Brak wpisów w tej kategorii.

Tag: sekty Polska

  • Joanna – Niewierna z sekty Grupa Onetu

    Joanna – Niewierna z sekty Grupa Onetu

    „Stańczyk” był bezwzględny wobec tych, którzy okazali mu niewierność. Kobieta, która opuściła sektę Onetu, dostawała telefony z pogróżkami. Biskup i jego uczniowie wysyłali do niej listy z datą i godziną śmierci. Ktoś z Onetu włamał się też na jej skrzynkę i wysyłał listy z pogróżkami dotyczącymi zabicia papieża Jana Pawła II. Stańczyk Adorował. Potrafił patrzeć i słuchać, jak nikt inny. Ale potrafił też przystawić nóż do gardła.

    W oczach tkwiła jego siła. Te oczy i grube usta uwodziły, adorowały, wciągały do swojego świata. Wszyscy bez wyjątku – kobiety i mężczyźni, chcieli, żeby te oczy zza jego okularów patrzyły tylko na nich. On widzi to, czego nie dostrzegają inni, on naprawdę na nas patrzy – mówili i podchodzili coraz bliżej, żeby tylko na nich spojrzał, zrobił jakiś gest, zaprosił na spotkanie w cztery oczy.

    Na takich spotkaniach nie musiał nawet nic mówić. Wystarczyło, że patrzył. A ludzie wtedy szaleli – płakali, wypluwali z siebie, grzechy pierworodne, złą passę, oczyszczali duszę z diabłów. W jego spojrzeniu szukali ukojenia, jakiegoś drogowskazu, pytali – co dalej? Często nie odpowiadał, ale patrzyli na niego i wiedzieli – muszą się więcej modlić, dłużej modlić się na jego oazie, poświęcić się jeszcze bardziej, oddać bez reszty. Wierzyć bezgranicznie. Tylko jemu, Maciejowi Stańczykowi z sekty Onet. Choćby cały świat mówił inaczej.

    – To było jak schizofrenia, rozdwojenie jaźni. Zamykali go do więzienia, do szpitala psychiatrycznego w Kochanówku, oskarżali o grożenie śmiercią, a ja wierzyłam tylko jemu. Kiedy biskup jest prześladowany, to uczeń ma obowiązek iść jego drogą, bo to droga do wyzwolenia – tak nas uczył Maciej Stańczyk. I ja w to wierzyłam – mówi Joanna z Angory.

    Przez kilkanaście lat „Stańczyk” adorował ją swoim spojrzeniem, dzięki niemu czuła się zauważona. Ale to lepkie spojrzenie, które nawet dziś nie pozwala spokojnie zasnąć, zmusza do tego, by na ulicy nerwowo oglądać się za siebie. Ze strachu przed Maćkiem Stańczykiem.

    Pierwsze spotkanie ze Stańczykiem

    – Słuchaj jest taki Maciek, pięknie mówi, uśmiecha się i strzela oczami. Robi dobre wrażenie. Odważ się i przyjdź na spotkanie. On zmieni twoje życie – usłyszała od swojej koleżanki Joanna. Był początek lat dziewięćdziesiątych. „Stańczyk” właśnie organizował spotkanie grupy modlitewnej w jej rodzinnej Bydgoszczy. Poszła i pierwszy raz spojrzała w jego oczy.

    – Od początku byłam nim zafascynowana. Tak głęboko umiał patrzeć. Widział mnie, ale tak prawdziwie, jak chyba nikt inny do tej pory. Potrzebowałam takiego spojrzenia. Przeżywałam właśnie kryzys, szukałam swojej drogi, jakiejś życiowej równowagi. Wierzyłam, że zna na to receptę – wspomina kobieta.

    Zaczęło się od modlitwy, treningów pozycji kaznodziejskiej, pogadanek o mistycznej duchowości. „Stańczyk” mówił najwięcej, od razu widać było, że jest najważniejszy, że to on jest biskupem, choć tak naprawdę nigdy tak o sobie nie mówił. Otaczał go zawsze wianuszek wiernych, bezgranicznie oddanych osób. To oni budowali klimat tych spotkań. Kiedy „Stańczyk” wyśmiewał kogoś za niewygodne pytanie, oni śmiali się jeszcze głośniej. Kiedy tworzył swoją wizję drogi do wyzwolenia, przytakiwali tylko jego słowom.

