Brak wpisów w tej kategorii.

Tag: joga

  • Dhjana – Medytacja

    Dhjana – Medytacja

    Czym jest Medytacja?

    Wiele rzeczy w życiu wymyka się spod naszej kontroli, jednak nasz własny umysł, manas jest obszarem, na który możemy mieć wpływ – jeśli tylko zechcemy. W buddyzmie, dżajnizmie czy hinduizmie uważa się pracę nad własnym umysłem za najważniejsze zadanie stojące przed człowiekiem i ludzkością. Buddyzm, sikkhizm i hinduizm uczą, iż jedynie dokonując trwałej transformacji własnego umysłu będziemy w stanie zaradzić takim ludzkim przypadłościom, jak strach, nienawiść, niezadowolenie, zazdrość, ospałość, zamęt w głowie i wiele innych. Za praktyczny środek do transformacji umysłu służy nam medytacja, czyli dhyana [dhyaana]. Buddyjskie jak staroindyjskie praktyki medytacyjne to nic innego, jak techniki wspierające rozwój koncentracji, jasności umysłu i pozytywnych uczuć, budzenie wewnętrznego światła duszy, jaźni, wewnętrznej istoty, czyli Aatmana, Purusza. Zagłębiając się w konkretnej praktyce dostrzegamy nawyki i zwyczaje rządzące naszym umysłem. Wgląd taki daje nam możliwość obrania nowego, pozytywnego kierunku rozwoju i przebudowania życia. Regularna i cierpliwa praktyka dhyana pozwala nam odkryć w sobie pokłady niewzruszonego spokoju oraz niewyczerpane źródła życiowej energii, dzięki którym nasze życie może zmienić się nie do poznania w bardzo pozytywnym sensie. Medytacja dodaje sił do życia, pomaga działać twórczo, podejmować właściwe decyzje życiowe, dokonywać sprawnych i kończących się sukcesem decyzji!

    Na przestrzeni wieków wedyzm, buddyzm czy hinduizm wykształcił niezliczoną ilość praktyk medytacyjnych tak dla osób początkujących jak i bardzo zaawansowanych. Wszystkie owe ćwiczenia praktyczne można by sklasyfikować jako trening umysłu, choć czasem znacząco się one między sobą różnią, głównie z uwagi na poziom zaawansowania i zaangażowania osób ćwiczących. U podstawy wszystkich praktyk określanych terminem medytacja, dhyana, leży jednak rozwój pozytywnego stanu umysłu i spokoju. Przyjaciele jogi i medytacji nauczają kilku podstawowych form medytacji rozwijających powyższe stany umysłu: Uważność Oddychania, Maitri Bhavana, medytację rozwijającą pozytywne emocje zwaną też w buddyjskiej jodze, Satkara czyli skupianie na zadanym temacie czy Pratyaya będąca podstawowym odczuwaniem i przeczuwaniem dla rozwoju intuicji. Techniki medytacyjne są bardzo proste, lecz samo czytanie o nich nie zastąpi doświadczonego i godnego zaufania nauczyciela czy przewodnika, Guru/h. Nauczyciel jest w stanie pokazać początkującemu, jak zastosować technikę w praktyce oraz poradzić, jak postępować, gdy pojawią się trudności, a także, co najważniejsze, doda otuchy i natchnie własnym przykładem.

    W ośrodkach i na odosobnieniach przyjaciół jogi i medytacji nauczają członkowie danej Wspólnoty Duchowej z wieloletnim doświadczeniem. Zajęcia oraz kursy na których medytacja dla początkujących jest prowadzona są otwarte dla wszystkich, niekoniecznie zainteresowanych sikkizmem, buddyzmem czy hinduizmem. Ludzie zwracają się ku medytacji z najróżniejszych powodów: niektórzy chcieliby się lepiej koncentrować przy pracy, na studiach czy w sporcie, inni poszukują spokoju ducha. Natrafiają też na medytację ludzie pragnący znaleźć odpowiedź na istotne pytania dotyczące życia. Regularna praktyka medytacji może pomóc im wszystkim. Najlepiej uczyć się medytacji oraz pogłębiać ją na kursach medytacyjnych oraz odosobnieniach duchowo zorientowanej jogi czy tantry, w szkołach takich jak Laja Joga. Jest tak dlatego, że w swej istocie medytacja jako dział praktyk duchowego rozwoju stanowi jeden z elementarnych stopni duchowej dyscypliny ludzkości znany jako JOGA! Zresztą nauka tak zwanych pozycji ciała, Asan Jogi służy do nauczenia się sposobów długotrwałego wykonywania medytacji i kontemplacji w pozycji lotosu oraz w innych dających głębokie rezultaty w postaci duchowej energii! Nie jest słusznym oddzielanie jogi od medytacji jak czynią zwesternizowani dyletanci nie mający o rozwoju wewnętrznym człowieka pojęcia, za wyjątkiem może jakiejś wstępnej potrzeby w formie przeczucia, co przypomina osoby, o których powiada się, że słyszeli, iż gdzieś dzwony biją, ale nie wiedzą gdzie!

    Taoistyczny Mistrz Chuaching Ni powiedział: Medytacja dla uzyskania spokoju jest jednym z aspektów duchowego rozwoju. Niekiedy jest czasem żniw, a niekiedy oczyszczaniem. To najważniejszy element duchowego doskonalenia. Nie można oddawać się medytacji, będąc nastawionym do niej sceptycznie. Sceptyk nie jest zdolny medytować w spokoju czystej energii. Skoncentrowanie się na tym, by objąć wszystko, jest podstawowym ćwiczeniem zwanym wu-wei, opisanym w Tao Te Ching. „Nic nie czynić” jest być może najbardziej fundamentalną właściwością medytacji. Medytację należy więc traktować jako formę chi gong uprawianą w pozycji siedzącej, stojącej, lub w ruchu.

    Medytacja staje się częścią kultury zachodniej i amerykańskiej. Czołowi amerykańscy sportowcy – koszykarze, korzystają z technik koncentracji zen. Medytacja jest wykorzystywana w treningu olimpijczyków – wioślarzy. Sekretarki praktykują medytację podczas południowych zajęć z jogi. Uprawiają ją uczestnicy kursów redukcji stresu. Medytacja jest wykorzystywana w zarządzaniu firmami, rozwijaniu nowych technologii, budowaniu pracy zespołowej. Nawet dzieci uprawiają medytację jako część swojego treningu karate w szkołach. Medytacja stanowi także olbrzymi dział psychoterapeutycznej nowoczesnej kontrkultury. Medytacją leczy się takie choroby jak: AIDS, astmę, bezsenność, bolesne miesiączkowanie, bóle głowy, chorobę serca, cukrzycę (obniża poziom cukru w cukrzycy typu II ), lęk, łuszczycę, nadciśnienie, niepokój, nerwicę, otyłość, przewlekły ból, raka, uzależnienia, zespół napięcia przedmiesiączkowego. Medytacja jest związana z redukcją stresu, daje poczucie stabilności, rozwija pozytywne podejście do życia, daje wewnętrzne poczucie spokoju, siły i spełnienia.

    Ludzie praktykujący medytację są mniej nerwowi, mniej agresywni, mniej podatni na depresję, mniej dominujący, mniej zahamowani, mają większe poczucie własnej wartości, są bardziej pewni siebie, bardziej usatysfakcjonowani, bardziej społeczni, bardziej stabilni emocjonalnie, bardziej polegający na sobie, bardziej ufający innym, są szczęśliwsi i zdrowsi niż osoby nie praktykujące medytacji. Poza tym są oni pełni zapału, entuzjazmu, gorliwości, witalności i radości życia, gdyż pogłębia się zdolność kochania i relacji z innymi ludźmi, a także mają dobre stosunki międzyludzkie. Cechuje ich wysoka zdolność funkcjonowania w codziennym życiu, a pokój i radość wypełnia ich życie. Mają wysoki standard etyczny życia, gdyż Medytacja daje głęboki spokój wewnętrzny, który jest stabilny nawet mimo przeciwności losu i nieszczęść, pozwala rozwinąć koncentrację oraz stabilność i siłę charakteru. Dzięki medytacji człowiek może rozwinąć w pełni swój potencjał. Osoby praktykujące medytację charakteryzują się wysokim poziomem sprawności w tym co robią. Są one szczególnie biegłe w sztuce, biznesie, zarządzaniu i innych zawodach. W USA i Kandzie oraz w Australii wychodzą czasopisma, które regularnie informują o postępie badań nad medytacją. Niestety większość badań nad medytacją jest przeprowadzana nad początkującymi praktykantami medytacji i nie oddają one w pełni bogactwa doświadczeń związanych z jej uprawianiem. Współczesne badania dają nam tylko pierwszy rzut oka na szczyt góry lodowej.


    Medytacja, a Joga

    Joga to system duchowy wyrosły w kulturze Indii i Himalajów. Jak jednak podkreślają niektórzy nauczyciele – joga jest wartością ponadnarodową i ponadreligijną. Joga jest bowiem odwiecznym, rozbudowanym i precyzyjnym systemem doskonalenia swojego ciała, psychiki, umysłu i ducha. W ostatnich dziesięcioleciach joga niewątpliwie cieszy się coraz większym powodzeniem na Zachodzie. Ten wzrostowy trend zainteresowania zauważa się od lat 70-tych XX wieku. Jednym z jej pierwszych popularyzatorów byli m.in. Beatlesi – słynna brytyjska grupa muzyczna, którzy interesowali się naukami mistrza Maharishi Mahesh Yogi. Lata siedemdziesiąte były jednak z wielu innych powodów okresem zwrócenia się ku duchowości – m.in. ku duchowości Wschodu, ku tantrze i jodze. Styl życia, który rozwijał się na Zachodzie po drugiej wojnie światowej, zbyt mocno zwrócił się ku konsumpcji i ateistycznemu materializmowi. Zaowocował to powszechną utratą sensu życia, upadkiem tradycyjnych systemów religijnych, a w skutku wzrostem depresji i psychoz społecznych. Ponadto – rozwijający się postęp techniczny wcale nie przyniósł ludzkości obiecanego raju i wolności od chorób, a wręcz przeciwnie – przyniósł w tamtym okresie widmo zagłady nuklearnej i nasilenie strachu przed zagładą. Jest to skutek niewłaściwego kierunku postępu technologicznego, który dotąd nie liczył się ani z przyrodą ani z człowiekiem, co zaowocowało nurtem ekologiczno-medytacyjnym pragnącym powrotu do Natury!

    Zatem autentyczna joga, a co za tym idzie i medytacja, stała się wielkim odkryciem, szansą i dopełnieniem zdobyczy kultury i duchowości Europy. Ciekawostką jest to, iż zasadniczo żadne systemy duchowe czy ezoteryczne Europy nie mają tak naprawdę pochodzenia europejskiego. Chrześcijaństwo, które kojarzy się nam jako rdzennie europejska tradycja wywodzi się przecież z Azji Mniejszej, a Judea, z której pochodził Jezus leży na Półwyspie Arabskim (Azja Mniejsza), podobnie jak Babilonia, Syria itd. Dlaczego zatem w latach siedemdziesiątych joga byłą tak wielkim dla kultury zachodu odkryciem? Prawdopodobnie dlatego, że Europejczycy, w procesie europeizacji chrześcijaństwa, stopniowo zapominali i zagubili coraz więcej jego aspektów duchowych. Dowodzi tego choćby historia Europy i chrześcijaństwa. Z postaw typowo duchowych, gdzie liderami wspólnot byli natchnieni Duchem Świętym pneumatycy i wędrowni święci, chrześcijaństwo – w procesie europeizacji – stało się bardziej instytucją formalną, stosunkowo odległą od bezpośredniego doświadczania duchowości. Inkwizycja zresztą konsekwentnie niszczyła wszelkie oazy przedchrześcijańskiej duchowości celtyckiej i mitraickiej, co doprowadziło do stanu tak patologicznego, że zachodni mnisi chrześcijańscy tacy jak benedyktyni nie mając nic duchowego do zaoferowania potrzebującym ludziom zwrócili się do praktyki buddyzmu zen na naukę, aby móc konkurować w dziedzinie nauczania podstaw medytacji z rozpowszechniającym się wszędzie buddyzmem, co tak czy owak na Wschodzie nazywane jest grzechem kradzieży Dharmy!

    O ile we wczesnym chrześcijaństwie powszechnym zjawiskiem są najróżniejsze nadnaturalne fenomeny duchowe – takie jak uzdrawianie, lewitacja i manifestowanie mocy duchowych, to z czasem stają się one tylko wspomnieniem, a żywe i intensywne doznania duchowe zastępuje formalne wyznawanie dogmatów. Jednak formuły słowne bez ducha są niczym ciało bez duszy, o czym uczył sam Jezus Chrystus, który zresztą edukację zdobywał w Egipcie, Chaldei, Persji, Indii i Tybecie, co powszechnie jest wiadomym z bardzo wielu źródeł historycznych. Dlatego właśnie wiele osób Zachodu odkryło, że sfera mistycznych doznań Ducha, która w kulturze Zachodu stała się jedynie wspomnieniem o dawnych świętych, jest nadal żywa w wielu tradycjach jogi, takich jak Laja Joga czy Krija Joga. Indyjscy mistrzowie wielokrotnie prezentowali swoje umiejętności i panowanie nad procesami ciała (np. zwalnianie lub zatrzymywanie akcji serca), psychiki i ducha. W świetle jogi i duchowości Wschodu, chrześcijaństwo mogło stać się na nowo zrozumiale, jako jeden z założenia wielkich systemów duchowych, a nie sam tylko zlepek martwych dogmatów o charakterze teologicznego bełkotu, co jest nieszczęściem inkwizycji i cenzurowania dzieł mistycznych pod zarzutem herezji czy sekciarstwa.

    Obecnie joga znalazła sobie całkiem trwałe miejsce w kulturze Zachodu. Wiele osób w celach zdrowotnych uprawia hatha jogę – asany (postawy ciała) wykonywane w stanie skupienia i wewnętrznego rozluźnienia. Część ludzi praktykuje pranajamę – jogiczne techniki oddechowe o działaniu uzdrawiającym i przygotowującym do bardziej zaawansowanych medytacji. Rozwija się także radża joga (joga królewska) oparta na koncentracji i medytacji, czy laja joga i kundalini joga – oparte na pracy z czakrami (centrami energii psychicznej) i energią kundalini. Nie wydaje się, aby joga była w jakimś szczególnym konflikcie z kulturą zachodu i jego religiami odchrześcijańskimi. Oczywiście – jej fanatyczni przeciwnicy uważają, że tak jest – że jest obca i nieeuropejska, co jest absurdalne i niemoralne, gdyż niszczy życie duchowe tysięcy i milionów ludzi w różnych krajach. Warto jednak zdać sobie sprawę, że także chrześcijaństwo ma swoje korzenie poza Europą, zatem byłoby nieeuropejskie wedle tych samych apologetów antyduchowej inkwizycji, czyli w sumie ateizmu i upadku religijności. Pierwotne ideały mistyków wczesnochrześcijańskich odrodziły się X-XIII stuleciu pod parasolem islamu i znane są jako sufizm czy sufi, które jest zwane jogą Bliskiego Wschodu!

    Wiele jednak osób pod wpływem jogi interesuje się medytacją, gdyż joga na zaawansowanym poziomie to bhavana i dhyana, medytacja. Jest ona ważnym filarem wszystkich systemów duchowych, i także w chrześcijaństwie wszyscy wielcy mistycy i święci uprawiali bądź to pogłębioną modlitwę kontemplacyjną, bądź medytację. Medytacja wchodzi zresztą w skład reguł wielu zgromadzeń ezoterycznych, hermetycznych, okultnych czy zakonnych – jak choćby stanowi ona nawet, obok pracy, podstawę reguły benedyktyńskiej! Medytacja występuje w jodze bądź to w systemie radża jogi, gdzie szczególnie podkreślony jest jej aspekt koncentracji, silnej woli i opanowania, bądź w takich systemach jak np. dźniana joga, czy krija joga. W systemie krija jogi nauczanym przez linię wywodzącą się od Nagaradźa Babadźi i Jogananda medytacja oparta jest bardziej na kontemplacji miłości (niż na koncentracji i wysiłku) i w większym stopniu ma ona charakter pozawysiłkowy (tzw. medytacja uważności), co zbliża to ujęcie to tybetańskiej tradycji Dzogczen. Z kolei dźnana [dźńaana] joga to inaczej „joga mądrości” – jej ujęcie jest dosyć zbliżone do nurtów buddyzmu – tzn. bazuje na wglądzie – poznaniu niedefiniowalnej podstawy rzeczywistości na drodze bezpośredniego wglądu duchowego, na podstawie wizji weryfikowanej przez bardzo doświadczonych mistrzów, ekspertów tradycji jogi.

    Bardzo interesującym nurtem królewskiej radża jogi jest karma joga, czyli joga bezinteresownego działania – droga oczyszczania swojej karmy (egoistycznych zaciemnień) poprzez bezinteresowną służbę innym. Bezinteresowne działanie jest jogą, ponieważ za podstawę bierze sobie nie tyle egoistyczne i neurotyczne poczucie oddzielenia od innych, ale otwarcie się na jedność płynącą z duchowego źródła. Karma jogi naucza Gopala Kryszna na kartach Bhagavad Gity, naucza Mahavatar Babaji, także Sai Baba – słynny indyjski nauczyciel o właściwościach cudotwórczych. Mistrz ten propaguje ścieżkę karma jogi i bhakti jogi (duchowego oddania Bogu). Joga z jej bogatą tradycją medytacyjną bez wątpienia jest niezwykle cenną podstawą i dopełnieniem, ukoronowaniem dla jałowej i prymitywnej kultury Zachodu. Człowiekowi, który całkowicie zwrócił się w szukanie szczęścia jedynie na zewnątrz – wskazuje wartości, które tkwią także w jego wnętrzu i wnętrzu innych ludzi. Przywraca takie wartości jak miłość, spokój, wewnętrzny pokój i przebaczenie. Dzięki jej metodom nauka o powszechnym miłowaniu bliźniego może wyjść spoza sfery czystej teorii i stać się naturalną częścią naszego codziennego doświadczenia. Joga najprościej może być scharakteryzowana jako praktyka skupienia. Zazwyczaj jesteśmy rozproszeni przypadkowymi myślami. Joga jest rozwojem pełnego skupienia i powrotem do pełnej obecności, a karma joga, bhakti joga i dźnana [dźniana] joga to w istocie trzy dopełniające się początkowe etapy królewskiej radża czy lepiej radźa jogi i innych esencjonalnych ujęć Ścieżki, Margi.


    Przygotowanie

    Siedząc w pozycji medytacyjnej ze skrzyżowanymi nogami znanej jako Sukhasana, powinniśmy być rozluźnieni, lecz jednocześnie wyprostowani. Najlepiej siedzieć na poduszce ze skrzyżowanymi nogami, ale jeśli jest to zbyt trudne, można też usiąść na poduszce okrakiem albo na niskim krześle. Następnie zamykamy oczy, rozluźniamy się i kierujemy uwagę ku swoim odczuciom. Skupienie się na przepływających odczuciach to tak zwana Pratyaya, podstawa dla rozwoju intuicji i prekognicji! Nie zapominajmy, że w przygotowaniu do medytacji pracujemy właśnie ze swoim obecnym doświadczeniem, tym, co w danym momencie odczuwamy. Warto spędzić trochę czasu przed rozpoczęciem praktyk przedmedytacyjnych siadając, zwalniając wewnętrzne tempo życia i rozluźniając się. Także łagodne rozciąganie się może nam w tym pomóc przygotować się do tego czym jest medytacja. Ludzie, którzy utracili biologicznie naturalną łatwość siedzenia w siadzie skrzyżnym, tureckim, z podwiniętymi nogami i prostym tułowiem, powinni zadbać o ćwiczenia ciała doprowadzające ciało do użyteczności jeśli chodzi o głębsze praktyki wewnętrzne!


    Uważność oddychania

    Jak sama nazwa wskazuje w „uważności oddychania” obiektem koncentracji jest oddech. Koncentracja na oddechu uświadamia nam notoryczną skłonność naszych umysłów do przeskakiwania z jednej rzeczy na drugą. Wytrwałe ćwicząc się w uważności oddechu powracamy do chwili obecnej, pełniej ją przeżywamy, dostrzegamy i doświadczamy też wyraźniej, jakie kryje w sobie bogactwo doświadczeń. Jest to sposób na rozwijanie w sobie świeżości i otwartości umysłu, a idąc dalej, również intensywnych stanów umysłu zwanych dhyana, które to są dopiero właściwym stopniem medytacji! Medytacja ta składa się z czterech etapów, pozwalających nam osiągnąć niezwykle przyjemny stan koncentracji. Na początek wystarczy sześć minut [jedna ósma Muhurty] na każdy etap. W pierwszym etapie liczenie ma nam pomóc w skupieniu na oddechu, w utrzymaniu uwagi na procesie oddychania. Po wydechu liczymy „raz”, następnie wdech, kolejny wydech, i liczymy „dwa”, w ten sposób aż do dziesięciu, po czym zaczynamy od początku. Jeśli się zgubimy, też zaczynamy od jednego. W drugim etapie liczymy na moment przed wdechem. Jak w poprzednim etapie liczymy tak od jednego do dziesięciu, a potem od początku. W trzecim etapie przestajemy liczyć i obserwujemy jedynie przypływanie i odpływanie oddechu mając świadomość jaką ilość oddechów wykonujemy, bądź odliczając cykl na rudrakszowych koralikach różańca jako na liczniku. W ostatnim, czwartym etapie zawężamy koncentrację do miejsca w okolicy koniuszka nosa lub nozdrzach, gdzie przy każdym wdechu po raz pierwszy odczuwamy strumień wchodzącego powietrza, i miejsce gdzie opuszcza ono ciało. W istocie etapy te, to procesy pomocnicze w nauczeniu się odczuwania drogi oddychania w skupieniu, które musi być ostatecznie wolne od napięć i zamyśleń czy odlotów, które uważane są za generalnie szkodliwe dla psychiki. Fizykalnie jest to zbiór prostych instrukcji dla uwolnienia się od pomieszanych stanów beta (13-35 Hz) i osiągnięcia zrelaksowanego skupienia znanego jako stan alfa (8-12 Hz) fal mózgowych!


    Medytacja rozwijająca pozytywne emocje

    Maitri Bhavana to kontemplatywne wytwarzanie, wywoływanie stanu życzliwości, przyjaźni i sympatii, doskonale znane z katalogu praktyk medytacyjnych jakim jest traktat Jogasutra napisany przez Mistrza Patańjali. Jest to jedno z najstarszych pojęć jogi i tantry odnoszące się do tego czym jest medytacja, a raczej podstawa medytacji, pojęcie zaadaptowane przez Gautama Buddha dla jego kombinacji Siddha i Raja Yogi zwanej dziś buddyzmem. W oryginale buddyjskim, czyli w języku palijskim, ta praktyka nazywa się metta bhavana. Metta znaczy „miłość”choć nie ta romantyczna, a raczej jako „przyjazne uczucia” albo „dobroć”, dlatego nazywamy ją tutaj „medytacją rozwijającą pozytywne emocje”. Maitri to uczucie przyjaźni, życzliwości, sympatii, akceptacji, miłowania – coś, co odczuwamy w sercu, a Bhavana natomiast oznacza rozwój lub kultywowanie czy wywoływanie. Najczęściej spotykana forma tej medytacji składa się z pięciu etapów, a każdy z nich powinien trwać w przypadku początkujących około pięciu czy sześciu minut.

    1. W pierwszym etapie odczuwasz maitri dla siebie samego. Bądź świadom/a swego ciała i uczuć, a następnie zwróć uwagę na pojawiające się poczucie spokoju i wewnętrznej równowagi. Koncentrując się na nim, możesz je wzmocnić oraz nabrać zaufania we własne siły. A od poczucia własnej siły już tylko krok do pozytywnego uczucia, do miłości do siebie. Możesz się posłużyć jakimś obrazem lub symbolem, który do ciebie przemawia, wyobrażając sobie na przykład, że przenika cię białe czy złote światło, lub powtarzając w myślach zdanie takie, jak „życzę sobie dobrze, oby mi się wiodło jak najlepiej” – eksperymentując możesz odnaleźć metodę, która najlepiej stymuluje w tobie uczucie maitri dla siebie. Ćwiczenie jedynie tego początkowego etapu doprowadziłoby jednak do egoizmu i narcyzmu, co zdarza się osobom, które ćwiczą w celach terapeutycznych lub użyły praktyki dla swych narcyzowych potrzeb!

    2. W drugim etapie przywołujemy na myśl dobrego przyjaciela lub przyjaciółkę. Staraj się ich sobie wyobrazić jak najżywiej, jakbyś ich miał przed sobą i przypomnij sobie ich pozytywne cechy. Poczuj swą więź z tą osobą, pozytywne uczucia, które dla niej żywisz, a następnie pozwól by narastały twoim w sercu. Ponownie możesz powtarzać w myślach do siebie: „życzę mu/jej dobrze, życzę mu/jej jak najlepiej” lub posłużyć się symbolem, jak słoneczne światło płynące z twojego serca ku sercu tej osoby. Podobnie możesz postępować w kolejnych dwóch etapach czy raczej częściach praktyki.

    3. Następnie przywołaj na myśl osobę, dla której nie żywisz żadnych silnych uczuć: ani jej specjalnie nie lubisz, ani przeciwnie, słowem osobę bardziej „neutralną” lub stosunkowo obojętną. Może to być ktoś, kogo nie znasz, ale widujesz dość często. Postaraj się wytworzyć w sobie uczucia maitri dla tej osoby – pomóc w tym może ci refleksja nad faktem, że też jest człowiekiem.

    4. Teraz pomyśl o kimś, kogo nie lubisz. Staraj się nie popaść w spiralę nienawiści, lecz widzieć także pozytywne strony charakteru tej osoby, które na pewno ma i ślij jej lub jemu swoje uczucia maitri. Posyłaj tej osobie białe światło, które rozpuszcza jej negatywne cechy, a wzmacnia i budzi cechy pozytywne! Intencja rozpuszczania cech negatywnych musi być silna, aby światło posyłane do osoby złej nie było przez nią wykorzystywane dla wzmacniania jej/jego negatywnych czy szkodliwych cech!

    5. W ostatnim etapie na początek zbierz wszystkie cztery osoby razem (siebie, przyjaciela, osobę obojętną oraz nielubianą) tj. wyobraź je sobie i obdaruj je swym uczuciem maitri po równi. Następnie rozszerz jej zasięg na ludzi wokół ciebie, w twoim sąsiedztwie, mieście, kraju itd., aż obejmie ona cały świat i wszystkie istoty. Poczuj jak fale pozytywnych uczuć wypływają z twojego serca ku wszystkim istotom wszędzie. Powoli „wycisz” całą medytację i zakończ ją. Pamiętaj, że jest to prosta praca ożywiania jednego z czterech podstawowych uczuć osób wchodzących na duchową drogę, gdzie dalej rozwija się uczucia takie jak karuna (współczucie), mudita (radość), upeksza (spokojne karcenie zła)! Praktykując je rozwijamy w sobie zdolność do koncentracji, uważność oraz pozytywne emocje, czyli właściwości będące podstawą medytacji. Zaczynają również praktyki medytacyjne rozwijające wgląd takie, jak refleksja nad nietrwałością sześciu żywiołów składających się na umysł i ciało.


    Medytacja Zdaniem Mistrzów
    O medytacji mistrzowie powiedzieli:

    Mahavatar Kriya Babaji: Prawdy szukaj w medytacji, a nie w zakurzonych księgach. Aby ujrzeć księżyc, patrz w niebo, a nie w sadzawkę! – Khalil Gibran: Nauczyciele często są jak szyby: pozwalają widzieć prawdę, ale oddzielają od rzeczywistości. – Paulo Coelho: Jak strumienie i rośliny, dusze także potrzebują deszczu, ale deszczu innego rodzaju: nadziei, wiary, sensu istnienia. Gdy tego brak, wszystko w duszy umiera, choć ciało nadal funkcjonuje. – Mistrz Szeng-Jen „Bęben Dharmy”: Stosunkowo niewielu ludzi zdaje sobie jednak sprawę, iż do rozpoznania nietrwałej i iluzorycznej natury codziennego życia potrzebna jest poważna codzienna praktyka. Nie wystarczy tylko posłuchać czyiś słów, przeczytać książkę lub dojść do intelektualnego zrozumienia tej prawdy. O praktyce medytacji słyszało wielu, ale niewielu chce się jej naprawdę poświęcić. Jeszcze trudniej spotkać kogoś, kto praktykuje, budzi się ze snu i zamiast zapaść weń z powrotem, w końcu urzeczywistnia swą własną naturę.

    Medytacja najczęściej kojarzona jest słusznie z jakimiś wschodnimi i nieco egzotycznymi praktykami. Niektóre strony internetowe i publikacje, niestety zwykle paranoidalno-inkwizycyjne, straszą swoich czytelników tym słowem, twierdząc, że są to praktyki związane z przynależnością do jakiejś sekty, dokonując tym przestępczej psychomanipulacji na społeczeństwie. Wśród wielu różnych rodzajów medytacji istnieją również takie, które są związane z różnymi religiami jak buddyzmem czy hinduizmem, ale istnieje też wzorowana na metodach orientalnych medytacja chrześcijańska, praktykowana w wielu klasztorach. Osoby świeckie również mogą się jej nauczyć i czerpać pożytek z medytowania i wglądu. Zainteresowanych zachęcamy do poszukania informacji na ten temat u kompetentnych nauczycieli jogi, tantry czy ajurwedy. W tym tekście nie zajmujemy się zbyt szczegółowo technikami medytacyjnymi, ponieważ nie ma jednego, właściwego dla wszystkich sposobu przygotowania do medytowania. Każdy musi samodzielnie znaleźć sposoby, które mu najbardziej odpowiadają, a żeby je znaleźć powinien poznać różne szkoły ezoteryczne i wypróbować która z nich najbardziej mu odpowiada, a to z uwagi na poziom rozwoju własnej duszy, jaźni. Można i od początku trzeba medytować siedząc, można też stosować medytację aktywną, w ruchu, taką jak z ćwiczeń Tai-Chi czy Kalaripayat. Przegląd podstawowych używanych technik medytacyjnych można zaleźć na warsztatach dobrych liderów jogi, tantry czy ajurwedy.

    Bez praktykowania medytacji jak powszechnie wiadomo nie ma rozwoju wewnętrznego. Nigdy nie poradzimy sobie ze swoimi problemami, jeśli nie nauczymy się i nie nabierzemy nawyku regularnego wyciszania się, skupienia i koncentracji. Wszystkie problemy życiowe biorą się generalnie ze splątania emocjonalnego, mentalnego i duchowego. Jak myślimy, tak żyjemy, a w naszym życiu realizuje się tylko to, czego się boimy i w co głęboko wierzymy, a czasem to, czego dla nas chcą inni. Problem polega na tym, że często w ogóle nie mamy pojęcia o tym, w co naprawdę wierzymy, ponieważ niektóre przekonania są głęboko ukryte w podświadomości i nie mamy z nimi świadomego kontaktu. Czasem wystarczy jedno niefortunne zdanie wypowiedziane przez naszych rodziców lub inne autorytety, żeby zablokować nasz rozwój na długie lata, a nawet na całe życie. Podświadomość małego dziecka chłonie wszystko bezkrytycznie, a słowa rodziców i innych dorosłych, nawet zupełnie niemądre, przyjmuje jak boskie objawienie. Z drugiej strony często nie wierzymy naprawdę w to, w co według naszych przekonań wierzymy i w co wierzyć powinniśmy. Są to tylko deklaracje słowne lub nawet samooszukiwanie się, jak to widać na podstawie patologii w dużych systemach tradycyjnych religii.

    Żeby osiągnąć cel musimy się wyciszyć, ponieważ tylko w głębokiej ciszy i spokoju usłyszymy głos prawdy. Możemy wtedy usłyszeć głos naszego Anioła Opiekuna, Strażnika, którego ma każdy z nas, naszej Wyższej Jaźni, Aatmana, Puruszy lub samego Boga, Mahadeva. Oczywiście jeśli ktoś jest pełen lęku, może usłyszeć głos, którzy weźmie za głos diabła, lecz będzie to tylko manifestacja jego własnych obaw i niewłaściwych wierzeń. Medytacja jest doskonałą metodą samouzdrawiania, zarówno ciała jak i psychiki, dlatego coraz częściej praktykowana jest w szpitalach i w procesie psychoterapii. Wielu autorów taką uzdrawiającą życie, ciało i umysł medytację nazywa „medykacją”. Choroby, podobnie jak życiowe niepowodzenia, są najczęściej rezultatem niewłaściwego myślenia, stresów oraz hałasu, które stały się nieodłączną częścią naszego życia i dlatego najłatwiej, najbezpieczniej i najzdrowiej jest się ich pozbyć bez leków, praktykując odpowiednią medytację.

    Każdy z nas jest świątynią Boga i ma moc uzdrawiania siebie samego, chociaż o tym nie wie z powodu ignorancji, ściemnienia czy błędnej edukacji szkolnej. Dlatego jest  wielka potrzeba aby chodzić i szukać kogoś jest Guru/h, kto potrafi nawiązać kontakt z Bogiem i leczyć, kto pomaga zajrzeć do własnego wnętrza i tam, w głębi duszy pomaga znaleźć rozwiązanie problemów. Zadaniem medytacji jest nawiązanie kontaktu ze swoją własną boskością zwaną duszą czy wyższą jaźnią. Każdy z nas jest pierwotnie cząstką Boga, ale niewielu ma tego świadomość, a jeszcze mniej umie z tego korzystać. Wmówiono nam, że jesteśmy nieczyści, niedoskonali i niegodni, a przez to bardzo oddaleni od Boga. Osoby zniewolone przez upadającą religię uważają mówienie o własnej boskości za herezję i arogancję i potępiają takie praktyki. Większość z ludzi nie czuje się godna, żeby bezpośrednio kontaktować się z Bogiem czy Aniołami (Deva). Sprawia to, że jesteśmy jak niekochane dzieci, odtrącone i wzgardzone przez rodziców. Jest to paradoksalnie dziwne, zważywszy że religia powołuje się stale na słowa Jezusa, a Jezus nauczał przecież, że Bóg nas kocha i troszczy się o nas.

    Bóg, Anioły (Devas) i uzdrawiające energie są wszędzie wokół, a najwięcej jest ich oczywiście w otoczeniu przyrody i tam najłatwiej jest nawiązać z nimi kontakt. Dlatego pobyt na wakacjach ma taki dobry wpływ na zdrowie – gdybyśmy urlop spędzali w mieście nie czulibyśmy się równie dobrze, jak po pobycie na wsi lub w innym cudownym miejscu. Jednak i w mieście możemy sobie poradzić, bo wystarczy znaleźć spokojny kąt w mieszkaniu, poprosić rodzinę o zrozumienie (a więc nie przeszkadzanie przez ok. 24 minuty) i regularnie w nim praktykować. A jeszcze lepiej jest medytować wspólnie, całą rodziną czy z kilkoma wiernymi przyjaciółmi. Najskuteczniejsza jest medytacja praktykowana 2 razy dziennie, rano i wieczorem, po 24 lub 48 minut. Niestety, nie zawsze jest to dla wszystkich możliwe, więc z konieczności można ograniczyć się do jednego razu, bo lepiej choć raz na dobę a dobrze, niż wcale. Pory świtu i zmierzchu uchodzą za energetycznie najkorzystniejsze dla bardziej uzdrawiających i rozwijających praktyk medytacji!

    Na początku najwięcej kłopotu może sprawić zapanowanie nad chaotyczną aktywnością umysłu określaną jako stan beta fal mózgowych. Ludzie są  przyzwyczajeni do tego, że ich umysł cały czas jest czymś zajęty. Jeśli nie jest, to jego aktywność przejawia się nieustającym „wewnętrznym gadaniem”, z którego często w ogóle człowiek nie zdaje sobie sprawy. To wewnętrzne gadanie towarzyszy nam stale, przez co przyzwyczajamy się do niego i przestajemy je zauważać. Myślenie wymaga dużo energii, tak więc ta niepotrzebna aktywność w stanie beta bardzo ludzi wyczerpuje. Niektórzy mają umysły gadające nawet w nocy, gdy powinni spać i wypoczywać. To już jest bardzo niebezpieczny objaw i ostatni moment, żeby coś z tym zrobić. Taki stan grozi problemami ze zdrowiem psychicznym i nie wolno go lekceważyć! Tak więc na początku musimy nauczyć się opanowywać swój umysł, chociaż nic na siłę, bo może być jeszcze gorzej u osób które już popadły w głębokie patologie umysłowe i psychiczne. To na czym się koncentrujemy rośnie w siłę i materializuje się, tak więc koncentrowanie się na walce zwiększa opór „wroga”. Są różne sposoby radzenia sobie z tym problemem.

    Siadamy z zamkniętymi oczami w wyprostowanej i wygodnej pozycji i staramy się zrelaksować, to znaczy rozluźnić mięśnie i wyciszyć umysł. Szczególnie zwracamy uwagę na mięśnie wokół oczu – gdy one są rozluźnione, rozluźnia się też cała reszta twarzy. Można skupiać się na oddechu, np. wdychając powietrze jedną dziurką, a wydychając drugą, licząc oddechy lub starając się dyskretnie obserwować, jak powietrze wchodzi do nosa i z niego wychodzi. Możemy też zastosować metodę zwaną „stop”. Gdy zorientujemy się, że nasz umysł zaczyna produkować niepotrzebne myśli mówimy „stop” i staramy się utrzymać stan relaksu z wolnym od przypadkowych myśli umysłem. Można medytować z mantrą (którą można dostać od autentycznego Guru/h) lub bez, w grupie lub samotnie. Sposobów jest wiele, jednak praktyka w chociaż kilkuosobowych grupach jest niezbędną podstawą nawet dla wysoko zaawansowanych w praktykach medytacyjnych.

    Po osiągnięciu stanu wyciszenia i głębokiego relaksu powinniśmy poprosić naszą Duszę, Wyższą Jaźń lub samego Boga (Anioła) o pomoc w rozwiązywaniu i pokonywaniu życiowych trudności i w dążeniu do osiągnięcia wyższego rozwoju duchowego oraz wyższej świadomości. Jest to rodzaj modlitwy, ale w niczym nie przypomina ona powszechnie stosowanego klepania próśb, czy pacierzy. Taka modlitwa jest naprawdę skuteczna, i nie ma na początek znaczenia, czy nawiązaliśmy kontakt ze swoją własną Nadświadomością, Aniołem Stróżem czy Bogiem. Natomiast w ciągu całego dnia powinniśmy starać się panować nad naszym myśleniem, nie pozwalać umysłowi na niepotrzebną aktywność, szczególnie na negatywne myślenie czy emocje oraz kierować swoją uwagę na pozytywną stronę rzeczywistości. Nawet jeśli dzieje się coś, co wydaje się złe, należy pamiętać, że na Ziemi nic nie jest tylko złe, ani tylko dobre. Mądry lud wymyślił przysłowie „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” i to powinno być mottem naszego życia. Po pewnym czasie okaże się, że praktyki medytacji odmienią nasze życie i przywrócą lub pozwolą zachować zdrowie.


    Medytacja Naukowo

    Medytacja może być potraktowana jako jedna z najstarszych terapii ciało-umysł, czyli terapii psychosomatycznych. Obecnie coraz bardziej zwraca się uwagę na wpływ umysłu człowieka na stan jego zdrowia, dlatego niejednokrotnie podkreśla się ogromną wartość terapeutyczną i leczniczą medytacji. Jednym z najprostszych wyjaśnień mechanizmów jakie zachodzą podczas medytacji jest teoria o równoważeniu się układu sympatycznego i parasympatycznego. O ile działanie układu sympatycznego jest ważny w sytuacjach wymagających wysiłku i mobilizacji, to działanie układu parasympatycznego pełni bardzo istotną rolę w procesie regeneracji całego ludzkiego organizmu. Medytacja, na poziomie autonomicznego układu nerwowego, stymuluje aktywność układu parasympatycznego, poprzez co przyspiesza i zwiększa poziom regeneracji organizmu. Chociaż funkcja ta jest bardzo ważna jeżeli chodzi o zdolności do odpoczynku fizycznego i psychicznego, to jednocześnie pełni bardzo istotną rolę w naszej zdolności do mobilizacji – im jesteśmy bardziej zregenerowani, tym poziom naszej skuteczności podczas mobilizacji jest wyższy.

    W praktyce zatem, medytacja może być zarówno narzędziem do uwolnienia się od nadmiaru stresu i doświadczenia wewnętrznego spokoju, jak i jest środkiem sprzyjającym naszemu sprawnemu funkcjonowaniu w codzienności. Medytacja uczy bowiem osiągania optymalnego stanu napięcia, bowiem kiedy nadmiernie czegoś chcemy, tak iż nas to przesadnie spina czy wręcz paraliżuje, wtedy, pomimo włożenia bardzo dużej ilości energii – osiągamy mierny rezultat. Optymalny rezultat osiągamy przez wypośrodkowany poziom napięcia i pobudzenia poprzez równowagę pomiędzy mobilizacją, a relaksacją, napięciem, a odprężeniem. Wtedy nasz autonomiczny czyli podświadomy, niezależny od świadomych myśli układ nerwowy funkcjonuje optymalnie wydajnie, co oznacza, że nasza życiowa energia osiąga swoją optymalną drożność. Odkryto bardzo dużą wartość medytacji w leczeniu wszelkich chorób przewlekłych, m.in. chorób układu krążenia, należących do najpoważniejszych chorób cywilizacyjnych. Regularne uprawianie medytacji zwiększa odporność organizmu, poprzez co zmniejsza się ogólna zachorowalność. Niektóre badania sugerują, że zdarzają się nawet przypadki remisji raka (choroby nowotworowej) na wskutek głębokiego praktykowania medytacji.

    Medytacja wpływa na działanie ośrodkowego (centralnego) układu nerwowego, na co wskazują zmiany w wykresach fal EEG oraz badania metodą skaningową. Ponadto stwierdzono także jej wpływ na układ hormonalny, m.in. stwierdzono zwiększenie się poziomu melatoniny i DHEA, a spadek poziomu kortyzolu i TSH. W niektórych państwach, m.in. w USA, Kanadzie, Australii, Indii czy Wielkiej Brytanii, powstają rządowe programy wdrażania terapii poprzez medytację przy leczeniu chorób przewlekłych. Optymalnym stanem rzeczy byłoby, gdyby osiąganie równowagi wewnętrznej pomiędzy pobudzeniem a hamowaniem, pomiędzy reagowaniem na stres, a zrelaksowaniem się, jaką daje medytacja, stało się regularnym elementem współcześnie stosowanych technik w przypadku zaburzeń fizycznych i psychicznych. Medytacja jest znajdywaniem równowagi pomiędzy własnym staraniem się o to, by było dobrze, pomiędzy zabieganiem o przebieg spraw i tor naszego życia, a współpracą z wyższymi duchowymi siłami kosmosu nazywanymi Bogiem, Absolutem, Nieskończonością, itp. Medytujący, będąc na poziomie swojego „ja” i świadomości, jednocześnie otwiera się na podświadome rezerwuary energii życia, jak i nadświadome światło Ducha.

