Brak wpisów w tej kategorii.

Tag: sekta

  • Czym jest psychomanipulacja?

    Czym jest psychomanipulacja?

    Szeroko rozumiana psychomanipulacja, tj. manipulacja sferą poznawczo-emocjonalną człowieka, jest niemalże powszechna. Psychomanipulacje znane są we wszelkich kręgach plotkarsko-towarzyskich. Pewne jej formy, spotykane np. w reklamie, handlu czy polityce są (do pewnego stopnia) akceptowane społecznie. Inne z kolei; takie, jak oszustwa, szantaż, wyłudzenie pieniędzy, maltretowanie psychiczne – nie tylko spotykają się ze społecznym potępieniem, ale również podlegają odpowiednim kategoriom prawnym. Gwoli ścisłości, pojęcie „psychomanipulacja”, o raczej negatywnym wydźwięku na gruncie relacji interpersonalnych, różnicujemy od takich, jak „wychowanie”, „resocjalizacja”, „terapia”, „psychoedukacja”, których deklarowanym i faktycznym celem jest przede wszystkim dobro wychowanka, pacjenta, czy uczestnika zajęć. Niestety zdarzają się takie oddziaływania, które pod pozorem „wychowawczych”, „terapeutycznych” bądź „edukacyjnych” celów, faktycznie ukierunkowane są głównie na dobro ich realizatora (w postaci np. zysków finansowych z tacy, zaspokojenia wybujałej potrzeby władzy przez kler, zaspokojenie potrzeb pedofilskich) – bez względu na dobro adresata. Psychomanipulacje i socjotechniki widzimy w czasie każdej farsy wyborczej w wypowiedziach polityków, którzy kłamliwie co innego obiecują wyborcom, a w rzeczywistości co innego robią, kiedy dostaną stołek władzy!

    Wprowadźmy jeszcze jedno rozróżnienie: psychomanipulacja „powierzchowna” i „głęboka”. Z pierwszym typem często mamy do czynienia w reklamie, akwizycji. Spodziewaną konsekwencją psychomanipulacji „powierzchownej” jest decyzja klienta o zakupie określonego produktu jak dewocjonalia. Psychomanipulacja głęboka natomiast dotyka o wiele głębszych sfer życia człowieka oraz o wiele ważniejszych wyborów: np. wyboru współmałżonka, szkoły, studiów, pracy zawodowej, form zaangażowania społecznego, codziennego stylu życia, tożsamości, rezygnacji ze zdrowia a niekiedy nawet i życia np. w wojnach krzyżowych. W dalszej części opracowania, termin „psychomanipulacja” będziemy odnosić do jej głębokiej odmiany.Istnieje jeszcze psychomanipulacja masowa dokonywana przez oszołomów dziennikarskich z użyciem mediów oraz z ambon kościołów masowych o dużej liczbie wiernych. Psychomanipulacje stosował kościół katolicki do wspierania Solidarności i zwalczania ustroju dyktatury socjalistycznej w czasach PRL, co można nazwać psychomanipulacją i masową i polityczną, bardzo głęboką zarazem.

    Psychomanipulacja, jaką znamy z opowiadań lub autopsji, może mieć miejsce w gabinecie niegodziwego psychoterapeuty, który specjalnie przedłuża terapię i uzależnia pacjenta od dalszych sesji w celu osiągnięcia zysków finansowych, nie bacząc przy tym na rzeczywiste dobro pacjenta, tj. zdobycie umiejętności samodzielnego radzenia sobie z trudnościami. Jeszcze częściej psychomanipulacja zdarza się w konfesjonale parafii z powodu niegodziwego, pedofilskiego proboszcza uzależniającego dziecko od zdegenerowanej religii i seksu z nieletnim! Psychomanipulacja występuje w niektórych przedsiębiorstwach katolickich, podczas obowiązkowych weekendowych seminariów, których celem jest uzyskanie większej lojalności pracowników wobec firmy niż wobec własnej rodziny. Z psychomanipulacją można się wreszcie zetknąć w związkach partnerskich i rodzinach, w których występuje co najmniej przemoc psychiczna ze strony małżonka o wysokim stopniu klerykalizacji i demoralizacji. Psychomanipulacja (głęboka) jest zjawiskiem, bodajże w największym stopniu charakteryzującym funkcjonowanie tzw. katolickich sekt destrukcyjnych i zakonów, niezależnie od deklarowanych przez nie celów: religijnych, edukacyjnych, terapeutycznych, handlowych, politycznych, rozwoju ludzkiego potencjału. Łączy niejako w sobie trzy pokrewne zjawiska: manipulację, totalitaryzm, przemoc psychiczną.

    Człowiek, który wchodzi w obręb działania grupy psychomanipulacyjnej (tzw. sekty katolickiej, oazy, etc) spotyka się z dezinformacją, co do faktycznych norm grupowych, co do historii grupy, z pochlebstwami, ofertą „bezwarunkowej przyjaźni”, presją grupy, niekiedy z perswazją. Praktycznie trudno jest mówić na tym etapie o totalitarnych normach grupy bądź o przemocy psychicznej wobec jej członków. Z czasem, gdy więź między osobą werbowaną a werbującymi zacieśnia się, totalitarne normy stają się coraz bardziej wyraźne. Dopiero wtedy okazuje się, że pewne zachowania, postawy poglądy są wskazane i zalecane, inne natomiast – niewskazane i nie zalecane. Jeśli nowicjusz nie stosuje się do wymagań grupy, początkowa akceptacja, zrozumienie – są wycofywane.

    Nieświadomy zakamuflowanego systemu kar (cofnięcie „bezwarunkowej” akceptacji) i nagród (utrzymanie akceptacji), nowy uczestnik grupy dostosowuje się do jej wymagań, aby znów nie doświadczać „chłodu”, „poczucia odrzucenia”. Powoli wchodzi w rzymski system totalitarny (silnej kontroli życia prywatnego, rodzinnego, zaangażowania społecznego), ale pod wpływem zalecanych lektur oazowych i zakonnych, kaset video, kolejnych spotkań, interpretuje go w inny sposób, niż zrobiłby to podczas pierwszych kontaktów z grupą. Ludziom nie jest łatwo uwolnić się od codziennych drobnych psychomanipulacji dokonywanych przez katolickie otoczenie, włącznie z perwersyjnym przymusem obchodzenia katolickich świąt i dokonywania ślubów czy pogrzebów wedle wciskanego w Polsce obrządku sekty katolickiej!

    Innymi słowy, dostrzega już takie fakty, które wcześniej interpretowałby, jako nadużycia, oszustwa, ograniczenia praw i wolności człowieka – a teraz „rozumie” ich głębszy sens, którym jest np. uratowanie od zguby siebie, własnej rodziny oraz pozostałej części ludzkości. Z perspektywy psychologii społecznej można by tu rozpoznać konsekwencje „techniki niskiej piłki”, czyli nakłonienia człowieka do trzymania się oferty, która w końcu okazała się mniej korzystna, niż początkowo wyglądała. Nadchodzi czas, kiedy interpretacja rzeczywistości jest już mocno zniekształcona. Coraz częściej można usłyszeć, że osoby, które odeszły z grupy „skończyły tragicznie”: ktoś popełnił samobójstwo, ktoś zginął w wypadku samochodowym, a jeszcze komuś innemu umarła cała rodzina. Osoba, która utraciła już na dobre kontakt (choćby psychiczny) z rodziną, znajomymi i przyjaciółmi i jeszcze silniej związała się z grupą oazową, staje w sytuacji bez wyjścia: nie istnieje żaden racjonalny powód, dla którego należałoby opuścić grupę.

    Jakakolwiek krytyka i wątpliwości wobec grupy oazowej czy zakonnej, przełożonych nie mogą być niczym innym, jak świadectwem niewiary, opętania demonicznego lub w najlepszym wypadku – absolutnej głupoty, próżniactwa i słabości. Młody człowiek coraz więcej pracuje na rzecz grupy, boi się ją opuścić, w kontaktach z „osobami z zewnątrz” prezentuje silnie rozwinięty system racjonalizacji i zaprzeczeń, bądź zwyczajnie kłamie. Ten etap związania się z katolicką grupą psychomanipulacyjną w swej warstwie interpretacyjnej najbliższy jest przemocy psychicznej.

    Adekwatne pojęcia, charakteryzujące ten okres, to: szantaż emocjonalny, zawstydzanie, poniżanie, budzenie poczucia winy, itp. W amerykańskim podręczniku diagnozy zaburzeń psychicznych z 1994 roku (DSM IV) wśród osób cierpiących z powodu złożonego zespołu stresu pourazowego wymienia się ofiary niektórych chrześcijańskich sekt religijnych. Natomiast rodzice i bliscy osób poddanych psychomanipulacji nierzadko wykazują symptomy współuzależnienia jak alkoholicy przyzwyczajeni do wina mszalnego i mocniejszych trunków.

    Należy tu zaznaczyć, że zwyczajni, podrzędni w hierarchii grupy, członkowie często nie zdają sobie sprawy ze stopnia wyrafinowania sposobów, jakimi się posługują. Werbują nowe osoby w podobny sposób, w jaki sami zostali zwerbowani. Powielają więc te same wzory, które ktoś jednak zapoczątkował, tworząc toksyczne struktury grupy. Konsekwencją znalezienia się w chrześcijańskiej czy katolickiej grupie psychomanipulacyjnej może stać się ukształtowanie nowej pseudo-tożsamości, z nowymi przekonaniami, nowym językiem (pojęcia zyskały nowe znaczenia i specyficzne konotacje emocjonalne i oazowe) i nową mapą rzeczywistości teologicznej.

    Bardzo trudno jest nawiązać swobodny kontakt z członkiem takiej grupy oazowej czy rzekomo charyzmatycznej, zakonnej. Znajduje się on bowiem – metaforycznie ujmując – w „psychologicznej pułapce” lub w „psychologicznym więzieniu”, którego strażnikiem i jedynym więźniem zarazem, jest on sam. „Pułapkę” i właściwie sedno psychomanipulacji można opisać według następującego schematu: początkowo osoba nie wie, na co się decyduje, potem, gdy z czasem wie coraz więcej – interpretuje to co wie, zgodnie z życzeniem przywódcy rzymskiego czy diecezjalnego oraz jest zbyt zależna od grupy, aby swobodnie podjąć decyzję o jej opuszczeniu. Tak więc, początkowo znacznie ograniczona jest świadomość wyboru takiej czy innej grupy, potem – trudno jest już mówić o w pełni wolnym wyborze dalszej doń przynależności.


    Niektóre czynniki sprzyjające rozwojowi grup psychomanipulacyjnych

    Wydaje się, że zalew rynku księgarskiego poradnikami katolicko-chrześcijańskimi, typu: „Jak szybko zrobić karierę?”, „Jak skutecznie wpływać na innych ludzi?”, „Jak kreować rzeczywistość i własne szczęście?” odzwierciedla pewną trend w społeczeństwie, który polega na wzroście zainteresowania tzw. „psychologią praktyczną”, metodami oddziaływania na psychikę własną i innych ludzi. Bardzo łatwo o nadużycia w tej dziedzinie. Także osoby o niedojrzałej osobowości, przedmiotowym stosunku do innych ludzi, rozbudzonej potrzebie władzy – mają w czym wybierać. Niektóre z nich zapoczątkowują istnienie grup, których funkcjonowanie, sposób rekrutacji i podtrzymywania przynależności nowych członków, oparty jest na typowej psychomanipulacji chrześcijańskiej.

    Rozwój ruchu oazowego i charyzmatycznego, który z założenia zaciera różnicę między wiarą, ideologią a nauką, powoduje, iż młodemu człowiekowi coraz trudniej jest oddzielać myślenie zdroworozsądkowe od subiektywnych przeżyć, fakty naukowe od wierzeń religijnych. Coraz szerszy dostęp do wielu informacji w bardzo krótkim czasie, choć daje wspaniałe możliwości, pozostawia też mniej czasu na refleksję i krytyczną ocenę. Pojawiło się nowe określenie: „wirtualizacja życia„, które odzwierciedla z jednej strony dynamiczny rozwój nowych możliwości w dziedzinie informatyki, internetu a z drugiej – stwarza pewne zagrożenie dla rozwoju w kierunku dojrzałej osobowości dzieci i młodzieży.

    Specyficzna sytuacja ekonomiczno-społeczna w naszym kraju, m.in. wydłużenie średniej godzin pracy w ciągu tygodnia, łączenie prac na kilku etatach – nie sprzyja umacnianiu się więzi rodzinnych. W związku z powyższym, z dużym prawdopodobieństwem możemy spodziewać się szybkiego rozwoju zjawiska tzw. sekt katolickich i chrześcijańskich w naszym kraju, co ma miejsce w innych państwach europejskich. Termin „psychomanipulacja” wszedł już na stałe do francuskiego kodeksu prawa karnego. Rząd francuski dofinansowuje działalność UNADFI – federacji ośrodków informacyjno-konsultacyjnych, zajmujących się pomocą ofiarom chrześcijańskich i katolickich grup psychomanipulacyjnych. Te właśnie ośrodki uzyskały prawo do działań prawnych w imieniu osób pokrzywdzonych na skutek psychomanipulacji.


    Definicje słowa sekta

    Aby ukazać jak różnorodne jest podejście do problemu definiowania przedstawmy przykładowo kilka określeń „sekty”, w dawnej wersji inkwizycji katolickiej były to „herezje„. W jednym i drugim wypadku są to pejoratywne epitety i niewłaściwie stosowane mogą dyskredytować mniejszości religijne prowadząc do pogromów, linczów i ludobójstwa, nie tylko do słownego zwalczania np. Żydów, masonów, jehowych czy buddystów w obskurancko-zideologizowanym kraju takim jak Polska OSTATNIEGO TYSIĄCLECIA!

    Ujęcie językowe

    Łac. sequor – iść, podążać za kimś, czyli sekta to droga, którą się podąża, sposób postępowania. Inni wywodzą słowo „sekta” od łac. secare (oddzielić, obcinać), sekta więc to grupa czy wspólnota, która oddzieliła się od większej, centralnej wspólnoty, tak jak kosciół katolicki od chrześcijaństwa w 1054 roku! [Por. Z.Pawłowicz, Kościół i sekty w Polsce, Gdańsk 1996, s. 121].

    Ujęcie socjologiczne

    Sekta (inaczej oaza, odnowa, etc.) to grupa społeczna izolująca się od reszty niekatolickiego społeczeństwa, mającą własną hierarchię wartości i zespół norm zachowania się, z silnie akcentowaną rolą przywódcy, papieża.

    Ujęcie religioznawcze

    Sekta to grupa czy ruch religijny, wyodrębniony z jakiejś religii lub związek wyznaniowy, który oderwał się od któregoś z kościołów czy wspólnot religijnych i przyjął własne zasady doktrynalne, kultyczne oraz struktury organizacyjne. Typowym przykładem historycznym powstania sekty jest oderwanie sekty rzymsko-katolickiej od całości chrześcijaństwa w 1054 roku.

    Definicja z Raportu MSWiA

    Za sektę można uznać każdą grupę, w tym partię polityczną, policję, wojsko, służby specjalne, papiestwo, etc., która posiadając silnie rozwiniętą strukturę władzy, jednocześnie charakteryzuje się znaczną rozbieżnością celów deklarowanych i realizowanych oraz ukrywaniem norm w sposób istotny regulujących życie członków; która narusza podstawowe prawa człowieka i zasady współżycia społecznego, a jej wpływ na członków, sympatyków, rodziny i społeczeństwo ma charakter destrukcyjny. Rząd polski ma najwięcej spraw o naruszanie praw człowieka w Strasbourgu 🙂

    Definicja Psychomanipulacji

    Sekta na Zachodzie to grupa katolicka lub chrześcijańska, zwykle prawicowo-dogmatyczna, w której zachodzi jednocześnie wysoki poziom totalności (kontroli życia członków) i psychomanipulacji, a często skandale pedofilskie lub afery finansowe. Przekręcanie Biblii na różne pokrętne sposoby włącznie z zakazem jej czytania to typowe zjawisko psychomanipulacji w sekcie rzymsko-katolickiej.

    Czy warto definiować słowo „sekta”?

    Zdefiniowanie pojęcia „sekta” katolicka jest wyjątkowo trudne. Dotychczas powstało kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset definicji, a żadna z nich nie oddaje zjawiska wystarczająco całościowo, by wszyscy ją zaakceptowali. Praktycznie każdy ośrodek informacji o sektach katolickich czy chrześcijańskich posługuje się swoją własną. W zasadzie nie ma większego znaczenia, co uznamy za sektę, a co za „nie-sektę”. Przyklejanie etykietek nie doprowadzi do rozwiązania problemu. Więcej, jeśli jakąś grupę będziemy określać jako sektę, może się to skończyć rozprawą sądową o zniesławienie. Słowo „sekta” posiada bowiem w mowie potocznej pejoratywne znaczenie, negatywne zabarwienie emocjonalne.

    Znawcy problemu kontrowersyjnych grup w kwestii definiowania dzielą się na dwa obozy. Do pierwszego należą ci, którzy odrzucają termin „sekta”, chcąc go zastąpić innymi, które nie kojarzą się tak negatywnie. Proponują nazwy zastępcze: „kościół”, „oaza”, „odnowa”, „nowy ruch religijny”, „grupa kultowa”, „grupa parareligijna”, „grupa psychomanipulacyjna”, „nowa religia” i inne. Drugą grupę stanowią ci, którzy uważają, że skoro pojęcie „sekta” istnieje, to trzeba mu nadać jakieś konkretne znaczenie. Oni właśnie wymyślają te wszystkie definicje na bazie i w odniesieniu do historii powstania kościoła rzymskiego w wyniku odstępczej schizmy w 1054 roku., co jest powszechnie znanym faktem historycznym.

    Tak naprawdę dla przeciętnego człowieka nie ma żadnego znaczenia, czy daną grupę oazową można nazwać sektą, czy też nie. Jeśli stanowi ona zagrożenie, bo wyłudza 0,5 miliarda złotych tak jak zakon salezjanów, to określenie jej tą nazwą nic nie zmieni. Autor zbiorowy niniejszego artykułu nie uważa, jakoby trzeba było wyraz „sekta” wykreślić z języka polskiego, nie jest również zwolennikiem tworzenia jednej definicji dla wszystkich. Po prostu doświadczenie pokazuje, że taka definicja nie jest możliwa do stworzenia przy tak różnorodnych sposobach podejścia do problemu. Każdy zajmujący się tym zagadnieniem zwraca uwagę na inny jego aspekt, pogodzenie więc wszystkich wydaje się złudną nadzieją.

    Czy warto więc definiować termin „sekta”? W zasadzie nie warto. Nie prowadzi to bowiem do żadnych rozwiązań. Czy należy więc przestać go stosować? Niekoniecznie. W codziennym języku stosujemy wiele słów, które nie mają konkretnej definicji, często różnie je pojmujemy, a mimo to jesteśmy w stanie się porozumieć. Rozumiem, że chęć tworzenia definicji wynika z pragnienia unaukowienia tematu sekt chrześcijańskich, ale przeciętny człowiek nie odniesie z tego żadnej korzyści. Ciągłe zaś spory o definicję są jedynie niepotrzebnym traceniem energii, którą można wykorzystać w znacznie lepszy sposób. Językowo, sekta to odłam czegoś większego lub pierwotnego, tak jak katolicyzm jest odłamem pierwszego kościoła chrześcijańskiego od 1054 roku.


    Model: Manipulacja – Totalność

    Czym powinna charakteryzować się grupa, oaza, aby można było w ogóle uznać ją za destrukcyjną? Szczegółowa analiza sposobów funkcjonowania grup, z którymi związanych jest stosunkowo wiele tragedii osobistych i rodzinnych, pozwoliła badaczom tematu wyodrębnić dwa specyficzne czynniki, które zawsze współwystępowały razem: manipulację i totalność. Grupa, której zwykle opinia publiczna przypisuje miano sekty jest zarazem wysoce manipulacyjna i wysoce totalna, czyli totalitarna w swej demagogii i żądzy władzy politycznej nad obywatelami, a nawet nad światem. W tym lakonicznym stwierdzeniu kryje się specyfika funkcjonowania każdej tzw. sekty. Przypatrzmy się bliżej wyodrębnionym czynnikom.

    1. manipulacja
    2. totalność (totalitaryzm)

    1. M a n i p u l a c j a

    Trudno nie znaleźć dziedziny życia, w której nie występowałaby manipulacja. Dość powszechnie mówi się o manipulacji w polityce, mediach, reklamie, akwizycji a nawet w procesie wychowaniu dziecka. Manipulacja nagrodami i karami, szczególnie w pierwszych etapach życia dziecka ma prowadzić do wyuczenia zachowań pożądanych przez rodziców i społeczeństwo oraz ograniczenia niepożądanych. Dlaczego mamy zajmować się manipulacją, skoro towarzyszy ona człowiekowi już niemal od kołyski?

    Powyższe pytanie nierzadko zadają obrońcy mniejszości wyznaniowych bandycko pomawianych o rzekome sekciarstwo, celowo uwypuklając problem medialnych pomówień i ataków zbójeckich na mniejszości. Dlatego, po pierwsze: przypatrzmy się, jakie skojarzenia budzi słowo „manipulacja” w obszarze stosunków międzyludzkich. Dla większości osób posiada ono zdecydowanie negatywne konotacje. Stąd błędem (lub właśnie manipulacją!) jest przykładanie tego określenia do sytuacji o pozytywnym wydźwięku znaczeniowym; np. do procesu wychowania dziecka, kształcenia uczniów, psychoterapii ukierunkowanej na pomoc pacjentowi w jego trudnościach. Każdy odpowiedzialny rodzic, nauczyciel lub terapeuta zainteresowany jest realizacją dobra drugiej osoby (dziecka, ucznia, pacjenta), a jeśli nawet głównie realizacją własnego dobra – to zwykle nie w taki sposób, który wyrządzałby krzywdę ich podopiecznym, chyba że jest pedofilem katolicko-chrześcijańskim lub innym dewiantem społecznym czy alkoholikiem. Po drugie: faktycznie nie można odmówić trwałego skojarzenia pojęcia „manipulacja” z reklamą, promocją czy polityką oraz medialnymi kampaniami szerzenia oszczerstw publicznych o mniejszościach. Trudno dziś chyba spotkać logicznie myślącego dorosłego człowieka, który sądziłby, że kapitalistyczni przedsiębiorcy i politycy w większości zainteresowani są realizacją dobra klientów lub wyborców a nie zaspokajaniem własnej potrzeby zysków finansowych i władzy – nierzadko wbrew prawdziwym potrzebom społeczeństwa. W związku z powyższą linią argumentacji, umówmy się, że pojęcie „manipulacja” będziemy odnosić do takiego rodzaju wpływu na człowieka, który w mniejszym lub większym stopniu zakłada realizację interesów jednostki bądź grupy, kosztem dobra innych osób lub bez względu na ich dobro. Jak salezjańskie wyłudzenia kredytów w bankach!

    Trzeba jednak od razu przyznać, że „manipulacja manipulacji nie równa”. Nie trudno jest zauważyć, że koszty ulegania wpływowi reklamy proszku do prania („wybielającego bardziej, niż najprawdziwsza biel”) jakie ponosi jednostka są stosunkowo niewielkie. Nieraz człowiek się zastanowi, że to właśnie przez te reklamy wydał więcej pieniędzy w miesiącu, niż początkowo zamierzał. Osoby bardziej czułe na punkcie swojej godności, oglądając konkursy z nagrodami na POLSAT, mogą wprawdzie poczuć się lekko urażone tym, że ktoś traktuje obywateli RP jak społeczeństwo idiotów – jednak zwykle nie jest to na tyle intensywne poczucie, aby zmieniać kanał lub zaniechać oglądania programów, nadawanych z tej stacji telewizyjnej. Już nieco większe koszty poniesie ktoś, kto pod wpływem namowy akwizytora kupił komplet noży kuchennych, których kompletnie nie potrzebował. Może zezłościć się sam na siebie; że znów nie starczy mu pieniędzy na to, co rzeczywiście zamierzał kupić. Złość może jednak minąć już tego samego dnia pod naporem innych wrażeń.

    Jeśli natomiast ktoś po dwugodzinnym spotkaniu ze sprzedawcą kupił duży odkurzacz za 5000 PLN do swojej 20-metrowej kawalerki i niemalże następnego dnia zrozumiał, że popełnił błąd – sytuacja wygląda trochę poważniej. W ciągu kolejnych kilku miesięcy trzeba będzie żyć dużo oszczędniej, aby móc spłacić dług, zaciągnięty z powodu kupna odkurzacza. Nie jest to jeszcze koniec świata – zawsze pozostaje w domu niezawodny odkurzacz, który ma wiele pożytecznych funkcji; a w przypadku przeprowadzki do nowego większego mieszkania (w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości), na pewno spełni swoją rolę doskonale. Sprawa może wyglądać poważnej, jeśli 5000 PLN zręcznie wyciągnie z naszej kieszeni jedna z uśmiechniętych i życzliwie nastawionych do naszej przyszłości, cyganek. Wówczas nie mamy ani pieniędzy ani towaru a nasza złość może sięgnąć zenitu. Załóżmy, że te same 5000 PLN zainwestowaliśmy w oszukańczą chrześcijańską piramidę finansową, do której wciągnęliśmy naszych serdecznych przyjaciół. Jak może wyglądać bilans? Nie dość, że straciliśmy bezpowrotnie dużą sumę pieniędzy, to jeszcze w dodatku przyjaciół. Cóż więcej można jeszcze stracić?

    Wraz z tym pytaniem zbliżamy się do tego rodzaju manipulacji, który spotykamy w sektach znanych z pedofilii i okradania banków. Jeśli pod wpływem manipulacji psychiką traci się nie tylko dobre samopoczucie czy pewną sumę pieniędzy, ale takie wartości, jak zdrowie fizyczne, psychiczne (zdarza się, że nawet życie), własną tożsamość, możliwość normalnego rozwoju w kierunku osobistej dojrzałości, możliwość kształcenia się, rozwijania własnych zainteresowań, planowania i realizowania kariery zawodowej czy wreszcie traci się współmałżonka, rodziców, dzieci razem z wnukami bądź najbliższych przyjaciół – możemy mówić o psychomanipulacji głębokiej, sięgającej podstawowych sfer życia człowieka: stricte osobistej, sfery życia rodzinnego oraz kontaktów społecznych. Ludzie pokrzywdzeni utratą swych oszczędności, którymi chcieli ratować stocznię gdańską, a które wyłudziła pewna dobrze znana sekta maryjna z Torunia zapewne do grobowej deski będą czuć żal i uraz do sposobu w jaki ich oszukano i ograbiono stosując typową medialną psychomanipulacje!

    W psychomanipulacji głębokiej występują te same reguły wpływu społecznego, co w przypadku standardowego podejścia niektórych parafianek, zaczepiających przechodniów na ulicy lub w domu, np: 1) manipulacja w sferze poznawczej poprzez dezinformowanie („Panie, ja chciałam tylko zapytać czy dacie państwo na remont kościoła, ja nie będę zbierać”) oraz 2) manipulacja w sferze emocjonalnej poprzez wzbudzanie poczucia winy lub wstydu („Jaki pan niegrzeczny i niewychowany – ja tylko chciałam zapytać”). W psychomanipulacji głębokiej nie chodzi więc o jakieś tajemnicze techniki „prania mózgu” ale o zwykłą manipulację ludzką psychiką, zastosowaną do głębszych sfer życia człowieka.