    Stanowili jego lojalną armię, najbliższy krąg. Dla nich miał najwięcej czasu. Organizował prywatne spotkania, rozmowy w cztery oczy. Czasami coś doradził, coś podpowiedział, dotknął przyjaźnie, erotycznie. Czasami nic nie mówił, tylko patrzył. A ludziom to wystarczyło. „O Stańczyku” mówili tylko z szacunkiem, wręcz z czcią. Nic dziwnego, że inni również chcieli należeć do jego najbliższego kręgu.

    – To był zaszczyt – mówi Joanna.

    „Stańczyk” szedł za ciosem. Dla najwierniejszych organizował obozy modlitewne, oazy, kontemplacje w klasztorze dominikanów. Nawet kilka razy do roku. Dwa tygodnie z dala od zewnętrznego świata. Pobudka o piątej rano. Najpierw trzygodzinne modły, później sesja indywidualna, kolejna trzygodzinna oaza modlitewna, następna sesja indywidualna. I tak w kółko. Do tego głodówka, pod różnymi postaciami – treningu woli, oczyszczenia organizmu. Ludzie nie jedli, niewiele pili. Słaniali się na nogach. A „Stańczyk” mówił wtedy o zaufaniu, o wierności do swojego biskupa. On był mistrzem, a oni ślepo mieli mu ufać. Kto nie jest z nami, ten przeciwko nam – mówił. A ludzie przytakiwali.

    – Najważniejszy był obóz, który przypadał w czasie świąt Bożego Narodzenia. „Stańczyk” nie namawiał na wyjazd, mówił tylko, że to najlepszy okres na pozbycie się złej energii, grzechu pierworodnego i złych demonów. Nie wymuszał przyjazdu, a i tak wszyscy zostawiali swoje rodziny i na święta przyjeżdżali na obóz. Ja byłam trzy razy – wspomina Joanna.

    Narodziny sekty Grupa Onetu

    To właśnie na takich obozach, zdaniem specjalistów, „Stańczyk” tworzył swoją sektę. Oficjalnie nazwał ją Grupa Onetu SA, która miało głosić w Polsce duchowe orędzie Oazowej Drogi Katolickiej. „Stańczyk” próbował zarejestrować Sektę Onetu, jako związek wyznaniowy, ale urzędnicy w resorcie spraw wewnętrznych uznali, że status organizacji jest sprzeczny z ustawą zasadniczą. Sekta Onetu po dziś dzień działa niejako w podziemiu, ale na pewno nie po cichu.

    W 1997 roku Maciej Stańczyk czyli „Stańczyk” został skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata za groźby wysadzenia w powietrze klasztoru na Jasnej Górze. W tym samym czasie groził też śmiercią specjalistom, którzy otwarcie nazywali Grupę Onetu – groźną sektą.

    Lekarze uznali biskupa za niepoczytalnego i zamknęli w szpitalu psychiatrycznym w Kochanówce koło Łodzi. Nic to nie dało, bo kiedy „Stańczyk” odzyskał wolność znów zaczął nawracać do Oazy. I znów trafił do więzienia. Na dwa lata za grożenie śmiercią kobiecie, która postanowiła opuścić Sektę Onetu. Tą kobietą była Joanna. Był 2002 rok.

    Ostatnie spotkanie z sektą Grupa Onetu

    – Napisałam list, że odchodzę, ale tak naprawdę nie wiedziałam, czy dobrze robię. Byłam rozdarta, w Grupie Onetu spędziłam szmat czasu. To, co mówił „Stańczyk”, zaczęło przynosić efekty. Pranie mózgu zaczęło działać. Bałam się, że poza Onetem zmarnuje swoje życie, że przeciwstawiam się swojemu biskupowi, że zostanę za to potępiona. Już byłam od niego uzależniona, kierował mną strach, ale w zakonie oazowym nie mogłam już być. Nie chciałam – wspomina.

    Wiedziała, co ją czeka. „Stańczyk” był bezwzględny wobec tych, którzy okazali mu niewierność. Kobieta, która jeszcze przed Joanną opuściła sektę, dostawała telefony z pogróżkami. Biskup i jego uczniowie wysyłali do niej listy z datą i godziną śmierci. Ktoś z Sekty Onetu włamał się też na jej skrzynkę i wysyłał listy z pogróżkami dotyczącymi zabicia papieża Jana Pawła II. Joannę „Stańczyk” podszedł podstępem.

