Brak wpisów w tej kategorii.

Kategoria: Czytelnia

  • Rzepliński: mężczyzna mógł zginąć w komisariacie

    Rzepliński: mężczyzna mógł zginąć w komisariacie

    Źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,statp,d2lhZG9tb3NjaURuaWE=,wid,8892870,wiadomosc.html?ticaid=13d91

    24 maja 31-letni mężczyzna mógł zginąć w komisariacie Warszawa Praga-Południe na ul. Grenadierów. Dopiero trzy dni potem jego rodzice dostali możliwość obejrzenia zwłok i nie było śladów powieszenia się, natomiast były obite nerki i czarne jądra – powiedział Andrzej Rzepliński z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w „Poranku Radia TOK FM”. To było samobójstwo – stwierdził rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Sokołowski.

    24 maja 31-latek udał się na wezwanie na przesłuchanie, w charakterze świadka na komisariat policji w Warszawie przy ul. Grenadierów i nie wrócił na noc. Policja, do której dzwonili rodzice, odpowiadała, że nie wiedzą gdzie on jest i co się z nim stało. Dopiero trzy dni później dostali telefon z komendy dzielnicowej, że ich syn w areszcie policyjnym powiesił się – powiedział Rzepliński.

    Mężczyzna miał ślady pobicia, które świadczą o tym, że to nie było samobójstwo – podkreślił Rzepliński. Ustaliliśmy, że zmarły był sprawcą wielu przestępstw. Mężczyzna powiesił się na fragmencie koca – powiedział rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Sokołowski w TVN24.

  • „Naprawdę zła” sytuacja Polski w Strasburgu

    „Naprawdę zła” sytuacja Polski w Strasburgu

    Źródło: http://wiadomosci.onet.pl/ 1667291,11,naprawde_zla_sytuacja_polski_w_strasburgu, item.html

    Europejski Trybunał Praw Człowieka zwrócił się do rządu polskiego z pytaniem czy to prawda, że w Polsce powszechnie jest stosowany system bezzasadnego przewlekłego aresztowania wobec osób podejrzanych. Sprawa bez precedensu, bo jeszcze nigdy Trybunał w Strasburgu nie kierował pytania dotyczącego całego zagadnienia. A to znaczy, jak zgodnie mówią prawnicy, że jest naprawdę źle.

    Jak mówi Adam Bodnar, koordynator Programu Spraw Precedensowych w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka przetrzymanie ludzi w aresztach, to już w Polsce wręcz recydywa. Z prowadzonych przez Helsińską Fundacje statystyk wynika, że Polska przed Trybunałem w Strasburgu przegrywa około 3-4 tego typu spraw tygodniowo. Za tym idzie konieczność wypłacenia osobom, które wygrały odszkodowań.

    Straty ponosi Skarb Państwa. – W konkretnych sprawach nie są one wysokie: około 3-5 tysięcy euro na rzecz jednej osoby, ale problem w tym, że tych spraw jest coraz więcej, co wywołuje wrażenie, ze wszyscy w Polsce podejrzani są bezzasadnie przetrzymywanie w aresztach – tłumaczy Adam Bodnar. Podaje przykład mężczyzny, który od 7 lat przebywa w areszcie tymczasowym, ale jeszcze nie doczekał się wyroku nawet sądu pierwszej instancji. Europejski Trybunał Praw Człowieka problem stosowania tymczasowego aresztu w Polsce chce więc poznać dogłębnie. Pytanie o sytuację prawną osób aresztowanych skierował do Polski na podstawie skargi, która w listopadzie trafiła do Strasburga od byłego prezesa PZU SA Władysława Jamrożego.

    Podobnie jak kilkadziesiąt innych osób – Jamroży, który od pewnego czasu przebywa już na wolności, skarży się na areszt. Trafił do niego w 2002 roku po zatrzymaniu przez Centralne Biuro Śledcze. Jak tłumaczy jego adwokat Witold Kabański Jamroży przesiedział w areszcie bezzasadnie 2 lata i 3 miesiące. – Władysław Jamroży jak i sześciu pozostałych jego współoskarżonych miało te same zarzuty prokuratorskie: ale w areszcie siedział tylko Jamroży, podczas gdy pozostali cały czas byli na wolności, jednocześnie pełniąc wysokie stanowiska – mówi adwokat.

    Odpowiedzią na zapytanie Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie stosowania w Polsce aresztu zajmuje się między innymi ministerstwo sprawiedliwości. Jak przyznaje szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski już samo pytanie Trybunału w Strasburgu to dla Polski po prostu wstyd i oznaka wyraźnej irytacji Trybunału.

    Zgodnie z prawem okres pobytu w tymczasowym areszcie to 12 miesięcy. Może on być przedłużony, ale w skrajnych i wyjątkowych sytuacjach do dwóch lat.

    W ramach przygotowania odpowiedzi dla Trybunału w Strasburgu ministerstwo sprawiedliwości na razie zwróciło się do Prokuratur Apelacyjnych z całego kraju z prośbą o przekazanie statystyk dotyczących przebywania w aresztach podejrzanych. Czas na udzielenie odpowiedzi, a w tym zaproponowanie jak chce Europejski Trybunał „strukturalnych” zmian w tym zakresie, mija na przełomie marca i kwietnia.

  • Marcin Pietraszewski – Sędzia sprzedała proces za wódkę i słodycze?

    Marcin Pietraszewski – Sędzia sprzedała proces za wódkę i słodycze?

    Źródło: http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35063,3909332.html

    Kolejna afera w bielskim wymiarze sprawiedliwości. Sędzia, w zamian za dwie butelki wódki i bombonierkę, nie podjęła umorzonej sprawy, a prokurator na prośbę syna lobbował w sądzie na rzecz oskarżonych.

    Prokuratura nie ma już wątpliwości, że na Podbeskidziu działała grupa złożona z sędziów i prokuratorów. Jego członkowie w zamian za łapówki mieli załatwiać korzystne wyroki lokalnym biznesmenom. Kwoty wahały się od kilku do kilkudziesięciu tys. zł. Skorumpowani śledczy mieli akceptować wydawane przez sędziów – korzystne dla oskarżonych – rozstrzygnięcia. Czasami sami nawet o nie zabiegali. Tak, żeby nikt nie mógł się od nich potem odwołać.

    – W proceder jest zamieszanych co najmniej dziesięciu sędziów i prokuratorów z Podbeskidzia – mówił Jerzy Engelking, zastępca prokuratora generalnego.

    Wczoraj śledczy wysłali do sądów dyscyplinarnych wnioski o uchylenie immunitetów chroniących sędzię Aleksandrę Ś. z sądu rejonowego oraz prokuratora Romana J. z Prokuratury Rejonowej w Bielsku-Białej. Chcą im przedstawić zarzuty dotyczące korupcji, powoływania się na wpływy oraz wpływania na przebieg prowadzonych postępowań.

    Według informacji „Gazety” w 2002 r. sędzia Ś. w zamian za łapówkę miała zrezygnować z podjęcia warunkowo umorzonego postępowania. Dotyczyło ono oszusta podatkowego. Jego sprawa została umorzona pod warunkiem, że zwróci fiskusowi prawie 100 tys. zł. Mężczyzna tego jednak nie zrobił. W tej sytuacji jego proces powinien zostać wznowiony, a sąd powinien doprowadzić do skazania. Aleksandra Ś. nie podjęła jednak postępowania.

    – W zamian dostała dwie butelki alkoholu oraz bombonierkę o łącznej wartości 100 zł – ujawnił naczelnik wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, która prowadzi postępowanie w sprawie korupcji na Podbeskidziu.

    Z kolei prokurator Roman J. na prośbę swojego syna miał lobbować w sądzie na rzecz jego znajomych, oskarżonych o przestępstwa gospodarcze. – Pan J. dopytywał sędziów o szczegóły postępowania, zdradził też oskarżonym, jakich kar będzie się dla nich domagał prokurator – mówił prokurator Jacek Zmysłowski. Syn prokuratora J. w zamian za wyświadczoną przez ojca przysługę domagał się od znajomych sfinansowania wczasów za 15 tys. zł. Do przekazania pieniędzy jednak nie doszło. Synowi J. przedstawiono zarzuty płatnej protekcji i powoływania się na wpływy w instytucjach wymiaru sprawiedliwości.

    Sędzi Aleksandry Ś. nie było wczoraj w pracy. – I nie wiadomo, kiedy wróci – powiedziano nam w bielskim sądzie. W prokuraturze nie pojawił się także Roman J., który został zawieszony w czynnościach służbowych. – Ja nie wiem dokładnie, o co w tym wszystkim chodzi, a zresztą nie jestem od udzielania informacji – stwierdził Ryszard Mojeścik, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Bielsku.

    Komu już postawiono zarzuty?

    Wcześniej zarzuty w sprawie korupcji przedstawiono bielskiej prokurator Jolancie W. Jest ona podejrzana o powoływanie się na wpływy i złożenie obietnicy umorzenia postępowania w zamian za łapówkę. Według śledczych miała pośredniczyć w rozmowach z jednym z brokerów ubezpieczeniowych, który wyłudził od klienta 40 tys. zł. W., powołując się na wpływy w prokuraturze, miała mu obiecać umorzenie prowadzonego przeciwko niemu śledztwa w zamian za 3 tys. zł łapówki.

    Na zarzuty czeka także jej mąż – sędzia Grzegorz W. – któremu uchylono już chroniący go immunitet. Miał on przyjąć dwie łapówki (3 i 25 tys. zł) oraz brać udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Sąd dyscyplinarny nie wyraził jednak zgody na przedstawienie mu zarzutów kierowania gangiem.

    Według naszych informacji to nie koniec śledztwa. W najbliższych tygodniach prokuratura planuje bowiem złożyć wnioski o uchylenie immunitetu kolejnym bielskim prawnikom.

  • Koalicja Przeciwko Psychiatrii

    Koalicja Przeciwko Psychiatrii

    Źródło: http://www.antipsychiatry.org/

    Koalicja Przeciwko Psychiatrii jest niedochodową ochotniczą grupą osób przekonanych ze jesteśmy niszczeni przez psychiatrię – oraz z naszych sprzymierzeńców. Stworzyliśmy te strony aby Was ostrzec przed zniszczeniem jakie rutynowo powoduje „leczenie” psychiatryczne oraz aby promować demokratyczne ideały wolności dla wszystkich szanujących prawo, ideały łamane w USA, Kanadzie, Polsce i innych rzekomo demokratycznych krajach.Wyzwolenie Pacjentów Psychicznych!

    Wewnątrz szpitala, jak wiadomo, pacjenci psychiczni są rozpoznawalna grupą z rozpoznawalną tożsamością: to znaczy ofiar w piekle na ziemi. Potrzeba uwolnienia naszych braci i sióstr jest zatem zrozumiała.

    Jako rozwiązanie na dłuższą metę, wyzwolenie pacjentów psychicznych oznacza zaniechanie obowiązku poddawania się przymusowemu leczeniu dla wszystkich przestrzegających prawo obywateli, przywracając tym samym jedno z najbardziej podstawowych i ważnych praw w Ameryce. Jednakże drzwi szpitali są ciągle zaryglowane a Wy ciągle jesteście wewnątrz. Na naszych podnoszących świadomość sesjach dyskutowaliśmy jak się dostać do środka i jak się wydostać na zewnątrz, ustaliliśmy że każdy z nas wydostał się nauczywszy się mówić lekarzom to co chcą oni usłyszeć. Nazwaliśmy to „nauczyć się kręcić”. Ustaliliśmy, wymieniając nasze doświadczenia, że kiedy głośno deklarujemy (w szpitalu) iż nie jesteśmy chorzy i że należy zostawić nas w spokoju, nagradza się nas przymusowym gigantycznym zastrzykiem Thoraziny oraz wysłaniem do izolatki, kiedy jednak nauczymy się pokornie stwierdzać: „bylem chory ale z pomocą pana/pani Doktora jestem coraz zdrowszy” nasze uwolnienie jest bliskie. Będziesz mieć satysfakcje świadomości co jest prawdą a co fałszem, oraz wiedzy że jakkolwiek uwięzili oni Twoje ciało, jednak nie Twój umysł.

    Problemy z ex-pacjentami są bardziej subtelne choć nie mniej uciążliwe. Wielu ex-pacjentów próbuje poradzić sobie z tym co ich spotkało udając że nie miało to miejsca. Jednakże, ponieważ doświadczenie bycia choć raz pacjentem psychicznym nauczy Cię widzieć siebie jako gorszy gatunek człowieka, takie rozwiązanie nie jest zadowalające. Ludzie odczuwają emocje. Czują się uzasadnienie szczęśliwi lub przygnębieni, rozgniewani, spokojni, podekscytowani i tak dalej. Jako pacjenci jednak, zostaliśmy nauczeni myśleć o sobie jako o trwałych kalekach i mamy tendencje traktowania normalnych wzlotów i upadków życiowych jako objawów naszego ukrytego kalectwa. Na dodatek, społeczeństwo nakłada na ex-pacjenta kary które wyciskają piętno bez względu na to czy zdradzi swoją tożsamość czy nie. Przez resztę życia będziesz musiał kłamać na podaniach o prace, do szkoły, o prawo jazdy i zamartwiać się czy zostaniesz zdemaskowany. Twoi znajomi i przyjaciele podzielą się na 2 grupy, tych którzy wiedzą i tych którzy nie wiedzą i zawsze będziesz musieć uważać co mówisz i do kogo.

    Ex-pacjencji są przepełnieni gniewem za to co im zrobiono, ale ten gniew osamotniony i niezorganizowany często odwraca się przeciwko nim. Nasz gniew jest paliwem naszego ruchu, i kiedy się zjednoczymy, rozpoznając swoją tożsamość wobec siebie i ucząc innych, będzie to pierwszy i największy krok w kierunku odwetu na naszych ciemięzcach. („Wyzwolenie Pacjentów Psychicznych!”, było oryginalnie dystrybuowane w początkach lat 70tych przez Brooklynska Opozycje Pacjentów Psychicznych – Nowy Jork)

    http://www.antipsychiatry.org/

    Remember Lives Ruined by Psychiatry

    Antypsychiatria to ruch społeczny, zapoczątkowany w latach 60. XX wieku, który głosił, że pacjenci placówek psychiatrycznych nie są osobami chorymi, ale jednostkami, które nie przyjmują wartości i norm społecznych, obowiązujących w zachodnim społeczeństwie. Zwolennicy antypsychiatrii głosili, że pojęcie „choroby psychicznej” jest narzędziem represji społeczeństwa wobec nonkonformistycznych jednostek. W istocie większość tak zwanych leków psychiatrycznych powodujących otumanienie i zniszczenie psychiki poprzez pranie mózgu powstało w najbardziej represyjnych ustrojach politycznych jak hitlerowskie Niemcy i stalinowski Związek Radziecki!

    Antypsychiatria powstała pod wpływem prac Gregory Batesona o psychorodzinnym pochodzeniu schizofrenii, dekonstrukcji pojęcia „choroby psychicznej” przez Michela Foucaulta (Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, 1961), oraz prac Herberta Marcuse’a o społeczeństwie dobrobytu. Ogromny wpływ na antypsychiatrię miały poglądy psychiatry brytyjskiego, Davida Lainga, który postrzegał chorobę psychiczną jako rodzaj doświadczenia ludzkiego (podróż). Etykietkę choroby psychicznej jako pierwszy odrzucił psychiatra południowoafrykański, David Cooper, a jego najbardziej reprezentatywnym przedstawicielem był inny psychiatra, Thomas Szasz, autor książki „Mit choroby psychicznej”.

    Antypsychiatria głosiła prawo do własnych przeżyć, niezależnie od społecznych norm i ocen, postrzegając różne formy zinstytucjonalizowanego lecznictwa psychiatrycznego, zwłaszcza w zamkniętych szpitalach oraz przymusową farmakoterapię jako przemoc. Szasz żądał „oddzielenia psychiatrii od państwa” (czyli usunięcia sankcjonowanego prawnie przymusowego leczenia), zakazu orzekania o niepoczytalności i nieodpowiedzialności prawnej sprawców przestępstw, zakazu pozbawiania praw osób z powodu choroby psychicznej etc.

    Antypsychiatria jako sprzeciw wobec leczenia psychiatrycznego jest silnie krytykowana przez środowiska naukowe. We współczesnej psychiatrii, której podstawy zawarte są w manifeście Kandela uznaje się, że wszystkie zaburzenia psychiczne są wynikiem zaburzenia struktur mózgu, chociażby na poziomie synaptycznym. Połączenia synaptyczne mogą być modyfikowane przez psychoterapię wpływającą na procesy uczenia, jednak nie może ona zastąpić odpowiedniej farmakoterapii chorób psychicznych. W związku z tym tak rozumianej antypsychiatrii nie można włączyć jako nurtu czy hipotezy w psychiatrii.

    Leczenie psychiatryczne i wmawianie ludziom w zasadzie nieistniejących chorób dla wymuszenia określonych zachowań i przestrzegania tak zwanych chrześcijańskich czy katolickich wartości to bodaj największa psychomanipulacja jakiej dokonuje się na całej europejskiej i amerykańskiej cywilizacji białych rasistów, którzy chorobliwie wierzą w swoją wyższość. Trzeba pamiętać, że powstające masowo w XVIII-XIX wieku tak zwane szpitale psychiatryczne były w większości od początku miejscem uwięzienia, internowania i wykańczania osób za poglądy, nowym narzędziem inkwizycji przeciwko tym, którzy nie zgadzali się na skatoliczenie i schrystianizowanie pod przymusem prawnym! Wcześniej heretyków i czarownice palono na stosach inkwizycji po torturach, nawet jak zmarły w wyniku bestialskich kościelno-policyjnych tortur. Współcześnie trzyma się dysydentów w szpitalach psychiatrycznych i dokonuje chemicznego trucia i uszkadzania systemu nerwowego, co jest jedynie bardziej zakamuflowanym inkwizycyjnym torturowaniem. Czarownice i szamani wizjonerzy, słyszący głos Boga czy anielskie chóry od początku istnienia kościoła byli niewygodnymi dysydentami, którzy byli wyniszczani przez inkwizycyjną machinę kościelnych rzezimieszków! Szpitale psychiatryczne pełne są osób niewygodnych dla systemu państwowego, a dzisiejsi heretycy i dysydenci mają nową nazwę: pacjentów psychicznych i sądowych (detencyjnych). Demokracja prawie nic nie różni się w tej materii ani od stalinizmu ani od nazizmu ani szczególnie od wiadomej powszechnie morderczej inkwizycji imperium rzymsko-watykańskiego! Używanie w stosunku do niewygodnych osób terminu chory psychicznie, wariat, czubek, świr zawsze miało i ma na celu zdyskredytowanie cudzych przekonań i poglądów, szczególnie w celu politycznym i w celu utrzymania monopolu religijnego przez wielkie sekty takie jak katolicyzm, monopolu na kasę z tacy i rząd dusz oraz monopolu głoszenia swej ideologii. Jezus Chrystus, jak wynika z Biblii był przez swoją rodzinę, matkę i część rodzeństwa uważany za świra o zaburzonym umyśle i dlatego rodzina próbowała go porwać i obezwładnić celem uwięzienia, na co nie pozwolili liczni wielbiciele, a sam Jezus Chrystus oddalił swoją matkę i braci, którzy czynili mu taki absurdalny zarzut profanując świętość.

    Antypsychiatria

    to nazwa ruchu, zapoczątkowanego w latach sześćdziesiątych XX wieku, stawiającego sobie za cel zniesienie leczenia psychiatrycznego i negującego istnienie czegoś takiego jak choroba psychiczna. Według antypsychiatrii zaburzenia tego rodzaju są wynikiem funkcjonowania opresywnego społeczeństwa i nie mają żadnego podłoża biologicznego, nie są więc chorobami, a jedynie trudnościami życiowymi, albo czasami wręcz są wynikiem indywidualnej odmienności. Choć możemy się zgadzać z tym albo nie, antypsychiatria położyła ogromne zasługi dla poprawy stanu osób cierpiących na tego typu zaburzenia i dla walki o prawa pacjentów. Poniżej przedstawiamy artykuł Lawrence’a Stevensa „Czy istnieje choroba psychiczna?”oraz najczęściej wysuwane argumenty przeciwko antypsychiatrii. Z czasem, miejmy nadzieję, strona zostanie rozbudowana. Zobacz też interesujące spostrzeżenia na temat leku o nazwie Zyprexa.

    Lawrence Stevens – Czy istnieje choroba psychiczna?