    Pojęcie „świętość”, które jest w istocie bardzo bliskie znaczeniowo słowu naturalność, jeżeli mamy na uwadze pełną duchową naturalność – sięgającą jądra naszej egzystencji, a nie jedynie naturalność biologiczną – może być czasami metodycznie przedstawione jako stan „nie-ja”. Jak zwracają uwagę wielcy praktycy medytacji „nie-ja” w istocie jest bliskie pojęciu „prawdziwe ja”, bo kiedy rozluźniamy wszystkie napięcia na punkcie naszych opinii, lęków, niechęci, kiedy pozwalamy sobie na odczucie, w wewnętrznej ciszy, harmonii ze wszystkimi aspektami rzeczywistości, wtedy doświadczamy najbardziej prawdziwego ja. Mówiąc językiem chrześcijan – „nie-ja” jest jakby „pokorą” – gotowością umysłu na otwarcie się Nieskończonej Mądrości Boga. Ponieważ jednak medytacja opiera się na doświadczeniu, a nie na wierze w jakieś absurdalne dogmaty, dlatego bardziej precyzyjnym określeniem tego otwarcia się na nieskończoność jest „nie-ja”. Nie-ja, to rozluźnienie napięć naszego ja/ego tak, by nasza świadomość mogła się się dopełnić nieskończonością życia i światła.

    Podobnie jak wszyscy żyjemy, tak też każdy z nas może w jakimś, właściwym dla siebie, zakresie doświadczać medytacji. Każdy z nas, nawet jeżeli nie posługuje się celowo i świadomie intuicją, korzysta w jakimś zakresie z witalnej energii przyrody i duchowej energii Nieskończonego Źródła/Ducha. Bez tego jego życie nie byłoby możliwe w żadnym aspekcie. Wyobrażenia o samym tylko materialnym przebiegu procesów życiowych są jedynie koncepcjami naszego poziomu mentalnego i przejawem naszej zdolności myślenia – jednak są utopijne wobec faktów, które stają się bardziej jasne, gdy osiągamy większy wgląd w wyższe wymiary siebie i całości życia. Medytacja jest bardziej świadomym i celowym dostrajaniem się do rezerwuarów witalnej energii życia i świetlistej energii Ducha, a wiele zjawisk kwantowych mocno potwierdza pradawne nauki jogi. Dzięki temu także nasza logiczna zdolność myślenia działa w bardziej sprzyjającym środowisku, gdy jest to środowisko większego odczucia energii i mniejszego odczuwania lęku, a nasze ludzkie ego, ja, wyraża się w bardziej zrównoważony i dojrzały sposób.


    Medytacja a fizjologia

    Badania nad wpływem medytacji na fizjologie człowieka rozpoczęto przeprowadzać już w latach 60-tych choć istnieją i takie z XIX wieku, jeśli o zachodnią naukę chodzi. Stosunkowo szybko stało się jasne, że medytacja zarówno zmienia stan fizjologiczny organizmu, jak i fizyczny. Ujmując te wyniki najbardziej ogólnie możemy powiedzieć, że medytacja, od strony fizjologii rzecz ujmując, jest bardzo szczególnym stanem, w którym utrzymywany jest wysoki poziom działania, aktywności, czy pobudzenia centralnego układu nerwowego i uważności, a jednocześnie występuje głęboki odpoczynek i relaksacja. Innymi słowy – dhyana, medytacja to taki stan relaksu i rozluźnienia, w którym nie pojawia się ospałość i wyhamowanie aktywności układu nerwowego, ale wręcz przeciwnie – znaczny wzrost jego zdolności funkcjonowania.

    Oprócz wspomnianego powyżej oddziaływania medytacji na centralny układ nerwowy jak wysoka zdolność percepcji, przy jednoczesnym relaksie ciała, medytacja oddziałuje na szereg innych układów fizjologicznych. Medytacja ma bardzo duży wpływ na proces oddychania – zmniejszając m.in. zużycie tlenu. Wpływa samoczynnie na rytm oddechu – oddech zwalnia się i pogłębia samoczynnie, kiedy uspokaja się umysł nawet jeśli medytujący nie stara się nic z nim robić. Zanotowano także przypadki poprawnego funkcjonowania fizjologii podczas chwilowych okresów ustania oddechu. Można wiązać to zapewne ze zmniejszaniem się poziomu zużycia tlenu podczas zaawansowanych stanów medytacyjnych. Dlatego takie ustanie oddechu pojawiało się spontanicznie w tych fazach medytacji, które praktykujący określali jako szczytowe pod względem intensywności.

    Ponadto pojawiły się podczas badań niezbite dowody, że stan umysłu, jaki pojawia się podczas medytacji, wpływa bardzo istotnie na układ neuroendokrynologiczny i wydzielanie hormonów przez gruczoły dokrewne. Szczególnie dokładnie poznano wpływ medytacji na aktywność hormonalną przysadki mózgowej i nadnerczy. Równie ciekawym obszarem badań dotyczących działania medytacji, jest jej wpływ na psychikę. To właśnie psycholodzy należeli w zachodnich środowiskach naukowych do najwcześniejszych obrońców technik medytacji. Bardzo wielu psychologów klinicznych stosowało medytację jako terapię, uzupełniającą już od lat 20-tych XX wieku. Szczególnie istotną jej wartością w psychoterapii jest wpływanie na obniżenie poziomu lęku i depresji, których często bez medytacji nie daje się w żaden sposób uleczyć metodami farmakologicznymi. Wiele tak zwanych psychoz to także źle zdiagnozowane przypadki nawiedzeń przez anioły, demony lub duchy zmarłych i jedynie zrozumienie zjawiska oraz nauka radzenia sobie z takimi zjawiskami z pomocą technik medytacyjnych może cudownie uleczyć „pacjenta”, któremu potrzeba bardziej Guru/h i psychologa od zjawisk związanych z przeżyciami religijnymi i mistycznymi.


    Medytacja czyli Dhjana

    Medytacja – najkrócej mówiąc – to rozwój samopoznania, lepszy kontakt ze sobą ale także i z otoczeniem, poznawanie swojego prawdziwego „ja”. Popularne słowo medytacja pochodzi od łacińskiego meditatio w językach zachodnich, bo na Wschodzie używa się zazwyczaj dhjana [Dhyaana], co oznacza potocznie „rozważanie, zagłębianie się w myślach”. W praktyce jednak medytacja może się zaczynać od ćwiczeń w rozważaniu i koncentracji, od doskonalenia funkcji umysłowych – mentalnych, ale po jakimś czasie staje doświadczaniem własnej duchowości, gdyż sfera duchowa jest kolejnym poziomem świadomości: ciało-emocje-umysł-duch. Medytacja zasadniczo nie należy do jakiegoś jednego systemu religijnego i sama w sobie nie wymaga przyjęcia jakiejś jednej wiary i religii. Dobrym zdefiniowaniem byłoby powiedzenie, że medytacja dotyka sedna i esencji wszystkich religii, gdyż wszystkie dojrzalsze, starsze  religie mają na celu zainspirowanie człowieka do odkrycia swojego wymiaru duchowego. Joga wskazuje dhjanę jako istotny czy esencjonalny stopień zaawansowania w praktykowaniu wszelkich jogicznych ćwiczeń jakie wogóle istnieją! Traktaty o jodze powiadają jednak, że „korzeniem czy podstawą medytacji jest osoba Guru/h – żywego, świętego mistrza duchowego”, co pokazuje, że dobre kierownictwo duchowe w praktykach medytacji jest absolutnie niezbędne! Dhyana mulam guru murtih!

    W praktyce medytacje spotyka się zarówno w religiach Wschodu, jak i u mistyków chrześcijańskich (medytacja chrześcijańska) oraz jako skuteczną metodę w psychoterapii. Praktykuje się ją zarówno w celach zdrowotnych, w celach psychoterapeutycznych, jak i w celach bardziej duchowych – np. w celu osiągnięcia oświecenia, zespolenia z Absolutem/Bogiem, w celu przezwyciężenia lęku przed śmiercią, czy wreszcie w celu rozwinięcia mistrzostwa w jakiejś sztuce. Ponieważ medytacja rozwija coraz większą kontrolę nad własnym umysłem, gdzie jest ona niejako duchowym mięśniem, za pomocą którego zarządzamy swoim umysłem, a także emocjami i zdarza się, że również ciałem, często praktykuje się ją obok jakiejś innej sztuki, aby posiąść w niej doskonałość – np. w sztukach walki, w sztuce kaligrafii itd. Wynika to z tego, że podczas medytacji doświadcza się faktycznego zapanowania nad swoim umysłem i przekroczenia jego ograniczeń – odkrywamy, że sfera duchowa faktycznie odgórnie zarządza zarówno umysłem i myśleniem, jak i emocjami oraz ciałem. Jednak nie jest to zarządzanie typowe dla indywidualnego poziomu ego, ale raczej oparte na poczuciu uniwersalnej harmonii.

    Rodzi się pytanie, czy współczesna adaptacja wschodnich systemów duchowych do kultury Zachodniej jest właściwa. Przeciwnicy tego procesu w swym inkwizycyjnym zaślepieniu mówią, że nie, choć czerwienią się przy tym i spuszczają oczy. Warto zwrócić jednak uwagę, że kultura europejska, podobnie jak każda inna wielokrotnie podlegała wpływom innych kultur. Po pierwsze samo chrześcijaństwo napłynęło do Europy z Azji Mniejszej, skąd się wywodziło. Po drugie, już za czasów chrześcijańskich, ekspansja kultury arabskiej na północ Afryki i potem do Hiszpanii spowodowała, że do Europy dotarło wiele trendów naukowych i filozoficznych – zaczerpnięto wtedy wiele z obszarów matematyki i medycyny, jak i na nowo odkryto Arystotelesa i filozofię starożytną (grecką). Przenikanie się kultur wielokrotnie jest rozwojowe dla całej cywilizacji. Rodzi się jednak drugie ważniejsze pytanie – czy próba adaptacji duchowości wschodniej i wschodnich technik medytacyjnych dla Zachodu nie spowoduje spłycenia tych nauk i ścieżek duchowych? Część wielkich i wybitnych nauczycieli duchowych uważa jednak, że istotne i potrzebne jest to, aby z dawnych tradycji umieć wydobyć to, co stanowi esencję i faktyczną treść duchową, a nie poprzestawać na samym tylko naśladowaniu kultury. Nauki duchowe są bowiem tym, co może być wyrażone w każdej kulturze, nie polegają one natomiast na samych tylko zwyczajach kulturowych czy społecznych dlatego należy dokładnie i dogłębnie wyjaśniać znaczenie i sens praktykowania każdego elementu jaki jest stosowany, nic nie robiąc bezmyślnie z samego małpiego naśladownictwa czy chęci przypodobania się liderom grupy!

    Zdaniem wielu mistrzów, warto jednak docenić rolę nauczycieli duchowych, mistrzów i guru/h. Tak na przykład tybetańskie nauki dzogczen, podobnie jak cała joga czy tantra które uważa się za szczególnie zaawansowane i głębokie, co do swojej treści, i które mogą być zaadoptowane do każdych warunków i każdej kultury, nie mogą jednak funkcjonować bez zrealizowanego mistrza, guru/h, który przekaże uczniowi główną zasadę medytacji dzogczen – przebywanie w stanie pełnej obecności i uwagi. Wiele przesłań wskazuje na to, że zainteresowanie medytacją w nowoczesnej kulturze postindustrialnej będzie się systematycznie coraz bardziej zwiększać. Tak jak niegdyś, z końcem XIX wieku, coraz bardziej powszechna dla ogółu zaczęła stawać się edukacja, oferująca większej ilości ludzi osiągnięcie jakiegoś wyższego poziomu dojrzałości intelektualnej, tak też, stopniowo, do powszechnych systemów kształcenia i rozwoju wejdzie trening relaksacyjny, gwarantujący ludziom większą dojrzałość emocjonalną, jak i sama medytacja właściwa, dhyana, sprowadzająca większą dojrzałość duchową. Społeczeństwa, które będą w większym kontakcie ze sobą i duchową podstawą wszechświata (tzw. „Bogiem”), będą w stanie budować codzienność w sposób znacznie bardziej satysfakcjonujący. Ponadto – stopień w jakim cieszy nas to, co postrzegamy, zależy właśnie od naszej inteligencji emocjonalnej i duchowej. Już dzisiaj zauważa się tendencję, by np. wprowadzić medytację jako narzędzie lecznicze, bo medytacja lecznicza jest wprowadzana w USA czy Kanadzie i Australii w niektórych postępowych środowiskach medycznych, czy wspierając proces uczenia się w szkołach publicznych.

    Pod koniec XX wieku także wiele środowisk chrześcijańskich zainteresowało się medytacją. Z jednej strony zauważyć można powrót do wcześniejszych fragmentarycznych tradycji mistycznych chrześcijaństwa, a z drugiej – gotowość do asymilacji sekretnych technik wschodnich, jak to robią przykładowo benedyktyni. Wielu autorów i duchownych podjęło się odkrywania na nowo śladów dawnej mistyki chrześcijańskiej i kabały. Podobnie niektóre klasztory i środowiska chrześcijańskie otworzyły się na wprowadzenie do swoich praktyk duchowych technik takich jak zen czy joga/h. Tak jak w przypadku psychoterapii – metody te niekoniecznie narzucały swój światopogląd, a dawały dosyć skuteczne narzędzia oddziaływania na zaburzoną sferę emocji, tak tutaj, w środowisku chrześcijańskim, odnaleziono w tych technikach narzędzia do pogłębienia swoich przeżyć z obszaru sacrum, które niekoniecznie musiały kolidować z wyznawanym systemem wiary.


    Medytacja – Bhp

    Medytacja jest metodą bezpieczną, choć z ilością technik koncentracji nie należy na początku przesadzać – powinniśmy nie przetrenowywać umysłu, podobnie jak nie zaleca się przetrenowania ciała w sporcie. W przypadku poważniejszych zaburzeń psychicznych (schizofrenia, cyklofrenia, obsesyjne zaburzenia osobowości), bardziej wskazana może być wcześniejsza psychoterapia skonsultowana z psychoterapeutą religijnym znającym się dobrze na doświadczeniach mistycznych. Chodzi o to, że medytacja ma być zapanowaniem nad swoim umysłem, manasem, a następnie przekroczeniem go poprzez wyciszenie umysłu – osoby o wspomnianych zaburzeniach mogą zaś nadmiernie ulegać swoim aktywnościom mentalnym (np. traktować zaburzenia umysłowe jako wizje pochodzenia boskiego), nie umiejąc przekroczyć ich i zdystansować się do nich. Pomocne może być w takim przypadku przejście treningu psychoterapii i nauczenia się medytacji wyciszającej. Medytacja ma przecież oczyścić poziom mentalny, a przy okazji także emocjonalny i duchowy, by bardziej wyraźnie pojawił się poziom duchowy. Jeżeli ktoś – z powodu zaburzeń osobowości – jeszcze bardziej zakłóca i zanieczyszcza poziom mentalny, to tego typu postępowanie błędnie nazywane medytacją, raczej nie poprawia jego samopoczucia i ogólnej kondycji.

    Są to nieliczne ekstremalne przypadki, gdy nie zaleca się zbytniego wchodzenia w odmienne stany świadomości ponieważ osoba zamiast wchodzić w świadomość duchową, rozwija zakłócenia sfery mentalnej. Zdarza się jednak, że jakiś mistrz – osoba wysoko zaawansowana w medytacji – jest w stanie pozytywnie wpłynąć na człowieka o poważnym schorzeniu psychicznym i nauczyć go metod, którymi sobie pomoże. W światowych badaniach nad medytacją stwierdzono szereg jej dobroczynnych skutków. Stwierdzono m.in., że medytacja: – zwiększa poczucie harmonii umysłu, akceptację i pewność siebie, zwiększa łatwość bycia „tu i teraz”, zmniejsza podatność na stres, obniża poziom lęku, zwiększa empatię i spontaniczność, zwiększa niezależność od narkotyków i innych środków uzależniających. Ponadto dhyana pomaga przy wielu dolegliwościach psychosomatycznych, takich jak: nadciśnienie, arytmia serca, migrena, bezsenność, niepokój i napięcie wewnętrzne, chroniczny ból, bezpłodność nieznanego pochodzenia itp. Interesujące są także coraz bardziej popularne na świecie badania i eksperymenty nad wartościami terapeutycznymi i resocjalizującymi medytacji przeprowadzane na więźniach w niektórych więzieniach i to nie tylko w Indii czy USA. Okazuje się, że zazwyczaj zastosowanie medytacji w więzieniach dawało wyraźnie zauważalne efekty objawiające się polepszeniem kontaktów więźnia z personelem oraz zmniejszenia poziomu agresji i napięcia wewnętrznego u więźniów.


    Techniki relaksacji i medytacji

    Podstawą medytacji jest uciszyć Twoje myśli przez skupienie się tylko na jednej rzeczy, co zwane jest relaksacją, odprężeniem. W przeciwieństwie do hipnozy, która jest bardziej pasywnym przeżyciem, medytacja jest aktywnym procesem, który stara się wykluczyć inne myśli dzięki koncentracji myśli na temacie medytacji. W każdym przypadku – pomocnym jest jeśli Twoje ciało jest rozluźnione. Powinno być ono w pozycji, w której możesz przebywać wygodnie przez dłuższy okres czasu, na początek idealnie 20-30 minut. Jeśli jesteś wystarczająco giętki: pozycja lotosu może być od początku odpowiednia. W innym przypadku, siedzenie na komfortowej poduszce lub leżenie na macie jogicznej czy śpiworze może być równie efektywne. Możesz użyć wielu różnych technik koncentracji, a którą wybierzesz zależy od osobistych upodobań i doradztwa Guru/h. Niektóre z nich są opisane poniżej:

    Oddychanie:
    Użyteczną metodą może być skupianie swojej uwagi na oddychaniu. Koncentruj się na swoich wdechach i wydechach czemu mogą temu towarzyszyć numery od 1 do 9 liczone mentalnie. Możesz wyobrażać sobie zmieniające się obrazy numerów z każdym oddechem, chociaż lepiej używać sylaby Om do skupiania i liczenia. Alternatywnie – możesz wyobrażać sobie zdrowie i spokój wpływające do Twojego ciała w czasie wdechu, i wypływający stres i ból w czasie wydechu.

    Skupienie na obiekcie:
    Tutaj skupiasz uwagę całkowicie na badaniu jakiegoś obiektu. Przyjrzyj się, podczas medytacji, jego najdrobniejszym detalom. Zbadaj kształt, kolor, różnicę, budowę, temperaturę i ruchy tego obiektu. Często używanymi obiektami są kwiaty lub płomień świecy, także postać Guru/h czy anioła. Możesz jednak użyć innych obiektów (np. budzika, lampy, filiżanki) z takim samym skutkiem.

    Skupienie na dźwięku:
    Niektórzy lubią skupiać się na dźwiękach. Klasycznym przykładem jest staro indyjskie „Om”, znaczące „boskość”, „moc”, „perfekcja”. Czy będzie to dobra technika, czy nie, zależy od Ciebie.

    Wyobraźnia:
    To może być bardzo odświeżający i przyjemny sposób medytacji. Kreujesz w umyśle obraz przyjemnego i relaksującego miejsca. Wykorzystaj przy tym wszystkie zmysły: „zobacz” to miejsce, „usłysz” dźwięki, „poczuj” zapach, „wyczuj” temperaturę i ruch wiatru. Ciesz się tą lokacją w Twoim umyśle.

    W każdym przypadku ważnym jest trzymać Satkaram – skupioną uwagę. Jeśli pojawią się inne myśli lub przeszkody, pozwól im „odpłynąć”. Jeśli to konieczne, wyobraź sobie przyczepianie myśli do obiektów i wtedy „przesuń” obiekty poza obszar Twojego skupienia. Możesz zauważyć, że Twoja uwaga załamuje się gdy zaczynasz martwić się o upływający czas. W takim przypadku dobrze jest ustawić budzik na czas, w którym masz już skończyć medytacje. Przekonasz się, że gdy będziesz praktykować medytacje, Twoja uwaga się zwiększy, podobnie jak i kreatywność czy zaradność.

    Kluczowe punkty:

    Relaksacja (Pratyahara) jest użyteczną metodą wstępną do Medytacji. Daje ona okres spokoju i czas, w którym możesz dać swojemu ciału odpocząć i oczyścić swój umysł (psychikę) ze stresujących myśli i emocji. Robisz to na początek przez koncentrowanie się na jednej rzeczy przez dłuższy okres czasu, pewnie 20-30 minut, jakieś pół Muhurty, czyli 24 minuty. Obiektem koncentracji może być oddychanie, energia, jakiś konkretny obiekt, dźwięk, obraz słońca lub wyobrażona scena. Okres połowy Muhurty, wedyjskiej godziny, jest czasem przez jaki dziecięcy umysł potrafi utrzymywać skupienie i koncentrację!

    Techniki fizycznej relaksacji (Yogoda)

    Metody typu Yogoda są skuteczne wówczas, kiedy procesy fizyczne wywołały stres, czyli kiedy masz napięte mięśnie lub kiedy do krwiobiegu dostała się duża ilość adrenaliny. Jedna z najlepszych technik fizycznej redukcji stresu jest regularnie uprawiana aktywność fizyczna, taka jak prawidłowa praktyka asan (chiń. czi-kung, qi-kung) czy jogging znany lepiej jako bieg transowy. Ćwiczenia nie tylko poprawiają kondycje fizyczną, ale również obniżają napięcie mięśniowe i poprawiają jakość snu. Ponadto ćwiczenia fizyczne przynoszą jeszcze wiele innych korzyści, których zazwyczaj sobie nie uświadamiamy. Ćwiczący powinni pamiętać o takich faktach historycznych jak pochodzenie Czi-kung (Qi-kung) z systemu Hatha Joga/h czy pochodzenie Tai-Chi z północnoindyjskiego systemu Kalaripayat! Ćwiczenia Asana/s Poprawiają ukrwienie mózgu a tym samym przyczyniają się do lepszego zaopatrzenia tkanki nerwowej w substraty energetyczne oraz tlen. Dzięki temu aktywność intelektualna przynosi lepsze efekty.

    Obciążone procesami myślowymi neurony zużywają więcej produktów energetycznych, nasila się metabolizm, a to w konsekwencji prowadzi do powstawania większej ilości produktów przemiany materii, które obniżają efektywność myślenia, zaś przy długotrwałym wpływie prowadzą do uszkodzenia tkanki mózgowej. Dzięki aktywności fizycznej zwiększa się ukrwienie mózgu a tym samym następuje usuwanie produktów przemiany materii. Czasami potrzeba też przemycia i gruntownego oczyszczenia jelita grubego z nawarstwionych produktów przemiany materii, czyli po prostu lewatywy (Basti) zwanej teraz naukowo kolonoterapią! Aktywność fizyczna powoduje produkcję substancji określanych mianem endorfin. Obecność ich we krwi poprawia samopoczucie. Niestety wiele osób przejawia niewłaściwą postawę wobec aktywności fizycznej takiej jak jogging czy ćwiczenie Asana/s. Nadrzędna zasada, o której zawsze należy pamiętać, brzmi tak: uprawianie sportu jest przyjemnością, jeżeli w twoim przypadku tak nie jest, być może warto zmienić dyscyplinę. Warto polecać także trening jogicznych sztuk walki takich jak oparta na na Hatha Joga/h metoda Wojowników Szamballa, czyli Kalaripayat!

    Progresywna relaksacja mięśniowa

    Progresywna relaksacja mięśniowa (PMR) jest technika ściśle fizyczną służącą do relaksacji w stanach silnego napięcia mięśniowego. Joga przekazuje tę metodę jako dobrze znaną starodawną technikę Jogoda [Yogoda], polecaną przez mistrzów takich jak Jogananda, Babaji, Ananadamurti, Mohan Baba i innych wielkich duchowych nauczycieli. Zasada jest następująca: napinasz bardzo mocno pewną grupę mięśni by były możliwie najbardziej ściśnięte. Utrzymujesz je w takim stanie przez kilka/naście sekund. Następnie rozluźniasz do stanu sprzed ćwiczenia. Konsekwencją jest to, że świadomie starasz się rozluźnić je jak najlepiej. Progresywną relaksację mięśniową, w zależności od potrzeb, możesz stosować tylko do jednej grupy mięśni lub do wszystkich. Aby sprawdzić te metodę zaciśnij pięść najmocniej jak potrafisz, trzymaj ją w ten sposób kilka sekund a następnie rozluźnij mięśnie do stanu sprzed ćwiczenia i jeszcze raz – świadomie rozluźnij najbardziej jak potrafisz. Po skończeniu ćwiczenia odczujesz głęboką relaksacje mięśni, szczególni jeśli będziesz praktykować w rytmie oddychania, bo dla zwiększenia efektu relaksacji, możesz połączyć progresywna relaksacje mięśniową z technika oddechów i/lub wizualizacji. Zwykle ćwiczenie rozpoczyna się od tensji i rozluźniania stóp w pozycji leżącej, znanej jako Śavasana! Ćwiczenie układów Asana/s a także Form Kalaripayattu oparte jest na dynamice napinania i rozluźniania mięśni oraz powiązanej z tym rytmice oddychania!

    Kontrola oddechu

    Metoda głębokich, dolnobrzusznych oddechów jest bardzo skuteczną technika relaksacji i zarazem podstawą tak Hatha Jogi, Zen jak Kalaripayat (Tai-Czi). Na tej filozofii oparte jest ludowe porzekadło nakazujące wziąć dziesięć głębokich oddechów by odzyskać spokój. Metoda ta daje jeszcze lepsze efekty w połączeniu z progresywna relaksacja mięśniową, medytacją lub wizualizacją. Huna zaleca codziennie praktykować 50 głębokich zrelaksowanych oddechów. Joga poleca w różnych wariantach od 21 rano i wieczorem do 84 lub 108 ćwiczeń oddechowych w sesji! Chińska medycyna tradycyjna poleca cztery razy dziennie po około pół godziny pogłębianego oddychania leczniczego dla pacjentów! Rada w postaci głębokiego oddychania przez około 6 minut każdego ranka w połączeniu z wyobrażaniem sobie wchłaniania świetlistej energii świtu poranka, Prańa/h, jest typowym zaleceniem każdego systemu Jogi!

    Ćwiczenia Wprowadzające w Medytacje

    Wstępem do każdej medytacji jest relaks i wyciszenie umysłu, czyli jogiczna Pratyahara, często źle rozumiana lub kiepsko ćwiczona w różnych klubach „ezoterycznych”. Najszybsza metoda relaksacji polega na przejściu świadomością od najdalszych krańców ciała (palce stóp) do głowy i sprowadzenie mięśni do harmonijnej równowagi między napięciem i rozluźnieniem. Po osiągnięciu równowagi daje się odczuć wyraźna przyjemność płynąca z przebywania w swoim ciele. Pogłębienie tego stanu daje sięgnięcie świadomością aż do szpiku kostnego i wypełnienie ciała równoważącymi, złoto-żółtymi energiami elementu ziemi – za wyjątkiem kości, nerek i układu nerwowego, dla których naturalne są krystalicznie chłodne, niebiesko-granatowe energie wody. Głębsza praca nawiązuje do kolorystyki każdego z pięciu tradycyjnych żywiołów w postaci energii świetlnej, to jest ziemi, wody, ognia, powietrza i eteru (Aakaaśa, „Akasza”)!

    Wyciszenie umysłu i emocji osiąga się przez mentalną harmonizację i zabezpieczenie przed negatywnymi  zewnętrznymi wpływami czakramów: Manipura, Anahata i Ajna (Adźńa). Pamiętać przy tym należy o harmonizacji pogłębionego oddechu przez wprowadzenie go w niewymagający kontroli falujący rytm. Blokady oddechu najlepiej rozpracować metodami Prańa Joga/h nawet w postaci uproszczonej jak rebirthing. Bardzo ważną pomocą w medytacji jest rozpoznanie własnych blokad percepcji, identyfikacja fiksacji i zwiedzeń oraz lokalizacja odpowiadających im wzorców, engramów. Kluczem do transformacji tych ograniczeń jest ich akceptacja i zdystansowane spojrzenie na nie, tak jak i na swoje ego, które na wysokim poziomie duchowym ulega sublimacji i rozpuszczeniu w świetle i mocy Kosmicznej Wyższej Jaźni, Boskiej Duszy, Aatma-puruszy.

    Czasem okazuje się, że inni ludzie mnie lub bardziej świadomie podłączają się energetycznie do osoby medytującej. Niezależnie od interpretacji ich działań, niepożądane połączenia można zerwać lokalizując sferę w psychice do której przyczepiły się astralno-mentalne łącza i skupiając na nich Uwagę z intencją odbicia lub zamknięcia połączenia, co działa trochę tak jak ściśnięcie skóry do której przyssał się komar. Faktycznie techniki medytacyjne poprawnie stosowane funkcjonują jak szkło powiększające skupiające promienie słońca, budząc z dystansu wzorce czy engramy po to, by ukierunkować lub rozładować ich energie. Od momentu transformacji wzorzec mentalny, engram staje się zapisem funkcjonowania czakry, do jakiej został przyciągnięty. Myśli i emocje skupiają się bowiem wokół konkretnych czakramów do których archetypowo pasują, tworząc ich aurę, co jest przedmiotem głębszych studiów medytacyjnych jogi i tantry. Przynosi to głębsze uświadomienie sfery ludzkiej istoty, która jest tematem medytacji. Kiedy mówi się o zabrudzonych czakramach to obserwatorzy mają na myśli zwykle wzorce myślo-emocji nagromadzone z powodu własnych ciemnych przeżyć i doświadczeń. Eksperymenty z narkotykami brudzą czakramy powodując poważne zakłócenia w ich pracy, podobnie jak pijaństwo czy nikotynizm.

    Pełne opanowanie przynajmniej jednej techniki prowadzi do zjednoczenia rozdzielonych sfer ludzkiej istoty i otworzenie się na nadświadomą Jaźń, czyli boską Duszę. Wtedy możliwe jest ostatecznie przekroczenie techniki medytacyjnej i zjednoczenie medytacji z życiem i istnieniem. Jest to wejście w nieuwarunkowany stan medytacji, którego konsekwencją jest pogłębienie i poszerzenie techniki medytacyjnej o jej wyższe, ponadmentalne wymiary – nigdy zaś jej porzucenie, co jest jedynie demonicznym błędem. Ten stan oczywiście nie polega na zamknięciu się na technikę medytacyjną, jest raczej przekroczeniem elementarza technik podstawowych, umożliwiającym bezwysiłkowe, synkretyczne używanie ich we właściwej, ale nie w dowolnej kombinacji, tak w codziennym życiu jak i w chwilach wyciszenia czy ekstazy światła, Samadhi [Samaadhi]. Porzucenie kontroli pozwala na obserwację funkcjonowania niższej jaźni, ego, podświadomości, która nauczona technik działa według wyznaczonej jej przez świadomość intencji.

    Medytacja wewnętrznego uśmiechu

    Jest to praktyka otwierająca wszelkie inne działania energetyczne, jako że budzi, zasila i rozluźnia umysł podświadomy, jednoczy Pranę (Qi) i Uwagę w rozluźnionej, pełnej pozytywnych emocji świadomości. Rozpocząć ją można oczywiście po zrelaksowaniu się, szczególnie zrzuceniu spięć z karku, otworzeniu klatki piersiowej, rozszerzeniu przestrzeni międzyżebrowych, rozluźnieniu szyi. Psychicznie warto się zdystansować do wszelkich trosk, napięć międzyludzkich, konfliktów czy zazdrości. Wyobraź sobie kogoś lub coś pięknego, poruszającego Ciebie estetycznie, duchowo. Znajdź w swojej wyobraźni lub otoczeniu to co sprawia Ci radość, to co cię cieszy. Skup się na tej radości, poczuj skąd ta radość u Ciebie płynie. Skieruj swą Uwagę i uśmiech na pępek, poczuj radość w swoim pępku, promieniującą na całe ciało. Możesz poprowadzić swój wewnętrzny uśmiech przez wszystkie swoje organy wewnętrzne, gruczoły, czakry i meridiany. Niech ciało odwzajemni Ci się uśmiechem. Razem z uśmiechem i Skupioną Uwagą (Satkara/m) spontanicznie popłynie Prana/h (Qi), zestrojona z Boską Wolą. Warto złączyć tę medytację z pozytywnymi afirmacjami, wizualizacją sukcesów, koncentracją na pozytywach. Warto uświadamiać sobie stan radości serca i duszy wyobrażając sobie uśmiechnięte serce w środku swej klatki piersiowej, uśmiechniętą małą i świetlistą postać duszy/jaźni mieszkającą w duchowych przestrzeniach serca, która niejako przypomina pełnego radości aniołka czy anieliczkę!

    Medytacja równoważenia

    Świadoma percepcja Nieba i Ziemi (Dyaus i Prithivi) ma wartość bardzo silnie inicjującą. Najsilniejsze ich percepcje płyną odpowiednio z czakr Sahasrara (Korona) i Muladhara (Podstawa). Medytację warto rozpocząć od czakry Ajna (Trzecie Oko), co wytwarza konieczną przestrzeń w czakrze Sahasrara i pozwala na niej lepiej zakotwiczyć Uwagę. Po wchłonięciu potencjału niebiańskiej Prana/h, Qi [Czi]  należy również poprzez Ajna nawiązać kontakt z Ziemią i przesłać z miłością do jej centrum Prana/h, Qi która jest nadmiarowa w rejonie głowy. Matka Ziemia zawsze odpowiada przesłaniem swojej Prana/h, Qi o takim samym charakterze jaki miał przesłany jej potencjał – tutaj wyznaczony przez pozytywne wibracje miłości. W ten sposób zharmonizowaną Prana/h, Qi [Czi],  należy wchłonąć przez Muladharę, skąd łatwo ją przesłać do pępka i zgromadzić w Svayambhu-Linga, zbiorniku Hara w dole brzucha. Koncentracja w obszarze brzucha i pępka, na tak zwanym z japońskiego Zen Hara zawsze ostatecznie balansuje potencjały energetyczne w ciele człowieka, jak również zamyka nadmiernie otwarte ośrodki psychicznej percepcji, chroniąc przed energetycznymi manipulacjami ekspertów od złej czarnej magii i satanizmu.

    Medytacja czakramów [Ćakra/mów]

    Każda czakra [ćakra/m] jest specyficznym obiektem do medytacji i wizualizacji. W początkowym okresie praktyki z czakrami korzystnie jest ograniczyć się do jednej konkretnej czakry w ciągu jednej sesji bądź jednego cyklu sesji. Do medytacji na czakry można zastosować podejście Pingala [Yang] – poprzez różnorodną stymulację, „otwieranie” czakr – oraz podejście Ida [Yin] – wyciszanie ich, „zamykanie”. Balans tych podejść jest niezmiernie owocny, przy czym oczywiście najlepiej jest zacząć i kończyć na wyciszaniu, ktore wygasza aktywność wzorców myślowo-emocjonalnych, engramów. Jest to bardzo pomocne szczególnie wtedy, gdy z daną czakrą łączą się silne przeszłe engramy. Skupienie Uwagi na jednym centrum świadomości pomaga w bezpiecznym rozładowaniu chaotycznych energii, po kolei we wszystkich ośrodkach, a szczególnie w ośrodkach powiązanych przez wibracje płatków i archetypów.

    Istotą takiej medytacji jest skupienie Prana/h i Uwagi (Satkara/m) na danej czakrze, poprzez uświadamianie sobie punktu lub punktów akupunktury, jakie jej odpowiadają, wizualizację jej symbolicznej jantry [Yantra/m], śpiewanie mantry bądź uświadamianie sobie przepływu oddechu i Prana/h przez daną czakrę. W miarę praktyki znika wrażenie wysiłku związanego ze skupieniem i staje się ono naturalnym, bezwysiłkowym stanem umysłu. Koncentracja (Dharana) może być twardo ukierunkowana na konkretny punkt, albo rozproszona dla wyczucia sfery energii generowanej przez czakrę. Średnica aury punktów akupunktury zwanych Marma zależy od skupionej na nich Prany i mocy Uwagi. Daje to możliwość diagnozowania obecności engramów bądź określania poziomu koncentracji. Największe Marmas („punkty”, „obszary”) akupresury mają średnicę własnych czterech palców dłoni w ich najszerszym miejscu mierzoną, a najmniejsze z najważniejszych 108 mają srednicę ½ grubości kciuka, co jest powszechnie wiadomym dla specjalistów przedmiotu!

    W medytacji na czakry zazwyczaj używa się afirmacji i mantramów, czyli powtarzanych fraz mających służyć jako pozytywna autosugestia lub wibracja dźwiękowa. Istotą efektywnej afirmacji nie jest jednak sam pozytywny program, ale dotarcie do negatywnych treści płynących z reaktywowanych przez niego wzorców psychicznych, engramów. Wiele energii poświęcono na obudowywanie pierwotnych blokad werbalnym interface’em, jakim jest jogiczne programowanie umysłu, czyli Brahma-ćintana, afirmatywna modlitwa. Afirmacje wykorzystują i rozbudowują podstawowy engram identyfikacji z etykietką jaką nadaje nam otoczenie – nabytym ego mogą zatem być kruchym fundamentem drogi życiowej, szczególnie wtedy, gdy wyłania się spod bagażu społecznie pożądanych identyfikacji ostateczna samoświadomość Jaźni. Dlatego procesy intensywnego afirmowania zwykle poprzedza okres Uwalniania (Vairagya/m) od wszelkich nagromadzonych w danym temacie życiowym negatywności, błędów, nałogów czy nawyków! Treści jakie się pojawiają w świadomości podczas medytacji mogą być ekstatycznie pozytywne jak i katarktycznie negatywne. W obu tych skrajnościach zdrowe jest – szczególnie jeśli cel medytacji jest głębszy – zachowanie dystansu do wszelkich przeżywań doznawanych w czasie medytacyjnych procesów.


    Vipassana

    Rozwój nauki i technologii, transportu i komunikacji, rolnictwa i medycyny zrewolucjonizował życie ludzi na poziomie materialnym. W rzeczywistości ów postęp jest jedynie pozorny – kobiety i mężczyźni naszych czasów żyją w warunkach ogromnego psychicznego i emocjonalnego napięcia, nawet w rozwiniętych i bogatych krajach. Problemy i konflikty narastające na tle rasowych, etnicznych, religijnych i kastowych uprzedzeń dotyczą mieszkańców każdego kraju. Ubóstwo, wojny, broń masowej zagłady, choroby, narkomania, groźba terroryzmu, dewastacja środowiska naturalnego i zanik wartości moralnych stawiają pod znakiem zapytania przyszłość naszej cywilizacji. Wystarczy rzut oka na pierwsze strony gazet, by uświadomić sobie cierpienie i głęboką rozpacz, jakie dotykają mieszkańców naszej planety. Czy istnieje droga wyjścia z tych problemów zdających się nie mieć rozwiązania? Odpowiedź brzmi jednoznacznie: tak. Na całym świecie widoczne są zmiany, jeśli tylko ludzie medytują. Ludzie próbują znaleźć metodę, która przyniesie pokój i harmonię, odbuduje wiarę w siłę ludzkich wartości i stworzy świat oparty na wolności oraz nieskażony jakąkolwiek formą wyzysku: społecznego, religijnego czy ekonomicznego. Tą metodą może być twórcza medytacja Vipassana lub do niej metodycznie podobna technika nauczana przez mistrzów Jogi czy Tantry. Technika medytacji Vipassany jest metodą wiodącą od wszelkiego cierpienia ku wolności. Usuwa pożądanie, niechęć i ignorancję, które są odpowiedzialne za nasze nieszczęście. Praktykujący stopniowo pozbywają się głęboko ukrytych przyczyn cierpienia i zyskawszy równowagę umysłu wychodzą z mroku dawnych napięć w kierunku szczęśliwego, zdrowego i użytecznego życia. Jest wiele relacji potwierdzających ten proces.

    Technika medytacyjna Vipassana jest prostym i praktycznym sposobem na osiągnięcie prawdziwego spokoju umysłu i prowadzenie szczęśliwego, pożytecznego życia. Vipassana znaczy “widzieć rzeczy takimi, jakimi są”; to logiczny proces oczyszczania umysłu poprzez samoobserwację. Od czasu do czasu wszyscy ludzie doświadczają uczucia strachu, niepokoju, frustracji czy dysharmonii. Kiedy cierpimy, nie ograniczamy naszego nieszczęścia do nas samych, lecz przenosimy je na innych. Nie jest to właściwy sposób na życie. Wszyscy dążymy do życia w zgodzie ze sobą i z tymi, którzy nas otaczają, o ile to tylko możliwe. Ludzie są istotami społecznymi – musimy żyć w relacjach z innymi. Jak więc żyć w pokoju, jak pozostawać w wewnętrznej harmonii i zachowywać spokój i harmonię wokół nas? Vipassana to jedna z technik, która umożliwia nam doświadczanie spokoju i harmonii: oczyszcza umysł, uwalnia od cierpienia i głęboko zakorzenionych przyczyn cierpienia. Praktyka prowadzi krok po kroku do najwyższego duchowego celu – całkowitego wyzwolenia od wszystkich mentalnych zanieczyszczeń.

    Tło historyczne

    Vipassana jest jedną z najstarszych indyjskich technik medytacyjnych, a została na nowo reaktywowana 2600 lat temu przez Gautama Buddhę i jest esencją tego, co praktykował i czego nauczał przez 84 lata swego życia. W czasie życia Buddha wielka liczba ludzi w Północnych Indiach wyzwoliła się z więzów cierpienia poprzez praktykę medytacji Vipassana. Po pewnym czasie technika rozpowszechniła się w sąsiednich krajach: Birmie, Sri Lance, Tajlandii i innych, gdzie przyniosła tak samo dobre efekty. Pięć wieków po śmierci Gautama Buddy, szlachetna metoda Vipassany znikła z Indii wraz z buddyzmem. Czystość przekazu została pozornie utracona, choć praktykowana była ciągle w tajemnych bractwach jogi i tantry. Technika w wersji buddyjskiej przetrwała głównie w Birmie i Bhutanie dzięki łańcuchowi oddanych nauczycieli. Z pokolenia na pokolenie przez ponad 2500 lat nauczali oni Vipassany w nieskazitelnie czystej formie. W naszych czasach dzięki mistrzom medytacja Vipassana w postaci uproszczonej wróciła do Indii i ponad 80 innych krajów. Vipassana powróciła do kraju swego pochodzenia, Indii, jako ratunek dla tamtejszych licznych problemów egzystencjonalnych. Mistrzowie żywią przekonanie, że technika Vipassany rozprzestrzeni się z Indii na cały świat niosąc korzyść całej ludzkości. Bezcenny klejnot Vipassany przechowywany w niewielkim kraju Birmie może teraz służyć mieszkańcom wielu miejsc na świecie. Dzisiaj coraz większa liczba ludzi ma możliwość uczyć się tej prostej sztuki życia dającej trwały spokój i szczęście. Oczywiście dla bardziej zaawansowanych należy polecić głębsze rozwinięcia tej początkowej metody dawane przez mistrzów starej tradycji jogi czy tantry!

    Praktyka Vipassana

    Aby nauczyć się podstaw uproszczonej Vipassany, należy wziąć udział w 10-dniowym stacjonarnym kursie prowadzonym przez wykwalifikowanego nauczyciela. Kursy odbywają się w ośrodkach Vipassany oraz w innych miejscach. Podczas kursu uczniowie pozostają na jego terenie i nie kontaktują się ze światem zewnętrznym. Powstrzymują się od czytania i pisania, praktyk religijnych i innych aktywności zwyczajowych. Stosują się do wymagającego rozkładu dnia zawierającego około 10 godzin siedzącej medytacji. Uczniowie są zobowiązani do zachowania milczenia i nie porozumiewają się z innymi studentami, aczkolwiek mogą rozmawiać o sprawach dotyczących medytacji z nauczycielem oraz o kwestiach natury organizacyjnej z kierownictwem kursu. Naukę techniki można podzielić na trzy etapy. Na początku studenci praktykują powstrzymanie się od jakichkolwiek zachowań krzywdzących inne istoty. Podejmują się przestrzegać pięciu moralnych wskazań. Wstrzymują się od: zabijania, kradzenia, kłamania, niewłaściwych zachowań seksualnych i używania środków odurzających. Przestrzeganie tych zasad pozwala na wyciszenie umysłu w takim stopniu, by mógł on sprostać czekającemu go zadaniu. Następnie przez pierwsze trzy i pół dnia kursu studenci praktykują medytację Anapana koncentrując uwagę na oddechu. Praktyka ta pozwala rozwinąć kontrolę nad umysłem.

