Brak wpisów w tej kategorii.

Kategoria: Rozwój Duchowy

  • Sekciarstwo i Inne Demonizmy w Czystych Naukach Duchowych

    Sekciarstwo i Inne Demonizmy w Czystych Naukach Duchowych

    Przekazy duchowych nauk jakie ludzkość otrzymała od swoich przewodników, synów bożych, świętych i proroków, awatarów zawsze były czyste i doskonałe, bez żadnych toksycznych ani destrukcyjnych ideologii o jakich często się ostatnimi czasy mówi. Warto sobie uświadomić jakiego rodzaju idee, poglądy i ideologie stanowią w skądinąd czystych naukach duchowych, toksyczną, demoniczną domieszkę wprowadzoną przez złe duchy (angra mainu) próbujące wypaczyć duchową ścieżkę ewolucji ku zbawieniu i oświeceniu jaka przeznaczona jest dla całego rodzaju ludzkiego. Złe duchy potrafią podłączyć się ze swoimi ideami i opiniami, szczególnie do ludzi odbierających przekazy z wyższych wymiarów oraz od istot z niewidzialnych planów. Potrafią też inspirować ludzi całkiem z pozoru religijnych, o dobrej naturze, do przyjęcia i podążania za ideami prowadzącymi w zupełnie ślepą uliczkę, na manowce duchowego rozwoju, na ścieżkę błądzenia i zagubienia. Przyjrzyjmy się kilku częściej spotykanym toksycznym ideom i poglądom.

    Podstawową toksyczną ideą, zgubnym poglądem zasiewanym przez złe demony z loży lucyferycznej kierowanej przez demona Wiroćanę czyli Lucyfera jest poczucie wyższości i lepszości od innych. Osoba, która chwyci taki zgubny diabelski pogląd zaczyna uważać, że jej religia czy droga duchowa jest lepsza od innych, wyższa lub jedyna, która prowadzi do zbawienia czy oświecenia. Jeśli ktoś twierdzi, że tylko należąc do jego organizacji duchowej lub religijnej można osiągnąć zbawienie lub oświecenie to właśnie mamy do czynienia z osobą, której umysł został omamiony zgubną ideologią prowadzącą prosto do piekła, a nie do wyzwolenia. Jeśli podobnie, ktoś twierdzi, że tylko poprzez jego mistrza czy świętego można osiągnąć zbawienie lub oświecenie, to także mamy do czynienia ze zgubną, lucyferyczną czyli diabelską ideą zasianą dla zatracenia w być może pobożnym i szlachetnym umyśle. Demon zasila swoją zgubną myśl i podsyca ją, aż do takiego stopnia, że jak takiej zatrutej osobie podważymy czy zanegujemy jej fałszywy światopogląd, zaczyna być agresywna i walczyć o słuszność swojej szatańskiego pochodzenia racji. I o to właśnie sprytnym demonom chodzi, żeby ludzi podjudzić do ideologicznej agresji i walki!

    Podążając duchową drogą rozwoju, ścieżką religijności i prawości musimy wystrzegać się tego zgubnego ziarna poczucia wyższości i jedyności, poczucia jedynie słusznej drogi, religii, kościoła czy organizacji. W istocie jest bardzo wiele duchowych organizacji, których nauczyciele bądź mistrzowie mogą nam pomóc osiągnąć samorealizację, a w końcu całkowite zbawienie czy oświecenie. Musimy wszystkie religie uważać za równe i równouprawnione i podobnie ze wszystkimi szkołami duchowymi czy ruchami mistycznymi i ezoterycznymi oraz ich duchowymi mistrzami. Jeżeli ktoś popada w chorobę psychiczną poczucia wyższości, jedynej racji i słuszności, to jego droga do oświecenia zostaje zamknięta i czeka go już tylko duchowy upadek. Rozmaite postacie tego demonicznego zniewolenia czyhają na człowieka. Jeżeli pojawia się pokusa uważania swojego mistrza duchowego takiego jak Chrystus, Kriszna, Buddha, Sai Baba czy Zaratusztra za lepszego od pozostałych, wyższego od nich lub doskonalszego to jest już oznaką, że zostaliśmy skażeni demoniczną inspiracją i zaczynamy schodzić na drogę duchowego upadku, gdyż zostaliśmy zwiedzeni przez złe, lucyferyczne duchy ich ulubioną trucizną dodawaną do czystych nauk prawdy o duchowej równości i powszechnym braterstwie wszystkich świętych bożych. Taki religijny paranoik, który uważa, że tylko w jego kościele czy sandze jest zbawienie, oświecenie i że tylko jego mistrz jest jedyny i tylko jego księga oraz sposób jej interpretacji jest słuszna i zawiera prawdę pokazuje nam, że właśnie został kompletnie omamiony przez zwodnicze złe duchy i stacza się prosto do piekła ze swoją szczerą wiarą w toksyczną ideologię z lucyferycznego światka.

    Toksyczna, demoniczna ideologia poczucia jedynej racji, wyłączności własnego mistrza czy guru, wyższości własnej ścieżki czy religii ponad wszystkimi innymi prowadzi prosto do ciemnoty i ciasnoty umysłowej którą potocznie zwiemy ciemnotą fanatyzmu i sekciarstwa. Jeżeli zdarza się duchowy pseudonauczyciel, który zakazuje ci czytać duchowe książki innych nauczycieli albo innych niż własna organizacji duchowych lub religijnych, zakazuje spotykać się z innymi duchowymi nauczycielami, kapłanami czy guru żądając przynależności jedynie do swojej osoby lub organizacji czy kościoła, to właśnie mamy do czynienia z ideologiem opętanym i kompletnie omamionym przez sprytne i bardzo złośliwe duchy szatańskie z loży lucyferycznej. W autentycznym ruchu duchowym czy religijnym nie ma takich zakazów ani zjadliwych fanatyzmów pokazujących przy okazji prymitywny i najciemniejszy egoizm typu: „tylko my” czy „tylko ja”.

    Kiedy złe duchy zasieją toksyczne idee w duchowych naukach i przekazach jakiejś szkoły czy nauczyciela wtedy także sprytnie pilnują, żeby wierzące i zaangażowane w te nauki osoby nie miały kontaktu z innymi przekazami które mogły by zweryfikować ich błędne poglądy i toksyczne idee. Wtedy naciskają i inspirują rozmaite zakazy czytania nauk innych religii, nauczycieli i szkół duchowych. Zdarzają się systemy religijnych wierzeń które składają się z całkowicie toksycznych, szatańskich dogmatów, a ich liderzy, kapłani, duchowni i guru zajmują się głównie potępianiem i piętnowaniem innych religii, szkół duchowych, filozofii i światopoglądów. Taka sekta zdradza, że jest już całkowicie toksyczna i wiedzie jedynie do zguby i zatracenia. Liderów sekt opętanych całkowicie przez szatańskie złe duchy poznać właśnie po tym, że zajmują się głównie tępieniem tak zwanych herezji czyli odmiennych koncepcji i poglądów religijnych czy duchowych innych religii. Aby wrócić na właściwą drogę bożą powinni oni raczej zająć się intensywnie studiowaniem tego, co wszystkie religie i szkoły duchowej myśli mają w swych naukach ze sobą wspólnego. Idee, które są takie same we wszystkich religiach i szkołach ezoterii są niewątpliwie najmocniejszymi i uniwersalnymi prawdami danymi ludzkości przez Jedynego Boga.

    Nie jest prawdą, jak twierdzą ludzie o skażonych umysłach, że trzeba mieć tylko jednego mistrza czy guru, szczególnie takiego jak Buddha czy Chrystus. Człowiek może mieć więcej guru i mistrzów i ważne jest żeby z nimi wszystkimi podtrzymywał dobry kontakt i nić sympatii oraz kultywował ich nauki i otrzymane praktyki duchowe. W istocie, kiedy człowiek osiąga bardziej oświecone, wyższe wymiary bytu, niknie indywidualność umysłów, a pojawia się sfera zjednoczenia serc i umysłów w jedno wspólne serce i w jeden wspólny umysł. Prawdziwy umysł Kriszny, Buddy, Jezusa Chrystusa, Muhammada, Mojżesza, Rama, Sai Baba i innych świętych bożych jest jednym, zjednoczonym umysłem i sercem i to jest też jednocześnie umysł Boga, sfera światłości z której spływają autentycznie duchowe inspiracje. I dobrze by było, żeby ludzie szukający duchowej inspiracji bardzo uważali, żeby do tych odbiorów nie podłączały się żadne sprytne demony udające chętnie aniołów światłości i nie skażały nam światopoglądu duchowego swoimi toksycznymi ideami śmieciami. Kiedy osiągniemy oświecony poziom bytu, zbawienie, wtedy stopimy się swoim umysłem z umysłem Boga, z boską myślą i będziemy mieli wspólny umysł ze wszystkimi autentycznymi mędrcami, świętymi i prorokami bez wyjątku i bez żadnej oddzielności. Jeśli więc ktoś nierozważnie myśli, że tylko nauka duchowa przekazana przez Krisznę jest słuszna albo że tylko nauka duchowa przekazana przez Jezusa jest słuszna, a inne nie to jest już przykładem religijnego obłąkania toksyczną ideologią lucyferyczną.

    Czysta duchowa nauka i praktyka bywa też skażona rozmaitymi demonicznymi rytuałami i zwyczajami, które z Drogą Bożą nie mają bynajmniej nic wspólnego. Każda autentyczna religia i duchowa droga wymaga od swoich adeptów jakiegoś stopnia czystości w codziennym życiu. Często spotykanym elementem demonicznym wprowadzonym do religii i szkół duchowych przez samego Szatana (Satanaela) jest zwyczaj picia alkoholu, wina czy wódki (sake) w czasie religijnych rytuałów i uroczystości. Sprytne demony wykorzystują ludzkie słabości żeby otworzyć sobie drogę do kierowania ludzkimi umysłami i do ich podporządkowywania. Akt spożycia alkoholu, wina czy sake w czasie liturgii przyciąga tłumnie liczne demony, które przemawiają potem przez osoby spożywające alkohol. Wiedzieli o tym wszyscy pobożni żydzi, chrześcijanie, muzułmanie, buddyści, hinduiści i inni, gdyż każda religia została uprzedzona o szatańsko zgubnym wpływie spożywania alkoholu. W istocie swej, akt spożycia alkoholu jest już sam w sobie komunią z Szatanem przez samego Szatana oraz Belzebuba zresztą ustanowioną i w miarę możliwości przez nich wprowadzaną do różnych religii i szkół duchowych. Satanizującą sektę poznamy więc prosto po tym, że w czasie jej nabożeństw, świąt i uroczystości kapłani lub wszyscy wierni spożywają jakiś rodzaj alkoholu. I podobnie rzecz się ma ze spożywaniem innych narkotyków, które zawsze, włącznie z alkoholem otwierają wrota do demonicznego świata i demonicznej inspiracji. Podobnie szatańskim elementem w kultach duchowych jest pochodzący z inspiracji Belzebuba i podległych mu złych duchów zwyczaj spożywania własnych ekstrementów w celach duchowych lub leczniczych. Picie własnego moczu lub spożywanie własnego kału, a czasem moczu i kału jakiegoś mistrzunia jest ewidentnym skażeniem demonicznym wprowadzonym przez Belzebuba i inne szatańskie złe duchy, które dzięki temu działają a nawet leczą osobę swoimi demonicznymi mocami, co w efekcie da uzależnienie i totalny upadek. Spożywanie ekstrementów podobnie jak picie alkoholu i innych narkotyków to demoniczne komunie z piekielnymi siłami zła.

    Kapłani spożywający alkohol lub inne narkotyki w czasie swoich nabożeństw i pudźy wędrują prosto do piekła i co gorsza wszystkie swoje owieczki, które im wierzą za sobą pociągają! Bodaj najbardziej zdemonizowanym przez szatański alkohol w historii był kult Dionizosa, którego wyznawcy i kapłani w końcowej fazie jego istnienia nie tylko pili w czasie nabożeństw, ale kompletnie się upijali przez wiele dni i tygodni! Szatan i jego piekło wszystkich ich pochłonęło i mogą być oglądani przez widzących jak marnieją w ognistej sferze. Jeśli więc trafimy na kult religijny lub szkołę mieniącą się duchową i zobaczymy, że jej duchowni i wierni popijają w czasie nabożeństw czy pudźy albo popalają jakieś inne narkotyki to lepiej się takiej destrukcyjnej sekty zwiedzionej przez szatańskie moce wystrzegać. Jeśli jakiś kapłan czy guru najpierw spożywa alkohol albo inne narkotyki w czasie swej liturgii, a potem błogosławi, bierzmuje czy inicjuje swoich wiernych to w sposób oczywisty podłącza ich do Szatana i innych złych duchów które w czasie upojenia przez niego działają. Z takich podłączeń trzeba się oczyścić i uwolnić aby nie zostać pochłoniętym przez najcięższe piekła na wieczne zatracenie.

    Oznaką całkiem podstawową wskazująca na to, że budzimy się do życia duchowego, religijnego i próbujemy wstąpić na ścieżkę do zbawienia, oświecenia jest naturalnie budząca się skłonność do modlitwy i medytacji. Modlitwa i medytacja to jedna moneta będąca podstawową praktyką duchową otwierającą przed nami świat niebiański i boski. Złe, demoniczne duchy potrafią sprytnie wytłumić budzące się skłonności do życia duchowego przez różne zwodnicze idee na temat modlitwy i medytacji. Potrafią zasiać taką toksyczną ideologię, że przykładowo modlić się wolno i trzeba ale medytować nie wolno bo to coś złego. I jak uwierzymy w taką szatańską idee zasianą w naszym umyśle i stłumimy naszą skłonność do medytacyjnej refleksji to sama modlitwa już nie będzie nam pomocna, bo z jedną tylko monetą wspomnianej całości i tak w życiu duchowym daleko nie zajdziemy. Podstawowy pojazd duchowej praktyki, który jest niezbędny dla duchowego wzrostu i podążania do zbawienia to pojazd modlitwy (mantrowania) i medytacji (dhjany). Zdarzają się też toksyczne posiewy demonów w których zaczyna się twierdzić przykładowo takie brednie, że jak ktoś już medytuje to modlitwa nie jest mu już potrzebna. I osoba która się stosuje do takiej idei przestaje się duchowo rozwijać i nigdy nie osiągnie zbawienia. Jak więc trafimy na nawiedzonego kaznodzieję, który nakazuje modlitwę, a zabrania medytacji lub odwrotnie, to znaczy, że trafiliśmy na biedaka który całkowicie pobłądził i podąża już tylko demoniczną ścieżką zatracenia, gdyż możliwość jego duchowego wzrostu została przez złośliwe demony podcięta u samych podstaw. Modlitwa i medytacja czyli mantrowanie i dhjana to dwie nogi umożliwiające sprawne poruszanie się naprzód w życiu duchowym i każdy autentyczny przewodnik duchowej drogi będzie o tym pamiętał i miał to na uwadze.

    Jeżeli do guru czy kapłana przyjdzie osoba, która powie, że ona tylko chce się modlić, a medytować nie chce lub odwrotnie, nauczyciel powinien rozważyć czy nie jest pod demonicznym wpływem lub opętaniem i złośliwe duchy wytwarzające taką inspirację przepędzić. Tępiciele medytacji są więc oczywistymi sprzymierzeńcami i sługami Szatana i wszelkich innych niegodziwych i złych duchów, które tylko czyhają na to, żeby mieć sposobność zdeprawowania duszy i uniemożliwienia jej rozwoju duchowego ku zbawieniu czy oświeceniu, co bezwzględnie wymaga używania pojazdu praktyki składającego się co najmniej z modlitwy i medytacji. Medytacja jest praktyką wznoszącą na wyższe poziomy ducha, a modlitwa jest praktyką stabilizującą pozwalającą się na nich utrzymać.

    Typowym błędem na duchowej drodze powodującym całkowite odcięcie się od źródła duchowej inspiracji jest postawa ideologicznego separatyzmu polegająca na akceptacji jakiegoś jednego źródła nauk, a jednocześnie na gorliwej negacji innych źródeł duchowych nauk, które z punktu boskiego umysłu i tak są jednym źródłem. I tak osoba twierdząca, że trzyma się nauk Kriszy a jednocześnie negująca naukę Buddy pokazuje, że w rzeczywistości jest odcięta od źródła duchowej nauki, bo odcinając się od nauki Buddy i negując tę naukę tym samym wypiera się totalnie także i nauki Kryszny, bo obaj oświeceni mędrcy mają wspólny umysł i trwają w całkowitym zjednoczeniu myśli i idei. Oczywiście tak samo jest z osobą twierdzącą, że rzekomo trzyma się nauki Chrystusa a negującą jednocześnie naukę Mohammada, Mojżesza Rama czy Lao Tsy. Taka osoba pokazuje, że ze źródłem duchowej nauki nie ma w ogóle nic wspólnego, a jej umysł jest całkowicie pod kontrolą złych demonów i właśnie dlatego częstokroć taka osoba będzie bardzo gorliwie krytykowała, tępiła i poniżała rozmaite źródła duchowej nauki, które są w istocie jednym źródłem! Połączenie ze źródłem duchowej nauki zawsze oznacza generalną akceptację wszystkich duchowych przekazów jakie spłynęły na ziemię poprzez mistrzów, świętych i proroków wszystkich czasów, religii i tradycji. Polemiki teologicznych negacji są więc mętnymi ścieżkami stworzonymi przez złe, szatańskie demony, ścieżkami wiodącymi do odcięcia od boskiego umysłu, upadku i zatracenia. Musimy dobrze zapamiętać tę lekcję, że jeśli ktoś prawdziwie przyjmuje naukę Jezusa czy Buddy to jednocześnie przyjmuje naukę Kriszny, Zaratusztry, Mojżesza, Lao Tsy, Mao-son, Rama, Mohammada i wszystkich innych świętych, mistrzów i proroków zwanych razem synami bożymi lub awatarami.

    W każdych czasach żyło na ziemi zawsze przynajmniej 365 mistrzów duchowych, świętych synów bożych, z których każdy mógł być nazwany najwyższym. Jeżeli komuś wydaje się, że Kriszna, Buddha czy Jezus był najwyższym mistrzem i największym świętym, to powinien ochłonąć trochę i uprzytomnić sobie, że oprócz nich w ich czasach żyło jeszcze przynajmniej 364 takich samych wielkich świętych mistrzów jak oni! Nie każdy wielki święty syn boży otrzymuje misję założenia nowej religii czy wielkiej szkoły duchowej, żeby stał się bardzo znanym, więc rzeczywista większość tej duchowej hierarchii pozostaje nieznana i przed światem zakryta. Warto też uprzytomnić sobie, że oprócz tego, że w jednym czasie żyje na ziemi nie mniej niż 365 świętych mistrzów, to na każde 10 mln ludzi przychodzi na świat jedna święta istota duchowego mistrza! Mamy więc ponad 600 awatarów rangi Chrystusa, Buddy, Kriszny czy Sai Baba jacy aktualnie żyją na ziemi! Jeszcze lepiej jak sobie uprzytomnimy, że na Polskę akurat wypada 4 żywych świętych rangi mistrza najwyższego czyli żywego Chrystusa, Buddy lub Kriszny! Nabierając czystej wiedzy o istnieniu duchowych mistrzów i świętych jakieś szatańskie fobie o wyjątkowości czy jedyności jakiegoś guru czy mistrza nie mają żadnej szansy na zalęgnięcie się w naszym umyśle. Sprytne demony będą musiały wymyślić dla nas jakąś inną toksyczną ideę którą mogłyby nas doprowadzić do zwiedzenia i upadku.

    Zdarzają się kursy rzekomo duchowego rozwoju, które nie tylko, że zabraniałyby medytacji a pozwalały na modlitwę, ale są aż do tego stopnia skażone przez demony, że zakazują jakiejkolwiek praktyki duchowej. Nie wolno ani się modlić ani medytować. A bez mantrowania i dhjany człowiek w duchowym rozwoju nie zrobi ani kroku naprzód! Jedynie przywiąże się do takiej skażonej, toksycznej wiedzy i będzie napędzał nią swój marny intelekt mamiąc się złudnie, że cośkolwiek robi, a w rzeczywistości spadnie w piekielne czeluście, bo wiara w idee pochodzące od demonów i kultywowanie zwyczajów pochodzących od demonów prowadzi prosto do świata piekielnego i nie ma dla człowieka żadnego ratunku jak tylko porzucenie zwodniczych, szatańskich ideologii. Trzeba się więc wystrzegać dla własnego dobra wszelkich kultów zabraniających robienia ćwiczeń praktyki duchowej, szczególnie tej najbardziej podstawowej jak mantrowanie (modlitwa) i dhjana (medytowanie), bez której nawet nie wstąpimy na drogę duchowego wzrostu.

    Każda autentyczna droga duchowa, która zachowała czystą naukę i się jej jako tako trzyma, będzie albo wymagała od swoich adeptów bezwzględnego porzucenia mięsnego odżywiania, albo też będzie przynajmniej wskazywać walory zdrowotne i duchowe wegetarianizmu, który na wyższych szczeblach duchowego rozwoju jest bezwzględnie konieczny, a na niższych szczeblach, chociaż nie jest jeszcze absolutnie konieczny to jest intensywnym i pomocnym pojazdem praktyki duchowego wzrostu. Ludzie, którzy jedzą wszystko i twierdzą że są duchowo wysoko rozwinięci zwyczajnie łżą, gdyż zapewne zostali zwiedzeni jakimiś demonicznymi ideami negującymi potrzebę czystości. Kulty całkiem zatoksycznione demonicznymi ideami pochodzącymi od demona rozwiązłości i rozpusty jakim jest diabeł Lechery wręcz gorliwie negują i tępią wegetarianizm we wszystkich jego odmianach nawet śladowych. To potępienie jest w istocie potępieniem dla czystej drogi bożej i wszystkiego co stoi bliżej Boga. Zaiste taki kult jest już całkiem szatański, a raczej lecheryczny!

    Każda istota stojąca na wyższym stopniu duchowego rozwoju, znajdująca się bliżej oświecenia czy zbawienia, będzie unikała pokarmu mięsnego, a preferowała zdecydowanie pokarm czysto roślinny, wegetariański! Przekazy mówiące o tym, że Jezus czy Buddha jadł mięso są zwyczajnym szatańskim, lecherskim łgarstwem mającym omamić wyznawców różnych kultów religijnych. Wszystkie rzekomo zdrowe diety preferujące mięsne odżywianie pochodzą z diabelskiej, demonicznej inspiracji i są kłamstwem Szatana. Dobry Bóg ustanowił dla człowieka roślinne odżywianie, a Szatan podszepnął mięsne odżywianie, a nawet dopisał to do świętych pism religijnych, które pochodziły od Boga. Nawet pragnienie spożywania mięsa jest potrzebą, która nie pochodzi z natury człowieka, ale z tchnienia szatańskiej, lecherycznej inspiracji żyjącej na podłożu lękowym i agresywnym, pod wpływem której zdradza się być człowiek mięsa pragnący! Osoba, która myśli, że jest bardzo religijna czy uduchowiona bo należy do jakiejś sekty czy szkoły tajemnej, a często i mocno pragnie mięsa, pokazuje, że w rzeczywistości jest jeszcze mocno opętana szatańskimi inspiracjami zasiewanymi i podsycanymi przez bardzo złe i złośliwe duchy demoniczne!

    Jeśli już nawet jakaś osoba zaangażuje się w autentyczny kult duchowy to może się zdarzyć, że demony z piekielnej loży Belfaegara będą w niej zasiewać duchowe lenistwo. Podsuną takie sprytne idee, że może już jest tak wysoko rozwinięta, że nie potrzebuje już więcej ani duchowej nauki od nikogo ani duchowej praktyki. Wtedy osoba tak omamiona przestaje słuchać i studiować duchowe nauki, a także przestaje wypełniać duchowe ćwiczenia służące wzrostowi ku oświeceniu. I jest to już ewidentny początek duchowego upadku i uwstecznienia! Generalnie, postępując progresywnie duchową drogą powinniśmy ciągle studiować boską wiedzę oraz ciągle wypełniać duchowe praktyki fundamentalnie oparte o modlitwy i medytacje! Błędna idea, że się już nie potrzebuje duchowej nauki od nikogo prowadzi często wprost do zerwania więzi łączących z duchowym nauczycielem, guru i duchową szkołą (kościołem, sanghą), a takie zerwanie więzi, szczególnie z głęboko inicjacyjnymi liniami przekazu zawsze wiedzie do duchowego upadku i zatracenia. Zdarzają się też demoniczni hochsztaplerzy duchowego pseudorozwoju, którzy oferują odłączenie się od inicjacyjnych linii przekazu, które na wyższych szczeblach duchowego wzrostu są niezbędnie potrzebne dla duchowej ascensji, a zawsze skutkiem takiego demonicznego odłączenia jest duchowy upadek w piekielną czeluść. Ludzie, którzy zerwą inicjacyjną więź łączącą ich z jakąś autentyczną, założoną przez Boga lub jego posłańca szkołą duchowego rozwoju czy linią duchowego przekazu, prędzej czy później będą cierpieć na rozmaite psychiczne zaburzenia i fobie, gdyż siły demoniczne będą sobie na nich igrać i używać ze zdwojoną mocą dowodząc im tym samym swojego zwycięstwa nad ich duchowymi skłonnościami i dążeniami.

    Człowiek, który wstąpił na ścieżkę inicjacyjną winien dbać o kultywowanie i podtrzymywanie swojego związku z taką linią przekazu. Jeśli ktoś przyłączył się do więcej niż jednej inicjacyjnej linii przekazu, winien kultywować je wszystkie i dbać o podtrzymywanie z nimi łączności, ucząc się w nich i praktykując je, w miarę możliwości intensywnie. Porzucenie jednej linii inicjacyjnego przekazu jest zawsze mocnym oderwaniem się od Boga w ogóle i zerwaniem połączenia w rzeczywistości ze wszystkimi liniami na podobnej zasadzie jak to było z negacją źródła duchowych nauk, gdyż nić inicjacyjnego przekazu jest w istocie duchowym połączeniem z Bogiem! Porzucając łączność z inicjacyjną linią przekazu w istocie zrywamy swój związek, połączenie z Bogiem, a taki zerwany świadomie związek bardzo ciężko jest naprawić lub bywa, że w ogóle jest to nie możliwe. Piekło pełne jest ludzi, którzy zerwali połączenie z Bogiem poprzez zerwanie łączności z duchowymi liniami przekazu nauk i praktyk! Liderzy niektórych separatystycznych i toksycznych sekt, którzy nowo wstępującym do nich osobom nakazują wyrzeczenie się, zaparcie i zerwanie wszelkich więzi z poprzednimi szkołami duchowymi czy religijnymi powodują w rzeczywistości duchowy upadek swoich pupilków, którzy z duchowego dołka zwanego piekłem nie pozbierają się już przez długie eony! Takież same są skutki nawrócenia się z buddyzmu na chrześcijaństwo czy też z chrześcijaństwa na krisznaizm, jeśli w parze z rzekomym nawróceniem idzie wyrzeczenie poprzedniej inicjacyjnej ścieżki duchowego wzrostu! Nawrócenie jest wtedy całkowitym duchowym upadkiem i totalną inwolucją świadomości duszy. Nic dziwnego, że tak nawrócone osoby stają się religijnymi fanatykami o obrazie paranoi pokazując tym samym, że z uduchowieniem, pobożnością, zbawieniem ani oświeceniem nie mają już nic wspólnego.

    Mohan Ryszard Matuszewski

  • Dhjana – Medytacja

    Dhjana – Medytacja

    Czym jest Medytacja?

    Wiele rzeczy w życiu wymyka się spod naszej kontroli, jednak nasz własny umysł, manas jest obszarem, na który możemy mieć wpływ – jeśli tylko zechcemy. W buddyzmie, dżajnizmie czy hinduizmie uważa się pracę nad własnym umysłem za najważniejsze zadanie stojące przed człowiekiem i ludzkością. Buddyzm, sikkhizm i hinduizm uczą, iż jedynie dokonując trwałej transformacji własnego umysłu będziemy w stanie zaradzić takim ludzkim przypadłościom, jak strach, nienawiść, niezadowolenie, zazdrość, ospałość, zamęt w głowie i wiele innych. Za praktyczny środek do transformacji umysłu służy nam medytacja, czyli dhyana [dhyaana]. Buddyjskie jak staroindyjskie praktyki medytacyjne to nic innego, jak techniki wspierające rozwój koncentracji, jasności umysłu i pozytywnych uczuć, budzenie wewnętrznego światła duszy, jaźni, wewnętrznej istoty, czyli Aatmana, Purusza. Zagłębiając się w konkretnej praktyce dostrzegamy nawyki i zwyczaje rządzące naszym umysłem. Wgląd taki daje nam możliwość obrania nowego, pozytywnego kierunku rozwoju i przebudowania życia. Regularna i cierpliwa praktyka dhyana pozwala nam odkryć w sobie pokłady niewzruszonego spokoju oraz niewyczerpane źródła życiowej energii, dzięki którym nasze życie może zmienić się nie do poznania w bardzo pozytywnym sensie. Medytacja dodaje sił do życia, pomaga działać twórczo, podejmować właściwe decyzje życiowe, dokonywać sprawnych i kończących się sukcesem decyzji!

    Na przestrzeni wieków wedyzm, buddyzm czy hinduizm wykształcił niezliczoną ilość praktyk medytacyjnych tak dla osób początkujących jak i bardzo zaawansowanych. Wszystkie owe ćwiczenia praktyczne można by sklasyfikować jako trening umysłu, choć czasem znacząco się one między sobą różnią, głównie z uwagi na poziom zaawansowania i zaangażowania osób ćwiczących. U podstawy wszystkich praktyk określanych terminem medytacja, dhyana, leży jednak rozwój pozytywnego stanu umysłu i spokoju. Przyjaciele jogi i medytacji nauczają kilku podstawowych form medytacji rozwijających powyższe stany umysłu: Uważność Oddychania, Maitri Bhavana, medytację rozwijającą pozytywne emocje zwaną też w buddyjskiej jodze, Satkara czyli skupianie na zadanym temacie czy Pratyaya będąca podstawowym odczuwaniem i przeczuwaniem dla rozwoju intuicji. Techniki medytacyjne są bardzo proste, lecz samo czytanie o nich nie zastąpi doświadczonego i godnego zaufania nauczyciela czy przewodnika, Guru/h. Nauczyciel jest w stanie pokazać początkującemu, jak zastosować technikę w praktyce oraz poradzić, jak postępować, gdy pojawią się trudności, a także, co najważniejsze, doda otuchy i natchnie własnym przykładem.

    W ośrodkach i na odosobnieniach przyjaciół jogi i medytacji nauczają członkowie danej Wspólnoty Duchowej z wieloletnim doświadczeniem. Zajęcia oraz kursy na których medytacja dla początkujących jest prowadzona są otwarte dla wszystkich, niekoniecznie zainteresowanych sikkizmem, buddyzmem czy hinduizmem. Ludzie zwracają się ku medytacji z najróżniejszych powodów: niektórzy chcieliby się lepiej koncentrować przy pracy, na studiach czy w sporcie, inni poszukują spokoju ducha. Natrafiają też na medytację ludzie pragnący znaleźć odpowiedź na istotne pytania dotyczące życia. Regularna praktyka medytacji może pomóc im wszystkim. Najlepiej uczyć się medytacji oraz pogłębiać ją na kursach medytacyjnych oraz odosobnieniach duchowo zorientowanej jogi czy tantry, w szkołach takich jak Laja Joga. Jest tak dlatego, że w swej istocie medytacja jako dział praktyk duchowego rozwoju stanowi jeden z elementarnych stopni duchowej dyscypliny ludzkości znany jako JOGA! Zresztą nauka tak zwanych pozycji ciała, Asan Jogi służy do nauczenia się sposobów długotrwałego wykonywania medytacji i kontemplacji w pozycji lotosu oraz w innych dających głębokie rezultaty w postaci duchowej energii! Nie jest słusznym oddzielanie jogi od medytacji jak czynią zwesternizowani dyletanci nie mający o rozwoju wewnętrznym człowieka pojęcia, za wyjątkiem może jakiejś wstępnej potrzeby w formie przeczucia, co przypomina osoby, o których powiada się, że słyszeli, iż gdzieś dzwony biją, ale nie wiedzą gdzie!

    Taoistyczny Mistrz Chuaching Ni powiedział: Medytacja dla uzyskania spokoju jest jednym z aspektów duchowego rozwoju. Niekiedy jest czasem żniw, a niekiedy oczyszczaniem. To najważniejszy element duchowego doskonalenia. Nie można oddawać się medytacji, będąc nastawionym do niej sceptycznie. Sceptyk nie jest zdolny medytować w spokoju czystej energii. Skoncentrowanie się na tym, by objąć wszystko, jest podstawowym ćwiczeniem zwanym wu-wei, opisanym w Tao Te Ching. „Nic nie czynić” jest być może najbardziej fundamentalną właściwością medytacji. Medytację należy więc traktować jako formę chi gong uprawianą w pozycji siedzącej, stojącej, lub w ruchu.

    Medytacja staje się częścią kultury zachodniej i amerykańskiej. Czołowi amerykańscy sportowcy – koszykarze, korzystają z technik koncentracji zen. Medytacja jest wykorzystywana w treningu olimpijczyków – wioślarzy. Sekretarki praktykują medytację podczas południowych zajęć z jogi. Uprawiają ją uczestnicy kursów redukcji stresu. Medytacja jest wykorzystywana w zarządzaniu firmami, rozwijaniu nowych technologii, budowaniu pracy zespołowej. Nawet dzieci uprawiają medytację jako część swojego treningu karate w szkołach. Medytacja stanowi także olbrzymi dział psychoterapeutycznej nowoczesnej kontrkultury. Medytacją leczy się takie choroby jak: AIDS, astmę, bezsenność, bolesne miesiączkowanie, bóle głowy, chorobę serca, cukrzycę (obniża poziom cukru w cukrzycy typu II ), lęk, łuszczycę, nadciśnienie, niepokój, nerwicę, otyłość, przewlekły ból, raka, uzależnienia, zespół napięcia przedmiesiączkowego. Medytacja jest związana z redukcją stresu, daje poczucie stabilności, rozwija pozytywne podejście do życia, daje wewnętrzne poczucie spokoju, siły i spełnienia.

    Ludzie praktykujący medytację są mniej nerwowi, mniej agresywni, mniej podatni na depresję, mniej dominujący, mniej zahamowani, mają większe poczucie własnej wartości, są bardziej pewni siebie, bardziej usatysfakcjonowani, bardziej społeczni, bardziej stabilni emocjonalnie, bardziej polegający na sobie, bardziej ufający innym, są szczęśliwsi i zdrowsi niż osoby nie praktykujące medytacji. Poza tym są oni pełni zapału, entuzjazmu, gorliwości, witalności i radości życia, gdyż pogłębia się zdolność kochania i relacji z innymi ludźmi, a także mają dobre stosunki międzyludzkie. Cechuje ich wysoka zdolność funkcjonowania w codziennym życiu, a pokój i radość wypełnia ich życie. Mają wysoki standard etyczny życia, gdyż Medytacja daje głęboki spokój wewnętrzny, który jest stabilny nawet mimo przeciwności losu i nieszczęść, pozwala rozwinąć koncentrację oraz stabilność i siłę charakteru. Dzięki medytacji człowiek może rozwinąć w pełni swój potencjał. Osoby praktykujące medytację charakteryzują się wysokim poziomem sprawności w tym co robią. Są one szczególnie biegłe w sztuce, biznesie, zarządzaniu i innych zawodach. W USA i Kandzie oraz w Australii wychodzą czasopisma, które regularnie informują o postępie badań nad medytacją. Niestety większość badań nad medytacją jest przeprowadzana nad początkującymi praktykantami medytacji i nie oddają one w pełni bogactwa doświadczeń związanych z jej uprawianiem. Współczesne badania dają nam tylko pierwszy rzut oka na szczyt góry lodowej.


    Medytacja, a Joga

    Joga to system duchowy wyrosły w kulturze Indii i Himalajów. Jak jednak podkreślają niektórzy nauczyciele – joga jest wartością ponadnarodową i ponadreligijną. Joga jest bowiem odwiecznym, rozbudowanym i precyzyjnym systemem doskonalenia swojego ciała, psychiki, umysłu i ducha. W ostatnich dziesięcioleciach joga niewątpliwie cieszy się coraz większym powodzeniem na Zachodzie. Ten wzrostowy trend zainteresowania zauważa się od lat 70-tych XX wieku. Jednym z jej pierwszych popularyzatorów byli m.in. Beatlesi – słynna brytyjska grupa muzyczna, którzy interesowali się naukami mistrza Maharishi Mahesh Yogi. Lata siedemdziesiąte były jednak z wielu innych powodów okresem zwrócenia się ku duchowości – m.in. ku duchowości Wschodu, ku tantrze i jodze. Styl życia, który rozwijał się na Zachodzie po drugiej wojnie światowej, zbyt mocno zwrócił się ku konsumpcji i ateistycznemu materializmowi. Zaowocował to powszechną utratą sensu życia, upadkiem tradycyjnych systemów religijnych, a w skutku wzrostem depresji i psychoz społecznych. Ponadto – rozwijający się postęp techniczny wcale nie przyniósł ludzkości obiecanego raju i wolności od chorób, a wręcz przeciwnie – przyniósł w tamtym okresie widmo zagłady nuklearnej i nasilenie strachu przed zagładą. Jest to skutek niewłaściwego kierunku postępu technologicznego, który dotąd nie liczył się ani z przyrodą ani z człowiekiem, co zaowocowało nurtem ekologiczno-medytacyjnym pragnącym powrotu do Natury!

    Zatem autentyczna joga, a co za tym idzie i medytacja, stała się wielkim odkryciem, szansą i dopełnieniem zdobyczy kultury i duchowości Europy. Ciekawostką jest to, iż zasadniczo żadne systemy duchowe czy ezoteryczne Europy nie mają tak naprawdę pochodzenia europejskiego. Chrześcijaństwo, które kojarzy się nam jako rdzennie europejska tradycja wywodzi się przecież z Azji Mniejszej, a Judea, z której pochodził Jezus leży na Półwyspie Arabskim (Azja Mniejsza), podobnie jak Babilonia, Syria itd. Dlaczego zatem w latach siedemdziesiątych joga byłą tak wielkim dla kultury zachodu odkryciem? Prawdopodobnie dlatego, że Europejczycy, w procesie europeizacji chrześcijaństwa, stopniowo zapominali i zagubili coraz więcej jego aspektów duchowych. Dowodzi tego choćby historia Europy i chrześcijaństwa. Z postaw typowo duchowych, gdzie liderami wspólnot byli natchnieni Duchem Świętym pneumatycy i wędrowni święci, chrześcijaństwo – w procesie europeizacji – stało się bardziej instytucją formalną, stosunkowo odległą od bezpośredniego doświadczania duchowości. Inkwizycja zresztą konsekwentnie niszczyła wszelkie oazy przedchrześcijańskiej duchowości celtyckiej i mitraickiej, co doprowadziło do stanu tak patologicznego, że zachodni mnisi chrześcijańscy tacy jak benedyktyni nie mając nic duchowego do zaoferowania potrzebującym ludziom zwrócili się do praktyki buddyzmu zen na naukę, aby móc konkurować w dziedzinie nauczania podstaw medytacji z rozpowszechniającym się wszędzie buddyzmem, co tak czy owak na Wschodzie nazywane jest grzechem kradzieży Dharmy!

    O ile we wczesnym chrześcijaństwie powszechnym zjawiskiem są najróżniejsze nadnaturalne fenomeny duchowe – takie jak uzdrawianie, lewitacja i manifestowanie mocy duchowych, to z czasem stają się one tylko wspomnieniem, a żywe i intensywne doznania duchowe zastępuje formalne wyznawanie dogmatów. Jednak formuły słowne bez ducha są niczym ciało bez duszy, o czym uczył sam Jezus Chrystus, który zresztą edukację zdobywał w Egipcie, Chaldei, Persji, Indii i Tybecie, co powszechnie jest wiadomym z bardzo wielu źródeł historycznych. Dlatego właśnie wiele osób Zachodu odkryło, że sfera mistycznych doznań Ducha, która w kulturze Zachodu stała się jedynie wspomnieniem o dawnych świętych, jest nadal żywa w wielu tradycjach jogi, takich jak Laja Joga czy Krija Joga. Indyjscy mistrzowie wielokrotnie prezentowali swoje umiejętności i panowanie nad procesami ciała (np. zwalnianie lub zatrzymywanie akcji serca), psychiki i ducha. W świetle jogi i duchowości Wschodu, chrześcijaństwo mogło stać się na nowo zrozumiale, jako jeden z założenia wielkich systemów duchowych, a nie sam tylko zlepek martwych dogmatów o charakterze teologicznego bełkotu, co jest nieszczęściem inkwizycji i cenzurowania dzieł mistycznych pod zarzutem herezji czy sekciarstwa.

    Obecnie joga znalazła sobie całkiem trwałe miejsce w kulturze Zachodu. Wiele osób w celach zdrowotnych uprawia hatha jogę – asany (postawy ciała) wykonywane w stanie skupienia i wewnętrznego rozluźnienia. Część ludzi praktykuje pranajamę – jogiczne techniki oddechowe o działaniu uzdrawiającym i przygotowującym do bardziej zaawansowanych medytacji. Rozwija się także radża joga (joga królewska) oparta na koncentracji i medytacji, czy laja joga i kundalini joga – oparte na pracy z czakrami (centrami energii psychicznej) i energią kundalini. Nie wydaje się, aby joga była w jakimś szczególnym konflikcie z kulturą zachodu i jego religiami odchrześcijańskimi. Oczywiście – jej fanatyczni przeciwnicy uważają, że tak jest – że jest obca i nieeuropejska, co jest absurdalne i niemoralne, gdyż niszczy życie duchowe tysięcy i milionów ludzi w różnych krajach. Warto jednak zdać sobie sprawę, że także chrześcijaństwo ma swoje korzenie poza Europą, zatem byłoby nieeuropejskie wedle tych samych apologetów antyduchowej inkwizycji, czyli w sumie ateizmu i upadku religijności. Pierwotne ideały mistyków wczesnochrześcijańskich odrodziły się X-XIII stuleciu pod parasolem islamu i znane są jako sufizm czy sufi, które jest zwane jogą Bliskiego Wschodu!

    Wiele jednak osób pod wpływem jogi interesuje się medytacją, gdyż joga na zaawansowanym poziomie to bhavana i dhyana, medytacja. Jest ona ważnym filarem wszystkich systemów duchowych, i także w chrześcijaństwie wszyscy wielcy mistycy i święci uprawiali bądź to pogłębioną modlitwę kontemplacyjną, bądź medytację. Medytacja wchodzi zresztą w skład reguł wielu zgromadzeń ezoterycznych, hermetycznych, okultnych czy zakonnych – jak choćby stanowi ona nawet, obok pracy, podstawę reguły benedyktyńskiej! Medytacja występuje w jodze bądź to w systemie radża jogi, gdzie szczególnie podkreślony jest jej aspekt koncentracji, silnej woli i opanowania, bądź w takich systemach jak np. dźniana joga, czy krija joga. W systemie krija jogi nauczanym przez linię wywodzącą się od Nagaradźa Babadźi i Jogananda medytacja oparta jest bardziej na kontemplacji miłości (niż na koncentracji i wysiłku) i w większym stopniu ma ona charakter pozawysiłkowy (tzw. medytacja uważności), co zbliża to ujęcie to tybetańskiej tradycji Dzogczen. Z kolei dźnana [dźńaana] joga to inaczej „joga mądrości” – jej ujęcie jest dosyć zbliżone do nurtów buddyzmu – tzn. bazuje na wglądzie – poznaniu niedefiniowalnej podstawy rzeczywistości na drodze bezpośredniego wglądu duchowego, na podstawie wizji weryfikowanej przez bardzo doświadczonych mistrzów, ekspertów tradycji jogi.

    Bardzo interesującym nurtem królewskiej radża jogi jest karma joga, czyli joga bezinteresownego działania – droga oczyszczania swojej karmy (egoistycznych zaciemnień) poprzez bezinteresowną służbę innym. Bezinteresowne działanie jest jogą, ponieważ za podstawę bierze sobie nie tyle egoistyczne i neurotyczne poczucie oddzielenia od innych, ale otwarcie się na jedność płynącą z duchowego źródła. Karma jogi naucza Gopala Kryszna na kartach Bhagavad Gity, naucza Mahavatar Babaji, także Sai Baba – słynny indyjski nauczyciel o właściwościach cudotwórczych. Mistrz ten propaguje ścieżkę karma jogi i bhakti jogi (duchowego oddania Bogu). Joga z jej bogatą tradycją medytacyjną bez wątpienia jest niezwykle cenną podstawą i dopełnieniem, ukoronowaniem dla jałowej i prymitywnej kultury Zachodu. Człowiekowi, który całkowicie zwrócił się w szukanie szczęścia jedynie na zewnątrz – wskazuje wartości, które tkwią także w jego wnętrzu i wnętrzu innych ludzi. Przywraca takie wartości jak miłość, spokój, wewnętrzny pokój i przebaczenie. Dzięki jej metodom nauka o powszechnym miłowaniu bliźniego może wyjść spoza sfery czystej teorii i stać się naturalną częścią naszego codziennego doświadczenia. Joga najprościej może być scharakteryzowana jako praktyka skupienia. Zazwyczaj jesteśmy rozproszeni przypadkowymi myślami. Joga jest rozwojem pełnego skupienia i powrotem do pełnej obecności, a karma joga, bhakti joga i dźnana [dźniana] joga to w istocie trzy dopełniające się początkowe etapy królewskiej radża czy lepiej radźa jogi i innych esencjonalnych ujęć Ścieżki, Margi.


    Przygotowanie

    Siedząc w pozycji medytacyjnej ze skrzyżowanymi nogami znanej jako Sukhasana, powinniśmy być rozluźnieni, lecz jednocześnie wyprostowani. Najlepiej siedzieć na poduszce ze skrzyżowanymi nogami, ale jeśli jest to zbyt trudne, można też usiąść na poduszce okrakiem albo na niskim krześle. Następnie zamykamy oczy, rozluźniamy się i kierujemy uwagę ku swoim odczuciom. Skupienie się na przepływających odczuciach to tak zwana Pratyaya, podstawa dla rozwoju intuicji i prekognicji! Nie zapominajmy, że w przygotowaniu do medytacji pracujemy właśnie ze swoim obecnym doświadczeniem, tym, co w danym momencie odczuwamy. Warto spędzić trochę czasu przed rozpoczęciem praktyk przedmedytacyjnych siadając, zwalniając wewnętrzne tempo życia i rozluźniając się. Także łagodne rozciąganie się może nam w tym pomóc przygotować się do tego czym jest medytacja. Ludzie, którzy utracili biologicznie naturalną łatwość siedzenia w siadzie skrzyżnym, tureckim, z podwiniętymi nogami i prostym tułowiem, powinni zadbać o ćwiczenia ciała doprowadzające ciało do użyteczności jeśli chodzi o głębsze praktyki wewnętrzne!


