Brak wpisów w tej kategorii.

Tag: oszczerstwa

  • Ruch Effatha – Andrzej Wronka – Sekta Zła 666

    Ruch Effatha – Andrzej Wronka – Sekta Zła 666

    Effatha to osobonazwa reprezentująca upadający, negatywny mistycyzm. Wszystkie wibracje portretu osobonazwy „Effatha” czyli G-NPS nazwy firmy ukazują  wibrację liczby 11 wprost, co nie jest takim częstym zjawiskiem. Niestety cykl życiowy osobonazwy jest średnio upadkowy od wibracji E=5 do A=1, co daje obraz osobowości, które można nazwać jako upadających mistyków. W Biblii są to tak zwane „Gwiazdy spadające”, które błyskają na chwilę, aby na zawsze zagasnąć w mrokach ciemności. Takich właśnie ludzi popadających w ciemność przyciąga szyld organizacji, ruchu czy stowarzyszenia o nazwie „EFFATHA”. Nic dziwnego, że ruch „Effatha” zajmuje się oczernianiem, wyszydzaniem, lżeniem i niegodziwym tępieniem wszystkiego, co jest dobre, duchowe, pobożne, uzdrawiające i rzeczywiście mistyczne.

    Warto się zastanowić, czego jeszcze złego, jakich negatywnych działań można się spodziewać po zbiorowości, podobno około 1200 członków, wedle danych na 2010 rok, takiej upadającej w demoniczne mroki i ciemności masy ludzkiej. Warto w tym celu uświadomić sobie negatywne cechy wibracji osobonazw o G-NPS równym 11. W sumie końcowej to podwójna jedynka tak samo jak i dwójka, co wskazuje na przejawienie negatywności wspólnych dla wibracji numerologicznej jedynki oraz dwójki. To na pewno sporo, jeśli ktoś dobrze zna negatywne strony cyferek w nazwach organizacji czy nazwiskach i imionach ludzi.

    Aspekt ujemny wibracji liczbowej 11 to obraz „wszelkich niskich charakterów, które oddają się wszelkiego rodzaju występkom”. Aspekt neutralny to generalnie „brak wiary” oraz „niechęć do zetknięcia się ze sprawami ziemskimi”. Zatem mamy obraz osób wyobcowanych ze społeczeństwa, zmierzających ku schizofrenicznej izolacji, osób, które oddają się wszelkiej niegodziwości. Zatem uprawiana przez pisarczyków spod znaku „Effatha” działalność polegająca na znieważaniu publicznym kilkudziesięciu ruchów i organizacji religijnych, przezywanie i wyzywanie od sekt, wykłady szkalujące mistyków czy ezoteryków, magię i gnozę – wszystko to jest przestępcza niegodziwość, niski występek w jakim nurzają się zbiorowo osobnicy i osobniczki z „Effatha”. Jednocześnie wibrację 11 cechuje duża dynamika i impulsywność działania, zatem zbiorowość ta może być całkiem nieobliczalna, niebezpieczna i groźna. Poczucie misji, impulsywność, dynamika działania oraz reagowania z głębi ciemnej podświadomości – to wszystko obraz organizacji niby duchowej czy mistycznej, ale w praktyce podstępnej, terrorystycznej i morderczej. Trudno sobie dokładniej wyobrazić czym może być „oddawanie się wszelkiej niegodziwości”.

    Rzuca się w wykładach i artykułach „Effatha” impertynencja oraz arogancja, wykrzykiwanie kłamliwych oszczerstw i pomówień wobec kilkudziesięciu ruchów religijnych i duchowych. Impertynencja i arogancja to przejaw ciemnoty obrazującej negatywną stronę jedynki, a tutaj, w negatywnej (11)-tce te cechy są niewątpliwie wzmocnione czy podwojone. Chorobliwy krytycyzm i „szukanie plam na słońcu” czy „szukanie dziury w całym” to silne negatywne cechy liczby (2), także widoczne w osobonazwie „Effatha”. Bardzo niepokojącym jest aspekt neutralny numerologicznej dwójki, gdzie osoby stają się „posłusznymi i bezwolnymi narzędziami w rękach silniejszych”. Przyciąganie ludzi ograniczonych i upośledzonych umysłowo to aspekt neutralny jedynki, ale takie osoby ciągną właśnie do gnojówki ciemności udającej mistyczne światło Chrystusa w Kościele.