    W psychiatrii, zwłaszcza biologicznej, cała diagnostyka i kuracja opiera się na powziętym z góry założeniu, że istnieje coś, co nazywamy chorobą psychiczną, czasem też niezrównoważeniem psychicznym albo zaburzeniami psychicznymi. Co się rozumie przez niezrównoważenie, chorobę, albo zaburzenia? Z semantycznego punktu widzenia niezrównoważenie znaczy po prostu nie-zrównoważenie, przeciwieństwo równowagi. Ale czy przypadkiem przez brak równowagi nie rozumie się wszystkiego, co powoduje utrudnienia? Jeśli tak, to definicja ta oznaczałaby, że utrata pracy, wojna albo recesja gospodarcza, albo kłótnia ze współmałżonkiem powinna zostać zakwalifikowana jako „niezrównoważenie”, czyli „choroba”. W książce Is Alcoholism Hereditary (Czy alkoholizm jest dziedziczny?) psychiatra Donald W. Goodwin omawia definicję choroby i dochodzi do następującego wniosku: „Choroby są czymś, z czym ludzie udają się do lekarzy. (…) Ludzie radzą się lekarzy odnośnie problemu alkoholizmu, i dlatego alkoholizm staje się, na mocy tej definicji, chorobą” (Ballantine Books, 1988, p. 61). A gdyby tak, przyjąwszy tę definicję, ludzie z jakiegoś powodu zaczęli radzić się lekarzy, jak wydobyć gospodarkę z recesji, albo jak rozwiązać nieporozumienie z kolegą czy sąsiednim krajem, to problemy te także zostałyby zakwalifikowane do chorób! Ale oczywiste jest, że nie to rozumiemy przez „chorobę”. W swoich rozważaniach o definicji choroby dr Goodwin przyznaje, że istnieje „wąska definicja choroby, która wymaga obecności odstępstwa od norm biologicznych” (ibid). W niniejszej broszurze wykażę, że nie istnieją żadne odstępstwa od norm biologicznych, które byłyby odpowiedzialne za tak zwane choroby psychiczne, niezrównoważenie psychiczne, czy zaburzenia psychiczne, i że z tego powodu choroba psychiczna jako zjawisko biologiczne nie istnieje. I, co może jest jeszcze ważniejsze, wykażę, że choroba psychiczna nie istnieje także jako zjawisko nie-biologiczne – za wyjątkiem znaczenia, w jakim ten termin jest używany do wskazywania dezaprobaty dla jakiegoś aspektu stanu umysłu danej osoby.

    Koncepcja choroby psychicznej jako zjawiska biologicznego jest łatwa do obalenia. W roku 1988 Seymour S. Kety, emerytowany profesor neurologii psychiatrycznej, i Steven Matthysse, profesor nadzwyczajny psychobiologii, obydwaj z Wydziału Medycznego Uniwersytetu Harvarda, powiedzieli, że „bezstronna lektura dzisiejszej literatury nie dostarcza tak wyczekiwanego wyjaśnienia hipotez o roli amin katecholowych, ani też nie wyłania przekonującego materiału dowodzącego istnienia innych różnic biologicznych, jakie mogłyby cechować mózg pacjentów cierpiących na choroby psychiczne” (The New Harvard Guide to Psychiatry, Harvard Univ. Press, p. 148). W roku 1992 panel ekspertów zebranych przez Biuro amerykańskiego Kongresu ds. Oceny Technologii wyciągnął następujące wnioski: „W kwestii biologii zaburzeń psychicznych wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Tak naprawdę badania muszą dopiero wyodrębnić poszczególne czynniki biologiczne odpowiedzialne za każde z tych zaburzeń. (…) Zaburzenia psychiczne są określane na podstawie objawów, ponieważ jak dotąd nie znamy ich markerów biologicznych ani testów laboratoryjnych na ich oznaczanie” (The Biology of Mental Disorders, U.S. Gov’t Printing Office, 1992, pp. 13-14, 46-47). Profesor psychiatrii Uniwersytetu Columbia Jack M. Gorman napisał w swojej książce The Essential Guide to Psychiatric Drugs „Tak naprawdę nie wiemy, co powoduje którąkolwiek chorobę psychiczną” (St. Martin’s Press, 1990, p. 316). Inny profesor psychiatrii Uniwersytetu Columbia, Jerrold S. Maxmen, powiedział „Na ogół nikt nie przyznaje się do tego, że psychiatrzy są jedynymi lekarzami specjalistami, którzy leczą zaburzenia, które z samej swojej definicji, nie mają do końca poznanych przyczyn ani leków. (…) Diagnoza powinna wykazać przyczynę zaburzenia psychicznego, ale, jak powiemy sobie później, ponieważ etiologia większości zaburzeń umysłowych jest nieznana, obecne systemy diagnostyczne nie mogą ich zobrazować” (Mentor, 1985, pp. 19 & 36 – w oryginalnym tekście słowa te zostały wytłuszczone). Psychiatra Peter Breggin, doktor nauk medycznych, napisał w książce Toxic Psychiatry (Toksyczna psychiatria) „nie ma żadnego dowodu na to, że któreś z pospolitych zaburzeń leczonych przez psychologów lub psychiatrów zawierają genetyczny albo biologiczny składnik” (St. Martin’s Press, 1991, p. 291).

    Niektórzy ludzie przekonują, że leki psychotropowe „leczące” (powstrzymujące) myślenie, emocje, czy zachowania nazywane chorobą psychiczną są dowodem na istnienie biologicznych przyczyn choroby psychicznej. Ten argument łatwo jest obalić. Przypuśćmy, że ktoś gra na fortepianie, a tobie się to nie podoba. Przypuśćmy, że zmusiłeś albo przekonałeś tego kogoś, aby zażył leku, który tak ciężko go porazi, że nie będzie już więcej mógł grać na fortepianie. Czy to jest dowód na to, że gra na fortepianie została spowodowana przez odstępstwo od norm biologicznych i że lekarstwo to wyleczyło? Tego typu argumentacja jest równie częsta, co bezsensowna. Większość leków psychotropowych (jeśli nie wszystkie) to neurotoksyny, doprowadzające w większym bądź mniejszym stopniu do ogólnej niepełnosprawności neurologicznej. Dlatego rzeczywiście powstrzymują one niechciane zachowania i mogą porazić umysł danej osoby wystarczająco, by nie czuła się już więcej wściekła, albo nieszczęśliwa, albo „przygnębiona”. Ale nazywanie tego „leczeniem” jest absurdalne. Wyciąganie z tego jeszcze dalej idących wniosków, że lekarstwo musiało zwalczyć stanowiące podłoże niechcianych emocji odstępstwo od norm biologicznych, jest równie absurdalne.

    Niektórzy obrońcy pojęcia choroby psychicznej w konfrontacji z brakiem dowodów potwierdzających wiarę w istnienie choroby psychicznej jako zjawiska biologicznego zaczynają zapewniać, że choroba psychiczna może istnieć i może zostać nazwana „chorobą” bez obecności powodującego ją odstępstwa od norm biologicznych. Koncepcja choroby psychicznej jako zjawiska niebiologicznego wymaga dłuższego omówienia w celu dyskredytacji niż argumentacja biologiczna.

    O ludziach się sądzi, że są chorzy psychicznie dopiero wtedy, gdy ich myślenie, emocje albo zachowanie jest sprzeczne z tym, co uważa się za akceptowalne, czyli wtedy, gdy innym (albo samym tzw. pacjentom) coś się w nich nie podoba. Wgląd w to, jak wartości się różnią w różnych kulturach i zmieniają się wraz z upływem czasu jest jednym ze sposobów wykazania absurdalności nazywania czegoś chorobą nie dlatego, że jest to spowodowane odstępstwem od norm biologicznych, ale dlatego, że nam się to nie podoba albo nie aprobujemy tego.

    Psycholog Nathaniel Branden napisał w książce The Psychology of Self-Esteem (Psychologia szacunku dla samego siebie): „Jednym z najważniejszych zadań psychologii jako nauki jest podanie definicji zdrowia psychicznego i choroby psychicznej. (…) Ale nie ma powszechnej zgody wśród psychologów i psychiatrów co do istoty zdrowia psychicznego i choroby psychicznej – nie ma powszechnie przyjętych definicji, nie ma podstawowych standardów, za pomocą których należy oceniać jeden bądź drugi stan psychiczny. Wielu autorów oświadcza, że nie można określić żadnych obiektywnych definicji ani standardów – że podstawowe, uniwersalne pojęcie zdrowia psychicznego nie może istnieć. Zapewniają oni, że ponieważ zachowanie uznawane za zdrowe lub normalne w jednej kulturze może zostać uznane za neurotyczne albo zboczone w innej kulturze, wszystkie kryteria pozostają kwestią 'tendencyjności kulturowej’. Teoretycy, podtrzymujący takie stanowisko, zazwyczaj upierają się, że najlepszym przybliżeniem, do jakiego można dojść w definiowaniu zdrowia psychicznego, jest podporządkowanie się normom kulturowym. Oświadczają zatem, że człowiek jest zdrowy pod względem psychologicznym w takim stopniu, w jakim jest dostosowany do swojej kultury. (…) Taka definicja rodzi oczywiste pytania: A co, jeśli wartości i normy danego społeczeństwa są irracjonalne? Czy zdrowie psychiczne może polegać na dobrym dostosowaniu się do irracjonalnego? Na przykład – co w przypadku nazistowskich Niemiec? Czy entuzjastyczny sługa nazistowskiego państwa – taki, który w swoim środowisku społecznym czuje się spokojny, pogodny i szczęśliwy, niczym we własnym domu – to wzorcowy przykład zdrowia psychicznego?” (Bantam Books, 1969, pp. 95-96, w oryginale ostatnie zdania zostały wytłuszczone).

    W swoich wywodach dr Branden robi kilka różnych rzeczy jednocześnie. Po pierwsze, myli moralność z racjonalnością, twierdząc, że poszanowanie praw człowieka jest racjonalne, podczas gdy tak naprawdę jest to raczej kwestia moralności niż racjonalności. Zatem dr Branden jest tak zaślepiony emocjonalnie i psychologicznie uwięziony w świecie swoich wartości, że najwyraźniej jest niezdolny dostrzec różnicę. Ponadto dr Branden definiuje niektóre ze swoich wartości. Między innymi: poszanowanie dla praw człowieka jest dobre; łamanie praw człowieka (np. nazizm) jest złe. I mówi jeszcze: naruszanie tych wartości to „irracjonalność” albo choroba umysłowa. Chociaż psychiatrzy i psychologowie kliniczni do tego się nie przyznają, a często są tego nieświadomi, ich fach z samej swej istoty dotyczy wartości – wartości ukrytych pod tapetą języka, który sprawia, że ich wypowiedzi brzmią tak, jak gdyby nie popierali oni wartości, lecz lansowali „zdrowie”. Odpowiedź na pytanie wysunięte przez dra Brandena jest następująca: Osoba żyjąca w nazistowskich Niemczech i dobrze do tego dostosowana jest „zdrowa psychicznie” według osądu na podstawie wartości swojego własnego społeczeństwa. Według zaś osądu na podstawie wartości wyznawanych przez społeczeństwo szanujące prawa człowieka osoba ta jest równie chora (w znaczeniu przenośnym tego słowa), co reszta przedstawicieli jej kultury. Jednakże ktoś taki jak ja mówi, że taka osoba jest „chora” pod względem moralnym, i przyznaje, że słowo chory jest tutaj używane nie w swoim dosłownym, lecz w przenośnym znaczeniu. Dla kogoś takiego jak dr Branden, kto wierzy w mit o chorobie psychicznej, taka osoba dosłownie jest chora i potrzebuje lekarza. Różnica polega na tym, że ktoś taki jak ja uznaje swoje wartości za to, czym są w istocie: za moralność. Co jest charakterystyczne, ktoś wierzący w chorobę psychiczną, jak dr Branden w cytowanym urywku, wyznaje te same wartości, co ja, ale myli je ze zdrowiem.

    Jednym z najwymowniejszych przykładów jest homoseksualizm, który był oficjalnie definiowany przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne jako choroba psychiczna do roku 1973, ale od tamtej pory już nie jest. Homoseksualizm został zdefiniowany jako zaburzenie umysłowe na stronie 44 standardowego podręcznika Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, DSM-II: Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders (wydanie drugie), opublikowanego w 1968 r. W książce tej „Homoseksualizm” został zaklasyfikowany jako jedno ze „Zboczeń seksualnych” na stronie 44. W roku 1973 Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne przegłosowało usunięcie homoseksualizmu ze swojej oficjalnej listy diagnostycznej chorób psychicznych. (Patrz artykuł „An Instant Cure” („Natychmiastowe lekarstwo”), Time magazine, April 1, 1974, p. 45). A gdy w r. 1980 opublikowano trzecie wydanie tej książki, przeczytaliśmy w niej, że „homoseksualizm sam w sobie nie jest uznawany za zaburzenie psychiczne” (strona 282). Wydanie podręcznika The Merck Manual of Diagnosis and Therapy z 1987 roku stwierdza: „Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne już nie uznaje homoseksualizmu za chorobę psychiczną” (str. 1495). Gdyby choroby umysłowe były naprawdę chorobami w takim samym znaczeniu, w jakim są nimi choroby cielesne, to pomysł usunięcia homoseksualizmu albo czegokolwiek innego z listy chorób przez głosowanie byłby równie absurdalny, co grupa lekarzy głosująca nad usunięciem raka albo odry z listy zaburzeń będących w ich pojęciu chorobami. Ale choroba psychiczna nie jest „taką samą chorobą jak każda inna choroba”. W przeciwieństwie do choroby fizycznej, gdzie trzeba leczyć zjawiska fizykochemiczne, „choroba” umysłowa pozostaje całkowicie kwestią wartości, dobra i zła, odpowiedniego zachowania przeciwko nieodpowiedniemu. Pewnego razu homoseksualizm wydał się tak dziwny i trudny do zrozumienia, że w celu jego wyjaśnienia konieczne było przywołanie pojęcia choroby psychicznej. Po tym, jak homoseksualiści urządzili z siebie znaczące widowisko i pokazali swoją „siłę liczebną”, i z powodzeniem wymogli przynajmniej odrobinę społecznej akceptacji, objaśnianie homoseksualizmu jako choroby nie było już potrzebne i nie wydawało się właściwe.

    Przykładem czynu różnie ocenianego przez różne kultury jest samobójstwo. W wielu krajach, takich jak Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, osoba popełniająca samobójstwo lub próbująca go popełnić, albo choćby myśląca o tym poważnie, jest uznawana za chorą psychicznie. Ale w przeciągu dziejów ludzkości nie zawsze tak było. Nie jest też tak i dzisiaj w wielu kulturach na całym świecie. Psycholog Eustace Chesser w swojej książce Why Suicide? (Dlaczego samobójstwo?) dowodzi, że „Ani hinduizm, ani buddyzm nie wykazuje żadnych wewnętrznych sprzeciwów wobec samobójstwa, a niektóre formy buddyzmu wiążą się z wiarą, że samospalenie nadaje człowiekowi szczególne zasługi”. Wskazuje również, że „Celtowie pogardzali czekaniem na sędziwy wiek i zniedołężnienie. Wierzyli, że ci, którzy popełnili samobójstwo, zanim opuściły ich siły, idą do nieba, zaś ci, którzy zmarli z powodu chorób albo dożyli późnej starości, idą do piekła – ciekawe odwrócenie doktryny chrześcijańskiej” (Arrow Books Ltd., London, England, 1968, p. 121-122). Psychiatra Harvey M. Ross w książce Fighting Depression (Zwalczanie depresji) twierdzi, że „W niektórych kulturach oczekuje się po wdowie, że rzuci się na stos pogrzebowy swojego męża” (Larchmont Books, 1975, p. 20). Prawdopodobnie najbardziej znanym przykładem społeczeństwa akceptującego samobójstwo jest Japonia. Zamiast sądzić, że samobójstwo (harakiri, jak je nazywają Japończycy) prawie zawsze jest powodowane przez niezrównoważenie czy chorobę psychiczną, Japończycy w pewnych okolicznościach uważają samobójstwo za rzecz normalną, społecznie akceptowaną, tak jak wtedy, gdy ktoś „traci twarz” albo zostaje upokorzony przez jakiegoś rodzaju niepowodzenie. Innym przykładem na to, że w oczach Japończyków samobójstwo jest uznawane za normalność, nie szaleństwo, są piloci kamikadze wykorzystywani przez Japonię przeciwko marynarce wojennej Stanów Zjednoczonych podczas drugiej wojny światowej. Dawano im tylko tyle paliwa, aby wystarczyło go na lot w jedną stronę, na misję samobójczą w miejsca, gdzie były rozmieszczone atakujące siły amerykańskiej marynarki wojennej. Kamikadze rozmyślnie rozbijali swoje samoloty o okręty wroga. Nigdy natomiast nie było amerykańskiego pilota kamikadze, a już na pewno żadnego oficjalnie sponsorowanego przez rząd Stanów Zjednoczonych. Powodem tego był różny stosunek do samobójstwa w Japonii i Ameryce. Czy możliwe jest, by w Ameryce samobójstwo popełniali jedynie ludzie cierpiący na choroby psychiczne, ale za to w Japonii ludzie normalni? Albo może akceptacja samobójstwa w Japonii jest niezdolnością lub niechęcią do przyznania istnienia nienormalności psychologicznych, jakie muszą wykazywać osoby dobrowolnie kończące swoje życie? Czy piloci kamikadze byli chorzy psychicznie, czy może raczej wraz z całym swoim społeczeństwem odziedziczyli zupełnie inne wartości niż my? Czyż nawet w Ameryce niemal dosłownie samobójcze czyny, dokonywane dla swoich kolegów żołnierzy albo dla swojego kraju w czasie wojny, są poczytywane nie za obłęd, ale za bohaterstwo? Dlaczego myślimy o takich osobach jako o bohaterach, a nie obłąkańcach? Wydaje się, że potępiamy (czy „diagnozujemy”) samobójców jako szalonych albo chorych psychicznie tylko wtedy, gdy kończą ze sobą z powodów egoistycznych (typu „Nie mogę już dłużej tego znieść”), a nie dla dobra innych ludzi. Zatem rzeczywistym problemem zdaje się tu być egoizm, a nie samobójstwo.

    Omówione przykłady pokazują, że „choroba psychiczna” jest po prostu odstępstwem od tego, czego chcą albo oczekują ludzie w jakimś konkretnym społeczeństwie. „Choroba psychiczna” to coś takiego w umyśle człowieka, co jest bardzo nielubiane przez osobę to opisującą. Sytuacja została trafnie podsumowana w artykule, który się ukazał w wydaniu magazynu Omni z listopada 1986 roku: „Zaburzenia psychiczne pojawiają się na liście chorób i znikają z niej. Nawet wprowadzone przez Zygmunta Freuda pojęcie nerwicy zostało pominięte w oryginalnym podręczniku DSM-III (1980). A w roku 1973 członkowie zarządu Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego przegłosowali wykreślenie niemal wszystkich odniesień do homoseksualizmu jako do zaburzenia chorobowego. Przed tym głosowaniem bycie gejem stanowiło problem psychiatryczny. Po głosowaniu zaburzenie to zostało odesłane do lamusa psychiatrii. 'Jest to kwestia mody’, mówi doktor John Spiegel z Brandeis University, który był prezydentem Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w roku 1973, kiedy to rozgorzała debata o homoseksualizmie. Dodaje: 'A mody stale się zmieniają’.

    To, co stanowi zło w takim podejściu do sprawy, polega na opisywaniu ludzi jako cierpiących na „zaburzenia” lub „chorobę” psychiczną tylko dlatego, że ich zachowanie nie pokrywa się z wymyśloną przez diagnostyka albo przez innych ludzi koncepcją, jak dana osoba „powinna” przestrzegać standardów ubierania się, zachowywania się, myślenia czy wyrażania opinii. Kiedy obejmuje to łamanie praw innych ludzi, niedostosowanie się do norm czy wartości społecznych musi zostać poskromione lub powstrzymane różnymi metodami, choćby na przykład prawem karnym. Ale nie ma żadnego sensu nazywanie nonkonformizmu albo nielubianego zachowania „chorobą”, czy zakładanie, że muszą być one powodowane przez chorobę, tylko dlatego, że według wartości przeważających w chwili obecnej są one nie do przyjęcia. Tym, co skłania nas do takiego postępowania, jest nieznajomość rzeczywistych powodów myślenia, emocji, czy też zachowań których nie lubimy. Kiedy nie rozumiemy rzeczywistych powodów, tworzymy mity, aby dostarczyły nam wyjaśnienia. W poprzednich stuleciach ludzie wykorzystywali mity o złych duchach albo opętaniu przez demony, aby wyjaśnić myślenie bądź zachowanie uznawane za nie do przyjęcia. Dziś zamiast tego większość z nas wierzy w mit choroby psychicznej. Wierzenie w mityczne byty takie jak złe duchy albo choroby psychiczne daje nam złudzenie zrozumienia, a wygodniej jest wierzyć w mit niż przyznać się do niewiedzy.

