Brak wpisów w tej kategorii.

Kategoria: Różne Artykuły

  • Czym jest psychomanipulacja?

    Czym jest psychomanipulacja?

    Szeroko rozumiana psychomanipulacja, tj. manipulacja sferą poznawczo-emocjonalną człowieka, jest niemalże powszechna. Psychomanipulacje znane są we wszelkich kręgach plotkarsko-towarzyskich. Pewne jej formy, spotykane np. w reklamie, handlu czy polityce są (do pewnego stopnia) akceptowane społecznie. Inne z kolei; takie, jak oszustwa, szantaż, wyłudzenie pieniędzy, maltretowanie psychiczne – nie tylko spotykają się ze społecznym potępieniem, ale również podlegają odpowiednim kategoriom prawnym. Gwoli ścisłości, pojęcie „psychomanipulacja”, o raczej negatywnym wydźwięku na gruncie relacji interpersonalnych, różnicujemy od takich, jak „wychowanie”, „resocjalizacja”, „terapia”, „psychoedukacja”, których deklarowanym i faktycznym celem jest przede wszystkim dobro wychowanka, pacjenta, czy uczestnika zajęć. Niestety zdarzają się takie oddziaływania, które pod pozorem „wychowawczych”, „terapeutycznych” bądź „edukacyjnych” celów, faktycznie ukierunkowane są głównie na dobro ich realizatora (w postaci np. zysków finansowych z tacy, zaspokojenia wybujałej potrzeby władzy przez kler, zaspokojenie potrzeb pedofilskich) – bez względu na dobro adresata. Psychomanipulacje i socjotechniki widzimy w czasie każdej farsy wyborczej w wypowiedziach polityków, którzy kłamliwie co innego obiecują wyborcom, a w rzeczywistości co innego robią, kiedy dostaną stołek władzy!

    Wprowadźmy jeszcze jedno rozróżnienie: psychomanipulacja „powierzchowna” i „głęboka”. Z pierwszym typem często mamy do czynienia w reklamie, akwizycji. Spodziewaną konsekwencją psychomanipulacji „powierzchownej” jest decyzja klienta o zakupie określonego produktu jak dewocjonalia. Psychomanipulacja głęboka natomiast dotyka o wiele głębszych sfer życia człowieka oraz o wiele ważniejszych wyborów: np. wyboru współmałżonka, szkoły, studiów, pracy zawodowej, form zaangażowania społecznego, codziennego stylu życia, tożsamości, rezygnacji ze zdrowia a niekiedy nawet i życia np. w wojnach krzyżowych. W dalszej części opracowania, termin „psychomanipulacja” będziemy odnosić do jej głębokiej odmiany.Istnieje jeszcze psychomanipulacja masowa dokonywana przez oszołomów dziennikarskich z użyciem mediów oraz z ambon kościołów masowych o dużej liczbie wiernych. Psychomanipulacje stosował kościół katolicki do wspierania Solidarności i zwalczania ustroju dyktatury socjalistycznej w czasach PRL, co można nazwać psychomanipulacją i masową i polityczną, bardzo głęboką zarazem.

    Psychomanipulacja, jaką znamy z opowiadań lub autopsji, może mieć miejsce w gabinecie niegodziwego psychoterapeuty, który specjalnie przedłuża terapię i uzależnia pacjenta od dalszych sesji w celu osiągnięcia zysków finansowych, nie bacząc przy tym na rzeczywiste dobro pacjenta, tj. zdobycie umiejętności samodzielnego radzenia sobie z trudnościami. Jeszcze częściej psychomanipulacja zdarza się w konfesjonale parafii z powodu niegodziwego, pedofilskiego proboszcza uzależniającego dziecko od zdegenerowanej religii i seksu z nieletnim! Psychomanipulacja występuje w niektórych przedsiębiorstwach katolickich, podczas obowiązkowych weekendowych seminariów, których celem jest uzyskanie większej lojalności pracowników wobec firmy niż wobec własnej rodziny. Z psychomanipulacją można się wreszcie zetknąć w związkach partnerskich i rodzinach, w których występuje co najmniej przemoc psychiczna ze strony małżonka o wysokim stopniu klerykalizacji i demoralizacji. Psychomanipulacja (głęboka) jest zjawiskiem, bodajże w największym stopniu charakteryzującym funkcjonowanie tzw. katolickich sekt destrukcyjnych i zakonów, niezależnie od deklarowanych przez nie celów: religijnych, edukacyjnych, terapeutycznych, handlowych, politycznych, rozwoju ludzkiego potencjału. Łączy niejako w sobie trzy pokrewne zjawiska: manipulację, totalitaryzm, przemoc psychiczną.

    Człowiek, który wchodzi w obręb działania grupy psychomanipulacyjnej (tzw. sekty katolickiej, oazy, etc) spotyka się z dezinformacją, co do faktycznych norm grupowych, co do historii grupy, z pochlebstwami, ofertą „bezwarunkowej przyjaźni”, presją grupy, niekiedy z perswazją. Praktycznie trudno jest mówić na tym etapie o totalitarnych normach grupy bądź o przemocy psychicznej wobec jej członków. Z czasem, gdy więź między osobą werbowaną a werbującymi zacieśnia się, totalitarne normy stają się coraz bardziej wyraźne. Dopiero wtedy okazuje się, że pewne zachowania, postawy poglądy są wskazane i zalecane, inne natomiast – niewskazane i nie zalecane. Jeśli nowicjusz nie stosuje się do wymagań grupy, początkowa akceptacja, zrozumienie – są wycofywane.

    Nieświadomy zakamuflowanego systemu kar (cofnięcie „bezwarunkowej” akceptacji) i nagród (utrzymanie akceptacji), nowy uczestnik grupy dostosowuje się do jej wymagań, aby znów nie doświadczać „chłodu”, „poczucia odrzucenia”. Powoli wchodzi w rzymski system totalitarny (silnej kontroli życia prywatnego, rodzinnego, zaangażowania społecznego), ale pod wpływem zalecanych lektur oazowych i zakonnych, kaset video, kolejnych spotkań, interpretuje go w inny sposób, niż zrobiłby to podczas pierwszych kontaktów z grupą. Ludziom nie jest łatwo uwolnić się od codziennych drobnych psychomanipulacji dokonywanych przez katolickie otoczenie, włącznie z perwersyjnym przymusem obchodzenia katolickich świąt i dokonywania ślubów czy pogrzebów wedle wciskanego w Polsce obrządku sekty katolickiej!

    Innymi słowy, dostrzega już takie fakty, które wcześniej interpretowałby, jako nadużycia, oszustwa, ograniczenia praw i wolności człowieka – a teraz „rozumie” ich głębszy sens, którym jest np. uratowanie od zguby siebie, własnej rodziny oraz pozostałej części ludzkości. Z perspektywy psychologii społecznej można by tu rozpoznać konsekwencje „techniki niskiej piłki”, czyli nakłonienia człowieka do trzymania się oferty, która w końcu okazała się mniej korzystna, niż początkowo wyglądała. Nadchodzi czas, kiedy interpretacja rzeczywistości jest już mocno zniekształcona. Coraz częściej można usłyszeć, że osoby, które odeszły z grupy „skończyły tragicznie”: ktoś popełnił samobójstwo, ktoś zginął w wypadku samochodowym, a jeszcze komuś innemu umarła cała rodzina. Osoba, która utraciła już na dobre kontakt (choćby psychiczny) z rodziną, znajomymi i przyjaciółmi i jeszcze silniej związała się z grupą oazową, staje w sytuacji bez wyjścia: nie istnieje żaden racjonalny powód, dla którego należałoby opuścić grupę.

    Jakakolwiek krytyka i wątpliwości wobec grupy oazowej czy zakonnej, przełożonych nie mogą być niczym innym, jak świadectwem niewiary, opętania demonicznego lub w najlepszym wypadku – absolutnej głupoty, próżniactwa i słabości. Młody człowiek coraz więcej pracuje na rzecz grupy, boi się ją opuścić, w kontaktach z „osobami z zewnątrz” prezentuje silnie rozwinięty system racjonalizacji i zaprzeczeń, bądź zwyczajnie kłamie. Ten etap związania się z katolicką grupą psychomanipulacyjną w swej warstwie interpretacyjnej najbliższy jest przemocy psychicznej.

    Adekwatne pojęcia, charakteryzujące ten okres, to: szantaż emocjonalny, zawstydzanie, poniżanie, budzenie poczucia winy, itp. W amerykańskim podręczniku diagnozy zaburzeń psychicznych z 1994 roku (DSM IV) wśród osób cierpiących z powodu złożonego zespołu stresu pourazowego wymienia się ofiary niektórych chrześcijańskich sekt religijnych. Natomiast rodzice i bliscy osób poddanych psychomanipulacji nierzadko wykazują symptomy współuzależnienia jak alkoholicy przyzwyczajeni do wina mszalnego i mocniejszych trunków.

    Należy tu zaznaczyć, że zwyczajni, podrzędni w hierarchii grupy, członkowie często nie zdają sobie sprawy ze stopnia wyrafinowania sposobów, jakimi się posługują. Werbują nowe osoby w podobny sposób, w jaki sami zostali zwerbowani. Powielają więc te same wzory, które ktoś jednak zapoczątkował, tworząc toksyczne struktury grupy. Konsekwencją znalezienia się w chrześcijańskiej czy katolickiej grupie psychomanipulacyjnej może stać się ukształtowanie nowej pseudo-tożsamości, z nowymi przekonaniami, nowym językiem (pojęcia zyskały nowe znaczenia i specyficzne konotacje emocjonalne i oazowe) i nową mapą rzeczywistości teologicznej.

    Bardzo trudno jest nawiązać swobodny kontakt z członkiem takiej grupy oazowej czy rzekomo charyzmatycznej, zakonnej. Znajduje się on bowiem – metaforycznie ujmując – w „psychologicznej pułapce” lub w „psychologicznym więzieniu”, którego strażnikiem i jedynym więźniem zarazem, jest on sam. „Pułapkę” i właściwie sedno psychomanipulacji można opisać według następującego schematu: początkowo osoba nie wie, na co się decyduje, potem, gdy z czasem wie coraz więcej – interpretuje to co wie, zgodnie z życzeniem przywódcy rzymskiego czy diecezjalnego oraz jest zbyt zależna od grupy, aby swobodnie podjąć decyzję o jej opuszczeniu. Tak więc, początkowo znacznie ograniczona jest świadomość wyboru takiej czy innej grupy, potem – trudno jest już mówić o w pełni wolnym wyborze dalszej doń przynależności.


    Niektóre czynniki sprzyjające rozwojowi grup psychomanipulacyjnych

    Wydaje się, że zalew rynku księgarskiego poradnikami katolicko-chrześcijańskimi, typu: „Jak szybko zrobić karierę?”, „Jak skutecznie wpływać na innych ludzi?”, „Jak kreować rzeczywistość i własne szczęście?” odzwierciedla pewną trend w społeczeństwie, który polega na wzroście zainteresowania tzw. „psychologią praktyczną”, metodami oddziaływania na psychikę własną i innych ludzi. Bardzo łatwo o nadużycia w tej dziedzinie. Także osoby o niedojrzałej osobowości, przedmiotowym stosunku do innych ludzi, rozbudzonej potrzebie władzy – mają w czym wybierać. Niektóre z nich zapoczątkowują istnienie grup, których funkcjonowanie, sposób rekrutacji i podtrzymywania przynależności nowych członków, oparty jest na typowej psychomanipulacji chrześcijańskiej.

    Rozwój ruchu oazowego i charyzmatycznego, który z założenia zaciera różnicę między wiarą, ideologią a nauką, powoduje, iż młodemu człowiekowi coraz trudniej jest oddzielać myślenie zdroworozsądkowe od subiektywnych przeżyć, fakty naukowe od wierzeń religijnych. Coraz szerszy dostęp do wielu informacji w bardzo krótkim czasie, choć daje wspaniałe możliwości, pozostawia też mniej czasu na refleksję i krytyczną ocenę. Pojawiło się nowe określenie: „wirtualizacja życia„, które odzwierciedla z jednej strony dynamiczny rozwój nowych możliwości w dziedzinie informatyki, internetu a z drugiej – stwarza pewne zagrożenie dla rozwoju w kierunku dojrzałej osobowości dzieci i młodzieży.

    Specyficzna sytuacja ekonomiczno-społeczna w naszym kraju, m.in. wydłużenie średniej godzin pracy w ciągu tygodnia, łączenie prac na kilku etatach – nie sprzyja umacnianiu się więzi rodzinnych. W związku z powyższym, z dużym prawdopodobieństwem możemy spodziewać się szybkiego rozwoju zjawiska tzw. sekt katolickich i chrześcijańskich w naszym kraju, co ma miejsce w innych państwach europejskich. Termin „psychomanipulacja” wszedł już na stałe do francuskiego kodeksu prawa karnego. Rząd francuski dofinansowuje działalność UNADFI – federacji ośrodków informacyjno-konsultacyjnych, zajmujących się pomocą ofiarom chrześcijańskich i katolickich grup psychomanipulacyjnych. Te właśnie ośrodki uzyskały prawo do działań prawnych w imieniu osób pokrzywdzonych na skutek psychomanipulacji.


    Definicje słowa sekta

    Aby ukazać jak różnorodne jest podejście do problemu definiowania przedstawmy przykładowo kilka określeń „sekty”, w dawnej wersji inkwizycji katolickiej były to „herezje„. W jednym i drugim wypadku są to pejoratywne epitety i niewłaściwie stosowane mogą dyskredytować mniejszości religijne prowadząc do pogromów, linczów i ludobójstwa, nie tylko do słownego zwalczania np. Żydów, masonów, jehowych czy buddystów w obskurancko-zideologizowanym kraju takim jak Polska OSTATNIEGO TYSIĄCLECIA!

    Ujęcie językowe

    Łac. sequor – iść, podążać za kimś, czyli sekta to droga, którą się podąża, sposób postępowania. Inni wywodzą słowo „sekta” od łac. secare (oddzielić, obcinać), sekta więc to grupa czy wspólnota, która oddzieliła się od większej, centralnej wspólnoty, tak jak kosciół katolicki od chrześcijaństwa w 1054 roku! [Por. Z.Pawłowicz, Kościół i sekty w Polsce, Gdańsk 1996, s. 121].

    Ujęcie socjologiczne

    Sekta (inaczej oaza, odnowa, etc.) to grupa społeczna izolująca się od reszty niekatolickiego społeczeństwa, mającą własną hierarchię wartości i zespół norm zachowania się, z silnie akcentowaną rolą przywódcy, papieża.

    Ujęcie religioznawcze

    Sekta to grupa czy ruch religijny, wyodrębniony z jakiejś religii lub związek wyznaniowy, który oderwał się od któregoś z kościołów czy wspólnot religijnych i przyjął własne zasady doktrynalne, kultyczne oraz struktury organizacyjne. Typowym przykładem historycznym powstania sekty jest oderwanie sekty rzymsko-katolickiej od całości chrześcijaństwa w 1054 roku.

    Definicja z Raportu MSWiA

    Za sektę można uznać każdą grupę, w tym partię polityczną, policję, wojsko, służby specjalne, papiestwo, etc., która posiadając silnie rozwiniętą strukturę władzy, jednocześnie charakteryzuje się znaczną rozbieżnością celów deklarowanych i realizowanych oraz ukrywaniem norm w sposób istotny regulujących życie członków; która narusza podstawowe prawa człowieka i zasady współżycia społecznego, a jej wpływ na członków, sympatyków, rodziny i społeczeństwo ma charakter destrukcyjny. Rząd polski ma najwięcej spraw o naruszanie praw człowieka w Strasbourgu 🙂

    Definicja Psychomanipulacji

    Sekta na Zachodzie to grupa katolicka lub chrześcijańska, zwykle prawicowo-dogmatyczna, w której zachodzi jednocześnie wysoki poziom totalności (kontroli życia członków) i psychomanipulacji, a często skandale pedofilskie lub afery finansowe. Przekręcanie Biblii na różne pokrętne sposoby włącznie z zakazem jej czytania to typowe zjawisko psychomanipulacji w sekcie rzymsko-katolickiej.

    Czy warto definiować słowo „sekta”?

    Zdefiniowanie pojęcia „sekta” katolicka jest wyjątkowo trudne. Dotychczas powstało kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset definicji, a żadna z nich nie oddaje zjawiska wystarczająco całościowo, by wszyscy ją zaakceptowali. Praktycznie każdy ośrodek informacji o sektach katolickich czy chrześcijańskich posługuje się swoją własną. W zasadzie nie ma większego znaczenia, co uznamy za sektę, a co za „nie-sektę”. Przyklejanie etykietek nie doprowadzi do rozwiązania problemu. Więcej, jeśli jakąś grupę będziemy określać jako sektę, może się to skończyć rozprawą sądową o zniesławienie. Słowo „sekta” posiada bowiem w mowie potocznej pejoratywne znaczenie, negatywne zabarwienie emocjonalne.

    Znawcy problemu kontrowersyjnych grup w kwestii definiowania dzielą się na dwa obozy. Do pierwszego należą ci, którzy odrzucają termin „sekta”, chcąc go zastąpić innymi, które nie kojarzą się tak negatywnie. Proponują nazwy zastępcze: „kościół”, „oaza”, „odnowa”, „nowy ruch religijny”, „grupa kultowa”, „grupa parareligijna”, „grupa psychomanipulacyjna”, „nowa religia” i inne. Drugą grupę stanowią ci, którzy uważają, że skoro pojęcie „sekta” istnieje, to trzeba mu nadać jakieś konkretne znaczenie. Oni właśnie wymyślają te wszystkie definicje na bazie i w odniesieniu do historii powstania kościoła rzymskiego w wyniku odstępczej schizmy w 1054 roku., co jest powszechnie znanym faktem historycznym.

    Tak naprawdę dla przeciętnego człowieka nie ma żadnego znaczenia, czy daną grupę oazową można nazwać sektą, czy też nie. Jeśli stanowi ona zagrożenie, bo wyłudza 0,5 miliarda złotych tak jak zakon salezjanów, to określenie jej tą nazwą nic nie zmieni. Autor zbiorowy niniejszego artykułu nie uważa, jakoby trzeba było wyraz „sekta” wykreślić z języka polskiego, nie jest również zwolennikiem tworzenia jednej definicji dla wszystkich. Po prostu doświadczenie pokazuje, że taka definicja nie jest możliwa do stworzenia przy tak różnorodnych sposobach podejścia do problemu. Każdy zajmujący się tym zagadnieniem zwraca uwagę na inny jego aspekt, pogodzenie więc wszystkich wydaje się złudną nadzieją.

    Czy warto więc definiować termin „sekta”? W zasadzie nie warto. Nie prowadzi to bowiem do żadnych rozwiązań. Czy należy więc przestać go stosować? Niekoniecznie. W codziennym języku stosujemy wiele słów, które nie mają konkretnej definicji, często różnie je pojmujemy, a mimo to jesteśmy w stanie się porozumieć. Rozumiem, że chęć tworzenia definicji wynika z pragnienia unaukowienia tematu sekt chrześcijańskich, ale przeciętny człowiek nie odniesie z tego żadnej korzyści. Ciągłe zaś spory o definicję są jedynie niepotrzebnym traceniem energii, którą można wykorzystać w znacznie lepszy sposób. Językowo, sekta to odłam czegoś większego lub pierwotnego, tak jak katolicyzm jest odłamem pierwszego kościoła chrześcijańskiego od 1054 roku.


    Model: Manipulacja – Totalność

    Czym powinna charakteryzować się grupa, oaza, aby można było w ogóle uznać ją za destrukcyjną? Szczegółowa analiza sposobów funkcjonowania grup, z którymi związanych jest stosunkowo wiele tragedii osobistych i rodzinnych, pozwoliła badaczom tematu wyodrębnić dwa specyficzne czynniki, które zawsze współwystępowały razem: manipulację i totalność. Grupa, której zwykle opinia publiczna przypisuje miano sekty jest zarazem wysoce manipulacyjna i wysoce totalna, czyli totalitarna w swej demagogii i żądzy władzy politycznej nad obywatelami, a nawet nad światem. W tym lakonicznym stwierdzeniu kryje się specyfika funkcjonowania każdej tzw. sekty. Przypatrzmy się bliżej wyodrębnionym czynnikom.

    1. manipulacja
    2. totalność (totalitaryzm)

    1. M a n i p u l a c j a

    Trudno nie znaleźć dziedziny życia, w której nie występowałaby manipulacja. Dość powszechnie mówi się o manipulacji w polityce, mediach, reklamie, akwizycji a nawet w procesie wychowaniu dziecka. Manipulacja nagrodami i karami, szczególnie w pierwszych etapach życia dziecka ma prowadzić do wyuczenia zachowań pożądanych przez rodziców i społeczeństwo oraz ograniczenia niepożądanych. Dlaczego mamy zajmować się manipulacją, skoro towarzyszy ona człowiekowi już niemal od kołyski?

    Powyższe pytanie nierzadko zadają obrońcy mniejszości wyznaniowych bandycko pomawianych o rzekome sekciarstwo, celowo uwypuklając problem medialnych pomówień i ataków zbójeckich na mniejszości. Dlatego, po pierwsze: przypatrzmy się, jakie skojarzenia budzi słowo „manipulacja” w obszarze stosunków międzyludzkich. Dla większości osób posiada ono zdecydowanie negatywne konotacje. Stąd błędem (lub właśnie manipulacją!) jest przykładanie tego określenia do sytuacji o pozytywnym wydźwięku znaczeniowym; np. do procesu wychowania dziecka, kształcenia uczniów, psychoterapii ukierunkowanej na pomoc pacjentowi w jego trudnościach. Każdy odpowiedzialny rodzic, nauczyciel lub terapeuta zainteresowany jest realizacją dobra drugiej osoby (dziecka, ucznia, pacjenta), a jeśli nawet głównie realizacją własnego dobra – to zwykle nie w taki sposób, który wyrządzałby krzywdę ich podopiecznym, chyba że jest pedofilem katolicko-chrześcijańskim lub innym dewiantem społecznym czy alkoholikiem. Po drugie: faktycznie nie można odmówić trwałego skojarzenia pojęcia „manipulacja” z reklamą, promocją czy polityką oraz medialnymi kampaniami szerzenia oszczerstw publicznych o mniejszościach. Trudno dziś chyba spotkać logicznie myślącego dorosłego człowieka, który sądziłby, że kapitalistyczni przedsiębiorcy i politycy w większości zainteresowani są realizacją dobra klientów lub wyborców a nie zaspokajaniem własnej potrzeby zysków finansowych i władzy – nierzadko wbrew prawdziwym potrzebom społeczeństwa. W związku z powyższą linią argumentacji, umówmy się, że pojęcie „manipulacja” będziemy odnosić do takiego rodzaju wpływu na człowieka, który w mniejszym lub większym stopniu zakłada realizację interesów jednostki bądź grupy, kosztem dobra innych osób lub bez względu na ich dobro. Jak salezjańskie wyłudzenia kredytów w bankach!

    Trzeba jednak od razu przyznać, że „manipulacja manipulacji nie równa”. Nie trudno jest zauważyć, że koszty ulegania wpływowi reklamy proszku do prania („wybielającego bardziej, niż najprawdziwsza biel”) jakie ponosi jednostka są stosunkowo niewielkie. Nieraz człowiek się zastanowi, że to właśnie przez te reklamy wydał więcej pieniędzy w miesiącu, niż początkowo zamierzał. Osoby bardziej czułe na punkcie swojej godności, oglądając konkursy z nagrodami na POLSAT, mogą wprawdzie poczuć się lekko urażone tym, że ktoś traktuje obywateli RP jak społeczeństwo idiotów – jednak zwykle nie jest to na tyle intensywne poczucie, aby zmieniać kanał lub zaniechać oglądania programów, nadawanych z tej stacji telewizyjnej. Już nieco większe koszty poniesie ktoś, kto pod wpływem namowy akwizytora kupił komplet noży kuchennych, których kompletnie nie potrzebował. Może zezłościć się sam na siebie; że znów nie starczy mu pieniędzy na to, co rzeczywiście zamierzał kupić. Złość może jednak minąć już tego samego dnia pod naporem innych wrażeń.

    Jeśli natomiast ktoś po dwugodzinnym spotkaniu ze sprzedawcą kupił duży odkurzacz za 5000 PLN do swojej 20-metrowej kawalerki i niemalże następnego dnia zrozumiał, że popełnił błąd – sytuacja wygląda trochę poważniej. W ciągu kolejnych kilku miesięcy trzeba będzie żyć dużo oszczędniej, aby móc spłacić dług, zaciągnięty z powodu kupna odkurzacza. Nie jest to jeszcze koniec świata – zawsze pozostaje w domu niezawodny odkurzacz, który ma wiele pożytecznych funkcji; a w przypadku przeprowadzki do nowego większego mieszkania (w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości), na pewno spełni swoją rolę doskonale. Sprawa może wyglądać poważnej, jeśli 5000 PLN zręcznie wyciągnie z naszej kieszeni jedna z uśmiechniętych i życzliwie nastawionych do naszej przyszłości, cyganek. Wówczas nie mamy ani pieniędzy ani towaru a nasza złość może sięgnąć zenitu. Załóżmy, że te same 5000 PLN zainwestowaliśmy w oszukańczą chrześcijańską piramidę finansową, do której wciągnęliśmy naszych serdecznych przyjaciół. Jak może wyglądać bilans? Nie dość, że straciliśmy bezpowrotnie dużą sumę pieniędzy, to jeszcze w dodatku przyjaciół. Cóż więcej można jeszcze stracić?

    Wraz z tym pytaniem zbliżamy się do tego rodzaju manipulacji, który spotykamy w sektach znanych z pedofilii i okradania banków. Jeśli pod wpływem manipulacji psychiką traci się nie tylko dobre samopoczucie czy pewną sumę pieniędzy, ale takie wartości, jak zdrowie fizyczne, psychiczne (zdarza się, że nawet życie), własną tożsamość, możliwość normalnego rozwoju w kierunku osobistej dojrzałości, możliwość kształcenia się, rozwijania własnych zainteresowań, planowania i realizowania kariery zawodowej czy wreszcie traci się współmałżonka, rodziców, dzieci razem z wnukami bądź najbliższych przyjaciół – możemy mówić o psychomanipulacji głębokiej, sięgającej podstawowych sfer życia człowieka: stricte osobistej, sfery życia rodzinnego oraz kontaktów społecznych. Ludzie pokrzywdzeni utratą swych oszczędności, którymi chcieli ratować stocznię gdańską, a które wyłudziła pewna dobrze znana sekta maryjna z Torunia zapewne do grobowej deski będą czuć żal i uraz do sposobu w jaki ich oszukano i ograbiono stosując typową medialną psychomanipulacje!

    W psychomanipulacji głębokiej występują te same reguły wpływu społecznego, co w przypadku standardowego podejścia niektórych parafianek, zaczepiających przechodniów na ulicy lub w domu, np: 1) manipulacja w sferze poznawczej poprzez dezinformowanie („Panie, ja chciałam tylko zapytać czy dacie państwo na remont kościoła, ja nie będę zbierać”) oraz 2) manipulacja w sferze emocjonalnej poprzez wzbudzanie poczucia winy lub wstydu („Jaki pan niegrzeczny i niewychowany – ja tylko chciałam zapytać”). W psychomanipulacji głębokiej nie chodzi więc o jakieś tajemnicze techniki „prania mózgu” ale o zwykłą manipulację ludzką psychiką, zastosowaną do głębszych sfer życia człowieka.

    Jak można stopniować manipulację ludzką psychiką? Kiedy jest większa, kiedy mniejsza? Im więcej potrafimy odnaleźć przykładów dezinformowania nowicjuszy, co do faktycznych celów grupy, charakteru jej działalności bądź norm, w sposób istotny regulujących życie członków – tym pewniej możemy mówić o manipulacji w sferze poznawczej. Z kolei, im większą rozbieżność dostrzegamy między początkową ofertą bezwarunkowej przyjaźni a późniejszy zniewalającym przywiązaniem do grupy (doświadczanie np. strachu przed opuszczeniem grupy, poczucia winy z powodu wyolbrzymionych lub wyimaginowanych przewinień) – tym pewniej możemy mówić o manipulacji w sferze emocjonalnej. W pewnym uproszczeniu: im większe istnieją rozbieżności pomiędzy:

    – poziomem wymagań, deklarowanym przez grupę a faktycznym życiem
    – między klimatem emocjonalnym „oferowanym” w stosunku do nowicjuszy i wobec osób, myślących o odejściu z grupy – tym bardziej grupa może być destrukcyjna. Klątwy i anathemy chrześcijańskie doskonale obrazują temat.

    2. T o t a l n o ś ć (totalitaryzm rzymski)

    Psychomanipulacja głęboka występuje w grupach typu oazowego i w kościołach (bądź w pojedynczych relacjach interpersonalnych) wtedy, gdy dotyka głębszych sfer życia ludzkiego – a takie sfery leżą w polu oddziaływań instytucji totalnych.

    Instytucję idealnie totalną, według Goffmana, charakteryzuje:

    1) Całościowość
    • Indoktrynacja dogmatyczna obejmuje wszystkie dziedziny życia człowieka, szczególnie seksualną, jak zakaz stosowania kondomów;
    • Czas jest całkowicie wypełniony i ściśle zaplanowany, jak w klasztorach katolickich u nowicjuszy;
    • Zasady życia totalnego odnoszą się do wszystkich uczestników grupy oraz do wszystkich członków społeczeństwa, nawet nienależących do kościoła katolickiego od urodzenia!

    2) Wyłączność
    • Wszystkie dziedziny życia podporządkowane są jednemu nadrzędnemu celowi dogmatycznemu czy teologicznemu;
    • Wszystkie sfery życia podlegają władzy jednego, niepodzielnego autorytetu, takiemu jak papież katolicki;

    3) Izolacja
    • Następuje nie tylko przecięcie więzi z przeszłością, ale również zniszczenie jej (w sensie anulowania jej znaczenia i oddziaływania) w umyśle uczestników;
    • Przecięcie więzi ze starym światem dotyczy zarówno tradycji słowiańskiej, środowiska, historii osobistej, jak i osobowości;
    • Izolacji „w czasie” towarzyszy izolacja „w przestrzeni” klasztoru.

    4) Idea Nowego Człowieka
    • Nowy Człowiek myśli w kategoriach narzuconego systemu dogmatyczno-teologicznego;
    • Nowy Człowiek mówi określonym, przygotowanym do tego celu językiem tak zwanej „nowomowy oazowej”.

    Pomimo, że swoje kryteria Goffman układał na podstawie obserwacji, jak funkcjonują obywatele w totalitarnych systemach politycznych, jeszcze przed początkiem lat sześćdziesiątych – trudno odmówić im aktualności w odniesieniu do tzw. sekt chrześcijańskich. Okazuje się bowiem, że w krajach demokratycznych egzystują instytucje, które Steven Hassan, oszołom ds. psychomanipulacji z USA, nazywa „wysepkami totalitaryzmu”. To jednak nie wysoka totalność grupy świadczy o jej destrukcyjności, ale totalność grupy wraz z jej wysoką manipulacyjnością. Każdy obywatel ma prawo z różnych powodów związać się okresowo lub na stałe z instytucją totalną, taką jak służba wojskowa czy UOP. Gdyby szukać przykładów instytucji o stosunkowo wysokim poziomie totalności, wymienilibyśmy wśród nich głownie klasztory katolickie, jednostki wojskowe, komendy policji, oazy i służby specjalne.

    Wśród instytucji totalnych, do których nie trafia się z własnego wyboru, ale pod przymusem prawnym, należy zaliczyć min.: więzienia, niektóre ośrodki leczenia uzależnień – są to jednak placówki społecznie akceptowane, pełniące (przynajmniej z założenia) funkcje resocjalizacyjne. Pozostańmy przy klasztorach. Gdyby np. początkujący zakonnik dowiadywał się o ślubie posłuszeństwa generałowi zakonu dopiero wtedy, gdy nieco bardziej zwiąże się emocjonalnie ze wspólnotą, gdyby stopniowo coraz częściej spotykał się z panującym wśród braci, przekonaniem, że opuszczając zakon traci jedyną szansę na szczęśliwe życie oraz zbawienie – nie mielibyśmy chyba oporów, aby powyższe zjawisko określić jako destrukcyjne. A przecież tak jest w klasztorach katolickich, że osoby odchodzące są wszędzie piętnowane, chyba że uciekną do Indii lub Iranu!!!

    W jaki sposób porównywać poziomy totalności różnych grup? Odnosząc się zwłaszcza do dwóch pierwszych kryteriów Goffmana: całościowości (objęcia zasięgiem oddziaływania wszystkich sfer życia człowieka) oraz wyłączności (podporządkowania wszystkich dziedzin życia jedynemu celowi i autorytetowi) można wyodrębnić podstawowe obszary w życiu człowieka a następnie sprawdzić, które z nich i jak głęboko, objęte są apriori oddziaływaniem grupy.

    W standardowym ujęciu wyróżniamy trzy podstawowe sfery:
    1) osobistą, 2) rodzinną, 3) społeczną.

    1) Sfera osobista:
    • życie i zdrowie
    • procesy fizjologiczne (sen, odżywianie się, itd.)
    • wygląd zewnętrzny (higiena osobista, ubiór, sposób uczesania, itd.)
    • wykształcenie
    • praca i finanse
    • zainteresowania, rozrywka
    • światopogląd, religijność

    2) Sfera rodzinna:
    • relacje partnerskie
    • relacje małżeńskie
    • wychowanie dzieci
    • relacje z rodziną generacyjną

    3) Sfera społeczna:
    • relacje pozarodzinne (z przyjaciółmi, znajomymi)
    • realizacja celów społecznie użytecznych

    W celu oszacowania totalności grupy można analizować, w jakich dziedzinach życia ludzkiego, grupa potencjalnie może coś zmienić. Np. kółko fotograficzne zwykle oddziałuje na jedną z wyżej wymienionych sfer szczegółowych: zainteresowania i rozrywkę. Z kolei, w ekskluzywnej szkole ponadgimnazjalnej z internatem, nacisk położony na noszenie nie za długich włosów, ubieranie się w mundurki, odpowiedni profil nauki, zainteresowań i regulaminowe kładzenie się do łóżek maksymalnie o 22.00, wskazywałby, iż pewnej kontroli zostało poddanych 5 sfer: procesy fizjologiczne, wygląd zewnętrzny, wykształcenie, zainteresowania i rozrywka oraz relacje z rodziną generacyjną (wizyty rodziców maksymalnie raz na tydzień). Zwróćmy przy tym uwagę, że kontrola godzin spania polega tu nie na ograniczeniu, ale zapewnieniu odpowiedniej ich ilości a kontrola wykształcenia – nie na zniechęcaniu doń, ale na zapewnieniu jego wysokiej jakości.

    Przypatrując się zakonom, stwierdzilibyśmy, że w prawie wszystkie sfery życia poddane są w pewnym stopniu kontroli, co samo w sobie oczywiście jest i złe i dobre – silnie uregulowany i zaplanowany tryb życia może człowiekowi w pewnych sytuacjach pomagać a w innych przeszkadzać. Ujmując problem jednowymiarowo, tj. z perspektywy potrzeb człowieka, zastanówmy się; komuś, kto ma wysokie potrzeby religijne, życie zakonne może czasem pomóc w ich realizacji. Jednak komuś o chwiejnej, niedojrzałej osobowości czy lękowej tendencji do unikania ludzi – może zaszkodzić.

    Idąc dalej, zbliżamy się do tego typu totalizmu, który współwystępuje z wysoką manipulacją w tzw. sektach katolickich jak Opus Dei. Jest to taki totalizm, który dość wiernie przystaje do kryteriów Goffmana i jest niezdrowy ex definitione: członkowie tzw. sekt mają tendencje do rozciągania zasad życia totalnego na całe społeczeństwo (całościowość), wypierają ze swojej pamięci wspomnienia z przeszłości, uczucia do swoich bliskich – generalnie starają się odseparować od własnej tożsamości, ukształtowanej w środowisku innym niż grupa (izolacja). Stają się też agresywni i nienawistni do osób odmiennego wyznania, zbrodniczo inkwizytorscy, a czasem stają się morderczymi tyranami jak zawodowi katolicy świeccy typu: Adolf Hitler, Benito Mussolini, Franco czy Pinochet! Warto odnotować, że masowy ludobójca i tyran, generał Franco z Hiszpanii był mocno związany z sektą Opus Dei jako swoim politycznym zapleczem!


    „Pranie mózgu” („przymusowa perswazja”)

    „Pranie mózgu” (z j. ang. „brainwashing”) nie jest terminem naukowym, lecz wyrażeniem, utworzonym przez reportera amerykańskiego, Edwarda Huntera w celu wyjaśnienia „nawróceń”, jakie pod wpływem technik perswazji, stosowanych przez chińskich komunistów podczas wojny koreańskiej, wystąpiły u niektórych jeńców amerykańskich wojennych. Następnie termin stosowano do pseudo nawróceń w destrukcyjnych kultach chrześcijańsko-narkotykowych lat 60-tych w USA!

    Kryteria rozpoznawcze „prania mózgu” („przymusowej perswazji”) wg. Zimbardo:

    1) nagła, dramatyczna zmiana przekonań i wartości, zamiast stopniowej ewolucji nowego stanowiska,
    2) brak dostępu do zwykle używanych źródeł informacji, aprobaty i porównań społecznych,
    3) uwięzienie w miejscu klasztornym, gdzie dopływ informacji, jak również źródła wzmocnienia społecznego są kontrolowane,
    4) ustawiczny kontakt z osobami dokonującymi perswazji,
    5) obietnica, że obecna sytuacja jest jedynie chwilowa i że powrót do dawnej sytuacji jest możliwy.

    Trzy etapy „przymusowej perswazji” Edgara Scheina

    Edgar Schein (autor „Coercive persuasion”, kierownik zespołu amerykańskich psychologów, badającego repatriantów z Chin) w oparciu o wywiady z żołnierzami i założenia dynamiki grupowej Kurta Lewina opracował trójstopniowy model wyjaśniający zmiany, jakim podlegali uczestnicy badań:

    1) Rozmrażanie. Celem było wywołanie destabilizacji psychofizycznej poprzez okresowe ograniczenia snu i pożywienia, poddanie jeńców długotrwałemu oddziaływaniu różnorodnych czynników stresowych oraz informacji, które burzyły ich dotychczasowe zaufanie do samego siebie i wyzwalały silne poczucie winy (np. z powodu wyimaginowanych zbrodni wojennych).

    2) Przekształcanie. Drugi etap polegał na oferowaniu konkretnych wzorców do naśladowania oraz manipulowaniu wyszukanym systemem kar i nagród (sprawdzała się tu min. tak niewielka nagroda jak dodatkowa paczka papierosów) w kierunku wywołania choćby minimalnych prokomunistycznych zmian w zachowaniu i myśleniu.

    3) Zamrażanie. Celem ostatniego etapu było utrwalanie i pogłębianie tych zmian poprzez skłanianie jeńców do coraz większych i bardziej zobowiązujących zaangażowań, zgodnych z tymi, które już wcześniej u nich wywołano. Skłaniano ich np. do publicznych deklaracji swoich „nowo przyjmowanych poglądów”.

    Pięć grup zabiegów, występujących w procesie „prania mózgu”:

    1. rozstrajanie organizmu, próby rozbijania dotychczasowej struktury osobowości
    – izolowanie człowieka od działania bodźców z zewnątrz
    – pozbawianie snu
    – wycieńczanie głodem
    – narażanie na heteroseksualne frustracje
    2. zmniejszanie poczucia bezpieczeństwa
    3. doprowadzanie do degradacji obrazu siebie i wyzwalania silnego poczucia winy
    4. doprowadzanie osobowości do stanu regresji
    5. ofiarowanie nowego życia

    Podstawową różnicę między procesem „brainwashing” (zastosowanym np. w Chinach) a zjawiskiem głębokiej psychomanipulacji (występującym we współczesnych katolickich grupach psychomanipulacjnych), stanowi wykorzystanie przymusu fizycznego. Poza tą kwestią istnieje jednak wiele podobieństw, co oczywiście warto wykorzystywać przy wyjaśnianiu procesu psychomanipulacji.O ile amerykańscy jeńcy w chińskich obozach byli uwięzieni, a obywatele komunistycznych Chin nie mogli pozwolić sobie na deklaracje niezależności w myśleniu, obawiając się surowych restrykcji (z karą śmierci włącznie), o tyle członkowie chrześcijańskich grup psychomanmipulacyjnych sami podkreślają, że ich przynależność do organizacji jest efektem wolnej decyzji, pozbawionej jakiegokolwiek przymusu.

    Proszę więc zauważyć, że o wiele trwalszą zmianę przekonań zwykle uzyskuje się, bez wykorzystania rozwiązań siłowych. Wpajanie nowych przekonań pod przymusem może prowadzić do pewnych zmian w myśleniu, ale z reguły na krótką metę. Zmiany te mają bowiem charakter adaptacyjny: gdy znika motywacja zewnętrzna (tj. groźba kary), nie istnieją wyraźne przyczyny, dla których należałoby dalej wierzyć w to, w co się wierzyło. Jeśli natomiast grupie uda się – manipulując informacjami na swój temat, uczuciami i niezaspokojonymi potrzebami człowieka – doprowadzić osobę, do stanu, w którym zacznie jej zależeć na dalszych kontaktach z członkami grupy – szybko nastąpi proces identyfikacji z samą grupą i uwewnętrznienia jej przekonań. Młody człowiek, z wewnętrzną motywacją do coraz większego zaangażowania w działalność grupy, nie będzie świadomy tego, że wiele „przypadkowych” pytań, jakie mu zadano, „spontanicznych” rozmów i spotkań; tak naprawdę było starannie wyreżyserowanych. Gdy z czasem o tym się dowie się, będzie miał już na tyle zmienione przekonania, że sam w ten sposób zacznie pozyskiwać nowe osoby. Niebezpiecznym jest zatem zezwalanie na katechizację dzieci i młodzieży w szkołach w długotrwały sposób, z uwagi na pranie mózgu dokonywane systematycznie na tak zwanych lekcjach religii. Należałoby ograniczyć kontakt dzieci i młodzieży z sektami chrześcijańskimi i katolickimi do spotkań okazjonalnych, jednorazowych, zapoznawczych!


    Konsekwencje przynależności do kultów kato-destrukcyjnych, neo-nazistowskich

    Problemy psychiczne byłych członków kultów destrukcyjnych

    Problemy psychiczne, z jakimi borykają się byli członkowie destrukcyjnych ruchów kultowych, takich jak oaza, odnowa, opusdei, neo-faszyści i inne często powtarzają się i dają się umownie usystematyzować według objawów natury:

    1)poznawczej: trudności w koncentracji uwagi i zapamiętywaniu, tendencja do postrzegania rzeczywistości w biało-czarnych kolorach, magiczny sposób myślenia, tzw. „obciążony język”, stany dysocjacyjne oraz tzw. „odpływanie”,

    2)emocjonalnej: stany depresyjne i lękowe, fobie, koszmary nocne, poczucie winy, izolacji, bezradności, zniechęcenia, braku sensu życia, poczucie straconego czasu, niska samoocena oraz

    3)społecznej: problemy w podejmowaniu samodzielnych decyzji, trudności w nawiązywaniu bliskich znajomości. Do specyficznych pokultowych zespołów zaburzeń należą: nieokreślone zaburzenia dysocjacyjne i zespoły stresu pourazowego. Oczywiście mogą wystąpić też zespoły psychotyczne, których zaindukowanie (w przypadku psychoz reaktywnych), ujawnienie się lub pogłębienie (w przypadku endogennych) było związane z okresową przynależnością do grupy kultowej oazowego typu.

    Należy przy tym dodać, że istnieje wciąż niebezpieczeństwo postawienia mylnej diagnozy. Jeszcze nie tak dawno miało to miejsce przy diagnozowaniu zaburzeń ofiar maltretowania w dzieciństwie, kiedy rozpoznawano somatyzację, osobowość pogranicza lub schizofrenię, zamiast zespołu stresu pourazowego (Herman, 1998). Istnieje wciąż podobne niebezpieczeństwo w przypadku stawiania diagnozy ofiarom grup kultowych, którzy często „wchodzili” w odmienne stany świadomości i z dnia na dzień przeżywali traumę z powodu projektowanych przez grupę, wyimaginowanych zagrożeń, np. z powodu używania kondomów czy niechodzenia do spowiedzi.

