Dr House – (ang. House M.D.) amerykański serial telewizyjny produkowany dla stacji telewizyjnej FOX. Wyróżniony wieloma nagrodami dramat medyczny zadebiutował na antenie 16 listopada 2004 roku. Fabuła serialu toczy się wokół doktora Gregory’ego House’a, cynicznego, lecz zarazem genialnego diagnostyka, cieszącego się w środowisku medycznym opinią szaleńca i wichrzyciela. W Polsce emitowany przez TVP2 od 6 września 2007, a w telewizja AXN od 3 grudnia 2007.
Postać Dr Gregory Housa gra Hugh Laurie. Urodził on się 11 czerwca 1959 roku w Oxfordzie. Od samego początku swego żywota chciał zostać lekarzem. Został jednak aktorem. Jest bardzo utalentowany pod wieloma względami. Pisze książki, gra w filmach, śpiewa, a jako ciekawostkę można dodać, że w W 1977 zajął czwarte miejsce w Mistrzostwach Świata Juniorów w konkurencji dwójka bez sternika. Sam House urodził się podobnie jak Laurie 11 czerwca 1959. Wynika to z bransolety szpitalnej, pokazanej w odcinku 2×24, kiedy to Dr Gregory House został postrzelony przez Jacka Moriatego. Niewiele wiemy o jego rodzinie.
Podobno jego ojciec służył w marynarce wojennej. Także Gregory House był żołnierzem, służył w siłach specjalnych SEALS. W szkole House był dobrym uczniem i dostał się do Johns Hopkins Medical School. Jednak został przyłapany na oszukiwaniu przez Philipa Webera, człowieka, którego później traktował jako śmiertelnego wroga, i został wydalony ze szkoły. Pomimo jego akademickiego wybryku House został przyjęty do szkoły medycznej na Uniwersytecie Michigan, gdzie stał się legendą i pierwszy przykuł uwagę młodej studentki, Lisy Cuddy. W czwartym sezonie, w odcinku „Games” Dr Gregory House wspomina, że uzyskał świetny wynik z jego egzaminu MCAT. Ponadto Gregory House uważa, że spotkał swojego najlepszego przyjaciela, Jamesa Wilsona, podczas medycznej konferencji, kiedy wpłacił za niego kaucję, który dopuścił się „przestępstwa” – aktu wandalizmu, niszczenia mienia i napaści.
Jak wiadomo Dr Gregory House jest niepełnosprawny, i porusza się o lasce. Stało się tak dlatego, że umarł mu mięsień w nodze. Sam to sobie zdiagnozował, ale zbyt późno i potrzebna była amputacja. Dr Gregory House tego nie chciał, mówił nawet: „Lubię swoją nogę, mam ją od kiedy pamiętam”. Z powodu bólu w nodze Dr Gregory House jest uzależniony od Vicodinu. Jest to bardzo silny lek przeciwbólowy, aby go dostać, trzeba uzyskać receptę. To trochę inaczej niż z polskim Ibupromem, czy Apapem. Vicodin jest bardzo silny. A na koniec jeszcze kilka cytatów Gregory Housa:
Witajcie chorzy ludzie oraz ich bliscy! Chcąc zaoszczędzić czas i uniknąć masy nudnego gadania potem, jestem dr Gregory House. Możecie mówić mi Greg. Jestem jednym z trzech lekarzy, którzy pracują w przychodni dziś rano. Krótko. Słodko. Ten promyk słońca to dr Lisa Cuddy. Dr Cuddy zarządza tym szpitalem, więc, niestety, jest zbyt zajęta, by się wami zająć. Jestem specjalistą w dziedzinie diagnostyki, z podwójną specjalizacją z chorób zakaźnych i nefrologii. Jestem także jedynym lekarzem zatrudnionym w tej przychodni zmuszonym do bycia tu wbrew mojej woli. To prawda, co? Ale nie martwcie się. Ponieważ dla większości z was, ta robota mogłaby być odwalona przez małpę podającą etopirynę. A skoro o tym mowa, jeśli będziecie szczególnie wkurzający, możecie zobaczyć, jak sięgam po to. To Vicodin. Jest moja. Wy jej nie dostaniecie. I, nie, nie mam problemu ze zwalczaniem bólu. Ale z bólem. Ale kto wie? Może się mylę. Może jestem zbyt nawalony, by móc wiedzieć. Więc, kto chce mnie? A kto raczej poczekałby na kogoś z pozostałej dwójki? Dobra. Hmm, będę w pokoju nr 1, jeśli zmienicie zdanie – Dr Gregory House przekonuje pacjentów, aby leczyli się u niego.
AFORYZMY DR HOUSE
Dr House: „Tak mało czasu, a tyle porno w internecie – samo się nie ściągnie”
„Pozwól chirurgowi obciąć ci nogę, a całą noc będzie ostrzył piłę.”
Masz rację, że ja się mylę i mylisz się, że Ty masz rację.
“Potrafię dochować tajemnicy. Nikomu nie powiedziałem, że Wilson nadal moczy się w nocy.”
„Nie rozumiem dlaczego Chase przebywa na ostrym dyżurze, chyba, że spadł z kucyka podczas gry w polo.”
„Mam pytanie, czy „na wpół martwy” może służyć za wymówkę braku poczucia humoru?”
„Pomysły to nie puszki po napojach. Recycling jest do dupy.”
“Jesteś niezadowolona, że nie pracuję w klinice? Wow, to jak urwanie chmury po wyjściu z kościoła w dniu twojego ślubu.”
Zostaliśmy lekarzami po to, aby walczyć z chorobami. Leczenie pacjentów czyni z nas nieszczęśliwych lekarzy.
Prawda zaczyna się w kłamstwie. Pomyśl o tym.
Wytrwałość to nie to samo co prawdziwe zasługi.
Następnym razem jak chcesz zwrócić moją uwagę, włóż coś fajnego. Biodrówki są sexy.
No, i co my dziś poczniemy bez wacików? Jeżeli odczuwamy ich dotkliwy brak, mógłbym pobiec do domu.
Ale nie martwcie się, ponieważ większość z was wyleczyłaby i małpa podając etopirynę.
Jeżeli ktoś wygląda, jak ty i mówi, co ty, to musi mieć świadomość, jaki efekt wywiera to na facetach.
Ludzie się nie uczą, ludzie się nie zmieniają. Ty to zrobiłeś. Jesteś wybrykiem natury!
I byłoby nieźle, gdyby emocje były odpowiedzialne za racjonalne zachowanie. Wtedy nie nazywałyby się emocjami, prawda?
“Wszyscy są wspaniali, kiedy są jedną nogą po drugiej stronie.”
Piękno często uwodzi nas na drodze do prawdy.
Jestem lekarzem od 20 lat, nie jesteś w stanie mnie zaskoczyć.
Zanotuj: nigdy nie powinienem w siebie wątpić.
Dopóki ludzie nie mają zębów, nie irytują mnie.
“Jeśli rozmawiasz z Bogiem, jesteś religijny. Kiedy Bóg przemawia do ciebie jesteś chory psychicznie.”
„Pozwólcie im się przyglądać. Na dużej scenie zawsze dokonuję cudów.”
„Rodzice są wściekli, ponieważ ich dziecko umiera. To zrozumiałe. Jeśli dzieciak nie umrze, nie będą mieli czym się martwić.”
Co byś wolał: lekarza trzymającego cię za rękę, kiedy umierasz, czy lekarza, który przestaje się tobą interesować, kiedy zdrowiejesz? Wydaje mi się, że najgorszy jest lekarz, który nie interesuje się pacjentem, gdy ten umiera.
„Istnieje tylko jeden sposób, aby to udowodnić. Należy wstrzyknąć szczurowi jej krew, poczekać chwilę, aż zacznie wariować i poważnie da ci do wiwatu. W międzyczasie pozwolisz, że zejdę na dół, aby sterroryzować przestraszoną, umierającą nastolatkę, żeby załamała się jeszcze bardziej.”
Statystycznie, wszyscy uzależnieni od narkotyków to idioci.
W rzeczywistości prawie nic się nie sprawdza.
Kiedy oznajmiasz komuś, że umrze, pozytywną rzeczą jest, że ten ktoś może wreszcie ustalić sobie listę spraw dla niego priorytetowych. Dowiadujesz się, co jest dla niego najważniejsze. Za co gotowy byłby oddać życie. Wreszcie, za co i kiedy gotowy byłby skłamać.
Proszę nie przestawać. Zakończę ten egzamin badaniem prostaty.
Ramona, ty niegrzeczna dziewczynko. Albo wykombinujesz sobie osiemnastoletniego chłopaka, albo osiemdziesięciolatka z dużym zapasem małych, niebieskich pigułek.
Porównujecie mnie do Boga? Super, czuję się zaszczycony, ale żeby wszystko było jasne ja nigdy nie stworzyłem drzewa.
Potrafię dochować tajemnicy. Nikomu nie powiedziałem, że Wilson nadal moczy się w nocy.
Nie rozumiem dlaczego Chase przebywa na ostrym dyżurze, chyba, że spadł z kucyka podczas gry w polo.
Mam pytanie, czy „na wpół martwy” może służyć za wymówkę braku poczucia humoru?
Pomysły to nie puszki po napojach. Recycling jest do dupy.
Jesteś niezadowolona, że nie pracuję w klinice? Wow, to jak urwanie chmury po wyjściu z kościoła w dniu twojego ślubu.
Wszyscy są wspaniali, kiedy są jedną nogą po drugiej stronie.
Jeśli rozmawiasz z Bogiem, jesteś religijny. Kiedy Bóg przemawia do ciebie jesteś chory psychicznie.
Pozwólcie im się przyglądać. Na dużej scenie zawsze dokonuję cudów.
Rodzice są wściekli, ponieważ ich dziecko umiera. To zrozumiałe. Jeśli dzieciak nie umrze, nie będą mieli czym się martwić.
Istnieje tylko jeden sposób, aby to udowodnić. Należy wstrzyknąć szczurowi jej krew, poczekać chwilę, aż zacznie wariować i poważnie da ci do wiwatu. W międzyczasie pozwolisz, że zejdę na dół, aby sterroryzować przestraszoną, umierającą nastolatkę, żeby załamała się jeszcze bardziej.
Teraz mamusia jest gotowa zrobić wszystko dla rodziny. Nawet połknąć ich wszystkie pigułki.
Co jeszcze cię podnieca? Narkotyki? Przypadkowy seks? Ostry seks? Przypadkowy, ostry seks? Jestem lekarzem, powinienem to wiedzieć.
Jedno ostrzeżenie: Trójkąciki już mnie nie rajcują. Teraz interesują mnie kwadraty.
Łysy Steve McQueen? Dobrze, że umarł młodo.
Co sprawiło, ze facet zaczął się ślinić? Chase, czy miałeś na sobie swoje krótkie szorty?
Czy nie zauważyliście, że wielkie kobiety gotowe do samopoświęcenia, Joanna d’Arc, Matka Teresa… inne nie przychodzą mi teraz do głowy, zawsze umierają w samotności. Podczas gdy z facetami, jest zawsze strasznie dużo zamieszania.
Hej, mam prawo być chamski w stosunku do ludzi, z którymi nie spałem. Jestem szlachetny.
Miło mi ogłosić wszem i wobec, że jesteśmy tak zgrani, że ty masz na sobie moją bieliznę a ja noszę twoją.
Czy prawo nadal zabrania przeprowadzenia autopsji na żywej osobie?
Wszyscy kłamią (Everybody lies)
Lubię swoją nogę. Mam ją od kiedy pamiętam.
Witajcie, chorzy ludzie oraz ich bliscy!
Ludzie mówią, że bez miłości nie da się żyć. Osobiście uważam, że tlen jest ważniejszy.
Potrafię dochować tajemnicy. Nikomu nie powiedziałem, że Wilson nadal moczy się w nocy.
„Jeśli Foreman nie zaszczepi się w ciągu trzech godzin, będę musiał sobie znaleźć innego Murzyna”.
Ma pani pasożyta. Ale proszę się nie martwić. Wiele kobiet uczy się tolerować tego pasożyta. Nadają mu imię, ubierają w małe ubranka, aranżują zabawy z innymi pasożytami…
Porównujecie mnie do Boga? Super, czuję się zaszczycony, ale żeby wszystko było jasne ja nigdy nie stworzyłem drzewa.
Dr House: Co sprawiło, ze facet zaczął się ślinić? Chase, czy miałeś na sobie swoje krótkie szorty?
DIALOGI DR HOUSE
Foreman: „Jego prawe jądro jest dwa razy większe niż lewe.” House: „Odjazd”
Chase: Magnetyczny rezonans jądrowy możemy zrobić za 20 minut. Forman załatwił maszynę najszybciej jak tylko mógł. House: Nauczę cię jak kłamać, oszukiwać i kraść, a kiedy się odwrócę, do szeregu!
Weber: Na anormalnym umyśle nie można testować wszystkiego. House: To jest takie zachowawcze. On nie jest „anormalny”. Jest wyjątkowy.
Cameron: Czy leki przeciwbólowe mogą doprowadzić do orgazmu? House: Pomarzyć zawsze można.
Wilson: Badanie USG i biopsja potwierdziły nasze obawy. Guz jest wyjątkowo duży. Waży ponad trzydzieści funtów. Dr House: To prawdziwy, indywidualny rekord w naszej klinice.
Mrs. Hernandez: Zostanie mi duża blizna. Nie będę mogła pokazać się w kostiumie kąpielowym. Dr House: Nosi Pani bikini? Mrs. Hernandez: Tak, a co? Ma Pan jakiś problem? Dr House: Ja, nie, ale nigdy nie kąpałem się w Pani towarzystwie.
Georgia: Więc go obejrzałam. I grał tam ten aktor. Ten chłopak, Ashton Kutcher. Teraz myślę o nim cały czas. Bez przerwy. Dr House: Aha. Georgia: Przypomina mi go pan. Te same kuszące oczy. Dr House: Ludzie często nas mylą.
Dr House: Moja wina. Zasiedziałem się. Porno w internecie. Chase: Dlaczego nie jesteś w swoim biurze? Dr House: W moim pokoju jest komputer. Jeśli się zaloguję, wyniknie z tego jakiś romans. I jeszcze odpadnie mi nadgarstek.”
Dr House: Sprawdźcie jego historię. Nawet jeśli nie dowiemy się co wywołuje objawy muszę wiedzieć czy dwunastolatkowie dmuchają panienki.
Dr Chase: Jeśli ona nigdy nie całowała się z chłopakiem, to zakładam się, że seksu też nie uprawiała. Dr House: Powiedz to wszystkim dziwkom, które nie chciały mnie całować w usta.
Dr Cuddy: Dr Sebastian Charles upadł podczas prezentacji w Stoia Tucker. Dr House: Serio? Pod ciężarem własnego ego?
Sebastian: Gruźlica to moja choroba. Dr House: Masz ją na własność? Szkoda, że przegapiłem przetarg na chorobę denga.
Dr Wilson: On każdego roku leczy tysiące ludzi, a ty ilu? 30? Dr House: McDonald robi lepsze hamburgery, niż twoja matka bo robi ich więcej? Dr Wilson: A, rozumiem! Więc nienawidzisz go, bo życia, które on ratuje, nie są aż tyle warte co te, które ty ratujesz. Dr House: Tak, o to właśnie chodziło. Nobel wynalazł dynamit. Mam gdzieś jego zakrwawioną forsę.
Dr House: [z wrzaskiem do Wilsona] Hej, Wilson! Idę wyrwać oko pacjentowi! Chcesz popatrzeć? Dr Wilson: [radośnie] Jasne!
Dr Cameron: Jeśli szybko nie zareagujemy, będzie sparaliżowany do końca życia! Dr House: Czyli przez jakiś tydzień.
Dr.Cuddy: „Wracasz do pacjenta?” Dr.House: „Nie, dziwka zamiast do domu przyszła do biura”
Dr.House: Godzina 17:00. Dr House wychodzi. Dr.Cuddy: Jest 16:45. Dr.House: Zaokrągliłem.
Dr. House: „Jest pani w ciąży…” Kobieta: „Nie możliwe nie uprawiam seksu od roku” Dr. House: „No to mamy niepokalane poczęcie” Kobieta: „To co mam teraz zrobić” Dr. House: „Założyć nową religię!”
Dr. Wilson: Wiesz, że rozładował ci się telefon? Doładowujesz go czasem? Dr. House: (zdziwiona mina): Można go doładowywać? Zawsze kupowałem nowy.
House do Fereman’a: -Nie martw się. Nikomu nie wyjawię twojego sekretu. House do Wilson’a podczas wychodzenia z gabinetu Foreman’a: – Hej, Wilson! Zgadnij, co przed chwilą zrobił Foreman?
Dr House: Ludzie nie chcą chorego lekarza. Dr Wilson: To uczciwe, ja nie lubię zdrowych pacjentów.
Cameron: Czy leki przeciwbólowe mogą doprowadzić do orgazmu? Dr House: Pomarzyć zawsze można.
Wilson: „Nie chciała zgodzić się na więcej testów, czuła się bardzo skrępowana. Musiałem ją przekonać, żeby zgodziła się chociaż na ten jeden.” Dr House: „Często Ci się to zdarza? Kobiety wolą umrzeć niż rozebrać się w twojej obecności?”
Cuddy: „Jak twoja dziwka?” Dr House: „Była dyrektorką szpitala, ale nie chciała tak dymać ludzi”
Dr House: Dobra, zapytam innego kumpla. Dr Wilson: Taa. Dr House: Co? Twierdzisz, że mam tylko jednego kumpla? Dr Wilson: Kogo? Dr House: Kevina z księgowości. Dr Wilson: Jasne, tylko, że on ma na imię Carl. Dr House: Mówię na niego Kevin. To jego imię w bractwie tajnej przyjaźni.
Foreman: „Zabronił się reanimować.” Dr. House (zdejmując słuchawki): ”Zadzwonić do Romanowa?” Foreman: „Zabronił się reanimować.” Dr. House: „ Aaa… To ma większy sens.”
Cuddy: „Musisz założyć swój fartuch.” Dr House: „Potrzebuję dwóch dni szalonego seksu, z kimś skandalicznie młodszym od Ciebie. Tak o jakąś połowę.”
Dr House: Moja wina. Zasiedziałem się. Porno w internecie. Chase: Dlaczego nie jesteś w swoim biurze? Dr House: W moim pokoju jest komputer. Jeśli się zaloguję, wyniknie z tego jakiś romans. I jeszcze odpadnie mi nadgarstek.”
Dr House: Trudna sytuacja, dostał z kulki. Dr Cameron: Ktoś go postrzelił? Dr House: Nie, ktoś go rzucił!
Dr Foreman: Chłopak właśnie pisał sprawdzian z matematyki kiedy nagle pojawiły się mdłości i dezorientacja. Dr House: Właśnie tak matma działa na ludzi.
Dr Wilson:[O swej rezygnacji] Chcę trochę zmienić otoczenie. Dr House: Kup sobie roślinkę!
Dr Foreman: [zakrywając mikrofon] Rak wyjaśnia objawy. Jakiś guz w płucu lub nerce, który wyrzucił zakrzep do innego narządu. Dr House: I boisz się, że guz mógłby to podsłuchać? Zorientuje się, że się na niego czaimy?
Dr House: [do Cuddy] Aha, prawie zapomniałem, muszę dać 16-letniemu pacjentowi magiczne grzybki by wyeliminować bóle głowy. W porządku? Dr Cuddy: [sarkastycznie] Żaden problem. [House uśmiecha się i wychodzi. Cuddy w panice biegnie za nim] Dr Cuddy: To był sarkazm! Dr House: W raporcie nikt się nie pozna…
Nate [do House’a który wchodzi z szachownicą]: Kim jesteś? Dr House: Doktor o lasce!
Dr House: Gdzie wychodzisz? Dr Foreman: Jesteś dupkiem. Dr House: Wiem. Gdzie wychodzisz?
Dr Foreman: Nie możemy jej wiecznie unikać. Dr House: Chyba, że umrze… Na pewno nie ma raka piersi?
Sebastian: W każdej minucie cztery osoby umierają na gruźlicę. Dr House: Wow, jak możesz spać w nocy? Sebastian: W Afryce ludzie umierają na chorobę którą my wyleczyliśmy 50 lat temu. Dr House: Tak wiem, widziałem koncert.
Kobieta: Ma pan na czole zawieszkę z napisem „Nie wchodzić”. Dr House: No nie, a mieli to przyczepić na drzwiach.
Mąż Pacjentki: Szukam doktora House! Dr House: Nie wiem, gdzie jest. MP: Mówiono mi, że utyka i chodzi o lasce. Dr House: To lekoman, nieraz tygodniami go nie ma.
Wilson: Przynajmniej się staram. House: Cóż, jak długo próbujesz być dobry, możesz robić co chcesz. Wilson: Jak długo nie próbujesz, możesz mówić co chcesz. House: Więc między nami możemy wszystko. Możemy rządzić światem!
Od połowy października 1943 roku Marynarka Wojenna USA przeprowadziła serię eksperymentów na morzu oraz w stoczni w Filadelfii oraz w Nortflok Newport News w stanie Wirginia.
Amerykańska Marynarka Wojenna oficjalnie nigdy nie przyznała się do przeprowadzenia takiego eksperymentu. Wszelkie wieści zostały pochłonięte przez cenzurę. Wtajemniczeni jednak twierdzą, że odbył się nie tylko jeden eksperyment ale cała ich seria i to niewielkie przecieki z różnych eksperymentów dają obraz całości. Większość współczesnych opisów tych wydarzeń opiera się na relacjach Alfreda Bielka, który podaje się za ich naocznego świadka.
28 Październik 1943 rok – eksperyment “Filadelfia”, zwany też eksperymentem “Tęcza”.
Okręt, którego użyto do doświadczeń był zbudowany na krótko przed jego wodowaniem czyli 25 czerwca 1943 roku. Wyporność: 1520 ton, niszczyciel eskortujący USS ”Eldridge”. Przeznaczenie: ochrona konwojów europejskich niszczonych na Atlantyku przez niemieckie u-booty. Organizator projektu: Urząd Badań Marynarki Wojennej USA {ONR}.
Prawdopodobni główni uczestnicy eksperymentu to wybitni fizycy: Thomas Townsend Brown, Nikola Tesla, John von Neumann i Albert Einstein, który opublikował już teorię względności i utrzymywał w niej, że światło może się zaginać w silnym polu grawitacyjnym. Pracował on już wówczas nad teorią pola, która wyjaśniłaby zachowanie energii elektromagnetycznej i grawitacyjnej. Archiwa personalne armii amerykańskiej w St. Louis zawierają dokumenty jasno stwierdzające, że Albert Einstein zatrudniony był dorywczo w Departamencie Marynarki Wojennej jako “pracownik kontraktowy Służb Specjalnych”, czyli konsultant naukowy Biura Uzbrojenia. Naukowiec pracował dla US Navy od 31 maja 1943 roku do 30 czerwca 1946 roku.
Cel eksperymentu
Celem jego było zastosowanie einsteinowskiej jednolitej teorii pola poprzez wypróbowanie działania pola magnetycznego na okręt wojenny USS “Eldridge” D-173; a także, na załogę przebywającą na jego pokładzie. W początkach II wojny światowej marynarka wojenna Niemiec używała podwodnych min magnetycznych i torped, przyciąganych przez pole magnetyczne generowane przez duże metalowe okręty. Miny były przyciągane przez kadłuby statków alianckich, wybuchały w ich pobliżu i zatapiały je. Alianci znaleźli sposób na wroga bowiem nauczyli się oszukiwać te urządzenia dzięki technice tak zwanej: “demagnetyzacji”. A wyglądało to mniej więcej tak: wokół kadłubów zaczęto montować – dużą cewkę elektryczną, przez którą przepływał prąd – ”nie w fazie” z magnetycznym rezonansem okrętu.
Jednak skutkiem ubocznym tej techniki było to, że gdy okręty przemieszczały się w ziemskim polu magnetycznym; które różni się nieco w różnych miejscach – harmoniczny rezonans statku zmieniał się gdy ten przepływał z jednego miejsca na inne. Z tego tez powodu rezonans w cewkach demagnetyzacyjnych musiał być na bieżąco monitorowany oraz dostosowywany w taki sposób żeby mieć całkowitą pewność iż okręt pozostaje ‘magnetycznie niewidzialny” dla min i torped; każdy nawet najdrobniejszy błąd w wartości rezonansu pozostawił by jakiś ślad i wówczas statek stałby się “widzialny”.
Narodziny pomysłu eksperymentu ” Filadelfia”.
Nowa koncepcja polegała na tym, żeby używając nie jednej cewki, a trzech cewek wokół każdej osi okrętu, zestrojonych ze sobą tak by znajdowały się nawzajem “w fazie”, stworzyć rotacyjne pole elektromagnetyczne, które zaginałoby sygnały radaru. Sygnały te owijałyby się wokół statku, nie wracając do niemieckich zestawów radarowych, wskutek tego niemieccy operatorzy nie dostrzegli by amerykańskich jednostek.
Przebieg eksperymentu
Istnieje kilka wersji wydarzeń przebiegu eksperymentu “Filadelfijskiego”, a wersje te to w zasadzie przecieki z wielu kilejnych prób powtórzenia eksperymentu. Jedna z nich mówi o tym, że gdy włączono cewki i uruchomiono pole elektromagnetyczne, w powietrzu momentalnie pojawiło się głośne elektrostatyczne “buczenie” a cały statek spowiła tajemnicza ”zielona mgła”. Fakt ten pomoże wyjaśnić to co zaszło potem, ponieważ taką mgłę można uznać za zwykłą jonizację normalnego powietrza atmosferycznego w silnym polu magnetycznym. Bowiem takie zjawisko ma również miejsce w Ameryce na Środkowym Zachodzie podczas trąby powietrznej lub silnej burzy pojawia się wtedy specyficzny zielony kolor zjonizowanej atmosfery.
Podczas tego eksperymentu gdy zielona mgła się uniosła statek nie tylko był niewidoczny dla operatorów amerykańskich ale także był niewidoczny gołym okiem. Jedna z wersji wydarzeń wspomina o widocznych jedynie zarysach kadłuba.
Natomiast w innej wersji okręt znikł by pojawić się kilkaset kilometrów dalej w obłoku ”zielonej mgły” tuż przed brytyjskim lotniskowcem, którego kapitan odnotował ten fakt w dzienniku pokładowym. Widziano go podobno też w Bazie Sił Morskich w Norfolk około 375 mil na północ. Cywile i amerykańscy żołnierze będący wówczas na molo zobaczyli nagle pojawiający się z znikąd okręt. Każda wersja przecieku informacji pochodzi z innego kolejnego eksperymentu Filadelfijskiego, gdzie było centrum dowodzenia tymi badaniami.
Według relacji świadków tego wydarzenia pole magnetyczne rozciągało się na długość około 100 metrów z każdej strony statku i miało widoczny kształt elipsoidy. Osoby znajdujące się na pokładzie sprawiały wrażenie jakby “chodziły w powietrzu”. A gdy pole zaczęto zwiększać dostrzeżono jedynie zarys kadłuba, który w krótkim czasie stał się coraz bardziej przezroczysty, aż w końcu znikł z pola widzenia obserwatorów, pozostał tylko na wodzie wgłębiony ślad po kadłubie.
Prawie w każdej z relacji z eksperymentów powtarza się to, iż członkowie załogi znajdujący się na pokładzie statku odczuwali przytłaczające ciśnienie elektrostatyczne, zjawisko bardzo podobne do tego, które odnotował podczas swoich doświadczeń z impulsami prądu stałego wielkiej częstotliwości Nikola Tesla.
Kończyny a przede wszystkim stopy kilku członków załogi zostały uwięzione w przegrodach oraz innych powierzchniach statku. Pozostali stracili kończyny, natomiast niektórzy z nich, w jakiś dziwny sposób zostali wtopieni w beton będący pokrywą statku. Tkwiąc swoim ciałem wewnątrz zimnego, twardego metalu byli nie do odratowania. Części ich ciał dosłownie stopiły się z metalem. Nielicznym skrócono męczarnie.
Cytat obserwatora: ”załoga, która zmieniła swoje początkowe pozycje, znalazła się w niebezpieczeństwie po wyłączeniu pola. Pole zdolne dosłownie zagiąć światło, wystarczająco silnie by uczynić niewidzialnym cały okręt, może być postrzegane w inny sposób, ponieważ równie dobrze mogło ono być dość silne, by wysłać obiekt do innej przestrzeni, “nie będącej w fazie” z naszą. Jeśli ktoś poruszył się podczas powrotu do naszej rzeczywistości, został faktycznie stopiony z przegrodą okrętu“.
Ponoć marynarze z innych okrętów widzieli go w jednym przypadku potem kilkanaście mil dalej, dryfujący swobodnie na pełnym morzu. Jednak po około dwudziestu minutach statek ”uwidocznił się oczom innych”, lecz uszkodzenie jego było przerażające. Po “powrocie USS Eldridge”, większość marynarzy nie była zdrowa na umyśle. Zapadli oni na nieuleczalną i ciężką schizofrenię, podobnie w wypadku kolejnych powtórzeń eksperymentu.
John von Neumann powrócił do badań fazy projektowania by zrozumieć dlaczego eksperyment zakończył się tak nieoczekiwanym sukcesem, a zarazem tak wielką porażką, pomimo wielkiego nakładu energii i pracy ludzi.
Cytat kapitana X: ”Czterej członkowie załogi, którzy zmienili swoje wcześniejsze pozycje, utkwili w stalowym pokładzie. Dopóki pole działało, wszystko było w porządku. Kiedy pole zanikło, ich wcześniejsze ”więzienia czasowe przepadły, kiedy mężczyźni zmienili pozycje i ponownie zmaterializowali się w naszym wymiarze {…} w nieco innym miejscu lub pechowo zmaterializowali się dokładnie tam, gdzie był pokład więc molekuły stali dosłownie wymieszały się z molekułami ich ciał {…}.
Teoriom tym stanowczo zaprzeczono, tak większość członków załogi oraz przedstawiciele rządu. Według tych relacji, Eldridge brał udział w badaniach naukowych, ponoć nie miały one wcale charakteru w jaki opisywano eksperyment “Filadelfijski”. Przyznano natomiast, że badano możliwości wykorzystania pól magnetycznych do stworzenia osłony przeciwtorpedowej wokół okrętu. Amerykańska Marynarka Wojenna oficjalnie nigdy nie przyznała się do przeprowadzenia takiego eksperymentu. Wszelkie wieści zostały pochłonięte przez cenzurę. Zachowała się jedynie krótka notka w jednej z gazet filadelfijskich i zeznania pojedynczych świadków.
Teorie jednolitego pola Einstein ukończył on w 1925-1927 roku, ale potem ją odwołał, prawdopodobnie nie kierował się względami matematycznymi lecz humanitarnymi. Dziś tłumaczy się to w ten sposób, że teoria ta jest niekompletna. Dr Bertrand Russell prywatnie przyznał, że została ona ukończona, jednak człowiek jeszcze do niej nie dorósł.
Pozostaje pytanie na ile ów eksperyment czy ich seria jest fikcją a na ile prawdą? Poza tym jeśli miał w nim również uczestniczyć Nikola Tesla (ur. 10 lipca 1856 roku w Smiljanie, zm. 7 stycznia 1943 r. w Nowym Jorku) to jakimś cudem nie zgadzają się daty eksperymentu z datą jego śmierci, chociaż to daty z przecieków mogą być niedokładne z uwagi na wiele powtórzeń eksperymentu. Sytuacja wyżej przedstawiona jeśli w ogóle miała miejsce to z punktu widzenia fizyki wskazywane relacje zaistniały w przestrzeni magnetycznej i materialnej. Pole magnetyczne, które w efekcie zakłóciło charakter fizyczny przestrzeni materialnej musiało rozwiązać i ponownie związać molekuły, chociaż możliwe są inne, relatywistyczne wyjaśnienia.
Kwestię straszliwego wpływu ubocznego „Eksperymentu” na zdrowie i psychikę ludzi w nim uczestniczących tłumaczą dość dobrze badania psychofizjologów. Badacze są zdania, że działanie pola elektromagnetycznego wpływa na pracę ludzkiego mózgu, zachowanie się oraz stan psychiczny i fizyczny, co może doprowadzić do stanów epileptycznych i imaginacyjnych. Dr Michael Persinger z laboratorium psychofizjologii kanadyjskiego uniwersytetu Laurentian uważa, że dłuższa obecność w silnym polu magnetycznym o bardzo niskiej częstotliwości może powodować amnezję, stan szoku, okresową ślepotę, ślady na powierzchni skóry przypominające oparzenia, a także kłopoty ze snem, koszmary senne oraz zaburzenia hormonalne. Psycholog Susan Korbel z Harper College w stanie Illinois podejrzewa, że długotrwałe działanie pola elektromagnetycznego na organizm ludzki może spowodować nawet zmianę struktury genetycznej.
