Brak wpisów w tej kategorii.

Tag: Śiwa

  • Wodolecznictwo a Terapia Moczem

    Wodolecznictwo a Terapia Moczem

    Zajmując się kulturą duchową Wschodu, a w szczególności jogą, sufi, ezoterycznym chrześcijaństwem, także ajurwedą – naturalną indyjską medycyną, z mieszanymi uczuciami śledzę wszelkie brednie jakie zdarza się publikować na temat, jogicznej rzekomo, terapii moczem. Jako jogin i nauczyciel jogi, muszę rzec, że z jogą nic wspomniana urynoterapia wspólnego na pewno nie ma.

    Woda Pana Śiwy (Śhiva) to wcale nie szczochy, jak pragną rzekomi „terapeuci” od uryny, a jedynie najzwyklejsza woda źródlana poświęcona i pobłogosławiona w czasie uroczystego nabożeństwa zwanego abhiśekapudźą. Jest to starożytny wedyjski ryt polewania czystą wodą lińgamu – kamiennego słupa, będącego znakiem stwórczej mocy i potęgi natury zwanej też Śakti. Żywa Woda poświęcona rytuałem, w którym m. in. odmawiane lub śpiewane są służące temu modlitwy (mantramy), zwana jest Śiwambu lub Śiwambudhara. Oto i strumień Wody Śiwy spływający z lińgamu spożywany jest jako nektar Amaroli – boski nektar duchowy. Kojarzenie lińgamu z fallusem także jest fatalnym błędem, który od kilku stuleci propagują „uczeni” jezuici nie mający o symbolice śiwaizmu nawet zielonego pojęcia. Fallus vel penis to w sanskrycie naraka. Niezbyt podobnie do terminu lińgam, mającego jedynie mistyczne i duchowe znaczenie w jogicznej, śiwaickiej ezoteryce.

    Terapia czystą wodą źródlaną, wodolecznictwo, jest podstawową terapią naturalną ajurwedy, indyjskiej medycyny naturalnej. Owo wodolecznictwo w żadnych autorytatywnych indyjskich traktatach nie jest rozumiane jako szczochoterapia. Jogiczna medycyna, znana też pod oryginalną swoją nazwą jako Bhaiszadźja Joga, wywodzi się z nauk Pana Śiwy i nigdzie nie poleca picia ani własnego, ani cudzego moczu. Jeśli niektórym ludziom pomieszało się w głowach i pletą w swej niewiedzy brednie, to pozostaje mi życzyć im smacznego. Tych jednak, którzy nie mają pojęcia o temacie, trzeba ostrzec w co się pchają, a jeśli dalej mocz zechcą konsumować, to i mają prawo zagwarantowane wolną wolą. Będą przynajmniej świadomi co robią. Wszak ludzie uwielbiają robić wszelkiego rodzaju głupoty, a im większą dana głupota jest, tym nawet więcej znajduje wielbicieli i wyznawców. Dyscyplina uczniostwa mistycznej ścieżki jogi znajdowała raczej nielicznych zwolenników. Kiedy uczyłem osiągania ekstazy z pomocą dźwięku AH, przychodziło 50-70 osób, kiedy uczyłem tej ekstazy z dźwiękiem ALLAH, gdzie AH jest jedynie końcówką drogi pobożności i duchowej dyscypliny, przychodziło 5-7 osób. Kiedy wskazuje się drogę do nikąd lub do zguby – przychodzą tłumy, gdy pokazuje się Drogę do Boga, trudno znaleźć ucznia – mawiał Pan Śiwa.

