Brak wpisów w tej kategorii.

Tag: psychiatria

  • Psychiatryczna Eutanazja – Oblicze Faszyzmu

    Psychiatryczna Eutanazja – Oblicze Faszyzmu

    Ukryte ludobójstwo pacjentów szpitali psychiatrycznych w Kraju Warty i na Pomorzu w latach 1939 – 1945*

    Niektóre szpitale psychiatryczne w Polsce to bardzo ciężkie dla pacjentów miejsca dające osobom psychicznie wrażliwym wiele bólu i cierpienia. Całkiem możliwe, że wrażliwi pacjenci wyczuwają ich bardzo ponurą historię, chociażby z czasów faszystowskich rządów hitlerowskiej okupacji. Kocborowo, Świecie, Owińsk, Dziekanka, Gostynin, Kochanówek, Warta, Kościan, Bojanowo, Śrem i wiele innych ponurych miejsc dla osób psychicznie wrażliwych naprawdę może się źle kojarzyć, a także pogłębiać złe samopoczucie i psychozy zamiast ich leczenia. Referat pani prokurator Agaty Gut jest naprawdę bardzo pouczający.

    Tematem niniejszego opracowania jest dokonane w okresie II Wojny Światowej ludobójstwo pacjentów Zakładów Psychiatrycznych znajdujących się na terenach wcielonych do III Rzeszy w Kraju Warty (Warthegau) oraz na Pomorzu. Istotnym jest też udział ponad 350 lekarzy psychiatrii w tej masowej zbrodni na tych, których mieli leczyć!

    Dla dokonywanych zbrodni hitlerowcy psychiatrzy używali przewrotnie i bezprawnie określenia eutanazja. Pod tym terminem chcieli ukryć rzeczywiste pobudki i cel swoich działań. Celem tym było wyniszczenie ludzi określanych jako „niezdolnych do współżycia społecznego i wiodących żywot niegodny życia”. Naukowym uzasadnieniem unicestwiania chorych psychicznie były opracowania psychiatry Alfreda Hoche i prawnika Karla Bindinga, którzy w swojej pracy wydanej w 1922r. pt. „Wydanie zniszczeniu istot nie wartych życia”, twierdzili że śmierć takich osób może być uznana przez te osoby i społeczeństwo jako wyzwolenie, a dla państwa oznaczałoby to pozbycie się ciężaru utrzymania osób nie przedstawiających najmniejszej nawet użyteczności. Tezy te przejął i uwypuklił Adolf Hitler w książce „Mein Kampf”, co stało się podstawą do wprowadzenia ich do programu partii NSDAP. W ten sposób koncepcja zagłady osób nieużytecznych społecznie została rozpowszechniona przez lekarzy SS i innych teoretyków zagłady.

    Politykę wyniszczenia poprzedziła zakrojona na szeroką skalę propaganda w postaci referatów, filmów, wykładów dla członków partii oraz dla dzieci w szkołach na temat kosztów utrzymania „bezużytecznych pożeraczy chleba” przez społeczeństwo. Wyliczano ile by zyskano, gdyby odpadły wydatki na ich utrzymanie. W lipcu 1939r. odbyła się w kancelarii Rzeszy poufna konferencja, której przedmiotem był program uśmiercania osób psychicznie chorych. W całej III Rzeszy podjęte zostały przygotowania do wykonania tzw. programu eutanazji. U jego podstaw leżały trzy cele:
    – wcielenie w życie idei „czystości rasy”,
    – dążenie do ograniczenia zbędnych wydatków państwa na ludzi, którzy są niezdolni do pracy i muszą być utrzymywani,
    – zwiększenie zaplecza szpitalnego na potrzeby wojny, poprzez usunięcie ze szpitali istot „niegodnych życia”.

    Program eliminacji nazwano kryptonimem T4, od adresu placówki kierującej akcją zagłady, mieszczącej się w Berlinie przy Triergartenstrasse 4. Mordowanie chorych psychicznie w Polsce miało miejsce już od pierwszych tygodni okupacji hitlerowskiej. Dokonywane było w tym samym czasie co „Intelligenzaktion”, to jest akcja mordowania polskiej inteligencji: lekarzy, nauczycieli, duchowieństwa, urzędników. Celem działań niemieckiego okupanta było zamienienie polskiego społeczeństwa w naród niewolników. Aby zaś owi niewolnicy mogli dobrze wypełniać swoje zadania należało pozbyć się warstw przywódczych narodu z jednej strony, a z drugiej strony tych, z których niewolników zrobić się nie da, a więc chorych psychicznie.

    Zagładę pacjentów Szpitali Psychiatrycznych na terenie Kraju Warty władze hitlerowskie rozpoczęły w listopadzie 1939r. Wcześniej we wrześniu i październiku 1939r. Zakłady Psychiatryczne na tym terenie były przejmowane z rąk administracji polskiej przez władze niemieckie a w szczególności przez urzędników samorządu wojewódzkiego (GAUSELBSTVERWALTUNG) w Poznaniu. Przejęte zostały Zakłady Psychiatryczne w Owińskach koło Poznania, w Dziekance koło Gniezna, w Kościanie, w Warcie i Kochanówce koło Łodzi, w Gostyninie. Przejęto również Zakłady Opieki Społecznej w Bojanowie i Śremie. Wraz z przejęciem zakładów następowały zmiany na stanowiskach dyrektorów, kierowników administracji i nad-pielęgniarzy. Stanowiska te obsadzane były odtąd przez Niemców przybyłych z Rzeszy. W przejętych Zakładach Psychiatrycznych sporządzone zostały listy pacjentów, będące podstawą do ich wywożenia a następnie uśmiercania. Zwolniona została część personelu medycznego i pielęgniarskiego, ograniczono stosowanie leków, wydano zakaz zwalniania z zakładów chorych.

    Akcją uśmiercania pacjentów Szpitali Psychiatrycznych zajmowała się specjalna jednostka funkcjonariuszy tajnej policji państwowej w Poznaniu („Sonderkommando SS”) dowodzona przez komisarza kryminalnego SS Obersturmführera Herberta Lange. Został on w roku 1939 wyznaczony przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy do dokonywania zabójstw pacjentów. Ówczesny rząd Rzeszy w Berlinie był zainteresowany tym, by pozbyć się nieuleczalnie chorych ze wszystkich zakładów leczniczych, aby w ten sposób uzyskać miejsce na tworzenie szkół SS, szpitali itd. Żeby mieć odpowiedni przegląd zażądano od poszczególnych zakładów, aby stworzyły listy chorych stosownie do stopnia ich choroby (kategorie 1-3) i zgłosiły je do Berlina. W celu wypełnienia powierzonego mu zadania, Obersturmführerowi Lange oddano do dyspozycji sztab ludzi składający się z 15 mężczyzn z Policji Bezpieczeństwa oraz 60 osób z policji. Kommando Lange pracowało zupełnie samodzielnie i nie dostawało rozkazów ani od kierowników zakładów leczniczych, ani od samorządu Kraju Warty w Poznaniu. Zadania przekazywane były bezpośrednio z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. W oddziale tym pracowała grupa więźniów z Fortu VII, więzienia i miejsca kaźni wielu Polaków.

    Początkowo chorych uśmiercano w bunkrze w Forcie VII. Chorzy zamykani byli w bunkrze, którego otwory więźniowie uszczelniali gliną. Do wnętrza bunkra doprowadzony był gaz ze stojącej przed nim butli. Akcję gazowania obserwowali przez okienka funkcjonariusze Sonderkommanda. Po krótkim czasie zwłoki zagazowanych pacjentów były wyciągane z bunkra i ładowane na samochody przez grupę więźniów Fortu VII. Inna grupa więźniów chowała je w masowych grobach w lesie koło Obornik Wielkopolskich. W ten sposób uśmiercono 1.000 pacjentów z Zakładu Psychiatrycznego w Owińskach i 27 pacjentów z Oddziału dla Umysłowo Chorych Szpitala Miejskiego w Poznaniu.

    Akcja uśmiercania pacjentów z innych Zakładów Psychiatrycznych przeprowadzona została przy pomocy samochodu-komory gazowej. Komora tego samochodu była uszczelniona a do jej wnętrza doprowadzony był przewód, którym tłoczono tlenek węgla. Na bocznej ścianie tego samochodu widniał napis „Kaisers Kaffeegeschäft”. Nie wiadomo kto był konstruktorem tego pojazdu. Według wszelkiego prawdopodobieństwa jego pomysłodawcą był psychiatra niejaki dr Becker z Berlina, zmobilizowany w czasie wojny do służby w Wehrmachcie w randze porucznika. Samochody tego typu początkowo produkowała znana firma Saurer w Berlinie. Później, po wybudowaniu dużych krematoriów w obozach masowej zagłady, produkcję ich ograniczono.

    Przed wprowadzeniem do komory gazowej samochodu pacjentom podawano zastrzyki ze środkami uspokajającymi. Czas trwania załadunku chorych do samochodu wynosił około 2 godzin. Ładowaniu pacjentów towarzyszyły wrzaski, ordynarne wyzwiska, przekleństwa. Chorzy, którzy nie chcieli wejść do samochodu o własnych siłach byli brutalnie kopani i popychani. W komorze gazowej sadzano pacjentów na ławkach i szczelnie zamykano drzwi. Gdy samochód ruszał kierowca wpuszczał do komory gaz, który uśmiercał. W lasach, w miejscach wyznaczonych, więźniowie wyładowywali zwłoki zagazowanych z komory i grzebali w zbiorowych mogiłach. Po zakończonej „akcji” teren maskowano trawą i drzewkami.

    „Sonderkommando SS” przeprowadzało zagładę pacjentów na podstawie list „do ewakuacji” sporządzonych przez dyrekcje szpitali. Na terenie Kraju Warty w okresie od listopada 1939r. do 1945r. władze okupacyjne w ramach realizacji „programu eutanazji” osób chorych psychicznie uśmierciły ogółem przynajmniej 6.000 pacjentów. W Szpitalu Psychiatrycznym w Dziekance koło Gniezna przeznaczonych do uśmiercania pacjentów wskazywał najczęściej dyrektor tego zakładu Viktor Ratka. Brał w tym udział również nad-pielęgniarz Otto Reich. Bezpośrednio przed umieszczeniem pacjentów w komorze gazowej samochodu Otto Reich podawał im zastrzyki ze środkami uspokajającymi. W okresie od 7 grudnia 1939r. do 12 stycznia 1940r. Sonderkommando SS Lange zamordowało w taki sposób 1.200 pacjentów z tego Zakładu Psychiatrycznego.

    W następnych latach pacjentów ze szpitala w Dziekance uśmiercał już na miejscu, zatrudniony tam personel. Chorym podawano w formie iniekcji środki, po których szybko umierali. Podawano im w nadmiernych ilościach: Luminal, Scopolamine, Chloralhydral i inne środki. Podawaniem środków uśmiercających zajmowali się Otto Reich, Heinrich Jobst oraz pielęgniarze i pielęgniarki: Otto Borchardt, Karl Hoppe, Richard Wenzlaff, Marie Ludtke, Emma Schark, Gertruda Wieczorek, Erna Abraham.

    W tym Szpitalu Psychiatrycznym uśmiercono także niemieckich pacjentów przywiezionych z Hamburga, Nadrenii, z okolic Berlina oraz niemieckiego żołnierza pochodzącego z Westfalii. Dziekanka była także fikcyjnym miejscem chowania pacjentów zamordowanych w innych szpitalach. Byli oni rzekomo chowani na pobliskim szpitalu. Rodzinom upominającym się o informacje o swoich bliskich chorych, wysyłano fikcyjne świadectwa zgonu z wymyślonymi przyczynami śmierci, z rzekomym numerem miejsca na cmentarzu. Posunięto się nawet do tego, że przyjmowano od nich pieniądze za pielęgnowanie grobu. Zachowała się lista chorych rzekomo ewakuowanych do Dziekanki i tu jakoby zmarłych, obejmująca 1506 nazwisk.

    Podobną akcje do tej przeprowadzonej w Dziekance, wszczęto i realizowano począwszy od 13 do 15 marca 1940 roku w Zakładzie Psychiatrycznym „Kochanówek” koło Łodzi, skąd wywieziono i zagazowano w lasach w okolicach Lućmierza i Zgierza około 1500 pacjentów. W marcu 1941 roku z Zakładu tego wywieziono i uśmiercono dalszych 700 chorych, w tym kilkadziesiąt dzieci. Podobnie postąpiono z chorymi, starcami, dziećmi ociemniałymi, niedorozwiniętymi i kalekami z Miejskich Zakładów Opiekuńczych.