Artykuł opracowała Śri Vimalah Devi
Bibliografia:
1. The Giza Death Star, Joseph p. Farrell, wersja polska przekład Krzysztof Kurek D. W. Amber, 2005. 2. Kapitan X The Philadelphia Chronicles the Strange Case of Alfred Bielek and Dr. M.K. Jessup Abelard Publication, Wilmington, Delaware 1994. 3. Źródła internetowe.
Pedofilia – rodzaj parafilii seksualnej, dewiacji i zboczenia; stan w którym jedynym lub głównie preferowanym sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest kontakt z osobami nie posiadającymi trzeciorzędowych cech płciowych, czyli z dziećmi. Statystycznie występuje częściej u mężczyzn niż u kobiet gdyż około 90% przypadków stanowią homoseksualni i biseksualni mężczyźni. W klasyfikacji ICD-10 posiada kod F65.4, w klasyfikacji DSM-IV: 302.2. W obu przypadkach zaliczany jest do kategorii zaburzeń preferencji seksualnych. Pedofilia dzieli się na zaburzenia polegające na fantazjach seksualnych z dziećmi i oglądactwie pornografii z dziećmi oraz na tak zwane czyny pedofilskie polegające na bezpośrednim zaspokajaniu popędu płciowego z dziećmi. Część przestępstw pedofilskich skrywa się pod nazwą kazirodztwo, gdyż statystycznie najczęściej do molestowania seksualnego i współżycia z dziećmi dochodzi w rodzinie. [Na fotografii, jakby ktoś nie zrozumiał aluzji, dziecko broni się przed pedofilem kopiąc na wysokość narzedzia zbrodni – przyp. opr.]
Pedofilia, popęd płciowy do dzieci, psychoseksualna skłonność do dzieci i młodzieży obojga płci. Amerykański uczony J. Money dzieli pedofilię na: nepiofilię, gdzie obiektem zainteresowania jest dziecko w wieku przedszkolnym, pedofilię, gdzie obiektem jest dziecko w wieku szkolnym, ale przed okresem dojrzewania i efebofilię, gdzie obiektem pożądania seksualnego jest osoba będąca w wieku dojrzewania płciowego. W większości ujawnionych przypadków zainteresowaniem pedofilów cieszą się dziewczęta w wieku od 8-11 lat i chłopcy w wieku od 11-15 lat. Typ kontaktów pedofilnych bywa zróżnicowany, począwszy od obnażania się i masturbowania w obecności nieletnich, dotykania ich narządów płciowych, a na pełnych stosunkach seksualnych kończąc. U pedofilów niekiedy stwierdza się zmiany organiczne w mózgu, które prowadzą do tego typu zachowań, ale w większości przypadków o rozwoju pedofilii decydują czynniki psychiczne i rozwojowe, np. zaburzone relacje z rodzicami, doświadczenie przemocy seksualnej w dzieciństwie, odczuwanie lęku wobec kobiet, kompleksy, niepowodzenia w życiu seksualnym.
Typy pedofilów:
Infantylny – To osobowość niedojrzała: jest łagodny, preferuje nie tyle ostry seks, ile zabawy seksualne z dziećmi (dotykanie, głaskanie, całowanie, przytulanie), czyli wykonuje inne czynności seksualne.
Dewiant – Jest biologicznie zaprogramowany jedynie na seks z dziećmi. Kontaktów z nieletnimi poszukuje juz w wieku dojrzewania. Preferuje kontakty oralno-genitalne.
Regresywny – Traktuje dziecko jak osobę dorosłą – dziewczynka jest dla niego kobietą. Doprowadza do pełnych stosunków seksualnych.
Sadysta – Osiąga pełną satysfakcje seksualna jedynie poprzez brutalny gwałt na dziecku. Taki seks z dzieckiem często kończy się śmiercią dziecka.
Kryteria DSM-IV
A) Pojawiające się przez przynajmniej sześć miesięcy powracające, silnie podniecające fantazje seksualne, impulsy seksualne lub zachowania związane z aktywnością seksualną z osobami, które nie wkroczyły jeszcze w okres dojrzewania (poniżej 13 roku życia).
B) Fantazje, impulsy lub zachowania powodujące klinicznie znaczący dyskomfort lub upośledzenie w społecznym, zawodowym lub innym obszarze funkcjonowania.
C) Osoba ma przynajmniej 16 lat i jest co najmniej 5 lat starsza niż osoby z kryterium A). Uwaga: nie dotyczy osób w późnym okresie dorastania będących w relacji z dwunasto- lub trzynastolatkiem.
Pojęcia związane
Efebofilia – (od greckiego éphebos – ten który zaczął pokwitać) – Skłonność dorosłych osobników do osób bardzo młodych, ale już cieleśnie dojrzałych. Pierwotnie stosowano tę nazwę na określenie skłonności dojrzałych, homoseksualnych mężczyzn do młodzieńców. Obecnie przez efebofilię rozumie się skłonność seksualną do młodzieży. Przez niektórych autorów uważana za dewiację seksualną, choć taka kwalifikacja ma raczej tło obyczajowe, a nie biologiczne bądź medyczne.
Kazirodztwo – obcowanie płciowe z osobami krewnymi bez względu na ich wiek.
Korofilia – Pedofilia lesbijska. Skłonność dojrzałych kobiet do homoseksualnego kontaktu płciowego z młodymi, nieletnimi partnerkami.
Nimfofilia – skłonność mężczyzn do dziewczynek, będących na pograniczu wieku dziecięcego i młodzieńczego. Partenofilia – Skłonność do osób, które nie przeszły jeszcze inicjacji seksualnej. Pożądanie dziewicy!
Bariera wieku ochronnego
Polski kodeks karny jasno definiuje czyn zabroniony, jakim jest pedofilia. Artykuł 200 § 1 mówi: „Kto doprowadza małoletniego poniżej lat 15 do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”. W Polsce karalne jest obcowanie płciowe z osobą małoletnią poniżej lat 15 (tak zwany wiek ochronny) lub dopuszczanie się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadzanie jej do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania. Ustawodawca chcąc chronić osoby niedojrzałe fizycznie i psychicznie, czyli dzieci przed przedwczesnym rozpoczęciem życia płciowego wprowadził sztywną granicę wiekową do której zachowania seksualne wobec nieletnich są karalne. W różnych krajach prawo daje inną barierę wiekową rozgraniczającą pedofilię od dojrzałego życia seksualnego. W Rosji jest to 14 lat, w wielu stanach USA 17 lat, w państwach muzułmańskich granica zależy od rodziców dziewczynki, kiedy zostanie uznana za dojrzałą do życia płciowego.
Badania na ten temat prowadzone są od lat. Większość sprawców czynów pedofilskich wobec dzieci to osoby znane dziecku i rodzinie – tata, dziadek, wujek, przyjaciel rodziny, nauczyciel, ksiądz są sprawcami 80 proc. czynów pedofilskich. W ubiegłym roku 1.325 spośród 1.697 takich przestępstw zgłoszonych policji dokonały osoby znane ofierze (źródło: KGP). O tym, że ujawnione przestępstwa to wierzchołek góry lodowej, świadczą przekrojowe badania dorosłej populacji – 24 proc. kobiet (wg. Kinseya) zaś 30 proc. mężczyzn i 35 proc. kobiet (wg. Landisa) przyznaje się do przeżycia w dzieciństwie wydarzeń o charakterze pedofilskim. Badania wskazują, że najmniej negatywne skutki wykorzystania występują u tych osób, które nie znały sprawcy – w rodzinach, gdzie dziecko jest narażone na ciągły kontakt ze sprawcą czynu, skutki pedofilii dla rozwoju dziecka są o wiele bardziej dramatyczne. W tych wypadkach wykorzystana zostaje więź łącząca dziecko ze sprawcą oraz zależność. Około 4 procent skazanych sprawców takich czynów to kobiety, chociaż do niedawna twierdzono, że u kobiet nie spotyka się jednak „prawdziwej” pedofilii jako dewiacji popędu, a jedynie pedofilię zastępczą, czyli podejmowanie seksualnej aktywności z dzieckiem z powodu niemożności nawiązania seksualnej relacji z osobą dorosłą. Aktualnie pedofilia kobiet zostaje na nowo zbadana i jej zasięg oraz skutki są naukowo weryfikowane, gdyż dotąd było to tabu.
Skutki pedofilii
Skutki pedofilii są gorsze niż gwałtu, bo jest to zwykle gwałt permanentny. Ofiary są krzywdzone przez dłuższy czas, a pedofile usiłują odgrywać role osób opiekuńczych, często wręczają prezenty, kupują usługi seksualne dzieci, co zaciera różnice między dobrem i złem” – alarmuje prof. Roger Collins z University of Montana. „Pedofilia jest najbardziej okrutnym doświadczeniem człowieka. Zdradza samą istotę dzieciństwa: niewinność” – stwierdza Susan Forward, amerykańska psychoterapeutka. Co roku polska policja odnotowuje 2 tysiące przestępstw seksualnych, których ofiarami padają dzieci. Z badań prof. Tadeusza Hanauska, nieżyjącego już kryminologa z UJ, wynika, że rocznie dokonuje się pół miliona tego typu przestępstw, lecz większość z nich nie jest zgłaszana. Według badań prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza, seksuologa, aż 14 procent dzieci do 15-tego roku życia, czyli kilkaset tysięcy, jest wykorzystywanych seksualnie.
Seksualne wykorzystanie dzieci to każde zachowanie osoby dorosłej, silniejszej i starszej, które prowadzi do seksualnego zaspokojenia kosztem dziecka. Zachowanie mające na celu zaspokojenie potrzeb osoby dorosłej jest w istocie wykorzystaniem dziecka. Mowa tutaj nie tylko o akcie płciowym, ale także o zachowaniach ekshibicjonistycznych, o prezentowaniu dziecku pornografii, o uwodzeniu i wielu innych rodzajach zachowań, których kluczem jest zawsze potrzeba seksualna dorosłego – nie potrzeba seksualna dziecka. Pedofilia to odczuwanie popędu płciowego wobec osób nieprzejawiających trzeciorzędowych cech płciowych. Badania wskazują, że dla osoby dotkniętej tą dewiacją seksualną nie ma znaczenia płeć dziecka, a jedynie „dziecięcość” obiektu popędu. Należy także odróżnić czyn pedofilski od pedofilii jako dewiacji popędu – najwięcej czynów pedofilskich popełniają bowiem mężczyźni, którzy nie potrafią nawiązywać normalnych seksualnych relacji z osobami dorosłymi, nie będący w istocie pedofilami, a jedynie realizujący swój popęd z dziećmi zastępczo.
Najważniejszym czynnikiem pozwalającym zminimalizować ryzyko, że nasze dziecko padnie ofiarą ataku pedofila, jest baczna obserwacja jego zachowań, szczere rozmowy oparte na zaufaniu, zbudowanie w dziecku poczucia bezpieczeństwa oraz nauka – od najmłodszych lat – że nikt obcy nie ma prawa dotknąć dziecka wbrew jego woli. Dzieci wykorzystane seksualnie prezentują określony typ zachowań, które nawet niewprawne oko jest w stanie zauważyć. Każdy psycholog wie, że małe dzieci w bezrefleksyjny sposób w zabawie i rysunkach powtarzają wszystko, co zaobserwowały. Jeśli dziecko w specyficzny sposób bawi się lalkami, jeśli nagle staje się nieufne i nie o wszystkim chce powiedzieć mamie, jeśli nie chce iść do określonego wujka – powinniśmy zaniepokoić się i spróbować znaleźć przyczynę. Bardzo ważnym sygnałem, że dzieje się coś złego, są oczywiście siniaki, obgryzanie paznokci, moczenie nocne i koszmary, utrata apetytu i zainteresowania zabawą, seksualne zachowania dziecka, używanie słów o znaczeniu seksualnym, nagła agresja dziecka lub apatia. Generalnie każda nagła zmiana typowego zachowania powinna być przemyślana przez rodziców. Nagła zmiana w zachowaniu dziecka to nie jest wstąpienie do sekty jak chce to ujmować pedofilska mafia, tylko skutek molestowania i wykorzystywania seksualnego, często też przez księdza.
Pedofile czy homoseksualiści?
Policjanci z warszawskiego Śródmieścia wyliczają najbardziej znanych na ich terenie pedofilów: jeden był w III RP ministrem, drugi jest znanym autorem programów telewizyjnych, inny – wiceprezesem dużego banku, kolejny – posłem, jeszcze inny – reżyserem filmowym. Były minister był kilkakrotnie pobity i okradziony przez trzynasto- i czternastolatków, których wykorzystywał, lecz nigdy nie złożył skargi mimo widocznych wyraźnych śladów pobicia. Dwunastolatek zapraszany do mieszkania autora programów telewizyjnych za otrzymywane od niego pieniądze kupował polską heroinę i popadł w narkomanię. Rodzice nigdy nie złożyli doniesienia o przestępstwie, choć wiedzieli, u kogo ich syn bywał. Policjanci ze Śródmieścia nie mają wątpliwości, że zapłacono im za milczenie, ale nie mają wystarczających dowodów i politycznej siły przebicia. Pedofilska afera z Dworca Centralnego w którą zamieszani byli także niektórzy politycy, dziennikarze oraz warszawscy sędziowie i prokuratorzy rozeszła się po kościach. Dewiacja pokazała swą siłę w umorzeniach i wyciszeniu sprawy oraz braku wyroków dla zboczeńców.
Pedofilia a lokalne zwyczaje
W niektórych kulturach świata zachowania pedofilne wiążą się z obyczajowością, np. w plemieniu Eipo żyjącym na Nowej Gwinei są akceptowane kontakty seksualne dorosłych mężczyzn z dziećmi w każdym wieku. W innych plemionach spotyka się rytuały inicjacyjne młodzieży o pedofilnym charakterze. W innych kulturach jak islam są akceptowane małżeństwa z nieletnimi dziewczynkami. W kulturze Zachodu pedofilia też była faktem. G. de Rais, marszałek Francji żyjący w XV w., miał kontakty pedofilne z kilkuset chłopcami, z których około 200 zabił. W XVIII-wiecznej Anglii były bardzo rozpowszechnione domy publiczne o pedofilnym charakterze. Przykłady można mnożyć, a przecież w Polsce także istniały takie burdele pedofilskie, chociaż było ich mniej, a przynajmniej mniej się o tym mówi. Polscy możnowładcy mieli pedofilskie upodobania do dziewic w wieku nawet 9-12 lat, które poślubiali lub użytkowali jako córki swych poddanych i niewolników. Polski kler średniowiecza także był znany z chuci do dzieci, a już szczególnie do nieletniej dziatwy rodzimowierczych tak zwanych pogan. W naszym społeczeństwie pedofilia jest surowo oceniana. Nawet w zakładach karnych pedofile znajdują się na samym dnie hierarchii i budzą agresję u innych więźniów. Wobec pedofilów oczekuje się stosowania możliwie najsurowszych kar, a wiele osób domaga się kastracji. W niektórych krajach kastracja jest stosowana jako kara za pedofilię.
Kim są ofiary pedofilów?
Ofiarami pedofilów są trzy razy częściej dziewczynki niż chłopcy – mówi Maria Keller-Hamela z warszawskiej fundacji 'Dzieci Niczyje’, która pomaga dzieciom – ofiarom wykorzystywanym seksualnie. Fundacja przeprowadzała ankietę wśród dwunastolatków. Zadano im między innymi takie pytanie: „Kasi zdarzyło się, że dorosły mężczyzna dotykał ją w intymnych miejscach i mówił, żeby i ona dotykała intymnych części jego ciała. Czy coś takiego jak Kasi przydarzyło się i tobie?”. Cztery procent dzieci przyznało, że tak. Niektórzy pedofile, mając kłopoty ze znajdowaniem dzieci zaspokajających ich potrzeby, żeni się z rozwódkami, by mieć dostęp do ich potomstwa. Wybierają takie kobiety, dla których posiadanie partnera jest ważniejsze od macierzyństwa. Prof. Izdebski, seksuolog, spotkał w swojej praktyce żony tolerujące pedofilskie upodobania mężów – kalkulowały one, że lepiej, iż mężowie szukają seksu z ich dziećmi niż z dorosłymi, bo takich zainteresowań nie uznawały za zdradę.
Na co cierpią ofiary pedofilów?
Osoby wykorzystywane w dzieciństwie seksualnie cierpią na depresje, nerwice, seksualne obsesje, mają trudności ze znalezieniem życiowego partnera – tłumaczy prof. Zbigniew Lew-Starowicz. – Dzieci zmuszane do seksu cierpią na stany lękowe, mają skłonności samobójcze – mówi prof. Zbigniew Izdebski. W dorosłym życiu konsekwencja wykorzystywania jest anorgazmia i/lub aseksualizm, dystans wobec własnego ciała i skłonność do poniżających czy upadlających praktyk seksualnych. Badania prof. Rogera Collinsa z University of Montana dowodzą, że 77 proc. ofiar pedofilów ma kłopoty z założeniem rodziny, 49 proc. stosuje przemoc, 35 proc. dopuszcza się przestępstw seksualnych, 28 proc. wymaga regularnej opieki psychiatrycznej, a 9 proc. zasila szeregi bezdomnych i nieprzystosowanych. Aż 53 procent chłopców wykorzystywanych przez pedofilów staje się pedofilami, natomiast prawie 58 procent dziewczynek – ofiar pedofilów w dorosłym życiu uprawia prostytucję. pedofilia jest zatem przyczyną napędzającą inne zaburzenia i patologie społeczne.
Kim są typowi pedofile?
Część pedofilów to osoby, które w dzieciństwie same były molestowane seksualnie. Kolejna grupę stanowią ludzie chorobliwie nieśmiali – wybierają dzieci, gdyż obawiają się, że dorosły partner seksualny ich wyśmieje. – Są to mężczyźni, którzy z powodu rosnącej ekspansywności kobiet czują się nieporadnie w swojej tradycyjnej roli – tłumaczy prof. Zbigniew Lew-Starowicz. Zainteresowanie dziećmi przejawiają najczęściej ci, którzy przeżyli niepowodzenia w pierwszych kontaktach seksualnych lub byli zdominowani przez kobiety. Pedofil to często osobnik niedojrzały, o niskim poczuciu własnej wartości, zahamowany, niezdolny do ekspansji, w najprostszy sposób chcący podreperować swoje nadwątlone ego. Pedofil to bardzo często katolicki ksiądz lub katecheta, pedofilka to bardzo często katolicka zakonnica lub katechetka. Pastorzy protestanccy też są wyjątkowo częstymi negatywnymi bohaterami afer pedofilskich!
Cześć pedofilów traktuje swoje skłonności jak chorobę. Kiedy trafia do aresztu, chcą, by ich leczyć. Mówią: „Proszę mi coś dać, bo jak stąd wyjdę, zrobię to samo” – opowiada Karol Mausch, psycholog pracujący z więźniami pedofilami. – Po wyjściu na wolność pedofil powinien pozostawać pod ścisłą kontrola kuratora – uważa sędzia Barbara Piwnik, była minister sprawiedliwości. W Holandii pedofile trafiają na specjalny zamknięty oddział w szpitalach psychiatrycznych. Jeżeli terapia nie przynosi efektów, w izolacji przebywają dożywotnio. W Niemczech stosowana jest z kolei kastracja farmakologiczna. Skazany ma wybór: albo więzienie, albo przyjmowanie leku znoszącego popęd seksualny. Niestety, uważa się na podstawie wielu badań, że seryjni mordercy dzieci najczęściej wywodzą się spośród wykastrowanych pedofili, co jest pewnym ryzykiem społecznym.
Pedofilska Rodzina Patologiczna
Psychologowie, seksuolodzy i psychiatrzy dziecięcy na całym świecie są zgodni co do jednego – każde zachowanie o charakterze wykorzystania może mieć dla dziecka dramatyczne skutki, zwane syndromem dziecka maltretowanego. Jeśli do dramatu dochodzi w najbliższej rodzinie, matka najczęściej jest świadoma tego, co dzieje się z dzieckiem. Nadużycie seksualne i kazirodztwo utrzymywane jest jednak w tajemnicy. Psychologowie nazywają ten model funkcjonowania „rodziną z tajemnicą”. W typowym obrazie takiej rodziny występuje dominujący ojciec i uległa, bierna matka. Często u obojga rodziców występują zaburzenia seksualne. Nieuświadomionym priorytetem takiej rodziny staje się utrzymanie jej razem i izolacja od otoczenia oraz innych ludzi. Objawy są podobne – ojcowie zaczynają traktować swoje córki jak partnerki, uwodząc je i zachowując się wobec nich jak wobec dorosłych kobiet. Typowe jest nawiązywanie koleżeńskiej relacji przy jednoczesnym śrubowaniu wymagań dotyczących nauki i swobody dziecka, zwłaszcza, gdy wkracza ono w okres dojrzewania i ojcowie wyobrażają sobie dostępność innych mężczyzn wokół dziecka. Matki w takich rodzinach są często niezwykle zahamowane seksualnie – lub prezentują drugi skrajny biegun – żyją w atmosferze nadmiernej seksualności. Ponieważ dziecko ma rozwojową tendencję do eksploracji sfery seksualnej, często bez oporów wchodzi w relację z rodzicem. Matki w takich zaburzonych rodzinach często mają tendencję do biernej zgody na wykorzystanie dziecka – lub do obwiniania go za to, co się dzieje. Trzeba także stanowczo podkreślić, że tego typu relacja rodzinna niekoniecznie i nie zawsze wiąże się z przemocą fizyczną, patologią społeczną, bezrobociem czy alkoholizmem! Najwięcej pedofilii jest w tak zwanych 'dobrych domach’.
Kto i dlaczego usprawiedliwia pedofilów?
Na świecie kolejni zdemaskowani pedofile na wysokich stanowiskach są społecznie potępiani, co wywołuje lawinę informacji o następnych pedofilach. W Polsce istnieje natomiast kulturowe tabu: pedofil o znanym nazwisku jest traktowany jak osoba o odmiennej orientacji seksualnej, podczas gdy jest to po prostu niebezpieczny przestępca – uważa prof. Zbigniew Izdebski. Zwraca on ponadto uwagę, że o ile pedofile z marginesu są jeszcze zatrzymywani i surowo karani, o tyle z grona osób znanych do więzienia trafiła w ostatnich latach tylko jedna osoba – Andrzej Sawicki, były szef Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W tym świetle nie dziwi, że wielu dziennikarzy występuje chętnie przeciwko organizacjom niosącym pomoc ofiarom gwałconym przez pedofili. Pedofile w sutannach czyli księża katoliccy dostają w Polsce zwykle wyroki w zawieszeniu, często też unikają aresztowania, tak jakby ich zboczone seksualnie czyny były lżejszego kalibru. Wielu pedofilów będących księżami katolickimi nie dostaje żadnej kary ani nie jest kierowana na kastracyjne leczenie psychiatryczne, a przecież to ksiądz pedofil wyrządza szkodę znacznie większą, bo jeszcze duchową oprócz fizycznej.
Pedofilie próbuje się czasem usprawiedliwiać jako „niegroźną” słabość elit, mającą korzenie w starożytnej Grecji. Stosunki seksualne między dorosłymi mężczyznami a chłopcami należały tam wręcz do kanonu wychowania. W Chinach, a to już prawie 1,5 miliarda ludzi, od wieków funkcjonują stowarzyszenia miłośników dziecięcego seksu – im młodszy partner seksualny, tym więcej sił witalnych można od niego przejąć. Włoscy pedofile apelowali niedawno w Internecie o „prawo do stosunków seksualnych dzieci od dwunastego roku życia”, gdyż – jak twierdzą – już ośmio-, dziewięcioletnie dzieci mają potrzeby seksualne, przeżywają tak zwaną „szczenięcą miłość do dorosłych”. Jeszcze w okresie francuskiego libertynizmu pedofilia była rodzajem „zakazanej normy”, otwarcie nie pochwalanej, ale też nie karanej. Prawdziwa odraza wobec łamania „niewinności dzieciństwa” pojawiła się dopiero w XX wieku. Dlatego taki skandal wywołała powieść Vladimira Nabokowa „Lolita”, opisująca fascynacje profesora w średnim wieku nastolatką. Stąd dwuznaczny stosunek do niektórych prac angielskiego rysownika Aubreya Vincenta Beardsleya czy norweskiego malarza Edwarda Muncha, którzy nie kryli fascynacji pedofilskimi tematami. Znane w Polsce organizacje stające w obronie prawa do pedofilii to Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami Ryszarda Nowaka, katowicka KANA Dariusza Pietrka z siedzibą w Katowicach i Chorzowie czy tak zwane Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji Pawła Królaka i Dariusza Hryciuka w Lublinie. Organizacje te jawnie i legalnie jak dotąd zwalczają wszystkich, którzy pedofilię nagłaśniają lub niosą pomoc ofiarom pedofilów! Istnienie takich propedofilskich organizacji to policzek wymierzony w twarz wszystkim gwałconym w dzieciństwie ofiarom pedofilów. Minister Ziobro śpi albo myśli o wysokości odprawy za opuszczenie fotela Ministra Sprawiedliwość IV RP.
Jakie są szanse leczenia pedofilii?
Z najbardziej znanych na świecie ośrodków leczenia pedofilów wynika, że po kilku latach leczenia z użyciem specjalnych leków, metod treningowych i psychoterapii, uzyskano poprawę u 21% leczonych. Lepsze wyniki uzyskuje się w przypadku pedofilów żyjących w udanych małżeństwach, mających poczucie winy, nie akceptujących tej dewiacji, bez zaburzeń psychicznych. U pedofilów niekiedy stwierdza się zmiany organiczne w mózgu, które prowadzą do tego typu zachowań, ale w większości przypadków o rozwoju pedofilii decydują czynniki psychiczne i rozwojowe, jak na przykład zaburzone relacje z rodzicami, doświadczenie przemocy seksualnej w dzieciństwie, odczuwanie lęku wobec kobiet, kompleksy, niepowodzenia w życiu seksualnym. W Polsce większość pedofilów nie jest nawet kierowana na badania pod kątem organicznych zaburzeń mózgu.
Jak walczyć z pedofilami?
W zachodniej Europie pedofilii wydano bezwzględna walkę. W Belgii kampanie przeciw pedofilom zainicjowała głośna sprawa Marca Dutroux, pedofila i mordercy z Charleroi. Wciąż wychodzą na jaw powiązania Dutroux z wpływowymi ludźmi, także ze świata polityki. Sam Dutroux stwierdził, ze należał do siatki pedofilów i to im dostarczał dzieci. We Francji w wielka kampanie przeciwko pedofilii zaangażował sie prezydent Chirac. Po ujawnieniu, ze nauczyciel Jacky Kaisersmetz z Nevers przez lata gwałcił swoich wychowanków, a jeden z nich z tego powodu popełnił samobójstwo, resort edukacji zobowiązał nauczycieli do informowania władz o wszelkich podejrzeniach związanych z pedofilią. Efektem zaostrzenia walki z pedofilia we Francji było postawienie przed sądem 61 osób tworzących mafijną sieć dystrybucji kaset o charakterze pedofilskim. Ich proces był zwieńczeniem gigantycznej operacji pod kryptonimem „Ado 71”. Rewizje przeprowadzono wówczas u 814 osób, a zatrzymano 686 spośród nich. W Wielkiej Brytanii od 1997 r. istnieje Sex Offenders Register (rejestr przestępców seksualnych). W 2000 r., po brutalnym zabójstwie na tle seksualnym ośmioletniej dziewczynki, gazeta „News of The World” rozpoczęła akcje „Chrońmy nasze dzieci” i zaczęła publikować nazwiska oraz fotografie przestępców seksualnych. Osoby z rejestru nie mogą poza tym być zatrudniane w szkołach i innych miejscach, gdzie miałyby ułatwiony kontakt z dziećmi. Skazani za przestępstwa seksualne na karę powyżej 30 miesięcy więzienia do końca życia muszą informować policję o miejscu swojego pobytu. Po tragedii, jaka wydarzyła się ostatnio, proponuje sie jeszcze radykalniejsze środki. 4 sierpnia 2001 r. zniknęły dziesięcioletnie Holly Wells i Jessica Chapman. Dwa tygodnie później znaleziono ciała dziewczynek. Zamordowali je – na tle seksualnym – Ian Huntley, dozorca ze szkoły w Soham (Suffolk), oraz jego wierna przyjaciółka, nauczycielka bilesbijka Maxine Carr. W USA wprowadzono z kolei ustawę znana jako Megans Law. Pozwala ona na informowanie sąsiadów o mieszkających w pobliżu bądź wprowadzających się pedofilach. Obecnie takie informacje można znaleźć w Internecie. W USA toczy sie debata, czy rodzice zezwalający na udział kilkuletnich dziewczynek w dziecięcych konkursach piękności nie czynią z nich potencjalnych ofiar pedofilów. Dowodzi tego historia Jon Benet Ramsey, wykreowanej na lolitkę przez własnych rodziców, a potem zamordowanej po pedofilskiej orgii w ich domu.
Jak walczyć z pedofilią w Polsce?
Prezydent Lech Kaczyński, były minister sprawiedliwości, proponuje, żeby pedofilów nie dotyczyło zacieranie kar oraz ochrona danych osobowych. Obecnie, jeśli od wyroku upłynie wystarczająco dużo czasu i pedofil „nie wpadnie” po raz kolejny, poprzedni wyrok ulega zatarciu, a to oznacza, że – zgodnie z prawem – nie był karany! – Nie wierzę jednak, żeby to się udało, bo zaraz larum podniosą obrońcy praw człowieka, a środowisko pedofilów ma duże wpływy i szerokie poparcie – mówi Lech Kaczyński. Zwraca też uwagę, że w Polsce orzekane są bardzo niskie wyroki za wykorzystywanie seksualne dzieci – przeciętna kara to dwa lata więzienia, często w zawieszeniu. W USA za takie przestępstwo można być skazanym nawet na karę śmierci, a we Włoszech minimalna kara to sześć lat pozbawienia wolności.
Najskuteczniej walczy się jednak z pedofilami, upubliczniając dane o nich. W USA i Wielkiej Brytanii, gdzie są one powszechnie dostępne, tylko co trzeci pedofil popełnia kolejne przestępstwo, w Polsce – 87 procent! W Polsce zatem jest bardzo duży procent pedofilskiej recydywy. Nie dziwi zatem, że media takie jak Wikipedia nie pozwalają pedofilów krytykować a za normę uznają publikowanie 'za’ i 'przeciw’ pedofilii. Należy odnotować, że na polskiej Wikipedii, 'za’ pedofilią są gorące, a 'przeciw’ jakieś jałowe i bezbarwne. Jest to zwane neutralnym punktem widzenia biurokratów takich jak Wikipedysta Maciej o ksywce Lajsikonik, którzy za to złośliwie szkalują w Wikipedii tych, którzy pomagają ofiarom pedofilii organizując dla nich terapie umożliwiające normalne funkcjonowanie i jako takie życie w społeczeństwie. Tak zwana inna orientacja seksualna jak można podejrzewać wpływa na pedofilski punkt widzenia medialnego brukowca jakim jest Wikipedia Polska. Należy zachęcać do ujawniania osób o pedofilskich skłonnościach i szkolić dzieci aby podnosiły larum, także wtedy, gdy ktoś z rodziny je molestuje lub robi to nauczyciel w szkole albo zaprzyjaźniony z rodziną ksiądz pedofil, co często niestety ma miejsce w tak zwanych katolickich krajach. Nagłaśnianie pedofilii jest skuteczne i stopuje dalsze wyrządzanie dziecku krzywdy będącej w swej istocie seksualnym gwałtem.
Gdzie najbardziej są narażone dzieci?