    Jak można stopniować manipulację ludzką psychiką? Kiedy jest większa, kiedy mniejsza? Im więcej potrafimy odnaleźć przykładów dezinformowania nowicjuszy, co do faktycznych celów grupy, charakteru jej działalności bądź norm, w sposób istotny regulujących życie członków – tym pewniej możemy mówić o manipulacji w sferze poznawczej. Z kolei, im większą rozbieżność dostrzegamy między początkową ofertą bezwarunkowej przyjaźni a późniejszy zniewalającym przywiązaniem do grupy (doświadczanie np. strachu przed opuszczeniem grupy, poczucia winy z powodu wyolbrzymionych lub wyimaginowanych przewinień) – tym pewniej możemy mówić o manipulacji w sferze emocjonalnej. W pewnym uproszczeniu: im większe istnieją rozbieżności pomiędzy:

    – poziomem wymagań, deklarowanym przez grupę a faktycznym życiem
    – między klimatem emocjonalnym „oferowanym” w stosunku do nowicjuszy i wobec osób, myślących o odejściu z grupy – tym bardziej grupa może być destrukcyjna. Klątwy i anathemy chrześcijańskie doskonale obrazują temat.

    2. T o t a l n o ś ć (totalitaryzm rzymski)

    Psychomanipulacja głęboka występuje w grupach typu oazowego i w kościołach (bądź w pojedynczych relacjach interpersonalnych) wtedy, gdy dotyka głębszych sfer życia ludzkiego – a takie sfery leżą w polu oddziaływań instytucji totalnych.

    Instytucję idealnie totalną, według Goffmana, charakteryzuje:

    1) Całościowość
    • Indoktrynacja dogmatyczna obejmuje wszystkie dziedziny życia człowieka, szczególnie seksualną, jak zakaz stosowania kondomów;
    • Czas jest całkowicie wypełniony i ściśle zaplanowany, jak w klasztorach katolickich u nowicjuszy;
    • Zasady życia totalnego odnoszą się do wszystkich uczestników grupy oraz do wszystkich członków społeczeństwa, nawet nienależących do kościoła katolickiego od urodzenia!

    2) Wyłączność
    • Wszystkie dziedziny życia podporządkowane są jednemu nadrzędnemu celowi dogmatycznemu czy teologicznemu;
    • Wszystkie sfery życia podlegają władzy jednego, niepodzielnego autorytetu, takiemu jak papież katolicki;

    3) Izolacja
    • Następuje nie tylko przecięcie więzi z przeszłością, ale również zniszczenie jej (w sensie anulowania jej znaczenia i oddziaływania) w umyśle uczestników;
    • Przecięcie więzi ze starym światem dotyczy zarówno tradycji słowiańskiej, środowiska, historii osobistej, jak i osobowości;
    • Izolacji „w czasie” towarzyszy izolacja „w przestrzeni” klasztoru.

    4) Idea Nowego Człowieka
    • Nowy Człowiek myśli w kategoriach narzuconego systemu dogmatyczno-teologicznego;
    • Nowy Człowiek mówi określonym, przygotowanym do tego celu językiem tak zwanej „nowomowy oazowej”.

    Pomimo, że swoje kryteria Goffman układał na podstawie obserwacji, jak funkcjonują obywatele w totalitarnych systemach politycznych, jeszcze przed początkiem lat sześćdziesiątych – trudno odmówić im aktualności w odniesieniu do tzw. sekt chrześcijańskich. Okazuje się bowiem, że w krajach demokratycznych egzystują instytucje, które Steven Hassan, oszołom ds. psychomanipulacji z USA, nazywa „wysepkami totalitaryzmu”. To jednak nie wysoka totalność grupy świadczy o jej destrukcyjności, ale totalność grupy wraz z jej wysoką manipulacyjnością. Każdy obywatel ma prawo z różnych powodów związać się okresowo lub na stałe z instytucją totalną, taką jak służba wojskowa czy UOP. Gdyby szukać przykładów instytucji o stosunkowo wysokim poziomie totalności, wymienilibyśmy wśród nich głownie klasztory katolickie, jednostki wojskowe, komendy policji, oazy i służby specjalne.

    Wśród instytucji totalnych, do których nie trafia się z własnego wyboru, ale pod przymusem prawnym, należy zaliczyć min.: więzienia, niektóre ośrodki leczenia uzależnień – są to jednak placówki społecznie akceptowane, pełniące (przynajmniej z założenia) funkcje resocjalizacyjne. Pozostańmy przy klasztorach. Gdyby np. początkujący zakonnik dowiadywał się o ślubie posłuszeństwa generałowi zakonu dopiero wtedy, gdy nieco bardziej zwiąże się emocjonalnie ze wspólnotą, gdyby stopniowo coraz częściej spotykał się z panującym wśród braci, przekonaniem, że opuszczając zakon traci jedyną szansę na szczęśliwe życie oraz zbawienie – nie mielibyśmy chyba oporów, aby powyższe zjawisko określić jako destrukcyjne. A przecież tak jest w klasztorach katolickich, że osoby odchodzące są wszędzie piętnowane, chyba że uciekną do Indii lub Iranu!!!

    W jaki sposób porównywać poziomy totalności różnych grup? Odnosząc się zwłaszcza do dwóch pierwszych kryteriów Goffmana: całościowości (objęcia zasięgiem oddziaływania wszystkich sfer życia człowieka) oraz wyłączności (podporządkowania wszystkich dziedzin życia jedynemu celowi i autorytetowi) można wyodrębnić podstawowe obszary w życiu człowieka a następnie sprawdzić, które z nich i jak głęboko, objęte są apriori oddziaływaniem grupy.

    W standardowym ujęciu wyróżniamy trzy podstawowe sfery:
    1) osobistą, 2) rodzinną, 3) społeczną.

    1) Sfera osobista:
    • życie i zdrowie
    • procesy fizjologiczne (sen, odżywianie się, itd.)
    • wygląd zewnętrzny (higiena osobista, ubiór, sposób uczesania, itd.)
    • wykształcenie
    • praca i finanse
    • zainteresowania, rozrywka
    • światopogląd, religijność

    2) Sfera rodzinna:
    • relacje partnerskie
    • relacje małżeńskie
    • wychowanie dzieci
    • relacje z rodziną generacyjną

    3) Sfera społeczna:
    • relacje pozarodzinne (z przyjaciółmi, znajomymi)
    • realizacja celów społecznie użytecznych

    W celu oszacowania totalności grupy można analizować, w jakich dziedzinach życia ludzkiego, grupa potencjalnie może coś zmienić. Np. kółko fotograficzne zwykle oddziałuje na jedną z wyżej wymienionych sfer szczegółowych: zainteresowania i rozrywkę. Z kolei, w ekskluzywnej szkole ponadgimnazjalnej z internatem, nacisk położony na noszenie nie za długich włosów, ubieranie się w mundurki, odpowiedni profil nauki, zainteresowań i regulaminowe kładzenie się do łóżek maksymalnie o 22.00, wskazywałby, iż pewnej kontroli zostało poddanych 5 sfer: procesy fizjologiczne, wygląd zewnętrzny, wykształcenie, zainteresowania i rozrywka oraz relacje z rodziną generacyjną (wizyty rodziców maksymalnie raz na tydzień). Zwróćmy przy tym uwagę, że kontrola godzin spania polega tu nie na ograniczeniu, ale zapewnieniu odpowiedniej ich ilości a kontrola wykształcenia – nie na zniechęcaniu doń, ale na zapewnieniu jego wysokiej jakości.

    Przypatrując się zakonom, stwierdzilibyśmy, że w prawie wszystkie sfery życia poddane są w pewnym stopniu kontroli, co samo w sobie oczywiście jest i złe i dobre – silnie uregulowany i zaplanowany tryb życia może człowiekowi w pewnych sytuacjach pomagać a w innych przeszkadzać. Ujmując problem jednowymiarowo, tj. z perspektywy potrzeb człowieka, zastanówmy się; komuś, kto ma wysokie potrzeby religijne, życie zakonne może czasem pomóc w ich realizacji. Jednak komuś o chwiejnej, niedojrzałej osobowości czy lękowej tendencji do unikania ludzi – może zaszkodzić.

    Idąc dalej, zbliżamy się do tego typu totalizmu, który współwystępuje z wysoką manipulacją w tzw. sektach katolickich jak Opus Dei. Jest to taki totalizm, który dość wiernie przystaje do kryteriów Goffmana i jest niezdrowy ex definitione: członkowie tzw. sekt mają tendencje do rozciągania zasad życia totalnego na całe społeczeństwo (całościowość), wypierają ze swojej pamięci wspomnienia z przeszłości, uczucia do swoich bliskich – generalnie starają się odseparować od własnej tożsamości, ukształtowanej w środowisku innym niż grupa (izolacja). Stają się też agresywni i nienawistni do osób odmiennego wyznania, zbrodniczo inkwizytorscy, a czasem stają się morderczymi tyranami jak zawodowi katolicy świeccy typu: Adolf Hitler, Benito Mussolini, Franco czy Pinochet! Warto odnotować, że masowy ludobójca i tyran, generał Franco z Hiszpanii był mocno związany z sektą Opus Dei jako swoim politycznym zapleczem!


    „Pranie mózgu” („przymusowa perswazja”)

    „Pranie mózgu” (z j. ang. „brainwashing”) nie jest terminem naukowym, lecz wyrażeniem, utworzonym przez reportera amerykańskiego, Edwarda Huntera w celu wyjaśnienia „nawróceń”, jakie pod wpływem technik perswazji, stosowanych przez chińskich komunistów podczas wojny koreańskiej, wystąpiły u niektórych jeńców amerykańskich wojennych. Następnie termin stosowano do pseudo nawróceń w destrukcyjnych kultach chrześcijańsko-narkotykowych lat 60-tych w USA!

    Kryteria rozpoznawcze „prania mózgu” („przymusowej perswazji”) wg. Zimbardo:

    1) nagła, dramatyczna zmiana przekonań i wartości, zamiast stopniowej ewolucji nowego stanowiska,
    2) brak dostępu do zwykle używanych źródeł informacji, aprobaty i porównań społecznych,
    3) uwięzienie w miejscu klasztornym, gdzie dopływ informacji, jak również źródła wzmocnienia społecznego są kontrolowane,
    4) ustawiczny kontakt z osobami dokonującymi perswazji,
    5) obietnica, że obecna sytuacja jest jedynie chwilowa i że powrót do dawnej sytuacji jest możliwy.

    Trzy etapy „przymusowej perswazji” Edgara Scheina

    Edgar Schein (autor „Coercive persuasion”, kierownik zespołu amerykańskich psychologów, badającego repatriantów z Chin) w oparciu o wywiady z żołnierzami i założenia dynamiki grupowej Kurta Lewina opracował trójstopniowy model wyjaśniający zmiany, jakim podlegali uczestnicy badań:

    1) Rozmrażanie. Celem było wywołanie destabilizacji psychofizycznej poprzez okresowe ograniczenia snu i pożywienia, poddanie jeńców długotrwałemu oddziaływaniu różnorodnych czynników stresowych oraz informacji, które burzyły ich dotychczasowe zaufanie do samego siebie i wyzwalały silne poczucie winy (np. z powodu wyimaginowanych zbrodni wojennych).

    2) Przekształcanie. Drugi etap polegał na oferowaniu konkretnych wzorców do naśladowania oraz manipulowaniu wyszukanym systemem kar i nagród (sprawdzała się tu min. tak niewielka nagroda jak dodatkowa paczka papierosów) w kierunku wywołania choćby minimalnych prokomunistycznych zmian w zachowaniu i myśleniu.

    3) Zamrażanie. Celem ostatniego etapu było utrwalanie i pogłębianie tych zmian poprzez skłanianie jeńców do coraz większych i bardziej zobowiązujących zaangażowań, zgodnych z tymi, które już wcześniej u nich wywołano. Skłaniano ich np. do publicznych deklaracji swoich „nowo przyjmowanych poglądów”.

    Pięć grup zabiegów, występujących w procesie „prania mózgu”:

    1. rozstrajanie organizmu, próby rozbijania dotychczasowej struktury osobowości
    – izolowanie człowieka od działania bodźców z zewnątrz
    – pozbawianie snu
    – wycieńczanie głodem
    – narażanie na heteroseksualne frustracje
    2. zmniejszanie poczucia bezpieczeństwa
    3. doprowadzanie do degradacji obrazu siebie i wyzwalania silnego poczucia winy
    4. doprowadzanie osobowości do stanu regresji
    5. ofiarowanie nowego życia

    Podstawową różnicę między procesem „brainwashing” (zastosowanym np. w Chinach) a zjawiskiem głębokiej psychomanipulacji (występującym we współczesnych katolickich grupach psychomanipulacjnych), stanowi wykorzystanie przymusu fizycznego. Poza tą kwestią istnieje jednak wiele podobieństw, co oczywiście warto wykorzystywać przy wyjaśnianiu procesu psychomanipulacji.O ile amerykańscy jeńcy w chińskich obozach byli uwięzieni, a obywatele komunistycznych Chin nie mogli pozwolić sobie na deklaracje niezależności w myśleniu, obawiając się surowych restrykcji (z karą śmierci włącznie), o tyle członkowie chrześcijańskich grup psychomanmipulacyjnych sami podkreślają, że ich przynależność do organizacji jest efektem wolnej decyzji, pozbawionej jakiegokolwiek przymusu.

    Proszę więc zauważyć, że o wiele trwalszą zmianę przekonań zwykle uzyskuje się, bez wykorzystania rozwiązań siłowych. Wpajanie nowych przekonań pod przymusem może prowadzić do pewnych zmian w myśleniu, ale z reguły na krótką metę. Zmiany te mają bowiem charakter adaptacyjny: gdy znika motywacja zewnętrzna (tj. groźba kary), nie istnieją wyraźne przyczyny, dla których należałoby dalej wierzyć w to, w co się wierzyło. Jeśli natomiast grupie uda się – manipulując informacjami na swój temat, uczuciami i niezaspokojonymi potrzebami człowieka – doprowadzić osobę, do stanu, w którym zacznie jej zależeć na dalszych kontaktach z członkami grupy – szybko nastąpi proces identyfikacji z samą grupą i uwewnętrznienia jej przekonań. Młody człowiek, z wewnętrzną motywacją do coraz większego zaangażowania w działalność grupy, nie będzie świadomy tego, że wiele „przypadkowych” pytań, jakie mu zadano, „spontanicznych” rozmów i spotkań; tak naprawdę było starannie wyreżyserowanych. Gdy z czasem o tym się dowie się, będzie miał już na tyle zmienione przekonania, że sam w ten sposób zacznie pozyskiwać nowe osoby. Niebezpiecznym jest zatem zezwalanie na katechizację dzieci i młodzieży w szkołach w długotrwały sposób, z uwagi na pranie mózgu dokonywane systematycznie na tak zwanych lekcjach religii. Należałoby ograniczyć kontakt dzieci i młodzieży z sektami chrześcijańskimi i katolickimi do spotkań okazjonalnych, jednorazowych, zapoznawczych!


    Konsekwencje przynależności do kultów kato-destrukcyjnych, neo-nazistowskich

    Problemy psychiczne byłych członków kultów destrukcyjnych

    Problemy psychiczne, z jakimi borykają się byli członkowie destrukcyjnych ruchów kultowych, takich jak oaza, odnowa, opusdei, neo-faszyści i inne często powtarzają się i dają się umownie usystematyzować według objawów natury:

    1)poznawczej: trudności w koncentracji uwagi i zapamiętywaniu, tendencja do postrzegania rzeczywistości w biało-czarnych kolorach, magiczny sposób myślenia, tzw. „obciążony język”, stany dysocjacyjne oraz tzw. „odpływanie”,

    2)emocjonalnej: stany depresyjne i lękowe, fobie, koszmary nocne, poczucie winy, izolacji, bezradności, zniechęcenia, braku sensu życia, poczucie straconego czasu, niska samoocena oraz

    3)społecznej: problemy w podejmowaniu samodzielnych decyzji, trudności w nawiązywaniu bliskich znajomości. Do specyficznych pokultowych zespołów zaburzeń należą: nieokreślone zaburzenia dysocjacyjne i zespoły stresu pourazowego. Oczywiście mogą wystąpić też zespoły psychotyczne, których zaindukowanie (w przypadku psychoz reaktywnych), ujawnienie się lub pogłębienie (w przypadku endogennych) było związane z okresową przynależnością do grupy kultowej oazowego typu.

    Należy przy tym dodać, że istnieje wciąż niebezpieczeństwo postawienia mylnej diagnozy. Jeszcze nie tak dawno miało to miejsce przy diagnozowaniu zaburzeń ofiar maltretowania w dzieciństwie, kiedy rozpoznawano somatyzację, osobowość pogranicza lub schizofrenię, zamiast zespołu stresu pourazowego (Herman, 1998). Istnieje wciąż podobne niebezpieczeństwo w przypadku stawiania diagnozy ofiarom grup kultowych, którzy często „wchodzili” w odmienne stany świadomości i z dnia na dzień przeżywali traumę z powodu projektowanych przez grupę, wyimaginowanych zagrożeń, np. z powodu używania kondomów czy niechodzenia do spowiedzi.

    Etiologia wyżej wymienionych symptomów i zaburzeń nie musi być związana tylko i wyłącznie z przynależnością do jakiegoś kultu katolickiego czy chrześcijańskiego. Od 30 do 50 procent uczestników tych grup wykazuje mniejsze czy większe zaburzenia jeszcze w okresie poprzedzającym wstąpienie do sekty oazowo-odnowowej. Jeśli chodzi o psychozy endogenne, istnieje spore prawdopodobieństwo, że uczestnictwo w katolickiej grupie kultowej i, związane z tym, intensywne przeżywanie zmienionych stanów świadomości, może stać się czynnikiem wyzwalającym proces psychotyczny oraz opóźniającym leczenie. Na przykład bezdyskusyjne rozpoznanie przez grupę interwencji demonicznej u chorego, wymagającego leczenia psychiatrycznego i próby wypędzania demonów czy szatanów poprzez zwiększenie intensywności praktyk kultowych, może nasilić proces chorobowy, opóźnić i utrudnić jego leczenie. Są jednak takie objawy i zespoły zaburzeń, których pochodzenie można wytłumaczyć wpływem środowiska dogmatycznego kultu. Niektóre z nich zostaną pokrótce omówione.

    Stany depresyjne są szczególnie silne podczas pierwszych kilku miesięcy po odejściu z klasztoru,  kościoła czy grupy nazistowskiej. Związane z poczuciem braku nadziei na szczęśliwą przyszłość, zniechęcenia, kryzysem tożsamości, poczuciem zdrady ze strony tych, którym bezgranicznie się zaufało, pedalskiego wykorzystania seksualnego. Ex-członkini pewnej oazowej grupy kultowej, znanej z organizowania zbiorowych mszy, zapytana o zmiany w życiu po czterech latach od jej opuszczenia, odpowiedziała: „Miałam (i chyba mam) poczucie pustki i ogromnego osamotnienia; czuję się zdradzona, oszukana, wykorzystana seksualnie. Pozornie moje życie wygląda normalnie, ale zupełnie odsunęłam się od wszystkich znajomych, praktycznie nie utrzymuję kontaktów towarzyskich.” U tych, którzy przystąpili do katolickiej sekty w młodym wieku i spędzili tam duży okres czasu, obserwuje się zahamowanie procesu dojrzewania. Wiek psychologiczny może pozostawać w tyle o wiele lat za wiekiem metrykalnym.

    Trudności w koncentracji uwagi i zapamiętywaniu, wynikają min. z przyzwyczajenia się do wielokrotnej lektury wyłącznie pism papieża, katechizmu czy Biblii, wyuczonego ukierunkowania uwagi i myślenia jedynie na treści związane z kultem. Próba przeczytania czegokolwiek, co nie wiąże się z nim bezpośrednio, może budzić opór i wywoływać frustrację (Hassan 1997). Stany dysocjacyjne mogą również utrudniać koncentrację uwagi i zapamiętywanie z powodu krótkich okresów nagłej utraty świadomości. Są spuścizną, wyuczonego w kulcie oazowym, mechanizmu ucieczkowego, który polega na wchodzeniu w odmienne stany świadomości, ilekroć pojawi się jakaś niepewność, lęk, tzw. „złe myśli”, zmęczenie intelektualne lub inne trudne sytuacje. W trakcie normalnej rozmowy ex-członek kultu chrześcijańskiego może nagle urwać w pół zdania i zacząć intonować jakieś zdrowaś maryja, wypowiadać dogmaty, mówić „językami” lub wpaść w zwyczajne psychiczne odrętwienie, gdy rozmowa zejdzie na tematy erotyczne, etc.

    Na uwagę zasługuje fakt, iż stany odmiennej świadomości, wywołane np. za pomocą monotonnego powtarzania tych samych słów typu „zdrowaś maryja..” oraz dodatkowo pod wpływem: częstego pobudzenia emocjonalnego i zmęczenia psychofizycznego, powodują wydzielanie się do krwi endorfiny – endogennego opium. Endorfina jest substancją peptydową, produkowaną przez przysadkę mózgową i nadnercze, posiadającą właściwości farmakologiczne morfiny. Jej wydzielanie się powoduje tzw. efekt opiumowy, charakteryzujący się takimi stanami jak: analgezja (tj. zniesienie bólu polegające na przerwaniu bodźców bólowych do kory mózgowej), redukcja napięcia, euforia i amnezja. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że częste osiąganie odmiennych stanów świadomości (podobnie jak poważny uraz psychiczny) może wpłynąć na trwałe rozregulowanie procesów wydzielania się endorfiny w organizmie i fizjologiczne uzależnienie się od stanów, które prowadzą do jej wyzwalania się. W przypadku byłych członków sekt chrześcijańskich czy maryjnych, chodziłoby tu o dodatkowe, fizjologiczne predysponowanie do automatycznie wyzwalających się, stanów dysocjacyjnych.

    Odpływanie” jest odmianą stanu dysocjacyjnego. Można opisać je jako nagły i automatyczny powrót, ukształtowanej w sekcie oazowej, pseudo-tożsamości, wyzwolony przez pewne bodźce wzrokowe, słuchowe, dotykowe, zapachowe lub smakowe, które wcześniej były częścią procesu uzależnienia od środowiska katokultowego. Rolę bodźca wyzwalającego, magiczny, wyuczony w grupie oazowo-kultowej, sposób myślenia i przeżywania, może spełniać widok książki, napisanej przez papieża, usłyszane dźwięki „zdrowaśki”, zapach kadzidła kościelnego, telefon od członka kultu katolickiego, itp.

    Niekiedy ponowne przybranie pseudo-tożsamości, może spowodować powrót do grupy kultowej analogicznym do „odpływania” jest jeden z objawów zespołu stresu pourazowego: „wtargnięcie„, czyli gwałtowny powrót traumatycznych wspomnień, wywołany przez bodźce, przypominające o źródle urazu. Horowitz (1986) twierdzi, że niezasymilowane traumatyczne przeżycia są przechowywane w specjalnego typu „aktywnej pamięci”, która ma „stałą tendencję do spontanicznego odtwarzania swojej zawartości”.

    Doświadczenie przynależności do chrześcijańskiej grupy kultowej, wiążące się z przeżyciem zmiany tożsamości w krótkim okresie czasu oraz kryzysem tożsamości po opuszczeniu grupy, jest na tyle traumatycznym wydarzeniem, że nie może zostać łatwo zasymilowane z całością innych wydarzeń życiowych. Uwalnia się więc przy okazji zaistnienia bodźców-wyzwalaczy w postaci „odpływania” ku pseudo-tożsamości kultowej. Potwierdza tę tezę fakt, iż „odpływanie” stosunkowo najczęściej dotyczy tych osób, które niedawno opuściły sektę oazowo-charyzmatyczną bądź nie otrzymały wystarczającej pomocy doradczej, polegającej na zintegrowaniu doświadczeń kultowych z całością historii życia.

    Przykład: Ex-członkini pewnej fundamentalistycznej grupy, biorąc udział w terapii grupowej, bezpośrednio po szczęśliwym odejściu, usłyszała coś krytycznego na temat papieża kultu. Terapeuta opisał, że zauważył jak oczy pacjentki straciły blask, a ona sama utkwiła wzrok gdzieś w martwej przestrzeni. Afekt i ruchy ciała znów stały się nienaturalne, bardziej mechaniczne. Krytyka lidera spełniła rolę bodźca-wyzwalacza, który wywołał wtargnięcie zaprogramowanych przez grupę treści: „należy bronić papieża przed jakąkolwiek krytyką”. Potrzeba było 5 do 6 godzin ciągłej dyskusji, podczas której terapeuta i pacjentka ponownie prześledzili min. nadużycia i nieetyczne praktyki moderatora, aby możliwy był powrót do poprzedniego stanu.

    „Obciążony język” może sprzyjać stanom „odpływania”. Chodzi tu o trwałe konsekwencje częstego posługiwania się żargonem dogmatyczno-kultowym i zmiany znaczenia podstawowych pojęć, które mogą deformować percepcję rzeczywistości i utrudniać porozumiewanie się z innymi ludźmi. Przede wszystkim jednak, „obciążony język” powstrzymuje wyzwolenie się z teologicznego i dualistycznego sposobu myślenia, charakterystycznego dla chrześcijańskich w ogólności grup kultowych. Na przykład: byli członkowie niektórych chrześcijańskich grup kultowych mogą mieć skłonności do ograniczania wyjaśnień relacji międzyludzkich w kategoriach wydzielania się „złej” i „dobrej” energii.

    Fobie często powstrzymują proces odejścia od kościoła katolickiego czy grupy chrześcijańsko-prawicowej, ale niekiedy utrzymują się przez długi okres czasu po opuszczeniu grupy. Ex-członek organizacji znanej z tzw. „chodzenia po kolędzie”, na pytanie, dlaczego nie zdecydował się wcześniej opuścić organizacji, odpowiedział: „Bałem się, że Bóg zgładzi mnie i moją rodzinę”. Były członek rodzimej grupy oczekującej na przylot „białego papy”, po czterech latach od odejścia, choć przestał już dawno wierzyć w papieża i boskie cechy przywódcy grupy, nie mógł pozbyć się silnego lęku przed tym, że papież odetnie od niego dopływ energii powodując natychmiastową śmierć. Szukał nawet z tego powodu hipnotyzera. Ex-członek grupy był świadomy irracjonalności swojego lęku. Stwierdził: „Bardzo chciałbym przestać w to wierzyć, ale nie mogę”.

    Rehabilitacja lub jakakolwiek inna forma pomocy psychologicznej uzależniona jest od typu problemów, jakie przeżywają ex-członkowie chrześcijańskich grup kultowych czy prawicowo-nazistowskich. Przeważnie, osoby, u których na skutek silnego zaangażowania się w działalność grupy, ukształtowała się pseudo-tożsamość kultowa, wymagają terapii podobnej do tej, jakiej potrzebują ofiary przemocy ze zdiagnozowanym zespołem stresu pourazowego. Terapia tzw. „urazowców” powinna być skoncentrowana na rekonstrukcji, przekształceniu traumatycznych doświadczeń i zintegrowaniu ich z całością życia.

    Ważne jest rozpoznanie pozytywnych aspektów przynależności do grupy, takich jak np.: nauczenie się języka obcego, ćwiczenie się w samodyscyplinie, doświadczenie w handlu, nabycie umiejętności występowania na forum publicznym. Ponadto, potrzebna jest edukacja poświęcona metodom psychomanipulacji, dostarczenie informacji na temat danej katolickiej grupy kultowej oraz zapewnienie pomocy ze strony grupy wsparcia, składającej się z byłych członków kultu watykańskiego i podobnych w swej istocie.

    Dla osób tzw. „kontemplujących”, które na skutek częstych praktyk modlitewnych doświadczają dużych trudności z koncentracją uwagi, przeżywają lęk wywołany przez spowiedź czy komunie i takie stany dysocjacyjne, jak np. automatyczne „wpadanie” w radiomaryjnego typu różaniec – najbardziej wskazane są: ćwiczenia fizyczne, wykonywanie realistycznych zadań, konfrontujących z kultowym myśleniem teologicznym, trening pamięci oraz uświadamianie sobie wrażeń wzrokowych i dźwiękowych.