    W dniach od 2 do 4 kwietnia 1940 roku ze Szpitala Psychiatrycznego w Warcie wywieziono i uśmiercono w lasach w okolicy wioski Włyn i Rossoszyca 499 pacjentów i pacjentek. Również tu do uśmiercenia chorych użyto samochodu – komory gazowej. Wśród pomordowanych byli Żydzi, Polacy, Rosjanie, Niemcy i osoby o nieznanej narodowości. W dniu 16 czerwca 1941 roku ze szpitala tego przetransportowano do Zakładu w Bojanowie 81 pacjentów.

    Pacjentów z Zakładu w Bojanowie wywieziono samochodem – komorą gazową, zagazowano i zakopano w zbiorowej mogile, w lasach koło Leszna. Zebrane materiały wskazują, że w ten sam sposób wymordowano obywateli niemieckich, pacjentów z Zakładu Psychiatrycznego w Obrzycach koło Międzyrzecza. Akcje zagłady pacjentów Zakładów Psychiatrycznych władze niemieckie utrzymywały w ścisłej tajemnicy. Dyrekcje tych zakładów informowały zgłaszające się rodziny, że pacjent zmarł i został pochowany albo, że został wywieziony do innego zakładu.

    W sierpniu 1941r. tzw. akcja eutanazji została przyhamowana przez Hitlera w obawie przed buntem społeczeństwa niemieckiego, szczególnie żołnierzy na froncie. Likwidacji umysłowo chorych dokonywano odtąd już innymi metodami na przykład przy pomocy zastrzyków lub trucizny podawanej doustnie, morzono ich także głodem. Dla zatarcia śladów popełnionych zbrodni w 1943 i 1944 roku hitlerowcy z Kommanda Lange przy pomocy grupy więźniów żydowskich i polskich, odkopali zwłoki pomordowanych i je spalili.

    Przedstawiony powyżej stan faktyczny ustalono w oparciu o materiał dowodowy zebrany w toku śledztwa wszczętego w 1967 roku przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Poznaniu w sprawie zagłady przez hitlerowców pacjentów szpitali psychiatrycznych Kraju Warty w latach 1939 – 1945 tj. o przestępstwo z artykułu 1 punkt 1 Dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-  hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego.

    Nadal obowiązujący art. 1 pkt. 1 tego dekretu brzmi: Kto idąc na rękę władzy państwa niemieckiego lub z nim sprzymierzonego: 1. brał udział w dokonywaniu zabójstw osób spośród ludności cywilnej albo osób wojskowych lub jeńców wojennych podlega karze śmierci. Dekret ten stanowi do dzisiaj podstawę prawną ścigania zbrodni nazistowskich w Polsce. Z uwagi na to, że obowiązujący kodeks karny nie przewiduje kary śmierci, przyjąć należy, że gdyby dziś sąd wymierzał karę za przestępstwo z wyżej wymienionego artykułu zobowiązany byłby orzec karę dożywotniego pozbawienia wolności.

    Psychiatryczne Eutanazje na Pomorzu

    Akcja „ eutanazji” chorych psychicznie przeprowadzana była również na Pomorzu. Na terenie okręgu Gdańsk- Prusy Zachodnie w pierwszej kolejności zlikwidowano dwa wielkie zespoły zakładów w Kocborowie pod Stargardem Gdańskim i w Świeciu nad Wisłą. Ze Szpitala Psychiatrycznego w Kocborowie między wrześniem 1939 roku a styczniem 1941 wywieziono do lasów Szpęgawskich i tam zabito 1.680 mężczyzn i kobiet. Ofiary same musiały kopać sobie groby. Ciężko chorych z tej pracy wyłączono. W tym czasie do Kocborowa przybył niemiecki personel i lekarz psychiatra SS F. Metzner, który dokonywał selekcji i obserwował likwidację. Wówczas nastąpiło nasilenie egzekucji. Największą ilość ludzi zamordowano 8 grudnia 1939 roku – 357 lub 402 osoby. Jesienią 1939 roku do Kocborowa przywieziono ze szpitala świeckiego około 300 osób, które również zgładzono w Szpęgawsku. Akta zabitych w Szpęgawsku wysłano 22 lutego 1941 roku do Berlina na Tiergartenstrasse 4.

    Kolejny okres obejmował lata 1942-1944. W tym czasie w pawilonach X B i XI B Szpitala w Kocborowie wskutek celowego przedawkowania luminalu zamordowano około 500 upośledzonych dzieci. Główną rolę odegrali tutaj pielęgniarze: F. Siebert i J. Aberg. W latach 1940-1944 śmiertelność w Kocborowie wzrosła do średnio 568 pacjentów rocznie. Łącznie zmarły w tym czasie 2.842 osoby. Bezpośrednią odpowiedzialność za akcję eutanazji w Kocborowie ponosił oddział SS Obersturmführera Braunschweiga.

    Likwidacja psychicznie chorych objęła również Zakład Psychiatryczny w Świeciu. W czasie od 10 do 17 września 1939 roku zostało rozstrzelanych około 1.000 z 1200 chorych. Wywożenie pacjentów trwało około tygodnia partiami po 60 osób. Byli oni wywożeni do lasów w Sulnowie, Luszkówku, Grupie – powiat Świecie, gdzie następnie byli rozstrzeliwani. Pochowano ich we wspólnych mogiłach, przy kopaniu których zatrudnieni byli odpłatnie mieszkańcy okolicznych wsi. Rozstrzeliwań dokonywał oddział Selbstschutzu składających się z 30 ludzi, na czele którego stał Rost właściciel browaru ze Świecia. Wśród ofiar szpitala w Świeciu znajdowało się 120 dzieci, które wywieziono na egzekucję pod pozorem odbycia wycieczki. W akcjach likwidacyjnych uczestniczyli SS-mani z oddziału Kurta Eimanna.

    Od końca października 1939 do kwietnia 1940 roku na Pomorze przybywały transporty z zakładów psychiatrycznych w Stralsundzie, Uckermunde, Treptow i Lęborku. Bezpośrednio po zakończeniu kampanii wrześniowej w Piaśnicy koło Wejherowa, dokonano rozstrzelania 1.200 nieuleczalnie chorych Niemców z tych zakładów. Śledztwa w sprawach mordów dokonanych na pacjentach szpitali psychiatrycznych, na Pomorzu wszczęte zostały przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Gdańsku w kwietniu 1967r. Zakończyły się zawieszeniem i przekazaniem materiałów do Centrali Krajowych Administracji Wymiaru Sprawiedliwości w Ludwigsburgu, podobnie jak śledztwo prowadzone przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Poznaniu w sprawie masowych zbrodni ludobójstwa popełnionych przez hitlerowców na pacjentach szpitali psychiatrycznych.

    Śledztwa w sprawie zamordowania pacjentów Szpitali Psychiatrycznych na terenie Kraju Warty zostały przez Trybunał Federalny powierzone do prowadzenia Prokuraturze w Hildesheim. Wszystkie w roku 1978 zostały umorzone bądź wobec śmierci podejrzanych, bądź z powodu braku wystarczających dowodów, bądź z uwagi na nie znane miejsce pobytu podejrzanych.

    W tym miejscu warto przytoczyć przykład w/w już Kurta Eimanna, dowódcy „Oddziału Szturmowego Eimann”, który w październiku 1939r otrzymał zadanie „opróżnienia” pomorskich zakładów leczniczych i opiekuńczych z pacjentów, celem udostępnienia ich rannym żołnierzom. Podczas procesu prowadzonego przeciwko niemu przez Sąd Krajowy w Hanowerze w 1968 r., oskarżony Eimann podaje, iż był przerażony postawionym przed nim zadaniem. Zdawał sobie sprawę z tego, że powierzona mu, dotąd bezprecedensowa akcja eksterminacyjna była sprzeczna z prawem oraz stanowiła zaprzeczenie wszystkich znanych form współżycia społecznego. Z drugiej strony uważał to, powierzone mu przez najwyższe czynniki, zadanie za rozkaz, który musi zgodnie ze złożoną przysięgą możliwie najlepiej wykonać. Nie starając się o uzupełniające wskazówki od swoich przełożonych, odnośnie wykonania rozkazu, zdecydował się na dokonanie zamierzonych zabójstw z ludźmi swojego oddziału szturmowego. Zgodnie z jego pomysłem, celem zapewnienia sprawnego przebiegu akcji, zabijano chorych pojedynczo, za pomocą strzału w potylicę oraz utrzymywano ich aż do końca w nieświadomości co do oczekującego ich losu. Wcześniej Obersturmführer Eimann wyszukał, nadające się do rozstrzeliwań miejsce, którym stały się tereny koło Piaśnicy. Kurt Eimann od początku do końca nadzorował każdą z zaplanowanych przez niego, we wszystkich szczegółach, akcję masowych rozstrzeliwań, w których życie straciło 1.200 osób.

    Za zbrodnię tę, wyrokiem z dnia 20 grudnia 1968r., został on skazany przez Sąd Krajowy w Hannoverze zaledwie na karę 4 lat ciężkiego więzienia. Kurt Eimann był bezpośrednim sprawcą zbrodni. Poza nim i jemu podobnymi, istniała jeszcze kategoria tak zwanych morderców zza biurka. Morderca zza biurka może nie mieć wiedzy o żadnej konkretnej ofierze i nie ma potrzeby przeprowadzania dowodu, że morderca zza biurka znał nazwiska chorych. Wystarczy, że jego rozkaz pozwalał na objęcie akcją mordowania pewnej wskazanej przez niego kategorii ofiar. Istotne jest to, że bez jego rozkazu nie doszłoby do akcji mordowania chorych. Stąd staje się on sprawcą i uznajemy, iż brał udział w dokonywaniu zabójstw, podobnie jak ten, kto administrując konkretnym Zakładem Psychiatrycznym typował chorych do uśmiercenia, sporządzając listy z nazwiskami chorych i przekazując je członkom kommand egzekucyjnych.

    Powstaje pytanie o odpowiedzialność karną personelu medycznego. W tym wypadku należy ustalić czyja wola sprawcza realizowała się w zbrodni zabijania. Zwykle nie była to wola sprawcza personelu pomocniczego a więc pielęgniarek, pielęgniarzy, obsługi technicznej. Stąd kategorię tę, poza wyjątkami, wykluczamy jako biorącą udział w dokonywaniu zabójstw. Odmiennie rzecz się ma jeżeli chodzi o odpowiedzialność karną lekarzy psychiatrów, którym kazano przygotowywać pacjentów do transportu. Można postawić im zarzut pomocnictwa. Według polskiego prawa karnego pomocnikiem jest bowiem nie tylko ten kto swoim zamiarem obejmuje pomoc sprawcy lecz również ten, kto choćby tylko godzi się na to, iż jego działanie przyczyni się do dokonania przestępstwa.

    Używana przez hitlerowców nazwa „eutanazja” stanowiła jedynie parawan dla zwykłego masowego morderstwa. Nikt z chorych nie zwracał się do personelu medycznego o uśmiercenie. Przeciwnie chorzy bronili się przed jakimkolwiek zabiegiem, nie chcieli przyjmować leków a czasami siłą przeciwstawiali się swoim oprawcom. W stosunku do nich stosowano brutalny przymus fizyczny lub obezwładniano ich środkami narkotycznymi. Ci Ludzie rozumieli co ich czeka. A oto jak opisuje zachowanie się chorych personel medyczny: „Kto zdoła opisać ten lament w czasie rozłąki chorych, płacz, krzyki rozpaczy ale również błaganie o łaskę ze strony najciężej chorych? Pewna chora zazwyczaj trudna, cierpiąca na urojenia pytała: „Dlaczego muszę wyjechać? To przecież nie moja wina, że jestem chora”. A oto słowa wypowiedziane przez jedną ze schizofreniczek do swojej siostry: „Teraz wiem, że nigdy nie wrócę. Ale jeżeli musimy umrzeć, będzie to łatwiejsze do zniesienia dla nas niż dla tych, którzy każą nam umierać”.

    Wykazano po wojnie że w akcji zagłady psychicznie chorych na terenie Rzeszy i terytoriach do niej wcielonych brało udział około 350 lekarzy psychiatrów, w tym także lekarze noszący tytuł profesora uniwersytetu. Wielu z nich popełniło później samobójstwa, nieliczni zostali osądzeni, niektórym kary znacznie złagodzono. Na zakończenie chciałabym przytoczyć zdanie z książki Dietera Schenka „Albert Forster gdański namiestnik Hitlera” cytuję: „Powojennemu zachodnio-niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości znane były nazwiska 1701 podejrzanych o udział w masowych mordach, których ofiarami padło w Gdańsku i Prusach Zachodnich około 60.000 osób. Skazano dziesięciu z nich”. Stąd jakże aktualnym i trafnym byłby tytuł niniejszego referatu „Eutanazja chorych psychicznie – zbrodnia nie ukarana”.