    W śiwaickich rytuałach obmywania lińgamu używa się czasami wody zmieszanej z krowim mlekiem, a także wody zmieszanej z miodem. Jeśli komuś złocisty płyn Madhuparka (woda miodowa) skojarzył się z moczem, to zaiste fatalna to pomyłka. Ajurweda i joga pełne są pochwały wszelkich zalet spożywania czystej, zdrowej wody z naturalnych źródeł. Szczyny w żadnym wypadku nie są też napojem Soma, jak imputują pseudojogowi moczoterapeuci. Według starożytnych receptur joginów, śiwaitów, Soma – napój aniołów (dewów, bogów), to woda z miodem, dzięki któremu zawdzięcza swój złocisty blask i świetny zdrowotny wpływ. Zapewne rodzimi pszczelarze najlepiej wiedzą też o czym piszę. Ajurweda poleca także czystą źródlaną Wodę Życia (z miodem), aby odtruć organizm z nadmiaru toksycznej substancji zwanej moczem, której ilość w organizmie wzrasta w chwilach strachu, szczególnie gdy zagrożone jest życie. Teoretycznie wiedzą o tym wszyscy wegetarianie, że mocznik zawarty w mięsach jest dla zdrowia ciała i psychiki najgroźniejszą i najstraszniejszą trucizną. W naukach Manu (Noego) istnieje nawet zwyczaj wygotowywania mięs dozwolonych spożyciu do białości. Gotuje się więc według receptury mięsiwo przez nawet i dwie doby, wylewa cały toksyczny odwar, płucze jeszcze i dopiero gotuje czy smaży celem spożycia. Wszelkie resztki krwi i mocznika musiały być bezwzględnie usunięte!

    Istnieje tylko jeden sposób używania uryny według receptury ajurwedy i całej tradycyjnej nauki ludowych medyków. Zawsze jest to uryna krowia ze świętych w Indii, jak pewnie wiadomo, krów! O ile nie ma innego środka (a więc wyjątkowo) dopuszcza się użycie krowiej szczyny do odkażania ran, tylko do zewnętrznej dezynfekcji! To tyle oddając honor szczynom krowim, czasem dozwalanym tak do użytku. I nie może to być każda krowa jak leci, a jedynie krowa święta, a więc chociaż raz uroczyście poświęcona aniołom (dewom czy jak wolą jezuiccy „uczeni”, bogom).

    Istnieje zaś inny aspekt używania ludzkiej uryny opisywany w ciemnych tantrach hinduskich. Jest to aspekt duchowo-religijny, jeśli wolno w ogóle w tym wypadku użyć tych słów. Pewne ciemne i złe istoty zwane rakszasami, co na polski przekłada się terminem demony, użytkują i polecają spożywanie moczu dwa razy dziennie, celem zjednoczenia się (komunii) ze źródłem swej demonicznej potęgi. Inna klasa ciemnych i złych istot, piśaća, które na polski dobrze przekłada się terminem czorty, diabły – używa ludzkiego i własnego moczu jako zwyczajnego, codziennego napoju do wszystkiego, ot rodzaj piwka. Gratuluję jakiemuś demonowi pomysłu wprowadzenia ludzi zainteresowanych jogą i zdrowiem w akt rytualnego spożycia demonicznej komunii. Według nauk Pana Śiwy, Mistrza Joginów i Mistyków, każdy kto spożywa własny mocz odrodzi się w najniższych i najciemniejszych sferach (lokach) egzystencji, z których nie ma już powrotu do krain światła ani możliwości odrodzenia się w świecie ludzkich istot. Gratuluję wyboru „duchowej” drogi życia wszystkim szczochofanom! Nie ma chyba lepszego pomysłu, choć wygląda niewinnie i zdrowo, na zniszczenie własnej jaźni (atmana, duszy). Pan Śiwa gorąco przestrzega przed popadnięciem w takie zgubne nauki i praktyki wszystkich adeptów jogi i treningu mistyki czy ezoteryki. Pan Śiwa pouczył Parwati, iż osoby (dusze), które tak zatraciły własną jaźń (atmana) w komunii (zjednoczeniu) z demonami ( rakszasami i im podobnymi: wetalami, kuhu etc.) zostaną całkowicie zniszczone w Pralaji, czyli u końca cyklu czasu naszego Dnia Brahmy.

