Brak wpisów w tej kategorii.

Ezoteryczna Wspólnota Romualda Danielewicza „Kundaliniego”

Poznańskie środowisko nienawistne wobec ezoteryki i duchowości wschodniej niszczyło i niszczy oraz szkaluje wiele grup i wspólnot, które na swój sposób są cenne i pomocne dla wielu poszukujących. Jednym z takich ruchów wspólnotowych jest Wspólnota Romualda Danielewicza pisanego także jako Danilewicz, znanego w mediach brukowych pod pseudonimem „Kundalini”, chociaż tradycja wschodnia nie akceptuje przybierania sobie ani nadawania komuś imion, nazwisk czy nazw własnych od wielkich ideałów duchowych jakie podlegają czci kultowej, a jeśli o Indie chodzi, to Kundalini jest Boginią Mocy, Śakti Dewi, i nie należy sobie przywłaszczać Jej Świętego Imienia ani profanować, tym bardziej nie przystoi to mężczyźnie, albowiem Kundalini to rodzaj żeński, Kundalini to kobieta, Bogini. Dla mężczyny byłoby przyzwoiciej „Kundalin„, tak brzmi rodzaj męski. Niestety, taki jest mizerny troszkę poziom wiedzy ezoterycznej, zarówno w środowiskach ezoterycznych jak i wśród tak zwanych badaczy rozmaitych grup ezoterycznych, wspólnot tajemnych oraz organizacji kultowych. Nie uchodzi pisać o liderze a nawet członku Wspólnoty per „Kundalini„, co czynią niedorobieni autorzy socjologiczni i porąbani z natury rzeczy antykultowcy dominikańscy, szkodliwi psychomanipulanci teologiczni, gdyż brzmi to tak samo jak o waszym biskupie lub papieżu ktoś by powiedział „Dziewczynka” albo „Kobitka”, a nawet „Kobieta Mocy” – trochę „nie ten teges” z tymi głowami tak zwanych badaczy ruchów alternatywnych, ezoterycznych i kultowych, a informatorzy pewnie z „dominikańskich ośrodków dezinformacji” czyli zaćpani ideologią winomszalnego alkoholizmu kleropijackiego. Jak wam na ksywkę „Dziewczynka” dla Karola Wojtyły pasuje, to w porządku, ale jak nie to prosimy pisać w brukowych „Rzeczpospolitych” świntuszkach i socjologicznych uniwersyteckich UAM-ach z imienia, po prostu Romuald Danielewicz. W ramach poprawiania literówek i rażących błędów, zamiast oryginalnie stosowanego przez nieuków i niedouków z rzekomymi tytułami akademickimi, zmieniamy ich netowe wypociny, i zamiast Kundalini, regularnie wpisujemy Danielewicz lub Romuald Danielewicz albo Danilewicz, zgodnie z prawdą faktów, o ile tak Romuald ma w paszporcie i zgodnie z zasadami ezoteryzmu wschodniego, szczególnie tradycji Tantrika oraz Śakta.

Romuald Danielewicz – pierwszy po prawej lata 80-te XX wieku

Zgodnie z naszą wiedzą, z kontaktów z członkami Wspólnoty Danielewicza, ruch ten opierał się w znacznym stopniu ma mitach o działalności i wyczynach Gurdżijewa, określanej jako Czwarta Drogi, stąd jego nachodzenie różnych grup i nauczycieli sufickich w Polsce, a dopiero w drugiej kolejności, na niektórych dziełach Mistrza Bo Yin Ra czyli Josepha Antona Schneiderfrankena (1876-1943) ze Szwajcarii. Sam Romuald Danielewicz znał też doskonale wielu rozmaitych liderów psychotronicznych, ezoterycznych, bioenergoterapeutów i radiestetów, chociażby niesławnego Edwarda Mielnika, który później założył Ruch Antrovis, jak i Bogdana Kacmajora od Leczenia Duchem Świętym, znał Leszka Szumana (1903-1986), ezoteryka i astrologa ze Szczecina, księdza jasnowidza Czesława Klimuszko (1905–1980) jak i chociażby Wiesława Kornalewicza (1943) z Opola czy niesławnego Witolda Kirmiela z Zielonej Góry, który ze wschodnich sztuk walki odpadł i popadł w szatańskie sidła jakiejś ześwirowanej sekty chrześcijańskiej przez swoją chrysto-nawiedzoną i chorą psychicznie zarazem panienkę. Bywał też na ówczesnych zjazdach joginów w Lublinie, w latach 1983-1986, na tamtejszym UMCS, poznał także poznańskie środowisko Tadeusza Paska od Jogi, które zresztą żyło w symbiozie do poznańskich różdżkarzy i psychotroników. Danielewicz znał dobrze Józefa Kołpę, który zakładał Klub Różdżkarzy w Poznaniu w 1979 roku, znał się także świetnie z Leonem Zawadzkim, rezydującym w Bielsku-Białej ezoterykiem i astrologiem, który wywróżył mu sławę i wielką karierę na polu ezoterycznym. Wyleciał jednak z wielkim hukiem próbując rozrabiactwa pseudoezoterycznego i pseudogurdżijewskiego czyli siania silnych szokowych emocji na zajęciach u pewnego hinduskiego Guru, który uczył w Polsce Jogi i Tantry w styczniu 1983 roku. Mistrz z Indii usłyszał jego zadziornie rozrabiacki głos, wyszedł na chwilkę ze swojego pokoju do recepcji i powiedział, żeby tego osobnika nie przyjmować na zajęcia, bo jest aktualnie niezdatny do praktykowania Jogi…]

Jogi i Tantry uczymy się wszak na zasadzie harmonii i zgody, na subtelnych falach wyższych uczuć, takich jak Maitri wspomniana w Jogasutrach, a metody oczyszczania z negatywnych emocji to ćwiczenia takie jak „ryk lwa”. Rozpoczynamy zatem krytyczną analizę tak zwanego akademickiego opracowania działalności Romualda Danielewicza, a nasze uwagi i krytyczne komentarze dodajemy dalej w nawiasach kwadratowych [], dla odróżnienia od analizowanego tekstu, powielanego przez kwartalnik Nomos jak i dostępnego publicznie w formie pliku pdf.


Wspólnota Kundaliniego – Rys historyczno-religioznawczy

Wspólnota Kundalini Jogi Romualda Danielewicza należy do najmniej znanych grup ezoterycznych działających w Polsce. Nie ma o niej dotąd [na rok 2007] wzmianek w literaturze naukowej poświęconej nowym ruchom religijnym. Nieliczne relacje na jej temat pochodzące z lat 80-tych XX wieku mają mocno fragmentaryczny charakter1, a publikacje prasowe z czerwca 2005 roku dotyczą przede wszystkim pewnych zjawisk patologicznych, jakie w grupie tej [rzekomo] miały miejsce2, dlatego też warto przybliżyć czytelnikowi historię oraz podstawy ideologii tej wspólnoty. [Raczej nauki duchowej niźli ideologii, która z natury odnosi się do partii politycznych, to tak jeśli ezoteryczne punkty widzenia chodzi, ale nie wszyscy naukowcy znają się na ezoteryzmie, chociaż w minimalnym stopniu. Ideologie należą do egzoteryki, a nie do ezoteryki.]

Źródła

W przypadku badań tajnych grup religijnych zawsze należy zachowywać krytycyzm odnośnie źródeł wiedzy. W swoich badaniach nad wspólnotą Kundalini Romualda Danielewicza oparłem się na trzech kategoriach źródeł. Są to kolejno: relacje byłych członków grupy, relacje osób, które zetknęły się z tą grupą, ale nie zaangażowały się w nią oraz materiały własne grupy i wypowiedzi pochodzące od jej aktualnych członków. Każde z tych źródeł posiada swoje wady i zalety.

Stosunkowo najbardziej oczywiste są wady relacji pochodzących od byłych członków {oznaczam je literą X}. Najczęściej są nastawieni do swej dawnej wspólnoty wrogo, przez dłuższy czas najważniejsze są dla nich powody odejścia z niej i mają skłonność do akcentowania negatywnych zjawisk w niej występujących. Aby częściowo złagodzić ten defekt prosiłem ich o relację w formie narracji autobiograficznej, w rezultacie czego przyjmowali rolę podmiotu zdarzeń a nie, na przykład, obiektu manipulacji czy wyzysku. Zazwyczaj odbywaliśmy także drugie spotkanie, podczas którego swobodna rozmowa uzupełniała moją wiedzy o grupie. Ta grupa źródeł była szczególnie cenna.

[Relacje tak zwanych byłych członków, eks-cośtamcoś, to akurat nie są cenne informacje na temat grup i wspólnot duchowych, ezoterycznych lub mistycznych, a z punktu ezoteryzmu, wiedzy ezoterycznej, to jest zwykle bełkotanie głupot przez osoby niezdatne do zgłębiania duchowości ani ezoteryki, zatem pindolenie ślepych i głuchych na temat barw i dźwięków oraz piękna krajobrazu. Tradycje ezoteryczne z tegoż powodu nazywają byłych członków odpadami, śmieciami, świniami, kozłami, demonami, szatanami, dżinami, drudźami, szedami (szedim), dybukami, kundlami (słynne powiedzenie wschodnie: psy szczekają karawana jedzie dalej) – nawet jak stopień duchowości lub ezoteryzmu jaki oferują jest niewielki, niezbyt głęboki, a do tego obarczony błędami. Wedle Tantry, a Tantra to właśnie nauka i praktyka Kundalini, Bogini Mocy, Śakti Dewi, odpadli od nauk i praktyk tantrycznej ścieżki odradzają się w ciałach podłych zwierząt takich jak świnie, lisy, kojoty, zdziczałe psy, hieny i kilka podobnych przez 300, 500 lub 1000 wcieleń, a po odbyciu karnej sekwencji wcieleń dostaną jeszcze jedną próbę życia w ludzkim ciele, jeśli znów odpadną lub porzucą ścieżkę duchową czy szkołę ezoteryczną, ich dusze zostaną unicestwione w Naraka-Lokach czyli w światach piekielnych do których trafiają zepsute ludzkie byty. Sympatyczne są liczne opowieści buddyjskiej mahajany, w tym zen, właśnie o lisach – duszach byłych mnichów – odradzających się 500 razy w ramach kary za szkodliwe występki, w tym za porzucanie mistrza i ścieżki oraz za porzucanie dharmy czyli duchowości i ezoteryki. Zmienić grupę czy wspólnotę na bardziej dla nas odpowiednią można, ale odpadki są odpadkami i wędrują na śmietnik dla zepsutych dusz na utylizację zwaną śmiercią drugą lub wieczną (utrata jaźni czy duszy, puste ciała demonów bez Duszy, pozbawione Atmana). Uczone wywiady z tak zwanymi byłymi czyli odpadami, to akurat najgłupsze, co może zrobić osoba uchodząca rzekomo za uczonego badacza ruchów ezoterycznych. Ktoś, kto nie jest w stanie zgłębiać tajemnic duchowych i ezoterycznych jest osobą niezdolną do życia duchowego ani poznania mistycznego. To tak samo jakby o życie erotyczne pytać impotentów, a do tego niezdolnych od urodzenia, może jeszcze po nieudanej randce, na której znowu narzędzie odmówiło współpracy bo zawsze odmawia. Takich mamy to badaczy naukowych w XXI wieku, co niewiele wiedzą. Ezoteryzm pewnie też dołuje, bo zwykle idzie w górę lub w dół paralelnie do wzlotów i upadków nauki. Biblia zdecydowanie uczy: „Szatan jest oskarżycielem Braci„.]

Drugą grupą źródeł były relacje osób postronnych {oznaczam je literą Z}, czyli takich, które zetknęły się kiedyś z Kundalinim albo z jego grupą, ale nie zostały jej członkami. Ich postronność nie oznaczała jednak bezstronności. Niektórzy informatorzy prezentowali silnie wartościujące oceny grupy Kundalini Romualda Danielewicza z punktu widzenia swej własnej przynależności wyznaniowej. Inni formułowali podobnie surowe sądy, motywowane wartościami ponadwyznaniowymi czy liberalno-demokratycznymi. Wielu z nich dysponowało informacjami niedostępnymi dla przeciętnych członków wspólnoty. Był to jednak każdorazowo – co okazało się bardzo istotne – zupełnie i n n y typ stronniczości, a przede wszystkim i n n a perspektywa oraz i n n e warunki obserwacji. Udało mi się dotrzeć do blisko dwudziestu byłych członków wspólnoty oraz do podobnej liczby postronnych informatorów. Nie wszyscy współpracowali ze mną w równym stopniu, ale stosunkowo rzadko spotkałem się z kategoryczną odmową jakiejkolwiek współpracy. Z racji tego, że poruszany temat był, zwłaszcza dla byłych członków, dość intymny – niemal zawsze oczekiwano ode mnie pełnej dyskrecji. Zdarzały się też jednak przypadki spontanicznego nawiązania ze mną kontaktu (po tym, jak sprawa została nagłośniona przez media w czerwcu 2005 roku), często niestety anonimowo, drogą komunikacji elektronicznej.