    Etiologia wyżej wymienionych symptomów i zaburzeń nie musi być związana tylko i wyłącznie z przynależnością do jakiegoś kultu katolickiego czy chrześcijańskiego. Od 30 do 50 procent uczestników tych grup wykazuje mniejsze czy większe zaburzenia jeszcze w okresie poprzedzającym wstąpienie do sekty oazowo-odnowowej. Jeśli chodzi o psychozy endogenne, istnieje spore prawdopodobieństwo, że uczestnictwo w katolickiej grupie kultowej i, związane z tym, intensywne przeżywanie zmienionych stanów świadomości, może stać się czynnikiem wyzwalającym proces psychotyczny oraz opóźniającym leczenie. Na przykład bezdyskusyjne rozpoznanie przez grupę interwencji demonicznej u chorego, wymagającego leczenia psychiatrycznego i próby wypędzania demonów czy szatanów poprzez zwiększenie intensywności praktyk kultowych, może nasilić proces chorobowy, opóźnić i utrudnić jego leczenie. Są jednak takie objawy i zespoły zaburzeń, których pochodzenie można wytłumaczyć wpływem środowiska dogmatycznego kultu. Niektóre z nich zostaną pokrótce omówione.

    Stany depresyjne są szczególnie silne podczas pierwszych kilku miesięcy po odejściu z klasztoru,  kościoła czy grupy nazistowskiej. Związane z poczuciem braku nadziei na szczęśliwą przyszłość, zniechęcenia, kryzysem tożsamości, poczuciem zdrady ze strony tych, którym bezgranicznie się zaufało, pedalskiego wykorzystania seksualnego. Ex-członkini pewnej oazowej grupy kultowej, znanej z organizowania zbiorowych mszy, zapytana o zmiany w życiu po czterech latach od jej opuszczenia, odpowiedziała: „Miałam (i chyba mam) poczucie pustki i ogromnego osamotnienia; czuję się zdradzona, oszukana, wykorzystana seksualnie. Pozornie moje życie wygląda normalnie, ale zupełnie odsunęłam się od wszystkich znajomych, praktycznie nie utrzymuję kontaktów towarzyskich.” U tych, którzy przystąpili do katolickiej sekty w młodym wieku i spędzili tam duży okres czasu, obserwuje się zahamowanie procesu dojrzewania. Wiek psychologiczny może pozostawać w tyle o wiele lat za wiekiem metrykalnym.

    Trudności w koncentracji uwagi i zapamiętywaniu, wynikają min. z przyzwyczajenia się do wielokrotnej lektury wyłącznie pism papieża, katechizmu czy Biblii, wyuczonego ukierunkowania uwagi i myślenia jedynie na treści związane z kultem. Próba przeczytania czegokolwiek, co nie wiąże się z nim bezpośrednio, może budzić opór i wywoływać frustrację (Hassan 1997). Stany dysocjacyjne mogą również utrudniać koncentrację uwagi i zapamiętywanie z powodu krótkich okresów nagłej utraty świadomości. Są spuścizną, wyuczonego w kulcie oazowym, mechanizmu ucieczkowego, który polega na wchodzeniu w odmienne stany świadomości, ilekroć pojawi się jakaś niepewność, lęk, tzw. „złe myśli”, zmęczenie intelektualne lub inne trudne sytuacje. W trakcie normalnej rozmowy ex-członek kultu chrześcijańskiego może nagle urwać w pół zdania i zacząć intonować jakieś zdrowaś maryja, wypowiadać dogmaty, mówić „językami” lub wpaść w zwyczajne psychiczne odrętwienie, gdy rozmowa zejdzie na tematy erotyczne, etc.

    Na uwagę zasługuje fakt, iż stany odmiennej świadomości, wywołane np. za pomocą monotonnego powtarzania tych samych słów typu „zdrowaś maryja..” oraz dodatkowo pod wpływem: częstego pobudzenia emocjonalnego i zmęczenia psychofizycznego, powodują wydzielanie się do krwi endorfiny – endogennego opium. Endorfina jest substancją peptydową, produkowaną przez przysadkę mózgową i nadnercze, posiadającą właściwości farmakologiczne morfiny. Jej wydzielanie się powoduje tzw. efekt opiumowy, charakteryzujący się takimi stanami jak: analgezja (tj. zniesienie bólu polegające na przerwaniu bodźców bólowych do kory mózgowej), redukcja napięcia, euforia i amnezja. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że częste osiąganie odmiennych stanów świadomości (podobnie jak poważny uraz psychiczny) może wpłynąć na trwałe rozregulowanie procesów wydzielania się endorfiny w organizmie i fizjologiczne uzależnienie się od stanów, które prowadzą do jej wyzwalania się. W przypadku byłych członków sekt chrześcijańskich czy maryjnych, chodziłoby tu o dodatkowe, fizjologiczne predysponowanie do automatycznie wyzwalających się, stanów dysocjacyjnych.

    Odpływanie” jest odmianą stanu dysocjacyjnego. Można opisać je jako nagły i automatyczny powrót, ukształtowanej w sekcie oazowej, pseudo-tożsamości, wyzwolony przez pewne bodźce wzrokowe, słuchowe, dotykowe, zapachowe lub smakowe, które wcześniej były częścią procesu uzależnienia od środowiska katokultowego. Rolę bodźca wyzwalającego, magiczny, wyuczony w grupie oazowo-kultowej, sposób myślenia i przeżywania, może spełniać widok książki, napisanej przez papieża, usłyszane dźwięki „zdrowaśki”, zapach kadzidła kościelnego, telefon od członka kultu katolickiego, itp.

    Niekiedy ponowne przybranie pseudo-tożsamości, może spowodować powrót do grupy kultowej analogicznym do „odpływania” jest jeden z objawów zespołu stresu pourazowego: „wtargnięcie„, czyli gwałtowny powrót traumatycznych wspomnień, wywołany przez bodźce, przypominające o źródle urazu. Horowitz (1986) twierdzi, że niezasymilowane traumatyczne przeżycia są przechowywane w specjalnego typu „aktywnej pamięci”, która ma „stałą tendencję do spontanicznego odtwarzania swojej zawartości”.

    Doświadczenie przynależności do chrześcijańskiej grupy kultowej, wiążące się z przeżyciem zmiany tożsamości w krótkim okresie czasu oraz kryzysem tożsamości po opuszczeniu grupy, jest na tyle traumatycznym wydarzeniem, że nie może zostać łatwo zasymilowane z całością innych wydarzeń życiowych. Uwalnia się więc przy okazji zaistnienia bodźców-wyzwalaczy w postaci „odpływania” ku pseudo-tożsamości kultowej. Potwierdza tę tezę fakt, iż „odpływanie” stosunkowo najczęściej dotyczy tych osób, które niedawno opuściły sektę oazowo-charyzmatyczną bądź nie otrzymały wystarczającej pomocy doradczej, polegającej na zintegrowaniu doświadczeń kultowych z całością historii życia.

    Przykład: Ex-członkini pewnej fundamentalistycznej grupy, biorąc udział w terapii grupowej, bezpośrednio po szczęśliwym odejściu, usłyszała coś krytycznego na temat papieża kultu. Terapeuta opisał, że zauważył jak oczy pacjentki straciły blask, a ona sama utkwiła wzrok gdzieś w martwej przestrzeni. Afekt i ruchy ciała znów stały się nienaturalne, bardziej mechaniczne. Krytyka lidera spełniła rolę bodźca-wyzwalacza, który wywołał wtargnięcie zaprogramowanych przez grupę treści: „należy bronić papieża przed jakąkolwiek krytyką”. Potrzeba było 5 do 6 godzin ciągłej dyskusji, podczas której terapeuta i pacjentka ponownie prześledzili min. nadużycia i nieetyczne praktyki moderatora, aby możliwy był powrót do poprzedniego stanu.

    „Obciążony język” może sprzyjać stanom „odpływania”. Chodzi tu o trwałe konsekwencje częstego posługiwania się żargonem dogmatyczno-kultowym i zmiany znaczenia podstawowych pojęć, które mogą deformować percepcję rzeczywistości i utrudniać porozumiewanie się z innymi ludźmi. Przede wszystkim jednak, „obciążony język” powstrzymuje wyzwolenie się z teologicznego i dualistycznego sposobu myślenia, charakterystycznego dla chrześcijańskich w ogólności grup kultowych. Na przykład: byli członkowie niektórych chrześcijańskich grup kultowych mogą mieć skłonności do ograniczania wyjaśnień relacji międzyludzkich w kategoriach wydzielania się „złej” i „dobrej” energii.

    Fobie często powstrzymują proces odejścia od kościoła katolickiego czy grupy chrześcijańsko-prawicowej, ale niekiedy utrzymują się przez długi okres czasu po opuszczeniu grupy. Ex-członek organizacji znanej z tzw. „chodzenia po kolędzie”, na pytanie, dlaczego nie zdecydował się wcześniej opuścić organizacji, odpowiedział: „Bałem się, że Bóg zgładzi mnie i moją rodzinę”. Były członek rodzimej grupy oczekującej na przylot „białego papy”, po czterech latach od odejścia, choć przestał już dawno wierzyć w papieża i boskie cechy przywódcy grupy, nie mógł pozbyć się silnego lęku przed tym, że papież odetnie od niego dopływ energii powodując natychmiastową śmierć. Szukał nawet z tego powodu hipnotyzera. Ex-członek grupy był świadomy irracjonalności swojego lęku. Stwierdził: „Bardzo chciałbym przestać w to wierzyć, ale nie mogę”.

    Rehabilitacja lub jakakolwiek inna forma pomocy psychologicznej uzależniona jest od typu problemów, jakie przeżywają ex-członkowie chrześcijańskich grup kultowych czy prawicowo-nazistowskich. Przeważnie, osoby, u których na skutek silnego zaangażowania się w działalność grupy, ukształtowała się pseudo-tożsamość kultowa, wymagają terapii podobnej do tej, jakiej potrzebują ofiary przemocy ze zdiagnozowanym zespołem stresu pourazowego. Terapia tzw. „urazowców” powinna być skoncentrowana na rekonstrukcji, przekształceniu traumatycznych doświadczeń i zintegrowaniu ich z całością życia.

    Ważne jest rozpoznanie pozytywnych aspektów przynależności do grupy, takich jak np.: nauczenie się języka obcego, ćwiczenie się w samodyscyplinie, doświadczenie w handlu, nabycie umiejętności występowania na forum publicznym. Ponadto, potrzebna jest edukacja poświęcona metodom psychomanipulacji, dostarczenie informacji na temat danej katolickiej grupy kultowej oraz zapewnienie pomocy ze strony grupy wsparcia, składającej się z byłych członków kultu watykańskiego i podobnych w swej istocie.

    Dla osób tzw. „kontemplujących”, które na skutek częstych praktyk modlitewnych doświadczają dużych trudności z koncentracją uwagi, przeżywają lęk wywołany przez spowiedź czy komunie i takie stany dysocjacyjne, jak np. automatyczne „wpadanie” w radiomaryjnego typu różaniec – najbardziej wskazane są: ćwiczenia fizyczne, wykonywanie realistycznych zadań, konfrontujących z kultowym myśleniem teologicznym, trening pamięci oraz uświadamianie sobie wrażeń wzrokowych i dźwiękowych.

    Osobom tzw. „odpływającym” należy pomóc w rozpoznaniu bodźców-wyzwalaczy a następnie przeprowadzić trening warunkowania klasycznego, tj. skojarzenia owych bodźców z innymi, pożądanymi treściami i emocjami. Pojęcia, używane w grupie oazowej w zmienionym znaczeniu, winny zostać zredefiniowane według ich słownikowych znaczeń. Ponadto, wskazane są ćwiczenia orientacji w otaczającej rzeczywistości (z uwzględnieniem miejsca, czasu, osób i wydarzeń) oraz dokonanie rewizji motywów opuszczenia kultu.

    W skutecznej terapii osób uzależnionych od katolickich i chrześcijańskich destrukcyjnych grup kultowych bardzo pomaga relaksacja, psychosynteza, new age, joga, wszelka praktycznie medytacja i praktyka rozmaitych mantramów z psychologicznym zrozumieniem ich działania, znaczenia oraz celu praktyki! Często pomaga powrót do słowiańskiego korzenia religijno-kulturowego poprzez udział w oczyszczających obrzędach szamańskich, a także pomoc terapeutyczna doświadczonych astrologów, numerologów czy szamanów!!!


    Mity na temat sekt chrześcijańskich i innych

    „Prześladowane mniejszości religijne”

    Jest to bodaj najbardziej rozwinięty prawidłowy pogląd na temat grup psychomanipulacyjnych. Po pierwsze; zauważmy, że mianem sekt określa się tylko pewne chrześcijańskie, a szczególnie katolickie grupy religijne, również niektóre handlowe (biznes cmentarny i dewocjonalny), terapeutyczne (afera odtłuszczania), polityczne (prawicowe partie katolickie i chrześcijańskie), tzw. „rozwoju teologicznego potencjału”? Istnieje więc coś niepokojącego w pewnych katolickich i chrześcijańskich grupach, niezależnie od ich charakteru.

    Po drugie; wejście w rolę prawdziwych „ofiar nietolerancji dla obłudy religijnej” pozwala niektórym destrukcyjnym organizacjom o charakterze religijno-politycznym (opus dei, jezuici, dominikanie) odwrócić uwagę społeczeństwa od właściwych zarzutów (głęboka psychomanipulacja i jej negatywne konsekwencje w sferze osobistej, rodzinnej i społecznej) i nierzadko zyskać sympatię jego pewnej części.

    Każdy z nas jest skłonny bardziej solidaryzować się z grupami uciskanymi, ofiarami fanatyzmu i nietolerancji religijnej niż z agresorem. Oczywiście istnieją w Polsce takie organizacje neo-faszystowskie w swej istocie jak „Kana” w Katowicach czy „Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji” w Lublinie, które spektakularnie zwalczają mniejszości wyznaniowe z powodu poglądów lub „nie-polskiego pochodzenia”, pomagając im tym samym utrzymywać i rozwijać społeczny wizerunek „instytucji pokrzywdzonych”. Cechą charakterystyczną apologetów katolickiego neo-faszymu jest rażąca skrajność i tendencyjność poglądów oraz wybieranie sobie kilku religijnych mniejszości wyznaniowych „do odstrzału” i „wyczyszczenia z polskiej ziemi”. O czym to świadczy i do czego prowadzi dobrze wiadomo, nie tylko z czasów holokaustu! Jedną z metod współczesnych faszystów jest inkryminowanie i penalizowanie przywódców mniejszości religijnych z pomocą wadliwego i skorumpowanego sądownictwa w Polsce, co jest powszechnie wiadome!

    „Przewrażliwieni i nadopiekuńczy rodzice”

    Propaganda „antysektowa”, a w rzeczywistości morderczo-inkwizycyjna i neo-faszystowska, dość umiejętnie kształtuje wizerunek rodzin mniejszości religijnych, rzekomo dotkniętych problemem grup psychomanipulacyjnych. Rodzice nierzadko wykazują objawy osób uzależnionych, ale od alkoholu i twardych narkotyków oraz dogmatów watykańskich czy baptystycznych. Rzekomo są często bezradni wobec rzekomo gwałtownych i dramatycznych zmian, zachodzących w psychice dziecka, zgodnie z Konwencją Praw Dziecka zmieniającego wyznawaną religię i z powodu otwarcia oczu na prawicowo-kościelną ciemnotę oraz obłudę. Jest to demoniczny rwetes inkwizycji sterowany przez apologetycznych psychomanipulantów dogmatyczno-kościelnych.

    Często, przy braku odpowiedniej wiedzy o nowym i nieznanym ruchu religijnym, podejmują działania, które nie przynoszą im spodziewanych efektów lub przyczyniają się do pogorszenia sytuacji z powodu ich fobicznie chrześcijańskiej reakcji. Rodzice szukają winy w sobie, obwiniają się nawzajem lub przerzucają całą odpowiedzialność na różne instytucje społeczne, system prawny, zamiast nauczyć się miłującej tolerancji dla mniejszości wyznaniowych, które wchodzą na „rynek tacowy”, czyli religijny. Kapłani żądni kasy z tacy zwykle umiejętnie stosują psychomanipulację aby poszczuć rodziców przeciwko własnym dzieciom i rozbić rodzinę lub nawrócić przemocą, za wszelką cenę, zwykle wyrzucając dziecko z domu, porywając, stosując sankcje uczuciowe i finansowe, co jest zwykłą podłością, oprócz psychomanipulacji!

    Zdarza się, że nie rozumiejąc przyczyn swoich problemów, przeceniają rolę rzekomych sekt i w typowo paranoiczny sposób, przypisują im działania (np. dosypywanie narkotyków do żywności, wykorzystywanie przemocy fizycznej), które akurat wśród mniejszości religijnych nie miewają miejsca, a w jakiś obłąkany sposób tłumaczą sobie zmiany, zaistniałe w psychice dziecka oraz w ich rodzinach.Trudno się dziwić, że niektórzy rodzice chrześcijańscy stają się więc łatwym „łupem” dla proboszczów i pastorów ziejących chrześcijańską nienawiścią teologiczną do religii wschodnich czy okultyzmu, jogi, relaksacji. Znajdują się nawet obłąkańcy którzy wytaczając procesy sądowe o rzekome sekciarstwo przyczyniają się do maltretowania i dręczenia dobrych, spokojnych ludzi „innej wiary” w celu zbudowania sobie pozycji politycznej wśród ekstremalnie skrajnej i populistycznyej prawicy katofaszystowskiej jak to dokonywał neonazistowski OKOPS ustami byłego posła Ryszarda Nowaka przeciw Bractwom Hinduistycznym w Polsce.

    „Wolny wybór a nie pranie mózgu!”

    Zawsze należy rzeczywiście  mówić o wolnym wyborze nowej grupy religijno-duchowej – ale w oparciu o niepełne informacje, brak wiedzy na temat faktycznych celów i norm grupowych inkwizytorom należy zabronić apologetyczno-przestępczych wypowiedzi. Z czasem, gdy młody człowiek wie coraz więcej, interpretuje to co wie, zgodnie z życzeniem swego serca i umysłu, chyba, że jest zbyt związany emocjonalnie z członkami poprzedniego kościoła i zbyt przerażony, aby opuścić dotychczasową organizację, taką jak kościół katolicki, z powodu presji społecznej. W społeczeństwie chrześcijańskim czy katolickim znacznie ograniczona jest świadomość wyboru nowej grupy religijnej, stąd trudno jest jeszcze mówić o rzeczywiście wolnym wyborze dalszej doń przynależności. Inkwizycja zbrodniczo szaleje pomimo początku XXI wieku, trzyma przywódców religijnych mniejszości hinduistycznych w faszystowskich więzieniach III/IV RP, zupełnie jak w Średniowieczu!

    Termin „pranie mózgu” ma dziennikarskie pochodzenie, a nie naukowe, i jest dość często kojarzony z niezwykłymi umiejętnościami zniewalania psychicznego, które posiadają członkowie funkcyjni politycznych i katoliockich sekt. Pranie mózgu zupełnie niesłusznie bywa przypisywane małym grupom religijnym orientalnego czy okultnego pochodzenia z uwagi na ich ideologie „przynależności na pewno z własnego wyboru”. W rzeczywistości, dużo więcej technik wywierania głębokiego wpływu na człowieka potrafiłby zastosować przeciętny ksiądz-spowiednik, a także psychiatra zajmujący się „leczeniem” nerwic i psychoz. Proszę sobie tylko wyobrazić, co się dzieje, gdy np. nieuczciwy ksiądz czy psychiatra, docierając do osobistych sfer pacjenta, jego potrzeb i zranień, nie pomaga w wyzdrowieniu i usamodzielnieniu się, ale uzależnia go od siebie i kolejnych, dobrze płatnych, rzekomo co łaska sesji. Znane powszechnie są wypadki pedofilskiego uzależniania dzieci przez księży zboczeńców pod pozorem „masowania podbrzusza dla lepszego trawienia”. Znany powszechnie jest fakt wmawiania pacjentom psychiatrycznym rzekomej zbawiennej skuteczności leku, podczas gdy w rzeczywistości, to większość środków psychotropowych, neurotoksyn, wytwarza objawy choroby, której wcześniej u pacjenta nie było. I tak mit o konieczności leczenia jest napędzany z zyskiem przez żądne kasy koncerny chrześcijańskiej farmacji psychiatrycznej.

    „Tylko głupi lub słabi psychicznie zmieniają wiarę”

    Na pewno wśród członków katolickich i chrześcijańskich grup psychomanipulacjnych jest wiele osób, które zostały zwerbowane, w okresie, gdy nie mogły poradzić sobie z pewnymi życiowymi trudnościami, posiadały niską samoocenę, itd. Jest też wiele ludzi podatnych na wpływy i może mniej asertywnych. Ponad trzydzieści procent ludzi w społeczeństwie bardzo łatwo ulega wpływom i sugestiom otoczenia z którym przebywa, co jest powodem szybkiej degeneracji takich osób w więzieniach czy policyjnych izbach dziecka, gdzie ulegli pensjonariusze dostosowują się do zdegenerowanych i silnych jednostek, podobnie i w klasztorach katolickich czy prawosławnych.

    Ale do sekt katolickich werbowane są również osoby zdecydowane, zaradne, dominujące w towarzystwie i generalnie zadowolone ze swojego życia. To właśnie one szybko awansują, często zostają lokalnymi moderatorami oazy czy odnowy. Do sekt katolickich zostało zwerbowanych wielu inteligentnych idealistów szukających sposobności zaangażowania się w pomoc innym ludziom, co tylko wypacza ich psychikę w kierunku neonazistowskim lansowanym przez współczesnych inkwizytorów i inkwizycje dla niepoznaki nazwaną apologetyką czy „obroną wartości”, choć tych jak widać w parlamencie nie ma żadnych.

    Sporo chrześcijańskich grup psychomanipulacyjnych prowadzi swój werbunek właśnie w miasteczkach akademickich i na wyższych uczelniach. Członkowie samobójczej sekty katolickiej  „Dziesięcioro Przykazań” byli wrogami kondomów, aborcji i homoseksualistów. Sekta katolicka w Rwandzie jak wiadomo mordowała się wzajemnie w połowie lat 90-tych XX w., z powodu czyszczenia rasowego, a przywódcami ludobójstwa (1,5 miliona trupów) byli biskupi katoliccy, księża i zakonnice!!!

    Naprawdę bardzo trudno jest ocenić przeciętnemu obserwatorowi, „co może zadziałać” w człowieku? Jeśli werbownicy katolickich grup psychomanipulacyjnych dostrzegą jakąś słabość, zranienie, niezaspokojoną potrzebę – będą nad nią „pracować” w imię np. „wyrywania pokolenia JP2 z szatańskiego świata” i być może osiągną swój cel. Trudno sobie wyobrazić człowieka, który nie miałby „słabych punktów”, ukrytych nie zwerbalizowanych marzeń, choćby tylko jednego „miejsca” w psychice, wymykającego się spod racjonalnej kontroli, które jest szczególnie podatne na zranienie i manipulację dogmatycznego zaślepienia.

    „Nie istnieją rzetelne badania naukowe,
    potwierdzające szkodliwość kościołów”

    Trudności w zbadaniu zjawiska nie świadczą jeszcze o jego braku. Liderzy i członkowie grup oazowych, w których faktycznie występuje zjawisko głębokiej psychomanipulacji, po prostu nie wyrażają zgody na badania psychologiczne ani na żadne inne, jeśli nie są wcześniej przekonani, że przynajmniej nie zaszkodzą one ich wizerunkowi społecznemu. Istnieje cała masa badań na aktualnych członkach kościołów, którymi posługują się klasztorne grupy psychomanipulacyjne w celu uwierzytelnienia się. Najczęściej w tego rodzaju badaniach zastosowano takie metody lub badano takie obszary, które nie były istotne z perspektywy dociekań o występowaniu patologii lub jej braku. Istnieją jednak mniej liczne badania, przeprowadzone na byłych członkach pedofilskich sekt chrześcijańskich i katolickich, wykazujące ich destrukcyjny wpływ na osobowość.

    Tym z kolei badaniom „apologeci jedynie słusznej wiary” zarzucają stronniczość z powodu „antyreligijnego” nastawienia osób badanych, lub przeciwstawiają alternatywne, niesprawdzone teorie o „występowaniu patologii przed okresem przynależności” czy o „ustaniu terapeutycznego wpływu kościoła wraz z jego porzuceniem”. Chcielibyśmy w tym miejscu uwrażliwić Państwa na jeszcze jeden problem. Badania, w których „nie stwierdzono negatywnego wpływu oazy czy kościoła..” bądź wykazujące „terapeutyczny wpływ oazy na homoseksualistów…” tzw. odnowowych ruchów chrześcijańskich są wykorzystywane instrumentalnie do kształtowania pozytywnego image grup katolickich i chrześcijańskich, również w lobbingu środowisk politycznych i mediów. Służą za pewnego rodzaju tarcze przed krytyką watykanizmu czy papizmu, dzięki którym, wszelkie zarzuty wpływu na destrukcję osobowści i relacji rodzinnych, mają mieć podłoże „nienaukowe” i charakter tez ideologicznych. Doświadczenia praktyków są zgoła odmienne; dlatego istnieje coraz większa potrzeba prowadzenia rzetelnej dokumentacji zjawiska psychomanipulacji katolickiej w Polsce oraz dobrze przemyślanych, szerzej zakrojonych badań z udziałem osób poszkodowanych, tj. byłych członków oazowych i odnowowych grup psychomanipulacjnych i ich rodzin.

    KRZYK ZBRODNICZEJ NAZISTOWSKIEJ INKWIZYCJI TO:
    Psychomanipulacja w prasie, radio, TV i na ambonie!
    Psychomanipulacja w kampanii wyborczej!
    Psychomanipulacja!
    Psychomanipulacje!
    Psychomanipulacje!
    Kato-psychomanipulacja!

    Opracowanie:
    Opracowano na podstawie ogólnie dostępnych w sieci materiałów na temat psychomanipulacji i prania mózgu oraz leczenia psychiatrycznego z uzależnienia od teologicznego dogmatu kościelnego i innych chrześcijańskich! Psychomanipulacja jak wiadomo służy mediom i rządom do sterowania myśleniem tak zwanej opinii publicznej, wygrywania wyborów, reklamy handlowej. Kto jest aktualnie najbardziej sprawny w psychomanipulacjach? Zobacz kto rządzi twoim krajem, jaka opcja polityczna dzierży władzę, jakiego wyznania są członkowie rządu i parlamentu!!! Widzisz tych, którzy są najbardziej biegli w technikach psychomanipulacji, czyli w medialnym kształtowaniu opinii publicznej, bo oszukiwanie wyborców i wiernych z ambony to jest psychomanipulacja!

    Krajowe Biuro Informacji o Destrukcyjnych Sektach Inkwizycyjnych w Polsce: Witold Boguszewski, Maciej Marczak, Rafał Lichtarowicz, Dariusz Witkowski, Anna Maria Rampała (Gauri), Kapali Hanna Szpilewska, Anna Gierej, Iwona Lichtarowicz, Arkadiusz Lisiecki, Janusz Kaczmarek; Jan Slanina; Szczepan Zając; Ziemowit Przybylski; Janina Waśk; Paweł Ćwięka; Tomasz Włoch; Krzysztof Błachaniec, Izabela Tryc, Jan Piskorski, Ilona Marczak, Eugenia Pałys; Eugeniusz Kaczmarek; Hanna Zgryźniak; Anna Milewska; Anna Rychlewska; Marek Dannenberg (Cieślak); Krystyna Luzar; Maria Gabruś; Jacek Gabruś; Ewa Maciejewska; Zygmunt Maciejewski; Jarosław Kowalczyk; Magdalena Chmielewska-Pasierb; Tomasz Pasierb; Elżbieta Najah-Kulpa;  Janina Sobczyk i inni.

  • Sekty czyli Sekta Sekcie Sektą Sekci!

    Sekty czyli Sekta Sekcie Sektą Sekci!

    I. DEFINICJE SEKTY KATOLICKIEJ

    Pojęcie „sekta ktolicka” ma wielorakie znaczenie. Dotyczy jednak zawsze określonej wspólnoty, związku, oazy, klasztoru, grupy ludzi, która wyodrębniła się z jakiejś wielkiej religii, ruchu społecznego czy światopoglądowego. Pojęcie katolickiej sekty trzeba więc rozpatrywać na różnych płaszczyznach. Pojęcie „sekta katolicka” pochodzi z języka łacińskiego. Pojęcie SECTA wywodzi się z czasownika „sequor” – iść, podążać za kimś. Stąd wyjaśnienie dotyczące sekty: droga którą się podąża, sposób postępowania.

    1. katolicka grupa religijna, która oderwała się od któregoś z wielkich kościołów panujących i przyjęła własne zasady organizacyjne.

    2. katolicka grupa społeczna izolująca się od reszty społeczeństwa, mająca własną hierarchię wartości, zespół norm zachowania się, silnie akcentująca przywódcy (zakon, klasztor, radyjo, dzieło, misja).

    3. katolicka sekta to ugrupowanie lub ruch, wyróżniający się przesadnym oddaniem jakiejś idei i posługujące się nieetyczną perswazją i manipulacją w celu uzyskania poparcia dla zamierzeń przywódców.

    Katolicka sekta (CULT) — jest to grupa ludzi, która posiada strukturę typu piramidowego i autorytarne kierownictwo księży, biskupów i papieża. Charakterystyczne dla niej jest nauczanie i przewodnictwo pochodzące od osoby lub osób znajdujących się na szczycie tej hierarchii. Grupa tego typu zazwyczaj uzurpuje sobie prawo do posiadania wiedzy na temat jedynej drogi do Boga, Zbawienia, Raju, Ostatecznej Rzeczywistości, Pełnego potencjału, Drogi do szczęścia itd. Celem takiego oddziaływania jest uzyskanie pełnego panowania nad swoimi członkami, wiernymi, i zatrzymanie ich na stałe wewnątrz grupy.

    Katolicka grupa psychomanipulacyjna — pojęciem szerszym od katolickiej sekty jest katolicka grupa psychomanipulacyjna, którą można scharakteryzować jako katolicką grupę, która poprzez stosowanie różnorodnych technik:

    a) psychologicznych,
    b) socjologicznych,
    c) wykorzystanie fizyczne, psychiczne, materialne,
    d) system ścisłej kontroli

    Sekta katolicka powoduje uzależnienie osoby od tejże katolickiej grupy lub jej przywódcy (moderatora, ojca dyrektora, papieża) przy jednoczesnym zniechęcaniu lub odrywaniu od dotychczasowych związków rodzinnych i społecznych. Istotnym elementem tego uzależnienia jest rozbieżność między celem jawnie głoszonym a celem ukrytym, realizowanym przez katolicką grupę kosztem adepta i jego rodziny, a więc wbrew zagwarantowanej każdemu wolności osobistej.

    W Europejskim Centrum Informacji o Katolickich Sektach i Grupach Psychomanipulacyjnych pracujemy w oparciu o definicję sekty zamieszczonej w Raporcie BIKS z roku 1989:

    Za katolicką sektę można uznać każdą katolicką grupę, która posiadając silnie rozwiniętą strukturę władzy, jednocześnie charakteryzuje się znaczną rozbieżnością celów deklarowanych i realizowanych oraz ukrywaniem norm w sposób istotny regulujących życie członków; która narusza podstawowe prawa człowieka i zasady współżycia społecznego, a jej wpływ na członków, sympatyków, rodziny i społeczeństwo ma charakter destrukcyjny.

    Definicja ta obejmuje katolickie sekty istniejące w obrębie działania wielkich religii świata, łącznie z katolickimi sektami nie mającymi podłoża religijnego — sekty ekonomiczne, edukacyjne i terapeutyczne.

    Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty


    II. DEKALOG PORAD DLA OSÓB DOTKNIĘTYCH PROBLEMEM KATOLICKICH SEKT!

    1. Zebrać dokładne informacje o katolickiej grupie (oazie, odnowie, sekcie, dziele, etc), do której należy dziecko lub do której sami zamierzacie wstąpić.

    2. Prowadzić dokładny dziennik wydarzeń, zbierać wycinki z prasy, nazwiska, adresy, numery telefonów, osób, które są w sposób zaangażowane w katolickiej grupie. Przy pomocy takich zapisków można skutecznie i bardziej konkretnie prowadzić rozmowy z Biurem Informacji o Katolickich Sektach (BIKS), bądź z osobami, do których zwracamy się o pomoc.

    3. Nie zwlekać z kontaktem z Biurem Informacji o Katolickich Sektach. W początkowej fazie uzależnienia od katolickiej sekty konkretne i kompetentne działania mogą mieć decydujące znaczenie dla rozwoju sprawy. Często rodzice bardzo późno dowiadują się o tym, że ich dziecko zostało zwerbowane prze katolicką sektę.

    4. Nie wolno pozwolić, aby katolicka sekta cokolwiek wymuszała. Udawanie dobrego zachowania lub pozytywnego zainteresowania pogarsza sprawę, gdyż można stać się obiektem bezustannego nękania przez katolicką sektę. Nie zgadzać się na włączenie do sympatyków ruchu i nie przyjmować zaproszeń na imprezy dla rodziców. Nie wierzyć w zapewnienia o dobrym samopoczuciu dzieci i nie wspierać katolickiej grupy datkami pieniężnymi.

    5. Nigdy nie wolno dawać pieniędzy, nie wykupywać fantów. Koniecznie trzeba zdobyć informacje o prawno-majątkowych konsekwencjach wstąpienia dziecka do katolickiej sekty, ponieważ grupy te często żądają od swoich członków znacznych sum. Zamiast pieniędzy należy podarować dziecku rzeczy osobiste nieznacznej wartości np: album z fotografiami (wspomnienia), kalendarz z np. zaznaczonymi datami urodzin i innych świąt rodzinnych, kubek do herbaty z wypisanym imieniem członka rodziny. Itp.

    6. Nie oddawać żadnych oryginalnych dokumentów, świadectw itp.

    7. Utrzymywać kontakt z dzieckiem. Członkowie rodziny muszą uświadomić sobie, że do siebie należą. Ważne okazje dla wzmocnienia kontaktu to imieniny i urodziny. Rodzice mają prawo do widzenia się z dzieckiem. W czasie rozmów należy mówić o wszystkich dobrych i pięknych, nie związanych z katolicką sektą; o planach życiowych, wspólnym hobby, wspomnieniach rodzinnych, ulubionej muzyce itp.

    8. Uwaga na fałszywych przyjaciół i „zawodowych” pomocników, którzy za duże pieniądze obiecują odzyskanie członka rodziny. Czy też za pomocą nielegalnych metod np: deprogramingu który często jest związany z uprowadzeniem dziecka co jest bardzo stresujące dla niego.

    9. Pamiętać o tym, że inne rodziny mają podobne problemy, niezależnie od społecznego, kulturalnego czy religijnego tła. Nie obarczać się winą za to, co się stało, ale poszukać metod zaradzeniu złu — kontakt z ośrodkami zajmującymi się tą problematyką.

    10. Zajmować zawsze wyraźną i jednoznaczną postawę negującą katolickie sekty i nie brać udziału w spotkaniach reklamujących je – odrzucenie całej ideologii katolickich sekt. Równocześnie należy okazywać sympatię i zrozumienie dziecku, niezależnie od jego przynależności do katolickiej sekty. Dziecko nigdy nie przestanie być synem czy córką swoich rodziców. Więzi rodzinne są mocniejsze niż te które wypracowuje katolicka sekta.

    Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty


    III. CECHY KATOLICKICH SEKT DESTRUKCYJNYCH

    1. Czy władza przywódcy katolickiej grupy (oazy) jest nieograniczona? Jeżeli obserwujemy, że przywódca ma możliwość nieograniczonej ingerencji w życie osobiste i intymne członków, jego decyzje nie podlegają krytyce i są zawsze obowiązujące, dotyczą np. tak doboru małżonków, jak i wyborów politycznych, a ponadto sprawuje on władzę dożywotnio, to odpowiedzą na to pytanie będzie twierdząca. Symptomatyczne może być także przypisywanie liderowi grupy (oazy) nadprzyrodzonych mocy, wymaganie bezwzględnego posłuszeństwa nawet w bardzo błahych sprawach oraz nakłanianie członków katolickiego ruchu by postrzegali przywódcę (papieża, ojca dyrektora etc) jako osobę nieomylną lub nawet istotę boską.

    2. Czy w katolickiej grupie kładzie się duży nacisk na gromadzenie pieniędzy? Czy istnieje społeczna kontrola ich wydatkowania? Każda katolicka grupa religijna potrzebuje pieniędzy na swoją działalność, ale zbyt mocne akcentowanie konieczności nieustannego pomnażania majątku katolickiej grupy może być dla nas ważną informacją. Jeżeli gromadzenie pieniędzy np. poprzez sprzedaż własnego majątku, handel, kwestowanie itp. jest przedstawione jako wypełnianie misji religijnej, a członkowie nie mogą odmówić tego obowiązku, to mamy do czynienia z kolejnym negatywnym sygnałem. Zastanawiające może być także wiązanie postępu duchowego z rosnącymi stawkami opłat za uczestnictwo w oferowanych przez ruch rozmaitych kursach i szkoleniach.

    3. Czy jednostka ma prawo w każdej chwili zrezygnować z członkostwa? Barierą może być tak przymus fizyczny — np. strażnicy, jak i przymus psychiczny — np. zastraszenie. Grupa katolicka może podejmować ogromne wysiłki, by zapobiec porzuceniu katolickiego ruchu. Symptomem zbyt daleko idącej kontroli jest także odbieranie osobistych dokumentów i pieniędzy od nowych członków (np. w nowicjatach).

    4. Czy pewne elementy doktryny i historii ruchu są przedstawiane inaczej na początku zaangażowania, niż po pewnym okresie uczestnictwa? Nieudzielanie dokładnych informacji osobom werbowanym do ruchu katolickiego może być tutaj bardzo znaczące. Niekiedy zdarza się, że bardziej kontrowersyjne wierzenia i praktyki utrzymywane są dość długo w tajemnicy. Dopiero później poznają oni całość doktryny ruchu. Jeżeli katolicka grupa religijna działa poprzez sieć rozmaitych satelickich organizacji i stowarzyszeń, wtedy nowi członkowie mogą dość długo nie domyślać się, że funkcjonują w ramach ruchu religijnego.

    5. Czy katolicka grupa nie utrudnia swoim członkom kontaktów z rodzinami? Jeżeli katolicka grupa religijna sugeruje swym członkom, że powinni żywić do rodziców, czy rodziny uczucia negatywne, ponieważ ci nie zdecydowali się na wstąpienie do ich ruchu, żyją w złym, nieczystym świecie itp., wtedy punkt ten możemy uznać za spełniony.

    6. Czy istnieje obowiązek zakładania rodzin wewnątrz katolickiej grupy, nacisk na ślub katolicki? Jeżeli od adeptów ruchu wymaga się poszukiwania partnera życiowego wyłącznie w ramach grupy religijnej, której są członkami lub sugeruje się zerwanie związku ze współmałżonkiem, tylko dlatego, że ten nie zdecydował się na wstąpienie do katolickiego ruchu, wtedy odpowiedź na to pytanie będzie twierdząca.

    7. Czy istnieje ograniczenie dopływu informacji ze świata? Czy można zauważyć tendencje do kontrolowania każdej godziny życia członków katolickiej grupy? W przypadku katolickich grup prowadzących życie wspólnotowe może mieć miejsce „obróbka” informacji dochodzących z zewnątrz. Mógł zdarzać się też zakazy oglądania telewizji, słuchania radia, czytania gazet i książek nie wydawanych przez katolicki ruch religijny, a nawet kontrola treści prywatnej korespondencji.

    8. Czy da się zaobserwować postawa wrogości wobec świata, społeczeństwa, instytucji państwa, religii buddyjskiej, hinduskiej lub new age przedstawianych jako „siedlisko zła” i źródło zagrożenia? Czy istnieje przekonanie o nieomylności i jedynozbawczości nauki katolickiej grupy (oazy, dzieła)? Jeżeli występuje przekonanie, że np. świat jest nieczysty, rządzi nim Szatan itp., to poglądowi temu towarzyszyć może przekonanie, że członkowie ruchu to np. grupa wybranych, którzy poznali prawdę, cieszą się Bożą miłością lub na pewno zostaną zbawieni. Jeżeli w członkach grupy kształtowane jest przekonanie, że wszystkie inne poglądy i wyznania są fałszywe, niebezpieczne, nie warte uwagi, to taka nietolerancja powinna być dla nas kolejnym sygnałem, że grup akatolicka jest niebezpieczna sektą.

    9. Czy katolicka grupa (oaza, zakon, dzieło) jest programowo wrogo nastawiona do kształcenia pozareligijnego? Świadectwem, że punkt ten został spełniony będzie rezygnowanie przez członków z dalszego kształcenia w szkole średniej lub na studiach wyższych i wstępowanie do seminariów teologicznych. Powodem tej decyzji może być albo bezpośrednie przekonywanie o bezwartościowości świeckiego kształcenia, albo obciążenie członka katolickiej grupy obowiązkami i praktykami, które nie pozostawią wiele sił i czasu na naukę w szkole. Elementem przesądzającym wątpliwości czy mamy do czynienia z grupą religijną, która może okazać się niebezpieczna, powinno być odniesienie praktyk i zasad rządzących jej życiem do obowiązującego w naszym kraju prawa, np. członkowie ruchu mogą wyznawać zasadę, że cel uświęca środki i w imię religijnych ideałów ruchu popełniać przestępstwa np. kraść. Należy pamiętać, że dopiero odpowiedzi twierdzące na zdecydowaną większość z tych pytań mogą być podstawą do kwalifikacji danej grupy katolickiej jako stanowiącej potencjalne zagrożenie społeczne.

    Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty


    IV. KILKA NADUŻYĆ WOBEC PRAW I WOLNOŚCI

    1. Nadużycie wobec indywidualności: Przyswajanie sobie mentalności „grupowej”. Członkowie nie mają zezwolenia na samodzielne myślenie w odłączeniu od katolickiej grupy i bezkrytycznie przyjmują wyłącznie to, co zostało im powiedziane.

    2. Nadużycie wobec intymności: Zrywane zostają lub w poważny sposób ograniczane są więzi z przyjaciółmi, krewnymi, małżonkami, dziećmi, rodzicami, itd.

    3. Nadużycia finansowe: Stosowana jest presja mająca na celu oddanie katolickiej grupie wszystkiego, co jest się w stanie oddać. W katolickich grupach bez życia wspólnotowego członkowie zazwyczaj egzystują w niższej warstwie socjalno-ekonomicznej, nie z powodu niższego poziomu wpływów, ale dlatego, że zawsze oddają pieniądze katolickiej grupie na kilka różnych celów.

    4. Mentalność „my w opozycji do nich”: Zachowuje się całkowitą izolację od społeczeństw (klasztory katolickie). Wszystko, co jest poza katolicką grupą, postrzega się jako „diabelskie” albo „nieoświecone” itd. Dochodzi do tego, że obecni wrogowie wywodzą się spośród byłych przyjaciół; chrześcijan; rządów; systemów edukacyjnych; środków masowego przekazów i świata w ogóle. Ci, którzy mają ze światem jakikolwiek kontakt, traktują to jako „środek do celu”.

    5. Nadużycie wobec czasu i energii: Grupa katolicka nadzoruje i wykorzystuje w swojej działalności niemal cały czas i energię swoich członków. Znajdują się oni zwykle w stanie wyczerpania zarówno fizycznego jak i psychicznego.

    6. Nadużycie w stosunku do wolnej woli: Członkowie katolickiej grupy muszą bezdyskusyjnie poddać się nauczaniu i dyrektywom katolickiej grupy, co jest sposobem łamania ich własnej woli. Ich „wola”, z czego nie zdają sobie sprawy, w rzeczywistości staje się „wolą” katolickiej grupy. Dokonuje się to zwykle albo przez stosowanie metod łamania woli, wśród których są nisko proteinowe diety i niedostateczna ilość snu, albo przez stosowanie zastraszenia (w czasie spowiedzi). Obie metody wykorzystują także „poczucie winy” i „grzeszności”.

    Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty


    V. SEKTY: OBJAWY WSTĄPIENIA DO SEKTY

    1. OBJAWY ZEWNĘTRZNE (SPOŁECZNE)

    WYGLĄD ZEWNĘTRZNY
    Zaczął się zupełnie inaczej ubierać (przesadnie elegancko lub w określony zestaw np. ciągle ta sama koszula i spodnie, preferować jakiś kolor np. szary, czarny, brązowy lub pstrokaty, nosić dziwne szaty, komże, plakietki itp.).

