej uczestniczymy w rozmaitych terapiach, głównie z tego samego powodu, chociaż mąż ucierpiał z tego powodu bardziej chyba niż ja, albo kobieta jest bardziej odporna na takie przejścia z pedofilią zakonnic. To w sumie i pedofilia i lesbijstwo było ze strony zakonnic. Obrzydliwość tej ziemi chodzi w habitach zakonnic. Od razu mnie mdli i rzygać się chce, że takie draństwo robi się dzieciom, małym dziewczynkom, wszędzie tam, gdzie zakonnice mają dostęp do dzieci.

    — mgr Renata Zając – Sieradz, London

    23. Molestowana byłam nie tylko ja ale nawet moja mama, dziś ciężko chora. Kościół nie zna umiaru w swojej perfidii i zboczeniu. Policyjni bandyci nachodzili mnie wiele razy, w tym w latach 1996-1997, w latach 1999-2001, a potem od sierpnia 2002 do grudnia 2003 kilka razy i znowu na przełomie 2005/2006. Kolejne najścia wstrętnych i agresywnych katów z katolickiej katowni pod pedofilską Jasną Górą, która próbowała w akcie zemsty za ujawnianie pedofilów zniszczyć tak Mohana Ryszarda Matuszewskiego jak i Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti. W Częstochowie do kilku grup chodziło jednocześnie nawet 200 osób, czyli tyle przynajmniej jest w Częstochowie ofiar molestowanych przez księży, zakonnice, dorosłych ministrantów, mnichów czy organistów i Bóg jeden wie przez kogo jeszcze. Trudno o tym mi mówić, nawet jako terapeutce, a prowadzę zajęcia dla ofiar molestowanych i gwałconych w tym księży pedofilów już od 1990 roku. Jestem terapeutką, pracuję z masażami, uwalnianiem traumy, bioterapią, reiki, ajurwedą, jogą i zaczynałam się uczyć tych rzeczy zanim jeszcze Mohan Ryszard Matuszewski stał się w Częstochowie znany z tych terapii dla osób gwałconych przez kler. Mam nadzieję, że policyjne napady na mój dom i grupy terapeutyczne ustaną, a na Jasnej Górze zamiast klasztoru będzie wielki szpital dla wszystkich ofiar katolickiego terroru w Polsce po 1989 roku. Takich metod jak wobec nas, ofiar pedofilii kościelnej zrzeszonych w Bractwie nawet komunistyczna SB nie stosowała wobec opozycji politycznej!

    — mgr Maria Tabaka – Częstochowa

    24. Mnie i moją żonę w Gdańsku kilkakrotnie napadało CBŚ Gdańskie, straszono nas, grożono nam śmiercią, sądem, więzieniem, utratą pracy, publicznym piętnowaniem w prasie, radio i telewizji. Widziałem jak to robili z Mohanem Ryszardem Matuszewskim. Boję się, ale cóż, najwyżej się weźmie jakiś znieczulacz i się zapomni. Po gwałceniu przez księdza, dziś biskupa, to tylko kolejna mała trauma. W sumie jestem zaprawiony w traumie od piątego roku życia. Ksiądz i jego kumple od ruchania dziatek też mnie i innych kolegów zastraszali. Trzeba im było zrobić dobrze i wtedy był spokój na kilka dni. Zjebane dzieciństwo. Zająłem się psychotroniką, okultyzmem i uzdrawianiem. Nienawidzę katolickiej sekty księży pedofilów, nienawidzę i już, na zawsze nienawidzę ścierwa kościelnego. Ciągali mnie ścierwa po sądach w Gdańsku, za pisanie protestów w obronie Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Obrzydliwe katolickie gestapo cuchnące papieżem. Oby piekło pochłonęło ten syf zwany katolicyzmem. Cóż tu więcej powiedzieć. Może mam film jeszcze zrobić o tym jak ksiądz rucha dzieci? Byłem nawet bity przez policję polityczną katolickiego reżymu zwanego Polską. Tłukli mnie w Gdańsku wieczorem na ulicy, zimą 2006 i krzyczeli że zabiją jak jeszcze raz do Mohana Ryszarda Matuszewskiego na zajęcia pójdę i jak będę głośno o pedofilskim dymaniu dzieci przez księży mówić czy pisać. To może jest mój ostatni występ, jak więcej nie przyjdę na zajęcia do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, to znaczy że kościelna policja polityczna w skatoliczałej Polsce mnie zamordowała.

    — mgr Jarosław Kowalczyk – Gdańsk Pruszcz

    25. Ja i moja rodzina byliśmy za chodzenie na terapię ofiar gwałconych w dzieciństwie przez katolickich księży brutalnie terroryzowana. Tak można nazwać najazdy tych bandytów z CBŚ na nasz dom na podkrakowskiej wsi. Moja siostra uciekła z tej pedofilskiej Polski na stałe, ale ona udzielała się więcej, także jako terapeutka. Pisałam protesty w obronie Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, ale policja polityczna na zlecenie pedofilów zaatakowała z brutalną i bestialską siłą. Napady były w latach 2002-2003 i w latach 2005-2006, to straszne, że papiescy pedofile mają takie wpływy w policji. Miałam nawet sprawę sądową o przynależność do Bractwa, nie wiem ile osób jeszcze miało takie sprawy. Wzywano mnie pod rygorem aresztu z Krakowa aż do Gdańska, oczywiście na mój koszt. To jest okrutne zbójectwo, a wszystkiemu winny jest papież Polak, ukrywający swoich zboczeńców seksualnych w sutannach. Mówię o tym głośno, bo chociaż mnie policja polityczna, katoliccy prokuratorzy z pedofilskiej sekty Opus Dei i sądowa alkoholiczka z Gdańska przestraszyli, to już mi ta trauma przeszła nie boję się powiedzieć, że katolicyzm to zło, pedofilsko-mafijne zło i ideologiczny syfilis robiący porządnym ludziom wodę z mózgu, a po cichu uprawiający pedofilię na plebaniach i terroryzm na małych dzieciach! Bandyci policyjni z CBŚ byli nieuprzejmi, chamscy i po katolicku wulgarni, jak to sługusy pedofilskiej papieskiej inkwizycji. Brzydzę się na równi pedofilskim sądem z Gdańska, który wymierzył mi bezpodstawny wyrok za pisanie protestów w obronie Mohana jak i pedofilskim sądem okręgowym z Warszawy, który trzy lata trzymał Mohana Ryszarda Matuszewskiego w areszcie na zlecenie jakiejś pedofilskiej czy tam kościelnej świni. Na jedno wychodzi. Kościelna to i tak dla mnie na zawsze pedofilska, dzieciojebliwa!

    — mgr Magdalena Chmielewska-Pasierb – Kraków

    26. Brałam udział w terapiach dla ofiar pedofilii u Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Jako ofiara molestowana pospołu przez księdza i mojego ojca, który mnie do tego zmuszał, a mamusia milczała, biła mnie i zakazywała wspominania o tej tragedii. Dlatego, że organizowałam w Jaworznie trening dla ofiar pedofilów już w 1996 roku Mohan Ryszard Matuszewski został napadnięty przez pedofilsko-katolicką policję polityczną z Jasnej Góry. Przebywałam dwa dni w areszcie w Częstochowie, gdzie zostałam zabrana razem z Mohanem z mojego mieszkania w Jaworznie, gdzie na mój dom napadli pedofilscy bandyci z Policji Państwowej i Jasnej Góry. Nienawidzę teraz polskiego papieża śmierdzącego pedofilią i terrorem oraz bandytyzmem Karola Wojtyły czyli zboka Jana Pawła II. Na zlecenie pedofilskiej mafii z Jasnej Góry, jakiegoś ruchającego ministrantów, kleryków i dzieci przeora z Jasnej Góry, cały ten napad pedofilski był zorganizowany. A policyjne ścierwa w czarnych hitlerowskich mundurach katolickiego gestapo obrażały się jak ich pytałam czy są zbokami ruchającymi dzieci i ministrantów. Policyjne ścierwo udawało, że nie wiedzą o co mi chodzi. Jak się pojawiły w nocy plakaty na pedofilskiej prokuraturze, sądzie i pedofilskiej wtedy wojewódzkiej Komendzie Policji w Częstochowie, to im te jaja pedofilsko-jasnogórskie zmiękły. Zostałam zwolniona przed okresem zatrzymania, ale Mohana Ryszarda Matuszewskiego trzymali całe dwa dni na rzekomym zatrzymaniu, czyli porwaniu. Zrozumiałam wtedy, że katolicyzm to moralne dno i śmierdzące gówno, kloaka zboczenia, dewiacji i bezprawia. Zrozumiałam, że cały katolicyzm to choroba psychiczna kulminująca w ruchaniu dzieci przez księży i że między Jasną Górą, katolicyzmem, papieżem i pedofilią trzeba postawić na zawsze znak równości! Nie umiem mówić o Jasnej Górze pedofilią zboczonej inaczej niż o pedofilskiej kloace, a o policjantach inaczej niż jako o zbokach ruchających dzieci razem z przeorem tego pedofilskiego burdelu, który napadł na mnie i Mohana Ryszarda Matuszewskiego, na moją rodzinę! Od sierpnia 1996 policjant to dla mnie tyle co gówno pedofilskie ruchające dzieci tak jak każdy ksiądz! A potem w 1999 roku, dnia 7 czerwca, był kolejny napad pedofilskiej policji państwowej pospołu z pedofilskimi gangsterami z Jasnej Góry, zawsze zboczonej i pedofilskiej. I tym razem dwa lata więzienia Mohana Ryszarda Matuszewskiego, zupełnie bezprawnie w katolicko-pedofilskich katowniach zwanych aresztami III RP. W 2002 roku zaczął się prawdziwy kilkuletni horror napastowania mnie przez katolickie gestapo z ich pedofilskim papieżem jako hersztem ogólnoświatowej jak się szybko okazało, pedofilskiej mafii Opus Dei z siedzibą w Watykanie. Nienawidzę za te napady syfilisem zepsutego papieża i jego policyjno-kościelnych czarnych gestapowców, którzy napadali na mnie, zastraszali mnie, wymuszali podpisy in blanco, na których wpisywali fałszywe zeznania, które potem musiałam odwoływać. Straszono mnie, mojego brata Marka, matkę i ciotki, a nawet sąsiadów, byle wymóc zerwanie wszelkich kontaktów z Mohanem Ryszardem Matuszewskim i Antypedofilskim Bractwem Zakonnym Himawanti. Dlatego mówię to na wieczną pamiątkę dla tych pedofilskich świń policyjnych i kościelnych, które maltretowały moją rodzinę i wszystkim radzę, zróbcie to samo, bo zbrodniarze policyjni się przestraszą NAS – ofiar pedofilskich mafii kościelnych, jak sobie poczytają te kanalie z pedofilskiej Jasnej Góry, Niedzieli, Effatha, KANA, OKOPS czy Opus Dei o sobie i swoich zboczonych kutasach!

    — mgr Małgorzata Wysocka – Jaworzno

    27. Byłam molestowana w dzieciństwie przez księży pedofilów. Nie byłam w stanie tego wytrzymać, bo księżulek ściskał mnie w swoich łapskach sadzając na kolanach i puścić nie chciał mimo mego płaczu i wyrywania się z jego obleśnych pazurów. Ksiądz pod pretekstem  “sprzątania zakrystii” wybierał sobie dziewczynki no i tam na tej tak zwanej zakrystii odbywały się dantejskie sceny obmacywania i wkładania łap czarcich pod spódniczkę czy koszulkę. Byłam zastraszana, że jak tylko coś pisnę rodzicom to stanie się im krzywda i policja ich wsadzi do więzienia. Dopiero po wielu latach kiedy to trafiłam na zajęcia jogi i spotkałam Ryszarda Matuszewskiego – Mohana – moja gehenna się skończyła. Dzięki terapiom w Bractwie Antypedofilskim Zakonnym Himawanti zaczęłam normalnie żyć i pracować, co przedtem było niemożliwe z powodu depresji i lęków, że coś złego się stanie moim bliskim. Do dziś omijam te czarne diabły i strzegę przed nimi moje dzieci. Dziękuję Ryszardowi Matuszewskiemu i terapeutom z Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, że mogłam wrócić do życia, choć koszmary molestowania jeszcze potrafią się śnić w nocy. Zgłosiłam nawet na policję to, że byłam molestowana w dzieciństwie przez księży pedofilów, ale sprawa została umorzona, bo policja klechy kryje, a od tej pory moja rodzina i ja byliśmy nieustannie narażeni na wyzwiska i innego rodzaju przykrości takie jak publikacje w gazetach na mój temat jakbym to ja była przestępcą a nie ofiarą. Do tego różnego rodzaju prześladowania, napady i pobicia, i zaczepki na ulicy. Napadano na mnie w pracy i w domu, na moje dzieci i posunięto się do tego, że zaczęto zastraszać moje dzieci podczas powrotów ze szkoły grożąc im śmiercią, wieszano na osiedlu gdzie mieszkam oszczercze plakaty o obraźliwej treści. Nasłani na mnie policyjni bandyci wyłamując mi drzwi łomem – włamali mi się do mieszkania z samego rana, kiedy to jeszcze spałam – i trzymali mnie 4 godziny w koszuli nocnej szydząc i wyśmiewając się ze mnie: “że i tak im nic nie zrobię”. Wymachiwali mi pistoletami nad głową i krzycząc, że mnie “odpalą” jak nie będę siedzieć cicho. Zrabowano mi z domu komputer, drukarki i inne dokumenty na temat prześladowań i molestowań przez księży pedofilów, zrabowano mi płytki CD na których były nagrane relacje ofiar pedofilów i inne materiały potrzebne do pracy w celu łapania tych zbrodniarzy w sukienkach, którzy gwałcą i molestują malutkie dziec

    — mgr Ewa Macherowska – Gliwice, Katowice

    28. Jestem wdzięczny Antypedofilskiemu Bractwu Himawanti za terapie. Byłem obiektem wykorzystania seksualnego w dzieciństwie. Wiele razy ksiądz ruchał mnie kutasem. Zmuszał do picia wódki, upajał, jak protestowałem, a potem bestialsko gwałcił. W 2002 i 2003 atakowali mnie policjanci z wydziału d/s terroryzowania obywateli, a ofiar księży w szczególności. To jest granda. Katolicyzm jest spalony, ludzie się na tym dziadostwie poznają. Już przestają chodzić do tej pedofilskiej sekty. Katolicyzm z pedofilią księży jest szkodliwy społecznie w najwyższym stopniu. A policja to zwyrodniałe seksualnie plugastwo. Za znieważanie Antypedofilskiego Bractwa Himawanti odpowiedzialni są kościelni pedofile z pospolitych brukowców. Jakaś taka menda dziennikarska chciała robić ze mną wywiad. Pytam mendy czy jest pedofilem z sekty katolickiej, a menda się śmieje i mówi tryumfalnie, że tak. Jak można się do tego przyznawać? Policja za to, że regularnie organizujemy, a nawet prowadzimy warsztaty terapeutyczne dla ofiar pedofilskiego kleru, nachodziła nasz dom, zastraszała dzieci i straszyła nami sąsiadów. Raz moje mądre dziecko, na boisku szkolnym zaczepione przez policjanta w tej sprawie, zaczęło głośno krzyczeć: “Ratunku! Pedofil, to pedofil! Pomocy! Chce mnie zgwałcić!” I policjant kościelny z CBŚ uciekł, razem ze swoimi kumplami. Tak trzeba traktować te szumowiny pedofilskiej policji politycznej CBŚ. Oni żyją z produkcji pedofilskiej pornografii, handlu narkotykami, krycia dillerów i innych bandytów z sekty Opus Dei. Trzeba tępić tę policyjną zarazę polskiej ziemi, chyba nawet bardziej niż pedofilski kler. Księdza każde dziecko powinno sekatorem ogrodniczym kastrować. Z ciulika i języka.

    — mgr Jacek Gabruś – Piła

    29. Z księżmi molestującymi dzieci stykam się od dzieciństwa. Mieli z tym problemy moi koledzy. Ja też miałem. Proboszcz i jego wikary stanowili zboczony tandem. Jak jeden dzieciaka użył, podrzucał drugiemu, który robił mu to za karę, jakby chciał się wygadać. Bardzo straszyli, że będziemy pośmiewiskiem, jak się przyznamy. Nauczyłem się potem chińskiej medycyny, psychoterapii, reiki i medytacji. Z różnych źródeł. U Mohana w Antypedofilskim Bractwie Himawanti też bywałem, ale tylko kilkanaście razy. Skorzystałem już z innych dobrych uniezależniających i wyzwalających terapii. Dobre są ustawienia Hellingera, bo szybko rozwiązują traumę ofiar księży i zakonnic. Rozwiązują też języki ofiarom. Lepiej się o tym rozmawia w swoim, bezpiecznym i hermetycznym gronie. Bardzo ważne jest, aby nie rozpowiadać tego co się wydarza na terapiach. Ale ktoś musi się ujawnić, żeby inni mieli lepiej. Dlatego mówię kilka słów o tym, że byłem wykorzystywany seksualnie przez księży. O tym, że z powodu udziału w zajęciach w Antypedofilskim Bractwie Zakonnym Himawanti byłem nachodzony i zastraszany przez policję także chciałem powiedzieć. Trzeba kościelnym zboczeńcom położyć kres, a katolicyzmu w takiej papiesko-pedofilskiej wersji na zawsze zakazać! Powinno się za bycie księdzem wysyłać do łagru na Kołymę, na dożywocie. Księża to są okrutne i zwyrodniałe bestie, a ich policja polityczna jest chamska i bezczelna. Policja napadała na mój dom i straszyła mnie oraz moją żonę, znieważała mnie przed sąsiadami. Może policyjnych katolików też trzeba kastrować razem z księżmi i biskupami?

    — mgr Zygmunt Maciejewski – Poznań

    30. W Sieradzu byłem molestowany, ba, wykorzystywany. Jacuś powie wam, że był dupczony, ruchany. Ksiądz nic innego nie umie, tylko ruchać dzieci kutasem w odbyty. Miałem 9 latek, jak mnie proboszcz otwór odbytowy rozerwał. Krwawiłem. Moje rodzeństwo też było gwałcone w kościele, mój ojciec i matka też. Cała rodzina nienawidzi Kościoła pedofilskiego zwanego katolickim. Moja żona była molestowana w Kościele katolickim. Opuściliśmy Polskę i mieszkamy w Wielkiej Brytanii, bo polska policja to też banda świń i debilów pedofilskich. Nachodzili nas w domu i mnie policja pobiła okrutnie w Sieradzu. Za organizowanie treningów dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Policyjne świnie katolickie straszyły moje małe dzieci, że je zabiją, jak tata z mamą będą leczyć ludzi z tego, co im księżą zrobili w dzieciństwie. Co za chamstwo. Papież Polak to musiał być wielki i obrzydliwy pedofil. Ciekawe ile dzieci wydymał kutasem papież polaczek. Policja napadała mnie i moją rodzinę w 2002, w 2003 i w 2005 roku. Same katolickie debile w tej policyjnej bezpiece. Powinni być kastrowani i musi być zakaz przyjmowania katolików do policji. A księża muszą mieć zakaz kontaktów z dziećmi na zawsze!

    — mgr Jacek Zając – Sieradz, Wielka Brytania

    31. Całe dzieciństwo zrypał mi ksiądz z pedofil i kilka jego kumpli. Zostałem przyuczony do tego, aby księdzu robić dobrze, czyli obciągać jego fiuta. Już przed komunią katolicką. To był koszmar. Rodzice mnie bili jak się skarżyłem na księdza. Bili mnie za to, że “fantazjuję i się brzydko wyrażam”. Ale cała parafia o tym wiedziała. Tylko, że dla tych głupoli katolickich ksiądz to Bóg, albo może coś ważniejszego niż Bóg. Dopiero w szkole średniej urwałem się zboczeńcom plebana z łańcucha. Pisałem na murach, że “ksiądz rucha dzieci”, ale nie wiele to pomagało na mentalność “homo catholicusów”. Ludzie byli i są jeszcze jacyś tacy zahipnotyzowani. Wiara ich zaślepia, a ksiądz hipnotyzuje. Bardzo źle wspominam dzieciństwo. Już jako student znalazłem Antypedofilskie Bractwo Himawanti. Przez kilka lat jeździłem na terapie grupowe i uczęszczałem do grupy w Krakowie. Po kilku latach terapia dała owoce. Jakoś się pozbierałem i rozliczyłem z tamtą częścią życia. CBŚ – polska katolicka policja polityczna nachodziła mnie w domu, w pracy, nachodzili dom rodziców i moich znajomych oraz sąsiadów. Próbowali zrobić z nas organizację terrorystyczną i sektę. Głupki policyjne nie chciały słuchać o tym, że każdy ksiądz to potencjalnie zwyrodnialec pedofilski, zboczeniec pod szyldem duchownego. Zrobiłem sporo stron internetowych obnażających zbrodniczą, pedofilską mordę Kościoła katolickiego i jego plugawych organizacji pedofilskich takich jak Opus Dei, KANA, Effatha i mnóstwo innych. Rozklejałem pedofilom, co nas atakowali plakaty obnażające działalność tych katolickich zboczeńców seksualnych. Niektórych udało się uspokoić, ale trzeba jeszcze dużo większych akcji robić, szczególnie w Krakowie i okolicy, bo tutaj najbardziej katolicyzm pedofilią śmierdzi, że aż cuchnie.

    — mgr Tomasz Pasierb – Kraków, Modlnica

    32. Molestował, wykorzystywał mnie seksualnie ksiądz, potem kolejny ksiądz, kolejny, tak zmarnował mi pedofilski Kościół katolików moje dzieciństwo. Mieszkam w Gliwicach, jeździłam na oazy, nawet myślałam że tak ma być, że na tym prawdziwa religia Boga polega, że muszę oddawać się cała kolejnym katolickim księżom. I tak od komunii w katolickiej sekcie, zawsze zboczonej, co zrozumiałam dopiero mając około 14 lat, jak zerwałam z kościelnymi zboczeńcami idąc za głosem serca. Uczestniczyłam w terapii dla Ofiar Księży Pedofilów przez pięć lat, a potem zostałam terapeutką i liderką grupy jogoterapeutycznej dla ofiar molestowania seksualnego. Od 1996 roku prowadzę regularne zajęcia w Gliwicach. Policyjni gestapowcy z Gliwic i Katowic napastowali mnie już w sierpniu i wrześniu 1996, na polecenie policji katolickiej z Częstochowy i Katowic, policji pedofilskiej na usługach moich katów, czyli księży zboczeńców seksualnych. Jeden z tych co mnie molestowali za młodu pracuje w Częstochowie i zajmuje się dziećmi, czyli gwałci dzieci swobodnie, jak to ksiądz. Spotkałam go kiedyś w Częstochowie i podrapałam, jak mnie zaczepił na ulicy, był to koszmar spotkać po latach pedofilskiego skunksa. Jestem wdzięczna Antypedofilskiemu Bractwu Zakonnemu Himawanti za wszelkie nauki i terapie. Nienawidzę pedofilskiego kościoła katolików, pedofilskiej Jasnej Góry, nienawidzę pedofilskiej mafii czy może pedofilskiej sekty Mynarski – Rewald – Gierej, za ich zbrodnie na dzieciach. Nie wyobrażam sobie, aby ofiara pedofilskiego gwałtu miała rozmawiać o tym jak molestował ją ksiądz z pedofilskimi policjantami służącymi pedofilskiej mafii z Watykanu. Pedofilią w Polsce powinien zajmować się Interpol, Europol albo KGB, ale nie pedofilsko-kościelna policja państwowa zaangażowana w interesy pedofilskiego kleru z kapelanami jako oficerami politycznymi policji.

    — mgr Danuta Soroka – Gliwice

    33. W dzieciństwie byłem molestowany przez księdza katolickiego, potem został on biskupem. Chyba z powodu traumy dorobiłem się stwardnienia rozsianego. Chociaż jestem prawie w całości sparaliżowany, pedofilska mafia zwana Centralnym Biurem Śledczym torturowała mnie przez kilkanaście godzin, abym złożył im zmyślone zeznanie przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu, u którego byłem na jogicznej terapii dla ofiar gwałconych przez polskich księży i biskupów katolickich. Policjanci byli gangsterami z CBŚ na usługach pedofilskiej mafii Janusza Gierczyńskiego z Częstochowy i Tadeusza Mynarskiego z Gliwic. Obaj zboczeńcy to przywódcy sekty Opus Dei, odpowiedzialnej za światowy skandal pedofilii w Kościele. Całą historię napadów policyjnych i torturowania mnie przez gangsterów z Centralnego Biura Śledczego już opisałem i jest gdzieś opublikowana.

    — dr Adam Citkowski – Zahajki

    34. Jako ofiara gwałtu dokonanego na mnie, gdy byłam małą dziewczynką trafiłam do Mohana Ryszarda Matuszewskiego na terapię długoterminową, zatem kilkuletnią. Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti poleciła mi znajoma lekarka, ginekolog z Piły. Znała je z relacji innych pacjentek, które pozytywnie przeszły długi cykl terapeutyczny i jakoś sobie poradziły z problemami, o których milczą zindoktrynizowani przez Kościół katolicki psycholodzy, psychoterapeuci czy nawet seksuolodzy. Terapia duchowa dla takich jak ja przypadków to idealna nazwa, bo zgwałcenie przez księdza rodzi bardzo wiele problemów duchowej natury, a na to psycholog nic nie poradzi, bo nie umie, a i często nie chce, jak jest na łańcuchu kościelno-rządowych etatów. Jeździłam do grup najbliższych do Bydgoszczy, Torunia i Włocławka oraz do Stargardu Szczecińskiego. Z czasem się okazało, że w Pile, nas ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek jest kilkanaście i stworzyliśmy grupę wsparcia. Istniejemy do dzisiaj, czasem spotykamy się towarzysko, a na terapię trafiają ciągle nowe ofiary kościelnego molestowania! Od 1999 roku jestem regularnie raz – dwa razy w roku nachodzona przez policję polityczną katolickiego reżymu, która chyba nie ma co robić i wielce się nudzi. Ale pędzę te typy kościelne gdzie pieprz rośnie. Z początku bałam się o dzieci, o męża, co chce ode mnie policja polityczna. Tak zrozumiałam, że Kościół, papież, katolicyzm, to syf, złodziejstwo, oszustwo i monstrualne zboczenie seksualne! Wstydzę się za Prezydenta i Premiera, że się szujom pedofilskim z Kościoła katolickiego i jego pedofilskiej mafii Opus Dei wysługują.

    — mgr Maria Gabruś – Piła

    35. Policja polityczna na usługach zawsze pedofilskiego Kościoła katolickiego dopadła mnie raz w 2002 roku, ale wtedy się bandytom pedofilskim z Bydgoszczy postawiłam. Nie dałam się wtedy zastraszyć policjantom na usługach pedofilskiej mafii z Bydgoszczy i Warszawy. W 2003 i w 2004 roku byłam dalej napastowana przez gang pedofilskich kanalii, Tadeusza Mynarskiego oraz pedofilskiej rodziny Rewald w tym pedofilskiej gangsterki Bożeny Rewald i Anny Gierej (Kokochy). Tadeusz Mynarski groził mi nożem i pistoletem, że jak nie wystąpię w programie telewizyjnym, żeby znieważać Mohana Ryszarda Matuszewskiego, to razem z kolegami policjantami kryminalnymi CBŚ całkowicie na usługach pedofilskiej mafii z Bydgoszczy, wykończą mnie, a moje zwłoki spłyną Kanałem Bydgoskim. Musiałam się zgodzić, bo wiem, żeby mnie zabili, a gangster i pedofil Tadeusz Mynarski był wściekły, bo na rozprawie w 2003 roku jesienią w Bydgoszczy nie powiedziałam ani złego słowa na temat Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Z gangiem Tadeusza Mynarskiego łączyła mnie pożyczka, a nie dostałabym moich pieniędzy z powrotem, jakieś 500 tysięcy złotych, z podziału rodzinnego majątku, gdybym odmówiła haniebnych usług dla pedofilskiej mafii Tadeusza Mynarskiego i Bożeny Rewald, dziewczyny z jego osobistego Haremu. W dzieciństwie byłam molestowana przez księdza i późniejszego biskupa, stąd trafiłam na terapie duchowe dla ofiar księży pedofilów w Bydgoszczy. Byłam nauczycielką, stąd miałam łatwy kontakt z dziećmi i szybko znajdowałam molestowane seksualnie ofiary. Pomogłam wielu dzieciom i młodzieży, także gwałconym przez lokalnych bydgoskich księży. Za to byłam znienawidzona tak u księży pedofilów, jak i u pedofilskiej mafii Tadeusza Mynarskiego i Bożeny Rewald, osób, będących chyba w Polsce głównymi dostawcami pornografii pedofilskiej także dla klasztorów i księży, oczywiście tych zainteresowanych, z Opus Dei, ale to większość, wedle mego rozeznania. Zostałam nie tylko zastraszona przez katolickie gestapo zwane policją w Bydgoszczy i mafię pedofilską Tadeusz Mynarski – Bożena Rewald, ale także przez pedofilską Minister Edukacji, Krystynę Łybacką, która nakazała mnie za pracę z ofiarami księży pedofilów wywalić z mojej ukochanej pracy w szkole. Wstydzę się tego, że musiałam naszczekać na Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti, co mi mafia policyjnych pedofilów kościelnych Tadeusza Mynarskiego kazała, ale dzięki temu lepiej rozumiem jak wszyscy, co z tym pedofilskim gangiem razem szczekali, niewątpliwie byli zastraszani i do szczekania zmuszani, być może nawet dziwki z haremu Mynarskiego jak Bożena Rewald i cała pedofilska mafia Rewald’ów z Bydgoszczy. Mam nadzieję, że któregoś dnia za te potworne zbrodnie, wszyscy księża i biskupi zostaną wykastrowani i raz na zawsze precz z Polski wypędzeni, tak jak to się dzieje w innych krajach. Księży pedofilów trzeba wypędzić ze wszystkich szkół, bo to co się dzieje, jak dzieci molestują to kosmiczny skandal w skali światowej, nie mający precedensu w historii!

    — mgr Bożena Pająk – Nauczycielka Bydgoszcz

    36. Cóż, z pedofilskiej Polski uciekłam do Irlandii, bo nie mogłam patrzeć jak wpuszcza się do szkół w Chełmie i okolicach pedofilskich księży, a potem w gabinetach dyrektorów i pedagogów zastrasza się na masową skalę dzieci “zerżnięte w odbyt” lub “w gardło” przez księdza katechetę. Mam mówić więcej? Robiono tak ze mną w dzieciństwie, dlatego mam nadzieję, że w Irlandzkich szkołach nie będę oglądać tyle tego pedofilskiego shitu w katolickim habicie. A policja katolickiej mafii opusdeistycznej nachodziła mnie kilka razy, ale od razu zapytałam czy chcą wiedzieć którego biskupa aresztować za to, że mnie gwałcił w dzieciństwie. To sobie jakoś policjanci za każdym razem poszli, chociaż ubliżająco szydzili i pokpiwali. Radzili powieść napisać o molestowaniu na plebanii, to chyba zaczęłam i cieszę się z tego, że to wydusiłam. Szczęśliwie nie zostałam pobita. Zawdzięczam to chyba znajomym i rodzinie, którzy mają pewne wpływy w lokalnej polityce. Katolicyzm to szambo, co nie? Strasznie śmierdzące szambo!

    — mgr Elżbieta Betiuk – Chełm, Irlandia

    Uwaga!

    Z uwagi na to, że wiele imion i nazwisk powtarza się tak, że w tej samej miejscowości lub okolicy mogą występować różne osoby o identycznych imionach i nazwiskach, przypomina się czytelnikom, że redakcja portalu nie odpowiada za przypadkową i zupełnie nie zamierzoną zbieżność nazwisk oraz imion pokrzywdzonych przez katolicką pedofilicję i policję państwową na usługach pedofilskiej mafii, ofiar, które dobrowolnie zrelacjonowały przebieg molestowania, gwałcenia oraz prześladowania przez katolickie gestapo zwane Trzecią Rzeczpospolitą. Niektóre nazwiska mogą być pseudonimami, o ile osoba relacjonująca zażyczyła sobie anonimizacji jej/jego nazwiska.

    Jeśli jesteś ofiarą moletowaną przez księdza czy zakonnice i chcesz aby zamieścić twoje relacje, możesz je nadesłać na adres emailowy portalu, razem ze skanem zgody na publikację i skanem obu stron dowodu osobistego (publikujemy tylko wiarygodne, autoryzowane wspomnienia).

    Antypedofilski Ruch Społeczny Bractwa Himawanti – Irlandia, Toronto, Sydney, Warszawa

  • Katolicko-faszystowska pro-pedofilska policja polityczna RP nęka i prześladuje Mohana Ryszarda Matuszewskiego!

    Katolicko-faszystowska pro-pedofilska policja polityczna RP nęka i prześladuje Mohana Ryszarda Matuszewskiego!

    Znany od lat mechanizm nękania i represjonowania, uporczywego prześladowania przez bandytów z katolickiej policji politycznej faszystowskiej Rzeczpospolitej Polskiej jest ciągle ten sam. To taki mechanizm czy wzorzec, jaki należy obserwować i używać także do analizy tego, co będzie się działo w przyszłości.