    Nous – wibracja duszy osobonazwy „Effatha” daje liczbę (740), zaś Psyche to (74). Oznacza to, że osoby zgromadzone pod szyldem „Effatha” generalnie nie odróżniają zjawisk psychicznych od duchowych, nie czują różnicy pomiędzy tym co boskie, a tym co psychiczne czy astralne. Zatem bardzo łatwo mylą dobro ze złem, a boskie z szatańskim, stając się w ten sposób narzędziem w rękach Szatana, którego mylnie biorą za Boga. I tak mają ze wszystkim oddając się występkom! Charakter każdej organizacji bardzo łatwo poznać po wibracjach numerologicznych jej nazwy czy kluczowego szyldu, takiego jak „Effatha”. W ciągu około trzech lat od wybrania nazwy dla ruchu czy firmy, wibracja numerologiczna zaczyna na tyle mocno konstytuować daną grupę osób, że nie ma możliwości aby zbiorowość skupiona wokół takiej nazwy idei pracowała inaczej niż ta nazwa to determinuje. Takie słowo z którym się identyfikujemy działa podobnie jak mantra, która zmienia umysł i kształtuje czy modeluje charakter oraz postępowanie każdej jednostki w organizacji.

    Andrzej Wronka – Prezes Effatha

    Warto dokonać analizy głównego przywódcy lub szefów danej organizacji, szczególnie jeśli przewidujemy jej generalnie przestępczy charakter mafijny, podobny do rzekomo mistycznych organizacji terrorystów jak Al-Kaida Ben Ladena. Andrzej Wronka został wybrany prezesem Ruchu Effatha u przełomu XX i XXI wieku, a dokładnie w 1999 roku.

    Andrzej jako wibracja imienia jest generalnie bardzo negatywne, ma wibracje niższej czarnej loży diabelskiej. Osobonazwa ANDRZEJ, mimo iż nie posiada trzycyfrowego demonicznego rozwinięcia w Nous, okazuje się być imieniem egotyczno-demonicznym o wibracji (15). Cieleśnie w Soma = (33) wygląda na uduchowioną i pobożną mistykę, harmonię. Umysł i emocje spowite są jednak egoizmem o demonicznym Psyche = (78) i dającym (15) w charakterze. Duch zasłonięty ciemnymi chmurami demonicznego egozimu bo Nous to liczba (557) dająca (15). Zewnętrznie płytka duchowość, a wnętrze demoniczne, egoistyczne, bo 15 i 17 to najbardziej demoniczne tła. Imię dobre do zewnętrznej działalności, ale do wewnętrznych osiągów fatalne. To co płynie z wnętrza – te opory, rozkład, nieudolność to wszystko pokłady wewnętrznego, ciemnego egotyzmu, powodującego zawieszenia lub działania na opak w istotnych momentach w duchowej służbie i pracy! Gematrikon czyli zasilanie osobonazwy „Andrzej” to także liczba (15) jako suma z G=(960). Taki Gematrikon jest do tego łatwy do opętywania przez rozmaite niewidzialne byty oraz wpływy złych osób, stąd osobom o imieniu Andrzej jest bardzo trudno poddać się dobrym czy duchowym wpływom. Nawet jeśli to tylko na chwilę, na trochę, a potem długotrwale podążają za demonicznymi wpływami złych istot czy osób. Można w pewnym przybliżeniu powiedzieć, że osobonazwa Andrzej to negatywny aspekt cyfry sześć.

