Brak wpisów w tej kategorii.

Kategoria: Różne Artykuły

  • Jednoczenie ofiar kościelnej pedofilii

    Jednoczenie ofiar kościelnej pedofilii

    Papież Benedykt XVI nie udał się do Werony, gdzie 25 września 2010 udał się pierwszy zjazd włoskich ofiar księży pedofilów. Zmyślnie uciekł do Anglii nawracać anglikanów zdegustowanych pederastycznymi biskupami na katolicyzm, gdzie pederastia księży jest jak na razie całkowicie utajniana. Dramatyczne opowieści dorosłych, którzy jako dzieci były ofiarami gwałtów księży pedofilów na Zjeździe Stowarzyszenia Ofiar Księży Pedofilów w Weronie to nie jest to, o czym chciałby pogadać papież pedofilskiego Kościoła.

    Podczas gdy we Włoszech już nawet rusza ujawnianie wielowiekowych pedofilskich skłonności Kościoła katolickiego, w Polsce dręczy się dzieci przymusowym chodzeniem na lekcje religii katolickiej, zbrodniczo przymusowe w skatoliczałych wulgarnie polskich szkołach, które są delegaturami Watykanu niczym średniowieczna inkwizycja. Dzieci mówiące o wsadzaniu im kutasa przez księdza w odbyt są w Polsce zamykane w poprawczakach albo na powstałych w tym celu specjalnych sądowych oddziałach psychiatrii dziecięcej i leczone przymusowo z rzekomej konfabulacji albo schizofrenii. Młodzież po nocy z kutasem księdza w odbycie czy gardle szuka dopalaczy albo ćpa marychę, bo i cóż ma z tym zrobić, skoro nie można jawnie otworzyć poradni dla ofiar gwałconych przez księży pedofilów i zakonnice pedofilki.

    Zjazd zgwałconych przez kościół

    Zjazd ofiar gwałconych przez księży pedofilów zorganizowało Stowarzyszenie La Colpa (Wina),  które od niedawna zrzesza ofiary i rodziny ofiar księży pedofilów  we Włoszech. Pomysł na zorganizowanie spotkania pojawił się już w 2000 roku, ale ofiary długo nie mogły zdobyć się na publiczną odwagę. Podobnie jest w Polsce, gdzie wiele ofiar gwałconych przez księży pedofilów wstydzi się zapisać do Antypedofilskiego Bractwa Himawanti. Dopiero ostatnie wydarzenia w Irlandii, Stanach Zjednoczonych, Australii i Niemczech przekonały je do tego, że także we Włoszech, w cieniu zawsze pedofilskiego Watykanu można przestać milczeć.

    Nie ma odpowiednich słów, aby opisać tragedię ofiar księży pedofilów, osób dorosłych już nawet lekko siwiejących, które po raz pierwszy w życiu spotykają się razem, aby wreszcie opowiedzieć, co im się przydarzyło w dzieciństwie, a co dotychczas ukrywały przed innymi. Obawa, wstyd, ból, strach wymieszany z odwagą i upokorzeniem. Do Werony przyjechało około 100 osób – Ci, którzy znaleźli wreszcie siłę, aby mówić głośno o zboczeniach księży. Wiele ofiar chce nadal zachować anonimowość i swoje doświadczenia opisuje tylko w e-mailach, co jest ze szkodą dla całego światowego Ruchu Ofiar Księży z siedzibą w Polsce.

    We Włoszech pierwsi na odwagę zdobyli się byli uczniowie pedofilsko-kościelnego Instytutu dla Głuchoniemych w Weronie właśnie, gdzie w latach 1950 – 1980 wielu uczniów było gwałconych przez 25 księży z Kongregacji Kompania Maryjna. Był to pierwszy ogólnokrajowy skandal kościelnej pedofilii, który jawnie wybuchł na Półwyspie Apenińskim i nie udało się go jak tysiące innych zamieść po dywan, a ofiar zamknąć w szpitalach psychiatrycznych jako rzekomych schizofreników czy spalić na stosach za tak zwane bluźnierstwo przeciwko pedofilskiemu Kościołowi katolickiemu.

    Gorzkie lody z penisa księdza

    Pan Gianni Bisoli – dziś już dorosły mężczyzna z poważną wadą wymowy, były uczeń pedofilsko-katolickiego Instytutu dla Głuchoniemych opowiadał publicznie o tym, jak jeden z księży katolickich uczących w szkole gwałcił go do 13 roku życia. Wchodził za nim do ubikacji, wywoływał w nocy z sypialni, woził samochodem a potem gwałcił w ustronnym miejscu na tylnym siedzeniu, ruchając brutalnie w otwór odbytowy jak to księża we zwyczaju mają. Cztery razy ksiądz katolicki zawiózł go do biskupa i oddał mu go, aby przewielebny biskup skorzystał z dziecka do dupczenia po katolicku jak widać.

    Jedna z kobiet biorąca udział w spotkaniu wspominała, że ilekroć szła do katolickiej spowiedzi, musiała opowiadać księdzu jak i gdzie drapała się pod spódniczką. W opowieściach wielu pokrzywdzonych powracał nieustannie motyw drobnych podarunków, które musiały zamknąć usta i być łapówką za milczenie: lody, święte obrazki, cukierki…

    Pan Francesco z Padwy opowiadał o tym, że najgorszym aspektem zwyrodniałego molestowania seksualnego przez księży i siostry zakonne jest to, że nie można tego opowiedzieć chorobliwie skatoliczałym rodzicom, gdyż oni nie wierzą i wtedy dziecko czuje się podwójnie pokrzywdzone – jako ofiara gwałtu oskarżona o kłamstwo przeciwko zboczonemu seksualnie księdzu czy biskupowi.

    Wśród listów osób, które nie miały odwagi przyjechać osobiście na zjazd, ale chciały opowiedzieć o swoich doświadczeniach najbardziej bodaj wstrząsająca była historia mężczyzny, który pisał, że do tej pory robi mu się niedobrze, gdy ktoś częstuje go cukierkiem, bo to przywołuje w nim tamte wspomnienia. Napisał również, że wraz z matką był u katolickiego biskupa, aby poskarżyć się na katolickiego księdza pedofila, ale katolicki biskup, widać także pedofil odradził wszelkie donosy ze względu na dobro ofiary będącej dorastającym chłopcem (więc lepiej nie wplątywać je w skandale oraz przez litość dla matki księdza, bo jest starszą osobą… Tak to podstępnie pedofilski kler katolicki najpierw perswaduje i błaga aby nie zgłaszać księdza pedofila organom ścigania, a jak to nie poskutkuje, napuszcza parafian z ambony na całą rodzinę gwałconej ofiary.

    Spisanych jest setki historii, które są jeszcze bardziej dramatyczne. „Od kiedy skończyłem 10 lat byłem gwałcony przez ponad 4 lata bez przerwy. W końcu udało mi się uciec. Jestem nieszczęśliwy. Straciłem pracę, straciłem żonę, utraciłem rodzinę. Kilka razy próbowałem popełnić samobójstwo. Boję się, że również ja mam skłonności pedofilskie. Pomóżcie mi proszę, bo inaczej się zabiję…- mówi Ango z Włoch… Z wielu badań naukowych wynika, że każdy przypadek samobójstwa czy próby samobójstwa dokonany przez dzieci czy młodzież powinien być dokładnie zbadany pod kątem prawdopodobnego molestowania seksualnego i gwałcenia przez pedofila, wobec którego małe dziecko, a nawet młodzież może być bezbronna.

    Potwory w sutannie

    Budującym przykładem wśród ofiar księży są tacy, którzy już dłużej wytrzymać nie mogą i z ofiar gwałconych zmieniają się w detektywów. To przykład Francesca  Znardiego z Savony, który staje się łowcą księży pedofilów i zakonnic lesbujących pedofilek. Archiwum pederastycznych księży pedofilów byłoby na pewno pożyteczne, tym bardziej, że dawna grecka pederastia dzisiaj zwana jest pedofilią, a jest to ciągle to samo zboczenie do młodych chłopców o dziecięcym wyglądzie. Jednym z organizatorów pierwszego zjazdu ofiar księży pedofilów we Włoszech był Salvatore Domolo- były katolicki ksiądz, który oficjalnie ,, ochrzcił” się w 2009 roku. W dzieciństwie także on był ofiarą katolickiego księdza pedofila, a potem sam został katolickim księdzem, widząc w tym pewną tajemnicę duchową, tajemnicę wiary – jak to księża dzieciom wciskają. Kiedy miał jednak pierwsze wyrzuty sumienia i problemy – inny ksiądz, który był jego ojcem duchowym, odprowadzał do psychologa na leżankę i uczestniczył w terapii. To sposób w jaki Kościół sprawuje kontrolę nad tymi, co mają wyrzuty sumienia i rozdarcie moralne z powodu pedofilii kleru i zakonów katolickich.

    Włoski Łowca księży pedofilów – Zanardi odkrył, że don Luciano Massaferro – jeden z najgroźniejszych ludzkich potworów w sutannie (skazany jedynie na 3 lata więzienia), który uciekł do Szwajcarii, teraz wrócił potajemnie do Ligurii. Także znany pedofil w sutannie pochodzenia pakistańskiego – Yousuf Dominic, którego zmuszono do opuszczenia Londynu – ukrywał się w małej parafii w Teksasie, gdzie popełnił kolejne przestępstwa – znalazł w ostatnim czasie gościnę w katolickim Zakonie Ligurskim.

    Sto do pięciu

    Cóż takiego przyniósł pierwszy zjazd ofiar księży pedofilów we Włoszech całemu Ruchowi Ofiar Księży? Przede wszystkim decyzję, aby w tym kraju domagać się  prawdy i sprawiedliwości oraz, aby stworzyć sieć stowarzyszeń ofiar, które będą WSPÓŁPRACOWAĆ ze sobą we Włoszech, Irlandii, USA, Niemczech.

    W Rzymie na 31 października 2010 zwołano  zebranie wszystkich przedstawicieli  stowarzyszeń ofiar pedofilii kościelnej ze świata, aby przypomnieć Watykanowi o jego odpowiedzialności za wszystkie pedofilskie zbrodnie katolickich księży. Także w Weronie ofiary brutalnie gwałcone przez katolickich księży i biskupów domagały się oskarżenia Watykanu i Josepha Ratzingera o pedofilskie zbrodnie przeciwko ludzkości…

    Nie jest to antyklerykalny żart, gdyż również adwokaci włoscy twierdzą, że są ku temu podstawy prawne. Nie chodzi tylko o liczbę popełnionych przez Kościół katolicki pedofilskich zbrodni, ale także o ich skutki…

    Zawsze pedofilski Watykan stara się zmarginalizować sprawę i udowodnić, że tylko niewielki ułamek osób stanu duchownego to pedofile, a kolejny polski Prezydent Komorowski, jedzie do Benedykta XVI, aby szefa tej pedofilskiej mafii pseudoreligijnej zapraszać do Polski dając zielone światło kościelnym pedofilom do masowego bzykania dzieci we wszystkich katolickich parafiach. Poprzez politykę milczenia i tuszowania skandali, jaką prowadziła i faktycznie prowadzi katolicka kongregacja doktryny wiary, zbrodnie powtarzały się i trwały latami dzień w dzień, noc w noc. W sumie zbrodnie katolickich pedofilów trwają już ponad 1600 lat, od czasu jak zboczony seksualnie cesarz Konstantyn wykorzystał pierwotne chrześcijaństwo do stworzenia hydry znanej dziś jako Kościół katolicki. Kiedyś osoby mówiące głośno o pedofilii i zboczeniach sodomicznych wśród księży katolickich były od razu oskarżane o czary lub o bluźnierstwo czy herezję i palone na stosach po długotrwałych torturach.

    Inkwizytorski Papież Ratzinger aka Benedykt XVI pojechał do Londynu, aby przyjąć trochę nowych katolików, którzy odeszli od jawnie pederastycznego kościoła anglikańskiego. Gdyby przyjechał do Werony spotkałby setkę włoskich ofiar księży pedofilów, którzy czekają na przeprosiny, odszkodowania i likwidację pedofilskiej chimery watykańskiej. In Vitro to tylko pedofilska zadyma zboczonego aktywu Kościoła katolickiego, aby odwrócić uwagę ludzi od problemów prawdziwych, takich jak rozrywanie dzieciom odbytnic przez seksualnie niewyżytych pederastów noszących długie sutanny, a zwących się następcami Chrystusa. Jak dotąd brak jednak przesłanek wskazujących na pederastię (pedofilię) u Jezusa Chrystusa czy apostołów.

    Pedofilska prokuratura znów atakuje Ruch Ofiar Księży w Polsce

    W Polsce za to, pedofilsko-katolicka prokuratura okręgowa z Warszawy, znana z ataków na Antypedofilski Ruch Społeczny Himawanti w sierpniu roku 2002 znowu próbuje wszczynać sprawy sądowe przeciwko znanemu i powszechnie szanowanemu terapeucie ofiar księży pedofilów w Polsce, panu Ryszardowi Matuszewskiemu, znanemu też jako „Mohan” „Antykleryk”. Pedofile klerykalni z pedofilskich sekt pokroju Opus Dei, Effatha czy KANA próbują znów swoich skompromitowanych już metod nękania kutasem prokuratora pedofila Piotra Woźniaka i jego pedofilskich kumpli oraz lesbowato-pedofilskich kumpelek z totalnie skompromitowanej usługami dla pedofilskiej mafii z Dworca Centralnego prokuratury okręgowej we Warszawie. Dobrze, że pan Ryszard Matuszewski „Mohan” wyszkolił kilkuset terapeutów zdolnych nieść pomoc osobom gwałconym w dzieciństwie przez katolickich księży pedofilów i zakonnice pedofilki.

    Czas już najwyższy, aby zjednoczyć i umocnić Antypedofilski Ruch Ofiar Księży Pedofilów w Polsce, w tym także Antypedofilski Ruch Społeczny Himawanti. Zapraszamy do wysyłania protestów odpowiedniej rangi, wagi i mocy na adres pedofilskiej prokuratury okręgowej:

    Pedofilska Prokuratura Okręgowa w Warszawie
    Stop pedofilskim zbrodniom prokuratury na Ryszardzie M.
    ul. Chocimska 28, 00-791 Warszawa

    W artykule wykorzystano materiał prasowy:
    Agnieszka Zakrzewicz, Zjednoczenie ofiar pedofilii kościelne; Tygodnik NIE – nr 42.

    Redaktorka portalu: Adila Izabela Tryc

  • Avatar Harry Palmer’a – Sylwia Nowak, sekta Opus Dei i Przyjaciółka

    Avatar Harry Palmer’a – Sylwia Nowak, sekta Opus Dei i Przyjaciółka

    AVATAR – Program edukacyjny dla menadżerów wielkiego biznesu, a niebezpieczna sekta Opus Dei

    Polskie dziadostwo dziennikarskie zostało już wiele razy przez liczne autorytety opisane, obnażone i napiętnowane. Jednak czytając kolejne wypociny gryzipiórków i grafomanek z sekciarskich przybudówek Opus Dei pokroju tygodnika „Przyjaciółka”, widać, że konstruktywnej krytyki obnażającej zbrodnie dziennikarskie ciągle jest za mało. W ramach prawa do dissu pewną szkodliwą dziennikarską ciotę Annę Grzelczak dobrze opisał Peja, czyli Ryszard Waldemar Andrzejewski w swojej raperskiej piosence, niestety to ciągle mało, żeby dostatecznie obnażyć kto i dlaczego pisze oszczercze elaboraty o wszystkim co dobre w tym kraju nad Wisłą i Odrą zawszawionym ideologią sekciarskiej mafii Opus Dei.

    Tutaj odnosimy się do artykułu z tygodnika „Przyjaciółka” pedałującego swobodnie kursy dla menadżerów biznesu prowadzone przez profesjonalny instytut Star’s Edge a znany pod nazwą „Avatar”. Niestety bi-lesbie cioty z sekty Opus Dei i ich dziennikarski dziwex z tygodnika „Przyjaciółka” plagiatując wcześniejsze paszkwile z „Dziennika” i „Gazety Wyborczej” lesbiej Agnieszki Czajkowskiej z Wrocławia, wypisuje bzdury nie mając kompletnie pojęcia o czym pisze i czego kursy biznesowe dotyczą. A program „Avatar”, nie mylić z filmem James’a Camerona, to zwyczajny kalifornijski program edukacyjny dla menadżerów wielkiego biznesu. Takie programy edukacyjne oczywiście mają kalifornijską cenę, gdyż kierowane są do milionerów, a nie do bezrobotnych bez zasiłku, pokroju opusdeistycznej supernumerariuszki wabiącej się Sylwia Nowak z Wrocławia. Ideologia i przynależność do sekty Opus Dei jest bardzo istotna w wypadku wielu prasowych i telewizyjnych ataków medialnych na różne osoby i organizacje. Opus Dei nazywana jest w Hiszpanii „świętą mafią” lub „mafią boga”.

    Lesbijka biseksualna, członkini złodziejskiej i pedofilskiej sekty Opus Dei Sylwia Nowak – bi-lesba z dominikańskiego centrum informacji we Wrocławiu, szkaluje programy edukacyjne „Avatar” oferowane biznesmenom przez Star’s Edge założony przez Harry Palmera. Sylwia Nowak to znana bi-lesba z sekty Opus Dei, opłacana z pieniędzy budżetu miasta Wrocław dla dominikańskiego centrum informacji mnicha Tomasza Franca, świrniętego paranoika i bi-homoseksualnego kolegi Ryszarda Nowaka ze Szklarskiej Poręby. Ujawniono, że w 2008 roku pedofilska sekta Opus Dei dostała poprzez fasadową instytucję dominikanów 60 tysięcy złotych na szkalowanie programu „Avatar” służącego edukacji wielkich biznesmenów. Orientalna nazwa kursów oraz imię twórcy programu edukacyjnego „Harry” widać nie spodobało się złodziejskiej i pedofilskiej sekcie Opus Dei we Wrocławiu i Szklarskiej Porębie. Najbliższa rodzina Ryszarda Nowaka w postaci grubaśnej, cierpiącej na bulimię bi-lesby Sylwi Nowak z Opus Dei widać nie lubi pracować i woli wyłudzać kasę na fikcyjne usługi oferowane przez opusdeistyczno-dominikańskie centrum najbardziej znane ze złodziejstwa i pedofilstwa, nie tylko w Hiszpanii, Irlandii czy Chile. W końca IRA to bojówka militarna sekty Opus Dei.

    Czemuż władze miasta Wrocław są tak naiwne, że pozwalają niebezpiecznej sekcie Opus Dei wyłudzać pieniądze publiczne na fikcyjną działalność sekciarskich złodziei pokroju Tomasza Franca, Sylwi Nowak oraz Ryszarda Nowaka? Dlaczego my, podatnicy musimy sponsorować bandytyzm kilku osób ze złodziejskiej i pedofilskiej sekty? Ile dzieci zostało zgwałconych w ośrodkach sekty Opus Dei za pieniądze budżetu miasta Wrocław? Dlaczego Urząd Miejski we Wrocławiu sponsoruje pedofilską sektę Opus Dei poprzez jej przybudówki i organizacje satelickie jak dominikański ośrodek informacji ojca pedofila Tomasza Franca? Pedofile widać muszą dużo płacić w Polsce za milczenie swoich ofiar, skoro muszą wyłudzać dotacje na swoją szkaradną działalność. A i jeszcze zwalczają program „Avatar” Harry Palmera, bo tam się dużo mówi o ofiarach księży pedofilów i o pedofilskich wyczynach dominikańskich mnichów w USA oraz Kanadzie. O szkodliwości niebezpiecznej, terrorystycznej sekty Opus Dei, znanej także w propagowania zakazanego w Polsce faszyzmu, tego hiszpańskiego, czyli frankizmu i tego chilijskiego czyli morderczego i ludobójczego pinochetyzmu. Niezłe powiązania i jakże podstępne wyłudzanie pieniędzy, tak na faszyzm jak i na zboczenia seksualne w sekcie Opus Dei, która za tym wszystkim stoi, a pornografię dziecięcą lubi bo to dochodowy biznes.