    Otóż najpierw przeciwko Antypedofilskiemu Bractwu Himawanti i Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu pojawiają się publiczne oszczerstwa w brukowcach propedofilskiego katolickiego reżimu faszystów z sekty Opus Dei. W tym roku, 2011 oszczercze publikacje zamieściły takie tuby katofaszystowskie jak Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza Śląska i Newsweek, wszystkie w rękach kapitału ultrafaszystowskiej sekty katolickiej Opus Dei. Zbrodniarze katolickiego gestapo tacy jak Dariusz Pietrek (sekta KANA z Katowic), Wojciech Wybranowski („Rzeczpospolita”),  Marcin Pietraszewski z opusdeistycznego brukowca Adama Michnika „Gazeta Wyborcza” czy Janusz Bartczak z katofaszystowskiego brukowca Newsweek popisali trochę oszczerstw i paszkwilów w swoich brunatnych od nazizmu tubach papiesko-goebbelsowskiej propagandy. Co łączy tych wszystkich oszczerców i zawodowych pomawiaczy? Ano przynależność do toksycznej, faszystowskiej sekty Opus Dei założonej przez chorego psychicznie na paranoję z urojeniami i psychozą lękową Josemaria Escriva, który przez 10 miesięcy leczył się psychiatrycznie! Czubek ten był także oskarżany przez swoje ofiary i ich rodziny o gwałty na dzieciach oraz o zabójstwa na tle seksualnym, ale robi za świętego!

    Warto dodać, że znany z chuci do młodych kapłanów o dziewczęcym wyglądzie arcybiskup Damian Zimoń z Katowic stoi za Dariuszem Pietrkiem z Chorzowa, który w Katowicach prowadzi sektę KANA związaną z ultrakatolickimi bojówkarzami pokroju Młodzież Wszechpolska czy Bractwo Piusa X, nie tylko z faszystowską sektą frankistowskiego Opus Dei znanego lepiej jako „Mafia Katolicka”, o czym szerzej pisał chciażby Mathias Mettner w książce o tym tytule. Zatem trzeba uznać, że arcybiskup promujący młodych księży o dziewczęcym wyglądzie tzw. „cioty” jest biskupem związanym z faszystowską sektą Opus Dei, za przynależność do której w wielu krajach grozi wysoka kara więzienia. W Polsce pomimo zakazu działalności organizacji faszystowskich o tajnej strukturze sekta zwyrodniałych nazistów i gestapowców działa swobodnie, a nawet ma posłów w Sejmie, co oznacza, że Polska jest państwem faszystowskim w swej istocie!

    A jak działa mechanizm represjonowania przez faszystowską policję polityczną reżimu katolików uwikłanych w międzynarodowy skandal pedofilski, gdzie nawet 14 procent księży regularnie molestuje i gwałci dzieci poniżej 15-tego roku życia? Nękanie, represje i nadużywanie władzy przez faszystowską policję polityczną reżimu wygląd atak, że po prasowych oszczerstwach w brukowcach faszystowskiej i pedofilskiej sekty Opus Dei, zaczynają się wezwania do katowni katolickiej policji politycznej. Jedno z wezwań którymi nękane są osoby związane z Antypedofilskim Bractwem Zakonnym Himawanti jest prezentowane w formie skanu „Wezwanie” do Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach, „zasłużonej” już w bestialskim nękaniu i represjonownaiu Mohana Ryszarda Matuszewskiego, w tym pobicia i usiłowania zabójstwa przez policjantów z Komisariatu przy ulicy Akademickiej na przełomie zimy i wiosną  roku 2002. Policyjni bandyci otóż napadli wtedy pana Mohana Ryszarda Matuszewskiego za chodzenie na ulicy i rozdawanie ulotek zachęcających do podjęcia terapii dla ofiar terroru policyjnego, gwałtu i peodofilii księży katolickich. Policjanci  zidentyfikowani jako Tomasz Stanuch oraz Krzysztof Skrobacki tłukli Mohana Ryszarda Matuszewskiego metalową kulą na łańcuchu, czyli sprzętem typowo przestępczym, ale często używanym przez faszystowsko-katolickie gestapo i przez katolicką inkwizycję papieską jako narzędzie tortur wymyśloną! Policyjnych bandytów uniewinniono w prokuraturze od zarzutu pobicia i usiłowania zabójstwa Mohana Ryszarda Matuszewskiego. I to pomimo tego, iż było aż czterech świadków brutalnego napadu i pobicia. Jedną kobietę – świadka także pobiła gliwicka policja faszystowsko-papieska.

    W roku 2002 w sierpniu został napadnięty przez policyjnych bandytów z Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach pan Jan Slanina. Policjanci napadli Jana Slaninę w biały dzień, skopali na chodniku, a potem symulowali zastrzelenie z broni krótkiej, tylko za to, że przyszedł do Ośrodka Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti na terapię dla ofiar gwałconych w dzieciństwie przez katolickich księży pedofilów. Oficjalnie policjanci wyjaśnili, że się pomylili, a faktyczną ofiarą pobicia lub egzekucji miał być Mohan Ryszard Matuszewski, tylko podobna fryzura zmyliła panów oprawców z morderczo debilnej sekty Opus Dei – bandy kościelnych faszystów pod dyktatem faszystowskiego wówczas papieża Jana Pawła II – Karola Wojtyły z Wadowic.

    To duży skrót, tylko parę dobrze udokumentowanych faktów z historii bandyckich napadów policji państwowej na Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti w Gliwicach i na Mohana Ryszarda Matuszewskiego. O tym, że policjanci katolickiej policji politycznej to banda zbirów i nazioli wyrosłych z gestapowskiej Młodzieży Wszechpolskiej niekogo nie trzeba przekonywać. Od wielu lat nabór do policji w Polsce polega na przyjmowaniu bojówkarzy ze skrajnie faszystowskich ugrupowań katolickiej młodzieży, takich jak Młodzież Wszechpolska. A w prawie stoi napisane obłudnie, że zakazuje się propagowania ideologii faszystowskiej. Po cichu jednak policja państwowa staje się mafią faszystowskich bojówkarzy. I stąd wynika także policyjny terror, bandyckie rzucanie ludźmi zatrzymywanymi do kontroli o asfalt, beton, kopanie czy zabójstwa o charakterze politycznym jak egzekucja na Barbarze Blidzie czy słynna egzekucja w Poznaniu!

    Od kilku lat, Mohan Ryszard Matuszewski jest regularnie nawiedzany i nękany przez policyjnych bandytów faszystowskich związanych z sektą Opus Dei i jej aktywistami takimi jak Dariusz Pietrek przydupas arcypaetza Katowickiej arcypaetzowni Damiana Zimonia. Możliwym jest oczywiście, że arcypaetz z Katowic nie wie dokładnie co robi jego podwładny, ale bardziej prawdopodobnym jest – znając historię zbrodniczej sekty katolików, Opus Dei czy Młodzieży Wszechpolskiej, że Dariusz Pietrek i cała reszta tej skatoliczałej faszystowskiej hołoty z brukowców opusdeizmu – faszyzmu, w tym Wojciech Wybranowski, Marcin Pietraszewki i Janusz Bartczak (przydupas Michała Kobosko – faszysty z Młodzieży „Weszpolskiej”) jedynie ściśle wykonują polecenia swojego arcypaetza z Katowic czyli z Kurii, a może pederastyczno-pedofilskiej Kurwii znanej z rozkradania Majątku Narodowego z pomocą gangsterów z Komisji Majątkowej?! Zaangażowanie policjantów takich jak rzecznicy policji z Katowic (Andrzej Gąska) czy z Gliwic (Marek Słomski) w bestialską nagonkę medialną także wskazuje na wykonywanie poleceń faszystowsko-pedofilskiej Arcykurii Arcypaetza z Katowic niźli na samoistną inicjatywę policjantów i tak przeciążonych podobnież pracą!

    Już w styczniu 2011 z wyglądu zapijaczony Adam Gąska – rzecznik policji w Katowicach sugerował swoim przydupasom z arcypaetzowni, takim jak Dariusz Pietrek, że on sprawdzi jakie działania policja prowadzi przeciwko Antypedofilskiemu Brcactwu Himawanti i Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu. Tak zbójeccy są ci katolicko-faszystowscy alkoholicy pracujący w tzw. Policji państwowej, tyle, że jest to policja papiesko-faszystowskiego reżimu watykańskiego okupującego POLSKĘ od 1989 roku. I tak to po nagonce w brukowcach faszystowskiej i pedofilskiej sekty Opus Dei przez propedofilskiego lobbystę Dariusz Pietrka inspirowanych, zaczyna się nękanie przez policyjnych bandziorów, w tym znaną już wcześniej z nękania osób związanych z Antypedofilskim Bractwem Himawanti tajemniczą E. Oravecz, której pochodzie jest niejasne, a nazwisko to rzadkie jest w Polsce. Oravecz to oczywiście niezbyt czytelny podpis w dokumentach, wezwaniach i protokołach służących wyłącznie bestialskiemu prześladowaniu Mohana Ryszarda Matuszewskiego dokonywanych przez policyjnych oprawców z papieskiej mafii. Oravecz może być pseudonimem operacyjnym, bo agenci i agentki policji politycznej, jakieś nazwisko muszą mieć, ale zwykle są tajni, chodzą w perukach, ze sztucznymi wąsami, nawet jak są kobietami i udają miłe panienki, które przypadkiem dostały „taaką sprawę”.  

    Przypomnijmy kundelkom katolickiego gestapo z Gliwic i Katowic, że ich działania, w tym szkalowanie w mediach brukowych czy bezzasadne, przestępcze wezwania do komendy gliwickiego gestapo katolickiego pedofilskim fiutem księdza kapelana katolickiego policji sterowanego przez Kurwię Katolicką z Katowic to tak czy owak szereg przestępstw kryminalnych dokonywanych przez pracowników policji państwowych, zwykłych reżimowych bandytów o mózgach wypranych ideologią paranoidalnego wojtylizmu watykańskiego czyli opusdeizmu namiętnie w ramach swoich urojeń katolickich zwalczającego stosowanie kondomów, środków antykoncepcyjnych, zbawczego dla chorych zapłodnienia In Vitro czy dokonywania aborcji, którą czubki faszystowskie czczące Wojtyłę, Franco, Pinocheta i Hitlera bezprawnie i przestępczo w Polsce zdelegalizowały wdrażając swoje chore umysłowo pomysły na normalnych ludziach!

    Zatem dalej będzie już relacja z kolejnego pobytu w reżimowym katolickim gestapo pedofilskiego, bo pedofilów ochraniającego papieża Karola Wojtyły ksywka Jan Paweł II. Przypomnijmy pokrótce, że Karol Wojtyła, gdy był klerykiem zgwałcił 19-to letnią radziecką sanitariuszkę wyzwalającą Wadowice, która urodziła mu dziecko. Córka Karola Wojtyły żyje w Rosji, wnuczka też. Potem te romanse księdza Karola Wojtyły, z jego kochanką Ireną Kinaszewską – tej z ulicy Krowodyrskiej 22 w Krakowie, z której narodził się co najmniej Adam Kinaszewski, a wiewiórki powiadają, że także jeszcze „coś”, tylko „coś” oddanego do domu dziecka. Karol Wojtyła odmówił swojej radzieckiej córce i wnuczce złożenia wizyty w Watykanie, nawet całkowicie prywatnej, o czym obszernie pisał Tygodnik „Fakty i Mity”. Karol Wojtyła dla kariery księdza i biskupa wyrzekł się własnych dzieci, podobnie jak i zaprzysięgano Adama Kinaszewskiego, aby nie mówił i nie pisał czyim jest dzieckiem. Chociaż do 1978 roku mówiono i pisano o tym obszernie, także w prasie podziemnej. Inna kochanka Karola Wojtyły to Wanda Półtawska, znana ze swych obscenicznie miłosnych listów do Karola Wojtyły, swojego kochanka. Starzy ludzie pamiętają, szczególnie tacy z Wadowic i Krakowa, ale mówią o tym głośno jak na stałe mieszkają w Londynie, albo w Kanadzie czy Australii i mają już obywatelstwo innego kraju. Bo w faszystowskiej Polsce rządzonej przez niebezpieczną i groźną sektę Opus Dei mogłaby ich wykończyć policja polityczna.

    Trzeba dodać, że wszelkie postępowania przeciwko mafii Dariusza Pietrka z Sekty KANA (Opus Dei) i dziennikarskim bandytom, jakie nękani, prześladowani  terroryzowani członkowie Bractwa Antypedofilskiego próbują wyegzekwować, zostają bezpodstawnie, wręcz bezprawnie umarzane albo policja odmawia wszczynania postępowania. To kogo trzeba wykastrować? Pewnie Damiana Zimonia, którego Pietrkowe czyli Zimoniowe macki w policji i prokuraturze to opusdeistyczne kunktatorstwo. A przestępcy z policji i prokuratury dokonujący na Bractwie Himawanti i jego liderach licznych przestępstw jak nękanie, zastraszanie, pobicia, torturowanie, usiłowanie zabójstwa, bezprawne więzienie –  pozostają w faszystowskiej Rzeczpospolitej Polskiej ciągle bezkarni. Ale na każdego bandytę, także policyjnego, przyjdzie jego godzina. Jak Tsunami na Japońskie kurorty pełne narkomanii, handlu dziećmi, prostytucji, pedofilii, dymania plastikowych lalek i zwykłego kurewstwa!

    Dlaczego Mohan Ryszard Matuszewski znowu jest nękany?

    Powód kolejnego nękania w katolickiej policji politycznej
    to zlecenie pochodzące od pewnego kumpla czy kumpelki mafii pietrkowej, ale dla niepoznaki z Opola czyli z drugiej strony Gliwic, licząc od Katowic. Jakiś tam menel z sekty Opus Dei pod batem arcypaetza z Opola, Zdzisław Zgryźniak – były ordynator szpitala dziecięcego, zajadły w katolicyzmie wróg medycyny naturalnej, w tym ajurwedy i psychoterapii – chce zamykać strony internetowe Antypedofislkiego Bractwa Himawanti, bo się nasza walka z pedofilami kościelnymi zboczonym seksualnie pedofilom i pedofilkom nie podoba. Ośrodek Antysektowy, acz z członków i członkiń sekty Opus Dei złożonej w Opolu jest ośrodkiem familijnym, wedle naszych informatorów pedofilsko i kazirodczo familijnym.

    Tatuś Zdzisław Zgryźniak jeździ na spędy antysekciarzy do Niepokalanowa, dyma swoje córki za milczącym przyzwoleniem żony Ireny (także lekarki katolickiej z Opus Dei), dziś już dorosłe kobiety, ale dyma od dziecka, bo jest lekarzem i jak miały osiem latek robił już córeczkom badania ginekologiczne penisem. Jedna z córeczek leczyła się z tego powodu psychiatrycznie, a potem brała udział w długoterminowej psychoterapii dla ofiar z rodzin kazirodzkich. Obszernie opowiadała, co się działo w jej domu, jak musiała tatusia obsługiwać seksualnie razem z siostrą z którą obie przez lata potem ćpały i dillowały, aby na ćpanie zarobić. Jakiś czas nawet owa córeczka zwalczała katolickiego tatusia z Opus Dei, co powinien w białym małżeństwie żyć, ale w końcu perspektywa kariery w dobrze płatnym ośrodku antysektowym skusiła dziewczę do milczenia. I spowodowała, że porzuciła bogatego męża dla tatusia, koleżanki lesbijki oraz przyzwala na molestowanie wnuczek czyli swoich nieletnich córek.

    Na zdjęciu: Rodzinna sekta Opus Dei z Opola (od lewej): Irena Masełko-Zgryźniak, Zdzisław Zgryźniak i Katarzyna Zgryźniak. Przestępca szkalujący Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti i Mohana Ryszarda Matuszewskiego, p. Zdzisław Zgryźniak jest w środku!

    Wszyscy o tym wiedzą, nawet sąsiedzi łapią się za głowę, co to się dzieje w wieżowcu przy Placu Teatralnym 10 w Opolu. I taka wszawa menda, pan inkwizytor Zdzisio Zgryźniak i jego wspólniczka w procederze Irena Zgryźniak bez dwóch zdań nagle atakuje Antypedofilskie Bractwo Himawanti, domaga się likwidacji stron internetowych, więzienia dla terapeutów swojej córki, tak, że nawet policjanci wyszkoleni do zamykania przestępców nie za bardzo wiedzą, co z tym fantem zrobić. Nie jest to już pierwszy raz, jak ta opolska mafia familijnychantysekciarzy z sekty Opus Dei usiłuje napastliwie atakować Antypedofilskie Bractwo Himawanti czy Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Mafia zgryźniakowa jest kompletnie pedofilnięta, kazirodzka, zlezbiała i prowadzi podwójne życie w postaci biseksualnego współżycia, niestety także z dziećmi.

    Oczywiście najlepiej w rodzinie, bo sami swoi, a jak nikt z rodziny nie pójdzie na policję ani do prokuratora, to przecież nikt się do zboczeńców nie przyczepi. Antysekciarze katoliccy najczęściej tak mają, że im bardziej inne wyznania religijne i filozofie, a nawet medycynę tradycyjną (naturalną) zwalczają, tym bardziej sami wiodą życie bezbożne, amoralne, wręcz przestępczozboczone. Mafia kościelna, czarna stonka watykańska z faszystowskiej sekty Opus Dei tak ma pod chorymi na wojtylizm deklami pokierane, że zionie nienawiścią do wszystkich, którzy ujawniają jej zboczenia, szczególnie te seksualne. Udowodniono to przykładnie na podstawie działalności księży inkwizytorów w USA, Portugalii, Belgii czy Irlandii, gdzie najwięksi inkwizytorzy katoliccy zwalczający inne światopoglądy i wyznania oraz medycynę naturalną, byli uwikłani zawsze w najbardziej zboczone skandale seksualne, także w mordowanie i ćwiartowanie zgwałconych dzieci. A Polska policja zamiast regularnie wpadać do parafialnego Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach przy Placu Teatralnym w Opolu i sprawdzać czy tam gdzie w piwnicy szef tej mafii antysektowej nie trzyma jakiś porwanych dla gwałcenia dzieci – bierze na poważnie wynurzenia takiego zboczonego pajaca i napastuje działaczy oraz zwykłych członków Antypedofilskiej Organizacji.Szczególnym problemem jest fakt, że jedna z córek zboczeńca Zdzisia i kryjącej proceder mamusi Ireny Masełko Zgryźniak mającego siedzibę inkwizytorską przy Placu Teatralnym 10 w Opolu chodziła na długoterminową terapię ofiar molestowanych i gwałconych w dzieciństwie, dlatego dla takiego zboczeńca Bractwo Himawanti jest zagrożeniem! Córeczka Zdzicha Zgryźniaka wróciła jednak do tatusia od którego nawet w małżeństwie była uzależniona seksualnie, wróciła do ćpania, dodatkowo rozpiła się popadając w alkoholizm. A co gorsza za protekcją zboczonego pedofilską i kazirodczą wersją katolicyzmu opusdeistycznego tatusia, córeczka uczy cudze dzieci w szkole, co grozi kompromitacjąszkolnictwa w Opolu, jeśli się okaże, że najdzie ją chęć nie tylko na lesbowanie z własnymi córeczkami czy przymykanie oka na zabawy seksualne tatusia z wnuczkami, a jej córkami i zacznie dobierać się do dzieci cudzych. Polskie szkolnictwo zabezpiecza się przed inwazją sekt i kultów oraz medycyny naturalnej do szkół, ale nie zabezpiecza się przed dewiantami z sekty katolickiej czy raczej z podsekt w Kościele katolickim, sekt takich jak faszystowska sekta Opus Dei.

    Opole
    ma już dobrze znanych katolickich psychologów lubujących w się kręceniu filmów z pornografią pedofilską w garażach, Opole ma już katolickich psychiatrów pedofilów, którym umorzono postępowanie karne ponieważ „nie stanowią większego zagrożenia dla społeczeństwa”. Opole ma spory dorobek w ukrywaniu księżypedofilów, a przez terapię ofiar pedofilów w Opolu przechodzi około 100-150 osób rocznie. Opole ma zatem coraz więcej lekarzy pedofilów, bo psychiatra to jako zawód też lekarz. Opole ma nawet ekumeniczną medytację chrześcijańską z liderami zbytnio lubiącymi seks z dziećmi! To prawdziwy dorobek w dziele zboczenia i inkwizycji, a jakoś te dwie rzeczy lubią występować razem: zboczenia i inkwizycja. Zresztą dla wszelkiego gwałtu, mord jest tylko dopełnieniem obłąkanego orgazmu zboczeńców o czym piszą uczenie podręczniki kryminologii dla policjantów.

    Zdrowy rozsądek podpowiada, że tego rodzaju zboczony element jak Zdzicho Zgryźniak nie powinien być poważnie traktowany, gdy napuszcza policję i prokuraturę przeciwko Antypedofilskiemu Bractwu Himawanti, jednak na zlecenie takich popaprańców jak pan inkwizytor Zdzisław Zgryźniak – supernumerariusz chorej psychicznie, zboczonej i złodziejskiej zarazem sekty Opus Dei policja wzywa, policja przesłuchuje, policja pisze protokoły, kilkaset stron dokumentacji produkuje, przetwarza dane, żuje, a jak wiemy z autopsji potrafi także trzymać w areszcie dwa lata i wypuścić „bez wystarczających dowodów do skazania”. Porządni ludzie żyją z piętnem, a zboczeńcy pod szyldem Kościoła katolickiego mają się dobrze, nawet jak ruchają swoje 8-15 letnie córki czy wnuczki. I to się nazywa Białe Małżeństwo, supernumerari Opus Dei, ultrakatolicyzm, obrona życia poczętego i święta krucjata przeciwko kondomom, z mszą po łacinie w Rycie Trydenckim. Prawdziwy Spirytus Sanctus. Brakuje tylko zgwałconej kozy do kompletu zboczeń.

    Ktoś zapyta, a po czym poznać, że krucjata rozpoczęta w styczniu 2011 przez redakcję brukowca „Rzeczpospolita” ma związek z przesłuchaniem na zlecenie zboczonego opusdeistycznego medyka Zdzisława Zgryźniaka i jego inkwizycyjny gang? A chociażby z tego, że Zdzisław Zgryźniak już w 1994 roku uczestniczył w opisywanych przez „Rzeczpospolitą” nagonkach na bioterapię, psychoterapię i wszelkie odmiany medycyny naturalnej. Wystarczy poczytać artykuł z archiwum, co wymaga wykupienia dostępu przez sms za 3,66 PLN. Artykuł szkalujący medycynę naturalną nosi tytuł: „Najazd Hunów” i był opublikowany w dziale „Kraj” w 5 grudnia 1994 roku w „Rzeczpospolitej” – w tym samym brukowcu sekty Opus Dei w którym członek opusdeistycznej podsekty Fronda, niejaki Wojciech Wybranowski (aka Michał Koski w internecie) znieważał Mohana Ryszarda Matuszewskiego i Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti razem z Dariuszem Pietrkiem i ćwierćgłowym komisarzem Andrzejem Gąską od arcypaetza. Jedna to klika lubiąca dymanie dzieci w alkowach plebanijnych i kur(w)iewnych! Klika sekty Opus Dei!

    Przepraszamy, czy policja i prokuratura w Opolu nie ma co lepszego do roboty, niż wysługiwanie się pedofilskim zboczeńcom seksualnym z ośrodka antysektowego i dzieci dymającego kazirodzko przy Placu Teatralnego 10 w Opolu? A może to specjalna katolicka bojówka policji politycznej faszystowskiego reżimu Karola Wojtyły ksywa Jan Paweł Dwa w Polsce do tuszowania katolickich, opusdeistycznych zboczeń seksualnych w katolickich rodzinach inkwizytorów antysektowych i zawszawionych oraz zapitych i zaćpanych palantów kościelnych?

    I dlatego policjantka asp. Oravecz z Gliwic musiała produkować kolejny urzędowy protokół przesłuchania, a Mohan Ryszard Matuszewski był po raz kolejny nękany przez wnoszących jakieś fikcyjne oskarżenia dewiantów! A rząd obiecał kastrację dla wszelkich Zdzisławów Zgryźniaków z ulicy Plac Teatralny 10 w Opolu, tyle, że jakoś nie wywiązuje się, jak to rząd, z danych obietnic!


    Mohan nękany przez katolickie gestapo z „Gościa Niedzielnego”!


    W dniu 17 marca 2011 Mohan Ryszard Matuszewski został wezwany przez policję polityczną katolickiego reżimu w Gliwicach, oczywiście przez wydział kryminalny tejże kościelnej policji politycznej reżymu. Na wezwaniu nie było podpisu ani stanowiska służbowego osoby wzywającej na przesłuchanie do katolickiego gestapo reżimu III RP. Pomimo, że widać iż podpis oraz stanowisko służbowe ma się znajdować, widnieje jedynie parafka zamiast podpisu, a stanowiska brak. Funkcjonariusze katolickiej policji politycznej reżimu Karola Wojtyły i Opus Dei nie raczą się podpisywać ani podawać kim w zasadzie są. Dobrze, że nie utajnili jeszcze adresu swojej komendy, bo wtedy byłoby trudno wstawić się na wezwanie, a że samo wezwanie przysłali już dzień po terminie wyznaczonego przesłuchania w katolickim gestapo reżimu Karola Wojtyły ksywa „Jan Paweł II”, samo przesłuchanie odbyło się 3 dni później po uzgodnieniu telefonicznym. W pokoju 25 czekała na Mohana Ryszarda Matuszewskiego funkcjonariuszka wydziału kryminalnego, acz siedział jeszcze jakiś inny funkcjonariusz płci męskiej i przysłuchiwał się przesłuchaniu, rzekomo w charakterze świadka.

    Funkcjonariuszka nie chciała podać ani imienia i nazwiska, ani stopnia służbowego, ani numeru służbowego policji. Przypominanie jej o tych obowiązkach, już pod koniec przesłuchania, trochę ją zdenerwowało, ale w końcu podała, że nazywa się st. Sierżant Magdalena Niciewska. Twierdziła, że to nie jest istotne, że akurat ona przesłuchuje Mohana Ryszarda Matuszewskiego, gdyż jedynie wykonuje pomoc prawną dla komisariatu policji numer osiem w Krakowie, z polecenia osobnika o nazwisku „policjant Lis”. Oczywiście z wydziału kryminalnego tamtejszej policji politycznej, pedofilią wadowicką cuchnącej. A przesłuchanie było rzekomo „w charakterze świadka”, w sprawie jakiś pomówień i pism preparowanych przez niejakiego członka brukowca katolickiego opusdeistycznej sekty „Gość Niedzielny” z Katowic o nazwisku Jan Gawin. Dziwne, że sprawką katowickiego szmatławca zwanego „Gościem Niedzielnym” i katowiczanina Jana Gawina zajmuje się policja polityczna pod szyldem wydziału kryminalnego z Krakowa, ale pewnie jak zawsze w sprawach typowo politycznych szykan, represji i nękania trzeba kogoś zaufanego z sekty Opus Dei, a w Katowicach może nikt już nie chce wysługiwać się czarnym szmatom ze szmatławych w swej plugawej katolickości brukowców i sekt czy podsekt Opus Dei, zawsze faszystowskiej, zbrodniczej i pedofilskiej!

    Policjantka, st. sierżant Magdalena Niciewska z katolickiej policji politycznej miała ze trzy kilka razy powtarzane pytania typu: „czy pan zna Jana Gawina, czy pan utrzymuje kontakty z Janem Gawinem, czy i jakie posiada pan emaile!? A na cóż komu w policji politycznej emaile Mohana Ryszarda Matuszewskiego? Pewnie dla zmontowania jakiejś faszystowsko-katolickiej prowokacji lub przestępczego pomówienia. Zgodnie z prawdą Mohan Ryszard Zenon Matuszewski nie posiada ani jednego adresu email, zresztą aby posiadać email, trzeba by takowy wykupić na płatnym serwerze albo cały serwer sobie kupić. Emaile na serwerach darmowych nie stanowią własności użytkownika w sensie prawnym, zatem nie wolno zeznawać, że się jakiś email posiada, jeśli się nie jest jego właścicielem, a jedynie użytkownikiem. Policjantka na pewno nie była przygotowana do zadawania pytań z branży praw własności i obsługi internetu. Mohan Ryszard Matuszewski emaili zatem nie posiada, bo nie ma prawnego aktu z tytułem własności do jakiegokolwiek emaila. Na pewno chodziło o ustalenie czy coś tam posiada jako właściciel w internecie do pisania poczty, aby przysyłać wezwania pocztą elektroniczną, a policja polityczna chce wiedzieć jaki adres internetowy śledzić i podszywać się do rozsyłania spamu mogącego być przedmiotem oskarżenia. Mohan Ryszard Matuszewski uprzejmie wyjaśnił, że z początkiem roku 2009 yahoo.com zlikwidowało jeden email, który użytkował z powodu zbyt długiego okresu nielogowania się na dzierżawioną skrzynkę email. Ten adres emailowy był znany policji politycznej katolickiego gestapo III RP, a z tego powodu przychodziło na ten email dużo gróźb zabójstwa od Dariusza Pietrka Chorzowa i księdza pedofila Mirosława Szwajnocha z Tarnowskich Gór (Zabrza) oraz od kilku innych osób. Groźby zabójstwa od tych kanalii katolickich wyznających kult żydowskiej prostytutki Maryji której produktem ubocznym wedle wiedzy historycznej był Jezus zwany Chrystusem zostały przestępczo umorzone przez te samą katolicką policję polityczną reżimu III RP. Policja polityczna katolickiego gestapo lubi umarzać sprawy przeciwko oprawcom wnoszone przez ofiary tejże katolickiej czyli wojtyłowej policji politycznej papieża Jana Pawła Dwa znanego z ukrywania tysięcy skandali pedofilskich z udziałem katolickich księży.

    Nagle w czasie przesłuchania funkcjonariuszka katolickiej policji politycznej dała Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu ze 30 (trzydzieści) małych karteczek i kazała się na nich podpisywać, chciała też wymusić parafkę czyli podpis nieczytelny, ale Mohan Ryszard Matuszewski takowego nie używa, zatem odmówił policji politycznej pisania parafki, jako, że takowej nie posiada. Zatem Mohan Ryszard Matuszewski musiał około 30 razy pisać swój podpis, to jest imiona i nazwisko. Znana jest taka metoda podpisywania dokumentów „przez podświetloną szybę”, stosowana przez wiele służb specjalnych i policji politycznych świata. Jeśli posiadasz kilka lub kilkanaście wzorów podpisu, wtedy najbardziej typowy, uśredniony, wybrany ze wszystkich, to jest najczęściej się powtarzający, dajesz na podświetloną szybę i po pewnym wyćwiczeniu nanosisz na jakiś dokument, aby się za kogoś podpisać. Metodę tę przestępcy z policji politycznych stosują nawet na szybie okiennej w słoneczny dzień, kartka z podpisem, na to kartka dokumentu gdzie ma być podpis podrobiony, ćwiczenie, na koniec wyćwiczony podpis fałszywy według wzoru produkuje się na oryginale podrabianego dokumentu lub pisma. Warto zatem wiedzieć po co policja polityczna katolickiego reżimu III RP pobiera takie podpisy. Funkcjonariuszka Magdalena Niciewska także kazała Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu napisać odręcznie dyktowany tekst oraz przepisać kilka zdań z książki, będącej instrukcją obsługi drukarki.

    Funkcjonariuszka policji politycznej katolickiego gestapo popełniła poważne przestępstwo kryminalne tzw. „nadużycia urzędniczego” zagrożone karą do 10-ciu (dziesięciu) lat pozbawienia wolności. Nie ma bowiem prawa od osoby przesłuchiwanej w „charakterze świadka” pobierać próbki pisma ani domagać się odręcznie składanych pisemnych wyjaśnień, gdyż w myśl przepisów świadek ma jedynie obowiązek złożyć podpis na protokole przesłuchania. Takie materiały można pobierać jedynie od osoby przesłuchiwanej w „charakterze podejrzanego”. Zatem protokół przesłuchania świadka jest w tym wypadku oszustwem, bo powinien być zatytułowany „protokół przesłuchania podejrzanego”. Jest to często robiony przekręt przestępstwa urzędniczego w polskiej policji politycznej reżimu katolickich faszystów i faszystowskich inkwizytorów takich jak Stefan Wyszyński czy Karol Wojtyła. Wyszyński ksywa „kardynał” był wielbicielem Hitlera i faszyzmu, a potem dostał 10 lat więzienia za zbrodnie faszystowskie, z czego odsiedział tylko 3 lata i to w komfortowych warunkach bo w klasztorze katolickiej sekty. Karol Wojtyła i jego reżim faszystowski w Polsce to jak widać wierni uczniowie faszysty i kryminalisty Stefana Wyszyńskiego, winnego wymordowania około 1300 (tysiąca trzystu) polskich żołnierzy ruchu oporu, tych lewicowych oczywiście, a także żydów. Więcej o problemie przesłuchiwania świadków znajdziesz w osobnym artykule, z którego wynika też dlaczego trudno odmówić policji politycznej pobrania próbek podpisu czy pisma odręcznego. Teoretycznie Mohan Ryszard Matuszewski mógł odmówić dostarczenia próbek pisma odręcznego, jednak powoduje to zwykle uciążliwe komplikacje sytuacji i powikłania.

    Przesłuchiwanie w charakterze świadka jest taką często stosowaną przykrywką wobec potajemnie podejrzanych, gdyż świadkowi nie trzeba w zasadzie dawać protokołu zeznań do przeczytania, a jedynie do podpisania. Świadek nie wie co będzie do protokołu dopisane przez politycznych policjantów na usługach katolickiego gestapo III RP. Świadek nie może także kłamać, bo za kłamstwo zostaje pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a jako podejrzany, osobnik może kłamać i nic mu za to nie grozi. Świadek nie może też skorzystać z prawa „przeglądania akt prowadzonego postępowania na każdym etapie jego prowadzenia”. A oskarżony może i od razu dowiedziałby się o co politycznej policji chodzi i czego w aktach nie ma, a co policja polityczna z katolickich gestapowców wojtyłowych złożona potrzebuje spreparować.

