Brak wpisów w tej kategorii.

Tag: kościół

  • KOŚCIÓŁ – Dobro wiodące ku Złemu

    KOŚCIÓŁ – Dobro wiodące ku Złemu

    Istotne w języku polskim pojęcia religijne personifikujące i ucieleśniające duchowe jakości można oddać kilkoma słowami i tytułami opisującymi cechy tak religijnej wspólnoty jak i jej liderów. Kulturowo takimi pojęciami są „Kościół” jako całość czy „Ksiądz”, „Biskup” i „Prałat” jako typowy przedstawiciel religijnej instytucji. Czym jest instytucja opisywana desygnatem osobonazwy „Kościół” pokazuje precyzyjnie gematria, czyli psychologia matematyczna! „Kościół” to wspólnota ludzka, zarówno lokalna jak globalna, jako całość. Kościół może być katolicki, protestancki, zielonoświątkowy czy jakiś inny. Rdzennym pojęciem w Polsce jest Kościół i wibracje tego samookreślenia jakiejś grupy wyznaniowej jest decydujące, jeśli chodzi o jej charakter. Zobaczmy zatem portret psychologiczny takiej organizacji jako całości poprzez rozpisanie tabeli i sum GNPS.

    G N P S
    20 K 110 11 2
    60 O 114 15 6
    100 S 118 19 1
    3 C 102 3 3
    9 I 108 9 9
    60 O 114 15 6
    30 L 111 12 3
    282 777 84 30
    12 21 12
    3 3 3 3

    Cykl życiowy tworu o nazwie „Kościół” jest lekko, nieznacznie wzrostowy, co pokazuje, że organizm wspólnoty pozwala na niewielki wzrost duchowy!

    Nous (777) podkręca wszelkie tendencje do tajemniczości, sekretności i misteryjności, pokazując ezoteryczne tło dla zewnętrznej Trójki jaką osobonazwa jest w całości. Rodzaj Nous pokazuje, że samo rdzenne pojęcie Kościół należy postrzegać jako twór z grubsza pozytywny, pozytywną składową rozmaitych ruchów, wyznań i organizacji ze słowem „Kościół” w nazwie! W kulturze Słowian, termin Kościół oznaczał głównie miejsce, gdzie spoczywają zwłoki osoby uświęconej, czyli religijne sanktuarium, miejsce pochówku żyrca, kapłana czy szamana wioskowego. Później Kościół stał się miejscem pochówku przodków dla plemienia, miejscem, gdzie we wspólnym dole spoczywają prochy, kości przodków, pośmiertnie spalone. Jak wiadomo u Słowian całopalenie zmarłych było powszechnym zwyczajem pochówkowym, a miejsce spoczynku prochów pewnym sanktuarium, gdzie rozmyślano o śmierci i życiu pozagrobowym. Chrześcijaństwo, a ściślej katolicyzm asymilował to pierwotne pojęcie „Kościół” dla swoich celów, jednak osobonazwa ma w sobie mistyczne Nous (777), które często przeciwstawia się jako pozytywną antypodę dla wibracji (666) uważaną za biegun zła. Okultystycznie cyfra (7) w jej pozytywnym znaczeniu, to symbol magii, panowania nad naturą, żywiołów, a także symbol boskiej siły twórczej, ezoteryki i okultyzmu, czyli wiedzy hermetycznej, tajemnej. Cyfrę (7) symbolizuje wąż Kaduceusz Hermesa (Henocha) i wszystko to razem jest tym, czym prawdziwy Kościół jest i być powinien w swojej działalności! Siedem symbolizuje tutaj zejście siły twórczej w materię przez stos pacierzowy, czyli zstąpienie Ducha w ciało, a trzy siódemki razem oznaczają, że dzieje się to w trzech wymiarach jednocześnie, stąd potrojenie cech duchowości, pragnienie doskonalenia się, zdobycia mądrości i sławy! Nous (777) to Duch, który jest „Krynicą Mądrości” o wielkiej głębi, silnej i niezłomnej woli, dużej wrażliwości, wielkodusznej zainteresowany mistyką i okultyzmem, o wielkich zdolnościach magiczno-psychicznych! Siedem to w pozytywnym aspekcie, symbol ezoterycznej doskonałości, harmonii i równowagi! Całkiem pozytywna wibracja siedem trzyma też wysoką kulturę, dba o postęp, rozwój i wszelkie twórcze samodoskonalenie. Jednak liczba (7) należy do cyklu liczb człowieczych, a nie boskich i nadludzkich, stąd potrójna siódemka (777) uważana jest za empireum pozytywnego rozwoju ludzkiej istoty.

    Generalnie tak właśnie Nous (777) inspiruje i w takim kierunku wpływa na ludzi jako Kościół – (777) w swej istocie, jeśli nie ma jakichś ukrytych przeszkód, od choćby w Psyche czy Soma! Psyche o wibracji (84) organizmu o nazwie Kościół jest trochę bardzo nastawione na dochód, biznes i zarabianie, jeśli nie na duże pieniądze, to chociaż na mniejsze! Rozprowadza natchnienie duchowe na sprawy materialne i doczesne, biznes i dyplomację! Wpuszcza w potrzebę gromadzenia zysku, władzy i mocy materialnej, dalej inspirując do budowania na płaszczyźnie materii, metodycznego dominowania, robiąc to sumiennie i analitycznie, a także w opisanym zakresie dążąc do doskonałości. Psyche osobonazwy Kościół, czyli ta bardziej ludzka i przyziemna część nijak w swym pozytywnym aspekcie nie chce zająć się sprawami niebiańskimi, ezoteryczno-duchowymi ni hermetycznymi. Chce budować, gromadzić władzę i moc czy potęga materialną. Jest to wyraźny rozdźwięk pomiędzy Psyche, a Nous istoty uważanej za ciało mistyczne Chrystusa jakim jest Kościół. Co więcej, (84) jako końcowe (3), będzie ten swój Psychikon starać się przejawiać całkowicie, w całej pełni i będzie się tym zajmować radośnie. Marzenia o dobrobycie, szczęścia i zdrowia będzie się starać realizować, z ambicją na dobrobyt materialny! Dodatkowa, suma pośrednio z (84) to (12), a suma pośrednia z (777) to (21), a więc dwie liczby, które są dla siebie biegunowymi odwrotnościami. Konflikt interesów Nous i Psyche w Mistycznym Ciele osobonazwy Kościół jest nieunikniony, jest to tylko kwestią czasu, kiedy się ujawni, choć nie ma drastycznego wymiaru dla obserwatora zewnętrznego.

    Soma dla osobonazwy „Kościół” to w pierwszej sumie (30) z lekko wzrostowym cyklem życiowym, pozwalającym na stały rozwój i wzrost. Liczba (30) to w sumie końcowej tak zwana nihilistyczna Trójka, można powiedzieć, Trójka wpadająca w próżnię, Trójka zerująca się. Pozwala to na przejawianie się poprzez sztukę lub pracę dla dobra innych, jednak nihilistyczne (30) prowadzi w pułapkę samowypalenia się lub wyczerpania możliwości, wpuszcza w dbanie o własny dobrobyt i osobiste szczęście czy przesadną dbałość o własne zdrowie. Osobonazwa z Soma (30) jest też właścicielem dowcipu, dobrego humoru i zdolności oratorskich, co sprzyja kaznodziejstwu i misjonerstwu, jednak toastowego typu w cyklu natury, bo to cyfra (3) ogólnie charakteryzując Kościół to wibracja cyklu przyrody. Stąd już mamy nacisk na aspekt przyrodniczy religijności taki jak kontrola jakości rozmnażania, walki o prawo każdej zygoty do przeżycia czy zwalczania kondomów i rozrodczość. Wszystko są to cechy religijności, naturalistycznej, przyrodniczej, zaś w strukturze osobonazwy brak przestrzeni do przejawiania esencji, istoty Ducha brak miejsca dla Nous. Dlatego osobonazwa „Kościół” pokazuje świadomość grupy, która ma bardzo okultystyczno-mistycznego Ducha, ale nie pozwala na przejawienie, zmuszając bardziej przyziemne członki do bardziej materialnych zadań. Duch jest niejako samotny, oddzielony od swej własnej sfery. Wibracja (777) nie daje wyraźnego kontaktu z Psyche (84) a jeśli już, to obie liczby poboczne (7+77) i (77+7) dają takie samo kanalizowanie Ducha na cele Psyche, jakie Psyche pragnie jako wibracja (84), stąd Duch osobonazwy Kościół niejako zmuszon jest zasilać biznes i dyplomację!

    Gematrikon G = (282) dające (12) i dalej (3) pokazuje, że siła czy energia zasilająca NPS (Ducha, Umysł i Ciało), tego czym jest Kościół, trafia najbardziej do Psyche, które w środkowej sumie jest wibracją (12) i jest zużywana na cele Psyche. Cząstkowo, Gematrikon pokazuje, że jest odpowiednim pokarmem, zasilającym ludzi typu Dwójki, Ósemki i Trójki, a dla całej reszty cyferek nie jest wystarczającym pokarmem! Iloczyn G = (2x8x2) daje (32), a iloczyn z (3×2) daje dalej cyfrę (6), co dodatkowo pokazuje, że energia osobonazwy Kościół chce stróżować i czuwać nad każdym ogniskiem domowym, nauczać na zasadach wyłączności, kontrolować instytucje społeczne, promować instynkt macierzyński gdzie kobieta ma rodzić i wychowywać dzieci, wzmagać bezwzględną wierność i oddanie tak sobie jak i przyjaciołom! Iloczyn Soma to (3×0), czyli (0), co pokazuje, że ciało w postaci wiernych osobonazwy Kościół może być i sfrustrowane tymi wszystkimi szczególnie dobrymi pozytywnymi aspektami G-NPS i może też popaść w materialną pustkę, jak brak własności prywatnej, niskie lub żadne dochody, czy też poczucie marności i negację życia na tym świecie! Ciało w żaden sposób nie jest zasilane energią Gematrikonu, zatem prostaczkowie Kościoła nie czerpią zeń pożytku ani nie dostają wewnętrznej siły! Soma (30) dająca (3), pomimo Nous (777) tak mistycznego i wzniosłego, może prowadzić do wewnętrznej pustki lub pustki na planie materialnym z jego ubogością tak umysłową jak cielesną. Numerologia bardzo prosto i precyzyjnie ukazuje jak widzimy skąd się biorą idee i postawy ludzi oraz problemy czy sprzeczności, tych, którzy identyfikują siebie jako Kościół! Ideały lokalnej społeczności identyfikującej siebie jako jakiś Kościół są bardzo charakterystyczne i będą się pojawiać niezależnie od dodatkowego opisowego desygnatu takiego jak „katolicki”, „zielonoświątkowy”, „protestancki”, czy nawet „satanistyczny”!

    Jeśli kogoś dziwi, że Nous tak mistyczny jak (777) może dawać jakieś wewnętrzne sprzeczności w konstrukcji osobowości zbiorowej, to musi sobie uzmysłowić, że istnieje więcej kombinacji G-NPS, czyli struktur Troistych opartych o jądro w postaci mistycznego (777) jako Ducha. Tyle, że w wypadku osobonazwy „Kościół” pojawia się rozbieżność dążeń Psyche i Nous oraz ich wzajemne zwalczanie w drugiej sumie, gdzie Psyche angażuje się w walkę z Duchem, a Duch z racji pozostawania w stanie (777), choć wytwarza (21) jest pasywny, nie broni się przed Psyche (84) dającą (12), czyli odwrotność. Nous istoty „Kościół” to magia, ezoteryka, mistyka i okultyzm, zamiast jednak dużej ilości Świętych Mistyków oraz Mocy Magii, produkuje materialne świątynie i pomniki, podczas gdy lud zewnętrzny jest ubogi i ubożeje popadając w pustkę ateizmu i fikcyjnej pobożności. Jest to prosty skutek tego, że Psyche zwalcza Nous w istotny sposób, czego pomnikiem są groby ofiar ludzi mistycznych, którzy też byli ignorowani i odrzuceni na pustkowia samotności lub osadzani w zamkniętych klasztorach. Nie są to w swej istocie jakieś negatywności wibracji a jeno skutek charakteru zbiorowości o nazwie „Kościół”. Jak się to elegancko powiada, skutki uboczne i konsekwencje tej struktury, którą zwie się mianem „Kościół”. Abnegacja cielesna i emocjonalna osób manifestujących wiedzę i praktykę magiczną, okultną czy mistyczną przejawia tak kościół katolicki, prawosławny, baptystyczny jak i satanistyczny w tym światku polskojęzycznego charakteru narodowego. W istocie swej, ideał wspólnoty brzmiący jako wibracja „Kościół” przyciąga ludzi, którzy nie są w stanie zrealizować swojego potencjału Ducha, a których Psyche jest generalnie skonfliktowane z tym co jest biegunem duchowości i mistyki jako wibracja (777) w Nous. W ten sposób, ideał „Kościół” nie będąc w zasadzie niczym złym staje się pułapką dla Ludu Bożego. Z jednej strony magicznie pociąga wzniosłym Duchem, Nous (777) i jakąś misteryjną głębią, a z drugiej strony totalnie nie pozwala tego Sacrum zrealizować fiksując się na wzroście materialnym, ekspansji zewnętrznej, zdobywaniu terytorium i wiernych czy aspektach prokreacyjnych należących do naturalnego cyklu reprodukcyjnego. Jako konsekwencja występuje zjawisko radykalnego, nihilistycznego zwalczania wszystkiego, co mistyczny biegun (777) przejawia lub reprezentuje, tworząc fanatyczne ośrodki antykultowe, antysektowe, antymasońskie i podobne.

    Spółgłoski obrazują ciało i wpływy, pomagają opisać Soma, zaś samogłoski obrazują dodatkowo psychikę, emocje Psyche. Osobonazwa „Kościół” to w swej Duszy 0 = 6, I = 9 oraz Ó = 6, czyli wibracja 2,1, która potrzebuje wibrować dokładnie odwrotnie niźli suma kolumny obrazująca cały Psychikon, czyli Umysł, Emocje i Przeżycia. Jest to przypadek w którym w całokształcie pozytywna istota, niejako rozdwaja się w swych częściach i zwalcza się wewnętrznie. Tutaj emocje Psyche, Duszy dając wartość (21) stoją w opozycji do sumy z (84) dającej (12) i następuje wewnętrzne tarcie, wewnętrzna walka, która z czasem musi doprowadzić do podziałów opozycyjnych w umysłowości sobonazwy „Kościół” i do rozpadu na wzajemnie zwalczające się opcje, odłamy, sekty i wyznania. Z czasem musi powstać coraz więcej opozycyjnych do siebie trendów, które materialno-umysłową strukturę rozsadzają od wewnątrz, pomimo jej ogólnie pozytywnej i nawet mistycznej wibracji duchowej. Spółgłoski obrazujące Soma to K =2, Ś = 1, C =3, Ł = 3, co daje razem wibrację (9) jako rodzaju wpływu i wrażenia jakie na zewnątrz wywiera osobonazwa „Kościół”. Dziewiątka, to impresja doskonałości, wysokiego poziomu duchowego, miłości do wszystkich, miłości i bogactwa, perfekcji i szerokich horyzontów. Jest to jednak wpływ wywierany na tych, którzy nie przyglądają się dokładnie ani nie widzą zbyt głęboko. Można powiedzieć, że Soma to Trójka z (30)-tką w tle, która sprawnie udaje wibrację (9), daje złudzenie bycia (9)-tką. Bardzo dobre maskowanie dla rzeczywistej, nihilistycznej, pustej i ubogiej Trójki!

    Wiadomo, że aby Trójka się rozwijała, to przyjaznym dla niej kolorem jest bladoróżowy lub brzoskwiniowy, czyli kolor delikatny i subtelny. Kościół powinien być wystrojony w szaty i barwy jasnego różu i koloru brzoskwiniowego, aby być Kościołem. Habity i sutanny czarne, brązowe, szare czy bure, zupełnie nie sprzyjają rozwojowi bardziej zaangażowanych wiernych, a tym bardziej czarne fraki czy surduty ani zimno-białe sukienki czy bluzki. Kolor biały i to słonecznie biały służy wibracji (11), a kremowy wibracji (22)! Trójka musi sprawiać, żeby ludzie czuli się dobrze i radośnie, żeby żyli uśmiechnięci w naturalny sposób. Radość to jedna rzecz, a artyzm i twórczość to druga istotna rzecz dla osobonazwy „Kościół”, bez względu na dodatki opisujące rdzenną czy główną część nazwy!

    Jeśli chodzi o ilość cyfrowych wibracji w składzie osobonazwy, to mamy dwie szóstki i dwie trójki oraz po jednej dwójce, jedynce i dziewiątce,a brak jest czwórki, piątki, siódemki i ósemki, co uniemożliwia inicjalizację wyższych, ponadludzkich cyklów ewolucji duchowej! Tabela występowania cyfr, ich częstotliwości czy ilości wygląda następująco:

    1,
    2,
    3, 3,
    brak cyfry – 4
    brak cyfry – 5
    6, 6,
    brak cyfry – 7
    brak cyfry – 8
    9,
    brak cyfry 11
    brak cyfry 22

    Brak triady cyfr z grupy: [8, 9, 11, 22], które tworzą tak zwane wyższe, ponadludzkie triady rozwojowe czyni Kościół i owszem, osobą zbiorową z mistycznym, wysokim Duchem, ale bez możliwości przybliżenia się do tegoż Ducha, co jest srogą pułapką, która mocno chwyta, trzyma w wierności i oddaniu oraz z kilku różnych powodów nie pozwala ani nawet nie umożliwia duchowego rozwoju, osiągnięcia świadomości wibracji (777). Podwójnie występujące wibracje (3) oraz (6) w procesie tworzenia tej osobonazwy dodatkowo wzmacniają te kierunki, które już jako Trójka i Szóstka były wspomniane, czyli przykładowo dążenie do dobrobytu wyłaniające się z mocnej Trójki i życie prorodzinne z akcentem na macierzyństwo za wszelką cenę wynikłe z Szóstki! Ceną za to jest materializm wyznawców i duża liczba matek samotnie wychowujących dzieci, co jest oczywiste i trzeba o tym głośno mówić. Cała struktura „KrynicyMądrości” z Nous (777) jest tutaj tak sprytnie zaprojektowana, że wyznawca kręci się wokół Tajemnicy schowanej w (777), ale w sumie nie pije z niej ani jednej kropli żywej wody. Kościół ma Źródło, ale nie umożliwia napicie sie z niego samemu sobie, co powoduje, że ludzkie Dusze w Kościele umierają z pragnienia nie otrzymując zaspokojenia potrzeb prawdziwie duchowych.

    W innych strefach językowych może być trochę inaczej, być może lepiej, a być może gorzej, ale Kościół, każdy jaki jest, nie tylko katolicki to przysłowiowy „pies, który sam nie zje, drugiemu nie da” i jeszcze warczy na tych, co jego Tajemnicę Wiary chcieliby jakkolwiek skonsumować. Jest to specyficznie polskie uwarunkowanie do osobonazwy „Kościół”, zakorzenione jeszcze w tradycjach słowiańskich, przedchrześcijańskich. Mistycyzowanie śmierci jako Tajemnicy Wiary wynika już bardziej z pierwotnego przeznaczenia tego czym był Kościół jako zbiorowy grób przodków lub sanktuarium czy mauzoleum grobu jakiejś świętej osoby. Jeśli schizofrenia jest chorobą o podłożu duchowym, opartym na związaniu się wewnątrz sprzeczności, których człowiek sam nie jest w stanie rozwiązać, to Kościół jest typowym generatorem takiej patologii mając konflikt wewnątrz Psyche i pomiędzy Psyche, a Nous w samo swoje istnienie wpisany! Stąd już tylko krok do wytwarzania patologicznych wierzeń i zwyczajów sprzecznych tak z nauką, naturą jak i ze zdrowym rozsądkiem. Zwalczanie kondomów, które chronią przed wieloma chorobami i przed niepożądanymi ciążami jest przykładem patologicznego zabobonu. Podobnie ochrona zygoty od poczęcia za wszelką cenę wydaje się czymś dobrym, podczas gdy nie zwraca się uwagi na to, czy dziecko będzie po urodzeniu miało co jeść i czy będzie kochane! To są tak zwane patologie wierzeń, zabobony i chore przesądy, oczywiście z punktu widzenia Boskiego Ducha, Nous (777), które okryte jest Tajemnicą niemożności poznania. Uczuciowo zwalcza się kondoma bo emocjonalnie popiera się macierzyństwo, chociaż umysł dobrze wie, że nie każde dziecko będzie kochane, miało co jeść, albo że nie będzie zdrowe. To jest religijna schizofrenia wynikła ze skonfliktowania struktury istoty społecznej jaką jest Kościół, dodajmy każdy Kościół w jakimś stopniu!

    Schizofrenia podwójnego związania, węzła wewnętrznej sprzeczności jest wyrazista w dogmatyce uważającej Biblię za jedyne i najświętsze Pismo Święte, a jednocześnie nie pozwalająca tej Biblii czytać ani tłumaczyć, co trwało przez setki lat i do dzisiaj pokutuje. Inna schizofrenia to czytanie tylko Biblii z zakazem czytania czegokolwiek innego! To części Psyche w różnych opcjach i gałęziach istoty społecznej jaką jest Kościół wytwarzając takie patologiczne związanie na pozytywnej w ogólności idei.

    Swoisty polski antysemityzm polegający na nazywaniu Żydów Starszymi Braćmi i negowanie ich szczególnie w dziedzinie umiejętności wyjaśniania Starego Testamentu, jest kolejną patologią wyrosłą z wewnętrznych sprzeczności tutaj bardziej odnoszących się do antagonizmu (12) w Psyche do (21) w sumie Nous. Jest to bowiem zwalczanie całego dorobku mistyczno-duchowego tradycji żydowskiej, Kabały (Kaballach), która jedynie w tym nurcie pozwala na przybliżenie się do Tajemnicy Wiary obrazowanej mistyczną liczbą (777) w Duchu! Czczenie Żyda Jezusa Chrystusa i Jego Matki z jednej strony, Matki Żydówki rzecz jasna, a nienawiść do żydów jako religii i narodu z drugiej to też schizofreniczne rozdwojenie w Jaźni Niższej, w Psyche osobonazwy Kościół i w sercach wyznawców rzecz oczywista. Wiedza mistyczna wyróżnia cztery kategorie logiczne, takie jak dobro, zło, dobro które wiedzie do zła oraz zło, które wiedzie ku dobremu. Osobonazwa „Kościół” z jej pozytywnymi z uwagi na Nous = (777) aspektami sum w kolumnach NPS wyraźnie przynależy do kategorii którą zwie się: Dobrem które prowadzi do Złego, do patologii, do zguby i dlatego, żeby tę kategorię logiczną zrozumieć, warto analizować gematryczny obraz osobonazwy „Kościół”. Poprawne zrozumienie czym jest Dobro, które prowadzi do złego, wytwarza zło i patologię jako swój skutek, wymaga pewnego wysiłku i dla wielu jest to najtrudniejsza kategoria do przyjęcia. Pedofilia w Kościele to prosty skutek stosowania celibatu i obrzydzania przyjemności z aktu seksualnego z jednoczesną gloryfikacją życia prorodzinnego i macierzyństwa. Tego rodzaju schizofreniczna dogmatyka musi w końcu wydać trujące owoce, choć pole wyglądało na żyzne i zdrowe. Taka jest struktura osobonazwy „Kościół”, w którym Zbawienie jest, ale tak schowane, że nie można z niego skorzystać. Oto cała Tajemnica Wiary, a Siedem to wibracja mistyki, duchowości, magii, ezoteryki, okultyzmu, hermetyki, gnozy, doskonałości, pełni człowieczeństwa, anielskości, silnej woli, zdolności parapsychicznych, co obnaża obłudę istoty „Kościół”, obłudę zwalczającą wszystko to, co jest sednem i sensem nazwy „Kościół”, jego Duchem i Bogiem. Oto Słowo Boże, Bogu niech Będą Dzięki! AMEN.

    Mag Athenor

  • PRAŁAT – Potrójna Brama Sił Złego!

    PRAŁAT – Potrójna Brama Sił Złego!

    Wielu ludzi pyta nas o gematryczne porady, o portrety osobowości według matematycznej psychologii, o zaawansowane kursa numerologii. Stąd nasze elementarne badania nad osobonazwami jakie udostępniamy, aby wszyscy mogli nabrać pojęcia o tym cyfrowym, arytmetycznym od czasów Pitagorasa, doskonale znanym przedmiocie nauki. Analiza Psychiki to także psychosometria, jednak gematria bada całe NPS człowieka, osoby czy zbiorowości osób, wedle identyfikującej tożsamości nazwy. A struktura NPS to Nous (Duch), Psyche (Umysł i Emocje), Soma (Ciało, Życie Zewnętrzne), a także różne parametry dodatkowe.

    Gematria łacińska jest bardzo popularna ale trzeba dobrze poznać jej reguły interpretacyjne na wielu przykładach się uczyć, tak ogólnych jak i bardziej szczegółowych. Badania identyfikatorów tożsamości na podstawie osobonazw grup osób, takich jak duchowni, organizacje, miejscowości czy firmy jest bardzo dobrym sposobem zaprawiania się w psychomatematycznym rozumowaniu jakiego uczy gematria, podstawa wszelkiej psychologii przyszłości, która musi zrozumieć, że wszystko można rozważać jako fale czy promieniowanie, tak w sferze materii, psychiki jak i ducha. Psychoanaliza, a ściślej Duchowo-psychiczno-cielesno-życiowa analiza NPS osobonazwy „PRAŁAT’” może być jedną z dobrych lekcji wyjaśniających wiele społecznych zjawisk, które są ukryte przed wzrokiem maluczkich i niewtajemniczonych! Wykonajmy zatem obrazowanie osobonazwy „Prałat” formularzem tabeli G-NPS!

    G N P S
    70 P 115 16 7
    90 R 117 18 9
    1 A 100 1 1
    30 L 111 12 3
    1 A 100 1 1
    200 T 119 20 2
    392 662 68 23
    14 14 14
    5 5 5 5

    Linia życiowa jest dołująca, spadkowa czy upadkowa, bo cykl życiowy idzie w dół od początkowego (7) do końcowego (2). Kolejne cykle życia ciągną w dół i degenerują tak osobę jak jej najbliższe otoczenie.

    Nous 662 nadające kierunek interpretacji całej osobonazwy nie należy do pozytywnych, gdyż jest to liczba z rodziny liczb powiązanych z diabolicznym (666) uważanym za biegun doskonałego zła i wszelkiego czartostwa. Mamy zatem osobonazwę „Prałat” jako siedzibę istoty, która jest duchem (662) zwanym w gematrii tradycyjnej „Liczbą Prapradziadka/Babci Diabła”, rodzaj bardzo pierwotnego demonizmu czy czartostwa, ale bardzo głęboko ukrytego i działającego na zewnętrznej wibracji numerologicznej Piątki, która jest liczbą człowieczeństwa w jego rozwiniętym stadium. Soma (23) pokazuje, że zewnętrznie „Prałat” jest chwiejny i rozdwojony ciągle między „młotem, a kowadłem”, w rozterkach wewnętrznych, w obliczu trudnych decyzji, niezdecydowany, skłonny do błędnych wyborów i złych decyzji. Jak na szarą eminencję Kościoła, to bardzo kiepska nazwa dla tej pozycji i rangi. Liczba (23) należy też do wibracji egoistycznych, ksobnych, ale domagających się pierwszeństwa przy korycie władzy, stąd osoba może być lekkim uzurpatorem, bo ma i cechy męskie, agresywne i cechy żeńskie, miękkie oraz delikatne. Osoby wiodące życie (23) wiodą egzystencję w cyklu natury, przyrody liczb (2) oraz (3), ich cech wspólnych i podobnych. Nie brakuje też zwierzęcej zmysłowości, samolubstwa ani zgrywania, pozerstwa czy „łaszenia się” do tych, od których można coś zyskać. „Prałat” to posłuszne narzędzie w ręku silniejszych, ale z drugiej strony, tyran dla tych, którzy zależą od niego i to tyran subtelny, skryty, ledwie zauważalny, nie brutalny! Cykl natury jest niejako poniżej poziomu człowieczeństwa, charakterystyczny dla zwierząt, demonów, duchów astralnych, stąd i charakter życia jakie wieść może osobonazwa „Prałat” na różne sposoby.

    Inicjał „P” daje pragnienie doskonalenia się, zdobywania wiedzy i sławy, a nawet duchowości, ale jest to pierwsza faza przejawiania się, niejako punkt startowy i już potem gaśnie, choć pozwala na zdobycie sławy czy wykształceniu potrzebnych dla sprawowania funkcji. Niestety, kto przestaje się uczyć, ten w miarę upływu czasu cofa się w rozwoju stając się współczesnym niedoukiem, choć znawcą tego, co było kiedyś. Liczby poboczne Nous, zarówno (6+62) jak i (66+2) dają w obu wypadkach liczbę (68) tożsamą z wibracją Psyche, co oznacza, że Prałat odbiera Ducha jako doznanie psychiczne, myślowo-emocjonalne, czyli w istocie nie odróżnia impulsów Ducha, ani tym bardziej Głosu Boga w sobie. Takie osoby stają się co najwyżej dobrymi psychikami, nigdy ludźmi duchowymi anielskiego typu, a z powodu demonicznego Nous, raczej psychodemonami, choć nie są aż takie wyraziste jak wibracja „Ksiądz” z Nous (664), lecz jakby subtelniejsze. Wibracje Gematrikonu (392) dająca (14) zasila głównie Psyche, bo tam jest w jednej z sum wyraziste (14) oraz (5) w sumie końcowej. Pneuma (392) zasila też Soma, ale niejako w odwrotnej kolejności i częściowo, podobnie cząstkowo zasilane jest Nous, tylko w aspekcie zbieżnej w obu cyfry (2).

    Budowanie posłusznego narzędzia dla energii widać w cyklach drugim, czwartym i szóstym, czyli w parzystych etapach działalności osobonazwy „Prałat”, które będą czymś jak ukonstytuowaniem głębiej w pełnionej roli. Iloczyn NPS jest o tyle ciekawy, że skrywa wibracje pozwalające na czynienie z osobonazwy stacji dla przekazu demonicznego poza jej kontrolą. Iloczyn Nous to (6x6x2) dające (72), a dalej (7×2) dające (14), skąd mamy iloczyn (x4). W Psyche występuje iloczyn (6×8) dający (48), skąd mamy (4×8) dające dalej (32) i w końcu (3×2) dające w wyniku (6). Podobnie (6) otrzymujemy z Soma (23). Mamy ciąg iloczynów NPS w postaci (x4, 6, 6) tożsamy z (664) energetycznie i widzimy, że demony typu (664) mogą działać swobodnie przez tę osobonazwę ale bardzo z ukrycia, starannie zamaskowane. Sumy NPS tak nie rozważamy, bo w każdej kolumnie musi być ta sama cyferka kontrolna na końcu, ale badanie iloczynowe daje ciekawe ciągi, które jako obraz cyfrowy pomagają obrazować ukryte za osobonazwą siły, energie, duchy czy po prostu intencje i ukryte cele! Badanie iloczynowe to ciągłe mnożenie składowych cyferek, aż do uzyskania pojedynczych cyfr w G-NPS. Tu iloczyn G=(x0) z (20) w tle. Pokazuje to możliwość unicestwienia Psychiki, ruiny psychicznej osobonazwy „Prałat” w jej ostatnim cyklu życiowej działalności!

    Suma samogłosek osobonazwy to A=(1) podwojone, czyli (2), co oznacza, że Psyche (68) (14) (5) jest piątką z cieniem Dwójki przykładowo, przyjmie każdą znajomość, żeby znaleźć w kimś słaby punkt i zmusić go do uległości. Wniosek z tego prosty, że nie należy się takiej osobie spowiadać nawet z drobnych uczynków, a co tam dopiero z grzechów! „Prałat” lubi poznawać życie w każdym jego aspekcie niejako z jednej a nie z drugiej strony, stąd będzie osobą, która przed Bogiem będzie miała naprawdę obfitą spowiedź, ze wszystkich swych uczynków. Suma spółgłosek to P=7, R=9, Ł=3, T=2, czyli razem (21) dające (3). Prałat to życiowe (23) z cieniem (3) lub Piątka z dominującym tłem (23) i cieniem (3) czyli osoba mocno manifestująca w tej całości aspekty (3) w życiu, wyglądzie i zachowaniu.

    Jeśli ktoś chce pojąć jaka jest różnica pomiędzy wibracją biegunową sił złego jaką jest LiczbaBestii (666), a różnymi „dziadkami” czy „babciami” diabła, musi sobie uświadomić klanowo-plemienną strukturę, gdzie istnieją byty młodsze i starsze, włącznie z arcystarymi postaciami, gdzie DiabełSzatan (666) jest wodzem, ale jego pradziad pełni funkcję „wielkiego szamana zła” w tej strukturze. Takie zobrazowanie rodzajów sił wibracyjnych powinno doskonale oddać panującą hierarchię ciemnej czy czarnej loży zła, jakie wytwarza się po cichu, poprzez zło przewodzące funkcje i role obsadzone przez żywych ludzi, którzy się z nimi identyfikują. Znalezienie bardzo dobroczynnej osobonazwy jest tak samo trudne jak znalezienie biegunowo, skrajnie złoczynnej, jednak ludzie powinni być uważni w kontaktach z tym, o czym wiadomo, że jest generalnie szkodliwe, w mniejszym lub większym stopniu, zależnym też od rodzaju wibracji imienia i nazwiska jakie jakiś konkretny Prałat nosi. Imię i nazwisko musiałoby być naprawdę superdobroczynne, żeby zgasić działanie fali osobonazwy „Prałat” i wygenerować jakąś w większości dobroczynną pozycję w tak określonej roli.

    Zmiana imienia, nazwiska, miejscowości, czyni człowieka kimś w jakimś stopniu innym, albowiem zmienia się generator fal skalarnych, zmienia się rdzenny identyfikator tożsamości. Człowiek odradza sie i przemienia poprzez zmianę imion, nazwisk i funkcji tytularnych mocno osadzonych w społecznej świadomości. Kiedy człowiek staje się osobonazwą taką jak „Prałat”, „Ksiądz”, „Pastor”, „Biskup” czy „Arcybiskup” albo „Kardynał”, rozpoczyna się nowy rozdział w jego życiu, rozpoczyna się nowe pole działania i kształtowania nowych cech osobowości oraz nowych nawyków funkcjonowania!

    Zbieg Nous (662) i Soma (23), a także iloczynu NPS w postaci (466) daje aż trzy jakościowo odmienne bramy dla działania niewidzialnych sił i energii zła przez osobonazwę „Prałat”. Tak to do Ciała Mistycznego jakim miał być Kościół niepostrzeżenie dostają się wysłannicy, lordowie Piekieł, którzy z ukrycia wypaczają religię, sieją błędne ideały, niszczą dobro i uwodzą ludzi zaślepionych rzekomą świętością Kościoła! Dodajmy, każdego kościoła, który posiada jakąś negatywnie obrazowaną, dobrze znaną funkcję tytularną, a to czy angielskie „Priester” lepiej wypada od polskiego „Ksiądz” czy też gorzej, determinuje już tylko jakość, czyli stopień zepsucia lokalnego Kościoła, który bodaj najgorzej się miewa w USA!