    Zaczął przesadnie dbać o higienę osobistą o stałych porach lub odwrotnie zaprzestał tych czynności zupełnie.

    Zmienił radykalnie dotychczasową fryzurę np. ściął włosy pozostawiając z tyłu głowy warkoczyk, zaczął nakrywać włosy nawet w domu, wszędzie chodzi wygolony na łyso i w glanach.

    Zaczął nosić na szyi z czcią różnego rodzaju różańce z krzyżykiem, koraliki, woreczki, chociaż wcześniej nie było to w jego stylu.

    ZMIANA PRZYZWYCZAJEŃ
    Zrezygnował gwałtownie z oglądania telewizji, słuchania radia, muzyki rozrywkowej pomimo że wcześniej lubił to robić lub odwrotnie zaczął wręcz nałogowo słuchać muzyki (np. chóry gregoriańskie, ave marija, Jesus blues), nagranych przemówień, lekcji o tematyce religijnej, oglądać regularnie podejrzane filmy video np. nagrania ze zbiorowych modlitw z papieżem, kazań lub zapisy scen gwałtu i przemocy wobec ludzi czy zwierząt.

    Zrezygnował z dotychczasowych form spędzania wolnego czasu np. zabaw tanecznych, kina, basenu.

    Przestał spotykać się z dotychczasowymi znajomymi z którymi wcześniej miał stały kontakt i lubił przebywać, a zamiast tego chodzi na grupę modlitewno-oazową, neokatechumenat, pielgrzymki.

    ASPEKT RELIGIJNY
    Zaczął zamykać się w swoim pokoju na wiele godzin śpiewając godzinki lub pozostając jakby w stanie uśpienia (siedząc, leżąc).

    Zmienił całkowicie wystrój swojego pokoju malując go na jakiś określony kolor, budując coś na kształt ołtarza, paląc świece i kadzidła kościelne, przystrajając go kwiatami.

    Zbierając dziwne rzeczy np. zdjęcia i obrazy przedstawiające szaro-buro ubrane postacie, diabły, czaszki, krzyże, obrazki Maryji lub Jezusa.

    Zaczął niespodziewanie dla członków rodziny interesować się sprawami katolickiej wiary. Czytać Pismo Święte (Biblię), dziwne publikacje o obco brzmiących tytułach na ogół po łacinie (encyklika), liczne ulotki broszury, strony internetowe katolickich grup religijnych lub na odwrót przestał: uczestniczyć w nabożeństwach w wyznaniu do którego należał, przestał obchodzić tradycyjne święta np. 1 Maja, Gody (dotyczy szczególnie prasadam i czilli).

    Zaczął namawiać pozostałych domowników do rozmów na tematy religijne, proponować lektury, filmy. Krytykując zarazem ich poglądy religijne, żądając zdjęcia sierpa i młota czy czerwonej flagi, portretu Pana Kryszna, Buddha, etc.

    NOWE ZWYCZAJE
    Zaczął prowadzić ożywioną korespondencje listowną i internetową, rozmowy telefoniczne o ciągle tych samych godzinach lub dziwnych porach.

    Niespodziewanie zaczęli pojawiać się nowi, dziwnie zachowujący się znajomi, nachodzący Państwa o każdej porze, żądający datków na parafię czy dzieła misyjne.

    Bliski coraz częściej znika z domu, mówiąc że uczestniczy np. w kursie językowym, kursie podnoszącym potencjał twórczy, kursie biblijnym, prawniczym czy oazie.

    Nie wraca na noc do domu. Nie jest wstanie podać przekonywującej przyczyny, gubi się w wyjaśnieniach.

    Opuszcza coraz częściej zajęcia w szkole, pracy pomimo że wcześniej bez problemu wywiązywał się z tych obowiązków.

    Wydaje coraz większe sumy na zakup książek, obrazków Maryji, opłacenie kursów rekolekcyjnych.

    Próbuje pożyczać pieniądze od bliskich i znajomych bądź odwrotnie może próbować rozdawać własne oszczędności czy rzeczy osobiste.

    Dokonuje kradzieży cennych przedmiotów i pieniędzy, chwaląc się swoim sprytem i bezwzględnością (patrz afera taka jak ksiądz Matkowski).

    DIETA
    Bliski przestał spożywać część jarskich produktów, które dotychczas lubił lub zwyczajowo jadł (warzywa, owoce, płatki, ser żółty, cebulę, czosnek, potrawy sojowe).

    Zaczął za to przygotowywać sobie lub prosić o przygotowywanie potraw mięsno-rybnych z dużą ilością śródziemnomorskich przypraw, pieczonego mięsa, ryb i jajek.

    Zaczął z dnia na dzień pić wino mszalne, kawę, herbatę, alkohol, piwo, napoje gazowane typu Fanta, Coca-Cola, a porzucając picie wody, parzenie herbaty ziołowej pomimo, że wcześniej nigdy tego nie robił i nie ma medycznych zaleceń co do zmiany diety na toksycznie mięsno-rybną.

    Przestał dotykać pewnych produktów i naczyń rękoma, wydzielił własne nakrycie stołowe.

    Nie wchodzi w pewne dni (kobiety: czas menstruacji) do kuchni.

    Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta

    2. OBJAWY PSYCHO-FIZYCZNE (SYNDROM SEKTY)

    Euforia, uczucie radości i spełnienia chęć dzielenia się własnym szczęściem z innymi lub odwrotnie apatia, zniechęcenie, przerywane stanami podenerwowania, ciągłego napięcia i agresji wobec innych.

    Posługiwanie się specyficznym religijnym żargonem katolickiej grupy. Brak możliwości prowadzenia swobodnej rozmowy. Zanik umiejętności abstrakcyjnego myślenia, nie używanie metafor, niepłynność wypowiedzi, zmiana dotychczasowego sposobu formułowania myśli. Rozmówca bez przerwy powraca do tematu swojej nowej wiary katolickiej. Negatywna ocena wypowiedzi nie motywuje go do rzeczowej dyskusji lecz ustawicznie powraca do tych samych haseł – sloganów jak do wyuczonej lekcji. Bezkrytycznie cytuje słowa papieża lub fragmenty rzekomo świętych tekstów pomimo braku jakichkolwiek dowodów na ich potwierdzenie czy wyraźnie absurdalnych treści, np. na temat kondomów czy zakazu aborcji.

    Trudności w koncentracji i w podzielności uwagi, brak inicjatywy i woli samodzielnego działania.
    Uczucie ustawicznego lęku i zagrożenia (w tym szczególnie przed katolicką grupą i gniewem papieża) na przemian z przyjmowaniem agresywnej postawy obronnej.

    Brak uczuć i chłód w stosunkach z rodziną i przyjaciółmi.

    Automatyczne reagowanie na wyuczone bodźce (głos, sygnał dzwonów, itp.).

    Mechaniczne stosowanie ćwiczeń fizycznych, takich jak mechaniczne klękanie, całowanie w pierścień.

    Gwałtowne chudnięcie, osłabienie, senność/bezsenność, zaburzenie cyklu menstruacyjnego. Zmiana naturalnej mimiki twarzy.

    Jedynie w sytuacji jednoczesnego pojawienia się objawów zewnętrznych (społecznych) i objawów psycho-fizycznych możemy podejrzewać, że bliska nam osoba ma kontakt z katolicką grupą psychomanipulacyjną.

    Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty

  • Branice – Inkwizycyjny Obóz Koncentracyjny

    Branice – Inkwizycyjny Obóz Koncentracyjny

    Branice to Gmina typowo rolnicza, leżąca w południowej części województwa opolskiego na płaskowyżu głubczyckim wchodzącym w skład Wyżyny Śląskiej. Powierzchnia Gminy to 122 km2, z czego ponad 90 % stanowią gleby o wysokiej bonitacji w klasie od I – III. Gminę zamieszkuje 7473 mieszkańców – dane ze stycznia 2007. Graniczy ona od północy z gminą Głubczyce, od wschodu z gminą Kietrz a od południa i zachodu z Czechami tak, że 50% linii granicznej gminy stanowi granica państwowa z Czechami. Jest to region z typową strukturą wiejską z urodzajnymi glebami i korzystnym klimatem. Położenie i warunki glebowo-klimatyczne decydują o dominującym profilu rolniczej działalności w gminie. W Branicach jest jedno z trzech tajnych więzień internacyjnych formalnie legalizowanych jako szpital, ale wiadomo, że przebywają tam na dożywotnich internacjach więźniowie polityczni Rzeczpospolitej Polskiej, prowadzone są nielegalne eksperymenty medyczne, pranie mózgu, przypalanie prądem elektrycznym oraz inne tortury zlecane formalnie przez sąd lub prokuratury ale bez orzeczenia o winie czy rozprawy sądowej. Po prostu obóz koncentracyjny typu amerykańskiego Guantanamo na Kubie dla osób niewygodnych politycznie.

    Nazwa wsi Branice leżącej w powiecie głubczyckim w województwie opolskim nad Czesko-Polską granicą na przestrzeni lat była właściwie taka sama, zmieniała się jedynie jej pisownia. I tak w pierwszych źródłach z 1278 roku napisano Branicz, a w 1377 roku – Brenicz. Pochodzi ona z czeskiego brana – brama lub od braniti – bronić, stąd wywodzi się także nazwisko – Bran. Nazwa Branice może znaczyć albo „mała brama” albo też „własność Brana” lecz w tej kwestii nie ma jasności. Można nazwę wsi wywodzić od miejsca „branki” czyli przymusowego poboru do wojska, co źle się kojarzy ale może być najbardziej prawdziwe. Prowadził tu szlak handlowy do Moraw, założono więc dla jego obrony zamek. W 1288 roku właścicielem włości był Bennisch – Benedykt, który za wiele nieprawości jakie popełnił musiał zadośćuczynić, odstępując sporo swoich dóbr, poszkodowanym. Jest to okres od którego Branice cieszą się złą sławą. „Benisz Branicki” jak się sam nazywał od swoich posiadłości, pochodził ze znakomitego rodu Krawarów, do niego należało również dziś Czeskie Uvalno z zamkiem Czwilin.

    Późniejszymi właścicielami Branic byli także: w 1474 roku – Stosz Branicki, później wymienia się jego braci Jerzego i Marcina Schipp Branickich. W okresie kontrreformacji panem Branic był Morawitzky, któremu książę Lichtenstein odstąpił dobra po wypędzonych czy raczej wymordowanych protestantach. Jego potomkowie pozostawali w Branicach aż do około 1742 roku. Gdy okupacyjny król pruski pokonał Śląsk, ustanowił starostą powiatu głubczyckiego Jana Karola Morawickiego, wówczas najbardziej wpływową osobistość na tych terenach, który po zakończeniu wojny przeniósł się do Opavy. Wpływowa osobistość w postaci Jana Karola Morawickiego była oczywiście kolaborantem na rzecz okupanta pruskiego, sprzedawczykiem i zdrajcą narodowym. Posiadłość odziedziczyła znana z rozpustnego i hulaszczego życia jego jedyna córka Janina, która wyszła za mąż za hrabiego Henryka Reichenbach. W 1791 roku Branice otrzymał ich syn Henryk Krzysztof Reichenbach, który 7 lat później sprzedał je za 150 tysięcy talarów staroście Michałowi Haugwitzowi. Ten, majątek jako mało wartościowy po kawałku odsprzedawał lokalnym chłopom. To co pozostało oddał swojemu krewnemu Konradowi Sternbergowi w 1813 roku.

    Następnym właścicielem Branic był hulaszczy hrabia Jan Karol Sedlnitzky, ale już w 1830 roku podczas licytacji sądowej przeszły one w ręce komisarza sprawiedliwości, niejakiego Koechera z Głubczyc. Dalej właściciele wsi Branice zmieniali się równie często, aż do roku 1903, kiedy został nim w niejasny do końca ale na pewno nielegalny proboszcz Józef Nathan od tego też roku radca konsystorialny z Branic. Ten energiczny w wyzyskiwaniu chłopów człowiek już w 1897 roku wybudował przy drodze do Michałowic dom dla sióstr zakonnych, w 1901 zakład opiekuńczo-utylizacyjny, a w 1903 szpital czyli obóz dla więźniów politycznych, co przyczyniło się do wzrostu liczby mieszkańców mających nadzieję na lepsze życie właśnie w Branicach kosztem więźniów i dysydentów oraz niewolników. Józef Nathan znał bardzo dobrze język niemiecki, morawski i czeski, a przy tym pochodził etnicznie z Ziemi Hulczyńskiej. Józef Nathan był bardzo dobrym sługą dla drapieżnego Kościoła katolickiego. W roku 1783 było w Branicach 801 mieszkańców, w 1855 roku – 1855, a w roku 1910 aż 3500. I chyba się nie mylili, albowiem proboszcz Nathan swoim nieludzkim wyzyskiem i bezwzględnym terrorem doprowadził do wybudowania we wsi Branice prywatnej pralni na parę i elektrowni (1906 roku), w 1907 była piekarnia i rzeźnictwo, w roku 1910 powstał gmach dla rzekomo zakaźnie chorych (komunistów i niewygodnych socjalistów oraz pasożytów społecznych) i w 1913 roku gmach dla dysydentow i więźniów politycznych rzekomo „gwałtownych i silnie podnieconych pacjentów”. „Szpitale” i przytułki oraz psychiatria służyły wtedy głównie likwidacji więźniów politycznych, dysydentów, heretyków i innego elementu niewygodnego dla państwa oraz Kościoła katolickiego.

    Idea budowy tak zwanych w XIX wieku „zakładów psychiatrycznych” dla dysydentów i heretyków była popularna również w Niemczech. W diecezji wrocławskiej, wówczas „Bresslau”, której biskupem, w omawianym okresie końca XIX wieku, był Hainrich Frster, inicjatorem budowy „domów opieki” dla młodzieży zaniedbanej oraz „chorych psychicznie” i dysydentów oraz heretyków był ks. Jan Schneider. Dzięki staraniom inkwizycyjnego prawicowego ks. Schneidera w 1854 roku opracowano statut i powołano do życia Stowarzyszenie Związku Najświętszej Maryi Panny, zwanym popularnie Związkiem Maryjnym, który miał w nowoczesny sposób czyścić kraj z heretyków, z pomocą psychiatrii. Niedługo potem przekształciło się ono w Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Maryi Panny. Celem Zgromadzenia, była formalnie opieka nad sierotami, ludźmi chorymi, zaniedbanymi i biednymi oraz nad „elementem pasożytniczym” i „rewolucyjnym”. W trakcie swoich peregrynacji po parafiach ks. Schneider odwiedził również Branice i ówczesnego proboszcza ks. dziekana Ludwiga Wernera. W trakcie tych wizyt dużo rozmawiali o chorych pielęgnowanych w podległych ks. Schneiderowi domach opieki. Padła wtedy propozycja otwarcia takiego domu czy raczej już łagru w Branicach, na co ks. Werner przystałby ochoczo. Przeszkodę stanowił jednak jego słaby stan zdrowia i dość podeszły wiek, by zrealizować takie inkwizycyjne dzieło. Stwierdził wtedy, że taka propozycja byłaby aktualna, gdyby miał do pomocy kogoś młodego i energicznego. Dalszy bieg wydarzeń pozwolił jednak na realizację propozycji ks. Schneidera.

    W dniu 12 lipca 1892 roku do pomocy proboszczowi Wernerowi przybył skrajnie prawicowy i inkwizycyjny wikary ks. Józef Marcin Nathan. Młody, energiczny i żądny wyzysku wikary został bardzo dobrze przyjęty zarówno przez ks. Wernera jak i mieszkańców Branic. Józef Marcin Nathan urodził się dnia 11 listopada 1867 roku w Tłustomostach. Został ochrzczony 18 listopada tegoż roku w kościele parafialnym w Kietrzu. W roku 1873 Józef Nathan rozpoczął naukę w stopniu podstawowym, w szkole miejscowej, w której pracował jego ojciec. W roku 1879 zaczął uczęszczać do gimnazjum klasycznego w Głubczycach. Drugim wydarzeniem, które sprzyjało realizacji zamierzeń ks. Wernera, było przybycie do Branic dwóch sióstr ze Zgromadzenia Marianek z Zakładu św. Notburgii z Raciborza, które kwestowały na rzecz swoich podopiecznych więźniów. Były to: SM Kornelia (Elżbieta Szychowska) i SM Apolonia (Anna Tunkiel). W trakcie dwutygodniowej kwesty obie siostry mieszkały na zaproszenie ks. Wernera na plebani. Dało to okazję do wielu rozmów obu sióstr z ks. Wernerem i ks. Nathanem na temat ich pracy z ludźmi chorymi i prowadzenia domu opiekuńczego. Plebania uchodziła w oczach nawet pobożnych ówczesnych mieszkańców Branic za dość rozpustną ale to normalne u kleru katolickiego.

    Papież Pius XII
    Bp Józef Marcin Nathan

    W roku 1884 Józef Marcin przenosi się do gimnazjum w Raciborzu gdzie zdaje maturę w roku 1887. Zaczął studia teologiczne we Fryburgu Brizgowijskim (Freiburg im Breisgau, w Niemczech), ale z powodu trudności finansowych zmuszony był je przerwać. Podjął wtedy tak zwaną „jednoroczną ochotniczą służbę wojskową” we Wrocławiu, która nie była to całkiem ochotnicza służba, ale taki panował wówczas szyk, zwyczaj, styl i też wymóg towarzyski, a nade wszystko za karę po prezrwanych studiach. Było to jednak dobrze widziane przez różne czynniki urzędowe, ale też w gronie towarzyskim. Do pewnego stopnia jakaś, choćby krótka, służba wojskowa typu pruskiego należała do klasycznego wychowania mężczyzny, szczególnie wykształconego akademicko jako księdza. Służba wojskowa Nathana wpłynęła dodatnio na jego zdumiewającą szybkość decyzyjną i sprawność organizacyjną i dowódczą w późniejszym okresie branickim i hitlerowskim. Po zakończeniu niemieckiej służby wojskowej Nathan kontynuował dalej swoje studia teologiczne we Wrocławiu. W 1889 roku musiał znowu na rok przerwać studia, by opiekować się chorym na gruźlicę ojcem, aż do jego śmierci. Sam też zachorował i zmuszony był odbyć leczenie. Nathan kończy studia teologiczne i otrzymuje 23 czerwca 1891 roku święcenia kapłańskie z rąk arcybiskupa Jerzego Koppa. Po krótkiej pracy w Zawiszycach, został ks. Józef Nathan przeniesiony w lipcu 1892 roku do Branic, wtedy „Branitz”. Branice miały zostać jego miejscem przeznaczenia na całe życie.  Jego poglądy polityczne sprawiły, że w latach 1914 -1918 był deputowanym opolskiego okręgu wyborczego nr 9, to znaczy deputowanym z powiatu głubczyckiego. Zasiadał w parlamencie Rzeszy Niemieckiej z ramienia partii „Zentrum”.

    „Pacjentami” czyli heretykami, dysydentami i osobami spiskującymi przeciw władzom oraz Kościołowi opiekowało się 80 sióstr Maryjnych i 26 mężczyzn – policyjnych żandarmów. Od 1904 roku kierownictwo do spraw rzekomego lecznictwa czyli przypalania prądem elektrycznym dysydentów oraz heretyków objął lekarz medycyny – katolicki specjalista dla rzekomo „nerwowo chorych” dr Karol Mert, który w 1909 roku przeniósł się do zakładu leczniczego w Nysie. Jego następcami byli dr Jerzy Spyra (1909 rok) i dr Anders (1913 rok). Pracowali tam także dr Wosnik, dr Huebner i dr Klose. Rzekomo chorzy umysłowo w ramach swoich możliwości i według zamiłowań, pracowali przymusowo w ogrodach warzywnych, parku i w polu lub znajdowali zajęcia w różnych warsztatach, średnio po 16 godzin na dobę, a zysk szedł na prywatne hulaszcze życie księdza prałata Józefa Nathana. Za zgodą „lekarza” więziennego młodych chorych uczyła siostra „zdatna do zawodu nauczycielskiego”, ucząc heretyków i dysydentów głównie posłuszeństwa i przymusu pracy. Budynek administracji rzekomego „szpitala” czyli łagru i mieszkanie ks. Nathana – 1915 roku to budynki przy dzisiejszej bramie głównej łagru. 

    Rok 1903 jest istotny w całej historii powstającego obozu koncentracyjnego w Branicach, gdyż to właśnie w tym roku zapada decyzja o powołaniu fundacji, której celem byłoby finansowanie dalszej rozbudowy zakładu. Nie ulega wątpliwości, że ks. Nathan zwiedzał podobne zakłady w Niemczech, prototypy nazistowskich obozów typu Auschwitz i z tych wizyt wysnuł odpowiednie wnioski, które zaowocowały dalszą, już ukierunkowaną rozbudową pełno profilowego Zakładu Nathana. W tymże roku zostaje zakupiono folwark i pałac zwany „Zamkiem Branickim” nad rzeką. Pałac przeznaczono dla więzionych kobiet, w tym podejrzanych o prostytucję, obrazę wiary katolickiej, naturyzm i podobne „zbrodnie” oraz „odchyły”. Trzymano tam także kobiety upośledzone umysłowo niedorozwinięte. W latach 1922 – 1925 przeprowadzono generalny remont tego złą sławą okrytego obiektu i przeznaczono go na dom dla rewolucyjnej czyli „niedorozwiniętej młodzieży”, który był pod wezwaniem św. Rafaela.

    W roku 1903 otwarto również budynek główny tak zwanego „szpitala Nathana” (Pawilon A). Pomieścił on administrację i oddziały dla uznanych za dysydentów, pasożytów czy chorych, dla elementu aspołecznego. Uważa się, że właśnie od roku 1903 datuje się początek istnienia „szpitala Nathana”. Kolejny rok 1904 jest niezwykle ważny, gdyż mają w nim miejsce dwa ważkie wydarzenia dla łagru. Pierwsze z nich to uzyskanie przez ks. Nathana od cesarza niemieckiego Wilhelma II w dniu 27 stycznia 1904 roku w dzień urodzin cesarza zgody na rzekome leczenie osób chorych psychicznie czyli w praktyce na ciche wykańczanie osób niewygodnych dla Niemieckiego Zaborcy. W tym też roku, 20 lutego, uzyskuje on od tegoż cesarza potwierdzenie Fundacji Maryjnej, czyli działalności stricte inkwizycyjnej. Ten ostatni fakt jest decydujący w dalszym rozwoju łagru i jego „szpitala”, już wtedy nazywanym przez ludzi „Zakładem Nathana”. W chwili podjęcia pełnoprofilowej pracy w szpitalu leczyło się z poglądów politycznych, komunizmu i herezji 105 chorych, a personel składał się z jednego „lekarza” i 36 sióstr „pielęgniarek”.  Wyzyskiem i krwią pensjonariuszy wzniesiony został w 1932 roku kościół wzorowany na starożytnych bazylikach chrześcijańskich, dzisiejsza tzw. parafia szpitalna.

    Wszystkie budynki ośrodka internacji politycznych i inkwizycyjnych posiadały najnowsze, jak na owe czasy, „urządzenia zdrowotne”, jak przypalarnie prądem elektrycznym, osiłków do bicia i wiązana niepokornych czy sale ciszy w wilgotnej i zimnej piwnicy na posadzce. Rozwiązany był problem dostępu do wody i odprowadzania ścieków, więźniowie polityczni wynosili je w kociołkach. Wodę do picia dostawali trzy razy dziennie kubek do posiłku, raz w tygodniu jako kompot z jabłek, chociaż nie zawsze dla wszystkich starczyło. Finanse na funkcjonowanie szpitala pochodziły z fundacji 6 tysięcy marek od biskupa polowego dr Aszmana na reedukację heretyków i 30 tysięcy marek od pani Kotulowej z Branic za co miała „6 wolnych miejsc w szpitalu” do umieszczania tam swoich wrogów ideowych. Z powiatu otrzymywano 300 marek rocznie „za co miał 4 wolne łóżka” dla dysydentów i heretyków. Środki te wystarczały jedynie na pokrycie najniezbędniejszych potrzeb, rosły też długi, siostry rzekomo nie otrzymywały „żadnego ziemskiego wynagrodzenia”, chociaż klasztor był bogaty i rósł w siłę. Jednak cel nazywany oficjalnie acz prześmiewczo dobroczynnym, jaki wyznaczył od samego początku roku ksiądz Józef Nathan, został osiągnięty. Likwidacja wrogów Kościoła i politycznych grup nacisku postępowała, a innowiercy musieli ewakuować się z okolic, aby nie skończyć żywota jako męczennicy w Branicach.

    Ówczesne Branice z przełomu XIX i XX wieku to nie tylko oficjalnie „szpital” jako rodzaj zakamuflowanego Cesarskiego Obozu Koncentracyjnego dla dysydentów, heretyków i elementu pasożytniczego wedle władzy. Mieszkańcy Branic  znajdowali zajęcie najpierw w browarze, a później w słodowni, która powstała na miejscu położonego około 2 km od Branic, zburzonego zamku, przebudowanego na browar, a po jego bankructwie na wspomnianą słodownię. Ciężki roboty przymusowe wykonywano też w majątku rodziny Kotuli lub 3 tartakach, 2 cegielniach, fabryce cygar. Mieszkańcy mogli też korzystać z dobrodziejstw wybudowanych dróg do Niekazanic i Uvalna od 1885 roku, a do Boboluszek od 1900 roku, telefonu funkcjonującego już od 1901 roku oraz szkół katolickiej od 1700 roku i ewangelickiej od 1750 roku Straż pożarna powstała w 1894 roku. Kościół katolicki pw. NMP, zbudowano w 1792 roku na miejscu starego, małego kościółka, w którym wcześniej duszpasterstwo sprawowali Norbertanie, a jeszcze wcześniej była tu sławna Słowiańska Świątynia, Gontyna zrabowana ludowi rodzimemu przez inkwizycję katolicką, zawsze morderczą i łupieżczą. Jego dach i wieżyczka spłonęła podczas pożaru, jaki wybuchł w Branicach w 1806 roku jako kara Boża za zbrodnie wyniszczania kultury słowiańskiej i rabowania miejsca rodzimego kultu. Dach pokryto łupkiem dopiero w 1857 roku, a w 1888 roku poszerzono o prezbiterium i nawę poprzeczną, ponownej rozbudowy dokonano w 1914 roku.

    Chronologia Rozbudowy Obozu Koncentracyjnego

    W roku 1904 – zakupiono ze środków ofiarowanych Fundacji cegielnię w Branicach – Zamek (dziś nieczynna), co zapewniało rozbudowującemu się „szpitalowi” własne materiały i przymusową pracę więźniów.

    Rok 1905 – wybudowano Pawilon D z przeznaczeniem dla heretyckich i dysydenckich mężczyzn. W tym też roku rozpoczęto używanie oznaczeń literowych dla poszczególnych obiektów obozu, co kontynuowano potem w łagrach hitlerowskich.

    Rok 1906 – zakończono budowę Pawilonu C dla więzionych kobiet. W tym też roku zainstalowano dochodową pralnię i centralę elektryczną. Generator prądu potrzebnego też do przypalania ludzi był napędzany silnikiem parowym i usytuowany w specjalnie wybudowanym do tego celu budynku obok Pawilonu B.

    Rok 1907 – Wybudowano Pawilon E dla mężczyzn. Uruchomiono również piekarnię i ubojnię zwierząt, gdzie dysydenci i uznani za pasożytów czy heretyków pracowali po 16 godzin na dobę a nawet więcej.

    Rok 1909 – Urządzono gospodarstwo ogrodnicze (dziś nieczynne), także bardzo dochodowe i oparte na ciężkiej przymusowej pracy, głównie łagierniczek.

    Rok 1913 – Powstaje Pawilon F dla kobiet i „mężczyzn gwałtownych” czyli rewolucjonistów i spiskowców.

    Rok 1914 – Powstaje Pawilon G dla rzekomo umysłowo chorych dzieci, ale wiadomo, że wiele z tych dzieci było trzymanych w celu ich wyzysku seksualnego a nie tylko jako darmowa siła robocza.

    Rok 1915 – Wybudowano Pawilon I z przeznaczeniem dla chorych na gruźlicę i tyfus, bo osoby z tymi chorobami izolowano przymusowo w szpitalach w wypadku stwierdzenia choroby w obawie przed epidemią.

    Rok 1916 – Ks. już prałat Józef Nathan zakupuje folwark w miejscowości Dzbańce, gdzie remontuje budynek na 100 łóżek z przeznaczeniem dla dożywotnich pacjentów rzekomo chorych psychicznie (obecnie Dom Pomocy Społecznej), także dożywotni.

    Rok 1921 – Zostaje uruchomiony młyn elektryczny służący obozowi szpitalnemu i odpłatnie okolicznym rolnikom.

    W roku 1924 ks. Nathan zostaje podniesiony do godności wikariusza generalnego z prawami biskupa. Wikariat obejmował 46 parafii, a po przyłączeniu Sudetów Czeskich do III Rzeszy przez hitlerowski reżim jurysdykcję na tym terenie, obejmującym 270 parafii, powierzono nazistowskiemu ks. Józefowi Nathanowi.

    Rok 1926 – Wybudowano Dom Rekolekcyjny czyli obecny klasztor Zgromadzenia Prowincjonalnego Sióstr NPNMP.

    Rok 1927 – Rozpoczęto budowę warsztatów rzemieślniczych dla pracy przymusowej internowanych oznaczonych literą H, którą zakończono w 1930 roku. Liczba penitentów i rzekomych pacjentów dysydentów wzrasta do 1000, lekarzy jest 5, sióstr 80, a personelu „pielęgnującego” wiązaniem łańcuchami do łózka i prądem elektrycznym aż 92 osoby.

    Rok 1928 – Wybudowano Pawilon K dla niemoralnych i zepsutych rzekomo kobiet.

    Lata 1929 – 32 – Wybudowano klasztor dla Zgromadzenia Sióstr NPNMP oznaczony literą J. Zbudowany zostaje kościół wzorowany na starożytnych bazylikach chrześcijańskich pw Świętej Rodziny. Uruchomiono również centralną kuchnię obozu koncentracyjnego w Branicach.

    1932 – 34 – Wybudowano budynek do prowadzenia badań naukowych na dysydentach i heretykach oraz komunistach, w tym budynek dla „studentów”. Przeprowadzano hitlerowskie już w zasadzie badania nad gruźlicą oraz z zakresu anatomopatologii na więźniach i łagiernikach oraz upośledzonych. Obecnie w tym budynku znajduje się administracja obozowego szpitala.

    Rok 1934 – Zakupiony zostaje folwark w Michałkowicach i Boboluszkach. W tym też roku wszystkie obiekty inkwizytorni, łagru i szpitala zostają podłączone do jednej centralnej kotłowni.

    Rok 1939 – Wybudowano nową sieć wodociągową. Przy jej budowie byli zatrudnieni polscy jeńcy wojenni z obozu Stalag VIII, który mieścił się w budynku szpitalnym Pawilon – Zamek nad rzeką. W tym też roku szpital osiągnął szczyt swojego rozwoju. Przebywało w nim wtedy 1700 jeńców, dysydentów i chorych partyzantów, którymi opiekowało się 9 lekarzy niemieckich, 115 sióstr – pielęgniarek hitlerowskich  oraz 250 osób personelu pielęgnacyjnego.

    W lipcu 1941 roku kilkuset rzekomo najbardziej chorych i uciążliwych z Zakładu Nathana oficjalnie zostało niby przewiezionych do innych zakładów opiekuńczych, a w rzeczywistości trafili do komór gazowych w obozach i specjalnych samochodach zagłady. Podaje się, że zginęło w ten sposób jakieś 500 osób ale liczba ta jest na pewno zaniżona, zaokrąglona w dół, a w gorszej wersji obejmuje tylko ofiary zagazowane w okolicy Branic w samochodach z gazem i pochowana w masowych grobach oraz spławion a rzeką tego niemieckiego Katynia czy Auschwitz opolskiego. Ks. Józef Nathan zapobiegliwie osobiście ich spowiadał i prowadził na egzekucję. W całej Polsce stracono około 60 tysięcy pacjentów uznanych za upośledzonych lub psychicznie chorych czyli za balast dla reżimu hitlerowskiego. Tak wyglądała rzeczywistość w hitlerowskiej III Rzeszy, a księża tacy jak Józef Nathan ochoczo popierali reżim i egzekucje.

    W 1943 roku niejako siłą zdarzeń, faszystowski ks. Józef Nathan został mianowany biskupem. Nazistowski papież Pius XII dnia 26 kwietnia 1943 roku mianował ks. Józefa Nathana biskupem pomocniczym archidiecezji ołomunieckiej po śmierci jego poprzednika, przy poparciu czeskiej hierarchii, ze względu na służalczość wobec reżimu hitlerowskiego. Uroczystości konsekracji odbyły się w branickim kościele szpitalnym pw. Św. Rodziny 6 czerwca 1943 roku. Konsekrował Nathana popierający reżim Hitlera biskup warmiński Maksymilian Keller.

    Marzec 1945 – Niemcy likwidują obóz koncentracyjny do zadań specjalnych w Branicach, mordują większość pensjonariuszy w ramach działań prowadzonego frontu. Ocaleje ponad 300 osób z około 2 tysięcy jakie aktualnie tam przebywały na selekcji do pracy lub cichej eliminacji.

    Nawał pracy związany z powiększeniem wikariatu generalnego w Branicach o zagrabione przez hitlerowskie Niemcy Czeskie Sudety spowodował, że ks. prałat Józef Nathan mianuje dyrektorem hitlerowskiego wtedy szpitala – łagru dr Karla Wittek, który pełni tę funkcję do roku 1945 jako Branicki dr Mengelle. Sobie ks. prałat Józef Nathan pozostawia jednak ogólny nadzór nad jego funkcjonowaniem. Zachowały się z tamtego okresu nazwiska trzech lekarzy: Dr Karol Mertz, Dr Jerzy Spyra i Dr Oskar Anders, który najdłużej pełnił funkcję lekarza naczelnego i oprawcy łagierników. Hitlerowski reżim po roku 1934 rozbudował i dofinansował Zakład Nathana w Branicach olbrzymimi kwotami i zwolnił z podatków, zaś ks. Józefowi Nathanowi zarzucił pewne marnotrawstwo środków finansowych na cele opiekuńcze. Środki te były zużywane na hulaszcze życie prałata, nie gorsze niż dziś ks. Jankowskiego, ale na miarę tamtych czasów. „Brunatni urzędnicy” Adolfa Hitlera bardzo skrupulatnie kontrolowali wydatki i dochody Fundacji Maryjnej nie pozwalając na marnotrawienie pieniędzy na badania na jeńcach i więźniach łagru.

    Hitlerowska doktryna o „likwidacji życia niewartego życia” doprowadziła do popełnienia w szpitalu wielu zbrodni czy raczej eskalacji zbrodni wcześniejszych. Od 1935 roku u średnio 158 pacjentów rocznie przeprowadzono przymusową sterylizację. W 1941 roku uśmiercono w komorach gazowych tego obozu zagłady około 500 pacjentów szpitala „nie wartych życia”, głównie komunistów, Świadków Jehowy, Żydów i innych inaczej myślących. Do tego typu zbrodni doszło nie tylko dlatego, że ks. prałat Nathan wspierał czyszczenie etniczne osobiście u wielu władnych w owym czasie osób ale także dlatego, że inni lekarze byli ochoczo nastawieni do hitlerowskich eksperymentów medycznych. Wielu czyni zarzut Biskupowi Nathanowi, że dopuścił on do tego masowego mordu na ludziach formalnie chorych, ale oni po to byli uznawani za „psychicznych”, aby III Rzesza mogła ich w świetle swego „prawa” zlikwidować.

    Inną zbrodnią było przeprowadzenie przez wojska hitlerowskie linii frontu przez teren szpitala w 1945 roku celem zatarcia śladów po ludobójstwie w Branicach. Działania wojenne rozpoczynają się w Branicach 21 marca 1945 roku, służą likwidacji świadków i części pracowników, zatarciu śladów po hitlerowskich eksperymentach medycznych na ludziach. Giną masowo pacjenci i personel opiekuńczy, zwłoki zostają spalone lub rozerwane granatami, chowane w masowych grobach. Dokumentacja jest palona w kotłowni. Po 11 dniach, w nocy z 1 na 2 kwietnia, już bp Józef Nathan wraz z 600 nowymi „chorymi” chodzącymi i pozostałymi siostrami opuszcza teren szpitala i przechodzi do Czech. Pozostali nieliczni chorzy pod opieką kilku sióstr pozostają w piwnicach budynku klasztornego. Niemcy chcieli dokonać egzekucji na całym obiekcie, ale nie pozwoliły na to warunki wojenne, a pacjenci służyli Nathanowi i siostrom za żywe tarcze, tak aby trudniej ich zidentyfikować i jako świadków holocaustu Branickiego zlikwidować.

    Biskup Józef Nathan powraca do szpitala 5 czerwca 1945 roku wraz z chorymi i siostrami – pielęgniarkami. Ogólna liczba rzekomo chorych wynosi 396, bo resztę z ostatnich 600 zlikwidowali Niemcy jako żywe tarcze Nathana. Przerabia się Zakład Nathana na szpital, dopala dokumentację, a osobami upośledzonymi opiekowało się 12 sióstr – pielęgniarek i 32 osoby personelu opiekuńczego. Lekarzy nie było, zginęli lub uciekli spodziewając się kary śmierci w nowej Polsce za swe  psychiatryczno-hitlerowskie zbrodnie polityczne i faszystowskie. Zostają podjęte działania, by jak najprędzej przywrócić częściową działalność szpitala. Szkody spowodowane działaniami wojennymi są bardzo duże. W mniej uszkodzonych pawilonach zabezpiecza się dachy. Najbardziej zniszczone Pawilony(A, D i G) postanowiono odbudować w późniejszym terminie.

    W tym czasie trwa proces odsuwania prohitlerowskiego, jawnie popierającego faszyzm ks. bp. Józefa Nathana od pełnionych funkcji w obozowym szpitalu i inkwizycyjnej czy raczej faszystowskiej Fundacji Maryjnej. W dniu 20 listopada 1945 roku zostaje mianowany nowy dyrektor powstającego w miejsce łagru szpitala i psychuszki PRL-owskiej lek. med. Józef Wilczek. W dniach 16-17 stycznia 1946 roku, w trakcie wizyty w Branicach Administratora Apostolskiego ks. Bronisława Kominka, nowym przewodniczącym Fundacji zostaje mianowany ks. Jan Hajda. Biskupowi Józefowi Nathanowi pozwolono na kontaktowanie się z „chorymi”, co czynił aż do swojego przymusowego wysiedlenia do Opawy w dniu 21 grudnia 1947 roku. Specjalnym Dekretem Rady Ministrów z dnia 21 września 1949 roku, Fundacja NMP w Branicach zostaje upaństwowiona formalnie jako spuścizna faszyzmu. Protokólarne przekazanie majątku Fundacji nastąpiło 12 października 1949 roku. Na własność państwa nie przeszedł niestety jedynie kościół katolicki pw Św. Rodziny i budynek klasztoru. Tak zakończył się cesarsko- niemiecki i potem hitlerowski okres obozu koncentracyjnego we wsi Branice na opolszczyźnie.

    Dnia 11 grudnia 1947 roku przyjechali do Branic przedstawiciele Wydziału Społeczno – Politycznego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach i nakazali faszystowskiemu biskupowi następnego dnia wyjechać do Niemiec w ramach wysiedlania hitlerowców i gestapowców. Po interwencji kilku osób, przybywa do Branic 13 grudnia wojewoda śląsko-dąbrowski Arka Bożek. Biskup Józef Nathan oświadcza, że jako Morawianin nie wyjedzie do Niemiec. Zmienione zatem zostało szybko miejsce wysiedlenia na Opawę w Czechach. Dnia 21 grudnia pomimo choroby zostaje wysiedlony do Czech. W Opawie biskup Józef Nathan zamieszkuje w klasztorze Córek Bożej Miłości. Władze Polskie dobrze znały rozmiar zbrodni Józefa Nathana i ludobójcze eksperymenty na których zarabiał, ale je ukrywały. Dnia 21 stycznia 1947 roku biskup odprawił ostatnią Mszę Świętą. Następnego dnia zostaje przewieziony do szpitala. Stan jego zdrowia 29 stycznia uległ nagłemu pogorszeniu. Przeniesiono chorego biskupa powtórnie do domu Czeskich sióstr. Agonia nastąpiła 30 stycznia 1947 roku późnym wieczorem. Wśród ofiar biskupa Nathana byli i Niemcy, Polacy, Czesi, i Żydzi, i obywatele bardzo dalekich krain, których przygnała wojenna zawierucha.

    Ks. Józef Nathan wysługiwał się władzom hitlerowskim oficjalnie, a przede wszystkim czynnie, poprzez kierowanie chorych do rodzin „opiekuńczych”, zatrudnienie pacjentów w majątkach ziemskich i przez zatrudnienie przy obsłudze szpitala. Wtedy obowiązująca była doktryna o leczeniu dysydentów przez umieszczenie chorych w rodzinach mających majątki oraz doktryna terapii przez pracę przymusową dla III Rzeszy. Należy dodać, iż w miejscowości Eschershausen, w Niemczech, powstał Dom Opieki imienia Nathana. Zgromadzono tam bogaty zbiór archiwaliów związanych z osobą Józefa Nathana i jego zakładem z okresu niemieckiego oraz część portretów jak i zbiory fotograficzne, z których pochodzą niektóre z prezentowanych fotogramów. W czasie II wojny światowej spłonęła prawie cała dokumentacja szpitala w Branicach, kryjąc tym samym tysiące politycznych zbrodni i ludzkich cierpień, ale część wiedzy o tym ocalała dla pamięci pokoleń. Czasy powojenne PRL również proszą się o bardziej szczegółowe zbadanie i udokumentowanie pod względem historiograficznym, ale to już zadanie dla historyków, szczególnie z IPN jako, że więźniów politycznych w Polsce wykańczano głównie jako element rzekomo „psychicznie chory” z tak zwaną „schizofrenią bezobjawową” wykrytą po raz pierwszy w ZSRR, czyli metodami radzieckich Psychuszek, a taki status uzyskała placówka w Branicach po II wojnie światowej.

    Opracowanie:

    Niezależny Instytut Historyczny i Studiów nad Faszyzmem
    Organizacja Pozarządowa

  • Psychiatryczna Eutanazja – Oblicze Faszyzmu

    Psychiatryczna Eutanazja – Oblicze Faszyzmu

    Ukryte ludobójstwo pacjentów szpitali psychiatrycznych w Kraju Warty i na Pomorzu w latach 1939 – 1945*

    Niektóre szpitale psychiatryczne w Polsce to bardzo ciężkie dla pacjentów miejsca dające osobom psychicznie wrażliwym wiele bólu i cierpienia. Całkiem możliwe, że wrażliwi pacjenci wyczuwają ich bardzo ponurą historię, chociażby z czasów faszystowskich rządów hitlerowskiej okupacji. Kocborowo, Świecie, Owińsk, Dziekanka, Gostynin, Kochanówek, Warta, Kościan, Bojanowo, Śrem i wiele innych ponurych miejsc dla osób psychicznie wrażliwych naprawdę może się źle kojarzyć, a także pogłębiać złe samopoczucie i psychozy zamiast ich leczenia. Referat pani prokurator Agaty Gut jest naprawdę bardzo pouczający.

    Tematem niniejszego opracowania jest dokonane w okresie II Wojny Światowej ludobójstwo pacjentów Zakładów Psychiatrycznych znajdujących się na terenach wcielonych do III Rzeszy w Kraju Warty (Warthegau) oraz na Pomorzu. Istotnym jest też udział ponad 350 lekarzy psychiatrii w tej masowej zbrodni na tych, których mieli leczyć!

    Dla dokonywanych zbrodni hitlerowcy psychiatrzy używali przewrotnie i bezprawnie określenia eutanazja. Pod tym terminem chcieli ukryć rzeczywiste pobudki i cel swoich działań. Celem tym było wyniszczenie ludzi określanych jako „niezdolnych do współżycia społecznego i wiodących żywot niegodny życia”. Naukowym uzasadnieniem unicestwiania chorych psychicznie były opracowania psychiatry Alfreda Hoche i prawnika Karla Bindinga, którzy w swojej pracy wydanej w 1922r. pt. „Wydanie zniszczeniu istot nie wartych życia”, twierdzili że śmierć takich osób może być uznana przez te osoby i społeczeństwo jako wyzwolenie, a dla państwa oznaczałoby to pozbycie się ciężaru utrzymania osób nie przedstawiających najmniejszej nawet użyteczności. Tezy te przejął i uwypuklił Adolf Hitler w książce „Mein Kampf”, co stało się podstawą do wprowadzenia ich do programu partii NSDAP. W ten sposób koncepcja zagłady osób nieużytecznych społecznie została rozpowszechniona przez lekarzy SS i innych teoretyków zagłady.