    W czasie przesłuchania przez st. Sierżant Magdalenę Niciewską zostało Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu przedłożone pismo z policji politycznej w Krakowie, z pytaniem „czy coś pan wie o tym, co tu jest napisane”? Mohan Ryszard Matuszewski mógł czytać pismo krótko, około minuty, bo policjantka nalegała aby szybko odpowiedział czy coś wie o tym, co było w owym przedłożonym dokumencie z pieczęcią krakowskiej policji politycznej w nagłówku. Nie wiedział NIC, zatem odpowiedź i wyjaśnienia były krótkie. W piśmie pobieżnie przejrzanym przez Mohana Ryszarda Matuszewskiego, chodziło o to, że Jan Gawin przez internet z pomocą swojej poczty internetowej razem ze swoim kumplem łowi dzieci dla celów uprawiania płatnego seksu pedofilskiego. Zamieszane są w ten proceder jeszcze inne osoby, ale nie udało się zapamiętać nazwisk ani szczegółów. Pedofile też coś podpaliły w Krakowie, zapewne swoją zgwałconą ofiarę lub lokal w którym był jakiś pedofilski burdel. Szkoda, że pani sierżant swoim namolnym domaganiem się natychmiastowej odpowiedzi czy coś wiadomo o tym co jest w treści pisma policji politycznej, nie pozwoliła w zasadzie na jego dokładne i spokojne przeczytanie. Kopii pisma także wydać nie chciała, bo świadkowi się nie należy. Na pewno byłoby więcej wiadomo w co jest uwikłany „Gość Niedzielny” oraz Jan Gawin i Dariusz Pietrek. Ale może chodzi o to, żeby Mohan Ryszard Matuszewski nie wiedział za dużo, bo gdyby wiedział, to rzeczywiście szybko by poznał czy ma coś do powiedzenia w temacie. Wygląda na to, że jakieś dziecko wnerwiło się na Jana Gawina, pewnie musi być z Krakowa, skoro w Krakowie jest jakieś postępowanie, tylko nie wiadomo czy policja polityczna nie montuje przy okazji jakiejś afery.

    Policja polityczna pracowała tak, jakby chciała albo wyciągnąć jakieś informacje od Mohana Ryszarda Matuszewskiego, których nie ma, a bardzo potrzebuje, albo tak, jakby pod pozorem czegoś innego montowała jakąś aferę przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu, zbierając ku temu i przygotowując jakąś prowokację. Przy okazji policjantka policji politycznej faszystowskiego reżimu katolików dokonała przestępstwa urzędniczego, sfałszowała protokół przesłuchania, który faktycznie jest protokołem „przesłuchania podejrzanego”, z uwagi na pobieranie próbek pisma odręcznego i podpisu, a nie jak napisano, protokołem „przesłuchania świadka”. Jest to oczywiście przestępstwo fałszowania dokumentu czyli do 5 lat więzienia oraz nadużycia urzędnicze czyli do 10 lat więzienia. A do tego działanie na zlecenie innego funkcjonariusza „policjanta Lisa” z Krakowa i oczywiście funkcjonariusza sekty Opus Dei Jana Gawina, czyli funkcjonariusza okupacyjnego reżimu watykańskiego, który Polskę nam okupuje! No to mamy już przestępczą grupę zorganizowaną w postaci trzech działających w zmowie, a do tego, przynajmniej część policyjna jest uzbrojona, czyli mamy działanie w grupie przestępczości zorganizowanej o zbrojnym charakterze. A to dodatkowy kryminał, ale kto zechce zamykać osoby popełniające przestępcze nadużycia urzędniczego i fałszowania dokumentów, kiedy pracują w policji politycznej reżimu katolików wojtyłowych.

    Foto opis: Ks. Marek Garncarczyk szef sekty Gość Niedzielny skazany za zbrodnie na Alicji Tysiąc!

    Niewątpliwie, za wszystkie te zbrodnie i grzechy katolickich aktywistów pokroju Jana Gawina i policjantów politycznych reżimu, papież Karol Wojtyła czyli Jan Paweł Dwa z Wadowic i jego wierni będą się smażyć w piekle przez eony męki cierpiąc, bo w katolickim piekle, diabły widłami dźgają takie grzeszne bydło. A i bożek katolicki w piekle się już smaży w kotle smoły i siarki, bożek w postaci Maryji, żydóweczki, co pracowała jako kurtyzana w burdelu dla Rzymskiego garnizonu, jako nieletnia prostytutka, gdzie powiła z Rzymskim oficerem Panderą dzieciątko z łoża pozamałżeńskiego o imieniu Jezus. Historycy są skrupulatni, historie burdeli w dawnych czasach także spisali, chociaż w Polsce trudniej prawda o Maryji jest dostępna. I taki już jest cały ten katolicyzm z jego bożkami typu Maryja. Całkiem możliwe, że banda gestapowców z „Gościa Niedzielnego” chce się odegrać za popieranie wyroku skazującego jaki zapadł na sektę „Gość Niedzielny”, wyrok za zbrodnie znieważania publicznego Alicji Tysiąc, gdzie członkowie Antypedofilskiego Bractwa Himawanti żądaniami wynagrodzenia krzywd Alicji Tysiąc walnie się przyczynili do skazania szefa sekty „Gość Niedzielny” księdza Marka Garncarczyka.

    I to by było na razie na tyle, z czasem dowiemy się zapewne więcej na temat tego, co w istocie montuje katolicka policja polityczna, gdyż z tego co wiadomo, to nie bardzo wiadomo o co chodzi. Możliwe, że to Dariusz Pietrek ksywa „Piedar” wynajął jakiegoś słupa, za to, że go z Katolickiego Centrum Edukacji KANA w Katowicach wywalili dyscyplinarnie i jego sekta działa teraz tylko w Chorzowie? Zatem z czasem artykuł zostanie uzupełniony o rozdział:

    …. Co chce od Mohana policja polityczna i sekta Jana Gawina z Krakowa ….

    Foto opis: Jan Gawin, na fotografii redakcji sekty „Gość Niedzielny” to ten spasły jak wieprz Wszechpolak związany z IPN, co siedzi z przodu na ziemi po lewej stronie, pierwszy od lewej.

    Stop faszystowskim zbrodniom Pedofilsko-Katolickich Ośrodków Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych typu KANA, OKOpS i CPP!

    Stop zbrodniom faszystowskiej i propedofilskiej policji państwowej, faszystowskiej prokuratury rządzonej przez alkoholików katolickich z zawsze morderczej frankistowskiej sekty Opus Dei!

    Stop zbrodniom sędziów faszystów, pedofilów i alkoholików z Bydgoszczy, Częstochowy, Gliwic, Katowic i Warszawy!

    Antyfaszystowska Agencja Informacyjna

  • Chronologia Prześladowań i Represjonowania Ryszarda Matuszewskiego (Lalita Mohan G.K.) oraz Bractwa Himawanti w Polsce

    Chronologia Prześladowań i Represjonowania Ryszarda Matuszewskiego (Lalita Mohan G.K.) oraz Bractwa Himawanti w Polsce

    Dnia 8 czerwiec 1995 (formalnie 21 sierpień 1995) – Ryszard Matuszewski (Lalita Mohan G.K.) składa „Wniosek o wpis do rejestru kościołów i związków wyznaniowych Bractwa Himawanti” w departamencie wyznań URM. Jednym z punktów działalności Bractwa Himawanti jest zwalczanie pedofilii, pomoc ofiarom gwałconym w dzieciństwie przez pedofilów, w tym księży pedofilów. Inną terapie uwalniające z uzależnień od narkotyków, alkoholu, w tym wina mszalnego. Wszystkie terapie na bazie jogi, medytacji i psychosyntezy. Ryszard Matuszewski prowadzi terapie dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek już od 1981 roku. Jogę i terapie medytacyjno-oddechowe od 1983 roku. Wcześniej zajmuje się aikido, aiki-jutsu, reiki, akupresurą, kalari oraz hatha jogą. Jest od dzieciństwa miłośnikiem astronomii, buduje własne teleskopy.

    21 październik 1995 – Odpowiedź URM: prośba o wyjaśnienia – głównie kwestii ekumenicznego charakteru Bractwa Himawanti propagującego m.in tantrę hinduską oraz ajurwedę i pranaterapię. Także żądania wykreślenia ze Statutu antypedofilskiej działalności i terapii ofiar metodami alternatywnymi i orientalnymi. Bractwo Himawanti odsyła wszelkie konieczne wyjaśnienia dnia 11 listopada 1995 spełniając wszelkie formalne wymogi do rejestracji związku światopoglądowego. Ryszard Matuszewski wzywany jest przez urzędników do Warszawy, gdzie musi jeździć na swój koszt składać kolejne podpisy, wyjaśnienia. Traktowany jest przez policyjnych urzędników wydziału wyznań MSWiA jak podejrzany o przestępstwo zakładania hinduistycznej związku w Polsce, a nie jak Koordynator wyznaczony przez związek do załatwiania spraw urzędowych. Piętnastu członków założycieli nawiedzają dziwni ludzie z policji politycznej, księża, działacze parafialni i oazowi. Namawiają do wystąpienia z Bractwa Himawanti, grożą brakiem katolickiego pogrzebu po śmierci, a ponieważ nic nie wskórają, zaczynają się pogróżki telefoniczne, pisemne, przysyłanie psich gówien w paczce, podpalenia wycieraczek, wyklinanie z ambony w niedzielę, plakaty potępiające „sekciarzy”. Represje katolicko-faszystowskiego aparatu bezpieki dotyczą 15 osób – członków z listy założycieli oraz także ich rodzin, nawet mieszkających w innej części Polski.

    26 styczeń 1996 – Główny Urząd Statystyczny przysyła pismo z uprzejmą prośbą o podanie wszelkich danych na temat Bractwa Himawanti, w tym także danych personalno adresowych wszystkich funkcyjnych członków, praktykujących i sympatyków oraz uczestników terapii. GUS robi za policję polityczną lub wywiad. Interesuje się liczbą osób, aktywnością, miejscami działalności. Podobne pisma nadchodzą od kilku katolickich fundacji z plebanem w tle, rzekomo dla celów naukowego badania występowania nowych ruchów religijnych w Polsce. Dzwonią rozmaite ankieterki, a także studentki i studenci rzekomo piszący prace magisterskie lub robiący inne badania na temat związków wyznaniowych. Jedna ankieterka jest upierdliwa, nie tylko dzwoni ale i przychodzi na zajęcia Bractwa Himawanti, bez pytania o zgodę rozdaje ankiety do wypełnienia. Pytania tyczą występowania zaburzeń psychicznych, opętań, awersji do księży, antyklerykalizmu. Przykościelna mafia ma tupet. Ochrona usuwa namolną moderatorkę oazową, rzeczywiście studentkę katolickiej socjologii z obiektu będącego własnością Bractwa Himawanti. Księża już w najbliższą niedzielę, wspomniany ośrodek terapeutyczny piętnują z ambony. Efekt odwrotny od zamierzonego. Dzięki darmowej reklamie, podwaja się w trzy miesiące liczba osób podejmujących terapie odwykowe z nałogów!

    1 kwietnia 1996, w Prima Aprilis Szef Urzędu Rady Ministrów przysyła Decyzję o odmowie przyjęcia deklaracji o utworzeniu związku wyznaniowego Bractwa Himawanti. W uzasadnieniu podaje, iż statut Bractwa Himwanti zawiera „wiele braków i wad”, jednak nie wymienia jakie są to wady. Dokładnie nieuk prawny z Wydziału Wyznań MSWiA nie raczył wymienić ani jednego braku czy wady wypisując brednie o istnieniu wad i braków, ktorych było brak.

    Kwiecień/maj 1996 Lalita Mohan G.K. wysyła skargi na powyższą decyzję do Prezydenta RP, Kancelarii Sejmu RP oraz Rzecznika Praw Obywatelskich, a także do Sądu Administracyjnego i kilku instytucji zagranicznych jak Amnesty International w USA. W odpowiedzi otrzymuje od wszystkich tych instytucji wyjaśnienie, iż rozpatrzenie tej sprawy nie leży w ich kompetencji…

    W środę dnia 14 sierpnia – 1996 Mohan Ryszard Matuszewski wraz z narzeczoną zostaje napadnięty i zatrzymany w Jaworznie przez kilkunastoosobową brygadę antyterrorystyczną z sekty katolickiej, co było poznać i po pytaniach i po noszonych na służbie katolickich krzyżykach. Bestialsko skuty w kajdanki i przewieziony do KWP Częstochowy, tzw. „Trójkąta” jest przesłuchiwany przez całą noc na okoliczność rzekomych gróźb karalnych „wysadzenia w powietrze Jasnej Góry”. Rzecz ma miejsce na dzień przed planowanymi zajęciami z jogi, medytacji i terapii dla ofiar księży pedofilów w Częstochowie, które Lalita Mohan G.K. miał poprowadzić, a także kilka dni przed przyjazdem katolistycznego Papieża JP2. Ryszardowi Matuszewskiemu zwyrodniali policjanci grozili pozbawienia życia jego lub narzeczonej oraz aresztowaniem osób uczestniczących wtedy w praktykach dla ofiar księży pedofilów. Dokonano pobicia przez policję KOP z Częstochowy, m.in. zrzucając ze schodów. Policjanci przykładali Ryszardowi Matuszewskiemu pistolet do głowy, celem złożenia pisemnego zobowiązania zaprzestania działalności w Częstochowie, bo o to chodziło, jakby ktoś nie wiedział. Ryszard Matuszewski nie przyznaje się do winy, chociaż prasa na drugi dzień pisze, że Mohan przyznał się podpisując dokumenty in blanco!

    Od czwartku 15 sierpnia 1996 do niedzieli 18 sierpnia 1996 trwa w Częstochowie intensywny program terapeutyczny dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Program miał być prowadzony przez Ryszarda Matuszewskiego, jednak wobec jego nieprzybycia, które wszystkich zaskoczyło, po 30 minutach, prowadzenie podejmują inni liderzy Bractwa Himawanti, jak mgr Witold Boguszewski, lic. Maciej Marczak, dr Katarzyna Smolińska. W przerwach zajęć usiłują ustalić co się dzieje z Ryszardem Matuszewskim, jednak nie mogą się skontaktować ani z Lalita Mohanem ani z jego żoną, gdyż oboje są bezprawnie i zbójecko przetrzymywani przez służącą skażonemu pedofilią na skalę międzynarodową reżimowi watykańskiemu policję polityczną z Częstochowy.

    29 sierpnia 1996 – Naczelny Sąd Administracyjny przysyła decyzję o odrzuceniu skargi Bractwa Zakonnego Himawanti z uwagi na nie wykorzystanie wszystkich dostępnych środków odwoławczych. Rzekomym środkiem odwoławczym miało być „zwyczajowe wręczenie 100 tysięcy złotych polskich (w starej walucie cztery zera więcej) niejakiemu szefowi Kościoła katolickiego, Józefowi Glempowi, bo bez takowego datku na Kościół katolicki, żadna sekta nie ma prawa legalnie działać w rzekomo wolnej Rzeczpospolitej Polskiej!” Urzędnicy niestety tych swoich rad odwoławczych nie chcieli przekazać na piśmie a jedynie ustnie, a Ryszard Matuszewski raczył uprzejmie nagrywać swoją rozmowę z urzędnikami na taśmę magnetofonową, powielić i rozesłać po najwyższych urzędach w państwie. Urzędy nagranie zbyły milczeniem. Nie było jeszcze jeszcze CBA.

    7 październik 1996 KWP w Częstochowie zamyka dochodzenie w sprawie rzekomych „gróźb wysadzenia Jasnej Góry” insynuując iż ich autorem jest Ryszard Matuszewski, chociaż materiał dowodowy temu zaprzeczał! Prawdziwym powodem policyjnego napadu sterowanego ręcznie przez ówczesnego przeora Jasnej Góry, imiennika Izydora Matuszewskiego było ujawnienie pedofilskiego zboczenia kilku mnichów z Jasnej Góry, gdyż Ryszard Matuszewski relacje ofiar z terapii za ich zgodą wydał drukiem w nakładzie około 3 tysiące egzemplarzy. Przy okazji ujawniono także, że przeor Jasnej Góry miał kochankę Maryję Karczewską, która to rzeczywiście wypisywała na przemian listy miłosne i groźby do przeora Jasnej Góry, że aborcję jego dziecka ujawni. Maryjka Karczewska groziła, bo chciała także wymusić ślub, a potem już tylko zwrot kosztów aborcji płodu będącego owocem miłości do paulina. Smród wokół Jasnej Góry został chwilowo przykryty medialnymi zarzutami o rzekomy zamach na Jasną Górę, której nawet Szwedzi nie zdołali wysadzić, chociaż mieli czym i za co. Zarzut był tak absurdalny, że przypadkowi ludzie spotykani na ulicy w Częstochowie, rozpoznając Lalita Mohana po zdjęciach w gazecie na ulicy, podchodzili i gratulowali cywilnej odwagi ujawnienia mnichów pedofilów z Jasnej Góry i odwagi pomagania ofiarom tych zboczków. Dawali nawet spontanicznie datki „na dobrego adwokata, najlepiej spoza Częstochowy”.

    Dnia 23 października 1996 Prokuratura Rejonowa z Częstochowy przedstawia fikcyjny Akt Oskarżenia przeciwko Ryszardowi Matuszewskiemu. Oskarża go o to, że: 31 lipca 1996 wysłał z Torunia anonimowe pismo do przeora Jasnej Góry z groźbami wysadzenia klasztoru, które to groźby wzbudziły w pokrzywdzonym obawę, że mogą zostać spełnione. Brak jednakże świadków zarzucanego czynu, a jedyni świadkowie w liczbie 5 osób twierdzili, że Ryszard Matuszewski w owym czasie przebywał u rodziny w Jaworznie. Zeznań rodziny i sąsiadów sad nie dopuścił, twierdząc, że nie jest nimi zainteresowany, bo takie ma wytyczne. Jako dowodowy materiał porównawczy służą widokówki napisane przez Maryję Karczewską z Torunia, adresowane do Ryszarda Matuszewskiego. Biegli potwierdzają, iż pismo z widokówek i groźby karalne napisała ta sama osoba. Wychodzi, że moherowa Maryja Karczewska. Akt oskarżenia mówi też, iż biegli psychiatrzy nie znaleźli podstaw kwestionowania poczytalności, tymczasem Ryszard Matuszewski nie został nawet przebadany, chyba, że zdalnie przez lekarzy jasnowidzów. Nie przesłuchano także nikogo spośród pięciu świadków obrony, w tym trzech członków rodziny, którzy mogli potwierdzić, iż Ryszard Matuszewski w dniu 31 lipca 96 nie przebywał w Toruniu i nie mógł być autorem listu, a nawet nie wezwano ich na rozprawę. Jedynym przesłuchanym świadkiem był jasnogórski przeor Izydor Matuszewski, który później zachorował na raka. Później przed sądem Ryszard Matuszewski udowadnia, że autorką listów jest Maryja Karczewska z Torunia, ale sąd nie chce tych informacji wziąć pod uwagę, chociaż są oczywiste, o czym świadczą podpisy autorki gróźb karalnych Maryji Karczewskiej – kochanki przeora Jasnej Góry.

    10 luty 1997 – Urząd Skarbowy odmawia Ryszardowi Matuszewskiemu prawa do opodatkowania dochodów, które uczciwie zgłosił. Uzasadnieniem urzędu jest, iż Bractwo Himawanti nie istnieje formalnie, więc Mohan Ryszard Matuszewski nie jest osobą duchowną. W związku z tym wszelkie dochody z tytułu wolnych datków za prowadzoną działalność duchową zostały… na stałe całkowicie zwolnione z podatku… Brawo Urząd Skarbowy!

    Dnia 28 luty 1997 – Mohan Ryszard Matuszewski zostaje zatrzymany w okolicy dworca PKP w Toruniu przez policję i poddany kontroli osobistej, przetrzymaniu, co powoduje spóźnienie na pociąg, a w związku z tym kilkugodzinne spóźnienie na prowadzone tego dnia zajęcia hinduistycznej jogi Włocławku do którego jechał. Policjanci wydali tym sami siebie, że inwigilują i śledzą Ryszarda Matuszewskiego.

    29 kwietnia 1997 – Zapada wyrok Sądu Częstochowskiego: pozbawienia wolności dla Lalita Mohana na 1,5 roku w zawieszeniu na 3 lata + koszty procesu. Co ciekawe w uzasadnieniu sąd przyznaje się do tego iż po wyjaśnieniach oskarżonego, że pismo z groźbami zostało spreparowane przez Maryję K. „nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonego (…) uznał je za wykrętne i zmierzające do uniknięcia odpowiedzialności karnej, a jego wyjaśnienia złożone w sprawie są zdaniem sądu wprost nielogiczne i nonsensowne…” (sic!) Sądowi wystarcza także subiektywne odczucie pokrzywdzonego przeora o grożącym mu niebezpieczeństwie, natomiast nie ma w ogóle znaczenia czy faktycznie takowe istniało… i że spowodowała je jego kochanka Maryja K. Sąd pokrętnym uzasadnieniem chyba z powodu nacisków inkwizycyjno-pedofilskiej mafii, otwiera drogę nawet do kasacji.

    5 grudnia 1997 – Wyrok zostaje utrzymany w mocy przez sąd wojewódzki w Częstochowie po wniesionej apelacji. Członkowie Bractwa Himawanti, dziękczynnie rozdają i rozklejają po Częstochowie 10 tysięcy ulotek o mnichach pedofilach dymających dzieci na Jasnej Górze. Jedna z osób rozklejających ulotki, Katarzyna Smolińska zostaje złapana i ukarana mandatem wysokości sto złotych za zaśmiecanie miasta. Zapłaciła na miejscu… i rozklejała dalej, czym załamała psychicznie policjantów.

    27 lutego 1998 – Mohan Ryszard Matuszewski za pośrednictwem adwokata składa wniosek o kasację do Sądu Najwyższego. Zarzuca w niej rażące naruszenie prawa m. in. przez: oddalenie wniosku o przesłuchaniu świadka Maryji Karczewskiej, która była faktycznym autorem listu do przeora oraz do… Ryszarda Matuszewskiego.


    Listopad 1998 – Rozpoczyna się kolejne śledztwo i kolejna sprawa przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiego w prokuraturze częstochowskiej, jednej z najbardziej skorumpowanej w Polsce wedle rankingów ówczesnej prasy. Następuje to po złożeniu kolejnego, drugiego wniosku o rejestrację Bractwa Himawanti w 1997 roku jesienią. Znów przedmiotem dochodzenia są listy – tym razem o rzekomo treści obraźliwej dla urzędników państwowych. Sąd częstochowski czuje się urażony zarzucanemu mu bezprawiu i przestępczo wydanym wyrokiem! M.in. 22 grudnia 1998 prokurator zarządza powołanie biegłego psychiatry, który ma ustalić czy Mohan Ryszard Matuszewski jest zdrowy psychicznie, a także postanawia powołać biegłych grafologów i zarządza wywiad środowiskowy. Sprawa ciągnie się kilka miesięcy.

    W tym czasie Ryszard Matuszewski dostaje wezwanie stawienia się na przymusowe badania psychiatryczne. Pismo to odsyła, skądinąd słusznie i dowcipnie, do przeora Jasnej Góry, skreślając swoje imię i wpisując imię Izydor (zbieżność nazwisk!). Prokuratura, a następnie sąd uznają to za fałszowanie dokumentów, co staje się kolejnym bezprzedmiotowym zarzutem w sprawie, ale grozi 5 lat więzienia. Lalita Mohan G.K. zostaje wezwany na przesłuchanie do Częstochowy, w czasie którego prokurator Bogusław Kromołowski (znany później z afery paliwowej prowadzonej przez prokuraturę w Zawierciu) i jego prokuratorski asesor Paweł Zubert lżą wiarę hinduizmu i śiwaizmu kaszmirskiego, poniżają Lalita Mohana, stosują groźby i przemoc fizyczną oraz słowa powszechnie uważane za obraźliwe. Robiąc sobie „przerwę na kawę” wychodzą, a Mohana Ryszarda Matuszewskiego każą skuć w kajdanki i zakneblować. Wobec takiego traktowania – jako świadka – Mohan Ryszard Matuszewski na kolejne wezwanie (07 maj 1999) nie stawia się.

    7 czerwca 1999 przed kolejną wizytą ukrywającego licznych kościelnych pedofilów papieża JP2 Lalita Mohan G.K. zostaje aresztowany w Jaworznie i przewieziony do Częstochowy, gdzie zostaje brutalnie pobity, skuty kajdankami, zrzucony ze schodów, bity i kopany, etc. Lekarz policyjny nadzoruje akcję i sprawdza czy Mohan Ryszard Matuszewski jeszcze żyje. Przez kilka tygodni po zatrzymaniu nikt nie powiadamia żony Lalita Mohana Małgorzaty Wysockiej-Matuszewskiej gdzie przebywa, ani dlaczego został porwany i przetrzymywany jej mąż w areszcie. Nikt także nie powiadamia o fakcie zatrzymania władz Bractwa Himawanti. Dopiero prywatne „śledztwo” członków Bractwa Himawanti pozwala ustalić, iż Lalita Mohan jest w Krakowie na przymusowych badaniach psychiatrycznych w szpitalu aresztu śledczego przy ul. Montelupich. Jak okazuje się później, po zatrzymaniu i brutalnym pobiciu Lalita Mohan przebywa przez 10 dni w areszcie na Zawodziu Częstochowskim, a dopiero później zostaje przewieziony do Krakowa. Na Zawodziu był bity i głodzony oraz całkowicie izolowany w pojedynczej, nie miał spacerów, nie dostawał jedzenia, bo zakład rzekomo nie miał jedzenia wegetariańskiego. Rozpoczyna się akcja protestacyjna Bractwa Himawanti pod krakowskim aresztem, w którym Lalita Mohan jest głodzony i dręczony. To ten sam areszt w którym dochodzi później do morderstw rasistowskich, jak zamordowanie Rumuna przez zagłodzenie. Pojawia się wiele artykułów prasowych sponsorowanych przez mnichów pedofilów z Jasnej Góry, o czym prywatnie informują Bractwo Himawanti zaprzyjaźnieni dziennikarze. Kilkoro członków Bractwa Himawanti demonstrujących pod aresztem zostaje obrzuconych zgniłymi jajami oraz gradem kamieni z jadącego samochodu – jak ustalono po rejestracji – policyjnego. Pomimo wskazania zapamiętanego numeru rejestracyjnego i marki pojazdu, po przesłuchaniu kierowcy prokuratura umarza śledztwo, mimo kilku świadków całego zdarzenia. Do konfrontacji kierowcy i poszkodowanych nie dochodzi…

    Dnia 25 lipca 1999, po tak zwanej obserwacji psychiatrycznej Mohan Ryszard Matuszewski zostaje cichaczem, pod osłoną nocy przewieziony do aresztu w Herbach Starych koło Częstochowy! (sic!) W czasie obserwacji nie podaje się leków, a jedynie trzyma i obserwuje. Obserwowanie na oddziale psychiatrycznym aresztu polega na tym, że 2 razy w tygodniu „pacjent-więzień” przez około 30 sekund odpowiada lekarzowi na pytania typu: „jak się pan czujesz?”. Jeśli nie odpowiada, znaczy, że chory. Jeśli odpowiada, że dobrze lub źle, znaczy że zdrowy. Jeśli bluzga do pana doktora, znaczy że niepoczytalny – nie wie co czyni i komu podskakuje! Rozmowa z psychologiem jedna około 2 minut, innych badań brak, tylko krew i mocz, chyba że pacjent chory ciężko na serce albo nerki…

    W lipcu i sierpniu 1999 adwokat Ryszarda Matuszewskiego składa dwa razy wniosek o uchylenie aresztu (29 czerwca, a później 06 sierpnia 99), argumentując iż areszt miał na celu przeprowadzenie badań psychiatrycznych, na które Lalita Mohan nie chciał się stawić, a ponieważ badania takowe się zakończyły, nie ma już potrzeby trzymania go w areszcie, zwłaszcza że czyny zarzucane noszą znamiona niskiej szkodliwości społecznej, a oskarżony nie ma na swoim koncie żadnych rękoczynów, pobić, a nawet gróźb karalnych itd. Są to bowiem co najwyżej występki, jak pisanie listów z protestami, a nie przestępstwa, za których pisanie w trybie zażaleń i skarg Sąd Najwyższy zresztą zakazał więzić petentów wymiaru sprawiedliwości. Prokurator oba wnioski odrzuca. Adwokat składa kolejną skargę do Prokuratury Okręgowej (25 sierpnia), ale i ta zostaje odrzucona. Nawet dyrektor aresztu w Herbach Starych gdzie Ryszard Matuszewski przebywał składa wniosek o uchylenie aresztu z powodu klaustrofobii na jaką jak się okazuje cierpi Ryszard Matuszewski w pomieszczeniach zamkniętych. Wniosek zostaje odrzucony. Co istotne Mohan w dzieciństwie 3 razy był ofiarą napastowaną przez księży pedofilów, m.in. przez ks. pedofila Jana Goszczyńskiego z Czarnego.

    13 września 1999 Sąd przedłuża tymczasowy areszt o kolejne trzy miesiące bez żadnego uzasadnienia. Sąd nawet nie doprowadza Mohana Ryszarda Matuszewskiego na posiedzenie, na którym jako podejrzany ma prawo być, nie raczy wysłuchać argumentacji adwokatów. Ofiary paulinów oraz uczestnicy zajęć terapeutycznych z Częstochowy i okolic kilka godzin skandują pod sądem i prokuraturą: „Sąd gestapo!”, „Precz z inkwizycją!”, „Zamknąć sędziów pedofili, żeby dzieci nie gwałcili!”.

    21 października 1999 – Sąd Najwyższy postanawia przekazać sprawę do Sądu Okręgowego w Katowicach bo sąd częstochowski sam jest obrażoną „dziewczynką” stroną w sprawie. Sąd pokrzywdził Ryszarda Matuszewskiego już w 1996 roku, akceptując napady pedofilskich mniszków z Jasnej Góry, a przecież sześć ofiar paru mnichów to na jeden klasztor nie jest wcale aż tak dużo zboczenia. W skali światowej bywają całe zakony pedofilskie w 100 procentach.

    17 listopada 1999 – Sąd w Katowicach podtrzymuje areszt, a prawnicy nie mogą zrozumieć uzasadnienia, takie bzdury i idiotyzmy są w nim powypisywane. W Katowicach sąd odwoławczy pikietuje kilkuset osobowa demonstracja rozdająca ulotki i obklejająca miasto plakatami! Kilka tysięcy ludzi daje spontanicznie datki na „adwokatów dla Mohana”. Kilkadziesiąt osób opowiada członkom Bractwa Himawanti jak bardzo zostały w życiu pokrzywdzone przez sądowych zwyrodnialców w togach lub policyjnych mundurach.

    13 grudnia 1999 – Sąd Częstochowski znów przedłuża areszt. Później areszt przedłużony zostaje znowu… i znowu, bez żadnej sensownej przyczyny, pod naciskiem paru zboczonych paulinów z Jasnej Góry. Nie odbywa się ani jedna rozprawa sądowa ani jedno posiedzenie sądu na które Mohan Ryszard Matuszewski byłby doprowadzony do sądu. Dziwi to współosadzonych, którzy raz na miesiąc lub dwa jeżdżą na sprawy sądowe, dziwi nawet dyrekcję aresztu, która w rozmowie z adwokatami przyznaje, że takich przekrętów nie było nawet za komuny. Reżim pedofilski widać potrafi!

    4 maja 2000 – Mohan Ryszard Matuszewski słabnie nagle i mdleje, co spowodowane jest dłuższym przebywaniem w zamkniętym pomieszczeniu, wypełnionym dymem papierosów, nasilając klaustrofobię. Dodatkowo Ryszard Matuszewski jak stwierdzili sami psychiatrzy cierpi w areszcie na silniejszą postać klaustrofobii. Zostaje przewieziony do szpitala w Lublińcu, gdzie lekarze stwierdzają chorobę niedokrwienną serca, jako powikłanie klaustrofobii. Opinie lekarzy więziennych są jednoznaczne: Mohan Ryszard Matuszewski z uwagi na klaustrofobię nie powinien przebywać w warunkach aresztu ani więzienia, a nawet w pomieszczeniach zamkniętych. Sąd ani prokurator jednak nie chcą zwolnić Mohana Ryszarda Matuszewskiego, ale jawnie zamordować na zlecenie Izydora Matuszewskiego z Jasnej Góry i paru ujawnionych przez swe ofiary w czasie terapii antypedofilskich mniszków pedofilków.

    2 czerwca 2000 – Sąd Częstochowski pod naciskiem Jasnej Góry postanawia umieścić Ryszarda Matuszewskiego w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, jak w średniowieczu. Oficjalnym powodem są dolegliwości o obrazie klaustrofobii, które wymagają specjalistycznego leczenia, którego sam Mohan Ryszard Matuszewski się domagał. Sąd tylko zapomniał, że klaustrofobii się nie leczy w warunkach placówki zamkniętej! Wychodzi na jaw głupota sędziów i mordercze skłonności pracowników tak prokuratury jak i sądu w Częstochowie.

    1 lipca 2000 – sędzia który wydał nakaz aresztowania Ryszarda Matuszewskiego w 1999 roku okazuje się być sam podejrzanym o pedofilię częstochowskim zboczeńcem seksualnym. Aferę ujawnili niepokorni dziennikarze. Pedofil sądowy pomógł pedofilom zakonnym uwięzić Ryszarda Matuszewskiego. Na ulicach znów dużo ulotek i plakatów oraz pełno radiowozów z uzbrojonymi po zęby czarnymi mundurowymi wyglądającymi jak gestapo. Członkowie Bractwa Himawanti obklejają plakatami nie tylko mury Jasnej Góry ale i komendy policji w tym słynny „Trójkąt”. Sędziego kurdupla od pedofilii i nakazu aresztu oblano kilkoma wiadrami rzadkiej zawartości z szamba. Śmierdzącej. Kilka dni później to samo spotyka zwyrodniałych prokuratorów. Podejrzanymi o kierowanie „śmierdzącymi chrztami” i plakatowanie miasta są oczywiście mgr Witold Boguszewski, Maciej i mgr Ilona Marczak, dr Katarzyna Smolińska oraz mgr Jan Piskorski, czyli liderzy Bractwa Himawanti w Częstochowie.

