<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ryszard Matuszewski &#8211; Ryszard Matuszewski &#8211; Portal</title>
	<atom:link href="https://ryszard-matuszewski.com/category/ryszard-matuszewski/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://ryszard-matuszewski.com</link>
	<description>Ryszard Matuszewski - jego przesladowania przez faszystowski rezim Polski i antysektowe agendy inkwizycji.</description>
	<lastBuildDate>Fri, 13 Feb 2026 18:16:07 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.1</generator>

<image>
	<url>https://ryszard-matuszewski.com/wp-content/uploads/2026/01/cropped-RM-logo-1-32x32.png</url>
	<title>Ryszard Matuszewski &#8211; Ryszard Matuszewski &#8211; Portal</title>
	<link>https://ryszard-matuszewski.com</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Ofiary księży pedofilów wspominają molestowanie i policyjny terror w Polsce</title>
		<link>https://ryszard-matuszewski.com/ofiary-ksiezy-pedofilow-wspominaja-molestowanie-i-policyjny-terror-w-polsce/</link>
					<comments>https://ryszard-matuszewski.com/ofiary-ksiezy-pedofilow-wspominaja-molestowanie-i-policyjny-terror-w-polsce/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[rm-admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 13 Feb 2026 18:16:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ryszard Matuszewski]]></category>
		<category><![CDATA[gwałt]]></category>
		<category><![CDATA[kościół]]></category>
		<category><![CDATA[molestowanie]]></category>
		<category><![CDATA[pedofilia]]></category>
		<category><![CDATA[pobicia]]></category>
		<category><![CDATA[policja]]></category>
		<category><![CDATA[prześladowania]]></category>
		<category><![CDATA[przesłuchania]]></category>
		<category><![CDATA[zastraszanie]]></category>
		<category><![CDATA[zbrodnie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.ryszard-matuszewski.com/?p=129</guid>

					<description><![CDATA[Ofiary Księży Pedofilów i Zakonnic Pedofilek mówią o prześladowaniach w Polsce dokonywanych przez katolicką policję polityczną na usługach papiestwa.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Uwaga!</strong> Materiał relacji jest drastyczny! Tylko dla dorosłych i molestowanych dzieci!</p>



<p>Ofiary Księży Pedofilów i Zakonnic Pedofilek mówią o <strong>prześladowaniach</strong> w Polsce dokonywanych przez katolicką policję polityczną <strong>CBŚ</strong> oraz bezpiekę <strong>ABW</strong> na usługach papiestwa. Ofiary nie mogą podawać publicznie nazwisk księży czy zakonnic, bo sprawy im się przedawniły, czasem już nie żyją albo ofiara księdza pedofila byłaby prześladowana przez swojego <strong>księdza gwałciciela</strong> i <strong>policję</strong> na usługach pedofilskiej czarnej mafii watykańskiej, a ściślej od 1978 do 2005 na usługach pedofilskiej mafii wojtyłowej. W Niemczech <strong>w lutym 2010</strong> zaledwie kilkaset osób upomniało się o <strong>odszkodowania</strong> od pedofilskiej sekty katolików za molestowanie i gwałcenie w dzieciństwie. Jan Paweł II dostał 17 tysięcy skarg na moletowanie przez księży w czasie swego pontyfikatu. Nie zareagował, kazał jedynie zastraszać ofiary i zmuszać je do milczenia. W Polsce tą samą metodą Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti jest zastraszane i oczerniane przez pedofilów i pedofilki z największej pedofilskiej mafii świata jaką na całym świecie w świetle już ujawnionych skandali jest tzw. duchowieństwo katolickie. W USA i Irlandii ujawniło się kilkadziesiąt tysięcy ofiar molestowanych w dzieciństwie przez dotąd nietykalnych księży zboczeńców seksualnych. W samej Irlandii przesłuchano <strong>ponad 30 tysięcy ofiar</strong> wykorzystanych seksualnie i gwałconych przez księży, mnichów lub zakonnice. Irlandia to tyle ludności co w Polsce ma jedno województwo śląskie, zatem ile więcej ofiar jest w Polsce&#8230;</p>



<p>Wszystkie cytowane wypowiedzi, to fragmenty książki wydanej na potrzeby <strong>Antypedofilskiego</strong> Bractwa Himawanti w nakładzie 30 tysięcy egzemplarzy&#8230;</p>



