Brak wpisów w tej kategorii.

Tag: policja

  • Rzepliński: mężczyzna mógł zginąć w komisariacie

    Rzepliński: mężczyzna mógł zginąć w komisariacie

    Źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,statp,d2lhZG9tb3NjaURuaWE=,wid,8892870,wiadomosc.html?ticaid=13d91

    24 maja 31-letni mężczyzna mógł zginąć w komisariacie Warszawa Praga-Południe na ul. Grenadierów. Dopiero trzy dni potem jego rodzice dostali możliwość obejrzenia zwłok i nie było śladów powieszenia się, natomiast były obite nerki i czarne jądra – powiedział Andrzej Rzepliński z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w „Poranku Radia TOK FM”. To było samobójstwo – stwierdził rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Sokołowski.

    24 maja 31-latek udał się na wezwanie na przesłuchanie, w charakterze świadka na komisariat policji w Warszawie przy ul. Grenadierów i nie wrócił na noc. Policja, do której dzwonili rodzice, odpowiadała, że nie wiedzą gdzie on jest i co się z nim stało. Dopiero trzy dni później dostali telefon z komendy dzielnicowej, że ich syn w areszcie policyjnym powiesił się – powiedział Rzepliński.

    Mężczyzna miał ślady pobicia, które świadczą o tym, że to nie było samobójstwo – podkreślił Rzepliński. Ustaliliśmy, że zmarły był sprawcą wielu przestępstw. Mężczyzna powiesił się na fragmencie koca – powiedział rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Sokołowski w TVN24.

  • Jak przebiega przesłuchanie świadka w sprawie karnej. Prawa i obowiązki świadka w czasie przesłuchania.

    Jak przebiega przesłuchanie świadka w sprawie karnej. Prawa i obowiązki świadka w czasie przesłuchania.

    Jak zachować się podczas przesłuchania? Co wolno policjantowi czy prokuratorowi a czego nie? Mało osób zna odpowiedź na te pytania. Tymczasem mogą one być bardzo przydatne gdy zostanie się wezwanym do prokuratury lub policji w charakterze świadka.

    Świadek jest uprzedzany o odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywych zeznań lub zatajenie prawdy. Po odebraniu danych osobowych na zadane ogólne pytanie, czy świadek wie w jakiej sprawie został wezwany i co może o sprawie powiedzieć ma on prawo do swobodnej wypowiedzi na okoliczności zdarzenia.

    Po jej zakończeniu zadawane są świadkowi pytania uzupełniające – mające na celu dopytanie o szczegóły, wyjaśniające aby wyjaśnić niejasności np. fachowe terminy oraz kontrolujące zmierzające do sprawdzenia wiarygodności świadka. W trakcie przesłuchania świadkowi często okazywane są tablice poglądowe z wizerunkami osób, miejsc rzeczy celem ich rozpoznania. Świadek może też po złożeniu zeznań uczestniczyć w okazaniu „na żywo” osób przy pomocy lustra fenickiego. Zazwyczaj z takiej czynności sporządzany jest odrębny protokół okazania.

    W przesłuchaniu świadka ma prawo uczestniczyć obrońca podejrzanego jeśli przesłuchanie to zostało zarządzone na jego wniosek, ewentualnie jeśli przesłuchanie dokonywane jest z urzędu, a obrońca wniesie o dopuszczenie go do udziału w przesłuchaniu. W przesłuchaniu może uczestniczyć również podejrzany jeśli również złoży wniosek o dopuszczenie go do przesłuchania. Takie sytuacje nalezą jednak do rzadkości.

    Po wyczerpaniu tematu przesłuchania przesłuchujący przekazuje świadkowi protokół celem jego odczytania. Po odczytaniu protokołu świadek może składać wnioski o sprostowanie protokołu. W przypadku braku takich wniosków protokół jest podpisywany na każdej stronie przez wszystkie obecne przy przesłuchaniu osoby, przy czym świadek pod swoimi zeznaniami zamieszcza adnotację, że treść zeznań odpowiada jego słowom. Jeżeli w trakcie przesłuchania ujawnione zostaną okoliczności, że w związku ze składanymi zeznaniami zostanie zastosowana wobec świadka lub jego najbliższych osób, przemoc, groźba bezprawna, świadek może zastrzec, że dane dotyczące jego miejsca zamieszkania pozostaną do wyłącznej wiadomości sądu lub prokuratora.

    Jeżeli natomiast w trakcie przesłuchania pojawi się wątpliwość co do stanu psychicznego świadka, jego stanu rozwoju umysłowego, zdolności postrzegania lub odtwarzania przez niego spostrzeżeń – sąd lub prokurator może zarządzić przesłuchanie świadka z udziałem biegłego lekarza lub biegłego psychologa, a świadek nie może się temu sprzeciwić.

    Warto nadmienić, że w czasie przesłuchania świadka również prokuratora obowiązują pewne zasady i zalecenia, które przekazywane są adeptom prokuratorskiego rzemiosła już w trakcie aplikacji. Zasady obowiązujące prokuratora (policjantów też) w czasie przesłuchania:

    – prokurator jest gospodarzem przesłuchania i kieruje czynnością
    – prokurator ma wymagać szacunku od przesłuchiwanego
    – prokurator nie może nastawiać się, że świadek kłamie
    – prokurator musi być uprzejmy wobec świadka (zasada uprzejmości)
    – prokurator musi obserwować uważnie zachowanie świadka i wyciągać wnioski(zasada obserwacji)
    – prokurator musi unikać sugestii
    – wskazane jest sprawne protokołowanie przesłuchania
    – prokurator w przypadku stwierdzenia, że świadek kłamie powinien uzyskać dużo szczegółów dot. sytuacji, gdyż wówczas łatwiej udowodnić kłamstwo.

    ^Autorem tekstu jest prawnik: Marek Krysztofiuk

    Przesłuchanie w charakterze świadka

    Otrzymując wezwanie do złożenia zeznań na policji, w prokuraturze lub przed sądem, masz obowiązek stawić się w określonym terminie i wyznaczonym do tego miejscu. Za nieusprawiedliwioną nieobecność sąd może nałożyć znaczną karę grzywny. Niesubordynowanego świadka policja, na wniosek prokuratora lub sądu, może doprowadź na przesłuchanie siłą.

    Udając się na przesłuchanie, nie zapomnij zabrać ze sobą dokumentu tożsamości (dowodu osobistego, paszportu, prawa jazdy). Przesłuchujący cię funkcjonariusz winien się przedstawić i udzielić wyjaśnień dotyczących powodu, dla którego cię wezwał. Następnie zweryfikuje twoją tożsamość na podstawie okazanego dokumentu.

    Zada ci szereg pytań formalnych: o imiona rodziców, datę urodzenia, miejsce zamieszkania itp. Zapyta też o twój stan cywilny, rodzinny i wykonywany zawód oraz miejsce pracy. Następnie pouczy o przysługujących ci podczas przesłuchania prawach i odpowiedzialności karnej wynikającej z zatajenia prawdy lub składania nieprawdziwych zeznań. Po dokonaniu tych czynności przystąpi do właściwego przesłuchania.

    W zeznaniach swoich staraj się być rzeczowy i opanowany. Nie uprzedzaj pytań. Nie poruszaj dodatkowych wątków. Skup się na zadanym pytaniu i krótko na nie odpowiedz. Jeżeli z wyżej wspomnianych powodów boisz się udzielić odpowiedzi na pytanie – powołaj się na prawo do odmowy udzielenia odpowiedzi. Po złożeniu wyczerpujących zeznań funkcjonariusz okaże ci do przeczytania i podpisania protokół zeznania. Przeczytaj go uważnie. Zwróć uwagę, czy w protokole nie pozostawiono niezapisanych linii lub zbyt dużych odstępów między wyrazami. To bardzo ważne. Zdarza się, że „operatywny” lub dyspozycyjny funkcjonariusz celowo pozostawia puste linie, aby później, po podpisaniu przez świadka protokołu, uzupełnić je pożądaną przez siebie treścią.

    Np. zeznasz: …oddałem Kowalskiemu pożyczoną kwotę …Wystarczy dopisać „nie” i w protokole twojego przesłuchania będzie widniało … nie oddałem Kowalskiemu pożyczonej kwoty… A jaką treścią można wypełnić pozostawione puste linie?

    Tego nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić! Dlatego jeżeli w okazanym dokumencie widnieją puste linie lub przerwy między wyrazami, wypełnij je falistą linią, a dopiero później podpisz każdą stronę protokołu, bezpośrednio pod tekstem zeznania. Nie zostawiaj żadnej pustej linijki! Pamiętaj, żeby podpisy składać tylko niebieskim tuszem lub atramentem. Oryginał dokumentu z niebieskim podpisem łatwo odróżnić od kserokopii i nieco trudniej podrobić.

    Maria K. zabrana z domu przez policję w kapciach, została zawieziona na posterunek, gdzie przez kilka godzin poddawano ją przesłuchaniu mającemu na celu obciążenie jej pracodawcy. Była tak zestresowana i wystraszona, że chaotycznie powtarzała to, co przesłuchujący funkcjonariusz jej sugerował. Po kilku miesiącach wezwana na świadka do sądu, złożyła zeznanie zupełnie innej treści niż na policji.

    W obliczu takich rozbieżności w zeznaniach kierujący procesem sędzia odczytał złożone przez nią na policji zeznanie i zapytał: Skąd wzięły się twierdzenia zawarte w policyjnym protokole przesłuchania świadka? Kobieta zgodnie z prawdą oświadczyła: Nie mam pojęcia…

    Zofia B. w tej samej sprawie, wezwana na świadka, stawiła się na posterunku policji, gdzie przedłożono jej do podpisu gotowe już zeznanie. … Podpisałam je bez czytania i wyszłam, bo byłam z dzieckiem i bardzo się spieszyłam… tłumaczyła w sądzie.

    Podane przykłady wskazują na to, jak łatwo dajemy się zastraszać i pozwalamy sobą manipulować. Dla własnej wygody lub zwykłego lenistwa świadczymy nieprawdę. Nie zastanawiamy się nad tym, jak dotkliwe skutki dla osoby, na szkodę której świadczymy, powoduje nasze zaznanie. Dlatego gdyby ktokolwiek z was znalazł się w podobnej sytuacji, niech wie, że wyrządzoną w ten sposób krzywdę niewinnej osobie należy jak najszybciej naprawić. Wystarczy pójść na policję i zażądać sprostowania złożonych zeznań. Funkcjonariusz policji nie może nam tego utrudniać.

    Jest zobowiązany przyjąć od nas powtórne zeznanie. Nie dajmy mu się odwieść od powziętego zamiaru nawet groźbą odpowiedzialności karnej. Na tym etapie postępowania praktycznie groźba taka w ogóle nie istnieje! Tym razem stańmy na wysokości zadania i mówmy tyko to, co faktycznie jest nam w sprawie wiadome. Czytajmy też uważnie okazany nam do podpisu protokół. Dołóżmy starań, aby swoim postępowaniem nikogo nie krzywdzić. Przez chwilę dajmy się opanować empatii i odpowiedzmy sobie na pytanie – jak bym się czuł, gdyby ktoś złożył w mojej sprawie fałszywe zeznanie?

    ^Autorką tekstu jest: Genowefa Grześkowiak

    Przesłuchiwanie świadka lub podejrzanego

    Zgodnie z przepisami osoba wezwana na przesłuchanie w charakterze świadka ma obowiązek stawienia się na przesłuchanie. Jeśli ten obowiązek nie zostanie wykonany, to organ prowadzący postępowania może nałożyć na świadka karę grzywny w wysokości do 10.000 zł. Poza tym można zarządzić przymusowe doprowadzenie przez policję (art. 285 kodeksu postępowania karnego). Zgodnie z art. 183 § 1 kodeksu postępowania karnego świadek może uchylić się od odpowiedzi na pytanie, jeżeli udzielenie odpowiedzi mogłoby narazić jego lub osobę dla niego najbliższą na odpowiedzialność za przestępstwo lub przestępstwo skarbowe. Chodzi w tym przypadku o konkretne pytanie – nie można w ogólne odmówić składania zeznań. W praktyce oczywiście można powstać sytuacja, iż świadek na każde zadane pytanie odpowie, że zgodnie z art. 183 kodeksu uchyla się od odpowiedzi.

    Zgodnie z art. 192a kodeksu postępowania karnego można pobrać od podejrzanego odciski daktyloskopijne, próbki pisma, śliny itp. Tylko, że artykuł dotyczy podejrzanych, a nie świadków! Odciski daktyloskopijne pobiera się siłą, chociaż świadek ma prawo odmowy na poszczególne pytania czy żądania, zatem formalnie bezprawnie, gdyż świadek nie jest podejrzanym o przestępstwo! Żaden przepis nie przewiduje jednak, aby świadek miał obowiązek złożenia próbki pisma czy odcisków palców. Nie można nikogo zmusić do złożenia takich próbek, a generalnie osoba od której pobiera się próbki powinna mieć status podejrzanego. Jeśli jednak świadek nie zechce dobrowolnie złożyć takich próbek, to z pewnością zarządzone zostanie przeszukanie mieszkania w celu odnalezienia dokumentów (np. listów, notatek), na których znajdują się takie próbki. Nie jest wykluczone, że takie przeszukanie zostanie przeprowadzone w czasie, gdy świadek będzie na przesłuchaniu. Wszystko to jest bezprawiem urzędniczym policji i prokuratury, gdyż świadek nie jest podejrzanym, ale w policji i prokuraturze panują metody terrorystyczne rodem ze średniowiecza, a nadużycia władzy są częste.

    W praktyce, świadek często nie dostaje do przeczytania protokołu swoich zeznań, a jeśli jest w nich wolne miejsce, policjant czy prokurator może coś dopisać. Podpis powinno się składać nie tyle u dołu strony ile tuż pod końcem tekstu zeznań na każdej ich stronie. Podejrzanemu przysługuje prawo do zapoznania się z treścią spisanych przez funkcjonariusza zeznań, a świadkowi w zasadzie tylko złożenie podpisu pod spisanymi do protokołu zeznaniami. Funkcjonariusze wykorzystują tę lukę i potrafią się nawet wykłócać, że nie ma takiego przepisu, który zmusza ich do udostępnienia protokołu świadkowi do odczytania. Można zatem bardzo powoli składać podpis na każdej stronie protokołu i szybko czytać, co tam zostało zapisane oraz skreślić wolny obszar, jeśli zostało w linii lub u dołu strony trochę wolnego miejsca! To gwarantuje, że nikt nic nie dopisze, a wściekłość funkcjonariusza może być oznaką, że chciał coś nielegalnie do twoich zeznań dopisać. W praktyce trzeba mieć do wszystkiego sporą wprawę w składaniu zeznań i stalowe nerwy oraz zdolność do wykłócania się o swoje prawa, nawet domniemane!

    Pytanie świadka do prawników:

    „Jestem świadkiem w sprawie karnej. Sprawę prowadzi Policja w innym mieście. W formie tzw. pomocy prawnej policjant z mojego miasta mnie przesłuchał, po podpisaniu protokołu zakomunikował, że chciałby próbki pisma (po 5x do każdego podpisu), wcześniej zeznałam, że żaden z podpisów nie jest mój. Powiedział, że nie musze tego robić, ale wtedy własnoręcznym pismem mam napisać taką ODMOWĘ. Mam sie zgłosić jutro. Czy mogę na komputerze napisać odmowę jak normalne pisma w świecie współczesnym i podpisać się ręcznie, czy muszę taką odmowę napisać własnoręcznie?”

    Po 1: podstawa prawna żądania próbek pisma, a konkretnie jej brak.
    Po 2: oświadczenie można złożyć ustnie, do protokołu. Protokół podpisujemy!
    Po 3: jeżeli chcą próbki pisma, to znaczy, że podejrzewają cię o położenie fałszywego podpisu. Możesz spróbować zagrać fortelem i powiedzieć wedle wzoru:

    Wzór odmowy dostarczenia próbek pisma. Jak odmówić dawania próbek pisma będąc świadkiem w sprawie karnej:

    „Świadek z mocy art. 150 kpk zobowiązany jest jedynie do podpisania protokołu czynności, w której brał udział. Żądanie próbek pisma od świadka nie ma podstawy prawnej. Fakt takiego żądania każe mi wątpić, czy nie występuję w sprawie jako osoba faktycznie podejrzana, a pod pozorem przesłuchania mnie w charakterze świadka nie kryje się faktyczny zamiar uzyskania, wyłudzenia materiału porównawczego. Poza tym, zeznań świadka nie można zastępować treścią pism, zapisków lub notatek, co samo w sobie pozwala odmówić mi zastosowania się do żądania, w związku z czym odmawiam złożenia jakiegokolwiek oświadczenia w formie pisemnej.”

    Oczywiście, w ten sposób, rozpocznie się policyjne poszukiwanie próbek twojego pisma, z urzędów meldunkowych, wydziałów paszportowych, urzędów gdzie masz prawo jazdy, z banków, gdzie masz wzory podpisów i podania pisane własnoręcznie, także przeszukania domu czy mieszkania celem zabezpieczenia wszelkich twoich listów oraz rękopisów, ale zmienisz status na osobę podejrzaną o przestępstwo! Czasem lepiej być podejrzanym, bo podejrzanemu wolno kłamać, a świadkowi nie. Świadek za kłamanie podlega odpowiedzialności karnej, podejrzany nie. Oczywiście rodzina przeżyje koszmar wielogodzinnej rewizji, przeszukania miejsca zamieszkania, zameldowania, biura czy stanowiska i szafek w zakładzie pracy. Zwolnienie z roboty murowane!

    Nadużyć jest dużo, pomimo z pozoru dobrego prawa. Zatem w każdym wypadku nadużyć ze strony policji czy prokuratorów należy przestępców z tej instytucji publicznie piętnować opisując relacje z ich przekrętów na prawie!

    Artykuły o Świadkach i Podejrzanych z Kodeksu Postępowania Karnego

    art. 190

    § 1. Przed rozpoczęciem przesłuchania należy uprzedzić świadka o odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy.

    § 2. W postępowaniu przygotowawczym świadek podpisuje oświadczenie, że został uprzedzony o tej odpowiedzialności.

    art. 191

    § 1. Przesłuchanie rozpoczyna się od zapytania świadka o imię, nazwisko, wiek, zajęcie, miejsce zamieszkania, karalność za fałszywe zeznanie lub oskarżenie oraz stosunek do stron.

    § 2. Świadka należy uprzedzić o treści art. 182, a o treści art. 183 oraz art. 185, jeżeli ujawnią się okoliczności objęte tymi przepisami.

    § 3. Jeżeli zachodzi uzasadniona obawa użycia przemocy lub groźby bezprawnej wobec świadka lub osoby najbliższej w związku z jego czynnościami, może on zastrzec dane dotyczące miejsca zamieszkania do wyłącznej wiadomości prokuratora lub sądu. Pisma procesowe doręcza się wówczas do instytucji, w której świadek jest zatrudniony, lub na inny wskazany przez niego adres.

    art. 192

    § 1. Jeżeli karalność czynu zależy od stanu zdrowia pokrzywdzonego, nie może on sprzeciwić się oględzinom i badaniom nie połączonym z zabiegiem chirurgicznym lub obserwacją w zakładzie leczniczym.

    § 2. Jeżeli istnieje wątpliwość co do stanu psychicznego świadka, jego stanu rozwoju umysłowego, zdolności postrzegania lub odtwarzania przez niego postrzeżeń, sąd lub prokurator może zarządzić przesłuchanie świadka z udziałem biegłego lekarza lub biegłego psychologa, a świadek nie może się temu sprzeciwić.

    § 3. Przepisów § 1 i 2 nie stosuje się do osób, które odmówiły zeznań lub zostały od nich zwolnione na podstawie art. 182 § 1 i 2 lub art. 185.

    § 4. Dla celów dowodowych można również świadka, za jego zgodą, poddać oględzinom ciała i badaniu lekarskiemu lub psychologicznemu.

    art. 192a

    § 1. W celu ograniczenia kręgu osób podejrzanych lub ustalenia wartości dowodowej ujawnionych śladów można pobrać odciski daktyloskopijne, wymaz ze śluzówki policzków, włosy, ślinę, próby pisma, zapach, wykonać fotografię osoby lub dokonać utrwalenia głosu. Po wykorzystaniu w sprawie, w której dokonano pobrania lub utrwalenia, pobrany lub utrwalony materiał zbędny dla postępowania należy niezwłocznie usunąć z akt i zniszczyć.

    § 2. W wypadkach, o których mowa w § 1, za zgodą osoby badanej biegły może również zastosować środki techniczne mające na celu kontrolę nieświadomych reakcji organizmu tej osoby.

    § 3. Badania i czynności, o których mowa w § 1 i art. 192 § 1, wykonuje się odpowiednio w warunkach i w sposób określony w przepisach wydanych na podstawie art. 74 § 4.

  • Ofiary księży pedofilów wspominają molestowanie i policyjny terror w Polsce

    Ofiary księży pedofilów wspominają molestowanie i policyjny terror w Polsce

    Uwaga! Materiał relacji jest drastyczny! Tylko dla dorosłych i molestowanych dzieci!