    17 lipca 2000 – Mohan Ryszard Matuszewski trafia do Szpitala Psychiatrycznego w Rybniku, na oddział IX dla najgroźniejszych kryminalistów (morderców, gwałcicieli i pedofilów), gdzie jest trzymany bezzasadnie celem „zapewnienia warunków do leczenia klaustrofobii”. Nie podaje mu się żadnych środków psychotropowych, a lekarze z tego co mogą zrobić ordynują jak najwięcej wyjść na spacery z personelem i udział w zajęciach psychoterapeutycznych poza oddziałem zamkniętym, acz na terenie szpitala. Nawet dyrektorka szpitala dopytuje co to za kretyn kieruje osobę z klaustrofobią na zamknięty oddział, kiedy konieczne jest w tym wypadku leczenie w warunkach otwartych. Mohan Ryszard Matuszewski udziela się w zespole muzycznym szpitala grając na różnych instrumentach muzycznych oraz w zespołach plastycznych i literackim. Jest wysoko ceniony za zdolności twórcze. Po miesiącu dostaje przepustki na kilkugodzinne wyjścia do miasta, na pole i do lasu, celem terapii w warunkach odpowiednich dla leczenia z klaustrofobii. Lekarze są widać mądrzejsi niż pedofil sądowy z Częstochowy.

    19 grudnia 2000 ówczesny Prokurator Generalny pan Lech Kaczyński po zapoznaniu się z przestępczą w swej istocie procedurą sądu częstochowskiego w sprawie Ryszarda Matuszewskiego wnosi o kasację postanowienia sądu częstochowskiego z 2 czerwca i przesyła sprawę do Sądu Najwyższego.

    5 kwietnia 2001 – Sąd Najwyższy w tempie ekspresowym postanawia uchylić idiotyczne i przestępcze postanowienie sądu częstochowskiego i przekazać sprawę do ponownego rozpoznania z powodu kilkudziesięciu uchybień, jak nie przesłuchanie oskarżonego ani razu przez 2 lata przed sądem! Przez dwa lata Ryszard Matuszewski w prokuraturze był raz, w dniu aresztowania, a w sądzie nie był ani razu, albowiem nie odbyła się żadna rozprawa sądowa przeciwko Ryszardowi Matuszewskiemu. Plugastwo sądowe w Polsce, w wielu wypadkach polega na tym, że nie przesłuchuje się ani nie weryfikuje zeznań świadków obrony, a bierze pod uwagę jedynie stanowisko oskarżyciela. Plugastwo sądu częstochowskiego polegało także na zaocznym trzymaniu w areszcie bez wyroku sądowego!

    21 kwietnia 2001 wbrew zaleceniu Sądu Najwyższego, sąd częstochowski nakazuje przewiezienie Mohana Ryszarda Matuszewskiego do aresztu przy ulicy Montelupich w Krakowie, gdzie ma czekać na ponowne pokasacyjne rozpatrzenie swojej sprawy. Pismo Sądu Najwyższego nakazywało sądowi w Częstochowie zwolnienie Ryszarda Matuszewskiego w pierwszej kolejności, ale sędziowie nie raczyli tego sobie doczytać. Pewnie ślepi jak ich bóstwo zwane Temidą. Nie pomogły nawet protesty lekarzy z Rybnika, którzy jasno w papierach napisali, że Ryszard Matuszewski nie może być przetrzymywany w pomieszczeniach zamkniętych w warunkach aresztu tymczasowego czy więzienia z powodu klaustrofobii.

    16 maja 2001 – Helsińska Fundacja Praw Człowieka przesyła opracowaną przez zespół prawników opinię na temat sprawy do sądu w Częstochowie, sugerując zaprzestanie oczywistych represji sądowych mających na celu tak zwaną pozaprawną egzekucję sądową, gdyż przy klaustrofobii może dojść do zgonu aresztanta! HFPCz wyraziła też zastrzeżenia natury prawnej co do licznych uchybień jawnie popełnianych w sprawie. Tak źle nie mieli nawet bowiem opozycjoniści za czasów PRL.

    15 czerwca 2001 – Lalita Mohan po 2 latach i 8 dniach odzyskuje wreszcie wolność. Wychodzi jednak 18 czerwca, bo areszt Montelupich z Krakowa wywiózł go z powrotem do szpitala psychiatrycznego w Rybniku w nielegalny sposób i do dziś nie udało się ustalić na czyje polecenie ani z jakiego powodu. Szpital nie miał podstaw do przyjęcia, bo brakowało polecenia sądu, ale w końcu przyjął, oficjalnie czekając na papiery. Cztery dni później dostał nakaz zwolnienia. Po interwencji kilku organizacji obrony praw człowieka i adwokatów oraz obrzucaniu prokuratorów i sędziów w Częstochowie zgniłymi jajami, pomidorami i woreczkami z gównem oraz moczem. Widać inaczej nie warto rozmawiać z wymiarem sprawiedliwości w pedofilskim klechistanie zwanym Rzeczpospolitą Polską czyli prowincji cesarstwa watykańskiego jaśnie głównodowodzącego Jana Pawła Drugiego. Bractwo Himawanti wyedukowało się w Częstochowie jak należy rozmawiać z durnymi bandytami prokuratorskimi i sądowymi! Inaczej się bowiem nie daje!


    1 – 12 lipca 2001 – Ryszard Matuszewski lepiej znany jako Lalita Mohan G.K. współprowadzi razem z inną liderką Bractwa Himawanti, Izabelą Tryc z Gliwic, letni obóz terapeutyczny dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek w Beskidach. Jest po tych wszystkich przejściach w całkiem dobrej formie, a dawni pacjenci dziś liderzy Bractwa szybko pomagają Ryszardowi Matuszewskiemu na odzyskanie pełnej formy fizycznej i duchowej. Na obozie letnim pojawia się osoba związana z Jasną Górą, która zbiera informacje i rozsiewa szkalujące plotki. Zostaje usunięta z obozu terapeutycznego. Wyjeżdżając dyscyplinarnie odgraża się, że jeszcze Mohana zamknie, a Bractwo i tak zostanie zlikwidowane.

    18 kwietnia 2002 – Lalita Mohan G.K. oraz Paweł Ćwięka z Gliwic w czasie wykładu o ‘sektach’ na Politechnice Śląskiej zostają brutalnie pobici przez Straż Akademicką w obecności wielu świadków, a następnie wywiezieni przez policję nieoznakowanym samochodem w niewiadomym sobie kierunku. Na pytanie dokąd są zabierani, pada odpowiedź, iż do Oświęcimia (dawny obóz zagłady), co zostaje zarejestrowane przez sprzęt audio. Zostają pobici ponownie na katolickiej czy może pedofilskiej komendzie policji, a następnie wypuszczeni na wolność. Ryszard Matuszewski jest wielokrotnie nachodzony przez policję polityczną CBŚ oraz kryminalnych. Namawiany jest groźbami do zaprzestania propagowania hinduizmu, nauczania jogi oraz tantry, a szczególnie do zaprzestania terapii dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Groźbami kryminaliści i terroryści CBŚ próbują zastraszyć Lalita Mohana, a także jego najbliższych – żonę, rodzinę i współpracowników. Odmawia podpisania politycznej lojalki wobec klerykalnego reżimu III RP przez internautów jawnie nazywanej katolickim talibanem.

    10 maja 2002 Lalita Mohan G.K. oraz Izabela Tryc zostają pobici na ulicy przez Politechniką przez Straż Akademicką i policjantów. Lalita Mohan jest bity aż do utraty świadomości, jego lewa dłoń zostaje praktycznie zmiażdżona, a głowa rozbita. Mohan Ryszard Matuszewski przeżył, bo wyrwał jednemu policyjnemu bandycie gaz paraliżujący i porządnie spryskał policyjne ryje napastników! Następnie zostaje zabrany z komendy przez przyjaciół do szpitala wojskowego. Policja i prokuratura odmawiają wszczęcia dochodzenia w tej sprawie – przeciw własnym funkcjonariuszom. Pewnie wystarczy, że drzwi komendy zostały obrzucane jajkami, pomidorami, keczapem, gównem i moczem – jak wcześniej propedofilski sąd w Częstochowie.

    W czerwcu 2002 Mohan wraz z Ireną Barcz i Sławomirem B. składa po raz trzeci wniosek o rejestrację związku wyznaniowego Bractwa Himawanti, przez co pani Irena Barcz oraz Sławomir B. są represjonowani po dziś dzień przez katolicką policję polityczną i wymiar sprawiedliwości pedofilskiej w Polsce.

    W maju, czerwcu i lipcu 2002 Mohan Ryszard Matuszewski bierze udział w kilku spotkaniach powstającej Antyklerykalnej Partii Postępu „Racja” (APPR), później znaną jako Racja Polskiej Lewicy. Z czasem okazuje się, że jest to partia LBGT, która zaprosiła też w swoje szeregi liczne mniejszości wyznaniowe oraz byłych księży, w tym pedofilów. Ryszard Matuszewski jest w tej partii od początku bardzo niewygodny, gdyż pomaga ofiarom pedofilów, tępi pedofilię, a znacząca część tego środowiska to jawni zwolennicy tak zwanej „dobrej pedofilii” i LGBT. APPR kilka lat później zmienia swoją nazwę na „Racja Polskiej Lewicy”. Jest to lewica „kochająca inaczej”, niestety.

    W lipcu 2002 wydaje się, że Jadwiga Kulawik Gierczyńska z Częstochowy wspólnie ze swym mężem Januszem Gierczyńskim oraz Elżbietą Tomasz „Karolinką” jest działaczką jasnogórską i przez kilka ostatnich lat pomagała zbierać informacje oraz organizować więzienie i wyeliminowanie Lalita Mohana z Bractwa Himawanti. Miała operacyjne zadania „wyciszania wszelkich protestów”, „zbierania datków na obronę i zanoszenie ich na Jasną Górę”, a także przejęcia kontroli i władzy nad Bractwem. Dwie te pedofilskie działaczki zbierając datki na obronę Lalita Mohana, zamawiały za owe datki… „msze w intencji Ryszarda Matuszewskiego i Bractwa Himawanti” na Jasnej Górze. Intencji nie sprecyzowano. Zainteresowani, którzy dawali wymienionym osobom datki na obronę Lalita Mohana mogą się zgłaszać do nich po zwrot darowizny. W dekonspiracji agentek pedofilskiej inkwizycji pomógł Bractwu Himawanti funkcjonariusz UOP z Torunia, który wyleciał za to z pracy. Nie mógł znieść jawnych zbrodni sądowych i bezprawia wobec Mohana Ryszarda Matuszewskiego, którego wcześniej jeszcze w ramach pracy operacyjnej inwigilował w Toruniu.

    15 sierpnia 2002 w przeddzień wizyty Jana Pawła Drugiego – papieża Lalita Mohan G.K. ponownie zostaje bezpodstawnie i bestialsko aresztowany. Styl aresztowania podobny: Kilkunastu zamaskowanych policjantów z karabinami maszynowymi wyważa drzwi i wpada do mieszkania organizatorki zajęć Mohana Ryszarda Matuszewskiego w Gdyni, u której przebywa prowadząc zajęcia w wakacje od 29 lipca do dnia napadu policyjnego. Policja katolicka i propedofilska jak się potem okazuje ostrzeliwuje Mohana Ryszarda Matuszewskiego z broni małokalibrowej. Razem z Mohanem w ośrodku przebywała jedna z opiekunek i terapeutek ośrodka, Majka S., którą policjanci wywieźli tak, że zaginęła i jak dotąd nie została odnaleziona. Całkiem możliwe, że została przez policjantów zamordowana, gdyż bardzo głośno krzyczała i szarpała się z policyjnymi damskimi bokserami! Świadkowie wystosowują Oświadczenia, iż Mohan Ryszard Matuszewski przebywał w dn. 29 lipca – 15 sierpnia 2002 roku w Gdyni, prowadząc codzienne zajęcia ze sporą grupą osób (łącznie około 150 osób) i nie mógł przebywać równocześnie na płd. Polski, gdzie rzekomo miał popełnić szereg internetowych przestępstw, w rzeczywistości dokonanych przez Tadeusza Mynarskiego, Jadwigę Kulawik Gierczyńską, Janusza Gierczyńskiego, Elżbietę Rynkę Tomasz, Rafała Maćkowiaka i ich wspólników handlujących dziecięcą pornografią, sprzedających samotne kobiety z dziećmi do burdeli oraz narkotykami.

    Mohan Ryszard Matuszewski zostaje przewieziony najpierw do siedziby Centralnego Biura Śledczego przy ulicy Okrzei 13 w Warszawie, a potem do Aresztu Śledczego w Warszawie, najpierw na Białołękę, a potem na Mokotów. W siedzibie CBŚ, Ryszarda Matuszewskiego oprawia osobiście niejaki Marek Durbacz oraz Leszek Sucholewski – ze specgrupy do zwalczania sekt metodami gestapowskiego terroru. Mimo wielu prób przedstawicieli Bractwa Himawanti i rodziny propedofilski prokurator z prokuratury okręgowej w Warszawie Piotr Woźniak nie chce spotkać się z żadnym z nich. Przez trzy miesiące aresztu, Lalita Mohan otrzymuje od przyjaciół trzy małe paczki z wegetariańską żywnością, a w areszcie nie otrzymuje jedzenia wegetariańskiego, jest głodzony i torturowany. Przetrzymywana jest jego korespondencja (około 2-3 miesięcy), częściowo jest zatrzymywana i podobnie – listy, zwykłe kartki z pozdrowieniami wysyłane do niego przez przyjaciół albo nie są dostarczane albo są przetrzymywane przez prokuratora około 2-3 miesięcy. Właściwie trafiają do niego generalnie tylko listy polecone. Przebywa w małej celi, cierpiąc na klaustrofobię. Prokurator ignoruje wnioski Ryszarda Matuszewskiego o: dostarczenie jedzenia wegetariańskiego, wzmacniających witamin, ziół i czystej wody. Aresztanci w celach mają do picia dostępną jedynie ciecz płynącą z zardzewiałego kranu, co trudno nazwać wodą.

    Sierpień 2002 Policja CBŚ zaatakowała i pobiła w Gliwicach Jana Slaninę, członka Bractwa Himawanti prowadzącego ośrodek misyjny w Gliwicach przy ulicy Kozielskiej. Został pobity przez katolickich policjantów, kiedy wracał do domu. Oznajmiono mu, iż padł ofiarą pomyłki i że może złożyć zażalenie na pobicie. Wiele osób jest nachodzonych i zastraszanych przez bandytów z CBŚ, jak Magdalena Chmielewska z Krakowa. Jan Slanina był wskazany policjantom przez Elżbietę Tomasz pochodzącą z Pyskowic a mieszkającą w Gliwicach, jako Ryszard Matuszewski z którym go rzekomo pomyliła z uwagi na podobną fryzurę. Nie za dużo pedofilów pracuje w policji? Skoro na 100 tysięcy ludzi szacuje się 4-6 procent osób o pedofilskich skłonnościach, to na 100 czynnych policjantów wypada 4-6 tysięcy. A to całkiem spora armia zboczeńców seksualnych w mundurach, których się nie podejrzewa, a oni ofiary mogą łatwo zastraszyć. Tak jak narkoman rozpoznaje narkomana i zna miejsca, gdzie narkotyki się kupuje, tak pedofil zna innych pedofilów i miejsca, gdzie się spotykają i mają „świeży towar do dymania”.

    Dopiero 20 sierpnia 2002, pięć dni po zatrzymaniu Sąd Rejonowy w Warszawie podejmuje decyzję o tymczasowym aresztowaniu na 3 miesiące. Mohan Ryszard Matuszewski był tak skatowany przez CBŚ, że w wymaganym terminie nie dało się go dowieźć z aresztu przed sąd. Sprawą Lalita Mohana kierował Piotr Woźniak z Prokuratury Okręgowej na usługach pedofilskiej mafii Gierczyńskich i jak się okazało Tadeusza Mynarskiego. Brak jest jakiegokolwiek uzasadnienia dla zastosowanego przez sądową aplikantkę na stażu aresztu. Sędzina się trzęsie i tłumaczy, że takie ma polecenie z góry, aby zastosować areszt prewencyjny z okazji przyjazdu papieża Jana Pawła Drugiego do Polski, papieża, który jak powszechnie wiadomo przez cały swój pontyfikat krył i ochraniał księży pedofilów. Policjanci na zapytania członków Bractwa Himawanti o powody zatrzymania wskazują papieża, Glempa i w pedofilię uwikłany Watykan. Za te chamskie katolicko-pedofilskie zbrodnie kilka tysięcy członków Bractwa Himawanti zaczyna o papieżu pisać paszkwilne teksty i zwyczajnie nienawidzi papieża, za jego zbrodnie gestapowsko-policyjne na Ryszardzie Matuszewskim i innych członkach Bractwa Himawanti.

    Sierpień – wrzesień 2002 – ukazuje się szereg artykułów szkalujących Ryszarda Matuszewskiego Lalita Mohana G.K. i Bractwo Himawanti, w których pedofilscy dziennikarze, funkcjonariusze policji i pedofile z tzw. ośrodków antysektowych przedstawiają Mohana Ryszarda Matuszewskiego jako osobę winną zarzucanych mu przestępstw, pomimo, iż w świetle prawa osoba jest niewinna dopóki Niezawisły Sąd nie udowodni jej winy. A do dania dzisiejszego żaden niezawisły sąd nigdy żadnego przestępstwa Ryszardowi Matuszewskiemu nie udowodnił. Najważniejsze sprawy z Częstochowy zostały skasowane do uchylenia decyzją Sądu Najwyższego z powodu uchybień polegających głównie na tym, że nie było dowodów winy.

    Wrzesień 2002Bożena Anna Matejko (Pikucińska) i Abram Tadeusz Mynarski – późniejsi oskarżyciele Lalita Mohana z Bydgoszczy, napadli na Andrzeja Ć. w jego mieszkaniu w Krakowie. Grozili śmiercią jemu i jego rodzinie, żądali zaprzestania antypedofilskiej działalności w mieście Krakowie. Sprawa trafiła do prokuratury. Rzecz powtarza się później kilkakrotnie. Jednak czerpiąca łąpóweczki z pedofilskiej pornografii prokuratura umorzyła wszelkie rozpoczęte postępowania, a gangsterską parę nawet nie raczyła przesłuchać!

    W dniu 12 września 2002 MSWiA po raz kolejny odmawia rejestracji związku o nazwie Bractwo Himawanti bez żadnego uzasadnienia i powodu. Jednocześnie odbywają się przesłuchania świadków „na okoliczność znajomości z Ryszardem Matuszewskim” w delegaturach uwikłanego w pedofilską mafię CBŚ. Około 27 osób zostaje bestialsko zastraszanych, także ich rodziny, dokonywane są naloty na mieszkania i ośrodki działalności Bractwa Himawanti. Podczas przesłuchań za zamkniętymi drzwiami funkcjonariusze wypytują także o kwestie światopoglądowe i przynależność wyznaniową, straszą pobiciem, utratą pracy, ośmieszeniem w miejscu zamieszkania, częstymi wizytami. W niektórych wypadkach interweniowali sąsiedzi członków Bractwa Himawanti, głośno wyzywając zwyrodniałych policjantów na usługach pedofilskiej mafii: „Gestapowcy, wynoście się, zostawcie tych ludzi w świętym spokoju!” – można było usłyszeć m.in. w Częstochowie, Gdańsku czy Bydgoszczy. W Szczecinie na „psów” poleciały z okien butelki od sąsiadów! Władza powinna pamiętać jeszcze, że policja polityczna bywa obiektem nienawiści w tym kraju. I słusznie.

    Dnia 30 października 2002 odbywa się rozprawa, a właściwie posiedzenie sądu w Częstochowie, kończące poprzednia sprawę, gdzie sąd pod kontrolą organizacji obrony praw człowieka (Komitet Helsiński, RPO, Human Rights Defence) nie znajduje podstaw ani do trzymania w areszcie ani do umieszczenia Mohana Ryszarda Matuszewskiego na długotrwałej obserwacji w zakładzie psychiatrycznym z powodu braku przesłanek, w tym braku jakichkolwiek dowodów winy wskazujących na popełnienie przestępstwa. Były przeor Jasnej Góry, Izydor Matuszewski z powodu złego stanu zdrowia także wycofał się z fikcyjnego oskarżania.

    Dnia 8 listopad 2002 Bractwo Himawanti zwraca się do MSWiA z prośbą o wyjaśnienia i ponowne rozpatrzenie sprawy, czym kieruje Hanna Sz. z Gdańska, później wyrzucona za to z pracy i linczowana publicznie przez dwóch dziennikarzy pedofilów z brukowca Newsweek, w tym Michała K. pochodzącego z okolic Olsztyna.

    Dnia 12 listopada 2002 sąd okręgowy w Warszawie podejmuje decyzje o przedłużeniu tymczasowego aresztu o kolejne trzy miesiące. W Areszcie Śledczym Warszawa-Mokotów łamane są podstawowe Prawa Człowieka na osobie Mohana Ryszarda Matuszewskiego:

    • odmawia się mu posługi religijnej i kontaktu z współwyznawcami, oczernia za wyznawanie hinduizmu;
    • korespondencja Ryszarda Matuszewskiego jest cenzurowana, kopiowana, konfiskowana; podobnie listy przyjaciół do Ryszarda Matuszewskiego; poczta zaczyna częściowo dochodzić po interwencji organizacji obrony praw człowieka z całego świata!
    • na spacerniaku Jogin zostaje napadnięty i pobity przez „współwięźniów”; straż więzienna nie interweniuje, a wręcz pomaga przestępcom, którzy rzucają groźby w imieniu oskarżycieli, w tym Kulawików i Gierczyńskich oraz Mynarskiego;
    • talon odzieżowy Ryszarda Matuszewskiego ginie między aresztem a prokuratorem; Ryszard Matuszewski zostaje w letnim ubraniu zimą; funkcjonariusze śmieją się, że jak Jogin, to niech ćwiczy ascezę;
    • odmawia się aresztantowi zakupów na tzw. wypiskę w kantynie; celowo nie ma żadnych produktów wegetariańskich, Ryszard Matuszewski może zamawiać zakupy, ale nic praktycznie nie dostaje;
    • przez miesiąc w grudniu 2002 wegetarianin jest znów całkowicie głodzony w areszcie, gdyż nie uwzględnia się jego diety (związanej z wyznawaną wiarą i światopoglądem) podając mu posiłki mięsne próbując wymusić zmianę wiary i sposobu odżywiania!
    • przyjaciołom próbującym dożywić głodującego więźnia uniemożliwia się udzielenie pomocy, oskarża urągając im, iż mogą otruć aresztanta; policja polityczna CBŚ napada pokojową demonstrację warszawskiej grupy stojącą z transparentami pod więzieniem na Mokotowie;
    • lekarze więzienni nie uznają prawa aresztanta do leczenia się w wybrany przez siebie sposób (ziołami); zakazują dostarczania nawet herbat ziołowych do aresztu;
    • w wyniku złego odżywiania, braku ruchu i świeżego powietrza, tryskający na wolności zdrowiem i energią jogin nabawia się ciężkiej choroby serca (Ischemia), a jako jedyne lekarstwo podaje się mu wywar z kości, czy mięsa 3 x dziennie ignorując jego protesty, iż jest wegetarianinem, w rezultacie głoduje;

    Dnia 29 listopada 2002 w areszcie Mokotów Ryszard Matuszewski traci przytomność, gdy ją odzyskuje okazuje się, że jest pod kroplówką, leży związany i po płukaniu żołądka. W wypisie podano, iż stracił przytomność na skutek zatrucia lekami, co jest dziwne, ponieważ żadnych leków wtedy nie brał, a faktycznie tuszuje się stan przedzawałowy! Po licznych ostrych protestach obrońców, areszt zaczyna badać Ryszarda Matuszewskiego w swojej przychodni i odpowiednio leczyć.

    Dnia 5 grudnia 2002 adwokat wynajęty przez przyjaciół, senator Henryk D., rozmawia z Ryszardem Matuszewskim. Jest to pierwszy kontakt Ryszarda Matuszewskiego z jakimkolwiek adwokatem, gdyż adwokat rzekomo przydzielony z urzędu nie pojawił się w ogóle i nie wiadomo, kto to był. Adwokat Henryk D. składa wniosek o zmianę środka zapobiegawczego i występowanie z wolnej stopy, ze względu na bezzasadność aresztu, brak dowodów wskazujących na popełnienie przestępstwa i zły stan zdrowia.

    Dnia 6 grudnia 2002 Jogin Ryszard Matuszewski zostaje poddany przymusowej obserwacji psychiatrycznej na okres 6 tygodni za wyznawanie hinduizmu pomimo orzeczenia sądu częstochowskiego, z którego wynikało, że nie wymaga leczenia psychiatrycznego, gdyż jest zdrowy psychicznie. Kierowanie na obserwacje psychiatryczne służy głównie pedofilskim mendom dziennikarskim i pedofilom antysektowym do szkalowania Mohana Ryszarda Matuszewskiego, jakoby był chory psychicznie. O klaustrofobii i zakazie przetrzymywania Ryszarda Matuszewskiego w pomieszczeniach zamkniętych nie raczą przykościelne pedofile wspomnieć.

    Dnia 7 stycznia 2003 złożony zostaje wniosek o przyjęcie poręczenia za Mohana Ryszarda Matuszewskiego zarówno przez instytucje takie jak SM, jak i osoby prywatne: Irenę Barcz i znajomego antypedofilskiego Ks. Mirosława Salwowskiego z Bydgoszczy. Wszystkie wnioski zostają odrzucone, a wobec tych osób rozpoczynają się jawne represje i zastraszanie przez żyjących z pedofilskiej pornografii i burdelów policjantów. Zwalczający pedofilię i pomagający Ryszardowi Matuszewskiemu ksiądz, zostaje z firmy usunięty w tempie ekspresowym. Przyłącza się do jednej z lokalnych wspólnot protestanckich. Kilka tygodni później bydgoska prasa robi z niego sekciarza!

    Dnia 10 stycznia 2003 Sąd Apelacyjny w Warszawie bez oglądania i wysłuchania oskarżonego odmawia uwzględnienia zażalenia obrony na odmowę uchylenia i zmiany środka zapobiegawczego. A podobno każdy oskarżony ma prawo do obrony przed niezawisłym sądem. W Polsce jednak wszystkie odwołania i apelacje odbywają się zwykle bez udziału oskarżonego i obrońcy, a jedynie są spółkowaniem sądów odwoławczych z oskarżycielami. Zmniejszają się koszta dowozu aresztantów na sprawy. Oszczędne państwo.

    Dnia 13 stycznia 2003 obrona składa wniosek dowodowy, zeznania świadków, którzy wykluczają możliwość popełnienia przestępstw przez Ryszarda Matuszewskiego na Śląsku, gdyż w tym czasie był w Trójmieście i widziało to około 150 osób – uczestników zajęć prowadzonych od 29 lipca 2009 do 13 sierpnia 2009! Sąd Okręgowy przedłuża jednak fikcyjnie badania psychiatryczne Ryszarda Matuszewskiego do 25 lutego, sugerując, że hinduizm i joga to choroba psychiczna, którą trzeba dokładnie zbadać. Wydane zostaje postanowienie o oddaleniu wniosku dowodowego adwokata (zeznania Świadków potwierdzające Alibi).

    Dnia 14 lutego 2003 areszt i obserwacja psychiatryczna zostają przedłużone o kolejne trzy miesiące.

    W dniu 4 marca 2003 – ze względu na fatalny stan zdrowia (rozległa Ischemia, której Lalita Mohan nabawił się w więzieniu na skutek represji, stresu, tortur psychicznych i fizycznych, złego odżywiania oraz braku jakiegokolwiek ruchu) środek zapobiegawczy zostaje zmieniony na dozór policyjny na wniosek lekarzy szpitala aresztu Mokotów. Tym razem zreflektowała się Służba Więzienna, nie chcąc mieć aresztanta na sumieniu, tym bardziej, że prawnicy aresztu też zaglądają do dokumentacji fikcyjnych spraw sądowych.


    Dnia 18-19 kwiecień 2003 bydgoscy policjanci po wtargnięciu i zdemolowaniu mieszkania jednej z członkiń Bractwa – Anny Wani Sarpy, dokonują jej aresztowania i pod groźbą zabójstwa jej i jej dzieci zmuszają do zeznawania przeciwko Ryszardowi Matuszewskiemu. Równocześnie tajni agenci CBŚ nachodzą i demolują mieszkanie Ireny Barcz i jej męża Sławomira oraz syna w Bydgoszczy. Przeszukują je – kradnąc liczne dokumenty Bractwa Himawanti, pieniądze i drobiazgi. Irena Barcz w Bractwie Himawanti pełni ważne funkcje Koordynatorki do walki z pedofilią, posiada relacje ofiar bydgoskich pedofilów, w tym licznych bydgoskich policjantów, prokuratorów i sędziów oraz księży katolickich. Chcą aresztować Agastini Irenę Barcz, jednak ta przebywa akurat poza granicami tego propedofilskiego kraju papieskiego. Powodem tych napaści jak się później okazuje są zarzuty rzekomej napaści na Bożenę Matejko Rewald kochankę Tadeusza Mynarskiego (Dillani, Ibrahim) – którego jest wspólniczką w handlu kobietami i dziećmi sprzedawanymi do burdeli arabskich poprzez Izrael i Włochy. Bożena Anna Matejko Rewald pracuje także jak się okazało w Dominikańskim Ośrodku Antysektowym i dba o dobre imię lokalnych księży i mnichów pedofilów z Bydgoszczy, Torunia i Inowrocławia. Policję z Bydgoszczy najbardziej interesowało zniszczenie dowodów pedofilskich przestępstw funkcjonariuszy policji, prokuratury i sądu.

    Dnia 6 maj 2003 Lalita Mohan G.K. zostaje ponownie aresztowany przez CBŚ podczas czytania akt w prokuraturze okręgowej w Warszawie i przewieziony tym razem do aresztu w Bydgoszczy, pod zarzutem rzekomego udziału w napaści na Bożenę Matejko Rewald z domu Pikucińską, jakkolwiek faktycznie podczas rzekomego „napadu” przebywał on w Gliwicach oddalonych kilkaset kilometrów od Bydgoszczy. Dowodem bezsprzecznym na to jest choćby podpis w komendzie policji w Gliwicach składany tam przez niego każdego dnia (tzw. dozór policyjny). Brak jest jakichkolwiek śladów rzekomego napadu na Bożenę Matejko Rewald! Bydgoski areszt na Wałach z początku absolutnie odmawia Lalita Mohanowi wegetariańskiego wyżywienia, później pod naciskiem silnych demonstracji, tysięcy plakatów i ulotek oraz paru wiaderek z rozcieńczonym gówienkiem na schodach sądu – przyznaje jedzenie półjarskie.

    Bożena Matejko Rewald to była uczestniczka zajęć prowadzonych przez Bractwo Himawanti, która została z niech dyscyplinarnie usunięta za nadużycia finansowe, przestępstwa seksualne na własnym dziecku, handel kobietami i dziećmi wspólnie z Tadeuszem Mynarskim i innymi członkami gangu i pokrętne kontakty ze światem arabskim w Palestynie. Wspólnie z Abramem Tadeuszem Mynarskim (Ibrahim Dillanim) poprzysięgli zemstę na Ryszardzie Matuszewskim, publicznie i w obecności wielu świadków grożąc, że załatwią Ryszarda Matuszewskiego i zniszczą Bractwo Himawanti za walkę z pedofilią i szkodzenie ich pornopedofilskim oraz kobietosprzedajnym interesom burdelowym. We wrześniu 2002 roku te dwie osoby napadają na jednego z członków Bractwa grożąc jemu i jego rodzinie śmiercią. Sądy nie podejmują sprawy, ponieważ zastraszona osoba ukrywa się za granicą, a nie przydzielono jej ochrony przed gangiem.

    Bożena Matejko Rewald i Tadeusz Mynarski wspólnie z Jadwigą Kulawik Gierczyńską z Częstochowy (jasnogórską wspólniczkę wcześniejszych oskarżeń) są głównymi autorami i bohaterami wszystkich prasowych artykułów grając w nich pokrzywdzone przez los rzekome ‘ofiary sekty’. O sprowadzaniu przez nich samotnych kobiet mających dzieci do Izraela i sprzedawanie ich tam do arabskich burdeli nie raczyli wspomnieć, a przecież za to oboje zostali deportowani z Izraela w lipcu 2002 roku. Dziwne, że policja CBŚ także ukrywa te fakty. Czyżby żydofobia i antysemityzm w CBŚ, czy tylko żądza zysku z pedofilskich interesów u paru skorumpowanych funkcjonariuszy, tego jeszcze nie wyjaśniono.

    Maj 2003 – sierpień 2003 – Mohan Ryszard Matuszewski jest przetrzymywany w areszcie na Wałach w Bydgoszczy. W areszcie jest głodzony; mimo iż ma przyznaną dietę wegetariańską, posiłki jemu serwowane zawierają szczątki zwierzęce, zatem często głoduje. Areszt odmawia przy tym pozwolenia na dostarczanie żywności z zewnątrz choć ma takie możliwości prawne, a nawet obowiązek. Oczywiście na wniosek oskarżających członków pedofilskiej mafii, Ryszard Matuszewski jest ponownie kierowany na badanie stanu zdrowia psychicznego. Lekarze w Bydgoszczy odmawiają przyjęcia na oddział obserwacyjny z uwagi na ewidentny brak oznak psychotycznych u aresztowanego. Na klaustrofobię radzą zwolnić się z aresztu, z uwagi na to, że dolegliwość ta nie leczy się w zamknięciu!