    Sylwia Nowak jest biznesmenką we Wrocławiu, ma dwoje dzieci, córki i jakoś dominikański ośrodek informacji ani magistrat we Wrocławiu nie martwi się o to, czy Sylwia jako biseksualna lesbijka, należąc do niebezpiecznej, pedofilskiej sekty Opus Dei przypadkiem nie gwałci i nie molestuje swoich córek, które rzekomo bardzo kocha! Miłość pedofilska, to nie jest takie sobie „kochanie inaczej”, jak mogłoby się wydawać. Pedofilia to niebezpieczne zboczenie seksualne, szczególnie jak ma miejsce w rodzinie, ze strony matki do córek czy innych osób zależnych. Tym powinien się zająć magistrat wrocławski, zajrzeć do łóżek Tomasza Franca oraz rodziny Nowaków, tak Ryszarda Nowaka, o którym już słychać wiele było, a także takich osóbek jak biznesowa bi-lesbia Sylwia Nowak, której każdy „Harry” kojarzy się z magią i okultyzmem, ale pedofilia jest akceptowana, jak to w sekcie, która uważa, że z dziećmi można kopulować od 12-tego roku życia legalnie, bo tak twierdził założyciel Opus Dei i praktyka podobnych sekt w historii heretyckich zwyrodnień teologicznych.

    Sylwia Nowak używa swych seksualnych przyjaciółek takich jak Agnieszka Czajkowska z Gazety Wyborczej czy Anna Grzelczak z tygodnika „Przyjaciółka” do wypisywania oszczerczych insynuacji pod adresem kursów edukacyjnych „Avatar”. Nie dosyć, że koleżankom bi-lesbi robi dobrze w ramach ciągle tej samej złodziejskiej i pedofilskiej sekty o faszystowskim rodowodzie, to jeszcze im płaci za debilne publikacje w których nie ma ani trochę prawdy, a jedynie same brednie wiele razy już przepisywane przeciwko wszystkim, których sekta Opus Dei chce sterroryzować, zastraszyć i wycyckać ekonomicznie. Takie to biznesmenki ma sekta Opus Dei, które albo coś wyłudzą, albo dupą syfu narobią, albo mordami coś napindolą! Zresztą jeden poszkodowany przez opusdeistkę supernumerariuszkę Annę Grzelak z Przyjaciółki raper Peja całą piosenką obnażył jakie to bez przeproszenia jest kurestwo ta cała sekta Opus Dei z jej supernumerariami. Nie przypadkiem chyba, sekciara Sylwia Nowak dokształca się z biznesu i ekonomi oraz zarządzania firmami na lubelskiej uczelni KUL, całkiem przez sektę Opus Dei opanowanej. A zwykły ogólniak skończyła miernie, gdzieś około 1988 roku w Gogolinie, czyli mając lat dwadzieścia. Musiała w swej inteligencji kiblować jeden roczek, bo normalnie liceum ogólnokształcące kończą panienki mając latek 19-cie!

    Biznesowe kursy „Avatar” Harry Palmera były widać zbyt kosztowne dla mało inteligentnej biznesmenki dolnośląskiej, bo teraz ogłasza się w profilu goldenline, jako wielbicielka wszelkich kursów darmowych na temat biznesu. Pewnie takie istnieją, ale chyba tylko dla bezrobotnych bez prawa do zasiłku. Ale za to będzie jedna więcej magister ekonomii i biznesu z dyplomem KUL, za edukacje której płaci budżet państwa czyli my podatnicy. Tak sekta Opus Dei rośnie w siłę i trochę zboczone supernumerarie pokroju Sylwi Nowak, które tak bardzo kochają swoje córeczki, swą pedofilnie lesbią miłością, że za nic w świecie nie chcą uczyć się biznesu od dobrych, skutecznych w strategiach biznesowych i marketingu specjalistów amerykańskich z programu „Avatar” firmy Star’s Edge. Z takimi specjalistkami od biznesu pewnie magistrat wrocławski zbankrutuje płacąc na bi-lesbie imprezki Tomasza Franca i jego zboczonego stadka „bardzo inaczej kochających” coroczne dotacje. A na powodzian i chorych paliatywnie jak zawsze nie wiele, albo i całkiem nic nie zostanie!

    Tomasz Franc „kochający dzieci inaczej”, aby wykazać się działalnością musi prowadzić blogi takie jak pod swym wcieleniem o imieniu Piotr na blogspot.com gdzie plugawie wymyśla swoje pedofilskie bzdury na temat edukacyjnych programów „Avatar” dla biznesu. Ksywka Piotr, rzekomy były członek sekty, to nic innego jak internetowy avatar, tyle że dominikańskiego ryja znanego z Wrocławia jako ojciec Tomasz Franc, usunięty z funkcji kapelana uczennic z powodu podejrzeń o ich molestowanie seksualne. Ciekawe ile dzieci złowił ów anonimowy Piotr na hasło łapania ofiar sekt w sieci jednej z najgroźniejszych sekt, czyli faszystowskiej Opus Dei. Tomasz Franc jest numerariuszem Opus Dei, wysoko postawioną figurą zarządzającą sektą we Wrocławiu, a także koneserem dziecięcej pornografii! Ogolony na łyso, jak inni faszystowscy opusdeiści, wiadomo z czym się kojarzy. A kto zna trochę hiszpański ten wie co to znaczy: ladrones y depredadores y pedophiles! Oto Opus Dei i jej utajniona zbójecka krucjata, o której jest mnóstwo demaskatorskich filmów na YouTube!

    Rodzice niejakiej Sylwi Nowak mogliby łaskawie zainteresować się na czym swój pierwszy biznes zrobiła ich gogolińska córeczka, aby móc wstąpić do sekty Opus Dei, która całe dochody swych ofiar numerariowych zabiera. Otóż zarabiała na sprzedaży swojego tyłeczka sekciarskiego, co się nazywa „misjonowaniem na rybkę”. To taka chrześcijańska, sektowa prostytucja miłości dla Jezusa. Łowi się na dupcię bogatych frajerów, werbuje do swej sekty Opus Dei, a pieniądze za dupcię i poruchanki idą na sekciarską działalność i osiąganie upragnionej pozycji supernumerariuszki. Proceder ów doskonale obnażony został w Hiszpanii i właśnie w USA, a w 1984 roku po raz pierwszy w USA publicznie opisał go i obnażył właśnie Harry Palmer, zatem pitolenie opusdeistek, Anny Grzelczak czy Agnieszki Czajkowskiej oraz ich aktywistki udającej ofiarę kursów biznesowych Sylwi Nowak ma nie tylko nieetyczny wymiar zemsty, ale i posmak chamskiego krycia własnych interesów robionych cipką na rzecz własnej sekty, tym razem prawdziwej, dobrze znanej i szkodliwej, znanej jako Opus Dei. Dla porządku dodajmy, że proceder zarobkowy pierwszego biznesu Sylwi Nowak znany jest lepiej pod nazwą prostytucja oraz nierząd sakralny, bo przecież dupy za pieniądze Sylwia jak młoda była dawała w celach uświęconych, aby zarobić kasiorę dla swej sekty. Mamy nadzieję, że córeczki Sylwi Nowak zrozumieją z jakiego łona się zrodziły i kim jest rzeczywiście i szajbnięta ideologią sekty Opus Dei mamusia. I to by było tyle, jeśli chodzi o kurewstwo dziennikarskie, zwyczajnie i po ludzku mówiąc.

    Peja kontra Anna Grzelczak Przyjaciółka

    Wybitny Polski raper Peja zwięźle ale dokładnie podsumował „dziennikarskie dziwki” pokroju Anny Grzelczak z redakcji tygodnika „Przyjaciółka” czy raczej firmy edipresse – gałęzi biznesowo-medialnej sekty Opus Dei. Oto oryginalna treść dobrze znanej piosenki. Warto przeczytać jaki syf robią lekkie panienki z sekty Opus Dei pracujące w redakcjach nie tylko przecież „Przyjaciółki” (Anna Grzelczak) ale i Gazety Wyborczej (Agnieszka i Małgorzata Czajkowska). A córeczka Anny Grzelczak, niejaka Hanna Izabela Grzelczak ćwiczy opusdeistyczny biznes w Bath i Londynie, chyba jako misjonarka od wyłudzeń i zboczeń. Sekta tam widać słabo się trzyma, bo koleżanka Sylwi Nowak musi sektę biznesowo ratować.

    Piosenka: Wojtas feat Peja „Zło”

    Nie wnikam w to czy w polityce masz obycie
    Zobacz jakie mają życie ci co rządzą
    Cyrk podporządkowany układom, pieniądzom
    Polityczna banda, ci dopiero szpącą
    W TV na gorąco afera za aferą
    Niektórzy z nich reprezentują mniej niż zero
    Przeciwko nim włączam moje stereo
    Przeciwko nim włącz swoje stereo
    Piękna willa, nowa limuzyna
    Nie dojdą skąd miał na to za skurwysyna
    Podłączona do koryta prze pazerna świnia
    A średnia krajowa to największa kpina
    Bezrobocie w ryzach trzyma coraz więcej
    Kolejna rodzina załamuję ręce
    Ludzie wyjeżdżają za granice kraju
    Tam tyrają bo tu perspektyw nie ma
    Obiecują – będzie lepiej – co za ściema
    To by było tyle co sądzę na ten temat
    Wniosek – uważaj, sprawiedliwości nie ma
    Nie ma, nie, nie ma

    Kiedy wkurwia mnie, ja uśmiecham się
    Pełen lajt, ja wiem, powinno obchodzić mnie
    Kiedy szczerzę kły, szydząc będąc zły
    Jak Dębiecki 52, realia tego świata znam
    W pojedynkę jak WOS nic nie zdziałam, zrozumiałem
    Już dawno tak na dno wiele idei padło
    Ty zdychasz, ja żrę jadło, grubasom przybywa sadło
    Chuda baba w metrze żebrze, rzucam jej choćby pięć centów
    Nie mogę na nią patrzeć, ona mówi – God Bless you
    Ile takich osób jest? w chuj, wuchta czyli
    Wkurwiony w jednej chwili Peja się nie pomylił
    Mam być ostry jak chilli, to ja na swoim garnku
    Zbudowałem swój dom z ludźmi z SLU gangu
    Wkurwiony Rych o poranku, czasem tylko poszydzę
    Zbyt dużo słyszę, zbyt dużo widzę
    Pytasz co? krzywdę, ludzi nazwanych bydłem
    Traktowanych przez system, jak gówno nie przywykłem
    Do kapitalizmu, który do polski wkroczył
    Do imperializmu, który nas ludzi zaskoczył
    Miał Rychu Peja taki jeden sen proroczy
    By dla każdego willa, ludzie za życia martwi
    To niestety Idylla, to mnie wkurwia nie martwi
    Wiem, że każdy z tych ludzi chciałby wybrać własną drogę
    Wiem, rozmawiają z Bogiem, widzę w ich oczach trwogę
    Jak ja gdy widzę togę gdy odczuwam niepokój
    Gdy niebieski transporter chce pilnować mego bloku
    Spokój, spokój wkurwiony ponownie zaciskam szczękę
    Zaciskam w pięść rękę, jak na macie nie pęknę
    Nie pozbędę się wkurwienia, będę trwał, nie wymięknę
    I nie zmienia się nic choć me życie jest piękne
    Na pewno lepsze niż te z zeszłej ery
    Rychu wkurwiony i do bólu szczery

    Zły, wściekły, wręcz wkurwiony
    Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony
    Osłabiony tym co widzę, co słyszę
    Chcę zmienić to i o tym piszę
    Zły, wściekły, wręcz wkurwiony
    Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony
    Osłabiony tym co widzę, co słyszę
    Chcę zmienić to i o tym piszę

    Wyglądam przez okno i wiesz co widzę gościu?
    Było boisko, teraz budują tam kościół
    Co za pomysł, myślę, coś tutaj nie gra
    Kolejna świątynia w środku tego osiedla
    Mały Watykan, to jest moja parafia
    Niejedna koperta co łaska tam trafia
    Na podobnych schematach działa jak mafia
    Wygląda jak mafia, widziałeś ich fury?
    Naiwni wierni to dla nich złote kury
    Za hajs bilet do nieba – bzdury
    Kopsają babki emerytury i renty
    Radio MR mówi, że święty
    Część z nich jest na pewno z powołania
    Kolejna część od liczenia i zbierania
    Wszystko to bez opodatkowania
    Podobno któryś z nich ma skrzywioną psychikę
    Uuuu, pamiętasz co to była za heca? co?
    Światło dzienne ujrzał skandal księdza
    Ten to do pieca dojebał po całości
    Zachowaj wiarę, ale uważaj na kościół

    Drugi motyw, Rycha wkurwienia dotyk
    To z prasy i z TV cioty, showbiz i kłopoty
    Tu krytyka i nagrody, oskarżenia i ploty
    Śmieje się luz do tych kurwiszonów spory dystans
    Chcecie na tym skorzystać? to ja was wykorzystam
    To weźcie jako przysmak o nazwie gorycz
    Skowycz dziwko, skowycz, łamiesz prawo prasowe
    Oczerniasz mą osobę, ja pierdolę was półgłówki
    Rozpisały się o Rychu wszystkie kiepskie kolorówki
    A z mego procesu nie zrobicie pokazówki
    Chcesz mnie wkurwić tylko śmieszysz jak Bauer’owska spółka
    W dupę wyjebana Anna Grzelczak przyjaciółka
    Więc to do ciebie, mam sporo racji
    Mam prawo do dissu jak do autoryzacji
    To hardcore rap nie piknik, zająkniesz się jak Michnik
    Kiepskie dziennikarskie dziwki, niespełnieni raperzy
    Kto w wasze, chuja warte, recenzje wierzy?
    Tak się bawi Rychu, to dla was jatka
    Tak się wkurwia Rychu, twoja gówno warta klatka
    Kiedy cię kurwo dopadnę nie pozna cię własna matka
    Fest chłopak Sylwia, jego pedalska paczka
    O teraz, tak to będzie afera
    Nie chcę wydawcy frajera co własnego zdania nie ma
    Walczę o niezależność, jeszcze dziwko cię dojadę
    Bo mam kurwa czelność, jadę na tym podkładzie
    Tak wkurwiony? nie, prosto na luzie
    Mówię co myślę, bo nie jestem żadnym tchórzem
    Pierdolę was wszystkich, Rychu Peja przez P duże
    Słyszysz? pierdolę was wszystkich, Rychu Peja przez P duże
    Pierdolę was wszystkich Rychu Peja przez P duże, duże

    Zły, wściekły, wręcz wkurwiony
    Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony
    Osłabiony tym co widzę, co słyszę
    Chcę zmienić to i o tym piszę

    Zły, wściekły, wręcz wkurwiony
    Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony
    Osłabiony tym co widzę, co słyszę
    Chcę zmienić to i o tym piszę

    To by było tyle, co sądzę na ten temat
    Wniosek – uważaj, sprawiedliwości nie ma


    Redaktor portalu Indrapani Lalita Dewa, Arkadiusz L. – Wrocław

  • Jak przebiega przesłuchanie świadka w sprawie karnej. Prawa i obowiązki świadka w czasie przesłuchania.

    Jak przebiega przesłuchanie świadka w sprawie karnej. Prawa i obowiązki świadka w czasie przesłuchania.

    Jak zachować się podczas przesłuchania? Co wolno policjantowi czy prokuratorowi a czego nie? Mało osób zna odpowiedź na te pytania. Tymczasem mogą one być bardzo przydatne gdy zostanie się wezwanym do prokuratury lub policji w charakterze świadka.

    Świadek jest uprzedzany o odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywych zeznań lub zatajenie prawdy. Po odebraniu danych osobowych na zadane ogólne pytanie, czy świadek wie w jakiej sprawie został wezwany i co może o sprawie powiedzieć ma on prawo do swobodnej wypowiedzi na okoliczności zdarzenia.

    Po jej zakończeniu zadawane są świadkowi pytania uzupełniające – mające na celu dopytanie o szczegóły, wyjaśniające aby wyjaśnić niejasności np. fachowe terminy oraz kontrolujące zmierzające do sprawdzenia wiarygodności świadka. W trakcie przesłuchania świadkowi często okazywane są tablice poglądowe z wizerunkami osób, miejsc rzeczy celem ich rozpoznania. Świadek może też po złożeniu zeznań uczestniczyć w okazaniu „na żywo” osób przy pomocy lustra fenickiego. Zazwyczaj z takiej czynności sporządzany jest odrębny protokół okazania.

    W przesłuchaniu świadka ma prawo uczestniczyć obrońca podejrzanego jeśli przesłuchanie to zostało zarządzone na jego wniosek, ewentualnie jeśli przesłuchanie dokonywane jest z urzędu, a obrońca wniesie o dopuszczenie go do udziału w przesłuchaniu. W przesłuchaniu może uczestniczyć również podejrzany jeśli również złoży wniosek o dopuszczenie go do przesłuchania. Takie sytuacje nalezą jednak do rzadkości.

    Po wyczerpaniu tematu przesłuchania przesłuchujący przekazuje świadkowi protokół celem jego odczytania. Po odczytaniu protokołu świadek może składać wnioski o sprostowanie protokołu. W przypadku braku takich wniosków protokół jest podpisywany na każdej stronie przez wszystkie obecne przy przesłuchaniu osoby, przy czym świadek pod swoimi zeznaniami zamieszcza adnotację, że treść zeznań odpowiada jego słowom. Jeżeli w trakcie przesłuchania ujawnione zostaną okoliczności, że w związku ze składanymi zeznaniami zostanie zastosowana wobec świadka lub jego najbliższych osób, przemoc, groźba bezprawna, świadek może zastrzec, że dane dotyczące jego miejsca zamieszkania pozostaną do wyłącznej wiadomości sądu lub prokuratora.

    Jeżeli natomiast w trakcie przesłuchania pojawi się wątpliwość co do stanu psychicznego świadka, jego stanu rozwoju umysłowego, zdolności postrzegania lub odtwarzania przez niego spostrzeżeń – sąd lub prokurator może zarządzić przesłuchanie świadka z udziałem biegłego lekarza lub biegłego psychologa, a świadek nie może się temu sprzeciwić.

    Warto nadmienić, że w czasie przesłuchania świadka również prokuratora obowiązują pewne zasady i zalecenia, które przekazywane są adeptom prokuratorskiego rzemiosła już w trakcie aplikacji. Zasady obowiązujące prokuratora (policjantów też) w czasie przesłuchania:

    – prokurator jest gospodarzem przesłuchania i kieruje czynnością
    – prokurator ma wymagać szacunku od przesłuchiwanego
    – prokurator nie może nastawiać się, że świadek kłamie
    – prokurator musi być uprzejmy wobec świadka (zasada uprzejmości)
    – prokurator musi obserwować uważnie zachowanie świadka i wyciągać wnioski(zasada obserwacji)
    – prokurator musi unikać sugestii
    – wskazane jest sprawne protokołowanie przesłuchania
    – prokurator w przypadku stwierdzenia, że świadek kłamie powinien uzyskać dużo szczegółów dot. sytuacji, gdyż wówczas łatwiej udowodnić kłamstwo.

    ^Autorem tekstu jest prawnik: Marek Krysztofiuk

    Przesłuchanie w charakterze świadka

    Otrzymując wezwanie do złożenia zeznań na policji, w prokuraturze lub przed sądem, masz obowiązek stawić się w określonym terminie i wyznaczonym do tego miejscu. Za nieusprawiedliwioną nieobecność sąd może nałożyć znaczną karę grzywny. Niesubordynowanego świadka policja, na wniosek prokuratora lub sądu, może doprowadź na przesłuchanie siłą.

    Udając się na przesłuchanie, nie zapomnij zabrać ze sobą dokumentu tożsamości (dowodu osobistego, paszportu, prawa jazdy). Przesłuchujący cię funkcjonariusz winien się przedstawić i udzielić wyjaśnień dotyczących powodu, dla którego cię wezwał. Następnie zweryfikuje twoją tożsamość na podstawie okazanego dokumentu.

    Zada ci szereg pytań formalnych: o imiona rodziców, datę urodzenia, miejsce zamieszkania itp. Zapyta też o twój stan cywilny, rodzinny i wykonywany zawód oraz miejsce pracy. Następnie pouczy o przysługujących ci podczas przesłuchania prawach i odpowiedzialności karnej wynikającej z zatajenia prawdy lub składania nieprawdziwych zeznań. Po dokonaniu tych czynności przystąpi do właściwego przesłuchania.