    Osobom tzw. „odpływającym” należy pomóc w rozpoznaniu bodźców-wyzwalaczy a następnie przeprowadzić trening warunkowania klasycznego, tj. skojarzenia owych bodźców z innymi, pożądanymi treściami i emocjami. Pojęcia, używane w grupie oazowej w zmienionym znaczeniu, winny zostać zredefiniowane według ich słownikowych znaczeń. Ponadto, wskazane są ćwiczenia orientacji w otaczającej rzeczywistości (z uwzględnieniem miejsca, czasu, osób i wydarzeń) oraz dokonanie rewizji motywów opuszczenia kultu.

    W skutecznej terapii osób uzależnionych od katolickich i chrześcijańskich destrukcyjnych grup kultowych bardzo pomaga relaksacja, psychosynteza, new age, joga, wszelka praktycznie medytacja i praktyka rozmaitych mantramów z psychologicznym zrozumieniem ich działania, znaczenia oraz celu praktyki! Często pomaga powrót do słowiańskiego korzenia religijno-kulturowego poprzez udział w oczyszczających obrzędach szamańskich, a także pomoc terapeutyczna doświadczonych astrologów, numerologów czy szamanów!!!


    Mity na temat sekt chrześcijańskich i innych

    „Prześladowane mniejszości religijne”

    Jest to bodaj najbardziej rozwinięty prawidłowy pogląd na temat grup psychomanipulacyjnych. Po pierwsze; zauważmy, że mianem sekt określa się tylko pewne chrześcijańskie, a szczególnie katolickie grupy religijne, również niektóre handlowe (biznes cmentarny i dewocjonalny), terapeutyczne (afera odtłuszczania), polityczne (prawicowe partie katolickie i chrześcijańskie), tzw. „rozwoju teologicznego potencjału”? Istnieje więc coś niepokojącego w pewnych katolickich i chrześcijańskich grupach, niezależnie od ich charakteru.

    Po drugie; wejście w rolę prawdziwych „ofiar nietolerancji dla obłudy religijnej” pozwala niektórym destrukcyjnym organizacjom o charakterze religijno-politycznym (opus dei, jezuici, dominikanie) odwrócić uwagę społeczeństwa od właściwych zarzutów (głęboka psychomanipulacja i jej negatywne konsekwencje w sferze osobistej, rodzinnej i społecznej) i nierzadko zyskać sympatię jego pewnej części.

    Każdy z nas jest skłonny bardziej solidaryzować się z grupami uciskanymi, ofiarami fanatyzmu i nietolerancji religijnej niż z agresorem. Oczywiście istnieją w Polsce takie organizacje neo-faszystowskie w swej istocie jak „Kana” w Katowicach czy „Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji” w Lublinie, które spektakularnie zwalczają mniejszości wyznaniowe z powodu poglądów lub „nie-polskiego pochodzenia”, pomagając im tym samym utrzymywać i rozwijać społeczny wizerunek „instytucji pokrzywdzonych”. Cechą charakterystyczną apologetów katolickiego neo-faszymu jest rażąca skrajność i tendencyjność poglądów oraz wybieranie sobie kilku religijnych mniejszości wyznaniowych „do odstrzału” i „wyczyszczenia z polskiej ziemi”. O czym to świadczy i do czego prowadzi dobrze wiadomo, nie tylko z czasów holokaustu! Jedną z metod współczesnych faszystów jest inkryminowanie i penalizowanie przywódców mniejszości religijnych z pomocą wadliwego i skorumpowanego sądownictwa w Polsce, co jest powszechnie wiadome!

    „Przewrażliwieni i nadopiekuńczy rodzice”

    Propaganda „antysektowa”, a w rzeczywistości morderczo-inkwizycyjna i neo-faszystowska, dość umiejętnie kształtuje wizerunek rodzin mniejszości religijnych, rzekomo dotkniętych problemem grup psychomanipulacyjnych. Rodzice nierzadko wykazują objawy osób uzależnionych, ale od alkoholu i twardych narkotyków oraz dogmatów watykańskich czy baptystycznych. Rzekomo są często bezradni wobec rzekomo gwałtownych i dramatycznych zmian, zachodzących w psychice dziecka, zgodnie z Konwencją Praw Dziecka zmieniającego wyznawaną religię i z powodu otwarcia oczu na prawicowo-kościelną ciemnotę oraz obłudę. Jest to demoniczny rwetes inkwizycji sterowany przez apologetycznych psychomanipulantów dogmatyczno-kościelnych.

    Często, przy braku odpowiedniej wiedzy o nowym i nieznanym ruchu religijnym, podejmują działania, które nie przynoszą im spodziewanych efektów lub przyczyniają się do pogorszenia sytuacji z powodu ich fobicznie chrześcijańskiej reakcji. Rodzice szukają winy w sobie, obwiniają się nawzajem lub przerzucają całą odpowiedzialność na różne instytucje społeczne, system prawny, zamiast nauczyć się miłującej tolerancji dla mniejszości wyznaniowych, które wchodzą na „rynek tacowy”, czyli religijny. Kapłani żądni kasy z tacy zwykle umiejętnie stosują psychomanipulację aby poszczuć rodziców przeciwko własnym dzieciom i rozbić rodzinę lub nawrócić przemocą, za wszelką cenę, zwykle wyrzucając dziecko z domu, porywając, stosując sankcje uczuciowe i finansowe, co jest zwykłą podłością, oprócz psychomanipulacji!

    Zdarza się, że nie rozumiejąc przyczyn swoich problemów, przeceniają rolę rzekomych sekt i w typowo paranoiczny sposób, przypisują im działania (np. dosypywanie narkotyków do żywności, wykorzystywanie przemocy fizycznej), które akurat wśród mniejszości religijnych nie miewają miejsca, a w jakiś obłąkany sposób tłumaczą sobie zmiany, zaistniałe w psychice dziecka oraz w ich rodzinach.Trudno się dziwić, że niektórzy rodzice chrześcijańscy stają się więc łatwym „łupem” dla proboszczów i pastorów ziejących chrześcijańską nienawiścią teologiczną do religii wschodnich czy okultyzmu, jogi, relaksacji. Znajdują się nawet obłąkańcy którzy wytaczając procesy sądowe o rzekome sekciarstwo przyczyniają się do maltretowania i dręczenia dobrych, spokojnych ludzi „innej wiary” w celu zbudowania sobie pozycji politycznej wśród ekstremalnie skrajnej i populistycznyej prawicy katofaszystowskiej jak to dokonywał neonazistowski OKOPS ustami byłego posła Ryszarda Nowaka przeciw Bractwom Hinduistycznym w Polsce.

    „Wolny wybór a nie pranie mózgu!”

    Zawsze należy rzeczywiście  mówić o wolnym wyborze nowej grupy religijno-duchowej – ale w oparciu o niepełne informacje, brak wiedzy na temat faktycznych celów i norm grupowych inkwizytorom należy zabronić apologetyczno-przestępczych wypowiedzi. Z czasem, gdy młody człowiek wie coraz więcej, interpretuje to co wie, zgodnie z życzeniem swego serca i umysłu, chyba, że jest zbyt związany emocjonalnie z członkami poprzedniego kościoła i zbyt przerażony, aby opuścić dotychczasową organizację, taką jak kościół katolicki, z powodu presji społecznej. W społeczeństwie chrześcijańskim czy katolickim znacznie ograniczona jest świadomość wyboru nowej grupy religijnej, stąd trudno jest jeszcze mówić o rzeczywiście wolnym wyborze dalszej doń przynależności. Inkwizycja zbrodniczo szaleje pomimo początku XXI wieku, trzyma przywódców religijnych mniejszości hinduistycznych w faszystowskich więzieniach III/IV RP, zupełnie jak w Średniowieczu!

    Termin „pranie mózgu” ma dziennikarskie pochodzenie, a nie naukowe, i jest dość często kojarzony z niezwykłymi umiejętnościami zniewalania psychicznego, które posiadają członkowie funkcyjni politycznych i katoliockich sekt. Pranie mózgu zupełnie niesłusznie bywa przypisywane małym grupom religijnym orientalnego czy okultnego pochodzenia z uwagi na ich ideologie „przynależności na pewno z własnego wyboru”. W rzeczywistości, dużo więcej technik wywierania głębokiego wpływu na człowieka potrafiłby zastosować przeciętny ksiądz-spowiednik, a także psychiatra zajmujący się „leczeniem” nerwic i psychoz. Proszę sobie tylko wyobrazić, co się dzieje, gdy np. nieuczciwy ksiądz czy psychiatra, docierając do osobistych sfer pacjenta, jego potrzeb i zranień, nie pomaga w wyzdrowieniu i usamodzielnieniu się, ale uzależnia go od siebie i kolejnych, dobrze płatnych, rzekomo co łaska sesji. Znane powszechnie są wypadki pedofilskiego uzależniania dzieci przez księży zboczeńców pod pozorem „masowania podbrzusza dla lepszego trawienia”. Znany powszechnie jest fakt wmawiania pacjentom psychiatrycznym rzekomej zbawiennej skuteczności leku, podczas gdy w rzeczywistości, to większość środków psychotropowych, neurotoksyn, wytwarza objawy choroby, której wcześniej u pacjenta nie było. I tak mit o konieczności leczenia jest napędzany z zyskiem przez żądne kasy koncerny chrześcijańskiej farmacji psychiatrycznej.

    „Tylko głupi lub słabi psychicznie zmieniają wiarę”

    Na pewno wśród członków katolickich i chrześcijańskich grup psychomanipulacjnych jest wiele osób, które zostały zwerbowane, w okresie, gdy nie mogły poradzić sobie z pewnymi życiowymi trudnościami, posiadały niską samoocenę, itd. Jest też wiele ludzi podatnych na wpływy i może mniej asertywnych. Ponad trzydzieści procent ludzi w społeczeństwie bardzo łatwo ulega wpływom i sugestiom otoczenia z którym przebywa, co jest powodem szybkiej degeneracji takich osób w więzieniach czy policyjnych izbach dziecka, gdzie ulegli pensjonariusze dostosowują się do zdegenerowanych i silnych jednostek, podobnie i w klasztorach katolickich czy prawosławnych.

    Ale do sekt katolickich werbowane są również osoby zdecydowane, zaradne, dominujące w towarzystwie i generalnie zadowolone ze swojego życia. To właśnie one szybko awansują, często zostają lokalnymi moderatorami oazy czy odnowy. Do sekt katolickich zostało zwerbowanych wielu inteligentnych idealistów szukających sposobności zaangażowania się w pomoc innym ludziom, co tylko wypacza ich psychikę w kierunku neonazistowskim lansowanym przez współczesnych inkwizytorów i inkwizycje dla niepoznaki nazwaną apologetyką czy „obroną wartości”, choć tych jak widać w parlamencie nie ma żadnych.

    Sporo chrześcijańskich grup psychomanipulacyjnych prowadzi swój werbunek właśnie w miasteczkach akademickich i na wyższych uczelniach. Członkowie samobójczej sekty katolickiej  „Dziesięcioro Przykazań” byli wrogami kondomów, aborcji i homoseksualistów. Sekta katolicka w Rwandzie jak wiadomo mordowała się wzajemnie w połowie lat 90-tych XX w., z powodu czyszczenia rasowego, a przywódcami ludobójstwa (1,5 miliona trupów) byli biskupi katoliccy, księża i zakonnice!!!

    Naprawdę bardzo trudno jest ocenić przeciętnemu obserwatorowi, „co może zadziałać” w człowieku? Jeśli werbownicy katolickich grup psychomanipulacyjnych dostrzegą jakąś słabość, zranienie, niezaspokojoną potrzebę – będą nad nią „pracować” w imię np. „wyrywania pokolenia JP2 z szatańskiego świata” i być może osiągną swój cel. Trudno sobie wyobrazić człowieka, który nie miałby „słabych punktów”, ukrytych nie zwerbalizowanych marzeń, choćby tylko jednego „miejsca” w psychice, wymykającego się spod racjonalnej kontroli, które jest szczególnie podatne na zranienie i manipulację dogmatycznego zaślepienia.

    „Nie istnieją rzetelne badania naukowe,
    potwierdzające szkodliwość kościołów”

    Trudności w zbadaniu zjawiska nie świadczą jeszcze o jego braku. Liderzy i członkowie grup oazowych, w których faktycznie występuje zjawisko głębokiej psychomanipulacji, po prostu nie wyrażają zgody na badania psychologiczne ani na żadne inne, jeśli nie są wcześniej przekonani, że przynajmniej nie zaszkodzą one ich wizerunkowi społecznemu. Istnieje cała masa badań na aktualnych członkach kościołów, którymi posługują się klasztorne grupy psychomanipulacyjne w celu uwierzytelnienia się. Najczęściej w tego rodzaju badaniach zastosowano takie metody lub badano takie obszary, które nie były istotne z perspektywy dociekań o występowaniu patologii lub jej braku. Istnieją jednak mniej liczne badania, przeprowadzone na byłych członkach pedofilskich sekt chrześcijańskich i katolickich, wykazujące ich destrukcyjny wpływ na osobowość.

    Tym z kolei badaniom „apologeci jedynie słusznej wiary” zarzucają stronniczość z powodu „antyreligijnego” nastawienia osób badanych, lub przeciwstawiają alternatywne, niesprawdzone teorie o „występowaniu patologii przed okresem przynależności” czy o „ustaniu terapeutycznego wpływu kościoła wraz z jego porzuceniem”. Chcielibyśmy w tym miejscu uwrażliwić Państwa na jeszcze jeden problem. Badania, w których „nie stwierdzono negatywnego wpływu oazy czy kościoła..” bądź wykazujące „terapeutyczny wpływ oazy na homoseksualistów…” tzw. odnowowych ruchów chrześcijańskich są wykorzystywane instrumentalnie do kształtowania pozytywnego image grup katolickich i chrześcijańskich, również w lobbingu środowisk politycznych i mediów. Służą za pewnego rodzaju tarcze przed krytyką watykanizmu czy papizmu, dzięki którym, wszelkie zarzuty wpływu na destrukcję osobowści i relacji rodzinnych, mają mieć podłoże „nienaukowe” i charakter tez ideologicznych. Doświadczenia praktyków są zgoła odmienne; dlatego istnieje coraz większa potrzeba prowadzenia rzetelnej dokumentacji zjawiska psychomanipulacji katolickiej w Polsce oraz dobrze przemyślanych, szerzej zakrojonych badań z udziałem osób poszkodowanych, tj. byłych członków oazowych i odnowowych grup psychomanipulacjnych i ich rodzin.

    KRZYK ZBRODNICZEJ NAZISTOWSKIEJ INKWIZYCJI TO:
    Psychomanipulacja w prasie, radio, TV i na ambonie!
    Psychomanipulacja w kampanii wyborczej!
    Psychomanipulacja!
    Psychomanipulacje!
    Psychomanipulacje!
    Kato-psychomanipulacja!

    Opracowanie:
    Opracowano na podstawie ogólnie dostępnych w sieci materiałów na temat psychomanipulacji i prania mózgu oraz leczenia psychiatrycznego z uzależnienia od teologicznego dogmatu kościelnego i innych chrześcijańskich! Psychomanipulacja jak wiadomo służy mediom i rządom do sterowania myśleniem tak zwanej opinii publicznej, wygrywania wyborów, reklamy handlowej. Kto jest aktualnie najbardziej sprawny w psychomanipulacjach? Zobacz kto rządzi twoim krajem, jaka opcja polityczna dzierży władzę, jakiego wyznania są członkowie rządu i parlamentu!!! Widzisz tych, którzy są najbardziej biegli w technikach psychomanipulacji, czyli w medialnym kształtowaniu opinii publicznej, bo oszukiwanie wyborców i wiernych z ambony to jest psychomanipulacja!

    Krajowe Biuro Informacji o Destrukcyjnych Sektach Inkwizycyjnych w Polsce: Witold Boguszewski, Maciej Marczak, Rafał Lichtarowicz, Dariusz Witkowski, Anna Maria Rampała (Gauri), Kapali Hanna Szpilewska, Anna Gierej, Iwona Lichtarowicz, Arkadiusz Lisiecki, Janusz Kaczmarek; Jan Slanina; Szczepan Zając; Ziemowit Przybylski; Janina Waśk; Paweł Ćwięka; Tomasz Włoch; Krzysztof Błachaniec, Izabela Tryc, Jan Piskorski, Ilona Marczak, Eugenia Pałys; Eugeniusz Kaczmarek; Hanna Zgryźniak; Anna Milewska; Anna Rychlewska; Marek Dannenberg (Cieślak); Krystyna Luzar; Maria Gabruś; Jacek Gabruś; Ewa Maciejewska; Zygmunt Maciejewski; Jarosław Kowalczyk; Magdalena Chmielewska-Pasierb; Tomasz Pasierb; Elżbieta Najah-Kulpa;  Janina Sobczyk i inni.

  • Avatar Harry Palmer’a – Sylwia Nowak, sekta Opus Dei i Przyjaciółka

    Avatar Harry Palmer’a – Sylwia Nowak, sekta Opus Dei i Przyjaciółka

    AVATAR – Program edukacyjny dla menadżerów wielkiego biznesu, a niebezpieczna sekta Opus Dei

    Polskie dziadostwo dziennikarskie zostało już wiele razy przez liczne autorytety opisane, obnażone i napiętnowane. Jednak czytając kolejne wypociny gryzipiórków i grafomanek z sekciarskich przybudówek Opus Dei pokroju tygodnika „Przyjaciółka”, widać, że konstruktywnej krytyki obnażającej zbrodnie dziennikarskie ciągle jest za mało. W ramach prawa do dissu pewną szkodliwą dziennikarską ciotę Annę Grzelczak dobrze opisał Peja, czyli Ryszard Waldemar Andrzejewski w swojej raperskiej piosence, niestety to ciągle mało, żeby dostatecznie obnażyć kto i dlaczego pisze oszczercze elaboraty o wszystkim co dobre w tym kraju nad Wisłą i Odrą zawszawionym ideologią sekciarskiej mafii Opus Dei.

    Tutaj odnosimy się do artykułu z tygodnika „Przyjaciółka” pedałującego swobodnie kursy dla menadżerów biznesu prowadzone przez profesjonalny instytut Star’s Edge a znany pod nazwą „Avatar”. Niestety bi-lesbie cioty z sekty Opus Dei i ich dziennikarski dziwex z tygodnika „Przyjaciółka” plagiatując wcześniejsze paszkwile z „Dziennika” i „Gazety Wyborczej” lesbiej Agnieszki Czajkowskiej z Wrocławia, wypisuje bzdury nie mając kompletnie pojęcia o czym pisze i czego kursy biznesowe dotyczą. A program „Avatar”, nie mylić z filmem James’a Camerona, to zwyczajny kalifornijski program edukacyjny dla menadżerów wielkiego biznesu. Takie programy edukacyjne oczywiście mają kalifornijską cenę, gdyż kierowane są do milionerów, a nie do bezrobotnych bez zasiłku, pokroju opusdeistycznej supernumerariuszki wabiącej się Sylwia Nowak z Wrocławia. Ideologia i przynależność do sekty Opus Dei jest bardzo istotna w wypadku wielu prasowych i telewizyjnych ataków medialnych na różne osoby i organizacje. Opus Dei nazywana jest w Hiszpanii „świętą mafią” lub „mafią boga”.

    Lesbijka biseksualna, członkini złodziejskiej i pedofilskiej sekty Opus Dei Sylwia Nowak – bi-lesba z dominikańskiego centrum informacji we Wrocławiu, szkaluje programy edukacyjne „Avatar” oferowane biznesmenom przez Star’s Edge założony przez Harry Palmera. Sylwia Nowak to znana bi-lesba z sekty Opus Dei, opłacana z pieniędzy budżetu miasta Wrocław dla dominikańskiego centrum informacji mnicha Tomasza Franca, świrniętego paranoika i bi-homoseksualnego kolegi Ryszarda Nowaka ze Szklarskiej Poręby. Ujawniono, że w 2008 roku pedofilska sekta Opus Dei dostała poprzez fasadową instytucję dominikanów 60 tysięcy złotych na szkalowanie programu „Avatar” służącego edukacji wielkich biznesmenów. Orientalna nazwa kursów oraz imię twórcy programu edukacyjnego „Harry” widać nie spodobało się złodziejskiej i pedofilskiej sekcie Opus Dei we Wrocławiu i Szklarskiej Porębie. Najbliższa rodzina Ryszarda Nowaka w postaci grubaśnej, cierpiącej na bulimię bi-lesby Sylwi Nowak z Opus Dei widać nie lubi pracować i woli wyłudzać kasę na fikcyjne usługi oferowane przez opusdeistyczno-dominikańskie centrum najbardziej znane ze złodziejstwa i pedofilstwa, nie tylko w Hiszpanii, Irlandii czy Chile. W końca IRA to bojówka militarna sekty Opus Dei.

    Czemuż władze miasta Wrocław są tak naiwne, że pozwalają niebezpiecznej sekcie Opus Dei wyłudzać pieniądze publiczne na fikcyjną działalność sekciarskich złodziei pokroju Tomasza Franca, Sylwi Nowak oraz Ryszarda Nowaka? Dlaczego my, podatnicy musimy sponsorować bandytyzm kilku osób ze złodziejskiej i pedofilskiej sekty? Ile dzieci zostało zgwałconych w ośrodkach sekty Opus Dei za pieniądze budżetu miasta Wrocław? Dlaczego Urząd Miejski we Wrocławiu sponsoruje pedofilską sektę Opus Dei poprzez jej przybudówki i organizacje satelickie jak dominikański ośrodek informacji ojca pedofila Tomasza Franca? Pedofile widać muszą dużo płacić w Polsce za milczenie swoich ofiar, skoro muszą wyłudzać dotacje na swoją szkaradną działalność. A i jeszcze zwalczają program „Avatar” Harry Palmera, bo tam się dużo mówi o ofiarach księży pedofilów i o pedofilskich wyczynach dominikańskich mnichów w USA oraz Kanadzie. O szkodliwości niebezpiecznej, terrorystycznej sekty Opus Dei, znanej także w propagowania zakazanego w Polsce faszyzmu, tego hiszpańskiego, czyli frankizmu i tego chilijskiego czyli morderczego i ludobójczego pinochetyzmu. Niezłe powiązania i jakże podstępne wyłudzanie pieniędzy, tak na faszyzm jak i na zboczenia seksualne w sekcie Opus Dei, która za tym wszystkim stoi, a pornografię dziecięcą lubi bo to dochodowy biznes.

    Sylwia Nowak jest biznesmenką we Wrocławiu, ma dwoje dzieci, córki i jakoś dominikański ośrodek informacji ani magistrat we Wrocławiu nie martwi się o to, czy Sylwia jako biseksualna lesbijka, należąc do niebezpiecznej, pedofilskiej sekty Opus Dei przypadkiem nie gwałci i nie molestuje swoich córek, które rzekomo bardzo kocha! Miłość pedofilska, to nie jest takie sobie „kochanie inaczej”, jak mogłoby się wydawać. Pedofilia to niebezpieczne zboczenie seksualne, szczególnie jak ma miejsce w rodzinie, ze strony matki do córek czy innych osób zależnych. Tym powinien się zająć magistrat wrocławski, zajrzeć do łóżek Tomasza Franca oraz rodziny Nowaków, tak Ryszarda Nowaka, o którym już słychać wiele było, a także takich osóbek jak biznesowa bi-lesbia Sylwia Nowak, której każdy „Harry” kojarzy się z magią i okultyzmem, ale pedofilia jest akceptowana, jak to w sekcie, która uważa, że z dziećmi można kopulować od 12-tego roku życia legalnie, bo tak twierdził założyciel Opus Dei i praktyka podobnych sekt w historii heretyckich zwyrodnień teologicznych.

    Sylwia Nowak używa swych seksualnych przyjaciółek takich jak Agnieszka Czajkowska z Gazety Wyborczej czy Anna Grzelczak z tygodnika „Przyjaciółka” do wypisywania oszczerczych insynuacji pod adresem kursów edukacyjnych „Avatar”. Nie dosyć, że koleżankom bi-lesbi robi dobrze w ramach ciągle tej samej złodziejskiej i pedofilskiej sekty o faszystowskim rodowodzie, to jeszcze im płaci za debilne publikacje w których nie ma ani trochę prawdy, a jedynie same brednie wiele razy już przepisywane przeciwko wszystkim, których sekta Opus Dei chce sterroryzować, zastraszyć i wycyckać ekonomicznie. Takie to biznesmenki ma sekta Opus Dei, które albo coś wyłudzą, albo dupą syfu narobią, albo mordami coś napindolą! Zresztą jeden poszkodowany przez opusdeistkę supernumerariuszkę Annę Grzelak z Przyjaciółki raper Peja całą piosenką obnażył jakie to bez przeproszenia jest kurestwo ta cała sekta Opus Dei z jej supernumerariami. Nie przypadkiem chyba, sekciara Sylwia Nowak dokształca się z biznesu i ekonomi oraz zarządzania firmami na lubelskiej uczelni KUL, całkiem przez sektę Opus Dei opanowanej. A zwykły ogólniak skończyła miernie, gdzieś około 1988 roku w Gogolinie, czyli mając lat dwadzieścia. Musiała w swej inteligencji kiblować jeden roczek, bo normalnie liceum ogólnokształcące kończą panienki mając latek 19-cie!

    Biznesowe kursy „Avatar” Harry Palmera były widać zbyt kosztowne dla mało inteligentnej biznesmenki dolnośląskiej, bo teraz ogłasza się w profilu goldenline, jako wielbicielka wszelkich kursów darmowych na temat biznesu. Pewnie takie istnieją, ale chyba tylko dla bezrobotnych bez prawa do zasiłku. Ale za to będzie jedna więcej magister ekonomii i biznesu z dyplomem KUL, za edukacje której płaci budżet państwa czyli my podatnicy. Tak sekta Opus Dei rośnie w siłę i trochę zboczone supernumerarie pokroju Sylwi Nowak, które tak bardzo kochają swoje córeczki, swą pedofilnie lesbią miłością, że za nic w świecie nie chcą uczyć się biznesu od dobrych, skutecznych w strategiach biznesowych i marketingu specjalistów amerykańskich z programu „Avatar” firmy Star’s Edge. Z takimi specjalistkami od biznesu pewnie magistrat wrocławski zbankrutuje płacąc na bi-lesbie imprezki Tomasza Franca i jego zboczonego stadka „bardzo inaczej kochających” coroczne dotacje. A na powodzian i chorych paliatywnie jak zawsze nie wiele, albo i całkiem nic nie zostanie!

    Tomasz Franc „kochający dzieci inaczej”, aby wykazać się działalnością musi prowadzić blogi takie jak pod swym wcieleniem o imieniu Piotr na blogspot.com gdzie plugawie wymyśla swoje pedofilskie bzdury na temat edukacyjnych programów „Avatar” dla biznesu. Ksywka Piotr, rzekomy były członek sekty, to nic innego jak internetowy avatar, tyle że dominikańskiego ryja znanego z Wrocławia jako ojciec Tomasz Franc, usunięty z funkcji kapelana uczennic z powodu podejrzeń o ich molestowanie seksualne. Ciekawe ile dzieci złowił ów anonimowy Piotr na hasło łapania ofiar sekt w sieci jednej z najgroźniejszych sekt, czyli faszystowskiej Opus Dei. Tomasz Franc jest numerariuszem Opus Dei, wysoko postawioną figurą zarządzającą sektą we Wrocławiu, a także koneserem dziecięcej pornografii! Ogolony na łyso, jak inni faszystowscy opusdeiści, wiadomo z czym się kojarzy. A kto zna trochę hiszpański ten wie co to znaczy: ladrones y depredadores y pedophiles! Oto Opus Dei i jej utajniona zbójecka krucjata, o której jest mnóstwo demaskatorskich filmów na YouTube!