Czy da się ustrzec dzieci korzystające z internetu przed pedofilami? Jak zapobiegać pedofilii? To częste pytania. Dzieci narażone są na atak pedofilów najczęściej w miejscach gdzie gromadzą się w dużych grupach i często są bez kontroli rodziców – place zabaw, wesołe miasteczka czy duże sklepy. Jeżeli chodzi o Sieć Web szczególna uwagę należy zwrócić na wszelkiego rodzaju czaty. W obecnej chwili sytuacja ulega poprawie, ponieważ większość czatów jest monitorowana, zawsze jednak istnieje szansa, że dziecko trafi na pedofila. To pytanie zadaje sobie każdy rodzic. Odpowiedz brzmi: TAK. Można ustrzec dzieci przed pedofilami w Sieci na dwa sposoby: kontrolując poczynania dziecka lub kontrolując Sieć. Zadaniem rodziców dziecka jest kontrola komputera i działań pociechy. Na rynku dostępne są przeróżne aplikacje, które chronią dzieci przed niepożądanymi treściami, zachęcamy do zapoznania się z nimi. Jeśli chodzi o drugą stronę Sieci – tę zewnętrzną – metodą walki z pedofilią jest m. in działalność prowadzona przez autorów stron antypedofilskich oraz każdego współpracującego z nimi użytkownika Internetu. Dobra metoda kontrolowania dziecka jest wybór silnie moderowanych, oficjalnych czatów znajdujących się na znanych portalach. Należy zwracać uwagę na to, czy dziecko nie jest nakłaniane do prywatnego spotkania lub zachęcane w inny sposób do wyjścia z domu. Dobrym zwyczajem jest również zachowanie pewnej anonimowości, tak by agresor nie mógł zlokalizować i rozpoznać danego dziecka. Te same zasady dotyczą pisania listów elektronicznych oraz rozmawiania przy użyciu komunikatorów (np. Gadu-Gadu). W tym ostatnim przypadku dobrym zwyczajem jest zablokowanie połączeń przychodzących od osób spoza dobrze selekcjonowanej listy kontaktów.
KOŚCIÓŁ A SEKS Z DZIEĆMI
Czy wiecie, że:
Zakonnica skazana za pedofilię w USA
Skandale z pedofilskim wykorzystywaniem dziewczynek przez zakonnice w katolickich szkołach i sierocińcach dla dziewcząt w Irlandii, Meksyku oraz Filipin obiegły już swym echem cały świat. To tylko jedna z wielu afer, ale co mogą czuć dziewczęta nawet do późnej starości, kiedy wspominają obraz zakonnicy która je molestawoła, o tak naturalnej super urodzie i prezencji, niech czytelnik sam oceni. To już kres horroru trwającego setki lat, od początku istnienia Kościoła katolickiego, oby już kres horroru dziewcząt przyuczanych siłą, presją i terrorem do lesbijskiego spółkowania z osobami dorosłymi, a niedojrzałymi do założenia związku i rodziny w normalny sposób! Lesbijstwo i pedofilia lesbijska jak twierdzi sam kościół przyczynia się do upadku żeńskich klasztorów raz po raz nękanych w dobie 'głasnosti’ kolejnymi skandalami o szemranym charakterze. Jak się szacuje jakieś 30 tysięcy dziewcząt w samej tylko Irlandii było przymuszanych siłą, biciem i morzeniem głodem do spełniania najbardziej wyuzdanych chuci sióstr zakonnych, w swej istocie okrutnych lesbijskich pedofilek i psychosadystek. I to wszystko w tak zwanym cywilizowanym zachodnim świecie końca XX-wieku, gdzie prawa człowieka rzekomo obowiązują, tylko dla wielu obywateli, szczególnie dzieci jak ich nie widać, tak ich nie widać. Obrońcy praw człowieka powinni się bardziej skupić nie na obronie praw osób homoseksualnych ale na obronie ich małoletnich i dziecięcych ofiar. Na cóż dzieciom w dorosłym życiu takie koszmarne wspomnienia! Jak wykazują badania, większość samobójstw i prób samobójczych dzieci jest związana z seksualnym molestowaniem i wykorzystywaniem ich przez osoby dorosłe.
Pewien irlandzki mnich z zakonu norbertanów nazwiskiem Brendan Smyth zasłynął tym, że w ciągu pięćdziesięcioletniej (1945-1994) posługi w Dublinie, Belfaście i kilku miastach amerykańskich zgwałcił ponad 400 dzieci. Ojczulek miał niezłe chody u zwierzchników w swoim zakonie, którzy zresztą o jego słabości wiedzieli już w latach 40-tych, niemniej solidarnie trzymali buzie na kłódki. Ba, czasami nawet pomagali: gdy w parafii, w której zakonnik aktualnie “uczył”, wszystkie dostępne młode duszyczki były już zaliczone, przenosili delikwenta w nowe miejsce, gdzie mógł sobie używać do woli, a poprzednim ofiarom i ich rodzinom sobie znanymi sposobami zamykali usta. Aresztowanie rozrywkowego norbertanina w 1994 i jego kolejne sprawy sądowe (w 1994 skazano go za 17 gwałtów w Belfaście, w 1997 za 74 gwałty w Dublinie, końca innych procesów już nie dożył) wywołały niemały kryzys w katolickiej Irlandii – dość powiedzieć, że zaowocowały lawiną ujawnień kolejnych ofiar chuci zboczonego duchowieństwa katolickiego, upadkiem prawicowego rządu i spadkiem na początek o niemal 20 procent frekwencji na niedzielnych mszach.
Inny, tym razem amerykański, pedofil-rekordzista, John J. Geoghan, przez 30 lat posługi kapłańskiej “zaliczył” przynajmniej 130 dzieciaków. Jego także uczynni zwierzchnicy po każdej większej wpadce przenosili do innej parafii, a sprawie ukręcali łeb. Ojciec John wpadł, gdy zaczął się dobierać do chłopców na przyparafialnym basenie. Bostońska archidiecezja do dziś negocjuje odszkodowanie, jakie wypłaci ofiarom Geoghana (ostatnio mówi się o 65 milionach dolarów). W październiku 2005 zakończyło się w Irlandii rządowe dochodzenie w sprawie molestowania dzieci w malutkiej wiejskiej diecezji FERNS. W stan oskarżenia postawiono 21 duchownych, którym zarzucono ponad 100 gwałtów na dzieciach płci obojga. Trzeba przyznać, że duszpasterze zadziwiali pomysłowością – np. w kościele parafialnym w Monageer urządzili sobie burdel, w którym nastoletnie dziewczynki gwałcili na katolickim ołtarzu. Biskup, jak zwykle, o wszystkim wiedział, ale poprzestawał na delikatnych napomnieniach. Najdalej w miłości do dzieci posunął się południowoafrykański ksiądz, który w 2004 z dwoma wspólnikami zgwałcił i zamordował 8-letnią dziewczynkę. Tym razem hierarchowie nie próbowali wyciszać sprawy.
W opublikowanym w lutym 2004 raporcie John Jay College na temat molestowania nieletnich w Kościele katolickim wyliczono, że w latach 1950-2002 tylko w sądach amerykańskich o napastowanie seksualne dzieci oskarżono 4.392 księży. Wśród 10.667 procesujących się ofiar większość stanowili chłopcy, którzy w chwili popełnienia wobec nich przestępstwa mieli 11-14 lat. Najczęściej ministranci. Wielu znanych z niestandardowego libido amerykańskich duchownych miało polskie korzenie. Mimo to również woleli chłopców. Księża pedofile to zwykle homoseksualiści, którym niezrealizowane, a naturalne potrzeby ojcostwa mieszają się z chorym popędem płciowym i wyładowują w ten sposób na młodych chłopcach.
W 2005 nowo wybrany papież Benedykt XVI zwrócił się do prezydenta Busha z prośbą o list żelazny na czas potencjalnej pielgrzymki do USA (planowanej na maj 2007), który by go, jako głowę państwa, uchronił od aresztowania, gdy tylko postawi stopę na amerykańskiej ziemi. Papież ma bowiem w Teksasie zaoczny proces o tajny list, który w roku 2001, jeszcze jako kardynał Ratzinger, wysłał do amerykańskich hierarchów. Zakazywał w nim władzom duchownym informowania władz świeckich o wynikach śledztw w sprawie pedofilii księży w przypadkach, w których nie upłynęło 10 lat od chwili, gdy ofiara osiągnęła pełnoletniość. W USA namawianie do krycia przestępcy i to seksualnego to nie przelewki – nic dziwnego, że papież Benedykt XVI chciał mieć pewność, iż po przybyciu do Ojczyzny Wolności nie trafi z lotniska za kratki.
Joseph Ratzinger ze swymi nakazami trzymania przez księży buzi na kłódkę wcale nie był pierwszy: w 1962 w Watykanie wydano dokument 'Instructio de modo procedendi in causis de crimine sollicitationis’ (przekład na angielski) w którym dla duchownych, którzy upubliczniliby przypadki molestowania seksualnego przez innych duchownych, przewidywano karę ekskomuniki. Instrukcję odkryto przypadkiem w roku 2003. W ukrywaniu na poziomie centralnym części przypadków molestowania przez księży z ostatnich trzech dekad oprócz aktualnego papieża uczestniczyć musiał ze względu na piastowane stanowisko przynajmniej jeden nasz rodak, Karol Wojtyło – papież JP II.
Kardynał Dziwisz a pedofilia
Włoski dziennik „La Stampa” wiosną 2007 roku oskarżył kard. Dziwisza o ukrywanie skandali seksualnych przed papieżem Janem Pawłem II. – Przepisywanych artykułów nie komentuję – powiedział ks. Robert Nęcek, rzecznik kurii krakowskiej. Kiedy przed miesiącem „Głos Wielkopolski” wydrukował artykuł z podobnymi zarzutami, ks. Nęcek nazwał tekst „publikacją na żenującym poziomie” i „prowokacją”. Podobnie komentuje sprawę watykanista Sandro Magister z tygodnika „L’Espresso”: – Media o pewien bezwład kurii rzymskiej w bolesnych sprawach oskarżały różnych dostojników kościelnych. Nie wiem, dlaczego „La Stampa” odświeża te sprawy właśnie teraz. Ja nie mam informacji, aby ktoś w Watykanie zajmował się teraz tymi kwestiami – mówi. Według „La Stampa” kard. Dziwisz nie przekazywał papieżowi dokumentów dotyczących m.in. sprawy molestowania kleryków przez poznańskiego abp. Juliusza Paetza. „La Stampa” wraca też do ojca Marciala Maciela Degollada z Meksyku. Oskarżenia o molestowanie przez niego kleryków grzęzły w watykańskich urzędach. Ugrzązł też i list wysłany do kardynała Dziwisza, który ukrywając pedofilskie afery księży pokazuje światu, że jest co najmniej pociesznym sympatykiem pedofilii, a nie tam celibatariuszem!
John Geoghan, były ksiądz katolicki, który stał się centralną postacią w skandalu z molestowaniem nieletnich przez duchownych w Bostonie i okolicach, został zabity w sobotę 2 lutego 2007 roku w więzieniu – poinformowały władze stanowe. W styczniu ubiegłego roku 67-letni Geoghan został skazany na karę dziesięciu lat więzienia za napastowanie w 1991 roku dziesięcioletniego wówczas chłopca. Karę odbywał w więzieniu Shirley w stanie Massachusetts. Na terenie zakładu karnego doszło do bójki, w której były duchowny został ranny i kilka godzin później zmarł w szpitalu. Skandal wokół molestowania nieletnich przez duchownych w diecezji bostońskiej wybuchł na początku 2002 roku, gdy do opinii publicznej dotarła informacja, że władze kościelne przez dziesięciolecia przenosiły Geoghana z parafii do parafii mimo iż wiedziały, że napastuje on nieletnich. Ponad 130 osób poinformowało, że padły jako dzieci ofiarą księdza Geoghana. W przygotowaniu były dwa inne jego procesy o napastowanie seksualne dzieci. Śmierć Geoghana nastąpiła w momencie, gdy diecezja bostońska zgodziła się zapłacić 65 milionów dolarów setkom młodych kobiet i mężczyzn, którzy twierdzili, że padli ofiarami duchownych i grozili procesami.
Ataki na organizacje antypedofilskie w Polsce!
W Polsce jak dotąd to pedofile i pedofilki agresywnie atakują organizacje pomagające nieszczęsnym ofiarom gwałconym przez pedofili i księży pedofili. Bożena Matejko (Pikucińska, Bo), mieszkanka Bydgoszczy, usunięta od pracy z dziećmi w szkole w Toruniu w związku z podejrzeniami o pedofilię, atakuje ruch pomocy i terapii dla ofiar pedofilii jakim jest Bractwo Himavanti, a ściślej jego filię o nazwie Antypedofilski Ruch Społeczny „ARS”. W roku 2003 ta działaczka Porozumienia Lesbijek na rzecz Dobrej Pedofilii oskarża Ryszarda M. o napad i przemoc, a to z powodu zemsty za ujawnienie, że molestowała seksualnie swego własnego synka począwszy od 3 roku jego życia. Bożena Matejko dzisiaj Bożena Rewald ksywa Bo została pozbawiona praw rodzicielskich za pedofilię i kazirodztwo na własnym dziecku w roku 2000. Trzy lata później wspólnie z pedofilem, który ma już wymazany wyrok 6 lat pozbawienia wolności za zgwałcenie kilku dzieci w latach siedemdziesiątych XX wieku, Abramem Tadeuszem Mynarskim z Wilamowic, Bożena Matejko Bo lub Rewald dokonuje ataku na Bractwo Himawanti i Ryszarda M., a to z zemsty za ujawnianie pedofilii i prowadzenie terapii dla ofiar pedofiliów i pedofilek w patologicznych rodzinach katolickich. Te same osoby, Bożena Matejko Rewald Kowalska i Abram Tadeusz Mynarski pochodzący z Wilamowic oskażają w 2003 roku działaczkę ruchu antypedofilskiego z Bydgoszczy, panią Irenę Barcz o rzekomy napad, rozbój i przemoc. W rzeczywistości chodzi o to, że pani Irena Barcz ujawniła rozmiar przestępczej działalności pedofilskiej mafii z Bydgoszczy, przyczyniła się także do ujawnienia kilku skandali z udziałem księży pedofilów z diecezji bydgoskiej. Pomówienie o napad jest jedynie zemstą pedofilskiej mafii z Bydgoszczy, zemstą w którą zaangażowani są policjanci i prokuratorzy, niewątpliwie dziecięcej pornografii amatorzy. Kiedy Biuro Spraw Wewnętrznych policji przyjrzy się propedofilskim wyczynom policjantów z Bydgoszczy nie wiadomo. Cóż, jeśli wedle badań aż 4 procent osób to seksualna orientacja pedofilska wychodzi, że na 100 tysięcy policjantów, musi być 4 tysiące pedofilów w Policji Państwowej.
W oskarżeniu Ryszarda M. i Bractwa Himawanti pomaga znany działacz katolicki z tak zwanego Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, były poseł Ryszard Nowak ze Szklarskiej Poręby. Ryszard Nowak z OKOPS-u w bydgoskim sądzie sam się też publicznie przyznaje, że przez swoje ofiary – molestowane kilka lat wcześniej dziewczynki – jest atakowany i oplakatowywany za to, że jest pedofilem. Ryszard Nowak zeznawał, że podejrzewa iż został oplakatowany jako pedofil przez swoje ofiary za namową Bractwa Himawanti. Sąd w Bydgoszczy w osobie Ewy Kujawskiej Loroch uważa enuncjacje Ryszarda Nowaka przeciwko Ryszardowi M. i Bractwu Himawanti za wiarygodne. Inaczej mówiąc, sąd w Bydgoszczy staje po stronie pedofilów i pedofilek, a ściślej po stronie pedofilskiej mafii. To pokazuje, że Polska i jej wymiar sprawiedliwości bardziej wspiera pedofilię i pedofilii niźli tych co ofiarom dewiantów pomagają organizując regularne spotkania dla osób gwałconych w dzieciństwie m. in. także przez księży i aktywistów katolickich.
W Zabrzu działaczka antypedofilska prowadząca terapie dla ofiar gwałconych przez pedofilii, Barbara L., została zaskarżona do sądu przez homoseksualnego działacza organizacji KANA, Dariusza Pietrka, który jest wrogiem wszystkich osób, którzy bronią ofiary gwałcone w dzieciństwie przez księży. W oskarżeniu pomaga prawnie prokurator Michał Szułczyński, twierdząc, że dobro pedofilów takich jak Dariusz Pietrek jest ważniejsze niźli dobro ofiar ogłupianych narkotykami i wykorzystywanych seksualnie przez Dariusza Pietrka i członków jego pedofilskiej mafii z Chorzowa i Katowic. Dariusz Pietrek wszystkich terapeutów pomagających ofiarom księży pedofilów nazywa sektami i sekciarzami!
Kościół zapłaci za nadużycia seksualne katolickich księży w USA!
Jak podano dnia 8 września 2007 roku, Diecezja katolicka San Diego, w USA, zawarła ugodę sądową w sprawie wypłacenia 198,1 miliona dolarów tytułem zadośćuczynienia ofiarom nadużyć seksualnych, których winni są – według oskarżycieli – księża diecezji. Dzięki ugodzie nie dojdzie do rozpraw sądowych w 144 sprawach, których dotyczyły akty oskarżenia. Diecezji katolików grozi bankructwo. Polska to jeszcze nie całkiem stan USA, ale może niedługo pedofile tacy jak Tadeusz Mynarski i Bożena Matejko będą surowo w Polsce karani, tak jak na to zasługują.
Pedofilia kleru w Brazylii
„Ksiądz robi ze mną to, co mężczyzna robi z kobietą. Zdejmuje mi ubranie, podnosi sutannę, sadza mnie sobie na kolanach, mówi bym był spokojny…”: dziesięcioletnie dziecko wyjawia babci to, czego nie miało odwagi opowiedzieć matce z lęku przed „dostaniem po buzi”. Lub „zostaniem aresztowanym”, jeśli nie zachowa tajemnicy, jak oznajmił mu ojciec Edson Alves dos Santos, 64 letni brazylijski kapłan, po tym jak go zgwałcił. To tylko jedno z doniesień o dopuszczeniu się przez księży brazylijskich aktów pedofilii, o czym w dramatyczny sposób poinformowano Watykan. W tydzień po głośnym przypadku aresztowania ojca Felixa Barbosa Carreiro, księdza przyłapanego podczas orgii z czterema nastolatkami zwabionymi przez Internet, tygodnik Istoe’ poinformował 20 listopada, że na początku września papież Benedykt XVI wysłał do Brazylii komisję, której zadaniem było zbadanie oskarżeń duchownych o przestępstwa na tle seksualnym, szczególnie te popełnione na biednych dzieciach. Przynajmniej w dwóch przypadkach o prawdziwości zeznań złożonych przez ofiary świadczą sami gwałciciele, którzy opisali swe doświadczenia w pamiętnikach. Ojciec Tarcisio Tadeu Spricigo ułożył nawet dziesięć zasad postępowania, by nie zostać złapanym.
ŚLEDZTWO. Zdecydowane działanie w zakresie ukrywania pedofilii przez Benedykta XVI, zanim został papieżem na czele kongregacji doktryny wiary, odpowiedzialnego za nadużycia seksualne w Kościele, przyniosło już straszliwe owoce. Dziennik antycypuje relację, którą wysłannicy papieża zamierzają przedstawić w Watykanie. Ich treść jest alarmująca. Niestety opisuje sytuacje podobne do tych, które miały miejsce w Stanach Zjednoczonych i wychodzą na wierzch w innych krajach, takich jak: Anglia, Francja, Chorwacja i Irlandia. Jest to zjawisko, któremu Watykan stara się zapobiec. Dnia 29 listopada opublikowano dokument wskazujący sposób postępowania wobec kleryków kandydatów do kapłaństwa wykazujących skłonności homoseksualne. Niestety, ukrywanie przestępstwa, jakie stosuje się często wobec kapłanów odpowiedzialnych za popełnienie nadużyć seksualnych sprawia, że jak w przypadku ojca Tarcisio Tadeu Spricigo, aresztowanego za zgwałcenie pięcioletniego chłopca, kontynuują oni swą przestępczą działalność wobec innych dzieci zanim zostaną aresztowani. W Brazylii oprócz dziesięciu kapłanów aresztowanych, czterdziestu innych pozostaje w ukryciu.
LICZBY. Według Istoe’, w śledztwie watykańskim jest mowa o ponad 1.700 księżach, stanowiących ponad 10% kleru brazylijskiego, którzy są zamieszani w przypadki złego postępowania na tle seksualnym: w tym w gwałty na dzieciach i kobietach. Uważa się, że 50% księży nie zachowuje ślubu czystości. Ponadto w ciągu ostatnich trzech lat ponad 200 księży zostało wysłanych do klinik psychologicznych kościoła, celem reedukacji.
PAMIĘTNIK. Wśród akt procesu przeciw ojcu Tarcisio znajduje się prawdziwy podręcznik księdza-pedofila oraz notatki dotyczące jego emocji i zasad postępowania, by pozostać bezkarnym. Oto jedna z nich: „Nigdy nie miej stosunku z bogatymi dziećmi”. Ksiądz pisze: „Przygotowuję się do łowów, rozglądam się wokół ze spokojem, ponieważ mam chłopców tylu ilu chcę, gdyż jestem młodym człowiekiem najspokojniejszym na świecie”. „Pełno jest chłopców pewnych, godnych zaufania, wrażliwych, zachowujących pełną tajemnicę, którzy czują brak ojca i mieszkają tylko z mamą, tacy są wszędzie. Wystarczy spojrzenie kliniczne, wystarczy postępować według pewnych zasad”. „Dlatego jestem pewien i jest we mnie spokój. Nie denerwuję się. Jestem uwodzicielem i gdy właściwie zastosuję reguły, chłopiec wpadnie prosto w moją …. będziemy szczęśliwi na zawsze”. Wreszcie: „Po porażkach w dziedzinie seksu wreszcie się nauczyłem! Oto moje największe odkrycie: Bóg przebacza zawsze, społeczeństwo nigdy”. Pamiętnik przekazała policji zakonnica, której ksiądz dał go przez pomyłkę. Przeniesiony po pierwszym oskarżeniu, kapłan zgwałcił jeszcze dwoje innych dzieci zanim został złapany.
WIDEO. Ojciec Alfieri Edoardo Bompani, 45 lat, w domu niedaleko San Paolo, gdzie zawoził dzieci ulicy, zebrane pod pretekstem uwolnienia ich z uzależnienia od narkotyków, nagrywał na wideo gwałty dokonywane na ofiarach w wieku od 6 do 10 lat. Policja znalazła notatki do opowiadań erotycznych, które ksiądz pisał, czerpiąc z własnego doświadczenia oraz pamiętnik – piąty, jak wynikało z napisu na okładce. „Od dwóch dni nie miałem nikogo…, wczoraj masturbowałem się dwa razy, jeden z nich razem z V (6 lat)”. Opowiadanie ksiądz kontynuuje, opisując okrutne akty przemocy, których nie zamierzamy tu przytaczać.
ZEZNANIA. W dokumentach policji San Paolo znajduje się historia V.R.D., ofiary ojca Edsona Alves. W Wielkanoc zeszłego roku chłopiec został ministrantem. Rozpoczynało się pięć miesięcy gwałtów. „Około trzy tygodnie po tym jak on (chłopiec) spał tam, oskarżony (ksiądz) pocałował go w usta… i powiedział mu, że chłopiec ze Świętej Katarzyny oddawał mu się i on dawał dziecku w prezencie wszystko, co tamten chciał”.
Informacje zaczerpnięte z Corriere della Sera
PEDOFILIA MUŁŁÓW W PAKISTANIE
„Pakistańska policja prowadzi śledztwo w sprawie dzieci molestowanych przez islamskich duchownych. Od początku tego roku odnotowano 500 przypadków tego typu, a w zeszłym roku 2 tysiące – ujawnił Amir Liaqat Hussain, minister do spraw religii. Większość przestępstw popełniono, a raczej ujawniono w największej prowincji pakistańskiej Pendżab w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Ofiarami są chłopcy i dziewczynki poniżej 14-tego roku życia. W Pakistanie funkcjonuje około 10 tysięcy szkół koranicznych, naukę pobiera w nich 500 tysięcy osób. Rodzice często wysyłają do nich swoje dzieci na naukę Koranu lub sprowadzają do domu duchownego. Jak widać zbytnia ortodoksja i konserwatyzm religii nie tylko w chrześcijaństwie idzie w parze ze zboczeniami seksualnymi. Jeśli w innych prowincjach niż Pendżab jest podobnie, choć się tego nie ujawnia jeszcze to zepsucie jest ogromne, a afera pedofilska wielka!
MAMO – NIGDY TEGO NIE ZROZUMIEM
Upada kolejne tabu: seksualne molestowanie dzieci to nie tylko męska zbrodnia. Kiedy dziewczynka weszła do gabinetu, terapeutka Martine Nisse przeżyła wstrząs. 12-letnia Ewa, o blond czuprynie i posępnej twarzy, była milcząca i agresywna, raz po raz stukała się w głowę i uderzała rękami w ścianę. Jakby uważała, że jej własne dłonie są tak samo winne jak te, które ją pieściły, pozbawiły dziewictwa, a nawet wydawały na łup przygodnym mężczyznom. To były ręce jej własnej matki. Ta grzeczna córeczka dwojga urzędników niższego szczebla nigdy nikomu o tym nie mówiła. Aż do dnia, gdy wyznała sąsiadce, że „naprzykrza jej się czarownica„. Zaalarmowano wtedy opiekę społeczną, dziewczynka została natychmiast umieszczona w specjalistycznym ośrodku. Sprawa ruszyła z wielkim trudem i oporem. Do procesu doszło jednak w końcu w 1993 roku, a zastraszona mała Ewa była w nim świadkiem. W oczach słuchających zauważyła niedowierzanie. – Zobacz, jak bardzo zmęczona jest twoja mamusia… – zwracała się do niej jakaś pani. Matka spokojnie przyjęła wyrok: 15 lat więzienia.
TERRA PEDOFILIA
Ręce – zwykle czułe, czynią pozornie niegroźne gesty. – Powszechnie uważa się, że z uwagi na budowę anatomiczną ludzi, gwałtu mogą dokonywać tylko mężczyźni – wyjaśnia doktor Daniel Zagury, biegły psychiatra sądowy. – Myśl, że kobieta może wykorzystywać seksualnie dziecko, nikomu nie przechodzi przez myśl. W przypadku siatki czy raczej mafii pedofilów z Angers śledztwo dotyczy 42 osób, w tym 20 kobiet, które gwałciły 15-letnie dzieci i zajmowały się stręczycielstwem. W Maubege do aresztu trafiły niedawno cztery pary. Ci ludzie są podejrzani o dokonywanie aktów pedofilii łacznie wobec swoich 15-cioro dzieci. – Ale i tak jest to nadal terra incognita – dodaje Zagury.
O tego rodzaju przestępstwach wymiar sprawiedliwości dowiaduje się rzadko. Według oficjalnych danych w 2000 roku we Francji kobiety stanowiły zaledwie 3% osób skazanych za „gwałty i przestępstwa lubieżne” (1,5 proc. w 1996 roku). – To nie zdarza się często – przyznaje Yvon Tallec, szef wydziału do spraw nieletnich w paryskiej prokuraturze. – Kobiety stają zwykle przed sądem pod zarzutem nie udzielenia pomocy osobie zagrożonej – wyjaśnia psychiatra Roland Coutanceau. W mniejszym zakresie postrzegają one agresję seksualną jako źródło przyjemności i dlatego w ich przypadku nie ma ona charakteru kompulsywnego, jak to się dzieje u mężczyzn.
Czy jednak zjawisko to nie jest przypadkiem niedoceniane? Tak przynajmniej twierdzą eksperci z krajów anglosaskich, którzy kobiecą pedofilię zaczęli badać, podobnie jak specjaliści we Francji, w latach 80. Philippe Genuit, psycholog pracujący w więzieniu dla kobiet w Rennes, był jednym z pierwszych, którzy zajęli się tą obrzydliwą sprawą kobiecej pedofilii. Przeprowadził badania na próbie 69 kobiet w latach 1985-1998. – Doszliśmy do wniosku, iż rola, jaką kobiety odgrywają w przypadkach pedofilii, jest bardziej złożona oraz że statystyki przedstawiają zniekształcony obraz taj ponurej rzeczywistości – mówi Genuit. Wymiarowi sprawiedliwości trudno jest jednak dowieść takich przestępstw. A ofiarom nie jest łatwo je wyjawić, bo jak tu publicznie powiedzieć, że gwałciła mnie matka czy ciotka. O ile dziewczynki częściej skarżą się na molestowanie przez matkę czy ciotkę lesbijkę, a tyle chłopcy w wieku dojrzewania o stosunkach seksualnych z matką czy ciotką wstydzą się mówić i bardzo trudno jest takie tabu nad problemem przełamać. Jednak chłopcy gwałceni przez matkę czy ciotkę pedofilską dewiantkę nabierają później tak silnego wstrętu i obrzydzenia do kobiet, że z reguły żyją w samotności albo ulegają pokusie wchodzenia w związki homoseksualne, o płci przeciwnej nie chcąc słyszeć.
NA PEWNO ŹLE TO OCENIACIE!
Océane, 14 lat, także opowiada o tym z trudem. Była wykorzystywana przez matkę od wczesnego dzieciństwa. – Kazała mi ze sobą spać, przyciskała do siebie, obejmowała, dotykała mnie, jakbym była jej kochankiem… – szepcze. – Żaden psycholog nigdy nie chciał mi uwierzyć. Stowarzyszenie „Poil de carotte” pomogło jej, by mogła zamieszkać tylko z ojcem. Ale nosząca brzemię wstydu Océane nigdy nie odważyła się wnieść skargi. – Mówią im: „Na pewno źle to oceniacie”. Dlatego dzieci wolą milczeć – podkreśla Jeanne Hillion, założycielka stowarzyszenia. Carole Damiani, psycholog z paryskiego ośrodka pomocy ofiarom, opowiada o pewnej starszej pani, która odwiedziła ją u kresu życia, krótko po śmierci siostry. – Czekała na zgon swojej gwałcicielki, żeby się wyzwolić. Jak upiorna niczym demon z baśni musi być taka lesbijka dopuszczająca się nieustannego molestowania i gwałcenia młodszej siostry, że potrafi dręczyć ją swym zboczeniem aż po kres swego nędznego żywota?!
Martine Nisse, terapeutka z paryskiego ośrodka Buttes-Chaumont, mówi, że na około stu rodzin, którymi zajmuje się co roku, mniej więcej w połowie przypadków kobiety są sprawcami molestowania albo ponoszą współodpowiedzialność. Psychiatra Boris Cyrulnik zajmował się kobietami- pedofilkami. To zarówno opiekunki dzieci jak i kobiety zamożne. – Tak jak i mężczyźni, to przestępczynie szukające dzieci poza rodziną – twierdzi Cyrulnik. Ale prokuratury wiedzą niewiele o tym procederze. Większość przypadków, z którymi mają do czynienia eksperci, dotyczy bowiem kazirodztwa. Kobiety działające samodzielnie stanowią mniejszość. Często, nie uświadamiając sobie tego, przekraczają granice rodzicielskiej opieki. Jak choćby matka 26-letniego Paula, który jest zakłopotany, gdy to wspomina: To była dla niej jakby zabawa. Wykorzystywała każdy pretekst, żeby mnie pieścić i oglądać, gdy się myłem, ubierałem. Takie przypadki są jednak rzadko wykrywane, a większość znanych wymiarowi sprawiedliwości spraw dotyczy kobiet będących wspólniczkami mężczyzn.
– Wiele z nich jest nakłanianych przez dominującego partnera do stosunków z dziećmi czy nawet przyjaciółmi. Niektóre nie potrafią odmówić, inne znajdują w tym przyjemność – wyjaśnia Philippe Genuit. Kobiety te to często ofiary gwałtów z przeszłości, dziewczynki niekochane przez matki, żyjące w niedostatku i pozostające w związkach, w których dochodzi do aktów przemocy. Aby się dowartościować, wykorzystują dzieci „jako właściwy obiekt dla rozwiązania własnych kłopotów z tożsamością„. Chodzi więc o przeniesienie na dzieci obrazu tej słabości, której ofiarami same wcześniej padły. – Molestowanie seksualne ma więcej wspólnego z relacjami władzy niż z seksualnością. Nawet jeśli kobiety przedstawiają siebie jako ofiary – podsumowuje Genuit. Badania wykazują, że dopiero spotkanie dwóch patologicznych osobowości, z których każda ma skłonności do perwersji, prowadzi do zgubnych skutków.