    Ofiary Księży Pedofilów i Zakonnic Pedofilek mówią o prześladowaniach w Polsce dokonywanych przez katolicką policję polityczną CBŚ oraz bezpiekę ABW na usługach papiestwa. Ofiary nie mogą podawać publicznie nazwisk księży czy zakonnic, bo sprawy im się przedawniły, czasem już nie żyją albo ofiara księdza pedofila byłaby prześladowana przez swojego księdza gwałciciela i policję na usługach pedofilskiej czarnej mafii watykańskiej, a ściślej od 1978 do 2005 na usługach pedofilskiej mafii wojtyłowej. W Niemczech w lutym 2010 zaledwie kilkaset osób upomniało się o odszkodowania od pedofilskiej sekty katolików za molestowanie i gwałcenie w dzieciństwie. Jan Paweł II dostał 17 tysięcy skarg na moletowanie przez księży w czasie swego pontyfikatu. Nie zareagował, kazał jedynie zastraszać ofiary i zmuszać je do milczenia. W Polsce tą samą metodą Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti jest zastraszane i oczerniane przez pedofilów i pedofilki z największej pedofilskiej mafii świata jaką na całym świecie w świetle już ujawnionych skandali jest tzw. duchowieństwo katolickie. W USA i Irlandii ujawniło się kilkadziesiąt tysięcy ofiar molestowanych w dzieciństwie przez dotąd nietykalnych księży zboczeńców seksualnych. W samej Irlandii przesłuchano ponad 30 tysięcy ofiar wykorzystanych seksualnie i gwałconych przez księży, mnichów lub zakonnice. Irlandia to tyle ludności co w Polsce ma jedno województwo śląskie, zatem ile więcej ofiar jest w Polsce…

    Wszystkie cytowane wypowiedzi, to fragmenty książki wydanej na potrzeby Antypedofilskiego Bractwa Himawanti w nakładzie 30 tysięcy egzemplarzy…

    Ofiary kościelnych pedofilów mówią:

    1. W dzieciństwie byłam molestowana seksualnie przez dwie katolickie zakonnice, które chciały ze mnie zrobić lesbijkę. Miałam wtedy 8-10 lat, zaczęło się w czasie przygotowań do katolickiej komunii. Bardzo źle to wspominam, nie chcę tego pamiętać, co musiałam im na rozkaz robić. To był mój pierwszy seks, z tymi zakonnicami, w tym wieku. Chciałabym zapomnieć i nigdy więcej o tym nie musieć pamiętać. To był straszny horror. Powinno się zakazać istnienia zakonnic katolickich. Za to, że chodziłam na jogiczne terapie dla ofiar pedofilów i pedofilek do Mohana Ryszarda Matuszewskiego nachodziła mnie policja państwowa CBŚ, skradziono mi komputer, oskarżano, że mam nielegalne oprogramowanie, chociaż miałam legalne programy należące do uczelni na których naukowcy pracować muszą. Na polecenie katolickiej policji politycznej ABW, zostałam zwolniona z pracy w Instytucie Morskim w Gdyni. Wszystko bezczelne, nielegalne i pedofilsko-katolickie! Taki brutalny jest katolicki reżim pedofilistów z Opus Dei, rządzący Polską! Dostałam niesłuszny wyrok od katolickiego gestapo nawet za zbieranie podpisów przeciwko nielegalnemu więzieniu pana Mohana Ryszarda Matuszewskiego, więzieniu przez pedofilską mafię z Bydgoszczy, Częstochowy i Warszawy!

    — dr Hanna Szpilewska – Gdynia, Gdańsk

    2. W 2002 roku jesienią wielokrotnie napastowali mnie policyjni pedofile na usługach pedofilskiej mafii z Dworca Centralnego w Warszawie i jej pedofilskiej prokuratury okręgowej. Pomagałam ofiarom gwałconym przez księży pedofilów prowadząc terapie duchowe i uzdrawianie w Brzegu, gdzie mieszkam, a także we Wrocławiu. Pracując jako rewident księgowy, wiem, że tysiące ludzi w Polsce ma takie problemy, choć nie tylko z księżmi czy zakonnicami. Biznesmeni poważnych firm w których realizowałam zlecenia rozmawiali ze mną i prosili o porady, gdyż wiedzieli, że prowadzę terapie ofiar pedofilów. Używałam metod jogi, relaksu i medytacji. Policja z CBŚ straszyła mnie egzekucją za pomaganie panu Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu. Grożono mi utratą pracy, ośmieszeniem z kościelnej ambony, a gdy to nie poskutkowało, policjanci wyjęli pistolety i mierzyli we mnie. Mówili że mnie zastrzelą za przynależność do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti. Zdecydowałam się wyjechać z pedofilsko-katolickiej Polski do Singapuru, do mojego syna. Akurat przydałam się jako babcia. Teraz mieszkam w Singapurze i nie boję się już katolickiej policji politycznej, kościelnego gestapo III RP zwanej obrazoburczo “Wolną Polską”. Okazjonalnie przyjeżdżam do Polski, Niemiec i Irlandii prowadzić terapie dla licznych ofiar księży pedofilów”

    — mgr Eugenia Pałys – Brzeg, Singapur

    3. W 2002 roku i w 2003 roku kilka razy nachodziła mnie katolicka policja polityczna CBŚ i ABW. Straszono mnie więzieniem i egzekucją za przynależność do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti. Jako molestowana w dzieciństwie przez księdza proboszcza wielokrotnie, przez kilka lat interesowałam się terapiami ofiar pedofilów, ofiarami księży pedofilów. Umiem pomagać ofiarom molestowania przez kler katolicki. Najważniejsze nie bać się kościelnych i ich policyjnych zboczeńców seksualnych, tego zwyrodniałego Opus Dei, które zawłaszcza naszą Polską. Nie boję się ścierwa policyjnego wysługującego się księżom pedofilom. Dalej pomagam ofiarom, ale się z tym nie afiszuję. Policjanci omal by zabili moją schorowaną matkę oraz malutką córeczkę! Do dzisiaj boję się, że jakiś ksiądz albo policjant z CBŚ zgwałci moją córkę!

    — mgr Nina Waśk – Włocławek

    4. W dzieciństwie byłam przez 8 lat, od ósmego do szesnastego roku życia gwałcona przez znanego w Polsce dobrze księdza biskupa i jego kompanów. Rodzina moja w tym pomagała, nie reagowano na moje skargi. W 1987 roku wstąpiłam do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, aby nauczyć się prowadzić terapie dla ofiar księży pedofilów. I też chciałam pomóc sobie. W Polsce zamiast księży i biskupów katolickich karać, to się ich ukrywa, a jak dziecko dorasta, to zbrodnia pedofilskiego zboczeńca zwanego biskupem jest już przedawniona. I jeszcze nie wolno mówić o swoich wspomnieniach z pedofilską kreaturą z katolickiego kościoła, bo to pedofila rzekomo “obraża”. Mam to gdzieś. Po kres życia będę mówić o tym co przeżyłam gwałcona i do stosunków z biskupem katolickim zmuszana przez popapraną rodzinę. Po kres życia będę pomagać gwałconym przez księży. Wielokrotnie byłam napastowana przez pedofilską policję polityczną katolickiego gestapo z Zabrza i Katowic! Napadali mnie kościelni bandyci pracujący w policji. Napadli mnie i pobili Dariusz Pietrek oraz Marcin Pietraszewski – dwaj śląscy pedofile, a policjanci im pomagali. Byłam ciągana po pedofilsko-katolickich sądach w Katowicach, gdzie się tylko interesy pedofilskiej mafii biskupiej ochrania. A wszystko za to, że ze szlachetnych pobudek zostałam terapeutką ofiar księży pedofilów i instruktorką jogi oraz medytacji.

    — mgr Barbara Latoszek – Zabrze

    5. Byłam nachodzona w Łodzi w moim miejscu zamieszkania, w tym w 2002 i 2003 roku. Policja polityczna z CBŚ wypytywała mnie nielegalnie, naruszając Konstytucję, o wyznanie oraz światopogląd. Policjanci w swym zwyrodnieniu uważali, że mają prawo pytać o to, o co Konstytucja wypytywać i przesłuchiwać zabrania. Polska to reżim katolicki, inkwizycja kwitnie. Nawet moja dieta ich interesowała. Mamrotali coś, że mnie zamkną w kryminale, jak będę występować w obronie pana Ryszarda Matuszewskiego. Po prostu działam w obronie praw człowieka. Pomagam też prowadząc terapie dla ofiar pedofilii i przemocy domowej w Łodzi.

    — mgr Elżbieta Kolanowska – Łódź

    6. Kilkakrotnie nachodziła mnie katolicka policja polityczna III RP. Za to, że jestem uzdrowicielem i terapeutą. Pomagam ofiarom przemocy domowej, pomagam, leczę duchowo, jestem bioterapeutą, a osoby używane seksualnie przez księży po bioterapii czują się dużo lepiej i zdrowieją. Napastowali mnie policjanci, żądali ode mnie podpisania lojalki, że nie będę nic mówił publicznie o księżach pedofilach w Polsce. Rocznie przyjmuję tysiąc osób na terapie. Trudno jest nie mówić. Mam gdzieś tych kościelnych popaprańców z katolickiej policji politycznej. Zawsze będę się douczał u Mohana, jak tylko czas pozwoli. Straszono mnie, że stracę majątek, że wyleją mnie z roboty. Mam ich gdzieś tych policyjnych tłuków wysłanych przez jakiegoś plebana pewnie papieskiego pedofila. Zapomnieli, że pracuję na swoim. Ale kontrolę skarbową nasłali. I nic, tylko się urzędniczka wygadała, że to CBŚ zlecił. Takie pedofile tam pracują!

    — mgr Eugeniusz Kaczmarek – Police

    7. Byłam molestowana przez księdza proboszcza w dzieciństwie. Boję się o tym mówić. Zmuszano mnie też do niechcianych stosunków w rodzinie, przez krewnych katolickich. Zastraszała mnie policja polityczna CBŚ jesienią 2002 roku. Policjanci straszyli mnie, że wyrzucą z pracy, pozbawią tytułu magistra, że mogą mnie nawet dzieci pozbawić. Policjanci zażądali, abym wycofała się z działalności w Antypedofilskim Bractwie Zakonnym Himawanti. Nachodzili mnie pedofilscy gangsterzy, którzy fikcyjnie oskarżali pana Ryszarda Matuszewskiego: Tadeusz Mynarski i Jadwiga Gierczyńska. Oferowali nawet zyski z handlu pedofilską pornografią. Mówili, że mają zielone światło od CBŚ i Prymasa na uwięzienie Mohana Matuszewskiego. Jakoś się ich nie bałam, chociaż bałam się o dzieci, gdyby policja polityczna, polskie gestapo CBŚ odebrało mi dzieci. A tak się ci zboczeńcy kościelni z policji odgrażali.

    — dr Hanna Zgryźniak – Opole

    8. Dobierał się do mnie ksiądz w dzieciństwie. To było straszne. Do dzisiaj jak się przypomni jest to horror. Na widok krzyża czy kościoła katolickiego miewam torsje. Za uczenie się za terapeutę w Antypedofilskim Bractwie Zakonnym Himawanti, nachodzili mnie policyjni kryminaliści. Za to co mnie straszyli, powinni ci policjanci z CBŚ siedzieć w kryminale dożywocie. Dla mnie to hołota, poniżej pasa. Powinno się wywalić na bruk wszystkich pedofilów, którzy wydawali wyroki przeciwko Antypedofilskiemu Bractwu Himawanti. W 2002 roku w czasie nalotów CBŚ, bałem się, że zabiją mi dzieci lub zgwałcą żonę i córeczki. Takie wstrętne typy nachodziły mój dom.

    — mgr Lech Bem – Częstochowa

    9. Już jesienią 1996 pierwszy raz nachodzili mnie policjanci na zlecenie księży. Inwigilowano mnie za przynależność do Międzynarodowego Zakonu Sufi Pir Vilayat Inayat Khan, a także na konto znajomości z Mohanem Ryszardem Matuszewskim i związków z Antypedofilskim Bractwem Zakonnym Himawanti. Nachodzono mnie bezczelnie we wrześniu 2002, mnie i moich rodziców straszono. Pozbawiono mnie chłopaka, który będąc świadkiem najścia mnie zostawił. Dlatego nienawidzę katolickich świń policyjnych. Jakiś czas na widok tego policyjnego ścierwa miałam ochotę jakiegoś “psa” zakatrupić, za moją MIŁOŚÄ† zniszczoną przez te katolickie świnie z policji politycznej. I tak jest mi trudno z kimś być, bo musi to być ktoś kto rozumie problemy osób molestowanych seksualnie w dzieciństwie. Ale kretyni z policji grozili bronią, że nas wystrzelają i mój były się przestraszył. Miałam być “starta w pył” razem z całym Himawanti. Wedle debilów katolickich z kościelnej w Polsce policji politycznej. Mieli legitymacje CBŚ. Byli jeszcze w 2003 i w 2005 roku. Może trzeba by policjantów kastrować, żeby księży pedofilów tak odważnie i bandycko nie bronili więcej.

    — mgr Anna Milewska “Sita” – Toruń

    10. Byłem kilkakrotnie gwałcony przez księży i biskupa katolickiego w dzieciństwie. Okolice Częstochowy to ostoja pedofilii parafialnej czy na zakrystiach. Chyba nie ma księdza co by nie robił tego z ministrantami i innymi dziećmi. Powody napadów policyjnych są zatem wiadome. My ofiary księży pedofilów chyba nie będziemy mieć spokoju w Polsce. Mówienie ludziom, żeby chronili dzieci przed księżami to ciężki chleb. Policja polityczna katolickiego gestapo III Rzeczpospolitej Polskiej Prymasa Glempa, Karola Wojtyły, Kwaśniewskiego i Buzka nachodziła mnie wielokrotnie, dostawałem wezwania, także moja rodzina. Trudno było sobie z tym poradzić od 1996 roku, ciągle zresztą przychodzą, nachodzą, po sąsiadach łażą i syf robią wokół mnie, mojej rodziny, pracy i Antypedofilskiego Bractwa. Nawet do szkoły karate w której ćwiczę poszli policjanci katolickiego gestapo i mnie tam znieważali, że w sekcie jestem. O działalności w ruchu antypedofilskim i terapii ofiar gwałconych w dzieciństwie przez księży pedofilów sprytne policyjne gnojki nie wspomniały. Za to z jogi i medytacji robili sektę! Takie katolickie gnojki, pewnie z sekty Opus Dei zawsze złodziejskiej i zawsze pedofilskiej przez papieża ręcznie sterowanej.

    — mgr Maciej Marczak – Częstochowa

    11. Byłem inwigilowany już w 1996 roku, w 1999, w 2003 i nachodzili mnie policjanci w 2006 roku. Zawsze wypytywali o wyznanie i przynależność do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti. Nachodzili mnie “kryminalni” lub “CBŚ”. Żona dostawała histerii na kilka tygodni i musiała brać leki uspokajające. Grozili, że jak będę uczestniczył w zajęciach u Mohana Ryszarda Matuszewskiego, to mnie zamkną na dożywocie w kryminale. Tacy jacyś – głupi jak na policjantów byli. Spytałem ich w 2003 roku od razu jak weszli mi do domu czy są “przydupasami ruchanymi w dupę przez Prymasa czy przez Papieża” – to ich zatkało, aż zaniemówili. Część przez lata to ci sami funkcjonariusze, czyli te same “osiołki” czy tam “kundelki”, z dawnej wyznaniówki od prześladowania mniejszości religijnych. Ci policjanci są chamscy, bo się bez nakazu ładują do mieszkania, a im nie wolno nikogo nachodzić i bez mojej zgody wchodzić do mojego mieszkania. Rozchorowałem się na kilka miesięcy przez tych kościelnych przydupasów prymasowskich. Ale Mohan Ryszard Matuszewski dał mi zioła i zrobił kilka sesji uzdrawiania, tak, że się znacznie polepszyło i jakoś żyję. I pomyśleć, że wszystko przez to, że z całego serca zaangażowałem się w prowadzenie terapii dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilów, bo sam z tym miałem w młodości do czynienia.

    — mgr Antoni Cichoński – Bielsko-Biała

    12. W dzieciństwie i młodości byłam w niechcianym związku seksualnym z jednym paulinem z Jasnej Góry. Byłam tak zwaną rozrywką dla mnicha z Jasnej Góry. Oni to bardzo lubią. Pewnie dlatego, że chodziłam na terapie dla ofiar księży, gwałtu i przemocy do Mohana Ryszarda Matuszewskiego, nachodzą mnie działaczki parafialnej Opus Dei oraz policjanci z “Trójkąta” w Częstochowie. Zastraszano mnie w 1996 roku, w 1997 roku, wzywano mnie w sprawie wieszanych przez mnie plakatów w obronie Mohana Ryszarda Matuszewskiego, także w latach 1999-2001. Powiedziałam “mendom”, że całą prokuraturę i sąd zakleję ulotkami, nawet jak mandat za to zapłacę i mam w dupie policję katolickiego gestapo. I won mi z domu kościelne zboczeńce! Raz się wynieśli, ale przyłaziły mendy znowu i groziły, że im rzekomo ubliżam. A oni mi od sekty ubliżali, katolickie, policyjne świnie bez kultury!

    — mgr Anna Rychlewska – Częstochowa

    13. Ja pracuję w szkole, to aż dziw, że na zlecenie mafii kościelno-opusdeistycznej z CBŚ czy ABW, jeszcze mnie z pracy nie wyrzucono. Nachodzono mnie i w pracy i w domu. Te same głupawe jasnogórskie ryje z komendy na “Trójkącie”, co napastowały mojego męża. Za młodu molestowała mnie najpierw zakonnica, a potem ksiądz. Nie mam ochoty przywoływać wspomnień, bo wyląduję u psychiatry. Księży powinno się kastrować, zakonnice też, niech żyją jak aniołki. Katolicyzmu zakazać raz na zawsze! Dość gwałcenia dzieci przez katolickich duchownych! Psy się odczepiły, jak za nachodzenie napisałam kilka skarg do wyższych instancji sądowych, że mnie policjanci z pedofilskiej mafii nachodzą i molestują seksualnie!

    — mgr Ilona Osińska-Marczak – Częstochowa

    14. Mnie molestował ksiądz na wsi pod Tarnowem, gdzie się wychowywałem. Potem się okazało, że miałem wujka pedała, co mnie moletował jak miałem 12-13 lat razem ze swoim kolegą, którym był ksiądz. Dlatego wstąpiłem do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, aby wyuczyć się jako TERAPETA ofiar księży pedofilów. Przyjmuję kilkuset pacjentów rocznie z takimi problemami, głównie z okolic Częstochowy i ze stron rodzinnych gdzie bywam. Policjanci odwiedzili wszystkich sąsiadów i przepytywali ich o mnie, ale część sąsiadów wie czym się zajmuję. Jeden sąsiad zapytał policjantów, co się tak o mnie dopytują, czy lubią seks z dziećmi i się boją, że “pan wicio” ich zdemaskuje. To się wnerwili i chcieli bić sąsiada, ale się zrobiło zbiegowisko na korytarzu i psich debilów z katolickiej policji politycznej z gestapo CBŚ, tak zwana opinia publiczna pogoniła. Zwykła policyjna hołota wysługująca się pedofilskim klechom, obrzydliwość! Policyjni bandyci byli u mnie w 1996 i w 1997 roku, potem w latach 1999-2001, chcieli mnie zamknąć za obklejanie pedofilskiego sądu w Częstochowie, co bezprawnie więził Mohana na zlecenie przeora pedofila Izydora M. z Jasnej Góry! I tak się ten reżim kościelny szarogęsi w Polsce. Trzeba ten syf katolicki wysłać do Watykanu albo na Księżyc. Na moje, to papież Karol Wojtyła jest winny wszystkich zbrodni pedofilii wśród księży, zakonnic i kleru.

    — mgr Witold Boguszewski – Częstochowa

    15. „Byłem w katolickim Seminarium Duchownym, uczyłem się na księdza. Zrezygnowałem z powodu wspólnej Tajemnicy Wiary. Jest to sodomia czyli wzajemne współżycie seksualne doodbytnicze i oczywiście obciąganie “fujar”, tak swoim przełożonym jak i kolegom ze starszych roczników. Kto nie jest pedałem, nie może być księdzem bo nie zaliczy żadnego egzaminu w katolickim Seminarium Duchownym. Taka jest katolicka, seminaryjna Tajemnica Wiary. To był potworny szok. Do dziś nie umiem sobie z tym poradzić. Chodziłem przez lata do Mohana Ryszarda Matuszewskiego na zajęcia terapeutyczne. Uczyłem się jako naturoterapeuta w Antypedofilskim Bractwie Zakonnym Himawanti. Mam wrażenie, że wszyscy co poszukują duchowych terapii byli molestowani lub gwałceni przez katolickich księży lub zakonnice. Większość ludzi z czasem o tym mówi w grupach terapeutycznych, ale czasem 5 lat trzeba, aż ten ból z siebie wyduszą. Niektórzy księża mają konkubiny i kochanki, żeby uniknąć konieczności pedalskiej kopulacji doodbytniczej z kolegami po fachu. Takie mam podłe te wspomnienia. Ale dopiero mieszkając w Sydney w Australii, daleko od pedofilią śmierdzącej katolickiej Polski, mogę tak otwarcie o tym mówić. Policja nachodziła mnie w 1996 roku, potem po prostu uciekłem z tej papieżem skundlonej Polski.”