    W zeznaniach swoich staraj się być rzeczowy i opanowany. Nie uprzedzaj pytań. Nie poruszaj dodatkowych wątków. Skup się na zadanym pytaniu i krótko na nie odpowiedz. Jeżeli z wyżej wspomnianych powodów boisz się udzielić odpowiedzi na pytanie – powołaj się na prawo do odmowy udzielenia odpowiedzi. Po złożeniu wyczerpujących zeznań funkcjonariusz okaże ci do przeczytania i podpisania protokół zeznania. Przeczytaj go uważnie. Zwróć uwagę, czy w protokole nie pozostawiono niezapisanych linii lub zbyt dużych odstępów między wyrazami. To bardzo ważne. Zdarza się, że „operatywny” lub dyspozycyjny funkcjonariusz celowo pozostawia puste linie, aby później, po podpisaniu przez świadka protokołu, uzupełnić je pożądaną przez siebie treścią.

    Np. zeznasz: …oddałem Kowalskiemu pożyczoną kwotę …Wystarczy dopisać „nie” i w protokole twojego przesłuchania będzie widniało … nie oddałem Kowalskiemu pożyczonej kwoty… A jaką treścią można wypełnić pozostawione puste linie?

    Tego nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić! Dlatego jeżeli w okazanym dokumencie widnieją puste linie lub przerwy między wyrazami, wypełnij je falistą linią, a dopiero później podpisz każdą stronę protokołu, bezpośrednio pod tekstem zeznania. Nie zostawiaj żadnej pustej linijki! Pamiętaj, żeby podpisy składać tylko niebieskim tuszem lub atramentem. Oryginał dokumentu z niebieskim podpisem łatwo odróżnić od kserokopii i nieco trudniej podrobić.

    Maria K. zabrana z domu przez policję w kapciach, została zawieziona na posterunek, gdzie przez kilka godzin poddawano ją przesłuchaniu mającemu na celu obciążenie jej pracodawcy. Była tak zestresowana i wystraszona, że chaotycznie powtarzała to, co przesłuchujący funkcjonariusz jej sugerował. Po kilku miesiącach wezwana na świadka do sądu, złożyła zeznanie zupełnie innej treści niż na policji.

    W obliczu takich rozbieżności w zeznaniach kierujący procesem sędzia odczytał złożone przez nią na policji zeznanie i zapytał: Skąd wzięły się twierdzenia zawarte w policyjnym protokole przesłuchania świadka? Kobieta zgodnie z prawdą oświadczyła: Nie mam pojęcia…

    Zofia B. w tej samej sprawie, wezwana na świadka, stawiła się na posterunku policji, gdzie przedłożono jej do podpisu gotowe już zeznanie. … Podpisałam je bez czytania i wyszłam, bo byłam z dzieckiem i bardzo się spieszyłam… tłumaczyła w sądzie.

    Podane przykłady wskazują na to, jak łatwo dajemy się zastraszać i pozwalamy sobą manipulować. Dla własnej wygody lub zwykłego lenistwa świadczymy nieprawdę. Nie zastanawiamy się nad tym, jak dotkliwe skutki dla osoby, na szkodę której świadczymy, powoduje nasze zaznanie. Dlatego gdyby ktokolwiek z was znalazł się w podobnej sytuacji, niech wie, że wyrządzoną w ten sposób krzywdę niewinnej osobie należy jak najszybciej naprawić. Wystarczy pójść na policję i zażądać sprostowania złożonych zeznań. Funkcjonariusz policji nie może nam tego utrudniać.

    Jest zobowiązany przyjąć od nas powtórne zeznanie. Nie dajmy mu się odwieść od powziętego zamiaru nawet groźbą odpowiedzialności karnej. Na tym etapie postępowania praktycznie groźba taka w ogóle nie istnieje! Tym razem stańmy na wysokości zadania i mówmy tyko to, co faktycznie jest nam w sprawie wiadome. Czytajmy też uważnie okazany nam do podpisu protokół. Dołóżmy starań, aby swoim postępowaniem nikogo nie krzywdzić. Przez chwilę dajmy się opanować empatii i odpowiedzmy sobie na pytanie – jak bym się czuł, gdyby ktoś złożył w mojej sprawie fałszywe zeznanie?

    ^Autorką tekstu jest: Genowefa Grześkowiak

    Przesłuchiwanie świadka lub podejrzanego

    Zgodnie z przepisami osoba wezwana na przesłuchanie w charakterze świadka ma obowiązek stawienia się na przesłuchanie. Jeśli ten obowiązek nie zostanie wykonany, to organ prowadzący postępowania może nałożyć na świadka karę grzywny w wysokości do 10.000 zł. Poza tym można zarządzić przymusowe doprowadzenie przez policję (art. 285 kodeksu postępowania karnego). Zgodnie z art. 183 § 1 kodeksu postępowania karnego świadek może uchylić się od odpowiedzi na pytanie, jeżeli udzielenie odpowiedzi mogłoby narazić jego lub osobę dla niego najbliższą na odpowiedzialność za przestępstwo lub przestępstwo skarbowe. Chodzi w tym przypadku o konkretne pytanie – nie można w ogólne odmówić składania zeznań. W praktyce oczywiście można powstać sytuacja, iż świadek na każde zadane pytanie odpowie, że zgodnie z art. 183 kodeksu uchyla się od odpowiedzi.

    Zgodnie z art. 192a kodeksu postępowania karnego można pobrać od podejrzanego odciski daktyloskopijne, próbki pisma, śliny itp. Tylko, że artykuł dotyczy podejrzanych, a nie świadków! Odciski daktyloskopijne pobiera się siłą, chociaż świadek ma prawo odmowy na poszczególne pytania czy żądania, zatem formalnie bezprawnie, gdyż świadek nie jest podejrzanym o przestępstwo! Żaden przepis nie przewiduje jednak, aby świadek miał obowiązek złożenia próbki pisma czy odcisków palców. Nie można nikogo zmusić do złożenia takich próbek, a generalnie osoba od której pobiera się próbki powinna mieć status podejrzanego. Jeśli jednak świadek nie zechce dobrowolnie złożyć takich próbek, to z pewnością zarządzone zostanie przeszukanie mieszkania w celu odnalezienia dokumentów (np. listów, notatek), na których znajdują się takie próbki. Nie jest wykluczone, że takie przeszukanie zostanie przeprowadzone w czasie, gdy świadek będzie na przesłuchaniu. Wszystko to jest bezprawiem urzędniczym policji i prokuratury, gdyż świadek nie jest podejrzanym, ale w policji i prokuraturze panują metody terrorystyczne rodem ze średniowiecza, a nadużycia władzy są częste.

    W praktyce, świadek często nie dostaje do przeczytania protokołu swoich zeznań, a jeśli jest w nich wolne miejsce, policjant czy prokurator może coś dopisać. Podpis powinno się składać nie tyle u dołu strony ile tuż pod końcem tekstu zeznań na każdej ich stronie. Podejrzanemu przysługuje prawo do zapoznania się z treścią spisanych przez funkcjonariusza zeznań, a świadkowi w zasadzie tylko złożenie podpisu pod spisanymi do protokołu zeznaniami. Funkcjonariusze wykorzystują tę lukę i potrafią się nawet wykłócać, że nie ma takiego przepisu, który zmusza ich do udostępnienia protokołu świadkowi do odczytania. Można zatem bardzo powoli składać podpis na każdej stronie protokołu i szybko czytać, co tam zostało zapisane oraz skreślić wolny obszar, jeśli zostało w linii lub u dołu strony trochę wolnego miejsca! To gwarantuje, że nikt nic nie dopisze, a wściekłość funkcjonariusza może być oznaką, że chciał coś nielegalnie do twoich zeznań dopisać. W praktyce trzeba mieć do wszystkiego sporą wprawę w składaniu zeznań i stalowe nerwy oraz zdolność do wykłócania się o swoje prawa, nawet domniemane!

    Pytanie świadka do prawników:

    „Jestem świadkiem w sprawie karnej. Sprawę prowadzi Policja w innym mieście. W formie tzw. pomocy prawnej policjant z mojego miasta mnie przesłuchał, po podpisaniu protokołu zakomunikował, że chciałby próbki pisma (po 5x do każdego podpisu), wcześniej zeznałam, że żaden z podpisów nie jest mój. Powiedział, że nie musze tego robić, ale wtedy własnoręcznym pismem mam napisać taką ODMOWĘ. Mam sie zgłosić jutro. Czy mogę na komputerze napisać odmowę jak normalne pisma w świecie współczesnym i podpisać się ręcznie, czy muszę taką odmowę napisać własnoręcznie?”

    Po 1: podstawa prawna żądania próbek pisma, a konkretnie jej brak.
    Po 2: oświadczenie można złożyć ustnie, do protokołu. Protokół podpisujemy!
    Po 3: jeżeli chcą próbki pisma, to znaczy, że podejrzewają cię o położenie fałszywego podpisu. Możesz spróbować zagrać fortelem i powiedzieć wedle wzoru:

    Wzór odmowy dostarczenia próbek pisma. Jak odmówić dawania próbek pisma będąc świadkiem w sprawie karnej:

    „Świadek z mocy art. 150 kpk zobowiązany jest jedynie do podpisania protokołu czynności, w której brał udział. Żądanie próbek pisma od świadka nie ma podstawy prawnej. Fakt takiego żądania każe mi wątpić, czy nie występuję w sprawie jako osoba faktycznie podejrzana, a pod pozorem przesłuchania mnie w charakterze świadka nie kryje się faktyczny zamiar uzyskania, wyłudzenia materiału porównawczego. Poza tym, zeznań świadka nie można zastępować treścią pism, zapisków lub notatek, co samo w sobie pozwala odmówić mi zastosowania się do żądania, w związku z czym odmawiam złożenia jakiegokolwiek oświadczenia w formie pisemnej.”

    Oczywiście, w ten sposób, rozpocznie się policyjne poszukiwanie próbek twojego pisma, z urzędów meldunkowych, wydziałów paszportowych, urzędów gdzie masz prawo jazdy, z banków, gdzie masz wzory podpisów i podania pisane własnoręcznie, także przeszukania domu czy mieszkania celem zabezpieczenia wszelkich twoich listów oraz rękopisów, ale zmienisz status na osobę podejrzaną o przestępstwo! Czasem lepiej być podejrzanym, bo podejrzanemu wolno kłamać, a świadkowi nie. Świadek za kłamanie podlega odpowiedzialności karnej, podejrzany nie. Oczywiście rodzina przeżyje koszmar wielogodzinnej rewizji, przeszukania miejsca zamieszkania, zameldowania, biura czy stanowiska i szafek w zakładzie pracy. Zwolnienie z roboty murowane!

    Nadużyć jest dużo, pomimo z pozoru dobrego prawa. Zatem w każdym wypadku nadużyć ze strony policji czy prokuratorów należy przestępców z tej instytucji publicznie piętnować opisując relacje z ich przekrętów na prawie!

    Artykuły o Świadkach i Podejrzanych z Kodeksu Postępowania Karnego

    art. 190

    § 1. Przed rozpoczęciem przesłuchania należy uprzedzić świadka o odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy.

    § 2. W postępowaniu przygotowawczym świadek podpisuje oświadczenie, że został uprzedzony o tej odpowiedzialności.

    art. 191

    § 1. Przesłuchanie rozpoczyna się od zapytania świadka o imię, nazwisko, wiek, zajęcie, miejsce zamieszkania, karalność za fałszywe zeznanie lub oskarżenie oraz stosunek do stron.

    § 2. Świadka należy uprzedzić o treści art. 182, a o treści art. 183 oraz art. 185, jeżeli ujawnią się okoliczności objęte tymi przepisami.

    § 3. Jeżeli zachodzi uzasadniona obawa użycia przemocy lub groźby bezprawnej wobec świadka lub osoby najbliższej w związku z jego czynnościami, może on zastrzec dane dotyczące miejsca zamieszkania do wyłącznej wiadomości prokuratora lub sądu. Pisma procesowe doręcza się wówczas do instytucji, w której świadek jest zatrudniony, lub na inny wskazany przez niego adres.

    art. 192

    § 1. Jeżeli karalność czynu zależy od stanu zdrowia pokrzywdzonego, nie może on sprzeciwić się oględzinom i badaniom nie połączonym z zabiegiem chirurgicznym lub obserwacją w zakładzie leczniczym.

    § 2. Jeżeli istnieje wątpliwość co do stanu psychicznego świadka, jego stanu rozwoju umysłowego, zdolności postrzegania lub odtwarzania przez niego postrzeżeń, sąd lub prokurator może zarządzić przesłuchanie świadka z udziałem biegłego lekarza lub biegłego psychologa, a świadek nie może się temu sprzeciwić.

    § 3. Przepisów § 1 i 2 nie stosuje się do osób, które odmówiły zeznań lub zostały od nich zwolnione na podstawie art. 182 § 1 i 2 lub art. 185.

    § 4. Dla celów dowodowych można również świadka, za jego zgodą, poddać oględzinom ciała i badaniu lekarskiemu lub psychologicznemu.

    art. 192a

    § 1. W celu ograniczenia kręgu osób podejrzanych lub ustalenia wartości dowodowej ujawnionych śladów można pobrać odciski daktyloskopijne, wymaz ze śluzówki policzków, włosy, ślinę, próby pisma, zapach, wykonać fotografię osoby lub dokonać utrwalenia głosu. Po wykorzystaniu w sprawie, w której dokonano pobrania lub utrwalenia, pobrany lub utrwalony materiał zbędny dla postępowania należy niezwłocznie usunąć z akt i zniszczyć.

    § 2. W wypadkach, o których mowa w § 1, za zgodą osoby badanej biegły może również zastosować środki techniczne mające na celu kontrolę nieświadomych reakcji organizmu tej osoby.

    § 3. Badania i czynności, o których mowa w § 1 i art. 192 § 1, wykonuje się odpowiednio w warunkach i w sposób określony w przepisach wydanych na podstawie art. 74 § 4.

  • Joanna – Niewierna z sekty Grupa Onetu

    Joanna – Niewierna z sekty Grupa Onetu

    „Stańczyk” był bezwzględny wobec tych, którzy okazali mu niewierność. Kobieta, która opuściła sektę Onetu, dostawała telefony z pogróżkami. Biskup i jego uczniowie wysyłali do niej listy z datą i godziną śmierci. Ktoś z Onetu włamał się też na jej skrzynkę i wysyłał listy z pogróżkami dotyczącymi zabicia papieża Jana Pawła II. Stańczyk Adorował. Potrafił patrzeć i słuchać, jak nikt inny. Ale potrafił też przystawić nóż do gardła.

    W oczach tkwiła jego siła. Te oczy i grube usta uwodziły, adorowały, wciągały do swojego świata. Wszyscy bez wyjątku – kobiety i mężczyźni, chcieli, żeby te oczy zza jego okularów patrzyły tylko na nich. On widzi to, czego nie dostrzegają inni, on naprawdę na nas patrzy – mówili i podchodzili coraz bliżej, żeby tylko na nich spojrzał, zrobił jakiś gest, zaprosił na spotkanie w cztery oczy.

    Na takich spotkaniach nie musiał nawet nic mówić. Wystarczyło, że patrzył. A ludzie wtedy szaleli – płakali, wypluwali z siebie, grzechy pierworodne, złą passę, oczyszczali duszę z diabłów. W jego spojrzeniu szukali ukojenia, jakiegoś drogowskazu, pytali – co dalej? Często nie odpowiadał, ale patrzyli na niego i wiedzieli – muszą się więcej modlić, dłużej modlić się na jego oazie, poświęcić się jeszcze bardziej, oddać bez reszty. Wierzyć bezgranicznie. Tylko jemu, Maciejowi Stańczykowi z sekty Onet. Choćby cały świat mówił inaczej.

    – To było jak schizofrenia, rozdwojenie jaźni. Zamykali go do więzienia, do szpitala psychiatrycznego w Kochanówku, oskarżali o grożenie śmiercią, a ja wierzyłam tylko jemu. Kiedy biskup jest prześladowany, to uczeń ma obowiązek iść jego drogą, bo to droga do wyzwolenia – tak nas uczył Maciej Stańczyk. I ja w to wierzyłam – mówi Joanna z Angory.

    Przez kilkanaście lat „Stańczyk” adorował ją swoim spojrzeniem, dzięki niemu czuła się zauważona. Ale to lepkie spojrzenie, które nawet dziś nie pozwala spokojnie zasnąć, zmusza do tego, by na ulicy nerwowo oglądać się za siebie. Ze strachu przed Maćkiem Stańczykiem.

    Pierwsze spotkanie ze Stańczykiem

    – Słuchaj jest taki Maciek, pięknie mówi, uśmiecha się i strzela oczami. Robi dobre wrażenie. Odważ się i przyjdź na spotkanie. On zmieni twoje życie – usłyszała od swojej koleżanki Joanna. Był początek lat dziewięćdziesiątych. „Stańczyk” właśnie organizował spotkanie grupy modlitewnej w jej rodzinnej Bydgoszczy. Poszła i pierwszy raz spojrzała w jego oczy.

    – Od początku byłam nim zafascynowana. Tak głęboko umiał patrzeć. Widział mnie, ale tak prawdziwie, jak chyba nikt inny do tej pory. Potrzebowałam takiego spojrzenia. Przeżywałam właśnie kryzys, szukałam swojej drogi, jakiejś życiowej równowagi. Wierzyłam, że zna na to receptę – wspomina kobieta.

    Zaczęło się od modlitwy, treningów pozycji kaznodziejskiej, pogadanek o mistycznej duchowości. „Stańczyk” mówił najwięcej, od razu widać było, że jest najważniejszy, że to on jest biskupem, choć tak naprawdę nigdy tak o sobie nie mówił. Otaczał go zawsze wianuszek wiernych, bezgranicznie oddanych osób. To oni budowali klimat tych spotkań. Kiedy „Stańczyk” wyśmiewał kogoś za niewygodne pytanie, oni śmiali się jeszcze głośniej. Kiedy tworzył swoją wizję drogi do wyzwolenia, przytakiwali tylko jego słowom.

    Stanowili jego lojalną armię, najbliższy krąg. Dla nich miał najwięcej czasu. Organizował prywatne spotkania, rozmowy w cztery oczy. Czasami coś doradził, coś podpowiedział, dotknął przyjaźnie, erotycznie. Czasami nic nie mówił, tylko patrzył. A ludziom to wystarczyło. „O Stańczyku” mówili tylko z szacunkiem, wręcz z czcią. Nic dziwnego, że inni również chcieli należeć do jego najbliższego kręgu.

    – To był zaszczyt – mówi Joanna.

    „Stańczyk” szedł za ciosem. Dla najwierniejszych organizował obozy modlitewne, oazy, kontemplacje w klasztorze dominikanów. Nawet kilka razy do roku. Dwa tygodnie z dala od zewnętrznego świata. Pobudka o piątej rano. Najpierw trzygodzinne modły, później sesja indywidualna, kolejna trzygodzinna oaza modlitewna, następna sesja indywidualna. I tak w kółko. Do tego głodówka, pod różnymi postaciami – treningu woli, oczyszczenia organizmu. Ludzie nie jedli, niewiele pili. Słaniali się na nogach. A „Stańczyk” mówił wtedy o zaufaniu, o wierności do swojego biskupa. On był mistrzem, a oni ślepo mieli mu ufać. Kto nie jest z nami, ten przeciwko nam – mówił. A ludzie przytakiwali.

    – Najważniejszy był obóz, który przypadał w czasie świąt Bożego Narodzenia. „Stańczyk” nie namawiał na wyjazd, mówił tylko, że to najlepszy okres na pozbycie się złej energii, grzechu pierworodnego i złych demonów. Nie wymuszał przyjazdu, a i tak wszyscy zostawiali swoje rodziny i na święta przyjeżdżali na obóz. Ja byłam trzy razy – wspomina Joanna.

    Narodziny sekty Grupa Onetu

    To właśnie na takich obozach, zdaniem specjalistów, „Stańczyk” tworzył swoją sektę. Oficjalnie nazwał ją Grupa Onetu SA, która miało głosić w Polsce duchowe orędzie Oazowej Drogi Katolickiej. „Stańczyk” próbował zarejestrować Sektę Onetu, jako związek wyznaniowy, ale urzędnicy w resorcie spraw wewnętrznych uznali, że status organizacji jest sprzeczny z ustawą zasadniczą. Sekta Onetu po dziś dzień działa niejako w podziemiu, ale na pewno nie po cichu.

    W 1997 roku Maciej Stańczyk czyli „Stańczyk” został skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata za groźby wysadzenia w powietrze klasztoru na Jasnej Górze. W tym samym czasie groził też śmiercią specjalistom, którzy otwarcie nazywali Grupę Onetu – groźną sektą.