    Dwa pierwsze kroki: właściwego postępowania w życiu i rozwinięcia kontroli nad umysłem są niezbędne i korzystne, jednakże niekompletne bez podjęcia trzeciego kroku: oczyszczania umysłu z zalegających w nim nieczystości. Trzeci etap tej medytacji realizowany przez ostatnie sześć i pół dnia jest właściwą praktyką Vipassana: uczeń z klarownością wewnętrznego doświadczenia poznaje swoją fizyczną i psychiczną strukturę osobowości. Kilka razy dziennie studenci otrzymują odpowiednie instrukcje medytacyjne, a kolejne etapy pracy omawiane są przez Nauczyciela Dharmy (Acharya) podczas wieczornych wykładów i prezentacji z taśm video. Przez pierwsze dziewięć dni kursu obowiązuje całkowite milczenie. Dziesiątego dnia studenci mogą rozmawiać i powoli powracają do kontaktów ze światem zewnętrznym, zaś kurs kończy się rankiem 11 dnia praktyki. Odosobnienie zamyka się praktyką Maitri-Bhavana – pełna miłości dobroć lub życzliwość dla wszystkich. Jest to technika medytacyjna, która pozwala na podzielenie się owocami praktyki ze wszystkimi istotami. Wszystkie kursy na całym świecie finansowane są wyłącznie z dobrowolnie ofiarowywanych dotacji, nie ma opłat za uczestnictwo. Koszty kursów pokrywane są całkowicie z dotacji starszych uczniów, czyli takich osób, które ukończyły przynajmniej jeden kurs tej metody medytacji. Pragnąc podzielić się korzyściami, jakie sami odnieśli, ofiarowują dotację umożliwiając innym wzięcie udziału w kursie i nauczenie się czym jest medytacja. Nauczyciel ani nauczyciele-asystenci nie otrzymują wynagrodzenia, gdyż są wolontariuszami. Zarówno oni jak i obsługa kursów pracują jako wolontariusze, gdyż zgodnie z najczystszą tradycją buddyjską nauczanie Vipassany przekazywane jest za darmo, bez jakichkolwiek opłat – wspierane jest wyłącznie przez dotacje płynące ze szczerego uczucia wdzięczności i chęci dzielenia się z innymi.

    Współczesna Vipassana wywodzi się z tradycji buddyjskiej lecz może być akceptowana i praktykowana przez ludzi różnych wyznań. Gautama Buddha nauczał Dharmy – drogi, prawdy, ścieżki. Swoich uczniów nie nazywał “buddystami”, określał ich mianem “Dharmini” czyli tymi, którzy podążają ścieżką prawdy. Technika zakłada, że wszystkich ludzi dotyczą te same problemy, a proponowana przez nią metoda ich rozwiązywania tych jest pragmatyczna, naukowa i może być stosowana przez wszystkich ludzi. Kursy Vipassana Dhyana/m są dostępne dla każdego, kto szczerze pragnie nauczyć się techniki – niezależnie od rasy, pochodzenia społecznego, wiary czy narodowości. Chrześcijanie, hinduiści, muzułmanie, buddyści, żydzi oraz wyznawcy innych religii z powodzeniem praktykują medytacje Vipassany. Cierpienie jest udziałem wszystkich, a zatem uniwersalne problemy wymagają uniwersalnych rozwiązań. Na przykład: gdy doświadczamy uczucia złości, nasza złość nie jest chrześcijańską złością czy buddyjską złością, chińską złością czy polską złością. Podobnie miłość i współczucie nie przynależą do żadnego miejsca, społeczności czy wiary – są to uniwersalne ludzkie wartości zależne od stanu umysłu. Ludzie o różnych poglądach praktykujący Vipassanę doświadczają pozytywnej przemiany w medytacji, a nacja polek i polaków powinna szczególnie wyzbywać się zaborczości i zawiści oraz zazdrości, gdyż emocje te szczególnie demonicznie kalają cały naród od wielu pokoleń!


    Medytacja Transmisyjna i Trójkąty

    Medytacja Transmisyjna znana lepiej jako laja joga dhjana jest specjalistyczną formą grupowej medytacji w której uczestnicy oferują siebie swoje ośrodki energetyczne, czyli czakramy [ćakram/y] jako instrumenty do obniżania potencjału i transformowania duchowych energii pochodzących od Duchowej Hierarchii Mistrzów – Guru/h którzy są starszymi braćmi rasy ludzkiej, nadzorujący i przewodzący naszej ewolucji. W ten sposób zaopatrują oni naszą planetę w energie, które przekształcają nasz świat i które są bardziej dostępne i pożyteczne dla ludzkości i dla innych królestw w naturze. Według ezoteryków i międzynarodowego mistrzów Medytacja Transmisyjna (MT) jest najważniejszą pracą, którą wszelkie grupy duchowe mogą dzisiaj z łatwością wykonywać. Nie jest ona przeciwstawna żadnej innej formie medytacji, którą być może praktykujesz. W rzeczywistości wzmocni ona wszelką twoją medytację oraz inną działalność i służbę. Trzeba pamiętać, że grupa transmisyjna nie jest koniecznie miejscem, gdzie należy szukać indywidualnych porad, przesłań channelingowych, kontaktu z planami astralnymi, a wręcz przeciwnie powinno się channelingu unikać. Jest to po prostu oddawanie siebie w służbę Najwyższemu Bogu dla dobra świata ludzkości i planety. Jednak ubocznym działaniem tego bezinteresownego czynu jest przyspieszony rozwój duchowy uczestników MT. To co można osiągnąć w ciągu dwudziestu lat osobistej medytacji, dokonać można w ciągu jednego roku stałej i prawidłowej pracy transmisyjnej pod opieką dobrego mistrza, guru/h.

    Kiedy energie wschodzącego Wodnika zaczynają pobudzać nasze umysły i serca, i kiedy zaczynamy kontaktować się z naszym wyższym aspektem, czyli z duszą, z aatmanem, odczuwamy nowy i trudny do określenia impuls. Kiedy ten impuls wzrasta nieodzownie prowadzi on nas do kontaktu z ludźmi i z sytuacjami, w których można go wykorzystać. Impuls ten, powstający na poziomie duszy, nazywa sie służbą, sevą. Jest ona jedną z tych wielkich nauk, które rozwiną sie w czasie Nowej Ery Wodnika trwającej ponad 2 tysiące lat. Służba Nowej Ery, czyli Medytacja Transmisyjna jest najmocniejsza, kiedy jest pełniona w grupie. Jest to znany fakt, grupa może przesłać o wiele więcej energii aniżeli osoba medytująca pojedynczo. Medytacja Transmisyjna oferuje jedyną w swoim rodzaju możliwość służenia ludzkości poprzez współpracę z innymi ludźmi w twoim miejscu zamieszkania czy okolicy. Rozpoczyna się i zakańcza intonowaniem synchronizacyjnej sylaby OM (AUM), który to dźwięk jak i znak służy połączeniu i pojednaniu na poziomie duchowym, na poziomie duszy, wyższej jaźni! Wszyscy siedzą w kręgu lub w kilku kręgach i skupiają Moc Światła Duszy rozsyłając słoneczne promienie ze swych umysłów do wszystkich potrzebujących do całej ludzkości i stworzeń! Grupa MT nazywana jest ezoterycznym Kręgiem Światła oczyszczającym planetę, gdyż boskie Światło rozpuszcza i usuwa wszelkie zło, jeśli jest odpowiednio skupione i skierowane z pomocą Modlitwy Pokoju czy Mantry!

    Medytacja jest, w zależności od rodzaju, mniej lub bardziej naukową metodą nawiązania kontaktu ze swoją boską duszą i w efekcie zjednoczeniem z nią. Taki jest właściwy cel każdej autentycznej i poważnie praktykowanej medytacji. W odróżnieniu od wielu innych rodzajów ćwiczeń, Medytacja Transmisyjna przyciąga tylko takich ludzi, których pragnieniem jest służyć bezinteresownie dla wspólnego dobra całej ludzkości. Pragnienie służby innym staje się zauważalne dopiero wtedy, kiedy wytworzy sie w pewnej mierze kontakt z boską duszą, z wyższą jaźnią ludzkości i stworzeń. Dzieje się tak, ponieważ to boska dusza chce służyć innym. Twoje ciało fizyczne, które wszyscy widzimy jest na tym planie nośnikiem duszy, wyższej jaźni, puruszy. Ale w istocie jesteśmy duszą, inteligentną duchową istotą na wyższych planach. Celem medytacji jest zestrojenie fizycznego mózgu i osobowości na planie fizycznym z duszą, z aatmanem czy puruszą tak, żeby stopniowo mogło nastąpić nasycenie tego nośnika osobowości energią i właściwościami duszy. Im wyższy stopień duchowego rozwoju tym większa jedność w pracy grupowej, tym większe doświadczenie unifikacji z innymi, głębia jogi!

    Mistrzowie Mądrości dysponują ogromnymi energiami duchowymi, a medytacja, Dhyana w swym znaczeniu istotnym, esencjonalnym oznacza „Przepływanie Światła”. Większa część niewidzialnej pracy Mistrzów Mądrości, Guru/h, polega na rozprowadzaniu świetlistych energii po świecie oraz w przyrodzie. Celem mistrzów mądrości jest spełnienie Planu ewolucyjnego przewidzianego dla naszej planety Ziemi. Wiele z tych światłych energii jest pochodzenia kosmicznego i gdyby były kierowane bezpośrednio na Ziemie, odbijałyby się od ludzi, ponieważ ich częstotliwość jest zbyt wysoka. Grupy Medytacji Transmisyjnej służą jako stacje pośrednie, służą jako transformatory dla kosmicznych prądów. Mistrzowie wysyłają energie duchowe poprzez czakramy [ćakram/y] uczestników grupy. W ten sposob energie te są automatycznie transformowane i dzięki temu stają się dostępne i bardziej użyteczne ludzkości. Następnie mistrzowie kierują je w te miejsca na Ziemi, gdzie są najbardziej potrzebne. Powstanie każdej grupy medytacyjnej, grupy Transmisji Światła jest wielkim błogosławieństwem i wsparciem tak dla całej okolicy jak i dla całej planety, stąd zachęta Oświeconych Mistrzów, Guru/h, aby tworzyć jak najwięcej Grup Medytacji Transmisyjnej (GMT), a także jak najczęściej uczestniczyć w esencjonalnej, anielskiej czy jak kto woli boskiej pracy jaką jest Dhyana, Medytacja Światła!

    Medytacja Trójkątów

    W przypadku kiedy formowanie grupy laja joga/h lub przyłączenie sie do grupy transmisyjnej na planie fizycznym nie jest możliwe, stworzenie trójkąta medytacyjnego z dwoma innymi osobami daje możliwość brania udziału w tej formie służby laja joga/h, choć nie jest to już taki sam poziom duchowej mocy. Trójkąt jest grupą trzech osób, które łączą się w myślach na kilkadziesiąt minut twórczej medytacji laja joga/h. Nie muszą one mieszkać w tej samej okolicy, i nie jest konieczne synchronizowanie godziny do wykonania tej pracy, chociaż jeden czas pracy jest wysoce pomocny. Ponieważ więzi trójkąta zbudowane zostaną z substancji mentalnej, mogą być ożywione nawet wtedy kiedy tylko jeden z uczestników wykonuje tę pracę. Medytacja jako praca w trójkącie jest prosta, łatwa i bardzo twórcza. Mentalnie połącz się z pozostałymi uczestnikami. Wtedy powiedz na głos 3 lub 7 razy Om (Aum), i jeśli to możliwe Wielką Inwokację. Zobacz swój Trójkąt połączony ze wszystkimi innymi Trójkątami i z Grupami Transmisyjnymi i medytacyjnymi na Ziemi. Zobacz jak to białe światło krąży w tej sieci punktów ogniskowych i rozprzestrzenia sie aby otoczyć świat, pomagając w ten sposób strumieniem Światła i Miłości objąć całą ludzkość.

    Poprzez zastosowanie metody Trójkątów jest wytwarzana i pielęgnowana sieć światła i dobrej woli pokrywająca całą planetę. Sieć ta dostarcza niezbędnych splecionych włókien oświetlonej mentalnej substancji, przez które przepłynąć może duchowa energia. Praca w trójkątach jest drogocenna służbą dla ludzkości oraz przyrody i może być wykonywana razem z Medytacją Transmisyjną znaną lepiej jako uproszczona Laja Joga. Anioły Boga, Deva/s każdego dnia o świcie i o zmierzchu posyłają duchowe, Boskie Światło dla wszystkich, którzy są zdolni odbierać boską oświecającą energię duchową i transmitować ją dla innych, co oznacza Dhyana/m, właściwy proces medytowania w najistotniejszym sensie słowa medytacja! Wszelkie ćwiczenia medytacyjne są w istocie przygotowaniem do podjęcia anielskiej, duchowej służby Przekazywania Światła, ale jest to praca, która tak naprawdę wymaga wysoce oczyszczonego i wysubtelnionego umysłu, bliskiego Oświecenia! Ci, którzy są Oświeceni wypełniają Dhyana/m każdego dnia o właściwych porach przez całe swoje życie i nie chwalą się tą służebną, boską pracą dla ludzkości i wszystkich stworzeń planety!

    Mistrz Djhwal Khul na temat medytacji i służby Światła

    „Uczniowie i wtajemniczeni uczą się poprzez medytację techniki za pomocą ktorej rozum Boga, uniwersalny rozum, czyli proces myślenia planetarnego logosu, może być zanotowany i zarejestrowany. Musicie nauczyć się dawać szerszą konotację słowu „medytacja“ niż dawaliście mu do tej pory. Medytacja, Dhyana, oznacza bycie otwartym na impresję duchową, a więc na współpracę z Hierarchią Mistrzów.“

    „Metoda pracy Duchowej Hierarchii jest impresją umysłów swoich uczniów, pracą w której Mistrz [Guru/h] jest nadajnikiem, a uczeń jest odbiorcą impresji i energii“

    „Potrzeba dzisiejszego świata nigdy nie była tak wielka, ani odpowiedzialność spoczywająca na tych którzy kroczą po ścieżce uczniów równie głęboka, prawdziwa i pilna… My potrzebujemy tych, którzy poszukują bliskiego kontaktu ze swoimi duszami i z nami, którzy usiłują dzisiaj przewodzić rasie ludzkiej.“

    „W tym dniu nagłej potrzeby i rozwijającej się sposobności niech wszyscy uczniowie podejmą swoją decyzję zaofiarowania tego wszystkiego co posiadają, aby pomóc ludzkości… Nadeszła ważna godzina i wzywam was wszystkich, którym staram sie pomóc, abyście przyłączyli się do wytężonego wysiłku wielkich mistrzów mądrości. Oni pracują dzień i noc usiłując ulżyć ludzkości. Oferuję wam sposobność i mówię wam że jesteście potrzebni – nawet ci najmniejsi pomiędzy wami. Zapewniam was, że grupy uczniów, pracujących zgodnie i z głęboką i niezałamującą się wzajemną miłością dla siebie, mogą osiągnąć znaczące wyniki.“

    Wiele błogosławieństw dla wszystkich,
    którzy przyłączają do tej wielkiej pracy Oświecania planety!

    Mohan Ryszard Matuszewski
    Himavanti Sampradaya

  • Wodolecznictwo a Terapia Moczem

    Wodolecznictwo a Terapia Moczem

    Zajmując się kulturą duchową Wschodu, a w szczególności jogą, sufi, ezoterycznym chrześcijaństwem, także ajurwedą – naturalną indyjską medycyną, z mieszanymi uczuciami śledzę wszelkie brednie jakie zdarza się publikować na temat, jogicznej rzekomo, terapii moczem. Jako jogin i nauczyciel jogi, muszę rzec, że z jogą nic wspomniana urynoterapia wspólnego na pewno nie ma.

    Woda Pana Śiwy (Śhiva) to wcale nie szczochy, jak pragną rzekomi „terapeuci” od uryny, a jedynie najzwyklejsza woda źródlana poświęcona i pobłogosławiona w czasie uroczystego nabożeństwa zwanego abhiśekapudźą. Jest to starożytny wedyjski ryt polewania czystą wodą lińgamu – kamiennego słupa, będącego znakiem stwórczej mocy i potęgi natury zwanej też Śakti. Żywa Woda poświęcona rytuałem, w którym m. in. odmawiane lub śpiewane są służące temu modlitwy (mantramy), zwana jest Śiwambu lub Śiwambudhara. Oto i strumień Wody Śiwy spływający z lińgamu spożywany jest jako nektar Amaroli – boski nektar duchowy. Kojarzenie lińgamu z fallusem także jest fatalnym błędem, który od kilku stuleci propagują „uczeni” jezuici nie mający o symbolice śiwaizmu nawet zielonego pojęcia. Fallus vel penis to w sanskrycie naraka. Niezbyt podobnie do terminu lińgam, mającego jedynie mistyczne i duchowe znaczenie w jogicznej, śiwaickiej ezoteryce.

    Terapia czystą wodą źródlaną, wodolecznictwo, jest podstawową terapią naturalną ajurwedy, indyjskiej medycyny naturalnej. Owo wodolecznictwo w żadnych autorytatywnych indyjskich traktatach nie jest rozumiane jako szczochoterapia. Jogiczna medycyna, znana też pod oryginalną swoją nazwą jako Bhaiszadźja Joga, wywodzi się z nauk Pana Śiwy i nigdzie nie poleca picia ani własnego, ani cudzego moczu. Jeśli niektórym ludziom pomieszało się w głowach i pletą w swej niewiedzy brednie, to pozostaje mi życzyć im smacznego. Tych jednak, którzy nie mają pojęcia o temacie, trzeba ostrzec w co się pchają, a jeśli dalej mocz zechcą konsumować, to i mają prawo zagwarantowane wolną wolą. Będą przynajmniej świadomi co robią. Wszak ludzie uwielbiają robić wszelkiego rodzaju głupoty, a im większą dana głupota jest, tym nawet więcej znajduje wielbicieli i wyznawców. Dyscyplina uczniostwa mistycznej ścieżki jogi znajdowała raczej nielicznych zwolenników. Kiedy uczyłem osiągania ekstazy z pomocą dźwięku AH, przychodziło 50-70 osób, kiedy uczyłem tej ekstazy z dźwiękiem ALLAH, gdzie AH jest jedynie końcówką drogi pobożności i duchowej dyscypliny, przychodziło 5-7 osób. Kiedy wskazuje się drogę do nikąd lub do zguby – przychodzą tłumy, gdy pokazuje się Drogę do Boga, trudno znaleźć ucznia – mawiał Pan Śiwa.

    W śiwaickich rytuałach obmywania lińgamu używa się czasami wody zmieszanej z krowim mlekiem, a także wody zmieszanej z miodem. Jeśli komuś złocisty płyn Madhuparka (woda miodowa) skojarzył się z moczem, to zaiste fatalna to pomyłka. Ajurweda i joga pełne są pochwały wszelkich zalet spożywania czystej, zdrowej wody z naturalnych źródeł. Szczyny w żadnym wypadku nie są też napojem Soma, jak imputują pseudojogowi moczoterapeuci. Według starożytnych receptur joginów, śiwaitów, Soma – napój aniołów (dewów, bogów), to woda z miodem, dzięki któremu zawdzięcza swój złocisty blask i świetny zdrowotny wpływ. Zapewne rodzimi pszczelarze najlepiej wiedzą też o czym piszę. Ajurweda poleca także czystą źródlaną Wodę Życia (z miodem), aby odtruć organizm z nadmiaru toksycznej substancji zwanej moczem, której ilość w organizmie wzrasta w chwilach strachu, szczególnie gdy zagrożone jest życie. Teoretycznie wiedzą o tym wszyscy wegetarianie, że mocznik zawarty w mięsach jest dla zdrowia ciała i psychiki najgroźniejszą i najstraszniejszą trucizną. W naukach Manu (Noego) istnieje nawet zwyczaj wygotowywania mięs dozwolonych spożyciu do białości. Gotuje się więc według receptury mięsiwo przez nawet i dwie doby, wylewa cały toksyczny odwar, płucze jeszcze i dopiero gotuje czy smaży celem spożycia. Wszelkie resztki krwi i mocznika musiały być bezwzględnie usunięte!

    Istnieje tylko jeden sposób używania uryny według receptury ajurwedy i całej tradycyjnej nauki ludowych medyków. Zawsze jest to uryna krowia ze świętych w Indii, jak pewnie wiadomo, krów! O ile nie ma innego środka (a więc wyjątkowo) dopuszcza się użycie krowiej szczyny do odkażania ran, tylko do zewnętrznej dezynfekcji! To tyle oddając honor szczynom krowim, czasem dozwalanym tak do użytku. I nie może to być każda krowa jak leci, a jedynie krowa święta, a więc chociaż raz uroczyście poświęcona aniołom (dewom czy jak wolą jezuiccy „uczeni”, bogom).

    Istnieje zaś inny aspekt używania ludzkiej uryny opisywany w ciemnych tantrach hinduskich. Jest to aspekt duchowo-religijny, jeśli wolno w ogóle w tym wypadku użyć tych słów. Pewne ciemne i złe istoty zwane rakszasami, co na polski przekłada się terminem demony, użytkują i polecają spożywanie moczu dwa razy dziennie, celem zjednoczenia się (komunii) ze źródłem swej demonicznej potęgi. Inna klasa ciemnych i złych istot, piśaća, które na polski dobrze przekłada się terminem czorty, diabły – używa ludzkiego i własnego moczu jako zwyczajnego, codziennego napoju do wszystkiego, ot rodzaj piwka. Gratuluję jakiemuś demonowi pomysłu wprowadzenia ludzi zainteresowanych jogą i zdrowiem w akt rytualnego spożycia demonicznej komunii. Według nauk Pana Śiwy, Mistrza Joginów i Mistyków, każdy kto spożywa własny mocz odrodzi się w najniższych i najciemniejszych sferach (lokach) egzystencji, z których nie ma już powrotu do krain światła ani możliwości odrodzenia się w świecie ludzkich istot. Gratuluję wyboru „duchowej” drogi życia wszystkim szczochofanom! Nie ma chyba lepszego pomysłu, choć wygląda niewinnie i zdrowo, na zniszczenie własnej jaźni (atmana, duszy). Pan Śiwa gorąco przestrzega przed popadnięciem w takie zgubne nauki i praktyki wszystkich adeptów jogi i treningu mistyki czy ezoteryki. Pan Śiwa pouczył Parwati, iż osoby (dusze), które tak zatraciły własną jaźń (atmana) w komunii (zjednoczeniu) z demonami ( rakszasami i im podobnymi: wetalami, kuhu etc.) zostaną całkowicie zniszczone w Pralaji, czyli u końca cyklu czasu naszego Dnia Brahmy.

    Niestety, to uwaga dla zafascynowanych kulturą Wschodu, nie wszystko co wschodnie to zaraz boskie, niebiańskie i duchowe. Diabelstwo też się może przytrafić. Wodolecznictwo to zupełnie inna „parafia” niż szczyno-pilstwo. Parafia taka dla jaźni (atmana, duszy) ma niewyobrażalnie wielkie znaczenie. Aż dziw bierze na brak zdrowego rozsądku. Wegetarianie w większości dobrze wiedzą, iż nadmiar moczu (mocznika, kwasu moczowego) w mięsie zabitych zwierząt powoduje, iż ulegamy narkotycznemu otumanieniu i uzależnieniu. Najlepszy narkotyk jednak własny, prosto z pęcherza. A narkotyki, włącznie z alkoholem są zasadniczo zakazane zarówno w jodze jak i w metodach ajurwedy. Aż dziw, że spotyka się jaroszy pono, co to mięsa nie jedzą, aby się moczem z mięsa nie narkotyzować, ale z własnego pęcherza sobie narkotyku pociągną sporą dawkę. Lepszy pewnie czysty i z własnej produkcji. Narkotyczne, silnie uzależniające właściwości moczu znane są i opisywane w naukach indyjskiej medycyny. Picie czystej źródlanej wody oraz jarskie odżywianie działają leczniczo, a jakże często uryniarze zalecają je dla osiągnięcia skuteczności swej pseudoterapii.

    Zainteresowanym jogą przypomnę w szczególności, iż w regułach zdrowia dla praktykujących samnjasinów (osób które poświęciły się praktykowaniu jogi) istnieje nawet zakaz wąchania własnych ekstrementów, zarówno moczu jak i kału. W niektórych szkołach jogi zabrania się także dotykania ekstrementów, co wymaga opanowania specjalnego sposobu obmywania odbytnicy czy narządów płciowych. Kto wtedy dotknie ekstrementów lub ich powącha pozostaje nieczysty przez jeden dzień i winien spędzić cały dzień na oczyszczających medytacjach, recytacjach i postach. Kto by skosztował ekstrementów, pozostaje nieczysty przez siedem dni, także każdy kto go dotknie. Oto i o co chodzi istotom demonicznym, szczególnie tym z Ósmej Sfery (Asztaloka) zwanej potocznie i swojsko piekłem. Stan permanentnej nieczystości uniemożliwi adeptowi jogi osiągnięcie światła niebios (dewów), a co za tym idzie oświecenia duchowego. Grunt to dbać o własne interesy. Zdrowie to ponętne hasło. Przyciągnie wiele istot do piekieł.

    Woda Śiwy (z rytu obmycia lińgamu) jest tą wodą, dzięki której, według pierwotnych nauk Pana Śiwy przekazy-wanych w jodze, może człowiek wyleczyć się ze wszystkich chorób. Po miesiącu stosowania, ciało zostaje oczyszczone od wewnątrz. Po dwóch miesiącach – wszystkie zmysły ulegają wyostrzeniu. Po trzech miesiącach używania Wody Śiwy ustępują wszelkie choroby i znikają cierpienia. Po upływie pięciu miesięcy odzyskuje się pełne zdrowie. Warto dodać, iż Wodę Pana Śiwy należy pić małymi łykami dokładnie mieszając ją w ustach ze śliną, nigdy duszkiem, gdyż ten sposób picia płynów jest w ogóle szkodliwy dla zdrowia. Oprócz wody czystej, źródlanej oraz wody miodowej (soma) czy mlecznej, używa się wody różanej. Płatki dzikiej róży maceruje się (naciąga na zimno) przez półtorej lub więcej doby, następnie „magnetyzuje” w rytuale i spożywa jako antidotum przeciw chorobom serca i duszy. Przeciw otyłości należy pić wodę przed spożyciem posiłku. Szczupli powinni pić dopiero po zjedzeniu swego pokarmu. Post na wodzie jest najlepszą kuracją leczniczą prawie na wszystkie choroby. Pije się od 1/2 litra do 2, a nawet 3 litrów wody mineralnej dziennie, najlepiej prosto ze źródła. Już po kilku dniach wystarczy niewielka zwykle ilość wody dziennie dla podtrzymania procesu uzdrowienia jaki zostaje wyzwolony. Płukanie nosa z pomocą wody oraz lewatywy to typowe zabiegi lecznicze w każdym praktycznie systemie jogi. Idealna jest Śiwambu – Woda Życia Pana Śiwy, woda użyta w religijnym ceremoniale. Pan Śiwa przestrzegał heretyckie demony przed wypaczaniem tej idei. Nic jednak nie powstrzyma bezrozumnego. Soma, woda z miodem czy jak kto woli woda miodowa uważana jest przez ajurwedę i jogę nie tylko za niebiański napój aniołów (bogów, dewów), ale też za lek najskuteczniej przywracający harmonię w organizmie, odtruwający i regulujący wszystkie dośa, systemy ciała. Soma służy też duchowemu wzrostowi, przybliżeniu Niebios na ziemi. Leczenie wodą to zaiste podstawa ajurwedy.

    Jeden z moich indyjskich nauczycieli jogi wspominał o tym, iż niektórzy hinduscy bramini, ludzi którzy przychodzą do nich bez należytej (tradycyjnie) czci i bez czci dla Pana Śiwy, specjalnie wpędzają na manowce Marana Tantr, czyli praktycznie w ślepe zaułki wiodące do duchowej śmierci. Spożywanie ekstrementów od zawsze było zaliczane przez jogę do Marana Tantr, czarnomagicznych praktyk wiodących w efekcie do duchowej śmierci, do zniszczenia własnej duszy (atmana, jaźni). Niektórzy hinduscy nauczyciele zwyczajnie nie lubią białych i stąd ich działanie, bynajmniej z jogą mające niewiele wspólnego. Adept jogi, mistycznej drogi duchowej ma trzymać się od tego rodzaju praktyk z daleka, jeśli pragnie szczerze duchowej realizacji.

    Życzę lokalnym smakoszom rakszasowego napitku, aby swoją urynoterapię trzymali z dala od pojęcia takiego jak JOGA, a także aby nowicjuszy raczyli uprzejmie uprzedzić jaka to „terapia” z tej urynoterapii w istocie jest – czarnoma-giczna komunia z ciemnymi siłami, które niewątpliwie dokonają terapii: wyleczą raz na zawsze z człowieczeństwa i możliwości ludzkich narodzin. Ale to już jest subtelniejsza kwestia i nie widać jej na pierwszy rzut oka. Gdyby ktoś ze smakoszy był jednak zaiteresowany urokami autentycznej terapii prawdziwą Wodą Śiwy, to zapraszam do korespondencji. Służę też od czasu do czasu egzorcyzmem uwalniającym od usidlenia przez demoniczne siły ciemności. Moce książąt ciemności świata rakszasów lub Ósmej Sfery (piśaća), takich jak Rawana, Waszta czy Asztar znacznie trudniej jest usunąć, niż w przypadku demonów żydowsko-chrześcijańskich i astralnych zmarłych dusz, niemniej nie jest to niemożliwe.

    Gwoli zaspokojenia prawdy, trzeba wspomnieć o wspólnocie szalonych mędrców zwanych kapalika, którym zdarzało się czasem używać okazjonalnie ekstrementów dla doraźnej duchowej edukacji. Przykładowo, kiedy uczeń chciał uzyskać nauki u nauczyciela tej tradycji duchowej, mógł mu się trafić jednorazowo takowy test wiary i poświęcenia. Nauczyciel kazał się nowicjuszowi wysikać, a następnie, uroczyście i bez oznak obrzydzenia wypić swój mocz. Nowicjusz albo rezygnował od razu, albo próbował wykazać się determinacją wobec wybranego guru. Wtedy okazywało się w jakiś cudowny sposób, że w naczyniu zamiast moczu jest jakiś pachnący cudownie eliksir. Cóż, jednak aby robić takie testy potencjalnym uczniom, trzeba samemu być wielkim cudotwórcą (Mahaasiddhą)  takim, co to własne siki potrafi zamienić w złoto albo w eliksir młodości. A kto nie potrafi, ten nie ma prawa tak testować kandydatów na uczniów, a nawet w ogóle przyjmować uczniów we właściwym tego słowa znaczeniu. Zrozpaczeni oszuści duchowi, nie mogąc robić wielkich cudów, usiłują przekonywać, że sam akt wypicia szczyny i poświęcenia się w ten sposób dla (wątpliwej jakości) mistrzunia posiada jakiś zbawczy i leczniczy w swej naturze motyw. Spiesznie dodają jednak jarskie odżywianie i popijanie czystej wody, aby ich wątpliwej jakości „kuracja” miała szansę zadziałać. Jarstwo samo w sobie, wzbogacone leczniczymi wodami, jest terapią leczącą większość chorób i dolegliwości ludzkiej egzystencji.

    Według nauk jogi, razem z moczem wydalane są szkodliwe substancje astralne, przez ezoterykę zwane imperylem (trucizną Halahala). Ta astralna, demoniczna trucizna posiada moc uśmiercenia ludzkiej duszy. Kto wchłania mocz spowrotem w siebie, tego imperyl powoli zatruwa i zabija duchowo, aż ulegnie wiecznemu zatraceniu w Pralaji nocy Brahmy. Z czasem psychika otwiera się dla przestrzeni Ósmej Sfery, co jest charakterystyczne także i dla innych zabójczych dla życia duchowego substancji takich jak alkohol, opium czy marihuana. Według nauk Pana Śiwy, pierwszego Mistrza jogi, konsumenci własnych fekaliów, w tym uryny, będą w 'nagrodę’ nurzać się w piekielnej rzece Waitarani, którą płyną wszelakie nieczystości uniemożliwiające zatraconej duszy opuszczenie świata piekielnego (Narakaloki) ani nawet na chwilę. Warto może wiedzieć o tych „niewinnych” skutkach ubocznych, o których zagorzali smakosze szczylu, może wcale usłyszeć nie chcą, podobnie jak alkoholicy czy nikotyniarze o zgubnych skutkach ich nałogów. Sataniści, mniemam, będą także ukontentowani nową, „zdrową” możliwością sprawowania życzonego kultu, jeśli o nim jeszcze nie wiedzieli, a pragną zanurzyć się na wieki wieków w płynącym szambo demonicy, rzeki Waitarani.

    Imię Śiwa tłumaczone na polski dosłownie oznacza przychylność, życzliwość, dobroć, a także łaskę Bożą. Czohan Śiwa to Pan Łaski, Pan Życzliwy. Lińgam jest zasadniczo jedynym symbolem Pana Śiwy czczonym w świątyniach, gdyż śiwaizm, a za nim cała joga nie używa antropomorficznych podobizn Śiwy na ołtarzach świątyń.

    Lińgam (słup) jest znakiem trzech Bożych Potęg: rozpuszczania, skrywania oraz przepływu. Pierwsza uczy, iż moc lińgamu rozpuszcza lub lepiej niszczy wszelkie grzechy, błędy i ich przyczyny tworzące karmiczne więzienie duszy. Śiwa jest wtedy niebiańskim lekarzem Rudradewą, znawcą leków i duszą dzikiej przyrody. Według ajurwedy kontakt z przyrodą to pierwsza siła lecznicza z jaką należy obcować, a przyroda żyje dzięki wodzie i słońcu.

    Druga potęga wskazuje na wszelkie misteria i ukryte tajemnice, czyniąc z Pana Śiwy strażnika wszelkiej wiedzy mistycznej i ezoterycznej. Pan Śiwa jest patronem wszystkich mistyków i ezoteryków duchowych tradycji Wschodu. Aśrama Czohan Śiwa symbolizowana przez świętą górę Kailasa w Tybecie jest praźródłem wielkiej rzeki zwanej Indusem (Sindh), od której India wzięła swoją nazwę. Stąd cała kultura indyjska zwana jest kulturą duchową. Dotrzymywanie tajemnicy duchowej praktyki i strzeżenie skarbów tajemnicy duchowości to podstawowa praca każdego adepta jogi. Właśnie z tej ezoterycznej pracy strzeżenia tajemnicy przekazu, zachowywania własnych praktyk jedynie dla siebie, adepci jogi zwani są Naatha – Strażnikami Wewnętrznego Życia.

    Trzecia potęga otwiera moc duchowego przekazu, nauczania i błogosławieństwa, czyniąc z symbolu lińgamu źródło charyzmatycznej mocy i źródło Mistycznej Wody Życia, która ożywia serca i dusze, aby powróciły na niebiosa, do Empireum swego Boga i Stwórcy. Anugraha to przekaz Łaski Bożej z samego niebiańskiego źródła, dikszan zaś to duchowe wtajemniczenie czy inicjacja, jako najbardziej esencjonalny przekaz czy błogosławieństwo linii przekazu. I to by już było na dzisiaj tyle.

    Życzę wszystkiego dobrego, także światła łaski Pana Śiwy Mahadewy, aby nie błądzić więcej po bezdrożach pseudojogicznych mistyfikacji rodem ze Wschodu.

    Swami Baba Lalit Mohan G.K.

  • Wegetarianizm a Człowieczeństwo

    Wegetarianizm a Człowieczeństwo

    1. Człowiek, Istota Ludzka, to brzmi całkiem dumnie, ale w starożytności do ludzi zaliczano wyłącznie WEGETARIAN, a więc istoty ludzkie, które nie spożywały generalnie w ogóle żadnego pokarmu mięsnego, tj. takiego, dla którego zdobycia trzeba było zabić jakiekolwiek zwierzę. Stawanie się Człowiekiem w całej pełni znaczenia tego słowa to także zmiana sposobu odżywiania w kierunku wybitnie roślinnym, a Jarosz to człowiek o większej wrażliwości, inteligencji, uroku i czułości w sposób niewątpliwy, chociaż odejście od podludzkiego stanu zdziczenia do humanitaryzmu, który nie istnieje bez Vegediety zajmuje zwykle dobre Siedem lat, bo tyle żyją ostatnie komórki, które muszą zapomnieć, że były “trupożerne”. Mówi się w naukach starożytnych nawet o stopniach rozwoju Świadomości w oparciu o analizę spożywanego pokarmu, a najniższy krąg nieludzkich prymitywnych dzikusów stanowili i stanowią jeszcze ciągle ludożercy i typowi mięsożercy, dla których głównym pokarmem jest mięso tego, co upolują, złowią, zabiją w bestialski sposób. Podludzie tej klasy generalnie żyją bardzo krótko ze średnią długością życia od 28 do 50 lat, a jedzenie głównie produktów mięsnych z uboju, połowów lub polowań to najistotniejsza przyczyna śmierci na choroby sercowo-naczyniowe, raka, cukrzycę, sepsę i podobne dolegliwości cywilizacyjne, także samobójstwa! Mięsem karmi się od wieków wszelkie agresywne armie, legiony i bojówki, bo mięsne żywienie wzmaga adrenalinę i pobudza krwiożercze skłonności do wszelakiej bijatyki, rozboju i patologicznego zabijania. Dieta wojskowa to dieta trupojada, który na polu walki zabija wszelkie stworzenia, aby tylko się czymś pożywić, co wzmaga jego agresję, podnosi adrenalinę i tłumi wszelkie ludzkie odruchy jak czułość, wrażliwość i łagodność. Reedukacja takiego człekozwierza, który świeżo zabitemu na froncie koledze odcinał kawał mięsa, aby się pożywić jest bardzo trudna, jeśli wręcz niemożliwa, przynajmniej wobec ogółu z powodu rozpasanej żądzy mordowania wszystkiego, co się tylko rusza. Starożytne kultury, włącznie z grecką, na której bazuje cywilizowana Europa dawały pełne pochwał apoteozy pod adresem ludzi, tj. wegetarian upatrując w powszechnym JARSTWIE nadejścia Epoki Złotego Wieku.

    2. Drugi poziom rozwoju Świadomości (Ćittam) człekozwierza to faza, w której osoba jest tzw. wszystkożercą zadawalającym się zarówno roślinnym jak i zwierzęcym pożywieniem. W tej grupie znajdujemy ludzi, którzy dbają o należyty udział składników roślinnych jak i takich, którzy twierdzą, że nie mogą jeszcze obejść się bez kawałka mięsa, koguta czy ryby na talerzu. Znajdujemy tu też ludzi o najniższej świadomości religijnej, którzy w niektóre dni tygodnia powstrzymują się od mięsa lub w ogóle nie jedzą np.: wieprzowiny jako najbardziej toksycznego i chorobotwórczego gatunku mięsnego! Osoby preferujące bardziej roślinne i nabiałowe odżywianie czy ludzie z mięsa jedzący tylko ryby należą już do szczytu tego drugiego poziomu świadomości, który pożywia się w tak zwanym systemie mięsno-roślinnym i stopniowo odwraca proporcje na korzyść roślin a często robi to z rozsądku motywowanego potrzebami zdrowotnymi. Nawet bardzo rzadkie spożywanie toksycznych dla zdrowia ciała, psychiki i ducha mięsnych dodatków zatrzymuje nas jednak w tej niskiej fazie rozwoju Świadomości i grozi cofnięciem się na dno ewolucyjnego systemu hierarchii ludzkiej Świadomości. Wszelkie patologie związane z nałogami jak alkoholizm, nikotynizm, kokainizm i inne związane są nieodłącznie z mięsnym systemem odżywiania i są praktycznie związane z nałogiem mięsożerstwa, a przecież Bóg stworzył Człowieka do Wyższych Celów, na swój Obraz i Podobieństwo, a nie na obraz jakiegoś kojota, psa, tygrysa czy hieny, które to gatunki są drapieżne i żywią się zwłokami tego, co zamordują.

    3. Zaprzeczanie podstawowym prawdom z dziedziny biologii i medycyny, takim jak to, że żuchwa ludzka i ślina to oznaka typowego roślinożercy, a długość przewodu pokarmowego predestynuje Człowieka do jedzenia pokarmu roślinnego plasując nas wśród OWOCOŻERCÓW, podobnie i stężenie kwasów żołądkowych to pewnie główna przyczyna współczesnego masowego zwłokożerstwa tzw. „cywilizacji śmierci” na Zachodzie. Rasa biała jest tu najbardziej zdegenerowana, bo i odsetek Wegetarian u ras kolorowych zawsze w historii był dużo wyższy niż u „bladych twarzy”, mięsem odczłowieczonych aż do rozpętania największych ludobójczych rzezi w pierwszej połowie dwudziestego wieku istnienia „religijnej cywilizacji śmierci” z jej wszystkimi patologiami i wynaturzeniami. A wynaturzeniem jest nawet niechęć matki do karmienia dzieci mlekiem z własnej piersi, chociaż od zarania cywilizacji wiadomo, że jest to najlepszy i najzdrowszy pokarm dla dziecka. W starożytności i wśród kolorowych cywilizacji powszechnie karmi się dzieci piersią do 2-3 roku życia, a nawet dłużej, a jak własna matka nie ma pokarmu to szuka się mamki zastępczej, aby dziecko zostało należycie wykarmione mlekiem kobiety, którego nie zastąpią żadne chore sztuczne wymysły „cywilizacji śmierci” i jej patologicznych pseudonaukowców! Dzieci karmione mlekiem matki są zdrowsze i bardziej odporne na infekcje, a wiadomo, że zespół braku odporności to wybitna choroba współczesnej cywilizacji i to głównie tzw. rasy białej skażonej swoim poczuciem wyższości i opłakanymi błędami naukowców, którzy często dla sankcjonowania chorych pomysłów fałszują badania naukowe i to na masową skalę. Badania naukowe od pradawna pokazują jedynie, że zdrowiu służy wielce Jarskie, Roślinne Odżywianie, a i nie tylko zdrowiu, ale też długowieczności i inteligencji, bo wegetarianie z urodzenia mają większe uzdolnienia i wyższy iloraz inteligencji, o ile nie są ciągle represjonowani przez mięsożerne karykatury człowieczeństwa, o inteligencji hieny, wilka, tygrysa etc.