    Uparty i zaślepiony, apodyktyczny, narzucający swoją wolę, unikający dobrych wpływów, grający rolę kozła ofiarnego swoich najbliższych, nie dbający o własne dobro i dobra unikający – to jest właśnie Andrzej jako typowa osobowość i charakter. Imię Andrzej jest niestety stagnacyjne, bo A=J=(1)… Trwa w tym wszystkim praktycznie niezmiennie, nie zmienia się ani nie rozwija. Pozostaje takim jakim był z tymi przywarami.

    WRONKA to nazwisko, które nie tylko z organizacją WRON z epoki stanu wojennego można kojarzyć. Dla profesjonalnych numerologów osobonazwa „Wronka” to osoba z Nous = (676) czyli wibracją zwaną przez starożytnych „Synem/Córką Diabła” albo „Synem/Córką Zła, Ciemności”. Wronka to osobonazwa średnio upadkowa w cyklu życiowym, od W=(5) do A=(1). Dla syna diabelskiego czy tam syna ciemności to jak najbardziej dobrze, bo może się w życiu coraz bardziej nurzać w rozmaitych diabelskich niegodziwościach. Liczby z grupy 666 to liczby znane w numerologii powszechnie jako wibracje diabelskich wcieleń. Można powiedzieć, że w takich osobach drzemie demoniczny potencjał zła i ciemności, który prędzej czy później się ujawnia i dokonuje ekspresji swej złośliwej natury! Trudno się gniewać na numerologię czy szerzej gematrię, że ujawnia takie potencjały i niekorzystne obrazy ludzkich inkarnacji, ale pewnie dlatego demony wcielone bardzo nienawidzą sztuk magicznych i okultyzmu, w tym numerologii, bo jest to wiedza anielska ujawniająca kim są ludzie demoniczni służący złu i nawet z urodzenia uosabiający wszelkie diabelskie cechy i aspekty.  

    Soma (28) i Psyche (82) pokazuje, że osoba nazywana per „Wronka” często działa wbrew sobie w ten sposób, że ciało zwalcza uczucia i umysł, a psychika zwalcza ciało. Jest to częstym zjawiskiem u demonicznych wcieleń, które gromadzą w ten sposób mroczne tajemnice na poziomie tak zwanych w psychologii „treści wypartych”. Zapieranie się siebie i działanie czy nawet życie wbrew sobie, ukrywanie prawdziwych myśli i dążeń to nie jest jeszcze największy problem z taką osobowością, która niewątpliwie prowadzi jakiś rodzaj podwójnego życia czy ukrytej gry. Poważniejszy problem ukryty jest w wibracji iloczynowej NPS, gdyż jak przeliczymy składniki N=(676), P=(82) i S=(28) to mamy dokładnie iloczynowe (666) – prawdziwie ukrytego Szatana Diabła opisywanego już przez Apostoła Świętego Jana Umiłowanego w Apokalipsie! Tak czy owak 2×8 = 16, a 1×6= 6. Iloczyn z Nous=676 to 6×7 = 42, 4×2=8, a 8×6 = 48, a potem 4×8=32 i mamy ostatecznie 3×2=6 zgodnie z zasadami wyliczania wibracji iloczynowych w gematrii. Jeśli każdy iloczyn w NPS daje (6) to mamy iloczynową osobonazwę (666) – wcielenie zła, wcielenie diabła czyli straszliwy i ukryty, ezoteryczny biegun potencjału zła i wszelkiej szkodliwości zgromadzony w danej inkarnacji. Można powiedzieć, że to Szatan Wronka ukrywa się w osobonazwie Wronka…