    Lekarze uznali biskupa za niepoczytalnego i zamknęli w szpitalu psychiatrycznym w Kochanówce koło Łodzi. Nic to nie dało, bo kiedy „Stańczyk” odzyskał wolność znów zaczął nawracać do Oazy. I znów trafił do więzienia. Na dwa lata za grożenie śmiercią kobiecie, która postanowiła opuścić Sektę Onetu. Tą kobietą była Joanna. Był 2002 rok.

    Ostatnie spotkanie z sektą Grupa Onetu

    – Napisałam list, że odchodzę, ale tak naprawdę nie wiedziałam, czy dobrze robię. Byłam rozdarta, w Grupie Onetu spędziłam szmat czasu. To, co mówił „Stańczyk”, zaczęło przynosić efekty. Pranie mózgu zaczęło działać. Bałam się, że poza Onetem zmarnuje swoje życie, że przeciwstawiam się swojemu biskupowi, że zostanę za to potępiona. Już byłam od niego uzależniona, kierował mną strach, ale w zakonie oazowym nie mogłam już być. Nie chciałam – wspomina.

    Wiedziała, co ją czeka. „Stańczyk” był bezwzględny wobec tych, którzy okazali mu niewierność. Kobieta, która jeszcze przed Joanną opuściła sektę, dostawała telefony z pogróżkami. Biskup i jego uczniowie wysyłali do niej listy z datą i godziną śmierci. Ktoś z Sekty Onetu włamał się też na jej skrzynkę i wysyłał listy z pogróżkami dotyczącymi zabicia papieża Jana Pawła II. Joannę „Stańczyk” podszedł podstępem.

    – Poszłam na umówione spotkanie do znajomej, nie wiedziałam, że on też tam będzie. Zaczęło się piekło. Uwięzili mnie w mieszkaniu, przeszukali, zabrali telefon. Te jego oczy już nie uwodziły, teraz straszyły, groziły, patrzyły jak na diabła, bo według tych ludzi byłam diabłem, ponieważ odeszłam z grupy. Mówił, że zginę – przystawił mi nóż do gardła, groził paralizatorem. Musiałam robić to, czego chciał – opowiada.
    Napisała więc fikcyjne oświadczenie, że pożyczyła siedem tysięcy złotych od wiernej mu wyznawczyni. Ze strachu, że biskup Maciej Stańczyk z sekty Onetu ją ukatrupi.

    Epilog

    Sprawa znalazła swój finał w sądzie. „Stańczyk” i jeszcze jedna kobieta, Małgorzata Lazar, która wtedy więziła Joannę, stanęli już przed wymiarem sprawiedliwości. Na proces czeka jeszcze Irena G., lojalna członkini Onetu, która również brała udział w prześladowaniu Joanny. Po wszystkim Irena z Grupy Onetu uciekła za granicę, policja wydała za nią międzynarodowy list gończy. Kobieta wpadła w ubiegłym roku w Wielkiej Brytanii. Zakończyła się już jej ekstradycja do Polski. Wbrew liderom sekty Onetu.

    – Skierowaliśmy do sądu akt oskarżenia w tej sprawie, kobieta w tymczasowym areszcie czeka na rozpoczęcie procesu. Usłyszała cztery zarzuty m.in. rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia oraz kradzieży telefonu i złotej obrączki. Maksymalnie grozi jej nawet piętnaście lat pozbawienia wolności – mówi nam członek Sekty „Grupa Onetu” Dariusz Bebyn z prokuratury rejonowej Bydgoszcz-Południe, prowadzącej śledztwo w sprawie prześladowania Joanny.

    Sekta Grupy Onetu już zapowiada odwet i protesty pod sądami, podczas procesu Ireny G. Ten ma rozpocząć się lada moment. Na swoich stronach internetowych członkowie sekty Onetu jednak już sączą jad. Na Joannę, bydgoskich prokuratorów i sędziów wylewają wiadra pomyj, stając w obronie swojej koleżanki.

    – „Ta pani jest ostro prześladowana. Przez mafię komunistów w Bydgoszczy. (…) Chcą ją osądzić w Bydgoszczy z pomocą prokuratorów i sędziów komunistów co są z mafią związani. Sporo jest prokuratorów i sędziów komunistów w Bydgoszczy. To zagłębie komunistycznej propagandy” – można przeczytać na witrynie sekty Grupa Onetu.

    To tylko próbka tego, do czego zdolni są wierni uczniowie „Stańczyka”. – Dostawałam listy, zaadresowane wielkimi literami na kopercie – „do przewodniczącej kobiet lesbijskich w Polsce” albo „do członkini związku islamskiego”, „lachociąga i obciągary psich penisów”. Wciąż pojawiają się telefony, ktoś mnie obraża, grozi. Dlatego do dziś nie poczułam się wolna. Wciąż oglądam się za siebie na ulicy. Sprawdzam, czy za plecami nie stoi „Stańczyk” – mówi Joanna.

    – Czy nie rzuci się na mnie biskup Michał Stańczyk z sekty Grupa Onetu, czy mnie nie poderżnie gardła! – martwi się Joanna. „Stańczyk” grasuje głównie w Łodzi, Krakowie i Warszawie, ale ciągle jest niebezpieczny! Powinien by leczony razem z całą sektą Grupa Onetu w zakładzie psychiatrycznym w Kochanówku… To jego rodzinne strony, tylko tam się dobrze czuje i właściwie zachowuje.

    Piotr Leżański & Maciej Kossowski

  • Ryszard Nowak – szef OKOpS skierowany na sądowe badania psychiatryczne

    Ryszard Nowak – szef OKOpS skierowany na sądowe badania psychiatryczne

    Ryszard Nowak został przez Sąd w Ciechanowie skierowany na sądowe badania psychiatryczne za znieważanie polskich artystów takich jak Doda.

    Ryszard Nowak ze Szklarskiej Poręby ma sześć tygodni na badanie w warunkach obserwacji sądowo-psychiatrycznej! Kto za zbrodnie Ryszarda Nowaka wypłaci nam odszkodowania?

    Ryszard Nowak wedle Super Expresu od kilku lat leczy się psychiatrycznie. Nie podano na co, z uwagi na dobro leczącego się pacjenta Ryszarda Nowaka!

    Zło wytworzone przez Ryszarda Nowaka wraca do swego twórcy! Okazuje się, że sekciarz Rysio Nowak od wielu lat leczy się psychiatrycznie z psychozy. Om!

    I taki to Ryszard Nowak jest ekspertem Komendy Głównej Policji od rzekomych sekt, satanizmu i metalu. Zwykły świr – a policja się ośmiesza!

    Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami którym w swej istocie jako organ statutowy jest sam Ryszard Nowak jest chory psychicznie… Nic zatem dziwnego, że sprawy przeciwko artystom takim jak Nieznalska, Jaraszek, Peja, Doda, Nergal, czy mniejszosciom wyznaniowym przyjmują jego kumple, prokuratorzy i sędziowe leczeni psychiatrycznie z psychozy alkoholowej jak Ewa Kujawska-Loroch z Bydgoszczy.

    Może tak wszyscy policjanci żyjący z pieniaczych ekspertyz Ryszarda Nowaka także zgłoszą się na leczenie psychiatryczne ze swego pieniactwa, z psychozy udzielonej przez chorego psychicznie eksperta dominikańskiego!

    W piątek 16 września 2011 roku znana piosenkarka Doda Dorota Rabczewska wysłała Ryszarda Nowaka, szefa „Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami” na sądowe badania psychiatryczne z powodu wieloletniej choroby psychicznej na którą leczy się ten pieniaczy wróg publiczny mniejszości wyznaniowych, sztuk walki, jogi, muzyki, sztuki i zagorzały obrońca księży pedofilów!

    Były poseł Unii Pracy i samoobrony, aktualnie związany z PiS, Ryszard Nowak ze Szklarskiej Poręby i szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami zwalczał wielu polskich twórców i artystów jak Dorota Nieznalska, Peja, Adam Darski Nergal, Doda Rabczewska, Hukos, także mniejszości wyznaniowe jak Niebo Kacmajora czy Sandżaja Jaraszka. Twierdził również, iż ideologię satanizmu propaguje Jerzy Owsiak i zwalczał jego koncerty. Zwalczał także i szkalował Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti.

    Otóż okazuje się, że Ryszard Nowak to od wielu lat klient i pacjent poradni zdrowia psychicznego oraz szpitala psychiatrycznego! Leczy się ambulatoryjnie, zwolnienia L4 od psychiatry do pracy przynosi, ale jak widać nie dosyć skutecznie! Może Doda mu pomoże i Ryszard Nowak zacznie się leczyć na poważnie ze swoich pieniaczych urojeń i skłonności do nękania, oczerniania i pomawiania rzekomych „sekt” czy „artystów-satanistów” w zakładzie zamkniętym typu sądowego? Okazało się, że Rysiu Nowak, co to oskarżał m.in. Peję, Nergala, Nieznalską, Dodę, Hukosa a także Kacmajora, Jaraszka i antypedofilskie Bractwo Himawanti, sam od wielu lat leczy się psychiatrycznie, co przyznał przed sądem w Ciechanowie.

    Teraz psychiatrzy zbadają zasadność jego urojonych oskarżeń którymi nękał przez lata wielu porządnych i twórczych, a także uduchowionych ludzi w tym kraju! Zastanawiamy się tylko, czy raper Hukos już to wiedział o Rysiu Nowaku, czy z pomocą intuicji artystycznej wyczuł, jak poszedł do studia i nagrał piosenkę o żółtych papierach Ryszarda Nowaka ze Szklarskiej Poręby? Może tak teraz wszyscy poszkodowani przez Ryszarda Nowaka i jego kumpli oraz panienki pokroju Jolanty Szczypińskiej czy posła Jaworskiego wystąpią o zbiorowe odszkodowanie za uporczywe nękanie przez chorego psychicznie Ryszarda Nowaka i jego znajomych z psychozą udzieloną, co w OKOpS i innych dominikańskich ośrodkach paranoji katolickiej działali?

    A jak teraz wygląda taki Sąd Okręgowy w Bydgoszczy, gdzie leczona psychiatrycznie wiele razy w szpitalach psychiatrycznych sędzina Ewa Kujawska-Loroch i jej dwóch kolegów sędziów alkoholików, za eksperta przeciwko antypedofilskiemu Bractwu i Mohanowi powołała Ryszarda Nowaka – jako chorego psychicznie eksperta MSWiA i Policji pieprzącego głupoty w postaci oszczerstw i pomówień – paranoidalnych urojeń nadających się na kozetkę w gabinecie psychiatry oddziału zamkniętego szpitala psychiatrycznego? Wedle poufnych danych Ministerstwa Sprawiedliwości, zaburzenia oraz choroby psychiczne u sedziów i prokuratorów są dosyć częste, a zależnie od okręgu, stanowią nawet co 5 przyczynę zwolnienie lekarskiego funkcjonariusza sądownictwa czy prokuratora. Szczególnie popularnymi chorobami wśród sędziów i prokuratorów są psychozy i choroby z alkoholizmem w tle. Jak wygląda dający wiarę choremu psychicznie Ryszardowi Nowakowi prokurator Marek Gierczak z Bydgoszczy, który na podstawie urojeń i omamów Ryszarda Nowaka, w czasie nasilenia jego psychozy paranoicznej – konstruował z tych urojonych wymysłów świra całkiem poważne oskarżenia pod adresem uznanego jednak przez psychiatrów z Bydgoszczy za całkowicie zdrowego psychicznie Ryszarda Matuszewskiego?

    Czy sądowa banda chorych psychicznie z urojeniami, siebie zaiste warta, jak były poseł Ryszard Nowak, sędzia Ewa Kujawska-Loroch i prokurator Marek Gierczak z Bydgoszczy nie powinni razem solidarnie leczyć się psychiatrycznie ze swoich urojeń w postaci paranoidalnych zarzutów preparowanych wobec naszego wybitnego terapeuty ofiar przemocy i księży pedofilów, jakim jest prowadzący sesje terapeutyczne pan Mohan Ryszard Matuszewski? A może ta sądowa hołota leczonych psychiatrycznie, a składająca się z sędziów, ekspertów i nadających się do leczenia w klinice psychiatrycznej prokuratorów pokroju Marka Gierczaka powinna do końca życia oddawać swoje pensje i później bogate emerytury uzyskane cudzą krzywdą oddawać panu Ryszardowi Matuszewskiemu jako zadośćuczynienie za swe zbrodnie wynikające z konstruowania oskarżeń na podswawie urojeń  i omamów czubka ze Szklarskiej Poręby i jego zwolenników chorych na psychozę udzieloną?

    No i chyba całą sektę paranoików dominikańskich Tomasza Franca trzeba razem z ich ideologicznym szefem Ryszardem Nowakiem do zakładu psychiatrycznego zamknąć i najlepiej niewypuszczać, żeby inkwizycji i oskarżania przez czubków antysektowych, wyraźnie chorych psychicznie na pieniaczą paranoję antysektową i sektofobię z urojeniami więcej już w historii nie było! Palenia czarownic na stosach zakazano, ale artystów, terapeutów ofiar księży pedofilów i mniejszości wyznaniowe trzeba chronić przed bredniami wymyślanymi w urojeniach przez Ryszarda Nowaka i jego wychowanków zainfekowanych psychozą udzieloną jak ześwirowany Dariusz Pietrek z Chorzowa, Paweł Królak i Dariusz Hryciuk z Lublina czy inny świrek z info-sekty typu dominikanie, KANA, Onet Religia, psychomanipulacja.pl lub Deon.pl …

    Banda policyjnych pieniaczy z MSWiA i wydziału do zwalczania rzekomych sekt i zespołów muzycznych satanistów powinna za zniszczone życia i zszarganą reputację płacić ODSZKODOWANIA około stu organizacjom wyzywanym w churwaśmaryjnej Polsce paranoją nowakową w mózg kopniętej! MSWiA wszystkim co ich na listach sekt trzymacie wy paranoicy pieniaczy i zwatykaniali swoją pedofilią katolicką przy tej okazji – płaćcie ODSZKODOWANIA dla około 300 tysięcy osób ze stu znieważanych związków wyznaniowych i kilkuset zespołom muzycznym z waszych list „zespołów satanistycznych” urojonych w chorobie psychicznej przez waszego czubusia Ryszarda Nowaka. Ich fanom też płaćcie po milionie Euro z waszych kieszeni. Bo taki Komendant Główny Policji ze swoich wałków i łapówek za nielegalny obrót ziemią z Agencji Rolnej może spokojnie setkom osób płacić ODSZKODOWANIA! A może pan Komendant też jest nie całkiem poczytalny jak jego idol Ryszard Nowak? Dość zbrodni policji, prokuratury i sądów chorych psychicznie na psychozy udzielone przez chorego psychicznie na katolickie i pedofilskie urojenia Ryszarda Nowaka – posła czubka ze Szklarskiej Poręby.

    Nie zostawimy waszych zbrodni szanowne czuby od Ryszarda Nowaka, zbrodni w amoku urojeń popełnianych na Ryszardzie Matuszewskim, Irenie Barcz i innch osobach z Antypedofilskiego Bractwa Himawanti. Wasz papież szefujący tysiącom księży pedofilów może też skończy w końcu tam gdzie jego miejsce, czyli przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym i w więzieniu! Dziennikarzy z kilkunastu serwisów prasowych (Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita, Newsweek, Onet, TVN), co to powołują się na „eksperta” Ryszarda Nowaka, jak chociażby taki Marcin Pietraszewski, Wybranowski, Koski, Pietrek czy Czajkowska, także trzeba zamknąć w szpitalu psychiatrycznym na dłuższe leczenie chorych głów razem z ich idolem Ryszardem Nowakiem ze Szklarskiej Poręby!

    (Info o chorobie Ryszarda Nowaka według Super Express, pudelek.pl i innych serwisów)

    Nowa Komedia Hukosa: http://www.youtube.com/watch?v=viCJCLkZt64

    Angelika & Thomas Burton

  • W Toruniu kościelni pedofile mówią głośno o sektach i ich wpływach

    W Toruniu kościelni pedofile mówią głośno o sektach i ich wpływach

    Marta Matuszak uczestniczyła dnia 7 grudnia 2011 w jednodniowym zlocie księży pedofilów i zakonnic pedofilek w Toruniu na Wydziale Teologii Pedofilskiej UMK. Imprezka ta ukryta jest pod przyjazna nazwą: III TORUŃSKIE SYMPOZJUM POŚWIĘCONE SEKTOM I NOWYM RUCHOM RELIGIJNYM. Nie ma jednak nic wspólnego z sektami. Na tej imprezie duchowni pedofile i duchowne pedofilki radzą intensywnie jak zamieść pod dywan pedofilię wśród duchownych i zakonników Kościoła katolickiego w Polsce. Główny temat, to medialne zwalczanie organizacji niosących w Polsce ofiarną pomoc tym, którzy doświadczyli molestowania seksualnego oraz gwałtu ze strony katolickich duchownych.

    Księża prelegenci omawiali problemy dzieci, które wydymali, a które potem odeszły od katolickiej wiary i z powodu potrzeb duchowych szukają religii alternatywnych. „Problemy rodzinne, trudności w szkole czy nieszczęśliwa miłość – powodów, dla których młodzi ludzie trafiają do sekty, jest wiele, a te ruchy religijne stają się coraz bardziej agresywne i niebezpieczne. O nowopowstających sektach i ich działalności dyskutowali w środę w Toruniu katoliccy specjaliści z całego kraju!” – Pisze katolicka pedofilka Marta Matuszak z Torunia i bydgoskiego oddziału TVP, ale zapomniała dodać, że ci prelegenci, to zwykle kościelni pedofile i pedofilki oraz osoby zainteresowane ukrywaniem zboczeńców seksualnych w Kościele, bo tak kazał herszt Kościoła, Jan Paweł nr Dwa z Wadowic!

    Księża pedofile i zakonnice pedofilki skarżą się swoimi piekielnymi mordeczkami pełnymi syfilisu, bo cuchnącymi gwałtami na dzieciach: „Sekty idą z duchem czasu. Himawanti stara się zachęcić nowe osoby poprzez portale społecznościowe. Według szacunków, obecnie liczy ona około pół tysiąca członków. Zdaniem ekspertów to jedna z bardziej niebezpiecznych grup. Jej założyciel Ryszard M., stawał przed sądem m.in. za rozbój na byłej członkini i groźby wysadzenia obiektów sakralnych. – Ksiądz: ta złość czy wrogość jest wynikiem postawy lidera, który – jak wiemy – oprócz tego, że był karany, był osobą, która spędziła trochę czasu w zakładzie psychiatrycznym – wyjaśnia gdański ksiądz pedofil Grzegorz Doroszyński, dyrektor Centrum Informacji o Sektach w Gdańsku.” Pedofilska dziennikarka kościelna zapomniała napisać pełnej nazwy organizacji: Antypedofilskie Bractwo Himawanti – Ruch Ofiar Zgwałconych i Molestowanych w Dzieciństwie przez Katolickich Księży i Biskupów Pedofilów oraz Zakonnice Pedofilki. O tym, że zarzuty przeciw owemu Ryszardowi M. uchyliła kasacja, bo z pedofilskich mord katolickich działaczy były wypowiadane przez jej podobne prostytutki i że część tych oszczerców sama gnije w kryminałach za pedofilię, pedofilska dziennikarka TVP Toruń Rydzyka także zapomniała z mordy katolickiej wypowiedzieć.