    Uważność oddychania

    Jak sama nazwa wskazuje w „uważności oddychania” obiektem koncentracji jest oddech. Koncentracja na oddechu uświadamia nam notoryczną skłonność naszych umysłów do przeskakiwania z jednej rzeczy na drugą. Wytrwałe ćwicząc się w uważności oddechu powracamy do chwili obecnej, pełniej ją przeżywamy, dostrzegamy i doświadczamy też wyraźniej, jakie kryje w sobie bogactwo doświadczeń. Jest to sposób na rozwijanie w sobie świeżości i otwartości umysłu, a idąc dalej, również intensywnych stanów umysłu zwanych dhyana, które to są dopiero właściwym stopniem medytacji! Medytacja ta składa się z czterech etapów, pozwalających nam osiągnąć niezwykle przyjemny stan koncentracji. Na początek wystarczy sześć minut [jedna ósma Muhurty] na każdy etap. W pierwszym etapie liczenie ma nam pomóc w skupieniu na oddechu, w utrzymaniu uwagi na procesie oddychania. Po wydechu liczymy „raz”, następnie wdech, kolejny wydech, i liczymy „dwa”, w ten sposób aż do dziesięciu, po czym zaczynamy od początku. Jeśli się zgubimy, też zaczynamy od jednego. W drugim etapie liczymy na moment przed wdechem. Jak w poprzednim etapie liczymy tak od jednego do dziesięciu, a potem od początku. W trzecim etapie przestajemy liczyć i obserwujemy jedynie przypływanie i odpływanie oddechu mając świadomość jaką ilość oddechów wykonujemy, bądź odliczając cykl na rudrakszowych koralikach różańca jako na liczniku. W ostatnim, czwartym etapie zawężamy koncentrację do miejsca w okolicy koniuszka nosa lub nozdrzach, gdzie przy każdym wdechu po raz pierwszy odczuwamy strumień wchodzącego powietrza, i miejsce gdzie opuszcza ono ciało. W istocie etapy te, to procesy pomocnicze w nauczeniu się odczuwania drogi oddychania w skupieniu, które musi być ostatecznie wolne od napięć i zamyśleń czy odlotów, które uważane są za generalnie szkodliwe dla psychiki. Fizykalnie jest to zbiór prostych instrukcji dla uwolnienia się od pomieszanych stanów beta (13-35 Hz) i osiągnięcia zrelaksowanego skupienia znanego jako stan alfa (8-12 Hz) fal mózgowych!


    Medytacja rozwijająca pozytywne emocje

    Maitri Bhavana to kontemplatywne wytwarzanie, wywoływanie stanu życzliwości, przyjaźni i sympatii, doskonale znane z katalogu praktyk medytacyjnych jakim jest traktat Jogasutra napisany przez Mistrza Patańjali. Jest to jedno z najstarszych pojęć jogi i tantry odnoszące się do tego czym jest medytacja, a raczej podstawa medytacji, pojęcie zaadaptowane przez Gautama Buddha dla jego kombinacji Siddha i Raja Yogi zwanej dziś buddyzmem. W oryginale buddyjskim, czyli w języku palijskim, ta praktyka nazywa się metta bhavana. Metta znaczy „miłość”choć nie ta romantyczna, a raczej jako „przyjazne uczucia” albo „dobroć”, dlatego nazywamy ją tutaj „medytacją rozwijającą pozytywne emocje”. Maitri to uczucie przyjaźni, życzliwości, sympatii, akceptacji, miłowania – coś, co odczuwamy w sercu, a Bhavana natomiast oznacza rozwój lub kultywowanie czy wywoływanie. Najczęściej spotykana forma tej medytacji składa się z pięciu etapów, a każdy z nich powinien trwać w przypadku początkujących około pięciu czy sześciu minut.

    1. W pierwszym etapie odczuwasz maitri dla siebie samego. Bądź świadom/a swego ciała i uczuć, a następnie zwróć uwagę na pojawiające się poczucie spokoju i wewnętrznej równowagi. Koncentrując się na nim, możesz je wzmocnić oraz nabrać zaufania we własne siły. A od poczucia własnej siły już tylko krok do pozytywnego uczucia, do miłości do siebie. Możesz się posłużyć jakimś obrazem lub symbolem, który do ciebie przemawia, wyobrażając sobie na przykład, że przenika cię białe czy złote światło, lub powtarzając w myślach zdanie takie, jak „życzę sobie dobrze, oby mi się wiodło jak najlepiej” – eksperymentując możesz odnaleźć metodę, która najlepiej stymuluje w tobie uczucie maitri dla siebie. Ćwiczenie jedynie tego początkowego etapu doprowadziłoby jednak do egoizmu i narcyzmu, co zdarza się osobom, które ćwiczą w celach terapeutycznych lub użyły praktyki dla swych narcyzowych potrzeb!

    2. W drugim etapie przywołujemy na myśl dobrego przyjaciela lub przyjaciółkę. Staraj się ich sobie wyobrazić jak najżywiej, jakbyś ich miał przed sobą i przypomnij sobie ich pozytywne cechy. Poczuj swą więź z tą osobą, pozytywne uczucia, które dla niej żywisz, a następnie pozwól by narastały twoim w sercu. Ponownie możesz powtarzać w myślach do siebie: „życzę mu/jej dobrze, życzę mu/jej jak najlepiej” lub posłużyć się symbolem, jak słoneczne światło płynące z twojego serca ku sercu tej osoby. Podobnie możesz postępować w kolejnych dwóch etapach czy raczej częściach praktyki.

    3. Następnie przywołaj na myśl osobę, dla której nie żywisz żadnych silnych uczuć: ani jej specjalnie nie lubisz, ani przeciwnie, słowem osobę bardziej „neutralną” lub stosunkowo obojętną. Może to być ktoś, kogo nie znasz, ale widujesz dość często. Postaraj się wytworzyć w sobie uczucia maitri dla tej osoby – pomóc w tym może ci refleksja nad faktem, że też jest człowiekiem.

    4. Teraz pomyśl o kimś, kogo nie lubisz. Staraj się nie popaść w spiralę nienawiści, lecz widzieć także pozytywne strony charakteru tej osoby, które na pewno ma i ślij jej lub jemu swoje uczucia maitri. Posyłaj tej osobie białe światło, które rozpuszcza jej negatywne cechy, a wzmacnia i budzi cechy pozytywne! Intencja rozpuszczania cech negatywnych musi być silna, aby światło posyłane do osoby złej nie było przez nią wykorzystywane dla wzmacniania jej/jego negatywnych czy szkodliwych cech!

    5. W ostatnim etapie na początek zbierz wszystkie cztery osoby razem (siebie, przyjaciela, osobę obojętną oraz nielubianą) tj. wyobraź je sobie i obdaruj je swym uczuciem maitri po równi. Następnie rozszerz jej zasięg na ludzi wokół ciebie, w twoim sąsiedztwie, mieście, kraju itd., aż obejmie ona cały świat i wszystkie istoty. Poczuj jak fale pozytywnych uczuć wypływają z twojego serca ku wszystkim istotom wszędzie. Powoli „wycisz” całą medytację i zakończ ją. Pamiętaj, że jest to prosta praca ożywiania jednego z czterech podstawowych uczuć osób wchodzących na duchową drogę, gdzie dalej rozwija się uczucia takie jak karuna (współczucie), mudita (radość), upeksza (spokojne karcenie zła)! Praktykując je rozwijamy w sobie zdolność do koncentracji, uważność oraz pozytywne emocje, czyli właściwości będące podstawą medytacji. Zaczynają również praktyki medytacyjne rozwijające wgląd takie, jak refleksja nad nietrwałością sześciu żywiołów składających się na umysł i ciało.


    Medytacja Zdaniem Mistrzów
    O medytacji mistrzowie powiedzieli:

    Mahavatar Kriya Babaji: Prawdy szukaj w medytacji, a nie w zakurzonych księgach. Aby ujrzeć księżyc, patrz w niebo, a nie w sadzawkę! – Khalil Gibran: Nauczyciele często są jak szyby: pozwalają widzieć prawdę, ale oddzielają od rzeczywistości. – Paulo Coelho: Jak strumienie i rośliny, dusze także potrzebują deszczu, ale deszczu innego rodzaju: nadziei, wiary, sensu istnienia. Gdy tego brak, wszystko w duszy umiera, choć ciało nadal funkcjonuje. – Mistrz Szeng-Jen „Bęben Dharmy”: Stosunkowo niewielu ludzi zdaje sobie jednak sprawę, iż do rozpoznania nietrwałej i iluzorycznej natury codziennego życia potrzebna jest poważna codzienna praktyka. Nie wystarczy tylko posłuchać czyiś słów, przeczytać książkę lub dojść do intelektualnego zrozumienia tej prawdy. O praktyce medytacji słyszało wielu, ale niewielu chce się jej naprawdę poświęcić. Jeszcze trudniej spotkać kogoś, kto praktykuje, budzi się ze snu i zamiast zapaść weń z powrotem, w końcu urzeczywistnia swą własną naturę.

    Medytacja najczęściej kojarzona jest słusznie z jakimiś wschodnimi i nieco egzotycznymi praktykami. Niektóre strony internetowe i publikacje, niestety zwykle paranoidalno-inkwizycyjne, straszą swoich czytelników tym słowem, twierdząc, że są to praktyki związane z przynależnością do jakiejś sekty, dokonując tym przestępczej psychomanipulacji na społeczeństwie. Wśród wielu różnych rodzajów medytacji istnieją również takie, które są związane z różnymi religiami jak buddyzmem czy hinduizmem, ale istnieje też wzorowana na metodach orientalnych medytacja chrześcijańska, praktykowana w wielu klasztorach. Osoby świeckie również mogą się jej nauczyć i czerpać pożytek z medytowania i wglądu. Zainteresowanych zachęcamy do poszukania informacji na ten temat u kompetentnych nauczycieli jogi, tantry czy ajurwedy. W tym tekście nie zajmujemy się zbyt szczegółowo technikami medytacyjnymi, ponieważ nie ma jednego, właściwego dla wszystkich sposobu przygotowania do medytowania. Każdy musi samodzielnie znaleźć sposoby, które mu najbardziej odpowiadają, a żeby je znaleźć powinien poznać różne szkoły ezoteryczne i wypróbować która z nich najbardziej mu odpowiada, a to z uwagi na poziom rozwoju własnej duszy, jaźni. Można i od początku trzeba medytować siedząc, można też stosować medytację aktywną, w ruchu, taką jak z ćwiczeń Tai-Chi czy Kalaripayat. Przegląd podstawowych używanych technik medytacyjnych można zaleźć na warsztatach dobrych liderów jogi, tantry czy ajurwedy.

    Bez praktykowania medytacji jak powszechnie wiadomo nie ma rozwoju wewnętrznego. Nigdy nie poradzimy sobie ze swoimi problemami, jeśli nie nauczymy się i nie nabierzemy nawyku regularnego wyciszania się, skupienia i koncentracji. Wszystkie problemy życiowe biorą się generalnie ze splątania emocjonalnego, mentalnego i duchowego. Jak myślimy, tak żyjemy, a w naszym życiu realizuje się tylko to, czego się boimy i w co głęboko wierzymy, a czasem to, czego dla nas chcą inni. Problem polega na tym, że często w ogóle nie mamy pojęcia o tym, w co naprawdę wierzymy, ponieważ niektóre przekonania są głęboko ukryte w podświadomości i nie mamy z nimi świadomego kontaktu. Czasem wystarczy jedno niefortunne zdanie wypowiedziane przez naszych rodziców lub inne autorytety, żeby zablokować nasz rozwój na długie lata, a nawet na całe życie. Podświadomość małego dziecka chłonie wszystko bezkrytycznie, a słowa rodziców i innych dorosłych, nawet zupełnie niemądre, przyjmuje jak boskie objawienie. Z drugiej strony często nie wierzymy naprawdę w to, w co według naszych przekonań wierzymy i w co wierzyć powinniśmy. Są to tylko deklaracje słowne lub nawet samooszukiwanie się, jak to widać na podstawie patologii w dużych systemach tradycyjnych religii.

    Żeby osiągnąć cel musimy się wyciszyć, ponieważ tylko w głębokiej ciszy i spokoju usłyszymy głos prawdy. Możemy wtedy usłyszeć głos naszego Anioła Opiekuna, Strażnika, którego ma każdy z nas, naszej Wyższej Jaźni, Aatmana, Puruszy lub samego Boga, Mahadeva. Oczywiście jeśli ktoś jest pełen lęku, może usłyszeć głos, którzy weźmie za głos diabła, lecz będzie to tylko manifestacja jego własnych obaw i niewłaściwych wierzeń. Medytacja jest doskonałą metodą samouzdrawiania, zarówno ciała jak i psychiki, dlatego coraz częściej praktykowana jest w szpitalach i w procesie psychoterapii. Wielu autorów taką uzdrawiającą życie, ciało i umysł medytację nazywa „medykacją”. Choroby, podobnie jak życiowe niepowodzenia, są najczęściej rezultatem niewłaściwego myślenia, stresów oraz hałasu, które stały się nieodłączną częścią naszego życia i dlatego najłatwiej, najbezpieczniej i najzdrowiej jest się ich pozbyć bez leków, praktykując odpowiednią medytację.

    Każdy z nas jest świątynią Boga i ma moc uzdrawiania siebie samego, chociaż o tym nie wie z powodu ignorancji, ściemnienia czy błędnej edukacji szkolnej. Dlatego jest  wielka potrzeba aby chodzić i szukać kogoś jest Guru/h, kto potrafi nawiązać kontakt z Bogiem i leczyć, kto pomaga zajrzeć do własnego wnętrza i tam, w głębi duszy pomaga znaleźć rozwiązanie problemów. Zadaniem medytacji jest nawiązanie kontaktu ze swoją własną boskością zwaną duszą czy wyższą jaźnią. Każdy z nas jest pierwotnie cząstką Boga, ale niewielu ma tego świadomość, a jeszcze mniej umie z tego korzystać. Wmówiono nam, że jesteśmy nieczyści, niedoskonali i niegodni, a przez to bardzo oddaleni od Boga. Osoby zniewolone przez upadającą religię uważają mówienie o własnej boskości za herezję i arogancję i potępiają takie praktyki. Większość z ludzi nie czuje się godna, żeby bezpośrednio kontaktować się z Bogiem czy Aniołami (Deva). Sprawia to, że jesteśmy jak niekochane dzieci, odtrącone i wzgardzone przez rodziców. Jest to paradoksalnie dziwne, zważywszy że religia powołuje się stale na słowa Jezusa, a Jezus nauczał przecież, że Bóg nas kocha i troszczy się o nas.

    Bóg, Anioły (Devas) i uzdrawiające energie są wszędzie wokół, a najwięcej jest ich oczywiście w otoczeniu przyrody i tam najłatwiej jest nawiązać z nimi kontakt. Dlatego pobyt na wakacjach ma taki dobry wpływ na zdrowie – gdybyśmy urlop spędzali w mieście nie czulibyśmy się równie dobrze, jak po pobycie na wsi lub w innym cudownym miejscu. Jednak i w mieście możemy sobie poradzić, bo wystarczy znaleźć spokojny kąt w mieszkaniu, poprosić rodzinę o zrozumienie (a więc nie przeszkadzanie przez ok. 24 minuty) i regularnie w nim praktykować. A jeszcze lepiej jest medytować wspólnie, całą rodziną czy z kilkoma wiernymi przyjaciółmi. Najskuteczniejsza jest medytacja praktykowana 2 razy dziennie, rano i wieczorem, po 24 lub 48 minut. Niestety, nie zawsze jest to dla wszystkich możliwe, więc z konieczności można ograniczyć się do jednego razu, bo lepiej choć raz na dobę a dobrze, niż wcale. Pory świtu i zmierzchu uchodzą za energetycznie najkorzystniejsze dla bardziej uzdrawiających i rozwijających praktyk medytacji!

    Na początku najwięcej kłopotu może sprawić zapanowanie nad chaotyczną aktywnością umysłu określaną jako stan beta fal mózgowych. Ludzie są  przyzwyczajeni do tego, że ich umysł cały czas jest czymś zajęty. Jeśli nie jest, to jego aktywność przejawia się nieustającym „wewnętrznym gadaniem”, z którego często w ogóle człowiek nie zdaje sobie sprawy. To wewnętrzne gadanie towarzyszy nam stale, przez co przyzwyczajamy się do niego i przestajemy je zauważać. Myślenie wymaga dużo energii, tak więc ta niepotrzebna aktywność w stanie beta bardzo ludzi wyczerpuje. Niektórzy mają umysły gadające nawet w nocy, gdy powinni spać i wypoczywać. To już jest bardzo niebezpieczny objaw i ostatni moment, żeby coś z tym zrobić. Taki stan grozi problemami ze zdrowiem psychicznym i nie wolno go lekceważyć! Tak więc na początku musimy nauczyć się opanowywać swój umysł, chociaż nic na siłę, bo może być jeszcze gorzej u osób które już popadły w głębokie patologie umysłowe i psychiczne. To na czym się koncentrujemy rośnie w siłę i materializuje się, tak więc koncentrowanie się na walce zwiększa opór „wroga”. Są różne sposoby radzenia sobie z tym problemem.

    Siadamy z zamkniętymi oczami w wyprostowanej i wygodnej pozycji i staramy się zrelaksować, to znaczy rozluźnić mięśnie i wyciszyć umysł. Szczególnie zwracamy uwagę na mięśnie wokół oczu – gdy one są rozluźnione, rozluźnia się też cała reszta twarzy. Można skupiać się na oddechu, np. wdychając powietrze jedną dziurką, a wydychając drugą, licząc oddechy lub starając się dyskretnie obserwować, jak powietrze wchodzi do nosa i z niego wychodzi. Możemy też zastosować metodę zwaną „stop”. Gdy zorientujemy się, że nasz umysł zaczyna produkować niepotrzebne myśli mówimy „stop” i staramy się utrzymać stan relaksu z wolnym od przypadkowych myśli umysłem. Można medytować z mantrą (którą można dostać od autentycznego Guru/h) lub bez, w grupie lub samotnie. Sposobów jest wiele, jednak praktyka w chociaż kilkuosobowych grupach jest niezbędną podstawą nawet dla wysoko zaawansowanych w praktykach medytacyjnych.

    Po osiągnięciu stanu wyciszenia i głębokiego relaksu powinniśmy poprosić naszą Duszę, Wyższą Jaźń lub samego Boga (Anioła) o pomoc w rozwiązywaniu i pokonywaniu życiowych trudności i w dążeniu do osiągnięcia wyższego rozwoju duchowego oraz wyższej świadomości. Jest to rodzaj modlitwy, ale w niczym nie przypomina ona powszechnie stosowanego klepania próśb, czy pacierzy. Taka modlitwa jest naprawdę skuteczna, i nie ma na początek znaczenia, czy nawiązaliśmy kontakt ze swoją własną Nadświadomością, Aniołem Stróżem czy Bogiem. Natomiast w ciągu całego dnia powinniśmy starać się panować nad naszym myśleniem, nie pozwalać umysłowi na niepotrzebną aktywność, szczególnie na negatywne myślenie czy emocje oraz kierować swoją uwagę na pozytywną stronę rzeczywistości. Nawet jeśli dzieje się coś, co wydaje się złe, należy pamiętać, że na Ziemi nic nie jest tylko złe, ani tylko dobre. Mądry lud wymyślił przysłowie „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” i to powinno być mottem naszego życia. Po pewnym czasie okaże się, że praktyki medytacji odmienią nasze życie i przywrócą lub pozwolą zachować zdrowie.


    Medytacja Naukowo

    Medytacja może być potraktowana jako jedna z najstarszych terapii ciało-umysł, czyli terapii psychosomatycznych. Obecnie coraz bardziej zwraca się uwagę na wpływ umysłu człowieka na stan jego zdrowia, dlatego niejednokrotnie podkreśla się ogromną wartość terapeutyczną i leczniczą medytacji. Jednym z najprostszych wyjaśnień mechanizmów jakie zachodzą podczas medytacji jest teoria o równoważeniu się układu sympatycznego i parasympatycznego. O ile działanie układu sympatycznego jest ważny w sytuacjach wymagających wysiłku i mobilizacji, to działanie układu parasympatycznego pełni bardzo istotną rolę w procesie regeneracji całego ludzkiego organizmu. Medytacja, na poziomie autonomicznego układu nerwowego, stymuluje aktywność układu parasympatycznego, poprzez co przyspiesza i zwiększa poziom regeneracji organizmu. Chociaż funkcja ta jest bardzo ważna jeżeli chodzi o zdolności do odpoczynku fizycznego i psychicznego, to jednocześnie pełni bardzo istotną rolę w naszej zdolności do mobilizacji – im jesteśmy bardziej zregenerowani, tym poziom naszej skuteczności podczas mobilizacji jest wyższy.

    W praktyce zatem, medytacja może być zarówno narzędziem do uwolnienia się od nadmiaru stresu i doświadczenia wewnętrznego spokoju, jak i jest środkiem sprzyjającym naszemu sprawnemu funkcjonowaniu w codzienności. Medytacja uczy bowiem osiągania optymalnego stanu napięcia, bowiem kiedy nadmiernie czegoś chcemy, tak iż nas to przesadnie spina czy wręcz paraliżuje, wtedy, pomimo włożenia bardzo dużej ilości energii – osiągamy mierny rezultat. Optymalny rezultat osiągamy przez wypośrodkowany poziom napięcia i pobudzenia poprzez równowagę pomiędzy mobilizacją, a relaksacją, napięciem, a odprężeniem. Wtedy nasz autonomiczny czyli podświadomy, niezależny od świadomych myśli układ nerwowy funkcjonuje optymalnie wydajnie, co oznacza, że nasza życiowa energia osiąga swoją optymalną drożność. Odkryto bardzo dużą wartość medytacji w leczeniu wszelkich chorób przewlekłych, m.in. chorób układu krążenia, należących do najpoważniejszych chorób cywilizacyjnych. Regularne uprawianie medytacji zwiększa odporność organizmu, poprzez co zmniejsza się ogólna zachorowalność. Niektóre badania sugerują, że zdarzają się nawet przypadki remisji raka (choroby nowotworowej) na wskutek głębokiego praktykowania medytacji.

    Medytacja wpływa na działanie ośrodkowego (centralnego) układu nerwowego, na co wskazują zmiany w wykresach fal EEG oraz badania metodą skaningową. Ponadto stwierdzono także jej wpływ na układ hormonalny, m.in. stwierdzono zwiększenie się poziomu melatoniny i DHEA, a spadek poziomu kortyzolu i TSH. W niektórych państwach, m.in. w USA, Kanadzie, Australii, Indii czy Wielkiej Brytanii, powstają rządowe programy wdrażania terapii poprzez medytację przy leczeniu chorób przewlekłych. Optymalnym stanem rzeczy byłoby, gdyby osiąganie równowagi wewnętrznej pomiędzy pobudzeniem a hamowaniem, pomiędzy reagowaniem na stres, a zrelaksowaniem się, jaką daje medytacja, stało się regularnym elementem współcześnie stosowanych technik w przypadku zaburzeń fizycznych i psychicznych. Medytacja jest znajdywaniem równowagi pomiędzy własnym staraniem się o to, by było dobrze, pomiędzy zabieganiem o przebieg spraw i tor naszego życia, a współpracą z wyższymi duchowymi siłami kosmosu nazywanymi Bogiem, Absolutem, Nieskończonością, itp. Medytujący, będąc na poziomie swojego „ja” i świadomości, jednocześnie otwiera się na podświadome rezerwuary energii życia, jak i nadświadome światło Ducha.

    Pojęcie „świętość”, które jest w istocie bardzo bliskie znaczeniowo słowu naturalność, jeżeli mamy na uwadze pełną duchową naturalność – sięgającą jądra naszej egzystencji, a nie jedynie naturalność biologiczną – może być czasami metodycznie przedstawione jako stan „nie-ja”. Jak zwracają uwagę wielcy praktycy medytacji „nie-ja” w istocie jest bliskie pojęciu „prawdziwe ja”, bo kiedy rozluźniamy wszystkie napięcia na punkcie naszych opinii, lęków, niechęci, kiedy pozwalamy sobie na odczucie, w wewnętrznej ciszy, harmonii ze wszystkimi aspektami rzeczywistości, wtedy doświadczamy najbardziej prawdziwego ja. Mówiąc językiem chrześcijan – „nie-ja” jest jakby „pokorą” – gotowością umysłu na otwarcie się Nieskończonej Mądrości Boga. Ponieważ jednak medytacja opiera się na doświadczeniu, a nie na wierze w jakieś absurdalne dogmaty, dlatego bardziej precyzyjnym określeniem tego otwarcia się na nieskończoność jest „nie-ja”. Nie-ja, to rozluźnienie napięć naszego ja/ego tak, by nasza świadomość mogła się się dopełnić nieskończonością życia i światła.

    Podobnie jak wszyscy żyjemy, tak też każdy z nas może w jakimś, właściwym dla siebie, zakresie doświadczać medytacji. Każdy z nas, nawet jeżeli nie posługuje się celowo i świadomie intuicją, korzysta w jakimś zakresie z witalnej energii przyrody i duchowej energii Nieskończonego Źródła/Ducha. Bez tego jego życie nie byłoby możliwe w żadnym aspekcie. Wyobrażenia o samym tylko materialnym przebiegu procesów życiowych są jedynie koncepcjami naszego poziomu mentalnego i przejawem naszej zdolności myślenia – jednak są utopijne wobec faktów, które stają się bardziej jasne, gdy osiągamy większy wgląd w wyższe wymiary siebie i całości życia. Medytacja jest bardziej świadomym i celowym dostrajaniem się do rezerwuarów witalnej energii życia i świetlistej energii Ducha, a wiele zjawisk kwantowych mocno potwierdza pradawne nauki jogi. Dzięki temu także nasza logiczna zdolność myślenia działa w bardziej sprzyjającym środowisku, gdy jest to środowisko większego odczucia energii i mniejszego odczuwania lęku, a nasze ludzkie ego, ja, wyraża się w bardziej zrównoważony i dojrzały sposób.


    Medytacja a fizjologia

    Badania nad wpływem medytacji na fizjologie człowieka rozpoczęto przeprowadzać już w latach 60-tych choć istnieją i takie z XIX wieku, jeśli o zachodnią naukę chodzi. Stosunkowo szybko stało się jasne, że medytacja zarówno zmienia stan fizjologiczny organizmu, jak i fizyczny. Ujmując te wyniki najbardziej ogólnie możemy powiedzieć, że medytacja, od strony fizjologii rzecz ujmując, jest bardzo szczególnym stanem, w którym utrzymywany jest wysoki poziom działania, aktywności, czy pobudzenia centralnego układu nerwowego i uważności, a jednocześnie występuje głęboki odpoczynek i relaksacja. Innymi słowy – dhyana, medytacja to taki stan relaksu i rozluźnienia, w którym nie pojawia się ospałość i wyhamowanie aktywności układu nerwowego, ale wręcz przeciwnie – znaczny wzrost jego zdolności funkcjonowania.

    Oprócz wspomnianego powyżej oddziaływania medytacji na centralny układ nerwowy jak wysoka zdolność percepcji, przy jednoczesnym relaksie ciała, medytacja oddziałuje na szereg innych układów fizjologicznych. Medytacja ma bardzo duży wpływ na proces oddychania – zmniejszając m.in. zużycie tlenu. Wpływa samoczynnie na rytm oddechu – oddech zwalnia się i pogłębia samoczynnie, kiedy uspokaja się umysł nawet jeśli medytujący nie stara się nic z nim robić. Zanotowano także przypadki poprawnego funkcjonowania fizjologii podczas chwilowych okresów ustania oddechu. Można wiązać to zapewne ze zmniejszaniem się poziomu zużycia tlenu podczas zaawansowanych stanów medytacyjnych. Dlatego takie ustanie oddechu pojawiało się spontanicznie w tych fazach medytacji, które praktykujący określali jako szczytowe pod względem intensywności.

    Ponadto pojawiły się podczas badań niezbite dowody, że stan umysłu, jaki pojawia się podczas medytacji, wpływa bardzo istotnie na układ neuroendokrynologiczny i wydzielanie hormonów przez gruczoły dokrewne. Szczególnie dokładnie poznano wpływ medytacji na aktywność hormonalną przysadki mózgowej i nadnerczy. Równie ciekawym obszarem badań dotyczących działania medytacji, jest jej wpływ na psychikę. To właśnie psycholodzy należeli w zachodnich środowiskach naukowych do najwcześniejszych obrońców technik medytacji. Bardzo wielu psychologów klinicznych stosowało medytację jako terapię, uzupełniającą już od lat 20-tych XX wieku. Szczególnie istotną jej wartością w psychoterapii jest wpływanie na obniżenie poziomu lęku i depresji, których często bez medytacji nie daje się w żaden sposób uleczyć metodami farmakologicznymi. Wiele tak zwanych psychoz to także źle zdiagnozowane przypadki nawiedzeń przez anioły, demony lub duchy zmarłych i jedynie zrozumienie zjawiska oraz nauka radzenia sobie z takimi zjawiskami z pomocą technik medytacyjnych może cudownie uleczyć „pacjenta”, któremu potrzeba bardziej Guru/h i psychologa od zjawisk związanych z przeżyciami religijnymi i mistycznymi.


    Medytacja czyli Dhjana

    Medytacja – najkrócej mówiąc – to rozwój samopoznania, lepszy kontakt ze sobą ale także i z otoczeniem, poznawanie swojego prawdziwego „ja”. Popularne słowo medytacja pochodzi od łacińskiego meditatio w językach zachodnich, bo na Wschodzie używa się zazwyczaj dhjana [Dhyaana], co oznacza potocznie „rozważanie, zagłębianie się w myślach”. W praktyce jednak medytacja może się zaczynać od ćwiczeń w rozważaniu i koncentracji, od doskonalenia funkcji umysłowych – mentalnych, ale po jakimś czasie staje doświadczaniem własnej duchowości, gdyż sfera duchowa jest kolejnym poziomem świadomości: ciało-emocje-umysł-duch. Medytacja zasadniczo nie należy do jakiegoś jednego systemu religijnego i sama w sobie nie wymaga przyjęcia jakiejś jednej wiary i religii. Dobrym zdefiniowaniem byłoby powiedzenie, że medytacja dotyka sedna i esencji wszystkich religii, gdyż wszystkie dojrzalsze, starsze  religie mają na celu zainspirowanie człowieka do odkrycia swojego wymiaru duchowego. Joga wskazuje dhjanę jako istotny czy esencjonalny stopień zaawansowania w praktykowaniu wszelkich jogicznych ćwiczeń jakie wogóle istnieją! Traktaty o jodze powiadają jednak, że „korzeniem czy podstawą medytacji jest osoba Guru/h – żywego, świętego mistrza duchowego”, co pokazuje, że dobre kierownictwo duchowe w praktykach medytacji jest absolutnie niezbędne! Dhyana mulam guru murtih!

    W praktyce medytacje spotyka się zarówno w religiach Wschodu, jak i u mistyków chrześcijańskich (medytacja chrześcijańska) oraz jako skuteczną metodę w psychoterapii. Praktykuje się ją zarówno w celach zdrowotnych, w celach psychoterapeutycznych, jak i w celach bardziej duchowych – np. w celu osiągnięcia oświecenia, zespolenia z Absolutem/Bogiem, w celu przezwyciężenia lęku przed śmiercią, czy wreszcie w celu rozwinięcia mistrzostwa w jakiejś sztuce. Ponieważ medytacja rozwija coraz większą kontrolę nad własnym umysłem, gdzie jest ona niejako duchowym mięśniem, za pomocą którego zarządzamy swoim umysłem, a także emocjami i zdarza się, że również ciałem, często praktykuje się ją obok jakiejś innej sztuki, aby posiąść w niej doskonałość – np. w sztukach walki, w sztuce kaligrafii itd. Wynika to z tego, że podczas medytacji doświadcza się faktycznego zapanowania nad swoim umysłem i przekroczenia jego ograniczeń – odkrywamy, że sfera duchowa faktycznie odgórnie zarządza zarówno umysłem i myśleniem, jak i emocjami oraz ciałem. Jednak nie jest to zarządzanie typowe dla indywidualnego poziomu ego, ale raczej oparte na poczuciu uniwersalnej harmonii.

    Rodzi się pytanie, czy współczesna adaptacja wschodnich systemów duchowych do kultury Zachodniej jest właściwa. Przeciwnicy tego procesu w swym inkwizycyjnym zaślepieniu mówią, że nie, choć czerwienią się przy tym i spuszczają oczy. Warto zwrócić jednak uwagę, że kultura europejska, podobnie jak każda inna wielokrotnie podlegała wpływom innych kultur. Po pierwsze samo chrześcijaństwo napłynęło do Europy z Azji Mniejszej, skąd się wywodziło. Po drugie, już za czasów chrześcijańskich, ekspansja kultury arabskiej na północ Afryki i potem do Hiszpanii spowodowała, że do Europy dotarło wiele trendów naukowych i filozoficznych – zaczerpnięto wtedy wiele z obszarów matematyki i medycyny, jak i na nowo odkryto Arystotelesa i filozofię starożytną (grecką). Przenikanie się kultur wielokrotnie jest rozwojowe dla całej cywilizacji. Rodzi się jednak drugie ważniejsze pytanie – czy próba adaptacji duchowości wschodniej i wschodnich technik medytacyjnych dla Zachodu nie spowoduje spłycenia tych nauk i ścieżek duchowych? Część wielkich i wybitnych nauczycieli duchowych uważa jednak, że istotne i potrzebne jest to, aby z dawnych tradycji umieć wydobyć to, co stanowi esencję i faktyczną treść duchową, a nie poprzestawać na samym tylko naśladowaniu kultury. Nauki duchowe są bowiem tym, co może być wyrażone w każdej kulturze, nie polegają one natomiast na samych tylko zwyczajach kulturowych czy społecznych dlatego należy dokładnie i dogłębnie wyjaśniać znaczenie i sens praktykowania każdego elementu jaki jest stosowany, nic nie robiąc bezmyślnie z samego małpiego naśladownictwa czy chęci przypodobania się liderom grupy!

    Zdaniem wielu mistrzów, warto jednak docenić rolę nauczycieli duchowych, mistrzów i guru/h. Tak na przykład tybetańskie nauki dzogczen, podobnie jak cała joga czy tantra które uważa się za szczególnie zaawansowane i głębokie, co do swojej treści, i które mogą być zaadoptowane do każdych warunków i każdej kultury, nie mogą jednak funkcjonować bez zrealizowanego mistrza, guru/h, który przekaże uczniowi główną zasadę medytacji dzogczen – przebywanie w stanie pełnej obecności i uwagi. Wiele przesłań wskazuje na to, że zainteresowanie medytacją w nowoczesnej kulturze postindustrialnej będzie się systematycznie coraz bardziej zwiększać. Tak jak niegdyś, z końcem XIX wieku, coraz bardziej powszechna dla ogółu zaczęła stawać się edukacja, oferująca większej ilości ludzi osiągnięcie jakiegoś wyższego poziomu dojrzałości intelektualnej, tak też, stopniowo, do powszechnych systemów kształcenia i rozwoju wejdzie trening relaksacyjny, gwarantujący ludziom większą dojrzałość emocjonalną, jak i sama medytacja właściwa, dhyana, sprowadzająca większą dojrzałość duchową. Społeczeństwa, które będą w większym kontakcie ze sobą i duchową podstawą wszechświata (tzw. „Bogiem”), będą w stanie budować codzienność w sposób znacznie bardziej satysfakcjonujący. Ponadto – stopień w jakim cieszy nas to, co postrzegamy, zależy właśnie od naszej inteligencji emocjonalnej i duchowej. Już dzisiaj zauważa się tendencję, by np. wprowadzić medytację jako narzędzie lecznicze, bo medytacja lecznicza jest wprowadzana w USA czy Kanadzie i Australii w niektórych postępowych środowiskach medycznych, czy wspierając proces uczenia się w szkołach publicznych.

    Pod koniec XX wieku także wiele środowisk chrześcijańskich zainteresowało się medytacją. Z jednej strony zauważyć można powrót do wcześniejszych fragmentarycznych tradycji mistycznych chrześcijaństwa, a z drugiej – gotowość do asymilacji sekretnych technik wschodnich, jak to robią przykładowo benedyktyni. Wielu autorów i duchownych podjęło się odkrywania na nowo śladów dawnej mistyki chrześcijańskiej i kabały. Podobnie niektóre klasztory i środowiska chrześcijańskie otworzyły się na wprowadzenie do swoich praktyk duchowych technik takich jak zen czy joga/h. Tak jak w przypadku psychoterapii – metody te niekoniecznie narzucały swój światopogląd, a dawały dosyć skuteczne narzędzia oddziaływania na zaburzoną sferę emocji, tak tutaj, w środowisku chrześcijańskim, odnaleziono w tych technikach narzędzia do pogłębienia swoich przeżyć z obszaru sacrum, które niekoniecznie musiały kolidować z wyznawanym systemem wiary.


    Medytacja – Bhp

    Medytacja jest metodą bezpieczną, choć z ilością technik koncentracji nie należy na początku przesadzać – powinniśmy nie przetrenowywać umysłu, podobnie jak nie zaleca się przetrenowania ciała w sporcie. W przypadku poważniejszych zaburzeń psychicznych (schizofrenia, cyklofrenia, obsesyjne zaburzenia osobowości), bardziej wskazana może być wcześniejsza psychoterapia skonsultowana z psychoterapeutą religijnym znającym się dobrze na doświadczeniach mistycznych. Chodzi o to, że medytacja ma być zapanowaniem nad swoim umysłem, manasem, a następnie przekroczeniem go poprzez wyciszenie umysłu – osoby o wspomnianych zaburzeniach mogą zaś nadmiernie ulegać swoim aktywnościom mentalnym (np. traktować zaburzenia umysłowe jako wizje pochodzenia boskiego), nie umiejąc przekroczyć ich i zdystansować się do nich. Pomocne może być w takim przypadku przejście treningu psychoterapii i nauczenia się medytacji wyciszającej. Medytacja ma przecież oczyścić poziom mentalny, a przy okazji także emocjonalny i duchowy, by bardziej wyraźnie pojawił się poziom duchowy. Jeżeli ktoś – z powodu zaburzeń osobowości – jeszcze bardziej zakłóca i zanieczyszcza poziom mentalny, to tego typu postępowanie błędnie nazywane medytacją, raczej nie poprawia jego samopoczucia i ogólnej kondycji.

    Są to nieliczne ekstremalne przypadki, gdy nie zaleca się zbytniego wchodzenia w odmienne stany świadomości ponieważ osoba zamiast wchodzić w świadomość duchową, rozwija zakłócenia sfery mentalnej. Zdarza się jednak, że jakiś mistrz – osoba wysoko zaawansowana w medytacji – jest w stanie pozytywnie wpłynąć na człowieka o poważnym schorzeniu psychicznym i nauczyć go metod, którymi sobie pomoże. W światowych badaniach nad medytacją stwierdzono szereg jej dobroczynnych skutków. Stwierdzono m.in., że medytacja: – zwiększa poczucie harmonii umysłu, akceptację i pewność siebie, zwiększa łatwość bycia „tu i teraz”, zmniejsza podatność na stres, obniża poziom lęku, zwiększa empatię i spontaniczność, zwiększa niezależność od narkotyków i innych środków uzależniających. Ponadto dhyana pomaga przy wielu dolegliwościach psychosomatycznych, takich jak: nadciśnienie, arytmia serca, migrena, bezsenność, niepokój i napięcie wewnętrzne, chroniczny ból, bezpłodność nieznanego pochodzenia itp. Interesujące są także coraz bardziej popularne na świecie badania i eksperymenty nad wartościami terapeutycznymi i resocjalizującymi medytacji przeprowadzane na więźniach w niektórych więzieniach i to nie tylko w Indii czy USA. Okazuje się, że zazwyczaj zastosowanie medytacji w więzieniach dawało wyraźnie zauważalne efekty objawiające się polepszeniem kontaktów więźnia z personelem oraz zmniejszenia poziomu agresji i napięcia wewnętrznego u więźniów.


    Techniki relaksacji i medytacji

    Podstawą medytacji jest uciszyć Twoje myśli przez skupienie się tylko na jednej rzeczy, co zwane jest relaksacją, odprężeniem. W przeciwieństwie do hipnozy, która jest bardziej pasywnym przeżyciem, medytacja jest aktywnym procesem, który stara się wykluczyć inne myśli dzięki koncentracji myśli na temacie medytacji. W każdym przypadku – pomocnym jest jeśli Twoje ciało jest rozluźnione. Powinno być ono w pozycji, w której możesz przebywać wygodnie przez dłuższy okres czasu, na początek idealnie 20-30 minut. Jeśli jesteś wystarczająco giętki: pozycja lotosu może być od początku odpowiednia. W innym przypadku, siedzenie na komfortowej poduszce lub leżenie na macie jogicznej czy śpiworze może być równie efektywne. Możesz użyć wielu różnych technik koncentracji, a którą wybierzesz zależy od osobistych upodobań i doradztwa Guru/h. Niektóre z nich są opisane poniżej:

    Oddychanie:
    Użyteczną metodą może być skupianie swojej uwagi na oddychaniu. Koncentruj się na swoich wdechach i wydechach czemu mogą temu towarzyszyć numery od 1 do 9 liczone mentalnie. Możesz wyobrażać sobie zmieniające się obrazy numerów z każdym oddechem, chociaż lepiej używać sylaby Om do skupiania i liczenia. Alternatywnie – możesz wyobrażać sobie zdrowie i spokój wpływające do Twojego ciała w czasie wdechu, i wypływający stres i ból w czasie wydechu.

    Skupienie na obiekcie:
    Tutaj skupiasz uwagę całkowicie na badaniu jakiegoś obiektu. Przyjrzyj się, podczas medytacji, jego najdrobniejszym detalom. Zbadaj kształt, kolor, różnicę, budowę, temperaturę i ruchy tego obiektu. Często używanymi obiektami są kwiaty lub płomień świecy, także postać Guru/h czy anioła. Możesz jednak użyć innych obiektów (np. budzika, lampy, filiżanki) z takim samym skutkiem.

    Skupienie na dźwięku:
    Niektórzy lubią skupiać się na dźwiękach. Klasycznym przykładem jest staro indyjskie „Om”, znaczące „boskość”, „moc”, „perfekcja”. Czy będzie to dobra technika, czy nie, zależy od Ciebie.

    Wyobraźnia:
    To może być bardzo odświeżający i przyjemny sposób medytacji. Kreujesz w umyśle obraz przyjemnego i relaksującego miejsca. Wykorzystaj przy tym wszystkie zmysły: „zobacz” to miejsce, „usłysz” dźwięki, „poczuj” zapach, „wyczuj” temperaturę i ruch wiatru. Ciesz się tą lokacją w Twoim umyśle.

    W każdym przypadku ważnym jest trzymać Satkaram – skupioną uwagę. Jeśli pojawią się inne myśli lub przeszkody, pozwól im „odpłynąć”. Jeśli to konieczne, wyobraź sobie przyczepianie myśli do obiektów i wtedy „przesuń” obiekty poza obszar Twojego skupienia. Możesz zauważyć, że Twoja uwaga załamuje się gdy zaczynasz martwić się o upływający czas. W takim przypadku dobrze jest ustawić budzik na czas, w którym masz już skończyć medytacje. Przekonasz się, że gdy będziesz praktykować medytacje, Twoja uwaga się zwiększy, podobnie jak i kreatywność czy zaradność.

    Kluczowe punkty:

    Relaksacja (Pratyahara) jest użyteczną metodą wstępną do Medytacji. Daje ona okres spokoju i czas, w którym możesz dać swojemu ciału odpocząć i oczyścić swój umysł (psychikę) ze stresujących myśli i emocji. Robisz to na początek przez koncentrowanie się na jednej rzeczy przez dłuższy okres czasu, pewnie 20-30 minut, jakieś pół Muhurty, czyli 24 minuty. Obiektem koncentracji może być oddychanie, energia, jakiś konkretny obiekt, dźwięk, obraz słońca lub wyobrażona scena. Okres połowy Muhurty, wedyjskiej godziny, jest czasem przez jaki dziecięcy umysł potrafi utrzymywać skupienie i koncentrację!

    Techniki fizycznej relaksacji (Yogoda)

    Metody typu Yogoda są skuteczne wówczas, kiedy procesy fizyczne wywołały stres, czyli kiedy masz napięte mięśnie lub kiedy do krwiobiegu dostała się duża ilość adrenaliny. Jedna z najlepszych technik fizycznej redukcji stresu jest regularnie uprawiana aktywność fizyczna, taka jak prawidłowa praktyka asan (chiń. czi-kung, qi-kung) czy jogging znany lepiej jako bieg transowy. Ćwiczenia nie tylko poprawiają kondycje fizyczną, ale również obniżają napięcie mięśniowe i poprawiają jakość snu. Ponadto ćwiczenia fizyczne przynoszą jeszcze wiele innych korzyści, których zazwyczaj sobie nie uświadamiamy. Ćwiczący powinni pamiętać o takich faktach historycznych jak pochodzenie Czi-kung (Qi-kung) z systemu Hatha Joga/h czy pochodzenie Tai-Chi z północnoindyjskiego systemu Kalaripayat! Ćwiczenia Asana/s Poprawiają ukrwienie mózgu a tym samym przyczyniają się do lepszego zaopatrzenia tkanki nerwowej w substraty energetyczne oraz tlen. Dzięki temu aktywność intelektualna przynosi lepsze efekty.

    Obciążone procesami myślowymi neurony zużywają więcej produktów energetycznych, nasila się metabolizm, a to w konsekwencji prowadzi do powstawania większej ilości produktów przemiany materii, które obniżają efektywność myślenia, zaś przy długotrwałym wpływie prowadzą do uszkodzenia tkanki mózgowej. Dzięki aktywności fizycznej zwiększa się ukrwienie mózgu a tym samym następuje usuwanie produktów przemiany materii. Czasami potrzeba też przemycia i gruntownego oczyszczenia jelita grubego z nawarstwionych produktów przemiany materii, czyli po prostu lewatywy (Basti) zwanej teraz naukowo kolonoterapią! Aktywność fizyczna powoduje produkcję substancji określanych mianem endorfin. Obecność ich we krwi poprawia samopoczucie. Niestety wiele osób przejawia niewłaściwą postawę wobec aktywności fizycznej takiej jak jogging czy ćwiczenie Asana/s. Nadrzędna zasada, o której zawsze należy pamiętać, brzmi tak: uprawianie sportu jest przyjemnością, jeżeli w twoim przypadku tak nie jest, być może warto zmienić dyscyplinę. Warto polecać także trening jogicznych sztuk walki takich jak oparta na na Hatha Joga/h metoda Wojowników Szamballa, czyli Kalaripayat!

    Progresywna relaksacja mięśniowa

    Progresywna relaksacja mięśniowa (PMR) jest technika ściśle fizyczną służącą do relaksacji w stanach silnego napięcia mięśniowego. Joga przekazuje tę metodę jako dobrze znaną starodawną technikę Jogoda [Yogoda], polecaną przez mistrzów takich jak Jogananda, Babaji, Ananadamurti, Mohan Baba i innych wielkich duchowych nauczycieli. Zasada jest następująca: napinasz bardzo mocno pewną grupę mięśni by były możliwie najbardziej ściśnięte. Utrzymujesz je w takim stanie przez kilka/naście sekund. Następnie rozluźniasz do stanu sprzed ćwiczenia. Konsekwencją jest to, że świadomie starasz się rozluźnić je jak najlepiej. Progresywną relaksację mięśniową, w zależności od potrzeb, możesz stosować tylko do jednej grupy mięśni lub do wszystkich. Aby sprawdzić te metodę zaciśnij pięść najmocniej jak potrafisz, trzymaj ją w ten sposób kilka sekund a następnie rozluźnij mięśnie do stanu sprzed ćwiczenia i jeszcze raz – świadomie rozluźnij najbardziej jak potrafisz. Po skończeniu ćwiczenia odczujesz głęboką relaksacje mięśni, szczególni jeśli będziesz praktykować w rytmie oddychania, bo dla zwiększenia efektu relaksacji, możesz połączyć progresywna relaksacje mięśniową z technika oddechów i/lub wizualizacji. Zwykle ćwiczenie rozpoczyna się od tensji i rozluźniania stóp w pozycji leżącej, znanej jako Śavasana! Ćwiczenie układów Asana/s a także Form Kalaripayattu oparte jest na dynamice napinania i rozluźniania mięśni oraz powiązanej z tym rytmice oddychania!