    Andrzej Wronka jako całość to oczywiście numerologiczna siódemka, mocno łudząca, że występuje po stronie dobra, światła i prawdy, jednak stagnacyjna, aby czasem dusza diabelska nie zaczęła ku Bogu się zwracać… O takich osobach ezoteryka mówi wprost, że są diabelskimi mistykami czy duszami upadłych aniołów w ziemskim wcieleniu. Takie osoby rodzą się z nadania piekieł i samego Szatana Diabła. Wronka to Syn Diabła którym sam Diabeł steruje stojąc niewidzialnie za jego plecami. Tak pokazuje jasno relacja pomiędzy Nous = (676) (Syn/Córka Diabła), a iloczynową wibracją NPS = (666). Potwornie diaboliczne wibracje tej osobonazwy przyćmiewają nawet negatywny wydźwięk demonicznego imienia Andrzej.

    I  wcale nie dziwi, że takie siły zła jak Andrzej Wronka sięgają po władzę w organizacjach skupiających ludzi idących w ciemność ku upadkowi z mistycznymi podtekstami, w tym wypadku w wydałoby się słusznej sprawie zwalczania zła i obrony wiary co niby Effatha deklaruje. Tyle, że cała ta demoniczna społeczność Effatha z diabolicznym prezesem jedynie zwalcza dobro, a zło uprawia czynem, a nawet samą przynależnością do organizacji upadkowej. Sam udział dzieci i młodzieży w spotkaniach Effatha to już okrutne poddawanie ich pod wpływ diabolicznego przywódcy Ruchu Effatha. Dzięki takim pokrętnym i podstępnym chwytom werbunkowym sam Szatan i Diabeł zdobywa dla piekieł 1200 dusz, które należąc do Effatha i poddając się wpływom osobonazwy „Andrzej Wronka” podpisują cyrograf paktu z Diabłem. Można powiedzieć, że właśnie takie organizacje czy stowarzyszenia jak Effatha to są właśnie prawdziwie satanistyczne grupy i organizacje. A to dlatego, że sam Szatan i Diabeł kieruje Effatha i zmusza ludzkie naiwne dusze do podążania ścieżką upadku w mrok i ostateczną zagładę w piekłach. Szatan Wronka robi to podstępnie i nie ma co ukrywać ohydnie, bo porywa i więzi dusze, udając przed nimi, że robi coś pożytecznego, a niszczy w duszach wszelką skłonność do tego co boskie i duchowe, czyli do uzdrawiania, homeopatii, mistyki, ezoteryki, boskiej magii czy okultyzmu.

    Dzięki numerologii bardzo łatwo rozpoznawać osoby z gruntu nieodpowiednie dla duchowej czy religijnej działalności, a Kościoły chrześcijańskie mogłyby sobie oszczędzić wielu skandali, gdyby autentycznej boskiej wiedzy pochodzącej od Boga i jego dobrych aniołów, jak numerologia, używały do prewencyjnej eliminacji sił nieczystych w swoich instytucjach, parafiach i kościelnych ruchach. A tak pedofilią i zbrodnią śmierdzi, najbardziej w kościele katolickim i jego protestanckich klonach…. Numerologia to Dar rozeznawania duchów czy są z Boga. Tak jak uczy tego Święty Jan Apostoł w Księdze Objawienia. „Kto ma rozum niech liczbę Bestii wyliczy. Liczba to wszak jest człowieka”…

    Mohan Ryszard Matuszewski
    Toruń 1999, z późniejszymi uaktualnieniami

  • Raport o zboczonych paszkwilach z Newsweeka

    Raport o zboczonych paszkwilach z Newsweeka

    Zapewne z okazji Wigilii urodzin, z datą 6 luty 2011 oszczercza mafijna sekta i brukowiec zarazem o nazwie Newsweek Polska złożyli pod adresem Mohana Ryszarda Matuszewskiego i Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti swoiste „życzenia” – stek oszczerstw, pomówień i obraźliwych treści podlanych cuchnącym sosem pedofilozy sutannowej, zawsze papieskiej.