    Rodzice niejakiej Sylwi Nowak mogliby łaskawie zainteresować się na czym swój pierwszy biznes zrobiła ich gogolińska córeczka, aby móc wstąpić do sekty Opus Dei, która całe dochody swych ofiar numerariowych zabiera. Otóż zarabiała na sprzedaży swojego tyłeczka sekciarskiego, co się nazywa „misjonowaniem na rybkę”. To taka chrześcijańska, sektowa prostytucja miłości dla Jezusa. Łowi się na dupcię bogatych frajerów, werbuje do swej sekty Opus Dei, a pieniądze za dupcię i poruchanki idą na sekciarską działalność i osiąganie upragnionej pozycji supernumerariuszki. Proceder ów doskonale obnażony został w Hiszpanii i właśnie w USA, a w 1984 roku po raz pierwszy w USA publicznie opisał go i obnażył właśnie Harry Palmer, zatem pitolenie opusdeistek, Anny Grzelczak czy Agnieszki Czajkowskiej oraz ich aktywistki udającej ofiarę kursów biznesowych Sylwi Nowak ma nie tylko nieetyczny wymiar zemsty, ale i posmak chamskiego krycia własnych interesów robionych cipką na rzecz własnej sekty, tym razem prawdziwej, dobrze znanej i szkodliwej, znanej jako Opus Dei. Dla porządku dodajmy, że proceder zarobkowy pierwszego biznesu Sylwi Nowak znany jest lepiej pod nazwą prostytucja oraz nierząd sakralny, bo przecież dupy za pieniądze Sylwia jak młoda była dawała w celach uświęconych, aby zarobić kasiorę dla swej sekty. Mamy nadzieję, że córeczki Sylwi Nowak zrozumieją z jakiego łona się zrodziły i kim jest rzeczywiście i szajbnięta ideologią sekty Opus Dei mamusia. I to by było tyle, jeśli chodzi o kurewstwo dziennikarskie, zwyczajnie i po ludzku mówiąc.

    Peja kontra Anna Grzelczak Przyjaciółka

    Wybitny Polski raper Peja zwięźle ale dokładnie podsumował „dziennikarskie dziwki” pokroju Anny Grzelczak z redakcji tygodnika „Przyjaciółka” czy raczej firmy edipresse – gałęzi biznesowo-medialnej sekty Opus Dei. Oto oryginalna treść dobrze znanej piosenki. Warto przeczytać jaki syf robią lekkie panienki z sekty Opus Dei pracujące w redakcjach nie tylko przecież „Przyjaciółki” (Anna Grzelczak) ale i Gazety Wyborczej (Agnieszka i Małgorzata Czajkowska). A córeczka Anny Grzelczak, niejaka Hanna Izabela Grzelczak ćwiczy opusdeistyczny biznes w Bath i Londynie, chyba jako misjonarka od wyłudzeń i zboczeń. Sekta tam widać słabo się trzyma, bo koleżanka Sylwi Nowak musi sektę biznesowo ratować.

    Piosenka: Wojtas feat Peja „Zło”

    Nie wnikam w to czy w polityce masz obycie
    Zobacz jakie mają życie ci co rządzą
    Cyrk podporządkowany układom, pieniądzom
    Polityczna banda, ci dopiero szpącą
    W TV na gorąco afera za aferą
    Niektórzy z nich reprezentują mniej niż zero
    Przeciwko nim włączam moje stereo
    Przeciwko nim włącz swoje stereo
    Piękna willa, nowa limuzyna
    Nie dojdą skąd miał na to za skurwysyna
    Podłączona do koryta prze pazerna świnia
    A średnia krajowa to największa kpina
    Bezrobocie w ryzach trzyma coraz więcej
    Kolejna rodzina załamuję ręce
    Ludzie wyjeżdżają za granice kraju
    Tam tyrają bo tu perspektyw nie ma
    Obiecują – będzie lepiej – co za ściema
    To by było tyle co sądzę na ten temat
    Wniosek – uważaj, sprawiedliwości nie ma
    Nie ma, nie, nie ma

    Kiedy wkurwia mnie, ja uśmiecham się
    Pełen lajt, ja wiem, powinno obchodzić mnie
    Kiedy szczerzę kły, szydząc będąc zły
    Jak Dębiecki 52, realia tego świata znam
    W pojedynkę jak WOS nic nie zdziałam, zrozumiałem
    Już dawno tak na dno wiele idei padło
    Ty zdychasz, ja żrę jadło, grubasom przybywa sadło
    Chuda baba w metrze żebrze, rzucam jej choćby pięć centów
    Nie mogę na nią patrzeć, ona mówi – God Bless you
    Ile takich osób jest? w chuj, wuchta czyli
    Wkurwiony w jednej chwili Peja się nie pomylił
    Mam być ostry jak chilli, to ja na swoim garnku
    Zbudowałem swój dom z ludźmi z SLU gangu
    Wkurwiony Rych o poranku, czasem tylko poszydzę
    Zbyt dużo słyszę, zbyt dużo widzę
    Pytasz co? krzywdę, ludzi nazwanych bydłem
    Traktowanych przez system, jak gówno nie przywykłem
    Do kapitalizmu, który do polski wkroczył
    Do imperializmu, który nas ludzi zaskoczył
    Miał Rychu Peja taki jeden sen proroczy
    By dla każdego willa, ludzie za życia martwi
    To niestety Idylla, to mnie wkurwia nie martwi
    Wiem, że każdy z tych ludzi chciałby wybrać własną drogę
    Wiem, rozmawiają z Bogiem, widzę w ich oczach trwogę
    Jak ja gdy widzę togę gdy odczuwam niepokój
    Gdy niebieski transporter chce pilnować mego bloku
    Spokój, spokój wkurwiony ponownie zaciskam szczękę
    Zaciskam w pięść rękę, jak na macie nie pęknę
    Nie pozbędę się wkurwienia, będę trwał, nie wymięknę
    I nie zmienia się nic choć me życie jest piękne
    Na pewno lepsze niż te z zeszłej ery
    Rychu wkurwiony i do bólu szczery

    Zły, wściekły, wręcz wkurwiony
    Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony
    Osłabiony tym co widzę, co słyszę
    Chcę zmienić to i o tym piszę
    Zły, wściekły, wręcz wkurwiony
    Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony
    Osłabiony tym co widzę, co słyszę
    Chcę zmienić to i o tym piszę

    Wyglądam przez okno i wiesz co widzę gościu?
    Było boisko, teraz budują tam kościół
    Co za pomysł, myślę, coś tutaj nie gra
    Kolejna świątynia w środku tego osiedla
    Mały Watykan, to jest moja parafia
    Niejedna koperta co łaska tam trafia
    Na podobnych schematach działa jak mafia
    Wygląda jak mafia, widziałeś ich fury?
    Naiwni wierni to dla nich złote kury
    Za hajs bilet do nieba – bzdury
    Kopsają babki emerytury i renty
    Radio MR mówi, że święty
    Część z nich jest na pewno z powołania
    Kolejna część od liczenia i zbierania
    Wszystko to bez opodatkowania
    Podobno któryś z nich ma skrzywioną psychikę
    Uuuu, pamiętasz co to była za heca? co?
    Światło dzienne ujrzał skandal księdza
    Ten to do pieca dojebał po całości
    Zachowaj wiarę, ale uważaj na kościół

    Drugi motyw, Rycha wkurwienia dotyk
    To z prasy i z TV cioty, showbiz i kłopoty
    Tu krytyka i nagrody, oskarżenia i ploty
    Śmieje się luz do tych kurwiszonów spory dystans
    Chcecie na tym skorzystać? to ja was wykorzystam
    To weźcie jako przysmak o nazwie gorycz
    Skowycz dziwko, skowycz, łamiesz prawo prasowe
    Oczerniasz mą osobę, ja pierdolę was półgłówki
    Rozpisały się o Rychu wszystkie kiepskie kolorówki
    A z mego procesu nie zrobicie pokazówki
    Chcesz mnie wkurwić tylko śmieszysz jak Bauer’owska spółka
    W dupę wyjebana Anna Grzelczak przyjaciółka
    Więc to do ciebie, mam sporo racji
    Mam prawo do dissu jak do autoryzacji
    To hardcore rap nie piknik, zająkniesz się jak Michnik
    Kiepskie dziennikarskie dziwki, niespełnieni raperzy
    Kto w wasze, chuja warte, recenzje wierzy?
    Tak się bawi Rychu, to dla was jatka
    Tak się wkurwia Rychu, twoja gówno warta klatka
    Kiedy cię kurwo dopadnę nie pozna cię własna matka
    Fest chłopak Sylwia, jego pedalska paczka
    O teraz, tak to będzie afera
    Nie chcę wydawcy frajera co własnego zdania nie ma
    Walczę o niezależność, jeszcze dziwko cię dojadę
    Bo mam kurwa czelność, jadę na tym podkładzie
    Tak wkurwiony? nie, prosto na luzie
    Mówię co myślę, bo nie jestem żadnym tchórzem
    Pierdolę was wszystkich, Rychu Peja przez P duże
    Słyszysz? pierdolę was wszystkich, Rychu Peja przez P duże
    Pierdolę was wszystkich Rychu Peja przez P duże, duże

    Zły, wściekły, wręcz wkurwiony
    Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony
    Osłabiony tym co widzę, co słyszę
    Chcę zmienić to i o tym piszę

    Zły, wściekły, wręcz wkurwiony
    Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony
    Osłabiony tym co widzę, co słyszę
    Chcę zmienić to i o tym piszę

    To by było tyle, co sądzę na ten temat
    Wniosek – uważaj, sprawiedliwości nie ma


    Redaktor portalu Indrapani Lalita Dewa, Arkadiusz L. – Wrocław

  • Cezary Gmyz i Rzeczpospolita – funkcjonariusz komunistycznej Służby Bezpieczeństwa PRL atakuje Bractwo Himawanti i Mohana Ryszarda Matuszewskiego

    Cezary Gmyz i Rzeczpospolita – funkcjonariusz komunistycznej Służby Bezpieczeństwa PRL atakuje Bractwo Himawanti i Mohana Ryszarda Matuszewskiego

    W październiku 2012 dziennikarz sekciarskiej tuby sekty Fronda, dziennika Rzeczpospolita, Cezary Gmyz zaatakował Antypedofilskie Bractwo Himawanti oraz Mohana Ryszarda Matuszewskiego z powodu spodziewanej nominacji szefa biura prawnego Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Kazimierza Mordaszewskiego na stanowisko zastępcy i prawej ręki ABW generała Krzysztofa Bondaryka. Jak na dziennikarza sekty Fronda, przybudówki sekty Opus Dei przystało, ów pismak zapomniał porozmawiać z panem Mohanem Ryszardem Matuszewskim, co ma do powiedzenia w temacie swojego ucznia i adepta sztuk walki oraz medytacji i japońskiej jogi, Kazimierza Mordaszewskiego. W zamian Cezary Gmyz wypisuje typowy już i oklepany w mediach obrońców księży pedofilów i byłych acz szukających „zapunktowania” w kościele eSBeków stek zmyślonych bzdur i kłamstw politologicznych na temat Antypedofilskiego Bractwa Himawanti oraz szefa naszych terapeutów Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Warto nie tylko sprostować brednie na temat Antypedofilskiego Bractwa ale warto także przyjrzeć się mrocznej postaci Cezarego Gmyza, który usilnie atakuje prokościelną i powiązaną interesami członków sekty Opus Dei Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Momentami, w publikacjach Cezarego Gmyza większa nienawiść przebija do ABW niż do Bractwa Himawanti czy Mohandżi.

    Nie ulega wątpliwości, że Kazimierz Mordaszewski przez wiele lat ćwiczył w Toruniu w sekcjach Aikido i bardziej wojskowego Aiki-Jutsu pod kierunkiem swojego trenera i mistrza sztuk walki, Shihana Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Ćwiczył łagodne techniki samoobrony i kontrataku znane jako Aikido Mistrza Morihei Ueshiba i studiował także pilnie filozofię Omoto-Kyo, którą rozpowszechniał Mistrz Ueshiba Morihei. Kazimierz Mordaszewski ćwiczył pilnie także sztukę Aiki-Jutsu (czyt. Dżutsu), znacznie twardszą metodę walki, ataku i obrony, znaną z japońskich bitew i filmów. Kazimierz Mordaszewski w latach 80-tych XX wieku ćwiczył także sztukę walki kijem Jodo  (Dżodo) oraz sztukę walki samurajskim mieczem, Ken-Jutsu oraz ulubioną przez Shihan Ryszarda Matuszewskiego Yari-Jutsu, walki lancą, piką, naginatą i podobnymi sprzętami. Kazimierz Mordaszewski ostatecznie otrzymał certyfikat tzw. Kirikami (dosł. cięcie bogów), co oznacza potwierdzenie zdolności bojowej Aikido i Aiki-jutsu na poziomie 1 i 2 Dan. Mohan Ryszard Matuszewski uczył tych sztuk włącznie z nielubianą przez nazistowskie sekty pokroju Fronda filozofią wschodnią oraz wiedzą o japońskiej kulturze i podstawach języka.  

    Kazimierz Mordaszewski szybko, bo już po roku treningu został jednym z licznych asystentów (sempai) w sekcjach Shihana Mohandżi Ryszarda Matuszewskiego, z czasem prowadził zajęcia, treningi, a także pomagał w prowadzeniu regularnych obozów szkoleniowych, trwających w wakacje zwykle dwa lub trzy tygodnie. W latach 80-tych XX wieku w samym Toruniu ćwiczyło u Mohana Ryszarda Matuszewskiego ponad 3 tysiące osób, głównie studentów, a zostanie asystentem, sempai’em, wcale nie było łatwo. Po zakończeniu studiów w Toruniu, Kazimierz Mordaszewski otworzył własną sekcję Aikido i Aiki-Jutsu, najpierw w Suwałkach, a potem w Białymstoku, gdzie kilka razy w roku organizował zapraszając do prowadzenia zajęć swojego Mistrza, Shihana Matuszewskiego tzw. staże, czyli intensywne 2-3 dniowe szkolenia z zakresu tych dyscyplin. Mistrz, Shihan Mohan Matuszewski znany jest z tego, że prowadzi treningu dość ostro, a techniki wykonuje realnie, zatem asystenci i ćwiczących z nim muszą dobrze uważać, żeby przeżyć wyczerpujących fizycznie trening.

    Niektórzy uczniowie Shihan Mohana Matuszewskiego oficjalnie nauczają Aikido oraz Aiki-Jutsu w samej Japonii, tak są dobrzy w owych dyscyplinach, wspomaganych japońską jogą oraz technikami medytacji, także czasem metodami treningowymi zaczerpniętymi z indyjskiego Kalaripayat nauczanego wśród adeptów Bractw Himawanti. Cezary Gmyz jak widać nie sprawdził nic, nie dowiedział się niczego, ani o Antypedofilskim Bractwie Himawanti ani o innych działalnościach Mistrza Lalitamohandżi. Trzeba powiedzieć, że Kazimierz Mordaszewski, to nie tylko jakiś uczeń Shihana Mohana Matuszewskiego, co tam trochę przypadkiem poćwiczył, ale także uczeń, który sam stał się cenionym mistrzem w obronnych i militarnych dyscyplinach, których się od Mohana Matuszewskiego był wyuczył. Poznać Mistrza po robocie, w szczególności po wynikach i osiągnięciach jego uczniów, takich jak Kazimierz Mordaszewki. Nie jest także prawdą jak podaje inny chorowity na głowę demagog w Gazecie Wyborczej, Wojciech Czuchnowski, że Mordaszewki pobił Matuszewskiego na zawodach Karate, gdyż Shihan Mohan Ryszard Matuszewski nie ćwiczy Karate i nie występował na zawodach w turniejach Karate. Niektórzy dziennikarze pewnie nie odróżniają Judo (Dżudo) od Karate, a co dopiero Aikido czy Aiki-Jutsu od innych wschodnich dyscyplin sztuk walki. Kazimierz Mordaszewski wszystko co umie w dziedzinie Aiki-Jutsu czy Aikido, wyuczył się od swojego Shihana Mohana Ryszarda Matuszewskiego, acz to czy i jak inwigilował swojego mistrza, Sensei, Shihana i Shoguna Aiki-Jutsu i na konto jakiej służby jest osobną sprawą do gruntownego zbadania.

    Cezary Gmyz – Utajniona kariera eSBeka

    Cezary Gmyz to formalnie wyznawca jednej z niewielkich w Polsce sekt stowarzyszonych z katolicyzmem, wyznawca sekty o nazwie Kościół ewangelicko-augsburski czyli luteranin tak jak Jerzy Buzek, znany z wydymania Narodu Polskiego ustawą o funduszach emerytalnych, która wyprowadza pieniądze z ZUS, aby bogaci aktywiści z sekty Opus Dei mogli sobie grać kaską z OFE na giełdach. Jest to tajemnicą poliszynela, że wszystkimi OFE trzęsie nazistowska sekta Opus Dei, która z OFE uczyniła sobie łatwy żer, żerując na biedzie emerytów i rencistów w Polsce. Cezary Gmyz jest członkiem Synodu Kościoła ewangelicko-augsburskiego diecezji warszawskiej i formalnie udziela się w strukturach rady ekumenicznej wiążącej z Kościołem katolickim kilka odstępczych i heretyckich wedle nauk papieskich sekt tzw. „braci odłączonych”. Luteranie jak wiadomo w historii ochoczo udzielali się w inkwizycyjnym zbójcowaniu, paleniu żywcem osób podejrzanych o czarownictwo, okultyzm czy inne niż własna herezje. Przy okazji Cezary Gmyz pomaga neohitlerowskiej fundacji niemieckiej odzyskiwać mienie i ziemie dawnych hitlerowców, nazistów i gestapowców, którzy musieli wynosić się z Polski po przegraniu II wojny światowej.

    W czasie drugiej wojny światowej sekta ewangelicko-augsburska była najbardziej spolegliwa z reżimem hitlerowskim w Trzeciej Rzeszy Niemieckiej. Członkowie sekty luterskiej zajmowali prominentne stanowiska w SS oraz gestapo, jako druga opcja chrześcijańska po katolikach watykańskich stanowiących trzon gestapo i SS włącznie z katolikiem Adolfem Hitlerem. Wielu wyznawców sekty zwącej się szumnie Kościołem ewangelicko-augsburskim zostało w Norymberdze skazanych na surowe kary za zbrodnie przeciwko ludzkości. W takiej sekcie, po same uszy, rzekomo jako gorliwy wyznawca tkwi dziennikarz sekciarskiej gazety o nazwie Rzeczpospolita. Niewątpliwie, nie z powodu bratniej miłości skrajnie katolicko-faszystowskiej sekty Fronda i kolaborującej ochoczo z nazistami sekty ewangelicko-augsburskiej, ale z powodu przynależności do tajnej organizacji bojówkarskiej czyli do sekty Opus Dei, organizacji łączącej pod patronatem papieża i Watykanu wszystkie kolaborujące z reżimami Franco, Hitlera, Salazara, Tisso czy Pavelica odłamy nazistowskich chrześcijan. Jest to bardzo ważny powód pokazujący skąd taka nienawiść Cezarego Gmyza, taka faszystowska mowa nienawiści do pokojowego ruchu ABH ujawniającego chrześcijańskie skandale pedofilskie oraz  wpływy faszystów i nazistów w organizacjach rzekomo religijnych czy politycznych.

    Antypedofilskie Bractwo Himawanti demaskuje pedofilię kleru, faszyzm, nazizm, zbrodnie inkwizycji, także homoseksualizm księży, biskupów i zakonnic. Cezary Gmyz należy niewątpliwie do bandy inkwizytorów i to o podwójnej roli czy podwójnej, agenturalnej działalności. Wszak będąc członkiem Synodu Kościoła ewangelicko-augsburskiego, jednocześnie jest szpiclem, szpiegiem watykańskiej bezpieki katolickiej z ramienia sekty Opus Dei. Pisze zatem regularne donosy na swój macierzysty kościół luterski do watykańskiej bezpieki, bo tak mu regulamin przynależności do sekty Opus Dei nakazuje. Raz w tygodniu musi napisać szczegółowy raport ze wszystkiego co robił, o czym rozmawiał i z kim się zadawał do swoich przełożonych w kwaterze głównej faszystowskiej sekty Opus Dei, założonej jak wiadomo przez schizofrenika, który po roku leczenia psychiatrycznego uciekł z hiszpańskiego wariatkowa i założył sektę Opus Dei, a nazywał się Josemario Escriva. Papież Karol Wojtyła JP2 cały swój pontyfikat oparł na tej niebezpiecznej sekcie faszystów znanej jako Opus Dei, która go zresztą papieżem uczyniła i której oddał całą władzę nad katolickim kościołem, który zaczął przez to dryfować na zgubne manowce.

    Zrozumieć Cezarego Gmyza można w kontekście jego młodocianej, studenckiej działalności, gdzie dzieciak urodzony w 1967 roku rozpoczyna studia w 1986 roku i od razu podpisuje deklarację o współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Warszawska delegatura Służby Bezpieczeństwa nie miała problemu ze zwerbowaniem młodego agenta w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Jak wielu wiceprzewodniczących NZS w Polsce był kontrolowaną przez Służbę Bezpieczeństwa PRL wtyką w strukturach Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Taką ono miało niezależność jaką babcia dzisiejszej ABW rodem z PRL, Służba Bezpieczeństwa PRL tolerowała, taką niezawisłość miał NZS, jaką agenci polskiego SB, nieprzychylni i szukający jak największej niezależności od Moskwy, przydzielili poprzez sieć swoich agentów, zwykle zastępców czyli lokalnych  wiceprzewodniczących, chociaż czasami także przewodniczących. Trzeba pamiętać, że pracę każdej wtyki SB kontrolowała poprzez jedną lub dwie inne wtyczki, zatem w takich zarządach zwykle były dwie wtyczki, co na trzy osobowy zarząd dawało stałą przewagę decyzyjną Bezpiece PRL. Trwało odgórnie zarządzone, eksperymentalne rozmontowywanie systemu moskiewskiego w końcu uwieńczone samolikwidacją ZSRR, którego funkcjonariusze tak samo jak w PRL bardziej marzyli o karierach miliarderów niźli o karierach zasłużonych strażników stalinizmu na którym PRL w zasadzie powstało.

    Niestety raporty do babuni eSBecji Cezary Gmyz musiał pisać tylko raz w miesiącu, a to jest cztery razy rzadziej niźli aktualnie na swój synod luterski i kumpli z redakcji „Rzepy” pisze do watykańskiej bezpieki sekty Opus Dei. Już po 2 latach, za wstawiennictwem eSBeckiej części rodziny nasz bohater narodowy, naziolski supernumerari OD Cezary Gmyz dostał etat funkcjonariusza SB z klauzulą tajności, jak to się mówi, praca studenta pod przykryciem, a dzięki temu środowiska teatralne i NZS-owskie były dobrze rozpracowane, inwigilowane, a nawet nadzorowane przez wzorową pracę młodego agenta zwerbowanego do Służby Bezpieczeństwa PRL. Od 1990 roku inwigilował kolejne tytuły prasowe i telewizyjne, gdzie jako dziennikarz inwigilujący środowiska podejrzane wchodził z polecenia swoich szefów padającej już na pysk Służby Bezpieczeństwa powoli przekształcanej w UOP, matecznik dzisiejszej ABW. Żona i dwoje dzieci pewnie nie wiedzą, gdzie pracował ich tatuś, Cezary Gmyz, ale może lepiej niech się dowiedzą skąd miał pieniądze, ale tylko do roku 1993, który to był jakoś krytyczny w karierze młodego funkcjonariusza eSBecji zdobytego metodą werbowania agentów poprzez TW.

    Zwerbować Cezarego Gmyza jako TW było łatwo – jak twierdzi jego ówczesny oficer prowadzący, dziś emerytowany i wiekowy J.B., – na tak zwane „skłonności”. Agent otóż uczestniczył w imprezce „barabara”, tyle, że dla rozrywki, w jednym z nieformalnych gejowskich klubów stolicy, gdzie w końcu pijany „w trzy dupy”, ładnie dawał rurę kolegom homosiom od kielicha, których teraz widać za to nie lubi i zwalcza w ramach Frondy. Strach przed ujawnieniem takich informacji rodzinie czy dziewczynie, a i współwyznawcom luterskim, z każdego łatwo czyni wstrętnego agenta nawet najbardziej znienawidzonego reżimu. W 1993 roku jednak „Firma” uznała, że „tajnos agentos Cesarus Gmyzus” nie jest dalej użyteczny ani potrzebny i wywaliła ze służby dla Ojczyzny, co oznaczało także utratę pokaźnej pensji członka korpusu SB/UOP. Nie do końca znamy przyczyny, ale z tego co wiadomo, nasz agencik był takim Czarusiem, który lubił kłócić się ze wszystkimi. Z kierownictwem Służb Specjalnych, SB, UOP czy ABW, jednak zwykle nie należy się kłócić i jest to normą we wszystkich służbach na świecie. Oni wymagają uległych i poddanych niewolników ślepo wykonujących wszelkie polecenia. Agenta jak widać zagospodarowała sekta Opus Dei, bo idzie mu już 20-lecie pracy w agenturze watykańsko-faszystowskiej Opus Dei. Jak to były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa PRL, Cezary Gmyz, w latach 2003-2007 robił karierę w Tygodniku „Wprost”. A potem już z nadania sekty Opus Dei, robi za śledczego od lipnych awantur w sekciarskim, frondowym, organie demagogii politycznej czyli w „Rzeczpospolitej” oraz w jeszcze bardziej bełkotliwym „Uważam Rze”.

    Szczególnym zadaniem jakie spełnił Cezary Gmyz, agent eSBecji pracujący pod przykrywką młodego dziennikarza, była inwigilacja otoczenia papieża Jana Pawła II, o którym po pierwsze, pisał i publikował, nie tylko w gazetach ale i w TVP, a po drugie, pisał szczegółowe raporty na użytek Służby Bezpieczeństwa, a potem Urzędu Ochrony Państwa czyli UOP, spadkobiercy agentów i metod SB z czasów PRL. Praca ta, szczególne zadanie eSBeka Cezarego Gmyza trwało jednak tylko trzy lata… Z innej strony jednak dziwi takie dobre przeszkolenie agenta SB/UOP Cezarego Gmyza w dziedzinie zbierania informacji w tak licznych środowiskach jak inwigilowanie NZS czy papieża Jana Pawła II, a z drugiej takie wpadki jak nie przeprowadzenie rozmowy ani nawet jednej próby wywiadu z członkami Bractwa Himawanti czy samym zainteresowanym, Mohanem Ryszardem Matuszewskim. Wszak żyje jeszcze wielu członków Bractwa z lat 80-tych XX wieku w Polsce, żyje także i ćwiczy czynnie wielu adeptów Aikido i Aiki-Jutsu, którzy pod okiem Shihana Mohana Matuszewskiego zdobywało stopnie Kyu i Dan. Żyją i ćwiczą liczni koledzy i koleżanki Kazimierza Mordaszewskiego z sekcji w Toruniu, jak i z sekcji w Suwałkach czy Białymstoku. Cezary Gmyz mógł się dowiedzieć bardzo wiele o życiu i działalności Kazimierza Mordaszewkiego z lat 80-tych i 90-tych XX wieku. Ale nie chciał się dowiedzieć, bo widać sam ma sporo więcej na sumieniu z tamtych lat, a grzebanie mogłoby i jego zbytnio odgrzebać, obnażyć i zadenuncjować, co nie zawsze jest wygodne byłym eSBekom.