    Kontrola oddechu

    Metoda głębokich, dolnobrzusznych oddechów jest bardzo skuteczną technika relaksacji i zarazem podstawą tak Hatha Jogi, Zen jak Kalaripayat (Tai-Czi). Na tej filozofii oparte jest ludowe porzekadło nakazujące wziąć dziesięć głębokich oddechów by odzyskać spokój. Metoda ta daje jeszcze lepsze efekty w połączeniu z progresywna relaksacja mięśniową, medytacją lub wizualizacją. Huna zaleca codziennie praktykować 50 głębokich zrelaksowanych oddechów. Joga poleca w różnych wariantach od 21 rano i wieczorem do 84 lub 108 ćwiczeń oddechowych w sesji! Chińska medycyna tradycyjna poleca cztery razy dziennie po około pół godziny pogłębianego oddychania leczniczego dla pacjentów! Rada w postaci głębokiego oddychania przez około 6 minut każdego ranka w połączeniu z wyobrażaniem sobie wchłaniania świetlistej energii świtu poranka, Prańa/h, jest typowym zaleceniem każdego systemu Jogi!

    Ćwiczenia Wprowadzające w Medytacje

    Wstępem do każdej medytacji jest relaks i wyciszenie umysłu, czyli jogiczna Pratyahara, często źle rozumiana lub kiepsko ćwiczona w różnych klubach „ezoterycznych”. Najszybsza metoda relaksacji polega na przejściu świadomością od najdalszych krańców ciała (palce stóp) do głowy i sprowadzenie mięśni do harmonijnej równowagi między napięciem i rozluźnieniem. Po osiągnięciu równowagi daje się odczuć wyraźna przyjemność płynąca z przebywania w swoim ciele. Pogłębienie tego stanu daje sięgnięcie świadomością aż do szpiku kostnego i wypełnienie ciała równoważącymi, złoto-żółtymi energiami elementu ziemi – za wyjątkiem kości, nerek i układu nerwowego, dla których naturalne są krystalicznie chłodne, niebiesko-granatowe energie wody. Głębsza praca nawiązuje do kolorystyki każdego z pięciu tradycyjnych żywiołów w postaci energii świetlnej, to jest ziemi, wody, ognia, powietrza i eteru (Aakaaśa, „Akasza”)!

    Wyciszenie umysłu i emocji osiąga się przez mentalną harmonizację i zabezpieczenie przed negatywnymi  zewnętrznymi wpływami czakramów: Manipura, Anahata i Ajna (Adźńa). Pamiętać przy tym należy o harmonizacji pogłębionego oddechu przez wprowadzenie go w niewymagający kontroli falujący rytm. Blokady oddechu najlepiej rozpracować metodami Prańa Joga/h nawet w postaci uproszczonej jak rebirthing. Bardzo ważną pomocą w medytacji jest rozpoznanie własnych blokad percepcji, identyfikacja fiksacji i zwiedzeń oraz lokalizacja odpowiadających im wzorców, engramów. Kluczem do transformacji tych ograniczeń jest ich akceptacja i zdystansowane spojrzenie na nie, tak jak i na swoje ego, które na wysokim poziomie duchowym ulega sublimacji i rozpuszczeniu w świetle i mocy Kosmicznej Wyższej Jaźni, Boskiej Duszy, Aatma-puruszy.

    Czasem okazuje się, że inni ludzie mnie lub bardziej świadomie podłączają się energetycznie do osoby medytującej. Niezależnie od interpretacji ich działań, niepożądane połączenia można zerwać lokalizując sferę w psychice do której przyczepiły się astralno-mentalne łącza i skupiając na nich Uwagę z intencją odbicia lub zamknięcia połączenia, co działa trochę tak jak ściśnięcie skóry do której przyssał się komar. Faktycznie techniki medytacyjne poprawnie stosowane funkcjonują jak szkło powiększające skupiające promienie słońca, budząc z dystansu wzorce czy engramy po to, by ukierunkować lub rozładować ich energie. Od momentu transformacji wzorzec mentalny, engram staje się zapisem funkcjonowania czakry, do jakiej został przyciągnięty. Myśli i emocje skupiają się bowiem wokół konkretnych czakramów do których archetypowo pasują, tworząc ich aurę, co jest przedmiotem głębszych studiów medytacyjnych jogi i tantry. Przynosi to głębsze uświadomienie sfery ludzkiej istoty, która jest tematem medytacji. Kiedy mówi się o zabrudzonych czakramach to obserwatorzy mają na myśli zwykle wzorce myślo-emocji nagromadzone z powodu własnych ciemnych przeżyć i doświadczeń. Eksperymenty z narkotykami brudzą czakramy powodując poważne zakłócenia w ich pracy, podobnie jak pijaństwo czy nikotynizm.

    Pełne opanowanie przynajmniej jednej techniki prowadzi do zjednoczenia rozdzielonych sfer ludzkiej istoty i otworzenie się na nadświadomą Jaźń, czyli boską Duszę. Wtedy możliwe jest ostatecznie przekroczenie techniki medytacyjnej i zjednoczenie medytacji z życiem i istnieniem. Jest to wejście w nieuwarunkowany stan medytacji, którego konsekwencją jest pogłębienie i poszerzenie techniki medytacyjnej o jej wyższe, ponadmentalne wymiary – nigdy zaś jej porzucenie, co jest jedynie demonicznym błędem. Ten stan oczywiście nie polega na zamknięciu się na technikę medytacyjną, jest raczej przekroczeniem elementarza technik podstawowych, umożliwiającym bezwysiłkowe, synkretyczne używanie ich we właściwej, ale nie w dowolnej kombinacji, tak w codziennym życiu jak i w chwilach wyciszenia czy ekstazy światła, Samadhi [Samaadhi]. Porzucenie kontroli pozwala na obserwację funkcjonowania niższej jaźni, ego, podświadomości, która nauczona technik działa według wyznaczonej jej przez świadomość intencji.

    Medytacja wewnętrznego uśmiechu

    Jest to praktyka otwierająca wszelkie inne działania energetyczne, jako że budzi, zasila i rozluźnia umysł podświadomy, jednoczy Pranę (Qi) i Uwagę w rozluźnionej, pełnej pozytywnych emocji świadomości. Rozpocząć ją można oczywiście po zrelaksowaniu się, szczególnie zrzuceniu spięć z karku, otworzeniu klatki piersiowej, rozszerzeniu przestrzeni międzyżebrowych, rozluźnieniu szyi. Psychicznie warto się zdystansować do wszelkich trosk, napięć międzyludzkich, konfliktów czy zazdrości. Wyobraź sobie kogoś lub coś pięknego, poruszającego Ciebie estetycznie, duchowo. Znajdź w swojej wyobraźni lub otoczeniu to co sprawia Ci radość, to co cię cieszy. Skup się na tej radości, poczuj skąd ta radość u Ciebie płynie. Skieruj swą Uwagę i uśmiech na pępek, poczuj radość w swoim pępku, promieniującą na całe ciało. Możesz poprowadzić swój wewnętrzny uśmiech przez wszystkie swoje organy wewnętrzne, gruczoły, czakry i meridiany. Niech ciało odwzajemni Ci się uśmiechem. Razem z uśmiechem i Skupioną Uwagą (Satkara/m) spontanicznie popłynie Prana/h (Qi), zestrojona z Boską Wolą. Warto złączyć tę medytację z pozytywnymi afirmacjami, wizualizacją sukcesów, koncentracją na pozytywach. Warto uświadamiać sobie stan radości serca i duszy wyobrażając sobie uśmiechnięte serce w środku swej klatki piersiowej, uśmiechniętą małą i świetlistą postać duszy/jaźni mieszkającą w duchowych przestrzeniach serca, która niejako przypomina pełnego radości aniołka czy anieliczkę!

    Medytacja równoważenia

    Świadoma percepcja Nieba i Ziemi (Dyaus i Prithivi) ma wartość bardzo silnie inicjującą. Najsilniejsze ich percepcje płyną odpowiednio z czakr Sahasrara (Korona) i Muladhara (Podstawa). Medytację warto rozpocząć od czakry Ajna (Trzecie Oko), co wytwarza konieczną przestrzeń w czakrze Sahasrara i pozwala na niej lepiej zakotwiczyć Uwagę. Po wchłonięciu potencjału niebiańskiej Prana/h, Qi [Czi]  należy również poprzez Ajna nawiązać kontakt z Ziemią i przesłać z miłością do jej centrum Prana/h, Qi która jest nadmiarowa w rejonie głowy. Matka Ziemia zawsze odpowiada przesłaniem swojej Prana/h, Qi o takim samym charakterze jaki miał przesłany jej potencjał – tutaj wyznaczony przez pozytywne wibracje miłości. W ten sposób zharmonizowaną Prana/h, Qi [Czi],  należy wchłonąć przez Muladharę, skąd łatwo ją przesłać do pępka i zgromadzić w Svayambhu-Linga, zbiorniku Hara w dole brzucha. Koncentracja w obszarze brzucha i pępka, na tak zwanym z japońskiego Zen Hara zawsze ostatecznie balansuje potencjały energetyczne w ciele człowieka, jak również zamyka nadmiernie otwarte ośrodki psychicznej percepcji, chroniąc przed energetycznymi manipulacjami ekspertów od złej czarnej magii i satanizmu.

    Medytacja czakramów [Ćakra/mów]

    Każda czakra [ćakra/m] jest specyficznym obiektem do medytacji i wizualizacji. W początkowym okresie praktyki z czakrami korzystnie jest ograniczyć się do jednej konkretnej czakry w ciągu jednej sesji bądź jednego cyklu sesji. Do medytacji na czakry można zastosować podejście Pingala [Yang] – poprzez różnorodną stymulację, „otwieranie” czakr – oraz podejście Ida [Yin] – wyciszanie ich, „zamykanie”. Balans tych podejść jest niezmiernie owocny, przy czym oczywiście najlepiej jest zacząć i kończyć na wyciszaniu, ktore wygasza aktywność wzorców myślowo-emocjonalnych, engramów. Jest to bardzo pomocne szczególnie wtedy, gdy z daną czakrą łączą się silne przeszłe engramy. Skupienie Uwagi na jednym centrum świadomości pomaga w bezpiecznym rozładowaniu chaotycznych energii, po kolei we wszystkich ośrodkach, a szczególnie w ośrodkach powiązanych przez wibracje płatków i archetypów.

    Istotą takiej medytacji jest skupienie Prana/h i Uwagi (Satkara/m) na danej czakrze, poprzez uświadamianie sobie punktu lub punktów akupunktury, jakie jej odpowiadają, wizualizację jej symbolicznej jantry [Yantra/m], śpiewanie mantry bądź uświadamianie sobie przepływu oddechu i Prana/h przez daną czakrę. W miarę praktyki znika wrażenie wysiłku związanego ze skupieniem i staje się ono naturalnym, bezwysiłkowym stanem umysłu. Koncentracja (Dharana) może być twardo ukierunkowana na konkretny punkt, albo rozproszona dla wyczucia sfery energii generowanej przez czakrę. Średnica aury punktów akupunktury zwanych Marma zależy od skupionej na nich Prany i mocy Uwagi. Daje to możliwość diagnozowania obecności engramów bądź określania poziomu koncentracji. Największe Marmas („punkty”, „obszary”) akupresury mają średnicę własnych czterech palców dłoni w ich najszerszym miejscu mierzoną, a najmniejsze z najważniejszych 108 mają srednicę ½ grubości kciuka, co jest powszechnie wiadomym dla specjalistów przedmiotu!

    W medytacji na czakry zazwyczaj używa się afirmacji i mantramów, czyli powtarzanych fraz mających służyć jako pozytywna autosugestia lub wibracja dźwiękowa. Istotą efektywnej afirmacji nie jest jednak sam pozytywny program, ale dotarcie do negatywnych treści płynących z reaktywowanych przez niego wzorców psychicznych, engramów. Wiele energii poświęcono na obudowywanie pierwotnych blokad werbalnym interface’em, jakim jest jogiczne programowanie umysłu, czyli Brahma-ćintana, afirmatywna modlitwa. Afirmacje wykorzystują i rozbudowują podstawowy engram identyfikacji z etykietką jaką nadaje nam otoczenie – nabytym ego mogą zatem być kruchym fundamentem drogi życiowej, szczególnie wtedy, gdy wyłania się spod bagażu społecznie pożądanych identyfikacji ostateczna samoświadomość Jaźni. Dlatego procesy intensywnego afirmowania zwykle poprzedza okres Uwalniania (Vairagya/m) od wszelkich nagromadzonych w danym temacie życiowym negatywności, błędów, nałogów czy nawyków! Treści jakie się pojawiają w świadomości podczas medytacji mogą być ekstatycznie pozytywne jak i katarktycznie negatywne. W obu tych skrajnościach zdrowe jest – szczególnie jeśli cel medytacji jest głębszy – zachowanie dystansu do wszelkich przeżywań doznawanych w czasie medytacyjnych procesów.


    Vipassana

    Rozwój nauki i technologii, transportu i komunikacji, rolnictwa i medycyny zrewolucjonizował życie ludzi na poziomie materialnym. W rzeczywistości ów postęp jest jedynie pozorny – kobiety i mężczyźni naszych czasów żyją w warunkach ogromnego psychicznego i emocjonalnego napięcia, nawet w rozwiniętych i bogatych krajach. Problemy i konflikty narastające na tle rasowych, etnicznych, religijnych i kastowych uprzedzeń dotyczą mieszkańców każdego kraju. Ubóstwo, wojny, broń masowej zagłady, choroby, narkomania, groźba terroryzmu, dewastacja środowiska naturalnego i zanik wartości moralnych stawiają pod znakiem zapytania przyszłość naszej cywilizacji. Wystarczy rzut oka na pierwsze strony gazet, by uświadomić sobie cierpienie i głęboką rozpacz, jakie dotykają mieszkańców naszej planety. Czy istnieje droga wyjścia z tych problemów zdających się nie mieć rozwiązania? Odpowiedź brzmi jednoznacznie: tak. Na całym świecie widoczne są zmiany, jeśli tylko ludzie medytują. Ludzie próbują znaleźć metodę, która przyniesie pokój i harmonię, odbuduje wiarę w siłę ludzkich wartości i stworzy świat oparty na wolności oraz nieskażony jakąkolwiek formą wyzysku: społecznego, religijnego czy ekonomicznego. Tą metodą może być twórcza medytacja Vipassana lub do niej metodycznie podobna technika nauczana przez mistrzów Jogi czy Tantry. Technika medytacji Vipassany jest metodą wiodącą od wszelkiego cierpienia ku wolności. Usuwa pożądanie, niechęć i ignorancję, które są odpowiedzialne za nasze nieszczęście. Praktykujący stopniowo pozbywają się głęboko ukrytych przyczyn cierpienia i zyskawszy równowagę umysłu wychodzą z mroku dawnych napięć w kierunku szczęśliwego, zdrowego i użytecznego życia. Jest wiele relacji potwierdzających ten proces.

    Technika medytacyjna Vipassana jest prostym i praktycznym sposobem na osiągnięcie prawdziwego spokoju umysłu i prowadzenie szczęśliwego, pożytecznego życia. Vipassana znaczy “widzieć rzeczy takimi, jakimi są”; to logiczny proces oczyszczania umysłu poprzez samoobserwację. Od czasu do czasu wszyscy ludzie doświadczają uczucia strachu, niepokoju, frustracji czy dysharmonii. Kiedy cierpimy, nie ograniczamy naszego nieszczęścia do nas samych, lecz przenosimy je na innych. Nie jest to właściwy sposób na życie. Wszyscy dążymy do życia w zgodzie ze sobą i z tymi, którzy nas otaczają, o ile to tylko możliwe. Ludzie są istotami społecznymi – musimy żyć w relacjach z innymi. Jak więc żyć w pokoju, jak pozostawać w wewnętrznej harmonii i zachowywać spokój i harmonię wokół nas? Vipassana to jedna z technik, która umożliwia nam doświadczanie spokoju i harmonii: oczyszcza umysł, uwalnia od cierpienia i głęboko zakorzenionych przyczyn cierpienia. Praktyka prowadzi krok po kroku do najwyższego duchowego celu – całkowitego wyzwolenia od wszystkich mentalnych zanieczyszczeń.

    Tło historyczne

    Vipassana jest jedną z najstarszych indyjskich technik medytacyjnych, a została na nowo reaktywowana 2600 lat temu przez Gautama Buddhę i jest esencją tego, co praktykował i czego nauczał przez 84 lata swego życia. W czasie życia Buddha wielka liczba ludzi w Północnych Indiach wyzwoliła się z więzów cierpienia poprzez praktykę medytacji Vipassana. Po pewnym czasie technika rozpowszechniła się w sąsiednich krajach: Birmie, Sri Lance, Tajlandii i innych, gdzie przyniosła tak samo dobre efekty. Pięć wieków po śmierci Gautama Buddy, szlachetna metoda Vipassany znikła z Indii wraz z buddyzmem. Czystość przekazu została pozornie utracona, choć praktykowana była ciągle w tajemnych bractwach jogi i tantry. Technika w wersji buddyjskiej przetrwała głównie w Birmie i Bhutanie dzięki łańcuchowi oddanych nauczycieli. Z pokolenia na pokolenie przez ponad 2500 lat nauczali oni Vipassany w nieskazitelnie czystej formie. W naszych czasach dzięki mistrzom medytacja Vipassana w postaci uproszczonej wróciła do Indii i ponad 80 innych krajów. Vipassana powróciła do kraju swego pochodzenia, Indii, jako ratunek dla tamtejszych licznych problemów egzystencjonalnych. Mistrzowie żywią przekonanie, że technika Vipassany rozprzestrzeni się z Indii na cały świat niosąc korzyść całej ludzkości. Bezcenny klejnot Vipassany przechowywany w niewielkim kraju Birmie może teraz służyć mieszkańcom wielu miejsc na świecie. Dzisiaj coraz większa liczba ludzi ma możliwość uczyć się tej prostej sztuki życia dającej trwały spokój i szczęście. Oczywiście dla bardziej zaawansowanych należy polecić głębsze rozwinięcia tej początkowej metody dawane przez mistrzów starej tradycji jogi czy tantry!

    Praktyka Vipassana

    Aby nauczyć się podstaw uproszczonej Vipassany, należy wziąć udział w 10-dniowym stacjonarnym kursie prowadzonym przez wykwalifikowanego nauczyciela. Kursy odbywają się w ośrodkach Vipassany oraz w innych miejscach. Podczas kursu uczniowie pozostają na jego terenie i nie kontaktują się ze światem zewnętrznym. Powstrzymują się od czytania i pisania, praktyk religijnych i innych aktywności zwyczajowych. Stosują się do wymagającego rozkładu dnia zawierającego około 10 godzin siedzącej medytacji. Uczniowie są zobowiązani do zachowania milczenia i nie porozumiewają się z innymi studentami, aczkolwiek mogą rozmawiać o sprawach dotyczących medytacji z nauczycielem oraz o kwestiach natury organizacyjnej z kierownictwem kursu. Naukę techniki można podzielić na trzy etapy. Na początku studenci praktykują powstrzymanie się od jakichkolwiek zachowań krzywdzących inne istoty. Podejmują się przestrzegać pięciu moralnych wskazań. Wstrzymują się od: zabijania, kradzenia, kłamania, niewłaściwych zachowań seksualnych i używania środków odurzających. Przestrzeganie tych zasad pozwala na wyciszenie umysłu w takim stopniu, by mógł on sprostać czekającemu go zadaniu. Następnie przez pierwsze trzy i pół dnia kursu studenci praktykują medytację Anapana koncentrując uwagę na oddechu. Praktyka ta pozwala rozwinąć kontrolę nad umysłem.

    Dwa pierwsze kroki: właściwego postępowania w życiu i rozwinięcia kontroli nad umysłem są niezbędne i korzystne, jednakże niekompletne bez podjęcia trzeciego kroku: oczyszczania umysłu z zalegających w nim nieczystości. Trzeci etap tej medytacji realizowany przez ostatnie sześć i pół dnia jest właściwą praktyką Vipassana: uczeń z klarownością wewnętrznego doświadczenia poznaje swoją fizyczną i psychiczną strukturę osobowości. Kilka razy dziennie studenci otrzymują odpowiednie instrukcje medytacyjne, a kolejne etapy pracy omawiane są przez Nauczyciela Dharmy (Acharya) podczas wieczornych wykładów i prezentacji z taśm video. Przez pierwsze dziewięć dni kursu obowiązuje całkowite milczenie. Dziesiątego dnia studenci mogą rozmawiać i powoli powracają do kontaktów ze światem zewnętrznym, zaś kurs kończy się rankiem 11 dnia praktyki. Odosobnienie zamyka się praktyką Maitri-Bhavana – pełna miłości dobroć lub życzliwość dla wszystkich. Jest to technika medytacyjna, która pozwala na podzielenie się owocami praktyki ze wszystkimi istotami. Wszystkie kursy na całym świecie finansowane są wyłącznie z dobrowolnie ofiarowywanych dotacji, nie ma opłat za uczestnictwo. Koszty kursów pokrywane są całkowicie z dotacji starszych uczniów, czyli takich osób, które ukończyły przynajmniej jeden kurs tej metody medytacji. Pragnąc podzielić się korzyściami, jakie sami odnieśli, ofiarowują dotację umożliwiając innym wzięcie udziału w kursie i nauczenie się czym jest medytacja. Nauczyciel ani nauczyciele-asystenci nie otrzymują wynagrodzenia, gdyż są wolontariuszami. Zarówno oni jak i obsługa kursów pracują jako wolontariusze, gdyż zgodnie z najczystszą tradycją buddyjską nauczanie Vipassany przekazywane jest za darmo, bez jakichkolwiek opłat – wspierane jest wyłącznie przez dotacje płynące ze szczerego uczucia wdzięczności i chęci dzielenia się z innymi.

    Współczesna Vipassana wywodzi się z tradycji buddyjskiej lecz może być akceptowana i praktykowana przez ludzi różnych wyznań. Gautama Buddha nauczał Dharmy – drogi, prawdy, ścieżki. Swoich uczniów nie nazywał “buddystami”, określał ich mianem “Dharmini” czyli tymi, którzy podążają ścieżką prawdy. Technika zakłada, że wszystkich ludzi dotyczą te same problemy, a proponowana przez nią metoda ich rozwiązywania tych jest pragmatyczna, naukowa i może być stosowana przez wszystkich ludzi. Kursy Vipassana Dhyana/m są dostępne dla każdego, kto szczerze pragnie nauczyć się techniki – niezależnie od rasy, pochodzenia społecznego, wiary czy narodowości. Chrześcijanie, hinduiści, muzułmanie, buddyści, żydzi oraz wyznawcy innych religii z powodzeniem praktykują medytacje Vipassany. Cierpienie jest udziałem wszystkich, a zatem uniwersalne problemy wymagają uniwersalnych rozwiązań. Na przykład: gdy doświadczamy uczucia złości, nasza złość nie jest chrześcijańską złością czy buddyjską złością, chińską złością czy polską złością. Podobnie miłość i współczucie nie przynależą do żadnego miejsca, społeczności czy wiary – są to uniwersalne ludzkie wartości zależne od stanu umysłu. Ludzie o różnych poglądach praktykujący Vipassanę doświadczają pozytywnej przemiany w medytacji, a nacja polek i polaków powinna szczególnie wyzbywać się zaborczości i zawiści oraz zazdrości, gdyż emocje te szczególnie demonicznie kalają cały naród od wielu pokoleń!


    Medytacja Transmisyjna i Trójkąty

    Medytacja Transmisyjna znana lepiej jako laja joga dhjana jest specjalistyczną formą grupowej medytacji w której uczestnicy oferują siebie swoje ośrodki energetyczne, czyli czakramy [ćakram/y] jako instrumenty do obniżania potencjału i transformowania duchowych energii pochodzących od Duchowej Hierarchii Mistrzów – Guru/h którzy są starszymi braćmi rasy ludzkiej, nadzorujący i przewodzący naszej ewolucji. W ten sposób zaopatrują oni naszą planetę w energie, które przekształcają nasz świat i które są bardziej dostępne i pożyteczne dla ludzkości i dla innych królestw w naturze. Według ezoteryków i międzynarodowego mistrzów Medytacja Transmisyjna (MT) jest najważniejszą pracą, którą wszelkie grupy duchowe mogą dzisiaj z łatwością wykonywać. Nie jest ona przeciwstawna żadnej innej formie medytacji, którą być może praktykujesz. W rzeczywistości wzmocni ona wszelką twoją medytację oraz inną działalność i służbę. Trzeba pamiętać, że grupa transmisyjna nie jest koniecznie miejscem, gdzie należy szukać indywidualnych porad, przesłań channelingowych, kontaktu z planami astralnymi, a wręcz przeciwnie powinno się channelingu unikać. Jest to po prostu oddawanie siebie w służbę Najwyższemu Bogu dla dobra świata ludzkości i planety. Jednak ubocznym działaniem tego bezinteresownego czynu jest przyspieszony rozwój duchowy uczestników MT. To co można osiągnąć w ciągu dwudziestu lat osobistej medytacji, dokonać można w ciągu jednego roku stałej i prawidłowej pracy transmisyjnej pod opieką dobrego mistrza, guru/h.

    Kiedy energie wschodzącego Wodnika zaczynają pobudzać nasze umysły i serca, i kiedy zaczynamy kontaktować się z naszym wyższym aspektem, czyli z duszą, z aatmanem, odczuwamy nowy i trudny do określenia impuls. Kiedy ten impuls wzrasta nieodzownie prowadzi on nas do kontaktu z ludźmi i z sytuacjami, w których można go wykorzystać. Impuls ten, powstający na poziomie duszy, nazywa sie służbą, sevą. Jest ona jedną z tych wielkich nauk, które rozwiną sie w czasie Nowej Ery Wodnika trwającej ponad 2 tysiące lat. Służba Nowej Ery, czyli Medytacja Transmisyjna jest najmocniejsza, kiedy jest pełniona w grupie. Jest to znany fakt, grupa może przesłać o wiele więcej energii aniżeli osoba medytująca pojedynczo. Medytacja Transmisyjna oferuje jedyną w swoim rodzaju możliwość służenia ludzkości poprzez współpracę z innymi ludźmi w twoim miejscu zamieszkania czy okolicy. Rozpoczyna się i zakańcza intonowaniem synchronizacyjnej sylaby OM (AUM), który to dźwięk jak i znak służy połączeniu i pojednaniu na poziomie duchowym, na poziomie duszy, wyższej jaźni! Wszyscy siedzą w kręgu lub w kilku kręgach i skupiają Moc Światła Duszy rozsyłając słoneczne promienie ze swych umysłów do wszystkich potrzebujących do całej ludzkości i stworzeń! Grupa MT nazywana jest ezoterycznym Kręgiem Światła oczyszczającym planetę, gdyż boskie Światło rozpuszcza i usuwa wszelkie zło, jeśli jest odpowiednio skupione i skierowane z pomocą Modlitwy Pokoju czy Mantry!

    Medytacja jest, w zależności od rodzaju, mniej lub bardziej naukową metodą nawiązania kontaktu ze swoją boską duszą i w efekcie zjednoczeniem z nią. Taki jest właściwy cel każdej autentycznej i poważnie praktykowanej medytacji. W odróżnieniu od wielu innych rodzajów ćwiczeń, Medytacja Transmisyjna przyciąga tylko takich ludzi, których pragnieniem jest służyć bezinteresownie dla wspólnego dobra całej ludzkości. Pragnienie służby innym staje się zauważalne dopiero wtedy, kiedy wytworzy sie w pewnej mierze kontakt z boską duszą, z wyższą jaźnią ludzkości i stworzeń. Dzieje się tak, ponieważ to boska dusza chce służyć innym. Twoje ciało fizyczne, które wszyscy widzimy jest na tym planie nośnikiem duszy, wyższej jaźni, puruszy. Ale w istocie jesteśmy duszą, inteligentną duchową istotą na wyższych planach. Celem medytacji jest zestrojenie fizycznego mózgu i osobowości na planie fizycznym z duszą, z aatmanem czy puruszą tak, żeby stopniowo mogło nastąpić nasycenie tego nośnika osobowości energią i właściwościami duszy. Im wyższy stopień duchowego rozwoju tym większa jedność w pracy grupowej, tym większe doświadczenie unifikacji z innymi, głębia jogi!

    Mistrzowie Mądrości dysponują ogromnymi energiami duchowymi, a medytacja, Dhyana w swym znaczeniu istotnym, esencjonalnym oznacza „Przepływanie Światła”. Większa część niewidzialnej pracy Mistrzów Mądrości, Guru/h, polega na rozprowadzaniu świetlistych energii po świecie oraz w przyrodzie. Celem mistrzów mądrości jest spełnienie Planu ewolucyjnego przewidzianego dla naszej planety Ziemi. Wiele z tych światłych energii jest pochodzenia kosmicznego i gdyby były kierowane bezpośrednio na Ziemie, odbijałyby się od ludzi, ponieważ ich częstotliwość jest zbyt wysoka. Grupy Medytacji Transmisyjnej służą jako stacje pośrednie, służą jako transformatory dla kosmicznych prądów. Mistrzowie wysyłają energie duchowe poprzez czakramy [ćakram/y] uczestników grupy. W ten sposob energie te są automatycznie transformowane i dzięki temu stają się dostępne i bardziej użyteczne ludzkości. Następnie mistrzowie kierują je w te miejsca na Ziemi, gdzie są najbardziej potrzebne. Powstanie każdej grupy medytacyjnej, grupy Transmisji Światła jest wielkim błogosławieństwem i wsparciem tak dla całej okolicy jak i dla całej planety, stąd zachęta Oświeconych Mistrzów, Guru/h, aby tworzyć jak najwięcej Grup Medytacji Transmisyjnej (GMT), a także jak najczęściej uczestniczyć w esencjonalnej, anielskiej czy jak kto woli boskiej pracy jaką jest Dhyana, Medytacja Światła!

    Medytacja Trójkątów

    W przypadku kiedy formowanie grupy laja joga/h lub przyłączenie sie do grupy transmisyjnej na planie fizycznym nie jest możliwe, stworzenie trójkąta medytacyjnego z dwoma innymi osobami daje możliwość brania udziału w tej formie służby laja joga/h, choć nie jest to już taki sam poziom duchowej mocy. Trójkąt jest grupą trzech osób, które łączą się w myślach na kilkadziesiąt minut twórczej medytacji laja joga/h. Nie muszą one mieszkać w tej samej okolicy, i nie jest konieczne synchronizowanie godziny do wykonania tej pracy, chociaż jeden czas pracy jest wysoce pomocny. Ponieważ więzi trójkąta zbudowane zostaną z substancji mentalnej, mogą być ożywione nawet wtedy kiedy tylko jeden z uczestników wykonuje tę pracę. Medytacja jako praca w trójkącie jest prosta, łatwa i bardzo twórcza. Mentalnie połącz się z pozostałymi uczestnikami. Wtedy powiedz na głos 3 lub 7 razy Om (Aum), i jeśli to możliwe Wielką Inwokację. Zobacz swój Trójkąt połączony ze wszystkimi innymi Trójkątami i z Grupami Transmisyjnymi i medytacyjnymi na Ziemi. Zobacz jak to białe światło krąży w tej sieci punktów ogniskowych i rozprzestrzenia sie aby otoczyć świat, pomagając w ten sposób strumieniem Światła i Miłości objąć całą ludzkość.

    Poprzez zastosowanie metody Trójkątów jest wytwarzana i pielęgnowana sieć światła i dobrej woli pokrywająca całą planetę. Sieć ta dostarcza niezbędnych splecionych włókien oświetlonej mentalnej substancji, przez które przepłynąć może duchowa energia. Praca w trójkątach jest drogocenna służbą dla ludzkości oraz przyrody i może być wykonywana razem z Medytacją Transmisyjną znaną lepiej jako uproszczona Laja Joga. Anioły Boga, Deva/s każdego dnia o świcie i o zmierzchu posyłają duchowe, Boskie Światło dla wszystkich, którzy są zdolni odbierać boską oświecającą energię duchową i transmitować ją dla innych, co oznacza Dhyana/m, właściwy proces medytowania w najistotniejszym sensie słowa medytacja! Wszelkie ćwiczenia medytacyjne są w istocie przygotowaniem do podjęcia anielskiej, duchowej służby Przekazywania Światła, ale jest to praca, która tak naprawdę wymaga wysoce oczyszczonego i wysubtelnionego umysłu, bliskiego Oświecenia! Ci, którzy są Oświeceni wypełniają Dhyana/m każdego dnia o właściwych porach przez całe swoje życie i nie chwalą się tą służebną, boską pracą dla ludzkości i wszystkich stworzeń planety!

    Mistrz Djhwal Khul na temat medytacji i służby Światła

    „Uczniowie i wtajemniczeni uczą się poprzez medytację techniki za pomocą ktorej rozum Boga, uniwersalny rozum, czyli proces myślenia planetarnego logosu, może być zanotowany i zarejestrowany. Musicie nauczyć się dawać szerszą konotację słowu „medytacja“ niż dawaliście mu do tej pory. Medytacja, Dhyana, oznacza bycie otwartym na impresję duchową, a więc na współpracę z Hierarchią Mistrzów.“

    „Metoda pracy Duchowej Hierarchii jest impresją umysłów swoich uczniów, pracą w której Mistrz [Guru/h] jest nadajnikiem, a uczeń jest odbiorcą impresji i energii“

    „Potrzeba dzisiejszego świata nigdy nie była tak wielka, ani odpowiedzialność spoczywająca na tych którzy kroczą po ścieżce uczniów równie głęboka, prawdziwa i pilna… My potrzebujemy tych, którzy poszukują bliskiego kontaktu ze swoimi duszami i z nami, którzy usiłują dzisiaj przewodzić rasie ludzkiej.“

    „W tym dniu nagłej potrzeby i rozwijającej się sposobności niech wszyscy uczniowie podejmą swoją decyzję zaofiarowania tego wszystkiego co posiadają, aby pomóc ludzkości… Nadeszła ważna godzina i wzywam was wszystkich, którym staram sie pomóc, abyście przyłączyli się do wytężonego wysiłku wielkich mistrzów mądrości. Oni pracują dzień i noc usiłując ulżyć ludzkości. Oferuję wam sposobność i mówię wam że jesteście potrzebni – nawet ci najmniejsi pomiędzy wami. Zapewniam was, że grupy uczniów, pracujących zgodnie i z głęboką i niezałamującą się wzajemną miłością dla siebie, mogą osiągnąć znaczące wyniki.“

    Wiele błogosławieństw dla wszystkich,
    którzy przyłączają do tej wielkiej pracy Oświecania planety!

    Mohan Ryszard Matuszewski
    Himavanti Sampradaya

  • Anioły i Archanioły Boga – Nadzieja Skrzywdzonych

    Anioły i Archanioły Boga – Nadzieja Skrzywdzonych

    Anioły – gr.: Angelos, hebr.: Mala’ch, arab.: Malāk, w sanskr.: Dewa – są kochającymi wysłannikami Boga-Stwórcy przypominającymi nam kim jesteśmy, wskazującymi i pomagającymi w naszej drodze w odkrywaniu naszej bożej istoty, są światłem, które emanuje pokój, miłość i harmonię. Orientalna, wedyjska Bhakti Joga jest powszechnie znaną i praktykowaną metodą duchowego rozwoju anielskich dusz jakie odradzają się na Ziemi! Bóg stworzył anioły z tęczy radości, szczęścia (Ananda) i wiary w nas samych. Prawie każdy doświadczył w swoim życiu obecności aniołów, w postaci snów, opieki, wewnętrznego głosu, uszczypnięcia w policzek lub głaskania po głowie. Pierwotnie, ludzie zostali stworzeni jako boże i doskonałe istoty lecz w czasie swojej ziemskiej wędrówki zapominają o tym. Czasem można poczuć ciepło wokół swoich ramion, ciepło bijące od stóp do głów lub miłość i światło, które Nas nagle otacza. Możemy również usłyszeć głos anioła w postaci słów, śpiewu ptaków lub szumu wiatru, niektórzy słyszą bicie dzwonów. Anioły mówią do nas na tysiące różnych sposobów, często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie nasz anioł usiłuje nam coś powiedzieć. Święci, mistycy i poeci debatowali i oświadczali przez stulecia, jak mogą wyglądać anioły i kiedy możemy je zobaczyć. Dla artystów, bez wątpienia, anioły są widzialne i sposoby ich przedstawienia zmieniały się, tak jak sztuka i społeczeństwo zmieniały się w ciągu wieków. Możemy spotkać obrazy uskrzydlonych istot – mężczyzn, kobiet i zwierząt w wielu kulturach antycznych. Niektóre z tych „protoaniołów” bardziej znane to monumentalne uskrzydlone figury z pałaców asyryjskich, rzymskie uskrzydlone istoty z Pompejów, i w szczególności grecka bogini Nike, reprezentująca kulturę klasyczną. Przez wieki czyniono próby, by ustalić organizację i hierarchię aniołów. W kulturze chrześcijańskiej najczęściej cytuje się dzieło syryjskiego mnicha z V w. n.e., Pseudo-Dionizego Aeropagity „Hierachia niebieska”. W księdze tej wymienia on trzy hierarchie mające po trzy chóry anielskie, coraz mniej znaczące: (1) serafiny, cherubiny i trony (2) panowania, cnoty i potęgi (3) książęta, archanioły i anioły. Pierwsza hierarchia służy i adoruje Boga, druga kontempluje wszechświat a trzecia zajmuje się sprawami ludzi. W tej trzeciej hierarchii anioły książęta czuwają nad narodami, archanioły zajmują się ludźmi w sytuacjach nadzwyczajnych zaś aniołowie funkcjonują jako strażnicy dnia codziennego. Należy uważać, aby w doświadczeniach własnych nie pomylić aniołów z demonami, którzy są subtelnymi wysłannikami krainy zła i mroku wiodącymi ludzi do grzechu narkomanii, pijaństwa, hazardu, mięsożerstwa, kradzieży i wyzysku czy innej pomylonej zbrodni!

    Zanim pierwszy raz przyszliśmy na ten świat, podobno mieszkaliśmy z aniołami w rajskim ogrodzie, ale wiele dusz żyło też w piekłach upadku. Kiedy zapadła decyzja o naszym narodzeniu, Anioł Stróż położył nam palec na ustach, byśmy nie opowiadali o tym, co przeżyliśmy w niebie czy zaświecie. Ślad jego dotyku ma każdy z nas – to podłużne wgłębienie pomiędzy nosem a górną wargą. Tym pięknym baśniowym tekstem pragnę zachęcić was do poznania niesamowitego świata, który nas otacza lecz jego niematerialność jest niewidoczna dla naszych ludzkich zmysłów. Dobry Bóg w swoim niesamowitym dziele stworzenia prócz nas stworzył także anioły. Mają one różne zadania, a jednym z tych zadań jest opieka nad ludźmi i innymi żyjącymi stworzeniami! Chrześcijaństwo swój podział istot anielskich oparło w dużej mierze na ezoterycznej tradycji judaizmu. Dzieli ono anioły na trzy hierarchie i dziewięć chórów anielskich:

    I. Trony, Cherubiny, Serafiny;
    II. Panowania, Zwierzchności, Moce (Potęgi);
    III. Księstwa, Archaniołowie, Aniołowie!

    W wieku atomowym, kiedy świat zewnętrzny zajmuje całą uwagę ludzkości, nie można zapominać o innym świecie, o wiele cudowniejszym od materialnego – o niewidzialnym świecie aniołów Boga. Jego poznanie i współżycie z nim musi iść w parze z ogólnym rozwojem, o ile człowiek ma zachować swoją godność i spełnić swe przeznaczenie. Obowiązek ten jest tym ważniejszy, że pośród duchów niebieskich żyjemy i do wiecznego z nimi obcowania ostatecznie zdążamy. Niektórzy z nich, Aniołowie Stróże, Strażnicy, są naszymi najlepszymi i nieodłącznymi towarzyszami ziemskiej pielgrzymki. Podczas ziemskiej pielgrzymki człowieka Anioł Stróż jest zawsze przy nim i nigdy od niego nie odchodzi. Bowiem Anioł ten otrzymał od Boga misję wypełniania planów Opatrzności wobec człowieka, rodziny, plemienia czy narodu. Jak długo żyje człowiek na Ziemi, tak długo trwa realizacja tych planów i tak długo musi być przy nim Anioł Stróż, który czuwa z wyższej sfery bytu. To prawda, że Strażnik nie zawsze zapobiega nieszczęściom i cierpieniom, nie zawsze nie dopuszcza do popełnienia grzechu, nie zawsze uzdrawia, ale to z uwagi na Karman skutków czynów, słów i myśli jakiego doświadczają ludzie. Nie jest to jednak równoznaczne z porzuceniem człowieka przez jego anioła. Jeśli zaś Pisma Święte mówią o opuszczeniu kogoś przez aniołów (Jr.51,9), należy przez to rozumieć, że nie zapobiegli oni spadającym na człowieka nieszczęściom. Mistycy dzielą dobrodziejstwa świadczone ludziom przez Aniołów Stróżów na dwie główne grupy: jedne odnoszą się do ciała i spraw doczesnych, a drugie do duszy i jej zbawienia. Zanoszą nasze modły do wyższych Hierarchii, a nawet do Boga i wstawiając się za nami, przyczyniają się do naszego zbawienia i wyzwolenia. Są nam pomocni szczególnie w godzinie choroby, trudności czy śmierci i walczą o to, abyśmy zeszli z tego świata w stanie łaski i błogosławieństwa. Po śmierci ciała święte dusze Anioły Śmierci prowadzą do nieba, a te, które czeka jeszcze pokuta – do piekielnego czyśćca, gdzie je odwiedzają i pocieszają. Tak zwany czyściec to lżejsza sfera Piekieł!

    Anioł według większości wielkich religii, w których to pojęcie występuje, jest to świetlisty byt duchowy, który służy Bogu, i na różne sposoby wspiera jego działania. Wyraz ten przeniknął do polszczyzny z języka czeskiego, który zawdzięcza go najprawdopodobniej misji Cyryla i Metodego. Pierwotnie pochodzi on od greckiego słowa ἄγγἄελος (ángelos, według wymowy bizantyjskiej ánhielos), oznaczającego oryginalnie „posłaniec”. W biblijnym Starym Testamencie analogiczne byty duchowe są nazywane w języku hebrajskim מלאך, mal’ach – co również znaczy „posłaniec”, ale o królewskim charakterze bądź królewskiej natury. Wspaniałe wyobrażenia aniołów istniały w starożytnym Egipcie i Babilonii, a także w Indii i Persji. W religiach tych cywilizacji były wspominane całe zastępy wzniosłych duchów i istot, będących pośrednikami między bogami a człowiekiem. Często przedstawiano je jako uskrzydlone zwierzęta z ludzkimi twarzami. Starożytnym aniołom przypisywano pewien rodzaj cielesności, co znajduje potwierdzenie w apokryficznej Księdze Henocha (Enocha). Anioły tam występujące płodziły dzieci, odczuwały głód i pragnienie. W czasach nowożytnych do tej koncepcji aniołów nawiązywał żydowski mistyk Emanuel Swedenborg.

    Aniołowie często występują w historiach opisanych w Starym Testamencie (Rdz. 3, 24; księgi prorockie).Biblia nie mówi jednak wiele o naturze i rodzajach tych bytów, gdyż jest to wiedza ezoteryczna odpowiednia dla dzieł wtajemniczonych mistyków takich jak indyjscy jogini czy żydowscy Zuf. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w pismach kabalistycznych oraz w apokryfach. Chrześcijaństwo przejęło wiarę w anioły z judaizmu czyli z religii semickiej (kaszmirskiej). W pierwszych wiekach wśród Ojców Kościoła istniały pewne spory co do natury aniołów. Grzegorz z Nazjansu, Jan z Damaszku czy Bazyli Wielki wyobrażali anioły jako istoty eteryczno-ogniste. Jeszcze na Soborze Nicejskim II w 787r. przypisywano aniołom subtelne ciała. Według Tomasza z Akwinu i teologii katolickiej anioły to duchy mające wolną wolę, ale nie mające ciała, a sama nazwa „anioł” nie oznacza natury lecz funkcję, co jest pewnym pomyleniem pojęć. W rzeczywistości anioły mają subtelne ciała z boskiego światła i tym różnią się od demonów o ciałach z Ognia (Dżinów) czy złych duchów (Diabłów, Szed) pozbawionych ciał przez Boga za karę! Anioły pełnią również ważną rolę w islamie, który jest mistyczną kompilacją religii żydowskiej i chrześcijańskiej dokonaną mocą objawienia anioła Gabriela. Wiara w anioły stanowi element nauczania tej wielkiej i u swego początku reformatorskiej religii. W islamie twierdzi się, że anioły zostały stworzone przez Boga ze Światła ognia, przebywają w Niebiosach, a głównym ich zadaniem jest służba dla swego stwórcy i władcy jakim jest Bóg (Allah, Elohim). Pełnią także funkcję posłańców, chronią ludzi oraz spisują wszystkie ich uczynki, karają ludzi, prowadzą dusze w zaświaty. Koran (Święta Księga) został podyktowany Muhammadowi (Mahometowi) przez anioła Gabriela (arab. Dżibrila). W mistyce islamu wymienia się przede wszystkim Dżibrila, Malika (strażnika ogni piekielnych), Izra’ila (anioła śmierci), Nakira i Munkara, Haruta i Maruta, Mika’ila i Azrafaela. Jedyny przywódczy anioł, który odmówił Bogu posłuszeństwa to Iblis, zwany też Szatanem, pociągając pomniejsze anielskie byty do upadku i powstania piekła.

    Anioły w Biblii

    • Są istotami duchowymi nadrzędnymi względem ludzi — Ps 8, 6; Hbr 2, 7,
    • Stworzeni przed człowiekiem — Hi 38, 4-7,
    • Nie żenią się, ani za mąż nie wychodzą — Mk 12, 25,
    • Jest ich ogromna liczba — Ps 68, 18; Mt 24, 31; Hbr 12, 22; Ap 5, 11,
    • Nie trzeba ich wielbić (choć można), ale trzeba słuchać — Kol 2, 18-19; Ap 19, 10; 22, 8-9;
    • Służą ludziom pomocą i radą oraz opieką Hbr 1, 14; i ich ochraniają Ps 34, 8,
    • Służyli Jezusowi jako prorokowi Boga Mt 4, 11; Mk 1, 13; Łk 22, 43,
    • Część z nich upadła stając się demonami Jud 6; 2P 2, 4; i służy szatanowi Ap 12, 9; Mt 25, 41.