    4. Trzeci poziom rozwoju Świadomości to ludzie zorientowani na pokarm całkowicie roślinny z niewielką ilością mleka czy miodu i ich przetworów. Ludzie, którzy nie sięgają po zwłoki zwierząt, a wolą raczej głodować niż zjeść chociażby zupę gotowaną na kościach świni czy dżem na żelatynie, która jest mięsnego pochodzenia. Ten trzeci stopień rozwoju Świadomości nazywamy Ludzkim, a zgodnie ze starożytną Wiedzą, zarówno Grecji, Egiptu, Słowian jak i Indii czy Chin dopiero osobę o ugruntowanym ludzkim systemie roślinnego odżywiania można nazwać Człowiekiem, a siedmioletni proces oczyszczania ciała, psychiki i ducha z toksyn, emocji i idei zwierzęcych, dzikich musi też dać rozwój typowo ludzkich, duchowych cech osobowości jak wrażliwość, czułość, łagodność, tolerancja, życzliwość i spokój sumienia! Człowiek stworzony na Obraz i Podobieństwo Boga, to Człowiek odżywiający się ziarnami zbóż i owocami drzew, a jest to zapisane na początku Biblii Chrześcijańskiej nawet w Księdze Genezis. Mięsne odżywianie to pokarm grzeszników, straceńców i przestępców, którzy odstąpili od Boga i nie chcą się nawrócić na Prostą i Czystą Drogę Bożą. Jest to religijna oczywistość dla każdego, kto dobrze zna Biblię lub Koran lub Wedę, a także autentyczne pisma taoistów czy innych religii, gdzie Jarstwo utożsamiane jest z Człowieczeństwem, bramą do duchowości albo umiłowaniem przez Boga. Adam i Ewa w Raaju nie wstydzili się swojej nagości ani przed sobą, ani przed Bogiem, a za pokarm mieli ziarna zbóż, owoce drzew, mleko i miód i czystą wodę z rajskich źródeł i strumieni, a w szczególności owoce z tzw. Drzewa Życia, które zapewniały ciągłe przedłużanie ludzkiego życia praktycznie w nieskończoność. Dopiero świadomy wybór Zła zaowocował żądzą jedzenia mięsa zabitych zwierząt i ludzi, wstydem przed nagością i seksualnością i utratą kontroli nad długością życia poprzez jego skrócenie do 120 lat jak mówią Pisma Święte, a nawet potem bardziej z powodu agresywnego i zezwierzęciałego trybu życia upadłych i zdegenerowanych ludzi, którzy wdali się nawet we wzajemne zabijanie!

    5. Reedukacja człekozwierzy do poziomu prawdziwie Ludzkiego, Humanitarnego zawsze musi się opierać na odejściu od zwłokożerstwa, ku diecie cywilizowanego Człowieka, który zawsze był, jest i będzie Wegetarianinem, a to że mięsożerca jest istotą niższą gatunkowo, podłą i zezwierzęconą na sposób bardzo patologicznych drapieżców, trzeba mówić głośno, aby to docierało w szczególności do dzieci i młodzieży. Dobrze wiedzieć, że demencja, alzheimer, zawały, wylewy, cukrzyce to powiązania alkoholowo-papierosowo- mięsożernego stylu życia, a śmierć na raka to Kara Boża nawet za wszystkie przestępstwa życia wbrew Naturze. Każdy, kto odkrył swoją Prawdziwą Naturę, odkrył w historii, że Być Człowiekiem to w pierwszym rzędzie być Jaroszem, Roślinożercą, bo Człowiek ma jako gatunek przewód pokarmowy Roślinożernych Istot, co więcej bardziej Owocożernych! Ucywilizowanie w szczególności rasy białej, najbardziej drapieżnej i agresywnej, ludobójczo zbrodniczej, co pokazuje wymordowanie 200 milionów Indian, drugie tyle Murzynów czy 50 milionów Hindusów, to przede wszystkim głęboka prowegetariańska resocjalizacja zarówno w oparciu o argumenty biologiczne, medyczne, jak i religijne, których jest całe mnóstwo. Trzeba wykorzenić obłęd chorego przekonania, jakoby mięso było potrzebne do życia, dawało siłę czy zdrowie, bo w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Jeśli w Anglii 4 tysiące ludzi w tygodniu przechodzi na Jarstwo z rozsądku to powinno tak być w każdym kręgu kulturowym wszędzie pod Słońcem, a Hipokrates nas do tego zachęca, jako Ojciec Medycyny, który uczy, że Zdrowie Człowieka zależy od Jarskiego Odżywiania. O tym trzeba uczyć na studiach medycyny, aby zamiast konowałów kształcić prawdziwych lekarzy dbających o ludzkie Zdrowie, bo przecież wiadomo, że osoba, która gwałtownie przechodzi na Wegetarianizm choruje od zaraz praktycznie o 30-50% mniej niż pozostała populacja zwłokożerców i trupojadów. A po dłuższym stażu w Jarskim Odżywianiu zachorowalność spada do 1/3 lub 1/5 tego, co było poprzednio, znika też praktycznie całe mnóstwo chorób, których jedyną przyczyną jest spożywanie nawet bardzo małych ilości mięsa. Pokazują to już społeczeństwa długowieczne, że życie na roślinkach z niewielkim dodatkiem ryby i niejedzeniem żadnych innych zwierząt wydłuża średnią życia o nawet kilkanaście lat! Namawianie więc trupojadów, aby zrezygnowali z ssaków, a przerzucili się na ryby i zwiększyli masę roślinnego pożywienia jest już nawet poważnym krokiem ku Jarstwu czyli Dobremu Zdrowiu!

    6. Uczenie dzieci i młodzieży w szkołach rozmaitych antynaukowych bredni jak darwinowska hipoteza ewolucji gatunków czy wmawianie, że białko zwierzęce jest pełnowartościowe, a roślinne nie, to prawdziwa przyczyna patologii społecznych. Białko zwierzęce to faktycznie trucizna dla organizmu i chorobogenne obciążenie, bo Człowiek białka nie przyswaja w ogóle, a rozkłada je na aminokwasy, z których większość jest nieprzydatna! Potrzebne aminokwasy mamy z pokarmu roślinnego, gdzie są w postaci łatwo przyswajalnej i nie ma potrzeby wydatkowania energii na rozkład zwierzęcych białek, które zaburzają tylko florę bakteryjną jelit i obciążają przewód pokarmowy toksycznymi produktami ubocznymi, trudnymi do usunięcia z organizmu. Ewolucjonizm już dawno upadł z braku dowodów, które by go chociaż trochę poparły, nie jest więc ani nawet teorią naukową, a jedynie hipotezą bez dowodów! A odkąd wiadomo, że wszystkie ssaki naczelne, z których miał się rzekomo Człowiek wywodzić mają po 48 chromosomów, a Człowiek ma 46 chromosomów będąc konstrukcyjnie zupełnie innym gatunkiem do niczego w świecie zwierząt niepodobnym to całą hipotezę ewolucji Człowieka z małpy można wyrzucić do kosza na śmieci i więcej do niej nie wracać, chyba, że dla dokonania studium jak powstaje pseudonaukowa brednia i ilu znajdzie się półgłówków czy raczej idiotów, którzy zaczynają w nią wierzyć, choć nie ma racji bytu, a i wszystkie starożytne przekazy o historii powstania Człowieka także tę brednię wykluczają, a sam Darwin przyznał, że to hipoteza bez żadnego dowodu. A patologiczni pseudodietetycy w wielu krajach, pomimo stanowiska WHO, Światowej Organizacji Zdrowia pokazującej zdrowotne korzyści i zalety wegetarianizmu, aż po dziś dzień potrafią bredzić, kłamiąc przeciw roślinnemu odżywianiu za łapówki brane od hodowców rzeźników i ich szkodliwych koncernów przetwórczo-handlowych. O tym, że wszelkie wojny wywołują podludzie bardzo mięsożerni i krwiożerczy, o tym, że przemysł rzeźniczy i hodowle zwierząt zatruwają całą planetę – o tym milczą!

    7. Szkoła Pitagorejska związana z kulturą, etyką, duchowością i ezoteryzmem w europejskim kręgu kulturowym w Jarskiej Diecie Zdrowia i Długowieczności upatrywała Złoty Wiek i o starożytnej epoce Złotego Wieku, Powszechnego Dobrobytu mówiło się jako o erze Wegan! Wegetarianinem był Einstein, Leonardo da Vinci, Isaac Newton, a więc najwybitniejsi geniusze i uczeni i każdy naukowiec z prawdziwego zdarzenia powinien iść w ich ślady, to rzecz oczywista. Wegetarianie to także Pitagoras, Owidiusz, Sokrates, Platon, Hipokrates, a więc elita filozofii, medycyny i nauki, a także autorytety moralne i twórcze jak Bernard Shaw, Lew Tołstoj, Goethe czy Wolter. Oczywiście Wegetarianinem był tez Mahatma Ghandi największy bez mała polityk i mistyk, filozof, który w istotny sposób spowodował upadek zbrodniczej epoki chrześcijańskiego, rasistowskiego kolonializmu, który zaowocował setkami milionów trupów, które w znacznej części były zjadane na polu walki przez zwycięskich najeźdźców kolonialnych. O tym plugastwie mało się mówi, ale zwyczaj zjadania Indianina, Murzyna, czy Hindusa po kolejnym zaborze i podboju kolonialnym należał niemal do ludożerczego rytuału mięsożernej białej rasy i powinno to być głośno i często potępiane i zawsze opisane w podręcznikach historii! Kanibalizm żołnierzy z frontów II wojny światowej, suto zakrapiany wódką dla zabicia sumienia, to też temat godny uwagi, aby Zdrowi ludzie wiedzieli, do czego prowadzi agresywne, rasistowskie trupożerstwo o obrazie wojennej psychozy. Wiele ofiar obozów koncentracyjnych, także współczesnych, to ofiary mięsożerstwa i kanibalizmu swoich uwięzionych współtowarzyszy. Bestialstwo dzicz i swołocz to dobre określenia, a wielu badaczy kanibalizmu, alkoholizmu, mięsożerstwa i militaryzmu wojennego wprost przecież o tym mówi, chociaż inni zapominają o meritum sprawy. Wprowadzenie Złotego Wieku zawsze musi się opierać na zmasowanej edukacji w Prawdzie, aby każdy ludzki osobnik został należycie Uczłowieczony, chociaż przez właściwe, dla Człowieka od zarania dziejów przeznaczone odżywianie Wegetariańskie, czyli po prostu Roślinne, Zdrowe.

    8. Szkodliwe sekty, podobnie i szkodliwi pseudonaukowcy popierają mięsożerstwo i nawołują do zjadania trupów, a szkalują i gnoją to, co sprzeciwia się interesom rzeźni, hodowców i handlarzy mięsem, oraz jego przetwórcom, a farmacja popiera ten cały biznes, bo im więcej chorych, tym większe ma zyski ze swoich pseudoleków, z których większość nie miałaby racji bytu, gdyby ludzie się po prostu Zdrowo, Jarsko Odżywiali. Od tysiącleci wiadomo, ze dzieci wychowywane od urodzenia na wegetariańskim żywieniu maja mniejszy poziom agresji, nie przejawiają żadnej patologicznej, ani wyrafinowanej brutalności, a gdy dorastają odmawiają zdziczałej nauki i przygotowania do wojny i agresji militarnej. Społeczności Wegetariańskie są Pokojowe, Antymilitarne i mają znikomą przestępczość. Wszyscy rasowi przestępcy utożsamiający się ze swoim rozbójniczym, złodziejskim, bandyckim i gwałcicielskim procederem to praktycznie mięsożercy, a to tacy, którzy bywa, ze zasmakowali też ludzinki i ich resocjalizacja to odebranie im wszelkich trucizn jak mięso, papierosy i alkohol oraz zracjonalizowane wychowanie dla Powszechnego Dobra i Pokoju. Wśród patologicznych przestępców praktycznie nie ma żadnych Wegetarian, którzy odsiadują często surowe i bezprawne wyroki więzienia, ale za odmowę służby wojskowej, lub pracy w rzeźni w ramach służby wojskowej zastępczej, co jest zbrodnią przeciwko ludzkości. Skoro wiemy, że zmiana odżywiania na typowo roślinne z dodatkiem nabiału czy miodu, ale bez żadnych ptaków, ryb, ssaków, gadów ani płazów prawie natychmiast zmniejsza zachorowalność o dobre 30% – 50% i rośnie w miarę Wegetariańskiego stażu, to w każdym szpitalu należy niezwłocznie wprowadzić jako leczniczą, dietę typowo jarską z zakazem wnoszenia zwierzęcych trupów na teren jakiegokolwiek szpitala. Wszystkie starożytne lecznice, także Greckie bazowały na Zdrowej, Leczniczej Diecie, a o mięsie mówiły, że jest zabójca ciała i duszy! Hipokrates mówił, że wiele chorób nie można wyleczyć bez odrzucenia mięsnego odżywiania całkowicie, włącznie z towarzyszącymi mu patologicznymi odżywkami. Na Wawelu, aż do X w e.ch istniała lecznica, szpital, który leczył ludzi typową Wegetariańską dietą jako podstawą całej kuracji i był znany w całej Europie, a nawet Grecy i Egipcjanie przyjeżdżali na kuracje prowadzone przez kapłanów-medyków kultu Śiwa! Ażeby wyleczyć raka trzeba natychmiast przestać palić papierosy, pić alkohol i zrezygnować ze spożywania najdrobniejszych nawet ilości ciał pomordowanych zwierząt i to jest podstawa jakiejkolwiek terapii onkologicznej. Nie mogą dewianty pseudonaukowe produkować pseudodowodów na konieczność jedzenia mięsa dla podtrzymania koniunktury rynku żądnym zysku biznesmenom i uspokajania sumień wielu milionów konsumentów, którzy czują, że coś to jest „nie tak” z tym ich skoraptowanym apetytem sprowadzającym nieszczęścia i cierpienia znacznie więcej niż połowy chorób, jakie istnieją, a szczególnie starczych chorób degeneracyjnych, jak demencja!

    9. Wegetarianie praktycznie nie chorują na dolegliwości wynikłe z osłabienia systemu immunologicznego, potrafią nie zarazić się HIV pomimo współżycia z osobą zakażoną, a AIDS nie chce się rozwinąć i wirus HIV znika w „tajemniczy” sposób z organizmu, bo zdrowa Wegedietą wyleczono już setki tysięcy nosicieli HIV-a! Organizm sam zwalcza zakażenia, gdy zaczyna być Człowiekiem, a nie wszetecznikiem łamiącym na swoim organizmie wszelkie Prawa Natury, nawet takie wynikłe z budowy biologicznej, a już po zbadaniu śliny wiadomo, że Człowiek jest roślinożercą i z budowy żuchwy, że winien pokarm długo i starannie przeżuwać mieszając ze śliną zanim każdy kolejny kęs połknie. Oczywiście roślinne, prawidłowe i humanitarne odżywianie musi być wszechstronne i urozmaicone, a powszechnie wiadomo, ze Człowiek nie potrzebuje do życia nabiału, ani nie może spożywać go w zbyt dużej ilości na raz! Zboża, warzywa, owoce i strączkowe to wystarczające dla naszego zdrowia i życia pożywienie! Oczywiście też zdrowa i czysta woda źródlana, bo woda przemysłowa w miastach często zatruta jest w bardzo toksyczny i chorobogenny sposób! Unikanie kranówki chlorowanej albo fluorowanej i toksycznej od metali ciężkich z uwagi na stan zdrowia to też często dla Jarosza bardzo podstawowe zagadnienie dietetyczne!

    10. Zniszczenie środowiska naturalnego na skutek produkcji mięsa, wycinania lasów na pastwiska, zatrucie wód gruntowych przez odchody zwierząt hodowlanych, wydzielanie metanu, powiększanie dziury ozonowej chociażby od lodówek do przechowywania mięsa, wszystko to, jest potworną degradacją całej Przyrody, a przecież dla żywienia wegetarian wystarczy 10-15% całej produkcji rolniczej opartej na hodowli zwierząt rzeźnych! Patrzenie z pogarda na mięsożerców, jak to robi część Wegetarian jest uzasadnione naukowo, bo jakże inaczej patrzeć na troglodytów prowadzących szkodliwą, trująca i niszczycielską działalność zwaną konsumpcyjnym stylem życia i „cywilizacją śmierci”, popieraną też przez szkodliwe sekty religijne, które preferują bezbożny, pijacko-mięsożerny styl życia. Kto je mięso, pije alkohol i pali papierosy i bełkocze coś o wierze, religii i dogmacie, ten na pewno należy do szkodliwej sekty, której ideologia dokonała mu prania mózgu, skoro zbrodnie sankcjonuje dogmatem. A religie objawione przez Boga propagują Wegetarianizm i wysławiają Świętych Męczenników, którzy jak pierwsi Chrześcijanie w Rzymie woleli złożyć głowę pod topór kata, niż zjeść kawał mięsa i napić się krwi w postaci czerniny – pokarmu dewiantów, zbrodniarzy i rozbójników o plugawym charakterze. A ile Milionów Wegetarian, niewątpliwych Pacyfistów zginęło zakatowanych w więzieniach, aresztach, obozach koncentracyjnych za odmowę służby wojskowej i nauki mordowania ludzi tego już dokładnie nikt nie policzy! Wszystko to jest żniwem zbrodniczej, nieludzkiej, zachodniej cywilizacji śmierci, a w Ameryce tysiące ludzi siedzi w więzieniach na dożywocie za odmowę udziału w krucjatach na Koreę, czy Wietnam i niechęć do mordu w barbarzyńskim i rzeźniczym stylu. Czy ktoś się o tych Prawdziwych Ludzi raczy kiedykolwiek upomnieć?!

    11. Hipokryzją jest twierdzenie, że ludzie są równi bez względu na to, co jedzą i że wegetarianie nie są ludźmi lepszymi od mięsożerców. Plugawa to i obłudna hipokryzja, bo w rzeczywistości każdy, kto odrzucił trujący i bezbożny zwyczaj pożerania trupów zwierząt wznosi się na wyższy szczebel ewolucji Świadomości i takiego, o ile z tego szczebla nie spadnie dopiero po Siedmiu przynajmniej latach Jarstwa można nazwać Człowiekiem! Tak uczył Pitagoras, Kriszna, Buddha i Jezus Chrystus, czy św. Franciszek z Asyżu i o tym wszyscy pseudochrześcijanie także w szczególności powinni pamiętać! Ewangelia Jezusa Chrystusa przywróciła Prawo Stare, które było na początku i jest niezmienne, a odkupując pierworodny grzech adamowy, Chrystus uczył Uczniów porzucenia grzesznego mięsożerstwa i powrotu do Jarskiego pokarmu. Najlepszym przykładem są Synowie Gromu, Apostołowie tacy jak Piotr, Jakub i Jan, którzy ze względu na Chrystusa właśnie odżywiali się chlebem, jarzynami i sokiem winogronowym, oraz wodą, mlekiem i miodem. Święty Piotr Apostoł jadł chleb przaśny (pszenny), oliwki i pił wodę źródlana, a mówią o tym wszystkie historyczne o nim teksty. Pan Kriszna nakazywał ścisły Wegetarianizm, Pan Buddha nakazywał pokarm Jarski, a żaden mięsożerca wedle Pana Buddha nie jest buddystą i Zaratusztra był Wegetarianinem i nakazywał Jarstwo. Biblia jak i Koran czy Weda pochwala, poleca i nakazuje ludziom Jarstwo jako podstawę religijności i pobożności! Każdy, kto czyta te Święte Pisma dobrze o tym wie i jeśli nie uczy o tym innych, to znaczy, że jest pseudoreligijnym, sekciarskim oszustem. Szok przeżywa człowiek, gdy czyta Koran albo Biblię i co kawałek widzi pochwałę Jarstwa i potępianie mięsożerstwa i przelewu krwi żyjących stworzeń! Jest to szok odkrycia hipokryzji dogmatycznych oszustów, którzy wleźli na ambony w kościołach, meczetach i innych świątyniach!

    12. Naukowy fakt, że ludzki organizm musi systematycznie produkować hemoglobinę, i że najłatwiej wyprodukować organizmowi hemoglobinę z chlorofilu, który jest w zielonych liściach i częściach roślin musi szokować, gdyż od razu prowadzi do wniosku, że zielone części roślin, warzyw są koniecznym pokarmem dla ludzkiego gatunku, który został stworzony na podobieństwo Boga, Bóstwa jako mężczyzna i kobieta! Wzory chlorofilu i hemoglobiny (hemu) są tak bardzo do siebie podobne, różnią się tylko jednym łatwo wymienialnym atomem, że absurd zastępczego wytwarzania hemoglobiny z aminokwasów (białek) i cukru u mięsożerców napawa wstrętem i oburzeniem, gdyż to proces skomplikowany i wymagający dożo energii, a wręcz niemożliwy czasem u mięsożerców! Krwinka czerwona zawierająca hemoglobinę żyje zaledwie 100 dni i w takim czasie też cały zapas hemoglobiny jest wymieniany przez organizm, a starożytni medycy, jak Hipokrates polecali właśnie 100-dniowe kuracje oczyszczające dla odtrucia krwi! Anemia to na ogół choroba typowych mięsożerców wynikła z niedostatecznej ilości chlorofilu w diecie, w której powinno być dużo zielonych liści warzyw i części roślin, aby była zdrowa i odpowiednia dla produkcji hemoglobiny. Wymiana jednego atomu magnezu i zamienienie go na żelazo i już z chlorofilu mamy hemoglobinę, a jest to proces łatwy i naturalny w organizmie! Chlorofil to w całej pełni niezbędne, podstawowe źródło hemoglobiny, a brak chlorofilu w codziennym odżywianiu, to choroba i szok poszukiwania zastępczej możliwości zbudowania hemoglobiny z aminokwasów i cukrów u mięsożerców, a taki produkt przypomina nam sztuczną syntezę krwi zastępczej, zamiast naturalnej pochodzącej z chlorofilu! Zielone liście spożywane wraz ze szczypiorkiem sałatą, kapustą, pietruszką, burakiem ćwikłowym, szpinakiem, szczawiem, pokrzywą, selerem, zielonym groszkiem i zieloną fasolką, kiełki (koleptule) zbóż są niezbędnym pokarmem każdego Człowieka, który chce zachować dobre Zdrowie i Długowieczność!

    13. Porównując Człowieka, jako szczególny gatunek, zupełnie odmienny od ssaków naczelnych, widzimy różnicę nie tylko genetyczną w innej zasadniczo liczbie chromosomów, ale też Człowiek wyróżnia się innym zupełnie i inaczej osadzonym organem Mowy, a wiemy, że ludzka Mowa nie jest podobna do żadnego sposobu wydawania dźwięków w świecie zwierząt. Kiedy w szkołach filozofii i teologii, oraz nauk biologicznych mówimy o królestwie minerałów, roślin, zwierząt, to człowiek jest osobnym czwartym królestwem w Przyrodzie, a o Aniołach, Duchach i Bóstwach mówi się jako o królestwie piątym, duchowym, ponadludzkim. Koran, Biblia czy Weda wynoszą Człowieka ponad świat zwierzęcy ze względu na zdolność Mowy, a Koran zwie Człowieka właśnie Panem Zwierząt, ze względu na szczególny, ludzki organ służący do mówienia, śpiewania i komunikacji.! Ludzie różnią się od zwierząt także tym, że nie posiadają rui i uprawiają bogate uczuciowo życie erotyczne głównie dla przyjemności, a nie tylko dla prokreacji, jak to ma miejsce w świecie zwierząt. Ci, którzy chcą z nas ludzi uczynić drapieżne, dzikie bestie, chcą nam też wmówić, że powinniśmy się wyrzec człowieczeństwa także w dziedzinie erotycznej i kopulować jak zwierzęta, dla wydania potomstwa tylko, co wśród ludzi jest nienormalnym i niemoralnym wynaturzeniem. W świecie współżycie poza rują dla prokreacji zdarza się czasem delfinom i jednemu z gatunków szympansa, ale bardzo rzadko, co też do ludzkiej świadomości nie upodabnia tych gatunków. Oznaką Człowieczeństwa jest też dawanie sobie całego bogactwa erotycznych pieszczot i przeżyć bez związku z prokreacją i rozrodem, a jedynie dla rozkoszy pomiędzy kobietą i mężczyzną, którzy w Raaju byli nadzy i nie wstydzili się przed Bogiem! Zupełnie inna konstrukcja gardła odróżnia nas od ogółu naczelnych ssaków, gotowość do życia erotycznego kobiet zupełnie inna niż ruja rozpłodowa samic u naczelnych zwierząt, ogromne różnice w budowie mózgu tak, że w ogóle nie da się porównać sensownie nawet mózgu Człowieka i małpy, wszystko to wyklucza chorą hipotezę wyewoluowania Człowieka z małp naczelnych. Ssaki naczelne są wszystkie czworonożne, a Człowiek jest istotą typowo dwunożną i ma czaszkę, która w niczym nie przypomina czaszek zwierząt naczelnych, a także nie ma sierści, którą mają wszystkie naczelne i co gorsza skóra Człowieka nie jest zbyt dobrze przystosowana do ilości światła słonecznego i klimatu, jaki panuje na Ziemi, stąd konieczność ubierania się lub zwiększania produkcji melaniny (czarnego pigmentu) u ras okołorównikowych. Włosy i paznokcie, które trzeba obcinać, też nas całkowicie odróżniają od zwierząt naczelnych, z którymi nie mamy nic, z wyjątkiem hipotez pseudonaukowych, ale to nic wspólnego.

    14. Cały ludzki genom to około trzech miliardów par zasad, z czego około 5-7% kształtuje nasza postać, a to jest około 210 milionów par zasad, a reszta DNA służy nie wiadomo dokładnie, do czego, być może do rozwoju wyższych cech, celów i możliwości ludzkiej istoty. Różnice 1-2% w budowie genomu od innych naczelnych to różnica 30-60 milionów par zasad, czyli tyleż dokładnie cech, właściwości i możliwości przy oczywistym fakcie całkowicie odmiennego układu chromosomów, bo ludzie mają 46 chromosomów, a wszystkie naczelne po 48 chromosomów i tej różnicy zasadniczej żaden prawdziwy uczony na pewno nie przeoczy! Człowiek jest Człowiekiem, a zwierzęta są zwierzętami, to jest pewne, o ile człowiek nie ulega rozbestwieniu stając się demonem zła i wojny gorszym od dzikich bestii, które nie popełniają samobójstw i na ogół nie polują na przedstawicieli własnego gatunku, bo zjedzenie krowy przez krowę jest w swej istocie zupełnie w Naturze nieprawdopodobne! Nawet kości Człowieka są inne, bo znacznie lżejsze niż nawet u człekopodobnych naczelnych ssaków, czyli zwierząt niemających z Człowiekiem żadnego wspólnego pochodzenia, przynajmniej w sensie organicznym. Stara prawda dawnych religii i mitologii o stwarzaniu życia przez istoty będące Bogami, Stwórcami Życia wydaje się być jedyną pewną naukowa hipotezą, tym bardziej, że potencjalni podejrzani często się objawiają w historii, a także pojawiają się współcześnie! O ewolucji Świadomości możemy zaś mówić wiele, gdy człekozwierz, żądny mięsa i krwi padlinożerca wskutek osobistego rozwoju moralnego wznosi się wzwyż i mięsne trupożerstwo odrzuca na zawsze, stając się Jaroszem, Wegetarianinem na miarę Uczniów Jezusa, Buddhy, czy Kriszny.

    15. Idea Pramatki rodzaju ludzkiego potwierdza się w naukowo w każdym Mitochondrium komórkowym dziedziczonym poprzez komórkę żeńską, jajową, gdzie przechowuje się od początku rodzaju ludzkiego w zasadzie niezmieniona, być może doskonała pula genetyczna. Oznacza to, że ideał Pierwotnej Natury pochodzący od Pramatki drzemie w każdym z nas i może wpływać na nasz umysł, uczucia, dążenia i potrzeby, a mądrość starożytna wskazywała na konieczność odkrycia tej Pranatury! Oczywiście zapis ten jest praktycznie identyczny w każdym człowieku i pokazuje nam Prakobietę, Chave, Ewę, która poprzez rodzenie zapoczątkowała rozmnażanie i powielanie osobników ludzkiego gatunku, który słusznie uważa się za coś lepszego od zwierząt, ale niesłusznie niszczy przyrodę i środowisko wdając się w wojny i patologiczne chorobogenne mięsożerstwo, które u gatunku ludzkiego w ogóle nie powinno mieć miejsca! Możemy sobie wyobrazić, czym był grzech Pramatki, że odbiegliśmy od normalnego Jarskiego systemu żywienia, swobody erotycznej rozkoszy pomiędzy mężczyzną i kobietą, oraz bezpośredniego obcowania z Bogiem, tak, że teraz musimy sięgać po zapis w mitochondrium komórkowym i z trudem odkrywać naszą pierwotną Naturę. Terapeutyczna praktyka wybaczania matce i głębiej Pramatce, jaką wskazuje Joga, Sufi i Psychoterapia Naukowa w drodze eksperymentu jest widać bardzo usankcjonowana, celowa i pożyteczna dla naprawienia całej ludzkiej istoty i całego rodzaju ludzi, który niewątpliwie jest zdegenerowany i upadły z uwagi na swoje niszczycielskie skłonności i zwyczaje!

    16. Warto też mieć na uwadze fakt, że Wegetariański styl życia Człowieka jest istotną częścią Jogi jako systemu naprawy rodzaju ludzkiego i nie powinien być oddzielany od całości, jaką jest Joga. Zarówno w Grecji, jak i w Anglii, gdzie mamy dwa główne centra duchowo-medyczne propagujące Jarstwo, pojawia się ono jako część systemu praktyki duchowej, w Oriencie nazywanego właśnie Jogą czyli metodą unifikacyjną. Mówienie, że Jarstwo, Wegetarianizm nie ma nic wspólnego z Jogą, Istotą Religii jest bałamutnym kłamstwem i wprowadza ludzi w błąd, a angielscy uczeni, którzy promowali Jarstwo opierali się zawsze na orientalnych systemach zdrowia i doskonalenia ludzkiej istoty, co i w taoizmie, i w buddyzmie, i w hinduizmie zawsze nazywa się Jogą. Nie istnieje też Joga bez Jarstwa, bo nawet bardziej fizyczna Hatha Joga od samego początku wymaga Jarstwa jako podstawy Zdrowego Życia i Długowieczności. A Pitagoras też był wybitnym znawcą Wiedzy Orientalnej, której szkołę w istocie założył w Grecji, chociaż Jarstwo jako system Zdrowego Życia znany jest po trochu w każdej kulturze i religii pod Słońcem, o ile nie uległa masowej erozji i kompletnej degeneracji, odczłowieczeniu i odhumanizowaniu tak, jak europejska cywilizacja chorej, białej rasy! Niech Bóg i wszystkie Anioły błogosławią Ciebie!

    Swami Baba Lalit Mohan G.K.

  • Toksyczne Idee Pseudoreligii

    Toksyczne Idee Pseudoreligii

    Jako specjalista z zakresu psychologii religii i terapii psychicznej osób indoktrynowanych przez powszechnie na świecie znane toksyczne i destrukcyjne sekty, skreślę słów kilka o paru toksycznych ideach, które wypaczają rozum i niszczą duchowe życie jednostki, sprowadzając ją na manowce bezbożności. Istotą terapii deprogramingu jest skorygowanie chorych wierzeń, które mogą doprowadzić do prawdziwej tragedii, nie tylko w wymiarze jednostkowego życia ale i do tragedii społecznej, z których największą jaką zna historia jest ludobójstwo wojenne sankcjonowane przez „religijne” establishmenty. Znaczenie religii to „ponowne połączenie, ponowne zbliżenie”. Religia powinna być więc w swej istocie zbliżeniem i połączeniem narodów i wyznawców, ras i języków a nie oddaleniem czy oddzieleniem murzynów od białych czy żydów od muzułmanów. Separatyzm nie jest więc czymś co wynikałoby z istoty religii a jest tym, co jest zaprzeczeniem religii w samym sensie tego słowa. Religions, ponowne lgnięcie, łączenie, przybliżenie to takie samo słowo w językach Zachodu jak Joga lub Samjoga w językach Wschodu, która także jest połączeniem, zbliżeniem i lgnięciem w obu wypadkach do Boga, do Bóstwa będącego istotą wyższego rodzaju niż człowiek.

    Toksyczne idee pseudoreligii możemy oceniać szczególnie na płaszczyźnie moralnej badając jak zachowują się wyznawcy jakiejś szkodliwej sekty o destrukcyjnych zachowaniach swych członków, a to jest oczywista przestrzeń naszej analizy. Toksyczne wierzenia możemy też oceniać na podstawie zaburzeń psychicznych na jakie cierpią wyznawcy danej społeczności religijnej czy tak zwanej kultury religijnej, gdzie pewne wierzenia się powszechnie utrzymują wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. Badanie starych kultur religijnych pokazuje, że rytuały ku czci Bóstw w kamiennych kręgach istniały od zarania ludzkich dziejów a miejsca kultu religijnego takie jak w Turyngii, w Bilzingsleben z przed 370 tysięcy lat wcale nie należą do rzadkości. Najwięcej jest na całym świecie śladów kultu religijnego ku czci rozmaitych Bóstw (Aniołów) z okresu 70-50 tys. lat temu, co może oznaczać, że był to okres znacznego rozkwitu życia religijnego albo, że ślady z tego okresu zachowały się w większej ilości! Bóstwa zwane w kulturze greckiej Angelos, Aniołami to podstawa każdego rzeczywistego, religijnego kultu a najwięcej form kultowych wytworzył nurt wedyjsko-hinduistyczny, bo ponad jedną miriadę (10 tysięcy)!

    Religia jest kolebką człowieczeństwa i widać to tak samo u ludów najbardziej pierwotnych jak i w tak zwanej wysokiej cywilizacji technicznej, w której ilość osób wierzących w istnienie Bóstwa zwykle nie spada poniżej 90 procent ogółu społeczeństwa, chociaż odsetek praktykujących w szkodliwych sektach pseudoreligijnego establishmentu spada, grożąc wielu sektom tradycyjnym całkowitym upadkiem z powodu ich antyreligijnych dewiacji i wypaczeń. Ateiści zwykle nie przekraczają 8-12 procent populacji, więc jest to jedna osoba na dziesięć, ale to wystarcza aby taka grupa, jeśli dobrze zorganizowana, przejęła kontrolę i władzę nad społeczeństwem, a nawet nad masowymi sektami religijnymi. Do sprawowania władzy i kontroli nad społeczeństwem wystarczy 3-5 procent dobrze zorganizowanej populacji w społeczeństwie, więc nawet mniej niż to wynika ze zdolności ateistów do przejęcia władzy, chociaż są statystyczną mniejszością w każdej kulturze ludzkiej historii. Licząca ponad miliard ludzi kultura wedyjsko-hinduistyczna oraz jakieś 600 milionów ludzi kultura buddyjska uważają filozofię ateistyczną za rodzaj prymitywnej religii prymitywnych osób, którym brak jest rozsądku i racjonalizmu z powodu niedorozwoju duszy. W kulturze orientalnej powiada się, że ateizm to filozofia konieczności i wyższości celibatu nad życiem seksualnym, głoszona przez impotentów z powodu ich wad wrodzonych, a Indyjska Medycyna Tradycyjna na ateizm zaleca roślinne lekarstwa będące lekami dla terapii zaburzeń psychicznych czy dokładniej umysłowego nieporządku. Nie można twierdzić mawiają wielcy Mędrcy, że nie istnieje Ocean tylko dlatego, że się go nigdy nie widziało, bo mamy doń za daleko!

    Z badań wynika, że jedna trzecia (33%) lub nieco więcej ludzi w każdym społeczeństwie miewa rozmaite doświadczenia religijne, które przekonują tę część cywilizacji ludzkiej do osobistego stwierdzenia istnienia obecności Boga, Istoty Wyższej, Ducha czy Mocy, a tymi pojęciami najczęściej opisuje się personalne doznania kontaktowe. Odpowiedź Wyższej Istoty na Modlitwę lub Inspiracja należy do najczęstszych doświadczeń racjonalizujących Istnienie Boskości, chociaż Objawienie takie zdarza się często. A u osób inteligentnych i uczonych dochodzi to nawet do 40% populacji, czyli częściej niż u osób przeciętnych. Oznacza to, że religia daje się odczuć i poznać właśnie ludzkiemu geniuszowi a przecież Niels Bohr wizję budowy atomu otrzymał we śnie od jakiejś Świetlistej Istoty, a Newton prawo przyciągania zrozumiał w czasie Medytacji pod drzewem, gdyż był człowiekiem religijnym o głębokim mistycznym życiu. Religia w jej właściwym sensie jest podstawą człowieczeństwa i kultury ale religia zdegenerowana przez toksyczne sekty będzie „opium” dla ludu, będzie toksyczną i trującą ideologią prowadzącą do wypaczeń i wynaturzeń w imię źle pojętych idei i żądzy władzy czy zysku. Malarstwo dawnych religijnych mistyków i wizjonerów z jaskini w Chovet we Francji nie różni się niczym w swej treści i formie od rysunków współczesnych mistyków i szamanów różnych kręgów kulturowych, a przecież rysunki tamte to dzieła artystów sprzed 32 lub więcej tysięcy lat! Rozpowszechniony u nas termin SZAMAN określający wizjonera, wieszcza, uzdrowiciela, proroka i kapłana, specjalisty od rytuału, pieśni i tańca o ekstatycznym charakterze, pochodzi z SANSKRYTU, języka Indoeuropejczyków i Jogi, a jest w Indiach używany także w brzmieniu SAMAN, gdyż słowa rozpoczynające się na „S” często pisze się i wymawia zamieniając tę literkę na „SZ”, co daje tzw. ludową wersję brzmienia pojęcia! Nie ma kultury, kraju ani cywilizacji bez Szamanów – Kapłanów, a ich degeneracja zawsze jest w historii początkiem końca danej cywilizacji!

    padek tradycyjnych sekt religijnych, które stały się szkodliwe i destrukcyjne to zawsze okres fermentu z którego powstaje wiele nowych ruchów religijnych. W latach 60-tych XX wieku mamy upadek protestantyzmu i katolicyzmu w USA i początek około 3500 rozmaitych nowych ruchów religijnych, a aktualnie podobny proces ma miejsce w Niemczech, gdzie widać powrót do pierwotnych szamańskich właśnie praktyk religijnych. Degeneracja chrześcijaństwa w USA była głównie spowodowana dwiema toksycznymi ideami katolickiego i purytańskiego pochodzenia, chore wierzenia, że biała rasa jest wyższą nad rasami kolorowymi i chore wierzenia, że kobieta jest czymś gorszym od mężczyzny. Amerykańska rewolucja to bunt zniewolonego rasizmem społeczeństwa murzyńskiego w USA oraz bunt kobiet zniewolonych przez męskie kasty kapłańskie z ich umysłową chorobą wyższości mężczyzny nad kobietą. Jak dotychczas nie udało się zrównać praw kobiet z mężczyznami ani nie wprowadzono praktycznej równości ras kolorowych z rasą białą, stąd wniosek, że proces leczenia społeczeństwa z chorych religijnych doktryn będzie trwać jeszcze długo, chociaż wydawałoby się, że usunięcie błędnych wierzeń jest bardzo proste i łatwe. Opium dla ludu jest trujące, bo w 30 stanach USA murzyni nie mają ani prawa mieszkać ani się na dłużej zatrzymać bez wydalenia, represji lub likwidacji. A doktryna rasistowska jest po dziś dzień nieodwołanym i niepotępionym dogmatem katolików! Apartheid w praktyce dalej istnieje nie tylko w USA jako getta dla Murzynów czy rezerwaty dla Indian ale także i w RPA, gdzie katolicka sekta utrzymuje dla Murzynów bantustany, w których muszą mieszkać, a są to duże getta. W podobnych katolik Adolf Hitler kazał trzymać i likwidować Żydów. Cóż, błędne ideały czysto religijne doprowadzają do ogromnych cierpień, a dogmat o wyższości białej rasy i dogmat o wyższości mężczyzn nad kobietami to prawdopodobnie dwie najbardziej toksyczne idee i bardzo „udane” w sensie ich powszechnej ogólnoświatowej szkodliwości. Doktryna wyższości rasowej zaadoptowana do narodu Germanów czy raczej rasy Germanów przez katolika Adolfa Hitlera to swoiste połączenie dwóch toksycznych idei pseudoreligijnych, katolicka idea wyższości białej rasy (rasizm) wraz z poczuciem wybrania narodu, tzw. kompleksem wyższości narodowej. Zaowocowało to liczbą 50 milionów bestialsko wymordowanych ludzi z użyciem przemyślnych tortur w obozach zagłady. Patrzmy uważnie na te toksyczne ideologie, prawdziwy religijny obłęd i uczmy się, co kończy się orgią zbrodni jeśli staje się powszechnym wierzeniem w rękach religijnego obłąkańca jakim jest niewątpliwy katolik Adolf Hitler, wielbiciel Maryji! Wyższość płci, rasy i narodu to prawdziwa światowa tragedia produkująca maniakalnych ludobójców na miarę katolika Adolfa Hitlera. Właśnie to maniakalne poczucie wyższości i lepszości czyni z religii patologiczne dewiacje lub obłęd religijny, który już się leczyć nie daje, gdyż sekta tak ukształtowana staje się nieuleczalna w swym postępowaniu.

    Dopiero upadek sekt destrukcyjnych opartych na szkodliwych i toksycznych ideałach przynosi religijną odnowę i rozkwit nowej fali religijnej reformacji, a coś takiego niemiecka kultura przeżyła w okresie tzw. Reformacji, jednak to co wyrosło wchłonęło część toksycznych idei jak rasizm i zdegenerowała się ponownie tak, że dzisiaj bywa bardziej fanatycznym ciemnogrodem niż katolicy przeciw którym reformacja w swej istocie była skierowana. Protestowanie przeciw 100 błędnym ideom katolicyzmu dla wielu protestantów okazało się zgubne w tym sensie, że ich oponenci zajęli się ich zgładzaniem czyli likwidacją a przecież Droga Życia Religijnego we wszystkich kulturach przeciwna jest generalnie przemocy, zabijaniu, wojnie i nakazuje ochronę życia ludzi i stworzeń. Niestety, autorytety takie jak Św. Franciszek z Asyżu nie znalazły w ogóle posłuchu wśród ogółu populacji skażonej toksyczną ideologią wypaczającą sam sens pojęcia RELIGIA. W każdej religii istnieje przykazanie niezabijania i niekrzywdzenia, zwykle objawione przez jakieś Bóstwo lub Proroka/Awatara, musi więc dziwić, że jakikolwiek pomysł masowego zabijania czy wojny, ludobójstwa, podboju znajduje posłuch w z pozoru religijnie wychowanych społeczeństwach. Jak to dewianci potrafią manipulować narodem czy społeczeństwem, wzbudzać ducha nienawiści do Afgańczyków, którzy na żaden kraj nie napadli, aby z całego świata obłąkańcy jechali napaść na taki biedny i słaby kraj i posiąść jego bogactwa z poparciem religijnego establishmentu zdegenerowanych sekt, które boją się sprzeciwić katolikowi Buszowi, który winien jest głodowej śmierci przynajmniej miliona Afgańczyków, głównie dzieci i kobiet na skutek zrujnowania tego kraju. A poczucie wyższości, dumy narodowej łatwo sobie podnieść do niezdrowych rozmiarów, gdy jest się władcą kraju o silnej, dużej armii! Tylko, że jest to ta sama toksyczna dewiacja umysłu na jaką cierpiał poprzednik ludobójstwa Bushowego i też katolik Adolf Hitler w Niemczech. Dewiacja rasizmu i narodu wybranego do panowania nad światem!