    Źródła i Piśmiennictwo:

    Fijałek J.: Zagłada psychicznie i nieuleczalnie chorych dzieci oraz młodzieży w rejencji łódzkiej (w
    Kaczmarek M.: Rola Gauselbstverwaltung w akcji likwidacji umysłowo chorych w „Kraju Warty” (komunikat wygłoszony na plenum OKBZH w Poznaniu w dniu 20 marca 1970).
    Kochanówka – Szpital dla nerwowo i psychicznie chorych im. dra med. Józefa Babińskiego w Łodzi, Specj. Psychiatr., ZOZ w Łodzi, Łódź 1988.
    Olszewski M.: Straty i martyrologia ludności polskiej w Poznaniu 1939 – 1945, Wydawnictwo poznańskie, 1973.
    prof. dr Pilichowski Czesław „Badanie i ściganie zbrodni hitlerowskich 1944 – 1974” Warszawa 1975.
    Pilichowski Czesław: Zbrodnie i Sprawcy. Ludobójstwo hitlerowskie przed sądem ludzkości i historii. Warszawa 1980.
    Radzicki Józef: Pseudoeutanazja w III Rzeszy jako zbrodnia przeciw ludzkości. Polska i Świat broszura Poznań 1978,
    Radzicki Józef i Radzicki Jerzy: Zbrodnie hitlerowskiej służby sanitarnej w Zakładzie dla Obłąkanych w Obrzycach. Zielona Góra 1975.
    Radzicki Józef i Radzicki Jerzy: Zbrodnie hitlerowskie na psychicznie chorych przed Amerykańskim Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Wyd. broszurowe. Warszawa 1977.
    Radzicki Józef i Radzicki Jerzy: Zbrodnicza działalność hitlerowskiej służby sanitarnej w Zakładzie dla Obłąkanych w Obrzycach (Obrawalda) w pracy zbiorczej pt. „Zbrodnie i Sprawcy”. Warszawa 1980.
    Schenk Dieter: Albert Forster – gdański namiestnik Hitlera. Zbrodnie hitlerowskie w Gdańsku i Prusach Zachodnich. Gdańsk 2002.
    „Zagłada chorych psychicznie w Polsce 1939 – 1945 Die Ermordung der Geisteskranken in Polen 1939 – 1945” Wydawnictwo Naukowe PWN Warszawa 1993. Zbrodnie hitlerowskie wobec dzieci i młodzieży Łodzi oraz okręgu łódzkiego, OKBZH w Łodzi, Łódź1970.

    *Tekst zredagowano na podstawie referatu Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu Agaty Gut.

    Zobacz także na stronie:
    http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/2/730/Eutanazja_8211_ukryte_ludobojstwo_pacjentow_szpitali_psychiatrycznych_w_Kraju_Wa.html

  • Jerzy D. ze Świdnicy – zbrodniczo internowany

    Jerzy D. ze Świdnicy – zbrodniczo internowany

    Wyrok sądu katolickiego: Jerzy D. rzekomo niepoczytalny zostaje dożywotnio internowany

    Jerzy D., 58-latek ze Świdnicy nigdy wcześniej nie leczył się psychiatrycznie, nie ma zaburzeń psychicznych. Nie miał też żadnych konfliktów z prawem, ale wielokrotnie krytykował zepsucie moralne kościoła katolickiego. W Świdnicy ma żonę i dorosłą córkę, pracował jako mechanik. Przez ostatnie lata pisał wielokrotnie do hierarchów pedofilskiego kościoła katolickiego listy, w tym rzekomo obraźliwe, negując niektóre poczynania zepsutych moralnie duchownych, księży pedofilów, dupczycieli nielegalnych konkubin plebanijnych, złodziei i oszustów w sutannach. Nigdy nie otrzymał odpowiedzi, a jego uwięzienie w Częstochowie to kolejna złośliwa zbrodnia katolickiej sekty na Narodzie Polskim.

    Każdy protest przeciwko zbrodniczej i niemoralnej działalności kościoła katolickiego i jego niemoralnego szamba w postaci sekt takich jak paulini, dominikanie, rydzykowcy, franciszkanie czy michalici – zawsze jest słuszny, uzasadniony, potrzebny i nie może podlegać karaniu przez sądowych bandytów wykonujących dla kościoła katolickiego usługi za łapówki z kurii. Jeśli dla jakiegoś psychiatrycznego zbuka z Krakowa pan Jerzy D., za krytykę kościoła katolickiego jest niepoczytalny, to leczyć trzeba psychiatrycznie psychiatrę i paulinów, najlepiej całą ich sektę przerobić na oddział zamknięty domu wariatów! Wierzenie w urojenia, jakoby żydówka Maryja z Izraela zachowała dziewictwo a zapłodnił ją jakiś Duch wskutek czego urodziła Syna Jezusa Chrystusa, to zapewne schizofrenia albo podobnie ciężka psychoza urojeniowa wymagająca leczenia w pierwszej kolejności, a to z uwagi na to, że urojenie to występuje już na ziemi polskiej stanowczo za długo i jest przewlekłe oraz powoduje epidemię psychozy indukowanej na dużą skalę!

    Skatoliczały psychotycznie Sąd Okręgowy w Częstochowie wysługujący się niebezpiecznej sekcie paulinów odrzucił w czwartek 13 czerwca 2013 roku zażalenie Jerzego D., który rzekomo sprofanował Piekielnie Czarny Obraz na Jasnej Górze, na przymusowe umieszczenie go w szpitalu psychiatrycznym na oddziale dożywotniej internacji sądowej. Decyzja jest prawomocna, 11 czerwca 2013 minęło pół roku od bezprawnego i bezpodstawnego tymczasowego aresztowania 58-latka ze Świdnicy – bohatera narodowego Jerzego D. Pozostaje tylko wniesienie kasacji. A miało już w Polsce nie być stalinowskich psychuszek, internowania oraz detencji bez udowodnienia winy i sprawiedliwego procesu sądowego. Skoro człowiek rozumie pisma sądowe i pisze zażalenia oraz skargi na decyzje sądu, to niewątpliwie jest całkowicie poczytalny i w pełni władz umysłowych, a debil psychiatryczny, który orzekł całkowitą niepoczytalność powinien za oszustwo siedzieć w kryminale albo lepiej na internacji za wypisywanie głupot w orzeczeniach psychiatrycznych! Tym psychiatrycznym potworem katolickim jest członek sekty radiomaryjców z Krakowa Stanisław Teleśnicki.

    Propedofilski i paranoicznie skatoliczały Sąd Okręgowy w Częstochowie umorzył postępowanie wobec świdniczanina, który rzucił żarówkami z czarną farbą w obraz Matki Boskiej w kaplicy na Jasnej Górze, ale skierował go na przymusowe leczenie psychiatryczne, co w polskich warunkach katolskiego reżimu wojtylistów oznacza dożywocie w psychuszce, w bardzo ekstremalnie nieludzkich warunkach, gorszych niż w w sowieckich psychuszkach Stalina. Wniosek w kwietniu 2013 złożyła skatoliczała paranoicznie częstochowska prokuratura po uzyskaniu opinii rzekomych biegłych. Lekarze z przyczyn politycznych uznali, że Jerzy D. jest niepoczytalny i w przyszłości może rzekomo stanowić zagrożenie. Skatoliczały paranoicznie, a zarządzany z częstochowskiej kurii (kurwii) watykańskiego okupanta Sąd zadecydował bezprawnie o umieszczeniu 58-latka w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. Tymczasem prawda jest taka, że niepoczytalność praktycznie nie istnieje, bo póki człowiek jest świadomy, jest poczytalny i zdolny do rozumienia swojego postępowania, szczególnie jak z premedytacją je planuje i wykonuje, a zbrodnia leczenia psychiatrycznego na podstawie rzekomej niepoczytalności jest zbrodnią polityczną przeciwko państwa własnemu narodowi!

    Nielegalnie działa pozakonstytucyjna Komisja Psychiatryczna przy Ministerstwie Sprawiedliwości, która jest niekonstytucyjnym lobby bandytów psychiatrycznych, ordynatorów oddziałów sądowych psychiatrii, którzy w rzeczywistości wymyślili sobie niepoczytalność na zlecenie zbrodniczego państwa dla niszczenia i mordowania więźniów politycznych! Niepoczytalność stosowano powszechnie w Niemczech za Hitlera i w ZSRR za Stalina do likwidowania więźniów politycznych w psychuszkach z pomocą niszczących mózg środków psychotropowych niesłusznie nazywanych ‘lekami”. Psychiatria sądowa i leczenie przymusowe w Polsce to w praktyce dożywotnie internowanie, gdzie więzień-pacjent, a także jego bliscy, rodzina i znajomi nie mają żadnych praw. Psychiatrzy sądowi niczym rasowi polityczni bandyci pozbawiają osobę wszelkich praw człowieka i obywatela, a decyzją jednego ordynatora więzień-pacjent może do końca życia nie zobaczyć swojej rodziny ani znajomych, bo takie może być widzimisię skatoliczałej świni w randze reżimowego psychiatry, który zakaże widzeń z internowanym dożywotnio pacjentem.

    Współczesne środki psychotropowe służące do eliminacji pacjentów psychiatrii sądowej zabijają powoli i w koszmarnych męczarniach psychosomatycznych jakie wytwarzają, np. długotrwałe duszności, zaburzenia serca, utrata wzroku, częściowy paraliż ciała, “samoistne chodzenie kończyn”, ślinotok, nieustanne przeziębienie, silne bóle głowy, wymioty i torsje, długotrwałe zatwardzenia lub rozwolnienia, nocne paraliże, śpiączka, etc. Pacjent psychiatrii sądowej rzadko żyje dłużej niż 10-15 lat, gdyż jest to optymalny czas zbrodniczej eliminacji internowanego więźnia, czyli wykończenia pacjenta, ale polski rekordzista przetrzymał 28 lat na psychotropach zanim “wyciągnął nogi”. Umieralność pacjentów jest duża, a lekarze po objawach szacują potencjalny czas zgonu i dopiero tuż przed śmiercią wypisują śmiertelnie “zalekowanego” internowanego do domu. Taka jest tajna MISJA psychiatrii sądowej w państewkach takich jak Polska, które są zbrodniczymi katolickimi reżimami, a funkcje gestapo pełni psychiatria sądowa!

    Typową zbrodnią psychiatrów jest wysyłanie pacjenta na drugi koniec Polski, z dala od rodziny, żeby jak najrzadziej odwiedzała, bo skatoliczali w swym okrucieństwie bandyci psychiatryczni nie raczą przestrzegać międzynarodowych konwencji o tym, że więzień ma odbywać karę nie dalej niż 100 kilometrów od swojego miejsca zamieszkania (rodziny, domu). W Polsce więzień psychiatryczny nie ma formalnie statusu więźnia ani normalnych praw osoby pozbawionej wolności, chociaż formalnie skazany jest na bezterminową, dożywotnią w swej istocie internację nad którą nikt oprócz ordynatora oddziału psychiatrycznego w praktyce nie ma żadnej kontroli. Teoretycznie, internowanego na detencji psychiatrycznej może zwolnić ten sam sąd (sędzia), który orzekł detencję, ale czy ktoś widział sędziego, który anuluje swój własny wyrok, a w zasadzie decyzję w trybie administracyjnym, bo po orzeknięciu w sumie nieistniejącej całkowitej niepoczytalności, nie bada się sprawy ani dowodów, zatem de facto skazuje się niewinnego bez rozpoznania sprawy, nawet bez przesłuchania świadków. Tak się więzi kilkadziesiąt tysięcy ludzi w Polsce! Najwyższy czas zakazać tej zbrodniczej stalinowskiej psychiatrii sądowej orzekającej całkowitą niepoczytalność, która nie istnieje, gdyż człowiek taki nie mógłby nic planować, nawet pójścia do toalety, czyli musiałby działać w śpiączce, co jest nierealne.

    Pacjent innowierca (niekatolik) w warunkach psychiatrycznej internacji jest zmuszany siłą do uczestniczenia w religijnych ceremoniach na oddziałach sądowych, gdzie regularnie odprawiane są msze i do cel psychiatrycznych wchodzą katoliccy kapelani. Za nieprzyjęcie komunii katolickiej, opór przed uczestnictwem w katolickiej mszy, która jest obowiązkowa dla pacjentów przymusowo więzionych, internowanych na detencji psychiatrycznej – pielęgniarze wiążą w pasy, biją i kopią (spuszczają wpierdol), a pielęgniarki podają dusząco-paraliżujące psychotropy niszczące mózg. Wszystko zleca ordynator bandyta lub jego zastępca. Taka jest debilia psychiatryczna na której katolicka msza i komunia jest w warunkach polskiego reżimu katolickiego rodzajem zalecanej przez psychiatrów psychoterapii! Pacjent taki będzie także zmuszany do pracy fizycznej w postaci robienia dekoracji katolickich na okazję przybycia księdza na mszę oraz do pracy przy produkcji dewocjonaliów, co jest powszechną praktyką na oddziałach psychiatrii sądowej reżimu katolickiego w Polsce. Psychiatryczne pseudo leki wyniszczające mózg są w razie odmowy przyjmowania podawane siłą, co jest sprzeczne z prawem pacjenta zarówno do wyboru lekarza jak i środków leczniczych. Internowany psychiatrycznie przez reżim pedofilskich klechów w katolickich sutannach za każdy opór będzie bity, poniewierany, torturowany, katowany, wiązany w pasach do łóżka na wiele tygodni przez pielęgniarzy-ochraniarzy oddziału czyli parafialne bojówki katolickie proboszcza kapelana psychiatrii sądowej. Wiadomo to od wielu setek innych ofiar psychiatrii sądowej w Polsce po roku 1989 czyli za panowania zbrodniczego reżimu katolickiego wyniszczającego Polskę i wszystkich przeciwników zbrodniczego kościoła i jego władzy politycznej.