[Anonimowych gości nie przyjmuje się do duchowości – taka jest zasada ezoteryczna – zatem, co do zasady, także taką zerową wartość w tematyce grup duchowych i ezoterycznych mają wszelkie anonimowe kontakty. Chcą poszczekać, niech pokażą swoją psią mordę i do tego mordę tego tam klechy dominikańskiego lub pastora wieprzkowatego, co mordą szczekać na ezoterykę kazał. To tak, co do zasady. Starożytne zasady ezoteryczne nie zezwalają na sprzedawanie książek z wiedzą ezoteryczną przypadkowym osobom, zatem tak dla przypomnienia, to wszystko, co leży w księgarniach nie jest ezoteryczne tylko egzoteryczne, może mieć wartość naprowadzającą lub być pewnym wstępem do czegoś, czego jednak nie można już sobie kupić na żądanie. Uczniowie szkół ezoterycznych dostają materiały wyłącznie do prywatnego użytku i nie wolno ich kolportować ani upubliczniać. My to wiemy i praktykujemy od setek i tysięcy lat. Wiedza dostępna publicznie nie jest wiedzą ezoteryczną ani hermetyczną, a jedynie zapoznawczą. Romuald Danielewicz mógł nie wiedzieć, badacze naukowi czasem nie zauważają takich ważnych zasad, a my ezoterycy ciągle je praktykujemy, stąd wiemy, że dzieł ezoterycznych nie ma w księgarniach ani w obiegu rynkowym. Nie ma i nie będzie. Ktoś wysoko tego strzeże, dobrze pilnuje.]

Odrębną kategorią źródeł są materiały pochodzące od aktualnych członków wspólnoty. Są one trojakiego rodzaju: po pierwsze są to różnego rodzaju materiały wewnętrzne, udostępnione mi przez byłych członków wspólnoty, ale powstałe w czasie ich przynależności (śpiewnik, tzw. „wnioski” i „raporty”). Po drugie są to materiały nadesłane drogą internetową przez aktualnych członków wspólnoty, a przede wszystkim przez samego Danielewicza. Założyciel wspólnoty nawiązał ze mną korespondencję po tym jak dotarła do grupy informacja o prowadzonych przeze mnie badaniach. Starał się przede wszystkim zniechęcić mnie do pracy nad tym tematem oraz przedstawiał „własną wersję” wydarzeń. Uzyskałem w rezultacie kilka listów zawierających fragmenty autobiografii Romualda Danielewicza {oznaczam je przez Qa} i szereg wypowiedzi zawierających jego poglądy {Qp}. Pewne uzupełnienie stanowiły dla mnie materiały prasowe, telewizyjne, jeśli zostały uwiarygodnione przez inne źródła.

Wspólnota w latach 1941–1999

Biografię Romualda Danielewicza można podzielić na dwa okresy. Pierwszy obejmuje jego dojrzewanie i formację. Jego rekonstrukcja opiera się w całości na osobistych wypowiedziach Romualda Danielewicza wygłaszanych przed uczniami oraz nadesłanych mi w e-mailach. Dokładna weryfikacja tych informacji nie była celem moich badań, ale przynajmniej w kilku przypadkach, gdy miałem taką możliwość, przekonałem się, iż ta „oficjalna” autobiografia ma w dużej mierze charakter konstrukcji legendarnej (choć odnosi się do faktów, to jednak interpretuje je z wielką dozą dowolności i życzeniowości). Pisząc o drugim okresie mogłem oprzeć się już na względnie niezależnych relacjach uczestników i świadków.

Okres „legendarny”

Romuald Danielewicz urodził się pod Wilnem w 1941 roku {X22, X13}. Jeszcze w czasie wojny matka przywiozła go do Polski centralnej. Była ona silną osobowością. Jedna z osób, które ją poznały, opisała ją słowami: „herod-baba, wszystkich, jak to mówią, za pysk trzymała” {X13}. O ojcu niewiele wiadomo. Sam Romuald Danielewicz podawał się za Żyda, a czasem też za Litwina (w każdym razie odżegnywał się od polskiej narodowości) [narodowość zatem żydowsko-litewska, a tylko obywatelstwo polskie, a my wiemy, że wielu narodowościom bardzo trudno przychodzi rozwój duchowy, a ezoteryka jeszcze trudniej]. Wiadomo, że skończył szkołę średnią {Z37, X13} i wkroczył w okres, który można określić jako faza dewocji katolickiej. Jak o tym pisze: „Nim zostałem ateistą, byłem dewotem – odmawiałem z pamięci trzy litanie dziennie i trochę pacierzy” {Qa0111}. Był głęboko zaangażowany w rodzący się ruch oazowy, współpracował ponoć z księdzem F. Blachnickim {Qa0129, X24, Z3e}. Na podstawie opowieści autobiograficznych, które snuł wobec swych uczniów doszedłem do wniosku, że jego osobowość ukształtowała się pod wpływem czterech kluczowych doświadczeń życiowych.

[Warto odnotować, że nazwisko Danielewicz pisane także Danilewicz, to jednak herbowe nazwisko szlacheckie bojarów litewsko-ruskich, dawnych rodzin rycerskich. Badania DNA ostoi Danielewiczów pokazują pochodzenie słowiańskie i sarmackie.]

I. Pierwszy przełom, kiedy to, jak sam pisze, wszystko zmieniło się, „o 180 stopni”, miał miejsce, gdy zapadł na chorobę Heinego-Medina (inne wersje mówią o wypadku), która czasowo przykuła go do wózka {Q0129}. Odrzucony jako inwalida przez rówieśników i bliskich, podjął olbrzymi wysiłek dwojakiej pracy nad sobą: intelektualnej i fizycznej, chcąc udowodnić innym, że im dorównuje, a potem też, że ich przewyższa. Po pierwsze więc zaczął uprawiać kulturystykę. Zaliczał siebie do jej pionierów w Polsce. Dzięki ćwiczeniom udało mu się wstać z wózka i osiągnąć ponadprzeciętną sprawność fizyczną. Ukończył nawet kurs instruktorski w 1961 roku, po którym kierować miał sekcją kulturystyczną. Jednocześnie pierwotne unieruchomienie
stworzyło mu okazję do licznych lektur {X13}. Czytał pięćdziesiąt książek rocznie sporządzając z nich szczegółowe notatki {Qa014}.

II. Prawdopodobnie to trudne doświadczenie sprawiło, że stracił wiarę i zapisał się na dwuletni Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu i Leninizmu. Był również związany z Zarządem Głównym ZMS {Qa014}. Było to drugie kluczowe dla niego doświadczenie; powstał wówczas zarys koncepcji jego głównego wroga, którego można określić terminem „Cyniczny Manipulator”. Postać tą dostrzegł najpierw w osobach swoich wykładowców, członków elity KC, którzy dużo mówili, ale mało robili, czerpiąc z władzy osobiste korzyści. Danielewicz odrzucił nie tyle samą manipulację, ile cyniczne użycie władzy dla własnej korzyści kosztem innych {Qa013, Qa014}. Postanowił, że celem jego życia będzie przeciwstawienie się temu {Qa014}.

III. Wówczas, w połowie lat 60-tych XX wieku, nastąpił trzeci moment kluczowy w życiu Romualda Danielewicza, zetknął się on z ezoteryczną tradycją Bô Yin Râ {Qa017}. Opisuje to następująco:

Wreszcie zdarzyła się sytuacja nieomal parapsychiczna. Wprowadził się na sąsiednie podwórko człowiek – wybitny mistyk, jeszcze wtedy nie wiedziałem, że największy na globie, który ku memu zdumieniu zaakceptował mój ateizm i użyłem całej znanej mi wówczas erystyki by obalać jego argumenty mistyczne. On jednak wybił mi z głowy Lenina z resztą tej hołoty, przekonując, że dialektyka Marksa z jej wspaniałymi zasadami nie obsługuje własnego systemu […]. Byłem rozdarty. Mistyka to argumenty płynne, nie potwierdzane w sposób konkretny, ale nęciła mnie swą wielopiętrową abstrakcją ([…]. Silnie przeżywałem to, do czego przekonywał mnie sąsiad, zgadzało się z tym, co widziałem i na co nie mogłem się zgodzić w partii i ZMS-ie” {Qa014}. Przez jakiś czas Danielewicz był kierownikiem domu kultury {X29, X13}. Wykładał swoje poglądy odwiedzającym tę placówkę artystom, w rezultacie czego zyskał opinię „małomiasteczkowego mędrca” {X22, X29}. Cały czas kontynuował swoje studia, nawiązywał kontakty z przedstawicielami nauki, głównie humanistyki. Przejawiał wielką potrzebę uczenia się.

IV. Czwarty moment przełomowy miał miejsce 7 lipca 1977 roku, kiedy to Danielewicz, w rezultacie praktyk jogicznych pobudzających energię Danielewicz aż do „przebicia sklepienia czaszki”, osiągnąć miał oświecenie. Miał po nim powiedzieć: „Boże, ja tak prosiłem Cię o pomoc, a to Ty potrzebujesz mojej pomocy” {X24}. Poczuł, iż posiada do wykonania misję i zaczął nauczać {X13}. Opuścił swoją żonę, którą później przedstawiał jako osobę o charakterze Ksantypy, zostawił z nią syna i ruszył w wędrówkę po Polsce {X22, Z15, X24}. Wówczas, po upływie roku od śmierci swego mentora {X13}, poznał drugą osobę, którą wobec uczniów nazywał swoim mistrzem, jednak nie udało mu się nawiązać z nią równie bliskich relacji. Człowiek ten dużo surowiej oceniał Kundaliniego {Z15, X13} i ani myślał uznać go za swego ucznia, mimo jego uporczywych starań {X22}. Tym niemniej tolerował go w swoim otoczeniu jako swoistego „oryginała”. Danielewicz zadał mu, gdy ten leżał już na łożu śmierci, pytanie: „Czy jestem mesjaszem?” Nie uzyskał spodziewanej odpowiedzi, a jedynie smutny uśmiech {X24}. Od momentu swego oświecenia jeździł „z miejsca na miejsce, mieszkał u różnych osób” {X13}, przede wszystkim szukając uczniów, ale także konfrontując się z różnymi autorytetami z dziedziny ezoteryki. Nie udało mu się jednak wówczas stworzyć żadnej trwałej grupy; próby te były jednak dla niego ważnym źródeł doświadczeń kierowniczych {X28}.

Okres „historyczny”

Pierwszym publicznym wystąpieniem potwierdzonym źródłowo, była konferencja różdżkarzy w 1978 roku w Poznaniu. Wówczas Danielewicz podawał się za okultystę, przemawiał (raczej poza regularnymi obradami) i usiłował pozyskać ludzi do swego planu {Z14, Z53, Z36}. Kazał się nazywać „czterdzieści cztery” {Z15}. W 1982 roku Danielewicz wziął udział w obozie szkoleniowym, na którym uzyskał uprawnienia instruktora jogi. Na obozie tym pojawia się po raz pierwszy jego pseudonim – „Kundalini” {Z15, Z49, Z37, Z4B, Z14}. Na początku lat 80. zaczął bywać na hipisowskich zlotach w Częstochowie (1983, 1984) {Z49, Z24}. Występował tam w czerwonym ponczo pokrytym tajemniczymi symbolami {Z15, Z41, Z42}. Pojawiał się też w Przemyślu, gdzie odbywały się podobne imprezy młodzieżowe {Z42}. Na imprezach tych zetknął się z poszukującą młodzieżą, która stanowiła łatwy łup dla rodzących się wówczas gangów narkotycznych. Dlatego też powziął myśl zbudowania „antymonaru”, alternatywnego ośrodka leczącego narkomanów. Marka Kotańskiego Danielewicz znał osobiście {Z14}, ale miał zupełnie inne podejście do narkomanii, polegające przede wszystkim na dostarczeniu uzależnionym nowego sensu życia (do czego miała służyć jego ezoteryczna doktryna) i oddziaływaniu własną osobowością. Pieniądze na to przedsięwzięcie czerpał zarówno z partii {Qa0114} czy ZMS {X13}, jak i z Kościoła. Kilkanaście osób ponoć wyciągnął z nałogu {Qa019}. Odtąd jego działalność posiadała wyraźny rys proabstynencki. Eksperyment z leczeniem narkomanów wkrótce skończył się niepowodzeniem; możliwe, że wskutek nadmiernego zainteresowania ze strony milicji {Z41}, na której nie zawsze widać robiły wrażenie znajomości w Komitecie Centralnym PZPR. Romuald Danielewicz zaczął szukać nowych obszarów działania. Wprowadzał swoich uczniów do różnych organizacji młodzieżowych, współtworząc szersze środowisko kultury alternatywnej o nazwie „Mandragora” {X13}.

