Brak wpisów w tej kategorii.

Tag: korupcja

  • Marcin Pietraszewski – Sędzia sprzedała proces za wódkę i słodycze?

    Marcin Pietraszewski – Sędzia sprzedała proces za wódkę i słodycze?

    Źródło: http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35063,3909332.html

    Kolejna afera w bielskim wymiarze sprawiedliwości. Sędzia, w zamian za dwie butelki wódki i bombonierkę, nie podjęła umorzonej sprawy, a prokurator na prośbę syna lobbował w sądzie na rzecz oskarżonych.

    Prokuratura nie ma już wątpliwości, że na Podbeskidziu działała grupa złożona z sędziów i prokuratorów. Jego członkowie w zamian za łapówki mieli załatwiać korzystne wyroki lokalnym biznesmenom. Kwoty wahały się od kilku do kilkudziesięciu tys. zł. Skorumpowani śledczy mieli akceptować wydawane przez sędziów – korzystne dla oskarżonych – rozstrzygnięcia. Czasami sami nawet o nie zabiegali. Tak, żeby nikt nie mógł się od nich potem odwołać.

    – W proceder jest zamieszanych co najmniej dziesięciu sędziów i prokuratorów z Podbeskidzia – mówił Jerzy Engelking, zastępca prokuratora generalnego.

    Wczoraj śledczy wysłali do sądów dyscyplinarnych wnioski o uchylenie immunitetów chroniących sędzię Aleksandrę Ś. z sądu rejonowego oraz prokuratora Romana J. z Prokuratury Rejonowej w Bielsku-Białej. Chcą im przedstawić zarzuty dotyczące korupcji, powoływania się na wpływy oraz wpływania na przebieg prowadzonych postępowań.

    Według informacji „Gazety” w 2002 r. sędzia Ś. w zamian za łapówkę miała zrezygnować z podjęcia warunkowo umorzonego postępowania. Dotyczyło ono oszusta podatkowego. Jego sprawa została umorzona pod warunkiem, że zwróci fiskusowi prawie 100 tys. zł. Mężczyzna tego jednak nie zrobił. W tej sytuacji jego proces powinien zostać wznowiony, a sąd powinien doprowadzić do skazania. Aleksandra Ś. nie podjęła jednak postępowania.

    – W zamian dostała dwie butelki alkoholu oraz bombonierkę o łącznej wartości 100 zł – ujawnił naczelnik wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, która prowadzi postępowanie w sprawie korupcji na Podbeskidziu.

    Z kolei prokurator Roman J. na prośbę swojego syna miał lobbować w sądzie na rzecz jego znajomych, oskarżonych o przestępstwa gospodarcze. – Pan J. dopytywał sędziów o szczegóły postępowania, zdradził też oskarżonym, jakich kar będzie się dla nich domagał prokurator – mówił prokurator Jacek Zmysłowski. Syn prokuratora J. w zamian za wyświadczoną przez ojca przysługę domagał się od znajomych sfinansowania wczasów za 15 tys. zł. Do przekazania pieniędzy jednak nie doszło. Synowi J. przedstawiono zarzuty płatnej protekcji i powoływania się na wpływy w instytucjach wymiaru sprawiedliwości.

    Sędzi Aleksandry Ś. nie było wczoraj w pracy. – I nie wiadomo, kiedy wróci – powiedziano nam w bielskim sądzie. W prokuraturze nie pojawił się także Roman J., który został zawieszony w czynnościach służbowych. – Ja nie wiem dokładnie, o co w tym wszystkim chodzi, a zresztą nie jestem od udzielania informacji – stwierdził Ryszard Mojeścik, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Bielsku.

    Komu już postawiono zarzuty?

    Wcześniej zarzuty w sprawie korupcji przedstawiono bielskiej prokurator Jolancie W. Jest ona podejrzana o powoływanie się na wpływy i złożenie obietnicy umorzenia postępowania w zamian za łapówkę. Według śledczych miała pośredniczyć w rozmowach z jednym z brokerów ubezpieczeniowych, który wyłudził od klienta 40 tys. zł. W., powołując się na wpływy w prokuraturze, miała mu obiecać umorzenie prowadzonego przeciwko niemu śledztwa w zamian za 3 tys. zł łapówki.

    Na zarzuty czeka także jej mąż – sędzia Grzegorz W. – któremu uchylono już chroniący go immunitet. Miał on przyjąć dwie łapówki (3 i 25 tys. zł) oraz brać udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Sąd dyscyplinarny nie wyraził jednak zgody na przedstawienie mu zarzutów kierowania gangiem.

    Według naszych informacji to nie koniec śledztwa. W najbliższych tygodniach prokuratura planuje bowiem złożyć wnioski o uchylenie immunitetu kolejnym bielskim prawnikom.

  • Roman Kluska ujawnia nowe fakty o akcji fiskusa skierowanej w jego osobę

    Roman Kluska ujawnia nowe fakty o akcji fiskusa skierowanej w jego osobę

    Źródło: http://nowyprzemysl.wnp.pl/

    – 25 listopada 2003 roku NSA orzekł, że Roman Kluska nie popełnił przestępstwa, a urząd skarbowy niesłusznie domagał się zwrotu podatku VAT. Ile jest takich spraw, ilu biznesmenów, którym zarzuca się złamanie prawa? Ile spraw kończy się tak, jak Pańska?