    Sąd okręgowy w Częstochowie rozpoznawał zażalenie na wcześniejszą decyzję sądu rejonowego, który umorzył postępowanie orzekając przymusowe, czyli bezprawne leczenie psychiatryczne; utrzymał ją bezprawnie i zbójecko w mocy – poinformował zbrodniarz polityczny Tomasz Ozimek ze skatoliczałej pederastycznej i pedofilskiej Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, która prowadziła fikcyjne “śledztwo” w tej sprawie. – Po decyzji pedalskiego sądu w Częstochowie specjalna komisja bandytów psychiatrycznych z tzw. Komisji Psychiatrycznej Ministerstwa Sprawiedliwości zdecyduje, gdzie konkretnie Jerzy D. będzie leczony – powiedział prokurwator Tomasz Ozimek. Żydowska prostytutka Maryja i jej porąbany pederastyczny przeor znowu więzi kogoś, kto przeciwko zbrodniom pederastycznej sekty z Jasnej Góry zaprotestował. Jasna Góra to znane w Polsce miejsce wyuzdanych orgii seksualnych, gdyż jak wiadomo od 1994 roku, część mnichów to zdecydowani pederaści i pedofile ruchający młodych chłopców, a część to imprezowicze dymający wszystkie panienki z okolicznych agencji towarzyskich za pieniądze z datków wiernych. Przeważa lobby homoseksualne, przeciwko któremu jako zboczeniu klerykalnemu protestował słusznie Jerzy D. Sąd nie odniósł się nawet do słuszności postulatów oczyszczenia Jasnej Góry z mnichów pederastów i pedofilów oraz kurwiarzy, co z punktu każdej religii jest jak najbardziej słuszne.

    W detencyjnych ośrodkach internowania psychiatrycznego pacjent-więzień nie ma prawa do widzeń intymnych z żoną czy mężem, co przyczynia się do rozkładu pożycia małżeńskiego. Bandyci psychiatryczni podając leki psychotropowe doskonale wiedzą i ukrywają przed społeczeństwem fakt, że częściowo przynajmniej kastrują one pacjenta uniemożliwiając współżycie seksualne, a nowoczesne odmiany środków typu dawny brom w herbacie są na porządku dziennym. Brak także nawet przepisów dotyczących możliwości wykonywania środka zabezpieczającego czyli zbrodniczej detencji poza zakładem, w przypadku wystąpienia u internowanego choroby somatycznej innej niż psychiczna, co oznacza, że jak pacjent więzień zachoruje i wymaga leczenia w specjalistycznym szpitalu, to praktycznie jest skazany na śmierć, ponieważ zakład psychiatrii sądowej musi go trzymać i nie może wysłać do innego szpitala na operację czy leczenie. Pacjenci oddziałów psychiatrii sądowej są zatem skazani na śmierć w placówkach w których zostali osadzeni przez Komisję Psychiatryczną rodem z czasów hitlerowskich i stalinowskich, bo nie wolno ich wysłać na leczenie do szpitala w przypadku prawdziwej choroby. Warto wspomnieć, że istnienie większości tak zwanych chorób psychicznych nie zostało potwierdzono naukowo, a psychiatria ciągle jest nadużywana do celów zbrodniczych przez polityków z reżimowo-katolickiego Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Zdrowia. Oprócz tego, pacjentom podsądnym ciągle się wmawia na oddziałach, że ich dolegliwości somatyczne to urojenia i przywidzenia, symulacja, nadwrażliwość na ból, a zamiast badań stanu zdrowia dostają jako lekarstwo kolejny psychotrop lub wiązanie w pasy. I tak przecież katolicki rząd Polski przeznaczył ich do utylizacji jako śmiecie!

    Przypomnijmy, że 9 grudnia 2012 roku po porannej mszy w klasztorze na Jasnej Górze w Częstochowie świdniczanin Jerzy D. w akcie patriotyzmu rzucił w obraz żydówki Maryji zwanej Matką Boską żarówkami, wypełnionymi czarną farbą. Taki normalny protest przeciwko terrorowi, faszyzmowi i pederastii oraz kurewstwu jasnogórskiej sekty paulinów. Nie doszło do uszkodzeń, bo obraz jest zabezpieczony szybą, zatem sekta paulińskich pederastów nie poniosła żadnej szkody. Mężczyzna nie przyznał się do winy, chciał żydowską prostytutkę przepędzić precz jako zło z polskiej ziemi, tłumaczył, że kierowały nim pobudki religijne i patriotyczne. Początkowo usłyszał bezpodstawny zarzut zniszczenia dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury poprzez rzucenie trzech żarówek wypełnionych czarną farbą w obraz Matki Boskiej i uszkodzenie na kwotę około 2 000 zł otoczenia obrazu tj. przestępstwo z art. 288 § 1 w zw. z art. 294 § 2 kodeksu karnego i art. 108 ust. 1 ustawy z dnia 23.07.2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami , w zw. z art. 11 § 2 kodeksu karnego i zarzut rzekomego obrażenia uczuć religijnych innych osób poprzez publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej tj. przestępstwo z art. 196 kodeksu karnego. Po cztero-tygodniowej obserwacji psychiatrycznej u psychiatrów wyznania katolickiego czyli także katolickich pederastów i sodomitów, skatoliczała do obłędu prokuratura umarza postępowanie karne ale wnosi o leczenie psychiatryczne Jerzego D. Od grudnia 2012 mężczyzna przebywa w areszcie, chociaż powinien za bohaterstwo otrzymać order virtuti militari lub orła białego.

    Po tym zdarzeniu na Jasnej Górze zostało odprawione pederastyczne nabożeństwo ekspiacyjne, ale nie dokonywali pokutnej ekspiacji za uprawianą przez jasnogórskich mnichów pederastię, pedofilię i zwykłe kurewstwo z dziwkami. W obronie świdwiczanina słusznie stanął Ruch Palikota i kilka politycznie pomniejszych organizacji, ale pederaści z Jasnej Góry się tym nie przejęli. Mężczyzna z jajami, a o takich trudno w Polsce, Jerzy D., który obrzucił w grudniową niedzielę roku 2012 obraz żydowskiej prostytutki Maryji zwanej Matką Boską Częstochowską, nie żałuje tego, co zrobił. Przekonuje, że chciał zaprotestować przeciwko czczeniu obrazów, a nie Boga czyli przeciwko grzechowi bałwochwalstwa i innym zboczeniom sekty paulinów. Atak zorganizował sam, przygotowywał się do niego przez cztery lata studiując Ewangelię. W Świdnicy wychował kilkadziesiąt osób, które szykują się aby pójść w jego ślady. Na całym Bliskim Wschodzie powszechnie wiadomo, że Maryja (hebr. Miriam), matka niejakiego Jezusa Chrystusa, który założył sektę chrześcijańską, była garnizonową prostytutką przy garnizonie rzymskiego żołdactwa w Jerozolimie. Maryja poczęła Jezusa jako bękarta z nieprawego łoża z rzymskim oficerem Panderą (Pantherą). Historia ta jest powszechnie znana, tylko cenzura na media i publikacje w Polsce zabrania o tym mówić i pisać. Samo czczenie kurtyzany jako osoby świętej jest moralnie wątpliwe, a dla wielu normalnych ludzi nawet oburzające i obrzydliwie skandaliczne.

    Rzekomo biegli psychiatrzy i psycholog, którzy podczas śledztwa badali Jerzego D. w areszcie śledczym w Krakowie, na oddziale psychiatrycznym tamtejszego aresztu przy ulicy Montelupich, uznali, że z uwagi na zaburzenia o charakterze psychotycznym mężczyzna miał mieć zniesioną zdolność rozpoznania znaczenia zarzucanego mu czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Zgodnie z prawem osoba niepoczytalna nie może odpowiadać karnie ale może być dożywotnio internowana w psychuszce rodem z epoki stalinowskiej. Owi “biegli” z Krakowa znani są od wielu lat z bezpodstawnego orzekania niepoczytalności z powodów politycznych, także na żądanie inkwizycyjnych zbrodniarzy z katolickiej sekty paranoików chorych z fanatyzmu i zacietrzewienia na wojtylistyczny apologetyzm. Stanisław M. Teleśnicki to taki psychiatra “jasnowidz”. “Bada” pacjenta maksimum około 3-5 minut, jeśli w ogóle bada, przy czym 5 minut to już jest wyjątkowo długo! Nie interesuje się tym co pacjent mówi, zadaje pytania o imię, nazwisko, krewnych, adres do rodziny, i o to, czy “pacjent” psychuszki poczuwa się do winy. Nie zapyta nawet jak się pacjent czuje ani co mu dolega. Z góry wie, co należy orzec i jakie leki podać, gdyż nie pyta pacjenta nawet o ewentualne objawy zaburzeń czy chorób psychicznych. Diagnoza jak widać zapada gdzieś w katolickich instytucjach, zapewne w Episkopacie albo kur(w)ii diecezjalnej, gdzie czarne, mafijne czynniki polityczne decydują o orzeczeniu psychozy, no bo gość czytał Biblię i wie, że katolicyzm to bałwochwalstwo i obrzydliwość, hipokryzja i herezja watykańska czcząca jakąż żydowską prostytutkę, która gdyby stała dziś pod latarnią jakiegoś wojskowego garnizonu czatując na wydupczenie odpłatne przez oficera wojskowego, byłaby zwyczajnie nazywana epitetami typu, zdzira, kurwa, szlaja, jebadło, ruchawica. Jest to dla każdego oczywiste, tylko nie dla wyznawców prostytutki z Izraela, matki Jezusa Chrystusa, garnizonowego bękarta, co zresztą widać także po agresywnym niszczeniu wszystkich, co protestują przeciwko zawsze zbrodniczej katolickiej sekcie i jej pseudo mnisim mafiom takim jak sekta jasnogórskich paulińców.

    Biegli, głównie w osobie zwyrodniałego katolickiego biseksualisty i pederasty na etacie ordynatora krakowskiej psychiatrii więziennej w areszcie przy ulicy Montelupich w Krakowie uznali też w sfabrykowanej opinii, że istnieje rzekome duże prawdopodobieństwo, iż Jerzy D. w przyszłości może dopuścić się podobnych zachowań. Dlatego w przesłanym do sądu wniosku prokuratura wniosła nie tylko o umorzenie śledztwa, ale też o umieszczenie D. w zamkniętym zakładzie leczniczym czyli na dożywotniej internacji psychiatrycznej. Warto dodać, że istnieje także duże prawdopodobieństwo, że ordynatora psychiatrii z krakowskiego aresztu Stanisława M. Teleśnickiego w najbliższym czasie porwie UFO i uwięzi w bazie internacyjnej dla polskich debilów katolickich na Księżycu! Psychiatria sądowa to od początku jej istnienia zbrodnia przeciwko ludzkości i trzeba uprawiania tego zawodu zakazać, a bandytów psychiatrycznych orzekających nieistniejącą “całkowitą niepoczytalność” wedle własnego widzimisię, karać śmiercią lub dożywotnią internacją w miejscach niedostępnych dla ludzi. Najlepiej zapewne psychiatrów karać strzałem w tył głowy, tak jak to robił ojciec psychiatrii sądowej i psychuszek, towarzysz Józef Stalin, patron Stanisława Teleśnickiego i jemu podobnych psychodebili!

    Jak tuż po zatrzymaniu mówili prokuratorzy, podejrzany działał sam i nic nie wskazuje na to, by był inspirowany przez inne osoby, najbardziej prawdopodobnym motywem jest działanie z pobudek religijnych. Śledztwo potwierdziło, że nikt nie współdziałał z Jerzym D. Aby to wykluczyć, śledczy sprawdzili połączenia telefoniczne i zawartość laptopa mężczyzny, tyle, że nawet nie poznali jego licznych znajomych. Nie ma nic gorszego niż chory psychicznie na katolicyzm (paranoia catholica) psychiatra taki jak Stanisław M. Teleśnicki, który na zlecenia jasnogórskich bandytów, pederastów, pedofilów i kurwiarzy wykonuje niczym marionetka zbrodni politycznych poprzez wydawanie wadliwych, kłamliwych i oszczerczych orzeczeń psychiatrycznych.