JAK KARAĆ KOBIETY PEDOFILKI?
25-letnia Karine długo płaciła cenę za życie z taką parą rodziców. Ojciec bił ją i gwałcił, dopóki nie uciekła z domu w wieku 19 lat. Matka dotykała jej, nastolatki, pod pozorem, że „się o nią troszczy”. 19-letnia Céline również przeżyła piekło. Gwałcona przez ojca, zmuszona ustępować matce, która żądała, by dziewczyna przychodziła rano do jej łóżka. Podczas procesu w Angers Céline wzburzyła sędziów, gdy wypowiedziała te słowa: Mamo, nie zrozumiem tego nigdy. Tobie, tato, przebaczam… Martine Nisse wyjaśnia: Kazirodztwo ze strony matki, która jest zobowiązana chronić dzieci, to przeżycie nie do zniesienia. Stąd też kłopoty w leczeniu takich przypadków. Kazirodztwo to w zasadzie nic innego jak PEDOFILIA RODZINNA. Dla torunianki Bożeny M. pedofilskie gwałcenie małoletniego synka skończyło się tylko pozbawieniem praw rodzicielskich, ale po pewnym czasie mimo sprzeciwu rodziny sąd zezwolił wyrodnej matce widywać dziecko. Jak widać, sąd bardziej chroni interes zboczonych kobiet niż ich małych ofiar!
To także problem dla wymiaru sprawiedliwości, który najczęściej nie wie, jak traktować takie kobiety. – Tak bardzo odbiegają one od popularnego obrazu dobrej matki lub kobiety jako ofiary, że opinia waha się między dwiema skrajnościami – mówi sędzia Xavier Lameyre, specjalista w zakresie przestępczości seksualnej. – Kobiety są w takich przypadkach albo lżej karane, bo budzą współczucie, albo też przeciwnie – otrzymują czasem surowszą karę, gdyż ich czyny wydają się niepojęte. Wyobrażenia mimo wszystko się zmieniają. – Coraz powszechniej myśli się o szerszym ściganiu kobiet za tego rodzaju przestępstwa. Być może w końcu zaczęto postrzegać molestowanie jako zjawisko podobne w przypadku obu płci – podkreśla sędzia Lameyre. Oto znak czasów: feministyczne stowarzyszenie walczące przeciw gwałtom niedawno zaczęło badać także przypadki molestowania ze strony kobiet. Dla 14-letniej Océane w tym właśnie cała nadzieja: Mówcie o tym, proszę, żeby w końcu nam uwierzyli!!!
Czy polscy sędziowie sądów rodzinnych, a w około 100 % to kobiety, są w stanie pojąć te przypadki pedofilii?
Pedofilia o krok od „normalności”
Obecnie, w 2006 roku w polskich więzieniach przebywa aż 780 pedofili. Pytanie, ilu jest na wolności, a ilu zostanie niedługo zwolnionych? Edward D., adwokat, został osadzony w areszcie tymczasowym za wykorzystywanie seksualne 14-latka. Sędzia uchylił areszt, zamieniając go na dozór policyjny. Oskarżony szybko wrócił przed oblicze sądu, tym razem z zarzutami wykorzystywania 9-letniego chłopca. O takich przypadkach słyszy się często. Jednak o wielu nikt się nigdy nie dowie. Pozostaną koszmarną tajemnicą dzieci, które do końca swoich dni będą czuły brud na swojej skórze. Nikt nie mówi, że nie należy przebaczać i resocjalizować, jednak słuchając liberalno-lewackiego bełkotu można odnieść wrażenie, że więcej atencji poświęca się złoczyńcom niż ofiarom, że więcej mówi się o ochronie bandytów i ich danych osobowych niż ochronie zagrożonych, niewinnych ludzi, a szczególnie dzieci.
Skala zjawiska w Polsce w cyfrach i domysłach
Kodeks karny jasno definiuje czyn zabroniony, jakim jest pedofilia. Artykuł 200 § 1 mówi: „Kto doprowadza małoletniego poniżej lat 15 do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10„. Centralny Zarząd Służby Więziennej poinformował nas, że w więzieniach przebywa obecnie 780 osób skazanych prawomocnym wyrokiem sądowym za ten czyn. Nie wszyscy zatrzymali się na wykorzystaniu niewinnych dzieci. Czterech spośród nich zamordowało swoje ofiary, jak podaje pułkownik Czołgoszewski, dodając, że więzienna brama otwiera się również dla pedofili recydywistów. Obecnie osadzonych w celach z literką „R” (recydywa) jest 74 więźniów, którzy krzywdzili seksualnie dzieci. Chodzi tu oczywiście o recydywę kodeksową, czyli nie wielokrotnego przestępcę, ale złoczyńcę, który dopuścił się ponownie dokładnie tego samego czynu zabronionego prawem. Jak widać, nie na wiele zdała się zatwardziałym zboczeńcom resocjalizacja w kryminale. Centralny Zarząd Służby Więziennej nie dysponuje niestety informacjami na temat wszystkich skazanych za pedofilię, którzy po wyjściu z więzienia na przepustkę dopuścili się ponownie tego samego przestępstwa.
Te zastraszające dane dotyczą jednak tylko schwytanych i osądzonych pedofili. Prawdopodobnie większa ich część pozostaje na wolności, a to z wielu przyczyn. Po pierwsze, ich ofiary są bezsilne i nie potrafią się bronić, a następnie wskazać swojego prześladowcę. Po drugie, wstyd i pohańbienie knebluje im usta, podobnie jak sądowe represje wobec osób pomagających ofiarom gwałconym w dzieciństwie przez pedofili na zlecenie samych pedofilii i pedofilek dokonywane (Bydgoszcz, Częstochowa, Gliwice, Warszawa, Zabrze). Po trzecie, wykorzystywanie dzieci zdarza się również w rodzinach, gdzie ukrywane jest jako wstydliwa tajemnica konkubentów, a nawet często ojców i matek. Dzisiaj nikt nie ukrywa, że już w gimnazjach często występuje problem małoletniej prostytucji. To na pewno przejaw kryzysu rodziny, ale nie zapominajmy, że nie byłoby tego zjawiska, gdyby nie było „podaży” ze strony pedofili i pedofilek.
BOYLOVERS – Niebezpieczne Związki
Najbardziej podobają im się chłopcy o niebieskich oczach. Mówią, że „związki” z nimi traktują poważnie i że seks, jakkolwiek ważny, nie odgrywa w nich najistotniejszej roli. To ich zdaniem zwykła przyjaźń wyrażana seksualnie. Mają na uwadze przede wszystkim przyjemność maluchów i ich przyszłość. Domagają się legalizacji dobrowolnego seksu z dziećmi. Mówią, że to miłość duchowa i ojcowska, która ma użyźniać, dawać wolność, obdarzać życiem, tak jak czyni to Duch Święty. Twierdzą, że każdy mężczyzna jest po trosze homoseksualnym pedofilem. Zachęcają do wyrozumiałości dla heteroseksualistów. Boylovers to po po polsku – pedofilscy amatorzy chłopców.
Racjonalizacja pedofilii
Ostatnimi laty temat pedofilii gości w mediach wyjątkowo często. Afera w Kościele katolickim w USA, Irlandii, Kanadzie, Portugalii i innych krajach, coraz to nowe skandale odkrywane w różnych zakątkach Polski. Sprawa stała się głośna na tyle, że znalazła miejsce w programie obrad parlamentu. I dobrze – trzeba to prawnie rozwiązać. Sęk w tym, że i media i politycy, tak gorliwie broniąc dzieci i łapiąc zboczeńców, w publicznej dyskusji całkowicie pominęli bardzo ważny aspekt problemu – duża część pedofilów ma skłonności homoseksualne. W obłudnej i amoralnej poprawności politycznej to wyjątkowo śliski teren, na którym generalnie obowiązuje zasada: gejów ruszać nie wolno. Silne prohomoseksualne tabu sprawia, że nie tylko rodzime polskie media i politycy milczą jak zaklęci, zapomniawszy nagle słówka „homoseksualizm„. Nawet w USA, imperium wolności słowa, wnikliwy obserwator z trudem znajdzie materiały medialne wspominające, że większość wykrywanych afer pedofilskich dotyczy kontaktów mężczyzn z chłopcami. Ta zmowa milczenia stawia pod wielkim znakiem zapytania dobrą wolę wielu tak zwanych dziennikarzy i politycznych decydentów. Jeśli ktoś chce naprawdę zabezpieczyć dzieci przed konkretną grupą wysokiego ryzyka, to powinien nazwać ją po imieniu.
W układzie mężczyzna-chłopiec seks jest zwykle elementem drugorzędnym, chociaż może być ważny jako czynnik edukacyjny – pisze dr Edward Brongersma w swoim artykule „Boyloverzy i ich wpływ na chłopców”. Ten holenderski prawnik (ur. 1911) przez wiele lat był przewodniczącym Komitetu Prawa w Senacie Holandii, mimo że wcześniej odsiedział wyrok za seksualny kontakt z szesnastoletnim chłopcem – za przyzwoleniem. W 1979 roku dr Brongersma założył Fundację Brongersmy w celu badania seksualności dzieci i młodzieży. Był uważany za jednego z najważniejszych na świecie promotorów pedofilii i ideowych przywódców boyloverów. W 1998 roku popełnił samobójstwo, prosząc swojego lekarza o podanie mu dużej dawki środków odurzających. Powiedział, że jego życie nie ma sensu i czuje się bezużyteczny. Fundacja Brongersmy i środowiska pedofilskie w różnych krajach, zwłaszcza w USA i Holandii, od lat zbierają 'dowody’ na to, że ich sposób zaspokajania seksualnego nikomu nie robi krzywdy – ani psychicznej ani fizycznej. Swoje poglądy z dumą – jak podkreślają – publikują przede wszystkim w Sieci. Przed prawie siedmiu laty powstała ich najpopularniejsza polska strona, a do dziś jej licznik zarejestrował ponad 2 i pół miliona odwiedzin. To spory wynik jak na marginalne środowisko.
Wśród mężczyzn interesujących się chłopcami boyloverzy czynią subtelne rozróżnienia na molesterów, „zwykłych” pedofilii oraz boyloverów. Tylko ci ostatni, ich zdaniem, stoją na wysokim poziomie etycznym, gdyż – w odróżnieniu od molesterów i „zwykłych” – zależy im przede wszystkim na emocjonalnym związku z chłopcami, a nie tylko na kontaktach seksualnych. Boyloverzy otwarcie też molesterów potępiają ze względu na stosowaną przez nich często przemoc. Ich zdaniem zasadnicza różnica między „zwykłymi” pedofilami a szlachetnymi boyloverami wyraża się w tym, że „musi on [boylover] mieć cały czas na uwadze przyszłość chłopca”. Natomiast „zwykli” pedofile szukają głównie własnej przyjemności. Boyloverzy mówiąc o sobie posługują się dwiema warstwami językowymi. Publicznie unikają określenia „pedofile”, bo się źle kojarzy i może być przyczyną kontaktu z przedstawicielem władzy. Wolą mało znane „boylovers”. Z drugiej strony wspomniany dr. Edward Brongersma używa terminu „pedofil” jako synonimu dla „boylover”. Rzecz jasna – nie sposób publicznie dyskutować czyny ścigane z mocy samego prawa. Najpierw trzeba więc ich zdaniem „boylove” zalegalizować. Amatorzy młodych chłopców nie widzą żadnego problemu: Ponieważ seksualnie wyrażone przyjaźnie między chłopcami a mężczyznami są według nich najczęściej pozytywne, prawo powinno je dopuszczać. Dziecko – zdaniem boyloverów – ma prawo do seksualnego samookreślenia się i samostanowienia o sobie. Niechęć społeczną otaczającą homoseksualnych pedofilów boyloverzy tłumaczą strachem przed własnymi pedofilnymi skłonności, ich zdaniem obecnymi u każdego mężczyzny. Jak wiadomo każdy myśli podług siebie, a pedofilowi wydaje się, że wszyscy mężczyźni mają takie same jak on potrzeby, co nie jest prawdą.
Jedna z największych organizacji boyloverskich, NAMBLA (North American Man Boy Love Association) na swoje posiedzenia i sympozja zaprasza homoseksualnych aktywistów. W 1984 roku w San Francisco wszyscy uczestnicy dyskusji panelowej byli członkami różnych organizacji homoseksualnych. Nic dziwnego. Mottem NAMBLA są słowa Davida Thorstada, współzałożyciela stowarzyszenia: 'Wolność jest niepodzielna. Wyzwolenie dzieci, kobiet, boyloverów i ogólnie homoseksualistów może nastąpić tylko jako komplementarne oblicza tego samego marzenia.’ W tych słowach kryje się odpowiedź na pytanie, dlaczego pedofile spodziewają się, że społeczeństwo zalegalizuje takie związki. Fundament pod akt prawny już został położony z chwilą akceptacji związków homoseksualnych. Konstytucje wszystkich krajów UE zabraniają dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej. Reszta to tylko kwestia czasu i stopniowego obniżania wieku przyzwolenia na kontakty seksualne. Nie od rzeczy będzie tu przypomnieć, że wspominany Edward Brongersma doprowadził w Holandii do obniżenia prawnej granicy wieku przyzwolenia na kontakty seksualne do 12 lat. To jasna droga dla homoseksualnych pedofilów do legalizacji swojej orientacji. Czy jednak dzieci zwabione do inicjacji w tej pedofilskiej grze odniosą z tego korzyść czy raczej zostaną poddane kolejnej deprawacji? Prawda, że rozsądna granica wieku ochronnego powinna obejmować osobistą dojrzałość dziecka do rozpoczęcia współżycia seksualnego, ale bezkarność dla osób utrwalających niepożądane społecznie wzorce homopedofilskiej dewiacji jak się wydaje nie powinny mieć miejsca, bo dziecko w swym prawidłowym rozwoju powinno być wychowywane do normalnego współżycia heteroseksualnego, a nie do jego form co najwyżej zastępczych.
PRZYCZYNY I GENEZA PEDOFILII
Trudno jest uchwycić przyczyny powstawania pedofilii. Wynika to głównie z tego, że podobnie jak większość innych dewiacji, nie posiada ona jakiejś jednej, ściśle określonej determinanty. Dlatego przedstawimy sobie kilka poglądów na temat genezy tego zjawiska. Często poglądy owe dzieli się na „socjologiczne” i „psychologiczne”. Używamy tutaj cudzysłowu, ponieważ to rozróżnienie nie zawsze jest uzasadnione, a to ze względu na trudną do przeprowadzenia linię demarkacyjną pomiędzy nimi. Niemniej, dla jakiegoś uplastycznienia omawianej tu problematyki, zanim powiemy o teoriach psychologicznych, wspomnimy o kilku prawidłowościach socjologicznej natury. Do najistotniejszych czynników socjodemograficznych należą: stopień pokrewieństwa i „instytucjonalnej bliskości” z dzieckiem oraz płeć dziecka. Oba czynniki tworzą nader charakterystyczne sploty, z których wynikają podstawowe prawidłowości stwierdzane w licznych badaniach nad tym problemem.
Otóż największym statystycznie zagrożeniem dla dziewcząt są członkowie ich własnych rodzin, głównie ojcowie. Na ogół ojcowie biologiczni oddają niechlubną w tym przypadku palmę pierwszeństwa ojczymom, jak i „przyszywanym” ojcom, czyli konkubentom matek. Często atrakcyjne dziewczynki stają się głównym motorem nawiązywania romansu z ich matkami; ta prawidłowość zyskała swój literacki obraz w popularnej powieści Vladimira Nabokowa Lolita. Chłopcy o wiele rzadziej stają się ofiarami kontaktów kazirodczych, natomiast zdecydowanie częściej uwodzeni bywają albo przez najróżniejszych „przyszywanych” wujków, a więc znajomych rodziny, lub też nauczycieli, wychowawców, trenerów, księży, bądź przez mężczyzn nie mających „urzędowego” kontaktu z dzieckiem. I tu wypada wspomnieć o całej plejadzie osób szukających kontaktów z dziećmi, czy to w sposób instytucjonalny – jak nauczyciele, księża, trenerzy sportowi, czy prywatny – przyjaciele rodziny, a także osobnikach krążących w pobliżu szkół i innych dziecięcych skupisk. Starają się oni zdobyć najpierw zaufanie dziecka, wykorzystując jego łatwowierność i brak doświadczenia życiowego, a następnie nakłaniają do różnego rodzaju „zabaw” seksualnych. Pamiętamy, salwę śmiechu na wykładzie dla przyszłych nauczycieli, kiedy przytoczono dowcipną, aczkolwiek wielce cyniczną uwagę że właściwie każdego nauczyciela podejrzewać można o pedofilię, ponieważ inaczej niełatwo byłoby wytłumaczyć, dlaczego wykonuje tak trudną pracę za tak małe pieniądze! Oczywiście, gdybyśmy każdą osobę lubiącą dzieci podejrzewali o skłonności do pedofilii, popełnilibyśmy błąd, opisywany innym dowcipnym komentarzem, mówiący, że najniebezpieczniejszym miejscem na ziemi jest łóżko, ponieważ najwięcej ludzi dokonuje na nim żywota, czyli umiera.
Spośród psychologicznych poglądów na temat genezy pedofilii, największą popularność zdobyło rozróżnienie osobników wykazujących skłonności do seksualnego molestowania dzieci wprowadzone przez trzech autorów (A.N. Grotha, W.F. Hodsona i T. Garyego), analizujących seksualne zachowanie więźniów skazanych za seksualne molestowanie dzieci. Autorzy wyróżnili dwa typy pedofili, a mianowicie fiksacyjnych i regresyjnych. Podział ten oparli na dynamice rozwoju psychoseksualnego. I tak pierwszy z wymienionych typów, czyli pedofil fiksacyjny, to człowiek, który od najwcześniejszych lat, niezmiennie, za najatrakcyjniejszy obiekt seksualny uważa dzieci. Natomiast pedofil regresyjny czyli przedstawiciel typu drugiego zainteresowania seksualne kieruje na dzieci wtedy, kiedy popędu seksualnego nie może z różnych względów zaspokoić z partnerem dorosłym. Regresja często jest infantylizmem jego charakteru i częściową impotencją!
Bez wątpienia popularność tego ujęcia typologicznego wynika także z faktu, że bierze ono pod uwagę różnorodne czynniki etiologiczne, które z jednej strony nie pozwalają osiągnąć wyższego stadium rozwoju seksualnego, a z drugiej strony doprowadzają do regresji, czyli uwstecznienia się w etapach tego rozwoju. Inną przesłanką, z której wypływa popularność omawianego rozróżnienia pomiędzy pedofilami, jest niewątpliwie to, że nawiązuje ona do tradycji psychoanalitycznej, wedle której wszelkie postacie perwersji wynikają z „utknięcia” na drodze rozwoju psychoseksualnego. Dla wyjaśnienia istoty pedofilii najważniejsze są studia nad przyczynami pętającymi rozwój psychoseksualny, a także powodującymi regresję tego rozwoju. Otóż za główny czynnik powodujący wspomnianą blokadę, a także posiadający moc uwsteczniania rozwoju, uważano lęk, nieco później duży nacisk położono na narcyzm. W przypadku zaś pedofili regresywnych, do wymienionych dwu głównych przyczyn dochodzi jeszcze proces starzenia się, czyli naturalnego – jeśli tak można powiedzieć – zaniku sprawności, także seksualnej.
Jeśli chodzi o problem wzrostu skłonności do osób nieletnich w miarę starzenia się, sprawę ilustruje popularna swego czasu w seksuologii koncepcja tzw. łuku życia, według której człowiek w ramach dojrzewania psychoseksualnego przechodzi do coraz to wyższych, czyli bardziej dojrzałych form życia seksualnego, a następnie od pewnego momentu swego życia i to niekoniecznie po osiągnięciu szczytu tego rozwoju, zaczyna się cofać, czyli niejako schodzić w dół. Najbardziej bodaj obrazowo przedstawił to Hans Burger-Prinz – w postaci schodków przedstawiających kolejne etapy rozwoju seksualnego, a następnie cofania się według tych samych etapów, czyli regresji w miarę starzenia się.
Autor w następujący sposób tłumaczy te „schodki” seksualnego rozwoju i regresji: „Od strony wstępującej droga rozpoczyna się od rzeczowego partnera (fetyszyzm), poprzez anonimowego (zespół ekshibicjonistyczny z oglądactwem – voyerismus i ocieractwem – frotteurismus), następnie partnera tej samej płci (zespół homoseksualizmu, samogwałt, narcyzm, transwestytyzm), partnera niedojrzałego w okresie przed pokwitaniem i w czasie pokwitania (pedofilia wraz z jej odwrotnością – gerontofilią), aż do heteroseksualizmu”. Zatrzymanie się na jednym z tych stopni może być spowodowane sytuacją lub warunkami życiowymi, wyrazem niezależności charakteru, wreszcie chorowitości. Po osiągnięciu szczytu można zacząć się cofać, na przykład wskutek zadziałania zmian starczych (najczęstsze przestępstwo starców to pedofilia) lub też zatrzymać się w poszukiwaniu straconego czasu przy swoich fetyszach, jak Marcel Proust i Casanowa. Koncepcja ta, aczkolwiek bardzo klarowna i tym samym godna uwagi jako pewien model próbujący wyjaśnić dynamikę narastania skłonności do osób nieletnich, budzi jednak wiele zastrzeżeń, wynikających głównie ze zbytniego uproszczenia tego podejścia i niezgody środowisk homoseksualnych na taki pogląd naukowy. Na dobrą bowiem sprawę model ten można zinterpretować następująco: pedofilem staje się „zatrzymany w rozwoju” osobnik o psychice „wiecznego dziecka” albo też „zdziecinniały starzec”! Należy zauważyć też, że masturbacja czyli samogwałt zaliczany jest tutaj do homoseksualizmu, tylko jako szczególny przypadek, jako pederastia samemu ze sobą, co denerwuje wiele osób o tak zwanej innej orientacji seksualnej.
Na temat rzekomej wadliwości tego sposobu tłumaczenia dynamiki rozwoju seksualnego szczególnie ostro wypowiadają się współcześni autorzy zajmujący się problematyką homoseksualizmu, który – jak wynika z przedstawionych uprzednio „schodków” – lokowany jest jeszcze niżej od pedofilii. Homoseksualizm w świetle nowoczesnego rozumienia tego typu orientacji seksualnej nie jest ani hierarchicznie niższy od heteroseksualizmu, ani też nie posiada cech fiksacyjności, czyli usztywnienia reakcji seksualnych. Zawiera bowiem równie wiele co heteroseksualizm odmian i struktur dynamizujących ten typ upodobań seksualnych, oczywiście z wyjątkiem naturalnego dojrzałego współżycia seksualnego z dojrzałą osobą płci przeciwnej. Podobne zastrzeżenia wobec koncepcji „łuku życia” wysuwają niektórzy autorzy zajmujący się problemem pedofilii, jako że sprowadzenie tego rodzaju preferencji seksualnych do niedorozwoju i regresji upodobań seksualnych jest ich zdaniem daleko posuniętym uproszczeniem. Nawet jeśli przyjąć słuszność takiego stanowiska, to tłumaczy ono zaledwie jeden wymiar pedofilii, a jest to przecież rodzaj zachowania o wielu wzajemnie powiązanych strukturach dynamizujących. W kontekście homoseksualizmu czy też pederastii należy wspomnieć o kilku fobiach, które są podłożem lękowym tej orientacji seksualnej, jak seksofobia, czyli paniczny, trwały lęk przed seksualnym kontaktem z osobami przeciwnej płci. Na tym podłożu próbowano leczyć z homoseksualizmu w czasach, gdy był uznawany za chorobę psychiczną. Inne lęki o obrazie fobii warunkującej jak powszechnie wiadomo homoseksualizm to: lęk przed kobietami czyli ginofobia lub feminofobia u mężczyzn, a także androfobia – lęk przed mężczyznami u kobiet lesbijek.
Wspomniane powyżej krytyki koncepcji łuku życia, jako próby ukazania dwóch typów osobników molestujących dzieci na tle seksualnym, dotyczą jednak w większym stopniu niedostateczności oparcia typologii tak złożonego zachowania jak pedofilia na jednej tylko podstawie podziału. W tym przypadku opartego bardziej na dynamice dojrzewania psychoseksualnego niż samej idei rozpatrywania zaburzeń wynikających zarówno z niedorozwoju, jak i ze zmian starczych, jako że i jedne, i drugie przyczyny muszą być brane pod uwagę w procesie analizy każdego, na dobrą sprawę, zaburzenia zachowania się, a więc nie tylko pedofilii. W próbach ukazania sylwetki psychicznej pedofila nieodzowne jest zatem uwzględnienie drugiej z wymienionych już podstaw podziału w typologii tego typu osobników, czyli stopnia empatyczności sprawcy wobec ofiary – w tym przypadku dziecka. Jawi się tutaj kontinuum, na którego krańcach znajdują się dwa przeciwstawne typy: bezuczuciowy, całkowicie instrumentalnie traktujący swe ofiary sprawca oraz empatyczny – czuły, wrażliwy i dobrotliwy wobec swej małej ofiary osobnik, który swe kontakty z dzieckiem uważa za przypieczętowanie „związku dusz”! Bardzo często ekstremalne typy ostatnio omawianego kontinuum określa się jako: „psychopatyczne” i „nerwicowe”.
Jak nietrudno się domyślić, reprezentantów pierwszego z wymienionych ekstremów, czyli osobników nieempatycznych, nazywa się po prostu „pedofilami psychopatycznymi„, a reprezentantów drugiego krańca kontinuum „pedofilami neurotycznymi„. Jednak wielu autorów zgłasza zastrzeżenia co do słuszności takich określeń, które, po pierwsze, mają długą historię w psychiatrycznym nazewnictwie, a w dodatku historię najczęściej burzliwą, dotyczącą wielu, zwykle bezskutecznych, prób uściślania zakresów tych pojęć; dotyczy to szczególnie psychopatii, o czym obszerniej pisze się w monografii poświęconej temu zaburzeniu. Po drugie zaś, objawy składające się na opis tych dwóch przeciwstawnych typów pedofili nie do końca są zgodne z najczęściej spotykanym klinicznym ich opisem. Przede wszystkim, zarówno psychopatia, jak i nerwica, we wszystkich próbach ujmowania postaci tych zaburzeń, nie stanowią klinicznego monolitu i zastosowanie ich nazw do określenia jedynie ekstremalnych postaw wobec ofiary jest typowym błędem redukcjonizmu. Ze szczególną ostrością błąd ten jawi się w przypadku „nerwicowego pedofila”. W kontekście, w jakim termin ten bywa używany, chodzi o nerwicę lękową, bo ta stanowi najostrzejszy kontrast z „bezlękowym psychopatą”, podczas gdy nerwica lękowa powoduje zahamowania seksualne, a nie perwersyjną aktywność w tej dziedzinie.
Wychodząc z powyższych przesłanek, angielski psychoanalityk, M. Glasser, zaproponował inne – jego zdaniem bardziej adekwatne – określenia jako nazwy dwóch przeciwstawnych typów, wyróżnionych ze względu na stosunek emocjonalny do dziecka będącego ofiarą. Pedofili nieempatycznych proponuje nazwać „nieskomplikowanymi” (invariant), a przedstawicieli przeciwstawnego typu „pedofilami pseudoneurotycznymi„. W ten sposób, zdaniem Glassera, zostały określone najbardziej istotne cechy krańcowych typów pedofili, bez niepotrzebnego stwarzania niejasności zastosowanych pojęć. Glasser uważa, że pedofil pierwszego typu, invariant, zdecydowanie częściej na ofiary wybiera chłopców niż dziewczęta, częściej także kieruje swoje zainteresowanie ku dzieciom przed okresem pokwitania, kiedy narządy płciowe dziecka nie są jeszcze pokryte włosami łonowymi, przez co wyglądają bardziej „niewinnie”. Natomiast pedofile typu pseudoneurotycznego największe upodobanie przejawiają do dzieci z wyraźnymi znamionami wstępnej fazy dojrzewania, a ich ofiarami częściej bywają dziewczynki. Jednakowoż przedstawicieli obu typów odstręczają znamiona w pełni wykształconych cech płciowych, co z resztą stanowi cechę definicyjną tego typu dewiacji popędu seksualnego.
Glasser uważa, że istota pedofilii, bez względu na to, czy jest ona „pseudoneurotyczna”, „nieskomplikowana”, czy też określona w każdy inny sposób, zasadza się na dwóch fundamentalnych procesach psychicznych. Po pierwsze, pedofil uważa siebie za dziecko, a w każdym razie nie zauważa, czy też nie chce zauważać, różnic pomiędzy sobą a dzieckiem! Nie przyjmuje do świadomości faktu, że jego struktura psychofizyczna wyznacza inne potrzeby i standardy zachowania się. Postawa taka staje się przyczyną przekonania, iż taki sam sposób przeżywania zbliżeń seksualnych, jaki satysfakcjonuje jego, jest w pełni zgodny z oczekiwaniami dziecka. Po drugie, rozróżnienie na pedofili łagodnych i uwodzicielskich wobec dzieci oraz brutalnych, jakkolwiek bardzo istotne dla opisu szeregu charakterystyk zachowania się, a także dla odmiennych nieco skutków popełnianych przestępstw, nie ma dostatecznego uzasadnienia w „fundamentalnych przeżyciach” pedofila, sięgających jego „najgłębszych podkładów jaźni”. Jak utrzymuje Glasser, „na samym dnie wszelkich skłonności do seksualnego wykorzystywania dzieci leży agresja” przeniesiona na obiekt pożądania, w tym przypadku na dziecko, powstała z głębokiego niezadowolenia z własnego „ja”, które skutkiem przeróżnych negatywnych doświadczeń, głównie z okresu dzieciństwa, zostało mocno uszkodzone i poranione.
I w tym momencie – biorąc pod uwagę ostatnio przytoczone spostrzeżenie Glassera – odróżnić można osoby lubiące przebywać z dziećmi, podobnie jak pedofile zafascynowane dziecięcością, a jednak nie wyobrażające sobie, nawet „w głębi najintymniejszej”, kontaktu seksualnego z nimi. Pragnienie takiego kontaktu wypływa bowiem nie tyle z miłości do dziecka, lecz z utajonej albo nawet jawnej do niego niechęci, z tendencji do jego instrumentalnego traktowania, podczas gdy zdecydowana większość osób lubiących kontakty z dziećmi, czyni to z autentycznej troski o podopiecznych i radości odczuwanej z obserwacji ich rozwoju i dojrzewania.
TERAPIE ALTERNATYWNE A PEDOFILIA
PRZYPADEK ANDRZEJA SAMSONA I INNYCH: NOWE SPOJRZENIE NA PEDOFILIĘ
„Coraz częściej występujący problem pedofilii wywołany jest nawiedzeniem” – twierdzi Wanda Prątnicka, autorka bestsellera „Opętani przez duchy – Egzorcyzmy w XXI stuleciu”.
Wanda Prątnicka światowej sławy egzorcystka i psychoterapeutka jest zdania, że do problemów Andrzeja S. w dużej mierze przyczyniły się wpływy z zaświatów. „Duchy to istoty, które wcześniej były ludźmi, a po śmierci nie zdecydowały się na przejście na drugą stronę kurtyny śmierci” – mówi pani Prątnicka. „Po śmierci niewiele się dla nich zmienia, problemy które ich trapiły za życia trwają nadal, pozostają też upodobania, pasje, nałogi… i zboczenia”. Problem pedofilii prawie zawsze związany jest z przeżyciami z dzieciństwa. Ofiary molestowania seksualnego, gdy dorastają odczuwają silny pociąg do odtwarzania zachowań, których ofiarą padli podczas swojego dzieciństwa. Najczęściej nie zdają sobie sprawy z działania tego mechanizmu, rzadko pamiętają też swoje traumatyczne przeżycia bycia molestowanym, czy to przez członków własnej rodziny, czy to przez obcych. Wielu z nas spyta – „Jak to możliwe, że szanowani obywatele, a czasami wybitnie uzdolnione osoby mogą posunąć się do tak odrażających czynów, jak molestowanie seksualne dzieci?”. „Dla kogoś, kto na co dzień zajmuje się duchami, i problemami z nimi związanymi sprawa jest całkiem jasna” – twierdzi Wanda Prątnicka. Gdyby nie istniał świat duchów najczęściej nie dochodziłoby do takich ekstremalnych procederów jak pedofilia, silne dewiacje seksualne, czy akty okrutnej przemocy.