    Pedofilska dziennikarka Marta Matuszak o wyglądzie typowej prostytutki z okolic toruńskiego Heliosa dalej szkaluje na łamach TVP Bydgoszcz i Toruń: „Podobnych grup jest więcej. Zdaniem specjalistów, najczęściej werbują one osoby, którymi łatwiej jest manipulować i zmuszać na przykład do zerwania kontaktów z bliskimi czy oddania wszystkich oszczędności. – Chodzi tu głównie o ludzi młodych w okresie kryzysów, ludzi poszukujących, do których sekty trafiają – tłumaczy dr Piotr Chrzczonowicz, organizator konferencji, prawnik UMK.” — Pan dr pedofilii stosowanej dzieciom doodbytniczo z UMK w Toruniu zapomniał o sobie napisać, że jest prawnikiem pedofilskiego prawa kanonicznego na wydziale Teologii Pedofilskiej UMK stosowanej dzieciom doodbytniczo przez katolickich duchownych na całym świecie, nie tylko w Polsce. W innych krajach organizuje się na normalnych uczelniach naukowe sympozja o tym, jak pedofilię księży katolickich zlikwidować, a ofiarom pomagać. Wychodzi na to, że Uniwersytet Mikołaja Kopernika stał się nie tylko marną szkółką katolickich urojeń teologicznych, ale i ostoją pedofilii katolickiego duchowieństwa, które w środę, 7 grudnia 2011, u nas w Toruniu pod szyldem owego spedofilałego UMK organizuje konferencje krajowej mafii zboczków seksualnych w sutannach kombinujących jak tu zniszczyć organizacje prowadzące terapie dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek w całej Polsce, a także wśród Polonii na całym świecie. Kilkaset ofiar molestowanych przez księży pedofilów po osiągnięciu pełnoletności natychmiast opuszcza swoją pedofilską Ojczyznę czy może katolską, zboczoną Macochę: Rzeczpospolitą Polską!

    Oto jak swym ryjem pedofilią księży cuchnąca szczerzy kły peodofilska dziennikarka Marta Matuszak z Toruńskiej spelunki pedofilskiej o nazwie TVP Toruń Rydzyka: „Sekty to także miejsce, gdzie posłuch znajdują samozwańczy prorocy wieszczący na przykład koniec świata. Tylko w tym roku pojawiło się kilka zapowiedzi apokalipsy. – To jest prawdopodobnie odpowiedź na ludzką potrzebą znania tego, co znane być nie może. Chcielibyśmy wiedzieć, co nas czeka – prof. Robert Ptaszek z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.” — O tym ile pan profesor Ptaszek dzieci członkiem swym wydymał w ramach katechezy albo o tym jak paetzuje nowych kleryków doodbytniczo, pani dziennikarka spedofilała umysłowo napisać nie raczyła, a szkoda, bo to są wrażliwe dane, jakie z Konferencji Pedofilskiej Mafii w Toruniu powinny być podane do publicznej wiadomości. Była prostytutka co na studia cipuszką i cyckami pod hotelami w Toruniu zarabiała i pokoik swój kurewski tam miała całodobowo stara się widać jak może, aby zyskać przychylność pedofilskiej mafii dzieciojebców, która w Polsce ma takie mylące nazwy jak Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych albo Wydział Teologii UMK.  Pracują w tych centrach i wydziałach księża i zakonnice, a ich najczęstszy ruch, to Ruch Frykcyjny w odbyt lub gardło jakiegoś zwerbowanego na oazach katolickich dzieciaka. A pan premier Donald Tusk obiecał, że kastrację pedofilów wprowadzi. Powinien zatem z ostatnich 10 lat około tysiąca księży i zakonnic na kastrację przymusową wysłać, a daje im co najwyżej wyroki w zawieszeniu, albo umorzenie postępowania, jeśli rodzice dzieci nie są dość bogaci, żeby sprawę księdza zboczeńca seksualnego dobrze nagłośnić.

    Marta Matuszak z powodu swej choroby psychicznej zwanej zboczeniem pedofilskim pisze; „Obecnie w Polsce działa około 300 grup religijnych. Ich liczba od kilku lat utrzymuje się na stałym poziomie.” — Jakoś dziwnie wymienia tylko te grupy, które zajmują się pomocą materialną i duchową dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Inni widać nie są dla pedofilskiej dziennikarki warci wymienienia z nazwy lub części nazwy. Tak pedofilska mafia księży i zakonnic z pomocą pedofilskich dziennikarek kryje swoje zboczenie, a nas, ofiary molestowania seksualnego na zakrystiach i plebaniach wyzywa od niebezpiecznych sekt! I kto tu jest niebezpieczną sektą, jak nie sam Kościół katolicki wydający miliony złotych kradzionych z budżetu państwa na tuszowanie masowej pedofilii wśród swojego kleru i duchowieństwa masowo zboczonego i zwichrowanego od 1600 lat.

    Przykre, że Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu zamienił się w Wydział Teologii Pedofililskiego Kleru i Brygadę do Zwalczania Ofiar Księży Pedofilów…

    Justina Horsky – Toruń

  • Cezary Gmyz i Rzeczpospolita – funkcjonariusz komunistycznej Służby Bezpieczeństwa PRL atakuje Bractwo Himawanti i Mohana Ryszarda Matuszewskiego

    Cezary Gmyz i Rzeczpospolita – funkcjonariusz komunistycznej Służby Bezpieczeństwa PRL atakuje Bractwo Himawanti i Mohana Ryszarda Matuszewskiego

    W październiku 2012 dziennikarz sekciarskiej tuby sekty Fronda, dziennika Rzeczpospolita, Cezary Gmyz zaatakował Antypedofilskie Bractwo Himawanti oraz Mohana Ryszarda Matuszewskiego z powodu spodziewanej nominacji szefa biura prawnego Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Kazimierza Mordaszewskiego na stanowisko zastępcy i prawej ręki ABW generała Krzysztofa Bondaryka. Jak na dziennikarza sekty Fronda, przybudówki sekty Opus Dei przystało, ów pismak zapomniał porozmawiać z panem Mohanem Ryszardem Matuszewskim, co ma do powiedzenia w temacie swojego ucznia i adepta sztuk walki oraz medytacji i japońskiej jogi, Kazimierza Mordaszewskiego. W zamian Cezary Gmyz wypisuje typowy już i oklepany w mediach obrońców księży pedofilów i byłych acz szukających „zapunktowania” w kościele eSBeków stek zmyślonych bzdur i kłamstw politologicznych na temat Antypedofilskiego Bractwa Himawanti oraz szefa naszych terapeutów Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Warto nie tylko sprostować brednie na temat Antypedofilskiego Bractwa ale warto także przyjrzeć się mrocznej postaci Cezarego Gmyza, który usilnie atakuje prokościelną i powiązaną interesami członków sekty Opus Dei Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Momentami, w publikacjach Cezarego Gmyza większa nienawiść przebija do ABW niż do Bractwa Himawanti czy Mohandżi.

    Nie ulega wątpliwości, że Kazimierz Mordaszewski przez wiele lat ćwiczył w Toruniu w sekcjach Aikido i bardziej wojskowego Aiki-Jutsu pod kierunkiem swojego trenera i mistrza sztuk walki, Shihana Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Ćwiczył łagodne techniki samoobrony i kontrataku znane jako Aikido Mistrza Morihei Ueshiba i studiował także pilnie filozofię Omoto-Kyo, którą rozpowszechniał Mistrz Ueshiba Morihei. Kazimierz Mordaszewski ćwiczył pilnie także sztukę Aiki-Jutsu (czyt. Dżutsu), znacznie twardszą metodę walki, ataku i obrony, znaną z japońskich bitew i filmów. Kazimierz Mordaszewski w latach 80-tych XX wieku ćwiczył także sztukę walki kijem Jodo  (Dżodo) oraz sztukę walki samurajskim mieczem, Ken-Jutsu oraz ulubioną przez Shihan Ryszarda Matuszewskiego Yari-Jutsu, walki lancą, piką, naginatą i podobnymi sprzętami. Kazimierz Mordaszewski ostatecznie otrzymał certyfikat tzw. Kirikami (dosł. cięcie bogów), co oznacza potwierdzenie zdolności bojowej Aikido i Aiki-jutsu na poziomie 1 i 2 Dan. Mohan Ryszard Matuszewski uczył tych sztuk włącznie z nielubianą przez nazistowskie sekty pokroju Fronda filozofią wschodnią oraz wiedzą o japońskiej kulturze i podstawach języka.  

    Kazimierz Mordaszewski szybko, bo już po roku treningu został jednym z licznych asystentów (sempai) w sekcjach Shihana Mohandżi Ryszarda Matuszewskiego, z czasem prowadził zajęcia, treningi, a także pomagał w prowadzeniu regularnych obozów szkoleniowych, trwających w wakacje zwykle dwa lub trzy tygodnie. W latach 80-tych XX wieku w samym Toruniu ćwiczyło u Mohana Ryszarda Matuszewskiego ponad 3 tysiące osób, głównie studentów, a zostanie asystentem, sempai’em, wcale nie było łatwo. Po zakończeniu studiów w Toruniu, Kazimierz Mordaszewski otworzył własną sekcję Aikido i Aiki-Jutsu, najpierw w Suwałkach, a potem w Białymstoku, gdzie kilka razy w roku organizował zapraszając do prowadzenia zajęć swojego Mistrza, Shihana Matuszewskiego tzw. staże, czyli intensywne 2-3 dniowe szkolenia z zakresu tych dyscyplin. Mistrz, Shihan Mohan Matuszewski znany jest z tego, że prowadzi treningu dość ostro, a techniki wykonuje realnie, zatem asystenci i ćwiczących z nim muszą dobrze uważać, żeby przeżyć wyczerpujących fizycznie trening.

    Niektórzy uczniowie Shihan Mohana Matuszewskiego oficjalnie nauczają Aikido oraz Aiki-Jutsu w samej Japonii, tak są dobrzy w owych dyscyplinach, wspomaganych japońską jogą oraz technikami medytacji, także czasem metodami treningowymi zaczerpniętymi z indyjskiego Kalaripayat nauczanego wśród adeptów Bractw Himawanti. Cezary Gmyz jak widać nie sprawdził nic, nie dowiedział się niczego, ani o Antypedofilskim Bractwie Himawanti ani o innych działalnościach Mistrza Lalitamohandżi. Trzeba powiedzieć, że Kazimierz Mordaszewski, to nie tylko jakiś uczeń Shihana Mohana Matuszewskiego, co tam trochę przypadkiem poćwiczył, ale także uczeń, który sam stał się cenionym mistrzem w obronnych i militarnych dyscyplinach, których się od Mohana Matuszewskiego był wyuczył. Poznać Mistrza po robocie, w szczególności po wynikach i osiągnięciach jego uczniów, takich jak Kazimierz Mordaszewki. Nie jest także prawdą jak podaje inny chorowity na głowę demagog w Gazecie Wyborczej, Wojciech Czuchnowski, że Mordaszewki pobił Matuszewskiego na zawodach Karate, gdyż Shihan Mohan Ryszard Matuszewski nie ćwiczy Karate i nie występował na zawodach w turniejach Karate. Niektórzy dziennikarze pewnie nie odróżniają Judo (Dżudo) od Karate, a co dopiero Aikido czy Aiki-Jutsu od innych wschodnich dyscyplin sztuk walki. Kazimierz Mordaszewski wszystko co umie w dziedzinie Aiki-Jutsu czy Aikido, wyuczył się od swojego Shihana Mohana Ryszarda Matuszewskiego, acz to czy i jak inwigilował swojego mistrza, Sensei, Shihana i Shoguna Aiki-Jutsu i na konto jakiej służby jest osobną sprawą do gruntownego zbadania.

    Cezary Gmyz – Utajniona kariera eSBeka

    Cezary Gmyz to formalnie wyznawca jednej z niewielkich w Polsce sekt stowarzyszonych z katolicyzmem, wyznawca sekty o nazwie Kościół ewangelicko-augsburski czyli luteranin tak jak Jerzy Buzek, znany z wydymania Narodu Polskiego ustawą o funduszach emerytalnych, która wyprowadza pieniądze z ZUS, aby bogaci aktywiści z sekty Opus Dei mogli sobie grać kaską z OFE na giełdach. Jest to tajemnicą poliszynela, że wszystkimi OFE trzęsie nazistowska sekta Opus Dei, która z OFE uczyniła sobie łatwy żer, żerując na biedzie emerytów i rencistów w Polsce. Cezary Gmyz jest członkiem Synodu Kościoła ewangelicko-augsburskiego diecezji warszawskiej i formalnie udziela się w strukturach rady ekumenicznej wiążącej z Kościołem katolickim kilka odstępczych i heretyckich wedle nauk papieskich sekt tzw. „braci odłączonych”. Luteranie jak wiadomo w historii ochoczo udzielali się w inkwizycyjnym zbójcowaniu, paleniu żywcem osób podejrzanych o czarownictwo, okultyzm czy inne niż własna herezje. Przy okazji Cezary Gmyz pomaga neohitlerowskiej fundacji niemieckiej odzyskiwać mienie i ziemie dawnych hitlerowców, nazistów i gestapowców, którzy musieli wynosić się z Polski po przegraniu II wojny światowej.

    W czasie drugiej wojny światowej sekta ewangelicko-augsburska była najbardziej spolegliwa z reżimem hitlerowskim w Trzeciej Rzeszy Niemieckiej. Członkowie sekty luterskiej zajmowali prominentne stanowiska w SS oraz gestapo, jako druga opcja chrześcijańska po katolikach watykańskich stanowiących trzon gestapo i SS włącznie z katolikiem Adolfem Hitlerem. Wielu wyznawców sekty zwącej się szumnie Kościołem ewangelicko-augsburskim zostało w Norymberdze skazanych na surowe kary za zbrodnie przeciwko ludzkości. W takiej sekcie, po same uszy, rzekomo jako gorliwy wyznawca tkwi dziennikarz sekciarskiej gazety o nazwie Rzeczpospolita. Niewątpliwie, nie z powodu bratniej miłości skrajnie katolicko-faszystowskiej sekty Fronda i kolaborującej ochoczo z nazistami sekty ewangelicko-augsburskiej, ale z powodu przynależności do tajnej organizacji bojówkarskiej czyli do sekty Opus Dei, organizacji łączącej pod patronatem papieża i Watykanu wszystkie kolaborujące z reżimami Franco, Hitlera, Salazara, Tisso czy Pavelica odłamy nazistowskich chrześcijan. Jest to bardzo ważny powód pokazujący skąd taka nienawiść Cezarego Gmyza, taka faszystowska mowa nienawiści do pokojowego ruchu ABH ujawniającego chrześcijańskie skandale pedofilskie oraz  wpływy faszystów i nazistów w organizacjach rzekomo religijnych czy politycznych.

    Antypedofilskie Bractwo Himawanti demaskuje pedofilię kleru, faszyzm, nazizm, zbrodnie inkwizycji, także homoseksualizm księży, biskupów i zakonnic. Cezary Gmyz należy niewątpliwie do bandy inkwizytorów i to o podwójnej roli czy podwójnej, agenturalnej działalności. Wszak będąc członkiem Synodu Kościoła ewangelicko-augsburskiego, jednocześnie jest szpiclem, szpiegiem watykańskiej bezpieki katolickiej z ramienia sekty Opus Dei. Pisze zatem regularne donosy na swój macierzysty kościół luterski do watykańskiej bezpieki, bo tak mu regulamin przynależności do sekty Opus Dei nakazuje. Raz w tygodniu musi napisać szczegółowy raport ze wszystkiego co robił, o czym rozmawiał i z kim się zadawał do swoich przełożonych w kwaterze głównej faszystowskiej sekty Opus Dei, założonej jak wiadomo przez schizofrenika, który po roku leczenia psychiatrycznego uciekł z hiszpańskiego wariatkowa i założył sektę Opus Dei, a nazywał się Josemario Escriva. Papież Karol Wojtyła JP2 cały swój pontyfikat oparł na tej niebezpiecznej sekcie faszystów znanej jako Opus Dei, która go zresztą papieżem uczyniła i której oddał całą władzę nad katolickim kościołem, który zaczął przez to dryfować na zgubne manowce.

    Zrozumieć Cezarego Gmyza można w kontekście jego młodocianej, studenckiej działalności, gdzie dzieciak urodzony w 1967 roku rozpoczyna studia w 1986 roku i od razu podpisuje deklarację o współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Warszawska delegatura Służby Bezpieczeństwa nie miała problemu ze zwerbowaniem młodego agenta w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Jak wielu wiceprzewodniczących NZS w Polsce był kontrolowaną przez Służbę Bezpieczeństwa PRL wtyką w strukturach Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Taką ono miało niezależność jaką babcia dzisiejszej ABW rodem z PRL, Służba Bezpieczeństwa PRL tolerowała, taką niezawisłość miał NZS, jaką agenci polskiego SB, nieprzychylni i szukający jak największej niezależności od Moskwy, przydzielili poprzez sieć swoich agentów, zwykle zastępców czyli lokalnych  wiceprzewodniczących, chociaż czasami także przewodniczących. Trzeba pamiętać, że pracę każdej wtyki SB kontrolowała poprzez jedną lub dwie inne wtyczki, zatem w takich zarządach zwykle były dwie wtyczki, co na trzy osobowy zarząd dawało stałą przewagę decyzyjną Bezpiece PRL. Trwało odgórnie zarządzone, eksperymentalne rozmontowywanie systemu moskiewskiego w końcu uwieńczone samolikwidacją ZSRR, którego funkcjonariusze tak samo jak w PRL bardziej marzyli o karierach miliarderów niźli o karierach zasłużonych strażników stalinizmu na którym PRL w zasadzie powstało.

    Niestety raporty do babuni eSBecji Cezary Gmyz musiał pisać tylko raz w miesiącu, a to jest cztery razy rzadziej niźli aktualnie na swój synod luterski i kumpli z redakcji „Rzepy” pisze do watykańskiej bezpieki sekty Opus Dei. Już po 2 latach, za wstawiennictwem eSBeckiej części rodziny nasz bohater narodowy, naziolski supernumerari OD Cezary Gmyz dostał etat funkcjonariusza SB z klauzulą tajności, jak to się mówi, praca studenta pod przykryciem, a dzięki temu środowiska teatralne i NZS-owskie były dobrze rozpracowane, inwigilowane, a nawet nadzorowane przez wzorową pracę młodego agenta zwerbowanego do Służby Bezpieczeństwa PRL. Od 1990 roku inwigilował kolejne tytuły prasowe i telewizyjne, gdzie jako dziennikarz inwigilujący środowiska podejrzane wchodził z polecenia swoich szefów padającej już na pysk Służby Bezpieczeństwa powoli przekształcanej w UOP, matecznik dzisiejszej ABW. Żona i dwoje dzieci pewnie nie wiedzą, gdzie pracował ich tatuś, Cezary Gmyz, ale może lepiej niech się dowiedzą skąd miał pieniądze, ale tylko do roku 1993, który to był jakoś krytyczny w karierze młodego funkcjonariusza eSBecji zdobytego metodą werbowania agentów poprzez TW.

    Zwerbować Cezarego Gmyza jako TW było łatwo – jak twierdzi jego ówczesny oficer prowadzący, dziś emerytowany i wiekowy J.B., – na tak zwane „skłonności”. Agent otóż uczestniczył w imprezce „barabara”, tyle, że dla rozrywki, w jednym z nieformalnych gejowskich klubów stolicy, gdzie w końcu pijany „w trzy dupy”, ładnie dawał rurę kolegom homosiom od kielicha, których teraz widać za to nie lubi i zwalcza w ramach Frondy. Strach przed ujawnieniem takich informacji rodzinie czy dziewczynie, a i współwyznawcom luterskim, z każdego łatwo czyni wstrętnego agenta nawet najbardziej znienawidzonego reżimu. W 1993 roku jednak „Firma” uznała, że „tajnos agentos Cesarus Gmyzus” nie jest dalej użyteczny ani potrzebny i wywaliła ze służby dla Ojczyzny, co oznaczało także utratę pokaźnej pensji członka korpusu SB/UOP. Nie do końca znamy przyczyny, ale z tego co wiadomo, nasz agencik był takim Czarusiem, który lubił kłócić się ze wszystkimi. Z kierownictwem Służb Specjalnych, SB, UOP czy ABW, jednak zwykle nie należy się kłócić i jest to normą we wszystkich służbach na świecie. Oni wymagają uległych i poddanych niewolników ślepo wykonujących wszelkie polecenia. Agenta jak widać zagospodarowała sekta Opus Dei, bo idzie mu już 20-lecie pracy w agenturze watykańsko-faszystowskiej Opus Dei. Jak to były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa PRL, Cezary Gmyz, w latach 2003-2007 robił karierę w Tygodniku „Wprost”. A potem już z nadania sekty Opus Dei, robi za śledczego od lipnych awantur w sekciarskim, frondowym, organie demagogii politycznej czyli w „Rzeczpospolitej” oraz w jeszcze bardziej bełkotliwym „Uważam Rze”.