    Nazywanie nieaprobowanego myślenia, emocji albo zachowania chorobą psychiczną może dałoby się wybaczyć, gdyby choroba psychiczna była pożytecznym mitem. Ale tak nie jest. Zamiast pomagać nam w postępowaniu z osobami mającymi kłopoty albo sprawiającymi kłopoty, mit choroby psychicznej odwraca naszą uwagę od rzeczywistych problemów, którym powinniśmy stawiać czoła. Nonkonformizm, złe zachowanie, czy reakcje emocjonalne, które nazywamy chorobą psychiczną nie są spowodowane przez „brak równowagi chemicznej” czy inne problemy biologiczne, lecz raczej są skutkiem trudności, na jakie ludzie napotykają próbując zaspokoić swoje potrzeby, i zachowań, jakich niektórzy ludzie nauczyli się w ciągu swojego życia. Rozwiązaniem jest uczenie ludzi, jak zaspokajać swoje potrzeby, jak się zachowywać, i wykorzystywanie wszelkich dostępnych środków przymusu, niezbędnych do tego, aby ludzie musieli szanować prawa innych. Są to zadania systemu edukacyjnego oraz wymiaru sprawiedliwości, nie medycyny czy terapii.

    AUTOR, Lawrence Stevens, jest prawnikiem, którego praktyka zawodowa obejmuje reprezentowanie „pacjentów” psychiatrycznych. Opublikował serię broszur na temat rozmaitych aspektów psychiatrii, między innymi leków psychotropowych, elektrowstrząsów i psychopterapii. Do swoich broszur nie zastrzega sobie praw autorskich. Zachęca każdego do kopiowania ich w dowolnej ilości w celu dostarczania ludziom, którzy zdaniem kopiującego mogą mieć z tego korzyść.

    Szkodliwość leku Busha o nazwie ZYPREXA!

    Jesienią 2003 roku moja lekarka przepisała mi nowy lek. Miał być on prawdziwym cudem, najnowszym sukcesem nauki. Lek ten nazywał się Zyprexa. Miał postać tabletek w srebrnym, światłoszczelnym opakowaniu. Kiedy wziąłem pierwszą tabletkę, poczułem się dziwnie. Potem przeszło. Ale po godzinie dostałem konwulsji, czułem się, jakby miała mnie łapać bardzo silna gorączka. Położyłem się spać; była to już odpowiednia pora. Kiedy rano się obudziłem, wszystko było w porządku. Nie miałem gorączki. Dopiero gdzieś koło południa zorientowałem się, że mam brzuch o połowę większy. Spuchła mi wątroba. Nie wziąłem już drugiej tabletki. Gdybym to zrobił, chyba bym odwalił kitę. Następnego dnia zaczęło mnie mdlić, bolał mnie brzuch, nastąpił ogólny rozstrój układu pokarmowego, nie mogłem nic jeść, żadne lekarstwa nie pomagały. Taki stan utrzymał się prawie przez tydzień. W końcu jakoś doszedłem do siebie. Kiedy oddałem niewykorzystane pudełko Zyprexy swojej lekarce, bardzo się zdziwiła. Powiedziała, że pierwszy raz słyszy coś podobnego. I na pewno mówiła szczerze – lekarzy tak się szkoli, by byli bezkrytyczni wobec koncernów farmaceutycznych. Rzecz w tym, że Zyprexa to wynalazek koncernu Eli Lily (Anglia), w którym poważne udziały ma rodzina Bushów. Dlatego lek ten jest tak lansowany, mimo, że jest szkodliwy i nieskuteczny.

    Dyskurs Argumentów przeciwko antypsychiatrii!

    1. Choroby psychiczne nie są wyłączną domeną naszej cywilizacji. Występują również w społeczeństwach niepiśmiennych.

    –Po pierwsze – to, że jakieś społeczeństwo nie zna pisma, nie oznacza jeszcze, że nie jest ono opresywne. Po drugie, nawet jeśli jakieś społeczeństwo jako takie nie jest opresywne, to mogą w nim się pojawiać od czasu do czasu opresywne jednostki, wywierające destruktywny wpływ na swoje otoczenie. Po trzecie, dziwne zachowania określane jako „choroba psychiczna” mogą być skutkiem niekoniecznie opresji, ale równie dobrze traumatycznych przeżyć wywołanych przez zjawiska fizykochemiczne, takie jak głód, choroby cielesne, śmierć osób bliskich, albo też nieprzeciętnych zdolności (np. kontakty ze światem duchów). Po czwarte – faktem jest, że w społeczeństwach „prymitywnych” to, co nazywamy nerwicami i „chorobami psychicznymi” jest o wiele rzadsze.

    2. Choroby psychiczne zdarzają się także u zwierząt (np. psów, które mogą wtedy stać się agresywne bez powodu), są zatem zjawiskiem biologicznym.

    –Na temat mechanizmów rządzących zachowaniem się zwierząt wiemy wciąż jeszcze zbyt mało, by wysuwać takie tezy.

    3. Odkrycie licznych przesłanek sugerujących biologiczne i genetyczne podłoże poważnych chorób psychicznych (patrz czwarte wydanie amerykańskiego podręcznika DSM) może zadać kłam powszechnej w ruchu antypsychiatrycznym tezie, że choroba psychiczna to raczej społeczna etykietka niż biologiczne zaburzenie.

    –Jeden człowiek jest blondynem, a drugi brunetem. Jeden jest powolny, a drugi szybki. Jeden jest poważny, a drugi wesoły. Jeden jest dokładny, a drugi niedbały. Wszystkie te cechy bywają dziedziczone w rodzinach, co znaczy, że mają (oprócz innych uwarunkowań) jakieś podłoże genetyczne. Czy to ma znaczyć, że włosy blond, szybkość w pracy, wesołość czy niedbałość są chorobami? To, że dziwne zachowania są dziedziczone i stoją za nimi określone zjawiska biochemiczne, nie oznacza jeszcze, że są one chorobami czy patologiami. Jest to po prostu przejaw zmienności osobniczej, bioróżnorodności. Wprawdzie mogą czasem one powodować bardzo niepożądane skutki, ale to samo przecież możemy powiedzieć o niedbałości albo o jasnej karnacji skóry (zagrożenie czerniakiem).

    4. Zdaniem wielu ludzi, u których zdiagnozowano jedną lub kilka chorób psychicznych – i wielu ludzi mających członków rodziny albo bliskich przyjaciół, u których zdiagnozowano chorobę psychiczną – poglądy ruchu antypsychiatrycznego są sprzeczne z ich własnymi doświadczeniami życiowymi. Ludzie ci wierzą, że bardzo rzeczywiste, koszmarne cierpienia zrodzone przez choroby psychiczne zostały skutecznie złagodzone przez psychiatrię i programy terapii środowiskowej.

    –Ból fizyczny także jest bardzo rzeczywistym, koszmarnym cierpieniem. I może zostać skutecznie złagodzony przez narkotyki, np. morfinę. Czy to znaczy, że każdemu, kogo coś boli, trzeba dawać morfinę? Rzecz w tym, że morfina uzależnia i do tego jeszcze wcale nie leczy schorzenia. Poza tym ból fizyczny jest integralną i niezbędną częścią naszego organizmu. Jest to po prostu sygnał ostrzegawczy, który mówi nam, że coś w naszym organizmie dzieje się nie tak i trzeba coś z tym zrobić. Jeśli ktoś nie odczuwa bólu, to znaczy, że jest kaleką i jego życiu w każdej chwili zagraża niebezpieczeństwo wskutek jakiejś groźnej choroby, o której nawet nie będzie wiedział. Chyba najlepszym na świecie środkiem przeciwko bólowi głowy i zębów były polskie tabletki z krzyżykiem. Mimo to zostały wycofane z produkcji, ponieważ nie leczyły niczego, miały szkodliwe składniki i uzależniały niektórych ludzi. Oczywiście w terminalnych przypadkach można dawać ludziom i morfinę, i leki psychotropowe, ale tylko wtedy.

    Tak samo jest z cierpieniami psychicznymi. Mogą one skutecznie zostać złagodzone przez psychiatrię, ale tego typu „leczenie” ma poważne skutki uboczne, czasem uzależnia i do tego jeszcze wcale nie likwiduje przyczyn cierpienia. Cierpienia psychiczne, takie jak zły nastrój, rozpacz, gniew, czy strach, to integralna i niezbędna część naszego życia. Są to po prostu sygnały, które mówią nam, że coś w naszym życiu albo w otaczającym nas świecie jest nie tak i trzeba coś z tym zrobić. Jeśli ktoś zawsze jest w dobrym humorze, to znaczy, że jest kaleką i nie jest w stanie dać sobie rady z wyzwaniami, jakie rzuca nam życie.

    Tymczasem we współczesnym świecie coraz modniejsze staje się psychiatryczne leczenie złego humoru czy gniewu zamiast likwidacji ich przyczyn. Na przykład w Indiach do rodzin ludzi, którzy umierają z głodu, wysyła się psychiatrów za państwowe pieniądze, zamiast wysłać im ryżu albo ustanowić takie ceny produktów rolnych, które pozwoliłyby im na przeżycie. Takie rozwiązania byłyby jednak niezgodne z doktryną neoliberalizmu, a zatem niepoprawne ideologicznie. Za to leczenie psychiatryczne ludzkich frustracji jest poprawne ideologicznie. W ogóle w dzisiejszych czasach modą jest szukanie skutecznych „rozwiązań” różnych problemów bez likwidacji ich przyczyn. Na przykład – zamiast bezrobotnym dać pracę czy zasiłek, wydaje się duże sumy pieniędzy na uczenie ich, jak mają wygryźć z rynku pracy innych bezrobotnych. Albo zamiast dążyć do zmniejszenia nierówności społecznych, które są główną przyczyną wzrostu przestępczości, zaostrza się kodeks karny i wprowadza godzinę policyjną, co jeszcze bardziej zmniejsza pulę pieniędzy dostępnych na cele socjalne, jeszcze bardziej zaostrzając nierówności, i – w konsekwencji – jeszcze bardziej nasilając przestępczość. Dochodzi do sytuacji, w której – ponieważ likwidacja rzeczywistych przyczyn problemów nie wchodzi w rachubę – kładzie się coraz większy nacisk na różne pozorne rozwiązania, dąży do ich eskalacji, mimo że gołym okiem widać, iż są one nieskuteczne. Gdyby ktoś postępował w taki sposób ze swoimi sprawami osobistymi, psychiatrzy określiliby to jako „urojeniową wizję świata”, a zatem jako chorobę psychiczną!

    Po drugie, „zdaniem wielu ludzi” to wyrażenie bardzo nieprecyzyjne. O wiele dokładniejszych danych dostarcza nam statystyka. Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia w Stanach Zjednoczonych – kraju z niezwykle silnie rozwiniętą i bardzo modną psychiatrią – wśród ludzi, u których zdiagnozowano schizofrenię, tylko 38% wraca do pełnego zdrowia. Za to w ubogich i zacofanych krajach Trzeciego Świata, gdzie brakuje i psychiatrów, i leków psychotropowych, i pieniedzy na ich zakup, odsetek ten wynosi aż 61%. Wnioski chyba się nasuwają same.

    5. Jedną z konsekwencji uznania nieistnienia chorób psychicznych byłoby zniesienie niepoczytalności jako czynnika chroniącego przed odpowiedzialnością karną. Thomas Szasz, czołowy działacz ruchu antypsychiatrycznego, nalega, aby ktoś, kto dopuścił się zabójstwa pod wpływem psychozy, ponosił pełną odpowiedzialność karną za swoje czyny.Wielu ludzi uważa takie stanowisko za nieludzkie.

    –Choć wielu żądnych sensacji dziennikarzy nagłaśnia opowieści o zbrodniach popełnianych pod wpływem psychozy, statystyki mówią zupełnie co innego. Ludzie z psychiatryczną etykietką o wiele częściej sami padają ofiarą przemocy innych ludzi, niż ją wobec nich stosują. Tak naprawdę niepoczytalność nie daje żadnych korzyści popełniającym przestępstwa kryminalne. Zamiast odsiadywać swoje wyroki w więzieniach, odsiadują je w szpitalach, gdzie się poddaje ich przymusowej intoksykacji lekami i przymusowym elektrowstrząsom. W wielu przypadkach osądzeni tak naprawdę odsiadują dłuższe wyroki w szpitalach psychiatrycznych, niż gdyby trafili do więzienia. Przykładem jest Janusz Ochnik, żołnierz służby zasadniczej, który uciekł z wojska zabijając strażników. Do dziś przebywa w szpitalu psychiatrycznym w Abramowicach. Gdyby trafił do zakładu karnego, dawno by już z niego wyszedł. Poza tym, okres odsiadywania wyroku w szpitalu psychiatrycznym, w przeciwieństwie do zwykłej kary pozbawienia wolności, jest nieokreślony i szef szpitala może go ustalać wedle swego własnego widzimisię.I jeszcze jedno – popełnienie zbrodni w afekcie zawsze jest okolicznością łagodzącą, a do tego nie jest uznawane za oznakę choroby psychicznej.

    6. Ale przecież choroba psychiczna istnieje, bo ma swoje charakterystyczne objawy. Na przykład katatonia – chory siedzi bez ruchu dniami i tygodniami, co zagraża jego życiu. Albo też słyszy nieistniejące głosy w swojej głowie i widzi nieistniejące obrazy.

    –Każdy człowiek może siedzieć bez ruchu dniami i tygodniami, jeżeli przydarzy mu się jakieś straszne nieszczęście. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Prawie każdy człowiek, jeśli wędruje przez gorącą pustynię i usycha z pragnienia, widzi fatamorgany. Tak samo z palącymi potrzebami psychicznymi – jeśli nie ma realnej szansy na ich zaspokojenie, zaspokajać je będą w końcu głosy w czyjejś głowie. Czy to znaczy, że człowiekowi na pustyni potrzebny jest psychiatra? Nie, jemu potrzebna jest woda! Dajcie mu wodę, a przestanie widzieć fatamorgany. Dajcie też „choremu” miłość, zrozumienie i solidarność, a nie będą potrzebne mu do niczego żadne głosy w głowie. Albo też i odwrotnie – jak mówi polskie przysłowie, „na złodzieju czapka gore”. Mówi ono o tym, że jeśli ktoś czegoś się bardzo boi, to wszędzie zaczyna to widzieć. Nieprzyjemne halucynacje są po prostu nasileniem się tego zjawiska. W takiej sytuacji potrzebne jest bezpieczeństwo, a nie psychiatria. A przeżycia mistyczne, kontakty z siłami nadprzyrodzonymi? Też wymagają leczenia psychiatrycznego? Bardzo często mamy do czynienia z połączeniem tych dwu zjawisk – w zależności od nastroju człowiek na przemian przeżywa halucynacje przyjemne i koszmarne, również i obojętne. Jeśli nikt mu nie pomoże w wyeliminowaniu przyczyn, stan taki może się pogłębić. Zaczynają się wtedy pojawiać również pseudohalucynacje, czyli własne myśli odczuwane jako jakaś wyższa prawda narzucona z zewnątrz (coś pośredniego między zwykłymi myślami a głosami z zewnątrz) i następuje ogólny rozpad poczucia rzeczywistości, czasem też pojawia się poczucie bycia zdalnie sterowanym. W takiej sytuacji leki psychotropowe mogą stać się chwilową koniecznością, tak samo jak w pewnych okolicznościach jest nią amputacja kończyny. Ale zazwyczaj głosy w głowie pojawiają się u ludzi tylko od czasu do czasu. Nie są zjawiskiem patologicznym, tylko intensywnym przeżyciem.

    7. Między zdrowiem a chorobą psychiczną istnieje pewna różnica. Ludzie chorzy psychicznie mają urojenia – są nimi fałszywe i niczym nieuzasadnione przekonania, których (w odróżnieniu od zwykłych złudzeń czy błędnych przypuszczeń albo podejrzeń) nie można zbić żadnymi argumentami, a dopiero leczeniem psychiatrycznym. Urojenia tworzą nieraz całą sieć, przenikającą postrzeganie świata przez chorego. Zdrowi psychicznie nigdy nie mają urojeń.

    -Gdyby przyjąć taką definicję, okazałoby się, że około 90% wszystkich ludzi to chorzy psychicznie. A wśród psychiatrów odsetek ten byłby jeszcze wyższy. Cała rzecz polega na tym, że tylko niektóre rodzaje urojeń są postrzegane przez lekarzy jako choroba, inne są popierane. A urojenia ma zdecydowana większość ludzi. Na przykład ktoś dobrze wie, że pieniądze nie dają mu szczęścia, ma już ich dużo, ale chce za wszelką cenę zdobyć jeszcze o wiele więcej i wmawia sobie, że to mu da szczęście. Czy takiego człowieka może przekonać jakakolwiek racjonalna argumentacja? Jeśli już w ogóle (co i tak by graniczyło z cudem), to tylko na chwilę, a potem wszystko wróci do normy. Inne przykłady – fanatycy religijni, wyznawcy ekonomii neoliberalnej – dokładnie ten sam mechanizm. Albo rasiści – ich poglądy mogą wynikać z niewiedzy, ale bardzo często pomimo rozległej wiedzy jakiś człowiek ma urojenia, że jego rasa jest rasą panów. To samo zresztą ze wszystkimi innymi rodzajami dyskryminacji.

    Wszystko więc zależy tylko od tego, czy urojenia danego człowieka są zgodne z interesami klas rządzących, czy z nimi sprzeczne, czy też nie mają na nie wpływu. W drugim i trzecim przypadku człowieka z urojeniami czeka leczenie psychiatryczne, w pierwszym nagroda. Mówiąc prościej – jeśli ktoś uroił sobie, że jest prześladowany przez jakąś potężną siłę, że obcy odczytują jego myśli, albo że jest przybyszem z kosmosu, to trafi na oddział psychiatryczny. Jeśli uroił sobie, że jest nieomylny, to raczej tam nie trafi (chyba żeby ta nieomylność była na szkodę klas rządzących, ale to mało prawdopodobne). A jeśli uroił sobie, że zostanie nowym Billem Gatesem, albo że zwykłe, racjonalne ludzkie zachowania to skutek choroby psychicznej, albo że należy do wyższej rasy nadludzi, to trafi na ekrany telewizorów i do wysokonakładowej prasy jako autorytet moralny.

    Remember Lives Ruined by Psychiatry!!!
    http://www.antipsychiatry.org/

    Jeśli chcesz podjąć działalność antypsychiatryczną,
    to daj znać emailem: gergiar@poczta.onet.pl

  • Prof. Joanna Senyszyn – Świątynia Obłudy czyli zabytek od poczęcia

    Prof. Joanna Senyszyn – Świątynia Obłudy czyli zabytek od poczęcia

    Źródło: http://senyszyn.blog.onet.pl

    ierni potrzebują przytulnych Domów Bożych, w których można się pomodlić, zadumać, usłyszeć dobre słowo, znaleźć wsparcie. Kler – przeciwnie. Potrzebuje budowli okazałych, pełnych przepychu, manifestujących jego bezgraniczną władzę i potęgę. Wierni mają w nich poczuć swoją małość. Nie wobec Boga. Wobec jego urzędników. Ta różnica sprawia, że Kościół – jako ogół wiernych – nie chce budowy Świątyni Opatrzności Bożej i dlatego nie daje na nią pieniędzy. Natomiast Kościół – jako nienasycona, pazerna, zhierarchizowana instytucja – tego symbolu wywyższenia pragnie ponad wszystko. Nawet ponad przyzwoitość i zdrowy rozsądek.

    Idąca na pasku kleru katoprawica jest gotowa na każdą podłość, byle zyskać błogosławieństwo wyborcze Kościoła. Dawanie na tacę z budżetu jest najefektywniejsze, a łaskawców nic nie kosztuje. Wszak dają nie swoje, tylko publiczne. Rok temu było to 20 milionów złotych z budżetu państwa i drugie tyle z samorządu woj. mazowieckiego. Państwowe pieniądze przeznaczono rzekomo nie na budowę Świątyni, bo tego zabrania prawo, ale na ochronę dziedzictwa narodowego. Skatoliciały Sejm uznał wówczas, że wzniesione na początku XXI wieku fundamenty Świątyni Opatrzności Bożej są zabytkiem wartym dotacji. Obłuda na niewiele się zdała. Fundacja Budowy Świątyni przyznanych środków nie mogła spożytkować. W statucie nie ma bowiem działalności w zakresie ochrony dziedzictwa narodowego. Przy rejestracji nie wykazała, bidulka, rewolucyjnej czujności. Teraz stara się niedopatrzenie naprawić. Musi się spieszyć. W tym roku Sejm znowu bezprawnie przyznał jej kolejne pieniądze z budżetu.

    Parlamentarna katoprawica uwierzyła, że Świątynia Opatrzności Bożej jest zabytkiem od momentu poczęcia i nawet, jak jest poroniona, poroniona być nie może. Tydzień temu na donoszenie sakralnej ciąży znowu dała. Tym razem 40 milionów zł z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Biedni emeryci. Rząd kłamie, że nie dostaną mniej. Oczywiście dostaną. Nie mniej niż chciała im dać wicepremier Gilowska, ale mniej niż mogliby dostać. Ściśle o 40 milionów zł mniej. Wygląda na to, że opatrzność przestała czuwać nad biednymi emerytami. Na czas głosowań przeniosła się do Świątyni. Nie Bożej. Do Świątyni Obłudy. Bóg nie ma z tym nic wspólnego.