    Według wizji świętego proroka Daniela (Dn.10) Archanioł Michał – Anioł Stróż narodu żydowskiego – wstawia się razem z Archaniołem Gabrielem za Żydami i prosi o uwolnienie ich z niewoli perskiej. Przeciw temu występują Aniołowie Stróże Persów i Greków i proszą Boga, by Żydzi nadal pozostali w niewoli. Wnosimy z tego, że wszystkie narody mają swoich Aniołów Stróżów, którzy pragną dla nich dobra i o to dobro proszą Boga, ale też niesforny i zły naród bywa surowo ukarany. Uwolnienie z niewoli perskiej było dobrodziejstwem dla Żydów, ale dla Persów było niekorzystne. Pozorna sprzeczka aniołów nie dowodzi tego, że sprzeciwiają się woli Bożej, ale tego, że nie znają Boskich zamiarów wobec poszczególnych narodów. Na innym miejscu Pismo Święte równie wyraźnie mówi o Aniele Stróżu Jerozolimy i miast Judei, który błagał Pana Boga o litość dla nich: „Jahwe Zastępów, czy długo jeszcze nie przebaczysz Jerozolimie i miastom Judy, na które gniewasz się już lat siedemdziesiąt?” (Za. 1,12). Mistycy wyprowadzają wniosek, że jeśli wspomnianym państwom, narodom i miastom byli dani Aniołowie Stróże, trzeba przyjąć, że są dani i innym, gdyż Opatrzność Boża na wszystkich się rozciąga, a anioły są niewidzialnym rządem Boga nad Ziemią i ludzkością. Cały światek katolicki zna historię pojawienia się Anioła Stróża Portugalii w 1916 roku w wiosce Fatimie. Praktykując wiarę w Aniołów Stróżów społeczności, święci i pobożni ludzie czczą, pozdrawiają i wzywają ich pomocy. Mistyk, błogosławiony O. Piotr Faber, kiedy zbliżał się do jakiejś miejscowości oddawał cześć najpierw jej Aniołowi Stróżowi, a następnie modlił się, aby wyjednał mu przychylne przyjęcie i otworzył drogę do serc ludzkich. Czcząc wielkich aniołów stworzonych ze Światła Bożego nie należy zapominać o Bogu!

    Rodzaje aniołów (dewów)

    Podział aniołów na chóry i hierarchie oraz sfery nie jest prosty i można spotkać się z różnymi podziałami zależnie od stopnia wglądu mistyka w tę subtelną dziedzinę wiedzy. Jednym z nich jest podział na cztery chóry z trzema hierarchiami każden, inny podział to trzy sfery z trzema hierarchiami każda. Popularnym jest sposób sklasyfikowania aniołów w dziewięciu chórach i trzech hierarchiach, wybiegający poza dane biblijne, a upowszechniony przez Dionizego Pseudo-Areopagitę, nieznanego z imienia pisarza chrześcijańskiego z końca V lub początku VI wieku. Jego dziewięć chórów anielskich było podzielonych na trzy grupy po trzy chóry: Serafini, Cherubini i Trony; Panowania, Moce i Potęgi; Zwierzchności, Archaniołowie i Aniołowie. Ogólnie warto trzymać się dziewięciu hierarchii, jednak ich kolejność nie zawsze jest poprawna jeśli chodzi o rzymskich teologów.

    Pierwsza Hierarchia to anioły kontemplacji. Należą do niego trzy chóry Serafiny, Cherubiny i Trony, przy czym Trony są najważniejsze po Bogu bo to anioły zasiadające na Tronach razem z Bogiem, sądzące światy i rządzące w Imieniu Boga. Anioły te posiadają najgłębszą znajomość, wiedzę o Boskości i moc odpowiednią do stanowienia Dworu Boga. Druga Hierarchia to anioły kosmosu czy wszechświata, które zarządzają całym kosmosem, jak i każdą gwiazdą oraz planetą. Słyną ze swej mocy i potęgi, a do tej Hierarchii zaliczamy chóry Panowań, Moce i Zwierzchności. Trzecia Hierarchia to anioły opiekuńcze świata przejawionego, które są najbardziej zaangażowane w sprawy ludzi i są największymi przyjaciółmi ludzi, roślin i zwierząt. Do tej Hierarchii zaliczają się Księstwa, Archanioły i Anioły. W interpretacjach rozmaitych biblistów liczba porządków niebiańskich (chórów) waha się od 7 do 11. Ostatecznie jednak zostały one uporządkowane w trzech triadach zwanych Hierarchiami:

    Trony – przynoszą sprawiedliwość Boga, wyróżniają się posłuszeństwem (zwane są także Rydwanami lub Kołami)
    Cherubiny – strażnicy gwiazd stałych, niebiańscy kronikarze, dawcy wiedzy, górują miłością nad innymi chórami
    Serafiny – Anioły miłości, światła i ognia, pełne wiedzy bożej
    Panowania (Dominacje) – regulują anielskie obowiązki, przez nie manifestuje się Majestat Boga
    Zwierzchności, Cnoty – czynią cuda na ziemi, obdarzają wdziękiem i męstwem
    Moce (Władze, Potęgi) – powstrzymują wysiłki demonów, które chcą zniszczyć świat, przypisuje się im moc czynienia cudów
    Książęta – ochraniają religię, kierują państwami i narodami
    Archanioły – spełniają najważniejsze zadania
    Anioły – opiekunowie ludzi i wszystkich rzeczy materialnych;

    Anioły w chrześcijaństwie, judaizmie czy islamie mają one dwie główne funkcje: gloryfikującą – wysławiają chwałę i wspaniałość Boga (Brahman, Allah, Śiva) oraz pośredniczącą – są posłańcami Boga, opiekunami powierzonych im osób, zanoszą ludzkie modlitwy przed oblicze Boga, oznajmiają ludziom Jego wolę, pomagają podjąć właściwą decyzję. W Apokalipsie św. Jana anioły wymierzają kary spadające na ludzkość. W biblijnej Księdze Rodzaju cheruby strzegą wejścia do rajskiego ogrodu Eden, dzierżąc miecze wirujące, którymi odganiają złe demony.

    Pragniemy opisać wszystko co jest nam dostępne o Aniołach, Dewach. Chcielibyśmy przedstawić te wspaniałe Istoty jako najwspanialsze dzieło Boga, Brahmana, pomagające wszystkim istotom, które, je o to poproszą, a także jako opiekunów, strażników i przyjaciół człowieka oraz przyrody. Słowo Anioł pochodzi z greckiego słowa „Angelos” czyli „Posłaniec” lub „Pośrednik” między Bogiem a ludźmi. Anioły czyli Dewy nie posiadają Ciała fizycznego, gdyż są Istotami Świetlistymi, mają ciała z czystego Światła Niebios lecz w pewnych okolicznościach mogą przyjąć różne formy jak krzak gorejący, blask światła, głos Boga, postać człowieka lub zwierząt. Anioły, Dewy obdarzone są ponadprzeciętną inteligencją, wielką siłą oraz bezwarunkową miłością. Dewy, Anioły są niebiańskimi dziećmi Boga, pierwszymi stworzonymi bytami, które pomagały Stwórcy w czasie tworzenia Wszechświata, jest ich niezliczona ilość, nigdy ich nie zabraknie, gdyż Bóg może zwiększać ich ilość by mogły spełniać nowe zadania. Spełniają różne zadania, lecz metoda jest jednaka – kochać i służyć wszystkim dobrym istotom bez wyjątku, prowadząc i pomagając w drodze do wykonania zadań jakie dobrym bytom wyznaczono jako ich życiową Misję, a także nauczyć ludzi tu na ziemi bezwarunkowej miłości i służby dla świętych, mistrzów i proroków oraz ruchów duchowych boskiego pochodzenia. Anioły, Dewy są wszędzie i pomagają ludziom dobrym we wszystkim jeżeli je tylko poprosimy, gdyż nie mogą się przeciwstawiać swojej misji i duchowemu powołaniu przez Boga. Każdy ma swojego Anioła Stróża czasami dwóch lub więcej, gdyż normalnie wystarczy jeden do zapisywania dobrych czynów, słów i myśli, jednak źli mają dodatkowe Anioła Kary, który zapisuje wszelkie złe, niegodziwe czyny, myśli i słowa oraz stosownie do nich w odpowiednim czasie zsyła kary i plagi zwane złym Karmanem. Dewy, Anioły są częścią połączone z głębią naszej Duszy, Atma-Puruszy i w zasadzie można je prosić o wszystko, chociaż czynienie innym szkody bez powodu spotka się ze zwrotem karmicznym.

    We wczesnym chrześcijaństwie, a także w czasach przedchrześcijańskich, określenia anioł i demon były używane jako terminy przeciwstawne i tak należy je rozumieć. Wynikało to z historii stworzenia aniołów i demonów, o czym uczy chociażby Prorok Henoch (Enoch). Ponieważ obecnie niezbyt wyraźnie rozdzielamy te dwa pojęcia, wielu ludzi zostaje wprowadzonych w błąd uważając demony (hebr. Szed) za coś dobrego czy pozytywnego. Każdy Anioł, każdy Dew jest synonimem świętości, czystości i bezgrzeszności oraz bezinteresownej służby Bogu. Wyobrażamy go sobie przede wszystkim jako posłańca Boga, który pośredniczy mu w kontaktach z ludźmi i innymi samoświadomymi stworzeniami. Anioły pomagają nam również w trudnych sytuacjach, ochraniają i dbają o nas. Anioł jest symbolem doskonałości moralnej, wiedzy, mądrości, prawdy i kojarzy się ze światłem i radością Boża. Natomiast demon kojarzy się z czymś złym i strasznym, z wszelką niegodziwością i zwiedzeniem prowadzącym do pomieszanych, iluzorycznych poglądów czy halucynacji narkotycznej. Demony, Asury są skrajnym przeciwieństwem aniołów, dewów. Jednakże mało kto się zastanawia, że demony najpierw były aniołami, ale uległy skorumpowaniu i degeneracji doprowadzając siebie samych do upadku w ciemny mrok i znacznej utraty pierwotnej magicznej boskiej Mocy. Demony, Asury nie są już aniołami ani nawet pół-aniołami, bo straciły większość swoich nadprzyrodzonych możliwości, które współdzieliły z Bogiem, Brahmanem, albowiem już nie służą Bogu, a występują po stronie diabła, kusząc niższe stworzenia takie jak rodzaj ludzki. Jest to podstawa chrześcijańskiego, żydowskiego, a także muzułmańskiego i hinduistycznego stosunku do aniołów, dewów.

    Wiara w aniołów Boga, (Allah, Elohim) jest bardzo ważna dla muzułmanów i nazywana jest drugim dogmatem wiary w Koranie. Według świętego pisma islamu aniołowie zostali stworzeni z boskiego światła (Nur), lub jak niektórzy mówią ze światła boskiego ognia, w przeciwieństwie do ludzi, którzy powstali z zaschniętej grudki gliny, czyli materii Ziemi. Czas stworzenia aniołów nie jest dokładnie podany w Koranie, jednak na podstawie niektórych tekstów koranicznych można zakładać, że aniołowie zostali stworzeni wcześniej niż człowiek. W jednym z takich tekstów Dobry Bóg – Allah mówi aniołom, że będzie miał zastępcę na ziemi (2:30), czyli człowieka. Aniołowie nie mają ciała i są niewidoczni dla istot grzesznych, acz jedynymi istotami na ziemi, które potrafią widzieć anioła są zwierzęta, chociaż też nie wszystkie, a tylko te o wysokiej samoświadomości. Abu Hurajra napisał, że Prorok mu powiedział: „Jeśli słyszycie śpiew koguta, proście o błogosławienie Allaha, ponieważ on (kogut) widzi anioła.” W Koranie opowiada się także o tym, jak aniołowie wyglądają, kiedy przychodzą z objawieniem czy z jakimś zadaniem od Boga. Aniołowie generalnie nie są podobni do ludzi chociaż czasami ze względu na sytuację przyjmują ich oblicze, są ogromni i mogą mieć nawet kilkaset skrzydeł (35:1). Koran mówi, że istnieją aniołowie płci żeńskiej (43:19), czyli Anielice. Niemniej historia o Harucie i Marucie (2:102) – aniołach, którzy wysłani przez Boga na ziemię by nauczać ludzi, uwiedli kobietę, świadczy o tym, że aniołowie są płci męskiej i dla boskich celów mogą wykonywać zadania trudne do oceny przez ludzi!

    Funkcje aniołów

    Aniołowie wykonują różne funkcje służąc Bogu. W islamie anioły, malaki są czymś więcej niż posłańcami, chociaż to pojęcie również leży tam u źródeł koncepcji anioła. W Koranie określa się je mianem sług Boga (43:19). W niebie ich zadaniem jest ochranianie niebiańskich murów przed podsłuchującymi demonami czyli dżinami i szatanami. Ale przede wszystkim aniołowie nieustannie głoszą chwałę Bogu (21:19-20; 66:6) intonując i śpiewając przecudnie piękne i porywające serca pieśni duchowe. Grupa aniołów Uwielbienia (Bhakti) nazywa się „Mukarrabun”. Głoszą chwałę Bogu i ciągle powtarzają jego święte imiona, których islam wyróżnia 99 oprócz imienia ALLAH, które oznacza po prostu BÓG. Na ziemi zadaniem aniołów jest ochranianie ludzi przed demonami oraz pouczanie. Znajdują się z prawej i z lewej strony człowieka (50:17-18) lub z tyłu (13:11). Ten, który idzie z prawej strony zapisuje dobre uczynki człowieka (ich wartość u świętych zostanie zdziesięciokrotniona), a ten, który z lewej – złe. Kiedy człowiek popełni coś złego, anioł z prawej strony usiłuje opóźnić zapisanie tego uczynku przez anioła z lewej, powołując się na możliwość skruchy winnego i przebaczenia ze strony Boga. Ci aniołowie są nazywani „Hafaza”. Gdyby nie ci aniołowie, muzułmanie(wierzący w Boga) byliby cały czas narażeni na ataki demonów. Stąd w pozakoranicznej mistycznej tradycji muzułmańskiej biorą się postacie Nakira i Munkira. Co więcej, aniołowie wspierają ludzi w trudnych sytuacjach (66:4).

    Obok strzeżenia i wspierania ludzi, anioły mają na ziemi obowiązek spisywania ludzkich uczynków do księgi, która następnie zostanie przedstawiona podczas Sądu Ostatecznego (82:10-12; 50:17-18). Wykonują to zadanie aniołowie, którzy nazywani są „Kiramun katibin”, a w tradycji wedyjskiej są to Lipika Dewa. Ta grupa aniołów umie czytać ludzkie myślo-emocje i zapisuje uczynki zarówno popełnione jak i jeszcze nie popełnione ale planowane czy wymyślane. W innym fragmencie mówi się jednak, że to nie aniołowie, lecz sam Bóg spisuje uczynki (21:94), jednak chodzi o to, że anioły działają w zjednoczeniu z Bogiem jako jego kosmiczne oczy i uszy. Ponieważ anioły pilnują ludzkości, nazywa się ich strażnikami lub opiekunami ludzkości i stworzeń. Część aniołów, na których czele stoi Azrail (Izra’il), zajmuje się zabieraniem duszy zmarłych, w godzinie śmierci na Sąd Boży. Nazywają ich „Malaika al-maut”. Dwóch aniołów – Munkar i Nakir – przychodzi do zmarłych i zadaje im pytania na temat ich Boga, Proroka i religii. Ale przychodząc do ludzi nie zawsze mają ten sam wygląd. Przed grzesznikami przyjmują straszną postać: absolutnie czarni ze świecącymi się oczyma, dużego wzrostu i zadają głośne pytania, a ludzie często myślą, że to Głos Sumienia. Anioły Śmierci do ludzi wierzących przychodzą jako przyjaciele, zadając życzliwe pytania, wspierając i czyniąc proces śmierci całkiem przyjemnym. Anioł śmierci mężczyznom pokazuje się jako bliska i pożądana kobieta, a kobietom jawi się jako idealny mężczyzna, aby dusza chętnie i bez strachu opuściła ciało fizyczne!

    Istnieje 19 aniołów dowódców, którzy mają za zadanie służyć w piekle jako nadzorcy Kar Bożych i nazywani są „Zabani”. Anieli ci wysocy i bardzo okrutni, a ich przywódcą tych aniołów jest Malik, Król (Radźa), który jest wyznaczony przez Allaha i nazywany jest światłem i stróżem piekła. W tradycji wedyjskiej ten Anioł Stróż Piekieł i Śmierci zwany jest Dharmaradżą, Królem Dharmy! Jednym z zadań aniołów, jako sług Boga, będzie pomoc mu podczas Sądu Ostatecznego, kiedy to Osiem Aniołów (Trony) będzie dźwigać Tron Boga (69:17). Inni będą otwierać księgi z zapisanymi uczynkami ludzi i wykonywać wyroki Boga na niegodziwych zatraceńcach i dewiantach (41:30-32; 16:28). Oprócz wymienionych funkcji aniołowie wykonują polecenia Boga na ziemi jako jego żołnierze bądź wywiadowcy. Są historie, według których aniołowie uczestniczą w bitwach, o ile jedna ze stron działa w słusznej sprawie. Jednakże nie przedstawiają w nich swojego prawdziwego oblicza, a przyjmują postać różnorodnych zwierząt. Na przykład ptaki ababil, które obrzuciły kamieniami wojowników Brahy, niewątpliwie są aniołami. Pewien werset mówi: „Do Boga należą wojska niebios i ziemi”( 57:7).

    Główni aniołowie, dewy

    W Koranie wymienia się niewiele imion aniołów. Dopiero w muzułmańskich rozważaniach o aniołach, w muzułmańskiej angelologii sufich, wymienia się sporą ich liczbę. Głównymi aniołami są Dżibril (Gabriel), Israfil, Mikail (Michał) oraz Azrail (Izra’il). Mają one przywilej noszenia tronu Boga i pełnią także funkcję pośredników kontaktujących się z prorokami. Spośród nich najważniejszym jest Dżibril (Gabriel), gdyż przenosi ludziom Boże objawienia. W Koranie opisana jest głównie jego rola w życiu Proroka Muhammada (Mahometa). Przekazywał on Prorokowi Koran (Księgę, Pismo Święte), najpierw w częściach, a potem, podczas Ramadanu, cały tekst. Dżibril dbał i nauczał Świętego Proroka Mahometa, pomagał mu w działaniach wojennych i dyskusjach religijnych. Archanioł Gabriel pomagał także wielu innym znanym prorokom i często jest źródłem częściowego, tak zwanego prywatnego objawienia. Czasami opisuje się Gabriela jako istotę dużego wzrostu z nogami na ziemi, a głową „w chmurach”. Odgrywa znaczącą rolę w muzułmańskiej boskiej magii i alchemii, jego imię razem z imionami innych trzech aniołów pisane jest na ramionach kwadratów magicznych. Israfil – to anioł o czterech skrzydłach rozciągających się na cztery strony świata, który zadmie w trąby w dniu Sądu Ostatecznego. Israfil cały czas znajduje się przy ogromnej trąbie, przypominającej róg, żeby zatrąbić w dzień, kiedy przyjdzie czas na Sąd Ostateczny. Innym jego zadaniem są bardzo zaawansowane i głębokie objawienia mistyczne. To właśnie Israfil przyniósł Prorokowi Muhammadowi (Mahometowi) pierwsze natchnienie i na trzy lata związał się z nim nierozdzielnie jako anioł który wciela się we wróżbitę i w poetę. Israfil również odczytuje decyzje Allaha (Stwórcy) co do losu poszczególnych ludzi i przekazuje je innym aniołom do wykonania. Opisany jest jako ogromna istota: jego nogi są na niższych warstwach ziemi, a głowa obok tronu Allacha, ma dwie pary skrzydeł, a ciało całe we włosach, ustach i językach. Trzy razy dziennie i trzy razy w ciągu nocy zagląda on do piekieł i płacze ze smutku oraz współczucia próbując znaleźć jakąś duszę godną wyzwolenia, wybawienia ze światów piekielnych. Dla ludzi tej Ziemi te trzy pory to świt, południe i zmierzch każdego dnia!

    Następny wielki anioł Mikail (Michał, Michael) jest olbrzymem, a cała ziemia i niebo znajdują się w jego ustach. Michael także ma za zadanie zarządzać wiatrem i deszczem, pojąc stworzenia i dając im deszcz lub karając narody suszą czy powodzią. W Koranie opisuje się go razem z Dżibrilem, jako anioła, który będzie karał tych, którzy są nieprzyjaźni Allahowi, jego posłańcom (świętym i prorokom) i aniołom. Azrail (Izra’il) – anioł śmierci – oddziela po śmierci duszę człowieka od jego ciała, oczywiście z pomocą swoich rozlicznych podwładnych w każdej okolicy Ziemi. Jest on jednym z najbardziej bliskich Bogu aniołów przynależąc do ścisłego, tronowego Dworu Allah. Tradycja mówi, że: „Izra’il, jak istota o rozmiarach kosmicznych, siedzi na łożu ze światła, ma cztery twarze, cztery tysiące skrzydeł, a jego ciało składa się z oczu i języków, których ilość równa się liczbie ludzi żyjących na ziemi.” Uważa się, że najpierw był on jednym z głównych aniołów. Przed stworzeniem Adama Bóg polecił aniołom przynieść mu glinę z różnych miejsc na ziemi. Ziemia się sprzeciwiła i Dżibril, Mikail i Israfil nie potrafili wziąć ani kawałka, natomiast Azrail przyniósł Bogu kawałek gliny. Za swoją surowość w wykonywaniu poleceń Boga i respektowaniu Jego przykazań został aniołem śmierci. Gdy człowiek ma umrzeć, z drzewa rosnącego przed tronem Boga zrywa się liść i spada na jego imię. W ciągu 40 dni dusza tego człowieka musi być oddzielona od ciała, stąd oznaki śmierci widoczne są już na 6 tygodni przed zgonem. Jeśli zaś człowiek nie chce umrzeć dobrowolnie, Azrail przesyła mu rajskie jabłko z napisem: „W imię Boga miłosiernego, litościwego”, i wtedy śmierć następuje nieodwołalnie, gdyż Azrail wyrywa dusze z ciała. I robi to bardzo okrutnie, jeśli umierający jest grzesznikiem, złym czarodziejem lub czarnym magiem. Dlatego niegodziwi w ocenie Boga i Aniołów najczęściej umierają strasznie cierpiąc, natomiast ludziom szczerze wierzącym pozwala odejść delikatnie i bezboleśnie.

    METATRON – EL MORYA

    Metatron jest jedynym Wielkim Aniołem w granicach niebieskiej sfery, który był raz człowiekiem, i to Prorokiem Boga. Metatron był znany jako Enoch (Henoch) i był siódmym patriarchą po Adamie. Jest napisane, że był tym, który „chodził z Bogiem” i został wprowadzony do nieba gdzie stał się Archaniołem, a raczej Tronem. Metatron jest też znany jako Pierwszy i Ostatni Archanioł i nosi różne nazwy: Kanclerz Nieba, Anioł Konwencji i Król Aniołów, El Morya, Jahve Katan (Zastępca Boga), Himavant. Jego niebieska funkcja polega na zarejestrowaniu wszystkich naszych czynów w Księdze Życia, a raczej jest to najwyższa instancja Sądu Bożego. Jego potencjał podtrzymuje ludzkie życie i czyny jak most między Boskością i rodzajem ludzkim. Możemy szukać u Metatrona, El Morya porady i pomocy w znajdowaniu właściwej miary dla każdego działania, jakie wnosimy w życie. Jeśli korzystamy z Jego, El Morya pomocy znajdujemy środek równowagi między tym, co dajemy i tym, co zatrzymujemy dla siebie. Metatron umożliwia utrzymanie dobrze zdefiniowanych granic i jasnego postrzegania, tak koniecznych, jeśli nasz potencjał ma osiągnąć spełnienie w granicach świata formy. Metatron pomaga odnaleźć właściwą miarę w miłości, pracy i odpoczynku tak, że żyjemy zachowując równowagę, zdrowe życie, harmonię i spokój. Jest świadkiem Twoich dobrych uczynków, być może owocnych aktów miłości i przyjaźni nie dostrzeganych przez innych. Może też pomagać nam, kiedy włożyliśmy dużo wysiłku i bardzo trudzimy się nad jakąś czynnością, cokolwiek to jest: próba stworzenia przyjacielskich relacji w pracy, zrzucenie wagi, lub porzucanie uzależniającego lub szkodliwego zwyczaju – nałogu, dawanie z siebie wszystkiego w zespołowym z innymi działaniu. Możemy modlić do Archanioła Metatrona, aby prowadził nasze wysiłki i pomagał znaleźć prawdziwą miarę dla naszej produkcji i działalności. Możemy prosić Metatrona w naszej medytacji, aby pomógł nam w domowych sytuacjach rozpoznać, kiedy „dość” oznacza naprawdę „dość”, a kiedy musimy zrobić więcej dla siebie lub dla innych. Na Wschodzie uważa się, że Metatron, El Morya jest wielką duszą ucieleśniającą Himavant, najwyższe góry Dachu Świata i jako Anioł opiekuje się całą himalajska przyrodą! Metatron czyli Prorok Henoch jest patronem Ekologii!

    ARCHANIOŁ URIEL

    Uriel, którego imię znaczy: „Światło Boga”, jest Aniołem, przynoszącym rodzajowi ludzkiemu poznanie i zrozumienie Ducha Bożego. Jest najbardziej promiennym Archaniołem i został przedstawiony jako schodzący z nieba na ognistym wozie ciągniętym przez białe konie. Bywa różnie nazywany: Płomień Boga, Anioł Obecności i Anioł Zbawienia. Jest też określany jako Książę Światła i interpretator proroctw. To właśnie Uriela Bóg posłał do Noego, aby ostrzec go przed potopem. Biblia opowiada, jak Uriel schodził do Ogrodu Eden na promieniach słońca i stał w jego bramie z ognistym orężem. Jest On też Aniołem pilnującym grzmotu i przerażenia. Jako Anioł Żalu może pomagać zrozumieć prawa karmy, które najprościej mówiąc oznaczają, że zbieramy to, co zasialiśmy swoimi uczynkami, myślą i mową. Boski Anioł Uriel także pomaga dostrzec, jak Boża litość przynosi nam świadomość, że jesteśmy wszyscy kochani przez Boga. Uriel bywa postrzegany jako najbardziej bystrooki ze wszystkich aniołów Nieba, a przecież rządzi cała hierarchią zastępów aniołów światłości przynoszących oświecenie. Często jest przedstawiany z płomieniem wiedzy w otwartej ręce, który prowadzi rodzaj ludzki do zdrowia i dobrobytu. Jeśli ta boska wiedza jest nadużywana, wówczas Anioł Uriel dostarcza Bożą zemstę. Uriel pomaga nam zrozumieć, dlaczego wszystkie rzeczy są takimi, jakimi są. On pomaga zaufać Bożemu planowi i uwierzyć, że wszystkie pojawiające się sytuacje i wybory są ostatecznie dla naszego najwyższego dobrego i wielkiej radości. Anioł Uriel pomaga przetłumaczyć nasz wewnętrzny głos i zrozumieć nasze sny, gdyż jest aniołem wewnętrznej, mistycznej strony życia. Prowadzi nas do brania większej odpowiedzialności za własne życie, zdrowie i rozwój duchowy. Z jego pomocą mamy możliwość zrealizować nasz potencjał jako prawdziwie twórcze istoty. Uriel pomaga nam odnaleźć nasze wewnętrzne światło i promieniować jak słońce, kiedy wyrażamy pełnię miłości i wewnętrznego piękna. W tradycji buddyjskiej Urielowi odpowiada Bóstwo Amitabha, Niezmierzona Światłość! Demonem antagonistą Uriela jest udający anioła światłości demon Lucyfer odpowiadający za wszelkie fałszywe niby-oświecenia, nawiedzenia i bełkotliwe pseudo-ezoteryczne pomylenia!

    ARCHANIOŁ GABRIEL

    Tradycyjnie Gabriel jest posłańcem Słowa Bożego, mistrzem boskiego objawienia i wiedzy duchowej. Jego imię oznacza „Bóg jest moją siłą”. Zarządza tajemnicą wcielenia wszystkich dusz, które przychodzą na świat i naucza nas wszystkich, jakie posiadamy talenty i jakie zadania mamy na tym świecie do zrealizowania. Główną nauką Gabriela jest Prawo Karmana, zwrotu i odpłaty oraz Reinkarnacja Dusz w ciałach ludzi i zwierząt! Anioł Gabriel jest patronem małych dzieci, opiekuje się i karmi dziecko, szczególnie zaspokajając jego potrzebę miłości. Anioł Gabriel prowadzi nas do uwolnienia naszego wewnętrznego dziecka słowami czułości i miłości. Jego kierująca ręka jest zawsze tam, gdzie trzeba chronić to, co jest naturalne i czyste wewnątrz nas. Wszystkie religie czczą Archanioła Gabriela jako najbardziej potężnego posłańca Źródła, Boga. Anioł Gabriel nigdy nie męczy się dostarczaniem Słowa Bożego do tych, którzy słuchają i czczą Źródło jako cząstkę duszy wewnątrz siebie. Jest postrzegany jako Główny Ambasador dla Ludzkości, Anioł Odkrycia, Dawca Dobrych Wiadomości, Orzeczenia i Litości. Archanioł Gabriel jest Aniołem Radości i Duchem Prawdy. Gabriel pomaga znaleźć mądrość w naszych fizycznych ciałach i poznać nasze osobiste prawdy, a z tej podstawy wznieść nas ku Prawdzie Boga. Archanioł Gabriel szanuje indywidualność każdej osoby i pomaga przekształcić umysł w narzędzie dla boskiej inspiracji i prawdy. Może też pomagać nam żyć zgodnie z naszymi prawdami, z poszanowaniem naszych talentów i darów charyzmatycznych. Może pomagać odnaleźć odwagę życia z głębokim poznaniem naszych wewnętrznych zdolności otrzymanych od Boga. Anioł Gabriel może też pomagać w rozwoju korzystania z naszych indywidualnych darów i w pełnej samorealizacji, aby człowiek mógł poznawać Boga Stwórcę. Najistotniejszy dar Anioła Gabriela dla nas to rozwijanie naszej siły i naszego przeświadczenia o tym, że każdy z nas wnosi bardzo wartościowy wkład do duchowego rozwoju ludzkości po prostu przez samo bycie tym, kim się jest. Gabriel pomaga określić prawdę w sytuacjach, gdzie jest konflikt między wiernością prawdzie i tym, co jest reprezentowane jako prawda Boża. On pomaga widzieć co jest słuszne dla nas w każdej sytuacji, gdzie jesteśmy kierowani naszym wglądem i intuicją oraz wiedzą z Boga. Gabriel zapala światło wewnątrz naszych serc i pomaga nam zobaczyć, jaka jest najlepsza ścieżka, którą powinniśmy podążać dla naszego najwyższego dobra i największej radości. O ile anioł Gabriel zajmuje się bardziej początkującymi na duchowej Drodze, o tyle archanioł Uriel prowadzi i nadzoruje tych, którzy są zaawansowani i bliscy Oświecenia. Zapewne z tego powodu chrześcijaństwo utraciło mistyczną wiedzę o Urielu, a skupiło się na maluczkich, którzy Drogę zaczynają!

    ARCHANIOŁ MICHAEL (MICHAŁ)

    Imię Michael (Michał) oznacza w języku hebrajskim „Podobnego Bogu”. Michael jest Archaniołem, którego przyzywamy w naszej walce przeciw negatywnościom, złu i demonom. Anioł Michael pomaga odnaleźć wewnętrzne światło, odwagę i bohaterstwo wśród ucisku czy prześladowań przez faszystowską inkwizycję. Historycznie jest obrońcą zarówno Izraela, semickiego ludu mówiącego po hebrajsku jak i chrześcijaństwa. Jest patronem wierzących w Boga policjantów, żołnierzy i małych dzieci, a także opiekuje się pielgrzymami i obcymi ludźmi. Archanioł Michael, Michał jest ognistym wojownikiem, Księciem Niebiańskiej Armii, która walczy w imię prawa i sprawiedliwości. Daje wsparcie wszystkim, którzy znajdują się w strasznym ucisku, zwalcza faszyzm, mafię i inkwizycję oraz podobne zbrodnicze3 dyktatury. Michał jest też dawcą cierpliwości i szczęścia w trudnym położeniu czy ucisku. Jest kojarzony z elementem ognia, który symbolizuje spalanie rzeczy tymczasowych i przejściowych, dzięki czemu tylko czyste wewnętrzne światło może oświetlać nam drogę. Michael jest nazywany także życzliwym Aniołem Śmierci, ponieważ przynosi nam oswobodzenie i nieśmiertelność, gdyż jest Aniołem Końcowego Rachunku i Ważącym Ludzkie Dusze. Michał jest uważany za największego ze wszystkich aniołów w żydowskich, chrześcijańskich i mahometańskich religiach. Archanioł Michael jest postrzegany różnie, jako Posiadacz Kluczy do Nieba i Szef Chóru Archaniołów, Książę Obecności, Anioł Żalu, Prawości, Litości i Uświęcenia Duszy, Anielski Książę Izraela, Stróż Jakuba, i Anioł Gorejącego Krzewu. Michał jest niezmordowanym mistrzem dobroci i zawsze pomaga podnieść się pokonanym przez siły zła, mroku i niegodziwości, takie jak szatańsko-faszystowska inkwizycja paląca świętych na stosach. Anioł Michał stosuje reguły samotnego wojownika, zawsze jest skłonny pomóc załagodzić konflikt i rozwiązać kłopot. Możemy modlić do Michael’a, aby pomógł nam uporać się z naszymi negatywnościami, problemami czy atakami sił zła i zawsze szatańskiej inkwizycji. Kiedykolwiek zostajemy wystawieni na próbę, może pomagać nam, dodając wytrzymałości i podnosząc naszego ducha ku piękniejszej wizji życia. Michał istnieje, aby kierować i chronić nas przed niesprawiedliwością oraz pomagać nam w otwieraniu się do tego, co jest wieczne i trwałe. Możemy prosić go o pomoc w jakimkolwiek trudnym położeniu, gdzie czujemy się zasypani problemami lub osamotnieni potrzebujemy oparcia czy uzdrowienia z ciężkich przejść rujnujących duszę i wiarę, takich jak gwałcenie przez złego księdza pedofila. Wzywając pomoc takiego anioła, dobrze jest powtarzać jego imię na różańcu: Michael, Michael, Michael!

    ARCHANIOŁ RAFAEL (RAFAŁ)

    Rafael jest odpowiedzialny za uzdrawianie ziemi i jej mieszkańców, tak ludzi jak i wszystkich stworzeń. Jest często określany, jako ten, który uzdrowił Abrahama po obrzezaniu i ten, który wręczył Mojżeszowi książkę wszystkich istniejących ziół, uzdrawiających choroby. Apokryficzna Księga Tobiasza w Starym Testamencie opowiada, jak Rafael uzdrowił ojca Tobiasza ze ślepoty, za pomocą maści zrobionej z palonej żółci i tranu. Archanioł Rafael jest określany jako Nadzorca Wieczoru Wiatrów, Stróż Drzewa Życia w Ogrodzie Edenu, Anioł Opatrzności, Pilnujący Wszelkiej Ludzkości. Jego imię znaczy: „Boży Uzdrowiciel” lub „Bóg Uzdrawia”, ale jest to anioł Nieśmiertelności, dawca życia wiecznego. Anioł Rafael jest duchowym źródłem wszystkich medycznych kuracji i jako posłaniec Bożej opatrzności przynosi uzdrowienie wszystkim, którzy szukają całości. Rafael jako Archanioł reprezentuje definitywną, podstawową kurację wszystkich problemów, którą jest zawsze powrót do Źródła – Boga Stwórcy. Anioł Rafael pomaga nam uzdrowić nasze ciała, umysły i serca na wszystkich poziomach istnienia. Pomaga nam osiągnąć zdrowie i jedność z duchowym wymiarem bytu, uzdrawiającą jedność z Bogiem, z Allah. Ofiarowuje ulgę wszystkim, którzy cierpią i potrzebują uzdrowienia, a kiedykolwiek może – łagodzi ból i usuwa cierpienie. Kiedy otwieramy nasze serca na uzdrowienie, anioł Rafael prowadzi nas do uzdrowicieli, terapeutów i doradców, którzy są dla nas najbardziej odpowiedni. Rozbudza w nas wzięcie odpowiedzialności za własne zdrowie, zdrową wegetariańską dietę czy picie czystej, źródlanej wody. Uruchamia naszego wewnętrznego uzdrowiciela, leczący aspekt boskiej duszy, która najlepiej wie, co jest najlepsze dla naszego zdrowia i witalności. Anioł Rafael może pomagać nam dostrzec uzdrawiające lekcje w chorobie i zrozumieć, jakim cierpieniem można czegoś się o sobie nauczyć. Kiedy wybieramy zdrową ścieżkę życia, wegetarianizm, jego duch prowadzi nas do osiągnięcia maksymalnego zdrowia i długowieczności. Anioł Rafał przekształca nasze chore umysły i serca, abyśmy mogli dotknąć jego skrzydła i uzyskiwali dostęp do jego Bożych darów. Rafael zawsze chętnie prowadzi nas do jedności i harmonii wewnętrznej tak z przyrodą, ludźmi jak i z Bogiem oraz Niebiosami. Wystarczy tylko tego zapragnąć i szczerze praktykować modlitwy i medytacje! W tradycji buddyjskiej Archanioł Rafael to dobrze znany niebiański Buddha Medycyny, Sandże Menla czy Bhaiszadźja, a w tradycji wedyjskiej i hinduistycznej jest to Bóstwo Zdrowia znane jako Dhanvantari Deva, którego Bhaiszadźja jest niższą formą manifestacji czy przejawienia!

    Modlitwa do Anioła Opiekuna

    Zwracam się do Ciebie, Mój Aniele Opiekuńczy!

    Niechaj Twa moc, Twoje światło i Twoja miłość pomogą mi uświadomić sobie moją część nieśmiertelną, która jest we mnie, tak by mogło się odtworzyć połączenie między wolą Nieba i moją wola własną.

    Proszę Cię, byś oświecił mój umysł Mądrością Boską, tak bym umiał zarówno dawać, jak i przyjmować, zarówno działać, jak i czuć i aby te jakości zrównoważyły się między sobą w moim wyrażaniu ich wobec bliźnich.

    Zobowiązuję się działać całe moje życie na rzecz spełnienia duchowego mojej duszy, pracując na drodze alchemii wewnętrznej na rzecz realizacji Jedni we mnie.

    Proszę, by Mądrość Boskości we mnie spełniła się i realizowała się każdego dnia poprzez moje czyny.

    Modlitwa do Anioła Wcielenia/Narodu

    W tym dniu i w tym miejscu, ku Tobie się zwracam…(Imię Anioła)… niechaj Twa moc, Twoje światło i Twoja miłość pomogą mi sobie uświadomić cel mojej inkarnacji, który wybrałem i otrzymałem do zrealizowania w tym ludzkim życiu.

    Proszę Cię, postaw na mojej drodze osoby, wydarzenia i rzeczy, które mogą pomóc mi szybciej zrozumieć lekcję wybraną do pouczenia mnie w tym życiu.

    Zobowiązuję się działać całe moje życie na rzecz spełnienia duchowego planu mojej duszy, przynosząc jej zawsze piękno, światło i miłość, której potrzebuje.

    Proszę, by Wola Boskości, która jest we mnie została zrealizowana i daję Ci wolną rękę ….(Imię Anioła)…., żeby pozwolić jej skonkretyzować się poprzez moje czyny codzienne.

    Dżiny – Demony, Asury

    Stworzenie i istota dżinów

    Oprócz aniołów w wierzeniach muzułmańskich, podobnie jak w żydowskich, chrześcijańskich czy wedyjskich istnieje jeszcze jeden rodzaj istot niematerialnych i częściowo nadprzyrodzonych. Nazywane są dżinami, czyli demonami, asurami czy szedami. Są trzecią, obok aniołów i ludzi, grupą istot rozumnych, choć zwykle szkodliwych i złośliwych. Słowo dżin (hebr. Szed) pochodzi od arabskiego czasownika dżanna, co znaczy „chować się, ukrywać się.” Opowieści o dżinach były bardzo popularne jeszcze w ludowej, arabskiej tradycji przedmuzułmańskiej. Według Koranu dżiny są to demony i duchy powstałe z czystego ognia bez dymu, a w niektórych wersjach wierzeń z czystego płomienia oraz obłoku pary (K. 55:15), które posiadają nadnaturalną potęgę i są niewidzialne, chociaż niektóre zwierzęta, takie jak osioł czy kogut, potrafią je widzieć. Człowiek natomiast może zobaczyć dżina tylko wtedy, kiedy ten przyjmie jakąś postać, na przykład człowieka, zwierzęcia lub potwora. Uczeni mistycy i ezoterycy różnie tłumaczyli powód tego, że ludzie nie widzą dżinów, demonów. Niektórzy mówili, że dzieje się tak dlatego, że Allah – Dobry Bóg stworzył oczy ludzi tak, aby nie mogli widzieć dżinów, inni zaś twierdzą, że ciała dżinów są bardzo cienkie i dlatego są dla nas niewidoczne. Z tego samego powodu prowadzone były nawet dyskusje na temat, czy i w jaki sposób dżiny jedzą. Dokładnie wiadomo, że dżiny piją i jedzą, nie wiadomo tylko, czy poprzez żucie i połykanie czy poprzez wdychanie. Za drugim podejściem opowiadali się uczeni, którzy uważali, że dżiny są bezcielesne, gdyż ich nie widzimy. W istocie straszliwe demony zostały ukarane przez Boga pozbawieniem ciał, nawet tych subtelnych i dlatego są odbierane przez ludzi wrażliwych jedynie jako rodzaj energii czy mentalnego zjawiska, a nie jako byty, stąd powstała nawet teoria, że zło to rodzaj energii a nie istota żywa i ucieleśniona! Istnieje jednak wiele rodzajów złych, demonicznych bytów, które opętują ludzi i zwierzęta aby czynić zło i zwodzić uczniów Drogi tak aby odpadli, a tylko dzięki opętaniu kogoś mają możliwość działaniu w ciele. Stąd zakazy tyczące wywoływania demonów czy podążania za nauczycielami, którzy nie mają żadnego mistrza!

    Dobre i złe dżiny

    Dżiny mogą być dobre i złe, jednak złe skłonności zwykle zwyciężają i dżin zwykle zawsze w jakiś sposób szkodzi ludziom. Jedne pomagają ludziom, inne starają się sprowadzić człowieka na złą drogę, jednak te które pomagają, robią to zwykle po to, żeby człowieka obłaskawić i opętać. Najczęściej jednak dżinom, demonom przypisuje się wszelkie wydarzenia niezwykłe acz zgubne, jak epidemie, choroby, impotencję u mężczyzn, bezpłodność u kobiet, obłęd, inkwizycyjne represje, a także szaleństwo z miłości, próby samobójcze, hazard, uzależnienia czy oszustwa. Jeśli zginie dziecko, to znaczy, że porwał je dżin czy opętany przez demona człowiek. Dżiny, demony rodzaju żeńskiego są szczególnie niebezpieczne, nie należy usiłować uwolnić człowieka od takiego dżina, bo ten raczej go zabije, niż porzuci. W starej arabskiej tradycji popularne były opowiadania o dżinie ghul (wampirzycy, demonicy): idzie ona za ludźmi w stepie i mami ich do nierządu czy zbrodni, jest to jednak nocny stwór i jutrzenka go odpędza. Istnieją również dżiny rodzaju męskiego, które czasami dołączają do karawan i jadą razem z ludźmi. Jednak zgodnie z legendami, człowiek przy pomocy zaklęć może sobie w pewnych wypadkach dżina podporządkować, zmusić do spełnienia trzech życzeń, a także uwięzić w lampie lub butelce (patrz: Księga tysiąca i jednej nocy). Często pełniły one w opowieściach funkcję strażników skarbów, były mieszkańcami ruin, miejsc ponurych i opuszczonych, cmentarzysk, rzeźni, pól bitewnych. Wierzono, że dżiny podpowiadają słowa poetom i pisarzom, choć zwykle za cenę pijaństwa, narkomanii lub samobójstwa. Opanowują bowiem ich umysł i mówią słowa poezji, a niektórzy poeci muzułmańscy mieli nawet swoje własne dżiny na usługach. Ochronę przed złymi demonami miało dawać żelazo lub pierścienie ze złota i stali. Pomagały także amulety z wilczych kłów i wersetów z Koranu, które wypisano zielonym lub czerwonym atramentem. Staroarabskie praktyki magiczne (Sihr) wymagały między innymi nawiązania kontaktów ze światem zmarłych oraz właśnie ze światem dżinów celem jego kontroli i podporządkowywania sobie. Dzięki nim leczono i wróżono, ale w czasach islamu większość tych praktyk zakazano z uwagi na duże niebezpieczeństwo szkodliwego opętania przez demony. Dżiny jeśli kogoś opętują, to zwraca się on przeciwko dobru, tyranizują dobrych ludzi, zwalczają, sufich i mistyków, obracają się przeciwko temu co boskie, duchowe, zdrowe i ezoteryczne tworząc morderczą inkwizycję czy rządy polityków, którzy przypominają religijnych dewiantów a nie ludzi rzeczywiście pobożnych!

    Iblis – Diabeł

    Dżiny tak samo jak ludzie mają wolną wolę, a ze względu na wiarę dzielą się na dwie grupy: muzułmanie (wierzący) i „kuffar” (niewierzący). Niewierzące i oporne Allahowi dżiny nazywa się także szatanami, a na czele ich stoi bardzo zły demon Iblis. Dawny anioł, choć niektórzy mówią, że to jest zwykły dżin, jeden z bardziej lubianych przez Boga, odmówił pokłonu Prorokowi Adamowi. Iblis powiedział: „Jestem lepszy od niego. Stworzyłeś mnie z ognia, a jego z gliny.”( 7:12/11). Za to został zrzucony z nieba i skazany na zagładę w piekle, ale wybłagał odroczenie wyroku do dnia Sądu Ostatecznego po czym przyrzekł sobie, że będzie przeszkadzać samemu Bogu, Allahowi na ziemi i zwodzić oraz deprawować ludzi. Później to on właśnie z pomocą współupadłych i uwięzionych demonów w kręgu Ziemi skusił Ewę w raju Eden. Zgodnie z Koranem to Iblis był przyczyną niewiary narodów, a każdy prorok był celem złych i zbrodniczych, napastliwych działań demona Iblisa. W szczególności rytuał rzucania kamieni podczas hadżdżu jest przypominaniem o tym, jak Ibrahim odganiał Szatana. Zgodnie z legendami Iblis mieszka na ziemi i przewodniczy złym duchom, szatanom i dżinom, których sam potrafi nawet stwarzać. Żyje na cmentarzach, w burdelowych łaźniach, na oszukańczych targach, pije wino (alkohol), lubi sprośny i plugawy śpiew, tańce i wiersze. Jednym z jego ulubionych zajęć jest zmuszenie ludzi do zapominania o modlitwie i dobrych uczynkach, odrywanie ludzi od proroków i świętych. Czasami Iblis nawet kradnie z datków zakatu czyli pieniędzy przeznaczanych przez muzułmanów na pomoc najuboższym. Jedynie w czasie ramadan’u (postu i modlitwy) diabelska moc Iblisa i innych dżinów zanika. W tradycji muzułmańskiej czasem nazywany jest Szatanem (Szaitan). Imię Iblis wykorzystuje się najczęściej w przypadku, gdy opisuje się jego negatywne relacje z Bogiem, natomiast imię Szatan jest używane, kiedy się mówi o diable i ludziach. Iblis to uosobienie kogoś, kto jest wrogiem modlitwy, medytacji, sufich, ascezy, postu czy zdrowej moralności opartej na objawionych Pismach Świętych!

