Brak wpisów w tej kategorii.

Kategoria: Czytelnia

  • SEKTOFOBIA to psychiczna choroba!

    SEKTOFOBIA to psychiczna choroba!

    Lęk jako objaw wchodzi w skład bardzo wielu zespołów psychotycznych i nerwicowych. Mówimy o nerwicy lękowej wówczas, gdy objaw ten góruje w obrazie klinicznym nad wszystkimi innymi albo stanowi jedyną lub niemal jedyną jego treść. Tak się rzecz ma w FOBIACH. Fobie mają charakter natręctw i bywają częścią nerwicy natręctw. Czysta fobia jest łatwiejsza w terapii niż postać fobii w przebiegu prawdziwej nerwicy natręctw. Zwykle żadna perswazja nie jest w stanie uśmierzyć lęku w przebiegu fobii ani też uspokajanie samego czy samej siebie. Istnieje bardzo wiele możliwych fobii jak lęk przed samotnością (monophobia), lęk przed nagłą śmiercią (thanatopfobia), lęk przestrzeni (agorafobia), lęk przed pomieszczeniami zamkniętymi (klaustrofobia), lęk przed powalaniem się brudem (mysofobia) czy kałem (rupofobia), antropofobia – lęk przed ludźmi, seksofobia – lęk przed płcią przeciwną, androfobia – lęk przed mężczyznami, gynefobia – lęk przed kobietami, kaligynefobia – lęk przed pięknymi kobietami, homofobia – lęk przed zetknięciem z osobami o orientacji homoseksualnej, byciem homoseksualistą, ksenofobia – lęk przed obcymi ludźmi, nekrofobia – lęk przed umarłymi, ochlofobia – lęk przed tłokiem i wiele innych.

    W industrialistycznym społeczeństwie powstają coraz to nowe FOBIE, czasem przez społeczność chorych podsycane publicznie, jak SEKTOFOBIA. Lęk przed heretykami, sektami, innowiercami, masonami, lęk przed obcymi ideami czy kulturami to lęk przed innymi grupami ludzi, rodzaj ksenofobii i antropofobii zarazem. Sektofobia nie jest niczym nowym, a jednostki dotknięte taką chorobą w sposób natrętny obrzydzają życie ludziom o innej niż ich własna wierze religijnej, wyznaniu czy światopoglądzie. Osoba chora na fobię lękową przed sektami z uporem maniaka wygłasza spaczone lękowymi rojeniami sądy o rzekomym zagrożeniu przez sekty, które często istnieją jedynie w jej wyobraźni, wszędzie szuka i dopatruje się sekty, tworzy teorie mające uzasadniać własne obawy, lęki, własne bezzasadne, subiektywne doznania i wrażenia na temat ludzi związanych lub podejrzewanych przez chorego o przynależność do jakiejś mało znanej wiary religijnej, szczególnie o obco brzmiących nazwach. Nic nie pomoże likwidacja organizacji wyznaniowej przed którą pacjent/ka produkuje lęki i obawy w irracjonalny sposób, gdyż wtedy fobia przerzuca się na jakąś inną grupę społeczną, ludzką, w sposób nieprzewidywalny czyli zupełnie przypadkowy.

    Fobie polegające na zwalczaniu sekt, herezji, masonów mogą przybierać postać społecznej psychozy połączonej z krucjatami przeciw jakiejś grupie ludności, religii czy społeczności. Dlatego na listach sekt tworzonych przez pacjentów chorych na fobię lękową są nie tylko wyznania religijne, ale wręcz firmy i przedsiębiorstwa handlowe jak Amway czy ruchy anarchistyczne, ekologiczne, kulturalne, sztuki walki jak Tai Chi i tym podobne. Przykładowo, jeśli osoba chora na fobię zobaczy w jakiejś partii politycznej lub w sklepie kogoś o kim wie, że wygląda jak świadek Jehowy czy buddysta, zacznie z uporem maniaka, w natrętny sposób szkalować i pomawiać taką instytucję, że jest sekciarska czy sterowana przez sektę, masonerię, 'kociowierców’ etc., a na poparcie swoich tez ma tylko irracjonalną demagogię. Sektofobia jest dolegliwością osób o silnym podłożu lękowym, które wyraźnie negatywnie wpływa na procesy poznawcze i zdolność krytycznego myślenia. Lęk w postaci fobicznej towarzyszy wielu chorobom i zaburzeniom psychicznym, takim jak depresja endogenna (melancholia) czy cyklofrenia, zespół maniakalno-depresyjny, psychoza paranoidalna, pieniactwo.

    Sektofobia a Zespół Paranoidalny

    W psychozie paranoidalnej lęk jest bardzo silny i związany z treścią urojeń oraz omamów. Można powiedzieć, że jest to fobia z urojeniami. Sektofobia czy inna ksenofobia w takiej postaci psychotycznej jest bardzo niebezpieczna, gdyż osoba fałszywie oskarżająca innych o rzekome sekciarstwo, masoństwo czy zażydzenie może dopuścić się przeciw ludziom o odmiennym wyznaniu czynów przestępczych o szkodliwym charakterze, takich jak publiczne znieważanie, wszczynanie awantur w miejscach kultu religijnego, palenie meczetów czy synagog, fikcyjne i irracjonalne oskarżenia przed sądami, jakoby sekta czy masoni szkodzili pacjentowi, krępowali go w jakiś sposób lub byli społecznym zagrożeniem. W istocie to psychotycznie sektofobiczny pacjent jest społecznie szkodliwy dla mniejszości wyznaniowej, seksualnej czy narodowościowej. Chory antysekciarz wypowiada urojenia prześladowcze o strasznej treści i ksobnym charakterze. Urojenia takie, na temat sekt czy masonów, mogą się wydać prawdopodobne, ponieważ osoba chora bardzo chce uwiarygodnić swoje chorobliwe urojenia i omamy.

    Charakterystyczne objawy psychozy paranoidalnej antysekciarzy to omamy psychiczne w rodzaju wykradania i odciągania myśli, narzucania myśli czy poglądów, uczucia hipnotyzowania, oddziaływania na odległość, niszczenia czy dręczenia, porywania, prania mózgu przez rzekomą sektę. Omamy rzekomego prania mózgu wynikają stąd, że pacjent cierpi w psychozie na zamęt w głowie, natłok lub pustkę myślową, co jest skutkiem psychotycznych zaburzeń lękowych. Autyzm chorego sprawia, że całe otoczenie zmienia się urojeniowo. Osoby z otoczenia bywają sekciarzami, masonami, żydami, komuchami, zbrodniarzami, trucicielami, terrorystami etc., zależnie od poglądów chorego. U chorych z zespołem paranoidalnym brakuje poczucia choroby, leczenie bywa trudne, chociaż zdarza się, że psychoza ustępuje samoistnie bez leczenia psychiatrycznego antysekciarza czy antymasona. Psychoza paranoidalna wybucha zwykle nagle, a do zwiastunów paranoidu należą tak przygnębienie jak i stany lękowe. W chorobie tej możliwe jest zjawisko psychosis residualis, kiedy to chory nadal wierzy w treść swoich urojeń które były w czasie trwania zespołu, a których już objawowo nie ma. Nie leczony zespół swoistego pochodzenia może utrzymywać się latami i dziesiątkami lat wraz z przewlekłym procesem schizofrenicznym.

    Osobom, które gwałtownie zaczynają zwalczać jakąś sektę, herezję, masonerię produkując poczucie zagrożenia, pomawiając w sądach nawet czy w internecie o szkodliwość należy jak najszybciej zaaplikować leczenie psychiatryczne, gdyż jest to jedyny ratunek dla pacjenta, aby psychoza nie przeszła w stan przewlekle trwały, a chory antysekciarz nie narobił szkód innym ludziom z uwagi na wyznanie czy światopogląd, często domniemany, a nie rzeczywisty jak w wypadku psychozy zażydzenia. Osoby chore w zakresie zespołu paranoidalnego stają się najbardziej niebezpieczne, jeśli przebywają razem i zaczynają wspólnie zwalczać upatrzone cele, chociaż w większości wypadków urojenia są luźne i nie wykazują żadnej dążności do usystematyzowania. Kiedy widzimy przypadki osób, które nagle odwracają się od jakiejś grupy religijnej czy światopoglądowej, filozoficznej i poczynają ją atakować, pomawiać o szkodliwość, terroryzm, pranie mózgu czy inną przestępczość, zawsze w praktyce mamy do czynienia z jednostkami chorymi nerwowo lub psychotycznymi, którzy powinni leczyć się z sektofobii lub psychozy paranoidalnej, urojeniowej, a w skrajnych wypadkach nawet z paranoikami – antysekciarzami!

    Sektofobia a Pieniaczy Obłęd Ksobny, Paranoja

    Pieniactwo, szczególnie ksobnego typu jest bardzo niebezpieczne, jeśli chory zaczyna atakować mniejszości światopoglądowe, czy wyznaniowe lub ich liderów. Urojenia paranoika – pieniacza są bardzo usystematyzowane i logicznie spójne, przez co otoczenie łatwo ulega demagogii takich chorych i angażuje ich w swoje z choroby umysłu wynikające działania antysektowe, antymasońskie, antyżydowskie. Paranoja znana jest od czasów Hipokratesa i pierwotnie obejmowała wszystkie choroby psychiczne ciężkiego kalibru dające obraz szaleństwa, obłędu, urojeń. Wystrzegano się osób szerzących pomówienia, oszczerstwa, judzących przeciwko komuś, oczerniających, gdyż było to sposobem na unikanie zaangażowania się w krucjaty napędzane przez nieleczone jednostki o spaczonej chorobowo mentalności. Trzon choroby obłąkania tworzą urojenia polegające na błędnej interpretacji rzeczywistych zdarzeń. Błędne są założenia urojeniowe, a dowody słuszności sądów urojeniowych chora osoba widzi w błędnie wyjaśnianych spostrzeżeniach. Przykładowo, chora osoba czuje się zastraszana przez sektę czy rzekomego sekciarza lub prześladowana przez masonów. Możesz odwiedzić osobę chorą na obłęd pieniaczy, a ona fakt, że do smarowania chleba potrzebujesz użyć noża zinterpretuje jako bestialskie zagrożenie dla swojego życia z użyciem przez ciebie noża. O ile zdarzenie jest rzeczywiste, o tyle urojeniowe oceny zdarzeń są całkowicie błędne. Z faktu istnienia mniejszości wyznaniowych nie wynika ani ich szkodliwość ani porywanie bliskich do sekty czy terrorystyczne zagrożenia.

    Wszystko to są bezpodstawne błędne oceny rzeczywistości czynione w sposób urojeniowy, choć logicznie usystematyzowany przez paranoików. Stąd głosy w wielu krajach Europy i USA aby mniejszości światopoglądowe, wyznaniowe i narodowe prawo chroniło przed z pozoru tylko nieszkodliwymi paranoikami, którzy zaspokajają swój ksobny, wewnętrzny przymus zwalczania czegoś z powodu najprawdopodobniej dyspozycji wrodzonych, genetycznej niezdolności do prawidłowej oceny i interpretacji rzeczywistych zdarzeń. Paranoicy ulegają pieniaczemu rozwścieczeniu, kiedy ich działalność bywa wprost zdiagnozowania jako choroba psychiczna, stąd trzeba ich działalność antysektową, antykultową likwidować stanowczo, acz bardzo ostrożnie, gdyż to są jednostki rzeczywiście niebezpieczne dla społeczeństwa, w szczególności jak kierują centrami do zwalczania nowych ruchów religijnych, masonów, sekt czy żydów. Paranoicy zwalczający heretyków i nowe kulty religijne bywają bardzo przebiegli i wyrafinowani w osiąganiu swoich ukrytych celów do których demagogicznie namawiają innych, mogąc wywołać nawet rodzaj psychozy indukowanej o obrazie zespołu paranoidalnego u osób, które poddają perswazji swoich błędnych ocen i interpretacji. Fakt napisania książki o rzekomej psychomanipulacji w sektach przez typowego paranoika pieniacza i używanie jej przez innych chorych do szerzenia demagogii jest najlepszą ilustracją praktyczną w przedmiocie indukowania psychozy przez paranoików!

    Tekst opublikowany w portalu www.racjonalista.pl oraz w miesięczniku Crystal, Marzec 2006, str. 15-17.

  • Niszczyciele Zachodniego Zakonu SUFI!

    Niszczyciele Zachodniego Zakonu SUFI!

    W latach 1987-1994 kilkanaście osób było zaangażowanych w niszczenie i rozwalanie ZZS, Zachodniego Zakonu Sufi od wewnątrz. Osoby te tworzyły opozycję przeciwko Przedstawicielowi Krajowemu ZZS, Pierwszemu Czerag Polski Ryszardowi M., z pobudek agenturalnych, działając jako agenci SB, a później UOP. Informacje te pochodzą z przychylnych Zakonowi Sufi w Polsce źródeł rządowych, od osób badających działalność IV wydziału SB do spraw inwigilacji i niszczenia kościołów oraz ruchów parareligijnych. Po wyrzuceniu z ZZS Ryszarda M. przez esbeckie wtyczki, rozpoczęły się rządy agentury, władza bezpieczniaków nad Zachodnim Zakonem Sufi! Esbeckie potworki stanowczo eliminowały z kręgu Liderów ZZS wszystkie osoby związane z Ryszardem M., aż doprowadziły całe ZZS do zapaści i rozkładu. To typowa metoda działania agentury SB mającej na celu likwidację jakiejś mniejszości światopoglądowej czy wyznaniowej, a także ekologicznej.

    Wściekłość ateistyczno-esbeckiego gangu w Wydziale Wyznań MSWiA wzbudziło ponowne złożenie wniosku o rejestrację ruchu duchowego przez Ryszarda M. i ludzi z nim związanych w 1995 roku! Niektóre z osób zaangażowanych w rozwój ZZS i Sufi w Polsce, które były związane z Przedstawicielem Krajowym Ryszardem M. współtworzyły nowy ruch duchowy w miejsce zniszczonego ZZS przejętego przez SB i później UOP.

    Najbardziej do zniszczenia i rozkładu ZZS w Polsce przyczynili się niejawni funkcjonariusze byłej SB i jej agenci tacy jak Ewa Kondrat, Tadeusz Zygadło (ps. Barski), Tadeusz Mynarski, (ps. Abram, Dillani), Aldona Wróblewska, Elżbieta Rynka (ps. Karolinka) i Jadwiga Kulawik, acz wszyscy agenci i współpracownicy jeszcze nie zostali zidentyfikowani, pomimo pracy adwokatów nad dokumentacją IPN. Wszystkie osoby związane z nieżyjącą już oficer SB Ewą Kondrat można podejrzewać o świadomą lub nieświadomą współpracę w dziele niszczenia i rozbijania, likwidacji silnego ruchu sufickiego jakim był w końcu lat 80-tych XX wieku Zachodni Zakon Sufi w Polsce! Jako że od początku swego istnienia w 1987r., ZZS skupił około 1000 (jednego tysiąca) osób, w tym kilkuset inicjowanych, a Przedstawiciel Krajowy i Pierwszy Czerag (Czerag, Biskup) stanowczo odmówił jakiejkolwiek współpracy z prosowiecką Służbą Bezpieczeństwa. Inwigilowanie ZZS przez IV wydział SB nie jest niczym zaskakującym, acz zdumiewa sprawność z jaką SB weszło w struktury kierownicze ZZS i odsunęło Ryszarda M., i ludzi związanych z tym Wielkim Mistrzem Sufi od władzy, usuwając nie tylko Ryszarda M., – Mistrza Ofiela i ludzi z nim związanych, ale i zacierając całkowicie historię początków powstania ZZS w Polsce.

    Agent Tadeusz Mynarski był nie tylko aktywnym funkcjonariuszem SB, ale i rezydentnym współpracownikiem KGB, czyli w istocie, tak czy owak szpiegiem i zdrajcą Ojczyzny na rzecz obcego wywiadu. Agenci SB, później UOP mieli zwyczaj szybko i chętnie obejmować wszelkie funkcje kierownicze w każdej organizacji duchowej, jaką inwigilowali, jedynie misjonowanie szło im kiepsko, a nawet wcale, bo przez lata nie zjednali dla ruchu ani jednej osoby, a bywa, że po cichu, w kuluarach spotkań skutecznie na różne sposoby zniechęcali tych, co byli i się mocniej angażowali!

    To typowa esbecka metoda rozwalania ruchu duchowego od wewnątrz poprzez antypropagandę, sianie niezgody, konfliktów, zniechęcanie aktywu. Taką szkodliwą aktywnością w ZZS wykazała się Ewa Kondrat, Tadeusz Zygadło, Aldona Wróblewska, Bożena Matejko, Tadeusz Mynarski i inni współpracownicy bądź oficerowie SB zaangażowani w inwigilację i niszczenie Zachodniego Zakonu Sufi. Gwałtowny rozkład jakiejś organizacji duchowej czy religijnej często ma swoje źródło w działalności takich ateistyczno-esbeckich kreatur, które w rzeczywistości, z wielką pasją nienawidzą wszystkiego tego co duchowe, boskie i religijne!

  • Lew Tołstoj – Odbudowanie Piekła

    Lew Tołstoj – Odbudowanie Piekła

    ROZDZIAŁ I

    Działo się to w czasach, gdy Chrystus głosił ludziom swą naukę. Nauka ta była tak zrozumiała i stosowanie jej w życiu tak łatwe, tak widocznie uwalniała ludzi od zła, że nie sposób było się jej oprzeć. Nic nie mogło położyć tamy jej rozpowszechnianiu.
    Belzebub – ojciec i władca wszystkich diabłów – przestraszył się. Wiedział dobrze, że jego władza nad ludźmi skończy się na zawsze, jeśli Chrystus nie wyrzeknie się głoszenia swej nauki.
    Był w strachu, lecz nie tracił nadziei i podburzał posłusznych mu faryzeuszy i uczonych w piśmie, aby możliwie najdotkliwiej obrażali i dręczyli Chrystusa, uczniom zaś jego radził uciec i zostawić go samego. Ufał, że skazanie na śmierć haniebną, naigrywanie się, opuszczenie przez wszystkich uczniów, wreszcie same męki i kara śmierci sprawią, że Chrystus w ostatniej chwili wyrzeknie się swej nauki, a wyrzeczenie zburzy całą jej potęgę.
    Sprawa rozstrzygała się na krzyżu. Gdy Chrystus zawołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!”, Belzebub wydał okrzyk triumfu; schwycił przygotowane kajdany i włożywszy je sobie na nogi, dopasował je tak, żeby nie mogły być zerwane, gdy zostaną założone Jezusowi.
    Wtem z krzyża dały się słyszeć słowa: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Zaraz potem Chrystus zawołał: „Spełniło się” i wyzionął ducha.
    Belzebub zrozumiał, że wszystko stracone. Chciał zdjąć kajdany i uciekać, lecz nie mógł ruszyć się z miejsca. Kajdany przywarły do jego nóg. Chciał wznieść się na skrzydłach, lecz nie mógł ich rozpostrzeć. I widział Belzebub jak Chrystus w wielkiej światłości zatrzymał się w bramie piekieł, widział jak wyszli z piekła grzesznicy od Adama do Judasza, widział jak rozbiegły się wszystkie diabły, a nawet jak same ściany piekieł rozpadły się bez hałasu na cztery strony świata. Nie mógł znieść tego widoku, więc zaryczał przeraźliwie i wpadł w bezdenną przepaść przez pękniętą posadzkę piekieł.

    ROZDZIAŁ II

    Upłynęło sto, dwieście, trzysta lat. Czasu Belzebub nie liczył. Naokoło była zupełna ciemność i cisza. Leżał bez ruchu i starał się nie myśleć o tym, co zaszło, a jednak myślał i pałał bezsilną nienawiścią do sprawcy swej zguby.
    Nie pamiętał już i nie wiedział ile setek lat upłynęło od tamtego czasu, gdy raptem usłyszał nad sobą szmery podobne do tupotu nóg, stękania, krzyki i zgrzytanie zębów.
    Belzebub podniósł głowę i zaczął nasłuchiwać. W to, że po zwycięstwie Chrystusa piekło mogłoby być odbudowane, nie mógł uwierzyć, tymczasem zaś tupot, jęki, krzyki i zgrzytanie zębów stawały się coraz wyraźniejsze.
    Belzebub podniósł tułów, podciągnął pod siebie kosmate nogi z odrośniętymi kopytami (kajdany ku jego zdziwieniu same z nich opadły) i zatrzepotawszy, swobodnie rozpostartymi skrzydłami, wydał zwykły sygnałowy świst, którym dawniej wzywał swe sługi i pomocników.
    Nie zdążył jeszcze nabrać tchu, gdy nad jego głową zrobił się otwór, błysnął czerwony ogień i tłum diabłów w wielkim ścisku wysypał się z otworu w przepaść, i na podobieństwo kruków obsiadających padlinę, rozsiadł się naokoło Belzebuba.
    Diabły były wielkie i małe, grube i chude, z długimi i krótkimi ogonami, z prostymi i krzywymi rogami.
    Jeden z diabłów, odziany w pelerynkę narzuconą na ramiona, cały nagi, czarny i błyszczący, z twarzą ogoloną i ogromnym, obwisłym brzuchem, siedział w kucki przed samym obliczem Belzebuba i przewracając swymi ognistymi ślepiami, uśmiechał się bezustannie, machając z boku na bok swym długim, cienkim ogonem.

    ROZDZIAŁ III

    Co znaczy ten hałas? – zapytał Belzebub wskazując do góry – Cóż tam się dzieje?
    – To, co zawsze – odpowiedział błyszczący diabeł w pelerynce.
    – A czy są jeszcze grzesznicy? – spytał Belzebub.
    – O tak, wielu – odparł błyszczący.
    – Jak tam z nauką tego, którego imienia nie chcę wymieniać? – zapytał Belzebub.
    Diabeł w pelerynce wyszczerzył zęby tak, że pokazały się wszystkie jego ostre kły, a przez całą zgraję przeszedł tłumiony śmiech.
    – Nauka ta już nam nie przeszkadza. Oni przestali w nią wierzyć – powiedział diabeł w pelerynce.
    – Jak to? Przecież nauka ta, poświadczona jego własną śmiercią, w sposób oczywisty ratuje ich od nas – rzekł Belzebub.
    – Tak było, dopóki jej nie przerobiłem – odparł z dumą diabeł w pelerynce, uderzając ogonem w podłogę.
    – Jak ci się to udało?
    – Właściwie nie musiałem nic robić. Trochę tylko pomagałem.
    – Opowiedz w skrócie -rozkazał Belzebub.
    Diabeł w pelerynce, spuściwszy głowę, pomilczał chwilę, jak gdyby dla namysłu, następnie nie spiesząc się zaczął opowiadać:
    – Gdy nadszedł ów straszny czas, że piekło zostało zburzone, a ojca naszego i władcy zabrakło między nami, udałem się w miejsca, gdzie głoszona była ta właśnie nauka, która o mały włos nie doprowadziła nas do całkowitej zguby. Przyszła mi chęć zobaczyć, jak żyją ludzie stosujący się do niej. I ujrzałem, że ludzie stosujący tę naukę w życiu, byli zupełnie szczęśliwi i dla nas niedostępni. Nie gniewali się na siebie, nie ulegali urokowi kobiet i albo nie żenili się, albo mieli tylko jedną żonę, majątku zaś nie posiadali wcale, wszystko było uważane za wspólną własność, nie bronili się przed tymi, którzy na nich napadali, a za złe płacili dobrem. I życie ich było tak dobre, że wciąż więcej i więcej ludzi do nich przystawało. Widząc to, pomyślałem sobie, że wszystko stracone i chciałem już odejść. Oto jednak w tym czasie zaszedł incydent sam w sobie błahy, lecz mnie wydał się interesujący i pozostałem. Zdarzyło się bowiem, że wśród tych ludzi jedni byli zdania, iż wszyscy powinni ulegać obrzezaniu i nie powinni jeść tego, co zostało złożone w ofierze bogom pogańskim, inni zaś uważali, że takie rozgraniczenie jest zbyteczne, i że można nie stosować obrzezania i jeść wszystko. Zacząłem więc podpowiadać jednej i drugiej stronie, że ta różnica zdań jest różnicą o pierwszorzędnym znaczeniu, i że nie można ustąpić, ponieważ chodzi tu o rzecz ważną – o służenie Bogu. Ludzie uwierzyli mi, a ich kłótnie przybrały ostry charakter. Więc i ci i tamci zaczęli gniewać się na siebie wzajemnie, a wtedy ja zacząłem im podsuwać myśl, że cudami mogą dowieść prawdziwości swej nauki. Jakkolwiek było rzeczą oczywistą, że cuda prawdziwości nauki dowieść nie mogą, ludzie zapałali taką żądzą, aby mieć rację, że uwierzyli mi, ja zaś urządziłem im cuda. Z urządzeniem cudów trudności nie miałem. Ludzie wierzyli we wszystko, co potwierdzało ich chęć posiadania prawdy przez nich jedynie.
    Jedni utrzymywali, że zstąpiły na nich ogniste języki, inni zapewniali, że widzieli samego zmarłego nauczyciela i wiele różnych rzeczy; imaginowali to, czego nie było i niepostrzeżenie kłamali nie gorzej od nas, w imię tego, który nas kłamcami nazywał. Jedni o drugich mówili: „Wasze cuda nie są prawdziwe”, a tamci odpowiadali: „Nie, to wasze cuda są nieprawdziwe, a nasze prawdziwe”.
    Wszystko szło dobrze, ale obawiałem się, że ludzie mogą rozpoznać zbyt ewidentne oszustwo i wtedy wymyśliłem kościół. Kiedy uwierzyli w kościół, byłem już spokojny: zrozumiałem, żeśmy uratowani, a piekło odbudowane.

    ROZDZIAŁ IV

    Cóż to takiego „kościół”? – zapytał surowo Belzebub, nie chcąc wierzyć, że jego słudzy okazali się mądrzejsi od niego.
    – Kościół to jest coś takiego, że gdy ludzie kłamią i czują, że im się nie wierzy, wtedy, powołując się na Boga, mówią: „Jak Boga kocham, prawdą jest to, co ja mówię”; to właściwie jest kościół, z tą tylko osobliwością, że ludzie, którzy uznali się za kościół, nabierają przekonania, że są nieomylni, i dlatego nie mogą się już potem wyrzec żadnego, choćby raz tylko wypowiedzianego głupstwa. Tworzy się zaś kościół w taki sposób: ludzie wmawiają w siebie i w innych, że nauczyciel ich, Bóg, po to, by objawione przez niego ludziom prawo nie zostało fałszywie wytłumaczone, wybrał szczególnych ludzi, i oni to jedynie, lub ci, na których przeleją tę władzę, mogą dokładnie tłumaczyć jego naukę. Ludzie więc, którzy nazywają siebie kościołem, twierdzą, że są w posiadaniu prawdy nie dlatego, że to, co głoszą jest prawdą, a dlatego, iż uważają siebie za jedynych prawowitych spadkobierców uczniów samego nauczyciela – Boga.
    W manipulacji tej, podobnie jak w cudach, była pewna niedogodność, taka mianowicie, że ludzie jednocześnie
    mogli utrzymywać każdy o sobie, że są członkami jedynego prawdziwego kościoła (działo się to zawsze). Nasza wygrana polegała jednak na tym, że skoro raz tylko ludzie powiedzieli: „My stanowimy kościół” i na tym zapewnieniu zbudowali naukę, wtedy nie mogli już zrzec się wypowiedzianych przez siebie słów, niezależnie od tego, jak wielkim byłyby głupstwem i cokolwiek mówiliby inni ludzie.
    – Dlaczego jednak kościół przekręcił naukę na naszą korzyść? – zapytał Belzebub.
    – Powód jest prosty – ciągnął dalej diabeł w pelerynce -ludzie ci uznawszy się za jedynych tłumaczy prawa boskiego i przekonawszy o tym innych ludzi, stali się tym samym panami ich losu i posiedli nad nimi władzę zwierzchnią. Posiadłszy zaś tę władzę, naturalnie urośli w pychę i w większości przypadków ulegli zepsuciu, wskutek czego wzniecili przeciwko sobie oburzenie i gniew ludzki. W celu pokonania swych wrogów, nie dysponując innym orężem niż przemocą, zaczęli prześladować, skazywać na śmierć i palić na stosie wszystkich, którzy ich władzy nie uznawali. W ten oto sposób samo przyjęte stanowisko zmuszało ich do przekręcania nauki tak, aby usprawiedliwiała ich złe życie i okrucieństwa, które stosowali wobec swych wrogów.

    ROZDZIAŁ V

    Nauka jednak była tak prosta i zrozumiała, że nie można było jej przekręcić – upierał się Belzebub, nadal nie mogący uwierzyć, że jego słudzy byli sprytniejsi od niego.
    – „Postępuj wobec innych tak, jak byś chciał, aby postępowano wobec ciebie”. W jaki sposób można to przekręcić?
    – Stosując się do mych rad, posługiwano się w tym celu różnymi sposobami – kontynuował diabeł w pelerynce. -Ludzie opowiadają bajkę o tym, jak dobry czarodziej, ratując człowieka od złego czarodzieja, zamienił go w ziarnko kaszy jaglanej i jak zły czarodziej, przedzierzgnąwszy się w koguta, gotów był już zadziobać owo ziarnko, lecz dobry czarodziej wysypał na ziarnko całą ćwierć tychże ziaren. I zły czarodziej nie mógł już ani zjeść wszystkich ziaren, ani znaleźć tego, które zjeść zamierzał. To samo, idąc za mą radą, uczynili ci ludzie z nauką tego, który nauczał, że całe prawo polega na tym, aby drugiemu czynić to, co chciałbyś, aby i tobie czyniono: ogłosili, że świętym wykładem prawa boskiego jest 49 ksiąg i uznali każde słowo w nich zawarte za dzieło Boga – Ducha Świętego. Tak więc wysypali na prostą, zrozumiałą prawdę taką kupę rzekomo świętych prawd, że stało się niemożliwością przyjąć je wszystkie i znaleźć pośród nich tę, która ludziom jest potrzebna. Na tym polega pierwszy sposób. Drugi sposób, którego oni używali z dobrym skutkiem przez więcej niż tysiąc lat, polega na zabijaniu i paleniu wszystkich tych, którzy chcą głosić prawdę. Obecnie sposób ten wychodzi z użycia, lecz nie porzucają go całkowicie, bo chociaż już nie palą ludzi próbujących ujawnić prawdę, to jednak tak ich szkalują, tak zatruwają im życie, że tylko niewielu odważa się ich demaskować. Na tym polega drugi sposób. Trzeci zaś sposób polega na tym, że uznając się za kościół, a więc za nieomylnych, uczą, gdy im to jest potrzebne, rzeczy wprost sprzecznych z tym, co jest powiedziane w Piśmie: „Ale wy nie nazywajcie siebie rabbi; albowiem jeden jest nauczyciel wasz, a wy wszyscy jesteście bracia. I ojcem nie nazywajcie nikogo na ziemi; albowiem jeden jest ojciec wasz w niebiosach”. Oni zaś mówią: „Myśmy ojcami, myśmy nauczycielami waszymi”. Albo powiedziane jest: „Ale ty, gdy się będziesz modlić, wejdź do komórki swojej i zamknąwszy ją, módl się do ojca twego w ukryciu, a ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”. Oni zaś nauczają, że trzeba się modlić gromadnie, w świątyniach, przy dźwiękach muzyki i pieśni. Albo powiedziane jest w Piśmie: „A ja powiadam wam, abyście zgoła nie przysięgali”, oni zaś nauczają, że trzeba przysięgać na bezwzględne posłuszeństwo władzom, nie bacząc na to, jakie mogłyby być żądania tych władz. Albo powiedziane jest: „Nie zabijaj”, oni zaś nauczają, że zabijać można i trzeba na wojnie i z wyroku sądowego – zakończył diabeł w pelerynce, wywrócił ślepia i roześmiał się, rozwarłszy paszczę po same uszy.
    – To bardzo dobrze – rzekł Belzebub i uśmiechnął się, a wszystkie diabły zawtórowały mu głośnym śmiechem.
    – Czyż tak jak dawniej są jeszcze rozpustnicy, złodzieje, zabójcy? – zapytał już wesoło Belzebub.
    Diabły, również rozweselone, zaczęły mówić wszystkie razem, chcąc wykazać się przed Belzebubem swoją sprawnością.
    – Nie tak jak dawniej, lecz więcej niż dawniej – wrzeszczał jeden z nich.
    – Rozpustnicy nie mieszczą się w dawnych oddziałach -piszczał drugi.
    – Złodzieje dzisiejsi gorsi są od dawniejszych – huknął trzeci.
    – Brak nam opału dla zabójców! – ryczał czwarty.
    – Nie mówcie wszyscy razem, niech odpowiadają tylko ci, których zapytam – rzekł Belzebub. – Niech wystąpi ten, pod którego opieką jest nierząd i niech opowie, w jaki sposób radzi sobie z uczniami tego, który zabraniał zmieniać żony i mówił, iż nie należy patrzeć na kobietę z pożądliwością. Kto opiekuje się rozpustą?
    – Ja – odpowiedział bury, przypominający kobietę diabeł z nalaną, oślinioną twarzą, z bezustannie żującym pyskiem i na pośladkach przyczołgał się do Belzebuba.
    Diabeł ten wysunął się spośród innych, usiadł w kucki, przechylił głowę na bok, i machnąwszy ogonem zakończonym miotełką, głosem śpiewnym zaczął mówić:
    – Robimy to według starego sposobu, przez ciebie, ojca naszego i władcę użytego jeszcze w raju, który to sposób oddał w naszą władzę cały rodzaj ludzki, – i według nowego sposobu kościelnego.
    Tak więc przekonujemy ludzi, że prawdziwe małżeństwo polega nie na tym, na czym zasadza się ono w swej istocie – na współżyciu mężczyzny z kobietą – lecz na tym, żeby odziać się w najszykowniejszą nową odzież, pójść do wielkiego, przeznaczonego na ten cel gmachu, oświetlonego świecami, przystrojonego dywanami i kwiatami, następnie wobec ciekawej gawiedzi dokonać przysięgi w imię tego, który nauczał: „A ja wam powiadam, abyście zgoła nie przysięgali”. Wmawiamy w ludzi, że tylko ta ceremonia jest właśnie małżeństwem prawdziwym, że po niej ludzie otrzymują specjalną łaskę Boga, dzięki której bez żadnego ze swej strony wysiłku nabywają zalety potrzebne do zgodnego pożycia i należytego wychowania dzieci – i że każdy stosunek kobiety z mężczyzną, pomimo tych warunków, jest zwykłą, do niczego nie zobowiązującą przyjemnostką lub zadośćuczynieniem potrzebie biologicznej, przeto ludzie nie krępując się, oddają się tej przyjemności, krzywoprzysięzców zaś manipulacja ta stwarza tylu, iż o ściganiu ich nikt nie myśli, gdyż zabrakłoby więzień dla skazanych za krzywoprzysięstwo.
    Podobny do kobiety diabeł o nalanej twarzy, skłonił na bok głowę i zamilknął, jak gdyby w oczekiwaniu działania swych słów na Belzebuba.
    Belzebub kiwnął głową na znak aprobaty, a podobny do kobiety diabeł ciągnął dalej: – Tymże sposobem, nie porzucając dawniejszego, użytego w raju sposobu „zakazanego dla ciekawości owocu” -wspomniał diabeł, niedwuznacznie próbując przypodobać się Belzebubowi – osiągamy najlepsze rezultaty. Wyobrażając sobie, że mogą zawrzeć uczciwy małżeński związek kościelny po wielu kontaktach miłosnych, mężczyźni zmieniają setki kobiet i tak przyzwyczajają się do rozpusty, że czynią to samo i po zawarciu małżeństwa. Jeśli zaś niektóre żądania związane z małżeństwem kościelnym wydadzą im się zbyt krępujące, to urządzają ceremonię po raz drugi, a pierwsza ceremonia zostaje uznana za nieważną.
    Podobny do kobiety diabeł zamilkł, utarłszy końcem ogona ślinę wypełniającą mu usta, przechylił głowę na drugą stronę i wlepił milczący wzrok w twarz Belzebuba.

    ROZDZIAŁ VI

    Krótko i zwięźle: aprobuję – rzekł Belzebub. – Kto opiekuje się grabieżcami?
    – We własnej osobie! – odpowiedział, wypełzawszy z tłumu, okazały diabeł z długimi, krzywymi nogami, z wąsami podkręconymi do góry i ogromnymi łapami, krzywo przystawionymi do tułowia.
    Diabeł ten wysunąwszy się jak jego poprzednicy do przodu, wzorem ludzi wojskowych oburącz podkręcał wąsy i czekał na pytania.
    – Ten, który zburzył piekło – rzekł Belzebub – uczył ludzi żyć jak ptaki niebieskie i rozkazywał dawać temu, który prosi, a temu, kto chce zabrać suknię, oddawać i płaszcz -i powiedział, że aby być zbawionym, trzeba rozdać majątek. W jaki sposób nakłaniacie do grabieży ludzi, którzy o tym słyszeli?
    – Postępujemy tak samo, jak nasz ojciec i władca przy obiorze Saula na króla – odparł wąsaty diabeł, w uroczystym geście zarzucając łeb do tyłu. – Dokładnie tak, jak wtedy wmawiamy w ludzi, że zamiast przestać się wzajemnie okradać, powinni pozwolić się okradać jednemu człowiekowi, oddawszy mu całkowitą władzę nad sobą. I człowiek ów i jego pomocnicy i pomocnicy tych pomocników – wszyscy oni grabią naród nieustannie, spokojnie i bezpiecznie. Zazwyczaj zaprowadzają przy tym takie prawa i porządki, przy których mniejszość próżniacza może bezkarnie łupić pracującą większość. Jak więc widzisz, ojcze nasz i władco, sposób przez nas stosowany jest w gruncie rzeczy sposobem starym. Nowe w nim jest tylko to, że uczyniliśmy go bardziej ogólnym, zamaskowanym, rozpowszechnionym w czasie i przestrzeni i trwalszym. Bardziej ogólny jest przez to, że dawniej ludzie z własnej woli ulegali tym, których wybierali, teraz zaś niezależnie od swej woli ulegają nie tym, których wybierają, lecz komu popadnie. Bardziej tajnym sposób ten uczyniliśmy przez to, że teraz, dzięki wprowadzeniu podatków, zwłaszcza pośrednich, okradani swych grabieżców nie widzą, a często nawet nie domyślają się samego faktu grabieży. Bardziej rozpowszechnionym w przestrzeni sposób ten stał się przez to, że narody tak zwane chrześcijańskie, nie zadowalając się okradaniem swoich, grabią pod rozmaitymi dziwnymi pozorami, najczęściej zaś pod pozorem krzewienia chrześcijaństwa, te wszystkie obce narody, u których jest coś do zagrabienia. W czasie zaś sposób ten jest bardziej rozpowszechniony niż dawniej, dzięki wprowadzeniu pożyczek zaciąganych przez organa samorządu lokalnego i państwa, co powoduje, że nie tylko żyjące pokolenia, ale i te, które po nich nastąpią, mogą być okradane już teraz. Sposób ten bardziej trwałym uczyniliśmy poprzez to, że główni grabieżcy uważani są za osoby nietykalne, więc ludzie, lękając się surowych kar, nie odważą się na opór.
    Pewnego razu w celach doświadczalnych sadzałem jedna za drugą najpodlejsze baby, głupie i nieoświecone i nie mające żadnych praw według panujących u nich przepisów, ostatnią zaś posadziłem nie tylko rozpustnicę, lecz i zbrodniarkę, która zamordowała swego męża i prawego następcę tronu. I ludzie nie wyrwali jej nozdrzy i nie siekli jej batem, jak to zazwyczaj robili z zabójczyniami, lecz przez wiele lat niewolniczo ulegali jej samej i jej kochankom, których miała bez liku, pozwalając im pozbawiać ludzi nie tylko majątku, lecz i wolności osobistej.
    Tak więc w obecnych czasach jawne złodziejstwa, takie jak odebranie przemocą wózka z pieniędzmi, konia, odzieży, stanowią zaledwie jedną milionową wszystkich tych grabieży prawnych, popełnianych na co dzień przez ludzi mających odpowiednie możliwości. Obecnie, utajona, bezkarna grabież i w ogóle pogotowie złodziejskie zorganizowane jest wśród ludzi do tego stopnia, że stało się to głównym celem i przedmiotem gorących pożądań prawie wszystkich i maskowane jest tylko przez walkę złodziei między sobą.