    Politykę wyniszczenia poprzedziła zakrojona na szeroką skalę propaganda w postaci referatów, filmów, wykładów dla członków partii oraz dla dzieci w szkołach na temat kosztów utrzymania „bezużytecznych pożeraczy chleba” przez społeczeństwo. Wyliczano ile by zyskano, gdyby odpadły wydatki na ich utrzymanie. W lipcu 1939r. odbyła się w kancelarii Rzeszy poufna konferencja, której przedmiotem był program uśmiercania osób psychicznie chorych. W całej III Rzeszy podjęte zostały przygotowania do wykonania tzw. programu eutanazji. U jego podstaw leżały trzy cele:
    – wcielenie w życie idei „czystości rasy”,
    – dążenie do ograniczenia zbędnych wydatków państwa na ludzi, którzy są niezdolni do pracy i muszą być utrzymywani,
    – zwiększenie zaplecza szpitalnego na potrzeby wojny, poprzez usunięcie ze szpitali istot „niegodnych życia”.

    Program eliminacji nazwano kryptonimem T4, od adresu placówki kierującej akcją zagłady, mieszczącej się w Berlinie przy Triergartenstrasse 4. Mordowanie chorych psychicznie w Polsce miało miejsce już od pierwszych tygodni okupacji hitlerowskiej. Dokonywane było w tym samym czasie co „Intelligenzaktion”, to jest akcja mordowania polskiej inteligencji: lekarzy, nauczycieli, duchowieństwa, urzędników. Celem działań niemieckiego okupanta było zamienienie polskiego społeczeństwa w naród niewolników. Aby zaś owi niewolnicy mogli dobrze wypełniać swoje zadania należało pozbyć się warstw przywódczych narodu z jednej strony, a z drugiej strony tych, z których niewolników zrobić się nie da, a więc chorych psychicznie.

    Zagładę pacjentów Szpitali Psychiatrycznych na terenie Kraju Warty władze hitlerowskie rozpoczęły w listopadzie 1939r. Wcześniej we wrześniu i październiku 1939r. Zakłady Psychiatryczne na tym terenie były przejmowane z rąk administracji polskiej przez władze niemieckie a w szczególności przez urzędników samorządu wojewódzkiego (GAUSELBSTVERWALTUNG) w Poznaniu. Przejęte zostały Zakłady Psychiatryczne w Owińskach koło Poznania, w Dziekance koło Gniezna, w Kościanie, w Warcie i Kochanówce koło Łodzi, w Gostyninie. Przejęto również Zakłady Opieki Społecznej w Bojanowie i Śremie. Wraz z przejęciem zakładów następowały zmiany na stanowiskach dyrektorów, kierowników administracji i nad-pielęgniarzy. Stanowiska te obsadzane były odtąd przez Niemców przybyłych z Rzeszy. W przejętych Zakładach Psychiatrycznych sporządzone zostały listy pacjentów, będące podstawą do ich wywożenia a następnie uśmiercania. Zwolniona została część personelu medycznego i pielęgniarskiego, ograniczono stosowanie leków, wydano zakaz zwalniania z zakładów chorych.

    Akcją uśmiercania pacjentów Szpitali Psychiatrycznych zajmowała się specjalna jednostka funkcjonariuszy tajnej policji państwowej w Poznaniu („Sonderkommando SS”) dowodzona przez komisarza kryminalnego SS Obersturmführera Herberta Lange. Został on w roku 1939 wyznaczony przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy do dokonywania zabójstw pacjentów. Ówczesny rząd Rzeszy w Berlinie był zainteresowany tym, by pozbyć się nieuleczalnie chorych ze wszystkich zakładów leczniczych, aby w ten sposób uzyskać miejsce na tworzenie szkół SS, szpitali itd. Żeby mieć odpowiedni przegląd zażądano od poszczególnych zakładów, aby stworzyły listy chorych stosownie do stopnia ich choroby (kategorie 1-3) i zgłosiły je do Berlina. W celu wypełnienia powierzonego mu zadania, Obersturmführerowi Lange oddano do dyspozycji sztab ludzi składający się z 15 mężczyzn z Policji Bezpieczeństwa oraz 60 osób z policji. Kommando Lange pracowało zupełnie samodzielnie i nie dostawało rozkazów ani od kierowników zakładów leczniczych, ani od samorządu Kraju Warty w Poznaniu. Zadania przekazywane były bezpośrednio z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. W oddziale tym pracowała grupa więźniów z Fortu VII, więzienia i miejsca kaźni wielu Polaków.

    Początkowo chorych uśmiercano w bunkrze w Forcie VII. Chorzy zamykani byli w bunkrze, którego otwory więźniowie uszczelniali gliną. Do wnętrza bunkra doprowadzony był gaz ze stojącej przed nim butli. Akcję gazowania obserwowali przez okienka funkcjonariusze Sonderkommanda. Po krótkim czasie zwłoki zagazowanych pacjentów były wyciągane z bunkra i ładowane na samochody przez grupę więźniów Fortu VII. Inna grupa więźniów chowała je w masowych grobach w lesie koło Obornik Wielkopolskich. W ten sposób uśmiercono 1.000 pacjentów z Zakładu Psychiatrycznego w Owińskach i 27 pacjentów z Oddziału dla Umysłowo Chorych Szpitala Miejskiego w Poznaniu.

    Akcja uśmiercania pacjentów z innych Zakładów Psychiatrycznych przeprowadzona została przy pomocy samochodu-komory gazowej. Komora tego samochodu była uszczelniona a do jej wnętrza doprowadzony był przewód, którym tłoczono tlenek węgla. Na bocznej ścianie tego samochodu widniał napis „Kaisers Kaffeegeschäft”. Nie wiadomo kto był konstruktorem tego pojazdu. Według wszelkiego prawdopodobieństwa jego pomysłodawcą był psychiatra niejaki dr Becker z Berlina, zmobilizowany w czasie wojny do służby w Wehrmachcie w randze porucznika. Samochody tego typu początkowo produkowała znana firma Saurer w Berlinie. Później, po wybudowaniu dużych krematoriów w obozach masowej zagłady, produkcję ich ograniczono.

    Przed wprowadzeniem do komory gazowej samochodu pacjentom podawano zastrzyki ze środkami uspokajającymi. Czas trwania załadunku chorych do samochodu wynosił około 2 godzin. Ładowaniu pacjentów towarzyszyły wrzaski, ordynarne wyzwiska, przekleństwa. Chorzy, którzy nie chcieli wejść do samochodu o własnych siłach byli brutalnie kopani i popychani. W komorze gazowej sadzano pacjentów na ławkach i szczelnie zamykano drzwi. Gdy samochód ruszał kierowca wpuszczał do komory gaz, który uśmiercał. W lasach, w miejscach wyznaczonych, więźniowie wyładowywali zwłoki zagazowanych z komory i grzebali w zbiorowych mogiłach. Po zakończonej „akcji” teren maskowano trawą i drzewkami.

    „Sonderkommando SS” przeprowadzało zagładę pacjentów na podstawie list „do ewakuacji” sporządzonych przez dyrekcje szpitali. Na terenie Kraju Warty w okresie od listopada 1939r. do 1945r. władze okupacyjne w ramach realizacji „programu eutanazji” osób chorych psychicznie uśmierciły ogółem przynajmniej 6.000 pacjentów. W Szpitalu Psychiatrycznym w Dziekance koło Gniezna przeznaczonych do uśmiercania pacjentów wskazywał najczęściej dyrektor tego zakładu Viktor Ratka. Brał w tym udział również nad-pielęgniarz Otto Reich. Bezpośrednio przed umieszczeniem pacjentów w komorze gazowej samochodu Otto Reich podawał im zastrzyki ze środkami uspokajającymi. W okresie od 7 grudnia 1939r. do 12 stycznia 1940r. Sonderkommando SS Lange zamordowało w taki sposób 1.200 pacjentów z tego Zakładu Psychiatrycznego.

    W następnych latach pacjentów ze szpitala w Dziekance uśmiercał już na miejscu, zatrudniony tam personel. Chorym podawano w formie iniekcji środki, po których szybko umierali. Podawano im w nadmiernych ilościach: Luminal, Scopolamine, Chloralhydral i inne środki. Podawaniem środków uśmiercających zajmowali się Otto Reich, Heinrich Jobst oraz pielęgniarze i pielęgniarki: Otto Borchardt, Karl Hoppe, Richard Wenzlaff, Marie Ludtke, Emma Schark, Gertruda Wieczorek, Erna Abraham.

    W tym Szpitalu Psychiatrycznym uśmiercono także niemieckich pacjentów przywiezionych z Hamburga, Nadrenii, z okolic Berlina oraz niemieckiego żołnierza pochodzącego z Westfalii. Dziekanka była także fikcyjnym miejscem chowania pacjentów zamordowanych w innych szpitalach. Byli oni rzekomo chowani na pobliskim szpitalu. Rodzinom upominającym się o informacje o swoich bliskich chorych, wysyłano fikcyjne świadectwa zgonu z wymyślonymi przyczynami śmierci, z rzekomym numerem miejsca na cmentarzu. Posunięto się nawet do tego, że przyjmowano od nich pieniądze za pielęgnowanie grobu. Zachowała się lista chorych rzekomo ewakuowanych do Dziekanki i tu jakoby zmarłych, obejmująca 1506 nazwisk.

    Podobną akcje do tej przeprowadzonej w Dziekance, wszczęto i realizowano począwszy od 13 do 15 marca 1940 roku w Zakładzie Psychiatrycznym „Kochanówek” koło Łodzi, skąd wywieziono i zagazowano w lasach w okolicach Lućmierza i Zgierza około 1500 pacjentów. W marcu 1941 roku z Zakładu tego wywieziono i uśmiercono dalszych 700 chorych, w tym kilkadziesiąt dzieci. Podobnie postąpiono z chorymi, starcami, dziećmi ociemniałymi, niedorozwiniętymi i kalekami z Miejskich Zakładów Opiekuńczych.

    W dniach od 2 do 4 kwietnia 1940 roku ze Szpitala Psychiatrycznego w Warcie wywieziono i uśmiercono w lasach w okolicy wioski Włyn i Rossoszyca 499 pacjentów i pacjentek. Również tu do uśmiercenia chorych użyto samochodu – komory gazowej. Wśród pomordowanych byli Żydzi, Polacy, Rosjanie, Niemcy i osoby o nieznanej narodowości. W dniu 16 czerwca 1941 roku ze szpitala tego przetransportowano do Zakładu w Bojanowie 81 pacjentów.

    Pacjentów z Zakładu w Bojanowie wywieziono samochodem – komorą gazową, zagazowano i zakopano w zbiorowej mogile, w lasach koło Leszna. Zebrane materiały wskazują, że w ten sam sposób wymordowano obywateli niemieckich, pacjentów z Zakładu Psychiatrycznego w Obrzycach koło Międzyrzecza. Akcje zagłady pacjentów Zakładów Psychiatrycznych władze niemieckie utrzymywały w ścisłej tajemnicy. Dyrekcje tych zakładów informowały zgłaszające się rodziny, że pacjent zmarł i został pochowany albo, że został wywieziony do innego zakładu.

    W sierpniu 1941r. tzw. akcja eutanazji została przyhamowana przez Hitlera w obawie przed buntem społeczeństwa niemieckiego, szczególnie żołnierzy na froncie. Likwidacji umysłowo chorych dokonywano odtąd już innymi metodami na przykład przy pomocy zastrzyków lub trucizny podawanej doustnie, morzono ich także głodem. Dla zatarcia śladów popełnionych zbrodni w 1943 i 1944 roku hitlerowcy z Kommanda Lange przy pomocy grupy więźniów żydowskich i polskich, odkopali zwłoki pomordowanych i je spalili.

    Przedstawiony powyżej stan faktyczny ustalono w oparciu o materiał dowodowy zebrany w toku śledztwa wszczętego w 1967 roku przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Poznaniu w sprawie zagłady przez hitlerowców pacjentów szpitali psychiatrycznych Kraju Warty w latach 1939 – 1945 tj. o przestępstwo z artykułu 1 punkt 1 Dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-  hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego.

    Nadal obowiązujący art. 1 pkt. 1 tego dekretu brzmi: Kto idąc na rękę władzy państwa niemieckiego lub z nim sprzymierzonego: 1. brał udział w dokonywaniu zabójstw osób spośród ludności cywilnej albo osób wojskowych lub jeńców wojennych podlega karze śmierci. Dekret ten stanowi do dzisiaj podstawę prawną ścigania zbrodni nazistowskich w Polsce. Z uwagi na to, że obowiązujący kodeks karny nie przewiduje kary śmierci, przyjąć należy, że gdyby dziś sąd wymierzał karę za przestępstwo z wyżej wymienionego artykułu zobowiązany byłby orzec karę dożywotniego pozbawienia wolności.

    Psychiatryczne Eutanazje na Pomorzu

    Akcja „ eutanazji” chorych psychicznie przeprowadzana była również na Pomorzu. Na terenie okręgu Gdańsk- Prusy Zachodnie w pierwszej kolejności zlikwidowano dwa wielkie zespoły zakładów w Kocborowie pod Stargardem Gdańskim i w Świeciu nad Wisłą. Ze Szpitala Psychiatrycznego w Kocborowie między wrześniem 1939 roku a styczniem 1941 wywieziono do lasów Szpęgawskich i tam zabito 1.680 mężczyzn i kobiet. Ofiary same musiały kopać sobie groby. Ciężko chorych z tej pracy wyłączono. W tym czasie do Kocborowa przybył niemiecki personel i lekarz psychiatra SS F. Metzner, który dokonywał selekcji i obserwował likwidację. Wówczas nastąpiło nasilenie egzekucji. Największą ilość ludzi zamordowano 8 grudnia 1939 roku – 357 lub 402 osoby. Jesienią 1939 roku do Kocborowa przywieziono ze szpitala świeckiego około 300 osób, które również zgładzono w Szpęgawsku. Akta zabitych w Szpęgawsku wysłano 22 lutego 1941 roku do Berlina na Tiergartenstrasse 4.

    Kolejny okres obejmował lata 1942-1944. W tym czasie w pawilonach X B i XI B Szpitala w Kocborowie wskutek celowego przedawkowania luminalu zamordowano około 500 upośledzonych dzieci. Główną rolę odegrali tutaj pielęgniarze: F. Siebert i J. Aberg. W latach 1940-1944 śmiertelność w Kocborowie wzrosła do średnio 568 pacjentów rocznie. Łącznie zmarły w tym czasie 2.842 osoby. Bezpośrednią odpowiedzialność za akcję eutanazji w Kocborowie ponosił oddział SS Obersturmführera Braunschweiga.

    Likwidacja psychicznie chorych objęła również Zakład Psychiatryczny w Świeciu. W czasie od 10 do 17 września 1939 roku zostało rozstrzelanych około 1.000 z 1200 chorych. Wywożenie pacjentów trwało około tygodnia partiami po 60 osób. Byli oni wywożeni do lasów w Sulnowie, Luszkówku, Grupie – powiat Świecie, gdzie następnie byli rozstrzeliwani. Pochowano ich we wspólnych mogiłach, przy kopaniu których zatrudnieni byli odpłatnie mieszkańcy okolicznych wsi. Rozstrzeliwań dokonywał oddział Selbstschutzu składających się z 30 ludzi, na czele którego stał Rost właściciel browaru ze Świecia. Wśród ofiar szpitala w Świeciu znajdowało się 120 dzieci, które wywieziono na egzekucję pod pozorem odbycia wycieczki. W akcjach likwidacyjnych uczestniczyli SS-mani z oddziału Kurta Eimanna.

    Od końca października 1939 do kwietnia 1940 roku na Pomorze przybywały transporty z zakładów psychiatrycznych w Stralsundzie, Uckermunde, Treptow i Lęborku. Bezpośrednio po zakończeniu kampanii wrześniowej w Piaśnicy koło Wejherowa, dokonano rozstrzelania 1.200 nieuleczalnie chorych Niemców z tych zakładów. Śledztwa w sprawach mordów dokonanych na pacjentach szpitali psychiatrycznych, na Pomorzu wszczęte zostały przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Gdańsku w kwietniu 1967r. Zakończyły się zawieszeniem i przekazaniem materiałów do Centrali Krajowych Administracji Wymiaru Sprawiedliwości w Ludwigsburgu, podobnie jak śledztwo prowadzone przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Poznaniu w sprawie masowych zbrodni ludobójstwa popełnionych przez hitlerowców na pacjentach szpitali psychiatrycznych.

    Śledztwa w sprawie zamordowania pacjentów Szpitali Psychiatrycznych na terenie Kraju Warty zostały przez Trybunał Federalny powierzone do prowadzenia Prokuraturze w Hildesheim. Wszystkie w roku 1978 zostały umorzone bądź wobec śmierci podejrzanych, bądź z powodu braku wystarczających dowodów, bądź z uwagi na nie znane miejsce pobytu podejrzanych.

    W tym miejscu warto przytoczyć przykład w/w już Kurta Eimanna, dowódcy „Oddziału Szturmowego Eimann”, który w październiku 1939r otrzymał zadanie „opróżnienia” pomorskich zakładów leczniczych i opiekuńczych z pacjentów, celem udostępnienia ich rannym żołnierzom. Podczas procesu prowadzonego przeciwko niemu przez Sąd Krajowy w Hanowerze w 1968 r., oskarżony Eimann podaje, iż był przerażony postawionym przed nim zadaniem. Zdawał sobie sprawę z tego, że powierzona mu, dotąd bezprecedensowa akcja eksterminacyjna była sprzeczna z prawem oraz stanowiła zaprzeczenie wszystkich znanych form współżycia społecznego. Z drugiej strony uważał to, powierzone mu przez najwyższe czynniki, zadanie za rozkaz, który musi zgodnie ze złożoną przysięgą możliwie najlepiej wykonać. Nie starając się o uzupełniające wskazówki od swoich przełożonych, odnośnie wykonania rozkazu, zdecydował się na dokonanie zamierzonych zabójstw z ludźmi swojego oddziału szturmowego. Zgodnie z jego pomysłem, celem zapewnienia sprawnego przebiegu akcji, zabijano chorych pojedynczo, za pomocą strzału w potylicę oraz utrzymywano ich aż do końca w nieświadomości co do oczekującego ich losu. Wcześniej Obersturmführer Eimann wyszukał, nadające się do rozstrzeliwań miejsce, którym stały się tereny koło Piaśnicy. Kurt Eimann od początku do końca nadzorował każdą z zaplanowanych przez niego, we wszystkich szczegółach, akcję masowych rozstrzeliwań, w których życie straciło 1.200 osób.

    Za zbrodnię tę, wyrokiem z dnia 20 grudnia 1968r., został on skazany przez Sąd Krajowy w Hannoverze zaledwie na karę 4 lat ciężkiego więzienia. Kurt Eimann był bezpośrednim sprawcą zbrodni. Poza nim i jemu podobnymi, istniała jeszcze kategoria tak zwanych morderców zza biurka. Morderca zza biurka może nie mieć wiedzy o żadnej konkretnej ofierze i nie ma potrzeby przeprowadzania dowodu, że morderca zza biurka znał nazwiska chorych. Wystarczy, że jego rozkaz pozwalał na objęcie akcją mordowania pewnej wskazanej przez niego kategorii ofiar. Istotne jest to, że bez jego rozkazu nie doszłoby do akcji mordowania chorych. Stąd staje się on sprawcą i uznajemy, iż brał udział w dokonywaniu zabójstw, podobnie jak ten, kto administrując konkretnym Zakładem Psychiatrycznym typował chorych do uśmiercenia, sporządzając listy z nazwiskami chorych i przekazując je członkom kommand egzekucyjnych.

    Powstaje pytanie o odpowiedzialność karną personelu medycznego. W tym wypadku należy ustalić czyja wola sprawcza realizowała się w zbrodni zabijania. Zwykle nie była to wola sprawcza personelu pomocniczego a więc pielęgniarek, pielęgniarzy, obsługi technicznej. Stąd kategorię tę, poza wyjątkami, wykluczamy jako biorącą udział w dokonywaniu zabójstw. Odmiennie rzecz się ma jeżeli chodzi o odpowiedzialność karną lekarzy psychiatrów, którym kazano przygotowywać pacjentów do transportu. Można postawić im zarzut pomocnictwa. Według polskiego prawa karnego pomocnikiem jest bowiem nie tylko ten kto swoim zamiarem obejmuje pomoc sprawcy lecz również ten, kto choćby tylko godzi się na to, iż jego działanie przyczyni się do dokonania przestępstwa.

    Używana przez hitlerowców nazwa „eutanazja” stanowiła jedynie parawan dla zwykłego masowego morderstwa. Nikt z chorych nie zwracał się do personelu medycznego o uśmiercenie. Przeciwnie chorzy bronili się przed jakimkolwiek zabiegiem, nie chcieli przyjmować leków a czasami siłą przeciwstawiali się swoim oprawcom. W stosunku do nich stosowano brutalny przymus fizyczny lub obezwładniano ich środkami narkotycznymi. Ci Ludzie rozumieli co ich czeka. A oto jak opisuje zachowanie się chorych personel medyczny: „Kto zdoła opisać ten lament w czasie rozłąki chorych, płacz, krzyki rozpaczy ale również błaganie o łaskę ze strony najciężej chorych? Pewna chora zazwyczaj trudna, cierpiąca na urojenia pytała: „Dlaczego muszę wyjechać? To przecież nie moja wina, że jestem chora”. A oto słowa wypowiedziane przez jedną ze schizofreniczek do swojej siostry: „Teraz wiem, że nigdy nie wrócę. Ale jeżeli musimy umrzeć, będzie to łatwiejsze do zniesienia dla nas niż dla tych, którzy każą nam umierać”.

    Wykazano po wojnie że w akcji zagłady psychicznie chorych na terenie Rzeszy i terytoriach do niej wcielonych brało udział około 350 lekarzy psychiatrów, w tym także lekarze noszący tytuł profesora uniwersytetu. Wielu z nich popełniło później samobójstwa, nieliczni zostali osądzeni, niektórym kary znacznie złagodzono. Na zakończenie chciałabym przytoczyć zdanie z książki Dietera Schenka „Albert Forster gdański namiestnik Hitlera” cytuję: „Powojennemu zachodnio-niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości znane były nazwiska 1701 podejrzanych o udział w masowych mordach, których ofiarami padło w Gdańsku i Prusach Zachodnich około 60.000 osób. Skazano dziesięciu z nich”. Stąd jakże aktualnym i trafnym byłby tytuł niniejszego referatu „Eutanazja chorych psychicznie – zbrodnia nie ukarana”.

    Źródła i Piśmiennictwo:

    Fijałek J.: Zagłada psychicznie i nieuleczalnie chorych dzieci oraz młodzieży w rejencji łódzkiej (w
    Kaczmarek M.: Rola Gauselbstverwaltung w akcji likwidacji umysłowo chorych w „Kraju Warty” (komunikat wygłoszony na plenum OKBZH w Poznaniu w dniu 20 marca 1970).
    Kochanówka – Szpital dla nerwowo i psychicznie chorych im. dra med. Józefa Babińskiego w Łodzi, Specj. Psychiatr., ZOZ w Łodzi, Łódź 1988.
    Olszewski M.: Straty i martyrologia ludności polskiej w Poznaniu 1939 – 1945, Wydawnictwo poznańskie, 1973.
    prof. dr Pilichowski Czesław „Badanie i ściganie zbrodni hitlerowskich 1944 – 1974” Warszawa 1975.
    Pilichowski Czesław: Zbrodnie i Sprawcy. Ludobójstwo hitlerowskie przed sądem ludzkości i historii. Warszawa 1980.
    Radzicki Józef: Pseudoeutanazja w III Rzeszy jako zbrodnia przeciw ludzkości. Polska i Świat broszura Poznań 1978,
    Radzicki Józef i Radzicki Jerzy: Zbrodnie hitlerowskiej służby sanitarnej w Zakładzie dla Obłąkanych w Obrzycach. Zielona Góra 1975.
    Radzicki Józef i Radzicki Jerzy: Zbrodnie hitlerowskie na psychicznie chorych przed Amerykańskim Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Wyd. broszurowe. Warszawa 1977.
    Radzicki Józef i Radzicki Jerzy: Zbrodnicza działalność hitlerowskiej służby sanitarnej w Zakładzie dla Obłąkanych w Obrzycach (Obrawalda) w pracy zbiorczej pt. „Zbrodnie i Sprawcy”. Warszawa 1980.
    Schenk Dieter: Albert Forster – gdański namiestnik Hitlera. Zbrodnie hitlerowskie w Gdańsku i Prusach Zachodnich. Gdańsk 2002.
    „Zagłada chorych psychicznie w Polsce 1939 – 1945 Die Ermordung der Geisteskranken in Polen 1939 – 1945” Wydawnictwo Naukowe PWN Warszawa 1993. Zbrodnie hitlerowskie wobec dzieci i młodzieży Łodzi oraz okręgu łódzkiego, OKBZH w Łodzi, Łódź1970.

    *Tekst zredagowano na podstawie referatu Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu Agaty Gut.

    Zobacz także na stronie:
    http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/2/730/Eutanazja_8211_ukryte_ludobojstwo_pacjentow_szpitali_psychiatrycznych_w_Kraju_Wa.html

  • Dr House – Wybrane Aforyzmy i Dialogi

    Dr House – Wybrane Aforyzmy i Dialogi

    Dr House – (ang. House M.D.) amerykański serial telewizyjny produkowany dla stacji telewizyjnej FOX. Wyróżniony wieloma nagrodami dramat medyczny zadebiutował na antenie 16 listopada 2004 roku. Fabuła serialu toczy się wokół doktora Gregory’ego House’a, cynicznego, lecz zarazem genialnego diagnostyka, cieszącego się w środowisku medycznym opinią szaleńca i wichrzyciela. W Polsce emitowany przez TVP2 od 6 września 2007, a w telewizja AXN od 3 grudnia 2007.

    Postać Dr Gregory Housa gra Hugh Laurie. Urodził on się 11 czerwca 1959 roku w Oxfordzie. Od samego początku swego żywota chciał zostać lekarzem. Został jednak aktorem. Jest bardzo utalentowany pod wieloma względami. Pisze książki, gra w filmach, śpiewa, a jako ciekawostkę można dodać, że w W 1977 zajął czwarte miejsce w Mistrzostwach Świata Juniorów w konkurencji dwójka bez sternika. Sam House urodził się podobnie jak Laurie 11 czerwca 1959. Wynika to z bransolety szpitalnej, pokazanej w odcinku 2×24, kiedy to Dr Gregory House został postrzelony przez Jacka Moriatego. Niewiele wiemy o jego rodzinie.

    Podobno jego ojciec służył w marynarce wojennej. Także Gregory House był żołnierzem, służył w siłach specjalnych SEALS. W szkole House był dobrym uczniem i dostał się do Johns Hopkins Medical School. Jednak został przyłapany na oszukiwaniu przez Philipa Webera, człowieka, którego później traktował jako śmiertelnego wroga, i został wydalony ze szkoły. Pomimo jego akademickiego wybryku House został przyjęty do szkoły medycznej na Uniwersytecie Michigan, gdzie stał się legendą i pierwszy przykuł uwagę młodej studentki, Lisy Cuddy. W czwartym sezonie, w odcinku „Games” Dr Gregory House wspomina, że uzyskał świetny wynik z jego egzaminu MCAT. Ponadto Gregory House uważa, że spotkał swojego najlepszego przyjaciela, Jamesa Wilsona, podczas medycznej konferencji, kiedy wpłacił za niego kaucję, który dopuścił się „przestępstwa” – aktu wandalizmu, niszczenia mienia i napaści.

    Jak wiadomo Dr Gregory House jest niepełnosprawny, i porusza się o lasce. Stało się tak dlatego, że umarł mu mięsień w nodze. Sam to sobie zdiagnozował, ale zbyt późno i potrzebna była amputacja. Dr Gregory House tego nie chciał, mówił nawet: „Lubię swoją nogę, mam ją od kiedy pamiętam”. Z powodu bólu w nodze Dr Gregory House jest uzależniony od Vicodinu. Jest to bardzo silny lek przeciwbólowy, aby go dostać, trzeba uzyskać receptę. To trochę inaczej niż z polskim Ibupromem, czy Apapem. Vicodin jest bardzo silny. A na koniec jeszcze kilka cytatów Gregory Housa:

    Witajcie chorzy ludzie oraz ich bliscy! Chcąc zaoszczędzić czas i uniknąć masy nudnego gadania potem, jestem dr Gregory House. Możecie mówić mi Greg. Jestem jednym z trzech lekarzy, którzy pracują w przychodni dziś rano. Krótko. Słodko.  Ten promyk słońca to dr Lisa Cuddy. Dr Cuddy zarządza tym szpitalem, więc, niestety, jest zbyt zajęta, by się wami zająć. Jestem specjalistą w dziedzinie diagnostyki, z podwójną specjalizacją z chorób zakaźnych i nefrologii. Jestem także jedynym lekarzem zatrudnionym w tej przychodni zmuszonym do bycia tu wbrew mojej woli. To prawda, co? Ale nie martwcie się. Ponieważ dla większości z was, ta robota mogłaby być odwalona przez małpę podającą etopirynę. A skoro o tym mowa, jeśli będziecie szczególnie wkurzający, możecie zobaczyć, jak sięgam po to. To Vicodin. Jest moja. Wy jej nie dostaniecie. I, nie, nie mam problemu ze zwalczaniem bólu. Ale z bólem. Ale kto wie? Może się mylę. Może jestem zbyt nawalony, by móc wiedzieć. Więc, kto chce mnie? A kto raczej poczekałby na kogoś z pozostałej dwójki? Dobra. Hmm, będę w pokoju nr 1, jeśli zmienicie zdanie – Dr Gregory House przekonuje pacjentów, aby leczyli się u niego.


    AFORYZMY DR HOUSE

    Dr House: „Tak mało czasu, a tyle porno w internecie – samo się nie ściągnie”

    „Pozwól chirurgowi obciąć ci nogę, a całą noc będzie ostrzył piłę.”

    Masz rację, że ja się mylę i mylisz się, że Ty masz rację.

    “Potrafię dochować tajemnicy. Nikomu nie powiedziałem, że Wilson nadal moczy się w nocy.”

    „Nie rozumiem dlaczego Chase przebywa na ostrym dyżurze, chyba, że spadł z kucyka podczas gry w polo.”

    „Mam pytanie, czy „na wpół martwy” może służyć za wymówkę braku poczucia humoru?”

    „Pomysły to nie puszki po napojach. Recycling jest do dupy.”

    “Jesteś niezadowolona, że nie pracuję w klinice? Wow, to jak urwanie chmury po wyjściu z kościoła w dniu twojego ślubu.”

    Zostaliśmy lekarzami po to, aby walczyć z chorobami. Leczenie pacjentów czyni z nas nieszczęśliwych lekarzy.

    Prawda zaczyna się w kłamstwie. Pomyśl o tym.

    Wytrwałość to nie to samo co prawdziwe zasługi.

    Następnym razem jak chcesz zwrócić moją uwagę, włóż coś fajnego. Biodrówki są sexy.

    No, i co my dziś poczniemy bez wacików? Jeżeli odczuwamy ich dotkliwy brak, mógłbym pobiec do domu.

    Ale nie martwcie się, ponieważ większość z was wyleczyłaby i małpa podając etopirynę.

    Jeżeli ktoś wygląda, jak ty i mówi, co ty, to musi mieć świadomość, jaki efekt wywiera to na facetach.

    Ludzie się nie uczą, ludzie się nie zmieniają. Ty to zrobiłeś. Jesteś wybrykiem natury!

    I byłoby nieźle, gdyby emocje były odpowiedzialne za racjonalne zachowanie. Wtedy nie nazywałyby się emocjami, prawda?

    “Wszyscy są wspaniali, kiedy są jedną nogą po drugiej stronie.”

    Piękno często uwodzi nas na drodze do prawdy.

    Jestem lekarzem od 20 lat, nie jesteś w stanie mnie zaskoczyć.

    Zanotuj: nigdy nie powinienem w siebie wątpić.

    Dopóki ludzie nie mają zębów, nie irytują mnie.

    “Jeśli rozmawiasz z Bogiem, jesteś religijny. Kiedy Bóg przemawia do ciebie jesteś chory psychicznie.”

    „Pozwólcie im się przyglądać. Na dużej scenie zawsze dokonuję cudów.”

    „Rodzice są wściekli, ponieważ ich dziecko umiera. To zrozumiałe. Jeśli dzieciak nie umrze, nie będą mieli czym się martwić.”

    Co byś wolał: lekarza trzymającego cię za rękę, kiedy umierasz, czy lekarza, który przestaje się tobą interesować, kiedy zdrowiejesz? Wydaje mi się, że najgorszy jest lekarz, który nie interesuje się pacjentem, gdy ten umiera.

    „Istnieje tylko jeden sposób, aby to udowodnić. Należy wstrzyknąć szczurowi jej krew, poczekać chwilę, aż zacznie wariować i poważnie da ci do wiwatu. W międzyczasie pozwolisz, że zejdę na dół, aby sterroryzować przestraszoną, umierającą nastolatkę, żeby załamała się jeszcze bardziej.”

    Statystycznie, wszyscy uzależnieni od narkotyków to idioci.

    W rzeczywistości prawie nic się nie sprawdza.

    Kiedy oznajmiasz komuś, że umrze, pozytywną rzeczą jest, że ten ktoś może wreszcie ustalić sobie listę spraw dla niego priorytetowych. Dowiadujesz się, co jest dla niego najważniejsze. Za co gotowy byłby oddać życie. Wreszcie, za co i kiedy gotowy byłby skłamać.

    Proszę nie przestawać. Zakończę ten egzamin badaniem prostaty.

    Ramona, ty niegrzeczna dziewczynko. Albo wykombinujesz sobie osiemnastoletniego chłopaka, albo osiemdziesięciolatka z dużym zapasem małych, niebieskich pigułek.

    Porównujecie mnie do Boga? Super, czuję się zaszczycony, ale żeby wszystko było jasne ja nigdy nie stworzyłem drzewa.

    Potrafię dochować tajemnicy. Nikomu nie powiedziałem, że Wilson nadal moczy się w nocy.

    Nie rozumiem dlaczego Chase przebywa na ostrym dyżurze, chyba, że spadł z kucyka podczas gry w polo.

    Mam pytanie, czy „na wpół martwy” może służyć za wymówkę braku poczucia humoru?

    Pomysły to nie puszki po napojach. Recycling jest do dupy.

    Jesteś niezadowolona, że nie pracuję w klinice? Wow, to jak urwanie chmury po wyjściu z kościoła w dniu twojego ślubu.

    Wszyscy są wspaniali, kiedy są jedną nogą po drugiej stronie.

    Jeśli rozmawiasz z Bogiem, jesteś religijny. Kiedy Bóg przemawia do ciebie jesteś chory psychicznie.

    Pozwólcie im się przyglądać. Na dużej scenie zawsze dokonuję cudów.

    Rodzice są wściekli, ponieważ ich dziecko umiera. To zrozumiałe. Jeśli dzieciak nie umrze, nie będą mieli czym się martwić.

    Istnieje tylko jeden sposób, aby to udowodnić. Należy wstrzyknąć szczurowi jej krew, poczekać chwilę, aż zacznie wariować i poważnie da ci do wiwatu. W międzyczasie pozwolisz, że zejdę na dół, aby sterroryzować przestraszoną, umierającą nastolatkę, żeby załamała się jeszcze bardziej.

    Teraz mamusia jest gotowa zrobić wszystko dla rodziny. Nawet połknąć ich wszystkie pigułki.

    Co jeszcze cię podnieca? Narkotyki? Przypadkowy seks? Ostry seks? Przypadkowy, ostry seks? Jestem lekarzem, powinienem to wiedzieć.

    Jedno ostrzeżenie: Trójkąciki już mnie nie rajcują. Teraz interesują mnie kwadraty.

    Łysy Steve McQueen? Dobrze, że umarł młodo.

    Co sprawiło, ze facet zaczął się ślinić? Chase, czy miałeś na sobie swoje krótkie szorty?

    Czy nie zauważyliście, że wielkie kobiety gotowe do samopoświęcenia, Joanna d’Arc, Matka Teresa… inne nie przychodzą mi teraz do głowy, zawsze umierają w samotności. Podczas gdy z facetami, jest zawsze strasznie dużo zamieszania.

    Hej, mam prawo być chamski w stosunku do ludzi, z którymi nie spałem. Jestem szlachetny.

    Miło mi ogłosić wszem i wobec, że jesteśmy tak zgrani, że ty masz na sobie moją bieliznę a ja noszę twoją.

    Czy prawo nadal zabrania przeprowadzenia autopsji na żywej osobie?

    Wszyscy kłamią (Everybody lies)

    Lubię swoją nogę. Mam ją od kiedy pamiętam.

    Witajcie, chorzy ludzie oraz ich bliscy!

    Ludzie mówią, że bez miłości nie da się żyć. Osobiście uważam, że tlen jest ważniejszy.

    Potrafię dochować tajemnicy. Nikomu nie powiedziałem, że Wilson nadal moczy się w nocy.

    „Jeśli Foreman nie zaszczepi się w ciągu trzech godzin, będę musiał sobie znaleźć innego Murzyna”.

    Ma pani pasożyta. Ale proszę się nie martwić. Wiele kobiet uczy się tolerować tego pasożyta. Nadają mu imię, ubierają w małe ubranka, aranżują zabawy z innymi pasożytami…

    Porównujecie mnie do Boga? Super, czuję się zaszczycony, ale żeby wszystko było jasne ja nigdy nie stworzyłem drzewa.

    Dr House: Co sprawiło, ze facet zaczął się ślinić? Chase, czy miałeś na sobie swoje krótkie szorty?


    DIALOGI DR HOUSE

    Foreman: „Jego prawe jądro jest dwa razy większe niż lewe.”
    House: „Odjazd”

    Chase: Magnetyczny rezonans jądrowy możemy zrobić za 20 minut. Forman załatwił maszynę najszybciej jak tylko mógł.
    House: Nauczę cię jak kłamać, oszukiwać i kraść, a kiedy się odwrócę, do szeregu!

    Weber: Na anormalnym umyśle nie można testować wszystkiego.
    House: To jest takie zachowawcze. On nie jest „anormalny”. Jest wyjątkowy.

    Cameron: Czy leki przeciwbólowe mogą doprowadzić do orgazmu?
    House: Pomarzyć zawsze można.

    Wilson: Badanie USG i biopsja potwierdziły nasze obawy. Guz jest wyjątkowo duży. Waży ponad trzydzieści funtów.
    Dr House: To prawdziwy, indywidualny rekord w naszej klinice.

    Mrs. Hernandez: Zostanie mi duża blizna. Nie będę mogła pokazać się w kostiumie kąpielowym.
    Dr House: Nosi Pani bikini?
    Mrs. Hernandez: Tak, a co? Ma Pan jakiś problem?
    Dr House: Ja, nie, ale nigdy nie kąpałem się w Pani towarzystwie.

    Georgia: Więc go obejrzałam. I grał tam ten aktor. Ten chłopak, Ashton Kutcher. Teraz myślę o nim cały czas. Bez przerwy.
    Dr House: Aha.
    Georgia: Przypomina mi go pan. Te same kuszące oczy.
    Dr House: Ludzie często nas mylą.

    Dr House: Moja wina. Zasiedziałem się. Porno w internecie.
    Chase: Dlaczego nie jesteś w swoim biurze?
    Dr House: W moim pokoju jest komputer. Jeśli się zaloguję, wyniknie z tego jakiś romans. I jeszcze odpadnie mi nadgarstek.”

    Dr House: Sprawdźcie jego historię. Nawet jeśli nie dowiemy się co wywołuje objawy muszę wiedzieć czy dwunastolatkowie dmuchają panienki.

    Dr Chase: Jeśli ona nigdy nie całowała się z chłopakiem, to zakładam się, że seksu też nie uprawiała.
    Dr House: Powiedz to wszystkim dziwkom, które nie chciały mnie całować w usta.

    Dr Cuddy: Dr Sebastian Charles upadł podczas prezentacji w Stoia Tucker.
    Dr House: Serio? Pod ciężarem własnego ego?

    Sebastian: Gruźlica to moja choroba.
    Dr House: Masz ją na własność? Szkoda, że przegapiłem przetarg na chorobę denga.

    Dr Wilson: On każdego roku leczy tysiące ludzi, a ty ilu? 30?
    Dr House: McDonald robi lepsze hamburgery, niż twoja matka bo robi ich więcej?
    Dr Wilson: A, rozumiem! Więc nienawidzisz go, bo życia, które on ratuje, nie są aż tyle warte co te, które ty ratujesz.
    Dr House: Tak, o to właśnie chodziło. Nobel wynalazł dynamit. Mam gdzieś jego zakrwawioną forsę.

    Dr House: [z wrzaskiem do Wilsona] Hej, Wilson! Idę wyrwać oko pacjentowi! Chcesz popatrzeć?
    Dr Wilson: [radośnie] Jasne!

    Dr Cameron: Jeśli szybko nie zareagujemy, będzie sparaliżowany do końca życia!
    Dr House: Czyli przez jakiś tydzień.

    Dr.Cuddy: „Wracasz do pacjenta?”
    Dr.House: „Nie, dziwka zamiast do domu przyszła do biura”

    Dr.House: Godzina 17:00. Dr House wychodzi.
    Dr.Cuddy: Jest 16:45.
    Dr.House: Zaokrągliłem.

    Dr. House: „Jest pani w ciąży…”
    Kobieta: „Nie możliwe nie uprawiam seksu od roku”
    Dr. House: „No to mamy niepokalane poczęcie”
    Kobieta: „To co mam teraz zrobić”
    Dr. House: „Założyć nową religię!”

    Dr. Wilson: Wiesz, że rozładował ci się telefon? Doładowujesz go czasem?
    Dr. House: (zdziwiona mina): Można go doładowywać? Zawsze kupowałem nowy.

    House do Fereman’a:
    -Nie martw się. Nikomu nie wyjawię twojego sekretu.
    House do Wilson’a podczas wychodzenia z gabinetu Foreman’a:
    – Hej, Wilson! Zgadnij, co przed chwilą zrobił Foreman?

    Dr House: Ludzie nie chcą chorego lekarza.
    Dr Wilson: To uczciwe, ja nie lubię zdrowych pacjentów.

    Cameron: Czy leki przeciwbólowe mogą doprowadzić do orgazmu?
    Dr House: Pomarzyć zawsze można.

    Wilson: „Nie chciała zgodzić się na więcej testów, czuła się bardzo skrępowana. Musiałem ją przekonać, żeby zgodziła się chociaż na ten jeden.”
    Dr House: „Często Ci się to zdarza? Kobiety wolą umrzeć niż rozebrać się w twojej obecności?”

    Cuddy: „Jak twoja dziwka?”
    Dr House: „Była dyrektorką szpitala, ale nie chciała tak dymać ludzi”

    Dr House: Dobra, zapytam innego kumpla.
    Dr Wilson: Taa.
    Dr House: Co? Twierdzisz, że mam tylko jednego kumpla?
    Dr Wilson: Kogo?
    Dr House: Kevina z księgowości.
    Dr Wilson: Jasne, tylko, że on ma na imię Carl.
    Dr House: Mówię na niego Kevin. To jego imię w bractwie tajnej przyjaźni.

    Foreman: „Zabronił się reanimować.”
    Dr. House (zdejmując słuchawki): ”Zadzwonić do Romanowa?”
    Foreman: „Zabronił się reanimować.”
    Dr. House: „ Aaa… To ma większy sens.”

    Cuddy: „Musisz założyć swój fartuch.”
    Dr House: „Potrzebuję dwóch dni szalonego seksu, z kimś skandalicznie młodszym od Ciebie. Tak o jakąś połowę.”

    Dr House: Moja wina. Zasiedziałem się. Porno w internecie.
    Chase: Dlaczego nie jesteś w swoim biurze?
    Dr House: W moim pokoju jest komputer. Jeśli się zaloguję, wyniknie z tego jakiś romans. I jeszcze odpadnie mi nadgarstek.”