    — mgr Marek Dannenberg (Cieślak) – Bydgoszcz, Warszawa, Sydney

    16. Na zajęcia dla ofiar księży pedofilów u Mohana Ryszarda Matuszewskiego trafiłem około roku 1989. Z jakie powodu chyba jest jasne. Nazwa Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti mówi samo za siebie. Przyszedłem po prostu na terapie energetyczne i duchowe dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek, jak w ulotkach było napisane. A metody jogoterapii i leczniczych medytacji oraz uzdrawianie ludzkiej psychiki do dzisiaj mnie żywo interesują. Policja polityczna faszystowsko-katolickiego gestapo nachodziła mnie w 1996 roku, w latach 1999-2001 kilkanaście razy, potem znowu w 2002 roku. W końcu powiedziałem i napisałem tym policyjnym świniom na łańcuchu Prymasa i Papieża, że od dawna nie jestem w Bractwie Himawanti i że nie utrzymuję z Mohanem żadnych kontaktów. Wtedy namawiali mnie do fałszywego oskarżania Mohana, co jak zrozumiałem wszystkie oskarżenia są fikcyjne i wyssane z pedofilskiej dupy papieża i jego przydupasów policyjnych, takich jak pederasta i pedofil Tadeusz Mynarski ks. “Abram Dillani”, którego poznałem jako alkoholika i homoseksualistę z upodobaniem do małych chłopców. I to tyle o policyjnych nagonkach na Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti. Mam spokój, bo udałem, że dawno mnie z Bractwem nic nie łączy. Lepiej pedofilskie świnie prokuratorskie i sądowe obklejać anonimowo plakatami i rozsyłać im anonimowe paczki z gównem niż w katolicką pedofilią śmierdzącej Polsce uczciwie i jawnie bronić człowieka takiego jak Mohan w słusznej sprawie!

    —mgr Dariusz Witkowski – Stargard Szczeciński, Szczecin

    17. Mnie już w dzieciństwie jak miałem sześć latek, ksiądz zrobił krzywdę. Jaką? No wiadomo jacy są księdza i co ich interesuje. Wszyscy to wiedzą, że każdy ksiądz to seksualny zboczeniec, ale nikt w tym obłudnym państewku nie raczy o tym mówić głośno. A katolicka policja polityczna kilkakrotnie mnie nachodziła w domu i pracy próbując zrobić ze mnie groźną sektę. Tyle, że pracuję u wielbicieli Sathya Sai Baba i policjanci jak śmieci, zostali wyśmiani i szef z pracy pogonił im kota i jeszcze procesem sądowym w Strasbourgu zagroził. Miałem wtedy dobrego szefa w pracy. Kilka innych osób w Stargardzie Szczecińskim było nachodzonych, także moi sąsiedzi, akurat Jehowi, to też głupich, obłąkanych katolicką kiłą wojtyłową policjantów pogonili. Od teraz śpiewam sobie przy goleniu piosenkę: “Wojtylizm to syfilizm, każdy człowieka o tym wie”. Myślę, że te wszystkie napady z okazji przyjazdów zboczka z Watykanu organizował sam Zboczek czyli Karol Wojtyła. Dla mnie cały katolicyzm to zboczenie, skoro nikt księdzu kutasa siekierą nie odrąbał, a cała parafia wiedziała, że ksiądz rucha dzieci i dokładnie kogo. Wszystkich tych zboczonych katolików powinno się kastrować bez sądu!

    — mgr Szczepan Zając – Stargard Szczeciński

    18. Byłam regularnie gwałcona przez księży katolickich, przez proboszcza parafii i jego wikarego w dzieciństwie. Gdy miałam 8 latek już pierwszy raz ksiądz mnie zaliczył. Dziś to biskup, a tamte zbrodnie ma przedawnione. I jak tu o tym mówić? Zetknęłam się także z pedofilską mafią Gierczyńskich i Mynarskich. Obrzydliwe zboczki kręcące filmy z dziecięcą pornografią. Moje dwie siostry także były wykorzystywane seksualnie przez księży. Nie cierpię pedofilskich policjantów ani dziennikarskich świnek pedofilią cuchnących. Znieważali mnie epitetem sekciara. Spytałam takich ile dzieci gwałcą tygodniowo. I głupi zboczek z napisem TVN odpowiedział mi siedmioro. Powiedziałam to spadaj zboku, bo ci urżnę kutasa. Chwyciłam za nóż kuchenny i uciekł z progu mojego domu, gdzie mam ośrodek terapeutyczny dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Mnie molestowali księża, ale do mnie na terapie przychodzi dużo kobiet, molestowanych, gwałconych przez zakonnice. I dużo kobiet, co za młodu były gwałcone przez własnych ojców, dobrych i zasłużonych katolików oraz przez matki katoliczki. Kazirodztwo i pedofilia. Dwa w jednym. No trzy, bo jeszcze katolicyzm. I tacy to potem plują na Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti, że niby o kościele i księżach źle mówić nie wolno. A sami molestują i gwałcą własne córki oraz wnuczki, a nawet prawnuczki. Taki jest kościół i jego dewianty.

    — mgr Bożena Kasprzycka – Częstochowa

    19. Pracuję jako uzdrowicielka, wróżka, astrolog i jasnowidz. Jako, że dawałam ogłoszenia na stronach Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti o swoich usługach, byłam nachodzona przez policyjnych tajniaków z wiadomych służb oraz przez CBŚ. Wypytywano mnie i sąsiadów o moją działalność. To bezczelna inkwizycyjna, zbrodnicza nagonka robiona przez parafialne męty na co dzień pijane winem mszalnym. Pogoniłam tę hołotę policyjną tego katolickiego państwa wyznaniowego. Polska to powinna mieć w nazwie “Wasal Watykańskiego Reżimu”, a nie Rzeczpospolita. Brzydzę się kościelnymi sługusami z policji i tajnych służb, co mnie nachodzili. Tym bardziej pisałam protesty i skargi przeciwko bezprawnemu więzieniu Mohana Ryszarda Matuszewskiego przez pedofilską mafię z Bydgoszczy, Częstochowy i Warszawy. Policja nachodziła mnie bezprawnie w 2002 i 2003 roku! I kilkanaście razy przychodzili tajniacy, niby pogadać o życiu.

    — mgr Lidia Ziajska – Katowice

    20. Mnie gwałciły zakonnice jak chodziłam do katolickiej szkoły u sióstr zakonnych. Bo zakonnica to siostra w habicie, czyli zboczenica seksualna. Cierpię z tego powodu do dzisiaj, bardzo trudno znoszę nawet najlepsze terapie. Nie mogę o tym zapomnieć. Trzeba mówić o klasztornych dziwkach lesbijsko-pedofilskich, mówić wszystkim dzieciom, aby klasztory i klasztorne szkoły u sióstr katolickich były raz na zawsze zlikwidowane! Na całym świecie trzeba likwidować to moralne zło. Pomagałam ofiarom gwałconym przez zakonnice w Polsce, ale teraz pracuję w Irlandii, bo tam bardziej jawnie i lepiej można pomagać ofiarom zboczonej papieskiej sekty katolików, która zabrania mówienia o tym co się dzieje z dziećmi w katolickich rodzinach czy w katolickich szkołach. Jeśli ktoś oddaje dzieci do katolickiej szkoły, oddaje je na molestowanie i używkę seksualną dla zboczonych sióstr, mnichów i księży! Policja polityczna katolickiego gestapo zwanego CBŚ, nachodziła mnie i mojego męża oraz moją matkę i sąsiadów. Wypytywała o przynależność do sekty! Sąsiedzi pytali policjantów czy mają “kukunamuniu” czy im “szajba bije i z nudów najścia esbeckie robią”. Moja matka powiedziała im krótko “wynocha papieskie debile, idźta biskupów zamykać za machlojki i wyłudzenia”. Chyba psy kościelne, papiesko-gestapowskie nie miały ze mną łatwo. A do Irlandii wyjechałam, bo tam państwo już płaci za terapię ofiar ruchanych przez zakonnice czy księży. Wrócę do Polski, jak w Polsce będzie refundacja dla ofiar Papieża Polaka i jego przybocznych.

    — mgr Krystyna Luzar – Kraków

    21. Terapiami naturalnymi jak bioenergetyka, reiki, medycyna chińska czy ajurweda zajęłam się z powodu traumy po incydentach z pedofilskim molestowaniem mnie w dzieciństwie. Nie chcę o tym w zasadzie mówić, bo po 5 latach terapii zasklepiłam moje rany i nie mam chęci aby je rozgrzebywać. To co ksiądz potrafi zrobić dziecku można albo zapomnieć, albo się powiesić lub zaćpać na śmierć. Jestem poważną biznesłumen i nie mogę sobie pozwolić na rozsypywanie się na widok habitu jakiegoś kolejnego zboczeńca. Miałam wiele problemów w związku, byłam na terapii trwającej dwa lata, ale chodziłam, jeździłam na sesje terapeutyczne dla ofiar pedofilów w sutannach przez lat pięć. Terapia dwa lata była dla mnie i wielu innych osób zbyt krótka. Najazdy policyjnych mend wyzywających mnie od sekciary przy sąsiadach i w miejscu pracy uzmysłowiły mi, że taka grupa terapeutyczna może wyglądać jak sekta albo tajna komórka powstańcza. Bo wszyscy patrzą na siebie, spotykają się, ale nikt nie chce się nawet pierwszy zapytać portiera czy są zajęcia, bo portier w jakimś klubie czy ośrodku zapyta “jakie zajęcia”. A to bardzo źle przez gardło przechodzi, że dla “ofiar księży pedofilów” czy w ogóle dla ofiar pedofilów. Strasznie się wtedy czułam, w takich sytuacjach, a policyjne świnie z chlewa, w te drażliwe tematy wchodziły brutalnie ze swoim hitlerowsko-katolickim pytaniem: “Do jakiej sekty pani należy.” To im palnęłam, że “do sekty pedofila Karola Wojtyły, ksywa Jan Paweł II”. Bezczelny i chamski policyjny gnój, zapytał: “A papież też panią gwałcił?” Ręce opadają. Oni dobrze wiedzą w katolickiej policji politycznej, z jaką organizacją mają do czynienia i że rozmawiają z ofiarami księży pedofilów. Tylko mają za zadanie zdusić ruch przypominający się o swoje prawa, zdusić w esbecko-katolicki sposób, gestapowskimi metodami wojtylizmu!

    — mgr Ewa Maciejewska – Poznań

    22. Byłam w dzieciństwie molestowana przez zakonnice. Było to obrzydliwe, myłam się długo nawet po tym, jak przechodziłam obok Kościoła czy klasztoru z zakonnicami. Do dziś na widok zakonnic mam mdłości i migrenę, ale po 2 latach terapii u Lalita Mohana Ryszarda Matuszewskiego poczułam się znacznie lepiej i jakoś uporządkowałam swoje życie. Z mężem i dziećmi po trwających aż do 2005 roku policyjnych napadach katolickiego gestapo nazywanego policją państwową wyjechaliśmy do Wielkiej Brytanii i nie chcemy mieć z pedofilską Polską Maryjną nic więcej wspólnego. Zanim wyjechaliśmy, potłukliśmy trochę przydrożnych maryjnych figurek i krzyży z Jezusem, jako symboli pedofilii katolickiej, w całej Polsce w wielu różnych miejscach. Jakoś trzeba dzieciństwo i policyjne napady na moją rodzinę odreagować! W Anglii z mężem dalej uczestniczymy w rozmaitych terapiach, głównie z tego samego powodu, chociaż mąż ucierpiał z tego powodu bardziej chyba niż ja, albo kobieta jest bardziej odporna na takie przejścia z pedofilią zakonnic. To w sumie i pedofilia i lesbijstwo było ze strony zakonnic. Obrzydliwość tej ziemi chodzi w habitach zakonnic. Od razu mnie mdli i rzygać się chce, że takie draństwo robi się dzieciom, małym dziewczynkom, wszędzie tam, gdzie zakonnice mają dostęp do dzieci.

    — mgr Renata Zając – Sieradz, London

    23. Molestowana byłam nie tylko ja ale nawet moja mama, dziś ciężko chora. Kościół nie zna umiaru w swojej perfidii i zboczeniu. Policyjni bandyci nachodzili mnie wiele razy, w tym w latach 1996-1997, w latach 1999-2001, a potem od sierpnia 2002 do grudnia 2003 kilka razy i znowu na przełomie 2005/2006. Kolejne najścia wstrętnych i agresywnych katów z katolickiej katowni pod pedofilską Jasną Górą, która próbowała w akcie zemsty za ujawnianie pedofilów zniszczyć tak Mohana Ryszarda Matuszewskiego jak i Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti. W Częstochowie do kilku grup chodziło jednocześnie nawet 200 osób, czyli tyle przynajmniej jest w Częstochowie ofiar molestowanych przez księży, zakonnice, dorosłych ministrantów, mnichów czy organistów i Bóg jeden wie przez kogo jeszcze. Trudno o tym mi mówić, nawet jako terapeutce, a prowadzę zajęcia dla ofiar molestowanych i gwałconych w tym księży pedofilów już od 1990 roku. Jestem terapeutką, pracuję z masażami, uwalnianiem traumy, bioterapią, reiki, ajurwedą, jogą i zaczynałam się uczyć tych rzeczy zanim jeszcze Mohan Ryszard Matuszewski stał się w Częstochowie znany z tych terapii dla osób gwałconych przez kler. Mam nadzieję, że policyjne napady na mój dom i grupy terapeutyczne ustaną, a na Jasnej Górze zamiast klasztoru będzie wielki szpital dla wszystkich ofiar katolickiego terroru w Polsce po 1989 roku. Takich metod jak wobec nas, ofiar pedofilii kościelnej zrzeszonych w Bractwie nawet komunistyczna SB nie stosowała wobec opozycji politycznej!

    — mgr Maria Tabaka – Częstochowa

    24. Mnie i moją żonę w Gdańsku kilkakrotnie napadało CBŚ Gdańskie, straszono nas, grożono nam śmiercią, sądem, więzieniem, utratą pracy, publicznym piętnowaniem w prasie, radio i telewizji. Widziałem jak to robili z Mohanem Ryszardem Matuszewskim. Boję się, ale cóż, najwyżej się weźmie jakiś znieczulacz i się zapomni. Po gwałceniu przez księdza, dziś biskupa, to tylko kolejna mała trauma. W sumie jestem zaprawiony w traumie od piątego roku życia. Ksiądz i jego kumple od ruchania dziatek też mnie i innych kolegów zastraszali. Trzeba im było zrobić dobrze i wtedy był spokój na kilka dni. Zjebane dzieciństwo. Zająłem się psychotroniką, okultyzmem i uzdrawianiem. Nienawidzę katolickiej sekty księży pedofilów, nienawidzę i już, na zawsze nienawidzę ścierwa kościelnego. Ciągali mnie ścierwa po sądach w Gdańsku, za pisanie protestów w obronie Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Obrzydliwe katolickie gestapo cuchnące papieżem. Oby piekło pochłonęło ten syf zwany katolicyzmem. Cóż tu więcej powiedzieć. Może mam film jeszcze zrobić o tym jak ksiądz rucha dzieci? Byłem nawet bity przez policję polityczną katolickiego reżymu zwanego Polską. Tłukli mnie w Gdańsku wieczorem na ulicy, zimą 2006 i krzyczeli że zabiją jak jeszcze raz do Mohana Ryszarda Matuszewskiego na zajęcia pójdę i jak będę głośno o pedofilskim dymaniu dzieci przez księży mówić czy pisać. To może jest mój ostatni występ, jak więcej nie przyjdę na zajęcia do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, to znaczy że kościelna policja polityczna w skatoliczałej Polsce mnie zamordowała.

    — mgr Jarosław Kowalczyk – Gdańsk Pruszcz

    25. Ja i moja rodzina byliśmy za chodzenie na terapię ofiar gwałconych w dzieciństwie przez katolickich księży brutalnie terroryzowana. Tak można nazwać najazdy tych bandytów z CBŚ na nasz dom na podkrakowskiej wsi. Moja siostra uciekła z tej pedofilskiej Polski na stałe, ale ona udzielała się więcej, także jako terapeutka. Pisałam protesty w obronie Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, ale policja polityczna na zlecenie pedofilów zaatakowała z brutalną i bestialską siłą. Napady były w latach 2002-2003 i w latach 2005-2006, to straszne, że papiescy pedofile mają takie wpływy w policji. Miałam nawet sprawę sądową o przynależność do Bractwa, nie wiem ile osób jeszcze miało takie sprawy. Wzywano mnie pod rygorem aresztu z Krakowa aż do Gdańska, oczywiście na mój koszt. To jest okrutne zbójectwo, a wszystkiemu winny jest papież Polak, ukrywający swoich zboczeńców seksualnych w sutannach. Mówię o tym głośno, bo chociaż mnie policja polityczna, katoliccy prokuratorzy z pedofilskiej sekty Opus Dei i sądowa alkoholiczka z Gdańska przestraszyli, to już mi ta trauma przeszła nie boję się powiedzieć, że katolicyzm to zło, pedofilsko-mafijne zło i ideologiczny syfilis robiący porządnym ludziom wodę z mózgu, a po cichu uprawiający pedofilię na plebaniach i terroryzm na małych dzieciach! Bandyci policyjni z CBŚ byli nieuprzejmi, chamscy i po katolicku wulgarni, jak to sługusy pedofilskiej papieskiej inkwizycji. Brzydzę się na równi pedofilskim sądem z Gdańska, który wymierzył mi bezpodstawny wyrok za pisanie protestów w obronie Mohana jak i pedofilskim sądem okręgowym z Warszawy, który trzy lata trzymał Mohana Ryszarda Matuszewskiego w areszcie na zlecenie jakiejś pedofilskiej czy tam kościelnej świni. Na jedno wychodzi. Kościelna to i tak dla mnie na zawsze pedofilska, dzieciojebliwa!

    — mgr Magdalena Chmielewska-Pasierb – Kraków

    26. Brałam udział w terapiach dla ofiar pedofilii u Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Jako ofiara molestowana pospołu przez księdza i mojego ojca, który mnie do tego zmuszał, a mamusia milczała, biła mnie i zakazywała wspominania o tej tragedii. Dlatego, że organizowałam w Jaworznie trening dla ofiar pedofilów już w 1996 roku Mohan Ryszard Matuszewski został napadnięty przez pedofilsko-katolicką policję polityczną z Jasnej Góry. Przebywałam dwa dni w areszcie w Częstochowie, gdzie zostałam zabrana razem z Mohanem z mojego mieszkania w Jaworznie, gdzie na mój dom napadli pedofilscy bandyci z Policji Państwowej i Jasnej Góry. Nienawidzę teraz polskiego papieża śmierdzącego pedofilią i terrorem oraz bandytyzmem Karola Wojtyły czyli zboka Jana Pawła II. Na zlecenie pedofilskiej mafii z Jasnej Góry, jakiegoś ruchającego ministrantów, kleryków i dzieci przeora z Jasnej Góry, cały ten napad pedofilski był zorganizowany. A policyjne ścierwa w czarnych hitlerowskich mundurach katolickiego gestapo obrażały się jak ich pytałam czy są zbokami ruchającymi dzieci i ministrantów. Policyjne ścierwo udawało, że nie wiedzą o co mi chodzi. Jak się pojawiły w nocy plakaty na pedofilskiej prokuraturze, sądzie i pedofilskiej wtedy wojewódzkiej Komendzie Policji w Częstochowie, to im te jaja pedofilsko-jasnogórskie zmiękły. Zostałam zwolniona przed okresem zatrzymania, ale Mohana Ryszarda Matuszewskiego trzymali całe dwa dni na rzekomym zatrzymaniu, czyli porwaniu. Zrozumiałam wtedy, że katolicyzm to moralne dno i śmierdzące gówno, kloaka zboczenia, dewiacji i bezprawia. Zrozumiałam, że cały katolicyzm to choroba psychiczna kulminująca w ruchaniu dzieci przez księży i że między Jasną Górą, katolicyzmem, papieżem i pedofilią trzeba postawić na zawsze znak równości! Nie umiem mówić o Jasnej Górze pedofilią zboczonej inaczej niż o pedofilskiej kloace, a o policjantach inaczej niż jako o zbokach ruchających dzieci razem z przeorem tego pedofilskiego burdelu, który napadł na mnie i Mohana Ryszarda Matuszewskiego, na moją rodzinę! Od sierpnia 1996 policjant to dla mnie tyle co gówno pedofilskie ruchające dzieci tak jak każdy ksiądz! A potem w 1999 roku, dnia 7 czerwca, był kolejny napad pedofilskiej policji państwowej pospołu z pedofilskimi gangsterami z Jasnej Góry, zawsze zboczonej i pedofilskiej. I tym razem dwa lata więzienia Mohana Ryszarda Matuszewskiego, zupełnie bezprawnie w katolicko-pedofilskich katowniach zwanych aresztami III RP. W 2002 roku zaczął się prawdziwy kilkuletni horror napastowania mnie przez katolickie gestapo z ich pedofilskim papieżem jako hersztem ogólnoświatowej jak się szybko okazało, pedofilskiej mafii Opus Dei z siedzibą w Watykanie. Nienawidzę za te napady syfilisem zepsutego papieża i jego policyjno-kościelnych czarnych gestapowców, którzy napadali na mnie, zastraszali mnie, wymuszali podpisy in blanco, na których wpisywali fałszywe zeznania, które potem musiałam odwoływać. Straszono mnie, mojego brata Marka, matkę i ciotki, a nawet sąsiadów, byle wymóc zerwanie wszelkich kontaktów z Mohanem Ryszardem Matuszewskim i Antypedofilskim Bractwem Zakonnym Himawanti. Dlatego mówię to na wieczną pamiątkę dla tych pedofilskich świń policyjnych i kościelnych, które maltretowały moją rodzinę i wszystkim radzę, zróbcie to samo, bo zbrodniarze policyjni się przestraszą NAS – ofiar pedofilskich mafii kościelnych, jak sobie poczytają te kanalie z pedofilskiej Jasnej Góry, Niedzieli, Effatha, KANA, OKOPS czy Opus Dei o sobie i swoich zboczonych kutasach!

