Brak wpisów w tej kategorii.

Tag: pacyfizm

  • Lew Tołstoj – Przemówienie na Kongres Pokoju w Sztokholmie

    Lew Tołstoj – Przemówienie na Kongres Pokoju w Sztokholmie

    WSTĘP

    Lew Tołstoj był nie tylko jedną z największych postaci literatury światowej. Był również dzięki szlachetności i głębokiej humanitarności uczuć, jednym z najbardziej poważanych ludzi swego pokolenia. Czas nie przyćmił jego sławy. Jego miłość do człowieka, nienawiść do wszelkiej tępej przemocy sprawiły, że stał się apostołem pokoju. Niewątpliwie cierpienia i okropność wojny, z którymi zetknął się pełniąc w młodości służbę oficerską, i które odtworzył z przejmującym realizmem, wstrząsnęły jego sumieniem i zadecydowały o kierunku w jakim potoczyło się jego życie. W roku 1909 miał się odbyć w Sztokholmie Kongres Pokoju. Wyścig zbrojeń, groźba wybuchu pierwszej wojny światowej, którą czuło się już w powietrzu, wywołały niepokój, aż nazbyt usprawiedliwiony dalszym rozwojem wydarzeń. Ruch na rzecz pokoju nie był wówczas ruchem masowym, jakim jest dzisiaj, po tylu latach tak straszliwych doświadczeń. Kongres w Sztokholmie zorganizowali ludzie niewątpliwie ze szczerego przekonania, ale ich miłość pokoju często ograniczała się do sentymentalnych utyskiwań na klęskę, której źródeł nie zgłębili. Ograniczali się do teoretycznych rozważań, a nie mieli odwagi wysnuć z nich konkretnych wniosków. Organizatorzy Kongresu wysłali zaproszenie do Lwa Tołstoja, liczącego wówczas lat 80. Tołstoj, który uświadomił sobie grozę wiszącego nad światem niebezpieczeństwa, zdecydował się opuścić wiejską samotnię w Jasnej Polanie i odbyć podróż do Szwecji, by z trybuny rzucić wezwanie, tekst którego wcześniej przesłał organizatorom. Czyż trzeba zapewniać, że gwałtowność i nieubłagana logika Tołstoja przeraziła ostrożnych pacyfistów, którzy posłali mu zaproszenie? Nie mogli nie zwrócić się do niego przygotowując tego rodzaju manifestację, ale żaden z nich nie przypuszczał, aby wiekowy i chory pisarz zechciał wziąć w niej udział osobiście. Spodziewano się najwyżej pisma z życzeniami pomyślnych obrad i wyrazami solidarności.

    On zaś zamierzał zwrócić się z rewolucyjnym apelem wprost do ludów. Wzywał do wypowiedzenia posłuszeństwa rządom i jako człowiek szczerze wierzący potępiał rzekomo chrześcijańskich mężów stanu, którzy z wyznaniem wiary na ustach przygotowywali rzeź milionów ludzi. Zakłopotani organizatorzy odłożyli Kongres na rok następny, a gdy się wreszcie odbył w roku 1910, nie odczytano tam, ani nie ogłoszono pisma Lwa Tołstoja.

    PRZEMÓWIENIE NA KONGRES POKOJU W SZTOKHOLMIE

    Zebraliśmy się tu po to, by walczyć przeciwko wojnie. Przeciwko wojnie, a więc przeciwko temu, w imię czego wszystkie narody świata, miliony ludzi na świecie, oddają do wolnej od wszelkiej kontroli dyspozycji kilkudziesięciu osób, a niekiedy jednego człowieka nie tylko miliardy rubli, franków, jenów, stanowiących znaczną cześć ich zapracowanych oszczędności, ale i samych siebie, swoje życie. I oto my, kilkunastu przybyłych z różnych stron świata uczciwych ludzi, nie posiadających żadnych szczególnych przywilejów, a co najważniejsze, żadnej władzy nad nikim, zamierzamy walczyć, a skoro chcemy walczyć, to mamy też nadzieję zwyciężyć tę olbrzymią siłę nie jednego lecz wszystkich rządów, mających do dyspozycji miliardowe sumy i milionowe wojska i bardzo dobrze rozumiejących, że ta wyjątkowa sytuacja w jakiej znajdują się oni, tzn. ludzie wchodzący w skład rządów, oparto jest tylko na wojnie, na wojsku mającym znaczenie i sens tylko wtedy, kiedy jest wojna – ta właśnie wojna, z którą chcemy walczyć i którą chcemy zniszczyć.

    Walka, gdy siły są tak nierówne, powinna się wydać szaleństwem. Ale zastanówmy się nad znaczeniem środków walki, znajdujących się w naszych rękach, a wyda się dziwne nie to, ze decydujemy się na walkę, lecz to, że istnieje jeszcze to, z czym chcemy walczyć. Oni mają w rękach miliardowe sumy, miliony posłusznych wojsk, my zaś tylko jeden – ale za to najpotężniejszy środek na świecie – PRAWDĘ.

    I dlatego, choćby nasze siły wydawały się znikome w porównaniu z siłami naszych przeciwników nasze zwycięstwo jest równie niewątpliwe jak niewątpliwe jest zwycięstwo, które odnosi światło wschodzącego słońca nad mrokiem nocy.

    Zwycięstwo nasze jest niewątpliwe, ale tylko pod jednym warunkiem – jeżeli mówiąc prawdę będziemy mówili całą prawdę, bez jakichkolwiek kompromisów i ustępstw. A prawda jest tak prosta, tak jasna, tak oczywista i obowiązkowa nie tylko dla chrześcijanina, ale dla każdego rozsądnego człowieka, że wystarczy tylko wypowiedzieć ją całą w pełnym jej znaczeniu, żeby ludzie już nie mogli postępować wbrew tej prawdzie.

    Prawdą tą w całym jej znaczeniu jest to, co tysiące lat temu powiedziane zostało w przykazaniu, uznawanym przez nas za Boskie, w dwóch słowach: nie zabijaj.

    Prawdą jest to, że człowiek nie może i nie powinien nigdy i pod żadnym pretekstem zabijać drugiego człowieka.

    Prawda ta jest tak oczywista, tak powszechnie uznawana i obowiązująca, że wystarczy jasno i zdecydowanie postawić ją przed ludźmi, żeby to zło, które nazywa się wojną, stało się absolutnie niemożliwe, l dlatego myślę, że jeżeli my, przybyli tu na Kongres Pokoju, zamiast jasno i zdecydowanie wypowiedzieć tę prawdę, będziemy apelować do rządów i proponować im rożne sposoby, żeby zmniejszyć zło wojny, lub żeby wybuchały one coraz rzadziej, upodobnimy się do ludzi, którzy mając w ręku klucz do drzwi, włamywaliby się przez ściany wiedząc, że nie są w stanie tych ścian obalić. Oto miliony zbrojnych i coraz lepiej uzbrajanych ludzi, szkolonych do coraz pomysłowniejszego zabijania. Wiemy, że te miliony ludzi nie mają najmniejszej chęci zabijać takich samych ludzi jak oni, że większość nawet nie wie, z jakiego powodu zmusza się ich do robienia tego, co jest im wstrętne, że ciąży im stan podporządkowania i przymusu, wiemy że zabójstwa dokonywane od czasu do czasu przez tych ludzi, popełniane są na rozkaz rządów, wiemy, że istnienie rządów uzależnione jest od wojska. I my, ludzie pragnący położyć kres wojnom, nie znajdujemy nic odpowiedniejszego po temu jak to, żeby proponować i to komu? – rządom, istniejącym tylko dzięki wojsku, a tym samym dzięki wojnie, takie sposoby, które położyłyby kres wojnie, czyli, że proponujemy rządom samounicestwienie. Rządy będą z przyjemnością słuchały wszystkich takich przemówień, wiedząc, że wywody takie nie tylko nie położą kresu wojnie i nie podkopią ich władzy, ale jeszcze bardziej ukryją przed ludźmi to, co rządy potrzebują ukryć, by mogły istnieć i wojska i wojny, i one same, rządy dysponujące wojskami. Ale przecież to anarchizm: ludzie nigdy nie żyli bez państwa i rządów. A zatem rządy i państwa, i siły wojskowe, które ich strzegą są koniecznymi warunkami życia narodów, mógłby mi ktoś powiedzieć.

    Nie mówiąc o tym, czy możliwe jest, czy nie, życie chrześcijańskich i w ogóle wszystkich narodów bez wojsk i wojen, broniących rządów i państw, przypuśćmy, że ludzie dla swego własnego dobra muszą podporządkować się niewolniczo składającym się z nieznanych im ludzi instytucjom, zwanym rządami, muszą koniecznie oddawać tym instytucjom wytwory swej pracy i wykonywać wszystkie żądania tych instytucji, nie wyłączając zabójstwa bliźniego, przypuśćmy to wszystko: pozostaje mimo to nierozerwalna na naszym świecie trudność. Trudność ta wynika z niemożliwości pogodzenia chrześcijańskiej wiary, którą kładący na to szczególny nacisk, wyznają wszyscy ludzie, wchodzący w skład rządów, z rekrutującymi się z chrześcijaństwa wojskami wyszkolonymi do zabijania. Jakby tam nie wypaczono nauki chrześcijańskiej, jakby nie przemilczano jej głównych tez, zasadniczym sensem tej nauki jest mimo wszystko tylko umiłowanie Boga i bliźniego. Boga, czyli najwyższej doskonałości w cnocie i bliźniego, czyli wszystkich ludzi bez różnicy. A zatem jakby się zdawało, należy koniecznie uznać jedno z dwojga, albo chrześcijaństwo z miłością Boga i bliźniego, albo państwo z wojskami i wojnami.

    Bardzo możliwe, że chrześcijaństwo się przeżyło i że wybierając jedno z dwojga: chrześcijaństwo i miłość, albo państwo i zabójstwo, ludzie naszej epoki uznają, że istnienie państwa i zabójstwa jest o tyle ważniejsze od chrześcijaństwa, iż trzeba zapomnieć o chrześcijaństwie, pozostać tylko przy tym, co jest dla ludzi ważniejsze: przy państwie i zabójstwie.

    Wszystko to jest możliwe, w każdym razie ludzie mogą tak myśleć i czuć. Ale wtedy tak też trzeba powiedzieć. Trzeba byłoby powiedzieć. Trzeba byłoby powiedzieć, że ludzie w naszych czasach powinni przestać wierzyć w to, co mówi zbiorowa mądrość całej ludzkości, co mówi wyznawana przez nich nauka Boża, powinni przestać wierzyć w to, co wyryte jest niezatartymi zgłoskami w sercu każdego człowieka, a powinni wierzyć tylko w to, co nie wyłączając również zabójstwa, rozkażą różni ludzie, którzy przypadkowo, przez dziedziczenie zostali cesarzami i królami, albo przez różne intrygi i z wyborów zostali prezydentami, posłami do izb i parlamentów. Tak właśnie trzeba by powiedzieć. A powiedzieć tego nie można. Nie można powiedzieć nie tylko tego, ale nie można powiedzieć ani jednego, ani drugiego. Jeżeli się powie, że chrześcijaństwo zabrania zabijać, to nie będzie wojska, nie będzie rządu. Jeżeli się powie, że my, władza, uznajemy legalność zabójstw i odrzucamy chrześcijaństwo – nikt nie zechce słuchać takiego rządu, opierającego swoją władzę na zabójstwie. I poza tym, skoro dozwolone jest zabójstwo na wojnie, to powinno być tym bardziej dozwolone narodowi, dochodzącemu swych praw przez rewolucję. Dlatego więc rządy nie mogąc powiedzieć ani jednego ani drugiego, dokładają jedynie starań, żeby ukryć przed swoimi poddanymi konieczność rozwiązania dylematu.

    Dlatego właśnie, aby przeciwdziałać złu wojny, my zebrani tutaj, jeżeli istotnie chcemy dopiąć swego celu, musimy uczynić tylko jedno; postawić ten dylemat zdecydowanie i jasno przed ludźmi wchodzącymi w skład rządów, jak przed masami ludu, tworzącymi wojsko. Aby to uczynić powinniśmy jasno i otwarcie powtórzyć tylko prawdę, że człowiek nie powinien zabijać człowieka, ale wyjaśnić również, że żadne względy nie mogą zwolnić ludzi w świecie chrześcijańskim od obowiązku podporządkowania się tej prawdzie. I dlatego zaproponowałbym naszemu zgromadzeniu (zebraniu), ułożenie i opublikowanie takiej odezwy do wszystkich, a zwłaszcza do chrześcijańskich narodów, w której jasno i zdecydowanie powiedzielibyśmy to, co wszyscy wiedzą, ale czego nikt, albo prawie nikt nie mówi, mianowicie to, że wojny nie są – jak to uważa większość ludzi, czymś szczególnie dobrym i godnym pochwały, lecz są jak każde zabójstwo wstrętne i zbrodnicze zarówno dla tych ludzi, którzy z wolnej woli wybierają działalność wojskową, jak i dla tych, którzy wybierają ją ze strachu przed karą lub ze względu na korzyści. W stosunku do osób wybierających działalność wojskową z wolnej woli, zaproponowałbym, żeby w odezwie tej jasno i zdecydowanie powiedzieć, iż mimo całej pompy, przepychu i w ogóle aprobaty towarzyszącej tej działalności, jest ona zbrodnicza i haniebna, tym bardziej zbrodnicza i haniebna, im wyższe stanowisko zajmuje człowiek w hierarchii wojskowej. I tak samo zaproponowałbym, by jasno i zdecydowanie powiedzieć prostym ludziom, powołanym do służby wojskowej pod groźbą kary lub z pomocą przekupstwa, że grzeszą i przeciwko swojej wierze, i przeciwko moralności, i przeciwko zdrowemu rozsądkowi, kiedy zgadzają się wstąpić do wojska; przeciwko wierze przez to, że wstępując do szeregu zabójców, łamią przykazanie Boskie, które wyznają; przeciwko moralności przez to, że obawiając się, iż ukarze ich władza lub mając na względzie korzyści, godzą się robić to, co w głębi duszy potępiają; i przeciwko rozsądkowi przez to, że wstępując do wojska narażają się w razie wojny na te same, jeżeli nie większe nieszczęścia, niż te jakie grożą w razie odmowy, a co najważniejsze, wbrew zdrowemu rozsądkowi postępują już wyraźnie przez to że włączają się do tej samej kasty ludzi, która pozbawiła ich wolności i zmusza do wstąpienia do wojska. W stosunku do jednych i drugich zaproponowałbym, żeby jasno wyrazić w tej odezwie myśl, iż dla ludzi istotnie oświeconych i tym samym wolnym od przesądu związanego z kultem wojskowości (staje się ich z każdym dniem coraz więcej), wojskowa służba i tytuł mimo wszelkich starań, by ukryć ich istotne znaczenie, jest służbą tak samo, a nawet bardziej haniebną, niż służba i tytuł kata: gdyż kat gotów jest zabijać tylko ludzi, uznanych za szkodników i zbrodniarzy, a wojskowy obiecuje zabijać wszystkich ludzi, których mu się każe zabijać, gdyby to nawet byli najbliżsi, mu i najlepsi ludzie.