    Jakiś głupol – niewątpliwie lobbysta działający z mocy pedofislkiego lobby lub Polskiej Partii Pedofilów (3P) puścił kolejny stek bzdur na temat Mohana Ryszarda Matuszewskiego oraz Antypedofilskiego Bractwa Himawanti. Oczywiście, a jakże za oszczerczą publikacją stoi nie kto inny jak Dariusz Pietrek z Chorzowa. Ten sam, co nakręcał ze dwie czy trzy poprzednie w tym 2011 roku cuchnące pedofilozą publikacje. A pedofiloza to taka choroba, której objawem jest nie koniecznie dymanie dzieci, ale także chuć oglądania pornografii pedofilskiej z dziećmi albo dziećmi i zwierzętami. Pedofiloza to także mentalne popieranie pedofilii jako rzekomej opcji wyboru, który to wybór nie liczy się z dziećmi ani ich naturalnym rozwojem osobistym. Taka pedofiloza bezkarnie jak dotąd grasuje w internecie, a sądy i prokuratury nie raczą się pedofilozie sprzeciwiać. Pedofile i peodfilscy lobbyści pospołu są praktycznie bezkarni i mogą jak dotąd dowolnie znieważać Antypedofilskie Bractwo Himawanti za prowadzone od 30 lat terapie dla ofiar molestowanych w dzieciństwie przez pedofilów i pedofilki.

    Cóż takiego znów wysmarował Newsweek? Nic nowego. Te same idiotyzmy powtarzane w amoku Gebbelsowksiej polityki informacyjnej lobby pedofilskiego od 1996 roku. Dariusz Pietrek robi tam z siebie rzekomą ofiarę. Ciekawe czy mu pornopedofilskie filmy skonfiskowano, czy go ktoś wykastrować chciał – tego nie napisano. Winni nieszczęść Dariusza Pietrka wedle chorego na brukowatość i misaczkowatość dziennikarza jesteśmy MY – ofiary molestowane i gwałcone w dzieciństwie przez księży pedofilów lub zakonnice pedofilki. O tym ile księży katolickich molestuje dzieci rocznie tygodnik Newsweek jak zwykle nie raczył na pisać. Ciekawe kim jest w sekcie Opus Dei jego wydawca, niejaki Michał Kobosko. W takich mediach winnym kłamliwej, oszczerczej publikacji jest zawsze redaktor naczelny oraz właściciel czyli wydawca. Dziennikarz może nawet nie widzieć tekstu, może też nie móc pisać co by chciał. Nie zawsze jest do końca winny nawypisywanych bredni i politologicznych idiotyzmów, w tym wypadku opusdeistycznych, bo to największe propedofilskie lobby w Polsce. Lobby, co warto dodać, zażarcie broniące praw księży pedofilów i zakonnic pedofilek do molestowania dzieci na parafiach i zakrystiach. My ofiary zboczeńców się nie liczymy. Z nami żaden oszołom z Newsweeka nigdy nie rozmawaił. Jakie to dziwne, że w Polsce media brukowe takie jak Newsweek nie rozmawiają z ofiarami molestowanymi i gwałconymi przez katolickich księży. Tylko piszą to, co każą pedofilscy lobbyści, bandyci, co chcą nam zamknąć usta, takie obsceniczne łyse typy pokroju Dariusza Pietrka z Chorzowa.