    – W momencie mojego aresztowania nie zdawałem sobie sprawy z wielkości i skali problemu. Jeszcze zanim wygrałem w sądzie, zaczęli do mnie zgłaszać się ludzie z całej Polski, prosząc o pomoc.  Niedawno zrobiliśmy z „Gazetą Wyborczą” pewien eksperyment. Przez dwie przypadkowo wybrane godziny rozmawiałem z przedsiębiorcami, którym urzędy skarbowe zarzucały różne przestępstwa. W ciągu zaledwie dwóch godzin zadzwoniło do mnie sześć osób. Jeżeli popatrzymy na lata, to pokazuje, że mamy do czynienia ze zjawiskiem masowym. Słuchając opowieści tych ludzi naprawdę można popaść w depresję, bo wielkości tych krzywd nie da się niczym wyrazić. Najsmutniejsze jest to, że w każdej z tych spraw – jeśli przyjąć za wiarygodne stwierdzenia tych ludzi, bo one są poparte orzeczeniami sądów krajowych i międzynarodowych – instytucje powołane do przestrzegania prawa, łamią to prawo. To nie dotyczy tylko urzędników skarbowych, ale policji, prokuratury, sądów. I to jest najgorsze. Wyrok w mojej sprawie wydano w oparciu o prawo polskie i prawo Unii Europejskiej. Są to dwa identyczne wyroki, stwierdzające, że jedyną stroną łamiącą prawo był urząd skarbowy. Wszystko, co działo się wcześniej było ciągiem naruszania prawa. W mojej sprawie też znajdziemy prokuraturę, która działała całkowicie bezpodstawnie. Przecież na początku sprawa przez dłuższy czas była utajniona. Moi obrońcy nie mieli dostępu do dokumentów. Mówili, że jest tak jak za czasów SB. Jak sprawa była tajna, to znaczy, że nie ma nic na podejrzanego. Mieli rację. Te dokumenty zostały teraz odtajnione. Nie czytałem ich jeszcze. Moi obrońcy, którzy je przeczytali, potwierdzili, że nie ma w nich nic, co obciążałoby moją osobę. Sąd, który miał dostęp do tych dokumentów, wiedział, że nic przeciwko mnie nie ma, a jednak podtrzymał decyzję prokuratury o poręczeniu za moją wolność w wysokości 8 mln zł. Inny skład sędziowski podtrzymał decyzję prokuratury o zajęciu majątku na kwotę 30 mln zł.

    Komornik bierze wszystko

    – Gdyby Roman Kluska nie był Romanem Kluską i nie miał przyjaciół, to zapewne siedziałby w areszcie. Pan miał pieniądze, inni najczęściej przegrywają. Ile kosztowała Pana obrona?
    – Bardzo dużo. Aby media chciały stanąć w mojej obronie, musiały mieć mocne ekspertyzy. Mocne ekspertyzy opracowują najlepsi prawnicy. Najlepsi prawnicy są bardzo drodzy. A przecież przez półtora roku trzeba mieć z czego żyć, trzeba utrzymać rodzinę. Kiedy oskarżenie urzędu skarbowego kończy się zajęciem majątku, człowiek staje się całkowicie bezbronny.

    – Może po to zajmuje się ten majątek, aby nie było pieniędzy na obronę?
    – Dokładnie tak. Dlatego urzędnik może iść w ciemno. Potem przychodzi komornik i zabiera wszystko, co ma jakąkolwiek wartość. Podatnik nie ma z czego żyć. Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji ktoś może całkowicie się załamać.

    – W lipcu 2002 roku został Pan zatrzymany przez policję. Wojsko chciało zarekwirować należące do firmy samochody.
    – Odebrałem to jako demonstrację siły. Wojsko zajmowało moje samochody bezprawnie. Mało tego, ktoś zapewne naciskał na prezydenta Nowego Sącza i wojewodę krakowskiego do podtrzymania tej decyzji. To pokazuje, że musiał być jakiś ośrodek kierujący całą tą sprawą. Te samochody to była kropka nad i. Zajęcie samochodów w czasie pokoju, na czas nieokreślony i bez planu świadczeń ludności? Przecież taka decyzja jest całkowicie bezprawna! Tak, to była demonstracja siły.

    – Kto Pan chciał nastraszyć? Wyłamał się Pan z płacenia haraczu?
    – Cały czas zastanawiałem się i szukałem odpowiedzi, co złego zrobiłem. I dopiero kilka dni temu coś sobie przypomniałem. Odkryłem, że zrobiłem straszną rzecz. Kiedy sprzedawałem Optimusa, moi prawnicy dali mi do podpisania umowę, zgodnie z którą od zysku 64 mln USD nie miałem zapłacić podatku. Wydawało mi się to niewiarygodne, więc postanowiłem to sprawdzić. Wysłałem pismo do urzędu skarbowego w Nowym Sączu z zapytaniem, czy od takiej transakcji mam zapłacić podatek. Dostałem jednoznaczną odpowiedź urzędu skarbowego – podatek dochodowy nie występuje! Mimo to, wydawało mi się to dziwne. Kazałem więc zmienić umowę tak, żeby jednak występował podatek dochodowy. I zapłaciłem 28 mln USD. Teraz pomyślałem sobie, że zrobiłem źle. Ta luka w prawie – pozwalająca na niepłacenie podatku dochodowego od wysokich sum transakcji – była powszechnie wykorzystywana przez osoby bogate. Być może ona była po to, żeby tą kwotą się z kimś podzielić. Nie skorzystałem z tej luki. Mało tego, zapłaciłem na własne życzenie podatek. I pewnie naruszyłem jakiś standard, że jeśli jest takie wspaniałe miejsce w prawie, to postąpiłem nie tak, jak powinienem. Zamiast podziękować tym, którzy taką furtkę zrobili, dając im np. 50 procent – w moim przypadku byłoby to 14 mln USD – ja tego nie zrobiłem. Może za to poniosłem karę?