<p>Ofiary kościelnych pedofilów mówią:</p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>1. W dzieciństwie byłam molestowana seksualnie przez dwie katolickie zakonnice, które chciały ze mnie zrobić lesbijkę. Miałam wtedy 8-10 lat, zaczęło się w czasie przygotowań do katolickiej komunii. Bardzo źle to wspominam, nie chcę tego pamiętać, co musiałam im na rozkaz robić. To był mój pierwszy seks, z tymi zakonnicami, w tym wieku. Chciałabym zapomnieć i nigdy więcej o tym nie musieć pamiętać. To był straszny horror. Powinno się zakazać istnienia zakonnic katolickich. Za to, że chodziłam na jogiczne terapie dla ofiar pedofilów i pedofilek do Mohana Ryszarda Matuszewskiego nachodziła mnie policja państwowa CBŚ, skradziono mi komputer, oskarżano, że mam nielegalne oprogramowanie, chociaż miałam legalne programy należące do uczelni na których naukowcy pracować muszą. Na polecenie katolickiej policji politycznej ABW, zostałam zwolniona z pracy w Instytucie Morskim w Gdyni. Wszystko bezczelne, nielegalne i pedofilsko-katolickie! Taki brutalny jest katolicki reżim pedofilistów z Opus Dei, rządzący Polską! Dostałam niesłuszny wyrok od katolickiego gestapo nawet za zbieranie podpisów przeciwko nielegalnemu więzieniu pana Mohana Ryszarda Matuszewskiego, więzieniu przez pedofilską mafię z Bydgoszczy, Częstochowy i Warszawy!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; dr Hanna Szpilewska &#8211; Gdynia, Gdańsk</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>2. W 2002 roku jesienią wielokrotnie napastowali mnie policyjni pedofile na usługach pedofilskiej mafii z Dworca Centralnego w Warszawie i jej pedofilskiej prokuratury okręgowej. Pomagałam ofiarom gwałconym przez księży pedofilów prowadząc terapie duchowe i uzdrawianie w Brzegu, gdzie mieszkam, a także we Wrocławiu. Pracując jako rewident księgowy, wiem, że tysiące ludzi w Polsce ma takie problemy, choć nie tylko z księżmi czy zakonnicami. Biznesmeni poważnych firm w których realizowałam zlecenia rozmawiali ze mną i prosili o porady, gdyż wiedzieli, że prowadzę terapie ofiar pedofilów. Używałam metod jogi, relaksu i medytacji. Policja z CBŚ straszyła mnie egzekucją za pomaganie panu Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu. Grożono mi utratą pracy, ośmieszeniem z kościelnej ambony, a gdy to nie poskutkowało, policjanci wyjęli pistolety i mierzyli we mnie. Mówili że mnie zastrzelą za przynależność do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti. Zdecydowałam się wyjechać z pedofilsko-katolickiej Polski do Singapuru, do mojego syna. Akurat przydałam się jako babcia. Teraz mieszkam w Singapurze i nie boję się już katolickiej policji politycznej, kościelnego gestapo III RP zwanej obrazoburczo “Wolną Polską”. Okazjonalnie przyjeżdżam do Polski, Niemiec i Irlandii prowadzić terapie dla licznych ofiar księży pedofilów”</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Eugenia Pałys &#8211; Brzeg, Singapur</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>3. W 2002 roku i w 2003 roku kilka razy nachodziła mnie katolicka policja polityczna CBŚ i ABW. Straszono mnie więzieniem i egzekucją za przynależność do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti. Jako molestowana w dzieciństwie przez księdza proboszcza wielokrotnie, przez kilka lat interesowałam się terapiami ofiar pedofilów, ofiarami księży pedofilów. Umiem pomagać ofiarom molestowania przez kler katolicki. Najważniejsze nie bać się kościelnych i ich policyjnych zboczeńców seksualnych, tego zwyrodniałego Opus Dei, które zawłaszcza naszą Polską. Nie boję się ścierwa policyjnego wysługującego się księżom pedofilom. Dalej pomagam ofiarom, ale się z tym nie afiszuję. Policjanci omal by zabili moją schorowaną matkę oraz malutką córeczkę! Do dzisiaj boję się, że jakiś ksiądz albo policjant z CBŚ zgwałci moją córkę!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Nina Waśk &#8211; Włocławek<br></p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>4. W dzieciństwie byłam przez 8 lat, od ósmego do szesnastego roku życia gwałcona przez znanego w Polsce dobrze księdza biskupa i jego kompanów. Rodzina moja w tym pomagała, nie reagowano na moje skargi. W 1987 roku wstąpiłam do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, aby nauczyć się prowadzić terapie dla ofiar księży pedofilów. I też chciałam pomóc sobie. W Polsce zamiast księży i biskupów katolickich karać, to się ich ukrywa, a jak dziecko dorasta, to zbrodnia pedofilskiego zboczeńca zwanego biskupem jest już przedawniona. I jeszcze nie wolno mówić o swoich wspomnieniach z pedofilską kreaturą z katolickiego kościoła, bo to pedofila rzekomo “obraża”. Mam to gdzieś. Po kres życia będę mówić o tym co przeżyłam gwałcona i do stosunków z biskupem katolickim zmuszana przez popapraną rodzinę. Po kres życia będę pomagać gwałconym przez księży. Wielokrotnie byłam napastowana przez pedofilską policję polityczną katolickiego gestapo z Zabrza i Katowic! Napadali mnie kościelni bandyci pracujący w policji. Napadli mnie i pobili Dariusz Pietrek oraz Marcin Pietraszewski &#8211; dwaj śląscy pedofile, a policjanci im pomagali. Byłam ciągana po pedofilsko-katolickich sądach w Katowicach, gdzie się tylko interesy pedofilskiej mafii biskupiej ochrania. A wszystko za to, że ze szlachetnych pobudek zostałam terapeutką ofiar księży pedofilów i instruktorką jogi oraz medytacji.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Barbara Latoszek &#8211; Zabrze</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>5. Byłam nachodzona w Łodzi w moim miejscu zamieszkania, w tym w 2002 i 2003 roku. Policja polityczna z CBŚ wypytywała mnie nielegalnie, naruszając Konstytucję, o wyznanie oraz światopogląd. Policjanci w swym zwyrodnieniu uważali, że mają prawo pytać o to, o co Konstytucja wypytywać i przesłuchiwać zabrania. Polska to reżim katolicki, inkwizycja kwitnie. Nawet moja dieta ich interesowała. Mamrotali coś, że mnie zamkną w kryminale, jak będę występować w obronie pana Ryszarda Matuszewskiego. Po prostu działam w obronie praw człowieka. Pomagam też prowadząc terapie dla ofiar pedofilii i przemocy domowej w Łodzi.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Elżbieta Kolanowska &#8211; Łódź<br></p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>6. Kilkakrotnie nachodziła mnie katolicka policja polityczna III RP. Za to, że jestem uzdrowicielem i terapeutą. Pomagam ofiarom przemocy domowej, pomagam, leczę duchowo, jestem bioterapeutą, a osoby używane seksualnie przez księży po bioterapii czują się dużo lepiej i zdrowieją. Napastowali mnie policjanci, żądali ode mnie podpisania lojalki, że nie będę nic mówił publicznie o księżach pedofilach w Polsce. Rocznie przyjmuję tysiąc osób na terapie. Trudno jest nie mówić. Mam gdzieś tych kościelnych popaprańców z katolickiej policji politycznej. Zawsze będę się douczał u Mohana, jak tylko czas pozwoli. Straszono mnie, że stracę majątek, że wyleją mnie z roboty. Mam ich gdzieś tych policyjnych tłuków wysłanych przez jakiegoś plebana pewnie papieskiego pedofila. Zapomnieli, że pracuję na swoim. Ale kontrolę skarbową nasłali. I nic, tylko się urzędniczka wygadała, że to CBŚ zlecił. Takie pedofile tam pracują!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Eugeniusz Kaczmarek &#8211; Police</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>7. Byłam molestowana przez księdza proboszcza w dzieciństwie. Boję się o tym mówić. Zmuszano mnie też do niechcianych stosunków w rodzinie, przez krewnych katolickich. Zastraszała mnie policja polityczna CBŚ jesienią 2002 roku. Policjanci straszyli mnie, że wyrzucą z pracy, pozbawią tytułu magistra, że mogą mnie nawet dzieci pozbawić. Policjanci zażądali, abym wycofała się z działalności w Antypedofilskim Bractwie Zakonnym Himawanti. Nachodzili mnie pedofilscy gangsterzy, którzy fikcyjnie oskarżali pana Ryszarda Matuszewskiego: Tadeusz Mynarski i Jadwiga Gierczyńska. Oferowali nawet zyski z handlu pedofilską pornografią. Mówili, że mają zielone światło od CBŚ i Prymasa na uwięzienie Mohana Matuszewskiego. Jakoś się ich nie bałam, chociaż bałam się o dzieci, gdyby policja polityczna, polskie gestapo CBŚ odebrało mi dzieci. A tak się ci zboczeńcy kościelni z policji odgrażali.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; dr Hanna Zgryźniak &#8211; Opole</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>8. Dobierał się do mnie ksiądz w dzieciństwie. To było straszne. Do dzisiaj jak się przypomni jest to horror. Na widok krzyża czy kościoła katolickiego miewam torsje. Za uczenie się za terapeutę w Antypedofilskim Bractwie Zakonnym Himawanti, nachodzili mnie policyjni kryminaliści. Za to co mnie straszyli, powinni ci policjanci z CBŚ siedzieć w kryminale dożywocie. Dla mnie to hołota, poniżej pasa. Powinno się wywalić na bruk wszystkich pedofilów, którzy wydawali wyroki przeciwko Antypedofilskiemu Bractwu Himawanti. W 2002 roku w czasie nalotów CBŚ, bałem się, że zabiją mi dzieci lub zgwałcą żonę i córeczki. Takie wstrętne typy nachodziły mój dom.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Lech Bem &#8211; Częstochowa</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>9. Już jesienią 1996 pierwszy raz nachodzili mnie policjanci na zlecenie księży. Inwigilowano mnie za przynależność do Międzynarodowego Zakonu Sufi Pir Vilayat Inayat Khan, a także na konto znajomości z Mohanem Ryszardem Matuszewskim i związków z Antypedofilskim Bractwem Zakonnym Himawanti. Nachodzono mnie bezczelnie we wrześniu 2002, mnie i moich rodziców straszono. Pozbawiono mnie chłopaka, który będąc świadkiem najścia mnie zostawił. Dlatego nienawidzę katolickich świń policyjnych. Jakiś czas na widok tego policyjnego ścierwa miałam ochotę jakiegoś “psa” zakatrupić, za moją MIŁOŚÄ† zniszczoną przez te katolickie świnie z policji politycznej. I tak jest mi trudno z kimś być, bo musi to być ktoś kto rozumie problemy osób molestowanych seksualnie w dzieciństwie. Ale kretyni z policji grozili bronią, że nas wystrzelają i mój były się przestraszył. Miałam być “starta w pył” razem z całym Himawanti. Wedle debilów katolickich z kościelnej w Polsce policji politycznej. Mieli legitymacje CBŚ. Byli jeszcze w 2003 i w 2005 roku. Może trzeba by policjantów kastrować, żeby księży pedofilów tak odważnie i bandycko nie bronili więcej.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Anna Milewska “Sita” &#8211; Toruń</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>10. Byłem kilkakrotnie gwałcony przez księży i biskupa katolickiego w dzieciństwie. Okolice Częstochowy to ostoja pedofilii parafialnej czy na zakrystiach. Chyba nie ma księdza co by nie robił tego z ministrantami i innymi dziećmi. Powody napadów policyjnych są zatem wiadome. My ofiary księży pedofilów chyba nie będziemy mieć spokoju w Polsce. Mówienie ludziom, żeby chronili dzieci przed księżami to ciężki chleb. Policja polityczna katolickiego gestapo III Rzeczpospolitej Polskiej Prymasa Glempa, Karola Wojtyły, Kwaśniewskiego i Buzka nachodziła mnie wielokrotnie, dostawałem wezwania, także moja rodzina. Trudno było sobie z tym poradzić od 1996 roku, ciągle zresztą przychodzą, nachodzą, po sąsiadach łażą i syf robią wokół mnie, mojej rodziny, pracy i Antypedofilskiego Bractwa. Nawet do szkoły karate w której ćwiczę poszli policjanci katolickiego gestapo i mnie tam znieważali, że w sekcie jestem. O działalności w ruchu antypedofilskim i terapii ofiar gwałconych w dzieciństwie przez księży pedofilów sprytne policyjne gnojki nie wspomniały. Za to z jogi i medytacji robili sektę! Takie katolickie gnojki, pewnie z sekty Opus Dei zawsze złodziejskiej i zawsze pedofilskiej przez papieża ręcznie sterowanej.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Maciej Marczak &#8211; Częstochowa</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>11. Byłem inwigilowany już w 1996 roku, w 1999, w 2003 i nachodzili mnie policjanci w 2006 roku. Zawsze wypytywali o wyznanie i przynależność do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti. Nachodzili mnie “kryminalni” lub “CBŚ”. Żona dostawała histerii na kilka tygodni i musiała brać leki uspokajające. Grozili, że jak będę uczestniczył w zajęciach u Mohana Ryszarda Matuszewskiego, to mnie zamkną na dożywocie w kryminale. Tacy jacyś &#8211; głupi jak na policjantów byli. Spytałem ich w 2003 roku od razu jak weszli mi do domu czy są “przydupasami ruchanymi w dupę przez Prymasa czy przez Papieża” &#8211; to ich zatkało, aż zaniemówili. Część przez lata to ci sami funkcjonariusze, czyli te same “osiołki” czy tam “kundelki”, z dawnej wyznaniówki od prześladowania mniejszości religijnych. Ci policjanci są chamscy, bo się bez nakazu ładują do mieszkania, a im nie wolno nikogo nachodzić i bez mojej zgody wchodzić do mojego mieszkania. Rozchorowałem się na kilka miesięcy przez tych kościelnych przydupasów prymasowskich. Ale Mohan Ryszard Matuszewski dał mi zioła i zrobił kilka sesji uzdrawiania, tak, że się znacznie polepszyło i jakoś żyję. I pomyśleć, że wszystko przez to, że z całego serca zaangażowałem się w prowadzenie terapii dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilów, bo sam z tym miałem w młodości do czynienia.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Antoni Cichoński &#8211; Bielsko-Biała</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>12. W dzieciństwie i młodości byłam w niechcianym związku seksualnym z jednym paulinem z Jasnej Góry. Byłam tak zwaną rozrywką dla mnicha z Jasnej Góry. Oni to bardzo lubią. Pewnie dlatego, że chodziłam na terapie dla ofiar księży, gwałtu i przemocy do Mohana Ryszarda Matuszewskiego, nachodzą mnie działaczki parafialnej Opus Dei oraz policjanci z “Trójkąta” w Częstochowie. Zastraszano mnie w 1996 roku, w 1997 roku, wzywano mnie w sprawie wieszanych przez mnie plakatów w obronie Mohana Ryszarda Matuszewskiego, także w latach 1999-2001. Powiedziałam “mendom”, że całą prokuraturę i sąd zakleję ulotkami, nawet jak mandat za to zapłacę i mam w dupie policję katolickiego gestapo. I won mi z domu kościelne zboczeńce! Raz się wynieśli, ale przyłaziły mendy znowu i groziły, że im rzekomo ubliżam. A oni mi od sekty ubliżali, katolickie, policyjne świnie bez kultury!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Anna Rychlewska &#8211; Częstochowa</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>13. Ja pracuję w szkole, to aż dziw, że na zlecenie mafii kościelno-opusdeistycznej z CBŚ czy ABW, jeszcze mnie z pracy nie wyrzucono. Nachodzono mnie i w pracy i w domu. Te same głupawe jasnogórskie ryje z komendy na “Trójkącie”, co napastowały mojego męża. Za młodu molestowała mnie najpierw zakonnica, a potem ksiądz. Nie mam ochoty przywoływać wspomnień, bo wyląduję u psychiatry. Księży powinno się kastrować, zakonnice też, niech żyją jak aniołki. Katolicyzmu zakazać raz na zawsze! Dość gwałcenia dzieci przez katolickich duchownych! Psy się odczepiły, jak za nachodzenie napisałam kilka skarg do wyższych instancji sądowych, że mnie policjanci z pedofilskiej mafii nachodzą i molestują seksualnie!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Ilona Osińska-Marczak &#8211; Częstochowa</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>14. Mnie molestował ksiądz na wsi pod Tarnowem, gdzie się wychowywałem. Potem się okazało, że miałem wujka pedała, co mnie moletował jak miałem 12-13 lat razem ze swoim kolegą, którym był ksiądz. Dlatego wstąpiłem do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, aby wyuczyć się jako TERAPETA ofiar księży pedofilów. Przyjmuję kilkuset pacjentów rocznie z takimi problemami, głównie z okolic Częstochowy i ze stron rodzinnych gdzie bywam. Policjanci odwiedzili wszystkich sąsiadów i przepytywali ich o mnie, ale część sąsiadów wie czym się zajmuję. Jeden sąsiad zapytał policjantów, co się tak o mnie dopytują, czy lubią seks z dziećmi i się boją, że “pan wicio” ich zdemaskuje. To się wnerwili i chcieli bić sąsiada, ale się zrobiło zbiegowisko na korytarzu i psich debilów z katolickiej policji politycznej z gestapo CBŚ, tak zwana opinia publiczna pogoniła. Zwykła policyjna hołota wysługująca się pedofilskim klechom, obrzydliwość! Policyjni bandyci byli u mnie w 1996 i w 1997 roku, potem w latach 1999-2001, chcieli mnie zamknąć za obklejanie pedofilskiego sądu w Częstochowie, co bezprawnie więził Mohana na zlecenie przeora pedofila Izydora M. z Jasnej Góry! I tak się ten reżim kościelny szarogęsi w Polsce. Trzeba ten syf katolicki wysłać do Watykanu albo na Księżyc. Na moje, to papież Karol Wojtyła jest winny wszystkich zbrodni pedofilii wśród księży, zakonnic i kleru.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Witold Boguszewski &#8211; Częstochowa</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>15. „Byłem w katolickim Seminarium Duchownym, uczyłem się na księdza. Zrezygnowałem z powodu wspólnej Tajemnicy Wiary. Jest to sodomia czyli wzajemne współżycie seksualne doodbytnicze i oczywiście obciąganie “fujar”, tak swoim przełożonym jak i kolegom ze starszych roczników. Kto nie jest pedałem, nie może być księdzem bo nie zaliczy żadnego egzaminu w katolickim Seminarium Duchownym. Taka jest katolicka, seminaryjna Tajemnica Wiary. To był potworny szok. Do dziś nie umiem sobie z tym poradzić. Chodziłem przez lata do Mohana Ryszarda Matuszewskiego na zajęcia terapeutyczne. Uczyłem się jako naturoterapeuta w Antypedofilskim Bractwie Zakonnym Himawanti. Mam wrażenie, że wszyscy co poszukują duchowych terapii byli molestowani lub gwałceni przez katolickich księży lub zakonnice. Większość ludzi z czasem o tym mówi w grupach terapeutycznych, ale czasem 5 lat trzeba, aż ten ból z siebie wyduszą. Niektórzy księża mają konkubiny i kochanki, żeby uniknąć konieczności pedalskiej kopulacji doodbytniczej z kolegami po fachu. Takie mam podłe te wspomnienia. Ale dopiero mieszkając w Sydney w Australii, daleko od pedofilią śmierdzącej katolickiej Polski, mogę tak otwarcie o tym mówić. Policja nachodziła mnie w 1996 roku, potem po prostu uciekłem z tej papieżem skundlonej Polski.”</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Marek Dannenberg (Cieślak) &#8211; Bydgoszcz, Warszawa, Sydney</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>16. Na zajęcia dla ofiar księży pedofilów u Mohana Ryszarda Matuszewskiego trafiłem około roku 1989. Z jakie powodu chyba jest jasne. Nazwa Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti mówi samo za siebie. Przyszedłem po prostu na terapie energetyczne i duchowe dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek, jak w ulotkach było napisane. A metody jogoterapii i leczniczych medytacji oraz uzdrawianie ludzkiej psychiki do dzisiaj mnie żywo interesują. Policja polityczna faszystowsko-katolickiego gestapo nachodziła mnie w 1996 roku, w latach 1999-2001 kilkanaście razy, potem znowu w 2002 roku. W końcu powiedziałem i napisałem tym policyjnym świniom na łańcuchu Prymasa i Papieża, że od dawna nie jestem w Bractwie Himawanti i że nie utrzymuję z Mohanem żadnych kontaktów. Wtedy namawiali mnie do fałszywego oskarżania Mohana, co jak zrozumiałem wszystkie oskarżenia są fikcyjne i wyssane z pedofilskiej dupy papieża i jego przydupasów policyjnych, takich jak pederasta i pedofil Tadeusz Mynarski ks. “Abram Dillani”, którego poznałem jako alkoholika i homoseksualistę z upodobaniem do małych chłopców. I to tyle o policyjnych nagonkach na Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti. Mam spokój, bo udałem, że dawno mnie z Bractwem nic nie łączy. Lepiej pedofilskie świnie prokuratorskie i sądowe obklejać anonimowo plakatami i rozsyłać im anonimowe paczki z gównem niż w katolicką pedofilią śmierdzącej Polsce uczciwie i jawnie bronić człowieka takiego jak Mohan w słusznej sprawie!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212;mgr Dariusz Witkowski &#8211; Stargard Szczeciński, Szczecin</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>17. Mnie już w dzieciństwie jak miałem sześć latek, ksiądz zrobił krzywdę. Jaką? No wiadomo jacy są księdza i co ich interesuje. Wszyscy to wiedzą, że każdy ksiądz to seksualny zboczeniec, ale nikt w tym obłudnym państewku nie raczy o tym mówić głośno. A katolicka policja polityczna kilkakrotnie mnie nachodziła w domu i pracy próbując zrobić ze mnie groźną sektę. Tyle, że pracuję u wielbicieli Sathya Sai Baba i policjanci jak śmieci, zostali wyśmiani i szef z pracy pogonił im kota i jeszcze procesem sądowym w Strasbourgu zagroził. Miałem wtedy dobrego szefa w pracy. Kilka innych osób w Stargardzie Szczecińskim było nachodzonych, także moi sąsiedzi, akurat Jehowi, to też głupich, obłąkanych katolicką kiłą wojtyłową policjantów pogonili. Od teraz śpiewam sobie przy goleniu piosenkę: “Wojtylizm to syfilizm, każdy człowieka o tym wie”. Myślę, że te wszystkie napady z okazji przyjazdów zboczka z Watykanu organizował sam Zboczek czyli Karol Wojtyła. Dla mnie cały katolicyzm to zboczenie, skoro nikt księdzu kutasa siekierą nie odrąbał, a cała parafia wiedziała, że ksiądz rucha dzieci i dokładnie kogo. Wszystkich tych zboczonych katolików powinno się kastrować bez sądu!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Szczepan Zając &#8211; Stargard Szczeciński</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>18. Byłam regularnie gwałcona przez księży katolickich, przez proboszcza parafii i jego wikarego w dzieciństwie. Gdy miałam 8 latek już pierwszy raz ksiądz mnie zaliczył. Dziś to biskup, a tamte zbrodnie ma przedawnione. I jak tu o tym mówić? Zetknęłam się także z pedofilską mafią Gierczyńskich i Mynarskich. Obrzydliwe zboczki kręcące filmy z dziecięcą pornografią. Moje dwie siostry także były wykorzystywane seksualnie przez księży. Nie cierpię pedofilskich policjantów ani dziennikarskich świnek pedofilią cuchnących. Znieważali mnie epitetem sekciara. Spytałam takich ile dzieci gwałcą tygodniowo. I głupi zboczek z napisem TVN odpowiedział mi siedmioro. Powiedziałam to spadaj zboku, bo ci urżnę kutasa. Chwyciłam za nóż kuchenny i uciekł z progu mojego domu, gdzie mam ośrodek terapeutyczny dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Mnie molestowali księża, ale do mnie na terapie przychodzi dużo kobiet, molestowanych, gwałconych przez zakonnice. I dużo kobiet, co za młodu były gwałcone przez własnych ojców, dobrych i zasłużonych katolików oraz przez matki katoliczki. Kazirodztwo i pedofilia. Dwa w jednym. No trzy, bo jeszcze katolicyzm. I tacy to potem plują na Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti, że niby o kościele i księżach źle mówić nie wolno. A sami molestują i gwałcą własne córki oraz wnuczki, a nawet prawnuczki. Taki jest kościół i jego dewianty.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right" style="padding-top:0;padding-right:0;padding-bottom:0;padding-left:0">&#8212; mgr Bożena Kasprzycka &#8211; Częstochowa</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>19. Pracuję jako uzdrowicielka, wróżka, astrolog i jasnowidz. Jako, że dawałam ogłoszenia na stronach Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti o swoich usługach, byłam nachodzona przez policyjnych tajniaków z wiadomych służb oraz przez CBŚ. Wypytywano mnie i sąsiadów o moją działalność. To bezczelna inkwizycyjna, zbrodnicza nagonka robiona przez parafialne męty na co dzień pijane winem mszalnym. Pogoniłam tę hołotę policyjną tego katolickiego państwa wyznaniowego. Polska to powinna mieć w nazwie “Wasal Watykańskiego Reżimu”, a nie Rzeczpospolita. Brzydzę się kościelnymi sługusami z policji i tajnych służb, co mnie nachodzili. Tym bardziej pisałam protesty i skargi przeciwko bezprawnemu więzieniu Mohana Ryszarda Matuszewskiego przez pedofilską mafię z Bydgoszczy, Częstochowy i Warszawy. Policja nachodziła mnie bezprawnie w 2002 i 2003 roku! I kilkanaście razy przychodzili tajniacy, niby pogadać o życiu.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Lidia Ziajska &#8211; Katowice</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>20. Mnie gwałciły zakonnice jak chodziłam do katolickiej szkoły u sióstr zakonnych. Bo zakonnica to siostra w habicie, czyli zboczenica seksualna. Cierpię z tego powodu do dzisiaj, bardzo trudno znoszę nawet najlepsze terapie. Nie mogę o tym zapomnieć. Trzeba mówić o klasztornych dziwkach lesbijsko-pedofilskich, mówić wszystkim dzieciom, aby klasztory i klasztorne szkoły u sióstr katolickich były raz na zawsze zlikwidowane! Na całym świecie trzeba likwidować to moralne zło. Pomagałam ofiarom gwałconym przez zakonnice w Polsce, ale teraz pracuję w Irlandii, bo tam bardziej jawnie i lepiej można pomagać ofiarom zboczonej papieskiej sekty katolików, która zabrania mówienia o tym co się dzieje z dziećmi w katolickich rodzinach czy w katolickich szkołach. Jeśli ktoś oddaje dzieci do katolickiej szkoły, oddaje je na molestowanie i używkę seksualną dla zboczonych sióstr, mnichów i księży! Policja polityczna katolickiego gestapo zwanego CBŚ, nachodziła mnie i mojego męża oraz moją matkę i sąsiadów. Wypytywała o przynależność do sekty! Sąsiedzi pytali policjantów czy mają “kukunamuniu” czy im “szajba bije i z nudów najścia esbeckie robią”. Moja matka powiedziała im krótko “wynocha papieskie debile, idźta biskupów zamykać za machlojki i wyłudzenia”. Chyba psy kościelne, papiesko-gestapowskie nie miały ze mną łatwo. A do Irlandii wyjechałam, bo tam państwo już płaci za terapię ofiar ruchanych przez zakonnice czy księży. Wrócę do Polski, jak w Polsce będzie refundacja dla ofiar Papieża Polaka i jego przybocznych.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Krystyna Luzar &#8211; Kraków</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>21. Terapiami naturalnymi jak bioenergetyka, reiki, medycyna chińska czy ajurweda zajęłam się z powodu traumy po incydentach z pedofilskim molestowaniem mnie w dzieciństwie. Nie chcę o tym w zasadzie mówić, bo po 5 latach terapii zasklepiłam moje rany i nie mam chęci aby je rozgrzebywać. To co ksiądz potrafi zrobić dziecku można albo zapomnieć, albo się powiesić lub zaćpać na śmierć. Jestem poważną biznesłumen i nie mogę sobie pozwolić na rozsypywanie się na widok habitu jakiegoś kolejnego zboczeńca. Miałam wiele problemów w związku, byłam na terapii trwającej dwa lata, ale chodziłam, jeździłam na sesje terapeutyczne dla ofiar pedofilów w sutannach przez lat pięć. Terapia dwa lata była dla mnie i wielu innych osób zbyt krótka. Najazdy policyjnych mend wyzywających mnie od sekciary przy sąsiadach i w miejscu pracy uzmysłowiły mi, że taka grupa terapeutyczna może wyglądać jak sekta albo tajna komórka powstańcza. Bo wszyscy patrzą na siebie, spotykają się, ale nikt nie chce się nawet pierwszy zapytać portiera czy są zajęcia, bo portier w jakimś klubie czy ośrodku zapyta “jakie zajęcia”. A to bardzo źle przez gardło przechodzi, że dla “ofiar księży pedofilów” czy w ogóle dla ofiar pedofilów. Strasznie się wtedy czułam, w takich sytuacjach, a policyjne świnie z chlewa, w te drażliwe tematy wchodziły brutalnie ze swoim hitlerowsko-katolickim pytaniem: “Do jakiej sekty pani należy.” To im palnęłam, że “do sekty pedofila Karola Wojtyły, ksywa Jan Paweł II”. Bezczelny i chamski policyjny gnój, zapytał: “A papież też panią gwałcił?” Ręce opadają. Oni dobrze wiedzą w katolickiej policji politycznej, z jaką organizacją mają do czynienia i że rozmawiają z ofiarami księży pedofilów. Tylko mają za zadanie zdusić ruch przypominający się o swoje prawa, zdusić w esbecko-katolicki sposób, gestapowskimi metodami wojtylizmu!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Ewa Maciejewska &#8211; Poznań</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>22. Byłam w dzieciństwie molestowana przez zakonnice. Było to obrzydliwe, myłam się długo nawet po tym, jak przechodziłam obok Kościoła czy klasztoru z zakonnicami. Do dziś na widok zakonnic mam mdłości i migrenę, ale po 2 latach terapii u Lalita Mohana Ryszarda Matuszewskiego poczułam się znacznie lepiej i jakoś uporządkowałam swoje życie. Z mężem i dziećmi po trwających aż do 2005 roku policyjnych napadach katolickiego gestapo nazywanego policją państwową wyjechaliśmy do Wielkiej Brytanii i nie chcemy mieć z pedofilską Polską Maryjną nic więcej wspólnego. Zanim wyjechaliśmy, potłukliśmy trochę przydrożnych maryjnych figurek i krzyży z Jezusem, jako symboli pedofilii katolickiej, w całej Polsce w wielu różnych miejscach. Jakoś trzeba dzieciństwo i policyjne napady na moją rodzinę odreagować! W Anglii z mężem dalej uczestniczymy w rozmaitych terapiach, głównie z tego samego powodu, chociaż mąż ucierpiał z tego powodu bardziej chyba niż ja, albo kobieta jest bardziej odporna na takie przejścia z pedofilią zakonnic. To w sumie i pedofilia i lesbijstwo było ze strony zakonnic. Obrzydliwość tej ziemi chodzi w habitach zakonnic. Od razu mnie mdli i rzygać się chce, że takie draństwo robi się dzieciom, małym dziewczynkom, wszędzie tam, gdzie zakonnice mają dostęp do dzieci.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Renata Zając &#8211; Sieradz, London</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>23. Molestowana byłam nie tylko ja ale nawet moja mama, dziś ciężko chora. Kościół nie zna umiaru w swojej perfidii i zboczeniu. Policyjni bandyci nachodzili mnie wiele razy, w tym w latach 1996-1997, w latach 1999-2001, a potem od sierpnia 2002 do grudnia 2003 kilka razy i znowu na przełomie 2005/2006. Kolejne najścia wstrętnych i agresywnych katów z katolickiej katowni pod pedofilską Jasną Górą, która próbowała w akcie zemsty za ujawnianie pedofilów zniszczyć tak Mohana Ryszarda Matuszewskiego jak i Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti. W Częstochowie do kilku grup chodziło jednocześnie nawet 200 osób, czyli tyle przynajmniej jest w Częstochowie ofiar molestowanych przez księży, zakonnice, dorosłych ministrantów, mnichów czy organistów i Bóg jeden wie przez kogo jeszcze. Trudno o tym mi mówić, nawet jako terapeutce, a prowadzę zajęcia dla ofiar molestowanych i gwałconych w tym księży pedofilów już od 1990 roku. Jestem terapeutką, pracuję z masażami, uwalnianiem traumy, bioterapią, reiki, ajurwedą, jogą i zaczynałam się uczyć tych rzeczy zanim jeszcze Mohan Ryszard Matuszewski stał się w Częstochowie znany z tych terapii dla osób gwałconych przez kler. Mam nadzieję, że policyjne napady na mój dom i grupy terapeutyczne ustaną, a na Jasnej Górze zamiast klasztoru będzie wielki szpital dla wszystkich ofiar katolickiego terroru w Polsce po 1989 roku. Takich metod jak wobec nas, ofiar pedofilii kościelnej zrzeszonych w Bractwie nawet komunistyczna SB nie stosowała wobec opozycji politycznej!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Maria Tabaka &#8211; Częstochowa</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>24. Mnie i moją żonę w Gdańsku kilkakrotnie napadało CBŚ Gdańskie, straszono nas, grożono nam śmiercią, sądem, więzieniem, utratą pracy, publicznym piętnowaniem w prasie, radio i telewizji. Widziałem jak to robili z Mohanem Ryszardem Matuszewskim. Boję się, ale cóż, najwyżej się weźmie jakiś znieczulacz i się zapomni. Po gwałceniu przez księdza, dziś biskupa, to tylko kolejna mała trauma. W sumie jestem zaprawiony w traumie od piątego roku życia. Ksiądz i jego kumple od ruchania dziatek też mnie i innych kolegów zastraszali. Trzeba im było zrobić dobrze i wtedy był spokój na kilka dni. Zjebane dzieciństwo. Zająłem się psychotroniką, okultyzmem i uzdrawianiem. Nienawidzę katolickiej sekty księży pedofilów, nienawidzę i już, na zawsze nienawidzę ścierwa kościelnego. Ciągali mnie ścierwa po sądach w Gdańsku, za pisanie protestów w obronie Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Obrzydliwe katolickie gestapo cuchnące papieżem. Oby piekło pochłonęło ten syf zwany katolicyzmem. Cóż tu więcej powiedzieć. Może mam film jeszcze zrobić o tym jak ksiądz rucha dzieci? Byłem nawet bity przez policję polityczną katolickiego reżymu zwanego Polską. Tłukli mnie w Gdańsku wieczorem na ulicy, zimą 2006 i krzyczeli że zabiją jak jeszcze raz do Mohana Ryszarda Matuszewskiego na zajęcia pójdę i jak będę głośno o pedofilskim dymaniu dzieci przez księży mówić czy pisać. To może jest mój ostatni występ, jak więcej nie przyjdę na zajęcia do Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, to znaczy że kościelna policja polityczna w skatoliczałej Polsce mnie zamordowała.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Jarosław Kowalczyk &#8211; Gdańsk Pruszcz</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>25. Ja i moja rodzina byliśmy za chodzenie na terapię ofiar gwałconych w dzieciństwie przez katolickich księży brutalnie terroryzowana. Tak można nazwać najazdy tych bandytów z CBŚ na nasz dom na podkrakowskiej wsi. Moja siostra uciekła z tej pedofilskiej Polski na stałe, ale ona udzielała się więcej, także jako terapeutka. Pisałam protesty w obronie Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, ale policja polityczna na zlecenie pedofilów zaatakowała z brutalną i bestialską siłą. Napady były w latach 2002-2003 i w latach 2005-2006, to straszne, że papiescy pedofile mają takie wpływy w policji. Miałam nawet sprawę sądową o przynależność do Bractwa, nie wiem ile osób jeszcze miało takie sprawy. Wzywano mnie pod rygorem aresztu z Krakowa aż do Gdańska, oczywiście na mój koszt. To jest okrutne zbójectwo, a wszystkiemu winny jest papież Polak, ukrywający swoich zboczeńców seksualnych w sutannach. Mówię o tym głośno, bo chociaż mnie policja polityczna, katoliccy prokuratorzy z pedofilskiej sekty Opus Dei i sądowa alkoholiczka z Gdańska przestraszyli, to już mi ta trauma przeszła nie boję się powiedzieć, że katolicyzm to zło, pedofilsko-mafijne zło i ideologiczny syfilis robiący porządnym ludziom wodę z mózgu, a po cichu uprawiający pedofilię na plebaniach i terroryzm na małych dzieciach! Bandyci policyjni z CBŚ byli nieuprzejmi, chamscy i po katolicku wulgarni, jak to sługusy pedofilskiej papieskiej inkwizycji. Brzydzę się na równi pedofilskim sądem z Gdańska, który wymierzył mi bezpodstawny wyrok za pisanie protestów w obronie Mohana jak i pedofilskim sądem okręgowym z Warszawy, który trzy lata trzymał Mohana Ryszarda Matuszewskiego w areszcie na zlecenie jakiejś pedofilskiej czy tam kościelnej świni. Na jedno wychodzi. Kościelna to i tak dla mnie na zawsze pedofilska, dzieciojebliwa!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Magdalena Chmielewska-Pasierb &#8211; Kraków</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>26. Brałam udział w terapiach dla ofiar pedofilii u Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Jako ofiara molestowana pospołu przez księdza i mojego ojca, który mnie do tego zmuszał, a mamusia milczała, biła mnie i zakazywała wspominania o tej tragedii. Dlatego, że organizowałam w Jaworznie trening dla ofiar pedofilów już w 1996 roku Mohan Ryszard Matuszewski został napadnięty przez pedofilsko-katolicką policję polityczną z Jasnej Góry. Przebywałam dwa dni w areszcie w Częstochowie, gdzie zostałam zabrana razem z Mohanem z mojego mieszkania w Jaworznie, gdzie na mój dom napadli pedofilscy bandyci z Policji Państwowej i Jasnej Góry. Nienawidzę teraz polskiego papieża śmierdzącego pedofilią i terrorem oraz bandytyzmem Karola Wojtyły czyli zboka Jana Pawła II. Na zlecenie pedofilskiej mafii z Jasnej Góry, jakiegoś ruchającego ministrantów, kleryków i dzieci przeora z Jasnej Góry, cały ten napad pedofilski był zorganizowany. A policyjne ścierwa w czarnych hitlerowskich mundurach katolickiego gestapo obrażały się jak ich pytałam czy są zbokami ruchającymi dzieci i ministrantów. Policyjne ścierwo udawało, że nie wiedzą o co mi chodzi. Jak się pojawiły w nocy plakaty na pedofilskiej prokuraturze, sądzie i pedofilskiej wtedy wojewódzkiej Komendzie Policji w Częstochowie, to im te jaja pedofilsko-jasnogórskie zmiękły. Zostałam zwolniona przed okresem zatrzymania, ale Mohana Ryszarda Matuszewskiego trzymali całe dwa dni na rzekomym zatrzymaniu, czyli porwaniu. Zrozumiałam wtedy, że katolicyzm to moralne dno i śmierdzące gówno, kloaka zboczenia, dewiacji i bezprawia. Zrozumiałam, że cały katolicyzm to choroba psychiczna kulminująca w ruchaniu dzieci przez księży i że między Jasną Górą, katolicyzmem, papieżem i pedofilią trzeba postawić na zawsze znak równości! Nie umiem mówić o Jasnej Górze pedofilią zboczonej inaczej niż o pedofilskiej kloace, a o policjantach inaczej niż jako o zbokach ruchających dzieci razem z przeorem tego pedofilskiego burdelu, który napadł na mnie i Mohana Ryszarda Matuszewskiego, na moją rodzinę! Od sierpnia 1996 policjant to dla mnie tyle co gówno pedofilskie ruchające dzieci tak jak każdy ksiądz! A potem w 1999 roku, dnia 7 czerwca, był kolejny napad pedofilskiej policji państwowej pospołu z pedofilskimi gangsterami z Jasnej Góry, zawsze zboczonej i pedofilskiej. I tym razem dwa lata więzienia Mohana Ryszarda Matuszewskiego, zupełnie bezprawnie w katolicko-pedofilskich katowniach zwanych aresztami III RP. W 2002 roku zaczął się prawdziwy kilkuletni horror napastowania mnie przez katolickie gestapo z ich pedofilskim papieżem jako hersztem ogólnoświatowej jak się szybko okazało, pedofilskiej mafii Opus Dei z siedzibą w Watykanie. Nienawidzę za te napady syfilisem zepsutego papieża i jego policyjno-kościelnych czarnych gestapowców, którzy napadali na mnie, zastraszali mnie, wymuszali podpisy in blanco, na których wpisywali fałszywe zeznania, które potem musiałam odwoływać. Straszono mnie, mojego brata Marka, matkę i ciotki, a nawet sąsiadów, byle wymóc zerwanie wszelkich kontaktów z Mohanem Ryszardem Matuszewskim i Antypedofilskim Bractwem Zakonnym Himawanti. Dlatego mówię to na wieczną pamiątkę dla tych pedofilskich świń policyjnych i kościelnych, które maltretowały moją rodzinę i wszystkim radzę, zróbcie to samo, bo zbrodniarze policyjni się przestraszą NAS &#8211; ofiar pedofilskich mafii kościelnych, jak sobie poczytają te kanalie z pedofilskiej Jasnej Góry, Niedzieli, Effatha, KANA, OKOPS czy Opus Dei o sobie i swoich zboczonych kutasach!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Małgorzata Wysocka &#8211; Jaworzno</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>27. Byłam molestowana w dzieciństwie przez księży pedofilów. Nie byłam w stanie tego wytrzymać, bo księżulek ściskał mnie w swoich łapskach sadzając na kolanach i puścić nie chciał mimo mego płaczu i wyrywania się z jego obleśnych pazurów. Ksiądz pod pretekstem&nbsp; “sprzątania zakrystii” wybierał sobie dziewczynki no i tam na tej tak zwanej zakrystii odbywały się dantejskie sceny obmacywania i wkładania łap czarcich pod spódniczkę czy koszulkę. Byłam zastraszana, że jak tylko coś pisnę rodzicom to stanie się im krzywda i policja ich wsadzi do więzienia. Dopiero po wielu latach kiedy to trafiłam na zajęcia jogi i spotkałam Ryszarda Matuszewskiego &#8211; Mohana &#8211; moja gehenna się skończyła. Dzięki terapiom w Bractwie Antypedofilskim Zakonnym Himawanti zaczęłam normalnie żyć i pracować, co przedtem było niemożliwe z powodu depresji i lęków, że coś złego się stanie moim bliskim. Do dziś omijam te czarne diabły i strzegę przed nimi moje dzieci. Dziękuję Ryszardowi Matuszewskiemu i terapeutom z Antypedofilskiego Bractwa Zakonnego Himawanti, że mogłam wrócić do życia, choć koszmary molestowania jeszcze potrafią się śnić w nocy. Zgłosiłam nawet na policję to, że byłam molestowana w dzieciństwie przez księży pedofilów, ale sprawa została umorzona, bo policja klechy kryje, a od tej pory moja rodzina i ja byliśmy nieustannie narażeni na wyzwiska i innego rodzaju przykrości takie jak publikacje w gazetach na mój temat jakbym to ja była przestępcą a nie ofiarą. Do tego różnego rodzaju prześladowania, napady i pobicia, i zaczepki na ulicy. Napadano na mnie w pracy i w domu, na moje dzieci i posunięto się do tego, że zaczęto zastraszać moje dzieci podczas powrotów ze szkoły grożąc im śmiercią, wieszano na osiedlu gdzie mieszkam oszczercze plakaty o obraźliwej treści. Nasłani na mnie policyjni bandyci wyłamując mi drzwi łomem &#8211; włamali mi się do mieszkania z samego rana, kiedy to jeszcze spałam &#8211; i trzymali mnie 4 godziny w koszuli nocnej szydząc i wyśmiewając się ze mnie: “że i tak im nic nie zrobię”. Wymachiwali mi pistoletami nad głową i krzycząc, że mnie “odpalą” jak nie będę siedzieć cicho. Zrabowano mi z domu komputer, drukarki i inne dokumenty na temat prześladowań i molestowań przez księży pedofilów, zrabowano mi płytki CD na których były nagrane relacje ofiar pedofilów i inne materiały potrzebne do pracy w celu łapania tych zbrodniarzy w sukienkach, którzy gwałcą i molestują malutkie dziec</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Ewa Macherowska &#8211; Gliwice, Katowice</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p style="padding-top:0">28. Jestem wdzięczny Antypedofilskiemu Bractwu Himawanti za terapie. Byłem obiektem wykorzystania seksualnego w dzieciństwie. Wiele razy ksiądz ruchał mnie kutasem. Zmuszał do picia wódki, upajał, jak protestowałem, a potem bestialsko gwałcił. W 2002 i 2003 atakowali mnie policjanci z wydziału d/s terroryzowania obywateli, a ofiar księży w szczególności. To jest granda. Katolicyzm jest spalony, ludzie się na tym dziadostwie poznają. Już przestają chodzić do tej pedofilskiej sekty. Katolicyzm z pedofilią księży jest szkodliwy społecznie w najwyższym stopniu. A policja to zwyrodniałe seksualnie plugastwo. Za znieważanie Antypedofilskiego Bractwa Himawanti odpowiedzialni są kościelni pedofile z pospolitych brukowców. Jakaś taka menda dziennikarska chciała robić ze mną wywiad. Pytam mendy czy jest pedofilem z sekty katolickiej, a menda się śmieje i mówi tryumfalnie, że tak. Jak można się do tego przyznawać? Policja za to, że regularnie organizujemy, a nawet prowadzimy warsztaty terapeutyczne dla ofiar pedofilskiego kleru, nachodziła nasz dom, zastraszała dzieci i straszyła nami sąsiadów. Raz moje mądre dziecko, na boisku szkolnym zaczepione przez policjanta w tej sprawie, zaczęło głośno krzyczeć: “Ratunku! Pedofil, to pedofil! Pomocy! Chce mnie zgwałcić!” I policjant kościelny z CBŚ uciekł, razem ze swoimi kumplami. Tak trzeba traktować te szumowiny pedofilskiej policji politycznej CBŚ. Oni żyją z produkcji pedofilskiej pornografii, handlu narkotykami, krycia dillerów i innych bandytów z sekty Opus Dei. Trzeba tępić tę policyjną zarazę polskiej ziemi, chyba nawet bardziej niż pedofilski kler. Księdza każde dziecko powinno sekatorem ogrodniczym kastrować. Z ciulika i języka.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right" style="padding-top:var(--wp--preset--spacing--30)">&#8212; mgr Jacek Gabruś &#8211; Piła</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p style="padding-top:0">29. Z księżmi molestującymi dzieci stykam się od dzieciństwa. Mieli z tym problemy moi koledzy. Ja też miałem. Proboszcz i jego wikary stanowili zboczony tandem. Jak jeden dzieciaka użył, podrzucał drugiemu, który robił mu to za karę, jakby chciał się wygadać. Bardzo straszyli, że będziemy pośmiewiskiem, jak się przyznamy. Nauczyłem się potem chińskiej medycyny, psychoterapii, reiki i medytacji. Z różnych źródeł. U Mohana w Antypedofilskim Bractwie Himawanti też bywałem, ale tylko kilkanaście razy. Skorzystałem już z innych dobrych uniezależniających i wyzwalających terapii. Dobre są ustawienia Hellingera, bo szybko rozwiązują traumę ofiar księży i zakonnic. Rozwiązują też języki ofiarom. Lepiej się o tym rozmawia w swoim, bezpiecznym i hermetycznym gronie. Bardzo ważne jest, aby nie rozpowiadać tego co się wydarza na terapiach. Ale ktoś musi się ujawnić, żeby inni mieli lepiej. Dlatego mówię kilka słów o tym, że byłem wykorzystywany seksualnie przez księży. O tym, że z powodu udziału w zajęciach w Antypedofilskim Bractwie Zakonnym Himawanti byłem nachodzony i zastraszany przez policję także chciałem powiedzieć. Trzeba kościelnym zboczeńcom położyć kres, a katolicyzmu w takiej papiesko-pedofilskiej wersji na zawsze zakazać! Powinno się za bycie księdzem wysyłać do łagru na Kołymę, na dożywocie. Księża to są okrutne i zwyrodniałe bestie, a ich policja polityczna jest chamska i bezczelna. Policja napadała na mój dom i straszyła mnie oraz moją żonę, znieważała mnie przed sąsiadami. Może policyjnych katolików też trzeba kastrować razem z księżmi i biskupami?</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right" style="padding-top:0">&#8212; mgr Zygmunt Maciejewski &#8211; Poznań</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p style="padding-top:0">30. W Sieradzu byłem molestowany, ba, wykorzystywany. Jacuś powie wam, że był dupczony, ruchany. Ksiądz nic innego nie umie, tylko ruchać dzieci kutasem w odbyty. Miałem 9 latek, jak mnie proboszcz otwór odbytowy rozerwał. Krwawiłem. Moje rodzeństwo też było gwałcone w kościele, mój ojciec i matka też. Cała rodzina nienawidzi Kościoła pedofilskiego zwanego katolickim. Moja żona była molestowana w Kościele katolickim. Opuściliśmy Polskę i mieszkamy w Wielkiej Brytanii, bo polska policja to też banda świń i debilów pedofilskich. Nachodzili nas w domu i mnie policja pobiła okrutnie w Sieradzu. Za organizowanie treningów dla ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek. Policyjne świnie katolickie straszyły moje małe dzieci, że je zabiją, jak tata z mamą będą leczyć ludzi z tego, co im księżą zrobili w dzieciństwie. Co za chamstwo. Papież Polak to musiał być wielki i obrzydliwy pedofil. Ciekawe ile dzieci wydymał kutasem papież polaczek. Policja napadała mnie i moją rodzinę w 2002, w 2003 i w 2005 roku. Same katolickie debile w tej policyjnej bezpiece. Powinni być kastrowani i musi być zakaz przyjmowania katolików do policji. A księża muszą mieć zakaz kontaktów z dziećmi na zawsze!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Jacek Zając &#8211; Sieradz, Wielka Brytania</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p style="padding-top:0">31. Całe dzieciństwo zrypał mi ksiądz z pedofil i kilka jego kumpli. Zostałem przyuczony do tego, aby księdzu robić dobrze, czyli obciągać jego fiuta. Już przed komunią katolicką. To był koszmar. Rodzice mnie bili jak się skarżyłem na księdza. Bili mnie za to, że “fantazjuję i się brzydko wyrażam”. Ale cała parafia o tym wiedziała. Tylko, że dla tych głupoli katolickich ksiądz to Bóg, albo może coś ważniejszego niż Bóg. Dopiero w szkole średniej urwałem się zboczeńcom plebana z łańcucha. Pisałem na murach, że “ksiądz rucha dzieci”, ale nie wiele to pomagało na mentalność “homo catholicusów”. Ludzie byli i są jeszcze jacyś tacy zahipnotyzowani. Wiara ich zaślepia, a ksiądz hipnotyzuje. Bardzo źle wspominam dzieciństwo. Już jako student znalazłem Antypedofilskie Bractwo Himawanti. Przez kilka lat jeździłem na terapie grupowe i uczęszczałem do grupy w Krakowie. Po kilku latach terapia dała owoce. Jakoś się pozbierałem i rozliczyłem z tamtą częścią życia. CBŚ &#8211; polska katolicka policja polityczna nachodziła mnie w domu, w pracy, nachodzili dom rodziców i moich znajomych oraz sąsiadów. Próbowali zrobić z nas organizację terrorystyczną i sektę. Głupki policyjne nie chciały słuchać o tym, że każdy ksiądz to potencjalnie zwyrodnialec pedofilski, zboczeniec pod szyldem duchownego. Zrobiłem sporo stron internetowych obnażających zbrodniczą, pedofilską mordę Kościoła katolickiego i jego plugawych organizacji pedofilskich takich jak Opus Dei, KANA, Effatha i mnóstwo innych. Rozklejałem pedofilom, co nas atakowali plakaty obnażające działalność tych katolickich zboczeńców seksualnych. Niektórych udało się uspokoić, ale trzeba jeszcze dużo większych akcji robić, szczególnie w Krakowie i okolicy, bo tutaj najbardziej katolicyzm pedofilią śmierdzi, że aż cuchnie.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Tomasz Pasierb &#8211; Kraków, Modlnica</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="has-text-align-left" style="padding-top:0">32. Molestował, wykorzystywał mnie seksualnie ksiądz, potem kolejny ksiądz, kolejny, tak zmarnował mi pedofilski Kościół katolików moje dzieciństwo. Mieszkam w Gliwicach, jeździłam na oazy, nawet myślałam że tak ma być, że na tym prawdziwa religia Boga polega, że muszę oddawać się cała kolejnym katolickim księżom. I tak od komunii w katolickiej sekcie, zawsze zboczonej, co zrozumiałam dopiero mając około 14 lat, jak zerwałam z kościelnymi zboczeńcami idąc za głosem serca. Uczestniczyłam w terapii dla Ofiar Księży Pedofilów przez pięć lat, a potem zostałam terapeutką i liderką grupy jogoterapeutycznej dla ofiar molestowania seksualnego. Od 1996 roku prowadzę regularne zajęcia w Gliwicach. Policyjni gestapowcy z Gliwic i Katowic napastowali mnie już w sierpniu i wrześniu 1996, na polecenie policji katolickiej z Częstochowy i Katowic, policji pedofilskiej na usługach moich katów, czyli księży zboczeńców seksualnych. Jeden z tych co mnie molestowali za młodu pracuje w Częstochowie i zajmuje się dziećmi, czyli gwałci dzieci swobodnie, jak to ksiądz. Spotkałam go kiedyś w Częstochowie i podrapałam, jak mnie zaczepił na ulicy, był to koszmar spotkać po latach pedofilskiego skunksa. Jestem wdzięczna Antypedofilskiemu Bractwu Zakonnemu Himawanti za wszelkie nauki i terapie. Nienawidzę pedofilskiego kościoła katolików, pedofilskiej Jasnej Góry, nienawidzę pedofilskiej mafii czy może pedofilskiej sekty Mynarski &#8211; Rewald &#8211; Gierej, za ich zbrodnie na dzieciach. Nie wyobrażam sobie, aby ofiara pedofilskiego gwałtu miała rozmawiać o tym jak molestował ją ksiądz z pedofilskimi policjantami służącymi pedofilskiej mafii z Watykanu. Pedofilią w Polsce powinien zajmować się Interpol, Europol albo KGB, ale nie pedofilsko-kościelna policja państwowa zaangażowana w interesy pedofilskiego kleru z kapelanami jako oficerami politycznymi policji.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Danuta Soroka &#8211; Gliwice</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p style="padding-top:0">33. W dzieciństwie byłem molestowany przez księdza katolickiego, potem został on biskupem. Chyba z powodu traumy dorobiłem się stwardnienia rozsianego. Chociaż jestem prawie w całości sparaliżowany, pedofilska mafia zwana Centralnym Biurem Śledczym torturowała mnie przez kilkanaście godzin, abym złożył im zmyślone zeznanie przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu, u którego byłem na jogicznej terapii dla ofiar gwałconych przez polskich księży i biskupów katolickich. Policjanci byli gangsterami z CBŚ na usługach pedofilskiej mafii Janusza Gierczyńskiego z Częstochowy i Tadeusza Mynarskiego z Gliwic. Obaj zboczeńcy to przywódcy sekty Opus Dei, odpowiedzialnej za światowy skandal pedofilii w Kościele. Całą historię napadów policyjnych i torturowania mnie przez gangsterów z Centralnego Biura Śledczego już opisałem i jest gdzieś opublikowana.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; dr Adam Citkowski &#8211; Zahajki</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p style="padding-top:0">34. Jako ofiara gwałtu dokonanego na mnie, gdy byłam małą dziewczynką trafiłam do Mohana Ryszarda Matuszewskiego na terapię długoterminową, zatem kilkuletnią. Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti poleciła mi znajoma lekarka, ginekolog z Piły. Znała je z relacji innych pacjentek, które pozytywnie przeszły długi cykl terapeutyczny i jakoś sobie poradziły z problemami, o których milczą zindoktrynizowani przez Kościół katolicki psycholodzy, psychoterapeuci czy nawet seksuolodzy. Terapia duchowa dla takich jak ja przypadków to idealna nazwa, bo zgwałcenie przez księdza rodzi bardzo wiele problemów duchowej natury, a na to psycholog nic nie poradzi, bo nie umie, a i często nie chce, jak jest na łańcuchu kościelno-rządowych etatów. Jeździłam do grup najbliższych do Bydgoszczy, Torunia i Włocławka oraz do Stargardu Szczecińskiego. Z czasem się okazało, że w Pile, nas ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek jest kilkanaście i stworzyliśmy grupę wsparcia. Istniejemy do dzisiaj, czasem spotykamy się towarzysko, a na terapię trafiają ciągle nowe ofiary kościelnego molestowania! Od 1999 roku jestem regularnie raz &#8211; dwa razy w roku nachodzona przez policję polityczną katolickiego reżymu, która chyba nie ma co robić i wielce się nudzi. Ale pędzę te typy kościelne gdzie pieprz rośnie. Z początku bałam się o dzieci, o męża, co chce ode mnie policja polityczna. Tak zrozumiałam, że Kościół, papież, katolicyzm, to syf, złodziejstwo, oszustwo i monstrualne zboczenie seksualne! Wstydzę się za Prezydenta i Premiera, że się szujom pedofilskim z Kościoła katolickiego i jego pedofilskiej mafii Opus Dei wysługują.</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Maria Gabruś &#8211; Piła</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p style="padding-top:0">35. Policja polityczna na usługach zawsze pedofilskiego Kościoła katolickiego dopadła mnie raz w 2002 roku, ale wtedy się bandytom pedofilskim z Bydgoszczy postawiłam. Nie dałam się wtedy zastraszyć policjantom na usługach pedofilskiej mafii z Bydgoszczy i Warszawy. W 2003 i w 2004 roku byłam dalej napastowana przez gang pedofilskich kanalii, Tadeusza Mynarskiego oraz pedofilskiej rodziny Rewald w tym pedofilskiej gangsterki Bożeny Rewald i Anny Gierej (Kokochy). Tadeusz Mynarski groził mi nożem i pistoletem, że jak nie wystąpię w programie telewizyjnym, żeby znieważać Mohana Ryszarda Matuszewskiego, to razem z kolegami policjantami kryminalnymi CBŚ całkowicie na usługach pedofilskiej mafii z Bydgoszczy, wykończą mnie, a moje zwłoki spłyną Kanałem Bydgoskim. Musiałam się zgodzić, bo wiem, żeby mnie zabili, a gangster i pedofil Tadeusz Mynarski był wściekły, bo na rozprawie w 2003 roku jesienią w Bydgoszczy nie powiedziałam ani złego słowa na temat Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Z gangiem Tadeusza Mynarskiego łączyła mnie pożyczka, a nie dostałabym moich pieniędzy z powrotem, jakieś 500 tysięcy złotych, z podziału rodzinnego majątku, gdybym odmówiła haniebnych usług dla pedofilskiej mafii Tadeusza Mynarskiego i Bożeny Rewald, dziewczyny z jego osobistego Haremu. W dzieciństwie byłam molestowana przez księdza i późniejszego biskupa, stąd trafiłam na terapie duchowe dla ofiar księży pedofilów w Bydgoszczy. Byłam nauczycielką, stąd miałam łatwy kontakt z dziećmi i szybko znajdowałam molestowane seksualnie ofiary. Pomogłam wielu dzieciom i młodzieży, także gwałconym przez lokalnych bydgoskich księży. Za to byłam znienawidzona tak u księży pedofilów, jak i u pedofilskiej mafii Tadeusza Mynarskiego i Bożeny Rewald, osób, będących chyba w Polsce głównymi dostawcami pornografii pedofilskiej także dla klasztorów i księży, oczywiście tych zainteresowanych, z Opus Dei, ale to większość, wedle mego rozeznania. Zostałam nie tylko zastraszona przez katolickie gestapo zwane policją w Bydgoszczy i mafię pedofilską Tadeusz Mynarski &#8211; Bożena Rewald, ale także przez pedofilską Minister Edukacji, Krystynę Łybacką, która nakazała mnie za pracę z ofiarami księży pedofilów wywalić z mojej ukochanej pracy w szkole. Wstydzę się tego, że musiałam naszczekać na Antypedofilskie Bractwo Zakonne Himawanti, co mi mafia policyjnych pedofilów kościelnych Tadeusza Mynarskiego kazała, ale dzięki temu lepiej rozumiem jak wszyscy, co z tym pedofilskim gangiem razem szczekali, niewątpliwie byli zastraszani i do szczekania zmuszani, być może nawet dziwki z haremu Mynarskiego jak Bożena Rewald i cała pedofilska mafia Rewald&#8217;ów z Bydgoszczy. Mam nadzieję, że któregoś dnia za te potworne zbrodnie, wszyscy księża i biskupi zostaną wykastrowani i raz na zawsze precz z Polski wypędzeni, tak jak to się dzieje w innych krajach. Księży pedofilów trzeba wypędzić ze wszystkich szkół, bo to co się dzieje, jak dzieci molestują to kosmiczny skandal w skali światowej, nie mający precedensu w historii!</p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right">&#8212; mgr Bożena Pająk &#8211; Nauczycielka Bydgoszcz</p>