    Niestety, to uwaga dla zafascynowanych kulturą Wschodu, nie wszystko co wschodnie to zaraz boskie, niebiańskie i duchowe. Diabelstwo też się może przytrafić. Wodolecznictwo to zupełnie inna „parafia” niż szczyno-pilstwo. Parafia taka dla jaźni (atmana, duszy) ma niewyobrażalnie wielkie znaczenie. Aż dziw bierze na brak zdrowego rozsądku. Wegetarianie w większości dobrze wiedzą, iż nadmiar moczu (mocznika, kwasu moczowego) w mięsie zabitych zwierząt powoduje, iż ulegamy narkotycznemu otumanieniu i uzależnieniu. Najlepszy narkotyk jednak własny, prosto z pęcherza. A narkotyki, włącznie z alkoholem są zasadniczo zakazane zarówno w jodze jak i w metodach ajurwedy. Aż dziw, że spotyka się jaroszy pono, co to mięsa nie jedzą, aby się moczem z mięsa nie narkotyzować, ale z własnego pęcherza sobie narkotyku pociągną sporą dawkę. Lepszy pewnie czysty i z własnej produkcji. Narkotyczne, silnie uzależniające właściwości moczu znane są i opisywane w naukach indyjskiej medycyny. Picie czystej źródlanej wody oraz jarskie odżywianie działają leczniczo, a jakże często uryniarze zalecają je dla osiągnięcia skuteczności swej pseudoterapii.

    Zainteresowanym jogą przypomnę w szczególności, iż w regułach zdrowia dla praktykujących samnjasinów (osób które poświęciły się praktykowaniu jogi) istnieje nawet zakaz wąchania własnych ekstrementów, zarówno moczu jak i kału. W niektórych szkołach jogi zabrania się także dotykania ekstrementów, co wymaga opanowania specjalnego sposobu obmywania odbytnicy czy narządów płciowych. Kto wtedy dotknie ekstrementów lub ich powącha pozostaje nieczysty przez jeden dzień i winien spędzić cały dzień na oczyszczających medytacjach, recytacjach i postach. Kto by skosztował ekstrementów, pozostaje nieczysty przez siedem dni, także każdy kto go dotknie. Oto i o co chodzi istotom demonicznym, szczególnie tym z Ósmej Sfery (Asztaloka) zwanej potocznie i swojsko piekłem. Stan permanentnej nieczystości uniemożliwi adeptowi jogi osiągnięcie światła niebios (dewów), a co za tym idzie oświecenia duchowego. Grunt to dbać o własne interesy. Zdrowie to ponętne hasło. Przyciągnie wiele istot do piekieł.

    Woda Śiwy (z rytu obmycia lińgamu) jest tą wodą, dzięki której, według pierwotnych nauk Pana Śiwy przekazy-wanych w jodze, może człowiek wyleczyć się ze wszystkich chorób. Po miesiącu stosowania, ciało zostaje oczyszczone od wewnątrz. Po dwóch miesiącach – wszystkie zmysły ulegają wyostrzeniu. Po trzech miesiącach używania Wody Śiwy ustępują wszelkie choroby i znikają cierpienia. Po upływie pięciu miesięcy odzyskuje się pełne zdrowie. Warto dodać, iż Wodę Pana Śiwy należy pić małymi łykami dokładnie mieszając ją w ustach ze śliną, nigdy duszkiem, gdyż ten sposób picia płynów jest w ogóle szkodliwy dla zdrowia. Oprócz wody czystej, źródlanej oraz wody miodowej (soma) czy mlecznej, używa się wody różanej. Płatki dzikiej róży maceruje się (naciąga na zimno) przez półtorej lub więcej doby, następnie „magnetyzuje” w rytuale i spożywa jako antidotum przeciw chorobom serca i duszy. Przeciw otyłości należy pić wodę przed spożyciem posiłku. Szczupli powinni pić dopiero po zjedzeniu swego pokarmu. Post na wodzie jest najlepszą kuracją leczniczą prawie na wszystkie choroby. Pije się od 1/2 litra do 2, a nawet 3 litrów wody mineralnej dziennie, najlepiej prosto ze źródła. Już po kilku dniach wystarczy niewielka zwykle ilość wody dziennie dla podtrzymania procesu uzdrowienia jaki zostaje wyzwolony. Płukanie nosa z pomocą wody oraz lewatywy to typowe zabiegi lecznicze w każdym praktycznie systemie jogi. Idealna jest Śiwambu – Woda Życia Pana Śiwy, woda użyta w religijnym ceremoniale. Pan Śiwa przestrzegał heretyckie demony przed wypaczaniem tej idei. Nic jednak nie powstrzyma bezrozumnego. Soma, woda z miodem czy jak kto woli woda miodowa uważana jest przez ajurwedę i jogę nie tylko za niebiański napój aniołów (bogów, dewów), ale też za lek najskuteczniej przywracający harmonię w organizmie, odtruwający i regulujący wszystkie dośa, systemy ciała. Soma służy też duchowemu wzrostowi, przybliżeniu Niebios na ziemi. Leczenie wodą to zaiste podstawa ajurwedy.