    Umarzam, nie umarzam

    – Powiedział Pan, że wszystko, co Pana spotkało nie było przypadkiem. To była dobrze zaplanowana akcja. Czy próbował Pan dojść do tego, kto stał za tą sprawą – urzędnicy, policja, świat przestępczy?
    – O tym, że była to doskonale zorganizowana akcja, w której nie miałem żadnych szans, przekonałem się dopiero później. Proszę zauważyć, że w przeddzień posiedzenia NSA w Krakowie, Urząd Skarbowy w Nowym Sączu podejmuje decyzję o umorzeniu kwoty przestępstwa. W takiej sytuacji, ponieważ nie trzeba już płacić budżetowi podatku VAT, to nie ma podstaw, żeby posiedzenie NSA w ogóle się odbywało, czyli nie ma sprawy. Gdyby nie doszło do posiedzenia NSA, to dla sądu karnego liczy się ostatnia decyzja administracyjna, czyli taka, że Roman Kluska wyłudził podatek! Do końca życia byłbym przestępcą! Do tego, żeby można było umorzyć kwotę z przestępstwa potrzebna była zgoda UOKiK. Dotarłem do tej decyzji. Ona była wydana dobę wcześniej. Proszę zobaczyć – w ciągu jednej doby przychodzi z Warszawy decyzja do Nowego Sącza. Urząd Skarbowy podejmuje decyzję o umorzeniu, dostarcza ją do Optimusa i do sądu. To się dzieje w ciągu jednej doby. Jaką pocztą w tak krótkim czasie można przesłać tyle dokumentów? To pokazuje perfekcję organizacyjną. Sprawa była świetnie przygotowana, z doskonałą znajomością prawa. Praktycznie byłem bez szans. Całe szczęście, że naczelnik Urzędu Skarbowego pisząc decyzję o umorzeniu kwoty z przestępstwa napisał ,,umarzam – nie umarzam,,. Bo trzeba wiedzieć, że w międzyczasie Optimus się podzielił na Optimus i grupę Onet. Konsekwencji tego podziału zapewne dokładnie nie przeanalizowano. Naczelnik umorzył Optimusowi, ale nie umorzył grupie Onet. Stąd decyzja ,,umarzam – nie umarzam,,. Firmy musiały jednak odpowiadać solidarnie. Nastąpiła taka sytuacja prawna, że NSA w Krakowie odroczył posiedzenie. Wtedy, jako sumienny obywatel Roman Kluska, wystąpiłem z doniesieniem do prokuratury, że jest przestępstwem umorzenie pieniędzy z przestępstwa takiemu przestępcy jak Roman Kluska. To zagranie okazało się doskonałe, bo prokuratura musiała zabezpieczyć ten dokument o umorzeniu i nieumorzeniu pieniędzy. Nie dało się już nic zmienić. I tylko dzięki temu, że uczciwy Kluska wystąpił przeciw nieuczciwemu Klusce NSA wreszcie rozpatrzył sprawę.

    – Co mogło być powodem tych wszystkich ataków? Może chodziło o znaczne wsparcie finansowe budowy sanktuarium w Łagiewnikach?
    – Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Jeśli popatrzymy jednak na to, że w pierwszym dniu po moim aresztowaniu podaje się kłamliwe informacje na mój temat i jednocześnie pokazuje się mnie na tle sanktuarium w Łagiewnikach – to sugeruje pewne skojarzenia. To ten, który wydał pieniądze nie w tym kierunku, co potrzeba. Zaraz po wyjściu z aresztu miałem telefon, że jak spełnię warunki, to sprawa zostanie umorzona. Tu chodziło o wyłudzenie pieniędzy. I myślę, że było to też ostrzeżenie dla innych, żeby nie robili tak jak ja.

    – Może doniosła na Pana konkurencja?
    – Nie. Trzeba zwrócić uwagę, że sposób sprzedaży komputerów został zaproponowany w umowie opracowanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Nikt z prawników nie miał wątpliwości, że postępuje zgodnie z prawem. Ustawa była precyzyjna – podstawą zwolnienia z podatku jest zakup za granicą. Nie było innych warunków. Z tego co wiem, w ten sposób postępowały wszystkie inne firmy polskie z wyjątkiem JTT. Dlaczego zatem nie oskarżono prezesów innych firm?


    Nie chciałem płacić

    – Dlaczego zrezygnował Pan z prowadzenia Optimusa? Nie chciał Pan płacić łapówek?
    – Jestem fanem rynku i wolnej konkurencji. To jest piękne, gdy na rynku zderza się kilka podmiotów i wygrywa najlepszy. W Polsce w latach 1990-95 ten wolny rynek był bliski ideału. Dobra firma, która ciężko pracowała, zarabiała dużo pieniędzy, płaciła też duże podatki i oczywiście wynagradzała pracowników. Optimus był taką właśnie firmą. Aż przychodzi 1996 rok. Mamy kontrolę urzędu skarbowego. To żadna nowość, ale otrzymujemy protokół pokontrolny i okazuje się, że Optimus musi zapłacić ogromną sumę do urzędu skarbowego jako zaległości podatkowe. Okazało się, że urząd skarbowy po nieformalnym – bo bez naszego udziału – przesłuchaniu jakiegoś obywatela podejmuje taką decyzję. Jesteśmy firmą publiczną i taka decyzja po prostu likwiduje firmę. Odwołujemy się od niej i żądamy ponownego przesłuchania. Ono odbywa się i okazuje się, że ten człowiek zeznaje dokładnie odwrotnie! Dostajemy protokół z jego podpisem. Mając dowód koronny, że oskarżenie było pomyłką, podaję wstępnie ładne wyniki do giełdy. Proszę sobie wyobrazić jak jestem zaskoczony, gdy przychodzi decyzja o konieczności zapłacenia podatku, pod którą podpięty jest ten nieformalny protokół! To nie jest pomyłka. Dla firmy oznacza to gwałtowny spadek akcji. Wtedy zostałem dosłownie sparaliżowany. Położyłem się do łóżka, bo nie byłem w stanie nic zrobić. Pomogli przyjaciele. Udaje się anulować tę błędną decyzję. Dostarczyłem prawdziwą decyzję dosłownie dwie minuty przed ostatecznym podaniem wyników na giełdę. Gdybym się spóźnił o te dwie minuty, audytor musiałby podać wcześniejszą decyzję, bo ona była formalnie prawomocna. Czy nie uważa Pani, że była to pewna nauczka? Tak straszna, że nigdy już potem nie byłem takim samym prezesem jak wcześniej. Wtedy uratowałem firmę. Potem było jeszcze wiele podobnych spraw, też wygranych. Jak długo miałem jednak czekać, aż przyjdzie próba, której nie wytrzymam? Wolałem za pół ceny sprzedać Optimus, zwłaszcza że nastąpił taki rozwój korupcji, że trudno byłoby prowadzić firmę.

    – Czy próbowano od Pana wyłudzić pieniądze?
    – Robiono to bardzo delikatnie. Zazwyczaj otrzymywałem informację, bezpośrednio lub przez pracownika, żeby na przykład podać procent od wartości kontraktu, jeśli ten kontrakt wygramy. Tych spraw było wiele. Nie umiałem się w tym znaleźć i nie chciałem.