Jednocześnie występował jako nauczyciel jogi organizując wykłady, również na wyższych uczelniach (np. AWF w Poznaniu), stopniowo skupiając wokół siebie coraz szersze grono zwolenników. Pierwotnie rekrutowali się z kręgów wielkomiejskiej bohemy ezoterycznej, bywalców kursów astrologii czy radiestezji. Swą wspólnotę oparł jednak nie na nich, a na uczniach i uczennicach, którzy przyłączyli się do niego w latach 1983–1984, to oni będą stanowić później rdzeń jego grupy. Byli to, z jednej strony, studenci czy uczniowie, zainteresowani rozwojem duchowym, z drugiej zaś, młodzież zagubiona: narkomani, członkowie kontrkultury {Z41, X13}. W kolejnych latach wykrystalizowało się z tej grupy grono kilkunastu najwierniejszych uczniów, pierwsza generacja.

Sam Romuald Danielewicz stopniowo wycofuje się za plecy swych uczniów. Równocześnie, w połowie lat 80-tych XX wieku struktura wspólnoty rozrastała się: uczniowie pozyskiwali uczniów i stopniowo przekazywali im wiedzę, którą sami pozyskali od swego mistrza. Nowi adepci pochodzili z różnych miast, więc wspólnota poszerzała swój zasięg terytorialny {X13, Z36, X13}.

[Zakładanie, że się wycofuje za plecy swych uczniów jest o tyle błędne, że tak zwani naukowcy, zwykle nie wiedzą ile czasu i wysiłku zajmuje wszelakim liderom ruchów duchowych i ezoterycznych solidne kształcenie kolejnych liderów czy nauczycieli, a trenerzy kadry narodowej, nawet w sportach często nie mają czasu prowadzić zajęć dla sekcji początkującej, i zostawiają to swoim asystentom, przyszłym trenerom, jako pole treningowe. Nie ma żadnego „krycia się za plecami uczniów”, jest ciężka praca szkolenia kilkudziesięciu zaawansowanych uczniów, treningi dla przyszłych liderów i młodych asystentów pracy ezoterycznej. Robienie tego w pojedynkę jest zasadniczo ogromnym wysiłkiem, a stare szkoły duchowości i ezoteryki zwykle rozkładają taką pracę na kilku lub nawet kilkunastu mistrzów, jeśli takowymi dysponują. Trochę to tak, jakby jeden profesor w pojedynkę miał uczyć wszystkich przedmiotów dla wykształcenia grupy studentów jako księży czy pastorów albo magistrów fizyki. Ambitne zadanie, któremu nie każdy ksiądz profesor albo fizyk podoła. Takie zatem stwierdzenia, że „ukrywał się za plecami swoich uczniów” pokazują jedynie dyletanctwo i ordynarne nieuctwo w tematach ezoterycznych, jakieś cieniactwo środowisk naukowych na uniwersytetach III/IV RP.]

Innym rodzajem działalności grupy Kundalini Jogi Romualda Danielewicza w owym czasie była „walka z sektami” {Qa0117}. Uczniowie Romualda Danielewicza, czasem na czele z nim samym, wkraczali na spotkania alternatywnych ruchów religijnych i środowisk New Age (m.in. sufi, joga, buddyzm, rebirthing) i na różne sposoby starali się je zakłócać {X21, X28, Z49, X13}. Z niektórych z tych środowisk udało mu się pozyskać uczniów [albo jak w kilku znanych nam wypadkach, wylecieć z hukiem z imprezy za hałasowanie lub przeszkadzanie].

Na początku lat 90-tych XX wieku zaprzestał jednak takiej działalności {Z49, X28}. Nowym polem, na którym się skupił była ekologia {Z28}. Wspólnota zaczęła koncentrować się na człowieku i jego zdrowiu. Propagowano zdrowe żywienie, kulturę fizyczną, gorliwie zwalczano wszystkie używki. Uczniowie Kundaliniego, na przykład, wyrywali papierosy z ust współpasażerom w pociągach. Propagowali kulturę fizyczną wśród osób starszych {Qa0111, X24} oraz zaangażowali się w promocję idei integracji osób niepełnosprawnych ze społeczeństwem {X21}.

[Jednym z powodów zaprzestania szkodliwych występów z przeszkadzaniem i głupkowatymi zachowaniami były reakcje grup, które zorganizowały sobie ochronę, zwykle z sympatyków zajmujących się sztukami walki, a dla Romualda nie było przyjemnie wylatywać za drzwi z wielkim hukiem. Raz przyjechał porozrabiać na obóz rebirthingu koło Inowrocławia i Bydgoszczy, gdzieś tam nad jeziorem, gdzie było ponad 180 osób, obóz około 10 dni to dosyć drogo wówczas kosztowało, Romuald zaczął ze swoimi uczniami zwyczajowe rozrabiactwo, a tu osoba prowadząca ten rebirthing ostro zapytała czy mają zeszyty i długopisy do robienia notatek. Oni, że nie mają bo im nie potrzebne. A prowadzący, że mają się wynosić do kiosku kupić sobie zeszyty i długopisy, i mają na to godzinę. Wstało kilka osób ochrony, wzięło za szmatki i wyprowadziło oszołomów za drzwi. Do kiosku w sobotę było ze trzy kilometry, to nie zdążyli piechotą wrócić w godzinę. I przepadł im obóz rebirthingu za który już zapłacili. Kasa przepadła, a ochrona ich spakowała i wystawiła plecaki za bramę. I było wynocha, fora ze dwora, a kolejny raz płacicie oszołomy dwa razy drożej za cały obóz z góry, a zeszyty i długopisy do kontroli przed wejściem na zajęcia. I poszli szukać pociągu do domu, nosy na kwintę spuszczone i skamlanie, że oni tylko chcieli coś sprawdzić. Tak się traktuje po amerykańsku oszołomów, co rozrabiają.]

Zmiana systemu polityczno-gospodarczego w 1989 roku umożliwiła grupie otwarcie na nowe sfery działalności. Stworzono sieć współpracujących z sobą firm, które mogły liczyć na nieopłaconą siłę roboczą w postaci uczniów
niższych szczebli. Wspólnota wzięła też udział w pewnych przedsięwzięciach edukacyjnych, przez pewien czas współprowadziła prywatną szkołę podstawową, do której posyłano własne dzieci, wchodzące wówczas w wiek szkolny oraz jedną z prywatnych wyższych uczelni, gdzie wielu członków wspólnoty wyższych szczebli znalazło zatrudnienie (jako kadra, ale także w administracji). Osoby o najwyższych kwalifikacjach pracowały też w instytucjach państwowych czy biznesowych {Z14, X13, X15, X24, X29, Z28}. Podjęto panujące w postkomunizmie reguły gry ekonomicznej i poruszając się swobodnie między polityką a biznesem, zdobywano na tej drodze pewne środki dla realizacji własnych działań. Działania te formalnie mieściły się w ramach potocznie pojmowanego interesu społecznego, więc nie zwracały niczyjej uwagi.

Połowa lat 90-tych XX wieku to szczytowy okres rozwoju liczebnego grupy. W tym okresie Romuald Danielewicz stopniowo zaczyna się wycofywać z intensywnej działalności publicznej. Pozostał nauczycielem i przewodnikiem swoich aktywnych uczniów i niewątpliwie podejmował kluczowe decyzje, jednak już tylko „zza biurka”, przestał być przywódcą kroczącym na czele, stał się kimś w rodzaju dowódcy sztabowego {X21, X22}. Wiązać się to mogło z tym, że w owym okresie zaczął podupadać na zdrowiu {X15, X22}.

[Źle wykonywane praktyki duchowe, w tym praktyki związane z Kundalini, często kończą się poważnymi problemami zdrowotnymi, a Romuald Danielewicz, cokolwiek robił, to jednak bez nadzoru autoryzowanego Mistrza Życia Duchowego czyli Guru. Kundalini Śakti nie lubi samozwańców ani oszustów, którzy nie przeszli 12-cie lat praktyki u prawdziwego Mistrza Duchowego czyli u Guru.]

Mniej więcej od 1995 roku zaczyna się jednak dość intensywny odpływ członków, przekraczający skalą normalną ich cyrkulację. Przede wszystkim odeszła blisko połowa uczniów pierwszej generacji („starej gwardii”, „preto-
rian” czy – jak ich nazywał M. Weber – członków „charyzmatycznej arystokracji”3) najlepiej wyszkolonych i często sprawujących kontrolę nad własnymi strukturami uczniów; odszedł zbliżony procent uczniów drugiej generacji i niemal wszyscy z niższych szczebli organizacji. Jednocześnie, od pewnego czasu grupa zaprzestała (z niewielkimi wyjątkami) rekrutacji nowych członków.

[Należało jednak napisać dokąd to odeszli uczniowie Romualda Danielewicza, bo dla wielu czytelników może to być ważne, a już w 1987 roku niektórzy odchodzili, często do Wspólnoty Himavanti, do Bractwa Himawanti, największe fale przejścia od Romualda Danielewicza do Bractwa Himawanti to lata 1989-1991 oraz 1995-1997. Uczniowie Danielewicza przyciągnięci na hasło Kundalini, chcieli się uczyć tajemnych praktyki Kundalini, chcieli Jogę Kundalini lub Tantrę Kundalini praktykować, Kundalini obudzić, a tu nic w temacie nie było. Niektórzy mieli nawet jako wysłannicy Danielewicza narozrabiać na zajęciach jogi i medytacji u Mistrza Mohandźi, u Śri LalitaMohan-Dźi, jednak zostali szybko doprowadzeni do należytego uspokojenia i zachowania, ochraniarze z Bractwa Himawanti ćwiczący ostre wschodnie sztuki walki świetnie się sprawdzili, i się uczniowie Romualda dowiedzieli, że „u Kundaliniego” nie ma praktycznie nic o Kundalini, to zaczęli potajemnie przychodzić popraktykować, zobaczyli oryginalne w sanskrycie pisane traktaty Tantry z Praktykami Kundalini, co istotne także z Oczyszczaniem Czakr, bo od tego się zaczyna, i zaczęli przyprowadzać znajomych od Danielewicza, który jak się o tych przejściach dowiedział, to ostrych jazd emocjonalnych dostał, szoku, że mu konkurencja ludzi podbiera… No Sorki, Romuald, ale sami przyszli, trzeba było ich uczyć tantrycznej Jogi Kundalini, a nie jakichś pierdół, które z Kundalini ani Tantra Jogą, ani z Śaktą nie mają nic wspólnego].

Towarzyszyło temu – jak się wydaje – nasilenie wewnętrznej dyscypliny wśród tych, co zostali, zwłaszcza w odniesieniu do osób najbliżej związanych z ośrodkiem przywódczym. Kontrowersyjny styl życia, nierzadko bardzo destrukcyjny dla członków wspólnoty, w połączeniu z makiawellicznym stosunkiem do otoczenia zwróciły w końcu na grupę uwagę mediów, czego konsekwencją była seria artykułów w „Rzeczpospolitej”4. Z racji swej niesprawie-
dliwej jednostronności nie wywołały one jednak szerszego zainteresowania w społeczeństwie, wzbudzając raczej niedowierzanie, niż motywując do konkretnych działań wymierzonych przeciw wspólnocie Kundalini Romualda Danielewicza. Mimo tego można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że oznacza to kres działalności tej grupy w Polsce, przynajmniej w dotychczasowych formach. Najaktywniejsi jej członkowie, prawdopodobnie z samym Danielewiczem włącznie, opuścili nasz kraj, szukając nowych form działalności.