    Pseudo psychiatra, w rzeczywistości zbrodniarz polityczny, Stanisław Teleśnicki to czubek, który nie pojmuje, że Jerzy D., słusznie protestował przeciwko maryjnemu bałwochwalstwu, a zatem jako innowierca, niekatolik, nie może być sądzony ani badany przez ścierwo katolickie w postaci Teleśnickiego knura. Wszelkie orzekanie psychoz wobec osób o odmiennej niż katolicka, kurwomaryjna sekta, jest zbrodnią przeciwko ludzkości popełnioną przez tego bandytę psychiatrycznego i jego zespół psychodebili z Krakowa. Jeśli ktoś jest niepoczytalny to psychiatra Stanisław Teleśnicki, sam wyznawca Tadeusza Rydzyka i żydowskiej prostytutki Maryji, która pracowała wedle danych historycznych w burdelu garnizonowym przy Rzymskim Garnizonie w Jerozolimie i tam poczęła, a dzieci prostytutek idiomatycznie zwano wówczas “poczętymi z Ducha Świętego”, o czym każdy znawca tematu doskonale wie.

    – Przesłankami do przedłużenia aresztu o kolejne 3 miesiące, było zagrożenie wysoką karą, a także brak opinii sądowo-psychiatrycznej co do stanu zdrowia podejrzanego – wyjaśniał w maju 2013 roku powody oddalenia zażalenia na areszt rzecznik sądu w Częstochowie, sędzia Bogusław Zając – sam prywatnie aktywny pederasta kopulujący z niektórymi paulinami jako swymi kochankami w sobotnio-niedzielne wieczory. Sędzia pederasta zapomniał, że Jerzy D., nie miał jak ani czym uszkodzić obrazu żydowskiej prostytutki Maryji, bo obraz jest za pancerną szybą w klatce i trzeba strzelić przynajmniej z czołgu, żeby tam szkód narobić. Nawet granat nie wystarczy do uszkodzenia obrazu żydowskiej kurtyzany z jasnogórskiego ołtarza, bo nie da rady zniszczyć szyby pancernej, a farbą to można co najwyżej pomalować jakiemuś paulinowi jajka i kutasa na czarno za uprawianie bezbożnej sodomii czyli za pederastyczną kopulację z nieletnimi chłopczykami, ministrantami albo za kurwienie się z prostytutkami z lokalnych agencji towarzyskich! Wielka afera niemoralności paulińskiej sekty została ujawniona przez byłych paulinów już w 1994 roku, a co kilka lat wiadomości o tej ohydzie są uzupełniane, także przez dymanych przez starszych mnichów w odbyty paulińskich nowicjuszy.

    O tym, że sekta paulinów, czcicieli żydowskiej prostytutki Maryji, to zwyrodnialcy, świadczy także fakt, że ocenili swoje straty na 13 tysięcy złotych, co jest jawnym oszustwem. Trochę farby na szybie obrazu bardzo łatwo się zmywa rozpuszczalnikiem, co nie przekracza kosztu około 30 złotych (rozpuszczalnik, woda). Za oszukańczą próbę wyłudzenia kasy na prostą czynność sprzątania po słusznym proteście przeciw jasnogórskim zbrodniarzom powinni jasnogórscy zbrodniarze jako rasowi kryminalni oszuści siedzieć w więzieniu i płacić Jerzemu D. odszkodowanie! I za dojazd do Częstochowy Jerzemu D., niech paulińskie ścierwo pederastyczne i kurwiarskie zwraca pieniądze za bilet oraz za nocleg w Częstochowie! To są niezbywalne koszta słusznego protestu Jerzego D., za które sekta jasnogórskich drani ma płacić z własnej kasy, żeby miała mniej na dziwki i płacenie nieletnim, w tym ministrantom za usługi seksualne i milczenie.

    Przypominamy, że ofiary Stanisława Teleśnickiego w 2002 i 2003 roku, nie mogąc doczekać się sprawiedliwości, oplakatowały Teleśnickiego w Krakowie plakatami, bo wykorzystywanie seksualne nieletnich poniżej lat 15-cie przedawniło się i wszystkie sądy umarzały sprawy wnoszone przeciwko zboczonemu seksualnie psychiatrze z Krakowa, który całkiem możliwe, że z powodu zboczeń seksualnych jest zakładnikiem katolickiego systemu politycznego i jego kościelnych dygnitarzy maryjnych dla których dokonuje kolejnych zbrodni politycznych. Może jednak lepiej obciąć Stanisławowi Teleśnickiemu jajka razem z kutasem, a ludzi niewinnych, takich, jak Jerzy D., co tylko przeciwko obrzydliwości i bezbożności sekty paulinów protestują puścić wolno, niech sobie dalej protestują, niech wyciągają na światło dzienne wszystkie afery i zbrodnie sekty z Jasnej Góry! O przekupieniu Szwedów, żeby w powietrze strzelali i udawaniu bohaterskiej obrony jasnogórskiej jaskini zboczenia i rozpusty też warto przypominać!

    Politycy Ruchu Palikota chcieli poręczyć za Jerzego D. (58 l.), który w grudniowy weekend rzucił żarówkami wypełnionymi czarną farbą w kierunku obrazu żydówki Maryji, mającej w Polsce niezrozumiały status Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. – Protestujemy stanowczo przeciwko tymczasowemu aresztowaniu pana, który rzucił żarówką z farbą w kierunku bohomazu na Jasnej Górze. Oczywiste, rzucił w kierunku tego bohomazu, ale go nie uszkodził w żaden sposób, bo chroniła go pancerna kuloodporna szyba – mówił 11 grudnia 2012 roku poseł Armand Ryfiński (38 l.) z Ruchu Palikota. Niestety, jakoś siła polityczna Ruchu Palikota nie dała rady obronić Jerzego D., przed zbrodniczym katolickim gestapo okupującym Polskę.

    W Świdnicy, starym celtyckim grodzie i słowiańskim miejscu świętym bliskim Ślęży, w rodzinnym mieście Jerzego D., nikt nie rozumie jego postępowania. – Był dobrym sąsiadem. Z nikim nie wchodził w kłótnie, zawsze skory do pomocy, jak trzeba było, to kupił jedzenie, ale nie alkohol. Sam zresztą nie pił ani nie palił papierosów – mówi nam jeden z sąsiadów. Kim więc był człowiek, który przyjechał 230 km, żeby rzucić w obraz żydówki Maryji uważanej za Matke Bożą Częstochowską żarówkami wypełnionymi czarna farbą? Do podróży Jerzy D. był przyzwyczajony. Na co dzień jeździł po wesołych miasteczkach i torach kartingowych z zabawkowymi samochodami, na których bawiły się dzieci. Interes prowadził razem z żoną, z którą ma dwójkę dzieci. Zarówno ona jak i córka udają, że nie rozumieją, co wstąpiło w mężczyznę. – Był dobrym mężem i ojcem. Przykro nam z powodu zachowania Jerzego – mówi ze smutkiem żona Urszula D. – Zrobił to z powodów religijnych, ale co go podkusiło akurat do tego czynu, to nie wiem. Nie rozmawiał z nami o swoich zamiarach dotyczących antykatolickich i antybałwochwalczych protestach. Nie wiem co mu przyszło do głowy – ucina rozmowę wyglądając na udręczoną rozmowami z katolickimi dziennikarzami na usługach Jasnej Góry i skatoliczonych mediów.

    Jak się okazuje Jerzy D. nienawidził świętych obrazów z powodu tego, że ich kult jest zbrodniczym grzechem przeciwko Bogu, o czym dokładnie pisze Biblia, Pismo Święte Chrześcijan, którego przez wieki zakazywała czytać żydowska sekta katolików z siedzibą w Watykanie. Tuż po zamachu na Jasnej Górze powiedział śledczym, że miał objawienie religijne w wojsku, które skierowało go ku czytaniu Biblii. Ostatnio jednak awersja do diabolicznych i bezbożnych do przedmiotów fałszywego kultu w nim się zwiększyła. – Dało się zauważyć, że od kilku miesięcy coś się w nim zmieniało. Jakby radykalizowały się w nim poglądy, ale nie wiem, czy to ma związek z jego wiarą, czy nie, bo katolikiem nie był – mówi skatoliczały paranoicznie Dariusz Duda, sąsiad Jerzego D. Jak się dowiedziała od sąsiadów prasa, mężczyzna był prawdopodobnie Świadkiem Jehowy lub Adwentystą.


    Biblia – Chrześcijańskie Słowo Boże o Bałwochwalstwie Maryjnym

    “Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał, i nie będziesz im służył, gdyż ja Pan (JHWH), Bóg (Elohim) twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, a okazuje łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.” (2 Mojż. 20:4-6)

    “Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że bóstwo jest podobne do złota albo srebra, albo do kamienia – wytworu sztuki i ludzkiego umysłu.” (Dz.Ap.17:29) — powiada Apostoł Paweł

    “Mienili się mądrymi, a stali się głupi. I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka.” (Rzym.1:22.23)

    Polska przez Boga ciągle nieszczęściami jest karana, bo za czczenie żydowskiej bałwanicy Maryji na jasnej Górze, Bóg kara surowo, nawet do czwartego pokolenia, kara dzieci, wnuków i prawnuków za grzechy ojców, dziadów i pradziadów! Biblia generalnie zakazuje czczenia bałwanów i bałwanic czyli posągów i obrazów ludzką ręką uczynionych! Czczenie posagów bałwana Karola Wojtyły także jest haniebną bezbożnością i niemoralnością, straszliwym grzechem przeciwko Bogu z Biblii! Wedle Biblii, Pisma Świętego, głupcy czczą śmiertelniczkę w postaci żydowskiej prostytutki Maryji na Jasnej Górze. Głupcy czczą też człowieka Jezusa Chrystusa zamiast Boga nieśmiertelnego i wiecznie istniejącego! Zakaz bałwochwalstwa jest ważniejszy niż przykazania typu nie zabijaj i nie kradnij, zatem czczenie bałwanów uczynionych rękami ludzkimi, bałwanów takich jak obraz Maryji czy Jezusa jest grzechem, zbrodnią i przestępstwem znacznie cięższym wedle Biblii niźli grzechy zabójstwa czy kradzieży. Paulini i wszyscy sekciarze czczący bałwochwalczo obraz Maryji, posągi Wojtyły czy obrazki Jezusa powinni ponieść surową karę, większą niż złodzieje czy mordercy! Powinno być wielokrotne dożywocie za bałwańskie maryjkowanie!

    Każdy teolog, biblista i średnio rozgarnięty chrześcijanin zna podaną przez Biblię wersję przykazań Bożych. Obecną zresztą w dwóch księgach Starego Testamentu. Wiadomo, że aż do VII wieku kościół uznawał II przykazanie, jednak pod naporem oczekiwań ludu, potrzeby kultu i praktyk zezwolić na odstępstwo oraz usunąć to biblijne zalecenie ze swojej wersji katechetycznej. Przy okazji przeredagował dekalog w sposób bezprawny i bezbożny go fałszując i zakazując czytania, a nawet posiadania Biblii zwykłym ludziom na długie wieki. Zgłębiając się w temat nie sposób pominąć nakazu Jezusa, aby żadna kreska i jota w Prawie (Torze) nie była zmieniana, że Jezus przyszedł, aby nie zmieniać Prawa (Tory), a je dopełnić. W świetle tego kościół katolicki naucza rozmijając się z nauką Jezusa i samowolnie zmieniając biblijny dekalog, co jest przestępstwem gorszym od zabójstwa. Nawet stosując teologię Starego Przymierza, Praw Zakonu – zakaz bałwochwalstwa i czczenia obrazów nigdzie nie został zmieniany. Klasztor na jasnej Górze ufundował zdrajca Polski Władysław Opolczyk. To on również sprowadził ten bohomazowaty obraz z Rusi, gdzie go zwyczajnie ukradł w jednym ze swoich napadów rozbójniczych na ziemie Ruskie.