    Religijna organizacja powinna zacząć samonaprawę od stosowania mistycznych i psychologicznych reguł do samej siebie i swoich kapłanów-urzędników, wybierając dla nich jak najlepsze osobonazwy, znakowo-dźwiękowe, wedle reguł gematrii! Zbieg aż trzech bram dla wpływu i przenikania sił zła może dziwić i zastanawiać, tym bardziej, że nie jest to wcale częste zjawisko w gematrii! Jakaś niewidzialna potęga musiała się bardzo starać, aby akurat taka osobonazwa dla funkcji została wybrana i zakodowała się w lokalnej, językowej świadomości społecznej. To zrozumiałe, że nie jest to siła bezmyślna ani krótkowzroczna, tylko Bestia inteligentna i planująca w skali tysiącleci! W tym kontekście, potrójnej bramy dla Bestyjek ze sfer Mroku, fakt upadkowości jako cyklu życiowego jawi się jako narzędzie do tego, by tych na których się wpływa doprowadzić do upadku i obniżenia lotów, tak z poziomu (7) sugerującego anielską duchowość do poziomu (2), gdzie jest seksualizm par i ziemskie przypadłości zwierzęcego życia! Można się tylko zastanowić nad losem, przyszłą karmą czy przeznaczeniem takiej osobonazwy, która tak czyni innym, tak wpływa na innych, bo siłom opisanym przecież najbardziej chodzi o wpływ na innych i wywieranie wrażenia, o tak zwane zaślepienie mas w Kościele. Opisanie życia na Ziemi w wielu religiach jako walki i sił Ciemności przeciwko siłom Światła, jako walki Zła przeciwko Dobru jest niewątpliwie słuszne, a portret osobonazwy „Prałat” jest tylko drobnym przyczynkiem do tego, jak i gdzie ta walka się odbywa. Dla jasności dodajmy, że osobonazwy takie jak „Rabin” czy „Imam” także podlegają tym samym regułom psychoanalizy matematycznej, jeśli w takiej postaci urzędują w języku polskim, w polskojęzycznej strefie kulturowo-religijnej!

    Stosunkowo prosto jest dokonać sigilizacji osobonazwy schematem ANBO lub AZBY, aby zobaczyć inną alternatywną wersję postaci, która też skrywa informację o tym, czym jest osobonazwa „Prałat” dla sił, które poprzez tę formę działają. Transformacja metodą AN-BO zamieni osobonazwę „Prałat” w CENYNG z uwzględnieniem wymiany E na Ę, a N na Ń w swych możliwościach wymowy, jednak Nous (662) jak widzimy pozostanie, choć zniknie Soma (23) ulegając odwróceniu! Nie uzyskamy korzystnej zmiany, choć trochę lepszy obraz, który może pomijać jako pokazywanie się z lepszej strony czy wysokie mniemanie o osobie. Transformacja metodą AZ-BY przemienia osobonazwę „Prałat” w wibrację „KIZOZG” z obocznością O, Ó oraz Z, Ż, Ź dając parę wariantów wymowy gdzie KIZÓŹG chyba najlepiej brzmi w języku polskim. Nous (688) dające mistrzowskie (22) oraz G=(1696) także dające (22) pokazują ukrytą rolę osobonazwy Prałat, która jest mistrzem Kościoła w imieniu sił wobec których jest bezwolnym narzędziem. Używanie takiej jednak osobonazwy odwróciłoby role i emfazę sił, gdyż (688) to mistrzostwo nad ego i żądza, co mogłoby od ręki poprowadzić Kościół w dużo lepszym kierunku i nie dawałoby siłom Mroku zbytniej władzy nad osobonazwą typu „Prałat”. HalleluJah, zawsze i wszędzie i do przodu!

    Mag Athenor

  • KSIĄDZ – Otwarta Brama Piekieł!

    KSIĄDZ – Otwarta Brama Piekieł!

    Tytuły funkcji religijnych w szczególny sposób stają się energetyczną wibracją nie tylko kreującą osobę ale i jej wpływ na otoczenie i społeczność. W różnych językach używane są różne tytularne pojęcia o funkcji niższych i wyższych duchownych, a dla języka polskiego specyficzne kluczowe słowa to „KSIĄDZ”, „BISKUP” i „PRAŁAT” bodaj najczęściej używane i najgłębiej wbite w świadomość ludzi. Częstokroć osoby w społeczności bardziej znają pasterza dusz pod imieniem zastępczym „KSIĄDZ”, niźli pod jego własnymi, oryginalnymi personaliami. Taka identyfikacja, a także ocena otoczenia powoduje trwałe zmiany w charakterze i funkcjonowaniu. Można powiedzieć, że jest to pewna maska dla wykonywanego zawodu mająca silny wpływ, prestiż i władzę. Numerologia pomaga odsłaniać charakterystyczne cechy imion, nazwisk, miejscowości oraz tytularnych desygnatów rządców dusz jakimi są kapłani. Oczywiście lokalny kapłan swą wibracją nadaje charakter całej społeczności, stąd trzeba dobrze analizować tak co dobrego jak i co złego może mieć persona taka jak „KSIĄDZ” czy „BISKUP” w swoim wpływie. Policzmy zatem, bo kto ma mądrość, ten liczbę Imienia przeliczy, policzmy jaką wibrację i wpływ rozsiewa wokół siebie „KSIĄDZ”, jeśli idzie siać!

    G N P S
    20 K 110 11 2
    100 S 118 19 1
    9 I 108 9 9
    1 A 100 1 1
    4 D 103 4 4
    800 Z 125 26 8
    934 664 70 25
    16 16
    7 7 7 7

    Cykl życiowy jest mocno wzrostowy od początkowego K=(2) do końcowego Z=(8) w cyklu Soma (Życie, Ciało). Gwarantuje to silny wzrost działalności szczególnie w kierunku dochodowo-biznesowym! Działalność budowniczego czy biznesmena osobonazwa „Ksiądz” na pewno dobrze i wzrostowo spełni!

    Soma (7) pokazuje, że jest to osoba której łatwo mówić o sprawach mistyczno-duchowych czy religijnych, a nawet łatwo studiować religijne i ezoteryczne przedmioty. Jednak Psyche (70) pokazuje, że uczuciowe życie wewnętrzne szybko się wypala i łatwo „Ksiądz” popada w jałową, psychiczną pustkę, bezwiarę, wypalenie. Takiej osobie trudno stwarzać długotrwałe związki uczuciowe jak i trudno trwać w żarliwym zaangażowaniu. Za to łatwo może zarabiać i żerować na cudzych zainteresowaniach i potrzebach natury mistyczno-religijnej. Jeśli utrzyma wielkoduszność i uprzejmość w tej personifikacji jako pozytywny aspekt Siódemki, to i tak będzie wielki sukces. Najgorsze jednak jest Nous=(664) bo jest to liczba w numerologii nazywana „Liczbą Dziadkiem/Babcią Diabła”, gdyż należy do rodziny wibracji blisko związanych z diabelskim (666)!

    Dziadek/Babcia Diabła to w symbolice gematrycznej osoby, które występując jako Siódemki negatywne w rozliczeniu końcowym doprowadzają innych do pomieszania i pobłądzenia w dziedzinie okultystycznej, mistycznej czy religijnej. Nous (664) jest to tak zwana liczba „wiecznego błądzenia” w sprawach wiary, ducha i BOGA!

    Uczciwie trzeba sobie powiedzieć, że osobonazwa „Ksiądz” jest właśnie tą, z którą spraw duchowych nie należy konsultować, a to z uwagi na to, że wprowadzi człowieka w błąd, a z błądzących kapłanów o wibracji „Ksiądz” będzie i wiecznie błądzący Kościół. Wielu problemów, z kapłanami można by prosto uniknąć, gdyby wybrać jakąś inną, lepszą nazwę dla tej istotnej funkcji jaką „Ksiądz” sprawuje! Nous (664) z uwagi na swą kiepską jakość wibracyjną determinuje pozostałe składniki G-NPS tak, że biznes i budowanie jakie robi „Ksiądz” mogą być w sumie brudnymi przekrętami czy oszukiwaniem wiernych. Rady parafialne powinny „Dziadka Diabła” dobrze pilnować i rozliczać, aby nie uległ swemu wewnętrznemu pokuszeniu wpisanemu w urząd. Psychologia matematyczna, jaką jest Gematria, Numerologia Głęboka bardzo wyraziście obrazuje portrety psychologiczne osobonazwy, acz ktoś musi mieć dobre imiona i nazwiska własne oraz słabą identyfikację z imieniem, tytułem „Ksiądz”, żeby zbyt mocno nie ulegać tej diabolicznej energii Nous związanej z Czarną Lożą Diabła.

    Gematrikon G=(934) pokazuje osobę u początku mającą silną energię doskonałości, osobę będącą zbiornikiem sił duchowych oraz wysokiego poziomu duchowego, co może przyciągać dużo osób, ale będzie to tylko początkowe dobre wrażenie lub inicjalny aspekt początkowo dobrej działalności. Ten poziom można utrzymać tylko przez głębokie studia mistyczno-duchowe i okultystyczne, ale nie jest to normalnie zwykłą praktyką, stąd będzie się utrzymywać tylko u nielicznych. Niestety zasilanie NPS z pomocą tej energii jest słabe, stąd wędruje tylko na niektóre, czwórkowe aspekty demonicznego Nous i na ogólne cele życiowe oraz psychiczne Soma ostatecznie pokazującego wartość Siódemki negatywnej. Po pewnym okazaniu siły ducha energia pracuje nad rozbudzaniem celów samolubnych i osobistych, co ma wyraz w tak zwanym podwójnym życiu osobistym osobonazwy „Ksiądz”. Iloczyn Gematrikonu 9x3x4 daje (108), a iloczyn Nous 6x6x4 daje (144), co pokazuje zdolność do uchodzenia za osobę wyjątkowej rangi i doskonałości w dziedzinie religijnej, jednak z jednej strony jest to samo w sobie puste, bo dalszy iloczyn Gematrikonu ostatecznie jest Zerem, a końcowa postać iloczynu z Nous to 1x4x4 dające (16) i w końcu Szóstkę. Daje to duchowość pustą wewnętrznie i egoistyczną, którą można by przezwyciężyć tylko silną pracą bezegoistyczną z poświęceniem dla dobra innych. „Ksiądz” z tego, co widać dobrze się zapowiada, ale potem nie wytrzymuje presji i pokusy swego Dziadka Diabła, łatwo schodzi na złą drogę, łatwo ulega wypaleniu, wypaczeniu bądź załamaniu jeśli o duchowe sprawy idzie. I co gorsza, jest to osobonazwa, która ma dużą siłę nie tylko do pomylenia siebie, ale także do pomylenia innych, czyli wiernych, a co za tym idzie do pokazywania się od lepszej strony dla wiernych, a faktycznie sprawowania zupełnie innej działalności niż deklarowana w żywiołowy sposób. Iloczyny Nous (144) i G=(108) w swych przejściach dają fazy natchnień i uniesień maskujące faktyczne cele Nous=(664). A to liczba Nous, Ducha nadaje główny ton i cały kierunek rozeznania charakteru osobonazwy, o tym trzeba ciągle pamiętać!

    Soma (7) z tłem (25) pokazuje na silne tendencje do życia i spełnienia się w związkach intymnych, co sugeruje, że osobonazwa „Ksiądz” z góry słabo do życia celibatowego się nadaje i będzie szukać spełnienia po cichu, za plecami przełożonych, z uwagi na Psyche (70) w związkach krótkotrwałych. Stałość uczuć jest bowiem zbyt trudna dla osobonazwy „Ksiądz”.

    Nous, Duch o wibracji (664) to taki „diabeł mistyczny”, w istocie wylęgarnia poplątania z pomieszaniem przyprawiona autorytetem zewnętrznym w sprawach wiary, podczas gdy dążenie wewnętrzne raczej mocno od Boga odwodzi i ku Ciemności prowadzi! Jeśli młody człowiek staje się osobonazwą „Ksiądz”, to nawet jak miał dobre skłonności religijne, był mistyczny i pobożny, to szybko może zostać opętany przez Złego Ducha o wibracji (664) i sterowany z Ciemnej Doliny Mroku i Otchłani. Nie wszyscy znoszą tą zmianę kierunku, wiele wrażliwych religijnie młodych chłopców zupełnie słusznie rezygnuje z tego kierunku stawania się w procesie teologicznej edukacji. Młody „Ksiądz” jest już „Dziadkiem Diabła”, sieje wibrację (664), a ludzie, którzy myślą o nim per „Ksiądz” wchłaniają wibrację Złego Ducha (664), łącząc się z Mroczną Doliną Piekieł. Funkcjonalna osobonazwa „Ksiądz” jest tu zatem BRAMĄ PIEKIEŁ, przez którą ZŁO wchodzi do Kościoła energetycznie, niczym wirus czy haker przez niestrzeżony, otwarty port do komputera. Stopniowo umysł młodego kapłana pobłądzi i zamroczy się przyjmując wibrację negatywnej Siódemki, która jest nie tyle duchowo-mistyczna ile wrogo nastrojona i szydercza do wszelkiej pobożności, ezoteryki, duchowości czy mistyki. Wibracja „Ksiądz” nie ma Triady liczb nadnaturalnych, nie będzie więc jakąś ponadnaturalną siłą zła, ale raczej materialnym i psychicznym narzędziem do zwalczania tego co jest z BOGA na tej Ziemi. Jeśli „Ksiądz” coś zwalcza, to trzeba rozważyć, jakież to Dzieło Boże zwalcza „Ksiądz” i jaki ma w tym interes. Obraz ten nie jest przychylny, ale matematyczny portret psychologiczny nie pozwala na żadne nadinterpretacje, pozostają suche fakty ze zbioru reguł matematycznej psychologii. I dobra rada taka, żeby Kościół wyglądał inaczej, potrzeba mu nowego, innego jakościowo nazewnictwa funkcji. Kolorem Siódemki jest FIOLET, zaś „Ksiądz” nosi odzież w kolorze czerni, jako barwę Mistrzów Czarnej Loży, pewnie na dowód tego, czym jest!

    Kolor czarny od zawsze jest w ujęciu wszelkiej mistyki i duchowości kolorem symbolizującym ciemne i mroczne siły, zło, piekło, a także diabła, nawet w symbolice katolickiej. Tym bardziej zabawne jest używanie jako odzienia czarnej szaty i wmawiania ludziom, że „Ksiądz” to coś dobrego, choć zgodnie z odwiecznym prawem liczb tak generalnie nie ma prawa być! Ksiądz może być czymś lepszym, jeśli nie identyfikuje się z tą funkcją, a ludzie określają go innymi, lepszymi jakościowo desygnatami. Może być nazywany innymi określeniami o lepszej wibracji i właściwie społeczność parafialna powinna o to zadbać, żeby sobie wykreować duchownego na miarę swych potrzeb, a nie dać się wpuścić w wibrację „Ksiądz” i przez tę energię, dość paskudną, nie dać się zmoderować! Noszenie odzieży w pięknych barwach fioletu niewątpliwie tonizuje obraz mroku jaki daje odzież czarna, która odzwierciedla mroczną jakość Nous = (664) czyli negatywnej Siódemki. Człowiek jest tym, czym jest jego Imię – powiada prawo gematrii, a dokładniej człowiek jest tym czym są jego imiona, nazwiska i przezwiska. Dlatego używając zdrobnień czy przezwisk należy się dobrze zastanowić czym drugiego człowieka chcemy uczynić.

    Słowo „Ksiądz” w swej istocie jako pewna forma słowna nie jest niczym złym, jednak jest przewodnikiem dla określonej energii, siły, fali czy wibracji ze światów niewidzialnych i istoty tej jakości działają przez formę – bramę czyniąc osobę o tej osobonazwie i jej otoczenie swoim matecznikiem, egocentrum! Trzeba to uznać, że nieszczęśliwy zbieg okoliczności, że do kapłanów używa się pojęcia „Ksiądz” i o ile to możliwe jak najszybciej zamknąć tę swoiście polską bramę dla rozprzestrzeniania się zła i złych wibracji w Kościele. Zamknięcie bramy dla zła to wyrugowanie pojęcia „Ksiądz”, zaprzestanie jego używania, a znalezienie jakiegoś innego, które bardziej odpowiadałoby funkcji duchowej i kapłańskiej.

    W pełni demonicznie rozwinięta negatywna Siódemka osobonazwy „Ksiądz” obejmuje niezdolność do wyrażania własnych uczuć i przeżyć, szczególnie tych subtelnych, co uniemożliwia dzielenie się doświadczeniem duchowym i uniemożliwia tym samym spełnianie roli kierownika duchowego! Brak zrozumienia samego siebie uniemożliwia duchowy rozwój, a brak zrozumienia przez innych rodzi konflikty z otoczeniem, schizmy i podziały albo urzędową pustotę i zniewalanie wiernych! Unikanie wszelkiego wysiłku i czynu może się ujawnić jak marzycielstwo, fantazjowanie, łudzenie połączone z niesłownością, niedotrzymaniem zobowiązań, niewywiązywaniem się z obietnic. Daje to ostatecznie brak honoru i odpowiedzialności znany z typowo negatywnej postaci pełniących w Polsce rolę „Ksiądz”

    Jeśli w jakiejś parafii trafił się „Ksiądz” ironiczny, olewający i obojętny wobec wiernych i ich problemów, butny, ateistycznie bezbożny w wielu grzechach, szydzący z potrzeb duchowych i modlitewnych, zmieniający szybko zainteresowania w tym samochody i dziewczyny, zimny i obojętny uczuciowo, bezduszny, pazerny na forsę, leniwy, to obraz Nous = (664) w negatywnej Siódemce pełny! To jest „Ksiądz” całą gębą, w pełni realizujący wibrację Słowa „Ksiądz”, prawdziwy Dziadek Diabła. Nie wszyscy na szczęście mają aż tak źle, ale kawałków z tej patologii nie brakuje na parafiach i trzeba dobrze pojąć jak rozpocząć wysiłek ku jej wyeliminowaniu. W religii zepsucie jest bowiem najmniej potrzebne! Nous (664) jest też apodyktycznie nadęte, nie znosi dyskusji czy sprzeciwu, nie chce rady ani konsultacji w żadnej sprawie. Skąpstwo i ślepy upór to już drobne przywary do całości.

    Jeśli ktoś chciał wiedzieć w jaki sposób Diabeł może wejść do Świętego Kościoła, to ma w tym eseju kawałek dobrej podpowiedzi od strony religijno-okultystycznej, mało znanej, często ignorowanej, ale bardzo ważnej i wykładanej z matematyczną precyzją portretowania osobonazwy, która może być zrobiona jeszcze bardziej szczegółowo w wielu aspektach. To jest szkic do zapoznania z tematem, dlatego wiele drobnych reguł gematrycznych nie wspominamy, choćby dlatego, żeby do końca nie załamywać wielbicieli słowa „Ksiądz”. Przykładowo, takie liczby poboczne z (664) dające (6+64) i (66+4) w obu wypadkach (70) równe Psyche, pokazują, że osobonazwa „Ksiądz” nie jest generalnie w stanie odróżnić Psychiki od Ducha (Nous) i przeżycia psychiczne bierze za duchowe oraz odwrotnie, nie mogąc nawet rozeznać istnienia Ducha, a co dopiero odróżnić Ducha dobrego od złego. Taka jakość osoby nijak nikogo nie wprowadzi w świat Ducha Świętego chociaż potrafi o tym ładnie gadać. Nie jest jednak zdolna doświadczać. To taki drobny przykład metod psychoanalizy matematycznej, a jest ich dużo więcej. Zachęcam do szukania lepszych określeń i ich rozpowszechniania, tak, aby bramę złego ducha ostatecznie zamknąć. Oczywiście do funkcji „Ksiądz” lgną osobnicy, którzy mają w swych imionach i nazwiskach często coś z tych wibracji i ich pożądają, co czyni środowisko do występowania i napędzania zjawiska. I to tyle Słowa Bożego na każdą Niedzielę!

    Mag Athenor

  • Lew Tołstoj – Odbudowanie Piekła

    Lew Tołstoj – Odbudowanie Piekła

    ROZDZIAŁ I

    Działo się to w czasach, gdy Chrystus głosił ludziom swą naukę. Nauka ta była tak zrozumiała i stosowanie jej w życiu tak łatwe, tak widocznie uwalniała ludzi od zła, że nie sposób było się jej oprzeć. Nic nie mogło położyć tamy jej rozpowszechnianiu.
    Belzebub – ojciec i władca wszystkich diabłów – przestraszył się. Wiedział dobrze, że jego władza nad ludźmi skończy się na zawsze, jeśli Chrystus nie wyrzeknie się głoszenia swej nauki.
    Był w strachu, lecz nie tracił nadziei i podburzał posłusznych mu faryzeuszy i uczonych w piśmie, aby możliwie najdotkliwiej obrażali i dręczyli Chrystusa, uczniom zaś jego radził uciec i zostawić go samego. Ufał, że skazanie na śmierć haniebną, naigrywanie się, opuszczenie przez wszystkich uczniów, wreszcie same męki i kara śmierci sprawią, że Chrystus w ostatniej chwili wyrzeknie się swej nauki, a wyrzeczenie zburzy całą jej potęgę.
    Sprawa rozstrzygała się na krzyżu. Gdy Chrystus zawołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!”, Belzebub wydał okrzyk triumfu; schwycił przygotowane kajdany i włożywszy je sobie na nogi, dopasował je tak, żeby nie mogły być zerwane, gdy zostaną założone Jezusowi.
    Wtem z krzyża dały się słyszeć słowa: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Zaraz potem Chrystus zawołał: „Spełniło się” i wyzionął ducha.
    Belzebub zrozumiał, że wszystko stracone. Chciał zdjąć kajdany i uciekać, lecz nie mógł ruszyć się z miejsca. Kajdany przywarły do jego nóg. Chciał wznieść się na skrzydłach, lecz nie mógł ich rozpostrzeć. I widział Belzebub jak Chrystus w wielkiej światłości zatrzymał się w bramie piekieł, widział jak wyszli z piekła grzesznicy od Adama do Judasza, widział jak rozbiegły się wszystkie diabły, a nawet jak same ściany piekieł rozpadły się bez hałasu na cztery strony świata. Nie mógł znieść tego widoku, więc zaryczał przeraźliwie i wpadł w bezdenną przepaść przez pękniętą posadzkę piekieł.

    ROZDZIAŁ II

    Upłynęło sto, dwieście, trzysta lat. Czasu Belzebub nie liczył. Naokoło była zupełna ciemność i cisza. Leżał bez ruchu i starał się nie myśleć o tym, co zaszło, a jednak myślał i pałał bezsilną nienawiścią do sprawcy swej zguby.
    Nie pamiętał już i nie wiedział ile setek lat upłynęło od tamtego czasu, gdy raptem usłyszał nad sobą szmery podobne do tupotu nóg, stękania, krzyki i zgrzytanie zębów.
    Belzebub podniósł głowę i zaczął nasłuchiwać. W to, że po zwycięstwie Chrystusa piekło mogłoby być odbudowane, nie mógł uwierzyć, tymczasem zaś tupot, jęki, krzyki i zgrzytanie zębów stawały się coraz wyraźniejsze.
    Belzebub podniósł tułów, podciągnął pod siebie kosmate nogi z odrośniętymi kopytami (kajdany ku jego zdziwieniu same z nich opadły) i zatrzepotawszy, swobodnie rozpostartymi skrzydłami, wydał zwykły sygnałowy świst, którym dawniej wzywał swe sługi i pomocników.
    Nie zdążył jeszcze nabrać tchu, gdy nad jego głową zrobił się otwór, błysnął czerwony ogień i tłum diabłów w wielkim ścisku wysypał się z otworu w przepaść, i na podobieństwo kruków obsiadających padlinę, rozsiadł się naokoło Belzebuba.
    Diabły były wielkie i małe, grube i chude, z długimi i krótkimi ogonami, z prostymi i krzywymi rogami.
    Jeden z diabłów, odziany w pelerynkę narzuconą na ramiona, cały nagi, czarny i błyszczący, z twarzą ogoloną i ogromnym, obwisłym brzuchem, siedział w kucki przed samym obliczem Belzebuba i przewracając swymi ognistymi ślepiami, uśmiechał się bezustannie, machając z boku na bok swym długim, cienkim ogonem.

    ROZDZIAŁ III

    Co znaczy ten hałas? – zapytał Belzebub wskazując do góry – Cóż tam się dzieje?
    – To, co zawsze – odpowiedział błyszczący diabeł w pelerynce.
    – A czy są jeszcze grzesznicy? – spytał Belzebub.
    – O tak, wielu – odparł błyszczący.
    – Jak tam z nauką tego, którego imienia nie chcę wymieniać? – zapytał Belzebub.
    Diabeł w pelerynce wyszczerzył zęby tak, że pokazały się wszystkie jego ostre kły, a przez całą zgraję przeszedł tłumiony śmiech.
    – Nauka ta już nam nie przeszkadza. Oni przestali w nią wierzyć – powiedział diabeł w pelerynce.
    – Jak to? Przecież nauka ta, poświadczona jego własną śmiercią, w sposób oczywisty ratuje ich od nas – rzekł Belzebub.
    – Tak było, dopóki jej nie przerobiłem – odparł z dumą diabeł w pelerynce, uderzając ogonem w podłogę.
    – Jak ci się to udało?
    – Właściwie nie musiałem nic robić. Trochę tylko pomagałem.
    – Opowiedz w skrócie -rozkazał Belzebub.
    Diabeł w pelerynce, spuściwszy głowę, pomilczał chwilę, jak gdyby dla namysłu, następnie nie spiesząc się zaczął opowiadać:
    – Gdy nadszedł ów straszny czas, że piekło zostało zburzone, a ojca naszego i władcy zabrakło między nami, udałem się w miejsca, gdzie głoszona była ta właśnie nauka, która o mały włos nie doprowadziła nas do całkowitej zguby. Przyszła mi chęć zobaczyć, jak żyją ludzie stosujący się do niej. I ujrzałem, że ludzie stosujący tę naukę w życiu, byli zupełnie szczęśliwi i dla nas niedostępni. Nie gniewali się na siebie, nie ulegali urokowi kobiet i albo nie żenili się, albo mieli tylko jedną żonę, majątku zaś nie posiadali wcale, wszystko było uważane za wspólną własność, nie bronili się przed tymi, którzy na nich napadali, a za złe płacili dobrem. I życie ich było tak dobre, że wciąż więcej i więcej ludzi do nich przystawało. Widząc to, pomyślałem sobie, że wszystko stracone i chciałem już odejść. Oto jednak w tym czasie zaszedł incydent sam w sobie błahy, lecz mnie wydał się interesujący i pozostałem. Zdarzyło się bowiem, że wśród tych ludzi jedni byli zdania, iż wszyscy powinni ulegać obrzezaniu i nie powinni jeść tego, co zostało złożone w ofierze bogom pogańskim, inni zaś uważali, że takie rozgraniczenie jest zbyteczne, i że można nie stosować obrzezania i jeść wszystko. Zacząłem więc podpowiadać jednej i drugiej stronie, że ta różnica zdań jest różnicą o pierwszorzędnym znaczeniu, i że nie można ustąpić, ponieważ chodzi tu o rzecz ważną – o służenie Bogu. Ludzie uwierzyli mi, a ich kłótnie przybrały ostry charakter. Więc i ci i tamci zaczęli gniewać się na siebie wzajemnie, a wtedy ja zacząłem im podsuwać myśl, że cudami mogą dowieść prawdziwości swej nauki. Jakkolwiek było rzeczą oczywistą, że cuda prawdziwości nauki dowieść nie mogą, ludzie zapałali taką żądzą, aby mieć rację, że uwierzyli mi, ja zaś urządziłem im cuda. Z urządzeniem cudów trudności nie miałem. Ludzie wierzyli we wszystko, co potwierdzało ich chęć posiadania prawdy przez nich jedynie.
    Jedni utrzymywali, że zstąpiły na nich ogniste języki, inni zapewniali, że widzieli samego zmarłego nauczyciela i wiele różnych rzeczy; imaginowali to, czego nie było i niepostrzeżenie kłamali nie gorzej od nas, w imię tego, który nas kłamcami nazywał. Jedni o drugich mówili: „Wasze cuda nie są prawdziwe”, a tamci odpowiadali: „Nie, to wasze cuda są nieprawdziwe, a nasze prawdziwe”.
    Wszystko szło dobrze, ale obawiałem się, że ludzie mogą rozpoznać zbyt ewidentne oszustwo i wtedy wymyśliłem kościół. Kiedy uwierzyli w kościół, byłem już spokojny: zrozumiałem, żeśmy uratowani, a piekło odbudowane.

    ROZDZIAŁ IV

    Cóż to takiego „kościół”? – zapytał surowo Belzebub, nie chcąc wierzyć, że jego słudzy okazali się mądrzejsi od niego.
    – Kościół to jest coś takiego, że gdy ludzie kłamią i czują, że im się nie wierzy, wtedy, powołując się na Boga, mówią: „Jak Boga kocham, prawdą jest to, co ja mówię”; to właściwie jest kościół, z tą tylko osobliwością, że ludzie, którzy uznali się za kościół, nabierają przekonania, że są nieomylni, i dlatego nie mogą się już potem wyrzec żadnego, choćby raz tylko wypowiedzianego głupstwa. Tworzy się zaś kościół w taki sposób: ludzie wmawiają w siebie i w innych, że nauczyciel ich, Bóg, po to, by objawione przez niego ludziom prawo nie zostało fałszywie wytłumaczone, wybrał szczególnych ludzi, i oni to jedynie, lub ci, na których przeleją tę władzę, mogą dokładnie tłumaczyć jego naukę. Ludzie więc, którzy nazywają siebie kościołem, twierdzą, że są w posiadaniu prawdy nie dlatego, że to, co głoszą jest prawdą, a dlatego, iż uważają siebie za jedynych prawowitych spadkobierców uczniów samego nauczyciela – Boga.
    W manipulacji tej, podobnie jak w cudach, była pewna niedogodność, taka mianowicie, że ludzie jednocześnie
    mogli utrzymywać każdy o sobie, że są członkami jedynego prawdziwego kościoła (działo się to zawsze). Nasza wygrana polegała jednak na tym, że skoro raz tylko ludzie powiedzieli: „My stanowimy kościół” i na tym zapewnieniu zbudowali naukę, wtedy nie mogli już zrzec się wypowiedzianych przez siebie słów, niezależnie od tego, jak wielkim byłyby głupstwem i cokolwiek mówiliby inni ludzie.
    – Dlaczego jednak kościół przekręcił naukę na naszą korzyść? – zapytał Belzebub.
    – Powód jest prosty – ciągnął dalej diabeł w pelerynce -ludzie ci uznawszy się za jedynych tłumaczy prawa boskiego i przekonawszy o tym innych ludzi, stali się tym samym panami ich losu i posiedli nad nimi władzę zwierzchnią. Posiadłszy zaś tę władzę, naturalnie urośli w pychę i w większości przypadków ulegli zepsuciu, wskutek czego wzniecili przeciwko sobie oburzenie i gniew ludzki. W celu pokonania swych wrogów, nie dysponując innym orężem niż przemocą, zaczęli prześladować, skazywać na śmierć i palić na stosie wszystkich, którzy ich władzy nie uznawali. W ten oto sposób samo przyjęte stanowisko zmuszało ich do przekręcania nauki tak, aby usprawiedliwiała ich złe życie i okrucieństwa, które stosowali wobec swych wrogów.

    ROZDZIAŁ V

    Nauka jednak była tak prosta i zrozumiała, że nie można było jej przekręcić – upierał się Belzebub, nadal nie mogący uwierzyć, że jego słudzy byli sprytniejsi od niego.
    – „Postępuj wobec innych tak, jak byś chciał, aby postępowano wobec ciebie”. W jaki sposób można to przekręcić?
    – Stosując się do mych rad, posługiwano się w tym celu różnymi sposobami – kontynuował diabeł w pelerynce. -Ludzie opowiadają bajkę o tym, jak dobry czarodziej, ratując człowieka od złego czarodzieja, zamienił go w ziarnko kaszy jaglanej i jak zły czarodziej, przedzierzgnąwszy się w koguta, gotów był już zadziobać owo ziarnko, lecz dobry czarodziej wysypał na ziarnko całą ćwierć tychże ziaren. I zły czarodziej nie mógł już ani zjeść wszystkich ziaren, ani znaleźć tego, które zjeść zamierzał. To samo, idąc za mą radą, uczynili ci ludzie z nauką tego, który nauczał, że całe prawo polega na tym, aby drugiemu czynić to, co chciałbyś, aby i tobie czyniono: ogłosili, że świętym wykładem prawa boskiego jest 49 ksiąg i uznali każde słowo w nich zawarte za dzieło Boga – Ducha Świętego. Tak więc wysypali na prostą, zrozumiałą prawdę taką kupę rzekomo świętych prawd, że stało się niemożliwością przyjąć je wszystkie i znaleźć pośród nich tę, która ludziom jest potrzebna. Na tym polega pierwszy sposób. Drugi sposób, którego oni używali z dobrym skutkiem przez więcej niż tysiąc lat, polega na zabijaniu i paleniu wszystkich tych, którzy chcą głosić prawdę. Obecnie sposób ten wychodzi z użycia, lecz nie porzucają go całkowicie, bo chociaż już nie palą ludzi próbujących ujawnić prawdę, to jednak tak ich szkalują, tak zatruwają im życie, że tylko niewielu odważa się ich demaskować. Na tym polega drugi sposób. Trzeci zaś sposób polega na tym, że uznając się za kościół, a więc za nieomylnych, uczą, gdy im to jest potrzebne, rzeczy wprost sprzecznych z tym, co jest powiedziane w Piśmie: „Ale wy nie nazywajcie siebie rabbi; albowiem jeden jest nauczyciel wasz, a wy wszyscy jesteście bracia. I ojcem nie nazywajcie nikogo na ziemi; albowiem jeden jest ojciec wasz w niebiosach”. Oni zaś mówią: „Myśmy ojcami, myśmy nauczycielami waszymi”. Albo powiedziane jest: „Ale ty, gdy się będziesz modlić, wejdź do komórki swojej i zamknąwszy ją, módl się do ojca twego w ukryciu, a ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”. Oni zaś nauczają, że trzeba się modlić gromadnie, w świątyniach, przy dźwiękach muzyki i pieśni. Albo powiedziane jest w Piśmie: „A ja powiadam wam, abyście zgoła nie przysięgali”, oni zaś nauczają, że trzeba przysięgać na bezwzględne posłuszeństwo władzom, nie bacząc na to, jakie mogłyby być żądania tych władz. Albo powiedziane jest: „Nie zabijaj”, oni zaś nauczają, że zabijać można i trzeba na wojnie i z wyroku sądowego – zakończył diabeł w pelerynce, wywrócił ślepia i roześmiał się, rozwarłszy paszczę po same uszy.
    – To bardzo dobrze – rzekł Belzebub i uśmiechnął się, a wszystkie diabły zawtórowały mu głośnym śmiechem.
    – Czyż tak jak dawniej są jeszcze rozpustnicy, złodzieje, zabójcy? – zapytał już wesoło Belzebub.
    Diabły, również rozweselone, zaczęły mówić wszystkie razem, chcąc wykazać się przed Belzebubem swoją sprawnością.
    – Nie tak jak dawniej, lecz więcej niż dawniej – wrzeszczał jeden z nich.
    – Rozpustnicy nie mieszczą się w dawnych oddziałach -piszczał drugi.
    – Złodzieje dzisiejsi gorsi są od dawniejszych – huknął trzeci.
    – Brak nam opału dla zabójców! – ryczał czwarty.
    – Nie mówcie wszyscy razem, niech odpowiadają tylko ci, których zapytam – rzekł Belzebub. – Niech wystąpi ten, pod którego opieką jest nierząd i niech opowie, w jaki sposób radzi sobie z uczniami tego, który zabraniał zmieniać żony i mówił, iż nie należy patrzeć na kobietę z pożądliwością. Kto opiekuje się rozpustą?
    – Ja – odpowiedział bury, przypominający kobietę diabeł z nalaną, oślinioną twarzą, z bezustannie żującym pyskiem i na pośladkach przyczołgał się do Belzebuba.
    Diabeł ten wysunął się spośród innych, usiadł w kucki, przechylił głowę na bok, i machnąwszy ogonem zakończonym miotełką, głosem śpiewnym zaczął mówić:
    – Robimy to według starego sposobu, przez ciebie, ojca naszego i władcę użytego jeszcze w raju, który to sposób oddał w naszą władzę cały rodzaj ludzki, – i według nowego sposobu kościelnego.
    Tak więc przekonujemy ludzi, że prawdziwe małżeństwo polega nie na tym, na czym zasadza się ono w swej istocie – na współżyciu mężczyzny z kobietą – lecz na tym, żeby odziać się w najszykowniejszą nową odzież, pójść do wielkiego, przeznaczonego na ten cel gmachu, oświetlonego świecami, przystrojonego dywanami i kwiatami, następnie wobec ciekawej gawiedzi dokonać przysięgi w imię tego, który nauczał: „A ja wam powiadam, abyście zgoła nie przysięgali”. Wmawiamy w ludzi, że tylko ta ceremonia jest właśnie małżeństwem prawdziwym, że po niej ludzie otrzymują specjalną łaskę Boga, dzięki której bez żadnego ze swej strony wysiłku nabywają zalety potrzebne do zgodnego pożycia i należytego wychowania dzieci – i że każdy stosunek kobiety z mężczyzną, pomimo tych warunków, jest zwykłą, do niczego nie zobowiązującą przyjemnostką lub zadośćuczynieniem potrzebie biologicznej, przeto ludzie nie krępując się, oddają się tej przyjemności, krzywoprzysięzców zaś manipulacja ta stwarza tylu, iż o ściganiu ich nikt nie myśli, gdyż zabrakłoby więzień dla skazanych za krzywoprzysięstwo.
    Podobny do kobiety diabeł o nalanej twarzy, skłonił na bok głowę i zamilknął, jak gdyby w oczekiwaniu działania swych słów na Belzebuba.
    Belzebub kiwnął głową na znak aprobaty, a podobny do kobiety diabeł ciągnął dalej: – Tymże sposobem, nie porzucając dawniejszego, użytego w raju sposobu „zakazanego dla ciekawości owocu” -wspomniał diabeł, niedwuznacznie próbując przypodobać się Belzebubowi – osiągamy najlepsze rezultaty. Wyobrażając sobie, że mogą zawrzeć uczciwy małżeński związek kościelny po wielu kontaktach miłosnych, mężczyźni zmieniają setki kobiet i tak przyzwyczajają się do rozpusty, że czynią to samo i po zawarciu małżeństwa. Jeśli zaś niektóre żądania związane z małżeństwem kościelnym wydadzą im się zbyt krępujące, to urządzają ceremonię po raz drugi, a pierwsza ceremonia zostaje uznana za nieważną.
    Podobny do kobiety diabeł zamilkł, utarłszy końcem ogona ślinę wypełniającą mu usta, przechylił głowę na drugą stronę i wlepił milczący wzrok w twarz Belzebuba.