<p></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p style="padding-top:0;padding-bottom:0">36. Cóż, z pedofilskiej Polski uciekłam do Irlandii, bo nie mogłam patrzeć jak wpuszcza się do szkół w Chełmie i okolicach pedofilskich księży, a potem w gabinetach dyrektorów i pedagogów zastrasza się na masową skalę dzieci “zerżnięte w odbyt” lub “w gardło” przez księdza katechetę. Mam mówić więcej? Robiono tak ze mną w dzieciństwie, dlatego mam nadzieję, że w Irlandzkich szkołach nie będę oglądać tyle tego pedofilskiego shitu w katolickim habicie. A policja katolickiej mafii opusdeistycznej nachodziła mnie kilka razy, ale od razu zapytałam czy chcą wiedzieć którego biskupa aresztować za to, że mnie gwałcił w dzieciństwie. To sobie jakoś policjanci za każdym razem poszli, chociaż ubliżająco szydzili i pokpiwali. Radzili powieść napisać o molestowaniu na plebanii, to chyba zaczęłam i cieszę się z tego, że to wydusiłam. Szczęśliwie nie zostałam pobita. Zawdzięczam to chyba znajomym i rodzinie, którzy mają pewne wpływy w lokalnej polityce. Katolicyzm to szambo, co nie? Strasznie śmierdzące szambo! </p>
</blockquote>