    Dnia 4 wrzesień 2003 – rozpoczyna się kolejna zmyślona przez pedofilską mafię i współczesną propedofilską inkwizycję sprawa w Bydgoszczy. Mohan Ryszard Matuszewski uznany jest prze dwa zespoły psychiatrów niezależnie za osobę całkowicie zdrową psychicznie. Badali Lalita Mohana psychiatrzy wojskowi z Wałcza i Bydgoszczy oraz Torunia. Stwierdzili brak jakichkolwiek oznak zaburzeń psychicznych. Wykluczyli nawet psychozę w przeszłości!

    Dnia 20 września 2003 areszt w Bydgoszczy na Wałach odmawia widzenia dwójce członków kościoła hinduistycznego, mimo, że ci mieli na to pozwolenie, tłumacząc, iż Mohan Ryszard Matuszewski nie chciał ich widzieć. Prawda jest taka, że Mohan Ryszard Matuszewski został brutalnie pobity, a straż więzienna aresztu na Wałach w Bydgoszczy usiłowała pozbawić go życia wieszając na kratach. Ślady pobicia – niedogojone rany i siniaki pokazywał na widzeniu jeszcze cztery tygodnie później, a były one widoczne także po 2 miesiącach! Prywatnie przepytywani strażnicy aresztu mieszkający w Bydgoszczy, przyznali, że katowali Mohana Ryszarda Matuszewskiego na polecenie dyrekcji, która miała nakaz z góry aby Lalita Mohana wykończyć. Represjonowany jednak bandytyzm służb po raz kolejny przeżył.

    Dnia 19-22 listopad 2003 po serii kłamliwych artykułów w szmatławych brukowcach typu Fakt oraz Newsweek, a także programach rynsztokowej telewizji TVN, dotyczących Bractwa Himawanti, polskie Ministerstwo Edukacji rozpoczyna bezprawne i niekonstytucyjne działania mające na celu ‘wyeliminowanie sekt’ ze szkół, co w praktyce oznacza zwalnianie z pracy nauczycieli należących do innego niż katolickie wyznanie religijne. Ma to miejsce praktycznie cały czas, gdyż najczęściej w Polsce zwalnia się z pracy w szkole Świadków Jehowy, buddystów i krysznaitów, jednak te bezprawne działania rządu nasilają się. „Kuratorzy będą sprawdzać czy działacze sekt – których ma w swoich danych policja czy inne służby – nie mają kontaktu ze szkołami. Mają też zakazać dyrektorom przyjmowania do szkół nauczycieli, którzy po pracy działają w groźnych sektach” – mówiła propedofilska Minister Łybacka. Znaczna część opinii publicznej jest poruszona tą bezprawną wypowiedzią i jej zbrodniczymi następstwami. W efekcie nagonki prasowej na niewinną niczemu kobietę (Hannę Sz., pracownika naukowego PAN) zostaje ona wyrzucona z pracy, a inna (Bożena Pająk, nauczycielka w szkole podstawowej) ze względu na własne bezpieczeństwo, po serii pogróżek jakie otrzymała od pedofilskich aktywistów zostaje zmuszana do wypisania się z Bractwa Himawanti. Woli jednak także porzucić pracę w jawnie chroniącej interesy czarnej pedofilskiej mafii oświacie.

    Dnia 25 września 2003 w telewizji POLSAT ukazuje się reportaż na temat głodzenia Ryszarda w areszcie, pozbawiania diety wegetariańskiej i ogólnie traktowania osób na dietach światopoglądowych w aresztach.

    Dnia 18 grudnia 2003 Mohan Ryszard Matuszewski zostaje skazany bez udowodnienia winy przez Sąd Rejonowy w Bydgoszczy na 3,5 roku więzienia. Od czasu ogłoszenia wyroku jest przewożony po różnych więzieniach w kraju, celem wyniszczenia psychicznego i fizycznego. Sędzina Ewa Kujawska-Loroch na sprawie i w uzasadnieniu wyroku nie ukrywa nawet, że wydaje wyrok bez przekonania, ale pod naciskiem wysoko postawionych osób wspomagających oskarżenie, w tym Centralnego Biura Śledczego i lokalnego księdza znanego Bractwu Himawanti z pedofilskich upodobań do ministrantów i innych dzieci. W Bydgoszczy nie dopuszczono żadnych świadków obrony na przesłuchanie czym sąd znowu rażąco uchybił wymaganym procedurom. Sędzina Ewa Kujawska-Loroch odmówiła przesłuchania zgłoszonych świadków obrony. W uzasadnieniu wyroku publicznie znieważyła wegetarian, wyznawców hinduizmu i joginów oraz ofiary księży pedofilów licznie (około 100 osób) przybyłe na rozprawę.

    Dnia 6 luty 2004 Mohan Ryszard Matuszewski zostaje przeniesiony na oddział karny więzienia o zaostrzonym rygorze Bydgoszcz-Fordon, gdzie przebywają najgroźniejsi przestępcy z regionu. Znowu jest głodzony, rozpoczyna się walka o dietę wegetariańską, paczki, widzenia z najbliższymi. Przez wiele miesięcy Mohan Ryszard Matuszewski jest pozbawiony widzeń z rodziną i osobami najbliższymi. Nawet żona nie może go odwiedzać. Nasilają się demonstracje pod więzieniem, akcje plakatowe i inne na rzecz uwolnienia więźnia sumienia walczącego z pedofilską mafią! W odwecie Mohan Ryszard Matuszewski jest pozbawiany możliwości zakupów w kantynie, prawa do telefonowania jakie mają inni skazani. W końcu ZK Bydgoszcz Fordon zsyła Lalita Mohana, a to do Rawicza, a to do Strzelc Opolskich, Białołęki, Mokotowa, Krakowa i z powrotem do Bydgoszczy. Ma to na celu zagłodzenie i wyniszczenie Ryszarda Matuszewskiego jako ofiary skorumpowanego i propedofilskiego sądownictwa.

    Dnia 12 lutego 2004 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchyla decyzję o odmowie wpisu Bractwa Zakonnego Himawanti do rejestru kościołów i innych związków wyznaniowych. Przekazuje decyzję do wydziału wyznań MSWiA celem ponownego rozpatrzenia. Bractwo ciągle czeka na to rozpatrzenie.

    Kwiecień 2004 prokuratura rejonowa w Bydgoszczy wszczyna śledztwo przeciwko członkom Bractwa Himawanti oraz Ryszardowi Matuszewskiemu, których oskarża się o poniżające ją dopiski pod adresem tamtejszego prokuratura na kopertach listów wysyłanych do Ryszarda Matuszewskiego siedzącego w areszcie z zewnątrz. W czerwcu 2004 jako autora dopisków prokuratura wskazuje Ryszarda Matuszewskiego i kieruje sprawę do sądu, co jest absurdalne. Jakim cudem osoba, która tych listów nawet nie otrzymała bo zostały zatrzymane w cenzurze, mogła dokonać zapisków na kopertach nie wyjaśniono. Czyżby kolejny „Cud nad Wisłą”? W Polsce nie ma prawnie zdefiniowanych, określonych ustawowo wyrażeń poniżających, co również czyni kolejny pseudo zarzut sądową farsą! Prawdziwym autorem wysyłanej korespondencji z dopiskami poniżającymi prokuraturę, jak się później okazało był Tadeusz Mynarski pochodzący z Wilamowic, a działający w pedofilskim gangu, jako członek zarządu pedofilskiej mafii.

    Dnia 5 maj 2004 Sąd Apelacyjny w Gdańsku postanawia, aby sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Okręgowy w Bydgoszczy. Sąd Apelacyjny wskazuje, że nie przesłuchano istotnych w sprawie świadków obrony, że obrońca wykazał iż w dniu popełnienia rzekomego przestępstwa Mohan Ryszard Matuszewski osobiście wstawił się w Komendzie Policji w Gliwicach, nie mógł zatem w Bydgoszczy od 8 rano do zapadnięcia nocy czyli do około 20-tej napadać na insynuującą wydarzenie Bożenę Matejko Rewald w Bydgoszczy. Brak też było jakichkolwiek motywów czynu, gdyż działająca w pedofilskim gangu Mynarskiego Bożena Matejko Rewald wcześniej nie była w żadnym konflikcie z Ryszardem Matuszewskim. Jedynie co robiła, to zbierała informacje jako agentka tzw. inkwizycji kościelnej.

    Marzec-czerwiec 2004 – Prokuratura okręgowa w Warszawie zgłasza w Sądzie wniosek o umorzenie sprawy warszawskiej i umieszczenie Ryszarda Matuszewskiego na obserwacji w zakładzie psychiatrycznym. Sąd oddala jednak niekompletny i źle umotywowany wniosek do uzupełnienia. Z wniosku wynikało jedynie, że Mohan Ryszard Matuszewski jest członkiem Bractwa Himawanti i pełni tam kilka kierowniczych funkcji, jest wegetarianinem i propaguje jogę oraz medytacje. Wielokrotne badania psychiatryczne z Bydgoszczy wykazują, że Mohan Ryszard Matuszewski jest zdrowy psychicznie i nigdy nie miał psychozy, nie ma też defektów charakterystycznych dla osób po przebytych epizodach psychotycznych.

    Dnia 16 lipca 2004 Departament Wyznań i Mniejszości Narodowych MSWiA wydaje ponownie decyzję odmowną o rejestracji Bractwa Himawanti. Pracowników urzędu jawnie denerwują punkty o pomaganiu ofiarom pedofilów, przemocy domowej, gwałtu i terroru w społecznym wymiarze działalności Bractwa Himawanti. Decyzja nie zawiera uzasadnienia, zatem z mocy prawa wobec spełnienia wszystkich wymogów do rejestracji osoby prawnej Bractwa Himawanti jest nieważna, a wydział wyznań MSWiA jawi się jako papieskie narzędzie propedofilskiej inkwizycji i watykańskiego terroru rodem ze średniowiecza.

    Wrzesień–październik 2004 – Zaczyna się policyjna nagonka na jednego z obrońców Ryszarda Matuszewskiego – Sławomira B. Policja nachodzi go w pracy, bydgoska prokuratura wszczyna postępowanie przeciwko niemu za rzekomą obrazę prokuratora w zatrzymanych przez prokuraturę listach o charakterze spowiedzi i konsultacji duchowo-religijnych kierowanych przez Sławomira B. do Ryszarda Matuszewskiego oraz w protestach zbiorowych przeciwko prześladowaniom religijnym wysyłanych przez Sławomira B. do różnych instytucji publicznych i organów wymiaru sprawiedliwości.

    Dnia 3 listopad 2004 zapada wyrok poapelacyjny w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy. Mohan Ryszard Matuszewski zostaje skazany tym razem na 3 pozbawienia wolności, gdyż apelacja rozbija wyrok na kilka części. Upada główny zarzut pedofilskiej mafii o rzekomy rozbój z bronią czyli scyzorykiem i paralizatorem w ręku. W trakcie trwania sprawy świadkowie obrony są dyskredytowani i znieważani, a ich przynależność wyznaniowa w mowie końcowej wynajętego przez pedofilską mafię prokuratora plugawie zelżona. Prokuratura kłamliwie podkreśla brak wymiaru politycznego i religijnego całej sprawy, mimo iż sąd uwzględnia zeznania osób działających w dominikańskich ruchach antysektowo-inkwizycyjnych i pedofilskich, nie mających żadnego bezpośredniego związku ze sprawą. Przy rozprawach Mohana Ryszarda Matuszewskiego traktuje się jak groźnego przestępcę, jego przyjazdom na salę rozpraw za każdym razem towarzyszą nadzwyczajne środki ostrożności, a on sam jest skuwany łańcuchami, trzymany w ciasnych klatkach bez okien przez wiele godzin, co powoduje psychofizyczne wyniszczenie i kolejne problemy z sercem.

    Listopad-grudzień 2004 – członkowie Bractwa Himawanti w zebranych o pedofilskiej mafii informacjach dowiadują się, że dyrektor zakładu karnego Bygdoszcz-Fordon jest stałym bywalcem klubów gejowskich w Bydgoszczy i Toruniu, gdzie wcale nie kryje się ze swymi skłonnościami do młodych chłopców. Bractwo Himawanti nagłaśnia tę skandaliczną sytuację. Na jaw wychodzi więcej skandalicznych spraw związanych z bydgoskimi funkcjanoriuszami służb.

    Dnia 28 kwietnia 2005 Sąd Apelacyjny w Gdańsku rozbija procesowo sprawę na dwie części, obniża wyrok Sądu Okręgowego w Bydgoszczy z 3 lat na 2 lata oraz na rok więzienia, co pozwala na uzyskanie tak zwanego wyroku łącznego. Sąd w uzasadnieniu obniżonego wyroku przedstawił fakt, iż Mohan Ryszard Matuszewski nie napadł Bożeny Matejko Rewald, z zamiarem okradzenia ani zastraszenia, czyli tym samym poddaje w wątpliwość wiarygodność większości zeznań Bożeny Matejko Rewald na rozprawie. Sama Bożena Matejko Rewald twierdziła, jakoby Ryszard Matuszewski miał jej złożyć niezapowiedzianą wizytę celem odbioru mienia ośrodka w Bydgoszczy oraz zebranych składek członkowskich. W innych zeznaniach twierdziła, że miała weksel na rzecz swej koleżanki Wanisarpy Anny Gierej Kokochy. Jednakże nie wystarcza to, ażeby całkowicie uniewinnić Mohana Ryszarda Matuszewskiego, choć wszystko wskazuje jasno na mistyfikacje napaści wymyśloną przez Bożenę Matejko Rewald z domu Pikucińską, leczoną wcześniej z narkomanii i alkoholizmu. Mohana Ryszarda Matuszewskiego nie było na rozprawie, a żaden zgłoszony świadek obrony nie został przez sąd nawet wysłuchany. Z ramienia pedofilskiej mafii o wyrok dla Ryszarda Matuszewskiego zabiegał wspólnik Tadeusza Mynarskiego i Bożeny Matejko, niejaki Ryszard Nowak ze Szklarskiej Poręby. Ryszard Nowak przyznał się w sądzie, że był wcześniej oskarżany o zgwałcenie 13-letniej dziewczynki ale sprawę z braku dowodów umorzono. Antypedofilska działalność Ryszarda Matuszewskiego i Bractwa Himawanti stoi widać w sprzeczności z poglądami i interesami Ryszarda Nowaka, tego samego, który zasłynął z atakowania muzyków polskiej sceny awangardowej. Macki pedofilskiej mafii są jak widać długie, ale to nie dziwi, bo przecież Polska do światowy lider w produkcji pedofilskiej pornografii z dziećmi.

    Dnia 6 maja 2005 roku Mohan Ryszard Matuszewski zostaje skierowany z więzienia na leczenie wolnościowe w celu podratowania swego stanu zdrowia, które bandytyzmem pedofilskich aktywistów zostało znacząco zrujnowane. Czasowo wstrzymuje się wykonywanie dalszej części spreparowanego przez pedofilską mafię wyroku z Bydgoszczy.


    Dnia 20 września 2005 do prywatnego mieszkania córki jednej członkini Bractwa Himawanti na Śląsku próbuje wtargnąć policja w celu rzekomego znalezienia w nim Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Policjanci nie raczyli się ani wylegitymować ani nie posiadali nakazu przeszukania. Kiedy osoba napadnięta zadzwoniła po policję, informując ich że pod jej drzwiami stoją bandyci włamywacze, ci przyjechali na miejsce dziwiąc się, że owi bandyci to… policjanci z tajnego wydziału komendy. Obie grupy policjantów oddaliły się spod mieszkania odgrażając się przy tym różnymi wyzwiskami, słowami niecenzuralnymi.

    Luty 2006 – w prasie Dariusz Pietrek z KANA w Katowicach i Chorzowie próbuje manipulować opinią publiczną wmawiając rzekome zagrożenie ze strony Bractwa Himawanti i Mohana Ryszarda Matuszewskiego przed przyjazdem papieża Benedykta XVI do Polski! Pojawiają się też na forach internetowych oszczercze posty na temat Bractwa Himawanti i kilku Stowarzyszeń oraz osób prywatnych, które protestowały przeciwko więzieniu, głodzeniu oraz torturowaniu Mohana Ryszarda Matuszewskiego, w tym takich Stowarzyszeń które zajmuje się obroną szkalowanych w Polsce mniejszości światopoglądowych i wyznaniowych.

    Marzec 2006 – Sąd Rejonowy w Bydgoszczy skazuje Ryszarda Matuszewskiego na 10 miesięcy pozbawienia wolności za rzekome namawianie do zniszczenia samochodu dyrektora zakładu karnego Bydgoszcz-Fordon, w którym wcześniej Ryszard Matuszewski przebywał. Brak jakichkolwiek dowodów wskazujących aby tak mogło być. Wyrok jest jedynie zemstą dyrektora zakładu za napisanie licznych skarg na zakład karny oraz zamieszki pod bramą aresztu robione przez osoby walczące o uwolnienie Ryszarda Matuszewskiego. Jak się później okazało, dyrektor ZK Bydgoszcz-Fordon był także na liście osób podejrzewanych o kontakty seksualne z dziećmi zgromadzonymi przez Irenę Barcz z Bydgoszczy. Zatem nie tylko pederastia z małolatami wyszła na jaw! Znajomość z Mohanem Ryszardem Matuszewskim i pomoc w przestępstwie próbuje się wmówić w grudniu 2005 osobie, która była też osadzona w zakładzie karnym w Bydgoszcz Fordon na podstawie tego ŻE JEST BUDDYSTĄ I WEGETARIANINEM! Winy w żaden sposób nie udowodniono, ale więzień miał poważne problemy z powodu wegetarianizmu.


    Dnia 6 kwietnia 2006 – Przed 8 rano 6 mężczyzn z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach wtargnęło do domu wynajmowanego na ośrodek terapeutyczny w Gliwicach, a zarazem wieloletniej obrończyni praw człowieka w Polsce – Ewy M. – wyłamując łomem drzwi. Ewa M. została wyzwana od wariatek i pobita, a po całej akcji udała się do lekarza na obdukcję stwierdzającą liczne urazy i niezdolność do pracy powyżej siedmiu dni. Na protesty, że policjanci nie mają pozwolenia na przeszukanie mieszkania ani na takie włamanie się do mieszkania – warczeli że mogą wszystko robić co im się podoba, bo tu nie jest Ameryka oraz grozili, że zostanie aresztowana. Przebywający u niej z wizytą Mohan Ryszard Matuszewski został zatrzymany. Skonfiskowano sprzęt komputerowy oraz materiały audio służące działalności antypedofilskiej, terapeutycznej oraz duchowej.

    Dnia 7-10 kwietnia 2006 – w prasie, radiu i telewizji rozpętuje się ponownie ostra nagonka przeciw Bractwu Himawanti oraz Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu. Za szerzeniem dezinformacji oraz podżeganiem ludzi do nienawiści i fobii, próbując im wmówić możliwość planowania przez Bractwo Himawanti zamachu na papieża Benedykta XVI stoją: Dariusz Pietrek z propedofilskiego Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji z Katowic oraz szef pedofilskiego gangu handlującego samotnymi kobietami i dziećmi Tadeusz Mynarski (Ibrahim, Dillani). Oficjalnie Tadeusz Mynarski zajmuje się załatwianiem dobrej pracy za granicą. Jego ofiary, którym udało się uciec i muszą się ukrywać wiedzą, że ta praca to burdel i dawanie dupy pod przymusem, na ogół w krajach arabskich. Przekazywane przez nich tzw. „fakty” o Bractwie Himawanti są w istocie zmyśloną fikcją, a do kolejnych znanych już kłamstw dodają nowe oszczerstwa i pomówienia. W prasie ukazują się informacje, że policjanci, którzy złapali Mohana Ryszarda Matuszewskiego zostaną nagrodzeni, gdyż „pozostający na wolności „Mohan” będzie próbował zakłócić przebieg planowanej na maj wizyty w Polsce papieża Benedykta XVI”. W rzeczywistości, tak Bydgoski Sąd jak i policja oraz prokuratura posiadali do Mohana Ryszarda Matuszewskiego telefon oraz adres pobytu, gdyż cały czas prowadził korespondencję z sądem i przebywał na leczeniu wolnościowym, gdzie leczył się z dolegliwości serca. Sąd w Bydgoszczy „zapomniał” przesłać Ryszardowi Matuszewskiemu na jego adres pobytu w czasie leczenia wolnościowego wezwania do wstawienia się do zakładu karnego. Zamiast tego wysłał policyjnych pedofilii i kilku dziennikarzy z pedofilskiej mafii, żeby zrobili pokazowe aresztowanie do kamery. Jakoś dziwnie, osoby spokojne i pokojowo nastawione, a także słabe kobiety i bezbronne dzieci policjanci umieją pokazowo zatrzymywać i rzucać o ziemię. Z prawdziwymi bandytami, jak w Magdalence, jakoś nie umieją sobie poradzić nawet dużym i uzbrojonym oddziałem.


    Dnia 20 czerwiec 2006 – w Sądzie Okręgowym w Warszawie toczy się stara sprawa przeciwko Ryszardowi Matuszewskiemu oparta na fałszywych oskarżeniach gangu Jadwigi Kulawik Gierczyńskiej i Tadeusza Mynarskego. Mimo ewidentnych dowodów na to, iż Jadwiga Kulawik Gierczyńska jest chora psychicznie z powodu nadużywania alkoholu i narkotyków i dąży do zniszczenia Bractwa Himawanti i jego liderów, a także tego iż biegli powołani w przedmiotowej sprawie byli niekompetentni i uprzedzeni światopoglądowo, sąd orzeka na niekorzyść Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Powołane na sprawę 3 biegłe sądowe, to kobiety w wieku emerytalnym, które nie miały pojęcia o co chodzi i jak twierdzi przedstawiciel Komitetu Europejskiego Obrony Praw Człowieka oddelegowany na sprawę, która została w międzyczasie utajniona, owe pseudo biegłe uczyły się tego, co mają na sprawie powiedzieć na korytarzu sądowym, zbytnio się z tym nie kryjąc, że działały na zlecenie pedofilskiej mafii. Nie wiedziały kim jest Ryszard Matuszewski, ani nie znały jego akt, ani nawet nie miały pojęcia o czym na sprawie mówią – powtarzając jak papugi wyuczone na korytarzu i uzgodnione ze sobą i z sądem zeznania. W momencie ujawnienia tego procederu na sali sądowej – sędzina utajnia sprawę – a działaczy Europejskiego Komitetu Obrony Praw Człowieka wyrzuca za drzwi strasząc aresztem i grzywną sądową! Sąd Apelacyjny w Warszawie dnia 18 czerwca 2006 podtrzymuje tendencyjną, stronniczą i niesłuszną decyzję Sądu Okręgowego o uwięzieniu Ryszarda Matuszewskiego bez jej rozpoznawania. Ryszard Matuszewski został w konwoju dowieziony do warszawskiego aresztu w Białołęce, ale na sprawę nie został doprowadzony. Następnie został odesłany z powrotem do zakładu karnego w Strzelcach Opolskich.

    Wrzesień 2006 – Rzecznik Praw Obywatelskich zainteresował się poważnie tendencyjnym i niesłusznym orzeczeniem Sądu Apelacyjnego w Warszawie i wystąpił do Sądu o nadesłanie akt, które mają być zbadane pod kątem wniesienia kasacji na korzyść Mohana Ryszarda Matuszewskiego.

    Dnia 21 wrzesień 2006 – Sąd Okręgowy w Bydgoszczy podtrzymuje wyrok Sądu Rejonowego skazujący Mohana Ryszarda Matuszewskiego na rok więzienia za rzekomą obrazę funkcjonariuszy w 9 listach kierowanych do sądów bydgoskich w latach 2004-2005, gdzie Mohan Ryszard Matuszewski wykazywał nieprawidłowości i błędy w prowadzeniu postępowania prokuratorskiego i sędziowskiego, oraz propedofilską stronniczość prokuratora oraz sądu. Sprawy prowadzą koledzy z sądu niby pokrzywdzonych. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzina prowadząca sprawę podała, iż rok więzienia (a więc górny wymiar kary) to za mało w tej sprawie, pomimo tego, że Sąd Najwyższy zakazał robienia spraw sądowych osobom, które wysyłają swoje pisma w trybie skargowym. Zatem wydany wyrok był nielegalny i bezprawny!

    Wrzesień – październik 2006 – w Gliwicach i Częstochowie rozpoczynają się sprawy (rozprawy utajnione, info o rozprawach zdjęte z wokandy) przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu. Oskarżenie chce w obu przypadkach obserwacji psychiatrycznej, mimo iż sąd rejonowy w Bydgoszczy w wyroku z dnia 29 listopada 2005 ponad wszelką wątpliwość stwierdził, iż Mohan Ryszard Matuszewski jest zdrowy psychicznie, co zostało w 21 września 2006 roku potwierdzone w wyroku Sądu Okręgowego w Bydgoszczy! Fikcyjne sprawy wszczynają członkowie z pedofilskiej mafii tacy jak Jadwiga Gierczyńska (Kulawik) i Janusz Gierczyński z Częstochowy oraz Dariusz Pietrek z Chorzowa, niezadowoleni z tego, że Ryszard Matuszewski nadal zajmuje się zwalczaniem pedofilii, pomaganiem ofiarom gwałconym w dzieciństwie przez pedofilów, ofiarom wykorzystywanym przez przemysł pornografii dziecięcej i ofiarom księży pedofilów, których w Polsce jest całkiem sporo, a nawet są eksportowani do krajów Trzeciego Świata na misje, gdzie są praktycznie bezkarni.

    Dnia 13 wrzesień 2006 – w Sądzie Rejonowym w Częstochowie sędzina prowadząca rozprawę próbuje zastraszyć przedstawiciela jednego ze Stowarzyszeń występujących w obronie Mohana Ryszarda Matuszewskiego aresztowaniem przez policję za to iż prosił o wejście na salę sądową, aby przysłuchiwać się tajniaczonej na zlecenie pedofilskiej mafii sprawie. Sędzina wezwała policję sądową i zażądała usunięcia Przedstawiciela z terenu budynku sądu! Sąd prosił się ewidentnie o protesty z jajkami i pomidorami jak kilka lat wcześniej! Dopiero propozycja licznych petentów sądu aby sprawdzić stan trzeźwości sądu z pomocą balonika uspokoiła należycie szacowny Wysoki Sąd, który szybko opuścił budynek sądu rejonowego!

    Dnia 30 październik 2006 – w Sądzie Rejonowym w Częstochowie przedstawicielka Europejskiego Komitetu Obrony Praw Człowieka zostaje zatrzymana przez policję w drzwiach sądu i inwigilowana gdzie i dokąd idzie, a także zostaje przeszukana – podczas gdy nikt nie sprawdza w ten sposób innych osób, które do sadu wchodzą. Przy drzwiach sali sądowej, gdzie odbywa się sprawa przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu – zostaje postawiona warta składająca się z 3 policjantów, którzy pojawiają się w momencie wejścia delegacji EKOPCz na teren Sądu. Policjanci sądowi nie wpuszczają przedstawicielki na salę rozpraw i w tym momencie sędzina samowolnie utajnia sprawę bez podania powodów, śmiejąc się, że to jest jej wola! Tak są traktowani w Polsce legalni przedstawiciele Obrony Praw Człowieka, którzy w całej Unii Europejskiej mają prawo przysłuchiwać się wszystkim procesom i postępowaniom sądowym.

    Kwiecień 2006 – grudzień 2006 – Mohan Ryszard Matuszewski cały czas przebywa w więzieniu, a w zasadzie przewożony jest co kilka tygodni po zakładach karnych w całym kraju, tak że kontakt z nim jest utrudniony. Mohan Ryszard Matuszewski co dwa trzy tygodnie jest w innym więzieniu lub areszcie w tym: Katowice, Strzelce Opolskie, Wrocław Kleczkowska, Kraków Montelupich, Warszawa Białołęka, Gliwice Wieczorka. Kolejne sprawy i oskarżenia mnożone są przez Dariusza Pietrka propedofilskiego aktywistę z faszystowskiego centrum antysektowego KANA w Katowicach i Chorzowie oraz sekty Effatha zwalczającego także wolną myśl filozoficzną, hinduizm i inne wschodnie ruchy religijne. Pan Dariusz Pietrek najbardziej nie może znieść tego, że Bractwo Himawanti prowadzi terapie dla setek ofiar księży pedofilów rocznie i ten wątek tego propedofilskiego aktywistę najbardziej wnerwia.

    1 luty 2007 – Sąd Okręgowy w Bydgoszczy uznał Sławomira B. – jednego z członków Bractwa Himawanti – za winnego składania fałszywych zeznań czyli za prawdziwe stwierdzenie, że w dniach 29 lipca – 15 sierpnia 2002 roku Mohan Ryszard Matuszewski prowadził zajęcia w Gdyni i że Sławomir B. w zajęciach tych uczestniczył wraz z liczną grupą praktykujących i skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na 5 lat oraz karę grzywny. Sąd Bydgoski wydając ten wyrok oparł się na zeznaniach jednej osoby, która twierdziła że Ryszard Matuszewski był w tym czasie w Gliwicach, którą była znana już sądowi ze swych kłamstw – Bożena Matejko Rewald ignorując tym samym zeznania około 10 osób, które twierdziły, że w tym czasie Ryszard Matuszewski przebywał w Gdyni. Sądowi jednak najbardziej chodziło o to, że Sławomir B. w obronie Lalita Mohana jawnie rozdawał pod bydgoskim sądem tysiące ulotek w czasie trwania rozpraw co podburzyło społeczeństwo przeciwko sądowym kantom, oszustwom i łapówkarstwu wielu sędziów w Bydgoszczy. Jest to pierwszy wyrok w tej sprawie. Terapie dla ofiar księży pedofilów, policjantów pedofilów, prokuratorów pedofilów i sędziów pedofilów w Bydgoszczy i okolicy nadal się odbywają, a w samej Bydgoszczy Bractwo Himawanti prowadzi trzy około 50-osobowe grupy terapeutyczne.

    Dnia 14 marzec 2007 – przed Sądem Rejonowym w Zabrzu rozpoczyna się proces 60-letniej schorowanej emerytki Barbary Latoszek oskarżanej przez Dariusza Pietrka, który również Ryszarda Matuszewskiego pomawia. Głównym oskarżycielem jest nie kto inny, a Dariusz Pietrek z Chorzowa, nie będący funkcjonariuszem prawa ale będący tak zwanym tajnym informatorem policji czyli donosicielem donoszącym na sąsiadów i przypadkowe osoby jak się pochwalił publicznie w sądzie. Dariusz Pietrek na klika dni przed rozprawą rozkręca aferę medialną przeciwko Barbarze Latoszek i Bractwu Himawanti, pomawiając Bractwo i jego członków o czyny, których nie popełnili. Wykorzystując do swoich prywatnych celów znajomych dziennikarzy z Gazety Wyborczej m.in. homoseksualistę Marcina Pietraszewskiego, który to już w roku 2003 pisał kłamliwie na temat Bractwa Himawanti pomawiając Barbarę Latoszek o czyny, których nie popełniła. Ten sam homoseksualny dziennikarz rozpętuje aferę medialną przeciwko tej kobiecie używając bezprawnie jej danych osobowych w tym imienia i nazwiska oraz miejscowości w której mieszka, lży bezprawnie staruszkę wkładając jej w usta słowa, których nigdy nie wypowiadała. W dzień poprzedzający owe zdarzenia – Barbara Latoszek jest nękana telefonami z pogróżkami śmierci i wykończenia. Członkowie Bractwa Himawanti składają stosowne zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez gang Dariusza Pietrka, a także na zmianę pilnują domu Barbary Latoszek. Sędzina bezpodstawnie utajnia tę i kolejne rozprawy, a adwokat przyznany z urzędu odmawia zajęcia się sprawą bo jak stwierdza „boi się” i chce „dociągnąć do emerytury”. Adwokata z wyboru w sprawie przeciwko pedofilskiej mafii nie udaje się w Zabrzu wynająć.

    Dnia 4 kwietnia 2007 – W Sądzie Rejonowym w Gliwicach rozpoczyna się i zarazem kończy kolejny proces wytoczony przez Dariusza Pietrka przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu. Jest to proces ukartowany przez tego działacza z propedofilskiego i antysektowego zarazem ośrodka KANA w Katowicach oraz Effatha aby zniszczyć jeszcze bardziej Ryszarda Matuszewskiego. Odbywa się tylko jedna UTAJNIONA jak zwykle sprawa, na której zapada od razu wyrok, jednakże sędzina NIE INFORMUJE na jakiej podstawie go orzeka! Na salę sądową mimo prośby Mohana Ryszarda Matuszewskiego nie zostaje wpuszczony przedstawiciel Stowarzyszenia Obrony Praw Człowieka, ani żadna z 20 innych osób zajmujących się obroną praw człowieka przybyłych na tę sprawę. Jednocześnie na konta e-mailowe członków Bractwa Himawanti Dariusz Pietrek rozsyła groźby śmiertelne i groźby z pogróżkami, że zabije Ryszarda Matuszewskiego. Wydruki emaili i materiał elektroniczny z IP komputerów Dariusza Pietrka zostaje dostarczony policji i prokuraturze w Gliwicach oraz Chorzowie i Katowicach. Jednakże odmawiają ścigania zbrodniarza za groźby zabójstwa i liczne oszczerstwa motywując to tym, że nie można ustalić sprawcy – chociaż ten pisał z komputera domowego i KANA, a także się podpisał. Ciekawe ile pedofilska mafia płaciła za to umarzanie trzem prokuratorom. Musiało trochę chyba zboczeńców kosztować.