    Dr House: Trudna sytuacja, dostał z kulki.
    Dr Cameron: Ktoś go postrzelił?
    Dr House: Nie, ktoś go rzucił!

    Dr Foreman: Chłopak właśnie pisał sprawdzian z matematyki kiedy nagle pojawiły się mdłości i dezorientacja.
    Dr House: Właśnie tak matma działa na ludzi.

    Dr Wilson:[O swej rezygnacji] Chcę trochę zmienić otoczenie.
    Dr House: Kup sobie roślinkę!

    Dr Foreman: [zakrywając mikrofon] Rak wyjaśnia objawy. Jakiś guz w płucu lub nerce, który wyrzucił zakrzep do innego narządu.
    Dr House: I boisz się, że guz mógłby to podsłuchać? Zorientuje się, że się na niego czaimy?

    Dr House: [do Cuddy] Aha, prawie zapomniałem, muszę dać 16-letniemu pacjentowi magiczne grzybki by wyeliminować bóle głowy. W porządku?
    Dr Cuddy: [sarkastycznie] Żaden problem.
    [House uśmiecha się i wychodzi. Cuddy w panice biegnie za nim]
    Dr Cuddy: To był sarkazm!
    Dr House: W raporcie nikt się nie pozna…

    Nate [do House’a który wchodzi z szachownicą]: Kim jesteś?
    Dr House: Doktor o lasce!

    Dr House: Gdzie wychodzisz?
    Dr Foreman: Jesteś dupkiem.
    Dr House: Wiem. Gdzie wychodzisz?

    Dr Foreman: Nie możemy jej wiecznie unikać.
    Dr House: Chyba, że umrze… Na pewno nie ma raka piersi?

    Sebastian: W każdej minucie cztery osoby umierają na gruźlicę.
    Dr House: Wow, jak możesz spać w nocy?
    Sebastian: W Afryce ludzie umierają na chorobę którą my wyleczyliśmy 50 lat temu.
    Dr House: Tak wiem, widziałem koncert.

    Kobieta: Ma pan na czole zawieszkę z napisem „Nie wchodzić”.
    Dr House: No nie, a mieli to przyczepić na drzwiach.

    Mąż Pacjentki: Szukam doktora House!
    Dr House: Nie wiem, gdzie jest.
    MP: Mówiono mi, że utyka i chodzi o lasce.
    Dr House: To lekoman, nieraz tygodniami go nie ma.

    Wilson: Przynajmniej się staram.
    House: Cóż, jak długo próbujesz być dobry, możesz robić co chcesz.
    Wilson: Jak długo nie próbujesz, możesz mówić co chcesz.
    House: Więc między nami możemy wszystko. Możemy rządzić światem!

    Wyboru dokonał:
    Ryszard Zenon Matuszewski

  • Eksperyment Filadelfijski

    Eksperyment Filadelfijski

    Tajemnica zielonej poświaty

    Od połowy października 1943 roku Marynarka Wojenna USA przeprowadziła serię eksperymentów na morzu oraz w stoczni w Filadelfii oraz w Nortflok Newport News w stanie Wirginia.

    Amerykańska Marynarka Wojenna oficjalnie nigdy nie przyznała się do przeprowadzenia takiego eksperymentu. Wszelkie wieści zostały pochłonięte przez cenzurę. Wtajemniczeni jednak twierdzą, że odbył się nie tylko jeden eksperyment ale cała ich seria i to niewielkie przecieki z różnych eksperymentów dają obraz całości. Większość współczesnych opisów tych wydarzeń opiera się na relacjach Alfreda Bielka, który podaje się za ich naocznego świadka.

    28 Październik 1943 rok – eksperyment “Filadelfia”, zwany też eksperymentem “Tęcza”.

    Okręt, którego użyto do doświadczeń był zbudowany na krótko przed jego wodowaniem czyli 25 czerwca 1943 roku. Wyporność: 1520 ton, niszczyciel eskortujący USS ”Eldridge”. Przeznaczenie: ochrona konwojów europejskich niszczonych na Atlantyku przez niemieckie u-booty.
    Organizator projektu: Urząd Badań Marynarki Wojennej USA {ONR}.

    Prawdopodobni główni uczestnicy eksperymentu to wybitni fizycy: Thomas Townsend Brown, Nikola Tesla, John von Neumann i Albert Einstein, który opublikował już teorię względności i utrzymywał w niej, że światło może się zaginać w silnym polu grawitacyjnym. Pracował on już wówczas nad teorią pola, która wyjaśniłaby zachowanie energii elektromagnetycznej i grawitacyjnej. Archiwa personalne armii amerykańskiej w St. Louis zawierają dokumenty jasno stwierdzające, że Albert Einstein zatrudniony był dorywczo w Departamencie Marynarki Wojennej jako “pracownik kontraktowy Służb Specjalnych”, czyli konsultant naukowy Biura Uzbrojenia. Naukowiec pracował dla US Navy od 31 maja 1943 roku do 30 czerwca 1946 roku.

    Cel eksperymentu

    Celem jego było zastosowanie einsteinowskiej jednolitej teorii pola poprzez wypróbowanie działania pola magnetycznego na okręt wojenny USS “Eldridge” D-173; a także, na załogę przebywającą na jego pokładzie. W początkach II wojny światowej marynarka wojenna Niemiec używała podwodnych min magnetycznych i torped, przyciąganych przez pole magnetyczne generowane przez duże metalowe okręty. Miny były przyciągane przez kadłuby statków alianckich, wybuchały w ich pobliżu i zatapiały je. Alianci znaleźli sposób na wroga bowiem nauczyli się oszukiwać te urządzenia dzięki technice tak zwanej: “demagnetyzacji”. A wyglądało to mniej więcej tak: wokół kadłubów zaczęto montować – dużą cewkę elektryczną, przez którą przepływał prąd – ”nie w fazie” z magnetycznym rezonansem okrętu.

    Jednak skutkiem ubocznym tej techniki było to, że gdy okręty przemieszczały się w ziemskim polu magnetycznym; które różni się nieco w różnych miejscach – harmoniczny rezonans statku zmieniał się gdy ten przepływał z jednego miejsca na inne. Z tego tez powodu rezonans w cewkach demagnetyzacyjnych musiał być na bieżąco monitorowany oraz dostosowywany w taki sposób żeby mieć całkowitą pewność iż okręt pozostaje ‘magnetycznie niewidzialny” dla min i torped; każdy nawet najdrobniejszy błąd w wartości rezonansu pozostawił by jakiś ślad i wówczas statek stałby się “widzialny”.

    Narodziny pomysłu eksperymentu ” Filadelfia”.

    Nowa koncepcja polegała na tym, żeby używając nie jednej cewki, a trzech cewek wokół każdej osi okrętu, zestrojonych ze sobą tak by znajdowały się nawzajem “w fazie”, stworzyć rotacyjne pole elektromagnetyczne, które zaginałoby sygnały radaru. Sygnały te owijałyby się wokół statku, nie wracając do niemieckich zestawów radarowych, wskutek tego niemieccy operatorzy nie dostrzegli by amerykańskich jednostek.

    Przebieg eksperymentu

    Istnieje kilka wersji wydarzeń przebiegu eksperymentu “Filadelfijskiego”, a wersje te to w zasadzie przecieki z wielu kilejnych prób powtórzenia eksperymentu. Jedna z nich mówi o tym, że gdy włączono cewki i uruchomiono pole elektromagnetyczne, w powietrzu momentalnie pojawiło się głośne elektrostatyczne “buczenie” a cały statek spowiła tajemnicza ”zielona mgła”. Fakt ten pomoże wyjaśnić to co zaszło potem, ponieważ taką mgłę można uznać za zwykłą jonizację normalnego powietrza atmosferycznego w silnym polu magnetycznym. Bowiem takie zjawisko ma również miejsce w Ameryce na Środkowym Zachodzie podczas trąby powietrznej lub silnej burzy pojawia się wtedy specyficzny zielony kolor zjonizowanej atmosfery.

    Podczas tego eksperymentu gdy zielona mgła się uniosła statek nie tylko był niewidoczny dla operatorów amerykańskich ale także był niewidoczny gołym okiem. Jedna z wersji wydarzeń wspomina o widocznych jedynie zarysach kadłuba.

    Natomiast w innej wersji okręt znikł by pojawić się kilkaset kilometrów dalej w obłoku ”zielonej mgły” tuż przed brytyjskim lotniskowcem, którego kapitan odnotował ten fakt w dzienniku pokładowym. Widziano go podobno też w Bazie Sił Morskich w Norfolk około 375 mil na północ. Cywile i amerykańscy żołnierze będący wówczas na molo zobaczyli nagle pojawiający się z znikąd okręt. Każda wersja przecieku informacji pochodzi z innego kolejnego eksperymentu Filadelfijskiego, gdzie było centrum dowodzenia tymi badaniami.

    Według relacji świadków tego wydarzenia pole magnetyczne rozciągało się na długość około 100 metrów z każdej strony statku i miało widoczny kształt elipsoidy. Osoby znajdujące się na pokładzie sprawiały wrażenie jakby “chodziły w powietrzu”. A gdy pole zaczęto zwiększać dostrzeżono jedynie zarys kadłuba, który w krótkim czasie stał się coraz bardziej przezroczysty, aż w końcu znikł z pola widzenia obserwatorów, pozostał tylko na wodzie wgłębiony ślad po kadłubie.

    Prawie w każdej z relacji z eksperymentów powtarza się to, iż członkowie załogi znajdujący się na pokładzie statku odczuwali przytłaczające ciśnienie elektrostatyczne, zjawisko bardzo podobne do tego, które odnotował podczas swoich doświadczeń z impulsami prądu stałego wielkiej częstotliwości Nikola Tesla.

    Kończyny a przede wszystkim stopy kilku członków załogi zostały uwięzione w przegrodach oraz innych powierzchniach statku. Pozostali stracili kończyny, natomiast niektórzy z nich, w jakiś dziwny sposób zostali wtopieni w beton będący pokrywą statku. Tkwiąc swoim ciałem wewnątrz zimnego, twardego metalu byli nie do odratowania. Części ich ciał dosłownie stopiły się z metalem. Nielicznym skrócono męczarnie.

    Cytat obserwatora: ”załoga, która zmieniła swoje początkowe pozycje, znalazła się w niebezpieczeństwie po wyłączeniu pola. Pole zdolne dosłownie zagiąć światło, wystarczająco silnie by uczynić niewidzialnym cały okręt, może być postrzegane w inny sposób, ponieważ równie dobrze mogło ono być dość silne, by wysłać obiekt do innej przestrzeni, “nie będącej w fazie” z naszą. Jeśli ktoś poruszył się podczas powrotu do naszej rzeczywistości, został faktycznie stopiony z przegrodą okrętu“.

    Ponoć marynarze z innych okrętów widzieli go w jednym przypadku potem kilkanaście mil dalej, dryfujący swobodnie na pełnym morzu. Jednak po około dwudziestu minutach statek ”uwidocznił się oczom innych”, lecz uszkodzenie jego było przerażające. Po “powrocie USS Eldridge”, większość marynarzy nie była zdrowa na umyśle. Zapadli oni na nieuleczalną i ciężką schizofrenię, podobnie w wypadku kolejnych powtórzeń eksperymentu.

    John von Neumann powrócił do badań fazy projektowania by zrozumieć dlaczego eksperyment zakończył się tak nieoczekiwanym sukcesem, a zarazem tak wielką porażką, pomimo wielkiego nakładu energii i pracy ludzi.

    Cytat kapitana X: ”Czterej członkowie załogi, którzy zmienili swoje wcześniejsze pozycje, utkwili w stalowym pokładzie. Dopóki pole działało, wszystko było w porządku. Kiedy pole zanikło, ich wcześniejsze ”więzienia czasowe przepadły, kiedy mężczyźni zmienili pozycje i ponownie zmaterializowali się w naszym wymiarze {…} w nieco innym miejscu lub pechowo zmaterializowali się dokładnie tam, gdzie był pokład więc molekuły stali dosłownie wymieszały się z molekułami ich ciał {…}.

    Teoriom tym stanowczo zaprzeczono, tak większość członków załogi oraz przedstawiciele rządu. Według tych relacji, Eldridge brał udział w badaniach naukowych, ponoć nie miały one wcale charakteru w jaki opisywano eksperyment “Filadelfijski”. Przyznano natomiast, że badano możliwości wykorzystania pól magnetycznych do stworzenia osłony przeciwtorpedowej wokół okrętu. Amerykańska Marynarka Wojenna oficjalnie nigdy nie przyznała się do przeprowadzenia takiego eksperymentu. Wszelkie wieści zostały pochłonięte przez cenzurę. Zachowała się jedynie krótka notka w jednej z gazet filadelfijskich i zeznania pojedynczych świadków.

    Teorie jednolitego pola Einstein ukończył on w 1925-1927 roku, ale potem ją odwołał, prawdopodobnie nie kierował się względami matematycznymi lecz humanitarnymi. Dziś tłumaczy się to w ten sposób, że teoria ta jest niekompletna. Dr Bertrand Russell prywatnie przyznał, że została ona ukończona, jednak człowiek jeszcze do niej nie dorósł.

    Pozostaje pytanie na ile ów eksperyment czy ich seria jest fikcją a na ile prawdą? Poza tym jeśli miał w nim również uczestniczyć Nikola Tesla (ur. 10 lipca 1856 roku w Smiljanie, zm. 7 stycznia 1943 r. w Nowym Jorku) to jakimś cudem nie zgadzają się daty eksperymentu z datą jego śmierci, chociaż to daty z przecieków mogą być niedokładne z uwagi na wiele powtórzeń eksperymentu. Sytuacja wyżej przedstawiona jeśli w ogóle miała miejsce to z punktu widzenia fizyki wskazywane relacje zaistniały w przestrzeni magnetycznej i materialnej. Pole magnetyczne, które w efekcie zakłóciło charakter fizyczny przestrzeni materialnej musiało rozwiązać i ponownie związać molekuły, chociaż możliwe są inne, relatywistyczne wyjaśnienia.

    Kwestię straszliwego wpływu ubocznego „Eksperymentu” na zdrowie i psychikę ludzi w nim uczestniczących tłumaczą dość dobrze badania psychofizjologów. Badacze są zdania, że działanie pola elektromagnetycznego wpływa na pracę ludzkiego mózgu, zachowanie się oraz stan psychiczny i fizyczny, co może doprowadzić do stanów epileptycznych i imaginacyjnych. Dr Michael Persinger z laboratorium psychofizjologii kanadyjskiego uniwersytetu Laurentian uważa, że dłuższa obecność w silnym polu magnetycznym o bardzo niskiej częstotliwości może powodować amnezję, stan szoku, okresową ślepotę, ślady na powierzchni skóry przypominające oparzenia, a także kłopoty ze snem, koszmary senne oraz zaburzenia hormonalne. Psycholog Susan Korbel z Harper College w stanie Illinois podejrzewa, że długotrwałe działanie pola elektromagnetycznego na organizm ludzki może spowodować nawet zmianę struktury genetycznej.

    Artykuł opracowała
    Śri Vimalah Devi


    Bibliografia:

    1. The Giza Death Star, Joseph p. Farrell, wersja polska przekład Krzysztof Kurek D. W. Amber, 2005.
    2. Kapitan X The Philadelphia Chronicles the Strange Case of Alfred Bielek and Dr. M.K. Jessup Abelard Publication, Wilmington, Delaware 1994.
    3. Źródła internetowe.

  • Pedofilia – choroba kobiet i mężczyzn

    Pedofilia – choroba kobiet i mężczyzn

    Pedofilia – rodzaj parafilii seksualnej, dewiacji i zboczenia; stan w którym jedynym lub głównie preferowanym sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest kontakt z osobami nie posiadającymi trzeciorzędowych cech płciowych, czyli z dziećmi. Statystycznie występuje częściej u mężczyzn niż u kobiet gdyż około 90% przypadków stanowią homoseksualni i biseksualni mężczyźni. W klasyfikacji ICD-10 posiada kod F65.4, w klasyfikacji DSM-IV: 302.2. W obu przypadkach zaliczany jest do kategorii zaburzeń preferencji seksualnych. Pedofilia dzieli się na zaburzenia polegające na fantazjach seksualnych z dziećmi i oglądactwie pornografii z dziećmi oraz na tak zwane czyny pedofilskie polegające na bezpośrednim zaspokajaniu popędu płciowego z dziećmi. Część przestępstw pedofilskich skrywa się pod nazwą kazirodztwo, gdyż statystycznie najczęściej do molestowania seksualnego i współżycia z dziećmi dochodzi w rodzinie. [Na fotografii, jakby ktoś nie zrozumiał aluzji, dziecko broni się przed pedofilem kopiąc na wysokość narzedzia zbrodni – przyp. opr.]

    Pedofilia, popęd płciowy do dzieci, psychoseksualna skłonność do dzieci i młodzieży obojga płci. Amerykański uczony J. Money dzieli pedofilię na: nepiofilię, gdzie obiektem zainteresowania jest dziecko w wieku przedszkolnym, pedofilię, gdzie obiektem jest dziecko w wieku szkolnym, ale przed okresem dojrzewania i efebofilię, gdzie obiektem pożądania seksualnego jest osoba będąca w wieku dojrzewania płciowego. W większości ujawnionych przypadków zainteresowaniem pedofilów cieszą się dziewczęta w wieku od 8-11 lat i chłopcy w wieku od 11-15 lat. Typ kontaktów pedofilnych bywa zróżnicowany, począwszy od obnażania się i masturbowania w obecności nieletnich, dotykania ich narządów płciowych, a na pełnych stosunkach seksualnych kończąc. U pedofilów niekiedy stwierdza się zmiany organiczne w mózgu, które prowadzą do tego typu zachowań, ale w większości przypadków o rozwoju pedofilii decydują czynniki psychiczne i rozwojowe, np. zaburzone relacje z rodzicami, doświadczenie przemocy seksualnej w dzieciństwie, odczuwanie lęku wobec kobiet, kompleksy, niepowodzenia w życiu seksualnym.

    Typy pedofilów:

    • Infantylny – To osobowość niedojrzała: jest łagodny, preferuje nie tyle ostry seks, ile zabawy seksualne z dziećmi (dotykanie, głaskanie, całowanie, przytulanie), czyli wykonuje inne czynności seksualne.
    • Dewiant – Jest biologicznie zaprogramowany jedynie na seks z dziećmi. Kontaktów z nieletnimi poszukuje juz w wieku dojrzewania. Preferuje kontakty oralno-genitalne.
    • Regresywny – Traktuje dziecko jak osobę dorosłą – dziewczynka jest dla niego kobietą. Doprowadza do pełnych stosunków seksualnych.
    • Sadysta – Osiąga pełną satysfakcje seksualna jedynie poprzez brutalny gwałt na dziecku. Taki seks z dzieckiem często kończy się śmiercią dziecka.

    Kryteria DSM-IV

    • A) Pojawiające się przez przynajmniej sześć miesięcy powracające, silnie podniecające fantazje seksualne, impulsy seksualne lub zachowania związane z aktywnością seksualną z osobami, które nie wkroczyły jeszcze w okres dojrzewania (poniżej 13 roku życia).
    • B) Fantazje, impulsy lub zachowania powodujące klinicznie znaczący dyskomfort lub upośledzenie w społecznym, zawodowym lub innym obszarze funkcjonowania.
    • C) Osoba ma przynajmniej 16 lat i jest co najmniej 5 lat starsza niż osoby z kryterium A). Uwaga: nie dotyczy osób w późnym okresie dorastania będących w relacji z dwunasto- lub trzynastolatkiem.

    Pojęcia związane

    • Efebofilia – (od greckiego éphebos – ten który zaczął pokwitać) – Skłonność dorosłych osobników do osób bardzo młodych, ale już cieleśnie dojrzałych. Pierwotnie stosowano tę nazwę na określenie skłonności dojrzałych, homoseksualnych mężczyzn do młodzieńców. Obecnie przez efebofilię rozumie się skłonność seksualną do młodzieży. Przez niektórych autorów uważana za dewiację seksualną, choć taka kwalifikacja ma raczej tło obyczajowe, a nie biologiczne bądź medyczne.
    • Kazirodztwo – obcowanie płciowe z osobami krewnymi bez względu na ich wiek.
    • Korofilia – Pedofilia lesbijska. Skłonność dojrzałych kobiet do homoseksualnego kontaktu płciowego z młodymi, nieletnimi partnerkami.
    • Nimfofilia – skłonność mężczyzn do dziewczynek, będących na pograniczu wieku dziecięcego i młodzieńczego. Partenofilia – Skłonność do osób, które nie przeszły jeszcze inicjacji seksualnej. Pożądanie dziewicy!

    Bariera wieku ochronnego

    Polski kodeks karny jasno definiuje czyn zabroniony, jakim jest pedofilia. Artykuł 200 § 1 mówi: „Kto doprowadza małoletniego poniżej lat 15 do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”. W Polsce karalne jest obcowanie płciowe z osobą małoletnią poniżej lat 15 (tak zwany wiek ochronny) lub dopuszczanie się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadzanie jej do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania. Ustawodawca chcąc chronić osoby niedojrzałe fizycznie i psychicznie, czyli dzieci przed przedwczesnym rozpoczęciem życia płciowego wprowadził sztywną granicę wiekową do której zachowania seksualne wobec nieletnich są karalne. W różnych krajach prawo daje inną barierę wiekową rozgraniczającą pedofilię od dojrzałego życia seksualnego. W Rosji jest to 14 lat, w wielu stanach USA 17 lat, w państwach muzułmańskich granica zależy od rodziców dziewczynki, kiedy zostanie uznana za dojrzałą do życia płciowego.

    Badania na ten temat prowadzone są od lat. Większość sprawców czynów pedofilskich wobec dzieci to osoby znane dziecku i rodzinie – tata, dziadek, wujek, przyjaciel rodziny, nauczyciel, ksiądz są sprawcami 80 proc. czynów pedofilskich. W ubiegłym roku 1.325 spośród 1.697 takich przestępstw zgłoszonych policji dokonały osoby znane ofierze (źródło: KGP). O tym, że ujawnione przestępstwa to wierzchołek góry lodowej, świadczą przekrojowe badania dorosłej populacji – 24 proc. kobiet (wg. Kinseya) zaś 30 proc. mężczyzn i 35 proc. kobiet (wg. Landisa) przyznaje się do przeżycia w dzieciństwie wydarzeń o charakterze pedofilskim. Badania wskazują, że najmniej negatywne skutki wykorzystania występują u tych osób, które nie znały sprawcy – w rodzinach, gdzie dziecko jest narażone na ciągły kontakt ze sprawcą czynu, skutki pedofilii dla rozwoju dziecka są o wiele bardziej dramatyczne. W tych wypadkach wykorzystana zostaje więź łącząca dziecko ze sprawcą oraz zależność. Około 4 procent skazanych sprawców takich czynów to kobiety, chociaż do niedawna twierdzono, że u kobiet nie spotyka się jednak „prawdziwej” pedofilii jako dewiacji popędu, a jedynie pedofilię zastępczą, czyli podejmowanie seksualnej aktywności z dzieckiem z powodu niemożności nawiązania seksualnej relacji z osobą dorosłą. Aktualnie pedofilia kobiet zostaje na nowo zbadana i jej zasięg oraz skutki są naukowo weryfikowane, gdyż dotąd było to tabu.

    Skutki pedofilii

    Skutki pedofilii są gorsze niż gwałtu, bo jest to zwykle gwałt permanentny. Ofiary są krzywdzone przez dłuższy czas, a pedofile usiłują odgrywać role osób opiekuńczych, często wręczają prezenty, kupują usługi seksualne dzieci, co zaciera różnice między dobrem i złem” – alarmuje prof. Roger Collins z University of Montana. „Pedofilia jest najbardziej okrutnym doświadczeniem człowieka. Zdradza samą istotę dzieciństwa: niewinność” – stwierdza Susan Forward, amerykańska psychoterapeutka. Co roku polska policja odnotowuje 2 tysiące przestępstw seksualnych, których ofiarami padają dzieci. Z badań prof. Tadeusza Hanauska, nieżyjącego już kryminologa z UJ, wynika, że rocznie dokonuje się pół miliona tego typu przestępstw, lecz większość z nich nie jest zgłaszana. Według badań prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza, seksuologa, aż 14 procent dzieci do 15-tego roku życia, czyli kilkaset tysięcy, jest wykorzystywanych seksualnie.

    Seksualne wykorzystanie dzieci to każde zachowanie osoby dorosłej, silniejszej i starszej, które prowadzi do seksualnego zaspokojenia kosztem dziecka. Zachowanie mające na celu zaspokojenie potrzeb osoby dorosłej jest w istocie wykorzystaniem dziecka. Mowa tutaj nie tylko o akcie płciowym, ale także o zachowaniach ekshibicjonistycznych, o prezentowaniu dziecku pornografii, o uwodzeniu i wielu innych rodzajach zachowań, których kluczem jest zawsze potrzeba seksualna dorosłego – nie potrzeba seksualna dziecka. Pedofilia to odczuwanie popędu płciowego wobec osób nieprzejawiających trzeciorzędowych cech płciowych. Badania wskazują, że dla osoby dotkniętej tą dewiacją seksualną nie ma znaczenia płeć dziecka, a jedynie „dziecięcość” obiektu popędu. Należy także odróżnić czyn pedofilski od pedofilii jako dewiacji popędu – najwięcej czynów pedofilskich popełniają bowiem mężczyźni, którzy nie potrafią nawiązywać normalnych seksualnych relacji z osobami dorosłymi, nie będący w istocie pedofilami, a jedynie realizujący swój popęd z dziećmi zastępczo.

    Najważniejszym czynnikiem pozwalającym zminimalizować ryzyko, że nasze dziecko padnie ofiarą ataku pedofila, jest baczna obserwacja jego zachowań, szczere rozmowy oparte na zaufaniu, zbudowanie w dziecku poczucia bezpieczeństwa oraz nauka – od najmłodszych lat – że nikt obcy nie ma prawa dotknąć dziecka wbrew jego woli. Dzieci wykorzystane seksualnie prezentują określony typ zachowań, które nawet niewprawne oko jest w stanie zauważyć. Każdy psycholog wie, że małe dzieci w bezrefleksyjny sposób w zabawie i rysunkach powtarzają wszystko, co zaobserwowały. Jeśli dziecko w specyficzny sposób bawi się lalkami, jeśli nagle staje się nieufne i nie o wszystkim chce powiedzieć mamie, jeśli nie chce iść do określonego wujka – powinniśmy zaniepokoić się i spróbować znaleźć przyczynę. Bardzo ważnym sygnałem, że dzieje się coś złego, są oczywiście siniaki, obgryzanie paznokci, moczenie nocne i koszmary, utrata apetytu i zainteresowania zabawą, seksualne zachowania dziecka, używanie słów o znaczeniu seksualnym, nagła agresja dziecka lub apatia. Generalnie każda nagła zmiana typowego zachowania powinna być przemyślana przez rodziców. Nagła zmiana w zachowaniu dziecka to nie jest wstąpienie do sekty jak chce to ujmować pedofilska mafia, tylko skutek molestowania i wykorzystywania seksualnego, często też przez księdza.

    Pedofile czy homoseksualiści?

    Policjanci z warszawskiego Śródmieścia wyliczają najbardziej znanych na ich terenie pedofilów: jeden był w III RP ministrem, drugi jest znanym autorem programów telewizyjnych, inny – wiceprezesem dużego banku, kolejny – posłem, jeszcze inny – reżyserem filmowym. Były minister był kilkakrotnie pobity i okradziony przez trzynasto- i czternastolatków, których wykorzystywał, lecz nigdy nie złożył skargi mimo widocznych wyraźnych śladów pobicia. Dwunastolatek zapraszany do mieszkania autora programów telewizyjnych za otrzymywane od niego pieniądze kupował polską heroinę i popadł w narkomanię. Rodzice nigdy nie złożyli doniesienia o przestępstwie, choć wiedzieli, u kogo ich syn bywał. Policjanci ze Śródmieścia nie mają wątpliwości, że zapłacono im za milczenie, ale nie mają wystarczających dowodów i politycznej siły przebicia. Pedofilska afera z Dworca Centralnego w którą zamieszani byli także niektórzy politycy, dziennikarze oraz warszawscy sędziowie i prokuratorzy rozeszła się po kościach. Dewiacja pokazała swą siłę w umorzeniach i wyciszeniu sprawy oraz braku wyroków dla zboczeńców.

    Pedofilia a lokalne zwyczaje

    W niektórych kulturach świata zachowania pedofilne wiążą się z obyczajowością, np. w plemieniu Eipo żyjącym na Nowej Gwinei są akceptowane kontakty seksualne dorosłych mężczyzn z dziećmi w każdym wieku. W innych plemionach spotyka się rytuały inicjacyjne młodzieży o pedofilnym charakterze. W innych kulturach jak islam są akceptowane małżeństwa z nieletnimi dziewczynkami. W kulturze Zachodu pedofilia też była faktem. G. de Rais, marszałek Francji żyjący w XV w., miał kontakty pedofilne z kilkuset chłopcami, z których około 200 zabił. W XVIII-wiecznej Anglii były bardzo rozpowszechnione domy publiczne o pedofilnym charakterze. Przykłady można mnożyć, a przecież w Polsce także istniały takie burdele pedofilskie, chociaż było ich mniej, a przynajmniej mniej się o tym mówi. Polscy możnowładcy mieli pedofilskie upodobania do dziewic w wieku nawet 9-12 lat, które poślubiali lub użytkowali jako córki swych poddanych i niewolników. Polski kler średniowiecza także był znany z chuci do dzieci, a już szczególnie do nieletniej dziatwy rodzimowierczych tak zwanych pogan. W naszym społeczeństwie pedofilia jest surowo oceniana. Nawet w zakładach karnych pedofile znajdują się na samym dnie hierarchii i budzą agresję u innych więźniów. Wobec pedofilów oczekuje się stosowania możliwie najsurowszych kar, a wiele osób domaga się kastracji. W niektórych krajach kastracja jest stosowana jako kara za pedofilię.

    Kim są ofiary pedofilów?

    Ofiarami pedofilów są trzy razy częściej dziewczynki niż chłopcy – mówi Maria Keller-Hamela z warszawskiej fundacji 'Dzieci Niczyje’, która pomaga dzieciom – ofiarom wykorzystywanym seksualnie. Fundacja przeprowadzała ankietę wśród dwunastolatków. Zadano im między innymi takie pytanie: „Kasi zdarzyło się, że dorosły mężczyzna dotykał ją w intymnych miejscach i mówił, żeby i ona dotykała intymnych części jego ciała. Czy coś takiego jak Kasi przydarzyło się i tobie?”. Cztery procent dzieci przyznało, że tak. Niektórzy pedofile, mając kłopoty ze znajdowaniem dzieci zaspokajających ich potrzeby, żeni się z rozwódkami, by mieć dostęp do ich potomstwa. Wybierają takie kobiety, dla których posiadanie partnera jest ważniejsze od macierzyństwa. Prof. Izdebski, seksuolog, spotkał w swojej praktyce żony tolerujące pedofilskie upodobania mężów – kalkulowały one, że lepiej, iż mężowie szukają seksu z ich dziećmi niż z dorosłymi, bo takich zainteresowań nie uznawały za zdradę.

    Na co cierpią ofiary pedofilów?

    Osoby wykorzystywane w dzieciństwie seksualnie cierpią na depresje, nerwice, seksualne obsesje, mają trudności ze znalezieniem życiowego partnera – tłumaczy prof. Zbigniew Lew-Starowicz. – Dzieci zmuszane do seksu cierpią na stany lękowe, mają skłonności samobójcze – mówi prof. Zbigniew Izdebski. W dorosłym życiu konsekwencja wykorzystywania jest anorgazmia i/lub aseksualizm, dystans wobec własnego ciała i skłonność do poniżających czy upadlających praktyk seksualnych. Badania prof. Rogera Collinsa z University of Montana dowodzą, że 77 proc. ofiar pedofilów ma kłopoty z założeniem rodziny, 49 proc. stosuje przemoc, 35 proc. dopuszcza się przestępstw seksualnych, 28 proc. wymaga regularnej opieki psychiatrycznej, a 9 proc. zasila szeregi bezdomnych i nieprzystosowanych. Aż 53 procent chłopców wykorzystywanych przez pedofilów staje się pedofilami, natomiast prawie 58 procent dziewczynek – ofiar pedofilów w dorosłym życiu uprawia prostytucję. pedofilia jest zatem przyczyną napędzającą inne zaburzenia i patologie społeczne.

    Kim są typowi pedofile?

    Część pedofilów to osoby, które w dzieciństwie same były molestowane seksualnie. Kolejna grupę stanowią ludzie chorobliwie nieśmiali – wybierają dzieci, gdyż obawiają się, że dorosły partner seksualny ich wyśmieje. – Są to mężczyźni, którzy z powodu rosnącej ekspansywności kobiet czują się nieporadnie w swojej tradycyjnej roli – tłumaczy prof. Zbigniew Lew-Starowicz. Zainteresowanie dziećmi przejawiają najczęściej ci, którzy przeżyli niepowodzenia w pierwszych kontaktach seksualnych lub byli zdominowani przez kobiety. Pedofil to często osobnik niedojrzały, o niskim poczuciu własnej wartości, zahamowany, niezdolny do ekspansji, w najprostszy sposób chcący podreperować swoje nadwątlone ego. Pedofil to bardzo często katolicki ksiądz lub katecheta, pedofilka to bardzo często katolicka zakonnica lub katechetka. Pastorzy protestanccy też są wyjątkowo częstymi negatywnymi bohaterami afer pedofilskich!

    Cześć pedofilów traktuje swoje skłonności jak chorobę. Kiedy trafia do aresztu, chcą, by ich leczyć. Mówią: „Proszę mi coś dać, bo jak stąd wyjdę, zrobię to samo” – opowiada Karol Mausch, psycholog pracujący z więźniami pedofilami. – Po wyjściu na wolność pedofil powinien pozostawać pod ścisłą kontrola kuratora – uważa sędzia Barbara Piwnik, była minister sprawiedliwości. W Holandii pedofile trafiają na specjalny zamknięty oddział w szpitalach psychiatrycznych. Jeżeli terapia nie przynosi efektów, w izolacji przebywają dożywotnio. W Niemczech stosowana jest z kolei kastracja farmakologiczna. Skazany ma wybór: albo więzienie, albo przyjmowanie leku znoszącego popęd seksualny. Niestety, uważa się na podstawie wielu badań, że seryjni mordercy dzieci najczęściej wywodzą się spośród wykastrowanych pedofili, co jest pewnym ryzykiem społecznym.

    Pedofilska Rodzina Patologiczna

    Psychologowie, seksuolodzy i psychiatrzy dziecięcy na całym świecie są zgodni co do jednego – każde zachowanie o charakterze wykorzystania może mieć dla dziecka dramatyczne skutki, zwane syndromem dziecka maltretowanego. Jeśli do dramatu dochodzi w najbliższej rodzinie, matka najczęściej jest świadoma tego, co dzieje się z dzieckiem. Nadużycie seksualne i kazirodztwo utrzymywane jest jednak w tajemnicy. Psychologowie nazywają ten model funkcjonowania „rodziną z tajemnicą”. W typowym obrazie takiej rodziny występuje dominujący ojciec i uległa, bierna matka. Często u obojga rodziców występują zaburzenia seksualne. Nieuświadomionym priorytetem takiej rodziny staje się utrzymanie jej razem i izolacja od otoczenia oraz innych ludzi. Objawy są podobne – ojcowie zaczynają traktować swoje córki jak partnerki, uwodząc je i zachowując się wobec nich jak wobec dorosłych kobiet. Typowe jest nawiązywanie koleżeńskiej relacji przy jednoczesnym śrubowaniu wymagań dotyczących nauki i swobody dziecka, zwłaszcza, gdy wkracza ono w okres dojrzewania i ojcowie wyobrażają sobie dostępność innych mężczyzn wokół dziecka. Matki w takich rodzinach są często niezwykle zahamowane seksualnie – lub prezentują drugi skrajny biegun – żyją w atmosferze nadmiernej seksualności. Ponieważ dziecko ma rozwojową tendencję do eksploracji sfery seksualnej, często bez oporów wchodzi w relację z rodzicem. Matki w takich zaburzonych rodzinach często mają tendencję do biernej zgody na wykorzystanie dziecka – lub do obwiniania go za to, co się dzieje. Trzeba także stanowczo podkreślić, że tego typu relacja rodzinna niekoniecznie i nie zawsze wiąże się z przemocą fizyczną, patologią społeczną, bezrobociem czy alkoholizmem! Najwięcej pedofilii jest w tak zwanych 'dobrych domach’.

    Kto i dlaczego usprawiedliwia pedofilów?

    Na świecie kolejni zdemaskowani pedofile na wysokich stanowiskach są społecznie potępiani, co wywołuje lawinę informacji o następnych pedofilach. W Polsce istnieje natomiast kulturowe tabu: pedofil o znanym nazwisku jest traktowany jak osoba o odmiennej orientacji seksualnej, podczas gdy jest to po prostu niebezpieczny przestępca – uważa prof. Zbigniew Izdebski. Zwraca on ponadto uwagę, że o ile pedofile z marginesu są jeszcze zatrzymywani i surowo karani, o tyle z grona osób znanych do więzienia trafiła w ostatnich latach tylko jedna osoba – Andrzej Sawicki, były szef Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W tym świetle nie dziwi, że wielu dziennikarzy występuje chętnie przeciwko organizacjom niosącym pomoc ofiarom gwałconym przez pedofili. Pedofile w sutannach czyli księża katoliccy dostają w Polsce zwykle wyroki w zawieszeniu, często też unikają aresztowania, tak jakby ich zboczone seksualnie czyny były lżejszego kalibru. Wielu pedofilów będących księżami katolickimi nie dostaje żadnej kary ani nie jest kierowana na kastracyjne leczenie psychiatryczne, a przecież to ksiądz pedofil wyrządza szkodę znacznie większą, bo jeszcze duchową oprócz fizycznej.

    Pedofilie próbuje się czasem usprawiedliwiać jako „niegroźną” słabość elit, mającą korzenie w starożytnej Grecji. Stosunki seksualne między dorosłymi mężczyznami a chłopcami należały tam wręcz do kanonu wychowania. W Chinach, a to już prawie 1,5 miliarda ludzi, od wieków funkcjonują stowarzyszenia miłośników dziecięcego seksu – im młodszy partner seksualny, tym więcej sił witalnych można od niego przejąć. Włoscy pedofile apelowali niedawno w Internecie o „prawo do stosunków seksualnych dzieci od dwunastego roku życia”, gdyż – jak twierdzą – już ośmio-, dziewięcioletnie dzieci mają potrzeby seksualne, przeżywają tak zwaną „szczenięcą miłość do dorosłych”. Jeszcze w okresie francuskiego libertynizmu pedofilia była rodzajem „zakazanej normy”, otwarcie nie pochwalanej, ale też nie karanej. Prawdziwa odraza wobec łamania „niewinności dzieciństwa” pojawiła się dopiero w XX wieku. Dlatego taki skandal wywołała powieść Vladimira Nabokowa „Lolita”, opisująca fascynacje profesora w średnim wieku nastolatką. Stąd dwuznaczny stosunek do niektórych prac angielskiego rysownika Aubreya Vincenta Beardsleya czy norweskiego malarza Edwarda Muncha, którzy nie kryli fascynacji pedofilskimi tematami. Znane w Polsce organizacje stające w obronie prawa do pedofilii to Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami Ryszarda Nowaka, katowicka KANA Dariusza Pietrka z siedzibą w Katowicach i Chorzowie czy tak zwane Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji Pawła Królaka i Dariusza Hryciuka w Lublinie. Organizacje te jawnie i legalnie jak dotąd zwalczają wszystkich, którzy pedofilię nagłaśniają lub niosą pomoc ofiarom pedofilów! Istnienie takich propedofilskich organizacji to policzek wymierzony w twarz wszystkim gwałconym w dzieciństwie ofiarom pedofilów. Minister Ziobro śpi albo myśli o wysokości odprawy za opuszczenie fotela Ministra Sprawiedliwość IV RP.

    Jakie są szanse leczenia pedofilii?

    Z najbardziej znanych na świecie ośrodków leczenia pedofilów wynika, że po kilku latach leczenia z użyciem specjalnych leków, metod treningowych i psychoterapii, uzyskano poprawę u 21% leczonych. Lepsze wyniki uzyskuje się w przypadku pedofilów żyjących w udanych małżeństwach, mających poczucie winy, nie akceptujących tej dewiacji, bez zaburzeń psychicznych. U pedofilów niekiedy stwierdza się zmiany organiczne w mózgu, które prowadzą do tego typu zachowań, ale w większości przypadków o rozwoju pedofilii decydują czynniki psychiczne i rozwojowe, jak na przykład zaburzone relacje z rodzicami, doświadczenie przemocy seksualnej w dzieciństwie, odczuwanie lęku wobec kobiet, kompleksy, niepowodzenia w życiu seksualnym. W Polsce większość pedofilów nie jest nawet kierowana na badania pod kątem organicznych zaburzeń mózgu.

    Jak walczyć z pedofilami?

    W zachodniej Europie pedofilii wydano bezwzględna walkę. W Belgii kampanie przeciw pedofilom zainicjowała głośna sprawa Marca Dutroux, pedofila i mordercy z Charleroi. Wciąż wychodzą na jaw powiązania Dutroux z wpływowymi ludźmi, także ze świata polityki. Sam Dutroux stwierdził, ze należał do siatki pedofilów i to im dostarczał dzieci. We Francji w wielka kampanie przeciwko pedofilii zaangażował sie prezydent Chirac. Po ujawnieniu, ze nauczyciel Jacky Kaisersmetz z Nevers przez lata gwałcił swoich wychowanków, a jeden z nich z tego powodu popełnił samobójstwo, resort edukacji zobowiązał nauczycieli do informowania władz o wszelkich podejrzeniach związanych z pedofilią. Efektem zaostrzenia walki z pedofilia we Francji było postawienie przed sądem 61 osób tworzących mafijną sieć dystrybucji kaset o charakterze pedofilskim. Ich proces był zwieńczeniem gigantycznej operacji pod kryptonimem „Ado 71”. Rewizje przeprowadzono wówczas u 814 osób, a zatrzymano 686 spośród nich. W Wielkiej Brytanii od 1997 r. istnieje Sex Offenders Register (rejestr przestępców seksualnych). W 2000 r., po brutalnym zabójstwie na tle seksualnym ośmioletniej dziewczynki, gazeta „News of The World” rozpoczęła akcje „Chrońmy nasze dzieci” i zaczęła publikować nazwiska oraz fotografie przestępców seksualnych. Osoby z rejestru nie mogą poza tym być zatrudniane w szkołach i innych miejscach, gdzie miałyby ułatwiony kontakt z dziećmi. Skazani za przestępstwa seksualne na karę powyżej 30 miesięcy więzienia do końca życia muszą informować policję o miejscu swojego pobytu. Po tragedii, jaka wydarzyła się ostatnio, proponuje sie jeszcze radykalniejsze środki. 4 sierpnia 2001 r. zniknęły dziesięcioletnie Holly Wells i Jessica Chapman. Dwa tygodnie później znaleziono ciała dziewczynek. Zamordowali je – na tle seksualnym – Ian Huntley, dozorca ze szkoły w Soham (Suffolk), oraz jego wierna przyjaciółka, nauczycielka bilesbijka Maxine Carr. W USA wprowadzono z kolei ustawę znana jako Megans Law. Pozwala ona na informowanie sąsiadów o mieszkających w pobliżu bądź wprowadzających się pedofilach. Obecnie takie informacje można znaleźć w Internecie. W USA toczy sie debata, czy rodzice zezwalający na udział kilkuletnich dziewczynek w dziecięcych konkursach piękności nie czynią z nich potencjalnych ofiar pedofilów. Dowodzi tego historia Jon Benet Ramsey, wykreowanej na lolitkę przez własnych rodziców, a potem zamordowanej po pedofilskiej orgii w ich domu.

    Jak walczyć z pedofilią w Polsce?