    Jak się wabi marny dziennikarzyna? Wabi się jak to kundel łańcuchowy Michała Kobosko jakoś tak: pedofil Janusz Bartczak. Od razu widać, że skoro w składzie redakcji brukowej dziennikarskiej sekty Newsweek nie ma takiego publicysty, to jest to oczywiście ksywka. A jak się dziennikarz za ksywką ukrywa, to znaczy że ordynarnie kłamie, sieje oszczerstwa i zionie jadem nienawiści. Janusz Bartnik – a raczej ktoś pod tą ksywką spluwa toksycznym jadem katolisko-gebbelsowskiej propagandy nienawiści. Ten język znamy, język kłamstw i oszczersczych zarzutów bez pokrycia w faktach. Służył od wieków sekcie katolickiej do zwalczania konkurencji, służył do palenia na stosach kobiet zgwałconych przez proboszczów i zakonników, służył do ochrony wszelkich niecnych, a zgubnych aktywności katolickich, nawet takich jak obrona plemników przed trafieniem w gumkę antykoncepcyjną. Zdaniem szefów katolickiej sekty, miliony ludzi ma umierać w męczarniach na AIDS – byle nie stosowało kondoma dla antykoncepcji i ochrony przed zakażeniem. Głupi ludzie popełniają kolejne głupoty z racji swej ciemnoty. A najgorszą ciemnotą jest ochrona kościelnych zboczeńców seksualnych, tak jak robi to arcybiskup Damian Zimoń z Katowic i jego archipodwładny Dariusz Pietrek.

    Ksiądz Michał Motyka, były proboszcz z Pszczyny-Piasku (archidiecezja katowicka), został skazany w 2005 roku na 2 lata więzienia w zawieszeniu i pięcioletni zakaz pracy z dziećmi za poddawanie 3 małoletnich dziewczynek „innym czynnościom seksualnym”. Z błogosławieństwem i dzięki łaskawości abp. Damiana Zimonia z Katowic ksiądz pedofil Michał M. pracuje obecnie jako rezydent przy parafii w Jastrzębiu-Zdroju. Ile tam dzieci molestuje nikt nie obserwuje, a taki Dariusz Pietrek mógłby protegowanego swojego arcybiskupa wziąć pod lupę i bacznie obserwować dniem i nocą, bo pedofile zwykle prędzej czy później popełniają przestępstwa z recydywy. Skłonności ich są tak chore, że taki ksiądz pedofil nie może się powstrzymać.

    Skandalicznie niska kara w zawieszeniu za trzy molestowane seksualnie dziewczynki to typowe, co kuria katolicka załatwia dla podległych sobie seksualnych zboczeńców. Można przypuszczać, że skoro Katolickie Centrum Edukacji Młodzieży KANA z Katowic od 3 stycznia 2011 dostaje mordą Dariusza Pietrka ataku szału i warczy oraz poszczekuje wstrętnie przeciwko Antypedofilskiemu Bractwu Himawanti, to oznacza, że kuria Damiana Zimonia ma kolejny problem z kolejnymi księżmi pedofilami. Boromeuszki już też były. To takie charakterystyczne. Jak w 2005 roku była afera z księdzem Michałem M., zawsze pedofilem, wtedy także Dariusz Pietrek dostał ataku szału i w ślepej furii szkalował, znieważał, fałszywie oskarżał publicznie w faszystowskich i propedofislkich brukowcach tak Antypedofilskie Bractwo jak i Mohana Ryszarda Matuszewskiego.

    Cóż można powiedzieć o skłonnościach seksualnych dziennikarza z brukowca pokroju Newsweeka, takiego jak ksywiarz Janusz Bartczak? Na pewno niewiele, ale powszechnie wiadomo od 1983 roku z nasileniem od 1996 roku wiadomo, że za atakami na Antypedofilskie Bractwo Himawanti stoi głównie lobby pedofilskie, i to to najbardziej szkaradnie pedofilskie, bo pedofilsko-kościelne. Lobby mające na celu zaślepiać wiernych katolików nienawiścią do NAS, ofiar księży peodofilów i zakonnic pedofilek, a ochraniać i wybielać potwory w habitach jakimi są księża pedofile.