    Zbrodnie Komisji Psychiatrycznej d/s Środków Zabezpieczających

    W 2004 roku reżimowa, skatoliczała prawicowym, bałwochwalczym sekciarskim maryizmem i wojtylizmem Komisja Psychiatryczna d/s Środków Zabezpieczających czyli internacji, detencji, wydała 286 opinii wskazujących miejsce wykonywania środka zabezpieczającego, zaś w 2007 roku było ich już 1490. Wynika to stąd, że zbrodniczy reżim katolicki się rozbestwił i wymaga radykalnej Rewolucji Francuskiej lub Październikowej celem likwidacji wadliwego systemu prawnego bezprawia i rozbójnictwa katolickiego! Jerzy D. nie popełnił przecież żadnego ciężkiego przestępstwa, nie ma nawet powodu by trzymać go w areszcie, bo jego czyn to tyle samo co nasranie urzędnikowi na wycieraczkę lub zrobienie graffiti na murze komornikowi albo uciążliwemu sąsiadowi. Czyn bohaterski, godny pochwały i naśladowania na masową skalę! Na mordzie żydowskiego kurwiska izraelskiego Maryją zwanego czas najwyższy zrobić graffiti na stałe, żeby ta morda rękami jasnogórskich i psychiatrycznych debili więcej nikogo nie więziła! Nie może być tak, że każdy oponent popierdolonego katolickiego reżimu wojtylistów III RP trafia po cichu lub bardzo rzadko z wielkim hukiem jak Jerzy D. do jakiejś kurwomaryjnej psychuszki, gdzie głównym lekarzem jest ksiądz kapelan oddziału, a wykonawcą jego chorej woli kościelnej ordynator i jakaś nielegalna, hitlerowsko-stalinowska Komisja Psychiatryczna d/s Środków Zabezpieczających czyli osadzania na dożywotnim internowaniu w katolickim obozie koncentracyjnym jak poprawnie powinno nazywać się w Polsce wszystkie sądowe psychuszki.

    W 2012 roku Komisja Psychiatryczna nikogo nie zwolniła z dożywotniej detencji, za to wiele osób relokowała z niższych stopni zabezpieczenia na wyższe, zwykle za to, że “pacjent” realnie nie ma żadnych objawów jakiejkolwiek choroby psychicznej, nie czuje się chory i domaga się głośno niezwłocznego zwolnienia z bezprawnej internacji czyli detencji maryjno-wojtyłowo-psychiatrycznej. Materialnie, kto nie ma żadnych potwierdzalnych badaniami laboratoryjnymi schorzeń czy wyraźnych objawów chorobowych, ten jest zdrowy. Jakoś tylko pseudonauka znana jako psychiatria sądowa nie raczy przyjąć do wiadomości, że jak ktoś nie czuje się chory i nic mu nie dolega, nie jest niczym zakaźnym ani szkodliwym zakażony – to nie jest chory, a za graffiti na pancernej szybie jakiejś żydowskiej dziwki jasnogórskiej o ksywce Maryja, to można za pomazanie szyby najwyżej zażądać pokrycia kosztów zmywania, czyli 8-15 złotych za godzinę pracy sprzątaczki lub pederastycznego mnicha paulińskiego, co tam sprząta, a nie tam dożywocie w psychiatrycznym Guantanamo (zawsze nielegalnym), w katolickiej katowni, w ROPSowym psychiatrycznym obozie koncentracyjnym dla więźniów politycznych kurwaśmaryjnego gestapo reżimu wojtylistów!

    Niektóre szpitale psychiatryczne w Polsce to także bardzo ciężkie dla pacjentów miejsca dające osobom psychicznie wrażliwym wiele bólu i cierpienia. Prawdą jest, że wrażliwi pacjenci wyczuwają ich bardzo ponurą i zbrodniczą historię, chociażby z czasów faszystowskich rządów hitlerowskiej okupacji. Kocborowo, Świecie, Owińsk, Dziekanka, Gostynin, Kochanówek, Warta, Kościan, Bojanowo, Branice, Śrem, Rybnik i wiele innych ponurych miejsc dla osób psychicznie wrażliwych naprawdę może się źle kojarzyć, a także pogłębiać złe samopoczucie i psychozy zamiast ich leczenia. Szpitale te są raczej miejscami masowej kaźni, męczarni i ludobójstwa, zatem nie powinno się tam kierować osób o podwyższonym progu psychicznej wrażliwości! W okresie II Wojny Światowej dokonano masowego ludobójstwa pacjentów Zakładów Psychiatrycznych znajdujących się na terenach wcielonych do III Rzeszy, szczególnie w Kraju Warty (Warthegau) oraz na Pomorzu. Istotnym jest też udział przynajmniej 350 lekarzy psychiatrii w tej masowej zbrodni na tych, których mieli leczyć! Psychiatria jest pseudonauką, a zbrodni polskich psychiatrów na pacjentach jak dotąd nie rozliczono. Wszystkie hitlerowskie miejsca kaźni na pacjentach rzekomo psychicznych i upośledzonych umysłowo powinny zostać bezwzględnie zrównane z ziemią, a na ich terenie powinny zostać postawione pomniki ofiar ludobójczej psychiatrii sądowej! Szczególnie GOSTYNIN jako miejsce pracy i siedziba mafijnej Komisji Psychiatrycznej, to ludobójcza obraza godności ludzkiej i rozumu, która nie powinna istnieć.

    Jedną z chorób psychiatryzmu sądowego jest to, że jak człowiek uważany jest za chorego psychicznie na wolności i popełni jakieś przestępstwo, to się mu orzeka nieistniejącą całkowitą niepoczytalność i umieszcza bezzasadnie na psychiatrycznym dożywociu, zupełnie tak, jakby nie mógł przebywać w więzieniu za przestępstwo i tam się leczyć dobrowolnie, jeśli leczenia potrzebuje. Kiedy zaś więzień już skazany sfiksuje i staje się chory psychicznie, to jakoś nie wysyła się go do szpitala na detencję, tylko normalnie leczy w więzieniu za kratkami, pomimo tego, że potrafi dokonywać prób samobójczych, zabójstw lub pobić współwięźniów, napada na więziennych klawiszy dokonując pobić – będąc ewidentnie osobnikiem niebezpiecznym. Jakoś wtedy psychiatrzy i ich sądy katolickie nie widzą potrzeby dożywotniej detencji i takich sfiksowanych przez więzienie psychicznych bandytów wypuszczają na wolność natychmiast po odbyciu kary, chociaż ewidentnie są osobami niebezpiecznymi. Wmawianie choroby psychicznej i internowanie kogoś, kto pisał listy teologiczne do biskupów, stłukł trzy małe żarówki z farbą na Jasnej Górze o pancerną szybkę jakiegoś żydowskiego suczydła zwanego Maryją, jest zatem ewidentną schizofrenią sądownictwa, katolicyzmu i pojebanej katolicyzmem psychiatrii sądowej!

    Eksperyment Rosenhana

    Eksperyment amerykańskiego psychiatry Rosenhana, który skompromitował i ośmieszył tak zwaną “oficjalną” psychiatrię. Rosenhan skompletował grupę ochotników (wykonujących na co dzień różne zawody) i wysłał ich do kilkunastu amerykańskich klinik psychiatrycznych. Podczas pierwszej rozmowy z lekarzem twierdzili oni, że “słyszą głosy”. W każdym przypadku stwierdzono u ochotników schizofrenię i poddano ich leczeniu, pomimo tego, że podczas “kuracji” zachowywali się oni całkowicie normalnie. Po upublicznieniu wyników badań, w światowej psychiatrii zawrzało. Dyrekcje tych klinik psychiatrycznych, do której ochotnicy Rosenhana nie dotarli, oświadczyli, że w ich klinikach “taki numer” by nie przeszedł. Wówczas Rosenhan ogłosił drugi etap eksperymentu, który miał udowodnić, że każda klinika psychiatryczna zachowa się identycznie. Drugi etap eksperymentu polegał na tym, że… żadnych ochotników Rosenhan do klinik nie wysłał! Dyrekcje klinik (nie wiedząc o tym) “zdemaskowały” kilkuset agentów Rosenhana. Eksperyment Rosenhana dowodzi, że oficjalna psychiatria nie jest żadną nauką, tylko czystą hochsztaplerką, zaś większość psychiatrów ma poważne problemy z własnym zdrowiem psychicznym! I tyle jest warta psychiatria, całkiem realne narzędzie do zbrodni politycznych na obywatelach.


    Adresy na protesty

    Sąd Okręgowy – Pederastycznie Jasnogórski
    ul. Dąbrowskiego
    42-200 Częstochowa

    Niepoczytalny ale pedziolsko jurny psychol psychiatryczny
    Stanisław M. Teleśnicki
    30-038 Kraków, Lenartowicza 21 lok. 2,
    woj. małopolskie
    Tel. kom: 602 227 493
    Miejsce pracy: Areszt Śledczy, ul. Montelupich 7, Kraków

    Siedziba Komisji Psychiatrycznej do spraw Środków Zabezpieczających
    Regionalny Ośrodek Psychiatrii Sądowej Gostynin-Zalesie.
    ul. Zalesie 1A, 09-500 Gostynin, skr. poczt. 139;
    tel. 24 235 7992
    fax. 24 235 0029
    e-mail: komisja@rops-gostynin.pl

    W skład komisji wchodzą przedstawiciele:
    • ministra właściwego do spraw zdrowia – 2 osoby;
    • Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie – 2 osoby;
    • Sekcji Psychiatrii Sądowej Polskiego Towarzystwa Psychologicznego – 1 osoba;
    • Regionalnych Ośrodków Psychiatrii Sądowej – 3 osoby, po jednej z każdego z trzech ośrodków;
    • szpitala psychiatrycznego, w którym wykonywany jest środek zabezpieczający, wskazanego przez Komisję Szpitalnictwa Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego – 1 osoba.

    Skład osobowy Komisji Psychiatrycznej
    d/s Środków Zabezpieczających

    Dr Wojciech Kłosiński
    Przedstawiciel Ministra Zdrowia
    Przewodniczący Komisji

    Dr n. med. Ryszard Wardeński
    Dyrektor Regionalnego Ośrodka
    Psychiatrii Sądowej w Gostyninie
    Sekretarz Komisji

    Dr n. med. Leszek Ciszewski
    Dyrektor Regionalnego Ośrodka
    Psychiatrii Sądowej w Starogardzie Gdańskim

    Dr n. med. Przemysław Cynkier
    Przedstawiciel Szpitala Psychiatrycznego wskazany przez
    Komisję Szpitalnictwa Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego

    Dr Wiesław Gadecki
    Dyrektor Regionalnego Ośrodka
    Psychiatrii Sądowej w Branicach

    Prof. Janusz Heitzman
    Przedstawiciel Instytutu Psychiatrii
    i Neurologii w Warszawie

    Mgr Magdalena Kozłowska
    Przedstawiciel Ministra Zdrowia

    Prof. dr hab. Zdzisław Majchrzyk
    Przedstawiciel Polskiego
    Towarzystwa Psychologicznego

    Mgr Inga Markiewicz
    Przedstawiciel Instytutu Psychiatrii
    i Neurologii w Warszawie

    Wydrukuj ten artykuł i wyślij tym wszystkich jasnogórsko-psychiatrycznym kanaliom jako protest przeciw więzieniu Jerzego D. w katolskiej psychuszce reżimu III RP!

  • Psychiatria Sądowa – Obraz Patologii!

    Psychiatria Sądowa – Obraz Patologii!

    Polskie prawo ze sprawiedliwością nie idzie w parze, a tendencja ta znana jest historycznie od stuleci. „Prawo prawem, a sprawiedliwość jest po naszej stronie” – to popularne powiedzenie w istocie obrazuje rozdźwięk pomiędzy pisanym na kolanie ustawowym prawem, a sprawiedliwością, którą w Polsce kojarzy się chyba tylko z wendetą. Poczucie ludzkiej krzywdy w Polsce obrazuje się powiedzeniem, że „nie ma na tym świecie sprawiedliwości”, a poczucie bierze się ze zbrodni prawniczych na obywatelach. Zbrodnie sądu, prokuratury i policji na obywatelach są zbrodniami w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej wykonywanymi, stąd w swej istocie, prawo obrazuje charakter państwa i władz państwowych. Konstytucja nie jest przestrzegana, a powoływanie się na Prawa Człowieka w III-IV RP jest wyśmiewane z urzędu przez prowadzących rozprawy tak zwanych sędziów, którzy wykonują dowolne zbrodnie, tak polityczne jak i na zlecenie różnych mafii. Prawo zawarte w Kodeksie Karnym jest tak zapisane, że dowolność jego naginania i przeginania jest wręcz porażająca i prawnikom uchodzi bezkarnie. Sędziów, prokuratorów i policjantów w praktyce nie kara się za dokonane przez nich w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej zbrodnie przeciwko własnemu narodowi! Jeśli ktoś szuka przykładów, weźmy pierwszy z brzegu, bardzo powszechny i skandaliczny.