    Ludzkość w ogóle, a zwłaszcza nasz świat chrześcijański doczekał się takiej ostrej sprzeczności między postulatami moralnymi a istniejącym ustrojem społecznym, że nieuchronnie musi zmienić nie to, co nie może się zmienić – postulaty moralne społeczeństwa, lecz to, co się zmienić może – ustrój społeczny.

    Zmiana ta wywołana sprzecznościami wewnętrznymi i ujawniająca się szczególnie ostro w przygotowaniach do zabójstwa, szykowana jest z różnych, stron i staje się z każdym rokiem konieczniejsza. Napięcie, wymagające tej zmiany, wzrosło w naszych czasach w takim stopniu, że podobnie jak do przejścia cieczy w ciało stałe, potrzebna jest niewielka siła prądu elektrycznego, tak samo do przejścia od tego okrutnego i nierozumnego życia dzisiejszych ludzi z ich podziałami, zbrojeniami i wojskami, do życia rozumnego, odpowiadającego postulatom świadomości człowieka współczesnego, potrzebny jest, być może, tylko niewielki wysiłek, niekiedy jedno słowo, który w mgnieniu oka przekształca całą ciecz w ciało stałe.

    Dlaczego nasze obecne zebranie nie może podjąć tego wysiłku? W baśni Andersena, gdy król ze swym orszakiem paradował po ulicach miasta i wszyscy ludzie zachwycali się jego piękną, nową szatą jedno słowo dziecka, które powiedziało to, co wszyscy widzieli, ale nie mówili, zmieniło wszystko. Dziecko powiedziało: „on nic nie ma na sobie” i sugestia przestała działać, król się zawstydził i wszyscy ludzie wmawiający sobie, że widzą na królu piękną, nową szatę zobaczyli, że król jest nagi. To samo musimy powiedzieć także my, powiedzieć to, co wszyscy widzą, ale nie odważają się wypowiedzieć, powiedzieć, że jakby ludzie nie nazywali zabójstwa, jest ono zawsze zabójstwem – zbrodnią i hańbą. I wystarczy jasno, zdecydowanie i głośno, jak możemy to zrobić to tutaj, powiedzieć to, a ludzie przestaną widzieć to, co im się wydawało że widzą i zobaczą to, co widzą rzeczywiście. Przestaną widzieć: służbę ojczyźnie, bohaterstwo wojny, chwałę wojskowa i patriotyzm, a zobaczą to, co jest: nagą prawdę zabójstwa. A kiedy ludzie zobaczą, stanie się to samo co w baśni: ci co popełniają zbrodnię zawstydzą; się, a ci, co wmawiali sobie, że nie widzą zbrodni zabójstwa, zobaczą ją i przestaną być zabójcami. Ale jak będą się narody broniły przed nieprzyjaciółmi, jak utrzymywać porządek wewnątrz kraju, jak mogą narody żyć bez wojny? Jaką formę przybierze życie ludzi, którzy odżegnują się od zabójstwa nie wiemy i wiedzieć nie możemy. Jedno jest pewne: dla ludzi obdarzonych rozumem i sumieniem rzeczą naturalniejszą jest żyć w oparciu o te właściwości, niż podporządkować się niewolniczo ludziom nakazującym wzajemne zabójstwa, i dlatego ta forma ustroju społecznego, jaką przybierze życie ludzi kierujących się w tym postępowaniu nie przemocą opierającą się na groźbie zabójstwa, lecz rozumem i sumieniem, nie będzie w żadnym razie gorsza od tej jak ujęte jest życie obecne. Oto wszystko co chciałem powiedzieć.

    Będę bardzo żałował, jeżeli to, co powiedziałem, kogoś obrazi, zmartwi i obudzi w nim niedobre uczucia. Ale ja osiemdziesięcioletni starzec oczekujący w każdej chwili śmierci, uważałbym za wstyd i przestępstwo, gdybym nie powiedział całej prawdy tak, jak ją rozumiem, prawdy w którą wierzę niezłomnie, tylko sama jedna może uwolnić ludzkość od niezliczonych klęsk, spadających na nią w wyniku wojny.

    Lew TOŁSTOJ

    4 sierpnia 1909 roku

  • Lew Tołstoj – Odbudowanie Piekła

    Lew Tołstoj – Odbudowanie Piekła

    ROZDZIAŁ I

    Działo się to w czasach, gdy Chrystus głosił ludziom swą naukę. Nauka ta była tak zrozumiała i stosowanie jej w życiu tak łatwe, tak widocznie uwalniała ludzi od zła, że nie sposób było się jej oprzeć. Nic nie mogło położyć tamy jej rozpowszechnianiu.
    Belzebub – ojciec i władca wszystkich diabłów – przestraszył się. Wiedział dobrze, że jego władza nad ludźmi skończy się na zawsze, jeśli Chrystus nie wyrzeknie się głoszenia swej nauki.
    Był w strachu, lecz nie tracił nadziei i podburzał posłusznych mu faryzeuszy i uczonych w piśmie, aby możliwie najdotkliwiej obrażali i dręczyli Chrystusa, uczniom zaś jego radził uciec i zostawić go samego. Ufał, że skazanie na śmierć haniebną, naigrywanie się, opuszczenie przez wszystkich uczniów, wreszcie same męki i kara śmierci sprawią, że Chrystus w ostatniej chwili wyrzeknie się swej nauki, a wyrzeczenie zburzy całą jej potęgę.
    Sprawa rozstrzygała się na krzyżu. Gdy Chrystus zawołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!”, Belzebub wydał okrzyk triumfu; schwycił przygotowane kajdany i włożywszy je sobie na nogi, dopasował je tak, żeby nie mogły być zerwane, gdy zostaną założone Jezusowi.
    Wtem z krzyża dały się słyszeć słowa: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Zaraz potem Chrystus zawołał: „Spełniło się” i wyzionął ducha.
    Belzebub zrozumiał, że wszystko stracone. Chciał zdjąć kajdany i uciekać, lecz nie mógł ruszyć się z miejsca. Kajdany przywarły do jego nóg. Chciał wznieść się na skrzydłach, lecz nie mógł ich rozpostrzeć. I widział Belzebub jak Chrystus w wielkiej światłości zatrzymał się w bramie piekieł, widział jak wyszli z piekła grzesznicy od Adama do Judasza, widział jak rozbiegły się wszystkie diabły, a nawet jak same ściany piekieł rozpadły się bez hałasu na cztery strony świata. Nie mógł znieść tego widoku, więc zaryczał przeraźliwie i wpadł w bezdenną przepaść przez pękniętą posadzkę piekieł.

    ROZDZIAŁ II

    Upłynęło sto, dwieście, trzysta lat. Czasu Belzebub nie liczył. Naokoło była zupełna ciemność i cisza. Leżał bez ruchu i starał się nie myśleć o tym, co zaszło, a jednak myślał i pałał bezsilną nienawiścią do sprawcy swej zguby.
    Nie pamiętał już i nie wiedział ile setek lat upłynęło od tamtego czasu, gdy raptem usłyszał nad sobą szmery podobne do tupotu nóg, stękania, krzyki i zgrzytanie zębów.
    Belzebub podniósł głowę i zaczął nasłuchiwać. W to, że po zwycięstwie Chrystusa piekło mogłoby być odbudowane, nie mógł uwierzyć, tymczasem zaś tupot, jęki, krzyki i zgrzytanie zębów stawały się coraz wyraźniejsze.
    Belzebub podniósł tułów, podciągnął pod siebie kosmate nogi z odrośniętymi kopytami (kajdany ku jego zdziwieniu same z nich opadły) i zatrzepotawszy, swobodnie rozpostartymi skrzydłami, wydał zwykły sygnałowy świst, którym dawniej wzywał swe sługi i pomocników.
    Nie zdążył jeszcze nabrać tchu, gdy nad jego głową zrobił się otwór, błysnął czerwony ogień i tłum diabłów w wielkim ścisku wysypał się z otworu w przepaść, i na podobieństwo kruków obsiadających padlinę, rozsiadł się naokoło Belzebuba.
    Diabły były wielkie i małe, grube i chude, z długimi i krótkimi ogonami, z prostymi i krzywymi rogami.
    Jeden z diabłów, odziany w pelerynkę narzuconą na ramiona, cały nagi, czarny i błyszczący, z twarzą ogoloną i ogromnym, obwisłym brzuchem, siedział w kucki przed samym obliczem Belzebuba i przewracając swymi ognistymi ślepiami, uśmiechał się bezustannie, machając z boku na bok swym długim, cienkim ogonem.

    ROZDZIAŁ III

    Co znaczy ten hałas? – zapytał Belzebub wskazując do góry – Cóż tam się dzieje?
    – To, co zawsze – odpowiedział błyszczący diabeł w pelerynce.
    – A czy są jeszcze grzesznicy? – spytał Belzebub.
    – O tak, wielu – odparł błyszczący.
    – Jak tam z nauką tego, którego imienia nie chcę wymieniać? – zapytał Belzebub.
    Diabeł w pelerynce wyszczerzył zęby tak, że pokazały się wszystkie jego ostre kły, a przez całą zgraję przeszedł tłumiony śmiech.
    – Nauka ta już nam nie przeszkadza. Oni przestali w nią wierzyć – powiedział diabeł w pelerynce.
    – Jak to? Przecież nauka ta, poświadczona jego własną śmiercią, w sposób oczywisty ratuje ich od nas – rzekł Belzebub.
    – Tak było, dopóki jej nie przerobiłem – odparł z dumą diabeł w pelerynce, uderzając ogonem w podłogę.
    – Jak ci się to udało?
    – Właściwie nie musiałem nic robić. Trochę tylko pomagałem.
    – Opowiedz w skrócie -rozkazał Belzebub.
    Diabeł w pelerynce, spuściwszy głowę, pomilczał chwilę, jak gdyby dla namysłu, następnie nie spiesząc się zaczął opowiadać:
    – Gdy nadszedł ów straszny czas, że piekło zostało zburzone, a ojca naszego i władcy zabrakło między nami, udałem się w miejsca, gdzie głoszona była ta właśnie nauka, która o mały włos nie doprowadziła nas do całkowitej zguby. Przyszła mi chęć zobaczyć, jak żyją ludzie stosujący się do niej. I ujrzałem, że ludzie stosujący tę naukę w życiu, byli zupełnie szczęśliwi i dla nas niedostępni. Nie gniewali się na siebie, nie ulegali urokowi kobiet i albo nie żenili się, albo mieli tylko jedną żonę, majątku zaś nie posiadali wcale, wszystko było uważane za wspólną własność, nie bronili się przed tymi, którzy na nich napadali, a za złe płacili dobrem. I życie ich było tak dobre, że wciąż więcej i więcej ludzi do nich przystawało. Widząc to, pomyślałem sobie, że wszystko stracone i chciałem już odejść. Oto jednak w tym czasie zaszedł incydent sam w sobie błahy, lecz mnie wydał się interesujący i pozostałem. Zdarzyło się bowiem, że wśród tych ludzi jedni byli zdania, iż wszyscy powinni ulegać obrzezaniu i nie powinni jeść tego, co zostało złożone w ofierze bogom pogańskim, inni zaś uważali, że takie rozgraniczenie jest zbyteczne, i że można nie stosować obrzezania i jeść wszystko. Zacząłem więc podpowiadać jednej i drugiej stronie, że ta różnica zdań jest różnicą o pierwszorzędnym znaczeniu, i że nie można ustąpić, ponieważ chodzi tu o rzecz ważną – o służenie Bogu. Ludzie uwierzyli mi, a ich kłótnie przybrały ostry charakter. Więc i ci i tamci zaczęli gniewać się na siebie wzajemnie, a wtedy ja zacząłem im podsuwać myśl, że cudami mogą dowieść prawdziwości swej nauki. Jakkolwiek było rzeczą oczywistą, że cuda prawdziwości nauki dowieść nie mogą, ludzie zapałali taką żądzą, aby mieć rację, że uwierzyli mi, ja zaś urządziłem im cuda. Z urządzeniem cudów trudności nie miałem. Ludzie wierzyli we wszystko, co potwierdzało ich chęć posiadania prawdy przez nich jedynie.
    Jedni utrzymywali, że zstąpiły na nich ogniste języki, inni zapewniali, że widzieli samego zmarłego nauczyciela i wiele różnych rzeczy; imaginowali to, czego nie było i niepostrzeżenie kłamali nie gorzej od nas, w imię tego, który nas kłamcami nazywał. Jedni o drugich mówili: „Wasze cuda nie są prawdziwe”, a tamci odpowiadali: „Nie, to wasze cuda są nieprawdziwe, a nasze prawdziwe”.
    Wszystko szło dobrze, ale obawiałem się, że ludzie mogą rozpoznać zbyt ewidentne oszustwo i wtedy wymyśliłem kościół. Kiedy uwierzyli w kościół, byłem już spokojny: zrozumiałem, żeśmy uratowani, a piekło odbudowane.