    Od maja 2005 roku do kwietnia 2006 – Mohan Ryszard Matuszewski otrzymuje wiele gróźb śmiertelnych rozsyłanych przez Dariusza Pietrka osobiście, oraz jego pomocników, także od księdza pedofila z Tarnowskich Gór, którego tam schowano po tym jak Barbara Latoszek ujawniła relacje jego ofiar w Zabrzu! W internecie zamieszczane są liczne oszczerstwa na temat Mohana Ryszarda Matuszewskiego, a rozsyłane przez Dariusza Pietrka i jego kilku wspólników na licznych forach dyskusyjnych napuszczani przez Dariusza Pietrka pedofilscy aktywiści i inkwizytorzy zamieszczają wszystkie dane osobowe i adres zamieszkania Ryszarda Matuszewskiego oraz podają do publicznej wiadomości wyroki ze spraw sądowych, które były utajnione. Do dnia dzisiejszego groźby śmiertelne do Ryszarda Matuszewskiego są rozsyłane do licznych członków Bractwa Himawanti, a liczne napady na domy prywatne i rabunki mienia przez policję działającą na zlecenie mafii pedofilskiej okresowo się nasilają. Zawiadamiana o tym prokuratura i policja nie reaguje, a liczne skargi i zawiadamiania o przestępstwach kryminalnych mafii pedofilskiej niszczącej Bractwo Himawanti są umarzane, niewątpliwie za łapówki od mafii, czym chwalił się publicznie sam Tadeusz Mynarski, jeden z hersztów mafii pedofilów i producentów pornografii dziecięcej!

    Dnia 15 maja 2007 – przed Sądem Rejonowym w Gdańsku rozpoczyna się proces przeciwko Krzysztofowi U. i Agnieszcze U. – uczestnikom zajęć z Ryszardem Matuszewskim w dniach 29 lipca 2002 – 15 sierpnia 2002, oskarżonych o rzekome składanie fałszywych zeznań, za twierdzenie, że od 29 lipca do 15 sierpnia 2002 roku Ryszard Matuszewski prowadził zajęcia w Gdyni i że osoby te osobiście w zajęciach tych uczestniczyły wraz z innymi osobami, przeciwko którym toczą się kolejne preparowane przez prześladowców Ryszarda Matuszewskiego sprawy! Każdy kto przed sądem uczciwie bronił Mohana Ryszarda Matuszewskiego zeznając prawdę jest przez propedofilskie w Polsce chyba sądy prześladowany. Widać te szacunkowe 5-8 miliardów złotych z produkcji pedofilskiej pornografii rocznie to wystarczająco duża kasa, że by sądy i prokuratorzy byli dla pedofilów przychylnymi. Bractwo Himawanti tyle ze składek (100 złotych rocznie) i datków na pewno nie uzbiera na obronę Ryszarda Matuszewskiego.

    Dnia 6 czerwca 2007 – przed Sądem Rejonowym w Zabrzu odbywa się kolejna rozprawa sponiewieranej przez Dariusza Pietrka Barbary Latoszek. Na sprawę sądową, która z niewiadomych przyczyn została utajniona sędzina sądu powołała aż 26 fikcyjnych piedarowych, czyli pietrkowych świadków oskarżenia i NIE DOPUŚCIفA DO ZEZNAŃ ANI JEDNEGO ŚWIADKA OBRONY! Mimo protestów Barbary Latoszek i głośnemu domaganiu się powołania przez sąd świadków obrony, sędzina rzuca papierami i wykrzykuje, że to ona decyduje, kogo na świadka powołać, a kogo nie! Zadziwiające jest to, że WSZYSCY ŚWIADKOWIE OSKARŻENIA są osobami, które zeznają na tej sprawie PRZECIWKO Ryszardowi Matuszewskiemu a oskarżonej Barbary Latoszek nawet nie znają, ani nigdy jej na oczy nie widzieli. Kolejni świadkowie oskarżenia nie stawiają się na sprawy bądź odmawiają zeznań, czym wprawiają w szał sędzinę. Jak wiadomo nam, sędzina naprowadzała świadków oskarżenia na zeznania przeciwko Ryszardowi Matuszewskiemu, a prokurator Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Michał Szułczyński jest tym samym prokuratorem, który prowadził wszystkie te sprawy przeciwko Ryszardowi Matuszewskiemu i Barbarze Latoszek i pilotuje je osobiście. Prokurator kumpel Pietrka i Mynarskiego!

    W czasie 10 grudnia 2006 – 15 grudnia 2008 Mohan Ryszard Matuszewski zwiedza kilka kolejnych miejsc odosobnienia mających moralnie wymiar Berezy Kartuskiej albo Oświęcimia. Pogarsza się stan Mohana Ryszarda Matuszewskiego, nękanego kolejnymi fikcyjnymi sprawami, przewożonego a to do Bydgoszczy czy Wrocławia, a to do Gliwic czy Krakowa. Mohan Ryszard Matuszewski trafia też na podleczenie do kolejnych szpitali, a to z powodu klaustrofobii, a to z powodu problemów z sercem, a to z powodu wycieńczenia przez wygłodzenie. Toczy się także kasacja wniesiona w styczniu 2008 przez Rzecznika Praw Obywatelskich na korzyść Mohana Ryszarda Matuszewskiego.

    Wiosną, w lutym 2008 umiera po pobiciu przez pedofilskich gangsterów Barbara Latoszek, która przed śmiercią zdążyła zeznać i powiedzieć znajomym, że już jesienią 2007 została pobita przez 3 sprawców, w tym Dariusza Pietrka, Marcina Pietraszewskiego i Tadeusza Mynarskiego. Kolejne pobicie w Zabrzu w styczniu 2008 spowodowało ciężkie dolegliwości jamy brzusznej i nerek, po których w sumie zamordowana przez pedofilski gang Barbara Latoszek zmarła od obrażeń i powikłań w jednym ze śląskich szpitali. Jak dotąd gangsterzy, a w sumie mordercy chodzą na wolności, w końcu jedyny świadek i ofiara zarazem nie żyje!

    W dniu 31 października 2008 kolejna już trzecia KASACJA Sądu Najwyższego potwierdza fakt uchybień w spreparowanej w 2002 roku przez pedofilską mafię Tadeusza Mynarskiego, Jadwigę i Janusza Gierczyńskich, Rafała Maćkowiaka, Ryszarda Nowaka, Dariusza Pietrka, Elżbietę Tomasz (Rynkę Karolinkę) i innych bandytów sprawie. Mohan Ryszard Matuszewski do tej sprawy przesiedział po aresztach III RP łącznie 2 lata i 8 miesięcy, aż Sąd Najwyższy przerwał mafijny ciąg zbrodni dokonywanej przez zwyrodniałych pedofilskich gangsterów na niewinnym człowieku za to, że ujawniając przestępstwa pedofilskie osób wysoko postawionych zalazł mafii dzieciojebców prowadzących pedofilskie burdele, żyjących z handlu kobietami i dziećmi do burdeli zagranicznych i produkujących pedofilską pornografię i zoopornografię (dzieci i zwierzęta) za skórę!

    W dniu 15 grudnia 2008 Sąd Okręgowy w Warszawie zgodnie z zaleceniem naprawienia swoich błędów i uchybień nakazuje zwolnić Mohana Ryszarda Matuszewskiego, którego przewieziono już parę miesięcy wcześniej w tym celu do aresztu Warszawa Mokotów.

    Dnia 5 maja i 23 maja 2009 pojawiają się w bydgoskiej, propedofilskiej Gazecie Pomorskiej kontrolowanej przez propedofilskie lobby LGBT, oszczerstwa pod adresem Mohana Ryszarda Matuszewskiego oraz Irenie Barcz. Znieważana i pomawiana przez pedofilską mafię Irena Barcz zajmowała się przez 15 lat do 2003 roku pomocą ofiarom gwałconym przez pedofilów i terapią ofiar księży pedofilów, których w Bydgoszczy, podobnie jak w Częstochowie, Warszawie, Katowicach i Gliwicach jest dużo więcej niż w innych rejonach Polski. Irena Barcz stworzyła w Bydgoszczy kilka dużych kilkudziesięcioosobowych grup wsparcia dla ofiar księży pedofilów, zakonnic pedofilek i pedofilskiej mafii. Zebrała kilkadziesiąt tomów relacji ofiar wykorzystywanych seksualnie przez bydgoskich policjantów prokuratorów oraz sędziów, a także oczywiście księży oraz biskupów. I te akta, relacje ofiar, najbardziej poszukuje bydgoska policja kryminalna oraz prokuratura, razem z Ireną Barcz, znacznie bardziej niż rzeczywistych bandytów. Akta miewają się dobrze, są opracowane, zabezpieczone, a wszystko dlatego, że mieszkają w kraju innym niż propedofilska Polska na usługach pedofilskiej mafii. Relacje nawet wyszły w formie książkowej i bywają w niektórych księgarniach, tak aby ludzie o pedofilskich dzieciojebcach z Bygdoszczy i okolic mogli poczytać.

    Należy odnotować fakt wzmożonych ataków na godność Mohana Ryszarda Matuszewskiego w miesiącach styczeń – maj 2009 rok, gdzie można było poczytać mnóstwo szkalującej działalność Bractwa Himawanti i Mohana Ryszarda Matuszewskiego twórczości niskiej jakości wypisywanych na różnych stronach zwykle anonimowo przez osobników takich jak „piedar”, który okazał się być Dariuszem Pietrkiem z Chorzowa czy „hells bells” i „hells bells2”, leon22, cugol – którym jest prawa ręka Dariusza Pietrka i Tadeusza Mynarskiego, niejaki Krzysztof Reiman ze Świebodzina. Jedną z osób tworzących wspólnie Krzysztofem Reimanem strony internetowe oraz blogi i wpisy szkalujące Mohana Ryszarda Matuszewskiego na różne sposoby jest osoba używająca ksyw i loginów jak „kajsza”, „xara”, „elena”, „nczarna” oraz kilku fikcyjnych nazwisk. Jest to prywatnie przyjaciółka i partnerka Krzysztofa Reimana, ateistyczna aktywistka LGBT i zwolenniczka tak zwanej dobrej pedofilii. Działalność tych zwyrodnialców zidentyfikowała Marta S. z Trójmiasta bezpośrednio poszkodowana przez Krzysztofa Reimana w sposób o jakim można poczytać w internecie. Bractwo Himawanti posiada więcej takich namierzonych po numerach IP uzyskanych od administratorów portali przestępców pedofilskich znieważających Lalita Mohana i Bractwo. Czyżby pedofile zrzeszeni w pedofilskiej mafii ciągle bali się Mohana Ryszarda Matuszewskiego, pomimo tego, że tysiące innych osób trudnią się namierzaniem zboczeńców w sieci i informowaniem o nich Interpolu, bo polska policja jak widać po lekturze raczej zaatakuje ofiary pedofilów, a nie mafię, która widać za dużo polskiej policji w osobach jej zboczonych i skorumpowanych funkcjonariuszy płaci.


    W dniu 28 sierpnia 2009 roku, policja kryminalna w Głubczycach w woj. opolskim nad czeską granicą zatrzymuje Mohana Ryszarda Matuszewskiego na polecenie Sądu Rejonowego w Bydgoszczy. Policja miała nakaz karny, czyli polecenie dostarczenia Mohana Ryszarda Matuszewskiego do najbliższego więzienia celem odbycia kary 1,5 roku więzienia. Adwokaci oraz działacze Europejskiego Komitetu Obrony Praw Człowieka natychmiast zbadali sprawę. Dyrekcja Zakładu Karnego szybko zauważa, że sygnatury akt dotyczą wyroku łącznego ze spraw, które Mohan Ryszard Matuszewski już dawno odsiedział lub został z nich uniewinniny. Sąd Rejonowy w Bydgoszczy popełnił przestępstwo skierowania do wykonania kary, która w rzeczywistości była już odbyta lub formalnie nie istniała. Takie zbrodnie na Mohanie Ryszardzie Matuszewskim to już chyba norma w pedofilskiej Rzeczpospolitej Polskiej z jego wymiarem sprawiedliwości na usługach pedofilskich mafii dzieciojebców, ale dobrze zarabiających bo 5-8 miliardów złotych rocznie na krzywdzie gwałconych dzieci. A Mohan Ryszard Matuszewski czekając na wstrzymanie wykonywania już odbytej, a i tak niesłusznej kary znowu stracił tydzień wolności. Tym razem obrońcy zdołali szybko powstrzymać pedofilskich bandytów typu Tadeusz Mynarski „Abram” i Bożena Matejko Pikucińska (aktualnie Rewald), Dariusza Pietrka, Ryszarda Nowaka, Jadwigę Gierczyńską z domu Żurek i ich sądowych popleczników z Bydgoszczy. A przy okazji tyle, to jest 1,5 roku, zostało w papierach z tych szumnych zarzutów i medialnych wyroków, gdzie miało być łącznie 3,5 roku plus 2 lata plus 1 rok i plus 10 miesięcy. Reszta zwyczajnie poszła się je..ć z lipnymi oskażycielami, jak mawiają skazani. Mohan Ryszard Matuszewski trzymany po aresztach do sprawy, przesiedział jednak przez pedofilski gang dużo więcej niż owe 1,5 roku, które w sumie chociaż i tak lipne, zostało w papierach kalając życiorys dobrego i przyzwoitego człowieka. Kiedy zbójecki w swej naturze sąd rejonowy w Bydgoszczy, Częstochowie, Warszawie i Gliwicach za lata katorżniczej, gestapowskiej niewoli aranżowanej na zlecenie pedofilskiej mafii raczy wypłacić Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu odszkodowanie jakoś na razie nie wiadomo.

    Pamiętajcie pedofilscy zbrodniarze, że prędzej czy później ręka sprawiedliwości dojedzie was tak jak waszego medialnego patrona, Romana Polańskiego, pedofilskiego gwałciciela 13-to letniej dziewczynki!

    STOP PEDOFILSKIEJ MAFII W POLSCE!!!


    Opracowanie zbiorowe na podstawie relacji i wywiadów Europejskiego Komitetu Obrony Praw Człowieka: Dr Hanna Szpilewska, lic. Jarosław Kowalczyk, mgr Małgorzata Madanowska Kowalczyk, mgr Magdalena Pasierb, mgr Tomasz Pasierb, Mgr Eugenia Pałys, mgr Natalia Chmielewska, dr Hanna Bem, mgr Izabela Tryc, mgr Maria Tabaka, Dr Hanna Bem, red. Marek Cieślak, mgr Mirosława Tomaszewska, mgr Nina Waśk, Paweł Ćwięka, Anna Maria Rampała, mgr Bożena Pająk, mgr Katarzyna Dmyterko, mgr Elżbieta Betiuk, Mariusz Belicki, mgr Antoni Cichoński, mgr Mirosław Paweł Salwowski, dr Renata Soćko, mgr Mirosława Tomaszewska, Izabela Tryc, mgr Witold Boguszewski, lic. Maciej Marczak, lic. Małgorzata Wysocka, mgr Darlena Zawada, Urszula Zielińska, Dorota Hołownia, Agnieszka Święch, Jacek Rzewucki, inż. Józef Klimiński, inż. Krzysztof Błachaniec i inni.

  • Prześladowanie Przez Katolicyzm!

    Prześladowanie Przez Katolicyzm!

    (Osobiste świadectwo Ryszarda Mohana Matuszewskiego o zbrodniach katolickiego reżimu III RP na mniejszościach)

    Jak skatolicyzowana policja zwalcza Hinduizm w Polsce!

    Zajmując się aikido, aiki-jutsu, kalaripayat, tantrą, subudh, rebirthingiem, duchową jogą, sufizmem, nau­kami Swami Premanada, Yogananda i Sai Baba, terapią ofiar księży pedofili, także innymi ezoterycznymi poszukiwaniami wielokrotnie zetknąłem się z katolickimi naciskami i wezwaniami do zaprzestania tego rodzaju działalności. Prowadząc otwarte zajęcia i spotkania poświęcone takim metodom jak joga oddechowa, subudh, medytacje i tańce sufickie czy hatha joga w Toruniu, wielokrotnie nawiedzany byłem przez działaczy różnych akcji katolickich i parafialnych z rozmaitymi żądaniami. Chodziło głównie o to, abym natychmiast nawrócił się na jedynie słuszną wiarę jaką jest rzymski katolicyzm, tudzież abym zaprzestał organizować warsztaty i spotkania poświęcone duchowości wschodu, określanej aktualnie zwykle terminem ogólnym New Age, gdzie wszystko co katolicy chcą tępić wkłada się do jednego worka. Zdarzało się, że aktywiści parafialni próbowali wszczynać awanturki na początku zajęć żądając zaprzestania mojej działalności, gdyż to jest w ich parafii i oni sobie tego generalnie nie życzą i trzeba ich było usuwać ręcznie, chwytem transportowym.

    Otrzymywałem też anonimowe listy z pogróżkami, nawet taśmy magnetofonowe z perswazją jakie to zło i jaką zarazę szerzę w podobno katolickim narodzie. Z czasem doszedłem do przekonania, że jedynym złem jest tutaj działalność tych katolickich czy może raczej parafialnych aktywistów. Działając od lat w parafii pana Rydzyka i pod latarnią Radia Maryja, trudno prawdopodobnie nie być szykanowanym, wszak dla tego obywatela, wszystko, co nie katolickie to godne jest wytępienia za wszelką cenę i wszelkimi środkami. Niemniej wszelkie anonimy, włącznie z audioanonimami skrzętnie przekazuję miejskiemu wysypisku do utylizacji, tyle są dla mnie warte. Z początkiem mojej działalności wydawało mi się, że czasy katolickiej inkwizycji już minęły, a gadanie o jakiś naciskach to najwyżej wygłupy lub dowcipy. Niestety przekonuję się, a od kilku lat to się wzmaga nawet, że to nie tylko nie są dowcipy, ale – czy raczej niestety, jest to na szeroką skalę prowadzona wojna religijna czy inkwizycyjna, w której można nawet zginąć.

    Panom i paniom przedstawiającym się zawsze jako działacze z akcji bądź rady parafii lub jako dobrzy katolicy z parafii na ogół trudno było przedstawić się dalej, gdy pytałem o nazwisko, adres i inne dane do kontaktu. Zwykle więc wypraszałem owych natrętów (świadkowie Jehowy są bardziej kulturalni, subtelni i taktowni), czasem musiałem siłą wypchnąć za drzwi, raz nawet jednego księżulka miałem nie­rzyjemność przemocą wyprosić z sali zajęć, kiedy przyszedł mi robić tak zwany nalot i wrzeszczeć, że on wyegzorcyzmuje całe to szatańskie zło (prawdopodobnie nie wiedział nawet pajac co będzie egzorcyzmował). Z czasem w odpowiedzi na co głupsze i agresywniejsze wypowiedzi duchownych przywódców kościoła katolickiego czy raczej sekty katolików, zacząłem reagować rozmaitymi apelami i protestami pisanymi. Tylko w odpowiedzi na jeden, raz łaskawie jakiś sekretarz episkopatu raczył potwierdzić przyjęcie dokumentu do wiadomości. Zapewne rozsierdziłem czarną władzę listami protestacyjnymi.

    Z aktualnej literatury katolickiej, na co mogę przytoczyć odpowiednie dowody przestępstw w postaci książek i publikacji, wynika niedwuznacznie, iż wszystko co spotyka mnie ostatnimi czasy to głównie wojna władz katolickich ze wszystkim co wschodnie, ze wszelkimi ruchami religijnymi tak zwanej nowej fali religijnej REFORMACJI. Jasne, że nowa fala (New Age) odbiera mnóstwo fanów, a także pieniędzy dotychczasowym monopolistom religijnym, właśnie takim, jak chociażby upadający praktycznie z powodu pedofili i chciwości kościół katolicki. Ale czy to wystarczający powód aby zwalczać nową myśl duchową czy religijną w najbardziej perfidny i prymitywny sposób? Czyż nie dosyć, że historia rzymskiej religii katolików zlana jest krwią ludzi inaczej wierzących, że wspomnę Katarów, Indian czy Hugenotów?

    Aktualnie jestem zaangażowany w organizowanie i rejestrowanie Duchowej Wspólnoty Himawanti, której celem jest propagowanie mistycznych i duchowych nauk hinduizmu, tantry, wiedzy o czakramach oraz wschodnim uzdrawianiu. Musi to być solą w oku katolickich władz, gdyż od dwóch lat mnożą administracyjne trudności i robią problemy z prozaicznej czynności wpisania do rejestru kolejnego związku wyznaniowego, kościoła, gdzie cały proces rejestracyjny powinien zgodnie z ustawą trwać zasadniczo ledwie dwa miesiące. Na początku sekretarka nawet w urzędzie radziła mi dać sobie spokój, gdyż wschodnie związki nie mają szans, bo wszyscy pracownicy urzędu to niedoszli księża po KUL-u, a także byli eSBecy, i staną na głowie, a nawet na uszach, byleby opóźnić lub uniemożliwić rejestrację czegoś co ma swoje korzenie gdzieś w filozofii i praktyce hinduskiej skądinąd jogi. Jak obiecali, tak też czynią. Nie pomaga na razie nawet odwoływanie się do Prezydenta, Premiera czy Rzecznika Praw Obywatelskich ani do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

    Piszę o tym wszystkim, bo jest to kontekst mojej działalności i dalszych ciekawych zdarzeń, niepo­wiem, urozmaicających skądinąd spokojny na ogół życiorys. Zatrzymanie przez jasnogórską półtajną policję polityczną, na zlecenie katolickich mocodawców politycznych w dniu 14 sierpnia 1996 roku w miejscowości Jaworzno, na pewno należy do takich zdarzeń urozmaicających życie. Tak się składa, że od 15 do 18 września miałem prowadzić kolejne ze spotkań poświęconych jodze i uzdrawianiu w Częstochowie. Zajęcia organizował Jan Piskorski. Stolica wątpliwej jakości katolickości zapewne nie może tego znieść, że coś wschodniego kwitnie jej u samych wrót i to kwitnie prężnie i dynamicznie wzrasta, bo właśnie Częstochowa jest jednym z najprężniejszych ośrodków duchowości rodem ze wschodu. Jak na stolicę polskiej religijności, skądinąd indoeuropejskiej, to właściwie nic dziwnego ani nadzwyczajnego. Przed paulinami na Jasnej Górze był słowiański klasztor i gontyna Bogini Matki – Diva Laila (Leili), który został brutalnie spacyfikowany, ograbiony i przejęty przez sektę paulinistów, dzisiejszych jasnogórców. Było tego ponad 3000 zamordowanych ofiar, w tym dzieci i niemowląt polskich z poderżniętymi przez rycerzy paulinistycznych gardłami.

    Niemiły incydent wydarzył się też w Klubie gdzie organizowane były zajęcia. Większość przyjezdnych zwykle nocowała w tym klubie na własnym sprzęcie. Tym razem, w przeddzień imprezy katoliccy mocodawcy czy patroni spółdzielni „Nasza Praca” zakazali spania w tym Klubie, co jest grą nieczystą, obliczoną na sfrustrowanie uczestników. Tak się zdarza w całym kraju, zdarza się też, że kluby odmawiają sal na takie spotkania duchowe na wniosek proboszczów parafii lub pod groźbą utraty posady kierowniczej w klubie dokonywanej ustnie przez katolickie władze zwierzchnie spółdzielni.

    Terrorystyczny napad Policji w Jaworznie

    Czym się zajmowała policja w mieście Jaworzno, godzinę drogi od Częstochowy? Ano przez około tydzień, jak twierdzą sąsiedzi, dom był dyskretnie obserwowany, a sąsiedzi przepytywani na okoliczność mojego tam pobytu w charakterze bardzo niebezpiecznego przestępcy, skąd zapewne jeszcze długo będą się mnie bać. Dobrą to opinię katoliccy mocodawcy policji wyrabiają skądinąd pokojowo i pacyfistycznie nastawionym działaczom wschodnich tradycji duchowych. Policja nie szczędzi na takie cele wydatków ni środków, zatem nic dziwnego, że na walkę z mafią pieniędzy już nie ma. Kiedy około czternastej po południu lokal otoczyło kilkudziesięciu komandosów, domyślałem się tylko, że chodzi o moją działalność religijną, tudzież o przeszkodzenie w prowadzeniu zajęć w Częstochowie. Takie nieprzyjemności miałem już dwa razy od czasu przejęcia władzy w 1989r. przez mafijny czarny kler katolicki. Kiedyś nie odbyły się zajęcia w Elblągu oraz w Pile, gdyż przebywałem na zatrzymaniu, bądź zostałem zatrzymany w Toruniu na tyle aby nie móc wsiąść do pociągu którym mógłbym dojechać na czas w oznaczone miejsce. Każda taka akcja to pewien szok utrudniający rozwijanie wzniosłych i duchowych myśli. Po ostatnim szoku będę już pewnie bardzo dobrze przyzwyczajony do reżimu III RP. A o to zapewne chodzi czarnej władzy katolickiej, aby z działacza odmiennej opcji duchowo religijnej zrobić kryminalistę.

    Zostałem zakuty w kajdanki, z rękami do tyłuw sposób bestialski. Wbrew mojemu usilnemu żądaniu, nie przedstawiono mi żadnego sensownego powodu zatrzymania w taki drastyczny i chamski sposób. Skądinąd proponuję policji, aby tak aresztowała złodziejaszków takich jak niejaki Ksiądz Halberda z Elbląga lub oszusta finansowego Jankowskiego z Gdańska; może też Glempa, za kierowanie mafią katolicką w Polsce. Pewnie by katoliccy politycy rozwiązali polską policję. W komendzie miasta Jaworzno zostałem przesłuchany na konto rzekomo nielegalnego pobytu w mieście Jaworzno i na konto rzekomo nielegalnego kierowania niezarejestrowanego dotąd z winy i złośliwości katolickich prominentów i esbeków zasiadłych na stołkach Departamentu Wyznań URM, związku wyznaniowego, czy jak kto woli organizacji duchowo-religijnej. Najbardziej bawił mnie zarzut nielegalnego pobytu, na który rzekomo policja posiadała stosowny donos, dzięki któremu mogła mnie obserwować, a przy okazji moją narzeczoną i jej rodzinę. Przebywając kilka dni latem, we wakacje i do tego u narzeczonej, według policji w Jaworznie winienem się natychmiast u nich z tym meldować, acz nie jestem kryminalistą z orzeczonym obowiązkiem meldowania się w jakimś komisariacie katolickim! Zabawne jest poczucie humoru policji kryminalnej czy chyba znowu politycznej. Przez bodaj trzy godziny męczono mnie odpytywaniem na tę okoliczność.

    Najbardziej jednak zainteresowani byli listą wszystkich osób zajmujących się w Polsce jogą, liderów, członków, finansami, stosunkami w grupach praktykujących, rzekomym przymusem religijnym o który regularnie podejrzewane są wschodnie wspólnoty wyznaniowe, a który istnieje praktycznie jedynie w ugrupowaniach chrześcijańskich (chociażby społeczny przymus ślubu w sekcie katolickiej). Jeden z policjantów „Najświętszej” Marii Panny tak się zapędził w pytaniach natury intymnej pomiędzy mną a moją narzeczoną, iż musiałem mu odrzec nieco kpiąco: „Panie, jeśli w pańskim wieku nie wiesz pan do czego służy narzeczona” – to się trochę utemperował w swoich nachalnych dociekliwościach. Ale nie jestem pewien, wie czy nie wie, w końcu katolik jakowyś może i nie wiedzieć co się robi w łóżku z narzeczoną. Z pozytywnych objawów niektórzy z katolskich policjantów kryminalnych reżimu III RP dawali mi do zrozumienia, że muszą to robić, gdyż tak im każą polityczni mocodawcy wiadomego kościoła czyli sekty rzymskiej, chociaż brzydzą się tym co robią ale nie chcą stracić pracy. Ustawicznie też policja w Jaworznie powtarzała mi iż przyjadą do mnie specjalni policjanci z Częstochowy, którzy wyjaśnią mi dokładniej za co jestem zatrzymany, gdyż oni tak naprawdę nic nie wiedzą, mają jedynie nakaz aresztowania i dostarczenia do Częstochowy.

    Zastanawiające skąd to policja wiedziała, gdzie to akurat przebywam, skoro byłem nijak nigdzie niezgłoszony i zaszyty, a w swoim ówczesnym miejscu zamieszkania w Toruniu nie zostawiłem żadnej informacji o tym gdzie się udaję. Musieli jakoś śledzić mnie aby wiedzieć gdzie przebywam na tę okazję zaaresztowania. Znamiennie, dokładnie w przeddzień rozpoczęcia czterodniowej intensywnej sesji jogi i ajurwedy w Częstochowie. Odpytywano mnie i przeszukiwano na okazję posiadania broni palnej, gazów bojowych, granatów, bomb i wszelkiego rodzaju innych podobnych militariów z wyjątkiem walizkowej bomby atomowej. Ciekawe jest, że policja polityczna reżimu III RP cały czas dawała mi do zrozumienia, że wie gdzie bywałem w czerwcu, w maju 1996, i że wie, gdzie zamierzam być w najbliższej przyszłości. Ażeby tyle wiedzieć, rozumiem musieli mnie dokładnie obserwować, a nawet podsłuchiwać już od dłuższego czasu. Z tym zresztą nie problem, nieraz się zdarza „księżulo” incognito na naszych zajęciach. Poznać takiego na ogół po tragicznie infantylnych i idiotycznych pytaniach z zakresu duchowości i religii, pokazujących, że ksiądz jest zawsze całkowicie niekompetentny w wiedzy o Bogu i duszy. Kompletny brak wykształcenia w tej dziedzinie. Zastanawiające też jest, że Policja w Jaworznie, a także potem w Częstochowie nie była mi w stanie okazać żadnego pisemnego nakazu aresztowania ani od Prokuratury ani też od Sądu. Rozumiem, że cienko z tymi formalnościami i brak był jakiejkolwiek podstawy prawnej.

    Kiedy odpytywano mnie jeszcze w Jaworznie na konto posiadania granatów i podobnych sprzętów, wyznałem katolickim policjantom reżimu III RP, że granaty bardzo lubię i kupuję sobie od czasu do czasu na rynku. Na pytanie co z nimi robisz, stwierdziłem, że zużywam. A gdy pytano gdzie przechowuję, to jasno odrzekłem iż przechowuję zwykle w lodówce. Przeszukujący lokal mieszkalny meldowali nawet przez telefon do komisariatu, że lodówka jest pusta. Po godzince takiego sobie rozmawiania o granatach, przyznałem nawet, że nie mogę się powstrzymać od kupowania granatów na rynku, bo to jeden z najsmaczniejszych owoców jaki znam. Niektórzy policmajstrzy byli trochę wściekli na taki sposób robienia ich w jajo. Ale chociaż się trochę ubawiłem w tej ogólnie paranoicznie smętnej sytuacji.

    Zebrali w każdym razie wszelkie potrzebne im jak to określono „do namierzenia i rozpracowania sekty” materiały personalne, choć nie ukrywam, że w takiej sytuacji udzielam także mylących przeciwnika informacji. Zrozumiałem już w Jaworznie, że jest to jakaś akcja sprokurowana przez mocodawców politycznych sekty katolików, paulinów z Częstochowy, a ściślej z Jasnej Góry i dowiedziałem się na koniec, że zostanę tam przewieziony i przesłuchany ponownie. Grozili mi, że wydadzą mnie paulinom, którzy mnie zakatrupią w piwnicach jasnej Góry, gdzie mają salę tortur jeszcze z czasów inkwizycji.

    Przesłuchania i tortury w KW Policji w Częstochowie

    Późną nocą z 14/15 sierpnia 1996r., zjawiła się ekipa kryminalistów z Częstochowy, zakuła włącznie z nogami, (a bali się mnie wiedząc, że dość długo ćwiczyłem jedną z egzotycznych sztuk walki, znaną jako Shobu Aiki-Do) tak że mieli potem kłopoty z odkuciem moich nóg w samochodzie, co mogli by mnie z niego wyciągnąć. I tak zostałem przymusowo dowieziony policyjnym wozem na koszt resortu MSW na uroczyste obchody maryjnej sekty jasnogórców w Częstochowie. Zawsze jest to też jakiś sposób pielgrzymowania. Do aresztu czy raczej 'dołka’ KWP na ulicy Popiełuszki dobrze docierają jasnogórskie modły więc miałem okazję być przymusowo acz bezskutecznie resocjalizowany na katolicyzm w przerwach nielicznych pomiędzy przesłuchaniami. W nocnych przesłuchaniach na Jasnej Górze zdołałem nawet powtórzyć jednemu nowemu przesłuchiwaczowi dowcip o smacznych granatach. Sam się pytał, no to wyszedł na inteligenta. Ale jego dwóch kolegów połapało się w czym rzecz od razu i mieli ubaw, także z niego, bo on myślał o kwestii poważnie i zrobił się granatowy z wściekłości, a pięść miał ciężką, katolicką, jak się mogłem za chwilę przekonać. Spadła na mnie bowiem seria bokserska, na szczęście głównie otwartą dłonią w twarz i trochę kopniaków na uda i biodra. Boli, ale za dużej krzywdy fizycznej z wyjątkiem piekącego bólu nie uczyni. Specjalista szkolony chyba specjalnie na katolickim KUL-u albo w jakimś innym Papieskim Instytucie Teologii Inkwizycji Karola Wojtyły czy JP2.

    Potem zaczął odpytywanie ponownie, zauważyłem, siedząc skuty do tyłu przez praktycznie cały czas przesłuchań, że jego dwóch asystentów stoi tak, żeby w razie czego złapać swojego kolegę czy szefa jakiegoś, a może mnie do jakiś torturek podtrzymać. Podsunął mi pod nos kserokopię jakiegoś pisma czy listu i zapytał czy to poznaję, powiedziałem, że raczej nie, tym bardziej, że nie mogłem tego odczytać. Wtedy się wściekł, zobaczyłem że to nie przelewki, jego wspólnicy zdawali się go powstrzymywać od rzucenia się na mnie, ale nic to nie pomogło. Tonem zbira czy wampira zapienionego czy raczej głodnego krwi zaoferował, że jak się nie przyznam do napisania tej kserokopii, to mnie wprasuje w ścianę, która była za moimi plecami lub „odstrzeli„, że złagodzę trochę oryginalnie wulgarną wersję wypowiedzi. Nie miałem okazji czytać tego niejakiego dokumentu, ani nawet ochoty czytać, bo w takich warunkach spokojne skoncentrowanie się na literach tekstu nie jest możliwe. Nie przyznawałem się do niczego bo i nie miałem do czego, więc załatwiłem sobie torturki i dręczenie za wiarę, najlepsze jakie tylko katolicki policmajster jasnogórski potrafi zaoferować.