    Służby Informacyjne BZH jednak nie śpią i odgrzebały trochę z Cezarego Gmyza, nie tego co sobie sam o sobie napisał w ramach naziolskiej reklamy na Wikipedii, ale tego prawdziwego, znanego nawet za oceanem, w USA, z brzydkiej działalności i raczej dużo gorszej strony niż na podstawie autoreklamy w Wikipedii robionej z domowego komputera i z kompa w pracy w gazecie, którą sam sobie nasz Czaruś wyprodukował. O tym, że jako nastolatek, na przełomie lat 70-tych i 80-tych XX wieku, aktywnie chodził na wykłady do klubu kultury dalekowschodniej „Veda” we Wrocławiu, gdzie wcielał ideologię raczkującego w Polsce ruchu Hare Kryszna, stary Cezary Gmyz już nie pamięta, a może nie chce pamiętać, jednak liczni znajomi z tamtych lat bardzo dobrze pamiętają świeżo nawróconego do Kryszny małolata Czarka Gmyza.

    Klub „Veda” we Wrocławiu działał pod patronatem Socjalistycznego Związku Studentów Polskich (SZSP), potocznie zwanego „Zsypem”, ale o tym Cezary Gmyz pewnie też nie chce, żeby mu za bardzo nachalnie przypominać. Jeszcze mu się tysiące powtórzeń mantry Hare Kryszna rano i wieczorem śnić będą, jak to sobie „Harekrysznował” za małolata. Było się Czarku nie podpisywać na wspólnej fotce grupowej z jakimś kolesiem w pomarańczowej szatce co przyjechał namawiać na mantrowanie w klubie „Veda”. Pamięta ciebie Czarku Gmyz nawet urocza dziewczyna, która zanim poszedłeś do szkoły teatralnej, prowadziła zajęcia dla kandydatów na aktorów, świeża absolwentka szkoły teatralnej, której nie zatrudnili w teatrze ani w filmie, to z braku zajęcia pracowała z dzieciakami szkół średnich, w tym z Tobą, żebyś jako tako wypadł w aktorskiej grze i coś tam wiedział o sztuce. Zdaniem swojej nauczycielki teatralnej, zdolny aktorsko to mały Cezary Gmyz nie był, ale granie do dzisiaj w agenturach dobrze go widać bawi i satysfakcjonuje.

    I to wszystko, przy jak dotąd całkowitej ponoć poczytalności Cezarego Gmyza, chociaż awersja do niektórych pracowników ABW jak generał Krzysztof Bondarczyk, Kazimierz Mordaszewki czy do niektórych ruchów mniejszości światopoglądowych, społecznych i wyznaniowych jak Bractwo Himawanti, Kościół Moona czy Scjentologii, być może także wskazuje na konieczność przebadania się agenta Cezarego Gmyza u biegłych psychologów i psychiatrów sądowych celem zbadania czy to jest aby na pewno stan poczytalności, czy może już stan niepoczytalności albo coś z pogranicza, bo tak też bywa, a my psycholodzy i psychoterapeuci niosący pomoc ofiarom księży i biskupów pedofilów oraz zakonnic pedofilek akurat o tych stanach wiemy lepiej i dużo więcej niż przeciętny, nawet eSBecki dziennikarz, a terapia ofiar molestowanych przez księży pedofilów to akurat także bardzo wyspecjalizowany rodzaj psychoterapii i psychologii obejmującej sferę duchową i religijną człowieka, nie tylko zwyczajne metody radzenia sobie z traumą po urazach na plebaniach.

    Mistrz Mohan Ryszard Matuszewski też wie, bo jeden rok swojego cennego życiorysu przepracował jako wolontariusz w hospicjum niosąc pomoc umierającym, a w latach 1981-1999 prowadził także dużo terapii w wielu poradniach i szpitalach psychiatrycznych oraz instytucjach terapeutycznych, w tym prowadząc terapie odwykowe dla alkoholików i uzależnionych od substancji narkotycznych, terapie dla ofiar przemocy domowej, a także szkoląc wielu psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów z zakresu nowoczesnych terapii i metod pracy z pacjentami uzależnionymi oraz chorymi psychicznie. Aktualnie, od roku 1999-2000 głównie szkoli nowych terapeutów, w tym prowadzących terapie dla ofiar księży pedofilów, bo tych przybywa, nie tylko w Polsce ale w całej Unii Europejskiej. Jak widać, Mohan Ryszard Matuszewski ma coś wspólnego z psychiatrią i pacjentami psychicznymi, jednak bardziej jako terapeuta i szkoleniowiec terapeutów niż jako pacjent, którego usilnie chcą z niego zrobić agenturalni eSBeccy kolesie typu Gmyz akuratnie zarabiający na chleb w wywiadzie watykańskiej Bezpieki znanej jako Opus Dei.

    Agent Służby Bezpieczeństwa PRL Cezary Gmyz może mieć jakiś uraz za wywalenie go ze specsłużby takiej jak SB/UOP, gdzie rodzina z Wrocławia robiła życiowe kariery. Agentom wywalonym z „takiej roboty” i pozbawionym nagle nadziei na szybką emeryturkę, nie tylko w Polsce „szajba bije na dekiel”, nawet jak jest to tylko „szajba”, która nie ma jeszcze wyraźnych cech psychotycznych wskazujących na niepoczytalność sprawcy artykułów w których wypisywane są przez Cezarego Gmyza brednie, pomówienia, urojenia i halucynacje nie tylko na temat Himawanti czy Shihan Mohandżi. Artykuł Cezarego Gmyza pomawiający jego kumpla, współautora pewnego wywiadu o plagiat, świadczy o silnie urojeniowym i ksobnym interpretowaniu rzeczywistości, co też mogło stać za  nieprzydatnością naszego Czarusia do dalszej służby w SB i w jej dziecku, Urzędzie Ochrony Państwa (UOP) – jako „psychicznego”. Praca w agenturze faszystowskiej sekty Opus Dei nie dziwi, bo skoro sam Josemario Escriva był schizofrenikiem bezskutecznie leczonym psychiatrycznie przez rok w zakładzie zamkniętym, to zapewne takich papiestwo ciągle potrzebuje do wspierania ich katolickich obłędów dogmatycznych (walka z zapłodnieniem in vitro, kondomami, aborcją zygot, odbudowa dominikańskiej inkwizycji i inne objawy paranoia catholica).

    Wojciech Czuchnowski ksywa „Cyngiel”

    Warto nadmienić, że podobnie bujny życiorys co Cezary Gmyz ma jego opusdeistyczny kumpel, przezwany przez internautów „Cynglem” Gazety Wyborczej, Wojciech Czuchnowski piszący aktualnie w „Gazecie Wyborczej”, czyli w tej samej spółce Agora SA tylko w innym tytule prasowym niż „Rzeczpospolita”. Wydawca tych jak widać brukowych i łżących co niemiara gazetek politologicznych jest ten sam. Jedynie staż pracy dla dawnej Służby Bezpieczeństwa PRL jest u Wojciecha Czuchnowskiego ksywa „Cyngiel” nieco dłuższy, wszak, żyje nieco dłużej, ale żal o brak pozytywnej weryfikacji do pracy w UOP może być w związku z tym nawet nieco większy niż u Cezarego Gmyza, a ściślej o trzy lata dłuższy. Zasługi w rozpracowywaniu środowisk wydawnictw niezależnych w Krakowie, takich jak Arka, Tumult czy Świat są niewątpliwe i dobrze przez Służbę Bezpieczeństwa PRL docenione, zatem dziwi zdanie opinii fachowców z ABW, że nie ma on pojęcia o pracy operacyjnej służb specjalnych. Może rzeczywiście inni kandydaci po prostu byli znacznie lepsi do takiej służby od Wojtka Czuchnowskiego, ksywa „Cyngiel”. Ciekawe, czy żonie i trójce swoich dzieci opowiedział w jakich okolicznościach dał się zwerbować do współpracy i potem do pracy w Służbie Bezpieczeństwa na etacie niejawnym, co także trwało aż do 1993 roku, kiedy specsłużby rozwiodły się Wojtkiem Czuchnowskim. Niestety, werbujący Wojtka oficer SB z Krakowa już zmarł, to za bardzo nic nam już nie opowie, a w treści z seansów spirytystycznych zbytnio nie wierzymy, chyba, że potwierdzą je jakieś konkretne dowody. Żyją jeszcze za to nie całkiem święte panie prostytutki z których usług korzystał ochoczo, a że babcia SB spłaciła za Czuchnowskiego jego długi u prostytutek oraz karciane, to i musiał służyć Ojczyźnie.

    Wojtek Czuchnowski był jednak na pogrzebie i złożył swojemu mentorowi z eSBe bukiet kwiatów. Jest to niewątpliwie wielka blizna na życiorysie naszego agenta i funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa PRL, któremu na osłodę dano za Jerzego Buzka popracować trochę w MSWiA.  Studia filmoznawstwa przerwał na V roku, bo mu Służba Bezpieczeństwa dała inny przydział pracy niż inwigilowanie środowisk studenckich, akademickich i organizacji opozycyjnych na Uniwersytecie Jagielońskim. Zwerbowany do SB już na pierwszym semestrze studiów filmoznawstwa na UJ w Krakowie. Cóż robić po latach tajemnej bardziej niż okultyzm pracy w jakimś SB czy UOP-ie. Najlepiej zostać dziennikarską mendą śledczą i politrukiem w jakimś dobrze płacącym szmatławcu brukowym. Tym bardziej jak się ma wprawę, bo w latach 1990-1993 inwigilowało się dziennikarzy „Czasu Krakowskiego”, a zarabiało podwójnie, z kasy redakcji i z kasy SB/UOP. Może jednak, aby być dziennikarzem śledczym i cynglem gazetowym, trzeba sobie zadbać, żeby za dużo świństw nie widniało w czarnym jak smoła od intryg i plugastw życiorysie?

    Pomijanie faktów o Bractwie Himawanti

    Swoją drogą dziwi, jak dziennikarze, rzekomo „śledczy” pomijają wiele istotnych faktów na temat Bractwa Himawanti, takich jak fakt, że naukę i praktykę Bractwa Himawanti ściągnęła do Polski jeszcze latach dwudziestolecia międzywojennego wspaniała mistrzyni duchowa Śri Umadewi Wanda Dynowska, a w czasach PRL przesyłała w ramach Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Indyjskiej tysiące egzemplarzy książek, tytułów które sama tłumaczyła z języków oryginalnych.  O tym, że popularne dzieło „Nauka i Życie Mistrzów Dalekiego Wschodu” Bairda Spaldinga także pochodzi od adepta Bractwa Himawanti, tyle, że z USA, także nie ma słowa. Reaktywowanie działalności Bractwa Himawanti w Polsce w styczniu 1983 roku także ci żałośni dziennikarze i cyngle zwykle pomijają, a to są istotne fakty, bo dzięki temu wiadomo, że od stycznia 1983 roku wiele osób miało szansę należeć do Bractwa Himawanti. Pomija się zwykle wszystkich Guru i Mistrzów Linii Przekazu Himawanti, a wspomina tylko Mohana Matuszewskiego, chociaż są dobrze znani w indyjskiej duchowości i tradycji kulturowej, a także w Polsce. Fakt nauczania przez Bractwo Himawanti starożytnych, tradycyjnych wedyjskich wzorców kultury i duchowości Indoariów także zbywany bywa milczeniem, chociaż wedyjska aryjskość i stare prawa oraz obyczaje Aryan, tych z Indii, w tym Doliny Indusu, bywają czasem rzeczywiście kontrowersyjne dla współczesnych maminsynków i łacińskich religiantów.

    Jednakże najbardziej pomijane są liczne społeczne działalności Bractwa Himawanti jak apele i wystąpienia w obronie wolności i praw człowieka, ujawnianie pedofilii kleru katolickiego i trochę protestanckiego czy szeroka działalność Antypedofilskiego Bractwa Himawanti w dziedzinie terapii dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Temat antypedofilskiej działalności Bractwa Himawanti, w tym terapii średnio rocznie dla od 800 do 1200 ofiar molestowanych lub zgwałconych przez księży, biskupów, mnichów oraz zakonnice jakoś nie został wyśledzony i wypromowany przez wykształconych w SB speców od dziennikarstwa śledczego, co wydaje się bardzo dziwne, tym bardziej, że można o tym przeczytać w wielu publikacjach Bractwa Himawanti, w tym na stronach internetowych, których jest kilkadziesiąt, a nie tylko jedna, jak twierdzą niedouczeni widać w śledzeniu z pomocą Googla dziennikarze. Może oprócz opisanych już ekscesów i sekswpadek, dziennikarzy owych łączy jeszcze zamiłowanie do pedofilii o czym przynajmniej oficjalnie nie jest nam zbyt wiele wiadomo?

    Jeśli coś wiesz o owych dziennikarskich cynglach i drapieżcach, a warto ujawnić to jako ich ciemną stronę życiorysu, działalności czy agenturalnej okropności, zapraszamy do przesłania nam na ten temat informacji z pomocą emaila lub formularza kontaktowego tego portalu.

    Redakcja i opracowanie artykułu:
    Hannah Kapalinari (Polska), Angelika B. (G.B.), Renata i Jacek Z. (U.K.), Mark Danner (Australia) & Tom Stetz (USA)

  • Jerzy D. ze Świdnicy – zbrodniczo internowany

    Jerzy D. ze Świdnicy – zbrodniczo internowany

    Wyrok sądu katolickiego: Jerzy D. rzekomo niepoczytalny zostaje dożywotnio internowany

    Jerzy D., 58-latek ze Świdnicy nigdy wcześniej nie leczył się psychiatrycznie, nie ma zaburzeń psychicznych. Nie miał też żadnych konfliktów z prawem, ale wielokrotnie krytykował zepsucie moralne kościoła katolickiego. W Świdnicy ma żonę i dorosłą córkę, pracował jako mechanik. Przez ostatnie lata pisał wielokrotnie do hierarchów pedofilskiego kościoła katolickiego listy, w tym rzekomo obraźliwe, negując niektóre poczynania zepsutych moralnie duchownych, księży pedofilów, dupczycieli nielegalnych konkubin plebanijnych, złodziei i oszustów w sutannach. Nigdy nie otrzymał odpowiedzi, a jego uwięzienie w Częstochowie to kolejna złośliwa zbrodnia katolickiej sekty na Narodzie Polskim.

    Każdy protest przeciwko zbrodniczej i niemoralnej działalności kościoła katolickiego i jego niemoralnego szamba w postaci sekt takich jak paulini, dominikanie, rydzykowcy, franciszkanie czy michalici – zawsze jest słuszny, uzasadniony, potrzebny i nie może podlegać karaniu przez sądowych bandytów wykonujących dla kościoła katolickiego usługi za łapówki z kurii. Jeśli dla jakiegoś psychiatrycznego zbuka z Krakowa pan Jerzy D., za krytykę kościoła katolickiego jest niepoczytalny, to leczyć trzeba psychiatrycznie psychiatrę i paulinów, najlepiej całą ich sektę przerobić na oddział zamknięty domu wariatów! Wierzenie w urojenia, jakoby żydówka Maryja z Izraela zachowała dziewictwo a zapłodnił ją jakiś Duch wskutek czego urodziła Syna Jezusa Chrystusa, to zapewne schizofrenia albo podobnie ciężka psychoza urojeniowa wymagająca leczenia w pierwszej kolejności, a to z uwagi na to, że urojenie to występuje już na ziemi polskiej stanowczo za długo i jest przewlekłe oraz powoduje epidemię psychozy indukowanej na dużą skalę!

    Skatoliczały psychotycznie Sąd Okręgowy w Częstochowie wysługujący się niebezpiecznej sekcie paulinów odrzucił w czwartek 13 czerwca 2013 roku zażalenie Jerzego D., który rzekomo sprofanował Piekielnie Czarny Obraz na Jasnej Górze, na przymusowe umieszczenie go w szpitalu psychiatrycznym na oddziale dożywotniej internacji sądowej. Decyzja jest prawomocna, 11 czerwca 2013 minęło pół roku od bezprawnego i bezpodstawnego tymczasowego aresztowania 58-latka ze Świdnicy – bohatera narodowego Jerzego D. Pozostaje tylko wniesienie kasacji. A miało już w Polsce nie być stalinowskich psychuszek, internowania oraz detencji bez udowodnienia winy i sprawiedliwego procesu sądowego. Skoro człowiek rozumie pisma sądowe i pisze zażalenia oraz skargi na decyzje sądu, to niewątpliwie jest całkowicie poczytalny i w pełni władz umysłowych, a debil psychiatryczny, który orzekł całkowitą niepoczytalność powinien za oszustwo siedzieć w kryminale albo lepiej na internacji za wypisywanie głupot w orzeczeniach psychiatrycznych! Tym psychiatrycznym potworem katolickim jest członek sekty radiomaryjców z Krakowa Stanisław Teleśnicki.

    Propedofilski i paranoicznie skatoliczały Sąd Okręgowy w Częstochowie umorzył postępowanie wobec świdniczanina, który rzucił żarówkami z czarną farbą w obraz Matki Boskiej w kaplicy na Jasnej Górze, ale skierował go na przymusowe leczenie psychiatryczne, co w polskich warunkach katolskiego reżimu wojtylistów oznacza dożywocie w psychuszce, w bardzo ekstremalnie nieludzkich warunkach, gorszych niż w w sowieckich psychuszkach Stalina. Wniosek w kwietniu 2013 złożyła skatoliczała paranoicznie częstochowska prokuratura po uzyskaniu opinii rzekomych biegłych. Lekarze z przyczyn politycznych uznali, że Jerzy D. jest niepoczytalny i w przyszłości może rzekomo stanowić zagrożenie. Skatoliczały paranoicznie, a zarządzany z częstochowskiej kurii (kurwii) watykańskiego okupanta Sąd zadecydował bezprawnie o umieszczeniu 58-latka w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. Tymczasem prawda jest taka, że niepoczytalność praktycznie nie istnieje, bo póki człowiek jest świadomy, jest poczytalny i zdolny do rozumienia swojego postępowania, szczególnie jak z premedytacją je planuje i wykonuje, a zbrodnia leczenia psychiatrycznego na podstawie rzekomej niepoczytalności jest zbrodnią polityczną przeciwko państwa własnemu narodowi!

    Nielegalnie działa pozakonstytucyjna Komisja Psychiatryczna przy Ministerstwie Sprawiedliwości, która jest niekonstytucyjnym lobby bandytów psychiatrycznych, ordynatorów oddziałów sądowych psychiatrii, którzy w rzeczywistości wymyślili sobie niepoczytalność na zlecenie zbrodniczego państwa dla niszczenia i mordowania więźniów politycznych! Niepoczytalność stosowano powszechnie w Niemczech za Hitlera i w ZSRR za Stalina do likwidowania więźniów politycznych w psychuszkach z pomocą niszczących mózg środków psychotropowych niesłusznie nazywanych ‘lekami”. Psychiatria sądowa i leczenie przymusowe w Polsce to w praktyce dożywotnie internowanie, gdzie więzień-pacjent, a także jego bliscy, rodzina i znajomi nie mają żadnych praw. Psychiatrzy sądowi niczym rasowi polityczni bandyci pozbawiają osobę wszelkich praw człowieka i obywatela, a decyzją jednego ordynatora więzień-pacjent może do końca życia nie zobaczyć swojej rodziny ani znajomych, bo takie może być widzimisię skatoliczałej świni w randze reżimowego psychiatry, który zakaże widzeń z internowanym dożywotnio pacjentem.

    Współczesne środki psychotropowe służące do eliminacji pacjentów psychiatrii sądowej zabijają powoli i w koszmarnych męczarniach psychosomatycznych jakie wytwarzają, np. długotrwałe duszności, zaburzenia serca, utrata wzroku, częściowy paraliż ciała, “samoistne chodzenie kończyn”, ślinotok, nieustanne przeziębienie, silne bóle głowy, wymioty i torsje, długotrwałe zatwardzenia lub rozwolnienia, nocne paraliże, śpiączka, etc. Pacjent psychiatrii sądowej rzadko żyje dłużej niż 10-15 lat, gdyż jest to optymalny czas zbrodniczej eliminacji internowanego więźnia, czyli wykończenia pacjenta, ale polski rekordzista przetrzymał 28 lat na psychotropach zanim “wyciągnął nogi”. Umieralność pacjentów jest duża, a lekarze po objawach szacują potencjalny czas zgonu i dopiero tuż przed śmiercią wypisują śmiertelnie “zalekowanego” internowanego do domu. Taka jest tajna MISJA psychiatrii sądowej w państewkach takich jak Polska, które są zbrodniczymi katolickimi reżimami, a funkcje gestapo pełni psychiatria sądowa!

    Typową zbrodnią psychiatrów jest wysyłanie pacjenta na drugi koniec Polski, z dala od rodziny, żeby jak najrzadziej odwiedzała, bo skatoliczali w swym okrucieństwie bandyci psychiatryczni nie raczą przestrzegać międzynarodowych konwencji o tym, że więzień ma odbywać karę nie dalej niż 100 kilometrów od swojego miejsca zamieszkania (rodziny, domu). W Polsce więzień psychiatryczny nie ma formalnie statusu więźnia ani normalnych praw osoby pozbawionej wolności, chociaż formalnie skazany jest na bezterminową, dożywotnią w swej istocie internację nad którą nikt oprócz ordynatora oddziału psychiatrycznego w praktyce nie ma żadnej kontroli. Teoretycznie, internowanego na detencji psychiatrycznej może zwolnić ten sam sąd (sędzia), który orzekł detencję, ale czy ktoś widział sędziego, który anuluje swój własny wyrok, a w zasadzie decyzję w trybie administracyjnym, bo po orzeknięciu w sumie nieistniejącej całkowitej niepoczytalności, nie bada się sprawy ani dowodów, zatem de facto skazuje się niewinnego bez rozpoznania sprawy, nawet bez przesłuchania świadków. Tak się więzi kilkadziesiąt tysięcy ludzi w Polsce! Najwyższy czas zakazać tej zbrodniczej stalinowskiej psychiatrii sądowej orzekającej całkowitą niepoczytalność, która nie istnieje, gdyż człowiek taki nie mógłby nic planować, nawet pójścia do toalety, czyli musiałby działać w śpiączce, co jest nierealne.

    Pacjent innowierca (niekatolik) w warunkach psychiatrycznej internacji jest zmuszany siłą do uczestniczenia w religijnych ceremoniach na oddziałach sądowych, gdzie regularnie odprawiane są msze i do cel psychiatrycznych wchodzą katoliccy kapelani. Za nieprzyjęcie komunii katolickiej, opór przed uczestnictwem w katolickiej mszy, która jest obowiązkowa dla pacjentów przymusowo więzionych, internowanych na detencji psychiatrycznej – pielęgniarze wiążą w pasy, biją i kopią (spuszczają wpierdol), a pielęgniarki podają dusząco-paraliżujące psychotropy niszczące mózg. Wszystko zleca ordynator bandyta lub jego zastępca. Taka jest debilia psychiatryczna na której katolicka msza i komunia jest w warunkach polskiego reżimu katolickiego rodzajem zalecanej przez psychiatrów psychoterapii! Pacjent taki będzie także zmuszany do pracy fizycznej w postaci robienia dekoracji katolickich na okazję przybycia księdza na mszę oraz do pracy przy produkcji dewocjonaliów, co jest powszechną praktyką na oddziałach psychiatrii sądowej reżimu katolickiego w Polsce. Psychiatryczne pseudo leki wyniszczające mózg są w razie odmowy przyjmowania podawane siłą, co jest sprzeczne z prawem pacjenta zarówno do wyboru lekarza jak i środków leczniczych. Internowany psychiatrycznie przez reżim pedofilskich klechów w katolickich sutannach za każdy opór będzie bity, poniewierany, torturowany, katowany, wiązany w pasach do łóżka na wiele tygodni przez pielęgniarzy-ochraniarzy oddziału czyli parafialne bojówki katolickie proboszcza kapelana psychiatrii sądowej. Wiadomo to od wielu setek innych ofiar psychiatrii sądowej w Polsce po roku 1989 czyli za panowania zbrodniczego reżimu katolickiego wyniszczającego Polskę i wszystkich przeciwników zbrodniczego kościoła i jego władzy politycznej.

    Sąd okręgowy w Częstochowie rozpoznawał zażalenie na wcześniejszą decyzję sądu rejonowego, który umorzył postępowanie orzekając przymusowe, czyli bezprawne leczenie psychiatryczne; utrzymał ją bezprawnie i zbójecko w mocy – poinformował zbrodniarz polityczny Tomasz Ozimek ze skatoliczałej pederastycznej i pedofilskiej Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, która prowadziła fikcyjne “śledztwo” w tej sprawie. – Po decyzji pedalskiego sądu w Częstochowie specjalna komisja bandytów psychiatrycznych z tzw. Komisji Psychiatrycznej Ministerstwa Sprawiedliwości zdecyduje, gdzie konkretnie Jerzy D. będzie leczony – powiedział prokurwator Tomasz Ozimek. Żydowska prostytutka Maryja i jej porąbany pederastyczny przeor znowu więzi kogoś, kto przeciwko zbrodniom pederastycznej sekty z Jasnej Góry zaprotestował. Jasna Góra to znane w Polsce miejsce wyuzdanych orgii seksualnych, gdyż jak wiadomo od 1994 roku, część mnichów to zdecydowani pederaści i pedofile ruchający młodych chłopców, a część to imprezowicze dymający wszystkie panienki z okolicznych agencji towarzyskich za pieniądze z datków wiernych. Przeważa lobby homoseksualne, przeciwko któremu jako zboczeniu klerykalnemu protestował słusznie Jerzy D. Sąd nie odniósł się nawet do słuszności postulatów oczyszczenia Jasnej Góry z mnichów pederastów i pedofilów oraz kurwiarzy, co z punktu każdej religii jest jak najbardziej słuszne.

    W detencyjnych ośrodkach internowania psychiatrycznego pacjent-więzień nie ma prawa do widzeń intymnych z żoną czy mężem, co przyczynia się do rozkładu pożycia małżeńskiego. Bandyci psychiatryczni podając leki psychotropowe doskonale wiedzą i ukrywają przed społeczeństwem fakt, że częściowo przynajmniej kastrują one pacjenta uniemożliwiając współżycie seksualne, a nowoczesne odmiany środków typu dawny brom w herbacie są na porządku dziennym. Brak także nawet przepisów dotyczących możliwości wykonywania środka zabezpieczającego czyli zbrodniczej detencji poza zakładem, w przypadku wystąpienia u internowanego choroby somatycznej innej niż psychiczna, co oznacza, że jak pacjent więzień zachoruje i wymaga leczenia w specjalistycznym szpitalu, to praktycznie jest skazany na śmierć, ponieważ zakład psychiatrii sądowej musi go trzymać i nie może wysłać do innego szpitala na operację czy leczenie. Pacjenci oddziałów psychiatrii sądowej są zatem skazani na śmierć w placówkach w których zostali osadzeni przez Komisję Psychiatryczną rodem z czasów hitlerowskich i stalinowskich, bo nie wolno ich wysłać na leczenie do szpitala w przypadku prawdziwej choroby. Warto wspomnieć, że istnienie większości tak zwanych chorób psychicznych nie zostało potwierdzono naukowo, a psychiatria ciągle jest nadużywana do celów zbrodniczych przez polityków z reżimowo-katolickiego Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Zdrowia. Oprócz tego, pacjentom podsądnym ciągle się wmawia na oddziałach, że ich dolegliwości somatyczne to urojenia i przywidzenia, symulacja, nadwrażliwość na ból, a zamiast badań stanu zdrowia dostają jako lekarstwo kolejny psychotrop lub wiązanie w pasy. I tak przecież katolicki rząd Polski przeznaczył ich do utylizacji jako śmiecie!