    ROZDZIAŁ VI

    Krótko i zwięźle: aprobuję – rzekł Belzebub. – Kto opiekuje się grabieżcami?
    – We własnej osobie! – odpowiedział, wypełzawszy z tłumu, okazały diabeł z długimi, krzywymi nogami, z wąsami podkręconymi do góry i ogromnymi łapami, krzywo przystawionymi do tułowia.
    Diabeł ten wysunąwszy się jak jego poprzednicy do przodu, wzorem ludzi wojskowych oburącz podkręcał wąsy i czekał na pytania.
    – Ten, który zburzył piekło – rzekł Belzebub – uczył ludzi żyć jak ptaki niebieskie i rozkazywał dawać temu, który prosi, a temu, kto chce zabrać suknię, oddawać i płaszcz -i powiedział, że aby być zbawionym, trzeba rozdać majątek. W jaki sposób nakłaniacie do grabieży ludzi, którzy o tym słyszeli?
    – Postępujemy tak samo, jak nasz ojciec i władca przy obiorze Saula na króla – odparł wąsaty diabeł, w uroczystym geście zarzucając łeb do tyłu. – Dokładnie tak, jak wtedy wmawiamy w ludzi, że zamiast przestać się wzajemnie okradać, powinni pozwolić się okradać jednemu człowiekowi, oddawszy mu całkowitą władzę nad sobą. I człowiek ów i jego pomocnicy i pomocnicy tych pomocników – wszyscy oni grabią naród nieustannie, spokojnie i bezpiecznie. Zazwyczaj zaprowadzają przy tym takie prawa i porządki, przy których mniejszość próżniacza może bezkarnie łupić pracującą większość. Jak więc widzisz, ojcze nasz i władco, sposób przez nas stosowany jest w gruncie rzeczy sposobem starym. Nowe w nim jest tylko to, że uczyniliśmy go bardziej ogólnym, zamaskowanym, rozpowszechnionym w czasie i przestrzeni i trwalszym. Bardziej ogólny jest przez to, że dawniej ludzie z własnej woli ulegali tym, których wybierali, teraz zaś niezależnie od swej woli ulegają nie tym, których wybierają, lecz komu popadnie. Bardziej tajnym sposób ten uczyniliśmy przez to, że teraz, dzięki wprowadzeniu podatków, zwłaszcza pośrednich, okradani swych grabieżców nie widzą, a często nawet nie domyślają się samego faktu grabieży. Bardziej rozpowszechnionym w przestrzeni sposób ten stał się przez to, że narody tak zwane chrześcijańskie, nie zadowalając się okradaniem swoich, grabią pod rozmaitymi dziwnymi pozorami, najczęściej zaś pod pozorem krzewienia chrześcijaństwa, te wszystkie obce narody, u których jest coś do zagrabienia. W czasie zaś sposób ten jest bardziej rozpowszechniony niż dawniej, dzięki wprowadzeniu pożyczek zaciąganych przez organa samorządu lokalnego i państwa, co powoduje, że nie tylko żyjące pokolenia, ale i te, które po nich nastąpią, mogą być okradane już teraz. Sposób ten bardziej trwałym uczyniliśmy poprzez to, że główni grabieżcy uważani są za osoby nietykalne, więc ludzie, lękając się surowych kar, nie odważą się na opór.
    Pewnego razu w celach doświadczalnych sadzałem jedna za drugą najpodlejsze baby, głupie i nieoświecone i nie mające żadnych praw według panujących u nich przepisów, ostatnią zaś posadziłem nie tylko rozpustnicę, lecz i zbrodniarkę, która zamordowała swego męża i prawego następcę tronu. I ludzie nie wyrwali jej nozdrzy i nie siekli jej batem, jak to zazwyczaj robili z zabójczyniami, lecz przez wiele lat niewolniczo ulegali jej samej i jej kochankom, których miała bez liku, pozwalając im pozbawiać ludzi nie tylko majątku, lecz i wolności osobistej.
    Tak więc w obecnych czasach jawne złodziejstwa, takie jak odebranie przemocą wózka z pieniędzmi, konia, odzieży, stanowią zaledwie jedną milionową wszystkich tych grabieży prawnych, popełnianych na co dzień przez ludzi mających odpowiednie możliwości. Obecnie, utajona, bezkarna grabież i w ogóle pogotowie złodziejskie zorganizowane jest wśród ludzi do tego stopnia, że stało się to głównym celem i przedmiotem gorących pożądań prawie wszystkich i maskowane jest tylko przez walkę złodziei między sobą.

    ROZDZIAŁ VII

    No cóż, bardzo dobrze – rzekł Belzebub. – A zabójstwa? Kto opiekuje się zabójstwami?
    – Ja! – odpowiedział, występując z tłumu czerwony jak krew diabeł z kłami sterczącymi z pyska, ostrymi rogami i zadartym do góry nieruchomym ogonem.
    – W jaki sposób zmuszasz do zabójstw uczniów tego, który nauczał: „Nie odpowiadaj złem na zło, kochaj nieprzyjaciół swoich”? W jaki sposób robisz zabójców z tych ludzi?
    – Robimy to według starego sposobu – odparł czerwony diabeł ogłuszającym, bełkotliwym głosem – wzniecając w ludziach chęć zysku, warcholstwo, nienawiść, mściwość, pychę; stosujemy również starą metodę, gdy wmawiamy w nauczycieli, że najlepszy sposób oduczenia ludzi od zabójstw polega na tym, żeby sami nauczyciele zabijali tych, którzy popełnili zabójstwo. Sposób ten nie tyle daje nam gotowych już zabójców, ile przygotowuje ich dla nas. Większą zaś ich liczbę dają nam nowe nauki: o nieomylności kościoła, o małżeństwie chrześcijańskim oraz o równości chrześcijańskiej. Nauka o nieomylności kościoła dawała nam dawnymi czasy największą liczbę zabójców. Ludzie, którzy uznali się za członków nieomylnego kościoła, nabrali przekonania, że zbrodnią byłoby pozwolić fałszywym wykładcom nauki gorszyć ludzi, więc ich zabijanie jest sprawą miłą Bogu. W taki sposób zabijano całe wioski i skazywano na śmierć setki tysięcy ludzi. Śmieszne wydaje się to, że ci, którzy skazywali na śmierć i palili ludzi zaczynających rozumieć prawdziwą naukę, uważali tych najniebezpieczniejszych dla nas ludzi za nasze sługi, tzn. sługi diabłów. Ci zaś, którzy zabijali i palili na stosach i rzeczywiście byli naszymi sługami, uważali się za świętych wykonawców woli Boga. Tak było w dawnych czasach; w naszych czasach wielką liczbę zabójców stwarza nauka o małżeństwie chrześcijańskim i o równości.
    Nauka o małżeństwie daje nam przede wszystkim zabójstwa wzajemne małżonków, następnie dzieciobójstwa popełniane przez matki. Mężowie i żony zabijają się wzajemnie, gdy niektóre żądania prawa i zwyczaju małżeństwa kościelnego wydają im się zbyt krępujące. Matki zaś zabijają dzieci wtedy, gdy związki, z których dzieci powstały, nie są uważane za małżeństwa. Takie zabójstwa popełniane są stale. Zabójstwa wywołane przez chrześcijańską naukę o równości dokonywane są periodycznie, ale za to bardzo masowo. Według nauki tej wmawia się w ludzi, że są równi wobec prawa. Ludzie ograbieni czują jednak, że to nieprawda. Widzą, że nie ma równości, gdyż grabieżcy mogą grabić bez przeszkód, a im nie wolno, więc buntują się i napadają na swych grabieżców. Wtedy to zaczynają się morderstwa wzajemne, które dostarczają nam niekiedy dziesiątek tysięcy morderców jednocześnie.

    ROZDZIAŁ VIII

    A zabójstwa na wojnie? W jaki sposób doprowadzacie do nich uczniów tego, który uznał ludzi za synów jednego ojca i kazał kochać nieprzyjaciół? – zapytał Belzebub.
    Czerwony diabeł wyszczerzył zęby, wypuścił z pyska strumień ognia i dymu, i uderzył się radośnie po plecach grubym ogonem.
    – Wmawiamy w każdy naród, że jest narodem najlepszym na świecie: „Deutschland uber alles”, Francja, Anglia, Rosja „uber alles”, i że naród ten powinien panować nad wszystkimi innymi narodami, ponieważ zaś we wszystkie narody wmawiamy to samo, więc węsząc ciągle niebezpieczeństwo ze strony sąsiadów, narody szykują się stale do obrony i pałają do siebie nienawiścią. Im bardziej zaś szykuje się do obrony jedna strona i z tego powodu pała nienawiścią do sąsiadów, tym bardziej szykują się do obrony wszystkie pozostałe narody, pałając do siebie wzajemną nienawiścią. Tak oto wszyscy ludzie, po przyjęciu nauki tego, który nazywał nas zbójcami, stale zajęci są przygotowaniem się do zabijania i zabijaniem.

    ROZDZIAŁ IX

    Tak, to bardzo dowcipne – rzekł Belzebub po długim milczeniu. – Ale dlaczego ludzie uczeni, zabezpieczeni przed oszustwem, nie spostrzegli tego, że kościół sfałszował naukę i nie przywrócili jej pierwotnego znaczenia?
    – Uczeni nie mogą tego uczynić – odpowiedział pewnym tonem, przesuwając się do przodu, matowoczarny diabeł w doktorskiej todze, z płaskim, spadzistym czołem, z kończynami o zanikłych mięśniach i odstającymi, długimi uszami.
    – Dlaczego?! – zapytał surowo Belzebub niezadowolony z pewnego siebie tonu wypowiedzi diabła w todze.
    Nie pesząc się wykrzyknikiem Belzebuba, diabeł w todze siadł z wolna, spokojnie i nie w kucki jak inni, lecz na wzór wschodni – skrzyżowawszy nogi o mięśniach w zamku. Potem zaczął mówić bez zająknięcia się, cichym, miarowym głosem:
    – Nie mogą tego zrobić dlatego, że ja stale odwracam ich uwagę od tego, co mogą i powinni wiedzieć i kieruję ją na to, co nie jest im potrzebne i czego nigdy tak naprawdę nie zdołają poznać.
    – W jaki sposób to robisz?
    – Sposoby są różne, odpowiednio do czasu – odparł diabeł w todze. Dawniej wmawiałem w ludzi, że najważniejszą dla nich rzeczą jest znać szczegóły stosunku wzajemnego pomiędzy osobami Trójcy, szczegóły na temat pochodzenia Chrystusa, jego pierwiastka boskiego i ludzkiego, właściwości Boga itp.. Ludzie uczeni wiele i rozwlekle dyskutowali o tym, kłócili się i gniewali na siebie. A te dysputy tak ich absorbowały, że wcale nie myśleli o tym, jak mają żyć, więc nie odczuwali też potrzeby wiedzieć, co ich nauczyciel mówił o życiu.
    Potem, gdy już tak zaplątali się w roztrząsaniach, że sami przestali rozumieć, co mówią, ja wmówiłem w jednych, że najważniejszą dla nich sprawą jest zbadać i wyjaśnić wszystko, co napisał człowiek imieniem Arystoteles, który żył tysiąc lat temu w Grecji, w innych zaś wmawiałem, że najważniejsze to znaleźć kamień, za pomocą którego można wytworzyć złoto i taki eliksir, który leczyłby wszystkie choroby, a ludzi czynił nieśmiertelnymi. I najmędrsi i najbardziej uczeni pośród ludzi skierowali na te sprawy wszystkie swoje siły umysłowe.
    Tym zaś, których to nie interesowało, wmówiłem, że najważniejszą sprawą jest wiedzieć, czy Ziemia obraca się wokół Słońca, czy też Słońce naokoło Ziemi, a gdy przekonali się, że obraca się Ziemia, a nie Słońce i obliczyli, ile milionów mil jest od Słońca do Ziemi, ucieszyli się wielce i od tamtego czasu z jeszcze większą gorliwością badają odległość od gwiazd i nie mogą się nadziwić, że liczba gwiazd jest nieskończona, choć wiadomość ta jest im zgoła zbyteczna. Oprócz tego, wmówiłem im jeszcze i to, że koniecznie powinni wiedzieć, w jaki sposób powstały wszystkie zwierzęta, wszystkie robaczki, wszystkie rośliny i wszystkie nieskończenie drobne żyjątka. Chociaż i te wiadomości nie są im wcale potrzebne i choć jest zupełnie jasne, że nie będą w stanie poznać tych wszystkich szczegółów, gdyż różnorodność życia jest nieskończona, to jednak na te i podobne badania zjawisk świata materii ludzie kierują wszystkie swe zasoby umysłowe i bardzo się dziwią, że im więcej poznają rzeczy, których znajomość nie jest im pilnie potrzebna, tym więcej wyłania się rzeczy jeszcze nie poznanych.
    I chociaż jest oczywiste, że w miarę rozwoju tych badań, obszar tego, co pozostaje do zbadania, rozszerza się, a przedmioty badania stają się coraz bardziej zawiłe i same zdobywane wiadomości znajdują coraz mniej zastosowania w życiu, to jednak okoliczność ta wcale nie zbija ich z tropu i ludzie ci, przekonani w zupełności o wadze swych badań badają, głoszą, piszą i drukują, tłumaczą z jednego języka na drugi wyniki swych w większości do niczego niezdatnych badań i roztrząsań, a jeżeli i czasami zdatnych, to tylko na pociechę bogatej mniejszości lub na pogorszenie położenia większości niezamożnej.
    Po to zaś, aby już nigdy nie domyślili się, że jedyną ich rzeczywistą potrzebą jest ugruntowanie praw życiowych, wskazanych w nauce Chrystusa, wmawiam w nich, że nie mogą znać praw życia duchowego i że każda nauka religijna, nie wyłączając nauki Chrystusa, jest to stek błędów i zabobonów, i że wiedzę o tym, jak trzeba żyć zdobyć mogą dzięki nauce zwanej socjologią, polegającej na badaniu tego, w jak zły sposób ludzie żyli dawniej. Tak więc zamiast starać się żyć lepiej według nauki Chrystusa, myślą, że wystarczy zbadać życie dawnych ludzi, wyprowadzić z tych badań ogólne prawa życiowe i by żyć lepiej, stosować się tylko do tych wymyślonych praw.
    Po to zaś, aby jeszcze bardziej utwierdzić ich w błędzie, wmawiam w nich, że istnieje pewien system wiedzy zwany nauką i że założenia tej nauki są niepodważalne.
    Skoro zaś ci, którzy uważani są za działaczy nauki, nabiorą przekonania o swej nieomylności, wówczas ogłaszają jako niewątpliwe prawdy, różne zbyteczne i często oczywiste głupstwa, których wyrzec się już nie mogą, gdy raz je wygłosili.
    Na tej oto podstawie twierdzę, że dopóki będę wmawiał w nich cześć i służebność wobec nauki, którą dla nich wymyśliłem, nigdy nie zrozumieją tej nauki, która o włos nie doprowadziła nas do zguby.

    ROZDZIAŁ X

    Bardzo dobrze! Dziękuję – rzekł Belzebub i twarz jego rozjaśniła się.
    – Zasłużyliście na nagrodę i wynagrodzę was według zasług.
    – A o nas panie zapomniałeś! – krzyknęła wielkim głosem zgraja diabłów różnokolorowych, małych, dużych, grubych, chudych i o krzywych nogach.
    – A jakaż wasza profesja? – zapytał Belzebub.
    – Ja jestem diabłem ulepszeń technicznych!
    – Ja – podziału pracy!
    – Ja – dróg i komunikacji!
    – Ja – sztuki drukarskiej!
    – Ja – sztuk pięknych!
    – Ja – medycyny!
    – Ja – kultury!
    – Ja – wychowania!
    – Ja – poprawy ludzi!
    – Ja – odurzania się!
    – Ja – filantropii!
    – Ja – socjalizmu!
    – Ja – feminizmu! – przekrzykiwały się wzajemnie, cisnąc się przed oblicze Belzebuba.
    – Mówcie pojedynczo i nierozwlekle! – krzyknął Belzebub – Czym ty się zajmujesz? – zwrócił się najpierw do diabła ulepszeń technicznych.
    – Wmawiam w ludzi, że im więcej rzeczy będą wytwarzać i im szybciej będą to robić, tym będą szczęśliwsi. I ludzie marnując życie na produkowanie rzeczy, wytwarzają ich coraz więcej, nie bacząc na to, że rzeczy te ani nie są potrzebne zmuszającym do ich produkowania, ani dostępne dla tych, którzy je produkują.
    – Dobrze! A ty? – zapytał Belzebub diabła podziału pracy.
    – Ja wmawiam w ludzi, że skoro przedmioty wytwarzać można szybciej za pomocą maszyn niż ręcznie, więc trzeba ludzi przekształcić w maszyny; i to właśnie się robi, a ludzie przekształceni w maszyny, nienawidzą tych, którzy to z nimi zrobili.
    -I to dobrze! Jak u ciebie? – rzekł Belzebub, zwracając się do diabła dróg i komunikacji.
    – Ja wmawiam w ludzi, że zachodzi potrzeba możliwie najszybszego przemieszczania się z miejsca na miejsce. I ludzie, zamiast ulepszać swe życie każdy na swoim miejscu, spędzają większą jego część w przejazdach. Są bardzo dumni z tego, że w ciągu godziny mogą przejechać 50 wiorst i więcej.
    Belzebub pochwalił i tego diabła. Wysunął się z tłumu diabeł sztuki drukarskiej. Jego praca, jak objaśnił, polega na tym, aby jak największej liczbie ludzi zakomunikować wszystkie te paskudztwa i głupstwa, które dzieją się i piszą na świecie. Diabeł sztuk pięknych objaśnił, że pod pozorem pocieszenia i wzbudzenia u ludzi wzniosłych uczuć, pobłaża ich nałogom, przedstawiając je w ponętnej i atrakcyjnej postaci. Diabeł medycyny wyjaśnił, że wmawia w ludzi, iż najważniejszą dla nich sprawą jest troska o ciało; ponieważ zaś troska o ciało nie ma końca, więc ludzie troszczący się o swe ciało z pomocą medycyny, zapominają nie tylko o życiu innych ludzi, ale i o swoim własnym.Diabeł od kultury opisał jak wmawia w ludzi, że korzystanie z tych wszystkich przedmiotów, którymi opiekują się diabły ulepszeń technicznych, podziału pracy, dróg i komunikacji, sztuki drukarskiej, sztuk pięknych, medycyny – stanowi coś w rodzaju cnoty, i że człowiek korzystający z tego wszystkiego może być zupełnie zadowolony z siebie i nie musi starać się być lepszym. Diabeł wychowania wyjaśnił jak to wmawia w ludzi, że mogą, żyjąc źle i nawet nie wiedząc na czym polega istota dobrego życia, uczyć dzieci dobrego życia. Diabeł poprawy ludzi opowiedział, jak przekonuje ludzi, że mogą poprawiać innych, nie wyzbywając się uprzednio swych złych przyzwyczajeń. Diabeł odurzania się chwalił się, że naucza ludzi, iż wygodniej jest szukać zapomnienia przez odurzanie się winem, opium, morfiną, tytoniem, niż uwolnić się od cierpień spowodowanych złym życiem przez poprawę tego życia. Diabeł filantropii powiedział, że wmawia ludziom, iż są dobroczynni, grabiąc na pudy i oddając ograbionym na łuty. Dzięki temu nie odczuwają potrzeby doskonalenia się, stają się niedostępni dla dobra. Diabeł socjalizmu chwalił się, że w imię najdoskonalszej organizacji społeczeństwa ludzkiego, wznieca nienawiść klasową.
    Diabeł feminizmu dodał, że dla jeszcze większego udoskonalenia organizacji życia, oprócz nienawiści klasowej, wznieca jeszcze nienawiść pomiędzy ludźmi odmiennej płci.
    – Jestem komfort!
    – A ja moda!
    – wrzeszczały jeszcze inne diabły, pełznąc ku Belzebubowi.
    – Czy myślicie, żem stary i głupi i nie rozumiem, że wszystko, co mogłoby być dla nas szkodliwe, staje się pożyteczne, gdy nauka o życiu jest błędna – wykrzyknął Belzebub i głośno roześmiał się.
    – Dosyć! Dziękuję wszystkim! – i zatrzepotawszy skrzydłami, wstał. Diabły otoczyły go kołem. Na jednym końcu łańcucha był diabeł w pelerynce, na drugim diabeł w todze. Obaj podali sobie łapy i koło zostało zamknięte. Diabły śmiejąc się, krzycząc, gwiżdżąc i wymachując nogami, rozpoczęły taniec wokół Belzebuba. Ten zaś rozpostarłszy skrzydła zatańczył pośrodku. W górze słychać było krzyk, płacz i zgrzytanie zębów.

  • Pedofilia – choroba kobiet i mężczyzn

    Pedofilia – choroba kobiet i mężczyzn

    Pedofilia – rodzaj parafilii seksualnej, dewiacji i zboczenia; stan w którym jedynym lub głównie preferowanym sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest kontakt z osobami nie posiadającymi trzeciorzędowych cech płciowych, czyli z dziećmi. Statystycznie występuje częściej u mężczyzn niż u kobiet gdyż około 90% przypadków stanowią homoseksualni i biseksualni mężczyźni. W klasyfikacji ICD-10 posiada kod F65.4, w klasyfikacji DSM-IV: 302.2. W obu przypadkach zaliczany jest do kategorii zaburzeń preferencji seksualnych. Pedofilia dzieli się na zaburzenia polegające na fantazjach seksualnych z dziećmi i oglądactwie pornografii z dziećmi oraz na tak zwane czyny pedofilskie polegające na bezpośrednim zaspokajaniu popędu płciowego z dziećmi. Część przestępstw pedofilskich skrywa się pod nazwą kazirodztwo, gdyż statystycznie najczęściej do molestowania seksualnego i współżycia z dziećmi dochodzi w rodzinie. [Na fotografii, jakby ktoś nie zrozumiał aluzji, dziecko broni się przed pedofilem kopiąc na wysokość narzedzia zbrodni – przyp. opr.]

    Pedofilia, popęd płciowy do dzieci, psychoseksualna skłonność do dzieci i młodzieży obojga płci. Amerykański uczony J. Money dzieli pedofilię na: nepiofilię, gdzie obiektem zainteresowania jest dziecko w wieku przedszkolnym, pedofilię, gdzie obiektem jest dziecko w wieku szkolnym, ale przed okresem dojrzewania i efebofilię, gdzie obiektem pożądania seksualnego jest osoba będąca w wieku dojrzewania płciowego. W większości ujawnionych przypadków zainteresowaniem pedofilów cieszą się dziewczęta w wieku od 8-11 lat i chłopcy w wieku od 11-15 lat. Typ kontaktów pedofilnych bywa zróżnicowany, począwszy od obnażania się i masturbowania w obecności nieletnich, dotykania ich narządów płciowych, a na pełnych stosunkach seksualnych kończąc. U pedofilów niekiedy stwierdza się zmiany organiczne w mózgu, które prowadzą do tego typu zachowań, ale w większości przypadków o rozwoju pedofilii decydują czynniki psychiczne i rozwojowe, np. zaburzone relacje z rodzicami, doświadczenie przemocy seksualnej w dzieciństwie, odczuwanie lęku wobec kobiet, kompleksy, niepowodzenia w życiu seksualnym.

    Typy pedofilów:

    • Infantylny – To osobowość niedojrzała: jest łagodny, preferuje nie tyle ostry seks, ile zabawy seksualne z dziećmi (dotykanie, głaskanie, całowanie, przytulanie), czyli wykonuje inne czynności seksualne.
    • Dewiant – Jest biologicznie zaprogramowany jedynie na seks z dziećmi. Kontaktów z nieletnimi poszukuje juz w wieku dojrzewania. Preferuje kontakty oralno-genitalne.
    • Regresywny – Traktuje dziecko jak osobę dorosłą – dziewczynka jest dla niego kobietą. Doprowadza do pełnych stosunków seksualnych.
    • Sadysta – Osiąga pełną satysfakcje seksualna jedynie poprzez brutalny gwałt na dziecku. Taki seks z dzieckiem często kończy się śmiercią dziecka.

    Kryteria DSM-IV

    • A) Pojawiające się przez przynajmniej sześć miesięcy powracające, silnie podniecające fantazje seksualne, impulsy seksualne lub zachowania związane z aktywnością seksualną z osobami, które nie wkroczyły jeszcze w okres dojrzewania (poniżej 13 roku życia).
    • B) Fantazje, impulsy lub zachowania powodujące klinicznie znaczący dyskomfort lub upośledzenie w społecznym, zawodowym lub innym obszarze funkcjonowania.
    • C) Osoba ma przynajmniej 16 lat i jest co najmniej 5 lat starsza niż osoby z kryterium A). Uwaga: nie dotyczy osób w późnym okresie dorastania będących w relacji z dwunasto- lub trzynastolatkiem.

    Pojęcia związane

    • Efebofilia – (od greckiego éphebos – ten który zaczął pokwitać) – Skłonność dorosłych osobników do osób bardzo młodych, ale już cieleśnie dojrzałych. Pierwotnie stosowano tę nazwę na określenie skłonności dojrzałych, homoseksualnych mężczyzn do młodzieńców. Obecnie przez efebofilię rozumie się skłonność seksualną do młodzieży. Przez niektórych autorów uważana za dewiację seksualną, choć taka kwalifikacja ma raczej tło obyczajowe, a nie biologiczne bądź medyczne.
    • Kazirodztwo – obcowanie płciowe z osobami krewnymi bez względu na ich wiek.
    • Korofilia – Pedofilia lesbijska. Skłonność dojrzałych kobiet do homoseksualnego kontaktu płciowego z młodymi, nieletnimi partnerkami.
    • Nimfofilia – skłonność mężczyzn do dziewczynek, będących na pograniczu wieku dziecięcego i młodzieńczego. Partenofilia – Skłonność do osób, które nie przeszły jeszcze inicjacji seksualnej. Pożądanie dziewicy!

    Bariera wieku ochronnego

    Polski kodeks karny jasno definiuje czyn zabroniony, jakim jest pedofilia. Artykuł 200 § 1 mówi: „Kto doprowadza małoletniego poniżej lat 15 do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”. W Polsce karalne jest obcowanie płciowe z osobą małoletnią poniżej lat 15 (tak zwany wiek ochronny) lub dopuszczanie się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadzanie jej do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania. Ustawodawca chcąc chronić osoby niedojrzałe fizycznie i psychicznie, czyli dzieci przed przedwczesnym rozpoczęciem życia płciowego wprowadził sztywną granicę wiekową do której zachowania seksualne wobec nieletnich są karalne. W różnych krajach prawo daje inną barierę wiekową rozgraniczającą pedofilię od dojrzałego życia seksualnego. W Rosji jest to 14 lat, w wielu stanach USA 17 lat, w państwach muzułmańskich granica zależy od rodziców dziewczynki, kiedy zostanie uznana za dojrzałą do życia płciowego.

    Badania na ten temat prowadzone są od lat. Większość sprawców czynów pedofilskich wobec dzieci to osoby znane dziecku i rodzinie – tata, dziadek, wujek, przyjaciel rodziny, nauczyciel, ksiądz są sprawcami 80 proc. czynów pedofilskich. W ubiegłym roku 1.325 spośród 1.697 takich przestępstw zgłoszonych policji dokonały osoby znane ofierze (źródło: KGP). O tym, że ujawnione przestępstwa to wierzchołek góry lodowej, świadczą przekrojowe badania dorosłej populacji – 24 proc. kobiet (wg. Kinseya) zaś 30 proc. mężczyzn i 35 proc. kobiet (wg. Landisa) przyznaje się do przeżycia w dzieciństwie wydarzeń o charakterze pedofilskim. Badania wskazują, że najmniej negatywne skutki wykorzystania występują u tych osób, które nie znały sprawcy – w rodzinach, gdzie dziecko jest narażone na ciągły kontakt ze sprawcą czynu, skutki pedofilii dla rozwoju dziecka są o wiele bardziej dramatyczne. W tych wypadkach wykorzystana zostaje więź łącząca dziecko ze sprawcą oraz zależność. Około 4 procent skazanych sprawców takich czynów to kobiety, chociaż do niedawna twierdzono, że u kobiet nie spotyka się jednak „prawdziwej” pedofilii jako dewiacji popędu, a jedynie pedofilię zastępczą, czyli podejmowanie seksualnej aktywności z dzieckiem z powodu niemożności nawiązania seksualnej relacji z osobą dorosłą. Aktualnie pedofilia kobiet zostaje na nowo zbadana i jej zasięg oraz skutki są naukowo weryfikowane, gdyż dotąd było to tabu.

    Skutki pedofilii

    Skutki pedofilii są gorsze niż gwałtu, bo jest to zwykle gwałt permanentny. Ofiary są krzywdzone przez dłuższy czas, a pedofile usiłują odgrywać role osób opiekuńczych, często wręczają prezenty, kupują usługi seksualne dzieci, co zaciera różnice między dobrem i złem” – alarmuje prof. Roger Collins z University of Montana. „Pedofilia jest najbardziej okrutnym doświadczeniem człowieka. Zdradza samą istotę dzieciństwa: niewinność” – stwierdza Susan Forward, amerykańska psychoterapeutka. Co roku polska policja odnotowuje 2 tysiące przestępstw seksualnych, których ofiarami padają dzieci. Z badań prof. Tadeusza Hanauska, nieżyjącego już kryminologa z UJ, wynika, że rocznie dokonuje się pół miliona tego typu przestępstw, lecz większość z nich nie jest zgłaszana. Według badań prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza, seksuologa, aż 14 procent dzieci do 15-tego roku życia, czyli kilkaset tysięcy, jest wykorzystywanych seksualnie.

    Seksualne wykorzystanie dzieci to każde zachowanie osoby dorosłej, silniejszej i starszej, które prowadzi do seksualnego zaspokojenia kosztem dziecka. Zachowanie mające na celu zaspokojenie potrzeb osoby dorosłej jest w istocie wykorzystaniem dziecka. Mowa tutaj nie tylko o akcie płciowym, ale także o zachowaniach ekshibicjonistycznych, o prezentowaniu dziecku pornografii, o uwodzeniu i wielu innych rodzajach zachowań, których kluczem jest zawsze potrzeba seksualna dorosłego – nie potrzeba seksualna dziecka. Pedofilia to odczuwanie popędu płciowego wobec osób nieprzejawiających trzeciorzędowych cech płciowych. Badania wskazują, że dla osoby dotkniętej tą dewiacją seksualną nie ma znaczenia płeć dziecka, a jedynie „dziecięcość” obiektu popędu. Należy także odróżnić czyn pedofilski od pedofilii jako dewiacji popędu – najwięcej czynów pedofilskich popełniają bowiem mężczyźni, którzy nie potrafią nawiązywać normalnych seksualnych relacji z osobami dorosłymi, nie będący w istocie pedofilami, a jedynie realizujący swój popęd z dziećmi zastępczo.

    Najważniejszym czynnikiem pozwalającym zminimalizować ryzyko, że nasze dziecko padnie ofiarą ataku pedofila, jest baczna obserwacja jego zachowań, szczere rozmowy oparte na zaufaniu, zbudowanie w dziecku poczucia bezpieczeństwa oraz nauka – od najmłodszych lat – że nikt obcy nie ma prawa dotknąć dziecka wbrew jego woli. Dzieci wykorzystane seksualnie prezentują określony typ zachowań, które nawet niewprawne oko jest w stanie zauważyć. Każdy psycholog wie, że małe dzieci w bezrefleksyjny sposób w zabawie i rysunkach powtarzają wszystko, co zaobserwowały. Jeśli dziecko w specyficzny sposób bawi się lalkami, jeśli nagle staje się nieufne i nie o wszystkim chce powiedzieć mamie, jeśli nie chce iść do określonego wujka – powinniśmy zaniepokoić się i spróbować znaleźć przyczynę. Bardzo ważnym sygnałem, że dzieje się coś złego, są oczywiście siniaki, obgryzanie paznokci, moczenie nocne i koszmary, utrata apetytu i zainteresowania zabawą, seksualne zachowania dziecka, używanie słów o znaczeniu seksualnym, nagła agresja dziecka lub apatia. Generalnie każda nagła zmiana typowego zachowania powinna być przemyślana przez rodziców. Nagła zmiana w zachowaniu dziecka to nie jest wstąpienie do sekty jak chce to ujmować pedofilska mafia, tylko skutek molestowania i wykorzystywania seksualnego, często też przez księdza.

    Pedofile czy homoseksualiści?