[Ej tam, trochę ludzi wyjechało z Polski, pracy szukać, żeby na życie zarobić, z Bractwa Himawanti też sobie jeździli i jeżdżą nawet do dzisiaj, i pewnie w miarę rujnowania polskiej gospodarki przez kolejne ekipy szkodliwych debilów politycznych PO-PiS, jeszcze częściej będą jeździć za robotą. Przy okazji potem, nowe grupy otwierają i na spotkania do Śri Guru Mohandźi przysyłają. Romuald Danielewicz pojechał do pracy w Holandii, a przy okazji działalność Wspólnoty rozwijać, w 2004 roku pojechał, w Europie dla każdego jest miejsce, bo w Polsce przecież kościelno-pedofilskie fanatyki nie pozwolą innowiercy niekatolickiemu pracować na stanowisku w jakimś ZUS albo Sejmie jak to z Małgorzatą Pawlisz chociażby było (była wice prezeska ZUS). Takie świnie polityczne, wojtyłowe świniaki i bydlaki ciągle jeszcze rządzą Polską.]

Źródła ideologii Romualda Danielewicza

Bô Yin Râ

Punktem wyjścia ideologii [powinno być nauczania duchowego, bo ideologia odnosi się bardziej do polityki] grupy Kundalini Romualda Danielewicza były książki Bô Yin Râ, dlatego warto w skrócie przedstawić zasadnicze zręby myśli tego autora. Bô Yin Râ to duchowe imię człowieka, który w świeckim życiu nazywał się Joseph Anton Schneiderfranken. Urodził się w Bawarii w 1876 roku a zmarł w 1943 roku. Był malarzem oraz autorem trzydziestu dwu książek. Nauczał w nich „dróg powrotu człowieka do sfery duchowej”5. Jego zdaniem bowiem forma czysto duchowa jest pierwotną formą istnienia człowieka. Właśnie w duchowej formie swego istnienia człowiek jest twórcą wszystkich bytów zjawiskowych (widzialnych i niewidzialnych). Stopniowo „zstępuje” on od tworów bardziej „świetlistych” do coraz bardziej „gęstych”. Ostateczne – w wyniku „upadku” – łączy się z jednym ze swych tworów – zwierzęciem6. [Trzeba jasno powiedzieć, że jest to nauka teozoficzna].

Na pierwszy rzut oka ta koncepcja „upadku” przypomina mity gnostyckie. Ważną różnicą jest jednak brak rysu dualistycznego: świat nie jest diabelskim tworem demiurga, ale wytworem samych ludzi, którzy uwikłali się we własne dzieło. Pod tym względem koncepcja ta przypomina koncepcje buddyjskie (świat jako wytwór zbiorowego wyobrażenia istot, które zapomniały, że są buddami). Zamiast gnostyckiego dualizmu Bô Yin Râ głosi pozytywnie
wartościowaną biegunowość (bliską taoistycznej koncepcji yin-yang), przenikającą całość bytu materialnego oraz duchowego. Również człowiek w formie duchowej istnieje jako jedność bieguna kobiecego i męskiego. Rozdwojony został w wyniku „upadku” – zjednoczenia się z fizycznym ciałem zwierzęcia.

Na ziemi istnieje poza tym hierarchia ludzi istniejących nadal w formie duchowej, którzy w ukryty sposób wspierają tych, którzy chcą się wspinać w drodze po kolejnych stopniach, do prawdziwego człowieczeństwa. Grono tych osób, tzw. „Jaśniejących Praświatłem”, tworzyć ma „Świątynię Wieczności” niewidzialną dla ludzkich zwierzęcych oczu, aczkolwiek umiejscowioną gdzieś w Himalajach, w krainie zwanej Himavatu. Porównuje się ich
do buddyjskich bodhisattwów czy chrześcijańskich aniołów stróżów. Osoby te – w większości ludzie nigdy nieinkarnowani w zwierzęcych ciałach i w związku z tym nierozdwojeni – pomagają śmiertelnikom w ich poszukiwaniach Boga7.

[Jakby tak socjologowie czytali indyjskie Purany w oryginale, to by wiedzieli na UAM, że Himavat to po pierwsze nazwa Gór Himalajów, tyle, że w sanskrycie, w oryginale, a pisana też bywa Himavan, Himavant oraz Himavanti, gdzie Himavant to personifikacja męska Ducha Gór Dachu Świata, a Himavanti to rodzaj żeński, odnosi się także do dawnego Królestwa Dewów, Królestwa Bożego, zajmującego Zachodni Tybet, Pamir, część Hindukuszu, Kaszmir, górską część Pakistanu i Afganistanu, aż po Chorasan oraz Ałtaj i Tien Szan, a do tego jest w nazwie starej linii przekazu Jogi i Tantry z Himalajów… To stare historie z indyjskich Puran, a Himavat Radża lub Himavant Radża to także pierwszy Król Himalajów, inaczej Śri Himavant, Himachala Radża… Bo Yin Ra z racji otrzymanego od Mistrza Jogi przekazu inicjacyjnego jest uczniem Linii Przekazu Himavat czy jak kto woli Himavanti Sampradaya, co miło, że wspomina…]

Zdaniem Bô Yin Râ, Boga można znaleźć jedynie w sobie. Bóg jest tym, co stanowi istotę jaźni duchowej człowieka (tu znów dostrzegamy podobieństwo z buddyzmem). Tego Boga człowiek musi sam w sobie ukształtować,
a najważniejszym po temu instrumentem jest słowo. Bô Yin Râ był autorem osobnej książeczki zawierającej ułożone przez niego mantry w języku niemieckim, ale w zasadzie wszystkie jego książki o tematyce duchowej mają oddziaływać na czytelnika w podobny sposób: przenikać go nastrojem, wpływać nie tyle na jego intelekt, co na głębię jaźni. Stąd też główną praktyką kogoś, kto podąża ścieżką wskazaną przez tego autora, jest wielokrotne czytanie jego książek i poddawanie się ich wpływowi.

[Mantry to słowa i frazy wypowiedziane w objawieniu przez wedyjskich Ryszich, zawarte w Wedach oraz Upaniszadach, także w Puranach i podobnych pismach, jeśli mają osadzenie w Wedach. Słowa po niemiecku nie są i nie mogą być mantrami, jest to błędne użycie słowa mantra bez znajomości jego oryginalnej definicji. Po niemiecku to mogą być jedynie modlitwy, afirmacje i konfirmacje, o czym Bo Yin Ra także wspomina w swoich lekcjach dla uczniów, które nie są dostępne w Internecie, a jedynie dla uczniów Tradycji Himavatu…]

Wielu osobom koncepcja ta przypominała i przypomina teozofię, głównie z tego powodu, że została sformułowana w języku tej samej epoki. Wspólne jest też przekonanie o istnieniu wspólnego jądra wszystkich religii8. O ile jednak teozofowie tego jądra poszukują drogą „indukcyjną”, badając różne tradycje religijne, to Bô Yin Râ doszedł do tego przekonania raczej na drodze wglądu mistycznego. Choć sam Bô Yin Râ przeciwstawiał się (np. w artykule W sprawie osobistej9) określaniu jego doświadczeń jako mistyki, jak i zaliczaniu go do grona teozofów czy okultystów, przeciwko którym zresztą często występował.

[Bo Yin Ra w 1920 roku założył w Görlitz Stowarzyszenie Mistyki Jakuba Böhme (Jokob Böhme Bund) na naukach i radach którego wielce się opierał, co też jest ważne dla zrozumienia jego nauczania.]

[Bo Yin Ra określał się wielokrotnie mianem Posłańca Himavatu, a to bardzo wzniosła pozycja duchowa, w oryginale Avadhuta, w tradycjach duchowości Jogi i Tantry Linii Przekazu nazywanej Himavat, Himavant lub Himavanti, oczywiście z dopiskiem Sampradayam lub Tirtham.]

Z moich rozmów z byłymi członkami grupy wynika, że wspólnota Kundalini Romualda Danielewicza faktycznie wyżej opisane poglądy Bô Yin Râ podzielała. Bardziej zaawansowanym jej członkom udostępniano niektóre książki tego autora. Sam Romuald Danielewicz w znacznej mierze swój pogląd na rzeczywistość nadprzyrodzoną oparł na pismach Bô Yin Râ. Jak powiedział jeden z moich rozmówców: „I on się tego uczył na pamięć. […] sobie zrobił z tego katechizm. […] Te początki, […] łażenie z tym Bô Yin Râ i czytanie i zakreślanie. […] To była jego biblia” [Z14]. Romuald Danielewicz stopniowo zaczął uwzględniać w coraz większym stopniu też inne tradycje, łącząc je w mniej lub bardziej spójny system. Zauważmy jednak, że wspomniane poglądy pozostawiają nadal otwarte pytanie, jak konkretnie ma wyglądać codzienne życie kogoś, kto chce się na nich oprzeć? Aby na nie odpowiedzieć, należałoby się przyjrzeć tym elementom doktryny niemieckiego mistyka, które są w większym stopniu związane z życiem doczesnym, z relacjami społecznymi, a przede wszystkim tym, które odpowiadają na pytanie, j a k rozwój duchowy ma się odbywać. Kluczowe wydają się mi trzy zagadnienia: ogólny stosunek do świata, relacja mistrz – uczeń, relacja kobieta – mężczyzna.

[Zaiste, zdziwili się uczniowie Romualda Danielewicza, że na zajęciach w Bractwie Himawanti, wszystkie dzieła Bo Yin Ra są dostępne dla uczniów jako literatura pomocnicza do swobodnego studiowania i medytacji. Także komentarze korygujące lub uściślające poglądy zaczerpnięte z kalwinizmu, a nie całkiem zgodne z tradycją Himavatu.]

Ogólny stosunek do świata

Grupa Kundalini Romualda Danielewicza jest grupą mesjanistyczną. Sam Romuald Danielewicz ogłosił się mesjaszem, który ma kontynuować dzieło Buddy i Jezusa. Jest to starożydowskie, a nie chrześcijańskie rozumienie mesjanizmu, bowiem celem jest realne przekształcanie świata doczesnego. Narzędziem do realizacji tej zleconej przez Opatrzność misji jest dla Romualda Danielewicza silnie zhierarchizowana wspólnota. Nie jest to więc klasyczny ruch religijny, w którym chodziłoby tylko o kultywowanie jakiejś wiary czy pracę nad sobą, choć pierwotnie niewątpliwie taki był główny aspekt ich działalności. Sam Romuald Danielewicz określał swoją doktrynę jako syntezę prakseologii z mistycyzmem. W kwestii przemiany świata zakładał Romuald Danielewicz użycie całkiem realnych, niemistycznych narzędzi. Dlatego od kiedy pozyskał grono wiernych uczniów, polem jego działania stały się polityka i biznes. Pragmatycznie dostosowywał się do funkcjonujących tam reguł, formalnych i nieformalnych, bez względu na powiązania ideologiczne. W czasach PRL-u zabiegał o względy tak partii, jak i Kościoła [należy zawsze pisać jakiego kościoła, bo kościołów na świecie jest już z 15 tysięcy, w tym trzy tysiące większych, a katolicki, to tylko jeden z nich, zresztą coraz bardziej malutki, i niedługo już nikt nie będzie kojarzyć co to tam takiego jest], a w czasach po 1989 roku jego ludzie podjęli nowe reguły działania i pozyskiwania środków. Czasami byli łowcami, często ofiarami w świecie rządzonym przez te reguły, jednak paniczny wręcz lęk przed zdemaskowaniem grupy chronił ich, jak się wydaje przed zaangażowaniem się w interesy o czysto kryminalnym charakterze, które mogłyby stać się obiektem zainteresowania służb państwowych.

[Słusznie Wspólnota obawiała się agresywnych ataków na swoje interesy, gdyż te najbardziej agresywnie atakują wszystkim mniejszościom duchowym i religijnym jako pedofilskie bydlaki z zawsze niebezpiecznej sekty katolików i podsekty dominikanów, czego zresztą Wspólnota Danielewicza wielokrotnie od dominikańskich pedofilów i złodziejów dziennikarskich doświadczyła].

Wspólnota uważała, iż struktury społeczne współczesnego świata zdominowane są przez ludzi służących szatanowi, którzy przy pomocy socjomanipulacji, ogłupiania ludzi, nie licząc się z ich interesem dążą za wszelką cenę do coraz większego zysku i coraz większej władzy. Wydaje się, że postać szatana w doktrynie grupy pojawiła się z taką intensywnością względnie niedawno. Co istotne, w doktrynie Bô Yin Râ szatan odgrywa rolę zupełnie marginalną.