    Przypomnijmy, że 9 grudnia 2012 roku po porannej mszy w klasztorze na Jasnej Górze w Częstochowie świdniczanin Jerzy D. w akcie patriotyzmu rzucił w obraz żydówki Maryji zwanej Matką Boską żarówkami, wypełnionymi czarną farbą. Taki normalny protest przeciwko terrorowi, faszyzmowi i pederastii oraz kurewstwu jasnogórskiej sekty paulinów. Nie doszło do uszkodzeń, bo obraz jest zabezpieczony szybą, zatem sekta paulińskich pederastów nie poniosła żadnej szkody. Mężczyzna nie przyznał się do winy, chciał żydowską prostytutkę przepędzić precz jako zło z polskiej ziemi, tłumaczył, że kierowały nim pobudki religijne i patriotyczne. Początkowo usłyszał bezpodstawny zarzut zniszczenia dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury poprzez rzucenie trzech żarówek wypełnionych czarną farbą w obraz Matki Boskiej i uszkodzenie na kwotę około 2 000 zł otoczenia obrazu tj. przestępstwo z art. 288 § 1 w zw. z art. 294 § 2 kodeksu karnego i art. 108 ust. 1 ustawy z dnia 23.07.2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami , w zw. z art. 11 § 2 kodeksu karnego i zarzut rzekomego obrażenia uczuć religijnych innych osób poprzez publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej tj. przestępstwo z art. 196 kodeksu karnego. Po cztero-tygodniowej obserwacji psychiatrycznej u psychiatrów wyznania katolickiego czyli także katolickich pederastów i sodomitów, skatoliczała do obłędu prokuratura umarza postępowanie karne ale wnosi o leczenie psychiatryczne Jerzego D. Od grudnia 2012 mężczyzna przebywa w areszcie, chociaż powinien za bohaterstwo otrzymać order virtuti militari lub orła białego.

    Po tym zdarzeniu na Jasnej Górze zostało odprawione pederastyczne nabożeństwo ekspiacyjne, ale nie dokonywali pokutnej ekspiacji za uprawianą przez jasnogórskich mnichów pederastię, pedofilię i zwykłe kurewstwo z dziwkami. W obronie świdwiczanina słusznie stanął Ruch Palikota i kilka politycznie pomniejszych organizacji, ale pederaści z Jasnej Góry się tym nie przejęli. Mężczyzna z jajami, a o takich trudno w Polsce, Jerzy D., który obrzucił w grudniową niedzielę roku 2012 obraz żydowskiej prostytutki Maryji zwanej Matką Boską Częstochowską, nie żałuje tego, co zrobił. Przekonuje, że chciał zaprotestować przeciwko czczeniu obrazów, a nie Boga czyli przeciwko grzechowi bałwochwalstwa i innym zboczeniom sekty paulinów. Atak zorganizował sam, przygotowywał się do niego przez cztery lata studiując Ewangelię. W Świdnicy wychował kilkadziesiąt osób, które szykują się aby pójść w jego ślady. Na całym Bliskim Wschodzie powszechnie wiadomo, że Maryja (hebr. Miriam), matka niejakiego Jezusa Chrystusa, który założył sektę chrześcijańską, była garnizonową prostytutką przy garnizonie rzymskiego żołdactwa w Jerozolimie. Maryja poczęła Jezusa jako bękarta z nieprawego łoża z rzymskim oficerem Panderą (Pantherą). Historia ta jest powszechnie znana, tylko cenzura na media i publikacje w Polsce zabrania o tym mówić i pisać. Samo czczenie kurtyzany jako osoby świętej jest moralnie wątpliwe, a dla wielu normalnych ludzi nawet oburzające i obrzydliwie skandaliczne.

    Rzekomo biegli psychiatrzy i psycholog, którzy podczas śledztwa badali Jerzego D. w areszcie śledczym w Krakowie, na oddziale psychiatrycznym tamtejszego aresztu przy ulicy Montelupich, uznali, że z uwagi na zaburzenia o charakterze psychotycznym mężczyzna miał mieć zniesioną zdolność rozpoznania znaczenia zarzucanego mu czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Zgodnie z prawem osoba niepoczytalna nie może odpowiadać karnie ale może być dożywotnio internowana w psychuszce rodem z epoki stalinowskiej. Owi “biegli” z Krakowa znani są od wielu lat z bezpodstawnego orzekania niepoczytalności z powodów politycznych, także na żądanie inkwizycyjnych zbrodniarzy z katolickiej sekty paranoików chorych z fanatyzmu i zacietrzewienia na wojtylistyczny apologetyzm. Stanisław M. Teleśnicki to taki psychiatra “jasnowidz”. “Bada” pacjenta maksimum około 3-5 minut, jeśli w ogóle bada, przy czym 5 minut to już jest wyjątkowo długo! Nie interesuje się tym co pacjent mówi, zadaje pytania o imię, nazwisko, krewnych, adres do rodziny, i o to, czy “pacjent” psychuszki poczuwa się do winy. Nie zapyta nawet jak się pacjent czuje ani co mu dolega. Z góry wie, co należy orzec i jakie leki podać, gdyż nie pyta pacjenta nawet o ewentualne objawy zaburzeń czy chorób psychicznych. Diagnoza jak widać zapada gdzieś w katolickich instytucjach, zapewne w Episkopacie albo kur(w)ii diecezjalnej, gdzie czarne, mafijne czynniki polityczne decydują o orzeczeniu psychozy, no bo gość czytał Biblię i wie, że katolicyzm to bałwochwalstwo i obrzydliwość, hipokryzja i herezja watykańska czcząca jakąż żydowską prostytutkę, która gdyby stała dziś pod latarnią jakiegoś wojskowego garnizonu czatując na wydupczenie odpłatne przez oficera wojskowego, byłaby zwyczajnie nazywana epitetami typu, zdzira, kurwa, szlaja, jebadło, ruchawica. Jest to dla każdego oczywiste, tylko nie dla wyznawców prostytutki z Izraela, matki Jezusa Chrystusa, garnizonowego bękarta, co zresztą widać także po agresywnym niszczeniu wszystkich, co protestują przeciwko zawsze zbrodniczej katolickiej sekcie i jej pseudo mnisim mafiom takim jak sekta jasnogórskich paulińców.

    Biegli, głównie w osobie zwyrodniałego katolickiego biseksualisty i pederasty na etacie ordynatora krakowskiej psychiatrii więziennej w areszcie przy ulicy Montelupich w Krakowie uznali też w sfabrykowanej opinii, że istnieje rzekome duże prawdopodobieństwo, iż Jerzy D. w przyszłości może dopuścić się podobnych zachowań. Dlatego w przesłanym do sądu wniosku prokuratura wniosła nie tylko o umorzenie śledztwa, ale też o umieszczenie D. w zamkniętym zakładzie leczniczym czyli na dożywotniej internacji psychiatrycznej. Warto dodać, że istnieje także duże prawdopodobieństwo, że ordynatora psychiatrii z krakowskiego aresztu Stanisława M. Teleśnickiego w najbliższym czasie porwie UFO i uwięzi w bazie internacyjnej dla polskich debilów katolickich na Księżycu! Psychiatria sądowa to od początku jej istnienia zbrodnia przeciwko ludzkości i trzeba uprawiania tego zawodu zakazać, a bandytów psychiatrycznych orzekających nieistniejącą “całkowitą niepoczytalność” wedle własnego widzimisię, karać śmiercią lub dożywotnią internacją w miejscach niedostępnych dla ludzi. Najlepiej zapewne psychiatrów karać strzałem w tył głowy, tak jak to robił ojciec psychiatrii sądowej i psychuszek, towarzysz Józef Stalin, patron Stanisława Teleśnickiego i jemu podobnych psychodebili!

    Jak tuż po zatrzymaniu mówili prokuratorzy, podejrzany działał sam i nic nie wskazuje na to, by był inspirowany przez inne osoby, najbardziej prawdopodobnym motywem jest działanie z pobudek religijnych. Śledztwo potwierdziło, że nikt nie współdziałał z Jerzym D. Aby to wykluczyć, śledczy sprawdzili połączenia telefoniczne i zawartość laptopa mężczyzny, tyle, że nawet nie poznali jego licznych znajomych. Nie ma nic gorszego niż chory psychicznie na katolicyzm (paranoia catholica) psychiatra taki jak Stanisław M. Teleśnicki, który na zlecenia jasnogórskich bandytów, pederastów, pedofilów i kurwiarzy wykonuje niczym marionetka zbrodni politycznych poprzez wydawanie wadliwych, kłamliwych i oszczerczych orzeczeń psychiatrycznych.

    Pseudo psychiatra, w rzeczywistości zbrodniarz polityczny, Stanisław Teleśnicki to czubek, który nie pojmuje, że Jerzy D., słusznie protestował przeciwko maryjnemu bałwochwalstwu, a zatem jako innowierca, niekatolik, nie może być sądzony ani badany przez ścierwo katolickie w postaci Teleśnickiego knura. Wszelkie orzekanie psychoz wobec osób o odmiennej niż katolicka, kurwomaryjna sekta, jest zbrodnią przeciwko ludzkości popełnioną przez tego bandytę psychiatrycznego i jego zespół psychodebili z Krakowa. Jeśli ktoś jest niepoczytalny to psychiatra Stanisław Teleśnicki, sam wyznawca Tadeusza Rydzyka i żydowskiej prostytutki Maryji, która pracowała wedle danych historycznych w burdelu garnizonowym przy Rzymskim Garnizonie w Jerozolimie i tam poczęła, a dzieci prostytutek idiomatycznie zwano wówczas “poczętymi z Ducha Świętego”, o czym każdy znawca tematu doskonale wie.

    – Przesłankami do przedłużenia aresztu o kolejne 3 miesiące, było zagrożenie wysoką karą, a także brak opinii sądowo-psychiatrycznej co do stanu zdrowia podejrzanego – wyjaśniał w maju 2013 roku powody oddalenia zażalenia na areszt rzecznik sądu w Częstochowie, sędzia Bogusław Zając – sam prywatnie aktywny pederasta kopulujący z niektórymi paulinami jako swymi kochankami w sobotnio-niedzielne wieczory. Sędzia pederasta zapomniał, że Jerzy D., nie miał jak ani czym uszkodzić obrazu żydowskiej prostytutki Maryji, bo obraz jest za pancerną szybą w klatce i trzeba strzelić przynajmniej z czołgu, żeby tam szkód narobić. Nawet granat nie wystarczy do uszkodzenia obrazu żydowskiej kurtyzany z jasnogórskiego ołtarza, bo nie da rady zniszczyć szyby pancernej, a farbą to można co najwyżej pomalować jakiemuś paulinowi jajka i kutasa na czarno za uprawianie bezbożnej sodomii czyli za pederastyczną kopulację z nieletnimi chłopczykami, ministrantami albo za kurwienie się z prostytutkami z lokalnych agencji towarzyskich! Wielka afera niemoralności paulińskiej sekty została ujawniona przez byłych paulinów już w 1994 roku, a co kilka lat wiadomości o tej ohydzie są uzupełniane, także przez dymanych przez starszych mnichów w odbyty paulińskich nowicjuszy.

    O tym, że sekta paulinów, czcicieli żydowskiej prostytutki Maryji, to zwyrodnialcy, świadczy także fakt, że ocenili swoje straty na 13 tysięcy złotych, co jest jawnym oszustwem. Trochę farby na szybie obrazu bardzo łatwo się zmywa rozpuszczalnikiem, co nie przekracza kosztu około 30 złotych (rozpuszczalnik, woda). Za oszukańczą próbę wyłudzenia kasy na prostą czynność sprzątania po słusznym proteście przeciw jasnogórskim zbrodniarzom powinni jasnogórscy zbrodniarze jako rasowi kryminalni oszuści siedzieć w więzieniu i płacić Jerzemu D. odszkodowanie! I za dojazd do Częstochowy Jerzemu D., niech paulińskie ścierwo pederastyczne i kurwiarskie zwraca pieniądze za bilet oraz za nocleg w Częstochowie! To są niezbywalne koszta słusznego protestu Jerzego D., za które sekta jasnogórskich drani ma płacić z własnej kasy, żeby miała mniej na dziwki i płacenie nieletnim, w tym ministrantom za usługi seksualne i milczenie.

    Przypominamy, że ofiary Stanisława Teleśnickiego w 2002 i 2003 roku, nie mogąc doczekać się sprawiedliwości, oplakatowały Teleśnickiego w Krakowie plakatami, bo wykorzystywanie seksualne nieletnich poniżej lat 15-cie przedawniło się i wszystkie sądy umarzały sprawy wnoszone przeciwko zboczonemu seksualnie psychiatrze z Krakowa, który całkiem możliwe, że z powodu zboczeń seksualnych jest zakładnikiem katolickiego systemu politycznego i jego kościelnych dygnitarzy maryjnych dla których dokonuje kolejnych zbrodni politycznych. Może jednak lepiej obciąć Stanisławowi Teleśnickiemu jajka razem z kutasem, a ludzi niewinnych, takich, jak Jerzy D., co tylko przeciwko obrzydliwości i bezbożności sekty paulinów protestują puścić wolno, niech sobie dalej protestują, niech wyciągają na światło dzienne wszystkie afery i zbrodnie sekty z Jasnej Góry! O przekupieniu Szwedów, żeby w powietrze strzelali i udawaniu bohaterskiej obrony jasnogórskiej jaskini zboczenia i rozpusty też warto przypominać!

    Politycy Ruchu Palikota chcieli poręczyć za Jerzego D. (58 l.), który w grudniowy weekend rzucił żarówkami wypełnionymi czarną farbą w kierunku obrazu żydówki Maryji, mającej w Polsce niezrozumiały status Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. – Protestujemy stanowczo przeciwko tymczasowemu aresztowaniu pana, który rzucił żarówką z farbą w kierunku bohomazu na Jasnej Górze. Oczywiste, rzucił w kierunku tego bohomazu, ale go nie uszkodził w żaden sposób, bo chroniła go pancerna kuloodporna szyba – mówił 11 grudnia 2012 roku poseł Armand Ryfiński (38 l.) z Ruchu Palikota. Niestety, jakoś siła polityczna Ruchu Palikota nie dała rady obronić Jerzego D., przed zbrodniczym katolickim gestapo okupującym Polskę.

    W Świdnicy, starym celtyckim grodzie i słowiańskim miejscu świętym bliskim Ślęży, w rodzinnym mieście Jerzego D., nikt nie rozumie jego postępowania. – Był dobrym sąsiadem. Z nikim nie wchodził w kłótnie, zawsze skory do pomocy, jak trzeba było, to kupił jedzenie, ale nie alkohol. Sam zresztą nie pił ani nie palił papierosów – mówi nam jeden z sąsiadów. Kim więc był człowiek, który przyjechał 230 km, żeby rzucić w obraz żydówki Maryji uważanej za Matke Bożą Częstochowską żarówkami wypełnionymi czarna farbą? Do podróży Jerzy D. był przyzwyczajony. Na co dzień jeździł po wesołych miasteczkach i torach kartingowych z zabawkowymi samochodami, na których bawiły się dzieci. Interes prowadził razem z żoną, z którą ma dwójkę dzieci. Zarówno ona jak i córka udają, że nie rozumieją, co wstąpiło w mężczyznę. – Był dobrym mężem i ojcem. Przykro nam z powodu zachowania Jerzego – mówi ze smutkiem żona Urszula D. – Zrobił to z powodów religijnych, ale co go podkusiło akurat do tego czynu, to nie wiem. Nie rozmawiał z nami o swoich zamiarach dotyczących antykatolickich i antybałwochwalczych protestach. Nie wiem co mu przyszło do głowy – ucina rozmowę wyglądając na udręczoną rozmowami z katolickimi dziennikarzami na usługach Jasnej Góry i skatoliczonych mediów.

    Jak się okazuje Jerzy D. nienawidził świętych obrazów z powodu tego, że ich kult jest zbrodniczym grzechem przeciwko Bogu, o czym dokładnie pisze Biblia, Pismo Święte Chrześcijan, którego przez wieki zakazywała czytać żydowska sekta katolików z siedzibą w Watykanie. Tuż po zamachu na Jasnej Górze powiedział śledczym, że miał objawienie religijne w wojsku, które skierowało go ku czytaniu Biblii. Ostatnio jednak awersja do diabolicznych i bezbożnych do przedmiotów fałszywego kultu w nim się zwiększyła. – Dało się zauważyć, że od kilku miesięcy coś się w nim zmieniało. Jakby radykalizowały się w nim poglądy, ale nie wiem, czy to ma związek z jego wiarą, czy nie, bo katolikiem nie był – mówi skatoliczały paranoicznie Dariusz Duda, sąsiad Jerzego D. Jak się dowiedziała od sąsiadów prasa, mężczyzna był prawdopodobnie Świadkiem Jehowy lub Adwentystą.


    Biblia – Chrześcijańskie Słowo Boże o Bałwochwalstwie Maryjnym

    “Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał, i nie będziesz im służył, gdyż ja Pan (JHWH), Bóg (Elohim) twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, a okazuje łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.” (2 Mojż. 20:4-6)

    “Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że bóstwo jest podobne do złota albo srebra, albo do kamienia – wytworu sztuki i ludzkiego umysłu.” (Dz.Ap.17:29) — powiada Apostoł Paweł

    “Mienili się mądrymi, a stali się głupi. I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka.” (Rzym.1:22.23)

    Polska przez Boga ciągle nieszczęściami jest karana, bo za czczenie żydowskiej bałwanicy Maryji na jasnej Górze, Bóg kara surowo, nawet do czwartego pokolenia, kara dzieci, wnuków i prawnuków za grzechy ojców, dziadów i pradziadów! Biblia generalnie zakazuje czczenia bałwanów i bałwanic czyli posągów i obrazów ludzką ręką uczynionych! Czczenie posagów bałwana Karola Wojtyły także jest haniebną bezbożnością i niemoralnością, straszliwym grzechem przeciwko Bogu z Biblii! Wedle Biblii, Pisma Świętego, głupcy czczą śmiertelniczkę w postaci żydowskiej prostytutki Maryji na Jasnej Górze. Głupcy czczą też człowieka Jezusa Chrystusa zamiast Boga nieśmiertelnego i wiecznie istniejącego! Zakaz bałwochwalstwa jest ważniejszy niż przykazania typu nie zabijaj i nie kradnij, zatem czczenie bałwanów uczynionych rękami ludzkimi, bałwanów takich jak obraz Maryji czy Jezusa jest grzechem, zbrodnią i przestępstwem znacznie cięższym wedle Biblii niźli grzechy zabójstwa czy kradzieży. Paulini i wszyscy sekciarze czczący bałwochwalczo obraz Maryji, posągi Wojtyły czy obrazki Jezusa powinni ponieść surową karę, większą niż złodzieje czy mordercy! Powinno być wielokrotne dożywocie za bałwańskie maryjkowanie!

    Każdy teolog, biblista i średnio rozgarnięty chrześcijanin zna podaną przez Biblię wersję przykazań Bożych. Obecną zresztą w dwóch księgach Starego Testamentu. Wiadomo, że aż do VII wieku kościół uznawał II przykazanie, jednak pod naporem oczekiwań ludu, potrzeby kultu i praktyk zezwolić na odstępstwo oraz usunąć to biblijne zalecenie ze swojej wersji katechetycznej. Przy okazji przeredagował dekalog w sposób bezprawny i bezbożny go fałszując i zakazując czytania, a nawet posiadania Biblii zwykłym ludziom na długie wieki. Zgłębiając się w temat nie sposób pominąć nakazu Jezusa, aby żadna kreska i jota w Prawie (Torze) nie była zmieniana, że Jezus przyszedł, aby nie zmieniać Prawa (Tory), a je dopełnić. W świetle tego kościół katolicki naucza rozmijając się z nauką Jezusa i samowolnie zmieniając biblijny dekalog, co jest przestępstwem gorszym od zabójstwa. Nawet stosując teologię Starego Przymierza, Praw Zakonu – zakaz bałwochwalstwa i czczenia obrazów nigdzie nie został zmieniany. Klasztor na jasnej Górze ufundował zdrajca Polski Władysław Opolczyk. To on również sprowadził ten bohomazowaty obraz z Rusi, gdzie go zwyczajnie ukradł w jednym ze swoich napadów rozbójniczych na ziemie Ruskie.


    Zbrodnie Komisji Psychiatrycznej d/s Środków Zabezpieczających

    W 2004 roku reżimowa, skatoliczała prawicowym, bałwochwalczym sekciarskim maryizmem i wojtylizmem Komisja Psychiatryczna d/s Środków Zabezpieczających czyli internacji, detencji, wydała 286 opinii wskazujących miejsce wykonywania środka zabezpieczającego, zaś w 2007 roku było ich już 1490. Wynika to stąd, że zbrodniczy reżim katolicki się rozbestwił i wymaga radykalnej Rewolucji Francuskiej lub Październikowej celem likwidacji wadliwego systemu prawnego bezprawia i rozbójnictwa katolickiego! Jerzy D. nie popełnił przecież żadnego ciężkiego przestępstwa, nie ma nawet powodu by trzymać go w areszcie, bo jego czyn to tyle samo co nasranie urzędnikowi na wycieraczkę lub zrobienie graffiti na murze komornikowi albo uciążliwemu sąsiadowi. Czyn bohaterski, godny pochwały i naśladowania na masową skalę! Na mordzie żydowskiego kurwiska izraelskiego Maryją zwanego czas najwyższy zrobić graffiti na stałe, żeby ta morda rękami jasnogórskich i psychiatrycznych debili więcej nikogo nie więziła! Nie może być tak, że każdy oponent popierdolonego katolickiego reżimu wojtylistów III RP trafia po cichu lub bardzo rzadko z wielkim hukiem jak Jerzy D. do jakiejś kurwomaryjnej psychuszki, gdzie głównym lekarzem jest ksiądz kapelan oddziału, a wykonawcą jego chorej woli kościelnej ordynator i jakaś nielegalna, hitlerowsko-stalinowska Komisja Psychiatryczna d/s Środków Zabezpieczających czyli osadzania na dożywotnim internowaniu w katolickim obozie koncentracyjnym jak poprawnie powinno nazywać się w Polsce wszystkie sądowe psychuszki.

    W 2012 roku Komisja Psychiatryczna nikogo nie zwolniła z dożywotniej detencji, za to wiele osób relokowała z niższych stopni zabezpieczenia na wyższe, zwykle za to, że “pacjent” realnie nie ma żadnych objawów jakiejkolwiek choroby psychicznej, nie czuje się chory i domaga się głośno niezwłocznego zwolnienia z bezprawnej internacji czyli detencji maryjno-wojtyłowo-psychiatrycznej. Materialnie, kto nie ma żadnych potwierdzalnych badaniami laboratoryjnymi schorzeń czy wyraźnych objawów chorobowych, ten jest zdrowy. Jakoś tylko pseudonauka znana jako psychiatria sądowa nie raczy przyjąć do wiadomości, że jak ktoś nie czuje się chory i nic mu nie dolega, nie jest niczym zakaźnym ani szkodliwym zakażony – to nie jest chory, a za graffiti na pancernej szybie jakiejś żydowskiej dziwki jasnogórskiej o ksywce Maryja, to można za pomazanie szyby najwyżej zażądać pokrycia kosztów zmywania, czyli 8-15 złotych za godzinę pracy sprzątaczki lub pederastycznego mnicha paulińskiego, co tam sprząta, a nie tam dożywocie w psychiatrycznym Guantanamo (zawsze nielegalnym), w katolickiej katowni, w ROPSowym psychiatrycznym obozie koncentracyjnym dla więźniów politycznych kurwaśmaryjnego gestapo reżimu wojtylistów!

    Niektóre szpitale psychiatryczne w Polsce to także bardzo ciężkie dla pacjentów miejsca dające osobom psychicznie wrażliwym wiele bólu i cierpienia. Prawdą jest, że wrażliwi pacjenci wyczuwają ich bardzo ponurą i zbrodniczą historię, chociażby z czasów faszystowskich rządów hitlerowskiej okupacji. Kocborowo, Świecie, Owińsk, Dziekanka, Gostynin, Kochanówek, Warta, Kościan, Bojanowo, Branice, Śrem, Rybnik i wiele innych ponurych miejsc dla osób psychicznie wrażliwych naprawdę może się źle kojarzyć, a także pogłębiać złe samopoczucie i psychozy zamiast ich leczenia. Szpitale te są raczej miejscami masowej kaźni, męczarni i ludobójstwa, zatem nie powinno się tam kierować osób o podwyższonym progu psychicznej wrażliwości! W okresie II Wojny Światowej dokonano masowego ludobójstwa pacjentów Zakładów Psychiatrycznych znajdujących się na terenach wcielonych do III Rzeszy, szczególnie w Kraju Warty (Warthegau) oraz na Pomorzu. Istotnym jest też udział przynajmniej 350 lekarzy psychiatrii w tej masowej zbrodni na tych, których mieli leczyć! Psychiatria jest pseudonauką, a zbrodni polskich psychiatrów na pacjentach jak dotąd nie rozliczono. Wszystkie hitlerowskie miejsca kaźni na pacjentach rzekomo psychicznych i upośledzonych umysłowo powinny zostać bezwzględnie zrównane z ziemią, a na ich terenie powinny zostać postawione pomniki ofiar ludobójczej psychiatrii sądowej! Szczególnie GOSTYNIN jako miejsce pracy i siedziba mafijnej Komisji Psychiatrycznej, to ludobójcza obraza godności ludzkiej i rozumu, która nie powinna istnieć.

    Jedną z chorób psychiatryzmu sądowego jest to, że jak człowiek uważany jest za chorego psychicznie na wolności i popełni jakieś przestępstwo, to się mu orzeka nieistniejącą całkowitą niepoczytalność i umieszcza bezzasadnie na psychiatrycznym dożywociu, zupełnie tak, jakby nie mógł przebywać w więzieniu za przestępstwo i tam się leczyć dobrowolnie, jeśli leczenia potrzebuje. Kiedy zaś więzień już skazany sfiksuje i staje się chory psychicznie, to jakoś nie wysyła się go do szpitala na detencję, tylko normalnie leczy w więzieniu za kratkami, pomimo tego, że potrafi dokonywać prób samobójczych, zabójstw lub pobić współwięźniów, napada na więziennych klawiszy dokonując pobić – będąc ewidentnie osobnikiem niebezpiecznym. Jakoś wtedy psychiatrzy i ich sądy katolickie nie widzą potrzeby dożywotniej detencji i takich sfiksowanych przez więzienie psychicznych bandytów wypuszczają na wolność natychmiast po odbyciu kary, chociaż ewidentnie są osobami niebezpiecznymi. Wmawianie choroby psychicznej i internowanie kogoś, kto pisał listy teologiczne do biskupów, stłukł trzy małe żarówki z farbą na Jasnej Górze o pancerną szybkę jakiegoś żydowskiego suczydła zwanego Maryją, jest zatem ewidentną schizofrenią sądownictwa, katolicyzmu i pojebanej katolicyzmem psychiatrii sądowej!

    Eksperyment Rosenhana

    Eksperyment amerykańskiego psychiatry Rosenhana, który skompromitował i ośmieszył tak zwaną “oficjalną” psychiatrię. Rosenhan skompletował grupę ochotników (wykonujących na co dzień różne zawody) i wysłał ich do kilkunastu amerykańskich klinik psychiatrycznych. Podczas pierwszej rozmowy z lekarzem twierdzili oni, że “słyszą głosy”. W każdym przypadku stwierdzono u ochotników schizofrenię i poddano ich leczeniu, pomimo tego, że podczas “kuracji” zachowywali się oni całkowicie normalnie. Po upublicznieniu wyników badań, w światowej psychiatrii zawrzało. Dyrekcje tych klinik psychiatrycznych, do której ochotnicy Rosenhana nie dotarli, oświadczyli, że w ich klinikach “taki numer” by nie przeszedł. Wówczas Rosenhan ogłosił drugi etap eksperymentu, który miał udowodnić, że każda klinika psychiatryczna zachowa się identycznie. Drugi etap eksperymentu polegał na tym, że… żadnych ochotników Rosenhan do klinik nie wysłał! Dyrekcje klinik (nie wiedząc o tym) “zdemaskowały” kilkuset agentów Rosenhana. Eksperyment Rosenhana dowodzi, że oficjalna psychiatria nie jest żadną nauką, tylko czystą hochsztaplerką, zaś większość psychiatrów ma poważne problemy z własnym zdrowiem psychicznym! I tyle jest warta psychiatria, całkiem realne narzędzie do zbrodni politycznych na obywatelach.