    Wedle badań naukowych z 1985 roku, w populacji księży katolickich oceniano ilość pedofilów na zaledwie 5-6 procent. Wedle nowszych badań i ujawnianych na całym świecie wielkich skandali pedofilskich już w 1998 roku szacowano, że wśród księży katolickich jest średnio 6-9 procent księży zboczeńców seksualnych. Na rok 2009-2010 mówi się o ujawnianiu nawet 10-11 procent księży z pedofilską orientacją, chociaż w niektórych krajach podaje się nawet 14 procent, ale to przy ocenie łącznie z innymi najbardziej pedofilskimi grupami środowiskowymi. Dane te są co najmniej alarmujące, nawet przy dolnym pułapie na poziomie 6 procent. To oznacza, że na 100 księży przynajmniej 5-6 gwałci dzieci, a może i 10-14-tu. I to jest to co, osoby takie jak rzeczony lobbysta Dariusz Pietrek chcą zakrzyczeć, pokrzykując o nas, ofiarach i terapeutach hasłami typu: Uwaga! Groźna Sekta! Sekta Oszczerców!

    Atak sekty oszczerców, to atak spedofilałego do obłędu dziennikarza z Newsweeka i pedofilskiego lobbysty Dariusza Pietrka. Oni są oszczercami, jeden od kilku dni, a drugi od przynajmniej 1996 roku, bo wtedy na pewno rozpoczął ataki swej pedofilskiej i propedofilskiej cieczki. A my się łysych i łysiejących wariatów z Chorzowa nie boimy, bo wiemy, że tak pedofil jak i ten co pedofilów ukrywa oraz zboczone zbrodnie tuszuje na pewno nie ma zdrowej głowy. Zatem Dariusz Pietrek tak czy owak jest chory na peodofilozę w jakiejś jej postaci. Jego nienawiść do nas ofiar molestowanych fiutami księży pedofilów jest na pewno oznaką poważnych zaburzeń psychicznych. Z zaburzeń tych powstają paszkwile o posmaku pietrkowej szczyny czy innego odchodu, a tymi fekaliami intelektualnymi Dariusz Pietrek znieważa NAS, ofiary księży pedofilów i zakonnic pedofilek, publicznieszykanuje NAS, obraża, znieważa, pomawia, ubliża NAM, judzi do nienawiści wobec NAS, ofiar molestowanych i gwałconych przez księży katolickich i przez zakonnice katolickie. Na terapie do Antypedofislkiego Bractwa uczęszczają przez lata także osoby, które były bite i maltretowane przez księży lub katechetów, przez zakonnice w katolickich szkołach „u sióstr” etc… Taki jest stosunek propedofislkiej części aktywistów kościelnych do ich maltretowanych ofiar.

    Jaki Pan taki Kram – mówi przysłowie. Jaki papież tacy biskupi, arcybiskupi jak i ich aktywiści z propedofislkiego lobby sekt takich jak KANA czy podobne. Jaki Pan taki Kram, zatem jaki Michał Kobosko taki i Wojciech Maziarski – redaktor naczelny sekty Newsweek Polska, organu czarnej mafii Opus Dei. Bo takie oszczerstwa i oszczercze ataki od 1996 roku produkują tylko parszywe i skundlałe pedofilozą brukowce za którymi stoi czarna mafia, sekta Opus Dei. A jak wiadomo reżim frankistowskich faszystów w Hiszpanii najpierw gwałcił, a potem mordował, tak kobiety i dzieci, jak i niemowlaki. A gen. Francisco Franco to polityk faszystowski związany ściśle z sektą Opus Dei, dziś znaną także ze swych ekonomicznych mafii jak Grupa Bilderberg związana z Jeffreyem Epsteinem. Jaki Wojciech Maziasrki (Pan), taki i Janusz Bartczak (Kram), z wczasów na wyspach Epsteina. Od góry do dołu brukowce są schorzałe na pedofilozę, na syfilis kościelno-pedofilski, którego nie da się zamieść w prosty sposób pod dywan. NAS, ofiar molestowanych przez księży pedofilów i zakonnice pedofilki jest nawet w Polsce na tyle dużo, że pokrzykiwanie do NAS kato-pedofilskimi okrzykami typu sekta, groźna sekta, sekta oszczerców, pokrzykiwanie pod naszym adresem zaszkodzi tylko dupom na stolcach arcybiskupów, a Damian Zimoń ma przez głupiego swego kundla łańcuchowego Dariusza Pietrka szanse na zostanie kolejnym arcypaetzem razem ze wszystkimi swoimi ukrywanymi i tolerowanymi pedofilami zakrystialno-plebanijnymi.