    ROZDZIAŁ VII

    No cóż, bardzo dobrze – rzekł Belzebub. – A zabójstwa? Kto opiekuje się zabójstwami?
    – Ja! – odpowiedział, występując z tłumu czerwony jak krew diabeł z kłami sterczącymi z pyska, ostrymi rogami i zadartym do góry nieruchomym ogonem.
    – W jaki sposób zmuszasz do zabójstw uczniów tego, który nauczał: „Nie odpowiadaj złem na zło, kochaj nieprzyjaciół swoich”? W jaki sposób robisz zabójców z tych ludzi?
    – Robimy to według starego sposobu – odparł czerwony diabeł ogłuszającym, bełkotliwym głosem – wzniecając w ludziach chęć zysku, warcholstwo, nienawiść, mściwość, pychę; stosujemy również starą metodę, gdy wmawiamy w nauczycieli, że najlepszy sposób oduczenia ludzi od zabójstw polega na tym, żeby sami nauczyciele zabijali tych, którzy popełnili zabójstwo. Sposób ten nie tyle daje nam gotowych już zabójców, ile przygotowuje ich dla nas. Większą zaś ich liczbę dają nam nowe nauki: o nieomylności kościoła, o małżeństwie chrześcijańskim oraz o równości chrześcijańskiej. Nauka o nieomylności kościoła dawała nam dawnymi czasy największą liczbę zabójców. Ludzie, którzy uznali się za członków nieomylnego kościoła, nabrali przekonania, że zbrodnią byłoby pozwolić fałszywym wykładcom nauki gorszyć ludzi, więc ich zabijanie jest sprawą miłą Bogu. W taki sposób zabijano całe wioski i skazywano na śmierć setki tysięcy ludzi. Śmieszne wydaje się to, że ci, którzy skazywali na śmierć i palili ludzi zaczynających rozumieć prawdziwą naukę, uważali tych najniebezpieczniejszych dla nas ludzi za nasze sługi, tzn. sługi diabłów. Ci zaś, którzy zabijali i palili na stosach i rzeczywiście byli naszymi sługami, uważali się za świętych wykonawców woli Boga. Tak było w dawnych czasach; w naszych czasach wielką liczbę zabójców stwarza nauka o małżeństwie chrześcijańskim i o równości.
    Nauka o małżeństwie daje nam przede wszystkim zabójstwa wzajemne małżonków, następnie dzieciobójstwa popełniane przez matki. Mężowie i żony zabijają się wzajemnie, gdy niektóre żądania prawa i zwyczaju małżeństwa kościelnego wydają im się zbyt krępujące. Matki zaś zabijają dzieci wtedy, gdy związki, z których dzieci powstały, nie są uważane za małżeństwa. Takie zabójstwa popełniane są stale. Zabójstwa wywołane przez chrześcijańską naukę o równości dokonywane są periodycznie, ale za to bardzo masowo. Według nauki tej wmawia się w ludzi, że są równi wobec prawa. Ludzie ograbieni czują jednak, że to nieprawda. Widzą, że nie ma równości, gdyż grabieżcy mogą grabić bez przeszkód, a im nie wolno, więc buntują się i napadają na swych grabieżców. Wtedy to zaczynają się morderstwa wzajemne, które dostarczają nam niekiedy dziesiątek tysięcy morderców jednocześnie.

    ROZDZIAŁ VIII

    A zabójstwa na wojnie? W jaki sposób doprowadzacie do nich uczniów tego, który uznał ludzi za synów jednego ojca i kazał kochać nieprzyjaciół? – zapytał Belzebub.
    Czerwony diabeł wyszczerzył zęby, wypuścił z pyska strumień ognia i dymu, i uderzył się radośnie po plecach grubym ogonem.
    – Wmawiamy w każdy naród, że jest narodem najlepszym na świecie: „Deutschland uber alles”, Francja, Anglia, Rosja „uber alles”, i że naród ten powinien panować nad wszystkimi innymi narodami, ponieważ zaś we wszystkie narody wmawiamy to samo, więc węsząc ciągle niebezpieczeństwo ze strony sąsiadów, narody szykują się stale do obrony i pałają do siebie nienawiścią. Im bardziej zaś szykuje się do obrony jedna strona i z tego powodu pała nienawiścią do sąsiadów, tym bardziej szykują się do obrony wszystkie pozostałe narody, pałając do siebie wzajemną nienawiścią. Tak oto wszyscy ludzie, po przyjęciu nauki tego, który nazywał nas zbójcami, stale zajęci są przygotowaniem się do zabijania i zabijaniem.

    ROZDZIAŁ IX

    Tak, to bardzo dowcipne – rzekł Belzebub po długim milczeniu. – Ale dlaczego ludzie uczeni, zabezpieczeni przed oszustwem, nie spostrzegli tego, że kościół sfałszował naukę i nie przywrócili jej pierwotnego znaczenia?
    – Uczeni nie mogą tego uczynić – odpowiedział pewnym tonem, przesuwając się do przodu, matowoczarny diabeł w doktorskiej todze, z płaskim, spadzistym czołem, z kończynami o zanikłych mięśniach i odstającymi, długimi uszami.
    – Dlaczego?! – zapytał surowo Belzebub niezadowolony z pewnego siebie tonu wypowiedzi diabła w todze.
    Nie pesząc się wykrzyknikiem Belzebuba, diabeł w todze siadł z wolna, spokojnie i nie w kucki jak inni, lecz na wzór wschodni – skrzyżowawszy nogi o mięśniach w zamku. Potem zaczął mówić bez zająknięcia się, cichym, miarowym głosem:
    – Nie mogą tego zrobić dlatego, że ja stale odwracam ich uwagę od tego, co mogą i powinni wiedzieć i kieruję ją na to, co nie jest im potrzebne i czego nigdy tak naprawdę nie zdołają poznać.
    – W jaki sposób to robisz?
    – Sposoby są różne, odpowiednio do czasu – odparł diabeł w todze. Dawniej wmawiałem w ludzi, że najważniejszą dla nich rzeczą jest znać szczegóły stosunku wzajemnego pomiędzy osobami Trójcy, szczegóły na temat pochodzenia Chrystusa, jego pierwiastka boskiego i ludzkiego, właściwości Boga itp.. Ludzie uczeni wiele i rozwlekle dyskutowali o tym, kłócili się i gniewali na siebie. A te dysputy tak ich absorbowały, że wcale nie myśleli o tym, jak mają żyć, więc nie odczuwali też potrzeby wiedzieć, co ich nauczyciel mówił o życiu.
    Potem, gdy już tak zaplątali się w roztrząsaniach, że sami przestali rozumieć, co mówią, ja wmówiłem w jednych, że najważniejszą dla nich sprawą jest zbadać i wyjaśnić wszystko, co napisał człowiek imieniem Arystoteles, który żył tysiąc lat temu w Grecji, w innych zaś wmawiałem, że najważniejsze to znaleźć kamień, za pomocą którego można wytworzyć złoto i taki eliksir, który leczyłby wszystkie choroby, a ludzi czynił nieśmiertelnymi. I najmędrsi i najbardziej uczeni pośród ludzi skierowali na te sprawy wszystkie swoje siły umysłowe.
    Tym zaś, których to nie interesowało, wmówiłem, że najważniejszą sprawą jest wiedzieć, czy Ziemia obraca się wokół Słońca, czy też Słońce naokoło Ziemi, a gdy przekonali się, że obraca się Ziemia, a nie Słońce i obliczyli, ile milionów mil jest od Słońca do Ziemi, ucieszyli się wielce i od tamtego czasu z jeszcze większą gorliwością badają odległość od gwiazd i nie mogą się nadziwić, że liczba gwiazd jest nieskończona, choć wiadomość ta jest im zgoła zbyteczna. Oprócz tego, wmówiłem im jeszcze i to, że koniecznie powinni wiedzieć, w jaki sposób powstały wszystkie zwierzęta, wszystkie robaczki, wszystkie rośliny i wszystkie nieskończenie drobne żyjątka. Chociaż i te wiadomości nie są im wcale potrzebne i choć jest zupełnie jasne, że nie będą w stanie poznać tych wszystkich szczegółów, gdyż różnorodność życia jest nieskończona, to jednak na te i podobne badania zjawisk świata materii ludzie kierują wszystkie swe zasoby umysłowe i bardzo się dziwią, że im więcej poznają rzeczy, których znajomość nie jest im pilnie potrzebna, tym więcej wyłania się rzeczy jeszcze nie poznanych.
    I chociaż jest oczywiste, że w miarę rozwoju tych badań, obszar tego, co pozostaje do zbadania, rozszerza się, a przedmioty badania stają się coraz bardziej zawiłe i same zdobywane wiadomości znajdują coraz mniej zastosowania w życiu, to jednak okoliczność ta wcale nie zbija ich z tropu i ludzie ci, przekonani w zupełności o wadze swych badań badają, głoszą, piszą i drukują, tłumaczą z jednego języka na drugi wyniki swych w większości do niczego niezdatnych badań i roztrząsań, a jeżeli i czasami zdatnych, to tylko na pociechę bogatej mniejszości lub na pogorszenie położenia większości niezamożnej.
    Po to zaś, aby już nigdy nie domyślili się, że jedyną ich rzeczywistą potrzebą jest ugruntowanie praw życiowych, wskazanych w nauce Chrystusa, wmawiam w nich, że nie mogą znać praw życia duchowego i że każda nauka religijna, nie wyłączając nauki Chrystusa, jest to stek błędów i zabobonów, i że wiedzę o tym, jak trzeba żyć zdobyć mogą dzięki nauce zwanej socjologią, polegającej na badaniu tego, w jak zły sposób ludzie żyli dawniej. Tak więc zamiast starać się żyć lepiej według nauki Chrystusa, myślą, że wystarczy zbadać życie dawnych ludzi, wyprowadzić z tych badań ogólne prawa życiowe i by żyć lepiej, stosować się tylko do tych wymyślonych praw.
    Po to zaś, aby jeszcze bardziej utwierdzić ich w błędzie, wmawiam w nich, że istnieje pewien system wiedzy zwany nauką i że założenia tej nauki są niepodważalne.
    Skoro zaś ci, którzy uważani są za działaczy nauki, nabiorą przekonania o swej nieomylności, wówczas ogłaszają jako niewątpliwe prawdy, różne zbyteczne i często oczywiste głupstwa, których wyrzec się już nie mogą, gdy raz je wygłosili.
    Na tej oto podstawie twierdzę, że dopóki będę wmawiał w nich cześć i służebność wobec nauki, którą dla nich wymyśliłem, nigdy nie zrozumieją tej nauki, która o włos nie doprowadziła nas do zguby.

    ROZDZIAŁ X

    Bardzo dobrze! Dziękuję – rzekł Belzebub i twarz jego rozjaśniła się.
    – Zasłużyliście na nagrodę i wynagrodzę was według zasług.
    – A o nas panie zapomniałeś! – krzyknęła wielkim głosem zgraja diabłów różnokolorowych, małych, dużych, grubych, chudych i o krzywych nogach.
    – A jakaż wasza profesja? – zapytał Belzebub.
    – Ja jestem diabłem ulepszeń technicznych!
    – Ja – podziału pracy!
    – Ja – dróg i komunikacji!
    – Ja – sztuki drukarskiej!
    – Ja – sztuk pięknych!
    – Ja – medycyny!
    – Ja – kultury!
    – Ja – wychowania!
    – Ja – poprawy ludzi!
    – Ja – odurzania się!
    – Ja – filantropii!
    – Ja – socjalizmu!
    – Ja – feminizmu! – przekrzykiwały się wzajemnie, cisnąc się przed oblicze Belzebuba.
    – Mówcie pojedynczo i nierozwlekle! – krzyknął Belzebub – Czym ty się zajmujesz? – zwrócił się najpierw do diabła ulepszeń technicznych.
    – Wmawiam w ludzi, że im więcej rzeczy będą wytwarzać i im szybciej będą to robić, tym będą szczęśliwsi. I ludzie marnując życie na produkowanie rzeczy, wytwarzają ich coraz więcej, nie bacząc na to, że rzeczy te ani nie są potrzebne zmuszającym do ich produkowania, ani dostępne dla tych, którzy je produkują.
    – Dobrze! A ty? – zapytał Belzebub diabła podziału pracy.
    – Ja wmawiam w ludzi, że skoro przedmioty wytwarzać można szybciej za pomocą maszyn niż ręcznie, więc trzeba ludzi przekształcić w maszyny; i to właśnie się robi, a ludzie przekształceni w maszyny, nienawidzą tych, którzy to z nimi zrobili.
    -I to dobrze! Jak u ciebie? – rzekł Belzebub, zwracając się do diabła dróg i komunikacji.
    – Ja wmawiam w ludzi, że zachodzi potrzeba możliwie najszybszego przemieszczania się z miejsca na miejsce. I ludzie, zamiast ulepszać swe życie każdy na swoim miejscu, spędzają większą jego część w przejazdach. Są bardzo dumni z tego, że w ciągu godziny mogą przejechać 50 wiorst i więcej.
    Belzebub pochwalił i tego diabła. Wysunął się z tłumu diabeł sztuki drukarskiej. Jego praca, jak objaśnił, polega na tym, aby jak największej liczbie ludzi zakomunikować wszystkie te paskudztwa i głupstwa, które dzieją się i piszą na świecie. Diabeł sztuk pięknych objaśnił, że pod pozorem pocieszenia i wzbudzenia u ludzi wzniosłych uczuć, pobłaża ich nałogom, przedstawiając je w ponętnej i atrakcyjnej postaci. Diabeł medycyny wyjaśnił, że wmawia w ludzi, iż najważniejszą dla nich sprawą jest troska o ciało; ponieważ zaś troska o ciało nie ma końca, więc ludzie troszczący się o swe ciało z pomocą medycyny, zapominają nie tylko o życiu innych ludzi, ale i o swoim własnym.Diabeł od kultury opisał jak wmawia w ludzi, że korzystanie z tych wszystkich przedmiotów, którymi opiekują się diabły ulepszeń technicznych, podziału pracy, dróg i komunikacji, sztuki drukarskiej, sztuk pięknych, medycyny – stanowi coś w rodzaju cnoty, i że człowiek korzystający z tego wszystkiego może być zupełnie zadowolony z siebie i nie musi starać się być lepszym. Diabeł wychowania wyjaśnił jak to wmawia w ludzi, że mogą, żyjąc źle i nawet nie wiedząc na czym polega istota dobrego życia, uczyć dzieci dobrego życia. Diabeł poprawy ludzi opowiedział, jak przekonuje ludzi, że mogą poprawiać innych, nie wyzbywając się uprzednio swych złych przyzwyczajeń. Diabeł odurzania się chwalił się, że naucza ludzi, iż wygodniej jest szukać zapomnienia przez odurzanie się winem, opium, morfiną, tytoniem, niż uwolnić się od cierpień spowodowanych złym życiem przez poprawę tego życia. Diabeł filantropii powiedział, że wmawia ludziom, iż są dobroczynni, grabiąc na pudy i oddając ograbionym na łuty. Dzięki temu nie odczuwają potrzeby doskonalenia się, stają się niedostępni dla dobra. Diabeł socjalizmu chwalił się, że w imię najdoskonalszej organizacji społeczeństwa ludzkiego, wznieca nienawiść klasową.
    Diabeł feminizmu dodał, że dla jeszcze większego udoskonalenia organizacji życia, oprócz nienawiści klasowej, wznieca jeszcze nienawiść pomiędzy ludźmi odmiennej płci.
    – Jestem komfort!
    – A ja moda!
    – wrzeszczały jeszcze inne diabły, pełznąc ku Belzebubowi.
    – Czy myślicie, żem stary i głupi i nie rozumiem, że wszystko, co mogłoby być dla nas szkodliwe, staje się pożyteczne, gdy nauka o życiu jest błędna – wykrzyknął Belzebub i głośno roześmiał się.
    – Dosyć! Dziękuję wszystkim! – i zatrzepotawszy skrzydłami, wstał. Diabły otoczyły go kołem. Na jednym końcu łańcucha był diabeł w pelerynce, na drugim diabeł w todze. Obaj podali sobie łapy i koło zostało zamknięte. Diabły śmiejąc się, krzycząc, gwiżdżąc i wymachując nogami, rozpoczęły taniec wokół Belzebuba. Ten zaś rozpostarłszy skrzydła zatańczył pośrodku. W górze słychać było krzyk, płacz i zgrzytanie zębów.

  • Albert Einstein – Cytaty wybrane

    Albert Einstein – Cytaty wybrane

    O wojnie, pacyfizmie, pokoju, bombie atomowej i sprawach wojskowych

    • Apeluję do wszystkich mężczyzn i wszystkich kobiet, tych znanych i tych mniej znanych, aby ogłosili, że odmawiają odtąd jakiegokolwiek uczestnictwa w wojnie i przygotowaniach do wojny.
    • Człowiek, który uchyla się od służby wojskowej ze względów religijnych, jest rewolucjonistą. Postanawiając nie stosować się do obowiązującego prawa, poświęca bowiem swe osobiste interesy dla sprawy najważniejszej – dążenia do ulepszenia społeczeństwa.
    • Dopóki na świecie będzie istniał człowiek, będą też wojny.
    • Gdybym tylko wiedział, powinienem był zostać zegarmistrzem.
      • Znaczenie: komentując swoją rolę w skonstruowaniu bomby atomowej
    • Gdybym wiedział, że Niemcom nie uda się wyprodukować bomby atomowej, nie kiwnąłbym nawet palcem.
    • Im więcej dany kraj produkuje broni, tym mniej bezpieczny się staje – ten, kto ma broń, stanowi cel ataku.
    • Każdy komu drogie są wartości kultury, nie może nie być pacyfistą.
    • Musimy (…) uczynić naszym życiowym celem doprowadzenie do tego aby wyschły źródła wojny – fabryki amunicji.
    • Nie ma najmniejszego powodu by przypuszczać, że uda się kiedykolwiek otrzymać jakiekolwiek praktyczne wykorzystanie energii atomowej.
      • Źródło: Quarterly of Natural Sciences, 1932
    • Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi.
    • Problemem naszego wieku nie jest bomba atomowa, lecz serce ludzkie.
    • Tak długo jak długo istnieją armie, każdy poważniejszy konflikt będzie prowadził do wojny. Pacyfizm, który nie przeciwstawia się aktywnie zbrojeniom, jest i w dalszym ciągu będzie bezsilny.
    • Większość ludzi żyje codziennym życiem: na w pół przestraszeni, na w pół obojętni, patrzą na tę upiorną tragikomedię, która rozgrywa się na międzynarodowej scenie.
    • Wojsko ten najgorszy wytwór życia stadnego, napawa mnie wstrętem; (…) owa plaga cywilizowanego świata powinna być czym prędzej zniesiona. Bohaterstwo na rozkaz, bezsensowna przemoc i cała ta obmierzła paplanina, którą nazywa się patriotyzmem – jakże serdecznie tego wszystkiego nienawidzę!
    • Zabicie kogoś na wojnie nie różni się niczym od popełnienia zwykłego morderstwa.
    • Zorganizowanej sile można przeciwstawić jedynie zorganizowaną siłą. Niezależnie od tego, jak bardzo bym tego żałował, nie ma innego wyjścia.
    • Aby ukarać mnie za moją pogardę dla autorytetów, Los sprawił, że sam stałem się autorytetem.

    O samym sobie

    • Nie jestem bardzo bystry, po prostu długo siedzę nad problemem.
    • Bo ja wolno myślę.
    • Jestem głęboko wierzącym ateistą.
    • Jak to się dzieje, że nikt mnie nie rozumie, a wszyscy mnie uwielbiają?
      • Z wywiadu dla New York Timesa w 1944
    • Jeżeli moja teoria względności okaże się słuszna, Niemcy powiedzą, że jestem Niemcem, a Francuzi, że obywatelem świata. Jeśliby miała się okazać błędna, Francja oświadczyłaby, że jestem Niemcem, a Niemcy, że jestem Żydem.
    • Mając dwadzieścia, lat myślałem tylko o kochaniu. Potem kochałem już tylko myśleć.
    • Moje doznania mają naturę religijną w tym sensie, iż jestem świadomy, że umysł ludzki jest zbyt ograniczony, by głębiej wniknąć w harmonię Wszechświata, którą nazywamy „prawami natury”.
    • Moje poglądy bliskie są poglądom Spinozy: podziw dla piękna oraz wiara w logiczną prostotę porządku i harmonii, które w naszej znikomości możemy pojąć jedynie w sposób bardzo niedoskonały. Uważam, że musimy się pogodzić z tą niedoskonałością naszej wiedzy i poznania oraz traktować wartości i powinności moralne jako problemy czysto ludzkie.
    • Nie osiągnąłem zrozumienia fundamentalnych praw rządzących Wszechświatem dzięki racjonalnemu rozumowi.
    • Nie wierzę w astrologię, bo jestem spod znaku Ryb, a Ryby nie wierzą w astrologię.
    • Nie mam żadnych talentów – prócz namiętnej ciekawości.

    Nauka, religia i technika

    • Moralność człowieka zależy od zdolności współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby zaiste żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci.
    • Cała nasza nauka, w porównaniu z rzeczywistością, jest prymitywna i dziecinna – ale nadal jest to najcenniejsza rzecz, jaką posiadamy.
    • Chcę wiedzieć, jak Bóg stworzył ten świat. Nie interesuje mnie to czy inne zjawisko. Chcę znać Jego myśli, reszta to szczegóły.
    • Cóż za smutna epoka, w której łatwiej jest rozbić atom niż zniszczyć przesąd.
    • Człowiek zajmujący się nauką nigdy nie zrozumie, dlaczego miałby wierzyć w pewne opinie tylko dlatego, że znajdują się one w jakiejś książce. (…) Nigdy również nie uzna swych własnych wyników za prawdę ostateczną.
      • Źródło: Albert Einstein w liście do J. Lee, 1945
    • Czysto logiczne rozumowanie nie da nam żadnej wiedzy o realnym świecie.
    • Dzieci zaczynają w końcu myśleć, że Bóg jest kręgowcem w gazowym stanie skupienia.
    • Dzisiejszemu światu jest potrzebna nie tyle energia termojądrowa, ile raczej energia zamknięta w ludzkim sercu, którą trzeba wyzwolić.
    • E = mc2
      • Opis: tzw. wzór Einsteina, gdzie E – całkowita energia ciała, m – masa spoczynkowa, c – prędkość światła w próżni
    • Gdy chcesz opisać prawdę, elegancję pozostaw krawcom.
    • Prawda to dążenie do wyznaczenia z niewiadomej.
    • Jaki jest sens ludzkiego życia? Każda odpowiedź na to pytanie wiąże się z religią. Można więc spytać, czy w ogóle warto je zadawać? Odpowiadam, że człowiek, który uważa życie swoje i innych istot ludzkich za bezsensowne, jest nie tylko nieszczęśliwy, ale właściwie nie zasługuje na życie.
    • Jest cudem, że ciekawość przeżywa typowe wykształcenie.
    • Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.
    • Jestem głęboko religijnym niewierzącym. […] Idea osobowego Boga jest mi raczej obca, a nawet wydaje mi się naiwna.
      • Źródło: Richard Dawkins, The God Delusion, 2006, s. 15.
    • Jeśli coś można w ogóle zrozumieć, można to też zrozumiale wyłożyć.
    • Jeżeli istnieje w ogóle religia, która może sprostać wymaganiom współczesnej nauki, to jest nią buddyzm.
    • Moje doznania mają naturę religijną w tym sensie, iż jestem świadomy, że umysł ludzki jest zbyt ograniczony, by głębiej wniknąć w harmonię Wszechświata, którą nazywamy „prawami natury”.
    • Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa.
    • Najpiękniejszym, co możemy odkryć, jest tajemniczość.
    • Nie przypuszczam, aby w najbliższej przyszłości filozofia i rozum stały się wyłącznymi przewodnikami człowieka, ale dla wybranych pozostanie ona najpiękniejszym sanktuarium.
      • Źródło: list do B. Crocego z 7 czerwca 1944
    • Nie wierzę, że Bóg zajmuje się grą w kości.
    • Pan Bóg jest wyrafinowany, ale nie jest perfidny.
    • Przemyślałem jednak tę kwestię. Może jednak Bóg jest perfidny.
    • Pan Bóg nie gra w kości!
    • Prawdą jest to, co wytrzyma próbę doświadczenia.
    • Przeciwieństwem prawdy płytkiej jest fałsz, przeciwieństwem prawdy głębokiej może być inna głęboka prawda.
    • Przyroda skrywa swoje tajemnice, ponieważ jest wyniosła, a nie dlatego, że chce nas wywieść w pole.
    • Pusty żołądek nie jest dobrym doradcą politycznym.
    • Rzec można, że odwieczną tajemnicą świata jest jego poznawalność.
    • Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.
    • Twierdzę, że kosmiczne przeżycie religijne stanowi najsilniejszą i najszlachetniejszą pobudkę do badań naukowych.
    • Uczony jest człowiekiem, który wie o rzeczach nieznanych innym i nie ma pojęcia o tym, co znają wszyscy.
    • Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny. Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć.
    • Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to właśnie robi.
    • Wiecznie niezrozumiałe w przyrodzie jest to, że można ją zrozumieć.
    • Wszystko powinno się konstruować w sposób możliwie najprostszy, ale nie uproszczony.
    • Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe.
    • Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, ponieważ wiedza jest ograniczona.
    • Przypisywane
    • Najgorzej, gdy szkoła ucieka się do takich metod, jak zastraszanie, przemoc czy sztuczny autorytet. Metody te niszczą u uczniów naturalne odruchy, szczerość i wiarę w siebie, czyniąc z nich ludzi uległych.

    Wegetarianizm

    • Naszym celem musi być wyzwolenie się… poprzez rozszerzenie kręgu współczucia na wszystkie żywe istoty i na cały cudowny świat natury.
    • Nic nie przyniesie większej korzyści ludzkiemu zdrowiu oraz nie zwiększy szans na przetrwanie życia na Ziemi w tak dużym stopniu jak ewolucja w kierunku diety wegetariańskiej.
    • Wegetariański sposób życia, przez swoje czyste, fizyczne oddziaływanie na ludzkie zachowanie, może wpłynąć na ludzkość w najbardziej dobroczynny sposób.
    • Tak więc żyję bez tłuszczów, bez mięsa czy ryb, ale czyniąc tak czuję się całkiem nieźle. Zawsze wydawało mi się, że człowiek nie narodził się, aby być drapieżnikiem.
    • Źródło: list do Hansa Muehsama, 30 marca 1954

    Wolność

    • Wolność nauczania i wyrażania opinii w książkach i prasie stanowi podstawę zdrowego i naturalnego rozwoju każdego społeczeństwa.

    Życie pozaziemskie i UFO

    • Ci ludzie coś widzieli. Nie wiem jednak, co to było, i wcale mnie to nie obchodzi.
      • Źródło: List do L.Gardner, 23 lipca 1953
    • Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że się z nami nie kontaktują.

    Inne

    • Człowiek szczęśliwy jest zbyt zadowolony z teraźniejszości, by oddawać się zanadto rozmyślaniom o przyszłości.
    • Dochodzenie do prawdy winno być ważniejsze od wszystkich innych celów.
      • (Przypisywane Einsteinowi)
    • Głównym powołaniem człowieka jest raczej służyć, niż zmuszać do posłuchu.
    • Jedynym rozsądnym sposobem wychowania jest oddziaływanie własnym dobrym przykładem, a jeśli nie można inaczej – odstraszającym przykładem.
    • Jeśli „a” oznacza szczęście, to a=x+y+z; x – to praca, y – rozrywki, z – umiejętność trzymania języka za zębami.
    • Jeżeli zabałaganione biurko jest znakiem zabałaganionego umysłu, znakiem czego jest puste biurko?
    • Każda praca jest dobra, o ile jest dobrze wykonywana.
    • Kobieta powinna móc poddać się aborcji do określonego stadium zaawansowania ciąży.
    • Los ludzkości, jako całości, będzie taki, na jaki ona zasługuje.
    • Ludzie tacy jak my, wierzący w fizykę, wiedzą, że różnica między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością jest tylko uparcie obecną iluzją.
    • Monotonia cichego życia pobudza umysł do twórczości.
    • Najcudowniejsze jest to, że wszechświat czuje.
    • Najpiękniejsze, co jest na świecie, to pogodne oblicze.
    • Największym wynalazkiem ludzkości jest procent składany.
    • Nie ma rzeczywistości samej w sobie, są tylko obrazy widziane z różnych perspektyw.
    • Nie ma złego tytoniu, tak jak nie ma brzydkich kobiet.
    • Nie spotkałem dotąd dziewczyny, której urok nie potrzebowałby wspólnej płaszczyzny naukowej.
    • Nie staraj się zostać człowiekiem sukcesu, lecz człowiekiem wartościowym.
    • Są tylko dwa sposoby przejścia przez życie. Jeden, jakby nic nie było cudem, i drugi, jakby wszystko było cudem.
    • Świat Amerykanina jest tak wielki, jak jego gazeta.
    • Grawitacja nie może być obarczana odpowiedzialnością za ludzi zakochanych.
    • Trudno powiedzieć, co jest prawdą, ale czasami tak łatwo rozpoznać fałsz.
    • Tylko wzorowanie się na wielkich i kryształowo czystych charakterach rodzi piękne idee i szlachetne czyny.
    • Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia.
    • Wszystkie wspomnienia są złudne, bo teraźniejszość nadaje im inne barwy.
    • Wszystko, co ludzkość dotychczas uczyniła i wymyśliła, wzięło się z dążenia człowieka do zaspokojenia swych najgłębszych potrzeb i uśmierzenia bólu.
    • Wszystko powinno być tak proste, jak to tylko możliwe, ale nie prostsze.
    • Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń nabytych do osiemnastego roku życia.
    • Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie, jak go wskrzesić.
    • Życie niemal na pewno ma sens.
    • Sprytna osoba rozwiązuje problem. Mądra ich unika.
    • Każdy głupi może wiedzieć. Sedno to zrozumieć.
    • Nie martw się o swoje trudności z matematyką. Zapewniam cię że moje są i tak większe.
    • Nie wierzę w matematykę.
    • Nie mam żadnych specjalnych talentów. Jestem tylko namiętnie ciekawy.
    • Tylko życie przeżyte dla innych jest warte zachodu.
    • Pokój nie może być utrzymywany siłą. Może być tylko osiągnięty przez zrozumienie.
    • Wtedy współczułbym kochanemu Bogu. Teoria jest poprawna.
      • Odpowiedź na pytanie studenta, co by zrobił, gdyby Sir Arthur Eddington, wybitny astrofizyk brytyjski, który potwierdził teorię względności, zaprzeczył jej.
    • Co naprawdę mnie interesuje, to czy Bóg miał jakikolwiek wybór przy tworzeniu świata.
      • uwaga do Ernsta Strausa, jednego z jego asystentów.
    • Esperanto jest najlepszym rozwiązaniem idei języka międzynarodowego.
  • Harry Potter, Magia, Alchemia i Zakon Feniksa!

    Harry Potter, Magia, Alchemia i Zakon Feniksa!

    Mag Olorin Narayan

    Harry James Potter, syn Jamesa i Lily Potterów, to magiczno-edukacyjna postać fikcyjna, główny bohater serii książek o magii dla młodzieży. Harry Potter w zamyśle autorki narodził się w drugiej połowie lat 90-tych ubiegłego wieku. Harry Potter urodził się prawdopodobnie 31 lipca1980 roku. Data obliczona na podstawie wiadomości z „Komnaty Tajemnic” nie zgadza się z pewnymi szczegółami w powieści, dlatego uznajemy ją za prawdopodobną. Oto skrócona historia bohatera serii magicznych powieści z pogranicza fachowej nauki magii i okultyzmu oraz fantastyki duchowej. Gdy Harry Potter miał około roku, jego rodzice zamordowani zostali przez złego Lorda Voldermorta, symbol mroku i ciemności. Voldemort jako postać czarno-magiczna, demoniczna, asurowa, podjął także próbę zamordowania Harry’ego Pottera, jednak zaklęcie odbiło się i trafiło w Voldemorta, który stracił przez to całą swoją moc i stał się bytem pasożytującym na innych. Zaklęcie, które trafiło w Harry’ego Pottera, pozostawiło na jego czole trwały ślad – bliznę w kształcie błyskawicy. Po śmierci rodziców Harry Potter, decyzją Albusa Dumbledore’a, umieszczony został u swoich jedynych żyjących krewnych: Petunii i Vernona Dursleyów. Spędził u nich dziesięć lat upokorzeń, będąc szykanowanym pod byle pretekstem, stając się workiem treningowym dla syna Dursleyów, Dudleya. W dniu swoich jedenastych urodzin Harry dowiaduje się od Hagrida, posłańca Dumbledore’a, że jest czarodziejem (szamanem, magiem), a jego rodzice wcale nie zginęli – jak wmawiano mu przez lata – w wypadku samochodowym.

    Harry Potter otrzymuje zaproszenie do Hogwartu, elitarnej szkoły dla czarodziejów, magów i okultystów. Po chwili wahania zgadza się wyruszyć z Hagridem do Londynu na ulicę Pokątną, by zakupić przedmioty niezbędne do magicznej, czarodziejskiej edukacji. Wyrusza w nowy świat z nadzieją, że będzie on lepszy niż ten, który pozostawia. Świat czarodziejski, magiczny okazuje się lepszy, ale często równie nieprzyjemny jak ten mugolski. Okazuje się też światem o wiele bardziej niebezpiecznym – oprócz przyjaciół, Harry Potter znajduje także prawdziwych wrogów. Ponownie przyjdzie stanąć mu oko w oko z Voldemortem, który pragnie odzyskać swoje ciało, moc i zemścić się na Harrym Potterze. Świat magiczny, czarodziejski ma mimo wszystko też swoje dobre strony: Harry Potter poznaje swoich pierwszych w życiu przyjaciół, przez wielu uważany jest za bohatera. Hogwart staje się jego prawdziwym domem, a odczucie to zaakcentowane zostało w filmie „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”, gdzie po roku spędzonym w Hogwarcie Harry Potter na pytanie: Dziwnie jest wracać do domu, prawda? odpowiada: Tam to nie dom. Nie mój. – miejscem, w którym znajduje ciepłe łóżko i posiłki, w którym inni interesują się jego sprawami, w którym ktoś zawsze jest gotów go wysłuchać. Nauka magii, czarodziejstwa czy szamanizmu okazuje się rzeczą trudną, aczkolwiek w większości przypadków dość przyjemną i owocną.

    HOGWART – SZKOŁA MAGII I CZARODZIEJSTWA

    Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie (ang.Hogwarts School of Witchcraft and Wizardry) – powieściowa magiczna uczelnia kształcąca przyszłych czarodziejów, magów. Szkołę Hogwart wymyśliła J.K. Rowling, autorka powieści magicznych Harry Pottera. Dyrektorem Hogwartu był do 1997 roku Albus Dumbledore. Szkoła magii i czarodziejstwa zlokalizowana jest w średniowiecznym zamku, położonym gdzieś w Szkocji nawiązując do dawnej celtyckiej tradycji magii, a dokładną lokalizację znają tylko zainteresowani. Jak sugeruje dokument telewizyjny zrealizowany przez Discovery Channel, inspiracji autorka szukała w szkockiej Gordonstoun School. Magiczny Hogwart jest szkołą, do której trafić mogą osoby przejawiające magiczne zdolności, i które ukończyły szkolenie z magii w zakresie podstawowym. Hogwart zastępuje naukę w mugolskim college’u. Do Hogwartu trafia się w wieku lat jedenastu, nauka magii trwa siedem lat. W trakcie edukacji przechodzi się dwa ważne testy: sumy (standardowe umiejętności magiczne), pisane w piątej klasie, sprawdzające wiedzę ucznia, oraz owutemy (okropnie wyczerpujące testy magiczne) – najważniejsze egzaminy, porównywalne do matury. Hogwart jest placówką koedukacyjną w dziedzinie wszech-magii. Uczęszczać do niego mogą zarówno dzieci magów czarodziejów, jak i dzieci mugoli mające choć kroplę krwi czarodziejów przez co wykazujące odpowiednie predyspozycje.

    Szkoła magii została założona około tysiąca lat temu przez czwórkę największych czarodziejów tamtych czasów: Godrica Gryffindora, Helgę Hufflepuff, Rowenę Ravenclaw oraz Salazara Slytherina, po nazwiskach których nazwy noszą hogwarckie domy (patrz: Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw, Slytherin). Początkowo założyciele magicznej szkoły samodzielnie wybierali osoby, które godne są studiowania magii. Po pewnym czasie Slytherin zażądał, aby magii nauczać tylko osoby „czystej krwi”, jednak nie zdołał przekonać innych, więc opuścił zamek. Wokół tego wydarzenia narosła legenda o Komnacie Tajemnic. Po śmierci założycieli ich dzieło zostało kontynuowane. Pozostała po nich Tiara Przydziału, dokonująca selekcji uczniów do poszczególnych domów. Hogwart jest placówką z internatem, uczeń po otrzymaniu przydziału zamieszkuje wraz z innymi członkami domu w dormitorium, w którym spędza wolny czas: uczy się, relaksuje, bawi itd. Do szkoły magii uczeń dojeżdża Hogwarts Expressem – pociągiem odjeżdżającym z peronu 9 i 3/4 (z londyńskiego dworca King’s Cross), tymże pociągiem wraca do domu na zimowe i letnie ferie collegu magii. Podział uczniów na cztery kategorie dla ich dalszej magicznej edukacji jest zgodny z najlepszymi magicznymi tradycjami Europy i Azji!