    Szczególnym zadaniem jakie spełnił Cezary Gmyz, agent eSBecji pracujący pod przykrywką młodego dziennikarza, była inwigilacja otoczenia papieża Jana Pawła II, o którym po pierwsze, pisał i publikował, nie tylko w gazetach ale i w TVP, a po drugie, pisał szczegółowe raporty na użytek Służby Bezpieczeństwa, a potem Urzędu Ochrony Państwa czyli UOP, spadkobiercy agentów i metod SB z czasów PRL. Praca ta, szczególne zadanie eSBeka Cezarego Gmyza trwało jednak tylko trzy lata… Z innej strony jednak dziwi takie dobre przeszkolenie agenta SB/UOP Cezarego Gmyza w dziedzinie zbierania informacji w tak licznych środowiskach jak inwigilowanie NZS czy papieża Jana Pawła II, a z drugiej takie wpadki jak nie przeprowadzenie rozmowy ani nawet jednej próby wywiadu z członkami Bractwa Himawanti czy samym zainteresowanym, Mohanem Ryszardem Matuszewskim. Wszak żyje jeszcze wielu członków Bractwa z lat 80-tych XX wieku w Polsce, żyje także i ćwiczy czynnie wielu adeptów Aikido i Aiki-Jutsu, którzy pod okiem Shihana Mohana Matuszewskiego zdobywało stopnie Kyu i Dan. Żyją i ćwiczą liczni koledzy i koleżanki Kazimierza Mordaszewskiego z sekcji w Toruniu, jak i z sekcji w Suwałkach czy Białymstoku. Cezary Gmyz mógł się dowiedzieć bardzo wiele o życiu i działalności Kazimierza Mordaszewkiego z lat 80-tych i 90-tych XX wieku. Ale nie chciał się dowiedzieć, bo widać sam ma sporo więcej na sumieniu z tamtych lat, a grzebanie mogłoby i jego zbytnio odgrzebać, obnażyć i zadenuncjować, co nie zawsze jest wygodne byłym eSBekom.

    Służby Informacyjne BZH jednak nie śpią i odgrzebały trochę z Cezarego Gmyza, nie tego co sobie sam o sobie napisał w ramach naziolskiej reklamy na Wikipedii, ale tego prawdziwego, znanego nawet za oceanem, w USA, z brzydkiej działalności i raczej dużo gorszej strony niż na podstawie autoreklamy w Wikipedii robionej z domowego komputera i z kompa w pracy w gazecie, którą sam sobie nasz Czaruś wyprodukował. O tym, że jako nastolatek, na przełomie lat 70-tych i 80-tych XX wieku, aktywnie chodził na wykłady do klubu kultury dalekowschodniej „Veda” we Wrocławiu, gdzie wcielał ideologię raczkującego w Polsce ruchu Hare Kryszna, stary Cezary Gmyz już nie pamięta, a może nie chce pamiętać, jednak liczni znajomi z tamtych lat bardzo dobrze pamiętają świeżo nawróconego do Kryszny małolata Czarka Gmyza.

    Klub „Veda” we Wrocławiu działał pod patronatem Socjalistycznego Związku Studentów Polskich (SZSP), potocznie zwanego „Zsypem”, ale o tym Cezary Gmyz pewnie też nie chce, żeby mu za bardzo nachalnie przypominać. Jeszcze mu się tysiące powtórzeń mantry Hare Kryszna rano i wieczorem śnić będą, jak to sobie „Harekrysznował” za małolata. Było się Czarku nie podpisywać na wspólnej fotce grupowej z jakimś kolesiem w pomarańczowej szatce co przyjechał namawiać na mantrowanie w klubie „Veda”. Pamięta ciebie Czarku Gmyz nawet urocza dziewczyna, która zanim poszedłeś do szkoły teatralnej, prowadziła zajęcia dla kandydatów na aktorów, świeża absolwentka szkoły teatralnej, której nie zatrudnili w teatrze ani w filmie, to z braku zajęcia pracowała z dzieciakami szkół średnich, w tym z Tobą, żebyś jako tako wypadł w aktorskiej grze i coś tam wiedział o sztuce. Zdaniem swojej nauczycielki teatralnej, zdolny aktorsko to mały Cezary Gmyz nie był, ale granie do dzisiaj w agenturach dobrze go widać bawi i satysfakcjonuje.

    I to wszystko, przy jak dotąd całkowitej ponoć poczytalności Cezarego Gmyza, chociaż awersja do niektórych pracowników ABW jak generał Krzysztof Bondarczyk, Kazimierz Mordaszewki czy do niektórych ruchów mniejszości światopoglądowych, społecznych i wyznaniowych jak Bractwo Himawanti, Kościół Moona czy Scjentologii, być może także wskazuje na konieczność przebadania się agenta Cezarego Gmyza u biegłych psychologów i psychiatrów sądowych celem zbadania czy to jest aby na pewno stan poczytalności, czy może już stan niepoczytalności albo coś z pogranicza, bo tak też bywa, a my psycholodzy i psychoterapeuci niosący pomoc ofiarom księży i biskupów pedofilów oraz zakonnic pedofilek akurat o tych stanach wiemy lepiej i dużo więcej niż przeciętny, nawet eSBecki dziennikarz, a terapia ofiar molestowanych przez księży pedofilów to akurat także bardzo wyspecjalizowany rodzaj psychoterapii i psychologii obejmującej sferę duchową i religijną człowieka, nie tylko zwyczajne metody radzenia sobie z traumą po urazach na plebaniach.

    Mistrz Mohan Ryszard Matuszewski też wie, bo jeden rok swojego cennego życiorysu przepracował jako wolontariusz w hospicjum niosąc pomoc umierającym, a w latach 1981-1999 prowadził także dużo terapii w wielu poradniach i szpitalach psychiatrycznych oraz instytucjach terapeutycznych, w tym prowadząc terapie odwykowe dla alkoholików i uzależnionych od substancji narkotycznych, terapie dla ofiar przemocy domowej, a także szkoląc wielu psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów z zakresu nowoczesnych terapii i metod pracy z pacjentami uzależnionymi oraz chorymi psychicznie. Aktualnie, od roku 1999-2000 głównie szkoli nowych terapeutów, w tym prowadzących terapie dla ofiar księży pedofilów, bo tych przybywa, nie tylko w Polsce ale w całej Unii Europejskiej. Jak widać, Mohan Ryszard Matuszewski ma coś wspólnego z psychiatrią i pacjentami psychicznymi, jednak bardziej jako terapeuta i szkoleniowiec terapeutów niż jako pacjent, którego usilnie chcą z niego zrobić agenturalni eSBeccy kolesie typu Gmyz akuratnie zarabiający na chleb w wywiadzie watykańskiej Bezpieki znanej jako Opus Dei.

    Agent Służby Bezpieczeństwa PRL Cezary Gmyz może mieć jakiś uraz za wywalenie go ze specsłużby takiej jak SB/UOP, gdzie rodzina z Wrocławia robiła życiowe kariery. Agentom wywalonym z „takiej roboty” i pozbawionym nagle nadziei na szybką emeryturkę, nie tylko w Polsce „szajba bije na dekiel”, nawet jak jest to tylko „szajba”, która nie ma jeszcze wyraźnych cech psychotycznych wskazujących na niepoczytalność sprawcy artykułów w których wypisywane są przez Cezarego Gmyza brednie, pomówienia, urojenia i halucynacje nie tylko na temat Himawanti czy Shihan Mohandżi. Artykuł Cezarego Gmyza pomawiający jego kumpla, współautora pewnego wywiadu o plagiat, świadczy o silnie urojeniowym i ksobnym interpretowaniu rzeczywistości, co też mogło stać za  nieprzydatnością naszego Czarusia do dalszej służby w SB i w jej dziecku, Urzędzie Ochrony Państwa (UOP) – jako „psychicznego”. Praca w agenturze faszystowskiej sekty Opus Dei nie dziwi, bo skoro sam Josemario Escriva był schizofrenikiem bezskutecznie leczonym psychiatrycznie przez rok w zakładzie zamkniętym, to zapewne takich papiestwo ciągle potrzebuje do wspierania ich katolickich obłędów dogmatycznych (walka z zapłodnieniem in vitro, kondomami, aborcją zygot, odbudowa dominikańskiej inkwizycji i inne objawy paranoia catholica).

    Wojciech Czuchnowski ksywa „Cyngiel”

    Warto nadmienić, że podobnie bujny życiorys co Cezary Gmyz ma jego opusdeistyczny kumpel, przezwany przez internautów „Cynglem” Gazety Wyborczej, Wojciech Czuchnowski piszący aktualnie w „Gazecie Wyborczej”, czyli w tej samej spółce Agora SA tylko w innym tytule prasowym niż „Rzeczpospolita”. Wydawca tych jak widać brukowych i łżących co niemiara gazetek politologicznych jest ten sam. Jedynie staż pracy dla dawnej Służby Bezpieczeństwa PRL jest u Wojciecha Czuchnowskiego ksywa „Cyngiel” nieco dłuższy, wszak, żyje nieco dłużej, ale żal o brak pozytywnej weryfikacji do pracy w UOP może być w związku z tym nawet nieco większy niż u Cezarego Gmyza, a ściślej o trzy lata dłuższy. Zasługi w rozpracowywaniu środowisk wydawnictw niezależnych w Krakowie, takich jak Arka, Tumult czy Świat są niewątpliwe i dobrze przez Służbę Bezpieczeństwa PRL docenione, zatem dziwi zdanie opinii fachowców z ABW, że nie ma on pojęcia o pracy operacyjnej służb specjalnych. Może rzeczywiście inni kandydaci po prostu byli znacznie lepsi do takiej służby od Wojtka Czuchnowskiego, ksywa „Cyngiel”. Ciekawe, czy żonie i trójce swoich dzieci opowiedział w jakich okolicznościach dał się zwerbować do współpracy i potem do pracy w Służbie Bezpieczeństwa na etacie niejawnym, co także trwało aż do 1993 roku, kiedy specsłużby rozwiodły się Wojtkiem Czuchnowskim. Niestety, werbujący Wojtka oficer SB z Krakowa już zmarł, to za bardzo nic nam już nie opowie, a w treści z seansów spirytystycznych zbytnio nie wierzymy, chyba, że potwierdzą je jakieś konkretne dowody. Żyją jeszcze za to nie całkiem święte panie prostytutki z których usług korzystał ochoczo, a że babcia SB spłaciła za Czuchnowskiego jego długi u prostytutek oraz karciane, to i musiał służyć Ojczyźnie.

    Wojtek Czuchnowski był jednak na pogrzebie i złożył swojemu mentorowi z eSBe bukiet kwiatów. Jest to niewątpliwie wielka blizna na życiorysie naszego agenta i funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa PRL, któremu na osłodę dano za Jerzego Buzka popracować trochę w MSWiA.  Studia filmoznawstwa przerwał na V roku, bo mu Służba Bezpieczeństwa dała inny przydział pracy niż inwigilowanie środowisk studenckich, akademickich i organizacji opozycyjnych na Uniwersytecie Jagielońskim. Zwerbowany do SB już na pierwszym semestrze studiów filmoznawstwa na UJ w Krakowie. Cóż robić po latach tajemnej bardziej niż okultyzm pracy w jakimś SB czy UOP-ie. Najlepiej zostać dziennikarską mendą śledczą i politrukiem w jakimś dobrze płacącym szmatławcu brukowym. Tym bardziej jak się ma wprawę, bo w latach 1990-1993 inwigilowało się dziennikarzy „Czasu Krakowskiego”, a zarabiało podwójnie, z kasy redakcji i z kasy SB/UOP. Może jednak, aby być dziennikarzem śledczym i cynglem gazetowym, trzeba sobie zadbać, żeby za dużo świństw nie widniało w czarnym jak smoła od intryg i plugastw życiorysie?

    Pomijanie faktów o Bractwie Himawanti

    Swoją drogą dziwi, jak dziennikarze, rzekomo „śledczy” pomijają wiele istotnych faktów na temat Bractwa Himawanti, takich jak fakt, że naukę i praktykę Bractwa Himawanti ściągnęła do Polski jeszcze latach dwudziestolecia międzywojennego wspaniała mistrzyni duchowa Śri Umadewi Wanda Dynowska, a w czasach PRL przesyłała w ramach Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Indyjskiej tysiące egzemplarzy książek, tytułów które sama tłumaczyła z języków oryginalnych.  O tym, że popularne dzieło „Nauka i Życie Mistrzów Dalekiego Wschodu” Bairda Spaldinga także pochodzi od adepta Bractwa Himawanti, tyle, że z USA, także nie ma słowa. Reaktywowanie działalności Bractwa Himawanti w Polsce w styczniu 1983 roku także ci żałośni dziennikarze i cyngle zwykle pomijają, a to są istotne fakty, bo dzięki temu wiadomo, że od stycznia 1983 roku wiele osób miało szansę należeć do Bractwa Himawanti. Pomija się zwykle wszystkich Guru i Mistrzów Linii Przekazu Himawanti, a wspomina tylko Mohana Matuszewskiego, chociaż są dobrze znani w indyjskiej duchowości i tradycji kulturowej, a także w Polsce. Fakt nauczania przez Bractwo Himawanti starożytnych, tradycyjnych wedyjskich wzorców kultury i duchowości Indoariów także zbywany bywa milczeniem, chociaż wedyjska aryjskość i stare prawa oraz obyczaje Aryan, tych z Indii, w tym Doliny Indusu, bywają czasem rzeczywiście kontrowersyjne dla współczesnych maminsynków i łacińskich religiantów.

    Jednakże najbardziej pomijane są liczne społeczne działalności Bractwa Himawanti jak apele i wystąpienia w obronie wolności i praw człowieka, ujawnianie pedofilii kleru katolickiego i trochę protestanckiego czy szeroka działalność Antypedofilskiego Bractwa Himawanti w dziedzinie terapii dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Temat antypedofilskiej działalności Bractwa Himawanti, w tym terapii średnio rocznie dla od 800 do 1200 ofiar molestowanych lub zgwałconych przez księży, biskupów, mnichów oraz zakonnice jakoś nie został wyśledzony i wypromowany przez wykształconych w SB speców od dziennikarstwa śledczego, co wydaje się bardzo dziwne, tym bardziej, że można o tym przeczytać w wielu publikacjach Bractwa Himawanti, w tym na stronach internetowych, których jest kilkadziesiąt, a nie tylko jedna, jak twierdzą niedouczeni widać w śledzeniu z pomocą Googla dziennikarze. Może oprócz opisanych już ekscesów i sekswpadek, dziennikarzy owych łączy jeszcze zamiłowanie do pedofilii o czym przynajmniej oficjalnie nie jest nam zbyt wiele wiadomo?

    Jeśli coś wiesz o owych dziennikarskich cynglach i drapieżcach, a warto ujawnić to jako ich ciemną stronę życiorysu, działalności czy agenturalnej okropności, zapraszamy do przesłania nam na ten temat informacji z pomocą emaila lub formularza kontaktowego tego portalu.

    Redakcja i opracowanie artykułu:
    Hannah Kapalinari (Polska), Angelika B. (G.B.), Renata i Jacek Z. (U.K.), Mark Danner (Australia) & Tom Stetz (USA)

  • Jerzy D. ze Świdnicy – zbrodniczo internowany

    Jerzy D. ze Świdnicy – zbrodniczo internowany

    Wyrok sądu katolickiego: Jerzy D. rzekomo niepoczytalny zostaje dożywotnio internowany

    Jerzy D., 58-latek ze Świdnicy nigdy wcześniej nie leczył się psychiatrycznie, nie ma zaburzeń psychicznych. Nie miał też żadnych konfliktów z prawem, ale wielokrotnie krytykował zepsucie moralne kościoła katolickiego. W Świdnicy ma żonę i dorosłą córkę, pracował jako mechanik. Przez ostatnie lata pisał wielokrotnie do hierarchów pedofilskiego kościoła katolickiego listy, w tym rzekomo obraźliwe, negując niektóre poczynania zepsutych moralnie duchownych, księży pedofilów, dupczycieli nielegalnych konkubin plebanijnych, złodziei i oszustów w sutannach. Nigdy nie otrzymał odpowiedzi, a jego uwięzienie w Częstochowie to kolejna złośliwa zbrodnia katolickiej sekty na Narodzie Polskim.

    Każdy protest przeciwko zbrodniczej i niemoralnej działalności kościoła katolickiego i jego niemoralnego szamba w postaci sekt takich jak paulini, dominikanie, rydzykowcy, franciszkanie czy michalici – zawsze jest słuszny, uzasadniony, potrzebny i nie może podlegać karaniu przez sądowych bandytów wykonujących dla kościoła katolickiego usługi za łapówki z kurii. Jeśli dla jakiegoś psychiatrycznego zbuka z Krakowa pan Jerzy D., za krytykę kościoła katolickiego jest niepoczytalny, to leczyć trzeba psychiatrycznie psychiatrę i paulinów, najlepiej całą ich sektę przerobić na oddział zamknięty domu wariatów! Wierzenie w urojenia, jakoby żydówka Maryja z Izraela zachowała dziewictwo a zapłodnił ją jakiś Duch wskutek czego urodziła Syna Jezusa Chrystusa, to zapewne schizofrenia albo podobnie ciężka psychoza urojeniowa wymagająca leczenia w pierwszej kolejności, a to z uwagi na to, że urojenie to występuje już na ziemi polskiej stanowczo za długo i jest przewlekłe oraz powoduje epidemię psychozy indukowanej na dużą skalę!

    Skatoliczały psychotycznie Sąd Okręgowy w Częstochowie wysługujący się niebezpiecznej sekcie paulinów odrzucił w czwartek 13 czerwca 2013 roku zażalenie Jerzego D., który rzekomo sprofanował Piekielnie Czarny Obraz na Jasnej Górze, na przymusowe umieszczenie go w szpitalu psychiatrycznym na oddziale dożywotniej internacji sądowej. Decyzja jest prawomocna, 11 czerwca 2013 minęło pół roku od bezprawnego i bezpodstawnego tymczasowego aresztowania 58-latka ze Świdnicy – bohatera narodowego Jerzego D. Pozostaje tylko wniesienie kasacji. A miało już w Polsce nie być stalinowskich psychuszek, internowania oraz detencji bez udowodnienia winy i sprawiedliwego procesu sądowego. Skoro człowiek rozumie pisma sądowe i pisze zażalenia oraz skargi na decyzje sądu, to niewątpliwie jest całkowicie poczytalny i w pełni władz umysłowych, a debil psychiatryczny, który orzekł całkowitą niepoczytalność powinien za oszustwo siedzieć w kryminale albo lepiej na internacji za wypisywanie głupot w orzeczeniach psychiatrycznych! Tym psychiatrycznym potworem katolickim jest członek sekty radiomaryjców z Krakowa Stanisław Teleśnicki.

    Propedofilski i paranoicznie skatoliczały Sąd Okręgowy w Częstochowie umorzył postępowanie wobec świdniczanina, który rzucił żarówkami z czarną farbą w obraz Matki Boskiej w kaplicy na Jasnej Górze, ale skierował go na przymusowe leczenie psychiatryczne, co w polskich warunkach katolskiego reżimu wojtylistów oznacza dożywocie w psychuszce, w bardzo ekstremalnie nieludzkich warunkach, gorszych niż w w sowieckich psychuszkach Stalina. Wniosek w kwietniu 2013 złożyła skatoliczała paranoicznie częstochowska prokuratura po uzyskaniu opinii rzekomych biegłych. Lekarze z przyczyn politycznych uznali, że Jerzy D. jest niepoczytalny i w przyszłości może rzekomo stanowić zagrożenie. Skatoliczały paranoicznie, a zarządzany z częstochowskiej kurii (kurwii) watykańskiego okupanta Sąd zadecydował bezprawnie o umieszczeniu 58-latka w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. Tymczasem prawda jest taka, że niepoczytalność praktycznie nie istnieje, bo póki człowiek jest świadomy, jest poczytalny i zdolny do rozumienia swojego postępowania, szczególnie jak z premedytacją je planuje i wykonuje, a zbrodnia leczenia psychiatrycznego na podstawie rzekomej niepoczytalności jest zbrodnią polityczną przeciwko państwa własnemu narodowi!