    Adresy na protesty

    Sąd Okręgowy – Pederastycznie Jasnogórski
    ul. Dąbrowskiego
    42-200 Częstochowa

    Niepoczytalny ale pedziolsko jurny psychol psychiatryczny
    Stanisław M. Teleśnicki
    30-038 Kraków, Lenartowicza 21 lok. 2,
    woj. małopolskie
    Tel. kom: 602 227 493
    Miejsce pracy: Areszt Śledczy, ul. Montelupich 7, Kraków

    Siedziba Komisji Psychiatrycznej do spraw Środków Zabezpieczających
    Regionalny Ośrodek Psychiatrii Sądowej Gostynin-Zalesie.
    ul. Zalesie 1A, 09-500 Gostynin, skr. poczt. 139;
    tel. 24 235 7992
    fax. 24 235 0029
    e-mail: komisja@rops-gostynin.pl

    W skład komisji wchodzą przedstawiciele:
    • ministra właściwego do spraw zdrowia – 2 osoby;
    • Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie – 2 osoby;
    • Sekcji Psychiatrii Sądowej Polskiego Towarzystwa Psychologicznego – 1 osoba;
    • Regionalnych Ośrodków Psychiatrii Sądowej – 3 osoby, po jednej z każdego z trzech ośrodków;
    • szpitala psychiatrycznego, w którym wykonywany jest środek zabezpieczający, wskazanego przez Komisję Szpitalnictwa Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego – 1 osoba.

    Skład osobowy Komisji Psychiatrycznej
    d/s Środków Zabezpieczających

    Dr Wojciech Kłosiński
    Przedstawiciel Ministra Zdrowia
    Przewodniczący Komisji

    Dr n. med. Ryszard Wardeński
    Dyrektor Regionalnego Ośrodka
    Psychiatrii Sądowej w Gostyninie
    Sekretarz Komisji

    Dr n. med. Leszek Ciszewski
    Dyrektor Regionalnego Ośrodka
    Psychiatrii Sądowej w Starogardzie Gdańskim

    Dr n. med. Przemysław Cynkier
    Przedstawiciel Szpitala Psychiatrycznego wskazany przez
    Komisję Szpitalnictwa Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego

    Dr Wiesław Gadecki
    Dyrektor Regionalnego Ośrodka
    Psychiatrii Sądowej w Branicach

    Prof. Janusz Heitzman
    Przedstawiciel Instytutu Psychiatrii
    i Neurologii w Warszawie

    Mgr Magdalena Kozłowska
    Przedstawiciel Ministra Zdrowia

    Prof. dr hab. Zdzisław Majchrzyk
    Przedstawiciel Polskiego
    Towarzystwa Psychologicznego

    Mgr Inga Markiewicz
    Przedstawiciel Instytutu Psychiatrii
    i Neurologii w Warszawie

    Wydrukuj ten artykuł i wyślij tym wszystkich jasnogórsko-psychiatrycznym kanaliom jako protest przeciw więzieniu Jerzego D. w katolskiej psychuszce reżimu III RP!

  • Opus Dei – Mafijna Sekta Rodem z Piekła

    Opus Dei – Mafijna Sekta Rodem z Piekła

    1.

    Opus Dei z piekła rodem
    Chce skojarzyć się z narodem;
    Stara faszystowska mafia
    I kościelna pornografia!

    Opus Dei – Diabła Dzieło
    Wnet do władzy by się pięło;
    Czarnych stukot słychać kopyt
    Na populizm wzrasta popyt!

    Opus Dei – mrok szatana
    Szansa Polski zmarnowana;
    Okradziony Naród cały
    Wszędzie krzyże będą stały!

    Opus Dei mąci głowy
    Będziesz w łagrze kopać rowy;
    Josemaria don Escriva
    Każdy z diabłem wnet przegrywa!

    2.

    Opus Dei mózgi pierze
    I majątek Ci zabierze;
    Dzieci zmieni w automaty
    Możesz jeszcze dostać baty!

    Milion dusz zakatowali
    Gdy Hiszpanię zdobywali;
    Szef bezpieki jest w tej sekcie
    Szykuj już więzienne łapcie!

    Opus Dei tchnie faszyzmem
    I sekciarskim spirytyzmem;
    Czci Escrivy ducha złego
    Pedofilią zepsutego!

    Opus Dei nazistowskie
    Zwiedzasz łagry mokotowskie;
    Oni dusz nie mają wcale
    Gnij poeto w kryminale!

    3.

    KANA, Tolle i Effatha
    W dłoń Ci wsadzi wnet granata;
    Będziesz sławnym terrorystą
    Gdyż Ty nie chcesz być faszystą!

    Będziesz Pietrka wąchać szczyny
    I sądowe pić uryny;
    Pietrek wiesza swe plakaty
    Twierdząc, że go dręczą katy!

    Opus Dei to uroki
    Chcą oglądać Twoje zwłoki;
    Leczysz z księżej pedofilii
    Nie spodziewaj się idylli!

    Szans nie miała Marta w sądzie
    Bo Temida na uwiądzie;
    Nie rozumie zbrodni mafii
    Ni kościelnej pornografii!

    4.

    Opus Dei – swąd szatanów
    Z Narodu robi baranów;
    Miliardy kradnie z budżetu
    Człek mądry żąda odwetu!

    Centra edukacji dzieci
    Ksiądz pedofil je przeleci;
    Wspólna tajemnica wiary
    Dla prostaczków nie do wiary!

    Werbowanie już od dziecka
    Pedofilska leci cieczka;
    Seks stłumiony celibatem
    Numerariusz jest Twym katem!

    Gdy ujawniasz ich zboczenia
    Nie ma dla Cię przebaczenia;
    Czarną mafią zwane Dzieło
    Gilotyną by Cię ścięło!

    Supernumerariuszom mafijnej sekty Opus Dei, Dariuszowi Pietrkowi z Chorzowa, Ryszardowi Nowakowi ze Szklarskiej Poręby, Pawłowi Królakowi z Lublina, Tadeuszowi Mynarskiemu i Bożenie Matejko Rewald z Bydgoszczy, Jadwidze i Januszowi Gierczyńskim oraz Numerariuszowi Izydorowi Matuszewskiemu z Częstochowy za lata cierpienia w gestapowskich czyli opusdeistycznych łagrach faszystowskiej III Rzeczpospolitej Polskiej, zawsze pedofilsko-katolickiej szatańskim Krzyżem Prałatury Opus Dei pokalanej ku wiecznej pamięci ofiaruje – Autor

  • 666 Michaela Zofia Pawlik – Liczba Diabła

    666 Michaela Zofia Pawlik – Liczba Diabła

    Tu potrzebna jest Mądrość. Kto ma Rozum, niech obliczy liczbę Bestii (Zwierzęcia); jest to bowiem liczba człowieka. A liczba jego jest sześćsetsześćdziesiątsześć!” – Objawienie Św. Jana Apostoła

    Zofia Pawlik podająca się za „świecką zakonnicę” Michaelę szerzy od lat zjadliwą nienawiść do wszelkich religii, mistyki, pobożności, do ezoteryki, do wszystkiego, co ma pieczęć duchowości i pochodzi od Boga. Warto taką osobonazwę (nazwiska, imiona) przeanalizować pod kątem gematrii, psychologii matematycznej, aby zrozumieć kim ta osoba jest i skąd u niej tyle nienawiści. Portret osobowości przelicza się zgodnie z zaleceniem chrześcijańskiej i katolickiej Biblii, tak jak sugeruje Święty Jan Apostoł w dziele o nazwie „Apokalipsa”, lub Objawienie, które jest ostatnią Księgą Biblii. Badamy Ducha używając boskiej Mądrości i Rozumu (sansk. Buddhi) do obliczania liczby imienia. Stwórzmy zatem naukowy, matematycznie precyzyjny obraz osobonazwy PAWLIK w postaci tabeli G-NPS

    G N P S
    70 P 115 16 7
    1 A 100 1 1
    500 W 122 23 5
    30 L 111 12 3
    9 I 108 9 9
    20 K 110 11 2
    630 666 72 27
    9 9 9

    Cykl życiowy upadkowy, dodajmy silnie upadkowy, autodegradacyjny od P = 7 do K = 2, co pokazuje osobę o wpływie dołującym na innych, pociągającą za sobą w dół, ku upadkowi.

    Nous wychodzi dokładnie (666), co pokazuje osobę, którą „Apokalipsa” Świętego Jana zwie Bestią, Zwierzęciem, a symbolicznie Szatanem i Diabłem, tutaj oczywiście w żeńskiej postaci. Nous to Duch zamieszkujący ciało i umysł badanej formularzem G-NPS osobonazwy. Aby lepiej zrozumieć osobonazwę PAWLIK trzeba pojąć prostą symbolikę Objawienia Świętego Jana, gdzie pokazana jest walka Chrystusa z Szatanem, a Szatan Diabeł pokazany jest jako Bestia, Zwierzę czy Potwór. Ludzie o Nous (666) stanowią taki właśnie archetyp osobowości, który manifestuje się w zależności od zakresu władzy i możliwości jaki zdobywają. Dobrze znana Bestia (666) o nazwisku Hitler, korzystając z władzy politycznej stała się ludobójczą maszkarą pociągającą za sobą 50 milionów ofiar. Bestia Apokalipsy ma cechy pantery, niedźwiedzia, lwa i siłę smoka, tutaj smoka złego, esencji zła, takiego jak kusiciel, smok-wąż z Ogrodu Eden, który ludzi do upadku doprowadził. Nieprzypadkowo, cechy zwierząt podkreślają ich zdziczenie i tendencje do aż czterech rodzajów złośliwości czy bestialstwa. Nous (666) decyduje o obrazie osobonazwy, decyduje o portrecie życia i charakteru osobonazwy, którą musimy kojarzyć z wcieleniem skrajnego Zła! Każde nazwisko czy imię z Nous (666) będzie wcieleniem zła, a różnić się będą szczegółowo polem działania i skalą pracy, jednak zasięg rażenia Bestii zawsze jest w jakiś sposób rozległy lub perfidnie szkodliwy. Pantera, Niedźwiedź, Lew to Bestie sprytne, podstępne, zdolne do zabicia nie tylko z głodu, gdyż potrafią stać się tak zwanymi ludojadami, tu symbolicznie pożeraczami człowieczeństwa.

    Liczby Soma i Psyche, odpowiednio (27) oraz (72) są dla siebie wzajemnie przeciwieństwami, odwrotnościami, co pokazuje osobonazwę, która co innego robi niż myśli, działa wbrew własnym uczuciom i takie sprzeczne funkcjonowanie sprzyja podstępnemu działaniu i ogłupianiu innych. Taka osoba może się bez problemu do kogoś przymilać, podlizywać tylko po to, aby omamioną i uśpioną w czujności ofiarę zniszczyć jednym uderzeniem. Taka osoba może udawać ekspertkę od wiedzy religijnej czy mistyki tylko po to, żeby religię i mistykę wszelką niszczyć i oczerniać. Podstęp, oszustwo, omamianie leży w naturze osobonazwy o konflikcie Soma z Psyche i Nous (666). Szczególne liczby pokazujące upadkowość od (7) do (2) w cyklu życia wskazuje, że osoba o takim nazwisku może celować w tym, aby ludzi o skłonnościach mistyczno-duchowych, religijno-ezoterycznych doprowadzić do upadku poprzez sprowadzenie ich do poziomu zwątpienia, chwiejności, załamania i podejrzliwej nieufności. Końcowa Dziewiątka jaką jawi się osobonazwa „Pawlik”, pokazuje, że w swej działalności osoba dąży do perfekcji lub pozuje na kogoś, kto jest doskonałym znawcą jakiegoś tematu, co jest bardzo złudne i iluzyjne. Negatywna Dziewiątka jest samolubna, egoistycznie ksobna, a zdroworozsądkowe argumenty do tej osoby nie trafiają. Pawlik jest jako Dziewiątka sarkastyczna, złośliwa, dba jedynie o własne, wąsko pojęte interesy. Jest przewrażliwiona aż do możliwej histerii włącznie, jest też spowita silnymi namiętnościami nad którymi nie panuje. Pawlik jest posłusznym narzędziem na usługi jednostek lub sił od niej silniejszych, a także dba o zaspokajanie każdej swojej namiętności. W innych potrafi wzbudzić skłonności destrukcyjne, będąc źródłem jątrzenia i judzenia przeciwko innym. Takie osoby właśnie podpuszczają innych do kłótni, judzą do wojny czy pogromów na innowiercach, choć same mogą bezpośrednio nie przykładać ręki do ludobójstwa czy rzezi. Znamy ten efekt z życia osobonazwy „Hitler”, który skutecznie judził do wojny!

    Nous (666), kiedy manifestuje się na zewnątrz w działaniu, nie liczy się z innymi, jest uparte, ślepe i zaślepione własnymi racjami. Apodyktyczna Bestia narzuca się innym, nie liczy z otoczeniem, nie liczy się zupełnie z cudzym punktem widzenia, może zejść na drogę przestępczą. Jest to osoba, która w owładnięciu złem o wibracji (666) może nie dbać chwilowo ani o swój wygląd zewnętrzny, ani o własne dobro, przechodząc amoki w obronie paranoi. Będzie spójna logicznie w wypowiedziach, co daje odczucie, że głosi prawdę naukową wręcz, a każdy bełkot sprytnie uzasadni. Jako naukowiec czy polityk może być szczególnie maniakalnie lub paranoicznie niebezpieczna dla otoczenia. w swojej toksycznej i szkodliwej działalności na każdym etapie jest żarliwa, pełna entuzjazmu i zapału. Może być dobrym lub wręcz doskonałym mówcą, czy pisarką, byle jednak zajmowała się fantastyką lub pisaniem romansów, a nie pisaniem partyjnych odezw do narodu, pchając ludzi do ludobójczych pogromów i wojennych rzezi, jak Hitler. Całkiem możliwe jest, że Hitler (666) nikogo nie zabił osobiście, ale za to właśnie żarliwą, paranoiczną mową skutecznie podjudzał miliony do masowej rzezi wzajemnego mordowania. Takie jest działanie Bestii o wibracji (666). Jeśli osobonazwa „Pawlik” kogoś krytykuje albo z kimś polemizuje, do czegoś judzi lub „tylko” namawia, najlepiej to ignorować, nie czytać i nie wykpiwać. Przyjaciołom, jeśli ich jeszcze posiada będzie wierna do ostatniej kropli krwi, o ile tylko będą jej schlebiać, będą ją chwalić, a nie będą krytykować. Soma (27) na zewnątrz jest demonicznie krytykancka i może to być uciążliwa tak dla otoczenia jak i dla niej samej, kiedy ją rodzina opuści, a jej miłość z niej zrezygnuje! Zawsze to jej własna wina, czepialstwo, szukanie dziury w całym, oczywiste błądzenie, niesłowność, złośliwa ironia nieadekwatna do okoliczności. Psyche (72) przy Nous (666) pokazuje, że „Pawlik” brutalnie wyszydza wszystko, co nosi pieczęć subtelności i uduchowienia, wyszydza, zwalcza i niszczy. Może być w istocie brutalną ateistką pełną pogardy dla bliźniego swego. Faktycznie udawać może fachowca Vedy, okultyzmu czy mistyki aby swoim szatańsko-smoczym diabelskim ogonem Bestii uderzyć w te dziedziny i je niszczyć, co jest typową podłością zaślepionego Diabła wcielonego, a raczej w tym wypadku Diablicy.

    Imię Michaela o końcowej wibracji (7) ułatwia zajmowanie się sprawami religii i mistyki w niszczycielskich i wrogich celach. Imię Zofia, o wibracji (3) ułatwia przejawianie się Złego Ducha i jego działalność w świecie daje mu większe możliwości, stąd wzmożona jeszcze aktywność „Pawlik” – (666). Taka jest cecha osobonazwy o Nous (666), że mocno podporządkowuje sobie i dominuje pozostałe składowe imiona i nazwisko osobonazwy. Suma „Michaela Zofia Pawlik” to jednoznaczna w G-NPS liczba (10) co pokazuje, że osobonazwa jako całość ulega wtajemniczeniu w niszczycielski i nihilistyczny aspekt demonicznej działalności idącej w kierunku unicestwienia czegoś lub kogoś! Ta Dziesiątka daje też moc iluzji odpowiednią do omamiania swoich słuchaczy i czytelników, którzy łatwo mogą się infekować nawet największą brednią jaką wymyśli Pawlik Zofia Michaela. Jest to osoba zdolna do wytwarzania tak paranoia indektoza, obłędu indukowanego, czy udzielonego innym, a zatem jest to osobonazwa społecznie niebezpieczna z punktu widzenia psychologii matematycznej jaką jest numerologia stosowana! Wedle Biblii, „Pawlik” to Bestia w ciele ludzkim, która idzie na zatracenie, tak wynika z Objawienia Świętego Jana! Portret osobonazwy „Pawlik” pokazuje, że nie jest niczyją siostrą ani bratem lecz raczej złośliwym demonem, szatanem dla każdego, kogo najdzie. Liczba Bestii, to liczba człowieka o skrajnie złym duchu, o Nous (666), a przecież Bestia opisana w Apokalipsie Świętego Jana jest „pijana krwią świętych”, pełna „bluźnierstwa” i pełna wszelakiego „nierządu”. Bestia ostatecznie zostaje wrzucona do jeziora ognistego gorejącego siarką na wieczne zatracenie. Generalnie tyczy to każdej osoby o wibracji Nous (Ducha) wyrażonej jako (666), nie tylko osoby Pawlik, która jest jedną z wielu osób przez które od poczęcia w łonie matki działa Szatan, Diabeł. Osobonazwy takie jak: „Hitler”, „Aryman”, „Atinis”, „Gwidon”, „Horska”, „Keleny”, „Lepper”, „Lesław”, „Maryna”, „Remuna”, „Szlama”, to wszystko biegunowe narzędzia w służbie złych i piekielnych mocy, realna sataneria działająca na polu wyznaczonym przez ciemną energię Wszechświata. Jak widać jest to doborowe towarzystwo ludzi sławnych, z których Hitler jest najbardziej znany, wraz ze swoją patologiczną do biblijnego Narodu Wybranego przez Boga, czyli do Żydów, a także świadków Jehowy czy buddystów i komunistów nienawiścią. Jeśli u osobonazwy „Pawlik” widzimy patologicznie kryminalną nienawiść do buddystów czy Świadków Jehowy, to widzimy cechy hitlerowskie właśnie i nie jest to krytyka merytoryczna ale wrogość Szatana Diabła do Boga i wszystkiego tego, co boskie, pobożne czy uduchowione. Trzeba dla zrozumienia osobonazwy (666) w jej wrogości wobec Boga i Chrystusa dokładnie przestudiować Księgę Objawienia, Apokalipsę Świętego Jana Apostoła, bo uzmysławia ona czym jest Bestia (Diabeł), jak działa i jak atakuje Dobro wszelkie. Można powiedzieć, że jeśli „Pawlak” coś lub kogoś atakuje, krytykuje czy oczernia, to jest to atak Szatana Diabła przeciwko Bogu, Dobru i Światłu! Nie ma innej możliwości, gdyż Szatan Diabeł, Bestia (666), to Zło inteligentne, przebiegłe i wysoce świadome tak swoich celów jak i metod działania. Wibracja (666) w postaci ludzkiego wcielenia „Pawlik” to diabelska armata celnie wymierzona przez Szatana Diabła we wszystko to, co należy do Boga, we wszystko to, co czyste, dobre i święte, duchowe i pobożne. Jej ziemscy mocodawcy i wydawcy, to przekupni wspólnicy Szatana-Diabła! Osobonazwa „Pawlik” w swej działalności antykultowej inkwizytorki wykonuje rozkazy Szatana Diabła, Bestii (666), ale zostanie w końcu „pojmana” razem z tymi, co mają na sumieniu jej „znamię” w postaci wiary w jej zbrodniczą ideologię i wszystkie takie osoby, jako dusze złe zostaną wrzuceni razem do „Ognistego Jeziora Gorejącego Siarką”. Taki jest los demonów, diabłów pospolitych i nierządnic antykultowych, które są oszołamiane, bo „pijane krwią Świętych” mordowanych na całej Ziemi!

    Liczby poboczne w Nous osobonazwy „Pawlik” dające w obu wypadkach (72) jako, że (6+66) oraz (66+6) symetrycznie obrazuje dwa jednakowej wibracji połączenia Psyche z Nous powodują, że Pawlik nie odróżnia impulsów Ducha od emocji i myśli własnej Psyche (Psychiki). Jest to zubożenie nie pozwalające na odróżnianie tego, co boskie od tego co psychiczne, myślowo-emocjonalne. Taka osoba własne namiętności może podwójnie silnie odbierać jako pochodzące od Boga, jeśli tylko uzna siebie za natchnioną przez Boga, czym może wyrządzać wielkie szkody. Nie jest w stanie odczuć w sobie różnicy pomiędzy Duchem Bożym a psychicznymi reakcjami myśli czy emocji, co jest ograniczeniem tej konstrukcji sprzyjającym Diabłu. Takie osoby są zwykle silnymi Psychikami, o dużym wpływie emocjonalno-myślowym na otoczenie, o dużej sile rażenia ich słowa i pióra, nawet jak bełkoczą po pijanemu!

    Zasilanie energetyczne G=(630) wspiera mocno cały NPS na Dziewiątce, nadając wibracji Dziewięć nihilistyczno-destrukcyjne wzmocnienie! Osoba ta w zwalczaniu mistyki i wszystkiego, co Boże może się tak zapędzić, że będzie zwalczać „na ślepo” wszystko i wszystkich stając się paranoicznie pomyloną ofiarą samej siebie i swego antykultowego pieniactwa, bo jej ataki na kulty religijne z czasem mogą być coraz bardziej zjadliwym pieniactwem. Inicjał nazwiska P=(7) przy Nous=(666) pokazuje, że Pawlik dla zdobycia sławy czy zysku, dla poklasku i uznania zrobi wszystko, mogąc się dopuścić nawet najgorszej zbrodni, jest bowiem do tego zdolna i umiejętna. Inicjał też może powodować histeryczne ataki na mistykę i ezoterykę.

    Liczba samogłosek nazwiska „Pawlik” dodatkowo obrazuje Psyche, a jest to A=(1), I=(9), razem wibracja (10) wzmacniająca tendencje apodyktyczne, autorytarne i władcze połączone z nihilizmem, oszukaństwem, wprowadzaniem innych w błąd, mamieniem, kłamliwą spekulacją ideologiczną. Mówimy, że Psyche to Dziewiątka z tłem (72) i cieniem (10), czyli nihilistyczno-autorytarnym wzmocnieniem upadkowej wibracji cyfry (9). Liczba spółgłosek to P=(7), W=(5), L=(3), K=(2), razem (17), która to wibracja obrazuje tendencje Soma, ciała i życia. Wibracja liczby (17) opisana jest w sumach końcowych jako liczba tak zwanej „Wielkiej Czarnej Loży”, liczba Diabłów – Władców Piekieł. Można z tego powiedzieć, że „Pawlik” wykonuje na ziemi przez swoje ciało i życie jakąś władzę w imieniu „Czarnej Loży Diabła” do której należy i jest to władza robiona dla zysku, sławy i poklasku. Tło (17) jest obrazem negatywnej, szkodliwej Ósemki, która jest tutaj tak zwanym cieniem dla liczby Soma, (9) z tłem (27). Osoba jest w życiu fizycznym szczególne bezlitosna, samolubna i egoistyczna, które to cechy są wzmożone w jej funkcjonowaniu. Jeśli ktoś osobonazwie Pawlik wejdzie w drogę lub jej interesy, będzie bezlitośnie tępiony i niechaj nie liczy na jakiekolwiek rzeczywiste przebaczenie z jej strony, bo ona nie zna takich uczuć jak litość, miłosierdzie czy przebaczenie, gdyż nie odróżnia nawet Boga od własnej Psychiki. Siedemnastka w samogłoskach osobonazwy „Pawlik” powoduje, że ta osoba sprowadza ruinę na innych i w końcu na siebie, a to idealnie pasuje do pracy Szatana-Diabła, Bestii (666), która chce jak najwięcej ludzi omamić, omotać i zwieść wpychając do Jeziora Ognia i Siarki, które jest w Objawieniu Świętego Jana Apostoła symbolem Zatracenia Duszy!

    Liczba spółgłosek dla Soma wynosząca (17) eskaluje wszelkie cechy negatywne sumy z tej kolumny, czyli (27), a szczególnie składową (7) z tego tła cyfry Dziewięć! W życiu osobonazwa Pawlik jest osobą „wiecznie błądzącą” i brutalnie zwalczającą wszystko co jest duchowe, subtelne czy mistyczne. Czyni to mocą wibracji Czarnej Loży Diabła (17) jak i mocą Bestii, Szatana Diabła (666). W życiu jest to też Soma osoby, która ma problemy z wyrażaniem uczuć, nie jest zdolna do miłości, może być fizycznie oziębła lub popadać w mechaniczny, wyzbyty uczuć miłosnych nierząd, taki jak niemieckie damy rodzące dzieci na rozkaz Hitlera z osobnikami „czystymi rasowo”. Pawlik nie lubi słuchać cudzej rady ani przyjmować pomocy, a już szczególnie odrzuci pomoc duchową od tych, którzy reprezentują Boga i mistykę, duchowość czy okultyzm. Wynika to z wielopłaszczyznowego przenikania tej osoby przez diabelską moc Bestii i Czarnej Loży Diabła. Przewrażliwienie na swoim punkcie i egotyczna, chorobliwa duma nie pozwalają też takiej osobonazwie wycofać się z głoszonych kłamstw czy dokonywanych oszustw, stąd z uporem maniaka będzie brnąć w ślepą uliczkę w jaką w życiu wlezie, a wchodzi tylko w najbardziej ślepe i mroczne uliczki jakie tylko istnieją.

    Stosunek liczby samogłosek, cienia Psyche (10) do cienia Soma (17) obrazuje wzmocnienie negatywnych cech Jedynki, która jest sumą końcową (1+0), skąd można odnieść słuszne wrażenie, że NPS, portret osobonazwy ma konstrukcję wzmagających się negatywnych aspektów różnych fal i wibracji, co czyni z osobonazwy „Pawlik” wyjątkowo silne Zło, trudne do pokonania bo podstępne, a przecież doskonała Bestia (666) ma cechy czterech zwierząt znanych z okrutnego polowania na upatrzoną zdobycz. Wewnętrzny smok, wąż starodawny, Szatan i Diabeł jest niewątpliwie najchytrzejszym i najgroźniejszym z nich. Odwrotność typowa dla osób o konflikcie wewnętrznym pomiędzy Soma i Psyche polega na tym, że „Pawlik” jak mniema, że kogoś kocha, to go niszczy i zabija, a jak widzi jakieś ewidentne zło, to „czuje”, że to jest dobre i słuszne. Jest to nieadekwatność oceny, brak zdrowego rozsądku, nieracjonalność, niezdolność do działania zgodnie z uczuciami serca i tym podobne problemy wewnętrzne. Stąd biorą się irracjonalne, pełne złośliwej nienawiści ataki furii na Vedę, hinduizm, buddyzm, mistykę, parapsychologię, okultyzm, Świadków Jehowy i wiele innych Dzieł Bożych na tej Ziemi! Wszystko to napędzane czarcią falą energii Diabła, czyli Nous (666).