<p class="has-text-align-right" style="padding-top:0;padding-bottom:0">&#8212; mgr Elżbieta Betiuk &#8211; Chełm, Irlandia</p>



<p></p>



<p class="has-text-align-center" style="padding-top:var(--wp--preset--spacing--40);padding-bottom:0"><strong>Uwaga!</strong></p>



<p>Z uwagi na to, że wiele imion i nazwisk powtarza się tak, że <strong>w tej samej miejscowości lub okolicy mogą występować różne osoby o identycznych imionach i nazwiskach</strong>, przypomina się czytelnikom, że redakcja portalu nie odpowiada za przypadkową i zupełnie nie zamierzoną zbieżność nazwisk oraz imion pokrzywdzonych przez katolicką pedofilicję i policję państwową na usługach pedofilskiej mafii, ofiar, które dobrowolnie zrelacjonowały przebieg molestowania, gwałcenia oraz prześladowania przez katolickie gestapo zwane Trzecią Rzeczpospolitą. Niektóre nazwiska mogą być pseudonimami, o ile osoba relacjonująca zażyczyła sobie anonimizacji jej/jego nazwiska.</p>



<p>Jeśli jesteś ofiarą moletowaną przez księdza czy zakonnice i chcesz aby zamieścić twoje relacje, możesz je nadesłać na adres emailowy portalu, razem ze skanem zgody na publikację i skanem obu stron dowodu osobistego (publikujemy tylko wiarygodne, autoryzowane wspomnienia).<br></p>



<p class="has-text-align-right"><strong>Antypedofilski Ruch Społeczny Bractwa Himawanti</strong> &#8211; Irlandia, Toronto, Sydney, Warszawa</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://ryszard-matuszewski.com/ofiary-ksiezy-pedofilow-wspominaja-molestowanie-i-policyjny-terror-w-polsce/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nauka Pedofilskiej Religii &#8211; Wspomnienia autobiograficzne</title>
		<link>https://ryszard-matuszewski.com/nauka-pedofilskiej-religii-wspomnienia-autobiograficzne/</link>
					<comments>https://ryszard-matuszewski.com/nauka-pedofilskiej-religii-wspomnienia-autobiograficzne/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[rm-admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 13 Feb 2026 17:44:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ryszard Matuszewski]]></category>
		<category><![CDATA[Wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[kastracja]]></category>
		<category><![CDATA[kościół]]></category>
		<category><![CDATA[ksiądz]]></category>
		<category><![CDATA[pedofilia]]></category>
		<category><![CDATA[potwory]]></category>
		<category><![CDATA[tortury]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[znęcanie się]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.ryszard-matuszewski.com/?p=307</guid>

					<description><![CDATA[Szczęśliwie miałem w kieszeni bardzo ostry kozik, scyzoryk. Kozik ten służył wcześniej do kastrowania baranów, czemu miałem się okazję dobrze przyjrzeć, gdyż ojciec był hodował owce i barany.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Jeśli chodzi o nauczanie religijnej wiary, to nie zrobił tego żaden katolistyczny, ani protestancki ksiądz, gdyż na lekcje religii do katolickiej sekty nigdy nie uczęszczałem, a to z kilku powodów. Moi rodzice byli zorientowani ku pradawnej kulturze słowiańskiej. Matkę w dzieciństwie księża zgwałcili wielokrotnie w czasie śpiewania w kościelnym chórze jak była nastolatką w rodzinnej wsi koło Kisielic, to miała awersję do klechów i pedofilskiej sekty katolików, acz było to tabu, o którym nie wolno było mówić w mojej rodzinie, aby nie denerwować matki wspomnieniami.</p>



<p>Ojciec w czasie hitlerowskiej okupacji był w <strong>łagrze hitlerowskim</strong> w Berlinie i osobiście jako przymusowy robotnik w III Rzeszy zwyrodniałego <strong>katolika Adolfa Hitlera</strong>, oglądał, jak ówczesny papież Pius błogosławił gestapowskie SS udające się do Polski mordować Naród Polski. Od tego czasu mój ojciec Teofil nigdy już nie wszedł do żadnego katolskiego tak zwanego „Kościoła”, ani nie uczestniczył w żadnej katolistycznej mszy. Ojciec był jednak bardzo zainteresowany w starożytnej, prawowitej kulturze Słowiaństwa.</p>