    Nielegalnie działa pozakonstytucyjna Komisja Psychiatryczna przy Ministerstwie Sprawiedliwości, która jest niekonstytucyjnym lobby bandytów psychiatrycznych, ordynatorów oddziałów sądowych psychiatrii, którzy w rzeczywistości wymyślili sobie niepoczytalność na zlecenie zbrodniczego państwa dla niszczenia i mordowania więźniów politycznych! Niepoczytalność stosowano powszechnie w Niemczech za Hitlera i w ZSRR za Stalina do likwidowania więźniów politycznych w psychuszkach z pomocą niszczących mózg środków psychotropowych niesłusznie nazywanych ‘lekami”. Psychiatria sądowa i leczenie przymusowe w Polsce to w praktyce dożywotnie internowanie, gdzie więzień-pacjent, a także jego bliscy, rodzina i znajomi nie mają żadnych praw. Psychiatrzy sądowi niczym rasowi polityczni bandyci pozbawiają osobę wszelkich praw człowieka i obywatela, a decyzją jednego ordynatora więzień-pacjent może do końca życia nie zobaczyć swojej rodziny ani znajomych, bo takie może być widzimisię skatoliczałej świni w randze reżimowego psychiatry, który zakaże widzeń z internowanym dożywotnio pacjentem.

    Współczesne środki psychotropowe służące do eliminacji pacjentów psychiatrii sądowej zabijają powoli i w koszmarnych męczarniach psychosomatycznych jakie wytwarzają, np. długotrwałe duszności, zaburzenia serca, utrata wzroku, częściowy paraliż ciała, “samoistne chodzenie kończyn”, ślinotok, nieustanne przeziębienie, silne bóle głowy, wymioty i torsje, długotrwałe zatwardzenia lub rozwolnienia, nocne paraliże, śpiączka, etc. Pacjent psychiatrii sądowej rzadko żyje dłużej niż 10-15 lat, gdyż jest to optymalny czas zbrodniczej eliminacji internowanego więźnia, czyli wykończenia pacjenta, ale polski rekordzista przetrzymał 28 lat na psychotropach zanim “wyciągnął nogi”. Umieralność pacjentów jest duża, a lekarze po objawach szacują potencjalny czas zgonu i dopiero tuż przed śmiercią wypisują śmiertelnie “zalekowanego” internowanego do domu. Taka jest tajna MISJA psychiatrii sądowej w państewkach takich jak Polska, które są zbrodniczymi katolickimi reżimami, a funkcje gestapo pełni psychiatria sądowa!

    Typową zbrodnią psychiatrów jest wysyłanie pacjenta na drugi koniec Polski, z dala od rodziny, żeby jak najrzadziej odwiedzała, bo skatoliczali w swym okrucieństwie bandyci psychiatryczni nie raczą przestrzegać międzynarodowych konwencji o tym, że więzień ma odbywać karę nie dalej niż 100 kilometrów od swojego miejsca zamieszkania (rodziny, domu). W Polsce więzień psychiatryczny nie ma formalnie statusu więźnia ani normalnych praw osoby pozbawionej wolności, chociaż formalnie skazany jest na bezterminową, dożywotnią w swej istocie internację nad którą nikt oprócz ordynatora oddziału psychiatrycznego w praktyce nie ma żadnej kontroli. Teoretycznie, internowanego na detencji psychiatrycznej może zwolnić ten sam sąd (sędzia), który orzekł detencję, ale czy ktoś widział sędziego, który anuluje swój własny wyrok, a w zasadzie decyzję w trybie administracyjnym, bo po orzeknięciu w sumie nieistniejącej całkowitej niepoczytalności, nie bada się sprawy ani dowodów, zatem de facto skazuje się niewinnego bez rozpoznania sprawy, nawet bez przesłuchania świadków. Tak się więzi kilkadziesiąt tysięcy ludzi w Polsce! Najwyższy czas zakazać tej zbrodniczej stalinowskiej psychiatrii sądowej orzekającej całkowitą niepoczytalność, która nie istnieje, gdyż człowiek taki nie mógłby nic planować, nawet pójścia do toalety, czyli musiałby działać w śpiączce, co jest nierealne.

    Pacjent innowierca (niekatolik) w warunkach psychiatrycznej internacji jest zmuszany siłą do uczestniczenia w religijnych ceremoniach na oddziałach sądowych, gdzie regularnie odprawiane są msze i do cel psychiatrycznych wchodzą katoliccy kapelani. Za nieprzyjęcie komunii katolickiej, opór przed uczestnictwem w katolickiej mszy, która jest obowiązkowa dla pacjentów przymusowo więzionych, internowanych na detencji psychiatrycznej – pielęgniarze wiążą w pasy, biją i kopią (spuszczają wpierdol), a pielęgniarki podają dusząco-paraliżujące psychotropy niszczące mózg. Wszystko zleca ordynator bandyta lub jego zastępca. Taka jest debilia psychiatryczna na której katolicka msza i komunia jest w warunkach polskiego reżimu katolickiego rodzajem zalecanej przez psychiatrów psychoterapii! Pacjent taki będzie także zmuszany do pracy fizycznej w postaci robienia dekoracji katolickich na okazję przybycia księdza na mszę oraz do pracy przy produkcji dewocjonaliów, co jest powszechną praktyką na oddziałach psychiatrii sądowej reżimu katolickiego w Polsce. Psychiatryczne pseudo leki wyniszczające mózg są w razie odmowy przyjmowania podawane siłą, co jest sprzeczne z prawem pacjenta zarówno do wyboru lekarza jak i środków leczniczych. Internowany psychiatrycznie przez reżim pedofilskich klechów w katolickich sutannach za każdy opór będzie bity, poniewierany, torturowany, katowany, wiązany w pasach do łóżka na wiele tygodni przez pielęgniarzy-ochraniarzy oddziału czyli parafialne bojówki katolickie proboszcza kapelana psychiatrii sądowej. Wiadomo to od wielu setek innych ofiar psychiatrii sądowej w Polsce po roku 1989 czyli za panowania zbrodniczego reżimu katolickiego wyniszczającego Polskę i wszystkich przeciwników zbrodniczego kościoła i jego władzy politycznej.

    Sąd okręgowy w Częstochowie rozpoznawał zażalenie na wcześniejszą decyzję sądu rejonowego, który umorzył postępowanie orzekając przymusowe, czyli bezprawne leczenie psychiatryczne; utrzymał ją bezprawnie i zbójecko w mocy – poinformował zbrodniarz polityczny Tomasz Ozimek ze skatoliczałej pederastycznej i pedofilskiej Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, która prowadziła fikcyjne “śledztwo” w tej sprawie. – Po decyzji pedalskiego sądu w Częstochowie specjalna komisja bandytów psychiatrycznych z tzw. Komisji Psychiatrycznej Ministerstwa Sprawiedliwości zdecyduje, gdzie konkretnie Jerzy D. będzie leczony – powiedział prokurwator Tomasz Ozimek. Żydowska prostytutka Maryja i jej porąbany pederastyczny przeor znowu więzi kogoś, kto przeciwko zbrodniom pederastycznej sekty z Jasnej Góry zaprotestował. Jasna Góra to znane w Polsce miejsce wyuzdanych orgii seksualnych, gdyż jak wiadomo od 1994 roku, część mnichów to zdecydowani pederaści i pedofile ruchający młodych chłopców, a część to imprezowicze dymający wszystkie panienki z okolicznych agencji towarzyskich za pieniądze z datków wiernych. Przeważa lobby homoseksualne, przeciwko któremu jako zboczeniu klerykalnemu protestował słusznie Jerzy D. Sąd nie odniósł się nawet do słuszności postulatów oczyszczenia Jasnej Góry z mnichów pederastów i pedofilów oraz kurwiarzy, co z punktu każdej religii jest jak najbardziej słuszne.

    W detencyjnych ośrodkach internowania psychiatrycznego pacjent-więzień nie ma prawa do widzeń intymnych z żoną czy mężem, co przyczynia się do rozkładu pożycia małżeńskiego. Bandyci psychiatryczni podając leki psychotropowe doskonale wiedzą i ukrywają przed społeczeństwem fakt, że częściowo przynajmniej kastrują one pacjenta uniemożliwiając współżycie seksualne, a nowoczesne odmiany środków typu dawny brom w herbacie są na porządku dziennym. Brak także nawet przepisów dotyczących możliwości wykonywania środka zabezpieczającego czyli zbrodniczej detencji poza zakładem, w przypadku wystąpienia u internowanego choroby somatycznej innej niż psychiczna, co oznacza, że jak pacjent więzień zachoruje i wymaga leczenia w specjalistycznym szpitalu, to praktycznie jest skazany na śmierć, ponieważ zakład psychiatrii sądowej musi go trzymać i nie może wysłać do innego szpitala na operację czy leczenie. Pacjenci oddziałów psychiatrii sądowej są zatem skazani na śmierć w placówkach w których zostali osadzeni przez Komisję Psychiatryczną rodem z czasów hitlerowskich i stalinowskich, bo nie wolno ich wysłać na leczenie do szpitala w przypadku prawdziwej choroby. Warto wspomnieć, że istnienie większości tak zwanych chorób psychicznych nie zostało potwierdzono naukowo, a psychiatria ciągle jest nadużywana do celów zbrodniczych przez polityków z reżimowo-katolickiego Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Zdrowia. Oprócz tego, pacjentom podsądnym ciągle się wmawia na oddziałach, że ich dolegliwości somatyczne to urojenia i przywidzenia, symulacja, nadwrażliwość na ból, a zamiast badań stanu zdrowia dostają jako lekarstwo kolejny psychotrop lub wiązanie w pasy. I tak przecież katolicki rząd Polski przeznaczył ich do utylizacji jako śmiecie!

    Przypomnijmy, że 9 grudnia 2012 roku po porannej mszy w klasztorze na Jasnej Górze w Częstochowie świdniczanin Jerzy D. w akcie patriotyzmu rzucił w obraz żydówki Maryji zwanej Matką Boską żarówkami, wypełnionymi czarną farbą. Taki normalny protest przeciwko terrorowi, faszyzmowi i pederastii oraz kurewstwu jasnogórskiej sekty paulinów. Nie doszło do uszkodzeń, bo obraz jest zabezpieczony szybą, zatem sekta paulińskich pederastów nie poniosła żadnej szkody. Mężczyzna nie przyznał się do winy, chciał żydowską prostytutkę przepędzić precz jako zło z polskiej ziemi, tłumaczył, że kierowały nim pobudki religijne i patriotyczne. Początkowo usłyszał bezpodstawny zarzut zniszczenia dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury poprzez rzucenie trzech żarówek wypełnionych czarną farbą w obraz Matki Boskiej i uszkodzenie na kwotę około 2 000 zł otoczenia obrazu tj. przestępstwo z art. 288 § 1 w zw. z art. 294 § 2 kodeksu karnego i art. 108 ust. 1 ustawy z dnia 23.07.2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami , w zw. z art. 11 § 2 kodeksu karnego i zarzut rzekomego obrażenia uczuć religijnych innych osób poprzez publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej tj. przestępstwo z art. 196 kodeksu karnego. Po cztero-tygodniowej obserwacji psychiatrycznej u psychiatrów wyznania katolickiego czyli także katolickich pederastów i sodomitów, skatoliczała do obłędu prokuratura umarza postępowanie karne ale wnosi o leczenie psychiatryczne Jerzego D. Od grudnia 2012 mężczyzna przebywa w areszcie, chociaż powinien za bohaterstwo otrzymać order virtuti militari lub orła białego.

    Po tym zdarzeniu na Jasnej Górze zostało odprawione pederastyczne nabożeństwo ekspiacyjne, ale nie dokonywali pokutnej ekspiacji za uprawianą przez jasnogórskich mnichów pederastię, pedofilię i zwykłe kurewstwo z dziwkami. W obronie świdwiczanina słusznie stanął Ruch Palikota i kilka politycznie pomniejszych organizacji, ale pederaści z Jasnej Góry się tym nie przejęli. Mężczyzna z jajami, a o takich trudno w Polsce, Jerzy D., który obrzucił w grudniową niedzielę roku 2012 obraz żydowskiej prostytutki Maryji zwanej Matką Boską Częstochowską, nie żałuje tego, co zrobił. Przekonuje, że chciał zaprotestować przeciwko czczeniu obrazów, a nie Boga czyli przeciwko grzechowi bałwochwalstwa i innym zboczeniom sekty paulinów. Atak zorganizował sam, przygotowywał się do niego przez cztery lata studiując Ewangelię. W Świdnicy wychował kilkadziesiąt osób, które szykują się aby pójść w jego ślady. Na całym Bliskim Wschodzie powszechnie wiadomo, że Maryja (hebr. Miriam), matka niejakiego Jezusa Chrystusa, który założył sektę chrześcijańską, była garnizonową prostytutką przy garnizonie rzymskiego żołdactwa w Jerozolimie. Maryja poczęła Jezusa jako bękarta z nieprawego łoża z rzymskim oficerem Panderą (Pantherą). Historia ta jest powszechnie znana, tylko cenzura na media i publikacje w Polsce zabrania o tym mówić i pisać. Samo czczenie kurtyzany jako osoby świętej jest moralnie wątpliwe, a dla wielu normalnych ludzi nawet oburzające i obrzydliwie skandaliczne.

    Rzekomo biegli psychiatrzy i psycholog, którzy podczas śledztwa badali Jerzego D. w areszcie śledczym w Krakowie, na oddziale psychiatrycznym tamtejszego aresztu przy ulicy Montelupich, uznali, że z uwagi na zaburzenia o charakterze psychotycznym mężczyzna miał mieć zniesioną zdolność rozpoznania znaczenia zarzucanego mu czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Zgodnie z prawem osoba niepoczytalna nie może odpowiadać karnie ale może być dożywotnio internowana w psychuszce rodem z epoki stalinowskiej. Owi “biegli” z Krakowa znani są od wielu lat z bezpodstawnego orzekania niepoczytalności z powodów politycznych, także na żądanie inkwizycyjnych zbrodniarzy z katolickiej sekty paranoików chorych z fanatyzmu i zacietrzewienia na wojtylistyczny apologetyzm. Stanisław M. Teleśnicki to taki psychiatra “jasnowidz”. “Bada” pacjenta maksimum około 3-5 minut, jeśli w ogóle bada, przy czym 5 minut to już jest wyjątkowo długo! Nie interesuje się tym co pacjent mówi, zadaje pytania o imię, nazwisko, krewnych, adres do rodziny, i o to, czy “pacjent” psychuszki poczuwa się do winy. Nie zapyta nawet jak się pacjent czuje ani co mu dolega. Z góry wie, co należy orzec i jakie leki podać, gdyż nie pyta pacjenta nawet o ewentualne objawy zaburzeń czy chorób psychicznych. Diagnoza jak widać zapada gdzieś w katolickich instytucjach, zapewne w Episkopacie albo kur(w)ii diecezjalnej, gdzie czarne, mafijne czynniki polityczne decydują o orzeczeniu psychozy, no bo gość czytał Biblię i wie, że katolicyzm to bałwochwalstwo i obrzydliwość, hipokryzja i herezja watykańska czcząca jakąż żydowską prostytutkę, która gdyby stała dziś pod latarnią jakiegoś wojskowego garnizonu czatując na wydupczenie odpłatne przez oficera wojskowego, byłaby zwyczajnie nazywana epitetami typu, zdzira, kurwa, szlaja, jebadło, ruchawica. Jest to dla każdego oczywiste, tylko nie dla wyznawców prostytutki z Izraela, matki Jezusa Chrystusa, garnizonowego bękarta, co zresztą widać także po agresywnym niszczeniu wszystkich, co protestują przeciwko zawsze zbrodniczej katolickiej sekcie i jej pseudo mnisim mafiom takim jak sekta jasnogórskich paulińców.

    Biegli, głównie w osobie zwyrodniałego katolickiego biseksualisty i pederasty na etacie ordynatora krakowskiej psychiatrii więziennej w areszcie przy ulicy Montelupich w Krakowie uznali też w sfabrykowanej opinii, że istnieje rzekome duże prawdopodobieństwo, iż Jerzy D. w przyszłości może dopuścić się podobnych zachowań. Dlatego w przesłanym do sądu wniosku prokuratura wniosła nie tylko o umorzenie śledztwa, ale też o umieszczenie D. w zamkniętym zakładzie leczniczym czyli na dożywotniej internacji psychiatrycznej. Warto dodać, że istnieje także duże prawdopodobieństwo, że ordynatora psychiatrii z krakowskiego aresztu Stanisława M. Teleśnickiego w najbliższym czasie porwie UFO i uwięzi w bazie internacyjnej dla polskich debilów katolickich na Księżycu! Psychiatria sądowa to od początku jej istnienia zbrodnia przeciwko ludzkości i trzeba uprawiania tego zawodu zakazać, a bandytów psychiatrycznych orzekających nieistniejącą “całkowitą niepoczytalność” wedle własnego widzimisię, karać śmiercią lub dożywotnią internacją w miejscach niedostępnych dla ludzi. Najlepiej zapewne psychiatrów karać strzałem w tył głowy, tak jak to robił ojciec psychiatrii sądowej i psychuszek, towarzysz Józef Stalin, patron Stanisława Teleśnickiego i jemu podobnych psychodebili!

    Jak tuż po zatrzymaniu mówili prokuratorzy, podejrzany działał sam i nic nie wskazuje na to, by był inspirowany przez inne osoby, najbardziej prawdopodobnym motywem jest działanie z pobudek religijnych. Śledztwo potwierdziło, że nikt nie współdziałał z Jerzym D. Aby to wykluczyć, śledczy sprawdzili połączenia telefoniczne i zawartość laptopa mężczyzny, tyle, że nawet nie poznali jego licznych znajomych. Nie ma nic gorszego niż chory psychicznie na katolicyzm (paranoia catholica) psychiatra taki jak Stanisław M. Teleśnicki, który na zlecenia jasnogórskich bandytów, pederastów, pedofilów i kurwiarzy wykonuje niczym marionetka zbrodni politycznych poprzez wydawanie wadliwych, kłamliwych i oszczerczych orzeczeń psychiatrycznych.

    Pseudo psychiatra, w rzeczywistości zbrodniarz polityczny, Stanisław Teleśnicki to czubek, który nie pojmuje, że Jerzy D., słusznie protestował przeciwko maryjnemu bałwochwalstwu, a zatem jako innowierca, niekatolik, nie może być sądzony ani badany przez ścierwo katolickie w postaci Teleśnickiego knura. Wszelkie orzekanie psychoz wobec osób o odmiennej niż katolicka, kurwomaryjna sekta, jest zbrodnią przeciwko ludzkości popełnioną przez tego bandytę psychiatrycznego i jego zespół psychodebili z Krakowa. Jeśli ktoś jest niepoczytalny to psychiatra Stanisław Teleśnicki, sam wyznawca Tadeusza Rydzyka i żydowskiej prostytutki Maryji, która pracowała wedle danych historycznych w burdelu garnizonowym przy Rzymskim Garnizonie w Jerozolimie i tam poczęła, a dzieci prostytutek idiomatycznie zwano wówczas “poczętymi z Ducha Świętego”, o czym każdy znawca tematu doskonale wie.

    – Przesłankami do przedłużenia aresztu o kolejne 3 miesiące, było zagrożenie wysoką karą, a także brak opinii sądowo-psychiatrycznej co do stanu zdrowia podejrzanego – wyjaśniał w maju 2013 roku powody oddalenia zażalenia na areszt rzecznik sądu w Częstochowie, sędzia Bogusław Zając – sam prywatnie aktywny pederasta kopulujący z niektórymi paulinami jako swymi kochankami w sobotnio-niedzielne wieczory. Sędzia pederasta zapomniał, że Jerzy D., nie miał jak ani czym uszkodzić obrazu żydowskiej prostytutki Maryji, bo obraz jest za pancerną szybą w klatce i trzeba strzelić przynajmniej z czołgu, żeby tam szkód narobić. Nawet granat nie wystarczy do uszkodzenia obrazu żydowskiej kurtyzany z jasnogórskiego ołtarza, bo nie da rady zniszczyć szyby pancernej, a farbą to można co najwyżej pomalować jakiemuś paulinowi jajka i kutasa na czarno za uprawianie bezbożnej sodomii czyli za pederastyczną kopulację z nieletnimi chłopczykami, ministrantami albo za kurwienie się z prostytutkami z lokalnych agencji towarzyskich! Wielka afera niemoralności paulińskiej sekty została ujawniona przez byłych paulinów już w 1994 roku, a co kilka lat wiadomości o tej ohydzie są uzupełniane, także przez dymanych przez starszych mnichów w odbyty paulińskich nowicjuszy.