[Wiele nurtów i wspólnot ezoterycznych zajmuje się zjawiskami demonicznymi i satanicznymi dopiero wtedy jak się z nimi w praktyce zetknie, jak poczuje atak zwyrodniałych szatanów (dżinnów, drudźy, szedim) na własnej skórze, chociaż czasem jest to już zbyt późno aby wspólnotę przygotować na odparcie diabelskich ataków szatańskiej inkwizycji katolickich dominikanów i tym podobnych kreatur, które powinny głęboko w piekle siedzieć, a nie na tej ziemi. Dobrze zatem chociaż mieć świadomość stanu aury rozmówców albo badania radiestezyjne robić tak, aby poznać co tam w środku siedzi za kozioł pedofilsko-kościelny w środku rzekomego „chętnego na ucznia”. Z doświadczenia różnych wspólnot ezoterycznych, to bardzo groźni acz czasem głupkowaci lub nakręceni przez oszołomów są tacy, co to nigdy nie byli na żadnych dłuższych praktykach, a od razu deklarują chęć wstąpienia, poznania grupy, zostania uczniem, chęć zamieszkania w zakonie czy ośrodku, domagają się adresów i kontaktów do wszystkich grup lub uczniów, a bywa, że nic jeszcze nie umie, a chciałby od razu nauczać wiedzy tajemnej – 99 procent to zwyrodnienie pato-dominikańskie lub oszołomstwo innej formacji inkwizycyjnej lub inaczej popapranej ideologicznie.]

Z doktryną niemieckiego mistyka sprzeczny jest też wszelki wewnątrzświatowy mesjanizm. Bô Yin Râ ostro sprzeciwiał się organizowaniu wspólnot czy grup w jego imieniu. Za jedyną dopuszczalną formę organizowania się jego czytelników uznał tę, która wynika z literalnego odczytania logionu Jezusa: „gdzie dwóch lub trzech zgromadzonych w moje imię…”. Ale w tych niewielkich grupkach wymieniających się swoimi doświadczeniami, nawet jeśli połączone są w jakąś większą całość (co z pewnymi zastrzeżeniami dopuszczał10) nie powinny funkcjonować żadne relacje władzy. Z pewnością grupy te nie miałyby na celu przemiany czegokolwiek poza samymi uczestnikami.

[Tak się bardzo sprzeciwiał organizacji wspólnot, że w 1920 roku założył w Görlitz czyli w Zgorzelcu Stowarzyszenie Mistyki Jakuba Böhme (Jokob Böhme Bund) dla prowadzenia swojej duchowej i mistycznej aktywności. Hortus Conclusus to cykl dzieł oraz hasło dla ustanowionej tajnej organizacji ezoterycznej, a Kober Verlag to założone w 1923 roku wspólnie z Algfredem Koberem wydawnictwo dla rozpowszechniania własnych dzieł pisarskich, w tym szczególnie cyklu Hortus Conclusus (Ogród Zamknięty). Sam do Braterstwa Pierwotnego Światła wstąpił poprzez Inicjację w 1912 roku w Grecji, a swoje książki pisał jako jego Posłaniec (Avadhuta w sanskrycie). Prosimy uczonych uniwersyteckich o sprawdzanie faktów, najlepiej przed publikacją, nie jest to trudne, a i nie będziemy musieli potem nic pisać w nawiasach kwadratowych, tylko czytać, czytać, i się uczyć. Romuald Danielwicz naukami Jakuba Böhme także się fascynował, a jakże…]

[W rzeczywistości, ostrożność z organizacjami, nie była to jakaś ideowa nauka Bo Yin Ra, tylko rozsądne postępowanie zgodne z ówczesnym prawem w Szwajcarii, Austrii i Niemczech, gdzie wszelkie większe spotkania i zgromadzenia musiały być rygorystycznie zgłaszane i mieć akceptację władz państwowych, inaczej groziła surowa kara, w tym pieniężna, a także naloty policyjne za nielegalne zgromadzenia, szczególnie okultystyczne, nie tylko na artystyczno-mistyczne. I tyle demagogii autora tekstu na podstawie książek BYR. Dobrze nauczyć się na uczelniach znać kontekst sytuacji społeczno-politycznej, a nie tylko wyciągać dowolnie absurdalne wnioski z treści wybranych fragmentów książek. Nie palono już okultystów na stosach, ale nagonki parafialne, kalwińskie i policyjne były wówczas koszmarne, gorsze w sumie niż współczesne dominikańskie plugawe oszczerstwa i paszkwile na tak zwane „sekty” i „nowe ruchy religijne”. Członkowie Bractwa Elsów u samego początku jego działalności trafiali w Polsce do więzień na katorgę! ]

Doktrynę Bô Yin Râ trudno uznać za czysty przykład weberowskiej ascezy wewnątrzświatowej, nie zakłada ona bowiem przekształcania świata w imię ideałów ascetyzmu11, a raczej przekształcanie siebie samego w ramach świata, przy okazji zajęć świeckich, można by ją nazwać raczej „ascezą poprzez świat”. Bô Yin Râ jednoznacznie podkreślał, że „Królestwo wiecznego pokoju” jest dostępne dopiero po tym ziemskim życiu, a wszelkie próby urzeczywistnienia go już teraz są mrzonkami12. Sprzeciwiał się także wszelkiemu prozelityzmowi w jego imieniu. Uważał, że jego książki, za sprawą niewidzialnych mistrzów same dotrą do ludzi, którym są potrzebne, a wszelkie namawianie do nich (poza zwykłą reklamą księgarską, którą dopuszczał) wyrządzić może więcej szkód niż pożytku. Jednak w grupie Romualda Danielewicza Bô Yin Râ stał się narzędziem pozyskiwania ludzi dla misji przekształcania świata doczesnego.

Bô Yin Râ własne poglądy na kwestie społeczno-polityczne wyraził w książce Upiór wolności13. Książka ta, choć jest w stosunku do panujących stosunków bardzo krytyczna, stanowi raczej ostrzeżenie dla jego duchowych uczniów oraz instrukcję, jak żyć „pomimo to” zabezpieczając się przed szkodliwymi tendencjami społecznymi. Jak pisał jej autor: „»Szczęście ludzkości« jest szczęściem jednostek osiągalnym jedynie i wyłącznie w duszy każdego człowieka z osobna”14. Szczęście to realizuje się już tutaj, na ziemi, jednak jego źródłami nie są bogactwa czy władza, ale twórcza aktywność, w której człowiek sam stwarza sobie szczęście15. Według Bô Yin Râ każdy ma obowiązek dążyć do szczęścia samodzielnie.

Relacja mistrz – uczeń

Główną relacją tworzącą struktury grupy Kundalini Romualda Danielewicza jest relacja mistrz – uczeń. Polega ona na bezwzględnym posłuszeństwie, ufności, szczerości i autentyzmie ucznia względem mistrza. Mistrz jest nie tylko nauczycielem przekazującym pewne prawdy, ale też wychowawcą, który świadomie kształtuje ucznia przy pomocy różnych „prób”, jak nazywano sytuacyjne nauczanie polegające na przydzielaniu zadań i kontroli ich wykonania, korektach i przekazie związanym bezpośrednio z sytuacją. Można więc powiedzieć, że swego rodzaju guru-joga16 jest podstawową metodą rozwoju duchowego w grupie Kundalini Romualda Danielewicza. Zakres władzy mistrza nad uczniem jest ograniczony tylko przyzwoleniem tego ostatniego, co oznacza, że systematycznie wzrasta wraz z jego zaangażowaniem. Ostatecznie władza przywódcy dotyczyła absolutnie wszystkich sfer życia. Mistrz, jak mawiano, był „głównym punktem odniesienia w rozważaniu każdej sprawy” [X24, X22].

[W grupach wspólnoty Romualda Danielewicza nie było ani trochę Guru Jogi, której praktyka opisana jest w tantrycznym traktacie Śri Guru Gitam z detalami, 352 praktyki są opisane, z grubsza wszystkie ważne i istotne, włącznie z zasadami praktyki, a w wielu innych dziełach tantrycznej Jogi oraz Upaniszadach są uzupełnienia oraz ich omówienia. Nie ma nawet śladu praktyki Guru Jogi w ruchu Roamualda Danielewicza, a rozwój Kundalini Śakti nie jest możliwy bez praktykowania Guru Jogi. Struktury i ruchy paramilitarne, harcerskie i policyjne z ich zasadą bezwzględnego podporządkowania się dowództwu, nie mają nic wspólnego z Guru Jogą, a jedynie o takie tam rzeczy można podejrzewać skautów, co się chowali w lasach pod wzgórzami świętokrzyskimi. Bardzo łatwo sprawdzić czy ktoś praktykuje Guru Jogę – adepci uczą się tej księgi na pamięć i umieją ją recytować oraz omawiać i pokazywać praktyki opisane w Śri Guru Gitam. Pierwsza Część, 108 wersetów, jest bardziej popularna wśród prawdziwych Joginów i Joginek. W Śri Guru Gitam jest też omówienie jak rozpoznawać prawdziwych Guru oraz jakie są rodzaje i kategorie Guru, jest ich w sumie dziewięć. Bo Yin Ra, jako inicjowany w Braterstwie Praświatła, Pierwotnego Światła, kwalifikuje się jako Guru trzeciego poziomu określany w Śri Guru Gitam terminem Bodhaka Guru (Wysłannik Światła, Mistrz Rozświetlający).]

Na podstawie rozmów z byłymi członkami wspólnoty doszedłem do wniosku, że termin „mistrz” funkcjonował w dwóch znaczeniach: jakościowym i funkcjonalnym. Po pierwsze, mistrz oznacza osobę w pełni dojrzałą, która osiągnęła już pewien poziom zaawansowania w rozwoju duchowym. W znaczeniu funkcjonalnym, mistrzem był każdy, kto posiadał ucznia. W zasadzie „prawdziwym mistrzem” był tylko sam Romuald Danielewicz. Reszta się do tego ideału zbliżała, pozostając mistrzami funkcjonalnymi.

Tymczasem, gdy słowo mistrz pojawia się w pismach Bô Yin Râ, oznacza ono nie tyle człowieka z krwi i kości, ale istotę z „innego świata”, a ściślej człowieka w formie tylko duchowej, który wspiera poszczególnych ludzi
w rozwoju duchowym. Jak zauważa Rudolf Schott, jest to bardzo bliskie temu, co w buddyzmie rozumie się pod pojęciem bodhisattwy17: „Każdy uczeń sam przez się w naszym rozumieniu znajduje się pod kierownictwem swego Mistrza, a Mistrzem jego jest jeden z najświętszego grona Jaśniejących”18. Bô Yin Râ mówi o nich jako o „szafarzach pomocy, pośrednikach i budowniczych mostów”, a do tego grona zbawicieli „składającego się z żyjących, ale w dalszym ciągu w postaci duchowej, zaliczył Jezusa i Lao-Tse”19. W gronie tym widział także siebie. Uważano, że kierownictwo takiego mistrza jest czysto wewnętrzne20 i że doznaje się go, gdy ktoś już „zaprowadził harmonię i porządek w gospodarce duszewnej”21. Dotyczy to także nielicznych, inkarnowanych mistrzów.

[Mistrz, Asekha, największy Parama-Guru, Karana-Guru, Hamsah, Bodhaka, czy najmniejszy Guru, w naukach wschodnich to zawsze żywa istota, z krwi i kości, a w Śri Guru Gitam jest to wyraziście podkreślone, i dotyczy wszystkich stopni Mistrza Duchowego, od najmniejszego do największego. Pojawiające się postacie duchowe są aniołami, bóstwami, dewami, ale nie są dla ludzi mistrzami duchowymi ani przewodnikami. Kiedy wielu uczniów Romualda Danielewicza odkryło, że aby nauczać o Kundalini musi mieć ziemskiego Guru i udokumentowaną sukcesję przekazu, zaczęli szukać sobie bardziej doskonałych nauczycieli, stąd zresztą zainteresowanie Ananda Margą, Ścieżką Szczęśliwości, nie tylko Bractwem Himawanti, bo Ananda Marga Tantra Yoga ma dobrze udokumentowaną linię nauczania tak zwanej bengalskiej białej Tantry, Śukla Tantram. Spora grupa uczniów Romualda, tych wcześniejszych, jeszcze z przełomu lat 70-tych i 80-tych XX wieku, po prostu przeszła do Ananda Margi, bo słabo było z udokumentowaniem związku z Tantrą, Kundalini, Jogą oraz tradycją indyjską.]