    Jeden z moich indyjskich nauczycieli jogi wspominał o tym, iż niektórzy hinduscy bramini, ludzi którzy przychodzą do nich bez należytej (tradycyjnie) czci i bez czci dla Pana Śiwy, specjalnie wpędzają na manowce Marana Tantr, czyli praktycznie w ślepe zaułki wiodące do duchowej śmierci. Spożywanie ekstrementów od zawsze było zaliczane przez jogę do Marana Tantr, czarnomagicznych praktyk wiodących w efekcie do duchowej śmierci, do zniszczenia własnej duszy (atmana, jaźni). Niektórzy hinduscy nauczyciele zwyczajnie nie lubią białych i stąd ich działanie, bynajmniej z jogą mające niewiele wspólnego. Adept jogi, mistycznej drogi duchowej ma trzymać się od tego rodzaju praktyk z daleka, jeśli pragnie szczerze duchowej realizacji.

    Życzę lokalnym smakoszom rakszasowego napitku, aby swoją urynoterapię trzymali z dala od pojęcia takiego jak JOGA, a także aby nowicjuszy raczyli uprzejmie uprzedzić jaka to „terapia” z tej urynoterapii w istocie jest – czarnoma-giczna komunia z ciemnymi siłami, które niewątpliwie dokonają terapii: wyleczą raz na zawsze z człowieczeństwa i możliwości ludzkich narodzin. Ale to już jest subtelniejsza kwestia i nie widać jej na pierwszy rzut oka. Gdyby ktoś ze smakoszy był jednak zaiteresowany urokami autentycznej terapii prawdziwą Wodą Śiwy, to zapraszam do korespondencji. Służę też od czasu do czasu egzorcyzmem uwalniającym od usidlenia przez demoniczne siły ciemności. Moce książąt ciemności świata rakszasów lub Ósmej Sfery (piśaća), takich jak Rawana, Waszta czy Asztar znacznie trudniej jest usunąć, niż w przypadku demonów żydowsko-chrześcijańskich i astralnych zmarłych dusz, niemniej nie jest to niemożliwe.

    Gwoli zaspokojenia prawdy, trzeba wspomnieć o wspólnocie szalonych mędrców zwanych kapalika, którym zdarzało się czasem używać okazjonalnie ekstrementów dla doraźnej duchowej edukacji. Przykładowo, kiedy uczeń chciał uzyskać nauki u nauczyciela tej tradycji duchowej, mógł mu się trafić jednorazowo takowy test wiary i poświęcenia. Nauczyciel kazał się nowicjuszowi wysikać, a następnie, uroczyście i bez oznak obrzydzenia wypić swój mocz. Nowicjusz albo rezygnował od razu, albo próbował wykazać się determinacją wobec wybranego guru. Wtedy okazywało się w jakiś cudowny sposób, że w naczyniu zamiast moczu jest jakiś pachnący cudownie eliksir. Cóż, jednak aby robić takie testy potencjalnym uczniom, trzeba samemu być wielkim cudotwórcą (Mahaasiddhą)  takim, co to własne siki potrafi zamienić w złoto albo w eliksir młodości. A kto nie potrafi, ten nie ma prawa tak testować kandydatów na uczniów, a nawet w ogóle przyjmować uczniów we właściwym tego słowa znaczeniu. Zrozpaczeni oszuści duchowi, nie mogąc robić wielkich cudów, usiłują przekonywać, że sam akt wypicia szczyny i poświęcenia się w ten sposób dla (wątpliwej jakości) mistrzunia posiada jakiś zbawczy i leczniczy w swej naturze motyw. Spiesznie dodają jednak jarskie odżywianie i popijanie czystej wody, aby ich wątpliwej jakości „kuracja” miała szansę zadziałać. Jarstwo samo w sobie, wzbogacone leczniczymi wodami, jest terapią leczącą większość chorób i dolegliwości ludzkiej egzystencji.