    Buddyjska religia kładzie nacisk na Naukę Tathagata oznaczającą ideał Równości i Braterstwa dusz na której płaszczyźnie powinni spotykać się zarówno więksi jak i mniejsi a Braterstwo to jest rozciągnięte nie tylko na wszystkich ludzi bez względu na rasę, naród czy płeć ale także na inne niż ludzkie stworzenia żyjące! Ideał ten jest zdrowy o tyle, że w ogólności niweluje toksyczne i prowadzące do morderczego obłąkania ideologie rasistowskie oparte na poczuciu wyższości rasy czy narodu a w skrajnych przypadkach na kulcie jednostki kierującej narodem rzekomo wybranym. Oryginalna idea narodu wybranego jaka istniała pierwotnie w kulturze orientalnej Bliskiego Wschodu mówiła, że Bóg (Allah, Elohim, Brahman) wybiera jakiś naród i posyła do niego swojego Syna, Proroka (Paighambar, Rasul), aby ten naród poddać próbie wiary, tj. sprawdzić czy ów naród, społeczeństwo podda się nauce takiego bardzo Świętego Proroka, czy też będzie przeciwny Posłańcowi Bożemu odrzucając jego Orędzie i Przewodnictwo Duchowe. Naród zostaje wybrany i Prorok się rodzi, ale gdy naród Proroka/Awatara odrzuci to, nie jest już wybrany, ale potępiony i odrzucony oraz spadają na niego klęski czyli Kary Boże w postaci powodzi, suszy, głodu, zarazy czy zaboru! Z żywotów Świętych i Proroków wynika raczej, że większość narodów raczej swoje „wybranie” zamieniła w swoje potępienie, tak jak naród żydowski uczynił był to wielokrotnie zabijając swoich Proroków i Mesjaszy. Największą akceptacją cieszyli się Prorocy/Awatarowie w Indii, Persji i Tybecie i tam też zawsze byli najlepiej przyjmowani chociaż okupacja Tybetu przez Chiny wielce zmieniły te dawne zwyczaje i kulturę religijną.

    Toksyczna idea o wyższości jednej  z płci nad drugą prowadzi z kolei do prawdziwej społecznej plagi w każdej rodzinie i małżeństwie w społeczeństwach, w których taka ideologia staje się akceptowana, chociaż Biblia mówi, że Bóg stworzył Człowieka jako mężczyznę i kobietę na swój obraz i podobieństwo to mamy całe mnóstwo szkodliwych sekt w chrześcijańskich religiach, gdzie kobiecie odmawia się i człowieczeństwa i boskości. Od czasów cesarza Konstantyna aż do Soboru Trydenckiego sekta katolików watykańskich uważała, że kobieta nie ma duszy a że mężczyzna posiada duszę stworzoną na obraz i podobieństwo Boga, Najwyższej Istoty. Szkodliwość uważania, że kobieta jest pustym i bezdusznym dodatkiem do mężczyzny widać choćby w uzasadnieniu tym dogmatem prawa pierwszej nocy do świeżo poślubionych mężatek przez feudalnych właścicieli wiosek i osad. Obłęd ten wprowadził ideolog Augustyn żyjący na przełomie IV i V wieku ery chrześcijańskiej (e.ch.). Setki lat zniewolenia kobiet i ich okrutnego traktowania to dzisiaj zjawisko trudne do wykorzenienia zarówno z umysłów kobiet jak i mężczyzn, gdy w związkach kobieta czeka na inicjatywę mężczyzny przekonana, że nie ma prawa wyrażania swoich pragnień i potrzeb i poczucia wielu mężczyzn, że kobieta ma im służyć i zaspokajać ich potrzeby, gdy równorzędnie nie dają nic w zamian. Leczniczą dla tego religią ugruntowanego obłędu może być Kamasutra, która wyraźnie uczy, że mężczyzna winien dawać rozkosz kobiecie i dbać o jej dobro a kobieta winna dbać o dobro i rozkosz swego mężczyzny. Dzięki temu mamy równowagę Boskiego Człowieka składającego się z pary mężczyzny i kobiety wzajemnie dbających o siebie, jedno o dobro drugiego. W takich relacjach związek mężczyzny i kobiety jest harmonijny, wspaniały i przyjemny oraz dobroczynny dla drugiej strony. Toksyczna idea wyższości jednej z płci nad drugą prowadzi do patologii, niewolnictwa czyli do zniewolenia jednej płci, w tym wypadku kobiet przez płeć męską i do ogromnego cierpienia dokładnie połowy całej spaczonej taką ideą kultury religijnej, a przecież tzw. katolicki Sobór Trydencki w XVI wieku e. ch. uznał wprawdzie, że kobieta posiada duszę (psyche), ale stwierdził też, że dusza kobiety ma o połowę mniejszą wartość niż dusza mężczyzny, co dalej utrzymuje gorszą pozycję i rolę kobiet w społeczeństwie. Gorsza dusza nie ma prawa rządzić, ma być posłuszna, nie może być Kapłanką, można jej płacić połowę mniej za taką samą pracę jaką wykonuje mężczyzna. Zasada Równości i Braterstwa dusz jaka jest podstawą Nauki Buddy Gautamy zaiste jest lekarstwem na tę ideologiczną chorobę dogmatyczną jaka jest utrzymywana tak w społecznej świadomości jak w dogmacie!

    Niektóre sekty purytańskie w Ameryce tę ideologię wyższości mężczyzn nad kobietami rozwinęły do jeszcze większego absurdu a to utrzymując, że kobiecie nie wolno się uczyć ani czytać Biblii a to twierdząc, że kobieta może być zbawiona przez służenie mężczyźnie i macierzyństwo z absolutnym posłuszeństwem. Jest to rodzaj zabsolutyzowania szkodliwego i chorego absurdu, który przeraża nawet jego twórców, to jest sektę katolików z której pochodzi. Prawdziwie tragiczna patologia zaczyna się, gdy ojciec rodziny zaczyna w duchu takich idei toksycznych kontrolować swoje córki i idee religijne myli ze swoim do córek pożądaniem seksualnym, co często się zdarza, gdy córeczki dojrzewają i emanują substancjami zapachowymi przyciągającymi samca. Tyran niszczy życie uczuciowe córek i nie pozwala im zbudować związków miłosnych jakie naturalnie powinny się rozwinąć. Taka ideowość religijna osadzona „na czubku penisa”, czyli rozumowanie poparte impulsami seksualnymi ojca-samca, który każdą sympatię córki traktuje jak jeleń rywala na rykowisku z uzasadnieniem religijnym, to jest dopiero prawdziwa tragedia milionów kobiet w rodzinach takich sekciarzy osadzonych głównie albo w nurcie purytańskim protestantyzmu albo w nurcie maryjnym katolictwa. Równe prawo do edukacji i wykształcenia kobiet i mężczyzn dawał już Prorok Muhammad, założyciel Islamu, chociaż w kulturze Szyickiej uległo to prawo wypaczeniu i to na skutek wpływów filozoficznych teologii chrześcijańskiej od XVI, XVII wieku, czyli po Soborze Trydenckim!

    Czy człowiek religijny może stosować przemoc na osobach najbliższych, na współwyznawcach własnej religii, kiedy w zasadzie każda religia wyraźnie tego zabrania, uważając nawet bójkę między współwyznawcami za coś niegodziwego i krańcowo niezgodnego z doktryną? Każda religia nakazuje Miłość i Życzliwość do współwyznawców, braci w wierze, wyznawców tego samego Bóstwa! Czy to Sinto czy Hindu, Islam, Judaizm czy Chrześcijaństwo, rygorystycznie nakazuje się Dobroczynność, Miłość, Życzliwość do przedstawicieli swojej własnej religii a buddyjska i hinduistyczna religia nakazują Miłosierdzie, Sympatię i Życzliwość do wszystkich ludzi i stworzeń, zaś Islam nakazuje Miłość i Dobroczynność do wszystkich Ludów Księgi czyli do religii żydowskich i chrześcijańskich w szczególności. Jak toksycznie omamieni muszą być ludzie, że katolik strzela do katolika a protestant do protestanta, żyd do żyda czy muzułmanin z Iranu do muzułmanina z Iraku! Analizując europejskie wojny przez 1600 lat widzimy, że chrześcijanie pomiędzy sobą, wzajemnie, najbardziej lubią napadać na siebie, gwałcić, grabić, torturować i zabijać! Dwieście milionów trupów w XX wieku to ofiary zbrodni wzajemnie na sobie wśród Braci Chrześcijańskich, a szczególnie katolików. Co stoi za ideą wzajemnego wymordowywania się wyznawców tej samej sekty katolickiej, luterańskiej czy w ogóle sekt chrześcijańskich? Oczywiście wyższa forma rasizmu zwana szowinizmem, szowinizmem narodowym, który mówi, że my katolicy niemieccy jesteśmy lepszymi ludźmi i musimy zabijać katolików czeskich czy katolików polskich, oczywiście z zajadłą wzajemnością. Pobieżnie znając historię chociażby I wojny XX wieku widzimy, że kilkanaście państw toczyło ją na zasadzie każdy z każdym, a zaangażowane były przede wszystkim państwa katolickie lub władze katolickie! W końcu XX wieku, w ciągu pół roku zginęło 1,5 mln katolików w Afryce, gdyż katolicy narodu Tutsi i katolicy narodu Hutu zaczęli się wzajemnie wyrzynać czym się dało a ich katoliccy biskupi stali po obu stronach tej rzezi jako przywódcy i prowokatorzy. Istny wirus religijnego samobójstwa wewnątrz sekty jaki nieznany jest na taką skalę ani w Islamie ani w żadnej innej religii. Unaradawianie wyznawców religii i identyfikowanie ich z narodem prowadzi do toksycznego szowinizmu, czegoś połączonego, co jest dwuskładnikową bombą nacjonalizmu i sekciarstwa, tak skonstruowaną, że jeden składnik podsyca drugi a widzimy to w krucjatach europejskich narodów podjudzonych znacjonalizowanym, unarodowionym sekciarstwem.

    Jeśli zobaczymy kogoś, kto mówi, że prawdziwy Polak to katolik czy, że prawdziwy Serb to Prawosławiec lub twierdzi, że prawdziwy Irańczyk to Szyita to wiedzmy, że widzimy rodzaj najgorszej i najbardziej patologicznej, szowinistycznej, nacjonalistyczno-sekciarskiej męty, która zdolna jest do najgorszych czynów takich jak uzasadnianie religijnością i pobożnością swoich najgorszych zbrodniczych, nacjonalistycznych ekscesów. Historycznie widzimy ponad 100 lat trwającą szowinistyczną rzeź ludobójczą dokonywaną przez żydów na palestyńczykach i to poprzez inwazję i okupację Palestyny, gdyż państwo żydowskie zniknęło z powierzchni ziemi w latach 65-70 ery chrześcijańskiej i widzimy też katolicki reżim Pavelica w Chorwacji, gdzie katolickie zbrodnie mordowania prawosławnych i budowanie Wielkiej Chorwacji było tak potworne i okrutne, że wstrząsnęło sumieniem innego wielkiego szowinisty, katolickiego Adolfa Hitlera tak, że aż reżim tamtejszy surowo potępił! Utożsamianie religii hinduistycznej z narodowością Hinduistyczną doprowadziło też do kilku lokalnych ale w sumie niewielkich konfliktów w Indii ale poważniejszym tam problemem jest agresywna krucjata muzułmanów przeciw religiom hinduistycznym, chociaż powstały synkretyczne nurty religijne, które idealnie przekładają i jednoczą w sobie oba nurty religijne, o ile rozważyć je w duchu Zrozumienia, a bez żadnego szowinizmu. Nie ma nic bardziej toksycznego od połączenia nacjonalizmu z sekciarstwem opartym na poczuciu wyższości i motywach rasizmu czy narodu wybranego opacznie pojętego!

    Toksyczne idee w systemach religijnych, które są tragedią w wymiarze społecznej moralności mogą też być subtelniejszej natury i mogą sankcjonować „honorowe” samobójstwa, które stają się prawdziwą plagą społeczną przykładowo w kulturze sintoistycznej Japonii ostatnich stuleci, gdzie z możliwości prawa do „honorowego” samobójstwa uczyniono obowiązek samobójstwa za najdrobniejsze „honorowe” przewinienia, doprowadzając całe rody i rodziny do patologicznego wyniszczenia. Ilość samobójstw na liczbę mieszkańców i tak jeszcze nie przekroczyła ilości samobójstw w krajach kultury chrześcijańskiej, gdzie są one plagą z powodów złej edukacji miłosno-seksualnej, a raczej jej braku oraz z powodu patologicznego, faszyzującego systemu władzy opartej na nadmiernym ucisku i wyzysku. Każdego roku w 38 milionowej Polsce znika całe miasteczko liczące 6-7 tysięcy ludzi, a wszystko są to udokumentowane ewidentnie samobójstwa, pomniejszone o zaginięcia, utopienia, śmierć w wypadkach drogowych, która często jest ryzykowną jazdą obliczoną na samobójstwo i przypadkowe ofiary tegoż. Liczy się, że do 20% kierowców, którzy giną, to ryzykanci-samobójcy, którzy celowo wystawiają się na śmierć. Liczba samobójstw rzeczywistych może więc sięgać 8-10 tysięcy osób, a jest to bardzo dużo. Najwięcej samobójstw jest w krajach jednocześnie katolickich, maryjnych i generalnie biednych! Ideał jedyności i niepowtarzalności spotkanej miłości zamiast prawa do zmiany partnera, gdy jest to osoba nieodpowiednia, miłość do zygoty zamiast miłości do żywego człowieka, brak edukacji w zakresie rozstawania i uwalniania się z toksycznych i niszczących związków, nietolerancja dla kobiet z dziećmi zamiast miłości i opoki dla nich ze strony opinii publicznej – wszystko to jest podstawą tej patologicznej plagi samobójstw motywowanych religijnie!

    Osoby produkujące toksyczne ideały religijne określane są potocznie mianem religijnych fanatyków, ludzi nawiedzonych lub obłąkanych. W zasadzie cierpią oni na poważne zmiany w bioelektrycznym funkcjonowaniu mózgu w płatach skroniowych i są wykrywalni przy dokładnej analizie impulsów tego obszaru tak, że można określić bardzo dokładnie kiedy zaczyna się psychopatologia zwana „nadreligijnością”. Kultury religijne orientu a także szkoły mistyczne pozostawiają wiernym dużo luzu i swobody w gorliwości religijnego zaangażowania tak, aby nie wymusić religijności przymusem. Psychologia religii nauczana w krajach Orientu wyraźnie omawia zasadę, że wprowadzenie religii jako przymusowego obowiązku jest oznaką wprowadzania kultu toksycznego, destrukcyjnego a nawet zbrodniczego i nazywa taką instytucję wprost kultem zdegenerowanym. Jeśli przyjmiemy na skali jako punkt zerowy brak oznak jakiegokolwiek stosowania przemocy na innych i całkowite nienarzucanie swojej doktryny i zasad innym a punkt 10 jako rutynowa przemoc, rytualne mordowanie, przymuszanie do przyjmowania religii siłą pod groźbą śmierci, to będziemy mieć wykres stopnia zdegenerowania religijnego systemu. Dźaina, Buddhajana czy Hindu to tradycje bliskie punktu zerowego na skali, zaś katolicyzm, luteranizm i prawosławie rosyjskie oraz szyizm muzułmański to sekty zdegenerowane, bliskie punktu dziesiątkowego, sekty, które narzucały swą ideologię innym przemocą, jak tak zwany Wojciech, morderca 200 tys. ludzi, których zarżnął, gdy odmówili na ziemiach Polski tzw. nawrócenia się na jego obłęd pseudoreligijny. Wszystko to są elementarne fakty historyczne oparte jedynie na analizie historii religii. Największą przemoc zastosowała sekta katolików w Ameryce mordując ponad 200 milionów Indian, czyli w praktyce większość czerwonoskórej rasy w imię szerzenia swojej obłąkanej ideologii, która zakłada mordowanie każdego, kto nie chce nawrócić się i stać wyznawcą takiej ideologii będącej w istocie rasizmem połączonym z sekciarstwem o jeszcze nacjonalizmy sektowe rywalizowały ze sobą o strefy wpływów, co dało wyjątkowo krwawe orgie zbrodni na Indianach trwającą po dziś dzień. Idea przymuszania do wyznawania ideologii sekty takiej jak katolicka czy szyicka jest już chora w swej istocie i toksyczna, ponieważ wiara w Boga czy Bóstwo, zakłada dobrowolną i szczerą skłonność poszukiwania Wyższej Istoty i Świadomości, a przymus rodzi jedynie bunt i zniechęcenie, a także tłumi samą zdolność do percepcji przedmiotu, który z natury swej jest transcendentalny. Przemoc religijnego przymusu wiary jest w samej swej istocie toksyczną ideą a, że dotyczy sakrum to jest czymś wulgarnym i plugawym. Nawet pobudzanie dzieci do religijności, jeśli opiera na przymusie chodzenia do jakiegoś kościoła, meczetu czy synagogi jest wybitną zbrodnią na jednostce, gdyż profanuje budzące się sakrum i powoduje wewnętrzne odwrócenie od znienawidzonego przymusu i tylko pozorne uczestniczenie w zewnętrznych rytuałach pod groźbą kary. Możemy powiedzieć, że każdy rodzic, który karą i groźbą zmusił swoje dzieci do uczestnictwa w rytuałach religijnych jest w istocie zbrodniarzem, który zabija Boga w Sercach swoich dzieci i powoduje tłumienie w nich naturalnej, budzącej się w swoim czasie potrzeby lgnięcia do Bóstwa i zdolności do odbierania duchowej inspiracji od Bóstwa. Przymuszanie dzieci do udziału w sekcie to gwałt na duszy i osobowości, gorszy jeszcze niźli gwałt seksualny pod groźbą i przymusem.

    Religia jako kolebka człowieczeństwa musi dzieciom kojarzyć się przyjemnie, nawracanym też i dlatego prawidłowa Droga Religii musi zaczynać się od rzeczy przyjemnych i rozkosznych, miłych i pomocnych a nie od gwałtu na sumieniu i terroru psychicznego lub fizycznego wymuszania uczestnictwa w niezrozumiałych i nudnych obrzędach sektowych. Fanatycy czyli ludzie w swej istocie chorzy na rodzaj religijnego obłędu jak ajatollahowie w Iranie to tacy, którzy z zapałem mówią o Bogu czy Bóstwie w swojej religii, w istocie sekcie i nauczają jej innych pod przymusem i groźbą! Do tego często wygadują rozmaite bzdury tak, że ich nauczanie to jest bełkot pseudoreligijny a zamiast zwracać uwagę na to co istotne, pomijają istotę religii czepiając się złośliwie i zbrodniczo rzeczy zewnętrznych, które dla religijności nie mają żadnego znaczenia. Przykładem idealnym jest obłęd tych zboczeńców religijnych dotyczący sfery seksualnej człowieka. Kiedy w Iranie kara się śmiercią niezamężne kobiety za to, że w torebce posiadają prezerwatywy, to jest to religijny obłęd, bo chory mózg ajatollahów nie potrafi sprawdzić, czy taka kobieta posiada w Sercu wiarę a w modlitwie łączność z Bogiem, Allah, który być może zainspirował taką kobietę do zakupienia i używania takiej prezerwatywy. Można zaryzykować dobrze udokumentowane twierdzenie, że wtrącanie się takich ajatollahów w dziedzinę moralności i czepianie gumki do penisa, należy właśnie do typowych przykładów maniakalnego pomieszania rozumu ludzi, którzy cierpią na silne bioelektryczne zaburzenia mózgu w płatach skroniowych co do ich „nadreligijności” prowadzi. Dobrym jest lekarstwem myśl religijna Orientu, która uczy od początku, że jeśli chcesz być osobą bardziej gorliwą religijnie to wymagaj więcej tylko od siebie i od nikogo więcej, a jeśli nauczasz to wymagaj tylko od tych, którzy sami przychodzą i proszą Cię o naukę i od nikogo więcej. W ten sposób społeczeństwo wie, że osób nadreligijnych co chcą wszystkim wcisnąć jakiś swój obłęd czy manię chorobliwą, należy unikać i ignorować a jednak jak ktoś chce się u takich ćwiczyć to bat może ściągnąć na swoją głowę wyłącznie na własne życzenie. Zakaz stosowania prezerwatyw jest niewątpliwie psychopatologią, gdyż z religijnymi doświadczeniami nie ma żadnego związku. I dodać należy, że dr Charles Condom (1630-1685) opracował europejską wersję prezerwatywy (w oparciu o wcześniejsze wynalazki chińskie i indyjskie) właśnie z pobudek głęboko religijnych, gdyż w wizji zrozumiał, że zmniejszy to cierpienie ludzi ograniczając ilość chorób wenerycznych i niechcianych ciąż, potomstwo z których musi później cierpieć dożywotnio. Dr Condom chciał też ograniczyć ilość aborcji, które często kończyły się śmiercią matki dziecka niechcianego, a z dzieci niechcianych najczęściej wyrastają jednostki kryminogenne, społecznie patologiczne popadające w nałogi i życiowi nieudacznicy z tzw. syndromem ofiary. Dobry, najlepszy rozwój dziecka to ten, który pochodzi z ciąży chcianej i oczekiwanej, gdzie margines patologii oczywiście istnieje, ale jest statystycznie minimalny. My, psychoterapeuci i psycholodzy Szkoły Psychosyntezy wiemy, ile to czasu i nakładu pracy wymaga usunięcie kompleksu dziecka niechcianego w różnych jego postaciach i odmianach. Mądre i rozumne muzułmanki, pewnie z inspiracji Boga (Allah) czują to intuicyjnie, gdyż ryzykują życiem posiadając przy sobie prezerwatywy i używając ich, chociaż obłęd ajatollahów nakazuje zabijania tych inteligentnych i także pobożnych kobiet. Sprowadzenie religijności do poziomu badania czy ktoś kopuluje przez gumkę czy akurat bez, wmawianie, że masturbacja, naturalna, ludzka potrzeba jest grzeszna albo nakazywanie spowiadania się ze stosunków przerywanych do ucha jakiegoś klechy w czarnej sukience, który się ślini na samą myśl o wysłuchiwaniu takich zwierzeń to idealny obraz patologicznej dewiacji religijnej, która jest już pseudoreligią, gdyż nie licząc się z autentyczną i dobrze sprawdzoną wiedzą naukową, wmawia ludziom trywialne głupoty i wzbudza zbędny lęk pomijając to, co i dla wiary i dla kultu jest Istotne. Ładnie mówi o tych dewiacjach Jezus Chrystus przyganiając kaście zdegenerowanych faryzeuszy żydowskich „dbacie o miętę i kminek a pomijacie Miłosierdzie i Wiarę!”

    Wszelkiego rodzaju tzw. straże moralności publicznej czy policje obyczjowe narzucające swoje wyuzdane i często niespełnione „normy moralne”, którymi zagląda się do łóżka i do majtek, na pewno nie mają żadnego uzasadnienia w żadnej autentycznej nauce religijnej, jeśli zbadamy ją u źródła. A wręcz przeciwnie, tak bowiem grecka kultura religijna jak śiwaicka w Indii czy taoistyczna w Chinach to rozkwit kultury i sztuki oraz nauki a wszystko to oparte na pełnej swobodzie życia erotycznego z niewielkim ograniczeniem dotyczącym właśnie przymusu, gwałtu. Cały postęp zdrowej nauki, sztuki i kultury zawsze w historii opiera się na wolności i swobodzie a nawet na sakralizacji życia erotycznego, a bez wolności osobistej w życiu erotycznym społeczeństwa, nie istnieje także prawidłowe i twórcze życie religijne. Idea grzeszności łona od początku zaczęła wypaczać i degenerować całe chrześcijaństwo a upatrywanie zła w penisie czy waginie to jedynie choroba głowy tych, którzy wygadują tego rodzaju sekciarskie herezje, zresztą zaprzeczając podstawowym faktom z życia Świętych i Założycieli swojej religii. Prorocy tacy jak Mohammad, Jezus czy Abraham mieli zwykle poglądy religijno-społeczne bardzo zdrowe i praktyczne, racjonalne, bo ich objawienia pochodziły od Boga, od Bóstwa, które jest Mądre, Rozumne i Inteligentne. Prorok Kriszna w Indii posiadał wiele żon a także kochanek, Prorok Salomon posiadał cały harem 930 żon, w tym 300 żon pierwszej kategorii (częstszego obcowania), Prorok Abraham posiadał 2 główne żony, Sarę i Hagar oraz całe mnóstwo nałożnic, Prorok Mojżesz też był kobietolubny. Jezus wedle dokumentów historycznych miał dwie żony, Miriam z którą go ożeniono w wieku około lat 18, a która bezdzietnie zmarła po 7 latach i Miriam Magdala (Maria Magdalena), byłą prostytutkę z odzysku, z którą ożenił się zaraz po śmierci pierwszej żony, acz wcześniej była jego konkubiną i z którą miał co najmniej 2 synów, o których mówi chociażby rodowód dynastii Merowingów wywodzący się od pierworodnego syna Jezusa Chrystusa. Prorok Islamu Mohammad posiadał w sumie kilkanaście żon, a Aiszę poślubił, gdy miała 8/9 lat, co oznacza, że w oczach Boga pedofilia dotyczy tylko bardzo młodych dzieci i gwałtów, ale oczywiście gwałt zawsze jest gwałtem, gdy zgwałcona osoba bez względu na wiek, nie zgadza się na akt seksualny! Prorocy Boga wiedli więc na ogół bujne życie seksualne a ich duża aktywność seksualna mogłaby udowodnić nawet ich wyjątkowość i nadnaturalność oprócz innych cudów. Historia odnotowuje także Święte Kobiety, które bywały prostytutkami jak Maria Magdalena lub Pandawi, która miała pięciu mężów, braci Pandavas! Idea nienawiści do seksu i łona, represjonowanie za kopulowanie i masturbowanie, wszystko to są toksyczne i błędne pseudoreligijne, chore wymysły, które lęgną się w zepsutych chorobowo płatach skroniowych w mózgu. A przecież właśnie ten obszar mózgu odpowiedzialny jest za procesy wartościowania, które muszą być zakłócone, jeśli pojawiają się twierdzenia niezgodne z rzeczywistym naukowo dowiedzionym faktem. A przecież Bóg, objawiał się Abrahamowi, który namiętnie kopulował i jeszcze Bóg nakazał kopulować z prawie 100 letnią Sarą wzbudzając jej potomstwo! Bóg przemawiał też do Mohammada, który kopulował z 9 letnią dziewczynką Aiszą, to jak ajatollahowie Iranu śmią swoim muzułmankom zakazywać przyjemności takich jakie miewała żona Proroka Islamu? Idee nadwartościowe albo odwrócenie skali wartości to niewątpliwie zaburzenia jakimi musimy się zajmować w ramach badań psychologiczno religijnych. A wiemy, że ludzie usiłujący zmusić się wbrew naturze płciowej do celibatu wmawiają sobie rozmaite plugawe i złe rzeczy na temat seksualności, narządów płciowych i płci przeciwnej, że później rodzą się z tego rozmaite psychopatologie i dewiacje, a jeśli osoba je upubliczni to stwarza pseudomoralność będącą społeczną dewiacją pod płaszczykiem religijności.

    Kultura religijna chińskich taoistów od tysięcy lat powtarza te same prawdy, które dzisiaj powtarzają psychoseksuolodzy, że życie erotyczne jest sprawą naturalnych potrzeb, takich samych jak jedzenie, picie czy potrzeba bezpieczeństwa albo spacerowania i należy ją zaspokajać o ile się pojawia. Ludzie niezaspokojeni seksualnie chorują na głębokie depresje i wiele innych zaburzeń psychicznych włącznie z podwyższonym wskaźnikiem agresji. Dlatego przykazaniem taoistów jest szukanie przyjaciół płci przeciwnej dla zaspokajania się w rozkoszy seksualnej i sprawiania sobie wzajemnie erotycznych przyjemności zgodnie z naturalnymi potrzebami. Nie istnieje ani górna, ani dolna granica wieku, a tym, co inicjuje życie erotyczne jest potrzeba rozkoszy, zaś życie erotyczne jest sztuką, której najlepiej uczyć się od doświadczonych partnerek i partnerów. W spełnionych zgodnie z wewnętrzną potrzebą inspiracjach i potrzebach erotycznych znajduje człowiek podstawę do zbudowania udanego i twórczego związku z Bóstwem i Boskim Duchem, a także jest to podstawa do efektywnego działania i twórczego życia. Taoistyczna kultura Chin, podobnie jak Tantryczna kultura Indii i Erotyczna kultura Grecji udane i głębokie zaspokojenie erotyczne uznaje za podstawę religijności, twórczości i kultury, zaś leczenie z kompleksów seksualnych i różnych urojonych grzeszności, winy czy zazdrości uważa za podstawową terapię medyczną! Współcześnie obserwuje się to samo zjawisko, a w leczeniu zaburzeń psychicznych wspomożenie pacjentów w prowadzeniu zadowalającego życia seksualnego najczęściej warunkuje skuteczność terapii i wyleczenie. Im większa represyjność sfery seksualnej w życiu młodzieży tym większa kryminogenność młodocianego środowiska. Dzieci, które nie są represjonowane za zaspokajanie swoich potrzeb erotycznych, bardzo rzadko zdradzają kryminogenne skłonności, a represja seksualności to rozkwit przestępczości. Brak orgazmu to wzrost ogólnego napięcia prowadzący do agresji, o tym mówią tysiące badań naukowych dobrze udokumentowanych, tyle że pseudomoraliści nie umieją ani czytać, ani myśleć, a wolą żyć w swoim iluzorycznym, chorym obłędzie dogmatycznym. Wielu badaczy patologii psychicznej jasno mówi, że schizofrenia to skutek dylematów moralnych, związanych z niemożnością stosowania się do nakazów chorobliwej moralności przy własnych pragnieniach do rozkoszy seksualnej i terapie psychoseksualne przyciągają bardzo duży procent osób z tą jednostką chorobową, a taoistyczna grupa terapeutyczna jest w ponad 93% jedynym czynnikiem powrotu schizofrenika do stanu zdrowia psychicznego. Uwalnianie sumienia, podświadomości od napięć i konfliktów seksualnych w swej naturze to idealna profilaktyka przeciw szalejącej schizofrenii, a szczególnie schizofrenii społecznej.

    Toksyczna idea religijna próbująca przerobić człowieka w zwierzę to nawoływania maniaków sekciarskich, aby współżyć seksualnie wyłącznie dla prokreacji, to jest dla poczęcia potomstwa, chociaż cała biologia ludzkiej natury temu ewidentnie zaprzecza. Człowiek nie posiada rui dla płodzenia potomstwa jak to mają zwierzęta i jest bardzo wyraźnie psychicznie i biologicznie ukonstytuowany aby współżyć seksualnie dla przyjemności i rozkoszy, a prokreacje traktować jako skutek uboczny dla przedłużania potomstwa. Mówią o tym objawienia religijne z wielu epok historycznych i mówi o tym historia zabezpieczeń przed niepożądaną ciążą, które ludzie produkowali od zarania swojego istnienia. My ludzie nie powinniśmy próbować upodabniać się do bezrozumnych zwierząt, które kopulują krótko i nie wydają przy tym żadnych odgłosów rozkoszy, podczas gdy orgazm ludzi, tak kobiet jak i mężczyzn pełen jest oznak przeżywania przyjemności i rozkoszy. Pośród zwierząt, tylko delfiny jak dotąd wiadomo, potrafią tak samo jak ludzie stosować zaawansowane pieszczoty i wydawać znaczące odgłosy rozkoszy. Człowiek jest bardzo odrębnym gatunkiem żyjącym na Ziemi i w sposób oczywisty nie ma żadnego związku z tak zwanymi ssakami naczelnymi, gdyż człowiek posiada 46 chromosomów, a zwierzęta naczelne 48 co czyni nas i stotami o zupełnie odmiennym genetycznym pochodzeniu. Zwierzęta, ssaki naczelne są czworonożne i posiadają sierść, a człowiek jest istotą dwunożną i nie posiada sierści, a owłosienie o zupełnie innej jakości na głowie! Kształt ludzkiej czaszki w niczym nie przypomina czaszek małp naczelnych, które mają bardzo odmienną budowę głowy, a organ mowy, jaki posiada człowiek w niczym nie przypomina organu wydawania mowy u zwierząt naczelnych! Nic to zatem dziwnego, że organy płciowe kobiety i mężczyzny służą do dawania sobie wzajemnie rozkoszy i przyjemności i że jest to ich podstawowe przeznaczenie, a zdolność reprodukcyjna jest tylko do rozkoszy dodatkiem. Naturalnie rozwijająca się miłość pomiędzy kobietą i mężczyzną wszędzie na świecie i w każdej epoce pokazuje, że para najpierw sprawia sobie dużo rozkoszy, a  dopiero później odczuwa potrzebę rozmnażania płciowego, ojcostwa i macierzyństwa. Obłęd religijny, który próbuje nas, LUDZI, zrównać z bezrozumnymi zwierzętami, które kopulują tylko dla podtrzymania gatunku i wydania potomstwa obcy jest każdej prawdziwie naukowej i humanitarnej ludzkiej kulturze.

    Wmawianie ludziom biologicznie i psychicznie zdrowym, że pieszczenie i kopulowanie w milutki i rozkoszny sposób, bez pisemnego pozwolenia i certyfikatu jakiegoś ubranego na czarno ajatollaha, proboszcza, pastora czy rabina z pejsami, jest jakimś przestępstwem i złem niemoralnym jest w swej istocie grzechem i złem jacy ci klechowaci i eunuchowaci maniacy „nadreligijni” wyrządzają zdrowym i normalnym ludziom. Niemoralne jest przypisywanie organom płciowym i ich naturalnym funkcjom sprawiania rozkoszy, niewłaściwej konotacji moralnej w postaci zła i grzeszności. Miłość pomiędzy kobietą i mężczyzną jest w swej istocie Dobrem, także z medycznego i psychologicznego punktu widzenia, a zatem takie związki rozkoszy należy sakralizować a nie potępiać. Potępiać trzeba tallibów muzułmańskich i chrześcijańskich, którzy wtrącają swoje celibatowe nozdrza i móżdżki nie tam, gdzie powinni, a żadna asceza narzucana silną presją czy przymusem jeszcze nikogo nie uświęciła i zawsze była złem społecznym najgorszego rodzaju. Słuszny jest tu starobiblijny punkt widzenia, że uważanie łona i seksu za zło świadczy o grzeszności i zbłądzeniu tego, który tak twierdzi. Biblijna Pieśń nad Pieśniami świadczy nawet o tym, że miłowanie dla rozkoszy i połączenia Oblubieńca i Oblubienicy jest Boskim Aktem, więc każde miłowanie się pomiędzy kobietą i mężczyzną ma w swej istocie taką właśnie transcendentalną naturę i może służyć głębszemu połączeniu z Bogiem. Tantra indyjska od zarania istnienia ludzkości, jako najstarsza znana kultura religijna zawsze upatruje w akcie seksualnego połączenia pełnego czułości, pieszczot i intymnych rozmów, aktu połączenia Bóstwa i Bogini (Kaama, Raati), którzy w ten sposób wzbudzają inspirację, siłę twórczą, a także przedłużają swoją żywotność i witalność. Ani zakazy zabraniające rozkoszy seksualnej ani nakazowe kopulowanie pod przymusem na pewno nie będą miały nic wspólnego ze zdrowym, objawionym systemem religijnym, a biblijny Ogród Eden kojarzy się z całkowitym brakiem wstydu przed nagością, naturyzmem i swobodnym, rozkosznym życiem seksualnym w Obecności Boga! Żaden ajatollah ani proboszcz nie miał tam racji bytu.

    Opaczne podejście do wiary połączone z nadreligijnością stowarzyszone bywa z atakami zakłóceń świadomości, dziwnych uczuć i stanów, których osoba kontrolować nie może, a którym towarzyszy panika i halucynacje, szczególnie o przykrym charakterze (wizje katastroficzne), napady epileptyczne i podobne doznania! Prawdziwa wizja mistyczna nie zawiera w sobie przykrych i chorobowych objawów, gdyż takowe świadczą o chorobie, a nie o doświadczeniu Boga. Płaty skroniowe bardzo są pobudzone w tych przeżyciach, czasem też płaty czołowe, a pobudzenie to jest chorobą dobrze znaną, gdyż nawet Hipokrates zalecał terapeutom przykładanie dłoni na skronie takich pacjentów, których wizja „naszła” i „trzyma”, aby zrównoważyć bioenergią zaburzenia, które są pseudoreligijnym zaburzeniem mózgu. Osoby cierpiące na jakieś rodzaje nawiedzenia, obłędu religijnego, często skarżą się na silne bóle głowy właśnie w obszarze skroniowym, co wskazuje na organiczną przyczynę ich rzekomej „religijności”! Na takie dolegliwości o jakich tu mówimy, cierpiało bardzo wielu katolickich papieży i tak zwanych „świętych”, co potwierdzają studia nad ich żywotami, a w istocie rozwojem choroby. Chorobliwe poczucie wyższości, a czasem makabryczne samoponiżenia lub poniżanie innych to zaiste maniakalna dolegliwość papiestwa, które niezdolne jest do religijnej współpracy i koegzystencji, chociaż z ajatollahami w dziedzinie zwalczania prezerwatyw, aby więcej ludzi zmarło w męczarniach na AIDS, potrafi się porozumieć. Chorobliwe poczucie wyższości rasy, sekty katolickiej, osiąga apogeum swej „wysokości” w obłędzie „jedynie słusznej nieomylności” w sprawach wiary, przy jednoczesnym bredzeniu, że Ziemia jest pępkiem świata i wszystko krąży wokół niej! Taki jest obraz tej „nieomylnej” pomyłki, która tysiące naukowców zaprowadziła pod topór kata lub na całopalenie żywcem, gdyż błędne i toksyczne idee w materii religijnej prowadzą nieuchronnie do patologicznej przemocy i zbrodni, zatem człowiek musi podjąć terapię eliminowania chorych wierzeń i poglądów ze swojego umysłu, aby nie zostać zniewolonym przez jakąś obłąkaną sektę stosującą przemoc i terror!

    Błędny obraz Boga będzie korzeniem wszelkiej wypaczonej ścieżki religijnej, której zdeprawowanie jest totalne. Pierwotne kultury religijne, jakie nie cierpią generalnie na ideologiczne zatrucie postrzegają Wyższą Istotę zawsze jako parę i jest tak wszędzie na Ziemi w całej jej historii. Bóg i Bogini stanowiący Boską Parę, równorzędną diadę, dwójnię doskonale połączoną i harmonijną to obraz Najwyższej Istoty w każdym kręgu religijnym, także w pierwotnej religii Semitów, gdzie małżonką Boga Jahwah jest Szekinah i jest Ona jego Chlubą i Chwałą! Słowo Elohim w języku starohebrajskim, biblijnym jest wyrazem w tzw. liczbie podwójnej, którą używa się na oznaczanie pary składającej się z istoty męskiej i żeńskiej. Elohim stwarza więc Człowieka jako obraz swój, jako kobietę i mężczyznę, aby dwoje mogło w sposób bardzo rozkoszny, czuły i namiętny kultywować Boskość oraz wspierać się wzajemnie w swoich dążeniach i potrzebach. Dla hinduistów czy taoistów, a także dla religii helleńskich czy słowiańskich był to oczywisty truizm, aksjomat przyjmowany jako naturalny porządek rzeczy w Przyrodzie. Błędny obraz Boga jako tylko męskiej albo tylko żeńskiej istoty sam w sobie jest korzeniem całego mnóstwa patologii i prowadzi do takich patologii jak uważanie, że kobiety nie mają duszy przez większość pokonstantyńskiego rzymskiego chrześcijaństwa albo uważaniem, że genitalia, łono to przyczyna zła i źródło grzechu, gdy tymczasem jest to psychologicznie rzecz ujmując organ służący wzajemnemu leczeniu się ludzi z depresji i innych patologicznych stanów świadomości. Postrzeganie swojej „drugiej połowy” jako formy Bóstwa i obcowanie z takim Bóstwem czy Boginią sakralizuje życie erotyczne, niewątpliwie usuwając całe stado kompleksów fobii i chorych idei, które są toksyczne, z ludzkich umysłów.

    Na Wschodzie ludzie mają jeden test, bardzo prosty, aby sprawdzić czy ktoś jest Święty i jest to test obiektywny. Ludzie z natury religijni, a religijność widzi się jako naturalną niewyuczoną potrzebę psychobiologiczną człowieka nawet pierwotnego, po prostu szukając Świętego Bożego, zaczynają sie do potencjalnego kandydata czy kandydatki modlić żarliwie o drobną pomoc w życiu, uzdrowienie, poprawę charakteru, znalezienie życiowego partnera, a kiedy dużo osób i często doznaje pomocy od kandydata podającego się za Świętego, wtedy uzyskuje w tej roli społeczną akceptację. Nie ma żadnych pośmiertnych mistyfikacji o wątpliwej naturze jakie produkowane są w beatyfikacjach i kanonizacjach społecznie szkodliwych sekt „nadreligijnych”. Osoba, która nie jest Święta, nie będzie w stanie dokonywać nawet drobnych cudów, odpowiedzi na modlitwy żarliwe, gdyż nie ma żadnej Boskiej Mocy. Szukając religii albo sprawdzając organizację do której należymy przyjrzyjmy się jej historii i zobaczmy, czy nie uległa już w swej historii degeneracji i nie jest czymś w rodzaju zastrzyku toksycznego raka świadomości, ze wszystkimi swoimi religijnymi ideałami. Wszystkie religie w swej pierwotnej początkowej wersji sprawują kult Żywych Świętych, a uznawanie Świętości po śmierci zdaje się także być czymś w rodzaju degeneracji, gdyż 84 Uczniów Jezusa także określało się jako Zgromadzenie Świętych. Bractwo Duchowe poświęcające się łączeniu z Bogiem musi być wolne od elementów trujących i nie można sobie w nim głosić żadnych chorych koncepcji religijnych, które zakłócałyby umysł i prowadziły do katastrofalnych i tragicznych patologii tak w życiu jednostek, jak i społeczeństw. Jako istoty z natury w większości religijne, ludzie muszą pamiętać, że mogą, a nawet może i powinni misjonować cokolwiek tam dobrego mają do zaoferowania, ale nie powinni się ze swoimi pomysłami przemocą narzucać innym, chyba że tylko w sytuacji, gdy trzeba powstrzymać gwałt, rozbój i mordowanie, ale od tej pierwszej i ostatniej patologii jaką jest zabijanie muszą się nadewszystko powstrzymać katolicy tacy jak Bush, Wojtyła i prawosławni tacy jak Putin oraz paru ajatollahów terroryzujących cały Islam! Próbujmy nieść dobro innym i dbajmy aby to było dobro dla „nich”, a nie tylko nasz zysk i korzyść z „nich”.

    Mohan Ryszard Matuszewski – Śri Mohan-Dźi

  • Koncentracja

    Koncentracja

    Niniejsza praca jest tylko próbą zasygnalizowania zagadnień związanych z koncentracją (Shuchu Ryoku) i wynikających stąd praktycznych korzyści. Ma za zadanie przybliżyć metody praktyczne używane w różnych systemach filozoficznych Wschodu, szczególnie w Zen i Jodze oraz ich ewentualne zastosowanie, jako formy ćwiczeń umysłu w sztukach Budo, a szczególnie Aikido.