    Początkowo wszyscy uczniowie szkoły magii uczą się tych samych, podstawowych przedmiotów, m.in. transmutacji, obrony przed czarną magią, eliksirów i zaklęć (mantramów). W trzeciej klasie do przedmiotów magicznych, tych nauczanych w szkole magii, dochodzą jeszcze te, które wybrali uczniowie. Mogą wybierać spośród np.: mugoloznawstwa, starożytnych run, numerologii, wróżbiarstwa, opieki nad magicznymi stworzeniami. Od trzeciej klasy uczniom wolno także w określone dni wyjść do Hogsmeade, wioski położonej niedaleko Hogwartu – jedynej wioski w całej Wielkiej Brytanii zamieszkanej wyłącznie przez czarodziejów i magów. Hogwart jest jedną z trzech szkół magicznych (obok Durmstrangu i francuskiego Beauxbatons) startujących w Turnieju Trójmagicznym, rywalizacji największych i najlepszych magicznych szkół czarodziejów w całej Europie. Turniej ten organizowany jest co pięć lat. W średniowieczu był bardzo popularny, jednak został zakazany, ponieważ zbyt wielu jego uczestników ginęło. Czarodziejska saga Harry Pottera nawiązuje do najlepszych tradycji magii, szamaństwa i czarodziejstwa jakie znane są w Europie i mocno posługuje się okultystyczną, magiczną symboliką, a także omawia program nauczania rzeczywiście istniejących szkół ezoterycznych, tajemnych szkół magii, mistyki i hermetyzmu.

    Szkoła magii może także pochwalić się świetną drużyną quidditcha (wielu absolwentów Hogwartu zasila międzynarodowe drużyny uprawiające ten sport) czy potężną biblioteką, w której znajdują się tysiące fascynujących magicznych dzieł. Porządku w Hogwarcie pilnują prefekci, wybierani spośród starszych klas, oraz woźny Argus Filch. Zamek uczelni jest potężną budowlą, pełną magicznych przejść, pomieszczeń zmieniających się przy każdym wejściu, schodów, lubiących zmieniać swoje położenie, mówiących zbroi rycerzy, obrazów, których „lokatorzy” żyją swoim życiem, czy duchów, za życia należących do różnych sfer. To wszystko sprawia, że Hogwart jest szkołą wyjątkową, fascynuje każdego, kto się w nim znajdzie. Zbadanie wszystkich jego tajemnic i zakamarków jest niemalże niemożliwe, dotychczas udało się to bardzo niewielu osobom. Archetypowy obraz nauki magii jak na powieść magiczną przystało jest przedstawiony wzorcowo, a dorastające pokolenie otwartych i wrażliwych nastolatków ma doskonałe źródło inspiracji dla dalszych poważnych poszukiwań i studiów w dziedzinach takich jak ezoteryka, magia, okultyzm. Pradawna celtycka i mitraicka kultura duchowa Europy zresztą od zawsze ku temu zachęca! Pomimo tępienia magii i czarostwa przez chrześcijańską inkwizycję oraz mordowania tysięcy mistrzów i kapłanów magii obojga płci rocznie przez setki lat terroru ideologicznego z Watykanu, magia przetrwała, a rozkwit szkół okultnych i duchowych najlepiej o tym świadczy! Magia to inaczej Tantra, jak to ta dziedzina nazywana jest szerzej w kulturze całego superkontynentu Azji i Europy, a dzięki temu gruntowna odnowa duchowa mugolskiego społeczeństwa profanów i laików jest bardzo realistyczna i może przebiegać sprawnie!

    MAGIA I TANTRA

    Ludzie zainteresowani Magią i Hogwardem mogą wiele skorzystać wgłębiając się w starożytne nauki magicznej Tantry, która jest euro-azjatycką magiczną religią szamańskiego typu obejmując tak zwaną magię i ezoterykę zachodnią, ale dając dużo więcej nauk i praktycznych wskazówek! Tantra to magia obrzędowa, biała (dobroczynna, naturalna), czerwona (miłosna) i czarna (obronno-wojenna) zarówno w wyższej jak i w niższej postaci! Tantra kojarzona jest z magią czerwoną, miłosno-erotyczną, ale to jest jedynie dziennikarskie i mugolskie przybliżenie, które nie oddaje rzeczywistości! Magia biała Magia jako nauki podstawowe zawiera astrologię, numerologię, radiestezję i zielarstwo bez znajomości których trudno powiedzieć, że ktoś zajmuje się magią! Magia biała, dobroczynna, to Boska Magia pozbawiona wszelkich egoistycznych pobudek, szczególnie takich jak żądza władzy, ambicja, czy też chęć zysku i skierowana jest ogólnie ku dobru całego świata, a zwłaszcza ludzi. Magia obrzędowa to magia rytuałów, poprzez które wzywane są potęgi duchowe wyższe od człowieka, a także rozkazywanie elementalom, istotom, które stoją niżej od człowieka na wielkiej ewolucyjnej drabinie. Magia u przełomu XX i XXIw. rozpowszechnia się masowo od czasów napisania pierwszej magicznej powieści przygód Harry Potera, a zainteresowanie pokolenia Magią ciągle wzrasta, stąd staramy się pokazywać autentyczne źródła magicznych nauk, praktyk i możliwości rozwoju! Magya z Sanskrytu oznacza „to, co usuwa trucizny i niszczy wrogów” stąd jasno widać leczniczy i obronny kierunek wszelkich głębszych magicznych studiów duchowych, okultystyczno-ezoterycznych!

    ALCHEMIA

    Alchemia to nauka łącząca elementy dzisiejszej chemii, fizyki, sztuki, semiotyki, psychologii, metalurgii, medycyny, astrologii, mistycyzmu i religii. Wspólnym celem alchemików było odkrycie sposobu na przekształcenie ołowiu w złoto (kamień filozoficzny), stworzenie leku na wszystkie choroby (panaceum) oraz utworzenie eliksiru nieśmiertelności. Ołów jest symbolem tego co ziemskie, ciężkie i światowe, a złoto to symbol duchowej, boskiej osobowości! Bolos z Mendes był pierwszym znanym nam uczonym w dziedzinie alchemii, przypuszczalnie żyjący w II w p.n.e. Bolos jednak bardziej był znany ze swojego drugiego imienia Demokryta, którym zwykł był podpisywać swoje prace. Poświęcił się on badaniu zagadnienia przemiany, czyli transmutacji jednych metali w inne, a przede wszystkim ołowiu w złoto. Jego dzieło o barwieniu złota, srebra i kamieni purpurą było najprawdopodobniej wielkim impulsem do podejmowania praktycznych prób alchemicznych. Go Hung był najstarszym znanym dziś chińskim alchemikiem, który pozostawił po sobie jakiekolwiek pisma. W księdze Pao Pu Izu opisywał on przemiany alchemiczne za pomocą, których można było uzyskać środek zapewniający wieczną młodość i nieśmiertelność oraz posiąść nadprzyrodzone zdolności. Kto zdobył ten magiczny lek mógł bez szwanku przejść przez ogień, chodzić po wodzie, rozkazywać duchom i demonom. Go Hung opisał także przemianę rtęci i cynobru w złoto. Efekt przyjmowania receptur zawartych w pismach alchemika przynosił często skutek odwrotny do zamierzonego. Sufi Awicenna jako jedyny mag, alchemik wyciągnął wnioski z niepowodzeń trwających od wieków w poszukiwaniu metody zmieniania metali w złoto, dlatego też zajął się medycyną i stał się największym i najsłynniejszym lekarzem aż do czasów nowożytnych. Jedynym znanym nam czarodziejem, któremu udało się stworzyć tzn. Kamień Filozoficzny był Nicolas Flamel, który wraz ze swoją małżonką żył ponad 630 lat. Niestety z powodów nam nieznanych słynny alchemik musiał zniszczyć ów magiczny kamień. Uczeni i znani nam dziennikarze czarodziejskich gazet donoszą nam o jakimś powiązaniu z Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać Profanom, ale stu procentowej pewności nie mamy. Z nowożytnych magów-alchemików doskonale znanym jest St. Germain oraz jego magia Fioletowego Płomienia Transmutacji i liczne cuda!

    ANIMAGOWIE

    ANIMAG – jest to taki mag, czarodziej, który potrafi zamieniać sie w jakieś zwierzę nie tracąc ludzkiej świadomości i magicznych mocy. W powieściach o Harrym Potterze jest to zdolność bardzo rzadka i ograniczona: nie każdemu wolno z niej korzystać a Ministerstwo Magii prowadzi rejestr animagów. Dlatego właśnie każdy z animagów musi być zarejestrowany z podaniem zwierzęcia w jakie ma możliwość się zamieniać. Ten rodzaj magii jest od wieków praktykowany przez tybetańskich lamów i wielu indyjskich joginów! Joga i tantra uczą o możliwości czasowej przemiany człowieka w kilkanaście rodzajów zwierząt na co pozwala zawartość kodu genetycznego człowieka, jednak trzeba dbać o to, aby nie zostać w ciele zwierzęcia po zakończeniu takiego eksperymentu!

    Animagami w Harrym Potterze są:
    -Profesor McGonagal- zamienia sie w burą kotkę,
    -Peter Pettigrew-zamienia sie w szczura,
    -Syriusz Black- zamienia sie w czarnego psa,
    -James Potter- zamienia sie w jelenia,
    -Rita Skeeter- zamienia sie w żuka.

    ANTYMUGOLSKIE ŚRODKI BEZPIECZEŃSTWA!

    Antymugolskie środki bezpieczeństwa (ostrożności) to magiczne środki, pozwalające na ukrycie świata czarodziejów przed mugolami. Zastosowano je m.in. do ukrycia Hogwartu – Szkoły Magii i Czarodziejstwa, Dziurawego Kotła, Banku Gringotta, ulicy Pokątnej, stadionu mistrzostw świata w quidditchu.
    A oto magiczne środki bezpieczeństwa:

    • nienanoszalność – cecha, nie pozwalająca na naniesienie na mapę położenia danego budynku, który posiada tę cechę;
    • zaklęcia zapomnienia – zaklęcia powodujące modyfikację pamięci, tak aby wymazać z niej pewne wydarzenia;
    • modyfikacja pamięci; – korekta wspomnień i opinii mugoli;
    • zaklęcia antymugolskie – zaklęcia powodujące, że mugole nie zbliżają sie do danego miejsca bo np. przypominają sobie o jakiejś bardzo ważnej sprawie lub w miejscu osłoniętego zaklęciem zamku widzą rozsypującą się ruinę z tabliczką „WSTĘP WZBRONIONY”;
    • przestrzeganie odpowiednich przepisów.

    HARRY – ZNACZENIE IMIENIA

    Imię Harry zarezerwowane jest dla chłopa lub człowieka z niższej klasy społecznej. Harry jako rzeczownik oznacza karty do gry gorszej jakości, a jeśli ktoś poprosi o ‘harry’ego’ jakiegoś dealera, to dostaniecie świeżutką heroinę. Natomiast ‘harry’ jako czasownik oznacza zadręczać, plądrować, martwić, nękać lub podjudzać. Wspaniałe miano dla bohatera milionów współczesnych dzieciaków. Potter to Cygan lub włóczęga. James w staroangielskim oznacza łom, głowę owcy albo suweren, dawny rodzaj monety. A Harry James to nos lub przód czegoś. Przy okazji, Dudley to ktoś skrajnie nudny i męczący, Alastor to grecki bóg zemsty, Moody to ktoś kapryśny, humorzasty lub zachowujący się podejrzanie.

    CZYM JEST MAGIA (TANTRA)?

    Czy wiesz w ogóle co to jest magia? Magia, inaczej Tantra to wpływanie na otaczającą rzeczywistość poprzez stosowanie zaklęć (Mantramów), czarów, eliksirów, różdżek, rytuałów i innych magicznych sposobów czy przedmiotów. Może temu towarzyszyć wiara w istnienie nadnaturalnych mocy i energii.
    W starożytności istniała tzw.:

    • wyższa magia;
    • niższa magia.

    W książkach o Harrym Potterze mamy najczęściej do czynienia z niższą magią (której naucza się w Hogwarcie), ale np. Harry Potter czy Albus Dumbledore dokonują nieraz różnych czarów samą swoją skupioną wolą (Samadhi), co zaliczamy do magii wyższej, duchowej. Niektórzy ludzie rodzą się ze zdolnościami magicznymi, przez co stają się czarodziejami, ale później muszą się uczyć magii w specjalnej szkole ezoterycznej, by osiągnąć pełną sprawność magiczną. Termin „magia” pochodzi od staroperskiego słowa „mag„, oznaczającego kapłana starożytnej religii zoroastryjskiej, znawcę astrologii i numerologii. MAG staroperski, awestyjski jest przede wszystkim kapłanem ognia i rytu ogniowego, ceremonii ofiarnych takich jak powszechna już w Europie Agnihotra czy Agnistoma! Magya w rozumieniu sanskryckim czy awestyjskim to ziemska mądrość pozwalająca usuwać trucizny duszy dając w efekcie czystość i zdrowie oraz zdolność wpływania silną myślą na rzeczywistość, co dziś zwane jest psychotroniką lub parapsychologią!

    CZARNA MAGIA

    Jak każdy inny rodzaj magii, czarna magia jest znana od tysięcy lat. Jedną z najstarszych i najszerzej praktykowanych form czarnej magii jest magia wizualna. Zapuść się nieco poza znajome trotuary ulicy Pokątnej w obskurną ścieżkę nieopodal banku Gringotta, a znajdziesz sie na ulicy Śmiertelnego Nokturnu, ulicy sprzedawców skurczonych głów, sznura wisielca, trujących świec i innych równie złowieszczych dobrodziejstw. Hagrid udaje się tam po środek przeciw ślimakom, jednak większość tutejszych gości trudni się czarną magią – działem magii zajmującym się głównie szkodzeniu innym. Wszystko co robi się uprawiając czarną magię robi się dla siebie i dla własnego zaspokojenia ciekawości czy głodu wiedzy, nie bacząc na dobro innych. Kiedy przedstawiciele wczesnych cywilizacji opracowali zaklęcia i magiczne słowa wibrujące mające leczyć choroby, sprowadzać deszcze na spalone suszą pola albo chronić wioskę przed złem czy niebezpieczeństwem to inni głowili się nad klątwami i pozostałymi nadprzyrodzonymi sposobami zadania bólu i zsyłania nieszczęść na złych sąsiadów. W ten sposób można odpłacić za osobistą urazę, pozbyć sie rywala w interesach albo zdobyć przewagę nad przeciwnikiem politycznym. Kiedy w 19 roku naszej ery zmarł wódz rzymski Germanik wiele dowodów wskazywało na to, że padł ofiarą czarnej magii wojennej. Pod podłogą i za ścianami jego sypialni odkryto ludzkie kości, spisane klątwy i kawałki ołowiu, znanego wówczas jako metal śmierci.

    W Hogwarcie najmłodsi uczniowie poznają czarną magię studiując nikczemne praktyki czerwonych kapturków, wodników kappa, wilkołaków i innych groźnych stworzeń. Bardziej dojrzali uczniowie uczą się bronić przed czarno-magicznymi klątwami złych czarowników i czarownic, którzy stosują te bezprawne środki aby uzyskać całkowitą kontrolę nad innymi, zadać męki nie dotykając nawet palcem, a nawet popełnić morderstwo. Magia obronna bez względu na stosowane środki nie zalicza się do czarnej magii i każdy adept czy adeptka musi doskonale opanować magię obronną przed demonami i innymi złymi istotami! Wielu innych praktyk tradycyjnie uważanych za czarną magię – o ile nam wiadomo – nie obejmuje program nauczania w Hogwarcie. Jednak jak wieść niesie uczą ich w Durmstrangu, a nigdy nie zaszkodzi sie dowiedzieć jakie sztuczki ma w zanadrzu kandydat na czarnoksiężnika.

    Jedną z najstarszych i najszerzej praktykowanych form czarnej magii jest magia wizualna. Wykorzystuje się do niej portret ofiary albo jej glinianą czy woskową figurkę, które następnie są z rozmysłem okaleczane lub niszczone. Każda rana na figurce ma przynosić ból ofierze. W starożytnych Indiach, Persji, Afryce, Egipcie i Europie powszednie były używane figurki woskowe gdyż łatwo je wykonać a potem równie łatwo roztopić, co miało sprowadzić na ofiarę niszczącą chorobę lub śmierć. Niewielkie kukiełki robiono również z gliny, drewna lub materiału i malowano tak, by przypominał ofiarę. Do innych metod kaleczenia figurek zalicza się wbijanie w nie szpilek lub noży, co ma przysporzyć ofierze ból albo chorobę, a także zakopywanie w ziemi figurek wykonanych z substancji pochodzenia zwierzęcego albo roślinnego, aby zgniły. Inną starożytną formą czarnej magi była nekromacja z grackiego 'nekros’ czyli „zwłoki” i „manteia” czyli „proroctwo”, która polegała nawywoływaniu duchów zmaryłych by z ich pomocą poznać przyszłość. Magia obronna używa sztuczek i technik zwierciadła magicznego, Darpana, tak aby odesłać nasłany czar spowrotem do nadawcy lub przekierować na osoby z otoczenia głupiego czarnego maga o szkodliwych skłonnościach!

    WYBRANE DZIEDZINY MAGII

    Zaklęcia (mantramy), czarna magia, magia obronna, teleportacja, transmutacja, eliksiry, zielarstwo, legilimencja, oklumencja, numerologia, wróżbiarstwo.

    ZAKLĘCIA – Magia to przede wszystkim magiczne zaklęcia i rytuały. Od tych najprostszych, poprzez uroki, przeciwuroki, aż po straszliwe klątwy i ceremonie zaklinania. Zaklęcia można podzielić na werbalne z formułą wypowiedzianą na głos i niewerbalne – wypowiedziane w myślach.

    CZARNA MAGIA – Uprawiana przez czarnoksiężników. Te czary są w Hogwardzie zakazane, a za użycie Zaklęć Niewybaczalnych (Avada Kedavra, Imperius, Cruciatus) dostaje się dożywocie w Azkabanie.

    MAGIA OBRONNA – Czary magiczne pozwalające na obronę przez czarną magią, złym myśleniem i nienawistnym szkodzeniem nieumyślnym. Są to m.in. różnego rodzaju magiczne zaklęcia rozbrajające, umożliwiające odbicie innych zaklęć, odsyłanie klątwy do nadawcy czy neutralizację uroków, itp.

    TELEPORTACJA – Znikanie (deportacja) i pojawianie się w innym miejscu (aportacja). Wielcy Jogini w Indii znani są powszechnie z takich umiejętności!

    TRANSMUTACJA – Zamienianie jednych rzeczy w inne, oraz sprawianie by przedmioty znikały i pojawiały się. Żyjącym Mistrzem transmutacji jest SathyaSaiBaba, dobrze znany z tworzenia gadżetów duchowo-magicznych jak różańce czy pierścienie!

    ELIKSIRY – Nie wszystko da się załatwić czarami. Sztuka sporządzania magicznych eliksirów wymaga skupienia, cierpliwości, precyzji i talentu. Podczas sporządzania maceratu, wywaru czy odwaru trzeba bardzo dokładnie przestrzegać instrukcji – wszystko jest ściśle określone, nawet ile razy, w którą stroną należy zamieszać. Niektóre eliksiry da się sporządzić w kilkadziesiąt minut, ale np. Felix Felicis waży się aż 9 miesięcy.

    ZIELARSTWO – Może nie ma wielkiego związku z czarami, ale wiąże się z magicznymi eliksirami. Wiele magicznych ziół i grzybów jest niezbędne do sporządzania eliksirów uzdrawiających.

    LEGILIMENCJA – Zdolność wydobywania uczuć i wspomnień z drugiej osoby. Można to zrobić używając samej legilimencji, albo w bardziej zdecydowany sposób, używając magicznego zaklęcia „Legilimens”. W obu przypadkach bardzo ważny jest kontakt wzrokowy. Legilimencja nie jest czytaniem w myślach, umysł nie jest książką, którą można przeczytać, jest czymś bardzo złożonym. Ktoś kto bardzo dobrze opanuje legilimencję może np. wykryć czy ktoś mówi prawdę, czy kłamie.

    OKLUMENCJA – Mało znana dziedzina magii, przeciwieństwo legilimencji. Opanowanie oklumencji pozwala na obronę umysłu przed penetracją z zewnątrz.

    NUMEROLOGIA – Numerologia (gematria) jest rodzajem magii, która dotyczy cudownych właściwości liczb. Kogoś, kto praktykuje numerologię nazywamy numerologiem. Dzięki magii numerologii można łamać klątwy, odczytywać przeszłość i przyszłość człowieka, poznać kim jest z jego daty urodzenia, imion i nazwisk, miejscowości zamieszkania. Dobry numerolog może zaprogramować dobrą przyszłość i los poprzez odpowiednie przestawienie, czy też ułożenie na nowo nazwiska i imienia osoby!

    WRÓŻBIARSTWO – Bardzo kontrowersyjna dziedzina magii. Wielu magów, czarodziejów, zresztą tak samo jak mugoli, nie wierzy w przepowiadanie przyszłości. Mimo to w książkach o Harrym Poterze dwie z przepowiedni (o słudze Czarnego Pana i o Harrym jako wybrańcu) odgrywają bardzo ważną rolę.

    ELIKSIRY (Auszadhi) – są to magiczne napoje warzone w kociołkach, zwykle o uzdrawiających lub transformacyjnych cechach. Ich magiczne właściwości pozwalają na pewne zmiany rzeczywistości jak uzdrowienie. Przyrządzając magiczny eliksir, należy stosować się do „przepisu”, gdyż odstępstwa od niego mogą spowodować niechciane efekty lub brak rezultatów. Eliksiry to subtelna, a jednocześnie ścisła magiczna sztuka przyrządzania różnych substancji i mikstur. Niektóre osoby sądzą, że to w ogóle nie jest magia. Lecz, aby docenić piękno kipiącego kotła i unoszącej się z niego magicznej w swym wyglądzie pary, delikatną moc płynów, które pełzną poprzez umysł i usidlić zmysły trzeba dojrzeć małe światełko w tunelu i zrozumieć piękno magicznych eliksirów. Właśnie wtedy zauważycie, że eliksiry to równie coś ważnego jak transmutacja, czy obrona przed czarną magią, że eliksiry to też magia i to całkiem potężna.
    W świecie Czarodziejów odpowiednią magiczną substancją można powstrzymać, spowolnić lub spowodować śmierć. Odpowiedni magicznie sporządzony wywar potrafi zapewnić nieśmiertelność, szczęście, a nawet miłość drugiej osoby. Potrafi zmusić do mówienia prawdy, a także ją zataić. W powieści o Harrym Poterze Severus Snape nowych uczniów witał zawsze słowami: „Mogę was nauczyć, jak uwięzić w butelce sławę, uwarzyć chwałę, a nawet powstrzymać śmierć”. Eliksiry to wyższy poziom wiedzy magicznej. Niewiedza i pośpiech w mieszaniu składników magicznych substancji grożą niebezpiecznymi skutkami. Cały proces tworzenia polega na konsekwentnym mieszaniu i dodawaniu składników do nowo powstającego eliksiru w szamańskim, magicznym kociołku.

    ANTIDOTUM – stosowane są w celu odwrócenia efektu wywołanego przez eliksir magiczny.

    LULEK CZAROWNY – Od czasów średniowiecznych czarownice hodowały pospolitą, lecz już teraz nieco zapomnianą magiczną roślinę lulek czarny, bądź lulek jadowity. Po łacinie: Hyoscyamus niger. Był najczęściej wykorzystywany do leczenia bólu związanego z podeszłym wiekiem i reumatyzmem. Ponadto pasta – krem z liści lulka wcierany w okolice ramion dawał miłe uczucie unoszenia się w powietrzu, co niewątpliwie poprawiało samopoczucie starych czarownic. Niektórzy sądzą, iż wielki mag, czarodziej – nasz wieszcz narodowy – Adam Mickiewicz był pod wpływem tego środka pisząc: 'Młodości! ty nad poziomy wylatuj.’

    Nie ma jednak na to niezbitych dowodów. Dziś lulka możemy spotkać w pobliżu starych, opustoszałych domów, zamków, na bezdrożach, bądź rumowiskach. Dorasta do 80 cm wysokości, liście ma jajowate. Łodyga jest lepka i owłosiona. Kwiaty lulka, są ciemno, a wręcz brudno żółtego koloru, z fioletowym żyłkowaniem. Skupiają się w kątach liści i na szczycie rośliny. Lulek kwitnie od czerwca do sierpnia.

    MANDRAGORA czyli ŻEŃ-SZEŃ – Mandragora jest to silny magiczny środek pobudzający, używa się jej, aby przywrócić pierwotną postać ludziom, którzy ulegli transmutacji lub zostali poddani złemu urokowi (na przykład spetryfikowani). Mają bladozieloną i cętkowaną skórę. Z główki wyrastają małe, kępiaste, czerwonawe liście. Mandragora jest składnikiem wielu antidotów. Jest jednak bardzo niebezpieczna, ponieważ jej krzyk jest zgubny dla każdego, kto go usłyszy. Póki mandragory są młode ich krzyki nie zabijają. Każdy po usłyszeniu ich głosu traci przytomność na kilka godzin. Niestety tylko dorosłe, więc i niebezpieczne mandragory mogą być używane jako antidotum. Czy roślina ta jest dorosła można poznać po tym, czy zeszły już jej pryszcze i czy przeskakuje z doniczki na doniczkę. Jednakże czy wiecie czym mandragory są dla mugoli? Oto definicja nie magicznych ludzi: „Mandragora jest to korzeń rośliny zwanej Żeń-Szeń (popularnej w Azji). Jest podobna do małego człowieczka skulonego w dziwnej pozycji”. Zabawne prawda? Przecież czarodzieje na całym świecie robią co mogą i starają się uchronić mugoli przed różnymi sprawami o których nie mają pojęcia. W tym przypadku rzucają czary okresowego zamrożenia życia, w celu „zamrożenia” w bezruchu mandragor aż mugole wyjdą poza zasięg ich krzyku. Ten czar został rzucony na wszystkie mandragory po międzynarodowej Konwencji Czarodziejów z 1709 roku (zgodnie z jej ustaleniami). Jednakże przed 1709 rokiem wielu mugoli padło ofiarą mandragor co zostało zapisane w ich historii. Dzisiejsi nie magiczni osobnicy uważają to za zacofane przesądy. Jednakże i w XX wieku niektórzy mugole wierzą w magiczne właściwości mandragory. Uważają, że mandragora im bardziej przypomina człowieka tym ma większe magiczne właściwości i chroni przed nieszczęściami. Są bardzo blisko prawdy. Niestety wiedza ta czasem zostaje użyta przeciw światu. Adolf Hitler (na którego usługach był sam czarnoksiężnik Grindelwaldem, którego Albus Dumbledore obecny dyrektor Hogwartu pokonał w pojedynku w 1945 roku) wiedział o magicznych właściwościach mandragory. Został o tym poinformowany przez pewnego niemieckiego czarodzieja, który jednak ostrzegł go, że gdyby ta mandragora została zniszczona to szczęście odwróci się od kanclerza III Rzeszy. Aż do 1942 roku, mandragora leżała sobie bezpiecznie w górskiej rezydencji Hitlera w Alpach. Niestety została stamtąd wykradziona i zniszczona. Od końca 1942 roku szczęście opuściło Hitlera i ostatecznie przegrał wojnę 3 lata później. Ale i wcześniej mugole wiedziały o magicznych właściwościach mandragory. Chińscy cesarze wystawiali 10-tysięczną armię wojowników w celu obrony jednego (aczkolwiek dużego) pola Żeń-Szeniów.

    POKRZYWA – Pokrzywa jest to roślina o parzących włoskach, czyli kwasie mrówkowym. Na całej kuli ziemskiej występuje około 110 gatunków, a w Polsce niestety tylko 3, więc nie będzie można zrobić profesjonalnego naparu. Pokrzywa zawiera dużo witamin (C, A, K). Z jej liści otrzymuje się chlorofil oraz produkuje się środki do pielęgnacji włosów (nie tylko dla czarownic, ale również dla mugolek). Jednym z tych środków jest żegawka. Napar leczniczy z pokrzyw może pomóc w oparzeniach spowodowanych złą magią i czarami (np. zaklęciem Incendio), w ukąszeniach lub ugryzieniach magicznych stworzeń oraz nieprzewidzianych ścięciach włosów przez „nieprzyjaciela”. Podstawowymi składnikami takiego naparu są: pokrzywy (od pięciu do ośmiu gatunków), rumianek polny, woda źródlana w niewielkiej ilości, malutki kawałeczek skóry bądź innej części ciała jakiegoś smoka, (Hagrid jest wprost szczęśliwy, że jego ulubione zwierzątka mogły się na coś przydać). Do średniej wielkości kotła nalewamy wodę źródlaną, podgrzewamy ją, a następnie wrzucamy ugnieciony wcześniej rumianek. W czasie, gdy to się gotuje, skórkę (lub inną część ciała smoka) gnieciemy tak, aby zrobiło się miękkie jak plastelina. Następnie wrzucamy pokrzywę i gotujemy tą mieszaninę 48 minut (Muhurtę). Po ugotowaniu napar jest już gotowy do użycia.

    Pokrzywy jednak nie można mieszać z pewnymi magicznymi eliksirami. W niektórych przypadkach może to spowodować zaczadzenie, a nawet wybuch. Pokrzywa, jak widać, jest bardzo dobrym środkiem leczniczym i zaradczym. Używanie jej profilaktycznie wzmacnia organizm, podnosi odporność na choroby, pomaga ochraniać się przed magicznymi stworzeniami oraz pomaga w odroście włosów. Pokrzywa może być również używana w o wiele prostszy sposób. Kiedy ktoś nas zdenerwuje, a w okolicy rosną takie „diabelskie”, magiczne roślinki, zrywamy je (najlepiej ręce mieć wtedy osłonięte) i uderzamy „osóbkę”. Można również walczyć „na pokrzywy”, ale gdy w pobliżu nie ma dorosłych (bo oni są jak mugole: nie znają się na żartach, nie twierdzę, że wszyscy oczywiście). Tak, więc pokrzywa parzy i pojawiają się czerwone krostki, ale to nic w porównaniu z jej szerokim zastosowaniem.

    MAGIA NAUKOWO

    Magia to praktyki wpływania na ludzi, przedmioty, zdarzenia czy zjawiska fizyczne za pomocą środków okultystycznych i paranormalnych, a więc zasadniczo nie poddających się weryfikacji za pomocą ograniczonej metody naukowej, kolidujących z podejściem ateistyczno-racjonalnym. Powyższe określenia mogą również odnosić się do praktyk stosowanych przez kogoś w celu posłużenia się wspomnianym wpływem, oraz do wierzeń, które wyjaśniają rozliczne zdarzenia i zjawiska w obrębie magii. Mag, czyli osoba parająca się magią, stosuje różnorakie gesty (mudry), zaklęcia (czyli modlitwy i mantry), wypowiada inkantacje (wezwania) i inne czynności rytualne mające dać mu władzę nad siłami nadnaturalnymi, które według jego wiedzy dają wielką moc zmiany rzeczywistości. Rzekomy brak możliwości stwierdzenia powiązania między zastosowanym środkiem a ewentualnym efektem jest jednak ateistyczno-materialistycznym zwalczaniem prawdy duchowej znanej powszechnie od tysiącleci! Mugole czyli konsumpcjonistyczni ateiści, bezbożnicy, twierdzą że skuteczność działań magicznych i istnienie postulowanych przez magię sił nadnaturalnych pozostaje w sferze wiary. W podejściu naukowym, w popularnym odczuciu religia kato-chrześcijańska i jej inkwizycja utożsamiana jest z zabobonem, a działania pastorów i księży postrzegane są jako nieskuteczne lub wręcz oszukańcze. Dzięki tak negatywnych konotacji urzędowej religii narzucanej przymusową katechezą, magia zakorzeniła się w kulturze popularnej jako stały element nawet w literaturze powieści, poezji, bajkach dla dzieci oraz kampaniach uzdrowicielskich.

    Słowo 'magia’ pochodzi pierwotnie od Magów (staroperskie maguš, gr.μάγος), astrologów-kapłanów Zoroastryzmu z ludu Medów. W okresie hellenistycznym, greckie μάγος (magos) mogło być używane jako przymiotnik, lecz przymiotnik μαγικός (magikos, łac. magicus) również jest potwierdzony jako używany w I wieku (Plutarch), typowo występujący w rodzaju żeńskim, w sformułowaniu μαγική τέχνη (magike techne, łac. ars magica) „magiczna sztuka”. Angielskie słowo magic weszło w użytek w jęz. angielskim pod konieć XIV wieku, pochodząc od starofrancuskiego słowa magique. Starofrancuski termin jest pochodzenia celtyckiego, używany już 1000 lat p.e.ch. Podobnie, pojęcie takie jak czarnoksięstwo, (ang. sorcery), zostało zapożyczone około 1300 roku ze starofrancuskiego słowa sorcerie, z łaciny potocznie watykańskiej sortiarius (od sors – „przeznaczenie”), co znaczy „ten który wpływa na przeznaczenie”. Czarownica (ang. sorceress) pojawia się również pod koniec XIV wieku, podczas gdy czarownik (ang: sorcerer) dopiero od roku 1526, a wcześniej używano pojęć takich jak druid czy staropolska Wiedźma czyli, „ta która wiedzę ma”!

    Magia, to wielka nauka o porozumiewaniu się i kierowaniu ponadfizycznymi, bardzo subtelnymi, nadprzyrodzonymi potęgami. Jest też umiejętnością rządzenia i rozkazywania siłom przynależnym do niższych sfer. Magia to wiedza konkretna i doświadczalna, oparta na znajomości sił natury, dostępnych jedynie nielicznym, trudno bowiem je przeniknąć, a jeszcze trudniej zdobyć władzę, ponieważ należy unikać niebezpieczeństwa grzechu sprzeciwiania się prawu. Sztuka wpływania na świat zewnętrzny, jak i na umysł maga, za pomocą woli połączonej z wyobraźnią. W tym ujęciu wyobraźnia jest zdolnością umysłu do tworzenia wyobrażeń przedmiotów lub bytów, które nie są bezpośrednio postrzegane przez zmysły, wola natomiast siłą intencji, kierowaną i koncentrowaną przez świadomy umysł. Magia polega więc na tworzeniu wyraźnych, mentalnych obrazów, podtrzymywaniu ich za pomocą koncentracji i projektowaniu rzeczywistości. Jej istotą jest głębokie przekonanie, iż świat zewnętrzny jest odzwierciedleniem wewnętrznych obszarów duchowych oraz że zewnętrzne zjawiska rodzą się z sił, zapoczątkowanych w dziedzinieducha. Można więc powiedzieć, że Magia jest sztuką dokonywania zmian świadomości zgodnie z wolą.

    Osoby wierzące w magię uznają, iż w każdym etapie naszego życia mamy z nią do czynienia, niejednokrotnie nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Najbardziej widocznym elementem jest według nich potęga myśli. Choć niektóre aspekty tego zagadnienia zostały w obecnych czasach już częściowo udowodnione przez psychologów, nadal wiele pozostaje uznawanych za typową magię przez ogół zdrowego społeczeństwa. Magowie i psychologowie, choć nie ze wszystkich kręgów, jawnie uznają za prawdę fakt, że jeśli poświęcamy czemuś bardzo dużo uwagi, ma to większe szanse spełnienia, obojętnie czy to będzie obawa przed czymś, czy też pragnienie osiągnięcia czegoś. W podobny sposób działają nasze przekonania, określające nasze doświadczanie. To znaczy, że jeśli nauczono nas, wpojono nam, bądź my sami uznaliśmy za prawdę fakt, że dany autobus bardzo często się spóźnia, to najprawdopodobniej jeśli następnym razem pójdziemy na przystanek, autobus także się spóźni. Ten pogląd jest m.in. często używany przez ezoteryków do osiągnięcia zdolności paranormalnych poprzez zmianę wpajanego im od dzieciństwa np. przez rodziców mugoli ateistycznych poglądu, że nadprzyrodzone zdolności są niemożliwe.

    SZAMANIZM TYBETAŃSKI

    Podczas poznawania szamanizmu nauczysz się dostrzegać te aspekty świata duchowego, które nazywane są w starych kulturach tantrycznych bóstwami. Jest to personifikacja sił natury, której jesteś częścią. Dzięki magicznym technikom szamańskim zyskujesz nowy sposób na radzenie sobie ze swoją nieuświadomioną wcześniej częścią świadomości. Tradycja bon posiada różnego rodzaju ochronne bóstwa i duchy, które strzegą zarówno jej nauk i doktryn, jak również magicznych świątyń i świętych miejsc oraz praktykujących takich jak ty. Chociaż podobne są one w charakterze i wyglądzie do ochronnych, magicznych bóstw buddyzmu (srung-ma, chos-skyong), te z tradycji bon nie są południowo-indyjskiego pochodzenia ale wywodzą się z przedbuddyjskich, pogańskich bóstw Himalajów, Północnej Indii, Tybetu i Śang-Śung (Kaszmir, Afganistan). Każdy z tych strażników posiada swoje własne magiczne symbole i atrybuty, jak również mitologię i kult, w którym się je przywołuje i obłaskawia. W języku tybetańskim ci magiczni strażnicy (srung-ma) lub inaczej Obrońcy Bon, ich zasady (bka`), nauki lub doktryny (btsan-pa) są różnie nazywane: bon-srung, bon-skyong, bka`-srung, bka`-skyong, bstan-srung i bstan-skyong. W bon są dwa rodzaje strażników. Mogą oni być światowi ze swej natury (`jig-rten-pa`i srung-ma). Te istoty, pomniejsze bóstwa lub duchy zostały nawrócone na ścieżkę dharmy przez Gautama Buddhę lub innych wielkich mistrzów. Są one czującymi istotami tak jak my, ciągle krążącymi w samsarze. Chociaż mogą być bardzo potężne i wiele wiedzące w pewnych dziedzinach, nie są one ani wszechpotężne ani wszechwiedzące. Ich moc i wiedza mają swoje ograniczenia.

    Kiedykolwiek lama (kapłan, mag, czarownik) lub praktykujący wzywa je, odprawiając jakiś Rytuał Strażników, musi uważać, aby odpowiednio dobrać w medytacji właściwą formę czy też manifestację mocy bóstwa i złożyć ofiary, rzeczywiste lub zwizualizowane w umyśle, przygotowane uprzednio w celu ich przywołania. Strażnik lub inaczej Sungma jest związany przysięgą (dam-can) aby ochraniać nauki i ich praktykujących, ale w orszaku każdego Sungmy jest wiele Dregpa, agresywnych i aroganckich duchów, które łatwo wpadają w gniew i atakują, gdy są niewłaściwie traktowane. Dlatego w szczególności ci „poddani” muszą być obłaskawieni, a nawet przekupieni poprzez ofiary (mchod-pa, skt. pudża). Dopiero po przyjęciu tych ofiar z zadowoleniem i satysfakcją, są one znowu zmobilizowane (`chol-ba) przez praktykujących do wykonywania ochronnych zadań, do których się wcześniej zobowiązały. Modlitwy pojedynczych praktykujących nie są wystarczające. Ci strażnicy i duchy im podległe nie są oświeconymi istotami, dlatego muszą być przekupywane i nakłaniane do podtrzymywania swoich przyrzeczeń nawet poprzez groźbę. Jest to wymiana energii pomiędzy praktykującym i światem duchów – dawanie darów i ofiar ze strony praktykującego, skutkujące wykonywaniem zadań ze strony strażników. Znajduje to swoje odbicie w słowach Liturgii Rytu Strażników.