    — mgr Małgorzata Wysocka – Jaworzno

    27. Byłam molestowana w dzieciństwie przez księży pedofilów. Nie byłam w stanie tego wytrzymać, bo księżulek ściskał mnie w swoich łapskach sadzając na kolanach i puścić nie chciał mimo mego płaczu i wyrywania się z jego obleśnych pazurów. Ksiądz pod pretekstem  “sprzątania zakrystii” wybierał sobie dziewczynki no i tam na tej tak zwanej zakrystii odbywały się dantejskie sceny obmacywania i wkładania łap czarcich pod spódniczkę czy koszulkę. Byłam zastraszana, że jak tylko coś pisnę rodzicom to stanie się im krzywda i policja ich wsadzi do więzienia. Dopiero po wielu latach kiedy to trafiłam na zajęcia jogi i spotkałam Ryszarda Matuszewskiego – Mohana – moja gehenna się skończyła. Dzięki terapiom w Bractwie Antypedofilskim Zakonnym Himawanti zaczęłam normalnie żyć i pracować, co przedtem było niemożliwe z powodu depresji i lęków, że coś złego się stanie moim bliskim. Do dziś omijam te czarne diabły i strzegę przed nimi moje dzieci. Dziękuję Ryszardowi Matuszewskiemu i terapeutom z Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, że mogłam wrócić do życia, choć koszmary molestowania jeszcze potrafią się śnić w nocy. Zgłosiłam nawet na policję to, że byłam molestowana w dzieciństwie przez księży pedofilów, ale sprawa została umorzona, bo policja klechy kryje, a od tej pory moja rodzina i ja byliśmy nieustannie narażeni na wyzwiska i innego rodzaju przykrości takie jak publikacje w gazetach na mój temat jakbym to ja była przestępcą a nie ofiarą. Do tego różnego rodzaju prześladowania, napady i pobicia, i zaczepki na ulicy. Napadano na mnie w pracy i w domu, na moje dzieci i posunięto się do tego, że zaczęto zastraszać moje dzieci podczas powrotów ze szkoły grożąc im śmiercią, wieszano na osiedlu gdzie mieszkam oszczercze plakaty o obraźliwej treści. Nasłani na mnie policyjni bandyci wyłamując mi drzwi łomem – włamali mi się do mieszkania z samego rana, kiedy to jeszcze spałam – i trzymali mnie 4 godziny w koszuli nocnej szydząc i wyśmiewając się ze mnie: “że i tak im nic nie zrobię”. Wymachiwali mi pistoletami nad głową i krzycząc, że mnie “odpalą” jak nie będę siedzieć cicho. Zrabowano mi z domu komputer, drukarki i inne dokumenty na temat prześladowań i molestowań przez księży pedofilów, zrabowano mi płytki CD na których były nagrane relacje ofiar pedofilów i inne materiały potrzebne do pracy w celu łapania tych zbrodniarzy w sukienkach, którzy gwałcą i molestują malutkie dziec

    — mgr Ewa Macherowska – Gliwice, Katowice

    28. Jestem wdzięczny Antypedofilskiemu Bractwu Himawanti za terapie. Byłem obiektem wykorzystania seksualnego w dzieciństwie. Wiele razy ksiądz ruchał mnie kutasem. Zmuszał do picia wódki, upajał, jak protestowałem, a potem bestialsko gwałcił. W 2002 i 2003 atakowali mnie policjanci z wydziału d/s terroryzowania obywateli, a ofiar księży w szczególności. To jest granda. Katolicyzm jest spalony, ludzie się na tym dziadostwie poznają. Już przestają chodzić do tej pedofilskiej sekty. Katolicyzm z pedofilią księży jest szkodliwy społecznie w najwyższym stopniu. A policja to zwyrodniałe seksualnie plugastwo. Za znieważanie Antypedofilskiego Bractwa Himawanti odpowiedzialni są kościelni pedofile z pospolitych brukowców. Jakaś taka menda dziennikarska chciała robić ze mną wywiad. Pytam mendy czy jest pedofilem z sekty katolickiej, a menda się śmieje i mówi tryumfalnie, że tak. Jak można się do tego przyznawać? Policja za to, że regularnie organizujemy, a nawet prowadzimy warsztaty terapeutyczne dla ofiar pedofilskiego kleru, nachodziła nasz dom, zastraszała dzieci i straszyła nami sąsiadów. Raz moje mądre dziecko, na boisku szkolnym zaczepione przez policjanta w tej sprawie, zaczęło głośno krzyczeć: “Ratunku! Pedofil, to pedofil! Pomocy! Chce mnie zgwałcić!” I policjant kościelny z CBŚ uciekł, razem ze swoimi kumplami. Tak trzeba traktować te szumowiny pedofilskiej policji politycznej CBŚ. Oni żyją z produkcji pedofilskiej pornografii, handlu narkotykami, krycia dillerów i innych bandytów z sekty Opus Dei. Trzeba tępić tę policyjną zarazę polskiej ziemi, chyba nawet bardziej niż pedofilski kler. Księdza każde dziecko powinno sekatorem ogrodniczym kastrować. Z ciulika i języka.

    — mgr Jacek Gabruś – Piła

    29. Z księżmi molestującymi dzieci stykam się od dzieciństwa. Mieli z tym problemy moi koledzy. Ja też miałem. Proboszcz i jego wikary stanowili zboczony tandem. Jak jeden dzieciaka użył, podrzucał drugiemu, który robił mu to za karę, jakby chciał się wygadać. Bardzo straszyli, że będziemy pośmiewiskiem, jak się przyznamy. Nauczyłem się potem chińskiej medycyny, psychoterapii, reiki i medytacji. Z różnych źródeł. U Mohana w Antypedofilskim Bractwie Himawanti też bywałem, ale tylko kilkanaście razy. Skorzystałem już z innych dobrych uniezależniających i wyzwalających terapii. Dobre są ustawienia Hellingera, bo szybko rozwiązują traumę ofiar księży i zakonnic. Rozwiązują też języki ofiarom. Lepiej się o tym rozmawia w swoim, bezpiecznym i hermetycznym gronie. Bardzo ważne jest, aby nie rozpowiadać tego co się wydarza na terapiach. Ale ktoś musi się ujawnić, żeby inni mieli lepiej. Dlatego mówię kilka słów o tym, że byłem wykorzystywany seksualnie przez księży. O tym, że z powodu udziału w zajęciach w Antypedofilskim Bractwie Zakonnym Himawanti byłem nachodzony i zastraszany przez policję także chciałem powiedzieć. Trzeba kościelnym zboczeńcom położyć kres, a katolicyzmu w takiej papiesko-pedofilskiej wersji na zawsze zakazać! Powinno się za bycie księdzem wysyłać do łagru na Kołymę, na dożywocie. Księża to są okrutne i zwyrodniałe bestie, a ich policja polityczna jest chamska i bezczelna. Policja napadała na mój dom i straszyła mnie oraz moją żonę, znieważała mnie przed sąsiadami. Może policyjnych katolików też trzeba kastrować razem z księżmi i biskupami?

    — mgr Zygmunt Maciejewski – Poznań

    30. W Sieradzu byłem molestowany, ba, wykorzystywany. Jacuś powie wam, że był dupczony, ruchany. Ksiądz nic innego nie umie, tylko ruchać dzieci kutasem w odbyty. Miałem 9 latek, jak mnie proboszcz otwór odbytowy rozerwał. Krwawiłem. Moje rodzeństwo też było gwałcone w kościele, mój ojciec i matka też. Cała rodzina nienawidzi Kościoła pedofilskiego zwanego katolickim. Moja żona była molestowana w Kościele katolickim. Opuściliśmy Polskę i mieszkamy w Wielkiej Brytanii, bo polska policja to też banda świń i debilów pedofilskich. Nachodzili nas w domu i mnie policja pobiła okrutnie w Sieradzu. Za organizowanie treningów dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Policyjne świnie katolickie straszyły moje małe dzieci, że je zabiją, jak tata z mamą będą leczyć ludzi z tego, co im księżą zrobili w dzieciństwie. Co za chamstwo. Papież Polak to musiał być wielki i obrzydliwy pedofil. Ciekawe ile dzieci wydymał kutasem papież polaczek. Policja napadała mnie i moją rodzinę w 2002, w 2003 i w 2005 roku. Same katolickie debile w tej policyjnej bezpiece. Powinni być kastrowani i musi być zakaz przyjmowania katolików do policji. A księża muszą mieć zakaz kontaktów z dziećmi na zawsze!

    — mgr Jacek Zając – Sieradz, Wielka Brytania

    31. Całe dzieciństwo zrypał mi ksiądz z pedofil i kilka jego kumpli. Zostałem przyuczony do tego, aby księdzu robić dobrze, czyli obciągać jego fiuta. Już przed komunią katolicką. To był koszmar. Rodzice mnie bili jak się skarżyłem na księdza. Bili mnie za to, że “fantazjuję i się brzydko wyrażam”. Ale cała parafia o tym wiedziała. Tylko, że dla tych głupoli katolickich ksiądz to Bóg, albo może coś ważniejszego niż Bóg. Dopiero w szkole średniej urwałem się zboczeńcom plebana z łańcucha. Pisałem na murach, że “ksiądz rucha dzieci”, ale nie wiele to pomagało na mentalność “homo catholicusów”. Ludzie byli i są jeszcze jacyś tacy zahipnotyzowani. Wiara ich zaślepia, a ksiądz hipnotyzuje. Bardzo źle wspominam dzieciństwo. Już jako student znalazłem Antypedofilskie Bractwo Himawanti. Przez kilka lat jeździłem na terapie grupowe i uczęszczałem do grupy w Krakowie. Po kilku latach terapia dała owoce. Jakoś się pozbierałem i rozliczyłem z tamtą częścią życia. CBŚ – polska katolicka policja polityczna nachodziła mnie w domu, w pracy, nachodzili dom rodziców i moich znajomych oraz sąsiadów. Próbowali zrobić z nas organizację terrorystyczną i sektę. Głupki policyjne nie chciały słuchać o tym, że każdy ksiądz to potencjalnie zwyrodnialec pedofilski, zboczeniec pod szyldem duchownego. Zrobiłem sporo stron internetowych obnażających zbrodniczą, pedofilską mordę Kościoła katolickiego i jego plugawych organizacji pedofilskich takich jak Opus Dei, KANA, Effatha i mnóstwo innych. Rozklejałem pedofilom, co nas atakowali plakaty obnażające działalność tych katolickich zboczeńców seksualnych. Niektórych udało się uspokoić, ale trzeba jeszcze dużo większych akcji robić, szczególnie w Krakowie i okolicy, bo tutaj najbardziej katolicyzm pedofilią śmierdzi, że aż cuchnie.

    — mgr Tomasz Pasierb – Kraków, Modlnica

    32. Molestował, wykorzystywał mnie seksualnie ksiądz, potem kolejny ksiądz, kolejny, tak zmarnował mi pedofilski Kościół katolików moje dzieciństwo. Mieszkam w Gliwicach, jeździłam na oazy, nawet myślałam że tak ma być, że na tym prawdziwa religia Boga polega, że muszę oddawać się cała kolejnym katolickim księżom. I tak od komunii w katolickiej sekcie, zawsze zboczonej, co zrozumiałam dopiero mając około 14 lat, jak zerwałam z kościelnymi zboczeńcami idąc za głosem serca. Uczestniczyłam w terapii dla Ofiar Księży Pedofilów przez pięć lat, a potem zostałam terapeutką i liderką grupy jogoterapeutycznej dla ofiar molestowania seksualnego. Od 1996 roku prowadzę regularne zajęcia w Gliwicach. Policyjni gestapowcy z Gliwic i Katowic napastowali mnie już w sierpniu i wrześniu 1996, na polecenie policji katolickiej z Częstochowy i Katowic, policji pedofilskiej na usługach moich katów, czyli księży zboczeńców seksualnych. Jeden z tych co mnie molestowali za młodu pracuje w Częstochowie i zajmuje się dziećmi, czyli gwałci dzieci swobodnie, jak to ksiądz. Spotkałam go kiedyś w Częstochowie i podrapałam, jak mnie zaczepił na ulicy, był to koszmar spotkać po latach pedofilskiego skunksa. Jestem wdzięczna Antypedofilskiemu Bractwu Zakonnemu Himawanti za wszelkie nauki i terapie. Nienawidzę pedofilskiego kościoła katolików, pedofilskiej Jasnej Góry, nienawidzę pedofilskiej mafii czy może pedofilskiej sekty Mynarski – Rewald – Gierej, za ich zbrodnie na dzieciach. Nie wyobrażam sobie, aby ofiara pedofilskiego gwałtu miała rozmawiać o tym jak molestował ją ksiądz z pedofilskimi policjantami służącymi pedofilskiej mafii z Watykanu. Pedofilią w Polsce powinien zajmować się Interpol, Europol albo KGB, ale nie pedofilsko-kościelna policja państwowa zaangażowana w interesy pedofilskiego kleru z kapelanami jako oficerami politycznymi policji.

    — mgr Danuta Soroka – Gliwice

    33. W dzieciństwie byłem molestowany przez księdza katolickiego, potem został on biskupem. Chyba z powodu traumy dorobiłem się stwardnienia rozsianego. Chociaż jestem prawie w całości sparaliżowany, pedofilska mafia zwana Centralnym Biurem Śledczym torturowała mnie przez kilkanaście godzin, abym złożył im zmyślone zeznanie przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu, u którego byłem na jogicznej terapii dla ofiar gwałconych przez polskich księży i biskupów katolickich. Policjanci byli gangsterami z CBŚ na usługach pedofilskiej mafii Janusza Gierczyńskiego z Częstochowy i Tadeusza Mynarskiego z Gliwic. Obaj zboczeńcy to przywódcy sekty Opus Dei, odpowiedzialnej za światowy skandal pedofilii w Kościele. Całą historię napadów policyjnych i torturowania mnie przez gangsterów z Centralnego Biura Śledczego już opisałem i jest gdzieś opublikowana.

    — dr Adam Citkowski – Zahajki

    34. Jako ofiara gwałtu dokonanego na mnie, gdy byłam małą dziewczynką trafiłam do Mohana Ryszarda Matuszewskiego na terapię długoterminową, zatem kilkuletnią. Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti poleciła mi znajoma lekarka, ginekolog z Piły. Znała je z relacji innych pacjentek, które pozytywnie przeszły długi cykl terapeutyczny i jakoś sobie poradziły z problemami, o których milczą zindoktrynizowani przez Kościół katolicki psycholodzy, psychoterapeuci czy nawet seksuolodzy. Terapia duchowa dla takich jak ja przypadków to idealna nazwa, bo zgwałcenie przez księdza rodzi bardzo wiele problemów duchowej natury, a na to psycholog nic nie poradzi, bo nie umie, a i często nie chce, jak jest na łańcuchu kościelno-rządowych etatów. Jeździłam do grup najbliższych do Bydgoszczy, Torunia i Włocławka oraz do Stargardu Szczecińskiego. Z czasem się okazało, że w Pile, nas ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek jest kilkanaście i stworzyliśmy grupę wsparcia. Istniejemy do dzisiaj, czasem spotykamy się towarzysko, a na terapię trafiają ciągle nowe ofiary kościelnego molestowania! Od 1999 roku jestem regularnie raz – dwa razy w roku nachodzona przez policję polityczną katolickiego reżymu, która chyba nie ma co robić i wielce się nudzi. Ale pędzę te typy kościelne gdzie pieprz rośnie. Z początku bałam się o dzieci, o męża, co chce ode mnie policja polityczna. Tak zrozumiałam, że Kościół, papież, katolicyzm, to syf, złodziejstwo, oszustwo i monstrualne zboczenie seksualne! Wstydzę się za Prezydenta i Premiera, że się szujom pedofilskim z Kościoła katolickiego i jego pedofilskiej mafii Opus Dei wysługują.

    — mgr Maria Gabruś – Piła

    35. Policja polityczna na usługach zawsze pedofilskiego Kościoła katolickiego dopadła mnie raz w 2002 roku, ale wtedy się bandytom pedofilskim z Bydgoszczy postawiłam. Nie dałam się wtedy zastraszyć policjantom na usługach pedofilskiej mafii z Bydgoszczy i Warszawy. W 2003 i w 2004 roku byłam dalej napastowana przez gang pedofilskich kanalii, Tadeusza Mynarskiego oraz pedofilskiej rodziny Rewald w tym pedofilskiej gangsterki Bożeny Rewald i Anny Gierej (Kokochy). Tadeusz Mynarski groził mi nożem i pistoletem, że jak nie wystąpię w programie telewizyjnym, żeby znieważać Mohana Ryszarda Matuszewskiego, to razem z kolegami policjantami kryminalnymi CBŚ całkowicie na usługach pedofilskiej mafii z Bydgoszczy, wykończą mnie, a moje zwłoki spłyną Kanałem Bydgoskim. Musiałam się zgodzić, bo wiem, żeby mnie zabili, a gangster i pedofil Tadeusz Mynarski był wściekły, bo na rozprawie w 2003 roku jesienią w Bydgoszczy nie powiedziałam ani złego słowa na temat Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Z gangiem Tadeusza Mynarskiego łączyła mnie pożyczka, a nie dostałabym moich pieniędzy z powrotem, jakieś 500 tysięcy złotych, z podziału rodzinnego majątku, gdybym odmówiła haniebnych usług dla pedofilskiej mafii Tadeusza Mynarskiego i Bożeny Rewald, dziewczyny z jego osobistego Haremu. W dzieciństwie byłam molestowana przez księdza i późniejszego biskupa, stąd trafiłam na terapie duchowe dla ofiar księży pedofilów w Bydgoszczy. Byłam nauczycielką, stąd miałam łatwy kontakt z dziećmi i szybko znajdowałam molestowane seksualnie ofiary. Pomogłam wielu dzieciom i młodzieży, także gwałconym przez lokalnych bydgoskich księży. Za to byłam znienawidzona tak u księży pedofilów, jak i u pedofilskiej mafii Tadeusza Mynarskiego i Bożeny Rewald, osób, będących chyba w Polsce głównymi dostawcami pornografii pedofilskiej także dla klasztorów i księży, oczywiście tych zainteresowanych, z Opus Dei, ale to większość, wedle mego rozeznania. Zostałam nie tylko zastraszona przez katolickie gestapo zwane policją w Bydgoszczy i mafię pedofilską Tadeusz Mynarski – Bożena Rewald, ale także przez pedofilską Minister Edukacji, Krystynę Łybacką, która nakazała mnie za pracę z ofiarami księży pedofilów wywalić z mojej ukochanej pracy w szkole. Wstydzę się tego, że musiałam naszczekać na Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti, co mi mafia policyjnych pedofilów kościelnych Tadeusza Mynarskiego kazała, ale dzięki temu lepiej rozumiem jak wszyscy, co z tym pedofilskim gangiem razem szczekali, niewątpliwie byli zastraszani i do szczekania zmuszani, być może nawet dziwki z haremu Mynarskiego jak Bożena Rewald i cała pedofilska mafia Rewald’ów z Bydgoszczy. Mam nadzieję, że któregoś dnia za te potworne zbrodnie, wszyscy księża i biskupi zostaną wykastrowani i raz na zawsze precz z Polski wypędzeni, tak jak to się dzieje w innych krajach. Księży pedofilów trzeba wypędzić ze wszystkich szkół, bo to co się dzieje, jak dzieci molestują to kosmiczny skandal w skali światowej, nie mający precedensu w historii!