    Kilka tysięcy ludzi trzyma się na internacji bezterminowej zwanej detencją nie za to, że popełnili jakieś przestępstwo, ale za to, że są psychicznie chorzy, a najczęściej za to, że kiedyś przeszli epizod psychotyczny lub prokurator chcąc się pozbyć sprawy zbyt dla niego uciążliwej, załatwia orzeczenie chwilowej niepoczytalności u znajomych biegłych sądowych z zakresu psychiatrii. Osoby te nie mają procesu sądowego, nie są przesłuchiwane, nie są przesłuchiwani ani świadkowie obrony ani świadkowie oskarżenia. Człowieka bezterminowo internuje się na oddziale sądowym, zmusza do zażywania środków psychotropowych w ilościach niszczących system nerwowy. Osoba internowana na podstawie subiektywnego stwierdzenia niepoczytalności nie ma żadnych praw, nie może się bronić, często nawet nie jest informowana o odbywających się za jej plecami posiedzeniach sądowych. Więzi się człowieka domniemując, że skoro jest chory psychicznie, to na pewno popełnił przestępstwa jakie są mu zarzucane, a zatem musi być uwięziony i przymusowo wyniszczony tak zwanym leczeniem sądowym. Sądy nawet nie próbują udowadniać podejrzanemu winy, w większości wypadków podejrzany nie uczestniczy w rozprawie sądowej, wbrew prawu do rzetelnego procesu sądowego zostaje bezterminowo uwięziony i jest morderczo wyniszczany środkami psychotropowymi, które wymyślono za czasów Hitlera i Stalina dla eutanazji opozycji politycznej. Przykładowo, służący do niszczenia przez spowodowanie zgonu środek psychotropowy o nazwie Fenaktyl opracowano na zlecenie stalinowskiego aparatu bezpieczeństwa dla mordowania dysydentów. Podawany w dużych dawkach powoduje w ciągu 2-3 lat zgon u ponad 90% pacjentów. Podawany w małych dawkach uśmierca 70-80%pacjentów psychiatrii sądowej w ciągu 8-12 lat. Tak sądownictwo wykańcza po cichu, mordując w białych rękawiczkach osoby internowane pospołu na zlecenie prokuratora, psychiatry i sędziego, a sąd wydaje wyrok dożywocia praktycznie bez przeprowadzenia rozprawy w trybie administracyjnym, jak hitlerowskie SS czy stalinowska Bezpieka Sowiecka. Najczęstszą znaną przyczyną zwolnienia internowanego z detencji w Polsce są akcje bezpośrednie organizacji obrony Praw Człowieka, nacisk rodziny o charakterze opłaty pozaprawnej dla lekarzy psychiatrii sądowej, czasem też przepełnienie oddziału zmuszające personel do zrobienia wolnego miejsca dla następnych.

    Ciekawym rodzajem zbrodni jest sam mechanizm osadzania, gdyż lekarz psychiatra wnioskuje o detencję na podstawie ciężaru zarzutów i zwykle kilkuminutowej rozmowy z podejrzanym, czyli na podstawie opinii prokuratora, a sąd na podstawie opinii psychiatry sądowego wydaje postanowienie o internowaniu za murami ośrodków i oddziałów psychiatrii sądowej, z rosyjska zwanych „Psychuszkami”, miejscami ostatecznej kaźni. Setki i tysiące ludzi, którym nie udowodniono winy, nie przedstawiono zarzutów, nie dano prawa do obrony w sądzie, nie przesłuchano obrońców, nie zezwolono nawet na proces sądowy nie mówiąc już o formalnej uczciwości prawnej względem podejrzanych, cierpi męki niszczenia ich systemu nerwowego i funkcji życiowych w psychiatrycznych katowniach Rzeczpospolitej Wałęsającej, Kwaśnej czy Kaczej! Kaci miewają się dobrze i są wysoko opłacani przez rząd, a taki ordynator sądowej psychiatrii, Stanisław Teleśnicki z Krakowa, swe ofiary przesłuchuje w czasie od 30 sekund do 3 minut, czego nie można nazwać badaniem, ale na podstawie takiej „rozmowy” kwalifikuje czy ktoś jest poczytalny czy też niepoczytalny. Faktyczna decyzja o tym, kogo zamknąć w Psychuszce podejmowana jest często po znajomości: prokurator sugeruje lekarzowi, żeby „gościa” zamknąć w „wariatkowie”, bo nie ma czasu ani możliwości udowodnienia mu winy, albo zalazł prokuraturze za skórę lub jest politycznie niewygodny i trzeba go zniszczyć w imieniu prawa. Tak syf sądowej psychiatrii i detencji wygląda od środka – to jest od swego zepsutego wnętrza pokazując patologię sądownictwa w pełnej krasie. Każda siła polityczna mająca wpływ na sąd lub prokuraturę może człowieka zniszczyć w reżimowej Psychuszce. Należy kontrolę społeczną na tę sądowo-psychiatryczną gangrenę nałożyć, gdyż prokuratorzy jeśli nie uzyskają opinii odpowiedniej do skazania od jednego zestawu biegłych, wysyłają często podejrzanego na badania do takich biegłych, którzy orzekną zdrowemu jak koń człowiekowi każdą chorobę psychiczną, jakiej życzy sobie oskarżyciel i to w 3 minuty albo szybciej! Badanie ofiar psychiatrii sądowej przetrzymywanych przez wiele lat w Psychuszkach musi się stać domeną pracy dla niezależnych grup Obrony Praw Człowieka i Obywatela.

    Wątpliwego rodzaju specjalista szafujący orzeczeniami „niepoczytalności chwilowej” branymi „z kapelusza” jak króliki u iluzjonisty-kuglarza pokroju takiego jak krakowianin Stanisław Teleśnicki, to nie jest przypadek odosobniony, gdyż doniesienia o przekrętach Psychiatrii Sądowej dochodzą i z Warszawy, i ze Śląska, także Świecia, a ludzie bestialsko przetrzymywani wbrew swej woli często nie mają nawet odpowiedniej ilości jedzenia i picia ani prawa do posiadania rzeczy osobistych, tak jak zwykli więźniowie sądów karnych. Więzień psychiatryczny jest w o wiele gorszej sytuacji, gdyż nie ma orzeczonego końca jego kary, a winy mu nie udowodniono, zwykle nawet nie był w sądzie, nie rozmawiał z adwokatem. Jeśli nie ma rodziny ani przyjaciół, którzy mu pomogą, zostaje skazany na nieuchronną egzekucję chemiczną w Psychuszce pośród niezliczonych cierpień, także skutków ubocznych psychotropów, które są stalinowsko-hitlerowskimi wynalazkami dla eliminacji dysydentów! Co ciekawe, dla większości psychiatrycznych jednostek chorobowych nie ma żadnego uzasadnienia naukowego, czyli nie można wykazać, jakoby w ogóle istniały, a mówi o tym na świecie nawet czołówka psychiatrycznej elity, biadając, że na studiach medycznych uczeni są fikcji. Sztandarową chorobą orzekaną przez psychiatrów sądowych w Polsce jest „schizofrenia”, podczas gdy około połowy samych psychiatrów na świecie twierdzi, że taka choroba nie istnieje, a jest jedynie niczym nie popartą hipotezą, obraźliwym epitetem dla oceny dysydentów politycznych, osób niewygodnych dla systemu, podobnie jak herezja w czasach inkwizycji. Historia badań nad schizofrenią dowodzi zresztą, że jest to przedłużenie epitetu „herezja” dla celów ideologicznej czystki.

    Znane są przypadki wysłania podejrzanego na oddział psychiatrii sądowej w areszcie (Kraków, Warszawa, Poznań), gdzie osobie aplikowano bez jej zgody silne środki psychotropowe powodujące powstanie halucynacji. Następnie poczytywano te wywołane siłą halucynacje jako urojeniową chorobę psychiczną i uznawano pacjenta za niepoczytalnego. Tak sądowy psychiatra typu doktor Szablewski z Warszawy czy doktor Teleśnicki z Krakowa może z każdego zrobić ciężko chorego czubka psychicznego! I co gorsza, taki „expert” może zniszczyć czyjeś życie, zniszczyć nieodwracalnie system nerwowy, a wszystko legalnie, w imieniu prawa, które tutaj musi być kojarzone z bestialską orgią zbrodni, a nie ze sprawiedliwością. Częstym zjawiskiem jest zwalanie winy za drobne przestępstwa seksualne typu obmacywanie na upośledzonych krewnych lub chorego psychicznie sąsiada „bo im leczenie nie zaszkodzi”. Jest to ogromna krzywda na niewinnych i bezbronnych osobach oraz ukrywanie faktycznych przestępców seksualnych cudzym kosztem. Ponad sto takich zbrodni popełniono w Polsce u progu XXI wieku, kryjąc w ten sposób także księży pedofilów, którzy molestowali dzieci. A często, szczególnie w Warszawie zdarza sie, że psychiatrzy sądowi z oddziału psychuszki przy ulicy Rakowieckiej, zeznając w sądzie po kilku, średnio 2-5 latach od badania podejrzanego, nie pamiętają przypadku o losach którego decydują. Nie mówiąc już o tym, że osoba przez kilka lat od ostatnich badań mogła, jeśli była chora wyzdrowieć i należałoby badania powtórzyć niezwłocznie. Tego rodzaju przykłady pokazują, jak bardzo cała psychiatria sądowa jest patologiczną orgią zbrodni na osobach, które bądź otarły się w życiu psychozę lub są niewygodnie politycznie. Więzienie osób chorych psychicznie bez udowodnienia im winy, w trybie administracyjnego postanowienia narusza zasadę domniemania niewinności w sposób drastyczny, narusza prawo do obrony i bycia wysłuchanym przez niezawisły sąd. To są wszystko sądowe zbrodnie psychiatrii sądowej, która swoją pozycję ugruntowała w czasach faszystowsko-stalinowskich pospołu i tak po dzień dzisiejszy trwa żerując na krzywdzie tysięcy ludzi rocznie! Czas już tę nazistowsko-stalinowską spuściznę ucywilizować i uczłowieczyć, a szczególnie zadbać o przestrzeganie praw człowieka i obywatela wobec osób chorych psychicznie, tym bardziej, że samo istnienie tak zwanych chorób psychicznych nie ma materialnych podstaw naukowych i jest negowane przez znaczącą część medycznego środowiska naukowego.

    W trybie natychmiastowym należy zlikwidować wszelkie specjalne oddziały psychiatrii sądowej istniejące w aresztach, gdyż „badanie” tam urąga nawet kanonom i standardom współczesnej psychiatrii. Ordynator Teleśnicki ogląda podejrzanego przez 30 sekund do 3 minut, połowę tego czasu przy przyjęciu, a połowę na koniec kilkutygodniowego pobytu. Następnie podlegli mu i ulegli lekarze i psycholodzy preparują diagnozę i opinię wedle jego „widzimisię”. Kto się do winy nie przyznaje jest na pewno niepoczytalny, kto się przyznaje, nawet jak ma odchyły, na pewno jest zdrowy. Jeśli taka szkaradna działalność w Polsce ciągle istnieje, to na pewno stalinizm się jeszcze nie skończył, choć pytani w temacie starsi Rosjanie twierdzą, że za Stalina aż tak źle nie było. W Polsce jednak od 1990 roku panuje watykańsko-papieski reżim katolików, czego skutki są jak widać opłakane. Jeśli za zbrodnie komuny winny jest Stalin, to za zbrodnie reżimu katolickiego winny jest papież Jan Paweł Drugi jak i jego następcy, tym bardziej, że taki ordynator Teleśnicki z Krakowa jest gorliwym wyznawcą papieża Polaka! Ckni się może inkwizycja albo hitleryzm katolika Adolfa Hitlera, tego rodzaju pseudoekspertom, w rzeczywistości hochsztaplerom z dyplomami medycyny sądowej, która jest tutaj patologią.

    Należy zorganizować szerszą bazę danych o przekrętach sądowych nie tylko dlatego, że w Świeciu film nakręcono ukrytą kamerą o tym, jak pobyt w psychuszce sądowej wygląda od wewnątrz. Należy zadbać o to, aby każdy podejrzewany o chorobę psychiczną przed sądem był badany przez wiele niezależnych lekarzy, także pozasądowych, bo Ci rutynowo i przestępczo zakładają, że każdy badany jest winny, naruszając prawo do obrony, a także do milczenia w tym temacie, co jest kolejną ZBRODNIĄ psychiatrii sądowej, patologią tej instytucji o obrazie zboczenia zawodowego. Widzenie w każdym do nich skierowanego przestępcy i domniemanie winy, jest już samo w sobie obrzydliwym skandalem i bandytyzmem.