    Według nauk jogi, razem z moczem wydalane są szkodliwe substancje astralne, przez ezoterykę zwane imperylem (trucizną Halahala). Ta astralna, demoniczna trucizna posiada moc uśmiercenia ludzkiej duszy. Kto wchłania mocz spowrotem w siebie, tego imperyl powoli zatruwa i zabija duchowo, aż ulegnie wiecznemu zatraceniu w Pralaji nocy Brahmy. Z czasem psychika otwiera się dla przestrzeni Ósmej Sfery, co jest charakterystyczne także i dla innych zabójczych dla życia duchowego substancji takich jak alkohol, opium czy marihuana. Według nauk Pana Śiwy, pierwszego Mistrza jogi, konsumenci własnych fekaliów, w tym uryny, będą w 'nagrodę’ nurzać się w piekielnej rzece Waitarani, którą płyną wszelakie nieczystości uniemożliwiające zatraconej duszy opuszczenie świata piekielnego (Narakaloki) ani nawet na chwilę. Warto może wiedzieć o tych „niewinnych” skutkach ubocznych, o których zagorzali smakosze szczylu, może wcale usłyszeć nie chcą, podobnie jak alkoholicy czy nikotyniarze o zgubnych skutkach ich nałogów. Sataniści, mniemam, będą także ukontentowani nową, „zdrową” możliwością sprawowania życzonego kultu, jeśli o nim jeszcze nie wiedzieli, a pragną zanurzyć się na wieki wieków w płynącym szambo demonicy, rzeki Waitarani.

    Imię Śiwa tłumaczone na polski dosłownie oznacza przychylność, życzliwość, dobroć, a także łaskę Bożą. Czohan Śiwa to Pan Łaski, Pan Życzliwy. Lińgam jest zasadniczo jedynym symbolem Pana Śiwy czczonym w świątyniach, gdyż śiwaizm, a za nim cała joga nie używa antropomorficznych podobizn Śiwy na ołtarzach świątyń.

    Lińgam (słup) jest znakiem trzech Bożych Potęg: rozpuszczania, skrywania oraz przepływu. Pierwsza uczy, iż moc lińgamu rozpuszcza lub lepiej niszczy wszelkie grzechy, błędy i ich przyczyny tworzące karmiczne więzienie duszy. Śiwa jest wtedy niebiańskim lekarzem Rudradewą, znawcą leków i duszą dzikiej przyrody. Według ajurwedy kontakt z przyrodą to pierwsza siła lecznicza z jaką należy obcować, a przyroda żyje dzięki wodzie i słońcu.

    Druga potęga wskazuje na wszelkie misteria i ukryte tajemnice, czyniąc z Pana Śiwy strażnika wszelkiej wiedzy mistycznej i ezoterycznej. Pan Śiwa jest patronem wszystkich mistyków i ezoteryków duchowych tradycji Wschodu. Aśrama Czohan Śiwa symbolizowana przez świętą górę Kailasa w Tybecie jest praźródłem wielkiej rzeki zwanej Indusem (Sindh), od której India wzięła swoją nazwę. Stąd cała kultura indyjska zwana jest kulturą duchową. Dotrzymywanie tajemnicy duchowej praktyki i strzeżenie skarbów tajemnicy duchowości to podstawowa praca każdego adepta jogi. Właśnie z tej ezoterycznej pracy strzeżenia tajemnicy przekazu, zachowywania własnych praktyk jedynie dla siebie, adepci jogi zwani są Naatha – Strażnikami Wewnętrznego Życia.

    Trzecia potęga otwiera moc duchowego przekazu, nauczania i błogosławieństwa, czyniąc z symbolu lińgamu źródło charyzmatycznej mocy i źródło Mistycznej Wody Życia, która ożywia serca i dusze, aby powróciły na niebiosa, do Empireum swego Boga i Stwórcy. Anugraha to przekaz Łaski Bożej z samego niebiańskiego źródła, dikszan zaś to duchowe wtajemniczenie czy inicjacja, jako najbardziej esencjonalny przekaz czy błogosławieństwo linii przekazu. I to by już było na dzisiaj tyle.