    Potrzeba symetrii

    – Wygrał Pan. Posady stracili szefowie prokuratury apelacyjnej w Krakowie. Jest to jakaś satysfakcja?
    – Jeżeli zwróciło się do mnie tak wielu ludzi z podobnymi sprawami, to jaką mogę mieć z tego satysfakcję? Że jedna sprawa została wygrana? Przecież wielu ludzi niesłusznie oskarżonych nie ma żadnych realnych szans obrony. Najgorsze jest to, że te niegodziwości stają się masowe i nie powodują żadnych wyrzutów sumienia. Ten rak zaczyna być powszechny.

    – Nie ma Pan żalu do wiceministra Wiesława Ciesielskiego, nadzorującego urzędy skarbowe i prokuratora generalnego Grzegorza Kurczuka, że nie dopełnili obowiązków?
    – Problem tkwi gdzie indziej. Zastanawiam się, dlaczego takie rzeczy mogą się zdarzyć. Bo to chyba nie jest pomyłka. Na pewno muszą być spełnione dwa warunki. Po pierwsze, musi być bardzo nieprecyzyjne prawo, żeby w tym prawie każda błędna decyzja była do obronienia. Po drugie, muszą być ogromne restrykcje za złamanie tego prawa. Spełnienie tych warunków nie daje żadnych szans podatnikowi. Bo proszę zauważyć, jak można za to, że ktoś pomylił się na przykład na kwotę 164 tys. złotych żądać zgodnie z prawem grzywny około 8 mln zł. Możemy dopuścić, że nieprecyzyjne prawo powstało z niekompetencji, niewiedzy czy przez przypadek. Ale kwoty grzywny nie powstały przez przypadek. Ktoś je przecież zaplanował.

    – Mówi Pan, że urzędnicy mają za dużo władzy, a obywateli obowiązuje masa zakazów. Jak zatem zreformować system prawny?
    – Jest to możliwe, ale wymaga ogromnej determinacji. Wolny rynek został poważnie ograniczony, bo w to miejsce weszła decyzja urzędnika. Niestety, o tym, czy firma ma działać, czy nie, decyduje urzędnik. Musimy wrócić do takiej sytuacji, gdy rynek będzie pełnił funkcje rynku. Obecne prawo należy zastąpić tak, aby nie dawało możliwości manipulacji ani urzędnikowi, ani przedsiębiorcy. Po drugie należy anulować restrykcje. Dopóki one będą, dotąd nic się nie zrobi z niepodzielną władzą aparatu urzędniczego.

    – Kto powinien odpowiadać za błędy urzędników? Może ich materialna odpowiedzialność rozwiązałaby ten problem?
    – Musi być symetrycznie. Jeśli podatnik popełnia błąd, powinien ponieść karę. Konsekwencje musi ponieść też urzędnik, jeśli rażąco i świadomie naruszył prawo. Przecież w moim przypadku każdy urzędnik wiedział, że zajęcie samochodów na czas nieokreślony jest bezprawne. Podpisując taką decyzję naruszono prawo. Tu nie chodziło o pomyłkę, ale o świadome naruszenie prawa. W takim przypadku urzędnik powinien ponieść karę. Dopóki jednak za błędy urzędnika płaci budżet państwa, ten urzędnik czuje się bezkarny. Oczywiście mógłbym domagać się odszkodowania, ale byłoby to odszkodowanie nie od urzędników, ale od budżetu, do którego płacę podatki – czyli od siebie samego. Jaki to miało by sens?

    Zwolnieni z rzetelności

    – Czy, Pana zdaniem, jest recepta na idealny system podatkowy? Taki, żeby nie dało się nim manipulować?
    – Jakiś czas temu wymyśliłem system podatkowy. Był tak rewolucyjny, że nie śmiałem go nikomu pokazać. To taki system, który promuje dobre zachowania dla kraju i nie daje nikomu żadnej możliwości manipulacji. Kiedy zostałem zaproszony na Akademię Ekonomiczną na wykład o podatkach Adama Gwiazdowskiego z Centrum Adama Smitha okazało się, że moje koncepcje są taki same jak te, które właśnie tam przedstawiano. Jeśli grupa naukowców i ekonomistów doszła do tego samego co ja, to uznałem, że coś w tym jest. Próbuję do mojego systemu przekonać różne partie polityczne. Zdaję sobie sprawę, że każda zmiana systemu podatkowego też jest złem, bo narusza stabilność prawa, ale należy wybrać mniejsze zło. Aby ograniczyć niekorzystny wpływ zmian, nowe prawo powinno być ogłoszone np. z jednorocznym wyprzedzeniem. Są też dwie rzeczy, których nie wolno nam zrobić. Uważam, że nie wolno wprowadzać podatku dochodowego od działalności rolniczej. Podatek dochodowy jest bardzo złożony. Trudno sobie wyobrazić, że bez pomocy doradcy podatkowego każdy rolnik wypełni go bez najmniejszego problemu. Raczej należy się liczyć z tym, że będą błędy w jego wypełnianiu. Konsekwencją będzie grzywna. Jeśli podatnik jej nie zapłaci komornik, może zabrać ziemię. Dlatego sądzę, że jedynym wytłumaczeniem wprowadzenia podatku dochodowego jest chęć przechwycenia atrakcyjnej ziemi. Bo nie ma innego uzasadnienia. Przecież działalność rolnicza jest niedochodowa, więc wpływów z tego podatku będzie niewiele, a koszt obsługi nowych, ponad 2 milionów podatników będzie znaczny. Nie ma więc żadnego ekonomicznego uzasadnienia wprowadzenia nowego podatku. Oczywiście działy specjalne rolnictwa powinno się traktować jak przedsiębiorstwa, zależnie od ich wielkości. Można też opodatkować gospodarstwa, większe np. od 300 hektarów. Proponuje się też wprowadzenie podatku katastralnego. Jak można wprowadzać taki podatek, jeśli nie istnieje obiektywna podstawa opodatkowania, czyli nie ma obiektywnej ceny nieruchomości? Przecież obecnie każda cena nieruchomości przypomina zabawę w wycenę. Kiedy byłem prezesem Optimusa, kupiłem w Warszawie biurowiec za 960 tys. zł. Po krótkim czasie dostaliśmy propozycję jego sprzedaży za 3,2 mln USD. Która z tych cen jest rynkowa? Każda próba wyceny będzie niczym innym jak załatwianiem sprawy między właścicielem a wyceniającym. Grupie wyceniających będzie najlepiej i tym samym utworzy się nowa elita. W Polsce będzie to zapewne podatek dużej korupcji. Dowodem na to, że podatek katastralny jest zły, jest Portugalia, która teraz wycofuje się z niego. Nie róbmy tego samego manewru. Jaki powinien być optymalny system podatkowy? Po pierwsze, należy zlikwidować PIT, będący skomplikowanym podatkiem. Proponowałbym zastąpienie tego podatku np. 15-procentowym podatkiem od wynagrodzeń. Wszystkie umowy o dzieło, umowy zlecenia należy objąć też tym podatkiem. Po drugie, należy zlikwidować podatek CIT i zastąpić go np. jednoprocentowym podatkiem obrotowym. Teraz mamy taką sytuację, że jak urząd skarbowy gnębi podatnika, to on broni się CIT-em, włączając swoje koszty prywatne w działalność firmy. Ten niegodziwy pojedynek trwa, bo jedna i druga strona czuje się moralnie zwolniona z rzetelności. Wprowadźmy więc podatek obrotowy, który jest bezdyskusyjny. Ten podatek obrotowy ma sens wyłącznie zamiast CIT-u, bo inaczej byłby cenotwórczy. Konieczne jest też zmniejszenie opodatkowania pracy i zastąpienie obecnej składki ZUS częściowo innym obciążeniem, by stymulować wzrost zatrudnienia. Można np. opodatkować kapitały własne firmy. Nie wypowiadam się tu o konkretnych procentach, bo te zależą od decyzji politycznych. Od tego, ile zobowiązań musi zostać pokrytych i ile uda się ograniczyć wydatków zwłaszcza w tzw. gospodarce pozabudżetowej.