    Podział Dżinów na klasy

    Dżiny tak samo jak aniołowie dzielą się na klasy lub rodzaje. Istnieją trzy główne grupy dżinów: pierwszy rodzaj cały czas lata w powietrzu niczym ufo, drugi żyje na ziemi jako węże lub psy i inne podłe zwierzęta, a trzeci rodzaj mieszka w jednym miejscu i cały czas znajduje w pobliżu. Dżiny należące do pierwszej grupy bardzo często podsłuchują aniołów w niebie, a potem roznoszą po świecie wiadomości o przyszłości, wieszczą katastrofy i zagładę świata. Dżiny, które znajdują się w jednym miejscu, towarzyszą każdemu człowiekowi od urodzenia do śmierci i cały czas starają się sprawić by człowiek źle postępował. Dżiny są odpowiednikami chrześcijańskich demonów, szed’ów i hinduskich asurów, które cały czas starają się naprowadzić człowieka na złe działania, zwieść i pomylić. Ogólnie istnieje duże podobieństwo między muzułmańskimi i chrześcijańskimi opowiadaniami o istotach nadprzyrodzonych. Jednakże w tradycji muzułmańskiej istnieje dużo więcej rodzajów i form stworzenia i istnienia aniołów, demonów i innych istot nadprzyrodzonych. Wiara w istnienie aniołów i dżinów (asurów) jest bardzo ważną częścią wierzeń muzułmańskich i ma bogatą tradycję i historię. Aniołowie i szatany odgrywają znaczącą rolę w życiu człowieka i towarzyszą mu przez cały czas jego bycia na ziemi. Mity i legendy o istotach nadprzyrodzonych pokazują bogactwo tradycji i kultury, a także w pewnym stopniu są wskaźnikiem rozwoju społeczeństwa. Jeszcze większe bogactwo wiedzy na temat Aniołów (Bóstw Nieba) oraz upadłych demonów (asurów) można znaleźć w duchowej tradycji wedyjskiej, gdzie szczegółowo opisuje się 33 główne Anioły (Bóstwa) Światła stanowiące tronowy Dwór Boga, Brahmana w Niebiosach, a także rozliczne hierarchie i sfery anielskich światów! Podobnie opisuje się wiele rodzajów piekieł i demonicznych upadłych bytów na różnych stopniach ich degeneracji, a sama Ziemia jest opisana jako świat pośredni pomiędzy Niebem, a Piekłem, świat graniczny w którym trwa nieustanna walka sił Światła z siłami Ciemności o każda jedną ludzką duszę!

    Mohan Ryszard Matuszewski
    Czilla Aniołów, Toruń 1995

  • Ezoteryczna Wspólnota Romualda Danielewicza „Kundaliniego”

    Ezoteryczna Wspólnota Romualda Danielewicza „Kundaliniego”

    Poznańskie środowisko nienawistne wobec ezoteryki i duchowości wschodniej niszczyło i niszczy oraz szkaluje wiele grup i wspólnot, które na swój sposób są cenne i pomocne dla wielu poszukujących. Jednym z takich ruchów wspólnotowych jest Wspólnota Romualda Danielewicza pisanego także jako Danilewicz, znanego w mediach brukowych pod pseudonimem „Kundalini”, chociaż tradycja wschodnia nie akceptuje przybierania sobie ani nadawania komuś imion, nazwisk czy nazw własnych od wielkich ideałów duchowych jakie podlegają czci kultowej, a jeśli o Indie chodzi, to Kundalini jest Boginią Mocy, Śakti Dewi, i nie należy sobie przywłaszczać Jej Świętego Imienia ani profanować, tym bardziej nie przystoi to mężczyźnie, albowiem Kundalini to rodzaj żeński, Kundalini to kobieta, Bogini. Dla mężczyny byłoby przyzwoiciej „Kundalin„, tak brzmi rodzaj męski. Niestety, taki jest mizerny troszkę poziom wiedzy ezoterycznej, zarówno w środowiskach ezoterycznych jak i wśród tak zwanych badaczy rozmaitych grup ezoterycznych, wspólnot tajemnych oraz organizacji kultowych. Nie uchodzi pisać o liderze a nawet członku Wspólnoty per „Kundalini„, co czynią niedorobieni autorzy socjologiczni i porąbani z natury rzeczy antykultowcy dominikańscy, szkodliwi psychomanipulanci teologiczni, gdyż brzmi to tak samo jak o waszym biskupie lub papieżu ktoś by powiedział „Dziewczynka” albo „Kobitka”, a nawet „Kobieta Mocy” – trochę „nie ten teges” z tymi głowami tak zwanych badaczy ruchów alternatywnych, ezoterycznych i kultowych, a informatorzy pewnie z „dominikańskich ośrodków dezinformacji” czyli zaćpani ideologią winomszalnego alkoholizmu kleropijackiego. Jak wam na ksywkę „Dziewczynka” dla Karola Wojtyły pasuje, to w porządku, ale jak nie to prosimy pisać w brukowych „Rzeczpospolitych” świntuszkach i socjologicznych uniwersyteckich UAM-ach z imienia, po prostu Romuald Danielewicz. W ramach poprawiania literówek i rażących błędów, zamiast oryginalnie stosowanego przez nieuków i niedouków z rzekomymi tytułami akademickimi, zmieniamy ich netowe wypociny, i zamiast Kundalini, regularnie wpisujemy Danielewicz lub Romuald Danielewicz albo Danilewicz, zgodnie z prawdą faktów, o ile tak Romuald ma w paszporcie i zgodnie z zasadami ezoteryzmu wschodniego, szczególnie tradycji Tantrika oraz Śakta.

    Romuald Danielewicz – pierwszy po prawej lata 80-te XX wieku

    Zgodnie z naszą wiedzą, z kontaktów z członkami Wspólnoty Danielewicza, ruch ten opierał się w znacznym stopniu ma mitach o działalności i wyczynach Gurdżijewa, określanej jako Czwarta Drogi, stąd jego nachodzenie różnych grup i nauczycieli sufickich w Polsce, a dopiero w drugiej kolejności, na niektórych dziełach Mistrza Bo Yin Ra czyli Josepha Antona Schneiderfrankena (1876-1943) ze Szwajcarii. Sam Romuald Danielewicz znał też doskonale wielu rozmaitych liderów psychotronicznych, ezoterycznych, bioenergoterapeutów i radiestetów, chociażby niesławnego Edwarda Mielnika, który później założył Ruch Antrovis, jak i Bogdana Kacmajora od Leczenia Duchem Świętym, znał Leszka Szumana (1903-1986), ezoteryka i astrologa ze Szczecina, księdza jasnowidza Czesława Klimuszko (1905–1980) jak i chociażby Wiesława Kornalewicza (1943) z Opola czy niesławnego Witolda Kirmiela z Zielonej Góry, który ze wschodnich sztuk walki odpadł i popadł w szatańskie sidła jakiejś ześwirowanej sekty chrześcijańskiej przez swoją chrysto-nawiedzoną i chorą psychicznie zarazem panienkę. Bywał też na ówczesnych zjazdach joginów w Lublinie, w latach 1983-1986, na tamtejszym UMCS, poznał także poznańskie środowisko Tadeusza Paska od Jogi, które zresztą żyło w symbiozie do poznańskich różdżkarzy i psychotroników. Danielewicz znał dobrze Józefa Kołpę, który zakładał Klub Różdżkarzy w Poznaniu w 1979 roku, znał się także świetnie z Leonem Zawadzkim, rezydującym w Bielsku-Białej ezoterykiem i astrologiem, który wywróżył mu sławę i wielką karierę na polu ezoterycznym. Wyleciał jednak z wielkim hukiem próbując rozrabiactwa pseudoezoterycznego i pseudogurdżijewskiego czyli siania silnych szokowych emocji na zajęciach u pewnego hinduskiego Guru, który uczył w Polsce Jogi i Tantry w styczniu 1983 roku. Mistrz z Indii usłyszał jego zadziornie rozrabiacki głos, wyszedł na chwilkę ze swojego pokoju do recepcji i powiedział, żeby tego osobnika nie przyjmować na zajęcia, bo jest aktualnie niezdatny do praktykowania Jogi…]

    Jogi i Tantry uczymy się wszak na zasadzie harmonii i zgody, na subtelnych falach wyższych uczuć, takich jak Maitri wspomniana w Jogasutrach, a metody oczyszczania z negatywnych emocji to ćwiczenia takie jak „ryk lwa”. Rozpoczynamy zatem krytyczną analizę tak zwanego akademickiego opracowania działalności Romualda Danielewicza, a nasze uwagi i krytyczne komentarze dodajemy dalej w nawiasach kwadratowych [], dla odróżnienia od analizowanego tekstu, powielanego przez kwartalnik Nomos jak i dostępnego publicznie w formie pliku pdf.


    Wspólnota Kundaliniego – Rys historyczno-religioznawczy

    Wspólnota Kundalini Jogi Romualda Danielewicza należy do najmniej znanych grup ezoterycznych działających w Polsce. Nie ma o niej dotąd [na rok 2007] wzmianek w literaturze naukowej poświęconej nowym ruchom religijnym. Nieliczne relacje na jej temat pochodzące z lat 80-tych XX wieku mają mocno fragmentaryczny charakter1, a publikacje prasowe z czerwca 2005 roku dotyczą przede wszystkim pewnych zjawisk patologicznych, jakie w grupie tej [rzekomo] miały miejsce2, dlatego też warto przybliżyć czytelnikowi historię oraz podstawy ideologii tej wspólnoty. [Raczej nauki duchowej niźli ideologii, która z natury odnosi się do partii politycznych, to tak jeśli ezoteryczne punkty widzenia chodzi, ale nie wszyscy naukowcy znają się na ezoteryzmie, chociaż w minimalnym stopniu. Ideologie należą do egzoteryki, a nie do ezoteryki.]

    Źródła

    W przypadku badań tajnych grup religijnych zawsze należy zachowywać krytycyzm odnośnie źródeł wiedzy. W swoich badaniach nad wspólnotą Kundalini Romualda Danielewicza oparłem się na trzech kategoriach źródeł. Są to kolejno: relacje byłych członków grupy, relacje osób, które zetknęły się z tą grupą, ale nie zaangażowały się w nią oraz materiały własne grupy i wypowiedzi pochodzące od jej aktualnych członków. Każde z tych źródeł posiada swoje wady i zalety.

    Stosunkowo najbardziej oczywiste są wady relacji pochodzących od byłych członków {oznaczam je literą X}. Najczęściej są nastawieni do swej dawnej wspólnoty wrogo, przez dłuższy czas najważniejsze są dla nich powody odejścia z niej i mają skłonność do akcentowania negatywnych zjawisk w niej występujących. Aby częściowo złagodzić ten defekt prosiłem ich o relację w formie narracji autobiograficznej, w rezultacie czego przyjmowali rolę podmiotu zdarzeń a nie, na przykład, obiektu manipulacji czy wyzysku. Zazwyczaj odbywaliśmy także drugie spotkanie, podczas którego swobodna rozmowa uzupełniała moją wiedzy o grupie. Ta grupa źródeł była szczególnie cenna.

    [Relacje tak zwanych byłych członków, eks-cośtamcoś, to akurat nie są cenne informacje na temat grup i wspólnot duchowych, ezoterycznych lub mistycznych, a z punktu ezoteryzmu, wiedzy ezoterycznej, to jest zwykle bełkotanie głupot przez osoby niezdatne do zgłębiania duchowości ani ezoteryki, zatem pindolenie ślepych i głuchych na temat barw i dźwięków oraz piękna krajobrazu. Tradycje ezoteryczne z tegoż powodu nazywają byłych członków odpadami, śmieciami, świniami, kozłami, demonami, szatanami, dżinami, drudźami, szedami (szedim), dybukami, kundlami (słynne powiedzenie wschodnie: psy szczekają karawana jedzie dalej) – nawet jak stopień duchowości lub ezoteryzmu jaki oferują jest niewielki, niezbyt głęboki, a do tego obarczony błędami. Wedle Tantry, a Tantra to właśnie nauka i praktyka Kundalini, Bogini Mocy, Śakti Dewi, odpadli od nauk i praktyk tantrycznej ścieżki odradzają się w ciałach podłych zwierząt takich jak świnie, lisy, kojoty, zdziczałe psy, hieny i kilka podobnych przez 300, 500 lub 1000 wcieleń, a po odbyciu karnej sekwencji wcieleń dostaną jeszcze jedną próbę życia w ludzkim ciele, jeśli znów odpadną lub porzucą ścieżkę duchową czy szkołę ezoteryczną, ich dusze zostaną unicestwione w Naraka-Lokach czyli w światach piekielnych do których trafiają zepsute ludzkie byty. Sympatyczne są liczne opowieści buddyjskiej mahajany, w tym zen, właśnie o lisach – duszach byłych mnichów – odradzających się 500 razy w ramach kary za szkodliwe występki, w tym za porzucanie mistrza i ścieżki oraz za porzucanie dharmy czyli duchowości i ezoteryki. Zmienić grupę czy wspólnotę na bardziej dla nas odpowiednią można, ale odpadki są odpadkami i wędrują na śmietnik dla zepsutych dusz na utylizację zwaną śmiercią drugą lub wieczną (utrata jaźni czy duszy, puste ciała demonów bez Duszy, pozbawione Atmana). Uczone wywiady z tak zwanymi byłymi czyli odpadami, to akurat najgłupsze, co może zrobić osoba uchodząca rzekomo za uczonego badacza ruchów ezoterycznych. Ktoś, kto nie jest w stanie zgłębiać tajemnic duchowych i ezoterycznych jest osobą niezdolną do życia duchowego ani poznania mistycznego. To tak samo jakby o życie erotyczne pytać impotentów, a do tego niezdolnych od urodzenia, może jeszcze po nieudanej randce, na której znowu narzędzie odmówiło współpracy bo zawsze odmawia. Takich mamy to badaczy naukowych w XXI wieku, co niewiele wiedzą. Ezoteryzm pewnie też dołuje, bo zwykle idzie w górę lub w dół paralelnie do wzlotów i upadków nauki. Biblia zdecydowanie uczy: „Szatan jest oskarżycielem Braci„.]

    Drugą grupą źródeł były relacje osób postronnych {oznaczam je literą Z}, czyli takich, które zetknęły się kiedyś z Kundalinim albo z jego grupą, ale nie zostały jej członkami. Ich postronność nie oznaczała jednak bezstronności. Niektórzy informatorzy prezentowali silnie wartościujące oceny grupy Kundalini Romualda Danielewicza z punktu widzenia swej własnej przynależności wyznaniowej. Inni formułowali podobnie surowe sądy, motywowane wartościami ponadwyznaniowymi czy liberalno-demokratycznymi. Wielu z nich dysponowało informacjami niedostępnymi dla przeciętnych członków wspólnoty. Był to jednak każdorazowo – co okazało się bardzo istotne – zupełnie i n n y typ stronniczości, a przede wszystkim i n n a perspektywa oraz i n n e warunki obserwacji. Udało mi się dotrzeć do blisko dwudziestu byłych członków wspólnoty oraz do podobnej liczby postronnych informatorów. Nie wszyscy współpracowali ze mną w równym stopniu, ale stosunkowo rzadko spotkałem się z kategoryczną odmową jakiejkolwiek współpracy. Z racji tego, że poruszany temat był, zwłaszcza dla byłych członków, dość intymny – niemal zawsze oczekiwano ode mnie pełnej dyskrecji. Zdarzały się też jednak przypadki spontanicznego nawiązania ze mną kontaktu (po tym, jak sprawa została nagłośniona przez media w czerwcu 2005 roku), często niestety anonimowo, drogą komunikacji elektronicznej.

    [Anonimowych gości nie przyjmuje się do duchowości – taka jest zasada ezoteryczna – zatem, co do zasady, także taką zerową wartość w tematyce grup duchowych i ezoterycznych mają wszelkie anonimowe kontakty. Chcą poszczekać, niech pokażą swoją psią mordę i do tego mordę tego tam klechy dominikańskiego lub pastora wieprzkowatego, co mordą szczekać na ezoterykę kazał. To tak, co do zasady. Starożytne zasady ezoteryczne nie zezwalają na sprzedawanie książek z wiedzą ezoteryczną przypadkowym osobom, zatem tak dla przypomnienia, to wszystko, co leży w księgarniach nie jest ezoteryczne tylko egzoteryczne, może mieć wartość naprowadzającą lub być pewnym wstępem do czegoś, czego jednak nie można już sobie kupić na żądanie. Uczniowie szkół ezoterycznych dostają materiały wyłącznie do prywatnego użytku i nie wolno ich kolportować ani upubliczniać. My to wiemy i praktykujemy od setek i tysięcy lat. Wiedza dostępna publicznie nie jest wiedzą ezoteryczną ani hermetyczną, a jedynie zapoznawczą. Romuald Danielewicz mógł nie wiedzieć, badacze naukowi czasem nie zauważają takich ważnych zasad, a my ezoterycy ciągle je praktykujemy, stąd wiemy, że dzieł ezoterycznych nie ma w księgarniach ani w obiegu rynkowym. Nie ma i nie będzie. Ktoś wysoko tego strzeże, dobrze pilnuje.]

    Odrębną kategorią źródeł są materiały pochodzące od aktualnych członków wspólnoty. Są one trojakiego rodzaju: po pierwsze są to różnego rodzaju materiały wewnętrzne, udostępnione mi przez byłych członków wspólnoty, ale powstałe w czasie ich przynależności (śpiewnik, tzw. „wnioski” i „raporty”). Po drugie są to materiały nadesłane drogą internetową przez aktualnych członków wspólnoty, a przede wszystkim przez samego Danielewicza. Założyciel wspólnoty nawiązał ze mną korespondencję po tym jak dotarła do grupy informacja o prowadzonych przeze mnie badaniach. Starał się przede wszystkim zniechęcić mnie do pracy nad tym tematem oraz przedstawiał „własną wersję” wydarzeń. Uzyskałem w rezultacie kilka listów zawierających fragmenty autobiografii Romualda Danielewicza {oznaczam je przez Qa} i szereg wypowiedzi zawierających jego poglądy {Qp}. Pewne uzupełnienie stanowiły dla mnie materiały prasowe, telewizyjne, jeśli zostały uwiarygodnione przez inne źródła.

    Wspólnota w latach 1941–1999

    Biografię Romualda Danielewicza można podzielić na dwa okresy. Pierwszy obejmuje jego dojrzewanie i formację. Jego rekonstrukcja opiera się w całości na osobistych wypowiedziach Romualda Danielewicza wygłaszanych przed uczniami oraz nadesłanych mi w e-mailach. Dokładna weryfikacja tych informacji nie była celem moich badań, ale przynajmniej w kilku przypadkach, gdy miałem taką możliwość, przekonałem się, iż ta „oficjalna” autobiografia ma w dużej mierze charakter konstrukcji legendarnej (choć odnosi się do faktów, to jednak interpretuje je z wielką dozą dowolności i życzeniowości). Pisząc o drugim okresie mogłem oprzeć się już na względnie niezależnych relacjach uczestników i świadków.

    Okres „legendarny”

    Romuald Danielewicz urodził się pod Wilnem w 1941 roku {X22, X13}. Jeszcze w czasie wojny matka przywiozła go do Polski centralnej. Była ona silną osobowością. Jedna z osób, które ją poznały, opisała ją słowami: „herod-baba, wszystkich, jak to mówią, za pysk trzymała” {X13}. O ojcu niewiele wiadomo. Sam Romuald Danielewicz podawał się za Żyda, a czasem też za Litwina (w każdym razie odżegnywał się od polskiej narodowości) [narodowość zatem żydowsko-litewska, a tylko obywatelstwo polskie, a my wiemy, że wielu narodowościom bardzo trudno przychodzi rozwój duchowy, a ezoteryka jeszcze trudniej]. Wiadomo, że skończył szkołę średnią {Z37, X13} i wkroczył w okres, który można określić jako faza dewocji katolickiej. Jak o tym pisze: „Nim zostałem ateistą, byłem dewotem – odmawiałem z pamięci trzy litanie dziennie i trochę pacierzy” {Qa0111}. Był głęboko zaangażowany w rodzący się ruch oazowy, współpracował ponoć z księdzem F. Blachnickim {Qa0129, X24, Z3e}. Na podstawie opowieści autobiograficznych, które snuł wobec swych uczniów doszedłem do wniosku, że jego osobowość ukształtowała się pod wpływem czterech kluczowych doświadczeń życiowych.

    [Warto odnotować, że nazwisko Danielewicz pisane także Danilewicz, to jednak herbowe nazwisko szlacheckie bojarów litewsko-ruskich, dawnych rodzin rycerskich. Badania DNA ostoi Danielewiczów pokazują pochodzenie słowiańskie i sarmackie.]

    I. Pierwszy przełom, kiedy to, jak sam pisze, wszystko zmieniło się, „o 180 stopni”, miał miejsce, gdy zapadł na chorobę Heinego-Medina (inne wersje mówią o wypadku), która czasowo przykuła go do wózka {Q0129}. Odrzucony jako inwalida przez rówieśników i bliskich, podjął olbrzymi wysiłek dwojakiej pracy nad sobą: intelektualnej i fizycznej, chcąc udowodnić innym, że im dorównuje, a potem też, że ich przewyższa. Po pierwsze więc zaczął uprawiać kulturystykę. Zaliczał siebie do jej pionierów w Polsce. Dzięki ćwiczeniom udało mu się wstać z wózka i osiągnąć ponadprzeciętną sprawność fizyczną. Ukończył nawet kurs instruktorski w 1961 roku, po którym kierować miał sekcją kulturystyczną. Jednocześnie pierwotne unieruchomienie
    stworzyło mu okazję do licznych lektur {X13}. Czytał pięćdziesiąt książek rocznie sporządzając z nich szczegółowe notatki {Qa014}.

    II. Prawdopodobnie to trudne doświadczenie sprawiło, że stracił wiarę i zapisał się na dwuletni Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu i Leninizmu. Był również związany z Zarządem Głównym ZMS {Qa014}. Było to drugie kluczowe dla niego doświadczenie; powstał wówczas zarys koncepcji jego głównego wroga, którego można określić terminem „Cyniczny Manipulator”. Postać tą dostrzegł najpierw w osobach swoich wykładowców, członków elity KC, którzy dużo mówili, ale mało robili, czerpiąc z władzy osobiste korzyści. Danielewicz odrzucił nie tyle samą manipulację, ile cyniczne użycie władzy dla własnej korzyści kosztem innych {Qa013, Qa014}. Postanowił, że celem jego życia będzie przeciwstawienie się temu {Qa014}.

    III. Wówczas, w połowie lat 60-tych XX wieku, nastąpił trzeci moment kluczowy w życiu Romualda Danielewicza, zetknął się on z ezoteryczną tradycją Bô Yin Râ {Qa017}. Opisuje to następująco:

    Wreszcie zdarzyła się sytuacja nieomal parapsychiczna. Wprowadził się na sąsiednie podwórko człowiek – wybitny mistyk, jeszcze wtedy nie wiedziałem, że największy na globie, który ku memu zdumieniu zaakceptował mój ateizm i użyłem całej znanej mi wówczas erystyki by obalać jego argumenty mistyczne. On jednak wybił mi z głowy Lenina z resztą tej hołoty, przekonując, że dialektyka Marksa z jej wspaniałymi zasadami nie obsługuje własnego systemu […]. Byłem rozdarty. Mistyka to argumenty płynne, nie potwierdzane w sposób konkretny, ale nęciła mnie swą wielopiętrową abstrakcją ([…]. Silnie przeżywałem to, do czego przekonywał mnie sąsiad, zgadzało się z tym, co widziałem i na co nie mogłem się zgodzić w partii i ZMS-ie” {Qa014}. Przez jakiś czas Danielewicz był kierownikiem domu kultury {X29, X13}. Wykładał swoje poglądy odwiedzającym tę placówkę artystom, w rezultacie czego zyskał opinię „małomiasteczkowego mędrca” {X22, X29}. Cały czas kontynuował swoje studia, nawiązywał kontakty z przedstawicielami nauki, głównie humanistyki. Przejawiał wielką potrzebę uczenia się.

    IV. Czwarty moment przełomowy miał miejsce 7 lipca 1977 roku, kiedy to Danielewicz, w rezultacie praktyk jogicznych pobudzających energię Danielewicz aż do „przebicia sklepienia czaszki”, osiągnąć miał oświecenie. Miał po nim powiedzieć: „Boże, ja tak prosiłem Cię o pomoc, a to Ty potrzebujesz mojej pomocy” {X24}. Poczuł, iż posiada do wykonania misję i zaczął nauczać {X13}. Opuścił swoją żonę, którą później przedstawiał jako osobę o charakterze Ksantypy, zostawił z nią syna i ruszył w wędrówkę po Polsce {X22, Z15, X24}. Wówczas, po upływie roku od śmierci swego mentora {X13}, poznał drugą osobę, którą wobec uczniów nazywał swoim mistrzem, jednak nie udało mu się nawiązać z nią równie bliskich relacji. Człowiek ten dużo surowiej oceniał Kundaliniego {Z15, X13} i ani myślał uznać go za swego ucznia, mimo jego uporczywych starań {X22}. Tym niemniej tolerował go w swoim otoczeniu jako swoistego „oryginała”. Danielewicz zadał mu, gdy ten leżał już na łożu śmierci, pytanie: „Czy jestem mesjaszem?” Nie uzyskał spodziewanej odpowiedzi, a jedynie smutny uśmiech {X24}. Od momentu swego oświecenia jeździł „z miejsca na miejsce, mieszkał u różnych osób” {X13}, przede wszystkim szukając uczniów, ale także konfrontując się z różnymi autorytetami z dziedziny ezoteryki. Nie udało mu się jednak wówczas stworzyć żadnej trwałej grupy; próby te były jednak dla niego ważnym źródeł doświadczeń kierowniczych {X28}.

    Okres „historyczny”

    Pierwszym publicznym wystąpieniem potwierdzonym źródłowo, była konferencja różdżkarzy w 1978 roku w Poznaniu. Wówczas Danielewicz podawał się za okultystę, przemawiał (raczej poza regularnymi obradami) i usiłował pozyskać ludzi do swego planu {Z14, Z53, Z36}. Kazał się nazywać „czterdzieści cztery” {Z15}. W 1982 roku Danielewicz wziął udział w obozie szkoleniowym, na którym uzyskał uprawnienia instruktora jogi. Na obozie tym pojawia się po raz pierwszy jego pseudonim – „Kundalini” {Z15, Z49, Z37, Z4B, Z14}. Na początku lat 80. zaczął bywać na hipisowskich zlotach w Częstochowie (1983, 1984) {Z49, Z24}. Występował tam w czerwonym ponczo pokrytym tajemniczymi symbolami {Z15, Z41, Z42}. Pojawiał się też w Przemyślu, gdzie odbywały się podobne imprezy młodzieżowe {Z42}. Na imprezach tych zetknął się z poszukującą młodzieżą, która stanowiła łatwy łup dla rodzących się wówczas gangów narkotycznych. Dlatego też powziął myśl zbudowania „antymonaru”, alternatywnego ośrodka leczącego narkomanów. Marka Kotańskiego Danielewicz znał osobiście {Z14}, ale miał zupełnie inne podejście do narkomanii, polegające przede wszystkim na dostarczeniu uzależnionym nowego sensu życia (do czego miała służyć jego ezoteryczna doktryna) i oddziaływaniu własną osobowością. Pieniądze na to przedsięwzięcie czerpał zarówno z partii {Qa0114} czy ZMS {X13}, jak i z Kościoła. Kilkanaście osób ponoć wyciągnął z nałogu {Qa019}. Odtąd jego działalność posiadała wyraźny rys proabstynencki. Eksperyment z leczeniem narkomanów wkrótce skończył się niepowodzeniem; możliwe, że wskutek nadmiernego zainteresowania ze strony milicji {Z41}, na której nie zawsze widać robiły wrażenie znajomości w Komitecie Centralnym PZPR. Romuald Danielewicz zaczął szukać nowych obszarów działania. Wprowadzał swoich uczniów do różnych organizacji młodzieżowych, współtworząc szersze środowisko kultury alternatywnej o nazwie „Mandragora” {X13}.

    Jednocześnie występował jako nauczyciel jogi organizując wykłady, również na wyższych uczelniach (np. AWF w Poznaniu), stopniowo skupiając wokół siebie coraz szersze grono zwolenników. Pierwotnie rekrutowali się z kręgów wielkomiejskiej bohemy ezoterycznej, bywalców kursów astrologii czy radiestezji. Swą wspólnotę oparł jednak nie na nich, a na uczniach i uczennicach, którzy przyłączyli się do niego w latach 1983–1984, to oni będą stanowić później rdzeń jego grupy. Byli to, z jednej strony, studenci czy uczniowie, zainteresowani rozwojem duchowym, z drugiej zaś, młodzież zagubiona: narkomani, członkowie kontrkultury {Z41, X13}. W kolejnych latach wykrystalizowało się z tej grupy grono kilkunastu najwierniejszych uczniów, pierwsza generacja.

    Sam Romuald Danielewicz stopniowo wycofuje się za plecy swych uczniów. Równocześnie, w połowie lat 80-tych XX wieku struktura wspólnoty rozrastała się: uczniowie pozyskiwali uczniów i stopniowo przekazywali im wiedzę, którą sami pozyskali od swego mistrza. Nowi adepci pochodzili z różnych miast, więc wspólnota poszerzała swój zasięg terytorialny {X13, Z36, X13}.

    [Zakładanie, że się wycofuje za plecy swych uczniów jest o tyle błędne, że tak zwani naukowcy, zwykle nie wiedzą ile czasu i wysiłku zajmuje wszelakim liderom ruchów duchowych i ezoterycznych solidne kształcenie kolejnych liderów czy nauczycieli, a trenerzy kadry narodowej, nawet w sportach często nie mają czasu prowadzić zajęć dla sekcji początkującej, i zostawiają to swoim asystentom, przyszłym trenerom, jako pole treningowe. Nie ma żadnego „krycia się za plecami uczniów”, jest ciężka praca szkolenia kilkudziesięciu zaawansowanych uczniów, treningi dla przyszłych liderów i młodych asystentów pracy ezoterycznej. Robienie tego w pojedynkę jest zasadniczo ogromnym wysiłkiem, a stare szkoły duchowości i ezoteryki zwykle rozkładają taką pracę na kilku lub nawet kilkunastu mistrzów, jeśli takowymi dysponują. Trochę to tak, jakby jeden profesor w pojedynkę miał uczyć wszystkich przedmiotów dla wykształcenia grupy studentów jako księży czy pastorów albo magistrów fizyki. Ambitne zadanie, któremu nie każdy ksiądz profesor albo fizyk podoła. Takie zatem stwierdzenia, że „ukrywał się za plecami swoich uczniów” pokazują jedynie dyletanctwo i ordynarne nieuctwo w tematach ezoterycznych, jakieś cieniactwo środowisk naukowych na uniwersytetach III/IV RP.]

    Innym rodzajem działalności grupy Kundalini Jogi Romualda Danielewicza w owym czasie była „walka z sektami” {Qa0117}. Uczniowie Romualda Danielewicza, czasem na czele z nim samym, wkraczali na spotkania alternatywnych ruchów religijnych i środowisk New Age (m.in. sufi, joga, buddyzm, rebirthing) i na różne sposoby starali się je zakłócać {X21, X28, Z49, X13}. Z niektórych z tych środowisk udało mu się pozyskać uczniów [albo jak w kilku znanych nam wypadkach, wylecieć z hukiem z imprezy za hałasowanie lub przeszkadzanie].

    Na początku lat 90-tych XX wieku zaprzestał jednak takiej działalności {Z49, X28}. Nowym polem, na którym się skupił była ekologia {Z28}. Wspólnota zaczęła koncentrować się na człowieku i jego zdrowiu. Propagowano zdrowe żywienie, kulturę fizyczną, gorliwie zwalczano wszystkie używki. Uczniowie Kundaliniego, na przykład, wyrywali papierosy z ust współpasażerom w pociągach. Propagowali kulturę fizyczną wśród osób starszych {Qa0111, X24} oraz zaangażowali się w promocję idei integracji osób niepełnosprawnych ze społeczeństwem {X21}.

    [Jednym z powodów zaprzestania szkodliwych występów z przeszkadzaniem i głupkowatymi zachowaniami były reakcje grup, które zorganizowały sobie ochronę, zwykle z sympatyków zajmujących się sztukami walki, a dla Romualda nie było przyjemnie wylatywać za drzwi z wielkim hukiem. Raz przyjechał porozrabiać na obóz rebirthingu koło Inowrocławia i Bydgoszczy, gdzieś tam nad jeziorem, gdzie było ponad 180 osób, obóz około 10 dni to dosyć drogo wówczas kosztowało, Romuald zaczął ze swoimi uczniami zwyczajowe rozrabiactwo, a tu osoba prowadząca ten rebirthing ostro zapytała czy mają zeszyty i długopisy do robienia notatek. Oni, że nie mają bo im nie potrzebne. A prowadzący, że mają się wynosić do kiosku kupić sobie zeszyty i długopisy, i mają na to godzinę. Wstało kilka osób ochrony, wzięło za szmatki i wyprowadziło oszołomów za drzwi. Do kiosku w sobotę było ze trzy kilometry, to nie zdążyli piechotą wrócić w godzinę. I przepadł im obóz rebirthingu za który już zapłacili. Kasa przepadła, a ochrona ich spakowała i wystawiła plecaki za bramę. I było wynocha, fora ze dwora, a kolejny raz płacicie oszołomy dwa razy drożej za cały obóz z góry, a zeszyty i długopisy do kontroli przed wejściem na zajęcia. I poszli szukać pociągu do domu, nosy na kwintę spuszczone i skamlanie, że oni tylko chcieli coś sprawdzić. Tak się traktuje po amerykańsku oszołomów, co rozrabiają.]

    Zmiana systemu polityczno-gospodarczego w 1989 roku umożliwiła grupie otwarcie na nowe sfery działalności. Stworzono sieć współpracujących z sobą firm, które mogły liczyć na nieopłaconą siłę roboczą w postaci uczniów
    niższych szczebli. Wspólnota wzięła też udział w pewnych przedsięwzięciach edukacyjnych, przez pewien czas współprowadziła prywatną szkołę podstawową, do której posyłano własne dzieci, wchodzące wówczas w wiek szkolny oraz jedną z prywatnych wyższych uczelni, gdzie wielu członków wspólnoty wyższych szczebli znalazło zatrudnienie (jako kadra, ale także w administracji). Osoby o najwyższych kwalifikacjach pracowały też w instytucjach państwowych czy biznesowych {Z14, X13, X15, X24, X29, Z28}. Podjęto panujące w postkomunizmie reguły gry ekonomicznej i poruszając się swobodnie między polityką a biznesem, zdobywano na tej drodze pewne środki dla realizacji własnych działań. Działania te formalnie mieściły się w ramach potocznie pojmowanego interesu społecznego, więc nie zwracały niczyjej uwagi.

    Połowa lat 90-tych XX wieku to szczytowy okres rozwoju liczebnego grupy. W tym okresie Romuald Danielewicz stopniowo zaczyna się wycofywać z intensywnej działalności publicznej. Pozostał nauczycielem i przewodnikiem swoich aktywnych uczniów i niewątpliwie podejmował kluczowe decyzje, jednak już tylko „zza biurka”, przestał być przywódcą kroczącym na czele, stał się kimś w rodzaju dowódcy sztabowego {X21, X22}. Wiązać się to mogło z tym, że w owym okresie zaczął podupadać na zdrowiu {X15, X22}.

    [Źle wykonywane praktyki duchowe, w tym praktyki związane z Kundalini, często kończą się poważnymi problemami zdrowotnymi, a Romuald Danielewicz, cokolwiek robił, to jednak bez nadzoru autoryzowanego Mistrza Życia Duchowego czyli Guru. Kundalini Śakti nie lubi samozwańców ani oszustów, którzy nie przeszli 12-cie lat praktyki u prawdziwego Mistrza Duchowego czyli u Guru.]

    Mniej więcej od 1995 roku zaczyna się jednak dość intensywny odpływ członków, przekraczający skalą normalną ich cyrkulację. Przede wszystkim odeszła blisko połowa uczniów pierwszej generacji („starej gwardii”, „preto-
    rian” czy – jak ich nazywał M. Weber – członków „charyzmatycznej arystokracji”3) najlepiej wyszkolonych i często sprawujących kontrolę nad własnymi strukturami uczniów; odszedł zbliżony procent uczniów drugiej generacji i niemal wszyscy z niższych szczebli organizacji. Jednocześnie, od pewnego czasu grupa zaprzestała (z niewielkimi wyjątkami) rekrutacji nowych członków.

    [Należało jednak napisać dokąd to odeszli uczniowie Romualda Danielewicza, bo dla wielu czytelników może to być ważne, a już w 1987 roku niektórzy odchodzili, często do Wspólnoty Himavanti, do Bractwa Himawanti, największe fale przejścia od Romualda Danielewicza do Bractwa Himawanti to lata 1989-1991 oraz 1995-1997. Uczniowie Danielewicza przyciągnięci na hasło Kundalini, chcieli się uczyć tajemnych praktyki Kundalini, chcieli Jogę Kundalini lub Tantrę Kundalini praktykować, Kundalini obudzić, a tu nic w temacie nie było. Niektórzy mieli nawet jako wysłannicy Danielewicza narozrabiać na zajęciach jogi i medytacji u Mistrza Mohandźi, u Śri LalitaMohan-Dźi, jednak zostali szybko doprowadzeni do należytego uspokojenia i zachowania, ochraniarze z Bractwa Himawanti ćwiczący ostre wschodnie sztuki walki świetnie się sprawdzili, i się uczniowie Romualda dowiedzieli, że „u Kundaliniego” nie ma praktycznie nic o Kundalini, to zaczęli potajemnie przychodzić popraktykować, zobaczyli oryginalne w sanskrycie pisane traktaty Tantry z Praktykami Kundalini, co istotne także z Oczyszczaniem Czakr, bo od tego się zaczyna, i zaczęli przyprowadzać znajomych od Danielewicza, który jak się o tych przejściach dowiedział, to ostrych jazd emocjonalnych dostał, szoku, że mu konkurencja ludzi podbiera… No Sorki, Romuald, ale sami przyszli, trzeba było ich uczyć tantrycznej Jogi Kundalini, a nie jakichś pierdół, które z Kundalini ani Tantra Jogą, ani z Śaktą nie mają nic wspólnego].

    Towarzyszyło temu – jak się wydaje – nasilenie wewnętrznej dyscypliny wśród tych, co zostali, zwłaszcza w odniesieniu do osób najbliżej związanych z ośrodkiem przywódczym. Kontrowersyjny styl życia, nierzadko bardzo destrukcyjny dla członków wspólnoty, w połączeniu z makiawellicznym stosunkiem do otoczenia zwróciły w końcu na grupę uwagę mediów, czego konsekwencją była seria artykułów w „Rzeczpospolitej”4. Z racji swej niesprawie-
    dliwej jednostronności nie wywołały one jednak szerszego zainteresowania w społeczeństwie, wzbudzając raczej niedowierzanie, niż motywując do konkretnych działań wymierzonych przeciw wspólnocie Kundalini Romualda Danielewicza. Mimo tego można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że oznacza to kres działalności tej grupy w Polsce, przynajmniej w dotychczasowych formach. Najaktywniejsi jej członkowie, prawdopodobnie z samym Danielewiczem włącznie, opuścili nasz kraj, szukając nowych form działalności.

    [Ej tam, trochę ludzi wyjechało z Polski, pracy szukać, żeby na życie zarobić, z Bractwa Himawanti też sobie jeździli i jeżdżą nawet do dzisiaj, i pewnie w miarę rujnowania polskiej gospodarki przez kolejne ekipy szkodliwych debilów politycznych PO-PiS, jeszcze częściej będą jeździć za robotą. Przy okazji potem, nowe grupy otwierają i na spotkania do Śri Guru Mohandźi przysyłają. Romuald Danielewicz pojechał do pracy w Holandii, a przy okazji działalność Wspólnoty rozwijać, w 2004 roku pojechał, w Europie dla każdego jest miejsce, bo w Polsce przecież kościelno-pedofilskie fanatyki nie pozwolą innowiercy niekatolickiemu pracować na stanowisku w jakimś ZUS albo Sejmie jak to z Małgorzatą Pawlisz chociażby było (była wice prezeska ZUS). Takie świnie polityczne, wojtyłowe świniaki i bydlaki ciągle jeszcze rządzą Polską.]

    Źródła ideologii Romualda Danielewicza

    Bô Yin Râ

    Punktem wyjścia ideologii [powinno być nauczania duchowego, bo ideologia odnosi się bardziej do polityki] grupy Kundalini Romualda Danielewicza były książki Bô Yin Râ, dlatego warto w skrócie przedstawić zasadnicze zręby myśli tego autora. Bô Yin Râ to duchowe imię człowieka, który w świeckim życiu nazywał się Joseph Anton Schneiderfranken. Urodził się w Bawarii w 1876 roku a zmarł w 1943 roku. Był malarzem oraz autorem trzydziestu dwu książek. Nauczał w nich „dróg powrotu człowieka do sfery duchowej”5. Jego zdaniem bowiem forma czysto duchowa jest pierwotną formą istnienia człowieka. Właśnie w duchowej formie swego istnienia człowiek jest twórcą wszystkich bytów zjawiskowych (widzialnych i niewidzialnych). Stopniowo „zstępuje” on od tworów bardziej „świetlistych” do coraz bardziej „gęstych”. Ostateczne – w wyniku „upadku” – łączy się z jednym ze swych tworów – zwierzęciem6. [Trzeba jasno powiedzieć, że jest to nauka teozoficzna].

    Na pierwszy rzut oka ta koncepcja „upadku” przypomina mity gnostyckie. Ważną różnicą jest jednak brak rysu dualistycznego: świat nie jest diabelskim tworem demiurga, ale wytworem samych ludzi, którzy uwikłali się we własne dzieło. Pod tym względem koncepcja ta przypomina koncepcje buddyjskie (świat jako wytwór zbiorowego wyobrażenia istot, które zapomniały, że są buddami). Zamiast gnostyckiego dualizmu Bô Yin Râ głosi pozytywnie
    wartościowaną biegunowość (bliską taoistycznej koncepcji yin-yang), przenikającą całość bytu materialnego oraz duchowego. Również człowiek w formie duchowej istnieje jako jedność bieguna kobiecego i męskiego. Rozdwojony został w wyniku „upadku” – zjednoczenia się z fizycznym ciałem zwierzęcia.

    Na ziemi istnieje poza tym hierarchia ludzi istniejących nadal w formie duchowej, którzy w ukryty sposób wspierają tych, którzy chcą się wspinać w drodze po kolejnych stopniach, do prawdziwego człowieczeństwa. Grono tych osób, tzw. „Jaśniejących Praświatłem”, tworzyć ma „Świątynię Wieczności” niewidzialną dla ludzkich zwierzęcych oczu, aczkolwiek umiejscowioną gdzieś w Himalajach, w krainie zwanej Himavatu. Porównuje się ich
    do buddyjskich bodhisattwów czy chrześcijańskich aniołów stróżów. Osoby te – w większości ludzie nigdy nieinkarnowani w zwierzęcych ciałach i w związku z tym nierozdwojeni – pomagają śmiertelnikom w ich poszukiwaniach Boga7.

    [Jakby tak socjologowie czytali indyjskie Purany w oryginale, to by wiedzieli na UAM, że Himavat to po pierwsze nazwa Gór Himalajów, tyle, że w sanskrycie, w oryginale, a pisana też bywa Himavan, Himavant oraz Himavanti, gdzie Himavant to personifikacja męska Ducha Gór Dachu Świata, a Himavanti to rodzaj żeński, odnosi się także do dawnego Królestwa Dewów, Królestwa Bożego, zajmującego Zachodni Tybet, Pamir, część Hindukuszu, Kaszmir, górską część Pakistanu i Afganistanu, aż po Chorasan oraz Ałtaj i Tien Szan, a do tego jest w nazwie starej linii przekazu Jogi i Tantry z Himalajów… To stare historie z indyjskich Puran, a Himavat Radża lub Himavant Radża to także pierwszy Król Himalajów, inaczej Śri Himavant, Himachala Radża… Bo Yin Ra z racji otrzymanego od Mistrza Jogi przekazu inicjacyjnego jest uczniem Linii Przekazu Himavat czy jak kto woli Himavanti Sampradaya, co miło, że wspomina…]

    Zdaniem Bô Yin Râ, Boga można znaleźć jedynie w sobie. Bóg jest tym, co stanowi istotę jaźni duchowej człowieka (tu znów dostrzegamy podobieństwo z buddyzmem). Tego Boga człowiek musi sam w sobie ukształtować,
    a najważniejszym po temu instrumentem jest słowo. Bô Yin Râ był autorem osobnej książeczki zawierającej ułożone przez niego mantry w języku niemieckim, ale w zasadzie wszystkie jego książki o tematyce duchowej mają oddziaływać na czytelnika w podobny sposób: przenikać go nastrojem, wpływać nie tyle na jego intelekt, co na głębię jaźni. Stąd też główną praktyką kogoś, kto podąża ścieżką wskazaną przez tego autora, jest wielokrotne czytanie jego książek i poddawanie się ich wpływowi.

    [Mantry to słowa i frazy wypowiedziane w objawieniu przez wedyjskich Ryszich, zawarte w Wedach oraz Upaniszadach, także w Puranach i podobnych pismach, jeśli mają osadzenie w Wedach. Słowa po niemiecku nie są i nie mogą być mantrami, jest to błędne użycie słowa mantra bez znajomości jego oryginalnej definicji. Po niemiecku to mogą być jedynie modlitwy, afirmacje i konfirmacje, o czym Bo Yin Ra także wspomina w swoich lekcjach dla uczniów, które nie są dostępne w Internecie, a jedynie dla uczniów Tradycji Himavatu…]

    Wielu osobom koncepcja ta przypominała i przypomina teozofię, głównie z tego powodu, że została sformułowana w języku tej samej epoki. Wspólne jest też przekonanie o istnieniu wspólnego jądra wszystkich religii8. O ile jednak teozofowie tego jądra poszukują drogą „indukcyjną”, badając różne tradycje religijne, to Bô Yin Râ doszedł do tego przekonania raczej na drodze wglądu mistycznego. Choć sam Bô Yin Râ przeciwstawiał się (np. w artykule W sprawie osobistej9) określaniu jego doświadczeń jako mistyki, jak i zaliczaniu go do grona teozofów czy okultystów, przeciwko którym zresztą często występował.

    [Bo Yin Ra w 1920 roku założył w Görlitz Stowarzyszenie Mistyki Jakuba Böhme (Jokob Böhme Bund) na naukach i radach którego wielce się opierał, co też jest ważne dla zrozumienia jego nauczania.]

    [Bo Yin Ra określał się wielokrotnie mianem Posłańca Himavatu, a to bardzo wzniosła pozycja duchowa, w oryginale Avadhuta, w tradycjach duchowości Jogi i Tantry Linii Przekazu nazywanej Himavat, Himavant lub Himavanti, oczywiście z dopiskiem Sampradayam lub Tirtham.]