    Życzę wszystkiego dobrego, także światła łaski Pana Śiwy Mahadewy, aby nie błądzić więcej po bezdrożach pseudojogicznych mistyfikacji rodem ze Wschodu.

    Swami Baba Lalit Mohan G.K.

  • Kalaripayat – Najstarsza Sztuka Walki

    Kalaripayat – Najstarsza Sztuka Walki

    Om! Jak wiadomo, Kalaripayat(tu) jest najstarszą znaną i źródłową sztuką walki jaka istnieje i ciągle jest w Indii nauczana. Kalari oznacza ogólnie zarówno broń jak i miejsce ćwiczenia sztuk walki, salkę treningową czy pole bitwy. Payat (Payattu) oznacza ćwiczenie, trening, zmaganie. Słowo 'Kalari’ wywodzi z sanskrytu od pojęcia ’Kala’, które oznacza czas śmierci lub zanieczyszczenie, skalanie i od ’Ari’ oznaczającego wroga, przeciwnika. Razem ’Kalari’ to oczyszczanie się od wrogów i przeciwników, albo wyplewianie zachwaszczonego pola, czas śmierci tak skalań jak i nieczystości w postaci przeciwników czy wrogów. Teatr i taniec w indyjskich stanach, gdzie uprawia się sztuki walki jest przesiąknięty formami wziętymi z treningu sztuk walki i z życia legendarnych bohaterów. W zależności od lokalnego języka używa się zapisu Kalarpayat, Kalaripayat, Kalarippayat czy Kalarippayatu dla określenia tej samej idei Sztuki Walki.

    Kalaripayat – Historia

    Paraśurama uznawany jest w Indii za najstarszego historycznego mistrza, guru/h sztuki walki, czyli dynamicznej hathajogi. Paraśurama jest uczniem mistrza Śiva Mahadeva, założycielem królestwa Kerala w południowej Indii i ojcem duchowym wszystkich guru/h, mistrzów, którzy uczą sztuk walki w tradycyjny sposób. Paraśurama otrzymał przekaz Kalaripayat od Mistrza Śiva, a po jego wniebowstąpieniu uczył dalej 21 uczniów, którzy stali się potem wielkimi mistrzami sztuki walki. Każdy z 21 uczniów założył jedno Kalari (salę ćwiczeń) dając początek sieci świątyń sztuk walki w południowej Indii. Paraśurama, inaczej Rama z toporem jest jak wiadomo indyjskim bohaterem narodowym czczonym od tysiącleci szczególnie w południowej Indii, w stanie Kerala, Karnataka czy Tamil Nadu ale także wszędzie, gdzie zachowała się dobra tradycja ćwiczenia sztuk walki. Sztuka walki w Kerala miała swój złoty okres w latach 200 p.e.ch. do 600 e.ch., zwanym Sangam, kiedy to każde lokalne plemię, każdy okręg królestwa miał swoje wybitne ośrodki szkoleniowe i mnóstwo mistrzów bohaterów sztuki walki. Południowo-indyjski mistrz Agastya(r) także jest dobrze znany z nauczania sztuk walki, jako jeden z wybitnych przedstawicieli tradycyjnego i wszechstronnego Kalaripayattu. Podróżnicy tacy jak Luis de Camoens (1553) oraz Duarte Barbosa (16th century) wspominają w swoich pismach istnienie w Kerala tajemnych, starożytnych metod indyjskich sztuk walki pochodzących od bogów. Kanon sztuk użytecznych jaki daje Tantra omawia sztukę walki jako ’Vaijayiki Vidyagnanam’, co oznacza wiedzę o technikach służących do pokonania wrogów i zwycięstwa. Nauczanie sztuk walki odbywa się zgodnie z podstawowym dostępnym kanonem jakim jest Dhanurveda, czyli święta księga łucznictwa indyjskiego. Dhanurveda podaje, że wielcy mędrcy Indii tacy jak Viśvamitra, Sanaka czy Paraśurama praktykowali Kalaripayat będąc mistrzami ścieżki wojowników. Postawa „Łucznik” jest dobrze znana w treningu hatha joga, chociaż zwykle nie najlepiej ćwiczona przez zachdnich instruktorów, którzy łuku w ręku nie trzymali i Kalaripayattu nie znają!