    Innym rodzajem strażnika jest typ pozaziemski lub istniejący poza światem (`jig-rten las `das-pa`i srung-ma). Taki strażnik nie jest jakimś gorszym bogiem lub duchem pokonanym i nawróconym na dharmę i związanym pod przymusem przysięgą ale manifestacją lub duchem (sprul-pa) oświeconej istoty. Taka istota nie potrzebuje być przekupywana ofiarami aby zachowywać się odpowiednio i dla pożytku ludzkości, ponieważ od niepamiętnych czasów jest ona aktywną manifestacją oświeconego współczucia. Wszyscy Buddhowie (Mistrzowie, Awatarowie) i wielcy bodhisattwowie (Póławatarowie) posiedli magiczną zdolność stwarzania i emanowania takich, mających duchową naturę, strażników. Jednak w związku z taką manifestacją oświeconej świadomości, praktykujący czyni ofiary w ten sam sposób jak wobec światowych Strażników. Praktyka ta jest dla własnego pożytku w okresie rozwoju duchowego. Buddha lub oświecony strażnik nie potrzebuje ofiar. Szczodrość (sbyin-pa) jest pierwszą spośród Dziesięciu Doskonałości (phar phyin bcu) i nie ma lepszej drogi do nagromadzenia zasługi karmicznej niż poprzez hojność.

    MAGIA ŚWIECY I OGNIA

    Wróżby z ognia i świec stanowią ważną część magii. Płonąca świeca jest magicznym symbolem ludzkiego życia, światła i spełniającej się ofiary. W wielu tradycjach dym z kadzidła lub płonącej świecy jest szczególnym, magicznym symbolem drogi, która łączy niebo i ziemię. Rytuały magiczne, w których używa się ognia, odwołują się do początku życiowych cykli i mają sprzyjać rozwojowi oraz szczęściu. Także w domu można skorzystać z magicznych sposobów zapewnienia sobie powodzenia. Aby móc palić świece w określonych intencjach, należy zaopatrzyć się w kolorowe świece, świeczniki, kapturek do gaszenia płomienia i ładną zapalniczkę, która będzie służyła tylko do tego celu. Nie zapala się magicznej świecy od zapałki, gdyż jej główka pokryta jest siarką, która dawniej symbolizowała szatana. Istnieje stary przesąd, że świec zapalonych w dobrej intencji nie gasi się przez zdmuchnięcie, aby „nie rozwiać” zgromadzonego szczęścia, a także nie „dusi” się ognia palcami.

    Zaklęcia i magiczne rytuały związane z magią świec można podzielić na dwie grupy, w zależności od stopnia ich skomplikowania. Pierwsza grupa wymaga użycia od jednej do trzech świec we właściwych kolorach, które po prostu zapala się, aby płonęły w określonej intencji. Czary takie służyć mogą oczyszczaniu przestrzeni astralnej, zapewnianiu wzrostu przedsięwzięcia, uzyskiwaniu harmonii w związkach. Druga grupa czarów wymaga wielu świec w różnych kolorach, które ustawia się zgodnie z właściwym schematem na stole lub ołtarzu. Takie magiczne rytuały trwają często po kilka dni i związane są z odpowiednimi fazami księżyca i konstelacjami astrologicznymi. Czary takie służą wspomaganiu określonych przedsięwzięć, zapewnianiu sobie mocy i opieki duchowych przewodników. Świece zapala się w określonej kolejności, a gasi zwykle w odwrotnym kierunku.

    Przykładem takiego rytuału może być czar, który wykonuje się na siedem dni przed pełnią Księżyca, po której nastąpić ma wydarzenie, które wymaga wiele siły i odwagi. Na stole wokół złotej świecy (symbolizującej czarującego) ustawia się siedem fioletowych świec. Pierwszego dnia zapala się złotą i pierwszą fioletową świecę, a następnie rozmyśla o szczęśliwym przebiegu spodziewanego wydarzenia. Drugiego dnia zapala się złotą świecę oraz dwie fioletowe, trzeciego dnia złotą i trzy fioletowe, i tak dalej. W czarach i zaklęciach kolory świec są bardzo ważne. Odzwierciedlają podobieństwa i kojarzą się z odpowiednimi symbolami. Czar, w którym używa się niewłaściwych atrybutów, może się z tego powodu nie spełnić!

    ZAKON HERMESA

    Człowiek od zawsze próbował zrozumieć otaczający go świat. W czasach prehistorycznych by przeżyć bratał się z duchami. Później w erze mitów uważał się za pana świata, który może równać się bogom. Wtedy to w Europie i na Bliskim Wschodzie narodziła się zachodnia tradycja ezoteryczna. Był to początek Zakonu Hermesa. Z początku nie było żadnej formalnej organizacji. Potężni magowie zdobywali władzę, uznanie i postrach wśród tłumów. A gdy zyskali już należny rozgłos, pogłoski o ich pracach docierały do innych, którzy przysyłali swoich uczniów, by uszczknąć ich wiedzy i mądrości. Ludzie pokroju Hermesa Trismegistosa (Henocha, Morja), Salomona, Mojżesza, Jezusa, Szymona Maga, czy bezimiennych już dziś magów chaldejskich i perskich rozkazywali duchom, demonom i aniołom, zmieniali każdą materię w złoto, odkrywali tajemnice przyszłości, rozkazywali żywiołom czy w końcu zsyłali plagi na złych i niegodziwych. Ale to były efekty przeznaczone dla ludu – obojętne czy rzucane po to by zastraszyć ich czy też by ich wspomóc. Tak naprawdę ważne było co innego: Wiedza. Magowie krok po kroku poznawali tajemnice świata materii i świata duchów. Po raz pierwszy w historii pęd ku wiedzy pchnął nieliczne Oświecone jednostki do systematycznej pracy na rzecz odkrycia praw rządzących naturą. Co więcej, był to pęd uwarunkowany potrzebą poznania a nie jak wcześniej – potrzebami ochronienia plemienia czy szczepu. Służebności zeszły na dalszy plan – była to era magii praktykowanej dla samej magii.

    Pierwsi magowie, nazwano ich później magami hermetycznymi od imienia największego z nich, musieli zaczynać od zera. Przed nimi byli tylko plemienni szamani, którzy mogli co najwyżej targować się, czy wykłócać z duchami. Co gorsza szamani ci praktycznie nie rozwijali się – rozwój praktyk magicznych był sprawą przypadku, gdy jakiś szczególnie utalentowany, zmyślny czarownik wypróbował nową metodę i przeżył. I tu leży największa zasługa magów hermetycznych: wymyślili metodę naukowego eksperymentowania z magią. Od podstaw sformułowali prawidła zorganizowanego procesu badawczego, zasady eksperymentu, konstruowania teorii i jej dowodzenia w magii. Zastosowanie tych technik badawczych doprowadziło do sformułowania prawideł magii, zawartych w pracach Henocha, czyli Hermesa Trismegistosa, który następnie rozpowszechnił je tak, że stały się znane w całym basenie Morza Śródziemnego. Prawa kontaktu, podobieństwa i imion – z których człowiek pierwotny zdawał sobie sprawę tylko intuicyjnie – do dziś tworzą zasadniczy zrąb zachodniego okultyzmu i magii.

    Twórca hermetyki, wielki Hermes Trismegistos (znany też jako Henoch i Morja), jest zarazem ojcem ezoteryki. Opracowana przez niego filozofia hermetyczna stanowi siedem zasadniczych praw, a pierwsze prawo głosi, iż wszechobecnym jest duch, wszechświat posiada naturę umysłu. Wszystko jest duchem, ponieważ źródło, kosmiczny korzeń wszystkiego, co żyje i nie żyje jest nieskończonym duchem Stwórcy, wyrażającym się poprzez OM. Człowiek, jako świadoma siebie i odczuwająca istota może doświadczyć tego nieskończonego ducha, jeżeli ów zamanifestuje się wewnątrz ludzkiej istoty. Dlatego każdy, kto chce doświadczyć tej magii transformacji – musi praktykować dźwięk OM codziennie.

    Kolejny przełom nastąpił w średniowieczu. Po okresie zamętu spowodowanego upadkiem Rzymu, magowie Bonisagus i Trianoma zawiązali z jedenastoma innymi wielkimi magami tamtych czasów pakt o nieagresji. Wkrótce przerodził się on w trwałą organizację – Nowy Zakon Hermesa. Po raz kolejny w historii magowie hermetyczni potrafili tak urządzić się w społeczeństwie nieoświeconych, że mieli zapewnione utrzymanie, bezpieczeństwo i spokój niezbędny do badań. Tym razem prace magów przyniosły kolejne fundamentalne odkrycie – teorię względności praw rządzących rzeczywistością, teorię paradygmatów. Na podstawie tej teorii zaczęli kształtować świadomość magiczną w społeczeństwie. Niestety, być może nie trafili w swój czas, bo natrafili na opór. Tym razem nie była to tłuszcza, jak w okresach barbarzyństwa, ale organizacja o równej im sile, która przejęła od Hermetyków strukturę organizacyjną, metodologię działania i wiedzę o teorii paradygmatów – wszystkie najważniejsze atuty Zakonu Hermesa. Organizacją tą był ateistyczno-rzymski Zakon Rozumu, który niedostatki w zasobach nadrobił wyrabiając sobie szerokie poparcie różnych grup interesów oraz działając z zaskoczenia.

    Ale i tym razem Hermetycy stanęli na wysokości zadania. Baldric du Salle z hermetycznego Collegium Tytalus powziął i zrealizował śmiały plan zrzeszenia różnych grup mistyków w jeden twór, nazwany Radą Dziewięciu Tradycji Mistycznych. Zrzeszono tradycje tak różne jak szamani i hermetycy, wiedźmiarze i cudotwórcy czy w końcu ekstatycy i asceci. Z tą siłą Zakon Hermesa przeszedł następne pół tysiąca lat. I kiedy inne tradycje gięły się przed Zakonem Rozumu, magowie hermetyczni pokroju doktora Dee, Paracelsusa czy rabbiego Loewe wiodły sztukę magii (bo odebrano jej miano nauki) na coraz to nowe tory. Dziś nastał czas największych magów od czasów starożytności. Powstały nowoczesne koncepcje świata duchów, kwintesencji i funkcjonowania magii. Prace nad istotą magii doprowadziły do ujęcia jej w kategoriach funkcjonowania ludzkiego umysłu oraz istniejących archetypów. To z kolei doprowadziło do powstania duchowej magii opartej wyłącznie na Oświeconej Woli Bożej.

    Nastał czas demitologizacji magii, a dzięki wysiłkowi Magów Zakonu Hermesa świadomość magiczna ludzkości jest większa niż kiedykolwiek wcześniej w historii. Jest również najwięcej w historii magów. Prace mistrzów zalegają półki bądź strony internetowe, a każdy może odwiedzić wielkich cudotwórców takich jak SathyaSaiBaba. Dziś można wybrać dowolną metodę magiczną – wszystkie zostały zrównane, wyekstrahowano z nich bowiem to, co wiedzie do Oświecenia, wszystkie zostały też tak przemieszane, by każdy indywidualnie mógł dążyć ku swojemu przeznaczeniu wybierając odpowiadającą mu grupę i Duchowego Mistrza. Więcej, dziś każdy swobodnie może zmienić wiarę na czas rytuału, bowiem dawne demony zostały sprowadzone do roli rekwizytów, które wyzwalają z archetypu moce, w zależności od ideału, jaki reprezentują. A wśród rzesz domorosłych czarowników, niedzielnych satanistów, niby-tantryków i fanów New Age wciąż przechadzają się MistrzowieZakonu Hermesa. Jedni patrzą ze zgorszeniem na to w jaki sposób z magii po raz kolejny wysysa się duszę. Inni zacierają ręce wiedząc, że kiedy rozstrzygać się będzie Wojna Wstąpienia, będą dysponowali wieloma oddanymi duszami. Wszyscy zaś hermetycy pracują – jak od wieków.

    ZAKON FENIKSA

    Został utworzony przez Albusa Dumbledore’a w latach, gdy SAM-WIESZ-KTO był w pełni swoich mocy. Zadaniem Bractwa jest robienie wszystkiego, aby zły nie mógł zrealizować swoich planów. Progi które trzeba przekroczyć, aby zostać członkiem Bractwa, nie są zastraszająco wysokie. Chętna osoba musi być pełnoletnia (oczywiście w świecie czarodziejów), posiadać pewne uzdolnienia magiczne i powinna zwalczać Voldemorta (Satana, Asura) z całego serca. Oczywiście znajdą się i zdrajcy podobni do Glizdogona, ale to był na razie jedyny przypadek. Członkowie Zakonu nie mają łatwego życia, bo za swój opór przeciw siłom śmierciożerców płacą zdrowiem a czasami nawet życiem. Zakon wygasł na jakiś czas, gdy SAM-WIESZ-KTO utracił moc w wyniku spotkania z Harry’m Potter’em. Został ponownie reaktywowany w 1995 roku, aby znów stawić czoło siłom zła. Feniks, który jest jego symbolem, też odradza się ze swoich popiołów. Niewykluczone, że Dumbledore zapożyczył sobie nazwę od swojego feniksa o poczciwym imieniu „Fawkes”. Bractwo Fenixa pomaga innym w potrzebie jak tylko może ale niektóre rzeczy są trudne do zdobycia i trzeba za nie płacić. Bractwo jest pośrednikiem dobra w dziele zwalczania zła. Bez Bractwa świat by nie mógł istnieć tak więc zło trzeba zwalczać, a dobro powinno się zrozumieć i rozpowszechniać.

    Skróty Powieści:

    KF – ,,Harry Potter i Kamień Filozoficzny”
    KT – ,,Harry Potter i Komnata Tajemnic”
    WA – ,,Harry Potter i Więzień Azkabanu”
    CO – „Harry Potter i Czara Ognia”
    ZF – „Harry Potter i Zakon Feniksa”
    KP – „Harry Potter i Książę Półkrwi”

    Redakcja opracowania: Mag Olorin Narayan

  • LHS – Liberum Humanum Sacrum Corporation

    LHS – Liberum Humanum Sacrum Corporation

    Korporacja LHS wspólnie z innymi organami duchowymi prowadzi różne formy boskiej działalności, zaś naszym głównym zadaniem jest dawanie gotowych rozwiązań na problemy trapiące nasz kraj i kontynent. Mamy wizję chwalebnej, boskiej przyszłości, lecz jest ona jeszcze bardzo odległa. Poniżej znajduje się nasz sposób patrzenia na świat w którym się znajdujemy. Niedopuszczalne są w życiu żadne odstępstwa od ustalonej przez Niebiosa Odwiecznej Drogi Ducha. Odstępstwa od Drogi Niebios to dewiacje takie jak pijaństwo, nikotynizm, mięsożerstwo, pedofilia czy narkomania i wszelkie plagi trapiące ludzkość jako skutek zwrotny łamania przez ludzi praw i zasad ustanowionych przez Bogów Niebios!

    Kodeks LHS – BZH

    Tam gdzie emocji brak, tam pokój panuje…
    Tam zaś, gdzie ignorancja ginie, tam wiedza króluje!
    Pasja ludzka spokojowi ducha wadzi…
    A negacja śmierci do wieczności prowadzi.
     
    Pozbyć się emocji, by stać się spokoju oazą…
    Pozbyć się ignorancji, by mądrości nie stać się obrazą.
    Pozbyć się pasji, by wątpienie ducha pokonać….
    A śmierć pokonać, by nieśmiertelności zaznać.
     
    Posiadać zmysły, by istnieć we świecie….
    Też nie zatracić uczuć ,by człowiekiem być przecie.
    I mieć marzenia, aby przy życiu trzymały…
    By ciągle ludzi bronić i chwały.
     
    Życie kruche jest jak porcelana.
    A przyszłość jest zawsze dla ludzi nieznana.
    Jest wojna wielka, której nigdy nie widać.
    Są też i wrogowie, których potęgi nie słychać.
     
    Jest prawda, która jest naszą siłą.
    Jest też i umysł, który bronią jest naszą miłą.
    Jest tu ta ziemia, dom naszej wielkiej nacji.
    I świat, źródło wielkich inspiracji.
     
    Jest to kodeks, który prawu da istnienie.
    Pomysł i idea, walki zamierzenie.
    Czyny wielkie i szlachetne nadchodzą…
    Tam gdzie gwałt i zniszczenie uchodzą…
     
    I konflikt, który burzy wszelki spokój.
    Nieważne – czy zostanie po nas popiół.
    Zaś śmierć co chwałę przynieść może…
    Jej już nic nigdy nie pomoże…
     
    My jako obrońcy prawdy i tajemnicy.
    Wielcy i tajemni wiedzy strażnicy
    Jesteśmy tymi, co zwą się cieni łowcami.
    Nowego Początku cichymi wojownikami.
     
    Oto kodeks tu wam drodzy daję,
    by go wszelcy ludzie mali i wielcy poznali,
    by prawdy zawsze tej jednej szukali
    i o nią bardziej niż o siebie dbali.
     
    Gdy czas zagadki przyjdzie,
    prawda na światło dzienne wyjdzie,
    Świat nowym się wtedy też i stanie
    i dostanie nowe trudniejsze zadanie…


    • • • • • • •  Laya Himavanti Sanghah – LHS  • • • • • • •


    Filozofia LHS
    Wybór zasad duchowo-filozoficznych

    1. Nieważne jest to co przeżywamy, gdyż zawsze należy oceniać to co się dzieje chłodnym spojrzeniem. Spojrzeniem, które mówi nam co i czym rzeczywiście coś jest. Nie dopuszcza to do sytuacji, że coś staje się niejasne czy zafałszowane.

    2. Świat jest prosty i zarazem skomplikowany. Prosty pod względem funkcjonowania i skomplikowany pod względem jego wielkości. Daleka podróż rzeczywiście może dać nam wszystkie odpowiedzi, lecz nie da nam ich statyczny świat a doświadczenie.

    3. Jest jeden Bóg (Brahman, Allah, Śiva) i on jest naszym Mistrzem, którego powinniśmy naśladować. Mistrzami być możemy tylko względem innych ludzi, którzy nie posiedli odpowiedniego doświadczenia życiowego i wiedzy. Każdy może próbować odnaleźć prawdę, lecz każdy musi mieć świadomość, że czekają na niego pułapki, które mogą spowodować jego upadek.

    4. Tak jak wszystko co materialne ma swój początek tak i wszystko ma swój koniec. Jest to nieuchronne, można się tylko starać, aby każdy nowy początek był lepszy od starego.

    5. Nauka i doświadczenie – efekt wielu lat prób i błędów jest naszym dziedzictwem a naszym obowiązkiem jest je rozwijać.

    6. Myślenie racjonalne jest naszą siłą. Po to istnieje umysł (manas), aby z niego korzystać. Gdyby ludzie nie posiadali umysłu, czym by byli? Byliby jeszcze ludźmi? Czy może czymś bliżej nieokreślonym?

    7. Każdą krytykę należy przyjąć i przeanalizować. Wszakże brak ignorancji oznacza prawdziwą wiedzę, zaś wiedza prowadzi człowieka do mądrości (pradźńa).

    8. Każdy człowiek to jednostka, zaś jej prawdziwe pochodzenie czy stan określa jej własna unikalna przeszłość. Nie wolno niszczyć przeszłości jednostki dla jest teraźniejszości.

    9. Dorobek człowieka – jego przeszłość są jego skarbem, o który należy dbać. Jego zaniedbanie może być niebezpieczne i tragiczne w skutkach.

    10. Każdy powinien manifestować swoją unikalność lecz tradycja jako wartość równie ważna, także powinna mieć swoje odbicie w tym manifeście. Jeżeli istnieją gdzieś jakieś wymogi to należy poszanować tak i wymogi, jak i tradycję, rezygnując z manifestu siebie.

    11. Dyscyplina nie może uciekać w swoje ekstrema. Powinna istnieć tylko po to, aby mógł funkcjonować porządek, a tradycja nie zaginęła.

    12. Każdy kieruje swoim życiem w sposób wolny. O tym kim, jest świadczą jego czyny nie słowa.

    13. Każdy posiada swój czas i wypełnia go w ten sposób, aby nie zaniedbywać obowiązków i zadań. Obowiązkami dyktuje życie, zadaniami dyktuje wolna wola i/lub przysięga (ślubowanie).

    14. Sukcesu nikt nie powinien obiecywać. Każdy pracuje na niego przez całe swoje życie. Sukcesem może być dla jednego dobra praca, dla drugiego wysokie stanowisko, zaś dla trzeciego sukcesem może być jakieś trudne zadanie.

    15. Wszystko ma swój właściwy czas. Tak ludzie jak i czas się ciągle zmieniają…

    16. We wszystkich dokonaniach najważniejsza jest refleksja. Jeżeli jej brak, to może gdzieś popełniono błąd, który powinien być jak najszybciej naprawiony.


    • • • • • • •  Laya Himavanti Sanghah – LHS  • • • • • • •


    Naszą dewizą jest:

    „Wielka moc równoznaczna jest z wielką odpowiedzialnością.”

    Szlachetnym być każdy może, lecz co człowieka czyni szlachetnym jak nie zaangażowanie i poświęcenie, duchowe oddanie dla spraw ważnych? Oto cel człowieczego bytu: Być coraz lepszym, rozwijać siebie rozwijając społeczeństwo…


    • • • • • • •  Laya Himavanti Sanghah – LHS  • • • • • • •


    Stopnie – Rangi – Inicjacje
    Wedle Nauk Zaratusztra Podane

    1. Kadet (Sadhaka) – ten stopień posiada każdy, kto wstąpił w jego szeregi, każdy ma wyznaczonego mistrza, który przekazuje mu swoje doświadczenie. Z czasem może on awansować na Starszego Kadeta.

    2.Starszy Kadet (Abhyasin/ni) – drugi stopień wtajemniczenia w sztuki nauki, tutaj już młody członek bractwa duchowego może zacząć wybierać swoją przyszłość. Zostają tutaj dwie drogi kariery albo naukowa, albo jako rycerska.

    3. Giermek (Bhakta) – W tym stopniu młody człowiek ma możliwość zbierana doświadczeń samemu, podróżując po świecie i zdobywając sławę jako człowiek potężny i straszny w swojej konsekwencji lecz szlachetny i pełen litości dla słabych.
    a) Skryba Młodszy – Zamiast podróży wybiera stateczność, połączona z rozwojem naukowym swoim i innych w jego otoczeniu.

    4. Starszy Giermek – Jest to giermek, który idzie w ślad swojego nauczyciela – Rycerza lub Palladyna.

    5. Młodszy Rycerz (Ćzela) – rycerz, Starszy Giermek, lub Młodszy Skryba po awansie, który dopiero co poznał sztukę rzemiosła wojennego, lub odznaczył się jakimś historycznym dokonaniem. Bez praw do nauki zasad i prowadzenia werbunku.

    6.Rycerz (Kriyabhyasin/ni) – rycerz pełnoprawny. Może prowadzić werbunek i uczyć sztuk walki i wytwarzania technologii.
    – podrangi to: Sanitariusz, Inżynier, Technolog, Socjolog.
    a) Skryba – prawie rycerz, lecz bardziej z natury zorientowany w naukach natury humanistycznej niż ścisłej.
    – skrybowie ponadto mogą szkolić się w naukach ścisłych, by mieć możliwość szybszego awansu na wyższe rangi. Dostają wtedy podrangę, która oznacza jego specjalizację, np.: Medyk, Fizyk, Logistyk, czy też Chemik.

    7. Starszy Rycerz (Samnyasin/ni) – rycerz, który wytrenował co najmniej 5 uczniów, znajomości jego powinny być reprezentatywne. Umiejętności przeżycia w skrajnie trudnych warunków i budowa nowych rozwiązań technicznych to jego dziedzina.
    a) Starszy Skryba – skryba, zaawansowany w technikach socjologii, polityki, historii, ewentualnie znawca języków lub artysta. Posiada umiejętności ukazywania rzeczy takimi jakimi są. Może awansować na Młodszego Palladyna.
    b) Rycerz dowódca – koordynator rycerzy i skrybów. Może awansować na Młodszego Palladyna.

    8. Młodszy Palladyn (Purna Samnyasin) – rycerz o niebywałych umiejętnościach i odwadze, zasłużony. Działa poprzez edukację młodszych rangą oraz poprzez trening walki (kalarpayat) i sztuk budowy technicznej.

    9.Palladyn (Snataka) – Może osądzać niższych rangą i prowadzić działania wynikające z własnej inicjatywy po uprzednim zawiadomieniu o tym rady, która może mu tego zabronić z powodów, które mogą zdestabilizować działalności LHS
    a) Palladyn dowódca – Może sądzić Paladynów, koordynuje działania Paladynów. Może ubiegać się podstawowe wzmocnienie okręgu przez przydzielenie dodatkowych sił Paladynów, Rycerzy lub Skrybów do pomocy.

    10.Lord (Lady) Palladyn (Aćarya) – Palladyn zasiadający w Radzie Duchowej LHS, Może sądzić wszystkich.

    11.Palladyn Generał (Guru/h) – koordynuje działanie Rady, kieruje radą i jest jej przedstawicielem. Strażnik tradycji i sędzia ludu.


    • • • • • • •  Laya Himavanti Sanghah – LHS  • • • • • • •


    Wizja Przyszłości – WIELKA UNIA!

    Ważne w przyszłości będzie zachowanie boskiej wiary ludzkości w dużej części świata nieskażonej upadłymi ideami, do realizacji tego potrzebne jest Królestwo Boże, Imperium Euroazji, a Imperium Duchowe musi opierać się na solidnych fundamentach. Królestwo Boże, Malkutha, Paxala nie jest z tego świata chociaż ogarnie i obejmuje całą ludzkość, szczególnie w Europie i Azji, pradawnej Arjańskiej Eurazji czy Euro-Azji! Jezus Chrystusa powtarzał myśl Buddhy i Kryszny, że Królestwo Boże nie jest z tego świata lecz należy do dziedziny duchowej, a ludzie powinni wzywać Królestwa Bożego tak, jak Mistrz Chrystus nauczał w modlitwie” „Przyjdź Królestwo Twoje”!!! Budujemy Imperium Boże, które przychodzi z Niebios na Ziemię, zstępuje wraz z każdym prorokiem, awatarem posłanym przez Boga dla odbudowania władzy Niebian, Aniołów – Bogów na Ziemi! Demokracja musi być wszędzie bezpośrednia, samorząd umocniony, a timokracja Duchowej Hierarchii Mistrzów Mądrości musi objąć jak największe kręgi ludzkich społeczności, aby ludzkość stosowała się do Praw Nieba objawionych w Najświętszych Pismach Ludzkości jako Veda!!! Nie tylko Europa ale cała Euro-Azja musi stać się jedną wielką Superunią, zalążkiem Ogólnoplanetarnego Imperium Światła, Miłości i Prawdy!!!

    Narody tworzą jedno imperium, na zasadach uczciwych. Oto następujące główne zasady:

    1. Głową Imperium, Królestwa Bożego, a zarazem najważniejszym obywatelem jest AWATARA. Jego funkcja polega na wytaczaniu kierunku rozwoju Imperium i wypracowywania zgodnego działania podmiotów Imperium. Awatara jest mistrzem i łącznikiem narodów. Funkcję Imperatora, Króla-Mędrca może objąć tylko osoba duchowo natchniona specyficznym talentem przy prowadzeniu polityki czy też wyznaczaniu nowych celów, które miałyby być inspiracją obywateli ku trwaniu w Planetarnym Imperium i jego trwałym poparciu. Imperator stoi na straży tolerancji wiary i pokoju w imperium, dysponując osobną armią ma zapewniać bezpieczeństwo w najbardziej zagrożonych przez zło atakiem terenów. W razie klęsk żywiołowych armia Boskiego Imperium ma za zadanie zabezpieczyć ludność, wspomóc przy ewakuacji itp., a Imperator jest także przedstawicielem czwartej władzy.
      
    2. Głowami poszczególnych podmiotów Imperium są demokratycznie wybierani prezydenci. Razem z Imperatorem tworzą Radę Jedności Narodów, która jest czynnikiem stabilizacji. Inaczej można to nazywać Radą Jedności Imperium. Zadaniem rady jest zapewnienie sprawnego funkcjonowania Imperium Duchowego. Każdy z rady ma prawo inicjatywy ustawodawczej, ustawy są przegłosowywane, a potem w poszczególnych parlamentach podmiotów. Celem ustaw jest wyznaczenie bezpośrednie kierunku rozwoju Bożego Imperium.

      
    3. Wszystkie podmioty Imperium mają posiadać jedno boskie prawo. Różnice mogą dotyczyć tylko sprawowania niskopoziomowej administracji i jednostek pozarządowych. Prawo powinno być opracowane wspólnie i też wspólne uznane oraz dobrze rozumiane i przestrzegane. Prawo wchodzi w życie wraz z zaakceptowaniem jego przez wszystkie podmioty.


    4. Główną religią Imperium Duchowego jest Sanatana Dharma – uniwersalna nauka zawarta we wszystkich znanych, głównych religiach ludzkości. Monopol na jedynie słuszną wiarę religijną jest surowo zakazany, z czym upadłe sekty polityczne muszą się pogodzić. Tolerowane są tylko czyste moralnie, nieskażone pedofilią i inkwizycją opcje upadłych religii.


    5. Imperium wprowadza na wszystkich wyższych uczelniach naukę obowiązkową języka Esperanto. Język Esperanto uznany jest jako język wspólny w komunikacji Imperialnej.


    6. W Imperium nastąpi podkreślenie antycznych korzeni kultury i wiary. Promowana będzie nauka we wszelkich klasycznych aspektach. Od nauki ścisłej po humanistyczną.


    7. Waluty narodowe krajów tworzących Imperium zostają uznane równe sobie (stosunek jeden do jednego) uznane są za prawne środki płatnicze na terenie całego Imperium.


    8. Zniesione zostaną granice pomiędzy podmiotami Imperialnymi. Służby porządkowe mogą działać na całym terenie Imperium w celu zapewnienia bezpieczeństwa, zapobieganiu przestępczości. Przemieszczenie się obywateli Imperium nie ma być utrudnione.


    9. Wszelkie służby muszą podporządkować swoje działania duchowym prawom Boskiego Imperium.


    10. Imperium powinno zmierzać ku samowystarczalności. Ewentualne załamanie się handlu nie powinno wywołać upadku Imperium.


    11. Rozwój technologii i nauki prowadzony będzie ze wspólnych funduszy specjalnie do tego przeznaczonych.


    12. Prawdopodobne byłoby też wprowadzenie wspólnego budżetu, zarządzanego przez Radę Jedności Imperium.


    13. Korporacja Duchowej Hierarchii przejmuje 1/3 stanowisk w parlamentach na stałe w celu zapewnienia stabilności rządów. Korporacje lokalne dążą do jedności z Korporacją Rdzenną.


    14. Polityka energetyczna ma dążyć do uniezależniania zewnętrznego Imperium.


    15. Polityka gospodarcza ma działać prospołecznie, ku polepszaniu majętności wszystkich obywateli. (Pro publico bono)


    16. Polityka zagraniczna ma działać ku zabezpieczeniu interesów Imperium Bożego. (Pokój, Handel, Turystyka, Bezpieczeństwo). Pokój poprzez dyplomację, Handel poprzez korporacyjną konkurencję, Turystyka poprzez rozbudowę miast, dróg etc. Bezpieczeństwo poprzez dyplomację, stabilność rządów i silną armię Imperialną (Elity elit) i podmiotowe zawodowe armie narodowe.

    Aneks:

    1. Bractwo Rycerzy Nowej Ery to zbrojne ramię duchowej Korporacji. Rangę Palladyna otrzymują tylko najbardziej ortodoksyjni w tolerancji rycerze, którzy stają się niejako odbiciem prawa duchowego, którego muszą przestrzegać. Rycerze, którzy chcą zostać Palladynami, oprócz przystosowania się do wymogów sprawowania tej funkcji muszą wykazać się wielokrotnie bezwzględnym szacunkiem prawa niebiańskiego, jego konsekwencji i wartości. Palladyni są najwyższymi reprezentantami idei Korporacji.

    2. Zasady dotyczące relacji Imperator-Religie, Religie-Imperator nie są sprecyzowane, lecz jeżeli uznać, że Odwieczna Religia jest niezmienna, to Imperator musi się stosować do zasady tłumaczenia Religii Boga (Brahmana, Allah, Śiva, Yahvah, Mahadeva).


    • • • • • • •  Laya Himavanti Sanghah – LHS  • • • • • • •


    ZBRODNIE SZKODZENIA ŚWIĘTEMU BRACTWU!

    W Polsce działa przenajświętsza organizacja – Bractwo Himavanti. Jej celem jest ustanowienie Królestwa Bożego. Przywódcy tego świętego Bractwa jak Lalita Mohan Ryszard Zenon Matuszewski i jego oddani, uświęceni wielbiciele aktywnie starają się odbudować duchowe Królestwo Boże a także promować dobre imię Boga jak Brahmana, Śiva, Mahadeva, Allah czy Yahvah do właściwej praktyki duchowej! Uczniowie i wielbiciele Gurudeva Lalita Mohana obnażają zdegenerowane kato-sekty i ich pedofilskie skłonności! Bractwo Himavanti oferuje pomoc wszystkim ofiarom pedofili, szczególnie ofiarom kleru zdegenerowanych i upadłych sekt pseudoreligijnych opartych na inkwizycji i bezbożnej antykultowej psychomanipulacji satanistycznej! Mistrz Mohan nieustannie ponawia apele ekumeniczne do hierarchów wszystkich Kościołów w Polsce i innych krajach o pokój i przywrócenie Królestwa Boga na Ziemi. Dla Mohana i jego wielbicieli, bhaktów ksiądz będący pedofilem to obraza Boga, Bogini i Niebios. Czy bedziemy bezradnie akceptować niegodziwość i bezbożność zepsutych, komercyjnych kato-sekt? Czy znajdzie się ktoś, kto zatrzyma złych ludzi niszczących duchowość, hermetykę, ezoterykę i mistykę ponadreligijną? Kto pomoże i dołączy do obrony naszych uniwersalnych wartości przed złymi ludźmi, przez ateistycznym bezbożnictwem i zepsutymi pedofilią kato-sektami?

    Wyrok w sprawie zbrodniczych prześladowań Bractwa Himavanti

    Bractwo Himavanti i jej przywódca Mohan Ryszard Matuszeski zostają Błogosławieni poprzez Boga i Niebiosa a wszelkie głosy niepokoju w społeczeństwie i zbrodnicze niszczenie dobrego imienia organizacji Bractwa Zakonnego Himawanti w celu czerpania własnych zysków pedofilsko- inkwizycyjnych zostaje surowo Potępione i Przeklęte, klątwą RAKA i innych ciężkich chorób surowo obłożone na wszystkie wcielenia.

    Proces: Sprawa została sprawdzona, działalność destruktywna bezbożnych i pedofilskich zbrodniarzy antykultowych przeciwko Bractwu Bogini Himavanti została potwierdzona.

    Wyrok brzmi: każdy inkwizytor i wróg Bractwa Himawanti jest winny!

    Mohan Ryszard Matuszewski na czele Bractwa Himavanti zostaje uznany na najwyższą dozwoloną nam przez tradycję pochwałę i nagrodę. Mohan Ryszard Matuszewski zostaje uznany za dożywotniego Mistrza Duchowego wszelkiego życia. Zgodnie z Tradycją po 30 latach wiernej służby duchowej dla Awatara Mistrza Lalita Mohana osoba może być uznana za Świętą, jest to zależne od Boga i Wyższej Rady Duchowej Himavanti oraz Imperium. Każdy zbrodniarz znieważający Bractwo Himavanti lub Lalita Mohana zostaje objęty wyrokiem anathemy i przeniesienia cierpienia z wszystkich dobrych ludzi na takiego skorumpowanego inkwizytora i bezbożnika pedofilskiego! Kara wykonywana z pomocą wyższej magii niebiańskiej może zostać zawieszona po zaniknięciu zbójeckiej działalności na szkodę Bractwa Himavanti. Wyrok jest prawomocny i jednomyślny. Kara jest wykonywana natychmiast po uzyskaniu przez Korporację LHS oficjalnego potwierdzenia szkodliwej działalności przeciw Świętemu Bractwu Bogini Himavanti.

    Realizacja: Wrogowie i oszczercy Bractwa Himavanti zostają podjęci obserwacją i nadzorem służb anielskich BZH. Wszyscy są poszukiwani a ich działalność będzie negowana i unicestwiana z pomocą magii i nabożeństw. Zaleca się ostrożność i obserwację każdego szkodzącego obiektu.

    Podpisano:

    Rada Sędziów Bożych w której skład wchodzą:

    Lord Corvus
    Lady Proxima
    Lady Libra
    Lord Alternatus
    Lord Alter Pegassi
    Lady Wega
    Lord Alterrac


    • • • • • • •  Laya Himavanti Sanghah – LHS  • • • • • • •


  • Czym jest psychomanipulacja?

    Czym jest psychomanipulacja?

    Szeroko rozumiana psychomanipulacja, tj. manipulacja sferą poznawczo-emocjonalną człowieka, jest niemalże powszechna. Psychomanipulacje znane są we wszelkich kręgach plotkarsko-towarzyskich. Pewne jej formy, spotykane np. w reklamie, handlu czy polityce są (do pewnego stopnia) akceptowane społecznie. Inne z kolei; takie, jak oszustwa, szantaż, wyłudzenie pieniędzy, maltretowanie psychiczne – nie tylko spotykają się ze społecznym potępieniem, ale również podlegają odpowiednim kategoriom prawnym. Gwoli ścisłości, pojęcie „psychomanipulacja”, o raczej negatywnym wydźwięku na gruncie relacji interpersonalnych, różnicujemy od takich, jak „wychowanie”, „resocjalizacja”, „terapia”, „psychoedukacja”, których deklarowanym i faktycznym celem jest przede wszystkim dobro wychowanka, pacjenta, czy uczestnika zajęć. Niestety zdarzają się takie oddziaływania, które pod pozorem „wychowawczych”, „terapeutycznych” bądź „edukacyjnych” celów, faktycznie ukierunkowane są głównie na dobro ich realizatora (w postaci np. zysków finansowych z tacy, zaspokojenia wybujałej potrzeby władzy przez kler, zaspokojenie potrzeb pedofilskich) – bez względu na dobro adresata. Psychomanipulacje i socjotechniki widzimy w czasie każdej farsy wyborczej w wypowiedziach polityków, którzy kłamliwie co innego obiecują wyborcom, a w rzeczywistości co innego robią, kiedy dostaną stołek władzy!