<p>Spotkanie z <strong>klechą</strong> katolickiej, tak zwanej religii, zniechęciło mnie do jakiegokolwiek zainteresowania się tą nachalnie prozelicką sektą i jej dogmatem. Społeczne naciski na uczęszczanie do sekty katolików i na jej katechezy ominęły mnie w pierwszej klasie (1969/70) szkoły podstawowej całkowicie, gdyż pranie mózgu dzieci odbywało się po południu, a lekcje szkolne były rano i musiałbym czekać na ich śmieszne lekcje przez kilka godzin w odległej o cztery kilometry od domu wiejskiej szkole, na wsi jaką był <strong>Breńsk</strong> w gminie <strong>Czarne k/Szczecinka</strong>.</p>



<p>W drugiej klasie szkoły podstawowej sporo chorowałem i tylko do księdza uczącego katolskiej religii nie docierało, że dziecko chore nie będzie do niego specjalnie dojeżdżać, acz ze szkołą państwową nie było problemu, nawet w dobrym socjalistycznie-demokratycznym szpitalu w Człuchowie! Jak już zacząłem ponownie uczęszczać do szkoły, a było to dopiero w maju, to klecha, katecheta, proboszcz z Rzeczenicy, a jakże, zadbał, abym z pomocą ludzi ze wsi został siłą, przemocą doprowadzony na tę jego katolicką pseudoreligię czy też rzekomą katechezę religijną.</p>



<p>Instynktownie przeczuwałem, że jest to coś demonicznie złego, ciemnego czy potwornego, koszmarne odczucia rodziły się, gdy słyszałem od rodziców, że klecha znów się pluł z ambony, że nie chodzę na te jego religie, gdy byłem chory w szpitalu lub gdy leżałem w domu powalony reumatyzmem.</p>



<p>Zaciąganie siłą polegało na tym, że ksiądz zrobił religię wyjątkowo po normalnych lekcjach szkolnych, a dzieci z klasy <strong>musiały</strong> mnie siłą z pomocą katolickich dorosłych przymułów <strong>doprowadzić</strong>, <strong>zaciągnąć</strong> siłą w <strong>brutalny sposób</strong> i przy całym steku wyzwisk katolickich pod moim adresem na tę katolską jego katechezę czy pranie mózgu dzieci. Jak raz ksiądz wykładał wielce uczenie o „miłości chrystusowej”, a tym, co niezbyt uważali, ochoczo przykładał drewnianą laską po tyłku, po rękach, a zdarzało się, że i po plecach czy głowie.</p>



<p>Dziwiłem się, że wszyscy w klasie boją się potwornie tego gościa w czarnej sukience, cuchnącej smrodliwie z daleka czymś zatęchłym. Niestety byłem trzymany i pilnowany, abym nie mógł uciec przypadkiem, ale trudno mi było pojąć, dlaczego pozostali od razu nie uciekli przed ciemniackim, brutalnym, zwyrodnialcem zadającym ból dosłownie, co chwilę któremuś z pozostałych dzieci.</p>



<p>Coś mnie wtedy natchnęło, a miałem ledwie <strong>osiem lat</strong> skończone, aby go zapytać czy ta jego miłość chrystusowa polega na okładaniu kijem słabszych od siebie. Klecha wnerwił się, zasapał, zadyszał i zaczerwienił się. Część zaczęła się śmiać, część coś burczała w stylu, „ale dostaniesz teraz.”</p>



<p>Powiedział wtedy groźnie: „chodź no tu do mnie”, ale widząc jak srodze bije, wstałem, porwałem tornister i pobiegłem w stronę drzwi. Puszczono mnie, bo pilnujący myśleli, że idę do księdza z tej ich katolskiej, a raczej katowskiej sekty. Splunąłem jeszcze za siebie, warknąłem coś, jakby odganiając zły urok <strong>złego czarnoksiężnika</strong>. Zresztą czarną, szmatławą sukienkę trudno skojarzyć z czymś innym niźli z czarnym charakterem, czy złym czarnoksiężnikiem.</p>



<p>Wziąłem w biegu, porwałem mój rowerek, którym dojeżdżałem bite cztery kilometry do wiejskiej szkółki w <strong>Breńsku</strong> zwanym też Brzęczkiem i ledwie zdołałem umknąć, bo byłem goniony przez resztę klasy i dorosłych, a niektórych wzburzyło, jak można splunąć w stronę czarciego klechy katolickiego. Dziwne, że nie burzyło ich <strong>drastyczne bicie</strong> ich własnych dzieci i pieprzenie o jakiejś miłości chrystusowej, bardzo dziwne, widać mózgi wyprane katechezą.</p>



<p><strong>Breńsk</strong> to bardzo mała wieś na trasie <strong>Czarne – Rzeczenica</strong> na Pomorzu. W owych czasach była tam czteroklasowa szkoła podstawowa.</p>



<p>Jakiś czas miałem spokój, ale proboszcz klechowni nie dał za wygraną, bo niestety zostałem za tydzień ponownie doprowadzony do księżulka katolickiej sekty, przy okazji następnej katechezy, która miała być indywidualna, niejako tylko dla mnie. Ewangelizacja dzieci i młodzieży, jak się to złudnie i pięknie nazywa odbywało się, a jakże, dla mnie bezboleśnie jakimś cudem, acz terrorystycznie, pod doprowadzeniem siłą i strażą!</p>



<p>Tym razem księżulo watykański <strong>kazał mi zostać po lekcji religii,</strong> bo rzekomo chciał ze mną porozmawiać, a że był wyjątkowo milutki, więc nie wyczuwałem w tym żadnego czartowskiego podstępu o tyle, że wychodzący z katechezy <strong>blokowali drzwi</strong>, abym nie mógł uciec z jaskini katolickiej wersji miłości chrystusowej!</p>



<p>Proboszcz katecheta, gdy zostałem z nim sam na sam na indywidualną katechezę czule mnie <strong>przytulił</strong>, posadził na kolana, zaczął wycałowywać, ślinić i w końcu rozbierać, zdejmując, a raczej rozpinając swoje i moje spodnie, a silne było chłopisko. Wyjął swego <strong>katolickiego kutasa</strong>, czyli <strong>fiuta</strong> i kazał sobie głaskać i ściskać i chciał, aby tę jego <strong>śmierdzącą laskę</strong> obcałowywać i brać do rączki czule. Obróciłem się wtedy, aby się wyrwać i uciekać, ale próbował mi ściągać spodnie ze slipkami, żeby móc wkładać tego watykańskiego smrodka do mojego otworu odbytowego, a po to przecież mnie obmacywał i rozbierał, abym dowiedział się, jakie jest oprócz rowerowego jeszcze znaczenie słowa <strong>pedał</strong>.</p>



<p>W owym wieku słowo „<strong>pedał</strong>” znane mi było tylko jako część od mojego rowerka, którym dojeżdżałem do szkoły, jednak sytuacja wydawała się zupełnie anormalna i niebezpieczna, obcy się rozbierał i próbował mnie rozbierać. Czułem strach i potrzebę obrony siebie. Szczęśliwie miałem w kieszeni <strong>bardzo ostry kozik, scyzoryk</strong>, podarowany mi przez mojego starszego brata Romana Matuszewskiego jako prezent dla obrony własnej i bezpieczeństwa na leśnej drodze do szkoły.</p>



<p>Kozik ten służył wcześniej do <strong>kastrowania baranów</strong>, czemu miałem się okazję dobrze przyjrzeć, gdyż ojciec był hodował owce i barany w liczbie około 50-70 sztuk rocznie. Oglądanie co robią barany czy psy w gospodarstwie z pomocą części ciała służących prokreacji jest w moim wypadku bardzo dobrą edukacją dla dziecka. Jeszcze bardziej przydatne okazało się oglądanie, jak weterynarz kastruje barany obcinając im jaja. Nigdy dość edukacji i uświadamiania dzieci.</p>



<p>Przydała się wiedza i <strong>dobry nożyk od brata</strong>, bardzo ostry do kastrowania w sam raz, bo do tego wcześniej był używany. Obróciłem się, na co klecha się ucieszył, uchwyciłem jajca księżulka w rączkę czule, że aż zajęczał i zasapał dewiant z zachwytu i wyjmując drugą ręką odbezpieczony kozik z kieszeni <strong>przyciąłem mu jajca</strong> tak, jak się tnie baranie jajca przy kastracji, tyle, że razem z workiem, że krwi bryznęło sporo, a klecha zawył z bólu. I jeszcze <strong>fiutka katolickiego proboszczowi przyciąłem</strong>, choć był twardy jak stal szwedzka, duży, gruby i sprężysty. Przyciąłem mocno przy nasadzie, co dało pewność, że już się do otworu odbytowego żadnego dziecka nie będzie bydlak watykański nigdy więcej ani wciskał ani nawet próbować.</p>



<p>Z tak zdobytym <strong>trofeum</strong> niczym Indianin ze skalpem wybiegłem triumfalnie z lekcji katolickiej religii czy raczej dewianckiego zboczenia, a jak się okazało nikt już pod drzwiami salki <strong>katechetycznego gwałcicielstwa</strong> na mnie nie czekał, zresztą dobre pół godziny indywidualnej katechezy byłem zaliczyłem próbując pojąć, czym jest sekta rzymskiego katolicyzmu. Klecha poświęcił parę minut na oswajanie dziecka trzymanego na kolanach, zanim wyjął swojego kutasa – po raz ostatni w życiu. Żadna siła nie mogła mnie doprowadzić dobrowolnie na tak zwaną katechezę do parafii sekty katolików rzymskiego zboczenia.</p>



<p>Wszyscy moi koledzy i koleżanki z wiejskiej szkółki pod przymusem zjadliwej, społecznej presji, wsiunowatego terroryzmu chodzili tam i wielu było dupconych przez klechów, ale siebie od tego katozboczenia wybroniłem. Afera była na całą okolicę, że syn leśniczego księdza uszkodził nożem, a rodzice szczególnie <strong>matka</strong>, mieli w okolicy pewne nieprzyjemności ze strony parafialnych wspólników i popleczników rzeczonego księdza, czyli <strong>dewianta</strong>.</p>



<p>Zboczone klechy próbowały mnie jeszcze uczyć tej swojej miłości chrystusowo-watykańskiej w czwartej klasie szkoły podstawowej w Czarnem i gdy miałem około 16 lat tuż przed wyborem tak zwanego <strong>papieża</strong>, czyli <strong>herszta polskich pedofilów z katolickiej sekty</strong>.</p>



<p>Otarłem się jeszcze o tę tak zwaną „religię” katolicką w klasie czwartej szkoły podstawowej, jednak siostra katechetka nie wzbudziła we mnie zaufania, pomimo najszczerszych starań, gdyż pazerna na „owieczki” katechetka, próbowała zaprzyjaźnić się z moją matką, będącą leśną zielarką. Chodziło jednak w tej obłudzie o pozyskanie baranka do czartowskiej i dewianckiej sekty. Kiedy dowiedziałem się, że sekciara używa często linijki, albo pięści do celów dydaktycznych, to było nasze pierwsze i ostatnie spotkanie.</p>



<p>Pomimo, że chodziłem już do innej szkoły, do Gminnej Szkoły Podstawowej w Czarnem k/ Szczecinka i że zmieniła się klesia parafia, którą teraz było owo <strong>Czarne </strong>k/Szczecinka, spotkanie z <strong>klesicą</strong> było zawsze pierwsze i ostatnie, oczywiście pod przymusem, bo sekta katolików zdolna jest do najgorszego terroru, aby zdobyć współwyznawcę, omamić dziecko, wyprać mózg, odczłowieczyć. Z leśniczówki dojeżdżałem teraz całe sześć kilometrów autobusem do stolicy gminy w Czarnem i oczywiście do szkoły. Interesowała mnie tam najbardziej dobrze zaopatrzona księgarnia oraz biblioteki, tak szkolna, jak i miejska, bo <strong>państwo socjalistyczne</strong> dobrze dbało o oświatę dla wszystkich obywateli, a nie o prywatę.</p>



<p>Razu jednego, gdy byłem w czwartej klasie, część silnych chłopaków z klasy chciała mnie oczywiście na rozkaz katechetki i klechów, doprowadzić siłą na lekcję ichnej religii katolickiej. Wywiązała się z tego <strong>niezła szarpanina i bójka</strong>. Niestety, takie przekleństwa miotałem na ich kościół, kler i katechetów, że chociaż byłem już obezwładniony i niesiony, a raczej ciągnięty w wiadomym kierunku, to ze wstydu przed owymi soczystymi epitetami, zostałem puszczony wolno. Oczywiście jak na złośliwe katolstwo przystało, po pewnym czasie, bydlaki katolickie ponowiły próbę doprowadzenia siłą w brutalny sposób, <strong>o czym będzie już osobny esej,</strong> dalsza część przykrych przeżyć z <strong>zakonną cieczką watykańskich katechetek</strong>.</p>



<p>Jednakże już wtedy spostrzegłem, że im większy tępak, <strong>im bardziej dzieciak ograniczony umysłowo, im bardziej głupkowaty i prymitywnie skłonny do rozboju &#8211; tym większy katolik</strong>. Nic już tego obrazu katolickiego zbydlęcenia i dewiacji nie zmieniło. Niewątpliwie dzięki takim przeżyciom jestem do dzisiaj i chyba na zawsze gorącym <strong>zwolennikiem swobody wyboru religii i wyznania</strong> już od najmłodszych lat życia i do bezwzględnego egzekwowania tego prawa w każdym wieku. Odkąd nie pozwoliłem się za pierwszym razem doprowadzić na katechezę sekty katolików, siostra katechetka i jej kumpelka od klas starszych, zaczęły uprawiać <strong>propagandę nienawiści </strong>pod adresem mojej rodziny. Przejrzałem w ten sposób całą dewiancką, bezczelną obłudę tak zwanych siostrzyczek i kleru.</p>



<p>Wspomnienie pierwszego księdza – zboczeńca na pewno jest bardzo żywe i wyraziste, podobnie zetknięcie z prymitywnością i brutalnością katolskiego gówniarstwa z tej samej szkoły i klasy. Skutki głupkowatego stosowania przymusu w sprawach wiary, <strong>przymusu</strong> inkwizycyjnego i niewątpliwie zbrodniczego oddalają od organizacji nawet tak licznej dotąd jak katolicyzm. Już w drugiej klasie szkoły podstawowej modliłem się spontanicznie „o zniknięcie i unicestwienie całej patologicznie zboczonej sekty katolików”.</p>



<p>Zmniejszająca się od tego czasu liczba klechów i wyznawców na całym świecie dobitnie świadczy o tym, że <strong>Bóg jest i modlitwy spełnia</strong>, acz stopniowo i powoli, co jest pewnie zasługą i wielu tysięcy innych ofiar, o których stopniowo dowiadywałem się coraz więcej i więcej. Jest to początek moich doświadczeń, ale dalsze jedynie utwierdziły mnie w przekonaniu, że katolicyzm to coś obrzydliwego, zboczonego i zbrodniczego, na co można tylko pluć, rzygać i przeklinać jak najbardziej siarczyście.</p>



<p>W całym biegu życia nic dobrego z rąk czy raczej <strong>szponów katolików</strong> mnie nigdy nie spotkało. Pewnie dzięki temu poznałem lepiej i głębiej buddyzm, hinduizm, zoroastryzm, islam i religię żydowską, z czego najbardziej głębokim i duchowym okazał się hinduizm, a ściślej <strong>wedyjska i śiwaicka duchowość Wschodu</strong>, jakże identyczna w swych podobieństwach ze słowiańską kulturą, w której duchu byłem w znacznym stopniu wychowany przez <strong>rodziców</strong>.</p>



<p>Przy innej okazji napisze jeszcze o molestowaniu mnie przez księdza pedofila z miejscowości <strong>Czarne</strong> k/Szczecinka w IV klasie szkoły podstawowej, bo atak katechezo-dewiantek to tylko było małe preludium do dalszych zakusów na otwór odbytowy dziecka, które ni euczęszczało na religię katolicką. A i jeszcze o molestowaniu mnie przez jednego bardziej znanego księdza dewianta w okolicach <strong>Zakopanego</strong> w 1978 roku, kiedy to już świeżo 15 lat skończyłem.</p>



<p>Mój zgwałcony wtedy kolega <strong>Adam</strong> rozpił się później topiąc w alkoholu te przykre wspomnienia i popełnił po tym cyrku dewiacji katolickiej samobójstwo, to wspominam o tym w dowód pamięci tej ofiary księży chorobliwie zboczonych seksualnie. Trudno pisać o takich incydentach, kiedy jeden <strong>ksiądz zboczeniec</strong> ma się dobrze, jest nawet uwielbiany w pewnych kręgach i potrafi zastraszać inne ofiary, stąd pomijam nazwiska, bo obawiają się o swoje życie w tym fanatycznie talibanowym państewku jakim jest średniowiecznie klerykalna jeszcze Polska RP.</p>



<p>Powiem tylko zachęcająco, że mówienie głośno wśród znajomych i rodziny, że się miało w życiu „<strong>incydent z dobieraniem się przez księdza do otworu odbytowego</strong>” powoduje nawet wzrost sympatii, a wielu kolegów i koleżanek też przyznało, że dzięki mnie odważyli się mówić o tym głośno, nawet własne i cudze małe dzieci ostrzegając przed księdzem jako przed społecznym złem.</p>