    Żądał wyjaśnienia, gdzie mam bomby, granaty, ładunki wybuchowe, miny? Zapytałem czy atomowe, to wściekł się jeszcze bardziej, więc pora była skończyć żarty. Dopytywał się jeszcze bardziej i wścieklej, zaciskając pięści i robiąc gest rozgniatania owada tudzież rozcierania czegoś na proszek. Mówię mu zatem że są w wyobraźni. Pyta w jakiej wyobraźni, no to mu mówię, że skoro się naczytał o jakichś granatach to pewnie ma je w wyobraźni. Zgranatowiał i jego współkoledzy prawie musieli go wyprowadzić. Dobrze, że nie wybuchł był całkiem, bo rozerwałoby chyba KWP, a raczej mnie na strzępy. Potem zrozumiałem, że był to jakiś szef czy komendant ale niestety nie wiedziałem ani kto, ani skąd ani komendant czego, a szkoda. Przedstawił się jedynie jako wierzący katolik i zagaił na początek, a ’ty co sukinsynu jesteś’. Rozumiem więc, że był to jakiś katolicki prominent policyjny, prawdopodobnie jeden z głównych służalszczyków niemiłościwie nam zwalczającego mniejszości wyznaniowe papieskiego reżimu katolickiego Wojtyłka – JP2, bo tak to właściwie chyba należałoby kulturalnie ująć.

    Pozostali funkcjonariusze byli raczej łagodni, sugerowali tylko niedwuznacznie, że z 'nimi’, czyli z ciemną władzą jasnogórską i tak nie wygram. Jeden mi powiedział, niby prywatnie, abym się cieszył że żyję i nie wychylał za bardzo z tym propagowaniem jogi, bo teraz są takie czasy, że łatwo zginąć, jak zaznaczył, że wszak nie jest tak daleko od średniowiecza. Panowie mieli potem zwyczaj wchodzić i rozmawiać głównie pojedynczo i bez dodatkowych świadków, wypytywać o to samo z osobna po kilka razy, a także walnąć z lekka, a nawet i mocniej w głowę lub w biodra i nerki. Stąd po kilku godzinach byłem nieźle skołowany, choć mogłem w zasadzie odmówić składania jakichkolwiek zeznań ale chyba by mnie dobili, bo za dłuższe pauzy też bili. Grozili tylko, że w razie odmowy udzielania wyjaśnień o BZH, nieprędko wyjdę z aresztu a raczej wcale albo że będę przesłuchiwany przez owego szatańskiego katolickiego prominenta policyjnego, który groził niedwuznacznie wprasowaniem w ścianę i odstrzeleniem, a nie miałem ochoty być płaski i przylegać do ściany w sugerowany sposób.

    Zrozumiałem więc, że policja ma jakiś donos, podejrzenie, dokument czy list, który niejako czyni ze mnie niebezpiecznego bandytę lub coś w rodzaju terrorysty. Kolejnego dnia brutalnych przesłuchań postawiono mi w końcu zarzut jakiejś surrealistycznej groźby w stosunku do Paulinów, polegającej na usiłowaniu wysadzenia Jasnej Góry, na co rzekomo policja miała jakieś dowody ale nie dała mi ich przeczytać ani obejrzeć. Próbowałem się z początku stawiać na takie postawienie sprawy, pytając czy to preparacja służb specjalnych czy też może działaczy katolickich. Zapytałem ile policję kosztowało podrobienie jakiś dowodów, ale jeden z policjantów wyjaśnił mi rzeczowo: nie nas pytaj, my to dostaliśmy stamtąd i rzeczowo wskazał w kierunku wiadomego klasztoru, wiadomej sekty paulinistów. Dostałem jeszcze reprymendę: lepiej się przyznaj, to może cię sąd łagodnie potraktuje, może wtedy nie dostaniesz żadnej sankcji. W istocie kusząca propozycja, pod groźbą i nie tylko, wprasowywania w ścianę lub odstrzelenia – nie do odrzucenia.

    Rozumiem już z tego, że w Polsce władza należy do reżimu rzymskiego, który słynął z okrucieństwa, mordu inkwizycyjnego i preparowania oskarżeń o czarownictwo, co teraz robi w stosunku do wszystkiego co pochodzi ze wschodu, jednakże, żeby wydawać pieniądze swoich wiernych czy raczej, co gorsza fundusze policyjne na tego rodzaju podejścia poniżej pasa to już jest ostatnie dno moralne i społeczne. Nigdy nie myślałem, że będąc katolickim można być aż tak zepsutym, brutalnym i zbrodniczym. Nawiedzenia przez działaczy katolickich akcji i zarządów parafialnych, złośliwości typu usiłowanie wyegzorcyzmowania i podobne brałem raczej zawsze za wyskoki głupawych nadgorliwców. Tym razem wygląda to na akcję nadgorliwców, jednakże inteligentnych i do tego bogatych, mogących łatwo zniszczyć słabszego ekonomicznie. Nie mam w zwyczaju wysyłać anonimów, bo sam takie zawsze wyrzucam do kosza. Jak ktoś coś chce, to może przyjść z podniesioną przyłbicą, a nie tam rycerstwo maryjne, zakute łby z parafii Rydzyka (że sobie ulżę), co to się przedstawić nawet nie chcą.

    Niektórzy prowadzący dalej sprawę policmajstrzy dawali mi do zrozumienia, że brzydzą się taką sprawą, ale muszą to robić, bo takie mają rozkazy. A mafia może sobie pohulać, bo policja jest katolicka i zajmuje się zwalczaniem urojonych zagrożeń ze strony tak zwanych sekt, czyli ze strony mniejszości wyznaniowych. Jak nie ma żadnego zagrożenia, to katolicka sekta sama je sobie stwarza i używa policji do ich zwalczania. Pięknie, nie ma co! Jak powiedział później jeden z moich przyjaciół, czas „ojczyznę” porzucić i pomyśleć dokąd emigrować. Zacząłem być w czasie święta katolików nieco agresywny na punkcie działaczy sekty katolskich. Nic to zapewne dziwnego, zawsze można się na policyjnym dołku odreagować. Świętego pewnie wyprowadzili by z równowagi, a co dopiero mnie.

    Stanęło na tym, że jak nie mam żadnych dowodów na to kto mógłby sprokurować jakiś anonim, bo i skąd miałem mieć, używając pisma ręcznego, to lepiej jak się przyznam i sprawa załatwiona, bo inaczej to nie wyjdę z aresztu, a tak to najwyżej zapłacę jakąś grzywnę, bo skarb państwa potrzebuje pieniędzy. Nie przystałem na tę usilną propozycję policji czy może już gestapo i jej perswazję popartą odpowiednimi groźbami, którą właściwie należałoby nazwać groźbą karalną, żadnych zeznań ani dokumentów im nie podpisałem, choć żądali. Lepszym może w tym kraju wydaje się być winnym i chodzić na wolności niż być niewinnym bez dowodów na to i siedzieć w jakimś mamrze. Skądinąd ciekawy jest sposób w jaki skarb katolickiego narodu aranżować zamierza sobie finanse na podupadający budżet. Rozumiem teraz lepiej w jaki sposób tak zwane przez katolicyzm sekty są czynione groźnymi i przedstawiane jako społeczne zagrożenie. Będę tak osiągnięte czyste poznanie i bezpośredni wgląd w mechanizm tego zjawiska publicznie przedstawiał i ogłaszał aż po ostatni dzień mojego żywota tutaj w tym kraju okupowanym przez reżim jedynie słusznej, acz pokrętnej i pomylonej oraz zbrodniczej wiary katolickiej.

    Ciekawie straszono mnie na policji, zanim piętnastego o dziesiątej rozpoczęła się sesja jogi. A to już w nocy z 14/15-ty, że rozpędzą i zrewidują wszystkich członków i adeptów tej całej organizacji, wszystkich którzy przyjadą do Częstochowy zaaresztują, że narobią mi wstydu, że jestem kryminalista i że najlepiej jakbym więcej do Częstochowy nie przyjeżdżał, bo się władza wiadoma, jasnogórska denerwuje. Niektórzy policjanci byli też, albo grali lewicowych takich, co to kościoła katolskiej sekty też nie lubią, więc podpowiadali, że jak się przyznam, to oni z tego sprawy nie będą robić, bo dla nich jakby ktoś wysadził całą jasną górkę, to byłby spokój w końcu w Częstochowie. Rozumiem, że policja ma swoje kłopoty z czarną władzą polityczną. Podpuszczali czy dobrze życzyli, trudno przewidzieć. W każdym razie policjanci świetnie grali na moich uczuciach względem praktykujących Jogę, abym się tylko przyznał do jakiś wymyślonych przez sektę paulińską urojonych zagrożeń, które rzekomo im stwarzam, gdyż inaczej zaaresztują wszystkich praktykujących którzy przybędą na nasze spotkanie. Niezły element nacisku na kogoś kto ma skute ręce do tyłu. Paulini ewidentnie mają paranoję urojeniową z jakimiś zagrożeniami ze strony hinduizmu w obrazie chorobowym!

    Z nieco późniejszych perswazji w KWP Jasna Góra zrozumiałem, że zrewidowano wszystkich którzy przybyli na owo spotkanie w Częstochowie. Okazało się to później zwykłym zastraszającym kłamstwem. Policja, złośliwie nie powiadomiła nawet organizatora zajęć o mojej nieobecności, pozostawiając uczestników sesji jogi w sytuacji w której wyglądało, że to prowadzący zajęcia nie przybył na spotkanie. Jak się zorientowałem, policja Niepokalanej z KWP na Popieluszki liczyła, że potencjalni uczestnicy rozjadą się do domów. Zapomnieli tylko, że jest jeszcze więcej duchownych naszego Bractwa Hinduzimu. Pytałem też czy moja narzeczona została także zatrzymana, dowiedziałam się że nic podobnego. Dopiero pół godziny przed zwolnieniem z Jasnogórskiej Izby Zatrzymań KWP dowiedziałem się że moja dziewczyna była nonstop przesłuchiwana i została zwolniona godzinę wcześniej. Nie powiedziano jej nawet tego, że ma prawo odmowy składania zeznań i sugerowano, że odpowiadać musi na każde postawione jej pytanie! Plugawie policja działa i powinna zmienić nazwę na camorra albo mafia po prostu. Nie mając wcześniej do czynienia z takowymi instytucjami, nie znała takich kwestii prawnych, co skrupulatnie wykorzystano już w Jaworznie, zmuszając do oczerniania mnie pod groźba zgwałcenia i uwięzienia całej rodziny. Dzięki tym 'incydentom’ mam jasność co do plugawego zakłamania funkcjonariuszy tej policyjnej instytucji jaką jest KWP w Częstochowie.

    Dużo było pytań o charakterze intymnym, zatem ciekawość policji jest nieograniczona i wszechstronna. Chodziło głównie o to jak się w rzekomych sektach odbywa kopulacja, i nie mogli się nadziwić, że normalnie, zgodnie z biologiczna naturą rodzaju ludzkiego. Spodziewali się chyba jakiegoś UFO i nie mogli nadziwić ludzkiej, najzwyczajniejszej normalności. Ekscesy seksualne sekt wszak są jedynie wymysłem chorych z niewyżycia celibatowych dewiantów katolickich, co wiem doskonale, ze względu na szerokie kontakty z wieloma podobnymi organizacjami w różnych krajach. Pomoc ofiarom księży pedofili jest już znana w wielu krajach, tylko do Polski jeszcze nie dociera!

    Rewizji dokonano także w miejscu mojego czasowego pobytu w Toruniu doprowadzając właścicielkę posesji w której wynajmuję domek gospodarczy prawie do zawału serca. Policja rewidowała także miejsce mojego stałego pobytu w Człuchowie na Pomorzu, gdzie prawie niczego mojego nie było aktualnie, a gdzie mieszkała moja matka, która tym się przejęła, została tak parszywie potraktowana, rzucona o podłogę, choć staruszka, że straciła przytomność. Słyszałem też o rewizji jakiegoś jeszcze miejsca, ale nie wiem ani kogo ani gdzie. Później tylko dowiedziałem się o wizytach policjantów w Stargardzie Szczecińskim i Szczecinie u jednego z moich znajomych i jego rodziców. Zapewne tak zwany nalocik inwigilacyjny aranżowany przez Wydział d/s Zwalczania Sekt przy Komendach Wojewódzkich Policji. Znamienne, że departamencik ten zbrodniczo-inkwizycyjny współpracuje z odpowiednimi komórkami istniejącymi w parafiach sekty katolickiej. Wiadomo więc do czego i komu wiernie służy. Rozumiem, że ci sami funkcjonariusze którzy kiedyś mordowali Popiełuszkę, teraz z powodu zmiany orientacji politycznej, zajmują się podobną inwigilacją i mordowaniem niekatolickich organizacji wyznaniowych.

    Właścicielka posesji w Toruniu, często jak dłużej mnie nie było w Toruniu, informowała mnie, że jakiś pijak kręci się nocą po posesji i coś tam jakby chciał się włamać. Interesujący to wątek, bo powtarzał się wiele razy. Paulini mieli wiele, przynajmniej kilkanaście moich listów i apeli, tak drukowanych jak i odręcznych, z których jeden częściej wysyłany mogę załączyć. Jest to apel o poszanowanie jogi, hinduizmu i wschodnich świętości. Przez kilka lat mogli podrobić nawet mój odręczny charakter pisma, czy nie szkoda jednak fatygi na śledzenie, być może z pomocą jakiegoś katolickiego pijaczyny, wysyłanie z Torunia rzekomego anonimu, nie mówiąc już o podrabianiu pisma? Czy i kto w policji w tym pomagał, to już inna sprawa. Mogę tylko liczyć, że z czasem ktoś z tych draniów się sypnie i tyle. Prawda jak oliwa, prędzej czy później wypłynie na wierzch, tak jak prawda o zbrodniach „świątobliwej” czyli szatańskiej inkwizycji watykańskiej. Zastanawiam się teraz, czy ręce kościoła katolickiego tak splamionego krwią niewinnych ludzi miłe są Bogu, no ale to teologiczny problem, a nie prawny. Jeśli chodzi o protesty i apele, to może zacznę o kościele katoli pisać dla ruchów antyklerykalnych i antykatolickich, których jest wiele na całym świecie. To chyba dobry pomysł po takich przejściach. Nauczyłem się tyle, że trzeba być jeszcze bardziej gorliwym w krzewieniu wedyjskiego śiwaizmu i tantry w Polsce, aby wyplenić z narodu Polskiego zło jakim jest jasnogórsko-demagogiczny katolicyzm. Życzę wszystkim katolikom przejrzenia na oczy i szybkiego porzucenia tej morderczej jedynie słusznej wiary, którą teraz już całkiem postrzegam jako satanistyczną orgię zbrodni.

    Tak to siłą zastraszania i perswazji byłem przymuszany do przyznania się do groźnego rzekomo zamiaru podłożenia bomb i granatów pod jasną rzekomo Górkę Częstochowską oraz do posiadania dużej ilości ładunków wybuchowych, broni i amunicji. Ciekawe co mnie jeszcze jako PACYFISTĘ w tej Polsce chorej na paranoidalny obłęd wojtylizmu czeka? Zaiste ciekawa to metoda zwalczania religijnej konkurencji stosowana przez niejakich Paulinów, rzekomo świątobliwych, a w istocie zbrodniczo-morderczych. Dobrze to stoi napisane w Maksymiliańskich Statutach Milicji Najświętszej Marii Panny z Jasnej Góry: „Wpisać się do księgi Rycerstwa w siedzibie kanonicznie założonej. …Wykorzystać dla sprawy Niepokalanej wszystkie środki na jakie pozwala stan, warunki i okoliczności. ” A jakaż to sprawa Niepokalanej? Ano: „starać się o nawrócenie grzeszników, heretyków, …masonów”. Tak to się starają ci popieprzeni krzewiciele Niepokalanej. A Policjantom PP współczuję obowiązku służenia takiemu kretyńskiemu reżimowi rzeczpospolitej cesarstwa rzymskiego z siedzibą w Watykanie. A swoją drogą, jak wiadomo z historii, to rzekoma Niepokalana poczęła dupcząc się zwyczajnie za pieniądze z jakimś rzymskim żołnierzem o imieniu Pandera, za co ją Józef wyrzucił z początku w domu bo nie chciał nieślubnego Jezusa. Stąd i zapewne cała rzymska zbrodniczość inkwizycyjna, po rzymskim żołdaku.

    Rabunek Komputerów i Ołtarzyka!

    Nie okazano mi żadnych praktycznie dowodów rzekomego przestępstwa, jeśli wyłączyć machanie przed oczyma jakimiś papierami na których oko nie było w stanie się zatrzymać, tym bardziej, że były to wątpliwej jakości kserokopie, bardzo brudne. Z Torunia przewieziono do Częstochowy używany przeze mnie sprzęt komputerowy. Znamienne, używałem kilku komputerów starej generacji, jednak zatrzymano jedynie sprzęt na którym były dane odnośnie prowadzonej działalności, jak listy członków BZH, edycje skryptów i broszur informacyjnych i podobne. Komputer na którym nie było takowych danych (bez twardego dysku) policjanci zostawili tam gdzie sobie stał. Jasne jest po co zatrzymali ten sprzęt, na pewno nie tylko po to, aby go przewieźć do Częstochowy, co bym mógł go sobie potem (21 VIII) odebrać i wieźć z powrotem. Ale to już dodatkowa czysta złośliwość policji politycznej katolickiego reżimu III RP. Po dwóch dniach pobytu na zatrzymaniu w zasadzie nie wiedziałem jeszcze za co ani dlaczego, chociaż jasnym jest iż chodzi o jakieś spreparowane przez policję czy też niejakich sekciarzy z zakonu paulińskiego (o ile wierzyć policjantom, bo żadnego paulina z zarzutem do mnie nie miałem przyjemności oglądać) imaginacje czy też coś podobnego. Z kontekstu przesłuchań wywnioskowałem, że o namierzenie działalności i inwigilację usiłującej się zarejestrować organizacji chodziło przede wszystkim.

    Razem ze mną został w Jaworznie zaaresztowany cały mój przewoźny ołtarzyk śiwaicki. Nie uszanowano świętości i sprofanowano ołtarz! Podobno jest to w świetle prawa jakoweś przestępstwo ze strony policji w Jaworznie, jednakże żaden katolski policmajster nie poczuwał się do popełnienia takowego (Art. 198 KK). Uniemożliwiono mi sprawowanie kultu religijnego stosując przemoc i terror, a żaden policmajster nie wysilił się nawet na słowo przepraszam, choć niektórzy tłumaczyli się, że tak im góra rozkazuje, oczywiście rzekomo jasna. Podobno nawet ktoś z Warszawy, kogo widziałem na oczy. A zatem przestępstwo policji katolickiej z Art.196 KK. Działalność policji, a raczej bardziej ich paulińskich mocodawców z sekty katolików, to dopuszczenie się czynnej napaści na człowieka celem poniżenia osoby Zwierzchnika Generalnego (PRYMASA) odmiennej opcji religijnej niż niemiłościwie nam narzucająca się sekta kat(ów). Podobno narusza to Art.193 p. 2 KK. Tyle przestępstw policji wobec mnie spreparowali podobno jacyś paulini z sekty katolików, których nie miałem okazji oglądać, a szkoda, zapewne wybiorę się do niejakiego przeora tej bandyckiej instytucji, aby mu powiedzieć co o nim myślę. Ciekawe też ile wina mszalnego wychlali ci preparatorzy plugawych oszczerstw i pomówień?!

    Tymczasem, na konto katolickiej inwigilacji, przesłuchano mnie w Toruniu we wrześniu, a w sierpniu musiałem być kilka razy w Częstochowie. Wysłano mnie nawet na badanie psychiatryczne (może się uda duchownego śiwaickiego i jogina zarazem przerobić na czubka?), a także policja z Jaworzna wezwaniami nęka teściową i narzeczoną. A propos, narzeczona była wzywana przez Policję w początku lipca w Toruniu. Przebywała u mnie towarzysko, i widać ktoś śledził, bo inaczej policja nie byłaby w stanie wiedzieć, że u mnie przebywała. Szczęściem akurat nie było nas dłużej w Toruniu, więc zbrodniczy najazd zaczął się dopiero w sierpniu. Policja musiała mnie (nas) nieźle śledzić, aby wiedzieć, gdzie aktualnie przebywamy! Jest jeszcze więcej wątków owej bandycko czyli katolicko zmontowanej historii, jednak może jeszcze do nich kiedyś wrócę aby dodać co nieco. Teraz mogę dodać, że nie dziwię się iż purytańscy chrześcijanie katoliccy spokrewnieni z CIA podali truciznę niejakiemu SRI OSHO RAJNESHOWI, który przeżył co prawda, ale jego wzrok ucierpiał i po paru latach od wypędzenia i podtrucia go przez potężne siły Ameryki Chrześcijańskiej, zmarł przedwcześnie.

    Polska prokuratura i policja katolicka nie chciała śledzić katolickich zbrodniarzy którzy w styczniu 1992 roku dokonali zamachu na życie innego polskiego mistyka i jogina, Sławomira Jaraszka (Sanjaya), a którym udało się go podtruć. Przeżył i świadczy o zbrodniczości katolickiej mafii cesara Wojtyły w Polsce. Kiedy katolicka sekta odpowie za tamtą zbrodnię? Katolickie służby specjalne wycięły jądra i zamordowały topiąc w Odrze jednego z liderów niezależnego, parareligijnego ruchu „Antrowis” i też nie ma ani prokuratorów ani sędziów którzy zajęliby się tą zbrodniczą działalnością katolicko-esbecką. Jak wiadomo, chłopak uskarżał się publicznie na to, że go krakowski ksiądz Karol Wojtyła w dzieciństwie gwałcił wielokrotnie w brutalny sposób. I taki to ksiądz jest teraz papieżem Polakiem. A bezpieka zlikwidowała Antrovis, bo oprócz badania zjawiska UFO, zajmowano się tam terapią dla ofiar zgwałconych przez księży katolickich, których to ofiar jest w Polsce bardzo dużo! Prawnicy katoliccy potrafią za to zablokować śledztwa w prokuraturze i policji wymierzone w księży pedofili. Miejmy nadzieję, że przyjdzie czas rozliczenia, podobnie jak za zbrodnie hitlerowskie. Zresztą każdy wie, że Adolf Hitler był katolikiem i prywatnie przyjacielem papieża Piusa. Nie mając zbyt dużo dowodów ani nie mogąc wskazać konkretnych sprawców, mogę tylko zapytać Paulinów, skąd mają tak znamienitych podjudzaczy i oszczerców, i który ich tam księżulo czy ojczulek jest takim parszywym kretynem trudniącym się taką kretyńską działalnością pomawiania? Po wszystkich bowiem tak zwanych przesłuchaniach taki widzę kierunek podejrzeń co do owej preparacji. Komu innemu bowiem mógłbym przeszkadzać w Częstochowie ze swoją hinduistyczną i terapeutyczną, pozakatolicką działalnością duchową i religijną?

    Policjanci z jasnogórskiego gestapo przy ulicy Popiełuszki w Częstochowie nie zmusili mnie do jakiegoś przyznania się, zresztą z ich gadania wynikało, że nie bardzo wiadomo do czego miałbym się przyznawać, a składu bomb ani granatów metalowych nie miałem, część zaś bombonierek (z cukierkami) i granatów (owoców) zeżarli, rzekomo degustując, czy aby na pewno są prawdziwe. Przekopali też ogródek, czym rozsierdzili teściową, wyrwali kwiatki z doniczek, rozwalili wszystkie rzeczy, tak że sprzątania było dużo, na kilka tygodni, uszkodzili część sprzętu komputerowego i dyskietek z danymi. Zabrali listy wszystkich osób, które były w archiwach, łącznie ponad 20 tysięcy adresów. Bili, kopali, grozili, spuszczali ze schodów, przykładali pistolet do głowy grając w rosyjska ruletkę! Usłużna dla tej kościelnej pedofili Gazeta Wyborcza w Częstochowie i lokalne brukowce robiły ze mnie kryminalistę, terrorystę, bombiarza. Ciekawe co jeszcze wymyśli katolickie gestapo umocowane jak się przekonałem na Jasnej Górze. Nikt mnie już nie przekona, że jest tam cośkolwiek dobrego czy pozytywnego. Jasna Góra to zbrodnicza i mordercza mafia, samo zło, zwyrodniała bestia inkwizycji śmierdząca faszyzmem, podobnie i policja!

    (Wrzesień 1996 roku) – tekst na podstawie relacji na żywo nagrywali i spisywali: Witold Boguszewski, Maciej Marczak, Jan Piskorski, Małgorzata Wysocka, Izabela Tryc – Pierwsza publikacja miała miejsce już w 1996 roku na zamkniętym w sierpniu 2002 roku portalu z Krakowa: himavanti.ceti.com.pl

  • Pomóż Ofiarom Przestępców!

    Pomóż Ofiarom Przestępców!

    Drodzy Przyjaciele!

    Represjonowanie przez specjalne oddziały tajnej policji politycznej w Polsce przybierają już katastrofalne dla wielu ludzi rozmiary o tragicznym charakterze. Ostatnie wydarzenia w postaci bestialskiego napadu, długotrwałego torturowania i usiłowania dokonania pozasądowej egzekucji znanego i cenionego pisarza społecznego i filozoficznego, naturoterapeuty i uzdrowiciela, ekologa, filozofa, wegetarianina i lidera duchowego ekumenicznej grupy światopoglądowej Bractwa Zakonnego Himawanti® nie napawają nas optymizmem, lecz szokują stopniem faszyzacji zbrodniczej władzy politycznej w Rzeczpospolitej Polskiej, która zamiast dać ludziom pracę i chleb zatrudnia setki policjantów politycznych do robienia ideologicznych czystek i likwidowania niewygodnych sobie pisarzy czy myślicieli, którzy rzeczowo krytykują ustrój polityczny, eksmisje ludzi na bruk, pazerne złodziejstwo wielu kościelnych hierarchów, niszczenie polskiej kultury i oświaty. Ryszard Matuszewski, alias twórczy Mohan-Dżi, został bestialsko napadnięty i pobity oraz trwale okaleczony przez funkcjonariuszy policji dwukrotnie w marcu i kwietniu 2002 w Gliwicach, a żadna instytucja Rzecznika Praw Człowieka jak dotąd nie zamierza bronić pisarza i ekologa przed zbrodniczymi ekscesami policjantów, którzy w ten sposób usiłują zmusić Ryszarda Matuszewskiego do zaprzestania działalności pisarskiej, krytykowania przestępstw władzy politycznej, korupcji, eksmisji, propagowania ekumeni wszystkich religii, organizowania protestów ekologicznych.

    Czym Ryszard Matuszewski naraził się władzy politycznej? Ryszard M. ostro krytykuje i sprzeciwia się udziałowi Polski w zbrodniczej agresji na inne państwa jak Afganistan i Irak, sprzeciwia się zatruwaniu środowiska naturalnego i chronieniu trucicieli przez prawo, sprzeciwia się eksmisjom na bruk, sprzeciwia się pozbawianiu bezrobotnych prawa do zasiłków (to 2,6 miliona ludzi), żąda obniżenia złodziejskich podatków, sprzeciwia się bezpodstawnym i złośliwym atakom na medycynę naturalną, zielarstwo i bioterapię uznane jako skuteczne metody leczenia od tysięcy lat i przez WHO, sprzeciwia się okupacji Tybetu przez Chiny, wyraża swój sprzeciw i organizuje protesty przeciwko szkalowaniu i zniesławianiu mniejszości wyznaniowych w Polsce i wielokrotnie występował przeciwko kampaniom oszczerstw wszczynanych publicznie przez złośliwe i bezmyślne mass-media i różnych dewotów – fundamentalistów przeciw mniejszościom. Ryszard M., co bardzo tutaj istotne zajmuje się pomocą dla ofiar represjonowanych przez policję oraz pomocą dla ofiar wykorzystanych seksualne lub zgwałconych przez księży – pedofili i nagłaśniał tego rodzaju zbrodnicze ekscesy. Pisuje też artykuły i książki o przekrętach władzy politycznej, a także propaguje Uniwersalne Orędzie Pokoju i Miłości pokazując jak ono występuje w każdym w zasadzie z ważniejszych systemów religijnych.

    Zemstą za powyższą działalność był napad i uprowadzenie Mohan-Dżi przez tajną policję polityczną zwaną Centralnym Biurem Śledczym w dniu 15 sierpnia 2002 w Gdyni, podczas którego Ryszard M. został wielokrotnie bestialsko pobity, postrzelony i otruty tak, że przez trzy dni, od czwartku po południu do niedzieli rano był w stanie śmierci klinicznej. Bandyci zwani policjantami próbowali dokonać pozasądowej egzekucji, postrzelili bezbronnego Mohan-Dźi, a potem policyjny „lekarz” wstrzyknął jeszcze zastrzyk z trucizną, po którym Ryszard M. w zasadzie powinien był umrzeć. Widać zajmowanie się medycyną naturalną i uzdrawianiem oraz zdrowy, jarski tryb życia, wytrzymałość psychiczna na wskutek duchowych medytacji i modlitw zapobiegła śmierci, tak, że jakimś cudem Ryszard M. przeżył całą tę zbrodniczą egzekucję, torturowanie i otrucie. Spopiełuszkowanie Ryszarda M. przez policyjnych bandytów spełzło na niczym, chociaż oprócz bestialskiego torturowania przez gdański oddziałał CBŚ – polskiego gestapo, był bestialsko katowany także w areszcie śledczym Białołęka pod Warszawą, gdzie został bezprawnie uprowadzony. Ośrodek ekologii i uzdrawiania gdzie przebywał w Gdyni został zrujnowany i zniszczony, a towarzysząca mu kobieta, Majka S. została bestialsko zgwałcona przez policjantów z CBŚ i zginęła, nie wiadomo w ogóle co się z nią stało. Prawdopodobnie została po brutalnym zgwałceniu jako sympatyczka grupy BZH zamordowana przez Centralne Biuro Śledcze, które też zagrabiło dużą sumę pieniędzy, komputery, wszelki sprzęt i materiały służące do prowadzenia działalności, szczególnie pisarskiej, społeczno-politycznej. Policyjna banda gangsterów dokonywała też bezprawnych rewizji i grabieży mienia w Ośrodku BZH w Gliwicach, który został kompletnie zrujnowany, a opiekun Ośrodka został bestialsko napadnięty na ulicy i pobity  przez CBŚ. W tym samym czasie policyjni gestapowcy z CBŚ plądrowali kilka Ośrodków BZH w Częstochowie, a także nachodzili bezprawnie w domach wszystkie osoby z którymi Ryszard M. pozostawał w przyjacielskich stosunkach, zastraszając je, grożąc uwięzieniem, szykanami, zniszczeniem życia osobistego, a wiele osób po  tych brutalnych ekscesach ciągle jest w potwornym szoku. Bandyci z CBŚ zastraszyli też żonę Ryszarda M. zmuszając ją brutalnie do porzucenia męża. Z bezprawnych rewizji i grabieży nie sporządzano żadnych protokołów, a ukradzione w zbrodniczy sposób materiały, komputery, rzeczy wartościowe, pieniądze, książki nawet, są bezprawnie przetrzymywane w Centralnym Biurze Śledczym aby uniemożliwić jakąkolwiek działalność zarówno BZH jak i Mohan-Dżi oraz jego przyjaciołom. Ze szczególnym okrucieństwem traktowanych było kilkadziesiąt osób, które od razu zaprotestowały przeciwko uwięzieniu Ryszarda M. bez jakiejkolwiek podstawy prawnej, albowiem za głoszone przekonania teoretycznie Konstytucja zabrania w Polsce uwięzienia człowieka (Art. 54.1) Jest to niestety tylko teoria, a zbrodnicza, iście faszystowska praktyka polskiego gestapo jest inna.

    Ryszard M. pod koniec sierpnia 2002 został przetransportowany do znanego aresztu śledczego przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie – Mokotów, gdzie jako wegetarianin był bestialsko głodzony i torturowany. Przez sześć tygodni w ogóle nie dostawał żadnego jedzenia, a obsługa tej gestapowni liczyła na to, że wegetarianin umrze, nie zezwolono na dożywianie z zewnątrz przez przyjaciół, odmówiono obdukcji lekarskiej, trzymano pod celą z gangsterami będącymi współpracownikami CBŚ, którzy dokonywali dalszych tortur, przypalali zapalniczką, brutalnie bili i kopali oraz w imieniu CBŚ usiłowali dokonać egzekucji przez powieszenie w celi, a kilka takich wypadków powieszenia aresztantów biznesmenów w tym areszcie, a w zasadzie obozie koncentracyjnym miało już miejsce i pisała o tym prasa. Ryszard M. był też bestialsko znieważany przez telewizję, radio, prasę, m.in. Kulisy, FiM, Radio Z, TVP1 i inne. Czemuż to nikt nie chce sprostować kłamstw szerzonych o Ryszardzie M. i BZH przez posłuszne zbrodniczemu rządowi mass-media?