    – Czy, Pana zdaniem, płacenie podatków w rajach podatkowych jest zgodne z prawem? Czy rozważał Pan taką możliwość?
    – Płacenie w rajach podatkowych jest równoznaczne z wypłynięciem kapitału z Polski. Jeśli o tym myślałem, to nie dlatego, żeby nie płacić podatków, ale żeby dać nauczkę tym, którzy wymyślają te wszystkie chore podatki, grzywny, restrykcje. Cały ten aparat władzy staje się bezkarny w gnębieniu obywatela. Postępuję zgodnie z prawem, ale kiedy jestem niesłusznie oskarżany o jego łamanie, to wtedy pewna granica zostaje przekroczona. Oczywiście zgłaszają się do mnie doradcy podatkowi proponując płacenie w rajach podatkowych i przerzucenie aktywów za granicę. Jeszcze tego nie zrobiłem, bo mam nadzieję, że sytuacja w Polsce się poprawi. Nie chodzi przecież o niepłacenie podatków, ale o to, by podatnik za to, że je płaci nie gnębiony przez urząd skarbowy.

    Nie będę politykiem

    – Czy widzi się Pan w roli polityka?
    – Nie, gdyż nie uważam swoich kompetencji za wystarczające. Myślę, że dużo więcej mogę zrobić nie będąc politykiem.

    – Jak ocenia Pan zmiany w Platformie Obywatelskiej? Czy pójście w kierunku partii masowej – typu Samoobrona – jest dobrym rozwiązaniem?
    – Polsce jest potrzebna alternatywa w stosunku do dotychczasowego sposobu zarządzania krajem. Nie powierzchowna korekta, ale głębokie zmiany. Moim zdaniem to, co obecnie proponuje Platforma jest nie wystarczające, aby był to kraj moich marzeń. Mam nadzieję, że PO zreflektuje się w porę i przedstawi program, który uzdrowi sytuację. To co dziś proponuje Platforma, to za mało.

    – Co, patrząc z perspektywy czasu, było Pana największym błędem? Czy dziś postąpiłby Pan tak samo?
    – Myślę, że gdybym miał przeżyć swoje życie jeszcze raz, poszedłbym tą samą drogą. Nawet to aresztowanie, ten ogromny stres i niegodziwości, które dotknęły moją rodzinę, mają swój sens. To wszystko pozwoliło mi zastanowić się, co jest ważne, a co nie. W innym miejscu postawić wagi swojego postępowania i dojść do takiego wspaniałego uczucia, jakim jest wyzbycie się nienawiści do tych wszystkich, którzy mnie skrzywdzili. To mi się udało. Było to pewne doświadczenie, które warto było przeżyć. Jak teraz dzwonią do mnie przedsiębiorcy i mówią ,,wygrałem dzięki panu,,; to jest to dla mnie największą satysfakcją.

    Rozmawiała: Renata Dudała

    Jak to z Kluską było?

    Roman Kluska ma 50 lat. Stworzył spółkę Optimus i przez lata nią zarządzał. W kwietniu 2000 roku sprzedał akcje Optimusa za 261,7 mln zł konsorcjum BRE Banku i Zbigniewowi Jakubasowi. W grudniu 2000 Roman Kluska odszedł ze spółki.

    W latach 1998-2000 Optimus w ramach kontraktu z Ministerstwem Edukacji Narodowej eksportował komputery na Słowację, skąd były importowane przez szkoły w Polsce. Zgodnie z obowiązującymi wtedy przepisami podatkowymi, import komputerów był zwolniony z podatku VAT, podczas gdy sprzedaż komputerów w kraju była opodatkowana 22-procentowym VAT-em. W 2002 roku urząd skarbowy zarzucił Optimusowi, że spółka chciała ominąć przepisy podatkowe, eksportując je za granicę i nie płacąc 22 stawki VAT. Po zakończeniu kontroli nakazano spółce zapłacić zaległości podatkowe za lata 1998-2000 na kwotę około 32 mln zł. W styczniu 2002 roku Optimus podzielił się na dwie spółki -Optimus i Grupę Onet. W kwietniu Grupa Onet, będąca stroną w sporze zaskarżyła decyzje podatkowe do NSA. Drugiego lipca u.br. R. Kluska został zatrzymany i aresztowany pod zarzutem wyłudzenia przez spółkę Optimus około 32 mln zł podatku VAT. Wolność odzyskał po wpłaceniu rekordowej w Polsce kaucji 8 mln zł. W listopadzie 2003 roku NSA uchylił wszystkie zaskarżone decyzje i zarządził od organów podatkowych zwrot kosztów. W uzasadnieniu sądu potwierdzono, że podejmowanych wspólnie z MEN-em działań, polegających na eksporcie komputerów z zastosowaniem zerowej stawki VAT, nie można kwalifikować jako obejścia prawa podatkowego. (R.D.)