    – Poszłam na umówione spotkanie do znajomej, nie wiedziałam, że on też tam będzie. Zaczęło się piekło. Uwięzili mnie w mieszkaniu, przeszukali, zabrali telefon. Te jego oczy już nie uwodziły, teraz straszyły, groziły, patrzyły jak na diabła, bo według tych ludzi byłam diabłem, ponieważ odeszłam z grupy. Mówił, że zginę – przystawił mi nóż do gardła, groził paralizatorem. Musiałam robić to, czego chciał – opowiada.
    Napisała więc fikcyjne oświadczenie, że pożyczyła siedem tysięcy złotych od wiernej mu wyznawczyni. Ze strachu, że biskup Maciej Stańczyk z sekty Onetu ją ukatrupi.

    Epilog

    Sprawa znalazła swój finał w sądzie. „Stańczyk” i jeszcze jedna kobieta, Małgorzata Lazar, która wtedy więziła Joannę, stanęli już przed wymiarem sprawiedliwości. Na proces czeka jeszcze Irena G., lojalna członkini Onetu, która również brała udział w prześladowaniu Joanny. Po wszystkim Irena z Grupy Onetu uciekła za granicę, policja wydała za nią międzynarodowy list gończy. Kobieta wpadła w ubiegłym roku w Wielkiej Brytanii. Zakończyła się już jej ekstradycja do Polski. Wbrew liderom sekty Onetu.

    – Skierowaliśmy do sądu akt oskarżenia w tej sprawie, kobieta w tymczasowym areszcie czeka na rozpoczęcie procesu. Usłyszała cztery zarzuty m.in. rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia oraz kradzieży telefonu i złotej obrączki. Maksymalnie grozi jej nawet piętnaście lat pozbawienia wolności – mówi nam członek Sekty „Grupa Onetu” Dariusz Bebyn z prokuratury rejonowej Bydgoszcz-Południe, prowadzącej śledztwo w sprawie prześladowania Joanny.

    Sekta Grupy Onetu już zapowiada odwet i protesty pod sądami, podczas procesu Ireny G. Ten ma rozpocząć się lada moment. Na swoich stronach internetowych członkowie sekty Onetu jednak już sączą jad. Na Joannę, bydgoskich prokuratorów i sędziów wylewają wiadra pomyj, stając w obronie swojej koleżanki.

    – „Ta pani jest ostro prześladowana. Przez mafię komunistów w Bydgoszczy. (…) Chcą ją osądzić w Bydgoszczy z pomocą prokuratorów i sędziów komunistów co są z mafią związani. Sporo jest prokuratorów i sędziów komunistów w Bydgoszczy. To zagłębie komunistycznej propagandy” – można przeczytać na witrynie sekty Grupa Onetu.

    To tylko próbka tego, do czego zdolni są wierni uczniowie „Stańczyka”. – Dostawałam listy, zaadresowane wielkimi literami na kopercie – „do przewodniczącej kobiet lesbijskich w Polsce” albo „do członkini związku islamskiego”, „lachociąga i obciągary psich penisów”. Wciąż pojawiają się telefony, ktoś mnie obraża, grozi. Dlatego do dziś nie poczułam się wolna. Wciąż oglądam się za siebie na ulicy. Sprawdzam, czy za plecami nie stoi „Stańczyk” – mówi Joanna.

    – Czy nie rzuci się na mnie biskup Michał Stańczyk z sekty Grupa Onetu, czy mnie nie poderżnie gardła! – martwi się Joanna. „Stańczyk” grasuje głównie w Łodzi, Krakowie i Warszawie, ale ciągle jest niebezpieczny! Powinien by leczony razem z całą sektą Grupa Onetu w zakładzie psychiatrycznym w Kochanówku… To jego rodzinne strony, tylko tam się dobrze czuje i właściwie zachowuje.