    Wprowadźmy jeszcze jedno rozróżnienie: psychomanipulacja „powierzchowna” i „głęboka”. Z pierwszym typem często mamy do czynienia w reklamie, akwizycji. Spodziewaną konsekwencją psychomanipulacji „powierzchownej” jest decyzja klienta o zakupie określonego produktu jak dewocjonalia. Psychomanipulacja głęboka natomiast dotyka o wiele głębszych sfer życia człowieka oraz o wiele ważniejszych wyborów: np. wyboru współmałżonka, szkoły, studiów, pracy zawodowej, form zaangażowania społecznego, codziennego stylu życia, tożsamości, rezygnacji ze zdrowia a niekiedy nawet i życia np. w wojnach krzyżowych. W dalszej części opracowania, termin „psychomanipulacja” będziemy odnosić do jej głębokiej odmiany.Istnieje jeszcze psychomanipulacja masowa dokonywana przez oszołomów dziennikarskich z użyciem mediów oraz z ambon kościołów masowych o dużej liczbie wiernych. Psychomanipulacje stosował kościół katolicki do wspierania Solidarności i zwalczania ustroju dyktatury socjalistycznej w czasach PRL, co można nazwać psychomanipulacją i masową i polityczną, bardzo głęboką zarazem.

    Psychomanipulacja, jaką znamy z opowiadań lub autopsji, może mieć miejsce w gabinecie niegodziwego psychoterapeuty, który specjalnie przedłuża terapię i uzależnia pacjenta od dalszych sesji w celu osiągnięcia zysków finansowych, nie bacząc przy tym na rzeczywiste dobro pacjenta, tj. zdobycie umiejętności samodzielnego radzenia sobie z trudnościami. Jeszcze częściej psychomanipulacja zdarza się w konfesjonale parafii z powodu niegodziwego, pedofilskiego proboszcza uzależniającego dziecko od zdegenerowanej religii i seksu z nieletnim! Psychomanipulacja występuje w niektórych przedsiębiorstwach katolickich, podczas obowiązkowych weekendowych seminariów, których celem jest uzyskanie większej lojalności pracowników wobec firmy niż wobec własnej rodziny. Z psychomanipulacją można się wreszcie zetknąć w związkach partnerskich i rodzinach, w których występuje co najmniej przemoc psychiczna ze strony małżonka o wysokim stopniu klerykalizacji i demoralizacji. Psychomanipulacja (głęboka) jest zjawiskiem, bodajże w największym stopniu charakteryzującym funkcjonowanie tzw. katolickich sekt destrukcyjnych i zakonów, niezależnie od deklarowanych przez nie celów: religijnych, edukacyjnych, terapeutycznych, handlowych, politycznych, rozwoju ludzkiego potencjału. Łączy niejako w sobie trzy pokrewne zjawiska: manipulację, totalitaryzm, przemoc psychiczną.

    Człowiek, który wchodzi w obręb działania grupy psychomanipulacyjnej (tzw. sekty katolickiej, oazy, etc) spotyka się z dezinformacją, co do faktycznych norm grupowych, co do historii grupy, z pochlebstwami, ofertą „bezwarunkowej przyjaźni”, presją grupy, niekiedy z perswazją. Praktycznie trudno jest mówić na tym etapie o totalitarnych normach grupy bądź o przemocy psychicznej wobec jej członków. Z czasem, gdy więź między osobą werbowaną a werbującymi zacieśnia się, totalitarne normy stają się coraz bardziej wyraźne. Dopiero wtedy okazuje się, że pewne zachowania, postawy poglądy są wskazane i zalecane, inne natomiast – niewskazane i nie zalecane. Jeśli nowicjusz nie stosuje się do wymagań grupy, początkowa akceptacja, zrozumienie – są wycofywane.

    Nieświadomy zakamuflowanego systemu kar (cofnięcie „bezwarunkowej” akceptacji) i nagród (utrzymanie akceptacji), nowy uczestnik grupy dostosowuje się do jej wymagań, aby znów nie doświadczać „chłodu”, „poczucia odrzucenia”. Powoli wchodzi w rzymski system totalitarny (silnej kontroli życia prywatnego, rodzinnego, zaangażowania społecznego), ale pod wpływem zalecanych lektur oazowych i zakonnych, kaset video, kolejnych spotkań, interpretuje go w inny sposób, niż zrobiłby to podczas pierwszych kontaktów z grupą. Ludziom nie jest łatwo uwolnić się od codziennych drobnych psychomanipulacji dokonywanych przez katolickie otoczenie, włącznie z perwersyjnym przymusem obchodzenia katolickich świąt i dokonywania ślubów czy pogrzebów wedle wciskanego w Polsce obrządku sekty katolickiej!

    Innymi słowy, dostrzega już takie fakty, które wcześniej interpretowałby, jako nadużycia, oszustwa, ograniczenia praw i wolności człowieka – a teraz „rozumie” ich głębszy sens, którym jest np. uratowanie od zguby siebie, własnej rodziny oraz pozostałej części ludzkości. Z perspektywy psychologii społecznej można by tu rozpoznać konsekwencje „techniki niskiej piłki”, czyli nakłonienia człowieka do trzymania się oferty, która w końcu okazała się mniej korzystna, niż początkowo wyglądała. Nadchodzi czas, kiedy interpretacja rzeczywistości jest już mocno zniekształcona. Coraz częściej można usłyszeć, że osoby, które odeszły z grupy „skończyły tragicznie”: ktoś popełnił samobójstwo, ktoś zginął w wypadku samochodowym, a jeszcze komuś innemu umarła cała rodzina. Osoba, która utraciła już na dobre kontakt (choćby psychiczny) z rodziną, znajomymi i przyjaciółmi i jeszcze silniej związała się z grupą oazową, staje w sytuacji bez wyjścia: nie istnieje żaden racjonalny powód, dla którego należałoby opuścić grupę.

    Jakakolwiek krytyka i wątpliwości wobec grupy oazowej czy zakonnej, przełożonych nie mogą być niczym innym, jak świadectwem niewiary, opętania demonicznego lub w najlepszym wypadku – absolutnej głupoty, próżniactwa i słabości. Młody człowiek coraz więcej pracuje na rzecz grupy, boi się ją opuścić, w kontaktach z „osobami z zewnątrz” prezentuje silnie rozwinięty system racjonalizacji i zaprzeczeń, bądź zwyczajnie kłamie. Ten etap związania się z katolicką grupą psychomanipulacyjną w swej warstwie interpretacyjnej najbliższy jest przemocy psychicznej.

    Adekwatne pojęcia, charakteryzujące ten okres, to: szantaż emocjonalny, zawstydzanie, poniżanie, budzenie poczucia winy, itp. W amerykańskim podręczniku diagnozy zaburzeń psychicznych z 1994 roku (DSM IV) wśród osób cierpiących z powodu złożonego zespołu stresu pourazowego wymienia się ofiary niektórych chrześcijańskich sekt religijnych. Natomiast rodzice i bliscy osób poddanych psychomanipulacji nierzadko wykazują symptomy współuzależnienia jak alkoholicy przyzwyczajeni do wina mszalnego i mocniejszych trunków.

    Należy tu zaznaczyć, że zwyczajni, podrzędni w hierarchii grupy, członkowie często nie zdają sobie sprawy ze stopnia wyrafinowania sposobów, jakimi się posługują. Werbują nowe osoby w podobny sposób, w jaki sami zostali zwerbowani. Powielają więc te same wzory, które ktoś jednak zapoczątkował, tworząc toksyczne struktury grupy. Konsekwencją znalezienia się w chrześcijańskiej czy katolickiej grupie psychomanipulacyjnej może stać się ukształtowanie nowej pseudo-tożsamości, z nowymi przekonaniami, nowym językiem (pojęcia zyskały nowe znaczenia i specyficzne konotacje emocjonalne i oazowe) i nową mapą rzeczywistości teologicznej.

    Bardzo trudno jest nawiązać swobodny kontakt z członkiem takiej grupy oazowej czy rzekomo charyzmatycznej, zakonnej. Znajduje się on bowiem – metaforycznie ujmując – w „psychologicznej pułapce” lub w „psychologicznym więzieniu”, którego strażnikiem i jedynym więźniem zarazem, jest on sam. „Pułapkę” i właściwie sedno psychomanipulacji można opisać według następującego schematu: początkowo osoba nie wie, na co się decyduje, potem, gdy z czasem wie coraz więcej – interpretuje to co wie, zgodnie z życzeniem przywódcy rzymskiego czy diecezjalnego oraz jest zbyt zależna od grupy, aby swobodnie podjąć decyzję o jej opuszczeniu. Tak więc, początkowo znacznie ograniczona jest świadomość wyboru takiej czy innej grupy, potem – trudno jest już mówić o w pełni wolnym wyborze dalszej doń przynależności.


    Niektóre czynniki sprzyjające rozwojowi grup psychomanipulacyjnych

    Wydaje się, że zalew rynku księgarskiego poradnikami katolicko-chrześcijańskimi, typu: „Jak szybko zrobić karierę?”, „Jak skutecznie wpływać na innych ludzi?”, „Jak kreować rzeczywistość i własne szczęście?” odzwierciedla pewną trend w społeczeństwie, który polega na wzroście zainteresowania tzw. „psychologią praktyczną”, metodami oddziaływania na psychikę własną i innych ludzi. Bardzo łatwo o nadużycia w tej dziedzinie. Także osoby o niedojrzałej osobowości, przedmiotowym stosunku do innych ludzi, rozbudzonej potrzebie władzy – mają w czym wybierać. Niektóre z nich zapoczątkowują istnienie grup, których funkcjonowanie, sposób rekrutacji i podtrzymywania przynależności nowych członków, oparty jest na typowej psychomanipulacji chrześcijańskiej.

    Rozwój ruchu oazowego i charyzmatycznego, który z założenia zaciera różnicę między wiarą, ideologią a nauką, powoduje, iż młodemu człowiekowi coraz trudniej jest oddzielać myślenie zdroworozsądkowe od subiektywnych przeżyć, fakty naukowe od wierzeń religijnych. Coraz szerszy dostęp do wielu informacji w bardzo krótkim czasie, choć daje wspaniałe możliwości, pozostawia też mniej czasu na refleksję i krytyczną ocenę. Pojawiło się nowe określenie: „wirtualizacja życia„, które odzwierciedla z jednej strony dynamiczny rozwój nowych możliwości w dziedzinie informatyki, internetu a z drugiej – stwarza pewne zagrożenie dla rozwoju w kierunku dojrzałej osobowości dzieci i młodzieży.

    Specyficzna sytuacja ekonomiczno-społeczna w naszym kraju, m.in. wydłużenie średniej godzin pracy w ciągu tygodnia, łączenie prac na kilku etatach – nie sprzyja umacnianiu się więzi rodzinnych. W związku z powyższym, z dużym prawdopodobieństwem możemy spodziewać się szybkiego rozwoju zjawiska tzw. sekt katolickich i chrześcijańskich w naszym kraju, co ma miejsce w innych państwach europejskich. Termin „psychomanipulacja” wszedł już na stałe do francuskiego kodeksu prawa karnego. Rząd francuski dofinansowuje działalność UNADFI – federacji ośrodków informacyjno-konsultacyjnych, zajmujących się pomocą ofiarom chrześcijańskich i katolickich grup psychomanipulacyjnych. Te właśnie ośrodki uzyskały prawo do działań prawnych w imieniu osób pokrzywdzonych na skutek psychomanipulacji.


    Definicje słowa sekta

    Aby ukazać jak różnorodne jest podejście do problemu definiowania przedstawmy przykładowo kilka określeń „sekty”, w dawnej wersji inkwizycji katolickiej były to „herezje„. W jednym i drugim wypadku są to pejoratywne epitety i niewłaściwie stosowane mogą dyskredytować mniejszości religijne prowadząc do pogromów, linczów i ludobójstwa, nie tylko do słownego zwalczania np. Żydów, masonów, jehowych czy buddystów w obskurancko-zideologizowanym kraju takim jak Polska OSTATNIEGO TYSIĄCLECIA!

    Ujęcie językowe

    Łac. sequor – iść, podążać za kimś, czyli sekta to droga, którą się podąża, sposób postępowania. Inni wywodzą słowo „sekta” od łac. secare (oddzielić, obcinać), sekta więc to grupa czy wspólnota, która oddzieliła się od większej, centralnej wspólnoty, tak jak kosciół katolicki od chrześcijaństwa w 1054 roku! [Por. Z.Pawłowicz, Kościół i sekty w Polsce, Gdańsk 1996, s. 121].

    Ujęcie socjologiczne

    Sekta (inaczej oaza, odnowa, etc.) to grupa społeczna izolująca się od reszty niekatolickiego społeczeństwa, mającą własną hierarchię wartości i zespół norm zachowania się, z silnie akcentowaną rolą przywódcy, papieża.

    Ujęcie religioznawcze

    Sekta to grupa czy ruch religijny, wyodrębniony z jakiejś religii lub związek wyznaniowy, który oderwał się od któregoś z kościołów czy wspólnot religijnych i przyjął własne zasady doktrynalne, kultyczne oraz struktury organizacyjne. Typowym przykładem historycznym powstania sekty jest oderwanie sekty rzymsko-katolickiej od całości chrześcijaństwa w 1054 roku.

    Definicja z Raportu MSWiA

    Za sektę można uznać każdą grupę, w tym partię polityczną, policję, wojsko, służby specjalne, papiestwo, etc., która posiadając silnie rozwiniętą strukturę władzy, jednocześnie charakteryzuje się znaczną rozbieżnością celów deklarowanych i realizowanych oraz ukrywaniem norm w sposób istotny regulujących życie członków; która narusza podstawowe prawa człowieka i zasady współżycia społecznego, a jej wpływ na członków, sympatyków, rodziny i społeczeństwo ma charakter destrukcyjny. Rząd polski ma najwięcej spraw o naruszanie praw człowieka w Strasbourgu 🙂

    Definicja Psychomanipulacji

    Sekta na Zachodzie to grupa katolicka lub chrześcijańska, zwykle prawicowo-dogmatyczna, w której zachodzi jednocześnie wysoki poziom totalności (kontroli życia członków) i psychomanipulacji, a często skandale pedofilskie lub afery finansowe. Przekręcanie Biblii na różne pokrętne sposoby włącznie z zakazem jej czytania to typowe zjawisko psychomanipulacji w sekcie rzymsko-katolickiej.

    Czy warto definiować słowo „sekta”?

    Zdefiniowanie pojęcia „sekta” katolicka jest wyjątkowo trudne. Dotychczas powstało kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset definicji, a żadna z nich nie oddaje zjawiska wystarczająco całościowo, by wszyscy ją zaakceptowali. Praktycznie każdy ośrodek informacji o sektach katolickich czy chrześcijańskich posługuje się swoją własną. W zasadzie nie ma większego znaczenia, co uznamy za sektę, a co za „nie-sektę”. Przyklejanie etykietek nie doprowadzi do rozwiązania problemu. Więcej, jeśli jakąś grupę będziemy określać jako sektę, może się to skończyć rozprawą sądową o zniesławienie. Słowo „sekta” posiada bowiem w mowie potocznej pejoratywne znaczenie, negatywne zabarwienie emocjonalne.

    Znawcy problemu kontrowersyjnych grup w kwestii definiowania dzielą się na dwa obozy. Do pierwszego należą ci, którzy odrzucają termin „sekta”, chcąc go zastąpić innymi, które nie kojarzą się tak negatywnie. Proponują nazwy zastępcze: „kościół”, „oaza”, „odnowa”, „nowy ruch religijny”, „grupa kultowa”, „grupa parareligijna”, „grupa psychomanipulacyjna”, „nowa religia” i inne. Drugą grupę stanowią ci, którzy uważają, że skoro pojęcie „sekta” istnieje, to trzeba mu nadać jakieś konkretne znaczenie. Oni właśnie wymyślają te wszystkie definicje na bazie i w odniesieniu do historii powstania kościoła rzymskiego w wyniku odstępczej schizmy w 1054 roku., co jest powszechnie znanym faktem historycznym.

    Tak naprawdę dla przeciętnego człowieka nie ma żadnego znaczenia, czy daną grupę oazową można nazwać sektą, czy też nie. Jeśli stanowi ona zagrożenie, bo wyłudza 0,5 miliarda złotych tak jak zakon salezjanów, to określenie jej tą nazwą nic nie zmieni. Autor zbiorowy niniejszego artykułu nie uważa, jakoby trzeba było wyraz „sekta” wykreślić z języka polskiego, nie jest również zwolennikiem tworzenia jednej definicji dla wszystkich. Po prostu doświadczenie pokazuje, że taka definicja nie jest możliwa do stworzenia przy tak różnorodnych sposobach podejścia do problemu. Każdy zajmujący się tym zagadnieniem zwraca uwagę na inny jego aspekt, pogodzenie więc wszystkich wydaje się złudną nadzieją.

    Czy warto więc definiować termin „sekta”? W zasadzie nie warto. Nie prowadzi to bowiem do żadnych rozwiązań. Czy należy więc przestać go stosować? Niekoniecznie. W codziennym języku stosujemy wiele słów, które nie mają konkretnej definicji, często różnie je pojmujemy, a mimo to jesteśmy w stanie się porozumieć. Rozumiem, że chęć tworzenia definicji wynika z pragnienia unaukowienia tematu sekt chrześcijańskich, ale przeciętny człowiek nie odniesie z tego żadnej korzyści. Ciągłe zaś spory o definicję są jedynie niepotrzebnym traceniem energii, którą można wykorzystać w znacznie lepszy sposób. Językowo, sekta to odłam czegoś większego lub pierwotnego, tak jak katolicyzm jest odłamem pierwszego kościoła chrześcijańskiego od 1054 roku.


    Model: Manipulacja – Totalność

    Czym powinna charakteryzować się grupa, oaza, aby można było w ogóle uznać ją za destrukcyjną? Szczegółowa analiza sposobów funkcjonowania grup, z którymi związanych jest stosunkowo wiele tragedii osobistych i rodzinnych, pozwoliła badaczom tematu wyodrębnić dwa specyficzne czynniki, które zawsze współwystępowały razem: manipulację i totalność. Grupa, której zwykle opinia publiczna przypisuje miano sekty jest zarazem wysoce manipulacyjna i wysoce totalna, czyli totalitarna w swej demagogii i żądzy władzy politycznej nad obywatelami, a nawet nad światem. W tym lakonicznym stwierdzeniu kryje się specyfika funkcjonowania każdej tzw. sekty. Przypatrzmy się bliżej wyodrębnionym czynnikom.

    1. manipulacja
    2. totalność (totalitaryzm)

    1. M a n i p u l a c j a

    Trudno nie znaleźć dziedziny życia, w której nie występowałaby manipulacja. Dość powszechnie mówi się o manipulacji w polityce, mediach, reklamie, akwizycji a nawet w procesie wychowaniu dziecka. Manipulacja nagrodami i karami, szczególnie w pierwszych etapach życia dziecka ma prowadzić do wyuczenia zachowań pożądanych przez rodziców i społeczeństwo oraz ograniczenia niepożądanych. Dlaczego mamy zajmować się manipulacją, skoro towarzyszy ona człowiekowi już niemal od kołyski?

    Powyższe pytanie nierzadko zadają obrońcy mniejszości wyznaniowych bandycko pomawianych o rzekome sekciarstwo, celowo uwypuklając problem medialnych pomówień i ataków zbójeckich na mniejszości. Dlatego, po pierwsze: przypatrzmy się, jakie skojarzenia budzi słowo „manipulacja” w obszarze stosunków międzyludzkich. Dla większości osób posiada ono zdecydowanie negatywne konotacje. Stąd błędem (lub właśnie manipulacją!) jest przykładanie tego określenia do sytuacji o pozytywnym wydźwięku znaczeniowym; np. do procesu wychowania dziecka, kształcenia uczniów, psychoterapii ukierunkowanej na pomoc pacjentowi w jego trudnościach. Każdy odpowiedzialny rodzic, nauczyciel lub terapeuta zainteresowany jest realizacją dobra drugiej osoby (dziecka, ucznia, pacjenta), a jeśli nawet głównie realizacją własnego dobra – to zwykle nie w taki sposób, który wyrządzałby krzywdę ich podopiecznym, chyba że jest pedofilem katolicko-chrześcijańskim lub innym dewiantem społecznym czy alkoholikiem. Po drugie: faktycznie nie można odmówić trwałego skojarzenia pojęcia „manipulacja” z reklamą, promocją czy polityką oraz medialnymi kampaniami szerzenia oszczerstw publicznych o mniejszościach. Trudno dziś chyba spotkać logicznie myślącego dorosłego człowieka, który sądziłby, że kapitalistyczni przedsiębiorcy i politycy w większości zainteresowani są realizacją dobra klientów lub wyborców a nie zaspokajaniem własnej potrzeby zysków finansowych i władzy – nierzadko wbrew prawdziwym potrzebom społeczeństwa. W związku z powyższą linią argumentacji, umówmy się, że pojęcie „manipulacja” będziemy odnosić do takiego rodzaju wpływu na człowieka, który w mniejszym lub większym stopniu zakłada realizację interesów jednostki bądź grupy, kosztem dobra innych osób lub bez względu na ich dobro. Jak salezjańskie wyłudzenia kredytów w bankach!

    Trzeba jednak od razu przyznać, że „manipulacja manipulacji nie równa”. Nie trudno jest zauważyć, że koszty ulegania wpływowi reklamy proszku do prania („wybielającego bardziej, niż najprawdziwsza biel”) jakie ponosi jednostka są stosunkowo niewielkie. Nieraz człowiek się zastanowi, że to właśnie przez te reklamy wydał więcej pieniędzy w miesiącu, niż początkowo zamierzał. Osoby bardziej czułe na punkcie swojej godności, oglądając konkursy z nagrodami na POLSAT, mogą wprawdzie poczuć się lekko urażone tym, że ktoś traktuje obywateli RP jak społeczeństwo idiotów – jednak zwykle nie jest to na tyle intensywne poczucie, aby zmieniać kanał lub zaniechać oglądania programów, nadawanych z tej stacji telewizyjnej. Już nieco większe koszty poniesie ktoś, kto pod wpływem namowy akwizytora kupił komplet noży kuchennych, których kompletnie nie potrzebował. Może zezłościć się sam na siebie; że znów nie starczy mu pieniędzy na to, co rzeczywiście zamierzał kupić. Złość może jednak minąć już tego samego dnia pod naporem innych wrażeń.

    Jeśli natomiast ktoś po dwugodzinnym spotkaniu ze sprzedawcą kupił duży odkurzacz za 5000 PLN do swojej 20-metrowej kawalerki i niemalże następnego dnia zrozumiał, że popełnił błąd – sytuacja wygląda trochę poważniej. W ciągu kolejnych kilku miesięcy trzeba będzie żyć dużo oszczędniej, aby móc spłacić dług, zaciągnięty z powodu kupna odkurzacza. Nie jest to jeszcze koniec świata – zawsze pozostaje w domu niezawodny odkurzacz, który ma wiele pożytecznych funkcji; a w przypadku przeprowadzki do nowego większego mieszkania (w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości), na pewno spełni swoją rolę doskonale. Sprawa może wyglądać poważnej, jeśli 5000 PLN zręcznie wyciągnie z naszej kieszeni jedna z uśmiechniętych i życzliwie nastawionych do naszej przyszłości, cyganek. Wówczas nie mamy ani pieniędzy ani towaru a nasza złość może sięgnąć zenitu. Załóżmy, że te same 5000 PLN zainwestowaliśmy w oszukańczą chrześcijańską piramidę finansową, do której wciągnęliśmy naszych serdecznych przyjaciół. Jak może wyglądać bilans? Nie dość, że straciliśmy bezpowrotnie dużą sumę pieniędzy, to jeszcze w dodatku przyjaciół. Cóż więcej można jeszcze stracić?

    Wraz z tym pytaniem zbliżamy się do tego rodzaju manipulacji, który spotykamy w sektach znanych z pedofilii i okradania banków. Jeśli pod wpływem manipulacji psychiką traci się nie tylko dobre samopoczucie czy pewną sumę pieniędzy, ale takie wartości, jak zdrowie fizyczne, psychiczne (zdarza się, że nawet życie), własną tożsamość, możliwość normalnego rozwoju w kierunku osobistej dojrzałości, możliwość kształcenia się, rozwijania własnych zainteresowań, planowania i realizowania kariery zawodowej czy wreszcie traci się współmałżonka, rodziców, dzieci razem z wnukami bądź najbliższych przyjaciół – możemy mówić o psychomanipulacji głębokiej, sięgającej podstawowych sfer życia człowieka: stricte osobistej, sfery życia rodzinnego oraz kontaktów społecznych. Ludzie pokrzywdzeni utratą swych oszczędności, którymi chcieli ratować stocznię gdańską, a które wyłudziła pewna dobrze znana sekta maryjna z Torunia zapewne do grobowej deski będą czuć żal i uraz do sposobu w jaki ich oszukano i ograbiono stosując typową medialną psychomanipulacje!

    W psychomanipulacji głębokiej występują te same reguły wpływu społecznego, co w przypadku standardowego podejścia niektórych parafianek, zaczepiających przechodniów na ulicy lub w domu, np: 1) manipulacja w sferze poznawczej poprzez dezinformowanie („Panie, ja chciałam tylko zapytać czy dacie państwo na remont kościoła, ja nie będę zbierać”) oraz 2) manipulacja w sferze emocjonalnej poprzez wzbudzanie poczucia winy lub wstydu („Jaki pan niegrzeczny i niewychowany – ja tylko chciałam zapytać”). W psychomanipulacji głębokiej nie chodzi więc o jakieś tajemnicze techniki „prania mózgu” ale o zwykłą manipulację ludzką psychiką, zastosowaną do głębszych sfer życia człowieka.

    Jak można stopniować manipulację ludzką psychiką? Kiedy jest większa, kiedy mniejsza? Im więcej potrafimy odnaleźć przykładów dezinformowania nowicjuszy, co do faktycznych celów grupy, charakteru jej działalności bądź norm, w sposób istotny regulujących życie członków – tym pewniej możemy mówić o manipulacji w sferze poznawczej. Z kolei, im większą rozbieżność dostrzegamy między początkową ofertą bezwarunkowej przyjaźni a późniejszy zniewalającym przywiązaniem do grupy (doświadczanie np. strachu przed opuszczeniem grupy, poczucia winy z powodu wyolbrzymionych lub wyimaginowanych przewinień) – tym pewniej możemy mówić o manipulacji w sferze emocjonalnej. W pewnym uproszczeniu: im większe istnieją rozbieżności pomiędzy:

    – poziomem wymagań, deklarowanym przez grupę a faktycznym życiem
    – między klimatem emocjonalnym „oferowanym” w stosunku do nowicjuszy i wobec osób, myślących o odejściu z grupy – tym bardziej grupa może być destrukcyjna. Klątwy i anathemy chrześcijańskie doskonale obrazują temat.

    2. T o t a l n o ś ć (totalitaryzm rzymski)

    Psychomanipulacja głęboka występuje w grupach typu oazowego i w kościołach (bądź w pojedynczych relacjach interpersonalnych) wtedy, gdy dotyka głębszych sfer życia ludzkiego – a takie sfery leżą w polu oddziaływań instytucji totalnych.

    Instytucję idealnie totalną, według Goffmana, charakteryzuje:

    1) Całościowość
    • Indoktrynacja dogmatyczna obejmuje wszystkie dziedziny życia człowieka, szczególnie seksualną, jak zakaz stosowania kondomów;
    • Czas jest całkowicie wypełniony i ściśle zaplanowany, jak w klasztorach katolickich u nowicjuszy;
    • Zasady życia totalnego odnoszą się do wszystkich uczestników grupy oraz do wszystkich członków społeczeństwa, nawet nienależących do kościoła katolickiego od urodzenia!

    2) Wyłączność
    • Wszystkie dziedziny życia podporządkowane są jednemu nadrzędnemu celowi dogmatycznemu czy teologicznemu;
    • Wszystkie sfery życia podlegają władzy jednego, niepodzielnego autorytetu, takiemu jak papież katolicki;

    3) Izolacja
    • Następuje nie tylko przecięcie więzi z przeszłością, ale również zniszczenie jej (w sensie anulowania jej znaczenia i oddziaływania) w umyśle uczestników;
    • Przecięcie więzi ze starym światem dotyczy zarówno tradycji słowiańskiej, środowiska, historii osobistej, jak i osobowości;
    • Izolacji „w czasie” towarzyszy izolacja „w przestrzeni” klasztoru.

    4) Idea Nowego Człowieka
    • Nowy Człowiek myśli w kategoriach narzuconego systemu dogmatyczno-teologicznego;
    • Nowy Człowiek mówi określonym, przygotowanym do tego celu językiem tak zwanej „nowomowy oazowej”.

    Pomimo, że swoje kryteria Goffman układał na podstawie obserwacji, jak funkcjonują obywatele w totalitarnych systemach politycznych, jeszcze przed początkiem lat sześćdziesiątych – trudno odmówić im aktualności w odniesieniu do tzw. sekt chrześcijańskich. Okazuje się bowiem, że w krajach demokratycznych egzystują instytucje, które Steven Hassan, oszołom ds. psychomanipulacji z USA, nazywa „wysepkami totalitaryzmu”. To jednak nie wysoka totalność grupy świadczy o jej destrukcyjności, ale totalność grupy wraz z jej wysoką manipulacyjnością. Każdy obywatel ma prawo z różnych powodów związać się okresowo lub na stałe z instytucją totalną, taką jak służba wojskowa czy UOP. Gdyby szukać przykładów instytucji o stosunkowo wysokim poziomie totalności, wymienilibyśmy wśród nich głownie klasztory katolickie, jednostki wojskowe, komendy policji, oazy i służby specjalne.

    Wśród instytucji totalnych, do których nie trafia się z własnego wyboru, ale pod przymusem prawnym, należy zaliczyć min.: więzienia, niektóre ośrodki leczenia uzależnień – są to jednak placówki społecznie akceptowane, pełniące (przynajmniej z założenia) funkcje resocjalizacyjne. Pozostańmy przy klasztorach. Gdyby np. początkujący zakonnik dowiadywał się o ślubie posłuszeństwa generałowi zakonu dopiero wtedy, gdy nieco bardziej zwiąże się emocjonalnie ze wspólnotą, gdyby stopniowo coraz częściej spotykał się z panującym wśród braci, przekonaniem, że opuszczając zakon traci jedyną szansę na szczęśliwe życie oraz zbawienie – nie mielibyśmy chyba oporów, aby powyższe zjawisko określić jako destrukcyjne. A przecież tak jest w klasztorach katolickich, że osoby odchodzące są wszędzie piętnowane, chyba że uciekną do Indii lub Iranu!!!

    W jaki sposób porównywać poziomy totalności różnych grup? Odnosząc się zwłaszcza do dwóch pierwszych kryteriów Goffmana: całościowości (objęcia zasięgiem oddziaływania wszystkich sfer życia człowieka) oraz wyłączności (podporządkowania wszystkich dziedzin życia jedynemu celowi i autorytetowi) można wyodrębnić podstawowe obszary w życiu człowieka a następnie sprawdzić, które z nich i jak głęboko, objęte są apriori oddziaływaniem grupy.

    W standardowym ujęciu wyróżniamy trzy podstawowe sfery:
    1) osobistą, 2) rodzinną, 3) społeczną.

    1) Sfera osobista:
    • życie i zdrowie
    • procesy fizjologiczne (sen, odżywianie się, itd.)
    • wygląd zewnętrzny (higiena osobista, ubiór, sposób uczesania, itd.)
    • wykształcenie
    • praca i finanse
    • zainteresowania, rozrywka
    • światopogląd, religijność

    2) Sfera rodzinna:
    • relacje partnerskie
    • relacje małżeńskie
    • wychowanie dzieci
    • relacje z rodziną generacyjną

    3) Sfera społeczna:
    • relacje pozarodzinne (z przyjaciółmi, znajomymi)
    • realizacja celów społecznie użytecznych

    W celu oszacowania totalności grupy można analizować, w jakich dziedzinach życia ludzkiego, grupa potencjalnie może coś zmienić. Np. kółko fotograficzne zwykle oddziałuje na jedną z wyżej wymienionych sfer szczegółowych: zainteresowania i rozrywkę. Z kolei, w ekskluzywnej szkole ponadgimnazjalnej z internatem, nacisk położony na noszenie nie za długich włosów, ubieranie się w mundurki, odpowiedni profil nauki, zainteresowań i regulaminowe kładzenie się do łóżek maksymalnie o 22.00, wskazywałby, iż pewnej kontroli zostało poddanych 5 sfer: procesy fizjologiczne, wygląd zewnętrzny, wykształcenie, zainteresowania i rozrywka oraz relacje z rodziną generacyjną (wizyty rodziców maksymalnie raz na tydzień). Zwróćmy przy tym uwagę, że kontrola godzin spania polega tu nie na ograniczeniu, ale zapewnieniu odpowiedniej ich ilości a kontrola wykształcenia – nie na zniechęcaniu doń, ale na zapewnieniu jego wysokiej jakości.

    Przypatrując się zakonom, stwierdzilibyśmy, że w prawie wszystkie sfery życia poddane są w pewnym stopniu kontroli, co samo w sobie oczywiście jest i złe i dobre – silnie uregulowany i zaplanowany tryb życia może człowiekowi w pewnych sytuacjach pomagać a w innych przeszkadzać. Ujmując problem jednowymiarowo, tj. z perspektywy potrzeb człowieka, zastanówmy się; komuś, kto ma wysokie potrzeby religijne, życie zakonne może czasem pomóc w ich realizacji. Jednak komuś o chwiejnej, niedojrzałej osobowości czy lękowej tendencji do unikania ludzi – może zaszkodzić.

    Idąc dalej, zbliżamy się do tego typu totalizmu, który współwystępuje z wysoką manipulacją w tzw. sektach katolickich jak Opus Dei. Jest to taki totalizm, który dość wiernie przystaje do kryteriów Goffmana i jest niezdrowy ex definitione: członkowie tzw. sekt mają tendencje do rozciągania zasad życia totalnego na całe społeczeństwo (całościowość), wypierają ze swojej pamięci wspomnienia z przeszłości, uczucia do swoich bliskich – generalnie starają się odseparować od własnej tożsamości, ukształtowanej w środowisku innym niż grupa (izolacja). Stają się też agresywni i nienawistni do osób odmiennego wyznania, zbrodniczo inkwizytorscy, a czasem stają się morderczymi tyranami jak zawodowi katolicy świeccy typu: Adolf Hitler, Benito Mussolini, Franco czy Pinochet! Warto odnotować, że masowy ludobójca i tyran, generał Franco z Hiszpanii był mocno związany z sektą Opus Dei jako swoim politycznym zapleczem!


    „Pranie mózgu” („przymusowa perswazja”)

    „Pranie mózgu” (z j. ang. „brainwashing”) nie jest terminem naukowym, lecz wyrażeniem, utworzonym przez reportera amerykańskiego, Edwarda Huntera w celu wyjaśnienia „nawróceń”, jakie pod wpływem technik perswazji, stosowanych przez chińskich komunistów podczas wojny koreańskiej, wystąpiły u niektórych jeńców amerykańskich wojennych. Następnie termin stosowano do pseudo nawróceń w destrukcyjnych kultach chrześcijańsko-narkotykowych lat 60-tych w USA!

    Kryteria rozpoznawcze „prania mózgu” („przymusowej perswazji”) wg. Zimbardo:

    1) nagła, dramatyczna zmiana przekonań i wartości, zamiast stopniowej ewolucji nowego stanowiska,
    2) brak dostępu do zwykle używanych źródeł informacji, aprobaty i porównań społecznych,
    3) uwięzienie w miejscu klasztornym, gdzie dopływ informacji, jak również źródła wzmocnienia społecznego są kontrolowane,
    4) ustawiczny kontakt z osobami dokonującymi perswazji,
    5) obietnica, że obecna sytuacja jest jedynie chwilowa i że powrót do dawnej sytuacji jest możliwy.

    Trzy etapy „przymusowej perswazji” Edgara Scheina

    Edgar Schein (autor „Coercive persuasion”, kierownik zespołu amerykańskich psychologów, badającego repatriantów z Chin) w oparciu o wywiady z żołnierzami i założenia dynamiki grupowej Kurta Lewina opracował trójstopniowy model wyjaśniający zmiany, jakim podlegali uczestnicy badań:

    1) Rozmrażanie. Celem było wywołanie destabilizacji psychofizycznej poprzez okresowe ograniczenia snu i pożywienia, poddanie jeńców długotrwałemu oddziaływaniu różnorodnych czynników stresowych oraz informacji, które burzyły ich dotychczasowe zaufanie do samego siebie i wyzwalały silne poczucie winy (np. z powodu wyimaginowanych zbrodni wojennych).

    2) Przekształcanie. Drugi etap polegał na oferowaniu konkretnych wzorców do naśladowania oraz manipulowaniu wyszukanym systemem kar i nagród (sprawdzała się tu min. tak niewielka nagroda jak dodatkowa paczka papierosów) w kierunku wywołania choćby minimalnych prokomunistycznych zmian w zachowaniu i myśleniu.

    3) Zamrażanie. Celem ostatniego etapu było utrwalanie i pogłębianie tych zmian poprzez skłanianie jeńców do coraz większych i bardziej zobowiązujących zaangażowań, zgodnych z tymi, które już wcześniej u nich wywołano. Skłaniano ich np. do publicznych deklaracji swoich „nowo przyjmowanych poglądów”.

    Pięć grup zabiegów, występujących w procesie „prania mózgu”:

    1. rozstrajanie organizmu, próby rozbijania dotychczasowej struktury osobowości
    – izolowanie człowieka od działania bodźców z zewnątrz
    – pozbawianie snu
    – wycieńczanie głodem
    – narażanie na heteroseksualne frustracje
    2. zmniejszanie poczucia bezpieczeństwa
    3. doprowadzanie do degradacji obrazu siebie i wyzwalania silnego poczucia winy
    4. doprowadzanie osobowości do stanu regresji
    5. ofiarowanie nowego życia

    Podstawową różnicę między procesem „brainwashing” (zastosowanym np. w Chinach) a zjawiskiem głębokiej psychomanipulacji (występującym we współczesnych katolickich grupach psychomanipulacjnych), stanowi wykorzystanie przymusu fizycznego. Poza tą kwestią istnieje jednak wiele podobieństw, co oczywiście warto wykorzystywać przy wyjaśnianiu procesu psychomanipulacji.O ile amerykańscy jeńcy w chińskich obozach byli uwięzieni, a obywatele komunistycznych Chin nie mogli pozwolić sobie na deklaracje niezależności w myśleniu, obawiając się surowych restrykcji (z karą śmierci włącznie), o tyle członkowie chrześcijańskich grup psychomanmipulacyjnych sami podkreślają, że ich przynależność do organizacji jest efektem wolnej decyzji, pozbawionej jakiegokolwiek przymusu.

    Proszę więc zauważyć, że o wiele trwalszą zmianę przekonań zwykle uzyskuje się, bez wykorzystania rozwiązań siłowych. Wpajanie nowych przekonań pod przymusem może prowadzić do pewnych zmian w myśleniu, ale z reguły na krótką metę. Zmiany te mają bowiem charakter adaptacyjny: gdy znika motywacja zewnętrzna (tj. groźba kary), nie istnieją wyraźne przyczyny, dla których należałoby dalej wierzyć w to, w co się wierzyło. Jeśli natomiast grupie uda się – manipulując informacjami na swój temat, uczuciami i niezaspokojonymi potrzebami człowieka – doprowadzić osobę, do stanu, w którym zacznie jej zależeć na dalszych kontaktach z członkami grupy – szybko nastąpi proces identyfikacji z samą grupą i uwewnętrznienia jej przekonań. Młody człowiek, z wewnętrzną motywacją do coraz większego zaangażowania w działalność grupy, nie będzie świadomy tego, że wiele „przypadkowych” pytań, jakie mu zadano, „spontanicznych” rozmów i spotkań; tak naprawdę było starannie wyreżyserowanych. Gdy z czasem o tym się dowie się, będzie miał już na tyle zmienione przekonania, że sam w ten sposób zacznie pozyskiwać nowe osoby. Niebezpiecznym jest zatem zezwalanie na katechizację dzieci i młodzieży w szkołach w długotrwały sposób, z uwagi na pranie mózgu dokonywane systematycznie na tak zwanych lekcjach religii. Należałoby ograniczyć kontakt dzieci i młodzieży z sektami chrześcijańskimi i katolickimi do spotkań okazjonalnych, jednorazowych, zapoznawczych!