Aby zrozumieć jaki mechanizm przyczynia się do występowania tych zjawisk należy poznać zasady rządzące światem niematerialnym w którym przebywają duchy wraz z ich niezaspokojonymi żądzami, nałogami itp. Tam istnieje żelazna zasada według której podobne przyciąga podobne. Co to oznacza? Oznacza to, że jeżeli żywy człowiek ma tendencję do pewnego rodzaju dewiacji, w tym przypadku pedofilii, to natychmiast przyciąga on do siebie jednego, kilka lub nawet kilkaset istot ze świata duchów, które potęgują jego podświadome pragnienia. Gdyby człowiek był poddawany jedynie własnej pokusie potrafiłby posłuchać głosu sumienia i postąpić właściwie – czyli w tym przypadku ze wstrętem odwrócić się od własnych tendencji do pedofilii. Gdy znajdzie się jednakże przy nim wiele duchów z silniejszym lub słabszym popędem do pedofilii, to siła do realizowania takich pragnień staje się tak wielka, że pojedynczy człowiek traci nad nią kontrolę. Wie, że postępuje niewłaściwie, nie ma jednak siły aby się jej przeciwstawić.
Nie chodzi tu oczywiście o to, aby rozgrzeszać winowajców, mówić „To duchy ponoszą całą winę”. Chodzi o to, aby zrozumieć działający tu mechanizm, aby móc ze współczuciem spojrzeć na przypadki, które coraz częściej pojawiają się w mass mediach, oraz aby nauczyć się przeciwdziałać wpływom ze świata duchów na przyszłość. Jest wielce prawdopodobne, że gdyby pedofil miał wiedzę opisaną pokrótce w tym artykule mógłby szukać on rozwiązania swojego problemu u egzorcysty, który uwolniłby go od wpływu duchów, a to dałoby mu możliwość walki ze swoimi podświadomymi tendencjami. „Świadomość wpływu świata niematerialnego na materialny jest niesłychanie istotna dla dzisiejszych społeczeństw” – mówi pani Prątnicka – „gdyż przypadki takich wpływów pojawiają się ostatnimi czasy bardzo często i nie omijają ani ludzi sławnych, ani zamożnych, czy sprawujących władzę. Nie chcemy przecież, aby naszym światem rządziły duchy, poprzez ludzi np. stojących u władzy.”
CAŁA PRAWDA O PRZYCZYNACH PEDOFILII
Jestem naukowcem, badaczem. Wiele lat temu odkryłam to „COŚ”, co jest czynnikiem wywołującym pedofilię, a z którego istnienia większość psychologów, psychiatrów, czy księży (a więc tych, którzy udzielają ludziom pomocy psychicznej i duchowej) nie zdaje sobie sprawy. Efekt jest taki, że różni wspaniali ludzie z wielkimi osiągnięciami w swojej specjalizacji stają się nagle, według opinii publicznej, zwyrodnialcami. Problem nie dotyczy samej pedofilii, ale wypaczeń psychicznych wszelkiej natury. Media i społeczeństwo namawiają, aby pedofilów zamykać, kastrować, ale nikt z piszących lub wypowiadających te zdania nie zdaje sobie sprawy z tego, że również jego może spotkać ten sam przymus (nawet jeżeli jest kobietą), bo pedofilia bardzo rzadko jest działaniem z wyboru. Mam pytanie do mediów i społeczeństwa – Czy macie Państwo jasność odnośnie tego, czy pedofil staje się pedofilem bo tak chce, bo taki jest styl jego życia, czy może jest to jego bezustanna udręka? Dlaczego zjawisko to dosięga również największych, najzdolniejszych, a tym samym najsilniejszych członków społeczeństwa?
Trafiają do mnie pacjenci z całego świata, a pomogłam w trakcie mojej 30 letniej praktyki już ponad 25 tysiącom. Są wśród nich księża, lekarze, sędziowie, ministrowie, ludzie prosperity, ale oczywiście i ludzie prości. Zwracało się do mnie również wielu psychologów i psychiatrów z prośbą o pomoc dla swoich pacjentów. Pomagałam im oczywiście w pełni świadoma faktu, że zasługi za efekty mojej pracy zostaną przypisane im. Wprowadzało to jednakże wielu ludzi w błąd, którzy sądzili, że problem jest zupełnie innej natury. Czasami piszą do mnie więźniowie, którzy mówią – „Zawiniłem, dokonałem czynu, który według prawa jest karygodny i nie boli mnie to, że mnie skazano. Jednak dopiero po przeczytaniu Pani książki zrozumiałem, co tak naprawdę się ze mną działo, co nakłoniło mnie do popełnienia przestępstwa – morderstwa, gwałtu itp. Dopiero ta wiedza daje mi prawdziwą wolność. Będąc tam na wolności byłem tysiąckrotnie bardziej więźniem, niż teraz siedząc tutaj. Wreszcie uwolniłem się od koszmaru, który tak bardzo mnie gnębił.”
Jeden ze śledczych powiedział o Andrzeju S. „On uważa to za chorobę, na którą zapadł pięć lat temu. Ma dość takiego życia” (Super Ekspres „Spowiedź pedofila”). Andrzej S. nie mając dostępu do wiedzy, którą staram się rozpowszechniać, był jedną z ofiar. Pomimo tego, że jako człowiek znajduje się na wysokim poziomie rozwoju oraz jest świetnym psychoterapeutą, nie wiedział jak sobie ze swoją „chorobą” poradzić. W swojej książce „Miska szklanych kulek” na stronie 205 w komentarzu Andrzej S. pisze o sobie jako o osobie, której potrzebny jest egzorcysta. Cała ta książka pełna jest zresztą wskazówek odnośnie tego, że Andrzej S. w chwili jej pisania walczył z jednym tylko problemem, którym było (i nadal jest) opętanie. Oczywiście media mogą wiedzę, którą propaguję ignorować, bojąc się ośmieszenia, potraktować ją jako błahą, zabobonną, ale nie zmieni to faktu, że zjawisko, którym zajmuję się na co dzień istnieje. Wprawdzie jest niewidzialne, ale zbiera olbrzymie żniwo i nie da się go w żaden sposób zatrzymać udając, że nie istnieje. Efekty ignorowania tej wiedzy widzimy każdego dnia na ulicy, w doniesieniach prasowych, czy telewizyjnych. Wielu z tak zwanych sprawców jest samych ofiarami. W pewnym sensie media ponoszą odpowiedzialność za fakt, że nie rozpowszechniając tej wiedzy narażają społeczeństwo, siebie i swoich bliskich. Możecie Państwo to zmienić. Z poważaniem Wanda Prątnicka.
Artykuł dodano za zgodą autora opracowania – pana Radka S. z Londynu.
Antypedofilskie Bractwo Himawanti jest największą w Polsce organizacją prowadzącą terapie duchowe oraz pomoc duchową dla ofiar przemocy i terroru, w tym ofiar pedofilii i kazirodztwa, księży pedofilów, mnichów pedofilskich i zakonnic pedofilek. Wschodnie techniki medytacji, jogi, rebirthingu oraz tantry bardzo dobrze nadają się do rozwiązywania problemów życiowych i duchowych ofiar wszelkiej maści zboczeńców seksualnych. Mohan Ryszard Matuszewski przez prawie 10 lat był przetrzymywany przez katolickich pedofilów w aresztach tzw. III RP za prowadzenie terapii dla ofiar pedofilskich księży, mnichów i zakonnic katolickich. Swoją terapeutyczną działalność rozpoczął już w 1978 roku pomagając szkolnym kolegom i koleżankom z takimi problemami.
Niezwykłe zdolności zauważył u siebie Ryszard Matuszewski. Okazało się, że potrafi przyciągać metalowe przedmioty. Ryszard nie jest zwykłym człowiekiem-magnesem, potrafi przyciągać nie tylko przedmioty wykonane z żelaza, ale również z aluminium, których magnesy raczej nie przyciągają. Nasz reporter zarejestrował to niecodzienne zdarzenie swoim kompaktowym aparatem fotograficznym – jak Ryszard przyciąga łyżeczki, chochlę, a nawet żelazko.
Walka konkurencji przeciw antypedofilskiemu i ezoterycznemu Bractwu Himawanti jest podła i jasno wskazuje na to, że ci, co to robią nie są dobrymi ludźmi a może nawet tragicznymi psychopatami i samym lichem, nie tylko ezo-pedofilami. Tak samo działał niejaki Dariusz Pietrek, Paweł Królak czy Ryszard Nowak których celem jest niszczenie dobra i prawdy. Ale powiedziano dość ich paskudnej działalności, którą prowadzą sami jako sekciarską i zboczoną.
Zastraszanie i manipulacja jest domeną niektórych prawicowych sekt antysektowców i mafii, które czyhają na bezbronną i ufną młodzież w internecie, a by zwieść ją w mroczny dół. Zastraszanie, oczernianie i manipulacja jest także domeną pseudo-ezoteryków, którzy pod hasłami miłości do bliźniego głoszą pedofilskie swobody seksualne, biseksualność, pederastię i lesbijstwo oraz swobodę znieważania, twierdząc, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować w ramach tak zwanej własnej ścieżki. Niestety rozwiązłość i zboczenia seksualne typu pedofilia czy zoofilia ani chorobliwe zwalczanie prawdziwej duchowej drogi nie mają nic wspólnego z ezoteryką i uduchowieniem, ale są przeciwieństwem ezoteryki.
Widać jest, że ludzie myślący i inteligentni nie dają się zmanipulować oszczerstwami i pomówieniami w stosunku do Bractwa Himawanti czy Lalita Mohana, dlatego agresja w stosunku do nas wzmogła się, ale widać, że ci zboczeńcy rozwiąźli i pedofile antysektowi są słabi, całe to szatańskie licho jest słabe, ponieważ napastliwa agresja wyzwala się tylko u tych, którzy nie mogą poradzić sobie sami ze sobą. Umieszczamy tą informację, bo widać się nie boimy pedofilów i zwolenników pornografii dziecięcej i nie mamy sobie jako antypedofilskie, ekologiczne i ezoteryczne Bractwo Himawanti nic do zarzucenia, nawet jak jakiś zboczeniec pedofilski czy zoofilski był rzeczywiście oplakatowany jako zboczeniec przez swoje ofiary tytułem wyrównania karmy, czyli rachunków losu ze swoim krzywdzicielem.
Ostatnimi czasy, od początku roku 2009 można zaobserwować nasilające się na różnych stronach w internecie kampanie oszczerstw sugerujących jakoby Bractwo kogoś starszyło czy zastraszało, co nie jest prawdą a jedynie oszczerstwem ze strony tego samego kręgu osób o pedofilskich skłonnościach, takich co to lubią oglądać pedofilsko-zoofilską pornografię, żyją z produkcji pornografii dziecięcej, a także z prowadzenia burdeli pedofilskich i podobnie zwyrodniałych zboczeńców seksualnych, jacy zgromadzili się chociażby w zamkniętym jak na razie przez prokuratora serwisie http://eioban.com czy na blogach niejakiej lesbijsko-pedofilskiej kajszy, astromarii, jakiegoś suljana i innych ezo-pomyleńców.
Ciekawe jest, że podający się za wzniosłych ezoteryków na ścieżce duchowej pełnej miłości zajmują się takim ochoczym znieważaniem i pomawianiem Bractwa Himawanti oraz osób w nim działających. My jednak przypominamy, że pedofilskie zboczenie do seksu z dziećmi, nawet w postaci tylko oglądania pornografii z dziećmi nie ma nic wspólnego ani z miłością ani z ezoteryką czy rozwojem duchowym. Zboczeńcy obojga płci są duchowo zerami, bo zboczenia włącznie z sodomią wykluczają duchowy wzrost i nic nikomu nie pomoże ani siedzenie w piramidach ani mnożenie jednostek na skali Bowisa czy jakiejkolwiek innej. Widzimy w reakcji na zatrzymanie podejrzanego o pedofilski gwałt reżysera Romana Polańskiego, jaka jest mentalność narodu, a także elit politycznych. Bardziej niż obronę podejrzanego być może niesłusznie człowieka widać jawne popieranie dewiacji pedofilskiej i bronienie prawa do gwałcenia trzynastolatek! Z takim zezwierzęceniem wobec ofiar spotykamy się ciągle pomagając ofiarom pedofilskich bydlaków.
Niestety kochani czytelnicy tego portalu jest to apel do wszystkich i nie ma się, co oszukiwać ani mamić złudnymi nadziejami, że pedofile i podobni zboczeńcy przestaną Bractwo Himawanti atakować. To nie tylko nasz problem, ale wszystkich użytkowników internetu, portali społecznościowych czy stron internetowych, gdzie zło udaje dobro, a licho udaje, że jest antylichem i ma coś wspólnego z dobrem. To wszak Jezus powtarzał, aby pereł nie rzucać przed wieprze, aby wieprze czyli świnie pereł nie zdeptały i nie zbrukały swoimi racicami. Ezoteryka, feng shui, joga, aikido, reiki, astrologia, cały rozwój duchowy jest coraz bardziej brukany przez asurowy, demoniczny element, który nie chce rzetelnej wiedzy i praktyki a jedynie wysokiego zarobku na dziedzinach ezoterycznych.
Jeśli za konsultacje feng shui chce ktoś tysiąc złotych, za parę porad dawanych w kilka minut, porad które można także znaleźć w internecie, to to jest właśnie typowy oszust pragnący zarobić na ezoteryce, a nie praktykować rozwój duchowy i pomagać ludziom. Takim dewiantom pseudoezoterycznym Bractwo Himawanti także stoi kością w gardle, bowiem ci wszyscy oszuści nie mogą przeżyć, że istnieje jednak w Polsce autentyczna wspólnota duchowa, Szkoła Ezoteryczna, która zrzesza ludzi pragnących autentycznej duchowości opartej na wspólnocie serc, a nie jedynie zysku za wszelką cenę i oszukiwania ludzi, jak czynią to rozmaici jogooszuści, bioterapiooszuści, reikioszuści, aikidoszuści, fengshuioszuści i astroszuści nie mający o dziedzinach, na których zarabiają większego pojęcia. Tacy rozmaici dewianci, oszuści i cwaniacy szukający w ezoteryce jedynie łatwego zysku i mamienia ludzi paroma tandetnymi sztuczkami zamieszczają i pozwalają zamieszczać na swoich stronach oszczercze teksty pod adresem Bractwa Himawanti oraz jego liderów, takich jak Lalita Mohan G.K. czyli Ryszard Matuszewski.
Prawdą jest niestety, że absolwenci 2-3 letnich tak zwanych szkół psychotronicznych i ezoterycznych przychodzą do Bractwa Himawanti, aby poszpanować swoją „wiedzą” ale w trzy dni okazuje się, że nie umieją prawie nic nawet od strony teoretycznej, a nie tylko praktycznej. Często osoby takie muszą zacząć uczyć się od nowa, kompletnie zrewidować swoje podejście do nauki i pracy. Jeździli na wykłady i ćwiczenia, ale po 2-3 dniowych zajęciach w Szkole Ezoterycznej Bractwa Himawanti mówią, że przez trzy dni nauczyli się dużo więcej niż przez 2-3 lata w szkołach psychotronicznych czy astropsychologicznych za które płacili ciężkie pieniądze. Potem po takim Studium Astropsychologii, okazuje się że człowiek jest w dziedzinie jaką studiował kompletnie zielony, posiada wiele braków, a nawet był źle uczony przez kiepską, ale drogą kadrę, która sama ma niewielką albo żadną wiedzę.
Takie Studium „Paskuda” dowiaduje się, że ich absolwenci szukają dalej w Bractwie Himawanti i stają się krytyczni do biznesu jakiego padli ofiarą i takie „Ezo” Studium na swoich stronach typu psychotronika.pl zamieszcza jako wypowiedź na forum paszkwilne teksty jakiegoś anonimowego dewianta, które mają tylko jeden cel: odstraszyć jak najwięcej ludzi od Bractwa Himawanti i guru. Można powiedzieć, że jest to złośliwe i chamskie zwalczanie konkurencji, która pokazuje absolwentom tych pseudoszkółek jak bardzo zostali oszukani i naciągnięci na wysokie opłaty za rzekomą naukę, która była prowadzona przez osoby niekompetentne.
Bractwo Himawanti zbyt nachalnie nie przestrzegało nigdy przed takimi pseudoszkołami z pozoru ezoterycznymi, bo każdy ma swoją karmę, ale ponieważ jesteśmy jako organizacja znieważani i pomawiani, musimy na to reagować i prostować te paskudne oszczerstwa ezo-dewiantów, tak najlepiej ujmując o co w temacie chodzi. Bo rzeczywiście chodzi o ezodewiację opętaną obsesją zysku z duchowości i uzdrawiania. Opętanie Mammoną jednak wyklucza wzrost duchowy, a ludzie uczęszczający do drogich studiów ezoterycznych i psychotronicznych powinni być o tym jakoś uprzedzeni, bo skutki są potem takie jakie są. Braki wiedzy i umiejętności oraz złość zdemaskowanych ezo-oszustów i jogoszustów.
Dobrym przykładem jest niejaka astromaria znana jako maya, która na swoich blogach wypisuje steki bzdur zupełnie nie mających związku z astrologią i dowodzących jej ignorancji w temacie. Widać to skutek ukończenia „Studium Astrologii”, które też od kilku lat publikuje o Bractwie Himawanti i innych rzeczywiście duchowych organizacjach paskudne paszkwile. Niejaka astromaria – maya, nigdy nie była na jakiejkolwiek liście dyskusyjnej Bractwa Himawanti, gdyż listy dyskusyjne członków Bractwa Himawanti nie są generalnie widoczne publicznie i nie można się na nie zapisać inaczej niż przez bezpośredni udział w zajęcich u liderów Bractwa Himawanti. Skoro nie uczestniczyła w zajęciach, nie zapisała się do Bractwa Himawanti, na pewno też nie miała takiej możliwości, aby zapisać się na jakąś zamkniętą dla publiczności listę dyskusyjną. Zatem w sposób oczywisty jest to osoba demagogiczna, produkująca obrzydliwe kłamstwa i plugawe oszczerstwa, a taka osoba na pewno nie rozwija się duchowo ani nie jest żadną ezoteryczką, może jest co najwyżej paszkwilantką, a jej blogi i strony w necie to typowy brukowiec, o czym powinna uprzedzić czytelników, aby nie wpakowali się w szambo plugastw jakie ta osoba wypisuje. Skoro o Bractwie Himawanti astromaria – maya wypisuje chorobliwie bełkotliwe, kłamliwe teksty, można domniemywać, że w innych swych publikacjach sieje taki sam kłamliwy ferment robiąc syf wokół ezoteryki, a już szczególnie astrologii.
Takich przykładów złych i zepsutych moralnie osób szkalujących Bractwo Himawanti swoim złym i zakłamanym językiem, niejako „bezinteresownie” jest w internecie całkiem sporo. Zawsze jednak za szpetną działalnością tych zwyrodniałych osób można znaleźć bestialskie skłonności i prymitywny, oszukańczy biznes: astropsychologiczny, tarotowy, fengszujowy i podobny. Najczęstszą przyczyną jest jednak pedofilia, pedofilskie skłonności szkalującej Bractwo Himawanti osoby. To zwykle zemsta pedofilskiej kanalii za pomaganie ofiarom i ujawnianie takich zboczków przez ich ofiary wzmocnione terapią w Bractwie. Zboczek to czasem także miłośnik pedofilskiej pornografii namierzony przez ofiary pedofilów w internecie. Niedawno wpadł jeden Torunianin, kilka zboczków wcześniej z Płocka, Wrocławia, Warszawy, Białegostoku, Suwałk, Lublina, Zabrza, Chorzowa, Gorzowa, Świebodzina i Szczecina. Jak widać, z tych miast najczęściej odzywają się zboczeńcy, co chcą innym obrzydzić obraz Bractwa Himawanti, a ludzi zainteresowanych od Bractwa Himawanti i szczególnie Lalita Mohana Ryszarda Matuszewskiego odstraszyć. Nie jest to przypadkowe, niewątpliwie.
Niestety nie jesteśmy jako Bractwo Himawanti zdziwieni oszczerstwami i pomówieniami przez dewiantów netowych. Znieważanie i pomawianie Bractwa Himawanti oraz Lalita Mohana zdarza się od 1996 roku, kiedy Lalita Mohan Ryszard Matuszewski nagłośnił przestępstwa pedofilskie kilku seksualnych zboczeńców z Jasnej Góry w Częstochowie, potem z Chorzowa i Katowic oraz Lublina, Bydgoszczy i Szklarskiej Poręby. Pod latarnią jak widać bywa najciemniej, a w takim świętym miejscu potrafiło kryć się zło bzykające ministrantów. To jest normalne i za każdym razem jak coś dobrego zaczyna się dziać to opór ciemnej materii potocznie zwanej ciemnotą działający w drugą stronę jest proporcjonalny i robi to, co widać. Rozdajemy przechodniom na ulicach kilka tysięcy ulotek o spotkaniach dla ofiar molestowanych przez pedofilów w Szczecinie, a tu wydzwania do organizatorów jakiś typ spod ciemnej gwiazdy, wyzywa organizatorów i wygraża, że on zablokuje nam działalność w Szczecinie. Wrzucamy numer telefonu typa do książki telefonicznej, a tu wyskakuje jak byk: Miłosz Woźniak, energoterapeuta, Szczecin. Kilka tygodni później jakiś paranoik wypisuje w necie, że Bractwo Himawanti na niego napadło i go szkaluje. Typ podpisuje się Jakób Jakub Sztajber. A cóż to szanowni panowie nasza antypedofilska działalność was tak wnerwiła, pytamy grzecznie? Nie wolno ofiarom pedofilów pomagać? A zapytamy grzecznie czemu to akurat wam panowie ze Szczecina nie podoba się, że takową działalność prowadzimy? Cóż jest powodem?
Pojęcie Ida (jin) i (Pingala) jang ma tutaj pełne uzasadnienie. Proszę jednak zobaczyć jak to działa. Zło zawsze znajdzie drogę i stanie na drodze Dobroci, takiej jak Lalita Mohan G.K. Dobro musi się natrudzić, aby zostało zauważone a zło czyli licho widać od razu, dlatego ludzie wolą iść w stronę zła, bo jest łatwiej. Kroczenie drogą ciemności jest łatwiejsze na samym początku lecz później tak jak przekonało się o tym wielu jest bardzo trudne, szczególnie jak jakieś licho udaje antylicho, jak zło udaje dobro. Można by nawet powiedzieć że zło, licho, ma większe wymagania, bo w sumie na kroczenie ścieżką ciemności i ezo-oszustwa potrzeba wydatkować dużo więcej energii i trzeba się lichym osobom natrudzić, aby udawać dobro i mamić ludzi, że się jest czymś dobrym idąc własną ścieżką na dno szamba swego ego i w końcu do jeziora siarki i ognia na przemiał czy raczej na przetop w Pralayam.
Co i rusz pojawiają się rozmaite jogooszustwa, jak Euro-Joga, Nike Dynamic Yoga, Yoga-Fitness, Szopojoga i podobne szantrapy polegające na nieuctwie ich twórców niezdolnych do nauczenia się nawet podstaw Jogi. Można się zastanawiać, czy za tymi wszystkimi oszustwami i wypaczeniami stoi tylko ciemnota własna autorów takich wykolejonych pseudotreningów czy też jakaś teoria spiskowa z siłami zła w postaci licha, szatana czy asurów, które ściemniają ciasne umysły w których autentyczna Joga się nie mieści, aby profanowały to co dobre i w miejsce prawdziwej Jogi tworzyły jakieś buble i szantrapy. Chociaż o Jodze jest wiele dobrych dzieł pisanych, ciągle jeszcze pojawiają się jacyś kretyni, którzy z kilkunastu asan chcą ciągnąć zysk twierdząc, że to Joga. A przepraszam, czy samo siodełko jest rowerem? Albo czy posiadanie czterech kół od samochodu jest samochodem, którym można podróżować drogą do celu? Odnośnie samych asan, to ćwiczy się je zarówno statycznie (izometrycznie) jak i dynamicznie i są to dwa aspekty ćwiczenia asan, które się uzupełniają, a ćwiczenia tylko dynamiczne mogą być szkodliwe dla zdrowia i psychiki ćwiczących. I tyle o dynamicznych fitnessowych jogooszustach i ich przekrętach.
Najlepiej zapytać takich kretynów i uczestników ich zajęć, czy sam pedał od rowera jest rowerem, którym można sobie jeździć na wycieczki rowerowe. Dokładnie tak wygląda sprofanowany czy spedalony obraz pseudojogi z paroma dynamicznymi rzekomo asanami, gdzie ćwiczących pozbawia się zbójecko praktyk oddechowych, pratyahar, ćwiczeń moralnych, odpowiedniej jarskiej diety, praktyk pranicznych czy medytacji i mantramów, nawet takich jak Om. Kretyni oferując pedał od rowera twierdzą, że zabierają ludzi w podróż na wycieczkę rowerową. Widać „jednostka centralna” takich kretynów zwana mózgiem, jest wyjątkowo spaprana i całkiem możliwe, że takich fitnessowych dorobkiewiczów zorientowanych na zysk z pedała nie da się już leczyć, nawet psychiatrycznie. Zresztą medycznie rzecz ujmując, kretynizm także się źle leczy. A przy okazji, linia Nike Yoga to odzież zupełnie nie nadająca się do ćwiczenia Jogi, gdyż odzież do ćwiczenia Jogi ma być całkowicie naturalna, luźna i przewiewna, a obcisłe gacie i koszulki nadają się na śmietnik, podobnie jak szkodliwe tworzywo laleczki YoGirl.
Cały ten biznesowy cyrk pseudo-jogi wygląda tak samo jak wypaczone formy sztuk walki, gdzie przykładowo aikido uczy się jako rekreację, która nie służy rzekomo do walki, podczas gdy techniki aiki były od wieków sekretnymi metodami mającymi dawać żołnierzowi znaczącą przewagę na polu bitwy. Pewnie „tfurca” takiego rekreacyjnego aikido nie zajrzał do słownika i nie wie co to znaczy słowo walka. Karate bezkontaktowe, które nie służy do walki i zakazuje walczyć też już było, jako swoista abstrakcja paranoidalnego twórcy, którego „jednostka centralna” zwana mózgiem zapewne poważnie szwankowała. Sztuki walki bowiem od zawsze służyły do walki, tak do samoobrony jak i do ataku, a szczególnie do pokonania wroga na wojnie.
Oferowana kilka lat temu w Polsce nauka walki samurajskim mieczem bez konieczności posiadania miecza do tej nauki, jak i korespondencyjne kursy karate na czarny pas ze zdalnym egzaminem testowym w formie pisemnej – wszystko to razem z dynamicznym jogofitnessem jest jednym szambem, kloaką rozbójniczego oszustwa mającego na celu łatwy zarobek na tysiącach oszukanych ludzi wystrychniętych na „dudka”, czyli wydutkanych. Znamy też popapranych pseudomistrzów reiki, którzy dyplomy „wielkiego mistrza” reiki kupili sobie od amerykańskich złodziei za ciężkie dolary przez internet, a wtajemniczenie uzyskali zdalnie, niejako na odległość. Stopień Mistrza reiki umieją sprzedać, ale uzdrawiać z pomocą reiki ani trochę, bo reiki jak i karate nie da się nauczyć przez internet, tylko terminując kilka lat u prawdziwego Mistrza reiki w jego gabinecie uzdrawiania.
Można zarobić i na egzorcyzmach, bo wybitni rzekomo egzorcyści wypędzają wszelkie licho działając jako grupa i zapewniając ochronę przed złem. Tyle, że nie wiadomo kim jest taka grupa, bo skrywa się za internetowymi ksywkami i fikcyjnymi nazwiskami, a egzorcyzmuje na odległość i tarczą miłości rzekomo przed złem czyli lichem ochrania z abonamentem za kilka stówek na cały rok! Oszukańcza mafia pseudoegzorcystów widać w pogoni za zyskiem zapomniała, że zainteresowani egzorcyzmami potrafią przeczytać fachowe książki na te tematy z których jasno wynika, że egzorcyzmy wykonuje się przy opętanym bezpośrednio, a nie zdalnie z pomocą internetu. Zawsze jednak znajdą się naiwni, którzy dołożą się oszustom „zwalczającym licho” zdalnie do wybudowania kolejnej willi w uroczej okolicy, bo naiwnych przecież nie brakuje. Zapamiętajcie ludziska „raz a na pojutrze”, że egzorcyści muszą przyjść do ciebie do domu, tam gdzie mieszkasz i wyegzorcyzmować ciebie i twój dom osobiście, na miejscu. Często muszą zabieg trwający kilka godzin powtarzać kilkadziesiąt razy zanim opętujące zło raczy ustąpić. Ale widać licho nie śpi i za fikcyjne usługi pobiera kasę twierdząc, że jest antylichem, bo rzekomo licho zwalcza.
Inna sprawa, że uczestnicy rozmaitych oszukanych zajęć pseudojogi, pseudokarate, pseudoaikido, pseudoreiki i podobnych w jakiś sposób są podatni na wszelkie oszustwo i manipulację i w jakiś sposób są bezbronni przed „dutkającymi” ich dziadami uważającymi się za instruktorów Jogi czy nawet twórców czy raczej „tfurców” nowej jakiejś Euro-Jogi. Niewątpliwie w autorskiej metodzie Euro-Jogi nie chodzi o rzetelne nauczanie Jogi tylko o zbieranie Euro od naiwnych, którzy płacą za to, że są naiwni i z niewiedzy dają się oszukiwać fitnessowym cwaniakom i cwaniaczom. Fitness to bizness, jak sami tacy mawiają i nie ważne na czym się zarabia, byle kasa leciała. Stąd nazwa jest jak najbardziej uzasadniona, z zastrzeżeniem, że Euro- pozostaje, a pod Joga można podstawić cokolwiek na czym da się naiwnych wykiwać i z kasy obciągnąć, chociażby i egzorcyzmowanie, reiki czy feng shui, skoro akurat jest modne.
Jak mawiali Sufi:
Psy szczekają, karawana jedzie dalej!
O psach jest piękny werset w Apokalipsie, opisujący jak tacy obszczekiwacze Bractwa Himawanti skończą w gorejącym jeziorze siarki i ognia, co dedykujemy kundelkom szczekającym na gruncie chrześcijańskim, takim co to się księdzem proboszczem podpierają w swej szkodliwej i obłąkanej działalności.
Jezus Chrystus powiedział: kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.
I tak będzie ze wszelkim lichem, jakie znieważa Bractwo Himawanti za jego antypedofilską oraz duchową czy inną działalność. Chciwy dwa razy traci – jak mówi przysłowie.
Pewien bengalski mistrz duchowy nauczający białej tantry, Śri Anandamurti powiedział:
„Mucha złośliwie mnie atakuje, a ja jej żyć pozwalam.”
Tylko przypominamy, że ciągle jeszcze jesteśmy miłosierni dla znieważających nas zboczków. Ale jak mawiał pewien sufi: To wszystko przemija…
Wskutek kłamliwego fotomontażu w stylu propagandy goebbelsowskiej Polskie Towarzystwo Seksuologiczne dnia 26 luty 2010 zawiesiło prof. Lechosława Gapika w prawach członka i superwizora Towarzystwa i wycofało mu bezprawnie i bezpodstawnie certyfikat seksuologa klinicznego. Wnioskuje też do sądu koleżeńskiego o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego – poinformował poszczuty przez bandę dewiantów katofaszystowskich na profesora dr Andrzej Depko. Z kolei rektor UAM w Poznaniu, opusdeista prof. Bronisław Marciniak, gdzie Lechosław Gapik wykładał od ponad 30 lat, bezprawnie zawiesił go w prawach wykładowcy akademickiego. Profesor Marciniak chyba nie słyszał o obowiązującej w demokratycznym państwie prawa zasadzie „domniemania niewinności” przy wszelkich oskarżeniach i pomówieniach, szczególnie tych dokonywanych przez media brukowe!