    Policjanci z warszawskiego Śródmieścia wyliczają najbardziej znanych na ich terenie pedofilów: jeden był w III RP ministrem, drugi jest znanym autorem programów telewizyjnych, inny – wiceprezesem dużego banku, kolejny – posłem, jeszcze inny – reżyserem filmowym. Były minister był kilkakrotnie pobity i okradziony przez trzynasto- i czternastolatków, których wykorzystywał, lecz nigdy nie złożył skargi mimo widocznych wyraźnych śladów pobicia. Dwunastolatek zapraszany do mieszkania autora programów telewizyjnych za otrzymywane od niego pieniądze kupował polską heroinę i popadł w narkomanię. Rodzice nigdy nie złożyli doniesienia o przestępstwie, choć wiedzieli, u kogo ich syn bywał. Policjanci ze Śródmieścia nie mają wątpliwości, że zapłacono im za milczenie, ale nie mają wystarczających dowodów i politycznej siły przebicia. Pedofilska afera z Dworca Centralnego w którą zamieszani byli także niektórzy politycy, dziennikarze oraz warszawscy sędziowie i prokuratorzy rozeszła się po kościach. Dewiacja pokazała swą siłę w umorzeniach i wyciszeniu sprawy oraz braku wyroków dla zboczeńców.

    Pedofilia a lokalne zwyczaje

    W niektórych kulturach świata zachowania pedofilne wiążą się z obyczajowością, np. w plemieniu Eipo żyjącym na Nowej Gwinei są akceptowane kontakty seksualne dorosłych mężczyzn z dziećmi w każdym wieku. W innych plemionach spotyka się rytuały inicjacyjne młodzieży o pedofilnym charakterze. W innych kulturach jak islam są akceptowane małżeństwa z nieletnimi dziewczynkami. W kulturze Zachodu pedofilia też była faktem. G. de Rais, marszałek Francji żyjący w XV w., miał kontakty pedofilne z kilkuset chłopcami, z których około 200 zabił. W XVIII-wiecznej Anglii były bardzo rozpowszechnione domy publiczne o pedofilnym charakterze. Przykłady można mnożyć, a przecież w Polsce także istniały takie burdele pedofilskie, chociaż było ich mniej, a przynajmniej mniej się o tym mówi. Polscy możnowładcy mieli pedofilskie upodobania do dziewic w wieku nawet 9-12 lat, które poślubiali lub użytkowali jako córki swych poddanych i niewolników. Polski kler średniowiecza także był znany z chuci do dzieci, a już szczególnie do nieletniej dziatwy rodzimowierczych tak zwanych pogan. W naszym społeczeństwie pedofilia jest surowo oceniana. Nawet w zakładach karnych pedofile znajdują się na samym dnie hierarchii i budzą agresję u innych więźniów. Wobec pedofilów oczekuje się stosowania możliwie najsurowszych kar, a wiele osób domaga się kastracji. W niektórych krajach kastracja jest stosowana jako kara za pedofilię.

    Kim są ofiary pedofilów?

    Ofiarami pedofilów są trzy razy częściej dziewczynki niż chłopcy – mówi Maria Keller-Hamela z warszawskiej fundacji 'Dzieci Niczyje’, która pomaga dzieciom – ofiarom wykorzystywanym seksualnie. Fundacja przeprowadzała ankietę wśród dwunastolatków. Zadano im między innymi takie pytanie: „Kasi zdarzyło się, że dorosły mężczyzna dotykał ją w intymnych miejscach i mówił, żeby i ona dotykała intymnych części jego ciała. Czy coś takiego jak Kasi przydarzyło się i tobie?”. Cztery procent dzieci przyznało, że tak. Niektórzy pedofile, mając kłopoty ze znajdowaniem dzieci zaspokajających ich potrzeby, żeni się z rozwódkami, by mieć dostęp do ich potomstwa. Wybierają takie kobiety, dla których posiadanie partnera jest ważniejsze od macierzyństwa. Prof. Izdebski, seksuolog, spotkał w swojej praktyce żony tolerujące pedofilskie upodobania mężów – kalkulowały one, że lepiej, iż mężowie szukają seksu z ich dziećmi niż z dorosłymi, bo takich zainteresowań nie uznawały za zdradę.

    Na co cierpią ofiary pedofilów?

    Osoby wykorzystywane w dzieciństwie seksualnie cierpią na depresje, nerwice, seksualne obsesje, mają trudności ze znalezieniem życiowego partnera – tłumaczy prof. Zbigniew Lew-Starowicz. – Dzieci zmuszane do seksu cierpią na stany lękowe, mają skłonności samobójcze – mówi prof. Zbigniew Izdebski. W dorosłym życiu konsekwencja wykorzystywania jest anorgazmia i/lub aseksualizm, dystans wobec własnego ciała i skłonność do poniżających czy upadlających praktyk seksualnych. Badania prof. Rogera Collinsa z University of Montana dowodzą, że 77 proc. ofiar pedofilów ma kłopoty z założeniem rodziny, 49 proc. stosuje przemoc, 35 proc. dopuszcza się przestępstw seksualnych, 28 proc. wymaga regularnej opieki psychiatrycznej, a 9 proc. zasila szeregi bezdomnych i nieprzystosowanych. Aż 53 procent chłopców wykorzystywanych przez pedofilów staje się pedofilami, natomiast prawie 58 procent dziewczynek – ofiar pedofilów w dorosłym życiu uprawia prostytucję. pedofilia jest zatem przyczyną napędzającą inne zaburzenia i patologie społeczne.

    Kim są typowi pedofile?

    Część pedofilów to osoby, które w dzieciństwie same były molestowane seksualnie. Kolejna grupę stanowią ludzie chorobliwie nieśmiali – wybierają dzieci, gdyż obawiają się, że dorosły partner seksualny ich wyśmieje. – Są to mężczyźni, którzy z powodu rosnącej ekspansywności kobiet czują się nieporadnie w swojej tradycyjnej roli – tłumaczy prof. Zbigniew Lew-Starowicz. Zainteresowanie dziećmi przejawiają najczęściej ci, którzy przeżyli niepowodzenia w pierwszych kontaktach seksualnych lub byli zdominowani przez kobiety. Pedofil to często osobnik niedojrzały, o niskim poczuciu własnej wartości, zahamowany, niezdolny do ekspansji, w najprostszy sposób chcący podreperować swoje nadwątlone ego. Pedofil to bardzo często katolicki ksiądz lub katecheta, pedofilka to bardzo często katolicka zakonnica lub katechetka. Pastorzy protestanccy też są wyjątkowo częstymi negatywnymi bohaterami afer pedofilskich!

    Cześć pedofilów traktuje swoje skłonności jak chorobę. Kiedy trafia do aresztu, chcą, by ich leczyć. Mówią: „Proszę mi coś dać, bo jak stąd wyjdę, zrobię to samo” – opowiada Karol Mausch, psycholog pracujący z więźniami pedofilami. – Po wyjściu na wolność pedofil powinien pozostawać pod ścisłą kontrola kuratora – uważa sędzia Barbara Piwnik, była minister sprawiedliwości. W Holandii pedofile trafiają na specjalny zamknięty oddział w szpitalach psychiatrycznych. Jeżeli terapia nie przynosi efektów, w izolacji przebywają dożywotnio. W Niemczech stosowana jest z kolei kastracja farmakologiczna. Skazany ma wybór: albo więzienie, albo przyjmowanie leku znoszącego popęd seksualny. Niestety, uważa się na podstawie wielu badań, że seryjni mordercy dzieci najczęściej wywodzą się spośród wykastrowanych pedofili, co jest pewnym ryzykiem społecznym.

    Pedofilska Rodzina Patologiczna

    Psychologowie, seksuolodzy i psychiatrzy dziecięcy na całym świecie są zgodni co do jednego – każde zachowanie o charakterze wykorzystania może mieć dla dziecka dramatyczne skutki, zwane syndromem dziecka maltretowanego. Jeśli do dramatu dochodzi w najbliższej rodzinie, matka najczęściej jest świadoma tego, co dzieje się z dzieckiem. Nadużycie seksualne i kazirodztwo utrzymywane jest jednak w tajemnicy. Psychologowie nazywają ten model funkcjonowania „rodziną z tajemnicą”. W typowym obrazie takiej rodziny występuje dominujący ojciec i uległa, bierna matka. Często u obojga rodziców występują zaburzenia seksualne. Nieuświadomionym priorytetem takiej rodziny staje się utrzymanie jej razem i izolacja od otoczenia oraz innych ludzi. Objawy są podobne – ojcowie zaczynają traktować swoje córki jak partnerki, uwodząc je i zachowując się wobec nich jak wobec dorosłych kobiet. Typowe jest nawiązywanie koleżeńskiej relacji przy jednoczesnym śrubowaniu wymagań dotyczących nauki i swobody dziecka, zwłaszcza, gdy wkracza ono w okres dojrzewania i ojcowie wyobrażają sobie dostępność innych mężczyzn wokół dziecka. Matki w takich rodzinach są często niezwykle zahamowane seksualnie – lub prezentują drugi skrajny biegun – żyją w atmosferze nadmiernej seksualności. Ponieważ dziecko ma rozwojową tendencję do eksploracji sfery seksualnej, często bez oporów wchodzi w relację z rodzicem. Matki w takich zaburzonych rodzinach często mają tendencję do biernej zgody na wykorzystanie dziecka – lub do obwiniania go za to, co się dzieje. Trzeba także stanowczo podkreślić, że tego typu relacja rodzinna niekoniecznie i nie zawsze wiąże się z przemocą fizyczną, patologią społeczną, bezrobociem czy alkoholizmem! Najwięcej pedofilii jest w tak zwanych 'dobrych domach’.

    Kto i dlaczego usprawiedliwia pedofilów?

    Na świecie kolejni zdemaskowani pedofile na wysokich stanowiskach są społecznie potępiani, co wywołuje lawinę informacji o następnych pedofilach. W Polsce istnieje natomiast kulturowe tabu: pedofil o znanym nazwisku jest traktowany jak osoba o odmiennej orientacji seksualnej, podczas gdy jest to po prostu niebezpieczny przestępca – uważa prof. Zbigniew Izdebski. Zwraca on ponadto uwagę, że o ile pedofile z marginesu są jeszcze zatrzymywani i surowo karani, o tyle z grona osób znanych do więzienia trafiła w ostatnich latach tylko jedna osoba – Andrzej Sawicki, były szef Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W tym świetle nie dziwi, że wielu dziennikarzy występuje chętnie przeciwko organizacjom niosącym pomoc ofiarom gwałconym przez pedofili. Pedofile w sutannach czyli księża katoliccy dostają w Polsce zwykle wyroki w zawieszeniu, często też unikają aresztowania, tak jakby ich zboczone seksualnie czyny były lżejszego kalibru. Wielu pedofilów będących księżami katolickimi nie dostaje żadnej kary ani nie jest kierowana na kastracyjne leczenie psychiatryczne, a przecież to ksiądz pedofil wyrządza szkodę znacznie większą, bo jeszcze duchową oprócz fizycznej.

    Pedofilie próbuje się czasem usprawiedliwiać jako „niegroźną” słabość elit, mającą korzenie w starożytnej Grecji. Stosunki seksualne między dorosłymi mężczyznami a chłopcami należały tam wręcz do kanonu wychowania. W Chinach, a to już prawie 1,5 miliarda ludzi, od wieków funkcjonują stowarzyszenia miłośników dziecięcego seksu – im młodszy partner seksualny, tym więcej sił witalnych można od niego przejąć. Włoscy pedofile apelowali niedawno w Internecie o „prawo do stosunków seksualnych dzieci od dwunastego roku życia”, gdyż – jak twierdzą – już ośmio-, dziewięcioletnie dzieci mają potrzeby seksualne, przeżywają tak zwaną „szczenięcą miłość do dorosłych”. Jeszcze w okresie francuskiego libertynizmu pedofilia była rodzajem „zakazanej normy”, otwarcie nie pochwalanej, ale też nie karanej. Prawdziwa odraza wobec łamania „niewinności dzieciństwa” pojawiła się dopiero w XX wieku. Dlatego taki skandal wywołała powieść Vladimira Nabokowa „Lolita”, opisująca fascynacje profesora w średnim wieku nastolatką. Stąd dwuznaczny stosunek do niektórych prac angielskiego rysownika Aubreya Vincenta Beardsleya czy norweskiego malarza Edwarda Muncha, którzy nie kryli fascynacji pedofilskimi tematami. Znane w Polsce organizacje stające w obronie prawa do pedofilii to Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami Ryszarda Nowaka, katowicka KANA Dariusza Pietrka z siedzibą w Katowicach i Chorzowie czy tak zwane Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji Pawła Królaka i Dariusza Hryciuka w Lublinie. Organizacje te jawnie i legalnie jak dotąd zwalczają wszystkich, którzy pedofilię nagłaśniają lub niosą pomoc ofiarom pedofilów! Istnienie takich propedofilskich organizacji to policzek wymierzony w twarz wszystkim gwałconym w dzieciństwie ofiarom pedofilów. Minister Ziobro śpi albo myśli o wysokości odprawy za opuszczenie fotela Ministra Sprawiedliwość IV RP.

    Jakie są szanse leczenia pedofilii?

    Z najbardziej znanych na świecie ośrodków leczenia pedofilów wynika, że po kilku latach leczenia z użyciem specjalnych leków, metod treningowych i psychoterapii, uzyskano poprawę u 21% leczonych. Lepsze wyniki uzyskuje się w przypadku pedofilów żyjących w udanych małżeństwach, mających poczucie winy, nie akceptujących tej dewiacji, bez zaburzeń psychicznych. U pedofilów niekiedy stwierdza się zmiany organiczne w mózgu, które prowadzą do tego typu zachowań, ale w większości przypadków o rozwoju pedofilii decydują czynniki psychiczne i rozwojowe, jak na przykład zaburzone relacje z rodzicami, doświadczenie przemocy seksualnej w dzieciństwie, odczuwanie lęku wobec kobiet, kompleksy, niepowodzenia w życiu seksualnym. W Polsce większość pedofilów nie jest nawet kierowana na badania pod kątem organicznych zaburzeń mózgu.

    Jak walczyć z pedofilami?

    W zachodniej Europie pedofilii wydano bezwzględna walkę. W Belgii kampanie przeciw pedofilom zainicjowała głośna sprawa Marca Dutroux, pedofila i mordercy z Charleroi. Wciąż wychodzą na jaw powiązania Dutroux z wpływowymi ludźmi, także ze świata polityki. Sam Dutroux stwierdził, ze należał do siatki pedofilów i to im dostarczał dzieci. We Francji w wielka kampanie przeciwko pedofilii zaangażował sie prezydent Chirac. Po ujawnieniu, ze nauczyciel Jacky Kaisersmetz z Nevers przez lata gwałcił swoich wychowanków, a jeden z nich z tego powodu popełnił samobójstwo, resort edukacji zobowiązał nauczycieli do informowania władz o wszelkich podejrzeniach związanych z pedofilią. Efektem zaostrzenia walki z pedofilia we Francji było postawienie przed sądem 61 osób tworzących mafijną sieć dystrybucji kaset o charakterze pedofilskim. Ich proces był zwieńczeniem gigantycznej operacji pod kryptonimem „Ado 71”. Rewizje przeprowadzono wówczas u 814 osób, a zatrzymano 686 spośród nich. W Wielkiej Brytanii od 1997 r. istnieje Sex Offenders Register (rejestr przestępców seksualnych). W 2000 r., po brutalnym zabójstwie na tle seksualnym ośmioletniej dziewczynki, gazeta „News of The World” rozpoczęła akcje „Chrońmy nasze dzieci” i zaczęła publikować nazwiska oraz fotografie przestępców seksualnych. Osoby z rejestru nie mogą poza tym być zatrudniane w szkołach i innych miejscach, gdzie miałyby ułatwiony kontakt z dziećmi. Skazani za przestępstwa seksualne na karę powyżej 30 miesięcy więzienia do końca życia muszą informować policję o miejscu swojego pobytu. Po tragedii, jaka wydarzyła się ostatnio, proponuje sie jeszcze radykalniejsze środki. 4 sierpnia 2001 r. zniknęły dziesięcioletnie Holly Wells i Jessica Chapman. Dwa tygodnie później znaleziono ciała dziewczynek. Zamordowali je – na tle seksualnym – Ian Huntley, dozorca ze szkoły w Soham (Suffolk), oraz jego wierna przyjaciółka, nauczycielka bilesbijka Maxine Carr. W USA wprowadzono z kolei ustawę znana jako Megans Law. Pozwala ona na informowanie sąsiadów o mieszkających w pobliżu bądź wprowadzających się pedofilach. Obecnie takie informacje można znaleźć w Internecie. W USA toczy sie debata, czy rodzice zezwalający na udział kilkuletnich dziewczynek w dziecięcych konkursach piękności nie czynią z nich potencjalnych ofiar pedofilów. Dowodzi tego historia Jon Benet Ramsey, wykreowanej na lolitkę przez własnych rodziców, a potem zamordowanej po pedofilskiej orgii w ich domu.

    Jak walczyć z pedofilią w Polsce?

    Prezydent Lech Kaczyński, były minister sprawiedliwości, proponuje, żeby pedofilów nie dotyczyło zacieranie kar oraz ochrona danych osobowych. Obecnie, jeśli od wyroku upłynie wystarczająco dużo czasu i pedofil „nie wpadnie” po raz kolejny, poprzedni wyrok ulega zatarciu, a to oznacza, że – zgodnie z prawem – nie był karany! – Nie wierzę jednak, żeby to się udało, bo zaraz larum podniosą obrońcy praw człowieka, a środowisko pedofilów ma duże wpływy i szerokie poparcie – mówi Lech Kaczyński. Zwraca też uwagę, że w Polsce orzekane są bardzo niskie wyroki za wykorzystywanie seksualne dzieci – przeciętna kara to dwa lata więzienia, często w zawieszeniu. W USA za takie przestępstwo można być skazanym nawet na karę śmierci, a we Włoszech minimalna kara to sześć lat pozbawienia wolności.

    Najskuteczniej walczy się jednak z pedofilami, upubliczniając dane o nich. W USA i Wielkiej Brytanii, gdzie są one powszechnie dostępne, tylko co trzeci pedofil popełnia kolejne przestępstwo, w Polsce – 87 procent! W Polsce zatem jest bardzo duży procent pedofilskiej recydywy. Nie dziwi zatem, że media takie jak Wikipedia nie pozwalają pedofilów krytykować a za normę uznają publikowanie 'za’ i 'przeciw’ pedofilii. Należy odnotować, że na polskiej Wikipedii, 'za’ pedofilią są gorące, a 'przeciw’ jakieś jałowe i bezbarwne. Jest to zwane neutralnym punktem widzenia biurokratów takich jak Wikipedysta Maciej o ksywce Lajsikonik, którzy za to złośliwie szkalują w Wikipedii tych, którzy pomagają ofiarom pedofilii organizując dla nich terapie umożliwiające normalne funkcjonowanie i jako takie życie w społeczeństwie. Tak zwana inna orientacja seksualna jak można podejrzewać wpływa na pedofilski punkt widzenia medialnego brukowca jakim jest Wikipedia Polska. Należy zachęcać do ujawniania osób o pedofilskich skłonnościach i szkolić dzieci aby podnosiły larum, także wtedy, gdy ktoś z rodziny je molestuje lub robi to nauczyciel w szkole albo zaprzyjaźniony z rodziną ksiądz pedofil, co często niestety ma miejsce w tak zwanych katolickich krajach. Nagłaśnianie pedofilii jest skuteczne i stopuje dalsze wyrządzanie dziecku krzywdy będącej w swej istocie seksualnym gwałtem.

    Gdzie najbardziej są narażone dzieci?

    Czy da się ustrzec dzieci korzystające z internetu przed pedofilami? Jak zapobiegać pedofilii? To częste pytania. Dzieci narażone są na atak pedofilów najczęściej w miejscach gdzie gromadzą się w dużych grupach i często są bez kontroli rodziców – place zabaw, wesołe miasteczka czy duże sklepy. Jeżeli chodzi o Sieć Web szczególna uwagę należy zwrócić na wszelkiego rodzaju czaty. W obecnej chwili sytuacja ulega poprawie, ponieważ większość czatów jest monitorowana, zawsze jednak istnieje szansa, że dziecko trafi na pedofila. To pytanie zadaje sobie każdy rodzic. Odpowiedz brzmi: TAK. Można ustrzec dzieci przed pedofilami w Sieci na dwa sposoby: kontrolując poczynania dziecka lub kontrolując Sieć. Zadaniem rodziców dziecka jest kontrola komputera i działań pociechy. Na rynku dostępne są przeróżne aplikacje, które chronią dzieci przed niepożądanymi treściami, zachęcamy do zapoznania się z nimi. Jeśli chodzi o drugą stronę Sieci – tę zewnętrzną – metodą walki z pedofilią jest m. in działalność prowadzona przez autorów stron antypedofilskich oraz każdego współpracującego z nimi użytkownika Internetu. Dobra metoda kontrolowania dziecka jest wybór silnie moderowanych, oficjalnych czatów znajdujących się na znanych portalach. Należy zwracać uwagę na to, czy dziecko nie jest nakłaniane do prywatnego spotkania lub zachęcane w inny sposób do wyjścia z domu. Dobrym zwyczajem jest również zachowanie pewnej anonimowości, tak by agresor nie mógł zlokalizować i rozpoznać danego dziecka. Te same zasady dotyczą pisania listów elektronicznych oraz rozmawiania przy użyciu komunikatorów (np. Gadu-Gadu). W tym ostatnim przypadku dobrym zwyczajem jest zablokowanie połączeń przychodzących od osób spoza dobrze selekcjonowanej listy kontaktów.

    KOŚCIÓŁ A SEKS Z DZIEĆMI

    Czy wiecie, że:

    Zakonnica skazana za pedofilię w USA

    Skandale z pedofilskim wykorzystywaniem dziewczynek przez zakonnice w katolickich szkołach i sierocińcach dla dziewcząt w Irlandii, Meksyku oraz Filipin obiegły już swym echem cały świat. To tylko jedna z wielu afer, ale co mogą czuć dziewczęta nawet do późnej starości, kiedy wspominają obraz zakonnicy która je molestawoła, o tak naturalnej super urodzie i prezencji, niech czytelnik sam oceni. To już kres horroru trwającego setki lat, od początku istnienia Kościoła katolickiego, oby już kres horroru dziewcząt przyuczanych siłą, presją i terrorem do lesbijskiego spółkowania z osobami dorosłymi, a niedojrzałymi do założenia związku i rodziny w normalny sposób! Lesbijstwo i pedofilia lesbijska jak twierdzi sam kościół przyczynia się do upadku żeńskich klasztorów raz po raz nękanych w dobie 'głasnosti’ kolejnymi skandalami o szemranym charakterze. Jak się szacuje jakieś 30 tysięcy dziewcząt w samej tylko Irlandii było przymuszanych siłą, biciem i morzeniem głodem do spełniania najbardziej wyuzdanych chuci sióstr zakonnych, w swej istocie okrutnych lesbijskich pedofilek i psychosadystek. I to wszystko w tak zwanym cywilizowanym zachodnim świecie końca XX-wieku, gdzie prawa człowieka rzekomo obowiązują, tylko dla wielu obywateli, szczególnie dzieci jak ich nie widać, tak ich nie widać. Obrońcy praw człowieka powinni się bardziej skupić nie na obronie praw osób homoseksualnych ale na obronie ich małoletnich i dziecięcych ofiar. Na cóż dzieciom w dorosłym życiu takie koszmarne wspomnienia! Jak wykazują badania, większość samobójstw i prób samobójczych dzieci jest związana z seksualnym molestowaniem i wykorzystywaniem ich przez osoby dorosłe.

    Pewien irlandzki mnich z zakonu norbertanów nazwiskiem Brendan Smyth zasłynął tym, że w ciągu pięćdziesięcioletniej (1945-1994) posługi w Dublinie, Belfaście i kilku miastach amerykańskich zgwałcił ponad 400 dzieci. Ojczulek miał niezłe chody u zwierzchników w swoim zakonie, którzy zresztą o jego słabości wiedzieli już w latach 40-tych, niemniej solidarnie trzymali buzie na kłódki. Ba, czasami nawet pomagali: gdy w parafii, w której zakonnik aktualnie “uczył”, wszystkie dostępne młode duszyczki były już zaliczone, przenosili delikwenta w nowe miejsce, gdzie mógł sobie używać do woli, a poprzednim ofiarom i ich rodzinom sobie znanymi sposobami zamykali usta. Aresztowanie rozrywkowego norbertanina w 1994 i jego kolejne sprawy sądowe (w 1994 skazano go za 17 gwałtów w Belfaście, w 1997 za 74 gwałty w Dublinie, końca innych procesów już nie dożył) wywołały niemały kryzys w katolickiej Irlandii – dość powiedzieć, że zaowocowały lawiną ujawnień kolejnych ofiar chuci zboczonego duchowieństwa katolickiego, upadkiem prawicowego rządu i spadkiem na początek o niemal 20 procent frekwencji na niedzielnych mszach.

    Inny, tym razem amerykański, pedofil-rekordzista, John J. Geoghan, przez 30 lat posługi kapłańskiej “zaliczył” przynajmniej 130 dzieciaków. Jego także uczynni zwierzchnicy po każdej większej wpadce przenosili do innej parafii, a sprawie ukręcali łeb. Ojciec John wpadł, gdy zaczął się dobierać do chłopców na przyparafialnym basenie. Bostońska archidiecezja do dziś negocjuje odszkodowanie, jakie wypłaci ofiarom Geoghana (ostatnio mówi się o 65 milionach dolarów). W październiku 2005 zakończyło się w Irlandii rządowe dochodzenie w sprawie molestowania dzieci w malutkiej wiejskiej diecezji FERNS. W stan oskarżenia postawiono 21 duchownych, którym zarzucono ponad 100 gwałtów na dzieciach płci obojga. Trzeba przyznać, że duszpasterze zadziwiali pomysłowością – np. w kościele parafialnym w Monageer urządzili sobie burdel, w którym nastoletnie dziewczynki gwałcili na katolickim ołtarzu. Biskup, jak zwykle, o wszystkim wiedział, ale poprzestawał na delikatnych napomnieniach. Najdalej w miłości do dzieci posunął się południowoafrykański ksiądz, który w 2004 z dwoma wspólnikami zgwałcił i zamordował 8-letnią dziewczynkę. Tym razem hierarchowie nie próbowali wyciszać sprawy.

    W opublikowanym w lutym 2004 raporcie John Jay College na temat molestowania nieletnich w Kościele katolickim wyliczono, że w latach 1950-2002 tylko w sądach amerykańskich o napastowanie seksualne dzieci oskarżono 4.392 księży. Wśród 10.667 procesujących się ofiar większość stanowili chłopcy, którzy w chwili popełnienia wobec nich przestępstwa mieli 11-14 lat. Najczęściej ministranci. Wielu znanych z niestandardowego libido amerykańskich duchownych miało polskie korzenie. Mimo to również woleli chłopców. Księża pedofile to zwykle homoseksualiści, którym niezrealizowane, a naturalne potrzeby ojcostwa mieszają się z chorym popędem płciowym i wyładowują w ten sposób na młodych chłopcach.

    W 2005 nowo wybrany papież Benedykt XVI zwrócił się do prezydenta Busha z prośbą o list żelazny na czas potencjalnej pielgrzymki do USA (planowanej na maj 2007), który by go, jako głowę państwa, uchronił od aresztowania, gdy tylko postawi stopę na amerykańskiej ziemi. Papież ma bowiem w Teksasie zaoczny proces o tajny list, który w roku 2001, jeszcze jako kardynał Ratzinger, wysłał do amerykańskich hierarchów. Zakazywał w nim władzom duchownym informowania władz świeckich o wynikach śledztw w sprawie pedofilii księży w przypadkach, w których nie upłynęło 10 lat od chwili, gdy ofiara osiągnęła pełnoletniość. W USA namawianie do krycia przestępcy i to seksualnego to nie przelewki – nic dziwnego, że papież Benedykt XVI chciał mieć pewność, iż po przybyciu do Ojczyzny Wolności nie trafi z lotniska za kratki.

    Joseph Ratzinger ze swymi nakazami trzymania przez księży buzi na kłódkę wcale nie był pierwszy: w 1962 w Watykanie wydano dokument 'Instructio de modo procedendi in causis de crimine sollicitationis’ (przekład na angielski) w którym dla duchownych, którzy upubliczniliby przypadki molestowania seksualnego przez innych duchownych, przewidywano karę ekskomuniki. Instrukcję odkryto przypadkiem w roku 2003. W ukrywaniu na poziomie centralnym części przypadków molestowania przez księży z ostatnich trzech dekad oprócz aktualnego papieża uczestniczyć musiał ze względu na piastowane stanowisko przynajmniej jeden nasz rodak, Karol Wojtyło – papież JP II.

    Kardynał Dziwisz a pedofilia

    Włoski dziennik „La Stampa” wiosną 2007 roku oskarżył kard. Dziwisza o ukrywanie skandali seksualnych przed papieżem Janem Pawłem II. – Przepisywanych artykułów nie komentuję – powiedział ks. Robert Nęcek, rzecznik kurii krakowskiej. Kiedy przed miesiącem „Głos Wielkopolski” wydrukował artykuł z podobnymi zarzutami, ks. Nęcek nazwał tekst „publikacją na żenującym poziomie” i „prowokacją”. Podobnie komentuje sprawę watykanista Sandro Magister z tygodnika „L’Espresso”: – Media o pewien bezwład kurii rzymskiej w bolesnych sprawach oskarżały różnych dostojników kościelnych. Nie wiem, dlaczego „La Stampa” odświeża te sprawy właśnie teraz. Ja nie mam informacji, aby ktoś w Watykanie zajmował się teraz tymi kwestiami – mówi. Według „La Stampa” kard. Dziwisz nie przekazywał papieżowi dokumentów dotyczących m.in. sprawy molestowania kleryków przez poznańskiego abp. Juliusza Paetza. „La Stampa” wraca też do ojca Marciala Maciela Degollada z Meksyku. Oskarżenia o molestowanie przez niego kleryków grzęzły w watykańskich urzędach. Ugrzązł też i list wysłany do kardynała Dziwisza, który ukrywając pedofilskie afery księży pokazuje światu, że jest co najmniej pociesznym sympatykiem pedofilii, a nie tam celibatariuszem!

    John Geoghan, były ksiądz katolicki, który stał się centralną postacią w skandalu z molestowaniem nieletnich przez duchownych w Bostonie i okolicach, został zabity w sobotę 2 lutego 2007 roku w więzieniu – poinformowały władze stanowe. W styczniu ubiegłego roku 67-letni Geoghan został skazany na karę dziesięciu lat więzienia za napastowanie w 1991 roku dziesięcioletniego wówczas chłopca. Karę odbywał w więzieniu Shirley w stanie Massachusetts. Na terenie zakładu karnego doszło do bójki, w której były duchowny został ranny i kilka godzin później zmarł w szpitalu. Skandal wokół molestowania nieletnich przez duchownych w diecezji bostońskiej wybuchł na początku 2002 roku, gdy do opinii publicznej dotarła informacja, że władze kościelne przez dziesięciolecia przenosiły Geoghana z parafii do parafii mimo iż wiedziały, że napastuje on nieletnich. Ponad 130 osób poinformowało, że padły jako dzieci ofiarą księdza Geoghana. W przygotowaniu były dwa inne jego procesy o napastowanie seksualne dzieci. Śmierć Geoghana nastąpiła w momencie, gdy diecezja bostońska zgodziła się zapłacić 65 milionów dolarów setkom młodych kobiet i mężczyzn, którzy twierdzili, że padli ofiarami duchownych i grozili procesami.

    Ataki na organizacje antypedofilskie w Polsce!

    W Polsce jak dotąd to pedofile i pedofilki agresywnie atakują organizacje pomagające nieszczęsnym ofiarom gwałconym przez pedofili i księży pedofili. Bożena Matejko (Pikucińska, Bo), mieszkanka Bydgoszczy, usunięta od pracy z dziećmi w szkole w Toruniu w związku z podejrzeniami o pedofilię, atakuje ruch pomocy i terapii dla ofiar pedofilii jakim jest Bractwo Himavanti, a ściślej jego filię o nazwie Antypedofilski Ruch Społeczny „ARS”. W roku 2003 ta działaczka Porozumienia Lesbijek na rzecz Dobrej Pedofilii oskarża Ryszarda M. o napad i przemoc, a to z powodu zemsty za ujawnienie, że molestowała seksualnie swego własnego synka począwszy od 3 roku jego życia. Bożena Matejko dzisiaj Bożena Rewald ksywa Bo została pozbawiona praw rodzicielskich za pedofilię i kazirodztwo na własnym dziecku w roku 2000. Trzy lata później wspólnie z pedofilem, który ma już wymazany wyrok 6 lat pozbawienia wolności za zgwałcenie kilku dzieci w latach siedemdziesiątych XX wieku, Abramem Tadeuszem Mynarskim z Wilamowic, Bożena Matejko Bo lub Rewald dokonuje ataku na Bractwo Himawanti i Ryszarda M., a to z zemsty za ujawnianie pedofilii i prowadzenie terapii dla ofiar pedofiliów i pedofilek w patologicznych rodzinach katolickich. Te same osoby, Bożena Matejko Rewald Kowalska i Abram Tadeusz Mynarski pochodzący z Wilamowic oskażają w 2003 roku działaczkę ruchu antypedofilskiego z Bydgoszczy, panią Irenę Barcz o rzekomy napad, rozbój i przemoc. W rzeczywistości chodzi o to, że pani Irena Barcz ujawniła rozmiar przestępczej działalności pedofilskiej mafii z Bydgoszczy, przyczyniła się także do ujawnienia kilku skandali z udziałem księży pedofilów z diecezji bydgoskiej. Pomówienie o napad jest jedynie zemstą pedofilskiej mafii z Bydgoszczy, zemstą w którą zaangażowani są policjanci i prokuratorzy, niewątpliwie dziecięcej pornografii amatorzy. Kiedy Biuro Spraw Wewnętrznych policji przyjrzy się propedofilskim wyczynom policjantów z Bydgoszczy nie wiadomo. Cóż, jeśli wedle badań aż 4 procent osób to seksualna orientacja pedofilska wychodzi, że na 100 tysięcy policjantów, musi być 4 tysiące pedofilów w Policji Państwowej.

    W oskarżeniu Ryszarda M. i Bractwa Himawanti pomaga znany działacz katolicki z tak zwanego Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, były poseł Ryszard Nowak ze Szklarskiej Poręby. Ryszard Nowak z OKOPS-u w bydgoskim sądzie sam się też publicznie przyznaje, że przez swoje ofiary – molestowane kilka lat wcześniej dziewczynki – jest atakowany i oplakatowywany za to, że jest pedofilem. Ryszard Nowak zeznawał, że podejrzewa iż został oplakatowany jako pedofil przez swoje ofiary za namową Bractwa Himawanti. Sąd w Bydgoszczy w osobie Ewy Kujawskiej Loroch uważa enuncjacje Ryszarda Nowaka przeciwko Ryszardowi M. i Bractwu Himawanti za wiarygodne. Inaczej mówiąc, sąd w Bydgoszczy staje po stronie pedofilów i pedofilek, a ściślej po stronie pedofilskiej mafii. To pokazuje, że Polska i jej wymiar sprawiedliwości bardziej wspiera pedofilię i pedofilii niźli tych co ofiarom dewiantów pomagają organizując regularne spotkania dla osób gwałconych w dzieciństwie m. in. także przez księży i aktywistów katolickich.

    W Zabrzu działaczka antypedofilska prowadząca terapie dla ofiar gwałconych przez pedofilii, Barbara L., została zaskarżona do sądu przez homoseksualnego działacza organizacji KANA, Dariusza Pietrka, który jest wrogiem wszystkich osób, którzy bronią ofiary gwałcone w dzieciństwie przez księży. W oskarżeniu pomaga prawnie prokurator Michał Szułczyński, twierdząc, że dobro pedofilów takich jak Dariusz Pietrek jest ważniejsze niźli dobro ofiar ogłupianych narkotykami i wykorzystywanych seksualnie przez Dariusza Pietrka i członków jego pedofilskiej mafii z Chorzowa i Katowic. Dariusz Pietrek wszystkich terapeutów pomagających ofiarom księży pedofilów nazywa sektami i sekciarzami!

    Kościół zapłaci za nadużycia seksualne katolickich księży w USA!