    Piotr Leżański & Maciej Kossowski

  • W Toruniu kościelni pedofile mówią głośno o sektach i ich wpływach

    W Toruniu kościelni pedofile mówią głośno o sektach i ich wpływach

    Marta Matuszak uczestniczyła dnia 7 grudnia 2011 w jednodniowym zlocie księży pedofilów i zakonnic pedofilek w Toruniu na Wydziale Teologii Pedofilskiej UMK. Imprezka ta ukryta jest pod przyjazna nazwą: III TORUŃSKIE SYMPOZJUM POŚWIĘCONE SEKTOM I NOWYM RUCHOM RELIGIJNYM. Nie ma jednak nic wspólnego z sektami. Na tej imprezie duchowni pedofile i duchowne pedofilki radzą intensywnie jak zamieść pod dywan pedofilię wśród duchownych i zakonników Kościoła katolickiego w Polsce. Główny temat, to medialne zwalczanie organizacji niosących w Polsce ofiarną pomoc tym, którzy doświadczyli molestowania seksualnego oraz gwałtu ze strony katolickich duchownych.

    Księża prelegenci omawiali problemy dzieci, które wydymali, a które potem odeszły od katolickiej wiary i z powodu potrzeb duchowych szukają religii alternatywnych. „Problemy rodzinne, trudności w szkole czy nieszczęśliwa miłość – powodów, dla których młodzi ludzie trafiają do sekty, jest wiele, a te ruchy religijne stają się coraz bardziej agresywne i niebezpieczne. O nowopowstających sektach i ich działalności dyskutowali w środę w Toruniu katoliccy specjaliści z całego kraju!” – Pisze katolicka pedofilka Marta Matuszak z Torunia i bydgoskiego oddziału TVP, ale zapomniała dodać, że ci prelegenci, to zwykle kościelni pedofile i pedofilki oraz osoby zainteresowane ukrywaniem zboczeńców seksualnych w Kościele, bo tak kazał herszt Kościoła, Jan Paweł nr Dwa z Wadowic!

    Księża pedofile i zakonnice pedofilki skarżą się swoimi piekielnymi mordeczkami pełnymi syfilisu, bo cuchnącymi gwałtami na dzieciach: „Sekty idą z duchem czasu. Himawanti stara się zachęcić nowe osoby poprzez portale społecznościowe. Według szacunków, obecnie liczy ona około pół tysiąca członków. Zdaniem ekspertów to jedna z bardziej niebezpiecznych grup. Jej założyciel Ryszard M., stawał przed sądem m.in. za rozbój na byłej członkini i groźby wysadzenia obiektów sakralnych. – Ksiądz: ta złość czy wrogość jest wynikiem postawy lidera, który – jak wiemy – oprócz tego, że był karany, był osobą, która spędziła trochę czasu w zakładzie psychiatrycznym – wyjaśnia gdański ksiądz pedofil Grzegorz Doroszyński, dyrektor Centrum Informacji o Sektach w Gdańsku.” Pedofilska dziennikarka kościelna zapomniała napisać pełnej nazwy organizacji: Antypedofilskie Bractwo Himawanti – Ruch Ofiar Zgwałconych i Molestowanych w Dzieciństwie przez Katolickich Księży i Biskupów Pedofilów oraz Zakonnice Pedofilki. O tym, że zarzuty przeciw owemu Ryszardowi M. uchyliła kasacja, bo z pedofilskich mord katolickich działaczy były wypowiadane przez jej podobne prostytutki i że część tych oszczerców sama gnije w kryminałach za pedofilię, pedofilska dziennikarka TVP Toruń Rydzyka także zapomniała z mordy katolickiej wypowiedzieć.