Relacja kobieta – mężczyzna

Relacja między kobietą a mężczyzną we wspólnocie Kundalini Romualda Danielewicza przybiera w zasadzie formę relacji między mistrzem a uczennicą. Podobne wymogi, jakie odnoszą się do ucznia dotyczą także żony, a więc absolutne posłuszeństwo, autentyzm, a także pełna oddania troska o wszelkie potrzeby swego mężczyzny. Oczywiście, mężczyzna o tyle zasługuje na takie względy, o ile sam z pełnym oddaniem rozwija się będąc w analogicznym stosunku do swego mistrza. Warto wspomnieć, że posłuszeństwo względem mistrza dotyczyło również sfery seksualnej: Romuald Danielewicz niejednokrotnie przyjmował rolę swata łączącego członków wspólnoty w pary. Zgoda na taki związek była wyrazem najwyższego posłuszeństwa, a zarazem znakiem wyższego stopnia rozwoju duchowego. Bo małżeństwo było też tego rozwoju niezbędnym warunkiem. Ta forma zawiązywania związków nie była jednak we wspólnocie regułą. Przynajmniej równie wiele, jeśli nie większość małżeństw we wspólnocie, było zawieranych spontanicznie często z osobami z zewnątrz.

[Guru, wedle zasad klasycznych opisanych w mistycznym świętym traktacie Śri Guru Gitam, nie zajmuje się pełnieniem roli swata, jest to zakazane, grzech, paapam. Rolą Guru nie jest swatanie ani rozbijanie związków miłosnych uczniów, jedynie Błogosławienie i Uświęcanie par męsko-damskich poprzez specjalne rytuały mistycznej Jogi, coś jak udzielenie dodatkowego ślubu duchowego kobiecie i mężczyźnie oprócz tradycji kapłańskich i świeckich. Nie ma seksu z Guru, zakazany, nie ma swatania ludzi w pary przez Guru, zakazane jako zbrodnia, wbić to sobie do głowy i zapomnieć o głupotach czerpanych z medialnych brukowców i gnojówki ideologicznej sekt pokroju dominikanów, co to o Jodze wszelkie absurdy zmyślają i wypisują, albo podług siebie mówią, bo może tam dominikanie w swojej grupie tercjarnej, trzeciozakonnej sobie swatają pary, ale nas to nie obchodzi, u siebie niech sobie robią co chcą – tylko niech o innych bzdur nie wypisują.]

Przekonanie o niezbędności małżeństwa dla rozwoju duchowego (i tym samy odrzucenie celibatu) Romuald Danielewicz zaczerpnął z Bô Yin Râ22. Również stamtąd pochodziło przekonanie, że rozwój duchowy kobiety podlega nieco innym prawom, niż mężczyzny. Choć bowiem „winę” za „upadek” człowieka w ciało zwierzęce ponoszą oboje, to upadek ten polegał zasadniczo na tym, że kobieta wykazała się postawą aktywnie-męską, a mężczyzna zachował się wobec tego biernie-kobieco. W związku z tym najwyższe poziomy rozwoju duchowego są dla kobiety zamknięte, ale tylko w tym życiu. Kobieta nie może za życia uzyskać pełnego mistrzostwa poznania kosmicznego: świadomej obecności w świecie duchowym23 [To są także oryginalne nauki Gautama Buddy, które można poczytać w kanonie Hinajany]. Nie jest to jednak dla Bô Yin Râ powód, aby przypisywać kobiecie mniejszą wartość ani przyznawać mężczyźnie jakąś w związku z tym władzę nad kobietą. Wręcz protestuje on przeciw temu, nazywając takie roszczenia „zachciankami”24. Powiada on „Nigdy przymus choćby to był nawet »słodki przymus miłości« – nie może utrwalić w małżeństwie wspólnoty, która jest tu potrzebna nie mniej od miłości”25. Formacja, której poddawano kobiety we wspólnocie Romualda Danielewicza, a której celem była przemiana, jaka dokonała się w bohaterce Poskromienia złośnicy Szekspira {X24}, nie zostawiała miejsca ani na „cierpliwą łagodność”, ani na „pełne miłości pobłażanie”, o których pisał Bô Yin Râ26. Autor ten kładł bowiem nacisk na pełną autonomię małżeństwa w stosunku do osób trzecich27, co w ramach tak rygorystycznego quasi-zakonu jakim była grupa Romualda Danielewicza nie mogło mieć miejsca.

[W zasadzie grupa to jest jeden lider i uczniowie, jeśli są liderzy pośredniego szczebla i ich rupy lokalne, a były i jeszcze ciągle są, to bardziej jest to Wspólnota niż grupa, to samo, jeśli prowadzona jest Aśramah, gdzie wszyscy uczniowie mieszkają razem, na stałe lub czasowo. Wtedy Wspólnota, Sangha, jak w naukach Buddy.]

Widzimy więc, że w pismach Bô Yin Râ nie znajdujemy uzasadnienia dla takich fundamentalnych rysów wspólnoty Romualda Danielewicza jak mesjanizm, hierarchiczność czy patriarchalizm, a są to rysy określające w znacznie większym stopniu życie codzienne jej członków niż przekonania o strukturze zaświatów. Przekaz Bô Yin Râ możemy zatem uznać, używając terminu Herberta Spencera za religię nominalną28 tej grupy, podczas gdy źródeł religii praktykowanej trzeba szukać gdzie indziej.

[Znaczenie imienia Bô Yin Râ pochodzi z języka staroegipskiego starego cesarstwa zatem pond 4-5 tysięcy lat do tyłu, jest bardzo starożytne, ze skarbnicy imion hermetycznych, włącznie z tradycją Thotha, nie tylko Hermesa Trismegistosa. to oczywiście, jak w A-Tum-Râ Bóg Ojciec, Słońce Pierwotne, Słońce Kosmosu. W nieegipskim, a bardziej biblijnym kontekście , Bōʾ lub Bo (בֹּא) jest hebrajskim słowem oznaczającym „przyjść”, „wejść” lub „iść”, pojawiającym się zwłaszcza w opowieści o plagach egipskich w Księdze Wyjścia, chociaż słowo z tego okresu może być pochodzenia egipskiego z czasów Eksodusu. W wierzeniach starożytnego Egiptu termin Ba, Baa (lub ) oznacza także „duszę”, „osobowość” lub „indywidualny przejaw” danej osoby, zwykle przedstawianej jako ptak z ludzką głową, co przekłada się na mistyczne nauki Bliskiego Wschodu i Persji o tym, że Dusze Mistyków i Świętych stają się ludźmi-ptakami w Rajskich Ogrodach Niebios. Yin lub bardziej Yn w kontekście jego prac (które skupiają się na metafizycznej duchowości opartej na świetle) często interpretuje się to jako odniesienie do „wewnętrza” lub „dźwięku”, razem do wewnętrznego dźwięku, a nie do chińskiej taoistycznej koncepcji Yin. Razem mamy Przyjście Dźwięku Słońca – Manifestacja Wibracji Duszy Boga Râ. Prawdziwa esencja misji Posłańca Praświatła. Połączenie pierwszej i ostatniej sylaby w formie Ba Râ daje hebrajskie słowo staroegipskiego pochodzenia „Bara„, „Baraa„, „Bārā’” (בָּרָא), które oznacza akty stwarzania dokonywane przez samego Boga, w Biblii odróżnialne od Asah (עָשָׂה) – czynów wytwarzania dzieł ludzkich.]

Eleusis

Osoba, z którą Romuald Danielewicz był kiedyś w bliskich stosunkach wspomniała, iż jego pierwszy mistrz był związany z Adamem Wodziczko, członkiem stowarzyszenia Eleusis. Tłumaczy to część osobliwości ideologii Romualda Danielewicza: jego mesjanizm (z utożsamieniem się z Mickiewiczowskim „44” włącznie), nastawienie na przekształcenie narodu, jego czynne zainteresowanie jogą, niezmiernie silny nacisk na walkę z używkami (narkotykami, papierosami itd.), wielki szacunek dla Platona, jako wtajemniczonego, zainteresowania ekologią.

Adam Wodziczko, należał do najznamienitszych członków Eleusis, swego rodzaju świeckiego zakonu ascetycznego działającego w Polsce pod zaborami. Eleusis uchodziło za stowarzyszenie abstynenckie (propagowało poczwórną wstrzemięźliwość: od alkoholu, tytoniu, hazardu i rozpusty)29, w istocie zaś było organizacją samokształceniową, dążącą do moralnej odnowy narodu. Jego założycielem był Wincenty Lutosławski, który w młodości wsławił się pracami o Platonie. Był wielkim wielbicielem Mickiewicza i innych wieszczów, marzył, aby wskrzesić Koło Sprawy Bożej Andrzeja Towiańskiego30. Praca samowychowawcza w Eleusis opierała się na ezoterycznym odczytaniu Mickiewicza31 oraz na dość instrumentalnym kultywowaniu katolickiej pobożności eucharystycznej obok ćwiczeń jogi w wersji zmodyfikowanej przez samego Lutosławskiego32. Podobnie jak Romuald Danielewicz, Lutosławski zamierzał skupić się na kształtowaniu elit narodu, a wewnętrzną pracę nad sobą rozumiał jako przygotowanie do zewnętrznej służby społecznej33. Głównym celem było wzmocnienie woli poprzez opanowanie ciała między innymi przez różne posty, często długotrwałe34 (również szeroko praktykowane u Romualda Danielewicza). Innym celem było rozwijanie cnót społecznych takich jako braterstwo i karność.

Na pewnym etapie działalności Elsowie prowadzili praktykę wspólnego życia w jednym domu, co jeszcze bardziej podkreślało ich quasi-zakonny charakter35. Praktykowano pewną formę bardziej indywidualnego przewodnictwa
duchowego, sprawowanego pierwotnie przez samego Lutosławskiego, a potem też przez innych „starszych braci”. Członkowie Eleusis, podobnie jak później uczniowie Romualda Danielewicza, mieli obowiązek pisania cotygodniowych sprawozdań36. W kołach Elsów wygłaszano wykłady na temat jogi, filozofii indyjskiej, Platona i oczywiście polskich wieszczów, których uważano za przekazicieli autentycznego objawienia dla Polaków37. Wzór osobowy, jaki Lutosławski postawił przed Elsami, mógł mieć też pewien wpływ na pierwotną formację Romualda Danielewicza: „Idealny Polak, to istotny król-Duch panujący nad materialnymi warunkami bytu, dowodzący wszechmocy swojej jak Popiel u Słowackiego, wyzywający czasem Boga – jak Konrad u Mickiewicza, a jednak umiejący dać dowody pokory na wzór księdza Piotra”38.

Sądzę zatem, że pod powierzchnią abstrakcyjnej metafizyki przejętej z przekazu Bô Yin Râ płynie w przypadku Romualda Danielewicza źródło Eleuzyjskie.

[Els to pierwsze litery od greckiego Eleutheroi laon soteres – wolni wybawicielami ludów, tak nazywają się członkowie Stowarzyszenia Eleusis, Stowarzyszenia Patriotyczno-Religijnego „Eleusis” czy ściślej Bractwa Elsów, założonego przez Wincentego Lutosławskiego oraz Joachima Sołtysa w 1902 roku, najpierw jako Eleuteria do walki z alkoholizmem. Bractwo wydawało czasopismo „Eleusis” pod redakcją Szczęsnego Turowskiego. Ruch skupiał młodzież akademicką (pierwsze koło powstało na uniwersytecie krakowskim). Eleusis stało się fundamentem przyszłego harcerstwa polskiego, gdyż założyciele harcerstwa wywodzili się z Eleusis a także z bardziej utajnionego przez zaborcą Austro-Węgierskim Bractwa Elsów. W 1923 roku ruch przeobraził się w Filarecki Związek Elsów. Wincenty Lutosławski zmarł w Krakowie 28 grudnia 1954 roku, a wielu ludzi w całej Polsce było zainteresowanych jego ideami. Książka Lutosławskiego o Jodze była inspiracją dla Tadeusza Paska, także jego pierwsze tłumaczenia na język polski dzieł o Jodze autorstwa Yogi Ramacharaka – Wiliama Walkera Atkinsona (1862-1932). Filarecki Związek Elsów rozwiązano już po II wojnie światowej, w 1945 roku. Romuald Danielewicz w 1986 roku był jednym z tych, którzy próbowali reaktywować Filarecki Związek Elsów, niestety jedynie na krótko, a jego późniejsza działalność mogła mieć związek z napotkanym oporem i niechęciami wielu środowisk do reaktywowania ascetycznego Bractwa Elsów, zarówno po stronie ideologów partyjnych PZPR jak i katolickiego kościoła, który od początku starał się Bractwo Elsów Lutosławskiego zawłaszczyć i spowodował poluzowanie jego związku z wieloma działaczami założonej braterskiej i duchowej organizacji Eleusis. Aktualnie, na rok 2007/2008 rozproszeni kontynuatorzy idei Wincentego Lutosławskiego oraz Świtkowskiego, postulują dodanie piątej wstrzemięźliwości, co daje pełną gwiazdę pięciopromienną z symboliki Eleusis: wstrzemięźliwość od alkoholu, tytoniu, hazardu, rozpusty i zboczeń. Mamy pańćaśilam od pięciu typowych dewiacji dusz ludzkich.]