    Już w archidiecezji od 2005 roku mawia się jak w Poznaniu takie przysłowie: „Gdy wracasz z Katowic, a boli cię dupa, znaczy, że byłeś u arcybiskupa”. Wtajemniczeni wiedzą swoje, ofiary powiedzą o tym co je spotkało wszystkim z wyjątkiem kościelnej policji tuszującej kościelną pedofilię. Złowroga zmowa milczenia wobec pedofilii w Kościele katolickim w Polsce trwa, a NAM ofiarom molestowanym przez księży i zakonnice zamiast odszkodowań wypłaca się na urodziny prezenty w postaci brutalnego, chamskiego znieważania mordami pedofilskich pismaków pokroju Janusza Bartczaka, który zapomniał przeprowadzić wywiad z NAMI, pomawianymi przez pedofilską sektę KANA i jej lidera Dariusza Pietrka z Chorzowa, ofiarami tych wszystkich zboczeńców i ich przydupasów, którzy szerzą o NAS oszczerstwa, pomówienia i szkaradne do obłędu paszkwile! Takie bestialskie chamstwo o obrazie goebbelsowskiej propagandy katolika Józefa Goebbelsa może się zdarzyć tylko w skatoliczałej do obłędu,  a może aż do totalnego zboczenia Polsce, rządzonej przez awarię systemu mózgówego opisywanego jako PO-PiS lub PiS-PO. I to by było na tyle o występach Janusza Bartczaka i jego szefów z pedofilskiej mafii Newsweeka czyli brukowca sekty Opus Dei i przybudówek – zawsze faszystowskiej, zawsze pedofislkiej, zawsze oszczerczej, zawsze morderczej i zawsze złodziejskiej. Oto czym jest syfilis ideologiczny zwany pedofilozą, katolicką lub plebanijną pedofilozą.

    Może się tam arcybiskup razem z Pietrkiem Dariuszem i Newsweekiem zajmie schowaniem swojego kumpla, tego księdza co to tam raz dyma dzieciątka w Zabrzu, raz w Katowicach, a raz w Tarnowskich Górach? I tym tam z Bielska-Białej, co go tam zesłano, żeby się nie rzucał w oczy, tylko, że znowu się dziećmi zajmuje za bardzo! Tak się składa, że ofiary i ich rodzice, to do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti dzwonią najpierw, jak się dowiedzą o molestowaniu przez księdza. Do Dariusza Pietrka i do sekty KANA nie pójdą prosić o pomoc w sporze z księdzem czy zakonnicą, z tymi, co molestują lub gwałcą ich dzieci, a często się zdarza, że całe rodziny ofiar boją się także policji, bo jak komendant policji jest bratem albo wujkiem księdza, to wiadomo, że ofiary nie mają do kogo pójść na skargę. Mogą tylko do Antypedofilskiego Bractwa Himawanti. I to tak bardzo przeszkadza wszystkim wspomnianym lobbystom największej pedofilskiej mafii świata, która od 1996 roku, a potem znów od 2002/2003 roku nasiliła swoją agresję przeciwko wszystkim ofiarom pedofilii i pedofilizmu, co wiąże się także ze sponsorowaniem przez Jeffreya Epsteina i jego liczący tysiące aktywistów gang na rzecz swobody wykorzystywania dzieci i niemowląt przez pedofilów…

    (Zajrzyj znowu! Z czasem artykuł może zostać uzupełniony o kolejne ciekawe fakty dotyczące opisywanych spraw i wydarzeń. )