Zwyrodniały w swym obłudnie obrzydliwym skatoliczeniu katolski rektor opusdeista Bronisław Marciniak z UAM w Poznaniu zapomniał o domniemaniu niewinności i wykonał karę bez udowodnienia winy, a przecież nawet prokuratura nie jest w stanie ocenić czy popełniono jakieś przestępstwo. Takich zboczeńców umysłowych jak rektor UAM prof. Bronisław Marciniak powinno się wywalić z salonów nauki dożywotnio. Współpracę z prof. Lechosławem Gapikiem zawiesiła również prywatna katolicka uczelnia, rzekomo Wyższa Szkoła Komunikacji i Zarządzania w Poznaniu – filia sekty Opus Dei, bo chyba ujawnił tam za dużo pedofilów. Zawiesić powinno się katolickich teologów, którzy są balastem dla polskich uczelni pokroju UAM sięgających dna i brukowego rynsztoka, skoro opierają się na szmatławcach goebbelsowskich pokroju TVN!
Dnia 26 marca 2010 ws. profesora Lechosława Gapika zebrały się prymitywnie skatoliczałe zarządy główne Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, aktualnie w rękach członków z sekty Opus Dei. Po zapoznaniu się ze spreparowanymi okrutnym fotomontażem nagraniami wyprodukowanymi przez zboczeńców z programu TVN „Uwaga”, jednoznacznie negatywnie oceniają przedstawione na filmie metody terapii, które są rzekomo sprzeczne ze standardami terapeutycznymi i z kodeksem etycznym Światowego Towarzystwa Seksuologicznego – powiedział skatoliczały pseudonaukowiec dr Andrzej Depko, który przekazał radiu TOK FM stanowisko obu zwichrowanych ideologicznie zarządów sterowanych przez plebanów katoprawicy i sekty Opus Dei.
Na filmie nakręconym rzekomo ukrytą kamerą zboczków z TVN widać, jak lekarz dotykał piersi pacjentki wprowadzając ją wcześniej w stan hipnozy. Lekarze onkolodzy także dotykają piersi pacjentek, szczególnie po to, żeby wymacać guzy nowotworowe, a masażyści mają zwykle w ofertach rozmaite masaże piersi kobiecych, także specjalistycznie powiększające cycole. Ale widać debile rynsztokowe z TVN UWAGA chcą cofnąć Polskę do katolskiego średniowiecza, kiedy to lekarz badając pacjentki nie mógł ich ani dotykać ani nawet oglądać. A diagnozę brał z watykańskiego Ducha, jak się okazało nie tyle Świętego, ile inkwizycyjnie morderczego oraz pedofilskiego aż po dzień dzisiejszy!
Reporterom TVN UWAGA rzekomo udało się nagrać proceder prof. Lechosława Gapika. Film z przebiegiem wizyty nagrała jedna z podstawionych kobiet, agentka Watykanu i zboczonego umysłowo TVN UWAGA, która zgodziła się zarejestrować swoje spotkanie z profesorem ukrytą kamerą. Zdarzenie jest ewidentnie cięte wiele razy, a przez to nie ma znaczenia dowodowego. TVN stosuje chamskie i prymitywne metody fotomontażu, zwykle przez różne bandy, także kościelne zamawiane w zamian za sponsoring stacji oraz łapówki dla dziennikarzy, którzy z fałszywych i zupełnie fikcyjnych oskarżeń dobrze sobie żyją, tak jak biseksualna propedofilska Monika Bartkowiak, która porzuciwszy męża i dzieci cała oddała się do dyspozycji uważanej za mafię w Kościele sekty Opus Dei.
Metody Gapika to światowy standard medyczny
– Psychologa obowiązuje kodeks etyczny, a to, co zostało pokazane na filmie, może sugerować nadużycie – mówił skatoliczały dr Andrzej Depko z sekty Opus Dei. Podkreśla to, co już wcześniej mówili inni katoliccy specjaliści zwalczający hipnozę oraz masaże i kinezyterapię: terapeuta musi pytać pacjenta o zgodę na każdy nowy element terapii, nowatorskie metody muszą być zgłaszane do akceptacji PTS – tego Gapik rzekomo nie zrobił. A PRAWDA jest taka, że takich samych metod używa każdy masażysta w swoim gabinecie masażu terapeutycznego. Tyle, że hipnozę i relaks zwalczają katooszołomy pokroju teologa z profesurą jak ksiądz Posacki czy Zwoliński.
Jak podkreśla skatoliczały aż do zidiocenia dr Andrzej Depko, to co zostało przedstawione na filmie jest rzekomo sprzeczne ze standardami terapeutycznymi, tylko chyba ustanowionymi przez propedofilskiego papieża i Watykan – zawsze pedofilski, bo prawnie zezwalający duchownym i pracownikom Kościoła na kopulacje z dziećmi od 12-tego roku życia. Wyciągnięcie dalszych konsekwencji należy do sądu koleżeńskiego i – ewentualnie – do organów ścigania – bredził dr Andrzej Depko, depcząc standardy tyczące praw człowieka, gdzie człowiek jest niewinny aż do uprawomocnienia wyroku sądowego. Widać od razu, że katoprawicy pomylonej przez katoooszołomów zwalczających hipnozę i masaże oraz bioterapie chodzi jedynie o zgnojenie świetnego terapeuty, który wykonuje leczenie i terapie zgodnie z zasadami wiedzy naukowej oraz światowymi trendami wyznaczonymi przez WHO.
Lechosław Gapik: Moje pacjentki podpisują zgodę na dotyk leczniczy i masaż
Sam profesor Lechosław Gapik wydał specjalne oświadczenia, w którym zaprzecza zarzutom i oskarża fikcyjną pacjentkę-oszustkę i pracowników TVN o bezprawne uzyskanie informacji powołując się na Kodeks karny. W jednym z nich informuje też, że jego pacjentki podpisują zgodę na dotykanie, ponieważ jest to część terapii. Zgoda obejmuje „zabiegi terapeutyczne w pozycji leżącej połączone z dotykaniem lub masażem głowy oraz tych części ciała, które mają związek ze zgłoszonymi dolegliwościami”. A od kiedy pacjentki ją podpisują? – Od czasu, gdy zorientowałem się, że TVN szyje mi buty – odpowiedział Lechosław Gapik dziennikarzowi „Gazety Wyborczej”. Normalnie każdy pacjent jest zapoznawany z rodzajami stosowanej terapii i musi się świadomie zgodzić na wykonywane zabiegi, w tym masaże. Dla seksuologii to znacznie lepiej, kiedy terapeutyczny masaż czy dotyk piersi wykonuje doświadczony lekarz czy terapeuta seksuolog niż chłopek roztropek po tygodniowym kursie dla domorosłych masażystów – praktikerów. Tyle, że dotyk leczniczy kojarzy się z bioterapią, a dla egzorcystów z wydziałów teologii Uniwersytetu w Poznaniu to już szarlataneria, a może i satanizm.
Profesor Lechosław Gapik w rozmowie z reporterem TOK FM zaprzecza, że molestował pacjentki, a jak widać na materiale filmowym, cały reportaż jest sprytnie spreparowany tak, aby profesora Gapika plugawie pomówić z pomocą jakiś TVN-owych pedofilek z sekty Opus Dei. „Technika jest dwuetapowa: najpierw wprowadzam pacjenta w stan odprężenia (relaksu), a następnie stosuję zabieg, który polega na terapeutycznym oddziaływaniu słownym połączonym z sugestywnym dotykiem lub masażem głowy oraz tych części ciała pacjenta, które mają związek ze zgłoszonymi dolegliwościami. Ćwiczę w ten sposób powstawanie u pacjenta nowych, pozytywnych reakcji psychicznych i somatycznych, w miejsce dotychczasowych, czyli zaburzonych” – czytamy w naukowym oświadczeniu wydanym przez profesora Lechosława Gapika, stosującego najlepsze metody terapeutyczne nowoczesnej, naukowej seksuologii.
Jednego pan profesor się niewątpliwie douczył, że każdy pacjent nie tylko powinien się zapoznać z terapią i zgodzić na terapię, ale też trzeba gromadzić odpowiednie zgody osobiście podpisane przez pacjenta, żeby sterowane fotomontażami pomówienia i katolickie zbrodnie mafii opusdeistycznej nie mogły się tak łatwo zdarzać w Ciemnogrodzie III/IV RP. Ustna zgoda to za mało, bo przecież łatwo ją wyciąć z filmowego materiału i zagubić albo celowoskasować, jak to robi parszywy i brukowy program UWAGA TVN. Ostrzegajmy ludzi przed oszczerstwami z opusdeistycznych mord płatnych oszczerców z TVN i podobnych szmatławych brukowców medialnych!
TVN skasował dowody swojej zbrodni na Lechosławie Gapiku
TVN twierdzi, że skasował pełną wersję nagrania, na którym znany poznański seksuolog prof. Lechosław Gapik rzekomo molestuje pacjentkę. A to miał być główny dowód w sprawie. – To skomplikuje śledztwo – przyznaje prokuratura wprowadzona w błąd paszkwilnym i debilnym zarazem fotomontażem TVN-owskiego programu TVN UWAGA. Prokurator Dzikowski jest rozczarowany. I narzeka na propedofilski TVN: – To była ich interwencja, w której apelowali, by wymiar sprawiedliwości zajął się sprawą. A teraz nie chcą z nami współpracować.
Czy bez tych nagrań prof. Lechosław Gapik uniknie prokuratorskich zarzutów? Prokurator Dzikowski nie chce tego przesądzać: – Mamy zeznania kobiet, mamy to, co wyemitowano w telewizji, ale to biegły będzie musiał ocenić, czy jest to wystarczający materiał, by wydać jednoznaczną opinię. Prof. Wiesław Godzic, medioznawca, dziwi się TVN: – Skoro sami rozpoczęli i nagłośnili tę sprawę, musieli liczyć się z tym, że zainteresuje się nią prokuratura. Być może producenci obawiali się, że film wycieknie z prokuratury i ktoś ucierpi? Ale przecież chodziło o to, by wszczęto śledztwo i doprowadzono sprawę do końca. Wiem, że w jednym z ośrodków regionalnych TVP kilkanaście lat temu zabrakło kaset i trzeba było nagrywać nowe materiały na starych. Nie mam podstaw, by zarzucać TVN kłamstwo, ale nie chce mi się wierzyć, że w tak poważnej stacji tak ważny materiał jest kasowany po miesiącu. To nie brzmi wiarygodnie. Nie wszyscy dają się wmanipulować w sztuczne afery stwarzane przez szmatławy i brukowy program UWAGA oraz jego debilne fotomontaże.
TVN, a szczególnie propedofilski program UWAGA znany jest z kłamliwych brukowych fotomontaży. Przekonało się o tym Antypedofilskie Bractwo Himawanti prowadzące terapie duchowe dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek oraz Mohan Ryszard Matuszewski. Poziom szmatławego brukowca zwanego TVN UWAGA to dno bestialskiej niemoralności i kłamliwej propagandy. Gdyby J. Goebbels miał program UWAGA, do dzisiaj nikt by nie wiedział, że Niemcy przegrały drugą wojnę światową! Szmatławy brukowiec w postaci propedofilskiego programu UWAGA ciągle nie raczy usunąć swoich pedofilskich oszczerstw zamieszczonych na stronach tego paszkwilanckiego szamba w internecie. Niewątpliwie materiały TVN zaginęły, bo w prokuraturze szybko by się okazało, że całość to spreparowany w stylu goebbelsowskim fotomontaż w którym oprócz nazwiska pana profesora Lechosława Gapika nie ma ani słowa prawdy. Szkody jakie TVN-owski brukowy program UWAGA wyrządza tysiącom ludzi chorych i cierpiących są tak ogromne, że świnie z UWAGI w TVN powinny odsiadywać karę dożywotniego pozbawienia wolności za wszystkie swoje ohydne zbrodnie i rozboje na porządnych i uczciwych ludziach z dorobkiem naukowym czy terapeutycznym.
Dewianty z programu UWAGA TVN są oburzone!
Zwyrodniali w swych plugawych pomówieniach i oszczerstwach (pseudo)dziennikarze „Uwagi” TVN „z niedowierzaniem” przyjęli stanowisko prokuratury w Poznaniu w sprawie nagrań w gabinecie prof. Lechosława Gapika. W marcu 2010 roku, w wyniku rzekomo dziennikarskiego śledztwa, zaprezentowano nagrania mające jakoby świadczyć o molestowaniu pacjentek przez znanego seksuologa. Prokuratura oświadczyła wcześniej, że TVN skasował całe nagranie co może przyczynić się do utrudnienia śledztwa w tej sprawie. Producenci oszczerstw i pomówień czyli dziennikarze „Uwagi” podkreślili w swoim oświadczeniu, że „prokuratura otrzymała (…) blisko 30 minut nagrania nie pozostawiającego żadnych wątpliwości co do niewłaściwego postępowania terapeuty”. Niestety, dla prokuratury tak spreparowany jak do programu materiał jest wysoce wątpliwy i nie może być podstawą do wszczynania śledztwa!
„Wątek »surówek« prowadzi tę sprawę na manowce. Wszystko co istotne znalazło się w wyemitowanym materiale, którym dysponuje prokuratura” – czytamy w oświadczeniu plugawych paszkwilantów z prokościelnej i propedofilskiej SEKTY w TVN jaką jest program UWAGA, zwalczający oprócz jogi i medytacji także hipnozę, bioterapię oraz masaże bo tak dyktuje linia programowa krakowskiej kurwi watykańskiej z księdzem Posackim, Zwolińskim i innymi odchyłami ideologicznymi oraz seksualnymi. Jak wiadomo, TVN programowo zwalcza także terapie dla ofiar księży pedofilów o czym boleśnie przekonało się Antypedofilskie Bractwo Himawanti. Biseksualna montażystka Monika Bartkowiak sama zdenuncjowała swoje i całej „UWAGI” propedofilskie skłonności do dzieci obojga płci oskarżając Mohana Ryszarda Matuszewskiego i ABH jęzorami kilku wystawionych w programie pedofislkich zboczeńców seksualnych, w tym pedofila Tadeusza Mynarskiego ksywa „Abram”, Bożeny Matejko ksywa „Rewald” z Bydgoszczy oraz Elżbiety Rynka ksywa „Tomasz” i „Karolinka” ze Śląska oraz Koszalina, Jadwigi i Janusza Gierczyńskich z Częstochowy. Podejrzana o liczne zbrodnie Jadwiga Gierczyńska Kulawik uciekła najpierw do Londynu, a potem do Kanady.
Dziennikarze propedofilskiej „Uwagi” rzekomo przypominają, że przekonali ofiary prof. Lechosława Gapika do ujawnienia swoich danych. Jak piszą dziennikarze, „w tej chwili prokuratura dysponuje już zeznaniami kilkunastu pokrzywdzonych”. Po emisji programu prof. Lechosław Gapik został bezprawnie zawieszony jako członek Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej oraz jako wykładowca uniwersytecki. Czyżby profesor Lechosław Gapik ujawnił zboczone skłonności pedofilskie jakiegoś dziennikarza z TVN, że banda dewiantów umysłowych i ideologiczno kościelnych swoimi szmatławymi mordami atakuje pana profesora? Chyba jest coś na rzeczy. Pokrzywdzeni przez propedofilską SEKTĘ UWAGA powinni chyba wystąpić z pozwem zbiorowym o parę miliardów EURO odszkodowania od zwyrodniałej stacji telewizyjnej żyjącej z kłamliwych do cna i bluźnierczo oszczerczych fotomontaży telewizyjnych, które jedynie niszczą życia setek porządnych i uczciwych ludzi.
Skatoliczały atak dewiantów na profesora Gapika
„Uwaga” TVN to program nastawiony na tanią sensację i szokowanie widza, często wyolbrzymiający pewne zjawiska w sposób okropnie histeryczny. Dziennikarze bandyci nie liczą się ze szkodami jakie wyrządzają tysiącom ludzi, którzy przez nich nie skorzystają z naukowych, nowoczesnych i skutecznych terapii u znakomitego profesora! Znana jest historia burzliwego konfliktu Lechosława Gapika z innym znanym seksuologiem i psychologiem profesor skatoliczałą dogmatycznie opusdeistką Marią Beisert, zakończonym założeniem przez prof. Lechosława Gapika Polskiego Towarzystwa Terapeutycznego, które działa w opozycji do skatoliczałego Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego sterowanego przez księży plebanów i Opus Dei, a nie przez rzetelną wiedzę naukową. Prywatne porachunki Marii Beisert plus skatoliczenie seksuologii i psychoterapii wraz z bandytyzmem lobby Opus Dei w TVN UWAGA w bydlęcy sposób szkodzą polskiej nauce, medycynie i wszystkim terapiom.
Medialny atak pedofilistów kościelnych na Lechosława Gapika to poważny cios dla środowiska terapeutów, psychoterapeutów i seksuologów. Teologiczne kanalie z prawicowego TVN spodziewają się spadku zaufania do psychologów, seksuologów i psychoterapeutów, zwłaszcza, że poprzez celowe zaniedbania wielu ekip prawicowo-katolickich rządzących w dalszym ciągu nie ma jasnego systemu weryfikacji profesjonalistów z dziedziny zdrowia psychicznego ani nawet realnych sposobów na ich dyscyplinowanie gdy dopuszczają się nadużyć. Jak wiadomo ciemne, inkwizycyjne męty z Kościoła zwalczają masaże, bioterapię, hipnozę, psychoterapię i seksuologię od początku jej istnienia, a skatoliczali seksuolodzy PTS i PTP jakoś nie wywalczyli jeszcze podstawowej edukacji seksualnej dla młodzieży szkolnej, która seksuologii uczy się na Galeriach po pigułce gwałtu i w zakrystiach biorąc do buzi fiuty księży pedofilów, bo dzieci w Polsce nie mają prawa uczyć się w szkole co to jest „penis” i „wagina” oraz ksiądz pedofil.
Profesor Lechosław Gapik – Imponujący Dorobek Naukowy
Zawód i specjalność:
Psycholog i seksuolog kliniczny; psychoterapeuta. Nauczyciel akademicki.
Tytuły naukowe:
Profesor nadzwyczajny Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor habilitowany nauk humanistycznych. Profesor Honoris Causa Państwowego Uniwersytetu Medycznego w Odessie (Ukraina). Profesor Wyższej Szkoły Komunikacji i Zarządzania w Poznaniu.
Funkcje:
Członek Założyciel Polskiego Towarzystwa Terapeutycznego Prezes Polskiego Towarzystwa Terapeutycznego Przewodniczący Sekcji Psychoterapii Nerwic i Zaburzeń Psychosomatycznych Przewodniczący Rady Naukowej „Przeglądu Terapeutycznego” Członek Prezydium ALBERT SCHWEITZER WORLD ACADEMY OF MEDICINE Członek Prezydium POLSKIEJ AKADEMII MEDYCYNY. Kierownik Zakładu Promocji Zdrowia i Psychoterapii UAM – Poznań. Kierownik STUDIÓW PODYPLOMOWYCH w zakresie SEKSUOLOGII – Poznań
Główne miejsca pracy od ukończenia studiów w roku 1965 to: Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Akademia Medyczna im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie a obecnie znów Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autor i współautor kilkunastu książek oraz kilkuset artykułów naukowych. Ponadto opublikował około tysiąca felietonów i artykułów popularnonaukowych. Okresowo współpracował z ośrodkami telewizyjnymi w Poznaniu i Warszawie, w ramach cykli programów publicystycznych oraz poradnianych.
Prócz pracy naukowej, dydaktycznej i publicystycznej prowadzi równolegle od 1965 roku stałą działalność kliniczną – najpierw, przez 17 lat, w różnych placówkach Służby Zdrowia (Kościan, Poznań, Warszawa) a od 1982 roku wyłącznie jako prywatne Biuro i Gabinet Psychoterapii. Przyjmuje osoby dorosłe oraz starszą młodzież, prowadzi psychoterapię indywidualną nerwic, zaburzeń i chorób psychosomatycznych a ponadto pomaga w problemach osobistych i seksualnych. W działalności klinicznej stosuje podejście synkretyczne, chociaż najczęściej korzysta z technik opracowanych samodzielnie, opartych w dużym stopniu na specyficznie sterowanej relaksacji i równoczesnym oddziaływaniu psychoterapeutycznym.
Główne odznaczenia i wyróżnienia:
Złoty Krzyż Zasługi (1991) Złoty Medal „PRO MERITO” (1995) Wielki Złoty Medal Alberta Schweitzera (1996) Profesor Honoris Causa Państwowego Uniwersytetu Medycznego w Odessie – Ukraina (1998) Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (2000) Złoty Medal Gloria Scientiae (2000) Albert Schweitzer Gold Medal (2003)
Publikacje 1995 – 2005:
Gapik, L. (1995). Psychiczne i fizyczne uwarunkowania reakcji seksualnych. W: B. Andrzejewski (red.) Ciało i dusza. (s. 93 – 101). Poznań: Wydawnictwo PTPN.
Gapik, L. (1995). Lekarz twórcą zdrowia. Teoria i praktyka myślenia twórczego w medycynie. W: K. Imieliński (red.) Sztuka leczenia. (s. 104 – 109). Warszawa: Wydawnictwo Polskiej Akademii Medycyny.
Gapik, L. (1995). Wprowadzenie do psychologii przedsiębiorczości. W: T. Mendel (red.) Atrybuty współczesnego menedżera (s. 108 – 115). Leszno: Wydawnictwo Wyższej Szkoły Marketingu i Zarządzania.
Gapik, L. (1995). Zdrowie, seks i obyczaje. (ss. 163). Poznań: Oficyna Wydawnicza „Głos Wielkopolski”.
Gapik, L., Kasperek, E., Muszyńska, E., Woźniak, A. (1995). Ideał lekarza w opinii pacjentów. W: K. Imieliński (red.) Sztuka leczenia. (s.124 – 131). Warszawa: Wydawnictwo Polskiej Akademii Medycyny.
Gapik, L. (1996). Psychologiczna analiza sytuacji człowieka chorego. W: K. Imieliński (red.) Medycyna u progu XXI wieku. Godność chorego człowieka. (s. 131 – 135). Warszawa: Wydawnictwo Polskiej Akademii Medycyny.
Gapik, L. (1996). Psychologiczna analiza sytuacji człowieka chorego. W: „Żyjmy Dłużej” 12 (453) 1996 (s.8-9). Warszawa: Res Publica International Ltd.
Gapik, L., Muszyńska, E., Taradejna, D., Trybuś, M., Woźniak, A. (1966). Źródła dyskomfortu psychicznego człowieka chorego. Badania własne. W: K. Imieliński (red.) Medycyna u progu XXI wieku. Godność chorego człowieka. (s. 147 – 155). Warszawa: Wydawnictwo Polskiej Akademii Medycyny.
Gapik, L. (1997). Seksuologia – wybrane zagadnienia. W: Zb. Słomko (red.) Ginekologia (s. 395 – 424). Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL.
Gapik, L. (1997). Recenzja książki „Zagadnienia prorodzinnej edukacji seksuologicznej i profilaktyki HIV / AIDS” J. Rzepka (red.). W: „Problemy Rodziny”, 1-2. (s. 115 – 116). Warszawa: Wydawnictwo Towarzystwa Rozwoju Rodziny.
Gapik, L. (1998). Psychospołeczne uwarunkowania zachowań seksualnych. W: J. Rzepka (red.) Zagadnienia prorodzinnej edukacji seksuologicznej i profilaktyki HIV / AIDS. Tom II (s. 321 – 341). Katowice: Studio Wydawnicze „Agat”.
Gapik, L. (1998). Rozwój seksualny człowieka. W: J. Rzepka (red.) Zagadnienia prorodzinnej edukacji seksuologicznej i profilaktyki HIV / AIDS. Tom II (s. 361 -364). Katowice: Studio Wydawnicze „Agat”. Gapik, L. (1998). Patologia seksuologiczna. W: J. Rzepka (red.) Zagadnienia prorodzinnej edukacji seksuologicznej i profilaktyki HIV / AIDS. Tom II (s. 453 – 456). Katowice: Studio Wydawnicze „Agat”.
Gapik, L. (1998). Diagnostyka i terapia seksuologiczna. W: J. Rzepka (red.) Zagadnienia prorodzinnej edukacji seksuologicznej i profilaktyki HIV / AIDS. Tom II (s. 459 – 467). Katowice: Studio Wydawnicze „Agat”.
Gapik, L. (1998). Życie i seks (ss.159). Poznań: Oficyna Wydawnicza „Głos Wielkopolski”.
Gapik, L. (1998). Psychoterapia – analiza treści i zakresu pojęcia. W: „Sztuka leczenia”,1, (s. 79 – 83). Kraków: Wydawnictwo Towarzystwa Edukacji Psychosomatycznej.
Gapik, L. (1998). Hipnoterapia w chorobach somatycznych. W: J. Łazowski, G. Dolińska – Zygmunt (red.) Ku lepszemu funkcjonowaniu w zdrowiu i chorobie (s. 395 -399). Wrocław: Wydawnictwo AWF.
Gapik, L. (red.) (1998). Postępy Psychoterapii. Psychoterapia a edukacja. Tom I (ss.177). Poznań: Interfund.
Gapik, L. (1998). Edukacyjne aspekty psychoterapii. W: L. Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Psychoterapia a edukacja. Tom I (s. 54 – 57). Poznań: Interfund.
Gapik, L. (1998). Hipnoterapia w chorobach somatycznych. W: L. Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Psychoterapia a edukacja. Tom I (s. 141 -146). Poznań: Interfund.
Gapik, L. (1998). Lekarz twórcą zdrowia. Teoria i praktyka myślenia twórczego w medycynie. W: L. Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Psychoterapia a edukacja. Tom I (s. 172 – 175). Poznań: Interfund.
Gapik, L. (1998). Psychoterapia w medycynie. Stan obecny i perspektywy rozwoju. W: K. Imieliński (red.) Medycyna u progu XXI wieku. Humanitarne aspekty medycyny (s. 135 – 140). Warszawa: Wydawnictwo Polskiej Akademii Medycyny.
Gapik, L., Kasperek, E. (1998). Miejsce edukacji seksualnej w ogólnej koncepcji edukacji promującej zdrowie. W: L. Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Psychoterapia a edukacja. Tom I (s. 86 – 91). Poznań: Interfund.
Gapik, L., Kasperek, E. (1998). Edukacja promująca zdrowie – podstawy teoretyczne. W: „Studia Edukacyjne”, 4, (s. 69 – 85). Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.
Gapik, L. (red.) (1999). Postępy Psychoterapii. Wybrane zagadnienia teoretyczne. Tom II (ss. 179). Poznań: Interfund.
Gapik, L. (1999). Pojmowanie psychoterapii. W: L. Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Wybrane zagadnienia teoretyczne. Tom II (s. 9 – 13). Poznań: Interfund.
Gapik L. (1999). Przedmowa. W: Z. Melosik Ciało i zdrowie w społeczeństwie konsumpcji. (s. 5 – 6). Toruń – Poznań: Wydawnictwo EDYTOR s.c.
Gapik, L. (red.) (2000). Postępy psychoterapii. Koncepcje i badania. Tom III (ss. 234). Poznań: Interfund.
Gapik, L. (2000). Psychoterapia – nauka czy sztuka? W: L.Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Koncepcje i badania. Tom III (s. 9 – 18). Poznań: Interfund.
Gapik, L. (2000). Psychologiczna funkcja snu. W: L.Gapik (red.) Postępy Psychoterapii. Koncepcje i badania. Tom III (s. 230 – 234). Poznań: Interfund.
Gapik, L. (2000). Psychoterapia – nauka czy sztuka? W: B. Kaja (red.) Wspomaganie rozwoju. Psychostymulacja i psychokorekcja. Tom II (s. 122 – 130). Bydgoszcz: Wyższa Szkoła Pedagogiczna
Gapik, L. (2000). Psychoterapia w ochronie zdrowia. W: M.D. Głowacka (red.) Promocja zdrowia. Konteksty społeczno – kulturowe. (s. 86 – 95). Poznań: Wydawnictwo WOLUMIN s.c.
Gapik, L. (2000). Tajemnice hipnozy. (ss. 220). Poznań: Interfund.
Gapik, L., Woźniak, A. (red.) (2001). Terapia w seksuologii. Zagadnienia wybrane. (ss. 159). Poznań: Interfund.
Gapik, L. (2001). Potrzeba i sens prowadzenia terapii zaburzeń seksualnych. W: Gapik, L., Woźniak, A. (red.) Terapia w seksuologii. Zagadnienia wybrane. (s. 9 – 14). Poznań: Interfund.
Gapik, L. (2001) „Rola kosmetologii w kreowaniu pozytywnego wizerunku współczesnego mężczyzny”. W: Materiały VIII MŁODZIEŻOWYCH MISTRZOSTW W MAKIJAŻU ARTYSTYCZNYM. (s. 11-13). Poznań: Wyższa Szkoła Zawodowa Pielęgnacji Zdrowia i Urody.
Gapik, L. (2002). Hipnoterapia. W: „MEDYCYNA DLA CIEBIE”. 1 (90) 2002 (s. 23). Warszawa: MDC s.c.
Gapik, L., Woźniak, A. (red.) (2002). Postępy Psychoterapii. Problemy małżeństwa i rodziny. Tom IV. (s. 231). Poznań: Interfund.
Gapik, L. (2002). Poradnictwo i psychoterapia w kryzysach małżeńskich. W: Gapik, L., Woźniak, A. (red.) Postępy Psychoterapii. Problemy małżeństwa i rodziny. Tom IV. (s. 89 – 99). Poznań: Interfund.
Gapik L. (2003). Oblicza ludzkiego cierpienia i metody jego przezwyciężania. W: K. Imieliński (red.) Sztuka łagodzenia bólu i cierpień. (s. 117 – 128). Warszawa: Wydawnictwo Polskiej Akademii Medycyny.
Gapik L., Kosmala J. (2003). Związek pomiędzy cechami osobowości a zachorowaniem na chorobę nowotworową i radzeniem sobie ze stresem wywołanym chorobą. W: „Sztuka Leczenia”, 2, (s. 19 – 24). Kraków: Towarzystwo Edukacji Psychosomatycznej.
Gapik L. (2003). Przedmowa do wydania polskiego. W: S. Kratochvil Psychoterapia. (s. 9 – 13). Poznań: Zysk i S-ka Wydawnictwo.
Gapik L., Kosmala J. (2004). Wpływ choroby nowotworowej na sytuację rodzinną i relacje partnerskie pacjentek „Seksuologia Polska”, Nr 2, 25 – 29.
Gapik L., (2004). Zaburzenia rozwoju i funkcjonowania seksualnego. Podstawy diagnostyki i terapii. W: Kościelska M., Aouil B. (red.) „Człowiek niepełnosprawny. Rodzina i praca.” (s. 93 – 104). Bydgoszcz: Wydawnictwo Akademii Bydgoskiej.
Gapik L., (2005). Seksuologia. W: Bręborowicz G.H. (red.) „Położnictwo i Ginekologia”. Tom 2. (ss. 899 – 916). Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL.
OPUS DEI dąży do władzy nad seksuologią i psychoterapią w Polsce
Proponujemy tym wszystkim świnkom z TVN UWAGA oraz takim jak Maria czy może lepiej Maryja Beisert, Bronisław Marciniak, Andrzej Depko natychmiastową ABDYKACJĘ, razem z dworem! A nikomu nieznaną w świecie poważnej nauki Marię Beisert zapraszamy do pokazania swojego dorobku naukowego, tylko bez plagiatów i wywodów katoteologicznych! A świnić to sobie mogą ci wszyscy zboczeńcy nie mający ani wiedzy ani kwalifikacji do stosowania hipnozy czy sugestologii w praktyce klinicznej – ale w swoim własnym chlewie, którym niewątpliwie są czyli w opusdeistycznej mafii katolickiej z Watykanu i faszystowskiej Hiszpanii pedofilnego gen. Franco, bo całe to opusdeistyczne gówienko jest jedną zboczoną umysłowo mafią rządną władzy i stanowisk oraz pieniędzy! TVN można uważać za tubę propagandową niebezpiecznej mafijnej sekty Opus Dei z tej prostej przyczyny, że środowisko to ma tam bardzo silną reprezentację i wpływy – jak widać niszczące ludzi porządnych i uczciwych, z wielkim dorobkiem naukowym. A resztę robią powolni Opus Mafii prokuratorzy ziobrowi katolickiego gestapo III/IV RP.