    ROZDZIAŁ IV

    Cóż to takiego „kościół”? – zapytał surowo Belzebub, nie chcąc wierzyć, że jego słudzy okazali się mądrzejsi od niego.
    – Kościół to jest coś takiego, że gdy ludzie kłamią i czują, że im się nie wierzy, wtedy, powołując się na Boga, mówią: „Jak Boga kocham, prawdą jest to, co ja mówię”; to właściwie jest kościół, z tą tylko osobliwością, że ludzie, którzy uznali się za kościół, nabierają przekonania, że są nieomylni, i dlatego nie mogą się już potem wyrzec żadnego, choćby raz tylko wypowiedzianego głupstwa. Tworzy się zaś kościół w taki sposób: ludzie wmawiają w siebie i w innych, że nauczyciel ich, Bóg, po to, by objawione przez niego ludziom prawo nie zostało fałszywie wytłumaczone, wybrał szczególnych ludzi, i oni to jedynie, lub ci, na których przeleją tę władzę, mogą dokładnie tłumaczyć jego naukę. Ludzie więc, którzy nazywają siebie kościołem, twierdzą, że są w posiadaniu prawdy nie dlatego, że to, co głoszą jest prawdą, a dlatego, iż uważają siebie za jedynych prawowitych spadkobierców uczniów samego nauczyciela – Boga.
    W manipulacji tej, podobnie jak w cudach, była pewna niedogodność, taka mianowicie, że ludzie jednocześnie
    mogli utrzymywać każdy o sobie, że są członkami jedynego prawdziwego kościoła (działo się to zawsze). Nasza wygrana polegała jednak na tym, że skoro raz tylko ludzie powiedzieli: „My stanowimy kościół” i na tym zapewnieniu zbudowali naukę, wtedy nie mogli już zrzec się wypowiedzianych przez siebie słów, niezależnie od tego, jak wielkim byłyby głupstwem i cokolwiek mówiliby inni ludzie.
    – Dlaczego jednak kościół przekręcił naukę na naszą korzyść? – zapytał Belzebub.
    – Powód jest prosty – ciągnął dalej diabeł w pelerynce -ludzie ci uznawszy się za jedynych tłumaczy prawa boskiego i przekonawszy o tym innych ludzi, stali się tym samym panami ich losu i posiedli nad nimi władzę zwierzchnią. Posiadłszy zaś tę władzę, naturalnie urośli w pychę i w większości przypadków ulegli zepsuciu, wskutek czego wzniecili przeciwko sobie oburzenie i gniew ludzki. W celu pokonania swych wrogów, nie dysponując innym orężem niż przemocą, zaczęli prześladować, skazywać na śmierć i palić na stosie wszystkich, którzy ich władzy nie uznawali. W ten oto sposób samo przyjęte stanowisko zmuszało ich do przekręcania nauki tak, aby usprawiedliwiała ich złe życie i okrucieństwa, które stosowali wobec swych wrogów.

    ROZDZIAŁ V

    Nauka jednak była tak prosta i zrozumiała, że nie można było jej przekręcić – upierał się Belzebub, nadal nie mogący uwierzyć, że jego słudzy byli sprytniejsi od niego.
    – „Postępuj wobec innych tak, jak byś chciał, aby postępowano wobec ciebie”. W jaki sposób można to przekręcić?
    – Stosując się do mych rad, posługiwano się w tym celu różnymi sposobami – kontynuował diabeł w pelerynce. -Ludzie opowiadają bajkę o tym, jak dobry czarodziej, ratując człowieka od złego czarodzieja, zamienił go w ziarnko kaszy jaglanej i jak zły czarodziej, przedzierzgnąwszy się w koguta, gotów był już zadziobać owo ziarnko, lecz dobry czarodziej wysypał na ziarnko całą ćwierć tychże ziaren. I zły czarodziej nie mógł już ani zjeść wszystkich ziaren, ani znaleźć tego, które zjeść zamierzał. To samo, idąc za mą radą, uczynili ci ludzie z nauką tego, który nauczał, że całe prawo polega na tym, aby drugiemu czynić to, co chciałbyś, aby i tobie czyniono: ogłosili, że świętym wykładem prawa boskiego jest 49 ksiąg i uznali każde słowo w nich zawarte za dzieło Boga – Ducha Świętego. Tak więc wysypali na prostą, zrozumiałą prawdę taką kupę rzekomo świętych prawd, że stało się niemożliwością przyjąć je wszystkie i znaleźć pośród nich tę, która ludziom jest potrzebna. Na tym polega pierwszy sposób. Drugi sposób, którego oni używali z dobrym skutkiem przez więcej niż tysiąc lat, polega na zabijaniu i paleniu wszystkich tych, którzy chcą głosić prawdę. Obecnie sposób ten wychodzi z użycia, lecz nie porzucają go całkowicie, bo chociaż już nie palą ludzi próbujących ujawnić prawdę, to jednak tak ich szkalują, tak zatruwają im życie, że tylko niewielu odważa się ich demaskować. Na tym polega drugi sposób. Trzeci zaś sposób polega na tym, że uznając się za kościół, a więc za nieomylnych, uczą, gdy im to jest potrzebne, rzeczy wprost sprzecznych z tym, co jest powiedziane w Piśmie: „Ale wy nie nazywajcie siebie rabbi; albowiem jeden jest nauczyciel wasz, a wy wszyscy jesteście bracia. I ojcem nie nazywajcie nikogo na ziemi; albowiem jeden jest ojciec wasz w niebiosach”. Oni zaś mówią: „Myśmy ojcami, myśmy nauczycielami waszymi”. Albo powiedziane jest: „Ale ty, gdy się będziesz modlić, wejdź do komórki swojej i zamknąwszy ją, módl się do ojca twego w ukryciu, a ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”. Oni zaś nauczają, że trzeba się modlić gromadnie, w świątyniach, przy dźwiękach muzyki i pieśni. Albo powiedziane jest w Piśmie: „A ja powiadam wam, abyście zgoła nie przysięgali”, oni zaś nauczają, że trzeba przysięgać na bezwzględne posłuszeństwo władzom, nie bacząc na to, jakie mogłyby być żądania tych władz. Albo powiedziane jest: „Nie zabijaj”, oni zaś nauczają, że zabijać można i trzeba na wojnie i z wyroku sądowego – zakończył diabeł w pelerynce, wywrócił ślepia i roześmiał się, rozwarłszy paszczę po same uszy.
    – To bardzo dobrze – rzekł Belzebub i uśmiechnął się, a wszystkie diabły zawtórowały mu głośnym śmiechem.
    – Czyż tak jak dawniej są jeszcze rozpustnicy, złodzieje, zabójcy? – zapytał już wesoło Belzebub.
    Diabły, również rozweselone, zaczęły mówić wszystkie razem, chcąc wykazać się przed Belzebubem swoją sprawnością.
    – Nie tak jak dawniej, lecz więcej niż dawniej – wrzeszczał jeden z nich.
    – Rozpustnicy nie mieszczą się w dawnych oddziałach -piszczał drugi.
    – Złodzieje dzisiejsi gorsi są od dawniejszych – huknął trzeci.
    – Brak nam opału dla zabójców! – ryczał czwarty.
    – Nie mówcie wszyscy razem, niech odpowiadają tylko ci, których zapytam – rzekł Belzebub. – Niech wystąpi ten, pod którego opieką jest nierząd i niech opowie, w jaki sposób radzi sobie z uczniami tego, który zabraniał zmieniać żony i mówił, iż nie należy patrzeć na kobietę z pożądliwością. Kto opiekuje się rozpustą?
    – Ja – odpowiedział bury, przypominający kobietę diabeł z nalaną, oślinioną twarzą, z bezustannie żującym pyskiem i na pośladkach przyczołgał się do Belzebuba.
    Diabeł ten wysunął się spośród innych, usiadł w kucki, przechylił głowę na bok, i machnąwszy ogonem zakończonym miotełką, głosem śpiewnym zaczął mówić:
    – Robimy to według starego sposobu, przez ciebie, ojca naszego i władcę użytego jeszcze w raju, który to sposób oddał w naszą władzę cały rodzaj ludzki, – i według nowego sposobu kościelnego.
    Tak więc przekonujemy ludzi, że prawdziwe małżeństwo polega nie na tym, na czym zasadza się ono w swej istocie – na współżyciu mężczyzny z kobietą – lecz na tym, żeby odziać się w najszykowniejszą nową odzież, pójść do wielkiego, przeznaczonego na ten cel gmachu, oświetlonego świecami, przystrojonego dywanami i kwiatami, następnie wobec ciekawej gawiedzi dokonać przysięgi w imię tego, który nauczał: „A ja wam powiadam, abyście zgoła nie przysięgali”. Wmawiamy w ludzi, że tylko ta ceremonia jest właśnie małżeństwem prawdziwym, że po niej ludzie otrzymują specjalną łaskę Boga, dzięki której bez żadnego ze swej strony wysiłku nabywają zalety potrzebne do zgodnego pożycia i należytego wychowania dzieci – i że każdy stosunek kobiety z mężczyzną, pomimo tych warunków, jest zwykłą, do niczego nie zobowiązującą przyjemnostką lub zadośćuczynieniem potrzebie biologicznej, przeto ludzie nie krępując się, oddają się tej przyjemności, krzywoprzysięzców zaś manipulacja ta stwarza tylu, iż o ściganiu ich nikt nie myśli, gdyż zabrakłoby więzień dla skazanych za krzywoprzysięstwo.
    Podobny do kobiety diabeł o nalanej twarzy, skłonił na bok głowę i zamilknął, jak gdyby w oczekiwaniu działania swych słów na Belzebuba.
    Belzebub kiwnął głową na znak aprobaty, a podobny do kobiety diabeł ciągnął dalej: – Tymże sposobem, nie porzucając dawniejszego, użytego w raju sposobu „zakazanego dla ciekawości owocu” -wspomniał diabeł, niedwuznacznie próbując przypodobać się Belzebubowi – osiągamy najlepsze rezultaty. Wyobrażając sobie, że mogą zawrzeć uczciwy małżeński związek kościelny po wielu kontaktach miłosnych, mężczyźni zmieniają setki kobiet i tak przyzwyczajają się do rozpusty, że czynią to samo i po zawarciu małżeństwa. Jeśli zaś niektóre żądania związane z małżeństwem kościelnym wydadzą im się zbyt krępujące, to urządzają ceremonię po raz drugi, a pierwsza ceremonia zostaje uznana za nieważną.
    Podobny do kobiety diabeł zamilkł, utarłszy końcem ogona ślinę wypełniającą mu usta, przechylił głowę na drugą stronę i wlepił milczący wzrok w twarz Belzebuba.

    ROZDZIAŁ VI

    Krótko i zwięźle: aprobuję – rzekł Belzebub. – Kto opiekuje się grabieżcami?
    – We własnej osobie! – odpowiedział, wypełzawszy z tłumu, okazały diabeł z długimi, krzywymi nogami, z wąsami podkręconymi do góry i ogromnymi łapami, krzywo przystawionymi do tułowia.
    Diabeł ten wysunąwszy się jak jego poprzednicy do przodu, wzorem ludzi wojskowych oburącz podkręcał wąsy i czekał na pytania.
    – Ten, który zburzył piekło – rzekł Belzebub – uczył ludzi żyć jak ptaki niebieskie i rozkazywał dawać temu, który prosi, a temu, kto chce zabrać suknię, oddawać i płaszcz -i powiedział, że aby być zbawionym, trzeba rozdać majątek. W jaki sposób nakłaniacie do grabieży ludzi, którzy o tym słyszeli?
    – Postępujemy tak samo, jak nasz ojciec i władca przy obiorze Saula na króla – odparł wąsaty diabeł, w uroczystym geście zarzucając łeb do tyłu. – Dokładnie tak, jak wtedy wmawiamy w ludzi, że zamiast przestać się wzajemnie okradać, powinni pozwolić się okradać jednemu człowiekowi, oddawszy mu całkowitą władzę nad sobą. I człowiek ów i jego pomocnicy i pomocnicy tych pomocników – wszyscy oni grabią naród nieustannie, spokojnie i bezpiecznie. Zazwyczaj zaprowadzają przy tym takie prawa i porządki, przy których mniejszość próżniacza może bezkarnie łupić pracującą większość. Jak więc widzisz, ojcze nasz i władco, sposób przez nas stosowany jest w gruncie rzeczy sposobem starym. Nowe w nim jest tylko to, że uczyniliśmy go bardziej ogólnym, zamaskowanym, rozpowszechnionym w czasie i przestrzeni i trwalszym. Bardziej ogólny jest przez to, że dawniej ludzie z własnej woli ulegali tym, których wybierali, teraz zaś niezależnie od swej woli ulegają nie tym, których wybierają, lecz komu popadnie. Bardziej tajnym sposób ten uczyniliśmy przez to, że teraz, dzięki wprowadzeniu podatków, zwłaszcza pośrednich, okradani swych grabieżców nie widzą, a często nawet nie domyślają się samego faktu grabieży. Bardziej rozpowszechnionym w przestrzeni sposób ten stał się przez to, że narody tak zwane chrześcijańskie, nie zadowalając się okradaniem swoich, grabią pod rozmaitymi dziwnymi pozorami, najczęściej zaś pod pozorem krzewienia chrześcijaństwa, te wszystkie obce narody, u których jest coś do zagrabienia. W czasie zaś sposób ten jest bardziej rozpowszechniony niż dawniej, dzięki wprowadzeniu pożyczek zaciąganych przez organa samorządu lokalnego i państwa, co powoduje, że nie tylko żyjące pokolenia, ale i te, które po nich nastąpią, mogą być okradane już teraz. Sposób ten bardziej trwałym uczyniliśmy poprzez to, że główni grabieżcy uważani są za osoby nietykalne, więc ludzie, lękając się surowych kar, nie odważą się na opór.
    Pewnego razu w celach doświadczalnych sadzałem jedna za drugą najpodlejsze baby, głupie i nieoświecone i nie mające żadnych praw według panujących u nich przepisów, ostatnią zaś posadziłem nie tylko rozpustnicę, lecz i zbrodniarkę, która zamordowała swego męża i prawego następcę tronu. I ludzie nie wyrwali jej nozdrzy i nie siekli jej batem, jak to zazwyczaj robili z zabójczyniami, lecz przez wiele lat niewolniczo ulegali jej samej i jej kochankom, których miała bez liku, pozwalając im pozbawiać ludzi nie tylko majątku, lecz i wolności osobistej.
    Tak więc w obecnych czasach jawne złodziejstwa, takie jak odebranie przemocą wózka z pieniędzmi, konia, odzieży, stanowią zaledwie jedną milionową wszystkich tych grabieży prawnych, popełnianych na co dzień przez ludzi mających odpowiednie możliwości. Obecnie, utajona, bezkarna grabież i w ogóle pogotowie złodziejskie zorganizowane jest wśród ludzi do tego stopnia, że stało się to głównym celem i przedmiotem gorących pożądań prawie wszystkich i maskowane jest tylko przez walkę złodziei między sobą.