    Prezydent Lech Kaczyński, były minister sprawiedliwości, proponuje, żeby pedofilów nie dotyczyło zacieranie kar oraz ochrona danych osobowych. Obecnie, jeśli od wyroku upłynie wystarczająco dużo czasu i pedofil „nie wpadnie” po raz kolejny, poprzedni wyrok ulega zatarciu, a to oznacza, że – zgodnie z prawem – nie był karany! – Nie wierzę jednak, żeby to się udało, bo zaraz larum podniosą obrońcy praw człowieka, a środowisko pedofilów ma duże wpływy i szerokie poparcie – mówi Lech Kaczyński. Zwraca też uwagę, że w Polsce orzekane są bardzo niskie wyroki za wykorzystywanie seksualne dzieci – przeciętna kara to dwa lata więzienia, często w zawieszeniu. W USA za takie przestępstwo można być skazanym nawet na karę śmierci, a we Włoszech minimalna kara to sześć lat pozbawienia wolności.

    Najskuteczniej walczy się jednak z pedofilami, upubliczniając dane o nich. W USA i Wielkiej Brytanii, gdzie są one powszechnie dostępne, tylko co trzeci pedofil popełnia kolejne przestępstwo, w Polsce – 87 procent! W Polsce zatem jest bardzo duży procent pedofilskiej recydywy. Nie dziwi zatem, że media takie jak Wikipedia nie pozwalają pedofilów krytykować a za normę uznają publikowanie 'za’ i 'przeciw’ pedofilii. Należy odnotować, że na polskiej Wikipedii, 'za’ pedofilią są gorące, a 'przeciw’ jakieś jałowe i bezbarwne. Jest to zwane neutralnym punktem widzenia biurokratów takich jak Wikipedysta Maciej o ksywce Lajsikonik, którzy za to złośliwie szkalują w Wikipedii tych, którzy pomagają ofiarom pedofilii organizując dla nich terapie umożliwiające normalne funkcjonowanie i jako takie życie w społeczeństwie. Tak zwana inna orientacja seksualna jak można podejrzewać wpływa na pedofilski punkt widzenia medialnego brukowca jakim jest Wikipedia Polska. Należy zachęcać do ujawniania osób o pedofilskich skłonnościach i szkolić dzieci aby podnosiły larum, także wtedy, gdy ktoś z rodziny je molestuje lub robi to nauczyciel w szkole albo zaprzyjaźniony z rodziną ksiądz pedofil, co często niestety ma miejsce w tak zwanych katolickich krajach. Nagłaśnianie pedofilii jest skuteczne i stopuje dalsze wyrządzanie dziecku krzywdy będącej w swej istocie seksualnym gwałtem.

    Gdzie najbardziej są narażone dzieci?

    Czy da się ustrzec dzieci korzystające z internetu przed pedofilami? Jak zapobiegać pedofilii? To częste pytania. Dzieci narażone są na atak pedofilów najczęściej w miejscach gdzie gromadzą się w dużych grupach i często są bez kontroli rodziców – place zabaw, wesołe miasteczka czy duże sklepy. Jeżeli chodzi o Sieć Web szczególna uwagę należy zwrócić na wszelkiego rodzaju czaty. W obecnej chwili sytuacja ulega poprawie, ponieważ większość czatów jest monitorowana, zawsze jednak istnieje szansa, że dziecko trafi na pedofila. To pytanie zadaje sobie każdy rodzic. Odpowiedz brzmi: TAK. Można ustrzec dzieci przed pedofilami w Sieci na dwa sposoby: kontrolując poczynania dziecka lub kontrolując Sieć. Zadaniem rodziców dziecka jest kontrola komputera i działań pociechy. Na rynku dostępne są przeróżne aplikacje, które chronią dzieci przed niepożądanymi treściami, zachęcamy do zapoznania się z nimi. Jeśli chodzi o drugą stronę Sieci – tę zewnętrzną – metodą walki z pedofilią jest m. in działalność prowadzona przez autorów stron antypedofilskich oraz każdego współpracującego z nimi użytkownika Internetu. Dobra metoda kontrolowania dziecka jest wybór silnie moderowanych, oficjalnych czatów znajdujących się na znanych portalach. Należy zwracać uwagę na to, czy dziecko nie jest nakłaniane do prywatnego spotkania lub zachęcane w inny sposób do wyjścia z domu. Dobrym zwyczajem jest również zachowanie pewnej anonimowości, tak by agresor nie mógł zlokalizować i rozpoznać danego dziecka. Te same zasady dotyczą pisania listów elektronicznych oraz rozmawiania przy użyciu komunikatorów (np. Gadu-Gadu). W tym ostatnim przypadku dobrym zwyczajem jest zablokowanie połączeń przychodzących od osób spoza dobrze selekcjonowanej listy kontaktów.

    KOŚCIÓŁ A SEKS Z DZIEĆMI

    Czy wiecie, że:

    Zakonnica skazana za pedofilię w USA

    Skandale z pedofilskim wykorzystywaniem dziewczynek przez zakonnice w katolickich szkołach i sierocińcach dla dziewcząt w Irlandii, Meksyku oraz Filipin obiegły już swym echem cały świat. To tylko jedna z wielu afer, ale co mogą czuć dziewczęta nawet do późnej starości, kiedy wspominają obraz zakonnicy która je molestawoła, o tak naturalnej super urodzie i prezencji, niech czytelnik sam oceni. To już kres horroru trwającego setki lat, od początku istnienia Kościoła katolickiego, oby już kres horroru dziewcząt przyuczanych siłą, presją i terrorem do lesbijskiego spółkowania z osobami dorosłymi, a niedojrzałymi do założenia związku i rodziny w normalny sposób! Lesbijstwo i pedofilia lesbijska jak twierdzi sam kościół przyczynia się do upadku żeńskich klasztorów raz po raz nękanych w dobie 'głasnosti’ kolejnymi skandalami o szemranym charakterze. Jak się szacuje jakieś 30 tysięcy dziewcząt w samej tylko Irlandii było przymuszanych siłą, biciem i morzeniem głodem do spełniania najbardziej wyuzdanych chuci sióstr zakonnych, w swej istocie okrutnych lesbijskich pedofilek i psychosadystek. I to wszystko w tak zwanym cywilizowanym zachodnim świecie końca XX-wieku, gdzie prawa człowieka rzekomo obowiązują, tylko dla wielu obywateli, szczególnie dzieci jak ich nie widać, tak ich nie widać. Obrońcy praw człowieka powinni się bardziej skupić nie na obronie praw osób homoseksualnych ale na obronie ich małoletnich i dziecięcych ofiar. Na cóż dzieciom w dorosłym życiu takie koszmarne wspomnienia! Jak wykazują badania, większość samobójstw i prób samobójczych dzieci jest związana z seksualnym molestowaniem i wykorzystywaniem ich przez osoby dorosłe.

    Pewien irlandzki mnich z zakonu norbertanów nazwiskiem Brendan Smyth zasłynął tym, że w ciągu pięćdziesięcioletniej (1945-1994) posługi w Dublinie, Belfaście i kilku miastach amerykańskich zgwałcił ponad 400 dzieci. Ojczulek miał niezłe chody u zwierzchników w swoim zakonie, którzy zresztą o jego słabości wiedzieli już w latach 40-tych, niemniej solidarnie trzymali buzie na kłódki. Ba, czasami nawet pomagali: gdy w parafii, w której zakonnik aktualnie “uczył”, wszystkie dostępne młode duszyczki były już zaliczone, przenosili delikwenta w nowe miejsce, gdzie mógł sobie używać do woli, a poprzednim ofiarom i ich rodzinom sobie znanymi sposobami zamykali usta. Aresztowanie rozrywkowego norbertanina w 1994 i jego kolejne sprawy sądowe (w 1994 skazano go za 17 gwałtów w Belfaście, w 1997 za 74 gwałty w Dublinie, końca innych procesów już nie dożył) wywołały niemały kryzys w katolickiej Irlandii – dość powiedzieć, że zaowocowały lawiną ujawnień kolejnych ofiar chuci zboczonego duchowieństwa katolickiego, upadkiem prawicowego rządu i spadkiem na początek o niemal 20 procent frekwencji na niedzielnych mszach.

    Inny, tym razem amerykański, pedofil-rekordzista, John J. Geoghan, przez 30 lat posługi kapłańskiej “zaliczył” przynajmniej 130 dzieciaków. Jego także uczynni zwierzchnicy po każdej większej wpadce przenosili do innej parafii, a sprawie ukręcali łeb. Ojciec John wpadł, gdy zaczął się dobierać do chłopców na przyparafialnym basenie. Bostońska archidiecezja do dziś negocjuje odszkodowanie, jakie wypłaci ofiarom Geoghana (ostatnio mówi się o 65 milionach dolarów). W październiku 2005 zakończyło się w Irlandii rządowe dochodzenie w sprawie molestowania dzieci w malutkiej wiejskiej diecezji FERNS. W stan oskarżenia postawiono 21 duchownych, którym zarzucono ponad 100 gwałtów na dzieciach płci obojga. Trzeba przyznać, że duszpasterze zadziwiali pomysłowością – np. w kościele parafialnym w Monageer urządzili sobie burdel, w którym nastoletnie dziewczynki gwałcili na katolickim ołtarzu. Biskup, jak zwykle, o wszystkim wiedział, ale poprzestawał na delikatnych napomnieniach. Najdalej w miłości do dzieci posunął się południowoafrykański ksiądz, który w 2004 z dwoma wspólnikami zgwałcił i zamordował 8-letnią dziewczynkę. Tym razem hierarchowie nie próbowali wyciszać sprawy.

    W opublikowanym w lutym 2004 raporcie John Jay College na temat molestowania nieletnich w Kościele katolickim wyliczono, że w latach 1950-2002 tylko w sądach amerykańskich o napastowanie seksualne dzieci oskarżono 4.392 księży. Wśród 10.667 procesujących się ofiar większość stanowili chłopcy, którzy w chwili popełnienia wobec nich przestępstwa mieli 11-14 lat. Najczęściej ministranci. Wielu znanych z niestandardowego libido amerykańskich duchownych miało polskie korzenie. Mimo to również woleli chłopców. Księża pedofile to zwykle homoseksualiści, którym niezrealizowane, a naturalne potrzeby ojcostwa mieszają się z chorym popędem płciowym i wyładowują w ten sposób na młodych chłopcach.

    W 2005 nowo wybrany papież Benedykt XVI zwrócił się do prezydenta Busha z prośbą o list żelazny na czas potencjalnej pielgrzymki do USA (planowanej na maj 2007), który by go, jako głowę państwa, uchronił od aresztowania, gdy tylko postawi stopę na amerykańskiej ziemi. Papież ma bowiem w Teksasie zaoczny proces o tajny list, który w roku 2001, jeszcze jako kardynał Ratzinger, wysłał do amerykańskich hierarchów. Zakazywał w nim władzom duchownym informowania władz świeckich o wynikach śledztw w sprawie pedofilii księży w przypadkach, w których nie upłynęło 10 lat od chwili, gdy ofiara osiągnęła pełnoletniość. W USA namawianie do krycia przestępcy i to seksualnego to nie przelewki – nic dziwnego, że papież Benedykt XVI chciał mieć pewność, iż po przybyciu do Ojczyzny Wolności nie trafi z lotniska za kratki.

    Joseph Ratzinger ze swymi nakazami trzymania przez księży buzi na kłódkę wcale nie był pierwszy: w 1962 w Watykanie wydano dokument 'Instructio de modo procedendi in causis de crimine sollicitationis’ (przekład na angielski) w którym dla duchownych, którzy upubliczniliby przypadki molestowania seksualnego przez innych duchownych, przewidywano karę ekskomuniki. Instrukcję odkryto przypadkiem w roku 2003. W ukrywaniu na poziomie centralnym części przypadków molestowania przez księży z ostatnich trzech dekad oprócz aktualnego papieża uczestniczyć musiał ze względu na piastowane stanowisko przynajmniej jeden nasz rodak, Karol Wojtyło – papież JP II.

    Kardynał Dziwisz a pedofilia

    Włoski dziennik „La Stampa” wiosną 2007 roku oskarżył kard. Dziwisza o ukrywanie skandali seksualnych przed papieżem Janem Pawłem II. – Przepisywanych artykułów nie komentuję – powiedział ks. Robert Nęcek, rzecznik kurii krakowskiej. Kiedy przed miesiącem „Głos Wielkopolski” wydrukował artykuł z podobnymi zarzutami, ks. Nęcek nazwał tekst „publikacją na żenującym poziomie” i „prowokacją”. Podobnie komentuje sprawę watykanista Sandro Magister z tygodnika „L’Espresso”: – Media o pewien bezwład kurii rzymskiej w bolesnych sprawach oskarżały różnych dostojników kościelnych. Nie wiem, dlaczego „La Stampa” odświeża te sprawy właśnie teraz. Ja nie mam informacji, aby ktoś w Watykanie zajmował się teraz tymi kwestiami – mówi. Według „La Stampa” kard. Dziwisz nie przekazywał papieżowi dokumentów dotyczących m.in. sprawy molestowania kleryków przez poznańskiego abp. Juliusza Paetza. „La Stampa” wraca też do ojca Marciala Maciela Degollada z Meksyku. Oskarżenia o molestowanie przez niego kleryków grzęzły w watykańskich urzędach. Ugrzązł też i list wysłany do kardynała Dziwisza, który ukrywając pedofilskie afery księży pokazuje światu, że jest co najmniej pociesznym sympatykiem pedofilii, a nie tam celibatariuszem!

    John Geoghan, były ksiądz katolicki, który stał się centralną postacią w skandalu z molestowaniem nieletnich przez duchownych w Bostonie i okolicach, został zabity w sobotę 2 lutego 2007 roku w więzieniu – poinformowały władze stanowe. W styczniu ubiegłego roku 67-letni Geoghan został skazany na karę dziesięciu lat więzienia za napastowanie w 1991 roku dziesięcioletniego wówczas chłopca. Karę odbywał w więzieniu Shirley w stanie Massachusetts. Na terenie zakładu karnego doszło do bójki, w której były duchowny został ranny i kilka godzin później zmarł w szpitalu. Skandal wokół molestowania nieletnich przez duchownych w diecezji bostońskiej wybuchł na początku 2002 roku, gdy do opinii publicznej dotarła informacja, że władze kościelne przez dziesięciolecia przenosiły Geoghana z parafii do parafii mimo iż wiedziały, że napastuje on nieletnich. Ponad 130 osób poinformowało, że padły jako dzieci ofiarą księdza Geoghana. W przygotowaniu były dwa inne jego procesy o napastowanie seksualne dzieci. Śmierć Geoghana nastąpiła w momencie, gdy diecezja bostońska zgodziła się zapłacić 65 milionów dolarów setkom młodych kobiet i mężczyzn, którzy twierdzili, że padli ofiarami duchownych i grozili procesami.

    Ataki na organizacje antypedofilskie w Polsce!

    W Polsce jak dotąd to pedofile i pedofilki agresywnie atakują organizacje pomagające nieszczęsnym ofiarom gwałconym przez pedofili i księży pedofili. Bożena Matejko (Pikucińska, Bo), mieszkanka Bydgoszczy, usunięta od pracy z dziećmi w szkole w Toruniu w związku z podejrzeniami o pedofilię, atakuje ruch pomocy i terapii dla ofiar pedofilii jakim jest Bractwo Himavanti, a ściślej jego filię o nazwie Antypedofilski Ruch Społeczny „ARS”. W roku 2003 ta działaczka Porozumienia Lesbijek na rzecz Dobrej Pedofilii oskarża Ryszarda M. o napad i przemoc, a to z powodu zemsty za ujawnienie, że molestowała seksualnie swego własnego synka począwszy od 3 roku jego życia. Bożena Matejko dzisiaj Bożena Rewald ksywa Bo została pozbawiona praw rodzicielskich za pedofilię i kazirodztwo na własnym dziecku w roku 2000. Trzy lata później wspólnie z pedofilem, który ma już wymazany wyrok 6 lat pozbawienia wolności za zgwałcenie kilku dzieci w latach siedemdziesiątych XX wieku, Abramem Tadeuszem Mynarskim z Wilamowic, Bożena Matejko Bo lub Rewald dokonuje ataku na Bractwo Himawanti i Ryszarda M., a to z zemsty za ujawnianie pedofilii i prowadzenie terapii dla ofiar pedofiliów i pedofilek w patologicznych rodzinach katolickich. Te same osoby, Bożena Matejko Rewald Kowalska i Abram Tadeusz Mynarski pochodzący z Wilamowic oskażają w 2003 roku działaczkę ruchu antypedofilskiego z Bydgoszczy, panią Irenę Barcz o rzekomy napad, rozbój i przemoc. W rzeczywistości chodzi o to, że pani Irena Barcz ujawniła rozmiar przestępczej działalności pedofilskiej mafii z Bydgoszczy, przyczyniła się także do ujawnienia kilku skandali z udziałem księży pedofilów z diecezji bydgoskiej. Pomówienie o napad jest jedynie zemstą pedofilskiej mafii z Bydgoszczy, zemstą w którą zaangażowani są policjanci i prokuratorzy, niewątpliwie dziecięcej pornografii amatorzy. Kiedy Biuro Spraw Wewnętrznych policji przyjrzy się propedofilskim wyczynom policjantów z Bydgoszczy nie wiadomo. Cóż, jeśli wedle badań aż 4 procent osób to seksualna orientacja pedofilska wychodzi, że na 100 tysięcy policjantów, musi być 4 tysiące pedofilów w Policji Państwowej.

    W oskarżeniu Ryszarda M. i Bractwa Himawanti pomaga znany działacz katolicki z tak zwanego Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, były poseł Ryszard Nowak ze Szklarskiej Poręby. Ryszard Nowak z OKOPS-u w bydgoskim sądzie sam się też publicznie przyznaje, że przez swoje ofiary – molestowane kilka lat wcześniej dziewczynki – jest atakowany i oplakatowywany za to, że jest pedofilem. Ryszard Nowak zeznawał, że podejrzewa iż został oplakatowany jako pedofil przez swoje ofiary za namową Bractwa Himawanti. Sąd w Bydgoszczy w osobie Ewy Kujawskiej Loroch uważa enuncjacje Ryszarda Nowaka przeciwko Ryszardowi M. i Bractwu Himawanti za wiarygodne. Inaczej mówiąc, sąd w Bydgoszczy staje po stronie pedofilów i pedofilek, a ściślej po stronie pedofilskiej mafii. To pokazuje, że Polska i jej wymiar sprawiedliwości bardziej wspiera pedofilię i pedofilii niźli tych co ofiarom dewiantów pomagają organizując regularne spotkania dla osób gwałconych w dzieciństwie m. in. także przez księży i aktywistów katolickich.

    W Zabrzu działaczka antypedofilska prowadząca terapie dla ofiar gwałconych przez pedofilii, Barbara L., została zaskarżona do sądu przez homoseksualnego działacza organizacji KANA, Dariusza Pietrka, który jest wrogiem wszystkich osób, którzy bronią ofiary gwałcone w dzieciństwie przez księży. W oskarżeniu pomaga prawnie prokurator Michał Szułczyński, twierdząc, że dobro pedofilów takich jak Dariusz Pietrek jest ważniejsze niźli dobro ofiar ogłupianych narkotykami i wykorzystywanych seksualnie przez Dariusza Pietrka i członków jego pedofilskiej mafii z Chorzowa i Katowic. Dariusz Pietrek wszystkich terapeutów pomagających ofiarom księży pedofilów nazywa sektami i sekciarzami!

    Kościół zapłaci za nadużycia seksualne katolickich księży w USA!

    Jak podano dnia 8 września 2007 roku, Diecezja katolicka San Diego, w USA, zawarła ugodę sądową w sprawie wypłacenia 198,1 miliona dolarów tytułem zadośćuczynienia ofiarom nadużyć seksualnych, których winni są – według oskarżycieli – księża diecezji. Dzięki ugodzie nie dojdzie do rozpraw sądowych w 144 sprawach, których dotyczyły akty oskarżenia. Diecezji katolików grozi bankructwo. Polska to jeszcze nie całkiem stan USA, ale może niedługo pedofile tacy jak Tadeusz Mynarski i Bożena Matejko będą surowo w Polsce karani, tak jak na to zasługują.

    Pedofilia kleru w Brazylii

    „Ksiądz robi ze mną to, co mężczyzna robi z kobietą. Zdejmuje mi ubranie, podnosi sutannę, sadza mnie sobie na kolanach, mówi bym był spokojny…”: dziesięcioletnie dziecko wyjawia babci to, czego nie miało odwagi opowiedzieć matce z lęku przed „dostaniem po buzi”. Lub „zostaniem aresztowanym”, jeśli nie zachowa tajemnicy, jak oznajmił mu ojciec Edson Alves dos Santos, 64 letni brazylijski kapłan, po tym jak go zgwałcił. To tylko jedno z doniesień o dopuszczeniu się przez księży brazylijskich aktów pedofilii, o czym w dramatyczny sposób poinformowano Watykan. W tydzień po głośnym przypadku aresztowania ojca Felixa Barbosa Carreiro, księdza przyłapanego podczas orgii z czterema nastolatkami zwabionymi przez Internet, tygodnik Istoe’ poinformował 20 listopada, że na początku września papież Benedykt XVI wysłał do Brazylii komisję, której zadaniem było zbadanie oskarżeń duchownych o przestępstwa na tle seksualnym, szczególnie te popełnione na biednych dzieciach. Przynajmniej w dwóch przypadkach o prawdziwości zeznań złożonych przez ofiary świadczą sami gwałciciele, którzy opisali swe doświadczenia w pamiętnikach. Ojciec Tarcisio Tadeu Spricigo ułożył nawet dziesięć zasad postępowania, by nie zostać złapanym.

    ŚLEDZTWO. Zdecydowane działanie w zakresie ukrywania pedofilii przez Benedykta XVI, zanim został papieżem na czele kongregacji doktryny wiary, odpowiedzialnego za nadużycia seksualne w Kościele, przyniosło już straszliwe owoce. Dziennik antycypuje relację, którą wysłannicy papieża zamierzają przedstawić w Watykanie. Ich treść jest alarmująca. Niestety opisuje sytuacje podobne do tych, które miały miejsce w Stanach Zjednoczonych i wychodzą na wierzch w innych krajach, takich jak: Anglia, Francja, Chorwacja i Irlandia. Jest to zjawisko, któremu Watykan stara się zapobiec. Dnia 29 listopada opublikowano dokument wskazujący sposób postępowania wobec kleryków kandydatów do kapłaństwa wykazujących skłonności homoseksualne. Niestety, ukrywanie przestępstwa, jakie stosuje się często wobec kapłanów odpowiedzialnych za popełnienie nadużyć seksualnych sprawia, że jak w przypadku ojca Tarcisio Tadeu Spricigo, aresztowanego za zgwałcenie pięcioletniego chłopca, kontynuują oni swą przestępczą działalność wobec innych dzieci zanim zostaną aresztowani. W Brazylii oprócz dziesięciu kapłanów aresztowanych, czterdziestu innych pozostaje w ukryciu.

    LICZBY. Według Istoe’, w śledztwie watykańskim jest mowa o ponad 1.700 księżach, stanowiących ponad 10% kleru brazylijskiego, którzy są zamieszani w przypadki złego postępowania na tle seksualnym: w tym w gwałty na dzieciach i kobietach. Uważa się, że 50% księży nie zachowuje ślubu czystości. Ponadto w ciągu ostatnich trzech lat ponad 200 księży zostało wysłanych do klinik psychologicznych kościoła, celem reedukacji.

    PAMIĘTNIK. Wśród akt procesu przeciw ojcu Tarcisio znajduje się prawdziwy podręcznik księdza-pedofila oraz notatki dotyczące jego emocji i zasad postępowania, by pozostać bezkarnym. Oto jedna z nich: „Nigdy nie miej stosunku z bogatymi dziećmi”. Ksiądz pisze: „Przygotowuję się do łowów, rozglądam się wokół ze spokojem, ponieważ mam chłopców tylu ilu chcę, gdyż jestem młodym człowiekiem najspokojniejszym na świecie”. „Pełno jest chłopców pewnych, godnych zaufania, wrażliwych, zachowujących pełną tajemnicę, którzy czują brak ojca i mieszkają tylko z mamą, tacy są wszędzie. Wystarczy spojrzenie kliniczne, wystarczy postępować według pewnych zasad”. „Dlatego jestem pewien i jest we mnie spokój. Nie denerwuję się. Jestem uwodzicielem i gdy właściwie zastosuję reguły, chłopiec wpadnie prosto w moją …. będziemy szczęśliwi na zawsze”. Wreszcie: „Po porażkach w dziedzinie seksu wreszcie się nauczyłem! Oto moje największe odkrycie: Bóg przebacza zawsze, społeczeństwo nigdy”. Pamiętnik przekazała policji zakonnica, której ksiądz dał go przez pomyłkę. Przeniesiony po pierwszym oskarżeniu, kapłan zgwałcił jeszcze dwoje innych dzieci zanim został złapany.

    WIDEO. Ojciec Alfieri Edoardo Bompani, 45 lat, w domu niedaleko San Paolo, gdzie zawoził dzieci ulicy, zebrane pod pretekstem uwolnienia ich z uzależnienia od narkotyków, nagrywał na wideo gwałty dokonywane na ofiarach w wieku od 6 do 10 lat. Policja znalazła notatki do opowiadań erotycznych, które ksiądz pisał, czerpiąc z własnego doświadczenia oraz pamiętnik – piąty, jak wynikało z napisu na okładce. „Od dwóch dni nie miałem nikogo…, wczoraj masturbowałem się dwa razy, jeden z nich razem z V (6 lat)”. Opowiadanie ksiądz kontynuuje, opisując okrutne akty przemocy, których nie zamierzamy tu przytaczać.

    ZEZNANIA. W dokumentach policji San Paolo znajduje się historia V.R.D., ofiary ojca Edsona Alves. W Wielkanoc zeszłego roku chłopiec został ministrantem. Rozpoczynało się pięć miesięcy gwałtów. „Około trzy tygodnie po tym jak on (chłopiec) spał tam, oskarżony (ksiądz) pocałował go w usta… i powiedział mu, że chłopiec ze Świętej Katarzyny oddawał mu się i on dawał dziecku w prezencie wszystko, co tamten chciał”.

    Informacje zaczerpnięte z Corriere della Sera

    PEDOFILIA MUŁŁÓW W PAKISTANIE

    „Pakistańska policja prowadzi śledztwo w sprawie dzieci molestowanych przez islamskich duchownych. Od początku tego roku odnotowano 500 przypadków tego typu, a w zeszłym roku 2 tysiące – ujawnił Amir Liaqat Hussain, minister do spraw religii. Większość przestępstw popełniono, a raczej ujawniono w największej prowincji pakistańskiej Pendżab w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Ofiarami są chłopcy i dziewczynki poniżej 14-tego roku życia. W Pakistanie funkcjonuje około 10 tysięcy szkół koranicznych, naukę pobiera w nich 500 tysięcy osób. Rodzice często wysyłają do nich swoje dzieci na naukę Koranu lub sprowadzają do domu duchownego. Jak widać zbytnia ortodoksja i konserwatyzm religii nie tylko w chrześcijaństwie idzie w parze ze zboczeniami seksualnymi. Jeśli w innych prowincjach niż Pendżab jest podobnie, choć się tego nie ujawnia jeszcze to zepsucie jest ogromne, a afera pedofilska wielka!

    MAMO – NIGDY TEGO NIE ZROZUMIEM

    Upada kolejne tabu: seksualne molestowanie dzieci to nie tylko męska zbrodnia. Kiedy dziewczynka weszła do gabinetu, terapeutka Martine Nisse przeżyła wstrząs. 12-letnia Ewa, o blond czuprynie i posępnej twarzy, była milcząca i agresywna, raz po raz stukała się w głowę i uderzała rękami w ścianę. Jakby uważała, że jej własne dłonie są tak samo winne jak te, które ją pieściły, pozbawiły dziewictwa, a nawet wydawały na łup przygodnym mężczyznom. To były ręce jej własnej matki. Ta grzeczna córeczka dwojga urzędników niższego szczebla nigdy nikomu o tym nie mówiła. Aż do dnia, gdy wyznała sąsiadce, że „naprzykrza jej się czarownica„. Zaalarmowano wtedy opiekę społeczną, dziewczynka została natychmiast umieszczona w specjalistycznym ośrodku. Sprawa ruszyła z wielkim trudem i oporem. Do procesu doszło jednak w końcu w 1993 roku, a zastraszona mała Ewa była w nim świadkiem. W oczach słuchających zauważyła niedowierzanie. – Zobacz, jak bardzo zmęczona jest twoja mamusia… – zwracała się do niej jakaś pani. Matka spokojnie przyjęła wyrok: 15 lat więzienia.

    TERRA PEDOFILIA

    Ręce – zwykle czułe, czynią pozornie niegroźne gesty. – Powszechnie uważa się, że z uwagi na budowę anatomiczną ludzi, gwałtu mogą dokonywać tylko mężczyźni – wyjaśnia doktor Daniel Zagury, biegły psychiatra sądowy. – Myśl, że kobieta może wykorzystywać seksualnie dziecko, nikomu nie przechodzi przez myśl. W przypadku siatki czy raczej mafii pedofilów z Angers śledztwo dotyczy 42 osób, w tym 20 kobiet, które gwałciły 15-letnie dzieci i zajmowały się stręczycielstwem. W Maubege do aresztu trafiły niedawno cztery pary. Ci ludzie są podejrzani o dokonywanie aktów pedofilii łacznie wobec swoich 15-cioro dzieci. – Ale i tak jest to nadal terra incognita – dodaje Zagury.

    O tego rodzaju przestępstwach wymiar sprawiedliwości dowiaduje się rzadko. Według oficjalnych danych w 2000 roku we Francji kobiety stanowiły zaledwie 3% osób skazanych za „gwałty i przestępstwa lubieżne” (1,5 proc. w 1996 roku). – To nie zdarza się często – przyznaje Yvon Tallec, szef wydziału do spraw nieletnich w paryskiej prokuraturze. – Kobiety stają zwykle przed sądem pod zarzutem nie udzielenia pomocy osobie zagrożonej – wyjaśnia psychiatra Roland Coutanceau. W mniejszym zakresie postrzegają one agresję seksualną jako źródło przyjemności i dlatego w ich przypadku nie ma ona charakteru kompulsywnego, jak to się dzieje u mężczyzn.

    Czy jednak zjawisko to nie jest przypadkiem niedoceniane? Tak przynajmniej twierdzą eksperci z krajów anglosaskich, którzy kobiecą pedofilię zaczęli badać, podobnie jak specjaliści we Francji, w latach 80. Philippe Genuit, psycholog pracujący w więzieniu dla kobiet w Rennes, był jednym z pierwszych, którzy zajęli się tą obrzydliwą sprawą kobiecej pedofilii. Przeprowadził badania na próbie 69 kobiet w latach 1985-1998. – Doszliśmy do wniosku, iż rola, jaką kobiety odgrywają w przypadkach pedofilii, jest bardziej złożona oraz że statystyki przedstawiają zniekształcony obraz taj ponurej rzeczywistości – mówi Genuit. Wymiarowi sprawiedliwości trudno jest jednak dowieść takich przestępstw. A ofiarom nie jest łatwo je wyjawić, bo jak tu publicznie powiedzieć, że gwałciła mnie matka czy ciotka. O ile dziewczynki częściej skarżą się na molestowanie przez matkę czy ciotkę lesbijkę, a tyle chłopcy w wieku dojrzewania o stosunkach seksualnych z matką czy ciotką wstydzą się mówić i bardzo trudno jest takie tabu nad problemem przełamać. Jednak chłopcy gwałceni przez matkę czy ciotkę pedofilską dewiantkę nabierają później tak silnego wstrętu i obrzydzenia do kobiet, że z reguły żyją w samotności albo ulegają pokusie wchodzenia w związki homoseksualne, o płci przeciwnej nie chcąc słyszeć.

    NA PEWNO ŹLE TO OCENIACIE!

    Océane, 14 lat, także opowiada o tym z trudem. Była wykorzystywana przez matkę od wczesnego dzieciństwa. – Kazała mi ze sobą spać, przyciskała do siebie, obejmowała, dotykała mnie, jakbym była jej kochankiem… – szepcze. – Żaden psycholog nigdy nie chciał mi uwierzyć. Stowarzyszenie „Poil de carotte” pomogło jej, by mogła zamieszkać tylko z ojcem. Ale nosząca brzemię wstydu Océane nigdy nie odważyła się wnieść skargi. – Mówią im: „Na pewno źle to oceniacie”. Dlatego dzieci wolą milczeć – podkreśla Jeanne Hillion, założycielka stowarzyszenia. Carole Damiani, psycholog z paryskiego ośrodka pomocy ofiarom, opowiada o pewnej starszej pani, która odwiedziła ją u kresu życia, krótko po śmierci siostry. – Czekała na zgon swojej gwałcicielki, żeby się wyzwolić. Jak upiorna niczym demon z baśni musi być taka lesbijka dopuszczająca się nieustannego molestowania i gwałcenia młodszej siostry, że potrafi dręczyć ją swym zboczeniem aż po kres swego nędznego żywota?!

    Martine Nisse, terapeutka z paryskiego ośrodka Buttes-Chaumont, mówi, że na około stu rodzin, którymi zajmuje się co roku, mniej więcej w połowie przypadków kobiety są sprawcami molestowania albo ponoszą współodpowiedzialność. Psychiatra Boris Cyrulnik zajmował się kobietami- pedofilkami. To zarówno opiekunki dzieci jak i kobiety zamożne. – Tak jak i mężczyźni, to przestępczynie szukające dzieci poza rodziną – twierdzi Cyrulnik. Ale prokuratury wiedzą niewiele o tym procederze. Większość przypadków, z którymi mają do czynienia eksperci, dotyczy bowiem kazirodztwa. Kobiety działające samodzielnie stanowią mniejszość. Często, nie uświadamiając sobie tego, przekraczają granice rodzicielskiej opieki. Jak choćby matka 26-letniego Paula, który jest zakłopotany, gdy to wspomina: To była dla niej jakby zabawa. Wykorzystywała każdy pretekst, żeby mnie pieścić i oglądać, gdy się myłem, ubierałem. Takie przypadki są jednak rzadko wykrywane, a większość znanych wymiarowi sprawiedliwości spraw dotyczy kobiet będących wspólniczkami mężczyzn.

    – Wiele z nich jest nakłanianych przez dominującego partnera do stosunków z dziećmi czy nawet przyjaciółmi. Niektóre nie potrafią odmówić, inne znajdują w tym przyjemność – wyjaśnia Philippe Genuit. Kobiety te to często ofiary gwałtów z przeszłości, dziewczynki niekochane przez matki, żyjące w niedostatku i pozostające w związkach, w których dochodzi do aktów przemocy. Aby się dowartościować, wykorzystują dzieci „jako właściwy obiekt dla rozwiązania własnych kłopotów z tożsamością„. Chodzi więc o przeniesienie na dzieci obrazu tej słabości, której ofiarami same wcześniej padły. – Molestowanie seksualne ma więcej wspólnego z relacjami władzy niż z seksualnością. Nawet jeśli kobiety przedstawiają siebie jako ofiary – podsumowuje Genuit. Badania wykazują, że dopiero spotkanie dwóch patologicznych osobowości, z których każda ma skłonności do perwersji, prowadzi do zgubnych skutków.

    JAK KARAĆ KOBIETY PEDOFILKI?

    25-letnia Karine długo płaciła cenę za życie z taką parą rodziców. Ojciec bił ją i gwałcił, dopóki nie uciekła z domu w wieku 19 lat. Matka dotykała jej, nastolatki, pod pozorem, że „się o nią troszczy”. 19-letnia Céline również przeżyła piekło. Gwałcona przez ojca, zmuszona ustępować matce, która żądała, by dziewczyna przychodziła rano do jej łóżka. Podczas procesu w Angers Céline wzburzyła sędziów, gdy wypowiedziała te słowa: Mamo, nie zrozumiem tego nigdy. Tobie, tato, przebaczam… Martine Nisse wyjaśnia: Kazirodztwo ze strony matki, która jest zobowiązana chronić dzieci, to przeżycie nie do zniesienia. Stąd też kłopoty w leczeniu takich przypadków. Kazirodztwo to w zasadzie nic innego jak PEDOFILIA RODZINNA. Dla torunianki Bożeny M. pedofilskie gwałcenie małoletniego synka skończyło się tylko pozbawieniem praw rodzicielskich, ale po pewnym czasie mimo sprzeciwu rodziny sąd zezwolił wyrodnej matce widywać dziecko. Jak widać, sąd bardziej chroni interes zboczonych kobiet niż ich małych ofiar!

    To także problem dla wymiaru sprawiedliwości, który najczęściej nie wie, jak traktować takie kobiety. – Tak bardzo odbiegają one od popularnego obrazu dobrej matki lub kobiety jako ofiary, że opinia waha się między dwiema skrajnościami – mówi sędzia Xavier Lameyre, specjalista w zakresie przestępczości seksualnej. – Kobiety są w takich przypadkach albo lżej karane, bo budzą współczucie, albo też przeciwnie – otrzymują czasem surowszą karę, gdyż ich czyny wydają się niepojęte. Wyobrażenia mimo wszystko się zmieniają. – Coraz powszechniej myśli się o szerszym ściganiu kobiet za tego rodzaju przestępstwa. Być może w końcu zaczęto postrzegać molestowanie jako zjawisko podobne w przypadku obu płci – podkreśla sędzia Lameyre. Oto znak czasów: feministyczne stowarzyszenie walczące przeciw gwałtom niedawno zaczęło badać także przypadki molestowania ze strony kobiet. Dla 14-letniej Océane w tym właśnie cała nadzieja: Mówcie o tym, proszę, żeby w końcu nam uwierzyli!!!

    Czy polscy sędziowie sądów rodzinnych, a w około 100 % to kobiety, są w stanie pojąć te przypadki pedofilii?

    Pedofilia o krok od „normalności”

    Obecnie, w 2006 roku w polskich więzieniach przebywa aż 780 pedofili. Pytanie, ilu jest na wolności, a ilu zostanie niedługo zwolnionych? Edward D., adwokat, został osadzony w areszcie tymczasowym za wykorzystywanie seksualne 14-latka. Sędzia uchylił areszt, zamieniając go na dozór policyjny. Oskarżony szybko wrócił przed oblicze sądu, tym razem z zarzutami wykorzystywania 9-letniego chłopca. O takich przypadkach słyszy się często. Jednak o wielu nikt się nigdy nie dowie. Pozostaną koszmarną tajemnicą dzieci, które do końca swoich dni będą czuły brud na swojej skórze. Nikt nie mówi, że nie należy przebaczać i resocjalizować, jednak słuchając liberalno-lewackiego bełkotu można odnieść wrażenie, że więcej atencji poświęca się złoczyńcom niż ofiarom, że więcej mówi się o ochronie bandytów i ich danych osobowych niż ochronie zagrożonych, niewinnych ludzi, a szczególnie dzieci.

    Skala zjawiska w Polsce w cyfrach i domysłach

    Kodeks karny jasno definiuje czyn zabroniony, jakim jest pedofilia. Artykuł 200 § 1 mówi: „Kto doprowadza małoletniego poniżej lat 15 do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10„. Centralny Zarząd Służby Więziennej poinformował nas, że w więzieniach przebywa obecnie 780 osób skazanych prawomocnym wyrokiem sądowym za ten czyn. Nie wszyscy zatrzymali się na wykorzystaniu niewinnych dzieci. Czterech spośród nich zamordowało swoje ofiary, jak podaje pułkownik Czołgoszewski, dodając, że więzienna brama otwiera się również dla pedofili recydywistów. Obecnie osadzonych w celach z literką „R” (recydywa) jest 74 więźniów, którzy krzywdzili seksualnie dzieci. Chodzi tu oczywiście o recydywę kodeksową, czyli nie wielokrotnego przestępcę, ale złoczyńcę, który dopuścił się ponownie dokładnie tego samego czynu zabronionego prawem. Jak widać, nie na wiele zdała się zatwardziałym zboczeńcom resocjalizacja w kryminale. Centralny Zarząd Służby Więziennej nie dysponuje niestety informacjami na temat wszystkich skazanych za pedofilię, którzy po wyjściu z więzienia na przepustkę dopuścili się ponownie tego samego przestępstwa.

    Te zastraszające dane dotyczą jednak tylko schwytanych i osądzonych pedofili. Prawdopodobnie większa ich część pozostaje na wolności, a to z wielu przyczyn. Po pierwsze, ich ofiary są bezsilne i nie potrafią się bronić, a następnie wskazać swojego prześladowcę. Po drugie, wstyd i pohańbienie knebluje im usta, podobnie jak sądowe represje wobec osób pomagających ofiarom gwałconym w dzieciństwie przez pedofili na zlecenie samych pedofilii i pedofilek dokonywane (Bydgoszcz, Częstochowa, Gliwice, Warszawa, Zabrze). Po trzecie, wykorzystywanie dzieci zdarza się również w rodzinach, gdzie ukrywane jest jako wstydliwa tajemnica konkubentów, a nawet często ojców i matek. Dzisiaj nikt nie ukrywa, że już w gimnazjach często występuje problem małoletniej prostytucji. To na pewno przejaw kryzysu rodziny, ale nie zapominajmy, że nie byłoby tego zjawiska, gdyby nie było „podaży” ze strony pedofili i pedofilek.

    BOYLOVERS – Niebezpieczne Związki

    Najbardziej podobają im się chłopcy o niebieskich oczach. Mówią, że „związki” z nimi traktują poważnie i że seks, jakkolwiek ważny, nie odgrywa w nich najistotniejszej roli. To ich zdaniem zwykła przyjaźń wyrażana seksualnie. Mają na uwadze przede wszystkim przyjemność maluchów i ich przyszłość. Domagają się legalizacji dobrowolnego seksu z dziećmi. Mówią, że to miłość duchowa i ojcowska, która ma użyźniać, dawać wolność, obdarzać życiem, tak jak czyni to Duch Święty. Twierdzą, że każdy mężczyzna jest po trosze homoseksualnym pedofilem. Zachęcają do wyrozumiałości dla heteroseksualistów. Boylovers to po po polsku – pedofilscy amatorzy chłopców.

    Racjonalizacja pedofilii

    Ostatnimi laty temat pedofilii gości w mediach wyjątkowo często. Afera w Kościele katolickim w USA, Irlandii, Kanadzie, Portugalii i innych krajach, coraz to nowe skandale odkrywane w różnych zakątkach Polski. Sprawa stała się głośna na tyle, że znalazła miejsce w programie obrad parlamentu. I dobrze – trzeba to prawnie rozwiązać. Sęk w tym, że i media i politycy, tak gorliwie broniąc dzieci i łapiąc zboczeńców, w publicznej dyskusji całkowicie pominęli bardzo ważny aspekt problemu – duża część pedofilów ma skłonności homoseksualne. W obłudnej i amoralnej poprawności politycznej to wyjątkowo śliski teren, na którym generalnie obowiązuje zasada: gejów ruszać nie wolno. Silne prohomoseksualne tabu sprawia, że nie tylko rodzime polskie media i politycy milczą jak zaklęci, zapomniawszy nagle słówka „homoseksualizm„. Nawet w USA, imperium wolności słowa, wnikliwy obserwator z trudem znajdzie materiały medialne wspominające, że większość wykrywanych afer pedofilskich dotyczy kontaktów mężczyzn z chłopcami. Ta zmowa milczenia stawia pod wielkim znakiem zapytania dobrą wolę wielu tak zwanych dziennikarzy i politycznych decydentów. Jeśli ktoś chce naprawdę zabezpieczyć dzieci przed konkretną grupą wysokiego ryzyka, to powinien nazwać ją po imieniu.

    W układzie mężczyzna-chłopiec seks jest zwykle elementem drugorzędnym, chociaż może być ważny jako czynnik edukacyjny – pisze dr Edward Brongersma w swoim artykule „Boyloverzy i ich wpływ na chłopców”. Ten holenderski prawnik (ur. 1911) przez wiele lat był przewodniczącym Komitetu Prawa w Senacie Holandii, mimo że wcześniej odsiedział wyrok za seksualny kontakt z szesnastoletnim chłopcem – za przyzwoleniem. W 1979 roku dr Brongersma założył Fundację Brongersmy w celu badania seksualności dzieci i młodzieży. Był uważany za jednego z najważniejszych na świecie promotorów pedofilii i ideowych przywódców boyloverów. W 1998 roku popełnił samobójstwo, prosząc swojego lekarza o podanie mu dużej dawki środków odurzających. Powiedział, że jego życie nie ma sensu i czuje się bezużyteczny. Fundacja Brongersmy i środowiska pedofilskie w różnych krajach, zwłaszcza w USA i Holandii, od lat zbierają 'dowody’ na to, że ich sposób zaspokajania seksualnego nikomu nie robi krzywdy – ani psychicznej ani fizycznej. Swoje poglądy z dumą – jak podkreślają – publikują przede wszystkim w Sieci. Przed prawie siedmiu laty powstała ich najpopularniejsza polska strona, a do dziś jej licznik zarejestrował ponad 2 i pół miliona odwiedzin. To spory wynik jak na marginalne środowisko.