    — mgr Bożena Pająk – Nauczycielka Bydgoszcz

    36. Cóż, z pedofilskiej Polski uciekłam do Irlandii, bo nie mogłam patrzeć jak wpuszcza się do szkół w Chełmie i okolicach pedofilskich księży, a potem w gabinetach dyrektorów i pedagogów zastrasza się na masową skalę dzieci “zerżnięte w odbyt” lub “w gardło” przez księdza katechetę. Mam mówić więcej? Robiono tak ze mną w dzieciństwie, dlatego mam nadzieję, że w Irlandzkich szkołach nie będę oglądać tyle tego pedofilskiego shitu w katolickim habicie. A policja katolickiej mafii opusdeistycznej nachodziła mnie kilka razy, ale od razu zapytałam czy chcą wiedzieć którego biskupa aresztować za to, że mnie gwałcił w dzieciństwie. To sobie jakoś policjanci za każdym razem poszli, chociaż ubliżająco szydzili i pokpiwali. Radzili powieść napisać o molestowaniu na plebanii, to chyba zaczęłam i cieszę się z tego, że to wydusiłam. Szczęśliwie nie zostałam pobita. Zawdzięczam to chyba znajomym i rodzinie, którzy mają pewne wpływy w lokalnej polityce. Katolicyzm to szambo, co nie? Strasznie śmierdzące szambo!

    — mgr Elżbieta Betiuk – Chełm, Irlandia

    Uwaga!

    Z uwagi na to, że wiele imion i nazwisk powtarza się tak, że w tej samej miejscowości lub okolicy mogą występować różne osoby o identycznych imionach i nazwiskach, przypomina się czytelnikom, że redakcja portalu nie odpowiada za przypadkową i zupełnie nie zamierzoną zbieżność nazwisk oraz imion pokrzywdzonych przez katolicką pedofilicję i policję państwową na usługach pedofilskiej mafii, ofiar, które dobrowolnie zrelacjonowały przebieg molestowania, gwałcenia oraz prześladowania przez katolickie gestapo zwane Trzecią Rzeczpospolitą. Niektóre nazwiska mogą być pseudonimami, o ile osoba relacjonująca zażyczyła sobie anonimizacji jej/jego nazwiska.

    Jeśli jesteś ofiarą moletowaną przez księdza czy zakonnice i chcesz aby zamieścić twoje relacje, możesz je nadesłać na adres emailowy portalu, razem ze skanem zgody na publikację i skanem obu stron dowodu osobistego (publikujemy tylko wiarygodne, autoryzowane wspomnienia).

    Antypedofilski Ruch Społeczny Bractwa Himawanti – Irlandia, Toronto, Sydney, Warszawa

  • Opole: Policjanci mordercy z komendy miejskiej?

    Opole: Policjanci mordercy z komendy miejskiej?

    Środa, 15 lutego 2012

    W dniu 14 luty 2012 roku w godzinach wieczornych, dwóch policjantów z Komendy Miejskiej Policji w Opolu w towarzystwie Hanny i Zdzisława Zgryźniak (ksywa Władysław) brutalnie wtargnęło do mieszkania pana Lecha Bem przy ulicy Puławskiej w Opolu. Policjanci, Zdzisław Władysław Zgryźniak oraz Hanna Zgryźniak, dotkliwie pobili pana Lecha Bem, między innymi łamiąc żebra oraz ręce. Nieprzytomnego zostawili na miejscu pobicia i uciekli z miejsca zdarzenia.

    Policjanci z KMP w Opolu to znajomki opolskiego pedofila współżyjącego kazirodzko ze swoimi córkami i małoletnimi wnuczkami. Matka dwóch córek w wieku gimnazjalnym nie tylko zmusza je do współżycia seksualnego z dziadkiem Zdzisławem o co toczą się rozprawy sądowe w Opolu ale też wystawia własne córeczki jako Galerianki w celach zarobkowych. Policjanci i rodzinny gang pedofilski Zgryźniaków dokonali usiłowania zabójstwa i brutalnego pobicia Lecha Bem z pomocą znajomych policjantów. Niedobili chłopa, który ujawnił pedofilski gang rodzinny bo wyglądał, że jest już martwy. Teraz Lecha Bem czeka długi pobyt w szpitalu i rekonwalescencja.

    Czy Komendant Policji w Opolu zostanie zdymisjonowany za zezwalanie swoim podwładnym na dokonanie zabójstwa Lecha Bem na zlecenie opłacane przez pedofilską mafię Władysława Zdzisława Zgryźniaka (byłego lekarza pedofila pediatrę) mającego pedofilski burdel przy Placu Teatralnym 10 w Opolu? A może zwyciężą łapówki dawane przez pedofilski gang i policyjni zabójcy pozostaną bezkarni razem z ich zboczonymi seksualnie przełożonymi, którzy widać lubią bzykać opolskie galerianki za kasę. Oto (O)Polska policja katolicka, papieska w XXI wieku i pokolenie policjantów imienia Jana Pawła II na całym świecie sekowanego za krycie pedofilskich zboczeńców seksulnych!

    Żądamy aresztowania pedofilskich policjantów oraz gangu Zgryźniaków za usiłowanie zabójstwa Lecha Bem!

    Wkrótce więcej nowych wiadomości z Opola!

  • STOP bandyckim zbrodniom pedofilskim i religijnym prześladowaniom Ryszarda Matuszewskiego!!!

    STOP bandyckim zbrodniom pedofilskim i religijnym prześladowaniom Ryszarda Matuszewskiego!!!

    Dnia 6 kwietnia 2006 katowicka policja na usługach pedofilskiej mafii i handlarzy narkotyków napadła po raz kolejny i zatrzymała Ryszarda Zenona Matuszewskiego. Bandyckiego wręcz napadu z wyłamaniem drzwi dokonali funkcjonariusze wydziału kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach (Tomasz K., Andrzej M., Andrzej Cz., Grzegorz M., Leszek Z., Andrzej Ch.). Przy tej okazji policjanci z wydziału dochodzeniowo-śledczego skonfiskowali sprzęt komputerowy z mieszkania, w którym gościnnie przebywał Ryszard Zenon Matuszewski (komputer PC, laptop, ok. 100 płyt CD z materiałami szkoleniowymi i danymi oraz 3 drukarki). Ryszard Zenon Matuszewski od tego czasu przetrzymywany był w areszcie w Katowicach, Gliwicach, Wrocławiu, Krakowie, Strzelcach Opolskich, Głubczycach, Warszawie Mokotów i Białołęce… Policjanci jak dotąd nie raczyli zapłacić za wyłamane drzwi ani odkupić zrabowanych komputerów.

    Na zdjęciu: demonstracja, protest przeciwko prześladowaniom Ryszarda Matuszewskiego pod Prokuraturą Okręgową, Warszawa, Krakowskie Przedmieście.

    1. MOHAN RYSZARD MATUSZEWSKI – najwybitniejszy terapeuta dla ofiar księży pedofilów, pacyfista, ekolog, filozof, pisarz, poeta, socjalista, jogin (autor kilku tysięcy stron tekstów o Jodze, Ekologii, Duchowości i Kulturze Wschodu), aktywny i radykalny obrońca praw człowieka (członek Amnesty International), obrońca praw zwierząt. Aktywnie i zdecydowanie przeciwstawia się wszelkiej nietolerancji (rasowej i religijnej), uciskowi społecznemu, biedzie, zacofaniu oraz pedofilii kleru! Propagator ZIELONEJ DEMOKRACJI (państwa bez jakiejkolwiek przemocy), o jaką walczył Mahatma Mohandas Gandhi! Krajowy Koordynator Grup Wsparcia dla Ofiar Molestowanych przez Księży Pedofilów.

    2. Mohan Ryszard Matuszewski prześladowany jest za swoje „niewygodne” poglądy, za pomoc i kursy terapeutyczne dla tysięcy ofiar księży pedofilów w Polsce, za aktywne propagowanie śiwaickiej Jogi na terenie Polski, za walkę z nietolerancją, za głośne krytykowanie niesprawiedliwości społecznej i wyzysku, za ujawnianie przekrętów sądów i prokuratur, za krytykę i obnażanie haniebnych czynów inkwizycji! Ryszard Zenon Matuszewski ujawnił kilkuset pedofilów, zachęcając do mówienia głośno o problemie pedofilii wśród kleru już w latach 1995/96, kiedy to za nagłośnienie pedofilii i prowadzenie terapii grupowej ofiar księży pedofilów został zaatakowany i pomówiony przez przeora Jasnej Góry.

    3. Od 1996 roku aż do dziś Ryszard Zenon Matuszewski jest OFIARĄ sterowanej NIENAWISTNEJ PROPAGANDY i nagonki nakręcanej przez pedofilskie mafie i ich ośrodki antysektowe oraz faszystowskich ekstremistów, których celem jest likwidacja ruchów propagujących, ogólnie mówiąc, filozofię Wschodu, New Age, ekologię etc. Bandyci faszystowscy, ultrakatoliccy (sedewakantyści) regularnie podpalają w Polsce ośrodki religijne związane z kulturą Wschodu, napadają i katują liderów hinduistycznych organizacji, szczególnie kobiety. Konsekwencją tej nienawistnej propagandy podsycanej przez polskie media (prasa i TV) jest potęgowanie prześladowań Mohana Ryszarda Matuszewskiego i wszystkich członków Bractwa Zakonnego Himawanti – którego jest jednym z około 120 liderów – m.in. przez skorumpowane na rzecz pedofilskiej mafii sądownictwo, policję, Centralne Biuro Śledcze, a także anonimowych bandytów. Mohan Ryszard Matuszewski często był bity do nieprzytomności, torturowany przez funkcjonariuszy prawa (przy zatrzymaniach, przesłuchaniach oraz w aresztach i więzieniach), o czym świadczą osoby przebywające wraz z nim w celi, bez żadnego wyroku latami (od 1999 roku) więziony w skrajnie ciężkich warunkach, przetrzymywany w zakładzie psychiatrycznym w Rybniku (gdzie faszerowano go silnymi „lekami” psychotropowymi – chcąc „na zawsze zamknąć mu usta”) pomimo wielu specjalistycznych opinii psychiatrycznych potwierdzających jego doskonałe zdrowie psychiczne.

    4. Szereg sterowanych ataków na jego osobę wydaje się nie mieć końca! Ataki te wymierzone w silną i charyzmatyczną osobę, jaką jest Mohan Ryszard Zenon Matuszewski, mają na celu wyeliminowanie go z życia publicznego i duchowo-terapeutycznej działalności. Jak dotąd Ryszard Zenon Matuszewski przesiedział BEZPODSTAWNIE w aresztach i więzieniach ponad 9 lat, a prześladowania jego osoby zaczęły się w roku 1996, kiedy to próbował zarejestrować Bractwo Zakonne Himawanti jako związek wyznaniowy w ówczesnym Departamencie Wyznań Urzędu Rady Ministrów. Faktycznym powodem represji jest fakt, że Ryszard Zenon Matuszewski jako jeden z pierwszych terapeutów w Polsce otwarcie sprzeciwił się medialnemu milczeniu w obliczu masowych zbrodni pedofilii kleru na ministrantach i innych dzieciach. Jako pierwszy prowadził otwarte dla chętnych grupowe terapie ofiar pedofilii ze szczególnym naciskiem na wszechstronną terapię duchową dla ofiar księży i zakonników pedofilów.

    5. Stanowczo protestujemy przeciwko prześladowaniu Ryszarda Zenona Matuszewskiego, oczernianiu Bractw Zakonnych Himawanti prowadzących formalnie terapię duchową dla ofiar pedofilskiego kleru! Protestujemy przeciwko manipulowaniu opinią publiczną, której skutkiem są okrutne prześladowania Ryszarda Zenona Matuszewskiego oraz członków Bractw Zakonnych Himawanti, ich rodzin i bliskich! Antypedofilskie Bractwo Himawanti to nie sekta, jak chcieliby pedofile i pedofilki z katolickich ośrodków antysektowych i ich pedofilscy dziennikarze z pedofilskiej mafii, ale szeroki i wszechstronny duchowo-terapeutyczny ruch społeczny, który skupia większość liderów relaksacji, dhjany, jogi, tantry, ajurwedy, agnihotry, jantry, tańca hinduskiego i hinduskich sztuk walki w Polsce, ruch społeczny, którego jedną z głównych aktywności jest terapia tysięcy ofiar księży pedofilów w Polsce.

    6. Mohan Ryszard Zenon Matuszewski jako jogin i pacyfista, nigdy i wobec nikogo nie stosował przemocy psychicznej ani fizycznej, oskarżenie go o planowanie zamachu na papieża Jana Pawła II i o próbę zakłócenia kolejnych pielgrzymek jest kłamliwą manipulacją pedofilskich ośrodków antykultowych i apologetycznych, szczególnie członków pedofilskiej mafii. W chwili obecnej nasilenie propagandy jest tak silne, że wymyślona najbardziej absurdalna bzdura na temat Mohan Ryszarda Matuszewskiego i Bractwa Himawanti – bezkrytycznie zostaje przyjęta za „fakt”, ale tylko przez pedofilskich dziennikarzy związanych z pedofilską mafią. To z kolei jest przyczynkiem do serii prześladowań, represji i bezpodstawnego oraz bezprawnego więzienia Ryszarda Zenona Matuszewskiego przez pedofilolubnych prokuratorów i sędziów, tych samych, którzy zboczeńców w sutannach zwalniają pomimo stwierdzenia faktu molestowania dzieci przez takiego księdza. Wszystkie te i wiele podobnych działań są niestety przykładami totalitaryzmu, a nie demokracji!

    7. Domagamy się natychmiastowego zaprzestania BANDYCKIEGO prześladowania i represjonowania Mohana Ryszarda Zenona Matuszewskiego przez pedofilię popierające – jak widać – państwo Polskie, skorumpowanych sądowniczych łapówkarzy i „dzieci kochających inaczej” policjantów!!! Domagamy się UWOLNIENIA terapeuty ofiar księży pedofilów, jogina, pacyfisty, ekologa, filozofa, obrońcy Praw Człowieka – Mohana, Ryszarda Zenona Matuszewskiego i zaprzestania nienawistnej pedofilskiej propagandy medialnej uruchomionej i podtrzymywanej przez szkodliwe społecznie (w tym przypadku) faszystowsko-pedofilskie, moralnie zepsute centra antysektowe, takie jak krytykujący wszystkich obrońców i terapeutów ofiar księży pedofilów serwis „psychomanipulacja.pl”, przodujący w Polsce w ochronie interesów pedofilskiej mafii, szczególnie pedofilskiej klero-mafii! Żądamy uwięzienia przywódców pedofilskiej mafii żyjącej ze stręczenia dzieci, produkcji i handlu pornografią dziecięcą oraz popleczników pedofilskiej mafii takich jak związany z kamedułami Tadeusz Mynarski „Abram” z Wilamowic czy związany z Jasną Górą Janusz Gierczyński „Uzdrawiacz” z Częstochowy i jego wspólniczka Jadwiga Gierczyńska (Kulawik) „Żurek”, czy Elżbieta Tomasz „Rynka” z Gliwic oraz kilkanaście innych osób organizujących pedofilską mafię w Polsce, które stoją za medialnymi pomówieniami i fikcyjnymi oskarżeniami preparowanymi za duże łapówki.

    Komitet Obrony Osób Prześladowanych
    na tle religijnym i światopoglądowym

  • Napad na mieszkanie Ewy M.!

    Napad na mieszkanie Ewy M.!

    Dnia 6 kwietnia 2006r. przed godziną 8 rano obudził mnie ogromny hałas na klatce schodowej! Zanim zdążyłam podejść do drzwi, do których zaczęto się dobijać, hałas tak się nasilił, że wystraszyłam się i spoglądając przez wizjer chciałam zobaczyć kto tak hałasuje z samego rana. Nic jednak nie było widać, gdyż wizjer był zasłonięty ręką jakiegoś mężczyzny. W tym samym czasie drzwi do mieszkania zostały wyważone łomem, a zamek wyłamany, a ja zostałam mocno uderzona w twarz pięścią, w której był zaciśnięty pistolet. Osobnicy, co się czaili pod drzwiami siłą wtargnęli do mieszkania naruszając mój mir domowy! Sześciu bandytów wymachujących pistoletami wtargnęło do mieszkania w którym przebywałam i zastraszając mnie i popychając, pobili mnie i odpychając mnie od drzwi, w taki sposób, że przewróciłam się i potłukłam boleśnie. Bandyci pobili mnie, uderzając mnie pistoletem i zaciśniętą pięścią w twarz, tak że całe oko miałam spuchnięte i popchnięto mnie wymachując mi nad głową pistoletami tak, że upadłam na podłogę i potłukłam się bardzo dotkliwie uderzając z całej siły o róg stojącej w przedpokoju szafki. Obdukcja biegłego lekarza sądowego stwierdziła moją niezdolność do funkcjonowania przez ponad 7 dni, liczne siniaki i guzy po pobiciu oraz rozcięcie skóry na twarzy, które powstało na skutek uderzenia mnie kolbą pistoletu w twarz i głowę! Napastnicy grozili mi, że mnie zabiją wymachując przy tym pistoletami. Zachowywali się arogancko i głośno. Grozili mi, że w razie jakiegokolwiek oporu wsadzą mnie do więzienia, a na wszelkie moje protesty przeciwko temu napadowi, jeden z nich oświadczył: „Tu nie jest Ameryka, możesz sobie pogadać i pokrzyczeć, a my możemy WSZYSTKO zrobić, co nam się podoba“! W ferworze nienawiści bandyci krzyczeli: „Wypierdalajcie z tego kraju razem z tym waszym sekciarzem z Himawanti“! „Już długo tu nie pożyjecie bo i tak was dojedziemy“! „Polska dla Polaków, a takie wyrzutki jak wy, to do Izraela“!

    Krzyki moje i wrzaski bandytów zaalarmowały moich sąsiadów, którzy nie wiedząc co to się dzieje, wystraszeni wybiegli na klatkę schodową. Byli więc świadkami tego najścia i egzekucji na mej osobie, a także widzieli policyjne suki, które otoczyły blok naokoło i jak szesnastu innych faszystów ubranych na czarno jak hitlerowskie gestapo, krążyło wokoło bloku! Faszystowska mafia, która napadła mnie w mieszkaniu – podczas obecności mego zięcia, o którym bandyci początkowo nie wiedzieli, a który przez cały czas najścia znajdował się w pokoju obok i słyszał wszystko co się dzieje – działała na zlecenie swojego szefa gangstera Dariusza Pietrka z Chorzowa, szefa Faszystowskiego Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji KANA, który wielokrotnie publicznie odgrażał się, że „nie spocznie dopóki nie ZNISZCZY wszystkich ruchów religijnych i filozofii ze wschodu“, a który to poprzysiągł zemstę wszystkim przyjaciołom Ryszarda M., którego już od ponad 10 lat prześladuje i szkaluje w mediach, grożąc mu śmiercią i organizując na niego i jego przyjaciół napady zbrojne. Był on więc koordynatorem wszystkich działań skorumpowanych funkcjonariuszy policji i jak się okazało na podstawie późniejszych oświadczeń policji głównym inicjatorem owego napadu zbrojnego i zastraszania! Ile łąpówki wpłacił Dariusz Pietrek za bandycki napad policyjnym kolegom nazim i faszystom, policja nie raczyła podać.

    Był to już kolejny atak na to mieszkanie, gdzie przebywałam a jedno z kolejnych najść tych bandytów miało miejsce 14-go września 2005r. Bandyci, którzy wtargnęli do domu nie mieli nakazu wejścia, ani przeszukania rzeczy. Zachowywali się bardzo arogancko i zastraszając domowników panoszyli się strasząc wszystkich bronią i tym, że zostaniemy aresztowani i wsadzeni do aresztu jak się nie zgodzimy poddać przesłuchaniom, które starano się na nas wymusić. Bandyci chcieli groźbami wymusić na mnie zeznania przeciwko Ryszardowi M. oraz chcieli mnie poprzez szantaż zmusić do wycofania się z działalności, którą prowadzę w Komitecie Obrony Praw Człowieka, oraz organizacjach pomagających ofiarom gwałtów księży pedofilii. Działający wbrew prawu bandyci nie chcieli pokazać swoich legitymacji służbowych, a stało się to jedynie wtedy, gdy oświadczyłam, że wezwę adwokata. Owymi napastnikami byli: Tomasz K., Andrzej M., Andrzej Cz., Grzegorz M., Leszek Z., Andrzej Ch., oraz Eugeniusz P. Okazało się, że są oni z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej w Katowicach i działają na skutek akcji znanego śląskiego gangstera Dariusza Pietrka. z Chorzowa, szefa Faszystowskiego Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji KANA, który publicznie odgrażał się, że nie spocznie dopóki nie ZNISZCZY wszystkich żydów, masonów i innowierców i nie przegoni ich z Polski. Dariusz Pietrek zajmuje się też zwalczaniem wszystkich ruchów religijnych i filozofii, które są ze wschodu, jak już wspomniałam wcześniej!