    Z moich rozmów z byłymi członkami grupy wynika, że wspólnota Kundalini Romualda Danielewicza faktycznie wyżej opisane poglądy Bô Yin Râ podzielała. Bardziej zaawansowanym jej członkom udostępniano niektóre książki tego autora. Sam Romuald Danielewicz w znacznej mierze swój pogląd na rzeczywistość nadprzyrodzoną oparł na pismach Bô Yin Râ. Jak powiedział jeden z moich rozmówców: „I on się tego uczył na pamięć. […] sobie zrobił z tego katechizm. […] Te początki, […] łażenie z tym Bô Yin Râ i czytanie i zakreślanie. […] To była jego biblia” [Z14]. Romuald Danielewicz stopniowo zaczął uwzględniać w coraz większym stopniu też inne tradycje, łącząc je w mniej lub bardziej spójny system. Zauważmy jednak, że wspomniane poglądy pozostawiają nadal otwarte pytanie, jak konkretnie ma wyglądać codzienne życie kogoś, kto chce się na nich oprzeć? Aby na nie odpowiedzieć, należałoby się przyjrzeć tym elementom doktryny niemieckiego mistyka, które są w większym stopniu związane z życiem doczesnym, z relacjami społecznymi, a przede wszystkim tym, które odpowiadają na pytanie, j a k rozwój duchowy ma się odbywać. Kluczowe wydają się mi trzy zagadnienia: ogólny stosunek do świata, relacja mistrz – uczeń, relacja kobieta – mężczyzna.

    [Zaiste, zdziwili się uczniowie Romualda Danielewicza, że na zajęciach w Bractwie Himawanti, wszystkie dzieła Bo Yin Ra są dostępne dla uczniów jako literatura pomocnicza do swobodnego studiowania i medytacji. Także komentarze korygujące lub uściślające poglądy zaczerpnięte z kalwinizmu, a nie całkiem zgodne z tradycją Himavatu.]

    Ogólny stosunek do świata

    Grupa Kundalini Romualda Danielewicza jest grupą mesjanistyczną. Sam Romuald Danielewicz ogłosił się mesjaszem, który ma kontynuować dzieło Buddy i Jezusa. Jest to starożydowskie, a nie chrześcijańskie rozumienie mesjanizmu, bowiem celem jest realne przekształcanie świata doczesnego. Narzędziem do realizacji tej zleconej przez Opatrzność misji jest dla Romualda Danielewicza silnie zhierarchizowana wspólnota. Nie jest to więc klasyczny ruch religijny, w którym chodziłoby tylko o kultywowanie jakiejś wiary czy pracę nad sobą, choć pierwotnie niewątpliwie taki był główny aspekt ich działalności. Sam Romuald Danielewicz określał swoją doktrynę jako syntezę prakseologii z mistycyzmem. W kwestii przemiany świata zakładał Romuald Danielewicz użycie całkiem realnych, niemistycznych narzędzi. Dlatego od kiedy pozyskał grono wiernych uczniów, polem jego działania stały się polityka i biznes. Pragmatycznie dostosowywał się do funkcjonujących tam reguł, formalnych i nieformalnych, bez względu na powiązania ideologiczne. W czasach PRL-u zabiegał o względy tak partii, jak i Kościoła [należy zawsze pisać jakiego kościoła, bo kościołów na świecie jest już z 15 tysięcy, w tym trzy tysiące większych, a katolicki, to tylko jeden z nich, zresztą coraz bardziej malutki, i niedługo już nikt nie będzie kojarzyć co to tam takiego jest], a w czasach po 1989 roku jego ludzie podjęli nowe reguły działania i pozyskiwania środków. Czasami byli łowcami, często ofiarami w świecie rządzonym przez te reguły, jednak paniczny wręcz lęk przed zdemaskowaniem grupy chronił ich, jak się wydaje przed zaangażowaniem się w interesy o czysto kryminalnym charakterze, które mogłyby stać się obiektem zainteresowania służb państwowych.

    [Słusznie Wspólnota obawiała się agresywnych ataków na swoje interesy, gdyż te najbardziej agresywnie atakują wszystkim mniejszościom duchowym i religijnym jako pedofilskie bydlaki z zawsze niebezpiecznej sekty katolików i podsekty dominikanów, czego zresztą Wspólnota Danielewicza wielokrotnie od dominikańskich pedofilów i złodziejów dziennikarskich doświadczyła].

    Wspólnota uważała, iż struktury społeczne współczesnego świata zdominowane są przez ludzi służących szatanowi, którzy przy pomocy socjomanipulacji, ogłupiania ludzi, nie licząc się z ich interesem dążą za wszelką cenę do coraz większego zysku i coraz większej władzy. Wydaje się, że postać szatana w doktrynie grupy pojawiła się z taką intensywnością względnie niedawno. Co istotne, w doktrynie Bô Yin Râ szatan odgrywa rolę zupełnie marginalną.

    [Wiele nurtów i wspólnot ezoterycznych zajmuje się zjawiskami demonicznymi i satanicznymi dopiero wtedy jak się z nimi w praktyce zetknie, jak poczuje atak zwyrodniałych szatanów (dżinnów, drudźy, szedim) na własnej skórze, chociaż czasem jest to już zbyt późno aby wspólnotę przygotować na odparcie diabelskich ataków szatańskiej inkwizycji katolickich dominikanów i tym podobnych kreatur, które powinny głęboko w piekle siedzieć, a nie na tej ziemi. Dobrze zatem chociaż mieć świadomość stanu aury rozmówców albo badania radiestezyjne robić tak, aby poznać co tam w środku siedzi za kozioł pedofilsko-kościelny w środku rzekomego „chętnego na ucznia”. Z doświadczenia różnych wspólnot ezoterycznych, to bardzo groźni acz czasem głupkowaci lub nakręceni przez oszołomów są tacy, co to nigdy nie byli na żadnych dłuższych praktykach, a od razu deklarują chęć wstąpienia, poznania grupy, zostania uczniem, chęć zamieszkania w zakonie czy ośrodku, domagają się adresów i kontaktów do wszystkich grup lub uczniów, a bywa, że nic jeszcze nie umie, a chciałby od razu nauczać wiedzy tajemnej – 99 procent to zwyrodnienie pato-dominikańskie lub oszołomstwo innej formacji inkwizycyjnej lub inaczej popapranej ideologicznie.]

    Z doktryną niemieckiego mistyka sprzeczny jest też wszelki wewnątrzświatowy mesjanizm. Bô Yin Râ ostro sprzeciwiał się organizowaniu wspólnot czy grup w jego imieniu. Za jedyną dopuszczalną formę organizowania się jego czytelników uznał tę, która wynika z literalnego odczytania logionu Jezusa: „gdzie dwóch lub trzech zgromadzonych w moje imię…”. Ale w tych niewielkich grupkach wymieniających się swoimi doświadczeniami, nawet jeśli połączone są w jakąś większą całość (co z pewnymi zastrzeżeniami dopuszczał10) nie powinny funkcjonować żadne relacje władzy. Z pewnością grupy te nie miałyby na celu przemiany czegokolwiek poza samymi uczestnikami.

    [Tak się bardzo sprzeciwiał organizacji wspólnot, że w 1920 roku założył w Görlitz czyli w Zgorzelcu Stowarzyszenie Mistyki Jakuba Böhme (Jokob Böhme Bund) dla prowadzenia swojej duchowej i mistycznej aktywności. Hortus Conclusus to cykl dzieł oraz hasło dla ustanowionej tajnej organizacji ezoterycznej, a Kober Verlag to założone w 1923 roku wspólnie z Algfredem Koberem wydawnictwo dla rozpowszechniania własnych dzieł pisarskich, w tym szczególnie cyklu Hortus Conclusus (Ogród Zamknięty). Sam do Braterstwa Pierwotnego Światła wstąpił poprzez Inicjację w 1912 roku w Grecji, a swoje książki pisał jako jego Posłaniec (Avadhuta w sanskrycie). Prosimy uczonych uniwersyteckich o sprawdzanie faktów, najlepiej przed publikacją, nie jest to trudne, a i nie będziemy musieli potem nic pisać w nawiasach kwadratowych, tylko czytać, czytać, i się uczyć. Romuald Danielwicz naukami Jakuba Böhme także się fascynował, a jakże…]

    [W rzeczywistości, ostrożność z organizacjami, nie była to jakaś ideowa nauka Bo Yin Ra, tylko rozsądne postępowanie zgodne z ówczesnym prawem w Szwajcarii, Austrii i Niemczech, gdzie wszelkie większe spotkania i zgromadzenia musiały być rygorystycznie zgłaszane i mieć akceptację władz państwowych, inaczej groziła surowa kara, w tym pieniężna, a także naloty policyjne za nielegalne zgromadzenia, szczególnie okultystyczne, nie tylko na artystyczno-mistyczne. I tyle demagogii autora tekstu na podstawie książek BYR. Dobrze nauczyć się na uczelniach znać kontekst sytuacji społeczno-politycznej, a nie tylko wyciągać dowolnie absurdalne wnioski z treści wybranych fragmentów książek. Nie palono już okultystów na stosach, ale nagonki parafialne, kalwińskie i policyjne były wówczas koszmarne, gorsze w sumie niż współczesne dominikańskie plugawe oszczerstwa i paszkwile na tak zwane „sekty” i „nowe ruchy religijne”. Członkowie Bractwa Elsów u samego początku jego działalności trafiali w Polsce do więzień na katorgę! ]

    Doktrynę Bô Yin Râ trudno uznać za czysty przykład weberowskiej ascezy wewnątrzświatowej, nie zakłada ona bowiem przekształcania świata w imię ideałów ascetyzmu11, a raczej przekształcanie siebie samego w ramach świata, przy okazji zajęć świeckich, można by ją nazwać raczej „ascezą poprzez świat”. Bô Yin Râ jednoznacznie podkreślał, że „Królestwo wiecznego pokoju” jest dostępne dopiero po tym ziemskim życiu, a wszelkie próby urzeczywistnienia go już teraz są mrzonkami12. Sprzeciwiał się także wszelkiemu prozelityzmowi w jego imieniu. Uważał, że jego książki, za sprawą niewidzialnych mistrzów same dotrą do ludzi, którym są potrzebne, a wszelkie namawianie do nich (poza zwykłą reklamą księgarską, którą dopuszczał) wyrządzić może więcej szkód niż pożytku. Jednak w grupie Romualda Danielewicza Bô Yin Râ stał się narzędziem pozyskiwania ludzi dla misji przekształcania świata doczesnego.

    Bô Yin Râ własne poglądy na kwestie społeczno-polityczne wyraził w książce Upiór wolności13. Książka ta, choć jest w stosunku do panujących stosunków bardzo krytyczna, stanowi raczej ostrzeżenie dla jego duchowych uczniów oraz instrukcję, jak żyć „pomimo to” zabezpieczając się przed szkodliwymi tendencjami społecznymi. Jak pisał jej autor: „»Szczęście ludzkości« jest szczęściem jednostek osiągalnym jedynie i wyłącznie w duszy każdego człowieka z osobna”14. Szczęście to realizuje się już tutaj, na ziemi, jednak jego źródłami nie są bogactwa czy władza, ale twórcza aktywność, w której człowiek sam stwarza sobie szczęście15. Według Bô Yin Râ każdy ma obowiązek dążyć do szczęścia samodzielnie.

    Relacja mistrz – uczeń

    Główną relacją tworzącą struktury grupy Kundalini Romualda Danielewicza jest relacja mistrz – uczeń. Polega ona na bezwzględnym posłuszeństwie, ufności, szczerości i autentyzmie ucznia względem mistrza. Mistrz jest nie tylko nauczycielem przekazującym pewne prawdy, ale też wychowawcą, który świadomie kształtuje ucznia przy pomocy różnych „prób”, jak nazywano sytuacyjne nauczanie polegające na przydzielaniu zadań i kontroli ich wykonania, korektach i przekazie związanym bezpośrednio z sytuacją. Można więc powiedzieć, że swego rodzaju guru-joga16 jest podstawową metodą rozwoju duchowego w grupie Kundalini Romualda Danielewicza. Zakres władzy mistrza nad uczniem jest ograniczony tylko przyzwoleniem tego ostatniego, co oznacza, że systematycznie wzrasta wraz z jego zaangażowaniem. Ostatecznie władza przywódcy dotyczyła absolutnie wszystkich sfer życia. Mistrz, jak mawiano, był „głównym punktem odniesienia w rozważaniu każdej sprawy” [X24, X22].

    [W grupach wspólnoty Romualda Danielewicza nie było ani trochę Guru Jogi, której praktyka opisana jest w tantrycznym traktacie Śri Guru Gitam z detalami, 352 praktyki są opisane, z grubsza wszystkie ważne i istotne, włącznie z zasadami praktyki, a w wielu innych dziełach tantrycznej Jogi oraz Upaniszadach są uzupełnienia oraz ich omówienia. Nie ma nawet śladu praktyki Guru Jogi w ruchu Roamualda Danielewicza, a rozwój Kundalini Śakti nie jest możliwy bez praktykowania Guru Jogi. Struktury i ruchy paramilitarne, harcerskie i policyjne z ich zasadą bezwzględnego podporządkowania się dowództwu, nie mają nic wspólnego z Guru Jogą, a jedynie o takie tam rzeczy można podejrzewać skautów, co się chowali w lasach pod wzgórzami świętokrzyskimi. Bardzo łatwo sprawdzić czy ktoś praktykuje Guru Jogę – adepci uczą się tej księgi na pamięć i umieją ją recytować oraz omawiać i pokazywać praktyki opisane w Śri Guru Gitam. Pierwsza Część, 108 wersetów, jest bardziej popularna wśród prawdziwych Joginów i Joginek. W Śri Guru Gitam jest też omówienie jak rozpoznawać prawdziwych Guru oraz jakie są rodzaje i kategorie Guru, jest ich w sumie dziewięć. Bo Yin Ra, jako inicjowany w Braterstwie Praświatła, Pierwotnego Światła, kwalifikuje się jako Guru trzeciego poziomu określany w Śri Guru Gitam terminem Bodhaka Guru (Wysłannik Światła, Mistrz Rozświetlający).]

    Na podstawie rozmów z byłymi członkami wspólnoty doszedłem do wniosku, że termin „mistrz” funkcjonował w dwóch znaczeniach: jakościowym i funkcjonalnym. Po pierwsze, mistrz oznacza osobę w pełni dojrzałą, która osiągnęła już pewien poziom zaawansowania w rozwoju duchowym. W znaczeniu funkcjonalnym, mistrzem był każdy, kto posiadał ucznia. W zasadzie „prawdziwym mistrzem” był tylko sam Romuald Danielewicz. Reszta się do tego ideału zbliżała, pozostając mistrzami funkcjonalnymi.

    Tymczasem, gdy słowo mistrz pojawia się w pismach Bô Yin Râ, oznacza ono nie tyle człowieka z krwi i kości, ale istotę z „innego świata”, a ściślej człowieka w formie tylko duchowej, który wspiera poszczególnych ludzi
    w rozwoju duchowym. Jak zauważa Rudolf Schott, jest to bardzo bliskie temu, co w buddyzmie rozumie się pod pojęciem bodhisattwy17: „Każdy uczeń sam przez się w naszym rozumieniu znajduje się pod kierownictwem swego Mistrza, a Mistrzem jego jest jeden z najświętszego grona Jaśniejących”18. Bô Yin Râ mówi o nich jako o „szafarzach pomocy, pośrednikach i budowniczych mostów”, a do tego grona zbawicieli „składającego się z żyjących, ale w dalszym ciągu w postaci duchowej, zaliczył Jezusa i Lao-Tse”19. W gronie tym widział także siebie. Uważano, że kierownictwo takiego mistrza jest czysto wewnętrzne20 i że doznaje się go, gdy ktoś już „zaprowadził harmonię i porządek w gospodarce duszewnej”21. Dotyczy to także nielicznych, inkarnowanych mistrzów.

    [Mistrz, Asekha, największy Parama-Guru, Karana-Guru, Hamsah, Bodhaka, czy najmniejszy Guru, w naukach wschodnich to zawsze żywa istota, z krwi i kości, a w Śri Guru Gitam jest to wyraziście podkreślone, i dotyczy wszystkich stopni Mistrza Duchowego, od najmniejszego do największego. Pojawiające się postacie duchowe są aniołami, bóstwami, dewami, ale nie są dla ludzi mistrzami duchowymi ani przewodnikami. Kiedy wielu uczniów Romualda Danielewicza odkryło, że aby nauczać o Kundalini musi mieć ziemskiego Guru i udokumentowaną sukcesję przekazu, zaczęli szukać sobie bardziej doskonałych nauczycieli, stąd zresztą zainteresowanie Ananda Margą, Ścieżką Szczęśliwości, nie tylko Bractwem Himawanti, bo Ananda Marga Tantra Yoga ma dobrze udokumentowaną linię nauczania tak zwanej bengalskiej białej Tantry, Śukla Tantram. Spora grupa uczniów Romualda, tych wcześniejszych, jeszcze z przełomu lat 70-tych i 80-tych XX wieku, po prostu przeszła do Ananda Margi, bo słabo było z udokumentowaniem związku z Tantrą, Kundalini, Jogą oraz tradycją indyjską.]

    Relacja kobieta – mężczyzna

    Relacja między kobietą a mężczyzną we wspólnocie Kundalini Romualda Danielewicza przybiera w zasadzie formę relacji między mistrzem a uczennicą. Podobne wymogi, jakie odnoszą się do ucznia dotyczą także żony, a więc absolutne posłuszeństwo, autentyzm, a także pełna oddania troska o wszelkie potrzeby swego mężczyzny. Oczywiście, mężczyzna o tyle zasługuje na takie względy, o ile sam z pełnym oddaniem rozwija się będąc w analogicznym stosunku do swego mistrza. Warto wspomnieć, że posłuszeństwo względem mistrza dotyczyło również sfery seksualnej: Romuald Danielewicz niejednokrotnie przyjmował rolę swata łączącego członków wspólnoty w pary. Zgoda na taki związek była wyrazem najwyższego posłuszeństwa, a zarazem znakiem wyższego stopnia rozwoju duchowego. Bo małżeństwo było też tego rozwoju niezbędnym warunkiem. Ta forma zawiązywania związków nie była jednak we wspólnocie regułą. Przynajmniej równie wiele, jeśli nie większość małżeństw we wspólnocie, było zawieranych spontanicznie często z osobami z zewnątrz.

    [Guru, wedle zasad klasycznych opisanych w mistycznym świętym traktacie Śri Guru Gitam, nie zajmuje się pełnieniem roli swata, jest to zakazane, grzech, paapam. Rolą Guru nie jest swatanie ani rozbijanie związków miłosnych uczniów, jedynie Błogosławienie i Uświęcanie par męsko-damskich poprzez specjalne rytuały mistycznej Jogi, coś jak udzielenie dodatkowego ślubu duchowego kobiecie i mężczyźnie oprócz tradycji kapłańskich i świeckich. Nie ma seksu z Guru, zakazany, nie ma swatania ludzi w pary przez Guru, zakazane jako zbrodnia, wbić to sobie do głowy i zapomnieć o głupotach czerpanych z medialnych brukowców i gnojówki ideologicznej sekt pokroju dominikanów, co to o Jodze wszelkie absurdy zmyślają i wypisują, albo podług siebie mówią, bo może tam dominikanie w swojej grupie tercjarnej, trzeciozakonnej sobie swatają pary, ale nas to nie obchodzi, u siebie niech sobie robią co chcą – tylko niech o innych bzdur nie wypisują.]

    Przekonanie o niezbędności małżeństwa dla rozwoju duchowego (i tym samy odrzucenie celibatu) Romuald Danielewicz zaczerpnął z Bô Yin Râ22. Również stamtąd pochodziło przekonanie, że rozwój duchowy kobiety podlega nieco innym prawom, niż mężczyzny. Choć bowiem „winę” za „upadek” człowieka w ciało zwierzęce ponoszą oboje, to upadek ten polegał zasadniczo na tym, że kobieta wykazała się postawą aktywnie-męską, a mężczyzna zachował się wobec tego biernie-kobieco. W związku z tym najwyższe poziomy rozwoju duchowego są dla kobiety zamknięte, ale tylko w tym życiu. Kobieta nie może za życia uzyskać pełnego mistrzostwa poznania kosmicznego: świadomej obecności w świecie duchowym23 [To są także oryginalne nauki Gautama Buddy, które można poczytać w kanonie Hinajany]. Nie jest to jednak dla Bô Yin Râ powód, aby przypisywać kobiecie mniejszą wartość ani przyznawać mężczyźnie jakąś w związku z tym władzę nad kobietą. Wręcz protestuje on przeciw temu, nazywając takie roszczenia „zachciankami”24. Powiada on „Nigdy przymus choćby to był nawet »słodki przymus miłości« – nie może utrwalić w małżeństwie wspólnoty, która jest tu potrzebna nie mniej od miłości”25. Formacja, której poddawano kobiety we wspólnocie Romualda Danielewicza, a której celem była przemiana, jaka dokonała się w bohaterce Poskromienia złośnicy Szekspira {X24}, nie zostawiała miejsca ani na „cierpliwą łagodność”, ani na „pełne miłości pobłażanie”, o których pisał Bô Yin Râ26. Autor ten kładł bowiem nacisk na pełną autonomię małżeństwa w stosunku do osób trzecich27, co w ramach tak rygorystycznego quasi-zakonu jakim była grupa Romualda Danielewicza nie mogło mieć miejsca.

    [W zasadzie grupa to jest jeden lider i uczniowie, jeśli są liderzy pośredniego szczebla i ich rupy lokalne, a były i jeszcze ciągle są, to bardziej jest to Wspólnota niż grupa, to samo, jeśli prowadzona jest Aśramah, gdzie wszyscy uczniowie mieszkają razem, na stałe lub czasowo. Wtedy Wspólnota, Sangha, jak w naukach Buddy.]

    Widzimy więc, że w pismach Bô Yin Râ nie znajdujemy uzasadnienia dla takich fundamentalnych rysów wspólnoty Romualda Danielewicza jak mesjanizm, hierarchiczność czy patriarchalizm, a są to rysy określające w znacznie większym stopniu życie codzienne jej członków niż przekonania o strukturze zaświatów. Przekaz Bô Yin Râ możemy zatem uznać, używając terminu Herberta Spencera za religię nominalną28 tej grupy, podczas gdy źródeł religii praktykowanej trzeba szukać gdzie indziej.

    [Znaczenie imienia Bô Yin Râ pochodzi z języka staroegipskiego starego cesarstwa zatem pond 4-5 tysięcy lat do tyłu, jest bardzo starożytne, ze skarbnicy imion hermetycznych, włącznie z tradycją Thotha, nie tylko Hermesa Trismegistosa. to oczywiście, jak w A-Tum-Râ Bóg Ojciec, Słońce Pierwotne, Słońce Kosmosu. W nieegipskim, a bardziej biblijnym kontekście , Bōʾ lub Bo (בֹּא) jest hebrajskim słowem oznaczającym „przyjść”, „wejść” lub „iść”, pojawiającym się zwłaszcza w opowieści o plagach egipskich w Księdze Wyjścia, chociaż słowo z tego okresu może być pochodzenia egipskiego z czasów Eksodusu. W wierzeniach starożytnego Egiptu termin Ba, Baa (lub ) oznacza także „duszę”, „osobowość” lub „indywidualny przejaw” danej osoby, zwykle przedstawianej jako ptak z ludzką głową, co przekłada się na mistyczne nauki Bliskiego Wschodu i Persji o tym, że Dusze Mistyków i Świętych stają się ludźmi-ptakami w Rajskich Ogrodach Niebios. Yin lub bardziej Yn w kontekście jego prac (które skupiają się na metafizycznej duchowości opartej na świetle) często interpretuje się to jako odniesienie do „wewnętrza” lub „dźwięku”, razem do wewnętrznego dźwięku, a nie do chińskiej taoistycznej koncepcji Yin. Razem mamy Przyjście Dźwięku Słońca – Manifestacja Wibracji Duszy Boga Râ. Prawdziwa esencja misji Posłańca Praświatła. Połączenie pierwszej i ostatniej sylaby w formie Ba Râ daje hebrajskie słowo staroegipskiego pochodzenia „Bara„, „Baraa„, „Bārā’” (בָּרָא), które oznacza akty stwarzania dokonywane przez samego Boga, w Biblii odróżnialne od Asah (עָשָׂה) – czynów wytwarzania dzieł ludzkich.]

    Eleusis

    Osoba, z którą Romuald Danielewicz był kiedyś w bliskich stosunkach wspomniała, iż jego pierwszy mistrz był związany z Adamem Wodziczko, członkiem stowarzyszenia Eleusis. Tłumaczy to część osobliwości ideologii Romualda Danielewicza: jego mesjanizm (z utożsamieniem się z Mickiewiczowskim „44” włącznie), nastawienie na przekształcenie narodu, jego czynne zainteresowanie jogą, niezmiernie silny nacisk na walkę z używkami (narkotykami, papierosami itd.), wielki szacunek dla Platona, jako wtajemniczonego, zainteresowania ekologią.

    Adam Wodziczko, należał do najznamienitszych członków Eleusis, swego rodzaju świeckiego zakonu ascetycznego działającego w Polsce pod zaborami. Eleusis uchodziło za stowarzyszenie abstynenckie (propagowało poczwórną wstrzemięźliwość: od alkoholu, tytoniu, hazardu i rozpusty)29, w istocie zaś było organizacją samokształceniową, dążącą do moralnej odnowy narodu. Jego założycielem był Wincenty Lutosławski, który w młodości wsławił się pracami o Platonie. Był wielkim wielbicielem Mickiewicza i innych wieszczów, marzył, aby wskrzesić Koło Sprawy Bożej Andrzeja Towiańskiego30. Praca samowychowawcza w Eleusis opierała się na ezoterycznym odczytaniu Mickiewicza31 oraz na dość instrumentalnym kultywowaniu katolickiej pobożności eucharystycznej obok ćwiczeń jogi w wersji zmodyfikowanej przez samego Lutosławskiego32. Podobnie jak Romuald Danielewicz, Lutosławski zamierzał skupić się na kształtowaniu elit narodu, a wewnętrzną pracę nad sobą rozumiał jako przygotowanie do zewnętrznej służby społecznej33. Głównym celem było wzmocnienie woli poprzez opanowanie ciała między innymi przez różne posty, często długotrwałe34 (również szeroko praktykowane u Romualda Danielewicza). Innym celem było rozwijanie cnót społecznych takich jako braterstwo i karność.

    Na pewnym etapie działalności Elsowie prowadzili praktykę wspólnego życia w jednym domu, co jeszcze bardziej podkreślało ich quasi-zakonny charakter35. Praktykowano pewną formę bardziej indywidualnego przewodnictwa
    duchowego, sprawowanego pierwotnie przez samego Lutosławskiego, a potem też przez innych „starszych braci”. Członkowie Eleusis, podobnie jak później uczniowie Romualda Danielewicza, mieli obowiązek pisania cotygodniowych sprawozdań36. W kołach Elsów wygłaszano wykłady na temat jogi, filozofii indyjskiej, Platona i oczywiście polskich wieszczów, których uważano za przekazicieli autentycznego objawienia dla Polaków37. Wzór osobowy, jaki Lutosławski postawił przed Elsami, mógł mieć też pewien wpływ na pierwotną formację Romualda Danielewicza: „Idealny Polak, to istotny król-Duch panujący nad materialnymi warunkami bytu, dowodzący wszechmocy swojej jak Popiel u Słowackiego, wyzywający czasem Boga – jak Konrad u Mickiewicza, a jednak umiejący dać dowody pokory na wzór księdza Piotra”38.

    Sądzę zatem, że pod powierzchnią abstrakcyjnej metafizyki przejętej z przekazu Bô Yin Râ płynie w przypadku Romualda Danielewicza źródło Eleuzyjskie.

    [Els to pierwsze litery od greckiego Eleutheroi laon soteres – wolni wybawicielami ludów, tak nazywają się członkowie Stowarzyszenia Eleusis, Stowarzyszenia Patriotyczno-Religijnego „Eleusis” czy ściślej Bractwa Elsów, założonego przez Wincentego Lutosławskiego oraz Joachima Sołtysa w 1902 roku, najpierw jako Eleuteria do walki z alkoholizmem. Bractwo wydawało czasopismo „Eleusis” pod redakcją Szczęsnego Turowskiego. Ruch skupiał młodzież akademicką (pierwsze koło powstało na uniwersytecie krakowskim). Eleusis stało się fundamentem przyszłego harcerstwa polskiego, gdyż założyciele harcerstwa wywodzili się z Eleusis a także z bardziej utajnionego przez zaborcą Austro-Węgierskim Bractwa Elsów. W 1923 roku ruch przeobraził się w Filarecki Związek Elsów. Wincenty Lutosławski zmarł w Krakowie 28 grudnia 1954 roku, a wielu ludzi w całej Polsce było zainteresowanych jego ideami. Książka Lutosławskiego o Jodze była inspiracją dla Tadeusza Paska, także jego pierwsze tłumaczenia na język polski dzieł o Jodze autorstwa Yogi Ramacharaka – Wiliama Walkera Atkinsona (1862-1932). Filarecki Związek Elsów rozwiązano już po II wojnie światowej, w 1945 roku. Romuald Danielewicz w 1986 roku był jednym z tych, którzy próbowali reaktywować Filarecki Związek Elsów, niestety jedynie na krótko, a jego późniejsza działalność mogła mieć związek z napotkanym oporem i niechęciami wielu środowisk do reaktywowania ascetycznego Bractwa Elsów, zarówno po stronie ideologów partyjnych PZPR jak i katolickiego kościoła, który od początku starał się Bractwo Elsów Lutosławskiego zawłaszczyć i spowodował poluzowanie jego związku z wieloma działaczami założonej braterskiej i duchowej organizacji Eleusis. Aktualnie, na rok 2007/2008 rozproszeni kontynuatorzy idei Wincentego Lutosławskiego oraz Świtkowskiego, postulują dodanie piątej wstrzemięźliwości, co daje pełną gwiazdę pięciopromienną z symboliki Eleusis: wstrzemięźliwość od alkoholu, tytoniu, hazardu, rozpusty i zboczeń. Mamy pańćaśilam od pięciu typowych dewiacji dusz ludzkich.]

    Georgij Gurdżijew i sufizm

    Od momentu nagłego oświecenia (czego zresztą nie uznaje tradycja Bô Yin Râ39) doktryna Romualda Danielewicza zaczęła ulegać jednak postępującym modyfikacjom, które nie pozwalają na utożsamienie go z wyżej omawianymi tradycjami. Romuald Danielewicz nie mógł bezpośrednio przejąć pomysłów organizacyjnych tradycji eleuzyjskiej, które w latach osiemdziesiątych [XX wieku] mogły być uznane za mocno anachroniczne. Ani w tradycji Bô Yin Râ, ani w Eleusis nie znajdywał Romuald Danielewicz adekwatnego dla siebie samego wzorca roli społecznej mistrza. Wydaje się też, że relacje jakie funkcjonowały między nim, a osobami, które uważał za swych mistrzów nie dostarczały mu wzorców procesu formacji, które by go satysfakcjonowały w kontekście potrzeb misji, jakiej się podjął. Wzorce te Romuald Danielewicz wypracował, w dużej mierze, odwołując się do Gurdżijewa, a później też sufizmu.

    [Z sufizmem w Polsce Romuald Danielewicz nie miał do czynienia, a on sam i jego uczniowie, jesienią 1988 roku za próby rozrabiania na spotkaniach sufickich zostali zwyczajnie wywaleni z zajęć przez ochroniarzy imprezy duchowej Sufich – nurtu z Indii i Persji. Bardzo się wówczas zdziwili, że zadymiarzy i rozrabiaczy z imprezy duchowej po prostu wywala się za drzwi, i to bez prawa powrotu. To było dla nich pewne zaskoczenie, żyli historiami z polskiego karate Kyokushinkai, gdzie pewna ekipa z Krakowa jeździła w latach 80-tych XX wieku do konkurencji pod szyldem karate i robiła pogromy zwyczajnie spuszczając lanie instruktorom i ich sempajom oraz zawodnikom, jednak w duchowości wschodniej takie działania nie są tolerowane. Sufi, jeśli o duchowość chodzi nie tolerują i nie praktykują jakichkolwiek form gówniarskiego przeszkadzania, rozrabiactwa, zadymiarzy, szumowin, narkomańskiej agresji, emocjonalnej prowokacji etc. Zakony i Bractwa Sufickie, Tariqaty, to często także Zakony Rycerskie, Rycerze Zulfikara, Świętego Miecza, Sahabi Safa, Rycerze Czystości, tak to historycznie przynajmniej wyglądało. Kilku jego uczniów dołączyło do jednej ze wspólnot sufickich, bardziej jednak w związku z praktyką uzdrawiania uczonego przez szkoły Sufich.]

    Gurdżijew podkreślał, że rozwój jest niemożliwy, bez pomocy z zewnątrz40, co dało Romualdowi Danielewiczowi mocne uzasadnienie niezbędności mistrza dla rozwoju ucznia. W jego wspólnocie mistrz był podstawowym punktem odniesienia we wszelkich sprawach życiowych. Śpiewano o tym w pieśniach, nauczano na wykładach. Wydaje się zatem, że podstawową praktyką duchową w tej wspólnocie była jakaś forma guru-jogi, czyli pełnego posłuszeństwa i szczerości, oddania mistrzowi, naśladowania go, służby mu (w końcowej fazie, można powiedzieć, było to niemal obsługiwanie). Absolutna szczerość uczniów była jednostronna: podobnie jak u Gurdżijewa mistrz mógł dla dobra ucznia skłamać. Obowiązywała również zasada dyskrecji w stosunku do ludzi
    z zewnątrz.

    [W grupach wspólnoty Romualda Danielewicza nie było ani trochę Guru Jogi, której praktyka opisana jest w tantrycznym traktacie Śri Guru Gitam z detalami, 352 praktyki są opisane, z grubsza wszystkie ważne i istotne, włącznie z zasadami praktyki, a w wielu innych dziełach tantrycznej Jogi są uzupełnienia oraz ich omówienia. Nie ma nawet śladu praktyki Guru Jogi w ruchu Roamualda Danielewicza, a rozwój Kundalini Śakti nie jest możliwy bez praktykowania Guru Jogi. Struktury i ruchy paramilitarne, harcerskie i policyjne z ich zasadą bezwzględnego podporządkowania się dowództwu, nie mają nic wspólnego z Guru Jogą, a jedynie o takie tam rzeczy można podejrzewać skautów, co się chowali w lasach pod wzgórzami świętokrzyskimi. Bardzo łatwo sprawdzić czy ktoś praktykuje Guru Jogę – adepci uczą się tej księgi na pamięć i umieją ją recytować oraz omawiać i pokazywać praktyki opisane w Śri Guru Gitam. Pierwsza Część, 108 wersetów, jest bardziej popularna wśród prawdziwych Joginów i Joginek. W Śri Guru Gitam jest też omówienie jak rozpoznawać prawdziwych Guru oraz jakie są rodzaje i kategorie Guru, jest ich w sumie dziewięć, chociaż najczęściej wymienia się osiem.]

    Romuald Danielewicz przejął naukę Gurdżijewa o konieczności zachowania przytomności (jego uczniowie witali się zawołaniem „Bacz!”)41. Zgodził się również z Gurdżijewem, co do tego, że ludzie żyją według wpojonych schematów42, nosząc maski odgrywają role43. Konsekwentnie przejął część technik pedagogicznych Gurdżijewa mających owe schematy zburzyć. Stosował zwłaszcza początkowo gurdżijewowskie „szoki”44, które nazywał „stanami”. Szokował i prowokował swoje otoczenie. Burzył konwencje tzw. „dobrego wychowania” i nakłaniał do podobnego zachowania także uczniów, zwłaszcza w czasach PRL-u (w czasie jednego z obozów zabrał swoich uczniów prosto z ćwiczeń, w kimonach i dresach do pobliskiego parafialnego kościółka na mszę). Romuald Danielewicz często posługiwał się autoironią, dowcipem (zwykł opowiadać na przykład o swoim oświeceniu, że przeżył je na sedesie). Podobnie jak Gurdżijew45, Romuald Danielewicz potrafił być w stosunku do swoich uczniów bezwzględny, czasami nawet brutalny, choć tylko w granicach, na które uczeń pozwolił. Jego praktyka w pełni zgadzała się z zasadą Gurdżijewa: „Aby mogli tego doświadczyć, muszą zostać postawieni w trudnych sytuacjach, w jakich nigdy jeszcze się nie znajdowali”46. Przeciwstawiał się również intelektualizowaniu, kładąc silny nacisk na doświadczenie emocjonalne.

    [Zarówno w Tantrika Jodze jak i Sufi Tariqat, rozwój oraz oczyszczenie intelektu jest tak samo ważne jak rozwój i oczyszczenie emocji. Nie ma zionięcia jadowitymi emocjami, emocje się oczyszcza i wysubtelnia, a za stany duchowe oraz mistyczne uważa się dopiero osoby odpowiednio wysublimowane, u których nie ma już niskich myśli ani niskich emocji. Zatem Romuald Danielewicz był w błędzie z powodu braku znajomości zarówno ścieżki tantrycznej jak i sufickiej. Tantra jak i Sufizm, generalnie uważają częste przeklinanie jako oznakę opętania człowieka prze siły ciemności i mroku, owładnięcia przez demony mroku, jako oznakę pozostawania osobowości człowieka pod wpływem autodestrukcyjnych demonów, asurów lub odpowiednio dżinnów czy nawet ghuli. To pogląd podobny do głoszonego przez słynnego charyzmatyka, Ojca Pio, który wprost mawiał, że przeklinanie, w sensie częstego używania słów wulgarnych jest oznaką pozostawania duszy w sidłach diabelskich, pod wpływem szatana. Kto chce się rozwijać duchowo, kto chce osiągnąć przebudzenie i oświecenie, musi strzec swego języka.]

    Podstawową metodą wychowawczą we wspólnocie Romualda Danielewicza były tzw. „próby”. Nazywano tak każdą sytuację, w której następował jakiś przekaz od mistrza do ucznia. Można wyróżnić kilka rodzajów owych prób: jedne były po prostu formą wykładu, inne pogadanką prowadzoną metodą majeutyczną. Próbami bywały korekty przeprowadzane w stosunku do realizującego zadanie ucznia, a nawet zupełnie przypadkowe sytuacje życiowe, z których uczeń miał wyciągać wnioski. Wszelkie wnioski były następnie przez uczniów spisywane, a jeden egzemplarz dostarczano mistrzowi.

    [W sufizmie są zasadniczo trzy rodzaje prób testujących ucznia, jeden rodzaj jest od nauczyciela duchowego, drugi od własnej duszy, a trzeci od samego Boga, poprzez sytuacje życia. Niestety aby testować ucznia i zadawać uczniom próby, w szkołach sufickich trzeba najpierw zostać autoryzowanym jako nauczyciel i przewodnik duchowy, szajch lub szah, ewentualnie murszid lub pir, a jak się nie jest, to się nie robi uczniom prób ani testów, tylko się głupa pali i wydurnia w charakterze świrniętego kretyna. Ot i wszystko w temacie, o czym zresztą sporo jest w sufickich opowieściach Hodży, a właściwie Khwadża Nasiruddina. Adepci, którzy od Danielewicza przeszli do Zakonu Sufich strasznie się zdziwili, jak się o tym wszystkim dowiedzieli i zaczęli się od podstaw uczyć typowych praktyk sufickich, zikrów i recytacji pięknych imion, korygować błędne poglądy i złe nawyki. Uczniowie w szkołach sufickich to się Adab nauczyć muszą, a są to pewne zasady zachowania i funkcjonowania dla praktykujących, ze 30-ci na dobry początek, a w sumie ponad 200-cie reguł zakonnych dla uczniów, Sufich i Derwiszów. Po 10-15 latach u Romualda Danielewicza byli, a zero wiedzy i praktyki sufickiej mieli… Maciej Zembaty na swoich koncertach więcej o sufizmie opowiadał niż Danielewicz wiedział, i całkiem możliwe, że jak coś wiedział to z udziału na występach Maćka.]

    Podobnie jak u Gurdżijewa wielką rolę przypisywano pracy, również fizycznej47. Zdolność do wysiłku fizycznego była testowana także w trakcie treningów sztuk walki, które były praktykowane w wielu wspólnotach Romualda Danielewicza. Ciężki trening bywał traktowany również jako czynnik selekcyjny, bowiem osoby niepotrafiące od siebie wymagać, nie nadawały się do zadań związanych z misją.

    [Trudno powiedzieć gdzie i co ze sztuk walki praktykowali, ale za głupkowate rozrabiactwo i próby robienia zadym kilku wyleciało z hukiem z różnych imprez, ochrona ze sztuk walki nie miała z nimi problemu żeby wywalić, zatem chyba tylko rozmawiali sobie o ćwiczeniu sztuk walki, bo umiejętności w akcji na poziomie zerowym, w starciu z daito ju-jutsu, karate z Okinawy, kempo i aiki-jutsu – po prostu worki treningowe i nic więcej. W sztukach walki mity i mitomanie szybko się akurat obalają na parkiet czy tam na deski. Zwolennicy sufizmu też sobie poradzili, wszak perskie sztuki walki i suficki miecz Zulfikar są sławne w bitwach…]

    Podsumowując, możemy powiedzieć, że ideologicznymi źródłami wspólnoty Romualda Danielewicza są: teologia i życiowa mądrość Bô Yin Râ połączona z prospołecznym nastawieniem mesjanistycznym Elsów i ideami wychowawczymi Gurdżijewa.

    Inne źródła

    Z czasem do wyżej omówionych źródeł ideologicznych dodawano coraz to nowe elementy, co wiązało się z ewolucją zainteresowań samego przywódcy. Stanowiły one w różnych okresach dość istotne uzupełnienie nauczania, dotyczyły przede wszystkim kwestii praktycznych, nie zmieniając zasadniczych celów działalności wspólnoty. W tym miejscu tylko je wyliczymy:

    1. Źródła naukowe. Wśród licznych lektur Romualda Danielewicza istotne miejsce zajmowała literatura naukowa, przede wszystkich z takich dziedzin, jak filozofia, psychologia czy historia. Najważniejsze jednak były dla niego prakseologia oraz (we wcześniejszym okresie) cybernetyka społeczna (aczkolwiek bez podstaw matematycznych). Jak już wspomniałem, własne próby twórczości w tym wymiarze określał jako połączenie prakseologii z mistyką.
    2. Fantastyka naukowa. W niektórych alternatywnych ruchach religijnych ważnym (pośrednim bądź bezpośrednim) źródłem inspiracji ideologicznej była literatura, a szczególnie fantastyka naukowa (ruchy ufologiczne). Zdarzało się, że ich założycielami byli pisarze s.-f. (jak np. R. Hubbard, założyciel Kościoła Scjentologicznego). Jednak w odróżnieniu od nich, Romuald Danielewicz z literatury tej czerpał głównie element science, a nie fiction. Do informacji o istotach z innych planet odnosił się ze zdroworozsądkowym lekceważeniem. Element naukowości, który go inspirował, to przede wszystkim wiedza z dziedzin nauk społecznych i psychologicznych. Jeden autor jest tu szczególnie ważny: Frank Herbert i jego cykl powieściowy Diuna, ważne źródło inspiracji, jeśli chodzi o wiele praktyk kształtujących życie wspólnoty.
    3. Inne tradycje ezoteryczne i religijne. Zainteresowania Romualda Danielewicza obejmowały też sporą liczbę tradycji, takich jak: tarot, astrologia, kabała, chasydyzm, bioenergoterapia i inne podobne. We wspólnocie Romualda Danielewicza niektóre osoby specjalizowały się w tych dziedzinach.

    Powyższe elementy ideologiczne tworzą całość raczej synkretyczną niż syntetyczną, funkcjonującą bardziej jako składnik życia codziennego uczniów Romualda Danielewicza niż zwarty system wierzeń. Nierzadko między poszczególnymi elementami dochodziło do sprzeczności: z jednej strony pisma Bô Yin Râ, nakazujące bezwarunkową uczciwość w sprawach materialnych („jak się raz jedzie bez biletu to potem trzeba jakby z własnej inicjatywy skasować dwa” – X28, X24), z drugiej przekonanie, że „cel uświęca środki”, które sankcjonowało oszukiwanie „umownych” – ludzi z zewnątrz. Głoszony nakaz troski o zdrowie zderzał się często z wymogiem „poskramiania ludzkiego zwierzęcia”, co skutkowało często fizycznym wycieńczeniem i chorobami uczestników (X15).

    [Sorki, ale nigdy nie widzieliśmy żadnych wycieńczonych fizycznie uczniów Romualda Danielewicza, to pewnie jeden z debilnych wymysłów głupkowatej z natury rzeczy i szkodliwej społecznie sekty katolickich dominikanów i ich kolaborantów zwanych szatanami. Chorych kilkudziesięciu przychodziło na sesje uzdrawiania metodami Jogi i Ajurwedy. Tyle, że przynajmniej część, to chorowita była już od dzieciństwa, ktoś tam po wypadku… Posty i głodówki robili wedle popularnego w Polsce podręcznika Aleksieja Suworina, to się musieli leczyć z głupkowatego zwyczaju picia własnego moczu, bo jak z nauk Tantry i Jogi wiadomo jest to zwyczaj demonów, asurów, i jest szkodliwy dla rozwoju duchowego człowieka, dewiacje spożywania ekstrementów zanieczyszczają aurę i uniemożliwiają oświecenie. Zainteresowanych astrologią kilku też się trafiło, ale nikt taki, kto byłby zdolnym do predykcji astrologiem. Nie było też ani jednego znawcy kabbalah, chasydyzmu, ani jednego skutecznego bioenergoterapeuty czy masażysty. To tak generalnie, w kontestacji, słabo z tym ezoterycznym wykształceniem być musiało, pomimo jakiegoś tam poziomu chęci i dążeń oraz metafizycznych fantazji, jak to u Bałtów, w tym Litwinów, mocno roszczeniowych… ]

    PRZYPISY

    1) O Wspólnocie Kundalini Romualda Danielewicza pisał Z. Talarczyk, Ludzie-komputery, „Wprost” nr 36 (248) (06.09.1987). W kilku miejscach wspomina o nich Wojciech (Tarzan) Michalewski w swej wspomnieniowej książce Mistycy i narkomani, Piaseczno 1992. Członkowie wspólnoty pojawiają się też w dwóch scenach w filmie Fala Piotra Łazarkiewicza, opowiadającym o festiwalu w Jarocinie w 1985 roku.

    2) B. Kittel, J. Jabrzyk, Podziemny krąg, „Rzeczpospolita” nr 138 (10.06.05); idem, Sekta, politycy i pieniądze, „Rzeczpospolita” nr 139 (11.06.05); idem, Sekta idzie do władzy, „Superwizjer” TVN Emisja: 12 czerwca 2005 r.; B. Kittel, Tajne organizacje poza prawem, „Rzeczpospolita” nr 140 (13.06.05); A.Z. Kamiński, Trafieni zatopieni, „Rzeczpospolita” nr 154 (04.07.05); Znikająca sekta, „Polityka” 2005, nr 25 (2509); S. Michalkiewicz, Kundalinizm, „Najwyższy Czas!”, nr 25 (787) (18.06.2005); P. Szarszewski, Cisza po medialnej burzy, „Tygodnik Powszechny”, nr 30 (24.07.2005); K. Wojtczak, Pralnia mózgów pod Kielcami? „Echo dnia” 11.06.2005; idem, Groźna sekta z kieleckich lasów? „Echo dnia” 17.06.2005; J. Z. Piątkowski, Śladami sekty, „Co słychać” 2005, nr 25.