    Jak podano dnia 8 września 2007 roku, Diecezja katolicka San Diego, w USA, zawarła ugodę sądową w sprawie wypłacenia 198,1 miliona dolarów tytułem zadośćuczynienia ofiarom nadużyć seksualnych, których winni są – według oskarżycieli – księża diecezji. Dzięki ugodzie nie dojdzie do rozpraw sądowych w 144 sprawach, których dotyczyły akty oskarżenia. Diecezji katolików grozi bankructwo. Polska to jeszcze nie całkiem stan USA, ale może niedługo pedofile tacy jak Tadeusz Mynarski i Bożena Matejko będą surowo w Polsce karani, tak jak na to zasługują.

    Pedofilia kleru w Brazylii

    „Ksiądz robi ze mną to, co mężczyzna robi z kobietą. Zdejmuje mi ubranie, podnosi sutannę, sadza mnie sobie na kolanach, mówi bym był spokojny…”: dziesięcioletnie dziecko wyjawia babci to, czego nie miało odwagi opowiedzieć matce z lęku przed „dostaniem po buzi”. Lub „zostaniem aresztowanym”, jeśli nie zachowa tajemnicy, jak oznajmił mu ojciec Edson Alves dos Santos, 64 letni brazylijski kapłan, po tym jak go zgwałcił. To tylko jedno z doniesień o dopuszczeniu się przez księży brazylijskich aktów pedofilii, o czym w dramatyczny sposób poinformowano Watykan. W tydzień po głośnym przypadku aresztowania ojca Felixa Barbosa Carreiro, księdza przyłapanego podczas orgii z czterema nastolatkami zwabionymi przez Internet, tygodnik Istoe’ poinformował 20 listopada, że na początku września papież Benedykt XVI wysłał do Brazylii komisję, której zadaniem było zbadanie oskarżeń duchownych o przestępstwa na tle seksualnym, szczególnie te popełnione na biednych dzieciach. Przynajmniej w dwóch przypadkach o prawdziwości zeznań złożonych przez ofiary świadczą sami gwałciciele, którzy opisali swe doświadczenia w pamiętnikach. Ojciec Tarcisio Tadeu Spricigo ułożył nawet dziesięć zasad postępowania, by nie zostać złapanym.

    ŚLEDZTWO. Zdecydowane działanie w zakresie ukrywania pedofilii przez Benedykta XVI, zanim został papieżem na czele kongregacji doktryny wiary, odpowiedzialnego za nadużycia seksualne w Kościele, przyniosło już straszliwe owoce. Dziennik antycypuje relację, którą wysłannicy papieża zamierzają przedstawić w Watykanie. Ich treść jest alarmująca. Niestety opisuje sytuacje podobne do tych, które miały miejsce w Stanach Zjednoczonych i wychodzą na wierzch w innych krajach, takich jak: Anglia, Francja, Chorwacja i Irlandia. Jest to zjawisko, któremu Watykan stara się zapobiec. Dnia 29 listopada opublikowano dokument wskazujący sposób postępowania wobec kleryków kandydatów do kapłaństwa wykazujących skłonności homoseksualne. Niestety, ukrywanie przestępstwa, jakie stosuje się często wobec kapłanów odpowiedzialnych za popełnienie nadużyć seksualnych sprawia, że jak w przypadku ojca Tarcisio Tadeu Spricigo, aresztowanego za zgwałcenie pięcioletniego chłopca, kontynuują oni swą przestępczą działalność wobec innych dzieci zanim zostaną aresztowani. W Brazylii oprócz dziesięciu kapłanów aresztowanych, czterdziestu innych pozostaje w ukryciu.

    LICZBY. Według Istoe’, w śledztwie watykańskim jest mowa o ponad 1.700 księżach, stanowiących ponad 10% kleru brazylijskiego, którzy są zamieszani w przypadki złego postępowania na tle seksualnym: w tym w gwałty na dzieciach i kobietach. Uważa się, że 50% księży nie zachowuje ślubu czystości. Ponadto w ciągu ostatnich trzech lat ponad 200 księży zostało wysłanych do klinik psychologicznych kościoła, celem reedukacji.

    PAMIĘTNIK. Wśród akt procesu przeciw ojcu Tarcisio znajduje się prawdziwy podręcznik księdza-pedofila oraz notatki dotyczące jego emocji i zasad postępowania, by pozostać bezkarnym. Oto jedna z nich: „Nigdy nie miej stosunku z bogatymi dziećmi”. Ksiądz pisze: „Przygotowuję się do łowów, rozglądam się wokół ze spokojem, ponieważ mam chłopców tylu ilu chcę, gdyż jestem młodym człowiekiem najspokojniejszym na świecie”. „Pełno jest chłopców pewnych, godnych zaufania, wrażliwych, zachowujących pełną tajemnicę, którzy czują brak ojca i mieszkają tylko z mamą, tacy są wszędzie. Wystarczy spojrzenie kliniczne, wystarczy postępować według pewnych zasad”. „Dlatego jestem pewien i jest we mnie spokój. Nie denerwuję się. Jestem uwodzicielem i gdy właściwie zastosuję reguły, chłopiec wpadnie prosto w moją …. będziemy szczęśliwi na zawsze”. Wreszcie: „Po porażkach w dziedzinie seksu wreszcie się nauczyłem! Oto moje największe odkrycie: Bóg przebacza zawsze, społeczeństwo nigdy”. Pamiętnik przekazała policji zakonnica, której ksiądz dał go przez pomyłkę. Przeniesiony po pierwszym oskarżeniu, kapłan zgwałcił jeszcze dwoje innych dzieci zanim został złapany.

    WIDEO. Ojciec Alfieri Edoardo Bompani, 45 lat, w domu niedaleko San Paolo, gdzie zawoził dzieci ulicy, zebrane pod pretekstem uwolnienia ich z uzależnienia od narkotyków, nagrywał na wideo gwałty dokonywane na ofiarach w wieku od 6 do 10 lat. Policja znalazła notatki do opowiadań erotycznych, które ksiądz pisał, czerpiąc z własnego doświadczenia oraz pamiętnik – piąty, jak wynikało z napisu na okładce. „Od dwóch dni nie miałem nikogo…, wczoraj masturbowałem się dwa razy, jeden z nich razem z V (6 lat)”. Opowiadanie ksiądz kontynuuje, opisując okrutne akty przemocy, których nie zamierzamy tu przytaczać.

    ZEZNANIA. W dokumentach policji San Paolo znajduje się historia V.R.D., ofiary ojca Edsona Alves. W Wielkanoc zeszłego roku chłopiec został ministrantem. Rozpoczynało się pięć miesięcy gwałtów. „Około trzy tygodnie po tym jak on (chłopiec) spał tam, oskarżony (ksiądz) pocałował go w usta… i powiedział mu, że chłopiec ze Świętej Katarzyny oddawał mu się i on dawał dziecku w prezencie wszystko, co tamten chciał”.

    Informacje zaczerpnięte z Corriere della Sera

    PEDOFILIA MUŁŁÓW W PAKISTANIE

    „Pakistańska policja prowadzi śledztwo w sprawie dzieci molestowanych przez islamskich duchownych. Od początku tego roku odnotowano 500 przypadków tego typu, a w zeszłym roku 2 tysiące – ujawnił Amir Liaqat Hussain, minister do spraw religii. Większość przestępstw popełniono, a raczej ujawniono w największej prowincji pakistańskiej Pendżab w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Ofiarami są chłopcy i dziewczynki poniżej 14-tego roku życia. W Pakistanie funkcjonuje około 10 tysięcy szkół koranicznych, naukę pobiera w nich 500 tysięcy osób. Rodzice często wysyłają do nich swoje dzieci na naukę Koranu lub sprowadzają do domu duchownego. Jak widać zbytnia ortodoksja i konserwatyzm religii nie tylko w chrześcijaństwie idzie w parze ze zboczeniami seksualnymi. Jeśli w innych prowincjach niż Pendżab jest podobnie, choć się tego nie ujawnia jeszcze to zepsucie jest ogromne, a afera pedofilska wielka!

    MAMO – NIGDY TEGO NIE ZROZUMIEM

    Upada kolejne tabu: seksualne molestowanie dzieci to nie tylko męska zbrodnia. Kiedy dziewczynka weszła do gabinetu, terapeutka Martine Nisse przeżyła wstrząs. 12-letnia Ewa, o blond czuprynie i posępnej twarzy, była milcząca i agresywna, raz po raz stukała się w głowę i uderzała rękami w ścianę. Jakby uważała, że jej własne dłonie są tak samo winne jak te, które ją pieściły, pozbawiły dziewictwa, a nawet wydawały na łup przygodnym mężczyznom. To były ręce jej własnej matki. Ta grzeczna córeczka dwojga urzędników niższego szczebla nigdy nikomu o tym nie mówiła. Aż do dnia, gdy wyznała sąsiadce, że „naprzykrza jej się czarownica„. Zaalarmowano wtedy opiekę społeczną, dziewczynka została natychmiast umieszczona w specjalistycznym ośrodku. Sprawa ruszyła z wielkim trudem i oporem. Do procesu doszło jednak w końcu w 1993 roku, a zastraszona mała Ewa była w nim świadkiem. W oczach słuchających zauważyła niedowierzanie. – Zobacz, jak bardzo zmęczona jest twoja mamusia… – zwracała się do niej jakaś pani. Matka spokojnie przyjęła wyrok: 15 lat więzienia.

    TERRA PEDOFILIA

    Ręce – zwykle czułe, czynią pozornie niegroźne gesty. – Powszechnie uważa się, że z uwagi na budowę anatomiczną ludzi, gwałtu mogą dokonywać tylko mężczyźni – wyjaśnia doktor Daniel Zagury, biegły psychiatra sądowy. – Myśl, że kobieta może wykorzystywać seksualnie dziecko, nikomu nie przechodzi przez myśl. W przypadku siatki czy raczej mafii pedofilów z Angers śledztwo dotyczy 42 osób, w tym 20 kobiet, które gwałciły 15-letnie dzieci i zajmowały się stręczycielstwem. W Maubege do aresztu trafiły niedawno cztery pary. Ci ludzie są podejrzani o dokonywanie aktów pedofilii łacznie wobec swoich 15-cioro dzieci. – Ale i tak jest to nadal terra incognita – dodaje Zagury.

    O tego rodzaju przestępstwach wymiar sprawiedliwości dowiaduje się rzadko. Według oficjalnych danych w 2000 roku we Francji kobiety stanowiły zaledwie 3% osób skazanych za „gwałty i przestępstwa lubieżne” (1,5 proc. w 1996 roku). – To nie zdarza się często – przyznaje Yvon Tallec, szef wydziału do spraw nieletnich w paryskiej prokuraturze. – Kobiety stają zwykle przed sądem pod zarzutem nie udzielenia pomocy osobie zagrożonej – wyjaśnia psychiatra Roland Coutanceau. W mniejszym zakresie postrzegają one agresję seksualną jako źródło przyjemności i dlatego w ich przypadku nie ma ona charakteru kompulsywnego, jak to się dzieje u mężczyzn.

    Czy jednak zjawisko to nie jest przypadkiem niedoceniane? Tak przynajmniej twierdzą eksperci z krajów anglosaskich, którzy kobiecą pedofilię zaczęli badać, podobnie jak specjaliści we Francji, w latach 80. Philippe Genuit, psycholog pracujący w więzieniu dla kobiet w Rennes, był jednym z pierwszych, którzy zajęli się tą obrzydliwą sprawą kobiecej pedofilii. Przeprowadził badania na próbie 69 kobiet w latach 1985-1998. – Doszliśmy do wniosku, iż rola, jaką kobiety odgrywają w przypadkach pedofilii, jest bardziej złożona oraz że statystyki przedstawiają zniekształcony obraz taj ponurej rzeczywistości – mówi Genuit. Wymiarowi sprawiedliwości trudno jest jednak dowieść takich przestępstw. A ofiarom nie jest łatwo je wyjawić, bo jak tu publicznie powiedzieć, że gwałciła mnie matka czy ciotka. O ile dziewczynki częściej skarżą się na molestowanie przez matkę czy ciotkę lesbijkę, a tyle chłopcy w wieku dojrzewania o stosunkach seksualnych z matką czy ciotką wstydzą się mówić i bardzo trudno jest takie tabu nad problemem przełamać. Jednak chłopcy gwałceni przez matkę czy ciotkę pedofilską dewiantkę nabierają później tak silnego wstrętu i obrzydzenia do kobiet, że z reguły żyją w samotności albo ulegają pokusie wchodzenia w związki homoseksualne, o płci przeciwnej nie chcąc słyszeć.

    NA PEWNO ŹLE TO OCENIACIE!

    Océane, 14 lat, także opowiada o tym z trudem. Była wykorzystywana przez matkę od wczesnego dzieciństwa. – Kazała mi ze sobą spać, przyciskała do siebie, obejmowała, dotykała mnie, jakbym była jej kochankiem… – szepcze. – Żaden psycholog nigdy nie chciał mi uwierzyć. Stowarzyszenie „Poil de carotte” pomogło jej, by mogła zamieszkać tylko z ojcem. Ale nosząca brzemię wstydu Océane nigdy nie odważyła się wnieść skargi. – Mówią im: „Na pewno źle to oceniacie”. Dlatego dzieci wolą milczeć – podkreśla Jeanne Hillion, założycielka stowarzyszenia. Carole Damiani, psycholog z paryskiego ośrodka pomocy ofiarom, opowiada o pewnej starszej pani, która odwiedziła ją u kresu życia, krótko po śmierci siostry. – Czekała na zgon swojej gwałcicielki, żeby się wyzwolić. Jak upiorna niczym demon z baśni musi być taka lesbijka dopuszczająca się nieustannego molestowania i gwałcenia młodszej siostry, że potrafi dręczyć ją swym zboczeniem aż po kres swego nędznego żywota?!

    Martine Nisse, terapeutka z paryskiego ośrodka Buttes-Chaumont, mówi, że na około stu rodzin, którymi zajmuje się co roku, mniej więcej w połowie przypadków kobiety są sprawcami molestowania albo ponoszą współodpowiedzialność. Psychiatra Boris Cyrulnik zajmował się kobietami- pedofilkami. To zarówno opiekunki dzieci jak i kobiety zamożne. – Tak jak i mężczyźni, to przestępczynie szukające dzieci poza rodziną – twierdzi Cyrulnik. Ale prokuratury wiedzą niewiele o tym procederze. Większość przypadków, z którymi mają do czynienia eksperci, dotyczy bowiem kazirodztwa. Kobiety działające samodzielnie stanowią mniejszość. Często, nie uświadamiając sobie tego, przekraczają granice rodzicielskiej opieki. Jak choćby matka 26-letniego Paula, który jest zakłopotany, gdy to wspomina: To była dla niej jakby zabawa. Wykorzystywała każdy pretekst, żeby mnie pieścić i oglądać, gdy się myłem, ubierałem. Takie przypadki są jednak rzadko wykrywane, a większość znanych wymiarowi sprawiedliwości spraw dotyczy kobiet będących wspólniczkami mężczyzn.

    – Wiele z nich jest nakłanianych przez dominującego partnera do stosunków z dziećmi czy nawet przyjaciółmi. Niektóre nie potrafią odmówić, inne znajdują w tym przyjemność – wyjaśnia Philippe Genuit. Kobiety te to często ofiary gwałtów z przeszłości, dziewczynki niekochane przez matki, żyjące w niedostatku i pozostające w związkach, w których dochodzi do aktów przemocy. Aby się dowartościować, wykorzystują dzieci „jako właściwy obiekt dla rozwiązania własnych kłopotów z tożsamością„. Chodzi więc o przeniesienie na dzieci obrazu tej słabości, której ofiarami same wcześniej padły. – Molestowanie seksualne ma więcej wspólnego z relacjami władzy niż z seksualnością. Nawet jeśli kobiety przedstawiają siebie jako ofiary – podsumowuje Genuit. Badania wykazują, że dopiero spotkanie dwóch patologicznych osobowości, z których każda ma skłonności do perwersji, prowadzi do zgubnych skutków.

    JAK KARAĆ KOBIETY PEDOFILKI?

    25-letnia Karine długo płaciła cenę za życie z taką parą rodziców. Ojciec bił ją i gwałcił, dopóki nie uciekła z domu w wieku 19 lat. Matka dotykała jej, nastolatki, pod pozorem, że „się o nią troszczy”. 19-letnia Céline również przeżyła piekło. Gwałcona przez ojca, zmuszona ustępować matce, która żądała, by dziewczyna przychodziła rano do jej łóżka. Podczas procesu w Angers Céline wzburzyła sędziów, gdy wypowiedziała te słowa: Mamo, nie zrozumiem tego nigdy. Tobie, tato, przebaczam… Martine Nisse wyjaśnia: Kazirodztwo ze strony matki, która jest zobowiązana chronić dzieci, to przeżycie nie do zniesienia. Stąd też kłopoty w leczeniu takich przypadków. Kazirodztwo to w zasadzie nic innego jak PEDOFILIA RODZINNA. Dla torunianki Bożeny M. pedofilskie gwałcenie małoletniego synka skończyło się tylko pozbawieniem praw rodzicielskich, ale po pewnym czasie mimo sprzeciwu rodziny sąd zezwolił wyrodnej matce widywać dziecko. Jak widać, sąd bardziej chroni interes zboczonych kobiet niż ich małych ofiar!

    To także problem dla wymiaru sprawiedliwości, który najczęściej nie wie, jak traktować takie kobiety. – Tak bardzo odbiegają one od popularnego obrazu dobrej matki lub kobiety jako ofiary, że opinia waha się między dwiema skrajnościami – mówi sędzia Xavier Lameyre, specjalista w zakresie przestępczości seksualnej. – Kobiety są w takich przypadkach albo lżej karane, bo budzą współczucie, albo też przeciwnie – otrzymują czasem surowszą karę, gdyż ich czyny wydają się niepojęte. Wyobrażenia mimo wszystko się zmieniają. – Coraz powszechniej myśli się o szerszym ściganiu kobiet za tego rodzaju przestępstwa. Być może w końcu zaczęto postrzegać molestowanie jako zjawisko podobne w przypadku obu płci – podkreśla sędzia Lameyre. Oto znak czasów: feministyczne stowarzyszenie walczące przeciw gwałtom niedawno zaczęło badać także przypadki molestowania ze strony kobiet. Dla 14-letniej Océane w tym właśnie cała nadzieja: Mówcie o tym, proszę, żeby w końcu nam uwierzyli!!!

    Czy polscy sędziowie sądów rodzinnych, a w około 100 % to kobiety, są w stanie pojąć te przypadki pedofilii?

    Pedofilia o krok od „normalności”

    Obecnie, w 2006 roku w polskich więzieniach przebywa aż 780 pedofili. Pytanie, ilu jest na wolności, a ilu zostanie niedługo zwolnionych? Edward D., adwokat, został osadzony w areszcie tymczasowym za wykorzystywanie seksualne 14-latka. Sędzia uchylił areszt, zamieniając go na dozór policyjny. Oskarżony szybko wrócił przed oblicze sądu, tym razem z zarzutami wykorzystywania 9-letniego chłopca. O takich przypadkach słyszy się często. Jednak o wielu nikt się nigdy nie dowie. Pozostaną koszmarną tajemnicą dzieci, które do końca swoich dni będą czuły brud na swojej skórze. Nikt nie mówi, że nie należy przebaczać i resocjalizować, jednak słuchając liberalno-lewackiego bełkotu można odnieść wrażenie, że więcej atencji poświęca się złoczyńcom niż ofiarom, że więcej mówi się o ochronie bandytów i ich danych osobowych niż ochronie zagrożonych, niewinnych ludzi, a szczególnie dzieci.

    Skala zjawiska w Polsce w cyfrach i domysłach

    Kodeks karny jasno definiuje czyn zabroniony, jakim jest pedofilia. Artykuł 200 § 1 mówi: „Kto doprowadza małoletniego poniżej lat 15 do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10„. Centralny Zarząd Służby Więziennej poinformował nas, że w więzieniach przebywa obecnie 780 osób skazanych prawomocnym wyrokiem sądowym za ten czyn. Nie wszyscy zatrzymali się na wykorzystaniu niewinnych dzieci. Czterech spośród nich zamordowało swoje ofiary, jak podaje pułkownik Czołgoszewski, dodając, że więzienna brama otwiera się również dla pedofili recydywistów. Obecnie osadzonych w celach z literką „R” (recydywa) jest 74 więźniów, którzy krzywdzili seksualnie dzieci. Chodzi tu oczywiście o recydywę kodeksową, czyli nie wielokrotnego przestępcę, ale złoczyńcę, który dopuścił się ponownie dokładnie tego samego czynu zabronionego prawem. Jak widać, nie na wiele zdała się zatwardziałym zboczeńcom resocjalizacja w kryminale. Centralny Zarząd Służby Więziennej nie dysponuje niestety informacjami na temat wszystkich skazanych za pedofilię, którzy po wyjściu z więzienia na przepustkę dopuścili się ponownie tego samego przestępstwa.

    Te zastraszające dane dotyczą jednak tylko schwytanych i osądzonych pedofili. Prawdopodobnie większa ich część pozostaje na wolności, a to z wielu przyczyn. Po pierwsze, ich ofiary są bezsilne i nie potrafią się bronić, a następnie wskazać swojego prześladowcę. Po drugie, wstyd i pohańbienie knebluje im usta, podobnie jak sądowe represje wobec osób pomagających ofiarom gwałconym w dzieciństwie przez pedofili na zlecenie samych pedofilii i pedofilek dokonywane (Bydgoszcz, Częstochowa, Gliwice, Warszawa, Zabrze). Po trzecie, wykorzystywanie dzieci zdarza się również w rodzinach, gdzie ukrywane jest jako wstydliwa tajemnica konkubentów, a nawet często ojców i matek. Dzisiaj nikt nie ukrywa, że już w gimnazjach często występuje problem małoletniej prostytucji. To na pewno przejaw kryzysu rodziny, ale nie zapominajmy, że nie byłoby tego zjawiska, gdyby nie było „podaży” ze strony pedofili i pedofilek.

    BOYLOVERS – Niebezpieczne Związki

    Najbardziej podobają im się chłopcy o niebieskich oczach. Mówią, że „związki” z nimi traktują poważnie i że seks, jakkolwiek ważny, nie odgrywa w nich najistotniejszej roli. To ich zdaniem zwykła przyjaźń wyrażana seksualnie. Mają na uwadze przede wszystkim przyjemność maluchów i ich przyszłość. Domagają się legalizacji dobrowolnego seksu z dziećmi. Mówią, że to miłość duchowa i ojcowska, która ma użyźniać, dawać wolność, obdarzać życiem, tak jak czyni to Duch Święty. Twierdzą, że każdy mężczyzna jest po trosze homoseksualnym pedofilem. Zachęcają do wyrozumiałości dla heteroseksualistów. Boylovers to po po polsku – pedofilscy amatorzy chłopców.

    Racjonalizacja pedofilii

    Ostatnimi laty temat pedofilii gości w mediach wyjątkowo często. Afera w Kościele katolickim w USA, Irlandii, Kanadzie, Portugalii i innych krajach, coraz to nowe skandale odkrywane w różnych zakątkach Polski. Sprawa stała się głośna na tyle, że znalazła miejsce w programie obrad parlamentu. I dobrze – trzeba to prawnie rozwiązać. Sęk w tym, że i media i politycy, tak gorliwie broniąc dzieci i łapiąc zboczeńców, w publicznej dyskusji całkowicie pominęli bardzo ważny aspekt problemu – duża część pedofilów ma skłonności homoseksualne. W obłudnej i amoralnej poprawności politycznej to wyjątkowo śliski teren, na którym generalnie obowiązuje zasada: gejów ruszać nie wolno. Silne prohomoseksualne tabu sprawia, że nie tylko rodzime polskie media i politycy milczą jak zaklęci, zapomniawszy nagle słówka „homoseksualizm„. Nawet w USA, imperium wolności słowa, wnikliwy obserwator z trudem znajdzie materiały medialne wspominające, że większość wykrywanych afer pedofilskich dotyczy kontaktów mężczyzn z chłopcami. Ta zmowa milczenia stawia pod wielkim znakiem zapytania dobrą wolę wielu tak zwanych dziennikarzy i politycznych decydentów. Jeśli ktoś chce naprawdę zabezpieczyć dzieci przed konkretną grupą wysokiego ryzyka, to powinien nazwać ją po imieniu.

    W układzie mężczyzna-chłopiec seks jest zwykle elementem drugorzędnym, chociaż może być ważny jako czynnik edukacyjny – pisze dr Edward Brongersma w swoim artykule „Boyloverzy i ich wpływ na chłopców”. Ten holenderski prawnik (ur. 1911) przez wiele lat był przewodniczącym Komitetu Prawa w Senacie Holandii, mimo że wcześniej odsiedział wyrok za seksualny kontakt z szesnastoletnim chłopcem – za przyzwoleniem. W 1979 roku dr Brongersma założył Fundację Brongersmy w celu badania seksualności dzieci i młodzieży. Był uważany za jednego z najważniejszych na świecie promotorów pedofilii i ideowych przywódców boyloverów. W 1998 roku popełnił samobójstwo, prosząc swojego lekarza o podanie mu dużej dawki środków odurzających. Powiedział, że jego życie nie ma sensu i czuje się bezużyteczny. Fundacja Brongersmy i środowiska pedofilskie w różnych krajach, zwłaszcza w USA i Holandii, od lat zbierają 'dowody’ na to, że ich sposób zaspokajania seksualnego nikomu nie robi krzywdy – ani psychicznej ani fizycznej. Swoje poglądy z dumą – jak podkreślają – publikują przede wszystkim w Sieci. Przed prawie siedmiu laty powstała ich najpopularniejsza polska strona, a do dziś jej licznik zarejestrował ponad 2 i pół miliona odwiedzin. To spory wynik jak na marginalne środowisko.

    Wśród mężczyzn interesujących się chłopcami boyloverzy czynią subtelne rozróżnienia na molesterów, „zwykłych” pedofilii oraz boyloverów. Tylko ci ostatni, ich zdaniem, stoją na wysokim poziomie etycznym, gdyż – w odróżnieniu od molesterów i „zwykłych” – zależy im przede wszystkim na emocjonalnym związku z chłopcami, a nie tylko na kontaktach seksualnych. Boyloverzy otwarcie też molesterów potępiają ze względu na stosowaną przez nich często przemoc. Ich zdaniem zasadnicza różnica między „zwykłymi” pedofilami a szlachetnymi boyloverami wyraża się w tym, że „musi on [boylover] mieć cały czas na uwadze przyszłość chłopca”. Natomiast „zwykli” pedofile szukają głównie własnej przyjemności. Boyloverzy mówiąc o sobie posługują się dwiema warstwami językowymi. Publicznie unikają określenia „pedofile”, bo się źle kojarzy i może być przyczyną kontaktu z przedstawicielem władzy. Wolą mało znane „boylovers”. Z drugiej strony wspomniany dr. Edward Brongersma używa terminu „pedofil” jako synonimu dla „boylover”. Rzecz jasna – nie sposób publicznie dyskutować czyny ścigane z mocy samego prawa. Najpierw trzeba więc ich zdaniem „boylove” zalegalizować. Amatorzy młodych chłopców nie widzą żadnego problemu: Ponieważ seksualnie wyrażone przyjaźnie między chłopcami a mężczyznami są według nich najczęściej pozytywne, prawo powinno je dopuszczać. Dziecko – zdaniem boyloverów – ma prawo do seksualnego samookreślenia się i samostanowienia o sobie. Niechęć społeczną otaczającą homoseksualnych pedofilów boyloverzy tłumaczą strachem przed własnymi pedofilnymi skłonności, ich zdaniem obecnymi u każdego mężczyzny. Jak wiadomo każdy myśli podług siebie, a pedofilowi wydaje się, że wszyscy mężczyźni mają takie same jak on potrzeby, co nie jest prawdą.

    Jedna z największych organizacji boyloverskich, NAMBLA (North American Man Boy Love Association) na swoje posiedzenia i sympozja zaprasza homoseksualnych aktywistów. W 1984 roku w San Francisco wszyscy uczestnicy dyskusji panelowej byli członkami różnych organizacji homoseksualnych. Nic dziwnego. Mottem NAMBLA są słowa Davida Thorstada, współzałożyciela stowarzyszenia: 'Wolność jest niepodzielna. Wyzwolenie dzieci, kobiet, boyloverów i ogólnie homoseksualistów może nastąpić tylko jako komplementarne oblicza tego samego marzenia.’ W tych słowach kryje się odpowiedź na pytanie, dlaczego pedofile spodziewają się, że społeczeństwo zalegalizuje takie związki. Fundament pod akt prawny już został położony z chwilą akceptacji związków homoseksualnych. Konstytucje wszystkich krajów UE zabraniają dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej. Reszta to tylko kwestia czasu i stopniowego obniżania wieku przyzwolenia na kontakty seksualne. Nie od rzeczy będzie tu przypomnieć, że wspominany Edward Brongersma doprowadził w Holandii do obniżenia prawnej granicy wieku przyzwolenia na kontakty seksualne do 12 lat. To jasna droga dla homoseksualnych pedofilów do legalizacji swojej orientacji. Czy jednak dzieci zwabione do inicjacji w tej pedofilskiej grze odniosą z tego korzyść czy raczej zostaną poddane kolejnej deprawacji? Prawda, że rozsądna granica wieku ochronnego powinna obejmować osobistą dojrzałość dziecka do rozpoczęcia współżycia seksualnego, ale bezkarność dla osób utrwalających niepożądane społecznie wzorce homopedofilskiej dewiacji jak się wydaje nie powinny mieć miejsca, bo dziecko w swym prawidłowym rozwoju powinno być wychowywane do normalnego współżycia heteroseksualnego, a nie do jego form co najwyżej zastępczych.

    PRZYCZYNY I GENEZA PEDOFILII

    Trudno jest uchwycić przyczyny powstawania pedofilii. Wynika to głównie z tego, że podobnie jak większość innych dewiacji, nie posiada ona jakiejś jednej, ściśle określonej determinanty. Dlatego przedstawimy sobie kilka poglądów na temat genezy tego zjawiska. Często poglądy owe dzieli się na „socjologiczne” i „psychologiczne”. Używamy tutaj cudzysłowu, ponieważ to rozróżnienie nie zawsze jest uzasadnione, a to ze względu na trudną do przeprowadzenia linię demarkacyjną pomiędzy nimi. Niemniej, dla jakiegoś uplastycznienia omawianej tu problematyki, zanim powiemy o teoriach psychologicznych, wspomnimy o kilku prawidłowościach socjologicznej natury. Do najistotniejszych czynników socjodemograficznych należą: stopień pokrewieństwa i „instytucjonalnej bliskości” z dzieckiem oraz płeć dziecka. Oba czynniki tworzą nader charakterystyczne sploty, z których wynikają podstawowe prawidłowości stwierdzane w licznych badaniach nad tym problemem.

    Otóż największym statystycznie zagrożeniem dla dziewcząt są członkowie ich własnych rodzin, głównie ojcowie. Na ogół ojcowie biologiczni oddają niechlubną w tym przypadku palmę pierwszeństwa ojczymom, jak i „przyszywanym” ojcom, czyli konkubentom matek. Często atrakcyjne dziewczynki stają się głównym motorem nawiązywania romansu z ich matkami; ta prawidłowość zyskała swój literacki obraz w popularnej powieści Vladimira Nabokowa Lolita. Chłopcy o wiele rzadziej stają się ofiarami kontaktów kazirodczych, natomiast zdecydowanie częściej uwodzeni bywają albo przez najróżniejszych „przyszywanych” wujków, a więc znajomych rodziny, lub też nauczycieli, wychowawców, trenerów, księży, bądź przez mężczyzn nie mających „urzędowego” kontaktu z dzieckiem. I tu wypada wspomnieć o całej plejadzie osób szukających kontaktów z dziećmi, czy to w sposób instytucjonalny – jak nauczyciele, księża, trenerzy sportowi, czy prywatny – przyjaciele rodziny, a także osobnikach krążących w pobliżu szkół i innych dziecięcych skupisk. Starają się oni zdobyć najpierw zaufanie dziecka, wykorzystując jego łatwowierność i brak doświadczenia życiowego, a następnie nakłaniają do różnego rodzaju „zabaw” seksualnych. Pamiętamy, salwę śmiechu na wykładzie dla przyszłych nauczycieli, kiedy przytoczono dowcipną, aczkolwiek wielce cyniczną uwagę że właściwie każdego nauczyciela podejrzewać można o pedofilię, ponieważ inaczej niełatwo byłoby wytłumaczyć, dlaczego wykonuje tak trudną pracę za tak małe pieniądze! Oczywiście, gdybyśmy każdą osobę lubiącą dzieci podejrzewali o skłonności do pedofilii, popełnilibyśmy błąd, opisywany innym dowcipnym komentarzem, mówiący, że najniebezpieczniejszym miejscem na ziemi jest łóżko, ponieważ najwięcej ludzi dokonuje na nim żywota, czyli umiera.

    Spośród psychologicznych poglądów na temat genezy pedofilii, największą popularność zdobyło rozróżnienie osobników wykazujących skłonności do seksualnego molestowania dzieci wprowadzone przez trzech autorów (A.N. Grotha, W.F. Hodsona i T. Garyego), analizujących seksualne zachowanie więźniów skazanych za seksualne molestowanie dzieci. Autorzy wyróżnili dwa typy pedofili, a mianowicie fiksacyjnych i regresyjnych. Podział ten oparli na dynamice rozwoju psychoseksualnego. I tak pierwszy z wymienionych typów, czyli pedofil fiksacyjny, to człowiek, który od najwcześniejszych lat, niezmiennie, za najatrakcyjniejszy obiekt seksualny uważa dzieci. Natomiast pedofil regresyjny czyli przedstawiciel typu drugiego zainteresowania seksualne kieruje na dzieci wtedy, kiedy popędu seksualnego nie może z różnych względów zaspokoić z partnerem dorosłym. Regresja często jest infantylizmem jego charakteru i częściową impotencją!

    Bez wątpienia popularność tego ujęcia typologicznego wynika także z faktu, że bierze ono pod uwagę różnorodne czynniki etiologiczne, które z jednej strony nie pozwalają osiągnąć wyższego stadium rozwoju seksualnego, a z drugiej strony doprowadzają do regresji, czyli uwstecznienia się w etapach tego rozwoju. Inną przesłanką, z której wypływa popularność omawianego rozróżnienia pomiędzy pedofilami, jest niewątpliwie to, że nawiązuje ona do tradycji psychoanalitycznej, wedle której wszelkie postacie perwersji wynikają z „utknięcia” na drodze rozwoju psychoseksualnego. Dla wyjaśnienia istoty pedofilii najważniejsze są studia nad przyczynami pętającymi rozwój psychoseksualny, a także powodującymi regresję tego rozwoju. Otóż za główny czynnik powodujący wspomnianą blokadę, a także posiadający moc uwsteczniania rozwoju, uważano lęk, nieco później duży nacisk położono na narcyzm. W przypadku zaś pedofili regresywnych, do wymienionych dwu głównych przyczyn dochodzi jeszcze proces starzenia się, czyli naturalnego – jeśli tak można powiedzieć – zaniku sprawności, także seksualnej.

    Jeśli chodzi o problem wzrostu skłonności do osób nieletnich w miarę starzenia się, sprawę ilustruje popularna swego czasu w seksuologii koncepcja tzw. łuku życia, według której człowiek w ramach dojrzewania psychoseksualnego przechodzi do coraz to wyższych, czyli bardziej dojrzałych form życia seksualnego, a następnie od pewnego momentu swego życia i to niekoniecznie po osiągnięciu szczytu tego rozwoju, zaczyna się cofać, czyli niejako schodzić w dół. Najbardziej bodaj obrazowo przedstawił to Hans Burger-Prinz – w postaci schodków przedstawiających kolejne etapy rozwoju seksualnego, a następnie cofania się według tych samych etapów, czyli regresji w miarę starzenia się.