    Napastnicy wygrażający pistoletami, przez cały czas pobytu w mieszkaniu, obrażali moje uczucia religijne wyśmiewając się z przedmiotów kultu religijnego, zgromadzonych na mym domowym ołtarzyku i oszczerczo oskarżali mnie iż jak to stwierdził jeden z napastników: „na pewno ukradła z kościoła“! Wyzywali mnie też i obrażali, uważając iż jestem osobą chorą psychicznie i że na pewno „pójdę siedzieć“, bo; „nie podoba nam się twoja działalność“! Na pytanie dlaczego mnie tak bestialsko prześladują – nie uzyskałam odpowiedzi, poza tym, że wyśmiewali się bezczelnie i arogancko z tego wszystkiego co robię, a jeden bandyta bawiąc się pistoletem, co rusz mistyfikował moją śmierć zmuszając mnie do leżenia na podłodze i przykładając mi pistolet do głowy, karku i pleców. Przez cały czas pobytu w mieszkaniu BANDYCI zachowywali się wobec mnie bardzo brutalnie, opryskliwie, oszczerczo, a także butnie i wyniośle! Włamali się do mieszkania, kiedy jeszcze spałam, toteż nie mogłam się ubrać i cały czas w koszuli nocnej musiałam siedzieć, albo leżeć na dywanie twarzą do ziemi, bez możliwości przebrania się. A kiedy zapytałam, kto mi zwróci pieniądze za wyłamane łomem drzwi i rozwalony zamek, to stwierdzili śmiejąc się bezczelnie: „sama sobie to musisz naprawić“! Ponadto wyśmiewali się z prowadzonej przeze mnie działalności, oraz dotykali moich osobistych przedmiotów służących mi do kultu religijnego wyśmiewając się z nich i bezczeszcząc je plugawie.

    Policyjni bandyci sterroryzowali też domowników bronią i trzymali nas na muszce aż przez 2 godziny! Znęcali się nad nami psychicznie i rozpoczęli przeszukanie mieszkania, wzywając posiłki czyli następną ekipę prześladowczą. Pilnujący mnie bandyci przez cały czas bawili się kajdankami i pistoletami, oświadczając, że to dla mnie! Kiedy przyjechała następna ekipa prześladowców – rozpoczęto przeszukanie mieszkania bez nakazu prokuratora. Kryminaliści dokonali zaboru mienia konfiskując mi 2 komputery (w tym laptop) i 3 drukarki służące do pracy społecznej w Komitecie Obrony Praw Człowieka. Dokonali grabieży materiałów szkoleniowych, a było to ponad 100 płytek CD, które są mi potrzebne do pracy, gdyż działam w Europejskim Komitecie Obrony Praw Człowieka, gdzie występuję w obronie prześladowanych i szkalowanych Mniejszości Religijnych i Wyznaniowych oraz wszystkich skrzywdzonych osób, które zostały uwięzione przez sądy i prokuratury na podstawie pomówień i oszczerstw mafii faszystowskiej zwalczającej tak zwane „sekty“ w Polsce. Skradziono mi broszury, ulotki, książki, materiały biurowe, przez co pozbawiono mnie możliwości zarobkowania i pozbawiając w ten sposób warsztatu pracy – skazano na życie w biedzie i nędzy! Zaboru mienia dokonali: Krzysztof S., Zbigniew P., Adrian M., Tomasz M., na zlecenie gangstera Dariusza Pietrka szefa śląskiej mafii z Chorzowa, także szefa Faszystowskiego Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji KANA w Katowicach, do czego się przyznali!

    Policjanci zachowywali się tak, jakby byli ponad prawem gwałcąc Konwencję Genewską i wszelkie Prawa Człowieka. Bezcześcili i profanowali przedmioty kultu religijnego wbrew mym protestom by tego nie robili, grzebali w mych osobistych rzeczach i wyśmiewali się ze zdjęć mych nauczycieli i przedmiotów religijnych w ogóle. Na koniec tej napaści agresorzy zabawiali się filmowaniem całego zajścia i fotografowania całego mieszkania. Kiedy tylko doszłam do siebie, już po opuszczeniu mieszkania przez najeźdźców, doszły do mnie informacje, że całe to najście policji na mieszkanie gdzie przebywałam było pokazane w telewizji, a Dariusz Pietrek i współpracujący z nim faszysta i przestępca kryminalny, aferzysta i były eSBek Tadeusz Mynarski szkalowali mnie i moją działalność na antenach wszystkich programów telewizyjnych, a w gazetach ukazały się oszczercze i pomawiające mnie artykuły! W tym samym czasie inwigilowano też członków mej rodziny, oraz mych przyjaciół i znajomych mieszkających w różnych częściach Polski. Wielokrotnie grożono nam śmiercią, jesteśmy prześladowani, śledzeni i napadani, a nasze rozmowy telefoniczne znajdują się na bezprawnym podsłuchu policji. Wielu z mych przyjaciół zostało pobitych, dostajemy telefony i emaile z groźbami śmierci i nasze życie jest w niebezpieczeństwie, gdyż ogólna ksenofobia i faszyzm szerzy się w zastraszającym tempie!

    Bulwersuje mnie fakt, że obecnie w Polsce napada się, pomawia i wsadza ludzi do więzienia pod byle wymyślonym pretekstem! Powszechnie było już wiadomo, ale i znane mi są osobiście i wielu moim znajomym sytuacje znęcania się tzw. Policji, służb więziennych nad swoimi ofiarami, bicie do nieprzytomności w celu wymuszenia zeznań, przymuszanie poprzez szantaż do przyznawania się do winy, której ofiara nie popełniła, rozbijania małżeństw, zastraszania członków rodziny niewygodnych osób, czego też w większości na własnej skórze właśnie też doświadczyłam! Wzywam policyjną mafię gangsterów i włamywaczy do zapłacenia za wyłamane drzwi, do zapłacenia odszkodowania za brutalne pobicie i publicznego przeproszenia mnie za spowodowane krzywdy. Żądam aresztowania i osadzenia w więzieniu gangstera Dariusza Pietrka, Tadeusza Mynarskiego i ich nazistowskich wspólników z policji w trybie Artykułu 119 Kodeksu Karnego, bo taka niebezpieczna zbrodnia została na mnie popełniona!

    Ewa M.

  • Prześladowanie Przez Katolicyzm!

    Prześladowanie Przez Katolicyzm!

    (Osobiste świadectwo Ryszarda Mohana Matuszewskiego o zbrodniach katolickiego reżimu III RP na mniejszościach)

    Jak skatolicyzowana policja zwalcza Hinduizm w Polsce!

    Zajmując się aikido, aiki-jutsu, kalaripayat, tantrą, subudh, rebirthingiem, duchową jogą, sufizmem, nau­kami Swami Premanada, Yogananda i Sai Baba, terapią ofiar księży pedofili, także innymi ezoterycznymi poszukiwaniami wielokrotnie zetknąłem się z katolickimi naciskami i wezwaniami do zaprzestania tego rodzaju działalności. Prowadząc otwarte zajęcia i spotkania poświęcone takim metodom jak joga oddechowa, subudh, medytacje i tańce sufickie czy hatha joga w Toruniu, wielokrotnie nawiedzany byłem przez działaczy różnych akcji katolickich i parafialnych z rozmaitymi żądaniami. Chodziło głównie o to, abym natychmiast nawrócił się na jedynie słuszną wiarę jaką jest rzymski katolicyzm, tudzież abym zaprzestał organizować warsztaty i spotkania poświęcone duchowości wschodu, określanej aktualnie zwykle terminem ogólnym New Age, gdzie wszystko co katolicy chcą tępić wkłada się do jednego worka. Zdarzało się, że aktywiści parafialni próbowali wszczynać awanturki na początku zajęć żądając zaprzestania mojej działalności, gdyż to jest w ich parafii i oni sobie tego generalnie nie życzą i trzeba ich było usuwać ręcznie, chwytem transportowym.

    Otrzymywałem też anonimowe listy z pogróżkami, nawet taśmy magnetofonowe z perswazją jakie to zło i jaką zarazę szerzę w podobno katolickim narodzie. Z czasem doszedłem do przekonania, że jedynym złem jest tutaj działalność tych katolickich czy może raczej parafialnych aktywistów. Działając od lat w parafii pana Rydzyka i pod latarnią Radia Maryja, trudno prawdopodobnie nie być szykanowanym, wszak dla tego obywatela, wszystko, co nie katolickie to godne jest wytępienia za wszelką cenę i wszelkimi środkami. Niemniej wszelkie anonimy, włącznie z audioanonimami skrzętnie przekazuję miejskiemu wysypisku do utylizacji, tyle są dla mnie warte. Z początkiem mojej działalności wydawało mi się, że czasy katolickiej inkwizycji już minęły, a gadanie o jakiś naciskach to najwyżej wygłupy lub dowcipy. Niestety przekonuję się, a od kilku lat to się wzmaga nawet, że to nie tylko nie są dowcipy, ale – czy raczej niestety, jest to na szeroką skalę prowadzona wojna religijna czy inkwizycyjna, w której można nawet zginąć.

    Panom i paniom przedstawiającym się zawsze jako działacze z akcji bądź rady parafii lub jako dobrzy katolicy z parafii na ogół trudno było przedstawić się dalej, gdy pytałem o nazwisko, adres i inne dane do kontaktu. Zwykle więc wypraszałem owych natrętów (świadkowie Jehowy są bardziej kulturalni, subtelni i taktowni), czasem musiałem siłą wypchnąć za drzwi, raz nawet jednego księżulka miałem nie­rzyjemność przemocą wyprosić z sali zajęć, kiedy przyszedł mi robić tak zwany nalot i wrzeszczeć, że on wyegzorcyzmuje całe to szatańskie zło (prawdopodobnie nie wiedział nawet pajac co będzie egzorcyzmował). Z czasem w odpowiedzi na co głupsze i agresywniejsze wypowiedzi duchownych przywódców kościoła katolickiego czy raczej sekty katolików, zacząłem reagować rozmaitymi apelami i protestami pisanymi. Tylko w odpowiedzi na jeden, raz łaskawie jakiś sekretarz episkopatu raczył potwierdzić przyjęcie dokumentu do wiadomości. Zapewne rozsierdziłem czarną władzę listami protestacyjnymi.

    Z aktualnej literatury katolickiej, na co mogę przytoczyć odpowiednie dowody przestępstw w postaci książek i publikacji, wynika niedwuznacznie, iż wszystko co spotyka mnie ostatnimi czasy to głównie wojna władz katolickich ze wszystkim co wschodnie, ze wszelkimi ruchami religijnymi tak zwanej nowej fali religijnej REFORMACJI. Jasne, że nowa fala (New Age) odbiera mnóstwo fanów, a także pieniędzy dotychczasowym monopolistom religijnym, właśnie takim, jak chociażby upadający praktycznie z powodu pedofili i chciwości kościół katolicki. Ale czy to wystarczający powód aby zwalczać nową myśl duchową czy religijną w najbardziej perfidny i prymitywny sposób? Czyż nie dosyć, że historia rzymskiej religii katolików zlana jest krwią ludzi inaczej wierzących, że wspomnę Katarów, Indian czy Hugenotów?

    Aktualnie jestem zaangażowany w organizowanie i rejestrowanie Duchowej Wspólnoty Himawanti, której celem jest propagowanie mistycznych i duchowych nauk hinduizmu, tantry, wiedzy o czakramach oraz wschodnim uzdrawianiu. Musi to być solą w oku katolickich władz, gdyż od dwóch lat mnożą administracyjne trudności i robią problemy z prozaicznej czynności wpisania do rejestru kolejnego związku wyznaniowego, kościoła, gdzie cały proces rejestracyjny powinien zgodnie z ustawą trwać zasadniczo ledwie dwa miesiące. Na początku sekretarka nawet w urzędzie radziła mi dać sobie spokój, gdyż wschodnie związki nie mają szans, bo wszyscy pracownicy urzędu to niedoszli księża po KUL-u, a także byli eSBecy, i staną na głowie, a nawet na uszach, byleby opóźnić lub uniemożliwić rejestrację czegoś co ma swoje korzenie gdzieś w filozofii i praktyce hinduskiej skądinąd jogi. Jak obiecali, tak też czynią. Nie pomaga na razie nawet odwoływanie się do Prezydenta, Premiera czy Rzecznika Praw Obywatelskich ani do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

    Piszę o tym wszystkim, bo jest to kontekst mojej działalności i dalszych ciekawych zdarzeń, niepo­wiem, urozmaicających skądinąd spokojny na ogół życiorys. Zatrzymanie przez jasnogórską półtajną policję polityczną, na zlecenie katolickich mocodawców politycznych w dniu 14 sierpnia 1996 roku w miejscowości Jaworzno, na pewno należy do takich zdarzeń urozmaicających życie. Tak się składa, że od 15 do 18 września miałem prowadzić kolejne ze spotkań poświęconych jodze i uzdrawianiu w Częstochowie. Zajęcia organizował Jan Piskorski. Stolica wątpliwej jakości katolickości zapewne nie może tego znieść, że coś wschodniego kwitnie jej u samych wrót i to kwitnie prężnie i dynamicznie wzrasta, bo właśnie Częstochowa jest jednym z najprężniejszych ośrodków duchowości rodem ze wschodu. Jak na stolicę polskiej religijności, skądinąd indoeuropejskiej, to właściwie nic dziwnego ani nadzwyczajnego. Przed paulinami na Jasnej Górze był słowiański klasztor i gontyna Bogini Matki – Diva Laila (Leili), który został brutalnie spacyfikowany, ograbiony i przejęty przez sektę paulinistów, dzisiejszych jasnogórców. Było tego ponad 3000 zamordowanych ofiar, w tym dzieci i niemowląt polskich z poderżniętymi przez rycerzy paulinistycznych gardłami.

    Niemiły incydent wydarzył się też w Klubie gdzie organizowane były zajęcia. Większość przyjezdnych zwykle nocowała w tym klubie na własnym sprzęcie. Tym razem, w przeddzień imprezy katoliccy mocodawcy czy patroni spółdzielni „Nasza Praca” zakazali spania w tym Klubie, co jest grą nieczystą, obliczoną na sfrustrowanie uczestników. Tak się zdarza w całym kraju, zdarza się też, że kluby odmawiają sal na takie spotkania duchowe na wniosek proboszczów parafii lub pod groźbą utraty posady kierowniczej w klubie dokonywanej ustnie przez katolickie władze zwierzchnie spółdzielni.

    Terrorystyczny napad Policji w Jaworznie

    Czym się zajmowała policja w mieście Jaworzno, godzinę drogi od Częstochowy? Ano przez około tydzień, jak twierdzą sąsiedzi, dom był dyskretnie obserwowany, a sąsiedzi przepytywani na okoliczność mojego tam pobytu w charakterze bardzo niebezpiecznego przestępcy, skąd zapewne jeszcze długo będą się mnie bać. Dobrą to opinię katoliccy mocodawcy policji wyrabiają skądinąd pokojowo i pacyfistycznie nastawionym działaczom wschodnich tradycji duchowych. Policja nie szczędzi na takie cele wydatków ni środków, zatem nic dziwnego, że na walkę z mafią pieniędzy już nie ma. Kiedy około czternastej po południu lokal otoczyło kilkudziesięciu komandosów, domyślałem się tylko, że chodzi o moją działalność religijną, tudzież o przeszkodzenie w prowadzeniu zajęć w Częstochowie. Takie nieprzyjemności miałem już dwa razy od czasu przejęcia władzy w 1989r. przez mafijny czarny kler katolicki. Kiedyś nie odbyły się zajęcia w Elblągu oraz w Pile, gdyż przebywałem na zatrzymaniu, bądź zostałem zatrzymany w Toruniu na tyle aby nie móc wsiąść do pociągu którym mógłbym dojechać na czas w oznaczone miejsce. Każda taka akcja to pewien szok utrudniający rozwijanie wzniosłych i duchowych myśli. Po ostatnim szoku będę już pewnie bardzo dobrze przyzwyczajony do reżimu III RP. A o to zapewne chodzi czarnej władzy katolickiej, aby z działacza odmiennej opcji duchowo religijnej zrobić kryminalistę.

    Zostałem zakuty w kajdanki, z rękami do tyłuw sposób bestialski. Wbrew mojemu usilnemu żądaniu, nie przedstawiono mi żadnego sensownego powodu zatrzymania w taki drastyczny i chamski sposób. Skądinąd proponuję policji, aby tak aresztowała złodziejaszków takich jak niejaki Ksiądz Halberda z Elbląga lub oszusta finansowego Jankowskiego z Gdańska; może też Glempa, za kierowanie mafią katolicką w Polsce. Pewnie by katoliccy politycy rozwiązali polską policję. W komendzie miasta Jaworzno zostałem przesłuchany na konto rzekomo nielegalnego pobytu w mieście Jaworzno i na konto rzekomo nielegalnego kierowania niezarejestrowanego dotąd z winy i złośliwości katolickich prominentów i esbeków zasiadłych na stołkach Departamentu Wyznań URM, związku wyznaniowego, czy jak kto woli organizacji duchowo-religijnej. Najbardziej bawił mnie zarzut nielegalnego pobytu, na który rzekomo policja posiadała stosowny donos, dzięki któremu mogła mnie obserwować, a przy okazji moją narzeczoną i jej rodzinę. Przebywając kilka dni latem, we wakacje i do tego u narzeczonej, według policji w Jaworznie winienem się natychmiast u nich z tym meldować, acz nie jestem kryminalistą z orzeczonym obowiązkiem meldowania się w jakimś komisariacie katolickim! Zabawne jest poczucie humoru policji kryminalnej czy chyba znowu politycznej. Przez bodaj trzy godziny męczono mnie odpytywaniem na tę okoliczność.

    Najbardziej jednak zainteresowani byli listą wszystkich osób zajmujących się w Polsce jogą, liderów, członków, finansami, stosunkami w grupach praktykujących, rzekomym przymusem religijnym o który regularnie podejrzewane są wschodnie wspólnoty wyznaniowe, a który istnieje praktycznie jedynie w ugrupowaniach chrześcijańskich (chociażby społeczny przymus ślubu w sekcie katolickiej). Jeden z policjantów „Najświętszej” Marii Panny tak się zapędził w pytaniach natury intymnej pomiędzy mną a moją narzeczoną, iż musiałem mu odrzec nieco kpiąco: „Panie, jeśli w pańskim wieku nie wiesz pan do czego służy narzeczona” – to się trochę utemperował w swoich nachalnych dociekliwościach. Ale nie jestem pewien, wie czy nie wie, w końcu katolik jakowyś może i nie wiedzieć co się robi w łóżku z narzeczoną. Z pozytywnych objawów niektórzy z katolskich policjantów kryminalnych reżimu III RP dawali mi do zrozumienia, że muszą to robić, gdyż tak im każą polityczni mocodawcy wiadomego kościoła czyli sekty rzymskiej, chociaż brzydzą się tym co robią ale nie chcą stracić pracy. Ustawicznie też policja w Jaworznie powtarzała mi iż przyjadą do mnie specjalni policjanci z Częstochowy, którzy wyjaśnią mi dokładniej za co jestem zatrzymany, gdyż oni tak naprawdę nic nie wiedzą, mają jedynie nakaz aresztowania i dostarczenia do Częstochowy.

    Zastanawiające skąd to policja wiedziała, gdzie to akurat przebywam, skoro byłem nijak nigdzie niezgłoszony i zaszyty, a w swoim ówczesnym miejscu zamieszkania w Toruniu nie zostawiłem żadnej informacji o tym gdzie się udaję. Musieli jakoś śledzić mnie aby wiedzieć gdzie przebywam na tę okazję zaaresztowania. Znamiennie, dokładnie w przeddzień rozpoczęcia czterodniowej intensywnej sesji jogi i ajurwedy w Częstochowie. Odpytywano mnie i przeszukiwano na okazję posiadania broni palnej, gazów bojowych, granatów, bomb i wszelkiego rodzaju innych podobnych militariów z wyjątkiem walizkowej bomby atomowej. Ciekawe jest, że policja polityczna reżimu III RP cały czas dawała mi do zrozumienia, że wie gdzie bywałem w czerwcu, w maju 1996, i że wie, gdzie zamierzam być w najbliższej przyszłości. Ażeby tyle wiedzieć, rozumiem musieli mnie dokładnie obserwować, a nawet podsłuchiwać już od dłuższego czasu. Z tym zresztą nie problem, nieraz się zdarza „księżulo” incognito na naszych zajęciach. Poznać takiego na ogół po tragicznie infantylnych i idiotycznych pytaniach z zakresu duchowości i religii, pokazujących, że ksiądz jest zawsze całkowicie niekompetentny w wiedzy o Bogu i duszy. Kompletny brak wykształcenia w tej dziedzinie. Zastanawiające też jest, że Policja w Jaworznie, a także potem w Częstochowie nie była mi w stanie okazać żadnego pisemnego nakazu aresztowania ani od Prokuratury ani też od Sądu. Rozumiem, że cienko z tymi formalnościami i brak był jakiejkolwiek podstawy prawnej.