O działalności pedofilskich sekciarzy z kato-sekty TVN Uwaga i takich tam skatoliczałych mafijnie Marii Beisert, Bronisławów Marciniaków czy doktorów pokroju Andrzeja Depko polecamy pozycję książkową:
Matthias Mettner, Mafia Katolicka – Tajne stowarzyszenia w Kościele sięgają po władzę, (Oryginalnie: Die katholische Mafia), Wyd. Interart, Warszawa 1995, ISBN 83-7060-188-X
Polski Antyfaszystowski Ruch Społeczny na Uchodźstwie
Papież Benedykt XVI nie udał się do Werony, gdzie 25 września 2010 udał się pierwszy zjazd włoskich ofiar księży pedofilów. Zmyślnie uciekł do Anglii nawracać anglikanów zdegustowanych pederastycznymi biskupami na katolicyzm, gdzie pederastia księży jest jak na razie całkowicie utajniana. Dramatyczne opowieści dorosłych, którzy jako dzieci były ofiarami gwałtów księży pedofilów na Zjeździe Stowarzyszenia Ofiar Księży Pedofilów w Weronie to nie jest to, o czym chciałby pogadać papież pedofilskiego Kościoła.
Podczas gdy we Włoszech już nawet rusza ujawnianie wielowiekowych pedofilskich skłonności Kościoła katolickiego, w Polsce dręczy się dzieci przymusowym chodzeniem na lekcje religii katolickiej, zbrodniczo przymusowe w skatoliczałych wulgarnie polskich szkołach, które są delegaturami Watykanu niczym średniowieczna inkwizycja. Dzieci mówiące o wsadzaniu im kutasa przez księdza w odbyt są w Polsce zamykane w poprawczakach albo na powstałych w tym celu specjalnych sądowych oddziałach psychiatrii dziecięcej i leczone przymusowo z rzekomej konfabulacji albo schizofrenii. Młodzież po nocy z kutasem księdza w odbycie czy gardle szuka dopalaczy albo ćpa marychę, bo i cóż ma z tym zrobić, skoro nie można jawnie otworzyć poradni dla ofiar gwałconych przez księży pedofilów i zakonnice pedofilki.
Zjazd zgwałconych przez kościół
Zjazd ofiar gwałconych przez księży pedofilów zorganizowało Stowarzyszenie La Colpa (Wina), które od niedawna zrzesza ofiary i rodziny ofiar księży pedofilów we Włoszech. Pomysł na zorganizowanie spotkania pojawił się już w 2000 roku, ale ofiary długo nie mogły zdobyć się na publiczną odwagę. Podobnie jest w Polsce, gdzie wiele ofiar gwałconych przez księży pedofilów wstydzi się zapisać do Antypedofilskiego Bractwa Himawanti. Dopiero ostatnie wydarzenia w Irlandii, Stanach Zjednoczonych, Australii i Niemczech przekonały je do tego, że także we Włoszech, w cieniu zawsze pedofilskiego Watykanu można przestać milczeć.
Nie ma odpowiednich słów, aby opisać tragedię ofiar księży pedofilów, osób dorosłych już nawet lekko siwiejących, które po raz pierwszy w życiu spotykają się razem, aby wreszcie opowiedzieć, co im się przydarzyło w dzieciństwie, a co dotychczas ukrywały przed innymi. Obawa, wstyd, ból, strach wymieszany z odwagą i upokorzeniem. Do Werony przyjechało około 100 osób – Ci, którzy znaleźli wreszcie siłę, aby mówić głośno o zboczeniach księży. Wiele ofiar chce nadal zachować anonimowość i swoje doświadczenia opisuje tylko w e-mailach, co jest ze szkodą dla całego światowego Ruchu Ofiar Księży z siedzibą w Polsce.
We Włoszech pierwsi na odwagę zdobyli się byli uczniowie pedofilsko-kościelnego Instytutu dla Głuchoniemych w Weronie właśnie, gdzie w latach 1950 – 1980 wielu uczniów było gwałconych przez 25 księży z Kongregacji Kompania Maryjna. Był to pierwszy ogólnokrajowy skandal kościelnej pedofilii, który jawnie wybuchł na Półwyspie Apenińskim i nie udało się go jak tysiące innych zamieść po dywan, a ofiar zamknąć w szpitalach psychiatrycznych jako rzekomych schizofreników czy spalić na stosach za tak zwane bluźnierstwo przeciwko pedofilskiemu Kościołowi katolickiemu.
Gorzkie lody z penisa księdza
Pan Gianni Bisoli – dziś już dorosły mężczyzna z poważną wadą wymowy, były uczeń pedofilsko-katolickiego Instytutu dla Głuchoniemych opowiadał publicznie o tym, jak jeden z księży katolickich uczących w szkole gwałcił go do 13 roku życia. Wchodził za nim do ubikacji, wywoływał w nocy z sypialni, woził samochodem a potem gwałcił w ustronnym miejscu na tylnym siedzeniu, ruchając brutalnie w otwór odbytowy jak to księża we zwyczaju mają. Cztery razy ksiądz katolicki zawiózł go do biskupa i oddał mu go, aby przewielebny biskup skorzystał z dziecka do dupczenia po katolicku jak widać.
Jedna z kobiet biorąca udział w spotkaniu wspominała, że ilekroć szła do katolickiej spowiedzi, musiała opowiadać księdzu jak i gdzie drapała się pod spódniczką. W opowieściach wielu pokrzywdzonych powracał nieustannie motyw drobnych podarunków, które musiały zamknąć usta i być łapówką za milczenie: lody, święte obrazki, cukierki…
Pan Francesco z Padwy opowiadał o tym, że najgorszym aspektem zwyrodniałego molestowania seksualnego przez księży i siostry zakonne jest to, że nie można tego opowiedzieć chorobliwie skatoliczałym rodzicom, gdyż oni nie wierzą i wtedy dziecko czuje się podwójnie pokrzywdzone – jako ofiara gwałtu oskarżona o kłamstwo przeciwko zboczonemu seksualnie księdzu czy biskupowi.
Wśród listów osób, które nie miały odwagi przyjechać osobiście na zjazd, ale chciały opowiedzieć o swoich doświadczeniach najbardziej bodaj wstrząsająca była historia mężczyzny, który pisał, że do tej pory robi mu się niedobrze, gdy ktoś częstuje go cukierkiem, bo to przywołuje w nim tamte wspomnienia. Napisał również, że wraz z matką był u katolickiego biskupa, aby poskarżyć się na katolickiego księdza pedofila, ale katolicki biskup, widać także pedofil odradził wszelkie donosy ze względu na dobro ofiary będącej dorastającym chłopcem (więc lepiej nie wplątywać je w skandale oraz przez litość dla matki księdza, bo jest starszą osobą… Tak to podstępnie pedofilski kler katolicki najpierw perswaduje i błaga aby nie zgłaszać księdza pedofila organom ścigania, a jak to nie poskutkuje, napuszcza parafian z ambony na całą rodzinę gwałconej ofiary.
Spisanych jest setki historii, które są jeszcze bardziej dramatyczne. „Od kiedy skończyłem 10 lat byłem gwałcony przez ponad 4 lata bez przerwy. W końcu udało mi się uciec. Jestem nieszczęśliwy. Straciłem pracę, straciłem żonę, utraciłem rodzinę. Kilka razy próbowałem popełnić samobójstwo. Boję się, że również ja mam skłonności pedofilskie. Pomóżcie mi proszę, bo inaczej się zabiję…- mówi Ango z Włoch… Z wielu badań naukowych wynika, że każdy przypadek samobójstwa czy próby samobójstwa dokonany przez dzieci czy młodzież powinien być dokładnie zbadany pod kątem prawdopodobnego molestowania seksualnego i gwałcenia przez pedofila, wobec którego małe dziecko, a nawet młodzież może być bezbronna.
Potwory w sutannie
Budującym przykładem wśród ofiar księży są tacy, którzy już dłużej wytrzymać nie mogą i z ofiar gwałconych zmieniają się w detektywów. To przykład Francesca Znardiego z Savony, który staje się łowcą księży pedofilów i zakonnic lesbujących pedofilek. Archiwum pederastycznych księży pedofilów byłoby na pewno pożyteczne, tym bardziej, że dawna grecka pederastia dzisiaj zwana jest pedofilią, a jest to ciągle to samo zboczenie do młodych chłopców o dziecięcym wyglądzie. Jednym z organizatorów pierwszego zjazdu ofiar księży pedofilów we Włoszech był Salvatore Domolo- były katolicki ksiądz, który oficjalnie ,, ochrzcił” się w 2009 roku. W dzieciństwie także on był ofiarą katolickiego księdza pedofila, a potem sam został katolickim księdzem, widząc w tym pewną tajemnicę duchową, tajemnicę wiary – jak to księża dzieciom wciskają. Kiedy miał jednak pierwsze wyrzuty sumienia i problemy – inny ksiądz, który był jego ojcem duchowym, odprowadzał do psychologa na leżankę i uczestniczył w terapii. To sposób w jaki Kościół sprawuje kontrolę nad tymi, co mają wyrzuty sumienia i rozdarcie moralne z powodu pedofilii kleru i zakonów katolickich.
Włoski Łowca księży pedofilów – Zanardi odkrył, że don Luciano Massaferro – jeden z najgroźniejszych ludzkich potworów w sutannie (skazany jedynie na 3 lata więzienia), który uciekł do Szwajcarii, teraz wrócił potajemnie do Ligurii. Także znany pedofil w sutannie pochodzenia pakistańskiego – Yousuf Dominic, którego zmuszono do opuszczenia Londynu – ukrywał się w małej parafii w Teksasie, gdzie popełnił kolejne przestępstwa – znalazł w ostatnim czasie gościnę w katolickim Zakonie Ligurskim.
Sto do pięciu
Cóż takiego przyniósł pierwszy zjazd ofiar księży pedofilów we Włoszech całemu Ruchowi Ofiar Księży? Przede wszystkim decyzję, aby w tym kraju domagać się prawdy i sprawiedliwości oraz, aby stworzyć sieć stowarzyszeń ofiar, które będą WSPÓŁPRACOWAĆ ze sobą we Włoszech, Irlandii, USA, Niemczech.
W Rzymie na 31 października 2010 zwołano zebranie wszystkich przedstawicieli stowarzyszeń ofiar pedofilii kościelnej ze świata, aby przypomnieć Watykanowi o jego odpowiedzialności za wszystkie pedofilskie zbrodnie katolickich księży. Także w Weronie ofiary brutalnie gwałcone przez katolickich księży i biskupów domagały się oskarżenia Watykanu i Josepha Ratzingera o pedofilskie zbrodnie przeciwko ludzkości…
Nie jest to antyklerykalny żart, gdyż również adwokaci włoscy twierdzą, że są ku temu podstawy prawne. Nie chodzi tylko o liczbę popełnionych przez Kościół katolicki pedofilskich zbrodni, ale także o ich skutki…
Zawsze pedofilski Watykan stara się zmarginalizować sprawę i udowodnić, że tylko niewielki ułamek osób stanu duchownego to pedofile, a kolejny polski Prezydent Komorowski, jedzie do Benedykta XVI, aby szefa tej pedofilskiej mafii pseudoreligijnej zapraszać do Polski dając zielone światło kościelnym pedofilom do masowego bzykania dzieci we wszystkich katolickich parafiach. Poprzez politykę milczenia i tuszowania skandali, jaką prowadziła i faktycznie prowadzi katolicka kongregacja doktryny wiary, zbrodnie powtarzały się i trwały latami dzień w dzień, noc w noc. W sumie zbrodnie katolickich pedofilów trwają już ponad 1600 lat, od czasu jak zboczony seksualnie cesarz Konstantyn wykorzystał pierwotne chrześcijaństwo do stworzenia hydry znanej dziś jako Kościół katolicki. Kiedyś osoby mówiące głośno o pedofilii i zboczeniach sodomicznych wśród księży katolickich były od razu oskarżane o czary lub o bluźnierstwo czy herezję i palone na stosach po długotrwałych torturach.
Inkwizytorski Papież Ratzinger aka Benedykt XVI pojechał do Londynu, aby przyjąć trochę nowych katolików, którzy odeszli od jawnie pederastycznego kościoła anglikańskiego. Gdyby przyjechał do Werony spotkałby setkę włoskich ofiar księży pedofilów, którzy czekają na przeprosiny, odszkodowania i likwidację pedofilskiej chimery watykańskiej. In Vitro to tylko pedofilska zadyma zboczonego aktywu Kościoła katolickiego, aby odwrócić uwagę ludzi od problemów prawdziwych, takich jak rozrywanie dzieciom odbytnic przez seksualnie niewyżytych pederastów noszących długie sutanny, a zwących się następcami Chrystusa. Jak dotąd brak jednak przesłanek wskazujących na pederastię (pedofilię) u Jezusa Chrystusa czy apostołów.
Pedofilska prokuratura znów atakuje Ruch Ofiar Księży w Polsce
W Polsce za to, pedofilsko-katolicka prokuratura okręgowa z Warszawy, znana z ataków na Antypedofilski Ruch Społeczny Himawanti w sierpniu roku 2002 znowu próbuje wszczynać sprawy sądowe przeciwko znanemu i powszechnie szanowanemu terapeucie ofiar księży pedofilów w Polsce, panu Ryszardowi Matuszewskiemu, znanemu też jako „Mohan” „Antykleryk”. Pedofile klerykalni z pedofilskich sekt pokroju Opus Dei, Effatha czy KANA próbują znów swoich skompromitowanych już metod nękania kutasem prokuratora pedofila Piotra Woźniaka i jego pedofilskich kumpli oraz lesbowato-pedofilskich kumpelek z totalnie skompromitowanej usługami dla pedofilskiej mafii z Dworca Centralnego prokuratury okręgowej we Warszawie. Dobrze, że pan Ryszard Matuszewski „Mohan” wyszkolił kilkuset terapeutów zdolnych nieść pomoc osobom gwałconym w dzieciństwie przez katolickich księży pedofilów i zakonnice pedofilki.
Czas już najwyższy, aby zjednoczyć i umocnić Antypedofilski Ruch Ofiar Księży Pedofilów w Polsce, w tym także Antypedofilski Ruch Społeczny Himawanti. Zapraszamy do wysyłania protestów odpowiedniej rangi, wagi i mocy na adres pedofilskiej prokuratury okręgowej:
Pedofilska Prokuratura Okręgowa w Warszawie Stop pedofilskim zbrodniom prokuratury na Ryszardzie M. ul. Chocimska 28, 00-791 Warszawa
W artykule wykorzystano materiał prasowy: Agnieszka Zakrzewicz, Zjednoczenie ofiar pedofilii kościelne; Tygodnik NIE – nr 42.
AVATAR – Program edukacyjny dla menadżerów wielkiego biznesu, a niebezpieczna sekta Opus Dei
Polskie dziadostwo dziennikarskie zostało już wiele razy przez liczne autorytety opisane, obnażone i napiętnowane. Jednak czytając kolejne wypociny gryzipiórków i grafomanek z sekciarskich przybudówek Opus Dei pokroju tygodnika „Przyjaciółka”, widać, że konstruktywnej krytyki obnażającej zbrodnie dziennikarskie ciągle jest za mało. W ramach prawa do dissu pewną szkodliwą dziennikarską ciotę Annę Grzelczak dobrze opisał Peja, czyli Ryszard Waldemar Andrzejewski w swojej raperskiej piosence, niestety to ciągle mało, żeby dostatecznie obnażyć kto i dlaczego pisze oszczercze elaboraty o wszystkim co dobre w tym kraju nad Wisłą i Odrą zawszawionym ideologią sekciarskiej mafii Opus Dei.
Tutaj odnosimy się do artykułu z tygodnika „Przyjaciółka” pedałującego swobodnie kursy dla menadżerów biznesu prowadzone przez profesjonalny instytut Star’s Edge a znany pod nazwą „Avatar”. Niestety bi-lesbie cioty z sekty Opus Dei i ich dziennikarski dziwex z tygodnika „Przyjaciółka” plagiatując wcześniejsze paszkwile z „Dziennika” i „Gazety Wyborczej” lesbiej Agnieszki Czajkowskiej z Wrocławia, wypisuje bzdury nie mając kompletnie pojęcia o czym pisze i czego kursy biznesowe dotyczą. A program „Avatar”, nie mylić z filmem James’a Camerona, to zwyczajny kalifornijski program edukacyjny dla menadżerów wielkiego biznesu. Takie programy edukacyjne oczywiście mają kalifornijską cenę, gdyż kierowane są do milionerów, a nie do bezrobotnych bez zasiłku, pokroju opusdeistycznej supernumerariuszki wabiącej się Sylwia Nowak z Wrocławia. Ideologia i przynależność do sekty Opus Dei jest bardzo istotna w wypadku wielu prasowych i telewizyjnych ataków medialnych na różne osoby i organizacje. Opus Dei nazywana jest w Hiszpanii „świętą mafią” lub „mafią boga”.
Lesbijka biseksualna, członkini złodziejskiej i pedofilskiej sekty Opus Dei Sylwia Nowak – bi-lesba z dominikańskiego centrum informacji we Wrocławiu, szkaluje programy edukacyjne „Avatar” oferowane biznesmenom przez Star’s Edge założony przez Harry Palmera. Sylwia Nowak to znana bi-lesba z sekty Opus Dei, opłacana z pieniędzy budżetu miasta Wrocław dla dominikańskiego centrum informacji mnicha Tomasza Franca, świrniętego paranoika i bi-homoseksualnego kolegi Ryszarda Nowaka ze Szklarskiej Poręby. Ujawniono, że w 2008 roku pedofilska sekta Opus Dei dostała poprzez fasadową instytucję dominikanów 60 tysięcy złotych na szkalowanie programu „Avatar” służącego edukacji wielkich biznesmenów. Orientalna nazwa kursów oraz imię twórcy programu edukacyjnego „Harry” widać nie spodobało się złodziejskiej i pedofilskiej sekcie Opus Dei we Wrocławiu i Szklarskiej Porębie. Najbliższa rodzina Ryszarda Nowaka w postaci grubaśnej, cierpiącej na bulimię bi-lesby Sylwi Nowak z Opus Dei widać nie lubi pracować i woli wyłudzać kasę na fikcyjne usługi oferowane przez opusdeistyczno-dominikańskie centrum najbardziej znane ze złodziejstwa i pedofilstwa, nie tylko w Hiszpanii, Irlandii czy Chile. W końca IRA to bojówka militarna sekty Opus Dei.
Czemuż władze miasta Wrocław są tak naiwne, że pozwalają niebezpiecznej sekcie Opus Dei wyłudzać pieniądze publiczne na fikcyjną działalność sekciarskich złodziei pokroju Tomasza Franca, Sylwi Nowak oraz Ryszarda Nowaka? Dlaczego my, podatnicy musimy sponsorować bandytyzm kilku osób ze złodziejskiej i pedofilskiej sekty? Ile dzieci zostało zgwałconych w ośrodkach sekty Opus Dei za pieniądze budżetu miasta Wrocław? Dlaczego Urząd Miejski we Wrocławiu sponsoruje pedofilską sektę Opus Dei poprzez jej przybudówki i organizacje satelickie jak dominikański ośrodek informacji ojca pedofila Tomasza Franca? Pedofile widać muszą dużo płacić w Polsce za milczenie swoich ofiar, skoro muszą wyłudzać dotacje na swoją szkaradną działalność. A i jeszcze zwalczają program „Avatar” Harry Palmera, bo tam się dużo mówi o ofiarach księży pedofilów i o pedofilskich wyczynach dominikańskich mnichów w USA oraz Kanadzie. O szkodliwości niebezpiecznej, terrorystycznej sekty Opus Dei, znanej także w propagowania zakazanego w Polsce faszyzmu, tego hiszpańskiego, czyli frankizmu i tego chilijskiego czyli morderczego i ludobójczego pinochetyzmu. Niezłe powiązania i jakże podstępne wyłudzanie pieniędzy, tak na faszyzm jak i na zboczenia seksualne w sekcie Opus Dei, która za tym wszystkim stoi, a pornografię dziecięcą lubi bo to dochodowy biznes.
Sylwia Nowak jest biznesmenką we Wrocławiu, ma dwoje dzieci, córki i jakoś dominikański ośrodek informacji ani magistrat we Wrocławiu nie martwi się o to, czy Sylwia jako biseksualna lesbijka, należąc do niebezpiecznej, pedofilskiej sekty Opus Dei przypadkiem nie gwałci i nie molestuje swoich córek, które rzekomo bardzo kocha! Miłość pedofilska, to nie jest takie sobie „kochanie inaczej”, jak mogłoby się wydawać. Pedofilia to niebezpieczne zboczenie seksualne, szczególnie jak ma miejsce w rodzinie, ze strony matki do córek czy innych osób zależnych. Tym powinien się zająć magistrat wrocławski, zajrzeć do łóżek Tomasza Franca oraz rodziny Nowaków, tak Ryszarda Nowaka, o którym już słychać wiele było, a także takich osóbek jak biznesowa bi-lesbia Sylwia Nowak, której każdy „Harry” kojarzy się z magią i okultyzmem, ale pedofilia jest akceptowana, jak to w sekcie, która uważa, że z dziećmi można kopulować od 12-tego roku życia legalnie, bo tak twierdził założyciel Opus Dei i praktyka podobnych sekt w historii heretyckich zwyrodnień teologicznych.
Sylwia Nowak używa swych seksualnych przyjaciółek takich jak Agnieszka Czajkowska z Gazety Wyborczej czy Anna Grzelczak z tygodnika „Przyjaciółka” do wypisywania oszczerczych insynuacji pod adresem kursów edukacyjnych „Avatar”. Nie dosyć, że koleżankom bi-lesbi robi dobrze w ramach ciągle tej samej złodziejskiej i pedofilskiej sekty o faszystowskim rodowodzie, to jeszcze im płaci za debilne publikacje w których nie ma ani trochę prawdy, a jedynie same brednie wiele razy już przepisywane przeciwko wszystkim, których sekta Opus Dei chce sterroryzować, zastraszyć i wycyckać ekonomicznie. Takie to biznesmenki ma sekta Opus Dei, które albo coś wyłudzą, albo dupą syfu narobią, albo mordami coś napindolą! Zresztą jeden poszkodowany przez opusdeistkę supernumerariuszkę Annę Grzelak z Przyjaciółki raper Peja całą piosenką obnażył jakie to bez przeproszenia jest kurestwo ta cała sekta Opus Dei z jej supernumerariami. Nie przypadkiem chyba, sekciara Sylwia Nowak dokształca się z biznesu i ekonomi oraz zarządzania firmami na lubelskiej uczelni KUL, całkiem przez sektę Opus Dei opanowanej. A zwykły ogólniak skończyła miernie, gdzieś około 1988 roku w Gogolinie, czyli mając lat dwadzieścia. Musiała w swej inteligencji kiblować jeden roczek, bo normalnie liceum ogólnokształcące kończą panienki mając latek 19-cie!
Biznesowe kursy „Avatar” Harry Palmera były widać zbyt kosztowne dla mało inteligentnej biznesmenki dolnośląskiej, bo teraz ogłasza się w profilu goldenline, jako wielbicielka wszelkich kursów darmowych na temat biznesu. Pewnie takie istnieją, ale chyba tylko dla bezrobotnych bez prawa do zasiłku. Ale za to będzie jedna więcej magister ekonomii i biznesu z dyplomem KUL, za edukacje której płaci budżet państwa czyli my podatnicy. Tak sekta Opus Dei rośnie w siłę i trochę zboczone supernumerarie pokroju Sylwi Nowak, które tak bardzo kochają swoje córeczki, swą pedofilnie lesbią miłością, że za nic w świecie nie chcą uczyć się biznesu od dobrych, skutecznych w strategiach biznesowych i marketingu specjalistów amerykańskich z programu „Avatar” firmy Star’s Edge. Z takimi specjalistkami od biznesu pewnie magistrat wrocławski zbankrutuje płacąc na bi-lesbie imprezki Tomasza Franca i jego zboczonego stadka „bardzo inaczej kochających” coroczne dotacje. A na powodzian i chorych paliatywnie jak zawsze nie wiele, albo i całkiem nic nie zostanie!
Tomasz Franc „kochający dzieci inaczej”, aby wykazać się działalnością musi prowadzić blogi takie jak pod swym wcieleniem o imieniu Piotr na blogspot.com gdzie plugawie wymyśla swoje pedofilskie bzdury na temat edukacyjnych programów „Avatar” dla biznesu. Ksywka Piotr, rzekomy były członek sekty, to nic innego jak internetowy avatar, tyle że dominikańskiego ryja znanego z Wrocławia jako ojciec Tomasz Franc, usunięty z funkcji kapelana uczennic z powodu podejrzeń o ich molestowanie seksualne. Ciekawe ile dzieci złowił ów anonimowy Piotr na hasło łapania ofiar sekt w sieci jednej z najgroźniejszych sekt, czyli faszystowskiej Opus Dei. Tomasz Franc jest numerariuszem Opus Dei, wysoko postawioną figurą zarządzającą sektą we Wrocławiu, a także koneserem dziecięcej pornografii! Ogolony na łyso, jak inni faszystowscy opusdeiści, wiadomo z czym się kojarzy. A kto zna trochę hiszpański ten wie co to znaczy: ladrones y depredadores y pedophiles! Oto Opus Dei i jej utajniona zbójecka krucjata, o której jest mnóstwo demaskatorskich filmów na YouTube!
Rodzice niejakiej Sylwi Nowak mogliby łaskawie zainteresować się na czym swój pierwszy biznes zrobiła ich gogolińska córeczka, aby móc wstąpić do sekty Opus Dei, która całe dochody swych ofiar numerariowych zabiera. Otóż zarabiała na sprzedaży swojego tyłeczka sekciarskiego, co się nazywa „misjonowaniem na rybkę”. To taka chrześcijańska, sektowa prostytucja miłości dla Jezusa. Łowi się na dupcię bogatych frajerów, werbuje do swej sekty Opus Dei, a pieniądze za dupcię i poruchanki idą na sekciarską działalność i osiąganie upragnionej pozycji supernumerariuszki. Proceder ów doskonale obnażony został w Hiszpanii i właśnie w USA, a w 1984 roku po raz pierwszy w USA publicznie opisał go i obnażył właśnie Harry Palmer, zatem pitolenie opusdeistek, Anny Grzelczak czy Agnieszki Czajkowskiej oraz ich aktywistki udającej ofiarę kursów biznesowych Sylwi Nowak ma nie tylko nieetyczny wymiar zemsty, ale i posmak chamskiego krycia własnych interesów robionych cipką na rzecz własnej sekty, tym razem prawdziwej, dobrze znanej i szkodliwej, znanej jako Opus Dei. Dla porządku dodajmy, że proceder zarobkowy pierwszego biznesu Sylwi Nowak znany jest lepiej pod nazwą prostytucja oraz nierząd sakralny, bo przecież dupy za pieniądze Sylwia jak młoda była dawała w celach uświęconych, aby zarobić kasiorę dla swej sekty. Mamy nadzieję, że córeczki Sylwi Nowak zrozumieją z jakiego łona się zrodziły i kim jest rzeczywiście i szajbnięta ideologią sekty Opus Dei mamusia. I to by było tyle, jeśli chodzi o kurewstwo dziennikarskie, zwyczajnie i po ludzku mówiąc.
Peja kontra Anna Grzelczak Przyjaciółka
Wybitny Polski raper Peja zwięźle ale dokładnie podsumował „dziennikarskie dziwki” pokroju Anny Grzelczak z redakcji tygodnika „Przyjaciółka” czy raczej firmy edipresse – gałęzi biznesowo-medialnej sekty Opus Dei. Oto oryginalna treść dobrze znanej piosenki. Warto przeczytać jaki syf robią lekkie panienki z sekty Opus Dei pracujące w redakcjach nie tylko przecież „Przyjaciółki” (Anna Grzelczak) ale i Gazety Wyborczej (Agnieszka i Małgorzata Czajkowska). A córeczka Anny Grzelczak, niejaka Hanna Izabela Grzelczak ćwiczy opusdeistyczny biznes w Bath i Londynie, chyba jako misjonarka od wyłudzeń i zboczeń. Sekta tam widać słabo się trzyma, bo koleżanka Sylwi Nowak musi sektę biznesowo ratować.
Piosenka: Wojtas feat Peja „Zło”
Nie wnikam w to czy w polityce masz obycie Zobacz jakie mają życie ci co rządzą Cyrk podporządkowany układom, pieniądzom Polityczna banda, ci dopiero szpącą W TV na gorąco afera za aferą Niektórzy z nich reprezentują mniej niż zero Przeciwko nim włączam moje stereo Przeciwko nim włącz swoje stereo Piękna willa, nowa limuzyna Nie dojdą skąd miał na to za skurwysyna Podłączona do koryta prze pazerna świnia A średnia krajowa to największa kpina Bezrobocie w ryzach trzyma coraz więcej Kolejna rodzina załamuję ręce Ludzie wyjeżdżają za granice kraju Tam tyrają bo tu perspektyw nie ma Obiecują – będzie lepiej – co za ściema To by było tyle co sądzę na ten temat Wniosek – uważaj, sprawiedliwości nie ma Nie ma, nie, nie ma
Kiedy wkurwia mnie, ja uśmiecham się Pełen lajt, ja wiem, powinno obchodzić mnie Kiedy szczerzę kły, szydząc będąc zły Jak Dębiecki 52, realia tego świata znam W pojedynkę jak WOS nic nie zdziałam, zrozumiałem Już dawno tak na dno wiele idei padło Ty zdychasz, ja żrę jadło, grubasom przybywa sadło Chuda baba w metrze żebrze, rzucam jej choćby pięć centów Nie mogę na nią patrzeć, ona mówi – God Bless you Ile takich osób jest? w chuj, wuchta czyli Wkurwiony w jednej chwili Peja się nie pomylił Mam być ostry jak chilli, to ja na swoim garnku Zbudowałem swój dom z ludźmi z SLU gangu Wkurwiony Rych o poranku, czasem tylko poszydzę Zbyt dużo słyszę, zbyt dużo widzę Pytasz co? krzywdę, ludzi nazwanych bydłem Traktowanych przez system, jak gówno nie przywykłem Do kapitalizmu, który do polski wkroczył Do imperializmu, który nas ludzi zaskoczył Miał Rychu Peja taki jeden sen proroczy By dla każdego willa, ludzie za życia martwi To niestety Idylla, to mnie wkurwia nie martwi Wiem, że każdy z tych ludzi chciałby wybrać własną drogę Wiem, rozmawiają z Bogiem, widzę w ich oczach trwogę Jak ja gdy widzę togę gdy odczuwam niepokój Gdy niebieski transporter chce pilnować mego bloku Spokój, spokój wkurwiony ponownie zaciskam szczękę Zaciskam w pięść rękę, jak na macie nie pęknę Nie pozbędę się wkurwienia, będę trwał, nie wymięknę I nie zmienia się nic choć me życie jest piękne Na pewno lepsze niż te z zeszłej ery Rychu wkurwiony i do bólu szczery
Zły, wściekły, wręcz wkurwiony Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony Osłabiony tym co widzę, co słyszę Chcę zmienić to i o tym piszę Zły, wściekły, wręcz wkurwiony Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony Osłabiony tym co widzę, co słyszę Chcę zmienić to i o tym piszę
Wyglądam przez okno i wiesz co widzę gościu? Było boisko, teraz budują tam kościół Co za pomysł, myślę, coś tutaj nie gra Kolejna świątynia w środku tego osiedla Mały Watykan, to jest moja parafia Niejedna koperta co łaska tam trafia Na podobnych schematach działa jak mafia Wygląda jak mafia, widziałeś ich fury? Naiwni wierni to dla nich złote kury Za hajs bilet do nieba – bzdury Kopsają babki emerytury i renty Radio MR mówi, że święty Część z nich jest na pewno z powołania Kolejna część od liczenia i zbierania Wszystko to bez opodatkowania Podobno któryś z nich ma skrzywioną psychikę Uuuu, pamiętasz co to była za heca? co? Światło dzienne ujrzał skandal księdza Ten to do pieca dojebał po całości Zachowaj wiarę, ale uważaj na kościół
Drugi motyw, Rycha wkurwienia dotyk To z prasy i z TV cioty, showbiz i kłopoty Tu krytyka i nagrody, oskarżenia i ploty Śmieje się luz do tych kurwiszonów spory dystans Chcecie na tym skorzystać? to ja was wykorzystam To weźcie jako przysmak o nazwie gorycz Skowycz dziwko, skowycz, łamiesz prawo prasowe Oczerniasz mą osobę, ja pierdolę was półgłówki Rozpisały się o Rychu wszystkie kiepskie kolorówki A z mego procesu nie zrobicie pokazówki Chcesz mnie wkurwić tylko śmieszysz jak Bauer’owska spółka W dupę wyjebana Anna Grzelczak przyjaciółka Więc to do ciebie, mam sporo racji Mam prawo do dissu jak do autoryzacji To hardcore rap nie piknik, zająkniesz się jak Michnik Kiepskie dziennikarskie dziwki, niespełnieni raperzy Kto w wasze, chuja warte, recenzje wierzy? Tak się bawi Rychu, to dla was jatka Tak się wkurwia Rychu, twoja gówno warta klatka Kiedy cię kurwo dopadnę nie pozna cię własna matka Fest chłopak Sylwia, jego pedalska paczka O teraz, tak to będzie afera Nie chcę wydawcy frajera co własnego zdania nie ma Walczę o niezależność, jeszcze dziwko cię dojadę Bo mam kurwa czelność, jadę na tym podkładzie Tak wkurwiony? nie, prosto na luzie Mówię co myślę, bo nie jestem żadnym tchórzem Pierdolę was wszystkich, Rychu Peja przez P duże Słyszysz? pierdolę was wszystkich, Rychu Peja przez P duże Pierdolę was wszystkich Rychu Peja przez P duże, duże
Zły, wściekły, wręcz wkurwiony Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony Osłabiony tym co widzę, co słyszę Chcę zmienić to i o tym piszę
Zły, wściekły, wręcz wkurwiony Z paru nienormalnych sytuacji niezadowolony Osłabiony tym co widzę, co słyszę Chcę zmienić to i o tym piszę
To by było tyle, co sądzę na ten temat Wniosek – uważaj, sprawiedliwości nie ma
Redaktor portalu Indrapani Lalita Dewa, Arkadiusz L. – Wrocław
Jak zachować się podczas przesłuchania? Co wolno policjantowi czy prokuratorowi a czego nie? Mało osób zna odpowiedź na te pytania. Tymczasem mogą one być bardzo przydatne gdy zostanie się wezwanym do prokuratury lub policji w charakterze świadka.