    Wśród mężczyzn interesujących się chłopcami boyloverzy czynią subtelne rozróżnienia na molesterów, „zwykłych” pedofilii oraz boyloverów. Tylko ci ostatni, ich zdaniem, stoją na wysokim poziomie etycznym, gdyż – w odróżnieniu od molesterów i „zwykłych” – zależy im przede wszystkim na emocjonalnym związku z chłopcami, a nie tylko na kontaktach seksualnych. Boyloverzy otwarcie też molesterów potępiają ze względu na stosowaną przez nich często przemoc. Ich zdaniem zasadnicza różnica między „zwykłymi” pedofilami a szlachetnymi boyloverami wyraża się w tym, że „musi on [boylover] mieć cały czas na uwadze przyszłość chłopca”. Natomiast „zwykli” pedofile szukają głównie własnej przyjemności. Boyloverzy mówiąc o sobie posługują się dwiema warstwami językowymi. Publicznie unikają określenia „pedofile”, bo się źle kojarzy i może być przyczyną kontaktu z przedstawicielem władzy. Wolą mało znane „boylovers”. Z drugiej strony wspomniany dr. Edward Brongersma używa terminu „pedofil” jako synonimu dla „boylover”. Rzecz jasna – nie sposób publicznie dyskutować czyny ścigane z mocy samego prawa. Najpierw trzeba więc ich zdaniem „boylove” zalegalizować. Amatorzy młodych chłopców nie widzą żadnego problemu: Ponieważ seksualnie wyrażone przyjaźnie między chłopcami a mężczyznami są według nich najczęściej pozytywne, prawo powinno je dopuszczać. Dziecko – zdaniem boyloverów – ma prawo do seksualnego samookreślenia się i samostanowienia o sobie. Niechęć społeczną otaczającą homoseksualnych pedofilów boyloverzy tłumaczą strachem przed własnymi pedofilnymi skłonności, ich zdaniem obecnymi u każdego mężczyzny. Jak wiadomo każdy myśli podług siebie, a pedofilowi wydaje się, że wszyscy mężczyźni mają takie same jak on potrzeby, co nie jest prawdą.

    Jedna z największych organizacji boyloverskich, NAMBLA (North American Man Boy Love Association) na swoje posiedzenia i sympozja zaprasza homoseksualnych aktywistów. W 1984 roku w San Francisco wszyscy uczestnicy dyskusji panelowej byli członkami różnych organizacji homoseksualnych. Nic dziwnego. Mottem NAMBLA są słowa Davida Thorstada, współzałożyciela stowarzyszenia: 'Wolność jest niepodzielna. Wyzwolenie dzieci, kobiet, boyloverów i ogólnie homoseksualistów może nastąpić tylko jako komplementarne oblicza tego samego marzenia.’ W tych słowach kryje się odpowiedź na pytanie, dlaczego pedofile spodziewają się, że społeczeństwo zalegalizuje takie związki. Fundament pod akt prawny już został położony z chwilą akceptacji związków homoseksualnych. Konstytucje wszystkich krajów UE zabraniają dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej. Reszta to tylko kwestia czasu i stopniowego obniżania wieku przyzwolenia na kontakty seksualne. Nie od rzeczy będzie tu przypomnieć, że wspominany Edward Brongersma doprowadził w Holandii do obniżenia prawnej granicy wieku przyzwolenia na kontakty seksualne do 12 lat. To jasna droga dla homoseksualnych pedofilów do legalizacji swojej orientacji. Czy jednak dzieci zwabione do inicjacji w tej pedofilskiej grze odniosą z tego korzyść czy raczej zostaną poddane kolejnej deprawacji? Prawda, że rozsądna granica wieku ochronnego powinna obejmować osobistą dojrzałość dziecka do rozpoczęcia współżycia seksualnego, ale bezkarność dla osób utrwalających niepożądane społecznie wzorce homopedofilskiej dewiacji jak się wydaje nie powinny mieć miejsca, bo dziecko w swym prawidłowym rozwoju powinno być wychowywane do normalnego współżycia heteroseksualnego, a nie do jego form co najwyżej zastępczych.

    PRZYCZYNY I GENEZA PEDOFILII

    Trudno jest uchwycić przyczyny powstawania pedofilii. Wynika to głównie z tego, że podobnie jak większość innych dewiacji, nie posiada ona jakiejś jednej, ściśle określonej determinanty. Dlatego przedstawimy sobie kilka poglądów na temat genezy tego zjawiska. Często poglądy owe dzieli się na „socjologiczne” i „psychologiczne”. Używamy tutaj cudzysłowu, ponieważ to rozróżnienie nie zawsze jest uzasadnione, a to ze względu na trudną do przeprowadzenia linię demarkacyjną pomiędzy nimi. Niemniej, dla jakiegoś uplastycznienia omawianej tu problematyki, zanim powiemy o teoriach psychologicznych, wspomnimy o kilku prawidłowościach socjologicznej natury. Do najistotniejszych czynników socjodemograficznych należą: stopień pokrewieństwa i „instytucjonalnej bliskości” z dzieckiem oraz płeć dziecka. Oba czynniki tworzą nader charakterystyczne sploty, z których wynikają podstawowe prawidłowości stwierdzane w licznych badaniach nad tym problemem.

    Otóż największym statystycznie zagrożeniem dla dziewcząt są członkowie ich własnych rodzin, głównie ojcowie. Na ogół ojcowie biologiczni oddają niechlubną w tym przypadku palmę pierwszeństwa ojczymom, jak i „przyszywanym” ojcom, czyli konkubentom matek. Często atrakcyjne dziewczynki stają się głównym motorem nawiązywania romansu z ich matkami; ta prawidłowość zyskała swój literacki obraz w popularnej powieści Vladimira Nabokowa Lolita. Chłopcy o wiele rzadziej stają się ofiarami kontaktów kazirodczych, natomiast zdecydowanie częściej uwodzeni bywają albo przez najróżniejszych „przyszywanych” wujków, a więc znajomych rodziny, lub też nauczycieli, wychowawców, trenerów, księży, bądź przez mężczyzn nie mających „urzędowego” kontaktu z dzieckiem. I tu wypada wspomnieć o całej plejadzie osób szukających kontaktów z dziećmi, czy to w sposób instytucjonalny – jak nauczyciele, księża, trenerzy sportowi, czy prywatny – przyjaciele rodziny, a także osobnikach krążących w pobliżu szkół i innych dziecięcych skupisk. Starają się oni zdobyć najpierw zaufanie dziecka, wykorzystując jego łatwowierność i brak doświadczenia życiowego, a następnie nakłaniają do różnego rodzaju „zabaw” seksualnych. Pamiętamy, salwę śmiechu na wykładzie dla przyszłych nauczycieli, kiedy przytoczono dowcipną, aczkolwiek wielce cyniczną uwagę że właściwie każdego nauczyciela podejrzewać można o pedofilię, ponieważ inaczej niełatwo byłoby wytłumaczyć, dlaczego wykonuje tak trudną pracę za tak małe pieniądze! Oczywiście, gdybyśmy każdą osobę lubiącą dzieci podejrzewali o skłonności do pedofilii, popełnilibyśmy błąd, opisywany innym dowcipnym komentarzem, mówiący, że najniebezpieczniejszym miejscem na ziemi jest łóżko, ponieważ najwięcej ludzi dokonuje na nim żywota, czyli umiera.

    Spośród psychologicznych poglądów na temat genezy pedofilii, największą popularność zdobyło rozróżnienie osobników wykazujących skłonności do seksualnego molestowania dzieci wprowadzone przez trzech autorów (A.N. Grotha, W.F. Hodsona i T. Garyego), analizujących seksualne zachowanie więźniów skazanych za seksualne molestowanie dzieci. Autorzy wyróżnili dwa typy pedofili, a mianowicie fiksacyjnych i regresyjnych. Podział ten oparli na dynamice rozwoju psychoseksualnego. I tak pierwszy z wymienionych typów, czyli pedofil fiksacyjny, to człowiek, który od najwcześniejszych lat, niezmiennie, za najatrakcyjniejszy obiekt seksualny uważa dzieci. Natomiast pedofil regresyjny czyli przedstawiciel typu drugiego zainteresowania seksualne kieruje na dzieci wtedy, kiedy popędu seksualnego nie może z różnych względów zaspokoić z partnerem dorosłym. Regresja często jest infantylizmem jego charakteru i częściową impotencją!

    Bez wątpienia popularność tego ujęcia typologicznego wynika także z faktu, że bierze ono pod uwagę różnorodne czynniki etiologiczne, które z jednej strony nie pozwalają osiągnąć wyższego stadium rozwoju seksualnego, a z drugiej strony doprowadzają do regresji, czyli uwstecznienia się w etapach tego rozwoju. Inną przesłanką, z której wypływa popularność omawianego rozróżnienia pomiędzy pedofilami, jest niewątpliwie to, że nawiązuje ona do tradycji psychoanalitycznej, wedle której wszelkie postacie perwersji wynikają z „utknięcia” na drodze rozwoju psychoseksualnego. Dla wyjaśnienia istoty pedofilii najważniejsze są studia nad przyczynami pętającymi rozwój psychoseksualny, a także powodującymi regresję tego rozwoju. Otóż za główny czynnik powodujący wspomnianą blokadę, a także posiadający moc uwsteczniania rozwoju, uważano lęk, nieco później duży nacisk położono na narcyzm. W przypadku zaś pedofili regresywnych, do wymienionych dwu głównych przyczyn dochodzi jeszcze proces starzenia się, czyli naturalnego – jeśli tak można powiedzieć – zaniku sprawności, także seksualnej.

    Jeśli chodzi o problem wzrostu skłonności do osób nieletnich w miarę starzenia się, sprawę ilustruje popularna swego czasu w seksuologii koncepcja tzw. łuku życia, według której człowiek w ramach dojrzewania psychoseksualnego przechodzi do coraz to wyższych, czyli bardziej dojrzałych form życia seksualnego, a następnie od pewnego momentu swego życia i to niekoniecznie po osiągnięciu szczytu tego rozwoju, zaczyna się cofać, czyli niejako schodzić w dół. Najbardziej bodaj obrazowo przedstawił to Hans Burger-Prinz – w postaci schodków przedstawiających kolejne etapy rozwoju seksualnego, a następnie cofania się według tych samych etapów, czyli regresji w miarę starzenia się.

    Męskość – Kobiecość
    Heteroseksualizm

    Pedofilia – Pedofilia Homoseksualizm (Pederastia)– Homoseksualizm (Lesbijstwo)
    Ekshibicjonizm – Ekshibicjonizm
    Fetyszyzm (misie) – Fetyszyzm (lalki)

    Autor w następujący sposób tłumaczy te „schodki” seksualnego rozwoju i regresji: „Od strony wstępującej droga rozpoczyna się od rzeczowego partnera (fetyszyzm), poprzez anonimowego (zespół ekshibicjonistyczny z oglądactwem – voyerismus i ocieractwem – frotteurismus), następnie partnera tej samej płci (zespół homoseksualizmu, samogwałt, narcyzm, transwestytyzm), partnera niedojrzałego w okresie przed pokwitaniem i w czasie pokwitania (pedofilia wraz z jej odwrotnością – gerontofilią), aż do heteroseksualizmu”. Zatrzymanie się na jednym z tych stopni może być spowodowane sytuacją lub warunkami życiowymi, wyrazem niezależności charakteru, wreszcie chorowitości. Po osiągnięciu szczytu można zacząć się cofać, na przykład wskutek zadziałania zmian starczych (najczęstsze przestępstwo starców to pedofilia) lub też zatrzymać się w poszukiwaniu straconego czasu przy swoich fetyszach, jak Marcel Proust i Casanowa. Koncepcja ta, aczkolwiek bardzo klarowna i tym samym godna uwagi jako pewien model próbujący wyjaśnić dynamikę narastania skłonności do osób nieletnich, budzi jednak wiele zastrzeżeń, wynikających głównie ze zbytniego uproszczenia tego podejścia i niezgody środowisk homoseksualnych na taki pogląd naukowy. Na dobrą bowiem sprawę model ten można zinterpretować następująco: pedofilem staje się „zatrzymany w rozwoju” osobnik o psychice „wiecznego dziecka” albo też „zdziecinniały starzec”! Należy zauważyć też, że masturbacja czyli samogwałt zaliczany jest tutaj do homoseksualizmu, tylko jako szczególny przypadek, jako pederastia samemu ze sobą, co denerwuje wiele osób o tak zwanej innej orientacji seksualnej.

    Na temat rzekomej wadliwości tego sposobu tłumaczenia dynamiki rozwoju seksualnego szczególnie ostro wypowiadają się współcześni autorzy zajmujący się problematyką homoseksualizmu, który – jak wynika z przedstawionych uprzednio „schodków” – lokowany jest jeszcze niżej od pedofilii. Homoseksualizm w świetle nowoczesnego rozumienia tego typu orientacji seksualnej nie jest ani hierarchicznie niższy od heteroseksualizmu, ani też nie posiada cech fiksacyjności, czyli usztywnienia reakcji seksualnych. Zawiera bowiem równie wiele co heteroseksualizm odmian i struktur dynamizujących ten typ upodobań seksualnych, oczywiście z wyjątkiem naturalnego dojrzałego współżycia seksualnego z dojrzałą osobą płci przeciwnej. Podobne zastrzeżenia wobec koncepcji „łuku życia” wysuwają niektórzy autorzy zajmujący się problemem pedofilii, jako że sprowadzenie tego rodzaju preferencji seksualnych do niedorozwoju i regresji upodobań seksualnych jest ich zdaniem daleko posuniętym uproszczeniem. Nawet jeśli przyjąć słuszność takiego stanowiska, to tłumaczy ono zaledwie jeden wymiar pedofilii, a jest to przecież rodzaj zachowania o wielu wzajemnie powiązanych strukturach dynamizujących. W kontekście homoseksualizmu czy też pederastii należy wspomnieć o kilku fobiach, które są podłożem lękowym tej orientacji seksualnej, jak seksofobia, czyli paniczny, trwały lęk przed seksualnym kontaktem z osobami przeciwnej płci. Na tym podłożu próbowano leczyć z homoseksualizmu w czasach, gdy był uznawany za chorobę psychiczną. Inne lęki o obrazie fobii warunkującej jak powszechnie wiadomo homoseksualizm to: lęk przed kobietami czyli ginofobia lub feminofobia u mężczyzn, a także androfobia – lęk przed mężczyznami u kobiet lesbijek.

    Wspomniane powyżej krytyki koncepcji łuku życia, jako próby ukazania dwóch typów osobników molestujących dzieci na tle seksualnym, dotyczą jednak w większym stopniu niedostateczności oparcia typologii tak złożonego zachowania jak pedofilia na jednej tylko podstawie podziału. W tym przypadku opartego bardziej na dynamice dojrzewania psychoseksualnego niż samej idei rozpatrywania zaburzeń wynikających zarówno z niedorozwoju, jak i ze zmian starczych, jako że i jedne, i drugie przyczyny muszą być brane pod uwagę w procesie analizy każdego, na dobrą sprawę, zaburzenia zachowania się, a więc nie tylko pedofilii. W próbach ukazania sylwetki psychicznej pedofila nieodzowne jest zatem uwzględnienie drugiej z wymienionych już podstaw podziału w typologii tego typu osobników, czyli stopnia empatyczności sprawcy wobec ofiary – w tym przypadku dziecka. Jawi się tutaj kontinuum, na którego krańcach znajdują się dwa przeciwstawne typy: bezuczuciowy, całkowicie instrumentalnie traktujący swe ofiary sprawca oraz empatyczny – czuły, wrażliwy i dobrotliwy wobec swej małej ofiary osobnik, który swe kontakty z dzieckiem uważa za przypieczętowanie „związku dusz”! Bardzo często ekstremalne typy ostatnio omawianego kontinuum określa się jako: „psychopatyczne” i „nerwicowe”.

    Jak nietrudno się domyślić, reprezentantów pierwszego z wymienionych ekstremów, czyli osobników nieempatycznych, nazywa się po prostu „pedofilami psychopatycznymi„, a reprezentantów drugiego krańca kontinuum „pedofilami neurotycznymi„. Jednak wielu autorów zgłasza zastrzeżenia co do słuszności takich określeń, które, po pierwsze, mają długą historię w psychiatrycznym nazewnictwie, a w dodatku historię najczęściej burzliwą, dotyczącą wielu, zwykle bezskutecznych, prób uściślania zakresów tych pojęć; dotyczy to szczególnie psychopatii, o czym obszerniej pisze się w monografii poświęconej temu zaburzeniu. Po drugie zaś, objawy składające się na opis tych dwóch przeciwstawnych typów pedofili nie do końca są zgodne z najczęściej spotykanym klinicznym ich opisem. Przede wszystkim, zarówno psychopatia, jak i nerwica, we wszystkich próbach ujmowania postaci tych zaburzeń, nie stanowią klinicznego monolitu i zastosowanie ich nazw do określenia jedynie ekstremalnych postaw wobec ofiary jest typowym błędem redukcjonizmu. Ze szczególną ostrością błąd ten jawi się w przypadku „nerwicowego pedofila”. W kontekście, w jakim termin ten bywa używany, chodzi o nerwicę lękową, bo ta stanowi najostrzejszy kontrast z „bezlękowym psychopatą”, podczas gdy nerwica lękowa powoduje zahamowania seksualne, a nie perwersyjną aktywność w tej dziedzinie.

    Wychodząc z powyższych przesłanek, angielski psychoanalityk, M. Glasser, zaproponował inne – jego zdaniem bardziej adekwatne – określenia jako nazwy dwóch przeciwstawnych typów, wyróżnionych ze względu na stosunek emocjonalny do dziecka będącego ofiarą. Pedofili nieempatycznych proponuje nazwać „nieskomplikowanymi” (invariant), a przedstawicieli przeciwstawnego typu „pedofilami pseudoneurotycznymi„. W ten sposób, zdaniem Glassera, zostały określone najbardziej istotne cechy krańcowych typów pedofili, bez niepotrzebnego stwarzania niejasności zastosowanych pojęć. Glasser uważa, że pedofil pierwszego typu, invariant, zdecydowanie częściej na ofiary wybiera chłopców niż dziewczęta, częściej także kieruje swoje zainteresowanie ku dzieciom przed okresem pokwitania, kiedy narządy płciowe dziecka nie są jeszcze pokryte włosami łonowymi, przez co wyglądają bardziej „niewinnie”. Natomiast pedofile typu pseudoneurotycznego największe upodobanie przejawiają do dzieci z wyraźnymi znamionami wstępnej fazy dojrzewania, a ich ofiarami częściej bywają dziewczynki. Jednakowoż przedstawicieli obu typów odstręczają znamiona w pełni wykształconych cech płciowych, co z resztą stanowi cechę definicyjną tego typu dewiacji popędu seksualnego.

    Glasser uważa, że istota pedofilii, bez względu na to, czy jest ona „pseudoneurotyczna”, „nieskomplikowana”, czy też określona w każdy inny sposób, zasadza się na dwóch fundamentalnych procesach psychicznych. Po pierwsze, pedofil uważa siebie za dziecko, a w każdym razie nie zauważa, czy też nie chce zauważać, różnic pomiędzy sobą a dzieckiem! Nie przyjmuje do świadomości faktu, że jego struktura psychofizyczna wyznacza inne potrzeby i standardy zachowania się. Postawa taka staje się przyczyną przekonania, iż taki sam sposób przeżywania zbliżeń seksualnych, jaki satysfakcjonuje jego, jest w pełni zgodny z oczekiwaniami dziecka. Po drugie, rozróżnienie na pedofili łagodnych i uwodzicielskich wobec dzieci oraz brutalnych, jakkolwiek bardzo istotne dla opisu szeregu charakterystyk zachowania się, a także dla odmiennych nieco skutków popełnianych przestępstw, nie ma dostatecznego uzasadnienia w „fundamentalnych przeżyciach” pedofila, sięgających jego „najgłębszych podkładów jaźni”. Jak utrzymuje Glasser, „na samym dnie wszelkich skłonności do seksualnego wykorzystywania dzieci leży agresja” przeniesiona na obiekt pożądania, w tym przypadku na dziecko, powstała z głębokiego niezadowolenia z własnego „ja”, które skutkiem przeróżnych negatywnych doświadczeń, głównie z okresu dzieciństwa, zostało mocno uszkodzone i poranione.

    I w tym momencie – biorąc pod uwagę ostatnio przytoczone spostrzeżenie Glassera – odróżnić można osoby lubiące przebywać z dziećmi, podobnie jak pedofile zafascynowane dziecięcością, a jednak nie wyobrażające sobie, nawet „w głębi najintymniejszej”, kontaktu seksualnego z nimi. Pragnienie takiego kontaktu wypływa bowiem nie tyle z miłości do dziecka, lecz z utajonej albo nawet jawnej do niego niechęci, z tendencji do jego instrumentalnego traktowania, podczas gdy zdecydowana większość osób lubiących kontakty z dziećmi, czyni to z autentycznej troski o podopiecznych i radości odczuwanej z obserwacji ich rozwoju i dojrzewania. 

    TERAPIE ALTERNATYWNE A PEDOFILIA

    PRZYPADEK ANDRZEJA SAMSONA I INNYCH: NOWE SPOJRZENIE NA PEDOFILIĘ

    „Coraz częściej występujący problem pedofilii wywołany jest nawiedzeniem” – twierdzi Wanda Prątnicka, autorka bestsellera „Opętani przez duchy – Egzorcyzmy w XXI stuleciu”.

    Wanda Prątnicka światowej sławy egzorcystka i psychoterapeutka jest zdania, że do problemów Andrzeja S. w dużej mierze przyczyniły się wpływy z zaświatów. „Duchy to istoty, które wcześniej były ludźmi, a po śmierci nie zdecydowały się na przejście na drugą stronę kurtyny śmierci” – mówi pani Prątnicka. „Po śmierci niewiele się dla nich zmienia, problemy które ich trapiły za życia trwają nadal, pozostają też upodobania, pasje, nałogi… i zboczenia”. Problem pedofilii prawie zawsze związany jest z przeżyciami z dzieciństwa. Ofiary molestowania seksualnego, gdy dorastają odczuwają silny pociąg do odtwarzania zachowań, których ofiarą padli podczas swojego dzieciństwa. Najczęściej nie zdają sobie sprawy z działania tego mechanizmu, rzadko pamiętają też swoje traumatyczne przeżycia bycia molestowanym, czy to przez członków własnej rodziny, czy to przez obcych. Wielu z nas spyta – „Jak to możliwe, że szanowani obywatele, a czasami wybitnie uzdolnione osoby mogą posunąć się do tak odrażających czynów, jak molestowanie seksualne dzieci?”. „Dla kogoś, kto na co dzień zajmuje się duchami, i problemami z nimi związanymi sprawa jest całkiem jasna” – twierdzi Wanda Prątnicka. Gdyby nie istniał świat duchów najczęściej nie dochodziłoby do takich ekstremalnych procederów jak pedofilia, silne dewiacje seksualne, czy akty okrutnej przemocy.

    Aby zrozumieć jaki mechanizm przyczynia się do występowania tych zjawisk należy poznać zasady rządzące światem niematerialnym w którym przebywają duchy wraz z ich niezaspokojonymi żądzami, nałogami itp. Tam istnieje żelazna zasada według której podobne przyciąga podobne. Co to oznacza? Oznacza to, że jeżeli żywy człowiek ma tendencję do pewnego rodzaju dewiacji, w tym przypadku pedofilii, to natychmiast przyciąga on do siebie jednego, kilka lub nawet kilkaset istot ze świata duchów, które potęgują jego podświadome pragnienia. Gdyby człowiek był poddawany jedynie własnej pokusie potrafiłby posłuchać głosu sumienia i postąpić właściwie – czyli w tym przypadku ze wstrętem odwrócić się od własnych tendencji do pedofilii. Gdy znajdzie się jednakże przy nim wiele duchów z silniejszym lub słabszym popędem do pedofilii, to siła do realizowania takich pragnień staje się tak wielka, że pojedynczy człowiek traci nad nią kontrolę. Wie, że postępuje niewłaściwie, nie ma jednak siły aby się jej przeciwstawić.

    Nie chodzi tu oczywiście o to, aby rozgrzeszać winowajców, mówić „To duchy ponoszą całą winę”. Chodzi o to, aby zrozumieć działający tu mechanizm, aby móc ze współczuciem spojrzeć na przypadki, które coraz częściej pojawiają się w mass mediach, oraz aby nauczyć się przeciwdziałać wpływom ze świata duchów na przyszłość. Jest wielce prawdopodobne, że gdyby pedofil miał wiedzę opisaną pokrótce w tym artykule mógłby szukać on rozwiązania swojego problemu u egzorcysty, który uwolniłby go od wpływu duchów, a to dałoby mu możliwość walki ze swoimi podświadomymi tendencjami. „Świadomość wpływu świata niematerialnego na materialny jest niesłychanie istotna dla dzisiejszych społeczeństw” – mówi pani Prątnicka – „gdyż przypadki takich wpływów pojawiają się ostatnimi czasy bardzo często i nie omijają ani ludzi sławnych, ani zamożnych, czy sprawujących władzę. Nie chcemy przecież, aby naszym światem rządziły duchy, poprzez ludzi np. stojących u władzy.”

    CAŁA PRAWDA O PRZYCZYNACH PEDOFILII

    Jestem naukowcem, badaczem. Wiele lat temu odkryłam to „COŚ”, co jest czynnikiem wywołującym pedofilię, a z którego istnienia większość psychologów, psychiatrów, czy księży (a więc tych, którzy udzielają ludziom pomocy psychicznej i duchowej) nie zdaje sobie sprawy. Efekt jest taki, że różni wspaniali ludzie z wielkimi osiągnięciami w swojej specjalizacji stają się nagle, według opinii publicznej, zwyrodnialcami. Problem nie dotyczy samej pedofilii, ale wypaczeń psychicznych wszelkiej natury. Media i społeczeństwo namawiają, aby pedofilów zamykać, kastrować, ale nikt z piszących lub wypowiadających te zdania nie zdaje sobie sprawy z tego, że również jego może spotkać ten sam przymus (nawet jeżeli jest kobietą), bo pedofilia bardzo rzadko jest działaniem z wyboru. Mam pytanie do mediów i społeczeństwa – Czy macie Państwo jasność odnośnie tego, czy pedofil staje się pedofilem bo tak chce, bo taki jest styl jego życia, czy może jest to jego bezustanna udręka? Dlaczego zjawisko to dosięga również największych, najzdolniejszych, a tym samym najsilniejszych członków społeczeństwa?

    Trafiają do mnie pacjenci z całego świata, a pomogłam w trakcie mojej 30 letniej praktyki już ponad 25 tysiącom. Są wśród nich księża, lekarze, sędziowie, ministrowie, ludzie prosperity, ale oczywiście i ludzie prości. Zwracało się do mnie również wielu psychologów i psychiatrów z prośbą o pomoc dla swoich pacjentów. Pomagałam im oczywiście w pełni świadoma faktu, że zasługi za efekty mojej pracy zostaną przypisane im. Wprowadzało to jednakże wielu ludzi w błąd, którzy sądzili, że problem jest zupełnie innej natury. Czasami piszą do mnie więźniowie, którzy mówią – „Zawiniłem, dokonałem czynu, który według prawa jest karygodny i nie boli mnie to, że mnie skazano. Jednak dopiero po przeczytaniu Pani książki zrozumiałem, co tak naprawdę się ze mną działo, co nakłoniło mnie do popełnienia przestępstwa – morderstwa, gwałtu itp. Dopiero ta wiedza daje mi prawdziwą wolność. Będąc tam na wolności byłem tysiąckrotnie bardziej więźniem, niż teraz siedząc tutaj. Wreszcie uwolniłem się od koszmaru, który tak bardzo mnie gnębił.”

    Jeden ze śledczych powiedział o Andrzeju S. „On uważa to za chorobę, na którą zapadł pięć lat temu. Ma dość takiego życia” (Super Ekspres „Spowiedź pedofila”). Andrzej S. nie mając dostępu do wiedzy, którą staram się rozpowszechniać, był jedną z ofiar. Pomimo tego, że jako człowiek znajduje się na wysokim poziomie rozwoju oraz jest świetnym psychoterapeutą, nie wiedział jak sobie ze swoją „chorobą” poradzić. W swojej książce „Miska szklanych kulek” na stronie 205 w komentarzu Andrzej S. pisze o sobie jako o osobie, której potrzebny jest egzorcysta. Cała ta książka pełna jest zresztą wskazówek odnośnie tego, że Andrzej S. w chwili jej pisania walczył z jednym tylko problemem, którym było (i nadal jest) opętanie. Oczywiście media mogą wiedzę, którą propaguję ignorować, bojąc się ośmieszenia, potraktować ją jako błahą, zabobonną, ale nie zmieni to faktu, że zjawisko, którym zajmuję się na co dzień istnieje. Wprawdzie jest niewidzialne, ale zbiera olbrzymie żniwo i nie da się go w żaden sposób zatrzymać udając, że nie istnieje. Efekty ignorowania tej wiedzy widzimy każdego dnia na ulicy, w doniesieniach prasowych, czy telewizyjnych. Wielu z tak zwanych sprawców jest samych ofiarami. W pewnym sensie media ponoszą odpowiedzialność za fakt, że nie rozpowszechniając tej wiedzy narażają społeczeństwo, siebie i swoich bliskich. Możecie Państwo to zmienić. Z poważaniem Wanda Prątnicka.

    Artykuł dodano za zgodą autora opracowania – pana Radka S. z Londynu.

    Antypedofilskie Bractwo Himawanti jest największą w Polsce organizacją prowadzącą terapie duchowe oraz pomoc duchową dla ofiar przemocy i terroru, w tym ofiar pedofilii i kazirodztwa, księży pedofilów, mnichów pedofilskich i zakonnic pedofilek. Wschodnie techniki medytacji, jogi, rebirthingu oraz tantry bardzo dobrze nadają się do rozwiązywania problemów życiowych i duchowych ofiar wszelkiej maści zboczeńców seksualnych. Mohan Ryszard Matuszewski przez prawie 10 lat był przetrzymywany przez katolickich pedofilów w aresztach tzw. III RP za prowadzenie terapii dla ofiar pedofilskich księży, mnichów i zakonnic katolickich. Swoją terapeutyczną działalność rozpoczął już w 1978 roku pomagając szkolnym kolegom i koleżankom z takimi problemami.

  • Ryszard Matuszewski – Człowiek Magnes

    Ryszard Matuszewski – Człowiek Magnes

    Niezwykłe zdolności zauważył u siebie Ryszard Matuszewski. Okazało się, że potrafi przyciągać metalowe przedmioty. Ryszard nie jest zwykłym człowiekiem-magnesem, potrafi przyciągać nie tylko przedmioty wykonane z żelaza, ale również z aluminium, których magnesy raczej nie przyciągają. Nasz reporter zarejestrował to niecodzienne zdarzenie swoim kompaktowym aparatem fotograficznym – jak Ryszard przyciąga łyżeczki, chochlę, a nawet żelazko.

  • Licho zwalcza Bractwo Himawanti

    Licho zwalcza Bractwo Himawanti

    Walka konkurencji przeciw antypedofilskiemu i ezoterycznemu Bractwu Himawanti jest podła i jasno wskazuje na to, że ci, co to robią nie są dobrymi ludźmi a może nawet tragicznymi psychopatami i samym lichem, nie tylko ezo-pedofilami. Tak samo działał niejaki Dariusz Pietrek, Paweł Królak czy Ryszard Nowak których celem jest niszczenie dobra i prawdy. Ale powiedziano dość ich paskudnej działalności, którą prowadzą sami jako sekciarską i zboczoną.

    Zastraszanie i manipulacja jest domeną niektórych prawicowych sekt antysektowców i mafii, które czyhają na bezbronną i ufną młodzież w internecie, a by zwieść ją w mroczny dół. Zastraszanie, oczernianie i manipulacja jest także domeną pseudo-ezoteryków, którzy pod hasłami miłości do bliźniego głoszą pedofilskie swobody seksualne, biseksualność, pederastię i lesbijstwo oraz swobodę znieważania, twierdząc, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować w ramach tak zwanej własnej ścieżki. Niestety rozwiązłość i zboczenia seksualne typu pedofilia czy zoofilia ani chorobliwe zwalczanie prawdziwej duchowej drogi nie mają nic wspólnego z ezoteryką i uduchowieniem, ale są przeciwieństwem ezoteryki.

    Widać jest, że ludzie myślący i inteligentni nie dają się zmanipulować oszczerstwami i pomówieniami w stosunku do Bractwa Himawanti czy Lalita Mohana, dlatego agresja w stosunku do nas wzmogła się, ale widać, że ci zboczeńcy rozwiąźli i pedofile antysektowi są słabi, całe to szatańskie licho jest słabe, ponieważ napastliwa agresja wyzwala się tylko u tych, którzy nie mogą poradzić sobie sami ze sobą. Umieszczamy tą informację, bo widać się nie boimy pedofilów i zwolenników pornografii dziecięcej i nie mamy sobie jako antypedofilskie, ekologiczne i ezoteryczne Bractwo Himawanti nic do zarzucenia, nawet jak jakiś zboczeniec pedofilski czy zoofilski był rzeczywiście oplakatowany jako zboczeniec przez swoje ofiary tytułem wyrównania karmy, czyli rachunków losu ze swoim krzywdzicielem.

    Ostatnimi czasy, od początku roku 2009 można zaobserwować nasilające się na różnych stronach w internecie kampanie oszczerstw sugerujących jakoby Bractwo kogoś starszyło czy zastraszało, co nie jest prawdą a jedynie oszczerstwem ze strony tego samego kręgu osób o pedofilskich skłonnościach, takich co to lubią oglądać pedofilsko-zoofilską pornografię, żyją z produkcji pornografii dziecięcej, a także z prowadzenia burdeli pedofilskich i podobnie zwyrodniałych zboczeńców seksualnych, jacy zgromadzili się chociażby w zamkniętym jak na razie przez prokuratora serwisie http://eioban.com czy na blogach niejakiej lesbijsko-pedofilskiej kajszy, astromarii, jakiegoś suljana i innych ezo-pomyleńców.

    Ciekawe jest, że podający się za wzniosłych ezoteryków na ścieżce duchowej pełnej miłości zajmują się takim ochoczym znieważaniem i pomawianiem Bractwa Himawanti oraz osób w nim działających. My jednak przypominamy, że pedofilskie zboczenie do seksu z dziećmi, nawet w postaci tylko oglądania pornografii z dziećmi nie ma nic wspólnego ani z miłością ani z ezoteryką czy rozwojem duchowym. Zboczeńcy obojga płci są duchowo zerami, bo zboczenia włącznie z sodomią wykluczają duchowy wzrost i nic nikomu nie pomoże ani siedzenie w piramidach ani mnożenie jednostek na skali Bowisa czy jakiejkolwiek innej. Widzimy w reakcji na zatrzymanie podejrzanego o pedofilski gwałt reżysera Romana Polańskiego, jaka jest mentalność narodu, a także elit politycznych. Bardziej niż obronę podejrzanego być może niesłusznie człowieka widać jawne popieranie dewiacji pedofilskiej i bronienie prawa do gwałcenia trzynastolatek! Z takim zezwierzęceniem wobec ofiar spotykamy się ciągle pomagając ofiarom pedofilskich bydlaków.  

    Niestety kochani czytelnicy tego portalu jest to apel do wszystkich i nie ma się, co oszukiwać ani mamić złudnymi nadziejami, że pedofile i podobni zboczeńcy przestaną Bractwo Himawanti atakować. To nie tylko nasz problem, ale wszystkich użytkowników internetu, portali społecznościowych czy stron internetowych, gdzie zło udaje dobro, a licho udaje, że jest antylichem i ma coś wspólnego z dobrem. To wszak Jezus powtarzał, aby pereł nie rzucać przed wieprze, aby wieprze czyli świnie pereł nie zdeptały i nie zbrukały swoimi racicami. Ezoteryka, feng shui, joga, aikido, reiki, astrologia, cały rozwój duchowy jest coraz bardziej brukany przez asurowy, demoniczny element, który nie chce rzetelnej wiedzy i praktyki a jedynie wysokiego zarobku na dziedzinach ezoterycznych.

    Jeśli za konsultacje feng shui chce ktoś tysiąc złotych, za parę porad dawanych w kilka minut, porad które można także znaleźć w internecie, to to jest właśnie typowy oszust pragnący zarobić na ezoteryce, a nie praktykować rozwój duchowy i pomagać ludziom. Takim dewiantom pseudoezoterycznym Bractwo Himawanti także stoi kością w gardle, bowiem ci wszyscy oszuści nie mogą przeżyć, że istnieje jednak w Polsce autentyczna wspólnota duchowa, Szkoła Ezoteryczna, która zrzesza ludzi pragnących autentycznej duchowości opartej na wspólnocie serc, a nie jedynie zysku za wszelką cenę i oszukiwania ludzi, jak czynią to rozmaici jogooszuści, bioterapiooszuści, reikioszuści, aikidoszuści, fengshuioszuści i astroszuści nie mający o dziedzinach, na których zarabiają większego pojęcia. Tacy rozmaici dewianci, oszuści i cwaniacy szukający w ezoteryce jedynie łatwego zysku i mamienia ludzi paroma tandetnymi sztuczkami zamieszczają i pozwalają zamieszczać na swoich stronach oszczercze teksty pod adresem Bractwa Himawanti oraz jego liderów, takich jak Lalita Mohan G.K. czyli Ryszard Matuszewski.

    Prawdą jest niestety, że absolwenci 2-3 letnich tak zwanych szkół psychotronicznych i ezoterycznych przychodzą do Bractwa Himawanti, aby poszpanować swoją „wiedzą” ale w trzy dni okazuje się, że nie umieją prawie nic nawet od strony teoretycznej, a nie tylko praktycznej. Często osoby takie muszą zacząć uczyć się od nowa, kompletnie zrewidować swoje podejście do nauki i pracy. Jeździli na wykłady i ćwiczenia, ale po 2-3 dniowych zajęciach w Szkole Ezoterycznej Bractwa Himawanti mówią, że przez trzy dni nauczyli się dużo więcej niż przez 2-3 lata w szkołach psychotronicznych czy astropsychologicznych za które płacili ciężkie pieniądze. Potem po takim Studium Astropsychologii, okazuje się że człowiek jest w dziedzinie jaką studiował kompletnie zielony, posiada wiele braków, a nawet był źle uczony przez kiepską, ale drogą kadrę, która sama ma niewielką albo żadną wiedzę.

    Takie Studium „Paskuda” dowiaduje się, że ich absolwenci szukają dalej w Bractwie Himawanti i stają się krytyczni do biznesu jakiego padli ofiarą i takie „Ezo” Studium na swoich stronach typu psychotronika.pl zamieszcza jako wypowiedź na forum paszkwilne teksty jakiegoś anonimowego dewianta, które mają tylko jeden cel: odstraszyć jak najwięcej ludzi od Bractwa Himawanti i guru. Można powiedzieć, że jest to złośliwe i chamskie zwalczanie konkurencji, która pokazuje absolwentom tych pseudoszkółek jak bardzo zostali oszukani i naciągnięci na wysokie opłaty za rzekomą naukę, która była prowadzona przez osoby niekompetentne.

    Bractwo Himawanti zbyt nachalnie nie przestrzegało nigdy przed takimi pseudoszkołami z pozoru ezoterycznymi, bo każdy ma swoją karmę, ale ponieważ jesteśmy jako organizacja znieważani i pomawiani, musimy na to reagować i prostować te paskudne oszczerstwa ezo-dewiantów, tak najlepiej ujmując o co w temacie chodzi. Bo rzeczywiście chodzi o ezodewiację opętaną obsesją zysku z duchowości i uzdrawiania. Opętanie Mammoną jednak wyklucza wzrost duchowy, a ludzie uczęszczający do drogich studiów ezoterycznych i psychotronicznych powinni być o tym jakoś uprzedzeni, bo skutki są potem takie jakie są. Braki wiedzy i umiejętności oraz złość zdemaskowanych ezo-oszustów i jogoszustów.

    Dobrym przykładem jest niejaka astromaria znana jako maya, która na swoich blogach wypisuje steki bzdur zupełnie nie mających związku z astrologią i dowodzących jej ignorancji w temacie. Widać to skutek ukończenia „Studium Astrologii”, które też od kilku lat publikuje o Bractwie Himawanti i innych rzeczywiście duchowych organizacjach paskudne paszkwile. Niejaka astromaria – maya, nigdy nie była na jakiejkolwiek liście dyskusyjnej Bractwa Himawanti, gdyż listy dyskusyjne członków Bractwa Himawanti nie są generalnie widoczne publicznie i nie można się na nie zapisać inaczej niż przez bezpośredni udział w zajęcich u liderów Bractwa Himawanti. Skoro nie uczestniczyła w zajęciach, nie zapisała się do Bractwa Himawanti, na pewno też nie miała takiej możliwości, aby zapisać się na jakąś zamkniętą dla publiczności listę dyskusyjną. Zatem w sposób oczywisty jest to osoba demagogiczna, produkująca obrzydliwe kłamstwa i plugawe oszczerstwa, a taka osoba na pewno nie rozwija się duchowo ani nie jest żadną ezoteryczką, może jest co najwyżej paszkwilantką, a jej blogi i strony w necie to typowy brukowiec, o czym powinna uprzedzić czytelników, aby nie wpakowali się w szambo plugastw jakie ta osoba wypisuje. Skoro o Bractwie Himawanti astromaria – maya wypisuje chorobliwie bełkotliwe, kłamliwe teksty, można domniemywać, że w innych swych publikacjach sieje taki sam kłamliwy ferment robiąc syf wokół ezoteryki, a już szczególnie astrologii.

    Takich przykładów złych i zepsutych moralnie osób szkalujących Bractwo Himawanti swoim złym i zakłamanym językiem, niejako „bezinteresownie” jest w internecie całkiem sporo. Zawsze jednak za szpetną działalnością tych zwyrodniałych osób można znaleźć bestialskie skłonności i prymitywny, oszukańczy biznes: astropsychologiczny, tarotowy, fengszujowy i podobny. Najczęstszą przyczyną jest jednak pedofilia, pedofilskie skłonności szkalującej Bractwo Himawanti osoby. To zwykle zemsta pedofilskiej kanalii za pomaganie ofiarom i ujawnianie takich zboczków przez ich ofiary wzmocnione terapią w Bractwie. Zboczek to czasem także miłośnik pedofilskiej pornografii namierzony przez ofiary pedofilów w internecie. Niedawno wpadł jeden Torunianin, kilka zboczków wcześniej z Płocka, Wrocławia, Warszawy, Białegostoku, Suwałk, Lublina, Zabrza, Chorzowa, Gorzowa, Świebodzina i Szczecina. Jak widać, z tych miast najczęściej odzywają się zboczeńcy, co chcą innym obrzydzić obraz Bractwa Himawanti, a ludzi zainteresowanych od Bractwa Himawanti i szczególnie Lalita Mohana Ryszarda Matuszewskiego odstraszyć. Nie jest to przypadkowe, niewątpliwie.

    Niestety nie jesteśmy jako Bractwo Himawanti zdziwieni oszczerstwami i pomówieniami przez dewiantów netowych. Znieważanie i pomawianie Bractwa Himawanti oraz Lalita Mohana zdarza się od 1996 roku, kiedy Lalita Mohan Ryszard Matuszewski nagłośnił przestępstwa pedofilskie kilku seksualnych zboczeńców z Jasnej Góry w Częstochowie, potem z Chorzowa i Katowic oraz Lublina, Bydgoszczy i Szklarskiej Poręby. Pod latarnią jak widać bywa najciemniej, a w takim świętym miejscu potrafiło kryć się zło bzykające ministrantów. To jest normalne i za każdym razem jak coś dobrego zaczyna się dziać to opór ciemnej materii potocznie zwanej ciemnotą działający w drugą stronę jest proporcjonalny i robi to, co widać. Rozdajemy przechodniom na ulicach kilka tysięcy ulotek o spotkaniach dla ofiar molestowanych przez pedofilów w Szczecinie, a tu wydzwania do organizatorów jakiś typ spod ciemnej gwiazdy, wyzywa organizatorów i wygraża, że on zablokuje nam działalność w Szczecinie. Wrzucamy numer telefonu typa do książki telefonicznej, a tu wyskakuje jak byk: Miłosz Woźniak, energoterapeuta, Szczecin. Kilka tygodni później jakiś paranoik wypisuje w necie, że Bractwo Himawanti na niego napadło i go szkaluje. Typ podpisuje się Jakób Jakub Sztajber. A cóż to szanowni panowie nasza antypedofilska działalność was tak wnerwiła, pytamy grzecznie? Nie wolno ofiarom pedofilów pomagać? A zapytamy grzecznie czemu to akurat wam panowie ze Szczecina nie podoba się, że takową działalność prowadzimy? Cóż jest powodem?