    ROZDZIAŁ VII

    No cóż, bardzo dobrze – rzekł Belzebub. – A zabójstwa? Kto opiekuje się zabójstwami?
    – Ja! – odpowiedział, występując z tłumu czerwony jak krew diabeł z kłami sterczącymi z pyska, ostrymi rogami i zadartym do góry nieruchomym ogonem.
    – W jaki sposób zmuszasz do zabójstw uczniów tego, który nauczał: „Nie odpowiadaj złem na zło, kochaj nieprzyjaciół swoich”? W jaki sposób robisz zabójców z tych ludzi?
    – Robimy to według starego sposobu – odparł czerwony diabeł ogłuszającym, bełkotliwym głosem – wzniecając w ludziach chęć zysku, warcholstwo, nienawiść, mściwość, pychę; stosujemy również starą metodę, gdy wmawiamy w nauczycieli, że najlepszy sposób oduczenia ludzi od zabójstw polega na tym, żeby sami nauczyciele zabijali tych, którzy popełnili zabójstwo. Sposób ten nie tyle daje nam gotowych już zabójców, ile przygotowuje ich dla nas. Większą zaś ich liczbę dają nam nowe nauki: o nieomylności kościoła, o małżeństwie chrześcijańskim oraz o równości chrześcijańskiej. Nauka o nieomylności kościoła dawała nam dawnymi czasy największą liczbę zabójców. Ludzie, którzy uznali się za członków nieomylnego kościoła, nabrali przekonania, że zbrodnią byłoby pozwolić fałszywym wykładcom nauki gorszyć ludzi, więc ich zabijanie jest sprawą miłą Bogu. W taki sposób zabijano całe wioski i skazywano na śmierć setki tysięcy ludzi. Śmieszne wydaje się to, że ci, którzy skazywali na śmierć i palili ludzi zaczynających rozumieć prawdziwą naukę, uważali tych najniebezpieczniejszych dla nas ludzi za nasze sługi, tzn. sługi diabłów. Ci zaś, którzy zabijali i palili na stosach i rzeczywiście byli naszymi sługami, uważali się za świętych wykonawców woli Boga. Tak było w dawnych czasach; w naszych czasach wielką liczbę zabójców stwarza nauka o małżeństwie chrześcijańskim i o równości.
    Nauka o małżeństwie daje nam przede wszystkim zabójstwa wzajemne małżonków, następnie dzieciobójstwa popełniane przez matki. Mężowie i żony zabijają się wzajemnie, gdy niektóre żądania prawa i zwyczaju małżeństwa kościelnego wydają im się zbyt krępujące. Matki zaś zabijają dzieci wtedy, gdy związki, z których dzieci powstały, nie są uważane za małżeństwa. Takie zabójstwa popełniane są stale. Zabójstwa wywołane przez chrześcijańską naukę o równości dokonywane są periodycznie, ale za to bardzo masowo. Według nauki tej wmawia się w ludzi, że są równi wobec prawa. Ludzie ograbieni czują jednak, że to nieprawda. Widzą, że nie ma równości, gdyż grabieżcy mogą grabić bez przeszkód, a im nie wolno, więc buntują się i napadają na swych grabieżców. Wtedy to zaczynają się morderstwa wzajemne, które dostarczają nam niekiedy dziesiątek tysięcy morderców jednocześnie.

    ROZDZIAŁ VIII

    A zabójstwa na wojnie? W jaki sposób doprowadzacie do nich uczniów tego, który uznał ludzi za synów jednego ojca i kazał kochać nieprzyjaciół? – zapytał Belzebub.
    Czerwony diabeł wyszczerzył zęby, wypuścił z pyska strumień ognia i dymu, i uderzył się radośnie po plecach grubym ogonem.
    – Wmawiamy w każdy naród, że jest narodem najlepszym na świecie: „Deutschland uber alles”, Francja, Anglia, Rosja „uber alles”, i że naród ten powinien panować nad wszystkimi innymi narodami, ponieważ zaś we wszystkie narody wmawiamy to samo, więc węsząc ciągle niebezpieczeństwo ze strony sąsiadów, narody szykują się stale do obrony i pałają do siebie nienawiścią. Im bardziej zaś szykuje się do obrony jedna strona i z tego powodu pała nienawiścią do sąsiadów, tym bardziej szykują się do obrony wszystkie pozostałe narody, pałając do siebie wzajemną nienawiścią. Tak oto wszyscy ludzie, po przyjęciu nauki tego, który nazywał nas zbójcami, stale zajęci są przygotowaniem się do zabijania i zabijaniem.

    ROZDZIAŁ IX

    Tak, to bardzo dowcipne – rzekł Belzebub po długim milczeniu. – Ale dlaczego ludzie uczeni, zabezpieczeni przed oszustwem, nie spostrzegli tego, że kościół sfałszował naukę i nie przywrócili jej pierwotnego znaczenia?
    – Uczeni nie mogą tego uczynić – odpowiedział pewnym tonem, przesuwając się do przodu, matowoczarny diabeł w doktorskiej todze, z płaskim, spadzistym czołem, z kończynami o zanikłych mięśniach i odstającymi, długimi uszami.
    – Dlaczego?! – zapytał surowo Belzebub niezadowolony z pewnego siebie tonu wypowiedzi diabła w todze.
    Nie pesząc się wykrzyknikiem Belzebuba, diabeł w todze siadł z wolna, spokojnie i nie w kucki jak inni, lecz na wzór wschodni – skrzyżowawszy nogi o mięśniach w zamku. Potem zaczął mówić bez zająknięcia się, cichym, miarowym głosem:
    – Nie mogą tego zrobić dlatego, że ja stale odwracam ich uwagę od tego, co mogą i powinni wiedzieć i kieruję ją na to, co nie jest im potrzebne i czego nigdy tak naprawdę nie zdołają poznać.
    – W jaki sposób to robisz?
    – Sposoby są różne, odpowiednio do czasu – odparł diabeł w todze. Dawniej wmawiałem w ludzi, że najważniejszą dla nich rzeczą jest znać szczegóły stosunku wzajemnego pomiędzy osobami Trójcy, szczegóły na temat pochodzenia Chrystusa, jego pierwiastka boskiego i ludzkiego, właściwości Boga itp.. Ludzie uczeni wiele i rozwlekle dyskutowali o tym, kłócili się i gniewali na siebie. A te dysputy tak ich absorbowały, że wcale nie myśleli o tym, jak mają żyć, więc nie odczuwali też potrzeby wiedzieć, co ich nauczyciel mówił o życiu.
    Potem, gdy już tak zaplątali się w roztrząsaniach, że sami przestali rozumieć, co mówią, ja wmówiłem w jednych, że najważniejszą dla nich sprawą jest zbadać i wyjaśnić wszystko, co napisał człowiek imieniem Arystoteles, który żył tysiąc lat temu w Grecji, w innych zaś wmawiałem, że najważniejsze to znaleźć kamień, za pomocą którego można wytworzyć złoto i taki eliksir, który leczyłby wszystkie choroby, a ludzi czynił nieśmiertelnymi. I najmędrsi i najbardziej uczeni pośród ludzi skierowali na te sprawy wszystkie swoje siły umysłowe.
    Tym zaś, których to nie interesowało, wmówiłem, że najważniejszą sprawą jest wiedzieć, czy Ziemia obraca się wokół Słońca, czy też Słońce naokoło Ziemi, a gdy przekonali się, że obraca się Ziemia, a nie Słońce i obliczyli, ile milionów mil jest od Słońca do Ziemi, ucieszyli się wielce i od tamtego czasu z jeszcze większą gorliwością badają odległość od gwiazd i nie mogą się nadziwić, że liczba gwiazd jest nieskończona, choć wiadomość ta jest im zgoła zbyteczna. Oprócz tego, wmówiłem im jeszcze i to, że koniecznie powinni wiedzieć, w jaki sposób powstały wszystkie zwierzęta, wszystkie robaczki, wszystkie rośliny i wszystkie nieskończenie drobne żyjątka. Chociaż i te wiadomości nie są im wcale potrzebne i choć jest zupełnie jasne, że nie będą w stanie poznać tych wszystkich szczegółów, gdyż różnorodność życia jest nieskończona, to jednak na te i podobne badania zjawisk świata materii ludzie kierują wszystkie swe zasoby umysłowe i bardzo się dziwią, że im więcej poznają rzeczy, których znajomość nie jest im pilnie potrzebna, tym więcej wyłania się rzeczy jeszcze nie poznanych.
    I chociaż jest oczywiste, że w miarę rozwoju tych badań, obszar tego, co pozostaje do zbadania, rozszerza się, a przedmioty badania stają się coraz bardziej zawiłe i same zdobywane wiadomości znajdują coraz mniej zastosowania w życiu, to jednak okoliczność ta wcale nie zbija ich z tropu i ludzie ci, przekonani w zupełności o wadze swych badań badają, głoszą, piszą i drukują, tłumaczą z jednego języka na drugi wyniki swych w większości do niczego niezdatnych badań i roztrząsań, a jeżeli i czasami zdatnych, to tylko na pociechę bogatej mniejszości lub na pogorszenie położenia większości niezamożnej.
    Po to zaś, aby już nigdy nie domyślili się, że jedyną ich rzeczywistą potrzebą jest ugruntowanie praw życiowych, wskazanych w nauce Chrystusa, wmawiam w nich, że nie mogą znać praw życia duchowego i że każda nauka religijna, nie wyłączając nauki Chrystusa, jest to stek błędów i zabobonów, i że wiedzę o tym, jak trzeba żyć zdobyć mogą dzięki nauce zwanej socjologią, polegającej na badaniu tego, w jak zły sposób ludzie żyli dawniej. Tak więc zamiast starać się żyć lepiej według nauki Chrystusa, myślą, że wystarczy zbadać życie dawnych ludzi, wyprowadzić z tych badań ogólne prawa życiowe i by żyć lepiej, stosować się tylko do tych wymyślonych praw.
    Po to zaś, aby jeszcze bardziej utwierdzić ich w błędzie, wmawiam w nich, że istnieje pewien system wiedzy zwany nauką i że założenia tej nauki są niepodważalne.
    Skoro zaś ci, którzy uważani są za działaczy nauki, nabiorą przekonania o swej nieomylności, wówczas ogłaszają jako niewątpliwe prawdy, różne zbyteczne i często oczywiste głupstwa, których wyrzec się już nie mogą, gdy raz je wygłosili.
    Na tej oto podstawie twierdzę, że dopóki będę wmawiał w nich cześć i służebność wobec nauki, którą dla nich wymyśliłem, nigdy nie zrozumieją tej nauki, która o włos nie doprowadziła nas do zguby.