    Konsekwencje przynależności do kultów kato-destrukcyjnych, neo-nazistowskich

    Problemy psychiczne byłych członków kultów destrukcyjnych

    Problemy psychiczne, z jakimi borykają się byli członkowie destrukcyjnych ruchów kultowych, takich jak oaza, odnowa, opusdei, neo-faszyści i inne często powtarzają się i dają się umownie usystematyzować według objawów natury:

    1)poznawczej: trudności w koncentracji uwagi i zapamiętywaniu, tendencja do postrzegania rzeczywistości w biało-czarnych kolorach, magiczny sposób myślenia, tzw. „obciążony język”, stany dysocjacyjne oraz tzw. „odpływanie”,

    2)emocjonalnej: stany depresyjne i lękowe, fobie, koszmary nocne, poczucie winy, izolacji, bezradności, zniechęcenia, braku sensu życia, poczucie straconego czasu, niska samoocena oraz

    3)społecznej: problemy w podejmowaniu samodzielnych decyzji, trudności w nawiązywaniu bliskich znajomości. Do specyficznych pokultowych zespołów zaburzeń należą: nieokreślone zaburzenia dysocjacyjne i zespoły stresu pourazowego. Oczywiście mogą wystąpić też zespoły psychotyczne, których zaindukowanie (w przypadku psychoz reaktywnych), ujawnienie się lub pogłębienie (w przypadku endogennych) było związane z okresową przynależnością do grupy kultowej oazowego typu.

    Należy przy tym dodać, że istnieje wciąż niebezpieczeństwo postawienia mylnej diagnozy. Jeszcze nie tak dawno miało to miejsce przy diagnozowaniu zaburzeń ofiar maltretowania w dzieciństwie, kiedy rozpoznawano somatyzację, osobowość pogranicza lub schizofrenię, zamiast zespołu stresu pourazowego (Herman, 1998). Istnieje wciąż podobne niebezpieczeństwo w przypadku stawiania diagnozy ofiarom grup kultowych, którzy często „wchodzili” w odmienne stany świadomości i z dnia na dzień przeżywali traumę z powodu projektowanych przez grupę, wyimaginowanych zagrożeń, np. z powodu używania kondomów czy niechodzenia do spowiedzi.

    Etiologia wyżej wymienionych symptomów i zaburzeń nie musi być związana tylko i wyłącznie z przynależnością do jakiegoś kultu katolickiego czy chrześcijańskiego. Od 30 do 50 procent uczestników tych grup wykazuje mniejsze czy większe zaburzenia jeszcze w okresie poprzedzającym wstąpienie do sekty oazowo-odnowowej. Jeśli chodzi o psychozy endogenne, istnieje spore prawdopodobieństwo, że uczestnictwo w katolickiej grupie kultowej i, związane z tym, intensywne przeżywanie zmienionych stanów świadomości, może stać się czynnikiem wyzwalającym proces psychotyczny oraz opóźniającym leczenie. Na przykład bezdyskusyjne rozpoznanie przez grupę interwencji demonicznej u chorego, wymagającego leczenia psychiatrycznego i próby wypędzania demonów czy szatanów poprzez zwiększenie intensywności praktyk kultowych, może nasilić proces chorobowy, opóźnić i utrudnić jego leczenie. Są jednak takie objawy i zespoły zaburzeń, których pochodzenie można wytłumaczyć wpływem środowiska dogmatycznego kultu. Niektóre z nich zostaną pokrótce omówione.

    Stany depresyjne są szczególnie silne podczas pierwszych kilku miesięcy po odejściu z klasztoru,  kościoła czy grupy nazistowskiej. Związane z poczuciem braku nadziei na szczęśliwą przyszłość, zniechęcenia, kryzysem tożsamości, poczuciem zdrady ze strony tych, którym bezgranicznie się zaufało, pedalskiego wykorzystania seksualnego. Ex-członkini pewnej oazowej grupy kultowej, znanej z organizowania zbiorowych mszy, zapytana o zmiany w życiu po czterech latach od jej opuszczenia, odpowiedziała: „Miałam (i chyba mam) poczucie pustki i ogromnego osamotnienia; czuję się zdradzona, oszukana, wykorzystana seksualnie. Pozornie moje życie wygląda normalnie, ale zupełnie odsunęłam się od wszystkich znajomych, praktycznie nie utrzymuję kontaktów towarzyskich.” U tych, którzy przystąpili do katolickiej sekty w młodym wieku i spędzili tam duży okres czasu, obserwuje się zahamowanie procesu dojrzewania. Wiek psychologiczny może pozostawać w tyle o wiele lat za wiekiem metrykalnym.

    Trudności w koncentracji uwagi i zapamiętywaniu, wynikają min. z przyzwyczajenia się do wielokrotnej lektury wyłącznie pism papieża, katechizmu czy Biblii, wyuczonego ukierunkowania uwagi i myślenia jedynie na treści związane z kultem. Próba przeczytania czegokolwiek, co nie wiąże się z nim bezpośrednio, może budzić opór i wywoływać frustrację (Hassan 1997). Stany dysocjacyjne mogą również utrudniać koncentrację uwagi i zapamiętywanie z powodu krótkich okresów nagłej utraty świadomości. Są spuścizną, wyuczonego w kulcie oazowym, mechanizmu ucieczkowego, który polega na wchodzeniu w odmienne stany świadomości, ilekroć pojawi się jakaś niepewność, lęk, tzw. „złe myśli”, zmęczenie intelektualne lub inne trudne sytuacje. W trakcie normalnej rozmowy ex-członek kultu chrześcijańskiego może nagle urwać w pół zdania i zacząć intonować jakieś zdrowaś maryja, wypowiadać dogmaty, mówić „językami” lub wpaść w zwyczajne psychiczne odrętwienie, gdy rozmowa zejdzie na tematy erotyczne, etc.

    Na uwagę zasługuje fakt, iż stany odmiennej świadomości, wywołane np. za pomocą monotonnego powtarzania tych samych słów typu „zdrowaś maryja..” oraz dodatkowo pod wpływem: częstego pobudzenia emocjonalnego i zmęczenia psychofizycznego, powodują wydzielanie się do krwi endorfiny – endogennego opium. Endorfina jest substancją peptydową, produkowaną przez przysadkę mózgową i nadnercze, posiadającą właściwości farmakologiczne morfiny. Jej wydzielanie się powoduje tzw. efekt opiumowy, charakteryzujący się takimi stanami jak: analgezja (tj. zniesienie bólu polegające na przerwaniu bodźców bólowych do kory mózgowej), redukcja napięcia, euforia i amnezja. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że częste osiąganie odmiennych stanów świadomości (podobnie jak poważny uraz psychiczny) może wpłynąć na trwałe rozregulowanie procesów wydzielania się endorfiny w organizmie i fizjologiczne uzależnienie się od stanów, które prowadzą do jej wyzwalania się. W przypadku byłych członków sekt chrześcijańskich czy maryjnych, chodziłoby tu o dodatkowe, fizjologiczne predysponowanie do automatycznie wyzwalających się, stanów dysocjacyjnych.

    Odpływanie” jest odmianą stanu dysocjacyjnego. Można opisać je jako nagły i automatyczny powrót, ukształtowanej w sekcie oazowej, pseudo-tożsamości, wyzwolony przez pewne bodźce wzrokowe, słuchowe, dotykowe, zapachowe lub smakowe, które wcześniej były częścią procesu uzależnienia od środowiska katokultowego. Rolę bodźca wyzwalającego, magiczny, wyuczony w grupie oazowo-kultowej, sposób myślenia i przeżywania, może spełniać widok książki, napisanej przez papieża, usłyszane dźwięki „zdrowaśki”, zapach kadzidła kościelnego, telefon od członka kultu katolickiego, itp.

    Niekiedy ponowne przybranie pseudo-tożsamości, może spowodować powrót do grupy kultowej analogicznym do „odpływania” jest jeden z objawów zespołu stresu pourazowego: „wtargnięcie„, czyli gwałtowny powrót traumatycznych wspomnień, wywołany przez bodźce, przypominające o źródle urazu. Horowitz (1986) twierdzi, że niezasymilowane traumatyczne przeżycia są przechowywane w specjalnego typu „aktywnej pamięci”, która ma „stałą tendencję do spontanicznego odtwarzania swojej zawartości”.

    Doświadczenie przynależności do chrześcijańskiej grupy kultowej, wiążące się z przeżyciem zmiany tożsamości w krótkim okresie czasu oraz kryzysem tożsamości po opuszczeniu grupy, jest na tyle traumatycznym wydarzeniem, że nie może zostać łatwo zasymilowane z całością innych wydarzeń życiowych. Uwalnia się więc przy okazji zaistnienia bodźców-wyzwalaczy w postaci „odpływania” ku pseudo-tożsamości kultowej. Potwierdza tę tezę fakt, iż „odpływanie” stosunkowo najczęściej dotyczy tych osób, które niedawno opuściły sektę oazowo-charyzmatyczną bądź nie otrzymały wystarczającej pomocy doradczej, polegającej na zintegrowaniu doświadczeń kultowych z całością historii życia.

    Przykład: Ex-członkini pewnej fundamentalistycznej grupy, biorąc udział w terapii grupowej, bezpośrednio po szczęśliwym odejściu, usłyszała coś krytycznego na temat papieża kultu. Terapeuta opisał, że zauważył jak oczy pacjentki straciły blask, a ona sama utkwiła wzrok gdzieś w martwej przestrzeni. Afekt i ruchy ciała znów stały się nienaturalne, bardziej mechaniczne. Krytyka lidera spełniła rolę bodźca-wyzwalacza, który wywołał wtargnięcie zaprogramowanych przez grupę treści: „należy bronić papieża przed jakąkolwiek krytyką”. Potrzeba było 5 do 6 godzin ciągłej dyskusji, podczas której terapeuta i pacjentka ponownie prześledzili min. nadużycia i nieetyczne praktyki moderatora, aby możliwy był powrót do poprzedniego stanu.

    „Obciążony język” może sprzyjać stanom „odpływania”. Chodzi tu o trwałe konsekwencje częstego posługiwania się żargonem dogmatyczno-kultowym i zmiany znaczenia podstawowych pojęć, które mogą deformować percepcję rzeczywistości i utrudniać porozumiewanie się z innymi ludźmi. Przede wszystkim jednak, „obciążony język” powstrzymuje wyzwolenie się z teologicznego i dualistycznego sposobu myślenia, charakterystycznego dla chrześcijańskich w ogólności grup kultowych. Na przykład: byli członkowie niektórych chrześcijańskich grup kultowych mogą mieć skłonności do ograniczania wyjaśnień relacji międzyludzkich w kategoriach wydzielania się „złej” i „dobrej” energii.

    Fobie często powstrzymują proces odejścia od kościoła katolickiego czy grupy chrześcijańsko-prawicowej, ale niekiedy utrzymują się przez długi okres czasu po opuszczeniu grupy. Ex-członek organizacji znanej z tzw. „chodzenia po kolędzie”, na pytanie, dlaczego nie zdecydował się wcześniej opuścić organizacji, odpowiedział: „Bałem się, że Bóg zgładzi mnie i moją rodzinę”. Były członek rodzimej grupy oczekującej na przylot „białego papy”, po czterech latach od odejścia, choć przestał już dawno wierzyć w papieża i boskie cechy przywódcy grupy, nie mógł pozbyć się silnego lęku przed tym, że papież odetnie od niego dopływ energii powodując natychmiastową śmierć. Szukał nawet z tego powodu hipnotyzera. Ex-członek grupy był świadomy irracjonalności swojego lęku. Stwierdził: „Bardzo chciałbym przestać w to wierzyć, ale nie mogę”.

    Rehabilitacja lub jakakolwiek inna forma pomocy psychologicznej uzależniona jest od typu problemów, jakie przeżywają ex-członkowie chrześcijańskich grup kultowych czy prawicowo-nazistowskich. Przeważnie, osoby, u których na skutek silnego zaangażowania się w działalność grupy, ukształtowała się pseudo-tożsamość kultowa, wymagają terapii podobnej do tej, jakiej potrzebują ofiary przemocy ze zdiagnozowanym zespołem stresu pourazowego. Terapia tzw. „urazowców” powinna być skoncentrowana na rekonstrukcji, przekształceniu traumatycznych doświadczeń i zintegrowaniu ich z całością życia.

    Ważne jest rozpoznanie pozytywnych aspektów przynależności do grupy, takich jak np.: nauczenie się języka obcego, ćwiczenie się w samodyscyplinie, doświadczenie w handlu, nabycie umiejętności występowania na forum publicznym. Ponadto, potrzebna jest edukacja poświęcona metodom psychomanipulacji, dostarczenie informacji na temat danej katolickiej grupy kultowej oraz zapewnienie pomocy ze strony grupy wsparcia, składającej się z byłych członków kultu watykańskiego i podobnych w swej istocie.

    Dla osób tzw. „kontemplujących”, które na skutek częstych praktyk modlitewnych doświadczają dużych trudności z koncentracją uwagi, przeżywają lęk wywołany przez spowiedź czy komunie i takie stany dysocjacyjne, jak np. automatyczne „wpadanie” w radiomaryjnego typu różaniec – najbardziej wskazane są: ćwiczenia fizyczne, wykonywanie realistycznych zadań, konfrontujących z kultowym myśleniem teologicznym, trening pamięci oraz uświadamianie sobie wrażeń wzrokowych i dźwiękowych.

    Osobom tzw. „odpływającym” należy pomóc w rozpoznaniu bodźców-wyzwalaczy a następnie przeprowadzić trening warunkowania klasycznego, tj. skojarzenia owych bodźców z innymi, pożądanymi treściami i emocjami. Pojęcia, używane w grupie oazowej w zmienionym znaczeniu, winny zostać zredefiniowane według ich słownikowych znaczeń. Ponadto, wskazane są ćwiczenia orientacji w otaczającej rzeczywistości (z uwzględnieniem miejsca, czasu, osób i wydarzeń) oraz dokonanie rewizji motywów opuszczenia kultu.

    W skutecznej terapii osób uzależnionych od katolickich i chrześcijańskich destrukcyjnych grup kultowych bardzo pomaga relaksacja, psychosynteza, new age, joga, wszelka praktycznie medytacja i praktyka rozmaitych mantramów z psychologicznym zrozumieniem ich działania, znaczenia oraz celu praktyki! Często pomaga powrót do słowiańskiego korzenia religijno-kulturowego poprzez udział w oczyszczających obrzędach szamańskich, a także pomoc terapeutyczna doświadczonych astrologów, numerologów czy szamanów!!!


    Mity na temat sekt chrześcijańskich i innych

    „Prześladowane mniejszości religijne”

    Jest to bodaj najbardziej rozwinięty prawidłowy pogląd na temat grup psychomanipulacyjnych. Po pierwsze; zauważmy, że mianem sekt określa się tylko pewne chrześcijańskie, a szczególnie katolickie grupy religijne, również niektóre handlowe (biznes cmentarny i dewocjonalny), terapeutyczne (afera odtłuszczania), polityczne (prawicowe partie katolickie i chrześcijańskie), tzw. „rozwoju teologicznego potencjału”? Istnieje więc coś niepokojącego w pewnych katolickich i chrześcijańskich grupach, niezależnie od ich charakteru.

    Po drugie; wejście w rolę prawdziwych „ofiar nietolerancji dla obłudy religijnej” pozwala niektórym destrukcyjnym organizacjom o charakterze religijno-politycznym (opus dei, jezuici, dominikanie) odwrócić uwagę społeczeństwa od właściwych zarzutów (głęboka psychomanipulacja i jej negatywne konsekwencje w sferze osobistej, rodzinnej i społecznej) i nierzadko zyskać sympatię jego pewnej części.

    Każdy z nas jest skłonny bardziej solidaryzować się z grupami uciskanymi, ofiarami fanatyzmu i nietolerancji religijnej niż z agresorem. Oczywiście istnieją w Polsce takie organizacje neo-faszystowskie w swej istocie jak „Kana” w Katowicach czy „Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji” w Lublinie, które spektakularnie zwalczają mniejszości wyznaniowe z powodu poglądów lub „nie-polskiego pochodzenia”, pomagając im tym samym utrzymywać i rozwijać społeczny wizerunek „instytucji pokrzywdzonych”. Cechą charakterystyczną apologetów katolickiego neo-faszymu jest rażąca skrajność i tendencyjność poglądów oraz wybieranie sobie kilku religijnych mniejszości wyznaniowych „do odstrzału” i „wyczyszczenia z polskiej ziemi”. O czym to świadczy i do czego prowadzi dobrze wiadomo, nie tylko z czasów holokaustu! Jedną z metod współczesnych faszystów jest inkryminowanie i penalizowanie przywódców mniejszości religijnych z pomocą wadliwego i skorumpowanego sądownictwa w Polsce, co jest powszechnie wiadome!

    „Przewrażliwieni i nadopiekuńczy rodzice”

    Propaganda „antysektowa”, a w rzeczywistości morderczo-inkwizycyjna i neo-faszystowska, dość umiejętnie kształtuje wizerunek rodzin mniejszości religijnych, rzekomo dotkniętych problemem grup psychomanipulacyjnych. Rodzice nierzadko wykazują objawy osób uzależnionych, ale od alkoholu i twardych narkotyków oraz dogmatów watykańskich czy baptystycznych. Rzekomo są często bezradni wobec rzekomo gwałtownych i dramatycznych zmian, zachodzących w psychice dziecka, zgodnie z Konwencją Praw Dziecka zmieniającego wyznawaną religię i z powodu otwarcia oczu na prawicowo-kościelną ciemnotę oraz obłudę. Jest to demoniczny rwetes inkwizycji sterowany przez apologetycznych psychomanipulantów dogmatyczno-kościelnych.

    Często, przy braku odpowiedniej wiedzy o nowym i nieznanym ruchu religijnym, podejmują działania, które nie przynoszą im spodziewanych efektów lub przyczyniają się do pogorszenia sytuacji z powodu ich fobicznie chrześcijańskiej reakcji. Rodzice szukają winy w sobie, obwiniają się nawzajem lub przerzucają całą odpowiedzialność na różne instytucje społeczne, system prawny, zamiast nauczyć się miłującej tolerancji dla mniejszości wyznaniowych, które wchodzą na „rynek tacowy”, czyli religijny. Kapłani żądni kasy z tacy zwykle umiejętnie stosują psychomanipulację aby poszczuć rodziców przeciwko własnym dzieciom i rozbić rodzinę lub nawrócić przemocą, za wszelką cenę, zwykle wyrzucając dziecko z domu, porywając, stosując sankcje uczuciowe i finansowe, co jest zwykłą podłością, oprócz psychomanipulacji!

    Zdarza się, że nie rozumiejąc przyczyn swoich problemów, przeceniają rolę rzekomych sekt i w typowo paranoiczny sposób, przypisują im działania (np. dosypywanie narkotyków do żywności, wykorzystywanie przemocy fizycznej), które akurat wśród mniejszości religijnych nie miewają miejsca, a w jakiś obłąkany sposób tłumaczą sobie zmiany, zaistniałe w psychice dziecka oraz w ich rodzinach.Trudno się dziwić, że niektórzy rodzice chrześcijańscy stają się więc łatwym „łupem” dla proboszczów i pastorów ziejących chrześcijańską nienawiścią teologiczną do religii wschodnich czy okultyzmu, jogi, relaksacji. Znajdują się nawet obłąkańcy którzy wytaczając procesy sądowe o rzekome sekciarstwo przyczyniają się do maltretowania i dręczenia dobrych, spokojnych ludzi „innej wiary” w celu zbudowania sobie pozycji politycznej wśród ekstremalnie skrajnej i populistycznyej prawicy katofaszystowskiej jak to dokonywał neonazistowski OKOPS ustami byłego posła Ryszarda Nowaka przeciw Bractwom Hinduistycznym w Polsce.

    „Wolny wybór a nie pranie mózgu!”

    Zawsze należy rzeczywiście  mówić o wolnym wyborze nowej grupy religijno-duchowej – ale w oparciu o niepełne informacje, brak wiedzy na temat faktycznych celów i norm grupowych inkwizytorom należy zabronić apologetyczno-przestępczych wypowiedzi. Z czasem, gdy młody człowiek wie coraz więcej, interpretuje to co wie, zgodnie z życzeniem swego serca i umysłu, chyba, że jest zbyt związany emocjonalnie z członkami poprzedniego kościoła i zbyt przerażony, aby opuścić dotychczasową organizację, taką jak kościół katolicki, z powodu presji społecznej. W społeczeństwie chrześcijańskim czy katolickim znacznie ograniczona jest świadomość wyboru nowej grupy religijnej, stąd trudno jest jeszcze mówić o rzeczywiście wolnym wyborze dalszej doń przynależności. Inkwizycja zbrodniczo szaleje pomimo początku XXI wieku, trzyma przywódców religijnych mniejszości hinduistycznych w faszystowskich więzieniach III/IV RP, zupełnie jak w Średniowieczu!

    Termin „pranie mózgu” ma dziennikarskie pochodzenie, a nie naukowe, i jest dość często kojarzony z niezwykłymi umiejętnościami zniewalania psychicznego, które posiadają członkowie funkcyjni politycznych i katoliockich sekt. Pranie mózgu zupełnie niesłusznie bywa przypisywane małym grupom religijnym orientalnego czy okultnego pochodzenia z uwagi na ich ideologie „przynależności na pewno z własnego wyboru”. W rzeczywistości, dużo więcej technik wywierania głębokiego wpływu na człowieka potrafiłby zastosować przeciętny ksiądz-spowiednik, a także psychiatra zajmujący się „leczeniem” nerwic i psychoz. Proszę sobie tylko wyobrazić, co się dzieje, gdy np. nieuczciwy ksiądz czy psychiatra, docierając do osobistych sfer pacjenta, jego potrzeb i zranień, nie pomaga w wyzdrowieniu i usamodzielnieniu się, ale uzależnia go od siebie i kolejnych, dobrze płatnych, rzekomo co łaska sesji. Znane powszechnie są wypadki pedofilskiego uzależniania dzieci przez księży zboczeńców pod pozorem „masowania podbrzusza dla lepszego trawienia”. Znany powszechnie jest fakt wmawiania pacjentom psychiatrycznym rzekomej zbawiennej skuteczności leku, podczas gdy w rzeczywistości, to większość środków psychotropowych, neurotoksyn, wytwarza objawy choroby, której wcześniej u pacjenta nie było. I tak mit o konieczności leczenia jest napędzany z zyskiem przez żądne kasy koncerny chrześcijańskiej farmacji psychiatrycznej.

    „Tylko głupi lub słabi psychicznie zmieniają wiarę”

    Na pewno wśród członków katolickich i chrześcijańskich grup psychomanipulacjnych jest wiele osób, które zostały zwerbowane, w okresie, gdy nie mogły poradzić sobie z pewnymi życiowymi trudnościami, posiadały niską samoocenę, itd. Jest też wiele ludzi podatnych na wpływy i może mniej asertywnych. Ponad trzydzieści procent ludzi w społeczeństwie bardzo łatwo ulega wpływom i sugestiom otoczenia z którym przebywa, co jest powodem szybkiej degeneracji takich osób w więzieniach czy policyjnych izbach dziecka, gdzie ulegli pensjonariusze dostosowują się do zdegenerowanych i silnych jednostek, podobnie i w klasztorach katolickich czy prawosławnych.

    Ale do sekt katolickich werbowane są również osoby zdecydowane, zaradne, dominujące w towarzystwie i generalnie zadowolone ze swojego życia. To właśnie one szybko awansują, często zostają lokalnymi moderatorami oazy czy odnowy. Do sekt katolickich zostało zwerbowanych wielu inteligentnych idealistów szukających sposobności zaangażowania się w pomoc innym ludziom, co tylko wypacza ich psychikę w kierunku neonazistowskim lansowanym przez współczesnych inkwizytorów i inkwizycje dla niepoznaki nazwaną apologetyką czy „obroną wartości”, choć tych jak widać w parlamencie nie ma żadnych.

    Sporo chrześcijańskich grup psychomanipulacyjnych prowadzi swój werbunek właśnie w miasteczkach akademickich i na wyższych uczelniach. Członkowie samobójczej sekty katolickiej  „Dziesięcioro Przykazań” byli wrogami kondomów, aborcji i homoseksualistów. Sekta katolicka w Rwandzie jak wiadomo mordowała się wzajemnie w połowie lat 90-tych XX w., z powodu czyszczenia rasowego, a przywódcami ludobójstwa (1,5 miliona trupów) byli biskupi katoliccy, księża i zakonnice!!!

    Naprawdę bardzo trudno jest ocenić przeciętnemu obserwatorowi, „co może zadziałać” w człowieku? Jeśli werbownicy katolickich grup psychomanipulacyjnych dostrzegą jakąś słabość, zranienie, niezaspokojoną potrzebę – będą nad nią „pracować” w imię np. „wyrywania pokolenia JP2 z szatańskiego świata” i być może osiągną swój cel. Trudno sobie wyobrazić człowieka, który nie miałby „słabych punktów”, ukrytych nie zwerbalizowanych marzeń, choćby tylko jednego „miejsca” w psychice, wymykającego się spod racjonalnej kontroli, które jest szczególnie podatne na zranienie i manipulację dogmatycznego zaślepienia.

    „Nie istnieją rzetelne badania naukowe,
    potwierdzające szkodliwość kościołów”

    Trudności w zbadaniu zjawiska nie świadczą jeszcze o jego braku. Liderzy i członkowie grup oazowych, w których faktycznie występuje zjawisko głębokiej psychomanipulacji, po prostu nie wyrażają zgody na badania psychologiczne ani na żadne inne, jeśli nie są wcześniej przekonani, że przynajmniej nie zaszkodzą one ich wizerunkowi społecznemu. Istnieje cała masa badań na aktualnych członkach kościołów, którymi posługują się klasztorne grupy psychomanipulacyjne w celu uwierzytelnienia się. Najczęściej w tego rodzaju badaniach zastosowano takie metody lub badano takie obszary, które nie były istotne z perspektywy dociekań o występowaniu patologii lub jej braku. Istnieją jednak mniej liczne badania, przeprowadzone na byłych członkach pedofilskich sekt chrześcijańskich i katolickich, wykazujące ich destrukcyjny wpływ na osobowość.

    Tym z kolei badaniom „apologeci jedynie słusznej wiary” zarzucają stronniczość z powodu „antyreligijnego” nastawienia osób badanych, lub przeciwstawiają alternatywne, niesprawdzone teorie o „występowaniu patologii przed okresem przynależności” czy o „ustaniu terapeutycznego wpływu kościoła wraz z jego porzuceniem”. Chcielibyśmy w tym miejscu uwrażliwić Państwa na jeszcze jeden problem. Badania, w których „nie stwierdzono negatywnego wpływu oazy czy kościoła..” bądź wykazujące „terapeutyczny wpływ oazy na homoseksualistów…” tzw. odnowowych ruchów chrześcijańskich są wykorzystywane instrumentalnie do kształtowania pozytywnego image grup katolickich i chrześcijańskich, również w lobbingu środowisk politycznych i mediów. Służą za pewnego rodzaju tarcze przed krytyką watykanizmu czy papizmu, dzięki którym, wszelkie zarzuty wpływu na destrukcję osobowści i relacji rodzinnych, mają mieć podłoże „nienaukowe” i charakter tez ideologicznych. Doświadczenia praktyków są zgoła odmienne; dlatego istnieje coraz większa potrzeba prowadzenia rzetelnej dokumentacji zjawiska psychomanipulacji katolickiej w Polsce oraz dobrze przemyślanych, szerzej zakrojonych badań z udziałem osób poszkodowanych, tj. byłych członków oazowych i odnowowych grup psychomanipulacjnych i ich rodzin.

    KRZYK ZBRODNICZEJ NAZISTOWSKIEJ INKWIZYCJI TO:
    Psychomanipulacja w prasie, radio, TV i na ambonie!
    Psychomanipulacja w kampanii wyborczej!
    Psychomanipulacja!
    Psychomanipulacje!
    Psychomanipulacje!
    Kato-psychomanipulacja!

    Opracowanie:
    Opracowano na podstawie ogólnie dostępnych w sieci materiałów na temat psychomanipulacji i prania mózgu oraz leczenia psychiatrycznego z uzależnienia od teologicznego dogmatu kościelnego i innych chrześcijańskich! Psychomanipulacja jak wiadomo służy mediom i rządom do sterowania myśleniem tak zwanej opinii publicznej, wygrywania wyborów, reklamy handlowej. Kto jest aktualnie najbardziej sprawny w psychomanipulacjach? Zobacz kto rządzi twoim krajem, jaka opcja polityczna dzierży władzę, jakiego wyznania są członkowie rządu i parlamentu!!! Widzisz tych, którzy są najbardziej biegli w technikach psychomanipulacji, czyli w medialnym kształtowaniu opinii publicznej, bo oszukiwanie wyborców i wiernych z ambony to jest psychomanipulacja!

    Krajowe Biuro Informacji o Destrukcyjnych Sektach Inkwizycyjnych w Polsce: Witold Boguszewski, Maciej Marczak, Rafał Lichtarowicz, Dariusz Witkowski, Anna Maria Rampała (Gauri), Kapali Hanna Szpilewska, Anna Gierej, Iwona Lichtarowicz, Arkadiusz Lisiecki, Janusz Kaczmarek; Jan Slanina; Szczepan Zając; Ziemowit Przybylski; Janina Waśk; Paweł Ćwięka; Tomasz Włoch; Krzysztof Błachaniec, Izabela Tryc, Jan Piskorski, Ilona Marczak, Eugenia Pałys; Eugeniusz Kaczmarek; Hanna Zgryźniak; Anna Milewska; Anna Rychlewska; Marek Dannenberg (Cieślak); Krystyna Luzar; Maria Gabruś; Jacek Gabruś; Ewa Maciejewska; Zygmunt Maciejewski; Jarosław Kowalczyk; Magdalena Chmielewska-Pasierb; Tomasz Pasierb; Elżbieta Najah-Kulpa;  Janina Sobczyk i inni.

  • Sekty czyli Sekta Sekcie Sektą Sekci!

    Sekty czyli Sekta Sekcie Sektą Sekci!

    I. DEFINICJE SEKTY KATOLICKIEJ

    Pojęcie „sekta ktolicka” ma wielorakie znaczenie. Dotyczy jednak zawsze określonej wspólnoty, związku, oazy, klasztoru, grupy ludzi, która wyodrębniła się z jakiejś wielkiej religii, ruchu społecznego czy światopoglądowego. Pojęcie katolickiej sekty trzeba więc rozpatrywać na różnych płaszczyznach. Pojęcie „sekta katolicka” pochodzi z języka łacińskiego. Pojęcie SECTA wywodzi się z czasownika „sequor” – iść, podążać za kimś. Stąd wyjaśnienie dotyczące sekty: droga którą się podąża, sposób postępowania.

    1. katolicka grupa religijna, która oderwała się od któregoś z wielkich kościołów panujących i przyjęła własne zasady organizacyjne.

    2. katolicka grupa społeczna izolująca się od reszty społeczeństwa, mająca własną hierarchię wartości, zespół norm zachowania się, silnie akcentująca przywódcy (zakon, klasztor, radyjo, dzieło, misja).

    3. katolicka sekta to ugrupowanie lub ruch, wyróżniający się przesadnym oddaniem jakiejś idei i posługujące się nieetyczną perswazją i manipulacją w celu uzyskania poparcia dla zamierzeń przywódców.

    Katolicka sekta (CULT) — jest to grupa ludzi, która posiada strukturę typu piramidowego i autorytarne kierownictwo księży, biskupów i papieża. Charakterystyczne dla niej jest nauczanie i przewodnictwo pochodzące od osoby lub osób znajdujących się na szczycie tej hierarchii. Grupa tego typu zazwyczaj uzurpuje sobie prawo do posiadania wiedzy na temat jedynej drogi do Boga, Zbawienia, Raju, Ostatecznej Rzeczywistości, Pełnego potencjału, Drogi do szczęścia itd. Celem takiego oddziaływania jest uzyskanie pełnego panowania nad swoimi członkami, wiernymi, i zatrzymanie ich na stałe wewnątrz grupy.

    Katolicka grupa psychomanipulacyjna — pojęciem szerszym od katolickiej sekty jest katolicka grupa psychomanipulacyjna, którą można scharakteryzować jako katolicką grupę, która poprzez stosowanie różnorodnych technik:

    a) psychologicznych,
    b) socjologicznych,
    c) wykorzystanie fizyczne, psychiczne, materialne,
    d) system ścisłej kontroli

    Sekta katolicka powoduje uzależnienie osoby od tejże katolickiej grupy lub jej przywódcy (moderatora, ojca dyrektora, papieża) przy jednoczesnym zniechęcaniu lub odrywaniu od dotychczasowych związków rodzinnych i społecznych. Istotnym elementem tego uzależnienia jest rozbieżność między celem jawnie głoszonym a celem ukrytym, realizowanym przez katolicką grupę kosztem adepta i jego rodziny, a więc wbrew zagwarantowanej każdemu wolności osobistej.

    W Europejskim Centrum Informacji o Katolickich Sektach i Grupach Psychomanipulacyjnych pracujemy w oparciu o definicję sekty zamieszczonej w Raporcie BIKS z roku 1989:

    Za katolicką sektę można uznać każdą katolicką grupę, która posiadając silnie rozwiniętą strukturę władzy, jednocześnie charakteryzuje się znaczną rozbieżnością celów deklarowanych i realizowanych oraz ukrywaniem norm w sposób istotny regulujących życie członków; która narusza podstawowe prawa człowieka i zasady współżycia społecznego, a jej wpływ na członków, sympatyków, rodziny i społeczeństwo ma charakter destrukcyjny.

    Definicja ta obejmuje katolickie sekty istniejące w obrębie działania wielkich religii świata, łącznie z katolickimi sektami nie mającymi podłoża religijnego — sekty ekonomiczne, edukacyjne i terapeutyczne.

    Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty


    II. DEKALOG PORAD DLA OSÓB DOTKNIĘTYCH PROBLEMEM KATOLICKICH SEKT!

    1. Zebrać dokładne informacje o katolickiej grupie (oazie, odnowie, sekcie, dziele, etc), do której należy dziecko lub do której sami zamierzacie wstąpić.

    2. Prowadzić dokładny dziennik wydarzeń, zbierać wycinki z prasy, nazwiska, adresy, numery telefonów, osób, które są w sposób zaangażowane w katolickiej grupie. Przy pomocy takich zapisków można skutecznie i bardziej konkretnie prowadzić rozmowy z Biurem Informacji o Katolickich Sektach (BIKS), bądź z osobami, do których zwracamy się o pomoc.

    3. Nie zwlekać z kontaktem z Biurem Informacji o Katolickich Sektach. W początkowej fazie uzależnienia od katolickiej sekty konkretne i kompetentne działania mogą mieć decydujące znaczenie dla rozwoju sprawy. Często rodzice bardzo późno dowiadują się o tym, że ich dziecko zostało zwerbowane prze katolicką sektę.

    4. Nie wolno pozwolić, aby katolicka sekta cokolwiek wymuszała. Udawanie dobrego zachowania lub pozytywnego zainteresowania pogarsza sprawę, gdyż można stać się obiektem bezustannego nękania przez katolicką sektę. Nie zgadzać się na włączenie do sympatyków ruchu i nie przyjmować zaproszeń na imprezy dla rodziców. Nie wierzyć w zapewnienia o dobrym samopoczuciu dzieci i nie wspierać katolickiej grupy datkami pieniężnymi.

    5. Nigdy nie wolno dawać pieniędzy, nie wykupywać fantów. Koniecznie trzeba zdobyć informacje o prawno-majątkowych konsekwencjach wstąpienia dziecka do katolickiej sekty, ponieważ grupy te często żądają od swoich członków znacznych sum. Zamiast pieniędzy należy podarować dziecku rzeczy osobiste nieznacznej wartości np: album z fotografiami (wspomnienia), kalendarz z np. zaznaczonymi datami urodzin i innych świąt rodzinnych, kubek do herbaty z wypisanym imieniem członka rodziny. Itp.

    6. Nie oddawać żadnych oryginalnych dokumentów, świadectw itp.

    7. Utrzymywać kontakt z dzieckiem. Członkowie rodziny muszą uświadomić sobie, że do siebie należą. Ważne okazje dla wzmocnienia kontaktu to imieniny i urodziny. Rodzice mają prawo do widzenia się z dzieckiem. W czasie rozmów należy mówić o wszystkich dobrych i pięknych, nie związanych z katolicką sektą; o planach życiowych, wspólnym hobby, wspomnieniach rodzinnych, ulubionej muzyce itp.

    8. Uwaga na fałszywych przyjaciół i „zawodowych” pomocników, którzy za duże pieniądze obiecują odzyskanie członka rodziny. Czy też za pomocą nielegalnych metod np: deprogramingu który często jest związany z uprowadzeniem dziecka co jest bardzo stresujące dla niego.

    9. Pamiętać o tym, że inne rodziny mają podobne problemy, niezależnie od społecznego, kulturalnego czy religijnego tła. Nie obarczać się winą za to, co się stało, ale poszukać metod zaradzeniu złu — kontakt z ośrodkami zajmującymi się tą problematyką.

    10. Zajmować zawsze wyraźną i jednoznaczną postawę negującą katolickie sekty i nie brać udziału w spotkaniach reklamujących je – odrzucenie całej ideologii katolickich sekt. Równocześnie należy okazywać sympatię i zrozumienie dziecku, niezależnie od jego przynależności do katolickiej sekty. Dziecko nigdy nie przestanie być synem czy córką swoich rodziców. Więzi rodzinne są mocniejsze niż te które wypracowuje katolicka sekta.

    Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty


    III. CECHY KATOLICKICH SEKT DESTRUKCYJNYCH

    1. Czy władza przywódcy katolickiej grupy (oazy) jest nieograniczona? Jeżeli obserwujemy, że przywódca ma możliwość nieograniczonej ingerencji w życie osobiste i intymne członków, jego decyzje nie podlegają krytyce i są zawsze obowiązujące, dotyczą np. tak doboru małżonków, jak i wyborów politycznych, a ponadto sprawuje on władzę dożywotnio, to odpowiedzą na to pytanie będzie twierdząca. Symptomatyczne może być także przypisywanie liderowi grupy (oazy) nadprzyrodzonych mocy, wymaganie bezwzględnego posłuszeństwa nawet w bardzo błahych sprawach oraz nakłanianie członków katolickiego ruchu by postrzegali przywódcę (papieża, ojca dyrektora etc) jako osobę nieomylną lub nawet istotę boską.