<p><strong>Ofiary księży pedofilów!</strong> Zacznijcie mówić o tym, co was spotkało bardzo głośno, publikować wspomnienia, a zaczniecie być szanowani i cenieni, acz nie musicie od razu wskazywać nazwiska księdza, jeśli jeszcze żyje, żeby nie narażać się na <strong>odwet personalny </strong>ze strony pedofila, który może się poczuć urażony, że się mówi o jego zboczeniu i sekcie pedofilskiej w sposób bezceremonialnie krytyczny. Tylko <strong>wasze milczenie</strong> pozwala istnieć temu imperium pedofilskiego zła jakim jest inkwizycyjny, faszystowski i zboczony katolicyzm, podszywający się z tym wszystkim pod patriotyzm, Naród i Ojczyznę!</p>



<p class="has-text-align-center"><strong>(C) Szczecinek 1980 – Toruń 1994 &#8211; Ryszard Matuszewski</strong><br><strong>Kontakt z autorem: P.O.Box 247; 44-100 Gliwice; Poland (Polen; Pedofilland)</strong><br></p>



<p class="has-text-align-center">(Zezwala się na przedruk publikacji wyłącznie w całości)<br></p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<p><strong>Art. 73 Konstytucji:</strong> „Każdemu zapewnia się Wolność twórczości artystycznej!”<br><strong>Art. 54.1 Konstytucji:</strong> „Każdemu zapewnia się <strong>Wolność</strong> wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji!”</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://ryszard-matuszewski.com/nauka-pedofilskiej-religii-wspomnienia-autobiograficzne/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Moja Droga do Boga &#8211; Konfesje</title>
		<link>https://ryszard-matuszewski.com/moja-droga-do-boga-konfesje/</link>
					<comments>https://ryszard-matuszewski.com/moja-droga-do-boga-konfesje/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[rm-admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 13 Feb 2026 17:42:17 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ryszard Matuszewski]]></category>
		<category><![CDATA[Wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[aikido]]></category>
		<category><![CDATA[astronomia]]></category>
		<category><![CDATA[Brahman]]></category>
		<category><![CDATA[doświadczenia graniczne]]></category>
		<category><![CDATA[droga do Boga]]></category>
		<category><![CDATA[duch święty]]></category>
		<category><![CDATA[duchowa podróż]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[ekumenia]]></category>
		<category><![CDATA[gwiazdy]]></category>
		<category><![CDATA[jedność religii]]></category>
		<category><![CDATA[joga]]></category>
		<category><![CDATA[konfesje]]></category>
		<category><![CDATA[kontemplacja]]></category>
		<category><![CDATA[kosmos]]></category>
		<category><![CDATA[krytyka przymusu]]></category>
		<category><![CDATA[las]]></category>
		<category><![CDATA[leśniczówka]]></category>
		<category><![CDATA[medytacja]]></category>
		<category><![CDATA[mistyka]]></category>
		<category><![CDATA[pielgrzymka]]></category>
		<category><![CDATA[śmierć i przemijanie]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[wolność religijna]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[zazen]]></category>
		<category><![CDATA[Zen]]></category>
		<category><![CDATA[złoty blask]]></category>
		<category><![CDATA[zmierzch]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.ryszard-matuszewski.com/?p=305</guid>

					<description><![CDATA[Moja Droga do Boga – Konfesje: dzieciństwo w leśniczówce, pierwsze „odejścia w nieznane”, gwiazdy, joga i aikido, aż po złoty blask i jedność religii.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<h2 class="wp-block-heading">Słodkie Dzieciństwo</h2>



<p>Najdalej jak sięgam pamięcią, rozpocząłem moją duchową podróż w nieznane, około trzeciego roku życia. Tak, w pełni świadomie, urzeczywistniłem pierwszą pamiętną wycieczkę, którą jak później zrozumiałem zwie się podróżą duchową lub ścieżką. Podróż w nieznane, spod skrzydeł Matki, ziemi, do Ojca Niebieskiego. Trochę szczegółów z pierwszej podróży może uzmysłowić czym ścieżka jest w swej istocie i jak się ją odbywa. Była prorocza i rewolucyjna zarazem.</p>



<p>Otóż, pewnego słonecznego dnia, będąc w swym rodzinnym domu, w leśniczówce, okolice gminy Czarne woj. słupskie, zatęskniłem nagle za moim ziemskim ojcem, który pracował gdzieś w nieprzebytej leśnej gęstwinie. Zapomniałem nagle o matce, która opiekowała się mną i gotowała jak zwykle obiad krzątając się przy kuchni. Niepomny przestróg oddalania się od domu rodzinnego i zasięgu wzroku i głosu matki, wiedziony jakimś pilnym wewnętrznym impulsem, pognałem prosto przed siebie, w las, do ojca, ówcześnie leśniczego. Miałem wtedy niecałe trzy lata.</p>



<p>Impuls wewnętrznego nakazu odejścia gdzieś daleko, pognania w dziewiczy las okazał się tym, który później ułatwiał zrywanie wszelkich więzów i podążanie w jedynie wybranym kierunku. Wszystko może minęłoby bez większego echa, gdyby nie fakt, że po drodze była kilkumetrowej szerokości rzeczka z wąską kładką. I szczęście tak dopisywało, że po obu stronach owego mostka leżał piasek, na którym wyraźnie odbiły się ślady mojego wchodzenia na wąską kładkę. A z drugiej strony, jakoś szczęśliwie udało mi się zeskoczyć na jakąś kępkę trawy tak, że nie został żaden ślad. Prawdopodobnie na mostku dostałem tego natchnienia skakania po ledwie dosięgalnych kępkach trawy. Możesz sobie wyobrazić, „radość” matki, która zobaczyła iż synek jej na most wchodził i są wyraźne ślady, jednakże na moście go nie ma, a po drugiej stronie ani śladu schodzenia. No i podniosło się wielkie larum.</p>



<p>To był pierwszy, jaki pamiętam, komunikat, który jako zaszyfrowana depesza został przeze mnie posłany rodzinnemu domowi. Brzmiał on tak: „Nie przywiązujcie się do mnie, gdyż mogę odejść w każdej chwili, pozostawiając za sobą ból i rozpacz.” Dużo później zrozumiałem, że właśnie to odchodzenie w nieznane, jest dobrym początkiem i przygotowaniem Pielgrzyma do trudów Ścieżki. Mnie oczywiście cieszyła i radowała wielce owa pierwsza poważna peregrynacja.</p>



<p>Tajemniczy las po drugiej stronie rzeki pociągał i urzekał. Był zarówno tajemniczy jak i niesamowity. Trochę przerażał, ale jak się ma trzy latka, to nawet niewielki krzak jest dosyć duży. Zobaczyłem po drodze stadko sarenek. Później zrozumiałem, iż przedstawiały sobą właśnie zwiewne, duchowe potrzeby i tęsknoty serca. Pielgrzymka doprowadziła dokładnie do leśnej szkółki, gdzie tajemnica powstawania lasu okazała się prozaicznie objawić w postaci hodowli sadzonek, akurat głównie sosny. Ochoczo przyjęli mnie leśni pracownicy, a uspokoiłem ich dodatkowo prozaicznym stwierdzeniem, że przyszedłem do taty. Niestety, ojciec już był udał się w innych nieco sprawach, więc choć odczułem lekki niepokój, to jednak pozostałem by odkrywać tajemnice stwarzania życia leśnego. Moi szacowni zaś rodzice, szczęśliwie już w tym czasie odkryli ślady i mostek, wobec czego po drugiej stronie leśnej rzeczki zapanowała podobno, jak mi później opowiadano, zbiorowa histeria. Zdaje się, że rodzice przeszukali rzeczkę na odcinku pięć kilometrów. Ojciec ściągnął nawet trochę ludzi do pomocy. Niestety nie tych ze szkółki. Ci to wieczorem po pracy, gdy rodzic pogodzony już z utratą syna przypomniał sobie o pracownikach szkółki i przybył tam, uraczyli go historią, że sobie zastępstwo znalazł dobre co by ich pracowników dopilnować, a sam gdzieś znika na cały dzień zamiast pracować. I tak się zgadali, a ja byłem gdzieś na uboczu, że nic się o mnie nie wydało i spędziłem jeszcze kilka godzin. Ojciec zapomniał się też tej części pracowników pochwalić, kto mu z domu zginął i jakoś nie zapytał kogo jako zastępstwo mieli na myśli. Tak to właśnie bywa.</p>



<p>Obawa, to zapewne problem większości rodziców. Musi jednakże zostać przyzwoicie nakarmiona. Strach o dziecko pojawił się w całej okazałości. Kiedy mnie wieczorem przekazywano rodzinnemu domowi, jeszcze na jakiś czas, ojciec nie okazał ani entuzjazmu ani złości. Po prostu przejął mnie i krzyknął matce: patrz kto się znalazł. On już wiedział do kogo to w odwiedziny do lasu poszedłem. Matka zaś chciała mi przylać solidnie za ten wybryk, na co rozkosznie odkrzyknąłem „bo sobie w ogóle pójdę do lasu” i tak się ganialiśmy wokół stołu z zupełnie odmiennymi intencjami. Wszak do dzisiaj uwielbiam samotne wśród lasów spacery.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Pierwsza przejażdżka rowerem i nauka religii w szkole</h2>



<p>Pamiętam też dobrze pierwszą samotną jazdę na rowerze. Ojciec robił wtedy za Nauczyciela uczącego nieco szybciej poruszać się po ścieżce, a było to właśnie na leśnej ścieżce. Miałem wtedy skończone siedem lat, było lato, a na jesień miałem udać się do szkoły odległej o cztery kilometry. Ojciec trzymał za siodełko, a ja dzielnie kręciłem pedałami. Kiedy już mi dobrze szło, zapomniałem o ojcu trzymającym siodełko i rozpędziłem się wielce. Gdy zorientowałem się, że ojciec wcale już nie trzyma mnie z tyłu, pojawiła się panika i oczywiście drobna pierwsza wywrotka. Ufność w opiekę ojca i jego podtrzymanie sprawiła, że mogłem jeździć, jak się okazało prawie pół kilometra. Gdy pojawiło się w umyśle, że ojca nie ma blisko, natychmiast kraksa. Do dzisiaj dobrze pamiętam tę praktyczną lekcję wiary.</p>



<p>I tak już wsiadałem na rower, pamiętając najważniejszą instrukcję, że “ojciec trzyma za siodełko”. I tak też jeżdżę bezpiecznie aż po dzień dzisiejszy. Ojciec dał mi tę lekcję samodzielności i wiary. Nie zrobił tego żaden ksiądz. Kapłan tradycjonalistycznej religii katolickiej zresztą jedynie zniechęcił mnie do lekcji religii. W drugiej klasie szkoły podstawowej sporo chorowałem i tylko do księdza uczącego religii nie docierało to, że dziecko było chore i może mieć jakieś zaległości. Mało tego, raz ksiądz wykładał wielce uczenie o miłości chrystusowej, a tym co niezbyt uważali ochoczo przykładał drewnianą laską po tyłku, a zdarzało się że i po plecach. Coś mnie wtedy natchnęło, a miałem ledwie osiem lat skończone, aby go zapytać czy ta jego miłość chrystusowa polega na okładaniu kijem słabszych od siebie. Powiedział wtedy groźnie: chodź no tu do mnie, ale wiedząc jak srodze bije porwałem manele i pobiegłem w stronę drzwi. Splunąłem jeszcze za siebie jakby odganiając zły urok złego czarownika. I tak właściwie zakończyłem edukację religijną. Żadna siła nie mogła mnie doprowadzić na tak zwaną katechezę do Parafii, na którą pod przymusem chodzili wszyscy moi koledzy i koleżanki z klasy. Potem jeszcze otarłem się o religię w klasie czwartej, jednak siostra katechetka nie wzbudziła we mnie zaufania, pomimo najszczerszych starań mojej mamy. Kiedy dowiedziałem się, że używa czasem linijki dla celów dydaktycznych, to było nasze pierwsze i ostatnie spotkanie. Pomimo tego, że parafia się zmieniła, szkoła też i całe środowisko. Dojeżdżałem teraz do szkoły autobusem, całe sześć kilometrów i to do stolicy gminy zwanej Czarne.</p>



<p>Razu jednego część silnych chłopaków z klasy chciała mnie doprowadzić siłą na lekcję religii. Wywiązała się z tego niezła szarpanina i bójka. Niestety, takie przekleństwa miotałem na kościół, kler i katechetów, że chociaż byłem już obezwładniony i niesiony w wiadomym kierunku, to ze wstydu przed owymi soczystymi epitetami, zostałem puszczony wolno. Obawiam się, że mamie nawet popsuły się kontakty z parafią przez owo nieprzyjemne zdarzenie. Ot skutki głupiego pomysłu stosowania przymusu w sprawach wiary. Zapewne dzięki temu jestem do dzisiaj gorącym zwolennikiem swobody wyboru religii już od najmłodszych lat życia i do bezwzględnego egzekwowania tego prawa w każdym wieku.</p>



<p>Dziwny prezent dostałem od kościoła w szkole średniej, kiedy uczyłem się w liceum w Szczecinku. Z okazji wyboru na papieża polskiego kardynała, wszyscy otrzymali świadectwo ukończenia klasy religijnej do której akurat rocznikiem uczęszczali. Śmieszny to prezent i zabawny, ot przypływ dobrego humoru katechetów, taki małostkowy, pod okazję!. Zupełnie jak wypicie pół litra. Też potrzeba okazji. Śmieszyła mnie wtedy koleżanka, która przyniosła świadectwo do szkoły jako upoważniona do wręczenia. Taki właśnie jest ten katolicyzm, trochę śmieszny, trochę zabawny.</p>



<p>Trochę dziwnie byłem odbierany w szkole średniej. Była druga połowa lat siedemdziesiątych, późny Gierek. Nie chodziłem na religię, ale do HSPS (socjalistycznego harcerstwa) też nie należałem, jako jeden z nielicznych zresztą. Zwykle klasy chodziły w całości na religię i do organizacji socjalistycznej. A ja ani tu ani tu. Z początkiem drugiej klasy, za namową kolegi ze stancji, zapisałem się za to na aikido, japońską sztukę walki, akurat wchodzącą do naszego kraju jako wschodnia dyscyplina rekreacyjna. Fizyczny trening i mistyczna filozofia samodoskonalenia się. To chyba początek drogi samowyzwolenia, w najbardziej już świadomy sposób.</p>



<p>Wspomnę, że ciekawiła mnie postać koleżanki, która wręczała mi świadectwo religijne. Aktywistka religijna, socjalistyczna i towarzyska. Chyba wszystko wykorzystywała dla celów towarzyskich. Tak jednak wzrastali wszyscy nasi obywatele, jako szczególne przypadki katolickich komunistów. Mnie Harcerska Służba Polsce Socjalistycznej (HSPS) pod przymusem i uczęszczanie do Kościoła Katolickiego, także pod presją, jakoś zawsze kłóciło się ze sobą. Odpadłem zarówno od jednego jak i od drugiego, będąc zjawiskiem czasem nieco kłopotliwym dla otoczenia. Dodatkowo jeszcze wprawiałem w panikę cytując co ciekawsze kawałki z niektórych dzieł Lenina, które zadawały kłam istnieniu u nas socjalizmu czy komunizmu.</p>



<p>Już w szkole podstawowej odkryłem dla własnych potrzeb poznawczych, że słowo “katolickość” brzmi po polsku jako “powszedniość”. Sugeruje raczej “bylejakość” niż powszechność. Później dopiero, poznając potęgę słowa i jego znaczenia, oraz rozliczne wpływy jakie z tego wynikają, sugerowałbym oficjelom tej religii zmianę nazwy, ot chociażby na „Kościół Chrześcijański”.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Bajka o szklanej górze i pierwsza miłość</h2>



<p>Pamiętam piękną bajkę o rycerzu, który zdobywał szklaną górę, na której brzydki smok więził piękną księżniczkę. Matka opowiadała mi ją bardzo często. Ważną częścią bajki było wykuwanie przez owego rycerza schodów na stoku tej szklanej góry, po których dzielny rycerz wspiął się ostatecznie na szczyt, aby pokonać smoka i uwolnić księżniczkę. Ciągle dopytywałem o rozmaite szczegóły tego wykuwania schodów. Pamiętam, że było ich dokładnie sto, i że smok wcale nie zauważył tej podstępnej pracy. Skojarzyłem później wszystko ze stoma stopniami do świętego imienia i liczbą koralików w obiegu różańca. Tak własna matka pomogła wpoić pewne zasady, które pomagały na ścieżce. Smok ego tworzący więzienie dla duszy w charakterze pięknej księżniczki też zajął swoje poczesne miejsce w scenerii wewnętrznej walki.</p>



<p>Pierwsze oznaki zdolności do zakochania się w jakiś sposób zdradzałem już w klasie trzeciej szkoły podstawowej. Obiekt zauroczenia pewnie nie zdawał sobie z tego sprawy, ale to nie przeszkadzało aby poznawać piękno nowego uczucia. Opis księżniczki z mamusinej bajki wspaniale pasował do wyglądu koleżanki z klasy, a księżniczka była już wiele razy zdobywana. Złościłem ją tylko powtarzając jej imię w taki sposób, że przedłużałem literkę „l” w jej imieniu, i zamiast „Ala”, mówiłem ciągle „Alla”. Dopiero wiele lat później dowiedziałem się, że jest to prawidłowa wymowa imienia Boga w zapisie aramejskim czy arabskim (Allah). Nawet prawidłowo przeciągałem drugie „a”, więc obiekt mego uczucia ścigał mnie nieco po szkolnym boisku.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Miłość do gwiazd i wilkołaki</h2>