    ROZDZIAŁ X

    Bardzo dobrze! Dziękuję – rzekł Belzebub i twarz jego rozjaśniła się.
    – Zasłużyliście na nagrodę i wynagrodzę was według zasług.
    – A o nas panie zapomniałeś! – krzyknęła wielkim głosem zgraja diabłów różnokolorowych, małych, dużych, grubych, chudych i o krzywych nogach.
    – A jakaż wasza profesja? – zapytał Belzebub.
    – Ja jestem diabłem ulepszeń technicznych!
    – Ja – podziału pracy!
    – Ja – dróg i komunikacji!
    – Ja – sztuki drukarskiej!
    – Ja – sztuk pięknych!
    – Ja – medycyny!
    – Ja – kultury!
    – Ja – wychowania!
    – Ja – poprawy ludzi!
    – Ja – odurzania się!
    – Ja – filantropii!
    – Ja – socjalizmu!
    – Ja – feminizmu! – przekrzykiwały się wzajemnie, cisnąc się przed oblicze Belzebuba.
    – Mówcie pojedynczo i nierozwlekle! – krzyknął Belzebub – Czym ty się zajmujesz? – zwrócił się najpierw do diabła ulepszeń technicznych.
    – Wmawiam w ludzi, że im więcej rzeczy będą wytwarzać i im szybciej będą to robić, tym będą szczęśliwsi. I ludzie marnując życie na produkowanie rzeczy, wytwarzają ich coraz więcej, nie bacząc na to, że rzeczy te ani nie są potrzebne zmuszającym do ich produkowania, ani dostępne dla tych, którzy je produkują.
    – Dobrze! A ty? – zapytał Belzebub diabła podziału pracy.
    – Ja wmawiam w ludzi, że skoro przedmioty wytwarzać można szybciej za pomocą maszyn niż ręcznie, więc trzeba ludzi przekształcić w maszyny; i to właśnie się robi, a ludzie przekształceni w maszyny, nienawidzą tych, którzy to z nimi zrobili.
    -I to dobrze! Jak u ciebie? – rzekł Belzebub, zwracając się do diabła dróg i komunikacji.
    – Ja wmawiam w ludzi, że zachodzi potrzeba możliwie najszybszego przemieszczania się z miejsca na miejsce. I ludzie, zamiast ulepszać swe życie każdy na swoim miejscu, spędzają większą jego część w przejazdach. Są bardzo dumni z tego, że w ciągu godziny mogą przejechać 50 wiorst i więcej.
    Belzebub pochwalił i tego diabła. Wysunął się z tłumu diabeł sztuki drukarskiej. Jego praca, jak objaśnił, polega na tym, aby jak największej liczbie ludzi zakomunikować wszystkie te paskudztwa i głupstwa, które dzieją się i piszą na świecie. Diabeł sztuk pięknych objaśnił, że pod pozorem pocieszenia i wzbudzenia u ludzi wzniosłych uczuć, pobłaża ich nałogom, przedstawiając je w ponętnej i atrakcyjnej postaci. Diabeł medycyny wyjaśnił, że wmawia w ludzi, iż najważniejszą dla nich sprawą jest troska o ciało; ponieważ zaś troska o ciało nie ma końca, więc ludzie troszczący się o swe ciało z pomocą medycyny, zapominają nie tylko o życiu innych ludzi, ale i o swoim własnym.Diabeł od kultury opisał jak wmawia w ludzi, że korzystanie z tych wszystkich przedmiotów, którymi opiekują się diabły ulepszeń technicznych, podziału pracy, dróg i komunikacji, sztuki drukarskiej, sztuk pięknych, medycyny – stanowi coś w rodzaju cnoty, i że człowiek korzystający z tego wszystkiego może być zupełnie zadowolony z siebie i nie musi starać się być lepszym. Diabeł wychowania wyjaśnił jak to wmawia w ludzi, że mogą, żyjąc źle i nawet nie wiedząc na czym polega istota dobrego życia, uczyć dzieci dobrego życia. Diabeł poprawy ludzi opowiedział, jak przekonuje ludzi, że mogą poprawiać innych, nie wyzbywając się uprzednio swych złych przyzwyczajeń. Diabeł odurzania się chwalił się, że naucza ludzi, iż wygodniej jest szukać zapomnienia przez odurzanie się winem, opium, morfiną, tytoniem, niż uwolnić się od cierpień spowodowanych złym życiem przez poprawę tego życia. Diabeł filantropii powiedział, że wmawia ludziom, iż są dobroczynni, grabiąc na pudy i oddając ograbionym na łuty. Dzięki temu nie odczuwają potrzeby doskonalenia się, stają się niedostępni dla dobra. Diabeł socjalizmu chwalił się, że w imię najdoskonalszej organizacji społeczeństwa ludzkiego, wznieca nienawiść klasową.
    Diabeł feminizmu dodał, że dla jeszcze większego udoskonalenia organizacji życia, oprócz nienawiści klasowej, wznieca jeszcze nienawiść pomiędzy ludźmi odmiennej płci.
    – Jestem komfort!
    – A ja moda!
    – wrzeszczały jeszcze inne diabły, pełznąc ku Belzebubowi.
    – Czy myślicie, żem stary i głupi i nie rozumiem, że wszystko, co mogłoby być dla nas szkodliwe, staje się pożyteczne, gdy nauka o życiu jest błędna – wykrzyknął Belzebub i głośno roześmiał się.
    – Dosyć! Dziękuję wszystkim! – i zatrzepotawszy skrzydłami, wstał. Diabły otoczyły go kołem. Na jednym końcu łańcucha był diabeł w pelerynce, na drugim diabeł w todze. Obaj podali sobie łapy i koło zostało zamknięte. Diabły śmiejąc się, krzycząc, gwiżdżąc i wymachując nogami, rozpoczęły taniec wokół Belzebuba. Ten zaś rozpostarłszy skrzydła zatańczył pośrodku. W górze słychać było krzyk, płacz i zgrzytanie zębów.

  • Albert Einstein – Cytaty wybrane

    Albert Einstein – Cytaty wybrane

    O wojnie, pacyfizmie, pokoju, bombie atomowej i sprawach wojskowych

    • Apeluję do wszystkich mężczyzn i wszystkich kobiet, tych znanych i tych mniej znanych, aby ogłosili, że odmawiają odtąd jakiegokolwiek uczestnictwa w wojnie i przygotowaniach do wojny.
    • Człowiek, który uchyla się od służby wojskowej ze względów religijnych, jest rewolucjonistą. Postanawiając nie stosować się do obowiązującego prawa, poświęca bowiem swe osobiste interesy dla sprawy najważniejszej – dążenia do ulepszenia społeczeństwa.
    • Dopóki na świecie będzie istniał człowiek, będą też wojny.
    • Gdybym tylko wiedział, powinienem był zostać zegarmistrzem.
      • Znaczenie: komentując swoją rolę w skonstruowaniu bomby atomowej
    • Gdybym wiedział, że Niemcom nie uda się wyprodukować bomby atomowej, nie kiwnąłbym nawet palcem.
    • Im więcej dany kraj produkuje broni, tym mniej bezpieczny się staje – ten, kto ma broń, stanowi cel ataku.
    • Każdy komu drogie są wartości kultury, nie może nie być pacyfistą.
    • Musimy (…) uczynić naszym życiowym celem doprowadzenie do tego aby wyschły źródła wojny – fabryki amunicji.
    • Nie ma najmniejszego powodu by przypuszczać, że uda się kiedykolwiek otrzymać jakiekolwiek praktyczne wykorzystanie energii atomowej.
      • Źródło: Quarterly of Natural Sciences, 1932
    • Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi.
    • Problemem naszego wieku nie jest bomba atomowa, lecz serce ludzkie.
    • Tak długo jak długo istnieją armie, każdy poważniejszy konflikt będzie prowadził do wojny. Pacyfizm, który nie przeciwstawia się aktywnie zbrojeniom, jest i w dalszym ciągu będzie bezsilny.
    • Większość ludzi żyje codziennym życiem: na w pół przestraszeni, na w pół obojętni, patrzą na tę upiorną tragikomedię, która rozgrywa się na międzynarodowej scenie.
    • Wojsko ten najgorszy wytwór życia stadnego, napawa mnie wstrętem; (…) owa plaga cywilizowanego świata powinna być czym prędzej zniesiona. Bohaterstwo na rozkaz, bezsensowna przemoc i cała ta obmierzła paplanina, którą nazywa się patriotyzmem – jakże serdecznie tego wszystkiego nienawidzę!
    • Zabicie kogoś na wojnie nie różni się niczym od popełnienia zwykłego morderstwa.
    • Zorganizowanej sile można przeciwstawić jedynie zorganizowaną siłą. Niezależnie od tego, jak bardzo bym tego żałował, nie ma innego wyjścia.
    • Aby ukarać mnie za moją pogardę dla autorytetów, Los sprawił, że sam stałem się autorytetem.

    O samym sobie

    • Nie jestem bardzo bystry, po prostu długo siedzę nad problemem.
    • Bo ja wolno myślę.
    • Jestem głęboko wierzącym ateistą.
    • Jak to się dzieje, że nikt mnie nie rozumie, a wszyscy mnie uwielbiają?
      • Z wywiadu dla New York Timesa w 1944
    • Jeżeli moja teoria względności okaże się słuszna, Niemcy powiedzą, że jestem Niemcem, a Francuzi, że obywatelem świata. Jeśliby miała się okazać błędna, Francja oświadczyłaby, że jestem Niemcem, a Niemcy, że jestem Żydem.
    • Mając dwadzieścia, lat myślałem tylko o kochaniu. Potem kochałem już tylko myśleć.
    • Moje doznania mają naturę religijną w tym sensie, iż jestem świadomy, że umysł ludzki jest zbyt ograniczony, by głębiej wniknąć w harmonię Wszechświata, którą nazywamy „prawami natury”.
    • Moje poglądy bliskie są poglądom Spinozy: podziw dla piękna oraz wiara w logiczną prostotę porządku i harmonii, które w naszej znikomości możemy pojąć jedynie w sposób bardzo niedoskonały. Uważam, że musimy się pogodzić z tą niedoskonałością naszej wiedzy i poznania oraz traktować wartości i powinności moralne jako problemy czysto ludzkie.
    • Nie osiągnąłem zrozumienia fundamentalnych praw rządzących Wszechświatem dzięki racjonalnemu rozumowi.
    • Nie wierzę w astrologię, bo jestem spod znaku Ryb, a Ryby nie wierzą w astrologię.
    • Nie mam żadnych talentów – prócz namiętnej ciekawości.

    Nauka, religia i technika

    • Moralność człowieka zależy od zdolności współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby zaiste żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci.
    • Cała nasza nauka, w porównaniu z rzeczywistością, jest prymitywna i dziecinna – ale nadal jest to najcenniejsza rzecz, jaką posiadamy.
    • Chcę wiedzieć, jak Bóg stworzył ten świat. Nie interesuje mnie to czy inne zjawisko. Chcę znać Jego myśli, reszta to szczegóły.
    • Cóż za smutna epoka, w której łatwiej jest rozbić atom niż zniszczyć przesąd.
    • Człowiek zajmujący się nauką nigdy nie zrozumie, dlaczego miałby wierzyć w pewne opinie tylko dlatego, że znajdują się one w jakiejś książce. (…) Nigdy również nie uzna swych własnych wyników za prawdę ostateczną.
      • Źródło: Albert Einstein w liście do J. Lee, 1945
    • Czysto logiczne rozumowanie nie da nam żadnej wiedzy o realnym świecie.
    • Dzieci zaczynają w końcu myśleć, że Bóg jest kręgowcem w gazowym stanie skupienia.
    • Dzisiejszemu światu jest potrzebna nie tyle energia termojądrowa, ile raczej energia zamknięta w ludzkim sercu, którą trzeba wyzwolić.
    • E = mc2
      • Opis: tzw. wzór Einsteina, gdzie E – całkowita energia ciała, m – masa spoczynkowa, c – prędkość światła w próżni
    • Gdy chcesz opisać prawdę, elegancję pozostaw krawcom.
    • Prawda to dążenie do wyznaczenia z niewiadomej.
    • Jaki jest sens ludzkiego życia? Każda odpowiedź na to pytanie wiąże się z religią. Można więc spytać, czy w ogóle warto je zadawać? Odpowiadam, że człowiek, który uważa życie swoje i innych istot ludzkich za bezsensowne, jest nie tylko nieszczęśliwy, ale właściwie nie zasługuje na życie.
    • Jest cudem, że ciekawość przeżywa typowe wykształcenie.
    • Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.
    • Jestem głęboko religijnym niewierzącym. […] Idea osobowego Boga jest mi raczej obca, a nawet wydaje mi się naiwna.
      • Źródło: Richard Dawkins, The God Delusion, 2006, s. 15.
    • Jeśli coś można w ogóle zrozumieć, można to też zrozumiale wyłożyć.
    • Jeżeli istnieje w ogóle religia, która może sprostać wymaganiom współczesnej nauki, to jest nią buddyzm.
    • Moje doznania mają naturę religijną w tym sensie, iż jestem świadomy, że umysł ludzki jest zbyt ograniczony, by głębiej wniknąć w harmonię Wszechświata, którą nazywamy „prawami natury”.
    • Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa.
    • Najpiękniejszym, co możemy odkryć, jest tajemniczość.
    • Nie przypuszczam, aby w najbliższej przyszłości filozofia i rozum stały się wyłącznymi przewodnikami człowieka, ale dla wybranych pozostanie ona najpiękniejszym sanktuarium.
      • Źródło: list do B. Crocego z 7 czerwca 1944
    • Nie wierzę, że Bóg zajmuje się grą w kości.
    • Pan Bóg jest wyrafinowany, ale nie jest perfidny.
    • Przemyślałem jednak tę kwestię. Może jednak Bóg jest perfidny.
    • Pan Bóg nie gra w kości!
    • Prawdą jest to, co wytrzyma próbę doświadczenia.
    • Przeciwieństwem prawdy płytkiej jest fałsz, przeciwieństwem prawdy głębokiej może być inna głęboka prawda.
    • Przyroda skrywa swoje tajemnice, ponieważ jest wyniosła, a nie dlatego, że chce nas wywieść w pole.
    • Pusty żołądek nie jest dobrym doradcą politycznym.
    • Rzec można, że odwieczną tajemnicą świata jest jego poznawalność.
    • Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.
    • Twierdzę, że kosmiczne przeżycie religijne stanowi najsilniejszą i najszlachetniejszą pobudkę do badań naukowych.
    • Uczony jest człowiekiem, który wie o rzeczach nieznanych innym i nie ma pojęcia o tym, co znają wszyscy.
    • Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny. Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć.
    • Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to właśnie robi.
    • Wiecznie niezrozumiałe w przyrodzie jest to, że można ją zrozumieć.
    • Wszystko powinno się konstruować w sposób możliwie najprostszy, ale nie uproszczony.
    • Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe.
    • Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, ponieważ wiedza jest ograniczona.
    • Przypisywane
    • Najgorzej, gdy szkoła ucieka się do takich metod, jak zastraszanie, przemoc czy sztuczny autorytet. Metody te niszczą u uczniów naturalne odruchy, szczerość i wiarę w siebie, czyniąc z nich ludzi uległych.

    Wegetarianizm

    • Naszym celem musi być wyzwolenie się… poprzez rozszerzenie kręgu współczucia na wszystkie żywe istoty i na cały cudowny świat natury.
    • Nic nie przyniesie większej korzyści ludzkiemu zdrowiu oraz nie zwiększy szans na przetrwanie życia na Ziemi w tak dużym stopniu jak ewolucja w kierunku diety wegetariańskiej.
    • Wegetariański sposób życia, przez swoje czyste, fizyczne oddziaływanie na ludzkie zachowanie, może wpłynąć na ludzkość w najbardziej dobroczynny sposób.
    • Tak więc żyję bez tłuszczów, bez mięsa czy ryb, ale czyniąc tak czuję się całkiem nieźle. Zawsze wydawało mi się, że człowiek nie narodził się, aby być drapieżnikiem.
    • Źródło: list do Hansa Muehsama, 30 marca 1954

    Wolność

    • Wolność nauczania i wyrażania opinii w książkach i prasie stanowi podstawę zdrowego i naturalnego rozwoju każdego społeczeństwa.

    Życie pozaziemskie i UFO

    • Ci ludzie coś widzieli. Nie wiem jednak, co to było, i wcale mnie to nie obchodzi.
      • Źródło: List do L.Gardner, 23 lipca 1953
    • Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że się z nami nie kontaktują.