  • Społeczna Szkodliwość Sądownictwa

    Społeczna Szkodliwość Sądownictwa

    Represyjne usonańskie więziennictwo wzorowane na hitlerowskich łagrach i biskupich, papieskich twierdzach średniowiecza zawsze służyło i służy jedynie bandyckiemu represjonowaniu i zniewoleniu społeczeństwa. Generalnie przemoc rodzi przemoc, a każde dręczenie rodzi zemstę i odwet, dlatego odamerykański, usonański system klatkowego więziennictwa wzmaga jedynie wszelką patologię, wcale im nie zapobiega, nie rozwiązuje problemów społecznych, a jedynie je wzmaga. Więzienia trzeba generalnie likwidować, a społeczeństwo wychowywać przez samokontrolę, społeczną kuratele i nadzór, a nie przez zniewalającą i bandycką eliminację ze społeczeństwa jednostek, które mają inny światopogląd, nieakceptują normy narzuconej przemocą katolskiej czy protestanckiej pseudoreligii, cierpią biedę z nędzą i bezdomność, kradną bo muszą przeżyć, a ustrój nie gwarantuje pracy.

    Wzrost przestępczości wynika z braku obywatelskiego wychowania w systemie szkolnictwa, który za patronów bierze faszystów i pedofilii, pijaków i leserów w swej istocie, którzy są odczłowieczeni. Wzrost przestępczości wynika z idiotycznego imperialistycznego kapitalizmu, w którym wybory są farsą, a parlament stadem pijaków i rabusiów z nadania zdziczałych mafii biznesowych, które ten ideologiczny śmietnik sponsorują uchwalając idiotyczne przepisy. Wzrost przestępczości to też polityka idiotów sądowniczych, którzy ślepo produkują nieistniejące przestępstwa i ich rzekomych sprawców na zasadzie prawdopodobieństwa wedle własnych poglądów i „widzimisiów”, a nie wedle rzeczywiście  popełnionych czynów czy zagrożeń.

    W istocie do cna skorumpowane, pijacko-łapówkarskie sądownictwo jest narzędziem terroru i rozboju na całym społeczeństwie. Sąd to twór wyjęty spod prawa i jakichkolwiek kontroli, twór przesiąknięty zgnilizną łapówkarstwa i żądzy odwetu na ludziach całkowicie niewinnych. Policja torturami, biciem, kopaniem i dręczeniem lub oszustwami wymusza rozbójniczo przyznawanie się do niepopełnionych przestępstw. Prokuratorzy przeważnie zapisują w aktach zupełnie co innego niż osoby zeznają, naciągając i preparując fikcyjne procesy, mnóstwo nieistniejących przestępstw, gdyby trzymać się zasad prawdy. W więzieniach nie ma żadnej resocjalizacji ani rzeczywistej pomocy dla ludzi okaleczonych przez debilny ustrój polityczny i kierujących nim psychopatów, zwykle skrajnie wynaturzonych i odczłowieczonych żądzą władzy i pieniądza, żądzą kariery i awansu!

    Rozbudowywanie sieci więzień i aresztów zawsze jest charakterystyczne  dla okresu rządu dyktatur, o faszystowskim i nieludzkim charakterze, szczególnie jeśli liczba ludności spada z powodu emigracji i ujemnego przyrostu naturalnego. Bandycki, niszczący ludzkie życie system sądowniczo-więzienniczy należy zlikwidować i zupełnie przeistoczyć szukając całkowicie nowych rozwiązań proedukacyjnych. Trzeba od podstaw stworzyć resocjalizację, która właściwie w ogóle nie istnieje, trzeba postawić na mocne i wszechstronne programy edukacyjne, szczególnie dla nastolatków i młodzieży do 30 roku życia, kiedy mózg jeszcze się rozwija, a kształtowanie przez wychowanie jest możliwe. Wzmaganie ilości ostrych jak brzytwa drutów kolczastych jest jedynie dowodem, że więzienia zamieniają się jawnie w obozy koncentracyjne dla jednostek niepoprawnych politycznie, takich którzy z głodu kradną, bo dyktuje im to naturalny instynkt przetrwania gatunku.

    Mnożenie więźniów typowo politycznych, siedzących w łagrach reżimu za obsikanie pomnika jakiegoś łajdaka międzywojennego, papieskiej bestii okradającej cały naród, obrazę słowną sądowych bandytów czy prokuratorskich gangsterów na usługach mafii powiększa dno rozpaczy. Kardynalnie złym jest ustrój polityczny, który zabrania ludziom swobody wypowiedzi, bo walka o demokrację to walka o wolność słowa. Sądowy, gestapowski faszyzm, gdzie tysiące ludzi dostaje duże i ciężkie wyroki, tylko dlatego, że sędzia czy prokurator się obrazili, zasługuje nie tylko na surową naganę, ale na natychmiastową likwidację. Karę śmierci znosi się, bo w jedne trzeciej wypadków państwo mordowało niewinne osoby, a tymi mordercami są zawsze sędziowie. Jest to proporcja ofiar pokrzywdzonych bandycko przez sądownictwo, a liczba tych ofiar ciągle rośnie z powodu wadliwego, idiotycznego sądownictwa i jego burdelu zwanego przepisami prawnymi.