<p>Zainteresowania od drugiej klasy szkoły podstawowej ukierunkowały się zaiste w stronę wszechogarniającego ducha, chociaż ledwie tego byłem świadomy. Właściwie, to mój duch sam powędrował we właściwą stronę. Oprócz lasu i baśniowych wojen z leśnymi skrzatami i rozlicznymi wilkołakami, zauważyłem obecność nieba z rozlicznymi gwiazdami. Niebo usiane gwiazdami porwało moją duszę na wiele długich i pasjonujących lat. Kiedy w czwartej klasie podstawówki powędrowałem do swej nowej szkoły, na pytanie czym się interesujesz odpowiedziałem fachowo iż astronomią, a ściślej wybranymi zagadnieniami kosmologicznymi i egzobiologią. Wywołało to niezłą fobię, nawet wśród nauczycieli. Tak już potem wołano mnie per astronom. A że z lasu, to także czasem zając. Zdaje się, że była jakaś bajka o zającu, co chciał w kosmos polecieć i tak się to powiązało. Pamiętam do dzisiaj książkę „Wszechświat i jego zagadki”. To pierwsza astronomiczna pozycja jaka została przeze mnie pochłonięta w szkole podstawowej. Ściślej mówiąc w drugiej klasie, gdy sporo leżałem chorując na reumatyzm.</p>



<p>Pierwszą wojnę z wilkołakami wygrałem przez walkower ze strony wilkołaków. Otóż będąc chyba jeszcze w wieku przedszkolnym, matka zabroniła mi wychodzić wieczorem, po zmierzchu poza podwórko, strasząc przy tym groźnie iż straszny wilkołak czy wilkołaki porwą mnie i pożrą. Cóż trzeba było więcej dla poznającego ducha, jak polecieć do szopy, chwycić największą siekierę jaką tylko dało się udźwignąć i zrobić małe polowanko na okoliczne wilkołaki. Po jakiejś godzinie czy dwóch, kiedy już czarna noc zapadła, wpadłem do kuchni z siekierą i bojową miną, wywołując popłoch, i zameldowałem, że żadnego wilkołaka w okolicy podwórka, a wszędzie ciemny nocą las wokół, nie zarejestrowano, a jeśli były to raczej uciekły. Przeszukałem cały okoliczny las, zadając kłam mamusinym bajaniom. Wilkołaki zostały pokonane walkowerem, nie stawiły się na pojedynek.</p>



<p>Miłość do gwiazd pogłębiała się przez całą szkołę podstawową, potem średnią, a skończyła się na studiach, które zresztą były studiami astronomii dokładnie. Trudno było zdzierżyć studia na których usiłowano mnie nauczyć tego, co poznawałem dla własnych celów w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Chęć powtarzania tego co już duch poznał była minimalna. Szukałem nowego i czułem się tak, jakby chciano mnie cofnąć w rozwoju. Docenci nie dostosowali się z programem, byli spóźnieni o ładnych kilka lat. System egzaminacyjny dodatkowo obrzydzał zainteresowania i uniemożliwiał zajmowanie się tymi zagadnieniami, które akurat interesowały. A podobno dobry nauczyciel, dba o potrzeby ucznia. Tak w owym czasie czułem i rozumiałem. W końcu miłość do gwiazd z powodu rozczarowania systemem edukacyjnym, który okazał się wart tyle co odchody, skierowała mnie do miłości ku niebu. Niby ten sam kierunek, ale zupełnie odmienna jakość. Inne nieco znaczenie słowa niebo.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Piękno zmierzchu</h2>



<p>Najdalej jak sięgam pamięcią, odkąd tylko pojawiła się swoboda poruszania wokół leśnej chaty zwanej leśniczówką, w której miałem zaszczyt mieszkać, uwielbiałem przesiadywać na skarpie pod dwiema sosnami, z której był widok na rzekę, łąkę, las w oddali i nade wszystko na zachodnią stronę horyzontu, gdzie popołudniem pojawiały się piękne widoki zachodzącego słońca i wspaniałe, kolorowe zjawiska związane ze zmierzchem. Prawie każdy słoneczny dzień, jeśli tylko nie było żadnych ważnych zajęć, wędrowałem te pięćset około metrów od domu, by zatopić się w podziwianiu zjawiska zachodzącego słońca i kąpać oczy w jego kolorowych promieniach. Czasem, z powodu kilku dni przerwy i chmur, zaczynałem po prostu tęsknić za blaskiem i promieniami mojego słoneczka. I tak od wiosny do jesieni, a czasem nawet i zimą, co może nie jest typową porą dla kąpieli słonecznych.</p>



<p>Później, gdy byłem już nieco starszy, pod koniec podstawówki, odkryłem, że wschodzące słońce także ma swój nieodparty urok. Wstawałem czasem wcześniej, około czwartej lub piątej wychodziłem na łąki, gdzie wschodzące słońce mogło być zobaczone i wygrzewałem się we wzrastającym cieple, bądź zapatrywałem się aż do zapomnienia o czasie i sobie w świetlistych promieniach. Potrafiłem nawet odsypiać te poranki i kładłem się spać z powrotem o ósmej czy dziewiątej rano, by drzemać aż do południa. Tak schodziły mi wakacje w szkole podstawowej, chociaż pierwsze zabawy w świetle zachodzącego słońca zaczęły się jeszcze przed pójściem do szkoły. Lubiłem też jak ojciec zabierał mnie rano ze sobą na pole, gdy jechał siać, kosić albo naprawiać ogrodzenie. Często też towarzyszyłem mu w spacerach po lesie i łąkach w związku z wypasem owiec. Gdy tylko była odpowiednia przestrzeń, zaraz zwracałem się na chwilę twarzą do słońca. Ojciec mój zresztą też to lubił i uważał za przyjemne. Unikałem za to palących promieni słońca w ciągu dnia i około południa. Można mnie było wtedy znaleźć raczej w cieniu, jak czytam książkę. Brat ciągle dziwił się, że przesiaduję w cieniu zamiast się opalać tak jak inni normalni ludzie. Samotność, słońce o zmierzchu i o poranku, to wszystko wywarło na mnie niezatarte i nieprzemijające wrażenia. Później, w szkole średniej, dowiedziałem się, że takie przesiadywanie na słońcu i zabawa z wpatrywaniem się w grę jego promieni oraz we wszystkie barwy nieboskłonu stanowi rodzaj praktyki kontemplacyjnej, która bardzo polecana jest wszystkim medytującym. Kontynuowałem więc chętnie wychodząc gdzieś nad brzeg jeziora nad którym leży Szczecinek, o ile tylko było to czasowo możliwe.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Czar gwieździstego nieba</h2>



<p>Zainteresowanie nieboskłonem i gwiazdami w nocy także miało swe uroki, acz pierwsze świadome poszukiwania na nieboskłonie rozpocząłem dopiero w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Potrafiłem przez długie godziny wpatrywać się w wybrane obiekty nieboskłonu. Pamiętam jak czekałem na zimę aby móc dłużej obserwować migotliwe światło naszej najjaśniejszej gwiazdy, Syriusza. Przy okazji dowiadywałem się wszystkiego co się tylko dało wyczytać o Psiej Gwieździe. Lubiłem także Wegę i Procjona, a na wiosennym niebie Arktura. Wpatrywałem się chętnie w Koronę Północy, Oriona, Lutnię, a nade wszystko miałem skłonność do oglądania Plejad (także przez własne lunetki) i Warkocza Bereniki.</p>



<p>Zapoznałem planety, spośród których światło Jowisza dawało mi przyjemne wrażenie wpływania do wnętrza mojej głowy i wypełniania jej wiedzą o wszechświecie. Doświadczenie to przyszło po raz pierwszy w zimę, gdy kończyłem swój dwunasty rok życia. Zaczynałem kojarzyć i wiązać rozmaite fakty i szczegóły związane z wyglądem kosmosu jako całości. Wzbudziło się też przeczucie, że takich wszechświatów jak nasz musi być dużo więcej. Ogromny kosmos wydawał mi się jakiś mały i ciasny, gdy zdawałem sobie sprawę z zamkniętego i ograniczonego kontinuum. Z jaką radością odkryłem później, że nauki ryszich i sufich wspominają o 18 tysiącach wszechświatów takich jak ten. Jakiż też byłem szczęśliwy, gdy udało mi się zobaczyć Merkurego, którego zaobserwować nie jest tak łatwo. Lubiłem też wpatrywać się w blask Wenus, zarówno jako Wespery jak i Jutrzni. Uran także został dostrzeżony, chociaż już przez lunetkę. Przez długie godziny przesiadywałem też spoglądając na księżyc w pełni i obserwując rozmaite zjawiska świetlne, które się wtedy dzieją. Urok księżycowego światła był bardzo delikatny i subtelny. Tak mijała szkoła podstawowa i samotność w domu pośród lasu, gdzie do sąsiada było prawie cztery kilometry i dystans pewnej obcości, gdyż rodzice raczej utrzymywali tylko oficjalne kontakty niż towarzyskie.</p>



<h2 class="wp-block-heading">O zapowiedzianej śmierci ojca</h2>



<p>Gdzieś około połowy lat osiemdziesiątych, jeszcze niby studiowałem, podczas sierpniowych wakacji zobaczyłem wiele zmian na twarzy i w sylwetce mego ojca. Tato zresztą zaczął się kurczyć jakby już od wiosny. Chyba nikt nie chciał świadomie przyjąć do wiadomości tych oznak, a szczególnie tego, co one w istocie oznaczały. Cóż mogły oznaczać, gdy ojciec miał ponad siedemdziesiąt lat. Pewnego razu pod koniec sierpnia 1984r., podczas tradycyjnego wypasu owiec (które ojciec namiętnie hodował, jakby jakiś starożytny prorok), zaczęliśmy rozmawiać o śmierci i odejściu. Tak zupełnie na poważnie. Ojciec, wiedząc że wyjeżdżałem na obóz aikido na prawie trzy tygodnie, zechciał się ze mną pożegnać. Mówił też o tym iż z resztą rodziny nie może, gdyż uznałaby go za niespełna rozumu. Powiedział, że czas jego już nadszedł i pora odejść, zupełnie tak jakby chodziło o wyjazd na dłuższy czas. Zresztą powiedzieliśmy sobie do zobaczenia w lepszych czasach.</p>



<p>Ojciec przekazał mi istotne kontakty odnośnie swego owczarstwa i jak najkorzystniej zlikwidować jego hodowlę owiec. Swojemu kumplowi też hodowcy powiedział, że umówił go z synem (czyli mną) po swej śmierci. Tamten pokpiwał, tylko miał nietęgą minę jak mnie później zobaczył w tej sprawie. Jeszcze mu powiedziałem, że to ojciec mi kazał. Trochę się wystraszył chłopina tej sytuacji, choć już niejedno w życiu widział.</p>



<p>Stało się tak jak ojciec przewidział. Kiedy powróciłem po obozie do domu rodzinnego, do swej leśniczówki, okazało się że ojciec właśnie jest w szpitalu, zachorował dwa dni wcześniej. Nie było już sposobu aby go jeszcze odwiedzić, ze względu na rzadką komunikację &#8211; z owej leśnej dziury nie było łatwo wyjechać. Zresztą za parę godzin przyszedł telegram, który odebrałem osobiście, zawiadamiający o śmierci ojca. W zasadzie wszystko było w porządku, pożegnaliśmy się trzy tygodnie wcześniej, już na wieki wieków, powiedzieliśmy sobie do zobaczenia w lepszych czasach, uzgodniliśmy co mam zrobić z jego hodowlą po jego śmierci, czyli zaraz jak wrócę. Nie potrzeba było łez, uroniliśmy je żegnając się ku wieczności. Dusza porzuciła ciało w stosownym czasie, tylko reszta rodziny nie mogła zrozumieć, dlaczego nie jestem zaskoczony ani rozbity, roztrzęsiony. Chociaż smutno mi było, gdy wracałem do domu, to nawet wiadomość, że ojciec ciężko chory umiera w szpitalu, nie zrobiła na mnie wrażenia. Coś tylko w duchu szepnęło, że niedługo przyjdzie wiadomość, o śmierci oczywiście. Umowa się dopełniła. Poczułem, jakby ojciec miał w sobie coś z natury starożytnych mędrców, którzy zawsze zapowiadali rodzinie kiedy odejdą w wieczną podróż.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Przyjaciel Kroszczak</h2>



<p>Pamiętam też inną historię z mego dzieciństwa, gdy oswajałem koguta. Miał na imię Kroszczak i towarzyszył mi często w leśnych wędrówkach. Gdzieś około trzeciej klasy podstawówki upatrzyłem sobie tę istotę w stadzie małych piskląt i rozpocząłem regularne osobne karmienie, zabieranie ze sobą, wołanie po imieniu. To niesłychane, ale kogut był o wiele bardziej inteligentny niż wszelkie kundle jakie widziałem dotychczas. Niestety wspólna przyjaźń skończyła się po trzech latach, gdy w ramach niespodzianki podano mi mojego ulubionego przyjaciela w formie rosołu i pieczonego mięska na sobotni obiad. Skończyła się obiata szybko, gdy skonstatowałem co to za kogut. Rodzinka miała go wszędzie, szczególnie na ścianach kuchni i na własnych ubraniach, pomimo że rosół był gorący. Niestety, prawdopodobnie do dzisiaj nikt z nich nie rozumie, o co mi wtedy chodziło. A chodziło o to, że zarąbano mojego przyjaciela. Epitetów nie pamiętam, ale były tylko epitety, wszystkie jakie znałem w piątej już wtedy klasie szkoły podstawowej. Chyba pierwszy raz poczułem wtedy rodzinę jako obcych, co przełomowo zaważyło na całym moim późniejszym stosunku do tak zwanych bliskich, rodziców i rodzeństwa. Oni mieli ubaw, a ja przeżywałem śmierć swego przyjaciela, z którym się dobrze rozumieliśmy. Tak straciłem pierwszego poważnego kumpla w leśnej samotni.</p>



<p>Dzisiaj, jeśli ktoś mówi, że zwierzęta są mniej inteligentne od ludzi, albo że nie mogą mieć praw, natychmiast pojawia się jakaś chęć likwidacji najbliższej rzeźni, tego miejsca barbarzyństwa, porównywalnego tylko do Oświęcimia. Dopiero później dowiedziałem się o tym, że ludzinka i świninka są bardzo do siebie w smaku podobne. Tak twierdzą kanibale. I taki też pogląd się we mnie utwierdził. Zwłaszcza, kiedy w ramach jakiegoś obowiązku pracy społecznej z epoki późny Gierek, popracowałem trochę przy sprzątaniu w jednej z ubojni (rzeźni). Zwierzęta płaczą i cierpią, a ludzie są tacy obojętni, tacy bestialscy.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Pierwsze spotkanie z jogą i aikido</h2>



<p>Asany, ćwiczenia postaw ciała hatha jogi, zobaczyłem pierwszy raz w ósmej klasie podstawówki, w „Płomyczku”. Pamiętam jak długo i wielokrotnie czytałem o nich i próbowałem ich zaraz, chociaż było tego niewiele, coś z pół strony. Później wróciłem do ćwiczeń tego rodzaju, chociaż była to tak zwana joga japońska, nauczana w ramach aikido, jako rozgrzewka. Jednakże, japoński nurt budo pochłonął mnie na początku drugiej klasy Liceum. Była jesień 1978 roku, kiedy to za namową kolegi ze stancji rozpocząłem systematyczny trening aikido.</p>



<p>Pragnienie ćwiczenia jogi też sobie gdzieś dojrzewało, pielęgnowane w sercu jako chęć poddania się takiemu treningowi, która od czasu do czasu wracała w ramach marzeń, przeplatając się z tymi „naukowymi” marzeniami o zostaniu astronomem, czy raczej ściślej o poznaniu jak zbudowany jest kosmos, co też w pełni zaspokoiłem. Tymczasem popołudnia wolne od lekcji spędzałem w dodźio, w sali ćwiczeń sztuk walki. I tak było aż do matury, kiedy to kułem do egzaminów i tych szkolnych i tych z aikido, teraz już celując w zostaniu instruktorem.</p>



<p>Kiedy w czerwcu 1981 udawałem się na kurs instruktorów aikido, był to czas, kiedy inni kuli do egzaminów wstępnych. Szczęśliwie zdałem jedne i drugie. Rodzina do dzisiaj nie w pełni zdaje sobie sprawę jak pilnie ćwiczyłem aikido dokładnie przed egzaminami wstępnymi na astronomię. Dwie pasje szły ramię w ramię i łeb w łeb. W ogólniaku jeździłem na obozy kółka naukowego młodych astronomów, acz zawsze zabierając ze sobą strój do ćwiczeń japońskiej drogi aikido. Miałem w czasie studiów do wyboru: albo zapomnieć o aikido, albo zostać instruktorem i założyć sekcję w akademickim ośrodku, w którym takowej dotychczas nie było.</p>



<p>Pamiętam wszystkie noce spędzone na wpatrywaniu się w niebo i zliczaniu meteorów. Oczywiście, w czasie nocnych niebieskich obserwacji, zdarzyło się i coś co przypomniało, że raczej nie jesteśmy sami w tym wszechświecie, i można powiedzieć, że była to jedna z najbardziej pasjonujących obserwacji, jaka zdołała mi się trafić. Nigdy więcej nie mogłem już potem rozmawiać o występowaniu życia w kosmosie bez poczucia śmieszności wszystkich tych tak zwanych naukowców, którzy poddają rzecz w wątpliwość, bądź odkładają w sferę wiary. Naoczne doświadczenie, kiedy oczy zobaczą wielką i dziwnie poruszającą się kulę, a nawet stado takich obiektów, wyzwala duszę ze sceptycyzmu.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Podróż ku Niebiosom</h2>



<p>Podróż ku niebiosom żyła cały czas swoim rytmem, sobie tylko właściwym tempem. Prawdopodobnie więcej o wszechświecie dowiedziałem się z rozważań filozoficzno &#8211; duchowych jednego z moich pierwszych duchowych nauczycieli aikido i ze studiowania mistycznej kosmogonii Omotokyo, niż ze wszystkich razem wziętych wykładów w czasie moich studiów. Zajmując się aikido w szkole średniej, otarłem się także o istnienie zen, jednakże dopiero w czasie studiów udało mi się nawiązać jakiś kontakt z grupami praktykującymi sztukę siedzenia w zazen (zazen), oraz posiedzieć trochę w różnych ośrodkach. Było to bardzo pomocne, jakby w parze do ćwiczenia aikido.</p>