    Inne

    • Człowiek szczęśliwy jest zbyt zadowolony z teraźniejszości, by oddawać się zanadto rozmyślaniom o przyszłości.
    • Dochodzenie do prawdy winno być ważniejsze od wszystkich innych celów.
      • (Przypisywane Einsteinowi)
    • Głównym powołaniem człowieka jest raczej służyć, niż zmuszać do posłuchu.
    • Jedynym rozsądnym sposobem wychowania jest oddziaływanie własnym dobrym przykładem, a jeśli nie można inaczej – odstraszającym przykładem.
    • Jeśli „a” oznacza szczęście, to a=x+y+z; x – to praca, y – rozrywki, z – umiejętność trzymania języka za zębami.
    • Jeżeli zabałaganione biurko jest znakiem zabałaganionego umysłu, znakiem czego jest puste biurko?
    • Każda praca jest dobra, o ile jest dobrze wykonywana.
    • Kobieta powinna móc poddać się aborcji do określonego stadium zaawansowania ciąży.
    • Los ludzkości, jako całości, będzie taki, na jaki ona zasługuje.
    • Ludzie tacy jak my, wierzący w fizykę, wiedzą, że różnica między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością jest tylko uparcie obecną iluzją.
    • Monotonia cichego życia pobudza umysł do twórczości.
    • Najcudowniejsze jest to, że wszechświat czuje.
    • Najpiękniejsze, co jest na świecie, to pogodne oblicze.
    • Największym wynalazkiem ludzkości jest procent składany.
    • Nie ma rzeczywistości samej w sobie, są tylko obrazy widziane z różnych perspektyw.
    • Nie ma złego tytoniu, tak jak nie ma brzydkich kobiet.
    • Nie spotkałem dotąd dziewczyny, której urok nie potrzebowałby wspólnej płaszczyzny naukowej.
    • Nie staraj się zostać człowiekiem sukcesu, lecz człowiekiem wartościowym.
    • Są tylko dwa sposoby przejścia przez życie. Jeden, jakby nic nie było cudem, i drugi, jakby wszystko było cudem.
    • Świat Amerykanina jest tak wielki, jak jego gazeta.
    • Grawitacja nie może być obarczana odpowiedzialnością za ludzi zakochanych.
    • Trudno powiedzieć, co jest prawdą, ale czasami tak łatwo rozpoznać fałsz.
    • Tylko wzorowanie się na wielkich i kryształowo czystych charakterach rodzi piękne idee i szlachetne czyny.
    • Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia.
    • Wszystkie wspomnienia są złudne, bo teraźniejszość nadaje im inne barwy.
    • Wszystko, co ludzkość dotychczas uczyniła i wymyśliła, wzięło się z dążenia człowieka do zaspokojenia swych najgłębszych potrzeb i uśmierzenia bólu.
    • Wszystko powinno być tak proste, jak to tylko możliwe, ale nie prostsze.
    • Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń nabytych do osiemnastego roku życia.
    • Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie, jak go wskrzesić.
    • Życie niemal na pewno ma sens.
    • Sprytna osoba rozwiązuje problem. Mądra ich unika.
    • Każdy głupi może wiedzieć. Sedno to zrozumieć.
    • Nie martw się o swoje trudności z matematyką. Zapewniam cię że moje są i tak większe.
    • Nie wierzę w matematykę.
    • Nie mam żadnych specjalnych talentów. Jestem tylko namiętnie ciekawy.
    • Tylko życie przeżyte dla innych jest warte zachodu.
    • Pokój nie może być utrzymywany siłą. Może być tylko osiągnięty przez zrozumienie.
    • Wtedy współczułbym kochanemu Bogu. Teoria jest poprawna.
      • Odpowiedź na pytanie studenta, co by zrobił, gdyby Sir Arthur Eddington, wybitny astrofizyk brytyjski, który potwierdził teorię względności, zaprzeczył jej.
    • Co naprawdę mnie interesuje, to czy Bóg miał jakikolwiek wybór przy tworzeniu świata.
      • uwaga do Ernsta Strausa, jednego z jego asystentów.
    • Esperanto jest najlepszym rozwiązaniem idei języka międzynarodowego.
  • Wegetarianizm a Człowieczeństwo

    Wegetarianizm a Człowieczeństwo

    1. Człowiek, Istota Ludzka, to brzmi całkiem dumnie, ale w starożytności do ludzi zaliczano wyłącznie WEGETARIAN, a więc istoty ludzkie, które nie spożywały generalnie w ogóle żadnego pokarmu mięsnego, tj. takiego, dla którego zdobycia trzeba było zabić jakiekolwiek zwierzę. Stawanie się Człowiekiem w całej pełni znaczenia tego słowa to także zmiana sposobu odżywiania w kierunku wybitnie roślinnym, a Jarosz to człowiek o większej wrażliwości, inteligencji, uroku i czułości w sposób niewątpliwy, chociaż odejście od podludzkiego stanu zdziczenia do humanitaryzmu, który nie istnieje bez Vegediety zajmuje zwykle dobre Siedem lat, bo tyle żyją ostatnie komórki, które muszą zapomnieć, że były “trupożerne”. Mówi się w naukach starożytnych nawet o stopniach rozwoju Świadomości w oparciu o analizę spożywanego pokarmu, a najniższy krąg nieludzkich prymitywnych dzikusów stanowili i stanowią jeszcze ciągle ludożercy i typowi mięsożercy, dla których głównym pokarmem jest mięso tego, co upolują, złowią, zabiją w bestialski sposób. Podludzie tej klasy generalnie żyją bardzo krótko ze średnią długością życia od 28 do 50 lat, a jedzenie głównie produktów mięsnych z uboju, połowów lub polowań to najistotniejsza przyczyna śmierci na choroby sercowo-naczyniowe, raka, cukrzycę, sepsę i podobne dolegliwości cywilizacyjne, także samobójstwa! Mięsem karmi się od wieków wszelkie agresywne armie, legiony i bojówki, bo mięsne żywienie wzmaga adrenalinę i pobudza krwiożercze skłonności do wszelakiej bijatyki, rozboju i patologicznego zabijania. Dieta wojskowa to dieta trupojada, który na polu walki zabija wszelkie stworzenia, aby tylko się czymś pożywić, co wzmaga jego agresję, podnosi adrenalinę i tłumi wszelkie ludzkie odruchy jak czułość, wrażliwość i łagodność. Reedukacja takiego człekozwierza, który świeżo zabitemu na froncie koledze odcinał kawał mięsa, aby się pożywić jest bardzo trudna, jeśli wręcz niemożliwa, przynajmniej wobec ogółu z powodu rozpasanej żądzy mordowania wszystkiego, co się tylko rusza. Starożytne kultury, włącznie z grecką, na której bazuje cywilizowana Europa dawały pełne pochwał apoteozy pod adresem ludzi, tj. wegetarian upatrując w powszechnym JARSTWIE nadejścia Epoki Złotego Wieku.

    2. Drugi poziom rozwoju Świadomości (Ćittam) człekozwierza to faza, w której osoba jest tzw. wszystkożercą zadawalającym się zarówno roślinnym jak i zwierzęcym pożywieniem. W tej grupie znajdujemy ludzi, którzy dbają o należyty udział składników roślinnych jak i takich, którzy twierdzą, że nie mogą jeszcze obejść się bez kawałka mięsa, koguta czy ryby na talerzu. Znajdujemy tu też ludzi o najniższej świadomości religijnej, którzy w niektóre dni tygodnia powstrzymują się od mięsa lub w ogóle nie jedzą np.: wieprzowiny jako najbardziej toksycznego i chorobotwórczego gatunku mięsnego! Osoby preferujące bardziej roślinne i nabiałowe odżywianie czy ludzie z mięsa jedzący tylko ryby należą już do szczytu tego drugiego poziomu świadomości, który pożywia się w tak zwanym systemie mięsno-roślinnym i stopniowo odwraca proporcje na korzyść roślin a często robi to z rozsądku motywowanego potrzebami zdrowotnymi. Nawet bardzo rzadkie spożywanie toksycznych dla zdrowia ciała, psychiki i ducha mięsnych dodatków zatrzymuje nas jednak w tej niskiej fazie rozwoju Świadomości i grozi cofnięciem się na dno ewolucyjnego systemu hierarchii ludzkiej Świadomości. Wszelkie patologie związane z nałogami jak alkoholizm, nikotynizm, kokainizm i inne związane są nieodłącznie z mięsnym systemem odżywiania i są praktycznie związane z nałogiem mięsożerstwa, a przecież Bóg stworzył Człowieka do Wyższych Celów, na swój Obraz i Podobieństwo, a nie na obraz jakiegoś kojota, psa, tygrysa czy hieny, które to gatunki są drapieżne i żywią się zwłokami tego, co zamordują.

    3. Zaprzeczanie podstawowym prawdom z dziedziny biologii i medycyny, takim jak to, że żuchwa ludzka i ślina to oznaka typowego roślinożercy, a długość przewodu pokarmowego predestynuje Człowieka do jedzenia pokarmu roślinnego plasując nas wśród OWOCOŻERCÓW, podobnie i stężenie kwasów żołądkowych to pewnie główna przyczyna współczesnego masowego zwłokożerstwa tzw. „cywilizacji śmierci” na Zachodzie. Rasa biała jest tu najbardziej zdegenerowana, bo i odsetek Wegetarian u ras kolorowych zawsze w historii był dużo wyższy niż u „bladych twarzy”, mięsem odczłowieczonych aż do rozpętania największych ludobójczych rzezi w pierwszej połowie dwudziestego wieku istnienia „religijnej cywilizacji śmierci” z jej wszystkimi patologiami i wynaturzeniami. A wynaturzeniem jest nawet niechęć matki do karmienia dzieci mlekiem z własnej piersi, chociaż od zarania cywilizacji wiadomo, że jest to najlepszy i najzdrowszy pokarm dla dziecka. W starożytności i wśród kolorowych cywilizacji powszechnie karmi się dzieci piersią do 2-3 roku życia, a nawet dłużej, a jak własna matka nie ma pokarmu to szuka się mamki zastępczej, aby dziecko zostało należycie wykarmione mlekiem kobiety, którego nie zastąpią żadne chore sztuczne wymysły „cywilizacji śmierci” i jej patologicznych pseudonaukowców! Dzieci karmione mlekiem matki są zdrowsze i bardziej odporne na infekcje, a wiadomo, że zespół braku odporności to wybitna choroba współczesnej cywilizacji i to głównie tzw. rasy białej skażonej swoim poczuciem wyższości i opłakanymi błędami naukowców, którzy często dla sankcjonowania chorych pomysłów fałszują badania naukowe i to na masową skalę. Badania naukowe od pradawna pokazują jedynie, że zdrowiu służy wielce Jarskie, Roślinne Odżywianie, a i nie tylko zdrowiu, ale też długowieczności i inteligencji, bo wegetarianie z urodzenia mają większe uzdolnienia i wyższy iloraz inteligencji, o ile nie są ciągle represjonowani przez mięsożerne karykatury człowieczeństwa, o inteligencji hieny, wilka, tygrysa etc.

    4. Trzeci poziom rozwoju Świadomości to ludzie zorientowani na pokarm całkowicie roślinny z niewielką ilością mleka czy miodu i ich przetworów. Ludzie, którzy nie sięgają po zwłoki zwierząt, a wolą raczej głodować niż zjeść chociażby zupę gotowaną na kościach świni czy dżem na żelatynie, która jest mięsnego pochodzenia. Ten trzeci stopień rozwoju Świadomości nazywamy Ludzkim, a zgodnie ze starożytną Wiedzą, zarówno Grecji, Egiptu, Słowian jak i Indii czy Chin dopiero osobę o ugruntowanym ludzkim systemie roślinnego odżywiania można nazwać Człowiekiem, a siedmioletni proces oczyszczania ciała, psychiki i ducha z toksyn, emocji i idei zwierzęcych, dzikich musi też dać rozwój typowo ludzkich, duchowych cech osobowości jak wrażliwość, czułość, łagodność, tolerancja, życzliwość i spokój sumienia! Człowiek stworzony na Obraz i Podobieństwo Boga, to Człowiek odżywiający się ziarnami zbóż i owocami drzew, a jest to zapisane na początku Biblii Chrześcijańskiej nawet w Księdze Genezis. Mięsne odżywianie to pokarm grzeszników, straceńców i przestępców, którzy odstąpili od Boga i nie chcą się nawrócić na Prostą i Czystą Drogę Bożą. Jest to religijna oczywistość dla każdego, kto dobrze zna Biblię lub Koran lub Wedę, a także autentyczne pisma taoistów czy innych religii, gdzie Jarstwo utożsamiane jest z Człowieczeństwem, bramą do duchowości albo umiłowaniem przez Boga. Adam i Ewa w Raaju nie wstydzili się swojej nagości ani przed sobą, ani przed Bogiem, a za pokarm mieli ziarna zbóż, owoce drzew, mleko i miód i czystą wodę z rajskich źródeł i strumieni, a w szczególności owoce z tzw. Drzewa Życia, które zapewniały ciągłe przedłużanie ludzkiego życia praktycznie w nieskończoność. Dopiero świadomy wybór Zła zaowocował żądzą jedzenia mięsa zabitych zwierząt i ludzi, wstydem przed nagością i seksualnością i utratą kontroli nad długością życia poprzez jego skrócenie do 120 lat jak mówią Pisma Święte, a nawet potem bardziej z powodu agresywnego i zezwierzęciałego trybu życia upadłych i zdegenerowanych ludzi, którzy wdali się nawet we wzajemne zabijanie!