    2. Czy w katolickiej grupie kładzie się duży nacisk na gromadzenie pieniędzy? Czy istnieje społeczna kontrola ich wydatkowania? Każda katolicka grupa religijna potrzebuje pieniędzy na swoją działalność, ale zbyt mocne akcentowanie konieczności nieustannego pomnażania majątku katolickiej grupy może być dla nas ważną informacją. Jeżeli gromadzenie pieniędzy np. poprzez sprzedaż własnego majątku, handel, kwestowanie itp. jest przedstawione jako wypełnianie misji religijnej, a członkowie nie mogą odmówić tego obowiązku, to mamy do czynienia z kolejnym negatywnym sygnałem. Zastanawiające może być także wiązanie postępu duchowego z rosnącymi stawkami opłat za uczestnictwo w oferowanych przez ruch rozmaitych kursach i szkoleniach.

    3. Czy jednostka ma prawo w każdej chwili zrezygnować z członkostwa? Barierą może być tak przymus fizyczny — np. strażnicy, jak i przymus psychiczny — np. zastraszenie. Grupa katolicka może podejmować ogromne wysiłki, by zapobiec porzuceniu katolickiego ruchu. Symptomem zbyt daleko idącej kontroli jest także odbieranie osobistych dokumentów i pieniędzy od nowych członków (np. w nowicjatach).

    4. Czy pewne elementy doktryny i historii ruchu są przedstawiane inaczej na początku zaangażowania, niż po pewnym okresie uczestnictwa? Nieudzielanie dokładnych informacji osobom werbowanym do ruchu katolickiego może być tutaj bardzo znaczące. Niekiedy zdarza się, że bardziej kontrowersyjne wierzenia i praktyki utrzymywane są dość długo w tajemnicy. Dopiero później poznają oni całość doktryny ruchu. Jeżeli katolicka grupa religijna działa poprzez sieć rozmaitych satelickich organizacji i stowarzyszeń, wtedy nowi członkowie mogą dość długo nie domyślać się, że funkcjonują w ramach ruchu religijnego.

    5. Czy katolicka grupa nie utrudnia swoim członkom kontaktów z rodzinami? Jeżeli katolicka grupa religijna sugeruje swym członkom, że powinni żywić do rodziców, czy rodziny uczucia negatywne, ponieważ ci nie zdecydowali się na wstąpienie do ich ruchu, żyją w złym, nieczystym świecie itp., wtedy punkt ten możemy uznać za spełniony.

    6. Czy istnieje obowiązek zakładania rodzin wewnątrz katolickiej grupy, nacisk na ślub katolicki? Jeżeli od adeptów ruchu wymaga się poszukiwania partnera życiowego wyłącznie w ramach grupy religijnej, której są członkami lub sugeruje się zerwanie związku ze współmałżonkiem, tylko dlatego, że ten nie zdecydował się na wstąpienie do katolickiego ruchu, wtedy odpowiedź na to pytanie będzie twierdząca.

    7. Czy istnieje ograniczenie dopływu informacji ze świata? Czy można zauważyć tendencje do kontrolowania każdej godziny życia członków katolickiej grupy? W przypadku katolickich grup prowadzących życie wspólnotowe może mieć miejsce „obróbka” informacji dochodzących z zewnątrz. Mógł zdarzać się też zakazy oglądania telewizji, słuchania radia, czytania gazet i książek nie wydawanych przez katolicki ruch religijny, a nawet kontrola treści prywatnej korespondencji.

    8. Czy da się zaobserwować postawa wrogości wobec świata, społeczeństwa, instytucji państwa, religii buddyjskiej, hinduskiej lub new age przedstawianych jako „siedlisko zła” i źródło zagrożenia? Czy istnieje przekonanie o nieomylności i jedynozbawczości nauki katolickiej grupy (oazy, dzieła)? Jeżeli występuje przekonanie, że np. świat jest nieczysty, rządzi nim Szatan itp., to poglądowi temu towarzyszyć może przekonanie, że członkowie ruchu to np. grupa wybranych, którzy poznali prawdę, cieszą się Bożą miłością lub na pewno zostaną zbawieni. Jeżeli w członkach grupy kształtowane jest przekonanie, że wszystkie inne poglądy i wyznania są fałszywe, niebezpieczne, nie warte uwagi, to taka nietolerancja powinna być dla nas kolejnym sygnałem, że grup akatolicka jest niebezpieczna sektą.

    9. Czy katolicka grupa (oaza, zakon, dzieło) jest programowo wrogo nastawiona do kształcenia pozareligijnego? Świadectwem, że punkt ten został spełniony będzie rezygnowanie przez członków z dalszego kształcenia w szkole średniej lub na studiach wyższych i wstępowanie do seminariów teologicznych. Powodem tej decyzji może być albo bezpośrednie przekonywanie o bezwartościowości świeckiego kształcenia, albo obciążenie członka katolickiej grupy obowiązkami i praktykami, które nie pozostawią wiele sił i czasu na naukę w szkole. Elementem przesądzającym wątpliwości czy mamy do czynienia z grupą religijną, która może okazać się niebezpieczna, powinno być odniesienie praktyk i zasad rządzących jej życiem do obowiązującego w naszym kraju prawa, np. członkowie ruchu mogą wyznawać zasadę, że cel uświęca środki i w imię religijnych ideałów ruchu popełniać przestępstwa np. kraść. Należy pamiętać, że dopiero odpowiedzi twierdzące na zdecydowaną większość z tych pytań mogą być podstawą do kwalifikacji danej grupy katolickiej jako stanowiącej potencjalne zagrożenie społeczne.

    Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty


    IV. KILKA NADUŻYĆ WOBEC PRAW I WOLNOŚCI

    1. Nadużycie wobec indywidualności: Przyswajanie sobie mentalności „grupowej”. Członkowie nie mają zezwolenia na samodzielne myślenie w odłączeniu od katolickiej grupy i bezkrytycznie przyjmują wyłącznie to, co zostało im powiedziane.

    2. Nadużycie wobec intymności: Zrywane zostają lub w poważny sposób ograniczane są więzi z przyjaciółmi, krewnymi, małżonkami, dziećmi, rodzicami, itd.

    3. Nadużycia finansowe: Stosowana jest presja mająca na celu oddanie katolickiej grupie wszystkiego, co jest się w stanie oddać. W katolickich grupach bez życia wspólnotowego członkowie zazwyczaj egzystują w niższej warstwie socjalno-ekonomicznej, nie z powodu niższego poziomu wpływów, ale dlatego, że zawsze oddają pieniądze katolickiej grupie na kilka różnych celów.

    4. Mentalność „my w opozycji do nich”: Zachowuje się całkowitą izolację od społeczeństw (klasztory katolickie). Wszystko, co jest poza katolicką grupą, postrzega się jako „diabelskie” albo „nieoświecone” itd. Dochodzi do tego, że obecni wrogowie wywodzą się spośród byłych przyjaciół; chrześcijan; rządów; systemów edukacyjnych; środków masowego przekazów i świata w ogóle. Ci, którzy mają ze światem jakikolwiek kontakt, traktują to jako „środek do celu”.

    5. Nadużycie wobec czasu i energii: Grupa katolicka nadzoruje i wykorzystuje w swojej działalności niemal cały czas i energię swoich członków. Znajdują się oni zwykle w stanie wyczerpania zarówno fizycznego jak i psychicznego.

    6. Nadużycie w stosunku do wolnej woli: Członkowie katolickiej grupy muszą bezdyskusyjnie poddać się nauczaniu i dyrektywom katolickiej grupy, co jest sposobem łamania ich własnej woli. Ich „wola”, z czego nie zdają sobie sprawy, w rzeczywistości staje się „wolą” katolickiej grupy. Dokonuje się to zwykle albo przez stosowanie metod łamania woli, wśród których są nisko proteinowe diety i niedostateczna ilość snu, albo przez stosowanie zastraszenia (w czasie spowiedzi). Obie metody wykorzystują także „poczucie winy” i „grzeszności”.

    Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty


    V. SEKTY: OBJAWY WSTĄPIENIA DO SEKTY

    1. OBJAWY ZEWNĘTRZNE (SPOŁECZNE)

    WYGLĄD ZEWNĘTRZNY
    Zaczął się zupełnie inaczej ubierać (przesadnie elegancko lub w określony zestaw np. ciągle ta sama koszula i spodnie, preferować jakiś kolor np. szary, czarny, brązowy lub pstrokaty, nosić dziwne szaty, komże, plakietki itp.).

    Zaczął przesadnie dbać o higienę osobistą o stałych porach lub odwrotnie zaprzestał tych czynności zupełnie.

    Zmienił radykalnie dotychczasową fryzurę np. ściął włosy pozostawiając z tyłu głowy warkoczyk, zaczął nakrywać włosy nawet w domu, wszędzie chodzi wygolony na łyso i w glanach.

    Zaczął nosić na szyi z czcią różnego rodzaju różańce z krzyżykiem, koraliki, woreczki, chociaż wcześniej nie było to w jego stylu.

    ZMIANA PRZYZWYCZAJEŃ
    Zrezygnował gwałtownie z oglądania telewizji, słuchania radia, muzyki rozrywkowej pomimo że wcześniej lubił to robić lub odwrotnie zaczął wręcz nałogowo słuchać muzyki (np. chóry gregoriańskie, ave marija, Jesus blues), nagranych przemówień, lekcji o tematyce religijnej, oglądać regularnie podejrzane filmy video np. nagrania ze zbiorowych modlitw z papieżem, kazań lub zapisy scen gwałtu i przemocy wobec ludzi czy zwierząt.

    Zrezygnował z dotychczasowych form spędzania wolnego czasu np. zabaw tanecznych, kina, basenu.

    Przestał spotykać się z dotychczasowymi znajomymi z którymi wcześniej miał stały kontakt i lubił przebywać, a zamiast tego chodzi na grupę modlitewno-oazową, neokatechumenat, pielgrzymki.

    ASPEKT RELIGIJNY
    Zaczął zamykać się w swoim pokoju na wiele godzin śpiewając godzinki lub pozostając jakby w stanie uśpienia (siedząc, leżąc).

    Zmienił całkowicie wystrój swojego pokoju malując go na jakiś określony kolor, budując coś na kształt ołtarza, paląc świece i kadzidła kościelne, przystrajając go kwiatami.

    Zbierając dziwne rzeczy np. zdjęcia i obrazy przedstawiające szaro-buro ubrane postacie, diabły, czaszki, krzyże, obrazki Maryji lub Jezusa.

    Zaczął niespodziewanie dla członków rodziny interesować się sprawami katolickiej wiary. Czytać Pismo Święte (Biblię), dziwne publikacje o obco brzmiących tytułach na ogół po łacinie (encyklika), liczne ulotki broszury, strony internetowe katolickich grup religijnych lub na odwrót przestał: uczestniczyć w nabożeństwach w wyznaniu do którego należał, przestał obchodzić tradycyjne święta np. 1 Maja, Gody (dotyczy szczególnie prasadam i czilli).

    Zaczął namawiać pozostałych domowników do rozmów na tematy religijne, proponować lektury, filmy. Krytykując zarazem ich poglądy religijne, żądając zdjęcia sierpa i młota czy czerwonej flagi, portretu Pana Kryszna, Buddha, etc.

    NOWE ZWYCZAJE
    Zaczął prowadzić ożywioną korespondencje listowną i internetową, rozmowy telefoniczne o ciągle tych samych godzinach lub dziwnych porach.

    Niespodziewanie zaczęli pojawiać się nowi, dziwnie zachowujący się znajomi, nachodzący Państwa o każdej porze, żądający datków na parafię czy dzieła misyjne.

    Bliski coraz częściej znika z domu, mówiąc że uczestniczy np. w kursie językowym, kursie podnoszącym potencjał twórczy, kursie biblijnym, prawniczym czy oazie.

    Nie wraca na noc do domu. Nie jest wstanie podać przekonywującej przyczyny, gubi się w wyjaśnieniach.

    Opuszcza coraz częściej zajęcia w szkole, pracy pomimo że wcześniej bez problemu wywiązywał się z tych obowiązków.

    Wydaje coraz większe sumy na zakup książek, obrazków Maryji, opłacenie kursów rekolekcyjnych.

    Próbuje pożyczać pieniądze od bliskich i znajomych bądź odwrotnie może próbować rozdawać własne oszczędności czy rzeczy osobiste.

    Dokonuje kradzieży cennych przedmiotów i pieniędzy, chwaląc się swoim sprytem i bezwzględnością (patrz afera taka jak ksiądz Matkowski).

    DIETA
    Bliski przestał spożywać część jarskich produktów, które dotychczas lubił lub zwyczajowo jadł (warzywa, owoce, płatki, ser żółty, cebulę, czosnek, potrawy sojowe).

    Zaczął za to przygotowywać sobie lub prosić o przygotowywanie potraw mięsno-rybnych z dużą ilością śródziemnomorskich przypraw, pieczonego mięsa, ryb i jajek.

    Zaczął z dnia na dzień pić wino mszalne, kawę, herbatę, alkohol, piwo, napoje gazowane typu Fanta, Coca-Cola, a porzucając picie wody, parzenie herbaty ziołowej pomimo, że wcześniej nigdy tego nie robił i nie ma medycznych zaleceń co do zmiany diety na toksycznie mięsno-rybną.

    Przestał dotykać pewnych produktów i naczyń rękoma, wydzielił własne nakrycie stołowe.

    Nie wchodzi w pewne dni (kobiety: czas menstruacji) do kuchni.

    Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta Sekta

    2. OBJAWY PSYCHO-FIZYCZNE (SYNDROM SEKTY)

    Euforia, uczucie radości i spełnienia chęć dzielenia się własnym szczęściem z innymi lub odwrotnie apatia, zniechęcenie, przerywane stanami podenerwowania, ciągłego napięcia i agresji wobec innych.

    Posługiwanie się specyficznym religijnym żargonem katolickiej grupy. Brak możliwości prowadzenia swobodnej rozmowy. Zanik umiejętności abstrakcyjnego myślenia, nie używanie metafor, niepłynność wypowiedzi, zmiana dotychczasowego sposobu formułowania myśli. Rozmówca bez przerwy powraca do tematu swojej nowej wiary katolickiej. Negatywna ocena wypowiedzi nie motywuje go do rzeczowej dyskusji lecz ustawicznie powraca do tych samych haseł – sloganów jak do wyuczonej lekcji. Bezkrytycznie cytuje słowa papieża lub fragmenty rzekomo świętych tekstów pomimo braku jakichkolwiek dowodów na ich potwierdzenie czy wyraźnie absurdalnych treści, np. na temat kondomów czy zakazu aborcji.

    Trudności w koncentracji i w podzielności uwagi, brak inicjatywy i woli samodzielnego działania.
    Uczucie ustawicznego lęku i zagrożenia (w tym szczególnie przed katolicką grupą i gniewem papieża) na przemian z przyjmowaniem agresywnej postawy obronnej.

    Brak uczuć i chłód w stosunkach z rodziną i przyjaciółmi.

    Automatyczne reagowanie na wyuczone bodźce (głos, sygnał dzwonów, itp.).

    Mechaniczne stosowanie ćwiczeń fizycznych, takich jak mechaniczne klękanie, całowanie w pierścień.

    Gwałtowne chudnięcie, osłabienie, senność/bezsenność, zaburzenie cyklu menstruacyjnego. Zmiana naturalnej mimiki twarzy.

    Jedynie w sytuacji jednoczesnego pojawienia się objawów zewnętrznych (społecznych) i objawów psycho-fizycznych możemy podejrzewać, że bliska nam osoba ma kontakt z katolicką grupą psychomanipulacyjną.

    Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty Sekty

  • Branice – Inkwizycyjny Obóz Koncentracyjny

    Branice – Inkwizycyjny Obóz Koncentracyjny

    Branice to Gmina typowo rolnicza, leżąca w południowej części województwa opolskiego na płaskowyżu głubczyckim wchodzącym w skład Wyżyny Śląskiej. Powierzchnia Gminy to 122 km2, z czego ponad 90 % stanowią gleby o wysokiej bonitacji w klasie od I – III. Gminę zamieszkuje 7473 mieszkańców – dane ze stycznia 2007. Graniczy ona od północy z gminą Głubczyce, od wschodu z gminą Kietrz a od południa i zachodu z Czechami tak, że 50% linii granicznej gminy stanowi granica państwowa z Czechami. Jest to region z typową strukturą wiejską z urodzajnymi glebami i korzystnym klimatem. Położenie i warunki glebowo-klimatyczne decydują o dominującym profilu rolniczej działalności w gminie. W Branicach jest jedno z trzech tajnych więzień internacyjnych formalnie legalizowanych jako szpital, ale wiadomo, że przebywają tam na dożywotnich internacjach więźniowie polityczni Rzeczpospolitej Polskiej, prowadzone są nielegalne eksperymenty medyczne, pranie mózgu, przypalanie prądem elektrycznym oraz inne tortury zlecane formalnie przez sąd lub prokuratury ale bez orzeczenia o winie czy rozprawy sądowej. Po prostu obóz koncentracyjny typu amerykańskiego Guantanamo na Kubie dla osób niewygodnych politycznie.

    Nazwa wsi Branice leżącej w powiecie głubczyckim w województwie opolskim nad Czesko-Polską granicą na przestrzeni lat była właściwie taka sama, zmieniała się jedynie jej pisownia. I tak w pierwszych źródłach z 1278 roku napisano Branicz, a w 1377 roku – Brenicz. Pochodzi ona z czeskiego brana – brama lub od braniti – bronić, stąd wywodzi się także nazwisko – Bran. Nazwa Branice może znaczyć albo „mała brama” albo też „własność Brana” lecz w tej kwestii nie ma jasności. Można nazwę wsi wywodzić od miejsca „branki” czyli przymusowego poboru do wojska, co źle się kojarzy ale może być najbardziej prawdziwe. Prowadził tu szlak handlowy do Moraw, założono więc dla jego obrony zamek. W 1288 roku właścicielem włości był Bennisch – Benedykt, który za wiele nieprawości jakie popełnił musiał zadośćuczynić, odstępując sporo swoich dóbr, poszkodowanym. Jest to okres od którego Branice cieszą się złą sławą. „Benisz Branicki” jak się sam nazywał od swoich posiadłości, pochodził ze znakomitego rodu Krawarów, do niego należało również dziś Czeskie Uvalno z zamkiem Czwilin.

    Późniejszymi właścicielami Branic byli także: w 1474 roku – Stosz Branicki, później wymienia się jego braci Jerzego i Marcina Schipp Branickich. W okresie kontrreformacji panem Branic był Morawitzky, któremu książę Lichtenstein odstąpił dobra po wypędzonych czy raczej wymordowanych protestantach. Jego potomkowie pozostawali w Branicach aż do około 1742 roku. Gdy okupacyjny król pruski pokonał Śląsk, ustanowił starostą powiatu głubczyckiego Jana Karola Morawickiego, wówczas najbardziej wpływową osobistość na tych terenach, który po zakończeniu wojny przeniósł się do Opavy. Wpływowa osobistość w postaci Jana Karola Morawickiego była oczywiście kolaborantem na rzecz okupanta pruskiego, sprzedawczykiem i zdrajcą narodowym. Posiadłość odziedziczyła znana z rozpustnego i hulaszczego życia jego jedyna córka Janina, która wyszła za mąż za hrabiego Henryka Reichenbach. W 1791 roku Branice otrzymał ich syn Henryk Krzysztof Reichenbach, który 7 lat później sprzedał je za 150 tysięcy talarów staroście Michałowi Haugwitzowi. Ten, majątek jako mało wartościowy po kawałku odsprzedawał lokalnym chłopom. To co pozostało oddał swojemu krewnemu Konradowi Sternbergowi w 1813 roku.

    Następnym właścicielem Branic był hulaszczy hrabia Jan Karol Sedlnitzky, ale już w 1830 roku podczas licytacji sądowej przeszły one w ręce komisarza sprawiedliwości, niejakiego Koechera z Głubczyc. Dalej właściciele wsi Branice zmieniali się równie często, aż do roku 1903, kiedy został nim w niejasny do końca ale na pewno nielegalny proboszcz Józef Nathan od tego też roku radca konsystorialny z Branic. Ten energiczny w wyzyskiwaniu chłopów człowiek już w 1897 roku wybudował przy drodze do Michałowic dom dla sióstr zakonnych, w 1901 zakład opiekuńczo-utylizacyjny, a w 1903 szpital czyli obóz dla więźniów politycznych, co przyczyniło się do wzrostu liczby mieszkańców mających nadzieję na lepsze życie właśnie w Branicach kosztem więźniów i dysydentów oraz niewolników. Józef Nathan znał bardzo dobrze język niemiecki, morawski i czeski, a przy tym pochodził etnicznie z Ziemi Hulczyńskiej. Józef Nathan był bardzo dobrym sługą dla drapieżnego Kościoła katolickiego. W roku 1783 było w Branicach 801 mieszkańców, w 1855 roku – 1855, a w roku 1910 aż 3500. I chyba się nie mylili, albowiem proboszcz Nathan swoim nieludzkim wyzyskiem i bezwzględnym terrorem doprowadził do wybudowania we wsi Branice prywatnej pralni na parę i elektrowni (1906 roku), w 1907 była piekarnia i rzeźnictwo, w roku 1910 powstał gmach dla rzekomo zakaźnie chorych (komunistów i niewygodnych socjalistów oraz pasożytów społecznych) i w 1913 roku gmach dla dysydentow i więźniów politycznych rzekomo „gwałtownych i silnie podnieconych pacjentów”. „Szpitale” i przytułki oraz psychiatria służyły wtedy głównie likwidacji więźniów politycznych, dysydentów, heretyków i innego elementu niewygodnego dla państwa oraz Kościoła katolickiego.

    Idea budowy tak zwanych w XIX wieku „zakładów psychiatrycznych” dla dysydentów i heretyków była popularna również w Niemczech. W diecezji wrocławskiej, wówczas „Bresslau”, której biskupem, w omawianym okresie końca XIX wieku, był Hainrich Frster, inicjatorem budowy „domów opieki” dla młodzieży zaniedbanej oraz „chorych psychicznie” i dysydentów oraz heretyków był ks. Jan Schneider. Dzięki staraniom inkwizycyjnego prawicowego ks. Schneidera w 1854 roku opracowano statut i powołano do życia Stowarzyszenie Związku Najświętszej Maryi Panny, zwanym popularnie Związkiem Maryjnym, który miał w nowoczesny sposób czyścić kraj z heretyków, z pomocą psychiatrii. Niedługo potem przekształciło się ono w Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Maryi Panny. Celem Zgromadzenia, była formalnie opieka nad sierotami, ludźmi chorymi, zaniedbanymi i biednymi oraz nad „elementem pasożytniczym” i „rewolucyjnym”. W trakcie swoich peregrynacji po parafiach ks. Schneider odwiedził również Branice i ówczesnego proboszcza ks. dziekana Ludwiga Wernera. W trakcie tych wizyt dużo rozmawiali o chorych pielęgnowanych w podległych ks. Schneiderowi domach opieki. Padła wtedy propozycja otwarcia takiego domu czy raczej już łagru w Branicach, na co ks. Werner przystałby ochoczo. Przeszkodę stanowił jednak jego słaby stan zdrowia i dość podeszły wiek, by zrealizować takie inkwizycyjne dzieło. Stwierdził wtedy, że taka propozycja byłaby aktualna, gdyby miał do pomocy kogoś młodego i energicznego. Dalszy bieg wydarzeń pozwolił jednak na realizację propozycji ks. Schneidera.

    W dniu 12 lipca 1892 roku do pomocy proboszczowi Wernerowi przybył skrajnie prawicowy i inkwizycyjny wikary ks. Józef Marcin Nathan. Młody, energiczny i żądny wyzysku wikary został bardzo dobrze przyjęty zarówno przez ks. Wernera jak i mieszkańców Branic. Józef Marcin Nathan urodził się dnia 11 listopada 1867 roku w Tłustomostach. Został ochrzczony 18 listopada tegoż roku w kościele parafialnym w Kietrzu. W roku 1873 Józef Nathan rozpoczął naukę w stopniu podstawowym, w szkole miejscowej, w której pracował jego ojciec. W roku 1879 zaczął uczęszczać do gimnazjum klasycznego w Głubczycach. Drugim wydarzeniem, które sprzyjało realizacji zamierzeń ks. Wernera, było przybycie do Branic dwóch sióstr ze Zgromadzenia Marianek z Zakładu św. Notburgii z Raciborza, które kwestowały na rzecz swoich podopiecznych więźniów. Były to: SM Kornelia (Elżbieta Szychowska) i SM Apolonia (Anna Tunkiel). W trakcie dwutygodniowej kwesty obie siostry mieszkały na zaproszenie ks. Wernera na plebani. Dało to okazję do wielu rozmów obu sióstr z ks. Wernerem i ks. Nathanem na temat ich pracy z ludźmi chorymi i prowadzenia domu opiekuńczego. Plebania uchodziła w oczach nawet pobożnych ówczesnych mieszkańców Branic za dość rozpustną ale to normalne u kleru katolickiego.

    Papież Pius XII
    Bp Józef Marcin Nathan

    W roku 1884 Józef Marcin przenosi się do gimnazjum w Raciborzu gdzie zdaje maturę w roku 1887. Zaczął studia teologiczne we Fryburgu Brizgowijskim (Freiburg im Breisgau, w Niemczech), ale z powodu trudności finansowych zmuszony był je przerwać. Podjął wtedy tak zwaną „jednoroczną ochotniczą służbę wojskową” we Wrocławiu, która nie była to całkiem ochotnicza służba, ale taki panował wówczas szyk, zwyczaj, styl i też wymóg towarzyski, a nade wszystko za karę po prezrwanych studiach. Było to jednak dobrze widziane przez różne czynniki urzędowe, ale też w gronie towarzyskim. Do pewnego stopnia jakaś, choćby krótka, służba wojskowa typu pruskiego należała do klasycznego wychowania mężczyzny, szczególnie wykształconego akademicko jako księdza. Służba wojskowa Nathana wpłynęła dodatnio na jego zdumiewającą szybkość decyzyjną i sprawność organizacyjną i dowódczą w późniejszym okresie branickim i hitlerowskim. Po zakończeniu niemieckiej służby wojskowej Nathan kontynuował dalej swoje studia teologiczne we Wrocławiu. W 1889 roku musiał znowu na rok przerwać studia, by opiekować się chorym na gruźlicę ojcem, aż do jego śmierci. Sam też zachorował i zmuszony był odbyć leczenie. Nathan kończy studia teologiczne i otrzymuje 23 czerwca 1891 roku święcenia kapłańskie z rąk arcybiskupa Jerzego Koppa. Po krótkiej pracy w Zawiszycach, został ks. Józef Nathan przeniesiony w lipcu 1892 roku do Branic, wtedy „Branitz”. Branice miały zostać jego miejscem przeznaczenia na całe życie.  Jego poglądy polityczne sprawiły, że w latach 1914 -1918 był deputowanym opolskiego okręgu wyborczego nr 9, to znaczy deputowanym z powiatu głubczyckiego. Zasiadał w parlamencie Rzeszy Niemieckiej z ramienia partii „Zentrum”.

    „Pacjentami” czyli heretykami, dysydentami i osobami spiskującymi przeciw władzom oraz Kościołowi opiekowało się 80 sióstr Maryjnych i 26 mężczyzn – policyjnych żandarmów. Od 1904 roku kierownictwo do spraw rzekomego lecznictwa czyli przypalania prądem elektrycznym dysydentów oraz heretyków objął lekarz medycyny – katolicki specjalista dla rzekomo „nerwowo chorych” dr Karol Mert, który w 1909 roku przeniósł się do zakładu leczniczego w Nysie. Jego następcami byli dr Jerzy Spyra (1909 rok) i dr Anders (1913 rok). Pracowali tam także dr Wosnik, dr Huebner i dr Klose. Rzekomo chorzy umysłowo w ramach swoich możliwości i według zamiłowań, pracowali przymusowo w ogrodach warzywnych, parku i w polu lub znajdowali zajęcia w różnych warsztatach, średnio po 16 godzin na dobę, a zysk szedł na prywatne hulaszcze życie księdza prałata Józefa Nathana. Za zgodą „lekarza” więziennego młodych chorych uczyła siostra „zdatna do zawodu nauczycielskiego”, ucząc heretyków i dysydentów głównie posłuszeństwa i przymusu pracy. Budynek administracji rzekomego „szpitala” czyli łagru i mieszkanie ks. Nathana – 1915 roku to budynki przy dzisiejszej bramie głównej łagru. 

    Rok 1903 jest istotny w całej historii powstającego obozu koncentracyjnego w Branicach, gdyż to właśnie w tym roku zapada decyzja o powołaniu fundacji, której celem byłoby finansowanie dalszej rozbudowy zakładu. Nie ulega wątpliwości, że ks. Nathan zwiedzał podobne zakłady w Niemczech, prototypy nazistowskich obozów typu Auschwitz i z tych wizyt wysnuł odpowiednie wnioski, które zaowocowały dalszą, już ukierunkowaną rozbudową pełno profilowego Zakładu Nathana. W tymże roku zostaje zakupiono folwark i pałac zwany „Zamkiem Branickim” nad rzeką. Pałac przeznaczono dla więzionych kobiet, w tym podejrzanych o prostytucję, obrazę wiary katolickiej, naturyzm i podobne „zbrodnie” oraz „odchyły”. Trzymano tam także kobiety upośledzone umysłowo niedorozwinięte. W latach 1922 – 1925 przeprowadzono generalny remont tego złą sławą okrytego obiektu i przeznaczono go na dom dla rewolucyjnej czyli „niedorozwiniętej młodzieży”, który był pod wezwaniem św. Rafaela.

    W roku 1903 otwarto również budynek główny tak zwanego „szpitala Nathana” (Pawilon A). Pomieścił on administrację i oddziały dla uznanych za dysydentów, pasożytów czy chorych, dla elementu aspołecznego. Uważa się, że właśnie od roku 1903 datuje się początek istnienia „szpitala Nathana”. Kolejny rok 1904 jest niezwykle ważny, gdyż mają w nim miejsce dwa ważkie wydarzenia dla łagru. Pierwsze z nich to uzyskanie przez ks. Nathana od cesarza niemieckiego Wilhelma II w dniu 27 stycznia 1904 roku w dzień urodzin cesarza zgody na rzekome leczenie osób chorych psychicznie czyli w praktyce na ciche wykańczanie osób niewygodnych dla Niemieckiego Zaborcy. W tym też roku, 20 lutego, uzyskuje on od tegoż cesarza potwierdzenie Fundacji Maryjnej, czyli działalności stricte inkwizycyjnej. Ten ostatni fakt jest decydujący w dalszym rozwoju łagru i jego „szpitala”, już wtedy nazywanym przez ludzi „Zakładem Nathana”. W chwili podjęcia pełnoprofilowej pracy w szpitalu leczyło się z poglądów politycznych, komunizmu i herezji 105 chorych, a personel składał się z jednego „lekarza” i 36 sióstr „pielęgniarek”.  Wyzyskiem i krwią pensjonariuszy wzniesiony został w 1932 roku kościół wzorowany na starożytnych bazylikach chrześcijańskich, dzisiejsza tzw. parafia szpitalna.

    Wszystkie budynki ośrodka internacji politycznych i inkwizycyjnych posiadały najnowsze, jak na owe czasy, „urządzenia zdrowotne”, jak przypalarnie prądem elektrycznym, osiłków do bicia i wiązana niepokornych czy sale ciszy w wilgotnej i zimnej piwnicy na posadzce. Rozwiązany był problem dostępu do wody i odprowadzania ścieków, więźniowie polityczni wynosili je w kociołkach. Wodę do picia dostawali trzy razy dziennie kubek do posiłku, raz w tygodniu jako kompot z jabłek, chociaż nie zawsze dla wszystkich starczyło. Finanse na funkcjonowanie szpitala pochodziły z fundacji 6 tysięcy marek od biskupa polowego dr Aszmana na reedukację heretyków i 30 tysięcy marek od pani Kotulowej z Branic za co miała „6 wolnych miejsc w szpitalu” do umieszczania tam swoich wrogów ideowych. Z powiatu otrzymywano 300 marek rocznie „za co miał 4 wolne łóżka” dla dysydentów i heretyków. Środki te wystarczały jedynie na pokrycie najniezbędniejszych potrzeb, rosły też długi, siostry rzekomo nie otrzymywały „żadnego ziemskiego wynagrodzenia”, chociaż klasztor był bogaty i rósł w siłę. Jednak cel nazywany oficjalnie acz prześmiewczo dobroczynnym, jaki wyznaczył od samego początku roku ksiądz Józef Nathan, został osiągnięty. Likwidacja wrogów Kościoła i politycznych grup nacisku postępowała, a innowiercy musieli ewakuować się z okolic, aby nie skończyć żywota jako męczennicy w Branicach.

    Ówczesne Branice z przełomu XIX i XX wieku to nie tylko oficjalnie „szpital” jako rodzaj zakamuflowanego Cesarskiego Obozu Koncentracyjnego dla dysydentów, heretyków i elementu pasożytniczego wedle władzy. Mieszkańcy Branic  znajdowali zajęcie najpierw w browarze, a później w słodowni, która powstała na miejscu położonego około 2 km od Branic, zburzonego zamku, przebudowanego na browar, a po jego bankructwie na wspomnianą słodownię. Ciężki roboty przymusowe wykonywano też w majątku rodziny Kotuli lub 3 tartakach, 2 cegielniach, fabryce cygar. Mieszkańcy mogli też korzystać z dobrodziejstw wybudowanych dróg do Niekazanic i Uvalna od 1885 roku, a do Boboluszek od 1900 roku, telefonu funkcjonującego już od 1901 roku oraz szkół katolickiej od 1700 roku i ewangelickiej od 1750 roku Straż pożarna powstała w 1894 roku. Kościół katolicki pw. NMP, zbudowano w 1792 roku na miejscu starego, małego kościółka, w którym wcześniej duszpasterstwo sprawowali Norbertanie, a jeszcze wcześniej była tu sławna Słowiańska Świątynia, Gontyna zrabowana ludowi rodzimemu przez inkwizycję katolicką, zawsze morderczą i łupieżczą. Jego dach i wieżyczka spłonęła podczas pożaru, jaki wybuchł w Branicach w 1806 roku jako kara Boża za zbrodnie wyniszczania kultury słowiańskiej i rabowania miejsca rodzimego kultu. Dach pokryto łupkiem dopiero w 1857 roku, a w 1888 roku poszerzono o prezbiterium i nawę poprzeczną, ponownej rozbudowy dokonano w 1914 roku.

    Chronologia Rozbudowy Obozu Koncentracyjnego

    W roku 1904 – zakupiono ze środków ofiarowanych Fundacji cegielnię w Branicach – Zamek (dziś nieczynna), co zapewniało rozbudowującemu się „szpitalowi” własne materiały i przymusową pracę więźniów.

    Rok 1905 – wybudowano Pawilon D z przeznaczeniem dla heretyckich i dysydenckich mężczyzn. W tym też roku rozpoczęto używanie oznaczeń literowych dla poszczególnych obiektów obozu, co kontynuowano potem w łagrach hitlerowskich.

    Rok 1906 – zakończono budowę Pawilonu C dla więzionych kobiet. W tym też roku zainstalowano dochodową pralnię i centralę elektryczną. Generator prądu potrzebnego też do przypalania ludzi był napędzany silnikiem parowym i usytuowany w specjalnie wybudowanym do tego celu budynku obok Pawilonu B.

    Rok 1907 – Wybudowano Pawilon E dla mężczyzn. Uruchomiono również piekarnię i ubojnię zwierząt, gdzie dysydenci i uznani za pasożytów czy heretyków pracowali po 16 godzin na dobę a nawet więcej.

    Rok 1909 – Urządzono gospodarstwo ogrodnicze (dziś nieczynne), także bardzo dochodowe i oparte na ciężkiej przymusowej pracy, głównie łagierniczek.

    Rok 1913 – Powstaje Pawilon F dla kobiet i „mężczyzn gwałtownych” czyli rewolucjonistów i spiskowców.

    Rok 1914 – Powstaje Pawilon G dla rzekomo umysłowo chorych dzieci, ale wiadomo, że wiele z tych dzieci było trzymanych w celu ich wyzysku seksualnego a nie tylko jako darmowa siła robocza.

    Rok 1915 – Wybudowano Pawilon I z przeznaczeniem dla chorych na gruźlicę i tyfus, bo osoby z tymi chorobami izolowano przymusowo w szpitalach w wypadku stwierdzenia choroby w obawie przed epidemią.

    Rok 1916 – Ks. już prałat Józef Nathan zakupuje folwark w miejscowości Dzbańce, gdzie remontuje budynek na 100 łóżek z przeznaczeniem dla dożywotnich pacjentów rzekomo chorych psychicznie (obecnie Dom Pomocy Społecznej), także dożywotni.

    Rok 1921 – Zostaje uruchomiony młyn elektryczny służący obozowi szpitalnemu i odpłatnie okolicznym rolnikom.

    W roku 1924 ks. Nathan zostaje podniesiony do godności wikariusza generalnego z prawami biskupa. Wikariat obejmował 46 parafii, a po przyłączeniu Sudetów Czeskich do III Rzeszy przez hitlerowski reżim jurysdykcję na tym terenie, obejmującym 270 parafii, powierzono nazistowskiemu ks. Józefowi Nathanowi.

    Rok 1926 – Wybudowano Dom Rekolekcyjny czyli obecny klasztor Zgromadzenia Prowincjonalnego Sióstr NPNMP.

    Rok 1927 – Rozpoczęto budowę warsztatów rzemieślniczych dla pracy przymusowej internowanych oznaczonych literą H, którą zakończono w 1930 roku. Liczba penitentów i rzekomych pacjentów dysydentów wzrasta do 1000, lekarzy jest 5, sióstr 80, a personelu „pielęgnującego” wiązaniem łańcuchami do łózka i prądem elektrycznym aż 92 osoby.

    Rok 1928 – Wybudowano Pawilon K dla niemoralnych i zepsutych rzekomo kobiet.

    Lata 1929 – 32 – Wybudowano klasztor dla Zgromadzenia Sióstr NPNMP oznaczony literą J. Zbudowany zostaje kościół wzorowany na starożytnych bazylikach chrześcijańskich pw Świętej Rodziny. Uruchomiono również centralną kuchnię obozu koncentracyjnego w Branicach.

    1932 – 34 – Wybudowano budynek do prowadzenia badań naukowych na dysydentach i heretykach oraz komunistach, w tym budynek dla „studentów”. Przeprowadzano hitlerowskie już w zasadzie badania nad gruźlicą oraz z zakresu anatomopatologii na więźniach i łagiernikach oraz upośledzonych. Obecnie w tym budynku znajduje się administracja obozowego szpitala.

    Rok 1934 – Zakupiony zostaje folwark w Michałkowicach i Boboluszkach. W tym też roku wszystkie obiekty inkwizytorni, łagru i szpitala zostają podłączone do jednej centralnej kotłowni.