    O tym, że sekta paulinów, czcicieli żydowskiej prostytutki Maryji, to zwyrodnialcy, świadczy także fakt, że ocenili swoje straty na 13 tysięcy złotych, co jest jawnym oszustwem. Trochę farby na szybie obrazu bardzo łatwo się zmywa rozpuszczalnikiem, co nie przekracza kosztu około 30 złotych (rozpuszczalnik, woda). Za oszukańczą próbę wyłudzenia kasy na prostą czynność sprzątania po słusznym proteście przeciw jasnogórskim zbrodniarzom powinni jasnogórscy zbrodniarze jako rasowi kryminalni oszuści siedzieć w więzieniu i płacić Jerzemu D. odszkodowanie! I za dojazd do Częstochowy Jerzemu D., niech paulińskie ścierwo pederastyczne i kurwiarskie zwraca pieniądze za bilet oraz za nocleg w Częstochowie! To są niezbywalne koszta słusznego protestu Jerzego D., za które sekta jasnogórskich drani ma płacić z własnej kasy, żeby miała mniej na dziwki i płacenie nieletnim, w tym ministrantom za usługi seksualne i milczenie.

    Przypominamy, że ofiary Stanisława Teleśnickiego w 2002 i 2003 roku, nie mogąc doczekać się sprawiedliwości, oplakatowały Teleśnickiego w Krakowie plakatami, bo wykorzystywanie seksualne nieletnich poniżej lat 15-cie przedawniło się i wszystkie sądy umarzały sprawy wnoszone przeciwko zboczonemu seksualnie psychiatrze z Krakowa, który całkiem możliwe, że z powodu zboczeń seksualnych jest zakładnikiem katolickiego systemu politycznego i jego kościelnych dygnitarzy maryjnych dla których dokonuje kolejnych zbrodni politycznych. Może jednak lepiej obciąć Stanisławowi Teleśnickiemu jajka razem z kutasem, a ludzi niewinnych, takich, jak Jerzy D., co tylko przeciwko obrzydliwości i bezbożności sekty paulinów protestują puścić wolno, niech sobie dalej protestują, niech wyciągają na światło dzienne wszystkie afery i zbrodnie sekty z Jasnej Góry! O przekupieniu Szwedów, żeby w powietrze strzelali i udawaniu bohaterskiej obrony jasnogórskiej jaskini zboczenia i rozpusty też warto przypominać!

    Politycy Ruchu Palikota chcieli poręczyć za Jerzego D. (58 l.), który w grudniowy weekend rzucił żarówkami wypełnionymi czarną farbą w kierunku obrazu żydówki Maryji, mającej w Polsce niezrozumiały status Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. – Protestujemy stanowczo przeciwko tymczasowemu aresztowaniu pana, który rzucił żarówką z farbą w kierunku bohomazu na Jasnej Górze. Oczywiste, rzucił w kierunku tego bohomazu, ale go nie uszkodził w żaden sposób, bo chroniła go pancerna kuloodporna szyba – mówił 11 grudnia 2012 roku poseł Armand Ryfiński (38 l.) z Ruchu Palikota. Niestety, jakoś siła polityczna Ruchu Palikota nie dała rady obronić Jerzego D., przed zbrodniczym katolickim gestapo okupującym Polskę.

    W Świdnicy, starym celtyckim grodzie i słowiańskim miejscu świętym bliskim Ślęży, w rodzinnym mieście Jerzego D., nikt nie rozumie jego postępowania. – Był dobrym sąsiadem. Z nikim nie wchodził w kłótnie, zawsze skory do pomocy, jak trzeba było, to kupił jedzenie, ale nie alkohol. Sam zresztą nie pił ani nie palił papierosów – mówi nam jeden z sąsiadów. Kim więc był człowiek, który przyjechał 230 km, żeby rzucić w obraz żydówki Maryji uważanej za Matke Bożą Częstochowską żarówkami wypełnionymi czarna farbą? Do podróży Jerzy D. był przyzwyczajony. Na co dzień jeździł po wesołych miasteczkach i torach kartingowych z zabawkowymi samochodami, na których bawiły się dzieci. Interes prowadził razem z żoną, z którą ma dwójkę dzieci. Zarówno ona jak i córka udają, że nie rozumieją, co wstąpiło w mężczyznę. – Był dobrym mężem i ojcem. Przykro nam z powodu zachowania Jerzego – mówi ze smutkiem żona Urszula D. – Zrobił to z powodów religijnych, ale co go podkusiło akurat do tego czynu, to nie wiem. Nie rozmawiał z nami o swoich zamiarach dotyczących antykatolickich i antybałwochwalczych protestach. Nie wiem co mu przyszło do głowy – ucina rozmowę wyglądając na udręczoną rozmowami z katolickimi dziennikarzami na usługach Jasnej Góry i skatoliczonych mediów.

    Jak się okazuje Jerzy D. nienawidził świętych obrazów z powodu tego, że ich kult jest zbrodniczym grzechem przeciwko Bogu, o czym dokładnie pisze Biblia, Pismo Święte Chrześcijan, którego przez wieki zakazywała czytać żydowska sekta katolików z siedzibą w Watykanie. Tuż po zamachu na Jasnej Górze powiedział śledczym, że miał objawienie religijne w wojsku, które skierowało go ku czytaniu Biblii. Ostatnio jednak awersja do diabolicznych i bezbożnych do przedmiotów fałszywego kultu w nim się zwiększyła. – Dało się zauważyć, że od kilku miesięcy coś się w nim zmieniało. Jakby radykalizowały się w nim poglądy, ale nie wiem, czy to ma związek z jego wiarą, czy nie, bo katolikiem nie był – mówi skatoliczały paranoicznie Dariusz Duda, sąsiad Jerzego D. Jak się dowiedziała od sąsiadów prasa, mężczyzna był prawdopodobnie Świadkiem Jehowy lub Adwentystą.


    Biblia – Chrześcijańskie Słowo Boże o Bałwochwalstwie Maryjnym

    “Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał, i nie będziesz im służył, gdyż ja Pan (JHWH), Bóg (Elohim) twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, a okazuje łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.” (2 Mojż. 20:4-6)

    “Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że bóstwo jest podobne do złota albo srebra, albo do kamienia – wytworu sztuki i ludzkiego umysłu.” (Dz.Ap.17:29) — powiada Apostoł Paweł

    “Mienili się mądrymi, a stali się głupi. I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka.” (Rzym.1:22.23)

    Polska przez Boga ciągle nieszczęściami jest karana, bo za czczenie żydowskiej bałwanicy Maryji na jasnej Górze, Bóg kara surowo, nawet do czwartego pokolenia, kara dzieci, wnuków i prawnuków za grzechy ojców, dziadów i pradziadów! Biblia generalnie zakazuje czczenia bałwanów i bałwanic czyli posągów i obrazów ludzką ręką uczynionych! Czczenie posagów bałwana Karola Wojtyły także jest haniebną bezbożnością i niemoralnością, straszliwym grzechem przeciwko Bogu z Biblii! Wedle Biblii, Pisma Świętego, głupcy czczą śmiertelniczkę w postaci żydowskiej prostytutki Maryji na Jasnej Górze. Głupcy czczą też człowieka Jezusa Chrystusa zamiast Boga nieśmiertelnego i wiecznie istniejącego! Zakaz bałwochwalstwa jest ważniejszy niż przykazania typu nie zabijaj i nie kradnij, zatem czczenie bałwanów uczynionych rękami ludzkimi, bałwanów takich jak obraz Maryji czy Jezusa jest grzechem, zbrodnią i przestępstwem znacznie cięższym wedle Biblii niźli grzechy zabójstwa czy kradzieży. Paulini i wszyscy sekciarze czczący bałwochwalczo obraz Maryji, posągi Wojtyły czy obrazki Jezusa powinni ponieść surową karę, większą niż złodzieje czy mordercy! Powinno być wielokrotne dożywocie za bałwańskie maryjkowanie!

    Każdy teolog, biblista i średnio rozgarnięty chrześcijanin zna podaną przez Biblię wersję przykazań Bożych. Obecną zresztą w dwóch księgach Starego Testamentu. Wiadomo, że aż do VII wieku kościół uznawał II przykazanie, jednak pod naporem oczekiwań ludu, potrzeby kultu i praktyk zezwolić na odstępstwo oraz usunąć to biblijne zalecenie ze swojej wersji katechetycznej. Przy okazji przeredagował dekalog w sposób bezprawny i bezbożny go fałszując i zakazując czytania, a nawet posiadania Biblii zwykłym ludziom na długie wieki. Zgłębiając się w temat nie sposób pominąć nakazu Jezusa, aby żadna kreska i jota w Prawie (Torze) nie była zmieniana, że Jezus przyszedł, aby nie zmieniać Prawa (Tory), a je dopełnić. W świetle tego kościół katolicki naucza rozmijając się z nauką Jezusa i samowolnie zmieniając biblijny dekalog, co jest przestępstwem gorszym od zabójstwa. Nawet stosując teologię Starego Przymierza, Praw Zakonu – zakaz bałwochwalstwa i czczenia obrazów nigdzie nie został zmieniany. Klasztor na jasnej Górze ufundował zdrajca Polski Władysław Opolczyk. To on również sprowadził ten bohomazowaty obraz z Rusi, gdzie go zwyczajnie ukradł w jednym ze swoich napadów rozbójniczych na ziemie Ruskie.


    Zbrodnie Komisji Psychiatrycznej d/s Środków Zabezpieczających

    W 2004 roku reżimowa, skatoliczała prawicowym, bałwochwalczym sekciarskim maryizmem i wojtylizmem Komisja Psychiatryczna d/s Środków Zabezpieczających czyli internacji, detencji, wydała 286 opinii wskazujących miejsce wykonywania środka zabezpieczającego, zaś w 2007 roku było ich już 1490. Wynika to stąd, że zbrodniczy reżim katolicki się rozbestwił i wymaga radykalnej Rewolucji Francuskiej lub Październikowej celem likwidacji wadliwego systemu prawnego bezprawia i rozbójnictwa katolickiego! Jerzy D. nie popełnił przecież żadnego ciężkiego przestępstwa, nie ma nawet powodu by trzymać go w areszcie, bo jego czyn to tyle samo co nasranie urzędnikowi na wycieraczkę lub zrobienie graffiti na murze komornikowi albo uciążliwemu sąsiadowi. Czyn bohaterski, godny pochwały i naśladowania na masową skalę! Na mordzie żydowskiego kurwiska izraelskiego Maryją zwanego czas najwyższy zrobić graffiti na stałe, żeby ta morda rękami jasnogórskich i psychiatrycznych debili więcej nikogo nie więziła! Nie może być tak, że każdy oponent popierdolonego katolickiego reżimu wojtylistów III RP trafia po cichu lub bardzo rzadko z wielkim hukiem jak Jerzy D. do jakiejś kurwomaryjnej psychuszki, gdzie głównym lekarzem jest ksiądz kapelan oddziału, a wykonawcą jego chorej woli kościelnej ordynator i jakaś nielegalna, hitlerowsko-stalinowska Komisja Psychiatryczna d/s Środków Zabezpieczających czyli osadzania na dożywotnim internowaniu w katolickim obozie koncentracyjnym jak poprawnie powinno nazywać się w Polsce wszystkie sądowe psychuszki.

    W 2012 roku Komisja Psychiatryczna nikogo nie zwolniła z dożywotniej detencji, za to wiele osób relokowała z niższych stopni zabezpieczenia na wyższe, zwykle za to, że “pacjent” realnie nie ma żadnych objawów jakiejkolwiek choroby psychicznej, nie czuje się chory i domaga się głośno niezwłocznego zwolnienia z bezprawnej internacji czyli detencji maryjno-wojtyłowo-psychiatrycznej. Materialnie, kto nie ma żadnych potwierdzalnych badaniami laboratoryjnymi schorzeń czy wyraźnych objawów chorobowych, ten jest zdrowy. Jakoś tylko pseudonauka znana jako psychiatria sądowa nie raczy przyjąć do wiadomości, że jak ktoś nie czuje się chory i nic mu nie dolega, nie jest niczym zakaźnym ani szkodliwym zakażony – to nie jest chory, a za graffiti na pancernej szybie jakiejś żydowskiej dziwki jasnogórskiej o ksywce Maryja, to można za pomazanie szyby najwyżej zażądać pokrycia kosztów zmywania, czyli 8-15 złotych za godzinę pracy sprzątaczki lub pederastycznego mnicha paulińskiego, co tam sprząta, a nie tam dożywocie w psychiatrycznym Guantanamo (zawsze nielegalnym), w katolickiej katowni, w ROPSowym psychiatrycznym obozie koncentracyjnym dla więźniów politycznych kurwaśmaryjnego gestapo reżimu wojtylistów!

    Niektóre szpitale psychiatryczne w Polsce to także bardzo ciężkie dla pacjentów miejsca dające osobom psychicznie wrażliwym wiele bólu i cierpienia. Prawdą jest, że wrażliwi pacjenci wyczuwają ich bardzo ponurą i zbrodniczą historię, chociażby z czasów faszystowskich rządów hitlerowskiej okupacji. Kocborowo, Świecie, Owińsk, Dziekanka, Gostynin, Kochanówek, Warta, Kościan, Bojanowo, Branice, Śrem, Rybnik i wiele innych ponurych miejsc dla osób psychicznie wrażliwych naprawdę może się źle kojarzyć, a także pogłębiać złe samopoczucie i psychozy zamiast ich leczenia. Szpitale te są raczej miejscami masowej kaźni, męczarni i ludobójstwa, zatem nie powinno się tam kierować osób o podwyższonym progu psychicznej wrażliwości! W okresie II Wojny Światowej dokonano masowego ludobójstwa pacjentów Zakładów Psychiatrycznych znajdujących się na terenach wcielonych do III Rzeszy, szczególnie w Kraju Warty (Warthegau) oraz na Pomorzu. Istotnym jest też udział przynajmniej 350 lekarzy psychiatrii w tej masowej zbrodni na tych, których mieli leczyć! Psychiatria jest pseudonauką, a zbrodni polskich psychiatrów na pacjentach jak dotąd nie rozliczono. Wszystkie hitlerowskie miejsca kaźni na pacjentach rzekomo psychicznych i upośledzonych umysłowo powinny zostać bezwzględnie zrównane z ziemią, a na ich terenie powinny zostać postawione pomniki ofiar ludobójczej psychiatrii sądowej! Szczególnie GOSTYNIN jako miejsce pracy i siedziba mafijnej Komisji Psychiatrycznej, to ludobójcza obraza godności ludzkiej i rozumu, która nie powinna istnieć.

    Jedną z chorób psychiatryzmu sądowego jest to, że jak człowiek uważany jest za chorego psychicznie na wolności i popełni jakieś przestępstwo, to się mu orzeka nieistniejącą całkowitą niepoczytalność i umieszcza bezzasadnie na psychiatrycznym dożywociu, zupełnie tak, jakby nie mógł przebywać w więzieniu za przestępstwo i tam się leczyć dobrowolnie, jeśli leczenia potrzebuje. Kiedy zaś więzień już skazany sfiksuje i staje się chory psychicznie, to jakoś nie wysyła się go do szpitala na detencję, tylko normalnie leczy w więzieniu za kratkami, pomimo tego, że potrafi dokonywać prób samobójczych, zabójstw lub pobić współwięźniów, napada na więziennych klawiszy dokonując pobić – będąc ewidentnie osobnikiem niebezpiecznym. Jakoś wtedy psychiatrzy i ich sądy katolickie nie widzą potrzeby dożywotniej detencji i takich sfiksowanych przez więzienie psychicznych bandytów wypuszczają na wolność natychmiast po odbyciu kary, chociaż ewidentnie są osobami niebezpiecznymi. Wmawianie choroby psychicznej i internowanie kogoś, kto pisał listy teologiczne do biskupów, stłukł trzy małe żarówki z farbą na Jasnej Górze o pancerną szybkę jakiegoś żydowskiego suczydła zwanego Maryją, jest zatem ewidentną schizofrenią sądownictwa, katolicyzmu i pojebanej katolicyzmem psychiatrii sądowej!

    Eksperyment Rosenhana

    Eksperyment amerykańskiego psychiatry Rosenhana, który skompromitował i ośmieszył tak zwaną “oficjalną” psychiatrię. Rosenhan skompletował grupę ochotników (wykonujących na co dzień różne zawody) i wysłał ich do kilkunastu amerykańskich klinik psychiatrycznych. Podczas pierwszej rozmowy z lekarzem twierdzili oni, że “słyszą głosy”. W każdym przypadku stwierdzono u ochotników schizofrenię i poddano ich leczeniu, pomimo tego, że podczas “kuracji” zachowywali się oni całkowicie normalnie. Po upublicznieniu wyników badań, w światowej psychiatrii zawrzało. Dyrekcje tych klinik psychiatrycznych, do której ochotnicy Rosenhana nie dotarli, oświadczyli, że w ich klinikach “taki numer” by nie przeszedł. Wówczas Rosenhan ogłosił drugi etap eksperymentu, który miał udowodnić, że każda klinika psychiatryczna zachowa się identycznie. Drugi etap eksperymentu polegał na tym, że… żadnych ochotników Rosenhan do klinik nie wysłał! Dyrekcje klinik (nie wiedząc o tym) “zdemaskowały” kilkuset agentów Rosenhana. Eksperyment Rosenhana dowodzi, że oficjalna psychiatria nie jest żadną nauką, tylko czystą hochsztaplerką, zaś większość psychiatrów ma poważne problemy z własnym zdrowiem psychicznym! I tyle jest warta psychiatria, całkiem realne narzędzie do zbrodni politycznych na obywatelach.


    Adresy na protesty

    Sąd Okręgowy – Pederastycznie Jasnogórski
    ul. Dąbrowskiego
    42-200 Częstochowa

    Niepoczytalny ale pedziolsko jurny psychol psychiatryczny
    Stanisław M. Teleśnicki
    30-038 Kraków, Lenartowicza 21 lok. 2,
    woj. małopolskie
    Tel. kom: 602 227 493
    Miejsce pracy: Areszt Śledczy, ul. Montelupich 7, Kraków

    Siedziba Komisji Psychiatrycznej do spraw Środków Zabezpieczających
    Regionalny Ośrodek Psychiatrii Sądowej Gostynin-Zalesie.
    ul. Zalesie 1A, 09-500 Gostynin, skr. poczt. 139;
    tel. 24 235 7992
    fax. 24 235 0029
    e-mail: komisja@rops-gostynin.pl

    W skład komisji wchodzą przedstawiciele:
    • ministra właściwego do spraw zdrowia – 2 osoby;
    • Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie – 2 osoby;
    • Sekcji Psychiatrii Sądowej Polskiego Towarzystwa Psychologicznego – 1 osoba;
    • Regionalnych Ośrodków Psychiatrii Sądowej – 3 osoby, po jednej z każdego z trzech ośrodków;
    • szpitala psychiatrycznego, w którym wykonywany jest środek zabezpieczający, wskazanego przez Komisję Szpitalnictwa Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego – 1 osoba.

    Skład osobowy Komisji Psychiatrycznej
    d/s Środków Zabezpieczających

    Dr Wojciech Kłosiński
    Przedstawiciel Ministra Zdrowia
    Przewodniczący Komisji

    Dr n. med. Ryszard Wardeński
    Dyrektor Regionalnego Ośrodka
    Psychiatrii Sądowej w Gostyninie
    Sekretarz Komisji

    Dr n. med. Leszek Ciszewski
    Dyrektor Regionalnego Ośrodka
    Psychiatrii Sądowej w Starogardzie Gdańskim

    Dr n. med. Przemysław Cynkier
    Przedstawiciel Szpitala Psychiatrycznego wskazany przez
    Komisję Szpitalnictwa Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego

    Dr Wiesław Gadecki
    Dyrektor Regionalnego Ośrodka
    Psychiatrii Sądowej w Branicach

    Prof. Janusz Heitzman
    Przedstawiciel Instytutu Psychiatrii
    i Neurologii w Warszawie

    Mgr Magdalena Kozłowska
    Przedstawiciel Ministra Zdrowia

    Prof. dr hab. Zdzisław Majchrzyk
    Przedstawiciel Polskiego
    Towarzystwa Psychologicznego

    Mgr Inga Markiewicz
    Przedstawiciel Instytutu Psychiatrii
    i Neurologii w Warszawie

    Wydrukuj ten artykuł i wyślij tym wszystkich jasnogórsko-psychiatrycznym kanaliom jako protest przeciw więzieniu Jerzego D. w katolskiej psychuszce reżimu III RP!