    Po ponad pół roku drastycznego katowania w policyjnej katowni faszystowskiego już chyba reżimu Rzeczpospolitej Polskiej zwolniono Ryszarda M. z bezprawnie stosowanego aresztu do którego nie prowadzono żadnego śledztwa, nie przeprowadzano żadnych czynności, a do dzisiaj nie ma nawet protokołu z bezprawnej konfiskaty mienia Mohan-Dżi i BZH w Gliwicach ani w Gdyni. Ryszarda M. zwolniono pod presją krajowych i międzynarodowych protestów, solidarności zagranicznych Komitetów Obrony Praw Człowieka z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Niemiec, Izraela oraz przyjaciół z Polski, gdyż w Polsce, instytucja Rzecznika Praw Obywatelskich czy Komitet Helsiński to rządowe atrapy, które represjonowanym więźniom politycznym nie raczą udzielić żadnego wsparcia ani elementarnej ochrony a jedynie zajmują się sankcjonowaniem i tuszowaniem gestapowskich zbrodni policji CBŚ w bardzo wielu jak wiadomo powszechnie przypadkach. Ryszarda M. oficjalnie zwolniono ze względu na stan zdrowia z powodu zbyt wysokiego ryzyka zgonu w areszcie, zaburzeń serca na podłożu klaustrofobii, której nabawił się wskutek gróźb egzekucji w ciasnych klatkach mokotowskiego łagru dla więźniów politycznych III RP. Ryszard M. został brutalnie pozbawiony wszelkich środków do życia, odłączono mu nawet prąd w miejscu zamieszkania i stosowany jest dalej bezprawnie areszt domowy i obowiązek wstawiania się na własny koszt co 2 tygodnie we Warszawie. W ten sposób traktuje się w Rzeczpospolitej Polskiej pisarza i poetę, ekologa, uzdrowiciela, filozofa, przywódcę pacyfistycznej, ekumenicznej  wspólnoty światopoglądowej i znanego obrońcę ludzi biednych, pozbawionych pracy i zasiłków dla bezrobotnych oraz przez ustrój polityczny wyrzucanych z domu na bruk.

    Bandycką, terrorystyczną operacją CBŚ, w której Ryszard M. miał zostać zlikwidowany, acz jakimś cudem przeżył, kierował i nadzorował prokurator Piotr W. z Prokuratury Okręgowej we Warszawie oraz inspektor Marek D. z policji politycznej zwanej Centralnym Biurem Śledczym i te właśnie dwie osoby są głównymi autorami zupełnie zmyślonych oszczerstw oraz kłamstw jakie na temat Ryszarda M. oraz BZH podane zostały w telewizji, radio, prasie, a także autorami gestapowskiego pogromu na wspólnocie Bractwa Zakonnego Himawanti. Minister Sprawiedliwości i Komendant Główny Policji, a także Premier i Prezydent nie zareagowali na bezprawie ich reżimowych, iście faszystowskich specsłużb. W akcji likwidowania Ryszarda M. i BZH uczestniczyło szereg osób będących agentami i kolaborantami polskiego gestapo z Częstochowy i innych miast, a to Jadwiga K. i Janusz G., Witold B.,  Anna P., Elżbieta R. (Gliwice), Tadeusz I.D. i Bożena M., Katarzyna i Rafał M. (Chorzów), Waldemar i Rafał K., Julian M., Joanna K. (wszystko to są płatni agenci CBŚ do niszczenia opozycji politycznej, mniejszości religijnych, ekologów, uzdrawiaczy i osób niewygodnych dla władzy politycznej). Szersze opracowanie całej historii, a także jej dalszy ciąg z wieloma drastycznymi szczegółami wkrótce dostępny będzie w edycji książkowej.

    Jeżeli masz wrażliwe serce i możliwości, możesz wesprzeć najbardziej poszkodowanego, Ryszarda M. alias twórczy Mohan-Dżi, którego czeka długie leczenie, skomplikowane operacje, także serca z powodu doznanych obrażeń i uszkodzeń w czasie iście średniowiecznych, inkwizycyjnych tortur ofiarowując jakieś datki bezpośrednio na konto ofiary (podane w stopce), z którego funkcjonariusze gestapo CBŚ wyprowadzili wszystkie oszczędności powodując debet w czasie aresztowania i rewizji, gdyż skonfiskowali też karty bankomatowe.

    Datki na konto ofiary:
    Ryszard Matuszewski; ING-BANK ŚLĄSKI o/Gliwice
    PL 44 1050 1298 1000 0022 9194 6677
    SWIFT (dla przelewów z zagranicy) INGBPLPW

    Komited Obrony Osób Prześladowanych
    na tle religijnym i światopoglądowym

  • Polska Terapia Narodu

    Polska Terapia Narodu

    Spojrzenie na ponad tysiącletni okres okupowania Narodu Polskiego przez obcego, rzymskiego imperialistę oraz cały ideologiczny horror, jaki przeżywała dusza Narodu Polskiego z powodu rzymskich czystek etnicznych i światopoglądowych już od końca X wieku e.ch. daje obraz społeczeństwa podszytego lękiem i grozą, społeczeństwa zdominowanego przez paniczny strach, chęć ucieczki oraz bunt przeciwko każdemu obcemu wpływowi i naleciałości, dodajmy bunt całkiem ślepy. Już od wielu stuleci wielcy myśliciele Narodu Polskiego podnosili kwestię konieczności, palącej wręcz potrzeb, aby z ludzi w całej Polsce zrobić Polaków, a każdego Polaka uczynić obywatelem dla swojego kraju, gdy przed X stuleciem plemiona Polski były dobrze zintegrowanymi, demokratycznymi w rzeczywisty sposób, samorządnymi społecznościami, a od końca X wieku Polskiej, Słowiańskiej społeczności imperium zła z siedzibą na siedmiu wzgórzach Rzymu narzuciło obcą władzę, obcą kulturę, obcą religię, wynaradawiając i niszcząc rodzimą Polską kulturę oraz religijność narodową, szczerą, słowiańską! Brak poczucia godności narodowej, brak poczucia tożsamości kulturowej, brak właściwej dla duszy narodowej religii i religijności prowadzi kraj nad Wisła i Odrą do wynarodowienia i ruiny, a przecież cała Polska, Słowiańska ziemia była dawniej kwitnącą oazą dobra, spokoju, pokoju i bogactwa. Naród Polski dał wyraz swego niezadowolenia wobec obcej, rzymskiej, katowskiej okupacji, wynaradawianiu i odreligijnianiu w latach trzydziestych XI stulecia, a był to najpotężniejszy, masowy zryw Polan do wyzwolenia spod rzymskiego batoga niewoli, która przyniosła jedynie ciemnogród, pijaństwo, rzezie inkwizycji, analfabetyzm, a także syfilis i znijaczenie charakteru społeczeństwa jako całości.

    Cóż można powiedziec o ludności, o społeczeństwie kraju, w którym całe XIX stulecie poświęcone było wytępianiu zjawiska ludożerstwa, gdyż głodne rodziny zjadały swoich krewnych albo dzieci, uważajac ich mózgi za przysmak, a niechlubne przypadki kanibalizmu, głownie pośród wiejskiej, skatoliczałej ciemnoty zdarzały się jeszcze często i na początku XX wieku, zaś wcześniej ludzie bali się podróżować samotnie, a nawet wychodzić nocą z chałupy w obawie przed pożarciem przez grasujące głodne bandy kanibali. Ciężko pojąć kanibalizm w czasie okrucieństw narodowych powstań zgładzonych rękami papieży, kardynałów i biskupów czy w czasie pierwszej i drugiej wojny światowej, a co dopiero w czasie spokoju, a nawet w okresach względnego dobrobytu społecznego. Utrata narodowych korzeni kultury Słowiaństwa niewątpliwie wypaczyła i znijaczyła całe społeczeństwo, które najbardziej potrafiło pod rzymskim batogiem ideologicznym jedynie uprawiać pijackie burdy w karczmach, później remizach, bijąc światowe rekordy w pijaństwie na umór oraz bijatykach pomiędzy rywalizującymi wioskami. A i współcześnie przecież dobrze wiadomo, że wiele nieodnalezionych zaginięć ludzi to nie tylko nagłe ucieczki do innych krajów, wzięcie przez UFO czy porachunki gangsterskie, ale też posiłki kanibali, którzy głodni i bezdomni pragną zjesc dosłownie wszystko, nawet rodaka. Leczenie, terapia tak zapijaczonego Narodu musi być niewątpliwie gruntowne i kompleksowe i nie nadają się do tego katecheci ani rzymscy księża, których młodzież boi się potwornie z uwagi na ciągłe, masowe acz ukrywane molestowanie seksualne i pedofilskie gwałty!

    Pozbawienie Polaka, Słowianina, jego własnej narodowej wiary religijnej, rzymskim batem wynarowowienie, owocuje warcholstwem i anarchią, na którą w duszy Narodu uskarżają się coraz bardziej wielcy myśliciele narodowi od wielu stuleci. Wielcy wieszczowie Narodu Polan nigdy nie mogli powiedzieć nic dobrego o ideologii rzymskich najeźdźcach w czarnych togach i habitach ze swym jezuickim batogiem, a jeśli twierdzi ktoś, że któryś z wieszczów mówił dobrze, to jest to późniejsze fałszerstwo czarnego, rzymskiego okupanta, który już ponad tysiąc lat okupuje i wyniszcza Naród Polski.

    Uczynienie z pijaństwa czegoś sakralnego i urojone wywody, jakoby trucizna alkoholowa zwana winem mszalnym była krwią zachęca jawnie i podświadomie każdego Polaka do pijaństwa i podsyca morderczą żądzę krwi pozbawiając całe prawie społeczeństwo kultury i moralności. Najgorszym jest fakt, że dzieci oglądają zsakralizowany w tak zwanych rzymskich mszach akt rytualnego pijaństwa, winopilstwa i dzięki temu kwitnie pijaństwo wśród dzieci i młodzieży, która spragniona jest wartości duchowych, ale otrzymuje jako wizję sakrum toksyczne zapicie się z sugestią wypijania krwi, co sprzyja brutalności i krwiożerczości. Prastara Polska religia i kultura Słowiańska nie pozwalała dzieciom nawet na oglądanie pijaństwa i była w wysokim stopniu kulturą trzeźwości, zgody, pojednania i wspólpracy, wzajemnej pomocy, o którą teraz trudno, gdy wiele milionów osób dorosłych to nałogowi alkoholicy, pijacy skłonni do każdej agresji, których podświadomość co tydzień doładowywana jest fałszywą wiarą jakoby winopilstwo był czymś świętym i sakralnym, a wiodącym do wysysania i wypicia krwi z osoby dobrej i pobożnej acz zamordowanej w charakterze barana.

    Terapia całego Narodu Polskiego, leczenie duszy Polskiej to złożona sprawa, ale musi opierać się na zdarciu mitu jakoby picie wina, winopilstwo było czymś sakralnym i poprowadzeniu coraz większej rzeszy ludzi ku trzeźwości i ku wyzbyciu spożywania krwi jako czegoś uświęconego, bo tu leży korzeń warcholstwa, bijatyk, a także od końca X wieku spotykanego wampiryzmu i pochodnych zwyczajów, jak chociażby zwyczaj picia krwi wroga w czasie potyczek i wojennych zamieszek, co skrzętnie ukrywane jest jako typowe fakty i zdarzenia masowe, wymazywane z filmu i historii, chociaż kroniki żywo opisują to przedmorze kanibalizmu! Jeśli do każdego dotrze ta prawda, że obrazy mocno wpływają na świadomość, a ich aura, atmosfera wzmacnia te bodźce wizualne, to każdy zrozumie, że podstawową przyczyną warcholstwa opartego na pijaństwie jest jakby nie było oglądanie rzymskich nabożeństw z celebracją pijaństwa jako najważniejszym sakaramentem. Trzeba sobie uświadomić, że ksiądz pleban po spożyciu to zwyczajna, odczłowieczona pijacka łajza, która wszystkie swoje parafialne owieczki i barany wiedzie w gnój alkoholizmu i zniewolenia, bo nałóg alkoholowy najmocniej pozbawia człowieka charakteru, znijacza i czyni warchołem oraz co gorsza prymitywnym niewolnikiem. Nic dziwnego, że rzymscy katoksięża należeli do najbardziej odmóżdżonych i wrogich Narodowi elementów tworząc zjawiska takie jak Targowica i sprzedając całą Polską Ojczyznę pod bat możnych zaborców, niszczycieli ducha Narodu Polskiego. Kościelna promocja pijaństwa była połączona i dalej jest z monopolem rzymskich organizacji na produkowanie trunków niszczących mózg i ich sprzedaż w karczmach, cała więc rzymska okupacyjna sekta, to jeden pijacki biznes od tysiąca lat, degenerujący mózgi całego Narodu Polskiego, w którym gra dusza religii Słowiańskiej, a nie rzymska paranoidalna ideologia zaboru, podbijanie i zniewalanie wszystkich narodów. Religia i kultura Słowian generalnie odrzucała pijaństwo, samozatruwanie czy spożywanie krwi, terapia Narodu tedy to powrót do korzeni Słowiaństwa.

    Naród Polski, wszystkie jego plemiona i dzielnice, rządziły się Słowiańskim Wiecem – demokratycznym, ludowym zgromadzeniem, które wybierało i odwoływało swoich Starszych, Książąt. Dziś najbardziej potrzeba Narodowi trzeźwości i Wiecu, aby sprawować władzę ludową, a nie odgórnie narzuconą przez oligarchie i monopole militarno-biznesowe z namiastką władzy ludowej, demokratycznej czy wręcz tragiczną pseudodemokracją. Do X wieku panowała na ziemiach Polski wysoka kultura, nauka i sztuka były w rozkwicie, a wszystko zniszczył i zdruzgotał ciemniacki reżim rzymskich katów w imię swego pijaństwa. Przekręt pijackiej, rzymskiej pseudoreligii polega i na tym, że faktyczny Jezus, jako Nazarejczyk, wyrzekł się spożywania alkoholu a szczególnie wina, nosił długie włosy, nie popierał pogrzebów ani pielęgnacji grobów, zakazywał gromadzenia bogactw tworząc wspólnotę ebionitów, ubogich jaroszy i wędrownych zakonników, tym bardziej trzeba unikać wystawnych rzymskich pseudoświątyń i kultu z sakralnym pijactwem, największą ohydą i zboczeniem wszechczasów.

    Polak jednak lęka się i boi, często panicznie, tak trzeźwości jak i zrzucenia kajdan rzymskiego zniewolenia ideologicznego, gdyż ma w pamięci makabryczne rzezie dokonywane od początku katolizacji, rzezie nawracania na katoobłęd, w których najeźdźca z krzyżem rzymskim mordował średnio od połowy do dwóch trzecich całej żyjącej populacji! W pamięci żyje strach i groza, dając miliony ludzi chorych na fobie i obsesje i zespoły lękowe, których genezą jest dawna śmierć przodków pod rzymskim, katolickim batem. Bestia rzymska mordowała i dorosłych, i młodzież, i dzieci, jeśli tylko podejrzewała, że dalej potajemnie rodzina, czy wioska, czy miasteczko sprawuje narodowy, prawdziwie religijny kult bliski sercu i duszy każdego Polaka, a były to kulty Najwyższego Boga – Jesse, Świętowit, a także kulty Bogini, Matki Niebios, Lajla, po którym zostały festyny z Lajkonikiem! Terapia przeciwlękowa dla całego Narodu musi uświadamiać historyczne źródło strachów, lęków i psychoz, fobii, którego korzeniem jest działalność katozaborcy od końca X wieku i dalsza szeroko pojęta inkwizycja z jej wszechstronną cenzurą sięgającą nawet życia intymnego. Człowiek ze strachu i lęku bywa nadmiernie agresywny, a także staje się dla zaborcy donosicielem, lizusem albo targowiczaninem, tak jak współczesna Targowica, której na imię  „Solidarność”.

    Swami Baba LalitaMohan G.K.

  • Nauka Pedofilskiej Religii – Wspomnienia autobiograficzne

    Nauka Pedofilskiej Religii – Wspomnienia autobiograficzne

    Jeśli chodzi o nauczanie religijnej wiary, to nie zrobił tego żaden katolistyczny, ani protestancki ksiądz, gdyż na lekcje religii do katolickiej sekty nigdy nie uczęszczałem, a to z kilku powodów. Moi rodzice byli zorientowani ku pradawnej kulturze słowiańskiej. Matkę w dzieciństwie księża zgwałcili wielokrotnie w czasie śpiewania w kościelnym chórze jak była nastolatką w rodzinnej wsi koło Kisielic, to miała awersję do klechów i pedofilskiej sekty katolików, acz było to tabu, o którym nie wolno było mówić w mojej rodzinie, aby nie denerwować matki wspomnieniami.

    Ojciec w czasie hitlerowskiej okupacji był w łagrze hitlerowskim w Berlinie i osobiście jako przymusowy robotnik w III Rzeszy zwyrodniałego katolika Adolfa Hitlera, oglądał, jak ówczesny papież Pius błogosławił gestapowskie SS udające się do Polski mordować Naród Polski. Od tego czasu mój ojciec Teofil nigdy już nie wszedł do żadnego katolskiego tak zwanego „Kościoła”, ani nie uczestniczył w żadnej katolistycznej mszy. Ojciec był jednak bardzo zainteresowany w starożytnej, prawowitej kulturze Słowiaństwa.

    Spotkanie z klechą katolickiej, tak zwanej religii, zniechęciło mnie do jakiegokolwiek zainteresowania się tą nachalnie prozelicką sektą i jej dogmatem. Społeczne naciski na uczęszczanie do sekty katolików i na jej katechezy ominęły mnie w pierwszej klasie (1969/70) szkoły podstawowej całkowicie, gdyż pranie mózgu dzieci odbywało się po południu, a lekcje szkolne były rano i musiałbym czekać na ich śmieszne lekcje przez kilka godzin w odległej o cztery kilometry od domu wiejskiej szkole, na wsi jaką był Breńsk w gminie Czarne k/Szczecinka.

    W drugiej klasie szkoły podstawowej sporo chorowałem i tylko do księdza uczącego katolskiej religii nie docierało, że dziecko chore nie będzie do niego specjalnie dojeżdżać, acz ze szkołą państwową nie było problemu, nawet w dobrym socjalistycznie-demokratycznym szpitalu w Człuchowie! Jak już zacząłem ponownie uczęszczać do szkoły, a było to dopiero w maju, to klecha, katecheta, proboszcz z Rzeczenicy, a jakże, zadbał, abym z pomocą ludzi ze wsi został siłą, przemocą doprowadzony na tę jego katolicką pseudoreligię czy też rzekomą katechezę religijną.

    Instynktownie przeczuwałem, że jest to coś demonicznie złego, ciemnego czy potwornego, koszmarne odczucia rodziły się, gdy słyszałem od rodziców, że klecha znów się pluł z ambony, że nie chodzę na te jego religie, gdy byłem chory w szpitalu lub gdy leżałem w domu powalony reumatyzmem.

    Zaciąganie siłą polegało na tym, że ksiądz zrobił religię wyjątkowo po normalnych lekcjach szkolnych, a dzieci z klasy musiały mnie siłą z pomocą katolickich dorosłych przymułów doprowadzić, zaciągnąć siłą w brutalny sposób i przy całym steku wyzwisk katolickich pod moim adresem na tę katolską jego katechezę czy pranie mózgu dzieci. Jak raz ksiądz wykładał wielce uczenie o „miłości chrystusowej”, a tym, co niezbyt uważali, ochoczo przykładał drewnianą laską po tyłku, po rękach, a zdarzało się, że i po plecach czy głowie.

    Dziwiłem się, że wszyscy w klasie boją się potwornie tego gościa w czarnej sukience, cuchnącej smrodliwie z daleka czymś zatęchłym. Niestety byłem trzymany i pilnowany, abym nie mógł uciec przypadkiem, ale trudno mi było pojąć, dlaczego pozostali od razu nie uciekli przed ciemniackim, brutalnym, zwyrodnialcem zadającym ból dosłownie, co chwilę któremuś z pozostałych dzieci.

    Coś mnie wtedy natchnęło, a miałem ledwie osiem lat skończone, aby go zapytać czy ta jego miłość chrystusowa polega na okładaniu kijem słabszych od siebie. Klecha wnerwił się, zasapał, zadyszał i zaczerwienił się. Część zaczęła się śmiać, część coś burczała w stylu, „ale dostaniesz teraz.”

    Powiedział wtedy groźnie: „chodź no tu do mnie”, ale widząc jak srodze bije, wstałem, porwałem tornister i pobiegłem w stronę drzwi. Puszczono mnie, bo pilnujący myśleli, że idę do księdza z tej ich katolskiej, a raczej katowskiej sekty. Splunąłem jeszcze za siebie, warknąłem coś, jakby odganiając zły urok złego czarnoksiężnika. Zresztą czarną, szmatławą sukienkę trudno skojarzyć z czymś innym niźli z czarnym charakterem, czy złym czarnoksiężnikiem.

    Wziąłem w biegu, porwałem mój rowerek, którym dojeżdżałem bite cztery kilometry do wiejskiej szkółki w Breńsku zwanym też Brzęczkiem i ledwie zdołałem umknąć, bo byłem goniony przez resztę klasy i dorosłych, a niektórych wzburzyło, jak można splunąć w stronę czarciego klechy katolickiego. Dziwne, że nie burzyło ich drastyczne bicie ich własnych dzieci i pieprzenie o jakiejś miłości chrystusowej, bardzo dziwne, widać mózgi wyprane katechezą.

    Breńsk to bardzo mała wieś na trasie Czarne – Rzeczenica na Pomorzu. W owych czasach była tam czteroklasowa szkoła podstawowa.

    Jakiś czas miałem spokój, ale proboszcz klechowni nie dał za wygraną, bo niestety zostałem za tydzień ponownie doprowadzony do księżulka katolickiej sekty, przy okazji następnej katechezy, która miała być indywidualna, niejako tylko dla mnie. Ewangelizacja dzieci i młodzieży, jak się to złudnie i pięknie nazywa odbywało się, a jakże, dla mnie bezboleśnie jakimś cudem, acz terrorystycznie, pod doprowadzeniem siłą i strażą!

    Tym razem księżulo watykański kazał mi zostać po lekcji religii, bo rzekomo chciał ze mną porozmawiać, a że był wyjątkowo milutki, więc nie wyczuwałem w tym żadnego czartowskiego podstępu o tyle, że wychodzący z katechezy blokowali drzwi, abym nie mógł uciec z jaskini katolickiej wersji miłości chrystusowej!

    Proboszcz katecheta, gdy zostałem z nim sam na sam na indywidualną katechezę czule mnie przytulił, posadził na kolana, zaczął wycałowywać, ślinić i w końcu rozbierać, zdejmując, a raczej rozpinając swoje i moje spodnie, a silne było chłopisko. Wyjął swego katolickiego kutasa, czyli fiuta i kazał sobie głaskać i ściskać i chciał, aby tę jego śmierdzącą laskę obcałowywać i brać do rączki czule. Obróciłem się wtedy, aby się wyrwać i uciekać, ale próbował mi ściągać spodnie ze slipkami, żeby móc wkładać tego watykańskiego smrodka do mojego otworu odbytowego, a po to przecież mnie obmacywał i rozbierał, abym dowiedział się, jakie jest oprócz rowerowego jeszcze znaczenie słowa pedał.

    W owym wieku słowo „pedał” znane mi było tylko jako część od mojego rowerka, którym dojeżdżałem do szkoły, jednak sytuacja wydawała się zupełnie anormalna i niebezpieczna, obcy się rozbierał i próbował mnie rozbierać. Czułem strach i potrzebę obrony siebie. Szczęśliwie miałem w kieszeni bardzo ostry kozik, scyzoryk, podarowany mi przez mojego starszego brata Romana Matuszewskiego jako prezent dla obrony własnej i bezpieczeństwa na leśnej drodze do szkoły.

    Kozik ten służył wcześniej do kastrowania baranów, czemu miałem się okazję dobrze przyjrzeć, gdyż ojciec był hodował owce i barany w liczbie około 50-70 sztuk rocznie. Oglądanie co robią barany czy psy w gospodarstwie z pomocą części ciała służących prokreacji jest w moim wypadku bardzo dobrą edukacją dla dziecka. Jeszcze bardziej przydatne okazało się oglądanie, jak weterynarz kastruje barany obcinając im jaja. Nigdy dość edukacji i uświadamiania dzieci.

    Przydała się wiedza i dobry nożyk od brata, bardzo ostry do kastrowania w sam raz, bo do tego wcześniej był używany. Obróciłem się, na co klecha się ucieszył, uchwyciłem jajca księżulka w rączkę czule, że aż zajęczał i zasapał dewiant z zachwytu i wyjmując drugą ręką odbezpieczony kozik z kieszeni przyciąłem mu jajca tak, jak się tnie baranie jajca przy kastracji, tyle, że razem z workiem, że krwi bryznęło sporo, a klecha zawył z bólu. I jeszcze fiutka katolickiego proboszczowi przyciąłem, choć był twardy jak stal szwedzka, duży, gruby i sprężysty. Przyciąłem mocno przy nasadzie, co dało pewność, że już się do otworu odbytowego żadnego dziecka nie będzie bydlak watykański nigdy więcej ani wciskał ani nawet próbować.

    Z tak zdobytym trofeum niczym Indianin ze skalpem wybiegłem triumfalnie z lekcji katolickiej religii czy raczej dewianckiego zboczenia, a jak się okazało nikt już pod drzwiami salki katechetycznego gwałcicielstwa na mnie nie czekał, zresztą dobre pół godziny indywidualnej katechezy byłem zaliczyłem próbując pojąć, czym jest sekta rzymskiego katolicyzmu. Klecha poświęcił parę minut na oswajanie dziecka trzymanego na kolanach, zanim wyjął swojego kutasa – po raz ostatni w życiu. Żadna siła nie mogła mnie doprowadzić dobrowolnie na tak zwaną katechezę do parafii sekty katolików rzymskiego zboczenia.

    Wszyscy moi koledzy i koleżanki z wiejskiej szkółki pod przymusem zjadliwej, społecznej presji, wsiunowatego terroryzmu chodzili tam i wielu było dupconych przez klechów, ale siebie od tego katozboczenia wybroniłem. Afera była na całą okolicę, że syn leśniczego księdza uszkodził nożem, a rodzice szczególnie matka, mieli w okolicy pewne nieprzyjemności ze strony parafialnych wspólników i popleczników rzeczonego księdza, czyli dewianta.

    Zboczone klechy próbowały mnie jeszcze uczyć tej swojej miłości chrystusowo-watykańskiej w czwartej klasie szkoły podstawowej w Czarnem i gdy miałem około 16 lat tuż przed wyborem tak zwanego papieża, czyli herszta polskich pedofilów z katolickiej sekty.

    Otarłem się jeszcze o tę tak zwaną „religię” katolicką w klasie czwartej szkoły podstawowej, jednak siostra katechetka nie wzbudziła we mnie zaufania, pomimo najszczerszych starań, gdyż pazerna na „owieczki” katechetka, próbowała zaprzyjaźnić się z moją matką, będącą leśną zielarką. Chodziło jednak w tej obłudzie o pozyskanie baranka do czartowskiej i dewianckiej sekty. Kiedy dowiedziałem się, że sekciara używa często linijki, albo pięści do celów dydaktycznych, to było nasze pierwsze i ostatnie spotkanie.

    Pomimo, że chodziłem już do innej szkoły, do Gminnej Szkoły Podstawowej w Czarnem k/ Szczecinka i że zmieniła się klesia parafia, którą teraz było owo Czarne k/Szczecinka, spotkanie z klesicą było zawsze pierwsze i ostatnie, oczywiście pod przymusem, bo sekta katolików zdolna jest do najgorszego terroru, aby zdobyć współwyznawcę, omamić dziecko, wyprać mózg, odczłowieczyć. Z leśniczówki dojeżdżałem teraz całe sześć kilometrów autobusem do stolicy gminy w Czarnem i oczywiście do szkoły. Interesowała mnie tam najbardziej dobrze zaopatrzona księgarnia oraz biblioteki, tak szkolna, jak i miejska, bo państwo socjalistyczne dobrze dbało o oświatę dla wszystkich obywateli, a nie o prywatę.

    Razu jednego, gdy byłem w czwartej klasie, część silnych chłopaków z klasy chciała mnie oczywiście na rozkaz katechetki i klechów, doprowadzić siłą na lekcję ichnej religii katolickiej. Wywiązała się z tego niezła szarpanina i bójka. Niestety, takie przekleństwa miotałem na ich kościół, kler i katechetów, że chociaż byłem już obezwładniony i niesiony, a raczej ciągnięty w wiadomym kierunku, to ze wstydu przed owymi soczystymi epitetami, zostałem puszczony wolno. Oczywiście jak na złośliwe katolstwo przystało, po pewnym czasie, bydlaki katolickie ponowiły próbę doprowadzenia siłą w brutalny sposób, o czym będzie już osobny esej, dalsza część przykrych przeżyć z zakonną cieczką watykańskich katechetek.

    Jednakże już wtedy spostrzegłem, że im większy tępak, im bardziej dzieciak ograniczony umysłowo, im bardziej głupkowaty i prymitywnie skłonny do rozboju – tym większy katolik. Nic już tego obrazu katolickiego zbydlęcenia i dewiacji nie zmieniło. Niewątpliwie dzięki takim przeżyciom jestem do dzisiaj i chyba na zawsze gorącym zwolennikiem swobody wyboru religii i wyznania już od najmłodszych lat życia i do bezwzględnego egzekwowania tego prawa w każdym wieku. Odkąd nie pozwoliłem się za pierwszym razem doprowadzić na katechezę sekty katolików, siostra katechetka i jej kumpelka od klas starszych, zaczęły uprawiać propagandę nienawiści pod adresem mojej rodziny. Przejrzałem w ten sposób całą dewiancką, bezczelną obłudę tak zwanych siostrzyczek i kleru.

    Wspomnienie pierwszego księdza – zboczeńca na pewno jest bardzo żywe i wyraziste, podobnie zetknięcie z prymitywnością i brutalnością katolskiego gówniarstwa z tej samej szkoły i klasy. Skutki głupkowatego stosowania przymusu w sprawach wiary, przymusu inkwizycyjnego i niewątpliwie zbrodniczego oddalają od organizacji nawet tak licznej dotąd jak katolicyzm. Już w drugiej klasie szkoły podstawowej modliłem się spontanicznie „o zniknięcie i unicestwienie całej patologicznie zboczonej sekty katolików”.

    Zmniejszająca się od tego czasu liczba klechów i wyznawców na całym świecie dobitnie świadczy o tym, że Bóg jest i modlitwy spełnia, acz stopniowo i powoli, co jest pewnie zasługą i wielu tysięcy innych ofiar, o których stopniowo dowiadywałem się coraz więcej i więcej. Jest to początek moich doświadczeń, ale dalsze jedynie utwierdziły mnie w przekonaniu, że katolicyzm to coś obrzydliwego, zboczonego i zbrodniczego, na co można tylko pluć, rzygać i przeklinać jak najbardziej siarczyście.

    W całym biegu życia nic dobrego z rąk czy raczej szponów katolików mnie nigdy nie spotkało. Pewnie dzięki temu poznałem lepiej i głębiej buddyzm, hinduizm, zoroastryzm, islam i religię żydowską, z czego najbardziej głębokim i duchowym okazał się hinduizm, a ściślej wedyjska i śiwaicka duchowość Wschodu, jakże identyczna w swych podobieństwach ze słowiańską kulturą, w której duchu byłem w znacznym stopniu wychowany przez rodziców.

    Przy innej okazji napisze jeszcze o molestowaniu mnie przez księdza pedofila z miejscowości Czarne k/Szczecinka w IV klasie szkoły podstawowej, bo atak katechezo-dewiantek to tylko było małe preludium do dalszych zakusów na otwór odbytowy dziecka, które ni euczęszczało na religię katolicką. A i jeszcze o molestowaniu mnie przez jednego bardziej znanego księdza dewianta w okolicach Zakopanego w 1978 roku, kiedy to już świeżo 15 lat skończyłem.

    Mój zgwałcony wtedy kolega Adam rozpił się później topiąc w alkoholu te przykre wspomnienia i popełnił po tym cyrku dewiacji katolickiej samobójstwo, to wspominam o tym w dowód pamięci tej ofiary księży chorobliwie zboczonych seksualnie. Trudno pisać o takich incydentach, kiedy jeden ksiądz zboczeniec ma się dobrze, jest nawet uwielbiany w pewnych kręgach i potrafi zastraszać inne ofiary, stąd pomijam nazwiska, bo obawiają się o swoje życie w tym fanatycznie talibanowym państewku jakim jest średniowiecznie klerykalna jeszcze Polska RP.

    Powiem tylko zachęcająco, że mówienie głośno wśród znajomych i rodziny, że się miało w życiu „incydent z dobieraniem się przez księdza do otworu odbytowego” powoduje nawet wzrost sympatii, a wielu kolegów i koleżanek też przyznało, że dzięki mnie odważyli się mówić o tym głośno, nawet własne i cudze małe dzieci ostrzegając przed księdzem jako przed społecznym złem.

    Ofiary księży pedofilów! Zacznijcie mówić o tym, co was spotkało bardzo głośno, publikować wspomnienia, a zaczniecie być szanowani i cenieni, acz nie musicie od razu wskazywać nazwiska księdza, jeśli jeszcze żyje, żeby nie narażać się na odwet personalny ze strony pedofila, który może się poczuć urażony, że się mówi o jego zboczeniu i sekcie pedofilskiej w sposób bezceremonialnie krytyczny. Tylko wasze milczenie pozwala istnieć temu imperium pedofilskiego zła jakim jest inkwizycyjny, faszystowski i zboczony katolicyzm, podszywający się z tym wszystkim pod patriotyzm, Naród i Ojczyznę!

    (C) Szczecinek 1980 – Toruń 1994 – Ryszard Matuszewski
    Kontakt z autorem: P.O.Box 247; 44-100 Gliwice; Poland (Polen; Pedofilland)

    (Zezwala się na przedruk publikacji wyłącznie w całości)


    Art. 73 Konstytucji: „Każdemu zapewnia się Wolność twórczości artystycznej!”
    Art. 54.1 Konstytucji: „Każdemu zapewnia się Wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji!”