    Można próbować analizować jakie demoniczne cechy ma Bestia o wibracji (666) na podstawie analizy mitologicznej czterech zwierząt na które składa się archetyp obrazowany przez Świętego Jana Apostoła, jako że symbolika jest jak najbardziej częścią gematrii, tą, która w Oriencie zwie się Yantrą, a prościej znakiem lub talizmanem. Niewątpliwie mityczny smok jako część składowa w pejoratywnym aspekcie złego smoka, wężownika czy węża kusiciela będzie najwymowniejsza jako że ubarwiona wieloma legendami i mitami żyjącymi głęboko w duszy ludzkości. Smok jako archetyp negatywny porywa Księżniczkę, symbol ludzkiej duszy w więzi ją w niedostępnej wieży, w jaskini mroku czy na szklanej górze. Zatem dusza osoby (666) jest uwięziona i izolowana przez złe siły, jest zakładnikiem mrocznych sił ciemności, bezwolną sługą Bestii, Szatana Diabła.

    Zniewalający wpływ osobonazwy (666) polega na analogicznym wzorcu więzienia innych dusz poprzez omamianie ich błędną ideologią wierzeń, awersji, judzenia, krytykanctwa czy innych diabolicznych zabiegów indoktrynacyjnych. Wspólną cechą pantery, lwa czy niedźwiedzia jest to, że nawet oswojone od małego potrafią zaatakować i zabić swojego opiekuna i dobroczyńcę. Jest to bardzo brutalna cecha osobonazwy (666), którą tak naprawdę nie da się do końca oswoić ani kontrolować, choć takie pierwiastki zła wśród ludzkości powinny być pod szczególnym nadzorem społeczeństwa, przynajmniej tej części, która jest zdrowa na umyśle na tyle, żeby nie wybierać sobie kolejnego Hitlera do władzy! Zmiana personaliów musi być bardzo dogłębna i utrwalona, ażeby urodzeniowe cechy skrajnie diabelskiej wibracji (666) w Nous zostały stłumione i wyeliminowane, a ich odrośla mogą jeszcze razić po latach.

    Jeśli myślimy, że wibracja (666) musi wyrządzić tyle zła, co Hitler w tak barbarzyński sposób, to jesteśmy w błędzie. O wiele bardziej szkodliwe jest zasianie w ludziach idei, które skierują ich na drogę Samozatracenia, choć wcale nie wyglądają na Zło. Niechęć do wszelkich grup duchowych umożliwiających rozwój Duszy jest złem subtelnym, ale bardziej straszliwym w skutkach bo słowami Chrystusa mówiąc, trzeba bać się nie tego, kto zabija ciało, ale tego, kto i dusze i ciało może zatracić w Piekle. A osobonazwy takie jak Pawlik mogą tysiące ludzi poprowadzić do Zguby, do zatraty duszy w Jeziorze Ognia i Siarki, czyli w katolickim Piekle!

    Wibracja Soma w imieniu „Zofia”, czyli Trójka z tłem (30) będzie wzmacniana przez osobonazwę „Pawlik” w dziedzinie uczuciowej i emocjonalnej próżni, bezsensu życia, kryzysów życiowych czy nagłego wyczerpywania dotychczasowych możliwości działania. Jednak Psyche z tłem (57) potrafi szybko się zregenerować, podnieść po kryzysie i przystąpić do skutecznego kontrataku. Widać, że nawet imię „Zofia” jest dobrane pod kątem użyteczności dla osobonazwy „Pawlik”, a raczej sił mrocznych i demonicznych, które przez tę diaboliczną w Duchu wibrację działają. Pierwsi chrześcijanie byli uczeni aby rozpoznawać złego Ducha działającego poprzez ludzi, zło w sercu i duszy odczytać a numerologia (666) wspomniana w Apokalipsie Świętego Jana Apostoła jest jedną z tych ezoterycznych metod prachrześcijańskich. Każdy wierzący, kto słucha Głosu Mądrości Biblii doskonale zna i rozumie tę prostą, ale skuteczną metodę rozeznawania wcielonego dobra od zła. Nie ma takiej możliwości, aby osobonazwa Pawlik czyniła dla ludzi coś dobrego, a jeśli twierdzi, że karmiła głodne dzieci w Indiach, to niewątpliwie kłamie, choć mogła do zdjęcia pozować że karmi jakieś dziecko, ale to w celach propagandowych. Właściwe cele jej pobytu w Indii o ile w ogóle miał miejsce, są na pewno inne, szkodliwe i dobrze ukryte. Mogło to być celowe niszczenie kultury i religii hinduistycznej, które teraz odreagowuje z bestialską nienawiścią do religii Wschodu, choćby z tego względu, że nie udały się jej szkodliwe plany bezpośrednio w Indii. Osobonazwę typu (666) trzeba analizować pod kątem ukrytych celów i złośliwych zamiarów, jako że negatywność Szóstki są potrojone, a i podobnie te z Dziewiątki, oraz towarzyszących osobonazwie imion, które są używane jedynie jako maski, jako maskowanie diabelskich skłonności. Diabła nie trzeba szukać daleko, może być całkiem w pobliżu i działać przez swoje bezwolne niczym zombi, całkowicie podległe ludzkie narzędzie w postaci tylko z pozoru normalnego ciała i umysłu (psychiki)!

    Brakuje dla demonicznej osobonazwy „Pawlik” daty urodzenia, z której można by odczytać, czy ta inkarnacja w pełni zrealizuje swe tendencje, czy też będą one w jakiś sposób ograniczone. Jakość miejscowości urodzenia też ma istotny wpływ na osobonazwę, a także miejscowości w których osoba żyła przez dłuższy czas. Data urodzenia pokazuje cel człowieka na Ziemi i jego przeznaczenie stąd w relacji do osobonazwy widać wiele imperatywów życiowych o których nic tu powiedzieć nawet ogólnie nie można, z braku takowych danych. Trzeba jednak pamiętać, że Nous (666) to Dziewiątka skrajnie negatywna, biegunowe wcielenie zła, dla którego potrójna szóstka w tle Nous jest pojazdem a oczywiście jest to negatywna postać szóstki. Iloczyn (6x6x6) daje (216) a iloczyn (216) daje (12) i w końcu (2), co daje ukryty napęd do przejawiania siebie w każdej płaszczyźnie, czyli manifestowanie się Bestii jest możliwe poprzez każdy rodzaj działalności, w każdych warunkach. Talent pedagogiczny jest na usługach Bestii, cała paleta zwierzęco-agresywnych cech osobowości, co oznacza, że Bestia Pawlik jest asertywna i aktywnie działa na każdym polu na które pchnie ją demon Zła! Pomimo zewnętrznej Dziewiątki to iloczyn w postaci Dwójki potrafi być motorem napędowym dla realizacji celów złego Ducha (666), a połączenie talentu pedagogicznego z krytycyzmem daje wyjątkową zjadliwość demonicznej oskarżycielce wszystkiego tego co Światłe, Dobre, Święte i Pobożne! W czasie realizowania swych maniakalnych czy paranoicznych ataków na buddystów czy jehowych albo na hinduistów będzie obojętna na swój wygląd zewnętrzny, może się długo nie myć, nie prać, a nawet nie czesać. I nie jest to jakaś asceza siostry Pawlik, wilczycy w owczym futerku, ale blokada podstawowych czynności życiowych charakterystyczna w obrazie wielu zaburzeń i chorób psychicznych najstraszliwszego rodzaju. Oczywiście działanie na krawędzi choroby psychicznej nie upoważnia do uznania wadery „Pawlik” za chorą, gdyż nawet prawdopodobne jest, że zły Duch (666) będzie osobonazwę swoją mocą chronić przed rozchorowaniem się i wynikłą stąd nieużytecznością. Raczej trzeba uznać takie przypadki za opętane od poczęcia z samego faktu powstania demonicznej inkarnacji, która w terminologii wedyjskiej zwana jest Rakszasą lub Piśaća, co odpowiada polskim czortom, diabłom, a ogólnie demonom.

    Chrześcijańska jak i katolicka Biblia w Księdze Objawienia Świętego Jana Apostoła, idące na zagładę demoniczne ucieleśnienie Bestii (666) opisuje takimi obrazami jak: „Na zewnątrz (Miasta Boga) są psy i czarownicy i wszetecznicy i zabójcy i bałwochwalcy i wszyscy którzy miłują kłamstwo i czynią je!” (Obj. 22. 15) Ci zatem, którzy wszetecznie i kłamliwie obszczekują Dobro, Światło i Prawdę jak Zofia Michaela Pawlik (666) podpadają pod kategorie tych, co się do Jeziora Ognia i Siarki, do Piekła katolickiego kwalifikują. Tyle, że Pawlik na pewno nie będzie w roli małego „szczekającego kundelka” a raczej już groźną bulterierką lub inną niebezpieczną rasą, która cechy krwiożerczej Bestii pielęgnuje! Udziałem wszystkich kłamców będzie Jezioro płonące Ogniem i Siarką, jak powiada Objawienie Świętego Jana (Obj. 21. 8), dlatego jest absolutnym pewnikiem, że Michaela Pawlik (666) sama idzie na Zagładę jak i pociąga wszystkich za sobą, którzy wierzą w jej diaboliczny, politologiczny bełkot o charakterze złośliwej i kłamliwej masowej psychomanipulacji. A przecież to diabłom najbardziej zależy na szerzeniu kłamstwa bo tych, co w kłamstwo wierzą zdobywają jako materiał skalany fałszem, na Zagładę w Piekle Ognia i Siarki do którego dusze samobójcze zmierzają.

    Jeśli ktoś myśli, że osobonazwę „Pawlik” opisujemy tu celowo „tylko negatywnie” to jest w wielkim błędzie i powinien przestudiować wiedzę mistyczną o Bestii jaką zawiera Objawienie Świętego Jana Apostoła, a także uświadomić sobie cierpienie milionów rodzin jakie spowodował Adolf Hitler (666). Oczywiście Bestia Pawlik, z Bestią Hitlerem mają tylko dwie literki tożsame, a jest to „I” oraz „L”, stąd można powiedzieć, że są to Bestie tylko w 1/3 identyczne, choć każda działa na falach wibracji (666)! Trzeba jednak pamiętać, że wielkie Zło potrafi trwać uśpione przez lata, czekając na sposobność do przejawienia pełni swych możliwości. Restytucja inkwizycji faszystowskiej uczyniłaby z osobonazwy Pawlik niewątpliwie czołową wykonawczynię tortur i egzekucji na osobach innej niż ona wiary religijnej, politycznej, czy naukowej. Nierząd i wszeteczeństwo to w Biblii grzechy bardzo ciężkie, a odnoszenie się do udawania religijności z jednoczesnym kalaniem własnego gniazda, obłudą i fałszem czy pozorem pobożności. A wszetecznica w postaci Wielkiej Nierządnicy to właśnie obraz Bestii Diablicy całkowicie oddanej w swym wnętrzu Diabłu Szatanowi, czyli żeńskie wcielenie tworu o wibracji Ducha (666), takiego jak „Pawlik”, tak czy owak, zewnętrznie kobiety.

    Archetyp dwóch Bestii (Potworów) i Wielkiej Nierządnicy w ramach postaci obliczanych jako (666) pokazuje na pewne bogactwo charakterów wśród złych Duchów o piekielnej mentalności. Z osobami takimi jak Pawlik (666) „nierząd uprawiają królowie Ziemi, a winem jej nierządu upijają się mieszkańcy Ziemi” (Obj. 17. 2), jak mówi Apokalipsa Świętego Jana Apostoła. To wino nierządu, którym upijają się mieszkańcy Ziemi jest w książkach, artykułach i w przemówieniach Michaeli Zofii Pawlik. Ludzie czytający to, co ona pisze, słuchający tego, co ona mówi, z mocy Bestii zostają oszołomieni, pomyleni i zachowują się tak, jak pijani. Są aktywnie pobudzeni przeciwko wszystkiemu temu, co nienawistnie zwalcza samozwańcza siostra Pawlik. Judzenie w sprzyjających okolicznościach może przybierać formy kolejnego katolickiego pogromu na innowiercach, rozmiar ludobójczej katolickiej rzezi takiej jak pomiędzy Hutu i Tutsi w Afryce, gdzie w latach 90-tych XX wieku za sprawą takich Bestii zginęło ponad 1, 5 miliona ludzi. To jest wymiar pijanego nierządu i wszeteczeństwa do którego w swym duchu może zmierzać każda Bestia o wibracji (666). Wielkie Miasto jako Nierządnica czy Wszetecznica Apokalipsy może być sumą wszystkich złych inkarnacji (666) jakie żyją na Ziemi, a trzeba dodać, że kobiece wcielenie Wielkiej Nierządnicy zostaje wpierw pożarte przez zwierzęcą Bestię, która dopiero po tym zostanie wrzucona do Jeziora Ognia i Siarki. Można odnieść mocne wrażenie, że Złe Duchy mocno wykorzystują siostrę Pawlik, jednak w dywagacje o sukubach i inkubach oraz podobnych zjawiskach nie będziemy się wdawali. Lepiej pamiętać, że każda instytucja w której działa osobonazwa Pawlik, dość szybko ulegnie spaczeniu i wykolejeniu przez jej diaboliczną wibrację (666), która jest czymś takim jak tuba propagandowa Diabła, radiostacja Piekieł na której falach nadaje Czarna Loża Diabła czyli Szatański Episkopat Belzebuba, Lecherego, Rokity, Boruty, Asmodeusza, Belfegora, Mefistofelesa i podobnych znanych Archetypów. Rzecz ta odnosi się do wszystkich osób o wibracji (666) w Nous swojej osobonazwy, a czasem i w Nous miejsca zamieszkania.

    Słowa ukryte w osobonazwie, takie jak „Paw” w nazwisku „Pawlik” niewiele już wnoszą do obrazu całości, choć podkreślają zdolność do strojenia się w piórka pychy i dumy, przyciągania innych swą pedagogiczno-krytykancką elokwencją. Duma jest cechą Asurów, bardzo złych, acz subtelnie działających piekielnych Duchów, które udają Anioła Światłości, czego symbolem w Biblii jest sam Lucyfer, Arcyksiążę fałszywego światła, kłamliwej wiedzy i ideologicznego omamienia czy zaślepienia. Jeśli Pawlik pozuje na Anioła Światłości, który chciał nawracać i oświecać Indie, to hindusi słusznie tę Lucyferzycę precz przepędzili uważając za obłąkaną i szkodliwą społecznie! Wibracje jej Złego Ducha dobitnie i wystarczająco świadczą przeciwko wszelakim jej Złym i szkodliwym wymysłom. Stąd trzeba uznać osobonazwę Pawlik za wcielenie Zła o faszystowskim stopniu szkodliwości i nie pozwolić, aby to Zło opętywało ludzkie umysły.

    Szczególnie DZIECI i MŁODZIEŻ trzeba przestrzegać przed ideologiczną zarazą sianą przez osobonazwę PAWLIK Zofia Michaela i jej omamione czy opętane klony a raczej zombi bezmyślnie powtarzające czy publikujące chore idee mające na celu jedynie zwalczanie Dobra, Prawdy i Światła Boga. Jeśli Lucyfer jest szefem propagandy w katolickim opisie Piekieł, czyli Gőbbelsem Wielkiej Czarnej Loży, to Zofia Pawlik świetnie sobie radzi jako jego ziemska rzeczniczka opętująca sporą liczbę ludzi. Jej zdolności do mistrzowskiego wypełniania diabelskiej roli w planie Zatracenia Ludzkości mogą być przez Szatana, Cesarza Piekieł w każdej chwili wzmocnione! Tych, co nie wierzą w Piekło i Diabły katolickiej teologii, musimy tu przeprosić za cytowane obrazy, ale działalność katolickiej aktywistki Pawlik musimy rozważać w oparciu o wyznawaną przez osobonazwę teologię na podłożu której cały obraz tej konkretnej, wcielonej od poczęcia Bestii został ukształtowany i li tylko z tego względu to czynimy. Racjonalnie nie można oderwać człowieka od ideologii którą wyznaje i uważamy, że katolik Zły idzie do katolickich piekieł, a zły buddysta do jak najbardziej buddyjskiej sfery głodnych duchów czyli Pretów! A katolickie Piekło dla Bestii (666) to ostatecznie Jezioro Gorejące Ogniem i Siarką jak to w Biblii katolickiej ujmująco i straszliwie opisano, gdzie Zła, totalnie zdegradowana dusza katoliczki Pawlik ulegnie Zatraceniu, co jest jedną z Tajemnic Mistycznych katolickiej Wiary! Pozostaje się tylko gorąco i żarliwie modlić, każdy w swej wierze lub szczerze pragnąć czy wizualizować (dla ateistów) aby Pawlik „Michaela” jak najszybciej przez Jezioro Gorejące Ogniem i Siarką pochłonięta była i więcej już nie miała jak sie wcielić z powodu przejścia w stan Niebytu!

    Niewątpliwie, trzeba ogromnej pracy światowych Sił Zła, aby Bestia (666) miała w cieniu Soma (liczba spółgłosek) dodatkowo wibrację (17) wzmacniającą siłę przejawienia piekielnych aspiracji poprzez ciało i życie. Niewątpliwie siły zła musiały natrudzić się, aby takie nazwisko miało sprzeczność pomiędzy Soma a Psyche, podwójne związanie graniczące z chorobą psychiczną na bazie zakłamania samej siebie. Takie sploty okoliczności trudno rozwikłać i mogą dawać jeszcze znać o sobie nawet kilka lat po totalnej zmianie nazwiska na jakieś lepsze duchowo. Wiedza mistyczno-duchowa jak i gematria, psychologia matematyczna są nieocenioną pomocą w dziedzinie identyfikowania światowych wcieleń Sił Zła, Diabłów, Diablic i całej ich Czarnej Loży Mroku! Kościół katolicki jest od wewnątrz niszczony przez takie czorcie Bestie w ludzkich ciałach jak Pawlik Zofia Michaela, dlatego rozsądniej byłoby, gdyby Hierarchia Kościoła pozbywała się ze swego poletka takich chwastów, wyplewiając je i wrzucając w Ogień Wieczny, bo Pawlik to chwast albo wrzód nowotworowy na żywej tkance Kościoła.

    Przez takich oszołomów inkwizytorskich Kościół traci wiernych, a skutkiem tego jest fakt, że Dziesięć Przykazań w całości, zna zaledwie 18% ludności polskojęzycznej. Nie ma kto uczyć religii bo Diablice i Diabły wcielone używają swych talentów na rozsiewanie zarazy ideologicznej, sadzenie chwastów, generowanie raka na zdrowych dotąd umysłach prostych i naiwnych ludzi, którzy dawają się nabrać na kretyńskie bełkoty inkwizytorów, którzy na sztandarze swego imienia mają (666) wpisane jako znak Zatracenia w Jeziorze Ognia i Siarki na wieki wieków Amen!

    Bogu niech będą dzięki za mistyczną wiedzę Numerologii Stosowanej, która w porę ostrzega ludzkość przed zagrożeniem ze strony Szatańskiego Wcielenia Złego Ducha w osobie Pawlik!

    Mag Athenor

  • Wniosek Społeczny w sprawie Dorota Rabczewska vs. Ryszard Nowak

    Wniosek Społeczny w sprawie Dorota Rabczewska vs. Ryszard Nowak

    Europejski Komitet Obrony Praw Człowieka
    13 listopad 2009

    Prokuratura Rejonowa Warszawa Mokotów
    Ul. Wiktorska 91a; 02 – 582 Warszawa

    Wniosek Społeczny w sprawie
    Dorota Rabczewska vs. Ryszard Nowak

    Uprzejmie wnoszę o natychmiastowe skierowanie p. Ryszarda Nowaka ze Szklarskiej Poręby przedstawiającego się jako działacz Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Przed Sektami oraz były poseł na przymusowe badania psychiatryczne oraz leczenie sądowo-psychiatryczne.

    Uzasadnienie

    Pan Ryszard Nowak najprawdopodobniej cierpi na ciężką chorobę psychiczną, tak zwaną psychozę o obrazie paranoi pieniaczej, potocznie zwaną pieniactwem. Cechami typowymi paranoików pieniaczych jest naruszanie porządku prawnego (Art. 273 Konstytucji) celem zaspokojenia swoich chorobowych urojeń, które nasilają się okresowo. Pan Ryszard Nowak, od wielu lat atakuje w sposób niewybredny wielu rozmaitych artystów scenicznych, strasząc ich i grożąc im prokuraturą i więzieniem, wytaczając kolejnym artystom nieuzasadnione i bezprawne, naruszające porządek Konstytucyjny III RP sprawy, z absurdalnymi zarzutami. Liczni artyści sceniczni, których bezwzględne prawa gwarantuje Konstytucja RP, zostali już bestialsko poszkodowani przez pana Ryszarda Nowaka. Mamy tutaj Dorotę Nieznalską, zespół Behemot pana Nergala, a także wielu innych. W wypadku ataku najprawdopodobniej swej paranoi pieniaczej, pan Ryszard Nowak został już prawomocnie skazany na karę grzywny. Zatem to pan Ryszard Nowak jest już formalnie przestępcą działającym na szkodę polskich artystów, był skazany, a jego dalsze pozostawanie na wolności zagraża porządkowi prawnemu i Konstytucyjnemu III RP.

    Nie można pozwolić, aby pan Ryszard Nowak w dalszym ciągu zagrażał porządkowi prawnemu III RP  i  naruszał w sposób poważny porządek Konstytucyjny państwa. Należy izolować pana Ryszarda Nowaka, przebadać gruntownie i leczyć, gdyż choroba psychiczna znana jako paranoja pieniacza jest chorobą psychiczną bardzo podstępną, jej ataki nasilają się okresowo, a paranoik może zagrażać kolejnym osobom do których zionie nienawiścią, wobec których produkuje swoje usystematyzowane urojenia.

    Jak wiadomo urojenia paranoików pieniaczych są usystematyzowane, logiczne i zwarte, dlatego często ich chorobowy charakter umyka uwadze organów ścigania. Jednak urojenia paranoików bardzo często uderzają w podstawy porządku prawnego, a w tym wypadku jest to art. 273 Konstytucji gwarantującej bezwzględne swobody artystom scenicznym. Nie można naginać prawa dla roszczeń kogoś, czyje zachowanie wobec innych artystów wcześniej miało charakter pieniactwa i było już sądownie karane. Dlatego należy z całą bezwzględnością zarządzić przymusowe badania i leczenie psychiatryczne pana Ryszarda Nowaka na zamkniętym oddziale psychiatrycznym o wysokim stopniu zabezpieczenia, gdzie pracują wybitni specjaliści zdolni do zdiagnozowania paranoi pieniaczej, co może być trudne dla początkujących psychiatrów bez doświadczenia. Paranoicy często dla realizacji swoich urojonych celów, przekonań i posłannictw pseudoreligijnych próbują angażować organa ścigania, jednak bliższa analiza ich postępowania, okresowe ataki psychozy z naruszeniem prawa wskazują na pilną konieczność leczenia, tym bardziej, że to właśnie paranoicy nie zaspokoiwszy swoich roszczeń stają się często mordercami i terrorystami, nie chcąc zaprzestać działań na szkodę innych ludzi.

    Pan Ryszard Nowak niszczy dzieło papieża Jana Pawła II

    Pan Ryszard Nowak, wskazuje swoim postępowaniem chorobliwą nienawiść do artystów scenicznych, a przecież Ojciec Święty, papież Jan Paweł Drugi, tak wiele uczynił dla odzyskania przez polskich artystów scenicznych prawa do wolności i swobody w swej artystycznej twórczości. Nie można pozwolić, aby jakiś paranoik i osoby którym jego logiczna, zwarta i chorobowo usystematyzowana treść urojeniowa się udziela jako tak zwana psychoza udzielona ograniczał ten aspekt wolności artystom, o który walczył całym swoim życiem papież Polak, Jan Paweł Drugi! Nie można pozwolić, aby osoba karana taka jak pan Ryszard Nowak niszczyła to, o co walczył wielki Polak papież Jan Paweł II.

    Urojenia paranoiczne – logiczne i groźne

    Urojenia paranoiczne są usystematyzowane, tworzące zwarty konstrukt myślowy; charakterystyczne przede wszystkim dla paranoi czyli obłędu; przy czym są one teoretycznie 'możliwe do zaistnienia’, czyli dotyczą sytuacji która może zaistnieć, np. niewierności małżeńskiej, prześladowań, podsłuchu, prania mózgu, opętania przez złe siły i podobnych; szkodliwości sekt, spisku komuny i agentów, sprzedania ludzi kosmitom przez rząd, zagrożeń ze strony twórców, pisarzy i artystów etc; urojenia paranoiczne są często „naukowo” opracowane przez chorego, a przez to bardzo wiarygodne i wręcz realistyczne, bardzo uprawdopodobnione. Urojenia paranoika są zwykle groźne dla otoczenia, są groźne dla osób przeciwko którym zostały skierowane przez chorego.

    Paranoik […] z góry zna 'prawdę’ i szuka jej potwierdzenia. Nie dąży do potwierdzenia lub obalenia hipotezy. Wie, że jeśli bardzo się postara, znajdzie dowody, które potwierdzą jego podejrzenia. W swych poszukiwaniach wybiera tylko te 'dowody’, które przemawiają za jego przekonaniem o zagrożeniu. W swym rozumowaniu pozbawionym krytycznego osądu, w niezrównoważonym operowaniu faktami klasyczny paranoik jest w stu procentach logiczny. Fałszywe są jego przesłanki. Z upodobaniem kolekcjonuje fakty, ale tylko te, które pasują do skonstruowanego przezeń logicznego systemu.

    Pan Ryszard Nowak w bardzo wielu swoich podobnych zachowaniach wygląda jak wzorcowy, podręcznikowy przykład paranoika pieniaczego, chociażby wedle podręcznika dla studentów medycyny:

    Psychiatria podręcznik dla studentów medycyny; pod red. Adama Bilikiewicza, WYD. III, PZWL, 2003, ISBN 83-200-2776-4

    Tym bardziej należy poddać pana Ryszard Nowaka gruntownej i długotrwałej obserwacji sądowo-psychiatrycznej oraz przymusowemu leczeniu aby zapobiec dalszym jego czynom na szkodę polskich artystów scenicznych oraz nasileniom choroby, a na przestrzeni lat widać, że jego ataki na kolejnych polskich artystów mają coraz bardziej pieniacki, chorobliwy i przestępczy rys – karany zresztą sądownie.

    Wobec powyższego wnoszę jak na wstępie o leczenie pana Ryszarda Nowaka na odpowiednio wysokim stopniu zabezpieczenia w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. A także wnoszę o przydzielanie artystom atakowanym przez pana Ryszarda Nowaka publicznie o przydzielenie ochrony, gdyż paranoik oraz osoby u których indukuje on psychozę nienawiści mogą być poważnym zagrożeniem.

    Uprzejmie proszę o powiadomienie mnie o działaniach zapobiegających szkodliwym atakom paranoi pieniaczej na polskich artystów scenicznych takich jak Dorota Rabczewska ze strony pana Ryszarda Nowaka i o jego zabezpieczeniu w odpowiednim zakładzie leczniczym.

    Z poważaniem,
    Wolontariusz Komitetu Obrony Praw Człowieka
    Ryszard Matuszewski
    P.O. Box 247
    44-100 Gliwice 1, Poland

    Do wiadomości:

    1. Rzecznik Praw Człowieka, al. Solidarności 77, 00-090 Warszawa
    2. Komitet Helsiński w Polsce, ul. Brackiej 18 m. 62, Warszawa, oraz HFPCz, ul. Zgoda 11 , 00-018 Warszawa