    I. CZYM JEST KONCENTRACJA?

    Niejednokrotnie w życiu codziennym używamy zwrotu typu „skoncentruj się”, „skup swoje uwagę”. Dotyczy to większości ludzi. Mówią i robią tak, wtedy, kiedy muszą zrobić coś ważnego, coś co wymaga tego skupienia naszej uwagi na Jednym przedmiocie lub czynności. Niewielu z nas jednak wie czym koncentracja jest naprawdę, w swej istocie, do czego może służyć i jak może wpływać na uporządkowanie naszego życia i naszych myśli. Mało kto też potrafi doskonalić się w tej sztuce; nie mówiąc już o tych, którym po prostu nie chciałoby się tego robić, lub tych co powątpiewają w słuszność metody zdyscyplinowania swego umysłu. Taki też jest przeciętny człowiek Zachodu w od-różnieniu od ludzi Wschodu  kolebki wychowania psychofizycznego w swych różnych od-mianach, czyli niewiele wiedzący o specyfice ćwiczeń koncentrujących.

    Jest bardzo wielu takich ludzi, którzy „nie usiedzą spokojnie na jednym miejscu” /np. w szkole/, którzy ciągle zmieniają kierunek swych zainteresowań. Nie wiedzą oni co „zrobić z rękami” kiedy np. z kimś rozmawiają. Ludzie ci zgniatają, lub obracają w rękach jakieś drobne przedmioty itp. Przykładów można by mnożyć wiele, a nawet bardzo wiele. Człowiek taki zupełnie nie potrafi nieraz skupić uwagi, jest ciągle roztargniony. Jeślibyśmy mogli choć na chwilę zobaczyć w głąb jego myśli do subtelnych poziomów, zobaczylibyśmy zupełny chaos i bezład. Przez ich mózgi przepływa ogromna ilość bitów tj. jednostek informacji. Prościej możemy to nazwać różnorodnością myśli. Traktują je ci ludzie oczywiście równorzędnie, tj. nie mogę wybrać jednej, tej potrzebnej aktualnie, a wyeliminować tych, które potrzebne nie są. Nie potrafią też oni uzyskać pełnej, świadomej kontroli nad wykonywane przez dłuższy czas czynnością, zniechęca je się do niej. Taki chaos i bezład w naszym mózgu możemy na-zwać stanem rozproszonej uwagi, dekoncentracją, lub inaczej nieumiejętnością jej skupienia.

    Rosnącemu rozproszeniu uwagi większości ludzi sprzyja rozwój naszej cywilizacji typu NT, spowodowany przez nią nieodpowiedni, nadmiernie szybki tryb naszego życia. Przy-łączają się do tego rozmaite odwieczne zakłócenia w naszym codziennym bytowaniu; prz-eciążenie pracą umysłową albo fizyczną bowiem nie sprzyja możliwości opanowania na-wału inormacji. Dochodzi jeszcze do tego niewiedza o możliwości poprawienia swego umysłu w lepszym pozytywnym kierunku. Czynnikami działającymi destabilizująco na umysł człowieka są też zachwianie równowagi ekologicznej w rejonie jego bytowania, zbyt szybka zmiana warunków zewnętrznych w jego otoczeniu, związana z rozwojem potężnego współczesnego przemysłu , szerzenie się niepoprawnych ideologii typu nie-humanitarnego, szerzących nienawiść i wrogość do drugiego człowieka, wszelkiego typu kryzysy militarne, gospodarce i społeczne, jak również zmuszanie człowieka do zapewnienia sobie i rodzinie warunków życia i związany z tym strach. Dołączyć też musimy wszelkie czynniki typu niepowodzenie życiowe a będziemy mieli w ogólnym zarysie obraz czynników stresowych, utrudniających koncentrację albo powodujące jej zanik lub brak.

    Możemy już zatem po tym krótkim wprowadzeniu spróbować zdefiniować w najbardziej ogólnej postaci czym właściwie jest koncentracja i co jest jej istotą. Ujmując więc zagadnienie w ścisłe ramy formułki rzec możemy iż koncentracja jest to zdolność naszego umysłu, naszej osobowości i woli do kierowania naszymi własnymi myślami, odczuciami i czynnościami, zarówno ilościowo jak i jakościowo, czyli zdolność do manipulowania całym bagażem umysłu. Można też twierdzić, co podają niektórzy zaawansowani praktycy iż koncentracja to zdolność skupienia uwagi/percepcji informacji z jednego źródła/ na jednej tylko rzeczy, przedmiocie, myśli lub odczuciu.

    Doskonaleniem tego stanu zajęli się prawdopodobnie około 34 tysięcy lat temu starożytni Ariowie, później Hindusi. Na bazie ćwiczeń koncentracji powstała indyjska Joga dynamiczna i statyczna. Później podzieliły one się na kilka szkół. Techniki ćwiczeń Jogi w tym i koncentrację posiedli w I tysiącleciu naszej ery /lub wcześniej/ Chińczycy, potem Koreańczycy i inne ludy Azji południowowschodniej. Dołączone  zostały do istniejących tam sposobów walki wręcz. Przeniknęły one tam wraz z rozszerzaniem się w Azji i zwycięskim „pochodem” Buddyzmu, jako religii, idei i sposobu życia. Stąd przez wiele lat współcześni ludzie Zachodu uważali, iż praktyki te wiążą się i są podstawą praktyk religijnych. Pogląd ten okazał się jednak błędny. W II tysiącleciu n.e. /lub wcześniej/ elementy jogi statycznej i dynamicznej dotarły do Japonii i przyczyniły się do powstania jej japońskiej odmiany zwanej Zen. Elementy ćwiczeń koncentrujących Zen zostały wykorzystane jako cenny element uzupełniający powstających i istniejących systemów i szkół walki. Tak samo, tylko wcześniej, było i w Chinach, jak również innych państwach, ówczesnych kulturach.

    Koncentracja ma i musi być dla nas również czynnikiem, który pomaga w pozytywnym i właściwym rozwoju jednostkowym rozwoju osobowości. Powinna być dla ćwiczących znaczącym elementem życia i struktury psychicznej umysłu. Jeśli te zasady zostaną spełnione to będzie to już pewna część sukcesu. Koncentracja w dalszym etapie ma być częścią nieodzowną naszego życia, cząstkę tego co robimy. Doprowadzenie nas do umiejętności władania całym bagażem naszego umysłu, jakże nieraz szarpanego myślami i ogólnym rozkojarzeniem, może wtedy zostać spełnione.

    Jeżeli praca ta przyczyni się do zwrócenia uwagi czytelnika na sprawy swej psychiki, umysłu, niejakiego spojrzenia do swego wnętrza, w głąb duszy, tak przecież bardzo zanie-dbanej przez człowieka Zachodu na rzecz czynników zewnętrznych/prezencji/ to autor pracy będzie szczęśliwy, człowiek ćwiczący również, a dzieło to spełni swój zamierzony cel.


    II.  ZASADY  KONCENTRACJI

    Dla wszystkich metod i systemów ćwiczeń koncentrujących wyróżnić możemy kilka wspólnych, następujących zasad:

    . Do ćwiczenia koncentracji musimy mieć spokojne, ciche otoczenie sprzyjające wyciszeniu i z czasem całkowitemu wyłączeniu bodźców zewnętrznych. Nie mogą docierać do nas zakłócenia typu przemysłowego, tzn. radio, telewizja muszą być wyłączone, wszelkie maszyny i urządzenia zakłócające ciszę także, nie można ćwiczyć w pobliżu miejsc gdzie ciągle przelatują samoloty lub przejeżdżają samochody. Ciszy nie powinno również zakłócać tykanie zegarów.

    . Musimy mieć jakiś przedmiot koncentracji. Nie może on przy tym być zmieniany z zasady w ciągu danego ćwiczenia. Może nim być dźwięk, który się powtarza, określone odczucie lub przedmiot, część ciała, centrum psychiczne, myśl, idea, zagadka czy za-topienie się w ciszę. Mogą być również subtelne odczuwane stany i procesy w przy-rodzie jak i w organizmie człowieka/zapach, krążenie krwi/ etc.

    3°. Podstawa naszego umysłu powinna być pasywna. W zasadzie myśli, obrazy, uczucia mogą swobodnie przepływać przez świadomość. Nie powinno się na nie zwracać uwagi, nie należy się też zajmować tym, czy ćwiczenie wykonujemy poprawnie.

    . Musimy przyjąć wygodną spionizowaną pozycję, pozwalającą pozostać w bezruchu przez dłuższy czas w stanie możliwie największego relaksu. Musi to trwać conajmniej 1020 minut. Pozycja musi przeciwdziałać zapadnięciu w sen. Najlepiej nadają się do tego: Hanka, Kekka, Suwari /lotos, półlotos, siad japoński/

    5°. Koncentracji nie należy ćwiczyć w pośpiechu, ani też jej gwałtownie przerywać. Nie wydłużamy też czasu ćwiczenia ponad nasze możliwości. To stopniowanie robimy długo i powoli, systematycznie wdrażając się do ćwiczeń.


    III. CELE ĆWICZEŃ KONCENTRACJI

    Cele uprawiania różnych form ćwiczeń koncentracyjnych można ująć w kilka następujących punktów:

    . Nauczenie umiejętności skupiania się na określonym przedmiocie i możliwości utrzymania niezmieniającego się stanu świadomości umysłu przez dłuższy czas.

    . Wyrobienie sobie kontroli nad swoimi myślami, co za tym idzie nad psychiką i możliwości kierowania umysłem.

    . Rozluźnienie całego ciała i psychiki oraz związany z tym efekt szybkiego odpoczynku umysłu i ciała.

    . Zbudowanie własnej, silnej i niezależnej osobowości, rozwinięcie poczucia własnej wartości.

    . Wyrobienie sobie zrównoważenia emocjonalnego a co za tym idzie uczynienie swego ducha spokojnym i wyrobienie sobie dystansu do wszelkich spraw.

    . Działanie lecznicze na organizm zarówno pod względem psychosomatycznym jak i każdym innym. Spowodowanie ułatwienia organizmowi koordynacji wszystkich Jego życiowych czynności.

    . Wyrobienie i spotęgowanie wiary we własne siły i możliwości. Inaczej mówiąc wyrobienie poglądu na siłę swoją i bogactwo siły /mocy/ Wszechświata.

    . Uzyskanie pełnej harmonii życia, wiążące się z odszukaniem drogi do znalezienia i wyzwolenia ukrytych mocy i sił psychicznych naszego organizmu. Jest to jednoczesne ze znalezieniem drogi do SATORI /wyzwolenia, olśnienia/.


    IV. EFEKTY KONCENTRACJI I ĆWICZEŃ PSYCHICZNYCH W OGÓLE WEDŁUG JOGI

    Specjaliści Wschodni wymieniają czasem, niektóre tylko zapewne, ze zdolności i możliwości oraz efektów jakie dają nam ćwiczenia psychiczne wyższe, a wstępem do których jest właśnie koncentracja. Należą do nich:

    . Możliwość wyzwolenia ukrytych sił psychicznych typu KI, KIME czy KUNDALINI i otworzenie drogi do osiągnięcia Satori /Nirwany/.

    . Zbudowanie sobie i uświadomienie własnej nadświadomości, zharmonizowanie się z Naturą i zjednoczenie ciała z umysłem /Yn z Yang/ przez utożsamienie siebie z Wszech-światem /Absolutem/.

    . Uzyskanie zdolności paranormalnych /nadpsychicznych/
    – jasnowidzenie, Jasnosłyszenie, lewitacja, telepatia, telegnezja /w Jodze/
    – nieograniczona władza nad zmysłami
    – uzyskanie fenomenalnej szybkości i mocy /Aikido, Karate, Kungfu/
    – zdolność leczenia/nawet na odległość/
    – zdolność czytania palcami
    – zdolność niszczenia przedmiotów i osób z odległości /negatywna/
    – możliwość trwania w hibernacji dłuższy czas/przez zatrzymanie akcji organizmu/, i znaczne przedłużenie życia
    – osiągnięcie pełni zdrowia i radości życia
    – uzyskanie fenomenalnego wyskoku /kungfu/
    – możliwość pokierowania własną jak i cudzą psychiką/Aikido/

    . Możliwość kontroli wszystkich czynności organizmu jak również swoich poczynań i myśli.

    . Znaczne przedłużenie życia, osiągnięcie pełni zdrowia, szczęścia i doskonałości psychofizycznej.


    V. EFEKTY ĆWICZEŃ KONCENTRACYJNYCH
    WEDŁUG WSPÓŁCZESNYCH BADAŃ NAUKOWYCH

    Współczesne badania medyczne, biologiczne i fizjologiczne doprowadziły do „odkrycia” dla świata współczesnej nauki, niektórych efektów biologicznych pojawiających się pod wpływem uprawiania ćwiczeń koncentracyjnych. A oto one:

    . Zmiany w aktywności elektrycznej mózgu i pojawienie się fal alfa, które są charakterystyczne dla umysłu spokojnego, opanowanego i wypoczywającego /relaksacja/.

    . Zmniejszenia zapotrzebowania na tlen /o 10-20% po 3 min. u osób zaawansowanych/.

    . Zmniejszenie ilości uderzeń serca na minutę.

    . Spadek ciśnienia krwi.

    . Wydłużenie czasu trwania oddechu.

    . Zmiany w elektrycznej oporności skóry wskazujące na głęboki odpoczynek.

    . Zmiany w chemicznym składzie krwi  spadek ciśnienia cortisolu powodującego stresy w krwi.

    . Zmniejszanie zawartości kwasu mlekowego w mięśniach i obniżanie napięcia mięśniowego.

    . Szybkie odświeżanie psychiki /oczyszczenie/

    10°. Fizjologiczne zmiany w centralnym systemie nerwowym.

    11°. Zwiększanie stabilności autonomicznego systemu nerwowego.

    12°. Zmniejszenie zapotrzebowania organizmu na alkohol i nikotynę oraz środki halucygenne typu haszysz lub marihuana i inne.

    13°. Normalizacja wagi ciała.

    14°. Zmniejszenie bezsenności u osób cierpiących na nią.

    15°. Zwiększenie wydolności fizycznej u chorych na serce.

    16°. Szerokie działania lecznicze na organizm:

    – likwidacja stanów lękowych, stresowych, nerwicowych itp.
    – pozytywne skutki w leczeniu astmy oskrzelowej,
    – zmniejszenie podatności na choroby infekcyjne,
    – likwidacja wszelkich kompleksów i przypadłości,
    – uspokojenie i zwolnienie czynności życiowych organizmu,
    – obserwuje się poprawienie efektywności pracy, nauki i zdolności do niej; polepszenie pamięci i stosunku do otoczenia i ludzi
    – likwidacja chorób psychosomatycznych
    – możliwości leczenia innych jak i otoczenia


    VI. ETAPY KONCENTRACJI W JODZE PSYCHICZNEJ

    . Pratjahara patrzenie ku sobie czyli introspekcja. Oznacza to całkowite władanie uwagą, uwolnienie umysłu spod władzy zmysłów, ćwiczenia wymagają wiele czasu i cierpliwości. Jest to wstępny etap ćwiczeń psychicznych Jogi. ćwiczący koncentruje się na tym, aby jego myśli swobodnie przepływały przez umysł, nie zakłóca ich a tylko je obserwuje, ćwiczymy tak przez wiele miesięcy a nawet lat, osiągając w końcu wyciszenie potoku różnych myśli.

    . Dharana  koncentracja to skupienie uwagi na Jednym przedmiocie lub myśli. Potrzebna jest potężna siła woli i wyjątkowa cierpliwość. Na szczeblu tym chodzi nie tylko o uzyskanie umiejętności dłuższej koncentracji na Jednym przedmiocie, wrażeniu, idei, określonym punkcie ciała. To skupienie daje również wiedzę wszechstronną o przedmiocie i pozwala na dotarcie do istoty tegoż.

    3°. Dhjana  medytacja zwana też inspiracją lub natchnieniem. Medytacja jest stanem umysłu wyćwiczonego w ten sposób, by zostać odpowiednio długo skupionym na określonym miejscu, w którym uzyskuje się zdolność „płynięcia” ku temu miejscu lub przedmiocie nieprzerwanym prądem. Medytujemy najpierw o przedmiotach materialnych, następnie o zjawiskach i stanach coraz subtelniejszych, aby dojść do medytacji bezprzedmiotowej, gdy umysł zatapia się w pustkę i ciszę. W medytacji należy rozróżniać 3 etapy percepcji:

    – postrzeganie zewnętrznych przyczyn wrażeń /shabdadźwięk/
    – postrzeganie wewnętrzne pobudzenia nerwu przekazującego wrażenia do mózgu /arthaznaczenie/
    – postrzeganie reakcji mózgu na wrażenia /jnanawiedza/

    . Samadhi  kontemplacja, nadświadomość, wyeliminowanie zewnętrznej strony percepcji, całkowite uspokojenie fal umysłu i wyzwolenie z odczucia zewnętrznego. Jest to zintensyfikowany stan medytacji, tak aby nastąpiło zupełne wyeliminowanie z centrum uwagi zewnętrznej strony percepcji na rzecz jej strony wewnętrznej. W tym stanie jogin dogłębnie poznaje samego siebie oraz istotę Kosmosu, który okazuje się wytworem własnych myśli. Jogin wykazuje w tym stanie ponadnormalne uzdolnienia /jasnowidzenie, lewitacja do dowolnej części Wszechświata, nieograniczona moc i potęga/. Te pokusy trzeba odrzucić, nie można ulec ich czarowi, a wtedy osiągniemy całkowite uspokojenie fal umysłu, wyzwolenie z odczucia zewnętrznego.


    VII. ETAPY KONCENTRACJI W ZEN

    Rozróżniamy 3 etapy w drodze medytacji Zen i są to etapy zasadnicze.

    1. Nauka wytworzenia pustki wewnętrznej
    Ćwiczenie w tym etapie polega na skupieniu uwagi, wpatrzeniu się w punkt odległości około 90 cm od ćwiczącego. Należy wolno oddychać przez nos. Oczy pozostają otwarte. Można wykonywać swobodne skłony w bok, przy wyprostowanym i spionizowanym kręgosłupie. Zwykle wykonujemy to ćwiczenie zwane wahadłem nx 360 razy. Siedzimy zwykle w Hanka /lotos/, Kekka /półlotos/ lub Suwari. Po wybraniu tematu do medytacji /nie wolno go zmieniać w czasie ćwiczenia, ćwiczenie powinno być wykonywane 20-40 minut. Zaczynamy od około 5 minut; stopniowo powiększając czas trwania medytacji. Pora wykonywania ćwiczeń psychicznych Zen to wczesny ranek lub wieczór, będąc jednocześnie twarzą zwrócony na wschód. Tematami do medytacji zwykle bywają:
    – susekukan /liczenie oddechów/ oraz
    – dzuisekukan /koncentracja na oddechach/; gdzie analizujemy niejako drogę strumienia powietrza do naszych płuc. Jak również jego drogę powrotną.

    2. Etap wyjścia z siebie i jego przeżycie.
    Gdy przez pewien, zwykle dość długi czas, wykonujemy medytację jak poprzednio, za-czynają pojawiać się i wytwarzać różne omany w postaci widocznych przed oczyma snopów iskier fioletowych plam, słyszenia czyichś głosów, widzenia ludzkich twarzy itp. Związane to jest z oczyszczaniem naszej psychiki. Niepotrzebne myśli wyrzucamy z na-szego umysłu, lecz one jeszcze krążą wokół nas i dają o sobie znać, chcąc powrócić na dawne miejsce w umyśle. Przez odrzucenie ich z naszej sfery psychicznej można uzyskać wewnętrzny spokój. Zjawiskom tym nie należy się podawać, a wtedy one same miną i pozbędziemy się brudów w naszej psychice. W etapie tym staramy się obserwować swój temat do medytacji czyli oddech. Wczuwać się w niego oraz nie dopuszczać żadnych innych myśli. Wtedy to bowiem nasz trud przyniesie pożytek, a praca nad sobą da rezultaty.

    3. Dochodzenie do satori i jego osiągniecie.
    Ostatnim etapem jest dosięgnięcie do pełnej integracji psychicznej z Wszechświatem czyli olśnienie, zwane po japońsku satori lub kenśio. Jest to także radość z pełni zdrowia. Droga do tego jest długa i żmudna lecz wartościowa. Polega ona na coraz dłuższym ćwiczeniu stanów pustki wewnętrznej poprzez ćwiczenie  śikantadza /trwanie w pozycji/ i wypieranie myślenia dyskursywnego myśleniem intuicyjnym. Wykonuje się to ostatnie techniką koanu. Koan znaczy zagadka czyli myśl filozoficzna oparta na wschodniej logice paradoksalnej. Należy je rozwiązać nie myśleć ale wczuwając się w nią intuicyjnie. Przykładem koanu może być pytanie: „Co to jest nic?”. Do stanu najwyższego w Zen doszły i dochodzą przez systematyczne ćwiczenie nieliczne jednostki, choć wielu jest bardzo zaawansowanych.


    VIII MEDYTACJA TRANSCENDENTALNA /TM/

    Ta forma ćwiczeń medytacyjnych powstała bardzo dawno temu w starożytnych Indiach. Opisana była w starych księgach hinduskich, choć zapomniana i niepraktykowana. W latach 40-tych naszego wieku odkrył je wybitny znawca ksiąg hinduskich Sri Brahmananda Sarasvati zwany Guru Dev. Misję upowszechnienia TM i przypomnienia jej światu powierzył on uczniowi swemu zwanemu obecnie Maharishi Madesh Yoga. Guru Dev zmarł w 1953 r. Maharishi opłakał mistrza i udał się na dwa lata w góry  Himalaje. Gdy w 1956 roku powrócił do cywilizacji miał już opracowany plan światowego ruchu na rzecz TM. Rozpoczął on wielką akcję trwające do dziś. Poprzez Indie, Singapur, Hawaje dotarł on do Kaliforni, będącej aktualnie najliczniejszym ośrodkiem medytacji na świecie. Uprawia tam TM ponad 130 tyś. ludzi. Inne silne ośrodki to Kanada  90 tyś. i RFN 55 tyś. Obecnie na całym świecie jest ponad 2 miliony ludzi praktykujących TM. Zawrotną, karierę zrobiła ona na Zachodzie. Ośrodki TM są w 89 krajach świata. Główna kwatera znajduje się w Los Angeles. Jest tam stacja telewizyjna ruchu TM nadająca programy członków i same dobre wiadomości. jest to telewizja uśmiechu i spokoju. Nadawane są również wykłady Maharishiego. Główne centra ruchu są w Lucernie w Szwajcarii i Fairfield w stanie Iowa w USA. Działają tam dwa międzynarodowe uniwersytety Maharishiego kształcące setki nauczycieli TM. Organizuje się również Kursy Twórczej Inteligencji /Nauka Twórczej Inteligencji Science Creative Inteligence SCJ/. Główna siedziba ruchu jest tam, gdzie znajduje się Maharishi. Prorok odmawia podania swego wieku, lecz przypuszcza się, że ma ponad pół wieku. Maharishi twierdzi, że jeżeli l procent danej społeczności będzie medytować, to pozostałe 99% pozytywnie odczuje te skutki, a przy 5% medytujących zaczną się dziać rzeczy naprawdę wielkie… Rzekł on „widzę poranek ery oświecenia”. Materiały TM podają listę miast, w których dzięki odpo-wiedniemu procentowi medytujących zmniejszyła się liczba przestępstw. Dane te pokrywają, się z oficjalne statystyką. Udało się udowodnić pozytywny wpływ tego rodzaju medytacji w takich sprawach jak:

    1°. Głęboki odpoczynek mierzony zmniejszonym zapotrzebowaniem na tlen

    2°. Spadek ciśnienia krwi, zmniejszona zawartość cortisolu, powodującego stresy krwi

    3°. Zmniejszona ilość uderzeń serca na minutę

    4°. Wydłużony okres zwolnionego oddechu

    5°. Wzrost elektrycznej aktywności mózgu, mierzonej falami alfa

    6°. Większy relaks  mierzony opornością skóry

    7°. Zmniejszenie zapotrzebowania na alkohol i nikotynę oraz na środki halucynogenne /haszysz i marihuana/

    8°. Mniejsza bezsenność i krótszy czas regeneracji po niej

    9°. Znormalizowana waga ciała, większa wydolność u chorych na serce

    10°. Pozytywne skutki w leczeniu astmy bronchitowej

    Dobrodziejstwa TM przejęli również sportowcy różnych dziedzin, stosując je jako trening odprężeniowy wśród zawodników rozmaitych dziedzin. Również między innymi piłkarze RFN stosują TM. Dzięki TM, która ma tyle zalet, gdyż jest prosta nie można jednak osiągnąć 4 stopnia ekstazy duchowej zwanego Turya. Można osiągnąć natomiast Nirwanę, co szczególnie dla ludzi Zachodu Jest i tak wielkim osiągnięciem.

    Medytacja Transcendentalna jest stosunkowo prostą i łatwą metodą. Wymaga poświęcenia około 30-40 minut dziennie, połowa rano i połowa po południu. Ważne jest systematyczne medytowanie. Mniej ważny jest nasz stosunek do idei TM. Medytacja Transcendentalna da pozytywne efekty nawet wtedy, gdy będzie wykonana jako czynność automatyczna, aczkolwiek wg obowiązującej techniki codziennie. Efekty są niemal stu procentowe, bez względu na stopień sceptycyzmu, medytującego. Technika samej medytacji polega na skierowaniu ku swemu wnętrzu, ku subtelnym poziomom myśli, aż umysł przekroczy je i zagłębi się w źródło myśli. Ciało jest całkowicie odprężone /jak w głębokim śnie/, lecz umysł jest czujny, rozbudzony, bystry. Medytujący siedzi z zamkniętymi oczami, koncentrując swą uwagę na wewnętrznym powtarzaniu/wyobrażonym sobie/ pojęciu dźwięku, tzw. mantrze.

    Mantr jest 17, znają je nauczyciele wykształceni przez Maharishiego. Od niego też je otrzymują. Mantrę jedną na całe życie otrzymuje się od nauczyciela; należy ją powtarzać i zapamiętać. Mantry tej nie wolno nigdy zapisywać lub powtarzać głośno. Gdy w czasie medytacji nachodzą umysł różne myśli wyprzeć je należy mantrą. Siedzimy zwykle w siadzie skrzyżnym. Wielu ćwiczących TM Już po kilku medytacjach odczuwa szczęście, czuje się lepiej, czuje lekkość i dobroć. Jest to wspaniały sposób na relaks, szczególnie dla nas europejczyków, którym potrzebna jest taka metoda regeneracji psychofizycznej.


    IX. CZ’AN CZYLI CHIŃSKI ZEN /czyt. Czchan/

    Sekta Cz’an powstała w V do VIII wieku naszej ery w Chinach. Jest to sekta oparta na religii buddyjskiej. Od niej, czyli od sekty Cz’an wywodzi się japońskie Zen. Nazwa wywodzi się od sanskryckiego słowa DHJANA, co znaczy skupienie, medytacja. Nauka ta powstała jako swoisty protest przeciw klasycznym indyjskim formom buddyzmu. Buddyzm cz’an wraz z taoizmem stanowi istotę kultury Dalekiego Wschodu. Założenia filozoficzne tej szkoły opierają się na filozofii buddyjskiej, choć w wielu momentach z nią zrywają.

    Kto nie widzi Buddy w sobie, nie znajdzie go nigdzie. Kto nie potrafi znaleźć prawdy dzisiaj nie znajdzie jej nigdy w przyszłości. Prawdę i Buddę trzeba znaleźć w sobie i w tym co otacza człowieka. Trzeba je znaleźć samemu. Analiza intelektualna daje możliwość oceny jedynie zewnętrznej strony zjawiska prześlizgnięcia się po jej powierzchni. Nie może to wyjaśnić istoty zjawiska. Nie należy zbytnio obciążać umysłu książkową mądrością. Nic nie jest święte, nie posiada wartości w obliczu wielkiego skupienia indywidualnego oświecenia. Trzeba umieć żyć, poznawać życie i rozumieć je, jak i przyjmować w całym jego bogactwie i pięknie. Rozmyślać należy w sposób swobodny i naturalny. Aby poznać prawdę nie trzeba żadnych kanonów ani autorytetów. Nie należy gardzić pracą. Praca robi człowieka szlachetnym. „Kto nie pracuje ten nie je”, albo jak mówi chińskie przysłowie „Dzień bez pracy  dzień bez jedzenia”. CZ’AN zakładało też: precz z wszelką własnością, z gromadzeniem dóbr. Ten kto pragnie coś posiadać, w rzeczywistości sam staje się obiektem posiadania, niewolnikiem swoich iluzorycznych wyobrażeń o życiu. Olśnienie jest nagłe, spływa nieoczekiwanie na człowieka w dowolnym momencie. Nie trzeba do tego siedzieć długo w bezruchu, ale trzeba być do tego przygotowanym. Jest to bowiem wstrząs intuicyjny.

    Później wprowadzono do praktyki próby sztucznego stymulowania nagłego olśnienia, drogą ostrych bodźców, okrzyków, a nawet uderzeń, które spadały nagle na nie oczekującego ich lub nawet pogrążonego w transie człowieka i zmuszały go do błyskawicznej, podświadomej, intuicyjnej reakcji. Rozpowszechniły się specyficzne za-gadki: np. „uderzenie dwóch dłoni to klaśnięcie, a czym jest klaśnięcie jednej dłoni?” Zgłębienie drogą intelektualną tych zagadek jest niemożliwe. Pod pozorami absurdu kryje się głęboki sens prowadzący do oświecenia na co szły lata rozmyślań.

    Na plan pierwszy wysunięto praktykę nieustającej medytacji, chociaż niekoniecznie w pozycji siedzącej, ćwiczyli siedząc lub przechadzając się przez długie godziny, albo dni w głębokim skupieniu, nie zwracając uwagi na nic, wyłączając się z wszelkich spraw wewnętrznych. Mnisi nieraz czuwali w specjalnych salach medytując co trwało często wiele godzin lub tygodni. Pili też mocną herbatę aby nie usnąć i dla pokrzepienia. Stąd dookoła chińskich klasztorów buddyjskich powstawały plantacje krzewów herbacianych. Dieta była ściśle wegetariańska oraz bardzo mocno przestrzegana. Przestrzegać też na-leży tam toalety, pilnować czystości i porządku. Prócz tego każdego dnia mnisi spędzali wiele godzin na medytacji.


    X PRZYKŁADY ĆWICZEŃ
    KONCENTRACYJNO – MEDYTACYJNYCH W JODZE

    l°. ćwiczenia wprowadzające do wyciszenia /Dharana/ a /Koncentracja/ na wrażeniach wzrokowych:
    – siadamy w pozycji najlepiej skrzyżnej /kręgosłup zawsze pionowy/
    – uspokoić oddech, zamknąć oczy
    – zacząć wpatrywać się w ciemność pod powiekami
    – po pewnym czasie pojawiają się wrażenia, świetlne, czasem kolorowe
    – obserwujemy je cierpliwie i uważnie
    – inne doznania/czuciowe, dźwiękowe /nie powinny do nas docierać prawie w ogóle
    – maksymalny czas ćwiczeń 10-15 minut
    Uwaga!  Aby pomóc sobie w odizolowaniu się od odbioru wrażeń zewnętrznych w celu skupienia się w sobie stosujemy YoniMudra/jonimudrę/
    Yoni Mudra ucisk uszu, oczu i ust palcami obu rąk jednocześnie. Stosujemy przez chwilę. Ręce mamy ułożone kontemplacyjnie w zamknięty krąg. b /Ćwiczenie wzroku:
    – na łagodnie oświetlonej ścianie wieszamy czarną kartkę papieru z białym kwadratem w środku o boku 5 cm
    – siadamy przed tym rysunkiem w odległości ok. 60 cm, tak aby linia oczy-kwadrat była pozioma
    – oddychamy spokojnie i wpatrujemy się w kwadrat nie poruszając oczami i nie mrugając
    – po około 2 minutach nie mrugając przenosimy spojrzenie na pustą ścianę obok rysunku i obserwujemy jak w miejscu, gdzie pada wzrok wyraźnie pojawia się czarny kwadrat później zaczyna on szarzeć i znika
    – po zniknięciu kwadratu znów przenosimy wzrok na biały kwadrat na 12 min. i ponawiamy opisaną czynność
    – ćwiczymy do czasu aż zaczną łzawić oczy
    – gdy po dłuższym treningu łzawienie ustąpi wpatrywanie przedłużamy do ok. 10 min.

    2°. ćwiczenie wibracyjno-dzwiękowe /Dharana/
    – siadamy skrzyżnie, zamykamy oczy, uspokajamy oddech
    – w trakcie wydechu z półprzymkniętymi wargami wydajemy wibrujący dźwięk „Oomm
    – wibracje po pewnym czasie odczuwamy wzdłuż całego kręgosłupa
    – uwagę skupiamy na tych właśnie wibracjach
    – po pewnym czasie stosujemy też wibrację „Oomm” w fazie wdechu wyobrażając to sobie tylko w myśli
    – po kilku minutach uwagę można przenieść na doznania wzrokowe, a wibrację „Oomm” traktować drugoplanowo /jako tło/

    3°. ćwiczenia wyciszające
    a/ etap I /Pratjahara/
    – siedzimy ze spionizowanym kręgosłupem, uspokajamy oddech, rozluźniamy mięśnie i zamykamy oczy
    – w otoczeniu musi być maksymalny spokój /absolutny/
    – zaczynamy obserwować swoje myśli
    – należy osiągnąć taką postawę, aby swoje „Ja” /siebie/
    – nie identyfikować z myślami, lecz wyraźnie odczuwać swoją jaźń jako odrębną od swych myśli, patrzeć trzeba na swoje myśli jak postronny obserwator
    – myślom nie wolno dać się zaangażować, ani ponieść się im,
    b/ etap 2 /Pratjahara/
     trzeba uczyć się tłumić obserwowane myśli dochodzimy do tego, aby czujnie wychwytywać moment
    powstania nowej myśli i natychmiast wysiłkiem woli zmuszać
    się do jej zaniechania i porzucenia
     etap ten prowadzi do dłuższych kilku minutowych okresów zupełnej ciszy
    c/ etap 3 /Dharana/
    – teraz do wyciszonej świadomości wprowadzamy poszczególne myśli, świadomie je rozważamy przez kilka chwil po czym wysiłkiem woli likwidujemy je i wyciszamy pole świadomości
    – po krótkim okresie ciszy postępujemy z nowowprowadzoną myślą podobnie
    – zaleca się stosować myśli przykre dla ułatwienia ćwiczenia
    Uwaga! Teraz w 3 etapie ćwiczenia proces myślenia powinien być obserwowany „z boku”, przez oddzieloną jakby jaźń.
    d/ etap 4 /Dharana/
    – okres ciąży w polu świadomości jest bardzo długi, wyłaniające się z podświadomości myśli są z łatwością likwidowane
    – ćwiczenie doprowadza do „samozapomnienia”
    – trudność polega na tym, aby w tym stanie nie usnąć, ale żeby trwało ono w stanie czuwania

    4°. ćwiczenia medytacji aktywnej /Dharama/
    – w trakcie zaawansowanej koncentracji, postanawiamy prześledzić w myśli cały ciąg wydarzeń i obserwacji, świadomych i podświadomych dokonanych np. w czasie drogi do pracy odbytej w poprzednim dniu
    – dbamy aby nie odejść od głównego nurtu tematu, nie – dopuszczamy żadnych innych myśli

    5°. ćwiczenia introspekcyjne /Pratjahara/
    a/ ćwiczenia w pozycji nieruchomej
    – usiąść nieruchomo, kręgosłup wyprostowany, głowa prosto, uregulować i pogłębić od-dech, odprężyć mięśnie całego ciała /przez wyobrażenie ciężaru/
    – oczy zamknąć lub zmrużyć, odwrócić uwagę od wszelkich wrażeń zmysłowych i bodźców, starać się nie dostrzegać niczego, nie przysłuchiwać się niczemu
    – obserwować jedynie własne wnętrze psychiczne /własne myśli „przepływające” niejako przez umysł/
    – nie odwracać od myśli uwagi, ani ich nie tłumić, bez względu na to jakie są /choćby były szokujące lub najbardziej dziwne/
    – nie wolno ingerować w myśli, tylko należy je obserwować
    Uwaga! ćwiczenie to jest istotą pratjahary. Ćwiczymy je codziennie przez wiele lat. Celem jest uzyskanie władzy i kontroli nad potokiem myśli, doprowadzenie do stanu ciszy i spokoju. Im dłużej i cierpliwiej ćwiczymy  pełniejszy spokój ogarnia nasz umysł, potok różnych myśli nieuporządkowanych ginie.
    b/ ćwiczenie w dowolnych dynamicznych pozycjach
    – obserwujemy potok swych myśli w warunkach życia codziennego

    6°. Koncentracja bezprzedmiotowa /odczuwanie siebie/
    – kierujemy myśl na jedną rzecz
    – próbujemy odczuwać samego siebie
    – należy zapomnieć o wszystkich aktualnych sprawach
    – koncentrujemy się na prawidłowym wykonywaniu oddechu, nie dopuszczając żadnych innych myśli
    – wczuwamy się w rytm i tętno oddechu
    – utrzymać należy prostą linię kręgosłupa
    W czasie cyklu oddechowego rozróżniamy jego fazy: wdech napływ świeżego powietrza jago zapach i jakość; gdy ćwiczymy na otwartej przestrzeni czujemy las, zieleń, kwiaty, liście gdy w pomieszczeniu to jego /powietrza/ rodzaj /wilgotność, rozgrzanie słońcem/, zatrzymanie wdechu odczuwamy pełnię i spostrzegamy ciszę, a po pewnym czasie słyszymy swoje tętno  rytm życia. Wydech  czujemy rozluźnienie mięśni i ciężar swojego ciała, czyli prawo grawitacji, później czujemy odpływ zmęczenia i ciepło. Bezdech spo-strzegamy ciszę inną niż przy wdechu zatrzymanym i inny rytm pulsu. Cel doprowadzenie do stanu, kiedy odczujemy, że napięcie i zdenerwowanie jest przeciwko nam, opanowanie natomiast darzy nas spokojem i siłą.

    7°. Przegląd wsteczny
    – odtwarzanie w pamięci zdarzeń całego dnia, w odwrotnym niż normalnie porządku /od końca do początku dnia/. Cofanie się od skutku do przyczyny. Oglądanie siebie jak w filmie puszczonym od końca do początku.
    – wykonujemy w pozycji do medytacji, z zamkniętymi oczami i rękami ułożonymi do koncentracji.
    Cel zdobycie umiejętności manipulowania całym bagażem umysłu /chitt/ uczy też to ćwiczenie patrzeć bezstronnie na swe czyny, uczucia i myśli, oraz widzieć siebie niejako z pewnego dystansu, oddalenia, jako inną osobę

    8°. Skupienie uwagi na różnych częściach ciała.
    – obieramy sobie dowolną część ciała, np. rękę, żołądek, głowę lub inny punkt,
    – staramy się odczuwać tę jedną część ciała w oderwaniu od innych
    – inne myśli eliminujemy

    9°. Koncentracja na czakramach
    Czakramy są to centra psychiczne w naszym organizmie i Jest ich siedem. Koncentracja na nich jest wyższą formą ćwiczenia  czyli skupienia się na różnych punktach ciała. Joga mówi, iż na nich najlepiej się skupić. Człowiek /każdy/ ma siedem czakramów:
    – na szczycie głowy /Sahasrara/       
    – u nasady kręgosłupa/ogień kundalini/ /Muladhara/
    – środek ciężkości /2 cm poniżej pępka w głąb ciała /Swadhisztana/
    – wewnątrz splotu słonecznego, w okolicach śledziony /Manipura/
    – na sercu /Annahata/ po stronie mostka
    – w sercu duchowym po prawej stronie /Wiszudda/, aż przy krtani
    Należy starać się przenieść jakby umysł do wybranego czakramu i poczuć, że właśnie stamtąd pochodzi źródło naszych myśli. Koncentracja na czakramach należy do bardziej intensywnych i powoduje rozwój sił psychicznych i odpowiednich zdolności związanych z każdym czakramem, a zaliczanych do ponadnaturalnych.

    10°. Przykłady innych ćwiczeń koncentrujących dla zaawansowanych.
    a/ skupienie uwagi na zjawiskach przyrody:
    – śpiewie ptaków, deszczu, śniegu
    – drzewach, krajobrazie
    – kwiatach, owocach
    – szumie liści, głosie zwierząt
    – zapachu zieleni, traw, wiosny
    – przedmiotach codziennego użytku etc.
    Należy starać się poznać je zmysłami i zrozumieć ich wewnętrzną naturę przez wczuwanie się w nie.
    b/ skupienie uwagi na objawach rozkwitu i dojrzewania, jak również więdnięcia i umierania w przyrodzie. Przedmioty /owoce, kwiaty/ oglądamy jak najdokładniej, a po-tem poddajemy się wywołanemu przez nie uczuciu.
    c/ koncentracja na czynnościach wewnętrznych organizmu:
    – analogicznie jak poprzednio skupiamy się na oddechu, krążeniu krwi /bąbelki powietrza we krwi/, pracy serca, pracy różnych narządów i organów wewnętrznych, czy na pracy naszych zmysłów
    – ćwiczymy wytrwale, aż nauczymy się mieć nad każdym organem i czynnością, organizmu pełną kontrolę.


    XI ćwiczenie medytacyjne zen

    l°. Susokukan /liczenie oddechów/
    a/ Wersja 1
    – siadamy ze spionizowanym kręgosłupem, broda lekko przyciśnięta do szyi /kręgosłup szyjny wyprostowany/
    Hara wypięta do przodu /biodra wypięte do przodu/ tak, że czubek nosa znajduje się za linią prostopadłą do podłogi, a przechodzące przez początek brzucha
    – siedzimy z otwartymi oczami i patrzymy w punkt na tle jednobarwnym, odległym o ok. 90 cm od nas /kropka, koralik, punkt/, lub analogiczny na linii poziomej na ścianie
    – oddychamy tylko przez nos, jest absolutna cisza
    – liczymy oddechy od 110/potem znów od 110 itd./ w myśli
    – gdy jest wdech nie myślimy o niczym, gdy wydech powtarzamy sobie liczebnik
    – jeden liczebnik wypełnia nasz umysł przez cały wydech
    b/ Wersja 2
    – liczebnik wypełnia nasz umysł przez wdech i wydech, przy czym jest on powtarzany w myśli dwukrotnie, raz przy wdechu i raz przy wydechu
    2°.Dzuisokukan /koncentracja przez wczuwanie się w oddech/
    – ćwiczymy najlepiej w pozycji Hanka/pełnego siadu skrzyżnego czyli lotosu/
    – oddech jest przede wszystkim przeponowy
    – przy wdechu czujemy jakbyśmy wciskali powietrze do balonika w środku ciężkości /brzuchu/ „balonik” ten rozszerza się we wszystkie strony, a najbardziej do przodu i w dół
    – musimy czuć wszystkie etapy drogi powietrza do płuc na przestrzeni wdechu, tj. wciąganie powietrza przez nos, uczucie zimna na szczycie jamy nosowej, przebieg powietrza przez krtań, oskrzela, a dalej wyobrażamy sobie jakby to powietrze schodziło w dół do środka ciężkości i po linii spiralnie kończącej się wnikało w ten punkt
    – nie należy wciągać powietrza do maksimum, tylko średnią, normalnie potrzebną jego ilość
    – trochę powietrza wciągamy też do reszty płuc
    – skupiamy powietrze w przeponie i robimy wydech: powolny, dokładny, czujemy ulgę w umyśle
    – wykonujemy wydech obserwując i czując powietrze w odwrotnej kolejności niż przy wdechu

    Obserwacja drogi powietrza ma tu zasadnicze znaczenie!