    PiS, PO, Samoobrona, LPR i PSL chętnie łamią prawo na chwałę Kościoła. Udają, że na Bożą. Tylko SLD się buntuje i zaskarża bezprawne ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Dostaje za to cięgi od tzw. prawdziwych katolików, uznających, że to bezczelność stać na straży prawa. Kler gra w tym w obłudnym chórze pierwsze skrzypce. W tym roku na zasłużoną krytykę SLD odpowiedział bełkotliwie, ustami abp. Gocłowskiego: „Niech sobie przypomną, że pan Bierut dał ileś tam tysięcy na budowę kościoła św. Michała w Sopocie, a więc jest precedens. Proszę, by tak może zakomunikować dzisiejszym komunistom, że oni też dawali pieniądze na Kościół”. Oświadczam, że nie trzeba nam przypominać. Nie takie błędy popełnialiśmy. Na szczęście to już przeszłość. Zmądrzeliśmy. Tym się różnimy od księżobojnych parlamentarzystów i kościelnej hierarchii, że naszym idolem nie jest Bierut, a my nie jesteśmy jego spadkobiercami.

    W sondzie WP na temat przekazania z FUS 40 mln zł na budowę Świątyni Opatrzności Bożej wzięło udział 80 121 internautów. 83% uznało, że jest to niesłuszne, 14%, że słuszne, 3% nie miało zdania. A co sądzicie Wy, Drodzy Czytelnicy?

    PS. Zapraszam też do czytania mojego felietonu „Spadkobiercy Bieruta” w tygodniku „Fakty i Mity”

  • Roman Kluska ujawnia nowe fakty o akcji fiskusa skierowanej w jego osobę

    Roman Kluska ujawnia nowe fakty o akcji fiskusa skierowanej w jego osobę

    Źródło: http://nowyprzemysl.wnp.pl/

    – 25 listopada 2003 roku NSA orzekł, że Roman Kluska nie popełnił przestępstwa, a urząd skarbowy niesłusznie domagał się zwrotu podatku VAT. Ile jest takich spraw, ilu biznesmenów, którym zarzuca się złamanie prawa? Ile spraw kończy się tak, jak Pańska?

    – W momencie mojego aresztowania nie zdawałem sobie sprawy z wielkości i skali problemu. Jeszcze zanim wygrałem w sądzie, zaczęli do mnie zgłaszać się ludzie z całej Polski, prosząc o pomoc.  Niedawno zrobiliśmy z „Gazetą Wyborczą” pewien eksperyment. Przez dwie przypadkowo wybrane godziny rozmawiałem z przedsiębiorcami, którym urzędy skarbowe zarzucały różne przestępstwa. W ciągu zaledwie dwóch godzin zadzwoniło do mnie sześć osób. Jeżeli popatrzymy na lata, to pokazuje, że mamy do czynienia ze zjawiskiem masowym. Słuchając opowieści tych ludzi naprawdę można popaść w depresję, bo wielkości tych krzywd nie da się niczym wyrazić. Najsmutniejsze jest to, że w każdej z tych spraw – jeśli przyjąć za wiarygodne stwierdzenia tych ludzi, bo one są poparte orzeczeniami sądów krajowych i międzynarodowych – instytucje powołane do przestrzegania prawa, łamią to prawo. To nie dotyczy tylko urzędników skarbowych, ale policji, prokuratury, sądów. I to jest najgorsze. Wyrok w mojej sprawie wydano w oparciu o prawo polskie i prawo Unii Europejskiej. Są to dwa identyczne wyroki, stwierdzające, że jedyną stroną łamiącą prawo był urząd skarbowy. Wszystko, co działo się wcześniej było ciągiem naruszania prawa. W mojej sprawie też znajdziemy prokuraturę, która działała całkowicie bezpodstawnie. Przecież na początku sprawa przez dłuższy czas była utajniona. Moi obrońcy nie mieli dostępu do dokumentów. Mówili, że jest tak jak za czasów SB. Jak sprawa była tajna, to znaczy, że nie ma nic na podejrzanego. Mieli rację. Te dokumenty zostały teraz odtajnione. Nie czytałem ich jeszcze. Moi obrońcy, którzy je przeczytali, potwierdzili, że nie ma w nich nic, co obciążałoby moją osobę. Sąd, który miał dostęp do tych dokumentów, wiedział, że nic przeciwko mnie nie ma, a jednak podtrzymał decyzję prokuratury o poręczeniu za moją wolność w wysokości 8 mln zł. Inny skład sędziowski podtrzymał decyzję prokuratury o zajęciu majątku na kwotę 30 mln zł.

    Komornik bierze wszystko

    – Gdyby Roman Kluska nie był Romanem Kluską i nie miał przyjaciół, to zapewne siedziałby w areszcie. Pan miał pieniądze, inni najczęściej przegrywają. Ile kosztowała Pana obrona?
    – Bardzo dużo. Aby media chciały stanąć w mojej obronie, musiały mieć mocne ekspertyzy. Mocne ekspertyzy opracowują najlepsi prawnicy. Najlepsi prawnicy są bardzo drodzy. A przecież przez półtora roku trzeba mieć z czego żyć, trzeba utrzymać rodzinę. Kiedy oskarżenie urzędu skarbowego kończy się zajęciem majątku, człowiek staje się całkowicie bezbronny.

    – Może po to zajmuje się ten majątek, aby nie było pieniędzy na obronę?
    – Dokładnie tak. Dlatego urzędnik może iść w ciemno. Potem przychodzi komornik i zabiera wszystko, co ma jakąkolwiek wartość. Podatnik nie ma z czego żyć. Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji ktoś może całkowicie się załamać.

    – W lipcu 2002 roku został Pan zatrzymany przez policję. Wojsko chciało zarekwirować należące do firmy samochody.
    – Odebrałem to jako demonstrację siły. Wojsko zajmowało moje samochody bezprawnie. Mało tego, ktoś zapewne naciskał na prezydenta Nowego Sącza i wojewodę krakowskiego do podtrzymania tej decyzji. To pokazuje, że musiał być jakiś ośrodek kierujący całą tą sprawą. Te samochody to była kropka nad i. Zajęcie samochodów w czasie pokoju, na czas nieokreślony i bez planu świadczeń ludności? Przecież taka decyzja jest całkowicie bezprawna! Tak, to była demonstracja siły.

    – Kto Pan chciał nastraszyć? Wyłamał się Pan z płacenia haraczu?
    – Cały czas zastanawiałem się i szukałem odpowiedzi, co złego zrobiłem. I dopiero kilka dni temu coś sobie przypomniałem. Odkryłem, że zrobiłem straszną rzecz. Kiedy sprzedawałem Optimusa, moi prawnicy dali mi do podpisania umowę, zgodnie z którą od zysku 64 mln USD nie miałem zapłacić podatku. Wydawało mi się to niewiarygodne, więc postanowiłem to sprawdzić. Wysłałem pismo do urzędu skarbowego w Nowym Sączu z zapytaniem, czy od takiej transakcji mam zapłacić podatek. Dostałem jednoznaczną odpowiedź urzędu skarbowego – podatek dochodowy nie występuje! Mimo to, wydawało mi się to dziwne. Kazałem więc zmienić umowę tak, żeby jednak występował podatek dochodowy. I zapłaciłem 28 mln USD. Teraz pomyślałem sobie, że zrobiłem źle. Ta luka w prawie – pozwalająca na niepłacenie podatku dochodowego od wysokich sum transakcji – była powszechnie wykorzystywana przez osoby bogate. Być może ona była po to, żeby tą kwotą się z kimś podzielić. Nie skorzystałem z tej luki. Mało tego, zapłaciłem na własne życzenie podatek. I pewnie naruszyłem jakiś standard, że jeśli jest takie wspaniałe miejsce w prawie, to postąpiłem nie tak, jak powinienem. Zamiast podziękować tym, którzy taką furtkę zrobili, dając im np. 50 procent – w moim przypadku byłoby to 14 mln USD – ja tego nie zrobiłem. Może za to poniosłem karę?

    Umarzam, nie umarzam

    – Powiedział Pan, że wszystko, co Pana spotkało nie było przypadkiem. To była dobrze zaplanowana akcja. Czy próbował Pan dojść do tego, kto stał za tą sprawą – urzędnicy, policja, świat przestępczy?
    – O tym, że była to doskonale zorganizowana akcja, w której nie miałem żadnych szans, przekonałem się dopiero później. Proszę zauważyć, że w przeddzień posiedzenia NSA w Krakowie, Urząd Skarbowy w Nowym Sączu podejmuje decyzję o umorzeniu kwoty przestępstwa. W takiej sytuacji, ponieważ nie trzeba już płacić budżetowi podatku VAT, to nie ma podstaw, żeby posiedzenie NSA w ogóle się odbywało, czyli nie ma sprawy. Gdyby nie doszło do posiedzenia NSA, to dla sądu karnego liczy się ostatnia decyzja administracyjna, czyli taka, że Roman Kluska wyłudził podatek! Do końca życia byłbym przestępcą! Do tego, żeby można było umorzyć kwotę z przestępstwa potrzebna była zgoda UOKiK. Dotarłem do tej decyzji. Ona była wydana dobę wcześniej. Proszę zobaczyć – w ciągu jednej doby przychodzi z Warszawy decyzja do Nowego Sącza. Urząd Skarbowy podejmuje decyzję o umorzeniu, dostarcza ją do Optimusa i do sądu. To się dzieje w ciągu jednej doby. Jaką pocztą w tak krótkim czasie można przesłać tyle dokumentów? To pokazuje perfekcję organizacyjną. Sprawa była świetnie przygotowana, z doskonałą znajomością prawa. Praktycznie byłem bez szans. Całe szczęście, że naczelnik Urzędu Skarbowego pisząc decyzję o umorzeniu kwoty z przestępstwa napisał ,,umarzam – nie umarzam,,. Bo trzeba wiedzieć, że w międzyczasie Optimus się podzielił na Optimus i grupę Onet. Konsekwencji tego podziału zapewne dokładnie nie przeanalizowano. Naczelnik umorzył Optimusowi, ale nie umorzył grupie Onet. Stąd decyzja ,,umarzam – nie umarzam,,. Firmy musiały jednak odpowiadać solidarnie. Nastąpiła taka sytuacja prawna, że NSA w Krakowie odroczył posiedzenie. Wtedy, jako sumienny obywatel Roman Kluska, wystąpiłem z doniesieniem do prokuratury, że jest przestępstwem umorzenie pieniędzy z przestępstwa takiemu przestępcy jak Roman Kluska. To zagranie okazało się doskonałe, bo prokuratura musiała zabezpieczyć ten dokument o umorzeniu i nieumorzeniu pieniędzy. Nie dało się już nic zmienić. I tylko dzięki temu, że uczciwy Kluska wystąpił przeciw nieuczciwemu Klusce NSA wreszcie rozpatrzył sprawę.

    – Co mogło być powodem tych wszystkich ataków? Może chodziło o znaczne wsparcie finansowe budowy sanktuarium w Łagiewnikach?
    – Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Jeśli popatrzymy jednak na to, że w pierwszym dniu po moim aresztowaniu podaje się kłamliwe informacje na mój temat i jednocześnie pokazuje się mnie na tle sanktuarium w Łagiewnikach – to sugeruje pewne skojarzenia. To ten, który wydał pieniądze nie w tym kierunku, co potrzeba. Zaraz po wyjściu z aresztu miałem telefon, że jak spełnię warunki, to sprawa zostanie umorzona. Tu chodziło o wyłudzenie pieniędzy. I myślę, że było to też ostrzeżenie dla innych, żeby nie robili tak jak ja.

    – Może doniosła na Pana konkurencja?
    – Nie. Trzeba zwrócić uwagę, że sposób sprzedaży komputerów został zaproponowany w umowie opracowanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Nikt z prawników nie miał wątpliwości, że postępuje zgodnie z prawem. Ustawa była precyzyjna – podstawą zwolnienia z podatku jest zakup za granicą. Nie było innych warunków. Z tego co wiem, w ten sposób postępowały wszystkie inne firmy polskie z wyjątkiem JTT. Dlaczego zatem nie oskarżono prezesów innych firm?


    Nie chciałem płacić

    – Dlaczego zrezygnował Pan z prowadzenia Optimusa? Nie chciał Pan płacić łapówek?
    – Jestem fanem rynku i wolnej konkurencji. To jest piękne, gdy na rynku zderza się kilka podmiotów i wygrywa najlepszy. W Polsce w latach 1990-95 ten wolny rynek był bliski ideału. Dobra firma, która ciężko pracowała, zarabiała dużo pieniędzy, płaciła też duże podatki i oczywiście wynagradzała pracowników. Optimus był taką właśnie firmą. Aż przychodzi 1996 rok. Mamy kontrolę urzędu skarbowego. To żadna nowość, ale otrzymujemy protokół pokontrolny i okazuje się, że Optimus musi zapłacić ogromną sumę do urzędu skarbowego jako zaległości podatkowe. Okazało się, że urząd skarbowy po nieformalnym – bo bez naszego udziału – przesłuchaniu jakiegoś obywatela podejmuje taką decyzję. Jesteśmy firmą publiczną i taka decyzja po prostu likwiduje firmę. Odwołujemy się od niej i żądamy ponownego przesłuchania. Ono odbywa się i okazuje się, że ten człowiek zeznaje dokładnie odwrotnie! Dostajemy protokół z jego podpisem. Mając dowód koronny, że oskarżenie było pomyłką, podaję wstępnie ładne wyniki do giełdy. Proszę sobie wyobrazić jak jestem zaskoczony, gdy przychodzi decyzja o konieczności zapłacenia podatku, pod którą podpięty jest ten nieformalny protokół! To nie jest pomyłka. Dla firmy oznacza to gwałtowny spadek akcji. Wtedy zostałem dosłownie sparaliżowany. Położyłem się do łóżka, bo nie byłem w stanie nic zrobić. Pomogli przyjaciele. Udaje się anulować tę błędną decyzję. Dostarczyłem prawdziwą decyzję dosłownie dwie minuty przed ostatecznym podaniem wyników na giełdę. Gdybym się spóźnił o te dwie minuty, audytor musiałby podać wcześniejszą decyzję, bo ona była formalnie prawomocna. Czy nie uważa Pani, że była to pewna nauczka? Tak straszna, że nigdy już potem nie byłem takim samym prezesem jak wcześniej. Wtedy uratowałem firmę. Potem było jeszcze wiele podobnych spraw, też wygranych. Jak długo miałem jednak czekać, aż przyjdzie próba, której nie wytrzymam? Wolałem za pół ceny sprzedać Optimus, zwłaszcza że nastąpił taki rozwój korupcji, że trudno byłoby prowadzić firmę.

    – Czy próbowano od Pana wyłudzić pieniądze?
    – Robiono to bardzo delikatnie. Zazwyczaj otrzymywałem informację, bezpośrednio lub przez pracownika, żeby na przykład podać procent od wartości kontraktu, jeśli ten kontrakt wygramy. Tych spraw było wiele. Nie umiałem się w tym znaleźć i nie chciałem.

    Potrzeba symetrii

    – Wygrał Pan. Posady stracili szefowie prokuratury apelacyjnej w Krakowie. Jest to jakaś satysfakcja?
    – Jeżeli zwróciło się do mnie tak wielu ludzi z podobnymi sprawami, to jaką mogę mieć z tego satysfakcję? Że jedna sprawa została wygrana? Przecież wielu ludzi niesłusznie oskarżonych nie ma żadnych realnych szans obrony. Najgorsze jest to, że te niegodziwości stają się masowe i nie powodują żadnych wyrzutów sumienia. Ten rak zaczyna być powszechny.

    – Nie ma Pan żalu do wiceministra Wiesława Ciesielskiego, nadzorującego urzędy skarbowe i prokuratora generalnego Grzegorza Kurczuka, że nie dopełnili obowiązków?
    – Problem tkwi gdzie indziej. Zastanawiam się, dlaczego takie rzeczy mogą się zdarzyć. Bo to chyba nie jest pomyłka. Na pewno muszą być spełnione dwa warunki. Po pierwsze, musi być bardzo nieprecyzyjne prawo, żeby w tym prawie każda błędna decyzja była do obronienia. Po drugie, muszą być ogromne restrykcje za złamanie tego prawa. Spełnienie tych warunków nie daje żadnych szans podatnikowi. Bo proszę zauważyć, jak można za to, że ktoś pomylił się na przykład na kwotę 164 tys. złotych żądać zgodnie z prawem grzywny około 8 mln zł. Możemy dopuścić, że nieprecyzyjne prawo powstało z niekompetencji, niewiedzy czy przez przypadek. Ale kwoty grzywny nie powstały przez przypadek. Ktoś je przecież zaplanował.

    – Mówi Pan, że urzędnicy mają za dużo władzy, a obywateli obowiązuje masa zakazów. Jak zatem zreformować system prawny?
    – Jest to możliwe, ale wymaga ogromnej determinacji. Wolny rynek został poważnie ograniczony, bo w to miejsce weszła decyzja urzędnika. Niestety, o tym, czy firma ma działać, czy nie, decyduje urzędnik. Musimy wrócić do takiej sytuacji, gdy rynek będzie pełnił funkcje rynku. Obecne prawo należy zastąpić tak, aby nie dawało możliwości manipulacji ani urzędnikowi, ani przedsiębiorcy. Po drugie należy anulować restrykcje. Dopóki one będą, dotąd nic się nie zrobi z niepodzielną władzą aparatu urzędniczego.

    – Kto powinien odpowiadać za błędy urzędników? Może ich materialna odpowiedzialność rozwiązałaby ten problem?
    – Musi być symetrycznie. Jeśli podatnik popełnia błąd, powinien ponieść karę. Konsekwencje musi ponieść też urzędnik, jeśli rażąco i świadomie naruszył prawo. Przecież w moim przypadku każdy urzędnik wiedział, że zajęcie samochodów na czas nieokreślony jest bezprawne. Podpisując taką decyzję naruszono prawo. Tu nie chodziło o pomyłkę, ale o świadome naruszenie prawa. W takim przypadku urzędnik powinien ponieść karę. Dopóki jednak za błędy urzędnika płaci budżet państwa, ten urzędnik czuje się bezkarny. Oczywiście mógłbym domagać się odszkodowania, ale byłoby to odszkodowanie nie od urzędników, ale od budżetu, do którego płacę podatki – czyli od siebie samego. Jaki to miało by sens?

    Zwolnieni z rzetelności

    – Czy, Pana zdaniem, jest recepta na idealny system podatkowy? Taki, żeby nie dało się nim manipulować?
    – Jakiś czas temu wymyśliłem system podatkowy. Był tak rewolucyjny, że nie śmiałem go nikomu pokazać. To taki system, który promuje dobre zachowania dla kraju i nie daje nikomu żadnej możliwości manipulacji. Kiedy zostałem zaproszony na Akademię Ekonomiczną na wykład o podatkach Adama Gwiazdowskiego z Centrum Adama Smitha okazało się, że moje koncepcje są taki same jak te, które właśnie tam przedstawiano. Jeśli grupa naukowców i ekonomistów doszła do tego samego co ja, to uznałem, że coś w tym jest. Próbuję do mojego systemu przekonać różne partie polityczne. Zdaję sobie sprawę, że każda zmiana systemu podatkowego też jest złem, bo narusza stabilność prawa, ale należy wybrać mniejsze zło. Aby ograniczyć niekorzystny wpływ zmian, nowe prawo powinno być ogłoszone np. z jednorocznym wyprzedzeniem. Są też dwie rzeczy, których nie wolno nam zrobić. Uważam, że nie wolno wprowadzać podatku dochodowego od działalności rolniczej. Podatek dochodowy jest bardzo złożony. Trudno sobie wyobrazić, że bez pomocy doradcy podatkowego każdy rolnik wypełni go bez najmniejszego problemu. Raczej należy się liczyć z tym, że będą błędy w jego wypełnianiu. Konsekwencją będzie grzywna. Jeśli podatnik jej nie zapłaci komornik, może zabrać ziemię. Dlatego sądzę, że jedynym wytłumaczeniem wprowadzenia podatku dochodowego jest chęć przechwycenia atrakcyjnej ziemi. Bo nie ma innego uzasadnienia. Przecież działalność rolnicza jest niedochodowa, więc wpływów z tego podatku będzie niewiele, a koszt obsługi nowych, ponad 2 milionów podatników będzie znaczny. Nie ma więc żadnego ekonomicznego uzasadnienia wprowadzenia nowego podatku. Oczywiście działy specjalne rolnictwa powinno się traktować jak przedsiębiorstwa, zależnie od ich wielkości. Można też opodatkować gospodarstwa, większe np. od 300 hektarów. Proponuje się też wprowadzenie podatku katastralnego. Jak można wprowadzać taki podatek, jeśli nie istnieje obiektywna podstawa opodatkowania, czyli nie ma obiektywnej ceny nieruchomości? Przecież obecnie każda cena nieruchomości przypomina zabawę w wycenę. Kiedy byłem prezesem Optimusa, kupiłem w Warszawie biurowiec za 960 tys. zł. Po krótkim czasie dostaliśmy propozycję jego sprzedaży za 3,2 mln USD. Która z tych cen jest rynkowa? Każda próba wyceny będzie niczym innym jak załatwianiem sprawy między właścicielem a wyceniającym. Grupie wyceniających będzie najlepiej i tym samym utworzy się nowa elita. W Polsce będzie to zapewne podatek dużej korupcji. Dowodem na to, że podatek katastralny jest zły, jest Portugalia, która teraz wycofuje się z niego. Nie róbmy tego samego manewru. Jaki powinien być optymalny system podatkowy? Po pierwsze, należy zlikwidować PIT, będący skomplikowanym podatkiem. Proponowałbym zastąpienie tego podatku np. 15-procentowym podatkiem od wynagrodzeń. Wszystkie umowy o dzieło, umowy zlecenia należy objąć też tym podatkiem. Po drugie, należy zlikwidować podatek CIT i zastąpić go np. jednoprocentowym podatkiem obrotowym. Teraz mamy taką sytuację, że jak urząd skarbowy gnębi podatnika, to on broni się CIT-em, włączając swoje koszty prywatne w działalność firmy. Ten niegodziwy pojedynek trwa, bo jedna i druga strona czuje się moralnie zwolniona z rzetelności. Wprowadźmy więc podatek obrotowy, który jest bezdyskusyjny. Ten podatek obrotowy ma sens wyłącznie zamiast CIT-u, bo inaczej byłby cenotwórczy. Konieczne jest też zmniejszenie opodatkowania pracy i zastąpienie obecnej składki ZUS częściowo innym obciążeniem, by stymulować wzrost zatrudnienia. Można np. opodatkować kapitały własne firmy. Nie wypowiadam się tu o konkretnych procentach, bo te zależą od decyzji politycznych. Od tego, ile zobowiązań musi zostać pokrytych i ile uda się ograniczyć wydatków zwłaszcza w tzw. gospodarce pozabudżetowej.