    Kiedy odpytywano mnie jeszcze w Jaworznie na konto posiadania granatów i podobnych sprzętów, wyznałem katolickim policjantom reżimu III RP, że granaty bardzo lubię i kupuję sobie od czasu do czasu na rynku. Na pytanie co z nimi robisz, stwierdziłem, że zużywam. A gdy pytano gdzie przechowuję, to jasno odrzekłem iż przechowuję zwykle w lodówce. Przeszukujący lokal mieszkalny meldowali nawet przez telefon do komisariatu, że lodówka jest pusta. Po godzince takiego sobie rozmawiania o granatach, przyznałem nawet, że nie mogę się powstrzymać od kupowania granatów na rynku, bo to jeden z najsmaczniejszych owoców jaki znam. Niektórzy policmajstrzy byli trochę wściekli na taki sposób robienia ich w jajo. Ale chociaż się trochę ubawiłem w tej ogólnie paranoicznie smętnej sytuacji.

    Zebrali w każdym razie wszelkie potrzebne im jak to określono „do namierzenia i rozpracowania sekty” materiały personalne, choć nie ukrywam, że w takiej sytuacji udzielam także mylących przeciwnika informacji. Zrozumiałem już w Jaworznie, że jest to jakaś akcja sprokurowana przez mocodawców politycznych sekty katolików, paulinów z Częstochowy, a ściślej z Jasnej Góry i dowiedziałem się na koniec, że zostanę tam przewieziony i przesłuchany ponownie. Grozili mi, że wydadzą mnie paulinom, którzy mnie zakatrupią w piwnicach jasnej Góry, gdzie mają salę tortur jeszcze z czasów inkwizycji.

    Przesłuchania i tortury w KW Policji w Częstochowie

    Późną nocą z 14/15 sierpnia 1996r., zjawiła się ekipa kryminalistów z Częstochowy, zakuła włącznie z nogami, (a bali się mnie wiedząc, że dość długo ćwiczyłem jedną z egzotycznych sztuk walki, znaną jako Shobu Aiki-Do) tak że mieli potem kłopoty z odkuciem moich nóg w samochodzie, co mogli by mnie z niego wyciągnąć. I tak zostałem przymusowo dowieziony policyjnym wozem na koszt resortu MSW na uroczyste obchody maryjnej sekty jasnogórców w Częstochowie. Zawsze jest to też jakiś sposób pielgrzymowania. Do aresztu czy raczej 'dołka’ KWP na ulicy Popiełuszki dobrze docierają jasnogórskie modły więc miałem okazję być przymusowo acz bezskutecznie resocjalizowany na katolicyzm w przerwach nielicznych pomiędzy przesłuchaniami. W nocnych przesłuchaniach na Jasnej Górze zdołałem nawet powtórzyć jednemu nowemu przesłuchiwaczowi dowcip o smacznych granatach. Sam się pytał, no to wyszedł na inteligenta. Ale jego dwóch kolegów połapało się w czym rzecz od razu i mieli ubaw, także z niego, bo on myślał o kwestii poważnie i zrobił się granatowy z wściekłości, a pięść miał ciężką, katolicką, jak się mogłem za chwilę przekonać. Spadła na mnie bowiem seria bokserska, na szczęście głównie otwartą dłonią w twarz i trochę kopniaków na uda i biodra. Boli, ale za dużej krzywdy fizycznej z wyjątkiem piekącego bólu nie uczyni. Specjalista szkolony chyba specjalnie na katolickim KUL-u albo w jakimś innym Papieskim Instytucie Teologii Inkwizycji Karola Wojtyły czy JP2.

    Potem zaczął odpytywanie ponownie, zauważyłem, siedząc skuty do tyłu przez praktycznie cały czas przesłuchań, że jego dwóch asystentów stoi tak, żeby w razie czego złapać swojego kolegę czy szefa jakiegoś, a może mnie do jakiś torturek podtrzymać. Podsunął mi pod nos kserokopię jakiegoś pisma czy listu i zapytał czy to poznaję, powiedziałem, że raczej nie, tym bardziej, że nie mogłem tego odczytać. Wtedy się wściekł, zobaczyłem że to nie przelewki, jego wspólnicy zdawali się go powstrzymywać od rzucenia się na mnie, ale nic to nie pomogło. Tonem zbira czy wampira zapienionego czy raczej głodnego krwi zaoferował, że jak się nie przyznam do napisania tej kserokopii, to mnie wprasuje w ścianę, która była za moimi plecami lub „odstrzeli„, że złagodzę trochę oryginalnie wulgarną wersję wypowiedzi. Nie miałem okazji czytać tego niejakiego dokumentu, ani nawet ochoty czytać, bo w takich warunkach spokojne skoncentrowanie się na literach tekstu nie jest możliwe. Nie przyznawałem się do niczego bo i nie miałem do czego, więc załatwiłem sobie torturki i dręczenie za wiarę, najlepsze jakie tylko katolicki policmajster jasnogórski potrafi zaoferować.

    Żądał wyjaśnienia, gdzie mam bomby, granaty, ładunki wybuchowe, miny? Zapytałem czy atomowe, to wściekł się jeszcze bardziej, więc pora była skończyć żarty. Dopytywał się jeszcze bardziej i wścieklej, zaciskając pięści i robiąc gest rozgniatania owada tudzież rozcierania czegoś na proszek. Mówię mu zatem że są w wyobraźni. Pyta w jakiej wyobraźni, no to mu mówię, że skoro się naczytał o jakichś granatach to pewnie ma je w wyobraźni. Zgranatowiał i jego współkoledzy prawie musieli go wyprowadzić. Dobrze, że nie wybuchł był całkiem, bo rozerwałoby chyba KWP, a raczej mnie na strzępy. Potem zrozumiałem, że był to jakiś szef czy komendant ale niestety nie wiedziałem ani kto, ani skąd ani komendant czego, a szkoda. Przedstawił się jedynie jako wierzący katolik i zagaił na początek, a ’ty co sukinsynu jesteś’. Rozumiem więc, że był to jakiś katolicki prominent policyjny, prawdopodobnie jeden z głównych służalszczyków niemiłościwie nam zwalczającego mniejszości wyznaniowe papieskiego reżimu katolickiego Wojtyłka – JP2, bo tak to właściwie chyba należałoby kulturalnie ująć.

    Pozostali funkcjonariusze byli raczej łagodni, sugerowali tylko niedwuznacznie, że z 'nimi’, czyli z ciemną władzą jasnogórską i tak nie wygram. Jeden mi powiedział, niby prywatnie, abym się cieszył że żyję i nie wychylał za bardzo z tym propagowaniem jogi, bo teraz są takie czasy, że łatwo zginąć, jak zaznaczył, że wszak nie jest tak daleko od średniowiecza. Panowie mieli potem zwyczaj wchodzić i rozmawiać głównie pojedynczo i bez dodatkowych świadków, wypytywać o to samo z osobna po kilka razy, a także walnąć z lekka, a nawet i mocniej w głowę lub w biodra i nerki. Stąd po kilku godzinach byłem nieźle skołowany, choć mogłem w zasadzie odmówić składania jakichkolwiek zeznań ale chyba by mnie dobili, bo za dłuższe pauzy też bili. Grozili tylko, że w razie odmowy udzielania wyjaśnień o BZH, nieprędko wyjdę z aresztu a raczej wcale albo że będę przesłuchiwany przez owego szatańskiego katolickiego prominenta policyjnego, który groził niedwuznacznie wprasowaniem w ścianę i odstrzeleniem, a nie miałem ochoty być płaski i przylegać do ściany w sugerowany sposób.

    Zrozumiałem więc, że policja ma jakiś donos, podejrzenie, dokument czy list, który niejako czyni ze mnie niebezpiecznego bandytę lub coś w rodzaju terrorysty. Kolejnego dnia brutalnych przesłuchań postawiono mi w końcu zarzut jakiejś surrealistycznej groźby w stosunku do Paulinów, polegającej na usiłowaniu wysadzenia Jasnej Góry, na co rzekomo policja miała jakieś dowody ale nie dała mi ich przeczytać ani obejrzeć. Próbowałem się z początku stawiać na takie postawienie sprawy, pytając czy to preparacja służb specjalnych czy też może działaczy katolickich. Zapytałem ile policję kosztowało podrobienie jakiś dowodów, ale jeden z policjantów wyjaśnił mi rzeczowo: nie nas pytaj, my to dostaliśmy stamtąd i rzeczowo wskazał w kierunku wiadomego klasztoru, wiadomej sekty paulinistów. Dostałem jeszcze reprymendę: lepiej się przyznaj, to może cię sąd łagodnie potraktuje, może wtedy nie dostaniesz żadnej sankcji. W istocie kusząca propozycja, pod groźbą i nie tylko, wprasowywania w ścianę lub odstrzelenia – nie do odrzucenia.

    Rozumiem już z tego, że w Polsce władza należy do reżimu rzymskiego, który słynął z okrucieństwa, mordu inkwizycyjnego i preparowania oskarżeń o czarownictwo, co teraz robi w stosunku do wszystkiego co pochodzi ze wschodu, jednakże, żeby wydawać pieniądze swoich wiernych czy raczej, co gorsza fundusze policyjne na tego rodzaju podejścia poniżej pasa to już jest ostatnie dno moralne i społeczne. Nigdy nie myślałem, że będąc katolickim można być aż tak zepsutym, brutalnym i zbrodniczym. Nawiedzenia przez działaczy katolickich akcji i zarządów parafialnych, złośliwości typu usiłowanie wyegzorcyzmowania i podobne brałem raczej zawsze za wyskoki głupawych nadgorliwców. Tym razem wygląda to na akcję nadgorliwców, jednakże inteligentnych i do tego bogatych, mogących łatwo zniszczyć słabszego ekonomicznie. Nie mam w zwyczaju wysyłać anonimów, bo sam takie zawsze wyrzucam do kosza. Jak ktoś coś chce, to może przyjść z podniesioną przyłbicą, a nie tam rycerstwo maryjne, zakute łby z parafii Rydzyka (że sobie ulżę), co to się przedstawić nawet nie chcą.

    Niektórzy prowadzący dalej sprawę policmajstrzy dawali mi do zrozumienia, że brzydzą się taką sprawą, ale muszą to robić, bo takie mają rozkazy. A mafia może sobie pohulać, bo policja jest katolicka i zajmuje się zwalczaniem urojonych zagrożeń ze strony tak zwanych sekt, czyli ze strony mniejszości wyznaniowych. Jak nie ma żadnego zagrożenia, to katolicka sekta sama je sobie stwarza i używa policji do ich zwalczania. Pięknie, nie ma co! Jak powiedział później jeden z moich przyjaciół, czas „ojczyznę” porzucić i pomyśleć dokąd emigrować. Zacząłem być w czasie święta katolików nieco agresywny na punkcie działaczy sekty katolskich. Nic to zapewne dziwnego, zawsze można się na policyjnym dołku odreagować. Świętego pewnie wyprowadzili by z równowagi, a co dopiero mnie.

    Stanęło na tym, że jak nie mam żadnych dowodów na to kto mógłby sprokurować jakiś anonim, bo i skąd miałem mieć, używając pisma ręcznego, to lepiej jak się przyznam i sprawa załatwiona, bo inaczej to nie wyjdę z aresztu, a tak to najwyżej zapłacę jakąś grzywnę, bo skarb państwa potrzebuje pieniędzy. Nie przystałem na tę usilną propozycję policji czy może już gestapo i jej perswazję popartą odpowiednimi groźbami, którą właściwie należałoby nazwać groźbą karalną, żadnych zeznań ani dokumentów im nie podpisałem, choć żądali. Lepszym może w tym kraju wydaje się być winnym i chodzić na wolności niż być niewinnym bez dowodów na to i siedzieć w jakimś mamrze. Skądinąd ciekawy jest sposób w jaki skarb katolickiego narodu aranżować zamierza sobie finanse na podupadający budżet. Rozumiem teraz lepiej w jaki sposób tak zwane przez katolicyzm sekty są czynione groźnymi i przedstawiane jako społeczne zagrożenie. Będę tak osiągnięte czyste poznanie i bezpośredni wgląd w mechanizm tego zjawiska publicznie przedstawiał i ogłaszał aż po ostatni dzień mojego żywota tutaj w tym kraju okupowanym przez reżim jedynie słusznej, acz pokrętnej i pomylonej oraz zbrodniczej wiary katolickiej.

    Ciekawie straszono mnie na policji, zanim piętnastego o dziesiątej rozpoczęła się sesja jogi. A to już w nocy z 14/15-ty, że rozpędzą i zrewidują wszystkich członków i adeptów tej całej organizacji, wszystkich którzy przyjadą do Częstochowy zaaresztują, że narobią mi wstydu, że jestem kryminalista i że najlepiej jakbym więcej do Częstochowy nie przyjeżdżał, bo się władza wiadoma, jasnogórska denerwuje. Niektórzy policjanci byli też, albo grali lewicowych takich, co to kościoła katolskiej sekty też nie lubią, więc podpowiadali, że jak się przyznam, to oni z tego sprawy nie będą robić, bo dla nich jakby ktoś wysadził całą jasną górkę, to byłby spokój w końcu w Częstochowie. Rozumiem, że policja ma swoje kłopoty z czarną władzą polityczną. Podpuszczali czy dobrze życzyli, trudno przewidzieć. W każdym razie policjanci świetnie grali na moich uczuciach względem praktykujących Jogę, abym się tylko przyznał do jakiś wymyślonych przez sektę paulińską urojonych zagrożeń, które rzekomo im stwarzam, gdyż inaczej zaaresztują wszystkich praktykujących którzy przybędą na nasze spotkanie. Niezły element nacisku na kogoś kto ma skute ręce do tyłu. Paulini ewidentnie mają paranoję urojeniową z jakimiś zagrożeniami ze strony hinduizmu w obrazie chorobowym!

    Z nieco późniejszych perswazji w KWP Jasna Góra zrozumiałem, że zrewidowano wszystkich którzy przybyli na owo spotkanie w Częstochowie. Okazało się to później zwykłym zastraszającym kłamstwem. Policja, złośliwie nie powiadomiła nawet organizatora zajęć o mojej nieobecności, pozostawiając uczestników sesji jogi w sytuacji w której wyglądało, że to prowadzący zajęcia nie przybył na spotkanie. Jak się zorientowałem, policja Niepokalanej z KWP na Popieluszki liczyła, że potencjalni uczestnicy rozjadą się do domów. Zapomnieli tylko, że jest jeszcze więcej duchownych naszego Bractwa Hinduzimu. Pytałem też czy moja narzeczona została także zatrzymana, dowiedziałam się że nic podobnego. Dopiero pół godziny przed zwolnieniem z Jasnogórskiej Izby Zatrzymań KWP dowiedziałem się że moja dziewczyna była nonstop przesłuchiwana i została zwolniona godzinę wcześniej. Nie powiedziano jej nawet tego, że ma prawo odmowy składania zeznań i sugerowano, że odpowiadać musi na każde postawione jej pytanie! Plugawie policja działa i powinna zmienić nazwę na camorra albo mafia po prostu. Nie mając wcześniej do czynienia z takowymi instytucjami, nie znała takich kwestii prawnych, co skrupulatnie wykorzystano już w Jaworznie, zmuszając do oczerniania mnie pod groźba zgwałcenia i uwięzienia całej rodziny. Dzięki tym 'incydentom’ mam jasność co do plugawego zakłamania funkcjonariuszy tej policyjnej instytucji jaką jest KWP w Częstochowie.

    Dużo było pytań o charakterze intymnym, zatem ciekawość policji jest nieograniczona i wszechstronna. Chodziło głównie o to jak się w rzekomych sektach odbywa kopulacja, i nie mogli się nadziwić, że normalnie, zgodnie z biologiczna naturą rodzaju ludzkiego. Spodziewali się chyba jakiegoś UFO i nie mogli nadziwić ludzkiej, najzwyczajniejszej normalności. Ekscesy seksualne sekt wszak są jedynie wymysłem chorych z niewyżycia celibatowych dewiantów katolickich, co wiem doskonale, ze względu na szerokie kontakty z wieloma podobnymi organizacjami w różnych krajach. Pomoc ofiarom księży pedofili jest już znana w wielu krajach, tylko do Polski jeszcze nie dociera!

    Rewizji dokonano także w miejscu mojego czasowego pobytu w Toruniu doprowadzając właścicielkę posesji w której wynajmuję domek gospodarczy prawie do zawału serca. Policja rewidowała także miejsce mojego stałego pobytu w Człuchowie na Pomorzu, gdzie prawie niczego mojego nie było aktualnie, a gdzie mieszkała moja matka, która tym się przejęła, została tak parszywie potraktowana, rzucona o podłogę, choć staruszka, że straciła przytomność. Słyszałem też o rewizji jakiegoś jeszcze miejsca, ale nie wiem ani kogo ani gdzie. Później tylko dowiedziałem się o wizytach policjantów w Stargardzie Szczecińskim i Szczecinie u jednego z moich znajomych i jego rodziców. Zapewne tak zwany nalocik inwigilacyjny aranżowany przez Wydział d/s Zwalczania Sekt przy Komendach Wojewódzkich Policji. Znamienne, że departamencik ten zbrodniczo-inkwizycyjny współpracuje z odpowiednimi komórkami istniejącymi w parafiach sekty katolickiej. Wiadomo więc do czego i komu wiernie służy. Rozumiem, że ci sami funkcjonariusze którzy kiedyś mordowali Popiełuszkę, teraz z powodu zmiany orientacji politycznej, zajmują się podobną inwigilacją i mordowaniem niekatolickich organizacji wyznaniowych.

    Właścicielka posesji w Toruniu, często jak dłużej mnie nie było w Toruniu, informowała mnie, że jakiś pijak kręci się nocą po posesji i coś tam jakby chciał się włamać. Interesujący to wątek, bo powtarzał się wiele razy. Paulini mieli wiele, przynajmniej kilkanaście moich listów i apeli, tak drukowanych jak i odręcznych, z których jeden częściej wysyłany mogę załączyć. Jest to apel o poszanowanie jogi, hinduizmu i wschodnich świętości. Przez kilka lat mogli podrobić nawet mój odręczny charakter pisma, czy nie szkoda jednak fatygi na śledzenie, być może z pomocą jakiegoś katolickiego pijaczyny, wysyłanie z Torunia rzekomego anonimu, nie mówiąc już o podrabianiu pisma? Czy i kto w policji w tym pomagał, to już inna sprawa. Mogę tylko liczyć, że z czasem ktoś z tych draniów się sypnie i tyle. Prawda jak oliwa, prędzej czy później wypłynie na wierzch, tak jak prawda o zbrodniach „świątobliwej” czyli szatańskiej inkwizycji watykańskiej. Zastanawiam się teraz, czy ręce kościoła katolickiego tak splamionego krwią niewinnych ludzi miłe są Bogu, no ale to teologiczny problem, a nie prawny. Jeśli chodzi o protesty i apele, to może zacznę o kościele katoli pisać dla ruchów antyklerykalnych i antykatolickich, których jest wiele na całym świecie. To chyba dobry pomysł po takich przejściach. Nauczyłem się tyle, że trzeba być jeszcze bardziej gorliwym w krzewieniu wedyjskiego śiwaizmu i tantry w Polsce, aby wyplenić z narodu Polskiego zło jakim jest jasnogórsko-demagogiczny katolicyzm. Życzę wszystkim katolikom przejrzenia na oczy i szybkiego porzucenia tej morderczej jedynie słusznej wiary, którą teraz już całkiem postrzegam jako satanistyczną orgię zbrodni.

    Tak to siłą zastraszania i perswazji byłem przymuszany do przyznania się do groźnego rzekomo zamiaru podłożenia bomb i granatów pod jasną rzekomo Górkę Częstochowską oraz do posiadania dużej ilości ładunków wybuchowych, broni i amunicji. Ciekawe co mnie jeszcze jako PACYFISTĘ w tej Polsce chorej na paranoidalny obłęd wojtylizmu czeka? Zaiste ciekawa to metoda zwalczania religijnej konkurencji stosowana przez niejakich Paulinów, rzekomo świątobliwych, a w istocie zbrodniczo-morderczych. Dobrze to stoi napisane w Maksymiliańskich Statutach Milicji Najświętszej Marii Panny z Jasnej Góry: „Wpisać się do księgi Rycerstwa w siedzibie kanonicznie założonej. …Wykorzystać dla sprawy Niepokalanej wszystkie środki na jakie pozwala stan, warunki i okoliczności. ” A jakaż to sprawa Niepokalanej? Ano: „starać się o nawrócenie grzeszników, heretyków, …masonów”. Tak to się starają ci popieprzeni krzewiciele Niepokalanej. A Policjantom PP współczuję obowiązku służenia takiemu kretyńskiemu reżimowi rzeczpospolitej cesarstwa rzymskiego z siedzibą w Watykanie. A swoją drogą, jak wiadomo z historii, to rzekoma Niepokalana poczęła dupcząc się zwyczajnie za pieniądze z jakimś rzymskim żołnierzem o imieniu Pandera, za co ją Józef wyrzucił z początku w domu bo nie chciał nieślubnego Jezusa. Stąd i zapewne cała rzymska zbrodniczość inkwizycyjna, po rzymskim żołdaku.

    Rabunek Komputerów i Ołtarzyka!