    Męskość – Kobiecość
    Heteroseksualizm

    Pedofilia – Pedofilia Homoseksualizm (Pederastia)– Homoseksualizm (Lesbijstwo)
    Ekshibicjonizm – Ekshibicjonizm
    Fetyszyzm (misie) – Fetyszyzm (lalki)

    Autor w następujący sposób tłumaczy te „schodki” seksualnego rozwoju i regresji: „Od strony wstępującej droga rozpoczyna się od rzeczowego partnera (fetyszyzm), poprzez anonimowego (zespół ekshibicjonistyczny z oglądactwem – voyerismus i ocieractwem – frotteurismus), następnie partnera tej samej płci (zespół homoseksualizmu, samogwałt, narcyzm, transwestytyzm), partnera niedojrzałego w okresie przed pokwitaniem i w czasie pokwitania (pedofilia wraz z jej odwrotnością – gerontofilią), aż do heteroseksualizmu”. Zatrzymanie się na jednym z tych stopni może być spowodowane sytuacją lub warunkami życiowymi, wyrazem niezależności charakteru, wreszcie chorowitości. Po osiągnięciu szczytu można zacząć się cofać, na przykład wskutek zadziałania zmian starczych (najczęstsze przestępstwo starców to pedofilia) lub też zatrzymać się w poszukiwaniu straconego czasu przy swoich fetyszach, jak Marcel Proust i Casanowa. Koncepcja ta, aczkolwiek bardzo klarowna i tym samym godna uwagi jako pewien model próbujący wyjaśnić dynamikę narastania skłonności do osób nieletnich, budzi jednak wiele zastrzeżeń, wynikających głównie ze zbytniego uproszczenia tego podejścia i niezgody środowisk homoseksualnych na taki pogląd naukowy. Na dobrą bowiem sprawę model ten można zinterpretować następująco: pedofilem staje się „zatrzymany w rozwoju” osobnik o psychice „wiecznego dziecka” albo też „zdziecinniały starzec”! Należy zauważyć też, że masturbacja czyli samogwałt zaliczany jest tutaj do homoseksualizmu, tylko jako szczególny przypadek, jako pederastia samemu ze sobą, co denerwuje wiele osób o tak zwanej innej orientacji seksualnej.

    Na temat rzekomej wadliwości tego sposobu tłumaczenia dynamiki rozwoju seksualnego szczególnie ostro wypowiadają się współcześni autorzy zajmujący się problematyką homoseksualizmu, który – jak wynika z przedstawionych uprzednio „schodków” – lokowany jest jeszcze niżej od pedofilii. Homoseksualizm w świetle nowoczesnego rozumienia tego typu orientacji seksualnej nie jest ani hierarchicznie niższy od heteroseksualizmu, ani też nie posiada cech fiksacyjności, czyli usztywnienia reakcji seksualnych. Zawiera bowiem równie wiele co heteroseksualizm odmian i struktur dynamizujących ten typ upodobań seksualnych, oczywiście z wyjątkiem naturalnego dojrzałego współżycia seksualnego z dojrzałą osobą płci przeciwnej. Podobne zastrzeżenia wobec koncepcji „łuku życia” wysuwają niektórzy autorzy zajmujący się problemem pedofilii, jako że sprowadzenie tego rodzaju preferencji seksualnych do niedorozwoju i regresji upodobań seksualnych jest ich zdaniem daleko posuniętym uproszczeniem. Nawet jeśli przyjąć słuszność takiego stanowiska, to tłumaczy ono zaledwie jeden wymiar pedofilii, a jest to przecież rodzaj zachowania o wielu wzajemnie powiązanych strukturach dynamizujących. W kontekście homoseksualizmu czy też pederastii należy wspomnieć o kilku fobiach, które są podłożem lękowym tej orientacji seksualnej, jak seksofobia, czyli paniczny, trwały lęk przed seksualnym kontaktem z osobami przeciwnej płci. Na tym podłożu próbowano leczyć z homoseksualizmu w czasach, gdy był uznawany za chorobę psychiczną. Inne lęki o obrazie fobii warunkującej jak powszechnie wiadomo homoseksualizm to: lęk przed kobietami czyli ginofobia lub feminofobia u mężczyzn, a także androfobia – lęk przed mężczyznami u kobiet lesbijek.

    Wspomniane powyżej krytyki koncepcji łuku życia, jako próby ukazania dwóch typów osobników molestujących dzieci na tle seksualnym, dotyczą jednak w większym stopniu niedostateczności oparcia typologii tak złożonego zachowania jak pedofilia na jednej tylko podstawie podziału. W tym przypadku opartego bardziej na dynamice dojrzewania psychoseksualnego niż samej idei rozpatrywania zaburzeń wynikających zarówno z niedorozwoju, jak i ze zmian starczych, jako że i jedne, i drugie przyczyny muszą być brane pod uwagę w procesie analizy każdego, na dobrą sprawę, zaburzenia zachowania się, a więc nie tylko pedofilii. W próbach ukazania sylwetki psychicznej pedofila nieodzowne jest zatem uwzględnienie drugiej z wymienionych już podstaw podziału w typologii tego typu osobników, czyli stopnia empatyczności sprawcy wobec ofiary – w tym przypadku dziecka. Jawi się tutaj kontinuum, na którego krańcach znajdują się dwa przeciwstawne typy: bezuczuciowy, całkowicie instrumentalnie traktujący swe ofiary sprawca oraz empatyczny – czuły, wrażliwy i dobrotliwy wobec swej małej ofiary osobnik, który swe kontakty z dzieckiem uważa za przypieczętowanie „związku dusz”! Bardzo często ekstremalne typy ostatnio omawianego kontinuum określa się jako: „psychopatyczne” i „nerwicowe”.

    Jak nietrudno się domyślić, reprezentantów pierwszego z wymienionych ekstremów, czyli osobników nieempatycznych, nazywa się po prostu „pedofilami psychopatycznymi„, a reprezentantów drugiego krańca kontinuum „pedofilami neurotycznymi„. Jednak wielu autorów zgłasza zastrzeżenia co do słuszności takich określeń, które, po pierwsze, mają długą historię w psychiatrycznym nazewnictwie, a w dodatku historię najczęściej burzliwą, dotyczącą wielu, zwykle bezskutecznych, prób uściślania zakresów tych pojęć; dotyczy to szczególnie psychopatii, o czym obszerniej pisze się w monografii poświęconej temu zaburzeniu. Po drugie zaś, objawy składające się na opis tych dwóch przeciwstawnych typów pedofili nie do końca są zgodne z najczęściej spotykanym klinicznym ich opisem. Przede wszystkim, zarówno psychopatia, jak i nerwica, we wszystkich próbach ujmowania postaci tych zaburzeń, nie stanowią klinicznego monolitu i zastosowanie ich nazw do określenia jedynie ekstremalnych postaw wobec ofiary jest typowym błędem redukcjonizmu. Ze szczególną ostrością błąd ten jawi się w przypadku „nerwicowego pedofila”. W kontekście, w jakim termin ten bywa używany, chodzi o nerwicę lękową, bo ta stanowi najostrzejszy kontrast z „bezlękowym psychopatą”, podczas gdy nerwica lękowa powoduje zahamowania seksualne, a nie perwersyjną aktywność w tej dziedzinie.

    Wychodząc z powyższych przesłanek, angielski psychoanalityk, M. Glasser, zaproponował inne – jego zdaniem bardziej adekwatne – określenia jako nazwy dwóch przeciwstawnych typów, wyróżnionych ze względu na stosunek emocjonalny do dziecka będącego ofiarą. Pedofili nieempatycznych proponuje nazwać „nieskomplikowanymi” (invariant), a przedstawicieli przeciwstawnego typu „pedofilami pseudoneurotycznymi„. W ten sposób, zdaniem Glassera, zostały określone najbardziej istotne cechy krańcowych typów pedofili, bez niepotrzebnego stwarzania niejasności zastosowanych pojęć. Glasser uważa, że pedofil pierwszego typu, invariant, zdecydowanie częściej na ofiary wybiera chłopców niż dziewczęta, częściej także kieruje swoje zainteresowanie ku dzieciom przed okresem pokwitania, kiedy narządy płciowe dziecka nie są jeszcze pokryte włosami łonowymi, przez co wyglądają bardziej „niewinnie”. Natomiast pedofile typu pseudoneurotycznego największe upodobanie przejawiają do dzieci z wyraźnymi znamionami wstępnej fazy dojrzewania, a ich ofiarami częściej bywają dziewczynki. Jednakowoż przedstawicieli obu typów odstręczają znamiona w pełni wykształconych cech płciowych, co z resztą stanowi cechę definicyjną tego typu dewiacji popędu seksualnego.

    Glasser uważa, że istota pedofilii, bez względu na to, czy jest ona „pseudoneurotyczna”, „nieskomplikowana”, czy też określona w każdy inny sposób, zasadza się na dwóch fundamentalnych procesach psychicznych. Po pierwsze, pedofil uważa siebie za dziecko, a w każdym razie nie zauważa, czy też nie chce zauważać, różnic pomiędzy sobą a dzieckiem! Nie przyjmuje do świadomości faktu, że jego struktura psychofizyczna wyznacza inne potrzeby i standardy zachowania się. Postawa taka staje się przyczyną przekonania, iż taki sam sposób przeżywania zbliżeń seksualnych, jaki satysfakcjonuje jego, jest w pełni zgodny z oczekiwaniami dziecka. Po drugie, rozróżnienie na pedofili łagodnych i uwodzicielskich wobec dzieci oraz brutalnych, jakkolwiek bardzo istotne dla opisu szeregu charakterystyk zachowania się, a także dla odmiennych nieco skutków popełnianych przestępstw, nie ma dostatecznego uzasadnienia w „fundamentalnych przeżyciach” pedofila, sięgających jego „najgłębszych podkładów jaźni”. Jak utrzymuje Glasser, „na samym dnie wszelkich skłonności do seksualnego wykorzystywania dzieci leży agresja” przeniesiona na obiekt pożądania, w tym przypadku na dziecko, powstała z głębokiego niezadowolenia z własnego „ja”, które skutkiem przeróżnych negatywnych doświadczeń, głównie z okresu dzieciństwa, zostało mocno uszkodzone i poranione.

    I w tym momencie – biorąc pod uwagę ostatnio przytoczone spostrzeżenie Glassera – odróżnić można osoby lubiące przebywać z dziećmi, podobnie jak pedofile zafascynowane dziecięcością, a jednak nie wyobrażające sobie, nawet „w głębi najintymniejszej”, kontaktu seksualnego z nimi. Pragnienie takiego kontaktu wypływa bowiem nie tyle z miłości do dziecka, lecz z utajonej albo nawet jawnej do niego niechęci, z tendencji do jego instrumentalnego traktowania, podczas gdy zdecydowana większość osób lubiących kontakty z dziećmi, czyni to z autentycznej troski o podopiecznych i radości odczuwanej z obserwacji ich rozwoju i dojrzewania. 

    TERAPIE ALTERNATYWNE A PEDOFILIA

    PRZYPADEK ANDRZEJA SAMSONA I INNYCH: NOWE SPOJRZENIE NA PEDOFILIĘ

    „Coraz częściej występujący problem pedofilii wywołany jest nawiedzeniem” – twierdzi Wanda Prątnicka, autorka bestsellera „Opętani przez duchy – Egzorcyzmy w XXI stuleciu”.

    Wanda Prątnicka światowej sławy egzorcystka i psychoterapeutka jest zdania, że do problemów Andrzeja S. w dużej mierze przyczyniły się wpływy z zaświatów. „Duchy to istoty, które wcześniej były ludźmi, a po śmierci nie zdecydowały się na przejście na drugą stronę kurtyny śmierci” – mówi pani Prątnicka. „Po śmierci niewiele się dla nich zmienia, problemy które ich trapiły za życia trwają nadal, pozostają też upodobania, pasje, nałogi… i zboczenia”. Problem pedofilii prawie zawsze związany jest z przeżyciami z dzieciństwa. Ofiary molestowania seksualnego, gdy dorastają odczuwają silny pociąg do odtwarzania zachowań, których ofiarą padli podczas swojego dzieciństwa. Najczęściej nie zdają sobie sprawy z działania tego mechanizmu, rzadko pamiętają też swoje traumatyczne przeżycia bycia molestowanym, czy to przez członków własnej rodziny, czy to przez obcych. Wielu z nas spyta – „Jak to możliwe, że szanowani obywatele, a czasami wybitnie uzdolnione osoby mogą posunąć się do tak odrażających czynów, jak molestowanie seksualne dzieci?”. „Dla kogoś, kto na co dzień zajmuje się duchami, i problemami z nimi związanymi sprawa jest całkiem jasna” – twierdzi Wanda Prątnicka. Gdyby nie istniał świat duchów najczęściej nie dochodziłoby do takich ekstremalnych procederów jak pedofilia, silne dewiacje seksualne, czy akty okrutnej przemocy.

    Aby zrozumieć jaki mechanizm przyczynia się do występowania tych zjawisk należy poznać zasady rządzące światem niematerialnym w którym przebywają duchy wraz z ich niezaspokojonymi żądzami, nałogami itp. Tam istnieje żelazna zasada według której podobne przyciąga podobne. Co to oznacza? Oznacza to, że jeżeli żywy człowiek ma tendencję do pewnego rodzaju dewiacji, w tym przypadku pedofilii, to natychmiast przyciąga on do siebie jednego, kilka lub nawet kilkaset istot ze świata duchów, które potęgują jego podświadome pragnienia. Gdyby człowiek był poddawany jedynie własnej pokusie potrafiłby posłuchać głosu sumienia i postąpić właściwie – czyli w tym przypadku ze wstrętem odwrócić się od własnych tendencji do pedofilii. Gdy znajdzie się jednakże przy nim wiele duchów z silniejszym lub słabszym popędem do pedofilii, to siła do realizowania takich pragnień staje się tak wielka, że pojedynczy człowiek traci nad nią kontrolę. Wie, że postępuje niewłaściwie, nie ma jednak siły aby się jej przeciwstawić.

    Nie chodzi tu oczywiście o to, aby rozgrzeszać winowajców, mówić „To duchy ponoszą całą winę”. Chodzi o to, aby zrozumieć działający tu mechanizm, aby móc ze współczuciem spojrzeć na przypadki, które coraz częściej pojawiają się w mass mediach, oraz aby nauczyć się przeciwdziałać wpływom ze świata duchów na przyszłość. Jest wielce prawdopodobne, że gdyby pedofil miał wiedzę opisaną pokrótce w tym artykule mógłby szukać on rozwiązania swojego problemu u egzorcysty, który uwolniłby go od wpływu duchów, a to dałoby mu możliwość walki ze swoimi podświadomymi tendencjami. „Świadomość wpływu świata niematerialnego na materialny jest niesłychanie istotna dla dzisiejszych społeczeństw” – mówi pani Prątnicka – „gdyż przypadki takich wpływów pojawiają się ostatnimi czasy bardzo często i nie omijają ani ludzi sławnych, ani zamożnych, czy sprawujących władzę. Nie chcemy przecież, aby naszym światem rządziły duchy, poprzez ludzi np. stojących u władzy.”

    CAŁA PRAWDA O PRZYCZYNACH PEDOFILII

    Jestem naukowcem, badaczem. Wiele lat temu odkryłam to „COŚ”, co jest czynnikiem wywołującym pedofilię, a z którego istnienia większość psychologów, psychiatrów, czy księży (a więc tych, którzy udzielają ludziom pomocy psychicznej i duchowej) nie zdaje sobie sprawy. Efekt jest taki, że różni wspaniali ludzie z wielkimi osiągnięciami w swojej specjalizacji stają się nagle, według opinii publicznej, zwyrodnialcami. Problem nie dotyczy samej pedofilii, ale wypaczeń psychicznych wszelkiej natury. Media i społeczeństwo namawiają, aby pedofilów zamykać, kastrować, ale nikt z piszących lub wypowiadających te zdania nie zdaje sobie sprawy z tego, że również jego może spotkać ten sam przymus (nawet jeżeli jest kobietą), bo pedofilia bardzo rzadko jest działaniem z wyboru. Mam pytanie do mediów i społeczeństwa – Czy macie Państwo jasność odnośnie tego, czy pedofil staje się pedofilem bo tak chce, bo taki jest styl jego życia, czy może jest to jego bezustanna udręka? Dlaczego zjawisko to dosięga również największych, najzdolniejszych, a tym samym najsilniejszych członków społeczeństwa?

    Trafiają do mnie pacjenci z całego świata, a pomogłam w trakcie mojej 30 letniej praktyki już ponad 25 tysiącom. Są wśród nich księża, lekarze, sędziowie, ministrowie, ludzie prosperity, ale oczywiście i ludzie prości. Zwracało się do mnie również wielu psychologów i psychiatrów z prośbą o pomoc dla swoich pacjentów. Pomagałam im oczywiście w pełni świadoma faktu, że zasługi za efekty mojej pracy zostaną przypisane im. Wprowadzało to jednakże wielu ludzi w błąd, którzy sądzili, że problem jest zupełnie innej natury. Czasami piszą do mnie więźniowie, którzy mówią – „Zawiniłem, dokonałem czynu, który według prawa jest karygodny i nie boli mnie to, że mnie skazano. Jednak dopiero po przeczytaniu Pani książki zrozumiałem, co tak naprawdę się ze mną działo, co nakłoniło mnie do popełnienia przestępstwa – morderstwa, gwałtu itp. Dopiero ta wiedza daje mi prawdziwą wolność. Będąc tam na wolności byłem tysiąckrotnie bardziej więźniem, niż teraz siedząc tutaj. Wreszcie uwolniłem się od koszmaru, który tak bardzo mnie gnębił.”

    Jeden ze śledczych powiedział o Andrzeju S. „On uważa to za chorobę, na którą zapadł pięć lat temu. Ma dość takiego życia” (Super Ekspres „Spowiedź pedofila”). Andrzej S. nie mając dostępu do wiedzy, którą staram się rozpowszechniać, był jedną z ofiar. Pomimo tego, że jako człowiek znajduje się na wysokim poziomie rozwoju oraz jest świetnym psychoterapeutą, nie wiedział jak sobie ze swoją „chorobą” poradzić. W swojej książce „Miska szklanych kulek” na stronie 205 w komentarzu Andrzej S. pisze o sobie jako o osobie, której potrzebny jest egzorcysta. Cała ta książka pełna jest zresztą wskazówek odnośnie tego, że Andrzej S. w chwili jej pisania walczył z jednym tylko problemem, którym było (i nadal jest) opętanie. Oczywiście media mogą wiedzę, którą propaguję ignorować, bojąc się ośmieszenia, potraktować ją jako błahą, zabobonną, ale nie zmieni to faktu, że zjawisko, którym zajmuję się na co dzień istnieje. Wprawdzie jest niewidzialne, ale zbiera olbrzymie żniwo i nie da się go w żaden sposób zatrzymać udając, że nie istnieje. Efekty ignorowania tej wiedzy widzimy każdego dnia na ulicy, w doniesieniach prasowych, czy telewizyjnych. Wielu z tak zwanych sprawców jest samych ofiarami. W pewnym sensie media ponoszą odpowiedzialność za fakt, że nie rozpowszechniając tej wiedzy narażają społeczeństwo, siebie i swoich bliskich. Możecie Państwo to zmienić. Z poważaniem Wanda Prątnicka.

    Artykuł dodano za zgodą autora opracowania – pana Radka S. z Londynu.

    Antypedofilskie Bractwo Himawanti jest największą w Polsce organizacją prowadzącą terapie duchowe oraz pomoc duchową dla ofiar przemocy i terroru, w tym ofiar pedofilii i kazirodztwa, księży pedofilów, mnichów pedofilskich i zakonnic pedofilek. Wschodnie techniki medytacji, jogi, rebirthingu oraz tantry bardzo dobrze nadają się do rozwiązywania problemów życiowych i duchowych ofiar wszelkiej maści zboczeńców seksualnych. Mohan Ryszard Matuszewski przez prawie 10 lat był przetrzymywany przez katolickich pedofilów w aresztach tzw. III RP za prowadzenie terapii dla ofiar pedofilskich księży, mnichów i zakonnic katolickich. Swoją terapeutyczną działalność rozpoczął już w 1978 roku pomagając szkolnym kolegom i koleżankom z takimi problemami.

  • Jednoczenie ofiar kościelnej pedofilii

    Jednoczenie ofiar kościelnej pedofilii

    Papież Benedykt XVI nie udał się do Werony, gdzie 25 września 2010 udał się pierwszy zjazd włoskich ofiar księży pedofilów. Zmyślnie uciekł do Anglii nawracać anglikanów zdegustowanych pederastycznymi biskupami na katolicyzm, gdzie pederastia księży jest jak na razie całkowicie utajniana. Dramatyczne opowieści dorosłych, którzy jako dzieci były ofiarami gwałtów księży pedofilów na Zjeździe Stowarzyszenia Ofiar Księży Pedofilów w Weronie to nie jest to, o czym chciałby pogadać papież pedofilskiego Kościoła.

    Podczas gdy we Włoszech już nawet rusza ujawnianie wielowiekowych pedofilskich skłonności Kościoła katolickiego, w Polsce dręczy się dzieci przymusowym chodzeniem na lekcje religii katolickiej, zbrodniczo przymusowe w skatoliczałych wulgarnie polskich szkołach, które są delegaturami Watykanu niczym średniowieczna inkwizycja. Dzieci mówiące o wsadzaniu im kutasa przez księdza w odbyt są w Polsce zamykane w poprawczakach albo na powstałych w tym celu specjalnych sądowych oddziałach psychiatrii dziecięcej i leczone przymusowo z rzekomej konfabulacji albo schizofrenii. Młodzież po nocy z kutasem księdza w odbycie czy gardle szuka dopalaczy albo ćpa marychę, bo i cóż ma z tym zrobić, skoro nie można jawnie otworzyć poradni dla ofiar gwałconych przez księży pedofilów i zakonnice pedofilki.

    Zjazd zgwałconych przez kościół

    Zjazd ofiar gwałconych przez księży pedofilów zorganizowało Stowarzyszenie La Colpa (Wina),  które od niedawna zrzesza ofiary i rodziny ofiar księży pedofilów  we Włoszech. Pomysł na zorganizowanie spotkania pojawił się już w 2000 roku, ale ofiary długo nie mogły zdobyć się na publiczną odwagę. Podobnie jest w Polsce, gdzie wiele ofiar gwałconych przez księży pedofilów wstydzi się zapisać do Antypedofilskiego Bractwa Himawanti. Dopiero ostatnie wydarzenia w Irlandii, Stanach Zjednoczonych, Australii i Niemczech przekonały je do tego, że także we Włoszech, w cieniu zawsze pedofilskiego Watykanu można przestać milczeć.

    Nie ma odpowiednich słów, aby opisać tragedię ofiar księży pedofilów, osób dorosłych już nawet lekko siwiejących, które po raz pierwszy w życiu spotykają się razem, aby wreszcie opowiedzieć, co im się przydarzyło w dzieciństwie, a co dotychczas ukrywały przed innymi. Obawa, wstyd, ból, strach wymieszany z odwagą i upokorzeniem. Do Werony przyjechało około 100 osób – Ci, którzy znaleźli wreszcie siłę, aby mówić głośno o zboczeniach księży. Wiele ofiar chce nadal zachować anonimowość i swoje doświadczenia opisuje tylko w e-mailach, co jest ze szkodą dla całego światowego Ruchu Ofiar Księży z siedzibą w Polsce.

    We Włoszech pierwsi na odwagę zdobyli się byli uczniowie pedofilsko-kościelnego Instytutu dla Głuchoniemych w Weronie właśnie, gdzie w latach 1950 – 1980 wielu uczniów było gwałconych przez 25 księży z Kongregacji Kompania Maryjna. Był to pierwszy ogólnokrajowy skandal kościelnej pedofilii, który jawnie wybuchł na Półwyspie Apenińskim i nie udało się go jak tysiące innych zamieść po dywan, a ofiar zamknąć w szpitalach psychiatrycznych jako rzekomych schizofreników czy spalić na stosach za tak zwane bluźnierstwo przeciwko pedofilskiemu Kościołowi katolickiemu.

    Gorzkie lody z penisa księdza

    Pan Gianni Bisoli – dziś już dorosły mężczyzna z poważną wadą wymowy, były uczeń pedofilsko-katolickiego Instytutu dla Głuchoniemych opowiadał publicznie o tym, jak jeden z księży katolickich uczących w szkole gwałcił go do 13 roku życia. Wchodził za nim do ubikacji, wywoływał w nocy z sypialni, woził samochodem a potem gwałcił w ustronnym miejscu na tylnym siedzeniu, ruchając brutalnie w otwór odbytowy jak to księża we zwyczaju mają. Cztery razy ksiądz katolicki zawiózł go do biskupa i oddał mu go, aby przewielebny biskup skorzystał z dziecka do dupczenia po katolicku jak widać.

    Jedna z kobiet biorąca udział w spotkaniu wspominała, że ilekroć szła do katolickiej spowiedzi, musiała opowiadać księdzu jak i gdzie drapała się pod spódniczką. W opowieściach wielu pokrzywdzonych powracał nieustannie motyw drobnych podarunków, które musiały zamknąć usta i być łapówką za milczenie: lody, święte obrazki, cukierki…

    Pan Francesco z Padwy opowiadał o tym, że najgorszym aspektem zwyrodniałego molestowania seksualnego przez księży i siostry zakonne jest to, że nie można tego opowiedzieć chorobliwie skatoliczałym rodzicom, gdyż oni nie wierzą i wtedy dziecko czuje się podwójnie pokrzywdzone – jako ofiara gwałtu oskarżona o kłamstwo przeciwko zboczonemu seksualnie księdzu czy biskupowi.

    Wśród listów osób, które nie miały odwagi przyjechać osobiście na zjazd, ale chciały opowiedzieć o swoich doświadczeniach najbardziej bodaj wstrząsająca była historia mężczyzny, który pisał, że do tej pory robi mu się niedobrze, gdy ktoś częstuje go cukierkiem, bo to przywołuje w nim tamte wspomnienia. Napisał również, że wraz z matką był u katolickiego biskupa, aby poskarżyć się na katolickiego księdza pedofila, ale katolicki biskup, widać także pedofil odradził wszelkie donosy ze względu na dobro ofiary będącej dorastającym chłopcem (więc lepiej nie wplątywać je w skandale oraz przez litość dla matki księdza, bo jest starszą osobą… Tak to podstępnie pedofilski kler katolicki najpierw perswaduje i błaga aby nie zgłaszać księdza pedofila organom ścigania, a jak to nie poskutkuje, napuszcza parafian z ambony na całą rodzinę gwałconej ofiary.

    Spisanych jest setki historii, które są jeszcze bardziej dramatyczne. „Od kiedy skończyłem 10 lat byłem gwałcony przez ponad 4 lata bez przerwy. W końcu udało mi się uciec. Jestem nieszczęśliwy. Straciłem pracę, straciłem żonę, utraciłem rodzinę. Kilka razy próbowałem popełnić samobójstwo. Boję się, że również ja mam skłonności pedofilskie. Pomóżcie mi proszę, bo inaczej się zabiję…- mówi Ango z Włoch… Z wielu badań naukowych wynika, że każdy przypadek samobójstwa czy próby samobójstwa dokonany przez dzieci czy młodzież powinien być dokładnie zbadany pod kątem prawdopodobnego molestowania seksualnego i gwałcenia przez pedofila, wobec którego małe dziecko, a nawet młodzież może być bezbronna.

    Potwory w sutannie

    Budującym przykładem wśród ofiar księży są tacy, którzy już dłużej wytrzymać nie mogą i z ofiar gwałconych zmieniają się w detektywów. To przykład Francesca  Znardiego z Savony, który staje się łowcą księży pedofilów i zakonnic lesbujących pedofilek. Archiwum pederastycznych księży pedofilów byłoby na pewno pożyteczne, tym bardziej, że dawna grecka pederastia dzisiaj zwana jest pedofilią, a jest to ciągle to samo zboczenie do młodych chłopców o dziecięcym wyglądzie. Jednym z organizatorów pierwszego zjazdu ofiar księży pedofilów we Włoszech był Salvatore Domolo- były katolicki ksiądz, który oficjalnie ,, ochrzcił” się w 2009 roku. W dzieciństwie także on był ofiarą katolickiego księdza pedofila, a potem sam został katolickim księdzem, widząc w tym pewną tajemnicę duchową, tajemnicę wiary – jak to księża dzieciom wciskają. Kiedy miał jednak pierwsze wyrzuty sumienia i problemy – inny ksiądz, który był jego ojcem duchowym, odprowadzał do psychologa na leżankę i uczestniczył w terapii. To sposób w jaki Kościół sprawuje kontrolę nad tymi, co mają wyrzuty sumienia i rozdarcie moralne z powodu pedofilii kleru i zakonów katolickich.

    Włoski Łowca księży pedofilów – Zanardi odkrył, że don Luciano Massaferro – jeden z najgroźniejszych ludzkich potworów w sutannie (skazany jedynie na 3 lata więzienia), który uciekł do Szwajcarii, teraz wrócił potajemnie do Ligurii. Także znany pedofil w sutannie pochodzenia pakistańskiego – Yousuf Dominic, którego zmuszono do opuszczenia Londynu – ukrywał się w małej parafii w Teksasie, gdzie popełnił kolejne przestępstwa – znalazł w ostatnim czasie gościnę w katolickim Zakonie Ligurskim.

    Sto do pięciu

    Cóż takiego przyniósł pierwszy zjazd ofiar księży pedofilów we Włoszech całemu Ruchowi Ofiar Księży? Przede wszystkim decyzję, aby w tym kraju domagać się  prawdy i sprawiedliwości oraz, aby stworzyć sieć stowarzyszeń ofiar, które będą WSPÓŁPRACOWAĆ ze sobą we Włoszech, Irlandii, USA, Niemczech.

    W Rzymie na 31 października 2010 zwołano  zebranie wszystkich przedstawicieli  stowarzyszeń ofiar pedofilii kościelnej ze świata, aby przypomnieć Watykanowi o jego odpowiedzialności za wszystkie pedofilskie zbrodnie katolickich księży. Także w Weronie ofiary brutalnie gwałcone przez katolickich księży i biskupów domagały się oskarżenia Watykanu i Josepha Ratzingera o pedofilskie zbrodnie przeciwko ludzkości…

    Nie jest to antyklerykalny żart, gdyż również adwokaci włoscy twierdzą, że są ku temu podstawy prawne. Nie chodzi tylko o liczbę popełnionych przez Kościół katolicki pedofilskich zbrodni, ale także o ich skutki…

    Zawsze pedofilski Watykan stara się zmarginalizować sprawę i udowodnić, że tylko niewielki ułamek osób stanu duchownego to pedofile, a kolejny polski Prezydent Komorowski, jedzie do Benedykta XVI, aby szefa tej pedofilskiej mafii pseudoreligijnej zapraszać do Polski dając zielone światło kościelnym pedofilom do masowego bzykania dzieci we wszystkich katolickich parafiach. Poprzez politykę milczenia i tuszowania skandali, jaką prowadziła i faktycznie prowadzi katolicka kongregacja doktryny wiary, zbrodnie powtarzały się i trwały latami dzień w dzień, noc w noc. W sumie zbrodnie katolickich pedofilów trwają już ponad 1600 lat, od czasu jak zboczony seksualnie cesarz Konstantyn wykorzystał pierwotne chrześcijaństwo do stworzenia hydry znanej dziś jako Kościół katolicki. Kiedyś osoby mówiące głośno o pedofilii i zboczeniach sodomicznych wśród księży katolickich były od razu oskarżane o czary lub o bluźnierstwo czy herezję i palone na stosach po długotrwałych torturach.

    Inkwizytorski Papież Ratzinger aka Benedykt XVI pojechał do Londynu, aby przyjąć trochę nowych katolików, którzy odeszli od jawnie pederastycznego kościoła anglikańskiego. Gdyby przyjechał do Werony spotkałby setkę włoskich ofiar księży pedofilów, którzy czekają na przeprosiny, odszkodowania i likwidację pedofilskiej chimery watykańskiej. In Vitro to tylko pedofilska zadyma zboczonego aktywu Kościoła katolickiego, aby odwrócić uwagę ludzi od problemów prawdziwych, takich jak rozrywanie dzieciom odbytnic przez seksualnie niewyżytych pederastów noszących długie sutanny, a zwących się następcami Chrystusa. Jak dotąd brak jednak przesłanek wskazujących na pederastię (pedofilię) u Jezusa Chrystusa czy apostołów.

    Pedofilska prokuratura znów atakuje Ruch Ofiar Księży w Polsce

    W Polsce za to, pedofilsko-katolicka prokuratura okręgowa z Warszawy, znana z ataków na Antypedofilski Ruch Społeczny Himawanti w sierpniu roku 2002 znowu próbuje wszczynać sprawy sądowe przeciwko znanemu i powszechnie szanowanemu terapeucie ofiar księży pedofilów w Polsce, panu Ryszardowi Matuszewskiemu, znanemu też jako „Mohan” „Antykleryk”. Pedofile klerykalni z pedofilskich sekt pokroju Opus Dei, Effatha czy KANA próbują znów swoich skompromitowanych już metod nękania kutasem prokuratora pedofila Piotra Woźniaka i jego pedofilskich kumpli oraz lesbowato-pedofilskich kumpelek z totalnie skompromitowanej usługami dla pedofilskiej mafii z Dworca Centralnego prokuratury okręgowej we Warszawie. Dobrze, że pan Ryszard Matuszewski „Mohan” wyszkolił kilkuset terapeutów zdolnych nieść pomoc osobom gwałconym w dzieciństwie przez katolickich księży pedofilów i zakonnice pedofilki.

    Czas już najwyższy, aby zjednoczyć i umocnić Antypedofilski Ruch Ofiar Księży Pedofilów w Polsce, w tym także Antypedofilski Ruch Społeczny Himawanti. Zapraszamy do wysyłania protestów odpowiedniej rangi, wagi i mocy na adres pedofilskiej prokuratury okręgowej:

    Pedofilska Prokuratura Okręgowa w Warszawie
    Stop pedofilskim zbrodniom prokuratury na Ryszardzie M.
    ul. Chocimska 28, 00-791 Warszawa

    W artykule wykorzystano materiał prasowy:
    Agnieszka Zakrzewicz, Zjednoczenie ofiar pedofilii kościelne; Tygodnik NIE – nr 42.

    Redaktorka portalu: Adila Izabela Tryc

  • Avatar Harry Palmer’a – Sylwia Nowak, sekta Opus Dei i Przyjaciółka

    Avatar Harry Palmer’a – Sylwia Nowak, sekta Opus Dei i Przyjaciółka

    AVATAR – Program edukacyjny dla menadżerów wielkiego biznesu, a niebezpieczna sekta Opus Dei

    Polskie dziadostwo dziennikarskie zostało już wiele razy przez liczne autorytety opisane, obnażone i napiętnowane. Jednak czytając kolejne wypociny gryzipiórków i grafomanek z sekciarskich przybudówek Opus Dei pokroju tygodnika „Przyjaciółka”, widać, że konstruktywnej krytyki obnażającej zbrodnie dziennikarskie ciągle jest za mało. W ramach prawa do dissu pewną szkodliwą dziennikarską ciotę Annę Grzelczak dobrze opisał Peja, czyli Ryszard Waldemar Andrzejewski w swojej raperskiej piosence, niestety to ciągle mało, żeby dostatecznie obnażyć kto i dlaczego pisze oszczercze elaboraty o wszystkim co dobre w tym kraju nad Wisłą i Odrą zawszawionym ideologią sekciarskiej mafii Opus Dei.