    – Czy, Pana zdaniem, płacenie podatków w rajach podatkowych jest zgodne z prawem? Czy rozważał Pan taką możliwość?
    – Płacenie w rajach podatkowych jest równoznaczne z wypłynięciem kapitału z Polski. Jeśli o tym myślałem, to nie dlatego, żeby nie płacić podatków, ale żeby dać nauczkę tym, którzy wymyślają te wszystkie chore podatki, grzywny, restrykcje. Cały ten aparat władzy staje się bezkarny w gnębieniu obywatela. Postępuję zgodnie z prawem, ale kiedy jestem niesłusznie oskarżany o jego łamanie, to wtedy pewna granica zostaje przekroczona. Oczywiście zgłaszają się do mnie doradcy podatkowi proponując płacenie w rajach podatkowych i przerzucenie aktywów za granicę. Jeszcze tego nie zrobiłem, bo mam nadzieję, że sytuacja w Polsce się poprawi. Nie chodzi przecież o niepłacenie podatków, ale o to, by podatnik za to, że je płaci nie gnębiony przez urząd skarbowy.

    Nie będę politykiem

    – Czy widzi się Pan w roli polityka?
    – Nie, gdyż nie uważam swoich kompetencji za wystarczające. Myślę, że dużo więcej mogę zrobić nie będąc politykiem.

    – Jak ocenia Pan zmiany w Platformie Obywatelskiej? Czy pójście w kierunku partii masowej – typu Samoobrona – jest dobrym rozwiązaniem?
    – Polsce jest potrzebna alternatywa w stosunku do dotychczasowego sposobu zarządzania krajem. Nie powierzchowna korekta, ale głębokie zmiany. Moim zdaniem to, co obecnie proponuje Platforma jest nie wystarczające, aby był to kraj moich marzeń. Mam nadzieję, że PO zreflektuje się w porę i przedstawi program, który uzdrowi sytuację. To co dziś proponuje Platforma, to za mało.

    – Co, patrząc z perspektywy czasu, było Pana największym błędem? Czy dziś postąpiłby Pan tak samo?
    – Myślę, że gdybym miał przeżyć swoje życie jeszcze raz, poszedłbym tą samą drogą. Nawet to aresztowanie, ten ogromny stres i niegodziwości, które dotknęły moją rodzinę, mają swój sens. To wszystko pozwoliło mi zastanowić się, co jest ważne, a co nie. W innym miejscu postawić wagi swojego postępowania i dojść do takiego wspaniałego uczucia, jakim jest wyzbycie się nienawiści do tych wszystkich, którzy mnie skrzywdzili. To mi się udało. Było to pewne doświadczenie, które warto było przeżyć. Jak teraz dzwonią do mnie przedsiębiorcy i mówią ,,wygrałem dzięki panu,,; to jest to dla mnie największą satysfakcją.

    Rozmawiała: Renata Dudała

    Jak to z Kluską było?

    Roman Kluska ma 50 lat. Stworzył spółkę Optimus i przez lata nią zarządzał. W kwietniu 2000 roku sprzedał akcje Optimusa za 261,7 mln zł konsorcjum BRE Banku i Zbigniewowi Jakubasowi. W grudniu 2000 Roman Kluska odszedł ze spółki.

    W latach 1998-2000 Optimus w ramach kontraktu z Ministerstwem Edukacji Narodowej eksportował komputery na Słowację, skąd były importowane przez szkoły w Polsce. Zgodnie z obowiązującymi wtedy przepisami podatkowymi, import komputerów był zwolniony z podatku VAT, podczas gdy sprzedaż komputerów w kraju była opodatkowana 22-procentowym VAT-em. W 2002 roku urząd skarbowy zarzucił Optimusowi, że spółka chciała ominąć przepisy podatkowe, eksportując je za granicę i nie płacąc 22 stawki VAT. Po zakończeniu kontroli nakazano spółce zapłacić zaległości podatkowe za lata 1998-2000 na kwotę około 32 mln zł. W styczniu 2002 roku Optimus podzielił się na dwie spółki -Optimus i Grupę Onet. W kwietniu Grupa Onet, będąca stroną w sporze zaskarżyła decyzje podatkowe do NSA. Drugiego lipca u.br. R. Kluska został zatrzymany i aresztowany pod zarzutem wyłudzenia przez spółkę Optimus około 32 mln zł podatku VAT. Wolność odzyskał po wpłaceniu rekordowej w Polsce kaucji 8 mln zł. W listopadzie 2003 roku NSA uchylił wszystkie zaskarżone decyzje i zarządził od organów podatkowych zwrot kosztów. W uzasadnieniu sądu potwierdzono, że podejmowanych wspólnie z MEN-em działań, polegających na eksporcie komputerów z zastosowaniem zerowej stawki VAT, nie można kwalifikować jako obejścia prawa podatkowego. (R.D.)

  • Jaką energię ma „Jasna Góra”?!

    Jaką energię ma „Jasna Góra”?!

    Energetyczną wibrację jakiegoś znanego miejsca, ludzkiego skupiska, miejscowości czy imion czy nazw ludzi określa się w mistyce na podstawie przeliczenia słów na liczby, czyli na podstawie badań numerologicznych. Numerologia alfabetu opartego na znakach łacińskich jest doskonale znana i powszechnie dostępna, a wiedza o obliczaniu imion, nazwisk i nazw własnych posiadających osobowość, charakter skupiska ludzi, jest dość powszechnie znana w filozoficznych zrzeszeniach tajemnych bractwach czy ezoterycznych grupach. Mistyczne liczby takie jak (11), (22) czy (77) albo (108) są dość dobrze opracowane w podręcznikach gematrii, a diabelsko-magiczna wibracja zła, (666) jest bodaj najbardziej powszechnie wykorzystywana jako fenomen kulturowy. Jeśli chodzi o demoniczno-diaboliczne wibracje Złego Ducha, to nie tylko (666) jest istotna, ale cały zbiór liczb od (660) do (669) uważany jest za wibracje czarnej loży o nieprzyjemnym w końcowym rezultacie wydźwięku. Permutacje z tego zbioru mają te samą w swej istocie naturę, stąd gdy (667) to wibracja syna/córki Diabła, to także dotyczy permutacji (766), czy (676), które są odmianą tej samej klasy demonicznej wibracji. Obliczanie jakości duchowej wymaga trzycyfrowego rozwinięcia wartości porządkowej liter alfabetu i tak A=(1) ma postać (100), K= (11) ma postać (110), S= (19) ma postać (118), a Z= (26) zapisuje się jako (125) co można łatwo ująć w postać tabeli wibracji. Numerolodzy lubią najbardziej raczej skrócone obliczenia tyczące cielesności i stylu życia, jednak podane rozwinięcia i ich wynikowe sumy końcowe oraz ich iloczyny wiele pokazują o jakości i rodzaju duchowego bytu jaki stoi za danym miejscem. Gdy suma końcowa wychodzi (11), (22) czy (77) uważane jest to za bardzo mistyczne, duchowe i wzniosłe. Jednak trzeba też brać liczby (17), (15) oraz (23) jako te, które dają znać o złym, demonicznym charakterze i ciemnej jakości miejsca czy nazwy miejscowości. Liczba (17) jako suma końcowa osobonazwy daje mocno diaboliczną jakość, choć nie tak straszną jak (666) – Liczba biegunowa sił zła. Liczba (15), a po niej (23) to liczby demoniczno-egoiczne, z których (23) jest najsłabszą, powiedzmy lekko demoniczną, egoistyczno-mroczną. Badanie sum uproszczonych nigdy nie pokazuje nic o duchowości i wnętrzu istoty, a jedynie o jej powierzchowności i cielesności. Stąd słupek Soma (S) służy do badań stanu psychiki, myśloemocji, umysłu ze wszystkimi aspektami emocjonalnymi. Zbadajmy jakoś energię i ducha osobonazwy jednego z najpopularniejszych w Polsce miejsc jakim jest “Jasna Góra”, jak przynajmniej się oficjalnie twierdzi!

    N P S
    J 109 10 1
    A 100 1 1
    S 118 19 1
    N 113 14 5
    A 100 1 1
    G 106 7 7
    O 114 15 6
    R 117 18 9
    A 100 1 1
    977 86 32
    23 14
    5 5 5

    Gdyby patrzeć na sam słupek (S), jak to się zwykle powierzchownie robi wśród początkujących numerologów, to końcowa wibracja (5) mogłoby się wydawać całkiem przyzwoite jak na miejsce kultu religijnego, na tyle na ile właściwości “Piątki” by pozwoliły to zinterpretować! Jednakże w kierunku interpretacji całości decyduje jakość wibracji Nous (23) oraz tak zwany cykl życiowy, różnica pomiędzy ostatnią, a pierwszą literką w cyklu Soma (S), tutaj zerowa, bo cykl zaczyna się i kończy wibracją J=A= (1). Jest to tak zwany cykl stagnacyjny, nierozwojowy, powtórkowy, który nie dopuszcza cech postępowo-rozwojowych. Liczba (23) w Nous jest egoistyczno-demoniczną wibracją, stąd końcowa wibracja (5) dla całej nazwy przyjmuje tylko to znaczenie i wibracje, które są ciemną i mroczną stroną “Piątki”, powiedzmy inaczej, miejsce zmierza i ciągnie w lekko złym kierunku, który jest trochę maskowany pozorami płynącymi aż z pięciu “Jedynek” w całym słupku cyklu życiowego (Soma). Nie jest to częste, aby dziewięcioliterowa nazwa miała aż pięć cyfr o wartości (1), co też wpływa mocno na obraz działania tej osobonazwy tak jako magicznego miejsca, instytucji jak i zgromadzenia ludzi związanych uczuciowo i myślowo z tym miejscem oraz obiektem, centrum kultowym. Lekka, egosistyczna demoniczność nie ulega wątpliwości i jest nie do podważenia w świetle końcowej sumy Nous, dającej (23) i z tym każdy mistyk, ezoteryk, szaman czy pobożniś musi się pogodzić.

    Obraz wibracji (23) tworzącej demoniczno-magiczną “Piątkę” to wspólne negatywne i stagnacyjne cechy cyfr (2), (3) oraz ich iloczyny (6), co w kwestiach istotnych jest łatwe do ujęcia. Duch zły duch obiektu o nazwie “Jasna Góra” to szkodliwy krytycyzm, zmysłowość, samolubność, szukanie “dziury w całym”, bezwolność, pozerstwo, marnotrawstwo sił i środków, posłuszne narzędzie w rękach silniejszego zła. Apodyktyczność, upartość i zaślepienie, żądza pochlebstw i pochwał, przeciążenie pracą, nadmiar obowiązków, chorobliwe umartwienia i zmartwienia. Egoizm to interesowanie się tylko sobą, zaślepienie sobą i swoim punktem widzenia, a widząc co bardziej gorliwe osoby związane z osobonazwą “Jasna Góra”, można się jedynie zastanowić, czy analiza nie jest zbyt taktowna i delikatna. Pozostajemy jednak przy podręcznikowej analizie numerologicznej pamiętając o tym, że każda osoba ma też wibracje swego imienia, nazwiska czy miejscowości w której żyje i to może wpływ osobonazwy “Jasna Góra” znacznie łagodzić lub wzmacniać!

    Sama liczba NOUS= (977) ukazuje większą głębię tej wibracji (23) to negatywne generalnie strony cyfry (9) oraz podwójnie wzmocnione negatywne wibracje cyfry (7), co daje obraz niejako wyższego wymiaru ducha miejsca i zbiorowości o nazwie “Jasna Góra”. Cyfra (9) należy już do cyklu nadprzyrodzonego, ponadludzkiego, co daje pozór wyższości tego miejsca, zaś cyfra (7) leży w cyklu człowieczym, co daje miejscu kultowemu ludzką twarz, pozór człowieczeństwa. Negatywna cyfra (9) to samolubny sarkazm, zaspokojenie własnych żądz i namiętności, własny interes zawsze na pierwszym miejscu, skłonności destrukcyjne w stronę rzeczywistych i urojonych wrogów oraz konkurencji, pobudzanie w innych skłonności niszczycielskich. Negatywna strona cyfry (7) to wieczne błądzenie, brutalna i szydercza obojętność na cudzą biedę i cierpienie, wrogość do wszelkiej mistyki i uduchowienia, niezdolność wyrażania prawdziwych uczuć i myśli, podstępny i ukryty ateizm. Całkiem możliwe, że ustrój polityczny oparty na ateizmie i materializmie lub formalnej, ale powierzchownej religijności na niby, to skutek demona stojącego i działającego poprzez tę osobonazwę. Można się pocieszyć, że jest to tylko duch egoistyczny, lekko demoniczny, a nie jakieś czartowskie (17) czy diabelskie (666), jednak i tak spustoszenie umysłów i serc ludzi czczących takie miejsce wygląda tragicznie.

    Pięć razy cyfra (1) w słupku Soma to żądza przewodzenia innym o aroganckim charakterze, impertynencja i zadawalanie wszystkich swoich zachcianek, choćby najdziwniejszych. Umysłowa słabość oraz ograniczoność w myślach czy wręcz prostactwo, to typowe cechy kultu opartego mocno ideowo na osobonazwie “Jasna Góra”. Gdyby jedynymi zachciankami było modlenie się i żarliwa religijna asceza oraz kontemplacja, nie byłoby w tym zbyt dużo miejsca dla jakiegoś zła. Żądza zadawalania wszelkich zachcianek może być jednak dla tych czysto religijnych osób wręcz uciążliwa w czasie pielgrzymek i na polach namiotowych gdzie wybucha ze zdwojoną siłą, kiedy zbierają się ci, którzy zmierzają do idei jaką jest “Jasna Góra”. Taka silna obstawa w cyklu życiowym ze strony “Jedynek” stawia to miejsce w cyklu przyrodniczo- podludzkiego, gdzie główną rolę odgrywają wszelkie instynkty, żądze i namiętności, bo cykl podludzki jest charakterystyczny dla zwierzęcej ewolucji oraz linii demonicznych legionów sił Zła. Trudno sobie wyobrazić, aby z tego miejsca czy zbiorowości mogło wyjść coś dobrego, bo prawda, całkiem naga, jak na prawdę przystało pokazuje, że wychodzi lekkie zło i siły egoistyczno-prymitywne, które inspirują do zła. Stagnacyjność cyklu życiowego w zasadzie uniemożliwia jakikolwiek rozwój czy postęp duchowy osób związanych psychicznie, fizycznie i duchowo z obiektem “Jasna Góra”, a co więcej narzucająca się ograniczoność myślenia uniemożliwia też rozwój umysłowy, zmianę myślenia, przyjmowanie nowych wzorców czy paradygmatów ideowych. Można to ująć w slogan typu “konserwatyzm opadłościowy” albo “wspakultura” jak robią to filozofowie zawodowi. Centrum kultowe o silnym oddziaływaniu synchronizuje ze sobą cały kraj poprzez swoich wyznawców, mając niewątpliwie dalece szkodliwy wpływ na cały naród i jego funkcjonowanie. Trzeba to powiedzieć, że wpływ osobonazwy “Jasna Góra” jest właśnie mocno ograniczający i destrukcyjny dla wszelkiego postępu uniemożliwiając zmiany na lepsze. Potrzebne jest szerokie i powszechne otwarcie oczu usuwające zaślepienie i ciasnotę umysłowa powodowane przez demoniczno-iluzyjną moc Jasnej Góry!

    Trzeba sobie jasno powiedzieć, że nawet najgorsze zło osobowe przejawia dobre cechy, chociaż od czasu do czasu, a pozytywne cechy jakie ewentualnie mogłaby przejawiać “Jasna Góra” to tylko te, które nie kolidują zbyt wyraźnie z istotnymi tendencjami Nous= (23). Ciekawym wzmocnieniem egotyczności wibracji “Jasna Góra” jest iloczyn każdej z sum NPS. W Soma (32), iloczyn daje wibrację (6), w Psyche (86) iloczyn cyfr to 8×6=48 i dalej w (48) jest 4×8=32m ci w końcowej postaci daje 3×2=(6). Iloczyn Nous (977) daje 9x7x7=441 i dalej 4x4x1=16, a w końcu 1×6=(6), co daje zgodny wynik iloczynu w każdej sumie NPS, czyli x(6, 6, 6), takie wirtualne trochę, bo dobrze ukryte (666), o którym wspomniane było na początku jako o biegunie zła, a w tym wypadku i lokalnej, sanktuaryjnej siedzibie zła. Nie jest to częsta sytuacja kiedy wynik iloczynowy, w każdym słupku NPS jest zgodny dając tą samą wibrację i wirtualne, składnikowe “Potrójne Sześć”, co pokazuje kto tworzy, inspiruje i wzmacnia swoje bezwolne i podporządkowane “lekko demoniczne” narzędzie. Tego rodzaju wyniki analizy wibracyjnej pokazują z czym mamy w istocie do czynienia, a także w jaki sposób sam Szatan i Diabeł oddziaływuje na tłumy pielgrzymów i użytkowników obiektu znanego pod kultową nazwą “Jasna Góra”.

    Na ile kraju o nazwie “Polska”, którego liczba Nous=(668) należy sama w sobie do terytoriów diabolicznych jako “Wnuczka Diabła”, licząc od (666), nie dziwi to zapewne nikogo o zdrowym rozsądku, uczciwym podejściu i mistycznych skłonnościach, że najpopularniejsze historycznie miejsce kultu ma egoistyczno-demoniczną wibrację z lekka podszytą energią Szatana, która wskazując na centrum wszelkiego mroku, ciemnoty, ograniczenia myślowego, zaślepienia, fanatyzmu, stagnacji i apodyktyczności, a nawet brutalności i pobłądzenia. Kto błądzić duchowo nie chce musi unikać obiektu o nazwie “Jasna Góra” jak i zgromadzeń ludzi czy osób czczących to subkulturowe zjawisko. Dobra rada dla tych, co użytkują to miejsce, źródło lekkiego zasyfienia narodu, zmiana nazwy jest wskazana od zaraz, jednak zanim lepsza osobonazwa przeobrazi ducha miejsca, musi przeminąć wiele pokoleń, a stara, potoczna nazwa zniknąć z pamięci ludzi, co jest długofalowym przedsięwzięciem bez gwarancji na szybki sukces. Skoro wiadomo jakie siły sterują obiektem, duchem miejsca o nazwie “Jasna Góra”, to trzeba też pamiętać, że siły te są odpowiedzialne za wszelkie cuda pod obrazem, siły te wysłuchują modlitwy i przyjmują hołd od osób, które tam klękają w nabożny sposób, siły te zaślepiają osoby zaangażowane w działalność tegoż zjawiska kulturowego czy raczej wspakulturowego, jak mówią filozofowie! Warto przy tej okazji przyjrzeć się wibracji czczonego tam imienia kultowego, osobonazwy “Maryja”, która ma rzekomo prowadzić ludzi do Jezusa Chrystusa oraz do Boga Ojca Niebiańskiego.