    Prawo naturalne zwyczajowe, zgodne ze zdrowym rozsądkiem, dopuszcza do wiadomości morderstwa i rozbójnictwo, kradzieże i fałszerstwa oraz przemoc i przymus także seksualny jak gwałt. Zdrowy rozsądek odrzuci wszystko, co jest nierzeczywiste, bo jak można skazywać ludzi na więzienie właściwie łagier, czyli obóz karny, na podstawie czczych domysłów, ewidentnych i często jednoosobowych pomówień bez materialnych dowodów, czy też dlatego, że obraził się na kogoś ksiądz, pedał lub bogaty biznesmen, którego stać na łapówkę dla prokuratora. Kwitnie rozbój trójkątami bo adwokat, prokurator i sędzia w tym skorumpowanym systemie sądowego bezprawia uzależniają wysokość kary i wydanie w ogóle wyroku od wysokości honorarium, czyli łapówki.

    Jest to skaza całego sądownictwa, które winno być monitorowane skrupulatnie w zakresie nielegalnych dochodów. Im droższy jest do wynajęcia adwokat, tym bardziej pewne, że załatwia wszelkie sprawy za łapówki dla prokuratorów i sędziów. Lokalne mafie mają też swoich policjantów, prokuratorów i sędziów, ale mafia to zwykle w istocie uprzywilejowana finansowo grupa biznesowa, a system fiskalny państwa to najbardziej krwiożerczy rozbójnik, bo obywatelowi nie jest w zasadzie potrzebne państwo, które go nie chroni i w niczym nie pomaga, a jedynie go wyzyskuje i terroryzuje. Słowiańskiej kulturze w szczególności obcy jest usonański system polityczny nazywany fachowo „faszyzmem w białych rękawiczkach”. Parlamentaryzm imperialistów usonańskich nie jest i nigdy nie był żadną demokracją, bo ta jako ludowładztwo opiera się na wykonywaniu woli wyborców przez odwoływalnych przedstawicieli. Posłowie czy senatorzy nie są odwoływalni przez swych wyborców, nie są od nich zależni, podejmują decyzje sprzeczne z wolą społeczeństwa, a to jest istotna cecha dyktatury, faszyzmu, co nie ma związku z demokracją czy choćby jej pozorami. Dopóki poseł nie będzie delegatem swych wyborców całkowicie od nich zależnym finansowo i politycznie, dopóty o demokracji nie ma mowy. Ten ustrój to zbrodnicza farsa o faszystowskim charakterze, dyktatura z oszukańczymi u podstaw pseudowyborami, które mamią jedynie zniewolonych ludzi. Bo jak można  trzymać kogoś w więzieniu za to, że narzeka publicznie na rząd czy jego organy lub głupotę parlamentarzystów, tego wybielonego faszyzmu na wzór usonański.

    Zamknięte i strzeżone osiedla dla nowobogackich to nic innego niż aparthaid, gdzie biedota robi za murzynów, a ten co się dorobił, często nieuczciwie robi za ważnego białego faszystę. Biedny, często nie mając się w czym umyć, bo go nie stać na mydło i rachunek za wodę, w istocie podobny jest murzynowi, bo dzielnice nędzy i bezdomności to prawdziwe bautustany!!!! Za dokonywanie kradzieży, żywności z głodu należy dawać ludziom medale za bohaterską walkę o przetrwanie, a nie trzymać latami w klatkowych łagrach, gdzie czeka tylko psychiczne wyniszczenie i społeczna degradacja, wyzbycie resztek kultury i często doprowadzenie do zniszczenia rodziny i samobójstwa.

    Sąd to jaskinia zła. Samo ukończenie studiów prawniczych z pomocą rodzinnych pleców nie upoważnia do oceny cudzego postępowania ani nie daje zdolności do oceny cudzej winy. Wysoki iloraz inteligencji i duża empatia pozwalają to rozeznawać o wiele lepiej, co wykazuje zwyczajowo prawo i ludowe sądownictwo wielu cywilizacji. Należy gruntownie badać kandydatów na sędziów i prokuratorów, badać psychologicznie i psychiatrycznie, wielokrotnie i w warunkach półrocznej obserwacji, czy aby na pewno nie są odczłowieczonymi psychopatami żądnymi niszczenia ludzi w imię tzw. prawa, czy nie są ograniczeni umysłowo bądź z lekka paranoiczni.

    Paranoik jak wiadomo źle interpretuje fakty i błędnie, choć logicznie poprawnie uzasadnia przesłanki. Tak jak zboczeńcy seksualni, pedofile garną się do zawodu celibatowego klechy i do męskich seminariów, gdzie jest dużo chłopów, tak skrajni psychopaci garną się do zawodów takich jak sędzia, prokurator czy policjant, gdzie łatwo można krzywdzić innych z powodu własnej głupoty, bezmyślności, ograniczenia umysłowego i wrodzonej organicznej psychopatii, która przepisy stosuje ślepo i zawsze krzywdząco dla ludzi. Żądza zysku z łapówek to dodatkowa i typowa pokusa krzywdzenia niewinnych, jaka deprawuje i tak w większości przynajmniej psychopatycznych karierowiczów na sądowniczych (w tym prokuratorskich) posadkach, karierowiczów-psychopatów.

    Likwidacja klik adwokackich obliczonych na łapówkarsko-koleżeńskie układy z sędziami i prokuratorami, na których w istotny sposób sądowe bezhołowie polega. Stąd dziwne, idiotyczne i debilne wyroki. Za kradzież 20 mln dolarów wyroków nie ma, bo nikt nie chce aresztować biskupów i ich kochanków, a za kradzież 8 (słownie: ośmiu) złotych w damskiej torebce daje się i 8 lat więzienia bo to zdemoralizowana i rozbójnicza kradzież w postaci wyrwania torebki i ucieczki. Tyle, że torebka i 8 zł było własnością ciotki jakiegoś psychopatycznego faszysty, czyli prokuratora, a kradł biedak, który nie miał pieniędzy na łapówkę dla skorumpowanego i bezmyślnego, totalnie odczłowieczonego sądownictwa. To typowy obrazek bandyckiego sądownictwa, skorumpowanego i odczłowieczonego, złego sadownictwa, które represjonuje więzieniem tam, gdzie potrzebna jest jedynie szkolna nagana na apelu, tam, gdzie wychowywać trzeba, a nie oddawać do więzienia na wieloletnią degenerację, umysłu i psychiki.