Georgij Gurdżijew i sufizm

Od momentu nagłego oświecenia (czego zresztą nie uznaje tradycja Bô Yin Râ39) doktryna Romualda Danielewicza zaczęła ulegać jednak postępującym modyfikacjom, które nie pozwalają na utożsamienie go z wyżej omawianymi tradycjami. Romuald Danielewicz nie mógł bezpośrednio przejąć pomysłów organizacyjnych tradycji eleuzyjskiej, które w latach osiemdziesiątych [XX wieku] mogły być uznane za mocno anachroniczne. Ani w tradycji Bô Yin Râ, ani w Eleusis nie znajdywał Romuald Danielewicz adekwatnego dla siebie samego wzorca roli społecznej mistrza. Wydaje się też, że relacje jakie funkcjonowały między nim, a osobami, które uważał za swych mistrzów nie dostarczały mu wzorców procesu formacji, które by go satysfakcjonowały w kontekście potrzeb misji, jakiej się podjął. Wzorce te Romuald Danielewicz wypracował, w dużej mierze, odwołując się do Gurdżijewa, a później też sufizmu.

[Z sufizmem w Polsce Romuald Danielewicz nie miał do czynienia, a on sam i jego uczniowie, jesienią 1988 roku za próby rozrabiania na spotkaniach sufickich zostali zwyczajnie wywaleni z zajęć przez ochroniarzy imprezy duchowej Sufich – nurtu z Indii i Persji. Bardzo się wówczas zdziwili, że zadymiarzy i rozrabiaczy z imprezy duchowej po prostu wywala się za drzwi, i to bez prawa powrotu. To było dla nich pewne zaskoczenie, żyli historiami z polskiego karate Kyokushinkai, gdzie pewna ekipa z Krakowa jeździła w latach 80-tych XX wieku do konkurencji pod szyldem karate i robiła pogromy zwyczajnie spuszczając lanie instruktorom i ich sempajom oraz zawodnikom, jednak w duchowości wschodniej takie działania nie są tolerowane. Sufi, jeśli o duchowość chodzi nie tolerują i nie praktykują jakichkolwiek form gówniarskiego przeszkadzania, rozrabiactwa, zadymiarzy, szumowin, narkomańskiej agresji, emocjonalnej prowokacji etc. Zakony i Bractwa Sufickie, Tariqaty, to często także Zakony Rycerskie, Rycerze Zulfikara, Świętego Miecza, Sahabi Safa, Rycerze Czystości, tak to historycznie przynajmniej wyglądało. Kilku jego uczniów dołączyło do jednej ze wspólnot sufickich, bardziej jednak w związku z praktyką uzdrawiania uczonego przez szkoły Sufich.]

Gurdżijew podkreślał, że rozwój jest niemożliwy, bez pomocy z zewnątrz40, co dało Romualdowi Danielewiczowi mocne uzasadnienie niezbędności mistrza dla rozwoju ucznia. W jego wspólnocie mistrz był podstawowym punktem odniesienia we wszelkich sprawach życiowych. Śpiewano o tym w pieśniach, nauczano na wykładach. Wydaje się zatem, że podstawową praktyką duchową w tej wspólnocie była jakaś forma guru-jogi, czyli pełnego posłuszeństwa i szczerości, oddania mistrzowi, naśladowania go, służby mu (w końcowej fazie, można powiedzieć, było to niemal obsługiwanie). Absolutna szczerość uczniów była jednostronna: podobnie jak u Gurdżijewa mistrz mógł dla dobra ucznia skłamać. Obowiązywała również zasada dyskrecji w stosunku do ludzi
z zewnątrz.

[W grupach wspólnoty Romualda Danielewicza nie było ani trochę Guru Jogi, której praktyka opisana jest w tantrycznym traktacie Śri Guru Gitam z detalami, 352 praktyki są opisane, z grubsza wszystkie ważne i istotne, włącznie z zasadami praktyki, a w wielu innych dziełach tantrycznej Jogi są uzupełnienia oraz ich omówienia. Nie ma nawet śladu praktyki Guru Jogi w ruchu Roamualda Danielewicza, a rozwój Kundalini Śakti nie jest możliwy bez praktykowania Guru Jogi. Struktury i ruchy paramilitarne, harcerskie i policyjne z ich zasadą bezwzględnego podporządkowania się dowództwu, nie mają nic wspólnego z Guru Jogą, a jedynie o takie tam rzeczy można podejrzewać skautów, co się chowali w lasach pod wzgórzami świętokrzyskimi. Bardzo łatwo sprawdzić czy ktoś praktykuje Guru Jogę – adepci uczą się tej księgi na pamięć i umieją ją recytować oraz omawiać i pokazywać praktyki opisane w Śri Guru Gitam. Pierwsza Część, 108 wersetów, jest bardziej popularna wśród prawdziwych Joginów i Joginek. W Śri Guru Gitam jest też omówienie jak rozpoznawać prawdziwych Guru oraz jakie są rodzaje i kategorie Guru, jest ich w sumie dziewięć, chociaż najczęściej wymienia się osiem.]

Romuald Danielewicz przejął naukę Gurdżijewa o konieczności zachowania przytomności (jego uczniowie witali się zawołaniem „Bacz!”)41. Zgodził się również z Gurdżijewem, co do tego, że ludzie żyją według wpojonych schematów42, nosząc maski odgrywają role43. Konsekwentnie przejął część technik pedagogicznych Gurdżijewa mających owe schematy zburzyć. Stosował zwłaszcza początkowo gurdżijewowskie „szoki”44, które nazywał „stanami”. Szokował i prowokował swoje otoczenie. Burzył konwencje tzw. „dobrego wychowania” i nakłaniał do podobnego zachowania także uczniów, zwłaszcza w czasach PRL-u (w czasie jednego z obozów zabrał swoich uczniów prosto z ćwiczeń, w kimonach i dresach do pobliskiego parafialnego kościółka na mszę). Romuald Danielewicz często posługiwał się autoironią, dowcipem (zwykł opowiadać na przykład o swoim oświeceniu, że przeżył je na sedesie). Podobnie jak Gurdżijew45, Romuald Danielewicz potrafił być w stosunku do swoich uczniów bezwzględny, czasami nawet brutalny, choć tylko w granicach, na które uczeń pozwolił. Jego praktyka w pełni zgadzała się z zasadą Gurdżijewa: „Aby mogli tego doświadczyć, muszą zostać postawieni w trudnych sytuacjach, w jakich nigdy jeszcze się nie znajdowali”46. Przeciwstawiał się również intelektualizowaniu, kładąc silny nacisk na doświadczenie emocjonalne.

[Zarówno w Tantrika Jodze jak i Sufi Tariqat, rozwój oraz oczyszczenie intelektu jest tak samo ważne jak rozwój i oczyszczenie emocji. Nie ma zionięcia jadowitymi emocjami, emocje się oczyszcza i wysubtelnia, a za stany duchowe oraz mistyczne uważa się dopiero osoby odpowiednio wysublimowane, u których nie ma już niskich myśli ani niskich emocji. Zatem Romuald Danielewicz był w błędzie z powodu braku znajomości zarówno ścieżki tantrycznej jak i sufickiej. Tantra jak i Sufizm, generalnie uważają częste przeklinanie jako oznakę opętania człowieka prze siły ciemności i mroku, owładnięcia przez demony mroku, jako oznakę pozostawania osobowości człowieka pod wpływem autodestrukcyjnych demonów, asurów lub odpowiednio dżinnów czy nawet ghuli. To pogląd podobny do głoszonego przez słynnego charyzmatyka, Ojca Pio, który wprost mawiał, że przeklinanie, w sensie częstego używania słów wulgarnych jest oznaką pozostawania duszy w sidłach diabelskich, pod wpływem szatana. Kto chce się rozwijać duchowo, kto chce osiągnąć przebudzenie i oświecenie, musi strzec swego języka.]

Podstawową metodą wychowawczą we wspólnocie Romualda Danielewicza były tzw. „próby”. Nazywano tak każdą sytuację, w której następował jakiś przekaz od mistrza do ucznia. Można wyróżnić kilka rodzajów owych prób: jedne były po prostu formą wykładu, inne pogadanką prowadzoną metodą majeutyczną. Próbami bywały korekty przeprowadzane w stosunku do realizującego zadanie ucznia, a nawet zupełnie przypadkowe sytuacje życiowe, z których uczeń miał wyciągać wnioski. Wszelkie wnioski były następnie przez uczniów spisywane, a jeden egzemplarz dostarczano mistrzowi.

[W sufizmie są zasadniczo trzy rodzaje prób testujących ucznia, jeden rodzaj jest od nauczyciela duchowego, drugi od własnej duszy, a trzeci od samego Boga, poprzez sytuacje życia. Niestety aby testować ucznia i zadawać uczniom próby, w szkołach sufickich trzeba najpierw zostać autoryzowanym jako nauczyciel i przewodnik duchowy, szajch lub szah, ewentualnie murszid lub pir, a jak się nie jest, to się nie robi uczniom prób ani testów, tylko się głupa pali i wydurnia w charakterze świrniętego kretyna. Ot i wszystko w temacie, o czym zresztą sporo jest w sufickich opowieściach Hodży, a właściwie Khwadża Nasiruddina. Adepci, którzy od Danielewicza przeszli do Zakonu Sufich strasznie się zdziwili, jak się o tym wszystkim dowiedzieli i zaczęli się od podstaw uczyć typowych praktyk sufickich, zikrów i recytacji pięknych imion, korygować błędne poglądy i złe nawyki. Uczniowie w szkołach sufickich to się Adab nauczyć muszą, a są to pewne zasady zachowania i funkcjonowania dla praktykujących, ze 30-ci na dobry początek, a w sumie ponad 200-cie reguł zakonnych dla uczniów, Sufich i Derwiszów. Po 10-15 latach u Romualda Danielewicza byli, a zero wiedzy i praktyki sufickiej mieli… Maciej Zembaty na swoich koncertach więcej o sufizmie opowiadał niż Danielewicz wiedział, i całkiem możliwe, że jak coś wiedział to z udziału na występach Maćka.]

Podobnie jak u Gurdżijewa wielką rolę przypisywano pracy, również fizycznej47. Zdolność do wysiłku fizycznego była testowana także w trakcie treningów sztuk walki, które były praktykowane w wielu wspólnotach Romualda Danielewicza. Ciężki trening bywał traktowany również jako czynnik selekcyjny, bowiem osoby niepotrafiące od siebie wymagać, nie nadawały się do zadań związanych z misją.

[Trudno powiedzieć gdzie i co ze sztuk walki praktykowali, ale za głupkowate rozrabiactwo i próby robienia zadym kilku wyleciało z hukiem z różnych imprez, ochrona ze sztuk walki nie miała z nimi problemu żeby wywalić, zatem chyba tylko rozmawiali sobie o ćwiczeniu sztuk walki, bo umiejętności w akcji na poziomie zerowym, w starciu z daito ju-jutsu, karate z Okinawy, kempo i aiki-jutsu – po prostu worki treningowe i nic więcej. W sztukach walki mity i mitomanie szybko się akurat obalają na parkiet czy tam na deski. Zwolennicy sufizmu też sobie poradzili, wszak perskie sztuki walki i suficki miecz Zulfikar są sławne w bitwach…]

Podsumowując, możemy powiedzieć, że ideologicznymi źródłami wspólnoty Romualda Danielewicza są: teologia i życiowa mądrość Bô Yin Râ połączona z prospołecznym nastawieniem mesjanistycznym Elsów i ideami wychowawczymi Gurdżijewa.