    N P S
    M 112 13 4
    A 100 1 1
    R 117 18 9
    Y 124 25 7
    J 109 10 1
    S 118 19 1
    680 86 23
    14 14
    5 5 5

    W cyklu życiowym ideomatrycy imienia “Maryja” widać średnio mocną upadkowość od M=4 – do A=1, jako że zredukowana do cyfry wartość litery M to (4), a A to (1). Jest to charakterystyczny cykl upadkowy wielu nazw i imion. Suma Soma to wprost egodemoniczna wibracja (23), której negatywne cechy były już relacjonowane. Suma Psyche to (68) odwrotnie niż w “Jasna Góra”= 86, co daje tę samą sumę końcową i ten sam iloczyn! Nous to liczba (662) należąca do ciemnej loży mroku i zła o znaczeniu “przodków Diabła”, czyli źródła demonizmu. Iloczyn i Nous (662) to 6x6x2=(72), dalej 7×2=(14) i w końcu 1×4=(4), co plasuje wynikowy obraz iloczynu jako wirtualne x(466), o znaczeniu z grupy wibracji typu (664, 646 i 466) znanych w mistyce chrześcijańskiej pod nazwą “Babci Diabła), czyli opiekuńczego źródła wszelkiej negatywności, zła i amoralności o przyjemnie wyglądającej zewnętrznej postaci “Piątki”, która uchodzi za mistyczną i ezoteryczną cyferkę. Tutaj do osobonazwy “MARYJA”, bez żadnych nawet skojarzeń leksykalnych widzimy negatywną tak naprawdę “Piątkę” bóstwo o upadek duchowo-materialny powodującym obliczu i działaniu! Żądni pochlebstw i pochwał egotycy o apodyktycznej naturze, to ukryte cechy iloczynu Ciała i Umysłu obiektu o imieniu “Maryja”, zaś  opętanie przez brutalne żądze, goniący za marnymi zdobyczami, intryganci omotani przez najgorsze popędy, niewolnicy żądzy,  samolubni, niszczyciele ognisk domowych i rodziny, pesymiści to obraz złej “Piątki”! Jest to prawdziwe oblicze bóstwa o imieniu “Maryja”, oblicze wibracyjno- energetyczne, rodzaj demonicznego ducha, wprost mrocznej istoty z Loży Diabła, działającego z miejsca o równie obrzydliwej, egodemonicznej nazwie “Jasna Góra”, co się razem wzmacnia i potęguje, i to na wspólnej fali cyfry “Pięć”, w jej negatywnym aspekcie.

    Do osobonazwy “Maryja” jeszcze bardziej stosuje się zasada negatywnej interpretacji numerognemu, bo liczba Nous=(662) jest bardziej ciemną wibracją, jest mocniej czarną energią spętaną niźli wibracja (23) w Nous nazwy “Jasna Góra”. Bóstwo i miejsce wspierają się wzajemnie w swej czorciej mocy którą emanuje i ezoterycy, szamani, mistycy, prawdziwi chrześcijanie jezusowi nie powinni tego dłużej ani ukrywać, ani przemilczać. Demoniczne Bóstwo o wibracji “Maryja”= (23) upodabnia do siebie tych, którzy w nim zawierzają, modlą się, a nawet tych, którzy tylko okazjonalnie ale z akceptacją i szacunkiem wymawiają to imię, działając w ten sposób szkodliwie nawet na kulturalnych ateistów, pewnie za karę, że szanują coś, co jest ideomatrycą wibracji diabolicznego Zła. Negatywną stroną imienia “Maryja”= (5) w sumach końcowych, jest prowadzenie życia szarego i jednostajnego, a także całkowity brak środków materialnych, uczuciowa niestałość i niewierność, niewolnictwo pod władzą popędliwości i żądzy, powszechna bieda i ubóstwo, co daje obraz oddanego pod władzę bóstwa “Maryja” ludu czczącego kultowy obraz jak i miejsce rezydowania.

    Prawdziwa religia dba o swoją wewnętrzną, mistyczno-duchową warstwę, a nikt uduchowiony, ani święty nie wciskałby ani takiego miejsca ani takiego bożka społeczeństwu, aby nie doprowadzić do ruiny religijności i mistyki. Tylko siły krańcowego zła mogły wprowadzić takie imię i takie miejsce w czasie jakiejś średniowiecznej ciemnoty, żeby doprowadzić ludzi do zaślepienia i pobłądzenia na bezdroża fałszywej religijności i demonicznego kultu. Tu jest potrzebna prawdziwa Mądrość, a “Kto Mądry niechaj liczbę Bestii przeliczy, albowiem jest to liczba człowieka”, wibracja (666), co jest doskonale znanym elementem mistyki i duchowości chrześcijańskiej czy żydowskiej (tu w alfabecie hebrajskim). Księga Objawienia, Apokalipsa Świętego Jana Apostoła, niewątpliwie wskazuje na znajomość liczbowania biblijnego przez bezpośrednich Uczniów Jezusa Chrystusa, na znajomość wyliczania trójcyfrowej wartości Nous dla rozszyfrowania zła i jego sekretnych miejsc mocy, które “udają Anioła Światłości”! Tak kult maryjny jak i hołdy jasnogórskie pokazują wyraźnie gdzi jest czakram diabelski w Polsce i jakie bóstwo jest kultowym źródłem zła, wszelkiego zepsucia, pomylenia, grzechu, słowem diabelstwa! Obowiązkiem ludzi uduchowionych jest demaskowanie i ujawnianie tak Zła jak i jego źródeł oraz mechanizmów działania, a przecież widać wyraźnie jak nieudany jest i potworny polskojęzyczny wariant hebrajskiego imienia Miriam, które pisane w oryginale, literkami ma inną wartość. Zmiana dokonana w wymowie imienia w Polsce, powoduje, że osobonazwą mogą swobodnie sterować ciemne siły i piekielne moce, aby wpływać na ludzi poprzez miejsce kultowe bóstwo opętujące niskie ludzkie świadomości. Awersja ludzi subtelnych, wrażliwych i naturalnie uduchowionych do imienia “Maryja” i zjawiska pod wibracją “Jasna Góra” ma swoje naukowe, precyzyjne wyjaśnienie i leży w negatywnych czartowskich wibracjach jakimi emanuje złe imię i zła nazwa kultowa!

    Czas się otrząsnąć, obmyć z tego lekkiego, ale niewidzialnie degenerującego brudu, otworzyć oczy i wyjść z kręgu oddziaływania tych wibracji, co ludzie bardziej wrażliwi na zło czynią od stuleci poprzez kolejne fale emigracji albo porzucenia tak zwanego Kościoła dla innych ruchów religijnych!  Otrząsamy się i uwalniamy, zrywamy teraz i na zawsze wszelkie połączenia i związki z imieniem “Maryja” czy nazwą/miejscem “Jasna Góra”. Odrywamy się całkowicie i dogłębnie od tego wywyższanego źródła zła, który jest wstydem i obciachem dla całego narodu przed całym ludzkim światem, a zbrodniczym grzechem kultowym przed Bogiem i Aniołami. Porzucamy maryjny kult Szatana, Bestii pod postacią Wielkiej Nierządnicy i Babilonu doskonale opisanych w Apokalipsie Świętego Jana w BIBLII! Oto Tajemnice Boże, Oto Słowo Boże, Bogu niech są dzięki składane!

    MAG ATHENOR

  • DEMONICZNE WCIELENIE – Hanna Szpilewska

    DEMONICZNE WCIELENIE – Hanna Szpilewska

    Hanna Szpilewska to potwór numerologiczny, demonica z Czarnej Loży, która od urodzenia posiada czartowskie wibracje w imieniu i nazwisku. Trzeba bardzo uważać, aby nie dać się zwieść i omotać takiej okrutnej i podstępnej mamicielce, która podstępnie opętuje i wyniszcza serca ludzi. Zajmie to nawet 36-40 lat zanim wibracja takiej demonicy uległaby zmianie, a zły duch mieszkający w jej ciele uległ metamorfozie w coś lepszego. Zobaczmy wibrację imienia “Hanna”

    N P S
    H 107 8 8
    A 100 1 1
    N 113 14 5
    N 113 14 5
    A 100 1 1
    533 38 20
    11 11 2

    Chociaż Nous i Psyche wydają się mistyczne, jest to jedynie pozór, gdyż imię jest wysoko upadkowe od H=8 w dół do A=1, cykl regresyjny, schodzący. Takie imie dostają upadające z wysoka demonice, które potrafią pozorować mistycyzm, ale jest to tylko mistyfikacja, gdyż zawsze osoba taka jest chwiejna, sieje zamęt, wątpliwości i niezgodę. Liczba 20→2 w Soma daje obraz sekutnicy skłócającej innych ze sobą, siejącą ziarna niezgody i powątpiewania co nie służy duchowości. Nihilizm i duchowa pustka towarzyszy osobie, często brak miłości i bliskiej więzi powodujący zgorzkniałe staropanieństwo czy celibat z konieczności. Hanna swoje potrzeby lubi wmawiać innym stąd nie należy się przejmować tym co wmawia osoba o imieniu Hanna innym, trzeba nawet mieć się na baczności, aby nie realizować tego, co Hanna powinna zrobić. Hanna mając wibrację 8 w inicjale myśli kategoriami zysku i opłacalności także w sferze uczuciowej i duchowej. Jest nastawiona na egoistyczny zysk tak ordynarnie mocno, że aż sama tego nie zauważa. Dusza upadająca zmierzająca do odrodzin w gorszym świecie (Preta, Asura Loka) pozorująca mistyczny nastrój i w istocie zgniłe ciepełko rozdwojenia jaźni. Swoje prawdziwe wnętrze Hanna ukrywa, siląc się na pozorowanie siebie w charakterze słodkiego cukiereczka, niestety jadowicie trującego.

    Jest to bardzo złe, niedobre dla rozwoju duchowego imię, które trzeba zmienić na cokolwiek lepszego, gdyż obłuda osobonazwy “Hanna” nie zna granic, choć może być mniejsze przy dobrym duchowo nazwisku! Dwie piątki wskazują na wzniosłe ciągotki, ale dwie jedynki w literach Soma imienia pokazują na najniższy poziom tej pozornej duchowości i zdolności do apodyktycznej ksobności aż do granic wyobcowania z istniejącej rzeczywistości i autyzmu! Imię Hanna jest dobre dla wszelkiej maści szpiegów, oszustów, agentów służb specjalnych, którzy muszą wykazać się umiejętnością obłudy, kamuflażu i siania destrukcyjnego zamętu. Hanna z natury lubi pozę i pochlebstwo, jest złowrogo krytykancka w nieuzasadniony sposób, gdyż szuka “dziury w całym” wszędzie gdzie się pojawi. Kierując się w postępowaniu zimną kalkulacją typu “co inni o mnie powiedzą!” Hanna jest bezwolna i z natury leniwa, gromadzi zaległości w pracy, trzeba ją pilnować i poganiać, gdyż potrafi spowolnić i rozłożyć najprostszą nawet działalność. Hanna lubi zbierać informacje o innych celem plotkowania i robienia aferek towarzyskich, dlatego przy tym imieniu należy mieć się na baczności i trzymać język za zębami. Hanna cieszy się nawet najbardziej jaskrawie fałszywym pochlebstwem, lubi pozować na uczoną, mądrą, doświadczoną, ekspertkę, uduchowioną, boską, a w rzeczywistości jest prostym zaprzeczeniem tego, co próbuje pozować. Hanna bywa bezwolnym narzędziem w rękach silniejszych i złych osób, czy będzie to mąż tyran i cynik czy też służba bezpieczeństwa lub inkwizycja. Hanna reprezentuje raczej niski charakter oddający się wszelkim występkom, łamaniu w szczególności boskich praw i nakazów. Brak wiary w to, co BOSKIE uniemożliwia powstrzymanie cech degeneracyjnych i jakikolwiek rozwój duchowy, gdzie liczy się bezinteresowna służba, a interes “Hanna” to, też zysk emocjonalny, uznanie, nie tylko dolary!

    N P S
    S 118 19 1
    Z 125 26 8
    P 115 16 7
    I 108 9 9
    L 111 12 3
    E 104 5 5
    W 122 23 5
    S 118 19 1
    K 110 11 2
    A 100 1 1
    1131 141 42
    6 6 6

    Nazwisko “Szpilewska” należy do typowej natury skrajnie egoistycznej, materialistycznie ksobnej, że aż w egoizmie uciążliwej dla otoczenia. Iloczyn Soma 42 to 4×2 = 8 pokazujący, że u tej osoby nie ma nic za darmo. Pracuje za zysk, za pochwałę, zganiona za błędy dostaje diabolicznie jadowitej furii! Szpilewska to wibracja apodyktyczna, silnie narzucająca swoją wolę innym, egoistka nie dbająca o innych i nie licząca się z innymi osobami. Może być narcystką, która interesuje się tylko sobą, swoim rozwojem, dochodem, uduchowieniem, słowem osoba chora na narcyzm! Szpilewska jest uparta i zaślepiona aż do opętania się własnym egoizmem i swymi potrzebami, które chorobliwie projektuje na innych przypisując ludziom swoje własne potrzeby i żądze! Szpilewska uzurpatorsko wręcz domaga się pochlebstw i pochwał, stąd traci znajomych i przyjaciół, którzy szybko się na niej poznają! Gematrikon z sumą 15 pokazuje demoniczno ksobny aspekt tej osobonazwy, tak, żę pozytywne aspekty liczby 6 nie mają możliwości zamanifestowania  Szpilewska w swym zaślepieniu potrafi nadużywać magii do złych i okrutnych celów. Potrafi też boleśnie ugryźć rękę, która ją karmi lub leczy… Kiedy Szpilewska dużo mówi, to na pewno kłamie albo kogoś obmawia lub knuje intrygę. Szpilewska powinna mówić mało, zwięźle i rzadko, żeby mową nie grzeszyć zbyt wiele! W złożeniu z imieniem Hanna, prawdziwe ZŁO WCIELONE.

    N P S
    H 107 8 8
    A 100 1 1
    N 113 14 5
    N 113 14 5
    A 100 1 1
    S 118 19 1
    Z 125 26 8
    P 115 16 7
    I 108 9 9
    L 111 12 3
    E 104 5 5
    W 122 23 5
    S 118 19 1
    K 110 11 2
    A 100 1 1
    1664 179 62
    17 17
    8 8 8

    Złożenie “Hanna Szpilewska” to zewnętrzna skrajnie materialistka, a wewnętrznie istota będąca demonicą o wibracji 17, co daje taks zwaną Czarną Lożę Diabła. Karmicznie jest to istota bardzo upadła o piekielnej naturze, choć dla zysku bywa, że udaje iż zajmuje się duchowością czy mistyką. Jest to osoba bezlitosna, egoistyczna, sprowadzająca ruinę na innych, obojętna na cudze cierpienia, lichwiarska, wyzyskiwaczka! Arogancja i impertynencja, lenistwo, słabość umysłowa, ograniczoność umysłowa, ograniczoność pojmowania, to dalsze cechy demonicznej Asurā jaka zamieszkuje taką osobę. Osoba ta należy do „wiecznie błądzących i zwodzących” kusicielek jakie Czarna Loża Diabła posyła na Ziemię dla otumanienia ludzkości. Niesłowna, wrodzona ateistka, potrafiąca udawać pobożność, ironiczna i szydercza wobec tego, co boskie, subtelne i uduchowione. Oto obraz żeńskiej bestii inkarnowanej w ludzkim ciele dla niszczenia Duchowości. Takie bestie lubią przyłączyć się do krucjat przeciw Avatārom i ludziom Boga żyjącym na Ziemi w roli Rishis, Siddhas czy Sādhyas!

    Hanna Szpilewska to typ „Wielkiej Nierządnicy” wrogiej wszelkiej Świętości, wrogiej Trzem Klejnotom Boga: Guruh, Dharmie i Sandze!

    Suma Gematrikonu, 1635+110=1745 także daje 17 (1+4+7+5) to dodatkowo podkreśla fakt diaboliczności osoby, która z urodzenia żyje karmicznie jako „Hanna Szpilewska”, wcielenie zła z piekła rodem. Czas przemiany takiej bestii diabolicznej w coś o lepszej naturze zajmuje zwykle tyle lat praktyki i służby pod kierunkiem Śri Guruh, ile wynosi iloczyn liczby liter imienia i nazwiska, czyli 5×10=50 lat. Raczej nawet więcej niż 50 lat niźli choćby trochę mniej, stąd niewielkie szanse, aby taką wcieloną demonicę zmienić lub naprawić. Sama zmiana personaliów to tylko gest symboliczny, a w tak ciężkim przypadku może być tylko kosmetycznym KAMUFLARZEM Bestii pod duchową etykietką!

    MAG ATHENOR

  • Papież Inaczej

    Papież Inaczej

    Rozwija się mitologizowanie papieża JP-2 poprzez wątpliwej jakości numerologów, a raczej osoby, które nie mając większego pojęcia o numerologii próbują mitologizować i uświęcać postać, która zresztą z uwagi na światopogląd pewnie sobie tego nie życzy. Papież umarł wieczorem, po zachodzie słońca, a zatem w nocy. Zgodnie z ezoterycznymi tradycjami z powodu nagromadzonej karmy, tak dobrej, złej jak i pośredniej, będzie się musiał jeszcze ponownie reinkarnować, aby dokończyć swoją wcieleniową pracę, wyczerpać złoże karmana, bo na pewno nie jest jeszcze Wyzwolony, Zbawiony skoro umarł w nocy, po zachodzie słońca. To jest fakt z ezoterycznej wiedzy, a i człowiek może być dobry, tylko więzy karmana zmuszają do ponownych wcieleń, gdyż sama dobroć nie gwarantuje jeszcze zbawienia i wyzwolenia! Zgon Papieża JP-2 odbył się wedle oficjalnej wiedzy o godzinie 21 minut 37, co ma małe, prozaiczne i niewielkie znaczenie w numerologii. Tym, którzy sumę tych cyfr próbują gloryfikować, a jest to 2 + 1 + 3 + 7 = (13) dające (4) (jako 1 + 3) trzeba przypomnieć, że taka wibracja sugeruje raczej przejście przez cierpienie w przyszłym życiu, tak w zaświecie jak przyszłym wcieleniu! Wynika to stąd, że (13) jest liczbą cierpienia i cierpiętnictwa, jak cierpienia niespełnionych artystów, uczonych czy wynalazców, którzy zostali odrzuceni lub nie są ich dzieła uznawane. O wiele ważniejsza jest dla badaczy numerologicznych jakość samej daty śmierci w układzie horoskopu numerologicznego, bo można z niej wskazać potencjalną przyszłość osoby zmarłej! Zatem liczba (13) wynikła z daty odejścia Papieża JP-2 jest bardziej znamienną i to, co powiedziano o godzinie zgonu raczej tyczy pamiętnej daty 2 kwietnia 2005 roku, bo 2 + 4 + 2 + 5 = (13), co jest programem cierpienia i cierpiętnictwa w przyszłym życiu, tak w zaświecie jak i w kolejnym wcieleniu. Liczba (13) dająca w końcowej sumie (4) jest warta głębszego rozważenia, bo na różne sposoby, choć często nie istotne jest roztrząsana przez niby numerologów zajmujących się papieżem JP-2, jego martyrologią czy uświęceniem.

    Całkiem możliwe, że siły wyższe chcą ludziom zainteresowanym coś przekazać o Papieżu JP-2 z pomocą licznie zauważanej wibracji (13), która jednak jest tłem dla końcowej liczby (4), a zatem trzeba powiedzieć, że Papież JP-2 kończąc życie w dniu 2.04.2005 roku wykazał, iż należy do ezoterycznego cyklu ludzkiego, do cyklu życiowego człowieka, na który wskazują wibracje 4, 5, 6 i 7 jak powszechnie z numerologii ezoterycznej wiadomo! To z jednej strony dobrze, bo gdyby skończył życie jako liczba 1, 2, 3 należałby do cyklu natury i przyszłe wcielenie byłoby w warunkach prymitywnych lub w ciele zwierzęcym. Zachowanie cyklu człowieczeństwa to sukces dla większości ludzkiego rodzaju, a tak chociaż można stwierdzić, że ludzka forma bytu będzie utrzymana i żadnej metempsychozy degradacyjnej na pewno nie będzie. Z drugiej strony to trochę kiepsko, bo jednak pokazuje, że w porównaniu z wibracją urodzenia Papież JP-2 sporo stracił, gdyż urodził się jako wibracja (26) dająca (8) z dnia 18 maja 1920 roku. Cyfra (8) sugeruje, że życie zaplanowano z szansą osiągnięcia ponadludzkiego, czyli anielskiego kręgu ewolucji, ale wskutek charakteru, życia i wyborów, przekonań i postaw, plan życia wskazany w dacie urodzenia się nie powiódł. Następuje zatem nagromadzenie karmana przyczyn i skutków, które raczej przytłaczają tą duszę i ograniczają niźli pozwalają zrealizować Boski Plan, na jaki było przyzwolenie. Porównując wibrację urodzin i śmierci, można powiedzieć, że Dusza Papieża JP-2 nabrała więcej ciężarów i brzemienia niźli miała ze sobą rodząc się na tej Ziemi. To hamuje postęp i ewolucję, wymaga spalenia nagromadzeń karmicznych, nic zatem dziwnego, że dusza decyduje, a raczej Anioł Śmierci i Hadesu, żeby pokazać konieczność przyszłych odrodzin, o zgonie w porze wieczorno-nocnej, na granicy światła i ciemności, co znów dobrze, że nie około samej północy, kiedy mamy dwie godziny panowania ciemności i wedle ezoteryki odejścia tych, którzy idą do piekieł! Kto porówna wibrację daty urodzin i śmierci, ten zrozumie kto zyskał, a kto stracił gromadząc niekorzystną karmę, ciężkie przeżycia, grzechy, skutki niewłaściwych wyborów.