    Tutaj odnosimy się do artykułu z tygodnika „Przyjaciółka” pedałującego swobodnie kursy dla menadżerów biznesu prowadzone przez profesjonalny instytut Star’s Edge a znany pod nazwą „Avatar”. Niestety bi-lesbie cioty z sekty Opus Dei i ich dziennikarski dziwex z tygodnika „Przyjaciółka” plagiatując wcześniejsze paszkwile z „Dziennika” i „Gazety Wyborczej” lesbiej Agnieszki Czajkowskiej z Wrocławia, wypisuje bzdury nie mając kompletnie pojęcia o czym pisze i czego kursy biznesowe dotyczą. A program „Avatar”, nie mylić z filmem James’a Camerona, to zwyczajny kalifornijski program edukacyjny dla menadżerów wielkiego biznesu. Takie programy edukacyjne oczywiście mają kalifornijską cenę, gdyż kierowane są do milionerów, a nie do bezrobotnych bez zasiłku, pokroju opusdeistycznej supernumerariuszki wabiącej się Sylwia Nowak z Wrocławia. Ideologia i przynależność do sekty Opus Dei jest bardzo istotna w wypadku wielu prasowych i telewizyjnych ataków medialnych na różne osoby i organizacje. Opus Dei nazywana jest w Hiszpanii „świętą mafią” lub „mafią boga”.

    Lesbijka biseksualna, członkini złodziejskiej i pedofilskiej sekty Opus Dei Sylwia Nowak – bi-lesba z dominikańskiego centrum informacji we Wrocławiu, szkaluje programy edukacyjne „Avatar” oferowane biznesmenom przez Star’s Edge założony przez Harry Palmera. Sylwia Nowak to znana bi-lesba z sekty Opus Dei, opłacana z pieniędzy budżetu miasta Wrocław dla dominikańskiego centrum informacji mnicha Tomasza Franca, świrniętego paranoika i bi-homoseksualnego kolegi Ryszarda Nowaka ze Szklarskiej Poręby. Ujawniono, że w 2008 roku pedofilska sekta Opus Dei dostała poprzez fasadową instytucję dominikanów 60 tysięcy złotych na szkalowanie programu „Avatar” służącego edukacji wielkich biznesmenów. Orientalna nazwa kursów oraz imię twórcy programu edukacyjnego „Harry” widać nie spodobało się złodziejskiej i pedofilskiej sekcie Opus Dei we Wrocławiu i Szklarskiej Porębie. Najbliższa rodzina Ryszarda Nowaka w postaci grubaśnej, cierpiącej na bulimię bi-lesby Sylwi Nowak z Opus Dei widać nie lubi pracować i woli wyłudzać kasę na fikcyjne usługi oferowane przez opusdeistyczno-dominikańskie centrum najbardziej znane ze złodziejstwa i pedofilstwa, nie tylko w Hiszpanii, Irlandii czy Chile. W końca IRA to bojówka militarna sekty Opus Dei.

    Czemuż władze miasta Wrocław są tak naiwne, że pozwalają niebezpiecznej sekcie Opus Dei wyłudzać pieniądze publiczne na fikcyjną działalność sekciarskich złodziei pokroju Tomasza Franca, Sylwi Nowak oraz Ryszarda Nowaka? Dlaczego my, podatnicy musimy sponsorować bandytyzm kilku osób ze złodziejskiej i pedofilskiej sekty? Ile dzieci zostało zgwałconych w ośrodkach sekty Opus Dei za pieniądze budżetu miasta Wrocław? Dlaczego Urząd Miejski we Wrocławiu sponsoruje pedofilską sektę Opus Dei poprzez jej przybudówki i organizacje satelickie jak dominikański ośrodek informacji ojca pedofila Tomasza Franca? Pedofile widać muszą dużo płacić w Polsce za milczenie swoich ofiar, skoro muszą wyłudzać dotacje na swoją szkaradną działalność. A i jeszcze zwalczają program „Avatar” Harry Palmera, bo tam się dużo mówi o ofiarach księży pedofilów i o pedofilskich wyczynach dominikańskich mnichów w USA oraz Kanadzie. O szkodliwości niebezpiecznej, terrorystycznej sekty Opus Dei, znanej także w propagowania zakazanego w Polsce faszyzmu, tego hiszpańskiego, czyli frankizmu i tego chilijskiego czyli morderczego i ludobójczego pinochetyzmu. Niezłe powiązania i jakże podstępne wyłudzanie pieniędzy, tak na faszyzm jak i na zboczenia seksualne w sekcie Opus Dei, która za tym wszystkim stoi, a pornografię dziecięcą lubi bo to dochodowy biznes.

    Sylwia Nowak jest biznesmenką we Wrocławiu, ma dwoje dzieci, córki i jakoś dominikański ośrodek informacji ani magistrat we Wrocławiu nie martwi się o to, czy Sylwia jako biseksualna lesbijka, należąc do niebezpiecznej, pedofilskiej sekty Opus Dei przypadkiem nie gwałci i nie molestuje swoich córek, które rzekomo bardzo kocha! Miłość pedofilska, to nie jest takie sobie „kochanie inaczej”, jak mogłoby się wydawać. Pedofilia to niebezpieczne zboczenie seksualne, szczególnie jak ma miejsce w rodzinie, ze strony matki do córek czy innych osób zależnych. Tym powinien się zająć magistrat wrocławski, zajrzeć do łóżek Tomasza Franca oraz rodziny Nowaków, tak Ryszarda Nowaka, o którym już słychać wiele było, a także takich osóbek jak biznesowa bi-lesbia Sylwia Nowak, której każdy „Harry” kojarzy się z magią i okultyzmem, ale pedofilia jest akceptowana, jak to w sekcie, która uważa, że z dziećmi można kopulować od 12-tego roku życia legalnie, bo tak twierdził założyciel Opus Dei i praktyka podobnych sekt w historii heretyckich zwyrodnień teologicznych.

    Sylwia Nowak używa swych seksualnych przyjaciółek takich jak Agnieszka Czajkowska z Gazety Wyborczej czy Anna Grzelczak z tygodnika „Przyjaciółka” do wypisywania oszczerczych insynuacji pod adresem kursów edukacyjnych „Avatar”. Nie dosyć, że koleżankom bi-lesbi robi dobrze w ramach ciągle tej samej złodziejskiej i pedofilskiej sekty o faszystowskim rodowodzie, to jeszcze im płaci za debilne publikacje w których nie ma ani trochę prawdy, a jedynie same brednie wiele razy już przepisywane przeciwko wszystkim, których sekta Opus Dei chce sterroryzować, zastraszyć i wycyckać ekonomicznie. Takie to biznesmenki ma sekta Opus Dei, które albo coś wyłudzą, albo dupą syfu narobią, albo mordami coś napindolą! Zresztą jeden poszkodowany przez opusdeistkę supernumerariuszkę Annę Grzelak z Przyjaciółki raper Peja całą piosenką obnażył jakie to bez przeproszenia jest kurestwo ta cała sekta Opus Dei z jej supernumerariami. Nie przypadkiem chyba, sekciara Sylwia Nowak dokształca się z biznesu i ekonomi oraz zarządzania firmami na lubelskiej uczelni KUL, całkiem przez sektę Opus Dei opanowanej. A zwykły ogólniak skończyła miernie, gdzieś około 1988 roku w Gogolinie, czyli mając lat dwadzieścia. Musiała w swej inteligencji kiblować jeden roczek, bo normalnie liceum ogólnokształcące kończą panienki mając latek 19-cie!

    Biznesowe kursy „Avatar” Harry Palmera były widać zbyt kosztowne dla mało inteligentnej biznesmenki dolnośląskiej, bo teraz ogłasza się w profilu goldenline, jako wielbicielka wszelkich kursów darmowych na temat biznesu. Pewnie takie istnieją, ale chyba tylko dla bezrobotnych bez prawa do zasiłku. Ale za to będzie jedna więcej magister ekonomii i biznesu z dyplomem KUL, za edukacje której płaci budżet państwa czyli my podatnicy. Tak sekta Opus Dei rośnie w siłę i trochę zboczone supernumerarie pokroju Sylwi Nowak, które tak bardzo kochają swoje córeczki, swą pedofilnie lesbią miłością, że za nic w świecie nie chcą uczyć się biznesu od dobrych, skutecznych w strategiach biznesowych i marketingu specjalistów amerykańskich z programu „Avatar” firmy Star’s Edge. Z takimi specjalistkami od biznesu pewnie magistrat wrocławski zbankrutuje płacąc na bi-lesbie imprezki Tomasza Franca i jego zboczonego stadka „bardzo inaczej kochających” coroczne dotacje. A na powodzian i chorych paliatywnie jak zawsze nie wiele, albo i całkiem nic nie zostanie!

    Tomasz Franc „kochający dzieci inaczej”, aby wykazać się działalnością musi prowadzić blogi takie jak pod swym wcieleniem o imieniu Piotr na blogspot.com gdzie plugawie wymyśla swoje pedofilskie bzdury na temat edukacyjnych programów „Avatar” dla biznesu. Ksywka Piotr, rzekomy były członek sekty, to nic innego jak internetowy avatar, tyle że dominikańskiego ryja znanego z Wrocławia jako ojciec Tomasz Franc, usunięty z funkcji kapelana uczennic z powodu podejrzeń o ich molestowanie seksualne. Ciekawe ile dzieci złowił ów anonimowy Piotr na hasło łapania ofiar sekt w sieci jednej z najgroźniejszych sekt, czyli faszystowskiej Opus Dei. Tomasz Franc jest numerariuszem Opus Dei, wysoko postawioną figurą zarządzającą sektą we Wrocławiu, a także koneserem dziecięcej pornografii! Ogolony na łyso, jak inni faszystowscy opusdeiści, wiadomo z czym się kojarzy. A kto zna trochę hiszpański ten wie co to znaczy: ladrones y depredadores y pedophiles! Oto Opus Dei i jej utajniona zbójecka krucjata, o której jest mnóstwo demaskatorskich filmów na YouTube!

    Rodzice niejakiej Sylwi Nowak mogliby łaskawie zainteresować się na czym swój pierwszy biznes zrobiła ich gogolińska córeczka, aby móc wstąpić do sekty Opus Dei, która całe dochody swych ofiar numerariowych zabiera. Otóż zarabiała na sprzedaży swojego tyłeczka sekciarskiego, co się nazywa „misjonowaniem na rybkę”. To taka chrześcijańska, sektowa prostytucja miłości dla Jezusa. Łowi się na dupcię bogatych frajerów, werbuje do swej sekty Opus Dei, a pieniądze za dupcię i poruchanki idą na sekciarską działalność i osiąganie upragnionej pozycji supernumerariuszki. Proceder ów doskonale obnażony został w Hiszpanii i właśnie w USA, a w 1984 roku po raz pierwszy w USA publicznie opisał go i obnażył właśnie Harry Palmer, zatem pitolenie opusdeistek, Anny Grzelczak czy Agnieszki Czajkowskiej oraz ich aktywistki udającej ofiarę kursów biznesowych Sylwi Nowak ma nie tylko nieetyczny wymiar zemsty, ale i posmak chamskiego krycia własnych interesów robionych cipką na rzecz własnej sekty, tym razem prawdziwej, dobrze znanej i szkodliwej, znanej jako Opus Dei. Dla porządku dodajmy, że proceder zarobkowy pierwszego biznesu Sylwi Nowak znany jest lepiej pod nazwą prostytucja oraz nierząd sakralny, bo przecież dupy za pieniądze Sylwia jak młoda była dawała w celach uświęconych, aby zarobić kasiorę dla swej sekty. Mamy nadzieję, że córeczki Sylwi Nowak zrozumieją z jakiego łona się zrodziły i kim jest rzeczywiście i szajbnięta ideologią sekty Opus Dei mamusia. I to by było tyle, jeśli chodzi o kurewstwo dziennikarskie, zwyczajnie i po ludzku mówiąc.

    Peja kontra Anna Grzelczak Przyjaciółka

    Wybitny Polski raper Peja zwięźle ale dokładnie podsumował „dziennikarskie dziwki” pokroju Anny Grzelczak z redakcji tygodnika „Przyjaciółka” czy raczej firmy edipresse – gałęzi biznesowo-medialnej sekty Opus Dei. Oto oryginalna treść dobrze znanej piosenki. Warto przeczytać jaki syf robią lekkie panienki z sekty Opus Dei pracujące w redakcjach nie tylko przecież „Przyjaciółki” (Anna Grzelczak) ale i Gazety Wyborczej (Agnieszka i Małgorzata Czajkowska). A córeczka Anny Grzelczak, niejaka Hanna Izabela Grzelczak ćwiczy opusdeistyczny biznes w Bath i Londynie, chyba jako misjonarka od wyłudzeń i zboczeń. Sekta tam widać słabo się trzyma, bo koleżanka Sylwi Nowak musi sektę biznesowo ratować.

    Piosenka: Wojtas feat Peja „Zło”

    Nie wnikam w to czy w polityce masz obycie
    Zobacz jakie mają życie ci co rządzą
    Cyrk podporządkowany układom, pieniądzom
    Polityczna banda, ci dopiero szpącą
    W TV na gorąco afera za aferą
    Niektórzy z nich reprezentują mniej niż zero
    Przeciwko nim włączam moje stereo
    Przeciwko nim włącz swoje stereo
    Piękna willa, nowa limuzyna
    Nie dojdą skąd miał na to za skurwysyna
    Podłączona do koryta prze pazerna świnia
    A średnia krajowa to największa kpina
    Bezrobocie w ryzach trzyma coraz więcej
    Kolejna rodzina załamuję ręce
    Ludzie wyjeżdżają za granice kraju
    Tam tyrają bo tu perspektyw nie ma
    Obiecują – będzie lepiej – co za ściema
    To by było tyle co sądzę na ten temat
    Wniosek – uważaj, sprawiedliwości nie ma
    Nie ma, nie, nie ma

    Kiedy wkurwia mnie, ja uśmiecham się
    Pełen lajt, ja wiem, powinno obchodzić mnie
    Kiedy szczerzę kły, szydząc będąc zły
    Jak Dębiecki 52, realia tego świata znam
    W pojedynkę jak WOS nic nie zdziałam, zrozumiałem
    Już dawno tak na dno wiele idei padło
    Ty zdychasz, ja żrę jadło, grubasom przybywa sadło
    Chuda baba w metrze żebrze, rzucam jej choćby pięć centów
    Nie mogę na nią patrzeć, ona mówi – God Bless you
    Ile takich osób jest? w chuj, wuchta czyli
    Wkurwiony w jednej chwili Peja się nie pomylił
    Mam być ostry jak chilli, to ja na swoim garnku
    Zbudowałem swój dom z ludźmi z SLU gangu
    Wkurwiony Rych o poranku, czasem tylko poszydzę
    Zbyt dużo słyszę, zbyt dużo widzę
    Pytasz co? krzywdę, ludzi nazwanych bydłem
    Traktowanych przez system, jak gówno nie przywykłem
    Do kapitalizmu, który do polski wkroczył
    Do imperializmu, który nas ludzi zaskoczył
    Miał Rychu Peja taki jeden sen proroczy
    By dla każdego willa, ludzie za życia martwi
    To niestety Idylla, to mnie wkurwia nie martwi
    Wiem, że każdy z tych ludzi chciałby wybrać własną drogę
    Wiem, rozmawiają z Bogiem, widzę w ich oczach trwogę
    Jak ja gdy widzę togę gdy odczuwam niepokój
    Gdy niebieski transporter chce pilnować mego bloku
    Spokój, spokój wkurwiony ponownie zaciskam szczękę
    Zaciskam w pięść rękę, jak na macie nie pęknę
    Nie pozbędę się wkurwienia, będę trwał, nie wymięknę
    I nie zmienia się nic choć me życie jest piękne
    Na pewno lepsze niż te z zeszłej ery
    Rychu wkurwiony i do bólu szczery

    Zły, wściekły, wręcz wkurwiony
    Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony
    Osłabiony tym co widzę, co słyszę
    Chcę zmienić to i o tym piszę
    Zły, wściekły, wręcz wkurwiony
    Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony
    Osłabiony tym co widzę, co słyszę
    Chcę zmienić to i o tym piszę

    Wyglądam przez okno i wiesz co widzę gościu?
    Było boisko, teraz budują tam kościół
    Co za pomysł, myślę, coś tutaj nie gra
    Kolejna świątynia w środku tego osiedla
    Mały Watykan, to jest moja parafia
    Niejedna koperta co łaska tam trafia
    Na podobnych schematach działa jak mafia
    Wygląda jak mafia, widziałeś ich fury?
    Naiwni wierni to dla nich złote kury
    Za hajs bilet do nieba – bzdury
    Kopsają babki emerytury i renty
    Radio MR mówi, że święty
    Część z nich jest na pewno z powołania
    Kolejna część od liczenia i zbierania
    Wszystko to bez opodatkowania
    Podobno któryś z nich ma skrzywioną psychikę
    Uuuu, pamiętasz co to była za heca? co?
    Światło dzienne ujrzał skandal księdza
    Ten to do pieca dojebał po całości
    Zachowaj wiarę, ale uważaj na kościół

    Drugi motyw, Rycha wkurwienia dotyk
    To z prasy i z TV cioty, showbiz i kłopoty
    Tu krytyka i nagrody, oskarżenia i ploty
    Śmieje się luz do tych kurwiszonów spory dystans
    Chcecie na tym skorzystać? to ja was wykorzystam
    To weźcie jako przysmak o nazwie gorycz
    Skowycz dziwko, skowycz, łamiesz prawo prasowe
    Oczerniasz mą osobę, ja pierdolę was półgłówki
    Rozpisały się o Rychu wszystkie kiepskie kolorówki
    A z mego procesu nie zrobicie pokazówki
    Chcesz mnie wkurwić tylko śmieszysz jak Bauer’owska spółka
    W dupę wyjebana Anna Grzelczak przyjaciółka
    Więc to do ciebie, mam sporo racji
    Mam prawo do dissu jak do autoryzacji
    To hardcore rap nie piknik, zająkniesz się jak Michnik
    Kiepskie dziennikarskie dziwki, niespełnieni raperzy
    Kto w wasze, chuja warte, recenzje wierzy?
    Tak się bawi Rychu, to dla was jatka
    Tak się wkurwia Rychu, twoja gówno warta klatka
    Kiedy cię kurwo dopadnę nie pozna cię własna matka
    Fest chłopak Sylwia, jego pedalska paczka
    O teraz, tak to będzie afera
    Nie chcę wydawcy frajera co własnego zdania nie ma
    Walczę o niezależność, jeszcze dziwko cię dojadę
    Bo mam kurwa czelność, jadę na tym podkładzie
    Tak wkurwiony? nie, prosto na luzie
    Mówię co myślę, bo nie jestem żadnym tchórzem
    Pierdolę was wszystkich, Rychu Peja przez P duże
    Słyszysz? pierdolę was wszystkich, Rychu Peja przez P duże
    Pierdolę was wszystkich Rychu Peja przez P duże, duże

    Zły, wściekły, wręcz wkurwiony
    Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony
    Osłabiony tym co widzę, co słyszę
    Chcę zmienić to i o tym piszę

    Zły, wściekły, wręcz wkurwiony
    Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony
    Osłabiony tym co widzę, co słyszę
    Chcę zmienić to i o tym piszę

    To by było tyle, co sądzę na ten temat
    Wniosek – uważaj, sprawiedliwości nie ma


    Redaktor portalu Indrapani Lalita Dewa, Arkadiusz L. – Wrocław

  • Jerzy D. ze Świdnicy – zbrodniczo internowany

    Jerzy D. ze Świdnicy – zbrodniczo internowany

    Wyrok sądu katolickiego: Jerzy D. rzekomo niepoczytalny zostaje dożywotnio internowany

    Jerzy D., 58-latek ze Świdnicy nigdy wcześniej nie leczył się psychiatrycznie, nie ma zaburzeń psychicznych. Nie miał też żadnych konfliktów z prawem, ale wielokrotnie krytykował zepsucie moralne kościoła katolickiego. W Świdnicy ma żonę i dorosłą córkę, pracował jako mechanik. Przez ostatnie lata pisał wielokrotnie do hierarchów pedofilskiego kościoła katolickiego listy, w tym rzekomo obraźliwe, negując niektóre poczynania zepsutych moralnie duchownych, księży pedofilów, dupczycieli nielegalnych konkubin plebanijnych, złodziei i oszustów w sutannach. Nigdy nie otrzymał odpowiedzi, a jego uwięzienie w Częstochowie to kolejna złośliwa zbrodnia katolickiej sekty na Narodzie Polskim.

    Każdy protest przeciwko zbrodniczej i niemoralnej działalności kościoła katolickiego i jego niemoralnego szamba w postaci sekt takich jak paulini, dominikanie, rydzykowcy, franciszkanie czy michalici – zawsze jest słuszny, uzasadniony, potrzebny i nie może podlegać karaniu przez sądowych bandytów wykonujących dla kościoła katolickiego usługi za łapówki z kurii. Jeśli dla jakiegoś psychiatrycznego zbuka z Krakowa pan Jerzy D., za krytykę kościoła katolickiego jest niepoczytalny, to leczyć trzeba psychiatrycznie psychiatrę i paulinów, najlepiej całą ich sektę przerobić na oddział zamknięty domu wariatów! Wierzenie w urojenia, jakoby żydówka Maryja z Izraela zachowała dziewictwo a zapłodnił ją jakiś Duch wskutek czego urodziła Syna Jezusa Chrystusa, to zapewne schizofrenia albo podobnie ciężka psychoza urojeniowa wymagająca leczenia w pierwszej kolejności, a to z uwagi na to, że urojenie to występuje już na ziemi polskiej stanowczo za długo i jest przewlekłe oraz powoduje epidemię psychozy indukowanej na dużą skalę!

    Skatoliczały psychotycznie Sąd Okręgowy w Częstochowie wysługujący się niebezpiecznej sekcie paulinów odrzucił w czwartek 13 czerwca 2013 roku zażalenie Jerzego D., który rzekomo sprofanował Piekielnie Czarny Obraz na Jasnej Górze, na przymusowe umieszczenie go w szpitalu psychiatrycznym na oddziale dożywotniej internacji sądowej. Decyzja jest prawomocna, 11 czerwca 2013 minęło pół roku od bezprawnego i bezpodstawnego tymczasowego aresztowania 58-latka ze Świdnicy – bohatera narodowego Jerzego D. Pozostaje tylko wniesienie kasacji. A miało już w Polsce nie być stalinowskich psychuszek, internowania oraz detencji bez udowodnienia winy i sprawiedliwego procesu sądowego. Skoro człowiek rozumie pisma sądowe i pisze zażalenia oraz skargi na decyzje sądu, to niewątpliwie jest całkowicie poczytalny i w pełni władz umysłowych, a debil psychiatryczny, który orzekł całkowitą niepoczytalność powinien za oszustwo siedzieć w kryminale albo lepiej na internacji za wypisywanie głupot w orzeczeniach psychiatrycznych! Tym psychiatrycznym potworem katolickim jest członek sekty radiomaryjców z Krakowa Stanisław Teleśnicki.

    Propedofilski i paranoicznie skatoliczały Sąd Okręgowy w Częstochowie umorzył postępowanie wobec świdniczanina, który rzucił żarówkami z czarną farbą w obraz Matki Boskiej w kaplicy na Jasnej Górze, ale skierował go na przymusowe leczenie psychiatryczne, co w polskich warunkach katolskiego reżimu wojtylistów oznacza dożywocie w psychuszce, w bardzo ekstremalnie nieludzkich warunkach, gorszych niż w w sowieckich psychuszkach Stalina. Wniosek w kwietniu 2013 złożyła skatoliczała paranoicznie częstochowska prokuratura po uzyskaniu opinii rzekomych biegłych. Lekarze z przyczyn politycznych uznali, że Jerzy D. jest niepoczytalny i w przyszłości może rzekomo stanowić zagrożenie. Skatoliczały paranoicznie, a zarządzany z częstochowskiej kurii (kurwii) watykańskiego okupanta Sąd zadecydował bezprawnie o umieszczeniu 58-latka w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. Tymczasem prawda jest taka, że niepoczytalność praktycznie nie istnieje, bo póki człowiek jest świadomy, jest poczytalny i zdolny do rozumienia swojego postępowania, szczególnie jak z premedytacją je planuje i wykonuje, a zbrodnia leczenia psychiatrycznego na podstawie rzekomej niepoczytalności jest zbrodnią polityczną przeciwko państwa własnemu narodowi!

    Nielegalnie działa pozakonstytucyjna Komisja Psychiatryczna przy Ministerstwie Sprawiedliwości, która jest niekonstytucyjnym lobby bandytów psychiatrycznych, ordynatorów oddziałów sądowych psychiatrii, którzy w rzeczywistości wymyślili sobie niepoczytalność na zlecenie zbrodniczego państwa dla niszczenia i mordowania więźniów politycznych! Niepoczytalność stosowano powszechnie w Niemczech za Hitlera i w ZSRR za Stalina do likwidowania więźniów politycznych w psychuszkach z pomocą niszczących mózg środków psychotropowych niesłusznie nazywanych ‘lekami”. Psychiatria sądowa i leczenie przymusowe w Polsce to w praktyce dożywotnie internowanie, gdzie więzień-pacjent, a także jego bliscy, rodzina i znajomi nie mają żadnych praw. Psychiatrzy sądowi niczym rasowi polityczni bandyci pozbawiają osobę wszelkich praw człowieka i obywatela, a decyzją jednego ordynatora więzień-pacjent może do końca życia nie zobaczyć swojej rodziny ani znajomych, bo takie może być widzimisię skatoliczałej świni w randze reżimowego psychiatry, który zakaże widzeń z internowanym dożywotnio pacjentem.

    Współczesne środki psychotropowe służące do eliminacji pacjentów psychiatrii sądowej zabijają powoli i w koszmarnych męczarniach psychosomatycznych jakie wytwarzają, np. długotrwałe duszności, zaburzenia serca, utrata wzroku, częściowy paraliż ciała, “samoistne chodzenie kończyn”, ślinotok, nieustanne przeziębienie, silne bóle głowy, wymioty i torsje, długotrwałe zatwardzenia lub rozwolnienia, nocne paraliże, śpiączka, etc. Pacjent psychiatrii sądowej rzadko żyje dłużej niż 10-15 lat, gdyż jest to optymalny czas zbrodniczej eliminacji internowanego więźnia, czyli wykończenia pacjenta, ale polski rekordzista przetrzymał 28 lat na psychotropach zanim “wyciągnął nogi”. Umieralność pacjentów jest duża, a lekarze po objawach szacują potencjalny czas zgonu i dopiero tuż przed śmiercią wypisują śmiertelnie “zalekowanego” internowanego do domu. Taka jest tajna MISJA psychiatrii sądowej w państewkach takich jak Polska, które są zbrodniczymi katolickimi reżimami, a funkcje gestapo pełni psychiatria sądowa!

    Typową zbrodnią psychiatrów jest wysyłanie pacjenta na drugi koniec Polski, z dala od rodziny, żeby jak najrzadziej odwiedzała, bo skatoliczali w swym okrucieństwie bandyci psychiatryczni nie raczą przestrzegać międzynarodowych konwencji o tym, że więzień ma odbywać karę nie dalej niż 100 kilometrów od swojego miejsca zamieszkania (rodziny, domu). W Polsce więzień psychiatryczny nie ma formalnie statusu więźnia ani normalnych praw osoby pozbawionej wolności, chociaż formalnie skazany jest na bezterminową, dożywotnią w swej istocie internację nad którą nikt oprócz ordynatora oddziału psychiatrycznego w praktyce nie ma żadnej kontroli. Teoretycznie, internowanego na detencji psychiatrycznej może zwolnić ten sam sąd (sędzia), który orzekł detencję, ale czy ktoś widział sędziego, który anuluje swój własny wyrok, a w zasadzie decyzję w trybie administracyjnym, bo po orzeknięciu w sumie nieistniejącej całkowitej niepoczytalności, nie bada się sprawy ani dowodów, zatem de facto skazuje się niewinnego bez rozpoznania sprawy, nawet bez przesłuchania świadków. Tak się więzi kilkadziesiąt tysięcy ludzi w Polsce! Najwyższy czas zakazać tej zbrodniczej stalinowskiej psychiatrii sądowej orzekającej całkowitą niepoczytalność, która nie istnieje, gdyż człowiek taki nie mógłby nic planować, nawet pójścia do toalety, czyli musiałby działać w śpiączce, co jest nierealne.

    Pacjent innowierca (niekatolik) w warunkach psychiatrycznej internacji jest zmuszany siłą do uczestniczenia w religijnych ceremoniach na oddziałach sądowych, gdzie regularnie odprawiane są msze i do cel psychiatrycznych wchodzą katoliccy kapelani. Za nieprzyjęcie komunii katolickiej, opór przed uczestnictwem w katolickiej mszy, która jest obowiązkowa dla pacjentów przymusowo więzionych, internowanych na detencji psychiatrycznej – pielęgniarze wiążą w pasy, biją i kopią (spuszczają wpierdol), a pielęgniarki podają dusząco-paraliżujące psychotropy niszczące mózg. Wszystko zleca ordynator bandyta lub jego zastępca. Taka jest debilia psychiatryczna na której katolicka msza i komunia jest w warunkach polskiego reżimu katolickiego rodzajem zalecanej przez psychiatrów psychoterapii! Pacjent taki będzie także zmuszany do pracy fizycznej w postaci robienia dekoracji katolickich na okazję przybycia księdza na mszę oraz do pracy przy produkcji dewocjonaliów, co jest powszechną praktyką na oddziałach psychiatrii sądowej reżimu katolickiego w Polsce. Psychiatryczne pseudo leki wyniszczające mózg są w razie odmowy przyjmowania podawane siłą, co jest sprzeczne z prawem pacjenta zarówno do wyboru lekarza jak i środków leczniczych. Internowany psychiatrycznie przez reżim pedofilskich klechów w katolickich sutannach za każdy opór będzie bity, poniewierany, torturowany, katowany, wiązany w pasach do łóżka na wiele tygodni przez pielęgniarzy-ochraniarzy oddziału czyli parafialne bojówki katolickie proboszcza kapelana psychiatrii sądowej. Wiadomo to od wielu setek innych ofiar psychiatrii sądowej w Polsce po roku 1989 czyli za panowania zbrodniczego reżimu katolickiego wyniszczającego Polskę i wszystkich przeciwników zbrodniczego kościoła i jego władzy politycznej.

    Sąd okręgowy w Częstochowie rozpoznawał zażalenie na wcześniejszą decyzję sądu rejonowego, który umorzył postępowanie orzekając przymusowe, czyli bezprawne leczenie psychiatryczne; utrzymał ją bezprawnie i zbójecko w mocy – poinformował zbrodniarz polityczny Tomasz Ozimek ze skatoliczałej pederastycznej i pedofilskiej Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, która prowadziła fikcyjne “śledztwo” w tej sprawie. – Po decyzji pedalskiego sądu w Częstochowie specjalna komisja bandytów psychiatrycznych z tzw. Komisji Psychiatrycznej Ministerstwa Sprawiedliwości zdecyduje, gdzie konkretnie Jerzy D. będzie leczony – powiedział prokurwator Tomasz Ozimek. Żydowska prostytutka Maryja i jej porąbany pederastyczny przeor znowu więzi kogoś, kto przeciwko zbrodniom pederastycznej sekty z Jasnej Góry zaprotestował. Jasna Góra to znane w Polsce miejsce wyuzdanych orgii seksualnych, gdyż jak wiadomo od 1994 roku, część mnichów to zdecydowani pederaści i pedofile ruchający młodych chłopców, a część to imprezowicze dymający wszystkie panienki z okolicznych agencji towarzyskich za pieniądze z datków wiernych. Przeważa lobby homoseksualne, przeciwko któremu jako zboczeniu klerykalnemu protestował słusznie Jerzy D. Sąd nie odniósł się nawet do słuszności postulatów oczyszczenia Jasnej Góry z mnichów pederastów i pedofilów oraz kurwiarzy, co z punktu każdej religii jest jak najbardziej słuszne.

    W detencyjnych ośrodkach internowania psychiatrycznego pacjent-więzień nie ma prawa do widzeń intymnych z żoną czy mężem, co przyczynia się do rozkładu pożycia małżeńskiego. Bandyci psychiatryczni podając leki psychotropowe doskonale wiedzą i ukrywają przed społeczeństwem fakt, że częściowo przynajmniej kastrują one pacjenta uniemożliwiając współżycie seksualne, a nowoczesne odmiany środków typu dawny brom w herbacie są na porządku dziennym. Brak także nawet przepisów dotyczących możliwości wykonywania środka zabezpieczającego czyli zbrodniczej detencji poza zakładem, w przypadku wystąpienia u internowanego choroby somatycznej innej niż psychiczna, co oznacza, że jak pacjent więzień zachoruje i wymaga leczenia w specjalistycznym szpitalu, to praktycznie jest skazany na śmierć, ponieważ zakład psychiatrii sądowej musi go trzymać i nie może wysłać do innego szpitala na operację czy leczenie. Pacjenci oddziałów psychiatrii sądowej są zatem skazani na śmierć w placówkach w których zostali osadzeni przez Komisję Psychiatryczną rodem z czasów hitlerowskich i stalinowskich, bo nie wolno ich wysłać na leczenie do szpitala w przypadku prawdziwej choroby. Warto wspomnieć, że istnienie większości tak zwanych chorób psychicznych nie zostało potwierdzono naukowo, a psychiatria ciągle jest nadużywana do celów zbrodniczych przez polityków z reżimowo-katolickiego Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Zdrowia. Oprócz tego, pacjentom podsądnym ciągle się wmawia na oddziałach, że ich dolegliwości somatyczne to urojenia i przywidzenia, symulacja, nadwrażliwość na ból, a zamiast badań stanu zdrowia dostają jako lekarstwo kolejny psychotrop lub wiązanie w pasy. I tak przecież katolicki rząd Polski przeznaczył ich do utylizacji jako śmiecie!

    Przypomnijmy, że 9 grudnia 2012 roku po porannej mszy w klasztorze na Jasnej Górze w Częstochowie świdniczanin Jerzy D. w akcie patriotyzmu rzucił w obraz żydówki Maryji zwanej Matką Boską żarówkami, wypełnionymi czarną farbą. Taki normalny protest przeciwko terrorowi, faszyzmowi i pederastii oraz kurewstwu jasnogórskiej sekty paulinów. Nie doszło do uszkodzeń, bo obraz jest zabezpieczony szybą, zatem sekta paulińskich pederastów nie poniosła żadnej szkody. Mężczyzna nie przyznał się do winy, chciał żydowską prostytutkę przepędzić precz jako zło z polskiej ziemi, tłumaczył, że kierowały nim pobudki religijne i patriotyczne. Początkowo usłyszał bezpodstawny zarzut zniszczenia dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury poprzez rzucenie trzech żarówek wypełnionych czarną farbą w obraz Matki Boskiej i uszkodzenie na kwotę około 2 000 zł otoczenia obrazu tj. przestępstwo z art. 288 § 1 w zw. z art. 294 § 2 kodeksu karnego i art. 108 ust. 1 ustawy z dnia 23.07.2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami , w zw. z art. 11 § 2 kodeksu karnego i zarzut rzekomego obrażenia uczuć religijnych innych osób poprzez publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej tj. przestępstwo z art. 196 kodeksu karnego. Po cztero-tygodniowej obserwacji psychiatrycznej u psychiatrów wyznania katolickiego czyli także katolickich pederastów i sodomitów, skatoliczała do obłędu prokuratura umarza postępowanie karne ale wnosi o leczenie psychiatryczne Jerzego D. Od grudnia 2012 mężczyzna przebywa w areszcie, chociaż powinien za bohaterstwo otrzymać order virtuti militari lub orła białego.