    3) M. Weber, Gospodarka i społeczeństwo. Zarys socjologii rozumiejącej, przeł. D. Lachowska, Warszawa 2002, Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 824.

    4) Zob. przyp. 2.

    5) Bô Yin Râ [Schneiderfranken Joseph Anton], Księga o Żywym Bogu, przekł. pod red. M. Wiśniewskiego, Poznań 1994, s. 159.

    6) Ibidem, s. 157-158.
    7) Ibidem, s. 158.
    8) Ibidem, s. 177, s. 184.

    9) Bô Yin Râ [Schneiderfranken Joseph Anton], W sprawie osobistej, [http://www.altum.com.pl/bo/bo_sprawaosobista.html].

    10) Bô Yin Râ, Księga o Żywym Bogu, op. cit., s. 148.

    11) Asceza wewnątrzświatowa [innerweltliche], gdzie „świat staje się obowiązkiem” w weberiańskiej socjologii religii jest przeciwieństwem ascezy „odrzucającej świat” [welt­ablehnende] – charakterystycznej dla pustelników czy ascetycznych mnichów. Por. M. Weber, Szkice z socjologii religii, przeł. J. Prokopiuk, Warszawa 1984, s. 223-224; por. też przyp. na s. 93.

    12) Bô Yin Râ, Księga o Żywym Bogu, op. cit., s. 174.

    13) Bô Yin Râ, Upiór wolności, przeł. F. Skąpski, Warszawa 1957 [druk powielaczowy].

    14) Ibidem, s. 118.

    15) Bô Yin Râ, Księga o szczęściu, przeł. F. Skąpski, Warszawa, 1956 [druk powielaczowy], s. 18.

    16) Na temat guru-jogi por.: J. Powers, Wprowadzenie do buddyzmu tybetańskiego, Kraków 1999, s. 282-284.

    17) R. Schott, Bô Yin Râ. Życie i dzieło, przeł. F. Skąpski, Warszawa 1962 [druk powielaczowy], s. 28.

    18) Bô Yin Râ, Księga o człowieku, przekł. pod red. F. Skąpskiego, Poznań 1994, s. 30-31.

    19) Ibidem.
    20) Ibidem, s. 28.

    21) R. Schott, op. cit, s. 29.

    22) Bô Yin Râ, O małżeństwie, przeł. F. Skąpski, Warszawa 1978 [druk powielaczowy],
    s. 7-8.

    23) Bô Yin Râ, Księga o człowieku, op. cit., s. 49.

    24) Ibidem, s. 45-46, s. 66-69.

    25) Bô Yin Râ, O małżeństwie, op. cit., s. 71.

    26) Ibidem, s. 76.
    27) Ibidem.

    28) Por. H. Spencer, The Study of Sociology, New York, D. Appleton And Company, 1896, s. 162.

    29) T. Podgórska, Stowarzyszenie Patriotyczno-Religijne Eleusis w latach 1902-1914, Lublin 1999, s. 28.

    30) Ibidem, s. 29-30.
    31) Ibidem, s. 23.
    32) Ibidem, s. 37-38, s. 105.
    33) Ibidem, s. 42, s. 104.
    34) Ibidem, s. 104, s. 105, s. 109.
    35) Ibidem, s. 110.
    36) Ibidem, s. 107.
    37) Ibidem, s. 75, s. 112, s. 114.
    38) Ibidem, s. 103.

    39) F.R. Weiß, O sensie życia i duchowej rzeczywistości. Referat wygłoszony 23 listopada w Wielkiej Sali Landesgewerbamt Stuttgart w ramach Kulturalnego Nadprogramu Tygodni Książki w Stuttgarcie, [maszynopis], s. 11.

    40) P. Brook, J.-C. Carriere, J. Grotowski, Georgij Iwanowicz Gurdżijew, Wrocław 2001, s. 7; Gurdżijew, [hasło w:] Encyklopedia Nowej Ery. New Age od A do Z., pod red. W. Bo­ckenheima, S. Bednarka, S. Jastrzębskiego, Wrocław 1996, s. 322.

    41) Encyklopedia Nowej Ery. New Age od A do Z., op. cit, s. 143.
    42) P. Brook, J.-C. Carriere, J. Grotowski, op. cit, s. 11.

    43) Ibidem, s. 34.

    44) Encyklopedia Nowej Ery. New Age od A do Z., op. cit, s. 144.
    45) W.K. Kulczyk, Wprowadzenie do nauk Gurdżijewa, Łódź, 2003, Ravi, s. 274.

    46) Ibidem, s. 275.
    47) Ibidem, s. 258, s. 275 i n.

    (Komentarze w nawiasach kwadratowych do artykułu socjologa i teologa Kamila M. Kaczmarka, rocznik 1973, z tytułem doktora od 2003 roku, pracownika na etacie adiunkta Instytutu Socjologii Uniwersytetu AM w Poznaniu, opublikowane w czasopiśmie Nomos nr 59/60 z roku 2007)

  • Lewiatan – Zły Duch Apasmara!

    Lewiatan – Zły Duch Apasmara!

    (1) Wielu nawiedzonych ludzi twierdzi, że ma „spontaniczny”, „naturalny” kontakt z Bogiem, ale w rzeczywistości nie chcą ani wykonywać Woli Bożej ani nawet słyszeć o obowiązkach wobec Boga czy Prawie Bożym. Znaczna część takich samorodków rzekomej boskości pielęgnuje awersję i krytykanctwo wobec treści i zasad objawionych świętych pism, chociaż ich nawet nie czytało! Wszyscy oni wchodząc na autentyczną Duchową Ścieżkę ku Bogu Niebios mają wrażenie „urwania kontaktu”, „utraty naturalnej więzi ze swoim bogiem” i tym podobne doświadczenia, które są oznaką egzorcyzmu uzdatniającego do rozwoju duchowego. Ludzi najbardziej zaawansowanych w Drogę, oddanych i pełniących Wolę Boga, poświęcających się dla Rozkazu Boga odbierają źle, wręcz wymiotnie i często złośliwie krytykują czy komentują. Omamienie przez demoniczne istoty, które udają Boga lub Anioła i cwanie pozorują wyższą Boską Siłę jest jednym z najczęściej spotykanych rodzajów subtelnego acz mocnego opętania przez złego ducha zwodzącego, opętania wielce szkodliwego bo rujnującego całą duchową drogę człowieka. Często w roli siły zwodzącej występuje LEVI’ATHAN w spolszczeniu pisany jako LEWIATAN, zły duch wodny!

    (2) W rzeczywistości wszyscy ci „naturalni samoistnie nieświadomie” rzekomo w „bogu” są w duchu LEVI’ATHAN-a, który daje pewną siłę i moc niby „duchową” pozwalając na bardzo radosne igraszki, swobodę, spontaniczność, ale odcinając od tego co Najistotniejsze, od Guru, Dharmy i Sanghi, od Czystej Więzi z Bogiem Niebios i od pełnienia Świętej Woli Bożej. Awersja do zaangażowanych Ludzi Drogi, odrzucanie potrzeby Guru/h, negowanie Prawa Bożego, ustawiczne ignorowanie Woli Bożej, to subtelne zjawisko, a faktycznie opętani, we władzy Levi’athana dokładnie do takowych należą. Cechuje ich charakterystyczna, ponadprzeciętna intuicja praktyczna, jednakże nie mają żadnej Intuicji w wypełnianiu Woli Bożej, stosowania Prawa Bożego, wypełniania Obowiązków wobec Boga. Zwykle osoby owładnięte duchem Levi’athana mają bardzo poważne problemy z wykonywaniem praktyk duchowych dawanych jako Lekcje w Inicjacyjnej Szkole Ducha Bożego! Praktykują od przypadku do przypadku, zrywami i porzucają praktykę, gdy jej Moc zaczyna zrywać przywiązania do 'Demona Wód i Morza’ bo tak się poetycko go nazywa, a wyczyszcza z tego iluzorycznego złudzenia „spontanicznej boskości”. Podobnie wygląda twórczość artystyczna demonicznie opętanych osób, które uważają się za wielkich i wyjątkowych twórców, a w swych dołkach i depresjach nie mogących się zmobilizować do tworzenia albo niszczących lub ukrywających wszystko to co ma jakąś duchową wartość. Lewiatan opętuje bowiem nie tylko tych, którzy myślą o duchowej ścieżce czy religijności, ale wszystkich, którzy są odbiorczy dla niewidzialnych źródeł natchnienia czy inspiracji. Malarstwo pochodzące od inspiracji Lewiatana jak i innych demonów jest zwykle w tonacjach buro-szarych, sinawych, brunatnych, ciemno-czarnych, a każdy czysty kolor tęczowy jest przybrudzony.

    (3) Ludzi w owładnięciu Lēvi’athana czy Bē’hemotha (w spolszczeniu Behemota), to każdy Guru/h, Człowiek/Anioł Posłany przez Boga Nieba rozpoznaje łatwo i odróżnia, a także współczuje jak ciągle tacy opętańcy produkują wątpliwości przeciw Bogu, Ścieżce i Guru/h czy Sandze (Tirtha), bo w istocie są to napady energii Levi’athana, służące zatrzymaniu osoby w zwodniczej mocy złego demona, która trochę pomaga praktycznie, ale całkowicie odcina od Boga i Duchowej Hierarchii Mistrzów i bardzo często służy przeciwdziałaniu Woli Bożej. Lavi’athan i jego morskie, wodne tak zwane smoki głębiny doprowadzają ludzi ostatecznie do izolacji od wszelkich Wspólnot Duchowych, od Guru/h (Mistrza Przewodnika) i do zdziczenia pod pozorem tak zwanej naturalności! Zabawne to  opętanie i żałosne zarazem, nieprawdaż? A że Levi’athan pojawia się jako trójgłowy lub dziewięciogłowy smok, wąż wodny, wężownik to łatwo oszukuje i udaje  przewodnika prowadzącego Ścieżką Duchową, Drogą Bożą, potrafiąc się nawet podszyć pod rzekomo telepatyczny odbiór myśli czy poleceń od fizycznie żyjącego Mistrza Duchowego, na co się pomyleni bez konsultacji z takim Mistrzem ochoczo powołują. Demon czerpie przy tym energię ze swej ofiary tak oszukiwanej pozbawiając ją siły i ochoty do robienia wymaganych przez Guru/h praktyk duchowych! Z czasem jako cecha charakterystyczna widoczny jest rozdźwięk pomiędzy nauką głoszoną przez Mistrza Duchowego, a opiniami wygłaszanymi poufnie czy prywatnie przez zwiedzioną i opętaną osobę, która swych rzekomo telepatycznych odbiorów nie konsultuje z Mistrzem w werbalny sposób! Osoba zwiedziona przez opętanie Lewiatana często powołuje się na autorytet żyjącego Mistrza dla poparcia swoich błędnych i pomylonych teorii i wygłaszanych przekazów, a także wmawia nowicjuszom, że ich duchowo prowadzi bo jest jednym z Mistrzem, a w rzeczywistości nie skierowuje koncentracji uczniów na Mistrza tylko na siebie, zatrzymując ich duchowy rozwój i zaślepiając energią Lewiatana! Zwłoki dusz, które opętuje Lewiatan stają się jego i jego legionów pokarmem, tak, że przez kontakt ze zwłokami czy grobem opętańców można narobić sobie kłopotów typu próby opętania przez te złe duchy! Podobnie działa demon znany jako Lechery, który żeruje na energii seksualnej pomylonych osób, które wikłają się w marzenia aby zostać żoną czy mężem jakiegoś wielkiego Mistrza czy Mistrzyni Duchowej lub rozwijają fantazję o ślubie czy posiadaniu potomstwa z jakimś wielkim Mistrzem, czyli Guru/h! Demon najpierw zasila skłonność do seksualnych fantazji ze Świętą Osobą aż do stanu obsesji czy seksualnego obłędu, a potem przejmuje kontrolę nad umysłem tak chorej z pożądania osoby, aby w końcu doprowadzić zwiedzioną przez niezaspokojone chorobliwe pożądanie i seksualne marzenia i sny do porzucenia Boskiego Guru/h i Wspólnoty Inicjowanych! Obłęd seksualnego pożądania Guru/h może być tak silny, że osoba opętana przez zwodnicze legiony demona Lecherego zacznie z całą nienawiścią i złośliwością zwalczać swego dotychczasowego Mistrza Duchowego i całą jego Bracką Wspólnotę!

    (4) Duch Levi’athana wspiera podziały, rozłamy i opozycje w strukturach duchowych organizacji i lubi je rozbijać wewnętrznie, szczególnie poprzez ataki na głównych mistrzów czy nauczycieli duchowych boskiej linii przekazu! Levi’athan jest władcą ludzi dumnych z siebie, pysznych swoją rzekomą wspaniałością, zarozumiałych i powoduje nadęcie dumą, butą czy arogancją. Levi’athan rządzi tymi, którzy zanim coś poznają już mają wątpliwości i wiedzą lepiej, tych, którzy już wszystko „poznali”, „przerobili”, tych, którzy mają siebie samych za przewodnika, mówiąc, że im żaden Guru/h nie jest potrzebny by ich prowadził Drogą Duchową, uznając sami siebie za „większych”, mądrzejszych, choć w rzeczywistości są zaledwie przemądrzali. Typowe wypowiedzi opętanych przez Levi’athana to: „Ja już nie potrzebuję żadnego Mistrza ani Guru, sam/a dla siebie jestem Mistrzem (Guru)”, „Wyrosłem(łam) już ze wszystkich mistrzów i jestem ponad to”, „Ja już czuję, że jestem bardziej oświecony(-ona) niż mój Mistrz”, „Zrozumiałem(-am), że nie potrzebuję już żadnego Guru ani Mistrza”, „Ja wiem, co jest dla mnie najlepsze”, „Słucham tylko głosu w swoim sercu i nikogo innego”, „Znalazłem już mistrza w sobie i nie potrzebuję nikogo”, „Mistrz jest potrzebny na pewnym etapie, a potem trzeba się odłączyć”. No to życzymy opętanym i zwiedzionym przez takowych wodnych smoków z legionu Lewiatana błogiej refleksji i polecamy duchowe praktyki, praktyki, praktyki, jednoczenie się z Guru/h, Dharmą i Sanghą, czyli z Bogiem Nieba w Trójklejnocie! W rzeczywistości Oświecenie i Wyzwolenie (Kaivalya) to połączenie z Niebiosami, Bogiem i wszystkimi Oświeconymi Istotami, zatem nie ma żadnej możliwości odłączania się od Mistrza czy Guru/h, gdyż takie odłączanie od Guru/h i porzucanie Ścieżki pokazuje kierunek dokładnie przeciwny do wyzwalającego i oświecającego postępu duchowego!

    (5) W wedyjskiej, buddyjskiej, hinduskiej czy ogólnie orientalnej tradycji mistyczno-religijnej znamy tego demona jako APASMĀRA-PURUSHA-ASURA. APASMĀRA – to „Wodny Demon” od APA – Woda i MĀRA oznaczającego Zjawę, Demona, Iluzję, Majaki i Złudzenia. PURUSHA to dusza lub duchowa jaźń, wewnętrzna istota. APASMĀRAPURUSHA to nazwa pokazująca istotę wodną, astralną, dającą złudzenie bycia duszą czy jaźnią, istotą wewnętrzną. Właśnie tak zwodniczo działa demon Lewiatan, która to idea demona znana jest w wielu tradycjach mistycznych, duchowych i religijnych, stąd może być uznana za uniwersalną. Apasmāra to demon iluzji wodnej działający przez żywioł wodny organizmu i poprzez świat astralny czy jego wodne emocje, doznania i przeżycia. Apasmāra powoduje rozpływanie świadomości, rozmycie świadomości siebie i duszy; powoduje utopienie i oszukanie duszy (Purusha) w iluzjach, złudzeniach, omamach, fantazjach i różnych błędnych sądach opartych na rzekomo „własnych” odczuciach, przeżyciach czy emocjach. Demon (Asura) Apasmāra odwleka i opóźnia działanie, czyny, powoduje notoryczne spóźnialstwo, a także wodolejstwo, bredzenie, spowalnianie toku wypowiedzi i zwolnienie czynnościowe; uwodzi w snach i wizjach powodując odpadnięcie dusz ludzi od Guru i Sanghi. Apasmâra czyli Lewiatan powoduje nadawanie naukom pism świętych czy wykładom mistrzów zupełnie błędnych i złudnych interpretacji, które w ostateczności przekręcają i wypaczają Sanatana Dharmę, Odwieczną Mądrość i Wiedzę przekazywaną z Mistrza na Ucznia przez tysiąclecia!

    (6) Utraty świadomości, drgawki w czasie medytacji, rzucanie się o obrazie podobnym do epilepsji czy histerii, samozapomnienia powodujące zaniedbanie obowiązków pracy i dyscypliny praktyki, 'wycięcia’ świadomości i utraty kontaktu z rzeczywistością to uwiedzenie i opętanie typowe dla Apasmārāsura! Demon powoduje utratę równowagi, energii i świadomości w postaci nagłej słabości, utraty sił, czy dla odmiany całodobowej nadaktywności! Apasmāra produkuje dużo emocji (odczuć i wrażeń), których końcowym skutkiem bywa oddzielenie osoby od Sanghi (Tirtha) i Guru/h (Mistrza) pod pozorem własnej ścieżki i podobnych iluzji, złudzeń, gdyż Apasmāra świetnie ściemnia Duszę (Purusha) i swoje impulsy wprowadza pod szyldem sumienia, serca, prawdy czy Boga, albo rzekomego poczucia siebie do świadomości zwiedzonej osoby! Z tego powodu wielu nauczycieli duchowych odrzuca tak zwane astralne i emocjonalne przeżycia, doświadczenia i odczucia jako generalnie błoto, bagno i szlam demona. Lewiatan jak Demon Wodny operuje na emocjach i przeżyciach, na astralnych doświadczeniach, ale najbardziej lubi choćby niewielki ślad dumy, pychy, narcyzmu, pokazania własnej wyższości, ksobności,  ekscytowania się sobą, arogancji, wyłączności, poczucia własnej racji czy mocy.

    (7) Demon Apasmārapurushāsura może być pokonany, zdeptany jedynie przez moc i potęgę ŚIVA-NATARĀJA, Króla Tancerzy, a ludzie nie lubiący tak zwanego Tańca Szamańskiego, Wielbienia Boga Rytualnym Tańcem są uwiedzeni przez energie tego demona, wyjątkowo szkodliwego i destrukcyjnego. Kto twierdzi, że słucha się tylko siebie, swoich odczuć, przeżyć, sennych widziadeł, nie konsultuje się z żyjącym Mistrzem-Przewodnikiem, nie poddaje superwizji (nadzorowi) innych nauczycieli i starszych Uczniów Sanghi, ten jest opętany przez demona Apasmāra, który rozbija dyscyplinę Praktyki, uczestnictwa w Czillach (Grupowych Praktykach Duchowych) czy wypełniania poleceń Nauczyciela, Guru/h i Mistrza. Osoby, które chcą „zastąpić swego Mistrza (Guru/h) bo wiedzą lepiej co trzeba uczyć” to typowe obrazki opętanych przez subtelną acz bardzo zwodzącą siłę Lewiatana i spółki! Opętanie kojarzy się ludziom z jakimś straszliwym horrorem, jednak w rzeczywistości najstraszliwsze demoniczne opętania są bardzo subtelne i przyjemne, a ich głównym celem jest zwiedzenie i pomylenie dusz powracających do stanu Oświecenia i Boskości, tak, aby utknęły w jakiejś bocznej i ślepej uliczce zwanej potocznie własną ścieżką! Mâra to typ złego demona iluzji i zwiedzenia atakującego uczniów na drodze do Oświecenia, do Boga, a jego zwodnicze i oszukańcze metody doskonale opisuje tak Buddha jak Zaratuszthra, tak Kriszna jak i Chrystus!

    (8) Apasmāra to Asura (Demon, Zło) powodujące iluzję samorealizacji, oświecenia czy wyzwolenia Boskiej Duszy (Purusha, Aatmana). Osoba dokonująca autoproklamacji, obwieszczająca się bez weryfikacji wielu innych Guru/h, posługująca się astralnymi przewodnikami jest zwykle fałszywym prorokiem, fałszerzem przeznaczenia, czyli biblijnym oszustem/tką, na podobieństwo niewiasty Jezebel! Apasmāra to demon kierujący piekielną, pseudoezoteryczną fałszywą ścieżką zwaną potocznie własną ścieżką, gdzie odrzuca się Mistrzów, Śri Guru/h, unika inicjacyjnej Brackiej Wspólnoty, superwizji i rzetelnej praktyki. Bredzenia, fantazyjne głupoty, nawiedzenia, to robota kierowana przez legiony tego Demona zwiedzenia, iluzji, porzucania Mistrza, odpadania od Guru/h. Co więcej w opętaniu przez demony z legionu złych mocy Lewiatana pochodzą takie rzekomo 'boskie inspiracje’, aby własnego Mistrza (Guru/h) zabić i wejść na jego miejsce, „pomóc  umrzeć bo się Guru/h już dość napracował i namęczył na tym świecie czy wypełnił swoją misję”, namawianie do robienia czarno-magicznych praktyk, aby Mistrz zachorował albo został uwięziony i podobnych bezbożnie czartowskich bredni! Robienie praktyk magicznych na szkodę jakiegokolwiek świętego, mistrza czy guru/h należy do najbardziej ciemnych i podłych dziedzin złej czarnej magii o wyjątkowo złośliwym i bezbożnym charakterze, a osoby które się dopuszczają takich eksperymentów są przez Boskie Prawo skazane na unicestwienie i ich przyszłość z uwagi na zwrot karmiczny jest straszliwa! Moc Boża chroni swoich świętych i posłańców!

    (9) Niechaj ta nauka szybko dotrze do Āćarjów i Uczniów, niechaj jest rozpowszechniana w całej Brackiej Wspólnocie, aby ostrzegać przed oszustami i zwiedzionymi fałszywcami, którzy w zaślepieniu podają się za „bardziej rozwiniętych” od Guru/h czy „oświeconych”! W rzeczywistości, ci którzy osiągają Oświecenie pod kierunkiem Mistrza Duchowego, w dalszym życiu i działalności ściśle współpracują z Mistrzem wykonując pracę Aćarji (Apostoła) swego Guru/h, prowadzą Aśramy w linii przekazu swego Guru/h, kierują Wspólnotą Uczniów po Odejściu Mistrza! Ci, którzy odchodzą od Mistrza, porzucają Guru/h i zakładają swoje własne autorskie szkółki rzekomo duchowe są opętanymi pomyleńcami o nadętym ego, niczym więcej! Jak strawisz to co napisane, to podziel się refleksją, bo to trzeba by całą książkę napisać o „błądzących gwiazdach” pseudo-duchowości, które same robią z siebie rzekomych „oświeconych” „powołanych” „Chrystusów”, „Awatarów” czy „łączników z wyższymi światami” mącąc tym ludziom poszukującym w głowach i odwodząc od autentycznych Mistrzów Duchowych i Świętych!

    Z Błogosławieństwem,
    Mohan Ryszard Matuszewski

  • Koncentracja

    Koncentracja

    Niniejsza praca jest tylko próbą zasygnalizowania zagadnień związanych z koncentracją (Shuchu Ryoku) i wynikających stąd praktycznych korzyści. Ma za zadanie przybliżyć metody praktyczne używane w różnych systemach filozoficznych Wschodu, szczególnie w Zen i Jodze oraz ich ewentualne zastosowanie, jako formy ćwiczeń umysłu w sztukach Budo, a szczególnie Aikido.


    I. CZYM JEST KONCENTRACJA?

    Niejednokrotnie w życiu codziennym używamy zwrotu typu „skoncentruj się”, „skup swoje uwagę”. Dotyczy to większości ludzi. Mówią i robią tak, wtedy, kiedy muszą zrobić coś ważnego, coś co wymaga tego skupienia naszej uwagi na Jednym przedmiocie lub czynności. Niewielu z nas jednak wie czym koncentracja jest naprawdę, w swej istocie, do czego może służyć i jak może wpływać na uporządkowanie naszego życia i naszych myśli. Mało kto też potrafi doskonalić się w tej sztuce; nie mówiąc już o tych, którym po prostu nie chciałoby się tego robić, lub tych co powątpiewają w słuszność metody zdyscyplinowania swego umysłu. Taki też jest przeciętny człowiek Zachodu w od-różnieniu od ludzi Wschodu  kolebki wychowania psychofizycznego w swych różnych od-mianach, czyli niewiele wiedzący o specyfice ćwiczeń koncentrujących.

    Jest bardzo wielu takich ludzi, którzy „nie usiedzą spokojnie na jednym miejscu” /np. w szkole/, którzy ciągle zmieniają kierunek swych zainteresowań. Nie wiedzą oni co „zrobić z rękami” kiedy np. z kimś rozmawiają. Ludzie ci zgniatają, lub obracają w rękach jakieś drobne przedmioty itp. Przykładów można by mnożyć wiele, a nawet bardzo wiele. Człowiek taki zupełnie nie potrafi nieraz skupić uwagi, jest ciągle roztargniony. Jeślibyśmy mogli choć na chwilę zobaczyć w głąb jego myśli do subtelnych poziomów, zobaczylibyśmy zupełny chaos i bezład. Przez ich mózgi przepływa ogromna ilość bitów tj. jednostek informacji. Prościej możemy to nazwać różnorodnością myśli. Traktują je ci ludzie oczywiście równorzędnie, tj. nie mogę wybrać jednej, tej potrzebnej aktualnie, a wyeliminować tych, które potrzebne nie są. Nie potrafią też oni uzyskać pełnej, świadomej kontroli nad wykonywane przez dłuższy czas czynnością, zniechęca je się do niej. Taki chaos i bezład w naszym mózgu możemy na-zwać stanem rozproszonej uwagi, dekoncentracją, lub inaczej nieumiejętnością jej skupienia.

    Rosnącemu rozproszeniu uwagi większości ludzi sprzyja rozwój naszej cywilizacji typu NT, spowodowany przez nią nieodpowiedni, nadmiernie szybki tryb naszego życia. Przy-łączają się do tego rozmaite odwieczne zakłócenia w naszym codziennym bytowaniu; prz-eciążenie pracą umysłową albo fizyczną bowiem nie sprzyja możliwości opanowania na-wału inormacji. Dochodzi jeszcze do tego niewiedza o możliwości poprawienia swego umysłu w lepszym pozytywnym kierunku. Czynnikami działającymi destabilizująco na umysł człowieka są też zachwianie równowagi ekologicznej w rejonie jego bytowania, zbyt szybka zmiana warunków zewnętrznych w jego otoczeniu, związana z rozwojem potężnego współczesnego przemysłu , szerzenie się niepoprawnych ideologii typu nie-humanitarnego, szerzących nienawiść i wrogość do drugiego człowieka, wszelkiego typu kryzysy militarne, gospodarce i społeczne, jak również zmuszanie człowieka do zapewnienia sobie i rodzinie warunków życia i związany z tym strach. Dołączyć też musimy wszelkie czynniki typu niepowodzenie życiowe a będziemy mieli w ogólnym zarysie obraz czynników stresowych, utrudniających koncentrację albo powodujące jej zanik lub brak.

    Możemy już zatem po tym krótkim wprowadzeniu spróbować zdefiniować w najbardziej ogólnej postaci czym właściwie jest koncentracja i co jest jej istotą. Ujmując więc zagadnienie w ścisłe ramy formułki rzec możemy iż koncentracja jest to zdolność naszego umysłu, naszej osobowości i woli do kierowania naszymi własnymi myślami, odczuciami i czynnościami, zarówno ilościowo jak i jakościowo, czyli zdolność do manipulowania całym bagażem umysłu. Można też twierdzić, co podają niektórzy zaawansowani praktycy iż koncentracja to zdolność skupienia uwagi/percepcji informacji z jednego źródła/ na jednej tylko rzeczy, przedmiocie, myśli lub odczuciu.

    Doskonaleniem tego stanu zajęli się prawdopodobnie około 34 tysięcy lat temu starożytni Ariowie, później Hindusi. Na bazie ćwiczeń koncentracji powstała indyjska Joga dynamiczna i statyczna. Później podzieliły one się na kilka szkół. Techniki ćwiczeń Jogi w tym i koncentrację posiedli w I tysiącleciu naszej ery /lub wcześniej/ Chińczycy, potem Koreańczycy i inne ludy Azji południowowschodniej. Dołączone  zostały do istniejących tam sposobów walki wręcz. Przeniknęły one tam wraz z rozszerzaniem się w Azji i zwycięskim „pochodem” Buddyzmu, jako religii, idei i sposobu życia. Stąd przez wiele lat współcześni ludzie Zachodu uważali, iż praktyki te wiążą się i są podstawą praktyk religijnych. Pogląd ten okazał się jednak błędny. W II tysiącleciu n.e. /lub wcześniej/ elementy jogi statycznej i dynamicznej dotarły do Japonii i przyczyniły się do powstania jej japońskiej odmiany zwanej Zen. Elementy ćwiczeń koncentrujących Zen zostały wykorzystane jako cenny element uzupełniający powstających i istniejących systemów i szkół walki. Tak samo, tylko wcześniej, było i w Chinach, jak również innych państwach, ówczesnych kulturach.

    Koncentracja ma i musi być dla nas również czynnikiem, który pomaga w pozytywnym i właściwym rozwoju jednostkowym rozwoju osobowości. Powinna być dla ćwiczących znaczącym elementem życia i struktury psychicznej umysłu. Jeśli te zasady zostaną spełnione to będzie to już pewna część sukcesu. Koncentracja w dalszym etapie ma być częścią nieodzowną naszego życia, cząstkę tego co robimy. Doprowadzenie nas do umiejętności władania całym bagażem naszego umysłu, jakże nieraz szarpanego myślami i ogólnym rozkojarzeniem, może wtedy zostać spełnione.

    Jeżeli praca ta przyczyni się do zwrócenia uwagi czytelnika na sprawy swej psychiki, umysłu, niejakiego spojrzenia do swego wnętrza, w głąb duszy, tak przecież bardzo zanie-dbanej przez człowieka Zachodu na rzecz czynników zewnętrznych/prezencji/ to autor pracy będzie szczęśliwy, człowiek ćwiczący również, a dzieło to spełni swój zamierzony cel.


    II.  ZASADY  KONCENTRACJI

    Dla wszystkich metod i systemów ćwiczeń koncentrujących wyróżnić możemy kilka wspólnych, następujących zasad:

    . Do ćwiczenia koncentracji musimy mieć spokojne, ciche otoczenie sprzyjające wyciszeniu i z czasem całkowitemu wyłączeniu bodźców zewnętrznych. Nie mogą docierać do nas zakłócenia typu przemysłowego, tzn. radio, telewizja muszą być wyłączone, wszelkie maszyny i urządzenia zakłócające ciszę także, nie można ćwiczyć w pobliżu miejsc gdzie ciągle przelatują samoloty lub przejeżdżają samochody. Ciszy nie powinno również zakłócać tykanie zegarów.

    . Musimy mieć jakiś przedmiot koncentracji. Nie może on przy tym być zmieniany z zasady w ciągu danego ćwiczenia. Może nim być dźwięk, który się powtarza, określone odczucie lub przedmiot, część ciała, centrum psychiczne, myśl, idea, zagadka czy za-topienie się w ciszę. Mogą być również subtelne odczuwane stany i procesy w przy-rodzie jak i w organizmie człowieka/zapach, krążenie krwi/ etc.

    3°. Podstawa naszego umysłu powinna być pasywna. W zasadzie myśli, obrazy, uczucia mogą swobodnie przepływać przez świadomość. Nie powinno się na nie zwracać uwagi, nie należy się też zajmować tym, czy ćwiczenie wykonujemy poprawnie.

    . Musimy przyjąć wygodną spionizowaną pozycję, pozwalającą pozostać w bezruchu przez dłuższy czas w stanie możliwie największego relaksu. Musi to trwać conajmniej 1020 minut. Pozycja musi przeciwdziałać zapadnięciu w sen. Najlepiej nadają się do tego: Hanka, Kekka, Suwari /lotos, półlotos, siad japoński/

    5°. Koncentracji nie należy ćwiczyć w pośpiechu, ani też jej gwałtownie przerywać. Nie wydłużamy też czasu ćwiczenia ponad nasze możliwości. To stopniowanie robimy długo i powoli, systematycznie wdrażając się do ćwiczeń.


    III. CELE ĆWICZEŃ KONCENTRACJI

    Cele uprawiania różnych form ćwiczeń koncentracyjnych można ująć w kilka następujących punktów:

    . Nauczenie umiejętności skupiania się na określonym przedmiocie i możliwości utrzymania niezmieniającego się stanu świadomości umysłu przez dłuższy czas.

    . Wyrobienie sobie kontroli nad swoimi myślami, co za tym idzie nad psychiką i możliwości kierowania umysłem.

    . Rozluźnienie całego ciała i psychiki oraz związany z tym efekt szybkiego odpoczynku umysłu i ciała.

    . Zbudowanie własnej, silnej i niezależnej osobowości, rozwinięcie poczucia własnej wartości.

    . Wyrobienie sobie zrównoważenia emocjonalnego a co za tym idzie uczynienie swego ducha spokojnym i wyrobienie sobie dystansu do wszelkich spraw.

    . Działanie lecznicze na organizm zarówno pod względem psychosomatycznym jak i każdym innym. Spowodowanie ułatwienia organizmowi koordynacji wszystkich Jego życiowych czynności.

    . Wyrobienie i spotęgowanie wiary we własne siły i możliwości. Inaczej mówiąc wyrobienie poglądu na siłę swoją i bogactwo siły /mocy/ Wszechświata.

    . Uzyskanie pełnej harmonii życia, wiążące się z odszukaniem drogi do znalezienia i wyzwolenia ukrytych mocy i sił psychicznych naszego organizmu. Jest to jednoczesne ze znalezieniem drogi do SATORI /wyzwolenia, olśnienia/.


    IV. EFEKTY KONCENTRACJI I ĆWICZEŃ PSYCHICZNYCH W OGÓLE WEDŁUG JOGI

    Specjaliści Wschodni wymieniają czasem, niektóre tylko zapewne, ze zdolności i możliwości oraz efektów jakie dają nam ćwiczenia psychiczne wyższe, a wstępem do których jest właśnie koncentracja. Należą do nich:

    . Możliwość wyzwolenia ukrytych sił psychicznych typu KI, KIME czy KUNDALINI i otworzenie drogi do osiągnięcia Satori /Nirwany/.

    . Zbudowanie sobie i uświadomienie własnej nadświadomości, zharmonizowanie się z Naturą i zjednoczenie ciała z umysłem /Yn z Yang/ przez utożsamienie siebie z Wszech-światem /Absolutem/.

    . Uzyskanie zdolności paranormalnych /nadpsychicznych/
    – jasnowidzenie, Jasnosłyszenie, lewitacja, telepatia, telegnezja /w Jodze/
    – nieograniczona władza nad zmysłami
    – uzyskanie fenomenalnej szybkości i mocy /Aikido, Karate, Kungfu/
    – zdolność leczenia/nawet na odległość/
    – zdolność czytania palcami
    – zdolność niszczenia przedmiotów i osób z odległości /negatywna/
    – możliwość trwania w hibernacji dłuższy czas/przez zatrzymanie akcji organizmu/, i znaczne przedłużenie życia
    – osiągnięcie pełni zdrowia i radości życia
    – uzyskanie fenomenalnego wyskoku /kungfu/
    – możliwość pokierowania własną jak i cudzą psychiką/Aikido/

    . Możliwość kontroli wszystkich czynności organizmu jak również swoich poczynań i myśli.

    . Znaczne przedłużenie życia, osiągnięcie pełni zdrowia, szczęścia i doskonałości psychofizycznej.


    V. EFEKTY ĆWICZEŃ KONCENTRACYJNYCH
    WEDŁUG WSPÓŁCZESNYCH BADAŃ NAUKOWYCH

    Współczesne badania medyczne, biologiczne i fizjologiczne doprowadziły do „odkrycia” dla świata współczesnej nauki, niektórych efektów biologicznych pojawiających się pod wpływem uprawiania ćwiczeń koncentracyjnych. A oto one:

    . Zmiany w aktywności elektrycznej mózgu i pojawienie się fal alfa, które są charakterystyczne dla umysłu spokojnego, opanowanego i wypoczywającego /relaksacja/.

    . Zmniejszenia zapotrzebowania na tlen /o 10-20% po 3 min. u osób zaawansowanych/.

    . Zmniejszenie ilości uderzeń serca na minutę.

    . Spadek ciśnienia krwi.

    . Wydłużenie czasu trwania oddechu.

    . Zmiany w elektrycznej oporności skóry wskazujące na głęboki odpoczynek.

    . Zmiany w chemicznym składzie krwi  spadek ciśnienia cortisolu powodującego stresy w krwi.

    . Zmniejszanie zawartości kwasu mlekowego w mięśniach i obniżanie napięcia mięśniowego.

    . Szybkie odświeżanie psychiki /oczyszczenie/

    10°. Fizjologiczne zmiany w centralnym systemie nerwowym.

    11°. Zwiększanie stabilności autonomicznego systemu nerwowego.

    12°. Zmniejszenie zapotrzebowania organizmu na alkohol i nikotynę oraz środki halucygenne typu haszysz lub marihuana i inne.

    13°. Normalizacja wagi ciała.

    14°. Zmniejszenie bezsenności u osób cierpiących na nią.

    15°. Zwiększenie wydolności fizycznej u chorych na serce.

    16°. Szerokie działania lecznicze na organizm:

    – likwidacja stanów lękowych, stresowych, nerwicowych itp.
    – pozytywne skutki w leczeniu astmy oskrzelowej,
    – zmniejszenie podatności na choroby infekcyjne,
    – likwidacja wszelkich kompleksów i przypadłości,
    – uspokojenie i zwolnienie czynności życiowych organizmu,
    – obserwuje się poprawienie efektywności pracy, nauki i zdolności do niej; polepszenie pamięci i stosunku do otoczenia i ludzi
    – likwidacja chorób psychosomatycznych
    – możliwości leczenia innych jak i otoczenia


    VI. ETAPY KONCENTRACJI W JODZE PSYCHICZNEJ

    . Pratjahara patrzenie ku sobie czyli introspekcja. Oznacza to całkowite władanie uwagą, uwolnienie umysłu spod władzy zmysłów, ćwiczenia wymagają wiele czasu i cierpliwości. Jest to wstępny etap ćwiczeń psychicznych Jogi. ćwiczący koncentruje się na tym, aby jego myśli swobodnie przepływały przez umysł, nie zakłóca ich a tylko je obserwuje, ćwiczymy tak przez wiele miesięcy a nawet lat, osiągając w końcu wyciszenie potoku różnych myśli.

    . Dharana  koncentracja to skupienie uwagi na Jednym przedmiocie lub myśli. Potrzebna jest potężna siła woli i wyjątkowa cierpliwość. Na szczeblu tym chodzi nie tylko o uzyskanie umiejętności dłuższej koncentracji na Jednym przedmiocie, wrażeniu, idei, określonym punkcie ciała. To skupienie daje również wiedzę wszechstronną o przedmiocie i pozwala na dotarcie do istoty tegoż.

    3°. Dhjana  medytacja zwana też inspiracją lub natchnieniem. Medytacja jest stanem umysłu wyćwiczonego w ten sposób, by zostać odpowiednio długo skupionym na określonym miejscu, w którym uzyskuje się zdolność „płynięcia” ku temu miejscu lub przedmiocie nieprzerwanym prądem. Medytujemy najpierw o przedmiotach materialnych, następnie o zjawiskach i stanach coraz subtelniejszych, aby dojść do medytacji bezprzedmiotowej, gdy umysł zatapia się w pustkę i ciszę. W medytacji należy rozróżniać 3 etapy percepcji:

    – postrzeganie zewnętrznych przyczyn wrażeń /shabdadźwięk/
    – postrzeganie wewnętrzne pobudzenia nerwu przekazującego wrażenia do mózgu /arthaznaczenie/
    – postrzeganie reakcji mózgu na wrażenia /jnanawiedza/

    . Samadhi  kontemplacja, nadświadomość, wyeliminowanie zewnętrznej strony percepcji, całkowite uspokojenie fal umysłu i wyzwolenie z odczucia zewnętrznego. Jest to zintensyfikowany stan medytacji, tak aby nastąpiło zupełne wyeliminowanie z centrum uwagi zewnętrznej strony percepcji na rzecz jej strony wewnętrznej. W tym stanie jogin dogłębnie poznaje samego siebie oraz istotę Kosmosu, który okazuje się wytworem własnych myśli. Jogin wykazuje w tym stanie ponadnormalne uzdolnienia /jasnowidzenie, lewitacja do dowolnej części Wszechświata, nieograniczona moc i potęga/. Te pokusy trzeba odrzucić, nie można ulec ich czarowi, a wtedy osiągniemy całkowite uspokojenie fal umysłu, wyzwolenie z odczucia zewnętrznego.


    VII. ETAPY KONCENTRACJI W ZEN

    Rozróżniamy 3 etapy w drodze medytacji Zen i są to etapy zasadnicze.

    1. Nauka wytworzenia pustki wewnętrznej
    Ćwiczenie w tym etapie polega na skupieniu uwagi, wpatrzeniu się w punkt odległości około 90 cm od ćwiczącego. Należy wolno oddychać przez nos. Oczy pozostają otwarte. Można wykonywać swobodne skłony w bok, przy wyprostowanym i spionizowanym kręgosłupie. Zwykle wykonujemy to ćwiczenie zwane wahadłem nx 360 razy. Siedzimy zwykle w Hanka /lotos/, Kekka /półlotos/ lub Suwari. Po wybraniu tematu do medytacji /nie wolno go zmieniać w czasie ćwiczenia, ćwiczenie powinno być wykonywane 20-40 minut. Zaczynamy od około 5 minut; stopniowo powiększając czas trwania medytacji. Pora wykonywania ćwiczeń psychicznych Zen to wczesny ranek lub wieczór, będąc jednocześnie twarzą zwrócony na wschód. Tematami do medytacji zwykle bywają:
    – susekukan /liczenie oddechów/ oraz
    – dzuisekukan /koncentracja na oddechach/; gdzie analizujemy niejako drogę strumienia powietrza do naszych płuc. Jak również jego drogę powrotną.

    2. Etap wyjścia z siebie i jego przeżycie.
    Gdy przez pewien, zwykle dość długi czas, wykonujemy medytację jak poprzednio, za-czynają pojawiać się i wytwarzać różne omany w postaci widocznych przed oczyma snopów iskier fioletowych plam, słyszenia czyichś głosów, widzenia ludzkich twarzy itp. Związane to jest z oczyszczaniem naszej psychiki. Niepotrzebne myśli wyrzucamy z na-szego umysłu, lecz one jeszcze krążą wokół nas i dają o sobie znać, chcąc powrócić na dawne miejsce w umyśle. Przez odrzucenie ich z naszej sfery psychicznej można uzyskać wewnętrzny spokój. Zjawiskom tym nie należy się podawać, a wtedy one same miną i pozbędziemy się brudów w naszej psychice. W etapie tym staramy się obserwować swój temat do medytacji czyli oddech. Wczuwać się w niego oraz nie dopuszczać żadnych innych myśli. Wtedy to bowiem nasz trud przyniesie pożytek, a praca nad sobą da rezultaty.

    3. Dochodzenie do satori i jego osiągniecie.
    Ostatnim etapem jest dosięgnięcie do pełnej integracji psychicznej z Wszechświatem czyli olśnienie, zwane po japońsku satori lub kenśio. Jest to także radość z pełni zdrowia. Droga do tego jest długa i żmudna lecz wartościowa. Polega ona na coraz dłuższym ćwiczeniu stanów pustki wewnętrznej poprzez ćwiczenie  śikantadza /trwanie w pozycji/ i wypieranie myślenia dyskursywnego myśleniem intuicyjnym. Wykonuje się to ostatnie techniką koanu. Koan znaczy zagadka czyli myśl filozoficzna oparta na wschodniej logice paradoksalnej. Należy je rozwiązać nie myśleć ale wczuwając się w nią intuicyjnie. Przykładem koanu może być pytanie: „Co to jest nic?”. Do stanu najwyższego w Zen doszły i dochodzą przez systematyczne ćwiczenie nieliczne jednostki, choć wielu jest bardzo zaawansowanych.


    VIII MEDYTACJA TRANSCENDENTALNA /TM/

    Ta forma ćwiczeń medytacyjnych powstała bardzo dawno temu w starożytnych Indiach. Opisana była w starych księgach hinduskich, choć zapomniana i niepraktykowana. W latach 40-tych naszego wieku odkrył je wybitny znawca ksiąg hinduskich Sri Brahmananda Sarasvati zwany Guru Dev. Misję upowszechnienia TM i przypomnienia jej światu powierzył on uczniowi swemu zwanemu obecnie Maharishi Madesh Yoga. Guru Dev zmarł w 1953 r. Maharishi opłakał mistrza i udał się na dwa lata w góry  Himalaje. Gdy w 1956 roku powrócił do cywilizacji miał już opracowany plan światowego ruchu na rzecz TM. Rozpoczął on wielką akcję trwające do dziś. Poprzez Indie, Singapur, Hawaje dotarł on do Kaliforni, będącej aktualnie najliczniejszym ośrodkiem medytacji na świecie. Uprawia tam TM ponad 130 tyś. ludzi. Inne silne ośrodki to Kanada  90 tyś. i RFN 55 tyś. Obecnie na całym świecie jest ponad 2 miliony ludzi praktykujących TM. Zawrotną, karierę zrobiła ona na Zachodzie. Ośrodki TM są w 89 krajach świata. Główna kwatera znajduje się w Los Angeles. Jest tam stacja telewizyjna ruchu TM nadająca programy członków i same dobre wiadomości. jest to telewizja uśmiechu i spokoju. Nadawane są również wykłady Maharishiego. Główne centra ruchu są w Lucernie w Szwajcarii i Fairfield w stanie Iowa w USA. Działają tam dwa międzynarodowe uniwersytety Maharishiego kształcące setki nauczycieli TM. Organizuje się również Kursy Twórczej Inteligencji /Nauka Twórczej Inteligencji Science Creative Inteligence SCJ/. Główna siedziba ruchu jest tam, gdzie znajduje się Maharishi. Prorok odmawia podania swego wieku, lecz przypuszcza się, że ma ponad pół wieku. Maharishi twierdzi, że jeżeli l procent danej społeczności będzie medytować, to pozostałe 99% pozytywnie odczuje te skutki, a przy 5% medytujących zaczną się dziać rzeczy naprawdę wielkie… Rzekł on „widzę poranek ery oświecenia”. Materiały TM podają listę miast, w których dzięki odpo-wiedniemu procentowi medytujących zmniejszyła się liczba przestępstw. Dane te pokrywają, się z oficjalne statystyką. Udało się udowodnić pozytywny wpływ tego rodzaju medytacji w takich sprawach jak:

    1°. Głęboki odpoczynek mierzony zmniejszonym zapotrzebowaniem na tlen

    2°. Spadek ciśnienia krwi, zmniejszona zawartość cortisolu, powodującego stresy krwi

    3°. Zmniejszona ilość uderzeń serca na minutę

    4°. Wydłużony okres zwolnionego oddechu

    5°. Wzrost elektrycznej aktywności mózgu, mierzonej falami alfa

    6°. Większy relaks  mierzony opornością skóry

    7°. Zmniejszenie zapotrzebowania na alkohol i nikotynę oraz na środki halucynogenne /haszysz i marihuana/

    8°. Mniejsza bezsenność i krótszy czas regeneracji po niej

    9°. Znormalizowana waga ciała, większa wydolność u chorych na serce

    10°. Pozytywne skutki w leczeniu astmy bronchitowej

    Dobrodziejstwa TM przejęli również sportowcy różnych dziedzin, stosując je jako trening odprężeniowy wśród zawodników rozmaitych dziedzin. Również między innymi piłkarze RFN stosują TM. Dzięki TM, która ma tyle zalet, gdyż jest prosta nie można jednak osiągnąć 4 stopnia ekstazy duchowej zwanego Turya. Można osiągnąć natomiast Nirwanę, co szczególnie dla ludzi Zachodu Jest i tak wielkim osiągnięciem.