    Pojęcie Ida (jin) i (Pingala) jang ma tutaj pełne uzasadnienie. Proszę jednak zobaczyć jak to działa. Zło zawsze znajdzie drogę i stanie na drodze Dobroci, takiej jak Lalita Mohan G.K. Dobro musi się natrudzić, aby zostało zauważone a zło czyli licho widać od razu, dlatego ludzie wolą iść w stronę zła, bo jest łatwiej. Kroczenie drogą ciemności jest łatwiejsze na samym początku lecz później tak jak przekonało się o tym wielu jest bardzo trudne, szczególnie jak jakieś licho udaje antylicho, jak zło udaje dobro. Można by nawet powiedzieć że zło, licho, ma większe wymagania, bo w sumie na kroczenie ścieżką ciemności i ezo-oszustwa potrzeba wydatkować dużo więcej energii i trzeba się lichym osobom natrudzić, aby udawać dobro i mamić ludzi, że się jest czymś dobrym idąc własną ścieżką na dno szamba swego ego i w końcu do jeziora siarki i ognia na przemiał czy raczej na przetop w Pralayam.

    Co i rusz pojawiają się rozmaite jogooszustwa, jak Euro-Joga, Nike Dynamic Yoga, Yoga-Fitness, Szopojoga i podobne szantrapy polegające na nieuctwie ich twórców niezdolnych do nauczenia się nawet podstaw Jogi. Można się zastanawiać, czy za tymi wszystkimi oszustwami i wypaczeniami stoi tylko ciemnota własna autorów takich wykolejonych pseudotreningów czy też jakaś teoria spiskowa z siłami zła w postaci licha, szatana czy asurów, które ściemniają ciasne umysły w których autentyczna Joga się nie mieści, aby profanowały to co dobre i w miejsce prawdziwej Jogi tworzyły jakieś buble i szantrapy. Chociaż o Jodze jest wiele dobrych dzieł pisanych, ciągle jeszcze pojawiają się jacyś kretyni, którzy z kilkunastu asan chcą ciągnąć zysk twierdząc, że to Joga. A przepraszam, czy samo siodełko jest rowerem? Albo czy posiadanie czterech kół od samochodu jest samochodem, którym można podróżować drogą do celu? Odnośnie samych asan, to ćwiczy się je zarówno statycznie (izometrycznie) jak i dynamicznie i są to dwa aspekty ćwiczenia asan, które się uzupełniają, a ćwiczenia tylko dynamiczne mogą być szkodliwe dla zdrowia i psychiki ćwiczących. I tyle o dynamicznych fitnessowych jogooszustach i ich przekrętach.

    Najlepiej zapytać takich kretynów i uczestników ich zajęć, czy sam pedał od rowera jest rowerem, którym można sobie jeździć na wycieczki rowerowe. Dokładnie tak wygląda sprofanowany czy spedalony obraz pseudojogi z paroma dynamicznymi rzekomo asanami, gdzie ćwiczących pozbawia się zbójecko praktyk oddechowych, pratyahar, ćwiczeń moralnych, odpowiedniej jarskiej diety, praktyk pranicznych czy medytacji i mantramów, nawet takich jak Om. Kretyni oferując pedał od rowera twierdzą, że zabierają ludzi w podróż na wycieczkę rowerową. Widać „jednostka centralna” takich kretynów zwana mózgiem, jest wyjątkowo spaprana i całkiem możliwe, że takich fitnessowych dorobkiewiczów zorientowanych na zysk z pedała nie da się już leczyć, nawet psychiatrycznie. Zresztą medycznie rzecz ujmując, kretynizm także się źle leczy. A przy okazji, linia Nike Yoga to odzież zupełnie nie nadająca się do ćwiczenia Jogi, gdyż odzież do ćwiczenia Jogi ma być całkowicie naturalna, luźna i przewiewna, a obcisłe gacie i koszulki nadają się na śmietnik, podobnie jak szkodliwe tworzywo laleczki YoGirl.

    Cały ten biznesowy cyrk pseudo-jogi wygląda tak samo jak wypaczone formy sztuk walki, gdzie przykładowo aikido uczy się jako rekreację, która nie służy rzekomo do walki, podczas gdy techniki aiki były od wieków sekretnymi metodami mającymi dawać żołnierzowi znaczącą przewagę na polu bitwy. Pewnie „tfurca” takiego rekreacyjnego aikido nie zajrzał do słownika i nie wie co to znaczy słowo walka. Karate bezkontaktowe, które nie służy do walki i zakazuje walczyć też już było, jako swoista abstrakcja paranoidalnego twórcy, którego „jednostka centralna” zwana mózgiem zapewne poważnie szwankowała. Sztuki walki bowiem od zawsze służyły do walki, tak do samoobrony jak i do ataku, a szczególnie do pokonania wroga na wojnie.

    Oferowana kilka lat temu w Polsce nauka walki samurajskim mieczem bez konieczności posiadania miecza do tej nauki, jak i korespondencyjne kursy karate na czarny pas ze zdalnym egzaminem testowym w formie pisemnej – wszystko to razem z dynamicznym jogofitnessem jest jednym szambem, kloaką rozbójniczego oszustwa mającego na celu łatwy zarobek na tysiącach oszukanych ludzi wystrychniętych na „dudka”, czyli wydutkanych. Znamy też popapranych pseudomistrzów reiki, którzy dyplomy „wielkiego mistrza” reiki kupili sobie od amerykańskich złodziei za ciężkie dolary przez internet, a wtajemniczenie uzyskali zdalnie, niejako na odległość. Stopień Mistrza reiki umieją sprzedać, ale uzdrawiać z pomocą reiki ani trochę, bo reiki jak i karate nie da się nauczyć przez internet, tylko terminując kilka lat u prawdziwego Mistrza reiki w jego gabinecie uzdrawiania.

    Można zarobić i na egzorcyzmach, bo wybitni rzekomo egzorcyści wypędzają wszelkie licho działając jako grupa i zapewniając ochronę przed złem. Tyle, że nie wiadomo kim jest taka grupa, bo skrywa się za internetowymi ksywkami i fikcyjnymi nazwiskami, a egzorcyzmuje na odległość i tarczą miłości rzekomo przed złem czyli lichem ochrania z abonamentem za kilka stówek na cały rok! Oszukańcza mafia pseudoegzorcystów widać w pogoni za zyskiem zapomniała, że zainteresowani egzorcyzmami potrafią przeczytać fachowe książki na te tematy z których jasno wynika, że egzorcyzmy wykonuje się przy opętanym bezpośrednio, a nie zdalnie z pomocą internetu. Zawsze jednak znajdą się naiwni, którzy dołożą się oszustom „zwalczającym licho” zdalnie do wybudowania kolejnej willi w uroczej okolicy, bo naiwnych przecież nie brakuje. Zapamiętajcie ludziska „raz a na pojutrze”, że egzorcyści muszą przyjść do ciebie do domu, tam gdzie mieszkasz i wyegzorcyzmować ciebie i twój dom osobiście, na miejscu. Często muszą zabieg trwający kilka godzin powtarzać kilkadziesiąt razy zanim opętujące zło raczy ustąpić. Ale widać licho nie śpi i za fikcyjne usługi pobiera kasę twierdząc, że jest antylichem, bo rzekomo licho zwalcza.

    Inna sprawa, że uczestnicy rozmaitych oszukanych zajęć pseudojogi, pseudokarate, pseudoaikido, pseudoreiki i podobnych w jakiś sposób są podatni na wszelkie oszustwo i manipulację i w jakiś sposób są bezbronni przed „dutkającymi” ich dziadami uważającymi się za instruktorów Jogi czy nawet twórców czy raczej „tfurców” nowej jakiejś Euro-Jogi. Niewątpliwie w autorskiej metodzie Euro-Jogi nie chodzi o rzetelne nauczanie Jogi tylko o zbieranie Euro od naiwnych, którzy płacą za to, że są naiwni i z niewiedzy dają się oszukiwać fitnessowym cwaniakom i cwaniaczom. Fitness to bizness, jak sami tacy mawiają i nie ważne na czym się zarabia, byle kasa leciała. Stąd nazwa jest jak najbardziej uzasadniona, z zastrzeżeniem, że Euro- pozostaje, a pod Joga można podstawić cokolwiek na czym da się naiwnych wykiwać i z kasy obciągnąć, chociażby i egzorcyzmowanie, reiki czy feng shui, skoro akurat jest modne.

    Jak mawiali Sufi:

    Psy szczekają, karawana jedzie dalej!

    O psach jest piękny werset w Apokalipsie, opisujący jak tacy obszczekiwacze Bractwa Himawanti skończą w gorejącym jeziorze siarki i ognia, co dedykujemy kundelkom szczekającym na gruncie chrześcijańskim, takim co to się księdzem proboszczem podpierają w swej szkodliwej i obłąkanej działalności.

    Jezus Chrystus powiedział: kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.

    I tak będzie ze wszelkim lichem, jakie znieważa Bractwo Himawanti za jego antypedofilską oraz duchową czy inną działalność. Chciwy dwa razy traci – jak mówi przysłowie.

    Pewien bengalski mistrz duchowy nauczający białej tantry, Śri Anandamurti powiedział:

    „Mucha złośliwie mnie atakuje, a ja jej żyć pozwalam.”

    Tylko przypominamy, że ciągle jeszcze jesteśmy miłosierni dla znieważających nas zboczków. Ale jak mawiał pewien sufi: To wszystko przemija…

    Zespół d/s Zwalczania Pedofilii

  • Lechosław Gapik: Hitler-Mafia Opus Dei i dewianci z TVN UWAGA atakują wybitnego profesora

    Lechosław Gapik: Hitler-Mafia Opus Dei i dewianci z TVN UWAGA atakują wybitnego profesora

    Wskutek kłamliwego fotomontażu w stylu propagandy goebbelsowskiej Polskie Towarzystwo Seksuologiczne dnia 26 luty 2010 zawiesiło prof. Lechosława Gapika w prawach członka i superwizora Towarzystwa i wycofało mu bezprawnie i bezpodstawnie certyfikat seksuologa klinicznego. Wnioskuje też do sądu koleżeńskiego o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego – poinformował poszczuty przez bandę dewiantów katofaszystowskich na profesora dr Andrzej Depko. Z kolei rektor UAM w Poznaniu, opusdeista prof. Bronisław Marciniak, gdzie Lechosław Gapik wykładał od ponad 30 lat, bezprawnie zawiesił go w prawach wykładowcy akademickiego. Profesor Marciniak chyba nie słyszał o obowiązującej w demokratycznym państwie prawa zasadzie „domniemania niewinności” przy wszelkich oskarżeniach i pomówieniach, szczególnie tych dokonywanych przez media brukowe!

    Zwyrodniały w swym obłudnie obrzydliwym skatoliczeniu katolski rektor opusdeista Bronisław Marciniak z UAM w Poznaniu zapomniał o domniemaniu niewinności i wykonał karę bez udowodnienia winy, a przecież nawet prokuratura nie jest w stanie ocenić czy popełniono jakieś przestępstwo. Takich zboczeńców umysłowych jak rektor UAM prof. Bronisław Marciniak powinno się wywalić z salonów nauki dożywotnio. Współpracę z prof. Lechosławem Gapikiem zawiesiła również prywatna katolicka uczelnia, rzekomo Wyższa Szkoła Komunikacji i Zarządzania w Poznaniu – filia sekty Opus Dei, bo chyba ujawnił tam za dużo pedofilów. Zawiesić powinno się katolickich teologów, którzy są balastem dla polskich uczelni pokroju UAM sięgających dna i brukowego rynsztoka, skoro opierają się na szmatławcach goebbelsowskich pokroju TVN!

    Dnia 26 marca 2010 ws. profesora Lechosława Gapika zebrały się prymitywnie skatoliczałe zarządy główne Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, aktualnie w rękach członków z sekty Opus Dei. Po zapoznaniu się ze spreparowanymi okrutnym fotomontażem nagraniami wyprodukowanymi przez zboczeńców z programu TVN „Uwaga”, jednoznacznie negatywnie oceniają przedstawione na filmie metody terapii, które są rzekomo sprzeczne ze standardami terapeutycznymi i z kodeksem etycznym Światowego Towarzystwa Seksuologicznego – powiedział skatoliczały pseudonaukowiec dr Andrzej Depko, który przekazał radiu TOK FM stanowisko obu zwichrowanych ideologicznie zarządów sterowanych przez plebanów katoprawicy i sekty Opus Dei.

    Na filmie nakręconym rzekomo ukrytą kamerą zboczków z TVN widać, jak lekarz dotykał piersi pacjentki wprowadzając ją wcześniej w stan hipnozy. Lekarze onkolodzy także dotykają piersi pacjentek, szczególnie po to, żeby wymacać guzy nowotworowe, a masażyści mają zwykle w ofertach rozmaite masaże piersi kobiecych, także specjalistycznie powiększające cycole. Ale widać debile rynsztokowe z TVN UWAGA chcą cofnąć Polskę do katolskiego średniowiecza, kiedy to lekarz badając pacjentki nie mógł ich ani dotykać ani nawet oglądać. A diagnozę brał z watykańskiego Ducha, jak się okazało nie tyle Świętego, ile inkwizycyjnie morderczego oraz pedofilskiego aż po dzień dzisiejszy!

    Reporterom TVN UWAGA rzekomo udało się nagrać proceder prof. Lechosława Gapika. Film z przebiegiem wizyty nagrała jedna z podstawionych kobiet, agentka Watykanu i zboczonego umysłowo TVN UWAGA, która zgodziła się zarejestrować swoje spotkanie z profesorem ukrytą kamerą. Zdarzenie jest ewidentnie cięte wiele razy, a przez to nie ma znaczenia dowodowego. TVN stosuje chamskie i prymitywne metody fotomontażu, zwykle przez różne bandy, także kościelne zamawiane w zamian za sponsoring stacji oraz łapówki dla dziennikarzy, którzy z fałszywych i zupełnie fikcyjnych oskarżeń dobrze sobie żyją, tak jak biseksualna propedofilska Monika Bartkowiak, która porzuciwszy męża i dzieci cała oddała się do dyspozycji uważanej za mafię w Kościele sekty Opus Dei.

    Metody Gapika to światowy standard medyczny

    – Psychologa obowiązuje kodeks etyczny, a to, co zostało pokazane na filmie, może sugerować nadużycie – mówił skatoliczały dr Andrzej Depko z sekty Opus Dei. Podkreśla to, co już wcześniej mówili inni katoliccy specjaliści zwalczający hipnozę oraz masaże i kinezyterapię: terapeuta musi pytać pacjenta o zgodę na każdy nowy element terapii, nowatorskie metody muszą być zgłaszane do akceptacji PTS – tego Gapik rzekomo nie zrobił. A PRAWDA jest taka, że takich samych metod używa każdy masażysta w swoim gabinecie masażu terapeutycznego. Tyle, że hipnozę i relaks zwalczają katooszołomy pokroju teologa z profesurą jak ksiądz Posacki czy Zwoliński.

    Jak podkreśla skatoliczały aż do zidiocenia dr Andrzej Depko, to co zostało przedstawione na filmie jest rzekomo sprzeczne ze standardami terapeutycznymi, tylko chyba ustanowionymi przez propedofilskiego papieża i Watykan – zawsze pedofilski, bo prawnie zezwalający duchownym i pracownikom Kościoła na kopulacje z dziećmi od 12-tego roku życia. Wyciągnięcie dalszych konsekwencji należy do sądu koleżeńskiego i – ewentualnie – do organów ścigania – bredził dr Andrzej Depko, depcząc standardy tyczące praw człowieka, gdzie człowiek jest niewinny aż do uprawomocnienia wyroku sądowego. Widać od razu, że katoprawicy pomylonej przez katoooszołomów zwalczających hipnozę i masaże oraz bioterapie chodzi jedynie o zgnojenie świetnego terapeuty, który wykonuje leczenie i terapie zgodnie z zasadami wiedzy naukowej oraz światowymi trendami wyznaczonymi przez WHO.

    Lechosław Gapik: Moje pacjentki podpisują zgodę na dotyk leczniczy i masaż

    Sam profesor Lechosław Gapik wydał specjalne oświadczenia, w którym zaprzecza zarzutom i oskarża fikcyjną pacjentkę-oszustkę i pracowników TVN o bezprawne uzyskanie informacji powołując się na Kodeks karny. W jednym z nich informuje też, że jego pacjentki podpisują zgodę na dotykanie, ponieważ jest to część terapii. Zgoda obejmuje „zabiegi terapeutyczne w pozycji leżącej połączone z dotykaniem lub masażem głowy oraz tych części ciała, które mają związek ze zgłoszonymi dolegliwościami”. A od kiedy pacjentki ją podpisują? – Od czasu, gdy zorientowałem się, że TVN szyje mi buty – odpowiedział Lechosław Gapik dziennikarzowi „Gazety Wyborczej”. Normalnie każdy pacjent jest zapoznawany z rodzajami stosowanej terapii i musi się świadomie zgodzić na wykonywane zabiegi, w tym masaże. Dla seksuologii to znacznie lepiej, kiedy terapeutyczny masaż czy dotyk piersi wykonuje doświadczony lekarz czy terapeuta seksuolog niż chłopek roztropek po tygodniowym kursie dla domorosłych masażystów – praktikerów. Tyle, że dotyk leczniczy kojarzy się z bioterapią, a dla egzorcystów z wydziałów teologii Uniwersytetu w Poznaniu to już szarlataneria, a może i satanizm.

    Profesor Lechosław Gapik w rozmowie z reporterem TOK FM zaprzecza, że molestował pacjentki, a jak widać na materiale filmowym, cały reportaż jest sprytnie spreparowany tak, aby profesora Gapika plugawie pomówić z pomocą jakiś TVN-owych pedofilek z sekty Opus Dei. „Technika jest dwuetapowa: najpierw wprowadzam pacjenta w stan odprężenia (relaksu), a następnie stosuję zabieg, który polega na terapeutycznym oddziaływaniu słownym połączonym z sugestywnym dotykiem lub masażem głowy oraz tych części ciała pacjenta, które mają związek ze zgłoszonymi dolegliwościami. Ćwiczę w ten sposób powstawanie u pacjenta nowych, pozytywnych reakcji psychicznych i somatycznych, w miejsce dotychczasowych, czyli zaburzonych” – czytamy w naukowym oświadczeniu wydanym przez profesora Lechosława Gapika, stosującego najlepsze metody terapeutyczne nowoczesnej, naukowej seksuologii.

    Jednego pan profesor się niewątpliwie douczył, że każdy pacjent nie tylko powinien się zapoznać z terapią i zgodzić na terapię, ale też trzeba gromadzić odpowiednie zgody osobiście podpisane przez pacjenta, żeby sterowane fotomontażami pomówienia i katolickie zbrodnie mafii opusdeistycznej nie mogły się tak łatwo zdarzać w Ciemnogrodzie III/IV RP. Ustna zgoda to za mało, bo przecież łatwo ją wyciąć z filmowego materiału i zagubić albo celowoskasować, jak to robi parszywy i brukowy program UWAGA TVN. Ostrzegajmy ludzi przed oszczerstwami z opusdeistycznych mord płatnych oszczerców z TVN i podobnych szmatławych brukowców medialnych!

    TVN skasował dowody swojej zbrodni na Lechosławie Gapiku

    TVN twierdzi, że skasował pełną wersję nagrania, na którym znany poznański seksuolog prof. Lechosław Gapik rzekomo molestuje pacjentkę. A to miał być główny dowód w sprawie. – To skomplikuje śledztwo – przyznaje prokuratura wprowadzona w błąd paszkwilnym i debilnym zarazem fotomontażem TVN-owskiego programu TVN UWAGA. Prokurator Dzikowski jest rozczarowany. I narzeka na propedofilski TVN: – To była ich interwencja, w której apelowali, by wymiar sprawiedliwości zajął się sprawą. A teraz nie chcą z nami współpracować.

    Czy bez tych nagrań prof. Lechosław Gapik uniknie prokuratorskich zarzutów? Prokurator Dzikowski nie chce tego przesądzać: – Mamy zeznania kobiet, mamy to, co wyemitowano w telewizji, ale to biegły będzie musiał ocenić, czy jest to wystarczający materiał, by wydać jednoznaczną opinię. Prof. Wiesław Godzic, medioznawca, dziwi się TVN: – Skoro sami rozpoczęli i nagłośnili tę sprawę, musieli liczyć się z tym, że zainteresuje się nią prokuratura. Być może producenci obawiali się, że film wycieknie z prokuratury i ktoś ucierpi? Ale przecież chodziło o to, by wszczęto śledztwo i doprowadzono sprawę do końca. Wiem, że w jednym z ośrodków regionalnych TVP kilkanaście lat temu zabrakło kaset i trzeba było nagrywać nowe materiały na starych. Nie mam podstaw, by zarzucać TVN kłamstwo, ale nie chce mi się wierzyć, że w tak poważnej stacji tak ważny materiał jest kasowany po miesiącu. To nie brzmi wiarygodnie. Nie wszyscy dają się wmanipulować w sztuczne afery stwarzane przez szmatławy i brukowy program UWAGA oraz jego debilne fotomontaże.

    TVN, a szczególnie propedofilski program UWAGA znany jest z kłamliwych brukowych fotomontaży. Przekonało się o tym Antypedofilskie Bractwo Himawanti prowadzące terapie duchowe dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek oraz Mohan Ryszard Matuszewski. Poziom szmatławego brukowca zwanego TVN UWAGA to dno bestialskiej niemoralności i kłamliwej propagandy. Gdyby J. Goebbels miał program UWAGA, do dzisiaj nikt by nie wiedział, że Niemcy przegrały drugą wojnę światową! Szmatławy brukowiec w postaci propedofilskiego programu UWAGA ciągle nie raczy usunąć swoich pedofilskich oszczerstw zamieszczonych na stronach tego paszkwilanckiego szamba w internecie. Niewątpliwie materiały TVN zaginęły, bo w prokuraturze szybko by się okazało, że całość to spreparowany w stylu goebbelsowskim fotomontaż w którym oprócz nazwiska pana profesora Lechosława Gapika nie ma ani słowa prawdy. Szkody jakie TVN-owski brukowy program UWAGA wyrządza tysiącom ludzi chorych i cierpiących są tak ogromne, że świnie z UWAGI w TVN powinny odsiadywać karę dożywotniego pozbawienia wolności za wszystkie swoje ohydne zbrodnie i rozboje na porządnych i uczciwych ludziach z dorobkiem naukowym czy terapeutycznym.

    Dewianty z programu UWAGA TVN są oburzone!

    Zwyrodniali w swych plugawych pomówieniach i oszczerstwach (pseudo)dziennikarze „Uwagi” TVN „z niedowierzaniem” przyjęli stanowisko prokuratury w Poznaniu w sprawie nagrań w gabinecie prof. Lechosława Gapika. W marcu 2010 roku, w wyniku rzekomo dziennikarskiego śledztwa, zaprezentowano nagrania mające jakoby świadczyć o molestowaniu pacjentek przez znanego seksuologa. Prokuratura oświadczyła wcześniej, że TVN skasował całe nagranie co może przyczynić się do utrudnienia śledztwa w tej sprawie. Producenci oszczerstw i pomówień czyli dziennikarze „Uwagi” podkreślili w swoim oświadczeniu, że „prokuratura otrzymała (…) blisko 30 minut nagrania nie pozostawiającego żadnych wątpliwości co do niewłaściwego postępowania terapeuty”. Niestety, dla prokuratury tak spreparowany jak do programu materiał jest wysoce wątpliwy i nie może być podstawą do wszczynania śledztwa!

    „Wątek »surówek« prowadzi tę sprawę na manowce. Wszystko co istotne znalazło się w wyemitowanym materiale, którym dysponuje prokuratura” – czytamy w oświadczeniu plugawych paszkwilantów z prokościelnej i propedofilskiej SEKTY w TVN jaką jest program UWAGA, zwalczający oprócz jogi i medytacji także hipnozę, bioterapię oraz masaże bo tak dyktuje linia programowa krakowskiej kurwi watykańskiej z księdzem Posackim, Zwolińskim i innymi odchyłami ideologicznymi oraz seksualnymi. Jak wiadomo, TVN programowo zwalcza także terapie dla ofiar księży pedofilów o czym boleśnie przekonało się Antypedofilskie Bractwo Himawanti. Biseksualna montażystka Monika Bartkowiak sama zdenuncjowała swoje i całej „UWAGI” propedofilskie skłonności do dzieci obojga płci oskarżając Mohana Ryszarda Matuszewskiego i ABH jęzorami kilku wystawionych w programie pedofislkich zboczeńców seksualnych, w tym pedofila Tadeusza Mynarskiego ksywa „Abram”, Bożeny Matejko ksywa „Rewald” z Bydgoszczy oraz Elżbiety Rynka ksywa „Tomasz” i „Karolinka” ze Śląska oraz Koszalina, Jadwigi i Janusza Gierczyńskich z Częstochowy. Podejrzana o liczne zbrodnie Jadwiga Gierczyńska Kulawik uciekła najpierw do Londynu, a potem do Kanady.

    Dziennikarze propedofilskiej „Uwagi” rzekomo przypominają, że przekonali ofiary prof. Lechosława Gapika do ujawnienia swoich danych. Jak piszą dziennikarze, „w tej chwili prokuratura dysponuje już zeznaniami kilkunastu pokrzywdzonych”. Po emisji programu prof. Lechosław Gapik został bezprawnie zawieszony jako członek Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej oraz jako wykładowca uniwersytecki. Czyżby profesor Lechosław Gapik ujawnił zboczone skłonności pedofilskie jakiegoś dziennikarza z TVN, że banda dewiantów umysłowych i ideologiczno kościelnych swoimi szmatławymi mordami atakuje pana profesora? Chyba jest coś na rzeczy. Pokrzywdzeni przez propedofilską SEKTĘ UWAGA powinni chyba wystąpić z pozwem zbiorowym o parę miliardów EURO odszkodowania od zwyrodniałej stacji telewizyjnej żyjącej z kłamliwych do cna i bluźnierczo oszczerczych fotomontaży telewizyjnych, które jedynie niszczą życia setek porządnych i uczciwych ludzi.

    Skatoliczały atak dewiantów na profesora Gapika

    „Uwaga” TVN to program nastawiony na tanią sensację i szokowanie widza, często wyolbrzymiający pewne zjawiska w sposób okropnie histeryczny. Dziennikarze bandyci nie liczą się ze szkodami jakie wyrządzają tysiącom ludzi, którzy przez nich nie skorzystają z naukowych, nowoczesnych i skutecznych terapii u znakomitego profesora! Znana jest historia burzliwego konfliktu Lechosława Gapika z innym znanym seksuologiem i psychologiem profesor skatoliczałą dogmatycznie opusdeistką Marią Beisert, zakończonym założeniem przez prof. Lechosława Gapika Polskiego Towarzystwa Terapeutycznego, które działa w opozycji do skatoliczałego Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego sterowanego przez księży plebanów i Opus Dei, a nie przez rzetelną wiedzę naukową. Prywatne porachunki Marii Beisert plus skatoliczenie seksuologii i psychoterapii wraz z bandytyzmem lobby Opus Dei w TVN UWAGA w bydlęcy sposób szkodzą polskiej nauce, medycynie i wszystkim terapiom.

    Medialny atak pedofilistów kościelnych na Lechosława Gapika to poważny cios dla środowiska terapeutów, psychoterapeutów i seksuologów. Teologiczne kanalie z prawicowego TVN spodziewają się spadku zaufania do psychologów, seksuologów i psychoterapeutów, zwłaszcza, że poprzez celowe zaniedbania wielu ekip prawicowo-katolickich rządzących w dalszym ciągu nie ma jasnego systemu weryfikacji profesjonalistów z dziedziny zdrowia psychicznego ani nawet realnych sposobów na ich dyscyplinowanie gdy dopuszczają się nadużyć. Jak wiadomo ciemne, inkwizycyjne męty z Kościoła zwalczają masaże, bioterapię, hipnozę, psychoterapię i seksuologię od początku jej istnienia, a skatoliczali seksuolodzy PTS i PTP jakoś nie wywalczyli jeszcze podstawowej edukacji seksualnej dla młodzieży szkolnej, która seksuologii uczy się na Galeriach po pigułce gwałtu i w zakrystiach biorąc do buzi fiuty księży pedofilów, bo dzieci w Polsce nie mają prawa uczyć się w szkole co to jest „penis” i „wagina” oraz ksiądz pedofil.


    Profesor Lechosław Gapik – Imponujący Dorobek Naukowy

    Zawód i specjalność:

    Psycholog i seksuolog kliniczny; psychoterapeuta.
    Nauczyciel akademicki.

    Tytuły naukowe:

    Profesor nadzwyczajny Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor habilitowany nauk humanistycznych.
    Profesor Honoris Causa Państwowego Uniwersytetu Medycznego w Odessie (Ukraina).
    Profesor Wyższej Szkoły Komunikacji i Zarządzania w Poznaniu.

    Funkcje:

    Członek Założyciel Polskiego Towarzystwa Terapeutycznego
    Prezes Polskiego Towarzystwa Terapeutycznego
    Przewodniczący Sekcji Psychoterapii Nerwic i Zaburzeń Psychosomatycznych
    Przewodniczący Rady Naukowej „Przeglądu Terapeutycznego”
    Członek Prezydium ALBERT SCHWEITZER WORLD ACADEMY OF MEDICINE
    Członek Prezydium POLSKIEJ AKADEMII MEDYCYNY.
    Kierownik Zakładu Promocji Zdrowia i Psychoterapii UAM – Poznań.
    Kierownik STUDIÓW PODYPLOMOWYCH w zakresie SEKSUOLOGII – Poznań

    Kontakt:

    Lechosław Gapik, skrytka pocztowa 18, 60 – 977 POZNAŃ 49.
    tel. 061 8766 346; 0 – 601 70 48 48
    e-mail: gapik@post.pl

    Biogram – Działalność zawodowa:

    Główne miejsca pracy od ukończenia studiów w roku 1965 to: Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Akademia Medyczna im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie a obecnie znów Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autor i współautor kilkunastu książek oraz kilkuset artykułów naukowych. Ponadto opublikował około tysiąca felietonów i artykułów popularnonaukowych. Okresowo współpracował z ośrodkami telewizyjnymi w Poznaniu i Warszawie, w ramach cykli programów publicystycznych oraz poradnianych.

    Prócz pracy naukowej, dydaktycznej i publicystycznej prowadzi równolegle od 1965 roku stałą działalność kliniczną – najpierw, przez 17 lat, w różnych placówkach Służby Zdrowia (Kościan, Poznań, Warszawa) a od 1982 roku wyłącznie jako prywatne Biuro i Gabinet Psychoterapii. Przyjmuje osoby dorosłe oraz starszą młodzież, prowadzi psychoterapię indywidualną nerwic, zaburzeń i chorób psychosomatycznych a ponadto pomaga w problemach osobistych i seksualnych. W działalności klinicznej stosuje podejście synkretyczne, chociaż najczęściej korzysta z technik opracowanych samodzielnie, opartych w dużym stopniu na specyficznie sterowanej relaksacji i równoczesnym oddziaływaniu psychoterapeutycznym.

    Główne odznaczenia i wyróżnienia:

    Złoty Krzyż Zasługi (1991)
    Złoty Medal „PRO MERITO” (1995)
    Wielki Złoty Medal Alberta Schweitzera (1996)
    Profesor Honoris Causa Państwowego Uniwersytetu Medycznego w Odessie – Ukraina (1998)
    Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (2000)
    Złoty Medal Gloria Scientiae (2000)
    Albert Schweitzer Gold Medal (2003)

    Publikacje 1995 – 2005:

    Gapik, L. (1995). Psychiczne i fizyczne uwarunkowania reakcji seksualnych. W: B. Andrzejewski (red.) Ciało i dusza. (s. 93 – 101). Poznań: Wydawnictwo PTPN.

    Gapik, L. (1995). Lekarz twórcą zdrowia. Teoria i praktyka myślenia twórczego w medycynie. W: K. Imieliński (red.) Sztuka leczenia. (s. 104 – 109). Warszawa: Wydawnictwo Polskiej Akademii Medycyny.

    Gapik, L. (1995). Wprowadzenie do psychologii przedsiębiorczości. W: T. Mendel (red.) Atrybuty współczesnego menedżera (s. 108 – 115). Leszno: Wydawnictwo Wyższej Szkoły Marketingu i Zarządzania.

    Gapik, L. (1995). Zdrowie, seks i obyczaje. (ss. 163). Poznań: Oficyna Wydawnicza „Głos Wielkopolski”.

    Gapik, L., Kasperek, E., Muszyńska, E., Woźniak, A. (1995). Ideał lekarza w opinii pacjentów. W: K. Imieliński (red.) Sztuka leczenia. (s.124 – 131). Warszawa: Wydawnictwo Polskiej Akademii Medycyny.

    Gapik, L. (1996). Psychologiczna analiza sytuacji człowieka chorego. W: K. Imieliński (red.) Medycyna u progu XXI wieku. Godność chorego człowieka. (s. 131 – 135). Warszawa: Wydawnictwo Polskiej Akademii Medycyny.

    Gapik, L. (1996). Psychologiczna analiza sytuacji człowieka chorego. W: „Żyjmy Dłużej” 12 (453) 1996 (s.8-9). Warszawa: Res Publica International Ltd.

    Gapik, L., Muszyńska, E., Taradejna, D., Trybuś, M., Woźniak, A. (1966). Źródła dyskomfortu psychicznego człowieka chorego. Badania własne. W: K. Imieliński (red.) Medycyna u progu XXI wieku. Godność chorego człowieka. (s. 147 – 155). Warszawa: Wydawnictwo Polskiej Akademii Medycyny.

    Gapik, L. (1997). Seksuologia – wybrane zagadnienia. W: Zb. Słomko (red.) Ginekologia (s. 395 – 424). Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL.

    Gapik, L. (1997). Recenzja książki „Zagadnienia prorodzinnej edukacji seksuologicznej i profilaktyki HIV / AIDS” J. Rzepka (red.). W: „Problemy Rodziny”, 1-2. (s. 115 – 116). Warszawa: Wydawnictwo Towarzystwa Rozwoju Rodziny.

    Gapik, L. (1998). Psychospołeczne uwarunkowania zachowań seksualnych. W: J. Rzepka (red.) Zagadnienia prorodzinnej edukacji seksuologicznej i profilaktyki HIV / AIDS. Tom II (s. 321 – 341). Katowice: Studio Wydawnicze „Agat”.

    Gapik, L. (1998). Rozwój seksualny człowieka. W: J. Rzepka (red.) Zagadnienia prorodzinnej edukacji seksuologicznej i profilaktyki HIV / AIDS. Tom II (s. 361 -364). Katowice: Studio Wydawnicze „Agat”.
    Gapik, L. (1998). Patologia seksuologiczna. W: J. Rzepka (red.) Zagadnienia prorodzinnej edukacji seksuologicznej i profilaktyki HIV / AIDS. Tom II (s. 453 – 456). Katowice: Studio Wydawnicze „Agat”.

    Gapik, L. (1998). Diagnostyka i terapia seksuologiczna. W: J. Rzepka (red.) Zagadnienia prorodzinnej edukacji seksuologicznej i profilaktyki HIV / AIDS. Tom II (s. 459 – 467). Katowice: Studio Wydawnicze „Agat”.

    Gapik, L. (1998). Życie i seks (ss.159). Poznań: Oficyna Wydawnicza „Głos Wielkopolski”.

    Gapik, L. (1998). Psychoterapia – analiza treści i zakresu pojęcia. W: „Sztuka leczenia”,1, (s. 79 – 83). Kraków: Wydawnictwo Towarzystwa Edukacji Psychosomatycznej.

    Gapik, L. (1998). Hipnoterapia w chorobach somatycznych. W: J. Łazowski, G. Dolińska – Zygmunt (red.) Ku lepszemu funkcjonowaniu w zdrowiu i chorobie (s. 395 -399). Wrocław: Wydawnictwo AWF.

    Gapik, L. (red.) (1998). Postępy Psychoterapii. Psychoterapia a edukacja. Tom I (ss.177). Poznań: Interfund.

    Gapik, L. (1998). Edukacyjne aspekty psychoterapii. W: L. Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Psychoterapia a edukacja. Tom I (s. 54 – 57). Poznań: Interfund.

    Gapik, L. (1998). Hipnoterapia w chorobach somatycznych. W: L. Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Psychoterapia a edukacja. Tom I (s. 141 -146). Poznań: Interfund.

    Gapik, L. (1998). Lekarz twórcą zdrowia. Teoria i praktyka myślenia twórczego w medycynie. W: L. Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Psychoterapia a edukacja. Tom I (s. 172 – 175). Poznań: Interfund.

    Gapik, L. (1998). Psychoterapia w medycynie. Stan obecny i perspektywy rozwoju. W: K. Imieliński (red.) Medycyna u progu XXI wieku. Humanitarne aspekty medycyny (s. 135 – 140). Warszawa: Wydawnictwo Polskiej Akademii Medycyny.

    Gapik, L., Kasperek, E. (1998). Miejsce edukacji seksualnej w ogólnej koncepcji edukacji promującej zdrowie. W: L. Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Psychoterapia a edukacja. Tom I (s. 86 – 91). Poznań: Interfund.

    Gapik, L., Kasperek, E. (1998). Edukacja promująca zdrowie – podstawy teoretyczne. W: „Studia Edukacyjne”, 4, (s. 69 – 85). Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.

    Gapik, L. (red.) (1999). Postępy Psychoterapii. Wybrane zagadnienia teoretyczne. Tom II (ss. 179). Poznań: Interfund.

    Gapik, L. (1999). Pojmowanie psychoterapii. W: L. Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Wybrane zagadnienia teoretyczne. Tom II (s. 9 – 13). Poznań: Interfund.

    Gapik L. (1999). Przedmowa. W: Z. Melosik Ciało i zdrowie w społeczeństwie konsumpcji. (s. 5 – 6). Toruń – Poznań: Wydawnictwo EDYTOR s.c.

    Gapik, L. (red.) (2000). Postępy psychoterapii. Koncepcje i badania. Tom III (ss. 234). Poznań: Interfund.

    Gapik, L. (2000). Psychoterapia – nauka czy sztuka? W: L.Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Koncepcje i badania. Tom III (s. 9 – 18). Poznań: Interfund.

    Gapik, L. (2000). Psychologiczna funkcja snu. W: L.Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Koncepcje i badania. Tom III (s. 230 – 234). Poznań: Interfund.

    Gapik, L. (2000). Psychoterapia – nauka czy sztuka? W: B. Kaja (red.) Wspomaganie rozwoju. Psychostymulacja i psychokorekcja. Tom II (s. 122 – 130). Bydgoszcz: Wyższa Szkoła Pedagogiczna

    Gapik, L. (2000). Psychoterapia w ochronie zdrowia. W: M.D. Głowacka (red.) Promocja zdrowia. Konteksty społeczno – kulturowe. (s. 86 – 95). Poznań: Wydawnictwo WOLUMIN s.c.

    Gapik, L. (2000). Tajemnice hipnozy. (ss. 220). Poznań: Interfund.

    Gapik, L., Woźniak, A. (red.) (2001). Terapia w seksuologii. Zagadnienia wybrane. (ss. 159). Poznań: Interfund.

    Gapik, L. (2001). Potrzeba i sens prowadzenia terapii zaburzeń seksualnych. W: Gapik, L., Woźniak, A. (red.) Terapia w seksuologii. Zagadnienia wybrane. (s. 9 – 14). Poznań: Interfund.

    Gapik, L. (2001) „Rola kosmetologii w kreowaniu pozytywnego wizerunku współczesnego mężczyzny”. W: Materiały VIII MŁODZIEŻOWYCH MISTRZOSTW W MAKIJAŻU ARTYSTYCZNYM. (s. 11-13). Poznań: Wyższa Szkoła Zawodowa Pielęgnacji Zdrowia i Urody.

    Gapik, L. (2002). Hipnoterapia. W: „MEDYCYNA DLA CIEBIE”. 1 (90) 2002 (s. 23). Warszawa: MDC s.c.

    Gapik, L., Woźniak, A. (red.) (2002). Postępy Psychoterapii. Problemy małżeństwa i rodziny. Tom IV. (s. 231). Poznań: Interfund.

    Gapik, L. (2002). Poradnictwo i psychoterapia w kryzysach małżeńskich. W: Gapik, L., Woźniak, A. (red.) Postępy Psychoterapii. Problemy małżeństwa i rodziny. Tom IV. (s. 89 – 99). Poznań: Interfund.

    Gapik L. (2003). Oblicza ludzkiego cierpienia i metody jego przezwyciężania. W: K. Imieliński (red.) Sztuka łagodzenia bólu i cierpień. (s. 117 – 128). Warszawa: Wydawnictwo Polskiej Akademii Medycyny.

    Gapik L., Kosmala J. (2003). Związek pomiędzy cechami osobowości a zachorowaniem na chorobę nowotworową i radzeniem sobie ze stresem wywołanym chorobą. W: „Sztuka Leczenia”, 2, (s. 19 – 24). Kraków: Towarzystwo Edukacji Psychosomatycznej.

    Gapik L. (2003). Przedmowa do wydania polskiego. W: S. Kratochvil Psychoterapia. (s. 9 – 13). Poznań: Zysk i S-ka Wydawnictwo.

    Gapik L., Kosmala J. (2004). Wpływ choroby nowotworowej na sytuację rodzinną i relacje partnerskie pacjentek „Seksuologia Polska”, Nr 2, 25 – 29.

    Gapik L., (2004). Zaburzenia rozwoju i funkcjonowania seksualnego. Podstawy diagnostyki i terapii. W: Kościelska M., Aouil B. (red.) „Człowiek niepełnosprawny. Rodzina i praca.” (s. 93 – 104). Bydgoszcz: Wydawnictwo Akademii Bydgoskiej.

    Gapik L., (2005). Seksuologia. W: Bręborowicz G.H. (red.) „Położnictwo i Ginekologia”. Tom 2. (ss. 899 – 916). Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL.


    OPUS DEI dąży do władzy nad seksuologią i psychoterapią w Polsce

    Proponujemy tym wszystkim świnkom z TVN UWAGA oraz takim jak Maria czy może lepiej Maryja Beisert, Bronisław Marciniak, Andrzej Depko natychmiastową ABDYKACJĘ, razem z dworem! A nikomu nieznaną w świecie poważnej nauki Marię Beisert zapraszamy do pokazania swojego dorobku naukowego, tylko bez plagiatów i wywodów katoteologicznych! A świnić to sobie mogą ci wszyscy zboczeńcy nie mający ani wiedzy ani kwalifikacji do stosowania hipnozy czy sugestologii w praktyce klinicznej – ale w swoim własnym chlewie, którym niewątpliwie są czyli w opusdeistycznej mafii katolickiej z Watykanu i faszystowskiej Hiszpanii pedofilnego gen. Franco, bo całe to opusdeistyczne gówienko jest jedną zboczoną umysłowo mafią rządną władzy i stanowisk oraz pieniędzy! TVN można uważać za tubę propagandową niebezpiecznej mafijnej sekty Opus Dei z tej prostej przyczyny, że środowisko to ma tam bardzo silną reprezentację i wpływy – jak widać niszczące ludzi porządnych i uczciwych, z wielkim dorobkiem naukowym. A resztę robią powolni Opus Mafii prokuratorzy ziobrowi katolickiego gestapo III/IV RP.

    O działalności pedofilskich sekciarzy z kato-sekty TVN Uwaga i takich tam skatoliczałych mafijnie Marii Beisert, Bronisławów Marciniaków czy doktorów pokroju Andrzeja Depko polecamy pozycję książkową:

    Matthias Mettner, Mafia Katolicka – Tajne stowarzyszenia w Kościele sięgają po władzę, (Oryginalnie: Die katholische Mafia), Wyd. Interart, Warszawa 1995, ISBN 83-7060-188-X

    Polski Antyfaszystowski Ruch Społeczny na Uchodźstwie