    Po tym zdarzeniu na Jasnej Górze zostało odprawione pederastyczne nabożeństwo ekspiacyjne, ale nie dokonywali pokutnej ekspiacji za uprawianą przez jasnogórskich mnichów pederastię, pedofilię i zwykłe kurewstwo z dziwkami. W obronie świdwiczanina słusznie stanął Ruch Palikota i kilka politycznie pomniejszych organizacji, ale pederaści z Jasnej Góry się tym nie przejęli. Mężczyzna z jajami, a o takich trudno w Polsce, Jerzy D., który obrzucił w grudniową niedzielę roku 2012 obraz żydowskiej prostytutki Maryji zwanej Matką Boską Częstochowską, nie żałuje tego, co zrobił. Przekonuje, że chciał zaprotestować przeciwko czczeniu obrazów, a nie Boga czyli przeciwko grzechowi bałwochwalstwa i innym zboczeniom sekty paulinów. Atak zorganizował sam, przygotowywał się do niego przez cztery lata studiując Ewangelię. W Świdnicy wychował kilkadziesiąt osób, które szykują się aby pójść w jego ślady. Na całym Bliskim Wschodzie powszechnie wiadomo, że Maryja (hebr. Miriam), matka niejakiego Jezusa Chrystusa, który założył sektę chrześcijańską, była garnizonową prostytutką przy garnizonie rzymskiego żołdactwa w Jerozolimie. Maryja poczęła Jezusa jako bękarta z nieprawego łoża z rzymskim oficerem Panderą (Pantherą). Historia ta jest powszechnie znana, tylko cenzura na media i publikacje w Polsce zabrania o tym mówić i pisać. Samo czczenie kurtyzany jako osoby świętej jest moralnie wątpliwe, a dla wielu normalnych ludzi nawet oburzające i obrzydliwie skandaliczne.

    Rzekomo biegli psychiatrzy i psycholog, którzy podczas śledztwa badali Jerzego D. w areszcie śledczym w Krakowie, na oddziale psychiatrycznym tamtejszego aresztu przy ulicy Montelupich, uznali, że z uwagi na zaburzenia o charakterze psychotycznym mężczyzna miał mieć zniesioną zdolność rozpoznania znaczenia zarzucanego mu czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Zgodnie z prawem osoba niepoczytalna nie może odpowiadać karnie ale może być dożywotnio internowana w psychuszce rodem z epoki stalinowskiej. Owi “biegli” z Krakowa znani są od wielu lat z bezpodstawnego orzekania niepoczytalności z powodów politycznych, także na żądanie inkwizycyjnych zbrodniarzy z katolickiej sekty paranoików chorych z fanatyzmu i zacietrzewienia na wojtylistyczny apologetyzm. Stanisław M. Teleśnicki to taki psychiatra “jasnowidz”. “Bada” pacjenta maksimum około 3-5 minut, jeśli w ogóle bada, przy czym 5 minut to już jest wyjątkowo długo! Nie interesuje się tym co pacjent mówi, zadaje pytania o imię, nazwisko, krewnych, adres do rodziny, i o to, czy “pacjent” psychuszki poczuwa się do winy. Nie zapyta nawet jak się pacjent czuje ani co mu dolega. Z góry wie, co należy orzec i jakie leki podać, gdyż nie pyta pacjenta nawet o ewentualne objawy zaburzeń czy chorób psychicznych. Diagnoza jak widać zapada gdzieś w katolickich instytucjach, zapewne w Episkopacie albo kur(w)ii diecezjalnej, gdzie czarne, mafijne czynniki polityczne decydują o orzeczeniu psychozy, no bo gość czytał Biblię i wie, że katolicyzm to bałwochwalstwo i obrzydliwość, hipokryzja i herezja watykańska czcząca jakąż żydowską prostytutkę, która gdyby stała dziś pod latarnią jakiegoś wojskowego garnizonu czatując na wydupczenie odpłatne przez oficera wojskowego, byłaby zwyczajnie nazywana epitetami typu, zdzira, kurwa, szlaja, jebadło, ruchawica. Jest to dla każdego oczywiste, tylko nie dla wyznawców prostytutki z Izraela, matki Jezusa Chrystusa, garnizonowego bękarta, co zresztą widać także po agresywnym niszczeniu wszystkich, co protestują przeciwko zawsze zbrodniczej katolickiej sekcie i jej pseudo mnisim mafiom takim jak sekta jasnogórskich paulińców.

    Biegli, głównie w osobie zwyrodniałego katolickiego biseksualisty i pederasty na etacie ordynatora krakowskiej psychiatrii więziennej w areszcie przy ulicy Montelupich w Krakowie uznali też w sfabrykowanej opinii, że istnieje rzekome duże prawdopodobieństwo, iż Jerzy D. w przyszłości może dopuścić się podobnych zachowań. Dlatego w przesłanym do sądu wniosku prokuratura wniosła nie tylko o umorzenie śledztwa, ale też o umieszczenie D. w zamkniętym zakładzie leczniczym czyli na dożywotniej internacji psychiatrycznej. Warto dodać, że istnieje także duże prawdopodobieństwo, że ordynatora psychiatrii z krakowskiego aresztu Stanisława M. Teleśnickiego w najbliższym czasie porwie UFO i uwięzi w bazie internacyjnej dla polskich debilów katolickich na Księżycu! Psychiatria sądowa to od początku jej istnienia zbrodnia przeciwko ludzkości i trzeba uprawiania tego zawodu zakazać, a bandytów psychiatrycznych orzekających nieistniejącą “całkowitą niepoczytalność” wedle własnego widzimisię, karać śmiercią lub dożywotnią internacją w miejscach niedostępnych dla ludzi. Najlepiej zapewne psychiatrów karać strzałem w tył głowy, tak jak to robił ojciec psychiatrii sądowej i psychuszek, towarzysz Józef Stalin, patron Stanisława Teleśnickiego i jemu podobnych psychodebili!

    Jak tuż po zatrzymaniu mówili prokuratorzy, podejrzany działał sam i nic nie wskazuje na to, by był inspirowany przez inne osoby, najbardziej prawdopodobnym motywem jest działanie z pobudek religijnych. Śledztwo potwierdziło, że nikt nie współdziałał z Jerzym D. Aby to wykluczyć, śledczy sprawdzili połączenia telefoniczne i zawartość laptopa mężczyzny, tyle, że nawet nie poznali jego licznych znajomych. Nie ma nic gorszego niż chory psychicznie na katolicyzm (paranoia catholica) psychiatra taki jak Stanisław M. Teleśnicki, który na zlecenia jasnogórskich bandytów, pederastów, pedofilów i kurwiarzy wykonuje niczym marionetka zbrodni politycznych poprzez wydawanie wadliwych, kłamliwych i oszczerczych orzeczeń psychiatrycznych.

    Pseudo psychiatra, w rzeczywistości zbrodniarz polityczny, Stanisław Teleśnicki to czubek, który nie pojmuje, że Jerzy D., słusznie protestował przeciwko maryjnemu bałwochwalstwu, a zatem jako innowierca, niekatolik, nie może być sądzony ani badany przez ścierwo katolickie w postaci Teleśnickiego knura. Wszelkie orzekanie psychoz wobec osób o odmiennej niż katolicka, kurwomaryjna sekta, jest zbrodnią przeciwko ludzkości popełnioną przez tego bandytę psychiatrycznego i jego zespół psychodebili z Krakowa. Jeśli ktoś jest niepoczytalny to psychiatra Stanisław Teleśnicki, sam wyznawca Tadeusza Rydzyka i żydowskiej prostytutki Maryji, która pracowała wedle danych historycznych w burdelu garnizonowym przy Rzymskim Garnizonie w Jerozolimie i tam poczęła, a dzieci prostytutek idiomatycznie zwano wówczas “poczętymi z Ducha Świętego”, o czym każdy znawca tematu doskonale wie.

    – Przesłankami do przedłużenia aresztu o kolejne 3 miesiące, było zagrożenie wysoką karą, a także brak opinii sądowo-psychiatrycznej co do stanu zdrowia podejrzanego – wyjaśniał w maju 2013 roku powody oddalenia zażalenia na areszt rzecznik sądu w Częstochowie, sędzia Bogusław Zając – sam prywatnie aktywny pederasta kopulujący z niektórymi paulinami jako swymi kochankami w sobotnio-niedzielne wieczory. Sędzia pederasta zapomniał, że Jerzy D., nie miał jak ani czym uszkodzić obrazu żydowskiej prostytutki Maryji, bo obraz jest za pancerną szybą w klatce i trzeba strzelić przynajmniej z czołgu, żeby tam szkód narobić. Nawet granat nie wystarczy do uszkodzenia obrazu żydowskiej kurtyzany z jasnogórskiego ołtarza, bo nie da rady zniszczyć szyby pancernej, a farbą to można co najwyżej pomalować jakiemuś paulinowi jajka i kutasa na czarno za uprawianie bezbożnej sodomii czyli za pederastyczną kopulację z nieletnimi chłopczykami, ministrantami albo za kurwienie się z prostytutkami z lokalnych agencji towarzyskich! Wielka afera niemoralności paulińskiej sekty została ujawniona przez byłych paulinów już w 1994 roku, a co kilka lat wiadomości o tej ohydzie są uzupełniane, także przez dymanych przez starszych mnichów w odbyty paulińskich nowicjuszy.

    O tym, że sekta paulinów, czcicieli żydowskiej prostytutki Maryji, to zwyrodnialcy, świadczy także fakt, że ocenili swoje straty na 13 tysięcy złotych, co jest jawnym oszustwem. Trochę farby na szybie obrazu bardzo łatwo się zmywa rozpuszczalnikiem, co nie przekracza kosztu około 30 złotych (rozpuszczalnik, woda). Za oszukańczą próbę wyłudzenia kasy na prostą czynność sprzątania po słusznym proteście przeciw jasnogórskim zbrodniarzom powinni jasnogórscy zbrodniarze jako rasowi kryminalni oszuści siedzieć w więzieniu i płacić Jerzemu D. odszkodowanie! I za dojazd do Częstochowy Jerzemu D., niech paulińskie ścierwo pederastyczne i kurwiarskie zwraca pieniądze za bilet oraz za nocleg w Częstochowie! To są niezbywalne koszta słusznego protestu Jerzego D., za które sekta jasnogórskich drani ma płacić z własnej kasy, żeby miała mniej na dziwki i płacenie nieletnim, w tym ministrantom za usługi seksualne i milczenie.

    Przypominamy, że ofiary Stanisława Teleśnickiego w 2002 i 2003 roku, nie mogąc doczekać się sprawiedliwości, oplakatowały Teleśnickiego w Krakowie plakatami, bo wykorzystywanie seksualne nieletnich poniżej lat 15-cie przedawniło się i wszystkie sądy umarzały sprawy wnoszone przeciwko zboczonemu seksualnie psychiatrze z Krakowa, który całkiem możliwe, że z powodu zboczeń seksualnych jest zakładnikiem katolickiego systemu politycznego i jego kościelnych dygnitarzy maryjnych dla których dokonuje kolejnych zbrodni politycznych. Może jednak lepiej obciąć Stanisławowi Teleśnickiemu jajka razem z kutasem, a ludzi niewinnych, takich, jak Jerzy D., co tylko przeciwko obrzydliwości i bezbożności sekty paulinów protestują puścić wolno, niech sobie dalej protestują, niech wyciągają na światło dzienne wszystkie afery i zbrodnie sekty z Jasnej Góry! O przekupieniu Szwedów, żeby w powietrze strzelali i udawaniu bohaterskiej obrony jasnogórskiej jaskini zboczenia i rozpusty też warto przypominać!

    Politycy Ruchu Palikota chcieli poręczyć za Jerzego D. (58 l.), który w grudniowy weekend rzucił żarówkami wypełnionymi czarną farbą w kierunku obrazu żydówki Maryji, mającej w Polsce niezrozumiały status Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. – Protestujemy stanowczo przeciwko tymczasowemu aresztowaniu pana, który rzucił żarówką z farbą w kierunku bohomazu na Jasnej Górze. Oczywiste, rzucił w kierunku tego bohomazu, ale go nie uszkodził w żaden sposób, bo chroniła go pancerna kuloodporna szyba – mówił 11 grudnia 2012 roku poseł Armand Ryfiński (38 l.) z Ruchu Palikota. Niestety, jakoś siła polityczna Ruchu Palikota nie dała rady obronić Jerzego D., przed zbrodniczym katolickim gestapo okupującym Polskę.

    W Świdnicy, starym celtyckim grodzie i słowiańskim miejscu świętym bliskim Ślęży, w rodzinnym mieście Jerzego D., nikt nie rozumie jego postępowania. – Był dobrym sąsiadem. Z nikim nie wchodził w kłótnie, zawsze skory do pomocy, jak trzeba było, to kupił jedzenie, ale nie alkohol. Sam zresztą nie pił ani nie palił papierosów – mówi nam jeden z sąsiadów. Kim więc był człowiek, który przyjechał 230 km, żeby rzucić w obraz żydówki Maryji uważanej za Matke Bożą Częstochowską żarówkami wypełnionymi czarna farbą? Do podróży Jerzy D. był przyzwyczajony. Na co dzień jeździł po wesołych miasteczkach i torach kartingowych z zabawkowymi samochodami, na których bawiły się dzieci. Interes prowadził razem z żoną, z którą ma dwójkę dzieci. Zarówno ona jak i córka udają, że nie rozumieją, co wstąpiło w mężczyznę. – Był dobrym mężem i ojcem. Przykro nam z powodu zachowania Jerzego – mówi ze smutkiem żona Urszula D. – Zrobił to z powodów religijnych, ale co go podkusiło akurat do tego czynu, to nie wiem. Nie rozmawiał z nami o swoich zamiarach dotyczących antykatolickich i antybałwochwalczych protestach. Nie wiem co mu przyszło do głowy – ucina rozmowę wyglądając na udręczoną rozmowami z katolickimi dziennikarzami na usługach Jasnej Góry i skatoliczonych mediów.

    Jak się okazuje Jerzy D. nienawidził świętych obrazów z powodu tego, że ich kult jest zbrodniczym grzechem przeciwko Bogu, o czym dokładnie pisze Biblia, Pismo Święte Chrześcijan, którego przez wieki zakazywała czytać żydowska sekta katolików z siedzibą w Watykanie. Tuż po zamachu na Jasnej Górze powiedział śledczym, że miał objawienie religijne w wojsku, które skierowało go ku czytaniu Biblii. Ostatnio jednak awersja do diabolicznych i bezbożnych do przedmiotów fałszywego kultu w nim się zwiększyła. – Dało się zauważyć, że od kilku miesięcy coś się w nim zmieniało. Jakby radykalizowały się w nim poglądy, ale nie wiem, czy to ma związek z jego wiarą, czy nie, bo katolikiem nie był – mówi skatoliczały paranoicznie Dariusz Duda, sąsiad Jerzego D. Jak się dowiedziała od sąsiadów prasa, mężczyzna był prawdopodobnie Świadkiem Jehowy lub Adwentystą.


    Biblia – Chrześcijańskie Słowo Boże o Bałwochwalstwie Maryjnym

    “Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał, i nie będziesz im służył, gdyż ja Pan (JHWH), Bóg (Elohim) twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, a okazuje łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.” (2 Mojż. 20:4-6)

    “Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że bóstwo jest podobne do złota albo srebra, albo do kamienia – wytworu sztuki i ludzkiego umysłu.” (Dz.Ap.17:29) — powiada Apostoł Paweł

    “Mienili się mądrymi, a stali się głupi. I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka.” (Rzym.1:22.23)

    Polska przez Boga ciągle nieszczęściami jest karana, bo za czczenie żydowskiej bałwanicy Maryji na jasnej Górze, Bóg kara surowo, nawet do czwartego pokolenia, kara dzieci, wnuków i prawnuków za grzechy ojców, dziadów i pradziadów! Biblia generalnie zakazuje czczenia bałwanów i bałwanic czyli posągów i obrazów ludzką ręką uczynionych! Czczenie posagów bałwana Karola Wojtyły także jest haniebną bezbożnością i niemoralnością, straszliwym grzechem przeciwko Bogu z Biblii! Wedle Biblii, Pisma Świętego, głupcy czczą śmiertelniczkę w postaci żydowskiej prostytutki Maryji na Jasnej Górze. Głupcy czczą też człowieka Jezusa Chrystusa zamiast Boga nieśmiertelnego i wiecznie istniejącego! Zakaz bałwochwalstwa jest ważniejszy niż przykazania typu nie zabijaj i nie kradnij, zatem czczenie bałwanów uczynionych rękami ludzkimi, bałwanów takich jak obraz Maryji czy Jezusa jest grzechem, zbrodnią i przestępstwem znacznie cięższym wedle Biblii niźli grzechy zabójstwa czy kradzieży. Paulini i wszyscy sekciarze czczący bałwochwalczo obraz Maryji, posągi Wojtyły czy obrazki Jezusa powinni ponieść surową karę, większą niż złodzieje czy mordercy! Powinno być wielokrotne dożywocie za bałwańskie maryjkowanie!

    Każdy teolog, biblista i średnio rozgarnięty chrześcijanin zna podaną przez Biblię wersję przykazań Bożych. Obecną zresztą w dwóch księgach Starego Testamentu. Wiadomo, że aż do VII wieku kościół uznawał II przykazanie, jednak pod naporem oczekiwań ludu, potrzeby kultu i praktyk zezwolić na odstępstwo oraz usunąć to biblijne zalecenie ze swojej wersji katechetycznej. Przy okazji przeredagował dekalog w sposób bezprawny i bezbożny go fałszując i zakazując czytania, a nawet posiadania Biblii zwykłym ludziom na długie wieki. Zgłębiając się w temat nie sposób pominąć nakazu Jezusa, aby żadna kreska i jota w Prawie (Torze) nie była zmieniana, że Jezus przyszedł, aby nie zmieniać Prawa (Tory), a je dopełnić. W świetle tego kościół katolicki naucza rozmijając się z nauką Jezusa i samowolnie zmieniając biblijny dekalog, co jest przestępstwem gorszym od zabójstwa. Nawet stosując teologię Starego Przymierza, Praw Zakonu – zakaz bałwochwalstwa i czczenia obrazów nigdzie nie został zmieniany. Klasztor na jasnej Górze ufundował zdrajca Polski Władysław Opolczyk. To on również sprowadził ten bohomazowaty obraz z Rusi, gdzie go zwyczajnie ukradł w jednym ze swoich napadów rozbójniczych na ziemie Ruskie.


    Zbrodnie Komisji Psychiatrycznej d/s Środków Zabezpieczających

    W 2004 roku reżimowa, skatoliczała prawicowym, bałwochwalczym sekciarskim maryizmem i wojtylizmem Komisja Psychiatryczna d/s Środków Zabezpieczających czyli internacji, detencji, wydała 286 opinii wskazujących miejsce wykonywania środka zabezpieczającego, zaś w 2007 roku było ich już 1490. Wynika to stąd, że zbrodniczy reżim katolicki się rozbestwił i wymaga radykalnej Rewolucji Francuskiej lub Październikowej celem likwidacji wadliwego systemu prawnego bezprawia i rozbójnictwa katolickiego! Jerzy D. nie popełnił przecież żadnego ciężkiego przestępstwa, nie ma nawet powodu by trzymać go w areszcie, bo jego czyn to tyle samo co nasranie urzędnikowi na wycieraczkę lub zrobienie graffiti na murze komornikowi albo uciążliwemu sąsiadowi. Czyn bohaterski, godny pochwały i naśladowania na masową skalę! Na mordzie żydowskiego kurwiska izraelskiego Maryją zwanego czas najwyższy zrobić graffiti na stałe, żeby ta morda rękami jasnogórskich i psychiatrycznych debili więcej nikogo nie więziła! Nie może być tak, że każdy oponent popierdolonego katolickiego reżimu wojtylistów III RP trafia po cichu lub bardzo rzadko z wielkim hukiem jak Jerzy D. do jakiejś kurwomaryjnej psychuszki, gdzie głównym lekarzem jest ksiądz kapelan oddziału, a wykonawcą jego chorej woli kościelnej ordynator i jakaś nielegalna, hitlerowsko-stalinowska Komisja Psychiatryczna d/s Środków Zabezpieczających czyli osadzania na dożywotnim internowaniu w katolickim obozie koncentracyjnym jak poprawnie powinno nazywać się w Polsce wszystkie sądowe psychuszki.

    W 2012 roku Komisja Psychiatryczna nikogo nie zwolniła z dożywotniej detencji, za to wiele osób relokowała z niższych stopni zabezpieczenia na wyższe, zwykle za to, że “pacjent” realnie nie ma żadnych objawów jakiejkolwiek choroby psychicznej, nie czuje się chory i domaga się głośno niezwłocznego zwolnienia z bezprawnej internacji czyli detencji maryjno-wojtyłowo-psychiatrycznej. Materialnie, kto nie ma żadnych potwierdzalnych badaniami laboratoryjnymi schorzeń czy wyraźnych objawów chorobowych, ten jest zdrowy. Jakoś tylko pseudonauka znana jako psychiatria sądowa nie raczy przyjąć do wiadomości, że jak ktoś nie czuje się chory i nic mu nie dolega, nie jest niczym zakaźnym ani szkodliwym zakażony – to nie jest chory, a za graffiti na pancernej szybie jakiejś żydowskiej dziwki jasnogórskiej o ksywce Maryja, to można za pomazanie szyby najwyżej zażądać pokrycia kosztów zmywania, czyli 8-15 złotych za godzinę pracy sprzątaczki lub pederastycznego mnicha paulińskiego, co tam sprząta, a nie tam dożywocie w psychiatrycznym Guantanamo (zawsze nielegalnym), w katolickiej katowni, w ROPSowym psychiatrycznym obozie koncentracyjnym dla więźniów politycznych kurwaśmaryjnego gestapo reżimu wojtylistów!

    Niektóre szpitale psychiatryczne w Polsce to także bardzo ciężkie dla pacjentów miejsca dające osobom psychicznie wrażliwym wiele bólu i cierpienia. Prawdą jest, że wrażliwi pacjenci wyczuwają ich bardzo ponurą i zbrodniczą historię, chociażby z czasów faszystowskich rządów hitlerowskiej okupacji. Kocborowo, Świecie, Owińsk, Dziekanka, Gostynin, Kochanówek, Warta, Kościan, Bojanowo, Branice, Śrem, Rybnik i wiele innych ponurych miejsc dla osób psychicznie wrażliwych naprawdę może się źle kojarzyć, a także pogłębiać złe samopoczucie i psychozy zamiast ich leczenia. Szpitale te są raczej miejscami masowej kaźni, męczarni i ludobójstwa, zatem nie powinno się tam kierować osób o podwyższonym progu psychicznej wrażliwości! W okresie II Wojny Światowej dokonano masowego ludobójstwa pacjentów Zakładów Psychiatrycznych znajdujących się na terenach wcielonych do III Rzeszy, szczególnie w Kraju Warty (Warthegau) oraz na Pomorzu. Istotnym jest też udział przynajmniej 350 lekarzy psychiatrii w tej masowej zbrodni na tych, których mieli leczyć! Psychiatria jest pseudonauką, a zbrodni polskich psychiatrów na pacjentach jak dotąd nie rozliczono. Wszystkie hitlerowskie miejsca kaźni na pacjentach rzekomo psychicznych i upośledzonych umysłowo powinny zostać bezwzględnie zrównane z ziemią, a na ich terenie powinny zostać postawione pomniki ofiar ludobójczej psychiatrii sądowej! Szczególnie GOSTYNIN jako miejsce pracy i siedziba mafijnej Komisji Psychiatrycznej, to ludobójcza obraza godności ludzkiej i rozumu, która nie powinna istnieć.

    Jedną z chorób psychiatryzmu sądowego jest to, że jak człowiek uważany jest za chorego psychicznie na wolności i popełni jakieś przestępstwo, to się mu orzeka nieistniejącą całkowitą niepoczytalność i umieszcza bezzasadnie na psychiatrycznym dożywociu, zupełnie tak, jakby nie mógł przebywać w więzieniu za przestępstwo i tam się leczyć dobrowolnie, jeśli leczenia potrzebuje. Kiedy zaś więzień już skazany sfiksuje i staje się chory psychicznie, to jakoś nie wysyła się go do szpitala na detencję, tylko normalnie leczy w więzieniu za kratkami, pomimo tego, że potrafi dokonywać prób samobójczych, zabójstw lub pobić współwięźniów, napada na więziennych klawiszy dokonując pobić – będąc ewidentnie osobnikiem niebezpiecznym. Jakoś wtedy psychiatrzy i ich sądy katolickie nie widzą potrzeby dożywotniej detencji i takich sfiksowanych przez więzienie psychicznych bandytów wypuszczają na wolność natychmiast po odbyciu kary, chociaż ewidentnie są osobami niebezpiecznymi. Wmawianie choroby psychicznej i internowanie kogoś, kto pisał listy teologiczne do biskupów, stłukł trzy małe żarówki z farbą na Jasnej Górze o pancerną szybkę jakiegoś żydowskiego suczydła zwanego Maryją, jest zatem ewidentną schizofrenią sądownictwa, katolicyzmu i pojebanej katolicyzmem psychiatrii sądowej!

    Eksperyment Rosenhana

    Eksperyment amerykańskiego psychiatry Rosenhana, który skompromitował i ośmieszył tak zwaną “oficjalną” psychiatrię. Rosenhan skompletował grupę ochotników (wykonujących na co dzień różne zawody) i wysłał ich do kilkunastu amerykańskich klinik psychiatrycznych. Podczas pierwszej rozmowy z lekarzem twierdzili oni, że “słyszą głosy”. W każdym przypadku stwierdzono u ochotników schizofrenię i poddano ich leczeniu, pomimo tego, że podczas “kuracji” zachowywali się oni całkowicie normalnie. Po upublicznieniu wyników badań, w światowej psychiatrii zawrzało. Dyrekcje tych klinik psychiatrycznych, do której ochotnicy Rosenhana nie dotarli, oświadczyli, że w ich klinikach “taki numer” by nie przeszedł. Wówczas Rosenhan ogłosił drugi etap eksperymentu, który miał udowodnić, że każda klinika psychiatryczna zachowa się identycznie. Drugi etap eksperymentu polegał na tym, że… żadnych ochotników Rosenhan do klinik nie wysłał! Dyrekcje klinik (nie wiedząc o tym) “zdemaskowały” kilkuset agentów Rosenhana. Eksperyment Rosenhana dowodzi, że oficjalna psychiatria nie jest żadną nauką, tylko czystą hochsztaplerką, zaś większość psychiatrów ma poważne problemy z własnym zdrowiem psychicznym! I tyle jest warta psychiatria, całkiem realne narzędzie do zbrodni politycznych na obywatelach.


    Adresy na protesty

    Sąd Okręgowy – Pederastycznie Jasnogórski
    ul. Dąbrowskiego
    42-200 Częstochowa

    Niepoczytalny ale pedziolsko jurny psychol psychiatryczny
    Stanisław M. Teleśnicki
    30-038 Kraków, Lenartowicza 21 lok. 2,
    woj. małopolskie
    Tel. kom: 602 227 493
    Miejsce pracy: Areszt Śledczy, ul. Montelupich 7, Kraków

    Siedziba Komisji Psychiatrycznej do spraw Środków Zabezpieczających
    Regionalny Ośrodek Psychiatrii Sądowej Gostynin-Zalesie.
    ul. Zalesie 1A, 09-500 Gostynin, skr. poczt. 139;
    tel. 24 235 7992
    fax. 24 235 0029
    e-mail: komisja@rops-gostynin.pl

    W skład komisji wchodzą przedstawiciele:
    • ministra właściwego do spraw zdrowia – 2 osoby;
    • Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie – 2 osoby;
    • Sekcji Psychiatrii Sądowej Polskiego Towarzystwa Psychologicznego – 1 osoba;
    • Regionalnych Ośrodków Psychiatrii Sądowej – 3 osoby, po jednej z każdego z trzech ośrodków;
    • szpitala psychiatrycznego, w którym wykonywany jest środek zabezpieczający, wskazanego przez Komisję Szpitalnictwa Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego – 1 osoba.

    Skład osobowy Komisji Psychiatrycznej
    d/s Środków Zabezpieczających

    Dr Wojciech Kłosiński
    Przedstawiciel Ministra Zdrowia
    Przewodniczący Komisji

    Dr n. med. Ryszard Wardeński
    Dyrektor Regionalnego Ośrodka
    Psychiatrii Sądowej w Gostyninie
    Sekretarz Komisji

    Dr n. med. Leszek Ciszewski
    Dyrektor Regionalnego Ośrodka
    Psychiatrii Sądowej w Starogardzie Gdańskim

    Dr n. med. Przemysław Cynkier
    Przedstawiciel Szpitala Psychiatrycznego wskazany przez
    Komisję Szpitalnictwa Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego

    Dr Wiesław Gadecki
    Dyrektor Regionalnego Ośrodka
    Psychiatrii Sądowej w Branicach

    Prof. Janusz Heitzman
    Przedstawiciel Instytutu Psychiatrii
    i Neurologii w Warszawie

    Mgr Magdalena Kozłowska
    Przedstawiciel Ministra Zdrowia

    Prof. dr hab. Zdzisław Majchrzyk
    Przedstawiciel Polskiego
    Towarzystwa Psychologicznego

    Mgr Inga Markiewicz
    Przedstawiciel Instytutu Psychiatrii
    i Neurologii w Warszawie

    Wydrukuj ten artykuł i wyślij tym wszystkich jasnogórsko-psychiatrycznym kanaliom jako protest przeciw więzieniu Jerzego D. w katolskiej psychuszce reżimu III RP!

  • Opus Dei – Mafijna Sekta Rodem z Piekła

    Opus Dei – Mafijna Sekta Rodem z Piekła

    1.

    Opus Dei z piekła rodem
    Chce skojarzyć się z narodem;
    Stara faszystowska mafia
    I kościelna pornografia!

    Opus Dei – Diabła Dzieło
    Wnet do władzy by się pięło;
    Czarnych stukot słychać kopyt
    Na populizm wzrasta popyt!

    Opus Dei – mrok szatana
    Szansa Polski zmarnowana;
    Okradziony Naród cały
    Wszędzie krzyże będą stały!

    Opus Dei mąci głowy
    Będziesz w łagrze kopać rowy;
    Josemaria don Escriva
    Każdy z diabłem wnet przegrywa!

    2.

    Opus Dei mózgi pierze
    I majątek Ci zabierze;
    Dzieci zmieni w automaty
    Możesz jeszcze dostać baty!

    Milion dusz zakatowali
    Gdy Hiszpanię zdobywali;
    Szef bezpieki jest w tej sekcie
    Szykuj już więzienne łapcie!

    Opus Dei tchnie faszyzmem
    I sekciarskim spirytyzmem;
    Czci Escrivy ducha złego
    Pedofilią zepsutego!

    Opus Dei nazistowskie
    Zwiedzasz łagry mokotowskie;
    Oni dusz nie mają wcale
    Gnij poeto w kryminale!

    3.

    KANA, Tolle i Effatha
    W dłoń Ci wsadzi wnet granata;
    Będziesz sławnym terrorystą
    Gdyż Ty nie chcesz być faszystą!

    Będziesz Pietrka wąchać szczyny
    I sądowe pić uryny;
    Pietrek wiesza swe plakaty
    Twierdząc, że go dręczą katy!

    Opus Dei to uroki
    Chcą oglądać Twoje zwłoki;
    Leczysz z księżej pedofilii
    Nie spodziewaj się idylli!

    Szans nie miała Marta w sądzie
    Bo Temida na uwiądzie;
    Nie rozumie zbrodni mafii
    Ni kościelnej pornografii!

    4.

    Opus Dei – swąd szatanów
    Z Narodu robi baranów;
    Miliardy kradnie z budżetu
    Człek mądry żąda odwetu!

    Centra edukacji dzieci
    Ksiądz pedofil je przeleci;
    Wspólna tajemnica wiary
    Dla prostaczków nie do wiary!

    Werbowanie już od dziecka
    Pedofilska leci cieczka;
    Seks stłumiony celibatem
    Numerariusz jest Twym katem!

    Gdy ujawniasz ich zboczenia
    Nie ma dla Cię przebaczenia;
    Czarną mafią zwane Dzieło
    Gilotyną by Cię ścięło!

    Supernumerariuszom mafijnej sekty Opus Dei, Dariuszowi Pietrkowi z Chorzowa, Ryszardowi Nowakowi ze Szklarskiej Poręby, Pawłowi Królakowi z Lublina, Tadeuszowi Mynarskiemu i Bożenie Matejko Rewald z Bydgoszczy, Jadwidze i Januszowi Gierczyńskim oraz Numerariuszowi Izydorowi Matuszewskiemu z Częstochowy za lata cierpienia w gestapowskich czyli opusdeistycznych łagrach faszystowskiej III Rzeczpospolitej Polskiej, zawsze pedofilsko-katolickiej szatańskim Krzyżem Prałatury Opus Dei pokalanej ku wiecznej pamięci ofiaruje – Autor

  • Centurie Prorocze

    Centurie Prorocze

    1.

    Czas wojtylizmu już przemija
    Belzebub się do Piekła zwija;
    Babilon Wielki się rozpada
    Katolicyzm czeka zagłada!

    Nie chcemy tu gwałtu na dzieciach
    Ani ludzi grzebiących w śmieciach;
    Niech katolictwo już upadnie
    Niechaj zły system się rozpadnie!

    Niech ludzkie odrodziny traci
    Komu dominikanin płaci;
    Ten, kto chodzi na Jasną Górkę
    Za dom mieć będzie chlew, obórkę!

    Niechaj papiestwo już umiera
    Niech je porwie czarcia cholera;
    Wy pod mostami żyć będziecie
    Mordercze, wojtyłowe śmiecie!

    2.

    Katolicyzm jest złem wcielonym
    Ogniem Piekieł będzie spalony;
    Nadchodzi szybko czas zagłady
    Zdechną faszystowskie parady!

    Rozkład i śmierć katolskiej togi
    Dziś obwieszczają światu Bogi;
    Rychło upada kult Maryji
    Podszyty jadem czarciej żmiji!

    Żony Jezusa czas już wspomnieć
    Celibat klechów uznać za śmierć;
    Wytracić czarcie inkwizycje
    Katolskie sądy i policje!

    Czas potępienia katolictwa
    Upadek klesiego cwaniactwa;
    Krach czarownictwa z Watykanu
    I śmierć polskiego klechistanu!

    3.

    Jako świnie się odrodzicie
    Którzy Watykan winem czcicie;
    Na nic homilie i tyrady
    Papieskich faszystów narady!

    Każdy, kto potępia kondoma
    Zgładzony z diabłem w mieście Roma;
    Rzym uznany za ludobójcę
    Szatańskich czortów wielbił Trójcę!

    Rak pożera złych katolików
    Winomszalnych alkoholików;
    Wszędzie upada syf obrzędu
    Niedzielnych ambon i urzędu!

    Odradzają się kulty dawne
    Tradycje Słowian wielce sławne;
    Lud zrzuca jarzmo klesiej fary
    W niedzielę chodzi na wagary!

    4.

    Zagłada Wielkiej Nierządnicy
    Papież gnije w ciemnej piwnicy;
    Lud przestał chodzić do kościołów
    Zabrakło wśród Polan matołów!

    Ustają klechów powołania
    Nikt już nie chce czortów krakania;
    Ustaje pranie mózgów dzieci
    Bo w sercach Boskie Światło świeci!

    Dziś głoszę nacjonalizację
    Powołam się na wyższą Rację;
    Majątki klechom odebrać czas
    Niech toczą w Piekle Syzyfa głaz!

    Spada odwieczna Kara Boża
    Dla klechistanu psia obroża;
    Będą w ciemnych piwnicach gnili
    Którzy za prawdę nas gnębili!


    Art. 73 Konstytucji: „Każdemu zapewnia się Wolność twórczości artystycznej!”
    ART. 54.1 Konstytucji: „Każdemu zapewnia się Wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji!”

    © by Mohan Ryszard Matuszewski