    Reżim RP katolickiej powinien też zlustrować pacjentów wyniszczonych na zamkniętych oddziałach psychiatrii sądowej, którzy z przyczyn politycznych uwięzieni zostali przed 1990 rokiem czyli w czasach lustrowanej komuny stalinowskiej tak propagandowo przez aktualne rządy znienawidzonej. Dysydenci komuny dziś zdychają w psychuszkach razem z dysydentami reżimu aktualnie panującego, który z człowiekiem się nie liczy, a już sądy i ich psychiatria sądowa są szczególną oazą rozboju na zniewolonym przez reżim społeczeństwie. Jeśli jeszcze jakiś więzień komuny przeżył, bo większość leży w bezimiennych grobach w pobliżu sądowej psychuszki na jakimś cmentarzu, a komu jak komu, ale ofiarom psychiatrii sądowej w Polsce najwięcej pomników postawić by potrzeba, bo są to ofiary zbrodniczego, mafijnego systemu politycznego. Ministerstwo Sprawiedliwości zapytywane przez Obrońców Praw Człowieka nie chce nawet podać listy oddziałów psychiatrii sądowej ani ich adresów, nie chce podać danych ile osób i jak długo średnio jest w tych gestapowsko-stalinowskich warunkach przetrzymywane. Z badań statystycznych nad tymi, do których udało się dotrzeć wynika jasno, że większość to osoby zdrowe psychicznie, ale przymusowo leczone i jeszcze straszone, że na wolności mają się leczyć, tyle, że jeśli rodzina i kilkudziesięciu znajomych nie widzi u człowieka objawów patologii, to należy domniemywać, że urojenia i zwidy mają lekarze psychiatrii sądowej w swoich ekspertyzach robionych często na zamówienia kolegów prokuratorów lub sędziów. Polityka detencyjna jest prosta, jak będzie ktoś nowy przez sąd skierowany do przyjęcia, to się kogoś zwolni, żeby zrobić miejsce, a do tego czasu będziemy wszystkich trzymać, bo musi być komplet, żeby oddział mógł uzasadnić swoje istnienie. Można o tym usłyszeć od niektórych psychiatrów sądowych ale bardzo poufnie i prywatnie, oni z dysydenta danego w ich szpony mają swoje pensje i zawodową stabilność. To jest ta strona medalu, o której powinno się więcej mówić głośno, o przyczynach istnienia tej administracyjnej patologii jaką jest sądowa psychiatria, która z każdego podejrzanego zrobi w kilku zdaniach wyjątkowo przerażające i niebezpieczne monstrum, o czym się przekonują klienci, czyli podsądni pacjenci. Samo nierówne i niesprawiedliwe traktowanie osób upośledzonych umysłowo czy chorych rzeczywiście z przyczyn organicznych jest już skandalem, który nie powinien schodzić z pierwszych stron gazet. Branie chorób „z sufitu” byle utrzymać istniejące oddziały sądowe to jeszcze gorszy skandal wołający o pomstę nie tylko do Nieba. Bicie przez CBŚ osoby głuchoniemej za uporczywe odmawianie zeznań przez milczenie, to już „mały pikuś” w tym całym syfie!

    (Opracowanie na podstawie wykładów Mohana Ryszarda Matuszewskiego podczas letniego obozu Jogi i Terapii w lipcu 2002 roku)

  • O Szarlatańskim Pseudoleczeniu zwanym Psychiatrią!

    O Szarlatańskim Pseudoleczeniu zwanym Psychiatrią!

    Ostrzegamy dziś całą ludzkość przed pseudomedyczną specjalnością, jaką jest psychiatria z jej toksycznymi narkotykami, które zamiast leczyć i pomagać człowiekowi, jedynie zakłócają i wyniszczają mózg, powodując rozmaite komplikacje a nawet śmierć! Szukajcie o ludzie pomocy u terapeutów naturalnych, u bioenergetycznych uzdrowicieli, w ziołach z pól i łąk, a nade wszystko u duchowo zorientowanych psychoterapeutów i psychoedukatorów na ich kursach, zajęciach czy grupach wsparcia. W większości przypadków rozwiązanie psychicznych problemów, zahamowań i zakłóceń odbywa się dzięki zaangażowanemu wsparciu inteligentnych i rozumnych przyjaciół, a jeśli tych brakuje to dzięki rozmaitym „odpłatnym przyjaciołom” jak doradcy rozwoju osobistego, psychoterapeuci, transpersonaliści, liderzy grup wsparcia i samopomocy czy telefonu zaufania. Stosowanie tak zwanych „leków” psychotropowych to zbędny gwałt i terror na ludzkiej psychice, gdyż jedynie służy sparaliżowaniu pracy mózgu na czas stosowania takiego środka, a nie ma żadnych właściwości leczniczych. W szpitalach bardziej pomocne są zwykłe pielęgniarki z sercem, które życzliwie rozmawiają z tak zwanymi pacjentami, niźli pseudolekarze psychiatrii, której istnienie jako nauki medycznej jest z wielu powodów kontrowersyjne.

    Psychiatra to rodzaj szarlatana aplikującego toksyczne środki, które używane często albo długotrwale powodują szereg fizycznych, dobrze znanych dolegliwości jak ślinotok, zmętnienie wzroku, ogłupienie, apatię, drżenie kończyn, zaburzenie pracy serca, duszności, dławienie, przejaskrawienie obrazu, niemożność czytania i pisania, zwolnienie reakcji, niewydolność ogólną, niezdolność do zaspokajania własnych potrzeb, cierpienie psychiczne, a także przyspieszają zgon osoby poddawanej długotrwałym kuracjom środkami psychoaktywnymi. W zależności od rodzaju pseudoleku, rok jego klinicznego stosowania skraca życie od 3-10 lat stąd pacjenci na oddziałach psychiatrycznych zamkniętych zwykle nie żyją więcej niż od 7-20 lat, jeśli są faszerowani neuroleptykami, antydepresantami, poddawani elektrowstrząsom czy lobotomii! Pseudowiedza, jaką jest psychiatria z jej szarlatańskimi psychotropami w Nowym Wieku i w Nowym Tysiącleciu powinna już zostać całkowicie potępiona i zakazana, a jej iście faszystowskie metody opierające się na gwałcie, przemocy, terrorze, neurologicznym zatruciu i doprowadzaniu ludzi do przyspieszonej śmierci winny być ujawniane tak jak i inne zbrodnicze zboczenia o charakterze tyranii.

    Opinia publiczna i tak zwani pacjenci powinni być informowani o tragicznych skutkach spożywania szarlatańskich pseudomedykamentów psychiatrii, która swój rozkwit miała w faszystowskich Niemczech służąc głównie w eutanazji osób upośledzonych, kalekich, odmiennych w poglądach politycznych, religijnych i odmiennych narodowościowo. Główne wynalazki psychiatrów powstały w faszystowskich obozach koncentracyjnych i służyły jedynie do niszczenia ludzi za ich przekonania czy nieakceptowane przez faszystowski reżim zachowania i postawy! Czas już zlikwidować tę pozostałość faszyzmu, jaką jest niewątpliwie psychiatria produkująca co roku przynajmniej jeden milion nowych ofiar, do którego procederu przyczyniają się mocno koncerny farmaceutyczne zarabiające miliardy na produkcji toksycznych i zabójczych pseudomedykamentów, psychotropów czy antydepresorów. Tysiące psychiatrów na całym świecie, którzy nie ulegli propagandzie tej pseudomedycznej specjalizacji wyraża swój sprzeciw niehumanitarnemu traktowaniu pacjentów psychicznych niczym bydło, zatajaniu prawdy o szkodliwości podawanych substancji, nieinformowaniu o lepszych i skuteczniejszych metodach rozwiązywania własnych problemów, konfliktów sumienia czy metodach samokontroli charakteru i wyrażania emocji. Prawidłowa dieta, masaż, herbatki ziołowe, prysznic, gorący-zimny naprzemiennie, jogging (swobodny, luźny bieg), terapie zajęciowe, taniec, zajęcia twórcze, długie spacery i wycieczki, zmiana środowiska i klimatu, wsparcie przyjaciół, sugestopedia czy relaksacja to są metody rzeczywiście pomocne, o których psychiatrzy jako współcześni szarlatani zapominają informować społeczeństwo.

    Podstawowe prawa człowieka i obywatela najbardziej łamane są na osobach uznanych za schizofreników, chorych psychicznie, psychotycznych, depresyjnych, maniakalnych, a to oznacza złośliwą przemoc fizyczną, gwałt na mózgu, wielodniowe unieruchomienia przez związanie, a na dzieciach i kobietach w szpitalach psychiatrycznych jest to jeszcze często gwałt seksualny dokonywany przez personel tych obozów wyniszczania mózgów i zbiorowej zagłady ludzi. Psychiatria opiera się na trzech zasadach, a są to zastraszenie, sterroryzowanie i skrzywdzenie z użyciem przemocy. Specjalność psychiatrii powstała jako przedmiot zajmujący się kontrolą i sterowaniem społeczeństwem, powstawało jako zapotrzebowanie na gnębienie dysydentów politycznych, naukowych czy religijnych, a wiadomo, że do końca XIX stulecia psychiatrzy zajmowali się wyłącznie biologicznym wyniszczaniem ludzi o odmiennych poglądach religijnych, czyli wszelkich dysydentów, heretyków, innowierców i sekciarzy! Reżim Franco, Hitlera, Mussoliniego wymordował psychiatrycznie miliony ludzi za odmienne poglądy społeczno-polityczne, a sami psychiatrzy kompromitują się nawet osadzaniem w oddziałach zamkniętych tych spośród nich, którzy odważają się głośno mówić o bestialskim dręczeniu i torturowaniu w zakładach psychiatrycznych, o podawaniu trucizn bez potrzeby dla zysku i nagrody ze strony koncernów farmaceutycznych czy o eutanazji bezdomnych, upośledzonych i kalekich w wielu z pozoru cywilizowanych krajach świata.

    Wszystkie środki psychiatryczne to neurotoksyny, substancje szkodliwe i zabójcze dla zdrowia i życia, bo co niszczy, uszkadza i zabija mózg, to jest zabójcze dla całego człowieka, a wielu pacjentów zakładów psychiatrycznych umiera udusiwszy się, na choroby serca, nagle „bez żadnej przyczyny”. Osoba cierpi fizycznie okaleczona i upośledzona zniszczeniem funkcji intelektualnych. Każdy zdrowo myślący człowiek żywo zaprotestuje przeciwko bandyckim, przymusowym aplikowaniu trujących substancji i przeciwko ukrywaniu toksycznych i zabójczych pseudoleków, o których środowisko psychiatrów często mówi jako o „ogłuszaczach”, „usypiaczach”, „killerach” czy „niwelatorach” pacjenta! Więzienie niewinnych ludzi w zakładach psychiatrycznych z powodu ich politycznej niepoprawności czy religijnej odmienności, czy z powodu krytykowania władzy nie powinno mieć miejsca, a orzekanie niepoczytalności i detencje wbrew woli pacjentów, ubezwłasnowolnienie powinny w zasadzie w wolnym i wolnościowym społeczeństwie raz na zawsze zniknąć! Czas zaprzestać wyniszczania myślicieli, pisarzy, twórców, społeczników jedynie za ekscentryczne zachowania, krytykowanie panującego reżimu pseudodemokratycznego, myślenie i mówienie inaczej niż na ogół przyjęto! O ile osoba nie wyrządza poważnej krzywdy innym jak zabijanie, gwałcenie, okradanie, rzeczywiste fizyczne znęcanie, to nie ma żadnych powodów do izolacji, przymusowego leczenia, żadnych represji ani gwałcenia cudzego prawa do wolności, wyboru lekarza czy szpitala!

    Nie istnieją biologiczne, medyczne podstawy do rozpoznawania wielu jednostek uważanych w psychiatrii za choroby jak to ma miejsce w wypadku schizofrenii, a żaden urzędnik nie ma prawa stwierdzania, jakie słowa są wulgarne, a jakie nie ani kiedy wolno się komu rozbierać i chodzić nago, głośno śpiewać czy krzyczeć, bo często naturyści bywają przedmiotem psychiatrycznych tortur, albo osoba mówiąca zbyt cicho czy zbyt głośno dla kogoś, kto tego akurat nie lubi, a posiada tak zwaną władzę i możliwość dowolnego gnębienia społeczeństwa. Ubezwłasnowolnianie to zwykle metoda przejęcia cudzego majątku, kontrolowania innej osoby z powodu odmiennych poglądów i zachowań nieakceptowanych przez tak zwaną większość społeczną! Współczesne czarownice, heretycy, odmieńcy, luzacy, sekciarze, dysydenci i antyrządowi krzykacze, bluźniercy, wszyscy spotykają się na torturach w zakładach psychiatrycznych, jako tak zwani schizofrenicy, a jest to faktycznie nie istniejąca, polityczna czy społeczno-polityczna „choroba”.

    Przerwij milczącą zmowę wokół dręczenia i gwałtu na ludziach będących w rękach chemicznej psychiatrii, protestuj przeciwko przymusowemu osadzaniu na leczenie psychiatryczne, protestuj przeciw bezterminowym detencjom sądowym, powiedz „dość” psychiatrycznym gwałtom, stop dezinformacji o skutkach zabójczych narkotyków stosowanych przez psychiatrię, dość odczłowieczania, piętnowania, obezwładniania i zabijania w iście faszystowski sposób, z pomocą majestatu prawa. Rozprzestrzeniaj to orędzie antypsychiatrii i wezwanie do humanitarnych i godziwych rodzajów pomocy!

    (Opracowanie na podstawie wykładów Mohana Ryszarda Matuszewskiego na temat szkodliwości psychiatrii oraz terroru psychiatrycznego w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii oraz w Polsce – Letni Obóz Jogi i Terapii – lipiec 2001.)