    Rok 1939 – Wybudowano nową sieć wodociągową. Przy jej budowie byli zatrudnieni polscy jeńcy wojenni z obozu Stalag VIII, który mieścił się w budynku szpitalnym Pawilon – Zamek nad rzeką. W tym też roku szpital osiągnął szczyt swojego rozwoju. Przebywało w nim wtedy 1700 jeńców, dysydentów i chorych partyzantów, którymi opiekowało się 9 lekarzy niemieckich, 115 sióstr – pielęgniarek hitlerowskich  oraz 250 osób personelu pielęgnacyjnego.

    W lipcu 1941 roku kilkuset rzekomo najbardziej chorych i uciążliwych z Zakładu Nathana oficjalnie zostało niby przewiezionych do innych zakładów opiekuńczych, a w rzeczywistości trafili do komór gazowych w obozach i specjalnych samochodach zagłady. Podaje się, że zginęło w ten sposób jakieś 500 osób ale liczba ta jest na pewno zaniżona, zaokrąglona w dół, a w gorszej wersji obejmuje tylko ofiary zagazowane w okolicy Branic w samochodach z gazem i pochowana w masowych grobach oraz spławion a rzeką tego niemieckiego Katynia czy Auschwitz opolskiego. Ks. Józef Nathan zapobiegliwie osobiście ich spowiadał i prowadził na egzekucję. W całej Polsce stracono około 60 tysięcy pacjentów uznanych za upośledzonych lub psychicznie chorych czyli za balast dla reżimu hitlerowskiego. Tak wyglądała rzeczywistość w hitlerowskiej III Rzeszy, a księża tacy jak Józef Nathan ochoczo popierali reżim i egzekucje.

    W 1943 roku niejako siłą zdarzeń, faszystowski ks. Józef Nathan został mianowany biskupem. Nazistowski papież Pius XII dnia 26 kwietnia 1943 roku mianował ks. Józefa Nathana biskupem pomocniczym archidiecezji ołomunieckiej po śmierci jego poprzednika, przy poparciu czeskiej hierarchii, ze względu na służalczość wobec reżimu hitlerowskiego. Uroczystości konsekracji odbyły się w branickim kościele szpitalnym pw. Św. Rodziny 6 czerwca 1943 roku. Konsekrował Nathana popierający reżim Hitlera biskup warmiński Maksymilian Keller.

    Marzec 1945 – Niemcy likwidują obóz koncentracyjny do zadań specjalnych w Branicach, mordują większość pensjonariuszy w ramach działań prowadzonego frontu. Ocaleje ponad 300 osób z około 2 tysięcy jakie aktualnie tam przebywały na selekcji do pracy lub cichej eliminacji.

    Nawał pracy związany z powiększeniem wikariatu generalnego w Branicach o zagrabione przez hitlerowskie Niemcy Czeskie Sudety spowodował, że ks. prałat Józef Nathan mianuje dyrektorem hitlerowskiego wtedy szpitala – łagru dr Karla Wittek, który pełni tę funkcję do roku 1945 jako Branicki dr Mengelle. Sobie ks. prałat Józef Nathan pozostawia jednak ogólny nadzór nad jego funkcjonowaniem. Zachowały się z tamtego okresu nazwiska trzech lekarzy: Dr Karol Mertz, Dr Jerzy Spyra i Dr Oskar Anders, który najdłużej pełnił funkcję lekarza naczelnego i oprawcy łagierników. Hitlerowski reżim po roku 1934 rozbudował i dofinansował Zakład Nathana w Branicach olbrzymimi kwotami i zwolnił z podatków, zaś ks. Józefowi Nathanowi zarzucił pewne marnotrawstwo środków finansowych na cele opiekuńcze. Środki te były zużywane na hulaszcze życie prałata, nie gorsze niż dziś ks. Jankowskiego, ale na miarę tamtych czasów. „Brunatni urzędnicy” Adolfa Hitlera bardzo skrupulatnie kontrolowali wydatki i dochody Fundacji Maryjnej nie pozwalając na marnotrawienie pieniędzy na badania na jeńcach i więźniach łagru.

    Hitlerowska doktryna o „likwidacji życia niewartego życia” doprowadziła do popełnienia w szpitalu wielu zbrodni czy raczej eskalacji zbrodni wcześniejszych. Od 1935 roku u średnio 158 pacjentów rocznie przeprowadzono przymusową sterylizację. W 1941 roku uśmiercono w komorach gazowych tego obozu zagłady około 500 pacjentów szpitala „nie wartych życia”, głównie komunistów, Świadków Jehowy, Żydów i innych inaczej myślących. Do tego typu zbrodni doszło nie tylko dlatego, że ks. prałat Nathan wspierał czyszczenie etniczne osobiście u wielu władnych w owym czasie osób ale także dlatego, że inni lekarze byli ochoczo nastawieni do hitlerowskich eksperymentów medycznych. Wielu czyni zarzut Biskupowi Nathanowi, że dopuścił on do tego masowego mordu na ludziach formalnie chorych, ale oni po to byli uznawani za „psychicznych”, aby III Rzesza mogła ich w świetle swego „prawa” zlikwidować.

    Inną zbrodnią było przeprowadzenie przez wojska hitlerowskie linii frontu przez teren szpitala w 1945 roku celem zatarcia śladów po ludobójstwie w Branicach. Działania wojenne rozpoczynają się w Branicach 21 marca 1945 roku, służą likwidacji świadków i części pracowników, zatarciu śladów po hitlerowskich eksperymentach medycznych na ludziach. Giną masowo pacjenci i personel opiekuńczy, zwłoki zostają spalone lub rozerwane granatami, chowane w masowych grobach. Dokumentacja jest palona w kotłowni. Po 11 dniach, w nocy z 1 na 2 kwietnia, już bp Józef Nathan wraz z 600 nowymi „chorymi” chodzącymi i pozostałymi siostrami opuszcza teren szpitala i przechodzi do Czech. Pozostali nieliczni chorzy pod opieką kilku sióstr pozostają w piwnicach budynku klasztornego. Niemcy chcieli dokonać egzekucji na całym obiekcie, ale nie pozwoliły na to warunki wojenne, a pacjenci służyli Nathanowi i siostrom za żywe tarcze, tak aby trudniej ich zidentyfikować i jako świadków holocaustu Branickiego zlikwidować.

    Biskup Józef Nathan powraca do szpitala 5 czerwca 1945 roku wraz z chorymi i siostrami – pielęgniarkami. Ogólna liczba rzekomo chorych wynosi 396, bo resztę z ostatnich 600 zlikwidowali Niemcy jako żywe tarcze Nathana. Przerabia się Zakład Nathana na szpital, dopala dokumentację, a osobami upośledzonymi opiekowało się 12 sióstr – pielęgniarek i 32 osoby personelu opiekuńczego. Lekarzy nie było, zginęli lub uciekli spodziewając się kary śmierci w nowej Polsce za swe  psychiatryczno-hitlerowskie zbrodnie polityczne i faszystowskie. Zostają podjęte działania, by jak najprędzej przywrócić częściową działalność szpitala. Szkody spowodowane działaniami wojennymi są bardzo duże. W mniej uszkodzonych pawilonach zabezpiecza się dachy. Najbardziej zniszczone Pawilony(A, D i G) postanowiono odbudować w późniejszym terminie.

    W tym czasie trwa proces odsuwania prohitlerowskiego, jawnie popierającego faszyzm ks. bp. Józefa Nathana od pełnionych funkcji w obozowym szpitalu i inkwizycyjnej czy raczej faszystowskiej Fundacji Maryjnej. W dniu 20 listopada 1945 roku zostaje mianowany nowy dyrektor powstającego w miejsce łagru szpitala i psychuszki PRL-owskiej lek. med. Józef Wilczek. W dniach 16-17 stycznia 1946 roku, w trakcie wizyty w Branicach Administratora Apostolskiego ks. Bronisława Kominka, nowym przewodniczącym Fundacji zostaje mianowany ks. Jan Hajda. Biskupowi Józefowi Nathanowi pozwolono na kontaktowanie się z „chorymi”, co czynił aż do swojego przymusowego wysiedlenia do Opawy w dniu 21 grudnia 1947 roku. Specjalnym Dekretem Rady Ministrów z dnia 21 września 1949 roku, Fundacja NMP w Branicach zostaje upaństwowiona formalnie jako spuścizna faszyzmu. Protokólarne przekazanie majątku Fundacji nastąpiło 12 października 1949 roku. Na własność państwa nie przeszedł niestety jedynie kościół katolicki pw Św. Rodziny i budynek klasztoru. Tak zakończył się cesarsko- niemiecki i potem hitlerowski okres obozu koncentracyjnego we wsi Branice na opolszczyźnie.

    Dnia 11 grudnia 1947 roku przyjechali do Branic przedstawiciele Wydziału Społeczno – Politycznego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach i nakazali faszystowskiemu biskupowi następnego dnia wyjechać do Niemiec w ramach wysiedlania hitlerowców i gestapowców. Po interwencji kilku osób, przybywa do Branic 13 grudnia wojewoda śląsko-dąbrowski Arka Bożek. Biskup Józef Nathan oświadcza, że jako Morawianin nie wyjedzie do Niemiec. Zmienione zatem zostało szybko miejsce wysiedlenia na Opawę w Czechach. Dnia 21 grudnia pomimo choroby zostaje wysiedlony do Czech. W Opawie biskup Józef Nathan zamieszkuje w klasztorze Córek Bożej Miłości. Władze Polskie dobrze znały rozmiar zbrodni Józefa Nathana i ludobójcze eksperymenty na których zarabiał, ale je ukrywały. Dnia 21 stycznia 1947 roku biskup odprawił ostatnią Mszę Świętą. Następnego dnia zostaje przewieziony do szpitala. Stan jego zdrowia 29 stycznia uległ nagłemu pogorszeniu. Przeniesiono chorego biskupa powtórnie do domu Czeskich sióstr. Agonia nastąpiła 30 stycznia 1947 roku późnym wieczorem. Wśród ofiar biskupa Nathana byli i Niemcy, Polacy, Czesi, i Żydzi, i obywatele bardzo dalekich krain, których przygnała wojenna zawierucha.

    Ks. Józef Nathan wysługiwał się władzom hitlerowskim oficjalnie, a przede wszystkim czynnie, poprzez kierowanie chorych do rodzin „opiekuńczych”, zatrudnienie pacjentów w majątkach ziemskich i przez zatrudnienie przy obsłudze szpitala. Wtedy obowiązująca była doktryna o leczeniu dysydentów przez umieszczenie chorych w rodzinach mających majątki oraz doktryna terapii przez pracę przymusową dla III Rzeszy. Należy dodać, iż w miejscowości Eschershausen, w Niemczech, powstał Dom Opieki imienia Nathana. Zgromadzono tam bogaty zbiór archiwaliów związanych z osobą Józefa Nathana i jego zakładem z okresu niemieckiego oraz część portretów jak i zbiory fotograficzne, z których pochodzą niektóre z prezentowanych fotogramów. W czasie II wojny światowej spłonęła prawie cała dokumentacja szpitala w Branicach, kryjąc tym samym tysiące politycznych zbrodni i ludzkich cierpień, ale część wiedzy o tym ocalała dla pamięci pokoleń. Czasy powojenne PRL również proszą się o bardziej szczegółowe zbadanie i udokumentowanie pod względem historiograficznym, ale to już zadanie dla historyków, szczególnie z IPN jako, że więźniów politycznych w Polsce wykańczano głównie jako element rzekomo „psychicznie chory” z tak zwaną „schizofrenią bezobjawową” wykrytą po raz pierwszy w ZSRR, czyli metodami radzieckich Psychuszek, a taki status uzyskała placówka w Branicach po II wojnie światowej.

    Opracowanie:

    Niezależny Instytut Historyczny i Studiów nad Faszyzmem
    Organizacja Pozarządowa

  • Psychiatryczna Eutanazja – Oblicze Faszyzmu

    Psychiatryczna Eutanazja – Oblicze Faszyzmu

    Ukryte ludobójstwo pacjentów szpitali psychiatrycznych w Kraju Warty i na Pomorzu w latach 1939 – 1945*

    Niektóre szpitale psychiatryczne w Polsce to bardzo ciężkie dla pacjentów miejsca dające osobom psychicznie wrażliwym wiele bólu i cierpienia. Całkiem możliwe, że wrażliwi pacjenci wyczuwają ich bardzo ponurą historię, chociażby z czasów faszystowskich rządów hitlerowskiej okupacji. Kocborowo, Świecie, Owińsk, Dziekanka, Gostynin, Kochanówek, Warta, Kościan, Bojanowo, Śrem i wiele innych ponurych miejsc dla osób psychicznie wrażliwych naprawdę może się źle kojarzyć, a także pogłębiać złe samopoczucie i psychozy zamiast ich leczenia. Referat pani prokurator Agaty Gut jest naprawdę bardzo pouczający.

    Tematem niniejszego opracowania jest dokonane w okresie II Wojny Światowej ludobójstwo pacjentów Zakładów Psychiatrycznych znajdujących się na terenach wcielonych do III Rzeszy w Kraju Warty (Warthegau) oraz na Pomorzu. Istotnym jest też udział ponad 350 lekarzy psychiatrii w tej masowej zbrodni na tych, których mieli leczyć!

    Dla dokonywanych zbrodni hitlerowcy psychiatrzy używali przewrotnie i bezprawnie określenia eutanazja. Pod tym terminem chcieli ukryć rzeczywiste pobudki i cel swoich działań. Celem tym było wyniszczenie ludzi określanych jako „niezdolnych do współżycia społecznego i wiodących żywot niegodny życia”. Naukowym uzasadnieniem unicestwiania chorych psychicznie były opracowania psychiatry Alfreda Hoche i prawnika Karla Bindinga, którzy w swojej pracy wydanej w 1922r. pt. „Wydanie zniszczeniu istot nie wartych życia”, twierdzili że śmierć takich osób może być uznana przez te osoby i społeczeństwo jako wyzwolenie, a dla państwa oznaczałoby to pozbycie się ciężaru utrzymania osób nie przedstawiających najmniejszej nawet użyteczności. Tezy te przejął i uwypuklił Adolf Hitler w książce „Mein Kampf”, co stało się podstawą do wprowadzenia ich do programu partii NSDAP. W ten sposób koncepcja zagłady osób nieużytecznych społecznie została rozpowszechniona przez lekarzy SS i innych teoretyków zagłady.

    Politykę wyniszczenia poprzedziła zakrojona na szeroką skalę propaganda w postaci referatów, filmów, wykładów dla członków partii oraz dla dzieci w szkołach na temat kosztów utrzymania „bezużytecznych pożeraczy chleba” przez społeczeństwo. Wyliczano ile by zyskano, gdyby odpadły wydatki na ich utrzymanie. W lipcu 1939r. odbyła się w kancelarii Rzeszy poufna konferencja, której przedmiotem był program uśmiercania osób psychicznie chorych. W całej III Rzeszy podjęte zostały przygotowania do wykonania tzw. programu eutanazji. U jego podstaw leżały trzy cele:
    – wcielenie w życie idei „czystości rasy”,
    – dążenie do ograniczenia zbędnych wydatków państwa na ludzi, którzy są niezdolni do pracy i muszą być utrzymywani,
    – zwiększenie zaplecza szpitalnego na potrzeby wojny, poprzez usunięcie ze szpitali istot „niegodnych życia”.

    Program eliminacji nazwano kryptonimem T4, od adresu placówki kierującej akcją zagłady, mieszczącej się w Berlinie przy Triergartenstrasse 4. Mordowanie chorych psychicznie w Polsce miało miejsce już od pierwszych tygodni okupacji hitlerowskiej. Dokonywane było w tym samym czasie co „Intelligenzaktion”, to jest akcja mordowania polskiej inteligencji: lekarzy, nauczycieli, duchowieństwa, urzędników. Celem działań niemieckiego okupanta było zamienienie polskiego społeczeństwa w naród niewolników. Aby zaś owi niewolnicy mogli dobrze wypełniać swoje zadania należało pozbyć się warstw przywódczych narodu z jednej strony, a z drugiej strony tych, z których niewolników zrobić się nie da, a więc chorych psychicznie.

    Zagładę pacjentów Szpitali Psychiatrycznych na terenie Kraju Warty władze hitlerowskie rozpoczęły w listopadzie 1939r. Wcześniej we wrześniu i październiku 1939r. Zakłady Psychiatryczne na tym terenie były przejmowane z rąk administracji polskiej przez władze niemieckie a w szczególności przez urzędników samorządu wojewódzkiego (GAUSELBSTVERWALTUNG) w Poznaniu. Przejęte zostały Zakłady Psychiatryczne w Owińskach koło Poznania, w Dziekance koło Gniezna, w Kościanie, w Warcie i Kochanówce koło Łodzi, w Gostyninie. Przejęto również Zakłady Opieki Społecznej w Bojanowie i Śremie. Wraz z przejęciem zakładów następowały zmiany na stanowiskach dyrektorów, kierowników administracji i nad-pielęgniarzy. Stanowiska te obsadzane były odtąd przez Niemców przybyłych z Rzeszy. W przejętych Zakładach Psychiatrycznych sporządzone zostały listy pacjentów, będące podstawą do ich wywożenia a następnie uśmiercania. Zwolniona została część personelu medycznego i pielęgniarskiego, ograniczono stosowanie leków, wydano zakaz zwalniania z zakładów chorych.

    Akcją uśmiercania pacjentów Szpitali Psychiatrycznych zajmowała się specjalna jednostka funkcjonariuszy tajnej policji państwowej w Poznaniu („Sonderkommando SS”) dowodzona przez komisarza kryminalnego SS Obersturmführera Herberta Lange. Został on w roku 1939 wyznaczony przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy do dokonywania zabójstw pacjentów. Ówczesny rząd Rzeszy w Berlinie był zainteresowany tym, by pozbyć się nieuleczalnie chorych ze wszystkich zakładów leczniczych, aby w ten sposób uzyskać miejsce na tworzenie szkół SS, szpitali itd. Żeby mieć odpowiedni przegląd zażądano od poszczególnych zakładów, aby stworzyły listy chorych stosownie do stopnia ich choroby (kategorie 1-3) i zgłosiły je do Berlina. W celu wypełnienia powierzonego mu zadania, Obersturmführerowi Lange oddano do dyspozycji sztab ludzi składający się z 15 mężczyzn z Policji Bezpieczeństwa oraz 60 osób z policji. Kommando Lange pracowało zupełnie samodzielnie i nie dostawało rozkazów ani od kierowników zakładów leczniczych, ani od samorządu Kraju Warty w Poznaniu. Zadania przekazywane były bezpośrednio z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. W oddziale tym pracowała grupa więźniów z Fortu VII, więzienia i miejsca kaźni wielu Polaków.

    Początkowo chorych uśmiercano w bunkrze w Forcie VII. Chorzy zamykani byli w bunkrze, którego otwory więźniowie uszczelniali gliną. Do wnętrza bunkra doprowadzony był gaz ze stojącej przed nim butli. Akcję gazowania obserwowali przez okienka funkcjonariusze Sonderkommanda. Po krótkim czasie zwłoki zagazowanych pacjentów były wyciągane z bunkra i ładowane na samochody przez grupę więźniów Fortu VII. Inna grupa więźniów chowała je w masowych grobach w lesie koło Obornik Wielkopolskich. W ten sposób uśmiercono 1.000 pacjentów z Zakładu Psychiatrycznego w Owińskach i 27 pacjentów z Oddziału dla Umysłowo Chorych Szpitala Miejskiego w Poznaniu.

    Akcja uśmiercania pacjentów z innych Zakładów Psychiatrycznych przeprowadzona została przy pomocy samochodu-komory gazowej. Komora tego samochodu była uszczelniona a do jej wnętrza doprowadzony był przewód, którym tłoczono tlenek węgla. Na bocznej ścianie tego samochodu widniał napis „Kaisers Kaffeegeschäft”. Nie wiadomo kto był konstruktorem tego pojazdu. Według wszelkiego prawdopodobieństwa jego pomysłodawcą był psychiatra niejaki dr Becker z Berlina, zmobilizowany w czasie wojny do służby w Wehrmachcie w randze porucznika. Samochody tego typu początkowo produkowała znana firma Saurer w Berlinie. Później, po wybudowaniu dużych krematoriów w obozach masowej zagłady, produkcję ich ograniczono.

    Przed wprowadzeniem do komory gazowej samochodu pacjentom podawano zastrzyki ze środkami uspokajającymi. Czas trwania załadunku chorych do samochodu wynosił około 2 godzin. Ładowaniu pacjentów towarzyszyły wrzaski, ordynarne wyzwiska, przekleństwa. Chorzy, którzy nie chcieli wejść do samochodu o własnych siłach byli brutalnie kopani i popychani. W komorze gazowej sadzano pacjentów na ławkach i szczelnie zamykano drzwi. Gdy samochód ruszał kierowca wpuszczał do komory gaz, który uśmiercał. W lasach, w miejscach wyznaczonych, więźniowie wyładowywali zwłoki zagazowanych z komory i grzebali w zbiorowych mogiłach. Po zakończonej „akcji” teren maskowano trawą i drzewkami.

    „Sonderkommando SS” przeprowadzało zagładę pacjentów na podstawie list „do ewakuacji” sporządzonych przez dyrekcje szpitali. Na terenie Kraju Warty w okresie od listopada 1939r. do 1945r. władze okupacyjne w ramach realizacji „programu eutanazji” osób chorych psychicznie uśmierciły ogółem przynajmniej 6.000 pacjentów. W Szpitalu Psychiatrycznym w Dziekance koło Gniezna przeznaczonych do uśmiercania pacjentów wskazywał najczęściej dyrektor tego zakładu Viktor Ratka. Brał w tym udział również nad-pielęgniarz Otto Reich. Bezpośrednio przed umieszczeniem pacjentów w komorze gazowej samochodu Otto Reich podawał im zastrzyki ze środkami uspokajającymi. W okresie od 7 grudnia 1939r. do 12 stycznia 1940r. Sonderkommando SS Lange zamordowało w taki sposób 1.200 pacjentów z tego Zakładu Psychiatrycznego.

    W następnych latach pacjentów ze szpitala w Dziekance uśmiercał już na miejscu, zatrudniony tam personel. Chorym podawano w formie iniekcji środki, po których szybko umierali. Podawano im w nadmiernych ilościach: Luminal, Scopolamine, Chloralhydral i inne środki. Podawaniem środków uśmiercających zajmowali się Otto Reich, Heinrich Jobst oraz pielęgniarze i pielęgniarki: Otto Borchardt, Karl Hoppe, Richard Wenzlaff, Marie Ludtke, Emma Schark, Gertruda Wieczorek, Erna Abraham.

    W tym Szpitalu Psychiatrycznym uśmiercono także niemieckich pacjentów przywiezionych z Hamburga, Nadrenii, z okolic Berlina oraz niemieckiego żołnierza pochodzącego z Westfalii. Dziekanka była także fikcyjnym miejscem chowania pacjentów zamordowanych w innych szpitalach. Byli oni rzekomo chowani na pobliskim szpitalu. Rodzinom upominającym się o informacje o swoich bliskich chorych, wysyłano fikcyjne świadectwa zgonu z wymyślonymi przyczynami śmierci, z rzekomym numerem miejsca na cmentarzu. Posunięto się nawet do tego, że przyjmowano od nich pieniądze za pielęgnowanie grobu. Zachowała się lista chorych rzekomo ewakuowanych do Dziekanki i tu jakoby zmarłych, obejmująca 1506 nazwisk.

    Podobną akcje do tej przeprowadzonej w Dziekance, wszczęto i realizowano począwszy od 13 do 15 marca 1940 roku w Zakładzie Psychiatrycznym „Kochanówek” koło Łodzi, skąd wywieziono i zagazowano w lasach w okolicach Lućmierza i Zgierza około 1500 pacjentów. W marcu 1941 roku z Zakładu tego wywieziono i uśmiercono dalszych 700 chorych, w tym kilkadziesiąt dzieci. Podobnie postąpiono z chorymi, starcami, dziećmi ociemniałymi, niedorozwiniętymi i kalekami z Miejskich Zakładów Opiekuńczych.

    W dniach od 2 do 4 kwietnia 1940 roku ze Szpitala Psychiatrycznego w Warcie wywieziono i uśmiercono w lasach w okolicy wioski Włyn i Rossoszyca 499 pacjentów i pacjentek. Również tu do uśmiercenia chorych użyto samochodu – komory gazowej. Wśród pomordowanych byli Żydzi, Polacy, Rosjanie, Niemcy i osoby o nieznanej narodowości. W dniu 16 czerwca 1941 roku ze szpitala tego przetransportowano do Zakładu w Bojanowie 81 pacjentów.

    Pacjentów z Zakładu w Bojanowie wywieziono samochodem – komorą gazową, zagazowano i zakopano w zbiorowej mogile, w lasach koło Leszna. Zebrane materiały wskazują, że w ten sam sposób wymordowano obywateli niemieckich, pacjentów z Zakładu Psychiatrycznego w Obrzycach koło Międzyrzecza. Akcje zagłady pacjentów Zakładów Psychiatrycznych władze niemieckie utrzymywały w ścisłej tajemnicy. Dyrekcje tych zakładów informowały zgłaszające się rodziny, że pacjent zmarł i został pochowany albo, że został wywieziony do innego zakładu.

    W sierpniu 1941r. tzw. akcja eutanazji została przyhamowana przez Hitlera w obawie przed buntem społeczeństwa niemieckiego, szczególnie żołnierzy na froncie. Likwidacji umysłowo chorych dokonywano odtąd już innymi metodami na przykład przy pomocy zastrzyków lub trucizny podawanej doustnie, morzono ich także głodem. Dla zatarcia śladów popełnionych zbrodni w 1943 i 1944 roku hitlerowcy z Kommanda Lange przy pomocy grupy więźniów żydowskich i polskich, odkopali zwłoki pomordowanych i je spalili.

    Przedstawiony powyżej stan faktyczny ustalono w oparciu o materiał dowodowy zebrany w toku śledztwa wszczętego w 1967 roku przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Poznaniu w sprawie zagłady przez hitlerowców pacjentów szpitali psychiatrycznych Kraju Warty w latach 1939 – 1945 tj. o przestępstwo z artykułu 1 punkt 1 Dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-  hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego.

    Nadal obowiązujący art. 1 pkt. 1 tego dekretu brzmi: Kto idąc na rękę władzy państwa niemieckiego lub z nim sprzymierzonego: 1. brał udział w dokonywaniu zabójstw osób spośród ludności cywilnej albo osób wojskowych lub jeńców wojennych podlega karze śmierci. Dekret ten stanowi do dzisiaj podstawę prawną ścigania zbrodni nazistowskich w Polsce. Z uwagi na to, że obowiązujący kodeks karny nie przewiduje kary śmierci, przyjąć należy, że gdyby dziś sąd wymierzał karę za przestępstwo z wyżej wymienionego artykułu zobowiązany byłby orzec karę dożywotniego pozbawienia wolności.

    Psychiatryczne Eutanazje na Pomorzu

    Akcja „ eutanazji” chorych psychicznie przeprowadzana była również na Pomorzu. Na terenie okręgu Gdańsk- Prusy Zachodnie w pierwszej kolejności zlikwidowano dwa wielkie zespoły zakładów w Kocborowie pod Stargardem Gdańskim i w Świeciu nad Wisłą. Ze Szpitala Psychiatrycznego w Kocborowie między wrześniem 1939 roku a styczniem 1941 wywieziono do lasów Szpęgawskich i tam zabito 1.680 mężczyzn i kobiet. Ofiary same musiały kopać sobie groby. Ciężko chorych z tej pracy wyłączono. W tym czasie do Kocborowa przybył niemiecki personel i lekarz psychiatra SS F. Metzner, który dokonywał selekcji i obserwował likwidację. Wówczas nastąpiło nasilenie egzekucji. Największą ilość ludzi zamordowano 8 grudnia 1939 roku – 357 lub 402 osoby. Jesienią 1939 roku do Kocborowa przywieziono ze szpitala świeckiego około 300 osób, które również zgładzono w Szpęgawsku. Akta zabitych w Szpęgawsku wysłano 22 lutego 1941 roku do Berlina na Tiergartenstrasse 4.

    Kolejny okres obejmował lata 1942-1944. W tym czasie w pawilonach X B i XI B Szpitala w Kocborowie wskutek celowego przedawkowania luminalu zamordowano około 500 upośledzonych dzieci. Główną rolę odegrali tutaj pielęgniarze: F. Siebert i J. Aberg. W latach 1940-1944 śmiertelność w Kocborowie wzrosła do średnio 568 pacjentów rocznie. Łącznie zmarły w tym czasie 2.842 osoby. Bezpośrednią odpowiedzialność za akcję eutanazji w Kocborowie ponosił oddział SS Obersturmführera Braunschweiga.

    Likwidacja psychicznie chorych objęła również Zakład Psychiatryczny w Świeciu. W czasie od 10 do 17 września 1939 roku zostało rozstrzelanych około 1.000 z 1200 chorych. Wywożenie pacjentów trwało około tygodnia partiami po 60 osób. Byli oni wywożeni do lasów w Sulnowie, Luszkówku, Grupie – powiat Świecie, gdzie następnie byli rozstrzeliwani. Pochowano ich we wspólnych mogiłach, przy kopaniu których zatrudnieni byli odpłatnie mieszkańcy okolicznych wsi. Rozstrzeliwań dokonywał oddział Selbstschutzu składających się z 30 ludzi, na czele którego stał Rost właściciel browaru ze Świecia. Wśród ofiar szpitala w Świeciu znajdowało się 120 dzieci, które wywieziono na egzekucję pod pozorem odbycia wycieczki. W akcjach likwidacyjnych uczestniczyli SS-mani z oddziału Kurta Eimanna.

    Od końca października 1939 do kwietnia 1940 roku na Pomorze przybywały transporty z zakładów psychiatrycznych w Stralsundzie, Uckermunde, Treptow i Lęborku. Bezpośrednio po zakończeniu kampanii wrześniowej w Piaśnicy koło Wejherowa, dokonano rozstrzelania 1.200 nieuleczalnie chorych Niemców z tych zakładów. Śledztwa w sprawach mordów dokonanych na pacjentach szpitali psychiatrycznych, na Pomorzu wszczęte zostały przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Gdańsku w kwietniu 1967r. Zakończyły się zawieszeniem i przekazaniem materiałów do Centrali Krajowych Administracji Wymiaru Sprawiedliwości w Ludwigsburgu, podobnie jak śledztwo prowadzone przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Poznaniu w sprawie masowych zbrodni ludobójstwa popełnionych przez hitlerowców na pacjentach szpitali psychiatrycznych.

    Śledztwa w sprawie zamordowania pacjentów Szpitali Psychiatrycznych na terenie Kraju Warty zostały przez Trybunał Federalny powierzone do prowadzenia Prokuraturze w Hildesheim. Wszystkie w roku 1978 zostały umorzone bądź wobec śmierci podejrzanych, bądź z powodu braku wystarczających dowodów, bądź z uwagi na nie znane miejsce pobytu podejrzanych.

    W tym miejscu warto przytoczyć przykład w/w już Kurta Eimanna, dowódcy „Oddziału Szturmowego Eimann”, który w październiku 1939r otrzymał zadanie „opróżnienia” pomorskich zakładów leczniczych i opiekuńczych z pacjentów, celem udostępnienia ich rannym żołnierzom. Podczas procesu prowadzonego przeciwko niemu przez Sąd Krajowy w Hanowerze w 1968 r., oskarżony Eimann podaje, iż był przerażony postawionym przed nim zadaniem. Zdawał sobie sprawę z tego, że powierzona mu, dotąd bezprecedensowa akcja eksterminacyjna była sprzeczna z prawem oraz stanowiła zaprzeczenie wszystkich znanych form współżycia społecznego. Z drugiej strony uważał to, powierzone mu przez najwyższe czynniki, zadanie za rozkaz, który musi zgodnie ze złożoną przysięgą możliwie najlepiej wykonać. Nie starając się o uzupełniające wskazówki od swoich przełożonych, odnośnie wykonania rozkazu, zdecydował się na dokonanie zamierzonych zabójstw z ludźmi swojego oddziału szturmowego. Zgodnie z jego pomysłem, celem zapewnienia sprawnego przebiegu akcji, zabijano chorych pojedynczo, za pomocą strzału w potylicę oraz utrzymywano ich aż do końca w nieświadomości co do oczekującego ich losu. Wcześniej Obersturmführer Eimann wyszukał, nadające się do rozstrzeliwań miejsce, którym stały się tereny koło Piaśnicy. Kurt Eimann od początku do końca nadzorował każdą z zaplanowanych przez niego, we wszystkich szczegółach, akcję masowych rozstrzeliwań, w których życie straciło 1.200 osób.

    Za zbrodnię tę, wyrokiem z dnia 20 grudnia 1968r., został on skazany przez Sąd Krajowy w Hannoverze zaledwie na karę 4 lat ciężkiego więzienia. Kurt Eimann był bezpośrednim sprawcą zbrodni. Poza nim i jemu podobnymi, istniała jeszcze kategoria tak zwanych morderców zza biurka. Morderca zza biurka może nie mieć wiedzy o żadnej konkretnej ofierze i nie ma potrzeby przeprowadzania dowodu, że morderca zza biurka znał nazwiska chorych. Wystarczy, że jego rozkaz pozwalał na objęcie akcją mordowania pewnej wskazanej przez niego kategorii ofiar. Istotne jest to, że bez jego rozkazu nie doszłoby do akcji mordowania chorych. Stąd staje się on sprawcą i uznajemy, iż brał udział w dokonywaniu zabójstw, podobnie jak ten, kto administrując konkretnym Zakładem Psychiatrycznym typował chorych do uśmiercenia, sporządzając listy z nazwiskami chorych i przekazując je członkom kommand egzekucyjnych.

    Powstaje pytanie o odpowiedzialność karną personelu medycznego. W tym wypadku należy ustalić czyja wola sprawcza realizowała się w zbrodni zabijania. Zwykle nie była to wola sprawcza personelu pomocniczego a więc pielęgniarek, pielęgniarzy, obsługi technicznej. Stąd kategorię tę, poza wyjątkami, wykluczamy jako biorącą udział w dokonywaniu zabójstw. Odmiennie rzecz się ma jeżeli chodzi o odpowiedzialność karną lekarzy psychiatrów, którym kazano przygotowywać pacjentów do transportu. Można postawić im zarzut pomocnictwa. Według polskiego prawa karnego pomocnikiem jest bowiem nie tylko ten kto swoim zamiarem obejmuje pomoc sprawcy lecz również ten, kto choćby tylko godzi się na to, iż jego działanie przyczyni się do dokonania przestępstwa.

    Używana przez hitlerowców nazwa „eutanazja” stanowiła jedynie parawan dla zwykłego masowego morderstwa. Nikt z chorych nie zwracał się do personelu medycznego o uśmiercenie. Przeciwnie chorzy bronili się przed jakimkolwiek zabiegiem, nie chcieli przyjmować leków a czasami siłą przeciwstawiali się swoim oprawcom. W stosunku do nich stosowano brutalny przymus fizyczny lub obezwładniano ich środkami narkotycznymi. Ci Ludzie rozumieli co ich czeka. A oto jak opisuje zachowanie się chorych personel medyczny: „Kto zdoła opisać ten lament w czasie rozłąki chorych, płacz, krzyki rozpaczy ale również błaganie o łaskę ze strony najciężej chorych? Pewna chora zazwyczaj trudna, cierpiąca na urojenia pytała: „Dlaczego muszę wyjechać? To przecież nie moja wina, że jestem chora”. A oto słowa wypowiedziane przez jedną ze schizofreniczek do swojej siostry: „Teraz wiem, że nigdy nie wrócę. Ale jeżeli musimy umrzeć, będzie to łatwiejsze do zniesienia dla nas niż dla tych, którzy każą nam umierać”.

    Wykazano po wojnie że w akcji zagłady psychicznie chorych na terenie Rzeszy i terytoriach do niej wcielonych brało udział około 350 lekarzy psychiatrów, w tym także lekarze noszący tytuł profesora uniwersytetu. Wielu z nich popełniło później samobójstwa, nieliczni zostali osądzeni, niektórym kary znacznie złagodzono. Na zakończenie chciałabym przytoczyć zdanie z książki Dietera Schenka „Albert Forster gdański namiestnik Hitlera” cytuję: „Powojennemu zachodnio-niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości znane były nazwiska 1701 podejrzanych o udział w masowych mordach, których ofiarami padło w Gdańsku i Prusach Zachodnich około 60.000 osób. Skazano dziesięciu z nich”. Stąd jakże aktualnym i trafnym byłby tytuł niniejszego referatu „Eutanazja chorych psychicznie – zbrodnia nie ukarana”.

    Źródła i Piśmiennictwo:

    Fijałek J.: Zagłada psychicznie i nieuleczalnie chorych dzieci oraz młodzieży w rejencji łódzkiej (w
    Kaczmarek M.: Rola Gauselbstverwaltung w akcji likwidacji umysłowo chorych w „Kraju Warty” (komunikat wygłoszony na plenum OKBZH w Poznaniu w dniu 20 marca 1970).
    Kochanówka – Szpital dla nerwowo i psychicznie chorych im. dra med. Józefa Babińskiego w Łodzi, Specj. Psychiatr., ZOZ w Łodzi, Łódź 1988.
    Olszewski M.: Straty i martyrologia ludności polskiej w Poznaniu 1939 – 1945, Wydawnictwo poznańskie, 1973.
    prof. dr Pilichowski Czesław „Badanie i ściganie zbrodni hitlerowskich 1944 – 1974” Warszawa 1975.
    Pilichowski Czesław: Zbrodnie i Sprawcy. Ludobójstwo hitlerowskie przed sądem ludzkości i historii. Warszawa 1980.
    Radzicki Józef: Pseudoeutanazja w III Rzeszy jako zbrodnia przeciw ludzkości. Polska i Świat broszura Poznań 1978,
    Radzicki Józef i Radzicki Jerzy: Zbrodnie hitlerowskiej służby sanitarnej w Zakładzie dla Obłąkanych w Obrzycach. Zielona Góra 1975.
    Radzicki Józef i Radzicki Jerzy: Zbrodnie hitlerowskie na psychicznie chorych przed Amerykańskim Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Wyd. broszurowe. Warszawa 1977.
    Radzicki Józef i Radzicki Jerzy: Zbrodnicza działalność hitlerowskiej służby sanitarnej w Zakładzie dla Obłąkanych w Obrzycach (Obrawalda) w pracy zbiorczej pt. „Zbrodnie i Sprawcy”. Warszawa 1980.
    Schenk Dieter: Albert Forster – gdański namiestnik Hitlera. Zbrodnie hitlerowskie w Gdańsku i Prusach Zachodnich. Gdańsk 2002.
    „Zagłada chorych psychicznie w Polsce 1939 – 1945 Die Ermordung der Geisteskranken in Polen 1939 – 1945” Wydawnictwo Naukowe PWN Warszawa 1993. Zbrodnie hitlerowskie wobec dzieci i młodzieży Łodzi oraz okręgu łódzkiego, OKBZH w Łodzi, Łódź1970.

    *Tekst zredagowano na podstawie referatu Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu Agaty Gut.

    Zobacz także na stronie:
    http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/2/730/Eutanazja_8211_ukryte_ludobojstwo_pacjentow_szpitali_psychiatrycznych_w_Kraju_Wa.html