    5. Reedukacja człekozwierzy do poziomu prawdziwie Ludzkiego, Humanitarnego zawsze musi się opierać na odejściu od zwłokożerstwa, ku diecie cywilizowanego Człowieka, który zawsze był, jest i będzie Wegetarianinem, a to że mięsożerca jest istotą niższą gatunkowo, podłą i zezwierzęconą na sposób bardzo patologicznych drapieżców, trzeba mówić głośno, aby to docierało w szczególności do dzieci i młodzieży. Dobrze wiedzieć, że demencja, alzheimer, zawały, wylewy, cukrzyce to powiązania alkoholowo-papierosowo- mięsożernego stylu życia, a śmierć na raka to Kara Boża nawet za wszystkie przestępstwa życia wbrew Naturze. Każdy, kto odkrył swoją Prawdziwą Naturę, odkrył w historii, że Być Człowiekiem to w pierwszym rzędzie być Jaroszem, Roślinożercą, bo Człowiek ma jako gatunek przewód pokarmowy Roślinożernych Istot, co więcej bardziej Owocożernych! Ucywilizowanie w szczególności rasy białej, najbardziej drapieżnej i agresywnej, ludobójczo zbrodniczej, co pokazuje wymordowanie 200 milionów Indian, drugie tyle Murzynów czy 50 milionów Hindusów, to przede wszystkim głęboka prowegetariańska resocjalizacja zarówno w oparciu o argumenty biologiczne, medyczne, jak i religijne, których jest całe mnóstwo. Trzeba wykorzenić obłęd chorego przekonania, jakoby mięso było potrzebne do życia, dawało siłę czy zdrowie, bo w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Jeśli w Anglii 4 tysiące ludzi w tygodniu przechodzi na Jarstwo z rozsądku to powinno tak być w każdym kręgu kulturowym wszędzie pod Słońcem, a Hipokrates nas do tego zachęca, jako Ojciec Medycyny, który uczy, że Zdrowie Człowieka zależy od Jarskiego Odżywiania. O tym trzeba uczyć na studiach medycyny, aby zamiast konowałów kształcić prawdziwych lekarzy dbających o ludzkie Zdrowie, bo przecież wiadomo, że osoba, która gwałtownie przechodzi na Wegetarianizm choruje od zaraz praktycznie o 30-50% mniej niż pozostała populacja zwłokożerców i trupojadów. A po dłuższym stażu w Jarskim Odżywianiu zachorowalność spada do 1/3 lub 1/5 tego, co było poprzednio, znika też praktycznie całe mnóstwo chorób, których jedyną przyczyną jest spożywanie nawet bardzo małych ilości mięsa. Pokazują to już społeczeństwa długowieczne, że życie na roślinkach z niewielkim dodatkiem ryby i niejedzeniem żadnych innych zwierząt wydłuża średnią życia o nawet kilkanaście lat! Namawianie więc trupojadów, aby zrezygnowali z ssaków, a przerzucili się na ryby i zwiększyli masę roślinnego pożywienia jest już nawet poważnym krokiem ku Jarstwu czyli Dobremu Zdrowiu!

    6. Uczenie dzieci i młodzieży w szkołach rozmaitych antynaukowych bredni jak darwinowska hipoteza ewolucji gatunków czy wmawianie, że białko zwierzęce jest pełnowartościowe, a roślinne nie, to prawdziwa przyczyna patologii społecznych. Białko zwierzęce to faktycznie trucizna dla organizmu i chorobogenne obciążenie, bo Człowiek białka nie przyswaja w ogóle, a rozkłada je na aminokwasy, z których większość jest nieprzydatna! Potrzebne aminokwasy mamy z pokarmu roślinnego, gdzie są w postaci łatwo przyswajalnej i nie ma potrzeby wydatkowania energii na rozkład zwierzęcych białek, które zaburzają tylko florę bakteryjną jelit i obciążają przewód pokarmowy toksycznymi produktami ubocznymi, trudnymi do usunięcia z organizmu. Ewolucjonizm już dawno upadł z braku dowodów, które by go chociaż trochę poparły, nie jest więc ani nawet teorią naukową, a jedynie hipotezą bez dowodów! A odkąd wiadomo, że wszystkie ssaki naczelne, z których miał się rzekomo Człowiek wywodzić mają po 48 chromosomów, a Człowiek ma 46 chromosomów będąc konstrukcyjnie zupełnie innym gatunkiem do niczego w świecie zwierząt niepodobnym to całą hipotezę ewolucji Człowieka z małpy można wyrzucić do kosza na śmieci i więcej do niej nie wracać, chyba, że dla dokonania studium jak powstaje pseudonaukowa brednia i ilu znajdzie się półgłówków czy raczej idiotów, którzy zaczynają w nią wierzyć, choć nie ma racji bytu, a i wszystkie starożytne przekazy o historii powstania Człowieka także tę brednię wykluczają, a sam Darwin przyznał, że to hipoteza bez żadnego dowodu. A patologiczni pseudodietetycy w wielu krajach, pomimo stanowiska WHO, Światowej Organizacji Zdrowia pokazującej zdrowotne korzyści i zalety wegetarianizmu, aż po dziś dzień potrafią bredzić, kłamiąc przeciw roślinnemu odżywianiu za łapówki brane od hodowców rzeźników i ich szkodliwych koncernów przetwórczo-handlowych. O tym, że wszelkie wojny wywołują podludzie bardzo mięsożerni i krwiożerczy, o tym, że przemysł rzeźniczy i hodowle zwierząt zatruwają całą planetę – o tym milczą!

    7. Szkoła Pitagorejska związana z kulturą, etyką, duchowością i ezoteryzmem w europejskim kręgu kulturowym w Jarskiej Diecie Zdrowia i Długowieczności upatrywała Złoty Wiek i o starożytnej epoce Złotego Wieku, Powszechnego Dobrobytu mówiło się jako o erze Wegan! Wegetarianinem był Einstein, Leonardo da Vinci, Isaac Newton, a więc najwybitniejsi geniusze i uczeni i każdy naukowiec z prawdziwego zdarzenia powinien iść w ich ślady, to rzecz oczywista. Wegetarianie to także Pitagoras, Owidiusz, Sokrates, Platon, Hipokrates, a więc elita filozofii, medycyny i nauki, a także autorytety moralne i twórcze jak Bernard Shaw, Lew Tołstoj, Goethe czy Wolter. Oczywiście Wegetarianinem był tez Mahatma Ghandi największy bez mała polityk i mistyk, filozof, który w istotny sposób spowodował upadek zbrodniczej epoki chrześcijańskiego, rasistowskiego kolonializmu, który zaowocował setkami milionów trupów, które w znacznej części były zjadane na polu walki przez zwycięskich najeźdźców kolonialnych. O tym plugastwie mało się mówi, ale zwyczaj zjadania Indianina, Murzyna, czy Hindusa po kolejnym zaborze i podboju kolonialnym należał niemal do ludożerczego rytuału mięsożernej białej rasy i powinno to być głośno i często potępiane i zawsze opisane w podręcznikach historii! Kanibalizm żołnierzy z frontów II wojny światowej, suto zakrapiany wódką dla zabicia sumienia, to też temat godny uwagi, aby Zdrowi ludzie wiedzieli, do czego prowadzi agresywne, rasistowskie trupożerstwo o obrazie wojennej psychozy. Wiele ofiar obozów koncentracyjnych, także współczesnych, to ofiary mięsożerstwa i kanibalizmu swoich uwięzionych współtowarzyszy. Bestialstwo dzicz i swołocz to dobre określenia, a wielu badaczy kanibalizmu, alkoholizmu, mięsożerstwa i militaryzmu wojennego wprost przecież o tym mówi, chociaż inni zapominają o meritum sprawy. Wprowadzenie Złotego Wieku zawsze musi się opierać na zmasowanej edukacji w Prawdzie, aby każdy ludzki osobnik został należycie Uczłowieczony, chociaż przez właściwe, dla Człowieka od zarania dziejów przeznaczone odżywianie Wegetariańskie, czyli po prostu Roślinne, Zdrowe.

    8. Szkodliwe sekty, podobnie i szkodliwi pseudonaukowcy popierają mięsożerstwo i nawołują do zjadania trupów, a szkalują i gnoją to, co sprzeciwia się interesom rzeźni, hodowców i handlarzy mięsem, oraz jego przetwórcom, a farmacja popiera ten cały biznes, bo im więcej chorych, tym większe ma zyski ze swoich pseudoleków, z których większość nie miałaby racji bytu, gdyby ludzie się po prostu Zdrowo, Jarsko Odżywiali. Od tysiącleci wiadomo, ze dzieci wychowywane od urodzenia na wegetariańskim żywieniu maja mniejszy poziom agresji, nie przejawiają żadnej patologicznej, ani wyrafinowanej brutalności, a gdy dorastają odmawiają zdziczałej nauki i przygotowania do wojny i agresji militarnej. Społeczności Wegetariańskie są Pokojowe, Antymilitarne i mają znikomą przestępczość. Wszyscy rasowi przestępcy utożsamiający się ze swoim rozbójniczym, złodziejskim, bandyckim i gwałcicielskim procederem to praktycznie mięsożercy, a to tacy, którzy bywa, ze zasmakowali też ludzinki i ich resocjalizacja to odebranie im wszelkich trucizn jak mięso, papierosy i alkohol oraz zracjonalizowane wychowanie dla Powszechnego Dobra i Pokoju. Wśród patologicznych przestępców praktycznie nie ma żadnych Wegetarian, którzy odsiadują często surowe i bezprawne wyroki więzienia, ale za odmowę służby wojskowej, lub pracy w rzeźni w ramach służby wojskowej zastępczej, co jest zbrodnią przeciwko ludzkości. Skoro wiemy, że zmiana odżywiania na typowo roślinne z dodatkiem nabiału czy miodu, ale bez żadnych ptaków, ryb, ssaków, gadów ani płazów prawie natychmiast zmniejsza zachorowalność o dobre 30% – 50% i rośnie w miarę Wegetariańskiego stażu, to w każdym szpitalu należy niezwłocznie wprowadzić jako leczniczą, dietę typowo jarską z zakazem wnoszenia zwierzęcych trupów na teren jakiegokolwiek szpitala. Wszystkie starożytne lecznice, także Greckie bazowały na Zdrowej, Leczniczej Diecie, a o mięsie mówiły, że jest zabójca ciała i duszy! Hipokrates mówił, że wiele chorób nie można wyleczyć bez odrzucenia mięsnego odżywiania całkowicie, włącznie z towarzyszącymi mu patologicznymi odżywkami. Na Wawelu, aż do X w e.ch istniała lecznica, szpital, który leczył ludzi typową Wegetariańską dietą jako podstawą całej kuracji i był znany w całej Europie, a nawet Grecy i Egipcjanie przyjeżdżali na kuracje prowadzone przez kapłanów-medyków kultu Śiwa! Ażeby wyleczyć raka trzeba natychmiast przestać palić papierosy, pić alkohol i zrezygnować ze spożywania najdrobniejszych nawet ilości ciał pomordowanych zwierząt i to jest podstawa jakiejkolwiek terapii onkologicznej. Nie mogą dewianty pseudonaukowe produkować pseudodowodów na konieczność jedzenia mięsa dla podtrzymania koniunktury rynku żądnym zysku biznesmenom i uspokajania sumień wielu milionów konsumentów, którzy czują, że coś to jest „nie tak” z tym ich skoraptowanym apetytem sprowadzającym nieszczęścia i cierpienia znacznie więcej niż połowy chorób, jakie istnieją, a szczególnie starczych chorób degeneracyjnych, jak demencja!

    9. Wegetarianie praktycznie nie chorują na dolegliwości wynikłe z osłabienia systemu immunologicznego, potrafią nie zarazić się HIV pomimo współżycia z osobą zakażoną, a AIDS nie chce się rozwinąć i wirus HIV znika w „tajemniczy” sposób z organizmu, bo zdrowa Wegedietą wyleczono już setki tysięcy nosicieli HIV-a! Organizm sam zwalcza zakażenia, gdy zaczyna być Człowiekiem, a nie wszetecznikiem łamiącym na swoim organizmie wszelkie Prawa Natury, nawet takie wynikłe z budowy biologicznej, a już po zbadaniu śliny wiadomo, że Człowiek jest roślinożercą i z budowy żuchwy, że winien pokarm długo i starannie przeżuwać mieszając ze śliną zanim każdy kolejny kęs połknie. Oczywiście roślinne, prawidłowe i humanitarne odżywianie musi być wszechstronne i urozmaicone, a powszechnie wiadomo, ze Człowiek nie potrzebuje do życia nabiału, ani nie może spożywać go w zbyt dużej ilości na raz! Zboża, warzywa, owoce i strączkowe to wystarczające dla naszego zdrowia i życia pożywienie! Oczywiście też zdrowa i czysta woda źródlana, bo woda przemysłowa w miastach często zatruta jest w bardzo toksyczny i chorobogenny sposób! Unikanie kranówki chlorowanej albo fluorowanej i toksycznej od metali ciężkich z uwagi na stan zdrowia to też często dla Jarosza bardzo podstawowe zagadnienie dietetyczne!

    10. Zniszczenie środowiska naturalnego na skutek produkcji mięsa, wycinania lasów na pastwiska, zatrucie wód gruntowych przez odchody zwierząt hodowlanych, wydzielanie metanu, powiększanie dziury ozonowej chociażby od lodówek do przechowywania mięsa, wszystko to, jest potworną degradacją całej Przyrody, a przecież dla żywienia wegetarian wystarczy 10-15% całej produkcji rolniczej opartej na hodowli zwierząt rzeźnych! Patrzenie z pogarda na mięsożerców, jak to robi część Wegetarian jest uzasadnione naukowo, bo jakże inaczej patrzeć na troglodytów prowadzących szkodliwą, trująca i niszczycielską działalność zwaną konsumpcyjnym stylem życia i „cywilizacją śmierci”, popieraną też przez szkodliwe sekty religijne, które preferują bezbożny, pijacko-mięsożerny styl życia. Kto je mięso, pije alkohol i pali papierosy i bełkocze coś o wierze, religii i dogmacie, ten na pewno należy do szkodliwej sekty, której ideologia dokonała mu prania mózgu, skoro zbrodnie sankcjonuje dogmatem. A religie objawione przez Boga propagują Wegetarianizm i wysławiają Świętych Męczenników, którzy jak pierwsi Chrześcijanie w Rzymie woleli złożyć głowę pod topór kata, niż zjeść kawał mięsa i napić się krwi w postaci czerniny – pokarmu dewiantów, zbrodniarzy i rozbójników o plugawym charakterze. A ile Milionów Wegetarian, niewątpliwych Pacyfistów zginęło zakatowanych w więzieniach, aresztach, obozach koncentracyjnych za odmowę służby wojskowej i nauki mordowania ludzi tego już dokładnie nikt nie policzy! Wszystko to jest żniwem zbrodniczej, nieludzkiej, zachodniej cywilizacji śmierci, a w Ameryce tysiące ludzi siedzi w więzieniach na dożywocie za odmowę udziału w krucjatach na Koreę, czy Wietnam i niechęć do mordu w barbarzyńskim i rzeźniczym stylu. Czy ktoś się o tych Prawdziwych Ludzi raczy kiedykolwiek upomnieć?!