    W północnej Indii, w obszarze Himavantu (Himalaje, Tybet i Pamir) kultywowany jest Kalaripayat z główną formą kultową znaną jako Simhanada Vajramukti. Jest to nawiązanie do ścieżki wojowników Szamballah i północnej drogi śiwaitów indyjskich. Wiedza o sztuce walki zwana jest Simhanada Dharma, Drogą Lwa Ryczącego. Simhanada Vajramukti Sangha zasadza się na przekazie najbardziej indoaryjskim. Brytyjska okupacja Indii mocno tępiła sztukę walki, szczególnie w stanie Kerala, jednak nie zdołała jej wytępić i po okresie okupacji odrodził się i nawet wzmocnił cały tradycyjny system treningowy. Stare manuskrypty Kalaripayat uczą, że siedem podstawowych pozycji, których nazwy pochodzą od siedmiu zwierząt powstały w dżungli właśnie poprzez podglądanie i naśladowanie zwierząt w walce. Znany mistrz Bodhidharma, który przeniósł jogiczne sztuki walki z Indii do Chin pochodził właśnie z południowej Indii ze królestwa Kerala i faktycznie nauczał sztuki Kalaripayat, wprowadzając tę boską sztukę walki do Chin w klasztorze Szaolin. Tradycyjnie, sztuka walki była dostępna dla rodzin Braminów i Kszatrijów, czyli dla kast osób duchownych, nauczycielskich i wojowniczych. Kalaripayat nie ma wyraźnych styli ani szkół, a od wojowników wymaga się opanowania wszelkich umiejętności, jakie mogą się przydać na polu bitewnym.

    Świątynia Sztuk Walki – Kalari

    Sztuki walki uprawiane są w małych salkach treningowych mających charakter świątynki, która zbudowana jest na osi wschód-zachód, z wejściem od strony wschodniej. Proporcje ścian to przykładowo 42 stopy na 21 stóp albo 52 stopy na 26 stóp, dłuższa ściana w osi wschód-zachód, krótsza w osi północ-południe. W południowo-zachodnim rogu jest siedmio-stopniowy ołtarzyk, Puthara, na której są anioły trzymające straż nad sztukami walki, czyli bóstwa oręża, takie jak legendarny założyciel współczesnego Kalariyattu, Mistrz Paraśurama czy Bogini Kalariparadevata. Na ścianie zachodniej są zamontowane portrety dawnych mistrzów nauczających sztuki walki w danym Kalari, które jest tak miejscem ćwiczenia jak i ogólną nazwą dla białej broni do walki wręcz. Kalari Sangham to wspólnota wszystkich wojowników, którzy są wtajemniczeni w praktykę Kalaripayat, szczególnie w danym Kalari. Sukcesja czy linia nauczycieli i mistrzów od których się przekaz w danym Kalari wywodzi zwana jest Sampradayam.

    Ceremonia Inicjacji

    Przyjęcie nowicjusza ma zwykle miejsce w wieku około siedmiu lat, jako że wojowników wychowuje się od dzieciństwa. Na czas inicjacji, przyjęcia do Kalari wybiera się dobry, pomyślny dzień wedle zasad astrologicznego kalendarza i w harmonii z otwieranym nowym cyklem treningowym dla uczniów. Nowicjusz jest wprowadzany do świątynki będącej miejscem treningu, gdzie wchodzi się tak, że pierwszy krok zawsze stawia się prawą stopą. Wchodząc dotyka się też prawą ręką podłoża, którym w Indii zawsze jest dobrze wyrównana i twardo ubita ziemia, następnie tą sama prawą ręką dotyka się czoła. Jest pozdrowienie i wezwanie Bogini, Matki Ziemi, opiekunki wojowników. Nowicjusz jest zaprowadzany przed Puthara, ołtarzyk Kalari i tam powtarza całą ceremonie powitania miejsca ćwiczenia. Przyjmowany składa Dakszinę, datek ofiarny dla mistrza i świątynki, a następnie pokłania się mistrzowi nauczycielowi (Gurupada) w ten sposób, że dłońmi dotyka jego stóp w pozycji leżącej, z wyciągniętym ciałem. Guru/h kładzie dłonie na głowie ucznia, błogosławi go i modli się o jego powodzenie w nauce sztuki walki. Cała nauczona ceremonia wejścia, dotykanie ziemi, puttara, guruttara i gurupada jest powtarzana codziennie, zawsze kiedy adept wchodzi do sali ćwiczeń. Pokłon oznacza całkowite poddanie się bóstwom strażnikom sztuki walki, mistrzowi, zasadom i dyscyplinie treningowej. Dzień treningowy także kończy się pewną metafizyką, poprzez dmuchanie w konchę, czyli w dużą morską muszlę. Często dniem inicjacji i rozpoczęcia nowego cyklu treningowego jest jesienne indyjskie święto Vijaya Daśami.