    3°. Impuls wyjścia z siebie /patrz VII2°/
    W czasie ćwiczeń medytacji, zwykle po pewnym czasie ćwiczący „widzą” przed oczyma jakieś gęste cienie, fioletowe plamy, snopy iskier, nieraz widzieć też można twarze, których w rzeczywistości nie ma, czasem słyszy się głosy i to tak wyraźnie że mimowolnie odwracamy się w tym kierunku, skąd wydają się one pochodzić, są to tzw. omamy. Nie wolno się tym zjawiskom poddawać, nie wolno się nimi zajmować. Znikną same, gdy utrzymamy pustkę wewnętrzną. Etap ten można nazwać pozbywaniem się omamów.

    4°. Medytacja na koan.
    Koan  myśl, zagadka filozoficzna.
    – obieramy sobie koan jako temat do medytacji
    – oddychając normalnie i siedząc w pozycji najlepiej lotosowej, skupiamy całą uwagę na wewnętrznym powtarzaniu tej myśli
    – staramy się rozwiązać ją nie myśląc dyskursywnie, a wczuwając się w nią intuicyjnie, czyli działając tymi wyższymi psychicznymi formami poznawania
    – medytujemy dowolnie długo, nie wolno zmieniać tematu medytacji
    Temat do medytacji czyli myśl zagadka musi być oparta na wschodniej logice paradoksalnej! Przykłady koanu:
    a/ co to jest nic?
    b/ uderzenie dwóch dłoni to klaśnięcie, a czym jest więc klaśnięcie jednej dłoni?
    – ćwiczenie z danym koanem wykonujemy codziennie przez wiele miesięcy.

    5°. Śikantadza  trwanie w pozycji.
    – siadamy w pozycji suari /suwari/ lub odmianie Hanka
    – poprzez siedzenie w pozycji /trwanie/ należy tutaj osiągnąć stan pustki wewnętrznej, kiedy medytujący przeżywa tylko własną jaźń, odczuwa istnienie realne swojej osobowości
    – do umysłu nie napływają żadne myśli, trwa on w stanie samozapomnienia. Jest to za-awansowany sposób medytacji, jest on już wyższym celem ćwiczeń psychicznych. Wdrażając się do tych ćwiczeń należy najpierw przez pewien czas zwykle kilka miesięcy stosować Susokukan, później analogicznie lub dłużej dzuisokukan, a dopiero po opanowaniu tamtych prostych ćwiczeń zająć się tym bardziej zaawansowanym.

    Po dłuższym czasie ćwiczenia swego umysłu w utrzymaniu stanu pustki wewnętrznej medytujący dochodzi do wyższych stanów psychicznych, ćwiczyć należy od kilku sekund na początku do kilkunastu minut /20-40/, jeśli chce się osiągnąć trwałe wyciszenie, lub dłużej do kilku godzin, dni, tygodni. Pewien medytujący osiągnął stan satori po 9 latach nieprzerwanego trwania w pozycji ćwiczenia śikantadza. Przypłacił ten zbytni pośpiech utratą nóg.

    Uwagi do ćwiczeń Zen.

    Medytujemy w formie minimalnej od 5 do 10 minut, jednak osiągniemy niewielkie wyciszenie umysłu po kilku latach. Gdy będziemy ćwiczyli od 20 do 40 minut to efekt wyciszenia będzie szybszy i trwalszy, ćwiczyć najlepiej dwa razy dziennie tj. rano i po południu. Nie wolno ćwiczyć zaraz po jedzeniu, tylko około 1,5 – 2 godz. po posiłku, lub 0,5 do 1 godz. po wypiciu płynu. Na początku każdego ćwiczenia należy wykonać kilka głębokich, pełnych oddechów uspokajających/przez nos/ takich, gdzie wydech jest dłuższy od wdechu. Oddechów tych powinno być około 10. Gdy nasze wyciszenie pogłębi się, to oddech zwolni się jeszcze bardziej. Przed przystąpieniem do medytacji można wykonać już w siadzie kilka skłonów w bok, później zaś oddechy.


    XII   KONCENTRACJA SKUPIONA W CENTRUM

    Ten typ koncentracji później zaś medytacji przebiega w początkowej fazie praktycznie tak samo jak ćwiczenia dzuisokukan. Jednocześnie z wyczuciem drogi powietrza staramy się czuć swój brzuch, później w węższym zakresie swój środek ciężkości, ćwiczymy w siadzie Japońskim /klęcznym/ suwari. Staramy się, aby do tego punktu środka ciężkości i Jednocześnie czakramu przenieść swój umysł, tak Jakby stamtąd płynęły nasze myśli. Jakby tam było źródło. Opanowanie tego choć na chwilę daje ćwiczącemu stabilną postawę i za-dziwiającą moc psychofizyczną związaną z możliwościami dowolnego wyzwalania KI bądź KIME. Taka medytacja na HARA po pewnym dość długim czasie daje zwykle możliwość osiągnięcia fenomenalnej szybkości ruchu /przemieszczenia ciała/ jak i możliwość intuicyjnego wyczucia zbliżającego się ataku, bądź niebezpieczeństwa i jego rodzaju. Ten typ koncentracji daje wysoki efekt szczególnie wtedy gdy jest systemem psychicznym dołączonym do jakiejś sztuki walki. Wielką więc wagę przywiązuje się do niego w aikido, kungfu /gdzie nazywa się Tan Tien/ i w innych sztukach walki, sztukach psychofizycznych. Wdrożenie do koncentracji skupionej na Hara:

    – ćwiczymy w pozycji suwari, susokukan przez około 6 tygodni po 5-10 minut dziennie /najlepiej rano po wstaniu/
    – wykonujemy ćwiczenie dzuisokukan przez około 12 miesięcy, również przez czas 5-15 minut dziennie
    – w czasie powyższych ćwiczeń wdrażamy się do medytacji w ogóle.
    Ćwiczymy najpierw 12 minut, później wydłużamy ten okres, aż dojdzie do kilku minut dziennie.
    – po tym okresie wstępnego przygotowania, możemy wykonać najpierw kilka zwalniających oddechów i przechodząc do dzuisokukan starać się zwrócić szczególne uwagę na swój brzuch w czasie tego ćwiczenia
    – staramy się szukać poprzez wczuwanie się Jednego punktu tzw. środka ciężkości, który znajduje się w Hara
    – staramy się przenosić w ten punkt źródło swoich myśli i czuć umysł umiejscowiony w tym punkcie
    – gdy umiemy się już skupić przez okres 5 do 10 min. możemy ten okres wydłużyć do 20-40 minut lub więcej, ćwiczymy codziennie.
    – po kilku miesiącach próbujemy skoncentrować się na Hara w dowolnym miejscu i czasie. Zaczynamy od treningu, gdzie w czasie technik pamiętamy o naszym Hara i przy jego pomocy staramy się poczuć jaki rodzaj ataku zostaje Uke. ćwiczyć też możemy siedząc na krześle, idąc ulicą; jednocześnie Jednak czujemy wszystko co się wokoło dzieje.
    UWAGA! Zacząć koncentrację na Hara możemy od pierwszego treningu z pominięciem susokukan i dzuisokukan. Ten sposób jest jednak trudniejszy i łatwo może zniechęcić. Ten sposób medytacji stosowany przez kilkanaście lat wraz z ćwiczeniami jakiejś drogi walki może doprowadzić do satori i pomoże w osiągnięciu perfekcji w swojej sztuce, ćwiczenia na treningach sztuki walki, wykonujemy na początku i na końcu zajęć po co najmniej 10 minut.


    XIII  CZAKRAMY A NADŚWIADOMOŚĆ

    Mistrzowie jogi podają istnienie siedmiu centrów psychicznej energii w naszym organizmie. Są to:
    1. Muladhara  ćakram u nasady kręgosłupa
    2. Swadhisztana w pobliżu środka ciężkości /Hara/
    3. Manipura w pobliżu splotu słonecznego
    4. Annahata ćakram w okolicach serca /mostka/
    5. Wiśuddha w dolnej części szyi po prawej stronie koło krtani
    6. Adźna (TENTEI) splot w głowie między brwiami
    7. Sahasrara na szczycie głowy, największy ćakram

    Opanowanie każdego z tych centrów daje inne możliwości i tak opanowanie czakramu /tak nazywają się centra w jodze /Muladhara/ daje nam pełnię zdrowia psychicznego i fizycznego; Swadhisztana pozwala zaś na osiągnięcie fenomenalnej szybkości prze-mieszczania środka ciężkości, elegancję ruchów i możliwość pokierowania oraz wyczucia cudzego umysłu; Adźna daje umiejętność oddziaływania na przedmioty żywe i martwe z odległości, tworząc coś w rodzaju trzeciego oka /gięcie łyżeczek, siła wzroku, rozbijanie większych przedmiotów, paraliżowanie/; czakram Sahasrara pozwala na widzenie i porozumiewanie telepatyczne, pozwala kierować funkcją całego organizmu, umożliwia telekinezję, przenoszenie się na dowolne miejsce Wszechświata. Z punktu widzenia sztuk walki najważniejszym Jest czakram Swadhisztana. Jego opanowanie umożliwia koncentracja na Hara /środku ciężkości – brzuchu, jak to się po japońsku na-zywa/, oraz stosowanie specjalnych oddechów przeponowych lub przeponowo-śródpiersiowych. W KungFu takie oddychanie nazywa się TanTien. Jak twierdzą Jogowie /chińscy tybetańscy i hinduscy/ specjaliści KungFu, TaiCh’iCzuan oraz innych sztuk Wschodnich  „oddychanie jest panem siły”. W jodze bardzo ważnym jest opanowanie tych centrów psychicznych przez specjalne praktyki. Zaczyna się zwykle od czakramu Muladhara  najniższego na ciele, a kończy na Sahasrara. Dokonuje się tego przez prze-noszenie w te miejsca punktu koncentracji swojego umysłu, co umożliwia kierowanie danym centrum. Wysiłek aktu woli /medytacji/ powoduje iż dany czakram skutecznie za-czyna nawiązywać łączność z Wszechświatem i z Natury czerpać jego energię. Ta energia rozprowadzana jest poprzez połączenia między Czakramami, tzw. linie życia, do wszystkich zakątków /komórek/ naszego organizmu, ożywia je i pobudza. Czerpiąc energię Wszechświata możemy je również skupić w dowolnym punkcie /części ciała/ lub wysłać na zewnątrz przez np. końce palców i ramię, lub przez kończyny dolne. Ciało efektywnie napełnione praną lub KI /a jest to ta sama energia/ jest zdrowe. Mówimy, że jest ono napełnione duchem. W czasie medytacji uczymy się kontrolować wszystkie procesy naszego organizmu, w tym oddechy i myśli. Myśl pozostaje jedna, lub trwamy w pustce wewnętrznej. Tak ćwiczony umysł powoduje, że kontrolować zaczynamy wszystkie akty świadome, wszystkie procesy, które są zależne od nas samych. Mówimy, że nasza świadomość jest pod naszą kontrolą. Późniejszy etap to nałożenie kontroli na procesy podświadome działanie układu nerwowego, oddech, krążenie krwi, praca mięśni, procesy trawienne itp. Nasza osobowość jest już tak silna, że kontroluje wszystko co dzieje się w naszym organizmie, jak również wszystko co człowiek zrobi. Wtedy w naszej osobowości zaczyna się wykształcać coś więcej, coś co jest bardziej znaczne niż podświadomość i świadomość. Ten stan to stan nadświadomości. Nasza osobowość kieruje nami, czyli my w postaci subtelnego pierwiastka sił psychicznych kierujemy sobą. Źródło myśli nie pochodzi wtedy od umysłu, lecz jest najwyższym centrum psychicznym. Ten stan jest już najwyższy gdzie nasza osobowość jest kontrolowana i z niej pochodzi źródło wszystkiego co czynimy. Daje nam to umiejętność myślenia intuicyjnego /czyli niedyskursywnego/ poprzez wczuwanie się w istotę podmiotu podlegającemu badaniom naszych zmysłów. Pozwala to na przeniesienie ciała w dowolne miejsce, wykonywania wielu rzeczy. Lecz jest jeszcze stopień wyższy, który pozwala uzyskać całkowite wyniszczenie wszelkich fal umysłu, na absolutną kontrolę, nieustanną medytację, na oddzielne osobowości od ciała i wysublimowanie najwyższego pierwiastka duchowego, oraz do całkowitego zjednoczenia z Naturą, z siłami Wszechświata w postaci najwyższego dobra i najwyższej miłości. Ten stan umysłu nazywa się nirwana /w jodze/ lub satori /w Zen/.

    W sztukach walki chodzi o uzyskanie dość jednostronnego efektu w porównaniu z Jogą, jednak ćwiczenia psychiczne są tu również podstawą ćwiczeń typowych dla walk. Bez umiejętności koncentracji na Hara, bez oddychania skupionego w Hara, nasza sztuka walki będzie niczym więcej niż zwykłym fizycznym ćwiczeniem jak np. boks czy samoobrona nowoczesna. Wskazane jest i zalecane uprawianie i innych ćwiczeń psychicznych. Wypełni to nasze ciało duchem  KI i umysł nasz koniecznie przeniesiony do środka ciężkości będzie mógł skutecznie i efektywnie reagować. Pozwoli to na osiągnięcie wyższych form walki: GONOSEN, co oznacza wyprzedzenie, oraz najwyższy ze znanych form walki czyli SENNOSEN co oznacza umiejętność wyczucia ataku przed jego wykonaniem. Jest to forma znana tylko w Aikido.


    XIV  JAK PRAKTYKOWAĆ?

    Ćwiczenia koncentracyjne wykonujemy zawsze przed treningiem. Mają one za zadanie skupić umysł na tym, co będziemy ćwiczyć przygotowywać nas do tego co daje uprawiana sztuka. Minimalna koncentracja powinna wynosić 10 min., później zwiększamy ją do dowolnie długiego czasu. Po zajęciach wykonujemy ćwiczenia oddechowe zwalniające oddech, dające pełny relaks i wykonujemy koncentrację jak na początku. Powinna ona trwać analogicznie długo. W czasie tej koncentracji na początku rozluźniamy wszystkie mięśnie, przez wyobrażenie wielkiego ich ciężaru i luzu. To samo możemy wykonać przed każde koncentracją. Na początku zajęć, zaraz po Mokuso, wykonujemy oddechy skupione w Hara /Tan TIEN/ np. Nogare, Misogi itp. Mają one na-pełnić nasze ciało duchem napełnić KI, wewnętrzne mentalną siłą psychiczne. Gdy tej siły w naszym ciele zabraknie, nasz trening będzie zły; również nie będziemy mogli wyzwalać też KIME. Musimy gdy poczujemy, że w ciele nie ma ducha, przerwać ćwiczenia, rozluźnić się, możemy też usiąść w pozycji do medytacji /Hanka lub Kekka czy Suwari /Zazen// następnie wykonujemy oddychanie przeponowe lub przeponowopiersiowe z pełnym czuciem powietrza i skupieniem w Hara. Ćwiczenia te praktykujemy na stojąco. Podaję opis oddechu skupionego w Hara na przykładzie jednej z form Misogi. Formy wykonania mogą być zarówno w pozycji siedzącej jak i stojącej. W tej ostatniej również z odpowiednimi ruchami rąk. Misogi.

    – Siadamy wygodnie w pozycji Suwari. Ręce kładziemy na udach przed kolanami. Sylwetka kręgosłupa jest wyprostowana. Ćwicząc przy kręgosłupie zgiętym niweczymy efekt oddechu.

    – Wyobrażamy sobie, że oddychamy nie płucami, a brzuchem /Hara/. Czujemy jakbyśmy w okolicach środka ciężkości mieli coś w rodzaju balonika, który przy wciąganiu powietrza rozszerza się/nadyma/, a przy wydechu kurczy się.

    – Powietrze wciągamy nosem, podobnie jak w dzoisokukan… Czujemy jak powietrze na-ciska w dół, wybijając się /uciskając/ nasz środek ciężkości coraz niżej.

    – Wyobrażamy sobie, jakby powietrze wchodziło w postaci strumienia, wnikało do środka ciężkości /Seika Tanden  Jeden punkt/. To KI /prana/ wnika do faktycznie istniejącego tam czakramu, przychodząc wraz z powietrzem z Kosmosu.

    – Wydech robimy przez usta, czując jakby środek ciężkości pozostawał w jednym punkcie poprzednio /przy wdechu/ obniżonym. Wydech jest dłuższy od wdechu, całość wykonujemy spokojnie, płynnie i powoli.

    – Powietrze wciągamy unosząc mięśnie brzucha w przód i w dół, zaraz potem robimy wdech do śródpiersia. Jest to oddech przeponowo-śródpiersiowy. Przy wydechu postępujemy w analogicznej kolejności tj. zaczynamy od brzucha.

    – W całości oddechu musimy mieć luźne wszystkie mięśnie i musimy starać się być skoncentrowanymi na Hara.

    – Można ćwiczyć na siedząco, robić przy wydechu lekkie pochylenie tułowia /przy idealnie prostym kręgosłupie/ w przód a przy wdechu powrót do spionizowanej.

    – Ćwiczymy tak, żeby oddech był najważniejszy, ale absolutnie nie męczący.

    – Ćwiczenie napełnia ciało duchem /KI, prana/, może być praktycznie dowolnie długo przez minutę, 5 minut, godzinę.

    – Wydechu nie musimy akcentować, lecz musimy z wydechem wysłać nasze kokyu z na-szego centrum.

    Uwaga! Oddychanie skupione w Hara /Tan Tien/ należy stosować w ciągu wszystkich ćwiczeń Budo. Jest to podstawowy sposób oddychania wszystkich mentalnych sztuk walki, choć różne są do niego pozycje i różne istnieją odmiany. Np. cykle kilku ćwiczeń z ruchami rąk i zmianami pozycji jak również Nogare czy Ibuki.

    Praktyki koncentracji najlepiej ćwiczyć w bezpośrednim kontakcie z przyrodą na łonie natury. To samo dotyczy oddechów /jest ich wiele, lecz nie są one celami tej pracy/. Można np. wziąć koc i rozłożywszy go ćwiczyć skupienie w lesie, w parku z dala od za-kładów cywilizacyjnych. Ciało i Ducha należy rozwijać po równo. Dla obu form trzeba poświęcić tyle samo czasu. W końcu dojdziemy do momentu, kiedy każde nasze ćwiczenie będzie wynikiem pracy umysłu i ciała w Wielkiej Harmonii z prawami Wszechświata. Metoda rozwijania ciała i umysłu/ducha/ jednocześnie jest drogą środkową, naj­bardziej optymalną. Szkoły uczące tego to aikido, joga, iaido, shim gum do, tai ch’i czuan. Są to drogi umysłu i techniki, drogi duszy i ciała wśród sztuk Wschodnich. Shim gum do to droga miecza, umysłu podobnie jak iaido. Praktykując koncentrację w siadzie lub innej pozycji trzeba pamiętać iż wykonując inne ćwiczenia i formy ruchu musimy prze-nieść na nie ten stan umysłu. W aikido jest pokaźna grupa ćwiczeń, które szczególnie uczą koncentracji dynamicznej. Zwią się one undo. W dalszej praktyce ruch aikido służy zjednoczenie ciała i duszy, urzeczywistnieniu swojej prawdziwej natury. Praktykując ćwiczenia umysłu musimy wiedzieć iż w początkowej fazie wystarczy poświęcić kilka minut dziennie, tak aby później praktyka była naszym życiem a codzienne życie praktyką. Tylko wtedy osiągniemy cel.

    GLOSARIUSZ

    adźna – ośrodek energii psychicznej, między oczyma, otwór Brahmy, zwany też trzecim okiem

    aikido – droga miłości ducha, sposób życia prowadzący do zjednoczenia z Ki, wiecznym praświatłem
    aiki taiso – zespół ćwiczeń kalistenicznych, masaż ciała, praktykowany w aikido, służy rozwojowi Ki, rozwija w naturalny sposób nasze ciało

    annahata – ośrodek energii w okolicach serca, umiejscowiony na wysokości mostka

    Budo – określenie używane jako nazwa dla wszystkich sztuk walki wywodzących się z Japonii i bazujących na metodzie Zen jako podbudowie filozoficznej

    Budda – osoba, która całkowicie uwolniła się ze wszystkich przywiązań, osiągnęła doskonałe mądrość i ostateczne oświecenie. Budda nie jest Bogiem, lecz jest uważany za wielkiego nauczyciela wiecznych prawd

    Buddyzm – religia i filozofia powstała ok. 2500 lat temu z nauk wiecznych praw głoszonych wówczas przez Siddartha Gautama z rodu Siakjamuni. Po śmierci mistrza idee jego rozpowszechniane przez różnych ludzi przybrały nieco odmienne postacie. Obecnie wyróżniamy kierunki główne w postaci Małego Wozu, Wielkiego Wozu oraz Diamentowego Wozu. Jest to obecnie religia mająca najwięcej praktykujących

    ch’an /czyt. czan/ – praktyczna odmiana Buddyzmu, chiński Zen, nauka oparta na przekazach patriarchów Buddyzmu, którzy głosili wieczne prawdy w Chinach

    ćakram – ośrodek, centrum energii psychicznej czyli prany

    dhjana – medytacja, inspiracja, natchnienie, trzeci wg kolejności etap psychicznego doskonalenia w Jodze

    dharana – koncentracja, drugi etap doskonalenia psychiki w Jodze

    dzuisokukan – jedna z podstawowych metod praktycznych ćwiczeń umysłu w Zen

    hanka – Japońska nazwa pozycji tzw. kwiatu lotosu, czyli siadu skrzyżnego pełnego

    hara – brzuch, ośrodek centralny ciała, okolice fizycznego

    środka ciężkości człowieka. Wewnątrz brzucha w okolicach pępka znajduje się jedno z centrów energii mentalnej zwanej w Jodze praną, w kungfu ch’i a w aikido Ki. Centrum to umieszczone jest w fizycznym środku ciężkości ciała. W Japonii nazywane Seika Noitten lub Seika Tanden, w Chinach tai tien a w sanskrycie znane jako czakram sumdiszdana

    ibuku – jedna z form oddychania opracowana na bazie misogi dla potrzeb specjalnych w nauce karate
    karate – technika walki z użyciem rąk i nóg wywodząca się z Japonii. Obecnie jest wiele szkół nie-raz zwalczających się nawzajem, które są wynikiem stosowania różnych sposobów nauczania lansowanych przez różnych mistrzów. Część szkół oparta jest na nadbudowie filozoficznej Zen
    kekka – półlotos, siad skrzyżny półpełny, nazwa japońska

    ki – energia mentalna, duchowa, zwana też wewnętrzną, może być skupiana i wyzwalana przez ludzi podczas specjalnych praktyk. Jej użycie możliwe zwykle po dość długim treningu zjednoczenia ciała i umysłu. Jest ona również znana jako Chi, lub prana. Występuje w dwóch uzupełniających się postaciach dodatniej i ujemnej. Swoiste użycie dodatniej ki jest podstawą aikido

    kime – skupienie w jednym punkcie, w jednym czasie siły fizycznej i psychicznej oraz jej wyładowanie w celach niszczących

    koan – zagadki filozoficzne do rozwiązywania intuicyjnego, często nie rozwiązalne w sposób dyskursywny Są stosowane w praktyce Zen, specjalizuje się w nich szkoła Rinzai

    kundalini – energia uśpiona, drzemiąca w ćakramie Muladhary jej rozbudzenie praktykowane jest przez Jogów Jest to energia mentalna skupiona i czerpana poprzez ten właśnie jej ośrodek

    Kung fu – nauczanie umiejętności, zwrot określający w zasadzie osiągnięcie mistrzostwa w jakiejś sztuce. Przez ludzi Zachodu przyjęty na określenie chińskich sposobów walki wręcz, pierwowzoru karate. Właściwe chińskie sztuki walki zwie się uszu. Jest ich również wiele odmian.

    manipura – ćakram w okolicy splotu słonecznego

    mantra – specjalny dźwięk lub formuła używana w ćwiczeniach koncentracji lub medytacji. Zwany też mantram.

    misogi – metoda dolnobrzusznego oddychania połączona ze skupieniem się w ośrodku energii znajdującym się w środku ciężkości ciała

    mokuso – japoński termin określający początek medytacji siedząc

    muladhara – ćakram u nasady kręgosłupa

    nirwana – osiągnięcie całkowitego wyzwolenia z kręgu narodzin i śmierci, jak również pełnej mądrości Wszechrzeczy. Centralna idea wielu filozofii praktycznych Wschodu

    nogare – specjalna metoda oddechowa wypracowana na bazie misogi przez niektóre szkoły karate

    om – fonetyczny zapis jednej z mantr stosowanych przez Jogów

    prana – sanskrycka nazwa Ki, praenergii pochodzącej od Natury

    pratjahara – wstępny etap wyższych ćwiczeń psychicznych w Jodze

    sahasrara – największy z ćakramów, znajduje się na szczycie głowy

    samadhi – pełne zjednoczenie, osiągnięcie prastarej wiedzy jest najwyższym etapem ćwiczeń psychicznych w Jodze

    sangha – gmina religijna, bądź klasztor w Buddyźmie. Nazwa używana przez koreański Zen chogie mistrza Sohny Sahna Soen Sa Nima

    satori – japoński termin oznaczający oświecenie, pełne zjednoczenie z Ki oczyszczenie umysłu. Praktyka Zen, aikido i wielu innych dróg prowadzi do satori

    seika tanden – środek ciężkości, nazwa używana w aikido na określenie ośrodka energii wewnętrznej

    seiza – znaczy usiąść, używany też dla określenia siadu japońskiego

    swadhisztana – ćakram w okolicy pępka, w środku ciężkości (Hara)

    susokukan – metoda praktyczna ćwiczeń Zen, jest to najbardziej” podstawowy element praktyki oczyszczania umysłu

    suwari – siad klęczny, japoński znany też jako zazen

    śikantadza – medytacja przez trwanie w pozycji, zwykle siedzącej. Zwykle jest praktykowana jednocześnie jako metoda pustki umysłu, praktykowana przez zaawansowanych adeptów Zen

    tai chi czuan – chińska sztuka walki zaliczana do uszu, oparta na filozofii taoizmu oraz praktyce ch’an
    tan tien – jeden punkt, centrum, ośrodek energii w brzuchu w okolicy pępka /patrz hara, swadhisztana/

    TM – skrót używany na określenie medytacji transcendentalnej

    uke – osoba atakująca w szkołach walki podczas ćwiczeń walki lub pojedynczych technik

    yang /Jang/ – forma Ki lub prany, dodatnia, aktywna, męska

    yoga /joga/ – zespół ćwiczeń psychicznych i fizycznych oparty na bardzo mocnej podstawie filozoficznej, jest metodą zjednoczenia ciała i umysłu, drogą do jedności z Naturą, pierwowzorem Zen

    yoni mudra – prosta metoda wyciszania umysłu i zmysłów stosowana w yodze przed praktyką ćwiczeń psychicznych

    yn /in/ – druga forma Ki /prany/, pasywna, negatywna, żeńska

    wiśuddha – ćakram na końcu serca duchowego leży w pobliżu krtani, ośrodek szyi

    zen – japońska odmiana praktycznego Buddyzmu, w istocie swej Jest formę yogi psychicznej, obecnie nazwa używana jest w odniesieniu do szkół medytacji koreańskich i chińskich. Różne są metody Zen. stąd i różne szkoły jak w Japonii Soto czy Rinzai w Korei Chogie. Zen pochodzi od chińskiego ch’an. Jest to sposób oczyszczenia umysłu i zjednoczenia z Naturę, metoda praktyczna odkrycia w sobie wiecznych prawd poprzez praktykę medytacji w siadzie, mantry, koany.

    CzarneSzczecinek – lato 1980 rok – Praca na Kurs Instruktorów Sztuk Walki

    Ryszard Zenon Matuszewski

  • Jak Życie i Świat Zacząć Zmieniać na Lepsze

    Jak Życie i Świat Zacząć Zmieniać na Lepsze

    Dzień, w którym człowiek zaczyna rozumieć, że powinien pracować z sobą samym i czyni wysiłek wewnętrznej przemiany jest dniem wielkiego czynu. Światło wiedzy i zrozumienia budzi się w człowieku pod wpływem życiowej praktyki, wielu lat głębokich i intensywnych poszukiwań, długiego okresu żarliwego badania, studiowania i twórczego wysiłku. Weda to światło wiedzy i zrozumienia, jakie zapala się w człowieku na skutek rzetelnych i odpowiedzialnych studiów duchowych, wewnętrznych u wszystkich gorliwych badaczy i poszukiwaczy. Kiedy często rozważasz człowiecze istotne pojęcia, takie właśnie jak Weda, prędzej czy później dostąpisz łaski poznania prawdy i mądrości. Ludzie płyną przez życie napędzani swoimi pragnieniami, rodzą się nawet na tym świecie z powodu swoich pragnień i otrzymują to, o czym myślą długo i często, to czego się spodziewają i obawiają, bo każda myśl to w istocie rodzaj napędowego pragnienia. Myśl o Guru, a będziesz blisko Guru, myśl o biedzie, a będziesz biedny i głodny. Świat jest sumą ludzkich pragnień a człowiek, aby zmienić życie i świat na lepsze musi zmienić swoje pragnienia i połączyć się z tymi, którzy myślą i marzą podobnie. Jeśli chcesz rzeczywiście, aby świat zmienił się na lepsze to natychmiast się do tych, którzy mają wizję lepszego świata i pracują nad jej urzeczywistnieniem. Nawet jeden procent ludzi w danym kraju może skutecznie wpływać na bieg wydarzeń, a pięć procent ludzi może skutecznie kierować całym społeczeństwem.

    Zmienianie swego życia i otaczającego świata na lepsze rozpoczyna się zawsze od wewnętrznej przemiany polegającej na ulepszeniu siebie tak, aby człowiek sam był dokładnie tym, czym chciałby, aby byli inni. Jest to początkowa i podstawowa praca polegająca na zmianie paradygmatu myślenia i ukierunkowaniu umysłu, wyobraźni na tworzenie nowych, lepszych warunków życia. Zawsze myśl, że przyciągasz i zdobywasz wszelkie środki i możliwości na realizację zamierzonych celów. Jak najczęściej myśl i mów, że możesz to co chcesz, masz to co pragniesz i że zawsze osiągasz to, co planujesz. Siłę woli i moc możliwości czyń swoją rzeczywistością, aby nie pogrążać się w pragnieniach niemocy, jakie wspólnymi siłami wytwarzają różne społeczne grupy ludności poczynając od rodziny jako podstawowej komórki. Od tego, co i jak myślisz, zależy przyszłość twoja i ludzkości jaka jest z tobą w związku, a jest to rodzina, miasto, kraj, a nawet kontynent. Im większa grupa ludzi zbiera się w jednym miejscu i intensywnie projektuje przyszłość, tym większy jest jej wpływ na losy kraju i społeczeństwa. Siła grupy  energetycznie zjednoczonej wspólną myślą potrafi przełamać nawet wielkie przeszkody i zwyciężyć. Historycznie armia Ardźuna na Polu Kuru była znacznie mniejsza, a siły przeciwnika przeważające w stosunku 11:7, jednak siła wiary i ufności, pomoc Boga w słusznej sprawie pomogła armii Ardźuna zwyciężyć nad złem. Kto zmienił siebie mocą Jogi, jest potężniejszy i jeśli się rzeczywiście postara odniesie zamierzony efekt. 

    Prawdziwa kultura jest udziałem wielkich mędrców, a boska duchowa kultura płynie poprzez wieki i każdy człowiek ma do niej prawo, o ile tylko zechce wziąć. Wiara musi być rozumna, inaczej jest bezwartościowa, a człowiek musi odrzucić chore dogmaty sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i historycznym faktem. Ludzka praktyka duchowa często rozpoczyna się od rozważań i dociekań o sens, cel i pochodzenie swej istoty, o sens i cel swego własnego jednostkowego życia. Trzy wielkie pytania: skąd pochodzę, kim jestem, dokąd zmierzam od zawsze towarzyszyły ludzkości, jej filozofom, mędrcom, szamanom i duchownym wszystkich kultur, jakie istnieją pod słońcem. Trzy wielkie pytania to badanie przyszłości, teraźniejszości i przyszłości, pytania o to, co było przed urodzeniem i poczęciem, o to kim człowiek naprawdę jest i co będzie się działo po śmierci z ludzką istotą, a kwestie te często są przyczyną egzystencjonalnych kryzysów i załamań życia, twórczych depresji. Samo rozmyślanie kwestii postawionej w jednym z wielkich pytań filozofów może człowiekowi pomóc pogłębić wiedzę o własnej tożsamości i pomóc odkryć subtelne rejony własnej świadomości, poznać samego czy samą siebie. Życie każdą ludzką istotę, prędzej czy później, zmusza do refleksji nad tymi istotnymi kwestiami i do poszukiwania siebie.

    Guru ofiaruje ci swoją pomoc człowiecze, aby twoje życie mogło nabrać głębszego sensu, aby pełnia twego człowieczeństwa mogła się przejawić i rozkwitnąć. Każdy rodzi się na tej planecie z powodu własnych pragnień, przywiązań, wyobrażeń i każdy może odkopać w sobie myśli będące przyczyną tego życia, oczyścić je, rozpuścić lub przemienić, aby uwolnić się od konieczności odradzania. To, co dzieje się w życiu wybitnych mędrców jest często spowodowane reakcją ludzkiej ciemnoty społecznej na twórcze dobro dawane przez artystów, pisarzy, poetów czy wynalazców jako ludzi wiedzy i mądrości. Każdy jest przede wszystkim sam odpowiedzialny za swój los, a jeśli nie nakarmi głodnego i nie przyodzieje nagiego, sam znajdzie się w podobnej sytuacji, tak działa prawo posiewu i zbioru. Człowiek uczy się bezinteresownej służby, dobrego czynu dla wspólnoty rodzinnej, społecznej a w końcu duchowej i dopiero za to zbiera dobry los jako żniwo. Mędrcy narażają się przychodząc jako Guru do ludzkości z Posłaniem od Boga, pomimo, że ludzie Boskich Wysłanników często zabijają, więżą lub torturują, co ma miejsce w każdym stuleciu istnienia ludzkości w każdym kraju. Kto Posłańca Boga, Guru, bierze za zwykłego człowieka, ten jest niezbyt rozgarnięty umysłowo, ale wielu nie chce widzieć z powodu swych złych, bezbożnych i szkodliwych skłonności. W istocie rzeczy, złym jest tylko ten, kto mówi i myśli coś złego o Posłańcu Boga, o Guru, który wypełnia Wolę Bożą na Ziemi. Człowiek, jeśli szczerze pragnie przemiany swojego życia na lepsze, na pewno spotka ludzi, a czasem i Aniołów w ludzkich ciałach, którzy mu pomogą w dokonaniu najbardziej nawet rewolucyjnych zmian w sobie i w swym życiu.

    Ludzkie istoty są świadome swojego życia i z powodu tej świadomości siebie i swego życia każdy człowiek jest odpowiedzialny za kształtowanie swego życia, co jest podstawową nauką duchową dla ludzkiego rodzaju. Wspominanie imienia Boga, skupianie w ciszy, modlitwa czy medytacja, to wszystko konieczne duchowe ćwiczenia i techniki dla samodoskonalenia  i czynienia życia lepszym. Dobrej modlitwy trzeba się nauczyć od dobrego i kompetentnego Nauczyciela, który jest jako Guru, Mistrz dla każdej ludzkiej duszy na Ziemi. Naucz się technik duchowej praktyki i oddawaj się ćwiczeniom Jogi czy Tantry gorliwie, praktykuj z żarliwością, a osiągniesz rezultaty i wszelkie pozytywne przemiany siebie i życia. Wiara jest ciągłym praktykowaniem, a ten kto nie praktykuje modlitw i medytacji, nie ma wiary, jest bezbożny. Każdy ma swoją własną wolę, może uczyć się i rozwijać, a przecież ludzie, którzy ciągle się uczą, studiują i rozwijają żyją generalnie kilkanaście lat dłużej od nieuków. Człowiek jest twórcą własnego losu, a jak posiewa, tak i zbiera, musi zrozumieć prawo karmy, odpłaty i pojąć dokładnie jak ono funkcjonuje. Filozofowie i psycholodzy nie są ludziom w stanie pomóc, o ile nie znają technik i praktyk pogłębiających świadomość i wiodących do wzrostu duchowej kultury, mocy i potęgi.

    Wzajemne zrozumienie jest ważne nie mniej niźli dogłębne zrozumienie samego  czy samej siebie. Zjednoczenie energetyczne, duchowe całej ludzkości jest jednym z podstawowych celów ewolucji człowieczeństwa rasy ludzkiej. Uleczenie z egoizmu, sobkostwa i ksobności jest wielkim zadaniem wszystkich nowoczesnych terapeutycznych szkół osobistego rozwoju, a Sewa, bezogoistyczne działanie dla dobra całego społeczeństwa jest miarą uduchowienia człowieka. Zanim będziesz studiować ukrytą wiedzę tajemną, Khandakam, musisz człowiecze uporządkować i ukierunkować odpowiednio swój umysł, przybliżyć się do jednego z Wysłanników Boga, jacy realnie żyją na Ziemi w twoich czasach, musisz umocnić się w duchowej praktyce, aby nikt i nic nie mogło cię z niej wyrwać. Musisz całkowicie oczyścić umysł ze wszelkich błędnych poglądów uniemożliwiających spełnienie, zrozumienie, oświecenie. Zacznij ludzka istoto praktykę duchową, bo Najwyższa Istota wspiera i ochrania człowieka wprost proporcjonalnie do jego praktyki duchowej i bezegoistycznego wspierania potrzebujących. Bądźcie hojni wspierając duchowe cele Świętych Mistrzów, Guru tej planety, bądźcie  szczodrzy i hojni dla swoich bliskich, pomagajcie uciemiężonym i bezradnym!

    Swami Baba Lalit Mohan G.K.

  • Moja Droga do Boga – Konfesje

    Moja Droga do Boga – Konfesje

    Słodkie Dzieciństwo

    Najdalej jak sięgam pamięcią, rozpocząłem moją duchową podróż w nieznane, około trzeciego roku życia. Tak, w pełni świadomie, urzeczywistniłem pierwszą pamiętną wycieczkę, którą jak później zrozumiałem zwie się podróżą duchową lub ścieżką. Podróż w nieznane, spod skrzydeł Matki, ziemi, do Ojca Niebieskiego. Trochę szczegółów z pierwszej podróży może uzmysłowić czym ścieżka jest w swej istocie i jak się ją odbywa. Była prorocza i rewolucyjna zarazem.

    Otóż, pewnego słonecznego dnia, będąc w swym rodzinnym domu, w leśniczówce, okolice gminy Czarne woj. słupskie, zatęskniłem nagle za moim ziemskim ojcem, który pracował gdzieś w nieprzebytej leśnej gęstwinie. Zapomniałem nagle o matce, która opiekowała się mną i gotowała jak zwykle obiad krzątając się przy kuchni. Niepomny przestróg oddalania się od domu rodzinnego i zasięgu wzroku i głosu matki, wiedziony jakimś pilnym wewnętrznym impulsem, pognałem prosto przed siebie, w las, do ojca, ówcześnie leśniczego. Miałem wtedy niecałe trzy lata.

    Impuls wewnętrznego nakazu odejścia gdzieś daleko, pognania w dziewiczy las okazał się tym, który później ułatwiał zrywanie wszelkich więzów i podążanie w jedynie wybranym kierunku. Wszystko może minęłoby bez większego echa, gdyby nie fakt, że po drodze była kilkumetrowej szerokości rzeczka z wąską kładką. I szczęście tak dopisywało, że po obu stronach owego mostka leżał piasek, na którym wyraźnie odbiły się ślady mojego wchodzenia na wąską kładkę. A z drugiej strony, jakoś szczęśliwie udało mi się zeskoczyć na jakąś kępkę trawy tak, że nie został żaden ślad. Prawdopodobnie na mostku dostałem tego natchnienia skakania po ledwie dosięgalnych kępkach trawy. Możesz sobie wyobrazić, „radość” matki, która zobaczyła iż synek jej na most wchodził i są wyraźne ślady, jednakże na moście go nie ma, a po drugiej stronie ani śladu schodzenia. No i podniosło się wielkie larum.

    To był pierwszy, jaki pamiętam, komunikat, który jako zaszyfrowana depesza został przeze mnie posłany rodzinnemu domowi. Brzmiał on tak: „Nie przywiązujcie się do mnie, gdyż mogę odejść w każdej chwili, pozostawiając za sobą ból i rozpacz.” Dużo później zrozumiałem, że właśnie to odchodzenie w nieznane, jest dobrym początkiem i przygotowaniem Pielgrzyma do trudów Ścieżki. Mnie oczywiście cieszyła i radowała wielce owa pierwsza poważna peregrynacja.

    Tajemniczy las po drugiej stronie rzeki pociągał i urzekał. Był zarówno tajemniczy jak i niesamowity. Trochę przerażał, ale jak się ma trzy latka, to nawet niewielki krzak jest dosyć duży. Zobaczyłem po drodze stadko sarenek. Później zrozumiałem, iż przedstawiały sobą właśnie zwiewne, duchowe potrzeby i tęsknoty serca. Pielgrzymka doprowadziła dokładnie do leśnej szkółki, gdzie tajemnica powstawania lasu okazała się prozaicznie objawić w postaci hodowli sadzonek, akurat głównie sosny. Ochoczo przyjęli mnie leśni pracownicy, a uspokoiłem ich dodatkowo prozaicznym stwierdzeniem, że przyszedłem do taty. Niestety, ojciec już był udał się w innych nieco sprawach, więc choć odczułem lekki niepokój, to jednak pozostałem by odkrywać tajemnice stwarzania życia leśnego. Moi szacowni zaś rodzice, szczęśliwie już w tym czasie odkryli ślady i mostek, wobec czego po drugiej stronie leśnej rzeczki zapanowała podobno, jak mi później opowiadano, zbiorowa histeria. Zdaje się, że rodzice przeszukali rzeczkę na odcinku pięć kilometrów. Ojciec ściągnął nawet trochę ludzi do pomocy. Niestety nie tych ze szkółki. Ci to wieczorem po pracy, gdy rodzic pogodzony już z utratą syna przypomniał sobie o pracownikach szkółki i przybył tam, uraczyli go historią, że sobie zastępstwo znalazł dobre co by ich pracowników dopilnować, a sam gdzieś znika na cały dzień zamiast pracować. I tak się zgadali, a ja byłem gdzieś na uboczu, że nic się o mnie nie wydało i spędziłem jeszcze kilka godzin. Ojciec zapomniał się też tej części pracowników pochwalić, kto mu z domu zginął i jakoś nie zapytał kogo jako zastępstwo mieli na myśli. Tak to właśnie bywa.

    Obawa, to zapewne problem większości rodziców. Musi jednakże zostać przyzwoicie nakarmiona. Strach o dziecko pojawił się w całej okazałości. Kiedy mnie wieczorem przekazywano rodzinnemu domowi, jeszcze na jakiś czas, ojciec nie okazał ani entuzjazmu ani złości. Po prostu przejął mnie i krzyknął matce: patrz kto się znalazł. On już wiedział do kogo to w odwiedziny do lasu poszedłem. Matka zaś chciała mi przylać solidnie za ten wybryk, na co rozkosznie odkrzyknąłem „bo sobie w ogóle pójdę do lasu” i tak się ganialiśmy wokół stołu z zupełnie odmiennymi intencjami. Wszak do dzisiaj uwielbiam samotne wśród lasów spacery.