    Ogólna liczba (4), czyli 1 + 3 z (13) w dacie śmierci pokazuje, że w przyszłym życiu, gdy Papież JP-2 się odrodzi, będzie musiał dużo pracować na polu krzewienia podstaw człowieczeństwa, równoważyć i harmonizować żywioły, będzie wiódł życie pełne ograniczeń i ciężkiej, sumiennej pracy, będzie musiał żyć skromnie i oszczędnie, ale będzie mocno aktywny mimo ograniczeń i będzie rozwijał się na polu samodoskonalenia, co jest wielkim pozytywem. Wyśrodkowany los wibracji (4) to niewolnik ciężkich warunków życiowych, co może być i spełnieniem przypowieści o Bogaczu i Łazarzu, gdyż Papież tak czy owak przez cały pontyfikat żył w pałacu jako Cesarz Państwa Watykanu, a karman Władcy odpracowuje się często w roli jakiegoś Łazarza. Stąd można powiedzieć, że Anioły Przeznaczenia dały już mocną informację o przyszłym życiu niedawnego Papieża JP-2! Na pewno dla wielbicieli Papieża JP-2 optymistycznym jest fakt, że dusza być może ta dusza jeszcze za ich wcielenia dostanie kolejne swoje wcielenie, choć może to być i za tysiąc pięćset lat, gdyż szybkie odrodziny są rzadkością. Znając prawo karmana i niektóre postawy Papieża JP-2 można powiedzieć, że z uwagi na awersję do państw typu komunistycznego, odrodzi się w jakimś totalitaryzmie podobnego typu. Wiedząc o zduszeniu teologii wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej, można widzieć Papieża JP-2 jako przyszłego rewolucyjnego teologa, który będzie zwalczał establiszment religijny nawet za cenę własnego życia. Karman zgromadzony będzie Papież JP-2 musiał odpracować, to nie ulega wątpliwości, ale precyzyjne szczegóły zostaną pod kurtyną Anioła Śmierci zakryte, chociaż Jasnowidze rozumiejący prawo karmana i obojętni emocjonalnie do Papieża JP-2 zapewne daliby radę, żeby coś wychwycić z przyszłego wcielenia, jakie się już niewątpliwie szykuje, z uwagi na niespełnienie planu życia, a powstrzymanie reform Kościoła Rzymskiego, odrzucenie w końcu idei II Soboru Watykańskiego, czy zniszczenie ruchu księży teologów Wyzwolenia, a to jest Zła Karma!

    Niektórzy uważają, że liczba (13) jest liczbą Miłości, co jest prawdą o tyle, że tyczy miłości ludzkiej właśnie, takiej, gdzie dwoje w erotycznym akcie łączy się w jedno ciało rodząc z siebie trzecie i ten zgon Papieża JP-2 z tak podkreśloną przez interpretatorów wibracją (13) wskazuje na konieczność karmicznego spełnienia miłości ludzkiej, realnej, erotycznej włącznie z wydaniem z siebie potomstwa. Składniki liczby (13) jako liczby miłości, czyli cyfry (1) oraz (3) należą do cyklu przyrody, a natura jak wiadomo wymaga spełnienia się poprzez rozmnażanie, jak to samce i samice raczą czynić w normalnym porządku rzeczy biologicznego rodzaju. Człowiek umierając jako wibracja (4) z tłem (13) niesie z sobą w dalszą przyszłość cechy, konglomerat cech jakie te wibracje opisują, tak, że teraz można podejrzewać, że Dusza JP-2 kiedy otrzyma kolejne wcielenie w porządku ludzkim, będzie szukać religijności, w której będzie mogła spełnić się jako dawca potomstwa zrodzonego z miłości i jakiś reformator religijny odpracowujący nagromadzenia z poprzedniego życia, co może zaowocować przykładowo wcieleniem się w totalitarnej Korei Północnej, Chinach czy Iranie, połączone z miłością małżeńską i rodzicielstwem, co jest prawem cyklu ludzkiego jak i przyrodniczego oraz z rewolucją religijną do czego dusza ma nagromadzenie tytułem odpracowania karmana!

    Jedno jest pewne, do świętości daleka jeszcze droga, bo czas zgonu wieczorową porą, a nie wibracja godziny i minuty pokazuje, że dusza idzie księżycową drogą przez Krainę Zmarłych i będzie musiała przyjąć kolejne ludzkie wcielenie.

    Liczba (13) niesiona w zaświaty pokazuje erotyczną zmysłowość, niecierpliwość, uczuciowość, trochę egoizmu w spełnianiu zachcianek, ale też oryginalne zdolności twórcze pod wpływem naturalnych stanów miłosnego zakochania i podniecenia. Trzynastka to silna indywidualność, inicjatywa i duch pionierski jedynki w połączeniu z poczuciem humoru i twórczością trójki oraz metodyczność świadomej pracy cechująca wypadkową czwórkę! Z mocy daty urodzenia, dusza Papieża JP-2 popełniła poważny błąd, gdyż (8) z tłem (26) musi realizować się jednak w życiu przez spełnienie w parze miłosnej, gdyż główną nutą (26) jest przejawianie Dwójni, Pary Miłosnej w związku zgodnym z głosem natury, jak to samiec z samiczką powinien. Jest to zaniedbanie, którego dusza JP-2 nie spełniła i zostaje przeniesione na następne wcielenie. Dodatkowo (6) w liczbie (26) to stróż ogniska domowego spełniający instynkt ojcowski czy macierzyński, a sama liczba (26) uważana jest za wskazówkę dla realizowania Boskiego Związku Miłości w Parze. Liczba (26) to tło urodzeniowej cyfry (8) pokazuje, że Papież JP-2 jako człowiek nie zrealizował boskiego związku miłości, oddania dla własnej rodziny, bycia dobrym ojcem i nauczycielem własnego potomstwa. Taki plan Boży był w jego dacie urodzenia, stąd znacząco rozminął się z urodzeniowym powołaniem w inkarnacji, a za to w skutkach jest obniżenie wibracji rozwojowej z 8 (26) do 4 (13) i nagromadzenie niepomyślnej karmy. Dużo więcej ta dusza osiągnęłaby jako Biskup Protestancki żyjący w przykładnie prowadzonej rodzinie, to jest oczywiste bez żadnych wątpliwości na podstawie zamknięcia biegu życia, co daje możliwość porównania wibracji zgonu i urodzenia. Ludzie, którzy robią karkołomne sztuczki z cyferkami dla uzasadnienia swych fantazji na temat Papieża powinni się najpierw nauczyć głębiej rozumieć to, co zasadnicze i sprawdzone przez wieki! Cyferki godziny zgonu mają niewielki i nieistotny wkład w obraz całości. O wiele więcej powie planeta dnia i czasu odejścia, jeśli to kogoś interesuje do badań, ale to już bardziej typowa astrologia niż numerologia.

    Życie w Zaświecie dzieli się na cztery fazy, o których trochę mówi właśnie data zgonu, podobnie jak data urodzin pokazuje cztery cykle życia, choć ludzie czwartego rzadko dożywają. Mając datę 2.04.2005 jako program dla życia w Zaświatach, w Krainie Umarłych, widzimy, że pierwszą częścią pobytu w Hadesie, Szeolu rządzi liczba (4), drugą częścią liczba (2), trzecią fazą (7), a suma daty, czyli (4) z liczbą (13) jako tłem. Drogę doświadczenia duszy w Zaświecie można opisać jako ciąg procesów typu (4) -> (2) -> (7) -> (4/13). Ostatnia cyfra (4) z tłem (13) jest trochę inną Czwórką niźli pierwsza, czysta cyfra (4) bez żadnego tła. W każdej fazie dusza umarłego będzie przechodziła inne doświadczenia, o których można powiedzieć tylko tyle, co powiada się z analizy świeżo urodzonych o ich potencjalnej przyszłości. Jedno jest pewne, dusza nie umrze przedwcześnie i na pewno musi przejść cały proces hadesowego doświadczenia w Krainie Umarłych, zanim otrzyma prawo do kolejnego wcielenia. W tym pośmiertnym doświadczeniu dusza konfrontuje dziedziny, które są przedmiotem jej osobistych nagromadzeń, męczą ją koszmary jakie zafundowała innym, ale i konsumuje dobro jakie stworzyła i rozwinęła. Teologia katolicka nazywa to czyśćcem, ale faktycznie jest to zwyczajnie życie duszy poza fizycznym ciałem w Krainie Wiecznych Łowów, choć dla Złych jest to Czyściec, a dla Dobrych rodzaj pseudo-Raju! Stan pośmiertny jest stanem bez możliwości wyboru, konfrontacją z tym, co wytworzyła osoba za życia, z jej fobiami antykomunistycznymi, lękami, celibatem, poglądami, nienawiścią do odmiennych wyznań czy teologów postępowych. Mary ziemskiego życia muszą się dopalić, a owoce doświadczenia muszą zostać przyswojone. Dusza nie ma świadomego wpływu na bieg wydarzeń, nie ma możliwości decyzji ani żadnej wolnej woli, tylko biernie przeżywa, niejako kontempluje błędy, grzechy i dobre czyny minionej inkarnacji, tak jak to o Szeolu w Biblii opisano! Dusza widzi też, jak się rozminęła z planem życia i cierpi z tego powodu gorzkie żale. Takie jest życie po śmierci, a szczególnie, jeśli ilość karmana się zwiększyła, to pobyt w Zaświecie jest długi, ciągnąc się przez stulecia! Jedno jest pewne, będzie następne wcielenie, nadzieja dla fanów i wielbicieli, że się jeszcze spotkają być może nawet odrodzą w tym samym czasie, znów pod przywództwem JP-2, ale w innych warunkach i okolicznościach, choć lekko nie będzie!

    Oczywiście data urodzenia czy zgonu to tylko cząstka analizy numerologicznej jeśli takowa ma mieć znamiona rzetelności w przedmiocie. Badanie imion, nazwiska, miejscowości urodzenia, tytułów, także jest istotną częścią procesu rozważań! Widać, że imię „Karol” jest lekko wzrostowe, zaledwie o jeden punkt od początkowego K=2 do końcowego L=3 w cyklu życiowym, jednak nazwisko „Wojtyła” jest już upadkowe, niekorzystne życiowo, bo rozpoczyna się jako W=5, a kończy jako A=1, co daje spadek i nagromadzenie niekorzystnych uwarunkowań, przeszkód i trudności, a nawet ograniczeń takich jak ciężkie choroby! Imię zatem karmiczne, urodzeniowe, jest lekko korzystne, zaś nazwisko już niestety nie, a przecież to tylko jedno z pierwszych znamion na jakie zwraca każdy numerolog uwagę swym klientom. Bardzo dużo polskich imion i nazwisk jest dość kiepska albo i wręcz fatalistyczna jeśli o cykl życiowy chodzi i jest to zdumiewające, że wiele z kiepskich nazw osobowych jest nader popularna wśród ludzi i często używana! Nazwisko „Wojtyła” jest średnio upadkowe, jeśli o cykl życiowy chodzi i jakieś ograniczenie świadomości w kresie życiorysu musi wystąpić, o czym już pośmiertnie w omawianym przypadku zaświadczają suche fakty z porównania daty urodzin i daty śmierci. Ta różnica w wibracji jest bardzo wymowna, jeśli uświadomimy sobie, że data urodzenia to (26) -> (8), a data śmierci to (13) -> (4), czyli dokładnie połowa tego, co było na początku. Sporo karmana zostaje przeniesione na przyszłe wcielenie tak w ilości, jak i jakości tego, co jest do odpracowania.

    Interpretatorzy Papieża JP-2 muszą się nauczyć, że nie robi się z liczby (13) świętego numerka dlatego, że często pojawia się w ważnych momentach życia Papieża, tylko że to Papieża JP-2 trzeba zobrazować zgodnie z zasadami sztuki numerologicznej i tego, co liczba (13) rzeczywiście znaczy! Tyle, że w najistotniejszej dacie z życiorysu jaką jest data urodzenia nie ma ani trochę wibracji liczby 13 w żadnym okresie. Początkiem życia aż do roku lat 27 rządzi liczba miesiąca urodzenia czyli (5), potem w latach 28-54 życiem Karola Wojtyły kieruje liczba (18), dająca w sumie końcowej (9), co zapewne jest najlepszym okresem życia! Dalej, po ukończeniu 55 lat życiem cząstkowo kieruje liczba (12) z sumą końcową (3), czyli suma cyferek roku urodzeniowego 1920, aby po 81 roku weszła wibracja całej daty, czyli owe (26) dające (8), co rzadko się zdarza, ale tutaj trochę zastosowania jednak ma! Data zgonu pokazuje jednak, że z celu życia zrealizowana jest zaledwie połowa, a świadomość nie zrobiła wielkiego kroku naprzód, lecz skończyła raczej jak zwykły człowiek na krawędzi znoszenia ciężarów swego człowieczeństwa. Domorosłym numerologom radzimy rozmyślanie nad tym kim był i jakie metamorfozy przechodził Papież JP-2 z uwagi na datę urodzenia i działanie głównych wibracji w poszczególnych fazach życia, gdyż to w okresie dominowania wibracji cyfry (3) z tłem (12) Jan Paweł Drugi zostaje w 1978 roku papieżem i ta energia działa w jego życiu aż do 2001 roku, po czym zmienia się na (8) z tłem (26) i w tym można już zbudować zręby charakteru i jakości działalności na zajmowanej pozycji przywódczej, a nauka numerologiczna raczej surowo ocenia wybitnych przywódców. Warto jednak wspomnieć, że liczba (26) jest uważana za magiczną i zaczyna działać osobie, która będzie zajmowała się magią w jakiś sposób, co raczej Papieżowi JP-2 byłoby obce. Pewna magia tej urodzeniowej wibracji, to oczywiście zdolność pociągania innych w charakterze dobrego mówcy i wpływ na tłumy, jednak nie wskazuje na zdolności uzdrowicielskie, stąd rzekome cuda uzdrawiania mogą być watpliwej jakości i naturalną mieć przyczynę! Imię „Karol” (3) jak i nazwisko „Wojtyła” (7) to dość przeciętne w swych jakościach personalia, a ich suma dająca (1) jest wysoce iluzoryczna, co oznacza, że Karol Wojtyła może być zręcznym iluzjonistą, który z pomocą odrobiny osobistej magii i sprzyjającej okoliczności politycznej zdobył władzę, z którą nie umiał sobie poradzić, a jego boskość czy świętość może być jedynie złudnym mitem!

    Mag Athenor

  • DZIENNIK ZACHODNI – jakościowa analiza tytułu i środowiska!

    DZIENNIK ZACHODNI – jakościowa analiza tytułu i środowiska!

    Niektóre tytuły prasowe zajadle atakują i znieważają, oszczerczo opluwają wszelką odmianę duchowości, pobożności, mistyki czy ezoteryki. Potocznie o takich mediach powiada się, że są to brukowce i czasem coś plugawego można znaleźć już w ich samej nazwie, czyli w tytule brukowca. Tytuł przyciąga pewien zespół ludzi i jest to tak samo silne, jak zdolność grupy ludzi do określenia siebie pewną nazwą, mianem obrazującym ich rodzaj działalności. Jak bardzo brukowym potrafi być dany tytuł prasowy można z dużym prawdopodobieństwem wywnioskować z tytułu gazety, nazwiska i imienia redaktora naczelnego oraz sekretarza redakcji odpowiedzialnych za cenzurę własną! Oczywistym jest to, że ci, którzy decydują o tym, co zostaje opublikowane, a co nie i w jaki sposób są tym „złem wcielonym” w każdym jednym brukowcu i to wibracje ich imion oraz nazwisk współkreują tytuł! Wiedza jaką jest numerologia, czy bardziej fachowo gematria pozwala bardzo dokładnie opisać osobonazwę i kierunki jej działania, cechy czy tendencje, a dotyczy to każdej osoby lub grupy osób, partii, kościoła czy redakcji brukowca. Numerologia w swym fachowym wydaniu jest przedmiotem znanym jako psychologia matematyczna, opiera się na psychoanalizie, psychosyntezie i psychologii transpersonalnej, które bez gematrii są w zasadzie niewiele warte! Typowe tytuły znieważające mistyczno-duchowe czy kultowe grupy w Polsce to „DZIENNIK”, „GAZETA” czy „FAKT” i muszą być przedmiotem analizy numerologicznej. Zobaczmy zatem dla przykładu zespół cech i tendencji osobonazwy „DZIENNIK”.

    G N P S
    4 D 103 4 4
    800 Z 125 26 8
    9 I 108 9 9
    5 E 104 5 5
    50 N 113 14 5
    50 N 113 14 5
    9 I 108 9 9
    20 K 110 11 2
    947 884 92 47
    20 20
    2 2 11 11

    W tym celu wykonujemy zasadnicze pomiary tabelą rozszerzoną G-NPS. Linia życiowa grupy osób ukrytych pod nazwą „Dziennik” jest zasadniczo upadkowa, schyłkowa, co wskazuje na tendencje do „obniżania lotów”, upadku poziomu, spadku jakości i generalnie dołowanie pracowników w firmie czy organizacji. Pierwsza literka D=4, ostatnia K=2 w kolumnie Soma (S) i to pokazuje ujemną wartość, 2 – 4 = -2, co daje wykres lekko upadkowy. W sposób niezauważalny ale pewny z czasem pojawia się degradacja początkowych celów i zamierzeń. Ogólna suma w kolumnach Soma (S) = (11) i Psyche (P) = (11) co pokazuje na wiele psychicznych dobrych chęci i zamierzeń, które jednak z uwagi na Nous (N) = (20) → (2) obracają się w nicość lub swoje przeciwieństwo i to w sposób ledwie zauważalny. Liczba Nous, Duch osobonazwy „Dziennik” jest bowiem nihilistyczny, pusty w środku, ma wielkie o sobie mniemanie, ale w rzeczywistości jest pozerski, lubiący pochlebstwa, dba o wygląd zewnętrzny czyli o szatę, a nie o treść! Liczba (2) w Nous pomaga w zbieraniu informacji i robieniu statystyk, a także zapewnia zdolność oddziaływania na innych, pomaga zrobić wrażenie na otoczeniu. Jednak jest to wibracja nieustannego krytycyzmu, szukania „dziury w całym” i „plam na słońcu”, a także wibracja tych, którzy ciągle myślą o opinii innych na swój temat, a nie o prawdzie czy rzetelności. Dwójnia to chwiejność, ambiwalencja, niezdecydowanie, krytykanctwo za wszelką cenę, pozerstwo. Nous (20) → (2) wzmocniony jest o tendencje nihilistycznego pustaka, który się z nikim nie liczy i jest bezwolnym narzędziem w rękach silniejszych, a zatem nie ma zdolności do wyrażania własnej opinii, do wypowiedzenia własnego zdania.

    Pełna liczba Nous = (884) pokazuje zdwojone tendencje do gromadzenia władzy i żądzę zysku za wszelką cenę, a w negatywnym aspekcie pokazuje rodzaj bezlitosnego wyzyskiwacza, egoisty i samoluba, który za kilka/naście srebrników wyrządzi każdą krzywdę, wyzyska każde cierpienie. Podwojone są też w tym obrazie Nous tendencje do sprowadzania na innych krzywdy, cierpienia i ruiny, tendencje do rujnowania innych z psychopatyczną obojętnością na ból i cierpienie wyzyskiwanych. Układ cyfr w liczbie Nous = (884) pokazuje, że cała ta skrywana być może aktywność osobonazwy „DZIENNIK” robiona jest celowo, z pełną świadomością, czyli po prostu z premedytacją. Zewnętrzne struktury NPS, czyli mistyczno-mistrzowskie wibracje (11) w Psyche i Soma będą podlegać ingerencji wibracji Nous jako głównodowodzącej w tej materii. Dlatego uważana z mistyczną (jeśli jest w Nous) liczba (11) w Psyche i Soma przyjmie tendencje neutralne lub negatywne, podczas, gdy jej pozytywna strona będzie zgaszona. O tym pewnie wie więcej kilkaset dziennikarzy wyrzuconych z pracy za poglądy i przekonania oraz często za to, że chcieli zrobić coś dobrego dla innych. „Dziennik” nie jest miejscem, gdzie robi się coś dobrego, a wręcz odwrotnie. Ujemny aspekt liczby (11) przyciąga wszelkie niskie i prymitywne charaktery, które oddają się wszelkim występkom i przestępstwom z powodu zależności finansowej i żądzy władzy. Zatem „Dziennik” nie jest „duchem zesłanym dla dobra ludzkości” ale miejscem oryginalnych i owszem, ale często szkodliwych wytworów społecznych!