    Medytacja Transcendentalna jest stosunkowo prostą i łatwą metodą. Wymaga poświęcenia około 30-40 minut dziennie, połowa rano i połowa po południu. Ważne jest systematyczne medytowanie. Mniej ważny jest nasz stosunek do idei TM. Medytacja Transcendentalna da pozytywne efekty nawet wtedy, gdy będzie wykonana jako czynność automatyczna, aczkolwiek wg obowiązującej techniki codziennie. Efekty są niemal stu procentowe, bez względu na stopień sceptycyzmu, medytującego. Technika samej medytacji polega na skierowaniu ku swemu wnętrzu, ku subtelnym poziomom myśli, aż umysł przekroczy je i zagłębi się w źródło myśli. Ciało jest całkowicie odprężone /jak w głębokim śnie/, lecz umysł jest czujny, rozbudzony, bystry. Medytujący siedzi z zamkniętymi oczami, koncentrując swą uwagę na wewnętrznym powtarzaniu/wyobrażonym sobie/ pojęciu dźwięku, tzw. mantrze.

    Mantr jest 17, znają je nauczyciele wykształceni przez Maharishiego. Od niego też je otrzymują. Mantrę jedną na całe życie otrzymuje się od nauczyciela; należy ją powtarzać i zapamiętać. Mantry tej nie wolno nigdy zapisywać lub powtarzać głośno. Gdy w czasie medytacji nachodzą umysł różne myśli wyprzeć je należy mantrą. Siedzimy zwykle w siadzie skrzyżnym. Wielu ćwiczących TM Już po kilku medytacjach odczuwa szczęście, czuje się lepiej, czuje lekkość i dobroć. Jest to wspaniały sposób na relaks, szczególnie dla nas europejczyków, którym potrzebna jest taka metoda regeneracji psychofizycznej.


    IX. CZ’AN CZYLI CHIŃSKI ZEN /czyt. Czchan/

    Sekta Cz’an powstała w V do VIII wieku naszej ery w Chinach. Jest to sekta oparta na religii buddyjskiej. Od niej, czyli od sekty Cz’an wywodzi się japońskie Zen. Nazwa wywodzi się od sanskryckiego słowa DHJANA, co znaczy skupienie, medytacja. Nauka ta powstała jako swoisty protest przeciw klasycznym indyjskim formom buddyzmu. Buddyzm cz’an wraz z taoizmem stanowi istotę kultury Dalekiego Wschodu. Założenia filozoficzne tej szkoły opierają się na filozofii buddyjskiej, choć w wielu momentach z nią zrywają.

    Kto nie widzi Buddy w sobie, nie znajdzie go nigdzie. Kto nie potrafi znaleźć prawdy dzisiaj nie znajdzie jej nigdy w przyszłości. Prawdę i Buddę trzeba znaleźć w sobie i w tym co otacza człowieka. Trzeba je znaleźć samemu. Analiza intelektualna daje możliwość oceny jedynie zewnętrznej strony zjawiska prześlizgnięcia się po jej powierzchni. Nie może to wyjaśnić istoty zjawiska. Nie należy zbytnio obciążać umysłu książkową mądrością. Nic nie jest święte, nie posiada wartości w obliczu wielkiego skupienia indywidualnego oświecenia. Trzeba umieć żyć, poznawać życie i rozumieć je, jak i przyjmować w całym jego bogactwie i pięknie. Rozmyślać należy w sposób swobodny i naturalny. Aby poznać prawdę nie trzeba żadnych kanonów ani autorytetów. Nie należy gardzić pracą. Praca robi człowieka szlachetnym. „Kto nie pracuje ten nie je”, albo jak mówi chińskie przysłowie „Dzień bez pracy  dzień bez jedzenia”. CZ’AN zakładało też: precz z wszelką własnością, z gromadzeniem dóbr. Ten kto pragnie coś posiadać, w rzeczywistości sam staje się obiektem posiadania, niewolnikiem swoich iluzorycznych wyobrażeń o życiu. Olśnienie jest nagłe, spływa nieoczekiwanie na człowieka w dowolnym momencie. Nie trzeba do tego siedzieć długo w bezruchu, ale trzeba być do tego przygotowanym. Jest to bowiem wstrząs intuicyjny.

    Później wprowadzono do praktyki próby sztucznego stymulowania nagłego olśnienia, drogą ostrych bodźców, okrzyków, a nawet uderzeń, które spadały nagle na nie oczekującego ich lub nawet pogrążonego w transie człowieka i zmuszały go do błyskawicznej, podświadomej, intuicyjnej reakcji. Rozpowszechniły się specyficzne za-gadki: np. „uderzenie dwóch dłoni to klaśnięcie, a czym jest klaśnięcie jednej dłoni?” Zgłębienie drogą intelektualną tych zagadek jest niemożliwe. Pod pozorami absurdu kryje się głęboki sens prowadzący do oświecenia na co szły lata rozmyślań.

    Na plan pierwszy wysunięto praktykę nieustającej medytacji, chociaż niekoniecznie w pozycji siedzącej, ćwiczyli siedząc lub przechadzając się przez długie godziny, albo dni w głębokim skupieniu, nie zwracając uwagi na nic, wyłączając się z wszelkich spraw wewnętrznych. Mnisi nieraz czuwali w specjalnych salach medytując co trwało często wiele godzin lub tygodni. Pili też mocną herbatę aby nie usnąć i dla pokrzepienia. Stąd dookoła chińskich klasztorów buddyjskich powstawały plantacje krzewów herbacianych. Dieta była ściśle wegetariańska oraz bardzo mocno przestrzegana. Przestrzegać też na-leży tam toalety, pilnować czystości i porządku. Prócz tego każdego dnia mnisi spędzali wiele godzin na medytacji.


    X PRZYKŁADY ĆWICZEŃ
    KONCENTRACYJNO – MEDYTACYJNYCH W JODZE

    l°. ćwiczenia wprowadzające do wyciszenia /Dharana/ a /Koncentracja/ na wrażeniach wzrokowych:
    – siadamy w pozycji najlepiej skrzyżnej /kręgosłup zawsze pionowy/
    – uspokoić oddech, zamknąć oczy
    – zacząć wpatrywać się w ciemność pod powiekami
    – po pewnym czasie pojawiają się wrażenia, świetlne, czasem kolorowe
    – obserwujemy je cierpliwie i uważnie
    – inne doznania/czuciowe, dźwiękowe /nie powinny do nas docierać prawie w ogóle
    – maksymalny czas ćwiczeń 10-15 minut
    Uwaga!  Aby pomóc sobie w odizolowaniu się od odbioru wrażeń zewnętrznych w celu skupienia się w sobie stosujemy YoniMudra/jonimudrę/
    Yoni Mudra ucisk uszu, oczu i ust palcami obu rąk jednocześnie. Stosujemy przez chwilę. Ręce mamy ułożone kontemplacyjnie w zamknięty krąg. b /Ćwiczenie wzroku:
    – na łagodnie oświetlonej ścianie wieszamy czarną kartkę papieru z białym kwadratem w środku o boku 5 cm
    – siadamy przed tym rysunkiem w odległości ok. 60 cm, tak aby linia oczy-kwadrat była pozioma
    – oddychamy spokojnie i wpatrujemy się w kwadrat nie poruszając oczami i nie mrugając
    – po około 2 minutach nie mrugając przenosimy spojrzenie na pustą ścianę obok rysunku i obserwujemy jak w miejscu, gdzie pada wzrok wyraźnie pojawia się czarny kwadrat później zaczyna on szarzeć i znika
    – po zniknięciu kwadratu znów przenosimy wzrok na biały kwadrat na 12 min. i ponawiamy opisaną czynność
    – ćwiczymy do czasu aż zaczną łzawić oczy
    – gdy po dłuższym treningu łzawienie ustąpi wpatrywanie przedłużamy do ok. 10 min.

    2°. ćwiczenie wibracyjno-dzwiękowe /Dharana/
    – siadamy skrzyżnie, zamykamy oczy, uspokajamy oddech
    – w trakcie wydechu z półprzymkniętymi wargami wydajemy wibrujący dźwięk „Oomm
    – wibracje po pewnym czasie odczuwamy wzdłuż całego kręgosłupa
    – uwagę skupiamy na tych właśnie wibracjach
    – po pewnym czasie stosujemy też wibrację „Oomm” w fazie wdechu wyobrażając to sobie tylko w myśli
    – po kilku minutach uwagę można przenieść na doznania wzrokowe, a wibrację „Oomm” traktować drugoplanowo /jako tło/

    3°. ćwiczenia wyciszające
    a/ etap I /Pratjahara/
    – siedzimy ze spionizowanym kręgosłupem, uspokajamy oddech, rozluźniamy mięśnie i zamykamy oczy
    – w otoczeniu musi być maksymalny spokój /absolutny/
    – zaczynamy obserwować swoje myśli
    – należy osiągnąć taką postawę, aby swoje „Ja” /siebie/
    – nie identyfikować z myślami, lecz wyraźnie odczuwać swoją jaźń jako odrębną od swych myśli, patrzeć trzeba na swoje myśli jak postronny obserwator
    – myślom nie wolno dać się zaangażować, ani ponieść się im,
    b/ etap 2 /Pratjahara/
     trzeba uczyć się tłumić obserwowane myśli dochodzimy do tego, aby czujnie wychwytywać moment
    powstania nowej myśli i natychmiast wysiłkiem woli zmuszać
    się do jej zaniechania i porzucenia
     etap ten prowadzi do dłuższych kilku minutowych okresów zupełnej ciszy
    c/ etap 3 /Dharana/
    – teraz do wyciszonej świadomości wprowadzamy poszczególne myśli, świadomie je rozważamy przez kilka chwil po czym wysiłkiem woli likwidujemy je i wyciszamy pole świadomości
    – po krótkim okresie ciszy postępujemy z nowowprowadzoną myślą podobnie
    – zaleca się stosować myśli przykre dla ułatwienia ćwiczenia
    Uwaga! Teraz w 3 etapie ćwiczenia proces myślenia powinien być obserwowany „z boku”, przez oddzieloną jakby jaźń.
    d/ etap 4 /Dharana/
    – okres ciąży w polu świadomości jest bardzo długi, wyłaniające się z podświadomości myśli są z łatwością likwidowane
    – ćwiczenie doprowadza do „samozapomnienia”
    – trudność polega na tym, aby w tym stanie nie usnąć, ale żeby trwało ono w stanie czuwania

    4°. ćwiczenia medytacji aktywnej /Dharama/
    – w trakcie zaawansowanej koncentracji, postanawiamy prześledzić w myśli cały ciąg wydarzeń i obserwacji, świadomych i podświadomych dokonanych np. w czasie drogi do pracy odbytej w poprzednim dniu
    – dbamy aby nie odejść od głównego nurtu tematu, nie – dopuszczamy żadnych innych myśli

    5°. ćwiczenia introspekcyjne /Pratjahara/
    a/ ćwiczenia w pozycji nieruchomej
    – usiąść nieruchomo, kręgosłup wyprostowany, głowa prosto, uregulować i pogłębić od-dech, odprężyć mięśnie całego ciała /przez wyobrażenie ciężaru/
    – oczy zamknąć lub zmrużyć, odwrócić uwagę od wszelkich wrażeń zmysłowych i bodźców, starać się nie dostrzegać niczego, nie przysłuchiwać się niczemu
    – obserwować jedynie własne wnętrze psychiczne /własne myśli „przepływające” niejako przez umysł/
    – nie odwracać od myśli uwagi, ani ich nie tłumić, bez względu na to jakie są /choćby były szokujące lub najbardziej dziwne/
    – nie wolno ingerować w myśli, tylko należy je obserwować
    Uwaga! ćwiczenie to jest istotą pratjahary. Ćwiczymy je codziennie przez wiele lat. Celem jest uzyskanie władzy i kontroli nad potokiem myśli, doprowadzenie do stanu ciszy i spokoju. Im dłużej i cierpliwiej ćwiczymy  pełniejszy spokój ogarnia nasz umysł, potok różnych myśli nieuporządkowanych ginie.
    b/ ćwiczenie w dowolnych dynamicznych pozycjach
    – obserwujemy potok swych myśli w warunkach życia codziennego

    6°. Koncentracja bezprzedmiotowa /odczuwanie siebie/
    – kierujemy myśl na jedną rzecz
    – próbujemy odczuwać samego siebie
    – należy zapomnieć o wszystkich aktualnych sprawach
    – koncentrujemy się na prawidłowym wykonywaniu oddechu, nie dopuszczając żadnych innych myśli
    – wczuwamy się w rytm i tętno oddechu
    – utrzymać należy prostą linię kręgosłupa
    W czasie cyklu oddechowego rozróżniamy jego fazy: wdech napływ świeżego powietrza jago zapach i jakość; gdy ćwiczymy na otwartej przestrzeni czujemy las, zieleń, kwiaty, liście gdy w pomieszczeniu to jego /powietrza/ rodzaj /wilgotność, rozgrzanie słońcem/, zatrzymanie wdechu odczuwamy pełnię i spostrzegamy ciszę, a po pewnym czasie słyszymy swoje tętno  rytm życia. Wydech  czujemy rozluźnienie mięśni i ciężar swojego ciała, czyli prawo grawitacji, później czujemy odpływ zmęczenia i ciepło. Bezdech spo-strzegamy ciszę inną niż przy wdechu zatrzymanym i inny rytm pulsu. Cel doprowadzenie do stanu, kiedy odczujemy, że napięcie i zdenerwowanie jest przeciwko nam, opanowanie natomiast darzy nas spokojem i siłą.

    7°. Przegląd wsteczny
    – odtwarzanie w pamięci zdarzeń całego dnia, w odwrotnym niż normalnie porządku /od końca do początku dnia/. Cofanie się od skutku do przyczyny. Oglądanie siebie jak w filmie puszczonym od końca do początku.
    – wykonujemy w pozycji do medytacji, z zamkniętymi oczami i rękami ułożonymi do koncentracji.
    Cel zdobycie umiejętności manipulowania całym bagażem umysłu /chitt/ uczy też to ćwiczenie patrzeć bezstronnie na swe czyny, uczucia i myśli, oraz widzieć siebie niejako z pewnego dystansu, oddalenia, jako inną osobę

    8°. Skupienie uwagi na różnych częściach ciała.
    – obieramy sobie dowolną część ciała, np. rękę, żołądek, głowę lub inny punkt,
    – staramy się odczuwać tę jedną część ciała w oderwaniu od innych
    – inne myśli eliminujemy

    9°. Koncentracja na czakramach
    Czakramy są to centra psychiczne w naszym organizmie i Jest ich siedem. Koncentracja na nich jest wyższą formą ćwiczenia  czyli skupienia się na różnych punktach ciała. Joga mówi, iż na nich najlepiej się skupić. Człowiek /każdy/ ma siedem czakramów:
    – na szczycie głowy /Sahasrara/       
    – u nasady kręgosłupa/ogień kundalini/ /Muladhara/
    – środek ciężkości /2 cm poniżej pępka w głąb ciała /Swadhisztana/
    – wewnątrz splotu słonecznego, w okolicach śledziony /Manipura/
    – na sercu /Annahata/ po stronie mostka
    – w sercu duchowym po prawej stronie /Wiszudda/, aż przy krtani
    Należy starać się przenieść jakby umysł do wybranego czakramu i poczuć, że właśnie stamtąd pochodzi źródło naszych myśli. Koncentracja na czakramach należy do bardziej intensywnych i powoduje rozwój sił psychicznych i odpowiednich zdolności związanych z każdym czakramem, a zaliczanych do ponadnaturalnych.

    10°. Przykłady innych ćwiczeń koncentrujących dla zaawansowanych.
    a/ skupienie uwagi na zjawiskach przyrody:
    – śpiewie ptaków, deszczu, śniegu
    – drzewach, krajobrazie
    – kwiatach, owocach
    – szumie liści, głosie zwierząt
    – zapachu zieleni, traw, wiosny
    – przedmiotach codziennego użytku etc.
    Należy starać się poznać je zmysłami i zrozumieć ich wewnętrzną naturę przez wczuwanie się w nie.
    b/ skupienie uwagi na objawach rozkwitu i dojrzewania, jak również więdnięcia i umierania w przyrodzie. Przedmioty /owoce, kwiaty/ oglądamy jak najdokładniej, a po-tem poddajemy się wywołanemu przez nie uczuciu.
    c/ koncentracja na czynnościach wewnętrznych organizmu:
    – analogicznie jak poprzednio skupiamy się na oddechu, krążeniu krwi /bąbelki powietrza we krwi/, pracy serca, pracy różnych narządów i organów wewnętrznych, czy na pracy naszych zmysłów
    – ćwiczymy wytrwale, aż nauczymy się mieć nad każdym organem i czynnością, organizmu pełną kontrolę.


    XI ćwiczenie medytacyjne zen

    l°. Susokukan /liczenie oddechów/
    a/ Wersja 1
    – siadamy ze spionizowanym kręgosłupem, broda lekko przyciśnięta do szyi /kręgosłup szyjny wyprostowany/
    Hara wypięta do przodu /biodra wypięte do przodu/ tak, że czubek nosa znajduje się za linią prostopadłą do podłogi, a przechodzące przez początek brzucha
    – siedzimy z otwartymi oczami i patrzymy w punkt na tle jednobarwnym, odległym o ok. 90 cm od nas /kropka, koralik, punkt/, lub analogiczny na linii poziomej na ścianie
    – oddychamy tylko przez nos, jest absolutna cisza
    – liczymy oddechy od 110/potem znów od 110 itd./ w myśli
    – gdy jest wdech nie myślimy o niczym, gdy wydech powtarzamy sobie liczebnik
    – jeden liczebnik wypełnia nasz umysł przez cały wydech
    b/ Wersja 2
    – liczebnik wypełnia nasz umysł przez wdech i wydech, przy czym jest on powtarzany w myśli dwukrotnie, raz przy wdechu i raz przy wydechu
    2°.Dzuisokukan /koncentracja przez wczuwanie się w oddech/
    – ćwiczymy najlepiej w pozycji Hanka/pełnego siadu skrzyżnego czyli lotosu/
    – oddech jest przede wszystkim przeponowy
    – przy wdechu czujemy jakbyśmy wciskali powietrze do balonika w środku ciężkości /brzuchu/ „balonik” ten rozszerza się we wszystkie strony, a najbardziej do przodu i w dół
    – musimy czuć wszystkie etapy drogi powietrza do płuc na przestrzeni wdechu, tj. wciąganie powietrza przez nos, uczucie zimna na szczycie jamy nosowej, przebieg powietrza przez krtań, oskrzela, a dalej wyobrażamy sobie jakby to powietrze schodziło w dół do środka ciężkości i po linii spiralnie kończącej się wnikało w ten punkt
    – nie należy wciągać powietrza do maksimum, tylko średnią, normalnie potrzebną jego ilość
    – trochę powietrza wciągamy też do reszty płuc
    – skupiamy powietrze w przeponie i robimy wydech: powolny, dokładny, czujemy ulgę w umyśle
    – wykonujemy wydech obserwując i czując powietrze w odwrotnej kolejności niż przy wdechu

    Obserwacja drogi powietrza ma tu zasadnicze znaczenie!

    3°. Impuls wyjścia z siebie /patrz VII2°/
    W czasie ćwiczeń medytacji, zwykle po pewnym czasie ćwiczący „widzą” przed oczyma jakieś gęste cienie, fioletowe plamy, snopy iskier, nieraz widzieć też można twarze, których w rzeczywistości nie ma, czasem słyszy się głosy i to tak wyraźnie że mimowolnie odwracamy się w tym kierunku, skąd wydają się one pochodzić, są to tzw. omamy. Nie wolno się tym zjawiskom poddawać, nie wolno się nimi zajmować. Znikną same, gdy utrzymamy pustkę wewnętrzną. Etap ten można nazwać pozbywaniem się omamów.

    4°. Medytacja na koan.
    Koan  myśl, zagadka filozoficzna.
    – obieramy sobie koan jako temat do medytacji
    – oddychając normalnie i siedząc w pozycji najlepiej lotosowej, skupiamy całą uwagę na wewnętrznym powtarzaniu tej myśli
    – staramy się rozwiązać ją nie myśląc dyskursywnie, a wczuwając się w nią intuicyjnie, czyli działając tymi wyższymi psychicznymi formami poznawania
    – medytujemy dowolnie długo, nie wolno zmieniać tematu medytacji
    Temat do medytacji czyli myśl zagadka musi być oparta na wschodniej logice paradoksalnej! Przykłady koanu:
    a/ co to jest nic?
    b/ uderzenie dwóch dłoni to klaśnięcie, a czym jest więc klaśnięcie jednej dłoni?
    – ćwiczenie z danym koanem wykonujemy codziennie przez wiele miesięcy.

    5°. Śikantadza  trwanie w pozycji.
    – siadamy w pozycji suari /suwari/ lub odmianie Hanka
    – poprzez siedzenie w pozycji /trwanie/ należy tutaj osiągnąć stan pustki wewnętrznej, kiedy medytujący przeżywa tylko własną jaźń, odczuwa istnienie realne swojej osobowości
    – do umysłu nie napływają żadne myśli, trwa on w stanie samozapomnienia. Jest to za-awansowany sposób medytacji, jest on już wyższym celem ćwiczeń psychicznych. Wdrażając się do tych ćwiczeń należy najpierw przez pewien czas zwykle kilka miesięcy stosować Susokukan, później analogicznie lub dłużej dzuisokukan, a dopiero po opanowaniu tamtych prostych ćwiczeń zająć się tym bardziej zaawansowanym.

    Po dłuższym czasie ćwiczenia swego umysłu w utrzymaniu stanu pustki wewnętrznej medytujący dochodzi do wyższych stanów psychicznych, ćwiczyć należy od kilku sekund na początku do kilkunastu minut /20-40/, jeśli chce się osiągnąć trwałe wyciszenie, lub dłużej do kilku godzin, dni, tygodni. Pewien medytujący osiągnął stan satori po 9 latach nieprzerwanego trwania w pozycji ćwiczenia śikantadza. Przypłacił ten zbytni pośpiech utratą nóg.

    Uwagi do ćwiczeń Zen.

    Medytujemy w formie minimalnej od 5 do 10 minut, jednak osiągniemy niewielkie wyciszenie umysłu po kilku latach. Gdy będziemy ćwiczyli od 20 do 40 minut to efekt wyciszenia będzie szybszy i trwalszy, ćwiczyć najlepiej dwa razy dziennie tj. rano i po południu. Nie wolno ćwiczyć zaraz po jedzeniu, tylko około 1,5 – 2 godz. po posiłku, lub 0,5 do 1 godz. po wypiciu płynu. Na początku każdego ćwiczenia należy wykonać kilka głębokich, pełnych oddechów uspokajających/przez nos/ takich, gdzie wydech jest dłuższy od wdechu. Oddechów tych powinno być około 10. Gdy nasze wyciszenie pogłębi się, to oddech zwolni się jeszcze bardziej. Przed przystąpieniem do medytacji można wykonać już w siadzie kilka skłonów w bok, później zaś oddechy.


    XII   KONCENTRACJA SKUPIONA W CENTRUM

    Ten typ koncentracji później zaś medytacji przebiega w początkowej fazie praktycznie tak samo jak ćwiczenia dzuisokukan. Jednocześnie z wyczuciem drogi powietrza staramy się czuć swój brzuch, później w węższym zakresie swój środek ciężkości, ćwiczymy w siadzie Japońskim /klęcznym/ suwari. Staramy się, aby do tego punktu środka ciężkości i Jednocześnie czakramu przenieść swój umysł, tak Jakby stamtąd płynęły nasze myśli. Jakby tam było źródło. Opanowanie tego choć na chwilę daje ćwiczącemu stabilną postawę i za-dziwiającą moc psychofizyczną związaną z możliwościami dowolnego wyzwalania KI bądź KIME. Taka medytacja na HARA po pewnym dość długim czasie daje zwykle możliwość osiągnięcia fenomenalnej szybkości ruchu /przemieszczenia ciała/ jak i możliwość intuicyjnego wyczucia zbliżającego się ataku, bądź niebezpieczeństwa i jego rodzaju. Ten typ koncentracji daje wysoki efekt szczególnie wtedy gdy jest systemem psychicznym dołączonym do jakiejś sztuki walki. Wielką więc wagę przywiązuje się do niego w aikido, kungfu /gdzie nazywa się Tan Tien/ i w innych sztukach walki, sztukach psychofizycznych. Wdrożenie do koncentracji skupionej na Hara:

    – ćwiczymy w pozycji suwari, susokukan przez około 6 tygodni po 5-10 minut dziennie /najlepiej rano po wstaniu/
    – wykonujemy ćwiczenie dzuisokukan przez około 12 miesięcy, również przez czas 5-15 minut dziennie
    – w czasie powyższych ćwiczeń wdrażamy się do medytacji w ogóle.
    Ćwiczymy najpierw 12 minut, później wydłużamy ten okres, aż dojdzie do kilku minut dziennie.
    – po tym okresie wstępnego przygotowania, możemy wykonać najpierw kilka zwalniających oddechów i przechodząc do dzuisokukan starać się zwrócić szczególne uwagę na swój brzuch w czasie tego ćwiczenia
    – staramy się szukać poprzez wczuwanie się Jednego punktu tzw. środka ciężkości, który znajduje się w Hara
    – staramy się przenosić w ten punkt źródło swoich myśli i czuć umysł umiejscowiony w tym punkcie
    – gdy umiemy się już skupić przez okres 5 do 10 min. możemy ten okres wydłużyć do 20-40 minut lub więcej, ćwiczymy codziennie.
    – po kilku miesiącach próbujemy skoncentrować się na Hara w dowolnym miejscu i czasie. Zaczynamy od treningu, gdzie w czasie technik pamiętamy o naszym Hara i przy jego pomocy staramy się poczuć jaki rodzaj ataku zostaje Uke. ćwiczyć też możemy siedząc na krześle, idąc ulicą; jednocześnie Jednak czujemy wszystko co się wokoło dzieje.
    UWAGA! Zacząć koncentrację na Hara możemy od pierwszego treningu z pominięciem susokukan i dzuisokukan. Ten sposób jest jednak trudniejszy i łatwo może zniechęcić. Ten sposób medytacji stosowany przez kilkanaście lat wraz z ćwiczeniami jakiejś drogi walki może doprowadzić do satori i pomoże w osiągnięciu perfekcji w swojej sztuce, ćwiczenia na treningach sztuki walki, wykonujemy na początku i na końcu zajęć po co najmniej 10 minut.


    XIII  CZAKRAMY A NADŚWIADOMOŚĆ

    Mistrzowie jogi podają istnienie siedmiu centrów psychicznej energii w naszym organizmie. Są to:
    1. Muladhara  ćakram u nasady kręgosłupa
    2. Swadhisztana w pobliżu środka ciężkości /Hara/
    3. Manipura w pobliżu splotu słonecznego
    4. Annahata ćakram w okolicach serca /mostka/
    5. Wiśuddha w dolnej części szyi po prawej stronie koło krtani
    6. Adźna (TENTEI) splot w głowie między brwiami
    7. Sahasrara na szczycie głowy, największy ćakram

    Opanowanie każdego z tych centrów daje inne możliwości i tak opanowanie czakramu /tak nazywają się centra w jodze /Muladhara/ daje nam pełnię zdrowia psychicznego i fizycznego; Swadhisztana pozwala zaś na osiągnięcie fenomenalnej szybkości prze-mieszczania środka ciężkości, elegancję ruchów i możliwość pokierowania oraz wyczucia cudzego umysłu; Adźna daje umiejętność oddziaływania na przedmioty żywe i martwe z odległości, tworząc coś w rodzaju trzeciego oka /gięcie łyżeczek, siła wzroku, rozbijanie większych przedmiotów, paraliżowanie/; czakram Sahasrara pozwala na widzenie i porozumiewanie telepatyczne, pozwala kierować funkcją całego organizmu, umożliwia telekinezję, przenoszenie się na dowolne miejsce Wszechświata. Z punktu widzenia sztuk walki najważniejszym Jest czakram Swadhisztana. Jego opanowanie umożliwia koncentracja na Hara /środku ciężkości – brzuchu, jak to się po japońsku na-zywa/, oraz stosowanie specjalnych oddechów przeponowych lub przeponowo-śródpiersiowych. W KungFu takie oddychanie nazywa się TanTien. Jak twierdzą Jogowie /chińscy tybetańscy i hinduscy/ specjaliści KungFu, TaiCh’iCzuan oraz innych sztuk Wschodnich  „oddychanie jest panem siły”. W jodze bardzo ważnym jest opanowanie tych centrów psychicznych przez specjalne praktyki. Zaczyna się zwykle od czakramu Muladhara  najniższego na ciele, a kończy na Sahasrara. Dokonuje się tego przez prze-noszenie w te miejsca punktu koncentracji swojego umysłu, co umożliwia kierowanie danym centrum. Wysiłek aktu woli /medytacji/ powoduje iż dany czakram skutecznie za-czyna nawiązywać łączność z Wszechświatem i z Natury czerpać jego energię. Ta energia rozprowadzana jest poprzez połączenia między Czakramami, tzw. linie życia, do wszystkich zakątków /komórek/ naszego organizmu, ożywia je i pobudza. Czerpiąc energię Wszechświata możemy je również skupić w dowolnym punkcie /części ciała/ lub wysłać na zewnątrz przez np. końce palców i ramię, lub przez kończyny dolne. Ciało efektywnie napełnione praną lub KI /a jest to ta sama energia/ jest zdrowe. Mówimy, że jest ono napełnione duchem. W czasie medytacji uczymy się kontrolować wszystkie procesy naszego organizmu, w tym oddechy i myśli. Myśl pozostaje jedna, lub trwamy w pustce wewnętrznej. Tak ćwiczony umysł powoduje, że kontrolować zaczynamy wszystkie akty świadome, wszystkie procesy, które są zależne od nas samych. Mówimy, że nasza świadomość jest pod naszą kontrolą. Późniejszy etap to nałożenie kontroli na procesy podświadome działanie układu nerwowego, oddech, krążenie krwi, praca mięśni, procesy trawienne itp. Nasza osobowość jest już tak silna, że kontroluje wszystko co dzieje się w naszym organizmie, jak również wszystko co człowiek zrobi. Wtedy w naszej osobowości zaczyna się wykształcać coś więcej, coś co jest bardziej znaczne niż podświadomość i świadomość. Ten stan to stan nadświadomości. Nasza osobowość kieruje nami, czyli my w postaci subtelnego pierwiastka sił psychicznych kierujemy sobą. Źródło myśli nie pochodzi wtedy od umysłu, lecz jest najwyższym centrum psychicznym. Ten stan jest już najwyższy gdzie nasza osobowość jest kontrolowana i z niej pochodzi źródło wszystkiego co czynimy. Daje nam to umiejętność myślenia intuicyjnego /czyli niedyskursywnego/ poprzez wczuwanie się w istotę podmiotu podlegającemu badaniom naszych zmysłów. Pozwala to na przeniesienie ciała w dowolne miejsce, wykonywania wielu rzeczy. Lecz jest jeszcze stopień wyższy, który pozwala uzyskać całkowite wyniszczenie wszelkich fal umysłu, na absolutną kontrolę, nieustanną medytację, na oddzielne osobowości od ciała i wysublimowanie najwyższego pierwiastka duchowego, oraz do całkowitego zjednoczenia z Naturą, z siłami Wszechświata w postaci najwyższego dobra i najwyższej miłości. Ten stan umysłu nazywa się nirwana /w jodze/ lub satori /w Zen/.

    W sztukach walki chodzi o uzyskanie dość jednostronnego efektu w porównaniu z Jogą, jednak ćwiczenia psychiczne są tu również podstawą ćwiczeń typowych dla walk. Bez umiejętności koncentracji na Hara, bez oddychania skupionego w Hara, nasza sztuka walki będzie niczym więcej niż zwykłym fizycznym ćwiczeniem jak np. boks czy samoobrona nowoczesna. Wskazane jest i zalecane uprawianie i innych ćwiczeń psychicznych. Wypełni to nasze ciało duchem  KI i umysł nasz koniecznie przeniesiony do środka ciężkości będzie mógł skutecznie i efektywnie reagować. Pozwoli to na osiągnięcie wyższych form walki: GONOSEN, co oznacza wyprzedzenie, oraz najwyższy ze znanych form walki czyli SENNOSEN co oznacza umiejętność wyczucia ataku przed jego wykonaniem. Jest to forma znana tylko w Aikido.


    XIV  JAK PRAKTYKOWAĆ?

    Ćwiczenia koncentracyjne wykonujemy zawsze przed treningiem. Mają one za zadanie skupić umysł na tym, co będziemy ćwiczyć przygotowywać nas do tego co daje uprawiana sztuka. Minimalna koncentracja powinna wynosić 10 min., później zwiększamy ją do dowolnie długiego czasu. Po zajęciach wykonujemy ćwiczenia oddechowe zwalniające oddech, dające pełny relaks i wykonujemy koncentrację jak na początku. Powinna ona trwać analogicznie długo. W czasie tej koncentracji na początku rozluźniamy wszystkie mięśnie, przez wyobrażenie wielkiego ich ciężaru i luzu. To samo możemy wykonać przed każde koncentracją. Na początku zajęć, zaraz po Mokuso, wykonujemy oddechy skupione w Hara /Tan TIEN/ np. Nogare, Misogi itp. Mają one na-pełnić nasze ciało duchem napełnić KI, wewnętrzne mentalną siłą psychiczne. Gdy tej siły w naszym ciele zabraknie, nasz trening będzie zły; również nie będziemy mogli wyzwalać też KIME. Musimy gdy poczujemy, że w ciele nie ma ducha, przerwać ćwiczenia, rozluźnić się, możemy też usiąść w pozycji do medytacji /Hanka lub Kekka czy Suwari /Zazen// następnie wykonujemy oddychanie przeponowe lub przeponowopiersiowe z pełnym czuciem powietrza i skupieniem w Hara. Ćwiczenia te praktykujemy na stojąco. Podaję opis oddechu skupionego w Hara na przykładzie jednej z form Misogi. Formy wykonania mogą być zarówno w pozycji siedzącej jak i stojącej. W tej ostatniej również z odpowiednimi ruchami rąk. Misogi.

    – Siadamy wygodnie w pozycji Suwari. Ręce kładziemy na udach przed kolanami. Sylwetka kręgosłupa jest wyprostowana. Ćwicząc przy kręgosłupie zgiętym niweczymy efekt oddechu.

    – Wyobrażamy sobie, że oddychamy nie płucami, a brzuchem /Hara/. Czujemy jakbyśmy w okolicach środka ciężkości mieli coś w rodzaju balonika, który przy wciąganiu powietrza rozszerza się/nadyma/, a przy wydechu kurczy się.

    – Powietrze wciągamy nosem, podobnie jak w dzoisokukan… Czujemy jak powietrze na-ciska w dół, wybijając się /uciskając/ nasz środek ciężkości coraz niżej.

    – Wyobrażamy sobie, jakby powietrze wchodziło w postaci strumienia, wnikało do środka ciężkości /Seika Tanden  Jeden punkt/. To KI /prana/ wnika do faktycznie istniejącego tam czakramu, przychodząc wraz z powietrzem z Kosmosu.

    – Wydech robimy przez usta, czując jakby środek ciężkości pozostawał w jednym punkcie poprzednio /przy wdechu/ obniżonym. Wydech jest dłuższy od wdechu, całość wykonujemy spokojnie, płynnie i powoli.

    – Powietrze wciągamy unosząc mięśnie brzucha w przód i w dół, zaraz potem robimy wdech do śródpiersia. Jest to oddech przeponowo-śródpiersiowy. Przy wydechu postępujemy w analogicznej kolejności tj. zaczynamy od brzucha.

    – W całości oddechu musimy mieć luźne wszystkie mięśnie i musimy starać się być skoncentrowanymi na Hara.

    – Można ćwiczyć na siedząco, robić przy wydechu lekkie pochylenie tułowia /przy idealnie prostym kręgosłupie/ w przód a przy wdechu powrót do spionizowanej.

    – Ćwiczymy tak, żeby oddech był najważniejszy, ale absolutnie nie męczący.

    – Ćwiczenie napełnia ciało duchem /KI, prana/, może być praktycznie dowolnie długo przez minutę, 5 minut, godzinę.

    – Wydechu nie musimy akcentować, lecz musimy z wydechem wysłać nasze kokyu z na-szego centrum.

    Uwaga! Oddychanie skupione w Hara /Tan Tien/ należy stosować w ciągu wszystkich ćwiczeń Budo. Jest to podstawowy sposób oddychania wszystkich mentalnych sztuk walki, choć różne są do niego pozycje i różne istnieją odmiany. Np. cykle kilku ćwiczeń z ruchami rąk i zmianami pozycji jak również Nogare czy Ibuki.

    Praktyki koncentracji najlepiej ćwiczyć w bezpośrednim kontakcie z przyrodą na łonie natury. To samo dotyczy oddechów /jest ich wiele, lecz nie są one celami tej pracy/. Można np. wziąć koc i rozłożywszy go ćwiczyć skupienie w lesie, w parku z dala od za-kładów cywilizacyjnych. Ciało i Ducha należy rozwijać po równo. Dla obu form trzeba poświęcić tyle samo czasu. W końcu dojdziemy do momentu, kiedy każde nasze ćwiczenie będzie wynikiem pracy umysłu i ciała w Wielkiej Harmonii z prawami Wszechświata. Metoda rozwijania ciała i umysłu/ducha/ jednocześnie jest drogą środkową, naj­bardziej optymalną. Szkoły uczące tego to aikido, joga, iaido, shim gum do, tai ch’i czuan. Są to drogi umysłu i techniki, drogi duszy i ciała wśród sztuk Wschodnich. Shim gum do to droga miecza, umysłu podobnie jak iaido. Praktykując koncentrację w siadzie lub innej pozycji trzeba pamiętać iż wykonując inne ćwiczenia i formy ruchu musimy prze-nieść na nie ten stan umysłu. W aikido jest pokaźna grupa ćwiczeń, które szczególnie uczą koncentracji dynamicznej. Zwią się one undo. W dalszej praktyce ruch aikido służy zjednoczenie ciała i duszy, urzeczywistnieniu swojej prawdziwej natury. Praktykując ćwiczenia umysłu musimy wiedzieć iż w początkowej fazie wystarczy poświęcić kilka minut dziennie, tak aby później praktyka była naszym życiem a codzienne życie praktyką. Tylko wtedy osiągniemy cel.

    GLOSARIUSZ

    adźna – ośrodek energii psychicznej, między oczyma, otwór Brahmy, zwany też trzecim okiem

    aikido – droga miłości ducha, sposób życia prowadzący do zjednoczenia z Ki, wiecznym praświatłem
    aiki taiso – zespół ćwiczeń kalistenicznych, masaż ciała, praktykowany w aikido, służy rozwojowi Ki, rozwija w naturalny sposób nasze ciało

    annahata – ośrodek energii w okolicach serca, umiejscowiony na wysokości mostka

    Budo – określenie używane jako nazwa dla wszystkich sztuk walki wywodzących się z Japonii i bazujących na metodzie Zen jako podbudowie filozoficznej

    Budda – osoba, która całkowicie uwolniła się ze wszystkich przywiązań, osiągnęła doskonałe mądrość i ostateczne oświecenie. Budda nie jest Bogiem, lecz jest uważany za wielkiego nauczyciela wiecznych prawd

    Buddyzm – religia i filozofia powstała ok. 2500 lat temu z nauk wiecznych praw głoszonych wówczas przez Siddartha Gautama z rodu Siakjamuni. Po śmierci mistrza idee jego rozpowszechniane przez różnych ludzi przybrały nieco odmienne postacie. Obecnie wyróżniamy kierunki główne w postaci Małego Wozu, Wielkiego Wozu oraz Diamentowego Wozu. Jest to obecnie religia mająca najwięcej praktykujących

    ch’an /czyt. czan/ – praktyczna odmiana Buddyzmu, chiński Zen, nauka oparta na przekazach patriarchów Buddyzmu, którzy głosili wieczne prawdy w Chinach

    ćakram – ośrodek, centrum energii psychicznej czyli prany

    dhjana – medytacja, inspiracja, natchnienie, trzeci wg kolejności etap psychicznego doskonalenia w Jodze

    dharana – koncentracja, drugi etap doskonalenia psychiki w Jodze

    dzuisokukan – jedna z podstawowych metod praktycznych ćwiczeń umysłu w Zen

    hanka – Japońska nazwa pozycji tzw. kwiatu lotosu, czyli siadu skrzyżnego pełnego

    hara – brzuch, ośrodek centralny ciała, okolice fizycznego

    środka ciężkości człowieka. Wewnątrz brzucha w okolicach pępka znajduje się jedno z centrów energii mentalnej zwanej w Jodze praną, w kungfu ch’i a w aikido Ki. Centrum to umieszczone jest w fizycznym środku ciężkości ciała. W Japonii nazywane Seika Noitten lub Seika Tanden, w Chinach tai tien a w sanskrycie znane jako czakram sumdiszdana

    ibuku – jedna z form oddychania opracowana na bazie misogi dla potrzeb specjalnych w nauce karate
    karate – technika walki z użyciem rąk i nóg wywodząca się z Japonii. Obecnie jest wiele szkół nie-raz zwalczających się nawzajem, które są wynikiem stosowania różnych sposobów nauczania lansowanych przez różnych mistrzów. Część szkół oparta jest na nadbudowie filozoficznej Zen
    kekka – półlotos, siad skrzyżny półpełny, nazwa japońska

    ki – energia mentalna, duchowa, zwana też wewnętrzną, może być skupiana i wyzwalana przez ludzi podczas specjalnych praktyk. Jej użycie możliwe zwykle po dość długim treningu zjednoczenia ciała i umysłu. Jest ona również znana jako Chi, lub prana. Występuje w dwóch uzupełniających się postaciach dodatniej i ujemnej. Swoiste użycie dodatniej ki jest podstawą aikido

    kime – skupienie w jednym punkcie, w jednym czasie siły fizycznej i psychicznej oraz jej wyładowanie w celach niszczących

    koan – zagadki filozoficzne do rozwiązywania intuicyjnego, często nie rozwiązalne w sposób dyskursywny Są stosowane w praktyce Zen, specjalizuje się w nich szkoła Rinzai

    kundalini – energia uśpiona, drzemiąca w ćakramie Muladhary jej rozbudzenie praktykowane jest przez Jogów Jest to energia mentalna skupiona i czerpana poprzez ten właśnie jej ośrodek

    Kung fu – nauczanie umiejętności, zwrot określający w zasadzie osiągnięcie mistrzostwa w jakiejś sztuce. Przez ludzi Zachodu przyjęty na określenie chińskich sposobów walki wręcz, pierwowzoru karate. Właściwe chińskie sztuki walki zwie się uszu. Jest ich również wiele odmian.

    manipura – ćakram w okolicy splotu słonecznego

    mantra – specjalny dźwięk lub formuła używana w ćwiczeniach koncentracji lub medytacji. Zwany też mantram.

    misogi – metoda dolnobrzusznego oddychania połączona ze skupieniem się w ośrodku energii znajdującym się w środku ciężkości ciała

    mokuso – japoński termin określający początek medytacji siedząc

    muladhara – ćakram u nasady kręgosłupa

    nirwana – osiągnięcie całkowitego wyzwolenia z kręgu narodzin i śmierci, jak również pełnej mądrości Wszechrzeczy. Centralna idea wielu filozofii praktycznych Wschodu

    nogare – specjalna metoda oddechowa wypracowana na bazie misogi przez niektóre szkoły karate

    om – fonetyczny zapis jednej z mantr stosowanych przez Jogów

    prana – sanskrycka nazwa Ki, praenergii pochodzącej od Natury

    pratjahara – wstępny etap wyższych ćwiczeń psychicznych w Jodze

    sahasrara – największy z ćakramów, znajduje się na szczycie głowy

    samadhi – pełne zjednoczenie, osiągnięcie prastarej wiedzy jest najwyższym etapem ćwiczeń psychicznych w Jodze

    sangha – gmina religijna, bądź klasztor w Buddyźmie. Nazwa używana przez koreański Zen chogie mistrza Sohny Sahna Soen Sa Nima

    satori – japoński termin oznaczający oświecenie, pełne zjednoczenie z Ki oczyszczenie umysłu. Praktyka Zen, aikido i wielu innych dróg prowadzi do satori

    seika tanden – środek ciężkości, nazwa używana w aikido na określenie ośrodka energii wewnętrznej

    seiza – znaczy usiąść, używany też dla określenia siadu japońskiego

    swadhisztana – ćakram w okolicy pępka, w środku ciężkości (Hara)

    susokukan – metoda praktyczna ćwiczeń Zen, jest to najbardziej” podstawowy element praktyki oczyszczania umysłu

    suwari – siad klęczny, japoński znany też jako zazen

    śikantadza – medytacja przez trwanie w pozycji, zwykle siedzącej. Zwykle jest praktykowana jednocześnie jako metoda pustki umysłu, praktykowana przez zaawansowanych adeptów Zen

    tai chi czuan – chińska sztuka walki zaliczana do uszu, oparta na filozofii taoizmu oraz praktyce ch’an
    tan tien – jeden punkt, centrum, ośrodek energii w brzuchu w okolicy pępka /patrz hara, swadhisztana/

    TM – skrót używany na określenie medytacji transcendentalnej

    uke – osoba atakująca w szkołach walki podczas ćwiczeń walki lub pojedynczych technik

    yang /Jang/ – forma Ki lub prany, dodatnia, aktywna, męska

    yoga /joga/ – zespół ćwiczeń psychicznych i fizycznych oparty na bardzo mocnej podstawie filozoficznej, jest metodą zjednoczenia ciała i umysłu, drogą do jedności z Naturą, pierwowzorem Zen

    yoni mudra – prosta metoda wyciszania umysłu i zmysłów stosowana w yodze przed praktyką ćwiczeń psychicznych

    yn /in/ – druga forma Ki /prany/, pasywna, negatywna, żeńska

    wiśuddha – ćakram na końcu serca duchowego leży w pobliżu krtani, ośrodek szyi

    zen – japońska odmiana praktycznego Buddyzmu, w istocie swej Jest formę yogi psychicznej, obecnie nazwa używana jest w odniesieniu do szkół medytacji koreańskich i chińskich. Różne są metody Zen. stąd i różne szkoły jak w Japonii Soto czy Rinzai w Korei Chogie. Zen pochodzi od chińskiego ch’an. Jest to sposób oczyszczenia umysłu i zjednoczenia z Naturę, metoda praktyczna odkrycia w sobie wiecznych prawd poprzez praktykę medytacji w siadzie, mantry, koany.

    CzarneSzczecinek – lato 1980 rok – Praca na Kurs Instruktorów Sztuk Walki

    Ryszard Zenon Matuszewski