    Ćwiczenie Kalaripayat

    Ćwiczenia rozpoczyna się prostymi, rewitalizującymi praktykami oddechowymi. Kultywuje się zasadnicze pozycje i oparte na nich sekwencje czy formy ruchu jak na początek Gaja Vadivu (pozycja słonia), potem Aśwa Vativu (pozycja konia), Simha Vativu (pozycja lwa), Varaha Vativu (pozycja dzika), Matsya Vativu (pozycja ryby), Marjara Vativu (pozycja kota), Kukkuta Vativu (pozycja koguta), a na koniec Sarpa Vativu (pozycja węża). W niektórych Kalari ćwiczy się jeszcze Vativu-Mayura Vativu (pozycja pawia). Maipayatt formy ruchu ciałem i ćwiczenia ogólnorozwojowe Sztuki Walki zostały nawet uznane przez WHO jako rodzaj leczniczej gimnastyki. Trening sztuki walki ma za zadanie rozwinąć cztery rodzaje siły czy mocy znane jako karuttu. W kolejności są to: Maikaruthu – moc ciała, Manakaruthu – moc umysłu, Ankakaruthu – moc waleczności, a także Ayudhakaruthu – moc do władania bronią. Trening ma pięć etapów, z których pierwszy, Maithari to uelastycznienie i wzmocnienie całego ciała i wszystkich kończyn. Praktykuje się rozmaite sekwencje ruchów, skłonów, rozciągnięć i pozycji aż do rozwinięcia bardzo dobrej kondycji i sprawności ogólnej. W drugim etapie znanym jako Kolthari wprowadza się trening z bronią drewnianą, z których pierwsza jest długi kij mający około 63 cali. W miarę jak uczeń opanuje ćwiczenie długim kijem, tak, że umie wykonać 100 uderzeń w ciągu minuty, wprowadza się krótki kij, pałkę. Trzecia faza treningu to Ankathari, w której uczniowie uczą się posługiwania prawdziwą, metalową bronia taką jak sztylet, miecz, włócznia i maczuga. W czwartym etapie na którym posługiwanie rozmaitymi broniami jest dobrze opanowane, student uczy się Verum-kai-prayogam walki wręcz całym ciałem z pomocą rąk, nóg i głowy. Piąty etap następuje, kiedy adept uzyska wielkie u swego mistrza zaufanie stając się powiernikiem Marma adi – wewnętrznych misteriów i tajemnic szkoły. Marma Adi to sekretne techniki powodujące natychmiastową bądź odroczoną w czasie śmierć z pomocą uderzeń specjalnych w witalne punkty organizmu. Guru/h uczą też tantrycznej magii wojennej oraz pewnych sekretnych ceremonii związanych z Boginią Zagłady i bóstwami – aniołami sztuki walki. Nauka masaży i sztuki leczenia włącznie z manuskryptami z zakresu zielarstwa również są przekazywane, gdyż Guru/h jest jeszcze także lekarzem dla lokalnej społeczności. Broń podstawowa używana w treningu Kalaripayat to: Mućan: Krótki kij; Kettukari: Długi kij; Otta: Wygięty kij; Gada: Maczuga; Kuntham: Włócznia; Ćurika: Miecz o dwóch ostrzach; Kattaram: Długi wąski miecz; Urumi: Długi giętki miecz. Om!

    Vîra Śri Lalitamohan G.K.