<p>Głębokie metamorfozy spojrzenia na życie i świat otaczający dosięgnęły mnie na większą skalę już w szkole podstawowej. Pierwej, kiedy leżałem długo zmożony dolegliwościami reumatycznymi, w trzeciej klasie, otworzył się przede mną kosmos, z całym bogactwem planet i planetoid, gwiazd i rozmaitych niebieskich obłoków. Następny raz, to około szóstej klasy, kiedy to przyniosłem najgorsze ze wszystkich świadectwo. W owym czasie, część rodzeństwa zaangażowała się we własne rodziny i tak gęsto było mieszkańców w rodzinnym domu, iż z braku miejsca wyniosłem się na strych, na poddasze, gdzie był nieustanny przewiew pod samą dachówką. O dziwo, nikt z domowników nawet nie zauważył, że nie mieszkam w żadnym pokoju razem z nimi, że wyprowadziłem się na poddasze.</p>



<p>Po trzech miesiącach ojciec pierwszy zdał sobie sprawę, że w układaniu kto gdzie będzie mieszkał, zostałem po prostu pominięty. Suma sumarum, reszta więzi pokrewieństwa z rodzeństwem i rodzicami jakoś się wtedy rozwiała definitywnie i zaczęli być wszyscy tacy sami jak wszyscy obcy ludzie. Przyniosło to właściwą perspektywę widzenia, bez przywiązań do przeszłości. Taki kolejny krok na drodze do wyzwolenia, który przyszedł samoistnie, bez żadnej tam szczególnej praktyki duchowej.</p>



<p>Kolejne doświadczenie poszerzające świadomość boskiej obojętności przyszło, też na gruncie rodzinnym, na przełomie podstawówki i ogólniaka. Będąc na granicy depresji i samounicestwienia, wszystko na tle rodzinnych konfliktów, znalazłem się po raz pierwszy w doświadczeniu na krawędzi śmierci, czy jak to mówią czasem specjaliści, przeżyłem wstrząsowe doznanie z pogranicza śmierci. Coś jakby pobyt po drugiej stronie życia. Śmierć, dzięki temu pouczającemu doświadczeniu, przestała być czymś, czego należałoby się bać, stała się czymś obojętnym. Zdałem sobie jasno sprawę z faktu, że umrzeć to wcale nie znaczy to samo, co przestać istnieć. Zapewne dlatego tak dobrze potem zrozumieliśmy się z moim ojcem, gdy wybrał się w daleką podróż na drugą stronę życia. Tak to, jako młody licealista, miałem już konkretną refleksję popartą własnym życiowym doświadczeniem, w sferze, która wprawiała wszystkich znajomych raczej w panikę i popłoch, a podobno byli wierzącymi i religijnymi ludźmi.</p>



<p>Pamiętam, kiedy przywieziono mnie wtedy do szpitala w stanie półprzytomnym, (zatrułem się bowiem lekami, zjadłszy nie te co trzeba, do tego przeterminowane i zbyt dużo, myśląc, że w ten sposób szybciej przejdą mi jakieś bóle) pierwsze co usłyszałem od współpacjenta, że na tym łóżku już trzech po kolei umarło i że jestem kolejnym kandydatem do pogrzebania. Zresztą pozostali pacjenci o niczym ze sobą nie rozmawiali, jak o tym, kto zdaniem kogo i kiedy powinien w tej sali kopnąć w kalendarz. Ciągle wychodziło na mnie, ale jednak jakoś przeżyłem. Oglądałem tylko wszystkich jakby z góry i jakby w półśnie. Pamiętam jak nawet lekarz zastanawiał się czy już podpisać akt zgonu czy też jeszcze nie. Jak oprzytomniałem trochę, to pacjenci oczywiście przypomnieli, że papiery (do pochówku) doktor już przygotował. Tylko podpisać i wyjazd (do kostnicy rzecz jasna). Inne zmarłe dusze też ciągnęły w swoją stronę, ale jakoś wola życia była tym razem o wiele silniejsza. A ja miałem dziką satysfakcję, jak do pochówku wywozili z tej pechowej sali (ciężkie przypadki) tych jednak, co najwięcej krakali nade mną. Tak im widać było pisane.</p>



<p>Najbardziej mistyczne doświadczenia związane jakoś z aikido przyszły gdy kończyłem ogólniak, a potem we wakacje, gdy już byłem przyjęty na studia. Czwarta klasa ogólniaka to owoc wielu ćwiczeń oddechowych i kontemplacji jakie robiłem na bazie aikido i całej tej japońskiej jogi. Może też trochę kontynuacja uprzedniego doświadczenia z umieraniem, albowiem pogłębiło się wielce i nabrało wymiaru systematycznej, prawie codziennej przygody ze świadomością na krawędzi śmierci, trochę po drugiej stronie i z powrotem. Zaczęło się tak, przy końcu drugiej klasy ogólniaka, że leżąc jak należy, na wznak, oddychając głęboko i skupiając się na wiszącym na ścianie portrecie Mistrza Uyeshiba, założyciela aikido, zapadałem jakby w krótki sen. W czasie tegoż niby snu, zacząłem doznawać warkotu przenikliwego dźwięku, jakby zapalania motocykla lub dodawania gazu. Potem ciało stawało się bezwładne, jakby z ograniczonym czuciem czy lekkim paraliżem, taka niemoc. W końcu usiłowałem się rozejrzeć, lecz w pół śnie zobaczyłem iż obraz Mistrza wiszący na ścianie jest jakby podwójny. Zdumienie, podniosłem się lekko i płynnie, rozejrzałem po pokoju i obróciłem się z powrotem do łóżka na swojej stancji, by ze zdumieniem ujrzeć iż leżę jednak na łóżku, to znaczy ciało leżało nieporuszone, a ja spacerowałem sobie spokojnie po własnym pokoju. Doświadczenia tego rodzaju powtarzały się potem często, praktycznie każdego dnia, gdy tylko położyłem się aby odpocząć, i gdy leżąc starałem się bardziej odprężyć. Szczęśliwie, głównie tylko wtedy, gdy byłem sam, chociaż później, już w czasie studiów miałem takowe i w towarzystwie współlokatorów z akademika, którzy zastanawiali się czasem nawet czy aby nie wyzionąłem ducha. Mawiali mi, że wyglądam jakbym umarł, gdy drzemię.</p>



<p>Pamiętam, iż pierwsze kilkaset zdarzeń ekscytowało mnie bardzo, gdy mogłem na przykład przeczytać książkę, zapamiętać z niej wszystko i potem okazywało się iż w prawdziwej książce pisze dokładnie to, co czytałem uprzednio, niejako w stanie ni to pół jawy, ni to pół snu, albo, gdy odwiedziłem kolegę w sąsiednim pokoju i potem dokładnie opowiedziałem mu o tym co robił. Doświadczenia te, chociaż inspirowane po części oddychaniem i odprężaniem, przypominały stany doznawane, gdy byłem w szpitalu bliski zejścia z tego świata. Trudność sprawiało wracanie z tych przeżyć z powrotem. Zawsze był to nagły skok, podobny do obudzenia się w czasie gdy coś się śni. Główną różnicą była ewidentna realność i sprawdzalność rejestrowanych doznań.</p>



<p>Później dowiedziałem się coś więcej o zjawiskach z pogranicza umierania, a doświadczenia tego rodzaju przestały być czymś nadzwyczajnym. Końcowy okres ogólniaka spędziłem więc jedną nogą tutaj, a drugą tam, jak można by to podsumować. Okres maturalny był poświęcony nauce i treningowi do maksimum. Kiedy inni nie mogli godzić aikido z nauką i maturą, traktowałem ćwiczenia aikido jako codzienny relaks od nauki. Szczęśliwie mieszkałem na stancji, samotnie, gdyż właścicielka lokalu często wyjeżdżała. Rodziców odwiedzałem nawet i tylko raz w miesiącu, więc nikt nie przeszkadzał mi w tym co postanawiałem robić. Mogę tylko być wdzięczny losowi za wszelkie okazje i możliwości, które się wtedy pojawiły.</p>



<p>Kiedy zostałem w końcu przyjęty na studia i zostałem jakoś instruktorem aikido, prawie w jednym czasie (przełom czerwiec &#8211; lipiec 1981), podczas wakacji poświęcałem maksimum czasu na trening z mieczem i kijem, oraz na medytacje w seiza czy zazen, jak zwie się po prostu siedzenie i uważne oddychanie w japońskim treningu mistycznym. Pamiętam z tych wakacji jedno uwznioślające doświadczenie, które zaważyło wiele na moim późniejszym wyborze drogi ku niebiosom.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Przypływ Złotego Blasku</h2>



<p>Siedząc kolejnego sierpniowego wieczoru z twarzą jak zwykle ku wschodowi, zasiedziałem się w japońskiej klęcznej pozycji przez ponad ćwierć doby, cały wieczór aż do późnej nocy. Rozmyślając o tym czego poszukiwali starożytni mędrcy uprawiający kontemplacje i siedzący przez wiele dni, miesięcy, a nawet lat, stopniowo doświadczałem, jak całe otoczenie, drzewa i trawa, piękny leśny krajobraz, cały promieniował bardzo przenikliwym i delikatnym, złotawym światłem. Blask ten stopniowo narastał i nasilał się, ledwie zdałem sobie sprawę, że cała otaczająca przestrzeń po prostu zanikała i w końcu znikła, wypełniając się tym złotawym blaskiem. Myślałem z początku, że to słońce zachodząc, daje morze tak wspaniałego światła. Jednak było coraz trudniej myśleć i w końcu doświadczyłem po raz pierwszy co to znaczy ten absolutny spokój umysłu, w którym nie ma żadnego myślenia, o którym coś słyszałem od moich dotychczasowych nauczycieli aikido.</p>



<p>Nie było żadnego krajobrazu, tylko złocisty blask, który jakby nie miał żadnego źródła. Poczułem, jakbym spotkał się z kimś naprawdę bardzo serdecznym i bliskim. Morze złotego jaśnienia w którym znalazłem się jakimś dziwnym trafem było jak wspaniała i dobrze znana acz dawno nie widziana przestrzeń, kiedy oglądasz miejsca, które kochasz, a w których dawno cię nie było. Ogromne świetliste jaśnienie było bardzo serdeczne i przyjacielskie, nie miałem żadnej chęci aby kończyć jego trwanie, a jedynie wrażenie, że tak jest od zawsze i na zawsze. Wszędzie było to złotawe, skojarzone na początku z blaskiem jaśniejącego słońca o zachodzie &#8211; morze jaśnienia i światłości.</p>



<p>Nawet rodzina mi w tym nie przeszkadzała, choć zwykle byłem zaczepiany w trakcie tych swoich ćwiczeń. Kiedy się ocknąłem, zjawisko bowiem nagle się rozpłynęło, zauważyłem, że jest najczarniejsza noc, świeciły ukochane gwiazdy, była pierwsza w nocy. Ojciec mój opowiadał mi później iż miał wrażenie jakby wydarzyło się coś wielkiego i przeczucie, że nie należy mi dziś przeszkadzać. Zabronił nawet matce zakłócać i przerywać moją medytację. Siedziałem cały czas na tej samej zielonej trawie, w japońskiej postawie medytacyjnej, w seiza. Nogi były sprawne, nie było żadnego, o dziwo, problemu ze wstaniem. Wszyscy już spali, gdyż pora była późna. Pozostała tęsknota za ponownym spotkaniem z tym złocistym blaskiem, w którym znika cała dotychczasowa rzeczywistość, a nawet poczucie czasu.</p>



<p>Zauważyłem po tym jakościowy skok we wszystkich technikach i ćwiczeniach aikido. Dziwne, ale bez treningu nawet szły mi o wiele lepiej i potem często z nagła pokazywałem coś, co inni bardzo chcieli się nauczyć, a dla mnie było to niewytłumaczalnie proste. Tak potem rozpocząłem aktywność polegającą na przekazywaniu praktyki aikido w otoczeniu treningu Ki i mistycznych ćwiczeń oddechowo &#8211; kontemplacyjnych.</p>



<p>Rozmawiałem później o tym doświadczeniu z nauczycielem Zen, niejakim Soen Sahn Nimem, ale sugerował mi tylko abym tak długo kontemplował, rozmyślał na ten temat, aż zrozumiem czym to naprawdę było i co dla mnie znaczy. Tak też postąpiłem za tą radą.</p>



<p>Z początkiem jesieni 1981 rozpocząłem studiowanie astronomii w Toruniu. Ledwie dostawszy się na studia i ledwie co zostawszy instruktorem aikido, rozpocząłem prowadzenie zajęć w założonej przez siebie sekcji akademickiej przy Uniwersytecie. Warunki były skromne, ale trening pochłaniał mnie coraz bardziej, a dodatkowe spotkania z ludźmi o podobnych zainteresowaniach i poszerzanie pola swoich doznań i doświadczeń sprawiło, iż niezbyt ciekawie aranżowany tok studiów uniwersyteckich stracił swoją atrakcyjność. Znalazłem tam wiele głupich i niepotrzebnych nikomu rzeczy, najmniej zaś było wiedzy o wszechświecie i astronomii jako takiej. W dodatku, to wszystko co mnie interesowało już poznałem w szkole podstawowej i średniej.</p>



<p>Podczas stanu wojennego byłem dodatkowo pochłonięty nawiązywaniem ciekawych kontaktów, treningiem i kolportowaniem literatury mistyczno-religijnej. Tak mijał czas, aż do 1986 roku, kiedy zdecydowałem się gwałtownie na rozstanie z Uniwersytetem, ponieważ nie wnosił nic twórczego do mojego życia. Dusza nie chciała uczyć się rzeczy zbędnych ani błędnych teorii.</p>



<p>W czasie tym zapoznałem się intensywnie z teozofią, okultyzmem, charyzmatycznymi doktrynami zielonoświątkowymi, radiestezją i psychotroniką, z rebirthingiem, medytacjami trójkątów i grupami transmisyjnymi, z naukami Krisznamurtiego, Św. Jana od Krzyża i z wieloma innymi mistycznymi programami duchowymi. Szczególnie pamiętam i cenię sobie suficki trening Din-i-Illai wraz ze spotkaniami z Khalif Akbar Suachani-al-Hadźidź, wielkim nauczycielem starożytnej szkoły Subudh, spotkania i treningi z moim najgłówniejszym nauczycielem aikido, z Shihan Yichihara Imoto oraz z nauczycielem laja jogi, spotkania z którym dopełniły całkowicie mojej duchowej edukacji &#8211; z Baba Śiwanandą.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Jedność Buddy i Chrystusa</h2>



<p>Przestudiowywałem jednocześnie chrześcijańską Biblię i nauki wzniosłego Buddy. I nie znalazłem pomiędzy nimi żadnych sprzeczności, a wręcz przeciwnie, ukazało się jasnym, że obaj wieszczowie głosili dokładnie takie same doktryny współczucia i miłosierdzia Bożego, obaj byli reformatorami na gruncie swoich skostniałych fundamentalistycznych doktryn religijnych. Zarówno Chrystus jak i Buddha byli z pochodzenia synami królewskich rodów, obaj ukochali biednych i prostych ludzi, obaj nieśli takie samo wsparcie w postaci nauk wolności duchowej i miłości wzajemnej pomiędzy ludźmi. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, jakimi niegodziwcami są wszyscy kapłani i księża, którzy usiłują zaprzeczać tym oczywistym faktom. Zawsze, kiedy pojawiały się wątpliwości i trochę nad nimi medytowałem i modliłem się w Duchu Świętym, pojawiał się złocisto-świetlisty blask, który rozjaśniał wątpliwości i pokazywał, że Droga jest tak naprawdę Jedna i ta sama, a ci, którzy uczą o różnicach robią tragiczne w skutkach błędy.</p>



<p>Podobne doznania i przebłyski pojawiały się także już na gruncie treningu mistycznego aikido i omotokyo. Ciągle przychodzi do mnie takie piękne wrażenie, jakby wizja, Buddy i Chrystusa, siedzących razem, na jednym tronie i wykładających swe nauki, każdy w swoim języku, jednakże tak, jakby jeden wyjaśniał lub tłumaczył ze swojego punktu widzenia, co drugi miał na myśli, gdy wypowiadał się w pewnych kwestiach.</p>



<p>Zajmując się głębiej mistyką chrześcijańską i chadzając też często do różnej maści wspólnot i pastorów chrześcijańskich, otrzymawszy Ducha Świętego w kilku wspólnotach charyzmatycznych modliłem się często o głębsze zrozumienie jednej owczarni i jednego pasterza, aż Duch Boży zaczął wskazywać czym to naprawdę jest, podsuwając odpowiednie nauki i instrukcje, które dziś mogę nazwać Światłem Ekumenii i Jogą czyli odsłonięciem prawdy o tym, że wszystkie religie prowadzą do tego samego celu i zostały założone przez posłańców przybyłych z tego samego źródła.</p>



<p>Aikido i cała japońska mistyka Shinto stały się dla mnie pewną podstawą, dzięki której mogłem wiele doświadczyć i zrozumieć. Dlatego najważniejsze instrukcje, które pomogły mi wielce na mojej ścieżce do Boga zaczerpnięte są właśnie z treningu harmonii z Duszą Wszechświata, która okazała się być tym samym co chrześcijański Duch Święty i hinduski Brahman, Duch Najwyższy. Mam nadzieję, że wszyscy zainteresowani cokolwiek drogą jaką wędrowałem, spożytkują na własny użytek wszystkie te instrukcje, które mnie doskonale służyły i które mnie prowadziły po ścieżce, a nawet czynią to w dalszym ciągu, wiodąc ku Wielkiemu Nieznanemu.<br></p>



<p class="has-text-align-right"><strong>Mohan</strong> <strong>Ryszard Matuszewski</strong></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://ryszard-matuszewski.com/moja-droga-do-boga-konfesje/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