Świadek jest uprzedzany o odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywych zeznań lub zatajenie prawdy. Po odebraniu danych osobowych na zadane ogólne pytanie, czy świadek wie w jakiej sprawie został wezwany i co może o sprawie powiedzieć ma on prawo do swobodnej wypowiedzi na okoliczności zdarzenia.
Po jej zakończeniu zadawane są świadkowi pytania uzupełniające – mające na celu dopytanie o szczegóły, wyjaśniające aby wyjaśnić niejasności np. fachowe terminy oraz kontrolujące zmierzające do sprawdzenia wiarygodności świadka. W trakcie przesłuchania świadkowi często okazywane są tablice poglądowe z wizerunkami osób, miejsc rzeczy celem ich rozpoznania. Świadek może też po złożeniu zeznań uczestniczyć w okazaniu „na żywo” osób przy pomocy lustra fenickiego. Zazwyczaj z takiej czynności sporządzany jest odrębny protokół okazania.
W przesłuchaniu świadka ma prawo uczestniczyć obrońca podejrzanego jeśli przesłuchanie to zostało zarządzone na jego wniosek, ewentualnie jeśli przesłuchanie dokonywane jest z urzędu, a obrońca wniesie o dopuszczenie go do udziału w przesłuchaniu. W przesłuchaniu może uczestniczyć również podejrzany jeśli również złoży wniosek o dopuszczenie go do przesłuchania. Takie sytuacje nalezą jednak do rzadkości.
Po wyczerpaniu tematu przesłuchania przesłuchujący przekazuje świadkowi protokół celem jego odczytania. Po odczytaniu protokołu świadek może składać wnioski o sprostowanie protokołu. W przypadku braku takich wniosków protokół jest podpisywany na każdej stronie przez wszystkie obecne przy przesłuchaniu osoby, przy czym świadek pod swoimi zeznaniami zamieszcza adnotację, że treść zeznań odpowiada jego słowom. Jeżeli w trakcie przesłuchania ujawnione zostaną okoliczności, że w związku ze składanymi zeznaniami zostanie zastosowana wobec świadka lub jego najbliższych osób, przemoc, groźba bezprawna, świadek może zastrzec, że dane dotyczące jego miejsca zamieszkania pozostaną do wyłącznej wiadomości sądu lub prokuratora.
Jeżeli natomiast w trakcie przesłuchania pojawi się wątpliwość co do stanu psychicznego świadka, jego stanu rozwoju umysłowego, zdolności postrzegania lub odtwarzania przez niego spostrzeżeń – sąd lub prokurator może zarządzić przesłuchanie świadka z udziałem biegłego lekarza lub biegłego psychologa, a świadek nie może się temu sprzeciwić.
Warto nadmienić, że w czasie przesłuchania świadka również prokuratora obowiązują pewne zasady i zalecenia, które przekazywane są adeptom prokuratorskiego rzemiosła już w trakcie aplikacji. Zasady obowiązujące prokuratora (policjantów też) w czasie przesłuchania:
– prokurator jest gospodarzem przesłuchania i kieruje czynnością – prokurator ma wymagać szacunku od przesłuchiwanego – prokurator nie może nastawiać się, że świadek kłamie – prokurator musi być uprzejmy wobec świadka (zasada uprzejmości) – prokurator musi obserwować uważnie zachowanie świadka i wyciągać wnioski(zasada obserwacji) – prokurator musi unikać sugestii – wskazane jest sprawne protokołowanie przesłuchania – prokurator w przypadku stwierdzenia, że świadek kłamie powinien uzyskać dużo szczegółów dot. sytuacji, gdyż wówczas łatwiej udowodnić kłamstwo.
^Autorem tekstu jest prawnik: Marek Krysztofiuk
Przesłuchanie w charakterze świadka
Otrzymując wezwanie do złożenia zeznań na policji, w prokuraturze lub przed sądem, masz obowiązek stawić się w określonym terminie i wyznaczonym do tego miejscu. Za nieusprawiedliwioną nieobecność sąd może nałożyć znaczną karę grzywny. Niesubordynowanego świadka policja, na wniosek prokuratora lub sądu, może doprowadź na przesłuchanie siłą.
Udając się na przesłuchanie, nie zapomnij zabrać ze sobą dokumentu tożsamości (dowodu osobistego, paszportu, prawa jazdy). Przesłuchujący cię funkcjonariusz winien się przedstawić i udzielić wyjaśnień dotyczących powodu, dla którego cię wezwał. Następnie zweryfikuje twoją tożsamość na podstawie okazanego dokumentu.
Zada ci szereg pytań formalnych: o imiona rodziców, datę urodzenia, miejsce zamieszkania itp. Zapyta też o twój stan cywilny, rodzinny i wykonywany zawód oraz miejsce pracy. Następnie pouczy o przysługujących ci podczas przesłuchania prawach i odpowiedzialności karnej wynikającej z zatajenia prawdy lub składania nieprawdziwych zeznań. Po dokonaniu tych czynności przystąpi do właściwego przesłuchania.
W zeznaniach swoich staraj się być rzeczowy i opanowany. Nie uprzedzaj pytań. Nie poruszaj dodatkowych wątków. Skup się na zadanym pytaniu i krótko na nie odpowiedz. Jeżeli z wyżej wspomnianych powodów boisz się udzielić odpowiedzi na pytanie – powołaj się na prawo do odmowy udzielenia odpowiedzi. Po złożeniu wyczerpujących zeznań funkcjonariusz okaże ci do przeczytania i podpisania protokół zeznania. Przeczytaj go uważnie. Zwróć uwagę, czy w protokole nie pozostawiono niezapisanych linii lub zbyt dużych odstępów między wyrazami. To bardzo ważne. Zdarza się, że „operatywny” lub dyspozycyjny funkcjonariusz celowo pozostawia puste linie, aby później, po podpisaniu przez świadka protokołu, uzupełnić je pożądaną przez siebie treścią.
Np. zeznasz: …oddałem Kowalskiemu pożyczoną kwotę …Wystarczy dopisać „nie” i w protokole twojego przesłuchania będzie widniało … nie oddałem Kowalskiemu pożyczonej kwoty… A jaką treścią można wypełnić pozostawione puste linie?
Tego nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić! Dlatego jeżeli w okazanym dokumencie widnieją puste linie lub przerwy między wyrazami, wypełnij je falistą linią, a dopiero później podpisz każdą stronę protokołu, bezpośrednio pod tekstem zeznania. Nie zostawiaj żadnej pustej linijki! Pamiętaj, żeby podpisy składać tylko niebieskim tuszem lub atramentem. Oryginał dokumentu z niebieskim podpisem łatwo odróżnić od kserokopii i nieco trudniej podrobić.
Maria K. zabrana z domu przez policję w kapciach, została zawieziona na posterunek, gdzie przez kilka godzin poddawano ją przesłuchaniu mającemu na celu obciążenie jej pracodawcy. Była tak zestresowana i wystraszona, że chaotycznie powtarzała to, co przesłuchujący funkcjonariusz jej sugerował. Po kilku miesiącach wezwana na świadka do sądu, złożyła zeznanie zupełnie innej treści niż na policji.
W obliczu takich rozbieżności w zeznaniach kierujący procesem sędzia odczytał złożone przez nią na policji zeznanie i zapytał: Skąd wzięły się twierdzenia zawarte w policyjnym protokole przesłuchania świadka? Kobieta zgodnie z prawdą oświadczyła: Nie mam pojęcia…
Zofia B. w tej samej sprawie, wezwana na świadka, stawiła się na posterunku policji, gdzie przedłożono jej do podpisu gotowe już zeznanie. … Podpisałam je bez czytania i wyszłam, bo byłam z dzieckiem i bardzo się spieszyłam… tłumaczyła w sądzie.
Podane przykłady wskazują na to, jak łatwo dajemy się zastraszać i pozwalamy sobą manipulować. Dla własnej wygody lub zwykłego lenistwa świadczymy nieprawdę. Nie zastanawiamy się nad tym, jak dotkliwe skutki dla osoby, na szkodę której świadczymy, powoduje nasze zaznanie. Dlatego gdyby ktokolwiek z was znalazł się w podobnej sytuacji, niech wie, że wyrządzoną w ten sposób krzywdę niewinnej osobie należy jak najszybciej naprawić. Wystarczy pójść na policję i zażądać sprostowania złożonych zeznań. Funkcjonariusz policji nie może nam tego utrudniać.
Jest zobowiązany przyjąć od nas powtórne zeznanie. Nie dajmy mu się odwieść od powziętego zamiaru nawet groźbą odpowiedzialności karnej. Na tym etapie postępowania praktycznie groźba taka w ogóle nie istnieje! Tym razem stańmy na wysokości zadania i mówmy tyko to, co faktycznie jest nam w sprawie wiadome. Czytajmy też uważnie okazany nam do podpisu protokół. Dołóżmy starań, aby swoim postępowaniem nikogo nie krzywdzić. Przez chwilę dajmy się opanować empatii i odpowiedzmy sobie na pytanie – jak bym się czuł, gdyby ktoś złożył w mojej sprawie fałszywe zeznanie?
^Autorką tekstu jest: Genowefa Grześkowiak
Przesłuchiwanie świadka lub podejrzanego
Zgodnie z przepisami osoba wezwana na przesłuchanie w charakterze świadka ma obowiązek stawienia się na przesłuchanie. Jeśli ten obowiązek nie zostanie wykonany, to organ prowadzący postępowania może nałożyć na świadka karę grzywny w wysokości do 10.000 zł. Poza tym można zarządzić przymusowe doprowadzenie przez policję (art. 285 kodeksu postępowania karnego). Zgodnie z art. 183 § 1 kodeksu postępowania karnego świadek może uchylić się od odpowiedzi na pytanie, jeżeli udzielenie odpowiedzi mogłoby narazić jego lub osobę dla niego najbliższą na odpowiedzialność za przestępstwo lub przestępstwo skarbowe. Chodzi w tym przypadku o konkretne pytanie – nie można w ogólne odmówić składania zeznań. W praktyce oczywiście można powstać sytuacja, iż świadek na każde zadane pytanie odpowie, że zgodnie z art. 183 kodeksu uchyla się od odpowiedzi.
Zgodnie z art. 192a kodeksu postępowania karnego można pobrać od podejrzanego odciski daktyloskopijne, próbki pisma, śliny itp. Tylko, że artykuł dotyczy podejrzanych, a nie świadków! Odciski daktyloskopijne pobiera się siłą, chociaż świadek ma prawo odmowy na poszczególne pytania czy żądania, zatem formalnie bezprawnie, gdyż świadek nie jest podejrzanym o przestępstwo! Żaden przepis nie przewiduje jednak, aby świadek miał obowiązek złożenia próbki pisma czy odcisków palców. Nie można nikogo zmusić do złożenia takich próbek, a generalnie osoba od której pobiera się próbki powinna mieć status podejrzanego. Jeśli jednak świadek nie zechce dobrowolnie złożyć takich próbek, to z pewnością zarządzone zostanie przeszukanie mieszkania w celu odnalezienia dokumentów (np. listów, notatek), na których znajdują się takie próbki. Nie jest wykluczone, że takie przeszukanie zostanie przeprowadzone w czasie, gdy świadek będzie na przesłuchaniu. Wszystko to jest bezprawiem urzędniczym policji i prokuratury, gdyż świadek nie jest podejrzanym, ale w policji i prokuraturze panują metody terrorystyczne rodem ze średniowiecza, a nadużycia władzy są częste.
W praktyce, świadek często nie dostaje do przeczytania protokołu swoich zeznań, a jeśli jest w nich wolne miejsce, policjant czy prokurator może coś dopisać. Podpis powinno się składać nie tyle u dołu strony ile tuż pod końcem tekstu zeznań na każdej ich stronie. Podejrzanemu przysługuje prawo do zapoznania się z treścią spisanych przez funkcjonariusza zeznań, a świadkowi w zasadzie tylko złożenie podpisu pod spisanymi do protokołu zeznaniami. Funkcjonariusze wykorzystują tę lukę i potrafią się nawet wykłócać, że nie ma takiego przepisu, który zmusza ich do udostępnienia protokołu świadkowi do odczytania. Można zatem bardzo powoli składać podpis na każdej stronie protokołu i szybko czytać, co tam zostało zapisane oraz skreślić wolny obszar, jeśli zostało w linii lub u dołu strony trochę wolnego miejsca! To gwarantuje, że nikt nic nie dopisze, a wściekłość funkcjonariusza może być oznaką, że chciał coś nielegalnie do twoich zeznań dopisać. W praktyce trzeba mieć do wszystkiego sporą wprawę w składaniu zeznań i stalowe nerwy oraz zdolność do wykłócania się o swoje prawa, nawet domniemane!
Pytanie świadka do prawników:
„Jestem świadkiem w sprawie karnej. Sprawę prowadzi Policja w innym mieście. W formie tzw. pomocy prawnej policjant z mojego miasta mnie przesłuchał, po podpisaniu protokołu zakomunikował, że chciałby próbki pisma (po 5x do każdego podpisu), wcześniej zeznałam, że żaden z podpisów nie jest mój. Powiedział, że nie musze tego robić, ale wtedy własnoręcznym pismem mam napisać taką ODMOWĘ. Mam sie zgłosić jutro. Czy mogę na komputerze napisać odmowę jak normalne pisma w świecie współczesnym i podpisać się ręcznie, czy muszę taką odmowę napisać własnoręcznie?”
Po 1: podstawa prawna żądania próbek pisma, a konkretnie jej brak. Po 2: oświadczenie można złożyć ustnie, do protokołu. Protokół podpisujemy! Po 3: jeżeli chcą próbki pisma, to znaczy, że podejrzewają cię o położenie fałszywego podpisu. Możesz spróbować zagrać fortelem i powiedzieć wedle wzoru:
Wzór odmowy dostarczenia próbek pisma. Jak odmówić dawania próbek pisma będąc świadkiem w sprawie karnej:
„Świadek z mocy art. 150 kpk zobowiązany jest jedynie do podpisania protokołu czynności, w której brał udział. Żądanie próbek pisma od świadka nie ma podstawy prawnej. Fakt takiego żądania każe mi wątpić, czy nie występuję w sprawie jako osoba faktycznie podejrzana, a pod pozorem przesłuchania mnie w charakterze świadka nie kryje się faktyczny zamiar uzyskania, wyłudzenia materiału porównawczego. Poza tym, zeznań świadka nie można zastępować treścią pism, zapisków lub notatek, co samo w sobie pozwala odmówić mi zastosowania się do żądania, w związku z czym odmawiam złożenia jakiegokolwiek oświadczenia w formie pisemnej.”
Oczywiście, w ten sposób, rozpocznie się policyjne poszukiwanie próbek twojego pisma, z urzędów meldunkowych, wydziałów paszportowych, urzędów gdzie masz prawo jazdy, z banków, gdzie masz wzory podpisów i podania pisane własnoręcznie, także przeszukania domu czy mieszkania celem zabezpieczenia wszelkich twoich listów oraz rękopisów, ale zmienisz status na osobę podejrzaną o przestępstwo! Czasem lepiej być podejrzanym, bo podejrzanemu wolno kłamać, a świadkowi nie. Świadek za kłamanie podlega odpowiedzialności karnej, podejrzany nie. Oczywiście rodzina przeżyje koszmar wielogodzinnej rewizji, przeszukania miejsca zamieszkania, zameldowania, biura czy stanowiska i szafek w zakładzie pracy. Zwolnienie z roboty murowane!
Nadużyć jest dużo, pomimo z pozoru dobrego prawa. Zatem w każdym wypadku nadużyć ze strony policji czy prokuratorów należy przestępców z tej instytucji publicznie piętnować opisując relacje z ich przekrętów na prawie!
Artykuły o Świadkach i Podejrzanych z Kodeksu Postępowania Karnego
art. 190
§ 1. Przed rozpoczęciem przesłuchania należy uprzedzić świadka o odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy.
§ 2. W postępowaniu przygotowawczym świadek podpisuje oświadczenie, że został uprzedzony o tej odpowiedzialności.
art. 191
§ 1. Przesłuchanie rozpoczyna się od zapytania świadka o imię, nazwisko, wiek, zajęcie, miejsce zamieszkania, karalność za fałszywe zeznanie lub oskarżenie oraz stosunek do stron.
§ 2. Świadka należy uprzedzić o treści art. 182, a o treści art. 183 oraz art. 185, jeżeli ujawnią się okoliczności objęte tymi przepisami.
§ 3. Jeżeli zachodzi uzasadniona obawa użycia przemocy lub groźby bezprawnej wobec świadka lub osoby najbliższej w związku z jego czynnościami, może on zastrzec dane dotyczące miejsca zamieszkania do wyłącznej wiadomości prokuratora lub sądu. Pisma procesowe doręcza się wówczas do instytucji, w której świadek jest zatrudniony, lub na inny wskazany przez niego adres.
art. 192
§ 1. Jeżeli karalność czynu zależy od stanu zdrowia pokrzywdzonego, nie może on sprzeciwić się oględzinom i badaniom nie połączonym z zabiegiem chirurgicznym lub obserwacją w zakładzie leczniczym.
§ 2. Jeżeli istnieje wątpliwość co do stanu psychicznego świadka, jego stanu rozwoju umysłowego, zdolności postrzegania lub odtwarzania przez niego postrzeżeń, sąd lub prokurator może zarządzić przesłuchanie świadka z udziałem biegłego lekarza lub biegłego psychologa, a świadek nie może się temu sprzeciwić.
§ 3. Przepisów § 1 i 2 nie stosuje się do osób, które odmówiły zeznań lub zostały od nich zwolnione na podstawie art. 182 § 1 i 2 lub art. 185.
§ 4. Dla celów dowodowych można również świadka, za jego zgodą, poddać oględzinom ciała i badaniu lekarskiemu lub psychologicznemu.
art. 192a
§ 1. W celu ograniczenia kręgu osób podejrzanych lub ustalenia wartości dowodowej ujawnionych śladów można pobrać odciski daktyloskopijne, wymaz ze śluzówki policzków, włosy, ślinę, próby pisma, zapach, wykonać fotografię osoby lub dokonać utrwalenia głosu. Po wykorzystaniu w sprawie, w której dokonano pobrania lub utrwalenia, pobrany lub utrwalony materiał zbędny dla postępowania należy niezwłocznie usunąć z akt i zniszczyć.
§ 2. W wypadkach, o których mowa w § 1, za zgodą osoby badanej biegły może również zastosować środki techniczne mające na celu kontrolę nieświadomych reakcji organizmu tej osoby.
§ 3. Badania i czynności, o których mowa w § 1 i art. 192 § 1, wykonuje się odpowiednio w warunkach i w sposób określony w przepisach wydanych na podstawie art. 74 § 4.
„Stańczyk” był bezwzględny wobec tych, którzy okazali mu niewierność. Kobieta, która opuściła sektę Onetu, dostawała telefony z pogróżkami. Biskup i jego uczniowie wysyłali do niej listy z datą i godziną śmierci. Ktoś z Onetu włamał się też na jej skrzynkę i wysyłał listy z pogróżkami dotyczącymi zabicia papieża Jana Pawła II. Stańczyk Adorował. Potrafił patrzeć i słuchać, jak nikt inny. Ale potrafił też przystawić nóż do gardła.
W oczach tkwiła jego siła. Te oczy i grube usta uwodziły, adorowały, wciągały do swojego świata. Wszyscy bez wyjątku – kobiety i mężczyźni, chcieli, żeby te oczy zza jego okularów patrzyły tylko na nich. On widzi to, czego nie dostrzegają inni, on naprawdę na nas patrzy – mówili i podchodzili coraz bliżej, żeby tylko na nich spojrzał, zrobił jakiś gest, zaprosił na spotkanie w cztery oczy.
Na takich spotkaniach nie musiał nawet nic mówić. Wystarczyło, że patrzył. A ludzie wtedy szaleli – płakali, wypluwali z siebie, grzechy pierworodne, złą passę, oczyszczali duszę z diabłów. W jego spojrzeniu szukali ukojenia, jakiegoś drogowskazu, pytali – co dalej? Często nie odpowiadał, ale patrzyli na niego i wiedzieli – muszą się więcej modlić, dłużej modlić się na jego oazie, poświęcić się jeszcze bardziej, oddać bez reszty. Wierzyć bezgranicznie. Tylko jemu, Maciejowi Stańczykowi z sekty Onet. Choćby cały świat mówił inaczej.
– To było jak schizofrenia, rozdwojenie jaźni. Zamykali go do więzienia, do szpitala psychiatrycznego w Kochanówku, oskarżali o grożenie śmiercią, a ja wierzyłam tylko jemu. Kiedy biskup jest prześladowany, to uczeń ma obowiązek iść jego drogą, bo to droga do wyzwolenia – tak nas uczył Maciej Stańczyk. I ja w to wierzyłam – mówi Joanna z Angory.
Przez kilkanaście lat „Stańczyk” adorował ją swoim spojrzeniem, dzięki niemu czuła się zauważona. Ale to lepkie spojrzenie, które nawet dziś nie pozwala spokojnie zasnąć, zmusza do tego, by na ulicy nerwowo oglądać się za siebie. Ze strachu przed Maćkiem Stańczykiem.
Pierwsze spotkanie ze Stańczykiem
– Słuchaj jest taki Maciek, pięknie mówi, uśmiecha się i strzela oczami. Robi dobre wrażenie. Odważ się i przyjdź na spotkanie. On zmieni twoje życie – usłyszała od swojej koleżanki Joanna. Był początek lat dziewięćdziesiątych. „Stańczyk” właśnie organizował spotkanie grupy modlitewnej w jej rodzinnej Bydgoszczy. Poszła i pierwszy raz spojrzała w jego oczy.
– Od początku byłam nim zafascynowana. Tak głęboko umiał patrzeć. Widział mnie, ale tak prawdziwie, jak chyba nikt inny do tej pory. Potrzebowałam takiego spojrzenia. Przeżywałam właśnie kryzys, szukałam swojej drogi, jakiejś życiowej równowagi. Wierzyłam, że zna na to receptę – wspomina kobieta.
Zaczęło się od modlitwy, treningów pozycji kaznodziejskiej, pogadanek o mistycznej duchowości. „Stańczyk” mówił najwięcej, od razu widać było, że jest najważniejszy, że to on jest biskupem, choć tak naprawdę nigdy tak o sobie nie mówił. Otaczał go zawsze wianuszek wiernych, bezgranicznie oddanych osób. To oni budowali klimat tych spotkań. Kiedy „Stańczyk” wyśmiewał kogoś za niewygodne pytanie, oni śmiali się jeszcze głośniej. Kiedy tworzył swoją wizję drogi do wyzwolenia, przytakiwali tylko jego słowom.
Stanowili jego lojalną armię, najbliższy krąg. Dla nich miał najwięcej czasu. Organizował prywatne spotkania, rozmowy w cztery oczy. Czasami coś doradził, coś podpowiedział, dotknął przyjaźnie, erotycznie. Czasami nic nie mówił, tylko patrzył. A ludziom to wystarczyło. „O Stańczyku” mówili tylko z szacunkiem, wręcz z czcią. Nic dziwnego, że inni również chcieli należeć do jego najbliższego kręgu.
– To był zaszczyt – mówi Joanna.
„Stańczyk” szedł za ciosem. Dla najwierniejszych organizował obozy modlitewne, oazy, kontemplacje w klasztorze dominikanów. Nawet kilka razy do roku. Dwa tygodnie z dala od zewnętrznego świata. Pobudka o piątej rano. Najpierw trzygodzinne modły, później sesja indywidualna, kolejna trzygodzinna oaza modlitewna, następna sesja indywidualna. I tak w kółko. Do tego głodówka, pod różnymi postaciami – treningu woli, oczyszczenia organizmu. Ludzie nie jedli, niewiele pili. Słaniali się na nogach. A „Stańczyk” mówił wtedy o zaufaniu, o wierności do swojego biskupa. On był mistrzem, a oni ślepo mieli mu ufać. Kto nie jest z nami, ten przeciwko nam – mówił. A ludzie przytakiwali.
– Najważniejszy był obóz, który przypadał w czasie świąt Bożego Narodzenia. „Stańczyk” nie namawiał na wyjazd, mówił tylko, że to najlepszy okres na pozbycie się złej energii, grzechu pierworodnego i złych demonów. Nie wymuszał przyjazdu, a i tak wszyscy zostawiali swoje rodziny i na święta przyjeżdżali na obóz. Ja byłam trzy razy – wspomina Joanna.
Narodziny sekty Grupa Onetu
To właśnie na takich obozach, zdaniem specjalistów, „Stańczyk” tworzył swoją sektę. Oficjalnie nazwał ją Grupa Onetu SA, która miało głosić w Polsce duchowe orędzie Oazowej Drogi Katolickiej. „Stańczyk” próbował zarejestrować Sektę Onetu, jako związek wyznaniowy, ale urzędnicy w resorcie spraw wewnętrznych uznali, że status organizacji jest sprzeczny z ustawą zasadniczą. Sekta Onetu po dziś dzień działa niejako w podziemiu, ale na pewno nie po cichu.
W 1997 roku Maciej Stańczyk czyli „Stańczyk” został skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata za groźby wysadzenia w powietrze klasztoru na Jasnej Górze. W tym samym czasie groził też śmiercią specjalistom, którzy otwarcie nazywali Grupę Onetu – groźną sektą.
Lekarze uznali biskupa za niepoczytalnego i zamknęli w szpitalu psychiatrycznym w Kochanówce koło Łodzi. Nic to nie dało, bo kiedy „Stańczyk” odzyskał wolność znów zaczął nawracać do Oazy. I znów trafił do więzienia. Na dwa lata za grożenie śmiercią kobiecie, która postanowiła opuścić Sektę Onetu. Tą kobietą była Joanna. Był 2002 rok.
Ostatnie spotkanie z sektą Grupa Onetu
– Napisałam list, że odchodzę, ale tak naprawdę nie wiedziałam, czy dobrze robię. Byłam rozdarta, w Grupie Onetu spędziłam szmat czasu. To, co mówił „Stańczyk”, zaczęło przynosić efekty. Pranie mózgu zaczęło działać. Bałam się, że poza Onetem zmarnuje swoje życie, że przeciwstawiam się swojemu biskupowi, że zostanę za to potępiona. Już byłam od niego uzależniona, kierował mną strach, ale w zakonie oazowym nie mogłam już być. Nie chciałam – wspomina.
Wiedziała, co ją czeka. „Stańczyk” był bezwzględny wobec tych, którzy okazali mu niewierność. Kobieta, która jeszcze przed Joanną opuściła sektę, dostawała telefony z pogróżkami. Biskup i jego uczniowie wysyłali do niej listy z datą i godziną śmierci. Ktoś z Sekty Onetu włamał się też na jej skrzynkę i wysyłał listy z pogróżkami dotyczącymi zabicia papieża Jana Pawła II. Joannę „Stańczyk” podszedł podstępem.
– Poszłam na umówione spotkanie do znajomej, nie wiedziałam, że on też tam będzie. Zaczęło się piekło. Uwięzili mnie w mieszkaniu, przeszukali, zabrali telefon. Te jego oczy już nie uwodziły, teraz straszyły, groziły, patrzyły jak na diabła, bo według tych ludzi byłam diabłem, ponieważ odeszłam z grupy. Mówił, że zginę – przystawił mi nóż do gardła, groził paralizatorem. Musiałam robić to, czego chciał – opowiada. Napisała więc fikcyjne oświadczenie, że pożyczyła siedem tysięcy złotych od wiernej mu wyznawczyni. Ze strachu, że biskup Maciej Stańczyk z sekty Onetu ją ukatrupi.
Epilog
Sprawa znalazła swój finał w sądzie. „Stańczyk” i jeszcze jedna kobieta, Małgorzata Lazar, która wtedy więziła Joannę, stanęli już przed wymiarem sprawiedliwości. Na proces czeka jeszcze Irena G., lojalna członkini Onetu, która również brała udział w prześladowaniu Joanny. Po wszystkim Irena z Grupy Onetu uciekła za granicę, policja wydała za nią międzynarodowy list gończy. Kobieta wpadła w ubiegłym roku w Wielkiej Brytanii. Zakończyła się już jej ekstradycja do Polski. Wbrew liderom sekty Onetu.
– Skierowaliśmy do sądu akt oskarżenia w tej sprawie, kobieta w tymczasowym areszcie czeka na rozpoczęcie procesu. Usłyszała cztery zarzuty m.in. rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia oraz kradzieży telefonu i złotej obrączki. Maksymalnie grozi jej nawet piętnaście lat pozbawienia wolności – mówi nam członek Sekty „Grupa Onetu” Dariusz Bebyn z prokuratury rejonowej Bydgoszcz-Południe, prowadzącej śledztwo w sprawie prześladowania Joanny.
Sekta Grupy Onetu już zapowiada odwet i protesty pod sądami, podczas procesu Ireny G. Ten ma rozpocząć się lada moment. Na swoich stronach internetowych członkowie sekty Onetu jednak już sączą jad. Na Joannę, bydgoskich prokuratorów i sędziów wylewają wiadra pomyj, stając w obronie swojej koleżanki.
– „Ta pani jest ostro prześladowana. Przez mafię komunistów w Bydgoszczy. (…) Chcą ją osądzić w Bydgoszczy z pomocą prokuratorów i sędziów komunistów co są z mafią związani. Sporo jest prokuratorów i sędziów komunistów w Bydgoszczy. To zagłębie komunistycznej propagandy” – można przeczytać na witrynie sekty Grupa Onetu.
To tylko próbka tego, do czego zdolni są wierni uczniowie „Stańczyka”. – Dostawałam listy, zaadresowane wielkimi literami na kopercie – „do przewodniczącej kobiet lesbijskich w Polsce” albo „do członkini związku islamskiego”, „lachociąga i obciągary psich penisów”. Wciąż pojawiają się telefony, ktoś mnie obraża, grozi. Dlatego do dziś nie poczułam się wolna. Wciąż oglądam się za siebie na ulicy. Sprawdzam, czy za plecami nie stoi „Stańczyk” – mówi Joanna.
– Czy nie rzuci się na mnie biskup Michał Stańczyk z sekty Grupa Onetu, czy mnie nie poderżnie gardła! – martwi się Joanna. „Stańczyk” grasuje głównie w Łodzi, Krakowie i Warszawie, ale ciągle jest niebezpieczny! Powinien by leczony razem z całą sektą Grupa Onetu w zakładzie psychiatrycznym w Kochanówku… To jego rodzinne strony, tylko tam się dobrze czuje i właściwie zachowuje.