    Nie okazano mi żadnych praktycznie dowodów rzekomego przestępstwa, jeśli wyłączyć machanie przed oczyma jakimiś papierami na których oko nie było w stanie się zatrzymać, tym bardziej, że były to wątpliwej jakości kserokopie, bardzo brudne. Z Torunia przewieziono do Częstochowy używany przeze mnie sprzęt komputerowy. Znamienne, używałem kilku komputerów starej generacji, jednak zatrzymano jedynie sprzęt na którym były dane odnośnie prowadzonej działalności, jak listy członków BZH, edycje skryptów i broszur informacyjnych i podobne. Komputer na którym nie było takowych danych (bez twardego dysku) policjanci zostawili tam gdzie sobie stał. Jasne jest po co zatrzymali ten sprzęt, na pewno nie tylko po to, aby go przewieźć do Częstochowy, co bym mógł go sobie potem (21 VIII) odebrać i wieźć z powrotem. Ale to już dodatkowa czysta złośliwość policji politycznej katolickiego reżimu III RP. Po dwóch dniach pobytu na zatrzymaniu w zasadzie nie wiedziałem jeszcze za co ani dlaczego, chociaż jasnym jest iż chodzi o jakieś spreparowane przez policję czy też niejakich sekciarzy z zakonu paulińskiego (o ile wierzyć policjantom, bo żadnego paulina z zarzutem do mnie nie miałem przyjemności oglądać) imaginacje czy też coś podobnego. Z kontekstu przesłuchań wywnioskowałem, że o namierzenie działalności i inwigilację usiłującej się zarejestrować organizacji chodziło przede wszystkim.

    Razem ze mną został w Jaworznie zaaresztowany cały mój przewoźny ołtarzyk śiwaicki. Nie uszanowano świętości i sprofanowano ołtarz! Podobno jest to w świetle prawa jakoweś przestępstwo ze strony policji w Jaworznie, jednakże żaden katolski policmajster nie poczuwał się do popełnienia takowego (Art. 198 KK). Uniemożliwiono mi sprawowanie kultu religijnego stosując przemoc i terror, a żaden policmajster nie wysilił się nawet na słowo przepraszam, choć niektórzy tłumaczyli się, że tak im góra rozkazuje, oczywiście rzekomo jasna. Podobno nawet ktoś z Warszawy, kogo widziałem na oczy. A zatem przestępstwo policji katolickiej z Art.196 KK. Działalność policji, a raczej bardziej ich paulińskich mocodawców z sekty katolików, to dopuszczenie się czynnej napaści na człowieka celem poniżenia osoby Zwierzchnika Generalnego (PRYMASA) odmiennej opcji religijnej niż niemiłościwie nam narzucająca się sekta kat(ów). Podobno narusza to Art.193 p. 2 KK. Tyle przestępstw policji wobec mnie spreparowali podobno jacyś paulini z sekty katolików, których nie miałem okazji oglądać, a szkoda, zapewne wybiorę się do niejakiego przeora tej bandyckiej instytucji, aby mu powiedzieć co o nim myślę. Ciekawe też ile wina mszalnego wychlali ci preparatorzy plugawych oszczerstw i pomówień?!

    Tymczasem, na konto katolickiej inwigilacji, przesłuchano mnie w Toruniu we wrześniu, a w sierpniu musiałem być kilka razy w Częstochowie. Wysłano mnie nawet na badanie psychiatryczne (może się uda duchownego śiwaickiego i jogina zarazem przerobić na czubka?), a także policja z Jaworzna wezwaniami nęka teściową i narzeczoną. A propos, narzeczona była wzywana przez Policję w początku lipca w Toruniu. Przebywała u mnie towarzysko, i widać ktoś śledził, bo inaczej policja nie byłaby w stanie wiedzieć, że u mnie przebywała. Szczęściem akurat nie było nas dłużej w Toruniu, więc zbrodniczy najazd zaczął się dopiero w sierpniu. Policja musiała mnie (nas) nieźle śledzić, aby wiedzieć, gdzie aktualnie przebywamy! Jest jeszcze więcej wątków owej bandycko czyli katolicko zmontowanej historii, jednak może jeszcze do nich kiedyś wrócę aby dodać co nieco. Teraz mogę dodać, że nie dziwię się iż purytańscy chrześcijanie katoliccy spokrewnieni z CIA podali truciznę niejakiemu SRI OSHO RAJNESHOWI, który przeżył co prawda, ale jego wzrok ucierpiał i po paru latach od wypędzenia i podtrucia go przez potężne siły Ameryki Chrześcijańskiej, zmarł przedwcześnie.

    Polska prokuratura i policja katolicka nie chciała śledzić katolickich zbrodniarzy którzy w styczniu 1992 roku dokonali zamachu na życie innego polskiego mistyka i jogina, Sławomira Jaraszka (Sanjaya), a którym udało się go podtruć. Przeżył i świadczy o zbrodniczości katolickiej mafii cesara Wojtyły w Polsce. Kiedy katolicka sekta odpowie za tamtą zbrodnię? Katolickie służby specjalne wycięły jądra i zamordowały topiąc w Odrze jednego z liderów niezależnego, parareligijnego ruchu „Antrowis” i też nie ma ani prokuratorów ani sędziów którzy zajęliby się tą zbrodniczą działalnością katolicko-esbecką. Jak wiadomo, chłopak uskarżał się publicznie na to, że go krakowski ksiądz Karol Wojtyła w dzieciństwie gwałcił wielokrotnie w brutalny sposób. I taki to ksiądz jest teraz papieżem Polakiem. A bezpieka zlikwidowała Antrovis, bo oprócz badania zjawiska UFO, zajmowano się tam terapią dla ofiar zgwałconych przez księży katolickich, których to ofiar jest w Polsce bardzo dużo! Prawnicy katoliccy potrafią za to zablokować śledztwa w prokuraturze i policji wymierzone w księży pedofili. Miejmy nadzieję, że przyjdzie czas rozliczenia, podobnie jak za zbrodnie hitlerowskie. Zresztą każdy wie, że Adolf Hitler był katolikiem i prywatnie przyjacielem papieża Piusa. Nie mając zbyt dużo dowodów ani nie mogąc wskazać konkretnych sprawców, mogę tylko zapytać Paulinów, skąd mają tak znamienitych podjudzaczy i oszczerców, i który ich tam księżulo czy ojczulek jest takim parszywym kretynem trudniącym się taką kretyńską działalnością pomawiania? Po wszystkich bowiem tak zwanych przesłuchaniach taki widzę kierunek podejrzeń co do owej preparacji. Komu innemu bowiem mógłbym przeszkadzać w Częstochowie ze swoją hinduistyczną i terapeutyczną, pozakatolicką działalnością duchową i religijną?

    Policjanci z jasnogórskiego gestapo przy ulicy Popiełuszki w Częstochowie nie zmusili mnie do jakiegoś przyznania się, zresztą z ich gadania wynikało, że nie bardzo wiadomo do czego miałbym się przyznawać, a składu bomb ani granatów metalowych nie miałem, część zaś bombonierek (z cukierkami) i granatów (owoców) zeżarli, rzekomo degustując, czy aby na pewno są prawdziwe. Przekopali też ogródek, czym rozsierdzili teściową, wyrwali kwiatki z doniczek, rozwalili wszystkie rzeczy, tak że sprzątania było dużo, na kilka tygodni, uszkodzili część sprzętu komputerowego i dyskietek z danymi. Zabrali listy wszystkich osób, które były w archiwach, łącznie ponad 20 tysięcy adresów. Bili, kopali, grozili, spuszczali ze schodów, przykładali pistolet do głowy grając w rosyjska ruletkę! Usłużna dla tej kościelnej pedofili Gazeta Wyborcza w Częstochowie i lokalne brukowce robiły ze mnie kryminalistę, terrorystę, bombiarza. Ciekawe co jeszcze wymyśli katolickie gestapo umocowane jak się przekonałem na Jasnej Górze. Nikt mnie już nie przekona, że jest tam cośkolwiek dobrego czy pozytywnego. Jasna Góra to zbrodnicza i mordercza mafia, samo zło, zwyrodniała bestia inkwizycji śmierdząca faszyzmem, podobnie i policja!

    (Wrzesień 1996 roku) – tekst na podstawie relacji na żywo nagrywali i spisywali: Witold Boguszewski, Maciej Marczak, Jan Piskorski, Małgorzata Wysocka, Izabela Tryc – Pierwsza publikacja miała miejsce już w 1996 roku na zamkniętym w sierpniu 2002 roku portalu z Krakowa: himavanti.ceti.com.pl

  • Pomóż Ofiarom Przestępców!

    Pomóż Ofiarom Przestępców!

    Drodzy Przyjaciele!

    Represjonowanie przez specjalne oddziały tajnej policji politycznej w Polsce przybierają już katastrofalne dla wielu ludzi rozmiary o tragicznym charakterze. Ostatnie wydarzenia w postaci bestialskiego napadu, długotrwałego torturowania i usiłowania dokonania pozasądowej egzekucji znanego i cenionego pisarza społecznego i filozoficznego, naturoterapeuty i uzdrowiciela, ekologa, filozofa, wegetarianina i lidera duchowego ekumenicznej grupy światopoglądowej Bractwa Zakonnego Himawanti® nie napawają nas optymizmem, lecz szokują stopniem faszyzacji zbrodniczej władzy politycznej w Rzeczpospolitej Polskiej, która zamiast dać ludziom pracę i chleb zatrudnia setki policjantów politycznych do robienia ideologicznych czystek i likwidowania niewygodnych sobie pisarzy czy myślicieli, którzy rzeczowo krytykują ustrój polityczny, eksmisje ludzi na bruk, pazerne złodziejstwo wielu kościelnych hierarchów, niszczenie polskiej kultury i oświaty. Ryszard Matuszewski, alias twórczy Mohan-Dżi, został bestialsko napadnięty i pobity oraz trwale okaleczony przez funkcjonariuszy policji dwukrotnie w marcu i kwietniu 2002 w Gliwicach, a żadna instytucja Rzecznika Praw Człowieka jak dotąd nie zamierza bronić pisarza i ekologa przed zbrodniczymi ekscesami policjantów, którzy w ten sposób usiłują zmusić Ryszarda Matuszewskiego do zaprzestania działalności pisarskiej, krytykowania przestępstw władzy politycznej, korupcji, eksmisji, propagowania ekumeni wszystkich religii, organizowania protestów ekologicznych.

    Czym Ryszard Matuszewski naraził się władzy politycznej? Ryszard M. ostro krytykuje i sprzeciwia się udziałowi Polski w zbrodniczej agresji na inne państwa jak Afganistan i Irak, sprzeciwia się zatruwaniu środowiska naturalnego i chronieniu trucicieli przez prawo, sprzeciwia się eksmisjom na bruk, sprzeciwia się pozbawianiu bezrobotnych prawa do zasiłków (to 2,6 miliona ludzi), żąda obniżenia złodziejskich podatków, sprzeciwia się bezpodstawnym i złośliwym atakom na medycynę naturalną, zielarstwo i bioterapię uznane jako skuteczne metody leczenia od tysięcy lat i przez WHO, sprzeciwia się okupacji Tybetu przez Chiny, wyraża swój sprzeciw i organizuje protesty przeciwko szkalowaniu i zniesławianiu mniejszości wyznaniowych w Polsce i wielokrotnie występował przeciwko kampaniom oszczerstw wszczynanych publicznie przez złośliwe i bezmyślne mass-media i różnych dewotów – fundamentalistów przeciw mniejszościom. Ryszard M., co bardzo tutaj istotne zajmuje się pomocą dla ofiar represjonowanych przez policję oraz pomocą dla ofiar wykorzystanych seksualne lub zgwałconych przez księży – pedofili i nagłaśniał tego rodzaju zbrodnicze ekscesy. Pisuje też artykuły i książki o przekrętach władzy politycznej, a także propaguje Uniwersalne Orędzie Pokoju i Miłości pokazując jak ono występuje w każdym w zasadzie z ważniejszych systemów religijnych.

    Zemstą za powyższą działalność był napad i uprowadzenie Mohan-Dżi przez tajną policję polityczną zwaną Centralnym Biurem Śledczym w dniu 15 sierpnia 2002 w Gdyni, podczas którego Ryszard M. został wielokrotnie bestialsko pobity, postrzelony i otruty tak, że przez trzy dni, od czwartku po południu do niedzieli rano był w stanie śmierci klinicznej. Bandyci zwani policjantami próbowali dokonać pozasądowej egzekucji, postrzelili bezbronnego Mohan-Dźi, a potem policyjny „lekarz” wstrzyknął jeszcze zastrzyk z trucizną, po którym Ryszard M. w zasadzie powinien był umrzeć. Widać zajmowanie się medycyną naturalną i uzdrawianiem oraz zdrowy, jarski tryb życia, wytrzymałość psychiczna na wskutek duchowych medytacji i modlitw zapobiegła śmierci, tak, że jakimś cudem Ryszard M. przeżył całą tę zbrodniczą egzekucję, torturowanie i otrucie. Spopiełuszkowanie Ryszarda M. przez policyjnych bandytów spełzło na niczym, chociaż oprócz bestialskiego torturowania przez gdański oddziałał CBŚ – polskiego gestapo, był bestialsko katowany także w areszcie śledczym Białołęka pod Warszawą, gdzie został bezprawnie uprowadzony. Ośrodek ekologii i uzdrawiania gdzie przebywał w Gdyni został zrujnowany i zniszczony, a towarzysząca mu kobieta, Majka S. została bestialsko zgwałcona przez policjantów z CBŚ i zginęła, nie wiadomo w ogóle co się z nią stało. Prawdopodobnie została po brutalnym zgwałceniu jako sympatyczka grupy BZH zamordowana przez Centralne Biuro Śledcze, które też zagrabiło dużą sumę pieniędzy, komputery, wszelki sprzęt i materiały służące do prowadzenia działalności, szczególnie pisarskiej, społeczno-politycznej. Policyjna banda gangsterów dokonywała też bezprawnych rewizji i grabieży mienia w Ośrodku BZH w Gliwicach, który został kompletnie zrujnowany, a opiekun Ośrodka został bestialsko napadnięty na ulicy i pobity  przez CBŚ. W tym samym czasie policyjni gestapowcy z CBŚ plądrowali kilka Ośrodków BZH w Częstochowie, a także nachodzili bezprawnie w domach wszystkie osoby z którymi Ryszard M. pozostawał w przyjacielskich stosunkach, zastraszając je, grożąc uwięzieniem, szykanami, zniszczeniem życia osobistego, a wiele osób po  tych brutalnych ekscesach ciągle jest w potwornym szoku. Bandyci z CBŚ zastraszyli też żonę Ryszarda M. zmuszając ją brutalnie do porzucenia męża. Z bezprawnych rewizji i grabieży nie sporządzano żadnych protokołów, a ukradzione w zbrodniczy sposób materiały, komputery, rzeczy wartościowe, pieniądze, książki nawet, są bezprawnie przetrzymywane w Centralnym Biurze Śledczym aby uniemożliwić jakąkolwiek działalność zarówno BZH jak i Mohan-Dżi oraz jego przyjaciołom. Ze szczególnym okrucieństwem traktowanych było kilkadziesiąt osób, które od razu zaprotestowały przeciwko uwięzieniu Ryszarda M. bez jakiejkolwiek podstawy prawnej, albowiem za głoszone przekonania teoretycznie Konstytucja zabrania w Polsce uwięzienia człowieka (Art. 54.1) Jest to niestety tylko teoria, a zbrodnicza, iście faszystowska praktyka polskiego gestapo jest inna.

    Ryszard M. pod koniec sierpnia 2002 został przetransportowany do znanego aresztu śledczego przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie – Mokotów, gdzie jako wegetarianin był bestialsko głodzony i torturowany. Przez sześć tygodni w ogóle nie dostawał żadnego jedzenia, a obsługa tej gestapowni liczyła na to, że wegetarianin umrze, nie zezwolono na dożywianie z zewnątrz przez przyjaciół, odmówiono obdukcji lekarskiej, trzymano pod celą z gangsterami będącymi współpracownikami CBŚ, którzy dokonywali dalszych tortur, przypalali zapalniczką, brutalnie bili i kopali oraz w imieniu CBŚ usiłowali dokonać egzekucji przez powieszenie w celi, a kilka takich wypadków powieszenia aresztantów biznesmenów w tym areszcie, a w zasadzie obozie koncentracyjnym miało już miejsce i pisała o tym prasa. Ryszard M. był też bestialsko znieważany przez telewizję, radio, prasę, m.in. Kulisy, FiM, Radio Z, TVP1 i inne. Czemuż to nikt nie chce sprostować kłamstw szerzonych o Ryszardzie M. i BZH przez posłuszne zbrodniczemu rządowi mass-media?

    Po ponad pół roku drastycznego katowania w policyjnej katowni faszystowskiego już chyba reżimu Rzeczpospolitej Polskiej zwolniono Ryszarda M. z bezprawnie stosowanego aresztu do którego nie prowadzono żadnego śledztwa, nie przeprowadzano żadnych czynności, a do dzisiaj nie ma nawet protokołu z bezprawnej konfiskaty mienia Mohan-Dżi i BZH w Gliwicach ani w Gdyni. Ryszarda M. zwolniono pod presją krajowych i międzynarodowych protestów, solidarności zagranicznych Komitetów Obrony Praw Człowieka z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Niemiec, Izraela oraz przyjaciół z Polski, gdyż w Polsce, instytucja Rzecznika Praw Obywatelskich czy Komitet Helsiński to rządowe atrapy, które represjonowanym więźniom politycznym nie raczą udzielić żadnego wsparcia ani elementarnej ochrony a jedynie zajmują się sankcjonowaniem i tuszowaniem gestapowskich zbrodni policji CBŚ w bardzo wielu jak wiadomo powszechnie przypadkach. Ryszarda M. oficjalnie zwolniono ze względu na stan zdrowia z powodu zbyt wysokiego ryzyka zgonu w areszcie, zaburzeń serca na podłożu klaustrofobii, której nabawił się wskutek gróźb egzekucji w ciasnych klatkach mokotowskiego łagru dla więźniów politycznych III RP. Ryszard M. został brutalnie pozbawiony wszelkich środków do życia, odłączono mu nawet prąd w miejscu zamieszkania i stosowany jest dalej bezprawnie areszt domowy i obowiązek wstawiania się na własny koszt co 2 tygodnie we Warszawie. W ten sposób traktuje się w Rzeczpospolitej Polskiej pisarza i poetę, ekologa, uzdrowiciela, filozofa, przywódcę pacyfistycznej, ekumenicznej  wspólnoty światopoglądowej i znanego obrońcę ludzi biednych, pozbawionych pracy i zasiłków dla bezrobotnych oraz przez ustrój polityczny wyrzucanych z domu na bruk.

    Bandycką, terrorystyczną operacją CBŚ, w której Ryszard M. miał zostać zlikwidowany, acz jakimś cudem przeżył, kierował i nadzorował prokurator Piotr W. z Prokuratury Okręgowej we Warszawie oraz inspektor Marek D. z policji politycznej zwanej Centralnym Biurem Śledczym i te właśnie dwie osoby są głównymi autorami zupełnie zmyślonych oszczerstw oraz kłamstw jakie na temat Ryszarda M. oraz BZH podane zostały w telewizji, radio, prasie, a także autorami gestapowskiego pogromu na wspólnocie Bractwa Zakonnego Himawanti. Minister Sprawiedliwości i Komendant Główny Policji, a także Premier i Prezydent nie zareagowali na bezprawie ich reżimowych, iście faszystowskich specsłużb. W akcji likwidowania Ryszarda M. i BZH uczestniczyło szereg osób będących agentami i kolaborantami polskiego gestapo z Częstochowy i innych miast, a to Jadwiga K. i Janusz G., Witold B.,  Anna P., Elżbieta R. (Gliwice), Tadeusz I.D. i Bożena M., Katarzyna i Rafał M. (Chorzów), Waldemar i Rafał K., Julian M., Joanna K. (wszystko to są płatni agenci CBŚ do niszczenia opozycji politycznej, mniejszości religijnych, ekologów, uzdrawiaczy i osób niewygodnych dla władzy politycznej). Szersze opracowanie całej historii, a także jej dalszy ciąg z wieloma drastycznymi szczegółami wkrótce dostępny będzie w edycji książkowej.

    Jeżeli masz wrażliwe serce i możliwości, możesz wesprzeć najbardziej poszkodowanego, Ryszarda M. alias twórczy Mohan-Dżi, którego czeka długie leczenie, skomplikowane operacje, także serca z powodu doznanych obrażeń i uszkodzeń w czasie iście średniowiecznych, inkwizycyjnych tortur ofiarowując jakieś datki bezpośrednio na konto ofiary (podane w stopce), z którego funkcjonariusze gestapo CBŚ wyprowadzili wszystkie oszczędności powodując debet w czasie aresztowania i rewizji, gdyż skonfiskowali też karty bankomatowe.

    Datki na konto ofiary:
    Ryszard Matuszewski; ING-BANK ŚLĄSKI o/Gliwice
    PL 44 1050 1298 1000 0022 9194 6677
    SWIFT (dla przelewów z zagranicy) INGBPLPW

    Komited Obrony Osób Prześladowanych
    na tle religijnym i światopoglądowym