    11. Hipokryzją jest twierdzenie, że ludzie są równi bez względu na to, co jedzą i że wegetarianie nie są ludźmi lepszymi od mięsożerców. Plugawa to i obłudna hipokryzja, bo w rzeczywistości każdy, kto odrzucił trujący i bezbożny zwyczaj pożerania trupów zwierząt wznosi się na wyższy szczebel ewolucji Świadomości i takiego, o ile z tego szczebla nie spadnie dopiero po Siedmiu przynajmniej latach Jarstwa można nazwać Człowiekiem! Tak uczył Pitagoras, Kriszna, Buddha i Jezus Chrystus, czy św. Franciszek z Asyżu i o tym wszyscy pseudochrześcijanie także w szczególności powinni pamiętać! Ewangelia Jezusa Chrystusa przywróciła Prawo Stare, które było na początku i jest niezmienne, a odkupując pierworodny grzech adamowy, Chrystus uczył Uczniów porzucenia grzesznego mięsożerstwa i powrotu do Jarskiego pokarmu. Najlepszym przykładem są Synowie Gromu, Apostołowie tacy jak Piotr, Jakub i Jan, którzy ze względu na Chrystusa właśnie odżywiali się chlebem, jarzynami i sokiem winogronowym, oraz wodą, mlekiem i miodem. Święty Piotr Apostoł jadł chleb przaśny (pszenny), oliwki i pił wodę źródlana, a mówią o tym wszystkie historyczne o nim teksty. Pan Kriszna nakazywał ścisły Wegetarianizm, Pan Buddha nakazywał pokarm Jarski, a żaden mięsożerca wedle Pana Buddha nie jest buddystą i Zaratusztra był Wegetarianinem i nakazywał Jarstwo. Biblia jak i Koran czy Weda pochwala, poleca i nakazuje ludziom Jarstwo jako podstawę religijności i pobożności! Każdy, kto czyta te Święte Pisma dobrze o tym wie i jeśli nie uczy o tym innych, to znaczy, że jest pseudoreligijnym, sekciarskim oszustem. Szok przeżywa człowiek, gdy czyta Koran albo Biblię i co kawałek widzi pochwałę Jarstwa i potępianie mięsożerstwa i przelewu krwi żyjących stworzeń! Jest to szok odkrycia hipokryzji dogmatycznych oszustów, którzy wleźli na ambony w kościołach, meczetach i innych świątyniach!

    12. Naukowy fakt, że ludzki organizm musi systematycznie produkować hemoglobinę, i że najłatwiej wyprodukować organizmowi hemoglobinę z chlorofilu, który jest w zielonych liściach i częściach roślin musi szokować, gdyż od razu prowadzi do wniosku, że zielone części roślin, warzyw są koniecznym pokarmem dla ludzkiego gatunku, który został stworzony na podobieństwo Boga, Bóstwa jako mężczyzna i kobieta! Wzory chlorofilu i hemoglobiny (hemu) są tak bardzo do siebie podobne, różnią się tylko jednym łatwo wymienialnym atomem, że absurd zastępczego wytwarzania hemoglobiny z aminokwasów (białek) i cukru u mięsożerców napawa wstrętem i oburzeniem, gdyż to proces skomplikowany i wymagający dożo energii, a wręcz niemożliwy czasem u mięsożerców! Krwinka czerwona zawierająca hemoglobinę żyje zaledwie 100 dni i w takim czasie też cały zapas hemoglobiny jest wymieniany przez organizm, a starożytni medycy, jak Hipokrates polecali właśnie 100-dniowe kuracje oczyszczające dla odtrucia krwi! Anemia to na ogół choroba typowych mięsożerców wynikła z niedostatecznej ilości chlorofilu w diecie, w której powinno być dużo zielonych liści warzyw i części roślin, aby była zdrowa i odpowiednia dla produkcji hemoglobiny. Wymiana jednego atomu magnezu i zamienienie go na żelazo i już z chlorofilu mamy hemoglobinę, a jest to proces łatwy i naturalny w organizmie! Chlorofil to w całej pełni niezbędne, podstawowe źródło hemoglobiny, a brak chlorofilu w codziennym odżywianiu, to choroba i szok poszukiwania zastępczej możliwości zbudowania hemoglobiny z aminokwasów i cukrów u mięsożerców, a taki produkt przypomina nam sztuczną syntezę krwi zastępczej, zamiast naturalnej pochodzącej z chlorofilu! Zielone liście spożywane wraz ze szczypiorkiem sałatą, kapustą, pietruszką, burakiem ćwikłowym, szpinakiem, szczawiem, pokrzywą, selerem, zielonym groszkiem i zieloną fasolką, kiełki (koleptule) zbóż są niezbędnym pokarmem każdego Człowieka, który chce zachować dobre Zdrowie i Długowieczność!

    13. Porównując Człowieka, jako szczególny gatunek, zupełnie odmienny od ssaków naczelnych, widzimy różnicę nie tylko genetyczną w innej zasadniczo liczbie chromosomów, ale też Człowiek wyróżnia się innym zupełnie i inaczej osadzonym organem Mowy, a wiemy, że ludzka Mowa nie jest podobna do żadnego sposobu wydawania dźwięków w świecie zwierząt. Kiedy w szkołach filozofii i teologii, oraz nauk biologicznych mówimy o królestwie minerałów, roślin, zwierząt, to człowiek jest osobnym czwartym królestwem w Przyrodzie, a o Aniołach, Duchach i Bóstwach mówi się jako o królestwie piątym, duchowym, ponadludzkim. Koran, Biblia czy Weda wynoszą Człowieka ponad świat zwierzęcy ze względu na zdolność Mowy, a Koran zwie Człowieka właśnie Panem Zwierząt, ze względu na szczególny, ludzki organ służący do mówienia, śpiewania i komunikacji.! Ludzie różnią się od zwierząt także tym, że nie posiadają rui i uprawiają bogate uczuciowo życie erotyczne głównie dla przyjemności, a nie tylko dla prokreacji, jak to ma miejsce w świecie zwierząt. Ci, którzy chcą z nas ludzi uczynić drapieżne, dzikie bestie, chcą nam też wmówić, że powinniśmy się wyrzec człowieczeństwa także w dziedzinie erotycznej i kopulować jak zwierzęta, dla wydania potomstwa tylko, co wśród ludzi jest nienormalnym i niemoralnym wynaturzeniem. W świecie współżycie poza rują dla prokreacji zdarza się czasem delfinom i jednemu z gatunków szympansa, ale bardzo rzadko, co też do ludzkiej świadomości nie upodabnia tych gatunków. Oznaką Człowieczeństwa jest też dawanie sobie całego bogactwa erotycznych pieszczot i przeżyć bez związku z prokreacją i rozrodem, a jedynie dla rozkoszy pomiędzy kobietą i mężczyzną, którzy w Raaju byli nadzy i nie wstydzili się przed Bogiem! Zupełnie inna konstrukcja gardła odróżnia nas od ogółu naczelnych ssaków, gotowość do życia erotycznego kobiet zupełnie inna niż ruja rozpłodowa samic u naczelnych zwierząt, ogromne różnice w budowie mózgu tak, że w ogóle nie da się porównać sensownie nawet mózgu Człowieka i małpy, wszystko to wyklucza chorą hipotezę wyewoluowania Człowieka z małp naczelnych. Ssaki naczelne są wszystkie czworonożne, a Człowiek jest istotą typowo dwunożną i ma czaszkę, która w niczym nie przypomina czaszek zwierząt naczelnych, a także nie ma sierści, którą mają wszystkie naczelne i co gorsza skóra Człowieka nie jest zbyt dobrze przystosowana do ilości światła słonecznego i klimatu, jaki panuje na Ziemi, stąd konieczność ubierania się lub zwiększania produkcji melaniny (czarnego pigmentu) u ras okołorównikowych. Włosy i paznokcie, które trzeba obcinać, też nas całkowicie odróżniają od zwierząt naczelnych, z którymi nie mamy nic, z wyjątkiem hipotez pseudonaukowych, ale to nic wspólnego.

    14. Cały ludzki genom to około trzech miliardów par zasad, z czego około 5-7% kształtuje nasza postać, a to jest około 210 milionów par zasad, a reszta DNA służy nie wiadomo dokładnie, do czego, być może do rozwoju wyższych cech, celów i możliwości ludzkiej istoty. Różnice 1-2% w budowie genomu od innych naczelnych to różnica 30-60 milionów par zasad, czyli tyleż dokładnie cech, właściwości i możliwości przy oczywistym fakcie całkowicie odmiennego układu chromosomów, bo ludzie mają 46 chromosomów, a wszystkie naczelne po 48 chromosomów i tej różnicy zasadniczej żaden prawdziwy uczony na pewno nie przeoczy! Człowiek jest Człowiekiem, a zwierzęta są zwierzętami, to jest pewne, o ile człowiek nie ulega rozbestwieniu stając się demonem zła i wojny gorszym od dzikich bestii, które nie popełniają samobójstw i na ogół nie polują na przedstawicieli własnego gatunku, bo zjedzenie krowy przez krowę jest w swej istocie zupełnie w Naturze nieprawdopodobne! Nawet kości Człowieka są inne, bo znacznie lżejsze niż nawet u człekopodobnych naczelnych ssaków, czyli zwierząt niemających z Człowiekiem żadnego wspólnego pochodzenia, przynajmniej w sensie organicznym. Stara prawda dawnych religii i mitologii o stwarzaniu życia przez istoty będące Bogami, Stwórcami Życia wydaje się być jedyną pewną naukowa hipotezą, tym bardziej, że potencjalni podejrzani często się objawiają w historii, a także pojawiają się współcześnie! O ewolucji Świadomości możemy zaś mówić wiele, gdy człekozwierz, żądny mięsa i krwi padlinożerca wskutek osobistego rozwoju moralnego wznosi się wzwyż i mięsne trupożerstwo odrzuca na zawsze, stając się Jaroszem, Wegetarianinem na miarę Uczniów Jezusa, Buddhy, czy Kriszny.

    15. Idea Pramatki rodzaju ludzkiego potwierdza się w naukowo w każdym Mitochondrium komórkowym dziedziczonym poprzez komórkę żeńską, jajową, gdzie przechowuje się od początku rodzaju ludzkiego w zasadzie niezmieniona, być może doskonała pula genetyczna. Oznacza to, że ideał Pierwotnej Natury pochodzący od Pramatki drzemie w każdym z nas i może wpływać na nasz umysł, uczucia, dążenia i potrzeby, a mądrość starożytna wskazywała na konieczność odkrycia tej Pranatury! Oczywiście zapis ten jest praktycznie identyczny w każdym człowieku i pokazuje nam Prakobietę, Chave, Ewę, która poprzez rodzenie zapoczątkowała rozmnażanie i powielanie osobników ludzkiego gatunku, który słusznie uważa się za coś lepszego od zwierząt, ale niesłusznie niszczy przyrodę i środowisko wdając się w wojny i patologiczne chorobogenne mięsożerstwo, które u gatunku ludzkiego w ogóle nie powinno mieć miejsca! Możemy sobie wyobrazić, czym był grzech Pramatki, że odbiegliśmy od normalnego Jarskiego systemu żywienia, swobody erotycznej rozkoszy pomiędzy mężczyzną i kobietą, oraz bezpośredniego obcowania z Bogiem, tak, że teraz musimy sięgać po zapis w mitochondrium komórkowym i z trudem odkrywać naszą pierwotną Naturę. Terapeutyczna praktyka wybaczania matce i głębiej Pramatce, jaką wskazuje Joga, Sufi i Psychoterapia Naukowa w drodze eksperymentu jest widać bardzo usankcjonowana, celowa i pożyteczna dla naprawienia całej ludzkiej istoty i całego rodzaju ludzi, który niewątpliwie jest zdegenerowany i upadły z uwagi na swoje niszczycielskie skłonności i zwyczaje!

    16. Warto też mieć na uwadze fakt, że Wegetariański styl życia Człowieka jest istotną częścią Jogi jako systemu naprawy rodzaju ludzkiego i nie powinien być oddzielany od całości, jaką jest Joga. Zarówno w Grecji, jak i w Anglii, gdzie mamy dwa główne centra duchowo-medyczne propagujące Jarstwo, pojawia się ono jako część systemu praktyki duchowej, w Oriencie nazywanego właśnie Jogą czyli metodą unifikacyjną. Mówienie, że Jarstwo, Wegetarianizm nie ma nic wspólnego z Jogą, Istotą Religii jest bałamutnym kłamstwem i wprowadza ludzi w błąd, a angielscy uczeni, którzy promowali Jarstwo opierali się zawsze na orientalnych systemach zdrowia i doskonalenia ludzkiej istoty, co i w taoizmie, i w buddyzmie, i w hinduizmie zawsze nazywa się Jogą. Nie istnieje też Joga bez Jarstwa, bo nawet bardziej fizyczna Hatha Joga od samego początku wymaga Jarstwa jako podstawy Zdrowego Życia i Długowieczności. A Pitagoras też był wybitnym znawcą Wiedzy Orientalnej, której szkołę w istocie założył w Grecji, chociaż Jarstwo jako system Zdrowego Życia znany jest po trochu w każdej kulturze i religii pod Słońcem, o ile nie uległa masowej erozji i kompletnej degeneracji, odczłowieczeniu i odhumanizowaniu tak, jak europejska cywilizacja chorej, białej rasy! Niech Bóg i wszystkie Anioły błogosławią Ciebie!

    Swami Baba Lalit Mohan G.K.