    Pedofilska dziennikarka Marta Matuszak o wyglądzie typowej prostytutki z okolic toruńskiego Heliosa dalej szkaluje na łamach TVP Bydgoszcz i Toruń: „Podobnych grup jest więcej. Zdaniem specjalistów, najczęściej werbują one osoby, którymi łatwiej jest manipulować i zmuszać na przykład do zerwania kontaktów z bliskimi czy oddania wszystkich oszczędności. – Chodzi tu głównie o ludzi młodych w okresie kryzysów, ludzi poszukujących, do których sekty trafiają – tłumaczy dr Piotr Chrzczonowicz, organizator konferencji, prawnik UMK.” — Pan dr pedofilii stosowanej dzieciom doodbytniczo z UMK w Toruniu zapomniał o sobie napisać, że jest prawnikiem pedofilskiego prawa kanonicznego na wydziale Teologii Pedofilskiej UMK stosowanej dzieciom doodbytniczo przez katolickich duchownych na całym świecie, nie tylko w Polsce. W innych krajach organizuje się na normalnych uczelniach naukowe sympozja o tym, jak pedofilię księży katolickich zlikwidować, a ofiarom pomagać. Wychodzi na to, że Uniwersytet Mikołaja Kopernika stał się nie tylko marną szkółką katolickich urojeń teologicznych, ale i ostoją pedofilii katolickiego duchowieństwa, które w środę, 7 grudnia 2011, u nas w Toruniu pod szyldem owego spedofilałego UMK organizuje konferencje krajowej mafii zboczków seksualnych w sutannach kombinujących jak tu zniszczyć organizacje prowadzące terapie dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek w całej Polsce, a także wśród Polonii na całym świecie. Kilkaset ofiar molestowanych przez księży pedofilów po osiągnięciu pełnoletności natychmiast opuszcza swoją pedofilską Ojczyznę czy może katolską, zboczoną Macochę: Rzeczpospolitą Polską!

    Oto jak swym ryjem pedofilią księży cuchnąca szczerzy kły peodofilska dziennikarka Marta Matuszak z Toruńskiej spelunki pedofilskiej o nazwie TVP Toruń Rydzyka: „Sekty to także miejsce, gdzie posłuch znajdują samozwańczy prorocy wieszczący na przykład koniec świata. Tylko w tym roku pojawiło się kilka zapowiedzi apokalipsy. – To jest prawdopodobnie odpowiedź na ludzką potrzebą znania tego, co znane być nie może. Chcielibyśmy wiedzieć, co nas czeka – prof. Robert Ptaszek z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.” — O tym ile pan profesor Ptaszek dzieci członkiem swym wydymał w ramach katechezy albo o tym jak paetzuje nowych kleryków doodbytniczo, pani dziennikarka spedofilała umysłowo napisać nie raczyła, a szkoda, bo to są wrażliwe dane, jakie z Konferencji Pedofilskiej Mafii w Toruniu powinny być podane do publicznej wiadomości. Była prostytutka co na studia cipuszką i cyckami pod hotelami w Toruniu zarabiała i pokoik swój kurewski tam miała całodobowo stara się widać jak może, aby zyskać przychylność pedofilskiej mafii dzieciojebców, która w Polsce ma takie mylące nazwy jak Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych albo Wydział Teologii UMK.  Pracują w tych centrach i wydziałach księża i zakonnice, a ich najczęstszy ruch, to Ruch Frykcyjny w odbyt lub gardło jakiegoś zwerbowanego na oazach katolickich dzieciaka. A pan premier Donald Tusk obiecał, że kastrację pedofilów wprowadzi. Powinien zatem z ostatnich 10 lat około tysiąca księży i zakonnic na kastrację przymusową wysłać, a daje im co najwyżej wyroki w zawieszeniu, albo umorzenie postępowania, jeśli rodzice dzieci nie są dość bogaci, żeby sprawę księdza zboczeńca seksualnego dobrze nagłośnić.

    Marta Matuszak z powodu swej choroby psychicznej zwanej zboczeniem pedofilskim pisze; „Obecnie w Polsce działa około 300 grup religijnych. Ich liczba od kilku lat utrzymuje się na stałym poziomie.” — Jakoś dziwnie wymienia tylko te grupy, które zajmują się pomocą materialną i duchową dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Inni widać nie są dla pedofilskiej dziennikarki warci wymienienia z nazwy lub części nazwy. Tak pedofilska mafia księży i zakonnic z pomocą pedofilskich dziennikarek kryje swoje zboczenie, a nas, ofiary molestowania seksualnego na zakrystiach i plebaniach wyzywa od niebezpiecznych sekt! I kto tu jest niebezpieczną sektą, jak nie sam Kościół katolicki wydający miliony złotych kradzionych z budżetu państwa na tuszowanie masowej pedofilii wśród swojego kleru i duchowieństwa masowo zboczonego i zwichrowanego od 1600 lat.

    Przykre, że Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu zamienił się w Wydział Teologii Pedofililskiego Kleru i Brygadę do Zwalczania Ofiar Księży Pedofilów…

    Justina Horsky – Toruń