    Klatkowe ściśle zamknięte więziennictwo jedynie degeneruje rozum, upośledza funkcje intelektualne, odczłowiecza brakiem dostępu do kultury i nauki, a co najwyżej pod celami edukuje w przestępczym fachu, nic więcej. Nic dziwnego, że w odczuciu i doświadczeniu normalnych ludzi system represyjnego zamkniętego więziennictwa to najbardziej szkodliwe społecznie zło, które pomnaża i rozwija pedalstwo i cwelowe gwałcicielstwo, wyjątkowe zboczenie, które pomnaża wszelkie patologie. Długotrwała przymusowa abstynencja płciowa w więzieniach rodzi jedynie chęć do wynaturzeń seksualnych, pomnaża i rozwija pedalstwo i cwelowe gwałcicielstwo wyjątkowe zboczenie, którego przyczyną jest głupota sądownictwa, głupota tego faszystowskiego systemu, represji.

    Jeśli prokuratorzy i sędziowie, a później dyrektorzy więzień i ich bezmyślny personel zamykają niewinnych, dają wyroki idiotyczne, to są też winni każdej chęci zemsty i odwetu, w jaką popadają osadzeni. A w tym dość licznym wypadku zawsze to będzie słuszny odwet i nieliczenie się z jakimkolwiek prawem bo i po co, jeśli sąd za swe bezprawie nie wisi jeszcze na szubienicy, gdzie jego miejsce. Tendencyjne ignorowanie dowodów i mataczenie spraw na niekorzyść podejrzanego, przetrzymywanie latami w aresztach, ot tak na wszelki wypadek, to poważne zbrodnie iście gestapowskiego i niewydolnego sądownictwa. Zamykanie zeznań na podstawie pomówień pojedynczych osób bez realnych dowodów, to obraz kompletnej patologii społecznej, jaką jest sądownictwo. Gnębienie ludzi niewygodnych za krytykowanie bandytyzmu i głupoty sądowniczej, to nie tylko zbrodnia sędziów na Konstytucji, ale właśnie typowy przejaw „faszyzmu białych rękawiczek”, usoństwa, które dla każdego narodu słowiańskiego jawi się jako okupacja.

    Typowe wynaturzenia psychopatyczne sędziego czy sędziny to ignorowanie wszystkiego, co zeznają oskarżeni i obrona, z wyjątkiem gdy mecenas adwokackiego biznesmonopolu opłaci już łapówką rozstrzygnięcie sądowe. Często im bardziej medialnie nagłośniona sprawa, tym mniej winny podejrzany i oskarżony, a bardziej ci, którzy łapówkami dla debilnych paparazzi dziennikarstwa nakręcają fikcyjne skandale. Media ponoszą dużą część winy, bo tuszują każdą zbrodnię sądową, udając, że nie wiedzą o łapówkarstwie, korupcji i o tym, że wyroki zależą od polityki doraźnej rządu i przekrętów medialnych, a nie od rzeczywistego i obiektywnego prawa, bo takiego prawa z ludzkim obliczem nie ma w ustrojach usonańskiego aparthaidu! Każdy sędzia i prokurator powinien być pod nadzorem niezależnych organizacji społecznych, a znaczna część paragrafów politycznego represjonowania ludzi z Kodeksu karnego musi zostać usunięta. Ci co się obrażają, powinni leczyć się w zakładach psychiatrycznych, a nie żądać by ich ofiary, mówiące o nich krytyczną prawdę siedziały w więzieniach za rzekome obrażanie uczuć i inne bzdety, które z punktu zdrowego rozsądku nie są przestępstwami, ani nawet wykroczeniami.

    Trzeba zaprzestać naruszać prawo człowieka do głoszenia prawdy, także o zbrodniczości aparatu zwanego wymiarem sprawiedliwości. Czas, aby każdego sędziego personalnie karać za zbrodnie, jakie popełnia na ludzkości. Szczególnie dla młodzieży, wychowanie następuje przez odpowiedni wzorzec, dobry przykład – stąd głupota i łapówkarstwo, zbrodnicze krzywdzicielstwo uprawiane przez sadownictwo na ludziach, wiedzie jedynie do upadku moralnego wszelkich wartości i jest antywychowaniem. Nie ma autorytetu, gdzie politycy to śmiecie, a sędziowie to skorumpowana i odczłowieczona klika pragnąca wykazać się w represjonowaniu biednych, głodnych i upośledzonych, niejako zastępczo, bo bogatych chroni, za odpowiednie pieniądze, a najbogatsze są wszelkie mafie, które zwykle wcale nie siedzą we więzieniach.

    Czas społecznych przemian i rewolucji, to zawsze czas rozliczenia korupcji sądowej, a ten czas nadchodzi wielkimi krokami. Tych co chcą mordować ludzi w imieniu prawa, ale odmawiają im legalnie eutanazji na żądanie z powodu własnej głupoty, tych trzeba w rewolucji zgładzić w pierwszej kolejności, albowiem są to psychopaci wyzbyci człowieczeństwa. Zwolennicy kary śmierci to wrogowie człowieczeństwa, którzy zamiast naprawiać jednostki patologiczne rzeczywiście, chcą jak w inkwizytorskim średniowieczu mordować przeciwników w imieniu prawa. A imię prawa zbrukane jest aparthaidem, faszyzmem i szatańską inkwizycją watykańską, która wymordowała lekko licząc 200 mln ludzi, w tym co najmniej 100 mln Indian w obu Amerykach. Imię prawa brukane jest codziennie nadmiernie długimi aresztami, które ciągną się latami rujnując bestialsko życie tysięcy ludzi rocznie, imię prawa brukane jest cierpieniem 30-40% ludzi, którzy siedzą w więzieniach niewinni. Jest to rozbój usonańskiej dyktatury nowobogackich i dorobkiewiczów, karierowiczów, psychopatów na słowiańskim społeczeństwie, które zawsze kierowało się zdrowym rozsądkiem i dobrymi zwyczajami, a nie odchrześcijańskim pijaństwem i psychopatycznymi dogmatami idiotycznych przepisów pseudoprawa, które w istocie jest politycznym rozbójnictwem na społeczeństwo. W czasie, kiedy cywilizowane społeczeństwa odchodzą od klatkowego rozboju więznienniczego, czas bandyctwo sądowe WYTĘPIĆ!

    Mohan Ryszard Matuszewski