    Pierwsza przejażdżka rowerem i nauka religii w szkole

    Pamiętam też dobrze pierwszą samotną jazdę na rowerze. Ojciec robił wtedy za Nauczyciela uczącego nieco szybciej poruszać się po ścieżce, a było to właśnie na leśnej ścieżce. Miałem wtedy skończone siedem lat, było lato, a na jesień miałem udać się do szkoły odległej o cztery kilometry. Ojciec trzymał za siodełko, a ja dzielnie kręciłem pedałami. Kiedy już mi dobrze szło, zapomniałem o ojcu trzymającym siodełko i rozpędziłem się wielce. Gdy zorientowałem się, że ojciec wcale już nie trzyma mnie z tyłu, pojawiła się panika i oczywiście drobna pierwsza wywrotka. Ufność w opiekę ojca i jego podtrzymanie sprawiła, że mogłem jeździć, jak się okazało prawie pół kilometra. Gdy pojawiło się w umyśle, że ojca nie ma blisko, natychmiast kraksa. Do dzisiaj dobrze pamiętam tę praktyczną lekcję wiary.

    I tak już wsiadałem na rower, pamiętając najważniejszą instrukcję, że “ojciec trzyma za siodełko”. I tak też jeżdżę bezpiecznie aż po dzień dzisiejszy. Ojciec dał mi tę lekcję samodzielności i wiary. Nie zrobił tego żaden ksiądz. Kapłan tradycjonalistycznej religii katolickiej zresztą jedynie zniechęcił mnie do lekcji religii. W drugiej klasie szkoły podstawowej sporo chorowałem i tylko do księdza uczącego religii nie docierało to, że dziecko było chore i może mieć jakieś zaległości. Mało tego, raz ksiądz wykładał wielce uczenie o miłości chrystusowej, a tym co niezbyt uważali ochoczo przykładał drewnianą laską po tyłku, a zdarzało się że i po plecach. Coś mnie wtedy natchnęło, a miałem ledwie osiem lat skończone, aby go zapytać czy ta jego miłość chrystusowa polega na okładaniu kijem słabszych od siebie. Powiedział wtedy groźnie: chodź no tu do mnie, ale wiedząc jak srodze bije porwałem manele i pobiegłem w stronę drzwi. Splunąłem jeszcze za siebie jakby odganiając zły urok złego czarownika. I tak właściwie zakończyłem edukację religijną. Żadna siła nie mogła mnie doprowadzić na tak zwaną katechezę do Parafii, na którą pod przymusem chodzili wszyscy moi koledzy i koleżanki z klasy. Potem jeszcze otarłem się o religię w klasie czwartej, jednak siostra katechetka nie wzbudziła we mnie zaufania, pomimo najszczerszych starań mojej mamy. Kiedy dowiedziałem się, że używa czasem linijki dla celów dydaktycznych, to było nasze pierwsze i ostatnie spotkanie. Pomimo tego, że parafia się zmieniła, szkoła też i całe środowisko. Dojeżdżałem teraz do szkoły autobusem, całe sześć kilometrów i to do stolicy gminy zwanej Czarne.

    Razu jednego część silnych chłopaków z klasy chciała mnie doprowadzić siłą na lekcję religii. Wywiązała się z tego niezła szarpanina i bójka. Niestety, takie przekleństwa miotałem na kościół, kler i katechetów, że chociaż byłem już obezwładniony i niesiony w wiadomym kierunku, to ze wstydu przed owymi soczystymi epitetami, zostałem puszczony wolno. Obawiam się, że mamie nawet popsuły się kontakty z parafią przez owo nieprzyjemne zdarzenie. Ot skutki głupiego pomysłu stosowania przymusu w sprawach wiary. Zapewne dzięki temu jestem do dzisiaj gorącym zwolennikiem swobody wyboru religii już od najmłodszych lat życia i do bezwzględnego egzekwowania tego prawa w każdym wieku.

    Dziwny prezent dostałem od kościoła w szkole średniej, kiedy uczyłem się w liceum w Szczecinku. Z okazji wyboru na papieża polskiego kardynała, wszyscy otrzymali świadectwo ukończenia klasy religijnej do której akurat rocznikiem uczęszczali. Śmieszny to prezent i zabawny, ot przypływ dobrego humoru katechetów, taki małostkowy, pod okazję!. Zupełnie jak wypicie pół litra. Też potrzeba okazji. Śmieszyła mnie wtedy koleżanka, która przyniosła świadectwo do szkoły jako upoważniona do wręczenia. Taki właśnie jest ten katolicyzm, trochę śmieszny, trochę zabawny.

    Trochę dziwnie byłem odbierany w szkole średniej. Była druga połowa lat siedemdziesiątych, późny Gierek. Nie chodziłem na religię, ale do HSPS (socjalistycznego harcerstwa) też nie należałem, jako jeden z nielicznych zresztą. Zwykle klasy chodziły w całości na religię i do organizacji socjalistycznej. A ja ani tu ani tu. Z początkiem drugiej klasy, za namową kolegi ze stancji, zapisałem się za to na aikido, japońską sztukę walki, akurat wchodzącą do naszego kraju jako wschodnia dyscyplina rekreacyjna. Fizyczny trening i mistyczna filozofia samodoskonalenia się. To chyba początek drogi samowyzwolenia, w najbardziej już świadomy sposób.

    Wspomnę, że ciekawiła mnie postać koleżanki, która wręczała mi świadectwo religijne. Aktywistka religijna, socjalistyczna i towarzyska. Chyba wszystko wykorzystywała dla celów towarzyskich. Tak jednak wzrastali wszyscy nasi obywatele, jako szczególne przypadki katolickich komunistów. Mnie Harcerska Służba Polsce Socjalistycznej (HSPS) pod przymusem i uczęszczanie do Kościoła Katolickiego, także pod presją, jakoś zawsze kłóciło się ze sobą. Odpadłem zarówno od jednego jak i od drugiego, będąc zjawiskiem czasem nieco kłopotliwym dla otoczenia. Dodatkowo jeszcze wprawiałem w panikę cytując co ciekawsze kawałki z niektórych dzieł Lenina, które zadawały kłam istnieniu u nas socjalizmu czy komunizmu.

    Już w szkole podstawowej odkryłem dla własnych potrzeb poznawczych, że słowo “katolickość” brzmi po polsku jako “powszedniość”. Sugeruje raczej “bylejakość” niż powszechność. Później dopiero, poznając potęgę słowa i jego znaczenia, oraz rozliczne wpływy jakie z tego wynikają, sugerowałbym oficjelom tej religii zmianę nazwy, ot chociażby na „Kościół Chrześcijański”.

    Bajka o szklanej górze i pierwsza miłość

    Pamiętam piękną bajkę o rycerzu, który zdobywał szklaną górę, na której brzydki smok więził piękną księżniczkę. Matka opowiadała mi ją bardzo często. Ważną częścią bajki było wykuwanie przez owego rycerza schodów na stoku tej szklanej góry, po których dzielny rycerz wspiął się ostatecznie na szczyt, aby pokonać smoka i uwolnić księżniczkę. Ciągle dopytywałem o rozmaite szczegóły tego wykuwania schodów. Pamiętam, że było ich dokładnie sto, i że smok wcale nie zauważył tej podstępnej pracy. Skojarzyłem później wszystko ze stoma stopniami do świętego imienia i liczbą koralików w obiegu różańca. Tak własna matka pomogła wpoić pewne zasady, które pomagały na ścieżce. Smok ego tworzący więzienie dla duszy w charakterze pięknej księżniczki też zajął swoje poczesne miejsce w scenerii wewnętrznej walki.

    Pierwsze oznaki zdolności do zakochania się w jakiś sposób zdradzałem już w klasie trzeciej szkoły podstawowej. Obiekt zauroczenia pewnie nie zdawał sobie z tego sprawy, ale to nie przeszkadzało aby poznawać piękno nowego uczucia. Opis księżniczki z mamusinej bajki wspaniale pasował do wyglądu koleżanki z klasy, a księżniczka była już wiele razy zdobywana. Złościłem ją tylko powtarzając jej imię w taki sposób, że przedłużałem literkę „l” w jej imieniu, i zamiast „Ala”, mówiłem ciągle „Alla”. Dopiero wiele lat później dowiedziałem się, że jest to prawidłowa wymowa imienia Boga w zapisie aramejskim czy arabskim (Allah). Nawet prawidłowo przeciągałem drugie „a”, więc obiekt mego uczucia ścigał mnie nieco po szkolnym boisku.

    Miłość do gwiazd i wilkołaki

    Zainteresowania od drugiej klasy szkoły podstawowej ukierunkowały się zaiste w stronę wszechogarniającego ducha, chociaż ledwie tego byłem świadomy. Właściwie, to mój duch sam powędrował we właściwą stronę. Oprócz lasu i baśniowych wojen z leśnymi skrzatami i rozlicznymi wilkołakami, zauważyłem obecność nieba z rozlicznymi gwiazdami. Niebo usiane gwiazdami porwało moją duszę na wiele długich i pasjonujących lat. Kiedy w czwartej klasie podstawówki powędrowałem do swej nowej szkoły, na pytanie czym się interesujesz odpowiedziałem fachowo iż astronomią, a ściślej wybranymi zagadnieniami kosmologicznymi i egzobiologią. Wywołało to niezłą fobię, nawet wśród nauczycieli. Tak już potem wołano mnie per astronom. A że z lasu, to także czasem zając. Zdaje się, że była jakaś bajka o zającu, co chciał w kosmos polecieć i tak się to powiązało. Pamiętam do dzisiaj książkę „Wszechświat i jego zagadki”. To pierwsza astronomiczna pozycja jaka została przeze mnie pochłonięta w szkole podstawowej. Ściślej mówiąc w drugiej klasie, gdy sporo leżałem chorując na reumatyzm.

    Pierwszą wojnę z wilkołakami wygrałem przez walkower ze strony wilkołaków. Otóż będąc chyba jeszcze w wieku przedszkolnym, matka zabroniła mi wychodzić wieczorem, po zmierzchu poza podwórko, strasząc przy tym groźnie iż straszny wilkołak czy wilkołaki porwą mnie i pożrą. Cóż trzeba było więcej dla poznającego ducha, jak polecieć do szopy, chwycić największą siekierę jaką tylko dało się udźwignąć i zrobić małe polowanko na okoliczne wilkołaki. Po jakiejś godzinie czy dwóch, kiedy już czarna noc zapadła, wpadłem do kuchni z siekierą i bojową miną, wywołując popłoch, i zameldowałem, że żadnego wilkołaka w okolicy podwórka, a wszędzie ciemny nocą las wokół, nie zarejestrowano, a jeśli były to raczej uciekły. Przeszukałem cały okoliczny las, zadając kłam mamusinym bajaniom. Wilkołaki zostały pokonane walkowerem, nie stawiły się na pojedynek.

    Miłość do gwiazd pogłębiała się przez całą szkołę podstawową, potem średnią, a skończyła się na studiach, które zresztą były studiami astronomii dokładnie. Trudno było zdzierżyć studia na których usiłowano mnie nauczyć tego, co poznawałem dla własnych celów w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Chęć powtarzania tego co już duch poznał była minimalna. Szukałem nowego i czułem się tak, jakby chciano mnie cofnąć w rozwoju. Docenci nie dostosowali się z programem, byli spóźnieni o ładnych kilka lat. System egzaminacyjny dodatkowo obrzydzał zainteresowania i uniemożliwiał zajmowanie się tymi zagadnieniami, które akurat interesowały. A podobno dobry nauczyciel, dba o potrzeby ucznia. Tak w owym czasie czułem i rozumiałem. W końcu miłość do gwiazd z powodu rozczarowania systemem edukacyjnym, który okazał się wart tyle co odchody, skierowała mnie do miłości ku niebu. Niby ten sam kierunek, ale zupełnie odmienna jakość. Inne nieco znaczenie słowa niebo.

    Piękno zmierzchu

    Najdalej jak sięgam pamięcią, odkąd tylko pojawiła się swoboda poruszania wokół leśnej chaty zwanej leśniczówką, w której miałem zaszczyt mieszkać, uwielbiałem przesiadywać na skarpie pod dwiema sosnami, z której był widok na rzekę, łąkę, las w oddali i nade wszystko na zachodnią stronę horyzontu, gdzie popołudniem pojawiały się piękne widoki zachodzącego słońca i wspaniałe, kolorowe zjawiska związane ze zmierzchem. Prawie każdy słoneczny dzień, jeśli tylko nie było żadnych ważnych zajęć, wędrowałem te pięćset około metrów od domu, by zatopić się w podziwianiu zjawiska zachodzącego słońca i kąpać oczy w jego kolorowych promieniach. Czasem, z powodu kilku dni przerwy i chmur, zaczynałem po prostu tęsknić za blaskiem i promieniami mojego słoneczka. I tak od wiosny do jesieni, a czasem nawet i zimą, co może nie jest typową porą dla kąpieli słonecznych.

    Później, gdy byłem już nieco starszy, pod koniec podstawówki, odkryłem, że wschodzące słońce także ma swój nieodparty urok. Wstawałem czasem wcześniej, około czwartej lub piątej wychodziłem na łąki, gdzie wschodzące słońce mogło być zobaczone i wygrzewałem się we wzrastającym cieple, bądź zapatrywałem się aż do zapomnienia o czasie i sobie w świetlistych promieniach. Potrafiłem nawet odsypiać te poranki i kładłem się spać z powrotem o ósmej czy dziewiątej rano, by drzemać aż do południa. Tak schodziły mi wakacje w szkole podstawowej, chociaż pierwsze zabawy w świetle zachodzącego słońca zaczęły się jeszcze przed pójściem do szkoły. Lubiłem też jak ojciec zabierał mnie rano ze sobą na pole, gdy jechał siać, kosić albo naprawiać ogrodzenie. Często też towarzyszyłem mu w spacerach po lesie i łąkach w związku z wypasem owiec. Gdy tylko była odpowiednia przestrzeń, zaraz zwracałem się na chwilę twarzą do słońca. Ojciec mój zresztą też to lubił i uważał za przyjemne. Unikałem za to palących promieni słońca w ciągu dnia i około południa. Można mnie było wtedy znaleźć raczej w cieniu, jak czytam książkę. Brat ciągle dziwił się, że przesiaduję w cieniu zamiast się opalać tak jak inni normalni ludzie. Samotność, słońce o zmierzchu i o poranku, to wszystko wywarło na mnie niezatarte i nieprzemijające wrażenia. Później, w szkole średniej, dowiedziałem się, że takie przesiadywanie na słońcu i zabawa z wpatrywaniem się w grę jego promieni oraz we wszystkie barwy nieboskłonu stanowi rodzaj praktyki kontemplacyjnej, która bardzo polecana jest wszystkim medytującym. Kontynuowałem więc chętnie wychodząc gdzieś nad brzeg jeziora nad którym leży Szczecinek, o ile tylko było to czasowo możliwe.

    Czar gwieździstego nieba

    Zainteresowanie nieboskłonem i gwiazdami w nocy także miało swe uroki, acz pierwsze świadome poszukiwania na nieboskłonie rozpocząłem dopiero w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Potrafiłem przez długie godziny wpatrywać się w wybrane obiekty nieboskłonu. Pamiętam jak czekałem na zimę aby móc dłużej obserwować migotliwe światło naszej najjaśniejszej gwiazdy, Syriusza. Przy okazji dowiadywałem się wszystkiego co się tylko dało wyczytać o Psiej Gwieździe. Lubiłem także Wegę i Procjona, a na wiosennym niebie Arktura. Wpatrywałem się chętnie w Koronę Północy, Oriona, Lutnię, a nade wszystko miałem skłonność do oglądania Plejad (także przez własne lunetki) i Warkocza Bereniki.

    Zapoznałem planety, spośród których światło Jowisza dawało mi przyjemne wrażenie wpływania do wnętrza mojej głowy i wypełniania jej wiedzą o wszechświecie. Doświadczenie to przyszło po raz pierwszy w zimę, gdy kończyłem swój dwunasty rok życia. Zaczynałem kojarzyć i wiązać rozmaite fakty i szczegóły związane z wyglądem kosmosu jako całości. Wzbudziło się też przeczucie, że takich wszechświatów jak nasz musi być dużo więcej. Ogromny kosmos wydawał mi się jakiś mały i ciasny, gdy zdawałem sobie sprawę z zamkniętego i ograniczonego kontinuum. Z jaką radością odkryłem później, że nauki ryszich i sufich wspominają o 18 tysiącach wszechświatów takich jak ten. Jakiż też byłem szczęśliwy, gdy udało mi się zobaczyć Merkurego, którego zaobserwować nie jest tak łatwo. Lubiłem też wpatrywać się w blask Wenus, zarówno jako Wespery jak i Jutrzni. Uran także został dostrzeżony, chociaż już przez lunetkę. Przez długie godziny przesiadywałem też spoglądając na księżyc w pełni i obserwując rozmaite zjawiska świetlne, które się wtedy dzieją. Urok księżycowego światła był bardzo delikatny i subtelny. Tak mijała szkoła podstawowa i samotność w domu pośród lasu, gdzie do sąsiada było prawie cztery kilometry i dystans pewnej obcości, gdyż rodzice raczej utrzymywali tylko oficjalne kontakty niż towarzyskie.

    O zapowiedzianej śmierci ojca

    Gdzieś około połowy lat osiemdziesiątych, jeszcze niby studiowałem, podczas sierpniowych wakacji zobaczyłem wiele zmian na twarzy i w sylwetce mego ojca. Tato zresztą zaczął się kurczyć jakby już od wiosny. Chyba nikt nie chciał świadomie przyjąć do wiadomości tych oznak, a szczególnie tego, co one w istocie oznaczały. Cóż mogły oznaczać, gdy ojciec miał ponad siedemdziesiąt lat. Pewnego razu pod koniec sierpnia 1984r., podczas tradycyjnego wypasu owiec (które ojciec namiętnie hodował, jakby jakiś starożytny prorok), zaczęliśmy rozmawiać o śmierci i odejściu. Tak zupełnie na poważnie. Ojciec, wiedząc że wyjeżdżałem na obóz aikido na prawie trzy tygodnie, zechciał się ze mną pożegnać. Mówił też o tym iż z resztą rodziny nie może, gdyż uznałaby go za niespełna rozumu. Powiedział, że czas jego już nadszedł i pora odejść, zupełnie tak jakby chodziło o wyjazd na dłuższy czas. Zresztą powiedzieliśmy sobie do zobaczenia w lepszych czasach.

    Ojciec przekazał mi istotne kontakty odnośnie swego owczarstwa i jak najkorzystniej zlikwidować jego hodowlę owiec. Swojemu kumplowi też hodowcy powiedział, że umówił go z synem (czyli mną) po swej śmierci. Tamten pokpiwał, tylko miał nietęgą minę jak mnie później zobaczył w tej sprawie. Jeszcze mu powiedziałem, że to ojciec mi kazał. Trochę się wystraszył chłopina tej sytuacji, choć już niejedno w życiu widział.

    Stało się tak jak ojciec przewidział. Kiedy powróciłem po obozie do domu rodzinnego, do swej leśniczówki, okazało się że ojciec właśnie jest w szpitalu, zachorował dwa dni wcześniej. Nie było już sposobu aby go jeszcze odwiedzić, ze względu na rzadką komunikację – z owej leśnej dziury nie było łatwo wyjechać. Zresztą za parę godzin przyszedł telegram, który odebrałem osobiście, zawiadamiający o śmierci ojca. W zasadzie wszystko było w porządku, pożegnaliśmy się trzy tygodnie wcześniej, już na wieki wieków, powiedzieliśmy sobie do zobaczenia w lepszych czasach, uzgodniliśmy co mam zrobić z jego hodowlą po jego śmierci, czyli zaraz jak wrócę. Nie potrzeba było łez, uroniliśmy je żegnając się ku wieczności. Dusza porzuciła ciało w stosownym czasie, tylko reszta rodziny nie mogła zrozumieć, dlaczego nie jestem zaskoczony ani rozbity, roztrzęsiony. Chociaż smutno mi było, gdy wracałem do domu, to nawet wiadomość, że ojciec ciężko chory umiera w szpitalu, nie zrobiła na mnie wrażenia. Coś tylko w duchu szepnęło, że niedługo przyjdzie wiadomość, o śmierci oczywiście. Umowa się dopełniła. Poczułem, jakby ojciec miał w sobie coś z natury starożytnych mędrców, którzy zawsze zapowiadali rodzinie kiedy odejdą w wieczną podróż.

    Przyjaciel Kroszczak

    Pamiętam też inną historię z mego dzieciństwa, gdy oswajałem koguta. Miał na imię Kroszczak i towarzyszył mi często w leśnych wędrówkach. Gdzieś około trzeciej klasy podstawówki upatrzyłem sobie tę istotę w stadzie małych piskląt i rozpocząłem regularne osobne karmienie, zabieranie ze sobą, wołanie po imieniu. To niesłychane, ale kogut był o wiele bardziej inteligentny niż wszelkie kundle jakie widziałem dotychczas. Niestety wspólna przyjaźń skończyła się po trzech latach, gdy w ramach niespodzianki podano mi mojego ulubionego przyjaciela w formie rosołu i pieczonego mięska na sobotni obiad. Skończyła się obiata szybko, gdy skonstatowałem co to za kogut. Rodzinka miała go wszędzie, szczególnie na ścianach kuchni i na własnych ubraniach, pomimo że rosół był gorący. Niestety, prawdopodobnie do dzisiaj nikt z nich nie rozumie, o co mi wtedy chodziło. A chodziło o to, że zarąbano mojego przyjaciela. Epitetów nie pamiętam, ale były tylko epitety, wszystkie jakie znałem w piątej już wtedy klasie szkoły podstawowej. Chyba pierwszy raz poczułem wtedy rodzinę jako obcych, co przełomowo zaważyło na całym moim późniejszym stosunku do tak zwanych bliskich, rodziców i rodzeństwa. Oni mieli ubaw, a ja przeżywałem śmierć swego przyjaciela, z którym się dobrze rozumieliśmy. Tak straciłem pierwszego poważnego kumpla w leśnej samotni.

    Dzisiaj, jeśli ktoś mówi, że zwierzęta są mniej inteligentne od ludzi, albo że nie mogą mieć praw, natychmiast pojawia się jakaś chęć likwidacji najbliższej rzeźni, tego miejsca barbarzyństwa, porównywalnego tylko do Oświęcimia. Dopiero później dowiedziałem się o tym, że ludzinka i świninka są bardzo do siebie w smaku podobne. Tak twierdzą kanibale. I taki też pogląd się we mnie utwierdził. Zwłaszcza, kiedy w ramach jakiegoś obowiązku pracy społecznej z epoki późny Gierek, popracowałem trochę przy sprzątaniu w jednej z ubojni (rzeźni). Zwierzęta płaczą i cierpią, a ludzie są tacy obojętni, tacy bestialscy.

    Pierwsze spotkanie z jogą i aikido

    Asany, ćwiczenia postaw ciała hatha jogi, zobaczyłem pierwszy raz w ósmej klasie podstawówki, w „Płomyczku”. Pamiętam jak długo i wielokrotnie czytałem o nich i próbowałem ich zaraz, chociaż było tego niewiele, coś z pół strony. Później wróciłem do ćwiczeń tego rodzaju, chociaż była to tak zwana joga japońska, nauczana w ramach aikido, jako rozgrzewka. Jednakże, japoński nurt budo pochłonął mnie na początku drugiej klasy Liceum. Była jesień 1978 roku, kiedy to za namową kolegi ze stancji rozpocząłem systematyczny trening aikido.

    Pragnienie ćwiczenia jogi też sobie gdzieś dojrzewało, pielęgnowane w sercu jako chęć poddania się takiemu treningowi, która od czasu do czasu wracała w ramach marzeń, przeplatając się z tymi „naukowymi” marzeniami o zostaniu astronomem, czy raczej ściślej o poznaniu jak zbudowany jest kosmos, co też w pełni zaspokoiłem. Tymczasem popołudnia wolne od lekcji spędzałem w dodźio, w sali ćwiczeń sztuk walki. I tak było aż do matury, kiedy to kułem do egzaminów i tych szkolnych i tych z aikido, teraz już celując w zostaniu instruktorem.

    Kiedy w czerwcu 1981 udawałem się na kurs instruktorów aikido, był to czas, kiedy inni kuli do egzaminów wstępnych. Szczęśliwie zdałem jedne i drugie. Rodzina do dzisiaj nie w pełni zdaje sobie sprawę jak pilnie ćwiczyłem aikido dokładnie przed egzaminami wstępnymi na astronomię. Dwie pasje szły ramię w ramię i łeb w łeb. W ogólniaku jeździłem na obozy kółka naukowego młodych astronomów, acz zawsze zabierając ze sobą strój do ćwiczeń japońskiej drogi aikido. Miałem w czasie studiów do wyboru: albo zapomnieć o aikido, albo zostać instruktorem i założyć sekcję w akademickim ośrodku, w którym takowej dotychczas nie było.

    Pamiętam wszystkie noce spędzone na wpatrywaniu się w niebo i zliczaniu meteorów. Oczywiście, w czasie nocnych niebieskich obserwacji, zdarzyło się i coś co przypomniało, że raczej nie jesteśmy sami w tym wszechświecie, i można powiedzieć, że była to jedna z najbardziej pasjonujących obserwacji, jaka zdołała mi się trafić. Nigdy więcej nie mogłem już potem rozmawiać o występowaniu życia w kosmosie bez poczucia śmieszności wszystkich tych tak zwanych naukowców, którzy poddają rzecz w wątpliwość, bądź odkładają w sferę wiary. Naoczne doświadczenie, kiedy oczy zobaczą wielką i dziwnie poruszającą się kulę, a nawet stado takich obiektów, wyzwala duszę ze sceptycyzmu.

    Podróż ku Niebiosom

    Podróż ku niebiosom żyła cały czas swoim rytmem, sobie tylko właściwym tempem. Prawdopodobnie więcej o wszechświecie dowiedziałem się z rozważań filozoficzno – duchowych jednego z moich pierwszych duchowych nauczycieli aikido i ze studiowania mistycznej kosmogonii Omotokyo, niż ze wszystkich razem wziętych wykładów w czasie moich studiów. Zajmując się aikido w szkole średniej, otarłem się także o istnienie zen, jednakże dopiero w czasie studiów udało mi się nawiązać jakiś kontakt z grupami praktykującymi sztukę siedzenia w zazen (zazen), oraz posiedzieć trochę w różnych ośrodkach. Było to bardzo pomocne, jakby w parze do ćwiczenia aikido.

    Głębokie metamorfozy spojrzenia na życie i świat otaczający dosięgnęły mnie na większą skalę już w szkole podstawowej. Pierwej, kiedy leżałem długo zmożony dolegliwościami reumatycznymi, w trzeciej klasie, otworzył się przede mną kosmos, z całym bogactwem planet i planetoid, gwiazd i rozmaitych niebieskich obłoków. Następny raz, to około szóstej klasy, kiedy to przyniosłem najgorsze ze wszystkich świadectwo. W owym czasie, część rodzeństwa zaangażowała się we własne rodziny i tak gęsto było mieszkańców w rodzinnym domu, iż z braku miejsca wyniosłem się na strych, na poddasze, gdzie był nieustanny przewiew pod samą dachówką. O dziwo, nikt z domowników nawet nie zauważył, że nie mieszkam w żadnym pokoju razem z nimi, że wyprowadziłem się na poddasze.

    Po trzech miesiącach ojciec pierwszy zdał sobie sprawę, że w układaniu kto gdzie będzie mieszkał, zostałem po prostu pominięty. Suma sumarum, reszta więzi pokrewieństwa z rodzeństwem i rodzicami jakoś się wtedy rozwiała definitywnie i zaczęli być wszyscy tacy sami jak wszyscy obcy ludzie. Przyniosło to właściwą perspektywę widzenia, bez przywiązań do przeszłości. Taki kolejny krok na drodze do wyzwolenia, który przyszedł samoistnie, bez żadnej tam szczególnej praktyki duchowej.

    Kolejne doświadczenie poszerzające świadomość boskiej obojętności przyszło, też na gruncie rodzinnym, na przełomie podstawówki i ogólniaka. Będąc na granicy depresji i samounicestwienia, wszystko na tle rodzinnych konfliktów, znalazłem się po raz pierwszy w doświadczeniu na krawędzi śmierci, czy jak to mówią czasem specjaliści, przeżyłem wstrząsowe doznanie z pogranicza śmierci. Coś jakby pobyt po drugiej stronie życia. Śmierć, dzięki temu pouczającemu doświadczeniu, przestała być czymś, czego należałoby się bać, stała się czymś obojętnym. Zdałem sobie jasno sprawę z faktu, że umrzeć to wcale nie znaczy to samo, co przestać istnieć. Zapewne dlatego tak dobrze potem zrozumieliśmy się z moim ojcem, gdy wybrał się w daleką podróż na drugą stronę życia. Tak to, jako młody licealista, miałem już konkretną refleksję popartą własnym życiowym doświadczeniem, w sferze, która wprawiała wszystkich znajomych raczej w panikę i popłoch, a podobno byli wierzącymi i religijnymi ludźmi.

    Pamiętam, kiedy przywieziono mnie wtedy do szpitala w stanie półprzytomnym, (zatrułem się bowiem lekami, zjadłszy nie te co trzeba, do tego przeterminowane i zbyt dużo, myśląc, że w ten sposób szybciej przejdą mi jakieś bóle) pierwsze co usłyszałem od współpacjenta, że na tym łóżku już trzech po kolei umarło i że jestem kolejnym kandydatem do pogrzebania. Zresztą pozostali pacjenci o niczym ze sobą nie rozmawiali, jak o tym, kto zdaniem kogo i kiedy powinien w tej sali kopnąć w kalendarz. Ciągle wychodziło na mnie, ale jednak jakoś przeżyłem. Oglądałem tylko wszystkich jakby z góry i jakby w półśnie. Pamiętam jak nawet lekarz zastanawiał się czy już podpisać akt zgonu czy też jeszcze nie. Jak oprzytomniałem trochę, to pacjenci oczywiście przypomnieli, że papiery (do pochówku) doktor już przygotował. Tylko podpisać i wyjazd (do kostnicy rzecz jasna). Inne zmarłe dusze też ciągnęły w swoją stronę, ale jakoś wola życia była tym razem o wiele silniejsza. A ja miałem dziką satysfakcję, jak do pochówku wywozili z tej pechowej sali (ciężkie przypadki) tych jednak, co najwięcej krakali nade mną. Tak im widać było pisane.

    Najbardziej mistyczne doświadczenia związane jakoś z aikido przyszły gdy kończyłem ogólniak, a potem we wakacje, gdy już byłem przyjęty na studia. Czwarta klasa ogólniaka to owoc wielu ćwiczeń oddechowych i kontemplacji jakie robiłem na bazie aikido i całej tej japońskiej jogi. Może też trochę kontynuacja uprzedniego doświadczenia z umieraniem, albowiem pogłębiło się wielce i nabrało wymiaru systematycznej, prawie codziennej przygody ze świadomością na krawędzi śmierci, trochę po drugiej stronie i z powrotem. Zaczęło się tak, przy końcu drugiej klasy ogólniaka, że leżąc jak należy, na wznak, oddychając głęboko i skupiając się na wiszącym na ścianie portrecie Mistrza Uyeshiba, założyciela aikido, zapadałem jakby w krótki sen. W czasie tegoż niby snu, zacząłem doznawać warkotu przenikliwego dźwięku, jakby zapalania motocykla lub dodawania gazu. Potem ciało stawało się bezwładne, jakby z ograniczonym czuciem czy lekkim paraliżem, taka niemoc. W końcu usiłowałem się rozejrzeć, lecz w pół śnie zobaczyłem iż obraz Mistrza wiszący na ścianie jest jakby podwójny. Zdumienie, podniosłem się lekko i płynnie, rozejrzałem po pokoju i obróciłem się z powrotem do łóżka na swojej stancji, by ze zdumieniem ujrzeć iż leżę jednak na łóżku, to znaczy ciało leżało nieporuszone, a ja spacerowałem sobie spokojnie po własnym pokoju. Doświadczenia tego rodzaju powtarzały się potem często, praktycznie każdego dnia, gdy tylko położyłem się aby odpocząć, i gdy leżąc starałem się bardziej odprężyć. Szczęśliwie, głównie tylko wtedy, gdy byłem sam, chociaż później, już w czasie studiów miałem takowe i w towarzystwie współlokatorów z akademika, którzy zastanawiali się czasem nawet czy aby nie wyzionąłem ducha. Mawiali mi, że wyglądam jakbym umarł, gdy drzemię.

    Pamiętam, iż pierwsze kilkaset zdarzeń ekscytowało mnie bardzo, gdy mogłem na przykład przeczytać książkę, zapamiętać z niej wszystko i potem okazywało się iż w prawdziwej książce pisze dokładnie to, co czytałem uprzednio, niejako w stanie ni to pół jawy, ni to pół snu, albo, gdy odwiedziłem kolegę w sąsiednim pokoju i potem dokładnie opowiedziałem mu o tym co robił. Doświadczenia te, chociaż inspirowane po części oddychaniem i odprężaniem, przypominały stany doznawane, gdy byłem w szpitalu bliski zejścia z tego świata. Trudność sprawiało wracanie z tych przeżyć z powrotem. Zawsze był to nagły skok, podobny do obudzenia się w czasie gdy coś się śni. Główną różnicą była ewidentna realność i sprawdzalność rejestrowanych doznań.

    Później dowiedziałem się coś więcej o zjawiskach z pogranicza umierania, a doświadczenia tego rodzaju przestały być czymś nadzwyczajnym. Końcowy okres ogólniaka spędziłem więc jedną nogą tutaj, a drugą tam, jak można by to podsumować. Okres maturalny był poświęcony nauce i treningowi do maksimum. Kiedy inni nie mogli godzić aikido z nauką i maturą, traktowałem ćwiczenia aikido jako codzienny relaks od nauki. Szczęśliwie mieszkałem na stancji, samotnie, gdyż właścicielka lokalu często wyjeżdżała. Rodziców odwiedzałem nawet i tylko raz w miesiącu, więc nikt nie przeszkadzał mi w tym co postanawiałem robić. Mogę tylko być wdzięczny losowi za wszelkie okazje i możliwości, które się wtedy pojawiły.

    Kiedy zostałem w końcu przyjęty na studia i zostałem jakoś instruktorem aikido, prawie w jednym czasie (przełom czerwiec – lipiec 1981), podczas wakacji poświęcałem maksimum czasu na trening z mieczem i kijem, oraz na medytacje w seiza czy zazen, jak zwie się po prostu siedzenie i uważne oddychanie w japońskim treningu mistycznym. Pamiętam z tych wakacji jedno uwznioślające doświadczenie, które zaważyło wiele na moim późniejszym wyborze drogi ku niebiosom.

    Przypływ Złotego Blasku

    Siedząc kolejnego sierpniowego wieczoru z twarzą jak zwykle ku wschodowi, zasiedziałem się w japońskiej klęcznej pozycji przez ponad ćwierć doby, cały wieczór aż do późnej nocy. Rozmyślając o tym czego poszukiwali starożytni mędrcy uprawiający kontemplacje i siedzący przez wiele dni, miesięcy, a nawet lat, stopniowo doświadczałem, jak całe otoczenie, drzewa i trawa, piękny leśny krajobraz, cały promieniował bardzo przenikliwym i delikatnym, złotawym światłem. Blask ten stopniowo narastał i nasilał się, ledwie zdałem sobie sprawę, że cała otaczająca przestrzeń po prostu zanikała i w końcu znikła, wypełniając się tym złotawym blaskiem. Myślałem z początku, że to słońce zachodząc, daje morze tak wspaniałego światła. Jednak było coraz trudniej myśleć i w końcu doświadczyłem po raz pierwszy co to znaczy ten absolutny spokój umysłu, w którym nie ma żadnego myślenia, o którym coś słyszałem od moich dotychczasowych nauczycieli aikido.

    Nie było żadnego krajobrazu, tylko złocisty blask, który jakby nie miał żadnego źródła. Poczułem, jakbym spotkał się z kimś naprawdę bardzo serdecznym i bliskim. Morze złotego jaśnienia w którym znalazłem się jakimś dziwnym trafem było jak wspaniała i dobrze znana acz dawno nie widziana przestrzeń, kiedy oglądasz miejsca, które kochasz, a w których dawno cię nie było. Ogromne świetliste jaśnienie było bardzo serdeczne i przyjacielskie, nie miałem żadnej chęci aby kończyć jego trwanie, a jedynie wrażenie, że tak jest od zawsze i na zawsze. Wszędzie było to złotawe, skojarzone na początku z blaskiem jaśniejącego słońca o zachodzie – morze jaśnienia i światłości.

    Nawet rodzina mi w tym nie przeszkadzała, choć zwykle byłem zaczepiany w trakcie tych swoich ćwiczeń. Kiedy się ocknąłem, zjawisko bowiem nagle się rozpłynęło, zauważyłem, że jest najczarniejsza noc, świeciły ukochane gwiazdy, była pierwsza w nocy. Ojciec mój opowiadał mi później iż miał wrażenie jakby wydarzyło się coś wielkiego i przeczucie, że nie należy mi dziś przeszkadzać. Zabronił nawet matce zakłócać i przerywać moją medytację. Siedziałem cały czas na tej samej zielonej trawie, w japońskiej postawie medytacyjnej, w seiza. Nogi były sprawne, nie było żadnego, o dziwo, problemu ze wstaniem. Wszyscy już spali, gdyż pora była późna. Pozostała tęsknota za ponownym spotkaniem z tym złocistym blaskiem, w którym znika cała dotychczasowa rzeczywistość, a nawet poczucie czasu.

    Zauważyłem po tym jakościowy skok we wszystkich technikach i ćwiczeniach aikido. Dziwne, ale bez treningu nawet szły mi o wiele lepiej i potem często z nagła pokazywałem coś, co inni bardzo chcieli się nauczyć, a dla mnie było to niewytłumaczalnie proste. Tak potem rozpocząłem aktywność polegającą na przekazywaniu praktyki aikido w otoczeniu treningu Ki i mistycznych ćwiczeń oddechowo – kontemplacyjnych.

    Rozmawiałem później o tym doświadczeniu z nauczycielem Zen, niejakim Soen Sahn Nimem, ale sugerował mi tylko abym tak długo kontemplował, rozmyślał na ten temat, aż zrozumiem czym to naprawdę było i co dla mnie znaczy. Tak też postąpiłem za tą radą.

    Z początkiem jesieni 1981 rozpocząłem studiowanie astronomii w Toruniu. Ledwie dostawszy się na studia i ledwie co zostawszy instruktorem aikido, rozpocząłem prowadzenie zajęć w założonej przez siebie sekcji akademickiej przy Uniwersytecie. Warunki były skromne, ale trening pochłaniał mnie coraz bardziej, a dodatkowe spotkania z ludźmi o podobnych zainteresowaniach i poszerzanie pola swoich doznań i doświadczeń sprawiło, iż niezbyt ciekawie aranżowany tok studiów uniwersyteckich stracił swoją atrakcyjność. Znalazłem tam wiele głupich i niepotrzebnych nikomu rzeczy, najmniej zaś było wiedzy o wszechświecie i astronomii jako takiej. W dodatku, to wszystko co mnie interesowało już poznałem w szkole podstawowej i średniej.

    Podczas stanu wojennego byłem dodatkowo pochłonięty nawiązywaniem ciekawych kontaktów, treningiem i kolportowaniem literatury mistyczno-religijnej. Tak mijał czas, aż do 1986 roku, kiedy zdecydowałem się gwałtownie na rozstanie z Uniwersytetem, ponieważ nie wnosił nic twórczego do mojego życia. Dusza nie chciała uczyć się rzeczy zbędnych ani błędnych teorii.

    W czasie tym zapoznałem się intensywnie z teozofią, okultyzmem, charyzmatycznymi doktrynami zielonoświątkowymi, radiestezją i psychotroniką, z rebirthingiem, medytacjami trójkątów i grupami transmisyjnymi, z naukami Krisznamurtiego, Św. Jana od Krzyża i z wieloma innymi mistycznymi programami duchowymi. Szczególnie pamiętam i cenię sobie suficki trening Din-i-Illai wraz ze spotkaniami z Khalif Akbar Suachani-al-Hadźidź, wielkim nauczycielem starożytnej szkoły Subudh, spotkania i treningi z moim najgłówniejszym nauczycielem aikido, z Shihan Yichihara Imoto oraz z nauczycielem laja jogi, spotkania z którym dopełniły całkowicie mojej duchowej edukacji – z Baba Śiwanandą.

    Jedność Buddy i Chrystusa

    Przestudiowywałem jednocześnie chrześcijańską Biblię i nauki wzniosłego Buddy. I nie znalazłem pomiędzy nimi żadnych sprzeczności, a wręcz przeciwnie, ukazało się jasnym, że obaj wieszczowie głosili dokładnie takie same doktryny współczucia i miłosierdzia Bożego, obaj byli reformatorami na gruncie swoich skostniałych fundamentalistycznych doktryn religijnych. Zarówno Chrystus jak i Buddha byli z pochodzenia synami królewskich rodów, obaj ukochali biednych i prostych ludzi, obaj nieśli takie samo wsparcie w postaci nauk wolności duchowej i miłości wzajemnej pomiędzy ludźmi. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, jakimi niegodziwcami są wszyscy kapłani i księża, którzy usiłują zaprzeczać tym oczywistym faktom. Zawsze, kiedy pojawiały się wątpliwości i trochę nad nimi medytowałem i modliłem się w Duchu Świętym, pojawiał się złocisto-świetlisty blask, który rozjaśniał wątpliwości i pokazywał, że Droga jest tak naprawdę Jedna i ta sama, a ci, którzy uczą o różnicach robią tragiczne w skutkach błędy.

    Podobne doznania i przebłyski pojawiały się także już na gruncie treningu mistycznego aikido i omotokyo. Ciągle przychodzi do mnie takie piękne wrażenie, jakby wizja, Buddy i Chrystusa, siedzących razem, na jednym tronie i wykładających swe nauki, każdy w swoim języku, jednakże tak, jakby jeden wyjaśniał lub tłumaczył ze swojego punktu widzenia, co drugi miał na myśli, gdy wypowiadał się w pewnych kwestiach.

    Zajmując się głębiej mistyką chrześcijańską i chadzając też często do różnej maści wspólnot i pastorów chrześcijańskich, otrzymawszy Ducha Świętego w kilku wspólnotach charyzmatycznych modliłem się często o głębsze zrozumienie jednej owczarni i jednego pasterza, aż Duch Boży zaczął wskazywać czym to naprawdę jest, podsuwając odpowiednie nauki i instrukcje, które dziś mogę nazwać Światłem Ekumenii i Jogą czyli odsłonięciem prawdy o tym, że wszystkie religie prowadzą do tego samego celu i zostały założone przez posłańców przybyłych z tego samego źródła.

    Aikido i cała japońska mistyka Shinto stały się dla mnie pewną podstawą, dzięki której mogłem wiele doświadczyć i zrozumieć. Dlatego najważniejsze instrukcje, które pomogły mi wielce na mojej ścieżce do Boga zaczerpnięte są właśnie z treningu harmonii z Duszą Wszechświata, która okazała się być tym samym co chrześcijański Duch Święty i hinduski Brahman, Duch Najwyższy. Mam nadzieję, że wszyscy zainteresowani cokolwiek drogą jaką wędrowałem, spożytkują na własny użytek wszystkie te instrukcje, które mnie doskonale służyły i które mnie prowadziły po ścieżce, a nawet czynią to w dalszym ciągu, wiodąc ku Wielkiemu Nieznanemu.

    Mohan Ryszard Matuszewski