    Somatyczna linia życiowa (S) = (47), czyli tło dla wibracji (11) pokazuje na niewolników ograniczonego myślenia, brak pozytywnych zainteresowań, oraz wiecznego pobłądzenia i pomylenia! Pokazuje też w działaniu materialnym, zewnętrznym na rodzaj ateizmu wiecznie szydzącego ze wszystkiego, co nosi pieczęć subtelności czy uduchowienia. I to tutaj w tym, że aktywność życiowa przyjmuje negatywną postać liczb (11) i (47) jest „pies pogrzebany”, ten zły pies diabolizmu dziennikarskiego obszczekujący złośliwie wszelkie dobro tej Ziemi, jakim jest mistyka, ezoteryka, pobożność czy rewolucyjna poezja! Fakt, że słowo „Dziennik” jest rdzeniem dla pojęć takich jak „Dziennik-arz” czy „Dziennik-arstwo” nie jest bez znaczenia dla funkcjonowania całej profesji, która z uwagi na obraz osobonazwy „DZIENNIK” jest słusznie w Polsce przez ludzi światłych i uczonych stawiana w jednym szeregu z prostytucją czy przestępczością zorganizowaną. Oczywiście „Dziennik” dziennikowi nie całkiem jest równy, bo zmiany wywołane przez człon dodatkowy mogą go uczynić trochę lepszym lub trochę gorszym. Mamy „Dziennik”, „Nasz Dziennik”, „Dziennik Zachodni”, a nawet „Dziennik Internautów” i każdy będzie trochę inną jakością wokół swego rdzenia jakim jest osobonazwa „Dziennik”. W stosunku do postępów, nowych wynalazków, idei socjalnych czy duchowo-artystycznych widać który „Dziennik” lepszy, a który gorszy w swej jakości, choć psychologia matematyczna, gematria umożliwia zobrazowanie charakteru już na etapie znajdowania nazwy przez zespół redakcyjny czy wydawcę!

    Modulację nazwy „Dziennik” dokonaną przez dodatkowy człon tytułu możemy prześledzić na przykładzie osobonazwy „Dziennik Zachodni” I przypomnimy tutaj, że nie jest to analiza egzemplarza z nakładu, który leży w kiosku, ale ludzi, którzy tworzą ten tytuł prasowy, dlatego używa się fachowego terminu „osobonazwa„. Redakcja gazety jest bowiem jak najbardziej tak zwaną „osobą zbiorową”, małą społecznością silnie powiązaną swymi jawnymi i skrywanymi celami strategicznymi! Wykonajmy zatem tabelkę obrazującą przymiotnik opisowy „Zachodni” dla wibracji „Dziennik”, a potem zbadajmy sumę łączną, jako wypadkową.

    G N P S
    800 Z 125 26 8
    1 A 100 1 1
    3 C 102 3 3
    8 H 107 8 8
    60 O 114 15 6
    4 D 103 4 4
    50 N 113 14 5
    9 I 108 9 9
    935 872 80 44
    8 8 8 44

    Cykl życiowy członu „Zachodni” daje lekki wzrost łagodzący trochę upadkowość cyklu „Dziennik”, co na pewno pomaga utrzymać się na rynku, tym bardziej, że Psyche (P)=(80) to obraz dochodowej działalności, która zniszczy każdego (nihilizm) byle na tym zarobić lub coś zyskać! I w tej działalności wibracja (44) w Soma jako suma końcowa jest wręcz mistrzowska, będąc też kamuflażem właściwych, skrywanych celów i dążeń. Liczbę (80) w Psyche można zobrazować tak: „choćby i nie było niczego, bylebym na tym coś zyskał, zarobił dla siebie”. Podkreśla to perfekcyjność bezlitosnego charakteru zarobkowego tytułu, i na pewno daje lepsze szanse na zysk w dzikiej konkurencji prasowego rynku. Ideowa rzetelność jest obrazowana jednak w Nous, którego suma końcowa to (N) = (17), tak zwana w numerologii „Liczba Czarnej Loży„, czyli zgromadzenia wszelkich sił ciemnych i mrocznych, złych i demonicznych. Można obrazowo powiedzieć, że Duch, Nous osobonazwy „Zachodni” to „zły dżin” zamknięty w butelce firmy, jaką jest redakcja z przymiotnikami „Zachodni” w nazwie. „Czarna Loża” to niekoniecznie jakiś magiczny zbiór diabłów dowodzących Piekłem, ale po prostu grupa osób przesiąknięta pewnymi szkodliwymi skłonnościami i tendencjami, którymi rani innych czy zadaje cierpienie! Liczba (17) w najłagodniejszych aspektach to suma negatywności cyfry (1) oraz cyfry (7), czyli przykładowo impertynencja, żądza powodzenia, złośliwy egoizm, pomylenie, pobłądzenie, niesłowność, złośliwa ironia, brutalna obojętność na cudze cierpienie, szyderstwo, ignorowanie mądrych rad, zadowalanie własnych zachcianek cudzym kosztem i starczy. Zespół takich cech raczej wzmacnia negatywności jakie widać w pojęciu „DZIENNIK” i czyni go bardziej wyraziście negatywnym, złym i patologicznym! Wibracja (17) w Nous osadzona nie jest złośliwie skierowana jedynie przeciwko pobożności, mistyce, ezoteryce czy duchowości, ale przeciwko wszystkiemu co DOBRE!

    Trzeba jasno sobie uzmysłowić, że „ZACHODNI” zawsze będzie miał tendencje by promować zło, a tępić dobro! Jeśli będzie promować jakiegoś polityka, to raczej najgorszego w okolicy niźli jakąś pozytywną postać! Oczywiście są to tendencje ludzi, którzy skrywają się pod maską tego tytułu prasowego jako żywy zespół dziennikarski, a nie tendencje samej, suchej nazwy. Psyche (80) w związku Nous = (17) pokazuje, że „Zachodni” może kogoś szyderczo gnębić, aż go zniszczy, jeśli ma z tego jakiś opłacalny zysk, jeśli ma w tym interes, który się opłaca! Swoje niszczycielstwo dokona w sposób perfekcyjny, mistrzowsko doskonały, w zakresie negatywnych jakości wibracji Soma = (44). Złośliwą, zdwojoną krytyką zabije, zniszczy człowieka, lub uczyni go swoim niewolnikiem. Proces niszczenia prowadzi wyjątkowo podle, okrutnie, oszukańczo i wyjątkowo morderczo! Cechy te wynikają z faktu, że (44) to i dwie czwórki i podwojenie wibracji (22), choć tutaj ujawnianej w złoczynnym aspekcie! Nous o mocy „Czarnej Loży Diabła”, czyli (17) decyduje bowiem w jakim kierunku przejawiają się wibracje Psyche i Soma osobonazwy, a tutaj jest to zdecydowanie negatywny i szkodliwy kierunek.

    Zobaczmy też, czy sama wibracja „Dziennik” + „Zachodni” będzie oba obrazy tonizować nieco, czy też wzmacniać. Policzmy sumę pierwszych wyników z obu części nazwy.

    G N P S
    4 D 103 4 4
    800 Z 125 26 8
    9 I 108 9 9
    5 E 104 5 5
    50 N 113 14 5
    50 N 113 14 5
    9 I 108 9 9
    20 K 110 11 2
    800 Z 125 26 8
    1 A 100 1 1
    3 C 102 3 3
    8 H 107 8 8
    60 O 114 15 6
    4 D 103 4 4
    50 N 113 14 5
    9 I 108 9 9
    1882 1756 172 91
    19 19 10 10
    10 10
    1 1 1 1

    Linia życiowa całości D = (4) i końcowe I=9 jest wyraziście wzrostowa, co daje szansę na rozwój działalności tytułu. Cykl życiowy rośnie od 4 do 9, stąd wszelkie opisane tendencje mogą cyklicznie nabierać na sile! Końcowa wibracja (10) pokazuje tendencje do rozwijania monopolu, tak na zysk jak i a informacje, oczywiście za wszelką cenę, metodą „wszystko albo nic”, lub „trzeba kogoś rzucić na pożarcie, żeby nas czytano”. Z uwagi na składniki osobonazwy jako całości, wzmagają się w obrazie funkcjonowania negatywne i środkowe aspekty jedynki wzmocnione nihilizmem i mocną tendencją do eskalacji. Arogancja władzy medialnej, zadowalanie swego egoizmu, impertynencja połączona z ciasnotą światopoglądową niezdolną do zrozumienia inności, będą się wybijać na pierwszy plan. Agresywność i oryginalność jakościowa impertynencji czy zmyślonych oskarżeń może być zaiste niewybredna, wręcz bardzo subiektywnie wybrana i spreparowana. Zdolności twórcze zespołu „Dziennik Zachodni” jako całości, inicjatywa i pionierstwo w arogancji, impertynencji i degradowaniu tych „innych” i „odmiennych” zaiste są wielkie i mają szanse na wybitny wzrost! Skoordynowanie działań o dużej niszczycielskiej mocy też jest solidnie zagwarantowane wibracją (10), podobnie jak i stwarzanie iluzji słuszności czy mamienia prawdą, bo końcowe (10) składników to też cecha dobrych iluzjonistów, oszustów i kryminalnych mamicieli. Liczba ta też usypia zdolność rozeznawania prawdy od fałszu, czyniąc umysły uzależnionych od tytułu czytelników sennymi, leniwymi i bezkrytycznymi wobec sianego kąkolu fałszu, kłamstwa, impertynencji i destrukcji wszelkiego rodzaju, jaka sączy się ze wzrostową tendencją z tego tytułu!

    Ludzie wrażliwi, uduchowieni, subtelni, kulturalni, pobożni, zdrowomyślący, często przestają czytywać takie tytuły prasowe, reagują awersją na sam ich widok, czują się brudni lub oszołomieni i zniesmaczeni nawet okazjonalną lekturą zawartości. Psychoanaliza numerologiczna dokładnie odpowiada na pytanie dlaczego tak się dzieje. Kto dba o swój umysł, serce i duszę, o higienę psychiczną i jest dość wrażliwy wewnętrznie, ten nie chce czytywać brukowca i po prostu ignoruje takie medium i wyprasza siewcę zła i plugastwa z osobistej przestrzeni swojego życia. Szuka medium bardziej uczciwego, podającego prawdziwe informacje, dobre wiadomości, ale niestety niewiele pozostaje mu do czytania. Dla zdrowia psychicznego chociażby powinno się unikać czytania tego, co ma „Dziennik” w nazwie, a już szczególnie „Zachodni”, choć nie zawsze jest to możliwe. Zawsze jednak można włączyć zdrowy rozsądek i opierniczać chorych na żądzę zysku dziennikarzy, którzy dopuszczają się medialnej zbrodni na łamach swojego wypłatodajnego brukowca! Na pytanie jaka część społeczeństwa, jakie ludzkie charaktery stają się nałogowymi i zaślepionymi „czytaczami” takiego medium, najlepiej odpowiada gruntowna, ponowna lektura niniejszego eseju, rozprawki z zakresu psychologii matematycznej, gdyż środowisko dawców (redakcja) odpowiada środowisku biorców (czytelników), którzy nałogowo żywią się brukowymi brudami szkodliwego rodzaju. Niniejszy esej jest też darmową, czytelną i wyrazistą opinią jaki jest przeciętny, stały czytelnik tytułu i o jaką klientelę redakcja musi walczyć ze swym profilem środowiskowej osobowości. Liczba tak zwanego Gematrikonu, pozycja (G) po lewej stronie obrazuje siły i energie jakie zasilają NPS, czyli Ciało, Umysł i Ducha osobonazwy, społeczności. Można powiedzieć, za współczesnymi tendencjami w dziedzinie mianownictwa, że więź łącząca dawcę papki informacyjnej z jej odbiorcami, czytaczami wytwarza coś na kształt hermetycznej SEKTY, gdzie odbiorca informacji jest ślepo uzależniony od dawcy informacji i święcie wierzy, że redakcja podaje mu prawdę obiektywną! Tworzy się tak często opisywane środowisko tak zwanej „sekty politycznej”, czy „medialnej”, które bywa, że nawet zwalcza czynnie inne media i ich informacyjną jakość! Nie piszę o tym złośliwie, żeby akurat „Dziennik Zachodni” przerobić na sektę sklejoną pewną informacyjną papką, ale dlatego, że te tendencje „sekciarskie” jak się je teraz w pejoratywnym znaczeniu pojęcia używa, wytwarzają się nie tylko wokół wibracji Nous = (666) uważaną za biegun zła, ale też i wokół osobonazw o wibracji Nous = (17), co dotyczy drugiej części nazwy, tytułu, tutaj przymiotnika „Zachodni”. Zaślepienie bowiem na czynione zło i niewidzenie go w sobie jest szczególną cechą osobonazw z liczbą (17) w Nous i na tym jej mroczny „urok” polega! W Gematrikonie (17)-tka też jest niebezpieczna i wzmaga tę z Nous, co czyni efekt niejako zdwojonym. W Somie i Psyche wibracja (17) ma nieznaczną szkodliwość, jeśli nie występuje jednocześnie w Nous jako suma końcowa.

    Pocieszającym jest fakt, że wibracje osobonazwy aktualnej redaktor naczelnej i sekretarz redakcji nieco łagodzą i dyplomatycznie tonizują maksymalnie negatywny obraz tytułu jako grupy twórczej, jednak jest to tonizacja na granicy 15%, co może gwarantuje tonowanie najbardziej zjadliwych i okrutnych wyskoków dziennikarzy ów „Dziennik” i to „Zachodni” tworzący! Pamiętajmy tu szczegółowe obrazowanie obu postaci z uwagi na syntetyczność tekstu i wymogi ramowe dla tej akurat rozprawki gematrycznej. Sumując trzeba powiedzieć, że jak ktoś myśli, że jakiś „Dziennik” jest mistyczny, wzniosły, uczciwy, pozytywny, dobroczynny, to jest w grubym błędzie, a już „Dziennik Zachodni” na pewno taki nawet nie jest w stanie być w swym całokształcie. Może najwyżej sprytnie udawać gazetę opiniotwórczą dla maskowania tendencyjnej brukowości, ale gematria, psychologia matematyczna służy temu, żeby maskę zdjąć i zobaczyć jaki potwór kryje się pod spodem!

    Jeśliby ktoś mniemał, że przedstawiony portret osobonazwy „Dziennik Zachodni” jest dogłębnym wypracowaniem na temat, niech wie, że się myli, albowiem jest wiele innych aspektów badania w psychologii matematycznej zajmującej się charakterem osobonazw. Przykładowo, obraz Psyche i Soma każdej składowej jak i całej nazwy uzupełnia się tak zwaną liczbą samogłosek i liczbą spółgłosek osobonazwy odpowiednio. Dla Psyche „Dziennik Zachodni” równej (172) i akurat gromadzącej zbiorczo liczne opisane już właściwości, tym uzupełnieniem obrazu jest suma samogłosek całej nazwy, czyli I=9, E=5, I=9, A=1, O=6, I=9 dająca (39), a w sumie pośredniej (12) i w końcu (3) jako liczbę natury emocjonalnej. Psyche (172) dające (10) jest ubogacone o emocjonalność wibracji (3), czyli pokazuje silną zmysłowość połączoną ze zdolnością szybkiej orientacji oraz generalną obojętnością na piękno, sztukę i muzykę! Opisana zaś Soma (91) pokazuje ciało, zewnętrzną naturę i konstytucję fizyczną, którą jest suma spółgłosek, w tym wypadku D=4, Z=8, N=5, N=5, K=2, Z=8, C=3, H=8, O=6, D=4, N=5, w tym wypadku (58) dające (13) i w końcu (4), co wzmaga zewnętrzne ujście dla chociażby perfekcyjnego wyrażania niszczycielskiego krytycyzmu, zdolność do zabijania cudzych możliwości, stosowania zniewolenia czy też przymuszania do ciężkiej, katorżniczej pracy! Samolubna zmysłowość emocjonalnej natury doskonale współbrzmi do tego obrazu i nie ma rozdźwięku między ciałem redakcji, a jej emocjonalną naturą, obojętną i mało subtelną. Człowiek wrażliwy na piękno, sztukę, dusza artystyczna i niezależna nie znajdzie tam ani miejsca dla siebie, ani pracy, może nawet nie próbować szukać! Poczucie humoru istoty zbiorowej jaką jest „Dziennik” jest raczej prześmiewcze niźli zabawne, taki to obraz całości się wyłania.

    Patrząc na osobonazwę „Dziennik Zachodni” jako na rodzaj imienia i nazwiska, widzimy pewną zbiorowość ludzi o nabytych w przeszłości cechach, skłonnościach i tendencjach, które się wzajem napędzają. Jest to wspólnota myśli, postaw, zachowań, pracy i dochodu, wspólnota uwarunkowana wychowaniem od poczęcia, wyrosła ze swoich rodziców i dziadków jako korzeni! Czytacz w odróżnieniu od czytelnika jest mało inteligentnym konsumentem przyzwyczajonym lub wręcz psychicznie uzależnionym od produktu, jakim jest zbiór serwowanych informacji. Czytacz jest gąbką chłonącą te wszystkie wibracje niczym odbiornik, narzędziem do konsumpcji. Czytelnik to wyższe stadium czytacza, które jest zdolne do osądu i jakościowej selekcji informacji, ale też przyzwyczajone czyli mniej uzależnione od produktu i nie we wszystko wierzy. Lepiej być czytelnikiem niż czytaczem, acz w takim wypadku najlepiej być co najwyżej okazjonalnym Zaglądaczem, który czasem, od święta zagląda do produktu. To wyjaśnienie gwoli ścisłego dopracowania użytych pojęć. Czytelnik i Zaglądacz niech weźmie pod uwagę, że suma spółgłosek osobonazwy daje też pojęcie o wpływie jaki badany obiekt wywiera na otoczeniu, a przecież to odbiorca treści informacyjnej jest tym otoczeniem pokarmodawcy! Tego wpływu nie widać wprost ze sporządzonego dania, jakim jest codzienna edycja pisma, jest to wpływ uboczny, którego wprost się zauważyć nie da, ale można mocno poczuć, obrywając w końcu od losu, tak jak to już wcześniej opisano po zliczeniu sumy! Warto się zastanowić, czy warto czytać, żeby się nie musieć później zastanawiać nad sensem życia i szukać odpowiedzi na pytanie skąd się bierze „kiepski los”. Bierze się nie tyle z kosmosu, ile z długotrwałego i regularnego wystawiania się na działanie szkodliwych wpływów, fal, promieni i innych oddziaływań, także kwantowych, z ich nieoznaczonością! Informacja to jak najbardziej wpływowa fala, która czasem prowadzi do rewolucji, czasem do pogromu, a czasem jest ogłupiaczem, który zniewala i ogranicza umysłowo. Lepiej, ażeby informacja wzbudzała wolę twórczej pracy, postępu, rozwoju sztuki i nauki, czyn społeczny dla wspólnego dobra, niźli jedynie niszczyła każde światełko dobra, jakie w zasięgu jej oddziaływania próbuje zabłysnąć!

    Wyprodukowanie tej ekspertyzy gematrycznej zajęło ledwie jedną nędzną dniówkę urzędniczą, siedmiogodzinną z przerwą półgodzinną na drugie śniadanie i kibel. Wniosek z tego taki, że więcej niż 30 portertów numerologicznych na miesiąc w rzetelny sposób wyprodukować się nie da, chyba, że pracując drugą dniówkę na nocnej zmianie. Autor musiał też bacznie uważać, aby pominąć wszelki grunt wątpliwy, do oceny którego dane są niewystarczające lub zbyt niejednoznaczne, a to jest spora część pracy! Przy okazji, mag jak to mag, choć gematria to psychologia matematyczna najlepiej w praktyce sprawdzona przez wieki i tysiąclecia, nauczył się jeszcze większym łukiem omijać wszelkie medium, co ma „DZIENNIK” w nazwie, zarówno medium publiczne, społeczne, jak i prywatne, za co uprzejmie dziękuje zleceniodawcy, a i za wierszówkę oczywiście tym bardziej.

    Mag Athenor