Inne źródła

Z czasem do wyżej omówionych źródeł ideologicznych dodawano coraz to nowe elementy, co wiązało się z ewolucją zainteresowań samego przywódcy. Stanowiły one w różnych okresach dość istotne uzupełnienie nauczania, dotyczyły przede wszystkim kwestii praktycznych, nie zmieniając zasadniczych celów działalności wspólnoty. W tym miejscu tylko je wyliczymy:

  1. Źródła naukowe. Wśród licznych lektur Romualda Danielewicza istotne miejsce zajmowała literatura naukowa, przede wszystkich z takich dziedzin, jak filozofia, psychologia czy historia. Najważniejsze jednak były dla niego prakseologia oraz (we wcześniejszym okresie) cybernetyka społeczna (aczkolwiek bez podstaw matematycznych). Jak już wspomniałem, własne próby twórczości w tym wymiarze określał jako połączenie prakseologii z mistyką.
  2. Fantastyka naukowa. W niektórych alternatywnych ruchach religijnych ważnym (pośrednim bądź bezpośrednim) źródłem inspiracji ideologicznej była literatura, a szczególnie fantastyka naukowa (ruchy ufologiczne). Zdarzało się, że ich założycielami byli pisarze s.-f. (jak np. R. Hubbard, założyciel Kościoła Scjentologicznego). Jednak w odróżnieniu od nich, Romuald Danielewicz z literatury tej czerpał głównie element science, a nie fiction. Do informacji o istotach z innych planet odnosił się ze zdroworozsądkowym lekceważeniem. Element naukowości, który go inspirował, to przede wszystkim wiedza z dziedzin nauk społecznych i psychologicznych. Jeden autor jest tu szczególnie ważny: Frank Herbert i jego cykl powieściowy Diuna, ważne źródło inspiracji, jeśli chodzi o wiele praktyk kształtujących życie wspólnoty.
  3. Inne tradycje ezoteryczne i religijne. Zainteresowania Romualda Danielewicza obejmowały też sporą liczbę tradycji, takich jak: tarot, astrologia, kabała, chasydyzm, bioenergoterapia i inne podobne. We wspólnocie Romualda Danielewicza niektóre osoby specjalizowały się w tych dziedzinach.

Powyższe elementy ideologiczne tworzą całość raczej synkretyczną niż syntetyczną, funkcjonującą bardziej jako składnik życia codziennego uczniów Romualda Danielewicza niż zwarty system wierzeń. Nierzadko między poszczególnymi elementami dochodziło do sprzeczności: z jednej strony pisma Bô Yin Râ, nakazujące bezwarunkową uczciwość w sprawach materialnych („jak się raz jedzie bez biletu to potem trzeba jakby z własnej inicjatywy skasować dwa” – X28, X24), z drugiej przekonanie, że „cel uświęca środki”, które sankcjonowało oszukiwanie „umownych” – ludzi z zewnątrz. Głoszony nakaz troski o zdrowie zderzał się często z wymogiem „poskramiania ludzkiego zwierzęcia”, co skutkowało często fizycznym wycieńczeniem i chorobami uczestników (X15).

[Sorki, ale nigdy nie widzieliśmy żadnych wycieńczonych fizycznie uczniów Romualda Danielewicza, to pewnie jeden z debilnych wymysłów głupkowatej z natury rzeczy i szkodliwej społecznie sekty katolickich dominikanów i ich kolaborantów zwanych szatanami. Chorych kilkudziesięciu przychodziło na sesje uzdrawiania metodami Jogi i Ajurwedy. Tyle, że przynajmniej część, to chorowita była już od dzieciństwa, ktoś tam po wypadku… Posty i głodówki robili wedle popularnego w Polsce podręcznika Aleksieja Suworina, to się musieli leczyć z głupkowatego zwyczaju picia własnego moczu, bo jak z nauk Tantry i Jogi wiadomo jest to zwyczaj demonów, asurów, i jest szkodliwy dla rozwoju duchowego człowieka, dewiacje spożywania ekstrementów zanieczyszczają aurę i uniemożliwiają oświecenie. Zainteresowanych astrologią kilku też się trafiło, ale nikt taki, kto byłby zdolnym do predykcji astrologiem. Nie było też ani jednego znawcy kabbalah, chasydyzmu, ani jednego skutecznego bioenergoterapeuty czy masażysty. To tak generalnie, w kontestacji, słabo z tym ezoterycznym wykształceniem być musiało, pomimo jakiegoś tam poziomu chęci i dążeń oraz metafizycznych fantazji, jak to u Bałtów, w tym Litwinów, mocno roszczeniowych… ]

PRZYPISY

1) O Wspólnocie Kundalini Romualda Danielewicza pisał Z. Talarczyk, Ludzie-komputery, „Wprost” nr 36 (248) (06.09.1987). W kilku miejscach wspomina o nich Wojciech (Tarzan) Michalewski w swej wspomnieniowej książce Mistycy i narkomani, Piaseczno 1992. Członkowie wspólnoty pojawiają się też w dwóch scenach w filmie Fala Piotra Łazarkiewicza, opowiadającym o festiwalu w Jarocinie w 1985 roku.

2) B. Kittel, J. Jabrzyk, Podziemny krąg, „Rzeczpospolita” nr 138 (10.06.05); idem, Sekta, politycy i pieniądze, „Rzeczpospolita” nr 139 (11.06.05); idem, Sekta idzie do władzy, „Superwizjer” TVN Emisja: 12 czerwca 2005 r.; B. Kittel, Tajne organizacje poza prawem, „Rzeczpospolita” nr 140 (13.06.05); A.Z. Kamiński, Trafieni zatopieni, „Rzeczpospolita” nr 154 (04.07.05); Znikająca sekta, „Polityka” 2005, nr 25 (2509); S. Michalkiewicz, Kundalinizm, „Najwyższy Czas!”, nr 25 (787) (18.06.2005); P. Szarszewski, Cisza po medialnej burzy, „Tygodnik Powszechny”, nr 30 (24.07.2005); K. Wojtczak, Pralnia mózgów pod Kielcami? „Echo dnia” 11.06.2005; idem, Groźna sekta z kieleckich lasów? „Echo dnia” 17.06.2005; J. Z. Piątkowski, Śladami sekty, „Co słychać” 2005, nr 25.

3) M. Weber, Gospodarka i społeczeństwo. Zarys socjologii rozumiejącej, przeł. D. Lachowska, Warszawa 2002, Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 824.

4) Zob. przyp. 2.

5) Bô Yin Râ [Schneiderfranken Joseph Anton], Księga o Żywym Bogu, przekł. pod red. M. Wiśniewskiego, Poznań 1994, s. 159.

6) Ibidem, s. 157-158.
7) Ibidem, s. 158.
8) Ibidem, s. 177, s. 184.

9) Bô Yin Râ [Schneiderfranken Joseph Anton], W sprawie osobistej, [http://www.altum.com.pl/bo/bo_sprawaosobista.html].

10) Bô Yin Râ, Księga o Żywym Bogu, op. cit., s. 148.

11) Asceza wewnątrzświatowa [innerweltliche], gdzie „świat staje się obowiązkiem” w weberiańskiej socjologii religii jest przeciwieństwem ascezy „odrzucającej świat” [welt­ablehnende] – charakterystycznej dla pustelników czy ascetycznych mnichów. Por. M. Weber, Szkice z socjologii religii, przeł. J. Prokopiuk, Warszawa 1984, s. 223-224; por. też przyp. na s. 93.

12) Bô Yin Râ, Księga o Żywym Bogu, op. cit., s. 174.

13) Bô Yin Râ, Upiór wolności, przeł. F. Skąpski, Warszawa 1957 [druk powielaczowy].

14) Ibidem, s. 118.

15) Bô Yin Râ, Księga o szczęściu, przeł. F. Skąpski, Warszawa, 1956 [druk powielaczowy], s. 18.

16) Na temat guru-jogi por.: J. Powers, Wprowadzenie do buddyzmu tybetańskiego, Kraków 1999, s. 282-284.

17) R. Schott, Bô Yin Râ. Życie i dzieło, przeł. F. Skąpski, Warszawa 1962 [druk powielaczowy], s. 28.

18) Bô Yin Râ, Księga o człowieku, przekł. pod red. F. Skąpskiego, Poznań 1994, s. 30-31.

19) Ibidem.
20) Ibidem, s. 28.

21) R. Schott, op. cit, s. 29.

22) Bô Yin Râ, O małżeństwie, przeł. F. Skąpski, Warszawa 1978 [druk powielaczowy],
s. 7-8.

23) Bô Yin Râ, Księga o człowieku, op. cit., s. 49.

24) Ibidem, s. 45-46, s. 66-69.

25) Bô Yin Râ, O małżeństwie, op. cit., s. 71.

26) Ibidem, s. 76.
27) Ibidem.

28) Por. H. Spencer, The Study of Sociology, New York, D. Appleton And Company, 1896, s. 162.

29) T. Podgórska, Stowarzyszenie Patriotyczno-Religijne Eleusis w latach 1902-1914, Lublin 1999, s. 28.

30) Ibidem, s. 29-30.
31) Ibidem, s. 23.
32) Ibidem, s. 37-38, s. 105.
33) Ibidem, s. 42, s. 104.
34) Ibidem, s. 104, s. 105, s. 109.
35) Ibidem, s. 110.
36) Ibidem, s. 107.
37) Ibidem, s. 75, s. 112, s. 114.
38) Ibidem, s. 103.

39) F.R. Weiß, O sensie życia i duchowej rzeczywistości. Referat wygłoszony 23 listopada w Wielkiej Sali Landesgewerbamt Stuttgart w ramach Kulturalnego Nadprogramu Tygodni Książki w Stuttgarcie, [maszynopis], s. 11.

40) P. Brook, J.-C. Carriere, J. Grotowski, Georgij Iwanowicz Gurdżijew, Wrocław 2001, s. 7; Gurdżijew, [hasło w:] Encyklopedia Nowej Ery. New Age od A do Z., pod red. W. Bo­ckenheima, S. Bednarka, S. Jastrzębskiego, Wrocław 1996, s. 322.

41) Encyklopedia Nowej Ery. New Age od A do Z., op. cit, s. 143.
42) P. Brook, J.-C. Carriere, J. Grotowski, op. cit, s. 11.

43) Ibidem, s. 34.

44) Encyklopedia Nowej Ery. New Age od A do Z., op. cit, s. 144.
45) W.K. Kulczyk, Wprowadzenie do nauk Gurdżijewa, Łódź, 2003, Ravi, s. 274.

46) Ibidem, s. 275.
47) Ibidem, s. 258, s. 275 i n.

(Komentarze w nawiasach kwadratowych do artykułu socjologa i teologa Kamila M. Kaczmarka, rocznik 1973, z tytułem doktora od 2003 roku, pracownika na etacie adiunkta Instytutu Socjologii Uniwersytetu AM w Poznaniu, opublikowane w czasopiśmie Nomos nr 59/60 z roku 2007)

Czytaj również:

  • Rozbój Straży i Rektora Politechniki

    Rozbój Straży i Rektora Politechniki

    Relacja ofiary bandyckiego napadu i usiłowania zabójstwa Ryszarda Matuszewskiego: „W dniu 20 marca 2002 około godz. 23–ej wieczorem ubrani po cywilnemu bandyci w liczbie 2 osób napadli mnie pod Politechniką Śląską w Gliwicach na ul. Akademickiej, przy osławionym z mordowania i terroryzowania mniejszości wyznaniowych Wydziale Górnictwa i Geologii. Byli ubrani na czarno jak GESTAPO. Szedłem … ➤ Czytaj dalej

  • Papież Inaczej

    Papież Inaczej

    Mity dotyczące daty śmierci papieża JP2. Numerologiczna, ezoteryczna analiza daty śmierci Wojtyły i prospekty życia po śmierci. … ➤ Czytaj dalej

  • Psia Miłość Xantypy

    Psia Miłość Xantypy

    Szukałaś jedynie negacji Złudnej, fałszywej orientacji; Duchową drogę obrażałaś Miłości, prawdy nie widziałaś! … ➤ Czytaj dalej

  • DEMONICZNE WCIELENIE – Hanna Szpilewska

    DEMONICZNE WCIELENIE – Hanna Szpilewska

    Portret numerologiczny i ezoteryczna analiza demonicznej osobonazwy „Hanna Szpilewska”. … ➤ Czytaj dalej

  • Oświadczenie posła Marka Lewandowskiego

    Oświadczenie posła Marka Lewandowskiego

    Przemówienie posła Marka Lewandowskiego w obronie wolności wyznania i Bractwa Himawanti. Krytyka powołania międzyresortowego zespołu ds. sekt oraz inwigilacji mniejszości religijnych w Polsce. … ➤ Czytaj dalej